Marzec ogrodnika

a markiewicz

(zdjęcie zrobiła – dzisiaj! –  KC Ann )

 

Karel Čapek 

ROK OGRODNIKA
… Dla nas, ogrodników, ogromnie ważne są ludowe przepowiednie; my jeszcze wierzymy w to, że „święty Maciej lody łamie”, a jeśli on sam tego nie uczyni, oczekujemy, że sprawi to św. Józef, niebiański lodołamacz, wiemy, że „w marcu jak w garncu”, i wierzymy w trzech zimnych Ogrodników i w to, że „jeśli się rozsierdzi Serwacy, to wszystko zmrozi, przeinaczy”, i w inne takie przepowiednie, z których wynika w sposób niezbity, że ludzie od pradawnych czasów mają smutne doświadczenia z pogodą.

Nie byłoby się czemu dziwić, gdyby się mówiło, zamiast „na świętego Grzegorza zima idzie do morza”, iż ”wraca do morza”, albo też „na pierwszego maja śnieg figle wystraja”, czy też „na świętego Gedymina woda marznie od komina”, gdyż z dawien dawna już wiadomo, że „do Świętego Ducha nie zdejmuj kożucha, a po Świętym Duchu chodź tylko w kożuchu”, a także „gdy przyjdzie marzec, umrze niejeden starzec”, albo „pierwszego maja deszcz, nieurodzaju wieszcz” itd. itp. ; krótko i węzłowato, ludowe przepowiednie wieszczą nam w większości sprawy niemiłe i pochmurne. A zatem trzeba wam wiedzieć, że sam fakt istnienia ogrodników, którzy mimo złych doświadczeń z pogodą rokrocznie witają entuzjastycznie wiosnę, jest świadectwem bezmiernego i cudownego optymizmu rodzaju ludzkiego

(…)

Gdy staje zegarek, rozkłada się go na elementy pierwsze i następnie odnosi do zegarmistrza;  gdy nagle zatrzymuje się auto, podnosi się maskę, zaczyna się tam pchać palce, po czym wzywa się montera. Ze wszystkim na świecie można coś zrobić, wszystkim można pokierować i wszystko można zreformować, ale z pogodą nic się nie da zrobić. Żadna gorliwość ani wielkie gesty,  ani nowatorstwo,  dociekliwość ani bluźnierstwo nie pomogą; pąk się otworzy i kiełek wzejdzie,  gdy wypełni się jego czas i prawo. Tu z pokorą sobie uświadamiasz bezsilność człowieka;  zrozumiesz, że cierpliwość jest matką mądrości.

Poza tym nic innego nie da się zrobić.

 

 

(przekład : Halina Janaszek- Ivaničková)

 

192 przemyślenia nt. „Marzec ogrodnika

  1. Wszystkiego najlepszego dla Starosty, Adminki i wszystkich gości płci żeńskiej!
    Niech dzień kobiet będzie co dzień!

    (Jeszcze nie przeczytałem wszystkich wpisów)

  2. No, no tak, tak ..

    Serdeczne życzenia dla wszystkich zamaszystych kobit. To chyba nie w tym miejscu. Muszę przejść do sąsiedniego pomieszczenia he, he.

  3. Ateno ! Towarzyszko huśtawkowej niedoli. I Ty też ? I myślisz, że wszyscy tak ?

    Małe sprostowanie – pompowaliśmy wodę z pompy oczywiście, a nie ze studni.

  4. „Śpiewająca” (he, he) ropucha zamilkła. Zorientowała się, że się trochę wygłupiła z tym samotnym koncertem (wydaje mi się, że nawet cichutkiego odzewu nie było). Biedactwo.

  5. Sowo, twoje witraze sa cudne, Chagall by swoich z landryek tez nie zrobil ;).
    Witraze Chagalla wciagaja do innej rzeczywistosci, kradna czas, bo nie mozna tylko popatrzec, wciagaja na dluzej. Alek je troche odmlodzil, maja o 20 lat wiecej, domyslam sie, ze to cyfrowka. Mamy tez ciekawa mozaike Chagalla ” Cztery pory roku”.
    Pietaszku, rozcieta warge z udzialem hustawki, chyba kazdy w dziecinstwie zaliczyl.

  6. Mam niejasne wrażenie, że o tych witrażach była już kiedyś mowa w KG. W każdym razie, takich okien z landrynek to bym w życiu nie dała rady zrobić.

  7. SowoP, gdy wspomniałaś o witrażach, przyszły mi na myśl „Okna” Chagalla w Chicagowskim Instytucie Sztuki. W jednej z książek SciFi, takiej trochę dystopijnej, bohaterowie przedzierają się przez wielosetletnie podziemia z nawarstwień ruin i nowych budowli, kładą się do snu gdzieś w tych wpół zasypanych pomieszczeniach, a gdy budzą się, z góry spływa światło przefiltrowane przez głęboki błękit. Okazuje się, że przypadkiem znaleźli te Okna, dawno zaginione. Kiedy to przeczytałem, poszedłem sprawdzać co to jest. Są to America Windows, dzieło Chagalla z 1997 roku. Wiem, że to nie z landrynek, ale zawsze.

