Do szkoły!!! Hura!!!

1wrzesnia2017

Nareszcie się kończą te nudne wakacje, witaj, praco wytężona i noce zarwane, witajcie, klasówki, kartkówki, sprawdziany, wkuwanie na pamięć przylądków świata i elementów przewodu pokarmowego ropuchy, rozgryzanie tajników strukturalnych sejmu międzywojennego i genezy rewolucji przemysłowej w Anglii, pisanie referatów o wojnie secesyjnej i przyrodzie tundry oraz tajgi, o, witajcie, witajcie kolejne miesiące! (konkretnie: dziesięć).

I obyście szybko oraz bezboleśnie minęły.

Tego życzę naszym Kochanym Czytelniczkom i Czytelnikom, a na pamiątkę minionego lata przedstawiam pierwsze z mej wirtualnej kolekcji najpiękniejszych obrazów, poświęconych światłu księżyca.  Zamierzam kontemplować je kolejno z naszymi tutejszymi Lunofilami oraz wszystkimi wielbicielami Piękna – to tak bardzo uspokaja i skłania do łagodnej refleksji.

Oto fragment obrazu „Letni wieczór na plaży” duńskiego impresjonisty, który nazywał się Peder Severin Krøyer (1851-1909) i związany był z grupą artystyczną „Malarze ze Skagen”. To właśnie w miejscowości Skagen na samym krańcu Półwyspu Jutlandzkiego lubił ten dżentelmen mieszkać przez połowę roku i – siedząc ze sztalugami na skraju morza w białym, niepokalanym (jak świadczą autoportrety) ubraniu oraz białym kapeluszu – łapać wrażenie chwili.

 

Kroyer_Skagen

 

Oto chwila kolejna, uchwycona przez pana Krøyera, już innego wieczoru, bo przy wschodzącej złotej pełni:

 

bf0c5acb8bd77b130f28ba0615777de9--beach-paintings-seascape-paintings

 

Żegnaj, piękne lato!

 

Ha! Cóż począć?! (Nic! –  tylko się pogodzić z Nieuchronnym).

Wszystkie Uczennice oraz nawet Uczniów otaczam krzepiącym uściskiem wirtualnym i życzę, żeby wspomnienia z wakacji rozgrzewały ich przez coraz zimniejsze następujące tygodnie.

Ja też ciepło o Was będę myśleć!

Wasza –

MM

PS Wszystkim Nauczycielkom i Nauczycielom, a także PT Rodzicom życzę oczywiście tego samego, co Dziatwie!

Dołączam uściski.

 

132 przemyślenia nt. „Do szkoły!!! Hura!!!

  1. No pewnie, że chcę:)

    W sprawie zorzy polarnej wici rozesłane; jak tylko zrobi się w niebie dziura i zorza zza niej wyjrzy, alarm na pokładzie!

  2. Cha, cha, cha!
    Myślałam dokładnie o tym samym.
    No, chyba że odcinki szły codziennie, ale nie wydaje mi się.
    To co, chcesz teraz „The Law and the Lady”?

  3. Skończyłam „Armadale”! Jak to napięcie wytrzymywali XIX-wieczni czytelnicy tej powieści kryminalnej w odcinkach, pojęcia nie mam.

  4. Chyba jednak tracimy. Znów zachmurzenie pełne.
    Ale od czegóż wyobraźnia!
    Pozdrawiam Naburmuszone S.

  5. O, szczęśliwy ludu wsi! Sowy miastowe mogą podziwiać tylko łuny świateł bijące z północnych blokowisk. Nie zapomnijcie wziąć na pole aparatów!
    Pogoda na południo-zachodzie chwilowo marna, ale muszę przyznać, że mimo rozległych chmurzysk, wczorajszej nocy zajrzał do nas na chwilę księżyc w pełni. Zlitował się chyba nad niezadowolonym Sowiątkiem, które bardzo lubi podziwiać go z poziomu łóżka, ustawionego na wprost okna. Tak że nie traćmy nadziei.

  6. U nas też lepiej!
    Ale, Domniemajko, czy masz jakieś miejsce widokowe, z dala od świateł miasta, z odkrytym widokiem aż po horyzont?

    Ciekawe, czy Sowa wie o dzisiejszych zjawiskach spodziewanych.

  7. A u mnie stało się dokładnie to, co Wójcik opisał! Ostatnie dwa dni padało i było strasznie ponuro, a tu dzisiaj budzą mnie promienie słońca. Słoneczne dzień dobry!
    Zorzo, czekamy :)

  8. Tak, może się uda, Wójciku!
    Na północnym niebie, pamiętaj.
    My chyba wyjdziemy na rozległe pola, żeby oglądać. Jeśli będzie pogoda, oczywiście.

    Dobranoc!

  9. Starosto,nie należy tracić nadziei. Dziś po południu, robiąc zakupy na warzywnym straganie, tak zmarzłam i zmokłam ( zimno, ciemno, deszcz ulewny, wiatr), że miałam już zrezygnować z orzechów laskowych i uciekać do domu. To że wytrwałam w kolejce, jest zasługą li i jedynie mojej namiętności do orzechów wszelakich. A tu nagle około 17.00 chmury uciekły, zaświeciło słońce na czystym niebie, zrobiło się ciepło. Może u Was takie cuda się wydarzą w ciągu nocy i już raniutko będzie pięknie. A jutro – zorza!

  10. O, jak mi miło, Ale:) Cieszę się, że Lawendowa u Was gościła i że się z nią zaprzyjaźniłyście. To ja dziękuję za poświęconą mojej książce uwagę.

  11. Domniemajko, i ja o tym przeczytałam, lecz dzisiejsza pogoda skłoniła mnie do pewnego pesymizmu: w Wielkopolsce jest bardzo, bardzo pochmurno i deszczowo, nie wygląda mi na to, by jutro mogło się przejaśnić. Ale wierzmy, że tak!

  12. Dobry wieczór, ja w temacie dziwnych zjawisk na niebie i na ziemi. Nie wiem czy drodzy Księgowi, z Panią MM na czele, słyszeli i nie wiem czy tej wiadomości dowierzać, ale trafiłam dziś na informację (twojapogoda) o burzy geomagnetycznej, w wyniku której nad Polską miałaby się pojawić zorza polarna. Według najnowszych doniesień miałoby to nastąpić w nocy z piątku na sobotę. Nie jestem, niestety, specjalistą w dziedzinie żeby to zweryfikować, ale z radością i niedowierzaniem czekam czy spełni się moje marzenie. To dopiero byłby spektakl!

  13. Dobry wieczor.W wakacje zakupilam w Polsce”Lawendowa czarownice”i przeczytalam z wielka przyjemnoscia.Dzisiaj zaczelysmy czytac z moja starsza 8- letnia corka.Dziekujemy bardzo Wojciku i gratulujemy.Oby tak dalej.Pozdrawiamy.

