
„Pociecho moja, książeczko”- myśli sobie może ten śliczny, poważny, a może nawet smutny chłopczyk o jasnym spojrzeniu, grzecznie upozowany w krakowskim atelier fotograficznym, na tle malowanego pejzażu.
Któż to być może, jak myślicie?
Czy już widać po nim, że jego myśl wywrze wielki wpływ na całe pokolenia? Że jego słowa wejdą do serc i do krwiobiegu Polaków? Że cytaty, pochodzące z jego dzieł, będą krążyć nad ojczyzną i budzić sumienia jeszcze ponad sto lat od dnia jego śmierci? Że jego obrazy przejdą na zawsze do historii sztuki i staną się bezcenne?
Nie. Nie widać tego po nim. Zupełnie.
Nikt by nawet tego nie przypuszczał.
To tylko dziecko. Wydaje się zupełnie zwyczajne.
Z okazji dzisiejszego święta chciałabym powiedzieć dorosłym: wszystkie dzieci wyglądają na zupełnie zwyczajne.
A tymczasem wszystkie są niezwykłe, wiele z nich ma wyjątkowe zdolności, a absolutnie każde z nich na swój sposób wpłynie na losy świata. Nie wiecie, jaki to będzie sposób, więc lepiej szanujcie wszystkie dzieci.
To Posłańcy.
Wasze dzieci nie są waszymi dziećmi.
Są synami i córkami tęsknoty Życia za samym sobą.
Przybywają przez was, ale nie z was,
I chociaż są z wami, nie do was należą.
Możecie im dać waszą miłość, lecz nie wasze myśli,
Albowiem mają swoje własne myśli.
Możecie dać dom ich ciałom, ale nie ich duszom,
Albowiem ich dusze przebywają w domu jutra, którego wy nie możecie odwiedzić nawet w marzeniach.
Możecie się starać być podobnymi do nich, ale nie usiłujcie ich uczynić podobnymi do was.
Albowiem życie nie idzie wstecz, ani nie pozostaje z dniem wczorajszym.
Wy jesteście łukami, z których wasze dzieci, jak żywe strzały, wysyłane są naprzód.
Łucznik widzi cel na drodze nieskończoności i On przygina was swoją mocą, by Jego strzały mogły lecieć szybko i daleko.
Niech was raduje to naginanie ręką Łucznika,
Bo tak jak kocha On strzałę, która leci, tak kocha też łuk, który jest nieruchomy.
(Khalil Gibran Prorok – tłumaczenie moje)
Chłopczyk o jasnym spojrzeniu niebawem zaczął wyglądać inaczej, o, tak:

A już potem wyglądał tak:

Stał się dorosłym.
Ale chyba nie zapomniał, że mały Posłaniec wiele, wiele rozumie. I umiał to narysować, kiedy miał już własne dzieci. Spójrzmy tylko w te oczy:

Portret Józia Feldmana – rysował Stanisław Wyspiański.








Czekam z niecierpliwością ! Dodam tylko, że obecnie front kamienicy wygląda jeszcze piękniej, bo jest świeżo odnowiony.
Aaa, Piętaszku!
Co za ciekawe wiadomości!
Nie mogę zajrzeć do „PG”, bo pożyczyłam go pewnemu Wilkowi Morskiemu. Może Wilk sprawdzi.
