Zimy już nie ma!

od ryśka leszczyna

 

DC Rysiek przysłał nowe, sensacyjne zdjęcia z ogrodu. Oto jedno z nich.

Cóż to za niezwykły, subtelny różowy kwiatek dobywa się z grubego pąka?

Rysiek twierdzi, że to leszczyna kwitnąć zaczyna.

Musiałam sprawdzić. Rzeczywiście! To ona!

Już po zimie!

 

 

leszczyna

 

 

Leopold Staff

PRZEDWIOŚNIE

Dreszcz wiosny. Wierzba puszcza już kosmate bazie,
Woń ostra i upojna tchnie z brunatnej skiby,
Pachnąc niby pot pracy i wilgotne grzyby.
Ciepłe, deszczowe niebo śpi na krajobrazie.

Czarna ziemia oddycha głęboko, jak gdyby
Wyzwolona po długim, surowym zakazie.
Miękka i czuła tkliwość, podobnie zarazie,
Wnika z powietrza w ludzkie serca i sadyby.

O, dobre, pobłażliwe, zacne oczy wołu!
Serce chore słodyczą ziemskiego żywiołu
Taje wzruszeniem, które oddech w piersi niemi.

I nigdy mi nie było tak mało potrzeba
Do szczęścia, jak gdy czując na czole łzy nieba,
Położyłem na sercu swym garść chłodnej ziemi.

 

 

( z tomu Gałąź kwitnąca, 1908)

206 przemyśleń nt. „Zimy już nie ma!

  1. A propos ciasta „tera misiu”: przypomniałem sobie widziany mnóstwo lat temu w sklepie garmażeryjnym „rogurt cielecy” (aluminiowa brytfanna z breją w ceglastej tonacji), a także jak przy mnie w sklepie pan zażądał „kopycino”. A obyta w eleganckiej terminologii ekspedientka bez wahania sięgnęła na półkę i to kopycino mu podała…

  2. W znanym markecie na literkę „L”można znaleźć serek bezsmakowy. Dla Juranda? Ale i sklep osiedlowy nie gorszy bo proponuje ciasto „tera misiu” własnego wyrobu. I jeszcze taki wierszyczek dodam:
    „Marzenie”
    Kiedy w marcu grzmi i błyska
    publikacja książki bliska (?)

  3. No przecież wiem Alku, że to powszechne zjawisko zwłaszcza w małych miasteczkach ( w tym, w moim rodzinnym )tak mi się tylko przypomniało. Szyld był wielki , nieładny i jakby mówił : jak nie wejdziesz, to pożałujesz !

  4. Idąc za radami i zachętami Księgowych postanowiłam się odważyć, chociaż rym raczej banalny:

    Kiedy w marcu huki burz, ogród będzie pełen róż.

  5. Tak, Alku, mówiłeś. Przeczytałam to przemyślenie z uśmiechem. A w ogóle to to zauważyłam, że nie tylko ty wspomniałeś o molach słówko, czy dwa.

  6. 20 lat temu w Krakowie był sklep sportowy: Athlete’s Foot.
    Termin ten oznacza grzybicę stóp, jakby ktoś nie wiedział.

  7. Tak, Iskro. Tylko śmiało! Zabawy słowami i literkami nalezą do najwdzięczniejszych na świecie.

  8. No dzięki, Molu, dzięki… A mówiłem ci już, że mam w łóżku właśnie mole? Ha!

  9. Done with worms
    Done with bugs
    Take some books
    Lay, relax

    (worms & bugs to także terminy informatyczne)

    Swoją drogą z moich obserwacji na próbie niereprezentatywnej wynika, że mole nie występują w blokach, tylko w domach jednorodzinnych.

    Przeziębianie się w domu: kiedy organizm otrzymuje jednocześnie różne sprzeczne sygnały, na temat tego, do jakiej temperatury ma się dostosować, wtedy łamią się jego szyki obrony.

  10. Nutrio- przyznam Ci się, że wobec szacownego grona Ludu bawiącego się tu słowami, tłumaczeniami, piszącymi eseje też mam czasami kompleksy. Przechodzi mi to jednak szybko, bo wiem, że nawet mnie,która nie używała słowa pisanego ponad piętnaście lat, przyjęto moje wpisy serdecznie i nigdy nie wyśmiano.
    Myślę, że śmiało możesz próbować.

    Sam człowiek nie czuje,
    jak mu się rymuje.
    :)

  11. Może ja spróbuję… Ale raczej nie wyjdzie najlepiej:
    Kiedy w marcu grzmi burza nie powstanie żadna kałuża.
    Gdy robaki w łóżku- piękna wiosna, staruszku!

  12. Dzień dobry wszystkim!

    Nutrio, a spróbuj może pobawić się rymami. Wybierz sobie jakieś słowo, zapisz na karteczce i skreśl pierwszą sylabę albo pierwszą literę. Zastąp ją inną sylabą albo literą. Tworząc w ten sposób nowe wyrazy, zapisuj je w słupku, bo wtedy ładnie widać mechanizm wyszukiwania rymów. Kiedyś bardzo klarownie objaśniała to Agnieszka Osiecka.
    Przykładowo:
    beczka
    teczka
    rzeczka
    mleczka
    wycieczka

    Jak już sobie nazbierasz trochę rymów, masz materiał, żeby się bawić w układanie zdań. Uruchamiasz wyobraźnię – a tej przecież Ci nie brak – i hulaj dusza! :-)

  13. Oj tam, Piętaszku, zaraz światowy. Wszystkie takie warianty można zobaczyć na przestrzeni od byłego mostu Kierbedzia po Grójec.
    Zgredzie, specjalnie a propos twojego genialnego dwuwiersza:
    „Niebo ziemię prądem łupie
    ślimak w swojej śpi skorupie”
    (przy okazji: udało mi się znaleźć nieobsceniczny rym do łupie).
    „Niebo ziemię prądem kala
    sądna noc to dla robala”
    „Niebo ziemię prądem siecze
    żaden robal nie uciecze”
    …i tak dalej. Cuda można. Dzień dobry UA, dzień dobry Ludu.

