
To jest właśnie ten obraz, o którym wspomniała KC Mama Isi. A właściwie: obrazek, bo wymiary tekturki, na której namalowano go farbami olejnymi, zadziwiają : 24 x 32 cm. Jest dziełem wybitnego polskiego modernisty urodzonego na Ukrainie, Jana Stanisławskiego (1860-1907). Właściwie wszystkie jego dzieła są tak niedużych rozmiarów – Stanisławski był człowiekiem ogromnej postury, a także solidnej tuszy, i podobno trudno mu było malować inaczej.
Mistrz! Spójrzcie, jak on to pole z o b a c z y ł (tak, mamo Isi, racja, zielona kapusta jest niebieska!) i jak je z lekkością, a zarazem trafnością, namalował!
(Możemy sobie teraz wyobrażać, kto też to tam mieszka z miłą żoną w owym białym domku na horyzoncie, oddycha „mahoniowym ” powietrzem i czeka na wiosenne podorywki!)
Zastanawiam się, jaki wiersz pasuje do pola kapusty, które – jak sami widzimy – może być prawdziwie piękne.
Chyba tylko ten – choć nie o kapuście w nim mowa:
Kazimierz Wierzyński
WYŻĘLI POLE
Wyżęli pole. W cichej męce
Kona zieloność. Przez zagony
Wicher z jesienią popod ręce
Chodzą i czarne gonią wrony.
Słońce pożółkło, jak ścierniska,
I obłokami się nakrywa;
W bruzdach gdzieniegdzie z nagła błyska
Kałuża ślepa i nieżywa.
I – wiecie – idąc tak po łanie
Umierającym w pustej ciszy,
Dobrze jest spostrzec niespodzianie
W jamce radosny pyszczek myszy.
( z tomu „Wiosna i wino”, Warszawa 1919)
A tu jeszcze dwa obrazki Jana Stanisławskiego, które dadzą Wam pogląd na to, jak malował on kwiaty ( o tym właśnie rozmawialiśmy sobie) :
„Step”:

i „Bodiaki pod słońce”:

Przy okazji: Molu Książkowy, przyjrzyj się wszystkim odcieniom zieleni na obrazku z bodiakami. Przekonasz się, że wiele z nich to błękity!








Dobry wieczór!
Starosto, „Świat starożytny” Glovera, który Ignaś wcześniej podarował Adze, zobaczył potem u niej na półce, kiedy ją odwiedził (Feblik).
Bożeno, to puszczanie Maanamu córce było raczej incydentalne. Puściłem wtedy „Miłość jest cudowna”, bo to utwór instrumentalny. Córka ma prawie 10 lat i teksty rockowe są chyba jeszcze nie dla niej. Dlatego dziś puściłem „Espana forever”. Nie pamiętam, czy jest jakiś utwór instrumentalny Budki Suflera. Składankę Santany kupiliśmy po pewnym weselu i co jakiś czas włączamy. El corazon espinado.
Z lapis – lazuli pozyskiwał swe piękne odcienie błękitu użyte później do namalowania wiadomego fresku w wiadomej kaplicy Michał Anioł.
„Ale było to przyjemne spędzenie czasu, a o to głównie chodzi, a nie o ciągłe nabywanie. ”
O, jak mi się podoba to zdanie, Alku!
Już tu któraś z Czytelniczek przypomniała zdanie Sokratesa, który, zapytany, w jakim celu wciąż odwiedza targ, skoro nic nie kupuje, odrzekł: „Uwielbiam się przekonywać, bez jak wielu rzeczy jestem doskonale szczęśliwy”.
A jeśli w dodatku są to rzeczy piękne lub ciekawe – przyjemność jest tym większa.
Zbierałam kiedyś różne ładne i oryginalne przedmioty, ale przekonałam się, że im więcej ich jest, tym gorzej dla nich: tracą swą urodę w tłoku.
W końcu znalazłam dla wielu z nich zastosowanie; nigdy nie zapomnę miny wnuczka, któremu podarowałam wielbioną przez niego kulę z lapis-lazuli! Marzył o niej po cichu.
(„… nektar żywota natenczas słodki, gdy z innymi dzielę”!)