Dzień dobry. A propos ulic, ale w troszkę innym znaczeniu. Mam ostatnio konieczność, ale bardzo przyjemną, poruszania się po ulicy Gdańskiej i okolicach, w Bydgoszczy. Jako „podbydgoszczanka ” znam ją oczywiście, bo to jedna z głównych ulic w tym mieście, ale zawsze to był tylko wykonany rzut oka na ten, czy inny ładny budynek, bez bliższego zapoznawania się. Teraz wiem, że jest to okolica obfitująca w oszałamiające wprost przykłady architektury secesyjnej i innych stylów współistniejących w tym okresie. Urzekają mnie też liczne kamienice i wille (prawie wszystkie odnowione) z – uwaga – wieżyczkami! Jest ich tam mnóstwo, a jedna ładniejsza od drugiej. Ile razy na nie spoglądam, myślę oczywiście o Pani, DUA i czuję się trochę, a nawet bardzo, jak w Poznaniu przy Roosevelta. Słowem, Bydgoszcz secesją stoi i to bardzo. Ale to tylko przy okazji mówię, bo głównie chodzi mi o pewną kamienicę, która jest piękna, a mieści się niedaleko ul. Gdańskiej, na Libelta 10 ( można ją zobaczyć w grafice). Zaczęłam się wczytywać w historię tej kamienicy i okazuje się, że ma ona duży związek ze znanymi postaciami pochodzącymi z kresów. I przeczytałam też o niej takie zdanie : ” W latach 30. kamienicę przy ul. Libelta 10 w Bydgoszczy odwiedzał Zbigniew Raszewski, po wojnie znany teatrolog. W swojej znakomitej książce pt. „Pamiętnik gapia”, wspomina ten dom, gdzie wówczas mieszkał jego przyjaciel Stefan Rudnicki …”
Ślę moje wielkie gratulacje w stronę Adminki i Wójta! :)
Wójcie, przeczytałam „LCz”, właściwie pochłonęłam na raz, wzruszała mnie i bawiła, „psy psycholog, śpi psycholog” do teraz wywołuje mój uśmiech. :) Dzięki! I dzięki za prawdziwie KSIĘGOWĄ dedykację. :)
Pozdrowienia od Biedronki.
PS A w mojej rodzinnej parafii jest osiedle Bajkowe. Najzabawniej jest, jak ksiądz dostojnym głosem ogłasza kolędę i wyczytuje kolejność odwiedzin: „w poniedziałek: ulice Calineczki, Królewny Śnieżki, Krasnoludków, Misia Uszatka; we wtorek: Kopciuszka, Złotej Rybki, Pinokia i Piotrusia Pana…”, etc. :)))
A z poetycznych nazw: miałam kiedyś koleżankę mieszkającą na ulicy Ku Słońcu. :)
O, torcik? Mmmm, chętnie!!! Dziękuję!
Wprawdzie słyszałam, że dzisiaj jest Dzień Przyjaciela, ale myślę, że z Dniem Księgowego akurat tutaj nie kłóci się ani trochę.
Niech żyje nasza Księga!
Niech żyje Założycielka Księgi!
Niech żyją Adminki!
Niech żyjemy my, Księgowe i Księgowi wszystkich krajów!
W Gliwicach po wojnie Danzigerstrasse przemianowano na Dancynowską, a gdy mieszkańcy zaproponowali, by nazwać ją Norwida, urzędnik MRN upierał się, że absolutnie nie można, gdyż Dancynowsk był zasłużonym działaczem komunistycznym. Ostatecznie jednak Norwid zwyciężył.
Ojej, spóźniłam się tematycznie, będzie nowy wpis :)
Ale – niech żyją nowe wpisy!
Piegusko, ulica Wieczornych Mgieł czarowna.
W Bytomiu nie ma niestety nazw ulic z fantazją, choć wzbudza moje delikatne współczucie ulica Samotna. Jest natomiast w perypetiach nazw ulic – jak chyba wszędzie – spory kawał historii. Ostały się niektóre nazwy sięgające średniowiecza, były rugowania i sporadyczne powroty nazw poniemieckich czy nieprawomyślnych typu Lwowska czy Wileńska. Oryginalna jest nazwa niewielkiej uliczki Szczęść Boże (przed wojną Glückaufstrasse), zastąpiona w jedynie słusznych czasach Szczęściem Górnika (he he), a następnie nazwiskiem działacza partyjnego. I znowu Bytom ma Szczęść Boże.
A w Poznaniu są ponoć ulice Makowej Panienki, Szeherezady, Lisa Witalisa :)
Serdeczne gratulacje dla nominowanych Autorek! Ależ radość dla Pierwszej Autorki :)
Za kwadransik zaproszę Was do nowego wpisu z bardzo ładnym zdjęciem!
Aż sobie wyszukałam tę ulicę Gruszek i Jabłuszek. Jaka ona ładna!
Stawiam torcik z truskawkami i kremem mascarpone na Dzień Księgowego!!!
Niech żyją Księgowi i Księgowe!
