Od Ryśka

przebiśnieg

 

Popatrzcie tylko, co tu się wyrabia! – a raczej, co wyrabiało się wczoraj, kiedy nasz DC Rysiek z Wrocławia zrobił to piękne zdjęcie. Dziś, rzecz to całkiem pewna, przebiśnieg ten jest znacznie wyższy, kto wie, może nawet się już rozwinął?

Jaka walka! Jaka siła! („Ta siła, która przez zielony lont prze kwiaty…” –  Dylan Thomas, w przekładzie Stanisława Barańczaka).  Jedno życie zwiędło, butwieje z wolna, i daje wsparcie oraz osłonę temu nowemu życiu, nowemu pięknu, które rwie się do światła.

Cokolwiek by się działo, złego czy dobrego, wiosna przychodzi niezawodnie, rok po roku. Ziemia wciąż się odradza. Życie wciąż się odradza, a więc – t r w a.

Wieczna zagadka: jakim cudem?

Skąd ta siła?

Skąd to piękno?

 

Gerard Manley Hopkins (1844-1889)

 

PSTRE PIĘKNO

 

Za wszystko, co pstrokate, chwała niech będzie Panu –
Za niebo wielobarwne jak łaciate cielę;
Za grzbiety pstrągów, różem nakrapiane w cętki;
Za skrzydła zięb; żar szkarłatny rozłupanych kasztanów;
Za ziemię w działkach, w kawałkach – za ugór i za zieleń;
I za rzemiosło wszelkie, jego narzędzia i sprzęty.
Wszystkiemu, co nadmierne, osobliwe, sprzeczne,
Rzeczom pstrym i pierzchliwym (któż wie, jak to się dzieje?),
Wartkim i wolnym, słodkim i słonym, mocnym i miękkim,
On wciąż początek daje, Ten, czyje piękno jest wieczne:
Jemu niech będą dzięki.

 

(przełożył Stanisław Barańczak)

 

229 przemyśleń nt. „Od Ryśka

  1. Iskro, zawsze bardzo mi miło, kiedy słyszę dobre słowa o Emilce. Utalentowana bestia!
    I mnóstwo umie.

  2. Dobry wieczór, miły Juniorze!
    Szkoda, że zajrzałam dopiero teraz, kiedy Ty już poszedłeś spać.
    Doskonale, że wpadłeś. Słyszałam, że fajny z Ciebie człowiek!
    Zapraszam częściej! I pozdrawiam całą Waszą gromadkę.

  3. Dobry wieczór! Jestem średnim synem Zgreda :) Bardzo lubię Pani książki a najbardziej ,,Opium w Rosole” i ,,Bambolandię”. Miło że mogłem tu wpaść.

  4. Trafilam kiedys na blog czlowieka, ktory pokazywal fotografie podworek na starej Pradze. Niezliczone kapliczki mnie zachwycily. Na Zabkowskiej na przyklad: wokol wszystko jakby wymarle, a kapliczka czyimis troskliwymi rekami odnawiana.

  5. Celestyno, arcyciekawe rzeczy piszesz. Mam podobnie, bardzo lubię wchodzić w podwórka kamienic, zawsze tam można znaleźć coś pięknego lub interesującego; kapliczki, stare szyldy, pozostałości starych mozaik.
    Alku, to krzepiące. Widziałam też pracownie kapeluszy.

  6. Nini, Januszkiewicz już nie przyjmuje uczniów. Powiedział kiedyś, że kiedy mógł, nie było chętnych, a obecnie już nie ma raczej możliwości.

  7. Musze doprecyzować: pan miał nie pudelka, lecz pudełko, ze skarpetami.
    (trzeba jednak troche wysilku zrobic i te podkreslenia poprawiac)

  8. Okrzyk „kartoooofle” to ja slyszalam jeszcze calkiem niedawno, na osiedlu Wola Duchacka w Krakowie. Na pewno w kazdy sobotni poranek w latach 90-tych, a nie wiem czy i nie jeszcze sporadycznie juz w nowym tysiacleciu. Oczywiscie nie z furmanki tylko z jakiejs furgonetki. I w zaleznosci od tego, ktory rolnik przyjezdzal, slyszalo sie albo: „ziemniooooki, kartofle”, albo: „poo ziem-nio-ki, poo ziem-nio-ki”. A na Florianskiej, jeszcze do niedawna przez wiele, wiele lat stal pan z pudelkiem (turysci moze pamietaja) ktory mowil monotonnie: „tanie, okazja, skarpety polecam”.
    Ktos niedawno mi podeslal, w ramach wspominek, kawalek utworu Swietlikow „Ziemnioki”. Dokladnie tak to brzmialo.