  8. Dla Sowy: wychodzi na to, że jestem żarłokiem, bo lubię wszystkie trzy wymienione warzywa. Aczkolwiek szczaw jadłam tylko raz czteroletnim dzieckiem będąc wyrwany prosto z ziemi, kiedy z całą zgrają dzieciaków, latem biegaliśmy uliczkami naszego małego miasteczka. A kiedy dopadło nas pragnienie, najsilniejszy chłopak pompował cudownie chłodną wodę ze studni i piliśmy ją prosto z niej. Potem biegliśmy zrywać stokrotki i turlać się w wysokiej trawie na łące. Dalej było bujanie na huśtawkach, obowiązkowo na stojąco i ze śpiewem na ustach no a później to już biegiem na pyszny obiad Babci. Raz na huśtawce ktoś przydzwonił mi nogą w zęby. Zęby ocalały, ale miałam rozciętą wargę . Starsza kuzynka niosła mnie na rękach całą zalaną krwią. E ,tam pozostała tylko mała blizna. Dobranoc szpinakowcy.

  9. Babette, w moim podpiaseczyńskim rowie nic się jeszcze nie odzywa, ale liczę, że się odezwie lada chwila. Zawsze dotąd się odzywało, więc i teraz na pewno nie zawiedzie. Moje koty ropuch unikają, ale uwielbiają żaby. Jeśli na pierwszym pietrze spotykam żwawą, choć nieco zakurzoną żabę, to wątpię, czy sama tam weszła po schodach. Zwykle przyznaje się kotka. Natomiast poczciwina Frunio gania się z żabami na trawniku i to trzeba widzieć, jak łaciaty sześciokilowiec z nieźle rozwiniętym workiem tłuszczowym naśladuje skoki żaby, którą tropi. Coś jak młode Żeromskie idące za starym Żeromskim. Teraz jeszcze jest szaro i wilgotno, ale liczę, że za parę dni się ZACZNIE.
    Dobranoc już UA i Ludu.

  10. Biedronko, groza wynikała nie z tego, że ropuchy brzydkie, lecz z tego, że tak blisko nich było ostrze mej łopaty!
    Pozdrawiam Cię jak najmilej i zapewniam o swej pamięci w gorących dniach majowych.

  11. Zadziwiające jest to, że malutkie żabki są (przynajmniej dla mnie) cudowne, a ropuchy zwykle wzbudzają obrzydzenie!
    Czy to nie tylko różnica skali? :)

    Jest i warkocz, i zbliżająca się matura!

  12. Na dobranoc:

    Christian Sinding – „Rustle of Spring” op. 32.
    Iceland Symphony Orchestra.

  13. Ozdobniczko, nie przesadzajmy, to nie są żadne badania, tylko taka luźna konstatacja. I jak teraz widzę, bardzo mylna. Ja bardzo lubię szpinak (najlepiej z fetą i czosnkiem), szczaw w zupie też. Rabarbar lubię umiarkowanie, głównie w cieście, bo przyjemnie przełamuje jego słodycz.
    Mamy w rodzinie taki przepis, w użyciu od trzech pokoleń, na tzw. rabarbarowy paj islandzki. Z wypiekami z Islandii łączy go tylko rabarbar (bardzo lubiany tamże), bo nie znalazłam nigdzie podobnego przepisu. Najzabawniejsze w nim jest to, że ma w sobie jakąś dziwną niespójność proporcji – gdy wiernie się trzymamy przepisu, nigdy nie wychodzi. Moja Mama zwykle robi go na oko i wtedy wychodzi świetnie, ale po upieczeniu nie jest w stanie udzielić informacji, co właściwie w przepisie zmieniła. Przeprowadzaliśmy już rodzinnie niezliczone próby i modyfikacje, ale doskonały wychodzi tylko Mamie, nam różnie. Najczęściej zakalec. Ale, jako że kluczowym składnikiem wypieku jest lukier na bazie wysokoprocentowej, paj znika błyskawicznie, nawet wtedy, gdy wyjdzie z zakalcem.

    Babette, dzięki! Witraże wciąż jeszcze stoją i cieszą oko, ale przedwczoraj nagle od całości odpadło różowe okno (puścił karmel) i nieszczęśliwie przełamało się na dwie części. Trochę nie wiem, co teraz z tym moim wybrakowanym dziełem zrobić, bo na konsumpcję landrynek w ilości połowa paczki nie mam ochoty. ;)

  14. Myślę o tej samotnej ropusze, Babette.
    Może był jakiś odzew, ale cichutki, dyskretny. Może nie słyszałaś.

    One mają dziwne obyczaje. Zdarzało mi się na wiosnę wykopywać ropuchy, zimujące pod ziemią, w rabatach kwiatowych.
    Były to sceny pełne autentycznej grozy.

