Marzec ogrodnika

krokus

(zdjęcie zrobiła – dzisiaj! –  KC Ann )

 

Karel Čapek 

ROK OGRODNIKA
 

… Dla nas, ogrodników, ogromnie ważne są ludowe przepowiednie; my jeszcze wierzymy w to, że „święty Maciej lody łamie”, a jeśli on sam tego nie uczyni, oczekujemy, że sprawi to św. Józef, niebiański lodołamacz, wiemy, że „w marcu jak w garncu”, i wierzymy w trzech zimnych Ogrodników i w to, że „jeśli się rozsierdzi Serwacy, to wszystko zmrozi, przeinaczy”, i w inne takie przepowiednie, z których wynika w sposób niezbity, że ludzie od pradawnych czasów mają smutne doświadczenia z pogodą.

Nie byłoby się czemu dziwić, gdyby się mówiło, zamiast „na świętego Grzegorza zima idzie do morza”, iż ”wraca do morza”, albo też „na pierwszego maja śnieg figle wystraja”, czy też „na świętego Gedymina woda marznie od komina”, gdyż z dawien dawna już wiadomo, że „do Świętego Ducha nie zdejmuj kożucha, a po Świętym Duchu chodź tylko w kożuchu”, a także „gdy przyjdzie marzec, umrze niejeden starzec”, albo „pierwszego maja deszcz, nieurodzaju wieszcz” itd. itp. ; krótko i węzłowato, ludowe przepowiednie wieszczą nam w większości sprawy niemiłe i pochmurne. A zatem trzeba wam wiedzieć, że sam fakt istnienia ogrodników, którzy mimo złych doświadczeń z pogodą rokrocznie witają entuzjastycznie wiosnę, jest świadectwem bezmiernego i cudownego optymizmu rodzaju ludzkiego

(…)

Gdy staje zegarek, rozkłada się go na elementy pierwsze i następnie odnosi do zegarmistrza;  gdy nagle zatrzymuje się auto, podnosi się maskę, zaczyna się tam pchać palce, po czym wzywa się montera. Ze wszystkim na świecie można coś zrobić, wszystkim można pokierować i wszystko można zreformować, ale z pogodą nic się nie da zrobić. Żadna gorliwość ani wielkie gesty,  ani nowatorstwo,  dociekliwość ani bluźnierstwo nie pomogą; pąk się otworzy i kiełek wzejdzie,  gdy wypełni się jego czas i prawo. Tu z pokorą sobie uświadamiasz bezsilność człowieka;  zrozumiesz, że cierpliwość jest matką mądrości.

Poza tym nic innego nie da się zrobić.

 

 

(przekład : Halina Janaszek- Ivaničková)

 

192 przemyślenia nt. „Marzec ogrodnika

  1. Wszystkiego najlepszego dla Starosty, Adminki i wszystkich gości płci żeńskiej!
    Niech dzień kobiet będzie co dzień!

    (Jeszcze nie przeczytałem wszystkich wpisów)

  2. No, no tak, tak ..

    Serdeczne życzenia dla wszystkich zamaszystych kobit. To chyba nie w tym miejscu. Muszę przejść do sąsiedniego pomieszczenia he, he.

  3. Ateno ! Towarzyszko huśtawkowej niedoli. I Ty też ? I myślisz, że wszyscy tak ?

    Małe sprostowanie – pompowaliśmy wodę z pompy oczywiście, a nie ze studni.

  4. „Śpiewająca” (he, he) ropucha zamilkła. Zorientowała się, że się trochę wygłupiła z tym samotnym koncertem (wydaje mi się, że nawet cichutkiego odzewu nie było). Biedactwo.

  5. Sowo, twoje witraze sa cudne, Chagall by swoich z landryek tez nie zrobil ;).
    Witraze Chagalla wciagaja do innej rzeczywistosci, kradna czas, bo nie mozna tylko popatrzec, wciagaja na dluzej. Alek je troche odmlodzil, maja o 20 lat wiecej, domyslam sie, ze to cyfrowka. Mamy tez ciekawa mozaike Chagalla ” Cztery pory roku”.
    Pietaszku, rozcieta warge z udzialem hustawki, chyba kazdy w dziecinstwie zaliczyl.

  6. Mam niejasne wrażenie, że o tych witrażach była już kiedyś mowa w KG. W każdym razie, takich okien z landrynek to bym w życiu nie dała rady zrobić.

  7. SowoP, gdy wspomniałaś o witrażach, przyszły mi na myśl „Okna” Chagalla w Chicagowskim Instytucie Sztuki. W jednej z książek SciFi, takiej trochę dystopijnej, bohaterowie przedzierają się przez wielosetletnie podziemia z nawarstwień ruin i nowych budowli, kładą się do snu gdzieś w tych wpół zasypanych pomieszczeniach, a gdy budzą się, z góry spływa światło przefiltrowane przez głęboki błękit. Okazuje się, że przypadkiem znaleźli te Okna, dawno zaginione. Kiedy to przeczytałem, poszedłem sprawdzać co to jest. Są to America Windows, dzieło Chagalla z 1997 roku. Wiem, że to nie z landrynek, ale zawsze.

  8. Dla Sowy: wychodzi na to, że jestem żarłokiem, bo lubię wszystkie trzy wymienione warzywa. Aczkolwiek szczaw jadłam tylko raz czteroletnim dzieckiem będąc wyrwany prosto z ziemi, kiedy z całą zgrają dzieciaków, latem biegaliśmy uliczkami naszego małego miasteczka. A kiedy dopadło nas pragnienie, najsilniejszy chłopak pompował cudownie chłodną wodę ze studni i piliśmy ją prosto z niej. Potem biegliśmy zrywać stokrotki i turlać się w wysokiej trawie na łące. Dalej było bujanie na huśtawkach, obowiązkowo na stojąco i ze śpiewem na ustach no a później to już biegiem na pyszny obiad Babci. Raz na huśtawce ktoś przydzwonił mi nogą w zęby. Zęby ocalały, ale miałam rozciętą wargę . Starsza kuzynka niosła mnie na rękach całą zalaną krwią. E ,tam pozostała tylko mała blizna. Dobranoc szpinakowcy.

  9. Babette, w moim podpiaseczyńskim rowie nic się jeszcze nie odzywa, ale liczę, że się odezwie lada chwila. Zawsze dotąd się odzywało, więc i teraz na pewno nie zawiedzie. Moje koty ropuch unikają, ale uwielbiają żaby. Jeśli na pierwszym pietrze spotykam żwawą, choć nieco zakurzoną żabę, to wątpię, czy sama tam weszła po schodach. Zwykle przyznaje się kotka. Natomiast poczciwina Frunio gania się z żabami na trawniku i to trzeba widzieć, jak łaciaty sześciokilowiec z nieźle rozwiniętym workiem tłuszczowym naśladuje skoki żaby, którą tropi. Coś jak młode Żeromskie idące za starym Żeromskim. Teraz jeszcze jest szaro i wilgotno, ale liczę, że za parę dni się ZACZNIE.
    Dobranoc już UA i Ludu.

  10. Biedronko, groza wynikała nie z tego, że ropuchy brzydkie, lecz z tego, że tak blisko nich było ostrze mej łopaty!
    Pozdrawiam Cię jak najmilej i zapewniam o swej pamięci w gorących dniach majowych.

  11. Zadziwiające jest to, że malutkie żabki są (przynajmniej dla mnie) cudowne, a ropuchy zwykle wzbudzają obrzydzenie!
    Czy to nie tylko różnica skali? :)

    Jest i warkocz, i zbliżająca się matura!

  12. Na dobranoc:

    Christian Sinding – „Rustle of Spring” op. 32.
    Iceland Symphony Orchestra.

