Zwierz jeż

jeż

(fot. DC Alek)

 

Rzeczywiście!

Giętkie pióro Alka opisało sytuację dokładnie i wiernie. Patrz: komentarze pod poprzednim wpisem.

Bardzo miłe to zdjęcie (jeżyk jest taki przedsiębiorczy i sympatyczny!) – zamieszczam je à propos wieczornej rozmowy, choć, przysławszy zdjęcie, nasz Alek (z powodu późnej pory zapewne) jeszcze mi nie odpowiedział na pytanie, czy mogę to uczynić. 

Ale co tam! Mamy dziś dziewiątą rocznicę uruchomienia tej strony, więc coś przyjemnego się moim kochanym Księgowym i Gościom  należy! Mam też nadzieję, że nie zostanę skarcona przez autora zdjęcia. Nie, na pewno nie. Poczciwe z niego chłopisko.

 

Dziewięć lat to niby dużo, ale, z drugiej strony, nie ma się czym ekscytować. „Jeżycjada” ukończyła właśnie lat czterdzieści, to już jest coś. Ale  też się nie ekscytujemy. Ważne, że sporo czasu jesteśmy już razem, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, i że dobrze nam ze sobą. Lubimy się!

Bardzo Wam jestem za to wdzięczna!

Byle tak dalej!

 

Jeszcze koniecznie kwiatki dla Was z tej okazji – bo bez nich ani rusz! Fotografowała (pięknie!) nasza KC Ann, a imię róży to Graham Thomas.

 

graham

 

97 przemyśleń nt. „Zwierz jeż

  1. Ilustracje Jill Barklem przypomniały mi naszą wspólną ulubioną zabawę, dobrą na ćwiczenie spostrzegawczości i koncentracji, pod roboczym tytułem „A, gdzie jest…”.

  2. Casciolino, ależ tak, trzy dziewczynki, a każda inna, a każda zachwycająca. „Siostra jako taka to świetny wynalazek. A co dopiero dwie/trzy?” Przepraszam za ew. błędy, cytuję naszą DUA z pamięci.

  3. Piegusko, trzy dziewczynki? Moja wiedza zatrzymała się na pierwszej. Jeszcze tylko jedna i będziesz jak Mila Borejko :)

  4. Dla bystrej czterolatki jak najbardziej. Ale to książka na każdy wiek, bo najistotniejsze w niej są ilustracje. Sama cieszę się z niej jak małe dziecko.

  5. Dzień dobry, piękny i słoneczny!
    Dziękuję, Sowo P. za polecenie W jeżynowym grodzie. Nie znałam tego dotąd, ale kiedy zajrzałam do książki na stronie wyd. Znak, zachwyciłam się jak mała dziewczynka. Jako mama trzech córeczek czuję imperatyw kategoryczny, by się w te myszki zaopatrzyć. Mam pytanie – dla jakiego przedziału wiekowego poleciłabyś tę książeczkę. Niedługo dwie piegusie mają urodziny w odstępie tygodnia – czy to bardziej dla czytającej samodzielnie 7-latki, czy bystrej 4-latki?
    Pozdrawiam wszystkich miłych Księgowych. Czy Wy też kochacie oglądać i kupować książki dla dzieci? To mój nałóg:)

  6. Dzień dobry wszystkim!
    Sondelani, świetnie to wszystko ujęte. Podpisuję się obiema rękami.
    A propos bajki o jeżyku, co zmieniał futerko. Jest jeszcze inna urocza bajka pt. Jeż Kleofas. Stara, polska produkcja,raptem kilka odcinków. Moje dzieci bardzo ją lubią.

    Przekazuję Pani Małgosi mocno spóźnione życzenia imieninowe – wszystkiego, co dobre, pożyteczne i po myśli!

  7. Ale,ale..właśnie sobie uświadomiłam,że nazwę jednej z nich już pamiętam dzięki zdjęciu KC Ann i pani wpisowi. No proszę, jeszcze parę latek wśród Was i wszystkie odkryję.

  8. Pani Małgorzato, mogę tylko podziwiać pani wielki umysł. Mi plączą się te nazwy anglojęzyczne już przy kilku sztukach ale napawać się ich pięknem udaje mi się bez tej wiedzy. Strony internetowe z kwiatami jeszcze mnie nie pochłonęły, to specjalność mego taty, ale czapki z głów, że ma pani jeszcze i na to czas. Może kiedyś, na emeryturze….

