Zorzy polarnej nie widać…

…ale przecież i zwykła noc księżycowa może być zielonkawa –

 

grimshaw1

 

– co udowodnił John Atkinson Grimshaw (1836 –  1893), malując Figure in the Moonlight, a także  sporo innych  romantycznych i księżycowych pejzaży, za które był najbardziej ceniony (wszystkie bardzo mi się podobają!).

Tworzył w czasach królowej Wiktorii, więc nic dziwnego, że reprodukcja tego obrazu znalazła się na okładce wielce wiktoriańskiej, świetnie napisanej  powieści The Dead Secret (autorem jest Wilkie Collins, wyd. Oxford University Press 2008, w serii „Oxford World’s Classics”), która zresztą ukazała się w Polsce pod tytułem Tajemnica mirtowego pokoju (ale, niestety, z wystrojoną damą na okładce).

Niezwykle wprost pasuje ten nocny krajobraz do atmosfery powieści tak tajemniczej i zawikłanej, że nawet taki jak ja stary mól książkowy nie potrafił do samego końca odgadnąć, jak za chwilę potoczy się akcja i jakie będzie jej rozwiązanie.

A tu – inny obraz tego artysty, który włączyłam do swojej kolekcji księżycowej i którym chętnie się z Wami dzielę – Moonlight on the Lake:

 

jezioro księzycowe grimshaw

 

Miłe chwile spędziłam, wyobrażając sobie powieść, która by pasowała do tego seledynowego, świetlistego obrazu, na którym światło aż wibruje, woda jest namalowana po mistrzowsku, a drzewa na pierwszym planie, jak też i te w oddali, zdają się mówić rzeczy intrygujące i zagadkowe.

Wy też spróbujcie!

Mistrz nie lada był z tego pana Grimshawa, który wyglądał niepozornie, tak mianowicie:

 

John_Atkinson_Grimshaw_2

 

Dziwnie przenikliwe ma spojrzenie, prawda?

Nawet czujne, powiedziałabym. A nawet z lekka niesamowite.

Dobrze, że tak dużo malował – zresztą musiał. Miał piętnaścioro dzieci!

 

Ciąg dalszy kolekcji dla Lunofilów nastąpi oczywiście, rzecz to jasna jak księżyc w pełni.

Dobranoc wszystkim!

MM

 

125 przemyśleń nt. „Zorzy polarnej nie widać…

  1. DUA, oczywiście, że się zgadzam, będę naprawdę zaszczycona! Cieszę się, że się podobają – dla mnie są wyjątkowe, bo przypominają o tamtych wydarzeniach i emocjach, ale mam nadzieję, że przyroda i jej piękno w towarzystwie wyobraźni widzów obronią się same.

  2. Babciu, na tę krzywą ścianę murarza też można spojrzeć z odcieniem miłości- wyrozumiałością;)
    Chociaż na efekt jego pracy wydawać pieniędzy nie musimy.

    Mimo wszystko wolałabym żeby pilot wykazał jutro 100% sumienność bo nie wiem czy stać mnie będzie na wyrozumiałość.:)

  3. Poduszeczki do płyty nie dostałam, ale za to mam pięknie ilustrowane wydanie książkowe (Wilga) z płytą i nutami na fortepian.

  4. Paczko Chusteczek, a jeszcze zapytam: czy będę tu mogła pokazać kiedyś niektóre z tych zdjęć we wpisie? Zgadzasz się?

  5. Tak, Bogini kochana, ja też to zauważyłam: fotografii, choćby najdoskonalszej, brakuje głębi, która daje się wyczuć (i ujrzeć) w naturze.

    To można tylko namalować. Racja.
    Ba! Ale trzeba umieć. Nie tylko malować, ale i wyczuwać.

  6. Piekne obrazy. Swiatlo i blask ksiezyca jak zywe. Wiele razy probowalam sfotografowac taka impresje, ale nie potrafilam. Mozna to tylko namalowac.
    Piekno tego swiata zapiera dech.

  7. Bardzo dziękuję za zapach wiatru! (Ładnie pachną Tatry, rzeczywiście).
    Co do „forumowania”: i owszem, i owszem. Pamiętajmy o tym, że cokolwiek piszemy, powinno być zrozumiałe i ciekawe dla PT Dziatwy, która tu licznie zagląda, a często się zacuka i nie ma odwagi wpisać komentarza.
    Dziatwo, odzywaj się!
    Zuzię 12 szkoła wciągnęła po uszy, podobnie Bliźniaczki i Jaśka z Zakopanego. No, czekajmy.

  8. Dzień dobry!
    Paczko Chusteczek, obejrzałam Twój fotoreportaż wakacyjny, dziękuję! Cieszę się, że widziałaś (i doceniłaś) takie piękne ogrody!

  9. Mam jakieś kłopoty z internetem więc spróbuję jeszcze raz powiedzieć drogiej Sowie, iż przypominam sobie, że do płyty z kołysankami dołączono przemiłą poduszeczkę do zasypiania. Niby nic, a jednak…

  10. A to się dałam nabrać! „Moonlight” (z rzeczką) ma spory Księżyc na pierwszym planie, w dodatku wielki jak miska ;). Okazało się, że kontemplowałam sobie uciętą wersję obrazu!

    Andreadorio, Piętaszku, „Księżyc w misce” to również i nasza ukochana płyta, od wielu lat. Lubimy też bardzo tę z kołysankami.

