Pole kapusty

Pole_kapusty_1

 

To jest właśnie ten obraz, o którym wspomniała KC Mama Isi. A właściwie: obrazek, bo wymiary tekturki, na której namalowano go farbami olejnymi, zadziwiają : 24 x 32 cm. Jest dziełem wybitnego polskiego modernisty urodzonego na Ukrainie, Jana Stanisławskiego (1860-1907). Właściwie wszystkie jego dzieła są tak niedużych rozmiarów – Stanisławski był człowiekiem ogromnej postury, a także solidnej tuszy, i podobno trudno mu było malować inaczej.

Mistrz! Spójrzcie, jak on to pole  z o b a c z y ł  (tak, mamo Isi, racja, zielona kapusta jest niebieska!) i jak je z lekkością, a zarazem trafnością, namalował!

(Możemy sobie teraz wyobrażać, kto też to tam mieszka z miłą żoną w owym białym domku na horyzoncie, oddycha „mahoniowym ” powietrzem i czeka na wiosenne podorywki!)

Zastanawiam się, jaki wiersz pasuje do pola kapusty, które – jak sami widzimy – może być prawdziwie piękne.

Chyba tylko ten – choć nie o kapuście w nim mowa:

 

Kazimierz Wierzyński

WYŻĘLI POLE

 

Wyżęli pole. W cichej męce

Kona zieloność. Przez zagony

Wicher z jesienią popod ręce

Chodzą i czarne gonią wrony.

 

Słońce pożółkło, jak ścierniska,

I obłokami się nakrywa;

W bruzdach gdzieniegdzie z nagła błyska

Kałuża ślepa i nieżywa.

 

I – wiecie – idąc tak po łanie

Umierającym w pustej ciszy,

Dobrze jest spostrzec niespodzianie

W jamce radosny pyszczek myszy.

 

( z tomu „Wiosna i wino”, Warszawa 1919)

 

 

 

A tu  jeszcze  dwa obrazki Jana Stanisławskiego, które dadzą Wam pogląd na to, jak malował on kwiaty ( o tym właśnie rozmawialiśmy sobie) :

 

„Step”:

 

step

 

 

i „Bodiaki pod słońce”:

 

Bodiaki_pod_slonce

 

 

Przy okazji: Molu Książkowy, przyjrzyj się wszystkim odcieniom zieleni na obrazku z bodiakami. Przekonasz się, że wiele z nich to błękity!

 

178 przemyśleń nt. „Pole kapusty

  1. Dobry wieczór!

    Starosto, „Świat starożytny” Glovera, który Ignaś wcześniej podarował Adze, zobaczył potem u niej na półce, kiedy ją odwiedził (Feblik).

    Bożeno, to puszczanie Maanamu córce było raczej incydentalne. Puściłem wtedy „Miłość jest cudowna”, bo to utwór instrumentalny. Córka ma prawie 10 lat i teksty rockowe są chyba jeszcze nie dla niej. Dlatego dziś puściłem „Espana forever”. Nie pamiętam, czy jest jakiś utwór instrumentalny Budki Suflera. Składankę Santany kupiliśmy po pewnym weselu i co jakiś czas włączamy. El corazon espinado.

  2. Z lapis – lazuli pozyskiwał swe piękne odcienie błękitu użyte później do namalowania wiadomego fresku w wiadomej kaplicy Michał Anioł.

  3. „Ale było to przyjemne spędzenie czasu, a o to głównie chodzi, a nie o ciągłe nabywanie. ”

    O, jak mi się podoba to zdanie, Alku!

    Już tu któraś z Czytelniczek przypomniała zdanie Sokratesa, który, zapytany, w jakim celu wciąż odwiedza targ, skoro nic nie kupuje, odrzekł: „Uwielbiam się przekonywać, bez jak wielu rzeczy jestem doskonale szczęśliwy”.

    A jeśli w dodatku są to rzeczy piękne lub ciekawe – przyjemność jest tym większa.

    Zbierałam kiedyś różne ładne i oryginalne przedmioty, ale przekonałam się, że im więcej ich jest, tym gorzej dla nich: tracą swą urodę w tłoku.

    W końcu znalazłam dla wielu z nich zastosowanie; nigdy nie zapomnę miny wnuczka, któremu podarowałam wielbioną przez niego kulę z lapis-lazuli! Marzył o niej po cichu.

    („… nektar żywota natenczas słodki, gdy z innymi dzielę”!)

  4. A, w ogóle skąd się tam wzięła moja obecność, w tej Portugalii: nasza przyjaciółka siedziała tam przez pół roku na praktyce w jednej azulejarni i w szkole sztuk pięknych. Sama jest witrażystką, trochę im pokazała, jak to robi, a sama pracowała przy ceramice. Wpadliśmy do niej z M. na dwa tygodnie z wizytą i stąd to wszystko. Przywieźliśmy trochę płytek z pracowni, gdzie działała Lidka, ale nie tych ładnych, które są wszędzie na ścianach domów, tylko artystycznych: w kolorach nawozu, śmierci i podobnych rzeczy. Ale jedna płytka jest – mogę przyznać – ładna. Mieszkaliśmy na zawrotnym najwyższym piętrze w jednej z kamienic w pombalowskim centrum Lizbony, które było nowoczesne w czasach Napoleona Pierwszego, w małej klitce z całkowicie skośną podłogą. Dało się spać dopiero po odwróceniu łóżka, tak żeby nie lecieć głową w dół na wznak. Ale to miłe miasto. Żadne Bóg wi co, ale można spokojnie i przyjemnie spędzić czas. Zwracam zwykle uwagę na rzeczy, które coś mówią. Tutaj mówiły dwa słupy wbite w morze, na wprost głównej osi dzielnicy Baixa, przy Praça do Comércio. Wiem, że nie spomiędzy tych konkretnie kolumn wypływał Magellan i inni, ale wyglądały, jakby spomiędzy nich.

  5. Dzień dobry, mili. Feira de Ladra jest chyba trochę przereklamowany, mnóstwo tam było drobiazgów z Chin i podobnych miejsc. Gdyby rzecz miała miejsce w XVII wieku, byłoby to coś, ale obecna produkcja chińska to nie są wyroby najwyżej cenione. Ale oczywiście sporo autentycznych miejscowych bambetli też się znalazło. Tylko jakoś nic nie przyciągnęło mojego zainteresowania na tyle, żeby to kupić. Przypuszczam, że (tak jak w przypadku każdego targu staroci) trzeba chodzić tam regularnie, żeby znaleźć coś wartościowego. Ale było to przyjemne spędzenie czasu, a o to głównie chodzi, a nie o ciągłe nabywanie. Swoją drogą, na podobnym targu w Luksemburgu zobaczyłem w zeszłym roku niezwykłe (chyba) cymelium, starą psią czaszkę, zjawisko nierzadkie w naszych lasach. Żądano za nią 120 euro. Jeśli jest na to popyt, można łatwo zostać milionerem, wystarczy że będzie się zbierać wszystkie gnaty w lesie. Może następnym razem zawiozę dziczą czaszkę, która leży od lat gdzieś w garażu? Za to chyba warto policzyć ze dwie stówy?

  6. Oj, Nini!
    Oglądania na całe godziny.
    Mnóstwo ciekawych i zabawnych obiektów.

    Są i azulejos na sztuki, przeróżne. A, i piękne talerze!
    „Targ złodziei”, aha.

  7. Dzień dobry!
    Projektowanie z użyciem technik komputerowych. Młodszy nasz syn robi to w architekturze (parametrycznej), to czysta matematyka.
    Myślę, że w tym stuleciu czeka nas wielki przełom estetyczny, on zresztą już jest w toku.
    Nini, szachy?
    Wszystkiego widać nie obejrzałam. Jeszcze to nadrobię – i dziękuję namiar na feira de ladra, zaraz popatrzę.

    Ale przecież pisać muszę.

  8. Upiekłam maślane bułeczki na śniadanie (bez kapusty niestety) i jeszcze zaglądam na chwilkę do Was :)
    Podziwiam dzieła Bartka. Większość podoba mi się bardzo. Te jego faktury skalne. Bardziej do podziwiania, niż do użytku. Spokojnie zakwalifikowałyby się także na niejedną wystawę rzeźby współczesnej.

  9. A jak się Pani podobały szachy?
    Mi dużo, najbardziej chyba rowerzyści, ale to chyba już chęć pomykania się odzywa, a może i sympatia do nieoczywistego. :o)

    Za bacalhau nie tęsknię wcale, ale już inne rybki grilowane mają pyszne. I pasteis de Belem. Ciekawe okazy porcelany i innych skarbów można znaleźć na feira de ladra – to zawsze przygoda i nigdy nie wiadomo, co się znajdzie?

    Ozdobniczko! Zieleń i piętnastocentymetrowa warstwa lodu, to jest możliwe – razem? Podziwiam i rozumiem żal! Na zamkniętym lodowisku jest zupełnie inaczej. Ale nabywa się nowe umiejętności. Za przestrzenią i pędem tęskni się jednak.

