
…i w dodatku – z Paczką Chusteczek!
Ależ się cieszy z tej niespodziewanej podróży! Pędzi przez Bretanię z księżycem we włosach i nawet nie wie, jak stosownie wygląda!
Tegoroczne wakacje przyniosły mi niezwykłą podróż na zachodni kraniec Europy — pisze nasza miła KC Paczka Chusteczek – i, co najważniejsze, spełniło się moje marzenie o podróżowaniu przez pola i lasy pociągiem. W dodatku jednym z najszybszych jakie istnieją, w końcu TGV to nie byle co!
Ale, ale – oczywiście, korzystając z okazji, wzięłam w podróż obowiązkowo dla kolejowych okoliczności „Nutrię i Nerwusa”, no inaczej być nie mogło!
Sama Bretania piękna, zielona i zdobiona mnóstwem kolorowych i zadbanych ogrodów.
Z całego tego ogromu wspomnę tylko o pięknej wyspie Brehat, która, jak gdzieś przeczytałam, idealnie nadaje się jako inspiracja dla niespełnionych pisarzy! Śliczne domki, piękne kwiaty, połyskujące zatoczki – cuda, cuda.


I chociaż dla Ani z Zielonego Wzgórza byłoby tam pewnie trochę za ciasno i zbyt tłoczno, domki były tam jednak wyjątkowo urocze, jestem pewna, że byłaby nimi zachwycona!

O, ja też tak myślę, Paczko Chusteczek miła, czuję też, że i moja Nutria była absolutnie urzeczona tą wyprawą, zwłaszcza że ma tak bliskie i zażyłe związki z księżycem! Tak, ona też jest zapamiętałą Lunofilką! – i pędząc tak przez bretońskie pola, łąki i lasy, mijając lśniące wody i oglądając bretońskie niebo, z pewnością przypominała sobie obrazy Charlesa Victora Guilloux (1866-1946), który tak pięknie malował księżyc nad Bretanią!
Czy mam może przypadkiem jego księżycowe pejzaże w swojej Galerii Lunofila? – zapytacie, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy. A ja odpowiem: – Ależ oczywiście. I to nie jest żaden przypadek.
I tylko się przez chwilę zastanowię, który z nich dać jako pierwszy, a który – jako ostatni, bo wiadomo, że ten właśnie najlepiej wam zapadnie w pamięć.
Trudny wybór.
Oto urocza kompozycja L’allée d’eau:

I wreszcie – coś dla naszej KC Sowy Przemądrzałej, która na pewno się ucieszy z tego, że księżyc jest na dole obrazka – (swoją drogą, śliczny to i przewrotny pomysł, wyjątkowy zgoła w Galerii Lunofila) – Clair de Lune:

Paczko Chusteczek, dziękuję za bretoński reportaż, a przede wszystkim za sprawienie Nutrii takiej podróżniczej radości!
Wszystkich pozdrawiam nieomal lunatycznie (minęła północ) – i idę sprawdzać, jaki to dziś księżyc wisi nad Wielkopolską!
MM








Nutko, dla mnie Rennes jeszcze do odkrycia (tylko przejeżdżałam). Ogólnie, spędziłam w Bretanii półtora miesiąca, a i tak mam wrażenie, że tylko skraweczek spróbowałam i mam ochotę na jeszcze więcej.
Sowo, mam nadzieję, że chusteczki przydają się tylko podczas miłych wzruszeń!
Ciao Ale, co za wloski fuid! Podzielimy sie wrazeniami!
Dzien dobry.Kris,ale fluid,ja tez pod wplywem KG,zamowilam „Donna in bianco” i rowniez sie zastanawiam czy przeklad dobry.Pozdrawiam
Dziekuje, DUA!
Lubie Ksiegowe inspiracje :)
Do usług, Nutko! Wiwat młodym naukowcom! W ostatnich latach wolno się przechadzam, to i uważnym Przechodniem się stałam. Poza tym, wszystko mi się ostatnio z KG kojarzy, a szczególnie, gdy wyciągam z torby paczkę chusteczek, he, he.
