Dzień Matki!

Emil_Osterman__Mother_and_Child

                                                                                                           (malował Emil Österman – 1870-1927)

 

 

Nic nie musisz zrobić, aby być kochanym – miłość matki nie jest obwarowana żadnym warunkiem. Nie trzeba jej zdobywać. – Erich Fromm

 

Wszystkim Mamom składam najlepsze życzenia z okazji ich święta, a także – wyrazy szacunku.

Nikt się nigdy nie dowie o większości Waszych poświęceń, ofiar, trosk i obaw, zresztą  tego wszystkiego nie da się objąć rozumem.

Nie poświęcacie się jednak dla uznania,  zrozumienia, czy nagrody, zresztą  nic nie jest w stanie Wam w pełni wynagrodzić tego, czego dokonałyście. Poza jednym tylko: poza widokiem mądrego, mocnego, samodzielnego, szczęśliwego człowieka, który ostatecznie odchodzi od Was, pewnym krokiem, w świat.

 

Ale kwiatek może być.

 

ann

(fot. KC ann )

148 przemyśleń nt. „Dzień Matki!

  1. Cytat z mojej najstarszej córeczki, gdy miała lat 4 czy 5, całkiem w klimacie Dnia Matki: Mamusiu, masz talent do mamusiowania.
    I jeszcze jeden z czasów bardziej zamierzchłych: Jesteś piempą kuchalką.
    Jeszcze raz ukłony dla wszystkich Mam, które pewnie stają dziś na rzęsach, żeby uszczęśliwić swoje pociechy z okazji ich święta.

  2. Dziękuję, drogi Alku!
    I zapraszam do nowego wpisu.

    Pozdrów wszystkich miejscowych, podopiecznych także!

  3. Spóźnione życzenia dla UA, matki dzieci oraz książek. Dopiero wróciłem z Białowieży, gdzie były zalane olsy, wiatrołomy na bagnach i nawet świerczyna na torfie. A ja musiałem przez to wszystko iść. Stąd opóźnienia w korespondencji. I co gorsza, jutro tam wracam (emotikon jak stąd na Kamczatkę). Z moim starym przyjacielem Wojtkiem zaszyjemy się u Joasi Kossak i znowu do roboty przez parę dni.

  4. Tajemnicze siły przyrody sprzysięgły się, żeby nie dopuścić do mnie wysłanej przez Starostę burzy. Co one ( te siły) mają przeciwko biednemu wójtowi? Nie dopuszczają i nie dopuszczają.

  5. Casciolino, nasz Sherlocku, dobrze odgadłaś. To ja. Pozdrawiam znad morza!
    Właśnie skończyłam po raz setny Nutrię i Nerwusa, co oznacza, że idzie lato:) Dobrej nocy, kochani!

  6. „Jeśtem piekna i klompa [skromna]” – to Casciolina w dniach dzieciństwa. Nic się nie zmieniło :-)

  7. Piegusko kochana, teraz ja mam pytanie kontrolne: czy jesteś moją imienniczką? Ten rozmiar pchełki naprowadził mnie na właściwą odpowiedź ;)
    Dawno nie usłyszałam tak wielu komplementów. Chyba wydrukuję sobie Twoje słowa i będę je czytać w gorszych chwilach. Dziękuję Ci z całego serca!

  8. Wiedziałam, że skądś znam ten wiersz, ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd. A to od Floriana! :D
    Piękny jest ten wiersz i bardzo obrazowy – bardzo mi się podoba. Kapucynko, dziękuję za przytoczenie go tu, a Staroście za tłumaczenie.

  9. Z Libanu! Stąd takie egzotyczne imię jak Almitra.
    Muszę zajrzeć jeszcze przed wakacjami do Sprężyny. Nie mogę się doczekać! Zostały tylko dwa sprawdziany, wielgachna praca domowa z matmy i wycieczka klasowa, a potem mogę się oddać czytelnictwu!

  10. A jeszcze popatrzcie sobie na YT na program dokumentalny History of Theatre, w siódmym odcinku jest mowa o Farnese i tym wodnym spektaklu Monteverdiego. Po proscenium biegały też konie.

  11. Och! Moi kochani, dziękuję za wszystkie rady, ale obawiam się, że się nie sprawdzą. U nas w szkole prawie każdy recytuje zabawny, wesoły wiersz. Uczniowie uważają, że poważną część poezji trudniej się recytuje i po prostu idą na łatwiznę. A szkoda, bo padały tu tak ciekawe propozycje, że chętnie bym je wyrecytowała.

  12. A to się cieszę, Kapucynko!
    „Prorok” – to tytuł całej książki. Autorem jest libański poeta, Khalil Gibran (1883-1931). Przełożyłam całość prywatnie, na prośbę pewnej czytelniczki – z angielskiego tekstu zresztą, bo w tym języku autor napisał „Proroka” (będąc już w N.Jorku). Przekład dałam potem wydawnictwu „W drodze” i pewnie stamtąd trafił do sieci.
    Mam gdzieś kopię tego tłumaczenia.
    W „Sprężynie” Florian cytuje „Proroka”, jeśli dobrze pamiętam.

  13. Czy to tu na YT, Casciolino? Luigi Nono – Prometeo, Tragedia dell’ascolto [making of]
    Poznaję chyba Twój piękny, niski głos.
    Teatro Farnese jest skończonym cudem!
    Tak, Asiu, jest bursztynowy.
    Casciolino, wielkie przeżycie na pewno, jestem pełna uznania!

  14. Piegusko, wielka duma dla jej rodziców, prawda?
    Cieszę się z tego, co piszesz. Dziękuję za ten piękny portret koleżanki.

    (Na urodziny, powiadasz?:) )

  15. Właśnie na jakimś forum natknęłam się na absolutnie cudowny wiersz, przetłumaczony przez naszego Starostę. Jestem bardzo ciekawa czyj to wiersz. Oto on:
    Małżeństwo

    Prorok

    Wtedy Almitra przemówiła i rzekła:
    A cóż o małżeństwie, panie?
    A on odpowiedział, mówiąc:
    Urodziliście się razem i razem będziecie na zawsze.
    Będziecie razem, kiedy białe skrzydła śmierci rozproszą wasze dni.
    O, tak, będziecie razem nawet w cichej pamięci Boga.
    Lecz niech będzie przestrzeń w waszej wspólnocie.
    I niech wiatry z niebios tańczą między wami.

