Płyniemy sobie!

J

 

Jesteśmy, jak powiadają, gdzieś koło Korei. Ho-ho!

Czujemy się ważne i wyróżnione, patrzymy sobie z wysoka na pokład i na morze. Jest bezpiecznie, bo nawigatorem tego kolosa (nie znamy się na statkach, ale to chyba tankowiec?) jest nasz DC KrzysztO, tata KC Cascioliny oraz czterech innych osób czytających. Jasne jest, że krzywda nam się tu nie stanie.

Mamy bardzo ekscytujący Dzień Kobiet!

Ale pamiętamy o wszystkich naszych Kochanych Czytelniczkach, młodziutkich, młodych i wiecznie młodych – i przesyłamy stąd najlepsze myśli i życzenia.

Łusia,

MacDusia,

Dorota

i Aga.

 

PS

Nie ma tu nic zielonego, poza roślinką doniczkową w kabinie, więc załączamy świeżutkie wirtualne kwiatki dla Was wszystkich!

Zdjęcie kwiatkom zrobił DC Rysiek, a nas sfotografował oczywiście pan nawigator.

 

E90091m

 

311 przemyśleń nt. „Płyniemy sobie!

  1. Woda Przemysławka, serek topiony Tylżycki, herbata Ulung, ach te artefakty z epoki;) Dobrze, że sobie poszła (ta epoka).

  2. Mamo Isi, mam to wydanie Staffa (znakomite!). Kupiłam w antykwariacie przed kilku laty, a ono wciąż jeszcze pachnie wodą kolońską Przemysławka.
    Chyba należało do miłego starszego pana.

  3. Bez względu na to, czy tata grał w tym samym pokoju, czy obok, mama Frycka musiała mieć anielską naturę. Ja – dajmy na to – bym udusiła małżonka gołymi ręcami.

  4. Cha, cha!
    Ależ on grał sobie w drugim pokoju. Na pewno.
    Sherlock Holmes, nota bene, też koił nerwy grą skrzypcową osobistą. I skupiał się przy tym.

    Mamo Isi, znajdź mi żeńską formę do golibrody, bo cyruliczka sewilska to jednak nie to.

  5. Jestem pod wrażeniem! Wierzyć się nie chce, że to 9-latek zrobił taką stronę! Gratulacje dla Sebastiana!
    I pomyśleć, że tata Frycka podczas narodzin syna grał na skrzypcach; to trzeba mieć nerwy jak postronki.

  6. Kosiarka, pilarka, żniwiarka, obrabiarka, sadzarka, przewracarka oraz kombajn Bizon.
    Zaraz zajrzę na wpis Sebastiana.
    Nb. mam katar i stan swój bym określiła jako terminalny.

  7. Tak jest, Krzysztofie, tylko u nas!

    Casciolino, jak ładnie to wyjaśniłaś naszej Otz.
    A ja chciałam powiedzieć, że czekanie może i jest bierne, ale oczekiwanie – już nie!

  8. Alku, nie tylko przedmiotów to dotyczy, również miejsc, np. reżyserka.
    Teraz przyszło mi do głowy, myśliwy – myśliwka???
    Otz, czekać można aktywnie, przygotowując siebie samą na spotkanie z Oczekiwanym.
    Dobrej nocy wszystkim i pięknego przebudzenia!

  9. Brawo dla taty Sebastiana za pomysl, dla Sebastiana za wykonanie.
    Ladnie sie usmiecha ten dziewieciolatek.

  10. Czekanie kojarzy mi się z siedzeniem z założonymi rękami. Prędzej bym szukała. A nie szukam.

  11. No, to jeszcze szpiega/szpieżka i detektywka.
    I sama sobie przyrzekam więcej tych potworków nie wymyślać.

  12. O, tak myślałam, Otz.
    A pewnie, że czekasz, nie wycofuj się. Trzeba wiedzieć, czego się oczekuje.

  13. Spawarka, kolejarka, tokarka.
    No nie, okropieństwa wychodzą. Jestem jednak z pokolenia obytego z panią psycholog i panią dyrygent.
    Witam ( nadrabiam dopiero cały dzień Waszych wpisów), pozdrawiam serdecznie i DOBRANOC.

  14. Popatrzcie, co ładnego znalazłam na Twitterze!

    Pisze tata: jego synek czwartoklasista dostał zadanie domowe – zrobić album o Chopinie, z okazji rocznicy jego urodzin.
    Tata przekonał go, że szkoda roboty, bo album i tak wyląduje w koszu. – Załóż stronę internetową – zaproponował.
    Chłopczyk się zapalił, ślęczał godzinami, wszystko zrobił sam! A tata mu pokazał, że w krótkim czasie na stronę weszło 10 osób. Teraz prosi, by
    odwiedzać tę stronę, żeby chłopiec miał satysfakcję i lekcję poglądową zarazem. Linku podać nie mogę, ale to wystarczy:

    fryderykchopin.weebly.com

    Brawa dla taty i dla syna!

  15. Jestem uczennicą ( III klasa gimnazjum). Czasownik „czekam” nie był do końca trafny. Raczej najbardziej lubię Ignacego, Ignasia i Damba. :)

  16. Oj, nie, jeszcze ze dwie godziny.

    Alku, widziałem te działa w forcie na Sentosie, może nie Navarony, ale też robią wrażenie

  17. Osobiście jestem zdania, że gdzie to jest możliwe, a dziewczyna chce, to oczywiście pożądana jest forma żeńska. Problemem jest, że forma żeńska zwykle istnieje, ale w większości przypadków została już zajęta przez nazwy przedmiotów. Dlaczego akurat – czort wie. Przykład udany: taksówkarka (przedmiot w tym wypadku szczęśliwie nazwano taksówką). Przykład skrajnie nieudany (i na szczęście tylko teoretyczny): oficerka.

  18. Żołnierka: dość często stosowane. KrzysztO, uważaj w Cieśninie Singapurskiej, tam kiedyś takie duże działa były, które poważnie utrudniały przejście. Możliwe, że któreś im zostało.

  19. Sprawdziłam Cieśninę Singapurską. Powodzenia, KrzysztO, w przeprowadzaniu! (statku przez Cieśninę). Wspaniale czyta się Twoje „wpisy okrętowe” :)

  20. Brawo, Zuzia!

    Ateno, masz 100% racji, najlepiej się pisze ołówkiem, byle był naostrzony.
    Te piękne pióra podobałyby się Sokratesowi. Uwielbiałby się przekonywać, jak świetnie się bez nich obywa.
    Ale trzeba przyznać, ze zaprojektowane są z fantazją i wdziękiem.
    Mnie to wystarcza.

  21. Dziwolagi jezykowe.Wytwor poprawnosci politycznej.
    Tymczasem patrze na slonce, ksiezyc pracuje na innej zmianie.
    Bozenka wzdychaj, hi hi, do pior. Policzylam swoje, mam ich (za)duzo, przy czym ulubionym jest najzwyklejsze chinskie, ktore mial kazdy. Najcenniejsze dostalam w spadku po tacie przyjaciolki, zawsze go lubilam i oniemialam gdy mi je podarowano.
    Gdybym kupila to pioro, to balabym sie nim pisac, ale powzdychac mozna, a ile ksiazek za to kupie :).
    Justysiu, sciskam, kiedy mnie odwiedzisz?

  22. Sprostowanie: wyobraźnia pisarza bynajmniej tego nie chce, samo jakoś tak wychodzi.
    A poza tym – żartowałam, żartowałam, tfu-tfu! Na psa urok!
    Płyń sobie spokojnie.

  23. DUA, a cóż to za pomysły. Ja wiem, że wyobraźnia pisarza chciałaby kolizji, huraganu i tsunami w jednym, ja jednak preferuję spokojne przejście bez żadnych urozmaiceń.
    Tak nawiasem, może powinienem był napisać „wyobraźnia pisarki”, ale takie słowa jak pisarka czy profesorka, choć uprawnione, w moich uszach brzmią jakoś niepoważnie. Że nie wspomnę o dziwolągach w rodzaju psycholożka, socjolożka itp.

    Chesterko, nikogo tu Jeżycjadą nie zarażę, bom jedynym Polakiem na burcie, jak zwykle zresztą.

  24. A, jest zdjęcie! Pysznie!
    Nie ma pośpiechu, ucieszy mnie o każdej porze.
    Dziękuję i ściskam Was!

  25. Ach, wiedziałam, to dla Ciebie prawdziwy raj!
    No, to dwa zuchy z Was, dziewczyny! Pozdrawiam Asię! Cieszę się, że widzi porządny kawał świata!
    PS. Bebe ładnie by wyglądała na tle pomarańczowych kwiatów aloesu. Albo sama nie wiem. Mogłaby wręcz zaniknąć, okładkę ma pomarańczową.

  26. Tak, zdjęcie jest ale wyślemy później, bo jesteśmy na kempingu w parku narodowym po wschodniej stronie kraju i internet jest tu mocno reglamentowany.

  27. Jesteśmy z Asią w Afryce, podróżujemy indywidualnie, bo jest w Kanadzie tzw March Break, wolne od szkoły. Wylosowalam w grudniu w pracy, jako prezent, dwa bilety na South African Airways. Tak roślinność mnie urzekła, widziałam jak na pomarańczowo kwitną aloesy na Górze Stołowej w Kapsztadzie.

  28. Aleksandro, dziękuję za odpowiedź. Nawłoć chyba się rozmnaża przez wysiewanie, a może i przez odrosty korzeniowe także.

    Justysiu, a rośliny oglądasz ? Wyobrażam sobie, jak Cię to cieszy!

  29. O, Justysiu, tam jeszcze Bebe nie była.
    Będzie zdjęcie?
    I co w ogóle robisz w Afryce, odpoczywasz?

    U nas też niebo bezchmurne, księżyc jak zwykle zagląda mi w okno.

