Nutria w Bretanii!

 

Hisilicon Balong

 

…i w dodatku – z Paczką Chusteczek!

Ależ się cieszy z tej niespodziewanej podróży! Pędzi przez Bretanię z księżycem we włosach i nawet nie wie, jak stosownie wygląda!

Tegoroczne wakacje przyniosły mi niezwykłą podróż na zachodni kraniec Europy  — pisze nasza miła KC Paczka Chusteczek  – i, co najważniejsze, spełniło się moje marzenie o podróżowaniu przez pola i lasy pociągiem. W dodatku jednym z najszybszych jakie istnieją, w końcu TGV to nie byle co!

Ale, ale – oczywiście, korzystając z okazji, wzięłam w podróż obowiązkowo dla kolejowych okoliczności „Nutrię i Nerwusa”, no inaczej być nie mogło!

Sama Bretania piękna, zielona i zdobiona mnóstwem kolorowych i zadbanych ogrodów.

Z całego tego ogromu wspomnę tylko o pięknej wyspie Brehat, która, jak gdzieś przeczytałam, idealnie nadaje się jako inspiracja dla niespełnionych pisarzy! Śliczne domki, piękne kwiaty, połyskujące zatoczki – cuda, cuda!

 

wyspa Brehat

 

I chociaż dla Ani z Zielonego Wzgórza byłoby tam pewnie trochę za ciasno i zbyt tłoczno, domki były tam jednak wyjątkowo urocze, jestem pewna, że byłaby nimi zachwycona!

 

domek Ani

 

O, ja też tak myślę, Paczko Chusteczek miła, czuję też, że i moja Nutria była absolutnie urzeczona tą wyprawą, zwłaszcza że ma tak bliskie i zażyłe związki z księżycem! Tak, ona też jest zapamiętałą Lunofilką! – i pędząc tak przez bretońskie pola, łąki i lasy, mijając lśniące wody i oglądając bretońskie niebo, z pewnością przypominała sobie obrazy Charlesa Victora Guilloux (1866-1946), który tak pięknie malował księżyc nad Bretanią!

Czy mam może przypadkiem jego księżycowe pejzaże w swojej Galerii Lunofila? – zapytacie, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy. A ja odpowiem: – Ależ oczywiście. I to nie jest żaden przypadek.

I tylko się przez chwilę zastanowię, który z nich dać jako pierwszy, a który – jako ostatni, bo wiadomo, że ten właśnie najlepiej wam zapadnie w pamięć.

Trudny wybór.

Ale dobrze, oto Chaumière bretonne au clair de lune  (chaumière to budynek kryty strzechą):

 

charles-victor-guilloux-chaumière-bretonne-au-clair-de-lune

 

Ależ świeci ta pełnia, co?

 

A tu –  urocza kompozycja  L’allée d’eau:

 

l'allee d'eau

 

I wreszcie – coś dla naszej KC Sowy Przemądrzałej, która na pewno się ucieszy z tego, że księżyc jest na dole obrazka – (swoją drogą, śliczny to i przewrotny pomysł, wyjątkowy zgoła w Galerii Lunofila)  – Clair de Lune:

 

guilloux

 

Paczko Chusteczek, dziękuję za bretoński reportaż, a przede wszystkim  za sprawienie Nutrii takiej podróżniczej radości!

Wszystkich pozdrawiam nieomal lunatycznie (minęła północ) – i idę sprawdzać, jaki to dziś księżyc wisi nad Wielkopolską!

MM

157 przemyśleń nt. „Nutria w Bretanii!

  1. Dzien dobry.Kris,ale fluid,ja tez pod wplywem KG,zamowilam „Donna in bianco” i rowniez sie zastanawiam czy przeklad dobry.Pozdrawiam

  2. Do usług, Nutko! Wiwat młodym naukowcom! W ostatnich latach wolno się przechadzam, to i uważnym Przechodniem się stałam. Poza tym, wszystko mi się ostatnio z KG kojarzy, a szczególnie, gdy wyciągam z torby paczkę chusteczek, he, he.

  3. To jeszcze tak cichutko dodam, że wiwat nasi inspirujący Opiekunowie!
    PS A koledze przekażę zachwyty. :) Dziękujemy.

  4. Ooo, Kris, to mam nadzieję, że masz ze trzy dni całkiem wolne. Albo choćby dwa, jeśli szybciej czytasz.
    Miłej lektury!

  5. Dodam jeszcze, że cieszą mnie zdjęcia Paczki Chusteczek, bo bretońskie klimaty są mi bardzo bliskie. Dwa lata z rzędu byłam w stolicy regionu – Rennes – na wakacyjnym stażu.
    PS Bardzo mnie ucieszyłaś, Sowo, jeszcze raz dziekuję i serdecznie Cię ściskam z tej radości! Teraz będę chodzić cały wieczór z szerokim uśmiechem! :)
    Serdeczne ukłony
    Nutka

  6. Witajcie wieczorowa i ksiezycowa pora,
    widze, ze rozmowy na temat utworow W. Collinsa wciaz trwaja!
    A do mnie dzis dotarla zamowiona niedawno „La donna in bianco” (czyli „Kobieta w bieli”). Nie moglam sie w koncu nie skusic, czytajac Ksiegowe wpisy.
    Mam nadzieje, ze przeklad dobry!

  7. Dobry wieczór!
    Tak, tak, droga Sowo, to moje! :) Ale się cieszę, że ktoś się zainteresował naszą wystawą! Bardzo mi miło i w imieniu Koła serdecznie Ci dziękuję za uprzejme słowa. To już druga taka wystawa, którą organizujemy i bardzo się cieszę, że wzbudza zainteresowanie w Przechodniach. Ile ciekawych rzeczy można zaobserwować pod mikroskopem! Za każdym razem jestem szczerze zafascynowana.
    PS A o kurczakach z „powolnego chowu” słyszałam ostatnio w reklamie telewizyjnej, nie wiem co to za szczególny „wynalazek”.

  8. Może oni tam, w tym kole, wszyscy tacy zdolni, Sowo?
    Ale fakt, że nasza Nutka ma w dodatku poetyczną duszę.

  9. Nutka zapracowana, to nie odpowiada, ale to na pewno są jej zdjęcia. Kto inny by tak pięknie sfotografował emisję nanocząsteczek CdS/CdSe w polialkoholu winylowym i jeszcze nazwał ją Górami Czerwonymi? Piękną wystawę Wam zrobiono, Nutko! Najbardziej ujęło mnie zdjęcie zrobione przez Twojego kolegę z koła pod tytułem „Klucz wiolinowy”, a w rzeczywistości przedstawiające obraz pleśni na DNA łososia. Bo nie wpadłabym na to, że pleśń też jest muzykalna. ;)

    Co do drobiu, spotkałam się ostatnio z zaleceniem (w pewnej modnej książce kucharskiej), by do wypieków kupować jaja z upraw ekologicznych. Gdyby ktoś widział w sprzedaży jaja w doniczkach albo chociaż nasiona jaj, niech mi da zaraz o tym znać.