  9. Dewajtis, jest coraz mniej, ale chyba proces ulega zatrzymaniu. Słyszałem o zupełnie nowym szewcu w Warszawie, pojawiają się też nowi krawcy. Niestety (i to jest do przewidzenia) w epoce masowej produkcji tanimi metodami wyroby rzemieślników są i będą bardzo drogie. I tak na przykład buty zamówione u jednego z najlepszych warszawskich szewców pana Januszkiewicza kosztują minimum 2500 złotych (a nie jest on wcale najdroższy). Januszkiewicz ma 90 lat i nie ma uczniów. Powinno się właściwie zamówić coś na zapas, ale zanim ja zaoszczędzę na te buty, ich twórca zapewne przejdzie do innych zadań i w zupełnie innych rejonach…

  10. Dewajtis, ja mam wrecz takie skrzywienie. Kiedy jestem w Polsce celowo szukam starych, zapomnianych malych zakladzikow uslugowych. Wieksza przyjemnosc sprawia mi dac zarobic tym ludziom niz sporym sieciom. I tak niedawno znalazlam (najpierw przez internet) starenskiego pana, ktory czysci kozuchy, na ul. Kremerowskiej (w glebi zaniedbanego podworza niewyremontowanej kamienicy). Zakladzik z wygladu straszny, z malym przepierzeniem kuchennym, a na pieterku lozko. Po podworzu i zakladziku platal sie zezowaty kocur (nic nie zmyslam), ktorego ten pan przygarnal. Pan nazywal go „moje zezowate szczescie”. Opowiadal o mlodosci w Stanislawowie na Kresach. W minione wakacje zas znalazlam rownie stary i zaniedbany zaklad szewski, o ktorym nawet bywalcy ulicy Dlugiej (bo tam go wytropilam) nie wiedzieli. Rowniez w glebi podworka popadajacej w ruine kamienicy. Pani szewc, delikatnie mowiac, wygladem nie wzbudzala zaufania. Ale kilka par bucikow slicznie podflekowala. W takich zakladach nigdy nie ma ruchu, mozna sobie z ludzmi porozmawiac. Bardzo polubilam te pania.
    Z czasow licelanych zostala mi sklonnosc do wlazenia na podworka kamienic. Duzo ciekawych rzeczy mozna odkryc.

  11. Ale Fotoplastikon w Warszawie jest i działa! Mieści się w oficynie kamienicy w Alejach Jerozolimskich, chyba jest teraz oddziałem Muzeum Powstania Warszawskiego.

  12. Zapytałam native speakera rosyjskiego i „пятнистые шторы” to raczej wzorzyste zasłony, ewentualnie te wzory mogą być w plamki, ale generalnie raczej się tak nie mówi.. tyle o ocalaniu.. tak, tak, lepiej pytać Brytyjczyków.

    Dobrego dnia! ;o)

  13. Mamo Isi i wszyscy wielbiciele fotoplastikonu, jest i w Warszawie! Niedaleko Dworca Centralnego (dobra lokalizacja również dla przyjezdnych). Ma się dobrze i jest to bardzo ciekawe miejsce na mapie stolicy. Polecane przez moich czytelników (dużych i małych) stąd o nim wiem. Oprócz zdjęć starej Warszawy są relacje z podróży, warsztaty fotograficzne i wiele innych ciekawostek. Lubię to miejsce i zachęcam warszawiaków do zajrzenia. Pozdrawiam zza lady :)

  14. A tak, spotkałyśmy się z DC Cascioliną i ze ślicznym, zaspanym i rumianym Mareczkiem. Świetnie było, bardzo miło i ciekawie się rozmawiało!
    A w Warszawie niestety coraz mniej zakładów rzemieślnicznych, o których piszecie. Co chwilę jakiś znika i na jego miejscu wykwita najczęściej bank albo gastronomia. A ja kiedy tylko mogę, wstępuję do tych zakładów, które jeszcze istnieją. Bardzo lubię ich właścicieli!

  15. Też pamiętam z dzieciństwa okrzyk „kartooofle”, a potem klik klak kopyt końskich na bruku. Dzieci zawsze wieszały się u tyłu furmanki, żeby się przejechać, a woźnica zganiał je batem. Ach, ten miły dreszczyk podejmowanego straszliwego ryzyka;)
    Trudno, zasady są po to, aby tworzyć od nich wyjątki. Czasem muszę użyć emotikony.

  16. Wiedziałam, że kochany Starosta też kwiknie z radości na okoliczność uratowania fotoplastikonu!

    Celestyno, jaki piękny kawałek starego Krakowa odtworzyłaś w pamięci! Dzięki.

    Też coraz bardziej się skłaniam do przypuszczenia, że to jakieś przecudnie, własnoręcznie pomalowane w ciapki rolety, czy coś w tym rodzaju, które u Autora wywoływały odruch wymiotny.

