
Jesteśmy, jak powiadają, gdzieś koło Korei. Ho-ho!
Czujemy się ważne i wyróżnione, patrzymy sobie z wysoka na pokład i na morze. Jest bezpiecznie, bo nawigatorem tego kolosa (nie znamy się na statkach, ale to chyba tankowiec?) jest nasz DC KrzysztO, tata KC Cascioliny oraz czterech innych osób czytających. Jasne jest, że krzywda nam się tu nie stanie.
Mamy bardzo ekscytujący Dzień Kobiet!
Ale pamiętamy o wszystkich naszych Kochanych Czytelniczkach, młodziutkich, młodych i wiecznie młodych – i przesyłamy stąd najlepsze myśli i życzenia.
Łusia,
MacDusia,
Dorota
i Aga.
PS
Nie ma tu nic zielonego, poza roślinką doniczkową w kabinie, więc załączamy świeżutkie wirtualne kwiatki dla Was wszystkich!
Zdjęcie kwiatkom zrobił DC Rysiek, a nas sfotografował oczywiście pan nawigator.









Woda Przemysławka, serek topiony Tylżycki, herbata Ulung, ach te artefakty z epoki;) Dobrze, że sobie poszła (ta epoka).
Golibródka? W sumie urocze.
Mamo Isi, mam to wydanie Staffa (znakomite!). Kupiłam w antykwariacie przed kilku laty, a ono wciąż jeszcze pachnie wodą kolońską Przemysławka.
Chyba należało do miłego starszego pana.
Bez względu na to, czy tata grał w tym samym pokoju, czy obok, mama Frycka musiała mieć anielską naturę. Ja – dajmy na to – bym udusiła małżonka gołymi ręcami.
No jak to! Fryzjerka damsko-męska. A takoż balwierka i golarka.
Cha, cha!
Ależ on grał sobie w drugim pokoju. Na pewno.
Sherlock Holmes, nota bene, też koił nerwy grą skrzypcową osobistą. I skupiał się przy tym.
Mamo Isi, znajdź mi żeńską formę do golibrody, bo cyruliczka sewilska to jednak nie to.
Jestem pod wrażeniem! Wierzyć się nie chce, że to 9-latek zrobił taką stronę! Gratulacje dla Sebastiana!
I pomyśleć, że tata Frycka podczas narodzin syna grał na skrzypcach; to trzeba mieć nerwy jak postronki.
Kosiarka, pilarka, żniwiarka, obrabiarka, sadzarka, przewracarka oraz kombajn Bizon.
Zaraz zajrzę na wpis Sebastiana.
Nb. mam katar i stan swój bym określiła jako terminalny.
Też mi się do niego buzia śmieje.
Dobranoc!
Rêverie przy księżycu. Dzięki, Sowo!
Dobranoc.
Tak jest, Krzysztofie, tylko u nas!
Casciolino, jak ładnie to wyjaśniłaś naszej Otz.
A ja chciałam powiedzieć, że czekanie może i jest bierne, ale oczekiwanie – już nie!
Sebastian cudowny!
Na dobranoc:
Claude Debussy – „Rêverie”.
François-Joël Thiollier.
Alku, nie tylko przedmiotów to dotyczy, również miejsc, np. reżyserka.
Teraz przyszło mi do głowy, myśliwy – myśliwka???
Otz, czekać można aktywnie, przygotowując siebie samą na spotkanie z Oczekiwanym.
Dobrej nocy wszystkim i pięknego przebudzenia!
Brawo dla taty Sebastiana za pomysl, dla Sebastiana za wykonanie.
Ladnie sie usmiecha ten dziewieciolatek.
Nigdy nie miałem w pracy takich kibiców :-)
Dobranoc.
Popatrzyłam. I nie wierzę, że ma 9 lat. Brawo!
Popatrzcie na Sebastiana Łojka!
Czekanie kojarzy mi się z siedzeniem z założonymi rękami. Prędzej bym szukała. A nie szukam.
Chłopiec to Sebastian Łojek, ma 9 lat.
Brawo, Sebastianie!
No, to jeszcze szpiega/szpieżka i detektywka.
I sama sobie przyrzekam więcej tych potworków nie wymyślać.