A, w ogóle skąd się tam wzięła moja obecność, w tej Portugalii: nasza przyjaciółka siedziała tam przez pół roku na praktyce w jednej azulejarni i w szkole sztuk pięknych. Sama jest witrażystką, trochę im pokazała, jak to robi, a sama pracowała przy ceramice. Wpadliśmy do niej z M. na dwa tygodnie z wizytą i stąd to wszystko. Przywieźliśmy trochę płytek z pracowni, gdzie działała Lidka, ale nie tych ładnych, które są wszędzie na ścianach domów, tylko artystycznych: w kolorach nawozu, śmierci i podobnych rzeczy. Ale jedna płytka jest – mogę przyznać – ładna. Mieszkaliśmy na zawrotnym najwyższym piętrze w jednej z kamienic w pombalowskim centrum Lizbony, które było nowoczesne w czasach Napoleona Pierwszego, w małej klitce z całkowicie skośną podłogą. Dało się spać dopiero po odwróceniu łóżka, tak żeby nie lecieć głową w dół na wznak. Ale to miłe miasto. Żadne Bóg wi co, ale można spokojnie i przyjemnie spędzić czas. Zwracam zwykle uwagę na rzeczy, które coś mówią. Tutaj mówiły dwa słupy wbite w morze, na wprost głównej osi dzielnicy Baixa, przy Praça do Comércio. Wiem, że nie spomiędzy tych konkretnie kolumn wypływał Magellan i inni, ale wyglądały, jakby spomiędzy nich.
Dzień dobry, mili. Feira de Ladra jest chyba trochę przereklamowany, mnóstwo tam było drobiazgów z Chin i podobnych miejsc. Gdyby rzecz miała miejsce w XVII wieku, byłoby to coś, ale obecna produkcja chińska to nie są wyroby najwyżej cenione. Ale oczywiście sporo autentycznych miejscowych bambetli też się znalazło. Tylko jakoś nic nie przyciągnęło mojego zainteresowania na tyle, żeby to kupić. Przypuszczam, że (tak jak w przypadku każdego targu staroci) trzeba chodzić tam regularnie, żeby znaleźć coś wartościowego. Ale było to przyjemne spędzenie czasu, a o to głównie chodzi, a nie o ciągłe nabywanie. Swoją drogą, na podobnym targu w Luksemburgu zobaczyłem w zeszłym roku niezwykłe (chyba) cymelium, starą psią czaszkę, zjawisko nierzadkie w naszych lasach. Żądano za nią 120 euro. Jeśli jest na to popyt, można łatwo zostać milionerem, wystarczy że będzie się zbierać wszystkie gnaty w lesie. Może następnym razem zawiozę dziczą czaszkę, która leży od lat gdzieś w garażu? Za to chyba warto policzyć ze dwie stówy?
Oj, Nini!
Oglądania na całe godziny.
Mnóstwo ciekawych i zabawnych obiektów.
Są i azulejos na sztuki, przeróżne. A, i piękne talerze!
„Targ złodziei”, aha.
Dzień dobry!
Projektowanie z użyciem technik komputerowych. Młodszy nasz syn robi to w architekturze (parametrycznej), to czysta matematyka.
Myślę, że w tym stuleciu czeka nas wielki przełom estetyczny, on zresztą już jest w toku.
Nini, szachy?
Wszystkiego widać nie obejrzałam. Jeszcze to nadrobię – i dziękuję namiar na feira de ladra, zaraz popatrzę.
Ale przecież pisać muszę.
Upiekłam maślane bułeczki na śniadanie (bez kapusty niestety) i jeszcze zaglądam na chwilkę do Was :)
Podziwiam dzieła Bartka. Większość podoba mi się bardzo. Te jego faktury skalne. Bardziej do podziwiania, niż do użytku. Spokojnie zakwalifikowałyby się także na niejedną wystawę rzeźby współczesnej.
A jak się Pani podobały szachy?
Mi dużo, najbardziej chyba rowerzyści, ale to chyba już chęć pomykania się odzywa, a może i sympatia do nieoczywistego. :o)
Za bacalhau nie tęsknię wcale, ale już inne rybki grilowane mają pyszne. I pasteis de Belem. Ciekawe okazy porcelany i innych skarbów można znaleźć na feira de ladra – to zawsze przygoda i nigdy nie wiadomo, co się znajdzie?
Ozdobniczko! Zieleń i piętnastocentymetrowa warstwa lodu, to jest możliwe – razem? Podziwiam i rozumiem żal! Na zamkniętym lodowisku jest zupełnie inaczej. Ale nabywa się nowe umiejętności. Za przestrzenią i pędem tęskni się jednak.
Tymczasem pozostaję pod wrażeniem strzały, którą Wilhelm Tell trafił jabłko. Od momentu, kiedy usiadłam w fotelu zastanawiałam się nad tą sceną.. ciekawe rozwiązanie. Lubię grę palcami na strunach skrzypiec. A cała orkiestra zagrała chyba dopiero w finale!
Przy okazji tych porcelanowych wizyt odkryłam, że nasz młody rodak Bartek Mejor jest sławą światową w dziedzinie projektowania ceramiki.