    Tymczasem pozostaję pod wrażeniem strzały, którą Wilhelm Tell trafił jabłko. Od momentu, kiedy usiadłam w fotelu zastanawiałam się nad tą sceną.. ciekawe rozwiązanie. Lubię grę palcami na strunach skrzypiec. A cała orkiestra zagrała chyba dopiero w finale!

  10. Przy okazji tych porcelanowych wizyt odkryłam, że nasz młody rodak Bartek Mejor jest sławą światową w dziedzinie projektowania ceramiki.
    Ho, ho, jakie śmiałe projekty!

  11. O tak, wiosna nadchodzi,ale nie wszędzie.
    Dziś wybrałam się nad Jezioro Kierskie pod Poznaniem (pięknie tam po południu lub bardzo wcześnie rano). Czy to nie tam właśnie wybrał się Ignacy Borejko z rodzinką w „Idzie Sierpniowej”? Byłam tam i zastałam widok piękny.
    Na przeciwległym brzegu zaczęły zielenić się drzewa i krzaczki. A po wodzie sunęły, a właściwie latały – tak to się fachowo określa – bojery. Łódki z płozami, jak sanie. Lód był jeszcze bardzo gruby (ok. 15 cm) , więc skusiłam się i weszłam na niego. Żałuję, że nie miałam łyżew.

    Rozmarzające jezioro to widok cudowny, polecam każdemu. Czuje się wiosnę. Już nadchodzi! :)

  12. Biało-niebieska (granatowa) porcelana to klasyk. Chciałabym mieć kiedyś kuchnię urządzoną w odcieniach bieli, błękitu, granatu i szarości.

  13. Centenario Republica podoba mi się, również jako koncepcja: uczczenie stulecia Republiki przez dziecięce rysunki. Kubek z tablicą i nauczycielką, bardzo wdzięczny.

  14. Sowa słyszy lecące łabędzie, a mnie natychmiastowe skojarzenie wiedzie w stepy dalekie:

    „(…) Stójmy! – jak cicho! – słyszę ciągnące żurawie,
    Których by nie dościgły źrenice sokoła (…)”

    Najwyraźniej nie sposób tutaj bez Tego z Naszych.

    Dobry wieczór, DUA i miły Ludu Księgi!
    Pochłaniałam zaległe wpisy; jak dobrze się Was czyta.

    A Zgred – na marginesie kapusty – przypomniał wspaniałą postać. Kapitan Leonard LaRue, nieco później skromny benedyktyn, brat Marinus. Jego wyczyn – niepojętą, największą akcję ratunkową przeprowadzoną przez jeden statek – nazwano „cudem Bożego Narodzenia”. Rzecz pięknie opisuje Katarzyna Kościelak w „Tygodniku Powszechnym”.
    Przy okazji, jakie to fajne, Zgredzie, że puszczasz Maanam Córce.
    A Budkę Suflera? Santanę?

  15. Racja, Wójciku!
    Niedopatrzenie ze strony artysty. Albo celowo zepchnął kapustę na margines.

  16. Ładny talerz, rzeczywiście.

    Zdecydowanie najbardziej podoba mi się kolekcja Midnight, a także seria Blue Ming (w kolorze Delft Blue).
    Patrzę, a tu pierwszą zaprojektował Niemiec, a drugą Holender!

    Uuu, drogo, drogo.

  17. Wydawałoby się, że u Giuseppe Arcimboldo znajdzie się kapusta w roli głównej, ale nie, jakoś się na kapuście nie skupił. Czasem wystaje jakiś liść, to w jednym, to w drugim obrazie, już to jako bufka rękawa, już to jako czepeczek, ale żeby wykazał się Arcimboldo jakimś szacunkiem do kapusty, to nie powiem. Zdecydowanie wolał dynie.

  18. Na dobranoc:

    Georg Friedrich Händel – „Quel fior che all’alba ride”, HWV 192
    Emma Kirkby, Judith Nelson.

    Quel fior che all’alba ride
    il sole poi l’uccide,
    e tomba ha nella sera.

    È un fior la vita, la vita ancora:

    l’occaso ha nell’aurora,
    e perde in un sol dì la primavera.

  19. Trzeba obejrzeć. Portugalska porcelana bywa bardzo piękna, a fajanse też.

    Kosibianko, może i masz rację. Bez artystów też można cieszyć się urodą świata. Ale z nimi jakoś lepiej.

  20. Dzień dobry z wieczora Narodzie i ty, Ulubiona Autorko. Skoro porcelana w kapusty cieszyła się takim zainteresowaniem, przypomniałem sobie sklep Vista Alegre, również w Lizbonie. Poziom cenowy i starannościowo-wykonawczy wyższy (paskudnie drogo, mówiąc po naszemu), jest tam zarówno porcelana użytkowa, jak i czysto dekoracyjna, są zwierzęta najróżniejsze i rośliny. Na nic mnie tam nie było stać, więc kupiłem sobie tylko w sąsiednim sklepie fajkę i paczkę tytoniu. Ale dziś moją uwagę na stronie firmowej przyciągnął talerz z obrazkiem na dzień matki, Dia Mãe 2016. Bardzo mi się podoba.

  21. A ja słyszałam w nocy lecące łabędzie. Wiosna idzie, bez dwóch zdań! Jutro sprawdzę, czy wyszły już ranniki.

  22. Dzień dobry DUA, dzień dobry, Ludu księgi. Tak się ciekawie złożyło, że mój widok z okna (łazienki, hehe) to pole kapusty. Może zostały te, co umarzły i nie było czego zbierać? Nigdy bym nie pomyślała, że to poletko jest warte namalowania, a tu taki kawał sztuki. Ale któż jak nie artyści są od tego, by wiedzieć, że tę umarzniętą kapustę trzeba namalować, a o tej najpiękniejszej główce wiersz napisać? A reszta świata jest chyba od tego, by się tym cieszyć i dziwić.

  23. O, ludzie! Istny pogrom!
    Aniu, racja. Czytaj z uszami do góry.

    Ryśku, u Was tam zawsze troszkę wcześniej się ociepla.
    Ale i u nas wielkie kałuże w ogrodzie. Miło spojrzeć, wszystko się ładnie napije.

  24. Podnoszę uszy i macham nimi. Dziecko dojechało i odmeldowało się karnie.
    Śnieg się topi, brud w ogrodzie, a na pożegnanie zimy Karolek złamał rękę, Lesio złamał rękę, Michaś złamał rękę, a Gażynka złamała nogę. To urobek ostatnich 2 tygodni wśród krewnych i przyjaciół (dorosłych i dzieci).
    Zamiast spacerować, wolę czytać- to bezpieczniejsze.

  25. Tu śnieg praktycznie zniknął dwa tygodnie temu – była odwilż. Ale jeszcze w Walentynki mroziło do -5 stopni. Teraz ziemia rozmoknięta. Prognozy podają powyżej 10 stopni za tydzień – będzie się bujniej budziło życie w ogrodzie.

  26. Och, dotrwamy jakoś do tej wiosny, tylko trudno będzie.
    Bardzo już mnie ciągnie do ogrodu, ale tam jeszcze śnieg, lód i dużo wody.
    Na bzach już są żywo zielone pączki – ale to jeszcze potrwa.

  27. Wiosna – cieplejszy wieje wiatr, wiosna – znów nam ubyło lat ;-) – to z piosenki 52-letniego zespołu (dalej potrafią zagrać tak,że młodzi mogą pozazdrościć)

    Te przebiśniegi są na razie niepozorne – ok. 2 cm. U mnie cebulice rozkwitają po krokusach, jeszcze trzeba poczekać.

  28. Ryśku, dziękujemy – Adminki się niebawem odezwą.
    Przesyłam miłe pozdrowienia dla Was!

  29. Ooo, zapraszamy, Ryśku miły!
    Wpisz tu, proszę, swój adres mailowy (będzie wiadomością prywatną)- Adminki się odezwą.
    Tak, byłam dziś w ogrodzie i widziałam, że wyłażą już z ziemi zielone czubeczki cebulic (tych, które wiosną zakwitną na szafirowo).
    Mamy przedwiośnie!

  30. Dzien dobry,

    ja z tematem niekapuścianym – przebiśniegi się pojawiły! Wiosna blisko. Mogę przesłać zdjęcie

  31. Miła i dobra pamięć, Zgredziku.
    Recenzował jej „Świat starożytny” Glovera. Ignaś po latach kupił tę książkę Adze. W antykwariacie. Patrz:”Feblik”.

  32. Ze sporyszu zrobiono ESD.

    To o malarzach we Wnuczce to mógł być tylko IG.

    Przeróżne wytwory Cesarstwa trzeba oceniać po owocach i w porównaniu – na przykład prawo rzymskie wyszło im chyba całkiem nieźle.
    Zresztą najlepiej mówił o tym Ignacy Borejko (tego wieczora, kiedy tańczył po raz pierwszy ze swoją przyszłą żoną).