  9. Wójcie, bibliotekarze też jak woły ;) Ale i tak lubię lato w bibliotece ze względu na brak pośpiechu i jakąś taka ogólną letnią leniwość. To pewnie przez wakacje, brak lektur obowiązkowych do przeczytania. Pozostaje już tylko przyjemność czytania, przeglądania i przyjemny chłodek na sali.

  10. Ostatnio oglądaliśmy odcinki „Jeźców Smoków”, a teraz w związku z tym nabrałam ochoty, by odwiedzić nasze Muzeum Morskie, może będzie coś o Wikingach? Mąż wymyślił, by zwiedzić „Dar Pomorza”, ale tam nie ma chyba nic o Wikingach. Tolkien też interesował się kulturą skandynawską, dziwna, dziwna to kultura, początek germańskiej.

  11. Dodajmy, że odpoczną niektórzy nauczyciele. Bo na przykład inni będą pracować jak woły. Ale za to z własnej i nieprzymuszonej woli.
    Kocham róże, bez róż ani rusz.

  12. Mam prośbę, zgubiłam gdzieś nazwisko tej wesołej ilustratorki, która rysowała takie fajne zabawne babcie w ogrodzie, czy ktoś pamięta?
    Sama mogę polecić filmiki dla dzieci „Pamiętnik Florki” można obejrzeć na YT, to nasza produkcja, ilustrowała pewna malarka. Pozdrawiam.

  13. Iskro, ach, a ja lubię znać róże po imieniu.
    Lubię też oglądać wszystkie różane kolekcje w internecie.
    Twórcy nowych odmian mają tyle fantazji! – także jeśli idzie o imiona róż.

  14. Mam ją w swoim kajeciku wśród róż do nabycia, ale skoro Graham Thomas tak łatwo przemarza, to chyba jej jednak nie nabędę; klimat nadmorski nie został stworzony dla tej eleganckiej róży. Zupełnie wystarczą mi do zamartwiania się stare drzewa owocowe, które jedno po drugim usychają.

  15. Dzień dobry !
    Wszędzie zapach róż, również tutaj.
    Mamo Isi, nie przejmuj się, że nie znasz jednej ze swoich róż z imienia, ja nawet nie próbuję zapamiętać skomplikowanych nazw tych kilkudzisięciu gatunków, które u nas rosną. Po prostu mówię do nich różyczki ( to jak siostrzyczki) i cieszę się ich urodą i zapachem. Nie musimy być chodzącymi atlasami kwiatów, bez przesady. Miłego napawania się pięknem przyrody w tym słonecznym dniu życzę DUA i Wam wszystkim a szczególnie obijającym się już uczniom.

  16. Jill Barklem tomik po tomiku nabyłam jakoś na początku tego tysiąclecia. Psiapsiółka sprezentowała nam „Summer Story”, które specjalnie dla nas skserowała i pokolorowała, no i się zaczęło, bo nawet w tej siermiężnej wersji było to coś nadzwyczajnego!

  17. Nadganiam z czytaniem Księgi o jeżach; czterdziestolecie Jeżycjady, no patrzcie Państwo, jak ten czas leci, a my się nic a nic nie starzejemy, no najwyżej zewnętrznie, ale to pestka. Właśnie przedwczoraj małżonek wkroczył do kuchni, gdzie kroiłam na plastry młode ziemniaczki i znienacka wygłosił wykład monograficzny na temat czasu. Wniosek nasuwał się jeden: wymyśliliśmy go sobie (tzn. czas wymyśliliśmy, a nie męża). Bardzo mnie to uwzniośliło przy tym jakże prozaicznym zajęciu.

  18. Dzień dobry! Nareszcie ciepło! To ja też się dodam w temacie różanym.
    Tak, Westerland przy ganku pachnie przepięknie. Co prawda wskutek sklerozy zapomniałam, jak się nazywa, ale od czego net? Niedługo pozapominam imion własnych dzieci, jak tak dalej pójdzie.
    Zakwitła też pierwsza Sympatia, aksamitne, purpurowe cudo. W zeszłym roku posadziłam ją przy pergoli, żeby się po niej pięła. W półcieniu, który podobno lubi. A ona rwie się do słońca i ani jej się śni piąć.
    Louise Odier, która zakwitła pierwsza, została przez matkę naturę potraktowana po macoszemu i dopiero dochodzi do siebie. Ma wiotkie gałązki, więc wicher szarpał ją, biedulę, jak chciał.
    Wciąż pojęcia nie mam, jak się zwie biała róża, którą posadził Tata ponad pół wieku temu. Obsypuje się chmurą kwiecia, pachnie słodko, delikatnie i jest bardzo odporna na wszystko.

