Dla Lunofilów, przy pełni

jan stanisławski noc

Noc księżycowa – malował Jan Stanisławski (1860-1907)

 

 

Leopold Staff (1878-1957)

 

NOC KSIĘŻYCOWA

 

Błądzimy pośród bezkresów,

Wśród niepojętych pustkowi,

O, siostry-gwiazdy, nie dalsze

Niż człowiek jest człowiekowi.

 

Choć się tak bardzo różnimy,

Na wiecznej snu bezgranicy

Pomiędzy nami i wami

Nie ma, o boskie, różnicy.

 

Po czarnej nocy nieznanej

On was rozproszył i nas też …

Wysoko czuwa w milczeniu

Księżyc spokojny jak pasterz.

 

 

PS – od rana:

Właśnie KC Atena nadesłała mi zdjęcie tego samego obiektu, który czuwał wczoraj nad Cieśniną Singapurską i nad Przylądkiem Dobrej Nadziei, i nad Chicago, i nad Wielkopolską. Spokojny jak pasterz.

Oto ono (dziękuję, Ateno kochana!):

 

chicago

 

220 przemyśleń nt. „Dla Lunofilów, przy pełni

  1. Dziękuję, Piętaszku, już będzie spokojna.
    Dzięki Bogu, wszystko jest jak trzeba.

  2. Spokojnej nocy nasza DUA :)

    Dobranoc mili Księgowi – ogrodowi zapaleńcy , dobranoc Kangurki (One już pewnie śpią) oraz Nowoprzybyli na ten piękny świat.

    A do snu niech Was ukołysze – Doris Day – ” The way we were „.

  3. Piętaszku, jeszcze nie.
    Jas , relacje z wycieczek są na blogu Kasi Bellingham, zakładka wycieczki.
    Zakwitły krokusy, przebiśniegi. Psiska zryły dokumentnie trawnik. Wiosna :))

  4. Dobry wieczór!
    Przepraszam bardzo, ale ja nie na temat.
    Mój brat miał dziś bierzmowanie. Cóż to była za piękna uroczystość! Jestem pod wrażeniem. Brat wybrał imię Florian, który jest patronem strażaków, a on uczęszcza do OSP i właśnie najwspanialsze było to, że podczas Mszy zaczęła wyć syrena. Duch Święty!
    Gratulacje dla Kangurów, nawet jeśli nie są do końca usatysfakcjonowane.
    Ślę do wszystkich uśmiechy!

  5. Skojarzył mi się wpis Ozdobniczki o wymarzonym ogrodziez Anią z Zielonego Wzgórza (którą właśnie na polskim omawiamy. Ja osobiście przeczytałam i posiadam wszystkie części). Miała ona Wymarzony Domek (w tomie 5), a wraz z tym i wymarzony ogród. Sądząc po opisie bardzo ładny zresztą.

  6. Myślę, że w porządku. Ale mam tak samo, jak Nutria: raczej niewystarczająco. A jak tam u Ozdobniczki? Podobno był śmiertelnie trudny.

  7. Molu, gratulacje! To wspaniałe uczucie, wiedzieć, że ma się jeszcze jedną osobę do kochania. Z tego co wywnioskowałam, jest to kuzyn. Albo się pomyliłam?

  8. Piętaszku, ale świetny jest ten Hoveton Hall Garden, a w nim okrągła furtka jak do ogrodu hobbita, a furtka utkana jest z metalowej pajęczyny z pająkiem w środku, jak w jaskini Szeloby! Też tak jak tam wybrukujemy sobie taką pajęczynkę w ogródku, a może coś innego!

  9. Dobrze, ale raczej nie zdobyłam wystarczającej ilości punktów, aby wygrać (w tym konkursie wszyscy, którzy zdobędą wyznaczoną liczbę punktów – i więcej – wygrywają i zdobywają nagrode główną).

  10. Gratuluję, Molu! To jest zawsze wspaniała wiadomość: nowy człowiek jest wśród nas!

    A jak tam Kangury?

    K.Ż. (wiad.pryw.)- dobrze, odezwiemy się do Ciebie, ale po niedzieli, dobrze?
    Dzisiaj mamy w rodzinie trudny dzień i najbliższe też będą dosyć wypełnione.

    Ale wszystko się udało!

  11. Mam radosną wiadomość: starszemu z młodszych braci mojej mamy urodziło się drugie dziecko (pierwsze jest chłopczykiem ma ok. 1,5 lat i na imię Miłosz)! Chłopczyk! Jeszcze nie ma imienia. Jest bardzo duży. Urodził się pół miesiąca po terminie. Widziałam zdjęcie. Biedny cały czerwony jeszcze jest. (Jak zresztą każde dziecko po urodzeniu.)

  12. Pani Małgorzato, wiem, że była o tym mowa pod którymś z wpisów, ale nie pamiętam konkluzji: willa w której mieszkali Kowalikowie a obecnie Natalia z Robrojkiem i synkami ;) to obecnie Noskowskiego 4 a nie 2, zgadza się? To ta druga willa od prawej, z takim półokrągłym balkonem (jak pokazuje Google Street View)? Nie daje mi to spokoju, a „lubię wiedzieć”.

  13. Kiedyś oglądałam pozostałości ogrodu i parku angielskiego w Pałacu Sobańskich w Guzowie. Były imponujące. Pałac cudowny, w środku też, a kaplica cud świata, tylko… . Fajny jest komentarz w Wikipedii opisujący losy wojenne Pałacu. Nie da się wyobrazić ile parków, ogrodów, pałaców, dworów zniknęło u nas w czasie wojny i po wojnie.
    Cieszę się, że dowiedziałam się tyle o ogrodach z wpisów w KG.
    aniu.g a można wiedzieć jakie ogrody zwiedziliście w Anglii, może jest jakaś strona o tych wycieczkach? To bardzo ciekawe.

  14. Kiedyś sobie wymarzyłam mój ogród w przyszłości. Wygląda tak: przez sam jego środek biegnie ścieżka z kamieni, a wokół niej rosną jakieś trawy czy krzewy. Jeszcze do przemyślenia. Za nimi jabłonie, orzechowce i śliwy. Oczywiście gdzieś trzeba by było upchnąć jakiś trawnik, taką przestrzeń, gdzie można by przysiąść pod… brzozą na przykład. Oczywiście nie pogardzę jakimiś ławeczkami przy ścieżce. No i na zakończenie koniecznie jakiś mały kawałeczek ziemii na warzywa i kwiaty, szczególnie marzy mi się róża Casanova i Nuits de Young. Tak, tak, właśnie TA róża.
    To tak a propos ogrodów. A jak tam kangur, Molu?

  15. Tu się tak miło gawędzi o ogrodach, a u nas nie ma żadnej rosliny kwitnącej na wiosnę. Żadnej! Za to u sąsiadki jest ich mnóstwo! Ma śliczny ogród.

  16. Przykład ogrodu z ciekawą historią – Hoveton Hall Gardens w hrabstwie Norfolk z domem , z czasów Johna Keatsa. Aniu G. czy znasz go może ?

  17. O! W moim poprzednim komentarzu mam błąd. Mój komputer sam poprawia „błędy”, które nie zawsze nimi są. Zamiast ” Mamusia” ma być „Majusia”.

  18. Jeszcze o ogrodach. Jak widać każdy posiadacz, albo po prostu miłośnik ogrodów ma własną filozofię na ich temat.
    Mój ogród pewnie nie wszystkim by się podobał, ponieważ pozwalam, aby w nim rosły nawet kwitnące chwasty. Kiedy jakaś ładna roślina wysieje się sama, nie wiadomo skąd choćby na środku trawnika nie wyrywam jej ( a nuż to jedno z „Pięciu ziarnek grochu”). Lubię też niespodzianki typu – co z tego wyrośnie, choć czasem wzbudzają nawet niepokój .Kiedyś, idąc do miasteczka podniosłam z ziemi roślinkę lekko omdlałą, ale jeszcze żywą. Jedyne co wiedziałam to to, że pochodzi ona z gatunku liliowców. Posadziłam ją szybko w ziemi, pielęgnowałam i z niecierpliwością czekałam co z niej wyrośnie. Wreszcie nastąpił długo oczekiwany moment, kiedy ze zdrowych liści wyrósł kwiatowy pąk. Rozwinął się z niego krwistoczerwony, duży kwiat z czarnym wnętrzem. Kwitł pięknie przez jeden dzień, a następnego zobaczyłam pod nim, zwiędłym już czarną jak sadza plamę. Sprawdziłam co to. Roślina nosi nazwę – „Pasja szatana”. Też troszkę jak u Hitchcocka.
    A prawda jest taka, że każdy ogródek potrafi być piękny. Nawet, a może zwłaszcza ten różany „przy rynnie”, w którym bawią się dzieci.

  19. Ha, ogrody. Coś dla mnie. Angielskie uwielbiam! W lipcu, jak co roku jadę zwiedzać kolejne brytyjskie ogrody. Wyjazdy organizuje nam urocza ogrodniczka/historyk ogrodów. Wyszukuje najciekawsze i często trudno dostępne miejsca. Wielbiciele ogrodów to świetni kompani, a po czterech latach utworzyła się całkiem zżyta grupa. Ciekawie wyglądamy w czasie powrotów- obładowani torbami z których sterczą wiechcie najróżniejszych roślin. Jakoś nikt z obsługi lotniska do tej pory nie interweniował.
    Wracam do pracy ;))

  20. Piętaszku, miło mi, że Ci się podobała moja historia o pszczołach. Chociaż to nie wyglądało dobrze. Strażacy mieli duży kłopot. Mieszkam w szeregowcu i mój ogródek ściśle przylega do innych, więc trzeba było pszczółki ” wynieść” przez pokój i jadalnię. Panowie w porozumieniu z pszczelarzem zdecydowali się się odurzyć owady, obciąć gałęzie , na których siedziały i włożyć do worków. Nie chcę komentować, czy to humanitarne czy nie.
    Dowódca tłumaczył, że oni przede wszystkim muszą chronić ludzi. To zrozumiałe. A twarz mojej Mamy pamiętam jakby to było dzisiaj. Jest uczulona na jad pszczeli ;)

  21. Teraz jest czas na przycinanie, przesadzenie tego, co się za ciasno posadziło, przygotowanie małego warzywniaka pod zasiew. Niby nic takiego, a jednak jaka Radość z tego płynie…

    Prof. Kelly ma prawdziwie dobrą żonę. Bycie dobrą żoną, to kolejny pasjonujący temat do odkrywania i stosowania przez długie lata.

