
Noc księżycowa – malował Jan Stanisławski (1860-1907)
Leopold Staff (1878-1957)
NOC KSIĘŻYCOWA
Błądzimy pośród bezkresów,
Wśród niepojętych pustkowi,
O, siostry-gwiazdy, nie dalsze
Niż człowiek jest człowiekowi.
Choć się tak bardzo różnimy,
Na wiecznej snu bezgranicy
Pomiędzy nami i wami
Nie ma, o boskie, różnicy.
Po czarnej nocy nieznanej
On was rozproszył i nas też …
Wysoko czuwa w milczeniu
Księżyc spokojny jak pasterz.
PS – od rana:
Właśnie KC Atena nadesłała mi zdjęcie tego samego obiektu, który czuwał wczoraj nad Cieśniną Singapurską i nad Przylądkiem Dobrej Nadziei, i nad Chicago, i nad Wielkopolską. Spokojny jak pasterz.
Oto ono (dziękuję, Ateno kochana!):









Dziękuję, Pani Małgorzato.
Anette, tak! To ta druga od prawej, z półokrągłym balkonem.
Dzięki Bogu.
Dziękuję, Piętaszku, już będzie spokojna.
Dzięki Bogu, wszystko jest jak trzeba.
Spokojnej nocy nasza DUA :)
Dobranoc mili Księgowi – ogrodowi zapaleńcy , dobranoc Kangurki (One już pewnie śpią) oraz Nowoprzybyli na ten piękny świat.
A do snu niech Was ukołysze – Doris Day – ” The way we were „.
Zuziu, domyślamy się:-) . a jakie piękne imię wybrał Twój brat!
Piętaszku, jeszcze nie.
Jas , relacje z wycieczek są na blogu Kasi Bellingham, zakładka wycieczki.
Zakwitły krokusy, przebiśniegi. Psiska zryły dokumentnie trawnik. Wiosna :))
Dobry wieczór!
Przepraszam bardzo, ale ja nie na temat.
Mój brat miał dziś bierzmowanie. Cóż to była za piękna uroczystość! Jestem pod wrażeniem. Brat wybrał imię Florian, który jest patronem strażaków, a on uczęszcza do OSP i właśnie najwspanialsze było to, że podczas Mszy zaczęła wyć syrena. Duch Święty!
Gratulacje dla Kangurów, nawet jeśli nie są do końca usatysfakcjonowane.
Ślę do wszystkich uśmiechy!
Skojarzył mi się wpis Ozdobniczki o wymarzonym ogrodziez Anią z Zielonego Wzgórza (którą właśnie na polskim omawiamy. Ja osobiście przeczytałam i posiadam wszystkie części). Miała ona Wymarzony Domek (w tomie 5), a wraz z tym i wymarzony ogród. Sądząc po opisie bardzo ładny zresztą.
Tak, Ozdobniczko. Kuzyn. Na pierwszej linii!
Oliwierek waży cztery trzysta! Mały grubasek:-)
Myślę, że w porządku. Ale mam tak samo, jak Nutria: raczej niewystarczająco. A jak tam u Ozdobniczki? Podobno był śmiertelnie trudny.
Znamy już imię czterogodzinnego malucha! Oliwier!
Molu, gratulacje! To wspaniałe uczucie, wiedzieć, że ma się jeszcze jedną osobę do kochania. Z tego co wywnioskowałam, jest to kuzyn. Albo się pomyliłam?
Piętaszku, ale świetny jest ten Hoveton Hall Garden, a w nim okrągła furtka jak do ogrodu hobbita, a furtka utkana jest z metalowej pajęczyny z pająkiem w środku, jak w jaskini Szeloby! Też tak jak tam wybrukujemy sobie taką pajęczynkę w ogródku, a może coś innego!
Dobrze, ale raczej nie zdobyłam wystarczającej ilości punktów, aby wygrać (w tym konkursie wszyscy, którzy zdobędą wyznaczoną liczbę punktów – i więcej – wygrywają i zdobywają nagrode główną).
Gratuluję, Molu! To jest zawsze wspaniała wiadomość: nowy człowiek jest wśród nas!
A jak tam Kangury?
K.Ż. (wiad.pryw.)- dobrze, odezwiemy się do Ciebie, ale po niedzieli, dobrze?
Dzisiaj mamy w rodzinie trudny dzień i najbliższe też będą dosyć wypełnione.
Ale wszystko się udało!
Mam radosną wiadomość: starszemu z młodszych braci mojej mamy urodziło się drugie dziecko (pierwsze jest chłopczykiem ma ok. 1,5 lat i na imię Miłosz)! Chłopczyk! Jeszcze nie ma imienia. Jest bardzo duży. Urodził się pół miesiąca po terminie. Widziałam zdjęcie. Biedny cały czerwony jeszcze jest. (Jak zresztą każde dziecko po urodzeniu.)
