Jesienne haiku lunofila

miechunka

fot.: Emilia Kiereś

 

„Haiku nie jest wierszem, nie jest literaturą, jest to skinięcie, półotwarcie drzwi, wytarcie lustra do czysta”.

„Haiku jest wyrazem krótkotrwałego olśnienia, kiedy wglądamy w życie rzeczy”.

„Haiku żąda od nas, aby nasza dusza znalazła swoją własną nieskończoność w granicach jakiejś skończonej rzeczy”.

R.H. Blyth – Historia haiku

(z wstępu Czesława Miłosza do jego Haiku, Wydawnictwo m, Kraków 1992)

 

 

koson ohara

Niebieskie kwiaty w świetle księżyca – japoński drzeworyt barwny, autor: Koson Ohara (1877-1945)

 

Oby temu,

Który tej nocy przynosi kwiaty,

Świecił księżyc.

 

Kikaku (1661-1707)

 

 

shufu-miyamoto-moon-lake-woodblock_1_329b54bd920d9492bbce28eea7218151

Światło księżyca nad jeziorem – japoński drzeworyt barwny, autor: Shufu Miyamoto (1950-)

 

Na mokrych liściach

Jarzenie się

Świateł wioski.

 

Ryota (1707-1787)

 

 

sh koho moonlit sea

Morze w blasku księżyca – japoński drzeworyt barwny, autor: Shoda Koho (1871-1946)

 

Co za księżyc –

Złodziej przystaje

Żeby śpiewać.

Buson (1726-1776)

 

 

herons in reeds koson ohara

Czaple w trzcinach – japoński drzeworyt barwny, autor: Koson Ohara (1877-1945)

 

Łuk nowego księżyca

Nie ma cięciwy.

Dzikie gęsi krzyczą.

 

Gonsui (1650-1722)

 

 

(Wszystkie haiku w przekładzie Czesława Miłosza)

221 przemyśleń nt. „Jesienne haiku lunofila

  1. 14:28
    Nadzieja
    Opuszczasz mnie. Zmierzch w izbie szary.
    Niechętnych nie wstrzymuję gości.
    Mówisz: mrok kusi do niewiary?
    Jest czymś dalekim od miłości?

    Dajesz mi dłoń na pożegnanie,
    Widząc, że lampa ma przybladła.
    Nie wyjdę z nią, By rzucić tobie
    Na drogę gorycz mego światła.

    Zbyt doświadczona dusza moja,
    Wiedząc, co warte i niewarte,
    Jest niespokojna i ciekawa,
    Jak okno w czarną noc otwarte.

    Dnia oddal mglista, nierzetelna
    Dotknęła oczy me niemocą
    I oszałamia mnie nadzieją
    Niespodziewana przyjaźń z nocą.

    /Leopold Staff/

    (niezwykła interpretacja tego wiersza w wykonaniu Grzegorza Turnaua jest na jego nowej płycie „L”, właśnie słucham jej w kółko…)

  2. wcześnie o tak ! jak ptak !
    cenię sobie bardzo, nadranną kawę z mężem i tę odrobinę ciszy przed burzą dnia :)
    poza tym okrutnie dużo czasu mija zanim zdążę przygotować wuchtę sznytek dla tego całego stadka głodnych
    gębuszek + śniadaniówki,uff

    Szancer mmmhmmmm,
    zamówiłam ostatnio Curriculum vitae Szancera- czekam bardzo, bardzo niecierpliwie !

    pięknego, jesienią pachnącego dnia !

  3. Dynia króluje (chyba w tym roku obrodziła) na naszych stołach. Zapiekanka Kopciuszka to dalej przebój. Ostatnio zasmakowaliśmy w koktajlach: dynia (lepiej podpieczona, ale niekoniecznie), banan, mleko, cynamon. Mniam.

  4. Jak widać Zytko – fałszywy, niestety ;)

    Nasza DUA potrafi budować napięcie, prawda i to jeszcze przed ukazaniem się Ciotki.

  5. Takie samo było moje spostrzeżenie, z tą pocztą, Sowo.
    Ba! Przez specjalnego posłańca można było list dostać niemal zaraz po jego napisaniu.

    Sowo, nie przegoni.

  6. Kultura epistolarna miała swoje zdobycze. Przy lekturze angielskich powieści nieodmiennie zadziwiam się, że brytyjska poczta była kiedyś taka błyskawiczna – niezależnie z jakiej części Anglii i o jakiej porze dnia wysłano list, adresat czytał go już następnego dnia przy śniadaniu.

    (Mam nadzieję, że ten nowy August P. nie przegoni nam miłego Duszka?)

  7. Dzieńdoberek. Jeżeli nie Pierożek, to może Pieróg August – wnuk niesympatycznego wicedyrektora, który nie wdał się w dziadka ?

    Swoją drogą, ciekawe jak wygląda, może wtedy byłoby łatwiej :)

  8. Rozpędziłam się.
    Czekamy owego „niedługo” a nie „jutra”!
    A propos księżyców i haiku – ciężko nie być lunonofilem, gdy widzi się takie nokturnowe piękno i słucha krótkich zamyśleń. Dziękuję za inspirację.

  9. Czekamy jutra zatem! Na jego „fotografię”!
    Auguście, jestem Zyta, miło mi! :)
    Gustek, jestem Zytka! ;)
    Jaką masz naturę? słoneczną czy księżycową…?

  10. Dzień dobry, Weci!
    Ależ wcześnie wstajesz! 5.56! A nawet jeszcze wcześniej, bo przecież kawę musiałaś zaparzyć etc.
    Miło mi, że do mnie zajrzałaś.:)

    Zytko, he, he. Nic z tego.
    Niedługo Wam pokażę, jak August wygląda. Właśnie go sobie rysuję, dla pełniejszego scharakteryzowania. Wskoczył mi do powieści z nagła i niedawno.

  11. Ooo! August… :)

    August Pierożek
    August Piątek
    August Piłat
    August Pióro
    August Prędki
    August Pietrucha
    August Puszczyk

  12. Dzień dobry. Nie mogę wytrzymać i muszę na chwilę wyjść spod regału. Byłam wczoraj w Muzeum Pana Tadeusza. Nie wiedziałam, że jest wydanie z ilustracjami M. Szancera, piękne. Już zamówiłam. Pana Tadeusz w domu nigdy za wiele. Zakupiłam też Armadale, tak apetycznie piszecie. Tylko musi poczekać na swoją kolej, bo bez reszty wciągnęła mnie Saga Puszczy Białowieskiej. Mamo Isi, jak dynie w tym roku, weszły na drzewo, tu powinien być znak zapytania, ale nie chce się kliknąć, przepraszam. U mnie dyni dużo i na ogrodzie i w kuchni, bo na szczęście, wszyscy lubią wszystko co z nich przygotuję, dziś zupa kremowa z grzankami. Pozdrawiam ciepło w ten pochmurny dzień. Miłego dnia.

  13. Zaglądam tutaj zdecydowanie zbyt rzadko !
    Biegnę więc krzepić się słowem i obrazem ;)

    pozdrawiam serdecznie znad wczesno porannej kawy, słuchając uśpionych oddechów pacholąt.
    Uśpionych- jeszcze przez najbliższe 5 min…za moment zadzwoni budzik.

    pięknego poniedziałku !

  14. Adminki mówią, że to nic takiego i żeby się nie bać. Drobiażdżek techniczny bez znaczenia.

    Chesterko, no widzisz!:)

    Zgredzie (wiad.pryw.)- trzymam kciuki!

  15. Pani Małgosiu! Dziękuję!!!!! Popłakałam się, bo do tej pory niczego więcej się nie dowiedziałam. Już nic więcej nie piszę, bo jestem wzruszona;,,,)

  16. Chesterko, ale się ucieszysz!
    Zajrzyj do wpisu „Przed 1 września”, z 30 sierpnia roku 2016. Właśnie wpisał się tam ktoś, kogo lubisz.

  17. No, właśnie, KokoszaNel, to całkiem nieprawdopodobne: stygnącą ręką walnąć taki elaborat. A potem jeszcze stygnącym umysłem dyktować!
    Ale czego ja bym panu Collinsowi nie darowała…

    Co to za Widget stopki znowu? Adminki, widzicie?

  18. Ciekawe przemyślenia ma Sowa na temat Marianny. Tak czy inaczej to moja faworytka w rankingu na najlepiej skonstruowaną postać, Fosco miejsce numer dwa.
    Pan Armadale napisał większość listu samodzielnie, kiedy jeszcze był w stanie. Podyktował kilka ostatnich zdań.
    O oleju dyniowym zapomniałam, robiłam z zawodnej pamięci. Czegoś mi w smaku brakowało, już wiem czego.