  14. Brawo, Drodzy Księgowi!
    … Aż się czuję onieśmielona… Ja bym czegoś takiego w życiu nie wymyśliła… Nawet gdybym się głowiła sto lat.

  15. Dobry wieczór,

    można się popłakać ze śmiechu :-)

    Mam propozycję, żeby wykorzystać te przysłowia ludowe (od Ludu Księgi ;-) w następnej książce. Te z robakami pasują do Bernarda ;-)

  16. Miałam tylko zerknąć, ale spędziłam pod regałem 35 min Przeczytałam wszystkie wpisy. Kocham Was!

    U mnie wiosna też się rozpycha – cebule Hippeastrum kilka dni temu cichcem wypuściły pąki na długich łodygach a dzisiaj rozwinęły się kwiaty. I po raz drugi zakwitł grudnik (może wraca zima?)

  17. Gdy się niebo z ziemią swarzy,
    moc dobrego się wydarzy

    (w marcu). Dobranoc.

  18. Niebieskiej artylerii kanonada, w marcu dobry rok nam przepowiada.

    Marcowy grzmot radosny jest jak pierwszy dreszczyk wiosny.

  19. Co do szyldów Alku , zapomniałam, że Tyś człowiek światowy i trudno Cię czymkolwiek zaskoczyć. Ja ze swojego „rezerwatu ” rzadko wybywam w wielki świat , co mnie jakoś specjalnie nie martwi.

  20. Z tym przeziębianiem się w domu to potwierdzam.
    Nic nie jest tak szkodliwe, jak podstępnie otwarte okno przy zimnej pogodzie.
    Można je wyczuć termicznie nawet biorąc prysznic w innym pomieszczeniu.

  21. Wersja międzynarodowa: Early robal break the border, komm mein sperling make the order.

    Wersja polska: Wczesny robal kala grządki, przyjdź wróbelku zrób porządki.

  22. „Świat paznokcia” albo „Paznokcie świata”. Znamy takie szyldy, najlepsze w nich jest, że są zwrotne: alkohole świata, świat alkoholi, świt staników, staniki świata… Można tak bez końca.

    A wracajac do poezji: „Wałęsa, wałęsa – z przeproszeniem Lecha – robak się tatami, a życie ucieka” (J.K.Kelusa muszę przeprosić za pożyczkę).

  23. W wieczornej ciszy, niech Debussy nas ukołysze:

    Claude Debussy- Suita symfoniczna „Printemps”.
    New Philharmonia Orchestra, Pierre Boulez.

    Dobranoc.

  24. Gdy w marcu nosić będziesz rajstopy z promocji, każdą burzę przetrzymasz bez zbędnych emocji.

  25. Jeśli w marcu walnie piorun, w obfitości będzie Toruń.
    Jeśli w marcu trzaśnie, znikną wszelkie waśnie.

    Kiedy w marcu trzaśnie, każdy robak zaśnie. (na wieki, oczywiście)

  26. Jeśli w marcu wiatr zaświszcze,
    Oczy Twe nie będą szkliste.

    No cóż, mistrzynią rymów nigdy nie byłam, ale skoro już coś mi przyszło do głowy, to postanowiłam się podzielić z Drogimi Księgowymi i DUĄ.
    A w tym… wierszyku, chodzi o to, że jeśli wiatr powieje, to wywieje wszystkie łzy i smutki. Choć nie wiem dlaczego wiąże się to z marcem, a nie na przykład majem.
    Przesyłam uśmiechy dla wszystkich wymyślających powiedzonka :-) :-)

  27. A propos wyposażenia łoża to taki szyldzik widziałam kiedyś w okolicach Opola: „KRAWIECTWO KOŁDRZAŃSKO- PIERZYŃSKIE”

  28. W burzę Wolanda
    Banda Juranda
    Choć bez języka
    W środku chlewika
    W centrum Brunszwika
    Wesoło fika.

  29. O!
    Wójcik zawsze biegle rymował, jak to wiewiórka.
    Ale żeby w trakcie jazdy??

    Anioł Stróż czuwał.

  30. A teraz seria o Was ( i o nas :))
    Marzec dudni piorunami – znak, że sypniem wnet rymami.
    Kiedy w marcu burza grzmi, ty mi rymuj, rymuj mi.
    Gdy marzec burzą łomoce, budzą się wierszowe moce.
    Kiedy marzec brzmi grzmotami, u Starosty rymuj z nami.