  15. Babette, chyba trafił Ci się nie lada rarytas!
    A może chciałabyś (i mogłabyś) zrobić zdjęcia lub skany i przysłać je nam tutaj?
    Jeśli tak, to po prostu zgłoś tu ten fakt, wpisz swój adres mailowy jako wiadomość prywatną (nie ukaże się) i Adminki zaraz się odezwą!

  16. Czyżby matura piętrzyła się przed naszą Biedronką?
    Witaj, maleństwo.
    Aha, to znaczy, że ten śliczny warkocz nie został obcięty? Brawo!

  17. Dziatwa szkolna w postaci wyrośniętej Bożej Krówki oświadcza, iż piękna wiosna sprzyja przyswajaniu wiedzy, gdyż wyczuwa się, że kasztanowce chcą niebawem zakwitnąć! :)

  18. To ja też się dołączę:
    szpinak -nie przepadam, ale nie żebym nie lubiła. Zjem, acz bez bezgranicznej radości
    szczaw -nie jadłam, bądź jadłam nieświadomie
    rabarbar -uwielbiam, szczególnie surowy

  19. IsiMaman, „Stacja Nigdy w Życiu” to bardzo ważna pozycja literacka, dobrze wspominam, chociaż zaginęła mi gdzieś w piaskach czasu.
    Do statystyki: lubię szpinak, nie przepadam za szczawiem.

  20. Dobry wieczór Państwu,
    na wstępie, chociaż pora już przedwiosenna, pragnę wyrazić niewyrażony jeszcze podziw dla piernikowych witraży autorstwa Sowy P.
    Są przepiękne!
    W kategorii polowań, zarażona pozytywnym bakcylem, postanowiłam zdobyć jak najpełniejszy zbiór poezji Kazimierza Wierzyńskiego. Udało mi się u p o l o w a ć „Poezje zebrane” wydane w Londynie. W którym roku?
    Nie wiem, nigdzie ma ma daty. Na pewno po 1954, bo jest już zamieszczony zbiór „Siedem podków”, ale kolejnych brak.
    Poza poezją wzruszyła mnie dołączona na końcu „Lista przepłacicieli”. Nazwy towarzystw patriotycznych, bibliotek, Polaków rozrzuconych przez zawieruchę wojenną na caluśki świat. Chyba z tysiąc nazwisk i nazw z różnych krajów europejskich, z Afryki, Japonii, obydwu Ameryk…
    A w tej liście dwie osoby z Polski – odważny ksiądz z Krakowa podający swoje personalia oraz tajemniczy T.R. z Wrocławia.
    Dumam sobie o tym, kim byli? Jak żyli?
    Jeśli chodzi o wiosnę, to jej jeszcze w mojej wsi pod Piasecznem nie ma. Chuchnęła leciutko z daleka i odleciała sobie dokądś. Specjalnie przelazłam przez bajoro, żeby sprawdzić czy w brzozach krążą soki. Nie krążą, drzewa śpią.
    Chociaż wieczorem było słychać jedną ropuchę o mocno nadwyrężonym gardle. Biedaczka, nikt jej nie odpowiedział.

  21. Dobranoc, kochana Zuziu, śpij smacznie!
    Motywację do nauki masz znakomitą.

    Ja też, zresztą, lubię wiedzieć.

  22. To może ja się odezwę.
    U mnie przyzwoicie. Uważam nawet, że z matematyki poszło mi bardzo dobrze, ale to się jeszcze okaże. Jutro tylko kartkówka z historii, lecz za tym przedmiotem przepadam, więc to nic wielkiego. Po namyśle doszłam do wniosku, że i ja, tak jak Otz, lubię się uczyć. (Tak chyba zadziałało na mnie powtarzanie mi, że dzieci podczas wojny nie mogły się uczyć, a my możemy, więc powinnam to docenić.) Przede wszystkim lubię wiedzieć, jak Łusia.
    A teraz już znikam. Dobranoc Pani Małgosiu, dobranoc Księgowi.

  23. Sowo P., skoro Twoje badania zaszły już całkiem daleko, to i ja się przyłączę. Szpinak lubię – ale tylko świeży, szczaw też lubię. Rabarbar uwielbiam.
    Hanusiu, pozdrów swe dzieci od Ludu.