  10. Collins napisał ponoć 30 powieści, może je przetłumacza. Taka mam nadzieję, bo XIX-wieczna powieść ang. przeżywa dziś chyba swój renesans. Co pewien czas pojawiaja się nowe tytuły.
    A tymczasem przeczytałam „Armadale”, która przez 700 stron trzymała mnie w nieustannym napięciu. Aż się boję zaczynać „Córki niczyje”.

  11. Pani Małgorzato, sprawdziłam w najbliższej mi bibliotece i są inne dzieła Collinsa, więc na pewno przeczytam.

  12. Nutko-Ninutko, czy to możliwe, że widziałam właśnie zdjęcia Twego autorstwa przy pewnej znanej ulicy blisko Rynku? :)

  13. Też o tym myślałam, czytając, Zgredziku.
    Jak wiele jest, na przykład, drobnych realiów dziewiętnastowiecznego życia codziennego, których nazwy nic nam dzisiaj nie mówią! W tych oksfordzkich wydaniach, które mam, są przynajmniej szczegółowe przypisy z objaśnieniami.
    Nota bene, lubię czytać przypisy.

    Anette, „Księżycowy kamień”, choć ciekawy i zabawny, jest trochę nietypowy dla Collinsa. Mnie się najbardziej podoba oczywiście słynna „Kobieta w bieli”, ale kolejne powieści tego autora są równie ciekawe. Zauważyłam, że fascynuje go prawo i jego usterki, a także jego wpływ, często złowrogi, na życie zwykłych ludzi. Ten aspekt to faktycznie kopalnia wątków fabularnych!

  14. Ach, Tuwim…..

    Krzysztofie, zawsze miałem niezbyt silne ręce, dzieci wtedy niosłem przytulone częściowo do mojego tułowia i moją dłoń albo dłonie trzymając zaciśnięte na moim ubraniu albo może paskach od plecaka. Rzeczywiście było tu sporo rozkładu sił ciążenia na łatwiejsze do opanowania składowe poziome. Skolioza (rodzica) ułatwia też noszenie dziecka na biodrze (rodzica).

    Starosto, nawiasem mówiąc tłumacze Wilkiego Collinsa też nie mają łatwego życia.

  15. Zaczęłam czytać „Księżycowy Kamień” Collinsa i wciąga! Lubię takie subtelne i ciepłe poczucie humoru jakie przejawia Pan Betteredge.

  16. Ależ miło było mi dziś tu się znaleźć i posłuchać niosących się echem szeptów Waszych rozmów.
    Mamo Isi, jakie piękne wspomnienia Ci pozostaną. Zwłaszcza ta Msza musiała być poruszająca.
    I fluidy promieniują, bo Wy znów gawędzicie o górach (a dziś właśnie oglądałam zdjęcia wakacyjne od koleżanki) i o dzieciach (to znów u innej koleżanki też mają dzieciątko w podobnym wieku, co Karikari i też rozpoczynali niedawno wprowadzanie nowego jedzonka).
    Moc ciepłych myśli przesyłam wszystkim!
    PS: „Rybka” była u nas w minionym tygodniu. Moi podopieczni za mali na czytanie „Jeżycjady”, a szkoda.

  17. Ja postanowiłam omówić „Szóstą klepkę” z klasą VI, DUA czy pochwalasz? A „Kwiat kalafiora” zaproponowałam w klasie VII jako lekturę na dodatkowe punkty.

  18. Tak jest! A propos Tuwima.
    U nas złota szkocka jesień, choć dzisiaj akurat pada. Mam ‚powolnego chowu’ dzień wolny i po mokrym spacerze nadmorskim czytam sobie błogo ‚Woman in white’, serdecznie dzièkujàc za trop literacki. Pozdrawiam wszystkich ciepło.

  19. Dziękuję, skarbie! Obejrzę wieczorem i na pewno rozszyfruję.
    Aaa, a u nas był dziś śliczny, ciepły i słoneczny dzień – każdemu życzę!

  20. Kochana DUA, wysłałam Admince kilka zdjęć tych tajemniczych roślinek, może one pomogą rozszyfrować co ona za jedna. Dobrego wieczoru, mimo tych szarości i wilgoci!

  21. Boża Krówko, niestety, linki tu nie przechodzą… taki już mamy formularz.

    Milesale, prawda? Prześliczne.

  22. Tuwim! Och, jeden z najulubieńszych.

    Tylko te chłodne, pogodne,
    Przewiewne ranki jesienne,
    (Liliowe astry jesienne),
    Senne, łagodne,
    Gdy w miłym, szarym niebie
    Wzrok rozczulony tonie:
    Te ranki, te są dla Ciebie.
    Byś w miękko wysłanym pokoju
    Z liściasto-ptasią tapetą,
    Bladobłękitna,
    W tym właśnie dzisiejszym stroju,
    Przez okno patrzała spokojnie
    Na miłe niebo jesienne,
    A na stoliku w wazonie
    Niech będą astry liliowe,
    Liliowe astry jesienne

  23. Marigold, a ja dlaczegoś myślałam, że jesteś uczennicą! (Wybacz!)

    Dwie córeczki! Gratuluję ich Tobie, a im – mamy, która porównuje z nimi tłumaczenia! Wspaniała zabawa.
    Nawiasem mówiąc, gdybym była niemieckim tłumaczem, za nic nie podjęłabym się przełożenia wierszy Tuwima. One są tak całkowicie osadzone w polszczyźnie, a dzięki temu są tak wyjątkowej urody, że niemożliwe jest oddanie ich całego blasku w języku obcym. Polszczyzna Tuwima jest giętka, swobodna, bogata w gry słowne, żartobliwa, błyskotliwa i zmysłowa, a przy tym melodyjna.
    Na myśl o niemieckim ich przekładzie dostaję dreszczy.

  24. Wielka szkoda,ze ten przelom przyniosl oprocz pozytywnych takze negatywne zmiany na rynku wydawniczym.Na szczescie istnieja antykwariaty internetowe!Juz od kilku lat wyszukujemy w antykwariatach i czytamy po polsku i po niemiecku takie biale kruki jak „Ich habe Angst”, „Die Prinzessin und ihr Eselchen”, „Der Klee des Herrn Florian”.Ja i moje coreczki lubimy tak sobie porownywac te tlumaczenia. Niestety przeklad wierszy Tuwima na niemiecki byl slaby :(No coz, nie kazdy ma talent S.B. Poezje powinny tlumaczyc jednak osoby z poezja w duszy. Sam slownik nie wystarczy:)Pozdrawiam serdecznie!