  30. Justysiu, jak mi miło, że patrzymy na ten sam Księżyc, i że o nas myślisz – całuski!

  31. Podziwiam pełnię Księżyca na niebie Południowej Afryki, również bezchmurne niebo. Pomyślałam o Was tu piszących i jak tylko naprawili Internet na kempingu, to od razu zajrzałam, czy też podziwiacie.

  32. Aaaa, KrzysztO, jak Ci zazdroszczę! 26°C! U mnie tylko 4 stopnie.
    Aleksandro, popieram Cię – nawłoć zamiast mimozy u Tuwima jest bardzo prawdopodobna.

  33. Nie, no korzeni nie da się zamurować, ale jak tylko pojawia się jakiś listek, tam gdzie nie trzeba, natychmiast wyrywam. Jakoś na razie udaje mi się upilnować, nie wykluczam jednak, że w którymś momencie nawłoć mnie przechytrzy :)

  34. O, jest i nasze Wilczę Morskie, Tacie towarzyszy.

    Casciolino, mam wrażenie, że Otz jest jeszcze uczennicą. A może studentką?
    Otz, powiedz nam, proszę.

  35. Otz, czyli już wiadomo, że czekacie na chłopca?
    Masz dużo racji z tym spokojem i poczuciem humoru. Narwańców się ostatecznie nie wybiera, prawda? Patrz: Nerwus. Albo Wolfi.

  36. W tej chwili 26 stopni.

    Na razie jeszcze w miarę szeroko i bez wielkiego ruchu, więc mogę sobie pozwolić na zerkanie do komputera.

    No i nie jestem tu sam, pięć osób na mostku.

  37. Och, koniec pytań, lepiej niech Krzysztof się nie rozprasza, jeszcze zahaczy bokiem o jakiś drobny stateczek, tfu,tfu, odpukać.
    W tej cieśninie. Singapurskiej, nie Szanghajskiej.

  38. Mam nadzieję, że nie zmężnieje za bardzo. Bo ja właśnie czekam na Ignacego, Ignasia lub Damazego. :)
    Ale tak naprawdę każdy mężczyzna w „Jeżycjadzie” ma coś w sobie. To chyba przez ich spokój i poczucie humoru.

  39. O, no pewnie, noc.
    Krzysztofie, ale wszystko zapamiętaj. Chociaż tyle.

    Miło, że dostajemy od Ciebie sygnały prościutko z mostka!

  40. Aleksandro, a jak pilnujesz, żeby nawłoć się nie rozeszła? Czy są sposoby? Ograniczenie przez zamurowanie korzeni? Czy co?

  41. Krzysztofie, ależ zdjęcia rób! Prosimy!
    Ludu, właśnie teraz nasz Krzysztof przeprowadza po nocy swój statek przez Cieśninę Singapurską. Dlatego nie śpi o tej nocnej – u niego – porze.

  42. Dobry wieczór!
    Bardzo się cieszę wiadomością, że w kolejnym tomie będziemy świadkami dalszego dynamicznego rozwoju IG.
    Będzie fajnie, nawet jeśli przestanie być do mnie podobny. A może go kiedyś dogonię?

  43. Dziękuję, Krzysztofie za uznanie. Ciekawam, czy udało Ci się zainteresować któregoś z wilków morskich Jeżycjada? A może patrza na Ciebie jak na przybysza z kosmosu?

  44. Full moon w zenicie i najmniejszej chmurki na niebie, gwiazdy widać jedynie najjaśniejsze

  45. W moim sierpniowym bukieciku jest nawłoć. Oprócz tego hortensje, lawenda, rudbekie i co tam akurat jeszcze rozkwita oraz wszystkie możliwe zioła łącznie ze szczypiorkiem i pietruszką :)
    Nawłoci kiedyś miałam sporo, potem był okres, że z nią walczyłam, a gdy już prawie ją wypleniłam, nagle zrobiło mi się jej żal i teraz bardzo pilnuję, żeby się nie rozeszła, ale mimo wszystko pozwalam jej rosnąć. I jeszcze cichutko dodam, że koncepcja nawłoci jako tuwimowskiej mimozy jest dla mnie przekonująca.

  46. Tak, wiem, Nutrio, ale, o dziwo, tylko czarne i niebieskie – te zielone są do znalezienia za pomocą
    Googla. A chciałam, żeby Alek porównał sobie odcienie zieleni!

  47. Pani Małgosiu, na stronie wspomnianej przez Mola również można znaleźć rękopisy.

  48. To była owszem, ciotka, ale nie Zgryzotka, tylko taka zwyczajna. Do powinowactwa ostatecznie nie doszło, ale cytat zapamiętałem.

  49. Nawłoć do listy Wyki to już sama dorzuciłam, właśnie jako ten badyl przydrożny :)

  50. Madziu, no wiem, wiem. Ale wszystko musi mieć swój czas.

    Bożenko, dziękuję Ci za śliczny cytat. Nota bene, nawłoci profesor nie wymienił, chyba że jako badyl przydrożny.
    Ach, i zapomniał o bzach Tuwima.

  51. Aaa, aaa! Coś wspaniałego, Alku!
    „Necesare” w dodatku!

    Co do typów Józkopodobnych: mało ich, racja. Ja też ich lubię.
    W Wielkopolsce występują jakby gęściej. Miałam takich wujków, braci Mamy (rudzielce!). Ach, i jej kuzynów.

  52. Tak, tak słoneczny:-) ! A co do Ignasia to on już w „Febliku” zaczął mężnieć (w końcu, w końcu…)
    A tak z innej beczki: pamięta pani Gabrysia? W tę niedzielę będzie miał chrzest (i tu Nutria jest zła, że ją ubiegłam).

  53. A propos tego naszego makaronicznego malare, zacytuję wypowiedź pewnej krewnej, skłonnej do demonstrowania przewagi intelektualnej w sytuacjach codziennych. Brzmi jak wypowiedź drugiej pani Sznytek, ale to autentyk: „Navigare necesare est, czyli błądzić jest rzeczą ludzką”.

  54. Dzień dobry Madame oraz ty, Bando moli książkowych. Józefa doceniam, bo go lubię, trochę też dlatego, że miałem na studiach dobrego kolegę o podobnej psychice. Natomiast fizykę miał wstrząsającą: ogromny facet o zielonych oczach, klasycznym profilu i z krótką brodą, również klasyczną. Silny jak buldożer. Uważałem, że przydział pewnych cech powinien być rozkładany bardziej sprawiedliwie, ale lubiłem człowieka mimo to :-) No i tak została mi sympatia do ludzi małomównych, o skłonności do ogólnej correctness i łapach sprawnych do roboty. Wielu takich nie mamy.

  55. A u nas buro, ponuro i szaro.
    Czytam sobie „Sekretne życie drzew”. Ale wolałabym Zgryzotkę. :)
    Dzień dobry :)

  56. Kwiaty, wiersze, śliczne bukiety!

    Równa poetyckie prawa mimozy i nawłoci Kazimierz Wyka, pisząc w „Młodej Polsce”:
    „… kwiaty mogą być niezwykłe w dwojaki sposób: albo przez swoją gatunkową niezwykłość i rzadkość, albo przez swoją pospolitość tak wielką, że wydawała się niegodną poezji. Moderniści uprawiają obydwa rodzaje niezwykłości kwiatów. Stąd modernizm jest poezją tuberozy, kamelii, mimozy, lotosu, orchidei, nenufarów, lian, u Micińskiego nawet „roślin krwiożerczych wężowate drgawki”, „kwiat mango w uściskach anakondy”, tudzież krajowych wprawdzie, ale rzadkich w poezji: tulipanu, jaśminu, lilii, hiacyntu, krokusa, malwy, lawendy, storczyków, paproci – lub też po prostu poezją ostów, maków, powoju, dziewanny, podbiału, żarnowca (ulubiony kwiat Ostrowskiej), jałowców, wrzosów, szaleju, głogu, tataraku, łopuchów, jaskrów, szczawiu, kaczeńców, ślazu, a w dalszej konsekwencji badyli przydrożnych, tarnin, trzcin, wierzb brzóz”.

    Ale szalej do bukietu jednak odradzam.

  57. Dzień doberek, dzień doberek!
    Śliczny on dziś, doprawdy!

    Alku, tak mnie cieszy, że doceniasz Józka. Ale wierz mi, Ignaś też potrafi być opoką. Właśnie go przez coś przeprowadzam, patrzę – a ten sobie radzi aż miło!
    Dobrze ustawiony.

  58. Nie słyszałem o takim święcie, niemniej, przy tylu miłych życzeniach, też się poczuwam do podziękowań.
    Specjalne wyrazy uznania dla Chesterki.

    malare necesse est – inaczej rdza wszystko pożre

  59. – Masz świetne pióro – mówi poeta do felietonisty na spotkaniu literatów. Tak, kosztowało mnie całe 3 tysiące.

  60. Acha, w dniu Waszego Święta wręczam wam pęto kiełbasy, rzecz jasna Józinka, w bukiecie z Nawłoci. Mimoza trochę do Was nie pasuje.

  61. Na cześć tej sceny Jeżycjady Kapucynka nazwała swa ulubiona kiełbasę, kiełbasa Józinka (a nie Gospodarza jak podaje etykieta).
    Kochani Mężczyźni! Świat bez was byłby po prostu nie ten. Gdy byłam mała próbowałam z Wami rywalizować: w biegach, wspinaczce na drzewa (czasem się udało), walce na drewniane miecze. Jako nastolatka – w walce na argumenty, potem już co innego miałam w głowie, pozostał podziw (zwłaszcza gdy przypominacie Józinka czy Pałysa). A Kapucynka, która nosem kręci na na męska młodzież swojego LO, mówi: czekam na Józinka!

