Savannah

 

drzwi

To najwyraźniej drzwi do ogrodu!

Tędy właśnie wychodziła, żeby się pobawić lub poczytać wśród drzew, mała dziewczynka Mary Flannery O’Connor, która wyrosła na jedną z najwybitniejszych pisarek amerykańskich XX wieku.

Przez pierwszych trzynaście lat swego krótkiego życia mieszkała tu, w tym domu!- i chodziła na msze do pobliskiego kościoła katolickiego.

Dom ten  i kościół odwiedziła, będąc w Savannah,  nasza nieoceniona KC Atena, i wszystko sfotografowała  specjalnie dla nas:

 

dom FO

 

tabl

 

Ta wybitna pisarka była zajadłą czytelniczką już od najmłodszych lat: spojrzcie tylko na to pochylone z uwagą mądre  czoło, na  brwi ściagnięte w skupieniu  – cóż za wyraz powagi na tej małej buzi! Co za koncentracja!

 

Flannery O'Connor

Ciekawe, co też ona czyta.

Może baśnie Grimma?- należały do jej ulubionych lektur.

 

Urządzała sobie w łazience czytelnicze sesje z koleżankami – pisze nasza KC Atena.Siedzialy sobie w wannie, ozdabiały muszlę klozetową kwiatkami i czytając Baśnie Braci Grimm, umilały sobie dnie. Wiadomo, że baśnie wpomnianych braci mogą przyprawić  o nocne koszmary niejednego dorosłego, a co dopiero dzieci. Zabroniono jej chwilowo bawić się z koleżanką z sąsiedztwa.

Ale lubiła też Beatrix Potter. Miło pomyśleć.

 

wanna

 

Krytyczna  mała czytelniczka miała zwyczaj opatrywać swe książki najkrótszymi recenzjami:

 

IMG_2219

 

A tu jest jej dziecięcy księgozbiór (na dolnej półce ustawiono  jej własne dzieła; zauważmy ich okładki, zdobne w motyw pawich piór):

 

ks

 

Ten dom miał szczęście – pisze dalej Atena przez lata był wynajmowany, ale miasto odkupiło go od właściciela. Przywrócono dom  do oryginalnego wyglądu i otwarto  dla takich ciekawskich jak ja.

 Na strychu było wiele pudeł z meblami i rzeczami MFO (czyli Flannery).Oryginalne jej rzeczy są przeplecione czerwonymi wstążkami.

 

 

 

 Laleczka też jest oryginalna, należała do małej Mary:

 

lalka

 

Późniejsze lata spędziła Flannery O’Connor z matką na farmie Milledgeville w  Georgii. Była już ciężko chora (na toczeń rumieniowaty, który ostatecznie ją zabił w wieku 39 lat) i mogła poruszać się tylko o kulach. Ale – z ciałem udręczonym przez chorobę – zachowała wspaniałą wolność ducha. Pisała, czytała, rysowała i malowała.

To jest jej autoportret:

 

self-portrait1953

 

Ta czytelniczka  Beatrix Potter od dziecka lubiła zwierzęta, zwłaszcza  ptaki (jako mała dziewczynka nauczyła swoją kurę chodzenia tyłem!- pokazano je obie w kronice filmowej, można zobaczyć ten filmik na YouTube pod tytułem Do You Reverse?(1932) ).  Na farmie  w Georgii zaczęła hodować ptactwo. Miała tam aż 200 pawi!

 

 

FO

 

„Król ptaków”- pisała o pawiu.  I znalazła dla niego miejsce w swoich książkach.

 

a good

 

Sama była przecie człowiekiem dobrym. Odważnym, dzielnym, mądrym i niezwykłym.

Jest dumą Ameryki; poświęcono jej serie znaczków pocztowych :

 

flannery_stamps_070915688

 

la-et-jc-flannery-oconnor-usps-stamp-20150526

 

Czytajmy jej książki!

 

 

Ateno, dziękuję za relację i zdjęcia, jesteś naszym skarbem!

Uściski od

MM

 

 

258 przemyśleń nt. „Savannah

  1. Postanowiłam, że wpadnę, bo już dobry miesiąc mnie tu nie było- odpoczywałam nad naszym polski morzem. Teraz wróciłam i jestem niezwykle wzruszona, jak dużego odzewu doczekał się mój komentarz pod poprzednim postem, nawet dostałam odpowiedź od pani Małgosi, to naprawdę przemiłe! Droga społeczności, jesteście niesamowici, przesyłam wam duży uśmiech i obiecuję zaglądać tu i czytać wasze tak kulturalne, miłe i emanujące życzliwością wypowiedzi, tak różne od tej fali nienawiści, do której przywykłam w internecie.

  2. Dobry wieczór wszystkim, kontuzjowanym i cierpiącym szczególnie ciepło. Wczoraj lekarz stwierdził całkowitą sprawność mojego ścięgna Achillesa, robiąc przy tym radośniezdziwioną (wiem, że piszemy osobno, ale to musi być razem, ponieważ wystąpiło razem :)) minę. Bo takie coś się nie zdarza, a mi się zdarzyło. Poprosiłam o kartkę z opisem, bo potrzebna będzie do świadectwa uzdrowienia. Jak na lekarza, napisał całkiem wyraźnie, że siła mięśni prawidłowa. Mogę wreszcie legalnie, pierwszy raz od sześciu tygodni, chodzić bez walkera, co cieszy mnie przeogromne. Takich cudownych uzdrowień ze wszystkich chorób, panoszących się w tym gronie, życzę każdemu, na cokolwiek cierpiącemu, z całego serca.
    A teraz o czymś w temacie pięknych zdjęć powyżej. Będąc w Gietrzwałcie, w karczmie u podnóża kościoła, zauważyłam w starym domu z cegły, po drugiej stronie drogi, drzwi. Drzwi wejściowe, z witrażem. O, jaka radość, że my też mamy takie „smaczki”. Poprosiłam męża (nosząc jeszcze ten but i będąc mało mobilną), o zrobienie z bliska fotografi. Ze zdziwioną miną i pytaniem:”no ale po co?”, spełnił moją prośbę. Gdy zobaczyłam ten witraż z bliska, doszłam do wniosku, że czasem, gdy coś wydaje się z daleka piękne, nie należy podchodzić bliżej :). Dobranoc

  3. Dzień dobry, Pani Małgorzato! Witaj, Ludu Księgi!
    Co za niespodzianka.
    I same fluidy – miłe i jakby ciut mniej: stos Collinsa wyczytywany z zachłanną wakacyjną przyjemnością jakieś pół godzinki drogi od DUA, nawałnica równie blisko. Przez 3 tygodnie lata w Wielkopolsce myśli biegły do DUA w sposób naturalny niemal non stop :)

    Współodczuwanie i życzenia zdrowia Pani Małgosi i wszystkim chorym, udręczonym i kontuzjowanym kończynom. Dołączam do pechowego grona! Jestem właśnie między seriami zabiegów z nadzieją, że myszka komputerowa przestanie wreszcie jawić się mojej prawicy jako zadający ból potwór.

    Dzięki za piękną podróż do Savannah.

  4. Kochana Ulubiona Autorko!Rozumiem ,ze pytanie o kolejkę o 15 było taki bardziej retoryczne, chociaż w naszych przychodniach wszystko jest możliwe.
    Swoją drogą nie mogę tego zrozumieć i mam wrażenie, jakby wszyscy pracownicy tych instytucji czerpali jakąś przewrotna przyjemność z wielogodzinnego przetrzymywania tam udręczonych ludzi. Przecież naprawdę można by to usprawnić bez większego problemu i nie ma to nic wspólnego z finansami ,tylko z ogolnym podejściem do pacjentów. Ale nie chcę marudzic, bo już o 12 ,po pięciu godzinach stamądrze wyszłam.A następny raz dopiero za trzy lata.
    Pozdrawiam mile ,współczując Chesterce i mając nadzieję, że z ręką Starosty przynjakiej nieco lepiej.

  5. Dziękuję za troskę!
    A było to tak. Szłam ci ja mazurskim rozgwieżdżonym wieczorem na grecka kolację do przyjaciół, dzierżac w rękach blachę parujacych jabłek pod kruszonka. Nagle zorientowałam się, że leżę nosem w żwirze. Bolało. Okazało się, że wpadłam w niewidoczna siatkę rozwieszona w miejscu bramki, by psy nie uciekały. Jabłka ocalały.
    Jest jakaś taka maksyma, że oczy mamy mieć utkwione w niebie a nogami teardo stapać po ziemi. Nie polecam. W cieście też nie polecam (znaczy: utkwić wzroku).
    Swoja droga mamy jakiś bład w oprogramowaniu – zamiast rzucać wszystko i ratować się w opresji, ratujemy to, co dzierżymy w dłoni.

  6. Miło mi bardzo, dzień dobry!
    A uściskaj Kniżkę ode mnie!
    Już niebawem kolejny wpis, zapraszam!

  7. Dzień dobry! Wpadłam na chwileczkę i przeczytałam wpis o Flannery i jej muzeum z wielką radością i przyjemnością.
    Serdecznie pozdrawiam Kochaną Panią Małgorzatę i wszystkich Księgowych :)

  8. Och!
    Rację miała Wannabe: to już epidemia kontuzji. Rzuca się na ręce i nogi.

    Chesterko, unieruchom, smaruj. Współczuję.
    Pollyanna by powiedziała: dobrze, że nie prawą!
    Łyknij coś przeciwbólowego i wyśpij się dobrze.

    Dobranoc!

  9. Droga Kochana Autorko! Na znak solidarności kontuzjowałam sobie lewa rękę! Teraz szukam po domu jakiegoś egzemplarza „Pollyanny”, choć i bez niego wiem, co by na to tytułowa bohaterka powiedziała.

  10. Słyszałam o przykrywaniu krzaków siatkami, firankami itp, ale podobnie jak Mamę Isi, ze względów estetycznych, zupełnie mnie to nie przekonuje. Odżałowałam te borówki.

  11. Kris, dziękuję za pamięć i za śliczną kartkę z wakacji! Właśnie dziś ją dostałam i oglądam z zachwytem Dolomity.

  12. No nie, ogród przykryty siatkami, jak to będzie wyglądać?
    To już wolę spoglądać na zżerane przez krasnoludki owoce z nabytym stoicyzmem i jak Seneka powtarzać: „Nihil infinitum est” żegnając wzrokiem ostatni znikający w rozwartej paszczy owoc.

  13. Chętnie poznam Józefa Korzeniowskiego i Marię Skłodowską, bo tak jakby w naszym wieku są;)

    Bezwstydne i silne jak byki amerykańskie krasnoludki! No coś takiego!
    One pewnie są na diecie winogronowej i stąd to karygodne naruszenie miru ogrodowego. No ale dieta to dieta.

  14. Ach, Zgredziku, a toś dopiero poprawił!
    Chyba krasnoludki Cię zbiły z właściwego tropu.
    Maria Skłodowska 1867
    Joseph Conrad 1857.

  15. Dzień dobry o pięknym poranku. Jak miło,ze znów taki ruch na tej stronie. To z całą pewnością oslodzi powakacyjny powrót do pracy. Zwłaszcza że od rana kolejkuję w Przychodni Medycyny Pracy i końca kolejki nie widać.
    Usciski dla Starosty i przemiłych Księgowych.

  16. Ptak to drobiazg w porównaniu z szopem.

    Ja też myślałam, że winne są ptaki, dopóki nie zobaczyłąm zerwanej i smętnie zwisającej siatki nylonowej, a pod nią na ziemi urwanych i poobgryzanych całych kiści winogron. Ptaki dziobią sobie dyskretnie – kuleczka tu, kuleczka tam, tu przyleci, tam odleci, potem drugi przyleci, itp. Szopy przychodzą w nocy, rwą wszystko naraz jak popadnie, liście, owoce, gałęzie, siatkę – i dopiero rano widać jakie pobojowisko zostawiły.

    Machnęłam ręką na winogrona i kilka lat temu posadziłam sobie dwa drzewka figowe w wielkich czarnych (żeby korzeniom było ciepło) donicach stojących przy południowo wschodniej ścianie. Figi rosną, dojrzewają i chyba nie pachną tak intensywnie jak winogrona, albo są za blisko domu, bo szopy na szczęście się nimi nie interesują. Inna moja teoria – figi, nie bedąc rdzenną florą naszego klimatu, są przez rdzenną faunę ignorowane.

    Ot, takie dygresje ogrodnicze na dzień dobry.

  17. Dobry wieczór!
    W 1967 urodziła się też Maria Skłodowska-Curie. Chciałem to podać jako zbieżność z Józefem Konradem Korzeniowskim, ale on jednak urodził się w 1957, o ile mnie Wikipedia nie myli.

    A krasnoludki z Dzikiego Zachodu są jeszcze silniejsze.
    Dobranoc.