O, tak myślałam, Otz.
A pewnie, że czekasz, nie wycofuj się. Trzeba wiedzieć, czego się oczekuje.
Spawarka, kolejarka, tokarka.
No nie, okropieństwa wychodzą. Jestem jednak z pokolenia obytego z panią psycholog i panią dyrygent.
Witam ( nadrabiam dopiero cały dzień Waszych wpisów), pozdrawiam serdecznie i DOBRANOC.
Popatrzcie, co ładnego znalazłam na Twitterze!
Pisze tata: jego synek czwartoklasista dostał zadanie domowe – zrobić album o Chopinie, z okazji rocznicy jego urodzin.
Tata przekonał go, że szkoda roboty, bo album i tak wyląduje w koszu. – Załóż stronę internetową – zaproponował.
Chłopczyk się zapalił, ślęczał godzinami, wszystko zrobił sam! A tata mu pokazał, że w krótkim czasie na stronę weszło 10 osób. Teraz prosi, by
odwiedzać tę stronę, żeby chłopiec miał satysfakcję i lekcję poglądową zarazem. Linku podać nie mogę, ale to wystarczy:
fryderykchopin.weebly.com
Brawa dla taty i dla syna!
Jestem uczennicą ( III klasa gimnazjum). Czasownik „czekam” nie był do końca trafny. Raczej najbardziej lubię Ignacego, Ignasia i Damba. :)
No, to nadal o Tobie myślimy pozytywnie, Krzysztofie.
Elżbieto, ładne!
Oj, nie, jeszcze ze dwie godziny.
Alku, widziałem te działa w forcie na Sentosie, może nie Navarony, ale też robią wrażenie
Witajcie, Mili!
Gończa/gończyni. Ortopedka. Wykrawaczka. Brrr!
Tapicerka.
O, Krzysztof już pewnie przepłynął i spać poszedł.
Osobiście jestem zdania, że gdzie to jest możliwe, a dziewczyna chce, to oczywiście pożądana jest forma żeńska. Problemem jest, że forma żeńska zwykle istnieje, ale w większości przypadków została już zajęta przez nazwy przedmiotów. Dlaczego akurat – czort wie. Przykład udany: taksówkarka (przedmiot w tym wypadku szczęśliwie nazwano taksówką). Przykład skrajnie nieudany (i na szczęście tylko teoretyczny): oficerka.
Żołnierka: dość często stosowane. KrzysztO, uważaj w Cieśninie Singapurskiej, tam kiedyś takie duże działa były, które poważnie utrudniały przejście. Możliwe, że któreś im zostało.
Szewczyczka, szewcka
Stolarka.
Golarka.
Koparka?
Muzyczka
Grabarka.
Marynarka (choć rzadko spotyka się kobietę – marynarza) i geodetka. Hihi
Sprawdziłam Cieśninę Singapurską. Powodzenia, KrzysztO, w przeprowadzaniu! (statku przez Cieśninę). Wspaniale czyta się Twoje „wpisy okrętowe” :)
Brawo, Zuzia!
Ateno, masz 100% racji, najlepiej się pisze ołówkiem, byle był naostrzony.
Te piękne pióra podobałyby się Sokratesowi. Uwielbiałby się przekonywać, jak świetnie się bez nich obywa.
Ale trzeba przyznać, ze zaprojektowane są z fantazją i wdziękiem.
Mnie to wystarcza.
Drukarka
Dziwolagi jezykowe.Wytwor poprawnosci politycznej.
Tymczasem patrze na slonce, ksiezyc pracuje na innej zmianie.
Bozenka wzdychaj, hi hi, do pior. Policzylam swoje, mam ich (za)duzo, przy czym ulubionym jest najzwyklejsze chinskie, ktore mial kazdy. Najcenniejsze dostalam w spadku po tacie przyjaciolki, zawsze go lubilam i oniemialam gdy mi je podarowano.
Gdybym kupila to pioro, to balabym sie nim pisac, ale powzdychac mozna, a ile ksiazek za to kupie :).
Justysiu, sciskam, kiedy mnie odwiedzisz?
Jest jeszcze sporo: krytyczka, architektka, muzyczka, tokarka, etc.
