Dzień Niezapominajki

niezap

(fot. KC ann)

 

Był wczoraj, a myśmy o nim zapomnieli!

Ale to nic, jeszcze zdążymy uczcić ten śliczny kwiatek, prawdziwe maleńkie arcydzieło.  Na szczęście mam w zapasie wiele Waszych zdjęć (Nini, pamiętam!) i na każdą właściwie okazję znaleźć mogę odpowiednią ilustrację.

 

E92805m

(fot. DC Rysiek)

 

I zawsze mam w zapasie stosowne wiersze. Całe regały stosownych wierszy!

 

Leopold Staff

DESZCZ WIOSENNY

 

W tle nieba, gdzie jest więcej srebra niż błękitu,

Puch pierwszych liści dymem zielonym się pieni

I jedynie nalotem lekkim malachitu

Odróżnia czas przedwiośnia od szarej jesieni.

 

Zaspany i niemrawy, nudny dzień powszedni

Cierpliwy jak dorożkarz na miejskim postoju,

Ma w sobie uroczystą nutę przepowiedni

Czegoś, co się jak święto rodzi w niepokoju.

 

Wiatr niesie chmury, zwiastun ulewy wysłańczy,

Co drzewa w tłum chorągwi rozwinie bogaty:

Deszcz majowy srebrnymi stopami już tańczy

Na ziemi od rzęsistych kropel piegowatej.

 

 

 

krople

(fot. KC Gio)

 

Czytajmy tomiki poetyckie! Są pełne znaczących niespodzianek. Oto, jaki wiersz wpadł mi w tej chwili w ręce – przypadkowo, a więc na pewno nie bez powodu:

 

Leopold Staff

RZECZYWISTOŚĆ

 

Niewiara w miłość ma się wstydzi:

Oczy mi skrywa róż dwulistkiem.

Bowiem to, czego się nie widzi,

Istnieje przecie przede wszystkiem.

 

Szczęście przemija, jak dym ginie,

nikną ułudy mgliste kraje,

rzeczywistością jest jedynie

To, co po wszystkim pozostaje.

260 przemyśleń nt. „Dzień Niezapominajki

  1. Uch, ależ ze mnie gapa! Zapomniałam napisać o jednej ważnej rzeczy o niezapominajkach! Obok mojego domu zakwitł wśród rzepaku niezapominajkowy dywan! Ciągnie się na 10-12 metrów. A nad jeziorem zrobiły się takie niebieskie pierścienie wokół drzew.

    Molu, tęskniłam za Tobą tak jak Ty za nami! Ale uczmy się, uczmy, w końcu do wystawienia ocen już niewiele czasu zostało! I życzę każdemu uczniowi i uczennicy, żeby jednak wytrwał w ławce lekcje, bo dzisiaj całą naszą klasę ciągnęło na dwór, pomimo 19 stopni rano.

  2. Dzień Niezapominajki! I mnie to ominęło!
    Ooooooch… Jak miło do was wrócić, kochani! Szkoda, że wy tak za mną nie tęskniliście jak ja za wami.:-)
    Á propos końca roku szkolnego: obliczyłam, że zostało nam już tylko 17 dni nauki (po drodze mamy wycieczkę dwudniową, Boże Ciało i ,oczywiście, weekendy)! Pocieszające to, prawda?
    A Dorotka pójdzie śladami Kłamczuchy. Zabiorę ją na początku lipca do Łeby.

  3. Mam wrażenie, że w tak miłym towarzystwie można oczekiwać bez końca.
    Dobranoc!

  4. Roku szkolnego*, co za nieznośność.
    A teraz trzeba pracować na najwyższych obrotach. Przede mną tydzień ostatnich zaliczeń.

  5. A maturzyści idą jak burza!
    Tak jest, Kasztanowsłosa, miesiąc, a właściwie mniej, bo po 10 czerwca już będzie w szkole pachniało wolnością.
    PS – przyda się, oj, przyda…;)

  6. Drodzy Księgowi i Ukochana Autorko,
    uroczyście ogłaszam, że od wczoraj został tylko miesiąc do wakacji! Emotikon.
    Czy to nie jest pocieszające?

    U mnie również pochmurno, wietrznie i deszczowo (choć to ostatnie w mniejszym stopniu).

    Postanowiłam po raz kolejny odświeżyć sobie całą Jeżycjadę. Przyda mi się przed „Ciotką…”

  7. Sowo, a to szkoda, prawda? Dobrze jest znać ulubione istoty po imieniu.
    No, ale bezimienne też da się lubić.

  8. Moja Louise powoli otwiera pąki, tak samo New Dawn i róże cukrowe. Za to pąsowa róża sadzona przez dziadka kwitnie już na całego. Ślicznie pachnie, ale nie wiem co to za gatunek.

  9. U nas też pada. Dość obficie już od wczoraj. O, właśnie przestało. To dobrze, bo muszę zaraz wyjść ;)

    Wczoraj widziałam, że niedaleko mojej uczelni zakwitła róża. Mnóstwo kwiatów dookoła, a ja znam tylko niektóre, ale tym bardziej cieszę się, gdy spotkam znajomy gatunek.

    Pozdrawiam i życzę miłego dnia!

  10. Tak! Pamiętam tę różę z wpisu czerwcowego sprzed dwóch lat. Piękna jest.
    Ja teraz czekam na piwonie. Mają wyjątkowo dużo pąków, ale czy wszystkie zakwitną, to się okaże.

    Ulewa po obfitym podlewaniu – standard.

  11. Nie, nie! Za wcześnie. Zwykle zaczyna „Louise Odier” – około 10 czerwca.
    Ale dostrzegłam mocny pączek kwiatowy na nowo posadzonym krzewie „Pierre de Ronsard” („Eden”). W czerwcu się rozwinie! Jest na co czekać.

    Deszcz leje, obfity. Normalne. Wczoraj starannie wszystko podlałam.

  12. Dzień dobry. U nas póki co nie wieje. Pada sobie cichutko drobny deszczyk i pieje kogut Leon, czyli wszystko tak, jak trzeba (jak u Chagalla). Miłego dnia DUA i Księgowi.

    A róże, czy już jakieś kwitną ?

  13. Aż dziwnie pomyśleć o ślizgawicy.
    Maj bucha zielenią!
    Takiej bujności jeszcze w ogrodzie nie miałam – wszystko tak urosło, że zaczyna się robić wręcz za ciasno. I jakie ogromne są drzewa, które kiedyś – tak niedawno!- sama posadziłam!
    Dziś u nas mocno wieje, idzie zmiana pogody. Pochmurno.

  14. Dziękuję, Iskro, wszystko przebiega należycie.

    Chesterko, ale przecież ja i tak byłam na wsi. No, bliżej, prawda.

    Ateno, biedna mama. Pewnie ją zdenerwowano i wracała taka rozdygotana.

  15. Świat realny tak pędzi i jest pełen nieoczekiwanych zwrotów akcji dotyczących naszych bliskich,że ta alternatywna rzeczywistość fikcyjna Ciotki moze sobie spokojnie dojrzewać.
    Nasza DUA też ma tylko jedno zdrowie.
    Życzę pani Małgosiu pomyślnej rekonwalescencji bliskiej osoby.
    Podgryzione języki po wywiadówce mają szansę doleczyć się do następnej?

  16. Oj, te sny. Kilka dni temu śniło mi się, że przeprowadziłam się do Poznania i choć za żadne skarby świata nie mogłam sobie przypomnieć adresu, cały czas towarzyszyła mi radość, że blisko jest MM.
    A co do zebrań, właśnie z takowego wróciłam. Uffff… Mamy sposób na wychowawczynię, która lubi szukać dziury w całym – milczymy jak grób i Pani chcac nie chcac, kończy temat. Wracam z nich, nie wiem, jak inni, z pogryzionym językiem.

  17. „Istnieje życie pozaksięgowe, na przykład powrót z wywiadówki.”
    Moja mama wracajac z wywiadowki zlamala reke. Ciezkie powroty.
    Tez spotkalam kiedys dziki, na Florydzie. Warchlaczki sie rzucily na matke w celu wiadomym i dzieki temu bylismy bezpieczni. Byly roznokolorowe, mam zdjecie.

  18. A pewnie, że bym, śmiejąc się, uciekła, Casciolino!
    Jak tylko się dawało, uciekałam zawsze!

  19. Oj tam, oj tam. Będę Cię wielbić Mamo Isi i już !;)

    Miłego dnia wszystkim. Napomykają coś o deszczach, to pędzę kosić. Nabyłam nawet specjalnie w tym celu kapelusz ogrodnika co by czerep ochronić. No bo doszłam do wniosku, że ogrodnik bez kapelusza, to tak jak…Starosta bez uśmiechu.( Chyba mnie trochę poniosło…).

  20. Okazuje się, że Księga ma wpływ również na sny. Śniła mi się dzisiaj Isia wraz z mężem (nigdy ich nie widziałam), w czasie konkursu na dekorację pierniczków. A potem akcja przeniosła się na coś w rodzaju akademii z okazji zakończenia roku szkolnego. Gościem specjalnym była DUA, która po krótkiej przemowie, śmiejąc się, uciekła :) Kolejne były sceny morskie z różnego rodzaju potworami, ale to już wpływ bajek, które oglądam razem z Mareczkiem.

  21. Dzień dobry! Z dzikami spotkałam się kiedyś jadąc przez las. Dzicza rodzinka przechodziła sobie świńskim truchtem w miejscu niedozwolonym przez drogę – mamusia przodem i sznur warchlaczków za nią. Szczęśliwie było jeszcze jasno i jechałam z góry, więc widać je było dobrze. Zatrzymałam auto i grzecznie odczekałam aż ostatnie dziecko dołączy do reszty. Trudność była taka, że dziczki wyskakiwały z zarośli, a któż to wie ile ich tam mamusia miała? Po tej przygodzie gdy jest ciemno, zwłaszcza w zimie się już tam nie zapuszczam.

  22. Zuzieńku, już mam, dziękuję bardzo!

    Co do „Ciotki…”: apetyt rośnie w miarę czekania…

    Dobrego dnia Wszystkim (bez względu na okoliczności).

  23. Dzięki, Mamo Isi kochana. Zdrowutek już!
    Tak, lato w ogrodzie jest piękne, lecz wydawca zdecydowanie oczekuje.:)
    Na szczęście dołożono mi trochę czasu.

  24. Kochany Starosto, wypowiem się rewolucyjnie: ogrodowe lato jest za krótkie, żeby je marnować na cokolwiek; w końcu pisać można w każdą pogodę. A czekanie na „Ciotkę” to prawdziwa przyjemność. Lubię czekać na różne cudowne wydarzenia!
    Życzenia powrotu do zdrowia dla chorutka!

  25. Piętaszku, ja Cię proszę, nie uprawiaj kultu mojej jednostki, bo mi będzie głupio;)
    Musia (Mama męża) była bardzo ciepłą osobą, świeć Panie nad Jej duszą.

  26. Dobromiło, jak miło!:)
    Dziękuję za objaśnienie. I za zrozumienie!

    Dobranoc, Zgredziki!