    Alku, nie, tamte wszystkie już poznikały. Ostatni magiel został na ul.Abrahama. No tak, kąpiel jest gorąca, to magiel chyba też. Tak sądzę, że tymi drogami szło myślenie autora tabliczki „Magiel gorąca”.
    O ile tu dedukcja jest prostsza, niż w przypadku tych spotted blinds.

  17. Drodzy Księgowi, czyżbyście nie wyczuli emotikonu w moim komentarzu (efekt Alka)?
    Zgredzie, fluidy latają! My właśnie pletliśmy koszyki na plastyce. Co prawda z wikliny papierowej (zwija się ją z gazet), ale mniejsza o to. Dostałam plus pięć.
    Przesyłam uśmiechy: :)

  18. Celestyno, jak wspaniale opisałaś Twój Kraków lat dziecinnych. I Ty Ateno również.

  19. Ateno! Jakos nie docieralo do mnie, ze jestes z Krakowa. Ach, ta Szpitalna. Znam ten zakladzik, obok jest optyk (juz nie pamietam czy istnial za czasow mojego dziecinstwa, inny optyk jest wciaz na swoim miejscu: ten obok Pralatowki. Kolo naprawy pior byl spozywczak i tzw.ajent ( tam sie chodzilo po nabial i bulki). Naprzeciwko zas jest kosciolek i obok furta siostr Duchaczek: tam biegalismy po lekcjach do siostrzyczek na katecheze. Potem juz, od szostej klasy – do Pralatowki. Moja trasa do szkoly: Florianska, sw.Tomasza (wtedy Solskiego), sw.Krzyza, sw.Marka. Tak swojsko tam wtedy i jakos domowo bylo, teraz bardzo turystycznie, nikt ze znajomych juz tam nie mieszka.

  20. A jeszcze jeśli przyjmiemy perspektywę celowej gradacji rzeczy obrzydliwych, to taki finał może być nieoczekiwanym, humorystycznym zwrotem w narracji. My tu spodziewamy się na końcu listy zobaczyć karaluchy, a zamiast tego są śmieszne firanki. Z drugiej strony, wcale nie mam przekonania, czy ta gradcja jest intencjonalna, bo na początku listy są przecież rzeczy bardzo ładne – kościoły i kaplice. Domki zwykłych ludzi też nie muszą być specjalnie brzydkie. Może to jest właśnie tak jak mówi Alek – panowie patrzą sobie przez okno i po prostu wymieniają po kolei to, co widzą: tu stoi kościół, tam wiejski dom, tam idzie łachmaniarz, są kałuże i patyki, a w oknach brzydkie firanki. I za całe to otoczenie dziękuj Stwócy. W takim kontekście niemieckie tłumaczenie (firanki) nie wydaje mi się niefortunne, w każdym razie jest zdecydowanie lepsze niż okiennice, bo nie budzi większych wątpliwości.

  21. Chester, a propos podnoszenia oczek: w pewnej strasznie nudnej (nabzdyczonej do niemożliwości) powieści Broszkiewicza występował samosterujący automat Magister Dionizy Hybrydon Waligóra (był z Krakowa, co wyjaśnia stopień naukowy), który oprócz typowych cech supermózgu dysponował umiejętnościami dodatkowymi, jak: repasacja, kiszenie ogórków i stębnowanie.

  22. Mnie argumentacja Alka przekonuje, szczególnie w świetle tego nowego fragmentu (Alku, Chesterko, może dołożycie cytat?). Przy czym wyobrażam sobie raczej takie wewnętrzne rolety, materiałowe, a nie te zewnętrzne, drewniane. Może budziły one w mówiącym jakiś estetyczny dysonans, tak jak we mnie się budzi na widok nylonowego fartucha w groszki.

    Nutrio, wybacz, to przeze mnie. Dociekliwa jestem, nic na to poradzę. Ale wdzięczna też jestem, za wszystko.

  23. Przeciz mowie, ze ladna zabawa, bo dalej nie wiemy. Nie odzywalam sie wczesniej, bo racje ma Sowa P, tu powinni wypowiadac sie brytyjczycy.

  24. Aniu G., ja też w czasach studenckich mieszkałam na Zaspie, ale sadzę, że to było dużo wcześniej (2 pol. Lat osiemdziesiatych). Teraz też po 10 latach przerwy. I pamiętam podnoszenie oczek i mleko pod drzwiami rano. A melodia: kaaaartofleee – brzmi w uszach do dziś.

  25. Rozmarynie, widzę, że jesteś – ja już tu gdzieś dziękowałam, zaraz po otrzymaniu od Ciebie wycinka o Strzemińskim. Ale nie wiem, czy ten wpis zauważyłaś, bo przysypało nas nowymi!
    Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam serdecznie.

