Na Walentynki

walentynka15

 

Ze wszystkich mych dzieł plastycznych, ośmielę się zauważyć, powyższa e-kartka walentynkowa oddaje najcelniej to, o co właściwie chodzi w tym miłym święcie.

Dlatego pozwalam sobie przypomnieć Wam ten rysunek. Ale Wy możecie przecież zajrzeć do tutejszego działu „e-kartki” i wysłać pod właściwy adres inne obrazki.

Na przykład ten:

 

walentynka10

 

No i – tak tylko przypominam dla porządku, bo przecież świetnie o tym wiecie – nie masz jak dobra poezja w Walentynki!

 

Dulcibus est verbis mollis  alendus amor.

Czuła miłość powinna być karmiona słodkimi słowami

(Owidiusz)

 

Unikajmy jednakże kiczu, niech nie będzie zbyt słodko. Wielcy poeci też kochali, a wyraz temu dawali w sposób niezrównany i wcale nie słodki:

 

Bardziej się lękam chłodu w twoich oczach

Niż zimnych kling dwudziestu wrogich mieczy!

Ciepłe spojrzenie starczy mi za pancerz.

(Szekspir, Romeo i Julia,

przekład Stanisława Barańczaka)

 

Albo nasz ulubiony

 

Kazimierz Wierzyński

TRZY OKNA

 

Ty jesteś jak moje trzy okna,

W jednym rozsiadły się białe doniczki,

W drugim rośnie moja młodość

A trzecie jest zasłonięte,

W nocy gdy wracam, widzę z daleka

Trzy moje światła nad pustym morzem,

Trzy moje okręty.

 

(Ale to jest nieprawda).

Ty jesteś jak moje trzy okna,

Z jednego wychyla się Mozart i płynie,

W drugim wietrzą się ubrania po naftalinie,

A trzecie jest zasłonięte,

W nocy, gdy wracam, myślę tylko o tem,

Że do ciebie należę, jakbym był przedmiotem,

Domowym sprzętem.

 

(To jeszcze nie to, ale już blisko).

Ty jesteś jak moje trzy okna,

W jednym jest wszystko,

W drugim jest wszystko,

A trzecie jest zasłonięte,

W nocy gdy wracam

(Trochę niepewnie, bo się zataczam),

Ostrożnie uchylam drzwi i wchodzę po cichu

(A nuż się narażę jakiemuś lichu),

I nagle widzę sam siebie, że stoję

W ciemnym pokoju (tak blisko, tak blisko).

I że wcale stąd nie wychodzę,

Że niepotrzebnie zmyślone me dziwy

Wciąż rozpowiadam, staram się, męczę

Wiecznie omylny, w szczęściu i trwodze,

Że tylko za oknem tym  jestem prawdziwy,

Przed ciemnem, zakrytem

Moim widzeniem,

Moim zachwytem

I uniesieniem

I to jest ostatnie

Wszystko.

 

Te wiersze – i jeszcze inne – wybrałam kiedyś do mojej książki Dla zakochanych (Akapit Press, 2008), łącząc je zręcznie z przepisami na miłosne przysmaki kulinarne, i chętnie bym tu teraz zareklamowała tę książkę jako prezent walentynkowy, o ile oczywiście jeszcze można  gdzieś ją kupić.

Tyle tam użytecznych wiadomości dla PT Zakochanych!

O rozmarynie, na przykład: symbolizuje  on wierność w miłości. Jasne jest więc, że osoba zakochana powinna sypać świeży rozmaryn do czego się tylko da.

Oto przepis na

 

WIERNE SERCE

 

Duża gałązka świeżego rozmarynu

pół szklanki cukru-pudru

1 kostka masła (pokroić w drobne kawałeczki)

310 g gorzkiej czekolady, grubo posiekanej

5 dużych jaj

3 łyżki cukru

ćwierć szklanki mąki

1 łyżeczka proszku do pieczenia

(To produkty na dużą porcję, ale można podzielić wszystkie składniki na pół i wtedy piec 35 min.)

Podgrzać piekarnik do 135 stopni. W żaroodpornej misce, ustawionej na garnku z wrzącą wodą roztopić masło z czekoladą, często mieszając. Odstawić masę do ostygnięcia.

Żółtka wymieszać z masą czekoladową. Dodać cukier, mąkę, posiekane listki rozmarynu i proszek do pieczenia. Wymieszać.

Ubić pianę z białek. Jedną trzecią piany wymieszać delikatnie z masą czekoladową; następnie przełożyć ją do pozostałych białek i ostrożnie wymieszać, aż się wszystko połączy. Wlać ciasto do formy w kształcie serca, wysmarowanej masłem i wysypanej brązowym cukrem. Piec ok. 50 min. Potem wierne serce  musi rozsądnie ostygnąć. Dopiero wtedy można je wyjąć z formy i ułożywszy na podstawce – podać wraz z sosem ganache.

