Zagadka kwiatka

bretania 1

 

Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy,

nasza KC Paczka Chusteczek właśnie nadesłała suplemencik do swojego  reportażu, którego fragmenty widzieliście w poprzednim wpisie. Rzecz dotyczy ślicznych kwiatków, z wdziękiem wysianych w sąsiedztwie bretońskich kamieni, murków i płotów, a nawet, jak widzimy – na schodach. Przypuszczaliśmy, że to może być skalnica, lecz byliśmy w błędzie. Autorka zdjęć napomykała o stokrotkach, że niby te kwiatki są do nich bardzo podobne. Ale to chyba nie stokrotki?!

 

Bretania 4

 

Stokrotki przecież mają całkiem inne liście (fot.: Wikipedia):

 

1024px-Bellis_perennis_full_plant

 

Kto by wiedział, co to za bretońska roślinka o listkach jak sztyleciki, niech prędko powie!

 

Bretania 2

 

Skoro zaś jesteśmy wciąż w Bretanii, zerknijmy na jeszcze jeden księżycowy jej krajobraz, ujrzany i niezwykle, odkrywczo i śmiało  namalowany przez  Charlesa Victora Guilloux (1866-1946) – Paysage lacustre au clair de lune (technika: olej na kartonie):

 

guilloux

 

Gładkie, lśniące wody! Wszystko zalane mlecznym światłem. I tak, to prawda: wody jeziora są zawsze o ton jaśniejsze od nieba, które odbijają.

Ech, chyba muszę się przejść nad pobliskie jezioro w lesie. Zatęskniłam. „Zgryzotka” poczeka!

Już mknę!

MM

188 przemyśleń nt. „Zagadka kwiatka

  1. Dziękuję, DUA, ręka rzeczywiście lepsza, ale działa właśnie „z przerwami”. Nihil est ab omni parte beatum, jak stwierdził Ignacy Borejko
    A cennej ręce Autorki życzę pełni zdrowia!

    I dziękuję za Wielki Romantyzm.

    „Nie wiesz, że trzeba niebo zwalić, i położyć
    Pod oknami, i nazwać jeziora błękitem”.

    Zwalić niebo! W „Rozłączeniu” zawsze zdumiewała mnie odwaga, potęga kreacji, dynamika burzenia i stwarzania świata. Choć bliższy mi jest duchowo Mickiewicz, jego mistrzowskie obrazy wody („Świteź”, „Nad wodą wielką i czystą…” – czyste poetyckie piękno) to przecież malowane słowem – odbicia. Słowacki odrzuca mimesis. Podmiot wiersza, w akcie niezwykłej kreacji, stwarza własny, zantropomorfizowany kosmos, gdzie przenika się przestrzeń realna i przestrzeń wyobraźni, zewnętrzna przestrzeń natury i wewnętrzna przestrzeń człowieka.
    Tę poezję można chłonąć bez końca.

  2. Grzyby nie należą ani do królestwa zwierząt, ani królestwa roślin. W swojej komórce nie mają chloroplastów, które są niezbędne do przeprowadzania fotosyntezy, co bezproblemowo wykonuje każda roślina. Klasyfikuje się je obecnie jako odrębne królestwo Fungi (grzyby właściwe). Biologowie dzielą obecnie grupę grzybów na pięć gromad: Chytridiomycota, Zygomycota, Glomeromycota, Ascomycota i Basidiomycota. Systematyka Królestwo: Grzyby; Gromada: Śluzorośla.

  3. :-)
    Dzien dobry!
    Biedny Juliusz. Pamietam moj pierwszy pobyt nad jeziorem Leman, dawno temu. Mimo, ze pieknie tu jest niewypowiedzianie, to wlasnie te golebie smutku jakos lubia sobie tutaj latac. Obecnosc jakiejkolwiek bratniej duszy – absolutnie konieczna. Nie umiem wierszy pisac, ale za to tamten pierwszy pobyt obfitowal w tworczosc epistolarna. Mam wszystkie listy od licznych znajomych, ktore wtedy otrzymywalam; jednoczesnie mam wielka nadzieje, ze moje przepadly, musialy byc niemozliwie egzaltowane:))

  4. Juliusz Słowacki

    ROZŁĄCZENIE

    Rozłączeni — lecz jedno o drugim pamięta;
    Pomiędzy nami lata biały gołąb smutku
    I nosi ciągłe wieści. Wiem, kiedy w ogródku,
    Wiem, kiedy płaczesz w cichej komnacie zamknięta;

    Wiem, o jakiej godzinie wraca bólu fala,
    Wiem, jaka ci rozmowa ludzi łzę wyciska.
    Tyś mi widna jak gwiazda, co się tam zapala
    I łzę różową leje, i skrą siną błyska.

    A choć mi teraz ciebie oczyma nie dostać,
    Znając twój dom — i drzewa ogrodu, i kwiaty,
    Wiem, gdzie malować myślą twe oczy i postać,
    Między jakimi drzewy szukać białej szaty.

    Ale ty próżno będziesz krajobrazy tworzyć,
    Osrebrzać je księżycem i promienić świtem:
    Nie wiesz, że trzeba niebo zwalić i położyć
    Pod oknami, i nazwać jeziora błękitem.

    Potem jezioro z niebem dzielić na połowę,
    W dzień zasłoną gór jasnych, w nocy skał szafirem;
    Nie wiesz, jak włosem deszczu skałom wieńczyć głowę,
    Jak je widzieć w księżycu odkreślone kirem.

    Nie wiesz, nad jaką górą wschodzi ta perełka,
    Którąm wybrał dla ciebie za gwiazdeczkę-stróża;
    Nie wiesz, że gdzieś daleko, aż u gór podnóża,
    Za jeziorem — dojrzałem dwa z okien światełka.

    Przywykłem do nich, kocham te gwiazdy jeziora,
    Ciemne mgłą oddalenia, od gwiazd nieba krwawsze,
    Dziś je widzę, widziałem zapalone wczora,
    Zawsze mi świecą — smutno i blado — lecz zawsze…

    A ty — wiecznie zagasłaś nad biednym tułaczem;
    Lecz choć się nigdy, nigdzie połączyć nie mamy,
    Zamilkniemy na chwilę i znów się wołamy
    Jak dwa smutne słowiki, co się wabią płaczem.

    *

    Nad jeziorem Leman, d. 20 lipca 1835 r.

  5. Krzysztofie (wiad.pryw.), mam to samo skojarzenie, co Ty, oczywiście. Tak, jak poprzednio.

    Mamo Isi, ależ grzyby nalezą do naszego królestwa!

  6. No nie wiem, co się robi z sugestią. Jak tak, to tak, niech siedzi w pudle, póki czegoś nie wymyślimy.

    Zgredzie, wiedziałam, że grzyby nie należą do naszego królestwa istot żywych, ale że wirusy też, to nie! Zgroza! Kosmici! Atakują!

    Wiewiórko, masz rację, że ta para: robak i gołąb smutku – jest cokolwiek niedobrana. A jeszcze je zachodzi od tyłu ten zakryty mól Kochanowskiego. Poeci! Już jak ci coś wymyślą, to tylko siąść i płakać.

  7. Bożenko!
    Widzę, że Twoja ręka już lepsza?
    Moja też działa, choć z przerwami.

    Wiewiórko, aleś naparskała!

    Zgredzie, i to jest dopiero upiorne, no nie?
    Dobranoc wszystkim!

  8. Starosto, Mamo Isi, Wasz gołąb smutku wraz z robakiem doprowadziły mnie do ataków śmiechu, a że pora późna, były to ataki usilnie tłumione, które wszak skończyły się parskaniem, więc teraz idę po specjalną chusteczkę do ekranu komputera.
    Dobranoc wszystkim.

  9. Mamo Isi, serdeczne myśli ślę Prababuni. Zdrowia i nieustającej radości z dwóch Promyczków – Isiątek.

  10. DUA, rozpieszcza Pani Lunofili. Jeszcze się nie nacieszyłam tyloma tutaj nieznanymi mi wcieleniami Księżyca, a już pobudza wyobraźnię zapowiedź zdjęcia Krzysztofa. Zostanie ujawnione! Ależ to brzmi :)

    I jeszcze szybciutko podziękuję za schodki w kwiatuszkach Paczki Chusteczek. Pełne uroku i tak jakoś kojące.

  11. Tak chyba było. Za to teraz mówi dużo i mądrze i już wszyscy wiedzą, że rozumie i rozumiała wtedy, nawet czasami opowiada o niektórych przeżyciach z czasów milczenia.
    Dziecięca wyobraźnia jest niesamowita. Uwielbiam słuchać jej opowieści.