  26. Przemijajace zawody skojarzyly mi sie z miejscem gdzie zanosilam wieczne pioro do naprawy (mam slabosc do nich i jak juz jakies lubilam to na zawsze:)). Okazuje sie ze zaklad nadal istnieje ( Krakow, Szpitalna 7).
    Pogrzebalam jeszcze za tym slowem spotted: origin 1150-1200; (noun) Middle English spotte; cognate with Middle Dutch, Low German spot speck, Old Norse spotti bit; (v.) late Middle English spotten to stain, mark, derivative of the noun.
    Ladna zabawa.

  27. Zachwycam się naturą, ale czasami mniej ją lubię. Na przykład kiedy gwałtowny podmuch zimnego wiatru wraz z zacinającym deszczem budzą śpiącego Mareczka. Takie atrakcje przygotowała dla nas Warszawa, gdzie wybraliśmy się na krótkie wakacje. Udało nam się nawet poznać KC Dewajtis!

    Po definicji mamy Isi („plamki mniejsze, regularniejsze i okrągławe”) podejrzewałam plamy, które na oknach, okiennicach i żaluzjach pozostawiają krople brudnego deszczu. Jednak bardziej przekonuje mnie argumentacja Alka, takie plamki nie byłyby widoczne na cudzych oknach, ze sporej odległości.

    Magiel w Gdyni :) jeśli chodzi o ten na Chylonii to bywałam tam i ja.

  28. W Łodzi też mamy fotoplastikon – w Muzeum Kinematografii na Placu Zwycięstwa.

    Zgredzie, to ciekawy trop z tym „smotem” od lutowania garnków. Dziecięcym umysłem zawsze to kojarzyłam ze szmatami – i tak zostało. Ale kto wie, jakimi ścieżkami chodzą słowa i jak się zmieniają od człowieka do człowieka.

    Ozdobniczko, Białoszewski jest niezwykły – fascynuje! A Jego proza! I łatwa, i trudna zarazem. Transowa.

  29. Szpital dla lalek – rzecz bezcenna kiedyś. Niejedna dziewczynka była przeszczęśliwa, że komuś udało się uratować powiernicę jej najskrytszych tajemnic.

  30. IsiMaman, czy to ten magiel w Gdyni, na Starowiejskiej, gdzie przez cały PRL wisiała tabliczka z napisem „Magiel GORĄCA”?

  31. Z ostatniej wystawy Gierymskiego w Narodowym pamiętam zawody, takie jak: koszykarz (wiklinowy) i śmieciarka (kobieta). No i oczywiście pomarańczarka.

  32. Ja wciąż jestem za żaluzjami niezbyt fortunnie ozdobionymi, pstrymi czy łaciatymi, ganc pomada. Powody: po pierwsze, bohaterowie wskazują je sobie z dużej odległości. Roboty much by tak nie oglądali, chyba przez lornetkę. Po drugie natomiast, profesor już po zakończeniu całego zajścia ze Smithem udał się na przechadzkę, podczas której zatrzymał się przez willą i oglądał jej rzeczone cętkowane sztory. Zastanawiał się przy tym (po raz pierwszy), jacy ludzie tam mieszkają, czyli jakby pierwszy raz ujrzał za tym zewnętrznym przejawem (w postaci paskudnych okiennic) jakichś konkretnych, żywych ludzi z ich historią, życiem i tak dalej. Otóż wydaje mi się, że okien zapaskudzonych zwyczajnie przez owada i smog jednak by tak psychologicznie nie studiował.

  33. Czytam i czytam, i widzę, że dużo o Weselu się rozmawia. Bardzo dobrze, wspaniała jest to książka.

    A teraz zupełnie odbiegnę od tematu Wesela, wiosny, i tym podobnych, bo przeczytałam dzisiaj wiersz Mirona Białoszewskiego, który niezmiernie mi się spodobał, dlatego postanowiłam go tu przytoczyć. To taka maksyma życiowa dla każdego.

    Ja
    stróż
    latarnik
    nadaję
    z mrówkowca
    Nie zabłądźcie.
    Bądźcie.
    Mijajcie, mijajmy się,
    ale nie omińmy.
    Mińmy.
    My,
    Wy, co latacie
    i jesteście popychani.

    Przepiękny, prawda? I taki prawdziwy. To się ceni u poetów.

  34. Nie, nie, jest, Starosto kochany! Zajrzałam do netu, a tam stoi jak byk, że w Galerii Arsenal w Poznaniu od października 2014 r.zamontowali stary fotoplastykon! I on działa! Uratowali zabytek, hip, hip, hurra!
    Ciekawa jestem, czy dalej pokazuje te same fotografie, które oglądali Mila z Ignacym?