  24. Biedny Ignasiu! Duża to była gorączka.
    No, trzymajcie się, dzieciaki, i Ty, Hanusiu mamo.

  25. Dziękuję za życzenia zdrowia dla dziatek! Syn Panią pozdrawia. Córka, jak powiedziała, jest zobowiązana wyzdrowieć. Niezaprzeczalną zaletą tego chorowania jest to , że czuwając w nocy ( Ignaś miał 40 st.), przeczytałam dwa tomy Jeżycjady :)
    Miłego , spokojnego wieczoru!
    P.S. szpinak – tak, szczaw- niekoniecznie, rabarbar – umiarkowanie. Ale z cukrem zje się wszystko, to prawda:))

  26. Z rabarbarem to inna sprawa, zwykle jada się go na słodko, a z cukrem zje się niemal wszystko.
    Mamo Isi, odnotowuję.

  27. Najbardziej lubię:

    Gdyby tygrysy jadły irysy
    to by na świecie nie było źle
    bo każdy tygrys irysy by gryzł
    a mięsa wcale nie.

    Mógłby tygrys z antylopą pójść do kina
    i w tym kinie by irysy sobie wcinał…

    i dalej niezupełnie przytoczę z pamięci.

  28. Mamo Isi, a ja go poznałam z tomiku „Co drzemie w nas”. W krótkim wstępie Joanna Kulmowa pisze: „Przygody nie szukałam i dlatego te wiersze znalazłam przypadkowo. Pięćdziesiąt lat czekały w mojej powieści o wymarzonej Stacji Nigdy w Życiu. Aż zaskoczyły mnie na nowo. Niespodziewaną świeżością. Więc pomyślałam, że przemówią i do mnie, i do Ciebie. Może jesteś młody, a może masz osiemdziesiąt lat. Bo ja mam osiemdziesiąt pięć i jestem młoda. Zawsze taka byłam. I będę, nawet jak mnie wcale nie będzie. Więc nie szukaj przygody, ona jest w nas.”
    Oj, i przytoczyłam cały. To musi być wspaniała osoba. Chciałabym być taka jak ona.
    PS Moja Mama widziała dziś bociana.

  29. Sowo P., może to dlatego, że obie rośliny zawierają duże ilości kwasu szczawianowego? Te osoby nie powinny też lubić rabarbaru.

  30. Wiem, wiem, liczyłam na trzecią aukcję. To miło, że zaproponowali Ci rabat. Koniec końców to i tak była atrakcyjna oferta, bo widziałam w jednym antykwariacie egzemplarz za 120zł. Ale ja jestem dość cierpliwa, czekam na jeszcze atrakcyjniejszą ofertę. Dla sportu :).

  31. Do badań statystycznych Sowy P.:lubię szpinak, a nie lubię szczawiu.

    Wiersz jest w „Stacji Nigdy w Życiu” z ilustracjami Bohdana Butenko. Tamże mój ulubiony:
    „Robię piramidy piramidalne
    Albo nogę zwichnę.
    Albo w łeb się walnę,
    Albo stracę życie, albo tylko oko,
    Ale za to mnie dojrzycie
    Niezmiernie wysoko.”

    Niewykluczone, że się gdzieś rąbnęłam, bo pamiętam to jeszcze z czasów, kiedy byłam idiotyczną panienką.
    Nb. robiłam wtedy na choinkę z wydmuszek Wacka Trójkę i p.Trójkę.

    Ozdobniczko, nie jestem pewna, czy ja cokolwiek chińskiego przeczytałam w życiu. Po prostu zajrzałam w guglu na proverbs about garden. I to będąc przekonaną, że najwięcej będzie angielskich!

  32. Sowo, tak, to ja się skusilam na ten egzemplarz bez ostatniej strony. A wiesz, jaka heca? Brakuje też dwóch innych stron, zaproponowano mi rabat. Zgodzilam się, bo mam plan jak zdobyć brakujące kartki. Ta książka jest w bibliotece u mnie w mieście,no ale…i tu podpisuję się pod tym co napisałaś, o polowaniu i o zdobyciu własnego egzemplarza. A poprzednie Słoneczne wino na allegro kupiono za 65 zł. Byla druga aukcja.

  33. Zauważyłam, że zwykle ci co nie lubią szpinaku, nie lubią też szczawiu. Ciekawe, z czego to wynika?

  34. Blanko, ten egzemplarz Bradbury’ego z wyrwaną ostatnią stroną? Prawie go kupiłam, ale uznałam, że jednak poczekam na kompletny, bo tani nie był. Tydzień temu poszedł też inny, dwa razy droższy.
    Tak się zastanawiałam przy okazji Waszej dyskusji o doskonałym obywaniu się bez wielu przedmiotów, że wiele z tych książek, na które poluję mogłabym z powodzeniem pożyczyć w bibliotece, bo i tak pewnie nie przeczytam ich więcej niż raz. Ale tu chodzi o coś innego – o pewnego rodzaju instynkt łowczy. Upolować coś rzadkiego, ale w bardzo okazyjnej cenie. Zwykle trzeba się długo zaczajać, ale w większości przypadków w końcu się udaje.