I znowu Warszawa zazdrości Wrocławiowi.
La donna e mobile, to i do Kris dotarła.
To jeszcze tak cichutko dodam, że wiwat nasi inspirujący Opiekunowie!
PS A koledze przekażę zachwyty. :) Dziękujemy.
Ooo, Kris, to mam nadzieję, że masz ze trzy dni całkiem wolne. Albo choćby dwa, jeśli szybciej czytasz.
Miłej lektury!
Dodam jeszcze, że cieszą mnie zdjęcia Paczki Chusteczek, bo bretońskie klimaty są mi bardzo bliskie. Dwa lata z rzędu byłam w stolicy regionu – Rennes – na wakacyjnym stażu.
PS Bardzo mnie ucieszyłaś, Sowo, jeszcze raz dziekuję i serdecznie Cię ściskam z tej radości! Teraz będę chodzić cały wieczór z szerokim uśmiechem! :)
Serdeczne ukłony
Nutka
Witajcie wieczorowa i ksiezycowa pora,
widze, ze rozmowy na temat utworow W. Collinsa wciaz trwaja!
A do mnie dzis dotarla zamowiona niedawno „La donna in bianco” (czyli „Kobieta w bieli”). Nie moglam sie w koncu nie skusic, czytajac Ksiegowe wpisy.
Mam nadzieje, ze przeklad dobry!
I oczywiście ten muzykalny kolega od spleśniałego DNA!
Super młodzież!
Niech żyje Nutka!
I Sowa!
Dobry wieczór!
Tak, tak, droga Sowo, to moje! :) Ale się cieszę, że ktoś się zainteresował naszą wystawą! Bardzo mi miło i w imieniu Koła serdecznie Ci dziękuję za uprzejme słowa. To już druga taka wystawa, którą organizujemy i bardzo się cieszę, że wzbudza zainteresowanie w Przechodniach. Ile ciekawych rzeczy można zaobserwować pod mikroskopem! Za każdym razem jestem szczerze zafascynowana.
PS A o kurczakach z „powolnego chowu” słyszałam ostatnio w reklamie telewizyjnej, nie wiem co to za szczególny „wynalazek”.
Może oni tam, w tym kole, wszyscy tacy zdolni, Sowo?
Ale fakt, że nasza Nutka ma w dodatku poetyczną duszę.
Nutka zapracowana, to nie odpowiada, ale to na pewno są jej zdjęcia. Kto inny by tak pięknie sfotografował emisję nanocząsteczek CdS/CdSe w polialkoholu winylowym i jeszcze nazwał ją Górami Czerwonymi? Piękną wystawę Wam zrobiono, Nutko! Najbardziej ujęło mnie zdjęcie zrobione przez Twojego kolegę z koła pod tytułem „Klucz wiolinowy”, a w rzeczywistości przedstawiające obraz pleśni na DNA łososia. Bo nie wpadłabym na to, że pleśń też jest muzykalna. ;)
Co do drobiu, spotkałam się ostatnio z zaleceniem (w pewnej modnej książce kucharskiej), by do wypieków kupować jaja z upraw ekologicznych. Gdyby ktoś widział w sprzedaży jaja w doniczkach albo chociaż nasiona jaj, niech mi da zaraz o tym znać.
A! Spokojnie. Te są nieco słabsze.
Collins napisał ponoć 30 powieści, może je przetłumacza. Taka mam nadzieję, bo XIX-wieczna powieść ang. przeżywa dziś chyba swój renesans. Co pewien czas pojawiaja się nowe tytuły.
A tymczasem przeczytałam „Armadale”, która przez 700 stron trzymała mnie w nieustannym napięciu. Aż się boję zaczynać „Córki niczyje”.
:)!
Pani Małgorzato, sprawdziłam w najbliższej mi bibliotece i są inne dzieła Collinsa, więc na pewno przeczytam.
Biedne kurczaki. Z każdego chowu.