  27. Kochana Pani Małgosiu!

    Proszę pisać „Ciotkę” jak najdłużej. Na „Sprężynę” czekaliśmy, z tego, co pamiętam, 4 lata i jest to prawdziwy majstersztyk, doskonałość w każdym calu. Na dobre książki można czekać długo, a smak przeżycia nowej przygody jest tym słodszy, im dłużej się czeka.

    Za pierśnicą drzewa nie da się stanąć. ;) Jest to średnica drzewa – mierzona średnicomierzem – na wysokości 1,3 m od gruntu. Jeżeli drzewo ma pierśnicę 20 cm, to jest raczej cienkie. To z inżynierii leśnictwa (Patrycja studiowała!) ;) :)

    Uśmiecham się, pozdrawiam serdecznie, dobranoc.

  28. Żartuję, żartuję z tymi wywiadówkami.

    Biedroneczko, dzięki, zdecydowanie idzie ku lepszemu.

  29. Jeszcze tylko szepnę do Gio: właśnie z Mamą wysłałyśmy zdjęcie.
    I zmykam, dobranoc.

  30. UA, dużo zdrowia życzę Bliskiej Istocie! :)

    Ja bym tam nie likwidowała wywiadówek, tylko poprawiła ich formę:`
    Na wywiadówki w moim liceum przychodzili nie tylko rodzice, ale też dyżurni uczniowie- serwowaliśmy rodzicom kawę, herbatę, ciasteczka, etc., przy okazji można było usłyszeć to i owo i trochę się pośmiać- wychowawca był wesołym gawędziarzem. :) Nie wiem, jak podobny pomysł oceniliby wytrawni pedagodzy (pedagogowie?), ale wspomnienia pozostają miłe.

  31. No nie wiem, Pani Malgorzato. U nas z kolei jest tak, ze wszyscy (jako rodzice) czujemy sie jacys anonimowi, na doczepke. Wszystko odbywa sie przez dzienniczek (jest to duzego formatu tzw.agenda), wszelkie komunikaty- wycieczki, dodatkowe wydarzenia, oceny semestralne, itp -dostajemy drukiem na pismie (nie przez mail, jak to podobno jest powszechnie w Polsce stosowane) . Na zyczenie mozna sie z nauczycielem spotkac, i owszem, jednak dominuje poczucie ze w tzw.szkole publicznej rodzice do powiedzenia za wiele nie maja.
    I tak zle, i tak nie najlepiej..

  32. Mamo Isi – wielbię Cię! Mama Twojego Męża musiała być cudną osobą.

  33. Mamo Isi! Przypomniałaś mi swoją historią o osiołkach, jak to kiedyś, będąc z koleżanką na spacerze widzę jakieś pojedyncze światło, więc mówię: „O, mój brat jedzie!” (Posiada on motorower.) To jednak nie był mój brat, gdy to „coś” podjechało, okazało się traktorem.

  34. O, tak, Aleksandro kochana, wyobrażam sobie!
    Mam pomysł: zlikwidujmy wywiadówki! Totalnie! Raz na zawsze!
    Ulga dla wszystkich.

  35. Do uroków nauczycielstwa też raczej nie należą. Tzn. wywiadówki, powroty już bardziej :)

  36. Jaka tam dzielna! Dzik bez przekonania wykonywał parę kroków w stronę jazgoczącego psa, ten ucichał, jakby mu zasilanie wyłączono, no i skoro ustał męczący hałas, dziczysko wracało do drzemki w krzakach. Po dłuższej chwili pies wychylał się nieśmiele zza człowieka i znowu zaczynał się jazgot. I tak de capo al fine.

    Ś.p. Mama męża miała tzw. kurzą ślepotę, czyli słaby wzrok wieczorem. I kiedyś woła do nas:”Popatrzcie, całe stado osiołków idzie ulicą!” A to była wataha sporych dzików udająca się na rycie trawników wokół akademików Szkoły Morskiej.

  37. A bo to jest bardzo dzielna kobietka. Co jej tam dzik!

    Tak, te powroty nie należą zwykle do uroków rodzicielstwa.
    Pociecha: nadejdzie starość, nie będzie wywiadówek.

  38. Ujęła mnie bohaterska postawa Mamy Isi w spotkaniu z dzikiem.

    Istnieje życie pozaksięgowe, na przykład powrót z wywiadówki.

  39. Dzień dobry. Nie doczytałam jeszcze wszystkich wpisów do końca i co widzę – jeszcze jedna Wiosenka, ale bynajmniej nie moja. Gdzieby tam moja Wiosenka śmiała szanownego Starostę pośpieszać. Siedzi sobie dziewczynina w kątku, dłubie swoją rzeźbę i cierpliwie na C.Z. czeka. Wiosenkę nr II proszę o dodatkowy znak rozpoznawczy.

  40. Dzień dobry!
    To jak już jesteśmy przy Irlandii. Posiadam interesującą książkę „Za dziewiątą falą. Księga legend irlandzkich. Tzn. jeszcze jeszcze jej nie przeczytałam, tak tylko skubnęłam, lecz to co skubnęłam było ciekawe.

  41. Haha! Skojarzyło mi się z nosorżcem, ponieważ jest on długowzroczny i jeśliby taki zaczął kogoś gonić należy odczekać, aż zwierz zbliży się na odlagłość 1-2 metrów i dopiero wtedy umykać w bok. Nosorożec nawet nie zauważy, że ofiara mu się tajemniczo rozwiała.
    PS: Pragnę się poprawić-locha a nie maciora. Pisałam to przed 1. w nocy, to na pewno dlatego…;)

  42. Kochana Autorko i Księgowi!
    Skoro poruszono tu kwestię gentlemana mam pretekst, by podzielić się z Wami moim odkryciem książkowym ostatniego czasu – Mieczysław Jałowiecki „Na wschodzie Imperium i inne wspomnienia” (Czytelnik 2015) (a może już to znacie?). To wspomnienia z kilku epok – od pocz. XX w, I wojny, rewolucji bolszewickiej, międzywojnia… Polecił mi tę książkę Tata, mówiąc, że wydziela sobie dzienne porcje i się delektuje. Oho! Pomyślałam. Bałam się jednak, że będą tam męskie nudziarstwa w stylu kalibry dział, dzienne ruchy wojsk itp. Nic z tych rzeczy – ta książka jest WSPANIAŁA, czytam ją rozgorączkowana jak pensjonarka, były łzy, śmiech, szok i wstrząs. Jest chwilami malarska, historyczna, polityczna, sensacyjna i obyczajowa. To kopalnia wiedzy o tradycji, życiu ziemiaństwa, kulisach wielkich wydarzeń, w których autor niejednokrotnie sam uczestniczył. Uprzedzę tylko, że miłośnicy kultury anglosaskiej mogą być niemile zaskoczeni… Zachęcam, zachęcam, zachęcam!!! (Łusiu, wybacz wykrzykniki:)

  43. Ha, ha, ha, ale mi się podoba ta babcina rada! Świetna jest.
    Ochłonęłam już po Targach i zmotywowana zabieram się do pisania.
    A do mojego wakacyjnego notesiku dopisuję ostatnie smakowicie wyglądające przepisy.

  44. Magosiu OZ, aż zamarłam.
    Troszkę się wystraszyłam takiej odpowiedzialności.

    Ale wiesz co? To pewne, że dasz radę. Dawniej kobiety (np. moja prababcia) dawały radę z trzynaściorgiem: i wszystkich wyprowadziły na porządnych, dobrych ludzi!
    Ale, jak z kolei mawiała moja wspaniała Babcia: „Ja ci radzę: rób jak uważasz!”.
    Powodzenia! Szczęścia! Satysfakcji z życia! I mnóstwa miłości!- tego Ci życzę, i oczywiście będziesz to miała.

  45. Jas, muszę po raz kolejny (bo już to zrobiłam we „Frywolitkach”) polecić tu wspaniały esej prof. Marii Ossowskiej „Etos rycerski i jego odmiany”.
    Jeśli chcesz się dowiedzieć, skąd się wzięło pojęcia gentlemana- przeczytaj koniecznie!

  46. Mamo Isi, jakaż piękna opowieść łowiecka.

    Ale- Piemont, ach, wiem. Nie dorównamy naszymi różami efektom włoskim lub angielskim. Nawet Francuzi nas biją.

  47. Wiosenko, nie ma tak dobrze. „Opium w rosole” pisałam przez 6 lat, a „Nutrię i Nerwusa” machnęłam w dwa miesiące!

    Nie, to nie „Ciotka” stawia opory, to rzeczywistość przeszkadza w zanurzeniu się po uszy w świecie fikcyjnym. Akurat mieliśmy parę trudnych emocjonalnie miesięcy (operacja i rehabilitacja bliskiej istoty), to właściwie wciąż jeszcze trwa.
    Trudno, musicie czekać cierpliwie, bowiem są sprawy ważniejsze niż kolejna powieść. Ja tu mam prawdziwe życie do przeżycia!

  48. Dzien dobry.A kolo nas jest kilkusetletni Dom,a na froncie tego domu pnie sie az pod dach piekny krzew rozy.Naprawde cudny jest pelno kwiatuszkow malych rozyczek ma.I sam tak rosnie,tylko deszcz go czasami podleje.Nie znam niestety nazwy.Pewnie pieknie by sie prezentowal na froncie domu Alka:-)Piekna,cudnajest i naprawde bardzo stara.Tutaj klimat sprzyja rozom,rosna olbrzymie krzewy same po rowach,przy kapliczkach…

  49. Dzień dobry,

    „Feblik” zrobiony w jedne wakacje, a ta „Ciotka” chyba stawia jakieś opory. Ależ w Pani pracy różnice czasowe: jedne powieści w trzy miesiące, a inne piszą się i piszą… Może by tak przyjąć standardowy rozkład pracy: 8 godzin dziennie, od poniedziałku do piątku, z surowym szefem za ścianą…

    Pozdrawiam

  50. Ach, muszę dodać, że tak pięknego bukietu jak ten u Wilka, nie widziałam! Pełniki europejskie, szafranowe i oranżowe. Cudo! Oka nie mogłam oderwać!

  51. W czasach kiedy nasz płot od ulicy był już nieco zdezelowany, dziki nawiedzały nas tzn.nasz ogród regularnie w ilościach od 1 – 8 sztuk w każdym składzie osobowym (locha z warchlakami, stadko młodziaków, samotny odyniec). Rozbestwiły się do tego stopnia, że czasem nawet u nas dzień przesypiały. Nasz pies bardzo był tym zdegustowany, ale swoje niezadowolenie wyjawiał tylko, jak miał za kim się schować. Psi jazgot wywoływał leniwą szarżę, pies chował się za człowiekiem, dzik stawał, chwilę myślał i wracał do swoich zajęć.
    Szczególnie na obcokrajowcach widok dzików w ogrodzie wywoływał piorunujące wrażenie; łatwo im było potem opowiadać, że zimą to i białe niedźwiedzie po ulicy u nas chadzają.