  13. Ozdobniczko, nie przesadzajmy, to nie są żadne badania, tylko taka luźna konstatacja. I jak teraz widzę, bardzo mylna. Ja bardzo lubię szpinak (najlepiej z fetą i czosnkiem), szczaw w zupie też. Rabarbar lubię umiarkowanie, głównie w cieście, bo przyjemnie przełamuje jego słodycz.
    Mamy w rodzinie taki przepis, w użyciu od trzech pokoleń, na tzw. rabarbarowy paj islandzki. Z wypiekami z Islandii łączy go tylko rabarbar (bardzo lubiany tamże), bo nie znalazłam nigdzie podobnego przepisu. Najzabawniejsze w nim jest to, że ma w sobie jakąś dziwną niespójność proporcji – gdy wiernie się trzymamy przepisu, nigdy nie wychodzi. Moja Mama zwykle robi go na oko i wtedy wychodzi świetnie, ale po upieczeniu nie jest w stanie udzielić informacji, co właściwie w przepisie zmieniła. Przeprowadzaliśmy już rodzinnie niezliczone próby i modyfikacje, ale doskonały wychodzi tylko Mamie, nam różnie. Najczęściej zakalec. Ale, jako że kluczowym składnikiem wypieku jest lukier na bazie wysokoprocentowej, paj znika błyskawicznie, nawet wtedy, gdy wyjdzie z zakalcem.

    Babette, dzięki! Witraże wciąż jeszcze stoją i cieszą oko, ale przedwczoraj nagle od całości odpadło różowe okno (puścił karmel) i nieszczęśliwie przełamało się na dwie części. Trochę nie wiem, co teraz z tym moim wybrakowanym dziełem zrobić, bo na konsumpcję landrynek w ilości połowa paczki nie mam ochoty. ;)

  14. Myślę o tej samotnej ropusze, Babette.
    Może był jakiś odzew, ale cichutki, dyskretny. Może nie słyszałaś.

    One mają dziwne obyczaje. Zdarzało mi się na wiosnę wykopywać ropuchy, zimujące pod ziemią, w rabatach kwiatowych.
    Były to sceny pełne autentycznej grozy.

  15. Babette, chyba trafił Ci się nie lada rarytas!
    A może chciałabyś (i mogłabyś) zrobić zdjęcia lub skany i przysłać je nam tutaj?
    Jeśli tak, to po prostu zgłoś tu ten fakt, wpisz swój adres mailowy jako wiadomość prywatną (nie ukaże się) i Adminki zaraz się odezwą!

  16. Czyżby matura piętrzyła się przed naszą Biedronką?
    Witaj, maleństwo.
    Aha, to znaczy, że ten śliczny warkocz nie został obcięty? Brawo!

  17. Dziatwa szkolna w postaci wyrośniętej Bożej Krówki oświadcza, iż piękna wiosna sprzyja przyswajaniu wiedzy, gdyż wyczuwa się, że kasztanowce chcą niebawem zakwitnąć! :)

  18. To ja też się dołączę:
    szpinak -nie przepadam, ale nie żebym nie lubiła. Zjem, acz bez bezgranicznej radości
    szczaw -nie jadłam, bądź jadłam nieświadomie
    rabarbar -uwielbiam, szczególnie surowy

  19. IsiMaman, „Stacja Nigdy w Życiu” to bardzo ważna pozycja literacka, dobrze wspominam, chociaż zaginęła mi gdzieś w piaskach czasu.
    Do statystyki: lubię szpinak, nie przepadam za szczawiem.

  20. Dobry wieczór Państwu,
    na wstępie, chociaż pora już przedwiosenna, pragnę wyrazić niewyrażony jeszcze podziw dla piernikowych witraży autorstwa Sowy P.
    Są przepiękne!
    W kategorii polowań, zarażona pozytywnym bakcylem, postanowiłam zdobyć jak najpełniejszy zbiór poezji Kazimierza Wierzyńskiego. Udało mi się u p o l o w a ć „Poezje zebrane” wydane w Londynie. W którym roku?
    Nie wiem, nigdzie ma ma daty. Na pewno po 1954, bo jest już zamieszczony zbiór „Siedem podków”, ale kolejnych brak.
    Poza poezją wzruszyła mnie dołączona na końcu „Lista przepłacicieli”. Nazwy towarzystw patriotycznych, bibliotek, Polaków rozrzuconych przez zawieruchę wojenną na caluśki świat. Chyba z tysiąc nazwisk i nazw z różnych krajów europejskich, z Afryki, Japonii, obydwu Ameryk…
    A w tej liście dwie osoby z Polski – odważny ksiądz z Krakowa podający swoje personalia oraz tajemniczy T.R. z Wrocławia.
    Dumam sobie o tym, kim byli? Jak żyli?
    Jeśli chodzi o wiosnę, to jej jeszcze w mojej wsi pod Piasecznem nie ma. Chuchnęła leciutko z daleka i odleciała sobie dokądś. Specjalnie przelazłam przez bajoro, żeby sprawdzić czy w brzozach krążą soki. Nie krążą, drzewa śpią.
    Chociaż wieczorem było słychać jedną ropuchę o mocno nadwyrężonym gardle. Biedaczka, nikt jej nie odpowiedział.

  21. Dobranoc, kochana Zuziu, śpij smacznie!
    Motywację do nauki masz znakomitą.

    Ja też, zresztą, lubię wiedzieć.

  22. To może ja się odezwę.
    U mnie przyzwoicie. Uważam nawet, że z matematyki poszło mi bardzo dobrze, ale to się jeszcze okaże. Jutro tylko kartkówka z historii, lecz za tym przedmiotem przepadam, więc to nic wielkiego. Po namyśle doszłam do wniosku, że i ja, tak jak Otz, lubię się uczyć. (Tak chyba zadziałało na mnie powtarzanie mi, że dzieci podczas wojny nie mogły się uczyć, a my możemy, więc powinnam to docenić.) Przede wszystkim lubię wiedzieć, jak Łusia.
    A teraz już znikam. Dobranoc Pani Małgosiu, dobranoc Księgowi.

  23. Sowo P., skoro Twoje badania zaszły już całkiem daleko, to i ja się przyłączę. Szpinak lubię – ale tylko świeży, szczaw też lubię. Rabarbar uwielbiam.
    Hanusiu, pozdrów swe dzieci od Ludu.

  24. Biedny Ignasiu! Duża to była gorączka.
    No, trzymajcie się, dzieciaki, i Ty, Hanusiu mamo.

  25. Dziękuję za życzenia zdrowia dla dziatek! Syn Panią pozdrawia. Córka, jak powiedziała, jest zobowiązana wyzdrowieć. Niezaprzeczalną zaletą tego chorowania jest to , że czuwając w nocy ( Ignaś miał 40 st.), przeczytałam dwa tomy Jeżycjady :)
    Miłego , spokojnego wieczoru!
    P.S. szpinak – tak, szczaw- niekoniecznie, rabarbar – umiarkowanie. Ale z cukrem zje się wszystko, to prawda:))

  26. Z rabarbarem to inna sprawa, zwykle jada się go na słodko, a z cukrem zje się niemal wszystko.
    Mamo Isi, odnotowuję.

  27. Najbardziej lubię:

    Gdyby tygrysy jadły irysy
    to by na świecie nie było źle
    bo każdy tygrys irysy by gryzł
    a mięsa wcale nie.

    Mógłby tygrys z antylopą pójść do kina
    i w tym kinie by irysy sobie wcinał…

    i dalej niezupełnie przytoczę z pamięci.

  28. Mamo Isi, a ja go poznałam z tomiku „Co drzemie w nas”. W krótkim wstępie Joanna Kulmowa pisze: „Przygody nie szukałam i dlatego te wiersze znalazłam przypadkowo. Pięćdziesiąt lat czekały w mojej powieści o wymarzonej Stacji Nigdy w Życiu. Aż zaskoczyły mnie na nowo. Niespodziewaną świeżością. Więc pomyślałam, że przemówią i do mnie, i do Ciebie. Może jesteś młody, a może masz osiemdziesiąt lat. Bo ja mam osiemdziesiąt pięć i jestem młoda. Zawsze taka byłam. I będę, nawet jak mnie wcale nie będzie. Więc nie szukaj przygody, ona jest w nas.”
    Oj, i przytoczyłam cały. To musi być wspaniała osoba. Chciałabym być taka jak ona.
    PS Moja Mama widziała dziś bociana.

  29. Sowo P., może to dlatego, że obie rośliny zawierają duże ilości kwasu szczawianowego? Te osoby nie powinny też lubić rabarbaru.