  35. Ozdobniczko, właśnie się o to pilnie staram, walcząc z rozlicznymi pokusami.

  36. Chyba faktycznie trudno być kierowcą w Poznaniu, (choć nie jestem do końca pewna, bo nie kieruję niczym). Ale po co jeździć, skoro można przejść się pieszo. Poznań to piękne miasto, w którym więcej zobaczymy idąc pieszo aniżeli jadąc samochodem lub tramwajem, lub autobusem, lub metrem. Nie, w Poznaniu nie ma metra. Zagalopowałam się.
    Pani Małgosiu, mam jedno pytanie (chyba zaczynam się robić jak Nutria – oczywiście w pozytywnym znaczeniu): czy Ciotka Zgryzotka pojawi się w tym roku? Spodziewam się jednak odpowiedzi, ale może mnie Pani zaskoczy.

  37. Blanko, hej, miłe są takie zdobycze, prawda?

    Zuziu, a cóż za mile zielony wierszyk! Nieznany mi!
    A trwałam w przekonaniu, że znam wszystko, co napisała Joanna Kulmowa.

    Dzięki za miły prezencik!

  38. Hanusiu, tak, trudno jest być kierowcą w Poznaniu. Za to tramwaje nieźle chodzą.
    Twoim choruszkom zdrowia życzę!

  39. Dzień dobry!
    Pani szpinak mi coś przypomniał. Pozwolę sobie to przytoczyć:

    Joanna Kulmowa
    Czy zielony jest zielony?

    „Czy zielony jest zielony?”
    pytał wnuczek dziadka.
    Dziadek odrzekł: „Ot, zagadka,
    ZGODNOŚĆ SĄDÓW to rzecz rzadka.

    Ty nie lubisz zielonego,
    ja go bardzo cenię,
    zatem to jest Co Innego,
    nasze dwie zielenie.

    To to widzisz tak, ja inak,
    ja tak, a ty owak.
    Tobie się kojarzy szpinak,
    mnie zupa szczawiowa.

    Oto zasadniczy problem:
    zdania niejednakie
    to spór między Złem a Dobrem,
    Szczawiem a Szpinakiem”.

  40. Dzień dobry wszystkim wypatrującym wiosny!
    Od wczoraj jak oczadzona poluję na Rok ogrodnika i spieszę się pochwalić,ze fortuna mi sprzyja wybitnie! Ledwo dzisiaj się ukazała aukcja na allegro i cap! Čapek mój. Ale na tym nie koniec, wczoraj kupilam też upragnione Słoneczne wino! Ale będzie uczta.

  41. Dzień dobry DUA, Ludu!
    U pani już wiosna! Jak miło! U mnie niestety w nocy spadł śnieg. Też jest pięknie, ale tęsknię za soczystą zielenią i słońcem. Dziatki chore. Jedno zagrypione, drugie zakatarzone. Ale mamusia czuwa i czyta Jeżycjadę ku pokrzepieniu serc!:)
    Dwa dni temu pisała Pani o parkowaniu w Poznaniu (chyba do KrzysztO?). Nigdy jeszcze nie zapłaciłam za parking tyle co w Poznaniu. Nie wspomnę o ilości ulic jednokierunkowych:))) Przypominam sobie w tym momencie Nutrię ścigającą Robrojka! Na szczęście ja posiadam prawo jazdy i poruszam się wyłącznie swoim autem, hi,hi!
    Przyjemne wspomnienia powróciły i już mi jakoś lepiej! To miejsce tak działa na ludzi, ta strona, te fluidy! Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie!

  42. Krzysztofie, to było jasne od samego początku.
    Ale chociaż te najlepsze i najmilsze przeczytajmy!

  43. Lubię też zabawę Webera z historią i literaturą, Weber zdecydowanie nie należy do tych pisarzy, którzy nie czytają cudzych książek, ponieważ sami piszą. Stworzone przez niego państwa, czy też galaktyczne związki i sojusze stanowią częściowo przedłużenie, a częściowo w pewnym sensie powtórzenie historycznych państw. Szczególnie ciekawie poczyna sobie z Ludową Republiką Haven, która jest frankofońskim państwem wielosystemowym, będącym połączeniem republiki francuskiej z elementami wyraźnie sowieckimi, przy czym w jednym z pierwszych tomów następuje krwawy przewrót i ukonstytuowuje się Komitet Bezpieczeństwa Publicznego, na którego czele staje niejaki Rob Pierre. Poza tym u Webera podoba mi się specyficzna, taka protoamerykańska „righntess”, pragnienie żeby wszystko było w porządku i uczciwie. Z powodu takiego właśnie charakteru kapitan Harrington ustawicznie bierze na siebie więcej obowiązków i kłopotów, niż powinna. Dostrzegam w tym pewne podobieństwa do podejścia naszej Ulubionej Autorki.

