Od Ryśka

przebiśnieg

 

Popatrzcie tylko, co tu się wyrabia! – a raczej, co wyrabiało się wczoraj, kiedy nasz DC Rysiek z Wrocławia zrobił to piękne zdjęcie. Dziś, rzecz to całkiem pewna, przebiśnieg ten jest znacznie wyższy, kto wie, może nawet się już rozwinął?

Jaka walka! Jaka siła! („Ta siła, która przez zielony lont prze kwiaty…” –  Dylan Thomas, w przekładzie Stanisława Barańczaka).  Jedno życie zwiędło, butwieje z wolna, i daje wsparcie oraz osłonę temu nowemu życiu, nowemu pięknu, które rwie się do światła.

Cokolwiek by się działo, złego czy dobrego, wiosna przychodzi niezawodnie, rok po roku. Ziemia wciąż się odradza. Życie wciąż się odradza, a więc – t r w a.

Wieczna zagadka: jakim cudem?

Skąd ta siła?

Skąd to piękno?

 

Gerard Manley Hopkins (1844-1889)

 

PSTRE PIĘKNO

 

Za wszystko, co pstrokate, chwała niech będzie Panu –
Za niebo wielobarwne jak łaciate cielę;
Za grzbiety pstrągów, różem nakrapiane w cętki;
Za skrzydła zięb; żar szkarłatny rozłupanych kasztanów;
Za ziemię w działkach, w kawałkach – za ugór i za zieleń;
I za rzemiosło wszelkie, jego narzędzia i sprzęty.
Wszystkiemu, co nadmierne, osobliwe, sprzeczne,
Rzeczom pstrym i pierzchliwym (któż wie, jak to się dzieje?),
Wartkim i wolnym, słodkim i słonym, mocnym i miękkim,
On wciąż początek daje, Ten, czyje piękno jest wieczne:
Jemu niech będą dzięki.

 

(przełożył Stanisław Barańczak)

 

229 przemyśleń nt. „Od Ryśka

  1. Iskro, zawsze bardzo mi miło, kiedy słyszę dobre słowa o Emilce. Utalentowana bestia!
    I mnóstwo umie.

  2. Dobry wieczór, miły Juniorze!
    Szkoda, że zajrzałam dopiero teraz, kiedy Ty już poszedłeś spać.
    Doskonale, że wpadłeś. Słyszałam, że fajny z Ciebie człowiek!
    Zapraszam częściej! I pozdrawiam całą Waszą gromadkę.

  3. Dobry wieczór! Jestem średnim synem Zgreda :) Bardzo lubię Pani książki a najbardziej ,,Opium w Rosole” i ,,Bambolandię”. Miło że mogłem tu wpaść.

  4. Trafilam kiedys na blog czlowieka, ktory pokazywal fotografie podworek na starej Pradze. Niezliczone kapliczki mnie zachwycily. Na Zabkowskiej na przyklad: wokol wszystko jakby wymarle, a kapliczka czyimis troskliwymi rekami odnawiana.

  5. Celestyno, arcyciekawe rzeczy piszesz. Mam podobnie, bardzo lubię wchodzić w podwórka kamienic, zawsze tam można znaleźć coś pięknego lub interesującego; kapliczki, stare szyldy, pozostałości starych mozaik.
    Alku, to krzepiące. Widziałam też pracownie kapeluszy.

  6. Nini, Januszkiewicz już nie przyjmuje uczniów. Powiedział kiedyś, że kiedy mógł, nie było chętnych, a obecnie już nie ma raczej możliwości.

  7. Musze doprecyzować: pan miał nie pudelka, lecz pudełko, ze skarpetami.
    (trzeba jednak troche wysilku zrobic i te podkreslenia poprawiac)

  8. Okrzyk „kartoooofle” to ja slyszalam jeszcze calkiem niedawno, na osiedlu Wola Duchacka w Krakowie. Na pewno w kazdy sobotni poranek w latach 90-tych, a nie wiem czy i nie jeszcze sporadycznie juz w nowym tysiacleciu. Oczywiscie nie z furmanki tylko z jakiejs furgonetki. I w zaleznosci od tego, ktory rolnik przyjezdzal, slyszalo sie albo: „ziemniooooki, kartofle”, albo: „poo ziem-nio-ki, poo ziem-nio-ki”. A na Florianskiej, jeszcze do niedawna przez wiele, wiele lat stal pan z pudelkiem (turysci moze pamietaja) ktory mowil monotonnie: „tanie, okazja, skarpety polecam”.
    Ktos niedawno mi podeslal, w ramach wspominek, kawalek utworu Swietlikow „Ziemnioki”. Dokladnie tak to brzmialo.

  9. Dewajtis, jest coraz mniej, ale chyba proces ulega zatrzymaniu. Słyszałem o zupełnie nowym szewcu w Warszawie, pojawiają się też nowi krawcy. Niestety (i to jest do przewidzenia) w epoce masowej produkcji tanimi metodami wyroby rzemieślników są i będą bardzo drogie. I tak na przykład buty zamówione u jednego z najlepszych warszawskich szewców pana Januszkiewicza kosztują minimum 2500 złotych (a nie jest on wcale najdroższy). Januszkiewicz ma 90 lat i nie ma uczniów. Powinno się właściwie zamówić coś na zapas, ale zanim ja zaoszczędzę na te buty, ich twórca zapewne przejdzie do innych zadań i w zupełnie innych rejonach…

  10. Dewajtis, ja mam wrecz takie skrzywienie. Kiedy jestem w Polsce celowo szukam starych, zapomnianych malych zakladzikow uslugowych. Wieksza przyjemnosc sprawia mi dac zarobic tym ludziom niz sporym sieciom. I tak niedawno znalazlam (najpierw przez internet) starenskiego pana, ktory czysci kozuchy, na ul. Kremerowskiej (w glebi zaniedbanego podworza niewyremontowanej kamienicy). Zakladzik z wygladu straszny, z malym przepierzeniem kuchennym, a na pieterku lozko. Po podworzu i zakladziku platal sie zezowaty kocur (nic nie zmyslam), ktorego ten pan przygarnal. Pan nazywal go „moje zezowate szczescie”. Opowiadal o mlodosci w Stanislawowie na Kresach. W minione wakacje zas znalazlam rownie stary i zaniedbany zaklad szewski, o ktorym nawet bywalcy ulicy Dlugiej (bo tam go wytropilam) nie wiedzieli. Rowniez w glebi podworka popadajacej w ruine kamienicy. Pani szewc, delikatnie mowiac, wygladem nie wzbudzala zaufania. Ale kilka par bucikow slicznie podflekowala. W takich zakladach nigdy nie ma ruchu, mozna sobie z ludzmi porozmawiac. Bardzo polubilam te pania.
    Z czasow licelanych zostala mi sklonnosc do wlazenia na podworka kamienic. Duzo ciekawych rzeczy mozna odkryc.

  11. Ale Fotoplastikon w Warszawie jest i działa! Mieści się w oficynie kamienicy w Alejach Jerozolimskich, chyba jest teraz oddziałem Muzeum Powstania Warszawskiego.

  12. Zapytałam native speakera rosyjskiego i „пятнистые шторы” to raczej wzorzyste zasłony, ewentualnie te wzory mogą być w plamki, ale generalnie raczej się tak nie mówi.. tyle o ocalaniu.. tak, tak, lepiej pytać Brytyjczyków.

    Dobrego dnia! ;o)

  13. Mamo Isi i wszyscy wielbiciele fotoplastikonu, jest i w Warszawie! Niedaleko Dworca Centralnego (dobra lokalizacja również dla przyjezdnych). Ma się dobrze i jest to bardzo ciekawe miejsce na mapie stolicy. Polecane przez moich czytelników (dużych i małych) stąd o nim wiem. Oprócz zdjęć starej Warszawy są relacje z podróży, warsztaty fotograficzne i wiele innych ciekawostek. Lubię to miejsce i zachęcam warszawiaków do zajrzenia. Pozdrawiam zza lady :)

  14. A tak, spotkałyśmy się z DC Cascioliną i ze ślicznym, zaspanym i rumianym Mareczkiem. Świetnie było, bardzo miło i ciekawie się rozmawiało!
    A w Warszawie niestety coraz mniej zakładów rzemieślnicznych, o których piszecie. Co chwilę jakiś znika i na jego miejscu wykwita najczęściej bank albo gastronomia. A ja kiedy tylko mogę, wstępuję do tych zakładów, które jeszcze istnieją. Bardzo lubię ich właścicieli!

  15. Też pamiętam z dzieciństwa okrzyk „kartooofle”, a potem klik klak kopyt końskich na bruku. Dzieci zawsze wieszały się u tyłu furmanki, żeby się przejechać, a woźnica zganiał je batem. Ach, ten miły dreszczyk podejmowanego straszliwego ryzyka;)
    Trudno, zasady są po to, aby tworzyć od nich wyjątki. Czasem muszę użyć emotikony.

  16. Wiedziałam, że kochany Starosta też kwiknie z radości na okoliczność uratowania fotoplastikonu!

    Celestyno, jaki piękny kawałek starego Krakowa odtworzyłaś w pamięci! Dzięki.

    Też coraz bardziej się skłaniam do przypuszczenia, że to jakieś przecudnie, własnoręcznie pomalowane w ciapki rolety, czy coś w tym rodzaju, które u Autora wywoływały odruch wymiotny.

    Alku, nie, tamte wszystkie już poznikały. Ostatni magiel został na ul.Abrahama. No tak, kąpiel jest gorąca, to magiel chyba też. Tak sądzę, że tymi drogami szło myślenie autora tabliczki „Magiel gorąca”.
    O ile tu dedukcja jest prostsza, niż w przypadku tych spotted blinds.

  17. Drodzy Księgowi, czyżbyście nie wyczuli emotikonu w moim komentarzu (efekt Alka)?
    Zgredzie, fluidy latają! My właśnie pletliśmy koszyki na plastyce. Co prawda z wikliny papierowej (zwija się ją z gazet), ale mniejsza o to. Dostałam plus pięć.
    Przesyłam uśmiechy: :)

  18. Celestyno, jak wspaniale opisałaś Twój Kraków lat dziecinnych. I Ty Ateno również.

  19. Ateno! Jakos nie docieralo do mnie, ze jestes z Krakowa. Ach, ta Szpitalna. Znam ten zakladzik, obok jest optyk (juz nie pamietam czy istnial za czasow mojego dziecinstwa, inny optyk jest wciaz na swoim miejscu: ten obok Pralatowki. Kolo naprawy pior byl spozywczak i tzw.ajent ( tam sie chodzilo po nabial i bulki). Naprzeciwko zas jest kosciolek i obok furta siostr Duchaczek: tam biegalismy po lekcjach do siostrzyczek na katecheze. Potem juz, od szostej klasy – do Pralatowki. Moja trasa do szkoly: Florianska, sw.Tomasza (wtedy Solskiego), sw.Krzyza, sw.Marka. Tak swojsko tam wtedy i jakos domowo bylo, teraz bardzo turystycznie, nikt ze znajomych juz tam nie mieszka.