  19. Piątku, tego piątku, wyczekują szczególnie uczniowie i nauczyciele. Wakacje z progiem! :)

  20. Cha, cha, a to dobre, Zuziu!

    Tak, prześliczny był dziś dzień, wszystkie róże mi rozkwitły i się napawałam. Najmocniej pachną te pomarańczowo- miedziane, „Westerland”.
    A co się napodlewałam! Pewnie zaraz będzie padać.

  21. Dzień dobry!
    Wspaniała dziś niedziela, nieprawdaż? Mam nadzieję, że dla wszystkich.
    Uwielbiam takie dni spędzać z rodziną. Całe dnie razem.
    Ślę do wszystkich gorące uśmiechy, zwłaszcza do osób, które już wyczekują piątku.

  22. Myślę, że twórcy serialu mieli świadomość tych trudności adaptacyjnych, ale im prawdopodobnie chodziło o stworzenie nowej jakości, a przede wszystkim złudzenia, że świat myszek tak właśnie wygląda i gdzieś tam istnieje naprawdę. Rysunek jest jednak bardziej umowny. Dokładni Brytyjczycy nie zadawaliby sobie chyba tyle trudu bez powodu.
    Co do tysięcy rysunków, to o ile mi wiadomo, przy takiej realizacji tworzy się pewien moduł, nad którym się dalej pracuje komputerowo.

  23. Dziękuję, powtórzę jej:) Chyba się ucieszy – ona jest poniekąd osobą obdarzoną poczuciem humoru, skorą do śmiechu.

  24. Madziu, ależ siostrzyczka myślała logicznie, a nadto – wykazała się pewnym literackim obyciem.
    Nawiasem mówiąc, w „Ciotce” występuje pewien jeż.

    Gio, dzięki za zdjęcia!
    Miło wyglądacie.

  25. Dzień dobry!
    Miły ten zwierz, a jego zdjęcie przypomina mi anegdotkę, jak to moja młodsza siostra przyznała się kiedyś, że będąc osóbką całkiem małą, myślała, że Jeżycjada to książki o jeżach.
    Miotam się tu międzylekturowo – zastanawiam się, czy doczytać biografię Alberta Einsteina, czy przy prawie wolnej niedzieli (na godzinkę muszę wpaść później do pracy) przeczytać wspomnienia „Nigdy nie rodzi się byle kto”, które zapowiadają się bardzo obiecująco. Zresztą wybór jest trochę szerszy. Ot, taki dylemat przy chłodnej, rześkiej, czerwcowej niedzieli.

  26. Animacje przestrzenne też się robi teraz komputerowo. Czy fotografowanie kukiełek jest bardziej skomplikowane i pracochłonne od narysowania tysiąca podobnych obrazków – nie wiem. Ale mnie w ogóle nie o to chodziło. Miałam na myśli trudności adaptacyjne w przekładaniu jednej rzeczywistości (rysunku) na drugą (kukiełki). Przy takim bogactwie pierwszej, wolę, by animacja pozostała rysunkowa. Co innego, gdy rysunek jest bardziej umowny, jak np. w Muminkach, wtedy nie czuję tej straty. Ale to oczywiście tylko moje subiektywne spojrzenie na sprawę, które nie dotyczy strony warsztatowej tej konkretnej animacji.

  27. Nie jestem ekspertem, ale wydaje mi się, że ten rodzaj animacji zwanej obecnie aż nazbyt często 3D jest jednym z trudniejszych w realizacji i tym bardziej zasługujący na uznanie. Zważywszy, że każdy ruch lalki trzeba sfotografować, a nie korzystać z usług komputera, jak to najczęściej bywa w przypadku animacji rysunkowej, to wielka robota. Wrażenia są trochę inne, ale chyba nie pozbawione wartości. Zgoda, że na największą uwagę zasługują książki i ilustracje w nich zawarte.

  28. Karikari, właśnie widziałam zdjęcie Twojego synka!
    Ależ sympatyczniak! Jaki szelma! I chyba podobny do Ciebie!
    Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego najlepszego!

    Gio, Kasztanowłosa, uściski.

  29. witam po dluzszej przerwie!
    Pani Malgosiu, baaardzo spoznione ale najszczersze zyczen ia imieninowe! Jestem tutaj caly czas, podczytuje i podziwiam. Te Wasze komentarze sa po prostu…tzn WY jestescie wspaniali. I zawsze tu wpadam jak mi smutno:))) Mocno Was sciskam.

  30. Tak ogólnie: dziękuję za to miejsce, gdzie możemy być razem i dzięki któremu możemy być razem. Księga łączy ludzi!
    Vivat DUA, vivant Adminki, vivant Księgowi (starzy i nowi, i ci in spe)!