    Kochajcie się wzajemnie, lecz nie róbcie z miłości okowów.
    Raczej niech będzie ruchome morze między brzegami waszych dusz.
    Napełniajcie nawzajem swoje naczynia, lecz nie pijcie z jednego tylko.
    Dzielcie się swym chlebem, lecz nie jedzcie z tego samego bochna.
    Śpiewajcie i tańczcie razem; bądźcie radośni; lecz pozwólcie jedno drugiemu na samotność,
    Tak jak struny lutni są samotne, choć drżą tą samą muzyką.

    Oddawajcie sobie serca, lecz nie we wzajemną władzę.
    Albowiem tylko ręka życia może zapanować nad waszymi sercami.
    I stójcie obok siebie, lecz niezbyt blisko siebie:
    Albowiem kolumny świątyni stoją oddzielnie,
    A dąb i cyprys nie rosną jeden w cieniu drugiego”.

    Jestem taka zadowolona z tego, że dorwałam takie cudeńko! Zachwycam się doborem słów i samym przekazem!!!

  16. Ja też jestem dumna z Cascioliny i z tego, że ją znam (jak Pulpa dumna ze znajomości z Anielą Kowalik). Ale muszę tu obwieścić ważną rzecz – Casciolina jest nie tylko wspaniałą śpiewaczką, ale przede wszystkim wspaniałym Człowiekiem! Już w liceum odznaczała się charyzmą, autorytetem, mądrością, a przy tym serdecznością i otwartością. Odważnie głosiła swoje poglądy (nie zawsze popularne wśród młodzieży licealnej), ale w taki sposób, że każdy wyczuwał jej życzliwą akceptację. To nie są puste frazesy, była powszechnie lubiana i szanowana, także przez tych, którzy nie podzielali jej poglądów i wartości. Ludzie do niej lgnęli, i to nie tylko po to, by wyjadać jej frytki ze szkolnego obiadu, co, jak pamiętam, też miało miejsce:) Casciolina zawsze odznaczała się dużą wewnętrzną wolnością. Skrycie ją podziwiałam, a teraz robię to publicznie. Podsumowując – vivat Casciolina!
    Kochana Casciolino, a pamiętasz, kto dał Ci na urodziny coś z Jeżycjady?;) (Mogła to być Córka Robrojka, ale nie dam głowy).

  17. Mam małą przerwę, to jeszcze dopowiem: woda u Monteverdiego była prawdziwa, nie kartonowa, tam są pod sceną jakieś specjalne pompy zamontowane.
    Ciekawa rzecz, jak to się pewne sprawy nie zmieniają. Dziś denerwujemy się, że stawia się stadiony sportowe dla jednej imprezy, a te renesansowo-barokowe teatry też często budowano na potrzeby tylko jednego spektaklu. Wystarczyło, że ktoś z Medyceuszy brał ślub i potrzebował wystawić operę dla większej fety. Potem wystawiano jeszcze kilka pomniejszych spektakli i ostatecznie zamykano teatr na głucho i czekano aż do następnego ślubu, z którego to okazji budowano kolejny gmaszek.

  18. Mamo Isi, to zależy od wystawianego dzieła. Miałam okazję śpiewać tam trzy razy. Najczęściej i muzycy i publiczność są na „parterze”, wykonawcy na dostawianej scenie, po przeciwnej stronie od proscenium. To dlatego, że dzisiaj teatr jest obiektem muzealnym, więc nie wpuszcza się nikogo na jego części drewniane.
    Tym razem było inaczej, bo wymagało tego monumentalne dzieło. Jego wykonawcy to: dwóch dyrygentów, 4 orkiestry, zespół kameralny (altówka, wiolonczela, kontrabas, flet, klarnet i tuba), dwóch perkusjonistów grających na szklanych dzbanach, dwunastoosobowy chór, dwóch aktorów, pięciu solistów i elektronika. Zostały więc zamontowane specjalne podesty, żeby wszyscy się zmieścili, a nam pozwolono śpiewać z pierwszego stopnia drewnianych schodów. Publiczność siedziała w dole, na różnych wysokościach i skierowana w różne strony. Można to ustawienie mniej więcej zobaczyć na nagraniu (na YT wpisać Prometeo Nono, to film pokazujący się jako drugi, fragment próby). Akustyka jest w każdej konfiguracji nieziemska.
    Było to dla mnie wyjątkowe przeżycie i duży zaszczyt. DUA, dziękuję! Ja też jestem z siebie dumna.

  19. Casciolino, ależ to piękne miejsce.
    Zdjęcia Teatro Farnese mają taki ciepły, bursztynowy koloryt. Zresztą architektura Włoch jest pogodna, jasna, pastelowa.

    Przyznam się do czegoś niezwykle intymnego. Po powrocie z Wenecji, Córka miała ciężką noc – ponoć śpiewałam przez sen. Początkowo miałam żal do gondolierów, że to przez ich zaniedbanie muszę nadwątlać swój sen.Teraz jednak pojęłam, że to aura Włoch wymusza „śpiew na ustach”.

  20. Mamo Isi, jeszcze do Ciebie. Teatry barokowe to nie tylko doskonała akustyka, to również potężne machinerie sceniczne i dekoracje. W Farnese na inauguracji wystawiano operę Monteverdiego „Merkury i Mars”, w tym dole przy widowni inscenizowano morską bitwę. Chyba tamtędy woda ze statkami płynęła.
    Poza tym ten olbrzymi parter to doskonałe miejsce dla najbiedniejszej publiczności. Miejsca stojące. Publiczność gada, gwiżdże i pije wino.
    Doinformuję się lepiej wieczorem, bo teraz pędzę do pracy.

  21. O nie, Mamo Isi, niekoszone trawy, chwasty i bluszcze to naturalne środowisko kleszczy. One lęgną się w ziemi, a potem wspinają się na stosunkowo niewielką wysokość. Z leszczyną -kleszczyną to mit, te paskudy nie skaczą na ludzi, tylko sami je na siebie ściągamy brodząc w trawie i chwastach. No, ja w każdym razie odesłałam już swoje do czyśćca.
    Powiem Ci jeszcze, że świat jest pełen dziwności: właśnie znajoma poprosiła nas o sadzonkę podagrycznika!!! Chce go uprawiać i przerabiać na sałatki. Ostrzegaliśmy, że ściąga sobie nieszczęście na głowę, ale myśli, że będzie go mieć pod kontrolą. O, sancta simplicitas!

  22. Tak, Teatro Farnese jest wielkiej piękności.
    Casciolino, dumna jestem z Ciebie!

  23. Odwagi, Mamo Isi! To jeszcze nie koniec! Mocno wieje, a to zawsze oznacza zmianę.

  24. Oni mnie wykończą z tymi prognozami. tu siąpi kapuśniaczek, a oni piszą „szansa opadów: 67%”.

  25. Zajrzałam do Teatro Farnese; co za przedziwna (jak na nasze czasy), amfiteatralna zabudowa dla publiczności! Casciolino, czy śpiewacy schodzą z proscenium na środek sceny, jak w teatrze greckim i tam śpiewają? Ależ to musi być sto razy lepsze z punktu widzenia akustyki! W XVII wieku lepiej wiedzieli, jak się buduje teatry.