  14. Dziękuję za miłe zaproszenie, Marco i Beato!
    Ale wiecie, jak to jest: albo się jeździ, albo się pisze!
    Pozdrawiam całą rodzinę.

    Piętaszku, nie wiem, niestety.

  15. Dziekujemy i rowniez pozdrawiamy! Marco dodaje, ze moze Pani do nas przyjechac, kiedy Pani chce! :)
    Ja popieram!!!Co do polskosci- Marco podpisuje sie na zeszytach swoim francuskim nazwiskiem i moim- panienskim, polskim. Co dziwnego moj drugi syn mowi, ze jest Francuzem. Na dwoje babka wrozyla! :)

  16. Dzień dobry! U nas szaruga jesienna, a więc gotując krupniczek z lubczykiem słucham radiowej dwójki , dzięki której dokonałam dziś muzycznego odkrycia. Jest nim Lambert – niemiecki muzyk, przede wszystkim pianista i kompozytor występujący w masce, którego najnowsza płyta pt. „Słodka apokalipsa”, została właśnie w radiu zaprezentowana. Idealnie wpisała się ta muzyka w nastrój dzisiejszego (deszczowego) przedpołudnia. I tutaj mam pytanie, czy ktoś z DK wie jak znaleźć rzeczonego artystę w internecie, bo mnie poza niewielkimi wzmiankami się nie udało ? Będę wdzięczna za podpowiedź.

  17. Do anegdot, związanych zarówno z księżycem, jak i szkołą, więc chyba jak najbardziej na miejscu, pozwolę sobie dołączyć i taką. Otóż moja, wówczas kilkuletnia córka, zapytana, co to jest zaćmienie księżyca, odparła szybko:”To moment, w którym księżyc traci swoją inteligencję”. Urocze i jakże odkrywcze :).

  18. Brawo dla Mareczka! Żywioł francuski wokół, a on tkwi w polszczyźnie!!
    Pozdrawiam Was serdecznie, miła rodzino „na paryskim bruku”.

  19. Dzien dobry!
    Pani Malgosiu- mnie nie trzeba pocieszac- jesien to dla mnie najpiekniejsza pora i zadna szkola tego nie popsuje! A dla tych, co sa troche smutni- mala anegdotka. Marco zbiega po schodach, tato na niego krzyczy: „Marko nie biega sie po schodach!” A Marco na to: „Ja nie biegam, ja truchtam!”
    Humor, humor ponad wszystko!

  20. Zuziu! A wiesz, że tak? Dzisiaj z jakąś dziwną ochotą przesiedziałam dziewięć lekcji i wesoła wróciłam do domu.
    Albo kapucynka, Mamo Isi, hehe!

  21. O, jakie miłe życzenia, Mamo Kniżki. Cieszę się, że doceniłaś wschód złotej pełni.

    Niektórzy pewnie trochę nosem kręcili na powrót do szkoły, ale przyznajcie, że te pierwsze dni wrześniowe mają swój urok – prawda?
    Będziecie je jeszcze z rozrzewnieniem wspominać, zapewniam!

    Mamo Isi, to już Starosta niech będzie, bo Kapucynkę wszak już tu mamy!

  22. Kochana Pani Małgorzato! Bardzo dziękuję za Pani ciepłe słowa i szczególnie za uściski dla Kniżki – bardzo się przydały u progu nowego roku szkolnego.
    Zośka widziała istne cuda i jakie piękne zrobiła zdjęcia z witrażami i kurzem stuleci.
    Obrazy pana Krøyera tak mnie zachwyciły, że nie potrafię nawet tego opisać – wschód złotej pełni ustawiłam sobie po prostu jako tło pulpitu :)
    Pani wpis „noworoczny” jest mocno krzepiący – nawet się nie zdążymy obejrzeć, jak ten świeży rok szkolny minie i znów nastaną wakacje :) I tego się trzymajmy, ale nie ustawajmy przy tym w pracy i nie traćmy wiary w siebie – tego życzę wszystkim uczniom i nauczycielom, i oczywiście zatroskanym rodzicom.

  23. Tak, Jas, to metro jest skaliste. Podobnie jak większość powierzchni miasta.
    O tańcach nie wiedziałem.

  24. Znalazłam nawet dwa tajemnicze staropolskie przysłowia w temacie starościnym:
    Słomiany starosta dębowego ziemianina zwalczy.
    Albo starosta, albo kapucyn.

    A, zapomniałam napisać, że historyjka Zuzi o tej pani, co przyszła do przychodni kapitalna!

  25. Dzień dobry, Blablubo!
    „Jajko” w tłumaczeniu Tili Wańkowicz, prawda? Innego chyba nie mamy, ponieważ to pierwsze jest doskonałe. Ciekawa byłam innych książek Betty Mcdonald, więc zdobyłam lub dostałam (Ateno, Bogini!) wszystkie jej książki, z wyjątkiem tych czterech dla dzieci, o Mrs. Piggle-Wiggle. Niewiele ich i żadna nie dorównuje wdziękiem i humorem „Jajku” czytanemu po polsku, toteż zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem urok tegoż nie jest zasługą przede wszystkim tłumaczki! Jest to wielce prawdopodobne, a jak będę miała więcej wolnego czasu, to połknę jeszcze „Egg and I” w oryginale i się dowiem na pewno.

  26. Starościc to w” Zaklętym Dworze” występował. A starościanka miała włosy po kolanka buzię jak karmelek, fartuszek jak pianka.

  27. Początek września, a już kilka powakacyjnych wpisów do nadrobienia! Zagapiłam się! Dzień dobry DUA, dzień dobry Ludu po długiej przerwie!
    (Czytam sobie „Jajko i ja” Betty MacDonald, lekka i pocieszna lektura na pierwsze chłody jesienne;)

  28. Ten popularny taniec nazywa się „Schottis”. Jest tam też taniec „Polska” trochę skomplikowany.

  29. Jak mi się niesamowicie podoba taniec szkocki. Czy można coś powiedzieć o narodzie na podstawie tańca?

  30. Zgredzie niestety chyba nie byłam w Hägerstens Gård. Spokojnie wygląda. A lubiłaś jeździć metrem wykutym w skale? Wsiadało się w jednej jaskini i wysiadało w drugiej. Zupełne pieczary o niewygładzonych ścianach. Kiedyś w S jak puszczono ich ludową muzykę to ludzie się zbierali łączyli w pary i zaczynali tańczyć. Mają taki wesoły taniec, każdy łatwo może go tańczyć, a Szwedzi to szaleją za nim, zaraz się śmieją, nogi im chodzą i rozglądają się za partnerem by dołączyć do kółeczka. Przynajmniej było tak jakieś 25 lat temu. To kraj wielkich skrajności. Ale znalazłam coś ładnego w YT pod hasłem: „szwedzki taniec o nazwie „taniec polski””. Ciekawe, czy u nas tak kiedyś tańczyli.