  33. W kwestii jedzenia, to w ogóle kuchnia portugalska sprawiła na mnie wrażenie mieszanki kuchni niemieckiej lub polskiej ze śródziemnomorską. W gruncie rzeczy bliskie nam to jedzenie – tłuste mięso (chętnie świnina), ziemniaki, plus (w charakterze różnicy) dużo ryb. Tacy Kaszubi Półwyspu Pirenejskiego.

  34. Kapusta tego Bordello-cośtam faktycznie jest trochę satanistyczna, ale protestuję w kwestii myszy. Myszy są fajne. Do ślimaków trzeba się już trochę przyzwyczajać, ale też są sympatyczne. Natomiast rekord nie wiem czego należy w mojej opinii do porcelanowego bacalhau. To już trzeba być Portugalczykiem, żeby wpaść na taki pomysł. Kojarzy mi się to nie wiem dlaczego z wieprzowym gulaszem z kartoflami i owocami morza, co zaryzykowaliśmy w jednej knajpie. Porco a Alantejana. Cała Portugalia w jednym.

  35. No i wcięło komentarz; ot życie. A o wiele pamiętam wypowiedziałam się tam z entuzjazmem za koncepcją Starosty w kwestii Alkowego obiadku na ruinach pałacu imperatora. No jasne, że śniadanie Sarmaty na trawie porastającej ruiny pałacu paskudnego Dioklecjana jest żywym dowodem, że nasi górą!

  36. Finiszuję z lekturą Jeżycjady – tym razem w całości – i co czytam we „Wnuczce”?
    „malowniczy pejzaż, który przypominał […] to obrazy Stanisławskiego (te obłoki! te słoneczniki!), to Wyczółkowskiego (te łąki! te łany!)”.
    Pamiętacie, kto podziwiał ten krajobraz?

  37. Myślę, że jeszcze niemieckie wytwórnie robiły podobny fajans kapuściany. Pamiętam trochę takich dzbanków, a może i salaterek, z dzieciństwa. A wtedy w powojennym Poznaniu było mnóstwo niemieckich przedmiotów, natomiast portugalskich – na pewno niewiele.
    Teraz też widzę w którymś z internetowych antykwariacików kapuścianą miseczkę wspartą na czterech buraczkach – i nie jest to Pinheiro.

    Aniu, uszka do góry. Taka jest kolej rzeczy.
    Nie wychowujemy ich przecież dla siebie.

  38. O matko jedyna, obejrzałam sobie dzieła pana Bordalo Pinheiro i przeżyłam wstrząs estetyczny. Toż to paskudztwa niemożebne, aczkolwiek jeden z dzbanków brzmi znajomo, ciocia? babcia?
    Myszy, żaby, węże,ryby z rozdziawioną paszczą, łeb krasnoluda. O rety. Tylko sardynki ładne, wyglądają jak azulejo.
    Miłej niedzieli.
    PS. Dziecko pojechało do szkół. Smutno jakoś.

  39. Ślimak, ślimak pokaż rogi
    dam ci sera na pierogi
    jak nie sera, to kapusty
    od kapusty będziesz tłusty (he, he)

    Dzień dobry ;)

  40. Dzień dobry! :)
    A mnie się tymczasem przypomniało, co moja nieżyjąca już babcia mówiła o kapuście:

    „Magda, Magda, co ty będziesz jadła, groch się nie urodził, kapusta przepadła”

    A ja sobie jakoś poradzę :)
    Aha, babcia jeszcze mawiała często „Śmiej się z tego, Magda” i to dotyczyło tylko mnie, a nie sióstr, bo mnie wiecznie jakoś najmniej było do śmiechu. Chyba że akurat czytałam np. „Pulpecję”.

  41. Aaa, sporysz był też prawdopodobną przyczyną średniowiecznych plag tanecznych, tzw. epilepsia saltatoria, czyli taniec św Wita.
    W małych dawkach stosowany był do hamowania krwotoków.

  42. Wikipedia o sporyszu: „Dawniej domieszka sklerot (przetrwalników) sporyszu w ziarnach zbóż i dalej w mące stosowanej do spożycia była przyczyną halucynacji (…). Zatrucie sporyszem, czyli ergotyzm, było dawniej określane jako „ogień świętego Antoniego” lub „święty ogień” i prowadziło wielokrotnie do masowych halucynacji i zgonów np. w 994 r. w Akwitanii zmarło z tego powodu ok. 40 tys. ludzi”.

    Mamy też w Polsce miejscowości o tej nazwie, o czym by to świadczyło, Alku? :)

  43. Mamo Isi, przecież Alek obiadował na gruzach po Dioklecjanie! Można to widzieć jako późny triumf sarmatyzmu.

  44. AniuG, a impresjonista Claude Monet miał w swej twórczości cały ostatni okres, kiedy malował, poważnie tracąc ostrość wzroku (katarakta) i idąc coraz głębiej w impresyjność! Nie interesowała go już forma, tylko kolory i światło. (Późne „Nenufary” przykładem).

  45. Dzień dobry!
    Aha, dzieci zwykle nie lubią pracować na roli swych ojców. A zwykle muszą.
    Ale to ten sporysz, Krzysztofie, zrobił z Ciebie dzielnego Wilka Morskiego!
    Szkoła charakteru.

    Nie wiedziałam o właściwościach i przeznaczeniu tego pasożyta. Dają one do myślenia, co?
    Wygląda na to, że i pasożyty powstały w jakimś celu.
    Chyba powinniśmy mieć dla nich więcej szacunku.

  46. Aniu G., podobno Stanisławski tak właśnie malował, bo był bardzo krótkowzroczny.
    Casciolino, jak będzie po włosku „pójść sadzić kapustę”? I ta musztarda po obiedzie?
    Alku, obiadać u imperatora, który dwukrotnie złoił skórę Sarmatom i rozbudował biurokrację jak nie przymierzając UE?
    Ta ceramika Bordallo Pinheiro to paskudztwo. Kiedyś widziałam w jakimś muzeum porcelanę XVIIIwieczną właśnie w kształcie liścia kapusty czy sałaty. W dodatku po tym liściu przechadzały się ślimaczki i gąsienice. Nie powiem, żebym miała ochotę z takiego talerzyka cokolwiek zjeść, ale ogólnie było to urokliwe.

  47. A propos pracy przy żniwach. Mój Ojciec przez całe życie miał jakiś spłachetek ziemi, mniejszy czy większy, dzierżawiony gdzieś pod miastem i służący uzupełnianiu rodzinnego budżetu. Z dzieciństwa pamiętam uprawę lnu, a potem sporyszu. I to była prawdziwa masakra. Sporysz, wykorzystywany w produkcji lekarstw, to pasożyt żyta, w postaci twardych, ciemnobrązowych niby-ziaren gnieżdżących się w pełnym kłosie. Najpierw, jeszcze na polu, przechodziło się kilkukrotnie wśród zboża wybierając z kłosów co większe kawałki. Męczarnia. Potem, po żniwach i młócce, otrzymywało się mieszaninę ziarna i sporyszu. Wysypywało się to na stół i przez długie, długie wieczory wybierało sporysz, Kopciuszek miał tylko troszkę trudniejsze zadanie. Uch, jak ja tego nie cierpiałem. A potem była nieduża plantacja truskawek, roboty też huk, ale dużo przyjemniejszej, no i ze smaczna nagrodą na miejscu.

  48. Kapustne fajansasz Bordallo Pinheiro – jakbym już gdzieś je widziała, kto wie, czy nie w rodzinnym domu. Widzę, że mają też dzban w formie sowy (paskudny) i drugi w formie wiewiórki. W sumie ze wszystkiego co oferują najlepsze są te sardynki.

  49. A to ja się odezwę w temacie kapusty i literatury, w którym czuję się nieco pewniej.
    Monika Żeromska w swoich wspomnieniach opisała podróż autobusem przez jesienne pola mazowieckie. Patrzyła ma niebieskawo-fioletowe, zielone i brunatne pasy ciągnące się w dal i ginące we mgle i stwierdziła, że widzi gotowy obraz. A potem założyła okulary(coś około -7.0 Dsph). To były pola kapusty. Stwierdziła, że łatwo krótkowidzowi być impresjonistą. Wystarczy zdjąć okulary.
    Z pamięci piszę, ale sens zachowałam.
    Gdy Stefan Żeromski, wchodząc do sieni, napotykał kapuściany/kalafiorowy odór, mawiał żartobliwie: „zapachy domu”.
    Obrazy pana Stanisławskiego zachwycające, a sam malarz ulubionego Franca Fiszera mi przypomina.

  50. Zaciekawiona, obejrzałam inne dzieła Stanisławskiego. I spodobały mi się np. „Słoneczniki”. Polecam obejrzeć, bo teoretycznie są niepozorne, ale każdy zrozumie ten obrazek na swój sposób. Jest nieco innych wymiarów niż ,Bodiaki pod słońce”. Ale faktycznie, artysta ma szczególny talent do malowania kwiatów.

    Sowo P., dziękuję za utwór na wieczór.

