
fot.: Emilia Kiereś
„Haiku nie jest wierszem, nie jest literaturą, jest to skinięcie, półotwarcie drzwi, wytarcie lustra do czysta”.
„Haiku jest wyrazem krótkotrwałego olśnienia, kiedy wglądamy w życie rzeczy”.
„Haiku żąda od nas, aby nasza dusza znalazła swoją własną nieskończoność w granicach jakiejś skończonej rzeczy”.
R.H. Blyth – Historia haiku
(z wstępu Czesława Miłosza do jego Haiku, Wydawnictwo m, Kraków 1992)

Niebieskie kwiaty w świetle księżyca – japoński drzeworyt barwny, autor: Koson Ohara (1877-1945)
Oby temu,
Który tej nocy przynosi kwiaty,
Świecił księżyc.
Kikaku (1661-1707)

Światło księżyca nad jeziorem – japoński drzeworyt barwny, autor: Shufu Miyamoto (1950-)
Na mokrych liściach
Jarzenie się
Świateł wioski.
Ryota (1707-1787)

Morze w blasku księżyca – japoński drzeworyt barwny, autor: Shoda Koho (1871-1946)
Co za księżyc –
Złodziej przystaje
Żeby śpiewać.
Buson (1726-1776)

Dzika gęś i księżyc – japoński drzeworyt barwny, autor: Koson Ohara (1877-1945)
Łuk nowego księżyca
Nie ma cięciwy.
Dzikie gęsi krzyczą.
Gonsui (1650-1722)
(Wszystkie haiku w przekładzie Czesława Miłosza)








Bursztynowy las.
Zachwyt.
Duke Ellington Orchestra.
Babie lato na wąsach kota.
14:28
Nadzieja
Opuszczasz mnie. Zmierzch w izbie szary.
Niechętnych nie wstrzymuję gości.
Mówisz: mrok kusi do niewiary?
Jest czymś dalekim od miłości?
Dajesz mi dłoń na pożegnanie,
Widząc, że lampa ma przybladła.
Nie wyjdę z nią, By rzucić tobie
Na drogę gorycz mego światła.
Zbyt doświadczona dusza moja,
Wiedząc, co warte i niewarte,
Jest niespokojna i ciekawa,
Jak okno w czarną noc otwarte.
Dnia oddal mglista, nierzetelna
Dotknęła oczy me niemocą
I oszałamia mnie nadzieją
Niespodziewana przyjaźń z nocą.
/Leopold Staff/
(niezwykła interpretacja tego wiersza w wykonaniu Grzegorza Turnaua jest na jego nowej płycie „L”, właśnie słucham jej w kółko…)
wcześnie o tak ! jak ptak !
cenię sobie bardzo, nadranną kawę z mężem i tę odrobinę ciszy przed burzą dnia :)
poza tym okrutnie dużo czasu mija zanim zdążę przygotować wuchtę sznytek dla tego całego stadka głodnych
gębuszek + śniadaniówki,uff
Szancer mmmhmmmm,
zamówiłam ostatnio Curriculum vitae Szancera- czekam bardzo, bardzo niecierpliwie !
pięknego, jesienią pachnącego dnia !
Dynia króluje (chyba w tym roku obrodziła) na naszych stołach. Zapiekanka Kopciuszka to dalej przebój. Ostatnio zasmakowaliśmy w koktajlach: dynia (lepiej podpieczona, ale niekoniecznie), banan, mleko, cynamon. Mniam.
Aaaa chyba się nie podpisałam pod komentarzem. To ja byłam w Muzeum Pana Tadeusza. Pozdrawiam.
Jak widać Zytko – fałszywy, niestety ;)
Nasza DUA potrafi budować napięcie, prawda i to jeszcze przed ukazaniem się Ciotki.
Takie samo było moje spostrzeżenie, z tą pocztą, Sowo.
Ba! Przez specjalnego posłańca można było list dostać niemal zaraz po jego napisaniu.
Sowo, nie przegoni.