  11. Uwielbiam te wielowątkowe dyskusje, bo czasem trzeba się chwilkę zastanowić, która odpowiedź którego wątku dotyczy :). Chciałam się jeszcze przyznać, że rozmyślania nad oceną miały ciąg dalszy i choć dla dzieci jesteśmy w większości pobłażliwi ( głównie dla swoich, widząc, że się starały), to oceniając dorosłych, wygląda to już zupełnie inaczej. Nie ocenimy wszak dobrze murarza, który zbudował krzywą ścianę, choć możemy podejrzewać, że bardzo się starał zbudować prostą, ale mu nie wyszło :). Tak samo w sklepie, ustawimy się w kolejce do kasjerki, czy kasjera, który jest najsprawniejszy, a nie do tego, który się stara, ale jednak robi wszystko dwa razy wolniej. W skrócie, oceniamy efekt pracy a nie staranie. Jednak koślawą laurkę od swojego dziecka oceniamy zwykle wysoko, choć obiektywnie patrząc, do arcydzieła jej daleko. I tu mamy odpowiedź, skąd taka różnica w naszej ocenie. Bo laurkę oceniamy z miłością. Taki był wynik moich rozmyślań w temacie i takiego właśnie podejścia życzę wszystkim ocenianym i oceniającym, dobranoc.

  12. To prawda. Czasem mało o tym myślimy, ale każda nasza reakcja lub jej brak, gest, uśmiech, słowo puszczaja „mechanizm” w ruch. Może kiedyś zobaczymy „powieść”, która współpiszemy w codziennym życiu. Obyśmy się wtedy radośnie roześmieli. I niech ma dobre zakończenie.

  13. Wyszło żem sprężynka wydarzeń. Malutka.
    Właśnie dzierżę w rękach „Armadale(go?)”. I już się boję. Całe szczęście, że obiad na jutro ugotowany.

  14. Bo jak sama Pani często nam przypomina – „Wszystko jest po coś”. Dzięki TEMU jak mniemam mamy „Kalamburkę”.

  15. Chesterko, żeby nam się nie zrobiło qui pro guo, ta przemiła pani z odcinka 102 to nie ja:), a raczej ja to nie ona, choć ona cudowna i jak najbardziej na 102. W tym odcinku było poznanie do uzdrowienia mojego ścięgna, jakoś tak bliżej końca. Ale zmotywowałaś mnie do działania i dzięki Tobie zadzwoniłam już gdzie trzeba. Mają mi dać znać, czy nadaję się na wolontariusza:). Czasem nawet nieporozumienia bywają błogosławione.

  16. Ago, ja tam po prostu wtedy byłam i tak jak dla Gizeli nie starczyło dla mnie miejsca w „ważnym” sektorze, więc sobie, jak ona, zostałam gdzieś z tyłu. I także dużo pięknych ludzi widziałam, siedząc na krawężniku.

  17. Przyjemna Wisienko na Torcie, Zgryzotka będzie po Nowym Roku – może zdążymy na Walentynki? Chciałabym.

    Annuszko, to jest chyba znane w Anglii nazwisko. Przy okazji sprawdzę sobie, czy ktoś taki był na wiadomej Plebanii.
    Cieszę się, że obrazy pana G. przemawiają i dzisiaj. Jakoś po ludzku nabrałam do niego sympatii – ileż on nieszczęść dzielnie przetrwał! I jak wśród nich potrafił trzymać artystyczną klasę!

  18. Kochana Pani Małgosiu! Po raz kolejny w te wakacje skończyłam czytać jedną z części Jeżycjady. Z niecierpliwością czekam na Ciotkę Zgryzotkę. W taką pogodę jak dziś, zostałaby pochłonięta za jednym razem. Czy uchyli Pani rąbka tajemnicy co do daty publikacji?
    Serdeczenie pozdrawiam

  19. Dziękuję, piękne obrazy. Mnie to nazwisko kojarzyło się z siostrami Bronte. W Haworth był jakiś Grimshaw zdaje mi się (wspomnienia z lektury „Na plebanii w Haworth”).

  20. Chesterko, a mi się marzy fototapeta, albo przynajmniej reprodukcja „Plant” Wyspiańskiego, w skali 1:1 do oryginału albo i większe, o! To w sumie jedyne miejsce w Krakowie, które jest piękne nawet w zimny ponury bezlistny dzień!

  21. Jeszcze o staraniu. Swego czasu , kiedy pomagałam uczniom w zdobywaniu wiedzy o plastyce i sztuce, zawsze bardzo wzbraniałam się przed wystawianiem ocen. Jednak nie mogłam niestety tego uniknąć i tutaj kierowałam się zasadą, o jakiej wspomniała Babcia, czyli nie zdolności były głównym kryterium tej oceny, a tzw. całokształt, czyli przygotowanie do zajęć i wysiłek włożony w wykonanie pracy. Tym sposobem oceniania trochę „namieszałam”, ponieważ często uczniowie o tzw. przeciętnych zdolnościach otrzymywali oceny równe uczniom zdolnym, ale chodziło mi o to i chodzi nadal, aby w każdym rozbudzić chęć tworzenia, bo naprawdę każdy potrafi stworzyć coś swojego, niepowtarzalnego.