  30. Wiem, wiem, liczyłam na trzecią aukcję. To miło, że zaproponowali Ci rabat. Koniec końców to i tak była atrakcyjna oferta, bo widziałam w jednym antykwariacie egzemplarz za 120zł. Ale ja jestem dość cierpliwa, czekam na jeszcze atrakcyjniejszą ofertę. Dla sportu :).

  31. Do badań statystycznych Sowy P.:lubię szpinak, a nie lubię szczawiu.

    Wiersz jest w „Stacji Nigdy w Życiu” z ilustracjami Bohdana Butenko. Tamże mój ulubiony:
    „Robię piramidy piramidalne
    Albo nogę zwichnę.
    Albo w łeb się walnę,
    Albo stracę życie, albo tylko oko,
    Ale za to mnie dojrzycie
    Niezmiernie wysoko.”

    Niewykluczone, że się gdzieś rąbnęłam, bo pamiętam to jeszcze z czasów, kiedy byłam idiotyczną panienką.
    Nb. robiłam wtedy na choinkę z wydmuszek Wacka Trójkę i p.Trójkę.

    Ozdobniczko, nie jestem pewna, czy ja cokolwiek chińskiego przeczytałam w życiu. Po prostu zajrzałam w guglu na proverbs about garden. I to będąc przekonaną, że najwięcej będzie angielskich!

  32. Sowo, tak, to ja się skusilam na ten egzemplarz bez ostatniej strony. A wiesz, jaka heca? Brakuje też dwóch innych stron, zaproponowano mi rabat. Zgodzilam się, bo mam plan jak zdobyć brakujące kartki. Ta książka jest w bibliotece u mnie w mieście,no ale…i tu podpisuję się pod tym co napisałaś, o polowaniu i o zdobyciu własnego egzemplarza. A poprzednie Słoneczne wino na allegro kupiono za 65 zł. Byla druga aukcja.

  33. Zauważyłam, że zwykle ci co nie lubią szpinaku, nie lubią też szczawiu. Ciekawe, z czego to wynika?

  34. Blanko, ten egzemplarz Bradbury’ego z wyrwaną ostatnią stroną? Prawie go kupiłam, ale uznałam, że jednak poczekam na kompletny, bo tani nie był. Tydzień temu poszedł też inny, dwa razy droższy.
    Tak się zastanawiałam przy okazji Waszej dyskusji o doskonałym obywaniu się bez wielu przedmiotów, że wiele z tych książek, na które poluję mogłabym z powodzeniem pożyczyć w bibliotece, bo i tak pewnie nie przeczytam ich więcej niż raz. Ale tu chodzi o coś innego – o pewnego rodzaju instynkt łowczy. Upolować coś rzadkiego, ale w bardzo okazyjnej cenie. Zwykle trzeba się długo zaczajać, ale w większości przypadków w końcu się udaje.

  35. Ozdobniczko, właśnie się o to pilnie staram, walcząc z rozlicznymi pokusami.

  36. Chyba faktycznie trudno być kierowcą w Poznaniu, (choć nie jestem do końca pewna, bo nie kieruję niczym). Ale po co jeździć, skoro można przejść się pieszo. Poznań to piękne miasto, w którym więcej zobaczymy idąc pieszo aniżeli jadąc samochodem lub tramwajem, lub autobusem, lub metrem. Nie, w Poznaniu nie ma metra. Zagalopowałam się.
    Pani Małgosiu, mam jedno pytanie (chyba zaczynam się robić jak Nutria – oczywiście w pozytywnym znaczeniu): czy Ciotka Zgryzotka pojawi się w tym roku? Spodziewam się jednak odpowiedzi, ale może mnie Pani zaskoczy.

  37. Blanko, hej, miłe są takie zdobycze, prawda?

    Zuziu, a cóż za mile zielony wierszyk! Nieznany mi!
    A trwałam w przekonaniu, że znam wszystko, co napisała Joanna Kulmowa.

    Dzięki za miły prezencik!

  38. Hanusiu, tak, trudno jest być kierowcą w Poznaniu. Za to tramwaje nieźle chodzą.
    Twoim choruszkom zdrowia życzę!

  39. Dzień dobry!
    Pani szpinak mi coś przypomniał. Pozwolę sobie to przytoczyć:

    Joanna Kulmowa
    Czy zielony jest zielony?

    „Czy zielony jest zielony?”
    pytał wnuczek dziadka.
    Dziadek odrzekł: „Ot, zagadka,
    ZGODNOŚĆ SĄDÓW to rzecz rzadka.

    Ty nie lubisz zielonego,
    ja go bardzo cenię,
    zatem to jest Co Innego,
    nasze dwie zielenie.

    To to widzisz tak, ja inak,
    ja tak, a ty owak.
    Tobie się kojarzy szpinak,
    mnie zupa szczawiowa.

    Oto zasadniczy problem:
    zdania niejednakie
    to spór między Złem a Dobrem,
    Szczawiem a Szpinakiem”.

  40. Dzień dobry wszystkim wypatrującym wiosny!
    Od wczoraj jak oczadzona poluję na Rok ogrodnika i spieszę się pochwalić,ze fortuna mi sprzyja wybitnie! Ledwo dzisiaj się ukazała aukcja na allegro i cap! Čapek mój. Ale na tym nie koniec, wczoraj kupilam też upragnione Słoneczne wino! Ale będzie uczta.

  41. Dzień dobry DUA, Ludu!
    U pani już wiosna! Jak miło! U mnie niestety w nocy spadł śnieg. Też jest pięknie, ale tęsknię za soczystą zielenią i słońcem. Dziatki chore. Jedno zagrypione, drugie zakatarzone. Ale mamusia czuwa i czyta Jeżycjadę ku pokrzepieniu serc!:)
    Dwa dni temu pisała Pani o parkowaniu w Poznaniu (chyba do KrzysztO?). Nigdy jeszcze nie zapłaciłam za parking tyle co w Poznaniu. Nie wspomnę o ilości ulic jednokierunkowych:))) Przypominam sobie w tym momencie Nutrię ścigającą Robrojka! Na szczęście ja posiadam prawo jazdy i poruszam się wyłącznie swoim autem, hi,hi!
    Przyjemne wspomnienia powróciły i już mi jakoś lepiej! To miejsce tak działa na ludzi, ta strona, te fluidy! Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie!

  42. Krzysztofie, to było jasne od samego początku.
    Ale chociaż te najlepsze i najmilsze przeczytajmy!

  43. Lubię też zabawę Webera z historią i literaturą, Weber zdecydowanie nie należy do tych pisarzy, którzy nie czytają cudzych książek, ponieważ sami piszą. Stworzone przez niego państwa, czy też galaktyczne związki i sojusze stanowią częściowo przedłużenie, a częściowo w pewnym sensie powtórzenie historycznych państw. Szczególnie ciekawie poczyna sobie z Ludową Republiką Haven, która jest frankofońskim państwem wielosystemowym, będącym połączeniem republiki francuskiej z elementami wyraźnie sowieckimi, przy czym w jednym z pierwszych tomów następuje krwawy przewrót i ukonstytuowuje się Komitet Bezpieczeństwa Publicznego, na którego czele staje niejaki Rob Pierre. Poza tym u Webera podoba mi się specyficzna, taka protoamerykańska „righntess”, pragnienie żeby wszystko było w porządku i uczciwie. Z powodu takiego właśnie charakteru kapitan Harrington ustawicznie bierze na siebie więcej obowiązków i kłopotów, niż powinna. Dostrzegam w tym pewne podobieństwa do podejścia naszej Ulubionej Autorki.

  44. Sympatycznie staroświeckie to jest to, co lubimy najbardziej. No i nie ma rady, Alku, z Honor Harrington też się zapoznam, rekomendacja jest zachęcająca.

    DUA, książki zamawiam do domu, konkretnie do (przepraszam za słowo) paczkomatu, córka je odbiera i po powrocie mam na biurku kolejny stosik. Jest już całkiem pewne, że nie zdołam tego wszystkiego przeczytać, życia zabraknie. Ale będę się starał.