  25. Jak milo przeczytać, ze synek Karikari od pierwszych miesięcy ma kontakt z książkami. U nas tez tak jest. Co prawda zdarzają sie i kartki poplamione sosem pomidorowym, naderwane strony etc. Ważne, ze sa w użyciu :)
    A co do marchewki, to nie zniechęcaj się. Na pierwszy raz wystarczy łyżeczka, byleby tylko poznać nowy smak. Potem będzie łatwiej.
    Gorące uściski dla Was!
    Dobranoc, miłej lektury DUA!

  26. Zgredzie, i pewnie na barana? Albo chociaż w pionie? Ma tu zastosowanie rachunek wektorowy rozkładu sił.

  27. Ale niesienie dwójki dzieci przez kilometr utwardzoną drogą z plaży do ośrodka przez średniej wielkości wydmy nie musi boleć. Ale przed czterdziestką.

  28. Marigold, jak tylko przełożono „Szóstą klepkę” na niemiecki, nastąpił przełom polityczny także i w Niemczech – NRD przestała istnieć, wydawnictwo padło etc. Ale zdążyłam dostać kilka miłych listów od tamtejszych czytelników. Zjednoczone Niemcy już się nie zgłosiły po cd Jeżycjady!:)))

    Krzysztofie, no i kolan, prawda?
    Wpływ rodzicielstwa na kościec ludzki jest dosyć przemożny.

  29. Tak, też wędrowało się z wózkami i ich zawartością po różnych szczytach. Natomiast serdecznie odradzam wnoszenia na Śnieżkę (i na rękach) śpiącego, dwuletniego, dobrze odżywionego dziecka. Ten ból w krzyżu pamiętam do dzisiaj.

  30. Zgadza sie:)Dokupilam jeszcze dodatkowe egzemplarze, ktore staly sie prezentem urodzinowym. Ksiazka ogromnie sie podobala i zaraz poproszono mnie o kolejne tomy na nastepne urodziny. Niestety innych tomow nie znalazlam.Wielka strata dla niemieckojezycznych czytelnikow!

  31. Kochana Karikari!
    I ja o Was myślę, ale wcale się nie niepokoję, ani nie zastanawiam, dlaczego milczysz. Dobrze wiem, kto Cię tak całkowicie absorbuje!
    Cieszę się, że wszystko dobrze i że Kozio(łeczek) rośnie zdrowo! Jak już go wepchnęłaś na beskidzki szczyt, to zaraz go będziesz nosiła po Tatrach, co?
    Kawał wojownika z niego. A do marchewki się jeszcze przekona. Tylko spokojnie!- i nie zmuszaj go do jedzenia.
    Czule pozdrawiam!

  32. O, Marigold!
    To mi dopiero wyczyn!:)
    Tak, jesteś w Niemczech, nie w Stanach, prawda? Pomyliłam się uprzednio.
    Pozdrawiam serdecznie!

  33. Kochana Pani Małgosiu! Drogie Księgowe i Drodzy Księgowi! Przepraszam, że tak długo nie dawałam znaku życia, ale bycie mamą niemowlaka jest dość pochłaniające ;-) Za to myślę o Was wszystkich bardzo często. Kozio skończył już 5 miesięcy, rośnie zdrowo na pociechę swoich rodziców i babć. Lubi, gdy mu czytam (co najmniej godzinę dziennie!) -ma już swoje ulubione książeczki, a w nich swoje ulubione ilustracje! Dobrze znosi podróże -był już na Mazurach, płynął statkiem po jeziorze, z ogromnym zainteresowaniem patrzył na morze, fale i plażę (pewnie myślał: jaka wielka piaskownica! ;-) ). W wózeczku został nawet wepchnięty przeze mnie na jeden z beskidzkich szczytów. Dziś po raz pierwszy starałam się nakarmić go marchewką- niestety, próba nie należała do udanych. Każdego dnia Kozio doświadcza czegoś nowego, odkrywa świat i samego siebie. Ja też! I tylko jedna rzecz mnie zasmuca- za kilka miesięcy będę musiała pójść do pracy (chyba że znajdę sobie jakąś pracę chałupniczą). Ślę gorące pozdrowienia!

  34. Hu-hu-hu:)
    Dzięki, Zgreduchna.

    Trollu i Olu, staram się, staram się! Pozdrawiam znad „Zgryzotki”!

    Chesterko: Rany Julek!!!

  35. Ja na ten przykład czytam Ulubiona Autorkę w oryginale.
    A propos szkoły. Poniżę cytuję uczniów Vkl, których na praktykach uczył kolega Arturianki:
    ” nauczyciel: jakim językiem mówili Rzymianie?
    1 uczeń: rzymiańskim
    2 uczeń : no, co ty, przecież hieroglifami
    Uczennica: ty bęcwale [określenie było znacznie mocniejsze – przyp. aut.], hieroglify były w Chinach.”

  36. A ja nigdzie nie byłam,nie czytam dzieł w oryginale,nie piję,bo biorę leki/ale nie jest mi smutno z tego powodu/.Za to cieszę się ,że gdzieś za pół roku będę miała co czytać i to coś nowego w dużych gabarytach mojej ulubionej autorki p.M.Musierowicz

  37. A mnie się podobała rozmowa prawnika z Alanem Armadale. Pan G. przypomina mi porucznika Colombo. Chyba polubię prawników;)

  38. Aż sprawdziłam na stronie Ministerstwa, jak to jest z tym Opium. Otóż Jeżycjada jest w lekturach uzupełniających dopiero w V klasie. Wybrana powieść.
    Zgredu, ten przyjazd guwernantki ma w sobie kolosalny ładunek suspensu. Jak najsłuszniej zresztą. Będzie się działo! U-uuu!

    Rydze smażone na maśle – przepyszne. Trzeba spróbować.

  39. Dzień dobry!
    Starosto, żeby zminimalizować syndrom latarnika muszę czytać Armadale bardzo ostrożnie.
    Właśnie przed piknikiem oczekiwana jest guwernantka.
    Mamo Isi, pewnie góral był w bacówce gospodarzem, ale gramatycznie to mógł być i gościem. Równym.
    Wojewodzie.
    U nas Opium jest w drugiej klasie gimnazjum. Zobaczymy…
    Rydzów też chyba nie jadłem.
    Ciekawe, czy Dama rozwieje.