  31. Ach, mojaś Ty Mamo Isi! Równam wojewodom!
    Żeby mi tylko wąsy nie urosły.

    No, idę pisać. Pogoda w sam raz, szara, cicha, łagodna. Nie za zimno. Liście żółkną.

  32. Kochany Starosto, sprawdziłam tego starostę.
    W średniowieczu był to naczelnik wspólnoty rodowo-terytorialnej Słowian, potem urzędnik królewski w Królestwie Polskim i Wielkim Księstwie Litewskim. Nb. starosta żmudzki jako jedyny był urzędem senatorskim; uznawano go za równorzędnego wojewodom: zasiadał między wojewodą łęczyckim a kujawskobrzeskim).
    Tradycyjnie syn starosty miał prawo do tytułu odojcowskiego starościc, a córka starosty do tytułu starościanka.
    Czyli Adminka jest Starościanką.

  33. Elko, dziękuję za wiadomość prywatną. Jestem z H. w kontakcie listownym, wiem że nie pracuje już w bibliotece. Ale o wspomnieniach nie wiedziałam!
    Z pewnością będą ciekawe!

  34. Jakoś tak widać pasuje do mnie miano Starosty. Może dlatego, żem Stara? A może dlatego, że Się Staram?
    Adminka to moja córka, Emilia Kiereś.
    Wiadomość prywatną wpisuje się jak każdą inną, opatrując ją tylko uwagą:”wiadomość prywatna”.

    Ach, a tak się cieszyłam na myśl, że MŁODY człowiek po ciężkich studiach potrafi dziś rozmawiać o Prusie!

  35. Cieszę się, że mój debiut uważa Pani za udany, bo bardzo długo się wahałam, czy w ogóle coś pisać.
    Dermatolog był niestety stary. Może jestem pesymistką, ale wydaje mi się, że gdyby był niestary, to nie dałoby się z nim porozmawiać na temat literatury XIX w.
    A w ramach debiutu mam kilka pytań organizacyjnych, będę wdzięczna za słowniczek terminów. KC to jak się domyśliłam „kochana czytelniczka/kochany czytelnik”. DUA to Droga Ukochana Autorka??? Jest też zwana Starostą?? Dlaczego? Kim jest Adminka? Czy opcja wiadomości prywatnej dostępna jest dla wszystkich i gdzie ją znaleźć? Uprzejmemu odpowiadaczowi/odpowiadaczom z góry dziękuję!

  36. Moja Mama przynosi z przychodni mnóstwo smakowitych historyjek (no może nie zawsze smakowitych…)
    Moja ulubiona jest o częstej pacjentce, znanej już mojej mamie i jej koleżankom, która po długiej nieobecności zawitała w końcu w przychodni. Panie z rejestracji miło ją przywitały i pytają, czemu tak długo jej nie było.”Chorowałam”- odpowiedziała.

  37. Dzień dobry wieczór!
    Ach, Ago, jakże mi miło! Pierwsze kroki wspaniale. Można powiedzieć, że mam doświadczenie, stawiam je wszak po raz ósmy. Chyba.
    Donoszę, że jestem podekscytowana, rozradowana i cała w wypiekach, rozumiem też męża Kris, gdy na niego krzywo patrzyli, choć na mnie patrzyli jak (za przeproszeniem) na idiotkę. A to wszystko za sprawą „Pana Tadeusza”, który będzie naszą lekturą. Moje entuzjastyczne okrzyki na tle bolesnego jęku całej klasy nie wypadły zbyt dobrze, stąd te spojrzenia.
    Kapucynko, jak u Ciebie? Poczułaś szkolny zew?:))

  38. Och, przepraszam za te niegramatyzmy i literówki. Czytałam, że już dwutygodniowe trzymanie ręki na temblaku zmienia pracę półkul mózgowych. Najwyraźniej to to. Na coś trzeba zwalić.

  39. O biada, kolego! Dzięki, Sowo i Elko M., bo szerajac we wpisie trzeciomajowym, odkryłam, że właśnie to „jerum pajtasz” wyciagnęło Cię, miłośniczko Węgier, spod regału. Co ciekawe, dzisiejszy kontekst, w którym użyłaś te słowa pasuje do przywołanego w tamtym wpisie przez Mamę Isi powiedzonka z łac. średniowiecznej: „O jerum, jerum, jerum, o quae mutatio rerum” (o biada, biada, biada, jak czasy się zmieniły).

  40. Tak, u lekarza może być ciekawie. Mąż kiedyś na „dzień dobry” w gabinecie lekarskim usłyszał:
    ” Proszę się tak nie zbliżać bo jest Pan chory na chorobę zakaźną „.
    Zastanawiam się do dziś czy małżonek czasem nie miał zbyt wysokiej gorączki i nie rzuciło mu się na uszy.

  41. Dziekuje pieknie, za widoki, ktore sa mi tak bliskie i znajome. Ciesza.
    Zycze dobrego roku szkolnego wszystkim.

  42. Witam, witam!
    A cóż to przyniósł mój dziesięcioletni syn w zeszycie do języka polskiego dzisiaj? A spis lektur. I cóż moje piękne oczy widzą? W spisie lektur obowiązkowych jest „Opium w rosole”! O nie! Dlaczego za moich czasów tego nie było ??? Ale nie ma „Pinokia”, niestety. Bardzo, bardzo żałuję, gdyż syn odkładał sobie tego „Pinokia” właśnie na klasę czwartą. Od roku chciał przeczytać. Nic to, przeczyta sobie teraz. W zimie, przy herbatce. Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
    PS Ciekawe, jaki tam pierwsze kroki w szkole naszej miłej Zuzi?

  43. Chesterko, rozmawialiśmy o tym powiedzonku we wpisie trzeciomajowym. :) Pajtasz jest węgierski, a ierum łacińskie.

  44. Jaka ciekawa opowiesc o wizycie u dermatologa!
    Moj maz poszedl kiedys po zwykla recepte do lekarza pierwszego kontaktu i spedzil w gabinecie pol godziny, gdyz wywiazala sie rozmowa na temat historii Sardynii (a wszystko zaczelo sie od nazwy naszej ulicy, na ktora lekarz zwrocil uwage, wpisujac adres). Okazalo sie, ze pan doktor, podobnie jak moj maz, jest zafascynowany historia. Jak maz wyszedl z gabinetu, to ludzie w kolejce bardzo na niego krzywo patrzyli… :)

    DUA, ciesze sie, ze zdjecia dotarly, dziekujemy za dobre slowo!