  26. Zaczęło mżyć! Hip, hip, hurra! Nie będę dziś musiała podlewać ogrodu!

  27. Krzysztofie, „horda ostre zęby szczerzących wciornastek” mimo tych ostrych zębów jakoś kojarzy mi się ze stadem nastolatek szczerzących zęby w uśmiechu od ucha do ucha;)
    Joaleks, łąki dorobić się bardzo łatwo; wystarczy nie kosić i nie pielić trawnika;)
    W „Weselu” Pan Młody zachęca Pannę Młodą:” zaproś gości tych, którym gdzie złe wciórności dopiekają”. U Doroszewskiego wciórności jest równoznaczne z „diabli”, „licho”. Jest jeszcze przymiotnik „wciornasty”.
    Wniosek: te wciornastki to musi być niezłe licho.
    Ale skąd się wzięło słowo, nie znalazłam.
    Kochany Starosto, burza szła, szła, ale nie doszła! Nie ma sprawiedliwości.

    Przepraszam, że odpowiadam z potężnym opóźnieniem, ale nie wyrabiam się czasowo z niczym. Wot, żicje. Gdyby tak dzień trwał kilka godzin dłużej…

  28. Sowo P., jeżeli to Ciebie pocieszy, to w naszym trawniku zalęgły się – poza margerytkami – również kleszcze. Dotychczas sądziłam, że one siedzą raczej na leszczynach.

  29. Dobry wieczór!
    Wiem, Molu, których NIE recytować: „Domysły na temat Barabasza” oraz „Terrorysta, on patrzy”.
    Kiedy byłam jeszcze w gimnazjum, w czasie etapów powiatowych zawsze były po dwie osoby, które te właśnie wiersze recytowały. Zawsze wbijały wzrok w ścianę (nad głowami widowni), oczy im lśniły jakimś niebezpiecznym blaskiem i łamiącym się, grobowym głosem dudniły kolejne wersy. Straszne to było przeżycie.
    Całkiem przyjemny jest natomiast wiersz „W ogrodzie” Marii Konopnickiej. Ja tam brałam nawet na konkurs lalkę i nią podrzucałam.
    Ukłony i dobranoc! :)

  30. Jadziu, Karolciu – świetne.

    U nas też dziś deszczowo, burzowo i gradowo. Da się oddychać, da się pracować.

    Na dobranoc:

    Maurice Ravel – „Jeux d’eau”.
    Hélène Grimaud.

  31. W ogrodzie znajomych zachwycalam sie dzisiaj bujnym, wysokim – o niezwykle delikatnych, prawie pojedynczych, bialych i bladziutko-rozowych kwiatach – krzakiem rozy. Od razu pomyslalam o sugestiach Alka, chociaz wiem, ze ma jakas bardzo wymagajaca wizje. Narobilam zdjec, a teraz rzucilam sie na internetowe ilustracje w poszukiwani nazwy, po pani ogrodniczka nie pamietala.
    Mam, znalazlam!! Nevada:) Po wpisaniu w google hasla „roza nevada” jako pierwszy ukazuje sie wynik ze Szkolki Roz Rosarium, ze zdjeciem.
    Same zalety! Gdybym tylko ogrod miala..
    „odmiana ta jest całkowicie mrozoodporna; kwitnie bardzo obficie (!), a pędy ma praktycznie bezkolcowe; może rosnąć nawet na złych glebach”

  32. Zelektryzowało mnie i na szczęście nie chodzi o żaden piorun – zelektryzowało mnie rozpoznanie – ja chyba znam Casciolinę! Zgadza się wszystko, wszyściuteńko. DUA, czy mogę za pośrednictwem Księgi dopuścić się małej prywaty? Casciolino, jeśli Ty to Ty:), chodziłyśmy razem do klasy, do humana w pewnej wyjątkowej szkole. Zadam jedno rozpoznawcze pytanie – czy w świąteczne dni nosiłaś, jak wszyscy, coś zielonego;)? Uściski ogromne dla Ciebie, K. i dla DUA, która łączy ludzi!

  33. Obejrzalam zdjecia Casciolino! Molto bello, Teatro Farnese! Caly drewniany, przytulny:) Bardzo, bardzo lubie.

  34. Dobry Starosta, co burzy sprosta.

    Molu Książkowy! Olśniło mnie. „Paweł i Gaweł” Fredry!
    Albo „Małpa w kąpieli”!
    To się będzie wspaniale recytować, a jury się uśmieje!

  35. No, słowo honoru, Starosta jest nadzwyczajny! W istocie idą, choć na razie są dopiero na granicy niemieckiej. Lubie nocne burze majowe! Dziękuję:)

  36. Sowo P., cytat z mojego czterolatka: „Ja lepiej wiem kto ma pierwszeństwo na rondzie, już 30 lat temu robiłem prawo jazdy.” O własnych grządkach, glebogryzarkach, stodołach i terenówkach nawet nie wspomnę.
    Pozdrowienia dla Sowiątka.
    Kochana Autorka, czekamy na obiecaną ulewę na wschodzie. Pan Osiołek i Babcia rzucili się na pożarcie komarom. Podlewają kapustę.

  37. Asiu, zgadzam się, Włochy są szczególnie bogatym krajem, bardzo różnorodnym. My wróciliśmy wczoraj do domu po ponad dwóch tygodniach spędzonych w Parmie: tam się żyje zupełnie inaczej niż na przedmieściach stolicy, spokojniej, turystów dużo mniej, można pojeździć na rowerze nie ryzykując życiem…
    A miałam przyjemność zaśpiewać tam wyjątkowe dzieło („Prometeusza” Luigiego Nono) w unikalnym teatrze, jednym z najpiękniejszych na świecie. Można zerknąć na zdjęcia Teatro Farnese, a najlepiej odwiedzić to miejsce przy okazji kolejnej wyprawy do Italii.

  38. Chyba się udało.
    Zajrzyj na burze.dziś, Mamo Isi. Spójrz na mapę burzową Europy.
    Idzie, idzie na was!
    W nocy łupnie.

  39. A do nas by Starosta burzy nie podesłał, proszę? Może być z piorunami. Bo uschniemy jak ta żaba.

  40. O, a ja bym odradzała „Kota w pustym mieszkaniu”. Mówią go wszyscy co roku. Tzn. drogi Molu, wybieraj ten wiersz, który Ci się naprawdę podoba. U nas w tym roku wygrała dziewczyna, (ponoć jest niezwyciężona od lat) wierszem „Jak ja nie lubię plotek”. Niestety nie znam autora.