  40. O,Mamo Isi ,jak Ci pozazdrościłam tych Gorców.I tej Mszy 17 września.
    Widziałam niedawno bardzo przejmujący film dokumentalny opowiadający historię Krzyża znajdującego się obecnie w posiadaniu biskupa Mokrzyckiego.Niesamowita jest opowieść o tym,jak trafił on do Watykanu (dramatyczna i piękna zarazem historia rzeźbiarza i jego rodziny),a potem w ręce Ojca Świętego podczas ostatniej Drogi Krzyżowej.
    Nie pamiętam tytułu,ale może da się jakoś odnaleźć.
    Nigdy nie jadłam rydzów,niestety.:)

  41. Melduję, że właśnie z Mareczkiem mieliśmy przyjemność zobaczyć Wójta w parku w Darmstadt. Chrupał sobie miło znalezionego na placu zabaw orzeszka. Sprawiło nam to spotkanie dużo radości.

  42. Dzień dobry,!

    Chesterko, ja też trwam w podziwie. Skończyłam „Hide and Seek”, gdzie, jak już wspomniałam, zachwyciła mnie wnikliwie opisana postać głuchoniemej dziewczyny, a także – inne, pysznie zróżnicowane postacie. To już kolejna powieść W.C., każda równie ciekawa, z mistrzowską narracją, zapierającą dech w piersiach, i z kontrastowymi bohaterami.
    Od wczoraj czytam sobie na dobranoc „Man and Wife”, gdzie Collins zabrał się za absurdalne prawo małżeńskie, obowiązujące wówczas w Anglii. Takie to było „dobranoc”, że nie mogłam przestać czytać i dopiero wielkim wysiłkiem woli zmusiłam się do odłożenia książki o trzeciej.

    Mistrz bogatych, skomplikowanych, wyrazistych charakterów! I to właśnie nie dziwolągów, oryginałów, wyrzutków jak u Dickensa; przeciwnie, mamy do czynienia – co jest zadaniem dla pisarza trudniejszym!- ze zwykłymi ludźmi, i „z towarzystwa”, i z plebsu. Ale jak uważnie, starannie im się autor przyjrzał, jak wczuł się w każdą ich reakcję, jak ją uzasadnił!

    Mamo Isi, przed Tobą ciekawe lektury. Uczta!
    Jutro wyślę kolejną.

    PS. Wino ciekawe! Niekiedy żałuję, że nie pijam alkoholu.
    Ale niekiedy wcale nie.:)))

  43. Ówże sommelier wybrał do racuchów wino lekko musujące, koloru lekko różowego, półsłodkie, z jakimś specjalnym bukietem. Piliśmy grzecznie pełni podziwu.

    Celestyno, gościliśmy w bacówce górala z Waksmunda. Nb. Waksmund wystawił do bitwy pod Grunwaldem pięciu zbrojnych, za co dostał od króla Władysława Jagiełły Polanę Waksmundzką i las w Tatrach.

  44. Czytam „Armadale” i, ach, co za wspaniałe dialogi, co za fabuła, co za ciekawe psychologiczne portrety. Chylę czoła dla kunsztu Collinsa! Ale, co robić, trzeba umyć zęby, wziać lekarstwa, nasmarować co trzeba itp – co za strata czasu. Przydałby się powolny chów, tzn doba z ksiażka na kanapie.

  45. Rudy, rudy, rudy rydz, mam na rydza smaczek, podspiewuje sobie pod nosem.
    W studenckich czasach bywało się na Turbaczu, zostały miłe wspomniena.
    Dla pociechy, u nas tez pada i księżyca nie widać.
    Dobranoc!

  46. Ooo, Kasztanowłosa! Ależ się ucieszyłam!
    Coś takiego właśnie zakładałam, przemycając. Bardzo mi miło!

    Celestyno, dobry wieczór i ściskam Cię serdecznie!

  47. U nas „Opium…” był lekturą w kl. 1 gim. Jako jedyna dostałam z tego 6 (nie było to zbyt dziwne, jeśli już wtedy tę część przeczytałam ponad 5 razy). :)

    Bardzo chciałabym podziękować Pani za „Sprężynę” i przemycone tam wiadomości o sonecie. Dzięki temu na lekcji większość już wiedziałam i pani zdziwiła się, że umiem rozpoznać sonet i znam mniej więcej cechy jego budowy. I na pewno łatwiej mi dzięki temu zapamiętać wiadomości z lekcji.

    Rydze, Mamo Isi? Aż się głodna zrobiłam.

  48. Mamo Isi, ciekawość mnie zżera w której to bacówce gorczańskiej gościłaś. Mam ładne wspomnienia z harcerskiej chatki Bene, stojącej tuz pod szczytem Turbacza. Ach, i w ogóle wędrowałam na Turbacz wielokrotnie. Moze wreszcie po latach uda mi się w październiku..? (chytry ten plan wylągł się właśnie teraz w mojej głowie, już się zaczęłam nań cieszyć jak głupek; będę w Krakowie niedługo)
    Wspomniałaś o krzyżu od bp Mokrzyckiego. Wyobraź sobie, ze metropolita lwowski abp Mokrzycki będzie gościł niebawem u nas w Lozannie.

    Pozdrawiam pięknie wszystkich z Pani Małgorzatą na czele!

  49. Mamo Isi, a widziałaś pomnik na podejściu z Nowego Targu, zielonym (chyba) szlakiem? Gorce to tereny „Ognia”.

  50. Właśnie, ale zawsze jest problem. Bo myśmy do tych rydzy mieli czerwone półwytrawne hiszpańskie wino. Nam, laikom, smakowało to połączenie wybornie, zresztą innych win nie było, ale co by powiedział prawdziwy sommelier? Kiedyś gościłyśmy z Isią u takowego w Normandii. Usmażyłyśmy racuchy z jabłkami jako typowe polskie jedzonko i biedak ze trzy razy latał do piwniczki, zanim dopasował wino do tej potrawy.

  51. Toteż z tymi rydzami sama się sobie zazdroszczę;)
    Pozdrowienia dla p.Musierowicza. A to ci dopiero, rydzami karmiony.
    50 lat temu to na Taborisku jadało się paciaję mięsną pt.tuszonka z puszki wykonanej z blachy pancernej.
    Kiedyś nie dojedliśmy tej tuszonki. I rano obudził nas łomot dziobanej blachy, a puszka była z wigorem taczana po tym drewnianym mostku, na którym stał namiot. Okazało się, że to orzechówka dokończyła za nas posiłek.

  52. Ach, Chesterko, ja wszystkich znajomych rozbawiłam opowiadając o kupowanych przez ciebie jajkach „z wolnego obiegu” – to teraz będzie kurczak „z powolnego chowu” (dobrze, że nie chodu).

    Mamo Isi, no moje gratulacje, ależ miałaś stylowe jedzonko.
    Młody pan Musierowicz, członek Klubu Wysokogórskiego, jadał kiedyś w Tatrach słowackich wyłącznie rydze, których tam było zatrzęsienie. Hm, jakieś, ojej, 50 lat temu!!!