  20. A jeszcze jeśli przyjmiemy perspektywę celowej gradacji rzeczy obrzydliwych, to taki finał może być nieoczekiwanym, humorystycznym zwrotem w narracji. My tu spodziewamy się na końcu listy zobaczyć karaluchy, a zamiast tego są śmieszne firanki. Z drugiej strony, wcale nie mam przekonania, czy ta gradcja jest intencjonalna, bo na początku listy są przecież rzeczy bardzo ładne – kościoły i kaplice. Domki zwykłych ludzi też nie muszą być specjalnie brzydkie. Może to jest właśnie tak jak mówi Alek – panowie patrzą sobie przez okno i po prostu wymieniają po kolei to, co widzą: tu stoi kościół, tam wiejski dom, tam idzie łachmaniarz, są kałuże i patyki, a w oknach brzydkie firanki. I za całe to otoczenie dziękuj Stwócy. W takim kontekście niemieckie tłumaczenie (firanki) nie wydaje mi się niefortunne, w każdym razie jest zdecydowanie lepsze niż okiennice, bo nie budzi większych wątpliwości.

  21. Chester, a propos podnoszenia oczek: w pewnej strasznie nudnej (nabzdyczonej do niemożliwości) powieści Broszkiewicza występował samosterujący automat Magister Dionizy Hybrydon Waligóra (był z Krakowa, co wyjaśnia stopień naukowy), który oprócz typowych cech supermózgu dysponował umiejętnościami dodatkowymi, jak: repasacja, kiszenie ogórków i stębnowanie.

  22. Mnie argumentacja Alka przekonuje, szczególnie w świetle tego nowego fragmentu (Alku, Chesterko, może dołożycie cytat?). Przy czym wyobrażam sobie raczej takie wewnętrzne rolety, materiałowe, a nie te zewnętrzne, drewniane. Może budziły one w mówiącym jakiś estetyczny dysonans, tak jak we mnie się budzi na widok nylonowego fartucha w groszki.

    Nutrio, wybacz, to przeze mnie. Dociekliwa jestem, nic na to poradzę. Ale wdzięczna też jestem, za wszystko.

  23. Przeciz mowie, ze ladna zabawa, bo dalej nie wiemy. Nie odzywalam sie wczesniej, bo racje ma Sowa P, tu powinni wypowiadac sie brytyjczycy.

  24. Aniu G., ja też w czasach studenckich mieszkałam na Zaspie, ale sadzę, że to było dużo wcześniej (2 pol. Lat osiemdziesiatych). Teraz też po 10 latach przerwy. I pamiętam podnoszenie oczek i mleko pod drzwiami rano. A melodia: kaaaartofleee – brzmi w uszach do dziś.

  25. Rozmarynie, widzę, że jesteś – ja już tu gdzieś dziękowałam, zaraz po otrzymaniu od Ciebie wycinka o Strzemińskim. Ale nie wiem, czy ten wpis zauważyłaś, bo przysypało nas nowymi!
    Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam serdecznie.

  26. Przemijajace zawody skojarzyly mi sie z miejscem gdzie zanosilam wieczne pioro do naprawy (mam slabosc do nich i jak juz jakies lubilam to na zawsze:)). Okazuje sie ze zaklad nadal istnieje ( Krakow, Szpitalna 7).
    Pogrzebalam jeszcze za tym slowem spotted: origin 1150-1200; (noun) Middle English spotte; cognate with Middle Dutch, Low German spot speck, Old Norse spotti bit; (v.) late Middle English spotten to stain, mark, derivative of the noun.
    Ladna zabawa.

  27. Zachwycam się naturą, ale czasami mniej ją lubię. Na przykład kiedy gwałtowny podmuch zimnego wiatru wraz z zacinającym deszczem budzą śpiącego Mareczka. Takie atrakcje przygotowała dla nas Warszawa, gdzie wybraliśmy się na krótkie wakacje. Udało nam się nawet poznać KC Dewajtis!

    Po definicji mamy Isi („plamki mniejsze, regularniejsze i okrągławe”) podejrzewałam plamy, które na oknach, okiennicach i żaluzjach pozostawiają krople brudnego deszczu. Jednak bardziej przekonuje mnie argumentacja Alka, takie plamki nie byłyby widoczne na cudzych oknach, ze sporej odległości.

    Magiel w Gdyni :) jeśli chodzi o ten na Chylonii to bywałam tam i ja.

  28. W Łodzi też mamy fotoplastikon – w Muzeum Kinematografii na Placu Zwycięstwa.

    Zgredzie, to ciekawy trop z tym „smotem” od lutowania garnków. Dziecięcym umysłem zawsze to kojarzyłam ze szmatami – i tak zostało. Ale kto wie, jakimi ścieżkami chodzą słowa i jak się zmieniają od człowieka do człowieka.

    Ozdobniczko, Białoszewski jest niezwykły – fascynuje! A Jego proza! I łatwa, i trudna zarazem. Transowa.

  29. Szpital dla lalek – rzecz bezcenna kiedyś. Niejedna dziewczynka była przeszczęśliwa, że komuś udało się uratować powiernicę jej najskrytszych tajemnic.

  30. IsiMaman, czy to ten magiel w Gdyni, na Starowiejskiej, gdzie przez cały PRL wisiała tabliczka z napisem „Magiel GORĄCA”?

  31. Z ostatniej wystawy Gierymskiego w Narodowym pamiętam zawody, takie jak: koszykarz (wiklinowy) i śmieciarka (kobieta). No i oczywiście pomarańczarka.

  32. Ja wciąż jestem za żaluzjami niezbyt fortunnie ozdobionymi, pstrymi czy łaciatymi, ganc pomada. Powody: po pierwsze, bohaterowie wskazują je sobie z dużej odległości. Roboty much by tak nie oglądali, chyba przez lornetkę. Po drugie natomiast, profesor już po zakończeniu całego zajścia ze Smithem udał się na przechadzkę, podczas której zatrzymał się przez willą i oglądał jej rzeczone cętkowane sztory. Zastanawiał się przy tym (po raz pierwszy), jacy ludzie tam mieszkają, czyli jakby pierwszy raz ujrzał za tym zewnętrznym przejawem (w postaci paskudnych okiennic) jakichś konkretnych, żywych ludzi z ich historią, życiem i tak dalej. Otóż wydaje mi się, że okien zapaskudzonych zwyczajnie przez owada i smog jednak by tak psychologicznie nie studiował.

  33. Czytam i czytam, i widzę, że dużo o Weselu się rozmawia. Bardzo dobrze, wspaniała jest to książka.

    A teraz zupełnie odbiegnę od tematu Wesela, wiosny, i tym podobnych, bo przeczytałam dzisiaj wiersz Mirona Białoszewskiego, który niezmiernie mi się spodobał, dlatego postanowiłam go tu przytoczyć. To taka maksyma życiowa dla każdego.

    Ja
    stróż
    latarnik
    nadaję
    z mrówkowca
    Nie zabłądźcie.
    Bądźcie.
    Mijajcie, mijajmy się,
    ale nie omińmy.
    Mińmy.
    My,
    Wy, co latacie
    i jesteście popychani.

    Przepiękny, prawda? I taki prawdziwy. To się ceni u poetów.

  34. Nie, nie, jest, Starosto kochany! Zajrzałam do netu, a tam stoi jak byk, że w Galerii Arsenal w Poznaniu od października 2014 r.zamontowali stary fotoplastykon! I on działa! Uratowali zabytek, hip, hip, hurra!
    Ciekawa jestem, czy dalej pokazuje te same fotografie, które oglądali Mila z Ignacym?

  35. Widzisz, Nutrio kochana, my tak naprawdę nie zastanawiamy się nad roletami. Sprawdzamy znaczenie słów. A to zawsze jest ważne.

  36. Fotoplastikon w Poznaniu już dawno temu przestał istnieć. Kiedy pisałam „Kalamburkę” (tam jest scena z fotoplastikonem) już musiałam go sobie przypominać.
    Szkoda wielka, to był zabytek techniki!

  37. A mnie się przypomniał fotoplastikon w Poznaniu; nawiedziłam go parę razy podczas studiów. Ciekawe, czy jeszcze istnieje?
    Z zawodów wymarłych: maszynistka, kreślarz, węglarz, zecer, froter, praczka, repasaczka, napełnianie syfonów, napełnianie długopisów, szpital dla lalek (wiecznie im się urywały gumki utrzymujące nogi i ręce).
    Poza tym ostał się w Gdyni ostatni magiel, bardzo dobry, do którego co jakiś czas wędruję ze stosikiem haftowanych obrusów.

  38. Och, och… Toż to strona filozofów, doprawdy!
    UA nasza kochana zamieściła na niej wiersz ,,Pstre piękno” z myślą, że dzięki niemu spostrzeżemy, że to, na co często patrzymy z niechęcią, jest tak naprawdę piękne, my tymczasem owszem, regularnie o nim myślimy, ale zamiast wzdychać w związku z tym w zachwycie nad ,,Dziełem Stworzenia” (jak to celnie nazwała we ,,Wnuczce…”), zastanawiamy się nad tym, czy rolety są brudne, czy może w kropki!
    Interesujące zjawisko.
    He, he.

  39. Odruchowo myślę, że smot, to może być też od kowalskiej konotacji lutowania garnków (smith, smite).

    Pamiętam z lat osiemdziesiątych szyld w centrum Warszawy: Wyrób sprężyn. A potem imię i nazwisko.
    Szyld był na bardzo starej kamienicy. Myślałem, że zakład dawno odszedł już w zapomnienie i kamienica też.
    Dla pewności sprawdziłem to imię i nazwisko w wyszukiwarce.
    Okazało się, że firma dalej istnieje (przy tej samej ulicy) i na swojej stronie pisze „nasze sprężyny są nawet w kosmosie”.
    Nigdy bym nie przypuścił.

  40. Beatuszko, jesteś nieoceniona!
    Dziękuję za te dwa przykłady. Ku mojej wielkiej uciesze nadal jesteśmy jak tabaka w rogu.
    Ponieważ: „betupften Gardinen” oznacza cętkowane (jest tylko to znaczenie słowa) firanki,

    zaś „пятнистые шторы” to mogą być zasłony:

    kolorowe
    wzorzyste
    cętkowane
    pstre
    plamiste
    i – uwaga! UPSTRZONE!!!!

    Ale zabawa!

    Korniej Czukowski to był pisarz całą gębą. Pięknie przetłumaczył.
    Nieznany Niemiec ciut gorzej.

  41. I Jeszcze wieczorna muzyka, w radosnym oczekiwaniu na wiosnę:

    Claude Le Jeune – „Reveci venir du printemps”.
    Les Voix humaines.

    Reveci venir du printemps,
    l’amoureus’ et bele saison.
    Le courant des eaux
    Recherchant le canal d’été s’éclaircit,
    Et la mer calme de ces flots
    Amollit le triste courroux.
    Le canard s’egaye plongeant,
    Et se lave coint dedans l’eau;
    Et la grue qui fourche son vol,
    Retraverse l’air et s’en va.

    (…)

    Rions aussi nous et cherchons
    Les ébats et jeu du printemps.
    Toute chose rit de plaisir
    Célébrons la gaye saison.

  42. W sprawie okiennic/rolet właściwie wciąż mamy ten sam dylemat. Brud to czy kropki? Skoro Chesterton był Anglikiem, ograniczyłabym się teraz do konsultowania sprawy głównie z Brytyjczykami. Może jakiś najstarszy oksfordczyk pamięta kropkowane żaluzje z zeszłego wieku, może tłumacz jednak nie pomylił się tak bardzo… Swoją drogą, to ciekawe, jak po latach pewne rzeczy zapisane przez autora stają się nieoczywiste dla czytelników, nawet rodzimych.