  44. Sympatycznie staroświeckie to jest to, co lubimy najbardziej. No i nie ma rady, Alku, z Honor Harrington też się zapoznam, rekomendacja jest zachęcająca.

    DUA, książki zamawiam do domu, konkretnie do (przepraszam za słowo) paczkomatu, córka je odbiera i po powrocie mam na biurku kolejny stosik. Jest już całkiem pewne, że nie zdołam tego wszystkiego przeczytać, życia zabraknie. Ale będę się starał.

  45. KrzysztO, „Man of War” dość łatwo cię czyta i jest całkiem miłe. Autor wykorzystał chwyt O’Briana, wprowadzając postać doktora Sahina który siłą rzeczy nie zna się na technicznych aspektach podróży kosmicznych i walki okrętów, ale jego wysoka pozycja na okręcie pozwala mu na zadawanie pytań, więc kapitan mu wiele rzeczy tłumaczy (a przy okazji czytelnikom). Bywa to długawe i stanowi zdecydowanie ułatwienie sobie roboty przez autora, ale jest też sympatycznie staroświeckie. Poza tym pomysł na pierwszy tom, gdzie kapitan Robichaux obejmuje okręt z załogą doprowadzoną do ostateczności przez nieudolnego poprzednika z manią czystości, jest niezły.
    Osobiście wolę Webera i Honor Harrington, bo Weber chyba jest sprawniejszym pisarzem, a dawna pani midszypmen Harrington (następnie zaś komandor, kapitan i admirał) została przedstawiona ze wszystkich stron jako wiarygodna psychologicznie postać. Poza tym lubię koty, a treecaty są bardzo istotnymi bohaterami tej prozy. Potwierdza się opinia, że pisarze S-F to kociarze :-)

  46. Krzysztofie, spytam naiwnie: a jak w trakcie rejsu zamawiasz sobie książki, to one zostaną przysłane do domu? Czy do najbliższego portu?

  47. Dzień dobry! Krzysztofie, dziękuję!

    Ateno, a więc wolność i wiatr! Czuję ją, nawet kiedy tylko patrzę na żaglowce.
    Kiedy wczoraj sobie przypominałam tę czołówkę „Onedin Line” (bo to jeszcze musi być ta właśnie muzyka, dla całości obrazu), nagle dokładnie zrozumiałam, jak się może czuć dusza, która uwalnia się ze wszystkiego, co ją krępuje i ogranicza (a więc i z ciała) i mknie, w jakimś jasnym ogromie, nieskrępowana, z poczuciem szczęścia i swobody, z radością i siłą!

    Tak, masz rację co do O’Briana! Co za celna uwaga! Teraz sobie przypominam, że też mnie to uderzyło: przekazywał nam uparcie opinię o Aubreyu, ale nie potrafił jakoś przełożyć jej na czyny i sytuacje, ani też – zajrzeć w głąb jego duszy. To stąd się bierze u czytelnika poczucie lekkiego zobojętnienia.

    A kolega o nerwach ze stali może jest po prostu dyslektykiem? Trudno, i tak go lubimy.

  48. No i nie wytrzymałem, „Man of War” (3 tomy) już zakupiony. Oczywiście, „przy okazji” wpadło coś jeszcze do koszyka.

  49. Tak, przebrnelam. Pewnego lata czytalam wszystkie podarowane mi O’Briany, brakujace pozyczyl mi znajomy plywajacy na tej samej lodce. Pozyczalismy sobie i dyskutowalismy o nich. Mam takie same poglady na temat O’Briana jak wiekszosc. Drobiazgowy, przy czym nie potrafil pokazac wielkosci Aubreya, tylko powtarzal, ze byl najznakomitszy. C.S.Forestera czytalam wczesniej i Horatio Hornblower jest mi blizszy, ale Jacka Aubreya tez lubie i z przyjemnoscia przeczytalam com dostala, cieszac sie, ze na naszej lodeczce nie ma armat.
    Wspomnieniem z tego lata jest jeszcze kolega, ktorego bardzo denerwowaly nasze dyskusje o wymienionych pisarzach i kapitanach. Kolega jest jednym z najlepszych skipperow jakich znam, z wiedza, ktorej zazdosci mu niejedna komisja regatowa, z nerwami ze stali. Tuz przy lini startu klebi sie 30 lodek i kazdy probuje ustawic sie w najlepszej pozycji. Lodki mijaja sie w takich odleglosciach, ze trzeba trzymac konczyny przy sobie, a on zachowuje zimna krew, ale czytac nie lubi. ( Lubie te adrenaline.)
    Armat nie ma, ale jest wolnosc i wiatr. Nigdzie nie czuje sie tak wolna jak na lodce, no moze w gorach.

  50. Jeżycjada działa jak cały róg obfitości.

    Oczywiście, że zdjęcie można pokazać, przeciwwskazań brak.