  52. Pani Małgosiu, piszę po raz pierwszy, chociaż jestem miłośniczką Pani książek od lat 20:). Ostatnio po raz drugi przeczytałam „Tym razem serio” i… wraz z końcem książki przyszło postanowienie. Zdecyduję się na trzecie dziecko!!!!!! Pani miała czworo, co nie przeszkodziło też podbić cudownych książek, i ja dam radę z rozkoszną trójeczką. Dziękuję:)

  53. To od Irlandzkich druidów pochodzi zasada fair play i postawa tzw. gentlemana. Podobno dobrze się z nami rozumieją.

  54. Mamo Isi, tak, tak, Wilk Morski to nasz mistrzunio. Pisze też pięknie. Cieszę się, że się zaprzyjaźniliście.

  55. Ta rada wydaje mi się znakomita, Alku. Dzięki. Jak tylko się dowiem, co to jest pierśnica, natychmiast za nią stanę.

    „Wielką bramę”, wydanie pierwsze, z przyjemnością posiadam. („Bezgrzeszne lata” też). Jak to przyjemnie mieć podobne gusta.

  56. Wczorajsze znalezisko na straganie na Polu Mokotowskim: Makuszyńskiego „Wielka Brama”.

  57. „I jeszcze takie pytanko do Alka-co robić, jeżeli spotka się w lesie maciorę z młodymi? My dzisiaj z koleżankami struchlałyśmy i powoli się wycofałyśmy. Zadziałało, ale co było, gdyby zaczęła w nasza stronę szarżować?”

    Dzień dobry wszystkim, z UA na czele. Postaram się odpowiedzieć na to pytanie, chociaż odpowiedź dla każdego mogłaby być inna. Odpowiem na własnym przykładzie. Pewnego razu szedłem przez las dźwigając plecak i drabinę. Wtem usłyszałem dobiegający z północnego wschodu zbliżający się tętent. Polak jest nieco uczulony na odgłosy z tego kierunku (zwłaszcza gdy się zbliżają), więc zatrzymałem się i obejrzałem. Między drzewami majaczył czarny kształt dorodnego dzika, wyraźnie SZARŻUJĄCEGO w moim kierunku. Sytuacja była niepewna. Rozsądek nakazywał rzucić graty i wdrapać się na drzewo, z drugiej strony (mówiąc zupełnie szczerze) było mi trochę głupio. Drzewa też były do kitu, po 20 cm pierśnicy, na co tu włazić. Ostatecznie kompromisowo ukryłem się za jednym takim badylem i czekałem, co będzie. Odgłos zbliżał się i po chwili dzik minął mnie w niewielkiej odległości i nadal szarżując zniknął gdzieś w kierunku południowo-zachodnim. Najwidoczniej zwierzę gdzieś się spieszyło. Ponieważ podobne sytuacje spotykały mnie kilkakrotnie, wyrobiłem sobie zdrowy dystans do zjawiska szarżowania w ogóle, zaś dzików w szczególności. W związku z tym moja rada brzmi: w żadnym wypadku nie stać na drodze, a poza tym zachowywać się naturalnie.

  58. Nb. wczoraj zaobserwowałam niewytłumaczalne zjawisko. Tydzień temu kupiłam różową niezapominajkę. A wczoraj patrzę, a moja niezapominajka jest cała niebieska! Niezapominajka chyba działa jak papierek lakmusowy i w kwaśnej glebie zmienia kolor!

  59. A, zapomniałabym dodać, że na irlandzkiemu placuszkowi towarzyszyła irlandzka muzyka z XVII wieku. Bo nasz Wilk jest melomanem, co się zowie!
    Wniosek: w dzisiejszych czasach wilki są zupełnie inne, niż za czasów Czerwonego Kapturka.

  60. A myśmy pożarli ten placek z rabarbarem nie spytawszy nawet, kto stworzył to arcydzieło! A to Wilk Morski obdarzony zaiste niezwykłymi talentami! I herbatę też robi przepyszną. Isiątka usiłowały roznieść Wilkowi chałupę, ale okazała się odporna na takie ekscesy.

  61. Chyba muszę jeszcze dodać, że pomysł z bestią wziął się z bardzo sugestywnych opisów, znajdujących się poniżej, pod wpływem których zaczęłam sobie nagle wyobrażać w naszym spokojnym lesie całe stada szarżujących dzików.
    Póki co, nasze dziki do cywilizacji nie lgną i oby tak pozostało.

  62. Placuszek islandzki robi się ekspresowo, irlandzki wymaga pewnie większego nakładu czasu, ale też zrobię. Kruchemu ciastu z kruszonką nie potrafię się oprzeć.

    Dobranoc.

  63. Aaa, Wilku Morski! wydobyłam Twój placek z otchłani.
    No, coś podobnego!
    Nie przestajesz mnie zadziwiać.
    To co, chyba dwa jutro upiekę?
    (Nie szkodzi, zjedzą!)

  64. Dziś też widziałem w ogrodzie rabarbar.
    Najpierw się spytałem, co to za roślina.
    Były jeszcze niezapominajki i bzy (białe oraz tureckie – fioletowe).
    Dobranoc.

  65. Ostatnio dwukrotnie zrobiłem kruche ciasto z rabarbarem i kruszonką, pyszna sprawa. Proponuję nazwę Księga z Kells. A przepis jest taki (pochodzi ze zbioru niejakiej Bajaderki):

    CIASTO KRUCHE Z RABARBAREM I KRUSZONKĄ

    Składniki:
    • 2 szklanki mąki pszennej
    • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
    • 1/2 szklanki cukru pudru
    • 185 g masła, zimnego
    • 3 duże żółtka
    • 1 łyżka gęstej kwaśnej śmietany
    • 1 kg rabarbaru
    • 6 łyżek cukru
    • 1/2 szklanki dżemu z czarnej porzeczki
    Kruszonka:
    • 185 g mąki pszennej
    • 100 g cukru
    • 125 g masła
    • cukier wanilinowy (1 opakowanie 16 g)
    Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia, dodać pokrojone na kawałki zimne masło i dokładnie posiekać. Dodać żółtka, cukier i śmietanę, zagnieść szybko ciasto (świetnie do tego nadaje się malakser), uformować na kształt kuli, zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce przez co najmniej 30 minut.
    Piekarnik rozgrzać do temperatury 180ºC. Ciasto zetrzeć na grubej tarce na blaszkę o wymiarach 33 x 23 cm (wyłożoną papierem do pieczenia) i dokładnie wylepić nim dno. Podpiec w piekarniku, aż będzie lekko złociste, przez około 15 – 20 minut, lekko wystudzić.
    Rabarbar umyć, osuszyć i pokroić na 1 cm kawałki. Rozgrzać suchą, dużą patelnię, wrzucić do niej rabarbar i posypać cukrem. Podgrzać na ostrym ogniu mieszając, aż rabarbar puści sok – około 2 – 3 minut. Przełożyć rabarbar na durszlak i odsączyć z nadmiaru soku*.
    Przygotować kruszonkę: mąkę wymieszać z cukrem i cukrem wanilinowym. Masło roztopić w małym rondelku i bardzo mocno podgrzać i takim gorącym zalać suche składniki. Dobrze wymieszać.
    Przestudzone ciasto posmarować cienko dżemem, wyłożyć na nie odsączony rabarbar i posypać kruszonką. Piec około 30 – 40 minut w temperaturze 180ºC. Przestudzić i posypać cukrem pudrem.
    * Odsączony sok warto odlać i rozcieńczyć wodą – dzięki temu miałam cały dzbanuszek kompotu z rabarbaru :-).
    Smacznego :-).

  66. Islandzki paj Pirata Rabarbara

    3 jaja
    18 dag roztopionego masła
    18 dag cukru
    15 dag mąki
    łyżeczka proszku do pieczenia
    15 dag pokrojonego rabarbaru (różowy najładniejszy)

    Na lukier:
    filiżanka cukru pudru
    rum lub inny alkohol

    Cukier i jajka dobrze zmiksować, dodać stopniowo roztopione masło, potem mąkę z proszkiem do pieczenia. Mąki może być trochę mniej lub więcej, trzeba dodawać na wyczucie. Ciasto wlać do małej tortownicy wysmarowanej masłem i posypanej bułką tartą. Na wierzchu ułożyć gęsto rabarbar. Piec w 180 stopniach, 30-40 minut. Po upieczeniu jeszcze gorące ciasto polać lukrem.

    Uprzedzam, że to jest malutka porcyjka, lepiej zrobić od razu podwójną lub nawet potrójną porcję.

  67. Ja też je lubię, Zośko!
    Wójcie, jak tam, już odetchnąłeś po podróży?
    Sowo, rabarbar mi dojrzewa, gdzie ten przepisik, upraszam! Tylko daj mu nazwę literacką, potrzebna jako pretekst.

  68. Zapisuję sobie w zeszyciku wszystkie te przyjemne rzeczy do obejrzenia lub posłuchania, na wakacje. Jest tam już ” Local Hero” ( nie wiem, jak to się stało, że tego nie znam), a teraz jeszcze te irlandzkie klimaty. I muzyka od Krzysztofa.

  69. „Song of the sea” poleciła mi Emilka :) a potem znalazłam w sieci „Księgę z Kells”. Lubię te nasze „polecanki”, tyle ciekawych rzeczy odkrywam dzięki DUA, Admince i Księgowym.

  70. Aha, a więc dzielimy fascynację Księgą z Kells, Zośko i Sowo. Film o sekretach morza też mi się podobał. Autor ten sam.
    A może Emilka od Ciebie się o nim dowiedziała? Pewnie tak.

    Sowo, natychmiast znalazłam na YT „The High Road To Kilkenny. Gaelic Songs and Dances of the 17th & 18th Centuries” (wyk. ten właśnie zespół) – bardzo piękna muzyka, wspaniale i z polotem zagrana. I z widoczną przyjemnością!

  71. Aaaa, widziałam tę bajkę ze dwa lata temu, samą Księgę też oglądałam! Cudeńko. Wspominałam nawet o rzeczy w KG, ale to dawno już było. Muszę posłuchać płyty, o której mówi KrzysztO.

    Za pozwoleniem DUA, podrzucę potem pyszny i prosty przepisik na ciasto rabarbarowe.

  72. Ekhem, ekhem (odchrząkując) chciałam się pochwalić, że niektórzy będą mieli okazję tego lata zobaczyć na własne oczy Księgę z Kells. Jest przechowywana w Bibliotece Trinity College w Dublinie. Można obejrzeć podobno kilka stron. W sumie jest tam przechowywanych około 200 tysięcy starych ksiąg i manuskryptów. Raj dla bibliotekarzy:) A „The Secret of Kells” bardzo lubię, a jeszcze bardziej chyba „Song of the sea” (ten sam reżyser, film obejrzałam co najmniej 6 razy!).

  73. Krzysztofie (znów wydobyty z otchłani), podzielam ten zachwyt. Zresztą, wszystko, co dotyczy starej kultury Irlandii jest fascynujące.
    Polecam odkryty przez Emilkę piękny irlandzki film animowany „Księga z Kells” („The Secret of Kells”, jest w sieci) opowiadający – dla dzieci, ale nie tylko – historię tego niezwykłego skarbu Irlandii.
    Ale przed obejrzeniem filmu trzeba obejrzeć w Googlu samą Księgę. Grafika w tym filmie znakomicie nawiązuje do średniowiecznych iluminacji Księgi.
    Co bardzo budujące: autor filmu jest młodym człowiekiem. Oczywiście Irlandczykiem!