    Andreadorio, bardzo się cieszę, że pałeczka została przekazana dalej . Uściski dla Córeczki :)

  22. A dla mnie najważniejsze są słowa:
    „Wymagajcie od siebie, choćby inni od was nie wymagali”-zawsze trzeba się starać, starać się być dobrym, lepszym dla innych…dla mnie te słowa są najważniejsze, są moim drogowskazem.
    Dlatego ze ściśniętym gardłem czytam „Kalamburkę”, opis wizyty Jana Pawła II w Polsce…wciąż słyszę Jego głos, wciąż słyszę Jego myśli.
    Czuję, że w „Ciotce..” znajdę znowu wiele wspaniałych i mądrych myśli.

  23. A propos starania, słowa, które Ryszard Kapuściński zapisał w ostatnich dniach życia:
    „Ucz się robić rzeczy małe, ruchy małe, drobne, ale jednak ruszaj się, zmuszaj się do działania, czyń wysiłek.”
    Dla mnie to jeden z najcenniejszych życiowych drogowskazów.

  24. Pani Małgosiu, fluidy, to piękne zjawisko i kolejne, budzące zachwyt i zdumienie.
    Beato, dziękuję za szeroki uśmiech. Staram się, starzejąc, bądź starzeję, starając, nieważne, aczkolwiek tylko na jedno z nich mamy wpływ :).
    Chesterko, ja z odcinka 102 to ta prawa noga z zerwanym ścięgnem, aczkolwiek to, co napisałaś od jakiegoś czasu kołacze mi w sercu, tylko raczej myślałam o dzieciach w szpitalu. Wiem, że sporo jest takich, które miesiącami nie są odwiedzane przez nikogo. Zadziwiające jest, jakimi sposobami Pan Bóg przynagla nas do działania. Znowu te fluidy. Chesterko, dziękuję.

  25. „Ze wszystkich rzeczy, które nas otaczają nie masz żadnej, która by bardziej zastanawiała i mocniejsze na imaginacji czyniła wrażenie, jak widok natury. Poważna zadziwia, okropna trwoży, wdzięczna i miła przywiązuje, czasem nawet i rozrzewnia.
    Zdrowy, słaby, bogaty i ubogi, młody czyli stary, wszyscy w niej znajdują źródło zdrowia, zabawy, pożytku i uszczęśliwienia. Ręka ludzka robotą swoją nie potrafi nic doskonałego utworzyć, jeżeli się odsunie od prawideł, które ona daje.”
    To z „Myśli różne o sposobie zakładania ogrodów–Czartoryska Izabela Elżbieta”, to chyba kwintesencja naszych ogrodów, ale tylko fragmencik. Ciekawe, że takie skarby u nas powstały! Cały garniec skarbów.

  26. Babciu, też bym chciała w przyszłym roku pojechać do Gietrzwałdu.
    U Rubensa są chyba podwójne tęcze. Rubens jest niezmiennie moim ulubionym.

  27. Pewnikiem masz rację, Starosto, że Ajschylosa kupiła, wcieliła do zbiorów bibliotecznych i przeczytała bibliotekarka. I to przedwojenna, bo numer wpisany pismem przedwojennym.

    Krzysztofie, zamiast bomb wiozłeś balast! Nic dziwnego, że Niebiosa się cieszyły.

  28. Kiedyś była moda na tapety-zdjęcia pokrywajace ścianę. Bardzo chciałabym mieć taka z obrazem księżycowym Grimshawa. Zapaliłabym dyskretna lampkę i wieczorem czułabym się jak bohaterka powieści. Bardzo bym chciała.
    Babciu, rozumiem, że Ty jesteś ta ciepła osoba, która zamierza pomagać niepełnosprawnym dzieciom? Obejrzałm odcinek 102:)

  29. Uśmiecham się do wszystkich na dzień dobry!
    A szczególnie szeroko do Starosty i Babci :-D
    Częsty dialog u nas w domu to:
    – No przecież się staram.
    – Nie mówi się staram tylko starzeję.
    No i rzeczywiście, czasem się łapię na tym, że staram się i staram, a wychodzi na to, że tylko się starzeję ;-)

    Babciu, jak ładnie napisałaś o zachwycie, radości, wdzięczności i o tym nienazwanym. Dziękuję!
    Miłego dnia, Ludu kochany!

  30. Z tą dobrą i miłą aż nadto łaskawości, Pani Małgosiu, ale staram się, a to też ważne. Przypomina mi to moją pracę zaliczeniową z dydaktyki, na temat oceny szkolnej. Wniosek był taki, że nijak ocena ludzka nie może być sprawiedliwa, bo jak rzetelnie ocenić zdolnego ucznia, który nauczył się pięknie wiersza w jeden wieczór i takiego, który spędził trzy popołudnia nad tym samym zadaniem, jednak z miernym skutkiem? Konkluzja tych krótkich rozważań była taka, iż tylko ocena Boska jest sprawiedliwa, bo Bóg zna nasze zdolności a przede wszystkim intencje. Bo pocieszające jest zawsze to, że gdy się staramy a nam nie wyjdzie i ludzie nie zachwycą się naszą pracą, Pan Bóg nam to zaliczy in plus. To mnie trzyma przy życiu :).

  31. O, a to ciekawe z tymi podwójnymi tęczami, bo ja widuję je dość często. Czyżby województwo lubelskie miało jakiś specjalnie sprzyjający temu zjawisku klimat? Właściwie to nawet doszłam do wniosku, że zawsze są dwie tęcze, tylko ta druga jest zwykle słabo widoczna. Taka skromniejsza siostra tej wyraźnej. Trzeba się bardzo dobrze przyjrzeć, żeby ją zobaczyć. Ale czasami wychodzi z cienia i wtedy to na jej właśnie widok ludziom zapiera dech w piersiach, przy tym uczuciu opisanym przez Babcię. Jednak co dwie tęcze to nie jedna.