  51. Muzyki warzywnej ciąg dalszy:

    Clément Janequin – „Voulez ouyr les cris de Paris?” czyli „Krzyki Paryża”.
    Ensemble Clément Janequin.

    To muzyczny zapis szesnastowiecznych nawoływań wędrownych kupców z paryskich ulic. Wśród nich, okrzyki zachwalające rośliny kapustne: brukiew, rzepę i brukselki.

  52. O, jakie tu ciekawe rozmowy prowadzicie! Lubie Was czytac, jutro nadrobie.
    Wrocilam niedawno z koncertu Mischy Maiskiego. Wspanialy byl.

  53. No i nie zapominajmy, że był synem wyzwoleńca.
    To może rzutować na późniejsze upodobania i snobizmy.

  54. Lubił wygodnie mieszkać, a że miał możliwości, to korzystał. Jadłem tam nawet obiad, w jakimś zakątku antresoli którejś kordegardy (a może w zapasowym schowku na szczotki), z widokiem na basen jachtowy. Bardzo przyjemnie.

  55. Casciolino, podziwiam ascetyzm Dioklecjana i jego hobby, ale ja akurat byłem w pałacu Dioklecjana w Splicie. Miał chłop gdzie hodować kapustę, bo machnął sobie całe miasto. Jak na miasto nawet niewielkie, ale jak na skromną wiejska willę niemałe. Widziałem gigantyczne mury miejskie Konstantynopola, patrzyłem na monstrualny złom z cegieł – bazylikę Aula Regia w Trewirze. Budynki w samej centrali też robią wrażenie. My czasem zapominamy o skali, w jakiej Rzym lubił się realizować. Kapusta Dioklecjana a kapusta jakiegoś luzytańskiego farmera (Portugalczycy przepadają za kapustą zupełnie jak Polacy) to były zupełnie inne kapusty…

  56. Alutko, tak jest, Stanisławski uczył się u Wojciecha Gersona, a przyjaźnił z Józefem Chełmońskim.

  57. A jeszcze jedno: zapomniałam dodać, że – z wyjątkiem kilku dosłownie obrazków rodzajowych, stworzonych w młodości – Jan Stanisławski malował
    WYŁĄCZNIE pejzaże!

    I wszystkie tak nieduże. Zenon Przesmycki powiedział: małe obrazki Stanisławskiego stają się wielkimi oknami na naturę.

    Jak czytam, są znawcy sztuki, którzy twierdzą, że jego malarstwo zaliczyć należy do nurtu symbolizmu. Irena Kossowska na przykład twierdzi, że Stanisławski „dostrzega w skromnym wycinku natury reprezentację kosmosu, upostaciowanie praw uniwersum, którego istotę stanowi pierwiastek duchowy. Wsłuchując się w rytmy przyrody, dążąc do wydobycia jej duchowo-materialnego dualizmu, artysta nasuwa kadr obrazu na wiotką roślinę, w której skupia się nastrój i symboliczna wymowa roztaczającego się za nią krajobrazu pełniącego rolę akompaniamentu dla jej heroicznego trwania.”
    (cyt. za culture.pl)

  58. Tak, Alku. Nie chodzi przecież tak naprawdę o namalowanie kapusty, ale „kapustości” ;).

  59. W dziesiątkę, Alku!

    Casciolino, dziękuję za te ciekawostki.
    Z polskich związków frazeologicznych przypominam sobie tylko kapuściany łeb i groch z kapustą.

    Co do Dioklecjana: mądry był to człowiek. Wiedział, co dobre. Nie mam na myśli kapusty, tylko postawę.

  60. Wspaniałe te pejzaże Stanisławskiego. Regularnie się zapomina (albo się nie wie), że malarz maluje nie obraz przedmiotu, ale jego istotę. Malarstwo nie polega na odwzorowaniu. Gdyby nie ta różnica, obrazami byłyby akwarelki sprzedawanie w Barbakanie, często są bardzo dokładne.

  61. Wydaje mi się, że wcześniej od Stanisławskiego, lub współcześnie mu, malowali pejzaże Juliusz Kossak, Gerson, Kotsis, Chełmoński.

  62. Zainspirowana kapustą, sprawdziłam związki frazeologiczne zawierające to słowo (cavolo) w języku włoskim.
    Najciekawsze wydają mi się te:
    „pójść sadzić kapustę”: to znaczy wycofać się z życia publicznego, dla satysfakcji czerpanej z prostszego żywota. Wiąże się to powiedzenie z imperatorem Dioklecjanem, który mając 62 lata opuścił Rzym i przeniósł się do miasteczka w Dalmacji, dzisiejszego Splitu. Wybudował tam co prawda pałac, ale zajmował się głównie uprawą warzyw. Proszony o powrót do stolicy i do aktywności politycznej odmówił, stwierdzając, że jego kapusta czyni go znacznie szczęśliwszym od jakiegokolwiek imperium.
    „być jak kapusta na podwieczorek”: czyli po prostu nie pasować (po naszemu pasować jak wół do karety)
    Powiedzonka i związki frazeologiczne różnych narodów są arcyciekawe, prawda?

  63. Zbyt zionie tym aromatem.
    Dzięki, Zgredziku, za jeden ze smakowitszych fragmentów „Pana Tadeusza”.

  64. Dialog jednym z moich dzieci sprzed dekady:
    – Mamo, co tak pachnie?
    – Bigos.
    – Nie lubię bigosa.

  65. W kociołkach bigos grzano; w słowach wydać trudno
    Bigosu smak przedziwny, kolor i woń cudną;
    Słów tylko brzęk usłyszy i rymów porządek,
    Ale treści ich miejski nie pojmie żołądek.
    Aby cenić litewskie pieśni i potrawy,
    Trzeba mieć zdrowie, na wsi żyć, wracać z obławy.

    Przecież i bez tych przypraw potrawą nie lada
    Jest bigos, bo się z jarzyn dobrych sztucznie składa.
    Bierze się doń siekana, kwaszona kapusta,
    Która, wedle przysłowia, sama idzie w usta;

    Zamknięta w kotle, łonem wilgotnem okrywa
    Wyszukanego cząstki najlepsze mięsiwa;
    I praży się, aż ogień wszystkie z niej wyciśnie
    Soki żywne, aż z brzegów naczynia war pryśnie
    I powietrze dokoła zionie aromatem.

  66. Taka była moja tajemna intencja, Zuziu.
    Cieszę się bardzo, kochana dziewczynko!

    Co do kapusty: jest zagadkowa!
    I bywa naprawdę śliczna.

  67. Dzień dobry!
    Fluid! Niedawno przyszło mi to do głowy! To, znaczy, że przyroda wcale nie ma takich oczywistych kolorów. Np. pnie drzew zimą wydają mi się bardziej granatowe niż brązowe.

    Pan Stanisławski wydaje się być sympatycznym człowiekiem. Zresztą, człowiek niesympatyczny nie namalowałby takich obrazków.
    Gdy chodziłam na plastykę, pani pewnego razu przyniosła najładniejszą kapustę, jaką znalazła na targu, a my mieliśmy ją malować. Przyznam szczerze, że przez parę dni uważałam to za najgorsze warzywo na świecie, ale potem przyszło mi do głowy, że jest wręcz śliczne!

    Aha, co do Wierzyńskiego. Myślę, że powinna się Pani czuć (przynajmniej troszeczkę) spełniona. Chyba sobie wybrałam za młodu poetę.:) Dzięki Pani właśnie, bo tak często przypomina nam Pani jego wiersze, no i dzięki panu Kazimierzowi, bo te właśnie piękne wiersze napisał.

  68. Możesz mieć rację.
    Zmarł w wieku 47 lat.

    A za Koziołka dziękuję!
    Kawał poezji, co tu gadać!

    „Głowy stały tak w szeregu,
    Jakby za żołnierzem żołnierz”!

  69. P.S. Prof. Stanisławski wygląda na bardzo chorego człowieka – płuca? Serce? Być może dlatego też lepiej czuł się na świeżym powietrzu?

  70. Przy okazji tematu kapuścianego wspomnieć wypada tego, który miłość do kapusty przypłacił kryminałem:
    „On zaś poszedł poprzez pola.
    W krąg kraina bardzo pusta.
    Nagle, gdy był bardzo głodny,
    Szepnął cicho:”Ach, kapusta!”
    Głowy stały tak w szeregu,
    Jakby za żołnierzem żołnierz
    Nasz koziołek zaczął ucztę,
    Wtem ktoś chwyta go za kołnierz.
    „Tuś mi, bratku,capie młody! –
    Wołał stróż, co wyszedł z cienia. –
    Nie oglądaj się, idź prosto,
    Do więzienia! Do więzienia!

  71. Tak jest, Gio.

    Słówko do Alka: właśnie sprawdziłam wpisy, które zostawiłeś tutaj wczoraj od godziny 12.37 do północy. Wszystkie są wysłane spod jednego IP i ten właśnie numer IP wydał się naszemu Autoantyspamowcowi – z jakichś względów – trefny.
    Mówię to na wszelki wypadek, gdyby sytuacja się powtórzyła. Do innych Twoich IP Anty nie ma żadnych zastrzeżeń.