  19. Dzien dobry slonecznie.U mnie rowniez „Widget stopki…”.Wlasnie zamowilam „Kwadrans”.Pozdtswiam Wszystkich.

  20. Dzień dobry.
    Jestem, jestem, tylko sobie po prostu milczę, uznając, że akurat nie mam nic do powiedzenia.
    Za to nie wytrzymałam i zamówiłam sobie „Armadale” w okazyjnej cenie na Allegro, co prawda w tłumaczeniu, ale zawsze.
    Pozdrawiam serdecznie Ulubioną Autorkę wraz z gośćmi i uciekam do pracy, pokasłując niestety.
    Emotikon :)

  21. Dzień dobry!
    Kasiu Nowak, nie nadążam! Ale na Walentynki to już całkiem możliwe!

    Patrycjo, sama widzisz, nie mam czasu na receptariuszyki.

    Sowo, może po to właśnie prowadzili dzienniki i pamiętniki – żeby wszystko pamiętać przy pisaniu listów.

    Biedronko, aha, nie znam – dzięki za trop!

  22. Tak, u mnie tez tak jest na dole strony: 5 kolumn; pierwsza z lewej to „Archiwa”, nastepne zas to „Widget stopki 2”, itd…do stopki 5. Na wszelki wypadek wole nie klikac, choc moze rzecz niegrozna.

  23. Dziękuję Wam bardzo! Na pewno wypróbuję. Osobiście wczoraj wykonałam krem z dyni – bardzo lubię.
    Pani Małgosiu, może by tak założyć receptariuszyk księgowy, żeby wszystko było w jednym miejscu? :)

  24. Pani Malgorzato,

    Jako wierna fanka Jeżycjady niecierpliwie oczekująca też Bożego Narodzenia, muszę zapytać – czy możemy sobie „Ciotkę Zgryzotkę” zaplanować jako prezent gwiazdkowy – pod choinką 2017? :)

  25. Dobry wieczór!
    Wpadam podzielić się wrażeniem:
    W ramach oderwania od stresującej ostatnio rzeczywistości wybrałam się dziś (wczoraj właściwie) do kina na „Maudie”. Film oczarował mnie i wzruszył- pięknymi zdjęciami, grą Sally Hawkins, subtelnie opowiedzianą historią, i przede wszystkim- osobą głównej bohaterki, o której wcześniej nie słyszałam.
    Nie śmiem zestawiać z wielkimi arcydziełami, ale i tak z tyłu głowy majaczy skojarzenie z „La Stradą”.

    Ciekawa jestem, czy DUA i Lud Księgi mieli okazję widzieć „Maudie” i co sądzą o tym obrazie? I czy znają i jak odbierają twórczość Maud Lewis?

    Ośmielam się polecić- „Maudie” Aisling Walsh, bardzo pozytywny obraz na jesienny wieczór. :)

    Pozdrawiam Wszystkich!
    Uściski od Biedronki.

    PS Ulubiony z przedstawionych we wpisie drzeworyt: „Morze w blasku księżyca”. :)

  26. O tak, epoka wiktoriańska była epistolarna. Co ciekawe, ludzie w tamtych czasach charakteryzowali się iście komputerową pamięcią. Ja mam zwykle wątpliwości, co robiłam dwa dni wcześniej, oni pamiętali detale rozmów i okoliczności przez całe lata i odtwarzali je na zawołanie. ;)
    No to idę zapaść się w fotelu. Dobrze, że jutro jest niedziela.

  27. Co do PS – nie ma tak być. ???? Nic o tym nam nie wiadomo.

    Pamiętniki: wszyscy je w epoce wiktoriańskiej pisali, sztuka epistolarna, jak wiemy, kwitła, a Wilkie nałogowo stosował i listy, i pamiętniki dla urozmaicania narracji. W „Armadale” od razu na początku przejęło mnie niedowierzanie w kwestii tego listu, z pewnością godzinami dyktowanego ostatkiem tchu, na łożu śmierci, przy postępującym paraliżu. List jest wszak kolosalny i absolutnie epicki.
    Ale natychmiast zapomniałam o tym swoim krytycznym niedowierzaniu, gdyż akcja ruszyła z kopyta.

    Tak, z pierwszej lektury „Kobiety w bieli” także pamiętam dotkliwie to mokre odzienie Marianny.
    Sowo, przyjmij, że Marianna jest inteligentna i śmiała, ale po prostu nie zawraca sobie głowy drobiazgami.

  28. Czyż Alek nie zamierzał się ohabilitować tego roku? Coś wspominał o tym przed wakacjami. Ja za to pytam się, gdzie jest Magda Z.?

    Marianna nie jest aż tak rozumną kobietą jak tu mówicie, wszak człowiek rozumny przemoczony w deszczu do suchej nitki natychmiast się przebiera w suche ubranie, a nie kładzie się na podłodze, by rozmyślać przez dwie godziny o podsłuchanej rozmowie opatulony mokrym płaszczem. Jak również nie przepisuje do pamiętnika listów o newralgicznej treści, które decyduje się spalić natychmiast po przeczytaniu i nie zostawia tegoż pamiętnika notorycznie na wierzchu, w domu pełnym szpiegów, których obecności jest świadomy. Co prawda dzięki takim przerwom w myśleniu rozumnej bohaterki akcja smakowicie się komplikuje, ale jednak nadwerężają one (te przerwy) wiarę czytelnika w inteligencję bohaterki.
    Hrabia Fosco jest upiorny, a jakże, ale ma jednocześnie intrygującą osobowość, do czegoś wyraźnie dąży. Za to hrabina Fosco, stryj Fairlie i Parsival są wyłącznie odrażający. Przynajmniej na tym etapie lektury.

    (PS Wyświetlają mi się ciągle jakieś widgety stopki, tak ma być?)

  29. Dynia rządzi! U nas dziś zupa Kopciuszka z przepisu Starosty- pycha! Czy można dodać ciemny makaron, czy byłby to zbytek?
    Wracam do Armadale, bohaterka czarna charakterka jeszcze się nie ujawniła, jest za to woźny o szpetnym nazwisku.

  30. Brawo dla psa!
    A dlaczego by nietoperze miały być głupsze od całej reszty towarzystwa?

    Jakoś w 2013 był już u nas orkan Ksawery; pamiętam, jak dziś, bo akurat podczas, gdy hulał, jechałam Polskim Busem z Warszawy do Gdyni i okoliczności przyrody były nierzadko beznadziejne.
    Czy oni już każdy orkan nazywają Ksawerym? Skoro już nie mają innych imion, to by je chociaż numerowali.

  31. Ja też o tym czytałam. Ale czy nietoperze też ocalały?
    Nota bene, orkan Xavier, zanim jeszcze nadciągnął nad Polskę, został z wyprzedzeniem wyczuty przez naszego psa, który niepodziewanie zażądał, by go wpuszczono do domu i tam zaległ, nie chcąc nawet słyszeć o codziennym leśnym spacerze.

  32. Kiedy z kręgów dobrze poinformowanych dowiedziałam się, że zwierzyna leśna nie ucierpiała, bo się wyniosła lub ukryła przed huraganem. Ona (ta zwierzyna) widzi czas na szerszym odcinku, niż my. No bo jak inaczej tłumaczyć to, że jaskółki nigdy nie gniazdują na budynku, który ma się spalić? Nawet jeśli założyły na nim gniazdo w poprzednim sezonie.

  33. Właśnie, gdzie jest Alek?
    Tłumaczę sobie, że na pewno ma wiele zmartwień i roboty po tych huraganach.
    Człowiek, tak jak on dbający zawodowo o małych mieszkańców lasu, może się załamać po takim kataklizmie.

  34. Tak, postać Valerii wspaniała! Aż pozazdrościłam;)
    A znowu w „Armadale” bohaterka jest co prawda czarnym charakterem, ale najdalej w połowie książki człowiek zaczyna jej współczuć.

    Ach, kochany Starosto, jak miło się dowiedzieć, żeśmy bratnie dusze:)

    Nb. gdzie jest Alek? Przez niego ilekroć użyję emotikonki, od razu czuję wyrzuty sumienia.

    Niby początek jesieni, ale jakbym się na Różaniec do Granic nie ubrała jak na Szpicbergen, to bym uświerkła z zimna. Gdzie jest to globalne ocieplenie, ja się pytam?

  35. Czy można podrzucić Patrycji F. przepis na następną okazję? To moje najnowsze dyniowe odkrycie, choć pewnie świetnie znane tutejszym dyniowym Mistrzom.

    Puszyste dyniowe muffinki:
    1,5 szklanki mąki
    paczka przyprawy do piernika
    1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
    1 łyżeczka sody oczyszczonej
    3 łyżeczki cynamonu
    szczypta soli
    1/2 szklanki cukru
    4 jajka
    3/4 szklanki oleju
    3/4 szklanki purée z dyni (purée przyrządzam wcześniej, z dodatkiem imbiru i soku z cytryny)
    1 duże jabłko starte na tarce o dużych oczkach

    W jednej misce wymieszać składniki suche (bez cukru). W drugim naczyniu roztrzepać widelcem jajka, wymieszać z cukrem, olejem, purée z dyni i startym jabłkiem. Połączyć całość, delikatnie wymieszać (nie miksować). Piec ok. 25 minut. Nie są zbyt słodkie, więc można lukrować, polać polewą czekoladową, ozdabiać do woli. Ale pyszne i bez dodatków.