  32. Ajschylos, Aischylos z Eleusis, Eschyl (gr. Αἰσχύλος Aischýlos), (ur. 525 p.n.e. w Eleusis, zm. 456 p.n.e. na Sycylii) – jeden z najwybitniejszych (obok Sofoklesa i Eurypidesa) tragików ateńskich, powszechnie uważany za rzeczywistego twórcę tragedii greckiej. Wprowadził na scenę drugiego aktora, przyczynił się do rozwoju dialogu i akcji scenicznej, ograniczył rolę chóru, wprowadził do tragedii akcję dziejącą się poza sceną.

  33. A to piękne przypieczętowanie rozejmu!
    Swoją drogą, Krzysztofie, co za ciekawe życie wiedziesz!

    Paczko Chusteczek, tak, właśnie tak się wpisuje wiadomość prywatną. Dzięki za adres, odezwiemy się.

  34. Mamo Isi, jak wszystkie łaski Pana, tak i ta tęcza była za darmo.
    Jeszcze wtedy na tankowcach nie pracowałem, był to zwykły drobnicowiec pod polską banderą. A że wykuwaliśmy wówczas zręby przyjaźni z nowym sojusznikiem zza oceanu, to jako wyraz jego zaufania (bo chyba nie po taniości?) znaleźliśmy się w czarterze US Army. W Wilmington ładowaliśmy bomby lotnicze, aby przewieźć je na pierwszą wojnę w Zatoce Perskiej. Na szczęście ogłoszono wtedy zawieszenie broni, bomby wróciły do magazynów, a statek pojechał pod balastem do Arabii, skąd zabraliśmy do Ameryki wyposażenie szpitala polowego. Tęcza więc za darmo (pusty statek), a w dodatku jako znak pokoju.

  35. Przekład Stefana Srebrnego, redakcja: Jerzy Adamski. Wydanie drugie stereotypowe. A to ci dopiero. Jeszcze te czasy kiedy drukarnie wykonywały stereotypy.
    Pieczątka okrągła tuszem czerwonym: Ośrodek Szkol.Partyjnego Malbork. Nr 4958. No nie! Czego partyjni mogli szukać u Ajschylosa? Kto im to kupił i wcielił do biblioteki?
    Tym niemniej, ktoś książkę od 1954 na pewno przeczytał, bo egzemplarz ma porozcinane karty.

  36. Ach, a propos skarbów. Dorwałam dziś w bibliotece na półce z książkami do wydania „Tragedie” Ajschylosa, wydanie PIW z 1954 roku.

  37. Żadnego garnka z dukatami, Krzysztofie, nie było? Czuję się głęboko zawiedziona. Może choć zawartość ładowni uzasadniała tęczę? Sztaby złota, brylanty luzem, konie arabskie czystej krwi, bursztynowa komnata, metale ziem rzadkich lub coś w tym rodzaju? Tylko nie pisz, proszę, żeś przewoził mączkę fosfatową, bo się załamię.

    No, dziecko się odezwało, Bogu niech będą dzięki. Łącze internetowe dalej zerwane, kamery siadły, wyjazd zawalony drzewem, godzina policyjna trwa dalej, zniszczeń co niemiara, ale na zdrowiu nijakiej szkody nie poniósł.

  38. Raz w życiu dane mi było zachwycić się pięknem calusieńkiej tęczy. Było to na Atlantyku w marcu 1991 roku, tęcza wyrastała z burty statku, zataczała nad głową pełny łuk i kończyła się (albo także zaczynała) na drugiej burcie. Jak pierścień ze statkiem w roli oczka. Niezwykły ten widok i wrażenie, jakie wywołał, pamiętam dobrze do dzisiaj – zachwycenie i wdzięczność przede wszystkim. Jednakże u źródła tęczy, czyli w ładowniach statku, garnca z kosztownościami nie było.

  39. Dzień dobry wszystkim! Dziękuję DUA za obrazy pana G. Oglądałam inne jego dzieła. Są po prostu bajeczne! Jak on malował chmury…brak słów. Ten blask księżyca. Cudo.

  40. Aaa! Ta dociekliwość mnie zgubi. Zamiast pisać, rzuciłam się do poszukiwań. I po pierwsze – książka się znalazła, „The Life and Times of Sherlock Holmes” (autorzy: Philip Weller i Christopher Roden, wyd. Crescent Books, NY 1992)- przez cały czas od naszej wyprowadzki z miasta była u Emilki, do której zresztą prawowicie należy (prezent gwiazdkowy). Po drugie – sztych czarno-biały, który zapamiętałam, jest na okładce szwedzkiego wydania i można go wyszukać w internecie: „Baskervilles Hund” av Conan Doyle, Hugo Gebers Förlag/Stockholm.

    Dobra, to teraz spokojnie wracam, do pracy, bo nic więcej mnie nie gnębi.

  41. Myślę, że to jest zachwyt, plus jeszcze coś. Ja to odczuwam na pierwszy podmuch wiosennego wiatru, gdy zapach jest zupełnie inny, niż w zimie, na widok radości małego dziecka, na cykanie świerszczy w ciepły letni wieczór, na pierwszy śnieg, na białą noc Wigilii, na niektóre utwory muzyczne i jeszcze w wielu, wielu innych sytuacjach, lecz najbardziej gdy widzę, jak moje dzieci się kochają. Próbowałam znaleźć na to uczucie odpowiednie słowo, ale wszystkie wydawały się niewystarczające.