    Pozdrawiam słonecznie Ludu Księgi, jesteście dla mnie zachętą :)

  22. Ateno, wiem, że zaangażowana i przemiła. Ale cieszy, bardzo, to kolejne potwierdzenie. A jak śpiewa! No i proszę: i Chopin, i Garden w jednym miejscu! Aż Ci trochę zazdroszczę! Ale i dziękuję, bo gdyby nie Twój wpis, nie zajrzałabym na stronę i pewnie koncerty by mi umknęły (jakoś tak przywykłam do tych zimową porą, a ona taka zajęta..), a tak – mogę sobie jeszcze nawet wybrać, no i dlaczego nie Poznań, skoro w sobotę?

    Dobrego dnia Wszystkim!

  23. Babette, widziałam już wcześniej to słynne nagranie. Pyszności!
    I ta żona!!!

    Bardzo podzielam Twój punkt widzenia na Ogrody!

  24. Ogrody!
    Teraz dopiero mogłam poczytać sobie ostatnie wpisy i pragnę dorzucić od siebie, że dla mnie ogród to: namiętność, radość, odpoczynek, źródło inspiracji, miejsce i powód, by chwalić Stwórcę.
    W ogrodzie; z pyłku, odrobiny pracy, zwykłej ziemi i dużej dawki cudu powstaje jedzenie i piękno (w dowolnej kolejności). To zaszczyt mieć w tym udział, tak to widzę.
    Od 10 lat na łysym ugorze tworzę ogród, taki osobisty. Nie pamiętam osoby, która wchodząc do niego nie powiedziałaby „…jak tu miło”. Nie ma w nim żadnych fajerwerków ani fontann, tylko rośliny w formie zwykle naturalnej.
    Jas – rozumiem Cię dobrze, to „grzebanie w ziemi” porusza coś bardzo głębokiego, pierwotnego i bardzo dobrego.

    Oczywiście nie każdy tak ma, moi najbliżsi lubią z niego korzystać, przebywać, ale nie kochają go tak jak ja.
    To chyba normalne i nie trzeba, nie da się nic z tym robić na siłę.

    A wracając do prof. Roberta Kelly – rodzina to jest to!

  25. Witajcie kochani,
    kto się jeszcze dzisiaj nie pośmiał – bo myśli że nie ma powodu – oto powód:
    popatrzcie na youtube na „prof. Robert Kelly’s live BBC”.
    Jest to fragment autentycznej, bardzo poważnej rozmowy na żywo z ekspertem na temat sytuacji w Korei Północnej.

  26. Jestem wzruszona tym, że w końcu ktoś zrozumiał o co mi chodzi! Jak wiadomo do pielęgnacji ogrodu trzeba włożyć mnóstwo pracy, ale kto ma to robić, jeśli dzisiaj pracownikom trzeba płacić. W zgranicznych ogrodach pracuje dużo Polaków, kochają przyrodę to się stają. Błagam nieraz niektórych z mojej rodziny aby wrócili, ale wiadomo jak jest. Toteż trzeba uczyć się samemu. Ja na bookcdosingu znajduję sporo książek o ogrodnictwie, ciekawe też są podręczniki do zlikwidowanych szkół ogrodniczych. Jeśli chodzi o tuje,to muszę je przeprosic, kiedyś mnie też denerwowały, ale dobrze osłaniają od wiatru, szybko rosną,można je przycinać, ptaki lubią w nich siedzieć, mają w zimie schronienie, prawda, że ich dużo, ale wychodzą z mody, bo jest z nimi dużo roboty i trochę nudne. Anglicy kochają długowieczne cisy. U nas ludzie są trochę ostrożni ze względu na dzieci, bo cisy mają piękne trujące owoce. W Polsce była tradycja ogradzania dziką różą, bzem, śliwą, to też o nas jakoś świadczy. Ogród trochę dziki i nieposkromiony. Na Kaszubach jest tradycja, żeby sadzić koło domu jeden świerk. Jedni mówią, że wyciągał wodę z piwnicy, wiadomo też, że chroni od wiatru i te ptaki. Zielone ręce, tak to jest to!

  27. Ach! No przecież.
    Filologia klasyczna.
    Idę posłuchać (najnowszej polecanki).
    Dzień dobry :)

  28. Kochany Starosto, przeczytałam „Szkatułka z marchwi”. O! Aż mnie z wrażenia cafło i przeczytałam porządnie:”Szkatułka z malachitu”.

  29. No! A tu się rozwija mój ulubiony temat: o książkach!
    U nas dzisiaj pięknie „pieci sonecko”, jak powiedziała Mamusia. Zapowiada się cudowny dzień!
    Dzisiaj kangur. Życzcie mi powodzenia.

  30. Dziekuje bardzo.
    Molu, dzisiaj bylo bardzo slonecznie i zimno.
    Nini, wyobraz sobie, ze pani Grazynka jest przemila osoba, bardzo zaangazowana w krzewieniu polskiej muzyki. Zorganizowala w tym roku wiele koncertow i innych towarzyszacych imprez w rocznice urodzin Chopina. Powstanie pomnik Chopina. Juz mamy miejsce, nazywa sie Chopin Garden w pieknym miejscu, w srodmiesciu, dbamy o nie, grabimy i sadzimy kwiatki, odbywaja sie koncerty, czasem nawet w dniu urodzin, oczywiscie z tortem i toastem :).

  31. Oj, lepiej nie pytać (a przynajmniej nie oczekiwać odpowiedzi), astronawigacja dawno już z głowy wywietrzała. Dzisiaj załatwia to elektronika.

  32. Główny Bohater nocnego nieba wypływa właśnie zza lewej kulisy drzew by zagrać swój monodram, bez którego trudno się obejść.

    A w mojej głowie przez cały dzień (i noc) – Doris Day i „Fly me to the moon”. Nic nie poradzę. Dobranoc.

  33. „Ogrody jako jedna z najstarszych form kultury były tworzone przez ludzi od zarania dziejów. Są wpisane w ludzką egzystencję w sposób równie fundamentalny i wielowymiarowy jak język, sztuka czy religia”. Tak brzmi zdanie z wykładu na temat filozofii i estetyki ogrodu, na UJ.
    Inaczej można powiedzieć, że ogrody, to zwierciadła kultury. Jest to z pewnością bardzo szeroki i niezmiernie ciekawy temat. Każdy człowiek moim zdaniem ma prawo utożsamiać się z takim typem ogrodu, jaki mu odpowiada. Ja najlepiej czułabym się w ogrodzie angielskim – nie typu angielskiego przeniesionym na nasz grunt, ale oryginalnym tam w Anglii.
    U nas, najbliższe memu sercu są ogrody wiejskie z drewnianymi płotkami, pozornym nieuporządkowaniem, wesołe i kolorowe oraz te, które mają jakąś bogatą i ciekawą historię. Ogrody, tak jak wszystko inne muszą mieć duszę i współbrzmieć ze swoim otoczeniem oraz swoim twórcą. Inaczej mówiąc jeżeli wszystkie te elementy ze sobą harmonizują mamy do czynienia z prawdziwym ogrodem.

    Bardzo mi się podoba opowieść o drzewku i pszczołach.

  34. Magdo Z. , odpowiedź znajdziesz łatwo w Internecie. Poniekąd bliska to nam dziedzina :)

    Na dobranoc:

    Giovanni Pierluigi da Palestrina – „Stabat Mater”.
    Taverner Consort.

  35. Zimorodek z malachitu!
    Śliczny!

    A to, że w Kanadzie masz kolibry, zawsze mnie zdumiewa.

  36. I jeszcze na dobranoc podzielę się informacją jakiego ptaszka dziś widziałam – malachite kingfisher. Niestety zdjęcia nie mam, bo za szybko odleciał, ale w sieci jest sporo fotek. Dodam tylko, że ten niebieski kolor na skrzydłach przepiękne błyszczy się w słońcu.

  37. Tak, dziękuję! Tylko gdy wyjechaliśmy na wakacje w sierpniu, troszkę zmarniał i szybko zakończył swój żywot. Ale nic to, mam jeszcze dużo nasion i w tym roku będzie lepiej, bo gdy wakacje już teraz wykorzystuję, to latem będę pilnie podlewać, doglądać, a także obserwować kolibry. To specjalnie dla nich kupiłam przed wyjazdem cebulki kroksomii, a teraz widzę że tu też kwitnie i czytam, że z Afryki pochodzi.

  38. Przemyślę! Może rzeczywiście racja, a może trzeba się trochę przygotować.
    Z drugiej strony lektur mam tyle, że chyba nie warto się tym razem upierać.
    Ale zapamiętam: Cyceron.
    Nutko, geny najwyraźniej zadecydowały poniekąd o jakości podręcznika do chemii fizycznej. Ciekawa jestem, czym zajmuje się syn Twojego Profesora?
    (Niespecjalnie przepadałam za przedmiotami przyrodniczymi zwł. biologią w szkole; ale genetyka mnie zainteresowała szczerze).
    Dziękuję za Twoją wiadomość i oddalam się poczytać. Dobranoc!

  39. Cyceron – Plutarch – „Pochwała starości”. Tomik Unii Wydawniczej Verum (1996) zawiera dwa teksty:
    Cycerona („Katon Starszy o starości”) i Plutarcha („Czy stary człowiek powinien się zajmować polityką”).

    Ale myślę, Madziu, że to raczej lektura na późniejsze Twoje lata!
    Budująca, dodajmy.

    Nutko, a to dopiero niespodzianka! Tak, myślę, że te podręczniki Krzysztofa, syna Stanisława, na pewno dadzą się lubić.