  45. Dzień dobry, ElkoM! Witam Cię serdecznie.
    Dawno nie słyszałam, by ktoś mówił: „o, jerum pajtasz!”, a takie to soczyste!
    W sam raz na okazję, o której wspominasz.
    PS – Na sposoby są sposoby.

  46. Byłam wczoraj koło południa w okolicy stacji metra Warszawa Gdańska, gdzie pełno było uczniów z pobliskich szkół średnich. Zachwyciłam się jacy piękni oni w tych swoich białych koszulach i bluzeczkach, krawatach , muszkach i wstążeczkach. Ale niestety, niestety! Zachwyt mój trwał tylko do chwili kiedy ten kwiat młodzieży nie otworzył ust swoich (że użyję biblijnego sformułowania). O jerum pajtasz! Poczułam się stara, „za moich czasów” tak wyrażali się tylko ludzie z marginesu…

  47. Andreadoria, oświadczam, że Twój debiut w naszej Księdze Gości jest wielce udany!
    (Czy trafnie dedukuję, że dermatolog był niestary?)

  48. Kris, dziękuję za zdjęcia, już obejrzałam – u Adminki, bo u mnie coś poczta figluje, duże wiadomości zdjęciowe nie dochodzą. Jakie śliczne masz dzieci i jak im do twarzy z krajobrazem Werony! A jakże one już urosły! Jacopino!!!

  49. Aaa! Krzysztofie! Nieoceniony głosie nawigatora! Dziękuję za to szczegółowe wyjaśnienie, dobrze więc pamiętałam!

  50. Chesterko, Wójcie, a ja te kulki znam w uproszczonej wersji – rozpuszczone kakao z masłem, cukrem i dodatkiem aromatu migdałowego miesza się z płatkami owsianymi, potem łyżką nakłada się ciasteczka na blaszkę i wkłada je do… lodówki. Na całą noc. Nie wychodzą bardzo twarde, po prostu czekolada zastyga, a płatki w niej miękną. Wyglądu odpowiedniego co prawda ciastka te nie mają, ale za to jaki smak!

  51. Moją uwagę też przykuwa bardziej pierwszy obraz. Ma dużo koloru i kontrastu. Z drugim jest trochę tak, jak mówi Piętaszek.
    A propos żaglówki, to zastanawiałam się, czy można namalować obraz morski, który nie byłby nudny bez konieczności umieszczania na nim jakiegoś dodatkowego elementu typu okręt, kuter, zwalony pień albo wystająca skała. Obejrzałam w tym celu sporo obrazów i stwierdzam, że da się, chociaż nie jest to łatwe.

  52. Tak, to była tylko taka rada, ale radę od lekarza w czasie wizyty ja traktuję jak receptę – nawet jeśli ten lekarz jest molem książkowym : )

  53. Zderzenie „Andrea Doria” ze „Sztokholmem” w 1956 roku spowodowane było błędną interpretacją obrazu radarowego (po obu stronach) i nadmiernym zaufaniem pokładanym w tej ciągle jeszcze wtedy nowej technologii. Akcja ratownicza zalicza się do największych w historii, uratowano ponad półtora tysiąca ludzi (zginęło 56). Ten przypadek analizuje się do dzisiaj na kursach zarządzania mostkiem nawigacyjnym.

  54. Witajcie DUA i Księgowi po długiej wakacyjnej przerwie!
    Tęskno mi było za Wami, dlatego z dużą radością przeczytałam ostatnie wpisy.
    Reportaż Zoski z Irlandii przepiękny; utwierdził mnie w przekonaniu, ze kiedyś ten kraj odwiedzę ( a rok temu poznalysmy sie z Zoska podczas jej krótkiego pobytu w Rzymie ).
    Przy okazji wszystkim uczniom i nauczycielom życzę owocnego roku szkolnego, obfitego w ciekawe treści i zdarzenia.

  55. No proszę, okazuje się, że też robię kuleczki miodowe i nawet o tym nie wiem. No może dlatego, że moje są trochę płaskie. Właściwie to nawet całkiem płaskie. Hm, to nawet nie są kuleczki tylko tak bardziej batoniki:)
    Ale przepis ten sam.

  56. Kuleczki miodowe – moje dzieci za nimi przepadaja, ja niekoniecznie. Ale dla nich wszak je robię. Przepis jest moja wariacja na temat:
    6 szkl górskich płatków owsianych
    słoik ok. 30 dag miodu
    4 łyżki oleju
    2 łyżki śmietany
    8 łyżek kakao
    imbir, cynamon, kurkuma wg uznania (ja nie żałuję)
    Woda tak, by dały się skleić. Ulepić kulki większe od orzecha włoskiego. Lekko spłaszczyć i ułożyć na blasze w nagrzanym piekarniku. Piec ok 15 min w temp 180 stopni C. Jeśli po ostudzeniu sa twarde jak kamień – czas skrócić.
    W wersji bogatszej sypię różne bakalie i nasionka. A w ogóle to sypię różności, jak fantazja poniesie.

  57. Ach, więc to była po prostu rada jednego mola książkowego dla drugiego.
    A już zachodziłam w głowę, na co by miała pomóc „Wojna i pokój” – w jedynym skojarzeniu pomyślałam o wysypce na tle nerwowym, którą uleczyć może tylko długotrwała, powolna lektura poważnego dzieła.
    A cóż za fajny dermatolog, bratnia dusza! Lubi literaturę z 19 wieku!

  58. A było to tak (nikt mnie nie pytał, jak było, więc opowiem :) Poszłam do lekarza, bo ostre słońce w połączeniu z pazurkami mojego dziecka zrobiło mi na dekolcie coś okropnego. Lekarz powiedział, żebym się nie przejmowała, to zaraz zniknie, bo ja po prostu jestem ruda (nie jestem). Chodziło mu o to, że mam jasną karnację i bardzo wrażliwą skórę jak rudzi. Rzeczywiście znikło wszystko samo z siebie, ale zanim wyszłam z gabinetu, pan doktor powiedział, że skoro jestem taka ruda, to następnym razem powinnam przyjść w zielonej sukni jak pani Wąsowska – i od razu z przepraszającym wzrokiem zaczął mówić, że ja pewnie nie wiem, o co chodzi. Na to ja, urażona, że oczywiście wiem, chodzi o „Lalkę”. Pan doktor zaniemówił, po czym wywiązała się krótka rozmowa o literaturze (jak już odzyskał głos). Podczas tej rozmowy cała moja duma z rozpoznania pani Wąsowskiej natychmiast uleciała, bo nie rozpoznałam balu Nataszy. Musiałam przyznać ze skruchą (jak to czynię i tutaj), że nigdy nie czytałam „Wojny i pokoju”. Zalecono mi bezwzględnie zapoznanie się z lekturą, co niniejszym czynię. Koniec :)