Ho, ho, jakie śmiałe projekty!
Ozdobniczko! Czy być może?
Wiosna na Kierskim jeziorze?
Bożenko, dobry wieczór!
O tak, wiosna nadchodzi,ale nie wszędzie.
Dziś wybrałam się nad Jezioro Kierskie pod Poznaniem (pięknie tam po południu lub bardzo wcześnie rano). Czy to nie tam właśnie wybrał się Ignacy Borejko z rodzinką w „Idzie Sierpniowej”? Byłam tam i zastałam widok piękny.
Na przeciwległym brzegu zaczęły zielenić się drzewa i krzaczki. A po wodzie sunęły, a właściwie latały – tak to się fachowo określa – bojery. Łódki z płozami, jak sanie. Lód był jeszcze bardzo gruby (ok. 15 cm) , więc skusiłam się i weszłam na niego. Żałuję, że nie miałam łyżew.
Rozmarzające jezioro to widok cudowny, polecam każdemu. Czuje się wiosnę. Już nadchodzi! :)
Biało-niebieska (granatowa) porcelana to klasyk. Chciałabym mieć kiedyś kuchnię urządzoną w odcieniach bieli, błękitu, granatu i szarości.
Centenario Republica podoba mi się, również jako koncepcja: uczczenie stulecia Republiki przez dziecięce rysunki. Kubek z tablicą i nauczycielką, bardzo wdzięczny.
Sowa słyszy lecące łabędzie, a mnie natychmiastowe skojarzenie wiedzie w stepy dalekie:
„(…) Stójmy! – jak cicho! – słyszę ciągnące żurawie,
Których by nie dościgły źrenice sokoła (…)”
Najwyraźniej nie sposób tutaj bez Tego z Naszych.
Dobry wieczór, DUA i miły Ludu Księgi!
Pochłaniałam zaległe wpisy; jak dobrze się Was czyta.
A Zgred – na marginesie kapusty – przypomniał wspaniałą postać. Kapitan Leonard LaRue, nieco później skromny benedyktyn, brat Marinus. Jego wyczyn – niepojętą, największą akcję ratunkową przeprowadzoną przez jeden statek – nazwano „cudem Bożego Narodzenia”. Rzecz pięknie opisuje Katarzyna Kościelak w „Tygodniku Powszechnym”.
Przy okazji, jakie to fajne, Zgredzie, że puszczasz Maanam Córce.
A Budkę Suflera? Santanę?
Racja, Wójciku!
Niedopatrzenie ze strony artysty. Albo celowo zepchnął kapustę na margines.
Ładny talerz, rzeczywiście.
Zdecydowanie najbardziej podoba mi się kolekcja Midnight, a także seria Blue Ming (w kolorze Delft Blue).
Patrzę, a tu pierwszą zaprojektował Niemiec, a drugą Holender!
Uuu, drogo, drogo.
Wydawałoby się, że u Giuseppe Arcimboldo znajdzie się kapusta w roli głównej, ale nie, jakoś się na kapuście nie skupił. Czasem wystaje jakiś liść, to w jednym, to w drugim obrazie, już to jako bufka rękawa, już to jako czepeczek, ale żeby wykazał się Arcimboldo jakimś szacunkiem do kapusty, to nie powiem. Zdecydowanie wolał dynie.
Na dobranoc:
Georg Friedrich Händel – „Quel fior che all’alba ride”, HWV 192
Emma Kirkby, Judith Nelson.
Quel fior che all’alba ride
il sole poi l’uccide,
e tomba ha nella sera.
È un fior la vita, la vita ancora:
l’occaso ha nell’aurora,
e perde in un sol dì la primavera.
Trzeba obejrzeć. Portugalska porcelana bywa bardzo piękna, a fajanse też.
Kosibianko, może i masz rację. Bez artystów też można cieszyć się urodą świata. Ale z nimi jakoś lepiej.
Dzień dobry z wieczora Narodzie i ty, Ulubiona Autorko. Skoro porcelana w kapusty cieszyła się takim zainteresowaniem, przypomniałem sobie sklep Vista Alegre, również w Lizbonie. Poziom cenowy i starannościowo-wykonawczy wyższy (paskudnie drogo, mówiąc po naszemu), jest tam zarówno porcelana użytkowa, jak i czysto dekoracyjna, są zwierzęta najróżniejsze i rośliny. Na nic mnie tam nie było stać, więc kupiłem sobie tylko w sąsiednim sklepie fajkę i paczkę tytoniu. Ale dziś moją uwagę na stronie firmowej przyciągnął talerz z obrazkiem na dzień matki, Dia Mãe 2016. Bardzo mi się podoba.