Pani Małgorzato, wiem, że była o tym mowa pod którymś z wpisów, ale nie pamiętam konkluzji: willa w której mieszkali Kowalikowie a obecnie Natalia z Robrojkiem i synkami ;) to obecnie Noskowskiego 4 a nie 2, zgadza się? To ta druga willa od prawej, z takim półokrągłym balkonem (jak pokazuje Google Street View)? Nie daje mi to spokoju, a „lubię wiedzieć”.
Kiedyś oglądałam pozostałości ogrodu i parku angielskiego w Pałacu Sobańskich w Guzowie. Były imponujące. Pałac cudowny, w środku też, a kaplica cud świata, tylko… . Fajny jest komentarz w Wikipedii opisujący losy wojenne Pałacu. Nie da się wyobrazić ile parków, ogrodów, pałaców, dworów zniknęło u nas w czasie wojny i po wojnie.
Cieszę się, że dowiedziałam się tyle o ogrodach z wpisów w KG.
aniu.g a można wiedzieć jakie ogrody zwiedziliście w Anglii, może jest jakaś strona o tych wycieczkach? To bardzo ciekawe.
Kiedyś sobie wymarzyłam mój ogród w przyszłości. Wygląda tak: przez sam jego środek biegnie ścieżka z kamieni, a wokół niej rosną jakieś trawy czy krzewy. Jeszcze do przemyślenia. Za nimi jabłonie, orzechowce i śliwy. Oczywiście gdzieś trzeba by było upchnąć jakiś trawnik, taką przestrzeń, gdzie można by przysiąść pod… brzozą na przykład. Oczywiście nie pogardzę jakimiś ławeczkami przy ścieżce. No i na zakończenie koniecznie jakiś mały kawałeczek ziemii na warzywa i kwiaty, szczególnie marzy mi się róża Casanova i Nuits de Young. Tak, tak, właśnie TA róża.
To tak a propos ogrodów. A jak tam kangur, Molu?
Tu się tak miło gawędzi o ogrodach, a u nas nie ma żadnej rosliny kwitnącej na wiosnę. Żadnej! Za to u sąsiadki jest ich mnóstwo! Ma śliczny ogród.
AniuG. czy mówisz może m.in. o Kasi B? ;)
Przykład ogrodu z ciekawą historią – Hoveton Hall Gardens w hrabstwie Norfolk z domem , z czasów Johna Keatsa. Aniu G. czy znasz go może ?
O! W moim poprzednim komentarzu mam błąd. Mój komputer sam poprawia „błędy”, które nie zawsze nimi są. Zamiast ” Mamusia” ma być „Majusia”.
Jeszcze o ogrodach. Jak widać każdy posiadacz, albo po prostu miłośnik ogrodów ma własną filozofię na ich temat.
Mój ogród pewnie nie wszystkim by się podobał, ponieważ pozwalam, aby w nim rosły nawet kwitnące chwasty. Kiedy jakaś ładna roślina wysieje się sama, nie wiadomo skąd choćby na środku trawnika nie wyrywam jej ( a nuż to jedno z „Pięciu ziarnek grochu”). Lubię też niespodzianki typu – co z tego wyrośnie, choć czasem wzbudzają nawet niepokój .Kiedyś, idąc do miasteczka podniosłam z ziemi roślinkę lekko omdlałą, ale jeszcze żywą. Jedyne co wiedziałam to to, że pochodzi ona z gatunku liliowców. Posadziłam ją szybko w ziemi, pielęgnowałam i z niecierpliwością czekałam co z niej wyrośnie. Wreszcie nastąpił długo oczekiwany moment, kiedy ze zdrowych liści wyrósł kwiatowy pąk. Rozwinął się z niego krwistoczerwony, duży kwiat z czarnym wnętrzem. Kwitł pięknie przez jeden dzień, a następnego zobaczyłam pod nim, zwiędłym już czarną jak sadza plamę. Sprawdziłam co to. Roślina nosi nazwę – „Pasja szatana”. Też troszkę jak u Hitchcocka.
A prawda jest taka, że każdy ogródek potrafi być piękny. Nawet, a może zwłaszcza ten różany „przy rynnie”, w którym bawią się dzieci.