Kultura epistolarna miała swoje zdobycze. Przy lekturze angielskich powieści nieodmiennie zadziwiam się, że brytyjska poczta była kiedyś taka błyskawiczna – niezależnie z jakiej części Anglii i o jakiej porze dnia wysłano list, adresat czytał go już następnego dnia przy śniadaniu.
(Mam nadzieję, że ten nowy August P. nie przegoni nam miłego Duszka?)
I dobrze mu tak !
Piętaszku, ale trop!!!
He, he. Nie.
Pieróg się nie rozmnożył, zresztą.
Dzieńdoberek. Jeżeli nie Pierożek, to może Pieróg August – wnuk niesympatycznego wicedyrektora, który nie wdał się w dziadka ?
Swoją drogą, ciekawe jak wygląda, może wtedy byłoby łatwiej :)
Rozpędziłam się.
Czekamy owego „niedługo” a nie „jutra”!
A propos księżyców i haiku – ciężko nie być lunonofilem, gdy widzi się takie nokturnowe piękno i słucha krótkich zamyśleń. Dziękuję za inspirację.
Czekamy jutra zatem! Na jego „fotografię”!
Auguście, jestem Zyta, miło mi! :)
Gustek, jestem Zytka! ;)
Jaką masz naturę? słoneczną czy księżycową…?
Dzień dobry, Weci!
Ależ wcześnie wstajesz! 5.56! A nawet jeszcze wcześniej, bo przecież kawę musiałaś zaparzyć etc.
Miło mi, że do mnie zajrzałaś.:)
Zytko, he, he. Nic z tego.
Niedługo Wam pokażę, jak August wygląda. Właśnie go sobie rysuję, dla pełniejszego scharakteryzowania. Wskoczył mi do powieści z nagła i niedawno.
Ooo! August… :)
August Pierożek
August Piątek
August Piłat
August Pióro
August Prędki
August Pietrucha
August Puszczyk
Dzień dobry. Nie mogę wytrzymać i muszę na chwilę wyjść spod regału. Byłam wczoraj w Muzeum Pana Tadeusza. Nie wiedziałam, że jest wydanie z ilustracjami M. Szancera, piękne. Już zamówiłam. Pana Tadeusz w domu nigdy za wiele. Zakupiłam też Armadale, tak apetycznie piszecie. Tylko musi poczekać na swoją kolej, bo bez reszty wciągnęła mnie Saga Puszczy Białowieskiej. Mamo Isi, jak dynie w tym roku, weszły na drzewo, tu powinien być znak zapytania, ale nie chce się kliknąć, przepraszam. U mnie dyni dużo i na ogrodzie i w kuchni, bo na szczęście, wszyscy lubią wszystko co z nich przygotuję, dziś zupa kremowa z grzankami. Pozdrawiam ciepło w ten pochmurny dzień. Miłego dnia.
Zaglądam tutaj zdecydowanie zbyt rzadko !
Biegnę więc krzepić się słowem i obrazem ;)
pozdrawiam serdecznie znad wczesno porannej kawy, słuchając uśpionych oddechów pacholąt.
Uśpionych- jeszcze przez najbliższe 5 min…za moment zadzwoni budzik.
pięknego poniedziałku !
Adminki mówią, że to nic takiego i żeby się nie bać. Drobiażdżek techniczny bez znaczenia.
Chesterko, no widzisz!:)
Zgredzie (wiad.pryw.)- trzymam kciuki!
U mnie też te stopki się pojawiaja.
Pani Małgosiu! Dziękuję!!!!! Popłakałam się, bo do tej pory niczego więcej się nie dowiedziałam. Już nic więcej nie piszę, bo jestem wzruszona;,,,)
Chesterko, ale się ucieszysz!
Zajrzyj do wpisu „Przed 1 września”, z 30 sierpnia roku 2016. Właśnie wpisał się tam ktoś, kogo lubisz.
Madziu, znów kaszlesz!?
No, nie wierzę.
No, właśnie, KokoszaNel, to całkiem nieprawdopodobne: stygnącą ręką walnąć taki elaborat. A potem jeszcze stygnącym umysłem dyktować!
Ale czego ja bym panu Collinsowi nie darowała…
Co to za Widget stopki znowu? Adminki, widzicie?