    I ja poproszę deszcz! Miło się uczy, gdy stuka w parapet. Chociaż uważam, że moje komórki nie są dziś rozleniwione. Przeciwnie, mam mnóstwo energii, to chyba dlatego, że wróciłam z łąki i nazbierałam dwa bukiety polnych kwiatów, a to pięknie nastawia do świata i poprawia nastrój.

  41. Ojej widzę, że silne emocje jeszcze nie opadły…

    Przepraszam za bałagan w wypowiedzi, szczególnie DUA.

  42. Molu, w takim razie proponuję piękny (nie sylabiczny) wiersz Wisławy Szymborskiej „Kot w pustym mieszkaniu”. Przy odpowiedniej recytacji na pewno da się nim wyrazić wiele emocji.

  43. Witajcie, właśnie obejrzałam filmik Pewnej Autorki. W takich warunkach i takim towarzystwie, praca to sama przyjemność.
    Stonoga liczy nogi, pajączek(?) walczy o tlen, biedronka czmychnęła.

    Tylko pewna psina w objęciach Morfeusza zamarła w bezruchu.

    P.S. filmik autorstwa Drogiej Adminki.

    P.S.2 Kris, Casciolino odwiedziłam Włochy i nie napiszę nic bo muszę poskładać myśli. Za dużo wrażeń.
    Sama ucieczka przed tłumem turystów to już coś. Gdyby przyszło mi jednak wybierać życie na obczyźnie- to Italia jak najbardziej.

    Pozdrawiam Wszystkich.

    zdrawiam Wszystkich.

  44. Podkarpacie potwierdza!
    Leje!
    A przy tym słoneczko!
    Pędzę odnaleźć tęczę :) [a może i garniec złota?]
    Pozdrowienia już (!) wakacyjne!

  45. Patrycjo, w czasie deszczu umysł się ożywia. Upał zaś rozleniwia nawet szare komórki.

  46. Z tego co widzę, to prognoza pogody zapowiada, że Pani życzenie się spełni. Teraz tylko z satysfakcją czekać na burzę! Nauka do historii będzie urozmaicona. I Wójt odetchnie.

  47. Ooo! Ależ nam pięknie podlało!
    I nadal leje! Jeszcze jak!
    Ale tę ogromną burzę przesyłam na wschód, z dedykacja dla udręczonego Rudego Wójta w Lublinie. Cierpliwości, niebawem i u Was się ochłodzi!

  48. Sowo, mój trzyletni siostrzeniec, gdy znalazł ostatnio swoją latarkę, to powiedział: „Tyle lat już cię nie widziałem!”.

    Zgadzam się z Patrycją. Można też wejść w zupełnie nowe środowisko. Brak znajomych dookoła motywuje do poznania nowych ludzi. Przekonałam się już o tym nieraz :)

  49. Otóż to!!!
    Powiedziałaś rzecz najważniejszą, Sowo.
    Z tulipanami też prawda.

    Co do róż: Westerland jest wspaniała, mam ją i każdemu życzę. Eden Rose to inna nazwa róży Pierre de Ronsard.

    Sowiątko – dzióbka!

  50. Dobry wieczór wszystkim.

    W natłoku obowiązków musiałam odłączyć się na jakiś czas od Internetu i wątek imienia róży pozostał bez odpowiedzi, przepraszam. Tak, dobrze jest znać imię róży, ale czasem jednak nie, bo zdarzają się nazwy bardzo dziwaczne lub pretensjonalne.
    Ciekawe, że wszystkie stare (chyba powojenne?) róże w moim ogrodzie są w pełnym rozkwicie już od połowy maja, a te sadzone przeze mnie dopiero zaczynają rozkwitać. Dawne odmiany róż są wybitnie odporne, tak samo jak tulipanów (nawet wykopywać cebul nie trzeba), a te współczesne kwiaty jakieś takie wydelikacone. Zupełnie jak ludzie, he, he.
    Nie wiem, co by tam pomyślał o mnie pan Fidelis, ale z jego katalogu wybrałabym dziś sobie róże Indigoletta, Eden Rose, Queen of Sweden i pnącą Westerland. Jak znajdę miejsce w ogrodzie, to może posadzę jesienią.

    Mamo Isi, jak Ci dobrze, że Ci się zalęgły w trawniku margerytki. W moim zalęgły się tylko kleszcze, znowu musiałam zaprosić pana od oprysków. Dziwne, że mszyc nic nie zmogło. W tym roku zdziwiłam się niepomiernie, że to paskudztwo gustuje również w czereśniach!

    Casciolina ma rację, nie ma nic piękniejszego od widoku śpiącego dziecka. W dzidziusia można wpatrywać się godzinami. KrzysztO też ma rację, dzieci rosną nie dla nas, w dodatku robią to tak szybko! Sowiątko ledwie skończyło trzy lata, a już mi takie zabawne wypowiedzi tworzy: „kiedyś, jak byłem mały, to…. a teraz, kiedy jestem już prawie dorosły, to…”. Wspomina też coś czasem o posiadaniu swojego własnego domu, samochodu i grządek.
    Nikt nie zrozumie poświęcenia matek, ale która by tam tego potrzebowała. I tak jest szczęśliwa.

  51. Pięknie powiedziane, Pani Małgosiu!
    Spóźnione, ale prosto z serca najlepsze życzenia dla wszystkich Mam, niech nasze dziatki będą dla nas tym, co w życiu najważniejsze.

  52. Spóźnione życzenia dla wszystkich Mam! Dziękuję za piękny obraz i mądre słowa. Na obrazie – błoga chwila bliskości. A Mama wygląda, jakby chciała dotknąć paluszków śpiącego maleństwa. Dobrze ją rozumiem, bo dzieci są takie piękne!
    Molu, pisałaś o długu zaciągniętym wobec Mamy. Obawiam się, że spłacić się go nie da:), czasem nie ma takiej możliwości (śpieszmy się kochać…) a poza tym chyba Mamy tego tak do końca nie oczekują. Ja czuję wielkie zobowiązanie, żeby miłość otrzymaną od mojej Mamy przekazać moim dzieciom. To taka sztafeta miłości.
    A skoro szukasz wiersza, może podpowiedz, czy bliższe są Tobie wiersze poważne, liryczne czy raczej zabawne, humorystyczne. Czasem recytacji towarzyszy nieznośnie pompatyczna atmosfera (snuje mi się po głowie jakiś motyw literacki – „O białoskrzydła morska pływaczko…”) i dobrze rozładować ją czymś lekkim a niebanalnym. Kiedyś tak właśnie zrobiłam mówiąc fragmenty „Pchły szachrajki”. A że sama byłam niewiele większa od pchełki – podziałało:)