  18. Niektóre krasnale się ujawniają, a jak już się ujawnią, to tak zostają. Ale nie pogadasz… z gipsu są ;). Dobranoc.

  19. O, Kass, dzięki za radę. Sama już nawet miałam podobny pomysł (chciałam użyć firanki), ale musiałabym przykryć wszystkie drzewa i winogrona. a pszczoły i osy i tak by wlazły, nie mówiąc o mrówkach.
    Ale przemyślę sprawę, bo mam przecież jeszcze winogrona ciemne, późniejsze, i to na nich zawsze siada cały sejmik ptasi przed odlotem, hałas jest przy tym wielki, a od ptaszków aż czarno!

    Dzięki i dobranoc!

  20. Witam wszystkich serdecznie po wakacjach!
    W zeszłym tygodniu zwiedzałam niewielką rodzinną winnicę niedaleko Krakowa. Dowiedziałam się między innymi, że, żeby cokolwiek wyszło z winobrania, w chwili, gdy winogrona zaczynają lekko różowieć, całe rzędy krzaczków przykrywa się gęstą nylonową siatką. Inaczej wszystko zostanie pożarte. Może to jest sposób na psotne szpaki?
    Ja wiem, z ptakami trzeba się trochę dzielić, ale one nie wiedzą, że z ludźmi też trzeba…

  21. Chyba że się je poczęstuje, np. zostawi im na talerzyku ciepłe mleko i okruszki. Bardzo są wdzięczne i robią w rewanżu wiele pożytecznych rzeczy, jeśli chodzi o porządki lub pilnowanie niemowląt.
    Nie wiem, jak te importowane. Pewnie są bardziej bezwstydne.

  22. Wersja ze szpakami jednak bardziej mnie przekonuje. Krasnoludki są dobrze wychowane i ogrodowych plonów nie ruszają. Co innego w lesie, tam mogą zbierać sobie ile dusza zapragnie.

  23. Amerykański krasnoludek:
    1. Ma inny kolor czapeczki niż nasze mają
    2. Jest muskularny i bardziej od nich wysportowany. Dużo uniesie.
    3. Ma zdrowsze i bielsze ząbki niż krasnoludek słowiański (dużo wcześniej zetknął się z pastą Colgate).

  24. Oj, nie wiedziałam, że zrzucali. Za młoda byłam wtedy, by wnikać w zagadnienie. W to i w inne zresztą też.

  25. No chyba że to były krasnoludki amerykańskie. Zrzucone razem ze stonką.
    Pozdrawiam serdecznie powakacyjne!

  26. Szpaki. Na pewno tak było.
    Bo, jak słyszałam, krasnoludki jedzą tylko borówki leśne, te czerwone.
    Amerykańskich nie ruszą! – a to ze względu na ich wielkość (nie mogą udźwignąć, a cóż mówić o transporcie)!

  27. To wspaniale, że ananas jest prawdziwie ananasowy :) Mnie znikały z krzaka, w niewyjaśnionych okolicznościach, borówki amerykańskie. Moja sąsiadka ma teorię, że szpaki, zdenerwowane brakiem czereśni (spory przymrozek w momencie kwitnięcia, który, nota bene zmroził mi też hortensje), zabrały się za borówki.

  28. Tak! chciałybyśmy takie drzwi mieć, co?
    Aleksandro, jedną mam pociechę: spróbowałam nadjedzonego przez sroki jabłka i – był to ananas berżenicki! Pachnący, soczysty i słodki!(choć jeszcze zielony).
    No więc tyle przynajmniej wiem, że nie wyrosła mi kolejna kosztela!
    Co do ptasząt: właśnie zajadają się pierwszymi winogronami (muszkatowymi), które bujnie mi w tym roku obrodziły, ale jeszcze nie dojrzały. Zaraz ich też nie będzie.
    Tylko spokój, spokój stoicki.

    Ściskam Cię serdecznie!

  29. Witam serdecznie po wakacjach! (coś moje wyczulenie na fluidy osłabło, że dopiero dziś tu zajrzałam). Pani Małgosiu, szkoda wielka, że rozliczne stworzenia pożywiające się jabłkami nie zostawiły chociaż jednego Ogrodniczce. U mnie malinówek całkiem sporo, spadające da się już przerabiać, mam nadzieję, że reszta utrzyma się jak najdłużej na drzewie, dojrzeje i trafi do jesiennej przesyłki :) Życzę, by ręka jak najszybciej wróciła do pełnej sprawności. Pozdrowienia dla Wszystkich :)

  30. Dziękuję za ciekawe szczegóły, Zuziu!
    W wakacje miałam kłopot z prawą ręką, więc głównie czytałam. Trafił mi się, jak już tu wspominałam, bardzo ciekawy Wilkie Collins – „Armadale”, i pomógł mi przetrwać, a potem złapałam „The Law and the Lady” też Collinsa, zaraz też kupiłam sobie kolejne książki tego autora wydane w tej samej świetnej serii „Oxford World’s Classics”, z przypisami objaśniającymi, z ciekawymi przedmowami i z bardzo cennym chronologicznym spisem ważnych wydarzeń z życia Collinsa, w zestawieniu z równoległymi wydarzeniami historycznymi i kulturalnymi w Anglii i na świecie.

    Jakie to ciekawe! Już pierwszy zapis o tym mówi: Wilkie Collins urodził się w roku 1824, w tym samym roku umarł lord Byron. Kiedy Wilkie w roku 1829 zamieszkał z rodzicami i rodzeństwem w Bayswater, we Francji odbyła się premiera głośnego dramatu Victora Hugo „Hernani”, a także – zniesiono niewolnictwo w Wielkiej Brytanii! Kiedy w 1843 Wilkie zadebiutował opowiadaniem w prasie, Dickens wydał „Opowieść wigilijną”.

    W 1867 Collins publikuje w odcinkach powieść „The Dead Secret” (nb. właśnie ją czytam, ciekawa!), w Berdyczowie rodzi się Józef Konrad Korzeniowski, czyli późniejszy Joseph Conrad, w Anglii Charles Dickens wydaje „Małą Dorrit” a we Francji Flaubert pisze „Madame Bovary”.

    Bardzo pouczające. Dodajmy jeszcze, że Królowa Wiktoria wstępuje na tron w roku 1837, a obraz będzie pełny.

    Tak to się zabawiałam w wakacje.

  31. Tak, upaly na Sardynii (u nas na poludniu) nas nie opuszczaja, ale jest bardziej znosnie niz miesiac temu… Pewnie na polnocy wyspy jest troche lepiej. Santa Teresa to piekne miejsce!

    A propos fluidow – wlasnie ogladam z Sofia film „Romeo i Julia” (teraz jest przerwa). To produkcja wloska z 2014 roku, calkiem niezla (rez. Riccardo Donna). :)

  32. Dzień dobry!
    Pani Małgosiu, wybrać jedną rzecz z tylu wspaniałych graniczy z niemożliwym! Najbardziej podobało mi się korzystanie z lata i te chwile w bliskim kontakcie z Naturą. I rodziną, bo jednego ogniska nie zapomnę nigdy!
    Co do ciekawych lektur, w te wakacje przeczytałam „Villette” Charlotte Bronte i myślę, że jeszcze żadna bohaterka nie wzbudziła we mnie takiego współczucia jak Lucy Snowe. Aha, dostałam na urodziny „Pamiętnik gwiazdy” Poli Negri. Także bardzo ciekawe.
    A jak z tym u Pani?
    Zapomniałabym! Chciałam Pani powiedzieć, że w te wakacje czytałam z Mamie Jeżycjadę. W chwilach, gdy ona nie miała na to czasu. Wspólne czytanie łączy ludzi, a Mama od nowa zakochała się w Jeżycjadzie. Nic nie pamiętała, to straszne!
    Ślę pozdrowienia!

  33. Kris, to na Sardynię wróciły upały? Byliśmy dwa tygodnie temu w Santa Reparata, pierwsze trzy dni upałów ( jednak już nie 50- stop. jak wcześniej informowano) a później ochłodzenie- Włosi chodzili w kurteczkach a nas wieczorami przewiewało. Jednak dzięki temu przyjemnie się spacerowało i robiło wycieczki do Santa Teresa.
    Ach, zazdroszczę Ci pokochałam Włochy a włoskie dzieci sympatyczne i jakie grzeczne.:)

  34. A ja serdecznie pozdrawiam wszystkich Księgowych z plenerowego koncertu Sinfonia Varsovia w warszawskiej Królikarni, w programie m. in. uwertura Romeo i Julia Czajkowskiego i IV symfonia „włoska” Mendelssohna, więc fluid;)

  35. Zgadzam sie z Toba, Ale – Werona to wspaniale miasto. Ma piekna sredniowieczna architekture, jest bardzo ladnie polozona, panuje w niej magiczny nastroj… I artystyczna atmosfera, organizuje sie tam wiele festiwali teatralnych i waznych koncertow muzyki klasycznej na scenie Areny – milo sie o tym czyta na afiszach, chodzac po ulicach. Chetnie bym sie wybrala na jakis spektakl w takiej milej scenerii. Werona nie jest duzym miastem, jest wiec przy tym kameralna. I zadbana. Bardzo lubie to miasto (tez tam mieszkalam, latem, przez kilka tygodni).

  36. Dobry wieczor.Kris,nawet nie wiesz jak ja bardzo tesknie za Werona.Zanim jeszcze poznalam mojego meza mieszkalam tam i to bardzo blisko domu Giulietty.Wiec widywalam go codziennie.Pokochalam to miasto.Jest piekne i ma niesamowitu atmosfere,pomimo masy turystow….

  37. Ach, psotny Wójcie, kiedy zobaczyłam przed chwilą Twój wpis, pomyślałam, że na stronę wkradł się jakiś chochlik i coś poprzestawiał. Miło, że także lubisz słoneczniki, choć niekoniecznie z tego samego powodu. Na nasionka musisz jednak jeszcze trochę poczekać ;).

  38. O, bardzo ciekawy wpis, Kris, dziękuję!
    Popatrz, popatrz, pewne sprawy są jednak wieczne.:)
    Posąg Julii (nie posag!) pamiętam z ówczesnego Twojego pięknego reportażu.

  39. Witam Wszystkich, nadrobilam lekture ostatnich wpisow – jaka ladna i budujace historyjke Gio opowiedziala!

    My juz w domku, sardynskie upaly wciaz trwaja, chyba nigdy sie nie skoncza…

    A wracajac z Dolomitow spedzilismy troche czasu w Weronie, podobnie jak 7 lat temu. Bylismy oczywiscie w domu Julii Kapulet przy ulicy Cappello, moja 10-letnia Sofia byla nim bardzo zainteresowana (ostatnio, jak tam byla, miala 3 lata…). Posag Julii stal sie jeszcze bardziej gladki od nieustannego dotykania „na szczescie”, znacznie wzrosla ilosc listow na scianach przedsionka oraz ilosc klodek (!). A za wejscie na „balkon Julii” trzeba teraz zaplacic 6 euro – wczesniej bylo darmowe! Powstaly tez dwa sklepiki z pamiatkami przy dziedzincu domu – biznes kwitnie. Ale i tak jest tam milo, warto zajrzec, odwieczna kamienna tablica z cytatem z Szekspira goruje nad brama.
    A rodziny Capuleti (dokladnie: Cappelletti) i Montecchi naprawde mieszkaly w sredniowiecznej Weronie, w czasach Dantego, ktory wspomina nawet o obu rodzinach w „Boskiej Komedii”. Rodzina Cappelletti mieszkala wlasnie przy ulicy Cappello (swiadczy o tym oryginalny herb przy wejsciu).

  40. Co do serów, miałam ulubioną gaździnę w Dolinie Chochołowskiej. Po drodze w góry kupowałam u niej zawsze dwa małe oscypki, a czasem też żentycę (cudowny smak i rewelacyjnie gasi pragnienie).

  41. Babciu-Ależ nie mam praw zastrzeżonych do nicków. Niejednej Babci- Burek. Ślę pozdrowienia.

    Zgredu- w zamierzchłej przeszłości- Gąsiątko starsze miało lat 4,5- czytałam na wakacjach „Ogród bogów” Durella. Synek zaglądał, więc zaczęłam czytać na głos- i tak niepostrzeżenie, dzień po dniu, przeczytaliśmy głośno całą książkę. Durella bardzo dobrze czyta się na głos. I jest międzypokoleniowy. Całusy dla wszystkich- b.g.

  42. I chleb pachnący z masłem do tego.
    A ja przepadam za serami!
    Co tam ciekawego przeczytałaś w wakacje, Zuziu?
    Albo raczej: co Ci się najbardziej podobało?

  43. TAK, z pewnością. Mimo, że do wielkich amatorów serów wszelakich nigdy nie należałam. Ale oscypkiem z żurawiną nie pogardzę.
    :))))

  44. O, nasza Zuzia kochana się pojawiła!
    Jak miło, witaj, nasze słonko!
    Cieszę się, że miałaś udane i piękne wakacje – i że dołączyłaś do Zakochanych w Tatrach!
    Polska jest piękna, a Tatry w niej najpiękniejsze!