  31. Się prowadzi samochód, się myśli:
    Kiedy w marcu grzmią niebiosa, latem sypniesz złotem z kłosa.
    Kiedy w marcu burza trzeszczy, dobry rok natura wieszczy.
    W marcu nieba grzmiący gniew – znak, że rok będzie bez plew.
    Gdy się marzec burzą sroży, rok cię głodem nie zamorzy.
    Gdy się w marcu nieba srożą, latoś masz opiekę Bożą. ( jak zawsze, zresztą – należałoby dodać)

  32. Gio, czuję się bardzo zmotywowana.
    Wcale nie powinnam bawić się tu w układanie marcowych pogwarek.
    Taka jest bolesna prawda.
    (odchodzi, mrucząc)

  33. Zastanawiam się co miał na myśli autor następującej oferty – ” Praca w Niemczech bez języka ” (kto przebije ?)

  34. Jeszcze tylko to jedno:
    Marcowych grzmotów pogwarki – dobry omen dla pisarki.
    :-)

  35. Ojojoj! Parę godzin spędzi człowiek z dala od komputera, a tu taka twórczość kwitnie! No to ja, nasyciwszy się spóźnionym obiadem, dorzucę coś od siebie.
    Ze specjalną dedykacją dla DUA i dla Adminki:

    Marzec, co grzmotem zimę przegania, zwiastuje dobry rok do pisania.
    Gdy w marcu słyszysz grzmoty, pisarzu, pędź do roboty.
    Marzec, który burzą darzy, niesie wenę dla pisarzy.
    Marcowa błyskawica – natchnienia obietnica.
    :-D

  36. Najlepsze pomysły przychodzą po czasie, poprawiam mój wcześniejszy wyrób. W pełnym brzmieniu powinno oczywiście być tak:
    „Robak w marcu, łoże do niczego” (z „Diariusza” i „Księgi przysłów” Arietty, 3 marca)

  37. Jakby nie było nic do roboty- chodzi ta zabawa za człowiekiem.

    W marcu burzy pomrukiwania,
    mało kłopotów do pokonania.

  38. Nini, święte słowa! Tu jest tak przyjemnie! Wirtualny stół Borejków!
    Ja z kolei mam odrabiać lekcje. Ale też mi się nie chce.

  39. Burza brzmi na firmamęcie (uprasza się nie poprawiać)
    Co to będzie, co to będzie?

  40. No wreszcie mam chwilę wolną.

    Kiedy w marcu słyszał grzmot.
    – Dobry rok – rzekł Poirot.

    Kiedy w marcu burza błyska
    Wielkie będą buraczyska.

    Kiedy w marcu słyszysz grzmoty
    Chowaj zimowe klamoty.

    Kiedy w łożu są robaki
    Rok będzie nie byle jaki.

  41. Na robaczywe łoże, marcowa burza pomoże.

    Gdy w marcu szaleje burza, wiosny to przedmurza.

  42. Jak mi tu dobrze u Pani! Przecież ja mam sprzątać, ale oczywiście przyjemniej jest się zabawiać. Słowami zwłaszcza!

    Taki mam brzydki bałagan, niech zniszczy go jakiś jatagan.

    Sowo, tak robię! Oprócz tego, że właśnie nie, nadgarstki odmówiły współpracy.

  43. Czyli sprawa detektywistyczna rozwiązana!
    O jakie tu powstają przysłowia! Ja to już lepiej nie będę próbować.

  44. Ładny rym do burzy, Nini.

    Kiedy w marcu błyska burza, to pomyślność się wydłuża.

  45. Wiosna! U Jaśka na parapecie zakwitła na żółto mamilaria!
    To będzie miła niespodzianka jak wróci po ciężkim szkolnym dniu. Praca klasowa z matematyki itp, a w środę „udzielał” się jeszcze w finałach gimnazjalnego konkursu. To hodowca i miłośnik kaktusów ma nagrodę miłą dzisiaj.
    Marzec śwista – pączek tryska

  46. A to w ogóle nie do rymu tylko prozą i prawdziwe, znalezione teraz przypadkiem w sieci: „czekoladowe robaki dla dzieci – przepisy dla ludzi ze smakiem”.
    W czasach mojej słusznie minionej młodości, kiedy dzieci miały robaki, to nie były one z czekolady tylko normalnie, jak to robaki, z mięsa.

  47. I ostatni już, bo trzeba mi iść do roboty:

    Jeśli fen powieje w marcu, znak, że wiosna jest w natarciu.

  48. Kiedy w marcu śwista, gromi, żaden robak nie ostoi.

    Kiedy w marcu błyska, radość z wiosny bliska

  49. Kiedy w marcu dunder świśnie, to obrodzą latem wiśnie.

    (Dunder to grzmot z błyskawicą, jak wiadomo)

  50. Alku, dziękuję za przypomnienie tego wierszyka. Bardzo lubię duet książkowy – A. Osiecka i K. Sienkiewicz
    pt. „Haftowane gałgany” i miło mi widzieć, że panowie też po nią sięgają.

  51. O, Wójcie!
    To rozumiem!
    To mi prawdziwie wójtowe podejście, gospodarskie w duchu.

    Dukaty też do mnie przemówiły, Piętaszku.

  52. Parafrazując Starostę: Kiedy w marcu grzmi i błyska, będzie co włożyć do pyska.

  53. A ja w międzyczasie uzupełniłem staroegipski poemat przytoczony przez K.I.Gałczyńskiego („Siwa małpka siwa. Górnym Nilem pływa. Kluczykami dzwoni. Płaczą faraoni) o nieznany wcześniej wers: „w marcu błyskawice, skaczą ulicznice”. Ulicznica to taki rodzaj żaby, częstej po deszczu w rynsztokach dawnego Egiptu. Były stosowane jako źródło pożywienia, instrument muzyczny oraz (po wypchaniu) jako ozdoba wkładana do grobowców.

  54. Kiedy w marcu burza bucha, dobra wieść wpada do ucha.

    W marcu, kiedy w polu dudni, garść dukatów znajdziesz w studni.

    (Bardzo poproszę o kontynuowanie wątku wiadomego łoża).