Sprostowanie: wyobraźnia pisarza bynajmniej tego nie chce, samo jakoś tak wychodzi.
A poza tym – żartowałam, żartowałam, tfu-tfu! Na psa urok!
Płyń sobie spokojnie.
DUA, a cóż to za pomysły. Ja wiem, że wyobraźnia pisarza chciałaby kolizji, huraganu i tsunami w jednym, ja jednak preferuję spokojne przejście bez żadnych urozmaiceń.
Tak nawiasem, może powinienem był napisać „wyobraźnia pisarki”, ale takie słowa jak pisarka czy profesorka, choć uprawnione, w moich uszach brzmią jakoś niepoważnie. Że nie wspomnę o dziwolągach w rodzaju psycholożka, socjolożka itp.
Chesterko, nikogo tu Jeżycjadą nie zarażę, bom jedynym Polakiem na burcie, jak zwykle zresztą.
A, jest zdjęcie! Pysznie!
Nie ma pośpiechu, ucieszy mnie o każdej porze.
Dziękuję i ściskam Was!
Ach, wiedziałam, to dla Ciebie prawdziwy raj!
No, to dwa zuchy z Was, dziewczyny! Pozdrawiam Asię! Cieszę się, że widzi porządny kawał świata!
PS. Bebe ładnie by wyglądała na tle pomarańczowych kwiatów aloesu. Albo sama nie wiem. Mogłaby wręcz zaniknąć, okładkę ma pomarańczową.
Tak, zdjęcie jest ale wyślemy później, bo jesteśmy na kempingu w parku narodowym po wschodniej stronie kraju i internet jest tu mocno reglamentowany.
Jesteśmy z Asią w Afryce, podróżujemy indywidualnie, bo jest w Kanadzie tzw March Break, wolne od szkoły. Wylosowalam w grudniu w pracy, jako prezent, dwa bilety na South African Airways. Tak roślinność mnie urzekła, widziałam jak na pomarańczowo kwitną aloesy na Górze Stołowej w Kapsztadzie.
Aleksandro, dziękuję za odpowiedź. Nawłoć chyba się rozmnaża przez wysiewanie, a może i przez odrosty korzeniowe także.
Justysiu, a rośliny oglądasz ? Wyobrażam sobie, jak Cię to cieszy!
O, Justysiu, tam jeszcze Bebe nie była.
Będzie zdjęcie?
I co w ogóle robisz w Afryce, odpoczywasz?
U nas też niebo bezchmurne, księżyc jak zwykle zagląda mi w okno.
Ach, no tak. Pomyliłam osoby. Otz, wybacz.
A na Przylądek Dobrej Nadziei pojechał z nami „Brulion”…
Justysiu, jak mi miło, że patrzymy na ten sam Księżyc, i że o nas myślisz – całuski!
Podziwiam pełnię Księżyca na niebie Południowej Afryki, również bezchmurne niebo. Pomyślałam o Was tu piszących i jak tylko naprawili Internet na kempingu, to od razu zajrzałam, czy też podziwiacie.
Aaaa, KrzysztO, jak Ci zazdroszczę! 26°C! U mnie tylko 4 stopnie.
Aleksandro, popieram Cię – nawłoć zamiast mimozy u Tuwima jest bardzo prawdopodobna.
Nie, no korzeni nie da się zamurować, ale jak tylko pojawia się jakiś listek, tam gdzie nie trzeba, natychmiast wyrywam. Jakoś na razie udaje mi się upilnować, nie wykluczam jednak, że w którymś momencie nawłoć mnie przechytrzy :)
O, jest i nasze Wilczę Morskie, Tacie towarzyszy.
Casciolino, mam wrażenie, że Otz jest jeszcze uczennicą. A może studentką?
Otz, powiedz nam, proszę.
Otz, czyli już wiadomo, że czekacie na chłopca?
Masz dużo racji z tym spokojem i poczuciem humoru. Narwańców się ostatecznie nie wybiera, prawda? Patrz: Nerwus. Albo Wolfi.
Rozśmieszanie DUA jest OK.
26 stopni w nocy to prawie upał.
O, to pozdrawiamy wszystkich Wilków Morskich!
Patrzących w księżyc.