  62. Ale, Ateno, spojrzałam też na ceny: dla wariatów.
    Masz rację, lepiej tylko oglądać.
    Pisać ołówkiem, a zamiast pióra Dickens kupić zestaw wszystkich jego dzieł, w skórzanych okładkach. Wystarczyłoby.

  63. Nawłocią bym nie przyozdobiła, Wójciku, nie.
    Moje bukieciki sierpniowe są z ubiorka i z monard pysznogłówek, z bazylii, rozmarynu, majeranku, macierzanki i mięty. I paru kłosków traw. Albo zbóż.

  64. Biorę ” Zuzełka” na swój prywatny, domowy użytek.
    A u nas nawłocią przyozdabia się bukieciki na sierpniową uroczystość, więc mi się dobrze kojarzy. No, ale ja nie mam ogrodu, to fakt.

  65. Tak. Ladne, ale te oczka swidrujace… nie wiem, do tego zatruty atrament i pi jakas intryga do tego. Tu mi sie przypomniala powiesc „Imie rozy”.

  66. Aaa, Ateno, spojrzałam: jakie piękne są pióra Mont Blanc z kolekcji „Pisarze”.
    Najładniejsze jest pióro „Agatha Christie”, z wężem o rubinowych oczkach!

  67. Drodzy mezczyzni, mlodziency i chlopcy, mestwa Wam zycze.

    Atramenty mieszalam; blekitny z zielonym i czarnym (atramenty nie mialy takich romantycznych nazw), wychodzil piekny kolor. Lubie piora i kiedys sobie kupie Mount Blanc bo tak romantycznie brzmi, ale wsciekle drogie sa, a poza tym tak fajnie sie o nich marzy i wzdycha do wystawy.
    Mamo Isi, alez bylabys cudownie zielona:), tez mi to opornie idzie, a nie chcialm isc w banaly.
    Gratulacje Zuzelku (lubie).

  68. Naprawdę, choćbym miała porosnąć mchem, nie wymyślę tego jednego słowa, które ma określić „Brata” Adminki! Ewentualnie „Łowów”. Czy to nie mogą być choć dwa, trzy?
    Pierwszy raz w życiu zazdroszczę Niemcom, że mają słowa składające się z dwóch czy trzech wyrazów.

  69. Dziękuję bardzo :-) . Odwiedziłam stronę. Świetna! Bardzo mi się spodobał pomysł tego konkursu.

  70. Wszystkim naszym wspaniałym panom życzę wszystkiego najlepszego! :)

    Nie wiem czemu, ale postanowiłam przypomnieć sobie wiersze Brzechwy i Tuwima. Już zapomniałam jakie są piękne! Muszę chyba znów przeczytać je wszystkie. Kilka już czytałam siostrze i bardzo jej się spodobało. Nawet próbowała czytać sama.

  71. Molu, to jest
    kieres.net

    Zapraszam w imieniu Adminki (która jest moja córką Emilią)
    Baaardzo tam ładnie!

  72. Naszym Księgowym Mężczyznom – wszystkiego dobrego!

    PS. Lubię czasem odwiedzić starych najlepszych Znajomych, czyli sięgnąć po któryś tom Jeżycjady i poczytać fragmenty ot tak, ku pokrzepieniu wiadomo czego. Wczoraj natrafiłam na fragment w „Sprężynie”, kiedy Laura z Józinkiem opychają się kiełbasą w zielonym pokoju a Laura nie ma bladego pojęcia o tym, że w sąsiedniej kuchni tkwi za stołem romantyczny obiekt jej uczuć i westchnień, o którym to Obiekcie myślała intensywnie słuchając Mozarta, zanim dosiadła się do kiełbasy. I to Łusiowe „Powiedziała, że leży rozebrana w łóżku. Całkowicie. Zupełnie rozebrana”. Uwielbiam! ;)

  73. Dziękuję za miłe życzenia!
    Alku, a można jeden listek z wieńca?

    „Malare” – to brzmi bardzo po szwedzku.
    W Sztokholmie jest jezioro Malaren.
    A Szwedzi to zawołani żeglarze.
    Każdy z nich chciałby mieć jacht i wielu ma.
    A więc wszystko się zgadza.

  74. Pozdrówmy więc Wspaniałego Zoologa w Dniu Mężczyzn!
    (Popatrz, Alku, sam jeden niesiesz dziś ten wieniec laurowy).

  75. OK. Czyli od dzisiaj Zuzia to Zuzełek:-) Podoba mi się! Alek zawsze coś fajnego wymyśli!
    Jeszcze mam jedną uwagę: w moim przemyśleniu o Gałczyński napisałam, że trzeba wejść w dział „literatura”. Mój błąd. Dział nosi nazwę ” liryka, liryka…”.

  76. Bądźmy skromni, Zuzełka nie ja wymyśliłem. Kolega mój, zoolog, wspaniały umysł i człowiek ekscentryczny, na swoją pannę Zuzannę mówi „Zuzeł moręgowany”. Cieszę się, Zuziu, że przylgnęło (emotikon!).

  77. A jak mi się Zuzełek spodobał! Dziękuję Ci bardzo, Alku. I oczywiście składam najserdeczniejsze życzenia. Tobie i wszystkim panom.

    Jeśli mogę, odwzajemniam uściski dwa razy mocniejsze, Pani Małgosiu!

  78. Alku, to dziewczynki złożyły Ci życzenia, a nie dziewczyny nawet.
    Bliźniaczki Nutria i Mól mają po 11 lat.
    Zuzia trochę tylko starsza.

  79. Aha, Zuzełku, nie gratulowałem ci jeszcze, wiec serdecznie gratuluję teraz. Gałczyński jak widać wciąż królem świata.

  80. Brawo dla Mola! Trafił bezbłędnie tam, gdzie trzeba.
    A już chciałam wczoraj zarekomendować tę stronę Gałczyńskiego.

    Aha! Jak się wklepie w Googla „rękopisy Gałczyńskiego”, to w dziale Grafika wyskakuje całe ich mnóstwo, w tym te „na czysto”, pisane odświętnym zielonym atramentem . W tamtych czasach był dla atramentu tylko jeden odcień zieleni, trochę niemiły. Ale poeta bardzo się nim cieszył.
    Wiem, bo mam gruby tom „Wspomnień o K.I. Gałczyńskim”.

    Zuziu, ściskam Cię, mój Zuszku z zeszytem wierszy!

  81. Kiedy KrzysztO navigare, załoga pokład malare. Tak jakoś chyba mogłoby być, co?
    Dziewczyny, jako dzisiejszy solenizant dziękuję za życzenia najuprzejmiej. Nie zdawałem sobie sprawy że to ten dzień, dopóki zaprzyjaźniona studentka nie złożyła mi życzeń. Nie ma co, studenci dziwaczeją, niech to szlag…

  82. A propos nawłoci, uważam, że jest śliczna. Tak w każdym razie prezentuje się w bukietach z polnych kwiatów (pełnego tego u nas rośnie) i wiankach.

  83. Trzeba wejść w dział „literatura…”, a później po prostu nacisnąć tytuł wybranego wiersza.

  84. Dzień dobry!
    Dziękuję za wszystkie brawa, ale na prawdę nie ma czego mi gratulować.
    Mamo Isi, nawet nie wiesz jak bardzo się ucieszyłam. Mieć coś wspólnego (w tym przypadku wiersz) z którymś z księgowych to zaszczyt, a z Tobą zwłaszcza! Właściwie nie wiem dlaczego go wybrałam, kiedyś się na niego natknęłam, zachwycił mnie, zapisałam w moim specjalnym zeszycie, potem sobie o nim przypomniałam i zdecydowałam się. Poza tym uważam, że jest piękny.
    Potem miałam wątpliwości, on jest bardzo subtelny, a wszyscy wybierali wiersze, które wymagały ekspresyjnej recytacji, ale jak widać, nie to jest najważniejsze.
    Nutrio kolejny etap jest albo gminny (bardziej prawdopodobne), albo powiatowy. Aha, dokładnie nie wiem kiedy należy trzymać kciuki, chyba 27, ale pewności nie mam. Dziękuję Wam bardzo z góry, lecz nie śmiem zawracać Wam głowy.:)

  85. Mamo Isi, jeśli lubisz Gałczyńskiego wejdź sobie na stronę kigalczynski.pl. Jest tam opisane w skrócie całe jego życie i można sobie poczytać jego wiersze. Przeczytałam właśnie „dziką różę”! Zuziu! Jaki to piękny wiersz!

  86. Dołączam się do wszelkich życzeń, panie i panowie, rozwijajcie nadal z pasją to, co w Was najlepsze.
    Moje ostatnie wiadomości, które chciałam tutaj wpisać, poszybowały chyba rakietami malowanymi przez dzieci w tym tygodniu i gdzieś tam w przestrzeni międzyplanetarnej sobie latają. A jakie miłe zabawy z rymami ostatnio tu mieliście!
    Donoszę też, że wpadła mi w ręce dziś książka „Waszego” Capka, „Listy z podróży”. No, zobaczymy.
    Pozdrawiam serdecznie!

    Gdy na statku Jeżycjada, człek już w sen tam nie zapada.
    A gdy KrzysztO nawiguje, załoga na zielono podłogę maluje. (ekhm, no troszkę się nie zgadza)

  87. Ja, muszę się przyznać, nigdy polskiej mimozy nie widziałam. Ale jak niektórzy pięknie o niej piszą!
    Nie miałam wcześniej okazji: Wszystkim księgowym płci męskiej (a płeć piękna niech złoży życzenia mężczyznom ze swojej rodziny ode mnie) życzę zdrowia, szczęścia, pomyślności, wspaniałego roku i , tradycyjnie, spełnienia marzeń!!! A tu taki wirtualny kwiatuszek:❇
    Zuziu, powiedz jeszcze kiedy trzymać za Ciebie kciuki?