  53. Ależ te nasze polskie kurczaki sa trendy! Poranna wizyta w pobliskim sklepie przywitała mnie wystawiona reklama : „Polski kurczak z powolnego chowu” (cokolwiek to znaczy, no właśnie, co?).
    Czyżby drób czytał poradniki o slowlife? A może życie w klatce to taki slowlife: nigdzie nie biegasz, karma sama przychodzi…

  54. Sama pętając się po okolicy w celach krajoznawczych nazbierałam ich tak z dziesięć, ale miła para górali, która znała miejsca i nakosiła rydzy ogromny kosz i siatę, dorzuciła nam z dobrego serca drugie tyle, tak więc nasza zbójecka czwórka miała wspaniały obiadek. Widząc ten wielki kosz uwierzyłam, że drzewiej rydze się soliło całymi garncami na zimę.

  55. Wróciłam z Gorców! PT Towarzystwo zgromadzone w bacówce bardzo dziękuje za pozdrowienia i z całego serca przesyła wzajemne zapewniając, że nie ma nad nich bardziej wiernych i oddanych czytelników;)
    Zaliczyłam łażenie w górę z biegiem potoku, zbieranie rydzów, spotkanie z malutką salamandrą, pętanie się po łąkach i lasach, przejażdżkę GOPRowskim quadem spod kapliczki papieskiej na szczyt Turbacza oraz nadzwyczajność – mszę na polanie za Turbaczem, gdzie 17 września 1953 roku ks.Karol Wojtyła odprawił mszę. Było obecnych nawet kilka osób, które wtedy w tej mszy uczestniczyły! I po mszy można było ucałować krzyż – relikwię. Ten krzyż, który nasz Papież przyciskał do piersi w ostatnich dniach życia. Koncelebrujący mszę ks.Józef Obłąk otrzymał go od bpa Mokrzyckiego, drugiego sekretarza Ojca Świętego.

  56. Ulubiona Autorko!
    Ależ „Opium..” jest lekturą obowiązkową w klasie 4! I to omawianą już w październiku, kiedy nie wszystkie dzieci mają ukończone 10 lat. Ja także nie odważyłabym się podsunąć mu „Opium…”, jeszcze nie w tym momencie; teraz bazujemy na książkach Adminki, którymi zachwyca się już od ponad roku oraz klasycznej literaturze dziecięcej. Ale cóż, Ministerstwo zadecydowało i już! Ja nie pozwolę, żeby się zniechęcił do mojej ukochanej autorki (matka czuwa!). To byłby szczyt wszystkiego!!!

  57. Ago, moim zdaniem trochę za wcześnie zaczął „Opium”. Za dwa- trzy lata może… Ale zobaczymy! Oby się nie zniechęcił!

  58. Dzień dobry,
    u nas wietrznie, zimno i pada.
    Dziecko moje wstało dzisiaj i zadało mi pytanie: jakie są pozytywne strony tego, że dzisiaj jest poniedziałek? Hmmm… prawdę mówiąc, ja też zbyt wielu pozytywnych aspektów nie widziałam. A potem sam sobie odpowiedział: „Będę mógł poczytać sobie „Opium w rosole””. Trochę obawiałam się, że „Opium..” okaże się lekturą za trudną dla dziesięciolatka, ale jednak nie. Widzę, że czerpie on z treści rzeczy dobre dla siebie, te, które mu pasują. Czyta uważnie. Zaczął mnie wypytywać, od czego zaczęłam przygodę z Jeżycjadą (była to „Ida sierpniowa”, byłam też w klasie 4), oj, chyba dzisiaj wyciągnę wszystkie części i sobie o tym pogawędzimy. Jednak poniedziałek może być przyjemny. Kochani, pozdrawiam Was serdecznie i życzę miłego tygodnia!

  59. Prawdę mówiąc, już jest bliżej niż dalej, Piętaszku!
    Dwa miesiące szybko zlecą – i już rzeźbimy!

  60. Andreadorio, bardzo dziękuję za miłe słowo. A smak tam rzeczywiście był i to nawet niezły (niemal natychmiast po zrobieniu zdjęcia zjedliśmy Lunofila) ;)
    Tęsknię już za piernikami. Dobranoc.

  61. Oj, september in the rain, chyba nas zaleje, pada z uporem godnym lepszej sprawy. Zagłębiłam się w archiwa tak, że mi nawet czubka głowy nie widać. I dobrze, że Sowa P. wspomniała o piernikowych księżycach, bo piernikowy portret lunofila autorstwa Piętaszka to po prostu sam smak! A Masłowski – och! – nie da się tego opisać słowami. W ogóle te wszystkie galerie pierników i pisanek – coś wspaniałego! Dziękuję za radę zagłębienia się. Tak, wyszło na to, że biedny Masłowski namalował księżyc techniką piernikową lub, jeszcze lepiej, na jajku na twardo. Oczywiście – nic z tych rzeczy – chciałam tylko skrótowo ująć moje wrażenia ze zgłębiania lunofilskich archiwów.

  62. Boża Krówko, nawet nie muszę, ono samo się wszędzie pokazuje!
    Bardzo się cieszę, że i Ty byłaś tam, gdzie ja dopiero pojadę. (Może)????
    Pilnuj warkocza, śliczny jest.

  63. Hej Bieszczady, hej Bieszczady! :)
    Mi też się udało być w te wakacje właśnie tam!
    Anette, potwierdzam :)

    Ale ale! Cudowne jest to, że piękno możemy dostrzec niemal wszędzie.
    Dziękujemy Ci DUA, że nas tego uczysz!

  64. Casciolina jest siostrą Puchałki.
    Tym sposobem kołysanka ich Mamy płynie nadal w świat i wychowuje dobrych ludzi.

  65. Puchałko, ale ta kołysanka już tu kiedyś była! I nawet link do yt z wykonaniem Kochanej Księgowej (chyba Cascoliny) Dzięki temu i ja się tej kołysanki nauczyłam i śpiewam ją codziennie mojemu Jasiowi.

  66. Ach! NIGDY tam nie byłam.
    I żałuję!
    Ale przynajmniej moje Czytelniczki widzą to wszystko, czego ja nie zdążyłam dotąd obejrzeć!
    I to jest świetne!

  67. Chciałam się podzielić jedynie refleksją, że wróciłam właśnie z Bieszczad (wyjazd weekendowy) i nie ma dla mnie piękniejszego miejsca w Polsce (a może i na świecie, kto wie?) niż połoniny (a szczególnie przejście z Połoniny Wetlińskiej do Przełęczy Orłowicza).