  12. Hihi, kiedy usunięto mi migdałki (lata licealne), nie mogłam oczywiście mówić. Zauważyłam, że wszyscy, z lekarzami włącznie, zwracają się do mnie tonem podniesionym, jak gdybym także nie mogła słyszeć!
    Niestety, nie mogłam również wybuchnąć śmiechem.

    Historynko, Ula po prostu nie miała nic ważnego do powiedzenia. To sobie milczała.

  13. Dodam jeszcze swoje trzy grosze w pięknej dyskusji o wyobraźni i o dzieciach.
    Moja Ula zaczęła mówić mając dwa pół roku. Do tego czasu wielu dorosłych traktowało ją jak nic nie rozumiejące niemowlę. Było to bardzo dziwne.

  14. Jak się okazuje, podług słownika frazeologicznego można jeno wysunąć się na czoło. Albo wysunąć roszczenia. Żadnych z tych rzeczy, Starosto kochany, nie uczyniłeś. Ale co się w takim razie robi z sugestią?

  15. Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż cię nie zeżre robak smutku. Ewentualnie kawałek genu organizmu jednokomórkowego.

  16. Bóg zapłać za życzenia; przekazane. Solenizantka mile uśmiechnięta.

    Pewnie że do kitu.

    Od Ełku do Spitzbergenu gryzie nas kawałek genu.
    Albo:
    Od Opola do Podola gryzie nas coś na kształt mola.
    Albo:
    Cicho, kryto, po cichutku, gryzie nas sam robak smutku.

  17. Robak smutku jest do kitu.
    Wolę gołębia.

    „Rozłączeni – lecz jedno o drugim pamięta;
    pomiędzy nami lata biały gołąb smutku
    I nosi ciągłe wieści.”

    (Słowacki, „Rozłączenie”)

  18. Zuziu miła, ja zrozumiałam, Ty wyraziłaś się dobrze, i nie tłumacz się, bo żartowałam (jak to ja, wesoła staruszka).

    Mamo Isi, gryzą, gryzą.

  19. Prababunia wczoraj skończyła 92 lata i dostała od Isiątek laurki. Podpis na laurce Asi brzmiał: DLA PRABABÓNI OD ASI. Pierwszy błąd ortograficzny;)

    Pierwszy raz słyszę, żeby mole gryzły ludzi. Kochanowski chyba miał na myśli ówczesną wersję idiomu: Gryzie mnie robak, a raczej: „Robak smutku mnie gryzie.” jak powiada Słowacki. Chociaż mamy i przysłowie: Każdy ma mola, co go gryzie. Chyba je wymyśliła owca, której w.w. mole zeżarły futro.

  20. Ojej, no tak. Źle to wyraziłam. Taki po prostu ten nasz gatunek ludzki, że dopóki nie zachorujemy, to nie docenimy zdrowia. I po to nam wirusy.
    :))

  21. Dzień dobry w tę piękną niedzielę!
    Co do wirusów, myślę że wspomniany Kochanowski świetnie te sprawę wyjaśnił pisząc o zdrowiu szlachetnym.

  22. Jeżynowy Ludku (wiad.pryw.) – i tak nieważne. :0

    AniuK., stoicki spokój służy zdrowiu.
    Ulubione blogi? Na przykład „Płaszcz zabójcy”. Pyszne. Polecam gorąco.
    A poza tym codziennie robię spacer po Twitterze. Mnóstwo śmiechu! Ciekawe realia!

  23. Brawo dla Pani Małgosi! Zawsze podziwiam jak Pani spokojnie znosi przeciwności.
    A tak przy okazji zapytam: co Pani lubi czytać w sieci? Jakieś ulubione blogi?
    Życzę spokoju i energii do pracy, bo wszyscy czekamy na opasłą „Ciotkę”!

  24. Jeżynowy Ludku, dziękuję za wiadomość prywatną. No, bidule, cóż począć. Powiem prawniczce, może się zainteresuje. Ale wątpię.
    Internet jest pełen hejtu, wszystkiego się nie wytępi i tak, a my możemy przecież wybierać, co chcemy czytać.
    PS. Róbmy swoje.:)

  25. Gryzie Cię mól zakryty, Mamo Isi. Albo komar. Brr.
    Ale spokojnie, „kawałek” genu to jednak za dużo powiedziane. Odwagi!

    Ozdobniczko, będą inne fragmenty.
    Bywaj tu, kiedy zechcesz, a w ogóle to nie ma za co przepraszać. Domyślam się, że szkoła absorbuje, sama byłam kiedyś silnie zaabsorbowana.

  26. Po prostu wrogie przejęcie i to przez organizm jednokomórkowy! Groza. Czy to wciąż jeszcze ja, czy już pantofelek?

  27. Dzieńv dobry!
    Baaaardzo długo mnie tu nie było, ale siódma klasa to nie to samo co szósta. Doszło wiele przedmiotów i na każdy trzeba codziennie powtarzać mnóstwo wiadomości.
    Właśnie uczę się na sprawdzian z j.polskiego o Janie Kochanowskim. Omówiliśmy na lekcji lekkie fraszki, treny oraz pieśni. Najbardziej lubię ,,Pieśń II z Ksiąg Pierwszych”: (mój ulubiony fragment i właściwie strofa, w któtej jest już prawie wszystko)
    ,,Ale kogo gryzie mól zakryty,
    Nie idzie mu w smak obiad obfity;
    Żadna go pieśń, żadny głos nie ruszy,
    Wszystko idzie na wiatr mimo uszy.”

    Przepraszam za nieobecność, postaram się przybywać częściej :-)

  28. Dobranoc, Panno Anno!
    Jak to dobrze mieć takie wszechstronnie poinformowane Czytelniczki!
    Niech żyją więc wirusy!
    Dziękuję za lunofilski trop, zaraz sobie „Orpheusa” poszukam i włączę do kolekcji.

    Miłe dobranoc!

  29. Cześć i czołem – tak już troszkę nie w temacie, ale wszystkim Lunofilom muszę wspomnieć obraz Louisa Français „Orpheus”, światło na nim ma własności hipnotyzujące, niemal jak prawdziwy Księżyc.
    Tymczasem Mamie Isi mogę odpowiedzieć, że Pan Bóg mógł stworzyć wirusy, żeby zapewniały szybki przekaz genów między organizmami, a nawet między gatunkami. Zdarza się bowiem tak, że wirus wbudowuje się do organizmu, który zaraził, i przy okazji przenosi kawałki genów z innych organizmów (które wcześniej zarażał). Tylko proszę nie popadać w panikę, zdarza się to rzadko, i najczęściej organizmom jednokomórkowym. Ale kto wie, może gdyby nie wirusy, gatunek ludzki nie miałby szans powstać?
    Bardzo dziękuję za piękne zakończenie soboty (te kwietne schody! Jestem też wielką fanką tej uliczki z poprzedniego wpisu!) i przesyłam dobranocki.

  30. Z dużą przyjemnością wysłuchałam w Dwójce „Toccaty C-dur” pana Antoniego Libery. Bardzo dziękuję za sygnał o tym słuchowisku. Czytając opowiadanie (które zresztą bardzo mi się podobało) brakowało mi właśnie ilustracji muzycznej. Próbowałam co prawda podczas lektury słuchać utworu śledząc jednocześnie zapis nutowy, żeby odnaleźć opisywane fragmenty, ale to jednak nie to samo.

  31. Dzień dobry.
    Może ostatni król w danych warunkach mógł zrobić więcej (niektórzy twierdzą, że tak), ale dzięki niemu mamy Łazienki, naprawdę piękne. Dzisiaj była dobra pogoda na spacer i na karmienie wiewiórek.

  32. I u mnie, i u Borejków.
    I tu, i tu – już telewizora nie ma. Od lat.
    Za to jestem fanką internetu. Spektaklu poszukam.

  33. No i „Krystyna” też zamówiona. :) Pani Małgosiu, a ten telewizor na lodówce to był u Pani czy u Borejków, bo już zapomniałam? :) :) Może będzie spektakl w internecie, może na ninateka.pl – perełki czasem tam można znaleźć. Miłego dnia!

  34. Pozdrawiam Panią Małgorzatę i cały lud Księgi.
    Pięknie mi się czytało „Krystynę” w opactwie niedaleko Bostonu,
    cisza monastyczna sprzyja takiej lekturze,
    i też przy okazji zajrzałem na Mount Auburn Cemetery.