Ha, ogrody. Coś dla mnie. Angielskie uwielbiam! W lipcu, jak co roku jadę zwiedzać kolejne brytyjskie ogrody. Wyjazdy organizuje nam urocza ogrodniczka/historyk ogrodów. Wyszukuje najciekawsze i często trudno dostępne miejsca. Wielbiciele ogrodów to świetni kompani, a po czterech latach utworzyła się całkiem zżyta grupa. Ciekawie wyglądamy w czasie powrotów- obładowani torbami z których sterczą wiechcie najróżniejszych roślin. Jakoś nikt z obsługi lotniska do tej pory nie interweniował.
Wracam do pracy ;))
Piętaszku, miło mi, że Ci się podobała moja historia o pszczołach. Chociaż to nie wyglądało dobrze. Strażacy mieli duży kłopot. Mieszkam w szeregowcu i mój ogródek ściśle przylega do innych, więc trzeba było pszczółki ” wynieść” przez pokój i jadalnię. Panowie w porozumieniu z pszczelarzem zdecydowali się się odurzyć owady, obciąć gałęzie , na których siedziały i włożyć do worków. Nie chcę komentować, czy to humanitarne czy nie.
Dowódca tłumaczył, że oni przede wszystkim muszą chronić ludzi. To zrozumiałe. A twarz mojej Mamy pamiętam jakby to było dzisiaj. Jest uczulona na jad pszczeli ;)
Teraz jest czas na przycinanie, przesadzenie tego, co się za ciasno posadziło, przygotowanie małego warzywniaka pod zasiew. Niby nic takiego, a jednak jaka Radość z tego płynie…
Prof. Kelly ma prawdziwie dobrą żonę. Bycie dobrą żoną, to kolejny pasjonujący temat do odkrywania i stosowania przez długie lata.
Pozdrawiam słonecznie Ludu Księgi, jesteście dla mnie zachętą :)
PS. I jeszcze udało mi się zamówić Krystynę! Hurrra!
Ateno, wiem, że zaangażowana i przemiła. Ale cieszy, bardzo, to kolejne potwierdzenie. A jak śpiewa! No i proszę: i Chopin, i Garden w jednym miejscu! Aż Ci trochę zazdroszczę! Ale i dziękuję, bo gdyby nie Twój wpis, nie zajrzałabym na stronę i pewnie koncerty by mi umknęły (jakoś tak przywykłam do tych zimową porą, a ona taka zajęta..), a tak – mogę sobie jeszcze nawet wybrać, no i dlaczego nie Poznań, skoro w sobotę?
Dobrego dnia Wszystkim!
Babette, widziałam już wcześniej to słynne nagranie. Pyszności!
I ta żona!!!
Bardzo podzielam Twój punkt widzenia na Ogrody!
Ogrody!
Teraz dopiero mogłam poczytać sobie ostatnie wpisy i pragnę dorzucić od siebie, że dla mnie ogród to: namiętność, radość, odpoczynek, źródło inspiracji, miejsce i powód, by chwalić Stwórcę.
W ogrodzie; z pyłku, odrobiny pracy, zwykłej ziemi i dużej dawki cudu powstaje jedzenie i piękno (w dowolnej kolejności). To zaszczyt mieć w tym udział, tak to widzę.
Od 10 lat na łysym ugorze tworzę ogród, taki osobisty. Nie pamiętam osoby, która wchodząc do niego nie powiedziałaby „…jak tu miło”. Nie ma w nim żadnych fajerwerków ani fontann, tylko rośliny w formie zwykle naturalnej.
Jas – rozumiem Cię dobrze, to „grzebanie w ziemi” porusza coś bardzo głębokiego, pierwotnego i bardzo dobrego.
Oczywiście nie każdy tak ma, moi najbliżsi lubią z niego korzystać, przebywać, ale nie kochają go tak jak ja.
To chyba normalne i nie trzeba, nie da się nic z tym robić na siłę.
A wracając do prof. Roberta Kelly – rodzina to jest to!
Witajcie kochani,
kto się jeszcze dzisiaj nie pośmiał – bo myśli że nie ma powodu – oto powód:
popatrzcie na youtube na „prof. Robert Kelly’s live BBC”.
Jest to fragment autentycznej, bardzo poważnej rozmowy na żywo z ekspertem na temat sytuacji w Korei Północnej.