    Dziś piekłam podwojoną porcję na blasze (Rodzice wolą formę placka). Uroczyście zaakceptowano nazwę nadaną ciastu przez Pustelnika: CIASTO DYNASTYCZNE :)

  36. No, dobrze, Jeżynowy Ludku (wiad.pryw.), jeśli to nie Twoje dzieło, to zwracam honor.
    Ale naprawdę, odpuść sobie tamto. Myśl pozytywnie!
    Dzięki za przepis dla Patrycji!

  37. O, to się cieszę z tego Odkrycia Sezonu, Asiu.
    Tak, „Córki niczyje” też mi się wydały nieco monotonne. Myślałam, że to może dlatego, że przeczytałam je w polskim przekładzie. Ale „Armadale” na pewno nie przebiją!

  38. „Armadale”, przeczytana. Ależ zmęczyłam się nad pamiętnikiem i jak spłakałam nad losem jej autorki.
    Świetna książka.

    Teraz „Córki Niczyje”, bez takiego napięcia ale zabawne i miłe. Zobaczymy jak będzie dalej ale chyba nie przebiją akcji „Armadale”.

    Wilkie Collins odkryciem sezonu jesiennego.

  39. Mamo Isi, w rzeczy samej. No, ale dziwadła bywają literacko fascynujące.
    Zwróć też uwagę – czytając kolejne Collinsy – na postacie kobiet słabych, chorowitych i skrzywdzonych, kompletnie bezbronnych, jak Laura w „Kobiecie w bieli”. Sporo ich u niego, prawda? No, a z drugiej strony – ileż wspaniale opisanych dzielnych kobiet z charakterem, jak bohaterka „The Law and the Lady”.
    Właściwie, taka wspaniała kobieta występuje w każdej powieści Collinsa! Miło z jego strony.

  40. Kadłubek przydługi, to prawda. W ogóle Collins zafascynowany był dziwadłami.
    Może Collins wraca do świadomości powszechnej, ale nie sądzę, aby kiedykolwiek znalazł się na pozycji Dickensa. A zasługuje na to, jak mało kto. Nie rozumiem tych mechanizmów.

  41. Czy reflektowałabyś na taki dyniowy przepis, Patrycjo? Znalazłam, gdześ w przepastnych czeluściach internetowych.
    Składniki
    4 porcje
    • 800 g dyni (500 g po obraniu)
    • 250 g ziemniaków
    • 25 g masła
    • 1 cebula
    • 2 ząbki czosnku
    • 1 łyżeczka kurkumy w proszku
    • 1 łyżeczka świeżego startego imbiru
    • 1 pomidor lub 1/2 puszki krojonych pomidorów
    • 1 i 1/2 szklanki bulionu
    • 1 szklanka mleka
    Przygotowanie
    • Dynię obrać ze skórki, usunąć nasiona, miąższ pokroić w kostkę. Ziemniaki obrać i też pokroić w kostkę.
    • W większym garnku na maśle zeszklić pokrojoną w kosteczkę cebulę oraz obrany i pokrojony na plasterki czosnek. Dodać dynię i ziemniaki, doprawić solą, wsypać kurkumę i dodać imbir. Smażyć co chwilę mieszając przez ok. 5 minut.
    • Wlać gorący bulion, przykryć i zagotować. Zmniejszyć ogień do średniego i gotować przez ok. 10 minut.
    • Świeżego pomidora sparzyć, obrać, pokroić na ćwiartki, usunąć szypułki oraz nasiona z komór. Miąższ pokroić w kosteczkę i dodać do zupy. Pomidory z puszki są już gotowe do użycia, wystarczy dodać do potrawy.
    • Wymieszać i gotować przez 5 minut, do miękkości warzyw. Zmiksować w blenderze z dodatkiem mleka.
    Propozycja podania
    płatki chili / natka / śmietanka
    Wskazówki
    W zimie można użyć świeżej dyni piżmowej lub dyni mrożonej.

  42. O, obawiam się, że już dziś za późno na przepis dla Patrycji.
    Pardon, nie było mnie tu.

    Piękny był dzień.

  43. Dzieńdoberek w tę piękną jesienną sobotę!
    Patrycjo, fluid! Pachnące ciasto dyniowe właśnie wyskoczyło z piekarnika roznosząc swój boski aromat po całym domu! Może być? Jest przepyszne!

  44. Jeszcze a propos haiku. Kiedyś zapisałam sobie parę podanych na tej stronie. To mój ulubiony, chociaż zupełnie nie jesienny:
    Jakże chciałbym zobaczyć
    Między kwiatami o świcie
    Twarz Boga
    -Basho

  45. Dzień dobry!
    Wracam tu jak do domu, prosząc o jakiś sprawdzony przepis dyniowy. Coś prócz wspaniałej, acz znanej już, Zapiekanki z Kopciuszka. Brat przyjeżdża, chciałabym zrobić coś pysznego :)

  46. Zgredzie (wiad.pryw.)- dzięki, ona wszystko robi ładnie.:)

    Dewajtis, ach, już wiem,dokąd jedziesz, załapałam.
    Tym bardziej dobrze życzę!

  47. Szczęśliwej podróży, Dewajtis!
    Wichura już była, teraz jest pełnia i ładna jesień. Pięknych widoków życzę!

  48. Dobry wieczór! Dawno się nie odzywałam, ale czytam Wasze pogaduszki, Droga Pani Małgorzato i Ludu, prawie codziennie. I czuję, że nie spocznę, póki nie zamówię kolejnych powieści WC, bo w mojej bibliotece jest tylko „Kobieta w bieli” i „Kamień księżycowy”, które już przeczytałam. Co do granic, jadę jutro z Warszawy na statek na Bałtyku pod granicę z Kaliningradem i bardzo jestem przejęta :) serdeczne pozdrowienia!

  49. Cha, cha, Zgredzie!!!

    A co do księżyca: wielki. Widzę. W oknie go mam.

    KokoszaNel, pocieszy, lecz przede wszystkim – zajmie bezgranicznie.

  50. Pliniusz?

    Pamiętam, jak na wycieczce klasowej chyba na Hali Krupowej kolega czytał nam z prasy sportowej składy trzecioligowe. Tam to były nazwiska.

  51. Ach, Marianna! No cóż sprawiedliwości nie ma na tym świecie. A autorzy nie muszą wcale spełniać oczekiwań czytelników co do fabuły. Czy Armadale mnie pocieszy? Take tam pytanie retoryczne. Przeczytam to się dowiem. Pozdrawiam!

  52. Mamo Isi, nie zapomniano o Collinsie, nie! Tylko zaklasyfikowano go do działu „Literatura sensacyjna” i tym samym osunięto go o piętro niżej, pod Dickensem.
    Tymczasem on używa tej sensacyjności jako świetnego nośnika dla ukazywania nurtujących społeczeństwo problemów i zjawisk (w „Basilu” zaatakował n.p. podziały klasowe). Ale widzę, że jego wspaniałej pracy pisarskiej nikt już nie lekceważy: to oksfordzkie wydanie wszystkich jego dzieł, tak staranne, opatrzone przedmowami, kalendariami i szczegółowymi przypisami, świadczy o szacunku i docenieniu.

    Dobrze, że coś się ruszyło i w Polsce: najpierw wyszły przekłady „Kobiety w bieli” i „Kamienia księżycowego”(najbardziej popularnych z jego powieści), a teraz, jak widzę, kolejne się ukazują.

  53. Wilkie Collins miał prawdziwą pasję: prawo. Znał się na nim i widział, jak fatalnie działa w Anglii (tj. działało) i jak potrafi nieodwracalnie krzywdzić ludzi. Najlepsze jego powieści z prawem jako osnową są interwencyjne! Arcyprzykład :” The Man and the Wife”.

    A kadłubek ciut przydługi, prawda?

    Bożenko, tak! – dla mnie jest oczywiste, że Marianna ma być brzydka. Dowiadujemy się o tym na samym początku, dość dobitnie. Czytelnik ma jednak o tym pierwszym wrażeniu zapomnieć, ujęty jej charakterem, zaletami i odwagą. Kobieta nie musi być istotą piękną, żeby być wspaniałą, tak przekonuje nas Wilkie, i to nie tylko w tej jednej powieści. W „Basilu” jest nawet cały akapit, temu poświęcony.

  54. „The Law and the Lady” za mną! Co za szczęście, że Autor zna zasady i rzecz kończy szczęśliwie. Tylko ta pewność pozwala przetrwać chwile krytyczne podczas lektury.
    Wilkie Collins jest mistrzem. Nie pojmuję, dlaczego Dickens przeszedł do potomności, a o nim zapomniano.