  35. Dziękuję za miłe przywitanie, mam nadzieję pojawiać się częściej, bo to sama przyjemność czytać i brać udział w dyskusjach, które się tutaj toczą. A tymczasem czuję się jak Mila Borejko – z wypiekami śledzę losy „Krystyny”. Wracam do lektury, miłego wieczoru Pani Małgosiu !

  36. Dobry wieczór, Karolino!
    Bardzo się cieszę, że zdecydowałaś się wyjść z ukrycia i wprost szczęśliwa jestem z powodu przygód „Krystyny”.
    Jak to dobrze, że ona wciąż porywa nowych czytelników!
    Teraz Ty, a przed chwilą nasz Wilk Morski, czyli KrzysztO, przeczytał „Krystynę” na swoim tankowcu, gdzieś na Dalekim Wchodzie!
    Miło pomyśleć.

  37. Dobry wieczór! Właśnie zaczaiłam się na słuchowisko polecane przez Zośkę. Znalazłam odpowiednią częstotliwość, a tu figa. Pomyliłam dni… To jutro.
    Co chwila mam takie wypadki, kalendarz nic mi nie pomaga.

  38. Witam naszą DUA i oczywiście wszystkich Księgowych ! Zachęcona nareszcie wychodzę z ukrycia, a pierwszy mój wpis w Księdze Gości, nie może się obyć bez wspomnienia o ukochanej książce wszystkich pań z domu Borejko. Jestem w trakcie czytania (po raz pierwszy) „Krystyny córki Lavransa” i pod wielkim wrażeniem piękna, wielkości i wciąż niezmiennej aktualności tego dzieła. Dziękuję, że w swoich książkach, poleca nam Pani takie wspaniałe lektury !

  39. Czy to już babie lato? Mam nadzieję, że tak. Dobry czas na spacery, a i Jesiennej Ciotce on się przysłuży.

    Mile gra: Joe Puma Quartet – „Indian Summer”.

  40. Doczytałam się, że na wyspach Oceanii niecierpek balsamina jest uznawany za gatunek inwazyjny. A u nas to niby co?

  41. U nas też słonko i wiatr, kasztany na pewno się sypią, lecz cóż! – ja pisać muszę.
    Niesprawiedliwość.

    PS- telewizora od lat nie posiadam. Nie obejrzę więc.

  42. Dziękuję za rekomendacje! Na pewno poczytam! Ja zaczęłam teraz „Kantora od kuchni”. I pozwolę siobie dorzucić coś do rekomendacji: 31 października w TVP Kultura (nie znam godziny niestety) retransmisja spektaklu w reżyserii Pawła Passiniego „Moniuszko-Widma”. Widziałam podczas Wratislavia Cantans w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu. Mnie zachwyciło, ale zdania są podzielone, ciekawe, co na to Księgowa społeczność. A ten wcześniejszy trop kantorowski nie jest tu przez przypadek. Dobrego dnia! Na Dolnym Śląsku słonecznie i lecę zaraz po kasztany!

  43. Rzeczywiście, balsamina mało dekoracyjna jest.
    Ale przecież na pewno ma jakieś inne zalety!
    Mamo Isi: jak się czegoś nie można pozbyć, trzeba to polubić. W każdym razie, stoik by to zrobił.

  44. Te balsaminki to istne potwory! Rozsiały się jak wściekłe i zajmują coraz dalszy teren, a każda ma łodygę jak bambus fi 5 cm średnicy. A na każdym pniu kiść słodkich, różowych kwiatuszków ni przypiął, ni przyłatał. Kochany Starosto, miałeś szczęście, żeś tego nie wziął!

  45. Dzień dobry!
    Kapelutku, „Księżycowy kamień” fajny, ale gatunkowo jakby lekko odstaje od całości dzieła Collinsa (wiem, co mówię, bo właśnie je przyswajam in toto). Ale warto przeczytać, a potem sięgnąć po „Kobietę w bieli”!

    Zytko, witaj w naszych progach! I odzywaj się śmiało, nie siedź pod regałem, jak tylu innych gości!!! (na przykład Protoplasta)…
    Nieśmiałki, wyłazić!

    PS – „Zgryzotka” się pisze. Jesień – już jest. Niewątpliwie.

  46. Dzień dobry, Wszystkim!
    Wracam powakacyjnie do szóstkowych dni u Naszej Pani Musierowicz :)
    Miły powrót, inspirujące komentarze, przemycone małe wieści o Zgryzotce! Ach, lubię!
    Pozdrawiam u progu jesieni i mimo że nie piszę często to z przyjemnością czytam Wasze wypowiedzi, spostrzeżenia, wspomnienia! :)

  47. Wpadłam i już zamówiłam sobie w internetowej księgarni „Jesteście na ziemi, na to rady nie ma!” Libery i Pydy i „Księżycowy kamień” Collinsa. ;) ;)

  48. Mamo Isi, już On tam wiedział po co. ;) Tylko to przeświadczenie trzyma nas wszystkich przy życiu. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia.
    Dzięki Ukochanej Autorce zakupiłam dwie nowe powieści Collinsa do swojej kolekcji, Armadale (teraz czytam w autobusach umilając sobie długie dojazdy do pracy) i Tajemnicę mirtowego pokoju. Na razie w tłumaczeniu, al może kiedyś porwę się na oryginał.

  49. Mamo Isi, jasne, że od wierszówki. Pisał przecież te powieści odcinkami, dla czasopism. A miał do utrzymania dwie rodziny (choć żadnej żony!).

    Jednak dodać należy, że ten system nie pogorszył jakości jego dzieł. Przeciwnie, wszystkie dotąd przeczytane oceniam bardzo wysoko. To znakomita proza! Fragment, na który Ci zwróciłam uwagę w liściku, a który zalecałam opuścić, nie powstał z winy wierszówek. Wilkie Collins, jak się zdaje, przygotował się bardzo starannie (jak zawsze) do stworzenia postaci owego szaleńca. Mając zapewne całe naręcza materiałów i notatek oraz obserwacji, nie oparł się pokusie umieszczenia tego bogactwa w powieści. Ale nie trzeba było aż tyle tego. Jest to jedyna scena, którą mogłabym wykreślić bez żalu z powieści „The Law and the Lady”. Przedobrzona.

  50. Witam Cię, szanowny Protoplasto! Dziękuję za interesującą sugestię, którą rozważyłam i następnie oddaliłam. Stokrotkę afrykańską przecież bym rozpoznała! Widuję ją często w kwiaciarniach i na targach kwiatowych. Ale ona ma – w każdym z wariantów kolorystycznych – inne jednak płateczki, niż roślinka z Bretanii, masywniejsze, że tak powiem. I listki też ma inne!
    Myślę, że ta bretońska to jednak erigeron. Popatrz, oto ostateczny argument: osteospermum tak się nie rozsiewa swobodnie, rośnie tam, gdzie ją posadzono.

    Odwdzięczam się miłym uśmiechem!

  51. Pani Małgosiu – zaglądam często, jeno odzywam się rzadko, ale dziękuję za zaproszenie do KG – to miłe! :-)

    Zgredzie – koncerty w czeskiej Pradze miałam na myśli. Pisałam o tym wcześniej (w czerwcu bodajże), że byłam na koncertach Depeche Mode w Pradze i w Berlinie, a Warszawa miała być „na deser”. W sercu jednak została Praga pomimo wszystko. Pozdrawiam!

    Dobromiła

  52. Kochany Starosto, doszły książki! Dziękuję z całego serca!

    Dzięki Tobie dowiedziałam się o istnieniu Nicolaasa van der Way i jego „Sierot amsterdamskich”. Widzę też, że malarz owe sieroty malował wielokrotnie. A te stroiki na głowę to miały sprzed wieku!

    Nikt nigdzie nie napisał, czy autor był płacony od wierszówki, czy od dzieła, ale tak sobie myślę, ze Wilkie Collins zdecydowanie od wierszówki;)

    Powoli dom przestaje przypominać filię sanatorium dla suchotników. Po co Pan Bóg stworzył wirusy, nie zgadnę.

  53. Pod rozwagę poddaję inny hipotetyczny kwiatek: stokrotka afrykańska, po francusku zwana marguerite africaine albo marguerite du Cap (czyli z Przylądka – w domyśle: Dobrej Nadziei), nazwa łacińska osteospermum.