Jestem wzruszona tym, że w końcu ktoś zrozumiał o co mi chodzi! Jak wiadomo do pielęgnacji ogrodu trzeba włożyć mnóstwo pracy, ale kto ma to robić, jeśli dzisiaj pracownikom trzeba płacić. W zgranicznych ogrodach pracuje dużo Polaków, kochają przyrodę to się stają. Błagam nieraz niektórych z mojej rodziny aby wrócili, ale wiadomo jak jest. Toteż trzeba uczyć się samemu. Ja na bookcdosingu znajduję sporo książek o ogrodnictwie, ciekawe też są podręczniki do zlikwidowanych szkół ogrodniczych. Jeśli chodzi o tuje,to muszę je przeprosic, kiedyś mnie też denerwowały, ale dobrze osłaniają od wiatru, szybko rosną,można je przycinać, ptaki lubią w nich siedzieć, mają w zimie schronienie, prawda, że ich dużo, ale wychodzą z mody, bo jest z nimi dużo roboty i trochę nudne. Anglicy kochają długowieczne cisy. U nas ludzie są trochę ostrożni ze względu na dzieci, bo cisy mają piękne trujące owoce. W Polsce była tradycja ogradzania dziką różą, bzem, śliwą, to też o nas jakoś świadczy. Ogród trochę dziki i nieposkromiony. Na Kaszubach jest tradycja, żeby sadzić koło domu jeden świerk. Jedni mówią, że wyciągał wodę z piwnicy, wiadomo też, że chroni od wiatru i te ptaki. Zielone ręce, tak to jest to!
E, no, Krzysztofie, coś tam jednak wiesz…;)
Cześć, kangury!
Trzymamy kciuki.
Ach! No przecież.
Filologia klasyczna.
Idę posłuchać (najnowszej polecanki).
Dzień dobry :)
Kochany Starosto, przeczytałam „Szkatułka z marchwi”. O! Aż mnie z wrażenia cafło i przeczytałam porządnie:”Szkatułka z malachitu”.
No! A tu się rozwija mój ulubiony temat: o książkach!
U nas dzisiaj pięknie „pieci sonecko”, jak powiedziała Mamusia. Zapowiada się cudowny dzień!
Dzisiaj kangur. Życzcie mi powodzenia.
Dziekuje bardzo.
Molu, dzisiaj bylo bardzo slonecznie i zimno.
Nini, wyobraz sobie, ze pani Grazynka jest przemila osoba, bardzo zaangazowana w krzewieniu polskiej muzyki. Zorganizowala w tym roku wiele koncertow i innych towarzyszacych imprez w rocznice urodzin Chopina. Powstanie pomnik Chopina. Juz mamy miejsce, nazywa sie Chopin Garden w pieknym miejscu, w srodmiesciu, dbamy o nie, grabimy i sadzimy kwiatki, odbywaja sie koncerty, czasem nawet w dniu urodzin, oczywiscie z tortem i toastem :).
Oj, lepiej nie pytać (a przynajmniej nie oczekiwać odpowiedzi), astronawigacja dawno już z głowy wywietrzała. Dzisiaj załatwia to elektronika.
Główny Bohater nocnego nieba wypływa właśnie zza lewej kulisy drzew by zagrać swój monodram, bez którego trudno się obejść.
A w mojej głowie przez cały dzień (i noc) – Doris Day i „Fly me to the moon”. Nic nie poradzę. Dobranoc.
„Ogrody jako jedna z najstarszych form kultury były tworzone przez ludzi od zarania dziejów. Są wpisane w ludzką egzystencję w sposób równie fundamentalny i wielowymiarowy jak język, sztuka czy religia”. Tak brzmi zdanie z wykładu na temat filozofii i estetyki ogrodu, na UJ.
Inaczej można powiedzieć, że ogrody, to zwierciadła kultury. Jest to z pewnością bardzo szeroki i niezmiernie ciekawy temat. Każdy człowiek moim zdaniem ma prawo utożsamiać się z takim typem ogrodu, jaki mu odpowiada. Ja najlepiej czułabym się w ogrodzie angielskim – nie typu angielskiego przeniesionym na nasz grunt, ale oryginalnym tam w Anglii.
U nas, najbliższe memu sercu są ogrody wiejskie z drewnianymi płotkami, pozornym nieuporządkowaniem, wesołe i kolorowe oraz te, które mają jakąś bogatą i ciekawą historię. Ogrody, tak jak wszystko inne muszą mieć duszę i współbrzmieć ze swoim otoczeniem oraz swoim twórcą. Inaczej mówiąc jeżeli wszystkie te elementy ze sobą harmonizują mamy do czynienia z prawdziwym ogrodem.
Bardzo mi się podoba opowieść o drzewku i pszczołach.
Magdo Z. , odpowiedź znajdziesz łatwo w Internecie. Poniekąd bliska to nam dziedzina :)
Na dobranoc:
Giovanni Pierluigi da Palestrina – „Stabat Mater”.
Taverner Consort.
Zimorodek z malachitu!
Śliczny!
A to, że w Kanadzie masz kolibry, zawsze mnie zdumiewa.
I jeszcze na dobranoc podzielę się informacją jakiego ptaszka dziś widziałam – malachite kingfisher. Niestety zdjęcia nie mam, bo za szybko odleciał, ale w sieci jest sporo fotek. Dodam tylko, że ten niebieski kolor na skrzydłach przepiękne błyszczy się w słońcu.