  40. Dobry wieczór!
    Magdo Z., kiedy przeczytałam „Pigoń” i „studia polonistyczne” absolutnie zgłupiałam. Kojarzyłam nazwisko, ale nie zgadzało mi się ze słowem „polonistyczne”. Ale się nagłówkowałam skąd kojarzę. Krzysztof Pigoń, syn Stanisława Pigonia, był profesorem mojej Alma Mater – Politechniki Wrocławskiej. Fizykochemik, autor podręczników z chemii fizycznej. Bardzo je lubię i cenię.
    Także no, tym chciałam się podzielić. :)
    Serdecznie pozdrawiam!
    Nutka

  41. Pani Małgosiu, dziękuję za tak wyczerpującą odpowiedź. Czy mogę za jakiś czas wrócić do tego pytania? :)
    Pewnie, że miło się czyta dziecięce lektury (ciekawa jestem, czego nie zauważyłam jako sześciolatka podczas czytania „Plastusiowego pamiętnika”, z ćwierć wieku nie miałam go w ręku), mam takie samo zdanie jak Pani i m.in. dlatego też jestem częstym bywalcem oddziału dziecięcego miejskiej biblioteki. Panie się czasem dziwują, że „co to za książka , nikt jej już nie wypożycza”, specjalnie musiały szukać w jakimś magazynie.
    Nie rozwijam dalej tematu, bo Pani rozwinęła go najładniej. I liczyłam po cichutku, że czymś mnie Pani zainspiruje lekturowo. Cyceron. Może być i „Pochwała starości”.

  42. Mamo Isi, a dodajmy jeszcze błogosławieństwo ciepłego klimatu i obfitych opadów deszczu!
    Wszystko Anglikom rośnie jak na drożdżach.
    A róże nigdy im nie przemarzają!- więc te pnące dorastają do wielkich rozmiarów, a krzewiaste krzewią się jak szalone.
    Chyba muszę Wam pokazać zdjęcie od Ann.

    Hanusiu, rzeczywiście byłaś w spamie. Przywróciłam Twój wpis.

  43. Pytać pana nawigatora o Księżyc i gwiazdy, pytać! On powie. Mamy niepowtarzalną okazję!

    Magdo Z, mam do poduszki kolejny kryminał Gladys Mitchell – już sporo ich zaliczyłam w ramach szlifowania jęz. angielskiego. Lady Agatha znacznie od niej lepsza, ale i Gladys M. miło się w końcu czyta, a jeszcze milej się przy niej zasypia.

    A jednocześnie wróciłam do Cycerona („Pochwała starości”, tak, tak!), a w ciągu dnia, przy jedzeniu na przykład(!), po kawałku czytam grubą książkę Pawła Bażowa „Szkatułka z malachitu”(wyd. Czytelnik 1949). Trafiłam na nią w jakimś antykwariacie i przypomniało mi się, że ją miałam, jako mała dziewczynka, i że byłam tymi baśnio-gawędami kompletnie urzeczona.
    To są ludowe podania z Uralu, z okolic, gdzie wydobywa się malachit i miedź, rudę żelaza, złoto i srebro. Występują Tatarzy, Baszkirowie, gadające miedziane jaszczurki, cud-dziewoje i rumaki, komnaty podziemne wysadzane drogimi kamieniami. Mimo wszystko już by mnie to dziś nie urzekło, bo jest silnie podszyte wiadomą propagandą (wtedy jej w ogóle nie zauważałam!), ale ciekawie się wraca do tych czysto ludowych motywów, zresztą wspólnych dla baśni całego świata.
    Jest antycznie brzmiące podanie o pięknym i dzielnym junaku, któremu wróg podstępnie podarował wspaniałą zbroję, wykutą ze złota i srebra. Kiedy ustrojony w nią junak w czasie bitwy spadł z łodzi, utonął jak kamień, bo zbroja była za ciężka. Ten wraży podstęp to było najsilniejsze wrażenie z mojej dziecięcej lektury.
    Ciekawie się tak wraca do pierwszych lektur!

  44. A skoro o ogrodach, to gdy widzę tu koniec lata i kwiaty kosmos, rosnące polno wzdłuż dróg i rowów, to aż się ” ogródkowac” chce. A w domu jest jeszcze śnieg i mróz.

  45. Pozdrawiam z miasteczka St. Lucia, gdzie internet już nie jest limitowany. Jeszcze tylko do Lesotho i wracamy do domu.

    Mamo Isi, gdy profesor astronomii na pierwszym roku geografii wytłumaczył, że Księżyc w kształcie litery D dopełnia się, a w kształcie litery C chudnie, to do dziś zapamiętałam i mi się to nie myli w przeciwieństwie do CRESCIT/DECRESCIT. Gdy więc tu, w Afryce zobaczyłam, że wygląda jak C, ale rośnie, to coś mi się nie zgadzało. KrzysztOfie, dzięki za potwierdzenie mojego spostrzeżenia.

    P.S. Spóźnione, lecz serdeczne życzenia imieninowe składam dla naszych Bożenek i Krystynek.

  46. Spóźnione, ale z głębi serca płynące życzenia dla wszystkich zakonspirowanych Bożen Księgi.
    Jas, masz świętą rację. Angielskie ogrody to efekt spokojnego gospodarzenia przez wieleset lat, bez wojen, bez migracji, bez nacjonalizacji itp.przyjemności.
    To co nasi ogrodnicy są w stanie wydobyć z tych skrawków ziemi, jakie zdobyli po wojnie, czy to na działkach, czy w ogródkach to cud w czystej postaci. Naprawdę. Śmiem twierdzić, że to my, Polacy, jesteśmy narodem o zielonych palcach. Poza tym nasze ogrody to dzieło indywidualnych, kochających ogród, jednostek.
    Kiedy byłam w Wielkiej Brytanii, ogrody wokół miejsca, gdzie mieszkałam (w West Sussex) zakładane były i pielęgnowane przez firmy specjalizujące się w projektowaniu ogrodów. Bardzo to było fachowe , ale zupełnie bez duszy.

  47. Dziękujemy, pani Małgosiu :-) (a dzisiaj aż nadużywam emotikonów. Wybacz, Alek. Ja tylko przesyłam wirtualne uśmiechy)

  48. Ja jutro mam sprawdzian z matematyki z układów równań, a w piątek z geografii.
    Trzymam kciuki za innych! Powodzenia :)

  49. WioluM. gorąco polecam!
    I aż żałuję, że mi nikt bardziej żarliwie Pigonia na studiach polonistycznych nie polecał (choć oczywiście był w bibliografii do któregoś z egzaminów).
    Ale u Pani Małgosi zawsze się coś dobrego znajdzie! Bo właśnie wtedy zainteresowałam się bardziej postacią Profesora ( i dowiedziałam się wręcz, że to w zasadzie krajan), kiedy Ulubiona Autorka napomknęła o książce „Zawsze o nim”.
    Stąd też nasuwa mi się pytanie do Gospodyni strony: a co Pani teraz czyta? Czy jakiś kryminał? I czy tylko? :)

  50. Dobry wieczór, Pani Małgosiu i Ludu Księgi! Dawno nic nie pisałam, bo w wirze pracy i (niestety) badań lekarskich, ale podczytywałam regularnie:)
    Co do ogrodów: jestem daleka od tego, by krytykować bezrefleksyjnie to, co polskie i twierdzić, że za granicą wszystko piękniejsze. Faktem jest jednak, że w Anglii, ani w Szkocji nie widziałam nigdy brzydkiego ogrodu. A w Polsce? Owszem, widuję ładne i piękne też. Pamiętam prześliczne ogrody w miasteczku rodzinnym mojego taty, niedaleko Nowego Sącza: róże, ostróżki, tulipany, nasturcje, morza kosmosów. A teraz widzę, że wielu właścicieli wygoliło teren przy domu, zasiało trawę i wsadziło tuje (oraz posadziło rekwizyty znane nam z „Córki Robrojka”).

  51. Dobrze, Zgredziku, oddawaj tę sprawiedliwość.
    Ale i tak jesteś nasz Mistrzunio.

    Kangury! Uszy do góry!
    Kciuki zapewniam.

  52. Niełatwa, niełatwa, Ozdobniczko. Ale w podstawówce nie daje się we znaki. W zeszłym roku i w poprzednim półroczu miałam średnią 5. Ale kangurek to co innego. Za Ciebie też będę trzymać kciuki:-)

  53. Wiadomość prywatna, albo i nie – jak Starosta uzna za lepsze.

    Skoro w wiadomym kontekście został przywołany profesor Raszewski, to muszę tu oddać sprawiedliwość profesorowi Michałowi Szurkowi, u którego najpierw zobaczyłem tę miniformę literacką.
    Pisał o działalności takich naukowców, jak Idzi Tyzrób, F.I.R. St. April, Kawawata, czy Watakawa.

  54. Molu i Nutrio, ja jutro też będę brała udział w Kangurze Matematycznym. Tyle że u mnie od 8.00… Powodzenia! W końcu matematyka to rzecz niełatwa.

  55. Dzień dobry!
    Również uważam, że każdy ogród ma swój urok, nawet tak niewielki jak mój ( dosłownie parę metrów:)
    Ale taki mały ogródek też czasami potrafi zwrócić na siebie uwagę. Tak było latem 2003 roku, kiedy to na naszej mikrej wisience „przysiadł” sobie na momencik rój pszczół. A dokładnie pięć! (podobno było 5 matek).
    Nie wiem, jak to się stało, ale widok mroził krew w żyłach. Myślałam , że takie rzeczy tylko u Hitchcocka! :):)
    Taką historię przypomniałam sobie a propos mojego ogródka ;)

  56. Muszę się z Tobą zgodzić. Ale nie w całości. Nawet jeśli Anglicy mają mniej ogrodów niż my (a chyba nie, ale co ja tam mogę wiedzieć o ilości ogrodów w Anglii? Niewiele.), to czy piękniejsze? Nie jestem przekonana. Jeżeli jednak chodzi o polskie ogrody, masz rację. Na wsi wszyscy je mają, a nawet mieszkańcy bloków ze swoimi balkonami robią co mogą.