  42. Tak jest, Mamo Isi, trzymaj się, dobrze będzie.
    A wybierz się kiedyś na koniec tęczy, choćby i mały garnuszek się przyda.

  43. W miejscu gdzie zaczyna się tęcza, jest zakopany garnek złota. W każdej baśni powtarzała się ta informacja, ale jakoś nigdy do tego miejsca nie dotarłam.

    Ha, Zgredzie, wciągnęło Cię na amen!

    Dzięki, kochany Starosto, za pociechę duchową. Na szczęście huragan uświerkł. Ale wczoraj i tak zerwało połączenie internetowe i do tej chwili się ono nie odzyskało.

  44. Dzień dobry!
    Babciu, jak ładnie opowiadasz!
    Podwójną tęczę widziałam kilkakrotnie, i to nad własnym ogrodem. Naprawdę, to czasem bywa jak cud.
    To uczucie, o którym wspominasz, to zachwyt. W połączeniu z wdzięcznością, najlepsze to chyba podziękowanie dla naszego Stwórcy. Doświadczam go codziennie, zwłaszcza od czasu, gdy żyję wśród przyrody.

  45. Piętaszku, to też jedna z moich ulubionych piosenek z tej płyty, śpiewam mojej córeczce :)

  46. Po wszystkim, co tu napisano, jakoś nie żałuję, że nie widziałam zorzy polarnej, natomiast wracając w sierpniu z Gietrzwałdu, skrótem przez Amerykę :) (tak, tak, mamy swoją na Warmii, a może to już Mazury, nie wiem) i słuchając w samochodzie muzyki filmowej, przy utworze Chi Mai Ennio Morricone ujrzeliśmy piękną, podwójną tęczę. Drugi raz w życiu widziałam to cudowne zjawisko. Są takie chwile, kiedy ogarnia nas ogromne wzruszenie i wdzięczność dla Stwórcy, ciarki na skórze, lub delikatny, miły uścisk, gdzieś w okolicach żołądka. Każdy ma inaczej, ale każdy wie, o jakie uczucie chodzi. Tęcza, a raczej dwie tęcze, towarzyszyły nam spory kawałek drogi i w pewnym momencie, na tle lasu zobaczyliśmy bardzo wyraźny początek jednej. Droga nasza przybliżała się do tego początku, jednak gdy byliśmy tuż, tuż, żeby na nią wjechać, zniknęła, z całą swoją paletą barw. Może i dobrze.
    Tak naprawdę koniec całej historii był trochę inny, ale ta wersja ciekawsza:). A podwójna tęcza i utwór Chi Mai prawdziwe.

  47. Przepiękne obrazy, DUA ;pierwszy kryje w sobie jakąś tajemnicę, a drugi juz bardziej konkretny, niczym fotografia. Oba na swój sposób ciekawe, przyciągają oko.

    W gorące, letnie wieczory tego lata razem z Giorgio obserwowaliśmy niebo. Teraz juz sam szuka na nim Księżyca , gwiazd, noi lecących samolotów, rzecz jasna.

    Pozdrawiam serdecznie z deszczowego Rzymu.

  48. Sidney Paget to klasyka, narysował chyba najlepsze ilustracje, jakie w ogóle powstały do „Sherlocka”. Publikowane były w magazynie „Strand”, potem w licznych wydaniach książkowych (mam tom wszystkich opowiadań o S.H., w grubym angielskim wydaniu, z tymi ilustracjami właśnie).
    Ale ten „Pies B.” wydany był osobno i teraz nie wiem, czy mam go, czy nie mam, a może widziałam ten sztych w dużym albumie, zawierającym wszystkie najlepsze ilustracje do „S,H”, jakie powstały na świecie. A album komuś pożyczyłam i już do mnie nie wrócił, o, strato!
    Pies Pageta ma światło tylko wokół łba, a ten, którego pamiętam, cały fosforyzował.
    Jeszcze poszukam w wolnej chwili.

  49. Ja też nucę i wspominam, Andreadorio. Kiedy moja Dziatwa była w wieku Sowiątka , często przy migających lampionach słuchaliśmy albumu „Księżyc w misce”.

    „W muszelkach Twoich dłoni
    Ocean śpi spieniony
    Więc przystaw je do ucha
    I słuchaj, słuchaj…”

  50. Ach pani Małgosiu, co za cuda!
    Taki księżyc widziałam odbity w jeziorze Gacanek w Borach Tucholskich na początku sierpnia. Jasno było, srebrzyście i magicznie. Ognisko żarzyło się i strzelało iskrami, szczeniak spał mi na kolanach, synuś Jaś śpiewał Hallelujah Cohena, Tata Jasia akompaniował cichutko na gitarze. A wszystko to stanęło mi przed oczami pod wpływem obrazów pana Grimshawa.
    PS. W komórce przechowuję zdjęcie księżyca wraz z odbiciem w jeziorze.
    Fluidy :D

  51. Sowo P. teraz będę nucić i nucić, bo jak pewnie wszyscy wiedzą, Grzegorz Turnau zrobił z tego wiersza piękną piosenkę.

  52. O, widziałam już, widziałam taką ilustrację, nawet mam ją chyba, Krzysztofie. Jak odszukam, to pokażę!
    Czarno-biała była. Sztych.