Tak, dziękuję! Tylko gdy wyjechaliśmy na wakacje w sierpniu, troszkę zmarniał i szybko zakończył swój żywot. Ale nic to, mam jeszcze dużo nasion i w tym roku będzie lepiej, bo gdy wakacje już teraz wykorzystuję, to latem będę pilnie podlewać, doglądać, a także obserwować kolibry. To specjalnie dla nich kupiłam przed wyjazdem cebulki kroksomii, a teraz widzę że tu też kwitnie i czytam, że z Afryki pochodzi.
Przemyślę! Może rzeczywiście racja, a może trzeba się trochę przygotować.
Z drugiej strony lektur mam tyle, że chyba nie warto się tym razem upierać.
Ale zapamiętam: Cyceron.
Nutko, geny najwyraźniej zadecydowały poniekąd o jakości podręcznika do chemii fizycznej. Ciekawa jestem, czym zajmuje się syn Twojego Profesora?
(Niespecjalnie przepadałam za przedmiotami przyrodniczymi zwł. biologią w szkole; ale genetyka mnie zainteresowała szczerze).
Dziękuję za Twoją wiadomość i oddalam się poczytać. Dobranoc!
Justysiu, a udał się w kanadyjskiej ziemi ten polski kosmos- onętek siarkowy?
Cyceron – Plutarch – „Pochwała starości”. Tomik Unii Wydawniczej Verum (1996) zawiera dwa teksty:
Cycerona („Katon Starszy o starości”) i Plutarcha („Czy stary człowiek powinien się zajmować polityką”).
Ale myślę, Madziu, że to raczej lektura na późniejsze Twoje lata!
Budująca, dodajmy.
Nutko, a to dopiero niespodzianka! Tak, myślę, że te podręczniki Krzysztofa, syna Stanisława, na pewno dadzą się lubić.
Dobry wieczór!
Magdo Z., kiedy przeczytałam „Pigoń” i „studia polonistyczne” absolutnie zgłupiałam. Kojarzyłam nazwisko, ale nie zgadzało mi się ze słowem „polonistyczne”. Ale się nagłówkowałam skąd kojarzę. Krzysztof Pigoń, syn Stanisława Pigonia, był profesorem mojej Alma Mater – Politechniki Wrocławskiej. Fizykochemik, autor podręczników z chemii fizycznej. Bardzo je lubię i cenię.
Także no, tym chciałam się podzielić. :)
Serdecznie pozdrawiam!
Nutka
Pani Małgosiu, dziękuję za tak wyczerpującą odpowiedź. Czy mogę za jakiś czas wrócić do tego pytania? :)
Pewnie, że miło się czyta dziecięce lektury (ciekawa jestem, czego nie zauważyłam jako sześciolatka podczas czytania „Plastusiowego pamiętnika”, z ćwierć wieku nie miałam go w ręku), mam takie samo zdanie jak Pani i m.in. dlatego też jestem częstym bywalcem oddziału dziecięcego miejskiej biblioteki. Panie się czasem dziwują, że „co to za książka , nikt jej już nie wypożycza”, specjalnie musiały szukać w jakimś magazynie.
Nie rozwijam dalej tematu, bo Pani rozwinęła go najładniej. I liczyłam po cichutku, że czymś mnie Pani zainspiruje lekturowo. Cyceron. Może być i „Pochwała starości”.
Justysiu, Asiu, miłego podróżowania!
Mamo Isi, a dodajmy jeszcze błogosławieństwo ciepłego klimatu i obfitych opadów deszczu!
Wszystko Anglikom rośnie jak na drożdżach.
A róże nigdy im nie przemarzają!- więc te pnące dorastają do wielkich rozmiarów, a krzewiaste krzewią się jak szalone.
Chyba muszę Wam pokazać zdjęcie od Ann.
Hanusiu, rzeczywiście byłaś w spamie. Przywróciłam Twój wpis.
Pytać pana nawigatora o Księżyc i gwiazdy, pytać! On powie. Mamy niepowtarzalną okazję!
Magdo Z, mam do poduszki kolejny kryminał Gladys Mitchell – już sporo ich zaliczyłam w ramach szlifowania jęz. angielskiego. Lady Agatha znacznie od niej lepsza, ale i Gladys M. miło się w końcu czyta, a jeszcze milej się przy niej zasypia.