 

A to jest przepis na ów pyszny

 

CZEKOLADOWO – ROZMARYNOWY SOS

GANACHE

 

250 g gorzkiej czekolady, grubo posiekanej

1 szklanka gęstej śmietany tortowej

2 łyżki świeżych listków rozmarynu

Śmietanę i rozmaryn  podgrzać na małym ogniu i raz zagotować. Wlać przez sitko do miseczki z połamaną na kawałki czekoladą. Szczelnie okryć miseczkę folią, odstawić na 5 minut, a potem wymieszać dokładnie i polać ciasto (już upieczone i przestudzone).

 

Można dołożyć kulkę lodów waniliowych!

Z listkiem rozmarynu.

 

Uroczych Walentynek życzy wszystkim absolutnie –

MM

 

250 przemyśleń nt. „Na Walentynki

  1. Dzień dobry, Jagodo!
    Cieszę się, że podobała Ci się „Kłamczucha”! Oho, jej losy rozwijają się bardzo ciekawie w dalszych tomach „Jeżycjady”!
    Ciekawa jestem, czy zgadniesz – na kogo wyrosła?
    Zachęcam Cię do czytania!

  2. Witam serdecznie.
    Nazywam się Jagoda F. Jestem uczennicą klasy 6 w Lesznie. Właśnie skończyłam czytać pani świetną powieść pt: ,,Kłamczucha”. Jest ona moją lekturą szkolną. Bardzo spodobały mi się przygody głównej bohaterki- Anieli Kowalik. Mam nadzieję, że wraz z początkiem wiosny będę coraz częściej sięgała po książki pani autorstwa, gdyż chciałabym się dowiedzieć o dalszych losach bohaterów tych książek.
    Pozdrawiam cieplutko
    Jagoda F.

  3. Alku, kapusta w stanie upadku też jest malarska! Sir James Guthrie namalował dziewczynkę, która nożem wycina takie przerośnięte główki kapuściane. Bardzo sympatyczna rzecz. Ale nie da się ukryć, że Vincent VanGogh musiał mieć podobne do Twego posępne spojrzenie na jarzynę, bo jego „Martwa natura z kapustą i chodakami” jest wręcz dołująca.
    Natomiast Edvard Munch namalował „Człowieka na polu kapusty” z wigorem i nie żałując kolorów.
    A jak wspomnieć porcelanowe talerze w kształcie i kolorze kapuścianego liścia (nierzadko z jakąś gąsienicą w charakterze gratisu) – to kapusta wiedzie prym w grupie warzyw dających natchnienie!

  4. Lipą mu pachniało, ale o pszczołach nic nie pamiętam, a przecież pod lipą w lipcu jak w ulu?
    Chyba, że o kimś, kto pracowity jak pszczółka, ale to chyba już u Szymonowica? Czy Zimorowica..?

  5. Pomyślałam o „Fioletowej krowie” i zaraz mi się przypomniało, jak w innym tomie, bohaterka mówi „Tom, ja chcę dziś fioletowe jajko”, a ponieważ lazur jest o niebo ładniejszy, przyszło mi do głowy, że wolałabym jednak niebieskie i się wpasowałam w modrą kapustę.. ale pisanki to przyjemna myśl!

  6. Sowo, niestety, kapusta w momencie gdy już jest na wpół zdekomponowana, zmienia się Ohydę, która zalega na polach. To straszą duchy martwych główek kapuścianych. „Tak pachnie R’lyeh w ciepły dzień po deszczu”. (Ditto cebula).

  7. Mamo Isi, Kochanowski miał inną perspektywę.

    A co do jajek na niebiesko, to może podkład z białego korektora najpierw?
    A potem coś z kobaltem? Albo ultramaryna czy błękit paryski?
    Albo może od razu na olejno? Biel tytanowa dajmy na to? Będzie szybciej.

    Babciu Gąsko, przypomniałaś mi z Opowieści Chasydów, jak pewien cadyk tak zaimponował drugiemu: to pytanie jest tak proste, że odpowie na nie nawet mój woźnica.
    To znaczy – to był woźnica, kto imponował, bo wcześniej zamienili się ubraniami.

  8. Zgredzie, ściśle rzecz biorąc, miałam na myśli to „mahoniowe powietrze” na kapuścianym polu, o którym wspomniał zaraz po mnie Alek. Samą kapustę to nawet lubię, byle dobrze zrobioną. W bigosiku, na przykład.

    Alku, już sobie włączam.

  9. Nini, lazurek w naturze z trudem występuje, z trudem też się przyjmuje na jajku.
    Rzecz chyba w tym, że śnieżnobiała skorupka rzadko się trafia, zwykle jest żółtawa lub beżowa, nawet silnie beżowa, i to jest nie najlepsze tło dla lazurku.