  57. Magdo Z. fluid! Aż musiałam pewną książkę otworzyć na właściwej stronie i upewnić się, że w niej pojawia się osoba Stanisława Pigonia. I rzeczywiście tak jest! Czytam właśnie „Druhno Oleńku, druhu Andrzeju!” Barbary Wachowicz. Stanisław Pigoń jest tu jednym z tzw. „elsów”, później jeden z pierwszych polskich skautów (harcerstwo). Cieszę się tą książką, tę wraz z „Rudym, Alkiem, Zośką” udało mi się wreszcie zdobyć z antykwariatu.
    I już wiem dzięki Magdzie, co dalej mogę podczytywać.

  58. W Wielkiej Brytanii też różnie bywa. Ale Anglicy chwalą się swoimi ogrodami, ja też, bo jest czym. Oni mają inny styl, my mamy taki półnaturalny, dziki. Moja mama miała taką jakby łąkę różnych kwiatów, pięknie to wyglądało, jakoś nie umiem się nauczyć jak taki ogród pielęgnować, żeby wyglądał jak kolorowa łąka odgrodzona jasnozielonym żywopłotem. W Anglii radzą sobie tak, że nie sadzą żywopłotów, ale robią rabatki które łatwo się pieli z każdej strony. Moja mama chodziła po tej łące i długim nożem wydłubywała chwasty, mnóstwo dziwnych roślin przechodziło w różne rodzaje kwiatów, połączonych ze sobą skalniaków, mchów, to wyglądało jak w bajce. Mama była niezadowolona jak miała mi go przekazać, bo ja niestety go zepsułam, potrzebny mi był kawałek trawnika i czar prysł. To tak jak z tymi maminymi powidłami z wiśni, o których mówiła DUA.

  59. No, różnie to bywa, Jas.
    Musiałabym Ci pokazać zdjęcia angielskich ogrodów, które zrobiła i przysłała mi Ann.

    Ale przecież każdy ogródek ma swój urok, prawda?

  60. Z tym, że najpiękniejsze są angielskie ogrody, to bym się nie zgodziła. Z tego jak teraz Polacy dbają o swoje obejście możemy być dumni. Anglicy już nie przodują. Ogrody zastąpiły miejsca parkingowe, a my mamy bezwstydnie dużo ziemi. W Anglii większość z miłośników ogrodów o ogrodzie może pomarzyć, albo zrobić ogródek w doniczkach. Ale Polacy są naprawdę miłośnikami ogrodów i mają swój styl. Weźmy na przykład ogród Pani Musierowicz, albo mamy Isi. Nawet biedni ludzie coś starają się wyhodować i wymieniają się sadzonkami. Jak przechodzę przez ogródki działkowe, gdy zmierzam do działki moich rodziców, to uczę się po drodze, to są po prostu ogródki botaniczne. Ile tam pomysłowości, cuda, cudeńka. Roślinki zadbane, odżywione, uśmiechnięte. Nawet zimą ludzie się krzątają, by zdobyć najlepszy nawóz dla swoich pupilków i pomalować im pergole. Najlepszym dowodem są fotografie na tym blogu.

  61. Wiem o tym, Pani Małgosiu. Mój komentaż przesiąkniety byl żartobliwa ironią, że tak powiem. Emotikon zresztą też.

  62. Dzień dobry! Dzisiaj mamy dużo pracy, więc dopiero teraz się odzywam (jutro dwie kartkówki, a w piątek sprawdzian). Nutria jest bardziej aktywna, ale zobaczymy kto będzie miał lepsze oceny!
    A w ogóle to jutro piszemy test matematyczny na taki konkurs (kangur matematyczny). Byłabym wdzięczna za kciuki od 9.00 do 11.00.

  63. Nutrio, „wyraz bliskoznaczny” to synonim słowa „synonim”!:)
    Masz więc dobry słownik.

  64. Och, doprawdy? A więc mój słownik synonimów jest nic nie wart? Najwyraźniej nadaje się już tylko do spalenia na stosie… Ale dziekuję za informację. Muszę zatem kupić ten słynny słownik wyrazów bliskoznacznych… (emotikon! I bynajmniej nie jest to pokorna mina zawiedzionego człowieka, oj nie.)

  65. KrzysztO, no proszę. Ja za sobą mam już całą serię „Zwiadowców”, włącznie z dodatkowymi częściami, tj. „Wczesne lata”. Mocno wciąga. Ciekawa jestem, jak brzmi ta wersja audio.

    Byłam dzisiaj na wycieczce w Forcie VII w Poznaniu. Nic przyjemnego, ale taka żywa lekcja historii to już jest coś.

  66. Marcelu, mam już Twój adres, przekażę go Adminkom.
    Odezwą się pewnie dopiero za kilka dni, więc spokojnie sobie obmyślaj pytania.
    Pozdrawiam serdecznie!

  67. Nutrio, słusznie zwracasz uwagę na powtórzenia. Uparciuchy! Ja też stale je w swoich tekstach znajduję i stale wykreślam oraz zastępuję słowami bliskoznacznymi. To niezła zabawa! Lubię kolekcjonować synonimy.
    A, właśnie. Polecam „Słownik wyrazów bliskoznacznych” oraz „Słownik frazeologiczny”. Bardzo przydatne.

  68. Dzień dobry, Marcelu.
    Miło mi, że jestem obiektem Projektu, ale muszę odmówić. Nie mieszkam już od lat w Poznaniu, musiałabym więc specjalnie się tam wybrać. A właśnie pilnie pracuję nad nową książką i nie chciałabym się rozpraszać.
    Ale jeśli bardzo Ci zależy na wywiadzie, jestem skłonna się zgodzić: zupełnie wystarczy nam droga mailowa. Wpisz tu swój adres (nie pokażę go, oczywiście, tylko zachowam dla siebie), a Administracja tej strony odezwie się do Ciebie i powie, co robić dalej.
    Przygotuj pytania!

  69. Po dokładniejszym przestudiowaniu swojego komentarza zauważyłam, że trzy razy powtórzyłam przymiotnik ,,ostatni”, za co bardzo przepraszam.

  70. Witam,mam na imię Marcel i jestem uczniem kl. 2 gimnazjum w Gniewinie. Zainteresowałem się Pani książkami i postanowiłem na ich podstawie razem z kolegami zorganizować projekt szkolny.Bardzo zależałoby mi,żeby podczas wyjazdu do Poznania,który planujemy na przełomie marca i kwietnia,spotkać się z Panią i przeprowadzić wywiad,lub porozmawiać przez skyp’a.
    Pozdrawiam gorąco.Czekam z niecierpliwością na odpowiedź

  71. Wszyscy możemy być z Profesora dumni, Madziu!
    A Ty – z racji sąsiedztwa- jeszcze bardziej.

    Magdo z Irlandii, przesyłam uśmiech dla Was obojga, i dla miłej irlandzkiej rodziny też!

    Krzysztofie, a to pysznie. Czytasz więc właściwą książkę!;)

  72. Kiedyś była tu mowa o „Zwiadowcach”, a ja właśnie skończyłem pierwszy tom, „Ruiny Gorlanu”. Spodziewałem się niezłej książki, skoro Lud polecał, nie sądziłem jednak, że jest to aż tak dobrze napisane, właściwie bez słabych punktów. Zostało też świetnie przeczytane, bo to była wersja audio (lektor Tomasz Sobczak). Jedna z lepszych fantasy, z jakimi miałem ostatnio do czynienia.

  73. Prawda! Mądry, wielkoduszny, a przy tym skromny.
    Wśród różnych wspomnień, szkiców literackich, pojawiło się też wspomnienie z uwięzienia w obozie Sachsenhausen. I w tym też widać hart ducha i niepospolitą zdolność wybaczania.
    Chyba mogę być dumna, że urodził się tu, niedaleko?

  74. Pani Małgosiu!

    Bardzo, bardzo dziękuję za odpowiedź. Cóż za wspaniała niespodzianka, sama w życiu bym nie pomyślała, że to możliwe!
    Przekażę oczywiście z największą przyjemnością.

    Pozdrawiam serdecznie,

  75. Magdo z Irlandii, dziękuję za tak obszerne wiadomości!
    Bardzo, bardzo się cieszę z tak pomyślnych zmian w Twoim życiu. Szczęścia Wam życzę!
    Co do Twojego pytania: tak, to nie jest zbieg okoliczności. Śmiało to powtórz swojemu ukochanemu.
    Lubię spełniać pragnienia czytelniczek. To takie moje małe prezenciki.

  76. Upór dobry jest, byle w dobrej sprawie.

    MadziuZ, co za miłe towarzystwo miałaś. Cóż to był za uroczy człowiek, prawda?

  77. A mnie się bardzo spodobała odpowiedź Pani dla Zuzy.
    Cieszę się, że mocny upór może być niekiedy nie tylko uciążliwy, ale też przydatny.

    Przeczytałam wczoraj ” Z przędziwa pamięci” prof. Stanisława Pigonia. Teraz chyba czas na „Z Komborni w świat”. A może na coś innego jeszcze?
    Dzień dobry:)

  78. Tak, Magdo!
    Wystarczy, że opatrzysz wpis słówkiem na ten temat, na przykład: „To jest wiadomość prywatna”, albo: „tylko dla MM”. I już.
    Pozdrawiam zieloną Irlandię i Magdę na jej zielonym obszarze!

  79. Cześć i czołem wszystkim!

    Od bardzo dawna tu nie zaglądałam, a pamiętam, że gdy byłam ostatnim razem była możliwość zostawienia p. Małgosi prywatnej wiadomości. Czy wciąż jest taka możliwość? :)

    Pozdrawiam serdecznie z zielonej Irlandii!

  80. Dzień dobry, DUA!

    Piękne zdjęcie, Ateno, dziękuję! Popatrywałam sobie od czasu do czasu, u mnie niestety niebo dokładnie przykryte chmurami aż do wczorajszego wieczoru – kiedy księżyc w końcu się odsłonił i mogłam go podziwiać.