Ciekawe przemyślenia ma Sowa na temat Marianny. Tak czy inaczej to moja faworytka w rankingu na najlepiej skonstruowaną postać, Fosco miejsce numer dwa.
Pan Armadale napisał większość listu samodzielnie, kiedy jeszcze był w stanie. Podyktował kilka ostatnich zdań.
O oleju dyniowym zapomniałam, robiłam z zawodnej pamięci. Czegoś mi w smaku brakowało, już wiem czego.
To było powiedziane tak z przymrużeniem oka :) Życzę smacznego obiadu!
Dzien dobry slonecznie.U mnie rowniez „Widget stopki…”.Wlasnie zamowilam „Kwadrans”.Pozdtswiam Wszystkich.
Dzień dobry.
Jestem, jestem, tylko sobie po prostu milczę, uznając, że akurat nie mam nic do powiedzenia.
Za to nie wytrzymałam i zamówiłam sobie „Armadale” w okazyjnej cenie na Allegro, co prawda w tłumaczeniu, ale zawsze.
Pozdrawiam serdecznie Ulubioną Autorkę wraz z gośćmi i uciekam do pracy, pokasłując niestety.
Emotikon :)
Dzień dobry!
Kasiu Nowak, nie nadążam! Ale na Walentynki to już całkiem możliwe!
Patrycjo, sama widzisz, nie mam czasu na receptariuszyki.
Sowo, może po to właśnie prowadzili dzienniki i pamiętniki – żeby wszystko pamiętać przy pisaniu listów.
Biedronko, aha, nie znam – dzięki za trop!
Tak, u mnie tez tak jest na dole strony: 5 kolumn; pierwsza z lewej to „Archiwa”, nastepne zas to „Widget stopki 2”, itd…do stopki 5. Na wszelki wypadek wole nie klikac, choc moze rzecz niegrozna.
Dziękuję Wam bardzo! Na pewno wypróbuję. Osobiście wczoraj wykonałam krem z dyni – bardzo lubię.
Pani Małgosiu, może by tak założyć receptariuszyk księgowy, żeby wszystko było w jednym miejscu? :)
Pani Malgorzato,
Jako wierna fanka Jeżycjady niecierpliwie oczekująca też Bożego Narodzenia, muszę zapytać – czy możemy sobie „Ciotkę Zgryzotkę” zaplanować jako prezent gwiazdkowy – pod choinką 2017? :)
Dobry wieczór!
Wpadam podzielić się wrażeniem:
W ramach oderwania od stresującej ostatnio rzeczywistości wybrałam się dziś (wczoraj właściwie) do kina na „Maudie”. Film oczarował mnie i wzruszył- pięknymi zdjęciami, grą Sally Hawkins, subtelnie opowiedzianą historią, i przede wszystkim- osobą głównej bohaterki, o której wcześniej nie słyszałam.
Nie śmiem zestawiać z wielkimi arcydziełami, ale i tak z tyłu głowy majaczy skojarzenie z „La Stradą”.
Ciekawa jestem, czy DUA i Lud Księgi mieli okazję widzieć „Maudie” i co sądzą o tym obrazie? I czy znają i jak odbierają twórczość Maud Lewis?
Ośmielam się polecić- „Maudie” Aisling Walsh, bardzo pozytywny obraz na jesienny wieczór. :)
Pozdrawiam Wszystkich!
Uściski od Biedronki.
PS Ulubiony z przedstawionych we wpisie drzeworyt: „Morze w blasku księżyca”. :)
O tak, epoka wiktoriańska była epistolarna. Co ciekawe, ludzie w tamtych czasach charakteryzowali się iście komputerową pamięcią. Ja mam zwykle wątpliwości, co robiłam dwa dni wcześniej, oni pamiętali detale rozmów i okoliczności przez całe lata i odtwarzali je na zawołanie. ;)
No to idę zapaść się w fotelu. Dobrze, że jutro jest niedziela.
Co do PS – nie ma tak być. ???? Nic o tym nam nie wiadomo.