  43. Piegusko, potwierdzam, to jest doniosła i wzruszająca chwila. Też zapisałam swojego potomka do osiedlowej biblioteki, od kilku jest dumnym posiadaczem własnej karty. Był to niejako czysty akt potwierdzający status, bo Sowiątko jest stałym bywalcem tejże placówki już od ponad półtora roku (chadza tam regularnie z Babcią), ja natomiast zawitałam do biblioteki dopiero w ostatnie wakacje, zaprowadzona tam przez własne dziecię, w charakterze popołudniowego spaceru. To było bardzo dziwne uczucie, być oprowadzoną między regałami przez dwulatka („pats mama, tu są ksązki, tu kumputel, a tu itelki”), w życiu bym nie przypuszczała, że tak to się odbędzie. Ostatnio dziecię chciało tam nawet zdjąć buty i założyć kapcie.
    Posiadanie własnego konta przez dziecko jest o tyle praktyczne, że teraz możemy pożyczyć dziesięc książek na raz.

  44. Konrad mówił, zdaje się, że Wesele jest najwybitniejszym polskim dramatem.
    I dodał, na pewno, „rzecz nie ulega kwestii”.

    Natomiast w cyklu „Para-męt pikczers czyli kulisy srebrnego ekranu” film Wesele został zrozumiany, jako relacja z meczu, co potwierdzały liczne tropy: „miałeś … róg” (zmarnowany rzut rożny), wynik („raz do koła”), opinie o klubach piłkarskich („Pan się boją we wsi Ruchu”) oraz inne terminy ogólnosportowe (np. „czarny koń”).

    Ja nie wiem, czy Wyspiański nie powinien być uznany za wieszcza. Za Wesele.

    „Już zwłaszcza, że ze Szkocji” – świetne do ćwiczeń dykcji.

  45. Promienne uśmiechy się przydadzą. U nas cały dzień leje.
    SowoP, co do seriali to ostatnio oglądałam zapowiedź jednego: kobieta straciła malutkie dziecko i mąż ją zdradził. W końcu wyszła za mąż po raz kolejny i urodziła drugie dziecko. Pewnej nocy mężczyzna się budzi i widzi, że jego żona nie śpi, tylko przygląda się ich córeczce.
    -Co robisz?
    -Patrzę jak oddycha.
    -Śpij. Za chwilę będziesz musiała wstać do karmienia.
    -Wolę nie.
    Ona cieszyła się, że ma dziecko. I kochała je tak, że wolałaby nie spać. I tak jest z każdą matką. Wzruszyło mnie to.

  46. Dobry wieczór!
    Znalazłam specjalnie dla Starosty tłumaczenie niemieckie:
    „Vergessen Sie nichts. Sie sollen Ihrem Schöpfer danken für die Kirchen, für die Kapellen, für die Häuser, für das Volk, für die Pfützen, Pfannen, Töpfe, Holzstückchen, Lumpen, Knochen und betupften Gardinen.”
    „Menschenskind” (nie znam autora przekładu)
    i rosyjskie:
    „И вообще, не забывайте ничего. Вы должны поблагодарить небо за церкви, за часовни, за дачи, за самых заурядных людей, за лужи, горшки и чашки, за палки, за тряпки, за кости и за пятнистые шторы.”
    „Жив-человек” tłumaczył Korniej Czukowski

    :-)

  47. Może jakiś sąsiad jęty szałem artystycznym pomalował swoje zielone okiennice w ciapki w kolorze fizjologicznym? I biedny Chesterton musiał to co dzień oglądać?

  48. Alku, przeczytałam właśnie „Wielką elegię dla Johna Donne’a” Josifa Brodskiego w przepięknym tłumaczeniu Stanisława Barańczaka. Ileż tam przedmiotów, a wszystkie ważne! Aż metafizyczne…

    Co do much i komarów:
    „pogodzić się z komarem, bo kłuje, by dzieci swoje nakarmić
    polubić muchę, gdy siada na rozgrzanym ciele, bo kocha ciepło jak ja,
    nie bać się pająka, lecz podziwiać go za jego arachnejską sieć.”

    A co do dawnych zawodów: w moim mieście jeszcze kilkanaście lat temu chodził po podwórkach ostrzyciel noży i słychać było charakterystyczne dzwonienie jego okrągłej, napędzanej nogą ostrzałki.
    Gdy byłam dzieckiem, przez podwórza niósł się krzyk: „Smooot, smooot, garnki lutuję…” (smot czyli ten od szmat). Ach, te wszystkie dawne przedmioty…

  49. Aaaa! Milesale, Ateno, jakże Wam dziękuję!
    Poszerzyły się nam horyzonty, i to znacznie!

    (Kropkowane, ale brudne????)

    Tajemnice literatury. Postanowiłam przeczytać całość w oryginale, może z tekstu wynika gdzieś, co wisiało w oknach.

    Milesale, miło, że się odezwałaś, a już zwłaszcza, że ze Szkocji. Zachwyca mnie od dawna.
    Serdecznie Cię pozdrawiam!

  50. Witam serdecznie,

    Przepytałam dwóch native speakers, jeden z nich jest młodym Anglikiem, a drugi bardzo obytym i oczytanym Kanadyjczykiem, obaj twierdzą, że na pewno chodziło o wzór – kropki.

    Pozdrawiam ciepło, u mnie w Szkocji wiosna prawie, kwitną krokusy.

    Alku, wysepka Maxwella pod mostem do Isle of Skye jest piękna, mieszkałam kiedyś bardzo niedaleko i często chodziłam tam na spacery.

  51. Amerykanie, na haslo ” spotted blind”, reaguja tak jak ja, dirty, czyli brudne bez konkretnych detali ;). Czytali caly fragment.

  52. W sprawie wspomnień bibliotecznych – chciałabym podzielić się nie lada wzruszeniem – oto moja najstarsza córeczka (lat 6 i pół) została czytelniczką. Ostatnio wyprawiłyśmy się do biblioteki publicznej i Piegusiątko się zapisało, wypożyczyło i przeczytało:) Co za radość!

  53. Potwierdzam prognozę pogody Pieguski.
    W Gdańsku słońce, powietrze przejrzyste, z okna w pracy Hel widzę.

  54. Nutrio, ta Galeria była kiedyś na dawnej mojej stronie autorskiej – teraz jest wraz z nią zarchiwizowana.
    Ale wiesz co? To było tak ciekawe, że chyba tu jeszcze kiedyś podobną Galerię Przedmiotu zorganizuję!

  55. Otz, bardzo się ucieszyłam tym wyborem głosujących.
    Nie jest z nami źle!
    Mam nadzieję, że Stanisław Wyspiański jakoś się o tym dowiedział i teraz cieszy się w niebie.

  56. Melduję, że nad morzem wicher przegonił chmurzyska bure i ponure i wyszło piękne słońce – idzie wiosna!!! Piękne zdjęcie i wiersz już nam to zwiastują, coś wisi w powietrzu. Pozdrawiam wiosennie!

  57. Galeria Ulubionych Przedmiotów? To brzmi pysznie! Gdzie (a raczej kiedy) mogę ją znaleźć?
    Chesterko, może ty nim zostań? :)

  58. Sowo, nie, rozmowa odbywa się w Oksfordzie, komentowany był widok z okna. Ponieważ pesymistyczny profesor narzekał na pospolity gust ludzki, przypuszczam, że te żaluzje były po prostu niefortunnie ozdobione.

  59. Dzień dobry.
    Seriale BBC wg Dickensa genialne, uwielbiam.
    Alku, taki pan z kartoflami to jeździł jeszcze jakieś 30 lat temu po Zaspie , gdzie pomieszkiwałam na studiach.
    Szmaciarza nie widziałam od 48 lat:))
    Mysza jamniczka też lubi przedmioty. Jeżeli coś małego znika spod ręki, np. w trakcie skręcania ikeowskiej szafki, jak w banku ma to psina w troskliwie schowane w legowisku. Dotyczy to również zegarków, okularów, śrubek itp.
    Wracam do pracy.

  60. Chyba wiem o co chodzi z tymi żaluzjami! Angielskie okna są zsuwane i nie można umyć ich od środka (dziś woła się specjalną firmę, kiedyś wystarczył czyściciel okien, jak przyjaciel Doktora Dolittle). Te okna są tak niemiłosiernie uciążliwe, bo by zmyć każdą plamkę na piętrze konieczna jest drabina to jest tak uciążliwe, że nie wiem czemu tego nie ulepszą, jeszcze często to okno przy tym spada na szyję. Podobnie z żaluzjami, właściwie można umyć lub pomalować zewnętrzną stronę tylko z drabiny. A w mieście? Zabudowa w centrum Londynu liczy sobie 5-6 pięter. To jest tak denerwujące, że to musi być to!

  61. Tak, Alku, Booth ma coś w sobie. Ta przystojność w dużej mierze jest wewnętrzna – to po prostu bardzo miły facet, a my lubimy takich. I ma uśmiechnięte oczy, a to też lubimy.

    Swego czasu oglądaliśmy też serial Agenci NCIS. Nie wiem, czy bardziej lubiłam, czy nie lubiłam tego serialu, ale trudno było to przerwać. Ot, siła seriali, nawet tych najgorszych.

  62. Kilka dni temu zastanawiałam się co słychać u Ryśka i u Rysi, czemu nie dają znaku życia, kiedyś tak mi pomogli dobrym słowem, a tu proszę, znak od Ryśka, że wiosna idzie! Takie czytanie myśli na odległość u Tolkiena to normalka.

  63. Niby tak, ale oprócz gradacji brzydoty jest też gradacja wielkości. Na końcu spodziewałabym się much albo komarów a nie żaluzji. To może być też zmiana perspektywy – najpierw widzi różne rzeczy za oknem, a na końcu spojrzał co ma przed swoim nosem: plamy albo znienawidzony wzór w groszki. Chociaż trudno mi sobie wyobrazić jakiekolwiek wzory na drewnianych żaluzjach.

    Czy ta rozmowa odbywa się na wsi? Oglądałam wczoraj sporo zdjęć z brytyjskich wiosek i zaskakująco mało okiennic i żaluzji tam dostrzegłam.

    Wiecie co? Nabrałam ochoty na przeczytanie tej książki. Bo jeszcze nigdy nie czytałam książki zachęcona tak dziwnym powodem.

  64. Podobno BBC przygotowuje serial o siostrach Brönte. Doniosła Arturianka, która śledzi stronę na fejsie: „Nie jestem statystycznym Polakiem, czytam książki”.
    A z innej beczki – w żadnej!! Z licznych bibliotek Gdańska nie ma Samotni Dickensa. Ba, gdyby np jakiś wielbiciel chciał ją podarować, biblioteka by jej nie przyjęła, bo pochodzi grubo sprzed 2007 r. Koło się zamyka. Zamknięty dostęp do klasyki, to jak niezamierzona, mam nadzieję, cenzura.
    Potrzeba dziś nowego powołania – ratownika zapomnianych książek, który ocali je dla potomnych stwarzając prywatną bibliotekę, taki Cmentarz Zapomnianych Książek z Zafòna. Czy znajdzie się taki filantrop?!

  65. Alku, kotka zapewne zauważyła, co zwykle robisz tą maszynką, i uznała, że już najwyższy czas na powtórkę.
    I tak Ci delikatnie przypomniała. Bez zbędnych słów.