  45. KrzysztO, „Man of War” dość łatwo cię czyta i jest całkiem miłe. Autor wykorzystał chwyt O’Briana, wprowadzając postać doktora Sahina który siłą rzeczy nie zna się na technicznych aspektach podróży kosmicznych i walki okrętów, ale jego wysoka pozycja na okręcie pozwala mu na zadawanie pytań, więc kapitan mu wiele rzeczy tłumaczy (a przy okazji czytelnikom). Bywa to długawe i stanowi zdecydowanie ułatwienie sobie roboty przez autora, ale jest też sympatycznie staroświeckie. Poza tym pomysł na pierwszy tom, gdzie kapitan Robichaux obejmuje okręt z załogą doprowadzoną do ostateczności przez nieudolnego poprzednika z manią czystości, jest niezły.
    Osobiście wolę Webera i Honor Harrington, bo Weber chyba jest sprawniejszym pisarzem, a dawna pani midszypmen Harrington (następnie zaś komandor, kapitan i admirał) została przedstawiona ze wszystkich stron jako wiarygodna psychologicznie postać. Poza tym lubię koty, a treecaty są bardzo istotnymi bohaterami tej prozy. Potwierdza się opinia, że pisarze S-F to kociarze :-)

  46. Krzysztofie, spytam naiwnie: a jak w trakcie rejsu zamawiasz sobie książki, to one zostaną przysłane do domu? Czy do najbliższego portu?

  47. Dzień dobry! Krzysztofie, dziękuję!

    Ateno, a więc wolność i wiatr! Czuję ją, nawet kiedy tylko patrzę na żaglowce.
    Kiedy wczoraj sobie przypominałam tę czołówkę „Onedin Line” (bo to jeszcze musi być ta właśnie muzyka, dla całości obrazu), nagle dokładnie zrozumiałam, jak się może czuć dusza, która uwalnia się ze wszystkiego, co ją krępuje i ogranicza (a więc i z ciała) i mknie, w jakimś jasnym ogromie, nieskrępowana, z poczuciem szczęścia i swobody, z radością i siłą!

    Tak, masz rację co do O’Briana! Co za celna uwaga! Teraz sobie przypominam, że też mnie to uderzyło: przekazywał nam uparcie opinię o Aubreyu, ale nie potrafił jakoś przełożyć jej na czyny i sytuacje, ani też – zajrzeć w głąb jego duszy. To stąd się bierze u czytelnika poczucie lekkiego zobojętnienia.

    A kolega o nerwach ze stali może jest po prostu dyslektykiem? Trudno, i tak go lubimy.

  48. No i nie wytrzymałem, „Man of War” (3 tomy) już zakupiony. Oczywiście, „przy okazji” wpadło coś jeszcze do koszyka.

  49. Tak, przebrnelam. Pewnego lata czytalam wszystkie podarowane mi O’Briany, brakujace pozyczyl mi znajomy plywajacy na tej samej lodce. Pozyczalismy sobie i dyskutowalismy o nich. Mam takie same poglady na temat O’Briana jak wiekszosc. Drobiazgowy, przy czym nie potrafil pokazac wielkosci Aubreya, tylko powtarzal, ze byl najznakomitszy. C.S.Forestera czytalam wczesniej i Horatio Hornblower jest mi blizszy, ale Jacka Aubreya tez lubie i z przyjemnoscia przeczytalam com dostala, cieszac sie, ze na naszej lodeczce nie ma armat.
    Wspomnieniem z tego lata jest jeszcze kolega, ktorego bardzo denerwowaly nasze dyskusje o wymienionych pisarzach i kapitanach. Kolega jest jednym z najlepszych skipperow jakich znam, z wiedza, ktorej zazdosci mu niejedna komisja regatowa, z nerwami ze stali. Tuz przy lini startu klebi sie 30 lodek i kazdy probuje ustawic sie w najlepszej pozycji. Lodki mijaja sie w takich odleglosciach, ze trzeba trzymac konczyny przy sobie, a on zachowuje zimna krew, ale czytac nie lubi. ( Lubie te adrenaline.)
    Armat nie ma, ale jest wolnosc i wiatr. Nigdzie nie czuje sie tak wolna jak na lodce, no moze w gorach.

  50. Jeżycjada działa jak cały róg obfitości.

    Oczywiście, że zdjęcie można pokazać, przeciwwskazań brak.

  51. PS – Krzysztofie, a czy wolno mi pokazać we wpisie zdjęcie od Ciebie?
    A może nie wypada?

  52. Tak, brak zieleni przez kilka miesięcy może dokuczać, naprawdę.
    Wilkom morskim powinno się serwować zupy z mrożonym koperkiem oraz dużo mrożonego szpinaku!
    Autorka Jeżycjady bardzo się cieszy, że jej seria działa trochę jak szpinak, a trochę jak koperek.

    Dobranoc tym, co na morzu!

  53. Mowa była o zieleni. Otóż wśród wielu braków, w jakie obfituje praca na morzu, brak jest też zieleni. Tutaj po prostu NIC nie jest zielone. No, poza tą jedną rośliną w kabinie.

    Ozdobniczko, dziękuję za życzenia.

    Alku, też dzięki za tropy literackie. Forestera coś tam nawet stoi na półce, ale nie czytane. Niestety, osłabiają mnie takie długaśne cykle, z paroma wyjątkami (z Jeżycjadą na czele), nie jestem w stanie przebrnąć przez kolejny tom. To samo mam z serialami, dlatego nie oglądam. „Man of War” zapisuję w pamięci, lubię space opera. Znasz zapewne książki Lois McMaster Bujold?

  54. K8, cieszę się, że mogłam Ci pomóc :)
    Dziś odebrałam książki zamówione dla mojego siostrzeńca. Wśród nich wiersze Tuwima z ilustracjami Szancera, na które skusiłam się dzięki Waszym rozmowom o pracach tego ilustratora.

    Wszystkim uczniom życzę wytrwałości w nauce – będę trzymać za Was kciuki.

  55. Przeczytałem cały cykl Forestera o Hornblowerze i w uważam, że jest to dobra literatura.
    W tomie „Komodor” są nawet smaczki wyczuwalne dla polskiego ucha, bo rzecz dzieje się na Bałtyku i w jego pobliżu.
    Wyboru tej lektury dla mnie dokonała para kapitanów, więc musiałem być posłuszny. O O’Brienie nic nie mówili.
    Dobranoc!

  56. Ha!
    Ja też znacznie bardziej lubię C.S. Forestera. Czyta się!
    Racja, że O’Brian drobiazgowy. Myślałam, że nuży mnie z powodu mojego nieobeznania z marynistyką. A to on taki był, po prostu. Przekazałam komplet swoich O’Brianów naszej pływającej Atenie, sądząc, ze godniejsze to ręce.
    Ateno, jak tam, strawiłaś?
    Ciekawe to, co piszesz, Alku.
    Dziękuję i dobranoc!

  57. To będzie trochę długi kawałek, ale zauważyłem tę uwagę dopiero teraz, więc się wypowiem, a co tam. Mam nadzieję, że Autorka pozwoli. Otóż KrzysztO, co do książek O’Briana: jest to długa seria marynistyczna, chyba zresztą nie zakończona formalnie, bo autor zmarł był w którymś momencie niedawno. Zresztą nie nazywał się O’Brian (to pseudonim literacki). Książki te są cenione jako dobry kawał pisanej współcześnie literatury marynistycznej i jako konkurencja dla znanego cyklu C.S.Forestera o Horatio Hornblowerze. Co dla mnie osobiście ciekawe, zarówno cykl Forestera, jak i wielo-wielo-logia O’Briana doczekały się wyrazu uznania w postaci zainspirowanych nimi multilogii literatury s-f (z gatunku space opera). Nawiązaniem do Foresterowskiego Horatio Hornblowera jest ogromny cykl Davida Webera „Honor Harrington” (uwagę zwraca ukłon w stronę mistrza zawarty w inicjałach głównej bohaterki, jest też miłe nawiązanie w tekście, z którego wynika, że w XXXIII wieku marynarze kosmosu nadal czytają zarówno Forestera, jak i O’Briana!). O’Brianem jest natomiast inspirowany świeżutki cykl powieściowy H.P.Honsingera „Man of War” (tytuł cyklu to między innymi brytyjskie określenie na okręt wojenny z czasów flot żaglowych). Inspiracja jest absolutnie bezpośrednia i nieukrywana, a miejsca kapitana Aubreya i doktora Maturina zajmują kapitan Robichaux i doktor Sahin. Wszystko jak w oryginale, tylko w kosmosie i trochę ciekawiej (powiedzmy sobie szczerze). Bo co do mnie, to jednak nadal przedkładam klasycznego, zwięzłego Forestera nad drobiazgowego O’Briana. Po dojechaniu do bodaj dziesiątego tomu, zapakowałem kapitana Aubreya z doktorem Maturinem do skrzynki i przekazałem warszawskiemu liceum „Kąt”. Krzywdy im nie zrobi, niech sobie poczytają, u mnie by się tylko kurzyło. Dobranoc Ulubiona Autorko, dobranoc Ludu Księgi.