  54. Dzieńdoberek!
    Ha-ha, Zgredziku! Ja też, zajrzawszy tutaj „wczora z wieczora”, przeczytałam „prowokacyjnie”. Hmm… ;-)

  55. Patrycjo, czas leci, co?:)
    Witam Cię serdecznie, nocną porą. Nie tłumacz się, po prostu dorastałaś. Aż dorosłaś i wróciłaś.
    Wpadaj nie tylko w dni szóstkowe, zapraszam! Nowe wpisy pojawiają się teraz po prostu wtedy, kiedy zbyt dużo jest komentarzy i gościom trudno jest je wszystkie przewijać.
    Czyli całkiem często.
    Dobranoc!

  56. Szanowna Pani Małgorzato!
    To już tyle lat, tyle lat nie zostawiałam tu komentarza. Niestety, sama nie wiem z jakiego powodu, wchodziłam na tę stronę coraz rzadziej, prawie wcale, aż w pewnym momencie w ogóle przestałam ją odwiedzać. Nie mogę w to uwierzyć. Ale dziś postanowiłam o sobie przypomnieć, zostawić po sobie jakiś ślad pod Pani wpisem.

    Nie wiem czy mnie Pani pamięta – ja jestem tą czytelniczką, co kiedyś nie lubiła (i cóż, nie lubi nadal) „Pana Tadeusza”. Swego czasu błagałam rodziców na kolanach (i wybłagałam!) przyjazd do Łodzi na spotkanie autorskie z Panią (w Matrasie w „Manufakturze”, z okazji promocji „Jeżycjady” w 2008 r. – nie mogę uwierzyć, że to było tyle lat temu – wtedy byłam w gimnazjum, a teraz jestem już po studiach). O ile pamiętam, na tym spotkaniu chyba dałam Pani zrobione przez siebie zdjęcia otulonej puchatym, zimowym śniegiem jarzębiny.

    Moja miłość do książek (w tym dzieł Pani autorstwa) nigdy nie przeminęła, choć niestety, czasu na czytanie jest coraz mniej.

    Z niecierpliwością czekam na „Ciotkę Zgryzotkę”! Na pewno znajdzie się w mojej kolekcji :)

    Co więcej, obiecuję solenną poprawę i będę częściej odwiedzać tę stronę!

    Ściskam Panią gorąco i pozdrawiam! I obiecuję solenną poprawę – będę jak za dawnych czasów, wpadać w dni szóstkowe zobaczyć czy są jakieś nowe wpisy od Pani.

  57. Starosto, też pamiętam trochę to opowiadanie, było w zbiorze z dwoma innymi – chyba.
    Dobromiło, ale która Praga górą? Koncert mógł być i tu, i tu.
    Przeczytałem, że Gio kłania się prowokacyjnie, czas spać.
    Dobranoc!

  58. Zwroce na to uwage! Choc nieczesto mam okazje podziwiac jeziora, zwlaszcza przy swietle ksiezyca (ale swiatlo dzienne tez bywa ciekawe).
    Spojrze tez pod tym katem na dziela malarskie wyobrazajace jeziora.

  59. „Toccata C-dur” – swietna! Poruszajace opowiadanie. Czytalam dzis rano wiadomosc o sluchowisku, na pewno bedzie interesujace, zwlaszcza ze rezyserem jest sam Libera.

    Zapominam ciagle wspomniec, jak bardzo podoba mi sie pejzaz Charlesa Victora Guilloux! I jaka ciekawa ta uwaga DUA, ze wody jeziora są zawsze o ton jasniejsze od nieba, ktore odbijają… Zapamietam sobie.

  60. Dziękuję, fajna Dobromiło!
    Jak miło!:)
    Moja wydawczyni niezastąpiona była dziś u mnie, pytała o „Ciotkę Zgryzotkę”. I ucieszyła się, że już niedługo!
    Zaglądaj tutaj, dam znać, jak tylko skończę!

  61. Witam i ja po swoich wakacjach już :-)

    Wszystko się nadzwyczajnie udało. Koncert Depeche Mode w Warszawie przecudny i chociaż byłam wcześniej na dwóch „takich samych”, to żałowałabym, gdybym na niego nie pojechała. Ale jak zwykle u mnie – Praga górą! :-) Li i jedynie! :-)

    I wróciłam parę dni temu pierwszy raz z obozu żeglarskiego. Z Mazur. I chyba się zakochałam na całe życie. W Mazurach. W żeglowaniu. No i co ja piszę, przecież nie można się chyba – zakochać! :-) No, dobra, zakochałam się na amen. Mazury przebiły góry… :-)

    Tylko się tak po cichu zastanawiam, jak ja jutro, taka zakochana, po urlopie, wrócę do pracy…?

    Pozdrawiam taką jedną, fajną Panią, która właśnie pisze „Ciotkę…” i całą resztę osób, która na tę „Ciotkę…” czeka. :-)

    Dobromiła

  62. Cieszę się z informacji o audycji w radiowej dwójce.
    Leżałam lecząc się domowymi medykamentami ponad tydzień.Zmusiłam się do wizyty u lekarza i dopiero po antybiotyku mi przeszło.Czasami trzeba jednak poradzić się lekarza.

  63. „Toccata C-dur”! Pamiętam to opowiadanie! Bardzo przejmujące. Bardzo mi się podobało. Pamiętam też, że w trakcie lektury myślałam sobie, jak musi ten tekst smakować „czytaczom” z wykształceniem muzycznym. Którego mnie – niestety, niestety! – brak. Ech!
    Dzięki, Zośko, za cynk!
    A tak w ogóle kłaniam się powakacyjnie Szanownej Gospodyni i Towarzystwu.
    :-) /uśmiech/

  64. Dzień dobry! Wpadam tu jak zwykle po dłuższej przerwie (nie wiedzieć czemu właściwie). Ale myślę sobie, ależ jesień to piękna pora roku! Jeśli oczywiście się stara. :) Każdego dnia jakieś nowe kolory. Słucham przy tym ciągle cudownego duetu Elli Fitzgerald i Luisa Armstronga, idealnie współgra z jesienią. :) A propos roślinek, wróciłam niedawno z festiwalu teatralnego w Wałbrzychu, podziębiłam się tam i przyjaciółka, która pracuje w tamtejszym teatrze lalek, a pochodzi z Białegostoku podarowała mi gałęzie dzikiej maliny i pyłek kwiatowy – wszystko z Podlasia – do herbaty. Szkoda, że z czasem coraz mniej wiemy o przyrodzie i jej właściwościach, a trzeba to pielęgnować. Nadzieja tylko we wspaniałych Babciach. A czy jest coś lepszego na przykład niż herbata lawendowa z lawendowym miodem? Albo imbir, mięta i miód? ;) Ściskam wszystkich mocno!

  65. O, dziękuję, Zośko miła, za wiadomość!
    Zastanawiam się: jak Ty dajesz radę to wszystko ogarnąć?
    Przesyłam uściski.

  66. wiad.pryw.(?)Pani Małgorzato, wpadam na chwilkę z informacją o słuchowisku radiowym „Toccata C-dur”, które będzie można wysłuchać w Dwójce w sobotę o godzinie 19 (?) Na podstawie opowiadania Antoniego Libery, reżyseruje Autor. Może zainteresuje Księgowych ta wiadomość? Pamiętam, że kiedyś rozmawialiśmy tu u Pani o opowiadaniach Libery (świeżo właśnie wydanych). Pozdrawiam zza lady :)

  67. Chyba jednak rodzimy sie z okreslonym w znacznym stopniu charakterem… i temperamentem. (Geny!) A kolejne doswiadczenia nas dalej ksztaltuja i pewny cechy charakteru sie nasilaja, pewne slabna.

    Genetyka to fascynujaca i tajemnicza dziedzina… Bardzo mnie kiedys interesowala, czytalam kilka ciekawych ksiazek na ten temat.

  68. Bazując na mojej wiedzy KokoszaNel ma rację – rodzimy się z temperamentem, którego nie jesteśmy w stanie zmienić. Oczywiście będąc świadomym jaki mamy temperament możemy co nieco skorygować/złagodzić jego działanie, ale nie będziemy w stanie zmienić go na inny typ.

  69. Temperament. Z nim się rodzimy. Niektórzy twierdzą, że nazwa pochodzi od temperowania. Coś w tym jest, hehe. A charakter jest chyba sumą przeżytych doświadczeń. Jeśli się mylę to mnie poprawcie.

  70. Kochana Zuziu, zdaje się, że jest tak: im więcej umiemy, tym wiemy mniej.
    Prędzej czy później najwnikliwsi nawet uczeni przyznać muszą, że stają wobec Tajemnicy.