    W ogóle nie mogłam uwierzyć, że to już pełnia, tydzień temu usiłowałam zrobić zdjęcie zaledwie połówce, ale była zbyt przejrzysta, pewnie dlatego, że z naprzeciwko prześwietlało ją słońce (razem z telefonem stworzyły trójkąt równoboczny :o))

    Uwadze lunofilów i fanów jazzu (jazzofilów?) polecam „The moon is harsh mistress” w wykonaniu Grażyny Auguścik.

    Dobrego dnia!

  81. Cześć i czołem, bliźniaczki lube.

    ZuzoP, wiem oczywiście, że spodziewałaś się czegoś innego w odpowiedzi. Ładnie jednak przyjęłaś to, co napisałam, czyli szczerą prawdę. To Ci się chwali!

  82. Cześć i czołem! :-) U nas dzisiaj na odmianę zapowiada się pochmurny dzień. A jak u Ciebie, Ateno?

  83. Cześć i czołem! Wpadam na ostatki. Już chcę sięgnąć po ostatni kwawłek tortu, ale w osatniej chwili powstrzujmuję się, bo rozumiem, że jest on raczej dla Kasztanowłosej, która tak bardzo liczy na okruszki. To powiedzawszy, uciekam.

  84. Na dobranoc:

    Orlande de Lassus – „Psalmi poenitentialis”.
    Kammerchor Josquin des Préz.

  85. Dobrze powiedziane, Chesterko!

    Kasztanowłosa, brawo za szóstkę z gramatyki!
    Zuch z Ciebie!

  86. Tort dla chętnych podkradłam Watsonowi i Mary z ich wesela (dużo się tam działo, więc nie zauważyli, nawet Sherlock) i dziękujac Kochanym Księgowym, całujac imienniczkę z Sardynii, znikam w księżycowej poświacie, bo za dużo mnie tu. A księżyc wszak ten sam wszędzie. Czy jesteś w górach, czy pośród blokowiska, podnosisz oczy i jesteś jakby tu a gdzie indziej.

  87. Składam wszystkim najlepsze życzenia – 100 lat! I wspaniałych książek oraz czasu, by móc je wszystkie przeczytać. (Życzenia może trochę spóźnione, za co bardzo przepraszam, ale nie miałam czasu nic napisać. Jak to mówią: lepiej późno, niż wcale.) Czy znajdzie się jeszcze dla mnie chociaż okruszek tych wszystkich smakołyków?

    Tak cichutko jeszcze wspomnę: dostałam 6 z polskiego z gramatyki :) Ze zdań podrzędnie, współrzędnie i wielokrotnie złożonych. I tak twierdzę, że mi się to nie przyda, choć Nasza Pani Polonistka twierdzi, że to uczy logiki. Morzliwe, jak to niegdyś napisała Nutria B. :) (Ida sierpniowa)

  88. Kris, uściski! Ten Twój tort… niebiański. Pozwól, że odkroję sobie drugi kawałeczek…

  89. Dziękuję za odpowiedź :-)
    Może i nie było to to, co chciałam usłyszeć, ale na pewno mocno to do mnie przemówiło. Przynajmniej wiem, że potrzebuję trochę więcej siły żeby zaprzeć się w sobie niż na razie mam :-P. Zapamiętam to sobie na przyszłość.
    Jeszcze raz dziękuję serdecznie i miłego wieczoru życzę :-*
    Zuza P.

  90. Dziekuje za usciski, odwzajemniam!
    U mnie torciku nie bylo, za to byla imieninowa pizza – pyszna, cieniutka, z warzywami z grilla. :)

    Ale torcik wirtualny – jak najbardziej! Dziele sie z Wami moim ulubionym cheesecake – na kruchym spodzie i z polewa z lesnych owocow. (Rzadko mam okazje zjesc ten przysmak, bo reszta Rodziny nie lubi… wiec tylko czasem, w restauracji). Buon appetito!

  91. O, Kris! To uściski przesyłam!
    A torcik był? Pytam, bo wirtualnym można się objadać nawet w czasie Postu.

  92. ZuzoP, odpowiadam na wiadomość prywatną: koniec gimnazjum to istotnie jest już po trochu pora, kiedy można się zastanawiać nad przyszłą drogą zawodową.
    Ale zważ, że przed Tobą sporo jeszcze lat nauki. Nie byłoby roztropnie postanawiać coś już teraz, kiedy nie znasz jeszcze wszystkich swoich możliwości i nie masz wciąż jeszcze poglądu na to, ile nowych kierunków mogłoby Cię pociągać.
    Nic oczywiście nie przeszkadza w rozwijaniu tego, co już potrafisz. Pani polonistka chwali – to świetnie. Pisz. Umiejętność dobrego pisania przyda się w każdym zawodzie.
    Pytasz, jak szukać autorytetów, które ocenią Twoją twórczość. Nie szukaj żadnych. Nikogo nie słuchaj. To Ty masz oceniać swoją twórczość i być dla niej najsurowszym krytykiem. Po prostu dużo czytaj, dużo myśl, dużo pisz, dużo wyrzucaj. Jeśli uznasz, że to, co napisałaś, jest dobre – tak dobre, że już lepiej nie potrafisz – będziesz mogła posłać swój tekst do wydawcy. Jeśli on uzna, że warto mu angażować własne pieniądze – wyda książkę i zadba o jej promocję. Ale ostateczny werdykt i tak będzie należał do czytelników.

    Pisanie książek to zajęcie dla ludzi mocno upartych i całkowicie samodzielnych. Niesamodzielni albo naśladują innych, albo zawisają na opinii innych. W obu wypadkach finałem jest artystyczna porażka.

    Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę mądrych wyborów oraz pomyślności!

  93. DUA, dziekuje za pamiec! (Tez wczoraj swietowalam, to Sofia obchodzi imieniny jesienia, a nie wiosna, w maju, jak wiekszosc Zofii). Najlepsze zyczenia dla wszystkich Ksiegowych Wspolsolenizantek!

    Ksiezyc wczoraj u nas nadal intensywnie swiecil, wciaz okraglutki.

  94. Dzień dobry!Dzisiaj proszę poczęstować się torcikiem imieninowym mojej córki Matyldy :)
    Ciężko pościć jak co rusz imieniny….
    Zgredzie, jesteś…nieziemski:) To wspaniałe, jak wiele się można od Was wszystkich dowiedzieć!
    Sowo, dziękuję za muzyczne inspiracje. Ja również ” konsumuję” muzykę w dużych ilościach. W okresie Postu chóralną zwłaszcza. Polecam LE CHANT DES FRATERNITES MONASTIQUES DE JERUSALEM.

  95. Serdeczne życzenia dla Chesterki. W prezencie proponuję obejrzenie „The Crown”. Lepszy niż Wiktoria.

    Atena wspomina o Listach C. S. Lewisa ( a za mną dopiero ” Listy starego diabła do młodego”- ależ rarytas), znaczy znów otwierają się nowe horyzonty….

    Dziękuję, że jesteście. Pozdrawiam DUA.

  96. No, tak. Wszędzie ciepło (tylko u biednej Ateny hula zima), a mnie jakieś wirusy chyba schwytały i nawet nosa zza drzwi nie wystawiam, tyle tylko, że do szkoły chodzę. Nawet pan od W-F bez zwolnienia pozwolił mi nie ćwiczyć.

  97. Chesterko, wobec tego również dołączam się do życzeń Mola i innych, za pozwoleniem.
    Ach, DUA, u mnie też ciepło. Aż się zdziwiłam, na moje oko (a może jednak skórę?) jest 15 stopni.

  98. Chesterko, przepraszam Cię najgoręcej, że zapomniałam! No, ale skąd miałam znać Twoje imię, skoro nawet rok mnie tu nie ma? Obawiam się, że już nie zasługuję na kruszynki Twojego chipsowego tortu? A taka byłam ciekawa jego smaku i sposobu przygotowania… (odchodzi dreptając pokornie, niczym Nutria B za swoim Nerwusem, a sumienie trapi ją bardziej niż młodą Gabę, gdy uświadomiła sobie, jak dotąd wykorzystywała swoja mamę, zacną Milę Borejko, która w ten czas przebywała w szpitalu)

  99. Dziękuję, Chesterko:-)
    A u nas dzisiaj piękny, słoneczny dzien! Aż pachnie wiosną!

  100. Dzień dobry. Bardzo się cieszę DUA. Powstał specjalnie z myślą o Pani oraz z potrzeby zrobienia czegoś w sprawie Wiosny ;). A z tym Ciaptakiem, to dopiero wyszło. Nazwa zaproponowana przez Panią zdecydowanie lepsza .

    A propos wiosny przed chwilą nad moją głową wysokuśko – sześć kluczy dzikich gęsi. W ogrodzie stado sikorek, jak kury wydziobuje co się da z ziemi. Pomiędzy nimi pysznią się zięby. Przyleciały też synogarlice.

  101. Ja również dziękuję za te wszelkie wyjaśnienia, Zgredzie.
    (A nazwiska! Idealnie do tematu!)

  102. Dzień dobry po imieninach!
    Jeszcze pachnie tortami, nawet dość upojnie.

    Piętaszku, dotarł do mnie rysunek Wywąchującego Wiosnę. Dziękuję!

  103. Moliku, dla Ciebie tort wprost z okładki „Łasucha literackiego”, wszak takie jadasz.
    Dziękuję za życzenia, zwłaszcza te od Ateny sa zobowiazujace.

  104. Sowo, dziękuję za Tavenera.
    Łzy mi napłynęły na pierwsze nuty.

    A przed chwilą śmiałam się z radosnej twórczości Zgreda.
    Jak to w życiu…

    Posłucham nocą, w „swojej izdebce”.

  105. Co? Czyli Chesterka też miała wczoraj imieniny? Składam spóźnione życzenia: dużo zdrowia, pomyślności, STO LAT!!! i co najważniejsze, żeby ci się nigdy nie znudziła Jeżycjada! Przepraszam cię bardzo, ale nie wiedziałam, jak masz na imię! Może został jeszcze jakiś już wyschnięty kawałek tortu?

  106. Sowo, odpowiem dzisiaj, bo wczoraj mnie nie było (takie pyszne torciki mnie ominęły, ech; Wszystkiego najlepszego, Solenizantkom:) ). Wybaczam, rozumiem, a jak będę chciała czegoś posłuchać to zerknę wstecz:) Owocnego wyciszania się!