  58. Spodoba Ci się „Rok ogrodnika”. K8! Wiem to!
    Jadziu, ładnie, że pomogłaś.

  59. Dziękuję Księgowym za pomoc w poszukiwaniach literackich. Jadziu zamówiłam Capka, czekam na potwierdzenie. Gio, przesyłam uściski!
    DUA i Ludu Księgi, dzięki za inspiracje czytelnicze.

  60. A dzisiaj imieniny Róży. I prawie, prawie wiosna. Dobrego wieczoru i miłych wieczornych lektur!

  61. Brawo za szóstkę, Otz!
    A pewnie, że wspaniale jest – móc się uczyć.

    Kochana Dziatwo, myślę o Was w tym tygodniu, kciuki trzymam etc.
    Trzymajcie się dzielnie! Odpoczynek niebawem!

  62. O, dziękuję za miłą wiadomość, Rockandrollko! Co za ranking!
    A w jakim dobrym towarzystwie się Mila znalazła! Z Anią Shirley i Scarlett! I z panną Marple! No, no!
    Niestety, linki tu nie wchodzą, ale myślę, że kto chce, ten trafi.

    Ja też się bardzo ucieszyłam. Jak ładnie, że tu nas zawiadomiłaś, dzięki!

  63. Jutro – matematyka, biologia. Czwartek – historia. Środa w przyszłym tygodniu – geografia. Ech. Ale z drugiej strony bardzo lubię się uczyć! W ferie czuję, że tracę czas.

    P.S. Szóstka z charakterystyki Rudego.

  64. O, widzę, że niektórzy wspomnieli tu o McDusi. To była moja pierwsza część, którą przeczytałam :)
    A później już po kolei.

  65. A popielniczka z „Pulpecji”, ta z mlecznoróżowego szkła, z motywami jasnej zieleni? W moich osobistych wizualizacjach ona była piękna!

  66. Ja dziś ledwo przetrwałam sprawdzian z biologii, ale jeszcze będzie z chemii i matematyki. I jeszcze musimy zrobić dwa, niepotrzebne nikomu plakaty. Jakbym nie miała ciekawszych rzeczy do robienia w taką pogodę!

    Kwiaty są chyba we wszystkich kolorach, a mają zieloną łodygę, czy liście i się nie gryzą.

    Powodzenia wszystkim uczącym się i piszącym książki. :)

  67. Marzec, nie tylko miesiącem ogrodników, ale i miesiącem kobiet. Wchodzę dziś na stronę Empiku i cóż widzą moje oczy? – 8 silnych kobiet na 8 marca, a wśród nich, nie kto inny, tylko sama Mila Borejko. Ucieszyłam się, jak dziecko, babcia Mila jest także moją faworytką :).

  68. Beato, widzę, że i Ty masz chęć na McDusię. Ja skończyłam ją czytać całkiem niedawno, chyba już czwarty raz.
    A sprawdziany… Trzeba się uczyć i tyle. Idę do roboty :-).

  69. DUA, to tylko namiastka w porównaniu z Pani tyloma dobrymi słowami podawanymi nam od lat. Oj, bidulki ta młodzież, Jasiek też codziennie ma sprawdzian, ale bierze to po męsku. Zuzia zawsze bardziej przeżywała. Trzymajcie się dziewczyny, a my nieco starsi będziemy Was wspierać kciukami i czym się da.

  70. Jak komu, jak komu.
    Dzięki za dobre słowo, Beato!
    Ozdobniczko, to i o Twoich sprawdzianach pomyślę krzepiąco.
    Moje bidulki!
    Ale jak to będzie wspaniale – dostać szóstkę!

  71. Witaj DUA i Ludu księgowy! Tak, piękny kolor zielony. Jak tort Bernarda Ż. z McDusi, którą znowu czytam. I zachwycam się pomysłami p.Małgosi i świetnym, jedynym w swoim rodzaju, humorem. A co będzie w Ciotce…? Ale póki co wiosna, a „wiosną pieniądze rosną”. Oczywiście zielone hi, hi.

  72. Zuziu, Molu, ja jestem w tej samej sytuacji! W poniedziałek mam sprawdzian z matematyki, w czwartek z historii, a za tydzień z biologii. Brrrrrr! Zdecydowanie za wiele tego.
    A co do kolorów… To przecież różowy tulipan ładnie wygląda na swojej zielonej giętkiej łodydze.

  73. Zgadzam się ze Starostą. Wszystko zależy od odcieni. Róż z zielenią potrafi się bardzo ładnie komponować.

  74. To miłe Nutrio, że znalazłaś chwilkę na popodziwianie tego obrazu . Jego autor żył na Krymie, a więc wszędzie dookoła miał morze, morze, morze (Czarne). I to się czuje. No i przede wszystkim był romantykiem, tak więc starał się kontynuować dzieło swoich wielkich poprzedników – Williama Blake’a , Caspara Dawida Friedricha , Wiliama Turnera, a romantycy w swoich dziełach ukazywali m.in. jaką to drobinką we wszechświecie jest człowiek, uczyli pokory wobec natury i uświadamiali nam jak bardzo jesteśmy od NIEJ zależni :).

  75. W naturze otóż wszystko się sprawdza.
    Ale i poza naturą zielony z różowym ładny. Zależy zresztą – jaki zielony z jakim różowym. I z jakim pomarańczowym.

    Zuziu, ja też bym się bała recytatorskiego. Miałabym koszmary.
    Trzymam kciuczki za Ciebie! I wierzę, że się uda!

    PS – tak, ferie wielkanocne i długi weekend majowy. Jakoś zleci, zobaczysz!

  76. Dzień dobry!
    Molu, Galeria Pisanki była rok temu. A tak poza tym, to łączę się z Tobą w bólu. Jutro sprawdzian (wyrażenia algebraiczne, brrrr) i kartkówka. Więc, jak będziesz się męczyć, to pomyśl, że inni też się głowią, to pomaga.
    Otworzyła mi Pani oczy, Pani Małgosiu. Tylko trzy miesiące! To jakby nic. I Wielkanoc po drodze. A najważniejsze,że w między czasie zadomowi się wiosna, a gdy ona przychodzi, przestaje istnieć coś takiego jak szkoła (i sprawdziany). Zostaje sama radość i zachwyt!
    W czwartek musimy przygotować prezentację książki polskiego autora o problemach naszych rówieśników. Ciekawe co wybrałam?? Miałam tylko kłopot z decyzją odnośnie części, w końcu wzięłam „Kwiat kalafiora”. I jeszcze konkurs recytatorski. On mnie przeraża.
    Dodam jeszcze, że trwam w ciągłym zachwycie nad zdjęciem Ann i wierszem Staffa. Wpisałam go sobie do zeszytu i może się nauczę.

  77. Molu biedny, oj, jak dobrze Cię rozumiem!
    No, wytrzymaj, wytrzymaj. Wakacje już naprawdę niedługo. Głupie trzy miesiące z hakiem.

    Udanego sprawdzianiku życzę!

  78. Wiesz, Ozdobniczko, to w dodatku jest kolor, który nigdy się nie znudzi! Nigdy się nie „opatrzy”!
    I z żadnym kolorem się nie gryzie!