(Nie jadam!)
Widziałam dzisiaj w sklepie kurczaki z powolnego chowu. :) Czyli jednak takie są, he he.
Nutko-Ninutko, czy to możliwe, że widziałam właśnie zdjęcia Twego autorstwa przy pewnej znanej ulicy blisko Rynku? :)
Też o tym myślałam, czytając, Zgredziku.
Jak wiele jest, na przykład, drobnych realiów dziewiętnastowiecznego życia codziennego, których nazwy nic nam dzisiaj nie mówią! W tych oksfordzkich wydaniach, które mam, są przynajmniej szczegółowe przypisy z objaśnieniami.
Nota bene, lubię czytać przypisy.
Anette, „Księżycowy kamień”, choć ciekawy i zabawny, jest trochę nietypowy dla Collinsa. Mnie się najbardziej podoba oczywiście słynna „Kobieta w bieli”, ale kolejne powieści tego autora są równie ciekawe. Zauważyłam, że fascynuje go prawo i jego usterki, a także jego wpływ, często złowrogi, na życie zwykłych ludzi. Ten aspekt to faktycznie kopalnia wątków fabularnych!
Ach, Tuwim…..
Krzysztofie, zawsze miałem niezbyt silne ręce, dzieci wtedy niosłem przytulone częściowo do mojego tułowia i moją dłoń albo dłonie trzymając zaciśnięte na moim ubraniu albo może paskach od plecaka. Rzeczywiście było tu sporo rozkładu sił ciążenia na łatwiejsze do opanowania składowe poziome. Skolioza (rodzica) ułatwia też noszenie dziecka na biodrze (rodzica).
Starosto, nawiasem mówiąc tłumacze Wilkiego Collinsa też nie mają łatwego życia.
Zaczęłam czytać „Księżycowy Kamień” Collinsa i wciąga! Lubię takie subtelne i ciepłe poczucie humoru jakie przejawia Pan Betteredge.
Ależ miło było mi dziś tu się znaleźć i posłuchać niosących się echem szeptów Waszych rozmów.
Mamo Isi, jakie piękne wspomnienia Ci pozostaną. Zwłaszcza ta Msza musiała być poruszająca.
I fluidy promieniują, bo Wy znów gawędzicie o górach (a dziś właśnie oglądałam zdjęcia wakacyjne od koleżanki) i o dzieciach (to znów u innej koleżanki też mają dzieciątko w podobnym wieku, co Karikari i też rozpoczynali niedawno wprowadzanie nowego jedzonka).
Moc ciepłych myśli przesyłam wszystkim!
PS: „Rybka” była u nas w minionym tygodniu. Moi podopieczni za mali na czytanie „Jeżycjady”, a szkoda.
Myślę, że tak będzie w sam raz, Puchałko!
Dziękuję.
Ja postanowiłam omówić „Szóstą klepkę” z klasą VI, DUA czy pochwalasz? A „Kwiat kalafiora” zaproponowałam w klasie VII jako lekturę na dodatkowe punkty.
Aaa!
Pozazdrościć pierwszego czytania!
Tak jest! A propos Tuwima.
U nas złota szkocka jesień, choć dzisiaj akurat pada. Mam ‚powolnego chowu’ dzień wolny i po mokrym spacerze nadmorskim czytam sobie błogo ‚Woman in white’, serdecznie dzièkujàc za trop literacki. Pozdrawiam wszystkich ciepło.
Dziękuję, skarbie! Obejrzę wieczorem i na pewno rozszyfruję.
Aaa, a u nas był dziś śliczny, ciepły i słoneczny dzień – każdemu życzę!
Kochana DUA, wysłałam Admince kilka zdjęć tych tajemniczych roślinek, może one pomogą rozszyfrować co ona za jedna. Dobrego wieczoru, mimo tych szarości i wilgoci!
Boża Krówko, niestety, linki tu nie przechodzą… taki już mamy formularz.
Milesale, prawda? Prześliczne.
Tuwim! Och, jeden z najulubieńszych.