  35. Widzisz, Nutrio kochana, my tak naprawdę nie zastanawiamy się nad roletami. Sprawdzamy znaczenie słów. A to zawsze jest ważne.

  36. Fotoplastikon w Poznaniu już dawno temu przestał istnieć. Kiedy pisałam „Kalamburkę” (tam jest scena z fotoplastikonem) już musiałam go sobie przypominać.
    Szkoda wielka, to był zabytek techniki!

  37. A mnie się przypomniał fotoplastikon w Poznaniu; nawiedziłam go parę razy podczas studiów. Ciekawe, czy jeszcze istnieje?
    Z zawodów wymarłych: maszynistka, kreślarz, węglarz, zecer, froter, praczka, repasaczka, napełnianie syfonów, napełnianie długopisów, szpital dla lalek (wiecznie im się urywały gumki utrzymujące nogi i ręce).
    Poza tym ostał się w Gdyni ostatni magiel, bardzo dobry, do którego co jakiś czas wędruję ze stosikiem haftowanych obrusów.

  38. Och, och… Toż to strona filozofów, doprawdy!
    UA nasza kochana zamieściła na niej wiersz ,,Pstre piękno” z myślą, że dzięki niemu spostrzeżemy, że to, na co często patrzymy z niechęcią, jest tak naprawdę piękne, my tymczasem owszem, regularnie o nim myślimy, ale zamiast wzdychać w związku z tym w zachwycie nad ,,Dziełem Stworzenia” (jak to celnie nazwała we ,,Wnuczce…”), zastanawiamy się nad tym, czy rolety są brudne, czy może w kropki!
    Interesujące zjawisko.
    He, he.

  39. Odruchowo myślę, że smot, to może być też od kowalskiej konotacji lutowania garnków (smith, smite).

    Pamiętam z lat osiemdziesiątych szyld w centrum Warszawy: Wyrób sprężyn. A potem imię i nazwisko.
    Szyld był na bardzo starej kamienicy. Myślałem, że zakład dawno odszedł już w zapomnienie i kamienica też.
    Dla pewności sprawdziłem to imię i nazwisko w wyszukiwarce.
    Okazało się, że firma dalej istnieje (przy tej samej ulicy) i na swojej stronie pisze „nasze sprężyny są nawet w kosmosie”.
    Nigdy bym nie przypuścił.

  40. Beatuszko, jesteś nieoceniona!
    Dziękuję za te dwa przykłady. Ku mojej wielkiej uciesze nadal jesteśmy jak tabaka w rogu.
    Ponieważ: „betupften Gardinen” oznacza cętkowane (jest tylko to znaczenie słowa) firanki,

    zaś „пятнистые шторы” to mogą być zasłony:

    kolorowe
    wzorzyste
    cętkowane
    pstre
    plamiste
    i – uwaga! UPSTRZONE!!!!

    Ale zabawa!

    Korniej Czukowski to był pisarz całą gębą. Pięknie przetłumaczył.
    Nieznany Niemiec ciut gorzej.

  41. I Jeszcze wieczorna muzyka, w radosnym oczekiwaniu na wiosnę:

    Claude Le Jeune – „Reveci venir du printemps”.
    Les Voix humaines.

    Reveci venir du printemps,
    l’amoureus’ et bele saison.
    Le courant des eaux
    Recherchant le canal d’été s’éclaircit,
    Et la mer calme de ces flots
    Amollit le triste courroux.
    Le canard s’egaye plongeant,
    Et se lave coint dedans l’eau;
    Et la grue qui fourche son vol,
    Retraverse l’air et s’en va.

    (…)

    Rions aussi nous et cherchons
    Les ébats et jeu du printemps.
    Toute chose rit de plaisir
    Célébrons la gaye saison.

  42. W sprawie okiennic/rolet właściwie wciąż mamy ten sam dylemat. Brud to czy kropki? Skoro Chesterton był Anglikiem, ograniczyłabym się teraz do konsultowania sprawy głównie z Brytyjczykami. Może jakiś najstarszy oksfordczyk pamięta kropkowane żaluzje z zeszłego wieku, może tłumacz jednak nie pomylił się tak bardzo… Swoją drogą, to ciekawe, jak po latach pewne rzeczy zapisane przez autora stają się nieoczywiste dla czytelników, nawet rodzimych.