  79. Kto by nie lubił zielonego? Twierdzi się, że zielony to kolor nadziei, ale dla mnie nie tylko. To też kolor radosny, w jasnych odcieniach. Myślę, że każdy, gdy budzi się rano w maju lub czerwcu i widzi piękne słońce oraz soczystozieloną trawę uśmiecha się do siebie. To taki radosny kolor.
    KrzysztO, pomyślnych wiatrów i prądów życzę. Z doświadczenia wiem, że często się przydaje. A roślince życzę miłej podróży między morzami i oceanami.

  80. Przed chwilą jeszcze padało, ale teraz świeci tak pięknie, że aż smutno siedzieć w domu. A tu w czwartek sprawdzian!

  81. Galeria Pisanki? To brzmi świetnie! Była taka w zeszłym roku, bo chętnie bym sobie oglądnęła?
    Też lubię zielony!

  82. Dzień dobry UA, dzień dobry Wszyscy. Wyimek ze wspomnienia Magdy Umer o Agnieszce Osieckiej: „Długo milczeć, krótko gadać, być z zielenią”.

  83. Piętaszku, widziałam ten obraz. Arcydzieło. Szczególnie te spienione, zielone fale!

  84. K8, jeśli dobrze widzę, to na antykwariat.szcz.pl jest dostępny Rok ogrodnika. W dziale literatura obca na stronie nr 5.

  85. To prawda, K8. Trudno o te książki. Ale sprawa nie jest jednak beznadziejna. Allegro!

    Jolu, racja, wielka racja. Naprawdę pisanie daje poczucie wielkiej wolności, choć fizycznie jest się istotą przykutą do biurka.
    Dlatego lubię pisać.

  86. Dzień dobry. DUA, narobiła mi Pani ochoty na „Rok ogrodnika” . Tylko gdzie go znaleźć. Mission impossible. To jak z „Kochanymi maleństwami”.

  87. Iwan Ajwazowski (1817- 1900) – „Statek Empress Maria podczas sztormu”. To niesłychane jak on malował morskie fale.

  88. Od razu widać, he, he, czego by mi się chciało.
    To nie, muszę wracać do roboty.

  89. O, a tu ta sama czołówka, ale z zakończeniem, jest drugi żaglowiec wielkiej urody, ten z rudymi żaglami : The Onedin Line 1971 – 1980 Opening and Closing Theme (With Snippets).
    Absolutna perfekcja. Majestat.
    A to Adagio ze „Spartakusa” znakomicie dobrane i zilustrowane obrazem. Wolność!

  90. Całkiem sporo powieści O’Briana wyszło po polsku, kilka czytałam, ale też kilka wystarczyło dla wyrobienia sobie poglądu. Takie sobie.
    Wolałam film!
    Z zapałem też obejrzałam dawny serial angielski „Onedin Line”, kupiłam sobie wszystkie części, tak mi się podobał. Najbardziej – czołówka!Jest na YT – Tv Theme Onedin Line (Aram Khachaturian) – pędzący po oceanie piękny żaglowiec, a do tego urzekający i romantyczny motyw ze „Spartakusa” Chaczaturiana.
    Naprawdę, Anglicy mają podróże morskie we krwi, a ten serial to pokazuje, na tle wieloletniej historii powstawania i rozkwitu rodzinnej linii żeglugi handlowej. To ci był ciekawy okres! Jedna wielka przygoda!
    Teraz przychodzi mi do głowy, że być może historie o żaglowcach gorsze są w czytaniu, niż w oglądaniu. Te dawne statki były takie piękne, szlachetne, zwinne i dostojne zarazem! Istne dzieła sztuki.

  91. „Pana i władcę…” oglądałem, ale nie wiedziałem, że to na podstawie powieści. Życie na żaglowcu, łącznie ze spożywczą menażerią, całkiem chyba nieźle opisuje „Anglicy na pokładzie”, powieść nieraz tu wspominana. Ciekawa rzecz, kiedy spojrzę na tę książkę z pewnego już dystansu, to wydaje mi się zdecydowanie warta polecenia, dużo bardziej niż bezpośrednio po lekturze.

    Roślinkę zastałem już na miejscu, tylko kontynuuję uprawę po moim poprzedniku. Nielegalnie zresztą, bo to wbrew przepisom fitosanitarnym. Kiedyś hodowaliśmy kanarki, latały sobie po mostku i świergotały po swojemu, miło było. Ale zabronili.

  92. Krzysztofie, dobrze, że przysłałeś ten rzut oka na Twój statek, teraz mogę sobie pełniej wyobrazić, jak to na tym kolosie przemierzasz oceany! (Nabrałam wielkiego respektu!)
    A z rośliną świetny pomysł, masz trochę ziemi, czyli stałego lądu, tuż pod ręką. No i troszkę lądowej flory. Czy to Casciolina doradziła?
    W czasach żaglowców wilki morskie miały na pokładzie kozy i drób, a nawet żywe świnie! (Patrz: powieści Patricka O’Briana, film wg jego powieści „Pan i władca na końcu świata” też to uwzględnił).
    No, to Ty miej chociaż roślinkę pośród tej elektroniki!

  93. Pomysł miły, Molu Książkowy, ale nie w tej chwili. Jednak muszę przede wszystkim pisać, a taka Galeria to fura roboty.
    Pisankową zrobię, bo z okazji Świąt.
    Ale wszystkie inne to już potem.
    Powodzenia w szkole, siostrzyczki!

  94. Dzieńdoberek! Spieszę się do szkoły, także tylko spytam, czy nie dałoby się zrobić galerii ogrodowej, coś w stylu piernika, tylko, że z kwiatami?

  95. A… dobrze, dobrze, chętnie nawet, mówiąc szczerze. Bo ja bardzo lubię niespodzianki. Tylko ciekawość ma niejednokrotnie bierze górę.:) (Alku, wybacz!…)

  96. A book is a garden carried in the pocket. Wnioskuję, że choć ogrodu nie posiadam, to jednak dostępne mi są odczucia ogrodnika. Bo też mam w kabinie nieznaną mi z nazwy roślinę, podlewam sumiennie i pleni się aż miło.

    DUA, dziękuję za miłe słowa. Ale zaszczyt – po mojej stronie.

  97. Na świętego Kordiana dynia rośnie jak liana.
    Na świętych Templariuszy zakwitają krokusy.

  98. F. Delius – „Walk to the Paradise Garden”.
    London Symphony Orchestra, Sir John Barbirolli.

  99. Hm… A czy dałoby się zdradzić niecierpliwej (pomimo największych starań) czytelniczce listę (przynajmniej niektórych) bohaterów .,,Ciotki…”? Chyba jestem zbyt natrętna…

  100. Alku, mogę Cię zapewnić, iż jakiś temat z pewnością dorówna, a nawet przewyższy poprzedni! Nasza DUA na pewno nas nie zawiedzie. :) I znów nas zaskoczy, rozbawi, wzruszy itd.

  101. Ja też czekam na „Zgryzotkę”, Madame. Żeby nie było. I dręczy mnie pytanie, jaki temat może dorównać długo oczekiwanemu dojściu do siebie Ignacego G. Stryby. I dręczy mnie obawa, że nie dorówna. Bo ten Ignacy Grzegorz strasznie już nabrzmiał był, stąd powszechna ulga (a nawet entuzjazm), gdy problem został rozwiązany w wielkim stylu. Poza tym mam osobistą sympatię dla Agnieszki, przez jej podobieństwo do kogoś, kogo kiedyś znałem.

  102. Trzecie kolejne jest chińskie. Nie wiedziałam, że Chińczycy tak lubią wieprzowinę.
    Jesli chcesz być szczęśliwy przez tydzień, ożeń się; jesli chcesz być szczęśliwy przez miesiąc, ubij świnię; jesli chcesz być szcześliwy całe życie, załóż ogród.

  103. Mamo Isi, pierwsza z angielskich przypowiastek to stare chińskie przysłowie, w niemal dosłownym dosłownym przekładzie.
    Chcesz być szczęśliwy przez godzinę, upij się.
    Chcesz być szczęśliwy przez rok, ożeń się.
    Chcesz być szczęśliwy przez całe życie, spraw sobie ogród.

  104. Mamo Isi, aha! Już nas bierze, co?
    Ja się muszę pohamować, bo Alastrionna czeka na „Zgryzotkę”.
    Co będzie dalej – się okaże.
    Będzie, co będzie, Alastrionno. Jak zawsze.