  53. Cichutko się wtrącę. Co do nieśmiałości – czasami wystarczy ją zaakceptować i sama niepotrzeżenie znika. Może nie w całości, bo to część nas; ale tak, że można wspaniale żyć.
    Dobranoc :)

  54. Ozdobniczko, dziękuję za radę, ale ja proslam o bardziej ścisły przykład. Bądź, co bądź jestem dopiero w piątej klasie i jeśli ktoś mi powie ,stały akcent przedostatniej sylabie przed średniówką i klauzulą” to mało z tego zrozumiem. Może to jest źle podejście, ale dla mnie wiersz może mieć dowolny rodzaj byleby mi się spodobał. Mimo to dziękuję:-) . Dla mnie zawsze przede wszystkim liczą się chęci.
    Zuziu, rozważałem kandydaturę tego wiersza, ale pomyślałam, że pierwsze się was zapytać. Jeszcze mi sie poezja Staffa podoba, ale jego wiersze wydają mi się mieć zbyt poważny ton jak na podstawówkę. A szkoda, bo pisze pięknie, prawda? Swoją drogą wiecie, że Tuwim w swoich młodzieńczych latach pisał do niego list z prośbą o zezwolenie na przetłumaczenie jego wierszy na jakiś nowopowstaly język? Później, kiedy mu odpisał chodził uszczęśliwiony przez bite dwa miesiące. Jeśli kogoś interesują szczegóły z dzieciństwa Tuwima niech sobie poczyta ,,Mój brat czarodziej”. Nie pamiętam autora.

  55. Molu, dawno, dawno temu, kiedy brałam udział w konkursach recytatorskich, jeden z nich udało mi się wygrać na etapie wojewódzkim dzięki „Urszuli Kochanowskiej” pana Leśmiana. Polecam!

  56. Uwaga, najnowsze nowości! (masło maślane, celowo). W Polskę zabieram teraz „Feblika” – do Dziwnowa. A co, niech Agnieszka i Ignaś pozwiedzają.

    Joaleks – w Poznaniu nadal ciepło, ale już da się wysiedzieć na dworze. Zaraz więc pędzę podlewać rośliny i odpocząć na tarasie.

    Molu, może pokusiłbyś się o jakiś wiersz sylabiczny? Ostatnio omawialiśmy go na polskim – średniówki, klauzule (czyli przerwa na oddech odpowiednio w połowie i na końcu wersu), stały akcent przedostatniej sylabie przed średniówką i klauzulą. I najczęściej takie wiersze mają po jedenaście lub trzynaście sylab.

    Ups. Chyba trochę mnie poniosło z tłumaczeniem budowy tego wiersza. To jeszcze tylko dodam, że różne sympatyczne wiersze sylabiczne pisał I. Krasicki. Zmykam!

  57. Molu, ja polecam, ten, który mówiłam ja, czyli „Dziką Różę” Gałczyńskiego. Nie wymaga on ekspresyjnej recytacji, więc nie wiem czy moja polecanka się przyda, ale jest piękny.
    Dzień dobry wszystkim! (I zmykam)

  58. Och! Czytalam ,Kłamczuchę” i przepadałam na dwa dni. Akurat minęliśmy dużo lekcji, tak to bym sobie z nią w dzień poradziła. A jutro poprawiam sprawdzian z historii. (W tym momencie nie jęcze chciazby dlatego, że już dzień po przeczytaniu oceń że sprawdzianu wszystko miałam wykute na blachę.) Za ten czas tematem został jeden z moich ulubionych (chociaż nie za dużo mam w nim do powiedzenia). Mianowicie ogród.
    Hmmmmmmm… Za dwa tygodnie konkurs recytatorski. Czy ktoś z księgowych mógłby mi doradzić w wyborze wiersza?

  59. Wracam przy okazji pięknego święta- jeszcze raz spóźnione życzenia dla wszystkich mamuś! Ja od córci dostałam własnoręcznie wykonaną bransoletkę- niebanalny prezent od niespełna trzylatki! I wspaniały weekend w Poznaniu był jakby prezentem. Pozdrawiam serdecznie!

  60. Wciórności! – staropolskie przekleństwo.
    Ciekawe, jaki ma źródłosłów i co było pierwsze.

    A nie, Madziu, nie czytałam. Mnie zwykle biografie pisarzy mniej interesują niż ich największe dzieła. Bo to nie jest tak, że życie prywatne ma zawsze wpływ na twórczość. Najczęściej toczy się równoległym nurtem, a twórczość bywa prądem wolności.
    Ale też nie lubię wtykania nosa w cudze sprawy. Niektórzy biografowie są nieznośni.

  61. U nas też :)
    Niemal upalnie.
    Kończę właśnie czytać tom trzeci „Krystyny…” i zastanawiam się nad wypożyczeniem biografii Sigrid Undset, którą napisał Andreas Winsnes (wydanej w 1959 roku przez Pax). Czy Pani może czytała?

  62. Do nas skrzyp też na przyczepce (i na przyczepkę;) przyjechał, może dlatego taki inwazyjny…?

    Mamo Isi, a gdzie to zimno i wieje? W Poznaniu coś koło 27, słońce pali, może i do nas dojdzie zmiana? A margaretkowa łąka musi pięknie wyglądać!

  63. Bo pisałem z komputera podręcznego zwanego, nie wiedzieć czemu, smartfonem. Z domowego nie wpuszcza – oto kolejna próba.

  64. Oho, Antyspam grzecznie wpuścił tu Krzysztofa! Coś się zmienia. Dobrze!

    U nas śliczna pogoda i ciepło.

  65. To jest po prostu świństwo ze strony matki natury! Deszczu nie ma, ale za to jest zimno i wietrznie! Ja się tak nie bawię, biorę zabawki i idę do domu.

  66. Banda uzbrojonych po zęby wciornastków – to brzmi. W rodzaju żeńskim by nie brzmiało.

  67. Mamo Isi, prognoza dzisiejsza deszczu nie przewiduje (tu byłby emotikon, ale podobno zmienił rodzaj i uległ skróceniu, teraz jest emotką – więc nie wiem).

  68. Mamo Isi, a bo pojedynczy wciornastek wiele nie zdziała. Dranie występują od razu w stadzie.

    Dobrywieczorku, wszak tępię go. Za mało na choćby flaszeczkę.