  51. PS – Krzysztofie, a czy wolno mi pokazać we wpisie zdjęcie od Ciebie?
    A może nie wypada?

  52. Tak, brak zieleni przez kilka miesięcy może dokuczać, naprawdę.
    Wilkom morskim powinno się serwować zupy z mrożonym koperkiem oraz dużo mrożonego szpinaku!
    Autorka Jeżycjady bardzo się cieszy, że jej seria działa trochę jak szpinak, a trochę jak koperek.

    Dobranoc tym, co na morzu!

  53. Mowa była o zieleni. Otóż wśród wielu braków, w jakie obfituje praca na morzu, brak jest też zieleni. Tutaj po prostu NIC nie jest zielone. No, poza tą jedną rośliną w kabinie.

    Ozdobniczko, dziękuję za życzenia.

    Alku, też dzięki za tropy literackie. Forestera coś tam nawet stoi na półce, ale nie czytane. Niestety, osłabiają mnie takie długaśne cykle, z paroma wyjątkami (z Jeżycjadą na czele), nie jestem w stanie przebrnąć przez kolejny tom. To samo mam z serialami, dlatego nie oglądam. „Man of War” zapisuję w pamięci, lubię space opera. Znasz zapewne książki Lois McMaster Bujold?

  54. K8, cieszę się, że mogłam Ci pomóc :)
    Dziś odebrałam książki zamówione dla mojego siostrzeńca. Wśród nich wiersze Tuwima z ilustracjami Szancera, na które skusiłam się dzięki Waszym rozmowom o pracach tego ilustratora.

    Wszystkim uczniom życzę wytrwałości w nauce – będę trzymać za Was kciuki.

  55. Przeczytałem cały cykl Forestera o Hornblowerze i w uważam, że jest to dobra literatura.
    W tomie „Komodor” są nawet smaczki wyczuwalne dla polskiego ucha, bo rzecz dzieje się na Bałtyku i w jego pobliżu.
    Wyboru tej lektury dla mnie dokonała para kapitanów, więc musiałem być posłuszny. O O’Brienie nic nie mówili.
    Dobranoc!

  56. Ha!
    Ja też znacznie bardziej lubię C.S. Forestera. Czyta się!
    Racja, że O’Brian drobiazgowy. Myślałam, że nuży mnie z powodu mojego nieobeznania z marynistyką. A to on taki był, po prostu. Przekazałam komplet swoich O’Brianów naszej pływającej Atenie, sądząc, ze godniejsze to ręce.
    Ateno, jak tam, strawiłaś?
    Ciekawe to, co piszesz, Alku.
    Dziękuję i dobranoc!

  57. To będzie trochę długi kawałek, ale zauważyłem tę uwagę dopiero teraz, więc się wypowiem, a co tam. Mam nadzieję, że Autorka pozwoli. Otóż KrzysztO, co do książek O’Briana: jest to długa seria marynistyczna, chyba zresztą nie zakończona formalnie, bo autor zmarł był w którymś momencie niedawno. Zresztą nie nazywał się O’Brian (to pseudonim literacki). Książki te są cenione jako dobry kawał pisanej współcześnie literatury marynistycznej i jako konkurencja dla znanego cyklu C.S.Forestera o Horatio Hornblowerze. Co dla mnie osobiście ciekawe, zarówno cykl Forestera, jak i wielo-wielo-logia O’Briana doczekały się wyrazu uznania w postaci zainspirowanych nimi multilogii literatury s-f (z gatunku space opera). Nawiązaniem do Foresterowskiego Horatio Hornblowera jest ogromny cykl Davida Webera „Honor Harrington” (uwagę zwraca ukłon w stronę mistrza zawarty w inicjałach głównej bohaterki, jest też miłe nawiązanie w tekście, z którego wynika, że w XXXIII wieku marynarze kosmosu nadal czytają zarówno Forestera, jak i O’Briana!). O’Brianem jest natomiast inspirowany świeżutki cykl powieściowy H.P.Honsingera „Man of War” (tytuł cyklu to między innymi brytyjskie określenie na okręt wojenny z czasów flot żaglowych). Inspiracja jest absolutnie bezpośrednia i nieukrywana, a miejsca kapitana Aubreya i doktora Maturina zajmują kapitan Robichaux i doktor Sahin. Wszystko jak w oryginale, tylko w kosmosie i trochę ciekawiej (powiedzmy sobie szczerze). Bo co do mnie, to jednak nadal przedkładam klasycznego, zwięzłego Forestera nad drobiazgowego O’Briana. Po dojechaniu do bodaj dziesiątego tomu, zapakowałem kapitana Aubreya z doktorem Maturinem do skrzynki i przekazałem warszawskiemu liceum „Kąt”. Krzywdy im nie zrobi, niech sobie poczytają, u mnie by się tylko kurzyło. Dobranoc Ulubiona Autorko, dobranoc Ludu Księgi.