  43. Piegusko, potwierdzam, to jest doniosła i wzruszająca chwila. Też zapisałam swojego potomka do osiedlowej biblioteki, od kilku jest dumnym posiadaczem własnej karty. Był to niejako czysty akt potwierdzający status, bo Sowiątko jest stałym bywalcem tejże placówki już od ponad półtora roku (chadza tam regularnie z Babcią), ja natomiast zawitałam do biblioteki dopiero w ostatnie wakacje, zaprowadzona tam przez własne dziecię, w charakterze popołudniowego spaceru. To było bardzo dziwne uczucie, być oprowadzoną między regałami przez dwulatka („pats mama, tu są ksązki, tu kumputel, a tu itelki”), w życiu bym nie przypuszczała, że tak to się odbędzie. Ostatnio dziecię chciało tam nawet zdjąć buty i założyć kapcie.
    Posiadanie własnego konta przez dziecko jest o tyle praktyczne, że teraz możemy pożyczyć dziesięc książek na raz.

  44. Konrad mówił, zdaje się, że Wesele jest najwybitniejszym polskim dramatem.
    I dodał, na pewno, „rzecz nie ulega kwestii”.

    Natomiast w cyklu „Para-męt pikczers czyli kulisy srebrnego ekranu” film Wesele został zrozumiany, jako relacja z meczu, co potwierdzały liczne tropy: „miałeś … róg” (zmarnowany rzut rożny), wynik („raz do koła”), opinie o klubach piłkarskich („Pan się boją we wsi Ruchu”) oraz inne terminy ogólnosportowe (np. „czarny koń”).

    Ja nie wiem, czy Wyspiański nie powinien być uznany za wieszcza. Za Wesele.

    „Już zwłaszcza, że ze Szkocji” – świetne do ćwiczeń dykcji.

  45. Promienne uśmiechy się przydadzą. U nas cały dzień leje.
    SowoP, co do seriali to ostatnio oglądałam zapowiedź jednego: kobieta straciła malutkie dziecko i mąż ją zdradził. W końcu wyszła za mąż po raz kolejny i urodziła drugie dziecko. Pewnej nocy mężczyzna się budzi i widzi, że jego żona nie śpi, tylko przygląda się ich córeczce.
    -Co robisz?
    -Patrzę jak oddycha.
    -Śpij. Za chwilę będziesz musiała wstać do karmienia.
    -Wolę nie.
    Ona cieszyła się, że ma dziecko. I kochała je tak, że wolałaby nie spać. I tak jest z każdą matką. Wzruszyło mnie to.

  46. Dobry wieczór!
    Znalazłam specjalnie dla Starosty tłumaczenie niemieckie:
    „Vergessen Sie nichts. Sie sollen Ihrem Schöpfer danken für die Kirchen, für die Kapellen, für die Häuser, für das Volk, für die Pfützen, Pfannen, Töpfe, Holzstückchen, Lumpen, Knochen und betupften Gardinen.”
    „Menschenskind” (nie znam autora przekładu)
    i rosyjskie:
    „И вообще, не забывайте ничего. Вы должны поблагодарить небо за церкви, за часовни, за дачи, за самых заурядных людей, за лужи, горшки и чашки, за палки, за тряпки, за кости и за пятнистые шторы.”
    „Жив-человек” tłumaczył Korniej Czukowski

    :-)

  47. Może jakiś sąsiad jęty szałem artystycznym pomalował swoje zielone okiennice w ciapki w kolorze fizjologicznym? I biedny Chesterton musiał to co dzień oglądać?

  48. Alku, przeczytałam właśnie „Wielką elegię dla Johna Donne’a” Josifa Brodskiego w przepięknym tłumaczeniu Stanisława Barańczaka. Ileż tam przedmiotów, a wszystkie ważne! Aż metafizyczne…

    Co do much i komarów:
    „pogodzić się z komarem, bo kłuje, by dzieci swoje nakarmić
    polubić muchę, gdy siada na rozgrzanym ciele, bo kocha ciepło jak ja,
    nie bać się pająka, lecz podziwiać go za jego arachnejską sieć.”

    A co do dawnych zawodów: w moim mieście jeszcze kilkanaście lat temu chodził po podwórkach ostrzyciel noży i słychać było charakterystyczne dzwonienie jego okrągłej, napędzanej nogą ostrzałki.
    Gdy byłam dzieckiem, przez podwórza niósł się krzyk: „Smooot, smooot, garnki lutuję…” (smot czyli ten od szmat). Ach, te wszystkie dawne przedmioty…

  49. Aaaa! Milesale, Ateno, jakże Wam dziękuję!
    Poszerzyły się nam horyzonty, i to znacznie!

    (Kropkowane, ale brudne????)

    Tajemnice literatury. Postanowiłam przeczytać całość w oryginale, może z tekstu wynika gdzieś, co wisiało w oknach.

    Milesale, miło, że się odezwałaś, a już zwłaszcza, że ze Szkocji. Zachwyca mnie od dawna.
    Serdecznie Cię pozdrawiam!

  50. Witam serdecznie,

    Przepytałam dwóch native speakers, jeden z nich jest młodym Anglikiem, a drugi bardzo obytym i oczytanym Kanadyjczykiem, obaj twierdzą, że na pewno chodziło o wzór – kropki.