  66. Racja Jas!- to jest, masz rację w każdym z tych stwierdzeń. Trafna zwłaszcza uwaga co do hierarchii rzeczy dokuczliwych.
    Tak, u dobrych pisarzy i poetów nic absolutnie nie jest przypadkowe lub niedbałe. Dzięki temu wiemy, że wszystko ma u nich znaczenie. Nawet to, co podświadome.

    Molu Książkowy, jaki miły uśmiech o 7.38 w dzień ponury!

  67. Ktoś tam na nas działa za pomocą ludzi, przyrody i przedmiotów. Dowód: ubrałm sie w ciemne ubrania i miałam nos zwieszony na kwintę. Dodałam śliczne małe koraliki mojej córki i wpadłam w świetny humor, który utrzymywała się przez dwa dni. Przez co miałby właściwie poprawiać się ludziom humor, tym co siedzą skwaszeni lub zbiedzeni w domu i nie mogą np. wyjść? Nie liczę spraw pobożnych.

  68. „Spotted blinds” zostały umieszczone na końcu, po „rags and bones” czyli tak jakby najgorsze lub najbardziej dokuczliwe. Na końcu w hierarchii tak, jakby nie było już nic bardziej pogardliwego.

  69. Koko, mówisz nadmierny sentyment do przedmiotów… Przed chwilą oderwało mnie od komputera rozdzierające miauczenie. Typu: „chodźcie moje kocięta, mam dla was coś ekstra”. Po chwili z łazienki wyszła kotka (szylkret czekoladowy z jasnymi brwiami, zwariowana jak Kapelusznik), stanęła przede mną, spojrzała z uczuciem w oczy i wypluła mi delikatnie na buty maszynkę do golenia. Swego czasu, gdy u sąsiadów trwał remont, kradła kawałki kabli i drobne narzędzia i też nam przynosiła. Gdy człowiek wykazuje sentyment do przedmiotów, to z grubsza wiadomo o co mu chodzi. Ale kot z sentymentem do przedmiotów… Inna sprawa, że nie jest samolubna, wyraźnie włącza nas do tego interesu.
    Dobranoc UA, dobranoc Ludu.

  70. SowoP, tak oglądamy jak się trafi, jest milutkie. Główna bohaterka ma dużo dość specyficznego wdzięku. A vice-główny bohater grał kiedyś demona w „Buffy”. Moja droga M. (tenże mój wewnętrzny labrador i kojący plasterek na odciski mego życia) twierdzi, że niezwykle przystojnego. Udaję, że tego nie słyszę.
    Nawiasem mówiąc, Bones to również tradycyjne określenie lekarza, zwłaszcza chirurga wojskowego. I zastanawiam się, czy pochodzi bezpośrednio ze „Star Treka”, czy też jeszcze z czasów admirała Nelsona.

  71. Ignacy Borejko i kubek z krasnalkiem:)Tudzież błękitne (po latach wyszczerbione ) Borejkowe kubeczki wiadomego pochodzenia.

    Widziałam wczoraj bociana. Mam nadzieję, że to one mają rację w kwestii wiosny.
    Dobranoc.

  72. Ja bym raczej przepytała większą grupę native speakerów, tłumacze innych narodów też bywają bardzo twórczy.

    Dobranoc, wiosennych snów życzę wszystkim.

  73. O, Wiewiórka spytała native speakera!
    Dała mu do przeczytania tekst Chestertona i poprosiła, żeby szybko powiedział pierwsze skojarzenie ze „spotted blinds”.
    A on na to, że kiedy czyta „spotted” to jednak widzi „pattern”. Jemu się to w żaden sposób nie kojarzy z brudem.
    No i w gruncie rzeczy on też nie wiedział, jak to ściśle przełożyć.
    Ot, zagwozdka.
    Chyba poszukam przekładu tej książki na język , powiedzmy, francuski. Albo niemiecki. I zobaczymy, co oni z tym zrobili.
    Ale to już potem.
    Pisać muszę. Beatuszka mi kazała.

    Idźmy spać.
    Dobranoc!

  74. Na dobranoc:

    F.Schubert – „Frühlingstraum” aus „Die Winterreise”.
    Dietrich Fischer-Dieskau, Klaus Billing.

  75. Przedmioty mają wartość, bo KTOŚ włożył w nie SWOJE myśli i emocje. Nie powstały przecież same i z niczego.

  76. Alku, a „Bones” też oglądacie? Obrzydliwy, ale wciąga.

    „Mała Dorrit” BBC to majstersztyk, potwierdzam. Mimo, że miejscami fabuła nie całkiem zgodna z książką, ogląda się świetnie.

    Zgredzie, jak nie jaskółki to gołębie. One są wszędzie i niezawodnie pstrzą okna.
    Albo takie bociany, jak one ruinują fasady zabytkowych budynków w ciepłych krajach!

  77. Zachwalam, i to bardzo!
    Zresztą, brytyjskie adaptacje Jane Austen też zachwalam.
    Dickens gaduła, tak, nawet jak na swoje czasy – ale co za bogactwo!
    Zgredzie, nawet w wakacje, Szarotce się spodoba.

  78. Ten cytat z Herberta, to też z elegii.

    Kabaret Potem stworzył skecz o dziewczynce, która dużo paliła, i dlatego nazywano ją Kopciuszkiem.
    To w cyklu Bajki dla Potłuczonych.
    Świetny kabaret.

    Gdzieś przeczytałem, że Jane Austen jednym zdaniem potrafiła tak dobrze scharakteryzować postać, na co Dickens potrzebował kilku stron. Ale skoro Starosta tak zachwala te adaptacje i do tego BBC, to może na emeryturze?

  79. Klasycznie, wszyscy o tym samym, innymi slowy. W wiadomej Galerii, jest moj Misiek (pluszowy) i nie zamienilabym go na sto nic nieznaczacych…
    Dostalam kiedys od pewnego pana, do ktorego trafilam przypadkiem ze znajomymi, wiertlo o srednicy na oko 1 cm, wychodzilam od niego i zawzial sie ( jak szczerbaty na sucharek), ze musi mi cos podarowac. Minely lata, wiertlo sie peta, nigdy go nie uzylam, ale nie moge go wyrzucic. Einstein, wszystko jest wzgledne!

  80. „Przedmioty martwe są zawsze w porządku i nic im, niestety, nie można zarzucić.
    Nie udało mi się nigdy zauważyć krzesła, które przestępuje z nogi na nogę, ani łóżka, które staje dęba. Także stoły, nawet kiedy są zmęczone, nie odważą się przyklęknąć.
    Podejrzewam, że przedmioty robią to ze względów wychowawczych, aby nam wciąż wypominać naszą niestałość”.
    Zbigniew Herbert

  81. Chesterko, ten serial jest wspaniały, zagrany koncertowo, znakomita adaptacja!
    Moim zdaniem dołożono najwyższych starań, żeby wszystko co się da upodobnić do słynnych ilustracji PHIZA z pierwszych wydań Dickensa.
    Kupiłam sobie wszystkie te BBC-owskie adaptacje Dickensa, to jest uczta.
    A „Samotnia”! Ludzie!

  82. „zostało mi niewiele
    bardzo mało
    przedmioty
    i współczucie”

    To Herbert, ale na szczęście nas to nie dotyczy.

  83. Np. Złoty zab mojej matki chrzestnej leży sobie spokojnie na dnie szkatułki.
    A my z Łucja ogladamy cudny serial wg Dickensa właśnie – „Mała Dorrit” (2008), dostępny w sieci. I, ciekawa sprawa, postaci, ich fizjonomie, twarze sa niezwykle podobne do ilustracji (PHIZ???:0) z 1958r (Czytelnik). Piękne. Jestem pod wrażeniem.

  84. Dobry wieczór.
    Pamiętam z głębokiego dzieciństwa spędzonego na wsi( koniec lat 60tych) człowieka zwanego szmaciarzem. Jeździł furmanką od wsi do wsi i głośno nawoływał: „szmaty-butelki”. Za dostarczone dobra dawał fajansowe talerze, aluminiowe sztućce i inny drobny sprzęt kuchenny.
    Kości zdecydowanie nie zbierał.

  85. Och, Pani Małgosiu, marzę o tym, żeby ujrzeć kwiatki na ananasie, ale czy już w tym roku? Bądźmy jednak dobrej myśli.
    Alku, but mówisz? A ja myślałam, że ów zapomniany gar bigosu, o którym tu kiedyś wspominałeś. Może but zgubił jakiś bałwan (śniegowy rzecz jasna), bo na przykład po moich dwóch zostały marchewki, porozrzucane orzechy i gałązki. Jakoś nie mam serca ich sprzątnąć.

  86. Ach, Gio! Któż by nie pamiętał Galerii Ulubionych Przedmiotów!
    Nie wytrzymałam i rozpoczęłam dziś wiosenne porządki w ogrodzie. Ale, kochany Starosto, wykaż się, proszę, większym hartem ducha; do wiosny jeszcze daleko!

  87. Galeria Ulubionego Przedmiotu? To brzmi ciekawie! Kiedy to było? Muszę sobie przeglądnąć.
    Iskro, właśnie to chciałam powiedzieć! W każdy przedmiot twórca włożył czas, talent, pracę, dobre chęci, a czasem nawet serce. Nie można tym tak z góry pogadzać, uważając to za bezwartościowe.

  88. Aurelia miała też Pieska, Ignacy kubek z krasnalkiem, pewnie więcej takich przedmiotów z duszą się w jeżycjadzie znajdzie. Ale jednak nadmierny sentyment do przedmiotów źle się kończy dla wygody ich właściciela oraz domowników.

  89. Isiątka znają już mnóstwo bajek, ale same tłumaczą sobie elementy nie ujęte. I dzisiaj Zosieńka tłumaczyła mi, że dlatego nazywano bohaterkę bajki Kapciuszek, bo nosiła kapcie.

  90. Nie wszystkie książki są dla mnie ważne, choć biorąc je z jakiegoś powodu do ręki zakładam , że tak będzie.
    Ważne jest dla mnie poszukiwanie, a to czego szukam znajduję nieraz w książce, czasem patrząc na obraz, siedząc i patrząc godzinami na górę, czy drzewo, a jeszcze innym razem rozmawiając z mądrym człowiekiem.
    I jak się głębiej zastanowię, to tę ostatnią czynność lubię chyba najbardziej.

  91. Gio, MagoZ, może wyraziłam się niejasno. Piszecie dokładnie to, o co i mnie chodziło. Nie twierdzę, że każdy przedmiot nic w sobie nie ma, ale dopiero nasze myśli i emocje nadają im wartość.

  92. Ja nadal mam swojego ulubionego pluszaka z dzieciństwa. To taki mały, brązowy misio w zielonej koszulce. Nazywa się Zenio. Pamiętam, że w czwartej klasie wykonałam jego opis. Nie dostałam najlepszej oceny, ale sam tekst wiele dla mnie znaczył, bo mogłam opisać coś, co towarzyszyło mi przez wiele lat i wyrazić swoje uczucia.
    Myślę, że każdy ma taką swoją rzecz, której nigdy by nie oddał. To jest dla nas, ludzi, ważne, bo to następny przedmiot do troszczenia się i kochania. Często nie jesteśmy świadomi, że takie drobnostki kształtują naszą osobowość i indywidualne cechy.