    Ach, więc myślimy z wolna już o Galerii Pisanki?
    Świetnie!

  10. Nini, też znam jednego Jeremiego, jakoś żyje. Znam też dziewczynkę imieniem Kalina (na cześć Jędrusik, nadane akurat parę miesięcy przed tym, jak z niewiadomych powodów stało się modne), a więc ta wówczas-jeszcze-nie-modna-Kalina mieszka obecnie w Luksemburgu i tam okazało się, że jej rdzennie polskie, trudne i w ogóle super imię znaczy po francusku coś tam miłego, więc niespodziewanie miała całkiem miękkie wejście. I tak bywa.

  11. Nie, sine jajka zdecydowanie nie.

    Zgredzie, przecie sam Kochanowski rzekł:
    Wsi spokojna, wsi wesoła!
    Który głos twej chwale zdoła?
    Kto twe wczasy, kto pożytki
    Może wspomnieć zaraz wszytki?(…)

    Co prawda o muchach ani słowa.ani o komarach. Ani o nawożeniu pól. Ani o skupie jaj. Ani o zwózce buraków. Tyle tematów pominął.

  12. Sowo P., posłuchaj w takim razie koniecznie płyty George Winstona „December”. Powolne, smutne, ale nie w kolorze brudnego śniegu, tylko czystego. Również ilustracja na okładce. Wydane przez Windham Hill.

  13. Może wielu się przyznaje, ale chyba nie każdemu powiedziała o tym matka (in-law)?

    A czy ja coś mówiłem o idiosynkrazjach? Chyba chodzi o coś innego. Może bardziej podstawowego.
    Jadam jajecznicę bez problemu. Szerszeń mnie nie użądlił, tylko ugryzł, więc prawie nie bolało.
    A osa czy pszczoła to tak dawno, że nawet nie pamiętam kiedy.

  14. O! To nie jest dobra wiadomość. A czy prowadziła Pani może jakieś poszukiwania w kierunku lazurku?

  15. Nini, barwiło się modrą kapustą jajeczka. Niestetyż, wychodzą nie modre, tylko sine.

  16. O!
    Celna uwaga, Nini.
    Nie ma takich, naprawdę.

    A kto by lubił pająki?

    Alku, dorzucę brukselkę, też chętnie pozostawianą na polach.
    Ładnie to ująłeś. Mahoniowe.

    Chesterko, (wiad.pryw.) ależ proszę. Jam to, nie chwaląc się, sprawił!

  17. Nutrio, wybacz, umknął mi Twój wcześniejszy wpis o imieniu, ale znając Twój nick, ma się pewne podejrzenia. Dziękuję za ich potwierdzenie. :o)

    Alku, znałam chłopca o imieniu Jeremi, nie był z jego powodu bardzo szczęśliwy.
    Dumna była za to moja lala, która na cześć dnia otrzymała już wtedy niespotykane imię Aniela. Do dziś wiem, kiedy obchodzi imieniny. ;o)

  18. Może dlatego Mamo Isi, że ponoć farbuje na modro. A ponieważ chcę w tym roku niebieskie jajko, zamierzam wypróbować.

    Zgred nie lubi wsi.. swoją drogą nie znam nikogo, kto by lubił muchy czy komary.

  19. Alku, oczywiście, że można weselej, ale ja nie chciałam weselej. Miało być tak bardzo melancholijnie, jak melancholijnie jest zimą w uzdrowisku. Bo to taki szczególny typ małego miasta, żyjącego z kuracjuszy i turystów. Centrum odpicowane, a reszta się sypie, tynki odpadają płatami. Gdy nic nie kwitnie, śniegu nie ma, nic nie gra, w kawiarniach i na ulicach pustki, bo kuracjuszy brak (albo są, tylko siedzą w pensjonatach przed telewizorami), bardzo czuć, że te miasta mają lata świetności za sobą. Zresztą sam kuracjusz to też zwykle postać melancholijna. Ja ten klimat przemijalności, tęsknoty za dawną świetnością czuję w zdrojach nawet latem.

    Zgadzam się co do Loussiera, ale to przypadłość niemal wszystkich twórców i odtwórców – na dłuższą metę każdy staje się bardzo przewidywalny. Dlatego należy sobie dozować wszystkiego po troszeczku. A Satiego wolę w czystej postaci, bez obudowy instrumentalno-interpretacyjnej. Oszczędność formy jest tu kompozytorsko zamierzona i robi właściwe wrażenie.

    Na dobranoc jeszcze trochę zimowej melancholii rodem z Francji:

    Claude Debussy – „Des pas sur la neige”.
    Krystian Zimerman.