  72. Ludu kochany, a zwłaszcza Dziatwo – dorzuciłam jeszcze Post Scriptum do wpisu „Pole kapusty”.
    Spójrzcie na samego profesora Stanisławskiego, a także zobaczcie, jak wyglądał step, widziany jego oczami, i co to są właściwie bodiaki, i jak się impresjonistycznie maluje kwiaty.

  73. Kiszona kapusta i w naszym kraju jest inaczej kiszona.
    O naiwności! Widząc w sklepach wiaderka z napisem ” kapusta kwaszona ” myślałam, że to tylko gra słów, inna nazwa znanej nam kiszonej kapusty. Nic podobnego. Jak wyjaśnili nam pobliscy rolnicy, producenci tego produktu, jest to na szybko po zamówieniu szatkowana kapusta, traktowana octem i czymś tam jeszcze. O zgrozo! Jeśli więc metodą tradycyjną ( szatkowanie, ugniatanie itd) nie przygotujecie sobie jesienią tego specjału, to uważajcie w sklepie na etykietę. Musi być sformułowanie kiszona, inaczej będzie to ta szybka podróbka.
    Zupełnie nie na temat. Niedawno na naszej wiejskiej drodze widziałam prawdziwe sanie zaprzężone w dwa konie.

  74. Kochana Bratnia Duszo, pod wpływem komplementu oniemiałam z wrażenia, a teraz siedzę zarumieniona w kąciku i strasznie głęboko dumam, co to ja takiego rozumiem więcej niż inni, ale nic mi nie wychodzi;)

  75. Moja młodsza siostra opisała mi kiedyś swoje wspomnienie z dzieciństwa: „Wszyscy grają, biegają, a ty siedzisz pod drzewem i czytasz książkę”. No, byłam najstarsza w sąsiedztwie i czasem miałam dosyć mniejszych siostrzyczek, ale wspominam to inaczej. Przecież bawiłyśmy się w bibliotekę, w Ulę, Agnieszkę i Łukasza (to takie dzieci z innej rodziny), w bale i przyjęcia, a raz nawet urządziłam inscenizację Kopciuszka (jest dokumentacja fotograficzna), rozdzielając role. Sama wybrałam rolę Narratora (czyli Inscenizatora, tylko nie słyszałam wtedy za dużo o teatrologii) oraz najładniejszą sukienkę;) (pożyczyłyśmy sobie z szafy dorosłej cioci).

  76. Teraz już są snopowiązałki, mamo Isi. W ogóle nie można się w tej dziedzinie wykazać (żniwa).
    Ale może i lepiej; ciężko znoszę ostre słońce, czerwienieję jak burak ćwikłowy i czarne plamy latają mi przed oczyma. A to strasznie ciężka praca była. Czułam się niekiedy jak Ignacy B., nie lubiący chodzić po schodach (nadal Kalamburka). Wysiłek umysłowy jest mi jednak bliższy. Może nie mam takich wyników jak ów protoplasta rodu, ale..

  77. Dzień dobry!

    W pewnej wschodniej krainie kapustę kisi się inaczej niż u nas.
    Wychodzi bardzo ostra i tambylcy dodają ją do każdego posiłku.
    Nazywają to kimchi.

    I rzeczywiście ma to związek z wolą przetrwania, bo to bardzo dzielny i zorganizowany naród.
    W czasie wojny w latach pięćdziesiątych pewien amerykański kapitan statku handlowego
    przyjął ich 14000 na pokład i przewiózł tych wojennych uchodźców na bezpieczną wyspę.
    Podziwiał ich wytrzymałość, opanowanie i organizację.
    Statek miał 139 metrów długości, więc na każdy metr bieżący statku wraz dziobem i maszynownią przypadało sto osób.

    Była zima, miał jeden okręt.

  78. Wiadomość SMS wysłana dzisiaj przeze mnie do ucznia, który przyszedł się pochwalić swoim nowym nabytkiem – drewnianym modelem ręki do ćwiczeń rysunkowych : Zapomniał Pan ręki (he, he). I odpowiedź : ” odbiorę przy okazji”.

  79. Ach, Sowo to malowanie w plenerze naturalne jak oddychanie jest od stosunkowo niedawna, bo drzewiej panowie czy z rzadka panie – malarki dusili się po pracowniach raczej. W plenerze jedynie jakieś szkice powstawały. No, ale pan S. jako świeżo upieczony impresjonista już tego nie zdzierżył tylko hajda w step o różnych porach dnia wpływ intensywności światła na kolor zgłębiać.

  80. Aha, Alku, zrobiłam przegląd owych portugalskich fajansów (Google) i też zauważyłam te wesołe rybki.

  81. Mamo Isi, bratniość dusz. To było oczywiste, że musiałaś spędzać wakacje na wsi, i że pomagałaś przy żniwach. To się czuje.
    Człowiek, który za młodu pomagał przy żniwach, rozumie więcej niż inni.

  82. Alku, a jaka trafna Twoja wczorajsza uwaga , wydobyta na szczęście ze spamu:

    „Pewien pisarz zastanawiał się nad ścisłym związkiem między kapustą a przetrwaniem, zauważając, że wszędzie tam, gdzie większa ilość osób usiłuje przetrwać, gotuje się kapustę.”
    Tak jest! Bo łatwo ją zdobyć, nawet kradnąc ją z pola, jest tania, a przy tym prawdziwie sycąca, zdrowa i bogata w składniki, konieczne dla przetrwania.
    Inna uwaga: że wojskowy kolor ochronny jest jedynym odcieniem zieleni, nie występującym w przyrodzie. Twój znajomy malarz coś przeoczył: a zgniła kapusta, czyż nie takiej jest barwy?

  83. Też spędziłam na wsi u Stryjków dwa letnie sezony; to była kolonia w widłach Huczwy i Bugu. Miałam wtedy ze cztery, pięć lat. I wspominam je wciąż z nostalgią jako najpiękniejsze wakacje; nic nie zdołało ich przebić, ani wyrypy górskie, ani końskie rajdy, ani nawet safari nurkowe na rafach Morza Czerwonego.
    Pomagałam ( w miarę sił) wiązać snopy, w tym celu nauczyłam się nawet robić powrósła, a ponieważ cały pobyt spędzałam na bosaka, więc latałam po ściernisku całkiem sprawnie. To znaczy latałabym, gdyby nie osty, które wciąż mi się wbijały w stopy. No i z pasją układałam ze snopów piętnastaki. Ech, nic tak pięknie nie pachnie, jak lessy po deszczu.

  84. Co do pani Stawskiej: klatka schodowa pół biedy. Gorzej, że w ubogim jej mieszkanku też kalafiorami pachniało. To jest zabójcza woń, z którą
    konkurować może jedynie zapach gotujących się brokułów.
    Ale Wokulski nie zważałby na to, gdyby nie fakt, że ktoś inny tkwił mu zadrą w sercu.

  85. Oj, Alku, jak dobrze, że powiedziałeś!
    W spamie było sporo Twoich komentarzy, nic bym o tym nie wiedziała! Rzadko tam zaglądam.
    Było tam też istne zatrzęsienie reklam określonego autoramentu. Twoje wpisy najwyraźniej padły ofiarą naszego czujnego antywirusa.
    Ale już wszystko przywróciłam.

  86. Ach, Piętaszku, urok kapustnych jest jednak dyskusyjny. Przypomniało mi się, że Wokulski nie ożenił się z panią Stawską, bowiem u niej na klatce schodowej cuchnęło kalafiorami. Gotowanymi rzecz jasna – kalafior na surowo jest pod tym względem nieszkodliwy.

  87. Po pierwszej kawie, Madame. I dziękuję za przypomnienie, bo muszę kupić jakąś normalną. Piłem dziś kawę zastępczą, którą kolega przywiózł z Madagaskaru i która mielona jest w systemie „łamiemy na ćwiartki” (które następnie nie toną). Przy okazji, chyba była jakaś straszna czarna dziura w spamie, zjadło mi parę.

  88. Jak człowiek sobie was poczyta to od razu się mu robi lżej na sercu :-) Tak ciekawie rozmawiacie!

  89. Dzień dobry, Alku! Już po kawie?

    Sowo, wiesz, to chyba tak było: profesorowie ASP wiedzieli, oczywiście, że student malarstwa powinien wychodzić w plener. Ale im się, mieszczuchom, nie chciało ruszyć z murów Akademii.
    A profesor Stanisławski, wolna dusza stepowa, urodzony na Ukrainie, tęsknił po prostu za przestrzenią, za krajobrazem wiejskim i leśnym, za swobodą.

    Ciotko z Mordoru. Link nie wszedł, ale obejrzałam „Łąkę” Filipkiewicza. Dziękuję Ci za to pouczające doświadczenie. Jest rzeczywiście pełna życia i słońca, ale nieco zbyt dosłowna. Namalowano absolutnie każdy kwiatek. A wcale nie trzeba!
    Warto dla porównania zobaczyć, jak pan profesor Stanisławski radził sobie z kwiatkami.