  107. Iskro, Sowo, Chesterko, dziękuję! Co za imieniny :)
    Przy okazji, Chesterko: w wysokofunkcyjnym socjopacie jestem zakochana absolutnie!

    Ateno, jak pięknie napisałaś. Pustelnik mówi mi tak czasem – że jestem darowana od Boga. A ja sobie wtedy myślę, jak jestem obdarowana.

    Zgredzie, rewelacja :)

  108. „Bożena – darowana od Boga”. Zgadza się, to moja Mama. Jest prawdziwym DAREM OD BOGA z sercem na dłoni.A moja ulubiona Teściowa, to… (nie zgadniecie) – Krystyna !

  109. Zgreduchna, no po prostu mnie rozczuliłeś!
    Dziękuję najserdeczniej!
    A teraz zmykaj spać!

    Wszystkie wyjaśnienia niezwykle przekonujące. Merci!

    Łunochodow!!!! :))))
    Śmieję się do rozpuku.
    Profesor Raszewski w niebie na pewno też.
    Piękne to.

  110. Wyjaśnienie czwarte.

    W tomie Proceedings of the 3rd Conference of The Lunophile Society (pp. 103-172) jest ciekawa praca
    autorstwa U.Luciferi, G.Selenowidze, W.Gałczyński, J.Moonwalker, H.Morgenstern, I.Łunochodov,
    H.Tsuki, Bai De Moon et al., w której przedstawiono ciekawe wyniki badań na reprezentatywnej próbie
    777 ochotników.
    Okazuje się, że szklanka działa jak soczewka, która odwraca obraz księżyca.
    Obraz odwrócony nakłada się na obraz rzeczywisty i w wyniku interferencji tych obrazów dochodzi do
    recepcji sprzecznych bodźców, która powoduje redukcję oryginalnego wpływu księżyca.
    Badacze doszli także do bardzo interesujących wniosków, próbując wyjaśnić, dlaczego szklanka
    powinna być do połowy napełniona wodą.
    Szklanka pełna lub prawie pełna działa najlepiej na optymistów. Szklanka pusta lub prawie pusta –
    na pesymistów. W tej sytuacji szklanka do połowy napełniona wodą daje najszersze spektrum
    działania. Analogiczne rozumowanie zostało przeprowadzone dla trzech zasadniczych przypadków
    użycia, oznaczonych jako before, after oraz instead.

  111. Wyjaśnienie trzecie.

    „Jeżeli nocną przybliżysz się dobą
    I zwrócisz ku wodom lice,
    Gwiazdy nad tobą i gwiazdy pod tobą,
    I dwa obaczysz księżyce.”

  112. Pozwolę sobie podać cztery wyjaśnienia – na raty.

    Wyjaśnienie pierwsze.

    „Ufajcie memu oku i szkiełku,
    Nic tu nie widzę dokoła”

  113. Kochana Bożeno, kochana Chesterko, wszystkiego najlepszego dla Was w dniu imienin! Ściskam Was serdecznie. Podjem jeszcze trochę torcików i galaretki (o linię dbać nie muszę, więc nie będę sobie żałować) i oddalam się do pilnych zadań.

    Dobranoc, DUA, dobranoc Ulubieni.
    (A z tym Księżycem w szklance, to nie aby przesąd jakiś?)

  114. Ostatnie chwile żeby Bożenkę i inne solenizantki uhonorować.
    Sto lat, sto lat niech żyją, żyją nam.
    Zaśpiewałam bez fałszowania.
    Księżyc zasłoniły mi chmury, ale widziałam coś równie optymistycznego, dwa bociany w locie. Naprawdę już są.
    Dobranoc.

  115. Dziękuję!!!!! Ojej, jak mi miło! Piętaszkowi też!
    Torcik chipsowy, bardzo zdrowy;)
    Właśnie jesem w trakcie zakochiwania się w wysokofunkcyjnym socjopacie? Czy Pani też tak ma? Ogladam seriale BBC z pewna obsuwa czasowa.

  116. Noc ksiezycowa Stanislawskiego oddaje to czego nie moge uchwycic na zdjeciu. Swiat podswietlony zupelnie inaczej niz sloncem, taki przyjemny polzmierzch nocny.
    Piekne imieniny dzisiaj, ciekawy zestaw.
    Krystyna jest to imię pochodzenia łacińskiego od słowa Christinus co znaczy Chrystusowy.
    Bożena to imię pochodzenia starosłowiańskiego, oznacza: obdarowana przez Boga lub darowana od Boga.
    Zycze Wam drogie panie, godnego ich noszenia.
    Wracam jak zawsze w tym czasie do Listow CS Lewisa.

  117. Z cyklu muzyka na dobranoc.

    Innym kompozytorem, którego bardzo lubię słuchać w czasie Wielkiego Postu jest Sir John Tavener, reprezentujący tem sam nurt, co Arvo Pärt – muzyczno-religijną kontemplację:

    „Odkryłem, że wystarczy mi, gdy pięknie zagrana jest pojedyncza nuta. Ona sama, albo cichy rytm, albo moment ciszy – przynoszą mi wytchnienie” (Arvo Pärt).

    Jeśli ktoś potrzebuje wyciszyć się wewnętrznie i zanurzyć w kontemplacji Boga Stwórcy-Światłości świata, to polecam gorąco (dostępną w całości na YT) tę oto płytę:

    John Tavener – „Darkness into Light”.
    Anonymous 4, The Chilingirian Quartet.

    PD
    Magdo Z., mam nadzieję, że wybaczysz mi, jeśli nie będę przez jakiś czas polecać muzyki każdego wieczoru? Z wieloma sprawami ostatnio nie nadążam i przez jakiś czas potrzebuję wyciszyć się.

  118. Dziękuję Nutrio za miłe słowo. Lubię Piętaszka, bo niczego nie udaje. Imponuje mi także jego odwaga, wierność, ciekawość świata, a rozczula okazywanie radości. Porządny gość :)

  119. Oj, Zgredziku, ale chyba nie poświęcasz drogocennego czasu nocnego wypoczynku na wypełnianie naszej szklanki światłem
    księżyca?
    Idź spać, chłopcze drogi, idź, daj spokój.

  120. Zaszczyt to mieć Takiego Imieninowego Gościa :)

    Zgredzie, i Twoje słowa to prawdziwy prezent. Cieszę się, że jeszcze feblikową krzyżówkę pamiętasz!

  121. Aaa, Chesterko, no jakże! Wszystkiego najlepszego, moje złoto z dołeczkami!
    Ściskam Cię imieninowo! (a torcik jaki????)

    A Kris? Nie, ona świętuje jesienią, jeśli dobrze pamiętam.

  122. Mamo Isi, wystarczy się dobrze rozejrzeć, by odkryć, że w każdym z lekka nieporządnym (lecz przyjaznym) ogrodzie mieszkają jeże.
    U nas mieszkały pod celowo dla nich zachowanym stosem starych desek. Lubią drewno!

  123. E, zjem kawałek tortu. Makowy! Kto miałby siłę się opierać!
    Galaretka jest jakaś mało imieninowa.
    No, pyszności torcik, Bożenko!

  124. Bożenko, wszystkiego najlepszego!
    To była wspaniała krzyżówka.

    Wyjaśnienia się będą pisać zaraz. To może potrwać.

  125. Ależ niespodzianka. Zajrzałam tylko, by szepnąć o jutrzejszym Święcie Liczby Pi, a znalazłam najmilsze zwieńczenie imieninowego wieczoru. DUA, dziękuję, dziękuję!

    Piętaszku, Mamo Isi, Moliku, Ozdobniczko, Nutrio – podziękowania i uśmiechy!
    Zapraszam na tort makowy i barwną galaretkę owocową – dla dbających o linię :)
    A Współimienniczkom i Krystynom – wszystkiego co Dobre.

  126. A propos Ciebie, Piętaszku, dzisiaj skończyłam Robinsona Cruzoe. Nareszcie się dowiedziałam, skąd Twój nick, skądinąd nietypowy.:-)
    Ale był to, doprawdy, poczciwy Murzyn. Mój ulubiony, nota bene, bohater tej książki. Postanowiłam sobie kupić ,,Dalsze przypadki…”
    Kto wie? A nuż będzie tam słówko lub dwa o towarzyszu rozbitka? (Tylko proszę mi nie zdradzać! I tak zamknę oczy i nie przeczytam!)

  127. Piętaszku, niezwykle ciekawie opowiadasz.:-)
    Bożenko, czego mogłabym ci życzyć? Dużo zdrowia, spełnienia marzeń, ciekawych wrażeń (oj! nawet mi się zrymowało). I radości, bo ona jest najważniejsza. Sto lat!

  128. Wszystkim Bożenkom wszystkiego najlepszego.
    Koło 19.00 widziałam księżyc w pełni, wielki, żółty, piękny. Cudownie.

  129. Przedwczoraj Isia z Isiątkami grabili w ogrodzie i w jakiejś chwili Isia schyliła się, żeby mniejszą kępę trawy i liści przenieść na większą i się pokłuła na śpiącym w środku jeżu.

  130. Z wpisu można by wywnioskować, że to moje imieniny. Pardon, przepraszam za wprowadzenie w błąd. Hi, hi. Mnie na chrzcie dali Paulina. :) A życzenia przekażę Mamie. Na pewno się ucieszy.

  131. Nasza Kochana Bożenko!
    Z okazji imienin – najmilsze życzenia!
    Wielu pięknych odkryć muzycznych i książkowych i mnóstwa czytelników w Twojej bibliotece!
    Zdrowia i wielu radości!

  132. Pani Małgosiu, leci, oj, leci. Ale jakby nie leciał, to by było nudno. No i nie mogłabym studiować mojego edytorstwa.
    Potwierdzam, że dziś imieniny Bożeny. Dowodem na to jest lodówka pełna ciast wszelakiej maści (dokładnie sztuk 3). Piekłyśmy z Mamą całą sobotę. Pracy było dużo, ale jako studentka mieszkająca poza domem rodzinnym, nie mam na co narzekać. Mniam!
    Zgredzie, we wspomniane skarpetki mój Tata zaopatruje się od lat na targu. Zawsze znajdzie stragan z takowymi.