Pamiętniki: wszyscy je w epoce wiktoriańskiej pisali, sztuka epistolarna, jak wiemy, kwitła, a Wilkie nałogowo stosował i listy, i pamiętniki dla urozmaicania narracji. W „Armadale” od razu na początku przejęło mnie niedowierzanie w kwestii tego listu, z pewnością godzinami dyktowanego ostatkiem tchu, na łożu śmierci, przy postępującym paraliżu. List jest wszak kolosalny i absolutnie epicki.
Ale natychmiast zapomniałam o tym swoim krytycznym niedowierzaniu, gdyż akcja ruszyła z kopyta.
Tak, z pierwszej lektury „Kobiety w bieli” także pamiętam dotkliwie to mokre odzienie Marianny.
Sowo, przyjmij, że Marianna jest inteligentna i śmiała, ale po prostu nie zawraca sobie głowy drobiazgami.
Czyż Alek nie zamierzał się ohabilitować tego roku? Coś wspominał o tym przed wakacjami. Ja za to pytam się, gdzie jest Magda Z.?
Marianna nie jest aż tak rozumną kobietą jak tu mówicie, wszak człowiek rozumny przemoczony w deszczu do suchej nitki natychmiast się przebiera w suche ubranie, a nie kładzie się na podłodze, by rozmyślać przez dwie godziny o podsłuchanej rozmowie opatulony mokrym płaszczem. Jak również nie przepisuje do pamiętnika listów o newralgicznej treści, które decyduje się spalić natychmiast po przeczytaniu i nie zostawia tegoż pamiętnika notorycznie na wierzchu, w domu pełnym szpiegów, których obecności jest świadomy. Co prawda dzięki takim przerwom w myśleniu rozumnej bohaterki akcja smakowicie się komplikuje, ale jednak nadwerężają one (te przerwy) wiarę czytelnika w inteligencję bohaterki.
Hrabia Fosco jest upiorny, a jakże, ale ma jednocześnie intrygującą osobowość, do czegoś wyraźnie dąży. Za to hrabina Fosco, stryj Fairlie i Parsival są wyłącznie odrażający. Przynajmniej na tym etapie lektury.
(PS Wyświetlają mi się ciągle jakieś widgety stopki, tak ma być?)
KokoszaNel, wszystko można, jak lubisz. Z fantazją!
A olej z pestek dyni był?
Dynia rządzi! U nas dziś zupa Kopciuszka z przepisu Starosty- pycha! Czy można dodać ciemny makaron, czy byłby to zbytek?
Wracam do Armadale, bohaterka czarna charakterka jeszcze się nie ujawniła, jest za to woźny o szpetnym nazwisku.
Brawo dla psa!
A dlaczego by nietoperze miały być głupsze od całej reszty towarzystwa?
Jakoś w 2013 był już u nas orkan Ksawery; pamiętam, jak dziś, bo akurat podczas, gdy hulał, jechałam Polskim Busem z Warszawy do Gdyni i okoliczności przyrody były nierzadko beznadziejne.
Czy oni już każdy orkan nazywają Ksawerym? Skoro już nie mają innych imion, to by je chociaż numerowali.
Ja też o tym czytałam. Ale czy nietoperze też ocalały?
Nota bene, orkan Xavier, zanim jeszcze nadciągnął nad Polskę, został z wyprzedzeniem wyczuty przez naszego psa, który niepodziewanie zażądał, by go wpuszczono do domu i tam zaległ, nie chcąc nawet słyszeć o codziennym leśnym spacerze.
Kiedy z kręgów dobrze poinformowanych dowiedziałam się, że zwierzyna leśna nie ucierpiała, bo się wyniosła lub ukryła przed huraganem. Ona (ta zwierzyna) widzi czas na szerszym odcinku, niż my. No bo jak inaczej tłumaczyć to, że jaskółki nigdy nie gniazdują na budynku, który ma się spalić? Nawet jeśli założyły na nim gniazdo w poprzednim sezonie.
Właśnie, gdzie jest Alek?
Tłumaczę sobie, że na pewno ma wiele zmartwień i roboty po tych huraganach.
Człowiek, tak jak on dbający zawodowo o małych mieszkańców lasu, może się załamać po takim kataklizmie.
Przepisy dla Patrycji wdzięcznie przyjęte!