  88. Zuziu, gratuluję! Powodzenia w następnym etapie (zapewne rejonowym?)
    I wszystkiego najlepszego dla wszystkich Mężczyzn!

  89. Alez Sowo, Twoje mimozowo-nawlociowe dywagacje sa bardzo ciekawe!
    Mysle, ze z ta nawlocia- polska mimoza masz racje.

    U nas w Szwajcarii, jej cieplejszej czesci, mimozami zima sie konczy. Jest tutaj odkad pamietam (a teraz doczytalam – od ok.1950r) prowadzona przez Czerwony Krzyz akcja „Mimosa du bonheur”. To sprzedaz galazek mimozy w ostatni weekend stycznia, dochod ze sprzedazy przeznaczony jest na pomoc dzieciom z niezamoznych rodzin. Punkty sprzedazy sa w wielu miejscach, ja najczesciej widzialam sprzedaz wprost z pudel na ulicach. Przy okazji poczytalam o historii uprawy mimozy na tutejszych terenach. Otoz ta roslina przywedrowala z Australii, zaczeto ja uprawiac we Francji w drugiej polowie XiX wieku. Ta najbardziej znana odmiana zwana „mimosa des fleuristes” albo „mimosa d’hiver” (wlasnie te sliczne galazki z zoltymi kuleczkami, sprzedawane podczas akcji) tak naprawde nazywa sie Acacia dealbata czyli akacja srebrzysta, o ktorej chyba Pani Malgorzata wspominala.

  90. Ha, Ozdobniczko! Czasem też odnoszę wrażenie, że niektórzy księgarze mają powyżej uszu tego towaru.
    I traktują go brutalnie.

  91. Byłam dziś w centrum miasta i zauważyłam pewną księgarnię. Przed wejściem wisiały – ku mojej zgrozie – książki, niektóre pięknie wydane i oprawione. Wisiały tam wystawione na działanie żywiołów.
    Pomysł jest miły, przyciąga wzrok, ale przecież można wywiesić tylko kartoniki z okładką książki, a nie porządne wydanie wierszy!

  92. Miod nawlociowy jest jednym z pyszniejszych jakie jadlam. Lubie te kwaskowa, odswiezajaca nute, i kremowy kolor. Ostatnio kupowalam w sklepiku klasztornym w Krakowie.

  93. Dzień dobry wszystkim. Dołączam się do obrońców nawłoci (już kiedyś tu o nią dzielnie walczyłam). Ożywia swoimi kwiatostanami najbrzydsze uroczyska i kwitnie wtedy, gdy innych kwiatów już mało. A przed zimą ta nasza „nawłoć, polska mimoza, w stare srebro się zmienia”, przyjrzyjcie się późną jesienią. Jej suche ubiegłoroczne badyle są bardzo przydatne jako naturalne podpórki pod jednoroczne pnącza, np. wilec. Jest i piękna, i praktyczna. I jest miododajna. Jest po coś…

  94. Jak wiadomo, człowiek myśli, bo nie ma nic porządniejszego do roboty. Ałć, ale ja właśnie mam, zaległa ekspertyza aż piszczy z nienapisania, no to na razie porzucam myślenie i lecę zasuwać. O kim to było, że był zwolennikiem podziału pracy na fizyczną i umysłową, w związku z czym kiedy pracował, to nie myślał wcale? Chyba Witka Korniejew u Strugackich.

  95. He he, jak powiedziała Znana Autorka. Myśli te myśli zawzięte… Podobnie jak Hanna Banaszak, jesteśmy tu wszyscy myślącą kobitą… :-)

  96. Nie ma za co!
    Srebrny dzwoneczek mam na półce (z autografem Autorki, mam nadzieję, autentycznym, bo to zakup z allegro), czeka na córkę, gdy będzie startować do pierwszej klasy. O, a teraz kupiłam na allegro W królestwie grzybów. Cudne te grzybki…
    Książkę o Hani w bibliotece mamy, więc przy najbliższej wizycie wypożyczymy. Zaintrygowała mnie.

    p.s. Pani Małgosiu, maluje Pani „mokre na mokrym”, prawda?

  97. Alku, wiesz, fajnie jest, że zawsze można sobie coś wymyślić. Nawet całkiem inną Ciotkę!
    He, he.

  98. Dzięki za dobre słowo, Blanko!
    Tak, to te tusze właśnie.

    Sowo, mimozowa obsesjonistko!

    Alku, wszystkiego najlepszego – podobno dziś Dzień Mężczyzn?
    Dla Zgreda, Krzysztofa, Ryśka i innych chłopaków – miłe życzenia!

  99. O proszę. A wczoraj się zastanawiałam, jakimi farbami maluje nasza UA, zaglądam tutaj i odpowiedź już czeka☺️
    Ja na razie uczę się na Białych nocach. Uch, jak to wciąga.

    Zachwycam się ilustracjami na stronie, zwłaszcza tymi do Książek o Hani i Srebrnego dzwoneczka. Sama czułość. I te kolory właśnie, tak bajeczne…

  100. Dzień dobry!
    Dzisiaj wszystkim mężczyznom tu obecnym życzę wszystkiego najlepszego. :-)
    Ozdobniczka

  101. Nie, jednak niekoniecznie jest tak jak napisałam. Te tuwimowskie mimozy jesień i wiersz zaczynają, więdną mu dopiero w trzeciej strofie, w październiku, ciągną się tłem dla całego wiersza, uprę się jednak przy jesiennej nawłoci pospolitej – polskiej mimozie. Zaniedbane parki też mogła przecież porastać. A w końcówce wiersza nie ma wcale mowy o tym, że on te kwiaty dziewczynie dawał. On chyba już sam siedział w tym parku, modlił się płacząc (?) (niedowierzał rozstaniu? Nie jestem mocna w analizie poezji, więc wybaczcie jeśli głupstwa piszę), zasypiał dopiero o świcie, śniąc o dawnych wiosnach. Bawi się wiązanką jak wspomnieniami, tam się czas teraźniejszy z przeszłym bardzo miesza. Może narwał jej dla siebie? A zapach nawłoci jest też intensywny i, o dziwo, niektórym wydaje się przyjemny. Można więc uznać go ostatecznie za wonny. Mówcie co chcecie, ale mnie koncepcja mimozy-nawłoci nie razi. W każdym razie, nie wierzę, by w październiku-listopadzie Tuwim trzymał w ręku kwiaciarnianą, importowaną akację. Musieliby hodować ją w szklarniach.

    Dobranoc.

  102. Ponieważ wywnioskowałem (a raczej wyczytałem), że CZ to Ida, to zastanawiam się tym późnym wieczorem: co ta Ida wywinie? Syna bezpiecznie osadziła we wcześniej przygotowanej synowej. Łucja ostatnio była w bezpiecznej odległości od narwanej matki. Ignacy (siostrzeniec, a zatem w polu rażenia) jest na najlepszej drodze do ustatkowania się (szałaput jeden) i ciotka powinna mu być niestraszna. Tym bardziej, że do zagospodarowania jest bardzo asertywna przyszła teściowa. Zrywanie z Markiem Idusia odpracowała dwie książki temu. Kto tam jeszcze może podpaść pod piegowatą rączkę? Skoro Ciotka, to w zasięgu oddziaływania jest pokolenie niżej, czyli Tygrys i Róża (dość bezpieczne), zgryzotkowe dzieci (omówione), potomstwo Pulpy i Nutrii (roi mi się przed oczami jak rybiki cukrowe), no i potomstwo przyjaciół, np. Żeromscy i Ogorzałkówny. Kogo z wymienionych weźmie na celownik pani laryngolog? Dobranoc Państwu…

  103. Na dobranoc:

    Giacomo Puccini – Kwartet smyczkowy „Crisantemi” (złociste, oczywiście).
    Quartetto di Roma.

  104. Olśniło mnie na stare lata: przecież te jesienne mimozy (nawłocie i nieśmiertelniki) przypominają Tuwimowi o mimozach wiosennych (akacjach), wonnych wiązankach, które wiosną dawał swojej dziewczynie. Miłość miniona, zwiędła, obecna już tylko w snach, teraz ożywiona w wyobraźni przez kolor i podobieństwo kwiatów. Po prostu, „Wspomnienie”.

  105. Co do nawłoci, byłbym sceptyczny z jednego względu. Tym względem jest nawłoć kanadyjska, trochę podobna do naszej pospolitej, ale będąca faktycznie strasznie uciążliwym, zawleczonym chwastem, który wciska się wszędzie. Na szczęście przynajmniej nie wygląda obrzydliwie.

  106. Iskro, masz rację, nawłoć posiada i zalety.
    Właściwie to miło, że jej bronisz.

  107. A skoro Iskra roznieciła płomień obrony nawłoci, to ja mogę tylko powiedzieć, że bycie trującą nie dyskwalifikuje rośliny, jako materiału na bukiety. Vide konwalia.
    A w ogrodach to ludzie miewają takie trucizny, jak oleander i belladonna, że o cisie nie wspomnę.

  108. Ach, pióra wieczne! Te dawne cacuszka w marmurek, zakręcane. Też miałam kolekcję wiecznych piór, ale jak mi się ulubione popsuło, a innymi pisać i tak nie miałam ochoty, postanowiłam, że koniec z uzależnieniami.
    Komputer wszystko rozwiązał. Stałam się jego fanką.