  20. U mnie w domu mówi się ‚kapusta czerwona”. Te kolory to, panie tego, w związku z odczynem i papierkiem lakmusowym. Jak i wywabianie trudnych plam, gdyż wiemy, że kwas, względnie zasada to ten ,właśnie, tego, tak, słowem ‚czy jest tu Nutka?’. Znikam

  21. Ja tam nie lubię pająków. Muszę być mało wyewoluowany (mimo że blond), bo nasi dalecy kuzyni z lasów Konga też nie lubią. Jest z tym cała historia, jak wlazłem w podziemia, gdzie było tylko jedno wejście/wyjście 50×50 cm, przez sufit, obstawione przez pająki. Ci, co mają piwnicę to już wiedzą, jakie. I jak spędziłem chyba z godzinę zastanawiając się, jakby tu wyleźć na durch przez półtora metra ceglanego muru i parometrowy nasyp, żeby tylko nie tą dziurą.

    Co do pola kapusty, to mam jedno, ale zasadnicze zastrzeżenie. Aborigines, którzy hodują to warzywo na swoich ubogich, lecz uczciwych poletkach wielkich jak nie wiem co, zostawiają pozostałości, które na wiosnę się worywuje. A do wiosny te szczątki leżą i nadają okolicy (na szczęście dalszej) niezapomnianą atmosferę, którą Jerome K. Jerome nazwałby „mahoniowym powietrzem”. Ditto cebula.

  22. Kapusta prezentować się, prezentuje, ale jak pachnie… (taka moja idiosynkrazja).

    W Toruniu mają całą legendę wywodzącą nazwę miasta od tegoż rozkazu.

    DUA, ze staroświecczyzną jakoś tak jest, że z automatu bardziej ją lubimy. Patyna lat dodaje powagi wszystkiemu. Twórcy dopiero po wielu latach geniuszowieją, brązowieją, szlachetnieją. Bo dzieło, szczególnie to genialne, gdy powstaje nie zawsze się podoba… Jak Słowacki (i jego poezja) pani Bobrowej.

    Mamo Isi, to już wiesz, po jakiej kolonadzie się przechadzałam.

  23. Stanisławski namalował parę pól kapusty w kolorze kapuścianym podstawowym. Prawdę mówiąc nie pojmuję, dlaczego kapusta modra jest w rzeczywistości kolorze buraczkowym. Zwykła kapusta jest znacznie bardziej modra!

  24. Tak samo jak Nutria znałam jako 10-latka ten wiersz Słowackiego na pamięć (recytacja zaliczona na 5 w 4 klasie). Niestety przez 20 ostatnich lat zdążyłam go zapomnieć. Brawo, Nutrio i mam nadzieję, że Ty zapamiętasz „W pamiętniku Zofii Bobrówny” na zawsze. :)

    „Dobrze wiedziałem, lecz zapomniałem, może kto z Państwa wie, czego chciałem?”

  25. Alku, niby to warunkowe polecenie, a w trybie rozkazującym, czego to ludzie nie wymyślą!

    Zgredzie, wielu panów się przyznaje do takowych, aż się zdziwiłam.
    A przecież to moje idiosynkrazje. Jajka, owady, te rzeczy.

  26. Kochany Starosto, też uważam, że widok na pole kapusty jest bardzo malarski. Chyba Fałat się nim zachwycał.
    Nutrio, jesteś nadzwyczajna. Wyrazy uznania!
    Piętaszku, wydrukowałam sobie wierszyk na okoliczność wyjątków na „ó”; za chwilę będzie, jak znalazł.
    Alku, nigdym jakoś nie nawiedziła okolic Piaseczna, ale wierszyk Brzechwy nieco mi je przybliża:
    (…)Że cioteczna spod Piaseczna
    Okazała się stryjeczna,
    Bo kuzynka z Ciechocinka
    Zamiast córki miała synka,(…)

    No a na to platan, parę nietoperzy, dwumetrowy Wiking i zasmażka.

  27. Toruń mam wrażenie nie jest poleceniem, lecz warunkową zgodą. Na przykład jakby mi ktoś to zaproponował, to bym się zastanowił. A czy w stylu Ordona nie byłby raczej Tofruń (gdyby był)?

  28. Toruń!
    Absolutnie, dlaczego o tym nie pomyśleliśmy?
    Zgredziku, a nie lubisz wsiego, czy platana, czy Brulionu? Bo nie wiem.

    Wielkie nieba. dopiero zauważyłam, że Nutria nam z pamięci wiersz przytoczyła.
    Moje uznanie!

  29. Dobranocka Beatuszki bardzo mi się podobała.
    A dlaczego nikt nie powiedział: Toruń?
    To by nawet było w duchu Reduty Ordona.
    Platan zawsze przypomina mi początek Brulionu Bebe Bittner.
    A skoro było pytanie, kto nie lubi, to niestety ja. Ale nie tak bardzo.