A jednocześnie wróciłam do Cycerona („Pochwała starości”, tak, tak!), a w ciągu dnia, przy jedzeniu na przykład(!), po kawałku czytam grubą książkę Pawła Bażowa „Szkatułka z malachitu”(wyd. Czytelnik 1949). Trafiłam na nią w jakimś antykwariacie i przypomniało mi się, że ją miałam, jako mała dziewczynka, i że byłam tymi baśnio-gawędami kompletnie urzeczona.
To są ludowe podania z Uralu, z okolic, gdzie wydobywa się malachit i miedź, rudę żelaza, złoto i srebro. Występują Tatarzy, Baszkirowie, gadające miedziane jaszczurki, cud-dziewoje i rumaki, komnaty podziemne wysadzane drogimi kamieniami. Mimo wszystko już by mnie to dziś nie urzekło, bo jest silnie podszyte wiadomą propagandą (wtedy jej w ogóle nie zauważałam!), ale ciekawie się wraca do tych czysto ludowych motywów, zresztą wspólnych dla baśni całego świata.
Jest antycznie brzmiące podanie o pięknym i dzielnym junaku, któremu wróg podstępnie podarował wspaniałą zbroję, wykutą ze złota i srebra. Kiedy ustrojony w nią junak w czasie bitwy spadł z łodzi, utonął jak kamień, bo zbroja była za ciężka. Ten wraży podstęp to było najsilniejsze wrażenie z mojej dziecięcej lektury.
Ciekawie się tak wraca do pierwszych lektur!
A skoro o ogrodach, to gdy widzę tu koniec lata i kwiaty kosmos, rosnące polno wzdłuż dróg i rowów, to aż się ” ogródkowac” chce. A w domu jest jeszcze śnieg i mróz.
Pozdrawiam z miasteczka St. Lucia, gdzie internet już nie jest limitowany. Jeszcze tylko do Lesotho i wracamy do domu.
Mamo Isi, gdy profesor astronomii na pierwszym roku geografii wytłumaczył, że Księżyc w kształcie litery D dopełnia się, a w kształcie litery C chudnie, to do dziś zapamiętałam i mi się to nie myli w przeciwieństwie do CRESCIT/DECRESCIT. Gdy więc tu, w Afryce zobaczyłam, że wygląda jak C, ale rośnie, to coś mi się nie zgadzało. KrzysztOfie, dzięki za potwierdzenie mojego spostrzeżenia.
P.S. Spóźnione, lecz serdeczne życzenia imieninowe składam dla naszych Bożenek i Krystynek.
Spóźnione, ale z głębi serca płynące życzenia dla wszystkich zakonspirowanych Bożen Księgi.
Jas, masz świętą rację. Angielskie ogrody to efekt spokojnego gospodarzenia przez wieleset lat, bez wojen, bez migracji, bez nacjonalizacji itp.przyjemności.
To co nasi ogrodnicy są w stanie wydobyć z tych skrawków ziemi, jakie zdobyli po wojnie, czy to na działkach, czy w ogródkach to cud w czystej postaci. Naprawdę. Śmiem twierdzić, że to my, Polacy, jesteśmy narodem o zielonych palcach. Poza tym nasze ogrody to dzieło indywidualnych, kochających ogród, jednostek.
Kiedy byłam w Wielkiej Brytanii, ogrody wokół miejsca, gdzie mieszkałam (w West Sussex) zakładane były i pielęgnowane przez firmy specjalizujące się w projektowaniu ogrodów. Bardzo to było fachowe , ale zupełnie bez duszy.
Dziękujemy, pani Małgosiu :-) (a dzisiaj aż nadużywam emotikonów. Wybacz, Alek. Ja tylko przesyłam wirtualne uśmiechy)
Ja jutro mam sprawdzian z matematyki z układów równań, a w piątek z geografii.
Trzymam kciuki za innych! Powodzenia :)
WioluM. gorąco polecam!
I aż żałuję, że mi nikt bardziej żarliwie Pigonia na studiach polonistycznych nie polecał (choć oczywiście był w bibliografii do któregoś z egzaminów).
Ale u Pani Małgosi zawsze się coś dobrego znajdzie! Bo właśnie wtedy zainteresowałam się bardziej postacią Profesora ( i dowiedziałam się wręcz, że to w zasadzie krajan), kiedy Ulubiona Autorka napomknęła o książce „Zawsze o nim”.