Ulica Gruszek i Jabłuszek! Ha, ha! Też bym to uznała za żart. :-)))
Krzysztofie, chyba trochę pomogło, ale nie od razu.
Babciu, wykropkowałaś bliskie nam słowo „szajba”.
Mamo Isi, ja z Grochowa i gdyby nie ty, też bym o tych ulicach napisał. Blisko Spalinowej do szkół uczęszczałem.
Teraz mamy np. ulicę Safony, Penelopy, Izoldy, Kleopatry, Antygony, Wiewiórki, Kaśki Kariatydy, Gustawa, Gerwazego, Misia Uszatka, Internetową i Samarytanka.
Jest też w Warszawie ulica Echa Leśne. Utkwiła mi w pamięci, bo szukaliśmy jej kiedyś z pewnym znajomym. On prowadził samochód, a ja usiłowałam pilotować, posiłkując się planem miasta. Efekt: długo kręciliśmy się w kółko (niczym w lesie), zanim dotarliśmy na miejsce. :-))))
A była w Warszawie Komarowa, Mamo Isi. Ale Władimira, radzieckiego kosmonauty. Obecnie Wołoska.
Mamo Isi, w Breslau takie przeinaczenia są mnogie. Są tam na przykład mosty budowane przez niejakiego inżyniera Nakonza. Nazywały się jego nazwiskiem. Powojenni Polacy zrobili z nich mosty Na końcu. Teraz nazywają się inaczej, ale wciąż jest tam w pobliżu ulica o takiej nazwie.
Dziś podobno jest Dzień Księgowego. Czy on nas dotyczy?
„Nos jak haczyk, kurzą nogę i krogulcze miał paznokcie…”.
„Istny Niemiec, sztuczka kusa”.:))
A propos ciekawych nazw ulic, przypomniała mi się Ku Słońcu. W Szczecinie.
U nas jest ulica Porannej Rosy. Mnie się podoba, ale inni się śmieją…
Dzieńdoberek!
No tak, to przy Rzeźniczej i Topiel Wapienna brzmi pięknie :). O ulicy Kubusia Puchatka w warszawskim Śródmieściu wszyscy pewnie słyszeli, ale w Warszawie-Radości jest ulica Krasnoludków. Oczywiście okolice tej ulicy są mocno zalesione.
Ulica gruszek i jabłuszek też brzmi ładnie, prawda? tylko trochę niepoważnie. Kolega mojego męża, zamieszkujący przy takiej ulicy, miał problem meldując się w ekskluzywnym hotelu, bo pani recepcjonistka myślała, że sobie z niej żartuje i się obraziła.
Jedna z dzielnic Gdańska to Diabełkowo. Chodziłam kiedyś na spotkania wspólnoty, (która prowadził egzorcysta) z koleżanka z Diabełkowa.:)
Gio, panowie Motorow, Turbinow i Spalinow mogą się cieszyć, ale p.Komarow niekoniecznie;) Czy oprócz ul. Komarowej jest jeszcze jakaś owadzia ulica?
Czuję się zupełnie jak w tym kawale:
– Panie doktorze, nikt na mnie nie zwraca uwagi.
– Następny, proszę.
Tylko teraz chciałabym wiedzieć, czy ta ul.Kurzanoga to efekt wesołego tłumaczenia z niemieckiego, czy też – tak jak pisze to Starosta – tak ją Polacy nazwali w XIV wieku, potem Niemcy przeinaczyli to na Kurze Gasse, a po wojnie z powrotem wróciła stara nazwa? Czy ktoś ma przedwojenny plan Poznania?
A od Osowej do Oliwy w Gdańsku przebiega ulica Spacerowa. Może nieorginalna nazwa , ale zabawne jest to, że tamtędy praktycznie zawsze samochody poruszają się spacerowym tempem. Bardzo adekwatnie ją nazwano.
Na Ostatnim Groszu była kiedyś karczma.
A ja ostatnio widziałam ul. Papilotów. I ul. Westchnień.
A ,,Tytus, Romek i A’Tomek” też czytałam. Kiedyś, gdy uczyłam się czytać dziadek mi podarował.
Też pewnie jakaś historia się za tym kryje.
w Poznaniu jest (od XIV wieku!) ulica Kurzanoga.