    Pozdrawiam ciepło, u mnie w Szkocji wiosna prawie, kwitną krokusy.

    Alku, wysepka Maxwella pod mostem do Isle of Skye jest piękna, mieszkałam kiedyś bardzo niedaleko i często chodziłam tam na spacery.

  51. Amerykanie, na haslo ” spotted blind”, reaguja tak jak ja, dirty, czyli brudne bez konkretnych detali ;). Czytali caly fragment.

  52. W sprawie wspomnień bibliotecznych – chciałabym podzielić się nie lada wzruszeniem – oto moja najstarsza córeczka (lat 6 i pół) została czytelniczką. Ostatnio wyprawiłyśmy się do biblioteki publicznej i Piegusiątko się zapisało, wypożyczyło i przeczytało:) Co za radość!

  53. Potwierdzam prognozę pogody Pieguski.
    W Gdańsku słońce, powietrze przejrzyste, z okna w pracy Hel widzę.

  54. Nutrio, ta Galeria była kiedyś na dawnej mojej stronie autorskiej – teraz jest wraz z nią zarchiwizowana.
    Ale wiesz co? To było tak ciekawe, że chyba tu jeszcze kiedyś podobną Galerię Przedmiotu zorganizuję!

  55. Otz, bardzo się ucieszyłam tym wyborem głosujących.
    Nie jest z nami źle!
    Mam nadzieję, że Stanisław Wyspiański jakoś się o tym dowiedział i teraz cieszy się w niebie.

  56. Melduję, że nad morzem wicher przegonił chmurzyska bure i ponure i wyszło piękne słońce – idzie wiosna!!! Piękne zdjęcie i wiersz już nam to zwiastują, coś wisi w powietrzu. Pozdrawiam wiosennie!

  57. Galeria Ulubionych Przedmiotów? To brzmi pysznie! Gdzie (a raczej kiedy) mogę ją znaleźć?
    Chesterko, może ty nim zostań? :)

  58. Sowo, nie, rozmowa odbywa się w Oksfordzie, komentowany był widok z okna. Ponieważ pesymistyczny profesor narzekał na pospolity gust ludzki, przypuszczam, że te żaluzje były po prostu niefortunnie ozdobione.

  59. Dzień dobry.
    Seriale BBC wg Dickensa genialne, uwielbiam.
    Alku, taki pan z kartoflami to jeździł jeszcze jakieś 30 lat temu po Zaspie , gdzie pomieszkiwałam na studiach.
    Szmaciarza nie widziałam od 48 lat:))
    Mysza jamniczka też lubi przedmioty. Jeżeli coś małego znika spod ręki, np. w trakcie skręcania ikeowskiej szafki, jak w banku ma to psina w troskliwie schowane w legowisku. Dotyczy to również zegarków, okularów, śrubek itp.
    Wracam do pracy.

  60. Chyba wiem o co chodzi z tymi żaluzjami! Angielskie okna są zsuwane i nie można umyć ich od środka (dziś woła się specjalną firmę, kiedyś wystarczył czyściciel okien, jak przyjaciel Doktora Dolittle). Te okna są tak niemiłosiernie uciążliwe, bo by zmyć każdą plamkę na piętrze konieczna jest drabina to jest tak uciążliwe, że nie wiem czemu tego nie ulepszą, jeszcze często to okno przy tym spada na szyję. Podobnie z żaluzjami, właściwie można umyć lub pomalować zewnętrzną stronę tylko z drabiny. A w mieście? Zabudowa w centrum Londynu liczy sobie 5-6 pięter. To jest tak denerwujące, że to musi być to!

  61. Tak, Alku, Booth ma coś w sobie. Ta przystojność w dużej mierze jest wewnętrzna – to po prostu bardzo miły facet, a my lubimy takich. I ma uśmiechnięte oczy, a to też lubimy.

    Swego czasu oglądaliśmy też serial Agenci NCIS. Nie wiem, czy bardziej lubiłam, czy nie lubiłam tego serialu, ale trudno było to przerwać. Ot, siła seriali, nawet tych najgorszych.

  62. Kilka dni temu zastanawiałam się co słychać u Ryśka i u Rysi, czemu nie dają znaku życia, kiedyś tak mi pomogli dobrym słowem, a tu proszę, znak od Ryśka, że wiosna idzie! Takie czytanie myśli na odległość u Tolkiena to normalka.

  63. Niby tak, ale oprócz gradacji brzydoty jest też gradacja wielkości. Na końcu spodziewałabym się much albo komarów a nie żaluzji. To może być też zmiana perspektywy – najpierw widzi różne rzeczy za oknem, a na końcu spojrzał co ma przed swoim nosem: plamy albo znienawidzony wzór w groszki. Chociaż trudno mi sobie wyobrazić jakiekolwiek wzory na drewnianych żaluzjach.