Tylko te chłodne, pogodne,
Przewiewne ranki jesienne,
(Liliowe astry jesienne),
Senne, łagodne,
Gdy w miłym, szarym niebie
Wzrok rozczulony tonie:
Te ranki, te są dla Ciebie.
Byś w miękko wysłanym pokoju
Z liściasto-ptasią tapetą,
Bladobłękitna,
W tym właśnie dzisiejszym stroju,
Przez okno patrzała spokojnie
Na miłe niebo jesienne,
A na stoliku w wazonie
Niech będą astry liliowe,
Liliowe astry jesienne
Marigold, a ja dlaczegoś myślałam, że jesteś uczennicą! (Wybacz!)
Dwie córeczki! Gratuluję ich Tobie, a im – mamy, która porównuje z nimi tłumaczenia! Wspaniała zabawa.
Nawiasem mówiąc, gdybym była niemieckim tłumaczem, za nic nie podjęłabym się przełożenia wierszy Tuwima. One są tak całkowicie osadzone w polszczyźnie, a dzięki temu są tak wyjątkowej urody, że niemożliwe jest oddanie ich całego blasku w języku obcym. Polszczyzna Tuwima jest giętka, swobodna, bogata w gry słowne, żartobliwa, błyskotliwa i zmysłowa, a przy tym melodyjna.
Na myśl o niemieckim ich przekładzie dostaję dreszczy.
Wielka szkoda,ze ten przelom przyniosl oprocz pozytywnych takze negatywne zmiany na rynku wydawniczym.Na szczescie istnieja antykwariaty internetowe!Juz od kilku lat wyszukujemy w antykwariatach i czytamy po polsku i po niemiecku takie biale kruki jak „Ich habe Angst”, „Die Prinzessin und ihr Eselchen”, „Der Klee des Herrn Florian”.Ja i moje coreczki lubimy tak sobie porownywac te tlumaczenia. Niestety przeklad wierszy Tuwima na niemiecki byl slaby :(No coz, nie kazdy ma talent S.B. Poezje powinny tlumaczyc jednak osoby z poezja w duszy. Sam slownik nie wystarczy:)Pozdrawiam serdecznie!
Dobranoc!
Jak milo przeczytać, ze synek Karikari od pierwszych miesięcy ma kontakt z książkami. U nas tez tak jest. Co prawda zdarzają sie i kartki poplamione sosem pomidorowym, naderwane strony etc. Ważne, ze sa w użyciu :)
A co do marchewki, to nie zniechęcaj się. Na pierwszy raz wystarczy łyżeczka, byleby tylko poznać nowy smak. Potem będzie łatwiej.
Gorące uściski dla Was!
Dobranoc, miłej lektury DUA!
Aha! Sport to zdrowie, jak powiadają.
DUA, stan kolan to raczej dziedzictwo koszykówki, nie obwiniajmy dzieci :-)
Zgredzie, i pewnie na barana? Albo chociaż w pionie? Ma tu zastosowanie rachunek wektorowy rozkładu sił.
Ale niesienie dwójki dzieci przez kilometr utwardzoną drogą z plaży do ośrodka przez średniej wielkości wydmy nie musi boleć. Ale przed czterdziestką.
Marigold, jak tylko przełożono „Szóstą klepkę” na niemiecki, nastąpił przełom polityczny także i w Niemczech – NRD przestała istnieć, wydawnictwo padło etc. Ale zdążyłam dostać kilka miłych listów od tamtejszych czytelników. Zjednoczone Niemcy już się nie zgłosiły po cd Jeżycjady!:)))
Krzysztofie, no i kolan, prawda?
Wpływ rodzicielstwa na kościec ludzki jest dosyć przemożny.
Tak, też wędrowało się z wózkami i ich zawartością po różnych szczytach. Natomiast serdecznie odradzam wnoszenia na Śnieżkę (i na rękach) śpiącego, dwuletniego, dobrze odżywionego dziecka. Ten ból w krzyżu pamiętam do dzisiaj.