Stąd też nasuwa mi się pytanie do Gospodyni strony: a co Pani teraz czyta? Czy jakiś kryminał? I czy tylko? :)
Dobry wieczór, Pani Małgosiu i Ludu Księgi! Dawno nic nie pisałam, bo w wirze pracy i (niestety) badań lekarskich, ale podczytywałam regularnie:)
Co do ogrodów: jestem daleka od tego, by krytykować bezrefleksyjnie to, co polskie i twierdzić, że za granicą wszystko piękniejsze. Faktem jest jednak, że w Anglii, ani w Szkocji nie widziałam nigdy brzydkiego ogrodu. A w Polsce? Owszem, widuję ładne i piękne też. Pamiętam prześliczne ogrody w miasteczku rodzinnym mojego taty, niedaleko Nowego Sącza: róże, ostróżki, tulipany, nasturcje, morza kosmosów. A teraz widzę, że wielu właścicieli wygoliło teren przy domu, zasiało trawę i wsadziło tuje (oraz posadziło rekwizyty znane nam z „Córki Robrojka”).
Dobrze, Zgredziku, oddawaj tę sprawiedliwość.
Ale i tak jesteś nasz Mistrzunio.
Kangury! Uszy do góry!
Kciuki zapewniam.
Niełatwa, niełatwa, Ozdobniczko. Ale w podstawówce nie daje się we znaki. W zeszłym roku i w poprzednim półroczu miałam średnią 5. Ale kangurek to co innego. Za Ciebie też będę trzymać kciuki:-)
Wiadomość prywatna, albo i nie – jak Starosta uzna za lepsze.
Skoro w wiadomym kontekście został przywołany profesor Raszewski, to muszę tu oddać sprawiedliwość profesorowi Michałowi Szurkowi, u którego najpierw zobaczyłem tę miniformę literacką.
Pisał o działalności takich naukowców, jak Idzi Tyzrób, F.I.R. St. April, Kawawata, czy Watakawa.
Molu i Nutrio, ja jutro też będę brała udział w Kangurze Matematycznym. Tyle że u mnie od 8.00… Powodzenia! W końcu matematyka to rzecz niełatwa.
Dzień dobry!
Również uważam, że każdy ogród ma swój urok, nawet tak niewielki jak mój ( dosłownie parę metrów:)
Ale taki mały ogródek też czasami potrafi zwrócić na siebie uwagę. Tak było latem 2003 roku, kiedy to na naszej mikrej wisience „przysiadł” sobie na momencik rój pszczół. A dokładnie pięć! (podobno było 5 matek).
Nie wiem, jak to się stało, ale widok mroził krew w żyłach. Myślałam , że takie rzeczy tylko u Hitchcocka! :):)
Taką historię przypomniałam sobie a propos mojego ogródka ;)
Muszę się z Tobą zgodzić. Ale nie w całości. Nawet jeśli Anglicy mają mniej ogrodów niż my (a chyba nie, ale co ja tam mogę wiedzieć o ilości ogrodów w Anglii? Niewiele.), to czy piękniejsze? Nie jestem przekonana. Jeżeli jednak chodzi o polskie ogrody, masz rację. Na wsi wszyscy je mają, a nawet mieszkańcy bloków ze swoimi balkonami robią co mogą.
Magdo Z. fluid! Aż musiałam pewną książkę otworzyć na właściwej stronie i upewnić się, że w niej pojawia się osoba Stanisława Pigonia. I rzeczywiście tak jest! Czytam właśnie „Druhno Oleńku, druhu Andrzeju!” Barbary Wachowicz. Stanisław Pigoń jest tu jednym z tzw. „elsów”, później jeden z pierwszych polskich skautów (harcerstwo). Cieszę się tą książką, tę wraz z „Rudym, Alkiem, Zośką” udało mi się wreszcie zdobyć z antykwariatu.
I już wiem dzięki Magdzie, co dalej mogę podczytywać.
W Wielkiej Brytanii też różnie bywa. Ale Anglicy chwalą się swoimi ogrodami, ja też, bo jest czym. Oni mają inny styl, my mamy taki półnaturalny, dziki. Moja mama miała taką jakby łąkę różnych kwiatów, pięknie to wyglądało, jakoś nie umiem się nauczyć jak taki ogród pielęgnować, żeby wyglądał jak kolorowa łąka odgrodzona jasnozielonym żywopłotem. W Anglii radzą sobie tak, że nie sadzą żywopłotów, ale robią rabatki które łatwo się pieli z każdej strony. Moja mama chodziła po tej łące i długim nożem wydłubywała chwasty, mnóstwo dziwnych roślin przechodziło w różne rodzaje kwiatów, połączonych ze sobą skalniaków, mchów, to wyglądało jak w bajce. Mama była niezadowolona jak miała mi go przekazać, bo ja niestety go zepsułam, potrzebny mi był kawałek trawnika i czar prysł. To tak jak z tymi maminymi powidłami z wiśni, o których mówiła DUA.
No, różnie to bywa, Jas.
Musiałabym Ci pokazać zdjęcia angielskich ogrodów, które zrobiła i przysłała mi Ann.
Ale przecież każdy ogródek ma swój urok, prawda?