  69. O, to ciekawa jestem, czy nasza DUA zrobi samodzielnie olej rzepakowy ;-) Choć obawiam się, że trzeba by posiać go trochę więcej niż kilka przypadkowych sztuk.
    Pozdrawiam serdecznie szacowne grono – jakże mi życie umilają Wasze pogaduchy!

  70. Skrzyp tez mamy, ale on jeden ze sprowadzonych z pól i lasów roślin nie okazał się inwazyjny.
    Planujemy dziś garden party i od rana się zachmurzyło i zanosi się na deszcz. Jeżeli zacznie padać, to mamy następną metodę sprowadzania deszczu!

  71. Joaleks, miło widzieć bratnią duszę tonącą w chwastach; od dziś pieląc nie będę się czuła tak samotnie;) Bo wokół nas jedynym zajęciem ogrodniczym, jakiemu oddaje się ludność okoliczna jest strzyżenie trawników. A mi żal obstrzyc ten nasz, bo się w nim zalęgły margerytki i lada chwila zakwitną. Więc na razie zamiast trawnika mamy łąkę.

  72. No i popatrz, Zgredziku, wszędzie te wciornastki występują w liczbie mnogiej, a jak przyszło co do czego, to błędnie nadałam im formę żeńską. Dzięki za oświecenie w tej kwestii:)

  73. Joaleks, ale sama Judi też.
    Bardzo ją lubię.

    Skrzyp, skrzyp!
    Nigdy dotąd na naszych glebach go nie było. A w tej przywiezionej, bardzo żyznej, przyjechały i smardze, i skrzyp właśnie. Aha, i rzepak. Właśnie kwitnie.

  74. Mamo Isi, nie wiem czy to pocieszające, ale stwierdzenie „nie wystaję z chwastów” jest również o mnie! Człowiek dziobie i dziobie i końca nie widać! Z podagrycznikiem walczyłam kilka lat temu, te jego rozłogi… teraz dla odmiany mam masę skrzypu, a lebiodą chyba zacznę karmić rodzinę, ponoć pożywna…

    Róża Judi Dench zachwycająca!

  75. O, to się cieszę, że pomogłam, Kasztanowłosa!
    Z drugiej strony, niektórzy do końca życia pozostają nieśmiali. Np. pewna autorka.
    I jakoś żyje.

    Mamo Isi, u mnie Louise też lada dzień się rozwinie. Podlałam właśnie szczodrze, może jej szybciej pójdzie.

  76. Proszę przyjąć moje spóźnione, choć serdeczne życzenia z okazji Dnia Matki!

    Skończyłam właśnie „Idę…” i chciałabym bardzo podziękować Pani za tę książkę. Chyba muszę solidniej przyłożyć się do pracy nad nieśmiałością. Dziękuję za wskazówki.

    Szyrszynie, he, he.

  77. Tata mówił, że pszczoły rozpoznają zapach właściciela i domowych i nie robią im krzywdy bez dania racji. Może dotyczy to wszystkich pszczołowatych i osowatych? Z drugiej strony nigdyśmy jakoś nie usiedli na szerszeniu, bo wtedy domowy, nie domowy, na pewno by się zdenerwował.
    Louise Odier zaraz będzie kwitła!
    Wciąż ani kropli deszczu.

  78. Bluszcz już objedzony do ostatniej jagódki, młode kosy i kapturki opuściły gniazda i znikły, a życie umilają nam jeno wpadające czasem do mieszkania szerszenie, które mają od wielu lat gniazdo pod dachem. Łagodna odmiana i jakoś nam z nimi wychodzi pokojowe współistnienie. Tym niemniej taki buczący nad głową bombowiec zawsze robi silne wrażenie na wszystkich obecnych nie wyłączając kotów i psów.

  79. Aaa, już je widzę, Mamo Isi! Dzięki!
    To się nazywa burza kwiatów!
    Wspaniały widok.

  80. Ooo, dziękuję za zdjęcie, Mamo Isi! Pewnie późnym wieczorem je dostanę.
    Krategusy bardzo lubię. Gdzieś tu w okolicy jest domeczek, przejeżdżam często obok niego na rowerze, ale o tej porze roku zwykle zsiadam i się gapię: nad furtką łączą korony dwa stare drzewa krategusa, oba kwitną w tym samym odcieniu różu. Ślicznie to wygląda! Jak Filemon i Baucis.

    Bożenko – tak, takich nagród sobie życzmy.

  81. Nasze bzy kwitną jak szalone i razem z kwitnącym głogiem i krategusami tworzą istny wał kwiatów przed chałupą nadwisający aż nad chodnikiem. A jak pachną! Podesłałam zdjęcie Admince w nadziei, że nie przeszkodzę Jej tak bardzo w pracy twórczej, ale po prostu musiałam się tym widokiem podzielić.

  82. Piękny obraz. Przywołuje wspomnienia tych najsłodszych chwil przy śpiącym ufnie maluszku, o których tak ładnie pisze Casciolina.
    I tak pięknie namalowany słowem moment możliwej nagrody! DUA ujęła w słowa matczyne marzenie.

  83. Mszyce potraktowałam jakimś francuskim psikaczem eko zawierającym czterocukry, cokolwiek by to było. W pierwszych dniach miałam wrażenie, że mszyce za tymi czterocukrami po prostu przepadają i nawet mamrotałam złowrogo na producenta, aż tu nagle mszyce znikły! Nb. psikacz jest również na wciornastki! Nie mam pojęcia, jak wygląda wciornastka, ale zapewne te czterocukry też się z nią rozprawiły ekologicznie, więc się już nie dowiem.
    Istne czary mary.
    Nie wystaję spomiędzy chwastów. Szczupłość sił oraz czasu sprawia, że od początku jestem na straconej pozycji, ale co mi tam, dalej walczę. „Poległa w walce z podagrycznikiem” – nie brzmi zbyt stosownie, więc chyba się wstrzymam z polegnięciem, aż będzie lepsza okazja.
    Oni powariowali z tymi dniami! Jednego dnia spokojnego bez jakichś obchodów! Dzień kotka, dzień młotka, dzień szczotki, dzień ciotki. Tzn. ten ostatni i owszem, jestem za!

  84. A ja dzisiaj wybrałam się do Torunia na urodziny i aż się nadziwić nie mogę, jak tu gorąco. I kwitną różowe begonie!!! Dwa tygodnie temu nie było ich jeszcze.

  85. Och! W końcu słoneczko na południu zaświeciło! Wszystko takie bujne i piękne: kwiaty, trawa, drzewa… Ale to przecież już koniec wiosny, prawda?