  30. Gimnazjaliście doradzałbym wypożyczenie, chyba ze planuje już nie rosnąć. Znośny smoking można nabyć za tysiąc złotych, ale jeśli chce sie z niego wyrosnąć za rok… Pytanie, czy w Zakopanem da się wypożyczyć smoking. „Z wierzchu baranica, a pod spodem smoking” śpiewali słusznie Skaldowie, ale tamten zbójnik razem ze swoim smokingiem mógł być na przykład rodem z Krakowa i tylko baranicę zdobył na miejscu.

  31. Jeśli bal karnawałowy, to sądzę że smoking w polskich warunkach będzie w sam raz. Frak obawiam się, że to byłoby overdress albo przebranie (takie czasy), a w smokingu można chodzić z miną pt. „jakież to naturalne”. Jest parę polskich firm krawieckich, które sprzedają gotowe smokingi w cenach stosunkowo niewysokich.

  32. Jaśku!
    Przebóg!
    A więc kolejna próba przed Tobą.
    Ciekawa jestem, czy się przebierasz, a jeśli tak – to jaki strój wybrałeś.
    Powiem Ci na ucho, że na Twoim miejscu wybrałabym po prostu smoking.
    Albo frak.
    Wyglądałbyś jak dyrygent orkiestry symfonicznej, więc mógłbyś oświadczyć, że przebrałeś się za młodego Arturo Toscanini.

  33. Tak ! Autorko i stąd właśnie mój Filemon i Baucis spleceni na wieki w miłosnym uścisku oraz zazdrosna i równie mocno wpleciona forsycja. Mam więcej takich „grup Laokoona ” w ogrodzie :).

  34. Tak, Mamo Isi. A dalej:

    Gwiazdy błękitne,
    Kwiateczki czerwone,
    Będą ci całe poemata składać.
    Ja bym to samo, powiedział, co one,
    Bo ja się od nich nauczyłem gadać.

    Bo tam, gdzie Ikwy srebrne fale płyną,
    Byłem ja kiedyś, jak Zośka, dzieciną.
    Dzisiaj daleko pojechałem w gości
    I dalej mię los nieszczęśliwy goni.
    Przywieź mi, Zośko, od tych gwiazd światłości,
    Przywieź mi, Zośko, z tamtych kwiatów woni,
    Bo mi doprawdy odmłodnieć potrzeba.
    Wróć mi więc z kraju taką, jakby z nieba.

    Napisał jej ten wiersz, dodajmy w pamiętniku, ponieważ go poprosiła. Stąd ,,Niechaj mię Zośka o wiersze nie prosi”.
    Przepraszam za ewentualne błędy interpunkcyjne, ale cytuję z pamięci, więc to mnie chyba trochę usprawiedliwia.

  35. U mnie nie ma dużego odstępu od niczego, za to jest wysoki poziom wód gruntowych. Po tym, jak utopiła się nam dorosła czereśnia, ogrodnik powiedział: brzoza, wierzba albo ewentualnie platan. Brzoza w ogródku, dziękuję, czułbym się jak nad jeziorem Seliger. Wierzba – czy ja jestem Szopen? Stanęło na platanie, który w końcu wcale nie musiał się udać. Wtaszczono nam pięć metrów solidnego drzewa przez garaż, ustawiono do pionu, podlano. I poszło jak rakieta. Bardzo jest ładne. Potem jeszcze zachęcony powodzeniem zmusiłem cywilne dowództwo naszej kolonii (czyli niejakie stowarzyszenie mieszkańców) do wsadzenia czterech takich na rynku. Może je nawet widać trochę: można wpisać w google Krzywa Iwiczna, na nowszych zdjęciach rynku drzewka powinny już figurować. Wszystkie się udały, ale mój drzew ma rok przewagi, więc i tak jest największy.

  36. Zabawne!- sadząc drzewa wiemy przecież, że się poważnie rozrosną. A jednak zawsze sadzimy je w zbyt małych odstępach!

  37. Chyba z helikoptera… Tak twierdzi M. w chwilach zwątpienia. Ale nic, jeszcze dwa metry i pomyślimy co dalej.

  38. Tak, i nasza magnolia w pączkach – od jesieni zresztą.
    Platan dobra rzecz. Zapewne wiesz, że można go formować przez przycinanie.

    Beatuszko, to tym bardziej całuję malutką.

  39. Łaskawa Pani, magnolia robi co może, jest się już o co oprzeć. Teraz ma pełno pąków (magnolia trzyma duże pąki kwiatowe przez zimę). Natomiast po stronie przeciwpołożnej WETKŁEM platan. Od czasu wetknięcia przybyły mu ze trzy metry. Ja wiem, że on potem będzie miał 10 metrów w samym tylko obwodzie i zagrozi komnatom na parterze zwłaszcza. Jednak pozostawiam ten problem prawnukom, a chwilowo potrzebowałem zacienienia sypialni, mieszczącej się na piętrze.