Zgadza sie:)Dokupilam jeszcze dodatkowe egzemplarze, ktore staly sie prezentem urodzinowym. Ksiazka ogromnie sie podobala i zaraz poproszono mnie o kolejne tomy na nastepne urodziny. Niestety innych tomow nie znalazlam.Wielka strata dla niemieckojezycznych czytelnikow!
Kochana Karikari!
I ja o Was myślę, ale wcale się nie niepokoję, ani nie zastanawiam, dlaczego milczysz. Dobrze wiem, kto Cię tak całkowicie absorbuje!
Cieszę się, że wszystko dobrze i że Kozio(łeczek) rośnie zdrowo! Jak już go wepchnęłaś na beskidzki szczyt, to zaraz go będziesz nosiła po Tatrach, co?
Kawał wojownika z niego. A do marchewki się jeszcze przekona. Tylko spokojnie!- i nie zmuszaj go do jedzenia.
Czule pozdrawiam!
O, Marigold!
To mi dopiero wyczyn!:)
Tak, jesteś w Niemczech, nie w Stanach, prawda? Pomyliłam się uprzednio.
Pozdrawiam serdecznie!
A ja czytalam Ulubiona Autorke tez po niemiecku Celestyna oder der sechste Sinn!:)
Kochana Pani Małgosiu! Drogie Księgowe i Drodzy Księgowi! Przepraszam, że tak długo nie dawałam znaku życia, ale bycie mamą niemowlaka jest dość pochłaniające ;-) Za to myślę o Was wszystkich bardzo często. Kozio skończył już 5 miesięcy, rośnie zdrowo na pociechę swoich rodziców i babć. Lubi, gdy mu czytam (co najmniej godzinę dziennie!) -ma już swoje ulubione książeczki, a w nich swoje ulubione ilustracje! Dobrze znosi podróże -był już na Mazurach, płynął statkiem po jeziorze, z ogromnym zainteresowaniem patrzył na morze, fale i plażę (pewnie myślał: jaka wielka piaskownica! ;-) ). W wózeczku został nawet wepchnięty przeze mnie na jeden z beskidzkich szczytów. Dziś po raz pierwszy starałam się nakarmić go marchewką- niestety, próba nie należała do udanych. Każdego dnia Kozio doświadcza czegoś nowego, odkrywa świat i samego siebie. Ja też! I tylko jedna rzecz mnie zasmuca- za kilka miesięcy będę musiała pójść do pracy (chyba że znajdę sobie jakąś pracę chałupniczą). Ślę gorące pozdrowienia!
Hu-hu-hu:)
Dzięki, Zgreduchna.
Trollu i Olu, staram się, staram się! Pozdrawiam znad „Zgryzotki”!
Chesterko: Rany Julek!!!
Jaki fajny ten wpis Oli.Prawda, DUA?
A radość Oli podzielam, jak najbardziej. I też czekam.
Ja na ten przykład czytam Ulubiona Autorkę w oryginale.
A propos szkoły. Poniżę cytuję uczniów Vkl, których na praktykach uczył kolega Arturianki:
” nauczyciel: jakim językiem mówili Rzymianie?
1 uczeń: rzymiańskim
2 uczeń : no, co ty, przecież hieroglifami
Uczennica: ty bęcwale [określenie było znacznie mocniejsze – przyp. aut.], hieroglify były w Chinach.”
Nie takich dużych ;-)
Dziękuję!:)
A ja nigdzie nie byłam,nie czytam dzieł w oryginale,nie piję,bo biorę leki/ale nie jest mi smutno z tego powodu/.Za to cieszę się ,że gdzieś za pół roku będę miała co czytać i to coś nowego w dużych gabarytach mojej ulubionej autorki p.M.Musierowicz
Niektórzy bywają bardzo sympatyczni, indeed.
A mnie się podobała rozmowa prawnika z Alanem Armadale. Pan G. przypomina mi porucznika Colombo. Chyba polubię prawników;)
Czasy też mamy pełne suspensu. Jak zwykle.