  71. Dobry wieczór!
    Zajrzałam do podręcznika od biologii w poszukiwaniu informacji, o tym czy dziecko jeszcze przed urodzeniem śni. Pamiętam, że pani o czymś takim kiedyś wspominała. Ale nic nie znalazłam. Tylko, że zaczyna nam się kształtować osobowość, co wynika z właściwości układu nerwowego. Wydaje mi się to nieprawdopodobne. Rodzimy się już z przypisanym charakterem? I to jest w genach? Jakoś nie mogę tego pojąć. Przecież to nasze zachowania i reakcje, które wykształcamy sobie przez lata, uczymy się na błędach itd.

  72. Chesterko, jaka piekna historia!

    Mysle, ze i malenkie dzieci sobie wyobrazaja to i owo… Chyba wiaze sie to z emocjami. Na przyklad placza, bo czuja sie osamotnione, potrzebuja bliskosci, a wiec pewnie sobie wyobrazaja, ze sa same (choc mama moze znajdowac sie kilka metrow obok).

  73. Okryj cieplutko!
    Zima ma być, jak powiadają jedni, sroga.
    A znów drudzy zapewniają, że łagodna będzie.
    Słowem, norma.
    Dobranoc! Miło, że wpadłaś!

  74. Myślę, że „bezbronne” nagietki to twarde sztuki. Ze swoimi rozprawiam się okrutnie i czynię im coroczną „hakatumbę” ;)
    Udało mi się natomiast wreszcie wyhodować karczochy i kardy. Czy przetrwają zimę? Takie oto mam problemy. Oby tylko takie.

  75. Dobranoc! Idę czytać w łóżku. Wilkie Collins „Man and Wife”. NIEPRAWDOPODOBNIE ciekawe, oderwać się nie można ( ubiegłej nocy czytałam do 4!). Grube, świetnie napisane, mądre. Ideał lektury!

  76. Prawda, posyłałam i siarkowe!:)

    Też nasionka z wnuczką zbieramy.
    Nota bene, właśnie odkryła, że ubiegłoroczne nagietki, wsypane do wielkiej ozdobnej ceramicznej wazy z pokrywką (tyle ich było!), zapomniane dokumentnie, nie zostały na wiosnę wysiane. I co teraz? Czy wiosną 2018 mogę z nimi zaryzykować?
    Takie mam dylematy.

  77. Siarkowe wyginęły. Purpurowe (filmowe) trzymają się mocno. Białe i trochę zmutowanych. Znieram nasiona, trochę im pomagam. Zawsze i wszędzie się chwalę: „to moje kosmosy od pani Musierowicz”.

  78. A z losu onętków się cieszę! Czy masz także onętki siarkowe? Polecam bardzo! Śliczne odcienie żółte i pomarańczowe!

    Najstarszy dzieciak opuścił gniazdo?!!! Jak ten czas leci.

  79. Wszystko dobrze DUA. Onętki rosną. Samopas. Dom starzeje się bardziej. Dzieci rosną – najstarszy już opuścił gniazdo.

  80. Myślę, że każdy był Aniołkiem. Oczywiście nie tego typu, co Anioł Stróżujący, tylko takim putto:)

  81. Fluid z Ateną. Dziękuję, że mi o tym przypomniałaś. Tylko że mnie nie tylko imiona, ale w ogóle słowa układały się w kształty. W dodatku każde słowo miało swój kolor. Ojejku, tak było, zupełnie o tym zapomniałam. Oczywiście nie mogło się to chyba dziać bez przerwy, bo przypuszczam, że nie mogłabym normalnie funkcjonować. Musiało to występować w konkretnych chwilach. Jedną taką pamiętam: wracałam z Mamą do domu, było już ciemno i była wiosna. Niestety nie mogę sobie przypomnieć, czy to się zaczęło zanim poznałam litery, czy tuż po tym. I czy w ogóle miało to cokolwiek wspólnego z alfabetem? Chyba nie.

  82. Witaj, Sebajko! Czytuję Cię – wiesz, gdzie.:) Ciasta ładne pieczesz…I wszystko dobrze w Waszym pięknym domu, jak widzę.

    Marigold, dzięki za objaśnienia. Czyli dobrze wyczuwałam.

  83. Nie wiem, czy byłam aniolkiem, ale jako kilkulatka marzyłam o zostaniu zakonnicą. Gdy w kościele padał na mnie promień slońca, wierzyłam że to powołanie. Moja macocha przelicytowała mnie jednak. We wczesnym dzieciństwie marzyła o zostaniu Matką Boską. Taką piękną jak gipsowe figurki.
    To mówiłam ja. sebajka.

  84. Dobry wieczor, coz za interesujacy temat jezyk i fantazja. Z badan nad dziecmi z opoznionym rozwojem jezyka wynika, ze tzw. Phantasiespiele pojawiaja sie dopiero wraz z rozwojem jezyka. Dzieci, ktora maja opozniony rozwoj jezyka bawia sie bardziej mechanicznie, nawet „troche autystycznie”. Wydaje sie zatem, ze przynajmniej w zabawie jezyk jest bardzo wazny, aby tworzyc „swiaty”.Opanowanie jezyka mowionego jest ogromnie waznym warunkiem do prawidlowego rozwoju dziecka. Ten juz tutaj wspomniany fragment Mary Poppins zawiera w sobie jednak pewna ukryta tajemnice i bardzo mnie od zawsze fascynuje!:)

  85. Ach! I, no jakże, bardzo wspołczuję panu Winstonowi S. (Rok 1984, Orwell), który, próbując przywołać we wspomnieniach okres dzieciństwa, pomyślał: „Pamięta się szczegóły z niektórych sytuacji, ale nic z ich nastroju”. Ja tam nastrój czuję chyba najbardziej… i nic bym za niego nie oddała.

  86. A co do dziecięcej bliskości Boga. Pamiętam, że kedy byłam malutka wspominałam Niebo. Pamiętam tylko, że towarzyszyło mi tam szczęście, harmonia i jasność. Myślałam, że zanim przyszłam na świat byłam Aniołkiem Pana Jezusa. I teraz pytanie: czy ja to sobie wymyśliłam/wyśniłam, czy faktycznie każdy z nas był Tam kiedyś?

  87. Mam wrażenie, że wraz z dorastaniem tracimy niektóre myśli, bo ich nie rozumiemy. Dzieci opisują świat w wyobraźni w sposób w jaki go odbierają. Czyli nie poprzez słowa. Np. czasami kiedy zasypiam, przypomina mi się myśl z dzieciństwa- widzę dotyk. Po prostu widzę jego strukturę, sposób w jaki go czuję. Niestety jest to bardzo nieuchwytna myśl… Dzieci mają inne myśli niż my, bo my wraz z rozwojem mowy, ograniczamy się do kategorii słów. Przywykliśmy do nazywania wszystkiego, co odbieramy. (Mętne te moje tłumaczenia, ale nie wiem, jak inaczej).

  88. Oj, w moim poprzednim wpisie nie do końca jasno określiłam orzeczenie. Pisząc „to” miałam na myśli wyobrażać sobie. To jest takie wspaniałe, że dzieci od kiedy umieją słyszeć (5. miesiąc życia, o ile dobrze pamiętam), to wszystko dobrze rozumieją.
    Widzę, że doszliśmy wspólnymi siłami do tego, że dzieci potrafią sobie wyobrażać jeszcze przed urodzeniem, choć może nie jest to do końca taka wyobraźnia, jaką mają starsze dzieci.
    Dzieci w ogóle są bardzo wspaniałe i są takie inteligentne! Może nie posiadają jeszcze dużo wiedzy, lecz będą ją stopniowo zdobywać przez całe życie. Ale inteligentne są od początku. To jest takie niezwykłe. One tak szybko się uczą i można wtedy tak bardzo im pomóc i tak wiele dobrych rzeczy nauczyć, ale, niestety, można też bardzo łatwo zaszkodzić. („Złe ziele szybko rośnie”).
    Chyba będę musiała wymyślić nowy dział nauki, chyba, że taki już jest. Dziatwologia, he, he. :)
    Już się nie mogę doczekać własnych dzieci, ale najpierw trzeba skończyć szkołę, osiągnąć odpowiedni wiek i, oczywiście, znaleźć dla nich najlepszego Tatusia, a mojego męża. :)

  89. Dzień dobry!
    Jakże tu dziś magicznie!
    Myślę, że do wyobraźni nie potrzeba słów, tu najważniejszy jest obraz. Czyli chyba wzrok. A przecież dziecięce lęki też się biorą w wyobraźni. Moim zdaniem rodzimy się z nią. A maleńkie dzieci kochają ją tak bardzo, że nie chcą odchodzić od tego piękniejszego świata i śnią całe dnie.
    A tak właściwie, jak wygląda wyobraźnia?
    Ateno! Rozumiem Cię! Ja mam tak do dzisiaj. Gdy w połowie jeszcze śpię, a ktoś do mnie coś mówi, jego słowa układają się w kształty i nabierają jakby innego znaczenia.
    Gdy byłam mała, wykańczany był u nas w okolicy dom. Na białym czymś (styropianie?) były czarne kropki, zwykle chyba tak to wygląda. Nic nie budziło we mnie takiego przerażenia jak ten właśnie dom. Niekiedy ktoś wystawił tam jeszcze miotłę na balkon, wtedy aż dech wstrzymywałam.