  59. Statek został nazwany imieniem włoskiego dowódcy floty z przełomu XV i XVI wieku. A nazywała mnie tak w dzieciństwie moja dowcipna mamusia, czy miała na myśli statek, czy dowódcę – nie wiem. Muszę zapytać. Mieliśmy z moim bratem tysiące przezwisk, bo mojej mamie widocznie się nudziło nazywać nas ciągle po imieniu. A że noszę to najbardziej chyba popularne polskie imię, to taka jej się wariacja stworzyła. Tak, dobrzy nauczyciele to jedyna nadzieja. Na szczęście na mojej drodze było ich wielu. A co do systemu, no cóż, słowa Natalii Borejko z „Brulionu BeBe B.” wydają się wciąż aktualne, ale może będzie lepiej kiedyś.
    Wyznam, że zasiedziałam się w kuchni u Borejków. Czytałam Jeżycjadę od jesieni w kółko, od pierwszej do ostatniej części i znowu, i znowu. Siedziałabym u Borejków do dziś, gdyby nie to, że dermatolog zapisał mi lekturę „Wojny i pokoju”. Przy polach bitewnych wojen napoleońskich kuchnia Borejków wydaje mi się oazą spokoju jeszcze bardziej niż zwykle. Tęsknię za nimi, ale z zaleceniem lekarza się nie dyskutuje :)

  60. Andreadoria! (Nazwa tragicznego statku, jeśli mnie pamięć nie myli?)
    Zapewniam Cię, że wstyd jest tu całkowicie nie na miejscu. I nie wpraszasz się bynajmniej, tylko całkiem po prostu mnie odwiedziłaś, jak wszyscy tutaj – a i ja, i moi goście, bardzo lubimy nowe odwiedziny!
    Zapraszam częściej!
    A system edukacji z wolna się poprawi, zresztą, sama wiesz, że mamy wielu, wielu dobrych i oddanych nauczycieli – a to przecież podstawa systemu!

  61. Ten wpis, który wcięło był o obrazach. Na pierwszym, artysta ładnie pokazuje strukturę powierzchni wody, poprzez sposób, w jaki się na niej kładzie światło księżyca. Daje to wrażenie płynnej galaretki lub gładkiego jedwabiu. Jeżeli chodzi o drugi obraz, to zastanawia mnie, dlaczego malarz wybrał taką dość kontrowersyjną kompozycję. Sprawia on (ten obraz) wrażenie dość przeciętnego oraz wydaje się jakby był malowany przez kogoś innego odmienną techniką. Trzeba mocno zmrużyć oczy, aby dostrzec różne niuanse w nim zawarte. Być może wielu rzeczy tam nie widzę. Zgłębiłam troszkę twórczość P.K. i bardzo spodobał mi się obraz przedstawiający dwie damy spacerujące brzegiem morza. Niezwykłe są też jego portrety. Np. te przedstawiające jego żonę. Miał piękną żonę.

  62. Dobry wieczór,
    jestem tu zupełnie nowa, więc bardzo się wstydzę i nie wiem, czy mogę się tak wpraszać do społeczności, której członkowie dobrze się znają i nawet udzielają sobie porad medycznych. Może powinnam przejść jakieś próby bądź testy? Zanim ktoś wystąpi z tego typu propozycją, spróbuję opublikować mój pierwszy komentarz. Księżyc nie jest mi obojętny, podobnie jak impresjoniści, których uwielbiam. Obrazy są piękne, zwłaszcza ten pierwszy mi się podoba. Jeśli chodzi o początek szkoły, to przede wszystkim oznacza on dla mnie koniec odwiedzin u mojej mamy, która jest nauczycielką. Jeździłam do niej przez całe wakacje, żeby oddać moją córeczkę w stęsknione babcine ramiona i móc pozwolić sobie na takie szaleństwo jak na przykład śniadanie. Teraz dobre czasy się skończyły, moja mama wróciła uczyć cudze dzieci, a jej własne (dziecko) musi się zajmować swoim potomstwem. Kiedy kończyłam wyższą uczelnię, zaświtała mi w głowie zuchwała myśl, że to już koniec mojej męki ze szkołą, przynajmniej w wydaniu, jakie proponuje nasz system edukacji. Jakże byłam naiwna! Za kilka lat moja córka pójdzie do szkoły i trzeba będzie zaczynać wszystko od nowa… Strasznie się rozpisałam, jak na pierwszy wpis, a chciałam powiedzieć jeszcze dużo więcej, ale może przy innej okazji, bo kto przeczyta taki długi tekst…? Pozdrowienia dla wszystkich uczniów i nauczycieli. Niskie ukłony dla Pani Małgorzaty, to w poszukiwaniu Pani słów trafiłam na tę stronę.

  63. Pani Małgosiu, to ja prześlę tylko taki wirtualny obrazek ogromnego księżyca całego w złocie i chmurach na padewskim niebie. Lunofile będą wiedzieć :)
    Przesyłam serdeczne pozdrowienia z drogi do domu już. Bardzo się cieszę, że już Pani do nas wróciła.

  64. Obraz Krøyera cuuudowny. Zwłaszcza ten pierwszy przypomina mi najpiękniejsza chwilę tych wakacji, gdy z Latorosłka szłyśmy po takiej drodze księżycowej (a była niezwykła pełnia), brodzac w falach morza o 11 w nocy. Widok jak z powieści. Mam go w pamięci, jako przykład Piękna, które będzie mnie juź zawsze wzmacniało, gdy przyjda chwile trudne.
    A teraz robię kuleczki miodowe na drugie śniadanie do szkoły jako motywatory dla moich szkolniaków.

  65. Ależ mnie rozbawiłyście tymi Waszymi słownymi potyczkami. : )
    Osoby, które korzystają z domowej edukacji muszą być chyba wewnętrznie zdyscyplinowane, żeby nie odkładać zadań na potem. Tak mi się wydaje przynajmniej. Nie znam nikogo takiego, więc nie wiem, jak wygląda w praktyce taka nauka.

  66. Parycjo, pozdrawiam! Właśnie wczoraj z Kapucynka ubolewałyśmy, że Cię nie słychać.
    Tak, byłam na pielgrzymce w młodości (18 lat) z Gdańska. Straaasaszne zmęczenie, ale i dużo wzruszeń, gościnność i współprzeżywanie z gospodarzami. Najbardziej wzruszajaca chwila – dzień przed wejściem do Częstochowy, gdy na horyzoncie dostrzegliśmy sanktuarium. Radosna – w kościele w Turku, gdy gospodarzom i pielgrzymom udzieliła się taka radość, że od śpiewu i oklasków drżały mury.
    Najgorsza – w połowie drogi rozpadły się adidasy, dalej szłam w rzymkach (cieniutka podeszwa) i odbiłam stopy – co za ból.