    Czy polubiłaś już na całe życie oscypki?:)

  45. Już jestem! Już jestem! A nie było mnie wcześniej, bo byliśmy w Tatrach, jak wiele osób tutaj. Teraz właśnie z nich wracamy, a ja jestem zakochana w górskich wędrówkach, wartkich potokach, nieziemskich widokach i tym zapachu!
    Tymczasem czytajc wpisy czuję, jak robi mi się ciepło na sercu, na duszy. Cóż powiedzieć, jakbym wróciła do Domu. A raczej jakby Dom wrócił.
    Stwierdzam, że były to cudowne wakacje! Ach, te noce księżycowe, rowerowe wyprawy, boskie zachody słońca, wieczory spędzone na schodkach do domu z dziadkami, ogniska i zapach łąki! No i oczywiście możliwość czytania całe dnie czego tylko się chce.
    Kochana Pani Małgosiu i Drodzy Księgowi! Tęskniłam!

  46. Jak obiecałam, tak uczyniłam. Dziś u nas na obiad – pomidory z cukinią, czosnkiem , bazylią i oliwą po włosku, czyli z makaronem. Pyszności! Polecam wszystkim, którzy jeszcze nie spróbowali, a Staroście za pomysł jeszcze raz dziękuję!:) Addio!

  47. Słoneczniki. Jakie to piękne i dostojne rośliny. Jadłabym godzinami.
    Taka parafraza Piętaszka.

  48. Tańcowałbyk, kiebyk mók,
    Kiebyk nie mioł krziwych nóg,
    A że krziwe nogi mom
    Co podskoce, to sie gnom.

    A swoją droga, dlaczego zbójnicy tańcowali w piwnicy? Dla rymu?

  49. Słoneczniki. Jakie to piękne i dostojne rośliny. Patrzyłabym godzinami.
    Miłego dnia Wszystkim.

  50. Niebieska żabko, dzień dobry – a cóż za ciekawa i tajemnicza wiadomość!
    Podaj może jeszcze trochę szczegółów, co?

    Widać, że nowy rok szkolny za pasem: żabki do nas wracają!
    A gdzież nasza Zuzia12? Gdzie Bliźniaczki?
    Już się stęskniłam.

  51. Niedawno widziałam rzeźbę z bukszpanu (kręcona) na patyku, ale wiem, że robi się też bez patyka. I w końcu nie wiem, która jest oryginalna!

  52. Krzysztofie, jeśli pytasz o zespół, to go nie znam (nie licząc kilku kolegów pana Savalla), a jeśli pytasz o muzykę, którą grają, to w sporej części znam.
    Miłego słuchania!

  53. THE DURRELLS – wpisujesz w wyszukiwarkę YT, i już masz, nawet z greckimi napisami! Korfu jak żywe, urocza obsada.
    Ale najpierw warto (oczywiście!) przeczytać książki GD. Znacznie zabawniejsze.

  54. Kiedy modlitwa, to modlitwa, kiedy kuropatwa, to kuropatwa, jak mawiała św. Teresa z Ávila/i.

  55. Skokiem taniec nasnadniejszy,
    A tym jeszcze pochodniejszy,
    Kiedy w bęben przybijają,
    Samy nogi prawie drgają.

    Pieśń Świętojańska o Sobótce (Jan Kochanowski)

  56. Ale z kolei: ” i do tańca i do różańca” to według słownika: „taki, który nadaje się zarówno do działań wesołych i zabawowych, związanych z rozrywką, jak i do działań poważnych, związanych np. z pracą”.
    Czyli jedno nie wyklucza drugiego.

  57. Jak tańcząca z krowami, to może być i rycząca z krowami. Akwarelka dobrze jednak rozumowała:

    „ona sama bydło liczy,
    Kiedy z pola idąc ryczy”

    Lubił sobie naród niegdyś potańcować:

    „To moja nawiętsza wada,
    Że tańcuję barzo rada;
    Powiedzcież mi, me sąsiady,
    Jest tu która bez tej wady?”

    Jeden i drugi cytat z ” Pieśni świętojańskiej o Sobótce” Kochanowskiego.
    Tylko dlaczego to wada?

  58. Piętaszku, aż tak zawziętym zielarzem nie jestem. Zajrzałam do netu; mamy 17 gatunków, wszystkie pod ochroną gatunkową. A 7 gatunków wpisano do Polskiej czerwonej księgi roślin, są to: tojad lisi, tojad wiechowaty, tojad wschodniokarpacki, tojad niski, tojad sudecki, tojad maniński, tojad morawski.
    Najbardziej podoba mi się nazwa: tojad dzióbaty.

  59. Przekleiłam ten tekst i cóś on bezsensowny. W drugiej zwrotce winno być: Chodź dziewczę, popracować/ każę tobie krowę dać/.

  60. Melduję, że pora roku to sprawa umowna. U mnie na grządce wyrosły ponownie szafirki, na szczęście tylko listki i jeszcze nie kwitną. Chociaż kto wie. Lubię Ellis :-) Dobrego dnia!

  61. Witam Zacne Grono Zielarzy. W skrócie ZGZ ;). Oj widzę, że narobiłam troszku zamieszania z tym tojadem. Mam nadzieję Mamo Isi, że jeszcze tej mikstury nie sporządziłaś :)

    Tak Starosto. Bardzo przyjemnie się czyta te opisy, choć Starosta, z racji wykonywanego zawodu, lepiej się na tym zna. A ja czytając o przygodach braciszka Cadfaela mam taki mały problem. Mianowicie niechcący odgaduję ciąg dalszy, ale to nie przeszkadza mi ich lubić :)

  62. Starosto najdroższy, jesteś nieoceniony! Oczywiście, Emma lady Hamilton. Wielkie dzięki:)
    Znalazłam tekst (niestety, autor anonimowy):
    Boli mnie noga w biedrze,
    nie mogę chodzić dobrze,
    ale tańcować mogę,
    zawiąże chustką nogę.

    Oj dana dana dana!

    Chodź dziewczę potańcować,
    każę tobie krowę dać.
    Nie chcę, nie chcę, nie mogę,
    jestem chora na nogę.

    Oj dana dana dana!

    Chodź dziewczę potańcować,
    każę tobie chłopca dać.
    Już chcę, już chcę, już mogę,
    jestem zdrowa na nogę.

    Oj dana dana dana!

  63. To jest autentyczna ludowa przyśpiewka, nie PRLowska. Zdaje się, że Mazowsze ją miało w repertuarze. „Boli mnie noga w biedrze, nie mogę chodzić dobrze, ale tańcować mogę, zawiążę chustką nogę”.
    Oj, danaż moja, dana.

  64. Piętaszku, jak to nikt nie wykonuje już dziś mikstur starożytnych! Sama wykonałam oleum rubrum, słynne od czasów rzymskich (mieli na składzie do zalewania ran). Onoż było również stosowane przez tę słynną damę związaną z lordem Nelsonem, com to zapomniała jej imienia, dzięki czemu do późnych lat zachowała nadzwyczajną świeżość cery.

  65. Zgredzie, nie wiem, czy w aptece dostaniesz, bo ja kupowałam na allegro. Boswellia (Serrata) – Kadzidłowiec 400mg 100kaps firmy Swanson. Jest jeszcze jedna książka dziejąca się na Korfu: This Rough Magic by Mary Stewart. To tam właśnie podczas tłumaczenia wyłapałam, że autorka cudownym sposobem każe bohaterowi jednoosobowo wnieść rannego (ze złamaną nogą) na noszach na szczyt stromego stoku. Skoro jednak nikt dotąd nie odkrył tego błędu, potulnie przetłumaczyłam zgodnie z tekstem, szczególnie że poprawka załamałaby cały wątek.
    W związku z epidemią kontuzji nożnych przypomniała mi się piosneczka z wczesnego Peerelu, gdzie dzieweczka namawiana do roboty twierdzi z mocą, że jest „chora na nogę”. Natomiast namawiana do tańca, jest już „zdrowa na nogę”. Ciekawam autora tego arcydzieła.

  66. Dzień dobry!
    Buczynko, ładny pomysł.
    Piętaszku, myślę, że sporo dzisiaj miałby do roboty Cadfael, zielarstwo jest w modzie.
    Jak pięknie Ellis Peter opisywała tę zielarską szopę, prawda? Jedno z milszych wnętrz książkowych.
    Bardzo też mnie zachwycają słowne portrety przez nią stworzone, celne i malownicze – przy tym od razu widać, że oglądała dużo średniowieczej sztuki. Zauważ, że nigdy nie pomija budowy nosa opisywanego bohatera i często wspomina o kostnej budowie twarzy. To nadaje opisom niesłychaną wyrazistość.
    Ach, lubię ją.

  67. Och, Zgredzie „olejek do nacierania obolałych kości” z tojadem to nic innego jak lekarstwo pochodzące z apteczki czcigodnego i zacnego braciszka Cadfaela. Nie sądziłam, że ta „porada” zostanie potraktowana poważnie, bo dzisiaj już chyba nikt samodzielnie takich mikstur nie sporządza, ale ostrzeżeń przed zastosowaniem tej rośliny nigdy za wiele. Dzięki :)

  68. Po serii przepisów cukiniowych pozwolę sobie dorzucić wspomnienie sałatki, którą poczęstowali nas ostatnio znajomi: arbuz, feta, mięta, roszponka i prażony słonecznik – mam nadzieję, że nic nie pominęłam. Można to jeść z oliwą, ale fantastyczne jest także zupełnie bez żadnego sosu – arbuz jest wystarczająco soczysty…

  69. Mamo Isi (wiad.pryw.) – cieszę się, że masz już „Armadale”.
    Z art. spokojnie, damy radę.
    Na sposoby są sposoby, jak powiada lud.

  70. Jak to, a więc Geniusia jest na Korfu?!!! Jakże mi miło!
    Poproszę o dowód fotograficzny.

    Greczynka w sile wieku zachwyciła mnie natychmiast.
    Pięknych wakacji, Zgredziki!

    O Bletchley Park widziałam serial BBC, fabularny, ciekawy wielce.

  71. Dobry wieczór!
    Starosto, w ferworze przedwyjazdowym zapomniałem zabrać na wyjazd wystarczający zapas książek.
    Trochę na głowie było. Ratuję się Opium w Rosole oraz The Secret Life of Bletchley Park.
    Obie już czytałem, tylko jedną trochę ;-) więcej razy niż drugą.

    Mamo Isi, kiedy pójdę do apteki po boswelię, to nie wiem, czy dadzą mi ją w formie zalecanej przez Ciebie, dlatego poproszę o informację, jaka to forma, jeśli można?

    A wychwalanie jarzyn domowych jest takie mickiewiczowskie.
    Ale habent tempora sua libelli.

    Maść z tojadem może i jest bezpieczna, jeśli skóra jest nienaruszona, ale sama roślina może szkodzić nawet przez dotyk.

    My też doznaliśmy dobroci bliźnich. Pewna Greczynka w sile wieku wzięła naszą córkę na kolana w autobusie, bo nie było już miejsc siedzących, a trasa była na ponad godzinę. Córka nawet pospała, ale potem nabrała wigoru i stanęła na własnych nogach.
    Dobranoc!

  72. Ależ nie każda Babcia jest Gąską!
    Nie był to plagiat.:)
    Nb. wpada tu czasem także pewna urocza Babcia Gapcia.

  73. Ni w pięć ni w dziewięć (kolejne powiedzonko, niektórzy używają „ni w pięć ni przypiął”), ale odczuwając taką potrzebę, zwracam się z przeprosinami do Babci Gąski za nieumyślny plagiat. Nick Babcia wydał mi się odpowiedni dla mnie wtedy, gdy dołączałam do szacownego grona.
    Nie zauważyłam, że już jedna Babcia do niego od dawna należy Przymij więc Babciu Gąsko serdeczne przeprosiny, chociaż może ciut poniewczasie. Tłumaczą mnie wszakże trochę moje perypetie z Achillesem :). Babcia

  74. No i jeszcze muszę koniecznie wspomnieć o tych cudnych drzwiach, które otwierają (nomen omen) galerię. Są piękne, a ich subtelne barwy ciekawie na siebie oddziałują. Jestem pewna, że nikt z tutaj zaglądających nie jest na nie obojętny. No bo kto nas rozmiłował w drzwiach z tęczowymi szybkami ? Ha! Wiadomo!:)

  75. Przepraszam jeżeli przynudzam, ale to czytanie w wannie odbywało się chyba, jak wskazuje zdjęcie, w sposób nietypowy, czyli „na sucho”, na miękkich podusiach. Sądzę też, że ta wanna (Krzysztofie!) musiała nie raz zamieniać się we wspaniały żaglowiec na wzburzonym morzu.

  76. Atena, rzeczywiście, sfotografowała ten obrazek na ścianie w salonie Flannery, ale ponieważ oprawiony był w szkło, zbyt błyszczał, by można było coś na nim zobaczyć. Zdjęcie to wzięłam więc z Googla, nie wiem, kto je zrobił.

    Być może masz rację, Piętaszku, a ja błędnie założyłam, że to duża książka z obrazkami, której kartki skręciły się podczas czytania jej w wannie.