  90. Wystarczy, DUA. Zawsze wystarczy. ;)
    A jak potrzebują tego te większe dzieci. I te całkiem dorosłe.

  91. Ateno! Nadzwyczaj to interesujące: imiona układały Ci się w kształty! Nie słyszałam jeszcze o czymś podobnym.

    Casciolino, a więc bez wątpienia dochodzimy do wniosku, że jeśli nawet maleńkie dzieci używają wyobraźni, nie są w stanie tego zakomunikować. I w tym – w możliwości użycia słowa!- cały sekret. Być może komunikują nam to płaczem, śmiechem, gestem, ale my nie wiemy, o co chodzi. Mówimy tylko „Czemu płaczesz, dziecinko?” i przytulamy.
    Kto wie zresztą, czy to nie wystarczy w każdym przypadku.:)

  92. Z wczesnego dzieciństwa pamiętam, jak podczas choroby widziałam różne różności w załamaniach kołdry.
    Przy innej okazji wystraszyłam też Stryjka, bo się okazało, że mam skłonności lunatyczne. Podobno wstałam z łóżka i zaczęłam iść w stronę Księżyca; ponieważ jednak na drodze była poręcz łóżka, jakieś kwiatki w doniczkach, już nie mówiąc o szybie, narobiłam rumoru i obudziłam Stryjka, który spokojnie kazał mi wracać do łóżka. Myślę jednak, że to tylko dlatego, ze akurat księżyc świecił mi prosto w twarz, bo nigdy potem się to nie powtórzyło.

  93. Może nie wszyscy wiedzą, że miłośnikiem ogrodów był Tadeusz Kościuszko. Sam założył ogród w West Point, należący do najstarszych ciągle istniejących w USA. Tak mówił o tym kadet Charles Petigru w laudacji podczas uroczystości odsłonięcia pomnika Kościuszki w 1828 roku: „Chcemy też upamiętnić zakątek, w którym lubił odpoczywać, gdy tylko pozwalały mu na to służbowe obowiązki, w którym kontemplował majestat dzieła stworzenia, gdzie wśród surowego pejzażu górskiego kwitły zasadzone przez niego róże, lilie i fiołki, przywodząc w ten sposób na myśl życzliwość i prostotę w obyciu właściwe jego charakterowi, które współistniały z olśniewającymi walorami jako wojskowego, patrioty i męża stanu”. Dzisiaj ogród jest ulubionym miejscem relaksu kadetów i wykładowców Akademii, w nim też odbywają się przeróżne uroczystości.
    (za artykułem Betsey Blakeslee „Pułkownik Tadeusz Kościuszko ratuje klucz do Ameryki”, Mówią Wieki 8/2017)

  94. Piekne schodki, chcialoby sie na nich lezec i podgladac rosnace kwiatki.
    Pamietam z wczesnego dziecinstwa, ze imiona ukladaly sie w ksztalty.
    Obrazy byly zawsze czarno biale. Pamietam tylko ksztalt dwoch imion, wlasnego i meskiego Andrzej.
    Nawet gdybym umiala malowac, to nie udaloby mi sie tego uchwycic.

  95. Ja również myślę, że nie da się sprawdzić i ustalić w czasie początków wyobraźni. Dzieci śnią podobno nawet przed urodzeniem! Potem nie potrafią wyrazić tego, co myślą, inaczej niż gaworzeniem czy pojedynczymi słowami. Dopiero kiedy zaczną sprawnie mówić, można stwierdzić, że mają wyobraźnię na pewno. Właśnie w wieku przedszkolnym dzieci zaczynają tworzyć wymyślone historie, fantazjować (by nie powiedzieć kłamać), mają też często swoich niewidzialnych przyjaciół.
    Zagadkowe to zagadnienie.

  96. Ja dopiero teraz, ale jakże się cieszę, że zagadka została rozwiązana! Sowo – dziękuję! Erigeron! I faktycznie wygląda on na taki wszędobylski, wchodzi gdzie się da! A schodki znajdują się w Ogrodzie Kerdalo – jestem pewna, że on cały z pewnością zachwyciłby niejedną Anię Shirley! I wydaje mi się, że byłoby to jedno z niewielu miejsc, w których byłaby ona cichutko, z zachwytem kontemplując krajobrazy w ciszy…
    A jeszcze co do wyobraźni – moja Siostra po powrocie ze szpitala (wyrostek) nieźle wystraszyła Mamę pokazując śmieszne ludziki tańczące w pokoju. Okazało się, że nie była to pooperacyjna gorączka, tylko sęki na drewnianym suficie!

  97. Jeżeli tylko z czerwonego balonika wypuścimy mieszankę trujących gazów, takich jak: nieomylność, tzw. własne życiowe doświadczenie i ciągnące się za tym lęki i w kółko wracać będziemy do cytowanego przez DUA wiersza ” Prorok”, to usłyszymy pewnego dnia miłe wyznanie z ust własnego dziecka:
    Jak dobrze, że jesteś moją Mamą i jesteś taka zwykła, a nie jakaś karierowiczka. Chociaż czasem mnie denerwujesz tym zachowaniem ” dziecka we mgle”.

    No, ale nikt nie jest doskonały. :);)

  98. Babciu, nauka się nie wypowiada, bo po prostu nie ma takich możliwości badawczych i takiego instrumentarium, jak zwykła matka!
    Zgadzam się z Tobą całkowicie.

    Piętaszku, nie przypadkiem zostałaś plastyczką! Cmentarz nie ma tu wiele do rzeczy, powiedziałabym, bowiem zdolność kreowania masz w sobie.

  99. Kokoszo, znając się nieco na dzieciach, z lekkim sceptycyzmem podchodzę do tej ładnej anegdotki. Jest z wielu względów mało prawdopodobna i wydaje mi się, że to raczej ktoś dorosły wymyślił, w celach umoralniających. Ale podoba mi się sama myśl – że dzieci mogą przez jakiś czas pamiętać, jak TAM jest, w innym wymiarze. Ślicznie pisała o tym Pamela Travers w „Mary Poppins” – pamiętasz Bliźnięta? Rozmawiały mądrze ze sobą, z ptakami i z wiatrem, ale kiedy do pokoju wchodził ktoś dorosły, słyszał tylko dziecięcy bełkocik i gaworzenie: „Gu-gu…”. Moim zdaniem to najpiękniejsza scena z całej serii o Mary P. Warto do niej wracać.

    Chesterko, co za historia!

    Pozdrawiam Arturiankę i resztę towarzystwa. Jak to dobrze, że lekarz po trzykroć nie miał racji!

  100. Znalezione w sieci:
    Wkrótce po narodzinach braciszka mała Sachi poprosiła rodziców, by pozwolili jej pozostać sam na sam z bobasem.
    Rodzice obawiali się, że dziewczynka, jak większość czterolatków, czuje się zazdrosna i może uderzyć lub wytarmosić maleństwo, toteż się nie zgodzili.
    Sachi jednak nie okazywała najmniejszych oznak zawiści. Opiekowała się czule niemowlakiem, a jej nalegania, by pozostawiono ją samą z braciszkiem nasiliły się. Rodzice postanowili więc pozwolić jej z nim zostać. Wniebowzięta z radości udała się zaraz do pokoju brata i zamknęła za sobą drzwi. Uchyliły się jednak troszeczkę – dość, by zaintrygowani rodzice mogli zajrzeć do środka i podsłuchać. Zobaczyli, jak Sachi podchodzi cichutko do łóżeczka brata, nachyla się nisko nad jego twarzyczką i szepcze:
    – Malutki, powiedz mi, jak pachnie Bóg. Zaczynam zapominać…

  101. Nie mogę nie podzielić się pewna historia z mojego życia. Bardziej odnosi się ona do Pani słów, Kochana Pani Małgosiu, niż wyobraźni dziecięcej.
    W szóstym roku małżeństwa już prawie pogodziłam się z myśla, że nie będę mogła mieć dzieci (lekarz przekonywał mnie, że tylko metoda in vitro byłaby tu być może skuteczna – nie chciałam). Kocham bardzo moja siostrzenicę, która wówczas kończyła roczek. Wpadłam do niej na urodziny. Jak dziś to pamiętam. Siadłam na sofie, a ona obróciła się do mnie, spojrzała swoimi wielkimi ciemnymi oczyma, podeszła i małym paluszkiem dotknęła mojego brzucha.- Dzidzia- powiedziała i spojrzała mi w oczy. Tak, była tam jednodniowa Arturianka, ale któż z nas mógłby to wiedzieć…

  102. Dzieci rozumieją o wiele wcześniej, niż potrafią mówić, tak jest podawane w podręcznikach psychologii rozwojowej. Co do rzeczywistości nadprzyrodzonej, jako mama piątki dzieci, niejednokrotnie byłam świadkiem odbierania jej przez moje pociechy. Wierzę, że dzieci widzą, czują i słyszą o wiele więcej, niż dorośli. Jest to jednak moje prywatne zdanie. Nauka raczej nie wypowiada się na ten temat :). Co do wyobraźni, zbadano, że już bardzo małe dzieci mają sny, więc myślę, że wyobraźnia nie jest też ograniczona wiekiem.