  90. Aż nieprawdopodobne się wydaje, żeby obowiązek wyjścia malarzy w plener należało wprowadzać. To jest tak naturalne jak oddychanie.

  91. Dzień dobry.
    Uczniem Jana Stanisławskiego był Stefan Filipkiewicz. Jego obraz „Łąka” można oglądać w Muzeum Narodowym w Poznaniu. Polecam, bo oszałamia życiem.

  92. Yo-Yo Ma and the Silk Road Ensemble oczywiście jest na YT. U nas tego typu „projekty” (tak się teraz mówi w żargonie muzycznym, ale wybitnie mnie to drażni) realizuje Maria Pomianowska. Np. „Chopin na pięciu kontynentach”. Również grywa z panem Yo-Yo Ma.

  93. Aniu.g nie bój się mnie tak nabożnie, ja tylko pohukuję groźnie.

    A znacie The Vegetable Orchestra? Stare to, ale przypomniało mi się w kontekście kapustnym.

    Można zobaczyć na YT: „The Vegetable Orchestra – Transplants, live @ TEDxVienna”

  94. Też myślałam wczoraj o tej piosence UA ! Swoją drogą , w repertuarze Starszych Panów można chyba znaleźć przyjemne cytaciki na każdą okoliczność :).

    Nie mogę się skupić, bo sąsiad uruchomił swoją piekielną machinę do koszenia. No czacha dymi dosłownie.

    Dziękuję Sowie za muzyczne polecanki, w tym ulubioną Balladkę jarzynową :).

  95. Piętaszku, dobra jest Twoja rada dla Alutki.:)
    Popieram!

    A swoją drogą: „Ta kapustka, ta kapustka, po kapustce taka pustka…”

  96. Wczoraj w nocy na Sundace Chanel obejrzałam dokument:
    The Music of Strangers: Yo-Yo Ma and the Silk Road Ensemble.
    Siedziałam jak zaczarowana. Muzycy z różnych stron świata, wielu z nich to uchodźcy, i genialny Yo-Yo Ma, który wszystko wymyślił i zorganizował. Nie wiem czy film można obejrzeć gdzieś na You Tube, na Sundance pewnie będą powtórki. Ale może da się kupić gdzieś płytę z muzyką. Zaraz poproszę dziecię moje, by zaczęło poszukiwania, bom zbyt nieporadna internetowo.
    Muzyka nie jest obszarem, w którym poruszam się pewnie( stąd mój nabożny lęk przed Sową), ale odważyłam się dać głos w dobrej sprawie.

    Miłej soboty :))

    PS. Na dworze pachnie mokrą ziemią, a w nocy użarł minie komar! Wiosna u drzwi.

  97. A kapustne, to w ogóle mają dużo uroku. Co uświadomił nam Starosta w „Kwiecie kalafiora ” przecież ;)).

  98. Dzień dobry. Z ust mi to Starosta wyjął odnośnie malowania słowem Alutki!

    Alutko bardzo jestem ciekawa Twoich opisów wszelakich. A jeżeli nie chcesz malować, to koniecznie fotografuj,
    bo pięknie zauważasz :).

  99. Gio, zgadzam się z Twoją oceną w wiad. pryw.
    Sama też to przeczytałam z wielkim zajęciem, ale później miałam wrażenie, że zmarnowałam czas.
    A także coś w rodzaju niesmaku związanego z podejrzeniem, że dałam się nabrać na plewy. Ja, stary wróbel!

  100. Iskro, a może to nie przysłowie („kapusta, głowa pusta”) pamiętasz z dzieciństwa, tylko wierszyk Brzechwy „Na straganie”?
    Alutka nam, swoją drogą, opisała puste głowy kapuściane. Pewnie nie raz tak się na polu zdarzyło, więc – jeśli istnieje takie przysłowie – znamy już powód.

    Pozdrowienia i gratulacje dla pracowitych Iskierek!

  101. Madziu, otawy użyłam kiedyś w zaciętej rozgrywce na stronie Literaków, czyli w partii scrabble’a. Nie byłam pewna, czy rzadkie i specjalne to słowo jest dozwolone, czyli zaryzykowałam. Przeciwnik go nie znał, wiec sprawdził.
    I było dozwolone!
    Wygrałam.

  102. Alutko, ależ piękny obraz nam tu namalowałaś słowem!
    Surrealistyczny. Z lekka upiorny.
    Z drugiej strony, miło pomyśleć, jak się całe rodziny zajęcze ucieszyły, widząc taką spiżarnię!
    Od razu zaczynam myśleć, czemu to zawdzięczały.
    Pewnie ten, kto wiosną kapustę posadził, umarł do jesieni. Albo ciężko zachorował i nie miał kogo poprosić o prace na polu.

  103. Anno T, popadłam w zadziwienie.
    Co prawda, sama mam w specjalnej szkatułeczce okruch cegły z domu Andersena w Odense. Syn mi przywiózł z Danii (z własnej inicjatywy).
    Ale żeby z Roosevelta?!
    Analizuję jednak swoje uczucia i odkrywam, że obok zadziwienia jest też radość.
    W każdym razie, uśmiecham się od chwili, gdy przeczytałam Twoją wiadomość.
    Dziękuję i serdecznie pozdrawiam – Ciebie i siostrę!

  104. Dzień dobry! Aaa, ile ciekawych wiadomości!

    Wspaniale celne to chińskie przysłowie, Mamo Isi!

    „Róża jest piękniejsza niż kapusta, lecz zupa z róży jest gorsza niż kapuśniak.” !!!

    A Janowi Stanisławskiemu (wykładał na ASP w Krakowie) chwała!

  105. Nawet Chińczycy mają przysłowie o kapuście. I to akurat w opozycji do róży!

    Róża jest piękniejsza niż kapusta, lecz zupa z róży jest gorsza niż kapuśniak.

    Stanisławski jako pierwszy wprowadził obowiązkowe wyjazdy studentów w plener; dotychczasowa nauka malarstwa polegała na siedzeniu w sali i malowaniu modela lub martwej natury.

  106. Zazdroszczę tym, którzy umieją pięknie malować. Chyba to jedyna, jaką odczuwałam i odczuwam. Kiedyś na nartach pod Krakowem widziałam pole niezebranej kapusty. Kapusty wyglądały jak czarki, bo zające wygryzły wewnętrzną część zostawiając zewnętrzne liście. Dawne czasy kiedy było jeszcze tyle zajęcy.

  107. A u nas, wbrew szarotkom wielkopolskim (wiadomo od Adminki), spadł wczoraj świeży śnieg.
    Spałam aż 8 godzin, co po wcześniejszych deprywacjach, pociesza mnie najbardziej.
    Całe życie wychowywałam się na wsi i jak mogłam unikałam prac polowych.
    Czułabym się niedobra, ale Mila też unikała na rzecz „Popiołów”. ;)
    Zresztą, nie wszystkich uniknąć się udało: wykopki i sianokosy. Ale i tak, dopiero u Pani Małgosi dowiedziałam się co to otawa, od Beaty Obertyńskiej.
    Dzień dobry :)

  108. Och,nie mogę za Wami nadążyć. Tyle się dzieje w codzienności.
    Nowy obraz- zdziwiłam się, bo jest bardzo wesoły jak na porę roku, którą przedstawia. Widocznie kapusta tak nastraja..
    Kto mi powie czemu z dzieciństwa pamiętam zwrot kapusta,głowa pusta. Przecież ona jest taka zapełniona i ciężka. Też należę do osób spędzających wakacyjne dzieciństwo na wsi. Wyglądało tak samo jak DUA opisała.

    Jeśli ktokolwiek trzymał kciuka, czy choćby małego paluszka za moje studenckie iskierki to dziękuję.
    Wszyscy troje mają już pozytywnie zakończone sesje i nawet chwile oddechu w domu były.

    Dobranoc pani Małgorzato i Ludu Księgi

  109. Zrudziały, powiedziałabym.
    A jak ten kolor dobrze wygląda przy zielonym i niebieskim!- co, Wiewióreczko?

  110. A w całej tej niebieskości, modrości i zieloności, prawie na samym środku wykwita coś koloru jutrzenki. Zarumieniony liść?

  111. Mój Boże, chyba jutro u mnie będzie kapusta z łazankami !
    Po tak natchnionym obrazku z resztką kapustki, te niebieskości na tle nieba i przestrzeni, poczęłam w sobie miłość
    do kapustki zupełnie nieożywionej czyli uduszonej.

  112. Aha! A ja też w dzieciństwie jeździłam na wakacje na wieś, do rodziny naszej niani.
    Pomagałam ze wszystkimi przy żniwach, wtedy była to bardzo ciężka, ręczna praca. Straszny upał!
    Ustawiałam snopki.
    Wszyscy byli tak spragnieni!
    I bardzo dobrze pamiętam suchy zapach ścierniska, i to, jak kłuło w stopy.
    Ale nauczono mnie chodzić po nim na bosaka, nie: stawiając stopy, tylko je przesuwając.