  74. Dziękuję, Klaudio, za miłe słowa. Powściągnij jednakże niecierpliwość. Ja też bym chciała już skończyć z tą „Ciotką”, ale nie skończę, póki nie będzie całkowicie gotowa!
    A to wymaga czasu i starania.
    Celuję w jesień tego roku, ale i tak będzie, co będzie.
    Zaglądaj tutaj! Jak tylko skończę, natychmiast się tym pochwalę!

  75. Witam, przepraszam ja nie w temacie, ale nie wiem gdzie o to pytać – kiedy będzie gotowa Ciotka zgryzotka??? czekam na nią już tak długo i zaczynam się niecierpliwić, czy może Pani chociaż coś zdradzić kiedy się spodziewać premiery? Pozdrawiam serdecznie – jest Pani WSPANIAŁĄ pisarką :)

  76. Faktycznie, Mr Antyspam jest lekko zniechęcający. Pochwaliłem się koncertem, a może nie należało i zadziałał ku pokorze? Albo nie lubi Mendelssohna? No, nic to, będzie dalej o muzyce, bo jestem pod wrażeniem – mianowicie usłyszałem onegdaj w Dwójce fragmenty albumu „The High Road To Kilkenny. Gaelic Songs and Dances of the 17th & 18th Centuries” francuskiego zespołu muzyki dawnej Les Musiciens de Saint-Julien, od razu zamówiłem, odebrałem kilka dni temu i słucham na okrągło, zachwycając się za każdym razem. Cudna muzyka.

  77. Witam po nieprzyzwoicie długiej przerwie. Zajmuję się wykończeniem naszego nowego domu, a jak wiadomo, można się przy tym wykończyć… Ja się właśnie wykończyłam i leżę z gorączką. Są tego plusy – można zajrzeć w różne miłe miejsca, np do Ukochanej Autorki. Pozdrawiam wszystkich ogrodników, do których zamierzam w przyszłym roku dołączyć. W tym roku nie dam rady, a nie chcę nic robić na łapu capu. Zasiałam tylko maciejkę, bo bez tego ani rusz!

  78. Miły Zgredzie, DUA odebrała mi moją kwestię, ale moje „cha, cha” jest wzmocnione jeszcze wizją krwiożerczego Robinsona z potężnymi kłami. Na taki widok kulałabym się ze śmiechu zamiast uciekać.

  79. Dzień dobry. Miło się czyta Wasze sprawozdanko ze spotkania. Może coś jeszcze Wam umknęło? Chętnie się dowiem. Jubileusz, to też miły pretekst, aby się zadziało coś ciekawego…Już DUA na pewno coś wymyśli. Zacieram rączki i idę do lasu. Miłego dnia.

    P.S. Na wczorajszym samotnym spacerze po lesie, a był to już schyłek dnia i zachodzące słońce dawało cudowny spektakl na jego zakończenie, nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że w krzakach czai się jakaś bestia i zaraz weźmie mnie na swoje kły. Ciekawe dlaczego…

  80. Jeszcze tylko zajrzałam do działu „Spam” (97 nowych pozycji przez ostatnie dni), bo mnie zaniepokoiło, że nasz Wilk Morski coś długo milczy. No i był tam! Razem z Piętaszkiem i Marceliną harcerką.
    Przepraszam za nadgorliwość Antyspamu, przywracam Wasze wiadomości i oświadczam, że orchidea z Singapuru chyba się przyjmuje.

    Marcelino, wyobraźnia wszystko potrafi!

  81. Dziękuję, Madziu!
    A więc mamy jeszcze rok do jubileuszu.
    Odetchnąwszy, wracam do pisania.

  82. Rok 2008! Na 100%- akurat zmagałam się z pierwszym rozdziałem pracy magisterskiej, kiedy przypadkiem trafiłam na tę wspaniałą stronę – i już zostałam;)
    Po bardzo pięknych dniach – znów pochmurno, ale czytam sobie tom 2 „Krystyny, córki Lavransa” – podzieliłam czytanie na raty, w międzyczasie sięgając po inne książki – więc pogoda mi nic a nic nie przeszkadza.
    Chyba obejrzę sobie polecany film.
    Dobrego dnia!

  83. Dzień dobry!
    Biedronko, no to się cieszę!

    Gio (wiad.pryw.)- tak, pamiętam, że premiera „tamtej” strony była 16 czerwca. Rok trzeba jeszcze sprawdzić.
    Miłej i ślicznej niedzieli!

  84. Dzień dobry! Jaki świetny dzień był wczoraj! Jak świetnie było poznać Adminkę i Wójta Wiewiórkę (ze stylowo zaplecioną i upiętą kitą- emotikon), i promienną księgową Zośkę! A jakie miłe dedykacje mam w „Łowach” i w „Lawendowej Czarownicy”! :)
    Zuzełku, super dziewczyna z Ciebie! :)
    Gio kochana, dzięki Tobie zjawiłam się na targach, cieszę się.
    :)

  85. Jejku! Jak cudnie, że się spotkałyście :)
    Na 10-lecie też można by zrobić spotkanie (albo ewentualnie przy okazji premiery „Ciotki”) :)
    Jeśli mogę dodać zupełną prywatę – (Zuziu, jak byś mogła, to opowiedz mi w liście także o tym spotkaniu :))
    Miłego dnia, kochani!

  86. A ja niedawno przeżyłam małe zaskoczenie… Powtarzam sobie właśnie”Kwiat kalafiora” i trafiłam na takie zdanie: „(…)Joanna,wysoka brunetka z pieprzykami na policzku.” zawsze sobie ją wyobrażałam jako blondynkę i chyba jakoś przegapiałam ten wyraz… Ale co tam, przyzwyczaję się…

  87. Dobry wieczór!
    No to i ja dorzucę swoje trzy grosze. Bardzo, bardzo, bardzo miło było!
    A mówiłyśmy też o tym, że ta strona, której tyle zawdzięczamy, działa już jakieś 9 lat. Czyli 10-lecie tuż-tuż. Chyba zrobimy jubileusz? :-)
    Wiewiórko, fluid! Kiedy się tutaj wpisywałaś, Twoja „Lawendowa czarownica” pomagała mi w kuchni. ;-)

  88. Dziękuję. I cieszę się!
    Wójcie, to Ty jesteś wspaniały! (Jak i Twoja książka, nie wiem czy o tym dziś wspomniałam, tyle emocji)

  89. Powtarzam za Wójtem „Starosto, dzięki za tę stronę, gdzie gromadzą się tak miłe Osoby” :)

  90. Zuziu, fluid!
    Właśnie Adminka przyjechała i czyta mi śliczny list od Ciebie!
    Wzruszający!

  91. Było prze-prze-przemiło!
    Wszystkie Księgowe Szanownego Starosty i Szanownej Adminki są urocze i świetnie było zobaczyć się ” na żywo”. Czy mogę przekazać parę słów za pośrednictwem Starosty?
    Gio, dzięki za czary – mary w kuchni. Miałaś rację :)
    Zośko, jak ja rozumiem Twoje pięty! W poszukiwaniu stoiska Akapitu, zmasakrowałam sobie palce w nowych sandałkach.
    Biedronko, nie zdążyłam Ci powiedzieć, że mnie z kolei zachwyciły Twoje ciemne loczki.
    Zuziu, no po prostu jesteś cudna!

    Starosto, dzięki za tę stronę, gdzie gromadzą się tak miłe Osoby.

  92. Zuziu, podobno jesteś coraz bardziej urocza!(Takie słuchy mnie doszły, przez telefon).

  93. Dzień dobry!
    I ja jestem bardzo szczęśliwa ze spotkania z Panią Emilką i Wójtem, i Gio, i Zośką, i Biedronką. Nie spodziewałam się, że Was spotkam. To była wspaniała niespodzianka. Ach, jak się cieszę! Mam nadzieję, że ten dzień był bardzo miły dla wszystkich Księgowych (dla mnie wręcz niezapomniany!)

  94. Aaa, to się cieszę! Podoba nam się to samo, Zośko, jak to miło.
    Można znaleźć ten film w sieci – polski tytuł to „Biznesmen i gwiazdy”.
    I cieszę się także z Waszego spotkania!

  95. Ze słonecznej Warszawy pozdrawiam DUA i Księgowych. Targi Książki i oczywiście przemiłe spotkania z Adminką, z Wójtem, z Księgowymi (uśmiecham się do Zuzi, Gio i Biedronki wspak). Spotkałam też czytelników z mojej biblioteki. Było tak sympatycznie, że nawet zapomniałam o obtartych piętach. DUA, dziękuję za polecenie „Local Hero”. Śmiałam się jeszcze dobrą chwilę po zakończeniu filmu.

  96. Dzień dobry!
    Pada.
    Bardzo proszę o radę, mam ochotniczy zamiar przeczytać w końcu polecaną Connie W.
    Proszę podpowiedzieć od czego najlepiej zacząć.
    Pozdrawiam Wszystkich, życzę pogody, głownie ducha jakby co. Emotikon.

  97. O, Malvern Hills piekna. I same zalety, wedlug opisu przynajmniej. Na niektorych zdjeciach wyraznie bialo-zolta.

  98. Celestyno, przed decyzją obejrzałam na YT filmik na temat przycinania ramblerów. Metoda to wszystko! Przycina się masywnie, w porze spoczynku. Pojedynczych kwiatków nie ścina się sekatorem po kwitnieniu, gdyż wielką ozdobą Rectora jest na jesieni masa ślicznych, koralowych owoców. Uciecha dla oka i dla ptaków!

    AniuG, ciekawa rzecz z tym przybliżaniem się zwierzyny. Myślałby kto, że się wystraszą cywilizacji, a one wręcz przeciwnie, przywykły!

  99. W lesie, to zwierzęta są panami . Dopóki będziemy przestrzegać ich zasad, to pozwolą i nam się tym lasem cieszyć. A człowiek…ech, szkoda gadać.

  100. Dzien dobry!

    Piekny ten Rector! Na pewno trzeba bedzie przechadzac sie dostojnie z sekatorkiem, przycinajac zwiedle egzemplarze. Czy bedzie on zdobil pergole w Pani ogrodzie czy mur domu? Podobno lubi cien.

    Co do lopatologii w adaptacjach roznych dziel: wczoraj bylam z dzieckiem na szkolnym musicalu „Matilda”.
    Z niezwykla pompa, rozmachem, zaangazaowaniem wielu profesjonalistow i – przede wszystkim – niezwykle zdolnych uczniow (muzykow, chorzystow, aktorow – cos pieknego), zrobione widowisko. Az milo bylo patrzec. Niestety, przy tej okazji nawalono lopata cala mase modnych tresci, znieksztalcajac tekst wyjsciowy (chociaz i tak za ta ksiazka nie przepadam). Nie wspominajac juz o subtelnosciach, tu i owdzie, np. w kostiumach.

  101. Ha! Z dzikami i u nas problem. Podchodzą pod ogrody, ryją na placu zabaw, park dostał nowe ogrodzenie z automatycznie zamykanymi furtkami.
    Mąż któregoś wieczora musiał szybko się ewakuować w boczną uliczkę, żeby nasz posokowiec nie zobaczył nadchodzącego rozzłoszczonego odńca. A lochę z małymi kiedyś grzecznie na przejściu dla pieszych przepuszczałam.