  77. To prawda, że zdjęcie z dziewczynką bardzo przyciąga, ale czy aby na pewno te pozwijane w rulony kartki, to kartki książki? Nie widzę tam literek, tylko same ilustracje (malunki?) Pomalowany wodnymi farbami papier tak właśnie się zachowuje – zwija się w rulon. Na moje oko, to dziewczynka ta koncentruje się całą swoją niewielką postacią na jakimś obrazku i ta czynność pochłonęła ją całkowicie. Może Autorka tego zdjęcia – zdjęcia zobaczyła tam coś więcej i rozwieje moje wątpliwości?

  78. Witam Wszystkich.Wczoraj w nocy skonczylam czytac „Krystyne…” i pokochalam ja i bardzo bym chciala miec na wlasnosc ta ksiazke,zeby w razie potrzeby moc do niej wracac. Czytalam tlumaczenie wloskie,z biblioteki i wlasnie zastanawiam sie czy zakupic dla siebie wloskie czy polskie tlumaczenie…Pozdrawiam

  79. Cukinia ma bardzo dobry charakter. Łagodny, niekłótliwy. Marchewka też jest w porządku, choć bardziej zadzierzysta, twarda i nieustępliwa. Podobnie ogórek – potulny, wręcz spolegliwy. No chyba że się go ukisi, wtedy nabiera charakteru. Kapusta zaś to królowa naszych jarzyn, samo zdrowie! Już nie mówiąc o buraczkach w każdej postaci, które to buraczki czy to w postaci barszczyku, czy ćwikłej stanowią kwintesencję polskiej kuchni zostawiając po sobie wspomnienie w postaci buraczkowo poplamionych palców. No a koper! Bez kopru to ja sobie życia nie wyobrażam! A młode ziemniaczki z koperkiem suto podlane masełkiem – ach, jak się o nich marzy w zimie. Nie mogłabym też nie głosić chwały zielonego groszku, szczególnie w tej ulotnej postaci w chrupiących, zielonych strąkach!

  80. Przejęły, zaiste. Już przywróciłam.
    Zdjęcie małej Mary fascynuje i mnie, Krzysztofie, i to od lat (już je kiedyś zamieszczałam we wpisie, w dawnej wersji tej strony. Może kiedyś przypomnę owe zdjęcia pisarzy z ich dzieciństwa).
    Autentyczne zaczytanie! Sfotografowana siła ducha, inteligencja, skupiona w tak małym ciałku. Mistyczne w jakiś sposób jest to zdjęcie, przecież nie upozowane.

  81. Za każdym razem, kiedy otwieram stronę i przewijam do komentarzy, zatrzymuję się przy zdjęciu zaczytanego dziecka. Jest w nim coś niezwykłego.

    Dziękuję wszystkim za porady medyczne, Lud jest niezastąpiony. Własnie próbuję umówić się do ortopedy.

    [A poprzedni wpis chyba przejęły czujne siły SPAMu]

  82. Cukinia ma dobry charakter i z nikim się nie kłóci. Za to przejmuje najlepsze cechy otoczenia.

    Pyszna zupka: cukinie, ziemniaki- po ugotowaniu zmiksować, dodać cukier i sól do smaku, pieprz biały lub cytrynowy, kwaśną śmietanę oraz subtelne tchnienie (ćwierć ząbka) czosnku .
    Dodać sok cytrynowy do smaku, znów zagotować i dorzucić sporą garść świeżego majeranku (taki jest najlepszy). Na koniec – nieco masła.
    Ach, jakie delicje.
    Powinna być gęsta i kremowa.

  83. Ja tam się wcale Staroście nie dziwię, bo ta rozmowa z kilkoma, a nawet kilkudziesięcioma osobami naraz (za co nieustannie Starostę podziwiam, bo to trochę jak symultaniczna gra w szachy), odbywa się właśnie tutaj. No ile można!;)

    Cukinia z ryżem? Czemu nie!:)

  84. Absolutnie!
    Tojad trujący jest. Można się bardzo pochorować, zamiast wyleczyć.

    Pietaszku, takie cukinie z ryżem też pyszne. Cieszmy się też pomidorami, póki świeże i dobre.

    A z tym czytaniem – no widzisz, ja tam wolę długą, wnikliwą rozmowę oko w oko niż rówoczesne gadanie z paroma osobami naraz. Lecz przyznaję, że i takie jest miłe. Za młodu tak własnie rozmawiałam (i czytałam!).

  85. Kochany Starosto! Bardzo dziękuję za cukiniową inspirację. Na pewno wykonam, ponieważ uwielbiam wszystkie podane składniki.

    Również postrzegam czytanie jako osobistą rozmowę z autorem i takie całościowe poznawanie jego twórczości bardzo mi odpowiada. Nad płodozmian czytelniczy przedkładam jednoczesne czytanie kilku książek:)

    A na bolące stawy – wyciąg z tojadu i gorczycy, w połączeniu z olejem lnianym. Nacierać i broń Boże nie spożywać! ;)

  86. Pewnie, że się cieszę! I lubię tę panią. I będę ją wspominać z wdzięcznością.

    Dobrej nocy, Dobrzy Ludzie!

  87. Ulubiona Autorko i Ulubiony Ludu, pozwólcie, że opowiem, co mi się dzisiaj przydarzyło.
    Stałam na przystanku autobusowym, takim bez wiaty i bez ławeczki. Nagle lunął deszcz. Ale tak konkretnie lunął. Nie miałam parasolki, tylko kurteczkę z kapturem. Schować się nie było gdzie, a tu coraz bardziej lało, a dodatkowo jeszcze grzmiało i błyskało. Autobusu ani widu. Tył kurtki mokry, dół spodni mokry, buty przemoczone. Nagle patrzę: macha do mnie jakaś pani. Podeszłam. I co się okazało? Pani widziała mnie z okna swojego mieszkania, a właśnie dowiedziała się, że autobusy nie jeżdżą, bo gdzieś na trasie przewróciło się drzewo. Więc wyszła do mnie z parasolką. Spytała, dokąd jadę. Powiedziałam (jechałam do klinki weterynaryjnej, odwiedzić piesełka). A ona: „Zawiozę panią”. Zbaraniałam. „Przecież cała jestem mokra – mówię – nie wsiądę do samochodu, bo wszystko zamoczę. A pani, że to nieważne, drobiazg, wysuszy się. I że trzeba sobie pomagać. Podała mi parasol, a sama poleciała na podwórko, wyprowadziła samochód i kazała mi wsiadać i się nie bać. I zawiozła mnie – taką zbaraniałą, w tej ulewie (całe jeziora na jezdni, jakiś surrealizm, zastanawiałam się, czy mi się to wszystko nie śni) – pod samiutką klinikę. Chciałam dawać pieniądze, chociaż na paliwo albo na jakąś czekoladę, ale pani powiedziała, że absolutnie nie ma mowy, nie weźmie żadnych pieniędzy. Bo wierzy, że dobro powraca. I że może jej kiedyś też ktoś pomoże.
    Nie mogłam ochłonąć! Wielu, naprawdę wielu dobrych ludzi w życiu spotkałam, ale o tym dzisiejszym przeżyciu to aż nie wiem, co myśleć.

  88. Starosto, moje kolano na szczęście jest już w lepszym stanie.
    Tylko muszę uważać.
    Tyle jest nieprzeczytanych ważnych lektur, ale to może dobra okazja zapoznać się z Durrelem?
    Szarotka zadysponowała oryginał.
    Bo jest oryginalna.
    Dzięki Mamo Isi za Boswelię. Spróbujemy gremialnie.
    Dobranoc!

  89. Dziękuję za dobre rady.
    Ponurym doktrynerom niełatwo się żyje na Ziemii. Na szczęście w pewnym momencie swego boleściwego żywota mogą liczyć na szczery sygnał dobra. Obiecuję ćwiczyć się w ortografii i w ogóle doskonalić w każdym aspekcie życia tak aby na stare lata akceptować siebie, być silny mocą i potężny jak Yoda. Pozdrawiam serdecznie.

  90. Maćku, trzeba jednak nauczyć się panować i nad bohaterami, i nad ortografią, i w ogóle nad sobą, co jest sztuką najtrudniejszą. Mnie się udała w pełni ta sztuka dopiero na stare lata!
    Trzymaj się, pozdrawiam!
    Czytaj książki. Dużo!

  91. Ach, Zgredzie, zaniosło Cię na wyspę w kształcie sierpa u wybrzeży Albanii! Bardzo lubię książki Geralda Durrella. Jego starszego brata niekoniecznie. Poza „My Family and Other Animals” w tejże samej lokalizacji jest umieszczona druga książka z tej serii:”Birds, beasts and relatives.”

  92. To fakt. Bohaterowie potrafią czasem wymknąć się spod kontroli, zaczynają żyć własnym życiem, zrywają się ze smyczy autora i pędzą gdzieś w nieznane. Sam o tym wiem bo też piszę ksiąrzki i nie raz tak miałem, że bohater z precyzyjnie rozpisaną kartą postaci nagle robił lub mówił coś takiego, że wprawiał mnie w osłupienie. To co tu wymagać od takiego „wariantuńcia” Bernarda :)

  93. Potulnie kładę uszy po sobie i spróbuję się poprawić.
    W jarze Małołączniaka napotkałem dziewczynę (jakieś 16-17 lat) z dwoma towarzyszami. Wyraźnie bała się schodzenia, chociaż chłopaki robili, co mogli, by jej pomóc, wskazywali miejsca, gdzie może postawić stopę itd. Szło to powolutku, jeszcze wolniej ode mnie. Już na dole widziałem, jak długo stali ponad łańcuchami, widocznie dziewczyna definitywnie odmówiła współpracy. No i przez resztę szlaku martwiłem się, czy sobie poradzi w tym miejscu. Na szczęście dała radę, dogonili mnie na Przysłopie, stąd wiem.

  94. Jak wszyscy, to wszyscy, ja tez udzielę rad medycznych na to Krzysztofowe kolano. Boswellia serrata! Stosowana od wieków na problemy ze stawami! Sama stosuję, ilekroć zaczyna mi się ta maść w stawach wycierać. Nie dość, że pomaga, to nie ma skutków ubocznych, bo to żywica kadzidłowca.

    Co i raz wracam do autoportretu w en face Flannery i bażanta. Bardzo udany i oboje tacy poważni, że aż strach. Bażant chyba już był porządnie znudzony pozowaniem, bo go malarka rąsią krzepko przytrzymuje na pozycji. Ech, życie modela.

  95. Aha, Wannabe miała rację!
    Kontuzje tu się mnożą! Teraz znowu Krzysztof kuśtyka, ze Zgredem w zespole.

  96. Celestyno, witam Cię miłym uśmiechem!
    Jak to dobrze znów się spotkać po wakacjach, prawda?

  97. Maćku, oprócz ortograficznych (na ogół niewybaczalnych, niestety; popracuj nad tym!) popełniasz błędy interpretacyjne.
    Oczywiście, wielu jest uczciwych przedsiębiorców, nikt temu nie przeczy, lecz autor ma pełne prawo włożyć w usta stworzonej przez siebie postaci takie wypowiedzi, które by tę postać i jej poglądy charakteryzowały. (To nie znaczy wszakże, że autor poglądy te podziela).
    Bernard jest sfrustrowanym artystą, mężem sławnej aktorki, z trudem zarabia na życie, w dodatku jest niedojrzałym wariatuńciem. Nie spodziewajmy się po nim wyrozumiałości wobec mężczyzn, którzy lepiej od niego radzą sobie w życiu i lepiej też zarabiają. Najlepszy psycholog go do tego nie skłoni.

    Jeszcze jedna uwaga: moje powieści są przeznaczone dla osób z poczuciem humoru. Ponurzy doktrynerzy nic z nich nie zrozumieją, a w dodatku się obrażą. Przeczytaj, jeśli masz ochotę, „McDusię ” raz jeszcze, tym razem już na luzie. Będzie lepiej.

  98. Biedny Berni.
    Moze jednak spotkalby jakiegos madrego czlowieka lub po prostu (!) psychologa na grupie wsparcia dla kurow domowych, ktory by mu wytlumaczyl ze:
    1. Nie wszyscy przedsiebiorcy sa zlodziejami,
    2. Nie ma nic zlego w tym ze ktos nalezy do elity finansowej, wszak nawet niektorzy artysci lub pisarze potrafia zarabiac kwoty szesciocyfrowe co nie znaczy ze sa … hochsztaplerami,
    3. Cywilizacja zachodnia juz dawno wymyslila cos takiego jak artist management oraz marketing sztuki i zajmuja sie tym mlodzi, wyksztalceni, przebojowi, pomyslowi profesjonalisci (niekoniecznie oszusci).
    Ps. Boże wybacz błędy językowe.