  103. Miałam takich zdarzeń kilka. Jedno z nich miało miejsce w dorosłym już życiu i co ciekawe nikt komu o nim opowiadałam nie postukał się w głowę. Otóż, kiedyś wieczorem zdrzemnęłam się na kanapie. Obudziła mnie melodyjka płynąca z komórki męża. Kiedy otworzyłam oczy, mój wzrok padł na ciemny otwór drzwi kuchennych, gdzie był stół. Na stole tym, w rytm melodyjki podskakiwały i tańczyły dwie białe postacie małych dziewczynek. Jedna miała dużą kokardę z boku głowy. Kiedy otworzyłam szeroko oczy i uświadomiłam sobie, co ja właściwie widzę , obraz zaczął się rozmywać. Dodam, że kilkanaście metrów od naszego domu, na górce jest stary cmentarzyk…

  104. Dzieci bardzo wcześnie rozumieją (jeśli wziąć pod uwagę ton głosu), ale nie sądzę, że aż takie małe dzieci to potrafią. Należało by jeszcze rozróżnić, czy rozumieją treść, czy ogólny przekaz (nie wiem jak to ująć, ale chodzi mi o to, że rozumieją przekaz bez dokładnego rozumienia treści). To takie skomplikowane i tajemnicze.

    Ale Pani ma piękne wspomnienia, coś podobnego było w książce „Tam gdzie spadają Anioły” autorstwa Terakowskiej (?). Ewa widziała i słyszała anioła, choć dorośli go nie widzieli. Od razu mi się to skojarzyło z tym co Pani napisała.

  105. A co do Twoich drzwi i skrzydełek. Pamiętam coś podobnego: byłam bardzo mała i ściskając Mamę za rękę przechodziłam poznańską ulicą wzdłuż niskiego budynku, dość zniszczonego (wszędzie zresztą były zniszczenia, to było przecież parę lat po wojnie). I nagle na jego oszklonych drzwiach zaczęły tańczyć roje kolistych światełek (białych!), po czym rozległa się cicha, śliczna muzyczka, jakby mnóstwa dzwonków. Co ciekawe, nie zatrzymałam się, nie pokazałam tego Mamie, tylko poszłam dalej, oglądając się długo. Byłam zachwycona, to pamiętam. Dopiero w domu powiedziałam o tym Mamie, ale ona niczego podobnego nie zauważyła!
    Ten obraz i dźwięk pamiętam do dzisiaj!

  106. To naprawdę ciekawe pytanie. Czy trzeba umieć mówić, żeby sobie wyobrażać?
    Sądzę, że nie. Może wystarczy tylko rozumieć, co inni mówią.

    Czy jest tu psycholog między nami?

  107. Pan Guilloux, na swoim obrazie o dość zwyczajnym tytule, namalował zupełnie niezwyczajne rzeczy, prawda?
    To także taka zabawa wyobraźnią, ciekawa bardzo.

  108. Dzieci pozostawione same w domu mają bardzo rozbudowaną wyobraźnię. Z takich historii dokładnie pamiętam jedną. Miałam 4 i pół roku (wiem, ponieważ wtedy przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania), kiedy Babcia zostawiła mnie samą w domu i wyszła na chwilę do sklepu. Dodam, że uchodziłam za dziecko bardzo grzeczne. Ale nie wzięto pod uwagę, że bojaźliwe. Nie wiem dlaczego, ale nigdy o tym nikomu nie opowiadałam. W pewnym momencie za lekko matową szybą drzwi zobaczyłam machające białe skrzydełka…

  109. I czy trzeba umieć mówić, żeby móc sobie coś wyobrażać?
    Ja też pamiętam taki jeden straszny sen z wczesnego dzieciństwa. Choć wolałabym go zapomnieć.

    U nas od miesiąca zimno, pada i wieje, ale niedługo Święta. :)

  110. Aha! Tak, twarze z zacieków na ścianie i wzorów na tapecie, figury i zamki z obłoków. Też pamiętam!
    Ale czy to było po raz pierwszy?

  111. A ja pamietam moje pierwsze wytwory wyobrazni. Mama zostawila mnie sama bo „pomarancze rzucili” (albo papier toaletowy- wiec okazja nie do stracenia). Zostalam w dolu, bylo slonce i pomaranczowe zaciagniete zaslony i ja na tych zaslonach widzialam skorpiony i raki, i troche sie balam…
    PS Wolalabym, zeby mama poszla wtedy po pomarancze, moja opowiesc bylaby romantyczniejsza!

  112. Oto jest pytanie, Kasztanowłosa! Może- dla psychologów?

    Pamiętam z odległego dzieciństwa jakiś straszny sen, ale to się nie liczy.

    Czy ktoś pamięta, kiedy PO RAZ PIERWSZY użył wyobraźni? Wątpię. Chyba nikt tego na pewno wiedzieć nie może. To się raczej zapomina.
    Ale ciekawe sprawy Cię nurtują!
    Pozdrawiam mile.

  113. Zastanawiam się właśnie, od kiedy dzieci potrafią sobie coś wyobrażać? Wiem, że jak Mama czytała mi książki, to potrafiłam, ale nie wiem ile wtedy mogłam mieć lat.
    Czytanie książek na pewno wpływa na wyobraźnię, lecz kiedy dziecko jest w stanie coś wyobrazić sobie po raz pierwszy? (choć to na pewno jest skomplikowany proces i nie da się określić tego „pierwszego razu”).

    Męczy mnie to pytanie już od wczoraj i nie mogę nic wymyślić.

  114. Dzień dobry!
    Piegusko, na emeryturze też nie. Wiem, co mówię.
    Mamusie nigdy nie mają wakacji.
    I tak ma być!

  115. Kochani!
    Jak cudownie znów tu być:)
    Całe lato rozmyślałam nad pytaniem Cascioliny, czy młode mamy, które zajmują się domem i dziećmi, mają nieustające wakacje, czy też nie mają ich wcale. W nurt tych rozważań wpisuje się doskonale dialog z moją 7-latką:
    E. – Mamo, czy mamusie mają kiedyś wakacje?
    ja (po dłuuugim namyśle) – Raczej nie.
    E. (krzepiąco) – No, chyba, że na emeryturze!
    Pozdrawiam z nowego domu! Z ogródkiem! Marzenia się spełniają!!!
    A, dziękuję za przepiękne zdjęcia Paczki Ch. Patrząc na urocze schodki myślałam wręcz, że to obraz.
    Życzę wszystkim takiego pięknego babiego lata jak na Wybrzeżu. Miłego dnia.

  116. Wilku Morski, za młodyś na Erigerona!
    Są tu inne osoby pretendujące.

    Wiolu, ano właśnie, też się tymi schodami zachwyciłam.

  117. Jakie urocze to zdjęcie ze schodkami i kwiatami, aż chciałoby się tam być! Jak to dobrze jest mieć wyobraźnię. Ania Shirley pewnie nadałaby temu miejscu wyjątkową nazwę. : )

  118. Sowo, kwiatowym jestem ignorantem, mogę jedynie je podziwiać nie znając. Ale nazwa erigeron rzeczywiście ładna, podoba mi się zarówno ona sama, jak i jej etymologia.

  119. Zgredzie, (wiad.pryw.) – na pewno nie. To Ty!
    Co do „Mammazine” – wywiad miał miejsce parę dni temu zaledwie, więc w numerze październikowym mamy być.