Mamo Isi, odpowiednio: andare a piantar cavoli oraz starci come i cavoli a merenda.
A ja słyszałam w nocy lecące łabędzie. Wiosna idzie, bez dwóch zdań! Jutro sprawdzę, czy wyszły już ranniki.
Dzień dobry DUA, dzień dobry, Ludu księgi. Tak się ciekawie złożyło, że mój widok z okna (łazienki, hehe) to pole kapusty. Może zostały te, co umarzły i nie było czego zbierać? Nigdy bym nie pomyślała, że to poletko jest warte namalowania, a tu taki kawał sztuki. Ale któż jak nie artyści są od tego, by wiedzieć, że tę umarzniętą kapustę trzeba namalować, a o tej najpiękniejszej główce wiersz napisać? A reszta świata jest chyba od tego, by się tym cieszyć i dziwić.
O, ludzie! Istny pogrom!
Aniu, racja. Czytaj z uszami do góry.
Ryśku, u Was tam zawsze troszkę wcześniej się ociepla.
Ale i u nas wielkie kałuże w ogrodzie. Miło spojrzeć, wszystko się ładnie napije.
Podnoszę uszy i macham nimi. Dziecko dojechało i odmeldowało się karnie.
Śnieg się topi, brud w ogrodzie, a na pożegnanie zimy Karolek złamał rękę, Lesio złamał rękę, Michaś złamał rękę, a Gażynka złamała nogę. To urobek ostatnich 2 tygodni wśród krewnych i przyjaciół (dorosłych i dzieci).
Zamiast spacerować, wolę czytać- to bezpieczniejsze.
Tu śnieg praktycznie zniknął dwa tygodnie temu – była odwilż. Ale jeszcze w Walentynki mroziło do -5 stopni. Teraz ziemia rozmoknięta. Prognozy podają powyżej 10 stopni za tydzień – będzie się bujniej budziło życie w ogrodzie.
Och, dotrwamy jakoś do tej wiosny, tylko trudno będzie.
Bardzo już mnie ciągnie do ogrodu, ale tam jeszcze śnieg, lód i dużo wody.
Na bzach już są żywo zielone pączki – ale to jeszcze potrwa.
Dziękuję i nawzajem!
Wiosna – cieplejszy wieje wiatr, wiosna – znów nam ubyło lat ;-) – to z piosenki 52-letniego zespołu (dalej potrafią zagrać tak,że młodzi mogą pozazdrościć)
Te przebiśniegi są na razie niepozorne – ok. 2 cm. U mnie cebulice rozkwitają po krokusach, jeszcze trzeba poczekać.
Ryśku, dziękujemy – Adminki się niebawem odezwą.
Przesyłam miłe pozdrowienia dla Was!
Ooo, zapraszamy, Ryśku miły!
Wpisz tu, proszę, swój adres mailowy (będzie wiadomością prywatną)- Adminki się odezwą.
Tak, byłam dziś w ogrodzie i widziałam, że wyłażą już z ziemi zielone czubeczki cebulic (tych, które wiosną zakwitną na szafirowo).
Mamy przedwiośnie!
Dzien dobry,
ja z tematem niekapuścianym – przebiśniegi się pojawiły! Wiosna blisko. Mogę przesłać zdjęcie
Miła i dobra pamięć, Zgredziku.
Recenzował jej „Świat starożytny” Glovera. Ignaś po latach kupił tę książkę Adze. W antykwariacie. Patrz:”Feblik”.
Ze sporyszu zrobiono ESD.
To o malarzach we Wnuczce to mógł być tylko IG.
Przeróżne wytwory Cesarstwa trzeba oceniać po owocach i w porównaniu – na przykład prawo rzymskie wyszło im chyba całkiem nieźle.
Zresztą najlepiej mówił o tym Ignacy Borejko (tego wieczora, kiedy tańczył po raz pierwszy ze swoją przyszłą żoną).
Jak mogłem zapomnieć o kapuście! Cenią ją i używają.
W kwestii jedzenia, to w ogóle kuchnia portugalska sprawiła na mnie wrażenie mieszanki kuchni niemieckiej lub polskiej ze śródziemnomorską. W gruncie rzeczy bliskie nam to jedzenie – tłuste mięso (chętnie świnina), ziemniaki, plus (w charakterze różnicy) dużo ryb. Tacy Kaszubi Półwyspu Pirenejskiego.