  93. I ja stanę w obronie pluszaków. Sto, nic nie znaczących pluszaków wydaje mi się niewinnym nadmiarem, po tym jak za pierwszym razem przeczytałam wpis Ateny. A przeczytałam go tak:” żal mi dzieciaków które mają po sto, nic nie znaczących PALUSZKÓW.” Slips of the tongue bywają zabawne, ale slips of the eyes też potrafią spłatać figla.
    Alku, tych co ukradli buty było dwóch, w tym jeden beznogi.

  94. Chesterko- cudownie bliskie w treści są zacytowane przez Ciebie słowa.
    Piętaszku, dołączam się jednak do obrony przedmiotów a szczególnie pluszaków. Moje dzieci miały swoje jedyne, ukochane pluszaczki, których nie można było zastąpić absolutnie niczym. Nawet z doszytą ze skarpety protezą i doczepionym guzikiem zamiast pokruszonego oka to to był ten najpiękniejszy, najważniejszy przyjaciel i już. Są z nami do tej pory.
    Pani Małgorzata też nas uczy tego przywiązania i ciepła, które przechodzi na nas wraz z odciśniętym w przedmiocie wspomnieniem bliskiej osoby ( np Aurelia i pierścionek jej mamy).
    Tworzone przez ludzi dzieła a nawet przedmioty też mają w sobie okruch boskości- to dar talentu twórcy, którym przecież sam Stwórca ich obdarował.

  95. Piętaszku! Bardzo się cieszę, że zabrałaś głos w obronie przedmiotów! Dziękuję Ci! Od rana nie dawało mi to spokoju. Bo przecież trud, talent (albo nawet i jego brak), serce i wszystko inne, co człowiek włoży w wykonanie danego przedmiotu, to nie jest nic. Pisząc to, patrzę akurat na jasnozielony kubek, w którym stoją długopisy i ołówki. Zdobi go kudłata owieczka w różowych bucikach (sznurowadełka czarne) i o uroczym pysiu, namalowana z fantazją i starannością farbkami do szkła (za uzyskanie efektu „kudłatości” przyznałabym nagrodę). Kubek jest pamiątką z festynu parafialnego sprzed kilkunastu lat. Zbierano wtedy fundusze na jakiś cel społeczny i sprzedawano m.in. takie kubki, ręcznie zdobione przez dziatwę szkolną specjalnie na ten festyn. To tylko jeden przykład przedmiotu, który dla mnie ma w sobie COŚ. Ale przecież i te najzwyklejsze przedmioty codziennego użytku mają swoje historie.
    A pamiętacie naszą Galerię Ulubionego Przedmiotu?

  96. A nie, te seriale świetnie się nadają do wtrącania w trakcie, oboje to robimy. Lubimy też filmy jednogwiazdkowe, ale gardzimy dwugwiazdkowymi. (Dwugwiazdkowe to te równie złe, ale z ambicjami, ale ponieważ złe, to te ambicje też są kiepskie, wskutek tego w dodatku nudno).

  97. Mogłabym trochę napisać o przedmiotach, nie tylko o tutejszej Galerii Przedmiotu, ale o rzeczach w poezji Herberta, bo pisałam o tym pracę magisterską, temat był nieco metafizyczny (studiowałam też na Wydziale Filozofii). Zrobiłam cały wykaz wszystkich rzeczy w tej poezji i możecie mi wierzyć, opisanie ich wszystkich i roli jaką pełniły w wierszach Poety zajęłoby cały doktorat, z większości więc zrezygnowałam. Przedmioty mają wartość nie tylko sentymentalną, estetyczną i praktyczną, ale i symboliczną niekiedy. A ile o przedmiotach pisał np. Miron Białoszewski! Nie lekceważyłabym więc tego fragmentu codzienności, którą przedmioty stanowią.
    Książka jest oczywiście wyjątkowa, bo jest nie tylko bytem materialnym, ale czymś znacznie więcej.
    Może źle piszę i niepotrzebnie. :)

  98. Alku, ale nie psujesz M. oglądania, wtrącając dowcipne komentarze w najbardziej denerwujących chwilach serialu?
    Staję w jej obronie.
    Co prawda, amerykańskie aż się proszą o takie wtręty, ale polecam Wam seriale BBC, zwłaszcza adaptacje Dickensa – sam się wciągniesz!

  99. A! No tak. Kojarzyło mi się coś takiego. Nawet pamiętałam, że jakaś ptaszyna przygotowała to wszystko dla swojego spóźnionego wybranka. Tylko tytułu nie mogłam sobie przypomnieć.

  100. Ach, te czasy, gdy można było być zapisanym do wszystkich czytelni w mieście! Teraz jest jedna karta do wszystkich, z ograniczonym limitem na całość. Za to można bez problemu założyć konto dwulatkowi, ba, można nawet zapisać noworodka!

  101. Możliwe, że ja coś wspominałem o wyłanianiu się ze śniegu, Molu. Pewnie chodziło o to, co zwykle w miastach wyłania się pierwsze i raczej nie są to kwiatki. Niestety, teraz znowu ciągle CSI przychodzi mi na myśl, a tam wiadomo, co zwykle się wylania. Jak nie ze śniegu (jakoś nie pamiętam, ale może w Nevadzie słabo ze śniegiem), to z piasku, z asfaltu, z wody… Ciągle im się wyłania. Raz pamiętam jednego pana, którego przed ucieczką z miejsca zbrodni powstrzymał stygnący beton i tak stał biedaczysko do przybycia policji, obmyślając linię obrony. A potem okazało się, że w betonie nieco dalej są zwłoki, które oczywiście musiały się wyłonić. Ciekawa sprawa językowo, prawda? To łono… Polska język pomysłowa język.

  102. Ze sztuką jest tak, że możemy się spodziewać po niej jakiejś wartości. Kupując książkę mamy nadzieję, że nam się spodoba. Jeżeli uwielbiamy czytać to chyba każda książka jest dla nas ważna – przez nasz stosunek do literatury. Właśnie dlatego książki to zupełnie inna sprawa.

  103. „Wszystko stygnie: zupka z muszek na wieczornej rosie,
    Sześć komarów nadziewanych w konwaliowym sosie,
    Motyl z rożna, przyprawiony gęstym cieniem z lasku,
    A na deser – tort z wietrzyka w księżycowym blasku.”

    (fragment wiersza „Spóźniony słowik” Juliana Tuwima)

  104. Podobnie jest z książkami Otz. Tylko przeczytana książka ma znaczenie. Tak jak obraz, który ktoś ogląda, czy sztuka teatralna i widz.

  105. O proszę! Ile zwierząt muchy mogą wykarmić. Swoją drogą to bardzo przyjemnie wyobrażać sobie takie menu np.nietoperza. Mucha w sosie z kropelek deszczu, gotowana mucha na zimno gotowana z myszką, mucha prażona na pełnym słońcu, mucha doprawiana rosą et cetera… Chyba kiedyś jakiś pisarz sporządził takie menu w którymś ze swoich wierszy?
    Alku, niedawno chyba rozmawialiśmy o takich możliwych niespodziankach wyłaniających się ze śniegu, prawda? Nawet (o ile dobrze pamiętam, a nie jestem tego pewna) to ty nasunąłeś pierwsze skojarzenia.

  106. Ok, przekonaliście mnie . A jak to jest z komarami? Kto się nimi posila ? Bo jeżeli też nietoperze, to koniecznie musisz Alku wynaleźć jakiś środek na apetyt dla nich.

  107. Z tak zwanej rekonstrukcji (vide serial pod tytułem CSI ulubiony przez M.) wynika, że to ktoś raczej musiał rzucać we mnie. Nietoperze też, ale w ograniczonym stopniu, wieczorami tylko.
    Co do buta, to przypomina mi to mrożącą krew w żyłach, chestertonowską sytuację, kiedy to w górach Albanii ukradziono nam nocą trzy buty. Trzy sztuki. Wizja oddalających się złodziei (zarówno, jeśli był jeden, jak i dwóch, a także jeśli trzech) była jak z obrazu Hieronima Boscha.

  108. Właśnie o to chodzi, Piętaszku. Przedmioty same w sobie nic nie znaczą. Ludzie wytwarzają wokół nich aurę wyjątkowości. Są dla nas ważne, bo są ładne, stworzone przez kogoś wyjątkowego, wzbudzają emocje. Darzymy je sentymentem, bo o czymś nam przypominają.

  109. Piesek przywlókł zapewne.
    Chyba że rzucałeś butem w natrętnego gościa, po czym zapomniałeś o incydencie.
    (Jego butem!)

  110. Aleksandro, czy my się w tym roku doczekamy kwitnącego ananasa berżenickiego?
    Ja swoje drzewko przycięłam w końcu stycznia, tak troszkę, tyle, żeby mu nadać formę. I oczywiście zasmarowałam ranki balsamem ogrodniczym.
    Ale nie wiem, czy dobrze zrobiłam.

  111. U mnie z kolei, droga Aleksandro, wyszedł spod resztek śniegu but. Nie spodziewam się po nim niczego szczególnego, a zwłaszcza, że urośnie albo zakwitnie czymś więcej, niż widać do tej pory. Ciekawe jest jednak, że nie wiemy, czyja to sztuka i skąd się tam wzięła, bo na pewno nie należy do nikogo z domowników. Kusząca jest myśl, że po prostu wyrosła na przykład z porzuconego w ogrodzie rok temu sznurowadła, ale w takim razie czy nie powinniśmy się jednak obawiać, że z buta wyrośnie i rozkrzewi się następnie jego nosiciel? No, wtedy przynajmniej dowiemy się, czyj to był łapeć.

  112. W naturze wszystko jest po coś.
    Muchy są wręcz niezbędne. Żywią się nimi ptaki!

    Nutrio, wszystkich ich lubię.
    Nie pisałabym o ludziach wybitnie antypatycznych. Po pierwsze, nie chciałoby mi się zagłębiać w ich ponure dusze. To nudne.
    A po drugie, pewnie bym nawet nie umiała ich opisać.
    Tak więc piszę sobie o ludziach dobrych i miłych, mniej więcej takich, z jakimi przyjaźnię się i w prawdziwym życiu.

  113. Pożytek z much… Nie znam, ale na pewno zaraz wymyślę ich kilka. „W kwestii pożytku z much mój klient zastrzega sobie prawo do obrony – rzekł z nagłą surowością Moon”, jakoś tak.

  114. Ciekawi mnie, Droga Pani Małgosiu, czy mam pani może swoich ulubionych bohaterów ,,Jeżycjady”?
    Być może pytanie trochę nie na temat, ale bardzo mnie to ciekawi.

  115. U mnie też już wychodzą tulipany, krokusy, śnieżyce, jest również podobny przebiśnieg. Przedwiośnie bez dwóch zdań. A dzisiaj to nawet była prawdziwa wiosenna ulewa – spłukała trochę zimowych brudów.

  116. James Herriot bawi do łez. Robi to z wdziękiem i z klasą, jak każdy prawdziwy Anglik. Należą Mu się honory.

    Alku, a w czymże to się przejawia pożytek z much płynący ?

    Protestuję w imieniu przedmiotów, które rzekomo nic w sobie nie mają. Jeżeli są piękne, to im więcej oczu je podziwiało oraz im więcej rąk je dotykało, tym więcej jest w nich dobrej energii. Niejeden przedmiot może nam powiedzieć o historii więcej niż książka. A ja się bardzo niechętnie rozstaję z zepsutymi sprzętami domowymi . Traktuję je jak domowników niemal. Lubię te ich dźwięki , szmery i szumy. Uosabiam przedmioty. Od dzieciństwa mam taką skłonność. Pan od teatrzyków mnie tego nauczył no i H. CH. Andersen oczywiście.