  68. Ach, była muzyczna dobranocka!
    To nic, teraz sobie posłucham.

    Zgredzie, tak, wiem. Wspaniała osoba.
    Dzień dobry wszystkim!

  69. Właśnie przeczytałem o bohaterce pomnika przy ulicy Podmurnej.
    Jedyna kobieta wśród cichociemnych. Elżbieta Zawacka.
    Dobranoc!

  70. A jeszcze dodam, że ta kołysanka ma dla mnie specjalne znaczenie, bo śpiewała nam ją mama i stąd całą znam na pamięć doskonale, mimo że nigdy nie została przeze mnie nigdzie zapisana

  71. Dawno nie było, bom przytłoczona obowiązkami noworocznymi… A Asia to co rusz zaskakuje mnie takimi wzruszającymi przemyśleniami…Pozdrawiam serdecznie!

  72. Puchałki dawno tu nie było, ale chyba nie ma nic przeciwko temu, bym podzielił się jej dzisiejszym doświadczeniem (Asia ma 3 lata):

    Śpiewam kołysankę:
    Może będziesz kochać ludzi, kochać świat? I na zło odpowiesz dobrem, może będzie tak?
    Asia szeptem: Będzie mamo, będzie…

  73. Krzysztofie (wiad.pryw.) – a to dopiero!!!
    Zdjęcia etc. właśnie w tej chwili odebrałam. Dziękuję!

  74. Dzień dobry! Co prawda, jesień u mnie dziś nie jest złota, ale deszczem nakrapiana, ale przecież każdy dzień może być dobry. Nawet taki, w którym ciasto śliwkowe co nieco się przypiekło (ładnie pachnie nadal). Chyba nie odpuszczę i po raz kolejny wypróbuję ten nieszczęsny piekarnik, może uda mi się rozgryźć pościerane przed laty nie przez mnie oznaczenia (a instrukcji brak).
    Ach, zapach skoszonej trawy! I siana!

  75. Gio mogłoby też być skrótem od imienia Giorgia albo Gioia. Włosi w ogóle często po przyjacielsku wołają na siebie używając tylko pierwszej sylaby imienia, ewentualnie dwóch.

  76. O, świetnie, Jadziu!
    Poproszę jeszcze o zapach jesiennych liści.
    Ach, i ziemi skopanej na wiosnę, zaraz po tym, jak spadł deszcz.

  77. Miła Sowo, na pewno nie był to proszek do prania /chodzi o świecę rzecz jasna/, zapach był miły, czysty
    i bardzo świeżutki.
    Zapytam panią, bo ona robi te świece sama.
    Pani Małgosiu, zasugeruję jej zapach macierzanki i skoszonej trawy.
    Może się zainspiruje.

  78. O, nie wiedziałam, że mam na imię tak samo, jak Gio. :)

    Myślę, że Gio to skrót od Giovanna, czyli po włosku Joanna (przynajmniej według wikipedii).

    U nas bardzo jesiennie, pochmurno i zimno, ale mimo to życzę wszystkim dużo słońca i ciepła. :)

  79. Moja ulubiona „zielona” woda Armani Gio też pachnie trawą, lecz niestety nie tylko nią.
    A! Przyszło mi do głowy, Sowo, że może Gio to właśnie zdrobnienie od Georgiana?
    (Co prawda nasza, Księgowa Gio, jest Joasią).

    Dzień dobry wszystkim w złotą, jesienną sobotę!

  80. A propos „Błękitnego zamku”, szalenie podoba mi się ostatnio imię Georgiana, ale wyłącznie wymawiane po polsku. Piękne jak angielski ogród, brzmi niezwykle szlachetnie i nie poddaje się zdrabnianiu.

    Są perfumy (wąchałam) o zapachu skoszonej trawy (głównie męskie) z tzw. zieloną nutą, mają w składzie jakąś fasolę pachnącą trawą. Dostałam kiedyś wodę toaletową, która na mój nos pachniała sianem, ale to chyba przypadkiem.
    A do świecy dosypali pewnie proszku do prania.

  81. Marigold, na pewno się przekonasz, że oryginał mocno się różni od przekładu. Niestety!
    Zawsze uważam, że jeśli chce się poznać jakąś książkę naprawdę, należy ją czytać w oryginale.

    Czy dobrze pamiętam, że byłaś już tu u mnie i że piszesz ze Stanów?
    Brawo za język polski, dobrze Ci idzie! Mała uwaga (ale ważna): imiona własne piszemy z dużej litery! Nawet w naszych dziwnych czasach pisanie ich po Twojemu uchodzi nadal za błąd.

    Co do Frywolitek: nie, już ich nie pisuję. Dziwnie dużo czasu mi zajmowały, a przecież moi Czytelnicy czekają na nowe powieści!

  82. Agusiu, jesień idzie, a ja jeszcze nie jestem gotowa. Były przeszkody w pisaniu!
    Po Nowym Roku zajrzyj, na pewno ogłoszę tutaj, kiedy już skończę „Zgryzotkę”.
    Zapowiada się całkiem miło.;)

  83. Dobry wieczor!wlasnie przerwalam lekture frywolitek aby tu zajrzec :) obrazy ksiezycowe sa przepiekne.bardzo lubie ksiezyc. Prawie tak bardzo jak wschody slonca, ktora sa jednak moja ulubiona pora. Skoro rozmowa tu toczy sie wokol ksiazek l.m.momgomery to podziele sie moim drobnym odkryciem. Latem ponownie czytalam „blekitny zamek” ale tym razem porownywalam tlumaczenie z tekstem angielskim i odkrylam ze wspanialy opis pokoju w blekitnym zamku nie zostal przetlumaczony,tylko po proste wyciety w polskiej wersji. Wielka szkoda!dotychczas nigdy tego nie zauwazylam bo czytalam albo po angielsku albo po polsku.Po tym odkryciu postanowilam takze anie z zielonego wzgorza przeczytac rownoczesnie po angielsku i polsku. Czy i tam brakuja fragmenty?moze ktos to juz sprawdzal?milego wieczor dla pani malgosi i wszystkich gosci!wracam do. frywolitek. Czy beda jeszcze kiedys frywolitki4?mam takie marzenie:)

  84. Pani Małgosiu
    Od dłuższego czasu zaglądam tu i czekam z niecierpliwością na termin wydania Pani nowej książki.
    Miała być na jesieni, a jesień już niedługo. Poprzednim razem nie udało mi się pojechać na Pani spotkanie z czytelnikami. Mam nadzieję, że tym razem się wybiorę.

  85. Ch.Guilloux, to chyba samouk, prawda? Dokonuje interesującej syntezy koloru i formy, co w owych czasach było chyba jeszcze dość nowe. Pierwszy i trzeci obraz podobają mi się jednakowo (na pierwszym – doskonale uzyskany efekt jarzenia, na drugim zaś ujął mnie najbardziej „zatopiony” księżyc. Natomiast drugi obraz (nawet ,jeżeli ma swoje odzwierciedlenie w naturze), jest w moim odczuciu troszkę kompozycyjnie wydumany.