    Czy ta rozmowa odbywa się na wsi? Oglądałam wczoraj sporo zdjęć z brytyjskich wiosek i zaskakująco mało okiennic i żaluzji tam dostrzegłam.

    Wiecie co? Nabrałam ochoty na przeczytanie tej książki. Bo jeszcze nigdy nie czytałam książki zachęcona tak dziwnym powodem.

  64. Podobno BBC przygotowuje serial o siostrach Brönte. Doniosła Arturianka, która śledzi stronę na fejsie: „Nie jestem statystycznym Polakiem, czytam książki”.
    A z innej beczki – w żadnej!! Z licznych bibliotek Gdańska nie ma Samotni Dickensa. Ba, gdyby np jakiś wielbiciel chciał ją podarować, biblioteka by jej nie przyjęła, bo pochodzi grubo sprzed 2007 r. Koło się zamyka. Zamknięty dostęp do klasyki, to jak niezamierzona, mam nadzieję, cenzura.
    Potrzeba dziś nowego powołania – ratownika zapomnianych książek, który ocali je dla potomnych stwarzając prywatną bibliotekę, taki Cmentarz Zapomnianych Książek z Zafòna. Czy znajdzie się taki filantrop?!

  65. Alku, kotka zapewne zauważyła, co zwykle robisz tą maszynką, i uznała, że już najwyższy czas na powtórkę.
    I tak Ci delikatnie przypomniała. Bez zbędnych słów.

  66. Racja Jas!- to jest, masz rację w każdym z tych stwierdzeń. Trafna zwłaszcza uwaga co do hierarchii rzeczy dokuczliwych.
    Tak, u dobrych pisarzy i poetów nic absolutnie nie jest przypadkowe lub niedbałe. Dzięki temu wiemy, że wszystko ma u nich znaczenie. Nawet to, co podświadome.

    Molu Książkowy, jaki miły uśmiech o 7.38 w dzień ponury!

  67. Ktoś tam na nas działa za pomocą ludzi, przyrody i przedmiotów. Dowód: ubrałm sie w ciemne ubrania i miałam nos zwieszony na kwintę. Dodałam śliczne małe koraliki mojej córki i wpadłam w świetny humor, który utrzymywała się przez dwa dni. Przez co miałby właściwie poprawiać się ludziom humor, tym co siedzą skwaszeni lub zbiedzeni w domu i nie mogą np. wyjść? Nie liczę spraw pobożnych.

  68. „Spotted blinds” zostały umieszczone na końcu, po „rags and bones” czyli tak jakby najgorsze lub najbardziej dokuczliwe. Na końcu w hierarchii tak, jakby nie było już nic bardziej pogardliwego.

  69. Koko, mówisz nadmierny sentyment do przedmiotów… Przed chwilą oderwało mnie od komputera rozdzierające miauczenie. Typu: „chodźcie moje kocięta, mam dla was coś ekstra”. Po chwili z łazienki wyszła kotka (szylkret czekoladowy z jasnymi brwiami, zwariowana jak Kapelusznik), stanęła przede mną, spojrzała z uczuciem w oczy i wypluła mi delikatnie na buty maszynkę do golenia. Swego czasu, gdy u sąsiadów trwał remont, kradła kawałki kabli i drobne narzędzia i też nam przynosiła. Gdy człowiek wykazuje sentyment do przedmiotów, to z grubsza wiadomo o co mu chodzi. Ale kot z sentymentem do przedmiotów… Inna sprawa, że nie jest samolubna, wyraźnie włącza nas do tego interesu.
    Dobranoc UA, dobranoc Ludu.

  70. SowoP, tak oglądamy jak się trafi, jest milutkie. Główna bohaterka ma dużo dość specyficznego wdzięku. A vice-główny bohater grał kiedyś demona w „Buffy”. Moja droga M. (tenże mój wewnętrzny labrador i kojący plasterek na odciski mego życia) twierdzi, że niezwykle przystojnego. Udaję, że tego nie słyszę.
    Nawiasem mówiąc, Bones to również tradycyjne określenie lekarza, zwłaszcza chirurga wojskowego. I zastanawiam się, czy pochodzi bezpośrednio ze „Star Treka”, czy też jeszcze z czasów admirała Nelsona.

  71. Ignacy Borejko i kubek z krasnalkiem:)Tudzież błękitne (po latach wyszczerbione ) Borejkowe kubeczki wiadomego pochodzenia.

    Widziałam wczoraj bociana. Mam nadzieję, że to one mają rację w kwestii wiosny.
    Dobranoc.