Tuż koło Ratusza.
We Wrocławiu jest uliczka – Za ostatni grosz.
Ogromnie spodobała mi się ta nazwa, brzmi i poetycko i zawadiacko.
Mamo Isi, Posag 7 Panien znajduje się w Ursusie, w pobliżu Zakładów Mechanicznych Ursus, które pierwotnie nosiły taką nazwę; a wzięła się ona stąd, że fundusze na założenie zakładów pochodziły z posagów siedmiu córek założycieli fabryki.
Mamo Isi, Zimbabwe nie takie znów dzikie. Sondelanki tam byli parę lat, leczyli miejscowych, dzieci swoje wychowywali. Mówią, że pięknie było.
Nam prosić nie wypada, ależ.
Gio, uśmiechnęłam się na pana Turbinowa. Motorow zaś to prawie jak Mołotow.
Ale uwaga! Tegoroczną edycję trzeba odszukać w zakładce Aktualności: Koziołek głosujemy.
:-)
A co do naszych nominowanych Autorek, można oddać na nie głos czytelniczy na stronie Miejskiej Biblioteki w Oświęcimu. Łatwo znaleźć, wystarczy wpisać w wyszukiwarce: koziołek głosowanie.
Mamo Isi, ale panowie Motorow, Turbinow i Spalinow mogą się cieszyć… ;-) ;-)
Gio, gdzie jest ul.Posag 7 Panien?
Koło Starego Rynku w Poznaniu jest ul.Kurzanoga. Podoba mi się ta nazwa, chociaż jest to nazwa pomyłkowa, bo tak po wojnie urzędnicy przetłumaczyli Kurzegasse .
Skoro o nazwach ulic, to moze dla odmiany coś ładnego? We wsi Bąkowo pod Gdańskiem jest ul. Wieczornych Mgieł. Czy to nie piękne? Brzmi, jakby to wymyśliła Ania Shirley.
Wapienna, Mydlarska etc. mają swój sens; w końcu gdzieś w Polszcze te produkty wyrabiano czy sprzedawano. Natomiast te ulice Amona czy Apollona za Chiny sensu nie mają. Wyobraźmy sobie tylko ul.Czerwiową w najdzikszym zakątku Zimbabwe.
Ale i tak są gorsze przypadki urzędniczej twórczości: w Warszawie, na Grochowie są ulice: Motorowa, Turbinowa i Spalinowa. Są na pewno, bo Spalinową co dzień zasuwałam na Kamionek z Isiątkami w wózku na spacer. Biedni ci mieszkańcy.
Mydlarska kojarzy mi się całkiem przyjemnie, Wapienna też ujdzie, Węglarska – czemu nie?
Za to kiedy muszę iść na Topiel (a zdarza mi się to regularnie), bardzo się staram nie wizualizować sobie tej nazwy. ;-)
A co powiecie na ulicę Posag 7 Panien?
Oświadczam, Babciu, że we Wrocławiu jest ulica Rzeźnicza.
Są chlubne wyjątki, z wielkim pożytkiem dla nas :)
Gratuluję nominowanym Autorkom!
Lubiłam (i miałam) Tytusa na Wyspach Nonsensu, ale inne części mniej. Wolałam komiksy Szarloty Pawel, uczennicy Papcia.
Mamo Isi, na jednym z warszawskich osiedli są ulice: Wapienna, Mydlarska, Węglarska. To już chyba wolałabym mieszkać na Jowisza:).
Tytusy czytałam namiętnie. Pamiętam wyprawę wannolotem i sposób uczenia się języków przez sen. Jakże mi się podobał. Niestety Tytus wysłuchał wywiadu z chuliganem. Pamiętam do dziś, czego się nauczył. Zaczynało się: „Cześć skubańcy…” Cytowanie dalej trochę niepedagogiczne :). Och pamięci wybiórcza.
Drodzy Księgowi, dziękuję za wszystkie wyrazy wsparcia oraz inne miłe sygnały!
Współnominowany Wójcie – gratuluję i trzymam kciuki! :)
Sowo, ja tam mam fantastycznego wydawcę. Przez 25 lat dodrukowuje mi i wznawia, oraz wydaje premiery.