  55. Smak, rany Boskie… Robaki…

    „Eee – coś ten wierszyk taki
    Jakiś bardzo długi
    Pójdę jeść robaki!
    Czemu mnie nie lubisz?”
    (Osiecka oczywiście)

  56. Wcale nie, Sowo.
    Martius („miesiąc Marsa”). Łacina.

    Alku, jakie znów podłe, sam smak.

  57. Ulubiona, co ja poradzę, że rym był dobry. A to z robakami to było podłe (emotikon że hej!)

  58. Marzec to też germanizm.

    Kiedy w marcu piorun trzaśnie, zima prędko zgaśnie.

  59. Niczego nie zabraniamy, Sowo.
    Możesz wręcz wszystko po niemiecku napisać.

    Olala, dzięki za rozstrzygnięcie! Tak, chyba właśnie przy tej okazji w 2005 musiałam przeczytać o tłumaczeniu z niemieckiego.

  60. Musiałeś!!!

    Ten z wróżeniem dobry.

    Kiedy w marcu burza burczy, cały rok twój będzie twórczy.

  61. Dzień dobry!
    To może ja choć trochę przyczynię się do rozwikłania andersonowskiej zagadki detektywistycznej. Przy okazji nowego wydania baśni w przekładzie Bogusławy Sochańskiej w 2005 pojawiło się wiele tekstów krytycznych i z tego, co pamiętam sama autorka nowego przekładu wiele wypowiadała się o dawniejszych tłumaczeniach Andersena, uzasadniając przy tym swoje wybory translatorskie. Stefania Beylin, która przełożyła większość baśni do polskiego wydania, tłumaczyła z niemieckiego, co do tego panuje zgoda. Jeśli chodzi o Iwaszkiewicza to w jakimś stopniu znał duński (przez kilka lat mieszkał przecież w Danii), ale analizy pokazują, że w tłumaczeniu Andersena najprawdopodobniej także posiłkował się tłumaczeniem niemieckim.
    Pozdrawiam wiosennie!

  62. Postaram się być zwięzły:
    W marcu burze – ciepło wróżę. (wygląda kiepsko, ale fonetycznie jest lepsze). A tamten niepublikowalny to z grubsza wyglądał tak: W marcu łupie – zima w… No właśnie, w rymie.

  63. Kiedy w marcu błyskawice, pełne będą twe piwnice.
    Lub:
    Gdy się w marcu burza zbierze, pełne będą twe spichlerze.

  64. Phi, Alku, łupiąca burza z oczywistym rymem to było moje pierwsze podejście. Też odrzuciłam. Nie będziem szli na łatwiznę!

    Łoże jednak realne? – trzeba przewietrzyć.

  65. Ach, ulubiona Autorko, dopiero teraz zauważyłem pani uwagę o muzyce szkockiej, która tchnie i nie tchnie zarazem. Otóż te dudy mają brzmienie, które faktycznie narzuca w znacznym stopniu charakter muzyce. Współczesnym przykładem tego typu muzyki jest „March of Cambreadth” Heather Alexander, z bezpretensjonalnym refrenem „How many of them can we make die”. Jest jednak jasny promyk w tym mrocznym świecie zemsty, krwi i whisky. Są to uilleann pipes, irlandzki instrument tego samego rodzaju, jednak o nieco łagodniejszym brzmieniu.

  66. Zachęcony przez Autorkę zmajstrowałem taki dwuwiersz o marcu i że łupie, wyszedł znakomicie zwięzły i na temat, ale rym do „łupie” raczej nie do publikacji.

  67. Dzień dobry, UA oraz Ludu Księgi. Jeśli chodzi o łoża, to one faktycznie nie są moje, tylko Szekspira (w tłumaczeniu bliskiego naszym sercom Stanisława Barańczaka). Ale z drugiej strony (i to nie żart, to przyroda tak zarządziła), to tym łożu mamy takie małe robaczki faktycznie. Mole. Łoże jest z znacznej mierze z wełny. Aż w głowie się kręci, jak to wyszło. Przysięgam, że tego nie wymyśliłem.

  68. O! Celnie. Brawo dla Sowy!

    Moliku, jeszcze słówko dla porządku, bo może nie wiesz. Alek nie mówi o swoim łożu.
    On cytuje Szekspira. Ten też był genialny.

  69. Trzeba odwrócić szyk.

    Kiedy w marcu burza łupie, dobry rok będzie w chałupie.

    Gdy w marcu burza szaleje, na dobry rok są nadzieje.

    W marcu burza z piorunami zwiastuje rok z sukcesami.

    Kiedy w marcu burza chrzęści, cały rok się ludziom szczęści.

    No, nie, to już przesada.
    Proszę o lepsze propozycje!

  70. Burza z pierunami! Świetna wiadomość! Quand en març trona, l’annada serà bona , jak powiadają Okcytańczycy, co się wykłada: Kiedy w marcu grzmi, zapowiada się dobry rok.
    Tak sobie koncypuję, jak by to przysłowie zrymować.
    Kiedy w marcu ryczy burza, dobry rok się nam wynurza.
    Marniutko. Może ktoś by lepiej, bo patrzeć nie mogę na te swoje wypociny?

  71. Alku, ty jesteś genialny!
    SowoP, w górach, na Śląsku, też bardzo wieje. A chwilami tak, że aż nawet się nie da chodzić (przynajmniej w moim przypadku. Jestem taka wątła, że to nic dziwnego). Ale u nas to wiatr halny. Przynosi ocieplenie.