  102. O, dobre pytanie. Może Alek odpowie.
    U nas też dzikie zwierzęta podchodzą coraz bliżej ludzkich siedzib. Każdego poranka, kiedy moi chłopcy (mąż i syn) biegają z psem po lesie, spotykają nie tylko dziki, ale jelenie, sarny i daniele.
    Gończy polski wariuje na sam zapach zwierza, trzeba go trzymać ze wszystkich sił. I też się obawiam, że dziki będą ich atakować!

  103. Jadziu, nie wiem co Ci poradzić. Powiem tak, że rolki są bardziej zwrotne, a wrotki stabilne. Jeśli chodzi o naukę jazdy, to chyba wybrałabym te drugie. Chociaż nigdy nie jeździłam na wrotkach (tylko jak byłam malutka, na takich dziecięcych).
    Już się o to nie obawiam, Patrycjo. Zanim ogarnęłam jazdę, było gorzej, ale teraz to na górkach nieruchomo zjeżdżam, co jakiś czas hamując. Nie upadłam ani razu!:D
    I jeszcze takie pytanko do Alka-co robić, jeżeli spotka się w lesie maciorę z młodymi? My dzisiaj z koleżankami struchlałyśmy i powoli się wycofałyśmy. Zadziałało, ale co było, gdyby zaczęła w nasza stronę szarżować?
    Powinnam dawno spać, dobranoc!

  104. W fotografii Ann najbardziej zachwyca rozmyte narcyzowe tło, coś jakby niebo dla niezapominajek..?

  105. Malvern jest prześliczna, ale jakoś widzę te kwiaty na ciemniejszym tle. Nic nie poradzę, mam wyobraźnię nie tylko posługującą się całościowymi obrazkami, to jeszcze w dodatku natrętną i upartą. Tak mi utrwaliła w ciągu sekundy i cześć, zostało. Może spróbuję wcisnąć Malvern z drugiej strony domu? Na razie na szczęście nie mam pieniędzy (jestem w końcu naukowcem, chociaż nie matematykiem jak mąż Gabrysi). Ale za parę dni przyjdzie jakaś adiunkcka wypłata i wtedy siądę i szast-prast, w dziesięć minut zdecyduję, kupię i koniec. Będę spokojnie czekał, aż przyjdzie. Dobranoc Pani i Tobie, Ludu.

  106. Rolki! Jakiż to wdzięczny temat :) Mam je, lecz w Lublinie jest wiele pagórków i podjazdów, tak że zawsze się boję, że na kogoś wpadnę (Kapucynko, nie masz takich obaw?). Jedyny dostępny termin to niedziela rano – bo na ulicach pustki.
    Piękny dziś dzień był, także dlatego, że prowadziłam moje pierwsze spotkanie we wspólnocie i ratowałam mamę z histerii spowodowanej skaleczeniem przy otwieraniu puszki. To położnictwo to chyba dobry wybór.
    Dobranoc, kochani!

  107. O, to miło będzie. Będziemy się wymieniać opiniami.
    On niestety kwitnie tylko raz w sezonie, a ta róża, która się Tobie podobała – Malvern Hills – powtarza kwitnienie, choć też należy do ramblerów:
    „A repeat-flowering rambler bearing fragrant, fully double flowers
    A rarity in the ramblers – a variety that repeat flowers reliably. Small, fully double soft yellow blooms, held in clusters. There is a delightful musky fragrance. Exceptionally healthy.

    Good for disease resistance
    Repeat Flowering
    Ideal for poor soil”.

    Chyba lepsza od Rectora. No, ale żółta.

  108. Alku, aha! A ja się zastanawiałam, co się stało mojemu migdałowcowi.
    Nic innego nie ucierpiało.
    Widzę, że masz tam całkiem przyjemną kolekcyjkę!
    A do mnie właśnie leci (dostałam wiadomość!) Rambling Rector! Od samego Austina!

  109. Bożenko, dziękuję za obszerną wiadomość pryw. i za wszelkie trudy – tak, na adres Adminki dobrze będzie!
    Odezwę się na pewno, chociaż właśnie wchodzę z robotą na wysokie obroty.

    Z góry przepraszam innych moich korespondentów za ewentualne milczenie.

  110. U nas było dziś upalnie. Wakacje czuć w powietrzu. I bzy.

    Kapucynko, bardzo ciekawie brzmi takie nocne (wieczorne) jeżdżenie. Widziałam dziś w parku ludzi jeżdżących na rolkach, rowerach i tych biegających. Sama chętnie bym pojeździła na czymś, niekoniecznie na rolkach, bo nigdy specjalnie mi to nie wychodziło. Może na wrotkach? Chociaż ich, to w ogóle nigdy jeszcze nie miałam na nogach. Ale cóż, może w wakacje się uda :)

  111. Zuzello, mój bez przeżył, chociaż mocno go opóźniło i przez chwilę wyglądał, jakby się zastanawiał: przeżyć czy odpuścić. Za to teraz jest cały fioletowy i w chwale. Natomiast utłukło mi różne inne rzeczy. U sąsiada za płotem w jedną noc zlikwidowało wszystkie kwiaty na migdałowcu. Mój osobisty platan hoduje sobie wyraźnie drugi rzut pierwszych liści, bo pierwszy rzut zasechł i odpada. Podobnie chyba jest z orzechem. Wykosiło też grządkę tulipanów, które w ciągu dwóch dni zrobiły się łebkami do dołu i tak już zostały. Dziwaczna ta wiosna. Dobry wieczór państwu…

  112. Dobry wieczór( ciepły).
    U nas też w tym roku bzy nie dopisały. Za to kalina kwitnie jak oszalała. I jabłonki rajskie. I konwalie. O niezapominajkach nawet nie wspomnę. Psy cały dzień spędzają w ogrodzie( biedny trawnik).
    Przyszło lato.

  113. Na Pomorzu też gorąco. Przesadzałem dzisiaj pokojowe rośliny, więc jakoś się wpisuję w tematykę ogrodową. Za to wieczorem Felix Mendelssohn-Bartholdy i jego V Symfonia, brawurowe wykonanie gdańskiej Filharmonii. Lubię takie dni.

  114. U nas też było pięknie, gorąco i majowo, a bzy wieczorną porą pachną obłędnie.
    Chyba porzucę książkę na chwilę i pójdę jeszcze nacieszyć się ich zapachem. Tak szybko przekwitną!

  115. Asiu, dziękuję za te miłe słowa i serdecznie pozdrawiam.
    Nie znikaj!

    Zuziu, a to mi szkoda, że nie masz bzów w tym roku. U nas bujne, pachną zawrotnie, całe obłoki aromatu wysyłają! Nawet teraz je czuję, w pokoju na pięterku.

  116. Dzień dobry!
    O tak, dzień dziś piękny. Spędzony w ogrodzie na całodziennym czytaniu. Jest tak lekko na duszy, gdy zielono dookoła. A dzień dziś jeszcze piękniejszy, bo już przebieram nóżkami na jutrzejszy. Tylko bzy zmarzły, nie zdążyły nawet zakwitnąć. To nic, radość będzie większa w przyszłym roku. Ślę do wszystkich uśmiechy!

  117. Witam. Mam na imię Joanna. Często tu zaglądam. Lubię czytać Wasze „rozmowy”. Zwykle sprawdzam co tu nowego gdy jestem w pracy na dyzurze. Z Wami szybciej mija czas. To komplement :-)
    Podrawiam serdecznie Autorkę moich ukochanych książek i wszystkich tu obecnych.

  118. O, miło Cię widzieć, Bożenko!
    Mam nadzieję, że zdrowie już dopisuje?
    Powiedz mu, że to jego psi obowiązek!

    Jak tam, Ludu? Mija piękny, gorący dzień, spędzony w ogrodzie – upał był u nas!
    Ale pisało się nieźle, mimo to.

  119. Alku, gratulacje serdeczne i ciche westchnienia zazdrości (emotikon wyłącznie słownie). Wizualizuje mi się piękna chwila, kiedy i mój 24-latek będzie – że pozwolę sobie użyć Twego sformułowania – „wychodził za żonę” (emotikon ponownie).

  120. Słoneczne dzień dobry, DUA! Witaj, Ludu Księgi!
    Maraton zawodowy i hamulec zdrowotny odłączyły mnie skutecznie od tego centrum dobrej energii, ale wreszcie czytam, czytam wiersze, wpisy, zdjęcia kwiatów podziwiam. I jest dobrze!

  121. Jak bohaterka wdzięcznego filmu „Local Hero” (polecam!).

    Kasztanowłosa, zapytaj w sklepie ogrodniczym. Jasne, że jest preparat.

  122. My mamy dwie róże pnące, lecz nie mam pojęcia, jaki to gatunek i jak powinno się je pielęgnować. Wydaje mi się jednak, że mają mączniaka – na liściach jest biały nalot. Czy ktoś, kto bardziej się na tym zna mógł by mi doradzić co mogę z tym zrobić? Jest jakiś gotowy preparat?

    U nas jest wręcz upalnie, aż boję się pomyśleć, jak będzie w lipcu! Najchętniej nie wychodziłabym z wanny, lecz obawiam się, że od tego będę miała błony między palcami. :)

  123. Po długiej przerwie, powracam do jazdy na rolkach! Już nie mogłam bez nich żyć, więc je sobie kupiłam. I właśnie wczoraj wzięłam udział ze znajomymi w Nocnym Przejeździe Rolkarskim po Gdańsku, który wbrew nazwie, odbywał się w godzinach wieczornych. Świetnie się bawiłam i już wyczekuję kolejnych takich Przejazdów. Ciekawa jestem, czy może ktoś z Księgowych też tam był? Albo był chociażby obserwatorem?

  124. Tak jest, Chesterko!
    Znowu łopata w użyciu. To teraz powszechne.

    Dzień dobry wszystkim!
    Agnieszko (wiad.pryw.) wpisz tu swój adres pocztowy oraz datę tych urodzin. Ciąg dalszy nastąpi.

  125. To samo chciałam napisać o tym serialu, ale dziękuję Błotowijku za pamięć! Historie tam opowiedziane nijak się maja do opowiadań Chestertona. Najgorsze jest to, że filmowy ojciec Brown wygłasza nieraz kwestie, która pisarz nazwałby herezja.

  126. Agnieszko (wiad.pryw.)- tak, Emilka powtórzyła mi, że szukasz kontaktu. Wpisz, proszę, nadal prywatnie, o co chodzi – zastanowimy się.

    Dobranoc wszystkim!

  127. Ta angielska dama koniecznie powinna mieć kapelusz na głowie, żeby zachować piękną cerę.

    Zuziu, widzę, że Starosta zamieścił już informację, ale jeszcze potwierdzam: tak, będę na Targach Książki :)

  128. Dzisiaj, dosłownie kilkanaście minut temu, wróciłam z ogrodu i odkryłam, że podlewanie roślin z węża ogrodowego jest jedną z tych małych rzeczy, która cieszy.
    Dobrej nocy tym, którzy mają ogród i tym, którzy go nie mają.