  40. Dzień dobry!
    Skrzacik śpi sobie trzecią godzinę, chora bidulka.
    Dziękujemy za całuska.
    Z przedwojennych miejsc mieliśmy: Tłumacz, Zabłoć, Wsielub (a kto nie lubi), Tustań i Borysław. Drohobycz już się nie łapie. Poczytałam o historii nazwy.
    Oho, malutka się budzi.
    Ślemy całusy i uśmiechy.

  41. Madziu, Blanko, a ja osobiście za słodziutkim Peynetem nigdy nie przepadałam.
    Nagle patrzę, a to już staroświecczyzna. A tę zawsze lubię.

  42. Miła literacko okolica, proszę Waszej Wysokości.
    Widok na kapustę chwaliłabym sobie. Że nie wspomnę o dyni.
    No, jeszcze parę latek i magnolia zdominuje krajobraz zaokienny.

  43. Ulubiona Autorko, na wsi mam najlepiej, chociaż to taka wieś bardzo podmiejska. Niestety, nie letnisko, letniska to Konstancin, Falenica, Zalesie Górne i Dolne, a u mnie to raczej zadomowione pola po dyniach, kapuście oraz cebuli. Ale za oknem sad, więc tu jednak nie tylko kapusta głowiasta nasza. Klimat przynajmniej znośny, smog oglądam tylko patrząc nad przestworami Okęcia w kierunku na manhattan. W dobre dni widać wszystkie te nasze buildingi warszawskie w postaci skał pnących się na horyzoncie, natomiast w gorsze dni nie widać nic i cześć.
    Ale kilka kilometrów ode mnie to już w zasadzie zaczyna się Zalesie Dolne, czyli Zaborze z książki Marii Kownackiej. A tam dom Pani Redaktorki Płomyka wciąż stoi, chociaż już Kropki nigdy nie udało mi się ściśle zlokalizować.

  44. Uff, nareszcie w pracy. Przez ostatni tydzień miałem mnóstwo roboty, więc siedziałem w domu, gdzie mam wygodniejszy fotel. Wczoraj skończyłem, to przyszedłem do pracy zobaczyć co słychać. SowoP, w kwestii Erika Satie, porzuć smutki i wersję de Leeuw i rzuć uchem na płytę Gnosiennes and Gymnopedies nagraną przez Jacquesa Lussiera. Jak generalnie muzyką Loussiera lekko pogardzam za granie cięgle tak samo kolejnych utworów z klasyki (coś, co było ciekawą i nawet urodziwą nowością za kilkoma razami, po pewnym czasie zaczyna irytować), to jednak jego interpretacja Satie bardzo mi się podoba. Nie brzmi też szczególnie smutno. No dobrze, uważam że jest przebasowiona, gra tam na basie takie jeden arystokrata niezlikwidowany jako klasa, Benoit Dunoyer de Segonzac, iście zbójeckie nazwisko. A spójrz na de Leeuw, toż to czysty Rycerz Smętnego Oblicza, jak on niby ma grać, jak nie smutno.

  45. Był maj 1838 roku . Zygmunt Kraiński wraz z przyjacielem Konstantym Danielewiczem, z zawodu lekarzem, zamieszkał w hotelu „Korona” (dzisiejsza „Korona Piastowska”), miał więc do swej ukochanej parę kroków.
    Zaś pani hrabina Bóbr- Piotrowicką z Wołynia, wraz z córkami:Zofią i Ludwiką w pensjonacie „Pod Topolą” w Salzbrunn, czyli Szczawnie Zdroju.
    Nb. córeczce pani Joanny, Zosi, Słowacki napisał w sztambuchu:

    „Niechaj mnie Zośka o wiersze nie prosi,
    Bo kiedy Zośka do ojczyzny wróci,
    To każdy kwiatek powie wiersze Zosi
    Każda jej gwiazdka piosenkę zanuci,
    Nim kwiat przekwitnie, nim gwiazdeczka zleci,
    Słuchaj – bo to są najlepsi poeci…”

  46. Ja tam się wychowywałam na Jeżycjadzie (od 10 roku życia), wcześniej znałam bodajże „Kredki”. Mam ochotę skomplementować Ulubioną Autorkę, ale o tem potem. Za chwilę idę oprowadzać gości, jestem taka niewyspana, słaniam się, daleko mi do wielkopolskich zuchów. Jak ja tego dokonam, snuję obawy.

    Z kredkami i kolegą licealnym przypomniałam sobie anegdotkę, ale nie opowiem. Lubię Was Wszystkich! :)

  47. kieres.net, tak, znam ten adres już od jakiegoś czasu, byłam tam i wczoraj, bardzo ciekawe informacje.
    Sowo, co za udane porównanie z tym smętnym parkiem zdrojowym zimą.