  117. Bożenko, czułam ten uśmiech.
    Ale zawsze warto przeprosić. Zwłaszcza tak miłą osobę!

  118. Ależ DUA, oczywiście, po cóż owo „pardon”?
    Widać brakło („efekt Alka”) emotikonu po moim uśmiechniętym westchnieniu :)

  119. Ach, Alku!
    Pamiętam tę książkę z czasów, gdy należałam do kilku naraz wypożyczalni książek w Poznaniu.
    Ja również potem już po nią nie sięgnęłam, choć mnie również się podobała. Ale też pamiętam mieszane uczucia, jakich przy czytaniu doznawałam.
    Być może wyczuwałam ten smutek „pod tekstem”.
    Entuzjazm dla natury to często ratunek dla ludzi nadwrażliwych.

    Anglicy bardzo miło obchodzą się ze swymi zwierzętami, a także ze swoimi pisarzami. A już z ulubionymi – zwłaszcza. Bardzo uhonorowali Jamesa Herriota (piszącego weterynarza). Jest muzeum i inne upamiętnienia.

  120. Doprecyzowanie: panowie mogli widziec tez zaluzje (nie czytalam ksiazki, wiec nie wiem jak ta sytuacja „zwisania z gzymsu” wygladala).

  121. Nie, Celeste, oni patrzyli na cudzy dom położony gdzieś tam dalej, z tymi właśnie „spotted okiennicami”.

    W związku z wiosną przypomniała mi się książka Gavina Maxwella „Wydry pana Gavina”. Ona po polsku wyszła jako kompilacja paru pozycji, z których najbardziej znana to „Ring of bright water”. Sam tytuł jest cytatem z wiersza wieloletniej wiernej przyjaciółki Maxwella, Kathleen Raine. Dom, który w książkach nazywał Camusfearna, stał na wysepkach, a właściwie szkierach Sandaig koło Glenelg w Zachodniej Szkocji. W klimacie, w którym występuje tylko wiosna i jesień. Maxwell jako naturalista dużo pisał o przyrodzie Zachodniego Wybrzeża. Ta książka była jedną z tych, dzięki którym sam wykierowałem się na przyrodnika, ale pomimo że bardzo mi się podobała, nie sięgałem po nią już później. Teraz zdałem sobie sprawę, że książka, pisana w brytyjskim stylu, gdzie na dwa zdania przypada przynajmniej jeden uśmiech do czytelnika, jest w istocie pełna smutku. Życie Maxwella (który jak twierdzą źródła cierpiał na dwubiegunówkę), było pełne niepowodzeń, robił wszystko, od pracy dla SOE w czasie wojny, przez połowy rekinów, podróże po Mezopotamii, ale jego liczne przedsięwzięcia zwykle upadały. W tej sytuacji tym bardziej można podziwiać jego entuzjazm i miłość do otaczającej natury. Maxwell jest do dziś w tamtych stronach celebrity, istnieje niewielkie muzeum w miejscu jego ostatniego zamieszkania, kopiec z upamiętniającą płytą, tablica na domu w Londynie, napisano jego biografie, ja jednak przede wszystkim pamiętam, że jego książka wydawała mi się pełna przeczucia nadchodzącej straty, nietrwałości. I poczucia piękna świata.

  122. Wcięło gdzieś mój wczorajszy komentarz o historii żaluzji. Ale było tam w sumie tylko o tym, że żaluzje wymyślili starożytni Egipcjanie, a Anglicy opatentowali swoje w połowie osiemnastego wieku.

    Wybór tłumaczeniowy okiennic nie dziwi mnie bardzo, moje pierwsze skojarzenie z żaluzją jest nieciekawe – to co znamy z naszych budynków publicznych (urzędy, sklepy, biura, szkoły etc.) – plastikowo-aluminiowe listewki między oknami, wiecznie zepsute i powykręcane. W tym kontekście wolę jednak okiennice. Tłumacząc ten fragment może bym się skłoniła do słów typu łuszczące się albo odrapane (okiennice). Myślę, że ważniejsze tu by było przekazanie zewnętrznej brzydoty okien, a nie żaluzyjnych realiów wiejsko-brytyjskich, choć ideałem oczywiście jest ocalić w tłumaczeniu jak najwięcej.

  123. Te żaluzje mogą być poplamione, bo dawnymi czasy ludzie wylewali różne płyny przez okno, swoją drogą to bardzo wygodne, ale nie dla tych co mieszkają najniżej.

  124. Oglądam sobie „Klub Profesora Tutki”, ojej świetne. Ten nasz język jest czasami taki piękny.
    Magdo Z. My używamy czasami darmowego internetu, na oglądanie stron i youtube akurat, jakby co, to można dopłacić. Mamy Aero ale i onet ma coś.
    Ja też pamiętam Parasolnika z Sopot (to chyba liczba mnoga). Pozostało tam jeszcze kilka cudownych miejsc, ale obok ślicznego dworca postawiono wielką szafę Centrum Handlowego itd. Natomiast plaża jak zwykle zjawiskowa. Najlepsza zupa rybna i wędzone rybki. Właśnie jedną kończymy. Pozdrawiamy.

  125. No, właśnie, Mamo Isi!
    Dzięki za szczegółowe objaśnienia i wiadomości!

    Otz!
    Jesteś fantastyczna:

    ” Książki to zupełnie inna sprawa. Każda ma w sobie coś innego, natomiast wszystkie przedmioty mają w sobie to samo – nic.”

    Tak jest! One mają w sobie „coś” jedynie wtedy, gdy związały się z człowiekiem jakimś uczuciem. Najczęściej – gdy są pamiątką po kimś, kto zniknął z naszego życia. Wtedy stają się wyjątkowe i niczym nie można ich zastąpić.

  126. U nas też przebiśniegi wylazły!
    Spotted ma następujące synonimy w Longmannie: blotchy, maculate,marbled, mottled, speckled, veined – all denote markings on the surface. Potem uściślają, jaki rodzaj uplamienia oznacza każde z ww. słów, po czym dodają, ze spotted oznacza plamki mniejsze, regularniejsze i okrągławe. To by raczej wskazywało na działalność much, ale pewności, co autor miał na myśli nie uzyskamy z przyczyny podstawowej.

  127. Dzień dobry!

    „Nawiazujac do Sokratesa, zal mi dzieciakow ktore maja po sto, nic nie znaczacych, pluszakow. Ale ksiazkom sie nie moge oprzec.”
    Ateno, książki to zupełnie inna sprawa. Każda ma w sobie coś innego, natomiast wszystkie przedmioty mają w sobie to samo – nic.

  128. Owi zbieracze w zamian za owe szmaty etc. dawali po kostce tzw. rubbing stone do czyszczenia i bielenia schodków zewnętrznych, na którym to tle (znaczy bielenia owych schodków) Anglicy mieli hopla z przerzutką. Taki rubbing stone składał się ze zmielonego kamienia, cementu, wybielacza i wody.

  129. Słabe wyczucie rynku maja, pani Malgorzato:)

    Alku, a panowie ci nie mieli okiennic i nie widzieli ich z bliska (skoro patrzyli przez okno..)?
    Ja mam okiennice (metalowe, odchylane na zewnatrz) i powiem Wam, ze one bardzo czesto sa „spotted”:) Nie wiem czy to slowo tu ma zastosowanie; okiennice od zewnatrz (a widze te od drzwi balkonowych, bo zewnetrznej strony tych okiennych niestety nie widze, mieszkam na trzecim pietrze) czesto sa zachlapane, poplamione, itd..

  130. Dziękuję!
    Ach, nie mogę się powstrzymać, jeszcze jeden cytat z „Żywego człowieka”. Jakże sokratejski!:
    „Czy nie widzicie, że wszystko na tym dziedzińcu wyglada na klejnoty? A powiedzcie mi, proszę, co, u diabła, mamy z klejnotów prócz tego, że wygladaja jak klejnoty? Przestańcie kupować i sprzedawać, a zacznijcie patrzeć! Otwórzcie oczy, a obudzicie się w Nowej Jerozolimie.” I tego właśnie nieustannie uczy nas Starosta!

  131. Rag-and-bone man to jeden z tych zawodów, które zaniknęły pod koniec byłego tysiąclecia. Zbierał szmaty, kości, złom i co popadnie. W Londynie AD 1851 działało około 1000 owych zbieraczy odpadów odnawialnych.
    Białe szmaty były cenione najwyżej; przynosiły 2,3 pensy za funta. Kolorowe szmaty i kości po 2 pensy za funt. Miedź, brąz i taki typowo angielski stop (cyny (90-98%), antymonu (0,5-8%) i miedzi (0,25-2,5%) przynosiły 4-5 pensa za funt.

  132. Krzysztofie, aha! Ja też przepadałam za „Sindbadem” i „Klechdami Sezamowymi” Leśmiana. Wracam do tych książek przez całe życie. Są cudownie napisane i angażują całą wyobraźnię.
    I popatrz, wychowały Wilka Morskiego!

  133. Tak, Ryśku! Tulipany wyłażą także w Wielkopolsce!
    Specjaliści mogą się mylić, bociany raczej nie. Już podobno przyleciały!
    Dziękuję Ci za te piękne zdjęcia, popatrz, ile radości przyniosły!

    Alku, dzięki. No to może ogólniej: „pstre zasłonki”?

    Celestyno, (wiad.pryw.) obejrzę Almę, dziękuję. Ale już teraz mogę powiedzieć, na czym polega nieporozumienie. Na tym, że się zakłada, iż publiczność nade wszystko pragnie pławić się w brzydocie i złu. Tymczasem jest akurat odwrotnie!

  134. Dziekuję za wszystkie mile słowa. Zasługa naszej DUA w wyborze zdjęcia. Cieszę się, że stało się źródłem inspiracji.

    Wczoraj oczyszczałem grządkę z pozostałych liści, żeby rośliny mogły się łatwiej rozwijać. A wieczorem przeczytałem, że wg specjalistów przedwiośnie będzie jeszcze nie teraz ;-) No cóż, zieleń musi sobie poradzić.

    Po całonocnych deszczach przebiśnieg nieco podrósł, ale stał się Przebiśniegiem Umorusanym (rośnie przy rynnie, a deszcz był mocny). Za to wyszły z ziemi różowo-pomarańczowe czubki – czyżby tulipany?

  135. To zależy od kontekstu. Żaluzje na pewno, w angielskich domach są popularne, takie zewnętrzne podnoszone. Polski przekład jest stary, prawdopodobnie powstał wtedy, kiedy okiennice były oczywistym wyborem tłumacza. A spotted… Tam jest taki kontekst, o ile pamiętam, że obaj panowie patrzą przez okno na domy, więc to raczej nie mogły być ślady much czy innych karaluszków, bo by ich nie widzieli z odległości. Sądzę, że chodziło albo o plamy odłażącej farby, albo coś podobnego źle świadczącego o właścicielach. Łaciate, plamiste, albo jakoś tak. Jeśli jednak autor chciał napisać o specyficznym guście, który przejawiał się w malowaniu żaluzji w ciapki, to tego nie rozgryziemy.

  136. A może po prostu nie mam racji, Alku.

    A jak ty byś przełożył te „spotted blinds”?

    Chesterko, jak ładnie napisałaś.
    Lubię Chestertona, a Ciebie też!