Mamo Isi, wzięłabym. Ale nie dojadę.
Nutko, dziękuję w imieniu Nieposkromionej Wyobraźni;)
Zgredzie, uzupełniamy. W takim razie to pracownicy Zakładów Azotowych im. Amona tworzą chór, który w odpowiednich momentach śpiewa smętnie: Ach, przebóg, zeżarł ją krokodyl, jesteśmy wstrząśnięci do głębi, okropnie nas to gnębi, burza uczuć się w nas kłębi etc.
Kochana współautorko autorki, gratulacje dla dziecięcia! A takoż dla Wójta!
Może ktoś ma ochotę na ze 100 sadzonek niecierpka balsaminy, bo mi się sam rozsiał jak wariat i muszę go przerzedzić? Taki wysoki, różowy. Niestety, trzeba po niego dojechać, bo nie sądzę, aby przetrwał wysyłkę.
Dziękuję, Iskro, bardzo lubię komplementy;)
Mamy w Gdyni ulice: Amona, Izydy, Afrodyty, Marsa, Westy, Jowisza, Merkurego, Hery, Apisa, Aresa i Apollina. Ilekroć bywam na Chwarznie, zawsze się zastanawiam, kogo w urzędzie porąbało, jak to mawialiśmy w podstawówce.
Najczęściej decyduje niestety nie robić dodruków ani wznowień.
Chesterko, a bo w czasach słusznie minionych nawet zrobienie dodruku popularnej książki musiało czekać na decyzję ministerstwa.
Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak my teraz mamy dobrze! O dodruku decyduje tylko wydawca!
To ja się wychylę na moment, żeby powiedzieć, że Tytus to jedno z moich wspomnień tak wczesnych, że za nic nie potrafię powiedzieć, ile mogłam mieć lat. Jechałam z tatą do ciotek, najpierw długo pociągiem, potem jeszcze autobusem chyba (coś nam się ta podróż przeciągnęła), więc kupiony na dworcu Tytus był jedynym, co tatę ratowało przed marudzeniem malucha. Podejrzewam, że z dziesięć razy mi go wtedy musiał przeczytać, a ja nadal byłam zachwycona i chciałam jeszcze.
A ja tego nigdy nie czytałam!
Chyba muszę teraz nadrobić zaniedbanie.
Zgredzie, pomogło?
Pamiętam z dzieciństwa jakąś podróż z ojcem, który na dworcu w Pile kupił mi któregoś Tytusa, przeżycie było mocne, skoro pozostawiło w pamięci obraz peronu, kiosku i tej książeczki w ręku. A parę lat temu otrzymałem w prezencie zbiorcze, wielkoformatowe wydanie wszystkich Tytusów.
Dobranoc wszystkim!
„Tytusy” czytałam namiętnie w szkolnej bibliotece (nie były na wynos). W ogóle nie były osiagalne, więc, kiedy Tata przywiózł mi kiedyś ułowione w małomiasteczkowej księgarni przygody „Tytusa..na Dzikim Zachodzie” czułam się posiadaczka skarbu. Niestety, ukochana Jeżycjada, jej pierwsze tomy istniały, powiedzielibyśmy dziś, jeno w wirtualnej rzeczywistości. Nawet w bibliotekach niemal nie do zdobycia.
A na „Tytusach” mój maż uczył się czytać. Nic nie pomagało i nagle w 4 kl przyszło oświecenie. Dysleksja.
Młode pisarki na razie tylko nominowane, wraz z innymi młodymi. Ciąg dalszy jesienią! Trzymajmy kciuczki.
Dzięki, Iskro, dobranoc!
Ależ tu się działo! Żałuję, że nie pozgadywałam razem z Wami ale towarzyszyłam jednej z moich Iskierek w zakręcie życiowym ( wzięła go z klasą i rozmachem ). Mamo Isi i Babciu, myślę, że spokojnie możecie dołączyć do grona autorek, może jak nie libretta to jakieś opowiadania wydajcie.
Młodym wyróżnionym pisarkom serdeczne gratulacje.
Wszystkim a szczególnie DUA dobrej nocy życzę.
Krzysztofie, czytałem w ramach uczłowieczania.