  58. Spodoba Ci się „Rok ogrodnika”. K8! Wiem to!
    Jadziu, ładnie, że pomogłaś.

  59. Dziękuję Księgowym za pomoc w poszukiwaniach literackich. Jadziu zamówiłam Capka, czekam na potwierdzenie. Gio, przesyłam uściski!
    DUA i Ludu Księgi, dzięki za inspiracje czytelnicze.

  60. A dzisiaj imieniny Róży. I prawie, prawie wiosna. Dobrego wieczoru i miłych wieczornych lektur!

  61. Brawo za szóstkę, Otz!
    A pewnie, że wspaniale jest – móc się uczyć.

    Kochana Dziatwo, myślę o Was w tym tygodniu, kciuki trzymam etc.
    Trzymajcie się dzielnie! Odpoczynek niebawem!

  62. O, dziękuję za miłą wiadomość, Rockandrollko! Co za ranking!
    A w jakim dobrym towarzystwie się Mila znalazła! Z Anią Shirley i Scarlett! I z panną Marple! No, no!
    Niestety, linki tu nie wchodzą, ale myślę, że kto chce, ten trafi.

    Ja też się bardzo ucieszyłam. Jak ładnie, że tu nas zawiadomiłaś, dzięki!

  63. Jutro – matematyka, biologia. Czwartek – historia. Środa w przyszłym tygodniu – geografia. Ech. Ale z drugiej strony bardzo lubię się uczyć! W ferie czuję, że tracę czas.

    P.S. Szóstka z charakterystyki Rudego.

  64. O, widzę, że niektórzy wspomnieli tu o McDusi. To była moja pierwsza część, którą przeczytałam :)
    A później już po kolei.

  65. A popielniczka z „Pulpecji”, ta z mlecznoróżowego szkła, z motywami jasnej zieleni? W moich osobistych wizualizacjach ona była piękna!

  66. Ja dziś ledwo przetrwałam sprawdzian z biologii, ale jeszcze będzie z chemii i matematyki. I jeszcze musimy zrobić dwa, niepotrzebne nikomu plakaty. Jakbym nie miała ciekawszych rzeczy do robienia w taką pogodę!

    Kwiaty są chyba we wszystkich kolorach, a mają zieloną łodygę, czy liście i się nie gryzą.

    Powodzenia wszystkim uczącym się i piszącym książki. :)

  67. Marzec, nie tylko miesiącem ogrodników, ale i miesiącem kobiet. Wchodzę dziś na stronę Empiku i cóż widzą moje oczy? – 8 silnych kobiet na 8 marca, a wśród nich, nie kto inny, tylko sama Mila Borejko. Ucieszyłam się, jak dziecko, babcia Mila jest także moją faworytką :).

  68. Beato, widzę, że i Ty masz chęć na McDusię. Ja skończyłam ją czytać całkiem niedawno, chyba już czwarty raz.
    A sprawdziany… Trzeba się uczyć i tyle. Idę do roboty :-).

  69. DUA, to tylko namiastka w porównaniu z Pani tyloma dobrymi słowami podawanymi nam od lat. Oj, bidulki ta młodzież, Jasiek też codziennie ma sprawdzian, ale bierze to po męsku. Zuzia zawsze bardziej przeżywała. Trzymajcie się dziewczyny, a my nieco starsi będziemy Was wspierać kciukami i czym się da.

  70. Jak komu, jak komu.
    Dzięki za dobre słowo, Beato!
    Ozdobniczko, to i o Twoich sprawdzianach pomyślę krzepiąco.
    Moje bidulki!
    Ale jak to będzie wspaniale – dostać szóstkę!

  71. Witaj DUA i Ludu księgowy! Tak, piękny kolor zielony. Jak tort Bernarda Ż. z McDusi, którą znowu czytam. I zachwycam się pomysłami p.Małgosi i świetnym, jedynym w swoim rodzaju, humorem. A co będzie w Ciotce…? Ale póki co wiosna, a „wiosną pieniądze rosną”. Oczywiście zielone hi, hi.

  72. Zuziu, Molu, ja jestem w tej samej sytuacji! W poniedziałek mam sprawdzian z matematyki, w czwartek z historii, a za tydzień z biologii. Brrrrrr! Zdecydowanie za wiele tego.
    A co do kolorów… To przecież różowy tulipan ładnie wygląda na swojej zielonej giętkiej łodydze.

  73. Zgadzam się ze Starostą. Wszystko zależy od odcieni. Róż z zielenią potrafi się bardzo ładnie komponować.

  74. To miłe Nutrio, że znalazłaś chwilkę na popodziwianie tego obrazu . Jego autor żył na Krymie, a więc wszędzie dookoła miał morze, morze, morze (Czarne). I to się czuje. No i przede wszystkim był romantykiem, tak więc stara