  53. Niesamowity ten pierwszy obraz! Można patrzeć i patrzeć (choć i tak moich ukochanych górskich widoków na księżycowe bym nie zamieniła!). Jak to dobrze, że na świecie jest jeszcze tyle osób wrażliwych na piękno i potrafiących się nim dzielić. Pozdrawiam Was serdecznie : )

    …Tyle dni, tyle gwiazd,
    połączyła nas muzyka…

  54. Mamo Isi, przeczytałam i chowam do własnej kieszeni.
    Nic się nie bój, oni sobie z tym umieją radzić.

    Zgredzie, dzięki za wiad.pryw.

  55. A to doprawdy miłe, Krzysztofie!
    PS. Co do wiadomego Psa B. – jeszcze fosforycznie świecące jego kudły. Zapomniałabym.

    Sowo, Kulmowa. Jaka to piękna pani jest, jakaż poetka!

  56. Mamo Isi, a u nas też ostatnio Kulmowa na czasie, ale inna:

    Ta drabina to schody do nieba,
    a ta miska pod schodami to księżyc.
    Tamten miecz to zwyczajny pogrzebacz,
    a z garnków są hełmy rycerzy.

    Ale kto w te czary nie uwierzy?

    To jest teatr.
    A teatr jest po to,
    żeby wszystko było inne niż dotąd.
    Żeby iść do domu w zamyśleniu,
    w zachwycie.

    I już zawsze w misce księżyc widzieć…

  57. Myślę, że nic, czego by Pani nie znała, dziwnym trafem niemal wyłącznie książki wzmiankowane w tym miejscu :-)

  58. DUA, ciągle jeszcze wyładunek nie zakończony. Huragan Harvey narobił szkód w rafinerii i nie mają miejsca na naszą ropę. Stoimy na kotwicy i czekamy, dopiero za dziesięć dni coś się ma ruszyć.
    Kresko, domyśliłem się błędu, ale postanowiłem pociągnąć wątek, jaki z tego wyniknął:-)

  59. Celestyno, długi ciąg lektur wiktoriańskich przekonuje mnie, że wtedy niemal każdy kulturalny Anglik umiał przyzwoicie malować i rysować, a także grać na jakimś instrumencie, przyjemnie śpiewać, pisać i oczywiście żeglować!

    Równocześnie ci sami częstokroć ludzie wymyślali maszyny parowe, rozwijali przemysł i kolejnictwo. Cóż za bogata epoka!

  60. Dzień dobry!
    Przepiękny pierwszy obraz, magiczny (chyba tylko to słowo może dobrze oddać charakter), jak wiele osób mogłabym go kontemplować godzinami.
    Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję na pielgrzymkowe wiadomości. Chesterko i Kapucynko, bardzo mi miło, że o mnie pomyślałyście, wiedzcie, że bywa też vice versa :) Wspierajmy się nawzajem, za dwa lata już będziemy na studiach (to do Kapucynki ;))! Casciolino – jak najbardziej kojarzę grupę „jajecznicową”, ponieważ w tym roku szłam właśnie z Warszawy, tyle że z grupą tradycyjną. A właśnie, Pani Małgosiu, czy pamięta Pani jeszcze msze trydenckie?

  61. Dzien dobry Pani Malgorzato!

    Poogladalam sobie obrazy pana Grimshawa; moze podpadne tu wielu osobom, ale polubilam jego bardziej dzienne, popoludniowe albo poranne, swietlane widoki, np.Stapleton Park near Pontefract Sun albo Evening,Knostrop Old Hall, albo Golden Light (1893), albo Autumn Morning, albo in the Golden Olden Time.. Dobrej jakosci reprodukcje mozna obejrzec na stronie mu poswieconej w wikiart.
    Chyba niezwykle silny charakter mial pan Grimshaw. W pewnym momencie swojego zycia uparl sie, ze bedzie malowal (nigdy nie pobieral w tym kierunku zadnych nauk), malzonka go w tym poparla ponoc zywo.
    Przeczytalam tez, ze tylko szostka z jego pietnasciorga (niektore zrodla podaja szesnasciorga) dzieci dozyla pelnoletnosci.
    Znalazlam tez artykul sprzed kilku dni (6 wrzesnia to urodziny J.A.Grimshawa) Looking Back at the Artist John Atkinson Grimshaw on His Birthday

  62. Paczko Chusteczek, wpisz tu swój adres jako wiadomość prywatną, odezwie się Administracja. Adres pierniczkowy był jednorazowy.

  63. Piękny ten obraz podwójnego księżyca nad jeziorem! Ale to chyba bardziej zimowy krajobraz niż wakacyjny? Takie mroźne to światło… A właśnie, czy będzie jakiś kącik wspominkowo-wakacyjny? Mam kilka zdjęć, wydaje mi się, że ładnych do przesłania, a nie wiem czy adres pierniczkowy jest dalej aktualny?

  64. Też myślę, że te księżycowe obrazy są wynikiem posiadania licznego potomstwa. Nie mogę się nadziwić, a właściwie nazachwycać, że ludzie tworzą piękno, często w tak niełatwych warunkach.

    Krzysztofie, chciałam ostatnio napisać „wozisz” a nie „widzisz” ropę. Widziałam, że wynikła z tego ciekawa dyskusja. Hihi.

    Wrześniowe pozdrowienia! Mój ulubiony miesiąc! Właśnie mija 4 lata odkąd zaczęliśmy spotykać się z moim mężem.