W tej chwili 26 stopni.
Na razie jeszcze w miarę szeroko i bez wielkiego ruchu, więc mogę sobie pozwolić na zerkanie do komputera.
No i nie jestem tu sam, pięć osób na mostku.
Och, koniec pytań, lepiej niech Krzysztof się nie rozprasza, jeszcze zahaczy bokiem o jakiś drobny stateczek, tfu,tfu, odpukać.
W tej cieśninie. Singapurskiej, nie Szanghajskiej.
Mam nadzieję, że nie zmężnieje za bardzo. Bo ja właśnie czekam na Ignacego, Ignasia lub Damazego. :)
Ale tak naprawdę każdy mężczyzna w „Jeżycjadzie” ma coś w sobie. To chyba przez ich spokój i poczucie humoru.
Krzysztofie, a czy tam jest teraz ciepło?
A pewnie, już wcześniej poprawiłam. Singapurską!!!
O, no pewnie, noc.
Krzysztofie, ale wszystko zapamiętaj. Chociaż tyle.
Miło, że dostajemy od Ciebie sygnały prościutko z mostka!
Singapurską :-)
Na dobre zdjęcie nie ma szans, trzeba sprzętu
Aleksandro, a jak pilnujesz, żeby nawłoć się nie rozeszła? Czy są sposoby? Ograniczenie przez zamurowanie korzeni? Czy co?
Zgredziku, nie rozśmieszaj mnie.
Krzysztofie, ależ zdjęcia rób! Prosimy!
Ludu, właśnie teraz nasz Krzysztof przeprowadza po nocy swój statek przez Cieśninę Singapurską. Dlatego nie śpi o tej nocnej – u niego – porze.
Dobry wieczór!
Bardzo się cieszę wiadomością, że w kolejnym tomie będziemy świadkami dalszego dynamicznego rozwoju IG.
Będzie fajnie, nawet jeśli przestanie być do mnie podobny. A może go kiedyś dogonię?
Dziękuję, Krzysztofie za uznanie. Ciekawam, czy udało Ci się zainteresować któregoś z wilków morskich Jeżycjada? A może patrza na Ciebie jak na przybysza z kosmosu?
Full moon w zenicie i najmniejszej chmurki na niebie, gwiazdy widać jedynie najjaśniejsze
W moim sierpniowym bukieciku jest nawłoć. Oprócz tego hortensje, lawenda, rudbekie i co tam akurat jeszcze rozkwita oraz wszystkie możliwe zioła łącznie ze szczypiorkiem i pietruszką :)
Nawłoci kiedyś miałam sporo, potem był okres, że z nią walczyłam, a gdy już prawie ją wypleniłam, nagle zrobiło mi się jej żal i teraz bardzo pilnuję, żeby się nie rozeszła, ale mimo wszystko pozwalam jej rosnąć. I jeszcze cichutko dodam, że koncepcja nawłoci jako tuwimowskiej mimozy jest dla mnie przekonująca.
Tak, wiem, Nutrio, ale, o dziwo, tylko czarne i niebieskie – te zielone są do znalezienia za pomocą
Googla. A chciałam, żeby Alek porównał sobie odcienie zieleni!
Pani Małgosiu, na stronie wspomnianej przez Mola również można znaleźć rękopisy.
To była owszem, ciotka, ale nie Zgryzotka, tylko taka zwyczajna. Do powinowactwa ostatecznie nie doszło, ale cytat zapamiętałem.
A jeszcze, Alku – nie byłaż to ciotka zgryzotka?
Alku, toć to idiom pana Oracabessy!
Oczywiście, pani Gosiu!:-) :-) :-)
Nawłoć do listy Wyki to już sama dorzuciłam, właśnie jako ten badyl przydrożny :)
Madziu, no wiem, wiem. Ale wszystko musi mieć swój czas.
Bożenko, dziękuję Ci za śliczny cytat. Nota bene, nawłoci profesor nie wymienił, chyba że jako badyl przydrożny.
Ach, i zapomniał o bzach Tuwima.
Aaa, aaa! Coś wspaniałego, Alku!
„Necesare” w dodatku!
Co do typów Józkopodobnych: mało ich, racja. Ja też ich lubię.