  72. Jarosław Iwaszkiewicz

    * * *

    Nim przyjdzie wiosna,
    nim miną mrozy,
    w ciszy kolebce –
    nade mną sosna
    nade mną brzoza
    witkami szepce.

    Szepce i śpiewa
    niby skrzypcowa
    melodia cicha
    melodia nowa
    której nie słychać,
    która dojrzewa.

    Tak się zapadam
    jak w śniegu puchy
    w jesienne liście
    i tylko duchem
    słucham i badam
    czy noc nadchodzi
    czy świt się rodzi,
    czy rzeczywiście?

    I tylko przez sen
    wyciągam ręce
    – to mnie nie budzi,
    nie chcę nic więcej –
    bo wiem, że jestem
    w nieskończoności,
    w morzu miłości
    do ludzi.

  73. Moria, moria!
    Dzięki.
    Nie idealna ta pamięć.

    Alku, takie meblowanie pamięci powinno się jednak dokonywać z użyciem najlepszych możliwych materiałów, prawda?
    Chestertona bardzo lubię, więc OK. Polecam nie-powieści. Dużo tego wyszło ostatnio.

    Nie, Nini, „Dzienniki” Iwaszkiewicza nie pociągnęły mnie jakoś.
    Ale na dobranoc dam jego piękny wiersz. Niemen go śpiewał.

  74. Za pozwoleniem: „w tumanie moria”. :o)

    Alku, dziękuję.

    Wszyscy tacy jesteście mili i nikt się nie zająknie o niepotrzebnych przecinkach, ogonkach oraz niewłaściwych końcówkach.

    Dobrej nocy DUA i Księgowi!

  75. Na odporność pomaga jedno: udać się do lasu i zmarznąć tam jak pies i tak mnóstwo razy. Ja się przeziębiam wyłącznie w warunkach domowych. To nie znaczy, że lubię marznąć, nie lubię. Ale mi to nie szkodzi.
    Nauka wierszy na pamięć to piękna rzecz, nawet jeśli potem zostają tylko fragmenty. Potem się robią takie dziwne łańcuchy skojarzeń, i na przykład po 10 latach człowiek pod wpływem czegoś innego nagle sobie przypomina, z czego to cytat albo sformułowanie jakieś dziwne. Takie dziwne mostki się robią we łbie. No i zawsze zostaje kilka naprawdę przejmujących wierszy, chociaż wcale nie muszą to być wiersze najlepsze, tylko te, które kiedyś poruszyły we mnie jakąś pojedynczą strunę i potem zawsze gdy się przypominają, to coś się wewnątrz dzieje, iskrzy jakaś elektroda. Przypomina nam się człowiek, głos albo miejsce. I teraz, kiedy to piszę, przypomina mi się… Oczywiście książka. Fragment z „Latającej Gospody”, w którym bohater doznał właśnie czegoś takiego. Usłyszał coś i w odpowiedzi zobaczył nie twarz, nie postać, lecz miejsce. Więc może to, co wyżej napisałem, też nie ja wymyśliłem na bieżąco, tylko cały czas miałem w głowie tego Chestertona?

  76. U nas też dziś grzmotnęło, ale pojedynczo. Za to grad był ze trzy razy i sporo drzew iglastych w dzielnicy zakończyło dziś swój żywot (wyrwały się z korzeniami; skutki sadzenia sosen na nizinach).

    „Królestwo bajki” nabyłam ostatnio za jedyne 5zł, a wygląda tak, jakby go nikt nigdy nie czytał. Zaniedbanie kultury rodzimej ma czasem swoje plusy.

    Nini, ucz się na pamięć Chopina.

  77. Otóż to – za młodu! :o)
    Wcale się nie dziwię, że Pani pamięta! Moja mama też pamięta, ale jej nie liczę, bo powtarzała go z każdą kolejną klasą, to trochę zmienia postać rzeczy. Mój licealny historyk twierdził, że Churchill ćwiczył pamięć ucząc się łacińskich tekstów, nie rozumiejąc przy tym ani słowa, ale jakoś tak mi się nie chce w to wierzyć do końca.
    Hm, może nie będę stosować takich drastycznych metod, ale spróbuję coś z tym zrobić..

    Widzę, że wstęp nie zmienił się, chociaż to „moje” wydanie jest z 1985, ale informacje takie same.

    Może czytała Pani „Dzienniki” Iwaszkiewicza?

    Tak, dziękuję, przeczytałam wiadomość od Adminki i już posłałam swoją.

  78. Zgredzie, przecież Alek nie dramatyzuje. Przeciwnie, pokpiwa z siebie. W ładnym stylu, nota bene.
    Nie widzisz?

  79. Aha, Nini, Adminka mówi, że odezwała się dziś do Ciebie. Czy dostałaś maila?

  80. Nini (wiad.pryw.), pamięć można wyćwiczyć!
    Mnie ćwiczono, i to za młodu. Mnóstwo wierszy na pamięć, po polsku, po łacinie i po rosyjsku! Prawa Newtona po łacinie! Dodatkowo – stały udział w licealnym teatrze; a przedstawienia i po polsku, i po łacinie. Tak, narzekałyśmy.
    Słusznie?
    Zupełnie niesłusznie.
    Warto było. Wyćwiczona, pamięć staje się coraz bardziej pojemna. Szare komórki się mnożą podczas takiej gimnastyki (chyba!).

    („Bielejet parus odinokij w tumanie nieba gołubom” – proszę bardzo, ja też pamiętam!)