  137. Dzień dobry. Upstrzony przez muchy podobno jest flyspecked, ale angielski ma z milion słów, jak ich znam, to mają osobną nazwę na ślady po każdym gatunku tych pożytecznych stworzeń.

  138. Dzień dobry! Dziękuję za tłumaczenie! Swoja droga myślałam, że dawniej bardziej się do niego przykładano (mówię o większości tekstów). Zdziwiło mnie trochę, że tłumaczenie Z.Jakimiaka zostało poprawione przez K. Tarnowska. Nie wiedziała o takich zwyczajach.
    Wdzięczność jest kluczem do zrozumienia filozofii Chestertona. Odkrył jej wagę na dnie depresji, która była konsekwencja agnostycyzmu. Wdzięczność za wszystko albo lepiej – za najmniejszy drobiazg, za bardzo nawet skromna egzystencję. To nie „szara” rzeczywistość jest nudna, to my jesteśmy nudni, jeśli nie umiemy w niej dostrzec piękna baśni, tego, że każdy z nas może być bohaterem romansu rycerskiego. Polemizował z powszechnymi, czy tylko wtedy? przekonaniami, że każdy ma prawo do życia, szczęścia etc. nie mamy praw, raczej jesteśmy obdarowywani (przez kogo?), choćby małym przebiśniegiem, który jest cudem. Śliczne zdjęcie, Ryśku, Innocenty Smith by to docenił:)

  139. No, jasne, Krzysztofie!
    Życzymy Ci więc co najwyżej zefiru. A nawet ciszy morskiej, której tak nie lubił Sindbad Żeglarz. Dla Twojego nowoczesnego statku to żadna przeszkoda.
    Jednak gdyby pojawiła się na szlaku nieznana wysepka, zalecam ostrożność przy zwiedzaniu, zwłaszcza gdyby była dziwnie śliska i sprężysta pod stopami, miała nietypowy dla gleby kolor i unosiła się rytmicznie, jakby w oddechu.
    To może być potężny wieloryb.
    Sindbad ledwie uszedł z życiem, kiedy domniemana wyspa zaczęła się zanurzać.

  140. Dzieńdoberek!:-) Widzę, że tu się o roletach rozmawia.
    Już się nie mogę doczekać „Ciotki…”!

  141. Wiatr – do pewnego momentu. Tajfun to nic przyjemnego. Chociaż piękna mu odmówić nie sposób.

  142. Wydaje mi się, że razem ” rags and bones” oznaczają faktycznie po prostu rzeczy niepotrzebne, czyli rupiecie. Ale z drugiej strony łachmaniarze naprawdę te kości zbierali. Sprzedawali je potem ludziom, którzy produkowali klej.

  143. O, Wójcik nieoceniony odpowiedział.
    Tak jest, coś mi te „rags and bones” przypominały!
    Zresztą, „bones” to także „szczątki”.

    Może więc razem to po prostu oznacza:”rupiecie”?

  144. Mam niedaleko Ośrodek Rehabilitacji Zwierząt Dzikich, taki leśny szpital. No i tam boćki można zobaczyć przez cały rok. Niektóre się rehabilitują, a inne z niewiadomych przyczyn po prostu nie odleciały. Tam mają odpowiednie warunki aby przetrwać zimę. Jeszcze troszkę, a zobaczę je na „moim niebie”.
    A poza tym w leśnym szpitalu cisza jak makiem zasiał. Kto myśli, że poogląda sobie zwierzątka ten jest w błędzie, to dzikie stworzenia, które wiedzą jak się zachować gdy nadchodzi człowiek.

  145. DUA, takie rozumowanie wydaje mi się bardzo logiczne, ale nie będąc anglistką ani nie odwiedziwszy Anglii ni razu, nie miałam pewności, czy czegoś takiego oni tam na wsiach powszechnie nie mają. Założyłam, że może to jakiś typowy dla opisywanego regionu rodzaj rolet/zasłon okiennych, wiejski w charakterze. Tak jak u nas w kuchni wiesza się zasłonki kraciaste.

  146. Chyba jednak chodzi o upstrzone przez muchy, Sowo. Przekonuje mnie o tym cała ta perora. Wiszący na gzymsie ma dziękować niebiosom po prostu za wszystko, za rzeczy wzniosłe i zwyczajne, a także za pospolite i nawet brzydkie. Więc wymóg dziękowania akurat za rolety w kropki trochę by mnie zdziwił. A dlaczego nie w paski?

    Nie, tu chodzi o dziękowanie nawet za rzeczy szpetne i uprzykrzone.

    Tak mi się po amatorsku wydaje, ale się nie upieram i obecnym tu anglistom będę wdzięczna za korektę.

  147. Od razu te „spotted blinds” wydały mi się czymś raczej negatywnym i intuicja językowa natychmiast podsunęła mi obraz upstrzonych żaluzji. Tymczasem ” nakrapiane okiennice” brzmią zbyt miło po całej serii wymienionych rzeczy raczej niemiłych. Toteż tłumaczenie Starosty przypadło mi do gustu. Wprowadziłabym jedną poprawkę, jeśli można. Wydaje mi się, że szmaty i kości nie powinny być oddzielone przecinkiem. Rags and bones wydają się być jednym wyrażeniem od rag-and-bone man ( czyli łachmaniarza), który to chodził po wsiach i wołał: ” Any old rags and bones?”.

  148. Rolety w kropki są teraz, jak widzę w Google Grafika, dość powszechnym zjawiskiem. Nie wiem, czy Anglicy miewali takie na początku dwudziestego wieku (książka jest z 1912r), ktoś zna historię żaluzji i rolet? :D
    Ale może da się to przetłumaczyć jako nakrapiane rolety (story)?

  149. Czytam sobie ten wiersz jak nowy nieznany Psalm a nawet podśpiewuję w myśli. Dziękuję pani Małgorzato za niego i za piękne słowa pod zdjęciem.
    Te o zwiędłych,butwiejących kwiatach, dających wsparcie i osłonę nowym, wydają mi się pięknym ujęciem tego co dzieje się w relacjach ludzkich. Starsze pokolenie i potomstwo, wnuki..
    Ciekawe, które słowa mnie ” złapią” jak przed zaśnięciem zajrzę tu jeszcze raz.
    Za poezję, poetów, pisarzy – Chwała niech będzie Stwórcy.
    Dobranoc

  150. A propos brudnych włosów na wietrze – wspominana tu niedawno J.Chmielewska powtarzała (w książkach), że kobieta zwykle spotyka mężczyznę swojego życia właśnie wtedy, kiedy włosów nie umyła. Dlatego tak zachwalała używanie peruki.

  151. Wiem, DUA, doskonale o tym wiem. Brak przecinka też zwrócił moją uwagę, ale z okiennicami zwątpiłam.
    W szerokim i „englenganckim”* świecie mają różne dziwne rzeczy, więc wolałam się upewnić.

    *Copyright by Sowiątko.

  152. Kochana Bożenko, pragmatyzm, nawet brutalny, ratuje życie. Pardon.

    SowoP, jeśli w przekładzie z języka obcego czegoś nie rozumiesz, wiedz, że jest to zapewne błędnie przełożone.

    Nie chciałam się wymądrzać, ale ten tekst:

    „Not forgetting anything, please. You shall thank heaven for churches and chapels and villas and vulgar people and puddles and pots and pans and sticks and rags and bones and spotted blinds”

    – moim zdaniem powinien być przełożony tak:

    „Proszę o niczym nie zapominać. Powinieneś dziękować Niebiosom za kościoły i kaplice, i za wille, i za prostaków, i za kałuże, i za kuchenne naczynia, i za patyki, i za szmaty, i za kości, i za upstrzone żaluzje”.

    Ewentualnie: upstrzone rolety.
    Albowiem „blinds” to są, jeśli chodzi o okna, albo żaluzje, albo rolety. Nie okiennice („shutters”).
    A „pots and pans” to zwrot oznaczający naczynia.
    (Być może „rags and bones” też jest jakimś potocznym zwrotem, ale tego nie wiem).

    „Spotted” zaś nie tylko oznacza: nakrapiane, ale także: poplamione.
    Uważam, że te kropki na żaluzjach czy roletach to wina much. Upstrzyły.

    No i warto, przy tłumaczeniu, zwracać uwagę na przecinki. To nie są wille prostych ludzi, to są po prostu wille, a po nich wymienia się ludzi ordynarnych, prostaków („vulgar people”).
    Oto dlaczego wolę czytać książki (zwłaszcza dobre) w oryginale.

    Chesterkę przepraszam. Nie jej to wina.

  153. Zuziu, toż to prawie anagram był :))

    A w skrzynkach na balkonie posadzilam pierwiosnki ( primule ), żółty i fioletowy.
    Rosną sobie już od tygodnia i przypominają, że wiosna tuż, tuż.

    Dobranoc!

  154. Lubie lapac wiatr w zagle (wlosom sie tez dostaje :)) Lubie wiatr. Dlatego tu mieszkam. Tak.

  155. Zgredzie, sądziłam, że masz Córkę gimnazjalistkę, a Ty bardzo młody chłopak jesteś :) Rzeczywiście na teksty rockowe jeszcze nie czas. Ale wszystko przed Dziewczęciem; prawie zazdroszczę.
    Zmobilizowałeś mnie do poszukania instrumentalnej Budki Suflera. Na YT znalazłam jeden utwór w albumiku z trasy koncertowej po Stanach, nic specjalnego. Pocieszę się zaraz innymi wspominkami: Pink Floyd, może Queen, może Cohen. A może Armstrong?

    A Santana w karnawale idealny, porywające rytmy, rozgrzewa jak afrykański obrazek Dobrywieczorka.

    I pozwolę sobie zacytować Zgreda, bo ujął rzecz celnie: „Piękne zdjęcie Ryśka i wiersz i tłumaczenie i afirmacja”.

  156. Warunek sine qua non: główka musi być umyta.
    Inaczej ani rusz.
    No i młoda. Starsze główki kiepsko wyglądają, gdy je wiatr swobodny potarga.

  157. Piękna jest symbolika wiatru. Nieskrępowana wolność, duch twórczy, życiodajne tchnienie Boga.
    Pewnie w szczególny sposób doświadczają tego KrzysztO i Atena na swych dalekich szlakach, w nieobjętych przestrzeniach.
    A rozwiane dziewczęce/kobiece włosy – jakiż mężczyzna im się oprze? Jedna z najurokliwszych scen w „Sprężynie” (i całej Jeżycjadzie) to chwila, gdy za sprawą gwałtownego porywu wiatru włosy Laury owiewają twarz Adama, a on łowi jedno długie pasmo i je całuje.
    Wyznanie wymowniejsze niż słowa.

  158. Co to są nakrapiane okiennice, że tak głupio zapytam? :) Rozumiem, że są w kropki, ale to jakiś szczególny rodzaj okiennic?

  159. 20 plus macie w Chicago?
    O, rety!

    Ateno, pokazała mi Emilka – chyba na YT?- stary, czarno-biały filmik z jakiegoś międzywojennego klubu jazzowego w Stanach. Mały czarnoskóry chłopiec (10 lat!) grał skocznie na pianinie boogie, jak absolutny wirtuoz, a przy tym znakomicie przyśpiewywał. To, co on wyrabiał z rękami, było niewiarygodne!
    W tle stał, akompaniując mu i kibicując, sam – zachwycony – Count Basie.