  31. Casciolino, znając siebie, pewnie kupię wersję polską, a z angielską nie będę umiała się rozstać. Ale jeszcze dam znać.

    Piętaszku, o serialu wiem, obejrzałam kawałek na YT, ale rodzaj animacji nie zachwycił mnie. Moim zdaniem, nie oddaje w pełni bogactwa książkowej ilustracji. Książki mają już trochę lat, aż dziwne, że tak długo nikt ich w Polsce nie wydawał…

    Anitę Jeram lubimy i mamy.

    Zgadzam się co do twórczej kontynuacji obu pań. Wprawdzie Beatrix Potter wydaje mi się najbogatsza treściowo i dramaturgicznie, za to Barklem i Jeram tworzą świat bardzo bezpieczny dla maluchów – nikt tam nikogo na pasztet nie przerabia ;)

  32. Ilustracje Anity Jeram, wspaniałe ! Dziękuję za trop Ann. Widać, że ta ilustratorka kocha i rozumie zwierzęta. Obydwie panie (Barklem i Jeram) pięknie kontynuują, ale nie naśladują dzieło zapoczątkowane przez Beatrix Potter.

  33. Wawiłow Babciu :-) Jak miło przypomnieć sobie księgowe zagadki! Dziękuję, że mogłam się z Wami podzielić różami, cieszę się, że się spodobały. Tak może tylko dorzucę, że przepadam za angielską ilustratorką Anitą Jeram, uwielbiam jej rysunki.

  34. Babciu Gąsko, łączę się w bólu. Na razie na dwóch krzakach róży zakwitł nam jeden, mizerny kwiatek, który prawie od razu przekwitł, a inne pąki wyglądają również tak mizernie, że nawet nie warto się na nic nastawiać. Jednak wtedy, kiedy róża zakwitła, to czułam się jak Mały Książę, który zrozumiał, jak wyjątkowa jest jego róża. My chyba mamy rodzinne uroczne oko i ręce do róż.

    Jeżycjadę zaczęłam czytać chyba trzy lata temu, a tutaj wpadałam od czasu do czasu, lecz strasznie się bałam cokolwiek napisać, bo wszyscy byli tu tacy wspaniali! Dopiero w grudniu (?) się odważyłam i nie żałuję. Zawsze, gdy mi smutno, to lubię tu wpaść, poczytać, a później odejść już pocieszona i ogrzana. Niech żyje Wyspa, Autorka, Adminki i Księgowi!

  35. Wiesz, Babciu Gąsko, kiedy lamentowałam nad swoimi stratami, pan Stanisław Żyła, słynny polski hodowca, twórca róży „Chopin”, mawiał:
    – Tylko bez sentymentów, nowa róża kosztuje 4.50. Starą wyrzucić!

    Sowo, zachwyciłam się jeżynowymi ilustracjami. Prześliczne, a jak dużo do oglądania!

  36. Uprzejmie donoszę, że mój Graham Thomas przeniósł się do Krainy Wiecznych Łowów. Zimny kwiecień z przymrozkami go dobił. Trwam w ożałobieniu.

  37. Kiedy moje dzieci były małe, Sowo, w telewizji zdarzały się jeszcze godne uwagi programy dla nich przeznaczone. Wtedy właśnie można było oglądać serial animowany, oparty na „Brambly Hedge”, zatytułowany „Mysia Dolina”. Książki o ile wiem wtedy jeszcze u nas nie wydano. Jedynie ukazywało się coś w rodzaju zeszytów, broszurek zawierających kolejne opowiadania oraz różne zadania dla dzieci z owymi myszkami w roli głównej. W jednym z zeszytów była również gra planszowa, za którą moje skrzaty przepadały. Mam te zeszyty do dziś. Ilustracje są rzeczywiście obłędne. Autorce udało się stworzyć wspaniały, ciepły, bajkowy świat z ogromną dbałością o każdy szczegół.

  38. Dziękuję za tamte starania, miła Baziu!
    Ucieszyłam się i tak.

    Swoją drogą, cieszę się właśnie najpiękniejszym różanym miesiącem, wszystko jest w pełnym rozkwicie, a Graham Thomas najśliczniejszy!

  39. Śliczna róża Ann przypomniała mi własne próby zrobienia zdjęć róż z ogrodu botanicznego z Christchurch w Nowej Zelandii. Uroda kwiatów posłała moje myśli do Autorki „Córki Robrojka” i dla Niej własnie miały być te zdjęcia. Ale, cóż, tak się przejęłam misją, że wszystkie ujęcia (a było to 36 klatek, bo czasy były dawne) wyszły niewyraźne: 36 pięknych rozmazanych róż cudnej urody! Cieszę się, że DUA otrzymała teraz tak wyraźne piękno. Pozdrawiam wszystkich wielbicieli róż.