  81. Dobry wieczór!
    To zdjęcie wygląda trochę, jak z jakiegoś oceanarium.
    Burza widziana z wysokiego piętra, szybko idąca chmura.
    A mędrzec ze szkiełkiem i okiem powie pewnie, że astronomiczna wiosna jeszcze nie nadeszła.
    Ale zapachy już są, nawet alergicy czasem coś tam czują.
    Alku, nie dramatyzuj, może coś na odporność? Pływalnia?
    Lecę lecieć do robót domowych.

  82. Zgredziku (wiad.pryw.)- cóż, skoro jest i Chopin…
    Przetrwamy i to.

    Alku „Królestwo bajki” bardzo jest u nas szanowane i lubiane.

  83. Alku, jakże miło widzieć Cię świeżego jak rzodkiewka!
    Wiemy, wiemy o burzy! Już nam tu meldowano. A była i tęcza!

    Jedz pilnie witaminy z zestawem minerałów, oto moja rada.
    Będzie dobrze.

  84. Nini, mam to wielkie wydanie jednotomowe PIW (1969), baśnie Andersena w przekładzie Jarosława Iwaszkiewicza i Stefanii Beylin. Tu również nie podano, z jakiego języka je przełożono, zapewniono tylko o przeredagowaniu sześciotomowego wydania Mortkowicza z 1931 roku i o sprawdzeniu na nowo tekstów z oryginałem duńskim (przez Annę Sokołowską).
    Skąd wiem o tym, że Iwaszkiewicz tłumaczył baśnie z niemieckiego – nie pamiętam. Gdzieś o tym czytałam.
    Ale też możliwe, że się mylę.
    Spróbujmy to sobie ustalić! Miła zagadka detektywistyczna.

  85. Nutrio, bardzo dziękuję za wiersz :) Zieleni w mieście jest mało – to fakt. Ale jak się człowiek bardziej przyjrzy, to ją znajdzie. A jaką się ma wtedy satysfakcję… ;)

  86. A, i jeszcze w sprawie wiosny bardzo polecam: „Królestwo Bajki” Ewy Szelburg-Zarębiny. Andersena nie mogę, chyba traktuję wszystko zbyt dosłownie.

  87. Pani Małgosiu, czuję się nie-do-informowana, w nocie od wydawnictwa nie ma słowa na temat, z jakiego języka tłumaczono Baśnie. Chociaż mogłam się domyślić, że skoro tłumaczka przeredagowała wydanie, a inna sprawdziła z oryginałem duńskim, to rzeczywistość nie jest taka prosta.

    Molu, dziękuję, ale zasługi żadnej nie ma, bo o Andersenie chyba się nie da inaczej.

  88. Ulubiona Autorko, przekazuję wiadomości z frontu. U nas również wiosna i to wyjątkowo konkretna, bo mieliśmy dzisiaj pierwszą wiosenną burzę. Jak łomotnęło w pobliżu, to biednego Frufla wywiało za pralkę. Ten nasz największy kot bardzo boi się burzy i strzałów. Ma dużo z psa. Za to Kłodzińska (nasza drobna kotka szylkretowa) na odgłosy burzy wypadła kiedyś wyraźnie podminowana na dwór sprawdzić, o co chodzi i czy nie trzeba komuś spuścić lania. Co do przeziębienia, to prawie ustąpiło: w lustrze nie wyglądam już jak po autopsji, ale przed. Faceci zawsze dramatyzują, jeśli chodzi o ich własne błony śluzowe. Dziękuję serdecznie za wyrazy troski.

    Nini: bardzo ładny kawałek prozy.

  89. Ryśku, naprawdę przepiękne zdjęcie. I to już drugie takie wiosenne, więc zastanawiam się, jak wygląda cały Twój ogród w pąkach, pączkach, kwiatach i liściach.
    A wiersz… Jak zawsze, idealny. Znałam go wcześniej, więc cieszę się, że go tu DUA przytoczyła.

  90. Och, Nini! Jak pięknie napisałaś o Andersenie!
    A co do książek, to ponieważ u nas w bibliotece nie ma „Klechd sezamowych”, których nigdy nie czytałam to zamierzam wypożyczyć ” klechdy domowe”. Zastanawiam się tylko, czy to nie jest to samo?

  91. Zimy już nie ma! Tak jest!
    O, Rysiu, jaki cudowny pączek! Leszczyny! W Twoim ogrodzie dzieją się prawdziwe cudy! (nie mogę się powstrzymać od wykrzykników)
    I jeszcze taki cudowny wiersz (najlepsze dwie ostatnie linijki) mojego drugiego ulubionego poety! (pierwszy-Mickiewicz) Diękuję DUA!

  92. Zamieszczone, Nini! Dzięki!
    Adminka mogła nie zauważyć (mamy powódź pocztową) więc powtórnie przekazałam jej dziś Twój adres. Teraz się odezwie.

    Ryśku, dzięki za nowe wiosenne zdjęcia!

  93. Pani Małgosiu – ależ bardzo proszę!
    Kiedy rano sprawdzałam pocztę nie było w niej wiadomości od Adminków.
    Już rozumiem.