Aż sprawdziłam na stronie Ministerstwa, jak to jest z tym Opium. Otóż Jeżycjada jest w lekturach uzupełniających dopiero w V klasie. Wybrana powieść.
Zgredu, ten przyjazd guwernantki ma w sobie kolosalny ładunek suspensu. Jak najsłuszniej zresztą. Będzie się działo! U-uuu!
Rydze smażone na maśle – przepyszne. Trzeba spróbować.
Dzień dobry!
Starosto, żeby zminimalizować syndrom latarnika muszę czytać Armadale bardzo ostrożnie.
Właśnie przed piknikiem oczekiwana jest guwernantka.
Mamo Isi, pewnie góral był w bacówce gospodarzem, ale gramatycznie to mógł być i gościem. Równym.
Wojewodzie.
U nas Opium jest w drugiej klasie gimnazjum. Zobaczymy…
Rydzów też chyba nie jadłem.
Ciekawe, czy Dama rozwieje.
O,Mamo Isi ,jak Ci pozazdrościłam tych Gorców.I tej Mszy 17 września.
Widziałam niedawno bardzo przejmujący film dokumentalny opowiadający historię Krzyża znajdującego się obecnie w posiadaniu biskupa Mokrzyckiego.Niesamowita jest opowieść o tym,jak trafił on do Watykanu (dramatyczna i piękna zarazem historia rzeźbiarza i jego rodziny),a potem w ręce Ojca Świętego podczas ostatniej Drogi Krzyżowej.
Nie pamiętam tytułu,ale może da się jakoś odnaleźć.
Nigdy nie jadłam rydzów,niestety.:)
Aż się uśmiechnęłam, widząc to oczami duszy!
Melduję, że właśnie z Mareczkiem mieliśmy przyjemność zobaczyć Wójta w parku w Darmstadt. Chrupał sobie miło znalezionego na placu zabaw orzeszka. Sprawiło nam to spotkanie dużo radości.
Cieszę się na następne Collinsy!
Dzień dobry,!
Chesterko, ja też trwam w podziwie. Skończyłam „Hide and Seek”, gdzie, jak już wspomniałam, zachwyciła mnie wnikliwie opisana postać głuchoniemej dziewczyny, a także – inne, pysznie zróżnicowane postacie. To już kolejna powieść W.C., każda równie ciekawa, z mistrzowską narracją, zapierającą dech w piersiach, i z kontrastowymi bohaterami.
Od wczoraj czytam sobie na dobranoc „Man and Wife”, gdzie Collins zabrał się za absurdalne prawo małżeńskie, obowiązujące wówczas w Anglii. Takie to było „dobranoc”, że nie mogłam przestać czytać i dopiero wielkim wysiłkiem woli zmusiłam się do odłożenia książki o trzeciej.
Mistrz bogatych, skomplikowanych, wyrazistych charakterów! I to właśnie nie dziwolągów, oryginałów, wyrzutków jak u Dickensa; przeciwnie, mamy do czynienia – co jest zadaniem dla pisarza trudniejszym!- ze zwykłymi ludźmi, i „z towarzystwa”, i z plebsu. Ale jak uważnie, starannie im się autor przyjrzał, jak wczuł się w każdą ich reakcję, jak ją uzasadnił!
Mamo Isi, przed Tobą ciekawe lektury. Uczta!
Jutro wyślę kolejną.
PS. Wino ciekawe! Niekiedy żałuję, że nie pijam alkoholu.
Ale niekiedy wcale nie.:)))
Ówże sommelier wybrał do racuchów wino lekko musujące, koloru lekko różowego, półsłodkie, z jakimś specjalnym bukietem. Piliśmy grzecznie pełni podziwu.
Celestyno, gościliśmy w bacówce górala z Waksmunda. Nb. Waksmund wystawił do bitwy pod Grunwaldem pięciu zbrojnych, za co dostał od króla Władysława Jagiełły Polanę Waksmundzką i las w Tatrach.