Tak, postać Valerii wspaniała! Aż pozazdrościłam;)
A znowu w „Armadale” bohaterka jest co prawda czarnym charakterem, ale najdalej w połowie książki człowiek zaczyna jej współczuć.
Ach, kochany Starosto, jak miło się dowiedzieć, żeśmy bratnie dusze:)
Nb. gdzie jest Alek? Przez niego ilekroć użyję emotikonki, od razu czuję wyrzuty sumienia.
Niby początek jesieni, ale jakbym się na Różaniec do Granic nie ubrała jak na Szpicbergen, to bym uświerkła z zimna. Gdzie jest to globalne ocieplenie, ja się pytam?
Czy można podrzucić Patrycji F. przepis na następną okazję? To moje najnowsze dyniowe odkrycie, choć pewnie świetnie znane tutejszym dyniowym Mistrzom.
Puszyste dyniowe muffinki:
1,5 szklanki mąki
paczka przyprawy do piernika
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
3 łyżeczki cynamonu
szczypta soli
1/2 szklanki cukru
4 jajka
3/4 szklanki oleju
3/4 szklanki purée z dyni (purée przyrządzam wcześniej, z dodatkiem imbiru i soku z cytryny)
1 duże jabłko starte na tarce o dużych oczkach
W jednej misce wymieszać składniki suche (bez cukru). W drugim naczyniu roztrzepać widelcem jajka, wymieszać z cukrem, olejem, purée z dyni i startym jabłkiem. Połączyć całość, delikatnie wymieszać (nie miksować). Piec ok. 25 minut. Nie są zbyt słodkie, więc można lukrować, polać polewą czekoladową, ozdabiać do woli. Ale pyszne i bez dodatków.
Dziś piekłam podwojoną porcję na blasze (Rodzice wolą formę placka). Uroczyście zaakceptowano nazwę nadaną ciastu przez Pustelnika: CIASTO DYNASTYCZNE :)
No, dobrze, Jeżynowy Ludku (wiad.pryw.), jeśli to nie Twoje dzieło, to zwracam honor.
Ale naprawdę, odpuść sobie tamto. Myśl pozytywnie!
Dzięki za przepis dla Patrycji!
O, to się cieszę z tego Odkrycia Sezonu, Asiu.
Tak, „Córki niczyje” też mi się wydały nieco monotonne. Myślałam, że to może dlatego, że przeczytałam je w polskim przekładzie. Ale „Armadale” na pewno nie przebiją!
„Armadale”, przeczytana. Ależ zmęczyłam się nad pamiętnikiem i jak spłakałam nad losem jej autorki.
Świetna książka.
Teraz „Córki Niczyje”, bez takiego napięcia ale zabawne i miłe. Zobaczymy jak będzie dalej ale chyba nie przebiją akcji „Armadale”.
Wilkie Collins odkryciem sezonu jesiennego.
Andreadoria, nie Ptaszkowski !!!
Tak się cieszę, że jesteśmy w sprawie Collinsa podobnego zdania!
I że w innych sprawach też;).
Mamo Isi, w rzeczy samej. No, ale dziwadła bywają literacko fascynujące.
Zwróć też uwagę – czytając kolejne Collinsy – na postacie kobiet słabych, chorowitych i skrzywdzonych, kompletnie bezbronnych, jak Laura w „Kobiecie w bieli”. Sporo ich u niego, prawda? No, a z drugiej strony – ileż wspaniale opisanych dzielnych kobiet z charakterem, jak bohaterka „The Law and the Lady”.
Właściwie, taka wspaniała kobieta występuje w każdej powieści Collinsa! Miło z jego strony.
Kadłubek przydługi, to prawda. W ogóle Collins zafascynowany był dziwadłami.
Może Collins wraca do świadomości powszechnej, ale nie sądzę, aby kiedykolwiek znalazł się na pozycji Dickensa. A zasługuje na to, jak mało kto. Nie rozumiem tych mechanizmów.
Czy reflektowałabyś na taki dyniowy przepis, Patrycjo? Znalazłam, gdześ w przepastnych czeluściach internetowych.