  55. Collins! Znowu Collins :) Tak tu kusząco i od dawna gości, że zapytam: czy wypada smakować rzeczy dopiero co czytane? Cztery jego powieści pochłonięte w wakacje; gdzieś wczesną wiosną przypomniana sobie „Kobieta w bieli”. I na nią teraz znowu mam ochotę – chyba po raz czwarty?

    Nakreślone mistrzowsko, ale z jednym małym zastrzeżeniem. Marianna – nie jestem pewna, czy jest konieczny ten, szokujący Hartrighta, estetyczny dysonans. Jeśli kobieta jest odważna, inteligentna, zdecydowana, gra w bilard i szachy – to koniecznie musi być brzydka? Chyba patrzę tu na Collinsa ahistorycznie, ale to taki stereotyp… Ale autor z pewnością wie, co czyni. Może chce pokazać, że nawet kobieta brzydka może kogoś zafascynować?
    Sama siebie karcę za czepianie się autora.
    Hrabia Fosco – o tak, DUA. Intrygujący czarny charakter, emanujący groźną energią, przebiegły i bezwzględny. A przecież ujawni zaskakującą jego samego pierwszą i ostatnią w życiu słabość.

    Wieczorem wracam do „Kobiety w bieli”.

  56. Ach jej, Zosieńka dzisiaj znalazła na chodniku pieniążek. Podniosła go, odczytała cyferkę 2 i uszczęśliwiona zawołała: Mamo, znalazłam 2 złote na kręciołka! Isia nie miała wyjścia i musiała malutkiej wyjaśnić, że to 2 grosze, a nie 2 złote. Oczywiście, od razu dała jej 2 złote i obiecała kręciołka (karuzela dziecięca w Riwierze), ale to przecież nie o to chodziło, tylko o okropne rozczarowanie.

  57. Ach, nazwiska. Jak dziś pamiętam naszą zabawę z dzieciństwa. Podczas nieobecności rodziców dosiadaliśmy się do telefonu i znalazłszy w książce telefonicznej jakieś smakowite nazwisko, dzwoniliśmy.
    -Pan Lew, witam kolegę! I ryczeliśmy.
    -Pan Kot, miau, myszy obrodziły?
    Biedni ludzie. Pewnie niejedno dziecko wpadało na ten świetny pomysł.

    Nazwisko na P. Augustyn Piekielny? Pączek? Płaczliwy? Prosiaczek?

  58. Ojoj.To są te niemiłe strony zapalonej świecy, ale zdecydowanie więcej jest tych dobrych. W ogniu lektury jak wiadomo mogą się wydarzyć przedziwne rzeczy, wśród których zwęglony czajnik to błahostka.

  59. Piętaszku, osiem płomyków będzie w sam raz. Oświetlą należycie książkę, a nie narobią gorąca.
    Nota bene, w ogniu lektury omal nie podpaliłam sobie włosów świecą. Trzeba uważać, albo wybierać mniej wciągające fabuły.

  60. A! Tej akurat nie znam. Dzięki za trop, Chesterko!
    Hej, można też uwzględnić DAWNE granice, kiedy się mieszka daleko od aktualnych.

    Pająk, Babciu? Nieeee.:)

  61. Cieszę się, że mieszkam na granicy Polski ( choć pewnie ta prawdziwa jest gdzieś na morzu) i że jutro ma być słońce.
    Kazuo Ishiguro znamy (dzięki miłej MM), ale dziś akurat wynurzam się z trudem z pięknej ksiażki Pearl S. Buck, a jakże, o Japończykach – „Ukryty kwiat”. Nie znałam tej noblistki, ale jestem zachwycona subtelnymi portretami psychologicznymi.

  62. To samo pomyślałam, Piętaszko o tej instrukcji. Byłoby pięknie, gdyby znalazła się na stronach oczekiwanej tu gremialnie książki, bądź innej, czytaj następnej :). Widać, że podyktowana jest wieloletnim doświadczeniem i na wskroś sprawdzona. Takie istotne życiowo wskazówki powinny być zachowane dla potomnych.

    Armadale oraz Jajko i ja zakupione. Pomna na ostrzeżenia ( szczególnie wpis Zgredzika o umytych ząbkach mnie przekonał:)), nie dotykam tej pierwszej, czekając na luźniejszy czas. Druga bardzo smakowita, lecz z oderwaniem się nie ma problemów.

    Drzeworyty japońskie piękne, aczkolwiek zdjęcie Adminki podoba mi się najbardziej. W jakiś przedziwny sposób przypomina mi dzieciństwo. Zgredziku, na wystawie w Narodowym też byłam. Chylę czoła nad pracowitością współtwórców (każdy kolor miał oddzielnie wyrzeźbioną matrycę) aczkolwiek tylko projektant mógł się podpisać.

    Zygfryd Pająk, lekarz stomatologii. Taki napis widniał jakieś 40 lat temu na kamienicy w Żarach, w których to byłam na obozie. Za każdym razem przechodząc, zachwycałam się współbrzmieniem imienia i nazwiska. Mój typ na P to Pająk oczywiście.

  63. I jeszcze o świecach. Piękna ta „instrukcja obsługi” pani Małgosiu. Dużą frajdę sprawiło mi wyobrażanie sobie tego, jak należy usiąść . Na pewno skorzystam i nie tylko podczas braku prądu, bo jestem od świec zwłaszcza jesienią i zimą uzależniona. Osiem, powiada Pani ? A że wysoko, to odkryłam już wcześniej, bo zapalam świece do posiłków.

  64. Dzień dooobry! No pani Małgosiu, bo po tym apelu dotyczącym zamykania okien i ciszy jaka tutaj nastała poczułam się co najmniej nieswojo. Natychmiast zadzwoniłam do mojej Mamy, a ona jak zwykle w takich momentach postanowiła sobie nie odbierać telefonu. I kiedy moje zdenerwowanie dochodziło już do granic możliwości, Mama odebrała telefon i najspokojniej w świecie mówi: taaak, słuuucham i uśmiecha się milutko. Ja mówię do niej: Mamo, podobno u was straszna wichura, a ona – naprawdę ? Co ty powiesz !?

  65. Babciu Moniko, wpisałaś się pod „Zorzy polarnej nie widać”, a najwyraźniej chciałaś – pod ” Jesiennym haiku lunofila”, co wnioskuję z załączonego wiersza (dziękuję!).
    Przeklejam więc Twój wpis tutaj, bo ładnie ilustruje zdjęcie miechunki:

    „Babcia Monika

    – W misterną sieć
    Złowiona radość dnia
    Z jesiennej mgły

    Pani Autorce Małgorzacie Musierowicz dziękuję za wszystkie chwile z Jeżycjadą.”

  66. Mieliśmy tu wczoraj huraganik, nie taki, jak w sierpniu, ale na tyle mocny, że oczywiście nie było prądu i internetu.
    Dzięki temu skończyłam czytać „Basila” Collinsa. W braku prądu zdecydowanie najlepiej czyta się przy świecach. Ale trzeba mieć ich co najmniej osiem (wypraktykowałam!) i powinny stać blisko siebie, najlepiej na różnych wysokościach. Czyli trzeba podkładać co się da pod lichtarze. Po starannym ich rozmieszczeniu trzeba usiąść nieco bokiem i nieco tyłem, a tak ustawić sobie książkę, by padało na nią maksimum blasku. (Pozycja może być przy tym trochę dziwna, przyznaję). Ach, i nie powinno być ani odrobiny przeciągu, bo porusza on płomienie.

    „Basil” ciekawy. To pierwsza większa powieść WC. No, niezła paranoja. Napisana bardzo dobrze, choć nie świetnie jednak, od razu przecież z właściwym mu geniuszem narracyjnym. Jak on to robił? Muszę rozgryźć jego tajemnicę.

  67. DUA, fluid był na pewno. Nawet moje palce nie słuchały, bo chciałam napisać „w 2019”. Po prostu przeniosły nas w czasie. W dodatku wczoraj w sklepie zobaczyłam płyn micelarny z olejkiem rycynowym. Braciszek Cadfael na pewno to znał. Melduję, że na Mazowszu wiało mocno, ale zaprzyjaźnione drzewa stoją.
    Miłego, ciepłego, pachnącego cynamonem i dynią dnia.

  68. Wichura okropna! Jestem dzisiaj w Poznaniu ( służbowo ) i poczułam się jakby to miasto chciało mnie wymieść ze swych ulic. Zatęskniłam za swoją wioską z księżycem w tle. Całe szczęście, że Borejków nie wywieje z kart książek. Mam nadzieję, że u pani Małgosi wszystko stoi na miejscu i OSP jest niepotrzebna.
    Dobranoc.

  69. O, jak miło, Piętaszku! Teraz będę pamiętać o życzeniach dla Twojej Mamy

    Dziś pełnia księżyca, Lunofile.