  99. Dzien dobry! Jak tu gwarno i milo. Nareszcie koniec wakacyjnej posuchy:)
    Pani Malgorzato:-) Wielki usmiech posylam. Bardzo mnie rozbawila Pani z Mackiem wymiana zdan:) A do tego Mama Isi z bialym wierszem:)) Hochsztaplerzy Jezycjady:)) Mamo Isi, tez czytalam od gory i tez zastanawialam sie co tez nasza Kochana Gospodyni ma na mysli.

    Na pocieche wszystkim powiem, ze u nas rok szkolny rozpoczal sie z przytupem w poniedzialek. Corka juz sleczy nad czyms, bidula. Ale wakacje miala piekne i intensywne.

  100. Starosto, ja tez uwielbiam cukinie, chyba w kazdej postaci! (Pyszne sa na przyklad nadziewane „wlasnym” farszem – czyli zrobionym z ich miazszu). Polecam tez laczenie cukinii z bazylia – wspanialy smak i zapach.

    Co do wakacji we Wloszech – tak, trwaja one trzy miesiace z powodu upalow (jak juz wspomniala Ale)… I jest to spore wyzwanie dla rodzicow!

  101. Krzysztofie, nie słuchaj Zgreda. Terapia zależy od tego, co się stało. W stanach zapalnych łąkotki na przykład zaleca się okłady z lodu, nie maść rozgrzewającą, broń Boże!
    Ortopeda powie.

  102. Babciu Gasko, to też jest jakiś system. Ale ja lubię całościowo. Jeśli przyjąć, że czytanie to osobista rozmowa z autorem, to oświadczam, że wolę rozmawiać jak najdłużej, by człowieka poznać dogłębnie i to „na przestrzeni” wielu lat. To jest dopiero fascynujące!

    Helutkę całuję.

  103. Witaj Ago.Tak, 3 miesiace!Ale nie ma tak dobrze,poniewaz nie ma tutaj ferii zimowych.Jest przerwa bozonarodzeniowa,ktora trwa do 06.01.,ale ferii pozniej nie ma. No i w soboty chodzimy do szkoly…w wiekszosci przypadkow.Tak ze mozesz pocieszyc twojego Synka:-)

  104. Cześć i czołem! Co do Heluta- to idzie do starszaków. Jak to czas leci /oryginalnie i przenikliwie stwierdzam/
    W kwestii czytania to, w przeciwieństwie do Starosty, nie chodzę seriami, a preferuję płodozmian. I tak np. po „Armadale”- „Wilki’ Wajraka. Interesujące kontrasty. Pozdrówka- b.g.

  105. Rude wiewiórki są bardzo przyjazne, Ago. Dobrze zrobiłaś.

    Zgredzie, jak to? A Gerard Durrell? „Moja rodzina i inne zwierzęta”. Brat, słynny Lawrence Durrell, też w tych ksiażkach występuje.

  106. Witam, witam,
    wakacje zbliżają się do końca, ale cóż ja widzę? We Włoszech trwają one 3 miesiące! Przebóg! Dobrze, że mój syn (10 lat) tego nie widzi, bo natychmiast zleciłby nam wyprowadzkę do Włoch. Co dziwne- uczy się bardzo dobrze i chętnie, ale chyba nie lubi, jak się go sprawdza. Pocieszam go, że kolejne wakacje już za rok. Tymczasem powiało chłodem, a w sklepie kupiłam sobie rudą wiewiórkę na biurko. I dyniowy lampionik. Li i jedynie.

  107. Starosto, robię zdjęcia, ale ja jeszcze nie czytałem nic związanego z tym miejscem.

    Mamo Isi, podpisuję się pod stiff. Ciarki.

    Krzysztofie, witaj w klubie kontuzjowanego kolana.
    Voltaren może być, albo inna maść z diklofenakiem, albo Naproxen.
    A na noc – czerwona tzw. Maść Końska – rozgrzewająca.
    Koniecznie do dobrego ortopedy.

    Publikatory donoszą, że dziś w Tatrach spadł śnieg.
    Ale na szczęście na Łomnicy, na Słowacji.

  108. Dobrze powiedziane, Wiolu.

    Krzysztofie, zajmę nieco odmienne stanowisko, za pozwoleniem. Jak sobie na dobre rozwalisz kolano, doświadczeń piękna będzie znacznie mniej. Uprasza się o rozwagę.

  109. Co nieco z tych statków tu widziałam, i podziwiam!
    Człowiek ma w sobie siłę (sam z siebie oczywiście nie, taki Boży dar, znikąd się to nie bierze), tylko różnie ją wykorzystuje, jeden twórczo i z dobrem dla innych, a niejeden – wiadomo.

  110. WioluM, z Krzysztofa jest twarda sztuka. Gdybyś wiedziała, jakie olbrzymie statki on prowadzi!
    Takie zejście to dla niego pestka.
    Ale kolana szkoda.

    PS – Cukinia- przepadam! Właśnie przyrządziłam do spaghetti sos z cukinii krojonej w kostkę i wielkich, malinowych pomidorów, z oliwą, cebulką i świeżymi ziołami. I, rzecz jasna, z czosnkiem.

  111. Doświadczenie piękna, gdy okupione jest wysiłkiem, choćby i cierpieniem – smakuje lepiej. A już na pewno bardziej je można docenić.
    Dziękuję za słowa troski, są ujmujące.
    Mamo Isi, kiedy się wejdzie, to trzeba potem zejść, no dziwnie jest ten świat urządzony. Takie koszta własne.

  112. Rozmawiałam na temat Wikingów w Polsce z zaprzyjaźnioną germanistko-slawistką, pracującą całe życie jako skandynawistka. Dowiedziałam się, że bardzo ciekawi byli Jaźwingowie, a ja pochodzę właśnie z terenów, gdzie zamieszkiwali! Moja rodzina bardzo odpowiada charakterowi tych ludów. No cóż, nie ma wątpliwości.
    Acha, dowiedziałam się, że Mieszko I mógł być Wikingiem, gdyby był, wyjaśniałoby to tajemniczość i znaczenie tej postaci oraz jego potomstwa.
    Ależ ciekawe mieliśmy wakacje. Byliśmy w kościółku, który dawno temu poświęcił bp. Krasicki. W Mrągowie uczyliśmy się regionalnych tańców ludowych. Ten taniec był dziwnie podobny do sposobu tańczenia mojego ojca. Dziwy, dziwy.

  113. Mamo Isi!! Nie zawsze przecież w poezji chodzi o to, by odgadnąć, „co autor miał na myśli”. ; )

    U mnie też zimno, brr! Rozgrzewam się ciepłą herbatką, i myślę, co będę gotować. Czy ktoś z Was też przepada za cukiniowymi daniami, jak ja? Ciągle wymyślam, jak ją wykorzystywać. Mam teraz ulubione z nią danie.

    PS: Tam miało być właśnie „wściekle głodna”, jakiś chochlik się wkradł. Mają powody do śmiechu osoby, z którymi wędruję, zresztą, nam coraz coś zabawnego się przydarza.
    PS.2: Co do gór jeszcze – spotkałam raz pana, który właśnie się wycofywał i to prawie spod szczytu, właśnie ze względu na kolano. Było mu szkoda, zwłaszcza, że bliskich posłał jednak na górę, i sam na pielgrzymkach śmigał, ale decyzję dobrą podjął, tak czuł.
    PS.3: Mam nadzieję, że KrzysztO podzielisz się jakimiś zdjęciami z tej wyprawy. Chociaż nie mam pojęcia, jak z kontuzjowanym kolanem schodziłeś tym niebieskim szlakiem (nie mówiąc już w ogóle o tym kawałku przy łańcuchach).

  114. Mnie zdarzyła się inna, niesamowita przygoda. Znajomi wymyślili, że na rocznicę ślubu rodziców dadzą obrazy przedstawiające Wesele w Kanie. Przysłali na wzór dwa witraże. Obcowanie z wielką sztuką (witraż jest niesamowity) jest niezwykle przyjemne. Ale ten pomysł? myślałam, że już dzisiaj raczej nikt nie maluje obrazów religijnych. Podwójna radość.

  115. Dzien dobry.Witam Wszystkich.Odpowiem za Kris,ktora jak wiemy urlopuje,w calych Wloszech rok szkolny w tym roku zaczyna sie 12.09 i tak jest co roku,w zaleznosci kiedy wypada poniedzialek,w tamtym roku byl 11.09.A wakacje trwaja tutaj cale 3miesiace,poniewaz zaczynaja sie juz na poczatku czerwca.Pewnie,jak twierdzi Pani Malgosia,jest to zwiazane z cieplejszym klimatem.W tym roku moja mlodsza pociecha zaczyna przedszkole…Gorace pozdrowienia z Piemontu

  116. Ponieważ zaczęłam czytać komentarze od góry, więc na dziwny biały wiersz :
    „Maćku,

    zburzyło
    jeden
    Bogu
    szczerze
    hochsztaplerami
    Jeżycjady
    po prostu”

    trafiłam bez uprzedzenia i natychmiast spróbowałam go zrozumieć, ale mi nie wyszło. „Hochsztaplerzy Jeżycjady” mnie bardzo zaintrygowali, ale nie udało mi się nijak dociec kto lub co „zburzyło jeden Bogu”. Ach, ta poezja!

  117. Cieszę się, Ateno, że miałaś chwilę radości; chociaż wszystko co piszę, piszę z kamienną twarzą i ani mi się śni uśmiać się jak norka. Co to, to nie! Stiff upper lip nade wszystko; chyba se to hasło wyhaftuję na serwetce i powieszę.

    Krzysztofie, biedaku! Jak Tyś zdołał dowlec się z Czerwonych Wierchów do Kir! Chyba prościej było dojść już do Kasprowego i zjechać kolejką. W dół zawsze są wolne miejsca. Poza tym TOPRowcy by Ci chociaż usztywnili kolano. Mogłeś choć do nich zadzwonić i poradzić się.
    Po raz któryś stwierdzam, że mężczyźni to są okropne Zosie-Samosie. Bardzo to męska cecha, ale nierzadko robią sobie tą metodą krzywdę.

  118. Aniu K, witaj po wakacjach!
    Nie, syn ostatecznie nie pojechał na ten koncert, ale żałował!
    Dzięki za dobre myśli. „Ciotka” się pisze – w rozsądnym tempie, ale stale.

  119. Maćku,

    zburzyło
    jeden
    Bogu
    szczerze
    hochsztaplerami
    Jeżycjady
    po prostu

    Chyba pobiłeś rekord. (O interpunkcji nie wspomnę…)

    No, ale jak to sympatycznie, że tak się przejąłeś zapaścią moralną Bernarda. Tak, niestety, ona się pogłębi z wiekiem, jeśli masz na myśli to, że hochsztaplerów nasz bohater nazywa po imieniu. Nie dziwmy się jego wewnętrznemu buntowi i irytacji (bo to nie jest nienawiść, dodajmy) – to często jedyny sposób samoobrony organizmu ludzkiego przed przemożną głupotą bliźnich. Fakt, że się musi dla takich pracować, by żyć, może być frustrujący. Biedny artysta, pożałuj go lepiej, miast potępiać. Artyści często miewają obolałe ego.

    Łączę pozdrowienia. MM

  120. Oj, Krzysztofie! Oj, Krzysztofie!
    Czułam, że coś jest nie tak. Że też nie zawróciłeś!
    Teraz musisz leżeć spokojnie, jak najwięcej, kolano smarować, a najlepiej udać się wprost do lekarza. To nie żarty!

  121. Ostatnio, w ramach wakacyjnego relaksu przypominajaco czytam wszystkie tomy Jezycjady. Niestety spokoj zbuzylo mi przeczytanie „McDusi”. Tamze, jedn z moich ulubionych bohaterow Bernard stal sie sfrustrowanym oszustem podatkowym i piratem drogowym cierpiacym na uslugach bogu ducha winnych przedsiebiorcow, ktorych szczeze nienawidzi i nazywa hohsztaplerami. Czy w nastepnych tomach Jerzycjady poglebi sie zapasc moralna Bernarda czy moze zalegalizuje skadinad pomyslowa dzialalnosc gospodarcza i bedzie z szacunkiem odnosil sie do swoich klientow a oferty osob, o ktorych ma calkowita pewnosc ze sa hohsztaplerami poprostu bedzie odrzucal?

  122. Już się odzywam. Nie, bliskiego spotkania z niedźwiedziem nie miałem, chociaż wydaje mi się, że jednego widziałem, no, ale było daleko i pewności nie mam. Kilka razy blisko podchodziły kozice, nie sądziłem, że to takie ładne, zgrabne zwierzęta. Wczoraj ostatni szlak, znowu Czerwone Wierchy, ale od strony Tomanowej Doliny, cały czas we mgle, jeszcze na Ciemniaku biało, potem zaczęło się przejaśniać i z Małołączniaka był już otwarty widok we wszystkie strony. Te pół godziny zachwytu na szczycie było wynagrodzeniem istnej drogi przez mękę tego dnia – odnowiła się kontuzja kolana i z każdym krokiem było gorzej. Zaś schodzenie niebieskim szlakiem do Kir z „nieczynną” jedną nogą, to dopiero wyrafinowana tortura. Ale nic to, jak mawiał pan W. Pozdrawiam, jadę zaraz do domu.