    Obok filmiku było sporo dzisiejszych komentarzy po angielsku, a jeden z nich głosił cierpko:

    – Co za zmarnowane dzieciństwo! A mógłby przecież zostać światowym mistrzem gry w pokemony!

  160. Ja teraz mówię: dobranoc!, bo jutro trzeba wstać do szkoły. A co do „Wnuczki…” to jest ona chyba moim ulubionym tomem „Jeżycjady”.

  161. Obserwowac przyrode to sama przyjemnosc, zwlaszcza kiedy sie budzi do zycia, albo raczej gdy my sie budzimy zauwazajac, ze ona nie spi, wrecz czuwa. U mnie aura zwariowala, mamy w porywach do 20 stopni, dlatego tez korzystalam z tego chwilowego daru.
    Nawiazujac do Sokratesa, zal mi dzieciakow ktore maja po sto, nic nie znaczacych, pluszakow. Ale ksiazkom sie nie moge oprzec.

  162. Dobry wieczór!

    Starosto, Kreska lubi wiatr i to widać na pierwszej okładce Opium w rosole. Też lubię.

    Bożeno, odpowiedziałem Ci pod poprzednim wpisem, bo tego wpisu wtedy jeszcze nie było u mnie widać.

    Piękne zdjęcie Ryśka i wiersz i tłumaczenie i afirmacja.

  163. Poprzedni mój komentarz nawiązuje oczywiście do wpisu z godz. 19:23.
    Tego cytatu oczywiście nie pisałam z pamięci.:)

  164. Ooo… To, Pani Małgosiu, skojarzyło mi się z pewnym fragmentem ,,Wnuczki…”:
    ,, Dorota zagapiła się na nie, zastanawiając się, czego to jeszcze zazwyczaj nie widać; obserwacje, a za nimi wnioski, zaczęły się mnożyć w jej głowie, kończąc się jak zwykle ogólnym zachwytem nad Dziełem Stworzenia. Ten zachwyt był głównym powodem jej wyboru: przyroda! To ją właśnie interesowało. Dlatego chciała koniecznie uczyć się w tym właśnie liceum. Miała nadzieję, ze dowie się więcej, jak najwięcej o cudzie życia, który obserwować mogła na co dzień, gdziekolwiek spojrzała. żeby nie czuć się jak zbłąkana w tym Sezamie pełnym niezliczonych skarbów, […] których nawet nie umiałaby nazwać!
    Kobyłka, jakby słysząc jej myśli, prychnęła z dobrotliwą kpiną; ona nic nie musiała wiedzieć, sama była jednym z tych cudów.

  165. Jak się tak dobrze przyjrzeć temu kwiatuszkowi, to wygląda jakby wyciągał zieloniutkie ramiona do Tego, który go stworzył.

  166. Zuziu, ładna zmyłeczka. Nutria jest niewątpliwie dziełem Stwórcy, a co do Ciebie też nie mam najmniejszej wątpliwości!

    Ozdobniczko, jest to jeden z pierwszych wierszy młodego pana Wierzyńskiego.
    Tak też się zwie debiutancki jego tomik: „Wiosna i wino”(1919)

    Potem napisał mnóstwo wierszy, jeszcze piękniejszych.

  167. Och! Jak ja lubię kiedy podsyłacie na tę stronę wasze ulubione wiersze. Zawsze mnie dwa razy bardziej zachwycają niż gdybym je sobie kiedyś po prostu przeczytała.

  168. Przebiśnieg jest idealnie zaprogramowany, dziewczyno!
    Nic nie musi wiedzieć. Tylko – być.

    Dziękuję za miłe słowa i bardzo się cieszę. Pozdrawiam!

  169. Droga MałgM,właśnie przeczytałam Dziecko Piątku. Za każdym razem, gdy czytam Pani książki, budzi się we mnie wiara w ludzi, w dobrą przyszłość. Może ten przebiśnieg, także przeczytał książkę i uwierzył, że uda mu się wykiełkować?
    PS: Coś mi się wydaje, że za bardzo puściłam wodze swojej fantazji :]

  170. A znalazłam jeszcze wiersz K. Wierzyńskiego. Nie tylko o wiośnie, ale dobre i to:

    Wiosna i wino

    Wiosna i wino: dwa płuca oddechem
    Młodym wezbrane i w ślepym zachwycie
    Wyśpiewujące pogańskim swym śmiechem
    Ziemię, panteizm, człowieka i życie.

    Wiosna i wino: dwie wargi, co swymi
    Pocałunkami mieszają sny w głowie,
    Że się zawraca do góry i dymi!…
    O, przyjaciele! Piję wasze zdrowie!

  171. Chesterko, intrygujący opis „Żywego człowieka”. Muszę skubnąć tę książkę z półki.
    Faktycznie, przedwiośnie nadchodzi pełną parą. U mnie na razie pada deszcz, ale myślę, że to jest też wiosenną oznaką. W ogródku zieleni nadal brak, choć w sadzie widziałam całkiem zielone drzewo!
    Ryśku, przepiękne zdjęcie. Ulubiona Autorko, piękny wpis i wiersz, jak zawsze.

  172. Dzień dobry!
    Piękne zdjęcie i piękny wiersz! Jest za co codziennie dziękować Stwórcy.
    Przychodzi mi na myśl pieśń Jana Kochanowskiego zaczynająca się od słów „Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary?” Zdaje się, że umieszczała ją Pani jakiś rok temu, prawda?
    Zamiast komentarz Just przeczytać tak: Piękne zdjęcie i wiersz wyrażający zachwyt nad dziełem boskim – Naturą, budząca się aktualnie z zimowego snu,
    przeczytałam tak: Piękne zdjęcie i wiersz wyrażający zachwyt nad dziełem boskim- Nutrią…
    Choć niewątpliwie Nutria jest dziełem boskim godnym zachwytu, to trochę się zdziwiłam.;)
    Dziękuję za śliczny wpis i pozdrawiam wszystkich ciepło.
    Aha, nie wiem czy jest to oznaka nadchodzącej wiosny, lecz wczoraj przed moim oknem przesiadywało stadko gilów, wyjadających ususzone nasiona bzu. Mam zdjęcia, bo bardzo ładnie się ptaszki prezentowały.

  173. Sowo P., słuszna i precyzyjna uwaga. Mamy przedwiośnie. Przypomniałaś mi o fenologicznych porach roku. Przedwiośnie (zaranie wiosny), pierwiośnie i pełnia wiosny. Co za wdzięczne nazewnictwo.:)

  174. Tak, „Żywy człowiek” to opowieść o uroczym „wariacie”, bo za takiego jest uważany, ponieważ „odróżniał on obyczaj od zasady moralnej. Łamał pospolite zwyczaje, ale zachowywał przykazania”. „I dlatego właśnie, że nie chce kraść, że nie pożąda dóbr bliźniego swego, posiadł on sztukę (…) pożądania własnych dóbr. Właśnie dlatego, że nie chce popełniać cudzołóstwa, stwarza romantyczne uroki płci. Kocha jedną żonę i właśnie dlatego przeżywa z nią setki miodowych miesięcy”.

  175. „Odprawia pan teraz publicznie modły dziękczynne – rzekł surowo Smith. – Zanim z panem skończę, podziękuje pan jeszcze Panu Bogu za każdą kaczkę na stawie […] nie pomijając kaczorów […] Niczego proszę nie pominąć. Podziękuje pan niebu za kościoły, kaplice, wille pospolitych ludzi, kałuże, garnki, patelnie, patyki, łachmany, kości i za nakrapiane okiennice…” Tłum. Zygmunt Jakimiak i Krystyna Tarnowska (Pax, 1956)

  176. Są! Są! Pączki ranników! No to mamy przedwiośnie. :)

    Edward Grieg – „To spring”.
    Światosław Richter.

  177. Za wszystko i Wszystkich Jemu niech będą dzięki. Również za to, że Rysiek podzielił się zapowiedzią wiosny. Jak masz już radośnie Ryśku. Nasze podwórka i pola jeszcze skute lodem i paćką śniegową na wierzchu. O przebijaniu się kwiatków nie ma mowy.
    Tak sobie pomyślałam,że jakby zebrać wszystkie wiersze w których poeci zawierali dziękczynienie Stwórcy to długa lista nazwanych i nienazwanych zjawisk,stworzeń,fauny,flory itd zebrałaby się a i tak tysiące następnych poetów miałoby jeszcze o czym pisać.
    Gorąco pozdrawiam.

  178. A jednak ktoś znalazł dowód rzeczowy. Dzięki, Ryśku! My ciągle w babcinym ogródku i nasza magnolia też coś wie. I drogą płynie woda. A kiedy tu drogą płynie woda, to od zawsze wiadomo, że przyszła wiosna i należy brać się za puszczanie łódeczek. Piękny wiersz, Kochana Autorko. Alku, dzięki za przypomnienie Chestertona! I to jaki cytat. Musiał wiedzieć, że modlitwa dziękczynienia i uwielbienia ma ogromną moc. Poczytam go sobie jak tylko skończę Narnię. A dzisiaj na kolację biały ser, skwareczki i …kasza gryczana.:)

  179. Witajcie w ten wietrzny dzionek!
    Piękne zdjęcie i wiersz wyrażający zachwyt nad dziełem boskim – Naturą, budząca się aktualnie z zimowego snu.
    Przed moim oknem kwitnie pięknie mimoza. Piękny widok!

  180. O! To mi się podoba! Co dwa dni nowy wpis.:-)
    A zdjęcie śliczne. Ja bym takiego nie umiała zrobić. Niektórzy mają po prostu wrodzony talent. A jakże Hopkins pięknie pisze! Muszę przeczytać więcej jego wierszy.
    Tam takie oznaki wiosny, a u nas (mnie i Nutrii) lodowaty wiatr i zachmurzone niebo, że aż słońca nie widać. Ale o tym już Nutria wspominała.

  181. Waleczny, Nutrio! Patrz, jak dramatycznie wyciąga ramiona do słońca.

    Tak, Kreska lubi wiatr, bo ja go lubię.

  182. Niespodziewanie przypomniało mi się, jak niejaki Innocenty Smith kazał profesorowi Eamesowi dziękować za nakrapiane okiennice. Nie mam pod ręką polskiego tekstu „Żywegoczłowieka”, ale w chestertonowskim oryginale brzmiało to tak: „Not forgetting anything, please. You shall thank heaven for churches and chapels and villas and vulgar people and puddles and pots and pans and sticks and rags and bones and spotted blinds”. Były pesymista wisząc na gzymsie pod własnym gabinetem, cudownie uleczony z pesymizmu, pod lufą rewolweru dziękował Niebiosom za te wszystkie cuda natury. Gdyby Smithowi wpadły pod rękę przebiśniegi, niewątpliwie dodałby je do listy. Ale kazał Eamesowi dziękować również za kaczki na stawie.

  183. Piękne. U mnie magnolia zaczęła się rozwijać, wygląda to na razie na samobójstwo, ale może ona jednak coś wie?

  184. Waleczny ten przebiśnieg, aż podnosi na duchu.
    A u nas wieje.
    Pamiętam, że Kreska bardzo lubi wiatr.

  185. Chce sie zyc!
    I za poetow, ktorzy maja dar widzenia i opisywania- rowniez Jemu niech beda dzieki.
    Wiosna juz daje o sobie znac, wczoraj podziwialam paki na pobliskich krzewach; slonce grzeje twarze. Jest pieknie.

Dodaj komentarz