  65. Dziwne, ale dla mnie obraz z psem Baskerville’ów musiałby być granatowy, choć mglisty. Tak mi się kojarzy od pierwszej lektury. Aha, i czerwone ognie tu i ówdzie.

    Sowo, mam więcej jego księżycowych pejzaży. Myślę, że jednak pracował w dzień, malarze wtedy miewali osobne atelier w mieszkaniu, albo i gdzie indziej, dziatek tam nie wpuszczano, żon raczej też nie.
    Co do wiad. pryw.- tak, nawet jak na tamte czasy to dużo.

  66. „Mistrz księżycowego malarstwa” – zasłużony to tytuł dla Grimshawa! Jest jeszcze jeden jego obraz, który szalenie mi się podoba – „Moonlight” – widać na nim tylko intensywne seledynowe światło, ale samego Księżyca na obrazie nie ma.

    Pewnie przy takiej gromadce dzieci, pracować da się tylko nocą…

    Sowiątko dziękuje za pozdrowienia.

  67. Aleksandro, cieszę się z nowego Dziecka Kulinarnego! Brawo dla niej!
    O zakładaniu ogrodów przeczytałam, smakowite naprawdę.

    Nutko, dziękuję za wyjaśnienie, już się tej plazmy nie brzydzę.
    Chciałabym Ci namalować taki obraz, ale mam tylko czworo dzieci, nie piętnaścioro, więc tak bym namalować nie umiała. Niestety.

  68. Próbowałam znaleźć określenie na to, jak podobają mi się te obrazy, ale nie zdołałam. Po prostu trwam w zachwycie, a pod ręką mam „Tajemnicę mirtowego pokoju”.
    Właśnie dzisiaj znajomy (rocznik 1934) opowiadał, jakie wrażenie zrobiła na nim zorza polarna widoczna w 1939 roku. Pamięta do dziś, jak stali całą rodziną przed domem, z lekka przerażeni i kontemplowali to niezwykłe zjawisko. Mówił, że większość ludzi odbierała to jako zapowiedź wojny.
    I jeszcze chciałam się podzielić dwoma radościami, dwoma prezentami, jakie dostałam. Pierwszy to ciastka rodzynkowe upieczone samodzielnie przez moją prawie dziesięcioletnią bratanicę według przepisu z „Całusków pani Darling”. Ciastka zostały zapakowane w własnoręcznie oklejone pudełko (każda ścianka w inny wzorek) opatrzone naklejką „Ciastka Rodzynkowe Dla Cioci Oli” – jak to się nie wzruszyć. A drugi prezent to reprint „Myśli różnych o sposobie zakładania ogrodów” Izabeli Czartoryskiej. Jeśli mnie pamięć nie myli była tu kiedyś mowa o tej książce. Czeka mnie smakowita lektura. Pozdrawiam serdecznie :)

  69. Plazmę nazywa się „czwartym stanem skupienia” (ciekawe, bo ciekłe kryształy również). Częściowo zjonizowana plazma jest związana z neonami i błyskawicami. Plazma może być też zimna lub gorąca, a w chemii ma popularne zastosowanie np. w chemii analitycznej (ICP-OS).
    Pierwszy obraz – niesamowicie (Bodziu!) magiczny. Chcę taki na ścianę.
    Przesyłam wieczorne ukłony!

  70. Wójciku, pewnie, że”Kobieta w bieli” jest najlepszą z jego książek. Ale tym, które teraz czytam z takim zapałem, niewiele brakuje do doskonałości.

  71. Dopuszczam, że naukowcy też ludzie i mogą się rąbnąć.

    Z nieznanych przyczyn chodzi mi dziś po głowie wierszyk (Kulmowa, Stacja nigdy w życiu):
    Pan zawiadowca
    Kudłaty jak owca
    Siedzi bez pokrowca
    Pod krzakiem jałowca.

    Może to też wpływ tego galaktycznego kisielu wodorowo-helowego?

    Jak dziś pamiętam, że pojawienie się zorzy przed 1939 tłumaczono sobie jako prognostyk wojny albo i końca świata, jak Bóg dopuści.

  72. Jeśli te obrazy oddają klimat powieści Wilkiego, to ja się zapisuję na nie wszystkie. Ale to już w przyszłe wakacje, teraz byłoby to niebezpieczne i ze szkodą dla moich uczniów. Chociaż z drugiej strony, nie widzę możliwości, aby jakakolwiek jego powieść pokonała ” Woman in white”. Czytałam jeszcze ” Księżycowy kamień” i to już nie było to, nie wywołało takich emocji, jak „W in w”. Kobieta w bieli tak mi zapadła w pamieć,że pamiętam dokładnie wszystkie okoliczności w jakich ją czytałam, miejsce, pogodę i co się wydarzyło w dniu, kiedy tajemnica zaczęła się wyjaśniać. A było to już dobrych parę lat temu, ho ho, tak tak.

  73. Nie wiem, jak było, ale moim zdaniem prawdopodobna jest wersja, że naukowcy się nie pomylili, podali szerszy przedział czasowy, a to dziennikarze trochę przekręcili tę informację.

  74. I że niby ja ją zjem ? (tę parę ?)

    Galaktyczny kisiel ! Cha, cha! Nie mogę Mamo Isi. Litości!

  75. Dzień dobry!

    Ta akurat plazma to chyba zjonizowany gaz.
    Jak znam Słońce, to pewnie wodór i hel.
    Bezzapachowe – nie ma się co wzdrygać.