Ach, DUA, to oczywiste!:))
Tak mi dobrze w tej Jeżycjadzie…
Kapusta tego Bordello-cośtam faktycznie jest trochę satanistyczna, ale protestuję w kwestii myszy. Myszy są fajne. Do ślimaków trzeba się już trochę przyzwyczajać, ale też są sympatyczne. Natomiast rekord nie wiem czego należy w mojej opinii do porcelanowego bacalhau. To już trzeba być Portugalczykiem, żeby wpaść na taki pomysł. Kojarzy mi się to nie wiem dlaczego z wieprzowym gulaszem z kartoflami i owocami morza, co zaryzykowaliśmy w jednej knajpie. Porco a Alantejana. Cała Portugalia w jednym.
No i wcięło komentarz; ot życie. A o wiele pamiętam wypowiedziałam się tam z entuzjazmem za koncepcją Starosty w kwestii Alkowego obiadku na ruinach pałacu imperatora. No jasne, że śniadanie Sarmaty na trawie porastającej ruiny pałacu paskudnego Dioklecjana jest żywym dowodem, że nasi górą!
Cóż, ja pamiętam. Ale mnie nikt nie pyta, więc słusznie milczę.
Finiszuję z lekturą Jeżycjady – tym razem w całości – i co czytam we „Wnuczce”?
„malowniczy pejzaż, który przypominał […] to obrazy Stanisławskiego (te obłoki! te słoneczniki!), to Wyczółkowskiego (te łąki! te łany!)”.
Pamiętacie, kto podziwiał ten krajobraz?
Myślę, że jeszcze niemieckie wytwórnie robiły podobny fajans kapuściany. Pamiętam trochę takich dzbanków, a może i salaterek, z dzieciństwa. A wtedy w powojennym Poznaniu było mnóstwo niemieckich przedmiotów, natomiast portugalskich – na pewno niewiele.
Teraz też widzę w którymś z internetowych antykwariacików kapuścianą miseczkę wspartą na czterech buraczkach – i nie jest to Pinheiro.
Aniu, uszka do góry. Taka jest kolej rzeczy.
Nie wychowujemy ich przecież dla siebie.
O matko jedyna, obejrzałam sobie dzieła pana Bordalo Pinheiro i przeżyłam wstrząs estetyczny. Toż to paskudztwa niemożebne, aczkolwiek jeden z dzbanków brzmi znajomo, ciocia? babcia?
Myszy, żaby, węże,ryby z rozdziawioną paszczą, łeb krasnoluda. O rety. Tylko sardynki ładne, wyglądają jak azulejo.
Miłej niedzieli.
PS. Dziecko pojechało do szkół. Smutno jakoś.
Ślimak, ślimak pokaż rogi
dam ci sera na pierogi
jak nie sera, to kapusty
od kapusty będziesz tłusty (he, he)
Dzień dobry ;)
Dzień dobry! :)
A mnie się tymczasem przypomniało, co moja nieżyjąca już babcia mówiła o kapuście:
„Magda, Magda, co ty będziesz jadła, groch się nie urodził, kapusta przepadła”
A ja sobie jakoś poradzę :)
Aha, babcia jeszcze mawiała często „Śmiej się z tego, Magda” i to dotyczyło tylko mnie, a nie sióstr, bo mnie wiecznie jakoś najmniej było do śmiechu. Chyba że akurat czytałam np. „Pulpecję”.
Aaa, sporysz był też prawdopodobną przyczyną średniowiecznych plag tanecznych, tzw. epilepsia saltatoria, czyli taniec św Wita.
W małych dawkach stosowany był do hamowania krwotoków.
Wikipedia o sporyszu: „Dawniej domieszka sklerot (przetrwalników) sporyszu w ziarnach zbóż i dalej w mące stosowanej do spożycia była przyczyną halucynacji (…). Zatrucie sporyszem, czyli ergotyzm, było dawniej określane jako „ogień świętego Antoniego” lub „święty ogień” i prowadziło wielokrotnie do masowych halucynacji i zgonów np. w 994 r. w Akwitanii zmarło z tego powodu ok. 40 tys. ludzi”.
Mamy też w Polsce miejscowości o tej nazwie, o czym by to świadczyło, Alku? :)
O ile nie był to rzeczywiście schowek na szczotki.
Mamo Isi, przecież Alek obiadował na gruzach po Dioklecjanie! Można to widzieć jako późny triumf sarmatyzmu.
AniuG, a impresjonista Claude Monet miał w swej twórczości cały ostatni okres, kiedy malował, poważnie tracąc ostrość wzroku (katarakta) i idąc coraz głębiej w impresyjność! Nie interesowała go już forma, tylko kolory i światło. (Późne „Nenufary” przykładem).
Dzień dobry!
Aha, dzieci zwykle nie lubią pracować na roli swych ojców. A zwykle muszą.
Ale to ten sporysz, Krzysztofie, zrobił z Ciebie dzielnego Wilka Morskiego!