  109. Trochę jestem spóźniona z tą obroną, ale dopiero teraz mogłam tu zaglądnąć, a tematy przeskakują.
    Dobranoc

  110. Ja się powstrzymuję siłą. A przecież jeszcze pióra wieczne! Mam trzy: przedwojennego Scheaffera z zielonego celuloidu w fantastyczny marmurek, klasycznego czarnego Scheaffer Balance i starego Parkera Duofold. I przed kupnem następnych powstrzymuję się już nawet nie siłą woli (jak rzekł raz mój kolega „mam słabą silną wolę”), ale jakąś własną wewnętrzną żandarmerią.

  111. Dobry wieczór. Poczułam obowiązek wzięcia w obronę nawłoci. Tak,rzeczywiście, tak sobie dobrze radzi na różnych gruntach, że widzimy ją wszędzie i często kojarzy się nam z zaśmieconymi rowami czy tłem walących się ruder. Jest to jednak również jej zaleta. Rosnąc w odpowiednim miejscu np. przy drzewostanie, gdzie wszystkie inne śliczne i wonne kwiaty usychają, potrafi bardzo pięknie urozmaicać ścianę lasu i dodawać kolorytu burym pniom. Znakomicie też nadaje się do suchych bukietów ( i nie tylko suchych – widziałam w kwiaciarni jak jest używana jako przybranie do innych kwiatów). Może to nie jest kwiatowa arystokratka ale też ma swoje piękno i wcale nie zdziwiłabym się, gdyby w wierszu chodziło o nią. No i nie wszystko trzeba wąchać.

  112. A ja od drugiej klasy szkoły podstawowej do teraz używam pióra wiecznego z niebieskim atramentem (nigdy czarnym). Dokładny odcień jest mi nieznany. Uwielbiam pisać piórem!

  113. To ja tak mam z tuszami akwarelowymi, czyli akwarelą w płynie Ecoline. Kupiłam absolutnie wszystkie kolory (cudowne!), jakie wyprodukowała firma Talens, i maluję tylko nimi.

  114. Kiedy dużo pisałem ręcznie, miałem starego Pelikana i pisałem głównie atramentem blue-black różnych firm i trochę tym zielonym Sheafferem. Mam jeszcze pół butelki blue-black Watermana. Ale potem pojawiło się parę innych kolorów i trudno się czasami oprzeć.

  115. Dorzucę , że kiedy jeszcze używałam pióra wiecznego, pisałam wyłącznie czarnym atramentem, a teraz jestem wierna japońskim pisaczkom kreślarskim Graphic 1, których czarny tusz jest jedwabisty, niezniszczalny i wodoodporny, i które mają do wyboru wszystkie możliwe grubości końcówek, z kształtami płaskimi i pędzlowymi włącznie.
    No i nie trzeba ich ciągle napełniać.

  116. Ten fioletowy mniej zachwyca.
    A co do rękopisów Gałczyńskiego – można je znaleźć w sieci.
    Miał śliczny charakter pisma.
    I pisał urocze „z”, takie z zakrętaskiem w dół.

  117. Zimą napełniam rękami trzęsącymi się z zimna. A teraz to zupełnie co innego. Nie wiedziałem, ze tak trafiłem z kolorem, niezwykły przypadek, poezję Gałczyńskiego bardzo lubię i żałuję, że jej autor nie był dłużej z nami. Zielonego atramentu („Skrip” Sheaffera) używał za życia generał Sommerville, dziadek panny Karoliny Beacon („Gdzie przykazań brak dziesięciu” Alexa). Ale zielony Skrip jest dla mnie za jasny (miałem go kiedyś), wybrałem wiec ciemniejszy odcień, lierre sauvage właśnie. Na księżycowe noce mam jeszcze poussiere de lune. Ileż można wyrazić atramentem jeszcze przed napisaniem pierwszego słowa. Tylko żeby jeszcze potem to słowo miało sens… :-)

  118. Żarty na bok. Sprawdziłam odcień atramentu.
    Ależ to ulubiony kolor Gałczyńskiego!
    Takim przepisywał na czysto swe wiersze.

  119. Ach, piękne i właściwe to uczczenie. A zimą jak napełniasz? Niespokojnie?
    „A latem, kiedy chmurki i humorki?”

  120. To musiały być fluidy, Mamo Isi.
    Dziatwa też im podlega.

    Alku, ech, ech, reumatyzmy jakieś łupią…

  121. A ja właśnie spokojnie napełniam pióro atramentem w kolorze Lierre Sauvage. Dla uczczenia wiosennego wieczoru.

  122. Ach, Zuziu, jestem z tym wierszem Gałczyńskiego wręcz związana emocjonalnie! A to dopiero! A dlaczego akurat wybrałaś”Dziką różę”?

  123. Alku, nie ma najmniejszych wątpliwości, że czosnek do rymu. Ale maciejka już tylko do rytmu.
    Młynarskiemu, oczywiście, racja. Na wiosnę Przyborze zakwitał Kazio.

  124. Ulubiona Autorko, jestem przekonany, że maciejka i czosnek zakwitała Młynarskiemu. Do rymu z na wiosnę.

  125. Zuziu!!! Brawo!!! Jakiego ten wiersz był autora? Przeczytam sobie koniecznie! I jeszcze nowa czytelniczka!

  126. Sowo, Przyborze w maju zakwitała maciejka i czosnek. Maciejka przedwcześnie!

    Wierzyńskiemu fiołki. W głowie.

  127. „Za dzikiej róży zapachem idź”?
    Brawo, brawo Zuziu!
    Nie oprę się i napiszę to jednak: „A nie mówiłam?”

    No i bardzo mi miło czytać o Twoich sukcesach kalafiorowych!
    Dziękuję za nową czytelniczkę!

  128. Mamo Isi, dziękuję za korektę. Nie od razu zauważyłam twój wpis.

    Nie wiem skąd moja pomyłka; czy to możliwe, że w tej książeczce, z której przed laty czytałam wiersz o tygrysach małym kuzynom, był błąd? Czy też to jakiś figiel niezdyscyplinowanej pamięci?
    Tak czy owak, dziękuję. :)

  129. Dzień dobry!
    Muszę podzielić się radością. Przeszłam w konkursie recytatorskim z etapu szkolnego do jakiegoś tam drugiego. W życiu bym się nie spodziewała. Podeszłam do tego na spokojnie, bo byłam przekonana, że i tak nie przejdę, znam doskonale swoje możliwości. A tu niespodzianka! Mówiłam wiersz Gałczyńskiego „Dzika Róża”.
    Przesyłam do wszystkich uśmiechy i uściski!
    Aha, prezentowałam dziś też „Kwiat kalafiora”. Pani powiedziała, że pięknie i (uwaga, największy sukces) zachęciłam koleżankę i na jutro przynoszę jej „Szóstą klepkę”!

  130. A pamiętacie co było z kwiatami u Wierzyńskiego? Co mu tam w maju zakwitało? :)

    Przepis na torta mimosa już sobie obejrzałam – to biszkopt z szafranem (kurkumą) i kremem cytrynowo-budyniowo-śmietanowym. Wydaje się bardzo apetyczny.

  131. Wloska mimoza to Acacia dealbata (mimosa). Zolta i slodko pachnaca. Kwitnie wczesna wiosna.

    Natomiast co do polskiej mimozy… Wiekszosc tekstow w internecie podaje, ze to jednak nawloc. Ale po definicji podanej przez MM trudno w to uwierzyc!

    Jesli chcecie obejrzec wloskie ciasto mimoza, to wpiszcie w google „torta mimosa”. Apetyczne.

  132. Miałam jeszcze odpowiedzieć Jane: tak, „Dom” Innocentiego doszedł, ale trochę rozczarował mnie swoją chudością (w stosunku do ceny). O zaglądaniu do księgarń stacjonarnych wiem, gdzie mogę to zaglądam, ale zwykle bezskutecznie.

  133. Casciolino, u mnie w ogrodzie nawłoci rośnie sporo. I nie raz proszono mnie (przechodnie) o narwanie bukieciku, bo taka jest piękna. Jak ktoś nie uprawia ogrodu, to nie wie jaki to szkodnik i że bez sekatora nie ma co do niej podchodzić. Niemniej muszę się zgodzić, że do romantycznego, wonnego bukietu zdecydowanie pasuje akacja srebrna. Z tego przecież perfumy robiono.
    Jakoś zwyczajowo zatrzymywałam się na tej pierwszej zwrotce, bo do niej nawłoć pasuje jak ulał. Pojawia się wszak z końcem lata, kwiatki ma drobne i w żółtym, miłym kolorze. Taki zwiastun bliskiej jesieni.

    A dalej w tekście jest:

    „Mimozami zwiędłość przypomina
    Nieśmiertelnik żółty – październik”

    Może w wierszu kryją się aż trzy „mimozy” – nawłoć, żółty nieśmiertelnik i akacja? Taka naciągana teoria.

  134. Sowo, jesień jest krucha, powiedziałabym. Z powodu złotych liści wysuszonych.
    Ale mimoza też jest krucha.
    Nawłoć jest chwaściskiem przydrożnym, włochatym i mocnym jak drut.

    Tyle że pośród „leków z Bożej apteki”- bardzo potrzebna, jak czytamy.

  135. Nawłoć w Wikipedii:

    „Rośnie na polanach, w zaroślach i widnych lasach, na miedzach, suchych łąkach i wrzosowiskach. Roślina trująca: Roślina szkodliwa dla bydła domowego – może powodować zatrucia, objawiające się gorączką, obrzękami i nadmiernym wydalaniem moczu. Roślina miododajna. Kwitnie od lipca do września.”

    Dobra na zakochane bukieciki? Wątpię.

    „Działanie: moczopędne, ściągające, przeciwzapalne. Wewnętrznie jest stosowana przy stanach zapalnych dróg moczowych, kamicy nerkowej, skazie moczanowej, pomocniczo w chorobach reumatycznych, nadciśnieniu. Zewnętrznie przy trudno gojących się ranach i owrzodzeniach skóry, stanach zapalnych jamy ustnej i gardła.”