    Moja „Nutria” niestety nie błyszczy tak pięknie, a niektóre karteczki (wstyd przyznać) troszkę fruwają.

  86. Dziękuję, Jadwisiu, zdrówko dopisuje (dużo dobrych życzeń swoje robi!), książka się pisze, a świeże pranie łopocze na wietrze!

    Świeca bardzo mnie ubawiła, czekam jeszcze na taką o zapachu skoszonej trawy. Z koniczyną i macierzanką!

    Piętaszku (wiad.pryw.), ależ oczywiście.

  87. Pani Małgosiu Kochana, pejzaże księżycowe piękne i natchnienia pełne / faktycznie czysty Collins/,
    a ja spieszę donieść, iż dzisiaj nabyłam świecę, naturalnie i ręcznie wyrabianą o zapachu
    „świeże pranie” !
    Pulpecik chyba bardzo by się ucieszył, gdyby dostała od Floriana albo Gaby takiż prezencik.
    Pozdrawiam i zdrówka pełnego życzę.

  88. Doszła, doszła, dziękuję! Jak wrócisz z Gorców, Mamo Isi, wyślę kolejnego Collinsa.
    Pięknych widoków Ci życzę i pozdrowienia dla PT Towarzystwa przesyłam!

  89. Piękne te pejzaże z Bretanii! A z obrazów najbardziej podoba mi się trzeci, potem pierwszy, a potem środkowy.
    Kochany Starosto, czy doszła książka?
    Jadę dziś na dwudniowe wakacje. Po raz pierwszy od dwóch lat! W Gorce, do bacówki pod Turbaczem! Ma lać i grzmieć, w pociągu spędzę ponad dobę ( wo obie strony), a ja się cieszę jak dzika!

  90. Aaa! Mam ją!
    Skalnica zwisła (Saxifraga cernua)- to będzie to! Popatrz, Aleksandro, jest dołem różowawa (pączki), a górą biała. I te białe kwiatki takie rozproszone.
    W Polsce można ją spotkać w Tatrach.

  91. Aleksandro, może i skalnica, sprawdzę.
    A może to po prostu jakaś bretońska roślinka, która u nas nie rośnie?

  92. Cha, cha, ależ piękna różnica zdań!!!

    Krzysztofie, tylko majestatyczny sposób bycia uchronić może Boginię przed kontuzją. Wiem, oczywiście, że to niepodobieństwo, bo ona właśnie śmiga na żaglówce bez trzymanki, ale przestrzec muszę.

    Ach, więc to „Pamiętnik gapia” popłynął z Tobą! Profesor byłby uradowany.

  93. Ależ te murki zapraszają do skakania, jaki tam znowu majestat :-).

    Zbigniew Raszewski w „Pamiętniku gapia”: Odnaleziona w szafie mojej siostry „Ania z Zielonego Wzgórza” zgotowała mi jedno z największych przeżyć literackich całego życia. Dzięki niej nauczyłem się cenić literaturę pensjonarską. Dziś cenię ją jeszcze bardziej niż kiedyś.

  94. Majestatycznie. Li i jedynie.
    (Gdyby rodzicielka pytala, to jej nie mowcie, ze nie skakalam po murkach.)

  95. E, stokrotki to nie są. Chciałabym się dowiedzieć i posiać sobie takie na wiosnę, pod żywopłotem.

    Ateno, ale majestatycznie, majestatycznie!

  96. ja też właśnie wspominkowo „odświeżam” kolejne tomy Ani i zawsze robi mi się tęskno do takich spokojnych dni, kiedy był czas na docenianie każdej chwili.
    A te białe i różowe to wyglądały mi na jakieś stokrotko-podobne, było ich mnóstwo, wciskały się dosłownie w każdą szparę!

  97. Mozna wskoczyc w te lodke ( w obraz) i poplywac z ksiezycem.
    Paczko Chusteczek, a czy mozna sobie po tych murkach pochodzic?

  98. Dziękuję, Wiolu, dziękuję!:)

    Aleksandro, ależ milutkie te grube murki kamienne i ceglane, obsadzone bluszczami, obsiane jakimiś kwiatuszkami, co? – a jak myślisz, to białe i różowe pod furtką to może być gęsiówka?

  99. Mnie też najbardziej urzeka ten środkowy obraz, jak ja lubię popatrywać na takie widoki „na żywo”, na te delikatne barwy bez wyraźnych granic między nimi.
    I śmiem twierdzić, że Ani S.(i A.Blythe też : ) domek pewnie by się podobał (mnie kilka osób tak kojarzy z tym dziewczęciem, więc pewnie mam co nieco z nią wspólnego). Akurat podczytuję sobie „Dolinę tęczy”, w te wakacje wróciłam i na nowo odkrywam L.M.M. To lektura na każdy czas (i wiek), jak i Pani książki.

  100. Jakie urocze te bretońskie domki! Ania na pewno by się zachwycała. W tym roku po raz n-ty się z nią spotkałam i znowu jestem pod jej urokiem. Są książki, które się nigdy nie zestarzeją (a nie o wszystkich tak można powiedzieć – przekonałam się o tym w związku z inną ukochaną lekturą z dzieciństwa).
    Podobnie jak Biedronce, najbardziej podoba mi się księżycowa wodna aleja :)

  101. Ach, no właśnie!
    Jak mogłam zapomnieć.
    Andreo, zagłęb się w archiwum.

    Sowo, ten obraz z aleją wodną ma urzekającą kompozycję – linia wód, tańczący dwuszereg drzew, odwrotne odbicia, wszystko wdzięczne i giętkie, wszystko na swoim miejscu, perfekcja w każdym calu, i jeszcze ten finezyjny półksiężyc zgięty pod odpowiednim kątem!
    Zresztą, każdy z trzech obrazów jest idealnie zakomponowany, to była najwyraźniej specjalna umiejętność pana Guilloux. Jestem pewna, że miał też słuch muzyczny bardzo wyrobiony, i że umiałby pysznie gotować, z takim samym wdziękiem, smakiem i poczuciem idealnej miary.
    A kolory! Użyte barwy świadczą o tym samym wyczuciu.
    Tak się domyślam tylko, bo mało o nim wiadomo.

  102. Ucieszyłam się, a jakże! Pomysłowy ten obraz. Aleja wodna – tchnie spokojem, piękna jest. Ciekawie są namalowane drzewa na pierwszym obrazie, mają pnie lekko rozedrgane, przez co wyglądają jakby odbijały się w rzece. Właściwie cały obraz sprawia wrażenie barwnych plam, które rozlewając się po wodzie przybrały odpowiednie kształty.