  70. Zerkam w ciemne niebo – księżyc, i od razu myślę o Was. Taka zabawa w skojarzenia była, zazwyczaj ludzie powiedzieliby „księżyc-noc, księżyc-gwiazdy”, a tu inaczej „księżyc – p. Małgorzata Musierowicz, księżyc – Księgowi z DUA na czele”. Dla niewtajemniczonych pewnie byłoby to dziwne.
    Dziękuję za wpis, za chwilę relaksu przy czytaniu Waszych słów. Nawet nie próbuję dociekać tego tajemniczego człeka na „P”. Zastanawia mnie jedynie, czy to nazwisko pojawiło się już kiedykolwiek w „Jeżycjadzie”, czy jest nowe. Ale chyba to drugie.
    Trzymajcie się cieplutko w te wieeeetrzne zimne dni! Przesyłam wirtualnie kubeczek z ciepłym mleczkiem i miodem na dobranoc : )

  71. Dobranoc, Zuziu. Ja też uważam, że pięknie piszesz, mój zuszku.
    Brat w OSP?! Co za rodzina, co za rodzina!
    Pozdrawiam Mamusię.

  72. Dobry wieczór!
    O, w takim razie to prawda co mój brat mówił o wichurze. On jednak bardzo się „cieszył”, należy do OSP więc dla niego każda taka wichura to atrakcja. Straszne…
    Pani Małgosiu, pierwszy raz w życiu otrzymałam taką pochwałę i aż muszę się podzielić radością. Dziś na polskim czytałam charakterystykę Zośki, a gdy skończyłam usłyszałam głos koleżanki zza pleców: Jejku, Zuzia, jak ty pięknie piszesz. Ależ mi się miło zrobiło wtedy.
    Mam nadzieję, że wichura nie wyrządzi dużych szkód, ani w Wielkopolsce, ani nigdzie.
    Dobrej nocy!

  73. Ależ nie!
    Uwaga, Polsko, w Wielkopolsce już straszna wichura. Idzie znad Niemiec i przemieszcza się dalej.
    Pozamykajcie okna.

  74. O Gapiach czy o gapach? Jeden taki gap na pewno nie był gapą.

    Ciągle na Zatoce, ale tym razem w kraju, od którego wzięła swoją nazwę. W nocy pracowałem i gapiłem się na księżyc, licząc na zdjęcie zachodzącego już, zogromniałego nagle przed świtem Srebrnego Globu, ale chmury nie pozwoliły.

  75. Ach, no to w takim razie ja też jestem gapa, wszak zamyślam się często, gapiąc się w niebo i czasami nawet wpadam na słupy. Jednak w czysto słownikowym znaczeniu nie zgadzam się na gapę dla siebie ani dla Starosty. I jeszcze ta wrona! Ujrzałam oczyma wyobraźni Starostę z piórami i wiewiórkę z dziobem.

  76. Tu Zachod.
    Dziwia sie ci, ktorzy nie wiedza. Jadac do pracy sluchalam NPR (National Public Radio), tam sie nie dziwili.

  77. Właśnie, Just!
    Albowiem nasz ulubiony Kazuo Ishiguro („Okruchy dnia” etc) dostał Literacką Nagrodę Nobla.
    Ponoć na Zachodzie zdziwienie, że taki niby mało znany. Ha! U nas królował w zagadkach literackich już parę lat temu!
    Bardzo dobry pisarz.

  78. Witajcie DUA i Księgowi!
    Milo jest dziś poczytać haiku i pooglądać drzeworyty, dziękuję za nie.
    Dzień pod znakiem Japonii :)
    Świetne zdjęcie Adminki.
    Przesyłam dużo słońca!

  79. Wójcie, gapa głęboko myśli, dlatego się gapi, moim zdaniem.

    Krzysztofie, ahoj! Jak tam, czy już opuściłeś Zatokę Meksykańską? I co słychać w ekskluzywnych kręgach wilków morskich?
    Czy potwierdzasz moją opinię o Gapiach?:)

  80. Niechże mi Starosta wybaczy, ale chyba popełnił treściowy oxymoron: „stałam jak gapa …” i ” myślałam” – to mi się w ogóle nie zgadza. Bo gapa moim zdaniem tylko stoi i się gapi. A Starosta myślał i to jak!

  81. Skoro wprost przeciwnie do Poniatowskiego, to może Potocki jest ten August? Chociaż familia ta była naówczas mocno podzielona i jej przedstawiciele znajdowali się w każdym obozie.

  82. Piękny wpis (jak zawsze). Mój ulubiony drzeworyt to chyba ten z łódką. Haiku też piękne. Kiedyś gdzieś o tym czytałam (tu? we „Frywolitkach”?), ale całkiem o nim zapomniałam.

    Cieszę się, że zdradza Pani chociaż najmniejsze części „Ciotki…”. Oczekiwanie staje się wtedy łatwiejsze. Pyziak? Pierniczek? Papuga? Papkin? hi hi

    Zapiekanka z Kopciuszka? He, he.

    Podoba mi się, jak Pani pisze o Collinsie. Gdybym też tak umiała, to z takim samym zachwytem napisałabym o „Jeżycjadzie”. Ale najczęściej piszę jedno, a wychodzi drugie, więc posłużę się Pani słowami, jeśli można.

  83. August Poziomka. ;)
    Jeden asystent na studiach nosił takie przezwisko i rzeczywiście pasowało jak ulał (podobny do Zająca Poziomki).
    Z pamiętnika Kogucika (6 lat)
    „No ileż to razy te puzzle będą tak spadać i spadać ze stołu. Ja muszę się schylać i schylać i w końcu stracę siły i zdrowie.”

  84. Niestety, nie.:)

    Co do Dürera: właśnie odkryłam (szukając koloru pomarańczowo-różowego, który znalazłam, w jego malarstwie, nie w rysunkach), że księżyc dla mistrza Albrechta po prostu nie istniał! Jakie to dziwne.

    Och, wyskakuję niniejszym z sieci. Wspaniałe rzeczy można w niej oglądać, najpiękniejsze róże świata, stare księgi, obrazy malarzy znanych i nieznanych – ale „Zgryzotka” czeka i wierci się niecierpliwie.

  85. He,he. Nie.

    Spojrzałam na różę „Albrecht Dürer”, Nini – o, niezwykła!
    W pierwszym skojarzeniu pomyślałam, że róża Dürera powinna być biała, a jeszcze lepiej – biała z czarnym rysunkiem.;)
    Ale przecież (tak, przyjrzyj się jego twórczości, koniecznie!- był wielki!) kolory takie jak płowy, żółtawy, kremowy – występują u niego także, i często!

  86. Nini, he,he. Nie.

    Co do róż: nie mam oczywiście wszystkich odmian, choć chciałabym. Musiałam jednak wiele z już posiadanych oddać córce (Zosi) i przyjaciółkom, miałam ich już bowiem za dużo i po prostu nie dawałam rady z obróbką całości rozarium. Zwłaszcza wiosenne przycinanie sekatorem tych przeszło trzech setek krzewów dało się we znaki mojej sfatygowanej prawicy.

    Polonistko miła, właśnie prawica sfatygowana spowalnia mi pisanie „Zgryzotki”. Dola pracusia. Ale już podleczyłam zapalenie stawów i piszę wytrwale dalej. Jak tylko skończę, zaraz tu to uroczyście ogłoszę.
    Pozdrawiam dzidziusia!(uwielbiam).

  87. Światło księżyca śliczne i to zachmurzone i w pełni..
    Czy DUA posiada różę „Moonlight”? Cudne kolory. Zaraz potem wpadłam na „Albrechta Dürera” i pomyślałam, że tylko w naturze kolor pomarańczowy tak pięknie łączy się z różowym, człowiek tak nie potrafi.
    Przychodzi mi do głowy, że powinnam się teraz jednak przyjrzeć twórczości.

  88. Z niecierpliwością zaglądam tu niemal codziennie, żeby znaleźć jakąś informację o zapowiadanej kolejnej części Jeżycjady. Czy już wiadomo kiedy ten wyczekiwany przeze mnie dzień? Serdecznie pozdrawiam panią Małgorzatę Musierowicz!

  89. Dzień dobry!

    Patriarcha August? Prorok August? Pianista August?

    Przesyłam ukłony i wracam do laboratorium, mrucząc.

    (August Pelargonia?)