    He, he.

    No, ale może młody Julian nie wiedział o tym wszystkim i zrywał ukochanej złote bukieciki po pastwiskach i rowach. Proszę mnie przekonać, to uwierzę.

  136. A propos Niemena, niedawno ukazała się płyta z jego późnymi piosenkami, bardzo ciekawymi zarówno w warstwie tekstowej, jak i muzycznej. Nagrania dokonała jego córka, Natalia. Nie słuchałam całości, ale w ciemno polecam.

  137. Tak myślałam, Sowo. Bukieciku z nawłoci poeta nie wąchałby tkliwie przy młodym księżycu etc. A przede wszystkim nie ofiarowywałby panience. Chwaścisko.

  138. Ale jeśli młodzik z chmurek robił się majowy od złotej mimozy, to chyba nie takiej z kwiaciarni??

  139. Jakie piękne dziś się wydają te śpiewane poezje Niemena! Zresztą, zawsze były piękne.
    A był czas, że mądrzy krytycy wybrzydzali i pokpiwali z niego, że się bierze za wielką poezję, nawet za Norwida, pamiętam to!
    I co? Nikt już nie pamięta, kim oni byli.

  140. Już sobie poczytałam w Internecie. Tak, importowano przed wojną tę włoską akację srebrzystą. Żółtą. Tzw. mimoza kwiaciarska (florist mimosa). Ale to musiał być zatem import z półkuli południowej, bo tam zakwita latem. Natomiast sądzę, że to zestawienie mimozy z jesienią żółtą, kruchą i miłą musiało nawiązywać i do kwiatów. Bo krucha jesień?

  141. A, nie! Pomyliłam się.
    Jest mimoza złota.

    „Młodzik z chmurek prześwitywał jesienny,
    Od mimozy złotej – majowy.

    Ach, czułymi, przemiłymi snami
    Zasypiałem z nim gasnącym o poranku,
    W snach dawnymi bawiąc się wiosnami,
    Jak tą złotą, jak tą wonną wiązanką…”

    Wonną!
    To jednak ta od Kris.
    Nawłoci wonną nazwać nie można.
    (A jak kaleczy palce przy wyrywaniu!)
    (Antypatyczny kwiat)

  142. Sowo, Sowo, przecież sprowadzano z ciepłych krajów mimozy, jak i orchidee. Już wtedy!
    Patrz: Michał Choromański i inni pisarze eleganckich pań.
    Nie ma mowy w wierszu o kolorze tych mimoz, którymi jesień się u Tuwima zaczyna. Może były różowe?
    Jest, owszem, od razu kolor złotawy – ale to kolor miłej jesieni!

  143. Ale nawłoć jest całkiem podobna do mimozy. Szczególnie z góry. A wytworne damy… Może się nie zorientowały, że to inny kwiat i Aleksandra ma rację.

    Ja też lubię polecanki Sowy P. i Alka. A tę jazzową piosenkę od razu wysłuchałam.
    KrzysztO, chodziło mi nie o paliwo, lecz właśnie o silnik. Widziałam kiedyś taki ogromny statek (podobny do Twojego) napędzany wiatrem i zastanawiałam się czy u Ciebie jest podobnie.

  144. Zdecydowanie Tuwim miał na myśli nawłoć. Prawdziwa mimoza jest różowa i u nas nie rośnie. Włosi za to mimozą nazywają jeden z gatunków akacji, też żółty.

  145. Aleksandro, to chyba niemożliwe. Nawłoć tępię jako chwast, a ma skłonności do wysiewania się gdzie popadnie.
    Przecież za czasów Tuwima mimozy były w każdej dobrej kwiaciarni! I to mimozy ofiarowywano damom, te kosztowne i wrażliwe kwiatki, a nie szorstką nawłoć o gorzkim zapachu.

  146. Ha! Mamo Isi!
    A toś utrafiła w sedno!
    „Tak czy siak wieś to jest to, a miasto wręcz odwrotnie”.
    Spiżowe słowa!

  147. Gdzieś przeczytałam, że Tuwimowskie mimozy to tak naprawdę nawłocie, kwitnące na przełomie sierpnia i września – tak więc nimi zaczyna się jesień. Mają kwiatki złożone z maleńkich żółtych kuleczek, stąd prawdopodobnie nawiązanie do mimozy.

  148. Jolu, we Wloszech mimozami wiosna sie zaczyna :)

    Krzewy pieknie kwitna na zolto (i mocno pachna), a 8 marca kobiety obdarowywane sa wlasnie mimozami. Znane jest tez ciasto „mimoza” – zolciutkie i apetyczne (ale jeszcze nigdy nie probowalam).

    Tak ze nie wiem, jak to jest z tymi jesiennymi mimozami… Moze jakas inna odmiana?

  149. Françoise Mallet-Joris jest autorką, dodajmy.
    Bo jest i inna książka o tym tytule.

  150. Przypominam sobie „Papierowy dom”.
    Jak się cieszę, że Pani polecała tę książkę.
    Dobrze się czyta.

    PS. Lubię muzyczne polecanki Alka.

  151. Bardzo dziękuję Alku i DUA za polecankę muzyczną. Wprawiła mnie w miły nastrój i nasunęła skojarzenie z filmem „Pół żartem, pół serio”. Chyba go sobie też po raz któryś tam obejrzę.

  152. To „crude” jako „grubiański” teź brzmiałoby chyba bardziej chestertonowsko.

  153. Służę obu paniom. Jeśli można, to zaproponuję jeszcze coś z jazzu w pewnym sensie. W każdym razie trio jest jazzowe. All About That [Upright] Bass – cover Maghan Trainor przez Kate Davis. Dużo wdzięku.

  154. Dziękuję kochanej Casciolinie i Pani Małgosi! Jak ja lubię takie uściślania. A u Chestertona słowa sa tak ważne! Jedno niesie nieraz z soba wiele znaczeń i odniesień, a wszystko istotne, by wydobyć nieoczekiwane skojarzenia, które bynajmniej nie sa tylko gra słów. Zabawa, która z tego wynika, to jakby efekt uboczny, choć zamierzony. „Mój umysł jest średniowieczny, czyli logiczny…”
    Niestety, nie mam oryginałów, ale już wiem, że muszę je skompletować.
    Casciolino, czy korzystałaś z ksiażki, czy z oryginału zamieszczonego w sieci?

  155. Właśnie obejrzałyśmy z Adminką filmik, polecany przez Alka. Wesolutkie to i krzepiące. Utwór – perełka.
    Alku, dziękuję raz jeszcze.

  156. Podoba mi się ta obrona monogamii. W ogóle Chesterton to jest to!

    W kwestii „Stacji Nigdy w Życiu”. Na wydmuszkowe postacie na choinkę wybrałam p.Trójkę i Wacka Trójkę nie dlatego, abym nad życie zapałała sympatią akurat do nich, ale z powodu kapeluszy, jakie im narysował Butenko; bardzo udatnie mi wyszły. Niestety, pozostali bohaterowie byli bezkapeluszowi.

    „Gdyby tygrysy jadły irysy” jest autorstwa Chotomskiej. Sama o tym nie miałam pojęcia, ale zaciekawił mnie nie ujęty ciąg dalszy, więc poszukałam w necie, no i patrzcie Państwo! Człowiek się uczy całe życie.

    Zuziu, zazdroszczę Wam bocianów! Mieszkanie w mieście ma swoje zalety, ale głównie wady.
    To znaczy wiem, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, ale tak czy siak wieś to jest to, a miasto wręcz odwrotnie.

  157. O, dziękuję, Casciolino! Ulżyło mi.
    Nie znoszę niedokładnych tłumaczeń.
    Tak, to dobra żona, w najwłaściwszym tego słowa znaczeniu.

  158. „Variability is one of the virtues of a woman. It avoids the crude requirement of polygamy. So long as you have one good wife you are sure to have a spiritual harem”.
    Podejrzewałam słowo „decent”, sugerując się polskim tłumaczeniem, a jednak jest po prostu „good”.

  159. Kris – mimozy??? Lekki niepokój mnie ogarnia, bo mimozami inna pora roku się zaczyna

  160. Kasztanowłosa, ależ Was obradowali! Pozazdrościć!
    A tak w ogóle to cześć i czołem w ten zimny, marcowy poranek! :-)

  161. Molu, wolę wozić niż być wożonym :-)

    Ozdobniczko, napędem jest silnik spalinowy o mocy 31 tys. KW. Ale Tobie chyba chodzi o paliwo, a tym jest ciężki olej napędowy (heavy fuel oil).

    Bożeno, pięknie to napisałaś. Spokój rzeczywiście jest (przeważnie), natomiast ciszy, niestety, na statku nie ma nigdy. A jeśli się zdarzy, to trzeba natychmiast reagować.

    Alku, właśnie dlatego tego słowa nie użyłem, bo dotyczy żaglowców, przynajmniej po polsku. Anglicy mówią forecastle niezależnie od typu statku, ale w codziennej praktyce używa się zwyczajnego forward, choć to niezbyt gramatyczne.

  162. Północ wybiła, już pod Dniu Kobiet.
    Jestem zmęczona, więc idę sobie.
    (odchodzi, mrucząc)

  163. Nie, „właściwa” to nie jest koniecznie „pasująca”.
    Chesterko, czy Wasz artystyczny kwartet myśli już nad nowymi rozwiązaniami w zakresie pisanek?
    Podsuwam pomysł: pisanka z Chestertonem.

  164. Właściwa, o ile nie rozumieć tego słowa jako „pasujaca” do mężczyzny. Chesterton twierdził, że spotkał wiele szczęśliwych małżeństw, ale żadnego, które by do siebie pasowało;) o ile pamiętam, bardzo go rozśmieszał powód podawany przy rozwodach: niezgodność charakterów.