  120. Mamo Isi, zważywszy na to, że próbowałam kiedyś uprawiać tę roślinkę, powinnam była rozpoznać ją już przy poprzednim wpisie. No, ale mi nie wyrosła, więc tak naprawdę znam ją tylko z obrazka.

    Krzysztofie, simbelmynë wydaje się być inne z wyglądu, szlachetniejsze, o szerszych płatkach, gwiaździste. Podobne do zawilca gajowego. Ale nazwa erigeron też jest godna elfów, bo jak podaje Wikipedia, „The generic name Erigeron is derived from the Ancient Greek words ἦρι (êri) „early in the morning” and γέρων (gérōn) „old man”, a reference to the appearance of the white hairs of the fruit soon after flowering or possibly alluding to the early appearance of the seed heads”.

  121. Dzień dobry!
    W numerze „Mammazine” dostępnym w niektórych empikach, lipiec-wrzesień 2/2017, niestety nie ma tego wywiadu.

  122. O, Mamo Isi, przykro mi to słyszeć. Niestety, pierwsze kontakty ze szkołą (przedszkolem) tak właśnie wyglądają. W trzeciej klasie będzie lepiej, bo dzieci się już uodpornią na florę bakteryjną współtowarzyszy niedoli.

  123. Isiątka przyniosły z przedszkola pierwszą infekcję, a my, jak te Murzynki, padaliśmy jej ofiarą po kolei. Jako ostatnia padła Mamą, bo bardzo się staraliśmy ją ustrzec od zarazy.
    No i w sumie po tym wszystkim ledwo żyjemy.
    A tu maleństwa znowu poszły do przedszkola. Strach się bać.

    Przymiotno, śliczny kwiatek i śliczna nazwa! Sowo P., pełnam uznania, że zdołałaś je zidentyfikować.

    Ach, Aniu g., jestem zielona z zazdrości na okoliczność tych wszystkich ogrodów, jakie nawiedziłaś;)

  124. Wiadomość dla ReportW: bardzo dziękuję za miłe słowa i propozycję wywiadu. Proszę wybaczyć odmowę, niechętnie rozmawiam z mediami. Chyba ich zupełnie nie potrzebuję. Chociaż – ostatnio zrobiłam wyjątek: udzieliłam obszernego wywiadu wraz z córką, Emilią Kiereś, ponieważ powstało nowe czasopismo dla młodych matek -„Mammazine”. A my sprzyjamy młodym matkom!
    Natomiast jeśli chodzi o telewizję, to raczej staram się od niej odciągnąć moich młodych czytelników, a to dlatego, by pozostali czytelnikami w ogóle! Uważam też, że najważniejsze rzeczy, których można by się dowiedzieć o pisarzu, znajdują się nie gdzie indziej, tylko właśnie w jego książkach. To w ten przede wszystkim sposób pisarz komunikuje się ze światem.
    Pozdrawiam Panią serdecznie i życzę wielu sukcesów.

  125. Tomku (wiad. pryw.) tak jest. Dobrze to odczytujesz, a jakże. Zostań z nami, zapraszam serdecznie!

    Zgredzie, Twoje wiadomości prywatne są niekiedy rozczulające.:) (Choć czasem zupełnie się z Tobą nie zgadzam!). Nie zawsze na nie odpowiadam, bo tak prywatne, ale wszystkie czytam i się uśmiecham. Pozdrawiam całą rodzinę!

  126. Dzień dobry! Sporo wiadomości prywatnych.

    Ann, dobre myśli etc. jak zwykle zapewnione! Miłego czytania!

    Marcinie, chętnie bym skorzystała z tak gorącego zaproszenia, ale, po pierwsze, Białystok jest troszkę daleko ode mnie, a po drugie – właśnie uparcie pracuję nad „Ciotką Zgryzotką”, a ponieważ i tak mam już opóźnienie, jasne jest, że nie chcę ryzykować kolejnego. Ale bardzo Wam dziękuję za tyle serdeczności!

    To samo mogłabym właściwie powiedzieć miłej PaniOdPolskiego z Bieszczad. Tak, to prawda, nigdy tam nie byłam, bardzo bym przyjechać chciała, a zaprzyjaźnić się – tym bardziej! (Lubię się zaprzyjaźniać). Ale nie mogę, przynajmniej nie teraz. Może z wiosną to się uda!
    Całą klasę serdecznie pozdrawiam i dziękuję za tyle sympatii!

  127. Cieszę się, Aniu! Dobry to był pomysł z tym nabieraniem sił!
    Odpoczywaj, odpoczywaj. Wśród cyklamenów!

    Paczko Chusteczek, dziękuję raz jeszcze za te miłe obrazki.

  128. O tej porze roku trochę sucho,więc żółto. Ale w lasach na zboczach Etny kwitną cyklameny i dojrzewają kasztany jadalne. A na straganach sterty warzyw i owoców. Służę adresami w Taorminie, gdzie świetnie dają jeść. Obżeramy się z siostrą nieprzyzwoicie, słuchamy włoskich piosenek- gitara i wokalista- do michy linguini z owocami morza, pieczonych na grillu krewetek, ośmiornicy z ziemniakami. Dzieciątka nieletnie(siostra) i pełnoletnie(ja) zostały z tatusiami w domu, a my nabieramy sił przed zimą i zimowymi ciemnościami.

  129. Aaa! A jednak! Za zimno im.
    Dzięki, Aniu kochana, za wiadomość, a już chciałam kupować nasionka.
    Jak tam na Sycylii, jakieś ciekawe rośliny?

  130. Próbowałam siać, ale w Polsce im za zimno. We wszystkich angielskich starych ogrodach obrasta kamienne murki i stopnie. Cudne. Uściski z Sycylii.

  131. Przymiotno Karwińskiego nazywa się też hiszpańską stokrotką. Próbowałam je kiedyś wysiać w donicach, bo miała być z nich piękna kula do powieszenia, ale nawet mi nie wykiełkowały.

  132. Nieocenieni. No, nieocenieni!
    Dziękuję!
    (Choć jest to oczywiście przymiotno, Krzysztofie. Ale elficki kwiatek też mi się wkomponowuje w wyobraźnię!)

  133. Stare, kamienne schody porośnięte białymi kwiatkami, skojarzenie miałem natychmiastowe – simbelmyne.

    Simbelmynë – kwiat niewielkich rozmiarów, rosnący głównie w Rohanie, choć również na polach Lebennin. Często porasta groby, charakterystyczny dla grobów królów Rohanu czy grobu Elendila na Halifirien. Kwiat nazywany jest także Białym Śniegiem i Nieśmiertelnym, ponieważ kwitnie cały rok. Najczęściej występuje w kolorze białym, jednak czasami można spotkać się z odmianami o żółtym kolorze. Kwiaty te rosły też zwyczajnie w trawie obok czwartej Żelaznej Bramy Gondolinu.

  134. Sowo! Nieoceniona!
    Tak! Natychmiast sprawdziłam! To rzeczywiście przymiotno Karwińskiego, inaczej: Santa Barbara Daisy, czyli stokrotka św. Barbary. Pochodzi z Meksyku.(Co tam robił nasz Karwiński?)

    Mam w ogrodzie przymiotno, i owszem, lecz inne, wysokie, bladofioletowe (w rzeczy samej, podobne jest do marcinków). Przymiotno Karwińskiego jest niziutkie, kwitnie biało, różowieje z wiekiem. Jak czytam, ma długie korzenie, łatwo mu więc przeżyć na skalnym podłożu. Nie przetrwa zimy w Polsce, jeśli będzie rosło w ziemi bardzo nawodnionej!
    No, ale spróbuję.
    Co za przyjemne odkrycie – dziękuję, Paczko Chusteczek i Sowo!

  135. Ważne też, kiedy kwitna. Którego miesiaca byłaś w Bretanii, Paczko Chusteczek?
    Swoja droga ciekawam, czy ten pseudonim to z powodu wrażliwej natury czy alergii?

  136. I ja nie mogę swojej spytać.
    Dzięki, Elu, za sugestię. Czekam też na opinię naszej niezawodnej AniG.

  137. Mnie te kwiatki wyglądają na jakieś astrowate, np. któreś marcinki (są od wielkich, niemal dwumetrowych do malutkich) w różnych odcieniach fioletu i różu, bywają też błękitne. Listki mają ostre i dosyć sztywne, czego niestety nie da się sprawdzić na zdjęciu. Moja mama by wiedziała, ale już jej nie mogę spytać :(

Dodaj komentarz