Szkoła charakteru.
Nie wiedziałam o właściwościach i przeznaczeniu tego pasożyta. Dają one do myślenia, co?
Wygląda na to, że i pasożyty powstały w jakimś celu.
Chyba powinniśmy mieć dla nich więcej szacunku.
Aniu G., podobno Stanisławski tak właśnie malował, bo był bardzo krótkowzroczny.
Casciolino, jak będzie po włosku „pójść sadzić kapustę”? I ta musztarda po obiedzie?
Alku, obiadać u imperatora, który dwukrotnie złoił skórę Sarmatom i rozbudował biurokrację jak nie przymierzając UE?
Ta ceramika Bordallo Pinheiro to paskudztwo. Kiedyś widziałam w jakimś muzeum porcelanę XVIIIwieczną właśnie w kształcie liścia kapusty czy sałaty. W dodatku po tym liściu przechadzały się ślimaczki i gąsienice. Nie powiem, żebym miała ochotę z takiego talerzyka cokolwiek zjeść, ale ogólnie było to urokliwe.
A propos pracy przy żniwach. Mój Ojciec przez całe życie miał jakiś spłachetek ziemi, mniejszy czy większy, dzierżawiony gdzieś pod miastem i służący uzupełnianiu rodzinnego budżetu. Z dzieciństwa pamiętam uprawę lnu, a potem sporyszu. I to była prawdziwa masakra. Sporysz, wykorzystywany w produkcji lekarstw, to pasożyt żyta, w postaci twardych, ciemnobrązowych niby-ziaren gnieżdżących się w pełnym kłosie. Najpierw, jeszcze na polu, przechodziło się kilkukrotnie wśród zboża wybierając z kłosów co większe kawałki. Męczarnia. Potem, po żniwach i młócce, otrzymywało się mieszaninę ziarna i sporyszu. Wysypywało się to na stół i przez długie, długie wieczory wybierało sporysz, Kopciuszek miał tylko troszkę trudniejsze zadanie. Uch, jak ja tego nie cierpiałem. A potem była nieduża plantacja truskawek, roboty też huk, ale dużo przyjemniejszej, no i ze smaczna nagrodą na miejscu.
Kapustne fajansasz Bordallo Pinheiro – jakbym już gdzieś je widziała, kto wie, czy nie w rodzinnym domu. Widzę, że mają też dzban w formie sowy (paskudny) i drugi w formie wiewiórki. W sumie ze wszystkiego co oferują najlepsze są te sardynki.
A to ja się odezwę w temacie kapusty i literatury, w którym czuję się nieco pewniej.
Monika Żeromska w swoich wspomnieniach opisała podróż autobusem przez jesienne pola mazowieckie. Patrzyła ma niebieskawo-fioletowe, zielone i brunatne pasy ciągnące się w dal i ginące we mgle i stwierdziła, że widzi gotowy obraz. A potem założyła okulary(coś około -7.0 Dsph). To były pola kapusty. Stwierdziła, że łatwo krótkowidzowi być impresjonistą. Wystarczy zdjąć okulary.
Z pamięci piszę, ale sens zachowałam.
Gdy Stefan Żeromski, wchodząc do sieni, napotykał kapuściany/kalafiorowy odór, mawiał żartobliwie: „zapachy domu”.
Obrazy pana Stanisławskiego zachwycające, a sam malarz ulubionego Franca Fiszera mi przypomina.
Zaciekawiona, obejrzałam inne dzieła Stanisławskiego. I spodobały mi się np. „Słoneczniki”. Polecam obejrzeć, bo teoretycznie są niepozorne, ale każdy zrozumie ten obrazek na swój sposób. Jest nieco innych wymiarów niż ,Bodiaki pod słońce”. Ale faktycznie, artysta ma szczególny talent do malowania kwiatów.
Sowo P., dziękuję za utwór na wieczór.
Muzyki warzywnej ciąg dalszy:
Clément Janequin – „Voulez ouyr les cris de Paris?” czyli „Krzyki Paryża”.
Ensemble Clément Janequin.
To muzyczny zapis szesnastowiecznych nawoływań wędrownych kupców z paryskich ulic. Wśród nich, okrzyki zachwalające rośliny kapustne: brukiew, rzepę i brukselki.
O, jakie tu ciekawe rozmowy prowadzicie! Lubie Was czytac, jutro nadrobie.
Wrocilam niedawno z koncertu Mischy Maiskiego. Wspanialy byl.
No i nie zapominajmy, że był synem wyzwoleńca.
To może rzutować na późniejsze upodobania i snobizmy.