Składniki
4 porcje
• 800 g dyni (500 g po obraniu)
• 250 g ziemniaków
• 25 g masła
• 1 cebula
• 2 ząbki czosnku
• 1 łyżeczka kurkumy w proszku
• 1 łyżeczka świeżego startego imbiru
• 1 pomidor lub 1/2 puszki krojonych pomidorów
• 1 i 1/2 szklanki bulionu
• 1 szklanka mleka
Przygotowanie
• Dynię obrać ze skórki, usunąć nasiona, miąższ pokroić w kostkę. Ziemniaki obrać i też pokroić w kostkę.
• W większym garnku na maśle zeszklić pokrojoną w kosteczkę cebulę oraz obrany i pokrojony na plasterki czosnek. Dodać dynię i ziemniaki, doprawić solą, wsypać kurkumę i dodać imbir. Smażyć co chwilę mieszając przez ok. 5 minut.
• Wlać gorący bulion, przykryć i zagotować. Zmniejszyć ogień do średniego i gotować przez ok. 10 minut.
• Świeżego pomidora sparzyć, obrać, pokroić na ćwiartki, usunąć szypułki oraz nasiona z komór. Miąższ pokroić w kosteczkę i dodać do zupy. Pomidory z puszki są już gotowe do użycia, wystarczy dodać do potrawy.
• Wymieszać i gotować przez 5 minut, do miękkości warzyw. Zmiksować w blenderze z dodatkiem mleka.
Propozycja podania
płatki chili / natka / śmietanka
Wskazówki
W zimie można użyć świeżej dyni piżmowej lub dyni mrożonej.
O, obawiam się, że już dziś za późno na przepis dla Patrycji.
Pardon, nie było mnie tu.
Piękny był dzień.
Dzieńdoberek w tę piękną jesienną sobotę!
Patrycjo, fluid! Pachnące ciasto dyniowe właśnie wyskoczyło z piekarnika roznosząc swój boski aromat po całym domu! Może być? Jest przepyszne!
August Ptaszkowski! Tak mnie nagle natchnęło, choć sądząc z losów rodziny, to raczej niemożliwe…
Jeszcze a propos haiku. Kiedyś zapisałam sobie parę podanych na tej stronie. To mój ulubiony, chociaż zupełnie nie jesienny:
Jakże chciałbym zobaczyć
Między kwiatami o świcie
Twarz Boga
-Basho
Dzień dobry!
Wracam tu jak do domu, prosząc o jakiś sprawdzony przepis dyniowy. Coś prócz wspaniałej, acz znanej już, Zapiekanki z Kopciuszka. Brat przyjeżdża, chciałabym zrobić coś pysznego :)
Krzysztofie!
Pięknie powiedziane.
:))) dziękuję i odwzajemniam!
Granice są tam, gdzie my. W moim przypadku – Estados Unidos Mexicanos. Też na morzu, jak Dewajtis.
Dobranoc!
Idę czytać „Poor Miss Finch”.
Zgredzie (wiad.pryw.)- dzięki, ona wszystko robi ładnie.:)
Dewajtis, ach, już wiem,dokąd jedziesz, załapałam.
Tym bardziej dobrze życzę!
Dziękuję, właśnie włożyłam do plecaka okulary przeciwsłoneczne :)
Na Armadale powinna być informacja analogiczna do tej na wyrobach tytoniowych.
Że czytanie grozi itd.
A olej rycynowy kojarzy mi się niezmiennie z zadaniami matematycznymi u Niziurskiego.
Szczęśliwej podróży, Dewajtis!
Wichura już była, teraz jest pełnia i ładna jesień. Pięknych widoków życzę!
Dobry wieczór! Dawno się nie odzywałam, ale czytam Wasze pogaduszki, Droga Pani Małgorzato i Ludu, prawie codziennie. I czuję, że nie spocznę, póki nie zamówię kolejnych powieści WC, bo w mojej bibliotece jest tylko „Kobieta w bieli” i „Kamień księżycowy”, które już przeczytałam. Co do granic, jadę jutro z Warszawy na statek na Bałtyku pod granicę z Kaliningradem i bardzo jestem przejęta :) serdeczne pozdrowienia!
Cha, cha, Zgredzie!!!
A co do księżyca: wielki. Widzę. W oknie go mam.