Z tym, że najpiękniejsze są angielskie ogrody, to bym się nie zgodziła. Z tego jak teraz Polacy dbają o swoje obejście możemy być dumni. Anglicy już nie przodują. Ogrody zastąpiły miejsca parkingowe, a my mamy bezwstydnie dużo ziemi. W Anglii większość z miłośników ogrodów o ogrodzie może pomarzyć, albo zrobić ogródek w doniczkach. Ale Polacy są naprawdę miłośnikami ogrodów i mają swój styl. Weźmy na przykład ogród Pani Musierowicz, albo mamy Isi. Nawet biedni ludzie coś starają się wyhodować i wymieniają się sadzonkami. Jak przechodzę przez ogródki działkowe, gdy zmierzam do działki moich rodziców, to uczę się po drodze, to są po prostu ogródki botaniczne. Ile tam pomysłowości, cuda, cudeńka. Roślinki zadbane, odżywione, uśmiechnięte. Nawet zimą ludzie się krzątają, by zdobyć najlepszy nawóz dla swoich pupilków i pomalować im pergole. Najlepszym dowodem są fotografie na tym blogu.
Że też się dałam nabrać!
No, ładnie.
Molu, powodzenia na konkursie!
Wiem o tym, Pani Małgosiu. Mój komentaż przesiąkniety byl żartobliwa ironią, że tak powiem. Emotikon zresztą też.
Dzień dobry! Dzisiaj mamy dużo pracy, więc dopiero teraz się odzywam (jutro dwie kartkówki, a w piątek sprawdzian). Nutria jest bardziej aktywna, ale zobaczymy kto będzie miał lepsze oceny!
A w ogóle to jutro piszemy test matematyczny na taki konkurs (kangur matematyczny). Byłabym wdzięczna za kciuki od 9.00 do 11.00.
Nutrio, „wyraz bliskoznaczny” to synonim słowa „synonim”!:)
Masz więc dobry słownik.
Och, doprawdy? A więc mój słownik synonimów jest nic nie wart? Najwyraźniej nadaje się już tylko do spalenia na stosie… Ale dziekuję za informację. Muszę zatem kupić ten słynny słownik wyrazów bliskoznacznych… (emotikon! I bynajmniej nie jest to pokorna mina zawiedzionego człowieka, oj nie.)
KrzysztO, no proszę. Ja za sobą mam już całą serię „Zwiadowców”, włącznie z dodatkowymi częściami, tj. „Wczesne lata”. Mocno wciąga. Ciekawa jestem, jak brzmi ta wersja audio.
Byłam dzisiaj na wycieczce w Forcie VII w Poznaniu. Nic przyjemnego, ale taka żywa lekcja historii to już jest coś.
Marcelu, mam już Twój adres, przekażę go Adminkom.
Odezwą się pewnie dopiero za kilka dni, więc spokojnie sobie obmyślaj pytania.
Pozdrawiam serdecznie!
Nutrio, słusznie zwracasz uwagę na powtórzenia. Uparciuchy! Ja też stale je w swoich tekstach znajduję i stale wykreślam oraz zastępuję słowami bliskoznacznymi. To niezła zabawa! Lubię kolekcjonować synonimy.
A, właśnie. Polecam „Słownik wyrazów bliskoznacznych” oraz „Słownik frazeologiczny”. Bardzo przydatne.
Dzień dobry, Marcelu.
Miło mi, że jestem obiektem Projektu, ale muszę odmówić. Nie mieszkam już od lat w Poznaniu, musiałabym więc specjalnie się tam wybrać. A właśnie pilnie pracuję nad nową książką i nie chciałabym się rozpraszać.
Ale jeśli bardzo Ci zależy na wywiadzie, jestem skłonna się zgodzić: zupełnie wystarczy nam droga mailowa. Wpisz tu swój adres (nie pokażę go, oczywiście, tylko zachowam dla siebie), a Administracja tej strony odezwie się do Ciebie i powie, co robić dalej.
Przygotuj pytania!
Po dokładniejszym przestudiowaniu swojego komentarza zauważyłam, że trzy razy powtórzyłam przymiotnik ,,ostatni”, za co bardzo przepraszam.
Witam,mam na imię Marcel i jestem uczniem kl. 2 gimnazjum w Gniewinie. Zainteresowałem się Pani książkami i postanowiłem na ich podstawie razem z kolegami zorganizować projekt szkolny.Bardzo zależałoby mi,żeby podczas wyjazdu do Poznania,który planujemy na przełomie marca i kwietnia,spotkać się z Panią i przeprowadzić wywiad,lub porozmawiać przez skyp’a.
Pozdrawiam gorąco.Czekam z niecierpliwością na odpowiedź