  86. Ooo- też ostatnio oglądałam różę Judi Dench. Śliczna. Wpadła mi w oko. I choruję na Rectora… Ech… Tu brakuje buźki, która przewracała oczami. ;-)

  87. Dzień dobry! Co za piękny różany poranek tutaj. A ja tymczasem zakładam kapelusz i idę sadzić nasze poczciwe pelargonie i aksamitki. Też są piękne. Mąż przywiózł z ryneczku.

  88. Pomponella też śliczna!
    Arthur Bell – znakomity! Będzie się dobrze chował (też mam). Prawda, pachnie cudownie.
    Rambling Rector już posadzony, przez noc okrzepł i zjędrniał. Ma przedziwne pędy: wiją się, jakby już szukały, wokół czego by tu się okręcić! Jest naprawdę niezwykły, nawet liście ma inne niż zwykłe róże – wąskie, gładkie, lekko szablowate.
    A David Austin przysyła mi już swoje reklamy i zachęty. Dziś zastałam w poczcie mailowej zdjęcie mile roześmianej Judi Dench, przyjmującej od samego pana Austina bukiet róż, noszących jej imię. Róża „Judi Dench” jest pełna, klasyczna angielska, za to w niespotykanym, złoto-pomarańczowym, słonecznym i właśnie roześmianym kolorze.

  89. Dzień dobry!
    Przesyłam spóźnione, lecz serdeczne życzenia wszystkim Mamom. I dodaję do nich pierwszą różę w moim ogrodzie – Athura Bella. Pachnie zachwycająco!
    Żółte róże kojarzą mi się nieodmiennie z piosenką Jeremiego Przybory: „W kawiarence Sułtan”.

    Ps. Wczoraj wieczorem sadziłam róże: Pomponellę, Bordeaux i Ślicznotkę z Koblencji. Naoglądałam się róż Austina, lecz nie dla mnie takie rozkosze… Piękne są, szczególnie Rambling Rector.

  90. Kochana, mądra Casciolino!
    Wspaniały to wiersz.
    Dziękuję Ci za jego przypomnienie.

    Miłość pobudza do istnienia.

  91. Uśmiecham się do ciebie przez sen
    i przez wiersz więc jesteś
    Jeżeli się do kogoś tęskni tak wiernie
    czy może go nie być
    Jesteś prawdziwiej niż jesteś
    trwalej od nietrwałej chwili
    Zawsze po cichu wiedziałam
    trzeba tylko bardzo kochać
    abyśmy byli.
    /Anna Kamieńska/

    To dla tych, których Mamy są już na drugim brzegu.

  92. To był piękny dzień a pani słowa cytowałam dziś tym, którzy tej strony nie odwiedzają, bo cudownie sformułowała pani to, co mi się od dawna po głowie i sercu kołacze.
    Jasność zawarta w tym obrazie i bijąca z niego skojarzyła mi się momentalnie z czystością miłości matek.
    Wszystkie mamy na zakończenie tego wzruszającego święta pozdrawiam a naszej DUA życzę jeszcze wielu duchowych dziatek.

  93. Drogi Molu! A cóżeś tam o mnie myślała? :) Nie musisz odpowiadać, tak się tylko do Ciebie serdecznie uśmiecham, bo mi miło.
    Często wpadam na Stronę, czytam co u Was, Księgowi, i ciepło mi się robi na sercu. Mówię też Podobnemu, żeby Was odwiedził i poczytał, szczególnie że rozwinęła się u niego pasja ogrodnicza i w pokoju ma już kilka doniczek z ziołami. Natomiast ja od kilku miesięcy „Zielono mam w głowie i fiołki w niej kwitną”, więc się nie za bardzo udzielam, bo też i pisać nie ma co. Tak sobie powoli żyję, do przodu. Aktualnie staram się o wakacyjny staż w laboratorium. Jak już się wszystko uda to się pewnie pochwalę, bo – być może – będzie czym.
    To już było nieskromne, więc odchodzę mrucząc. Dobranoc!

  94. O, Nutko, co za niespodzianka! Myślałam właśnie o tobie, wchodzę na moją ulubioną stronę internetową, a pierwszy od góry jest właśnie twój wpis!
    ,,Zawsze tak pięknie i mądrze pisze Pani o tym, co najważniejsze.” – pisze Karolcia. Prawda? Ten wpis wcale nie był długi. A jednak zamieściła w nim Pani wszystko, co należało zamieścić. Dzień Matki dobiega końca, ale pamiętajmy, że on w naszych sercach powinien być zawsze.

  95. Dobry wieczór!
    Przesyłam wszystkim mamom serdeczne ukłony i uściski w tym świątecznym dniu. I dołączam bukieciki konwalii!
    Serdecznie pozdrawiam
    Nutka

  96. O, ja jeszcze lubię Dzień Dziecka.:)
    Zuziu, każde absolutnie dziecko zasługuje na ogrom miłości i poświęcenia od swojej mamy. A już Ty na pewno! Mówię Ci.
    Mamusię mile pozdrawiam.

  97. Dzień dobry!
    Wszystkiego co najlepsze i najpiękniejsze dla naszych Wspaniałych Mam.
    A mnie to trochę zawstydza, przecież wielokrotnie nie zasługujemy na taką miłość i poświęcenie.
    Czy to nie jest najbardziej wzruszające święto?

  98. Och!
    Wydobyłam z otchłani wpis, Krzysztofie, piękny!
    Zajrzałabym tam i tak, dopiero skończyliśmy sadzenie Rectora. Ale dzięki, że zwróciłeś uwagę.

    Tak, ta biel na obrazie jest znacząca. Niewinność, czystość, świeżość. I nawet świętość.
    Namalowane to jest wspaniale.
    Zwróćmy uwagę na układ dłoni matki: ile w tym malutkim geście jest miłości, delikatności i szacunku, ile czułości.

    Karolciu, całusy dla Pana Osiołka!

  99. Pegaz był nam drogowskazem, gdyśmy od Rynku nadciągali, Dominikanów też przyuważyłem. Dyrygent nie-łysy, ocalał zatem.
    Chyba muszę pisać z telefonu, żeby oszukać otchłań, w której siedzi poprzedni wpis.

  100. Kochana Autorko! Zawsze tak pięknie i mądrze pisze Pani o tym, co najważniejsze. Dziękuję! Dla Pani i wszystkich Mam najlepsze życzenia! A kwiatek, wiadomo, zawsze mile widziany. Zwłaszcza róże od Austina. :)

  101. I jeszcze jedno – posłuchajcie, jak Krzysztof Globisz czyta Psalm 61 na you toube.

  102. Wszystkim mamom życzę duuużo zdrowia i cierpliwości… uwielbiam wspominać ten moment, piękny to obraz.Mnóstwo wirtualnych kwiatów, kwiatów i kwiatuszków, szczególnie dla DUA i Księgowych młodziutkich mam.
    Pozdrawiam całe gremium, czasami udaje mi się poczytać Wasze wpisy. Serdecznie dziękuję za to miejsce.