Zasadniczo pisanie ikon polega na korzystaniu ze zbioru gotowych wzorów, a nie na własnej inwencji.
Bywam czasami w kościele, gdzie ołtarz jest bardzo silnie oparty na dziełach przypisywanych Rublowowi, ale na bocznej ścianie jest ikona Jana Pawła II. Taka ciekawostka.
Anonim to byłam ja, Wójt.
Kochani, powaliły mnie korzonki, więc mieliście chwilę wytchnienia ode mnie :). Gratuluje wszystkim sukcesów, tyle ich się dzisiaj zebrało, aż miło. Ciekawe jak egzamin Charlotki?
Zgredziku, odpowiadam na Twoje pytanie, otóż zanim zaczęłam własną, jednoosobową ikonową działalność, malowałam dla kogoś płaszcze Matki Bożej i Dzieciątka. Ta osoba malowała twarze i ręce i oddawała to do jeszcze kogoś innego, kto robił metalowe koszulki (ktore dokładnie zasłaniały wymalowane przeze mnie lilijki). Więc jakby zaczęłam od Maryi ale tak nie całkiem, sam płaszczyk:). Generalnie nie czułam się godna malować ani Maryi ani Chrystusa. Później, gdy już robiłam to na własny rachunek, malowałam, korzystając z albumu ze zdjęciami ikon prawosławnych, głównie św.Jerzego walczącego ze smokiem (jedna z dwóch ikon, jakie mi pozostały), Cyryla i Metodego oraz św.Mikołaja biskupa. Była to praca raczej odtwórcza a nie twórcza, co już na samym początku odgadła Pani Małgosia ale samo malowanie zawsze lubiłam.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich, spokojnej nocy.
Kto czytał (i oglądał) Tytusa, Romka i A’tomka? Dziś 94 urodziny obchodzi Papcio Chmiel.
Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim za gratulacje i ja również gratuluję Admince oraz Staroście jako współautorce Autorki. Ojej jakie to zawiłe :)
Uśmiecham się do Was :)
Jasne, że wszystko się ułoży!
Jesteś naprawdę zuch!
Bardzo mi miło, Pani Małgosiu! Dziękuję.
Jeszcze mam tyle spraw organizacyjnych do ogarnięcia, trochę mnie to przeraża. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży i przejdę bez problemu od przyjęcia na staż do jego realizacji.
Róża i Fryderyk! I Gabrysia! No tak – z pewnością wpadnę! Jak miło. :)
Ach, no prawda, przecież pisałaś, Chesterko!
To pięknie.
Nutko!!!
Co za wspaniała wiadomość!
Serdecznie gratuluję i cieszę się na wszystko, co Cię w tym pięknym miejscu czeka.
Jesteś ZUCH!!!
(Możesz wpaść na herbatkę do Róży i Fryderyka. Gabrysia też będzie!)
Pani Małgosiu, przebóg, od Wilna zaczęliśmy! (rok temu). To była podróż sentymentalna Tatusia z córka (już druga, bo dwa lata wcześniej z Arturianka). Baaardzo się jej Wilno podobało.
Dobry wieczór!
Ojej, ojej! Jak dobrze Was poczytać, Księgowi! Uśmiałam się z opery, Mamo Isi – ukłony dla Nieposkromionej Wyobraźni! Zakłady Azotowe im. Amona – rewelacja. A zagadki Babci śledziłam z zapartym tchem i dreszczem emocji. :)
Dobrze się tak oderwać na chwilę od nauki, szczególnie w czasie semestralnej kumulacji. Mam sesję przed sesją i od jutra codziennie jakieś zaliczenie. Tragedia. A tu jeszcze dogrywam wiele spraw na wyjazd wakacyjny, ponieważ (trochę się pochwalę) przyjęto mnie na staż do Oxfordu! :) No więc jako że mnie nerwy zjadają od tego pośpiechu, wpadłam się odstresować na Stronie.
Serdeczne ukłony!
Nutka
Brawo Adminka!
Brawo Wójt Wiewiórka!
Czy ktoś z Księgowych zna p. Michała Grudzińskiego? Gra w serialu telewizyjnym, ale także w teatrze. Otóż wczoraj wraz z koleżankami wygrałyśmy warsztaty wymowy z tym aktorem! Ach, jak się cieszę!