  129. Błotowijku, obejrzałam kilka odcinków w sieci. To nie jest ksiądz Brown z mojej wyobraźni, Chesterton też by go chyba nie poznał, ale jakże piękne są w tym serialu miasteczka, wille, kościoły i ogrody!

  130. To jest bardzo, bardzo piękny obraz, Alku.
    Tęsknie myślę o tej willi i o tym ogrodzie.

  131. Sowo, to nie musi być dama: „Nabyli w Dover niewielka, lecz pięknie nad morzem położoną willę i wzorem
    wielu emerytowanych wojskowych Antoni z pasja zaczął hodować kwiaty” („Przygody chemiczne Sherlocka Holmesa”).

  132. Dystyngowana angielska lady przechadzająca się po ogrodzie z małym sekatorkiem-Sowo, jakże to piękna wizja w porównaniu z zabłoconymi buciorami,przygiętej pod ciężarem wiader z chwastami sylwetce polskiej umęczonej walką z perzem gospodyni. Niestety, należę do tych, którym potrzebne będą tabletki przeciwbólowe po ogrodowych pracach. Ale jabłonie kwitną przecudnie a niezapominajki mam z tej samej rodziny co Rysiek ( moje też dokładnie tak wyglądają). Ruszam do walki.

  133. Informacja dla KC Chesterki i wszystkich zainteresowanych twórczością G. K. Chestertona – codziennie od poniedziałku do piątku około godziny 15 można oglądać na TVP2 serial BBC z 2013 roku „Ojciec Brown”.

    Nareszcie ciepło, niemal upalnie, bzy wreszcie rozkwitły.

    A L. Staff to poeta, którego czytam sobie w tym roku :)
    ” …to, czego się nie widzi,
    Istnieje przecie przede wszystkiem.” – czyli „najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”

  134. Alku, każda dystyngowana angielska lady (dżentelmen pewnie też, ale na filmach pokazują tylko panie) przechadza się cały dzień po różanym ogrodzie z maleńkim sekatorkiem w dłoni i systematycznie ucina te przywiędłe egzemplarze, zanim zdążą zbrązowieć. Różom dobrze to robi, brytyjskim damom również.

  135. Gdzież to była taka scena z nocna ogrodniczka? Hmmm…”Stalowe magnolie”?

  136. Mamo Isi, to skoro już planujesz takie nocne prace, to może oznacz sobie jakoś te krzaki róż? Żebyś nie musiała ich tak szukać po omacku. Można spróbować, np. włóczkę przywiązać do jednej z gałązek już wieczorem i zrobić sobie taką nitkową trasę aż do domu. A w nocy po włóczce do róży. Tylko koty trzeba uprzedzić, żeby się włóczką nie zaczęły bawić.
    Kiedyś, gdy ciocia miała mszyce na róży, to przyniosłam jej 2 biedronki, które znalazłam wracając ze szkoły. I biedronki rozprawiły się z problemem. A przynajmniej tak mi się wydaje, bo z tego co wiem, róża nie została potraktowana innymi środkami ;)

  137. Osmocote przeciwko mszycom! Muszę to dorwać! Ale czy to nie szkodzi pszczołom i trzmielom? Chociaż już wiem; będę rozpylać w nocy. Już siebie widzę, jak w bezksiężycową noc po omacku usiłuję domacać się krzaków róż. Albo inaczej. W jednej ręce latarka, w drugiej rozpylacz. Ewentualny trespasser nie ma szans. Tylko czy nie będzie to przekroczenie granic obrony koniecznej? No dobrze, to dam tabliczkę pt.:Trespassers will be persecuted/ executed. Nb. mszyce wrzucam do czyścca razem z komarami.

  138. Dzień dobry Kochani!
    Zajrzałam do gazet ogrodniczych w poszukiwaniu róż dla Alka, ale nie będę doradzać. Tyle piękności, że człowiek sam nie wie co wybrać. A ja mam ten problem, że najpierw kupuję, a później myślę gdzie wsadzić. Jak to sroka – co wypatrzy, to dzióbnie… Nowe róże czekają na wsadzenie: Lambada, Novalis, Parole i The Fairy. Przyjechały przedwczoraj, ale tak gorąco, że nie odważyłam się ich posadzić. Ciocia znalazła szkółkę niedaleko Poznania, w Chludowie; mają w ofercie róże Kordes. I jeszcze choruję na Rhapsody in Blue i Pomponellę. ;-) A Arthur Bell już ma pączki – kupiłam go dzięki Waszej inspiracji. I przywrotnik do mnie jedzie… Ogród duży, ale coraz mniej miejsca. Muszę wypracować jakiś system zwalczania pokus, bo jak to wszystko się rozrośnie, to będzie dżungla, a nie ogród!
    Pozdrawiam w ten piękny majowy dzień i idę się kąpać w Jordanie pogody. ;-)

  139. Nie, nie, Starosta zostaje w domu, powieść pisze.
    A co do róż: przestaję Ci, Alku, doradzać. Szukaj sam.
    Nota bene, każda róża krótko żyje i nie jest radosny widok tego więdnącego piękna.
    W ogóle, trudna z róży przyjaciółka.

    Aha, Ludu ogrodowy: w naszym wiejskim punkcie ogrodniczym dostałam wczoraj środek Osmocote przeciwko mszycom i innym szkodnikom róż, złączony w jedno z lekarstwem przeciw czarnej plamistości. W butli z rozpylaczem. Czyżby nareszcie koniec kłopotów?

  140. Przy okazji, widzę że pomyliłem stanowiska w gminie, mylą mi się te rangi ustawicznie. Ale może i Starosta się tam przewinie incognito (emotikon duży).

  141. Sowo, wspomniałaś o róży New Dawn, faktycznie jasnoróżowej, ale istnieje też odmiana New Dawn White, zgodnie z nazwą biała. Tylko że ja z moją skłonnością do wizualizacji wszystkiego, tego rodzaju białe duże kwiaty od razu widzę w formie takiej podwiędłej, brązowej na brzegach kapusty. Te bardziej obfite białe róże kiepsko przekwitają, trochę jak płatki mojej magnolii, które robią się brązowe zanim opadną, tylko że u magnolii to trwa moment, a róże trzymają się dłużej w takiej przekwitłej postaci. To jest dla mnie problem z białymi i między innymi dlatego rozglądam się za różą pnącą z pojedynczym rzędem płatków, albo przynajmniej mało obfitą, u nich tego tak nie widać. Wybredny jestem, nie? Kiedy doprowadzaliśmy nasz dom do stanu końcowego, przypuszczam że można było dostać ze mną szału.

  142. „Wielce Szanowna Pani!” (to Chmielewska), obawiam się, że na tych targach będzie Pani otoczona takim wieńcem z róż w postaci przedstawicielek Ludu Księgi, że jedynym sposobem nawiązania kontaktu wzrokowego będzie solidna lornetka… Dzień dobry w ten piękny wiosenny poranek.

  143. Wójt będzie, tuż przed Adminką. Zapraszamy!

    Sobota 20 maja, Targi Książki, stoisko Akapit Press:

    Katarzyna Borys: godz. 11-12
    Emilia Kiereś: godz. 12-13

  144. Dzień dobry!
    Wójcie, wójcie, czy ja dobrze widzę, że będziesz na targach w Warszawie???

  145. Wójcie, ja pamiętnik prowadzę w wakacje. Ale już nikt nie chce się wpisywać, bo mało kto z dzisiejszej młodzieży pamięta takie wierszyki. A szkoda…

  146. Tak, moja wlasna. (Czuje sie jak Maly Ksiaze.)
    Dlaczego ja o tym niebieskim wczesniej nie wiedzialam, wlasnie wczoraj skonczylam malowac mieszkanie (jasny szary).

  147. Tak, Alku, tak się to zaczyna. Dobrze, że masz mało ziemi. Ja mam więcej. Co roku muszę zwalczać pokusy.
    Uwaga: jak będziesz kupował tę różę pnącą, to sprawdź, czy wytrzymuje mrozy i do ilu stopni. Każdą różę trzeba u nas okrywać na zimę, ale nie każda przetrwa, np. subtelna Heritage , którą mi Emilka przywiozła kiedyś z Anglii, wytrzymała tylko do pierwszych mrozów.
    Ze względu na tę mrozoodporność warto kupować w polskich szkółkach. Albo w niemieckich (Kordes).

  148. Sowo, bądźmy szczerzy (kto, jak nie my, gdzie, jak nie tutaj?): nie chce mi się tego ruszać.

    Athina, ten kolor to niewątpliwie róż po-mo. To znaczy na szczęście wypłowiały prawie do białości, ale takie miałem skojarzenie. Nasz architekt zrobił białe osiedle, w którym prawie żaden dom nie jest biały, ale wyglądają na białe, bo są to bardzo bladopastelowe odcienie różu, zieleni i błękitu. Jest to artysta i kolory wyglądają naturalnie, ale wolałbym niebieski, bo podobno w niebieskich domach jest największy odsetek osób bogatych. A co bym mi zaszkodził mały mająteczek?

    UA, jak zobaczyłem kwiaty na stronie Austina, to dostałem lekkiego porażenia. A żeby się wstępnie nawet przekonać, kto to taki, wystarczy wejść w zakładkę z odmianami wyhodowanymi przez niego i choćby je policzyć.

  149. Obok mojego patio, co brzmi dumnie (kawalek betonu obrosnietego zywoplotem), poprzedni mieszkaniec, zasadzil roze, co generalnie jest zabronione, ale ogrodnicy jej nie wykopali i mi kwitnie w sezonie na rozowo. Kupuje sobie rozne rosliny, kwitnace lub nie, hoduje je w donicach obok krzesel i stoliczka. Mam namiastke ogrodka.

  150. Patrycjo, dziękuję i bardzo się cieszę, że to właśnie ten cytat przypadł Ci do gustu.
    Audaces fortuna iuvat!
    Zawód wybierasz sobie piękny i trudny, studia też będą trudne. Ale jakaż satysfakcja!
    I jaki z Ciebie będzie dobry pożytek.

    Co do odpowiedzialności: masz 100% racji!

  151. Aaa, nasz Alek złapał różanego bakcyla!
    Witamy w gronie.
    David Austin jest jednym z najwybitniejszych hodowców róż w historii świata. Stworzył absolutne cuda, z pomocą dzisiejszej nauki udoskonalając najpiękniejsze stare róże angielskie. Ten człowiek to poeta!

  152. Alku, znajomi mieli dom (wlasnie sprzedali) w podobnym kolorze, nazywalismy go dusty rose :).

  153. Zdjecia Ann mnie zawsze hipnotyzuja. Milo poczytac o waszych ogrodowych rozterkach.

  154. Ale czy to nie jest tak, że cały czas jesteśmy odpowiedzialni? I że każdy zawód polegający na pracy z ludźmi wymaga odpowiedzialności? Nawet Pani Małosia powiedziała kiedyś, że jej czytelnicy są ufni a na niej ciąży wielka odpowiedzialność.
    Swoją drogą, ulubionym moim cytatem jest właśnie to „Odwagi!” naszej DUA :)

  155. Ach, rzeczywiście, prześliczna!
    Alku, odwagi. Tak wysoko i bujnie rosną pnące róże tylko w Anglii. W naszym klimacie – nie ma szans, zawsze przez zimę pędy wymarzną i w marcu trzeba przycinać to, co w ubiegłym roku tak pięknie wyrosło. Sadź śmiało. Możesz też formować pnącą różę, gdyby się rozszalała, ale stawiam na to, że będzie niezbyt duża.
    Nie myśl o rozmiarach krzewu, myśl o kolorze, kształcie kwiatu i zaletach ulistnienia. Powinno być mocne i odporne na choroby!