  94. Wiosna, ach wiosna…
    W moim ogródku dorodne bazie się pojawiły. Śnieg dawno stopniał i człowiekowi lżej na duszy…

  95. A do mnie po południu zawitał uczeń. Szósta klasa, niekoniecznie celujący. Stanął za metrowym wiechciem bazi wierzbowych. -To dla pani- usłyszałam. – A te do kościoła, na niedzielę palmową – dodał wręczając odpowiednio krótszy bukiecik „kotków”.
    Takie miałam dziś przedwiośnie…

  96. A teraz po tym wszystkim tęcza!!! I tak bystre słońce topiące się w naszej Wiśle bo już niestety zachodzić zaczyna.

  97. Ależ, Kasztanowłosa, bazie już są! To nie przypadek! U mnie postanowiły pokazać się już w połowie lutego, więc teraz ich rozkwit to rzecz naturalna.
    W Poznaniu widzę teraz ciemne chmury, ale i wiosenne słońce. I faktycznie, mocno wieje. Ale co tam! Cieszmy się wiosną!

  98. Witam. W podlaskim garncu marzec wyprawia prawdziwe brewerie, przymrozek, słońce, wichura, kapuśniaczek, ulewa, wszystko w dzisiejszym dniu.
    Jakie ładne to zdjęcie Ryśka, trochę przypomina mi poprzednie Adminki.
    Wiersz jak zwykle dobrany w dziesiątkę.
    Idę powdychać cudowny zapach wiosny, powietrze jest już inne i wiosenne ptaszki świergolą.
    Pozdrawiam.

  99. U nas jest straszna wichura i dwa razy padał grad. Nie mogłam nawet dojść z domu do samochodu!
    Na szczęście chwilami świeci słońce i wtedy jest tak wiosennie, iż wiadomo, że zima na pewno nie wróci.

    Czy to możliwe, żeby już były bazie? Widziałam z daleka i nie byłam pewna.

  100. Ach, Milesale! Cieszę się, że masz tak pięknie i spokojnie.
    Pozdrawiam Anglika!

    AniuK, burza drugiego marca! U nas bardzo porywisty wicher. Idzie wiosna!

    Nutrio, jaki ładny wiersz Joanny Kulmowej, dziękuję!

  101. Pani Małgosiu! Przedwiośnie pachnie tak jak nic na świecie! Nowością, nadzieją, ziemią. Właśnie otworzyłam okno w pracy, a wychodzi ono na Wisłę. Wieje, a wiatr jest ciepły i obiecujący :-)) A teraz jest burza!!! Z błyskami i piorunami! Zjawiskowe to wszystko!

  102. Tak! Po trzykroć tak, Scottish Highlands sá pełne spokoju i zròwnoważenia.
    Dlatego uwielbiam tam mieszkać.
    Serdecznie pozdrawiam; choć tym razem z Polski, z pociágu podàżajàcego z Krakowa do Torunia. Zwiedzamy kraj, mòj Anglik i ja.

  103. Masz rację, Jadziu, pisząc, że ,,w mieście odczucie to jest słabsze, niż na wsi”. Pisze o tym nawet Joanna Kulmowa:

    ZIELEŃ W MIEŚCIE

    Zieleń w mieście
    ledwie się mieści.
    Mało jej ogródków na przedmieściach.
    To ciasnota jej doskwiera
    na skwerach.
    To ją dusi dym.
    To bruk ją uwiera.
    Tyle-
    że wyściubia trawkę spod chodnika.
    Tyle-
    że zza płotu listek wytyka.
    Tyle-
    że wysunie się brzózką nad rynną.
    Tyle-
    że tam będzie,
    gdzie jej być nie powinno.
    Otwórzmy jej drzwi i okna
    na przestrzał-
    żeby mogła wejść swobodnie
    do mieszkań.

    Ale mimo, że trochę mniej, to jednak ją widać. Tylko trzeba jej otworzyć drzwi. I okna. Na przestrzał.

  104. Jeśli Szkocja to Falkirk wheel niesamowity podnośnik do łodzi, który podnosi je do wysoko zbudowanego kanału, kiedyś łódź na wyższy poziom podnosiła się za pomocą wielu śluz. Ale ja wolę chyba stary Pontcysyllte Aqueduct. Lubię podróżować sobie narrow boat po angielskich kanałach przez internet, podziwiać piękne zakątki, widoki i stare wodne drogi, taki mały świat i dużo natury, Nie dorównuje to jednak prawdziwemu podróżowaniu starymi drogami, ale zawsze coś.
    Jest uroczy film BBC: „The Golden Age of Canals”.

  105. I już się nam odwróciło: nagle przyszła wichura i grad. Ech, w marcu jak w garncu.

  106. Dzień dobry!
    Po wczorajszym ciepłym dniu dziś znów wróciło wilgotne i chłodniejsze powietrze.
    Trzeba cierpliwości, by na dobre przyszła wiosna.
    Sonet piękny, podobnie jak zdjęcie fotografa Ryśka .
    Dziękuję Ci, Sowo, za dedykacje muzyczną dla Giorgia w postaci pięknej kołysanki, bardzo miło z Twojej strony, że pomyślałas o nas :))

  107. To jej ostatnie podrygi, Mamo Isi!
    Mówię to śmiało po polsku.

    Nini, a cóż za śliczny tekst mi przysłałaś. Dlaczego tylko prywatnie? Czy nie mogłabym go jednak pokazać?
    Proszę o zgodę! Specjalnie powiększę (jednorazowo) „okienko” tekstowe na stronie.

    Co do przekładów Andersena: jeśli dobrze pamiętam, Iwaszkiewicz (jak i inni nasi) przekładał baśnie z tłumaczenia niemieckiego.
    Tak, mam wszystkie baśnie Andersena, wszystkie czytałam, nawet te słabsze i całkiem mało znane. Po prostu nie pamiętałam, gdzie są w nich pawie. Dobrze, że je wyszukałaś.