  165. Bardzo jestem ciekawa, co jest w oryginale. Kontekst tego rozdziału niczego nie wyjaśnia, a określenie: porzadna, bo lubiaca porzadki, nie pasuje mi do Chestertona.

  166. Chyba muszę to zdanie przeczytać w oryginale. Każdy przymiotnik się liczy!
    Porządną w jakim sensie? Że w kółko robi porządki? Mam nadzieję, że nie.

    Zgredziku, miłe podziękowania.

  167. Zmienność wiosennej pogody i dzisiejsze świeto przypomniało zachwyt Chestertona nad angielska pogoda, która przypomina mu kobietę:
    „Zmienność jest jedna z zalet kobiety. Dzięki niej unikamy prymitywizmu poligamii. Ktoś, kto ma jedna porzadna żonę, może być pewien, że ma duchowy harem.” (Obrona człowieka, rozdz. Chwała szarości).

  168. Wszystkiego najlepszego dla Starosty, Adminki i wszystkich gości płci żeńskiej!
    Niech dzień kobiet będzie co dzień!

    (Jeszcze nie przeczytałem wszystkich wpisów)

  169. Moja Mama dziś ciągle śpiewa tę piosenkę Aleksandry i mi też ona ciągle gra w głowie, choć nie jestem z wiadomego pokolenia. Ciekawe, czy kiedyś zostaną całkiem zapomniane, czy przetrwają dłużej, niż my?

  170. Ja również życzę wszystkim przedstawicielkom płci pięknej wszystkiego najlepszego!

    My od naszych chłopców (w szkole) dostałyśmy czerwoną różę i białego misia. I jeszcze był tort czekoladowy!
    Ale oni mogą nas tak rozpieszczać, gdyż ich jest w klasie 21, a nas 9 :)

  171. Jakie dzielne podrozniczki z naszych Dziewczat z Jezycjady!

    Usmiechy dla drogich Ksiegowych! U nas dzis tradycyjnie – mocno pachnace mimozy.

    P.S. Alku, tez bardzo lubie „Libertango”. A najbardziej – „Oblivion”.

  172. Dobry wieczór! KrzysztO, „forecastle” jak najbardziej ma tradycyjną polską nazwę, jest to forkasztel (odmieniane normalnie przez przypadki). Wygląda na to, że nazwa została współcześnie wyparta przez „dziobówkę”, ale jak najbardziej istnieje, w literaturze stosowana regularnie, zwłaszcza gdy mowa o żaglowcach.

  173. Milesale, dziękuję za poruszającą wiadomość prywatną.
    S. rzeczywiście pięknie zareagował. Moje gratulacje, chłopak ma serce.

    Uściski wdzięcznie przyjmuję, cieszę się, jeśli w czymś pomogłam.
    Pomyślności dla Was!

    Pięknie napisałaś o darze uczenia się.
    Bądź tu z nami, nie tylko schowana!
    Pozdrawiam Inverness i okolice.

  174. A w piękne fotografie obrodziło. Zresztą tutaj tak zawsze. Na stronie Adminki rzeczywiście oryginalny konkurs, fascynujące zdjęcie.

  175. Jakie miłe pozdrowienia z dalekiej podróży! Wspaniałe dziewczyny :)

    KrzysztOfie, jest w Twoim zdjęciu bezmierny spokój, cicha potęga. Prowadzisz wzrok za linię horyzontu, w światło. Jakoś tak skojarzyła mi się tu „Podróż Wędrowca do świtu”, gdzie za rozświetlonym Końcem Świata była Kraina Aslana.
    Chciałabym tak płynąć.

    Ryśku, dzięki za śliczne kwiatuszki!

  176. Móc się uczyć to ogromny dar, tak jak darem jest widzieć, słuchać, odczuwać, współistnieć w tym pięknym świecie.
    Od nas zależy w dużej mierze, aby i czynić go piękniejszym, i wynajdować jego piękno wszędzie i zawsze.

    Na ten przykład na nie-zielonym tankowcu, lub też w ogródku pośród krokusów.

  177. Ale FLUID!

    Od rana, w kółko- w łazience, kuchni, pokoju:
    …Dzień kobiet, Dzień kobiet, niech każdy się dowie….

    Po usilnych prośbach Małżonek zaprzestał.

    Wchodzę na stronę MM.

    No, nie – toż samo!!!

  178. Piosenka, którą przytoczyła Jane też mi rozbrzmiewa w głowie, tylko z inną zwrotką, niestety niepełną:
    „Marzec, marzec pięknie się wystroił
    W kole, w kole, między dziećmi stoi…”
    i nie wiem, co dalej; refren ten sam.
    Moi mężczyźni-pierwszoklasiści obdarowali dziś swoje koleżanki prymulkami, tulipanami i słodyczami, a mnie hiacyntami i storczykiem. Poczułyśmy się baaardzo rozpieszczane. :)

  179. Co za wspaniały prezent na Dzień Kobiet! Ale fajnie mają te dziewczyny, że sobie tak płyną. Widoki muszą być zachwycające. Uśmiecham się do Wszystkich Dziewczątek, Dziewcząt i Kobiet. Wszystkiego najlepszego z okazji naszego święta :)

  180. Najlepsze życzenia dla DUA I Kochanych Księgowych od zagrypionej Just.
    Zdjęcia zachwycają.
    Jutro będzie lepiej.

  181. (na stronie).. szeptem…
    …jeżeli Pani Małgosia pozwoli…
    ..w ferworze wiosny, słońca i święta oraz uroczych tu dysput, można przegapić konkurs, jaki ogłosiła na swojej stronie nasza Droga Adminka. Mój syn-czytelnik jednak czuwa…więc kto żyw, niechaj pędzi, bo zegar nieustannie bije..

  182. No tak. Dostałyśmy świeże, wiosenne tulipany od chłopców, zaskakujące, woskowane na fioletowo (nie chcę być niewdzięczna, ale moim zdaniem piękniejsze są naturalne) róże od taty i jakiś nieznany mi, ale za to bardzo ładny gatunek kwiatka doniczkowego od jego brata (najlepsze jest to, że Maja dostała ogromną, różową różę). Czuję się bardzo obdarowana :-)
    Chciałbym jeszcze dodać: nie zapominajmy, że 10 marca mężczyźni mają swoje święto!!

  183. I ja życzę wszystkim kobietkom wszystkiego najlepszego. Tym z pokładu również.
    Ozdobniczka

    PS. A my różowe tulipany dostałyśmy w szkole. Za wirtualne kwiatki dziękuję.
    PS2. Ryśku, zdjęcie piękne. I widzę, że trawa już zzieleniała z zazdrości o słońce. KrzysztO, jedno pytanie: czym jest napędzany Twój statek?

  184. Ooo, Ago, a dziewczyny z naszej klasy dostały dziś (mimo naszego młodego wieku) piękne, wiosenne, żółte tulipany!
    Nauczycielki też dostały, tylko, że żółto-czerwone.
    Ale jednak żółte ładniejsze. Kojarzą sie z soczyście zieloną trawą i świecącym słońcem. :-)

  185. Dziewczyny, ale macie przestrzeń! Fajnie mieć takiego Nawigatora wśród przyjaciół. Wam, chociaż fikcyjnym, ale zadomowionym w naszych umysłach i sercach, życzę wielu przygód, a wszystkim zaglądającym tu kobietkom, miłego wieczoru z porządną dawką męskiej adoracji.
    Kwiatuszki śliczne, cieszą oko.

  186. Cześć, Kochani!
    Ale zaskakujące zdjęcie, ja tam widzę kolorowe kwiatki i to 4. Są piękne, ciekawe, kolorowe i dorodne. Wszystkie piosenki z okazji Dnia Kobiet znam, kiedyś śpiewaliśmy je wesoło w przedszkolu i było fajnie. Robiliśmy dla mam dzbanki/ koszyczki z pudełek po szamponach (były dwa szampony na rynku!). I obowiązkowo wręczaliśmy goździki. Dziś w pracy też dostałyśmy goździki, ale są tak śliczne, czerwone, wiosenne, aż miło spojrzeć. Uśmiecham się wesoło do wszystkich kobiet, dziewczynek, kobietek.

  187. Mówi się, że naszym Ajwazowskim jest świetny malarz Marian Mokwa-tylko to już inne pokolenie. Namalował kilka tysięcy obrazów, dużo o związkach Polski z morzem. Za własne pieniądze zbudowało pierwszą galerię sztuki w Gdyni, która jest w ruinie. Niemcy na jego oczach spalili kilkaset jego obrazów. Ale się nie poddał. Swoją drogą jak wielka była miłość przedwojennych polskich patriotów do morza i pragnienie, by Polska miała do niego dostęp. Chociaż morze jest rzeczywiście niesamowite, można się w nim zakochać. Ciekawe jak jest z tymi co na wodzie pracują.

  188. Już nie wiem kto ma fajniej. Pani, bo płynie sobie pani statkiem z Krzysztofem, czy on, bo może panią wozić?
    Wszystkim kobietom i dziewczynom życzę najpiękniejszego dnia kobiet w życiu! Życzy-młodziutka.
    Ryśku!!! Powalające zdjęcie!!! Cudowne!!! Wy to musicie mieć piękny ogród!
    Wspomnianych tu piosenek niestety nie znam (a może na szczęście…)

  189. Nadbudówka chyba jednak dość dokładnie oddaje oryginał, ale forecastle rzeczywiście ładniejsze!
    Tak jak i trawnik w stokrotki. :o)
    Chociaż Józinek mógłby mieć inne zdanie..

  190. Aaa! Ale pyszna historia stokrotkowa! Wesołe chłopaki, a jakie ofiarne!

    Casciolino, fajny ten Twój tata! Zuch!