  156. I właśnie odkryłem sklep davidaustinroses, który ma mnóstwo rzeczy, których nie widzę w mazowieckich szkółkach, a dostawa zagraniczna idzie u nich parę dni raptem. Możliwe że zaryzykuję. Jest i Wspinający Się Rektor (to jak postać z Chestertona, prawda?), i Malvern Hills, i Alberic Barbier, który zachwyca swoją gocko-latyńską nazwą (i kojarzy się z jednym z najskuteczniejszych kondotierów, Alberykiem da Barbiano), i jeszcze Adelajda Orleańska jest. Bardzo przepiękne.

  157. UA, ta Guinee wygląda pięknie, ale czy ja wiem… Wszystkie mi się podobają, ale ja zaraz sobie wizualizuję całą ścianę i to, co oddzielnie mi się podoba, jako ściana rezydencji już mniej. Na przykład właśnie znalazłem przepiękną Malvern Hills, rambler o bardzo subtelnym odcieniu żółci, strasznie mi się spodobała, ale chyba jednak nie. Trzeba mieć duży ogród, a nie zakichane dwieście metrów plus ściany chałupy, oto jest recepta na dobry wybór. Wtedy po prostu nie musiałbym wybierać, tylko bym kupował a myślał potem.

  158. Nazywa się też ładnie.
    Dzień dobry, Joaleks, życzę Twoim różom powodzenia!

  159. Tak, Sowo! Te miniaturki księżyca, albo imitacje srebrnych monet właśnie, są bardzo dekoracyjne. Zwłaszcza w tej fazie rozwoju. Robiłam z nich czasem suche bukieciki, ale nie wiedziałam, że się tak nazywają – no proszę :)

  160. Piękne wiersze!
    A temat róż i u nas na tapecie – jutro odbieram 9 krzaczków zamówionych zimą – nie mogę się doczekać! Najbardziej jestem ciekawa Constanze Mozart – czy pachnie tak jak wygląda??:)

  161. Droga Sowo, dwubarwna niezapominajka po prostu rośnie u mnie i dotąd uważałem ją za zwykłą odmianę. Po prostu kwiat rozwija się jako różowy a potem niebieszczeje. Są też takie, które nie zmieniają koloru całkowicie i na przykład pojawia się niebieski pas przez środek płatka.

  162. Teraz mi się przypomniało, Zgredzie, jak w angielskim serialu „Poldark” wydobywano w kopalni miedź. Była w skale, a jakże.

    Alku, a gdybyś tak jednak pomyślał o róży Guinée? Pnąca, pąsowa, aksamitna, ciemna, pachnąca upojnie. Taki kolor dobrze wygląda na bladoróżowym tle.
    A biała róża na nim zniknie.

  163. Kapucynka przypomniała mi rozmowę Łusi z Józefem.
    Dobrze, że jesteś – dzięki, ale to raczej zasługa rodziców.
    Cytuję z pamięci.
    Dobranoc!

  164. No cóż, wypada mi się przyznać do błędu.
    Miedź może występować w skałach w postaci rodzimej.
    Więc może być miedź obok malachitu.
    Aczkolwiek dla mnie brzmi cokolwiek niezręcznie zważywszy na zawartość miedzi w malachicie.

    No proszę, Wójcie.

  165. Kapucynko, piękne życzenia.
    Dzień Matki obejdziemy tu hucznie, więc jeszcze wszystkich nie wypowiadaj, zostaw na potem.
    Całuski!

    Sowo, judaszowiec rzeczywiście piękny, z rośnięciem też racja. Wolniutko.
    Polecam jabłonie ozdobne.

  166. Ach, traktor, no tak! Że też na to nie wpadłam wcześniej! A czy są takie z funkcją wygrzebywania kłączy podagrycznika? ;)

    Oglądam w Internecie ozdobne drzewa, coś mi się na ten odnowiony trawnik przyda. Jaki piękny jest judaszowiec! Tylko strasznie wolno rośnie…

  167. Sowo, ależ powierzchnia trawnika jest mniejsza. Ponadto, w stosownym czasie zaprosiłam traktor, który wykonał ciężkie roboty.

  168. Racja, niezwykle odpowiedzialny to zawód, Patrycjo. I piękne, że taki wybierasz. Ja jednak obawiałabym się trochę.
    W ogóle to jest takie częste zjawisko, że ludzie boją się odpowiedzialności. Ponieważ utrudnia życie? Ale też nadaje mu sens, bo nie można żyć dla siebie. Rodzimy się, żeby przekazywać życie. Czyli dla kogoś.
    A propos, trochę przedwcześnie, ale chciałabym pogratulować i podziękować wszystkim dzielnym Matkom, które podjęły się odpowiedzialności urodzenia i odchowania potomstwa. W szczególności Pani Małgosi i, oczywiście, Chesterce! Dzięki Wam istniejemy!

  169. Dziękuję za korektę, Zgredzie!
    W baśniach owych było o żyłkach miedzi obok malachitu. Tylko powtarzam.

  170. Fluid ze Starostą w sprawie Staffa. Właśnie podczytuję sobie jego wiersze z tomiku z wyborem poezji, wydanie Ossolineum. Na uspokojenie.
    Wierszyk o niezapominajkach wpisywało się za moich czasów do tak zwanych pamiętników. Wierszyk wpisywało się koleżance, ozdabiając go obowiązkowo ozdobnym rysuneczkiem błękitnych kwiatuszków, niekoniecznie zgodnych z prawdą botaniczną. Inny popularny to był ten o różach, fiołkach i aniołkach. Czy dziewczynki mają jeszcze obecnie pamiętniki?
    Malachit kojarzy mi się z Biblią: „Oto ja osadzę twoje kamienie na malachicie i fundamenty twoje na szafirach. Uczynię blanki twych murów z rubinów, bramy twoje z górskiego kryształu, a z drogich kamieni – cały obwód twych murów”(Iz 54,9)
    Masz rację, Zuziu, dostojne!

  171. Ja nie umiem redagować.
    Mogę tylko podać, że miedź nie występuje w skałach w stanie wolnym, ale w postaci mieszanin związków chemicznych. Jedną z nich jest malachit.

    Zuziu, dla mnie malachit brzmi dostojnie z powodu konotacji biblijnych.

  172. Ja mam pospolitą pnącą New Dawn. Nic z nią nie robię, nawet nie nawożę i ma się świetnie. Tylko ona jest nieco różowawa, więc kolorystycznie może zginąć na różowej fasadzie.

    Chesterko, ja się chwilami zastanawiałam, jak DUA dała radę samodzielnie założyć trawnik na dwudziestu arach. Ale może jednak miała uczynnych pomocników? Kopanie to dobre zajęcie przy rozpierającej energii, ale jednak plecy ciężko je znoszą.
    Mamo Isi, o ile jeszcze nie macie, kupcie bliźniaczkom małą, plastikową taczkę. Będą mieć zajęcie na pół dnia (przewóz chwastów, szyszek etc.). To był nasz najlepszy zakup tej wiosny, taczuszka kosztowała grosze, a nawet rower przy niej zbladł.

    Ciekawam, jak Rysiek uzyskał dwubarwną niezapominajkę, hm, hm…

  173. Chesterko, do usuwania kamienia z toalet najlepszy jest płyn znanej marki z zawartością kwasu solnego
    (dopisek „kamień i rdza do toalet”). Tylko nie można nim kapnąć na metal, bo będą plamy.
    Sprawdzone.

    Starosto, fraza „malachit występuje w towarzystwie miedzi” wymaga redaktora.

    Padam z nóg do nóg z powodów z wiadomości prywatnej.

  174. To dobrze, Casciolino.

    Zgredzie (wiad.pryw.)- oj, tak. A już zwłaszcza w stolicy.

    Nie tracić kontaktu!

  175. Dobry wieczór,
    jeśli można się wymądrzyć w temacie róży dla Alkowej M, to polecam rambler ” Kiftsgate”. Rośnie bardzo szybko, pędy długachne, w Kiftsgate Court Gardens widziałam 10 metrowe, oplatające drzewa( można obejrzeć w googlu). Kwiaty drobne, białe, pojedyncze, mocno pachnące, ogromne kiście. Inną odporną i szybko rosnącą białą odmianą jest ‚Bobby James”.

  176. Absolutnie zachwyciło mnie zdjęcia autorstwa Ann. To jedno z tych, w które mogłabym się wpatrywać… wpatrywać… i wpatrywać…
    Jeszcze tylko odpowiem Kapucynce i obiecuję, że już nie będę tyle mówić o sobie :) Kapucynko, dostałam niedawno radę od bratowej mojej babci: ,,Wiesz, nie ograniczaj się i nie unoś dumą, że coś postanowiłaś i tak ma już być. Pamiętaj, że praca to bardzo ważna rzecz i warto dobrze wybrać”. Wzięłam to sobie do serca i położnictwo jest jedną z opcji. A wpadłam na nie dzięki mojej koleżance, tegorocznej maturzystce, która zdecydowała się na te studia z podobnych powodów (w ogóle śmiejemy się, że jestem jej młodszą kopią). Co jedno wiem, to że chciałabym wykonywać zawód z misją. A tu ją niewątpliwie mamy, prawda?

  177. Po dwóch wierszach Staffa mam ochotę natychmiast sięgnąć po wydanie, w którym zebrano poezje jego wszystkie.

    Dobry wieczór:)

  178. Ostatnio podobają mi się róże tradycyjne, kwiaty niewielkie i pojedyncze albo coś koło tego. Heritage jest chyba zbyt wystawna jak na moją niepozorną chałupę. Musiałbym dobudować sobie z pięćdziesiąt metrów kwadratowych, żeby jej sprostać. Białe, bo po pierwsze jest to zdecydowanie kolor sezonu, a po drugie moja ściana jest w kolorze bardzo blado, ale jednak różowym. Przyszarzałym, ale wciąż jednak… Sądzę ze biały nie kłóci się z tą straszną koncepcją architekta.

  179. Alku, miałam kiedyś białą pnącą „Iceberg”, śliczna róża. Ale – choć pięknie wybujała i łatwa była w obsłudze – okazała się podatna na czarną plamistość i niestety mi uświerkła.
    Tę irlandzką odmianę chcę mieć dlatego, że bardzo bujnie rośnie i jest podobno odporna. Ponadto ślicznie pachnie i kwitnie całymi gronami kwiatów.
    Ale obejrzyj sobie w sieci różę białą pnącą Heritage!- też odporna na choroby.