  123. Potwierdzam. Olivierek nosi muchy przy koszulkach, muchy w lodki np. Powodzenia w szkole.
    Ten jegomosc odbity w szybie byl sympatycznym ksiedzem. Poniewaz mu sie spieszylo, wyszedl nie doczekawszy oprowadzania po domu autorki. Chodzil, ogladal wszystko i smial sie perliscie. Mily byl.
    Mamo Isi, dziekuje za smiech do lez.
    Dzieki temu ze byly chmury, mozna bylo zobaczyc zacmienie bez okularow.

  124. Pani Małgorzato witam po urlopie. Brakowało mi Pani i tego Tłumu ludzi ciekawych i zacnych. Spieszę chwalić zachodnie wybrzeże za piękne plaże i Spokój. Tak z wielkiej litery właśnie. Czy Syn Pani odwiedził Warszawę z okazji koncertu Depeche Mode? Bylo cudownie!!!!!Pozdrawiam i czekam na ciotkę z. I zdrowia życzę szczególnie dla rąk.

  125. Tymczasem u nas ziąb!- zmarzłam przy komputerze, idę pod kołderkę, poczytam sobie w cieple (Wilkie).
    Dobranoc!

  126. Będzie dobrze, Kris!
    Co do Księgowych Dzieciaczków – nie zapominajmy o Helątku Babci Gąski.

    12 września początek roku szkolnego na Sardynii! To chyba ze względu na upały, co?

  127. Dziekujemy, Kochany Starosto!
    (Jest juz spora gromadka Ksiegowych Dzieciaczkow – rozsiana po calym swiecie!)

    Dopiero teraz natrafilam na sierpniowe komentarze pod poprzednim wpisem… Bardzo mi przykro ze wzgledu na Pani reke, zycze szybkiego powrotu do zdrowia.

  128. Tak, Kris!
    Tu się, że tak powiem, rodzili!:)
    Pozdrawiam Jacopina i życzę istnych cudów w pierwszej klasie!

  129. O, Miedzyczasie, calus dla Olivierka!
    Jacopino tez juz niedlugo zacznie pierwsza klase – 12 wrzesnia. :) Mali Ksiegowi rowiesnicy!

  130. A co do gór: gdzie nasz samotny wędrowiec, Krzysztof? Coś milczy złowrogo. Czy się nie zabłąkał? Czy niedźwiedź go nie potarmosił? Hop-hop!

  131. Pamiętam wszystkie zdjęcia, ze smoczkiem i bez. Wielkie oczy pamiętam.:)

    WioluM, dobrze, że nie wściekle…;)

  132. Gdyby mi ktoś powiedział, że jest „uchetany/uchełtany”za nic nie zrozumiałabym, o co chodzi. Urobić się jak dziki osioł, ew. zmęczyć, taką wersję słyszałam. Choć obie z tych wersji, gdy jestem w górach, są niczym przy moim „jestem œściekle głodna”. Zmęczenie gdzieś tam z tyłu jak cień się wtedy snuje.

    PS: Jaki ładny wpis, nie słyszałam o tej autorce. Ten dziecięcy wózek urzeka.

  133. i w sumie myślę, że niewiele się pomylił. my wszyscy tutaj jesteśmy zdrowo „podtekstowani” :))

  134. będzie krawat oraz smoking (tym razem już w wersji bez smoczka, o ile Starosta pamięta tamto stare zdjęcie:)
    a że Olivier nosi muchy przy koszulce, to Atenka może potwierdzić :))

  135. Do pierwszej klasy!!!! I to podtekstowany!
    Mam nadzieję, że zawiążesz mu muszkę!
    Przesyłam uściski!

  136. ..ale biały kołnierzyk jest :) i elegancka sylwetka.?
    albo mi wyobraźnia dopowiada. bo potrafi.

  137. Kochany Starosto
    mój Syn idzie jutro do pierwszej klasy!
    („jestem taki podtekstowany, ze to już jutro”! :))

  138. Jakiej wystawy?- zastanowiłam się. Ale odbicie jest w szybie biblioteczki Flannery! Tak, widać Atenę z czupryną, rzeczywiście (spostrzegawczy Międzyczasie!!!), choć smokingiem bym stroju tego pana nie nazwała.

  139. Międzyczasku, lampeczka!
    Dziękuję tutaj, choć już i liścik poszedł:)
    Jak miło.
    Jak Twój syneczek się czuje i co porabia?

  140. „not a very good book” :)
    szczerze, prostolinijnie i -ostatecznie-, przecież nie aż tak krytycznie.

    a w szybie wystawy odbicie pięknych włosów Bogini oraz jej muskularnych ramion,
    a także wizerunek jakiegoś eleganckiego jegomościa w smokingu.

    podoba mi sie tez ten stylowy wózek z gondolą (i okienkami)

    wychylam na chwile nos i pozdrawiam wszystkich ulubionych

  141. Ach, dzięki, Starosto nadzwyczajny!
    Zimno i wilgotno, więc spróbowałam zapalić w kominku i zadymiłam całą chałupę. A ponieważ leje, więc nawet nie mamy gdzie uciec. Co z tym kominem? Z tego, co widzę, nawałnica go nie zawaliła.
    Celem ukojenia wzburzonych nerwów już wczoraj przeczytałam „Sprężynę”. Bardzo mi to dobrze zrobiło. Teraz chyba będę musiała udać się po kolejny tom na górę. Nb. wczoraj wzburzyła mnie nieobecność kocicy, której zdrowie od dłuższego czasu szwankuje. No i jak już ją w duchu pochowałam (bo wiadomo, że w takiej sytuacji myśli się wyłącznie o najgorszych rozwiązaniach), to się na szczęście sama znalazła.

  142. Tak, zaćmienie żaden cymes. Więcej nam trzeba!
    „Armadale” juz do Ciebie mknie. Bylim samochodem w miasteczku.

  143. A to ja się wdzięcznie rumienię i dziękuję kochanemu Staroście za komplement.
    Obejrzałam to zaćmienie na video z Nowego Jorku; eee tam. Oczy wypatrzyłam i tych 87% nie ujrzałam, bo słoneczko na tę podejrzaną okoliczność wstydliwie schowało się za chmurami.

  144. Mamo Isi, ależ źródło tej parafrazy jest nam wszystkim doskonale znane, patrzymy tylko z uznaniem, jak dokonałaś zgrabnej aluzji literackiej.

    Ach, Blanko, z tym czasem to prawda. Ale cóż za rozkoszne uczucie: wiedzieć, że tyle jeszcze jest świetnych książek do przeczytania.
    Ja lecę seriami. Teraz Wilkie Collins, wszystko, co napisał. Ten dżentelmen coraz bardziej mi imponuje! (czytam „The Law and the Lady”- znakomite!)

    Polecam internetowe księgarnie obcojęzyczne, można się zaopatrzyć we wszystkie potrzebne dzieła w oryginale.

    Mamo Isi, aha, paczka z „Armadale” gotowa, pewnie jutro pojedzie.

  145. Dziękuję, Gio, ale ja to proroctwo zerżnęłam z lekka sparafrazowawszy z Sienkiewicza;)

    Solidaryzuję się, bo tyż wakacji nie miałam, Gio. I co podejdę do hamaka w ogrodzie, zaczyna lać deszcz i wszędzie mrowią się ślimaki. A plażę widziałam raz jeden, kiedym pojechała razem z Isią i Isiątkami na Air Show, żeby w tym dzikim tłumie każda z panienek była pilnowana przez jedną parę oczu. Tzn. w praktyce najbardziej by się nam wtedy przydał rozbieżny zez, żeby i na samoloty popatrzeć. Oj, nie ma letko.

  146. Zgadzam się, świetna i zabawna parafraza. Oklaski dla Mamy Isi.

    A ja czekam na przesyłkę z „Trudno o dobrego człowieka”. Wczoraj kupiłam.
    I uświadamiam sobie,iluż książek nie znam…skąd brać czas?

  147. „Całuję rączki, łączę wyrazy”, Gio. A jakże, lampeczka przypomina i pilnie służy.

    Tak, ananas i malinówka. Ale jako osoba, praktykująca stoicyzm, przyjmuję to spokojnie. Pocieszam się, że kiedyś, kiedy drzewa te wyrosną i obsypią się tysiącem owoców, coś przecież dla mnie zostanie.
    Przez pół dnia dzisiejszego wszelako daleka byłam od stoicyzmu, bo mieliśmy jakąś awarię tej strony i nie można było tu wejść. Ale przecież stoicy w swym programie filozoficznym nie przewidywali takiej okoliczności jak „connection error” w internecie.

  148. Cześć i czołem!
    1. DUA, dziękuję za pamięć (lampeczka), bardzo się ucieszyłam. Rączkę (tę chorą) całuję, życząc powrotu do zdrowia.
    2. DUA, czy to ananas berżenicki tak spustoszony?
    3. Chcę takie drzwi jak te na zdjęciu.
    4. Wannabe – juuuż? A dopiero co „zdawaliśmy” maturę!
    5. Zdaje mi się, że widziałam w Dedalusie coś Wilkie Collins w przystępnej cenie (może kogoś to zainteresuje i sobie znajdzie).
    6. Niektórzy latoś jeszcze nie mieli wakacji (o sobie mówię, o sobie, uchetanej jak osioł).

    Kłaniam.

  149. No, zaćmienie jak to zaćmienie.
    Atena właśnie mi przysłała zdjęcie chicagowskich 87%, zrobione telefonem. Dzięki, nasza Bogini!

    WioluM, jasne, że się nie poddaję. Ręka coraz lepsza, już piszę. Dziękuję i ściskam!

  150. WioluM, wpisałaś się dzisiaj pod tematem „Wakacje! Wakacje!”, więc przekleję Twój komentarz tutaj, oto on:

    „Ojejku, jejku, ominęło mnie nieoficjalne zakończenie wakacji! Zaczyna wrzeć jak w ulu, ach, cieszę się tym : )
    Jak dobrze, że Pani nie traci ducha i się nie poddaje, dołączam do wszystkich życzących regeneracji ręki DUA.
    I chyba już wiem, dlaczego niecały tydzień temu byłam tak szczęśliwa, nawet ostatniego dnia, gdy zwykle dopada mnie nostalgia – Tatry aż promieniują niewidzialnymi fluidami i Waszą obecnością. I oczywiście, swym pięknem samym w sobie, a przede wszystkim – Bożą obecnością. Ech, o tym to mogłabym się rozgadywać bez końca. Kończę jednak wypowiedź, ciesząc się z sukcesów Nutki, Wannabe i pozdrawiam wszystkich serdecznie. : )”

  151. Mozna zobaczyc zacmienie slonca na stronie nasa.gov
    Zauwazylam wlasnie, ze u nas w pracy ludzie maja wlaczona te strone i zerkaja od czasu do czasu, to ja tez.

  152. Magpie, tak! Wylądowałaś w spamie. Właśnie tam zajrzałam i wydobyłam Twoje wpisy.
    No, pardon, system się stara.

    Justysiu, a jakże, ślicznie kwitnie i będzie kwitł jeszcze jesienią, znam go!
    Zdjęcia chętnie zobaczymy.

  153. Dzień Dobry wszystkim po wakacjach!

    Moja śp. babcia, która odeszła 19 lat temu, mawiała „uchełtany”. Najczęściej po ciężkiej pracy w polu.

    Tak, zaćmienie Ateno, to dziś, za jakieś niecałe dwie godziny. Moje dzieciaki pojechały do „mini-obserwatorium”, gdzie zarejestrowawszy się wcześniej mają dostać specjalne okulary i dobre miejsce do obserwacji. Liczę na udane zdjęcia, to się podzielimy. A ja lecę do pracy, niestety.

    P.S. Cieszę się że niebieskie morning glory obrodziło, Pani Małgosiu.

  154. W takim razie dziką różę zostawiam ptakom, a zajmę się czymś mniej pracochłonnym.

    Mamo Isi, mam nadzieję, że co do zimy stuleci, to się nie sprawdzi, choć przyroda sama wie lepiej. Jednak wydaje mi się, że zima i tak będzie taka jak co roku (czyli mokro-ciapowato-błotnista). Na razie staram się założyć, że ptaki mają po prostu lepszy apetyt. :)

  155. Dlaczego świstaki to świstaki, a nie gwizdaki, na ten przykład? Wyraźnie gwiżdżą, a nie świszczą. Kozica zaś nie raczyła wydać odgłosu paszczą, choć przechodziłem całkiem blisko. Spłoszyć się też nie miała zamiaru. Dziwne.

  156. Dzień dobry! Cudne zdjęcia, Ateno!
    U mnie w rodzinie po kądzieli też funkcjonowało „uchetany jak dziki osioł”, wyssałam to określenie, można powiedzieć, z mlekiem matki. I bardzo się uradowałam, gdy okazało się, że po japońsku „heto-heto” znaczy dokładnie to samo, tylko bez osła.
    A kto dziś się szykuje na zaćmienie Słońca w transmisji NASA?
    Albo i w naturze, jeśli akurat przebywa we właściwej dla zaćmienia okolicy?