  105. Ach, Zgredu, to jest zaraźliwe! Też muszę, bo się uduszę!

    Na św.Jerzego/ Ziemniaki już do niczego.
    Na św. Kazimierza/Zima zęby znów wyszczerza.
    Na św.Balbiny/ Jedz pierwsze maliny.
    Na św.Marzanny/ kiełkują pierwsze dziewanny.

  106. Ale przysłów ogrodowych!

    Pleasure for one hour, a bottle of wine. Pleasure for one year a marriage; but pleasure for a lifetime, a garden.

    A book is a garden carried in the pocket.

    If you would be happy for a week take a wife; if you would be happy for a month kill a pig; but if you would be happy all your life plant a garden.(chińskie)

    Don’t try to sell pumpkins to a gardener.

    The garden is the poor man’s apothecary.

    Life begins the day you start a garden. (chińskie)

    The three most beautiful sights: a potato garden in bloom, a ship under sail, and a woman after the birth of a child. (irlandzkie)

    If you have a garden and a library, you have everything you need. ~ Marcus Tullius Cicero

    Anybody who wants to rule the world should try to rule a garden first.

    All gardens are a form of autobiography. ~ Robert Dash

  107. Szanowna Pani Autorko Kochana ;)
    Wiosna wiosną, a ja wracam do Noelki, mojej ukochanej części.
    Czy może wiadomo już, czy coś nastąpi po „Ciotce”, czy też będzie ona zwieńczeniem Jezycjady?:)
    Mam cichą nadzieję, że „Ciotka” objawi swą tożsamość tej jesieni…

  108. Ciekawe, Aleksandro, może rzeczywiście to ta sama pani z geografii? Moja ma nazwisko na B.
    U nas dzisiaj raczej pochmurnie, ale udało mi się wyjść z rodzinką na spacer i pojeździć na rowerze.
    Może jutro będzie lepiej?
    Na razie i tak muszę zakuwać biologię.

  109. Zgredzie, przebóg! Ty w oczach się rozwijasz poetycko, a wszystko to od wbijania gwoździ!
    Wyrazy zachwytu.
    Dla mnie najśmieszniejsze przysłowie wymyślone w „Marcu ogrodnika” to to o Świętym Duchu i kożuchu.

  110. Ten święty Giedymin to jest trochę inspirujący.

    Na świętego Eustachego ogród twoim alter ego.
    Na świętą Scholastykę leć po grabie i motykę.
    Od świętej Brygidy stosuj pestycydy.
    Przyszła święta Hildegarda i ulena już nie twarda.
    Od świętego Grzegorza jedz owoce bez noża.
    Od świętej Grażyny jedz w lesie jeżyny.
    Na świętą Honoratę bierz się za łopatę.

  111. Dzień dobry!
    Taka niedziela to wymarzona pora na przemeblowanie w pokoju dwóch nastolatków.
    Wbijanie gwoździ w szafkę opuchniętą od nadmiaru książek, bo półki spadały na niższą półkę.
    Jeszcze czeka montaż wczorajszych plonów fińskiego sklepu.
    Ach.

  112. Aaa!!!!
    Co za zdjęcia do mnie przyszły!
    Ryśku, uchwyciłeś te śliczne krokusy całkiem umorusane!

    Krzysztofie! Jak zobaczyłam, co podlega Twojej nawigacji, to mnie po prostu zatkało.
    No i – więcej nie powiem.
    To zaszczyt!

  113. Cappuccino, Ateno!
    Zdecydowanie nie mięso.

    Alku, a te koraliki to co, takie suche jedzonko w kulkach? Nasze psisko dostaje coś takiego i chrupie, ale i tak, jak było chore i kaszlało, to mu się gotowało bulion. Chętnie wchłaniany.

  114. Ulubiona Autorko, moje koty wolą swoje koraliki. Frufelek ludzkim żarciem gardzi całkowicie, a dwa pozostałe koty próbują coś czasem zasunąć z talerza, ale raczej dla sportu niż z rzeczywistej chęci. Żeby utrzymać się w formie. A kiedy dookoła jest coś tak ciekawego, jak wiosenny trawnik i słońce, to już w ogóle. Zresztą nawet Kłodzińska, największa w tym towarzystwie cyganicha i cwaniara, parówki nie wzięłaby do ust za żadne skarby. Takie coś to niech sobie ludzie jedzą.

  115. Cudownie uchwycona chwila, Ann. Rysku twoje zdjecie zachwyca. Tera misiu, hi hi hi. Co to jest kopycino. Pewnie jakies mieso (zupelnie sie nie znam).

  116. A kto ma czas i ochotę, polecam wybrać się jeszcze w marcu do śnieżycowego jaru. Trzeba tylko trafić na odpowiedni moment, bo niestety śnieżyczki krótko kwitną.

  117. A koty, Alku, musiały się rzeczywiście czuć silnie marcowo, skoro się nie rzuciły na Wasze parówki.
    No, chyba że nie lubią musztardy.

  118. Raz pewna pani, wcale nie z USA
    chciała znów zdjęcie zrobić krokusa
    dnie całe tapla się w błocie
    (mając towarzystwo kocie)
    w marcu ją naszła taka pokusa.

  119. Dzień dobry, DUA i Mili Księgowi, to ja dziękuję, że mogłam się z Wami podzielić pstrykiem. Efekt zwykle bywa bardzo daleki od zamierzonego, ale bardzo lubię robić zdjęcia. To robię. Dzisiaj już ten drugi pączek wybija się z osłonki, inne pną się ku górze. Kiedy w marcu kwitnie kwiecie lżej człekowi na tym kwiecie, że tak dodam. Miłej niedzieli!

  120. Alku, jakże Ci zdroszczę! (Chociaż muszę przyznać, że śniadanie jadasz niezwykle późno.)U nas dziś (właściwie to już przez cały tydzień) pochmurno i chłodno. Niestety.

  121. „pąk się otworzy i kiełek wzejdzie, gdy wypełni się jego czas i prawo.” – to takie krzepiące i uspokajające, miło przypomnieć sobie te słowa. Śnieżyce rosnące blisko ściany domu rozkwitły na dobre, krokusy zaczynają się pojawiać, wczoraj udało się trochę pogrzebać w ziemi – człowiek czuje, że żyje! Co do prognoz pogody, moja bratowa, która jest panią z geografii, twierdzi dokładnie to samo, co pani z geografii Kasztanowłosej. A może Kasztanowłosa jest uczennicą mojej bratowej? :)

  122. Po śniadaniu w ogródku (no, ogród to nie jest). Chóry świtalskie darły się jak opętane, słońce świeciło, musztarda na parówkach lśniła kusząco. Koty biegały jak opętane. Przebiśniegi pokazały swoje białe łebki. Wiosna na Mazowszu.

  123. A, tak, Otz, ,,Kalamburkę” przeczytałam już dawno.
    Och, u nas, Drodzy Księgowi, ani śladu na razie, po kwiatkach. Po liściach zresztą też. Ale, jak to mówią, im dłużej się czeka, tym większa później radość. Trzeba być optymistą.

  124. O, wspaniale, Wilku Morski!
    Co do Twojego pytania o parking: dotarły do mnie wieści, że wreszcie skończono tę słynną inwestycję. Ale nie wiem, czy już wszyscy mogą z niej korzystać – zupełnie nie bywam w Poznaniu, tak mi dobrze w ogrodzie (czuję to samo, co Kasztanowłosa!).
    Tak, na Jeżycach rzeczywiście trudno o miejsca postojowe. Ale skoro będziesz mieszkał przy Jeżyckiej, może warto sprawdzić okolice Bamberskiego Dworu. Zdaje mi się też, że jakiś parking był przy Kościelnej – a przy okazji: tam właśnie znajdziesz pyszne Lody Tradycyjne.

  125. Zrobione i wysłane. Tzn. ciągle się wysyła, trochę to trwa przy moim powolnym łączu.

  126. To zależy, Nutrio, gdzie się sprawdza. Mam takie dwie, dość sprawdzone strony i często tam zaglądam. Jednak nasza pani z geografii twierdzi, że przewidywanie pogody na dłużej, niż trzy dni to wróżenie z fusów i wszystko jeszcze może się zmienić.