    Kapusty też nie zbierałam, Ozdobniczko, bo już trzeba było wracać do szkoły.

  113. Chyba mnie nawrzucało do spamu tym razem. Dobry wieczór UA i Ty, Ludu. Skoro już mowa o chwastach, kapusta ma bardzo wiele zastosowań. Pewien pisarz zastanawiał się nad ścisłym związkiem między kapustą a przetrwaniem, zauważając, że wszędzie tam, gdzie większa ilość osób usiłuje przetrwać, gotuje się kapustę. Jednego chyba tylko nie da się z nią zrobić, mianowicie zaparzyć jako herbaty. Parzyłem ostatnio M. jej ulubioną tak zwaną herbatkę. Wyglądała jak z tryfidów, ale nie była to jednak kapusta.

  114. Nasz niezawodny Wierzyński – na każdą okazję. Pani Małgosiu, Mamo Isi, bardzo Wam dziękuję za ten obrazek. Przyomniały mi się lata, gdy w pierwszej klasie szkoły podstawowej jeździłam do babci i pomagałam na polu. Co prawda kapusty nie było :), ale nie szkodzi.

  115. „Czy róża pachniałaby tak samo, gdyby się nazywała ostem lub kapustą?”-hehehe
    „Czymże jest nazwa?”-itd..itd…
    no i teraz będę wszędzie szukać kapusty…

  116. Oj, dobry wieczór Wszystkim.
    Nareszcie piątek, można w końcu odpocząć, i jeszcze ta niespodzianka, piękny wpis naszej Nieocenionej Autorki i wspaniały wiersz. Sugestywny. Bardzo. Określenie:”kona zieloność”, niby proste, ale już wiem, że jesienią inaczej już nie pomyślę o smutnych polach. Ach, ci poeci..i ta pointa, nie sposób się nie uśmiechnąć. Ale cieszę się, że niedługo już wiosna i będziemy cieszyć się (być może) innym wyrazem poezji. Szczerze mówiąc, już nie mogę się doczekać. Nie wiem jak Wy, ale ja już JĄ widzę (wiosnę, oczywiście, mam problemy z dokładnym określeniem podmiotu, jakby to powiedziała Łusia-hihihi)- w dłuższym dniu, w mocniej świecącym słońcu, no..w ogrodzie jeszcze za bardzo nie widzę, bo wszystko , niestety, jeszcze przykryte śniegiem..ale już niedługo..Pozdrawiam Was wiosennie, ciepłym promieniem słońca..

  117. Znalazłam nawet kapuściane przysłowia:

    Lepsze doma żur, kapusta, niż na wojnie kura tłusta.

    Gdzie barszcz, kapusta, tam chata nie pusta.

  118. Beato (wiad.pryw.)- to naprawdę wielka radość!
    Nareszcie, co?
    Wpis Twój, oczywiście, zauważyłam niemal od razu. A nie odpowiedziałam, bo spać poszłam!
    Oddaję pozdrowienia – zwielokrotnione.

    Zgredzie, tak jest.

  119. Ma pani rację! Przeprowadziłam niezwykle ciekawe obserwacje. Radzę każdemu kiedyś spróbować:-) Pasjonujące! Ileż przyroda ma kolorów!

  120. Aleksandro, nie chciałbym być ujęty przez pyszczek myszy, niechby i radosny. Jakaż to musiałaby być mysz! Swoją drogą, wszyscy pewnie pamiętacie podobny tematem wiersz Burnsa, tylko on bardziej skupił się na myszy i nie odmalował jej losu w różowych barwach. Też czułe serduszko. Uczucia dobrej jakości, Burns postać sławna, ale nie mogę się oprzeć przekonaniu, że po pracy na tym polu poszedł do swej kamiennej chaty i wtrząchnął porcję podrobów gotowanych w owczym żołądku.

  121. Molu, kwestia nienaturalności różnych kolorów nie jest oczywista. Impresjoniści na przykład: kupa nienaturalnych kolorów, nakładzione jeden koło drugiego i szast prast – wyglądają jak naturalne. Zależy skąd patrzeć. Ale przypominam sobie jedno głęboko prawdziwe zdanie na temat nienaturalności kolorów. Byłem w wojsku z jednym malarzem. Nie trzeba mówić, że ekscentryk i osobowość specyficzna. Człowiek ten, gdy wyfasowaliśmy przydziałowe łachy w kolorach zwanych ochronnymi, złapał się za głowę i ocenił profesjonalnie: jedyny odcień zieleni nie występujący w przyrodzie…

  122. A propos zjawiska o nazwie recepcja „Pana Tadeusza” w XXI-wiecznej Polsce: wrażliwe duszyczki jako takie są oczywiście w porządku (bez ironii), ale irytujące jest, jeśli są przy tym głupie. Nie pamiętam już, kto powiedział, że człowiek głupi nie musi być koniecznie zły, ale ileż złego może narobić porządny głupiec.

  123. Bo to mocne, Nutrio.
    Spójrz na datę wydania tego debiutanckiego tomiku: początek XX wieku. Dopiero się skończył wiek XIX.
    Oni wtedy lubili taką stylistykę. Młody pan Kazimierz także.
    Bardzo podziwiał poezję Leopolda Staffa, uważał go za swego mistrza. Młody Tuwim zresztą – podobnie.
    A potem sami zostali mistrzami.

  124. DUA, dziękuję za piękny wpis i piękny wiersz!
    Co zostanie?
    Sama się zdziwiłam: kona zieloność.

  125. Och, och, aż się zarumieniłam, a to przecież nic takiego -jeden wierszyk umieć na pamięć!
    MagdoZ, miałam dokładnie tak samo (prawdę mówiąc, nauczyłam się go na przerwie).
    Po roku jeszcze go umiem (pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło!), ale to chyba tylko dlatego, że mi się tak spodobał.

  126. Mamo Isi, Ignacy Borejko dziękuje i komunikuje, że właśnie łapie się za głowę, czytając na twitterze apel istot, którym się nie podoba wychowywanie dzieci przez lekturę „Pana Tadeusza”, z powodu występującej tam pochwały łowiectwa. Nie podoba się tym czułym duszyczkom nawet granie na rogu myśliwskim.
    Myśl, że przodkowie nasi nie mieli w sąsiedztwie centrum handlowego z lodówkami, tylko sami musieli upolować swój obiad oraz zapasy jedzenia na zimę, a nasza epopeja tylko wiernie oddaje ten stan rzeczy, jeszcze się nie pojawiła.
    I nie ona jedna.

  127. Molu, ależ przyjrzyj się dobrze: prawdziwa kapusta na polu MA odcienie niebieskie. Jej zieleń bywa taka jakby leciutko przysypana bielą, z daleka daje to wrażenie niebieskości.
    Zabaw się kiedyś, spacerując lub siedząc w ogrodzie, w analizowanie kolorów natury. Czy wiśnia na pewno jest tylko czerwona? A ziemniak – ile ma właściwie kolorów, czy tylko szary?
    W słońcu i w cieniu.
    Liście: ile odcieni ma ich zieleń?
    Łąka pod lasem: ile widzę rodzajów zieleni?
    Zadziwią Cię te obserwacje!

  128. Nb kapusta się wzięła z łaciny od słowa caputium (główka). Ignacy Borejko by się ucieszył.

    No i najsłynniejszy fragment o kapuście (między innymi):
    „Był sad.
    Drzewa owocne, zasadzone w rzędy,
    Ocieniały szerokie pole; spodem grzędy.
    Tu kapusta, sędziwe schylając łysiny,
    Siedzi i zda się dumać o losach jarzyny;
    Tam, plącząc strąki w marchwi zielonej warkoczu,
    Wysmukły bób obraca na nią tysiąc oczu;
    Owdzie podnosi złotą kitę kukuruza;
    Gdzieniegdzie otyłego widać brzuch harbuza
    Który od swej łodygi aż w daleką stronę
    Wtoczył się jak gość między buraki czerwone.”
    (…)

  129. Siedzę pod tym regałem i siedzę, ale w końcu wyszłam:-)
    Kapusta ma rzeczywiście nienaturalne kolory, ale w tej wersji wyszła dużo bardziej przekonująco niż gdybybyła zielona. Obraz piękny (a wiersz jeszcze bardziej)

  130. Kapusta w muzyce? Oczywiście, że jest!

    „Była babuleńka rodu bogatego”.
    Śpiewa Śląsk (tak sobie, ale nie znajduję lepszego wykonania na YT).

    A na deser, KSP – „Ballada jarzynowa”. Irena Kwiatkowska.

  131. Aha! Widzę, że obejrzałaś cerkwie Stanisławskiego.
    Jak to złoto lśni w słońcu, prawda?

  132. Ciekawa zależność w obrazach S. -im większy obiekt, tym mniejszy obrazek. Pewnie wynikała ona z przekonania samego artysty, że im skromniejszy temat, tym więcej uwagi należy mu poświęcić. To takie wzięcie „pod lupę”.