KokoszaNel, pocieszy, lecz przede wszystkim – zajmie bezgranicznie.
Pliniusz?
Pamiętam, jak na wycieczce klasowej chyba na Hali Krupowej kolega czytał nam z prasy sportowej składy trzecioligowe. Tam to były nazwiska.
Wielki księżyc
Za drzewami
Czy widzę?
Ach, Marianna! No cóż sprawiedliwości nie ma na tym świecie. A autorzy nie muszą wcale spełniać oczekiwań czytelników co do fabuły. Czy Armadale mnie pocieszy? Take tam pytanie retoryczne. Przeczytam to się dowiem. Pozdrawiam!
Mamo Isi, nie zapomniano o Collinsie, nie! Tylko zaklasyfikowano go do działu „Literatura sensacyjna” i tym samym osunięto go o piętro niżej, pod Dickensem.
Tymczasem on używa tej sensacyjności jako świetnego nośnika dla ukazywania nurtujących społeczeństwo problemów i zjawisk (w „Basilu” zaatakował n.p. podziały klasowe). Ale widzę, że jego wspaniałej pracy pisarskiej nikt już nie lekceważy: to oksfordzkie wydanie wszystkich jego dzieł, tak staranne, opatrzone przedmowami, kalendariami i szczegółowymi przypisami, świadczy o szacunku i docenieniu.
Dobrze, że coś się ruszyło i w Polsce: najpierw wyszły przekłady „Kobiety w bieli” i „Kamienia księżycowego”(najbardziej popularnych z jego powieści), a teraz, jak widzę, kolejne się ukazują.
Wilkie Collins miał prawdziwą pasję: prawo. Znał się na nim i widział, jak fatalnie działa w Anglii (tj. działało) i jak potrafi nieodwracalnie krzywdzić ludzi. Najlepsze jego powieści z prawem jako osnową są interwencyjne! Arcyprzykład :” The Man and the Wife”.
A kadłubek ciut przydługi, prawda?
Bożenko, tak! – dla mnie jest oczywiste, że Marianna ma być brzydka. Dowiadujemy się o tym na samym początku, dość dobitnie. Czytelnik ma jednak o tym pierwszym wrażeniu zapomnieć, ujęty jej charakterem, zaletami i odwagą. Kobieta nie musi być istotą piękną, żeby być wspaniałą, tak przekonuje nas Wilkie, i to nie tylko w tej jednej powieści. W „Basilu” jest nawet cały akapit, temu poświęcony.
„The Law and the Lady” za mną! Co za szczęście, że Autor zna zasady i rzecz kończy szczęśliwie. Tylko ta pewność pozwala przetrwać chwile krytyczne podczas lektury.
Wilkie Collins jest mistrzem. Nie pojmuję, dlaczego Dickens przeszedł do potomności, a o nim zapomniano.
Collins! Znowu Collins :) Tak tu kusząco i od dawna gości, że zapytam: czy wypada smakować rzeczy dopiero co czytane? Cztery jego powieści pochłonięte w wakacje; gdzieś wczesną wiosną przypomniana sobie „Kobieta w bieli”. I na nią teraz znowu mam ochotę – chyba po raz czwarty?
Nakreślone mistrzowsko, ale z jednym małym zastrzeżeniem. Marianna – nie jestem pewna, czy jest konieczny ten, szokujący Hartrighta, estetyczny dysonans. Jeśli kobieta jest odważna, inteligentna, zdecydowana, gra w bilard i szachy – to koniecznie musi być brzydka? Chyba patrzę tu na Collinsa ahistorycznie, ale to taki stereotyp… Ale autor z pewnością wie, co czyni. Może chce pokazać, że nawet kobieta brzydka może kogoś zafascynować?
Sama siebie karcę za czepianie się autora.
Hrabia Fosco – o tak, DUA. Intrygujący czarny charakter, emanujący groźną energią, przebiegły i bezwzględny. A przecież ujawni zaskakującą jego samego pierwszą i ostatnią w życiu słabość.
Wieczorem wracam do „Kobiety w bieli”.