  133. Bardzo ciekawy jest też temat tzw. „Leczenia lasem” . Najkrócej mówiąc jest to pobudzenie organizmu do samoleczenia. I jest tam mowa także o sylwoterapii – „rozmowie z drzewem” . Oczywiście wiadomo, że spacer po lesie to samo zdrowie, ale tłumaczy się tam dokładnie dlaczego tak jest. Np. kontakt z różnymi gatunkami drzew na co innego ma wpływ .

  134. Myślę, a propos wpisu Beaty, że Ignaś i Aga mogliby się wybrać do Grecji w podróż poślubną :) albo Ateny albo Rzym, jedno z dwojga.

  135. O! Czyli mamy kolejną receptę na długowieczność :-) ! Ostatnio odkrywamy ich coraz więcej.

  136. Zapomniałam dodać rzecz najważniejszą – te bakterie przyczyniają się do tego, że ziemia ma taki a nie inny zapach i ten zapach powoduje wzrost endorfin w organizmie, a co za tym idzie hormonu szczęścia.

  137. Aaa! Piętaszku! Wszystko jasne. To dlatego tak lubię zapach ziemi, świeżo skopanej, podlanej, najlepiej deszczem, gotowej do uprawy!
    To jest, swoją drogą, cudowny i jedyny na świecie aromat. Mogłabym mieć takie perfumy.

    Zgredziku, a ja myślałam, że wytłumaczysz.
    Trudno, pozostaje mi eksperymentowanie.

  138. A propos wąchania ziemi przez Zuzię. Spotkałam się z ciekawą teorią na temat rzekomej długowieczności Anglików. Otóż oni mają absolutnego bzika na punkcie ogrodów. Prawie każdy z nich posiada choćby kawałeczek ziemi do uprawy. I wydawałoby się że swoje robi zwyczajnie ruch na świeżym powietrzu, ale nie tylko to. Podobno głównie chodzi o bakterie znajdujące się w ziemi i ich zbawienny wpływ na organizm człowieka. Informacji tej nigdzie nie potwierdzałam, ale wydaje mi się bardzo prawdopodobna.

    Do posłuchania polecam : Miles Davis „Kind of Blue” 1959. Miłego wieczoru.

    Dziś obchodzą imieninki i Bożenki i Krystynki – wszystkiego naj, naj :).

  139. Dzień dobry!
    Na temat szklanki nie mam zdania.

    Ciekawe, że wczoraj i ja myślałem o Przemysławce i to kilka godzin wcześniej.
    Ubierając się patrzyłem na mój malejący zbiór skarpet bezuciskowych, których nigdzie nie mogę kupić.
    Widuję tylko takie pozornie bezuciskowe, nawet jeśli nie mają ściągacza.
    Ho ho, tak tak. Nie wszystko kiedyś było gorsze. I na księżyc lataliśmy.

  140. Zuziu, cieszę się.
    A wiesz, my nadal do siebie dzwonimy w sprawie Księżyca. Jak to lunofile.

  141. Beato, dziękuję za wiadomość o podróży Ignasia. Akropol!
    On by o tym marzył.

    Klaudynko, miłe dzień dobry! Jak to, jak to, to już nie jesteś licealistką?
    Czas leci.

  142. A widzisz Zuziu, też tak kiedyś miałam. Każdy umysł wychwytuje coś innego, ważniejszego. Zastanawiam się, z czego się to bierze. Czy może zależy od nastroju, czy własnych doświadczeń życiowych? Ciekawe zjawisko.
    Milesale, ja uwielbiam spacerować, zwłaszcza wiosną, gdy można wypatrywać pierwszych roślinek. Dwa tygodnie temu wypatrzyłam cztery przebiśniegi. Lepiej późno niż wcale.

  143. Dzień dobry! Przybywam po długiej nieobecności. A tu wszystko po staremu. Regał jak stał, tak stoi. I tak być powinno. Li i jedynie! – jak by powiedział Bobcio. Melduję, że u mnie bez większych zmian. Licencjat się pisze. Siedzę wśród XIX-wiecznych rękopisów. Jest dobrze, tak mi się wydaje. :) Na dziedzińcu KUL-u, po bokach pomnika papieża, wyrosły krokusy. Robiłyśmy dziś z koleżanką zdjęcia na pamiątkę. Cudnie to wygląda, ale jeszcze cudniej będzie, jak już zakwitną magnolie. Wiosna, ach to ty!

  144. Dzień dobry!
    Jakże piękny dziś dzień, słońca nie ma, ale nic nie szkodzi, wystarczy, że nawąchałam się ziemi i odkryłam kolejne wschodzące rośliny. Nie ma nic lepszego dla duszy.
    Chyba że książka, a ja ostatnio przeczytałam „Musierowicz dla zakochanych”. Tzn. przeczytałam tak po prostu i muszę przyznać, że jestem zafascynowana Pani historią o księżycu. Tą, w której każde z Pani dzieci dzwoni lub mówi, że widok jest piękny i że należy go zobaczyć. Przeczytałam ten fragment rodzicom i ku mojemu zdziwieniu każdy zwrócił uwagę na coś zupełnie innego. To bardzo przyjemne odkrycie!
    Pozdrawiam wszystkich ciepło!!

  145. Witam p.Małgosiu i śpieszę donieść, skoro mowa o „Słowniku mitów i tradycji kultury”, że właśnie „Czarna polewka” wraz z „Mitologią” Jana Parandowskiego szczęśliwie wróciła z Grecji, gdzie m.in.była na Akropolu w Atenach. A zabrał ją tam mój mąż ( miły jak zawsze) Tomek. Niestety nie zrobił zdjęcia Ignasiowi na Akropolu. Ale to towarzystwo jeżycjadowe się rozjeździło ho, ho. Pozdrawiamy wspólnie z ciepłym uśmiechem. A szczególnie Krzysztofa, z którym łączy nas DK.

  146. Dzień dobry,

    Serdeczne dzièki za przyjècie mnie w te gościnne progi.
    Wróciłam ze wczesno wiosennego spaceru, pełno przebiśniegów, a miejscami zaczynajà kwitnàć żonkile. Nad głowà latały red kites, czyli kanie rdzawe. Myślałam o Was milutko szanowny ludu, chyba też lubicie spacerować?
    Pozdrawiam wszystkich.

  147. No… Mogłam coś pomylić. Na muzyce uczymy się takiej (rzekomo) bługarskiej piosenki. Znalazłam stronę z jej polską wersją, w której na miejsce „hajduc” zostało wprowadzone słowa książę. Zapewne jest to niedokładnie tłumaczenie. Zresztą piosenka jest bługarska, ale to bardziej prawdopodobnie, a nie na pewno.

  148. Kochany Molu, moje informacje są nieco inne. Słowo hajduk pochodzi z języka węgierskiego, ma kilka znaczeń (na przykład: zbójca, ale są i mniej groźne), nie słyszałam jednak, by oznaczało księcia.
    Chyba musimy to sprawdzić w słowniku wyrazów obcych, polecam Ci mój ulubiony – Władysława Kopalińskiego.
    On też stworzył wspaniały „Słownik mitów i tradycji kultury”, coś, co się świetnie nadaje na prezent gwiazdkowy od rodziców, a bez czego trudno przejść przez liceum.
    Ściskam Cię i gratuluję udanego sprawdzianu!

  149. Co do mojego poprzedniego komentarza: hajduc to bułgarski wyraz (zapomniałam to wcześniej napisać)

  150. Mnie też ta szklanka ciekawi, no ale naukowo też nie potrafię wyjaśnić, jak i ta koleżanka. Gdyby ten kolega zapisał jej to na papierze, przynajmniej byłaby w stanie to odtworzyć.
    Zaraz zerknę na lekcję od KrzysztOfa, a sama polecam też filmy z serii „Wonders of the Uniwerse/Wonders of the Solar System” itp. Na studiach w ramach zajęć dodatkowych zapisałam się na takie właśnie bardziej „naukowe” na innym wydziale i pan profesor prezentował nam fragmenty tych filmów. Oglądane na wielkim ekranie robiły wrażenie.
    (tak myślałam z tymi wpisami, nie dodaję ich często, więc potem sobie gdzieś dryfują.. : )

  151. Dzień dobry! Ostatnio na polskim mieliśmy sprawdzian. Między innymi trzeba było w kilku zdaniach wyjaśnić dlaczego patriotyzm jest potrzebny. Powołała się na Jana Pawła II i dostałam krótki komentarz od pani Basi: Brawo!
    A w ogóle wiedziała pani, że „hajduc” [czytaj hajduk] to po polsku książe?

  152. Korci mnie, owszem, żeby się dowiedzieć więcej i zajrzeć do tego pdf, Krzysztofie.
    Ale właściwie – może jednak bardziej zachwyca mnie Księżyc, kiedy jest taki zagadkowy?

  153. Piętaszku, zajrzałam w Twojej sprawie do spamu: rzeczywiście! Nawrzucało Cię! Przywróciłam.

    Podobnie wpisy Monik, Wioli i Blanki.
    Tysiące wpisów spamowych mój komputer odrzuca (znów ich jest w dziale spamowym ok. 1700 !), głównie reklamy, a czasem mu się jakieś słowo nie spodoba, to znów ma zastrzeżenia co do IP.
    Nie obrażajcie się, kiedy jakiś wpis znika.

    Blanko, tak, „mokro na mokrym”!:)

    Piętaszku, żaden tekst do mnie nie przyszedł, ale ja i tak mam za dużo do czytania.

    Monik, Sycylia! Wspaniale! Na Sardynii mamy naszą mądrą Kris. A na Sycylii nikogo. Tak, jasne, proszę, ucieszą mnie zdjęcia!

  154. Na pewno brał.
    To był porządnie wykształcony człowiek.

    W ten właśnie sposób Staff obrazuje wielką samotność (Piętaszek zauważył, brawo!), czy raczej: stały, na pozór niepokonywalny dystans, dzielący człowieka od innych ludzi. Pesymistyczny to obraz. Mamy przecież narzędzie do przenikania tego dystansu: jest całkowicie niematerialne, ale całkowicie skuteczne.