  90. Oczywiście ja wykonałam!
    Na podłożu z puree ziemniaczanego.

    Mamo Isi, aha! No, mówię ci! Co za intryga!
    U mnie z kolei „Basil” w czytaniu – och, jakie straszliwe komplikacje! Jak się przejęłam, zwłaszcza dziś o 3 nad ranem!
    Czytam Collinsa po kolei, tak jak lubię, i jak zwykle usiłuję śledzić tajniki warsztatu. I ledwie sobie postanowię, że wytropię, jakim sposobem Wilkie tak umie budować napięcie, już zapominam, że miałam analizować, tylko mknę przez akcję, porwana za uszy.
    Mistrz psychologicznego portretu!
    Młodszy przyjaciel Dickensa, debiutował pod jego okiem – i, moim zdaniem, przerósł mistrza. U Dickensa postacie są barwne, groteskowe, charakterystyczne, ale przecież nie wychodzą ilościowo poza pewien zestaw: jego typy ludzkie można by łatwo sklasyfikować i policzyć. Tak, jakby pisał o lalkach z teatrzyku marionetek, zawsze tych samych, a odgrywających różne przedstawienia.
    U Collinsa – pełne, niepowtarzalne bogactwo! To był wnikliwy znawca ludzkich dusz, przenikliwy obserwator. Mam wrażenie, że ludzie go wprost fascynowali, a ilość bujnych, przekonujących, intrygujących portretów psychologicznych, osadzonych w tych jego tajemniczych i awanturniczych fabułach, jest niezmierzona.

  91. Do usług Bożenko, sympatyczna Imienniczko mojej Mamy :)

    A propos dyni – czy ktoś już wykonał pierwszą w tym sezonie potrawę odkrytą przez naszą nieocenioną Sowę P., a mianowicie ZAPIEKANKĘ Z KOPCIUSZKA ? (Hi, hi).

  92. Ja tam nijakiej silnej woli nie mam, Sowo P. i też każdą wolną chwilę spędzam pożerając The Law and the Lady, wskutek czego na nic nie mam czasu, a nerwica mi się pogłębia.

  93. Monik, to prawda. Nieprzebrane skarby mamy tuż pod ręką, wokół nas, w codzienności, która nam się zdaje tak ZWYCZAJNA.
    Też mam z Tobą w pewnym sensie Fluida, bo rano właśnie stałam jak gapa z buteleczką oliwy kosmetycznej i myślałam, że już starożytni odkryli jej niezwykłe własności leczące, i że drzewo oliwne jest cennym darem dla ludzkości – leczy, żywi i zapobiega chorobom. I że oczywiście nie jest to jedyny „lek z Bożej apteki” dla tej skomplikowanej konstrukcji, jaką jest człowiek, tylko cząstka złożonej i nieopisanie bogatej konstrukcji, jaką jest świat.

  94. dzień dobry wszystkim, dziękuję DUA za piękne drzeworyty i haiku. Jak miło tu wpadać i poczuć serdeczną atmosferę. Chciałam podzielić się informacją, którą znalazłam na stronie Universe Today, otóż naukowcy konstruują teleskop, dzięki któremu podobno w 1019 roku odkryć będzie można wiele kosmicznych sekretów ….
    Ha, i cóż oczy moje widzą? Ma on kształt plastra miodu. Wszystko, co mamy do odkrycia i zbadania, mamy tak naprawdę zapisane w naturze. Cząstki wirusów także, hi, hi…

  95. Aaaa! Aaaa! Brawo dla Sowy!
    Najstraszliwszy wszelako jest hrabia Fosco.

    Szalony Kapelutku, dziękuję za docenienie japońskiej antologii księżycowej i jej kompozycji.:) Trochę czasu mi to zabrało, nie przeczę.

  96. Ja tam nie wiem, ja tam nie wiem, może japoński, wierzę Staroście na słowo, bo z mojego okna dzisiaj go nie widać. Teraz mogę tylko podziwiać księżycowy pejzaż okolic Londynu, bo tak, tak, złamaliście moją silną wolę i właśnie zarywam beznadziejnie kolejną noc śledząc losy kobiety w bieli. Sama nie wiem, czy ona jest bardziej upiorna, gdy się pojawia, czy kiedy jej nie ma.

  97. Dzięki, Celestyno, dzięki, Piętaszku, za czujność. Pomyliłam się z winy piosenki, która od wpisu Chesterki nieustannie dzwoni mi w głowie, i to po niemiecku.
    August, August!
    August P.

  98. Gwoli sprostowania: Lalicja zaproponowala imie August:) (nawet mialam skojarzenia z Ida: „Sierpniowy”..)
    Augustyn pojawil sie tutaj odbrobinke pozniej. Obydwie propozycje swietne.

    Przy okazji znalazlam zyciorys ciekawego Augusta, nie Poniatowskiego, a Czartoryskiego. Jest blogoslawionym Kosciola.

  99. Zdjęcie Adminki rzeczywiście klimatyczne, jak to zdjęcia Adminki.
    Ale przyznam się Wam szczerze, że od dziecka nie lubię jakoś miechunki. Nie wiem właściwie dlaczego, bo kolorek ma mój ulubiony. No nie wiem, co to jest z tą miechunką, coś mi w niej przeszkadza.
    Ale księżyc za to lubię. I haiku też.

  100. W Armadale są motywy księżycowe.
    Śmieszna jest dyskusja na łodzi na temat tego, co w danej chwili robił księżyc.

  101. Pani Małgosiu, ale mnie Pani wzruszyła! Myślę sobie, zajrzę, może jest nowy wpis, ale jaki to wpis! Księżyc, drzeworyty japońskie i te chwytające za serce słowa. Wszystko idealnie zakomponowane. W poniedziałek na moich pierwszych zajęcia na reżyserii we Wrocławiu jeden z profesorów powiedział mądre i niby oczywiste, ale jakże dużo dające do myślenia zdanie, że wszystkie wybitne, wielkie dzieła sztuki (niezależnie jakiej sztuki) są przede wszystkim perfekcyjne. Artysta doskonale wiedział, po co postawił/namalował tę kropkę. Tak mi się skojarzyło z tym pięknym wpisem, którym się Pani z nami podzieliła. Ściskam!

  102. Piętaszku, ależ miłe święto nam wyszukałaś! Cieszę się, bo to sympatyczny fluid – dziś dla gości upiekłam muffinki dyniowe z duuużą ilością cynamonu :)
    Inaugurację sezonu dyniowego uważam za udaną.

  103. A dlaczegóż nie August gwoli wyjaśnienia Starosto nasz jedyny ?? Toż słowo się rzekło ani chybi.

    August Pomykaj. Choć powiem szczerze, że Augustyn Pomykajło brzmiałby lepiej.

  104. Fluidy: łódka na morzu, złodziej, rudy księżyc.
    August Pętelka.
    Dobry wieczór, DUA. Wpisik inspirujący. Do kroćset!

  105. Tak wlasnie bylo z ciastem. Nabralam doswiadczenia…zdecydowanie.
    Do tej pory czuje sie spelnoina.
    Tez sie przychylalam ku lodce i morzu. Slabosc mam.
    Czytam Armadale.

  106. Ja po namyśle skłaniam się jednak ku temu z kwiatami. Tak samo z haiku, intryguje mnie człowiek niosący nocą kwiaty.

  107. Hm, Bogini, z kilograma to pewnie góra ciasta urosła, w rzeczy samej.
    Ale zyskałaś doświadczenie, i to się liczy.

    Mój ulubiony to chyba ten z morzem i łódką.

  108. Upieklam kiedys cynamonowe buleczki z kila maki. Nie bylabym w stanie przejesc nawet w szczycie lakomstwa.
    W pracy sie cieszyli.

  109. Sliczne zdjecie. Doskonale uchwycona ulotnosc i delikatnosc przemijania. (Przemijania bo jesien idzie i palto maja niektorzy, zeby sie inni mogli nauczyc pisac.)
    Piekne drzeworyty i nie moge sie zdecydowac na ulubiony.
    Milo zobaczyc Historynke, ucalowania dla Uli.
    Wannnabe zaintrygowalas mnie.

  110. Och, jakże mogłam przeoczyć! Wszak św. Franciszek, to mój ulubiony ŚWIĘTY. Ale ptaszki u nas wyglądają na dobrze odżywione, chyba jeszcze poczekam :)

  111. O, mniam!
    Chyba upiekę, dzięki. Pogoda w sam raz (ponura).

    Dziś także jest dzień św. Franciszka, więc z tej okazji zaczynam dokarmianie ptaszków.

  112. Być może zainteresuje Was mili Księgowi oraz drogi Starosto fakt, że mamy dziś Dzień Cynamonowej Bułeczki. Ja wiem, co dzień jest jakieś święto, ale to wydaje mi się bardzo sympatyczne, a pochodzi ono, jak być może wiecie ze Szwecji, gdzie nosi nazwę Kanelbullens Dag. Znalazłam na jednym z miłych blogów przepis na te podobno pyszne ciasteczka. Może komuś się przyda? Myślę, że Pippi obowiązkowo musiała je mieć w swoim menu podczas urodzin w willi „Śmiesznotce”, a więc oto przepis na „CYNAMONOWE BUŁECZKI PIPPILOTTY „: Najpierw wyrobić puszyste ciasto drożdżowe i pozostawić do wyrośnięcia, a następnie rozwałkować na placki o grubości 3mm i szerokości 30 cm. Każdy placek posmarować roztopionym masłem i posypać cynamonem, a następnie zwinąć w rulon i pokroić na małe roladki. Roladki poukładać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, przykryć i pozostawić na 30 min do wyrośnięcia. Potem piec w temperaturze 200 stopni przez 10 min. aż bułeczki będą złociste. Na koniec posypać grubym cukrem. Miłego dnia :)

  113. Bożenko, zapoznałam się z załącznikiem, przesłanym przez Adminkę. Ileż pracy! Jestem pod wrażeniem.
    Wszystkie krzyżówki magazynuj, przydadzą się na pewno.
    Pozdrawiam i ściskam spracowaną prawicę.