  157. Dzień dobry! Napisałam na laptopie dłuższą wypowiedź, ale chyba wylądowałam w spamie… Może z telefonu mnie wpuści?
    Pozdrawiam wszystkich!

  158. Rok 2017 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia.
    Z wiosną ślimaki w niesłychanej ilości wyroiły się po ogrodach i zniszczyły zasiewy i trawy, co było przepowiednią relokacji tzw.uchodźców. Latem zdarzyło się wielkie zaćmienie słońca, a Wielkopolskę i kraj cały trapiły wielkie nawałnice i nawiedzały trąby powietrzne, aż niektórzy twierdzili, że zaraza spadnie na kraj i wygubi rodzaj ludzki. Nareszcie sroki zeżarły jabłka, śliwki i owoc wszelki, że aż spodziewano się zimy tak srogiej, że najstarsi ludzie nie pamiętali podobnej.

  159. Mamo Isi, strasznie żarłoczne to towarzystwo latoś. Śliwki też nam pozjadano. Ciekawe, czego to oznaka. Dawni Polacy wiedzieliby od razu: ciężka zima, albo też inne zjawisko.
    Swoją drogą, dziwne znaki na niebie i ziemi się mnożą: niezadługo całkowite zaćmienie słońca, będzie widoczne w Ameryce Północnej.

  160. Dzień dobry!Co jakiś czas zaglądałam, w sobotę dostrzegłam duży ruch w Księdze, ale dopiero dziś znalazłam czas, żeby się odezwać. Jak to dobrze, że znowu mogę się zainspirować literacko, muzycznie, filmowo i ogrodniczo! Określenie „uchetać się jak dziki osioł” jest w naszej rodzinie w powszechnym użyciu, a oprócz tego jeszcze wiele innych „kwiatków” językowych. To jest myśl – taki słownik określeń rodzinnych. Pani Małgosiu, u nas też rosną onętki siarkowe, zwykłe po tej wichurze musiałam usunąć. Biedne szczygły były zawiedzione. Ale za to moje róże, posadzone w tym roku, kwitną jak szalone. W ogóle wszystko rośnie bujnie (dynie pochłaniają coraz większe tereny…), co chwila muszę wyrywać dywany lebiody… I tak właśnie spędziłam lato: w ogrodzie, w kuchni (przetwory), dziergając zawzięcie poncha, chusty itd. A czytanie trochę zaniedbane, tylko parę książek Neila Gaimana mam przy łóżku. No i psy wymagają ciągłej uwagi, choć trzeba przyznać, że nasz gończy coraz poważniejszy i grzeczniejszy.
    A mąż wrócił dopiero niedawno do pracy, choć ręka nadal go boli i nie jest sprawna, rehabilitacja potrwa pewnie jeszcze rok. I nigdy nie odzyska pełnej sprawności – źle złożona. Ale mój mąż jest dzielny, nie skarży się, tylko cierpliwie ćwiczy.
    Życzę pani wszystkiego dobrego, pani Małgosiu, dużo zdrowia! (Dobrze, że się pani odezwała, bo też się zamartwiałam, czy wszystko dobrze!)
    Pozdrawiam ciepło wszystkich!

  161. U nas bociany już odleciały. I jaskółki też.
    A z wyczekiwanych jabłuszek na trzech nowo posadzonych drzewkach zostały jeno dwie kronselki. Młoda kronselka już w zeszłym roku obrodziła, więc tak naprawdę czekałam na pierwsze koksy, no i ananasa. No i tak to jest. Ni ma.
    W dodatku z sosny ułamał się ogromny konar i wisiał w charakterze konara Damoklesa nad hamakami. Najpierw próbowaliśmy go urwać domowym sposobem, po czym wezwaliśmy strażaków. Ale Isiątka miały frajdę!

  162. Piętaszku, żurawie i u nas pokrzykują, wkrótce odlecą.

    Kasztanowłosa, daj sobie spokój z owocami róży! Każdy z nich trzeba wydrążyć z kłujących pesteczek, co jest wściekle czasochłonne, a i tak efekt jest smakowo przeciętny.
    Zostaw je na krzaczkach, nie zmarnują się na pewno! To zimowy poczęstunek dla ptaków!

    Blanko, wielkie brawo za ten rodzinny słownik! Pilnujcie tego zabytku!

  163. Dzień dobry!
    Tak, Babciu Gasko, jakże trafnie piszesz; sporo specyficznej, gorzkiej groteski.
    Warto obejrzeć w Googlu rysunki i grafiki Flannery. W swoim rodzaju jedyne.
    Nie da się „lubić” jej książek, a tym bardziej rysunków. Ale trzeba je cenić i szanować za rzadką odwagę.

  164. A ja pamiętam Flannery z wieczorów zagadkowych. Zwłaszcza zbiór „Trudno o dobrego człowieka” był swego czasu mocno eksploatowany. Pamiętam, że te historie wywarły na mnie duże wrażenie- niby zabawne, a jednak gorzkie i tragiczne. Jak to w życiu.
    Proza oparta na mocnych kontrastach. Na pewno warta poznania

  165. Dzień dobry wszystkim!
    „Uchetany” to dla mnie odmiana używanego w moim rodzinnym domu określenia „spanachany”. A z kolei u koleżanki w słowniku funkcjonuje „utachany”. I bądź tu człowieku mądry ;)
    Razem z siostrą spisałyśmy kiedyś nasz rodzinny słownik i nadal do niego dorzucamy jakieś określenia,gdy tylko nam się jakieś przypomną. Jest tego trochę, a śmiechu potem przy lekturze co nie miara, bo większość tych tworów jest przedziwna, staramy się również opisywać ich znaczenie.

    Ulubiona Autorko, cieszę się na Twój powakacyjny powrót i posyłam życzenia zdrowia i wszystkiego dobrego dla Pani i Jej najbliższych!

  166. Dzień dobry! U nas bociany odleciały, niestety, już ok. 2 tygodnie temu.

    Czy ma ktoś może jakiś przepis na coś z owoców dzikiej róży? Dodam tylko, że nalewki odpadają. :) Może jakaś konfitura? I czy to w ogóle opłaca się robić? (Chdzi mi głównie o smak.) U nas dzika róża jeszcze kwitnie, a i tak jest już całkiem sporo owoców.

  167. Dobry wieczór, Iskro!
    U mnie szaleją jeszcze hortensje wszystkich odmian. Rudbekie, róże kwitną w najlepsze, floksy też. Powój od Justysi z Kanady pokrył wszystkie podpory i żardiniery. Jeszcze jest trochę margerytek, ale monardy pysznogłówki juz skończyły działalność, reszta kwiatów też. Liście żółkną i opadają!

    WSZYSTKIE jabłka (jakieś 9), na które tak czekałam, zostały zjedzone przez:
    a. sroki
    b. szerszenie i osy
    c. mrówki.

    No, na zdrowie.

    Podobno bociany już się zbierają do odlotu.

  168. Dobry wieczór wszystkim!
    Pani Małgosiu i jej wierny Ludu witam jeszcze nie jesiennie, moje aksamitki i dalie dopiero zaczynają kwitnąć ( być może za późno posadzone).
    Interesujący wpis, ciekawe Wasze przygody. Mnie tego lata zasypały wprost jabłka i nie widać końca tego zasypania. Szarlotki mogę więc Wam zaproponować codziennie, bo na marmoladki to już słoików brak.
    Pozdrawiam najserdeczniej wszystkich obolałych, ozdrowionych, wędrujących, czytających, cieszących się z życia.

  169. Marigold, witam Cię uśmiechem i zachęcam do wtrącania słówek, a nawet zdań!:)

    Babciu Gąsko luba, dzięki za wiad.pryw.- tak, „Opowieść o dwóch miastach” pyszna, zgadzam się. Właśnie ja też dręczonych dzieci nie mogę wytrzymać u Dickensa, a tu tego nie ma.

    Całusy dla Gąsiątek!

  170. Dobry wieczor wszystkim:)Bardzo ciesze sie ze ten przemily salonik kulturalny znowu tetni zyciem i rozbrzmiewa rozmowami! Teraz usiade sobie cichutko w poblizu z ksiazka i bede sie przysluchiwac. I moze czasami odwaze sie wtracic slowko:) to jest takie urocze miejsce!

  171. No jak to? Jak to? Takie rzeczy jak koniec ciszy wakacyjnej powinny być ogłaszane w prasie i w ogóle mediach ogólnopolskich, a nie żeby człowiek musiał polegać na własnych fluidach połączonych z intuicją. Tak mnie coś natchnęło żeby dziś tu zajrzeć,no!
    To ja idę poczytać sobie wpisy pod poprzednim wpisem. Dobrze, że już nie jest tu tak cicho. Uśmiecham się do wszystkich.

  172. Dobry wieczór, Kris, Charlotko, Ago!
    Dolomity, Dania i szarlotka – jakie miłe wiadomości mi tu zamieszczacie.
    Ago, tak, szarlotka wybitnie podnosi nastrój.

  173. Witam Wszystkich wakacyjnie, jaki ciekawy wpis! Dziekuje DUA i Atenie!
    Irlandia takze zapowiada sie interesujaco…

    Pozdrawiam z cudownych Dolomitow! (Pogoda jest piekna, ale wczoraj tutaj tez byla burza – na szczescie siedzielismy wtedy spokojnie w domu).

  174. Jaki miły i ciekawy wpis! Ja to z kolei ostatnio (jeszcze w tym tygodniu!) odwiedziłam miasto Andersena – bardzo ładne, polecam! – ale do jego domu (a nawet domów) niestety nie udało mi się wejść.

    I jak przyjemnie poczytać o Tatrach, tak „na gorąco”. Będę tam już za niecały miesiąc!

    Pozdrawiam serdecznie!

  175. Hej,hej..a u nas dzisiaj pada, leje, siąpi i tak na zmianę. Po długim, porannym spacerze z psem stwierdziłam, że należy koniecznie upiec „ciastko zgody i pogody”, czyli szarlotkę. Szast-prast i po chwili siedziała już w piekarniku. A jaki zapach był cynamonu. To taki mój sposób na to, jak przetrwać deszczowy dzień. I nikt w domu nie ma złego humoru, ot co! Ściskam wszystkich mocno i przesyłam wirtualną szarlotkę.

  176. W Pięciu Stawach bliżej do Księżyca, no pewnie.
    Pięknie to opisałaś, Dewajtis.
    Dziękuję za przypomnienie o urodzinach kochanego Pisarza.

  177. Burza w Tatrach nigdy mnie nie zastała, wielkie wrażenie zrobiła na mnie natomiast pełnia Księżyca w Dolinie Pięciu Stawów. Spałam sobie w śpiworze na ławie na tarasie schroniska, kiedy nagle zbudziła mnie wielka jasność, myślałam, że to już Słońce wstało i zawędrowało całkiem wysoko. Tymczasem był to środek nocy, pełnia księżyca, który wisiał tak nisko nad górami i świecił tak jasno, jak nigdy wcześniej nie widziałam. Nie wiem, czy byłam bardziej zachwycona, czy przestraszona i czy bardziej chciałam patrzeć na Księżyc bez końca,
    czy się gdzieś ukryć przed tą intensywną obecnością. Piękne to było, niezapomniane.

  178. A ja myślałam, że niedźwiedzica z młodymi zawsze na wszelki wypadek w trybie natychmiastowym atakuje przechodnia… Kiedy schodziłam tego lata z Ornaku, w Dolinie Starej Roboty spotkałam sympatycznego drwala, który mi powiedział, że tam, skąd przychodzę, on bez siekiery by nie poszedł. Wedle jego słów, grasuje tam stary niedźwiedź, agresywny, bo zdenerwowany, że w dolinie pojawiły się dwa młode samce. Nie wiem, czy drwal mówił prawdę, czy to była taka historyjka dla cepra, ale upewniłam się na wszelki wypadek, czy tam, gdzie zmierzam, nic nie grasuje;)…
    A dziś 170. rocznica urodzin Bolesława Prusa! W Warszawie Jego pamięć uczciło między innymi Towarzystwo Cyklistów.

  179. Liczyłam na to, że kozice mają inne od nas postrzeganie czasu i tak jak jaskółki nie budują gniazda na chałupie, która ma się spalić, czy jak szczury, zwiewają z okrętu, który ma zatonąć.
    Wygląda na to, że sugeruję, jakoby kozice budowały gniazda i mieszkały na żaglowcach;)
    Zresztą trudno powiedzieć, co i czy ja wtedy myślałam.
    A burza zaczęła się zapowiadać, jak tylko wleźliśmy na Ciemniaka (ze schroniska na Ornaku). No i rozhulała się na całego już w okolicy Małołączniaka.

  180. Zgredzie, czerwonym z Ciemniaka. Zwierz przemknął gdzieś w połowie szlaku, niedaleko Pieca. Po prawdzie, tom go nie widział, idący przede mną człowiek cofnął się z ostrzeżeniem.