    U nas już rośnie zeszłoroczny szczypiorek i róża (dzika róża też) wypuszcza już pączki! Wczoraj cały dzień byłam w ogrodzie i pracowałam, a i tak było mi za mało. Mogłabym tak codziennie!

  127. Dziękuję Ci za wyczerpującą odpowiedź!
    „Krystyna” dobrze się czuje, jak widzę.
    A może ją sfotografujesz na tym egzotycznym tle?

  128. A czy budowany w „Febliku” parking przy Roosevelta służy już ogółowi? W maju wybieram się do Poznania (święcenia kapłańskie bratanka – karmelity), noclegi na Jeżyckiej, a tam chyba marnie z miejscami postojowymi.

  129. O, Krzysztofie! Jak mi miło! A już chciałam zazdrościć „Krystynie”, że popłynęła z Tobą na Wschód.

  130. Parę godzin temu opuściłem Koreę. Trzeci tom czeka na stoliku, obłożony w japoński kalendarz, na okładce rysunek dwojga dzieci i pieska siedzących w igloo (bo to lutowa karta). W Korei też już powiew wiosny.

  131. Mamo Isi, to, że czas leci, to pestka. ale tylko popatrz, co się przez ten rok porobiło z Isiątkami!
    Dziatwa ma taki rozpęd, że aż dech zapiera! Zwłaszcza organizmy małych dzieci wykonują taką widowiskową, nieprawdopodobnie przyspieszoną robotę. Głupie pięć razy pomalujesz pisanki – a już wczorajszy noworodek poznaje alfabet i jeździ na rowerku!
    Cud życia.

  132. Ryśku, przyznam Ci się szczerze, że nie wierzę w prognozy pogody. Może zresztą słusznie: ostatnio w radiu mówili, że
    w sobotę na śląsku ma być śnieg, a w niedzielę piętnaście stopni. Ciekawe.

  133. Wczoraj zakończyłem ponowną lekturę Jeżycjady – zdążyłem przed ciotką Z.

  134. Dzień dobry!
    Odezwałeś się, Wilku Morski! Gdzie też teraz jesteś? Czy już w Chinach?
    Ciekawa jestem, jak Ci się podoba tom trzeci „Krystyny”. A może już przeczytałeś?

  135. Tera-misiu piękne. Ale nad kopycinem medytowałem dłuższą chwilę, zanim odkryłem, o co chodzi.

  136. Ann!!! Jakie cudowne zdjęcie!!! Bravissimo!!!
    Fragment bardzo ciekawy!

  137. Ann, przepiękne! Wydaje się, jakby to zdjęcie mówiło: tak, to ja, wiosna! Naprawdę, podziwiam tych wszystkich którzy potrafią robić takie piękne zdjęcia.
    Przesyłam uśmiechy dla wszystkich wiosennych fotografów :-) :-) :-)

  138. Ale krokusik zuch! Widać, jak przytupuje nóżkami po rozgarnięciu spulchnionej ziemi. Cudo!

    Kopycino i tera misiu przyswajam; niech żyją spolszczenia!

    To jest niemożliwe, jak ten czas leci; przecież dopiero co malowałam zeszłoroczne pisanki.

  139. Otz, po przeczytaniu, przepraszam, czego? Czyżby chodziło o tekst (bardzo zresztą na czasie!), zamieszczony przez kochaną DUA pod fantastycznym zdjęciem Ann? Jeśli tak, to po.:)

  140. Cieszmy się wiosną, bo zapowiadane jest ochłodzenie (u mnie 3 stopnie w środę).

    Dobrej nocy!

  141. Aha, Milesale, w Warszawie jest ciekawe Muzeum Etnograficzne.
    (Spodoba mu się!)
    Pozdrawiam Was oboje!

  142. Milesale, czekamy więc na Twoje pierniczki, ale teraz skup się na sprawach bieżących!
    Galeria Pisanki zaraz po Wielkanocy!

  143. Ann, zdjęcie jest piękne, jak zwykle. Nadzieja i chęć życia.

    Nutrio, jesteś już po przeczytaniu czy przed?

  144. Tak. Ta karoca jest świetna.
    Zrobiliśmy sami kilka pierników, ponieważ było to częścią oprowadzania po muzeum, jeśli dowieziemy je do domu w całości, to przyznam, że planuję je polukrować i zawiesić na tegorocznej choince, a jeśli można wyślę do galerii :)
    Pozdrawiamy z Warszawy.

  145. To rozmycie tła wygląda jakby ciepła ziemia parowała. I jeszcze ostrość ulokowana na łodyżkach. Chyba stąd to wrażenie zastygniętego ruchu. Piękne.

    W Toruniu można nabyć sporo form drewnianych, w Muzeum Piernika i w Emporium. Trochę są drogie, ale trudno, ręczna robota kosztuje.

  146. Iskro, „Rok ogrodnika” to jedna z moich ulubionych książek. Przepadam za nią!

  147. Ryśku, tak, dziękuję, dostałam zdjęcia! Piękne!
    Ale chciałam Wam też pokazać krokusa Ann.
    Zawsze mam trudny wybór przed sobą.
    Zdjęcia Nini, Szalonej Kapeluszniczki i jeszcze inne – wszystkie sobie magazynuję, przy stosownej okazji pokażę.

  148. Ann- czapki z głów. Zdjęcie jak z okładki ogrodniczego magazynu.
    Cudowny optymizm rodzaju ludzkiego, to jest to!

  149. Odważny krokusik – teraz jego czas.

    Nie byłem trzy dni w ogrodzie, a tam już tulipany wyrosły na 5 cm! No i rozkwitły bladofioletowe szafrany wiosenne ;-) Pozwoliłem sobie przesłać kilka zdjęć.

  150. Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty..!
    Czy mi się zdaje, czy zaraz się pokaże drugi kwiatek?

  151. Sowo, tak, Ann to mistrzyni.
    Ja też mam wrażenie, że „złapała” krokusa na gorącym uczynku. Drugi żółty pączek już się czai do skoku, w tej przejrzystej osłonce.

  152. Naprawdę, Nutrio? Przyjemne.

    Milesale, dziękuję za miłą wiadomość prywatną. Teraz będę pamiętać, kto to jeszcze ogląda nasze Galerie Piernikowe! Z daleka!
    W tym roku jedna z form (SowyP) była toruńska właśnie – ta złocona karoca.

  153. Gio, dzięki. Przeraszam, że nie zauważyłam Twojego komentarza. Po prostu nie docztałam przemyśleń z poprzedniego wpisu, tak mi było śpieszno do nowego. Też mam taką nadzieję. Gdy wymyślałam to ,,przysłowie” mój wzrok padł na tylną okładkę ,,Kalamburki”. ,,Róże mają skłonność do zaglądania w okno swojego pana (pani). Rzecz chyba w… obustronnym przywiązaniu.”. I tak mi się wiosennie zrobiło. ,,Przysłowie” ułożyło się samo.

    U nas od kilku dni wieje halny. Podobno przynosi ocieplenie. Czekamy.

  154. Oniemiałam z zachwytu. Ann, Twoje adjęcie jest przepiękne!!

    Czy tylko ja mam takie wrażenie, że to zdjęcie zamroziło chwilę, gdy kwiat przebija ziemię, otwiera pączek i rośnie, rośnie, rośnie…?

    Na dobranoc, szczypta wiosennej melancholii:

    Claudio Monteverdi – „O primavera”.
    Les Voix humaines.

    O primavera, gioventù de l’anno,
    bella madre de’ fiori,
    d’erbe novelle e di novelli amori,
    tu ben, lasso, ritorni,
    ma senza i cari giorni
    de le speranze mie.
    Tu ben sei quella
    ch’eri pur dianzi, sì vezzosa e bella;
    ma non son io quel che già un tempo fui,
    sì caro a gli occhi altrui.

  155. Ann, szalenie piękne, profesjonalne zdjęcie! Zupełnie jakbyś była zawodowym fotografem! Czy mogę je sobie ustawić na tapetę?

Dodaj komentarz