Jestem zaledwie współautorką zaledwie jednej z nich. :))
Ale nie wszystkie są, o ile wiem, autorkami autorek.
Przynajmniej na razie.
Kapucynko, następna podróż – Wilno!
Ależ one też są Autorkami, Zgredziku!
Już wszystkie trzy jesteśmy.:)
Mamo Isi, jeśli do Twojej opery brakuje wyrazistych postaci, to mogę dorzucić jeszcze założycielkę Instytutu Ra oraz głównego technologa Zakładów Azotowych im. Amona. Burzliwy konflikt bóstw zakończony nie mniej burzliwą syntezą organiczną.
Gratulacje dla Adminki i Wójta oraz dla Starosty, jako Autorki.
Jak wspaniale! To będzie w takim razie czwarty w Europie! :D
Serdeczne gratulacje dla kochanej i madrej Emilii i nieocenionego Wójta (wszak to debiut, o ile pamiętam)!
A z innej beczki – dzięki tej stronie mogę uzupełnić brakujace wiadomości nt wojaży swego średniego dziecka. Szewc bez butów chodzi, a matka…no właśnie, co by tu najlepiej pasowało?
Muszę się podzielić z Wami radością, jakich mam wspaniałych i uczciwych uczniów! Umówili się ze mną, że przyjdą poprawiać sprawdzian, choć niestety nie zmieni to ich oceny końcowej (mamy system średniej ważonej, jeśli wiecie o co chodzi) i naprawdę się nauczyli! A więc nie uczą się dla stopni, ale dla wiedzy, hip, hip, hurra!!! Jak ja lubię moją pracę w takich chwilach! Wybaczcie nadmiar emocji, to tylko nauczyciel po wystawianiu ocen odreagowuje.
Hamleys będzie w Warszawie! – właśnie wyczytałam.
Miłego zwiedzania, Kapucynko!
Zakochałam się w Pradze! Jest zachwycająca i na każdym wzgórzu czy moście można zobaczyć przepiękne panoramy! W dodatku znajduje się tam wspaniały sklep z zabawkami- Hamleys! Może ktoś z Ludu był albo widział? Jeśli nie, to trzeba do niego wstąpić, gdyby kogoś z Was zawiało w te strony!
Dobre nowiny: „Haczyk” Emilii Kiereś (Adminka) i „Lawendowa czarownica” Katarzyny Borys (Wójt Wiewiórka!)- znalazły się na liście książek, nominowanych do tegorocznej nagrody literackiej im. Kornela Makuszyńskiego!
Brawo, dziewczyny!
Patrzmy i słuchajmy:
Biagio Marini – „Alla luna”.
Ensemble Galilei, Emanuela Galli.
(…)
Scopri il viso, argentea Luna,
che sorella
non men bella
sei del sol, quantunque bruna,
è brunezza,
che non toglie la bellezza.
Dobranoc.
Widzi, widzi! Stopy też zimne ma.
Ach, DUA widzi! Prawda? Oczu oderwać nie można, chociaż stopom od spodu zimno.
nini przeprasza za monotematyczność obrusową, własny sprzęt zawiódł i zwiódł..
Czy Lud widzi, co się dzieje z Luną? Cudne zjawisko!
To teraz sobie popatrzmy na księżyc.
Śliczny dzisiaj.
O, to mialam nosa ze zloceniami:)
Brawo, Babciu za wspaniałą zagadkę :-) A skojarzyła mi się „kobieta pracująca” z Czterdziestolatka… Chociaż z wiadomych względów ona ikon nie pisała…
Babciu, czy zgodnie z Tradycją, jako pierwszą napisałaś ikonę Przemienienia?
Brawo dla wszystkich!
Babciu, dziękujemy za łamigłówkę!
Brawo Mama Isi. Nie wiem czemu, ale nowe wpisy ładują mi się na stronkę po kilka na raz, więc dopiero zauważyłam, że byłaś pierwsza, choć pewnie Kasztanowłosa, z tej samej przyczyny, nie widziała Twojego wpisu. Brawo więc, obie Panie. Ikony były małych rozmiarów, więc udawało mi się namalować trzy w miesiącu.