    Babette, dziękuję za ten słoneczny obrazek. Jaka kochana babunia. Jakie piękne wspomnienie.

  191. W dawnych czasach, ca 30 lat temu, zielone pokłady miały statki PLO. Zdarzyło się ponoć, że na jednym z nich bosman wymalował całą jedną stronę, od nadbudówki po dziobówkę (niestety, marne są te polskie nazwy, o ileż ładniej brzmią angielskie: superstructure i forecastle) i w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku udał się na spoczynek. W nocy jednak uczynni koledzy z maszynowni poświęcili swój czas wypoczynku, aby wyciąć z kartonu szablony stokrotek, za pomocą których urozmaicili białymi malunkami monotonny, ich zdaniem, pokład. Przekazy milczą na temat porannej reakcji bosmana.

  192. Cztery bohaterki Jeżycjady na mostku, cztery córki w sercu :) I nawet jedno imię się zgadza! (bo KC Puchałka to Agnieszka). U nas w rodzinie, jeśli chodzi o płeć piękną, jest duże bogactwo, dopiero od niedawna rodzi się więcej chłopców.
    Wszystkim kobietom i kobietkom najlepsze życzenia!

  193. Ja też znam i podśpiewuję „piosenkę od Celestyny” z jedynie słusznej epoki.
    Moje wspomnienie dotyczące jej mieści się w tym najcenniejszym zbiorze, mimo ubóstwa muzycznego. Chociaż jako dorosła doszłam do wniosku, że to ja ją tak uprościłam jako dziecko 4-5 letnie.
    Razem z moimi dwiema siostrami śpiewamy tę piosenkę dla naszej ukochanej babci, w dzień kobiet właśnie. My jesteśmy trzema małymi dziewczynkami z warkoczami; kuchnia jest duża, jasna, z wielkim drewnianym stołem, a babunia jest szczęśliwa i uśmiechnięta.

  194. Jak się J.P. tak był wahał, to ja to jego popiersie z obtłuczonym nosem , które mam na biurku i raz do roku w Święto Niepodległości szczególnie starannie odkurzam, chyba gdzieś głębiej do szafy schowam czy coś.

    Po namyśle – zostanie po staremu. Przecież już dawno go zaakceptowałam ze wszystkimi zaletami i wadami.

  195. Pani Małgorzato, współczuję szczerze, kiedyś pół dnia śpiewałam hymn szkoły, który córka musiała znać na pamięć ( „…Janusz Korczak patron nasz”), nie szło się od tego uwolnić.

    Mam pytanie do Sowy – czy książka „Dom” Innocentiego dotarła? Pytam, bo jest do kupienia (w normalnej cenie, niestety) w jednym z łódzkich Matrasów.
    Podpowiem przy okazji, że jeśli w jakiejś księgarni sieciowej w internecie, książka jest niedostępna, to warto sprawdzić dostępność w księgarni stacjonarnej (tak znalazłam „Małą zimę”- dziękuję za polecenie) .
    O, a teraz znowu Mama Isi będzie się śmiała, że mamy księgowy Kącik Porad. Ale co ja poradzę, że czuję ogromną potrzebę odwdzięczenia się za całe to dobro od Was, choćby w taki sposób :) .

  196. Bardzo beznadziejna, Pani Malgorzato:)
    Jane, faktycznie. Tez te piosnke spiewalismy.

  197. Jane, jak dobrze, że tej piosenki nie znam. Wystarczy mi, że już podśpiewuję tę od Celestyny. Uch.

  198. Dzień dobry!
    Celestynko, a mnie od wczoraj nie opuszcza piosenka, również wgrana do głowy w epoce wiadomej (pamięć przechowuje tyle różnych rzeczy):

    „Marzec, marzec wyjął grosik srebrny
    Teraz, teraz będzie mu potrzebny.
    Do kwiaciarni marzec pobiegł kupić kwiat na święto kobiet.

    Zapamiętaj sobie
    Dzisiaj jest Dzień Kobiet!”

    Dziękuję za piękne zdjęcia we wpisie. Popłynęłabym … (kiedyś marzyłam o rejsie statkiem pasażerskim Queen Elisabeth 2, ale teraz myślę, że nie ma jak żaglowiec)

    Przesyłam uśmiechy i uściski.

  199. Babette (wiad.pryw.), dziękuję za adres, Adminki się odezwą! A Ty tylko zdjęcia zrób!

  200. Ateno, to jest bardzo świeży i odkrywczy pomysł: pomalować pokład statku na zielono. Niby marny substytut trawnika, ale zawsze coś.

  201. Celestyno, nasze dzieci też tego uczono, w związku z czym umiem i ja tę pieśń zaśpiewać. Dosyć czepliwa, choć melodia beznadziejna.

  202. Dzień dobry!
    Alku, podmieniłam link na tytuł, dziewczyny sobie znajdą! A warto!
    Rozkosznie tam sobie grają, same kobitki, z okazji setnej rocznicy uzyskania praw wyborczych (w Norwegii).
    A Polki otrzymały prawa wyborcze w 1918 roku, a więc wcześniej niż obywatelki Stanów Zjednoczonych, Francji czy Wielkiej Brytanii!
    Józef Piłsudski to sprawił, podobno nie bez wahania.

  203. Kwartet żeński w tym akurat składzie… mogłaby z tego być fajna książka.

  204. I płyną do przodu, w nieznane, w bezkres, pokonując wszelkie fale codziennych przeciwności… Kobiety!
    Jakże urocze to zdjęcie! KrzysztO ma miłe towarzystwo. Czuć powagę, i owszem, jakąś taką emanującą siłę ich wszystkich, choć pełną wrażliwości i delikatności.
    Dziękuję za oba zdjęcia i zmykam, życząc pięknego dnia wszystkim.
    (mimo, że milczę, to jestem tutaj obecna niezmiennie)

    (Ha! A jedna z nich nawet na pokładzie „świętuje” podwójnie!)

  205. O, jaki swiezy i pachnacy poranek! Piekne, radosne zdjecia.
    Na haslo: „dzien kobiet”, automatycznie zaczynam podspiewywac piosenke (gdy jest brat, podspiewujemy razem, on tez ma zawsze muzyczne wspomnieniowe skojarzenia), ktorej uczono nas we wczesnym wieku szkolnym w epoce wiadomej:

    „Dzien kobiet, dzien kobiet, niech kazdy sie dowie,
    ze dzisiaj swieto dziewczynek.
    Usmiechy sa dla nich, zabawa i taniec
    Piosenka z radia poplynie.
    (…)
    I wozna, kucharka, przedszkolna lekarka
    Piosenka z radia poplynie”

    Moglam cos pomylic.

  206. Ponieważ tego typu link się nie wyświetli, przesyłam tylko na ręce Ulubionej Autorki: „Libertango” na koncercie 8 marca 2013 roku. Okazja godna, a wykonanie – cymesik.

    Tine Thing Helseth – Libertango (March 8th, 2013)

  207. Dołączam do życzeń Łusi, MacDusi, Doroty i Agi – uśmiechu i radości i pięknych kwiatów

  208. Kwitnącego Dnia Kobiet życzę DUA i wszystkim Księgowym płuci pięknej.:)

    Nutria

    PS. Niesamowite te zdjęcie kwiatów. Zupełnie jakby jakiś artysta ustawił je według swojej doskonałej koncepcji, tak, aby na obrazie wyglądały idealnie.

  209. Dziekuje, swiatowe kobiety! KrzysztO a nie mogliby pokladu „machnac” na zielono. Mloda Idusia dalaby rade. Wyrazy uznania.
    Rysku bardzo ladne zdjecie.
    Kobiety sciskam wszystkie.
    Wiecznie mloda

  210. Jeju, ale bombowe fotki! że nie wspomnę o fikuśnym wpisie i przemilych zyczeniach…
    Przypomniala mi się moja spontaniczna wyprawa promem do Szwecji (jakże skromna w porównaniu). Uwielbiam statki.
    Dziękuję za piękne, tchnące radością i życiem zdjęcie krokusików i przebiśniegu, za życzenia. I za perspektywę Pana Nawigatora. Co za majestat.

  211. Cztery jakże różne kobity na zaskakującym tle. Zestawienie surrealistyczne niemal oraz … niezaprzeczalny dowód , że przyszła DŁUGO OCZEKIWANA – niezmiennie i na przekór .

  212. Zdjęcie Ryśka też bardzo mi się podoba :) To krokusy, prawda? Wyglądają trochę jak ojciec z dzieckiem – fioletowy wyciąga ręce jakby wołając: „Na rączki!”, żeby zobaczyć świat z innej perspektywy, a biały schyla się by go podnieść.

  213. No, właśnie, prawda, Elka też w tamtych stronach!
    Prawdziwa ekspansja na Daleki Wschód!
    Zdjęcie tulipanów w ostatniej chwili zmieniłam na inne. Przypomniałam sobie, że mam takie świeże, nieomal z wczoraj, przysłane nam przez męską dłoń!

  214. Piękny widok! Jakże sympatycznie wygląda ta czwórka na tym tle. Dzień Kobiet w Korei, ach, marzenie! Stamtąd już niedaleko mają do Elki, która przecież w Japonii jest ;)

    Bardzo ładne zdjęcie – tchnie wiosną. Jak na razie wokół mnie kwiatów żadnych nie widziałam, ale wczoraj słuchałam ćwierkającego ptaszka. Takie malutkie stworzenie, a przy bardzo ruchliwej ulicy było głośniejsze od samochodów. Aż przyjemniej było iść na zajęcia.

    Podobnie jak Ulubione Bohaterki przesyłam najlepsze myśli na Dzień Kobiet :)

Dodaj komentarz