  40. Sowo P., gdyby się okazało, że tłumaczenie jednak Cię zadowala to daj mi znać, chętnie odkupię oryginał. To byłby piękny prezent na pierwsze urodziny Klementyny Joyce, córki mojej najlepszej przyjaciółki.

  41. Ileż dzięki temu miejscu spotkałam fantastycznych osób, ile rewelacyjnych książek przeczytałam z polecenia Księgowych, ile cudownych wieczorów spędziliśmy razem! Dziękuję przede wszystkim DUA, ale też wszystkim bywalcom. „Niech żyjecie, niech żyjemy i niech żyją urodzinki”

  42. Mam jeszcze informację dla Księgowych lubiących angielską literaturę dziecięcą w stylu retro: za parę dni w Znaku ukaże się komplet powiastek Jill Barklem z serii „Brambly Hedge” („W Jeżynowym Grodzie”) – historyjek o bardzo sympatycznych myszkach na tle angielskiej przyrody. Jest to może książka bardziej dla małych dziewczynek (i ich mamuś), bo opowiada głównie o jedzeniu, robieniu przetworów (są i kandyzowane fiołki), podwieczorków, pikników, o mysich weselach i urodzinach, ale ma wprost obłędne ilustracje. Kiedy jakiś czas temu natknęłam się na nie przypadkiem w Internecie, natychmiast uznałam, że muszę mieć tę serię (w luksusowej wersji „The Complete”) i zaraz zamówiłam ją, nie spodziewając się, że niebawem ukaże sie jej polska wersja. Teraz mogę tylko racjonalizować sobie ten pochopny zakup utwierdzając się w przekonaniu, że na pewno nie będę zadowolona z tłumaczenia. W każdym razie, drogie Księgowe rozmiłowane w Beatrix Potter, zamówcie sobie tę książkę koniecznie, a najlepiej od razu dwa egzemplarze, żeby nie kłócić się z własnym dzieckiem o prawa własności. Cena wydania jest dość rozsądna, a niebawem pewnie nakład się wyczerpie, jak wszystkiego, co dobre.

  43. Skoro mowa o tych sympatycznych zwierzątkach, to melduję, że u nas też jeże mieszkają od lat, ale zwykle były aktywne w nocy. Niedawno zaobserwowałam zaś, że odbywają one również, niczym nie skrępowane spacerki dzienne – ciekawe.

  44. Jeż to sympatyczny zwierz.

    Róża Graham Thomas – szlachetna. Lubię takie dobrze ułożone róże, większość tych co mam, gdy rozkwita prezentuje jakiś wewnętrzny nieład płatków i ogólną wrodzoną przywiędłość.

    Uśmiecham się szeroko do Bożeny i Ateny.

  45. Ja też pamiętam!
    Dzieci słuchały.

    Lauro Bellini, jak miło, że wpadłaś!
    Witam serdecznie.

  46. Przypomnial mi sie jezyk z bajki, ktory zmienial futerko (u Sowy) podspiwujac „to futerko jest lepsze, to futerko miec wole”, (i juz sie dzisiaj nie uwolnie od tej piosenki). Pamietacie jezyka?

  47. Za tych ostatnich dziewięć i za wszystkie czterdzieści lat – dziękuję!
    Ho, ho! Tak, tak! Minęło ani się człowiek obejrzał.

  48. Aaa, Karikari, nareszcie się odezwałaś – prywatnie co prawda – więc powiem Ludowi, że syneczek Twój ma się świetnie! A resztę zachowam dla siebie, tylko się ciesząc.

  49. Dobry wieczór!
    Wszystkiego dobrego DUA i Ludu!
    Po ujrzeniu przepięknego zdjęcia Ann (róża wydała mi się dziwnie znajoma), rzuciłam się przeszukiwać sklepy ogrodnicze w poszukiwaniu Grahama Thomasa i okazało się, że już mam go w ogrodzie. (Ale kupiłam pod nazwą Lemon Parody – nie pamiętałam, że ma także inną nazwę). Jak na krzaczek posadzony tej wiosny, radzi sobie pięknie – ma sporo kwiatów.
    Od tej wiosny też wypadam co rano z domu do ogrodu i oglądam moje rośliny – to nałóg. ;-) (W piżamie i swetrze)…
    A jeż fajny. Jeszcze u moich rodziców taki zwierz pojawił się kiedyś w kojcu u Jaskra – naszego nowofundlanda. Pies dostał histerii, ale jeż pozostał niewzruszony. ;-)

  50. Uśmiecham się :) I jeszcze raz :)

    Ale moje utracone uśmiechy to chyba sprawa bardziej banalna, spam tu nie winien: nowy laptop, nowa klawiatura, najwyraźniej Shift mnie ignoruje.