  133. U mnie poranek to oglądanie trzech saren, które wsadzie wygrzebują resztki jabłek, oraz paskudna mżawka z mgłą. Czyli tak jakby estetyczne 1:1.
    Bordallo Pinheiro, tak. Kapusty mają dość brutalne, mają też inne, delikatniejsze rzeczy. Miedzy innymi niezwykle ascetyczne w formie i bogate w kolorystyce sardynki. Jedna nawet żółta z czymś w rodzaju naklejki Chiquity. Na ich stronie właśnie zobaczyłem też bacalhau czyli sztokfisza. Robić suszonego dorsza z porcelany to już jazda bez trzymanki. Jednak bacalhau i sardynki to treść życia tego miłego kraju.

  134. A jak tam Wasz poranek ? Bo moje Dziecko dziś szło (to chyba złe słowo) na przystanek po totalnej szklance.

  135. Cześć i czołem ! Lubię małe obrazki. Sama , dawno temu miałam taki okres małoobrazkowy, ale u mnie wynikał on nie z wygody tylko z nieśmiałości i braku pewności siebie. Brak pewności siebie pozostał, ale potrzeba większej ekspresji przyczyniła się do zwiększenia formatu (a co mi tam).
    A impresjonistyczne obrazki Stanisławskiego są, jak malowane przez dziurkę od klucza – mały wycinek rzeczywistości widziany z dużą ostrością. Zaś kapusta, to moim zdaniem takie archetypiczne warzywo. Lubię ją, jako model, zwłaszcza kapustę włoską. Ileż w niej się dzieje – kolorystycznie i formalnie.
    Wiersz dobrany świetnie i wprawia w miły nastrój – dziękuję :).

  136. Dzien dobry!
    Piekny obraz Stanislawskiego tchnie spokojem i pogoda, zas piekny utwor Wierzynskiego – tragizmem. Interesujacy kontrast!
    Coz, pyszczek myszy w finale jest z pewnoscia pocieszajacy, ale ja i tak bym sie jej pewnie wystraszyla! (Panicznie boje sie myszy :))
    Milego dnia, u nas piekna wiosna!

  137. Dobrze, Madziu!

    Bordallo Pinheiro? Są te ich porcelanowe kapusty w Googlu, niech sobie Lud obejrzy.
    Dosyć jednak natrętne w formie, choć zdarzają się i ładne sztuki.

  138. Ależ tak właśnie robię!
    Ale nie jestem omnibusem; słucham, gdy ktoś mądrze mówi i dobrze radzi.

    (Cenię sobie doświadczenie).

  139. Madziu, ty słuchaj głosu własnego rozsądku.
    Dorośli ludzie muszą podejmować własne decyzje.

    Kapusta: jest cudem wśród jarzyn. Liczne właściwości odżywcze, a nawet lecznicze, bogactwo składników, a przy tym autentycznie piękna!
    Widuje się zadbane angielskie ogrody, gdzie rozwichrzone lub gładkie główki kapusty, często różnorodne w kolorze i strukturze, służą za wypełnienie rabat kwiatowych. A wyglądają w sąsiedztwie róż i floksów równie dobrze, jak wygląda np. paproć!

  140. Hura! Dzień dobry!
    Spałam dziś do 7 i wzięłam sobie urlop. Muszę odpocząć (przed egzaminem).
    Kiedy kiedyś zapytałam Ulubionej Autorki, co myśli o filmie „Diabeł ubiera się u Prady”, dowiedziałam się, że wolałaby smażyć pączki na ulicy, niż znosić takie upokorzenia.
    Racja.
    Zawsze Pani słucham, Pani Małgosiu. A w każdym razie – często. :)

  141. IciMaman, nie dziwię się przygnębieniu bijącemu od obrazu VanGogha, takie drewniane łapcie zawsze wydawały mi się symbolem czegoś okropnego. Pet hate można powiedzieć. Małe trumny na drodze naszego życia. Już wolę ten z kuflem i owocami. A co do samej kapusty, niedawno byłem w Lizbonie i trafiłem na sklep z porcelaną, gdzie liście kapusty były jednym z ważniejszych motywów. Bardzo to było estetyczne i drogie, niestety nie pamiętam firmy, może M. sobie później przypomni, ona ma oko do takich detali.

  142. „…o tym, czym but jest, łódź i lak, kapusta i królowie”, tak jest. Cytat wielokrotnie wykorzystywany w literaturze, a ja zapamiętałem go jakoś z książki „Słuchacze” Jamesa Gunna, takiego inteligentnego, humanistycznego science-fiction. I dobrze napisanego. Wydanie jeszcze z PRL.
    Ulubiona Autorko, ten biały dom nie może być mój, bo mieszkam nieco dalej od tych cabbage fields forever, tak kilometr-dwa dalej. Natomiast przejeżdżam między nimi do pracy. Ale mój szalony inwestor budowlany, który uparł się budować jak za czasów Mikołaja II, tworzy właśnie kolejne takie małe miasteczko na polach kapusty, parę kilometrów bliżej centrum Warszawy. Pan ma rozwichrzoną brodę i nieco szalone spojrzenie, no i wizję tradycyjnej zabudowy mazowieckiej. Ponieważ jego wizja mi się podoba, to kupiłem dom i tak mieszkamy w tej wizji.

  143. Alku, tak, wygląda na to, że najwygodniej mu było malować nie wstając, nie odchodząc od sztalug, nie oceniając obrazu z daleka, nie dźwigając wielkich blejtramów etc.
    Jego maleńkie pejzaże są i tak piękne!

  144. Oto komentarz Mamy Isi spod wpisu walentynkowego:

    Alku, kapusta w stanie upadku też jest malarska! Sir James Guthrie namalował dziewczynkę, która nożem wycina takie przerośnięte główki kapuściane. Bardzo sympatyczna rzecz. Ale nie da się ukryć, że Vincent VanGogh musiał mieć podobne do Twego posępne spojrzenie na jarzynę, bo jego „Martwa natura z kapustą i chodakami” jest wręcz dołująca.
    Natomiast Edvard Munch namalował „Człowieka na polu kapusty” z wigorem i nie żałując kolorów.
    A jak wspomnieć porcelanowe talerze w kształcie i kolorze kapuścianego liścia (nierzadko z jakąś gąsienicą w charakterze gratisu) – to kapusta wiedzie prym w grupie warzyw dających natchnienie!

  145. No i słynna wypowiedź Morsa z „Alicji w Krainie Czarów”, jak najbardziej w temacie: kapusta.

    The time has come
    The Walrus said
    To talk of other things
    Of shoes and ships and sealing wax
    Of cabbages and kings
    And why the sea is boiling hot
    And whether pigs have wings
    Calloo-Callay
    No work today
    We’re cabbages and kings

  146. O, masz ci los. Dałam komentarz w temacie kapuścianym pod poprzednią notką. Kochany Starosto, proszę, czy mógłbyś go przenieść tutaj, bo jego miejsce jest zdecydowanie tutaj.
    Skoro jesteśmy w temacie, wrzucę i tę melancholijną wypowiedź kapusty:

    (…)A kapusta rzecze smutnie:
    „Moi drodzy, po co kłótnie,
    Po co wasze swary głupie,
    Wnet i tak zginiemy w zupie!”
    „A to feler” –
    Westchnął seler.

  147. U Stanisławskiego jesień, a tak radosna, że wygląda jak wiosna (częstochowszczyzna zamierzona).
    A u Wierzyńskiego surowo z tym wichrem i wronami. Ale za to jakie zakończenie! „radosny pyszczek myszy’!
    I te Wierzyńskiego zagajania: „wiecie”… I już się jest blisko…
    Dziękuję, Pani Małgosiu, za oba dzieła.
    Serdecznie pozdrawiam Lud cały i lecę uprawiać poletka, żeby co żąć było:)

  148. Bardzo sugestywny obraz, piękna rzecz. Wnioskując z postury artysty i rozmiarów obrazu (i dopowiadając myśl Autorki), chyba malował ruchami samego nadgarstka. Wygodnicki. Dobrze to rozumiem. Kiedyś uparłem się namalować pejzaż na kawałku papieru 10×25 posługując się zapałką i farbami olejnymi. Dobranoc Państwu…

  149. Do każdego tematu obraz, do każdego obrazu wiersz. Przepysznie.Och, ta nasza DUA. Raczy nas pysznościami. A obraz Stanisławskiego taki pastelowy i kolorowo na tym kapuścianym polu, aż miło.Wiersz nie o kapuście,a pasuje wybornie! Wyżęli pole, kona zieloność…Wierzyński jest nieoceniony. Cieszę się, bo Jasiek miał jego wiersze niedawno w gimnazjum. Wy to wy, ale że ja na Toruń nie wpadłam hi, hi. Mało mnie tu ostatnio (w pisaniu oczywiście), bo w czytaniu na bieżąco jestem.
    Pozdrawiam wszystkich z nocnego Torunia

Dodaj komentarz