  67. Wrzosowiska w pełnej krasie.
    Bardzo serdecznie ‚odzdrawiam’, ze szczegôlnym uwzglèdnieniem Pañskiej rèki.

  68. DUA, ciesze sie, ze z reka juz lepiej, mam nadzieje, ze niebawem bedzie juz zupelnie dobrze!
    Cale szczescie, ze nie musi Pani pisac gesim piorem, takie pisanie na pewno duzo bardziej nadwyrezalo reke (no i co by Babcia Gaska powiedziala?).
    Pozdrawiam cieplo!

  69. Kris, dziękuję za ciekawe wiadomości, życzę Ci powodzenia i bardzo się cieszę!
    Mail wysłany do Adminki dotrze do mnie na pewno, dziękuję z góry! Ciekawa jestem zdjęć Twojej trójki!
    PS. Łapsko trochę lepiej. Już piszę, a nawet rysuję!

  70. Kris, spróbuj tu wpisać wiadomość prywatną, przeczytam i odpowiem.
    Piętaszku, zjadło, i to na dobre, nie mam Cię w spamie. Spróbuj raz jeszcze.

    Cecylio, witaj, oj, tak samo reagowałam czterokrotnie! Łzy też były, ale niewidoczne: ja je zawsze połykam i robię dobrą minę.

    Nic się nie martw, dobrze będzie. Szkoła tak naprawdę jest fajna.

  71. Dobrego roku, drodzy Uczniowie! (I nauczyciele, i Rodzice) :)
    Moi domowi Uczniowie maja jeszcze pare dni wakacji… (na szczescie powoli, bardzo powoli sie ochladza).

    Piekne obrazy Krøyera, zwlaszcza pierwszy mnie ujal (te fale!). Sliczne odcienie.

    P.S. Starosto kochany, a moi mail dotarl?

  72. Dzień dobry po raz drugi dzisiaj. Jakoś pechowo zaczęłam dzisiaj, bo mój wpis coś zjadło ;)

  73. A mój starszy synek dziś pierwszy raz w szkole…pierwszy dzień zerówki. I był Hymn i Sztandar i biała koszula… A ja płakałam – wszystko mnie to tak wzruszyło. Eh…

  74. Marcelino, jesteś dla niej ciocią, cioteczną lub stryjeczną :)
    Patrycjo, byłam na pieszej pielgrzymce do Częstochowy dwa razy, z Warszawy (9 dni marszu, w grupie jajecznicowej, czyli biało-żółtej) i z Gdyni (ta trwa dobrze ponad dwa tygodnie). Wieki temu, na początku liceum. Pamiętam bardzo wczesne wstawanie, mgły unoszące się nad polami, nieustanne śpiewanie, gościnność spotykanych ludzi, spanie w namiocie. Mam nadzieję, że kiedy Mareczek podrośnie, uda nam się wybrać na pielgrzymkę rodzinnie, być może z Krakowa (podobno stamtąd chodzi grupa polsko-włoska, a i dystans jest wykonalny dla nóżek kilkuletniego dziecka).

    Muszę dodać, że uwielbiałam początek roku szkolnego! Chociaż szkoły zawsze miałam dwie. A może właśnie dlatego?
    Życzę wszystkim uczniom i uczennicom, żeby trwało w nich to miłe uczucie podekscytowania, które towarzyszy początkowi szkolnej przygody, a nauczycielom ślę życzenia niekończącej się cierpliwości i pogody ducha.

  75. Aaa, to mi bardzo miło, Patrycjo!
    Mamę serdecznie pozdrawiam! – a Ciebie witam w nowym roku szkolnym. Żeby był jak najlepszy!

    Michalino Harcerko, jeden z moich wnuków też uczy się w tym, co Ty, systemie, i bardzo go sobie chwali!

    Wójcie, u nas też dzisiaj windy day.

    Ozdobniczko, tak jest, specjalnie dla moich księgowych żeglarek!

  76. Dzień dobry po wakacjach!
    Początek roku szkolnego i, o dziwo, wrażenia bardzo pozytywne. Tak miło było zobaczyć klasę po dwóch miesiącach! I zacząć cały ten trud w pięknym stylu, bo z Bogiem i śpiewem na ustach (chór).
    Z tymi zdolnościami matematycznymi coś może być. Jak dobrze pamiętam, w podstawówce byłam najlepsza z matmy, a im dalej, tym gorzej. Teraz już ambicje moje sięgają jedynie zdania matury z matematyki.
    Kochani Księgowi, czy ktoś z Was przetrwał może pielgrzymkę do Częstochowy? Dla mnie to było tak cudowne i niezapomniane doświadczenie!
    Pani Małgosiu, ostatnio w pociągu Mama czytała wszystkie wpisy dostępne na stronie. Jest zachwycona :)

  77. Ostatni raz siedziałam w siodle ponad rok temu. Po wypadku Mamy nie mam czasu na treningi, ale nadziei nie tracę, że jak się Mamie polepszy, będę je kontynuować. Dla dodania sobie otuchy w tej kwestii cały czas wożę w bagażniku kask, czapsy etc;)

  78. Nefton i Żarocka, hehe, dobre. Mam podobną anegdotkę językową, o sobie, tylko jakby odwrotną. Było to po powrocie z miesięcznego pobytu w Surrey i w czasie gdy studiowałam język angielski. Mózgi studentów otoczone językiem obcym ze wszystkich stron wyprawiają różne psikusy ( na przykład słyszy się angielski w środkach komunikacji, chociaż ludzie ewidentnie rozmawiają po polsku). W każdym razie, już w Polsce, stałam sobie w jakiejś instytucji, czekając na windę i czytałam bezmyślnie napis nad drzwiami dźwigu. Za nic nie mogłam zrozumieć dlaczego w takim elewatorze może wiać wiatr, tak że aż o tym ostrzegają. Na serio zastanawiałam się, czy wsiadać. Napis głosił:
    WINDY

  79. A ja mam pocieszenie dla uczniów i nauczycieli: uczyć się będziemy jednak około dziewięciu miesięcy, bo przecież są ferie zimowe, przerwy świąteczne i wszystkie jednodniowe święta.

    DUA, martwi mnie nieco pierwsze zdanie wpisu. Czy naprawdę aż takich trudnych rzeczy się musimy uczyć? Chyba tak, ponieważ dziś nasza nauczycielka powiedziała, że będzie od nas dużo wymagać. Nie pozostało mi nic innego jak systematycznie się uczyć.
    Miłego roku szkolnego wszystkim! I rodzicom również, żeby przeżyli wszystkie uczniowskie humorki!
    Ps, ps! Czy na obrazie Kroyera ,,Letni wieczór na plaży” słusznie widzę jakąś żaglówkę żeglującą w świetle księżyca?