  51. Bliskie spotkanie z jeżem:)
    Nam też się przydarzyło w czasie uprzątania przekwitłych łanów niezapominajek. Wybudzony w środku dnia jeżyk najpierw pomedytował smętnie metr od mężowskiej nogi, po czym zaczął przeciskać się między sztachetkami niskiego płotka. W pewnej chwili przednie pół jeża było po jednej stronie, środek ściśnięty do 3 cm, a tyłeczek i łapki dyndały po stronie przeciwnej. Mąż, lekko skonsternowany, glośno zastanawiał się nad akcją ratunkową, ale jeżyk z chrzęstem igieł przedostał się samodzielnie i zniknął dostojnie w paparociach.
    Psy natykają się na niego od czasu do czasu, ale jeż lekceważy je zupełnie. Tylko psie wrzaski słyszy cała okolica.
    Poranne inspekcje ogrodowe w piżamie kultywuję odkąd mamy ogródek. Dawniej uprawiałam malutki balkon i też poranną herbatę łączyłam za skubaniem przekwitłych kwiatków.
    Właśnie skończyłam czytać biografię Humboldta. Dowiedziałam się, że jego przyjaciel Goethe był znakomitym przyrodnikiem!
    Lecę przesadzać pelargonie.
    Uśmiecham się do Was.

  52. Bożenko, nie ma ich w spamie! Właśnie go wywalałam, sprawdzając wszystko.
    Chyba musisz się uśmiechnąć jeszcze raz.

  53. Ach, jakież to piękne miejsce poezji stosowanej, najpierw Babcia, teraz Sondelanki. Chylę czoła. Wierszyk zawarł wszystko co w dniu dzisiejszym powinien. Nie znałam jeszcze Ludu z tej strony.
    Jakie to miłe :)

  54. Och, gubię uśmiechy, coś mi je porywa! Ocalał ten zakamuflowany do Alka, a zaginęły do Ateny i Sowy z Sowiątkiem.

    Ateno, przeznaczenie prosto z nieba? Ależ piękny obraz, a jakie pole do wyobraźni :)
    Może sfrunie jeszcze mój zaginiony uśmiech.

  55. Magia ze zdjec Ann, zawsze mnie hipnotyzuje, wskoczylabym do swiata roz.
    Jezyk uroczy, mimo ze jest balaganiarzem.
    Jestem fanka Sowiatka.
    Bozenko, dzisiaj przeznaczenie spadlo mi z samego nieba.
    Wiwat 9 lat!
    (What would life be like without you, Ludu?)

  56. Kochana Ksiego, Szczesliwa Wyspo,
    podziekowac chce Ci dzis za wszystko
    – za ksiazki, przyjaciol, muzyke, wiersze,
    zagadki, obrazy, wzruszenia najszczersze,
    za Galerie, dysputy literackie,
    z dowcipow smiechy zupelnie wariackie.
    A najbardziej za spokoj, dobro i milosc
    tak pomagajace na zycia zawilosc.
    Za wartosci niezmienne stale tu obecne
    prostujace swiata drogi niebezpieczne.
    Zyj nam, Ksiego Droga, lata jeszcze dlugie!!
    Bo gdziez my znajdziemy Miejsce takie drugie?
    A DUA, Adminkom i Ludowi – serdeczne usciski
    przesylaja Sondelanki wszystkie

  57. Mają, mają, proszę zobaczyć na „davidaustinroses kropka com ukośnik us”. Ale dziwne, że właśnie Rambling Rector nie ma.

    W szlafroku też, gdy jest chłodniej. Teraz ostatnio jest u nas 25C już rano, a w południe – patelnia.

  58. Justysiu, chyba nie znajdziesz „Louise Odier” u Austina. To stara róża burbońska, wyhodowano ją we Francji w roku 1851 (inna jej nazwa to „Mme de Stella”).
    Podobno Austin wykorzystał ją przy tworzeniu swojej odmiany „The Herbalist”. Ale zdecydowanie wolę od niej starą Louise.

    Tymczasem mój „Rambling Rector” rośnie jak szalony. Dwa wspaniałe, żywotne krzewy.
    Co do wychodzenia rankiem na obchód kontrolny: ja też, ja też! Tak samiutko, tyle że w szlafroku! Szczęśliwe chwile.