  114. W tamtych wpisach były wiersze, coś o poezji. Szukam właśnie różnych o naturze, kwiatach itd, ale teraz nie Skamandra, czy Mickiewicza, ale innych.

  115. Przy okazji nie na temat: październik to w języku chorwackim listopad. Najwyraźniej liście spadają tam wcześniej niż u nas. Byliśmy w drugim i trzecim tygodniu września i widać było początki złotej chorwackiej jesieni.

  116. Moje myśli dotyczące nazwiska idą tym samym tropem Zgredzie, ale czy słusznie, to się okaże.

    A księżyc dziś drzeworytowy jak się patrzy. Taki właśnie musiał widzieć wtedy pan Miyamoto.

  117. I ta pioseneczka mi dźwięczała, a jakże. Lubię ja, bo przypomina mi magiczna chwilę dzieciństwa – moja Mama nuciła mi ja, czytajac „Świniopasa” Andersena. A ja byłam w nim zakochana, i w melodii też. Zaraz, zaraz, czy w tej baśni jest ten motyw? Sprawdzę!

  118. Nutko, Poniatowski bynajmniej nie.:)))
    A wręcz przeciwnie.
    Wannabe, jaki znów Pyziak?

    Iskro, a pewnie. Dobranoc!

  119. Oh, mein lieber Augustin, Augustin, Augustin….
    Chesterko, jesteś nieziemska.

    Wannabe, masz mi tu meldować o swoich poczynaniach, bo okropnie jestem dumna z Ciebie, zuchu jeden!

    Kapucynko, o, jak dobrze, że uczą. Brawo dla Waszej Pani!

  120. Cuda, cudeńka….
    Ostatnio życie mnie pochłonęło, więc miło jest przekonać się, że na tej stronie księżyc, spokój i radosne pogaduchy niezmienne.
    Dobranoc pani Małgorzato. Dobranoc Ludu.

  121. Ha! No i mamy chłopca na A.:) Nawet jeśli sen nie był proroczy, to był wielką inspiracją:) …Czyżby tak zrodził się August Pyziak?

    Jeszcze o tłumaczeniach: w zeszłym miesiącu zrobiłam dwa. Dla RPA i dla Kuwejtu. Jest to moja absolutna chluba. Warto było skończyć szkołę dla takich doświadczeń. Wystawiłam nawet dwujęzyczną fakturę „odwrotne obciążenie”!

    A moje literackie tłumaczenie jeszcze małą chwilkę muszę utrzymać w tajemnicy (nie mam jeszcze praw), ale mam nadzieję, że już niedługo wszystko potoczy się pomyślnie i zaraz z entuzjazmem tu opowiem.

  122. Uczą w szkole, Pani Małgosiu! Chyba tydzień temu na polskim pisaliśmy własne haiku. Wyszło mi trochę pokraczne, bo też nauczycielka narzuciła ścisłe zasady. Najpierw czytała dziewięć grup wyrazów- z każdej grupy mieliśmy wybrać jedno słowo- a później w określonej kolejności kazała „wsadzić” te słowa do pewnego schematu haiku.
    PS: Och, zazdroszczę Lalicji takiego wyróżnienia… Ciekawam jakie imię będzie miał ów bohater:)

  123. To może August? Podoba mi się to imię. Chociaż nie jest ono często spotykane, więc jego posiadacz mógłby preferować swoje nazwisko w kontaktach międzyludzkich…

  124. Sowo, u mnie udały się dopiero po dwóch sezonach.
    Lecz uwaga, można kupić miechunki właśnie teraz, na targach i rynkach.

  125. Posadziłam tej wiosny cztery sadzonki miechunki w wiadomym, choinkowym, celu. Nie urosły prawie wcale, wydały tylko cztery mikre owoce, a gdy poszłam je zerwać tydzień temu, zastałam je w stanie zbliżonym do miechunki z adminkowego zdjęcia. No cóż, w tym roku świecących serduszek jeszcze mieć nie będę, trudno, świetnie.

    U pana Shufu Miyamoto księżyc wyraźnie znajduje się w misce.

  126. Lalicjo, to jest całkowicie na temat, a jakże.
    „Ciotka Z.” jeszcze się pisze.

    Chłopca na A nie mamy w „Zgryzotce”.
    Jest nowy chłopiec na G, ale mam tam jeszcze jednego, całkiem miłego, który na razie ma tylko nazwisko (na P), bo jedynie po nazwisku zwraca się do niego nasza bohaterka. Może masz ochotę wymyślić mu imię? Już czas. Za długo z tym zwlekałam.

  127. Pani Małgorzato, bardzo przepraszam, że nie na temat, ale po prostu musiałam do Pani o tym napisać, bo czuję, że dostałam wiadomość od Wszechświata. Otóż niedawno przyśniło mi się, że ukazała się już nowa część Jeżycjady, co mnie bardzo we śnie ucieszyło. Jedynym zgrzytem było to, że występował tam jakiś chłopiec w wieku podstawówka/gimnazjum z imieniem zaczynającym się na literę A, co z jakiegoś niewiadomego powodu we śnie mi się nie spodobało. Ciekawe czy poza tym dziwnym wątkiem był to sen proroczy. Mam nadzieję :) Pozdrawiam serdecznie :)

  128. Fluid, AniuG! Właśnie sobie kupiłam „Krótką historię” na przecenie. Jak skończę „Basila” Collinsa, zaraz się biorę za tomiszcze.

  129. Pani Małgosiu,
    dziękuję za tę oazę spokoju i piękna. Bardzo, bardzo potrzebuję( i pewnie nie tylko ja).
    Drzeworyty pełne melancholii, zdjęcie również, piękne.
    Złodziej, bez wątpliwości:))
    Uśmiecham się do Was i spokojna udaję się czytać opasłe tomiszcza-„Krótką historię prawie wszystkiego”, a jako przerywnik „Życie. Biografia nieautoryzowana”.
    PS. Miechunka w istocie ekspansywna, u mnie zarasta przestrzeń pod schodami tarasowymi.

  130. Ozdobniczko, aaa, widzisz? I o to mi chodziło: żeby każda uczennica wiedziała, co to jest haiku, chociaż w szkole tego nie uczą.

  131. Zajrzałam tu, widzę nowy wpis i… Haiku? Co to jest? Brzmi tak jakoś japońsko… I proszę, zgadłam. (Chciałam tu postawić znak wykrzyknienia, ale to by przerwało ulotną chwilę ciszy…). Tak więc kończę krótkie przemyślenie i po cichu się oddalam w kierunku biurka z ,,Małym Księciem” na blacie.

  132. Miechunka – zachwycająca. Pierwsze skojarzenie, to „Kształt czasu” – tytuł wystawy bliskiej memu sercu artystki, której to wystawie dał początek liść, a właściwie jego misterny szkielet.

    Drzeworyty – kojące, a więc chłonę je garściami. Wybrałabym ten z łódką. Jest w nim tyle spokoju i harmonii, a tego potrzeba mi najbardziej. Zrobiłam sobie na parapecie nawet coś na kształt ogródka zen. To taki mój sposób na jesienne i zimowe „zgryzotki”.

  133. Nie dam się,DUA.Już mi lepiej.:)Na smutki nie masz jak praca i poczucie dobrze spełnionego obowiązku.Zachęcona uwagą o pracowitości Adminki zabieram się za robotę!Może się przydam komuś lub czemuś.

  134. Trollu, trzymajmy się, nie dajmy się! Tak, cieszmy się pięknem tego świata, cieszmy się razem. To pomaga.
    Pomyślmy chociażby o tych japońskich drzeworytnikach. I oni nie żyli w spokojnym oraz idealnym świecie (patrz: daty).
    A jednak potrafili wyalienować się duchowo tak bardzo, że ich praca przypominała raczej głęboką kontemplację.

    Tak, nasza Adminka to Artystka, bardzo oraz wszechstronnie utalentowana, mądra i iście po japońsku pracowita.

  135. Och, za dużo już tego dobrego, Jas, mamy kolosalny przerób! Serwer chodzi z wywieszonym językiem i dyszy.
    Starsze wpisy, jak też i zawartość całej Księgi Gości, mamy w archiwum, wciąż puchnącym.
    Co tam będziemy w przeszłość nurkować, cieszmy się dniem dzisiejszym.