W Wielkopolsce występują jakby gęściej. Miałam takich wujków, braci Mamy (rudzielce!). Ach, i jej kuzynów.
Tak, tak słoneczny:-) ! A co do Ignasia to on już w „Febliku” zaczął mężnieć (w końcu, w końcu…)
A tak z innej beczki: pamięta pani Gabrysia? W tę niedzielę będzie miał chrzest (i tu Nutria jest zła, że ją ubiegłam).
A propos tego naszego makaronicznego malare, zacytuję wypowiedź pewnej krewnej, skłonnej do demonstrowania przewagi intelektualnej w sytuacjach codziennych. Brzmi jak wypowiedź drugiej pani Sznytek, ale to autentyk: „Navigare necesare est, czyli błądzić jest rzeczą ludzką”.
Dzień dobry Madame oraz ty, Bando moli książkowych. Józefa doceniam, bo go lubię, trochę też dlatego, że miałem na studiach dobrego kolegę o podobnej psychice. Natomiast fizykę miał wstrząsającą: ogromny facet o zielonych oczach, klasycznym profilu i z krótką brodą, również klasyczną. Silny jak buldożer. Uważałem, że przydział pewnych cech powinien być rozkładany bardziej sprawiedliwie, ale lubiłem człowieka mimo to :-) No i tak została mi sympatia do ludzi małomównych, o skłonności do ogólnej correctness i łapach sprawnych do roboty. Wielu takich nie mamy.
A u nas buro, ponuro i szaro.
Czytam sobie „Sekretne życie drzew”. Ale wolałabym Zgryzotkę. :)
Dzień dobry :)
Ateno, pióra przepiękne!
Teraz będę do nich platonicznie wzdychać.
Kwiaty, wiersze, śliczne bukiety!
Równa poetyckie prawa mimozy i nawłoci Kazimierz Wyka, pisząc w „Młodej Polsce”:
„… kwiaty mogą być niezwykłe w dwojaki sposób: albo przez swoją gatunkową niezwykłość i rzadkość, albo przez swoją pospolitość tak wielką, że wydawała się niegodną poezji. Moderniści uprawiają obydwa rodzaje niezwykłości kwiatów. Stąd modernizm jest poezją tuberozy, kamelii, mimozy, lotosu, orchidei, nenufarów, lian, u Micińskiego nawet „roślin krwiożerczych wężowate drgawki”, „kwiat mango w uściskach anakondy”, tudzież krajowych wprawdzie, ale rzadkich w poezji: tulipanu, jaśminu, lilii, hiacyntu, krokusa, malwy, lawendy, storczyków, paproci – lub też po prostu poezją ostów, maków, powoju, dziewanny, podbiału, żarnowca (ulubiony kwiat Ostrowskiej), jałowców, wrzosów, szaleju, głogu, tataraku, łopuchów, jaskrów, szczawiu, kaczeńców, ślazu, a w dalszej konsekwencji badyli przydrożnych, tarnin, trzcin, wierzb brzóz”.
Ale szalej do bukietu jednak odradzam.
Dzień doberek, dzień doberek!
Śliczny on dziś, doprawdy!
Alku, tak mnie cieszy, że doceniasz Józka. Ale wierz mi, Ignaś też potrafi być opoką. Właśnie go przez coś przeprowadzam, patrzę – a ten sobie radzi aż miło!
Dobrze ustawiony.
Dzieńdoberek!
Nie słyszałem o takim święcie, niemniej, przy tylu miłych życzeniach, też się poczuwam do podziękowań.
Specjalne wyrazy uznania dla Chesterki.
malare necesse est – inaczej rdza wszystko pożre
Dziękuję bardzo za wszystkie życzenia :-)
I powiedz Kapucynce, że ma dobry gust do mężczyzn. Józef to opoka.
To ja Chesterko poproszę. Gałązkę z tego bukietu.
– Masz świetne pióro – mówi poeta do felietonisty na spotkaniu literatów. Tak, kosztowało mnie całe 3 tysiące.
Och, och, bukiecik Chesterki też pachnie!
Bardzo, bardzo stylowy!
Śliczne są bukieciki Starosty, i pachnące. No, ale Starosta ma ogród.
A