  59. Dzień Dobry.

    Zawsze rano, gdy jest słonecznie, jeszcze w piżamie, wychodzę do ogródka zobaczyć co tam nowego, co zakwitło, co przekwitło, itp.

    Fluid z Graham Thomas – moja dziś otwarła swój pierwszy kwiat – właśnie jestem po porannym obchodzie. Dopiero drugą wiosnę mam tę różę, a już taka jest duża i ma tak wiele pączków. Cudo! Dziękuję za inspirację pani Małgosiu. Cieszę się moimi różami, które mam – Graham Thomas i Pomponellą (inspiracja Ann), która też sporo urosła i nie jest już taka drobna, ale wciąż myślę o Louis Odier, która się okazała być nie do zdobycia w Kanadzie. Kiedyś będę ją mieć, bo widzę, że David Austin ma swój sklep również w USA (Teksas), więc przy okazji najbliższego wyjazdu na południe nie omieszkam zamówić i przywieźć.

    Jeszcze dodam, że maciejka pięknie mi rośnie w tym roku, z niecierpliwością czekam na pierwsze kwiaty i ten zapach. Ona jednak musi mieć odrobinę cienia – tym razem wysiałam ją m.im. w donicy z drzewkiem figowym.

  60. Alku, dziękuję i się cieszę!

    Gbrylko spod regału, witam Cię i pozdrawiam!
    Wyłaź!

    Uff. Wróciłam z wyprawy rowerowej do miasteczka. Burza mnie po drodze złapała! Schowałam się pod parasolem lodziarni na rynku.

  61. To dziś , ten dzień ? Choć zaistniałam tutaj równe dwa lata temu, zaglądałam i czytałam Was od początku. A kiedyś, dawno odważyłam się nawet napisać do Naszej Ulubionej Autorki list ! I otrzymałam odpowiedź, a jakże. Wyobrażam sobie teraz, jaki biedny i zapracowany musiał wtedy być nasz Starosta, odpisujący po nocach na te tysiące listów!

    A zdjęcia cudne! Alku, Tobie dziękuję za prawdę, Ann – za piękno, a Gio – za dobro, które to cnoty głównie przekazaliście poprzez wasze fotografie. Miłego dnia wszystkim.

  62. Oczywiście, że nie mam nic przeciwko temu. Chyba że to jedno, że zdjęcie nie udało mi się idealnie, jest lekko nieostre. Tak bywa, kiedy robi się w pewnym pośpiechu. Zrobiłem jeszcze dwa obrazki, ale są gorsze, jeden przez szybę, a drugi zwierzaka oddalającego się. Widać tu jeża otoczonego kompletnym bałaganem (nie licząc nawet rzuconej przeze mnie po wielkopańsku zapałki). Zanim zabrał się do dzieła, leżało tu sobie spokojnie kilka orzechów w łupinach. Cały ten rozbabrany śmietnik to już robota małego szkodnika. Siedzi sobie teraz z zadowoloną miną: napaskudziłem, a teraz dawać więcej orzechów!

  63. Alku, ależ pocieszyłeś – i ucieszyłeś – mnie, i to podwójnie, zwłaszcza tym „nie wiem” (emotikon zakamuflowany).

    Jeżyk rozkoszny.

    A propos wiadomej książki, jeden z moich ulubionych cytatów, którym od lat skutecznie się energetyzuję, to Małgorzaty „Ale nie ma się co zasiadywać”.

    Sowo P., logika Sowiątka budzi moje najwyższe uznanie

  64. Dziękujemy, Kochana Pani Małgorzato! I za Księgę, i za Jeżycjadowych lat czterdzieści. Czymże byłoby życie bez Jeżycjady? Życie bez Jeżycjady jest praktycznie niemożliwe.

    I przepiękne zdjęcie Ann. Piękne róże, ale jakie tło! Migotliwe, czarowne, tajemnicze, jak zaproszenie do krainy baśni.

  65. O tak, Pani Małgosiu, byle tak dalej! Spotykajmy się, rozmawiajmy, dzielmy się tym co dobre, mądre i piękne. Uśmiecham się do Wszystkich tworzących to miejsce :) A jeżyk jest uroczy.

  66. Tak jest, siostrzyczko Cascioliny.

    Maniu, daję słowo, że życie MOŻE być ciepłe i piękne, więcej – że JEST takie!