    Też czytałem Collinsa (Armadale) do takiej godziny, że rano rodzina natknęła się w kuchni na fotel i krzesło, których tam nie powinno być. I zapalone światło.

    U nas zielone niebo na zachodzie przypisuję światłu odbitemu od Puszczy Kampinoskiej.

  76. „…nektar żywota natenczas słodki, gdy z innymi dzielę…”!
    Kto to napisał? Pamiętasz, Casciolino, na pewno.

    Mamo Isi, rąbnęli się niedopuszczalnie. Mamy XXI wiek, a oni chyba wciąż tkwią w XX.

  77. Mam zupełnie takie samo pojęcie o plazmie;) Osobiście wyobrażam ją sobie jako taki galaktyczny kisiel lecący w naszą stronę.
    Ale żeby naukowcy rąbnęli się co do szybkości z jaką ten kisiel leci to niedopuszczalne. Naukowość w branży do czegoś w końcu obliguje.

  78. Słowa o szczęściu zapożyczyłam z filmu „Into the wild”, który opowiada o losach Christopher’a McCandless’a. Zanotował je on na kilka tygodni przed śmiercią, czytając „Doktora Żywago”, zainspirowany słowami „szczęście wyobcowane nie jest szczęściem”.

  79. Jak piszą, obłok plazmy odpowiedzialny za zorzę dotarł do ziemskiej magnetosfery kilkanaście godzin wcześniej, niż spodziewali się tego naukowcy. Jak domniemywam, oznacza to, że zorza była, ale w dzień. Do niczego z takim zjawiskiem.
    Ale zbliża się kolejny obłok, więc może jeszcze ujrzymy tę zorzę bez uciekania się do wyjazdu za koło polarne?

  80. Swoją drogą, ten Wilkie jest geniuszem narracji. Czytałam niechcący do wpół do czwartej! „Hide and Seek” opowiada o prześlicznej głuchoniemej dziewczynce, sierotce, którą eksploatuje (jako tzw. dziwadło) pewien brutalny właściciel cyrku. Historia jej krótkiego życia opowiedziana jest tak, że czyta się ją z wypiekami i zadyszką.
    Wilkie jest mistrzem przekazywania emocji i budowania napięcia. Ale czyż pan Grimshaw nie jest obdarzony podobną umiejętnością?

  81. Dzień dobry!
    Ach, mądra Casciolino, jak ładnie piszesz o szczęściu! Jak prawdziwie!

    Faktycznie, ten odludek opłotował nawet jezioro, założył furtkę, żeby mu nikt nie chodził do kąpieli lub na rybki, i pewnie ją zamyka na klucz.
    Aż tu jednego razu ujrzał, że w wodzie, za furtką, pluska się jakaś tajemnicza brunetka, w dodatku całkowicie ubrana! Kiedy, oburzony, podszedł bliżej brzegu, żeby ją skarcić, ujrzał, że ona nie tyle się pluska, co walczy o życie, bowiem najwyraźniej nie umie pływać….no, i tak dalej.
    Piętaszku, a para w łódce nadpłynie już za sześć minut.

  82. Kiedy oglądam tak wielkie dzieła, zastanawiam się jak to się stało, że nie słyszałam wcześniej o nich ani ich autorze. Wprost napatrzeć się nie można…

  83. Jeden z moich ulubionych księżycowych obrazów (malowanych słowami), to wiadoma scena z Nutrii i Nerwusa :) I takie było moje pierwsze skojarzenie, kiedy zobaczyłam drugi obraz, mimo że jest to sceneria raczej jesienna.
    Dla mnie to doskonałe miejsce dla bohatera, który uciekł z miasta w poszukiwaniu spokoju i harmonii. Zaszył się w przytulnym domku nad jeziorem, czując, że obcowanie z naturą powoli go uzdrawia, ale szybko przekonuje się, że szczęście jest prawdziwe tylko wtedy, kiedy się nim dzieli.

  84. Skoro temat księżycowy, to dodaję ulubiony wierszyk Brzechwy:

    Księżyc raz odwiedził staw
    Bo miał dużo ważnych spraw
    Zobaczyły go szczupaki:
    „Kto to taki? Kto to taki?”
    Księżyc na to odrzekł szybko:
    „Jestem sobie złotą rybką!”
    Słysząc taką pogawędkę
    Rybak złowił go na wędkę
    Dusił całą noc w śmietanie
    I zjadł rano na śniadanie.

  85. Trochę późno, wiem, alem lunofil przecież. Patrzę ja na nowy wpis, a tam Starosta jako żywo na swoje jeziorko patrzy i cisza taka… Jedna gwiazdka cały obraz spina. Genialne.
    Drugi rzeczywiście wbija w fotel. Biorę go na tapetę. Jest boski i hipnotyzuje. Jeszcze chwila i zamienię się w wilkołaka he, he.

  86. Te obrazy po prostu zapierają dech w piersiach! Tym razem drugi bardziej mi się podoba, ale oba są wspaniałe. „Gwiazdy nad tobą i gwiazdy pod tobą i dwa zobaczysz księżyce”. Powieść, to musi być coś o miłości, ale ze zbrodnią w afekcie, zaczyna się, jak jakaś para płynie łódką, zaraz wyłoni się zza tego cypla…
    Piętnaścioro dzieci?? No to zaszalał!

Dodaj komentarz