  48. Beatuszko, dziękuję za obfitą dobranockę!
    Śmiałam się jeszcze o drugiej w nocy.
    Całuski dla skrzacika!

  49. Eleganckie miasto.
    Ale, Alku, na wsi masz najlepiej, prawda?

    Blanko, mówimy o Peynecie z pewnego powodu. Zajrzyj na stronę mojej córki Emilki (kieres.net) i popatrz, co ona znalazła i o czym pisze na walentynki. Sowa była i widziała altankę.
    Fluidy, jak to one, latają.

    Sowo, dziękuję za uroczą aluzję muzyczno-poetycką. Co za obrazek! Joanna Bobrowa w koczu przed kaskadą! Dwaj kaszlący wieszcze się o jej względy biją – na słowa.

    Dag – (wiad.pryw.) – ja, widzisz, pod pewnymi względami milczek jestem. Im bardziej milczę, tym bardziej czegoś to dowodzi.
    Ale spróbuję pomyśleć na zadany temat. Zastanowię się przynajmniej, OK?

  50. Dzień dobry. Co do Sopotu: możliwe że to dlatego, że przed wojną nazwa się nie odmieniała. Było sobie kąpielisko o nazwie Zoppot, jak się jechało, to jechało się do Sopot i cześć. No a jak się jedzie do (tych) Sopot, to wychodzi, że one są Sopoty, prawda? Taka językowa specyfika. Moja babcia też do Sopot jeździła. Mieszkałem tam przez pierwsze 3 lata życia i uważam, ze to bardzo niedobrze, że się przeprowadziłem. Ładniutkie miasto i sympatyczne. I Czesia Parasolnika pamiętam.

  51. Dzień dobry,
    Jak zwykle,zmierzając do pracy, raczę się tym, co spod Waszych klawiatur wychodzi.
    Wychowałam się na „Zakochanych” Peyneta, nadal mam ten egzemplarz, juz mocno sfatygowany. Zaglądam tu,i proszę! Peynet…
    Jak Was nie lubić?

  52. Na dobranoc:

    Jeden z najbardziej melancholijnych utworów na fortepian jaki znam. Smutny jak nieszczęśliwa miłość, smętny jak park zdrojowy zimą.

    Erik Satie – „Gnossienne no. 2”
    Reinbert de Leeuw.
    Na obrazku księżycowa altanka (Remedios Varo – „Celestial Pablum”).

    PD
    Widzicie jaka piękna koniunkcja Księżyca z Wenus?

  53. Juliusz Słowacki

    DO PANI JOANNY BOBROWEJ.

    O! gdybym ja wiódł Panią do kaskady!
    To tak jak ludzie przyjaciołom wierni,
    Ażbym tam zawiódł, gdzie pył leci blady
    Śród leszczyn w Gisbach, a śród laurów w Terni.

    Dzikie-bym zrywał na murawie kwiaty,
    A Pani w skałach siadła-byś myśląca,
    Jak anioł, skrzydłem kaskady skrzydlaty,
    Czekając z nad skał śpiewu — i miesiąca.

    Gdybym ja Panią do kaskady woził,
     Możebym wieczną tam zatrzymał siłą
    Śpiewem skamienił i lodem zamroził,
    I kazał tęczom świecić nad mogiłą.

    Lecz nie powiodę do takiego zdroja,
    Bo teraz straszna jest ducha kaskada;
    To cały duch mój i cała krew moja,
    Która na Polskę chce upaść — i spada.

    Raz ty porwana tym strumieniem gminnym
    Byłabyś nigdy nie wróconą światu:
    Dlatego poszłaś gdzieindziej — z kim innym,
     Ręki się bojąc dać dawnemu bratu.

    Bo dzisiaj Polka ciekawość pokona,
    A jej nie karmi to, co tłum paryski,
    Gdy w sercu Polska duchem urodzona
    Jak nimfa wstaje z perłowej kołyski.

    Dzisiaj siedzącej przed kaskadą w koczu
    Sumnienie Pani powie samo głuche…
    Że niegdyś łzy się tak sączyły z oczu!
    A dzisiaj! oczy patrzą — takie suche!

    Czyś tem przeklęta? czy błogosławiona?
     Że serce zimne — oczy łez nie leją?
    Powie ci kiedyś mogił druga strona,
    Gdzie serca pękną — albo się rozgrzeją.

    Co do mnie — wiem ja, jak to praca pusta!
    Serce kobiece na czas prze-anielić!
    Dlatego odtąd — wiecznie zamknę usta,
    I wolę nie być z Panią — niż zgon dzielić.

    Bo to okropnie! rany pozamykać,
    Zagoić wszystkie dawne serca blizny!
    Iść — i aniołów już nie napotykać!
     Już nie mieć ani serca! — ni ojczyzny!

    Gdybym był duchem wersalskiej natury,
    A taką Ciebie między tłumem zoczył,
    Zleciał-bym na cię jak kaskada z góry,
    Porwał — i rzucił w przepaść — i sam skoczył.