  181. Dzień dobry!
    Do relacji zaprzyjaźnionego górala zapomniałam dodać, że tam, wysoko, efekty dźwiękowe burzy zdały mu się iście piekielne, ponieważ zwielokrotnione były przez echo pomiędzy skalnymi szczytami.

    „Panie, czym jestem przed Twoim obliczem?
    Prochem i niczem.”

    Mamo Isi, obawiam sie, że kozice też bywały rażone. Głupie, jak to kozy.
    Za to pies nasz woli schować się w domu, kiedy zanosi się na burzę. Bezbłędnie wyczuwa. Istny barometr.

  182. Szkoda zginąć od pioruna, do pioruna!
    Krzysztofie, którędy schodziłeś? Niebieskim z Małołączniaka? A gdzie spotkałeś niedźwiedzie?

  183. Za to włosy ma bujniejsze

    Gdyby na burzę się było zanosiło, to też bym nie szedł, miała być pod wieczór dopiero.

  184. Krzysztofie, Czerwone Wierchy tak mają. Nas też tam złapała burza. W życiu się tak nie bałam. Uspokajało mnie jedynie mijane w galopie stadko pasących się spokojnie kozic, bo sobie myślałam, że jak by miało rąbnąć, to by ich tam nie było.
    Wciąż nie mogę odżałować, że nie zdołałam wpaść do Cię na przegląd zdjęć z arboretum, no ale vis maior mnie trzymała za nogę. Samo życie.

  185. To do grupy istot Atenopodobnych należy zaliczyć Isiątka. Podczas ich pierwszej w życiu wyprawy w Tatry zobaczyły niedźwiedzia i to całkiem blisko, na przeciwległej ścianie (dzielił je od niego głęboki jar, więc było bezpiecznie). I to gdzie! W drodze na Goryczkową Przełęcz, którą to ścieżką walą tłumy! I schodzący turysta powiedział, że trochę dalej pęta się jeszcze drugi niedźwiedź! Tymczasem pozostali członkowie rodziny latami chodzili po górach i nic, ani kawałka niedźwiedzia.
    Na tym świecie sprawiedliwość jest tylko pod literą S w Słowniku Poprawnej Polszczyzny, ot co!

  186. O, nowy i jak zwykle ciekawy wpis. Ale to mnie nie dziwi, bo tutaj innych nie ma. To świetnie, że nie ruszając się z domu, mogę odbyć daleką i interesującą podróż literacką. Właściwie tak lubię chyba najbardziej. Nie lubię tego całego zamieszania z pakowaniem oraz przede wszystkim nie lubię rozłąki ze zwierzętami, a one ze mną. I w ogóle lubię mój dom.
    Ale do St Andrews , to bym pojechała. Nutko – zazdroszczę.
    Acha i tatrzańska też jestem, ale w tym roku z powodów, o których wspomniałam wyżej, rodzina jedzie tam beze mnie.

  187. Bardzo interesujące, Sowo!
    Ziemia jest pełna skarbów, prawda?

    Może nie powinnam tak tępić pokrzyw w swoim ogrodzie. Mięcie już pozwoliłam na wszystko i jest nawet dekoracyjna w tych rozległych kępach.

    Dobranoc, Ludu drogi!

  188. Ciekawam relacji Zośki z Irlandii, czy poznamy jakieś sekrety Księgi z Kells?

    Koszule szyła też Eliza, racja, ale płótno z pokrzywy to wcale nie literacki wymysł! Stosowano je już ponoć w epoce brązu, ale tkały je jeszcze przed stu laty ludy zachodniej Syberii (Chantowie i Mansowie). Ponoć tkanina z pokrzywy przypomina jedwab, jest cieniutka, błyszcząca, grzeje zimą i chłodzi latem, a na dodatek jest lecznicza. To była bardzo cenna tkanina. W jednym z rosyjskich muzeów próbują teraz odtworzyć technologię jej wytwarzania, ale jeszcze nie doszli do perfekcji – pokrzywowe nici łatwo się rwą.

  189. Dobry wieczór, Madziu!
    Miło wrócić po przerwie, to prawda.
    Z ręką lepiej. Już wróciłam do pisania „Ciotki”, muszę zdążyć.

    Flannery O’Connor trzeba znać, ale czytać ją należy w dniach bez chandry.

  190. Krzysztofie!!! No, to miałeś groźne przygody. Dobrze, że bezpiecznie wróciłeś. Nasz znajomy góral nie poszedłby w góry, kiedy zanosi się na burzę. Za żadne skarby! Kiedyś złapała go wysoko wśród szczytów; on mówi, że nigdy w życiu nie był tak przerażony i że tego ognia i grzmotu nie można nawet sobie wyobrazić. A cepry się nie boją i chodzą! – dziwi się wielce.
    Jak się zanosi na burzę, to on wchodzi pod pierzynę.

    Ciekawe, Wilku Morski, odkrywam w Tobie cechy wspólne z Ateną.
    Ona też wciąż chodzi po górach i też spotyka niedźwiedzie oraz niedźwiadki.

    I też książki z sobą nosi.

  191. Moje uchetanie było dzisiaj krańcowe, z Czerwonych Wierchów schodziłem w solidnej burzy. Co też jest powodem do wdzięczności, bo w końcu zszedłem, mimo drobnego wypadku po drodze i niedźwiedzicy z małym na ścieżce.
    Istnieje piękna piosenka „Bądź wdzięczny” zespołu Euangelion, właśnie o wzroku, słuchu, tudzież kończynach.
    Dobranoc.

  192. Dobry wieczór, jak tu miło i jak się cieszę powrotem Ulubionej Autorki, która jest – jak zawsze – w dobrym humorze! Pomimo niedomagań ręki. Aż sama się jakoś raźniej i lepiej poczułam.
    Odszukałam jeden niewielki zbiórek opowiadań Flannery O’Connor, który kiedyś kupiłam. I w naszej bibliotece trudno o książki tej pisarki.

  193. A mam jeszcze jedno miejsce literackie, wlasnie wrocilam nieznacznie uchetana (nie znalam), z kolejnej malej wyprawy literackiej. Napisze jak mi ten stan minie. Mam z pewnych powodow szanse wkrecic sie przed Zoske:-).
    Chesterko, Mary Flannery O’Connor to pelne imie pisarki. Poradzono jej uzywac drugiego imienia przy okazji wydania ksiazki, bo imie Mary kojarzono raczej z praczka i nie wrozono poczytnosci jej ksiazek z takim imieniem.
    Ciesze sie, ze sprawilam Wam przyjemnosc.

  194. Dziękuję z całego serca, kochany Starosto, miło tak sobie perspektywicznie pomyśleć, ile jeszcze świetnych książek jest do przeczytania!
    Zgadza się. Życie jest piękne.
    Dobranoc. Muszę się śpieszyć, żeby zdążyć pójść spać przed kurami. Chociaż chyba nikła dziś już na to szansa.

  195. O, jak dobrze, Ann. Była świetnym człowiekiem. Bardzo jej brakuje.

    Zgredzie, dziękuję za wiadomość prywatną. Cóż za literackie miejsce!
    Rób zdjęcia.

  196. Już cieszę się na Irlandię! Schetany/uchetany jak osioł – u mnie funkcjonuje z Chmielewskiej, koniecznie w kurcgalopku. Jak miło dzielić się na przeróżne sposoby książkami.
    Pamiętam o Marysi.

  197. A pamiętaj, Mamo Isi, że jeszcze masz u mnie calutką Ngaio Marsh na pożyczanie długofalowe. Życie jest piękne.

  198. Ach jej, kochany Starosto, dziękuję, jaki cudowny ten niespodziewany koniec lata! Ile człowiek ma radości!

    Dorwałam na OLX Flannery O’Conor „The Complete Stories” za 20 zł. Cieszę się, bo na allegro powariowali z cenami za oryginały.

    A burze znowu w nas nie trafiły. To już któryś raz. I wał burzowy poszedł na Moskwę.

  199. Właśnie te biblioteki, Zośko, wydarły ze mnie okrzyki zachwytu, gdy mi Emilka pokazywała Twoje zdjęcia.
    Jedną z nich zresztą, tę najsłynniejszą, pamiętam z „Bibliotecznika” niezapomnianej Marysi Wiaderek.

    Mamo Isi, załatwione, z przyjemnością się podzielę. Sama nie pojadę na pocztę, ale dam komuś, żeby wysłał. Nota bene, kupiłam sobie też powieść „No name” tegoż autora, która wyszła u nas jako „Córki niczyje”. No i właśnie. Jest, jest różnica w odbiorze!
    Czytajmy w oryginale!

  200. Irlandia głęboko zapadła mi w serce. I jakie mają biblioteki…Obsiadły mnie wróble i w momencie wpisywania komentarza do Księgi porwały się na moją pizzę szpinakową. Okruszki jedzą wprost z ręki. Nie najzdrowszy to spo
    sób odżywiania dla towarzystwa skrzydlatego ale żal odmówić. Uśmiechy dla Ludu Księgi☺

  201. Z największą radością bym przeczytała, kochany Starosto, ale nie śmiałam w tej sprawie piskać, bo to przecie wymaga użycia biednej prawicy. I zdecydowanie wolę czytać oryginał.
    Zwrot „uchetany jak dziki osioł” funkcjonuje w naszej rodzinie od zawsze. Co w naszej rodzinie robiły dzikie osły – pojęcia nie mam.
    Pozaglądałam do netu i smakowicie i tłusto wyglądają opisy zawartości książ ek, które Flannery miała na półce.

  202. O, dziękuję, miła Zośko! Oczekując zgody, wypuściłam najpierw Flannery.
    Następny wpis należy do Ciebie i Irlandii!

  203. Tu Movens. Chwilowo pomieszkujący we Wrocławiu. Z radością udostępniam zdjęcia z wojaży po Zielonej Wyspie. Krótki opis przesłałam Admince. Lubię podróże literackie, dzięki Ateno.

  204. To jest chyba kolokwializm (za który przepraszam) i szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, skąd się wziął u mnie w słowniku… Oznacza: bardzo się zmęczyć.
    Piękny wpis, a żadnej książki tej autorki nie czytałam, muszę koniecznie przeczytać.

  205. Naprawdę, Sowo?
    Miło odkryć nowe słówko.
    Aha, włókna pokrzywowe stosowała Eliza, siostra braci zamienionych w łabędzie. Musiała z nich pleść koszule dla siedmiu chłopaków.

    Mamo Isi, rzuć sie na „Armadale” Collinsa. Mogę pożyczyć w oryginale, tak zawsze bezpieczniej jest czytać, zwłaszcza w naszych czasach. Rozkoszna lektura, akcja mknie jak szalona.

  206. Ateno, jesteś wielka!
    Próbuję odcyfrować z grzbietów, co miała w biblioteczce. The Great Meadow by Elizabeth Madox Roberts, A Sea Island Lady by Francis Griswold, A Woman Named Smith by Marie Conway Oemler, Caravan by John Galsworthy, An Old Fashioned Girl by Louise Alcott, Little Miss Muffet Abroad by Key Weston.
    Poczytałabym zdecydowanie.

  207. A ja też je znam i używam. Może to z Chmielewskiej?

    Wspaniale jest odkrywać ilu dobrych pisarzy mam jeszcze do poznania! Dziękuję Ci, Ateno.
    Poczytałam trochę o jej twórczości, zapowiada się interesująco. I jej listy! Pewnie jest tak, jak napisała Babcia, że dopiero w chorobie człowiek nabywa większej wdzięczności za zdrowie i za każdy dzień życia. Widzi pewne sprawy ostrzej i nie marnuje czasu na głupstwa. Trzeba będzie się zapoznać.

  208. Też sądzę, że imię. Chociaż bywają takie irlandzkie nazwiska (spotkałam gdzieś w literaturze).
    Tak, słowo „uchetała” też słyszę po raz pierwszy. Ciekawe, skąd się wzięło w słowniku Dewajtis. Oryginalne!.

  209. Dzień dobry! Również nie czytałam. Pamiętam, że Pani o niej nie raz wspominała, bodajże na Dzień Dziecka np. W bibliotekach gdańskich dostępne zaledwie dwa tytuły (m.in. „Madrość krwi”). Dziękujemy Ateno! Lubię zerknać na milieux pisarza.
    Dewajtis, uchetała?! Ale się uchachałam. Nie znam:)

  210. Starosto, życzymy zdrowia!
    Nawiasem mówiąc niektóre lekarstwa czasami pomagają.
    Może kalcytonina (np. naturalna łososiowa)? Albo witaminy i minerały?
    Lakonicznie, bo na cieplejszych wywczasach.

  211. Nigdy nie czytałam żadnej książki tej autorki, ale widzę, że czas to nadrobić. Bardzo zachęcające są te opisy. Ateno, dziękuję za relację i DUA za to, że ją tu zamieściła :)

    Podobają mi się te drzwi – są takie optymistyczne, aż sama chciałabym takie mieć ;)

Dodaj komentarz