    Oprócz ksieżyców malarskich, zdjęciowych i poetyckich, mamy też w KG księżyce piernikowe i muzyczne!

  103. Dziękuję za miłe słowa, droga Zakochana!
    Przesyłam też podziękowania dla Pana w Bibliotece – za nową czytelniczkę!

    Chesterko, prawda? Bardzo, bardzo dobrze ilustrują nastrój tej literatury. Jestem pewna, że gdyby pan Grimshaw był filmowcem, potrafiłby zrobić idealne adaptacje powieści W.Collinsa.
    Nawiasem mówiąc, co za pisarz! Coraz bardziej go szanuję. Czytam teraz „Hide and Seek” i nie mogę wyjść z podziwu nad wspaniałym, subtelnym i wnikliwym opisem zachowania i reakcji, a także – psychiki dziewczyny głuchoniemej. Collins miał wyjątkowy dar obserwacji, naprawdę niezwykły.

  104. Czy pamięta ktoś jeszcze adaptację radiowa „Ani”? Chyba 2 poł. lat 80-tych. Nagrywałam namiętnie na kaseciaka.
    Eh, choć nazywano mnie kiedyś Ania z Zielonego Wzgórza (koleżanki, nauczycielki), w przedstawieniu szkolnym grałam Pania Linde.
    Cieszę się, że moja ulubiona bohaterka Jeżycjady zwiedza hobbicie domki w Bretanii!
    A jeśli chodzi o obrazy, nie mogę wyjść spod uroku Grimshawa…Chyba na zawsze połączy się we mnie z powieściami W.C.

  105. Pamiętam jak w podstawówce przechodziłam fascynację twórczością L. M. Montgomery. Wypożyczałam w bibliotece szkolnej coraz to kolejne książki tej autorki. Kiedy po raz trzeci zaczęłam wypożyczać wszystkie tomy od nowa, nauczyciel urzędujący w bibliotece namówił mnie na nowego autora. Zagwarantował mi, że przypadnie mi do gustu. I tak było. Od tej pory jestem zagorzałą fanką „Jezycjady”. W mojej podświadomości do dziś pozostała Pani polską Montgomery.

  106. Adaptacje ulubionych dzieł zwykle nas rozczarowują. Mijają się nie tylko z wyobraźnią autora, ale i z naszą!

  107. U mnie było tak, że w szóstej klasie podstawówki byliśmy na spektaklu na podstawie książki. Nie bardzo mi się spodobał i zniechęcił mnie do książki, podobnie jak adaptacje filmowe, które bardzo często były w telewizji. I dopiero niedawno stwierdziłam, że warto byłoby się poznać z Anią zanim obejrzę najnowszą adaptację. Po lekturze już mi tak na adaptacji nie zależy, ale mam nadzieję, że uda mi się przeczytać Anię po angielsku :)
    U nas wiatr już przegnał chmury i jest słoneczna pogoda. Może i w Wielkopolsce w końcu się mu to uda ;)

  108. O, będzie ciąg dalszy, będzie!
    Zwracam Ci też uwagę, Andreo, na długi ciąg minionych wpisów: są tam księżyce malarskie, fotograficzne oraz poetyckie!
    Zajrzyj!

  109. „Lunatycznie się przechadza luna srebrnooka i ogląda w czarnym stawie swoją drugą twarz”
    Zgadzam się z aknordeiB, środkowy obraz podoba mi się najbardziej, ale „Clair de Lune” z widoczną tą drugą twarzą księżyca ustępuje mu tylko troszeczkę. A w ogóle jestem pod wrażeniem lunofilskiej galerii i nie mogę się doczekać ciągu dalszego. Paczko Chusteczek, wielkie dzięki za zdjęcia z Bretanii – takie zielone, że chciałbym tam być już.

  110. Jadziu, ja też przeczytałam „Anię” późno, już jako 16latka chyba. Niechętnie się do niej zabrałam ( miałam już znacznie poważniejsze lektury), ale ponieważ był to prezent gwiazdkowy od Mamy, jednak się zmusiłam.:)
    No i też bardzo się zachwyciłam, a jakże!

  111. Jest to zagadka nierozwiązywalna, Biedronko! Było bowiem ciężkie zachmurzenie i wiatr, który nie ustał aż do teraz. Podobnie zresztą jak zachmurzenie.

    Krzysztofie, wspaniale! Co za obraz!

  112. „I trzy obaczysz księżyce” :)
    Dzień dobry!
    W aktualnej odsłonie lunofilskiej galerii: „L’allée d’eau” zapadnie mi w pamięć najbardziej, chociaż akurat znalazł sie w środku, aha! :)
    powiosłowałabym kajakiem w dół tej rzeki, w cudnej różowawej poświacie! :)
    Paczko Ch., bretońskich wrażeń zazdroszczę, a reportaż podziwiam!
    DUA, i jaki księżyc wisiał nad Wielkopolską minionej nocy? :)

  113. Piękne są te obrazy. Zarówno z powyższego, jak i poprzedniego wpisu. Każdy przedstawia zupełnie inne oblicze Księżyca. Bretania też wygląda ładnie – wydaje się być taka spokojna.
    „Anię z Zielonego Wzgórza” skończyłam czytać przedwczoraj. Pierwszy raz w życiu ją czytałam i cieszę się, że w końcu się do niej przekonałam – nie przypuszczałam, że aż tak mi się spodoba :)

  114. Jeszcze słońce nie zaszło, mamy siedem godzin różnicy. Nota bene, te zachody są tu wyjątkowe, rzadko się zdarza, by słońce bez przeszkód zagłębiało się powoli w horyzont, zazwyczaj tuż przed tym momentem pojawiają się chmurki i zasłaniają. A tutaj już któryś kolejny wieczór mogę obserwować zjawisko do końca, niemal słychać, jak woda syczy, kiedy dotyka jej płonąca kula.

  115. Dzięki różnicy czasu mogłem obejrzeć ten odcinek księżycowej galerii niemal natychmiast po jej zamieszczeniu tutaj :-). Nie wiem, czy bardziej podziwiać zdjęcia czy obrazy. Oczywiście, czym innym jest malunek w naturze, a czym innym jego reprodukcja na ekranie komputera. Kiedy zwiedzałem Rijksmuseum w Amsterdamie, to wśród całego bogactwa jego malarskich zbiorów najwięcej czasu spędziłem przed niewielką martwą naturą, nie pomnę już, czyjego autorstwa. Fascynująca gra kolorów, światła, iskrzenie kropel wody, nieledwie podmuch wiatru muskający liście kwiatów – nie do oddania innym sposobem.

Dodaj komentarz