Ach jej, Zosieńka dzisiaj znalazła na chodniku pieniążek. Podniosła go, odczytała cyferkę 2 i uszczęśliwiona zawołała: Mamo, znalazłam 2 złote na kręciołka! Isia nie miała wyjścia i musiała malutkiej wyjaśnić, że to 2 grosze, a nie 2 złote. Oczywiście, od razu dała jej 2 złote i obiecała kręciołka (karuzela dziecięca w Riwierze), ale to przecież nie o to chodziło, tylko o okropne rozczarowanie.
Ach, nazwiska. Jak dziś pamiętam naszą zabawę z dzieciństwa. Podczas nieobecności rodziców dosiadaliśmy się do telefonu i znalazłszy w książce telefonicznej jakieś smakowite nazwisko, dzwoniliśmy.
-Pan Lew, witam kolegę! I ryczeliśmy.
-Pan Kot, miau, myszy obrodziły?
Biedni ludzie. Pewnie niejedno dziecko wpadało na ten świetny pomysł.
Nazwisko na P. Augustyn Piekielny? Pączek? Płaczliwy? Prosiaczek?
Ojoj.To są te niemiłe strony zapalonej świecy, ale zdecydowanie więcej jest tych dobrych. W ogniu lektury jak wiadomo mogą się wydarzyć przedziwne rzeczy, wśród których zwęglony czajnik to błahostka.
Piętaszku, osiem płomyków będzie w sam raz. Oświetlą należycie książkę, a nie narobią gorąca.
Nota bene, w ogniu lektury omal nie podpaliłam sobie włosów świecą. Trzeba uważać, albo wybierać mniej wciągające fabuły.
A! Tej akurat nie znam. Dzięki za trop, Chesterko!
Hej, można też uwzględnić DAWNE granice, kiedy się mieszka daleko od aktualnych.
Pająk, Babciu? Nieeee.:)
Cieszę się, że mieszkam na granicy Polski ( choć pewnie ta prawdziwa jest gdzieś na morzu) i że jutro ma być słońce.
Kazuo Ishiguro znamy (dzięki miłej MM), ale dziś akurat wynurzam się z trudem z pięknej ksiażki Pearl S. Buck, a jakże, o Japończykach – „Ukryty kwiat”. Nie znałam tej noblistki, ale jestem zachwycona subtelnymi portretami psychologicznymi.
To samo pomyślałam, Piętaszko o tej instrukcji. Byłoby pięknie, gdyby znalazła się na stronach oczekiwanej tu gremialnie książki, bądź innej, czytaj następnej :). Widać, że podyktowana jest wieloletnim doświadczeniem i na wskroś sprawdzona. Takie istotne życiowo wskazówki powinny być zachowane dla potomnych.
Armadale oraz Jajko i ja zakupione. Pomna na ostrzeżenia ( szczególnie wpis Zgredzika o umytych ząbkach mnie przekonał:)), nie dotykam tej pierwszej, czekając na luźniejszy czas. Druga bardzo smakowita, lecz z oderwaniem się nie ma problemów.
Drzeworyty japońskie piękne, aczkolwiek zdjęcie Adminki podoba mi się najbardziej. W jakiś przedziwny sposób przypomina mi dzieciństwo. Zgredziku, na wystawie w Narodowym też byłam. Chylę czoła nad pracowitością współtwórców (każdy kolor miał oddzielnie wyrzeźbioną matrycę) aczkolwiek tylko projektant mógł się podpisać.
Zygfryd Pająk, lekarz stomatologii. Taki napis widniał jakieś 40 lat temu na kamienicy w Żarach, w których to byłam na obozie. Za każdym razem przechodząc, zachwycałam się współbrzmieniem imienia i nazwiska. Mój typ na P to Pająk oczywiście.
Bożenko – dziękuję!
I jeszcze o świecach. Piękna ta „instrukcja obsługi” pani Małgosiu. Dużą frajdę sprawiło mi wyobrażanie sobie tego, jak należy usiąść . Na pewno skorzystam i nie tylko podczas braku prądu, bo jestem od świec zwłaszcza jesienią i zimą uzależniona. Osiem, powiada Pani ? A że wysoko, to odkryłam już wcześniej, bo zapalam świece do posiłków.