Czytam „Armadale” i, ach, co za wspaniałe dialogi, co za fabuła, co za ciekawe psychologiczne portrety. Chylę czoła dla kunsztu Collinsa! Ale, co robić, trzeba umyć zęby, wziać lekarstwa, nasmarować co trzeba itp – co za strata czasu. Przydałby się powolny chów, tzn doba z ksiażka na kanapie.
Rudy, rudy, rudy rydz, mam na rydza smaczek, podspiewuje sobie pod nosem.
W studenckich czasach bywało się na Turbaczu, zostały miłe wspomniena.
Dla pociechy, u nas tez pada i księżyca nie widać.
Dobranoc!
Na dobranoc:
„Autumn Serenade” – Joanie Sommers.
Ooo, Kasztanowłosa! Ależ się ucieszyłam!
Coś takiego właśnie zakładałam, przemycając. Bardzo mi miło!
Celestyno, dobry wieczór i ściskam Cię serdecznie!
U nas „Opium…” był lekturą w kl. 1 gim. Jako jedyna dostałam z tego 6 (nie było to zbyt dziwne, jeśli już wtedy tę część przeczytałam ponad 5 razy). :)
Bardzo chciałabym podziękować Pani za „Sprężynę” i przemycone tam wiadomości o sonecie. Dzięki temu na lekcji większość już wiedziałam i pani zdziwiła się, że umiem rozpoznać sonet i znam mniej więcej cechy jego budowy. I na pewno łatwiej mi dzięki temu zapamiętać wiadomości z lekcji.
Rydze, Mamo Isi? Aż się głodna zrobiłam.
Mamo Isi, ciekawość mnie zżera w której to bacówce gorczańskiej gościłaś. Mam ładne wspomnienia z harcerskiej chatki Bene, stojącej tuz pod szczytem Turbacza. Ach, i w ogóle wędrowałam na Turbacz wielokrotnie. Moze wreszcie po latach uda mi się w październiku..? (chytry ten plan wylągł się właśnie teraz w mojej głowie, już się zaczęłam nań cieszyć jak głupek; będę w Krakowie niedługo)
Wspomniałaś o krzyżu od bp Mokrzyckiego. Wyobraź sobie, ze metropolita lwowski abp Mokrzycki będzie gościł niebawem u nas w Lozannie.
Pozdrawiam pięknie wszystkich z Pani Małgorzatą na czele!
A, Wilku Morski! Fluid!
Wyobraź sobie, że właśnie piszę wiadomy list do wiadomej Damy.
Mamo Isi, a widziałaś pomnik na podejściu z Nowego Targu, zielonym (chyba) szlakiem? Gorce to tereny „Ognia”.
I jakież wybrał, jakież?
Właśnie, ale zawsze jest problem. Bo myśmy do tych rydzy mieli czerwone półwytrawne hiszpańskie wino. Nam, laikom, smakowało to połączenie wybornie, zresztą innych win nie było, ale co by powiedział prawdziwy sommelier? Kiedyś gościłyśmy z Isią u takowego w Normandii. Usmażyłyśmy racuchy z jabłkami jako typowe polskie jedzonko i biedak ze trzy razy latał do piwniczki, zanim dopasował wino do tej potrawy.
Toteż z tymi rydzami sama się sobie zazdroszczę;)
Pozdrowienia dla p.Musierowicza. A to ci dopiero, rydzami karmiony.
50 lat temu to na Taborisku jadało się paciaję mięsną pt.tuszonka z puszki wykonanej z blachy pancernej.
Kiedyś nie dojedliśmy tej tuszonki. I rano obudził nas łomot dziobanej blachy, a puszka była z wigorem taczana po tym drewnianym mostku, na którym stał namiot. Okazało się, że to orzechówka dokończyła za nas posiłek.
Ach, Chesterko, ja wszystkich znajomych rozbawiłam opowiadając o kupowanych przez ciebie jajkach „z wolnego obiegu” – to teraz będzie kurczak „z powolnego chowu” (dobrze, że nie chodu).