    A gdzie te obiecane zdjęcia? Czy Adminki się odezwały do Ciebie?
    Dziękowałam Ci za podanie adresu mailowego, który Adminkom przesłałam.

  108. A u nas przymrozek. Informacje o tym, ze zimy już nie ma trzeba wygłaszać w obcym języku, najlepiej francuskim. Wtedy zima nie wie, o czym się mówi i nie robi na złość.

  109. Wiadomość prywatna
    Nie wiem, za co Pani mi dziękuję DUA, ale jeśli bezwiednie przyczyniłam radości, to bardzo mnie to cieszy.
    Sklepienie mnie zamurowało, człowiek czuje się taki mały – jak pod niebem. I co właściwie może powiedzieć? Słów brak. Natomiast leszczynowy kwiatek wprawił w zdumienie – bardzo lubię obserwować, jak wiatr bawi się żółtymi frędzelkami, ale kwiatków nie widziałam nigdy! Ślepota! A mówili mi, żem spostrzegawcza i samej się zdawało, że mam oko do detali.
    Wczoraj zakończyłam przygodę z Baśniami Andersena, a raczej – zakończyłam pewien etap, bo zaintrygowało mnie to, co we wstępie napisał Jarosław Iwaszkiewicz (do pierwszego tomu sięgnęłam na końcu i ze zdziwieniem odkryłam, że sam także tłumaczył! A język duński wydaje mi się taki okropnie trudny) – „Jeżeli z jakimś bliskim nam, Polakom, artystą możemy porównać Andersena, to chyba tylko z Chopinem”. I zachciało mi się przyjrzeć autorowi. To przede mną jeszcze.
    Paw jest obecny w paru utworach. Co ciekawe, w jednej sam uważa kukułkę za uosobienie pychy. Piękno ptasiego ogona to chwila – w jednej baśni okazuje się, że tak naprawdę to łopuchy, a w innej, że „pawie to piękno, ale wystarczy je trochę oskubać, aby zobaczyć, że wyglądają tak samo, jak my wszystkie”. Jak przewrotny bywa los i ulotne ziemskie piękno przekonała się wróbla matka za chwilę, gdy przez ludzi złapana, obsypana złotem, odmienna, przez własne dzieci i inne ptaki została oskubana – na śmierć. Celowo nie podaję tytułów, gdyby naszła Panią ochota, by zagłębić w Baśnie. Ale gdyby nie – to znam wszystkie „pawie” (z tego trzytomowego wydania PIW-u, dodam, bo mam jeszcze ochotę sięgnąć do przedwojennego). Spotykam pewnego pawia w czasie wędrówek nad Wisłą i ten typ, zawsze, ale to zawsze, gdy tylko podniesie ogon, odwraca się tyłem do mnie i już nie odwraca!
    Muszę Panią przeprosić, bo Pani nieobecność (długą!) przypisałam jednak spacerowi (a nie wiatrowi zrywającemu połączenie), a i fotki miały być po to, żeby nie chciało się Pani odchodzić od komputera.. Przepraszam, z serca. To gryząca tęsknota za Zgryzotką. Dokucza mi też niewiedza, czy pyszny w sensie smaku, ma cokolwiek wspólnego z pychą. Ach i zapomniałabym podziękować Pani za przepisy na przepyszny piernik i rozmarynowe ciasto czekoladowe – dziękuję! – obydwa okazały się przebojami i do tej pory robiłam je na zmianę, aż przyszedł wreszcie czas zakończenia tej smakowej rozpusty. I dobrze. Nie byłabym w stanie docenić literaturka, gdy przyjdzie pora. A i może mój rozmaryn pokłuty przez mróz odżyje – minus dwa jeszcze wytrzymywał, ale przy pięciu już nie dał rady.
    Zaskoczyło mnie bardzo, że można w środku wielkiego miasta na sześciopasmowym moście usłyszeć ciszę. Przyjemna niespodzianka.
    Cieszę się z tej wiosny jakoś bardziej niż zawsze.
    Dobrego dnia, Pani Małgosiu!

  110. A u nas dziś jest dokładnie jak w sonecie Staffa: „ciepłe, deszczowe niebo śpi na krajobrazie”.

  111. Mam dziwne wrażenie, że szkocka muzyka powinna tchnąć spokojem, li i jedynie. Niczym innym wręcz.
    Krajobraz szkocki tchnie.

    Ale pomyślmy o waleczności tych górali – i już rozumiemy całą resztę muzycznej atmosfery.

  112. Ach, czar starych zielników! Są takie piękne. I zdjęcia Ryśka też, bardzo je lubię.

    Wiosna nadciąga w siedmiomilowych butach, co za słońce od rana!

    Frederick Delius – „Spring Morning”.
    Royal Scottish National Orchestra.

    Lubię muzykę tego szkockiego kompozytora, tchnie wielkim spokojem.

  113. Tak, mój Kapelutku! Dużo!
    I bardzo mi się spodobały!
    Na pewno je tu przy okazji pokażę, tj.- niektóre z nich.

    Dreszcz wiosny, Jadziu. Ziemia się budzi.

  114. Pani Małgosiu, dostała Pani moje ogrodowe zdjęcia na mejl? ;)

  115. Dobry wieczór, tak, zgadzam się, zimy już nie ma – czuć to nawet w mieście, choć to odczucie jest tu słabsze niż na wsi. Ale dzięki wierszowi Staffa aż poczułam ten zapach i całą opisaną atmosferę. „Dreszcz wiosny.” Krótko, zwięźle, a mówi wszystko.
    Pozdrawiam i życzę dobrej nocy :)

Dodaj komentarz