  80. Ja również dziękuję za życzenia! Jestem już po rozpoczęciu i mimo wielu ciepłych słów, nie czuję się pocieszona ni zmotywowana do nauki. Jednak myślę, że już za parę dni zapomnę o wakacjach i poczuję szkolny zew:)

  81. Mamo Isi, nie wiedziałam, że Ty też jeździsz (jeździłaś?) konno. U nas w stajni był podobny przypadek. Jest tam koń o imieniu Event i pani kazała mojej koleżance go wyczyścić, a ona (koleżanka, a nie pani) chodziła po całej stajni i szukała na tabliczce imienia na „i”.

    Na czwartek już pierwsza lektura, nauczyciele nie mają litości.

  82. Nefton :) przypomniał mi pewną historię sprzed niespełna czterdziestu lat. Otóż będąc we Francji trafiłam na czas występów polskiej wokalistki. Moi kuzyni mówli, że jest sławna i nazywa się Żaroska. Niejak nie mogłam skojarzyć, kto to jest. Przekonywali mnie, że muszę ją znać a ja, będąc wtedy na bieżąco z polskimi wokalistami i ich utworami, upierałam się, że nie ma takiej piosenkarki u nas. Dopiero, gdy powiedzieli, że to Iren Żaroska, domyśliłam się, że chodziło o Irenę Jarocką :).
    Przesyłam wszystkim, drepczącym do szkoły, wirtualnego buziaka.

  83. A ja jeszcze nie muszę się uczyć, bo jestem w edukacji domowej (szkoła przysyła do domu podręczniki, my się uczymy, ustalamy ze szkołą terminy egzaminów [np. że 15 kwietnia zdam fizykę, biologię i język polski]. Jak już zdam wszystkie egzaminy to mam wakacje, aż do następnego przysłania podręczników [wrzesień/październik] a jeszcze w tym roku szkolnym nie przyszły).
    Mam jeszcze pytanie. Moja kuzynka ma córkę. Kim dla niej jestem? Część osób mówi, że kuzynką, a część, że ciocią. I już sama nie wiem…

  84. A propos Newtona i wpływu jego na człowieka, podzielę się historią z życia (mojego).
    Pierwszy obóz jeździecki (studencki) w Stadzie Ogierów w Braniewie. Dostałam pod siodło ogiera imieniem Newton. Podchodzę do boksu i wołam: Newton (Niuton), nastąp się! A koń ani drgnie. Wrzasnęłam głośniej i nic. Usłyszał to stajenny, zlitował się nad niedojdą, podszedł i wrzasnął: Nefton, nastąp się! I koń jak pasikonik uskoczył robiąc mi miejsce.

  85. Dzisiejszy psalm (96) zachęca drzewa, żeby sobie pokrzyczały z radości:
    „(…)Niech się radują niebiosa i ziemia weseli,
    niech szumi morze i wszystko, co je napełnia.
    Niech się cieszą pola i wszystko, co na nich rośnie,
    Niech wszystkie drzewa w lasach wykrzykują z radości. (…)”

    Dzięki za wyjaśnienia, Zgredziku. Znacznie mnie uspokoiły;)

    Babciu, jakaż słuszna uwaga! Dzięki za nią.

  86. Babciu! Tchnęłaś słowa otuchy w moje serce. W szkole przyczepiła sie do mnie (słusznie zresztą) łatka humanistki. A ja naprawdę bylam chętna do nauk ścisłych! Tylko trochę wolniej mi to przychodziło. I panie matematyczki cierpliwości do mnie nie miały. I ja wstydziłam sie zgłaszać do tablicy. Ale przekorny los i tak skierował mnie w stronę ekonomii. Jakże wolałabym jutro iść do szkoły a nie do pracy!

  87. Dobry wieczór, nie idę jutro do szkoły, ale i tak czuję lekką ekscytację w związku z tym dniem. Mi powrót do szkoły zawsze przyjemnie się kojarzył, bo oznaczał powrót do koleżanek i kolegów, z którymi w czasie wakacji prawie się nie spotykałam. A poza tym nie umiałam sobie dobrze zaplanować wakacji, więc cieszyła mnie myśl, że będę miała zagospodarowany czas przez naukę ;)
    Wszystkim uczniom życzę, aby ten rok szkolny był dla Was radosny. Niech szkoła pozwala Wam poszerzać horyzonty i rozwijać talenty. I chociaż wiem, że nieraz uczenie się niektórych rzeczy wydaje się być bezsensowne, to mam nadzieję, że kiedyś zaprocentują Wam one w życiu np. lepszą pamięcią, łatwiejszym kojarzeniem faktów, przydatnymi umiejętnościami. Nauczycielom przesyłam uściski i trzymam kciuki, żeby wszystko się dobrze ułożyło :)

  88. Jas, bardzo lubię Szwecję. Na przykład dawno temu przez prawie 3 miesiące mieszkałem i pracowałem w Hägerstens Gård, w którym kilkaset lat wcześniej bywał częstym gościem Carl Michael Bellman, ponieważ miejsce to należało do jego siostry. Carl Michael Bellman jest jednym z najważniejszych, narodowych poetów oraz kompozytorów szwedzkich. Sztokholm to piękne miasto. Kiedy moje dzieci były młodsze, odwiedziliśmy także park tematyczny zawiązany z twórczością Astrid Lindgren, położony niedaleko Vimmerby.

  89. Zgredzie, co do Hyda: ohyda. Biedny Jekyll.
    Literówki robię, czas spać. Cały dzień pisałam.

    Dzięki za przypomnienie cytatu Simone Weil. Profesor Węgrzynowicz też oczywiście ten aspekt podkreślał.

  90. Mamo Isi, to nie suspensy, tylko strategiczna autocenzura.
    Kiedy mnie pytasz o tablicę, to czuję się, jak Genowefa pytana, czyją jest siostrą.
    Ja nie pisałem o żadnej tablicy, choć to początek roku szkolnego.

    Użyłem powszechnie znanej na literę c porównywarki cen w sklepach internetowych i znalazłem taki, który ma punkt odbioru w łatwo mi dostępnym rejonie Warszawy. Kilka było w trójmieście.

  91. „… kształcenie daru uwagi stanowi o prawdziwym sensie studiów szkolnych i właściwie tylko dlatego warto im się oddawać”

    Simone Weil, tłum. Czesława Miłosza

  92. Boża Krówko (jak dobrze, że nadal z pięknym warkoczem!)- cieszę się, że – choć już studentka – wciąż jesteś tu z nami!
    Warkocza pilnuj.

    Milesale, pozdrawiam! Jak tam na wrzosowiskach, fioletowo?

  93. Wspaniałe życzenia, Babciu!
    Mądre słowa.

    Zuziu, i u mnie dziś pali się w kominku, zimny dzień mamy.