Lubił wygodnie mieszkać, a że miał możliwości, to korzystał. Jadłem tam nawet obiad, w jakimś zakątku antresoli którejś kordegardy (a może w zapasowym schowku na szczotki), z widokiem na basen jachtowy. Bardzo przyjemnie.
Cha, cha!
Snob jeden.
Wycofuję moje komplementy dla Dioklecjana.
Casciolino, podziwiam ascetyzm Dioklecjana i jego hobby, ale ja akurat byłem w pałacu Dioklecjana w Splicie. Miał chłop gdzie hodować kapustę, bo machnął sobie całe miasto. Jak na miasto nawet niewielkie, ale jak na skromną wiejska willę niemałe. Widziałem gigantyczne mury miejskie Konstantynopola, patrzyłem na monstrualny złom z cegieł – bazylikę Aula Regia w Trewirze. Budynki w samej centrali też robią wrażenie. My czasem zapominamy o skali, w jakiej Rzym lubił się realizować. Kapusta Dioklecjana a kapusta jakiegoś luzytańskiego farmera (Portugalczycy przepadają za kapustą zupełnie jak Polacy) to były zupełnie inne kapusty…
Alutko, tak jest, Stanisławski uczył się u Wojciecha Gersona, a przyjaźnił z Józefem Chełmońskim.
A jeszcze jedno: zapomniałam dodać, że – z wyjątkiem kilku dosłownie obrazków rodzajowych, stworzonych w młodości – Jan Stanisławski malował
WYŁĄCZNIE pejzaże!
I wszystkie tak nieduże. Zenon Przesmycki powiedział: małe obrazki Stanisławskiego stają się wielkimi oknami na naturę.
Jak czytam, są znawcy sztuki, którzy twierdzą, że jego malarstwo zaliczyć należy do nurtu symbolizmu. Irena Kossowska na przykład twierdzi, że Stanisławski „dostrzega w skromnym wycinku natury reprezentację kosmosu, upostaciowanie praw uniwersum, którego istotę stanowi pierwiastek duchowy. Wsłuchując się w rytmy przyrody, dążąc do wydobycia jej duchowo-materialnego dualizmu, artysta nasuwa kadr obrazu na wiotką roślinę, w której skupia się nastrój i symboliczna wymowa roztaczającego się za nią krajobrazu pełniącego rolę akompaniamentu dla jej heroicznego trwania.”
(cyt. za culture.pl)
Tak, Alku. Nie chodzi przecież tak naprawdę o namalowanie kapusty, ale „kapustości” ;).
W dziesiątkę, Alku!
Casciolino, dziękuję za te ciekawostki.
Z polskich związków frazeologicznych przypominam sobie tylko kapuściany łeb i groch z kapustą.
Co do Dioklecjana: mądry był to człowiek. Wiedział, co dobre. Nie mam na myśli kapusty, tylko postawę.
Wspaniałe te pejzaże Stanisławskiego. Regularnie się zapomina (albo się nie wie), że malarz maluje nie obraz przedmiotu, ale jego istotę. Malarstwo nie polega na odwzorowaniu. Gdyby nie ta różnica, obrazami byłyby akwarelki sprzedawanie w Barbakanie, często są bardzo dokładne.
Wydaje mi się, że wcześniej od Stanisławskiego, lub współcześnie mu, malowali pejzaże Juliusz Kossak, Gerson, Kotsis, Chełmoński.
Zainspirowana kapustą, sprawdziłam związki frazeologiczne zawierające to słowo (cavolo) w języku włoskim.
Najciekawsze wydają mi się te:
„pójść sadzić kapustę”: to znaczy wycofać się z życia publicznego, dla satysfakcji czerpanej z prostszego żywota. Wiąże się to powiedzenie z imperatorem Dioklecjanem, który mając 62 lata opuścił Rzym i przeniósł się do miasteczka w Dalmacji, dzisiejszego Splitu. Wybudował tam co prawda pałac, ale zajmował się głównie uprawą warzyw. Proszony o powrót do stolicy i do aktywności politycznej odmówił, stwierdzając, że jego kapusta czyni go znacznie szczęśliwszym od jakiegokolwiek imperium.
„być jak kapusta na podwieczorek”: czyli po prostu nie pasować (po naszemu pasować jak wół do karety)
Powiedzonka i związki frazeologiczne różnych narodów są arcyciekawe, prawda?
Zbyt zionie tym aromatem.
Dzięki, Zgredziku, za jeden ze smakowitszych fragmentów „Pana Tadeusza”.
Dialog jednym z moich dzieci sprzed dekady:
– Mamo, co tak pachnie?
– Bigos.
– Nie lubię bigosa.