  136. Chciałam zapytać, o comiesięczne wpisy, ale wcześniejsze niż 2015. Nie tak dawno było na stronie jeszcze w archiwum.

  137. Ładne grafiki, kolorowali klocki tuszem, czy czymś gęstszym? Jak oni w dawnych czasach robili te przejścia tonalne, chyba wałkiem.
    Ja jednak w środku jestem cięższy kaliber.

  138. Zajrzałam tu i przyszła pociecha w wyjątkowo melancholijnym i trochę kiepskim dniu.Dziękuję,przede wszystkim za to,że dzięki Pani,DUA,patrzę na świat z większą dozą uważności i zachwytu.Inaczej widzę choćby księżyc oczami tutejszych lunofilów.
    Zdjęcie Adminki niezwykłe.Znać Artystkę.:)

  139. Wannabe, czułam, że tłumaczenia Cię w końcu czekają.
    Krytyki się nie bój. Krytyka, nawet najzłośliwsza, powinna po nas spływać jak woda po łabędziu.
    Uważnie natomiast powinniśmy słuchać dobrych, rzeczowych porad.

    Tak, wzajemne zwalczanie się, tak charakterystyczne dla naszych czasów, jest naprawdę destrukcyjne. Ale rozejrzyj się, są przykłady: można i na to nie zwracać uwagi i spokojnie robić swoje.

    Ciekawa jestem, co zamierzasz przekładać.

  140. Och, Kass, dla mnie jest to jej wielka zaleta, ta ekspansywność. Dzielna roślina! Będę miała więcej bukietów.
    A posadziłam rozważnie, po kątach. Nawiasem mówiąc, lubi, jak sama okazała, rosnąć pod daglezją. Nie wiem, czy chodzi o cień, czy o kwaśność gleby.

    Historynko, kłącza kupiłam w ogrodniczym sklepie internetowym.

    Andreadoria, tylko tak dalej!

  141. Uważać na miechunkę. :) Jej kłącza są niezwykle ekspansywne, w poprzednim sezonie zagłuszyły mi większość innych roślin na grządce, więc w tym roku trochę ją przetrzebiłam. Ale i tak ma się dobrze i świeci z daleka swoimi pomarańczowymi lampionikami.
    Całą zimę, jej duży bukiet rozświetla mi ciemny kąt pod schodami. Ku uciesze kotów, które lubią obrywać te owocki, a potem gonić po całej podłodze. :)

  142. Miechunka! Jak się cieszę, że przypomniała Pani o tej wspaniałej roslinie, a może kwiatku. Coś czuję, że też sprawie sobie kłącza.
    Od jakiegos czasu mam swój własny ogród.

  143. Złodziej! Wspaniały jest. Tak jak kilka wpisów temu DNA łososia :)
    Ten drzeworyt z refleksami na wodzie chętnie powiesiłabym w pokoju.
    Sama też właśnie przymierzam się do przetłumaczenia książki (w tym zdaniu odnoszę się chyba do Czesława Miłosza). Niestety moje wakacyjne poszukiwanie tłumaczeń zbierze swoje plony chyba dopiero w tym miesiącu i potem do końca życia będę już tylko złodziejem tłumaczącym do księżyca, bo tak dużo mi się nazbiera. Bardzo, bardzo odzwyczaiłam się od obowiązków przez te wakacje. Mam nadzieję, że jakoś im podołam.
    Na koniec chciałabym powiedzieć, że boję się krytyki jak nikt inny na świecie, przy każdym tłumaczonym słowie widzę w wyobraźni zniesmaczone miny polonistów i japonistów, także blisko mi do Czytelniczki sprzed kilku wpisów radzącej się DUA. Niestety pod względem wzajemnego zwalczania się wszędzie wokół jest przeokropnie. Ale będzie dobrze. Jak już się dobrze trafi (vide przeprowadzana tutaj rozmowa o dziecięcej wyobraźni), to nagle wszystkie negatywne zdarzenia tracą siłę rażenia~

  144. O, napisała do mnie Andreadoria – wieeelką wiadomość prywatną.
    Poszłam za tropem, poszłam! Brawo! Jesteś urocza i ślicznie śpiewasz, a to, co śpiewasz, jest łagodne i mądre. Prosisz o opinię: BARDZO mi się podoba. W dzisiejszych czasach trzeba mieć odwagę, by być sobą i mówić światu to, czego inni mówić się nie kwapią. Zachować delikatność uczuć w oceanie ryczącej agresji.
    Jestem bardzo dumna z takiej Czytelniczki!
    Życzę Ci prawdziwej satysfakcji i wielu radości z pracy!

  145. Piekny, nastrojowy wpis! Wspaniale polaczenie: haiku, ksiezyc i przeklady Milosza.
    (Najbardziej podoba mi sie pierwszy drzeworyt z niebieskimi kwiatkami i pierwsze, kwiatowe haiku).
    A zdjecie Adminki jest ciekawym wprowadzeniem.
    Pozdrawiam ksiezycowo!

  146. Ależ DUA, na „jutro” nawet nie liczyłam :)

    Ciekawe, jak dzięki Pani Małgorzacie odkrywam na nowo skarby własnej biblioteki. Nie pierwszy to raz! Wspięłam się właśnie pod sufit po tomik „Haiku” (Ossolineum 1983).
    Czekał za długo.

  147. Mamo Isi, tak, wiem, że jadalne. Różne eleganckie przepisy widziałam, z użyciem nie tylko owocku, ale i lampionika.
    U nas miechunka od lat się przydaje jeszcze do czegoś: nasadzamy lampioniki na lampki choinkowe i mamy pomarańczowe serduszka na całej choince!
    Spróbujcie!

  148. Bożenko (wiad.pryw.) dziękuję za przesyłkę, ale zobaczę ją dopiero jutro!
    Uściski mile przyjęte i odwzajemnione!
    Tak, to prawda. Praca idzie wolniej. Dopiero teraz widzimy, jak bardzo potrzebna jest sprawna prawa ręka!
    Poprawy życzę!

  149. Ma dar, ma!
    Dziękuję, kochana Bożenko.
    Te drzeworyty barwne to mistrzostwo świata, nie macie pojęcia (ja mam, jako grafik!) ile pracy, uporu i precyzji potrzeba, by uzyskać takie subtelne efekty.
    Nie miałabym cierpliwości. Ani też, oczywiście, wystarczających umiejętności. Więc tylko podziwiam.

    Zuziu, miechunki to te pomarańczowe jesienne lampioniki, które tak ładnie wyglądają w suchych bukietach. Dwa lata temu sprowadziłam sobie ich kłącza – zawsze marzyłam, żeby je mieć w ogrodzie. No i tej jesieni obrodziły! Zebrałam kilka bukietów.
    A ten ażurowy lampionik wydobyłam właściwie spod ziemi – jedna gałązka się położyła i pomarańczowy „mieszek” rozłożył się w wilgotnej rabacie, tylko mu unerwienie pozostało. Jakie misterne, prawda?
    Wyraźny kształt serca.

  150. Tyle piękna.
    Fotografia Adminki oczarowuje. Tak dostrzegać, tak potrafić uchwycić ulotne piękno – to jest dar.

    Drzeworyty i haiku
    Zachwycenie
    W chwili ciszy

  151. Ach!- wyrwało mi się. I nic więcej nie może.
    Szeptem się witam i życzę dobrego wieczoru.
    PS Tak się właśnie zastanawiałam, co to takiego jest na pierwszym zdjęciu.

  152. Gorace serce w kruchutkiej powłoce z haiku Emilki przedstawia dla mnie wrażliwa i kochajaca osobę.
    Eh, rozpusta lunofilska.
    A Wilkie Collins chyba w każdej powieści musi zamieścić choćby ze dwie sceny księżycowe.
    Mimo zapewnień Drogiej Autorki „Córki niczyje” umożliwiły mi częste obserwowanie przemieszczania się księżyca po niebie.

  153. Jadziu, ależ nie cały wpis jest japoński.
    Polską miechunkę, pozbawioną przez polski deszcz pomarańczowej osłonki, sfotografowała polska Admineczka. Na tle polskiej firanki.
    Choć przyznaję, że ten koronkowy lampionik wygląda bardzo z japońska.

  154. Wspaniały wpis, rzeczywiście, aż strach komentować, żeby nie psuć tej ciszy. Złodziej absolutnie wygrał :)

  155. Ależ klimatyczny wpis. Podoba mi się to, że jest cały japoński, bardzo lubię Japonię. :)
    Haiku ze śpiewającym złodziejem jest idealne. Ostatnio miałam kilka podróży nocnych i mogłam obserwować Księżyc taki piękny, lekko rudawy…
    Za to teraz jest słonecznie, więc trzeba korzystać z dobrodziejstw pogody. ;)

  156. To mi przypomniało cudowną wystawę w Muzeum Narodowym poświęconą drzeworytom japońskim. Piękne te księżyce. I haiku.

Dodaj komentarz