  155. „O, siostry-gwiazdy, nie dalsze
    Niż człowiek jest człowiekowi”.

    Czy Staff brał pod uwagę rzeczywiste odległości między gwiazdami? Wtedy byłby i Pasterz, i samotność…

  156. Justysiu, na półkuli południowej fazy księżyca rzeczywiście następują w odwrotnym kierunku niż u nas. Na równiku zaś nie zmieniają się „z boku na bok”, tylko „z góry na dół”, pierwsza i trzecia kwadra to są wzajemnie odwrócone półmiski. A czemu ludy arabskie mają na flagach księżyc dużo bardziej pochylony niż u nas? Bo tak go właśnie u siebie widzą.

    Dla nauczycielek – konspekty księżycowych lekcji w pdf, wpiszcie sobie „Nasz Fascynujący Księżyc”

  157. Na dobranoc:

    Arvo Pärt – „Morning star”.
    Ars Nova Copenhagen.

    (Casciolina lubi Pärta na Boże Narodzenie, a ja lubię słuchać go w Wielkim Poście.)

  158. Ateno ! Dzięki Tobie nie muszę tak często spoglądać w niebo. Zdjęcie – zjawiskowe !

  159. Dzieło J. Stanisławskiego – malarskie haiku (z centralnym księżycem do kontemplacji).

    Wiersz – także o…samotności.

  160. Piekny ksiezycowy Staff…
    U nas wczoraj tez pieknie Ksiezyc swiecil, Dzieci wypatrzyly. Wygladal tak samo, jak u Ateny. :)

  161. Ciekawa jestem, czy Zgred tu dzisiaj wpadnie i – jako umysł ścisły – powie nam, o co może chodzić z tą szklanka pełną księżycowego blasku (skupionego w wodzie).
    Wiolu, bardzo mnie ten sposób zainteresował. Co prawda, skuteczniejsze dla lunatyków lub bezsenników wydają się zasłony lub rolety, ale obraz tej świecącej szklanki na tle ciemnego okna zapadł mi w wyobraźnię. Wciąż go widzę. Fascynujący.
    Zwłaszcza – kiedy woda lekko drży.

  162. Molu, ach, miło mi.
    Piękny dzień dla Gabrysia, a ja dzięki Tobie choć troszeczkę pouczestniczyłam.

  163. Ateno, jakbym wiedziała, że są książki do wzięcia, to bym sprawę zabezpieczyła logistycznie, ale mnie wzięli z zaskoczenia.
    Łupią zawsze jakieś reumatyzmy. Jak starego Cześnika.

  164. Staff! Uwielbiam go! Pani to zawsze wie kogo przytoczyć! Mój ukochany poeta!
    Ateno, ślicznie sfotografowałaś księżyc!
    Gabryś ucałowany, pani Gosiu;-). W czółko!

  165. „Wysoko czuwa w milczeniu”
    Kupilam pierwszy tom Poezji Staffa (z trzech), bo tylko ten byl.
    Mamo Isi, po ksiazki to z wozkiem sie trzeba wybierac (he he, to z tego ducha).
    Justysiu, alez wycieczka.
    Ksiezyc byl schowany za chmurami, lubie go obserwowac gdy jest jeszcze nisko, a wtedy byl niewidoczny. Kilka godzin pozniej, poszlam na sekunde do auta, po aparat i wtedy sie na moment wychylil spoza chmur. (Teraz mnie cos w kosciach lupie, zimno bylo.)

  166. Jak i słońce (nie rośnie, nie maleje). Czasem tak sobie myślę, że mawiamy: słońce wschodzi, zachodzi, a przecież to tylko nasze położenie względem niego się zmienia.
    Jejciu, co za zaszczyt, Justysiu, poznać taką osobę! A ja akurat ostatnio miałam w myślach Akcję pod Arsenałem.
    PS: Usłyszałam od koleżanki sposób dla osób, które nie mogą spać, gdy jest pełnia. Trzeba sobie w pokoju postawić na parapecie przezroczystą szklankę, do połowy napełnioną wodą. Chodzi tu o skupianie światła, ktoś jej to naukowo wyjaśnił, ale ona sama nie była w stanie mi powtórzyć. A swego czasu miałam kłopoty z zasypianiem przy pełni, teraz mi przeszło.

  167. Otóż to, Ozdobniczko.
    A najlepszym z jego oszustw, Mamo Isi, jest to, że on ani troszkę nie rośnie. Magik.

  168. Nasz Księżyc i jego zwyczaje zawsze będą bardzo zagadkowe. A że już nie wspomnę o innych księżycach!

  169. Justysiu, na północnej półkuli księżyc na nowiu też rośnie z prawej strony; jest w kształcie litery D. Tłumaczy się to tym, ze on jest kłamczuch i jak mówi, że maleje (DECRESCIT), to w rzeczywistości rośnie (CRESCIT). A jak maleje, to znowu kłamie, ale na odwrót. Taką to ma przewrotną naturę ten nasz planeta luby.

  170. Justysiu, niebywałe!
    Ależ masz ciekawą podróż!

    A co do obyczajów Księżyca: dla mnie są zagadkowe.

  171. I jeszcze to, co wczoraj chciałam napisać, ale czas mi się skończył.
    W Kapsztadzie wynajelismy pokój u miłej starszej pani, która okazała się być córką majora Kiwerskiego z AK, tego samego który wydał zgodę na Akcję pod Arsenałem. Aż nie mogłam uwierzyć…..

  172. Internet reglamentowany na kempingu, tylko 20 minut, zabrakło mi gdy chciałam wczoraj jeszcze coś napisać, a tu nowy wpis i zdjęcie. No to jeszcze o księżycu. Nie wiem czy mi się tylko tak wydaje, czy tak naprawdę jest, ale na południowej półkuli, księżyc rośnie z prawej strony, a nie z lewej.

  173. „I deszcz zaczął siąpić i błyszczy się ulica
    I niebo jest czarne i nie ma księżyca
    A ja myślę: Tym lepiej. A ja myślę:
    Nie szkodzi – On teraz we Lwowie
    po Łyczakowskiej chodzi…”

  174. Dzień dobry DUA, Księgowi… Piękny wiersz, tak dobrze wiedzieć, że Pasterz czuwa w tej nocy bezkresnej i dobrze tu wpaść, posłuchać, popatrzeć, pośmiać się i pomyśleć.
    Pierwszy raz razem z mężem i dziećmi byliśmy na Sycylii. Melduję, że były z nami Mila i Gabrysia. Postaram się przesłać dokumentację, niewielką.

  175. Najbardziej podoba mi się ta „wieczna snu bezgranica”.
    Ech, Staff, przez niego dorobiłam się wyrzutów, jakie sama sobie nielitościwie robię od kilku lat. Mianowicie w czasach kiedy biblioteki na półki „do wzięcia sobie” rzucały ogromne ilości książek, pominęłam „Dzieła wszystkie” Staffa oprawne w płótno, bo już nie miałam siły dźwigać kolejnej siaty. I teraz po mnie chodzą one dzieła, jak duch Banka…

  176. Dzien dobry!
    Od razu przy czytaniu zwrocilam uwage na ten rym: „i nas tez – jak pasterz”, absolutnie nietypowy.
    Piekny, piekny wiersz.

  177. Początkowo siostry-gwiazdy skojarzyły mi się z towarzyszami, takimi jak są siostry i bracia na pielgrzymce. Ale to wynikało chyba z tego, że ostatnio często chodzę sama w nocy i lubię szukać na niebie gwiazd, które znam. Bo zawsze miło jest iść z kimś ;)
    A jeśli raz przylgnie do mnie jakiś obraz podczas czytania wiersza, to choćby nie miał on związku z całością, to trudno jest mi się od niego uwolnić. Chociaż tym razem nie byłam tak daleko od prawidłowego znaczenia, to jednak interpretacja, którą Pani podała jest pełniejsza i pasuje do całego wiersza. I rozwiała Pani moje wątpliwości, czy w wierszu chodzi o tego samego Pasterza, o Którym myślałam.
    Teraz ten wiersz podoba mi się jeszcze bardziej.

  178. Jadziu, Staff dlatego nazywa je naszymi siostrami, że mamy wspólnego Ojca.
    To On nas rozproszył „po czarnej nocy nieznanej”, tak jak gwiazdy, i tak samo czuwa nad nimi, jak nad nami – z wysoka, w milczeniu. ” Księżyc, spokojny jak pasterz” nie jest tu przypadkowo. Przypominać ma naszego Pasterza.

    Nawiasem mówiąc, jest tu jeden z najbardziej pomysłowych rymów Staffa: „i nas też – pasterz”.
    To jest bardzo kunsztowny wiersz, zwodniczo prosty.
    W wymowie swojej przypomina hymn, w formie – prościutki wierszyk dla dzieci.

    Milesale, jak miło, że jesteś z nami!

    Ozdobniczko, a ja ten obrazek jeszcze powiększyłam…Naprawdę jest mniejszy.
    A jak on świeci!- prawda?
    Komputer niedokładnie reprodukuje obrazek oryginalny, ale jedno widać bardzo dobrze: ta noc nad stepem nie jest czarna, tak jak zieleń przy bodiakach (patrz wpis „Pole kapusty” z 17 lutego b.r.), i także zieleń kapusty, nie jest tylko zielona.

  179. Piękny obraz. Od razu widać, że to Stanisławskiego dzieło. I wygląda zupełnie jak wczorajszej nocy.Skojarzyła mi się z nim piosenka Anny German „Księżyc i róże”
    Wiersz zachwyca, uwielbiam Staffa. Potrafił bezbłędnie przelać na papier to, co się dzieje wokół nas. A żył przez wiele lat w trudnych czasach.

  180. A u nas zachmurzone niebo, więc ani gwiazd, ani Księżyca nie widać… Ale dziękuję za wiersz, jest bardzo ładny. „Siostry-gwiazdy” – podoba mi się to określenie.

    Życzę wszystkim dobrej niedzieli :)

Dodaj komentarz