  180. Uściski ukochanej Autorki to lepsze niż tabletki! Moja koleżanka, dodam, że farmaceutka (co wiele tłumaczy) straszy mnie czyśćcem w postaci usuwania kamienia z sanitariatów. Cóż, nie boję żmudnego szorowania kwaskiem cytrynowym malowniczych zacieków. Problem tkwi bardziej w poczuciu sensu wydatkowanego czasu. Nie jestem specjalistka od teologii, ale domyślam się, że męki czyśccowe powinny go mieć.

  181. Pani Małgosiu, kibicuję jabłuszkom z całych sił. Mojemu ananaskowi podsypałam nawozu i liczę, że w przyszłym roku dogoni swojego kolegę :)

  182. Zuzełku, a propos malachitu: zwróć uwagę na coś już zupełnie magicznego z nazwy i z wyglądu chyba też. Mam na myśli charoit (właściwa wymowa rosyjska tego słowa to „czarait” z akcentem na ostatnią sylabę). Kamień półszlachetny z Syberii, znany z jednego tylko miejsca, odkryty dopiero w połowie ubiegłego wieku.

  183. UA, bardzo jestem ciekaw tej Paninej róży. Padła nam w tym roku rachityczna róża przy frontowej ścianie i zamierzam zrobić M. niespodziankę i zahodować w tym miejscu coś porządnego. Czy zna Pani (albo ktoś z Księgowych) jakąś jeszcze białą odmianę pnącą, rambler zapewne powinien to być, która wytrzyma średnie warunki glebowe i mogłaby obleźć mi ścianę?

  184. Krzysztofie, aha, wszystko jasne: dziś wpisałeś się pod niezapominajkami z innego komputera niż poprzednio. Trzymaj się go, bo IP ma niepodpadające Antyspamowi.

  185. Zuziu, zgadzam się.
    Pamiętam z dzieciństwa tom baśni rosyjskich „Szkatułka z malachitu”- niedawno kupiłam to pożółkłe tomisko, by się przekonać, że malachit nadal jest czarodziejski, choćby nawet literatura była słabsza, niż kiedyś się zdawała.
    Trzeba go wydobywać z głęboka, spod ziemi i skał, a występuje – często w ogromnych złożach – w towarzystwie miedzi, złota i kamieni szlachetnych.
    Baśniowe tworzywo!
    Co do przypadkowości: „Nie ma przypadków, są tylko znaki”- twierdzą niektórzy.
    Ale znów inni są przeciwnego zdania. Jak to w życiu.

  186. Dzień dobry!
    Niezapominajki wiedzą kiedy obchodzić swoje święto, w tym roku rozsiały się jak nigdy. Mnie przypominają błękit nieba.
    Wiersze wspaniałe. Czy inni też uważają, że słowo malachit ma w sobie coś magicznego i bardzo dostojnego? Teraz już wiem, że każdy nudny dzień jest przepowiednią „czegoś, co się jak święto rodzi w niepokoju”. I miło będzie na to czekać.
    Jak Pani to pięknie ujęła: „przypadkowo, a więc na pewno nie bez powodu”. Przecież tak właśnie odkryłam „Księżyc” Gałczyńskiego!

  187. Ozdobniczko, to jest nieporozumienie jakieś, rzeczywiście. Do tej pory pomyłka funkcjonuje, widzę to w sieci.
    Ale „Znak” na pewno wiedział, co wydaje.

    Aleksandro, jabłuszka się zawiązują, obserwuję codziennie.

  188. Chesterko, mnie po prostu rozsadza energia, toteż ogród pomaga ją wyładować.
    Raz do roku – jesienią – zapraszam miłą panią z sąsiedztwa i ona robi mi jesienne porządki- zbiera do wielkich worków wszystkie liście i listeczki, okopuje róże, wyrywa jesienne chwasty. Wiosną mam ogród czyściutki i zachęcający do nowej pracy!
    Gdzie się da, wysypuję korę drobno mieloną, gdzie się nie da – okopuję, tak, żeby chwasty nie rozrastały się na nowo.
    No i dodam jeszcze, że ogród mój jest duży, i owszem, ale dobrze rozplanowany: rabat kwiatowych mam już nie tak wiele, jak kiedyś, większość uroków to drzewa i kwitnące krzewy. Łatwe w obsłudze.
    Czymś się pochwalę: syn obiecał mi, że zdobędzie irlandzką starą odmianę róży pnącej Rambling Rector. Przywiezie mi ją (może!) z Anglii w początku czerwca. Zawsze o niej marzyłam! Zobaczcie w Googlu, jaka jest piękna i ile ma zalet!
    Uściski, moja Chesterko miła.

  189. Aha, faktycznie. Sprawdziłam dokładniej i patrzę: Bronisława Ostrowska. Zastanawia mnie tylko, kto też rzekł, że to Maria Konopnicka napisała ten wierszyk. Chyba że jest to wiadome i po prostu gubię się w otchłaniach wiedzy o poetach i wierszach.

  190. Po wczorajszym karczowaniu chwastów musiałam zaaplikować sobie tabletkę przeciwbólowa, by móc zasnać, więc tak, Sowo, Twoja wizja czyśćca bardzo do mnie trafia! Co pewien czas dręczyło mnie pytanie, jakim cudem nasza droga Autorka radzi sobie ze swym wielkim ogrodem a ja stękam. Radzi sobie, ba, jeszcze wyśpiewuje ody na cześć?! Pozdrawiam Droga MM!

  191. Też mam połacie niezapominajek w ogrodzie. Pozwalam im się dowolnie rozsiewać i aktualnie bardzo ładnie i skutecznie maskują wszelkie niewyplewione chwasty. Tylko mój bratanek jest niezadowolony, gdyż miejscami wchodzą na jego boisko piłkarskie („Co ta ciocia tu znowu posadziła?!”) :)

  192. Poszłam dziś rano po pracy na wagary do króla Jana, do Wilanowa, a tam, proszę Państwa, cały łan różowych niezapominajek pod magnolią. Nie wiem, co im tam podsypano, doprawdy, ale efekt uderząjący.

  193. Ozdobniczko, ten wierszyk każdy zna, ja także, z przedszkola.
    I też sądziłam, że autorką jest Maria Konopnicka.
    Ale oto okazuje się, że napisała go młodopolska poetka (znana Wam) Bronisława Ostrowska!
    „Znak” wydał cały tomik jej wierszy dla dzieci.

  194. I jeszcze należy pochwalić fotografów – Księgowych. Ann, Gio, Ryśku – przecudne zdjęcia.

  195. A ja dzisiaj wracając ze szkoły widziałam niezapominajki! To nie przypadek!
    O, o! Przypomniał mi się wiersz Marii Konopnickiej „Niezapominajki”:
    Niezapominajki
    to są kwiatki z bajki!
    (…)
    I szepcą mi skromnie:
    „Nie zapomnij o mnie”.
    Faktycznie, niezapominajki są takie bajeczne… :-)
    PS. Ups. Zapomniałanym pochwalić Staffa. I DUA za wybór wierszy. Ale to robi chyba każdy w domyśle.

  196. Prześliczne połacie niezapominajek mam w swoim ogrodzie i lesie, sle wiersze obok nich nie rosną, więc za nie szczególnie DUA dziękuję. Jak zwykle genialne.

  197. Czy prawojazd to nie angielski samochód? Polski jest urozmaicony.
    Mamy liliowca, to rozumiem, ale obok niego pojawił się hiacyntowiec, ale skąd?

  198. UA, on wcale nie był blado-siny. To był kolor nieboszczyka gnijącego na fest. Żadna przenośnia, tylko przykra dosłowność. Bardzo interesujący casus i przeglądając teraz internet w poszukiwaniu możliwej przyczyny, doszedłem do wniosku, że autorka jaj nie sporządziła barwnika w postaci wywaru, żeby go następnie jakoś tam użyć (tak to jest najczęściej proponowane), tylko po prostu gotowała długo te jaja w kapuście. A to tak, jakby je upichciła w bigosie i kolorek nawet wyszedł zbliżony.

  199. Istną perełkę znalazłam w tym spamie, od KrzysztofaO. Przeklejam, bo, przywrócona, znalazła się daleko w tyle. Oto ona:

    To dla odmiany ogłoszenie jak najbardziej współczesne:

    „Zatrudnię męszczyznę z prawojazdem”

  200. Alku, my kiedyś też zastosowaliśmy ów znany przepis na niebieskie pisanki. Potwierdzam, kolor z modrej kapusty w połączeniu z wapienną skorupką daje odcień blady i siny, nieapetyczny zgoła. I to niezależnie od dodatków (stosowaliśmy różne).
    Ku niezadowoleniu pana Musierowicza przeszłam więc na nietradycyjne malowanie pisanek farbami plakatowymi, pisakami, lakierami oraz tuszami.

  201. Tak, Piętaszku, dostałam ją wczoraj, dziękuję!

    Krzysztofie, rzecz ciekawa, wpis o prywatnej z nim wojnie Antyspam uprzejmie przepuścił. Ale kiedy zajrzałam do działu „Spam” ujrzałam tam aż trzy Twoje wcześniejsze komentarze, do wpisu „Alchemilla mollis”. Już je przywróciłam.
    Wygląda na to, że do przeciwnika trzeba się zwracać stanowczo i po męsku, od razu nabiera respektu.

  202. Dzień dobry wszystkim. Niezapominajki – kochane kwiatki, cierpliwie „jak dorożkarz na miejskim postoju”, poczekały aż o nich wspomnimy. Ann, Gio i Ryśku – piękne zdjęcia! Odzwierciedlają to, co i ja fotografuję teraz maniacko w ogrodzie.( A propos – czy moja ” kropelka” dotarła może? Bo jeżeli nie, to nic nie szkodzi :)

    Wiersze – doskonałe!

  203. Znowu pcham się do czołówki, ale to przypadek, a nie charakter, taką mam nadzieję. W dodatku nie piszę tym, co we wpisie, tylko ciągnę poprzedni, usprawiedliwia mnie, że to tylko dla zamknięcia tematu fatalnych jaj. Zatem nawiązując do pisanek w kolorze trupa: zgadza się, były z modrej czyli czerwonej, jednak pisanki nie były ani czerwone ani modre, tylko wyglądały jak po ekshumacji. Zwłaszcza te spękane sprawiały wrażenie, jakby miało się z nich wylęgnąć coś, co na zawsze zmieni oblicze świata. Raczej na gorsze.

    Nawiasem mówiąc, ktoś gdzieś prezentował pisanki wyraźnie niebieskie, podobno uzyskane właśnie w roztworze kapusty. W takim razie roztwór musiał być przynajmniej lekko zasadowy, bo sok z czerwonej kapusty reaguje jak lakmus. I może to jest jakiś sposób.

  204. Toczę swoją prywatną wojnę z antyspamem Starosty i dlatego jestem tu pierwszy (chyba?).

  205. „( )rzeczywistością jest jedynie
    To, co po wszystkim pozostaje.” – powiada Staff, a Norwid mu odpowiada:

    „(…)Skarby i siły przewieją — ogóły całe zadrżą,
    Z rzeczy świata tego zostaną tylko dwie,
    Dwie tylko: poezja i dobroć… i więcej nic…
    Umiejętność nawet bez dwóch onych zblednieje w papier,
    Tak niebłahą są dwójcą te siostry dwie!…”

Dodaj komentarz