    Natychmiast Cię obejmuję porywczo i całuję w to mądre czółko! Jak to miło mieć takie wspaniałe Czytelniczki-Uczenniczki!

    Tak, a jakże, skończyłam jedną ciekawą powieść Collinsa, podobała mi się do końca (pełno niespodzianek), a teraz zabieram się (niebawem, w ciepłym łóżeczku!) do drugiej. Teraz to będzie „Hide and Seek” – o młodym artyście-malarzu!
    Miłego dnia jutrzejszego, serdecznych powitań!

  94. I ja podobnie jak moja gatunkowa kuzynka chętnie poszłabym jutro do szkoły!
    A tu nieśmiało do mnie macha rzeczywistość studencka !
    Jednak z uciechy zacieram ręce, że jeszcze miesiąc wakacji!

    Pozdrawiam cały Lud Księgi!

  95. Do Kasztanowłosej i innych, lekko zasmuconych jutrzejszym dniem. Ogólnie wiadomo, że większość informacji, które musicie opanować w szkole, nie przyda się Wam w późniejszym życiu, jednakże właśnie dzięki temu możecie odkryć swoje zainteresowania, pasje a może nawet powołanie. Ogromna w tym rola nauczycieli i wychowawców. Poza tym pewne rzeczy po prostu wypada znać :). Ciekawe jest to, tak wynika z badań, że wśród dzieci rozpoczynających naukę 3/4 posiada uzdolnienia matematyczne. Po pierwszym roku nauczania liczba ta spada do 1/2. Niestety główną winą za ten stan rzeczy obciążani są nauczyciele, którzy czasem jednym słowem potrafią zachwiać wiarę dziecka w swoje możliwości. Nie dajcie sobie wmówić, że nie jesteście zdolni. Pewne rzeczy po prostu mogą Was mniej interesować. Nauczycieli pasjonatów, którzy pomogą Wam rozwinąć skrzydła życzę wszystkim uczniom na cały rok szkolny

  96. Dobry wieczór!
    Pięknie się skończyły te wakacje! Pierwszym rozpaleniem kominka! Tym niepowtarzalnym zapachem. Teraz mogę spokojnie zacząć rok szkolny. Już mi nie szkoda. W końcu życie się nie kończy!
    Obrazy są piękne, choć myślę, że w żaden sposób nie oddają tego, co widział Kroyer. Z księżycem tak już chyba jest.
    Wszystkim moim współtowarzyszom w jutrzejszym powrocie do szkoły życzę wiele uśmiechu. To pomaga. I jak przyjemnie będzie myśleć o wakacjach już od jutra. A uczenie same w sobie jest bardzo ciekawe (lubię… zazwyczaj).
    A ja skoro mogę, rzucam się Pani w ramiona, Pani Małgosiu (oczywiście oszczędzając rękę) i życzę dobranoc! A raczej dobrego czytania kolejnej powieści Collinsa.

  97. Kasztanowłosa, odwagi! Tymi mniej więcej słowami wyrażałam swój protest w liceum, pisząc do prof. Węgrzynowicza, fizyka, mojego zacnego wychowawcy, wspaniałego nauczyciela (był na rocznym urlopie). Po co mam się uczyć fizyki, pytałam z boleścią, przecież wiem na pewno, że „to mi się nigdy w życiu nie przyda”. Odpisał mi z powagą, że ufa, iż nie zapomniałam, w jakim liceum zechciałam się uczyć. W OGÓLNOkształcącym!!!
    Dodał, że młode kobiety mocno tracą na urodzie, kiedy nie znają praw Newtona, tylko robią głupią minę w razie czego.
    Mimo to sądzę, że trochę nam mogli poluzować te cugle.

  98. Dziękuję za uściski, pokrzepienie i ciepłe słowa. Bardzo się to przyda na kolejne 10 miesięcy, kiedy będziemy uczyć się tego, co nam się w życiu co najmniej w połowie nie przyda. :) Mam nadzieję, że dzięki tej stronie uda się nam przetrwać i nie wpadać zbyt często w szkolno-jesienno-zimową chandrę. Życzę dobrego roku szkolnego uczniom i nauczycielom. :)

  99. Jakże piękny ten lunofilski Kroyer. Jakie spokojne- złote księżycowe światło uchwycił.
    Dzięki, DUA! Od razu jakoś mi lepiej w stresującej rzeczywistości. :)
    Wszystkim uczniom i nauczycielom życzę owocnej, satysfakcjonującej, przyjaznej współpracy! Wrześniowego powrotu do szkolnej ławy zazdroszczę (naprawdę!).

    Uściski śle
    – Biedronka.

  100. Dołączam się do westchnień Wiewiórki, nauczyciele potrzebują tegoż samego. Ech, ja za swoich szkolnych czasów z miłym podekscytowaniem czekałam na początek roku szkolnego, lubiłam ten szkolny zamęt, wzniosłe apele, białe kołnierzyki, zapach zeszytów, książek (!), czytanie lektur, pierwsze zapiski w nowiutkich zeszytach, pierwsza praca domowa, uczenie się i to poczucie satysfakcji, że się umie, naprawdę to lubiłam. I znajome twarze były, wspólne rozmowy na przerwach, a i niektórzy nauczyciele do tej pory miło wspominani.
    A teraz, gdy sama jestem „po drugiej stronie” więcej jest obaw niż miłego podekscytowania, nigdy nie wiadomo, kogo się będzie miało pod opieką przez najbliższy rok, i tak już co roku będzie. Ale, co pięknego, dobrego przeżyłam w wakacje to moje, i tego się będę trzymać, krzepiąc się między innymi i tutaj. : ) Dziękuję!

  101. A i owszem, Geniusiu droga!
    E, jednak się ciesz. Szkoła to także koleżanki, a przecież i koledzy trafiają się sympatyczni.
    Jakoś to będzie!:)

  102. Cieszyć się z tego powodu czy płakać? Już sama nie wiem. Jednak dostrzegam światełko w tunelu… coraz bliżej do lektury „Ciotki Zgryzotki”.

  103. Się wie, szybki i skuteczny sposób działania Starosty znany jest w kręgach wiewiórczych i nie tylko.
    Za uściski dziękuję i odwzajemniam :)

  104. Tak, ściskam także PT Nauczycieli, którym przecież też skończyły się wakacje!
    A żebyś wiedział, Wójciku, że szybko dołączyłam PS do wpisu.

  105. Starosto, nauczyciele także tego krzepiącego uścisku potrzebują, domagam się więc takiego mocnego, na niedźwiadka.
    Obydwa dzieła księżycowe są przepiękne. Ten drugi obraz, na pierwszy rzut oka wydaje się po prostu niebieski, ale już na drugi i na kolejne rzuty, widać ile tak innych kolorów i odcieni. Jest co kontemplować, naprawdę.

Dodaj komentarz