  103. To piękny wiersz, Zgredziku.
    Mes compliments dla Mamy.

    „…Byłem wtedy mały jak muszelka,
    a czarna suknia matki szumiała jak morze – Czarne”… (Gałczyński)

    Z książki „Mickiewicz – człowiek. Studium psychologiczne” ( autor: Jean-Charles Gille-Maisani, niezwykle ciekawa!) wiem, jakie było najwcześniejsze wspomnienie poety. Otóż – że siedzi na trenie czarnej matczynej sukni, matka idzie przez pokój, a on się bawi, że płynie okrętem.
    Ciekawa zbieżność skojarzeń u poetów, prawda?

  104. Krzysztofie!:))))
    A Pegaza zaobserwowałeś?
    Pozdrawiam serdecznie.
    (Dominikanie przy sąsiedniej ulicy…)

  105. Ona mi pierwsza pokazała ten wiersz Gałczyńskiego.
    W malutkim tomiku z lat sześćdziesiątych.

  106. Teatr Wielki w Poznaniu. Siedzę na miejscu Genowefy i zastanawiam się, czy dyrygent będzie łysy. Nie wiem, czy bym się oparł…

  107. Właśnie. Mamy nas kochają tylko za to, że istniejemy. Czasem boje się, że nie dam rady zwrócić jej cały zaciągnięty dług.

  108. Mam piękny Dzień Matki!
    Przywieziono mi przed chwilą z Londynu prezent od syna: dwa wspaniałe, wysokie już na pół metra, krzewy wymarzonej róży Rambling Rector.
    Od samego Davida Austina!

    Sadzimy uroczyście dziś wieczorem.

    PS – Aha, Alku!
    Śmiało zamawiaj. Róże przyszły znakomicie opakowane i zabezpieczone, w świetnym stanie, nawet odrobinę nie zmęczone! Ziemię miały jeszcze wilgotną i nie straciły ani listeczka w podróży!

  109. Wpatrywanie się w śpiące dziecko to jeden z najpiękniejszych momentów w życiu mamy, prawda? Ten miarowy, spokojny oddech, serduszko bijące zaraz obok.
    Dziecko samym swoim istnieniem robi nam najlepszy prezent.
    Ściskam mocno wszystkie mamy!

  110. Pączków już pełno, Joaleks! Przed nami podobno upalne dni – to i róże się rozwiną.

    Kris, Mamusiu dzielna, wszystkiego najlepszego!
    Piętaszku, merci.

  111. Jak pięknie powiedziane! Dziękuję! I kwiatek też niczego sobie:)
    A jak tam róże naszej Ulubionej Autorki? Czekamy do 10 czerwca czy któraś odważy się zakwitnąć wcześniej?

  112. „Ona mi pierwsza pokazała księżyc
    i pierwszy śnieg na świerkach,
    i pierwszy deszcz.
    Byłem wtedy mały jak muszelka…”
    (K.I. Gałczyński)

    Najlepsze życzenia dla Wszystkich Księgowych Mam z DUA i Adminką na czele!
    Pani Małgosiu, dziękuję za piękne słowa o macierzyństwie i za życzenia.

  113. W bieli obrazu jest coś niebiańskiego, jakby wskazówka, skąd pochodzi i czego odbiciem jest miłość matki. Miłość pełna i dojrzała – wszak mama z obrazu nie jest młódką, w jej spojrzeniu i układzie ust widać świadomość, iż dziecko, zapewne jedno z wielu, do niej nie należy, że dostaje je na wychowanie jedynie, aby kiedyś mogło wyruszyć samodzielnie w świat. I jest w tym szczęśliwa.
    Kiedyś moja Żona w dyskusji o macierzyństwie napisała do córek: „dziecko jest szczęśliwe, jeśli ma szczęśliwą matkę”. Takiego szczęścia życzę wszystkim księgowym mamom (zatem i dzieciom zarazem).

  114. I dodam jeszcze, że nie znam nikogo, kto napisałby piękniej o istocie macierzyństwa.

    Dziękuję

  115. Wszystkim Mamom życzę wielu powodów do radości każdego dnia.

    Dzień Matki jest idealnym dniem, żeby podziękować naszym Mamom za te wszystkie lata, w których uczyły nas, małych ludzi, jak być dobrym człowiekiem. I za tę miłość, która wypływa od Matki. Zawsze. Ona po prostu jest.

    PS. I, za pozwoleniem, przesyłam Mamie wirtualne kwiatki (niezapominajki?) od Ann oraz z niezapominajkowego dywanu.

  116. Pozdrawiam wszystkich serdecznie, zwłaszcza Mamy.
    I od razu lżej pisać dziś egzamin.

  117. Zdanie o miłości, której nie trzeba zdobywać, jest przepiękne.
    Obraz też mi się podoba. Zwłaszcza, że przypomina mi widok siostry sprzed trzech lat i ten sprzed trzech tygodni. To spojrzenie i wyraz twarzy jest taki sam.

    Wszystkim Matkom życzę wszystkiego najlepszego, mam nadzieję, że Wasz trud zaowocuje w przyszłości (albo już zaowocował) widokiem, o którym napisała DUA. Przesyłam wirtualnie bukiety bzów, prawdopodobnie, ostatnich. I ściskam Was gorąco!

  118. Dobry wieczór. Piękne, wzruszające życzenia i myśli. Dumając teraz o mojej kochanej Mamie, przesyłam Pani DUA, jako naszej Mamie duchowej, kolorowy wirtualny bukiecik frezji.

  119. „Dumne i przepotężne jest miano matki.”

    Wszystkim matkom składamy jakże słusznie należne hołdy.
    I czerwone róże.
    I uśmiech.

  120. „Nic nie musisz robić, aby być kochanym”, co za piękne słowa! Cokolwiek byśmy złego zrobili, Matka zawsze będzie kochać, tylko jej serce może krwawić. Więc nie przysparzajmy im powodów do bólu!
    Wszystkim dzielnym Matkom ślę uściski i bukiety wonnych, ulubionych kwiatów=)

  121. O, pierwsza rzeczywiście!
    Jak to miło, Marcelino harcerko, nasza nowa Księgowo.

  122. O, pierwsza? Po raz pierwszy :) . A w każdym razie jak to piszę, to nikogo nie ma przede mną. Oczywiście też składam życzenia wszystkim matkom i przesyłam im myślą kwiaty.

Dodaj komentarz