Mamo Isi, no moje gratulacje, ależ miałaś stylowe jedzonko.
Młody pan Musierowicz, członek Klubu Wysokogórskiego, jadał kiedyś w Tatrach słowackich wyłącznie rydze, których tam było zatrzęsienie. Hm, jakieś, ojej, 50 lat temu!!!
Ależ te nasze polskie kurczaki sa trendy! Poranna wizyta w pobliskim sklepie przywitała mnie wystawiona reklama : „Polski kurczak z powolnego chowu” (cokolwiek to znaczy, no właśnie, co?).
Czyżby drób czytał poradniki o slowlife? A może życie w klatce to taki slowlife: nigdzie nie biegasz, karma sama przychodzi…
Sama pętając się po okolicy w celach krajoznawczych nazbierałam ich tak z dziesięć, ale miła para górali, która znała miejsca i nakosiła rydzy ogromny kosz i siatę, dorzuciła nam z dobrego serca drugie tyle, tak więc nasza zbójecka czwórka miała wspaniały obiadek. Widząc ten wielki kosz uwierzyłam, że drzewiej rydze się soliło całymi garncami na zimę.
Mamo Isi, teraz do mnie dotarło: naprawdę, zbierałaś RYDZE?!
Ago, ojej.
Witaj z dobrymi wieściami, Mamo Isi!
Dobra nasza, to wysyłam Ci Collinsa.
Wróciłam z Gorców! PT Towarzystwo zgromadzone w bacówce bardzo dziękuje za pozdrowienia i z całego serca przesyła wzajemne zapewniając, że nie ma nad nich bardziej wiernych i oddanych czytelników;)
Zaliczyłam łażenie w górę z biegiem potoku, zbieranie rydzów, spotkanie z malutką salamandrą, pętanie się po łąkach i lasach, przejażdżkę GOPRowskim quadem spod kapliczki papieskiej na szczyt Turbacza oraz nadzwyczajność – mszę na polanie za Turbaczem, gdzie 17 września 1953 roku ks.Karol Wojtyła odprawił mszę. Było obecnych nawet kilka osób, które wtedy w tej mszy uczestniczyły! I po mszy można było ucałować krzyż – relikwię. Ten krzyż, który nasz Papież przyciskał do piersi w ostatnich dniach życia. Koncelebrujący mszę ks.Józef Obłąk otrzymał go od bpa Mokrzyckiego, drugiego sekretarza Ojca Świętego.
Ulubiona Autorko!
Ależ „Opium..” jest lekturą obowiązkową w klasie 4! I to omawianą już w październiku, kiedy nie wszystkie dzieci mają ukończone 10 lat. Ja także nie odważyłabym się podsunąć mu „Opium…”, jeszcze nie w tym momencie; teraz bazujemy na książkach Adminki, którymi zachwyca się już od ponad roku oraz klasycznej literaturze dziecięcej. Ale cóż, Ministerstwo zadecydowało i już! Ja nie pozwolę, żeby się zniechęcił do mojej ukochanej autorki (matka czuwa!). To byłby szczyt wszystkiego!!!
Ago, moim zdaniem trochę za wcześnie zaczął „Opium”. Za dwa- trzy lata może… Ale zobaczymy! Oby się nie zniechęcił!
Dzień dobry,
u nas wietrznie, zimno i pada.
Dziecko moje wstało dzisiaj i zadało mi pytanie: jakie są pozytywne strony tego, że dzisiaj jest poniedziałek? Hmmm… prawdę mówiąc, ja też zbyt wielu pozytywnych aspektów nie widziałam. A potem sam sobie odpowiedział: „Będę mógł poczytać sobie „Opium w rosole””. Trochę obawiałam się, że „Opium..” okaże się lekturą za trudną dla dziesięciolatka, ale jednak nie. Widzę, że czerpie on z treści rzeczy dobre dla siebie, te, które mu pasują. Czyta uważnie. Zaczął mnie wypytywać, od czego zaczęłam przygodę z Jeżyc