  67. Ja ostatnio również obserwowałam jeża- co prawda z balkonu na trzecim piętrze, a nie w swoim ogrodzie, ale i tak była to miła chwila, gdy jeż przemierzał swoimi maleńkimi nóżkami szerokość osiedlowej ulicy, a przejeżdżający akurat samochód zatrzymał się uprzejmie, aby go przepuścić :) z innych dzikich zwierząt przebiegających drogę- lisy pojawiają się bardzo często, a czasem zdarzy się również dzik, co niezmiennie powoduje szybsze bicie serca. Siostrzane róże przepiękne!

  68. Róże… zazwyczaj nie przepadam za nimi ale te są tak delikatne, mają tak łagodny kolor, że nie przypominają tych czerwonych, tradycyjnych, które kojarzą mi się z kwiatami dla nauczycieli. Co do jeży – niedawno spotkałam na spacerze, psy były zupełnie zaskoczone co to za dziwny zwierz. Strona niech jeszcze rozwija się przez kolejne lata, tak samo jak cała seria! Właśnie ostatnio wróciłam do Jeżycjady, po kilku latach przerwy zaczynam czytać całą serię na nowo i czuję, że te znajome historie wnoszą powiew marzeń i nadziei w szarą egzystencję, nadziei, że życie może być ciepłe i piękne.

  69. Koniecznie chciałam się z Wami podzielić cytatem z książki DUA a tutaj widzę nowy, przesympatyczny wpis.
    Jeże lubimy, pożyteczne stworzonka, róże kwitną u nas już wprost nieprzyzwoicie bujnie ( te przy bramce zagrażają wręcz spokojnemu wchodzeniu na posesję) , ale zdjęcia robię tylko komórką ( jedyny sprzęt elektroniczny jaki obsługuję) dlatego są marne jakościowo i nie mam jak się podzielić z Wami ich widokiem.
    „…udało jej się zasnąć nad……………., która, czytana po raz setny w życiu, jak zwykle przynosiła jej spokój i poczucie bezpieczeństwa.” – to cytat z książki DUA ” Imieniny”. Wykropkowałam tylko tytuł czytanej prozy, żeby każdy z nas mógł tam sobie wstawić ulubioną przez nas Jeżycjadę, a Księgowi i tak zgadną, kto czytał i co.
    Tak właśnie mam z książkami pani Małgorzaty, a i ta księga elektroniczna wpisuje się w te odczucia.
    Dobrego dnia kochane bratnie dusze !

  70. A swoją drogą, Casciolino, spodobało mi się, że ujrzałaś w różach dwie siostry. :) Wiele mi to mówi o Tobie. I o Twoich siostrach.
    Pozdrawiam wszystkie!

  71. Kass, ciekawa historia o lisach. Obserwuję tutaj, na wsi, że dzikie zwierzęta rzeczywiście przybliżają się do ludzkich siedzib. Ale co innego u nas, a co innego w 13 milionowyej metropolii!- inna sprawa, że dużo w tym Londynie zieleni.

  72. Dzień dobry!
    To są w ogóle zachwycające róże, Casciolino – wyjątkowej urody i dobrego charakteru. (Mam dwa krzewy Grahama Thomasa, co roku obsypują się złotymi, uśmiechniętymi kwiatami!)
    Ale Ann dokonuje jeszcze dodatkowych cudów swoim aparatem – i tym razem też zrobiła kwiatom portret psychologiczny. Zdjęcie jest przy tym doskonałe, świetnie skomponowane, malarskie.
    I jakie subtelne kolory, jakie światła!

  73. Ann, zdjęcie siostrzanych róż jest zachwycające!
    Dziękuję za możliwość podziwiania tego piękna!

  74. A ja niedawno spotkałam lisa. Przebiegł mi przed samochodem, jak jechałam do domu i poleciał dalej na łąki. Najpierw się trochę zdziwiłam, bo mieszkam w całkiem sporym mieście, ale potem pomyślałam, że skoro są zające (często kicają po uliczce, gdzie mieszkam) to muszą być i lisy…tak już jest ten świat zbudowany. I jakoś radzą sobie z porozkładanymi w szachownicę drogami szybkiego ruchu. Pochwaliłam się potem tym lisem na angielskim, a native speaker David w śmiech i mówi: w Londynie, to dopiero pełno lisów. Gdzieś tam sobie mieszkają i często się je widzi wędrujące ulicami. Prawdziwi Londyńczycy!

  75. Jeż na cześć Jeżycjady! Jaki on milutki, jaki śliczny.

    Chciałabym, aby taki zamieszkał w moim ogródku, ale w Kanadzie jeże można spotkać podobno tylko w sklepach zoologicznych, i to bardzo sporadycznie, gdy jakiś hodowca wystawi je na sprzedaż.

Dodaj komentarz