W kociołkach bigos grzano; w słowach wydać trudno
Bigosu smak przedziwny, kolor i woń cudną;
Słów tylko brzęk usłyszy i rymów porządek,
Ale treści ich miejski nie pojmie żołądek.
Aby cenić litewskie pieśni i potrawy,
Trzeba mieć zdrowie, na wsi żyć, wracać z obławy.
Przecież i bez tych przypraw potrawą nie lada
Jest bigos, bo się z jarzyn dobrych sztucznie składa.
Bierze się doń siekana, kwaszona kapusta,
Która, wedle przysłowia, sama idzie w usta;
Zamknięta w kotle, łonem wilgotnem okrywa
Wyszukanego cząstki najlepsze mięsiwa;
I praży się, aż ogień wszystkie z niej wyciśnie
Soki żywne, aż z brzegów naczynia war pryśnie
I powietrze dokoła zionie aromatem.
Taka była moja tajemna intencja, Zuziu.
Cieszę się bardzo, kochana dziewczynko!
Co do kapusty: jest zagadkowa!
I bywa naprawdę śliczna.
Dzień dobry!
Fluid! Niedawno przyszło mi to do głowy! To, znaczy, że przyroda wcale nie ma takich oczywistych kolorów. Np. pnie drzew zimą wydają mi się bardziej granatowe niż brązowe.
Pan Stanisławski wydaje się być sympatycznym człowiekiem. Zresztą, człowiek niesympatyczny nie namalowałby takich obrazków.
Gdy chodziłam na plastykę, pani pewnego razu przyniosła najładniejszą kapustę, jaką znalazła na targu, a my mieliśmy ją malować. Przyznam szczerze, że przez parę dni uważałam to za najgorsze warzywo na świecie, ale potem przyszło mi do głowy, że jest wręcz śliczne!
Aha, co do Wierzyńskiego. Myślę, że powinna się Pani czuć (przynajmniej troszeczkę) spełniona. Chyba sobie wybrałam za młodu poetę.:) Dzięki Pani właśnie, bo tak często przypomina nam Pani jego wiersze, no i dzięki panu Kazimierzowi, bo te właśnie piękne wiersze napisał.
Możesz mieć rację.
Zmarł w wieku 47 lat.
A za Koziołka dziękuję!
Kawał poezji, co tu gadać!
„Głowy stały tak w szeregu,
Jakby za żołnierzem żołnierz”!
P.S. Prof. Stanisławski wygląda na bardzo chorego człowieka – płuca? Serce? Być może dlatego też lepiej czuł się na świeżym powietrzu?
Przy okazji tematu kapuścianego wspomnieć wypada tego, który miłość do kapusty przypłacił kryminałem:
„On zaś poszedł poprzez pola.
W krąg kraina bardzo pusta.
Nagle, gdy był bardzo głodny,
Szepnął cicho:”Ach, kapusta!”
Głowy stały tak w szeregu,
Jakby za żołnierzem żołnierz
Nasz koziołek zaczął ucztę,
Wtem ktoś chwyta go za kołnierz.
„Tuś mi, bratku,capie młody! –
Wołał stróż, co wyszedł z cienia. –
Nie oglądaj się, idź prosto,
Do więzienia! Do więzienia!
Tak jest, Gio.
Słówko do Alka: właśnie sprawdziłam wpisy, które zostawiłeś tutaj wczoraj od godziny 12.37 do północy. Wszystkie są wysłane spod jednego IP i ten właśnie numer IP wydał się naszemu Autoantyspamowcowi – z jakichś względów – trefny.
Mówię to na wszelki wypadek, gdyby sytuacja się powtórzyła. Do innych Twoich IP Anty nie ma żadnych zastrzeżeń.
Gio, dzięki za wiad.pryw.!
Iskro, jest to prawdziwie cenne ostrzeżenie. Dzięki!
Ludu kochany, a zwłaszcza Dziatwo – dorzuciłam jeszcze Post Scriptum do wpisu „Pole kapusty”.
Spójrzcie na samego profesora Stanisławskiego, a także zobaczcie, jak wyglądał step, widziany jego oczami, i co to są właściwie bodiaki, i jak się impresjonistycznie maluje kwiaty.
Kiszona kapusta i w naszym kraju jest inaczej kiszona.
O naiwności! Widząc w sklepach wiaderka z napisem ” kapusta kwaszona ” myślałam, że to tylko gra słów, inna nazwa znanej nam kiszonej kapusty. Nic podobnego. Jak wyjaśnili nam pobliscy rolnicy, producenci tego produktu, jest to na szybko po zamówieniu szatkowana kapusta, traktowana octem i czymś tam jeszcze. O zgrozo! Jeśli wię