    1842 r. 14 maja.

  54. Czasami nie wiem, czy to Księga Gości (plus strona Adminki) jest przedłużeniem mojej rzeczywistości, czy może jest odwrotnie. Muzyczne altanki! Dopiero co wróciliśmy z wycieczki do pewnego dolnośląskiego miasta zdrojowego. W badach, jak wiadomo, są paskudne z wyglądu lecz praktyczne muszle koncertowe, ale oprócz nich mają tam też rzecz dużo piękniejszej architektury: hale spacerowe, tzw. kolonady. Przechadzali i przechadzają się po nich kuracjusze popijący lecznicze wody, zażywając jednocześnie świeżego powietrza bez obawy o spalenie słońcem czy zlanie deszczem. Śliczna to architektura! Ażurowa, drewniana (modrzew!) lub stalowa, klasycyzująca lub secesyjna. Oczywiście świetnie nadaje się też do muzycznych koncertów, co jest obecnie z wielkim pożytkiem wykorzystywane. Miasteczko, w którym byliśmy to niejako miejsce literackie (miałam nawet zrobić zdjęcie, ale ostatecznie zrezygnowałam): spędził w nim kilka chwil wiosną 1838 roku Zygmunt Krasiński, przechadzając się po kolonadzie (ówczesnej, bo obecna jest późniejsza) ze swoją nielegalną ukochaną (zamężną hrabiną) i rozmyślając, czy i jak się z tego niewygodnego układu wyplątać. Para ostatecznie się rozstała, ku wielkiej rozpaczy hrabiny. Żeby nie było dość miłosnego dramatu, w tej samej pani był zakochany do szaleństwa Juliusz Słowacki (a ona w nim nie).

  55. To już całkiem na dobranoc, bo jutro od rana zabawa z wnuczką i nie ma zmiłuj.
    Jutro nawet nie spojrzę na mapę Polski, ani do tego spisu.
    Chuchaj, Chrap, Milcz, Kołacz, Przyłap, Samostrzel, Niekładź, Nielep, Nieświń.
    Dobrej nocy, Starosto!
    Dobrej nocy, Ludu!

  56. Pozdrawiam Wilka Morskiego, serdecznie!
    Tak, zmieniały się i zmieniają nazwy miejscowości, ale nie wszystkie. Niektóre są odwieczne. Góra i Dół, na przykład.:)))

    Sopoty pamiętam, moja ciocia tak mawiała.

    Trzymaj się tam, na dalekich wodach, ahoj i dobranoc!

  57. Spodobał mi się Niewstąp.
    Przynajmniej uczciwe ostrzeżenie żeby omijać.
    To była miła lekturka DUA i potwierdzam, podlaskie obfituje w przeróżne dziwaczne nazwy miejscowości.
    Dobranoc pozytywnie zakręceni ludzie.

  58. Po wojnie istniała odpowiednia komisja do spraw nazewnictwa, nierzadko zdarzało się, że kilkakrotnie zmieniała wcześniej już nadane nazwy. Spotykałem ludzi, którzy Unieście nazywali Uniestami, a do dzisiaj niektórzy na Sopot mówią Sopoty.

    Tutaj dobranoc, a ja już od dwóch godzin w robocie.

  59. A jeszcze mi się przypomniała śliczna nazwa, choć naciągana nieco w naszej zabawie, bo nie w wołaczu, a raczej nawołująca do ruszenia naprzód : Przeździadka

    Oskarżycielska też, w sumie.

    Niechorze, to było cudne ☺️

  60. Mój ty Jaśku, ależ ładna scenka walentynkowa!
    Jakbym Cię widziała, dobrze to opisałeś!
    W chórku! Brr, rzeczywiście. Kto by lubił w chórku stać.
    Dobra, wyganiam Cię spać, bo znowu po nocy siedzisz, a jutro szkółka ukochana!

  61. Bez związku :

    Kłótnia, krótka, rózga, córka,
    Józef, zbój, na ogół, skórka,
    włókno, włóczka, wróżba, różna,
    żółw, tchórzliwy, wróbel, próżniak,
    oprócz, czółna, żółtko, wiórek,
    wójt, równina, chór, przepiórek,
    póty, póki, król, jaskółka,
    róża, płótno, szczegół półka,
    źródło, mózg, wiewiórka, która,
    stróż, ogórek, wspólna, góra,
    próchno, próba, późno, włóka,
    zapamiętać łatwa sztuka .

    Nie wiem dlaczego, ale przypomniał mi się ten wierszyk ułatwiający zapamiętanie pisowni w/w wyrazów, którego to wierszyka nauczyła nas Naszapanipolonistka w czwartej klasie SP:). Ale Dziatwa pewnie znaa…;)

  62. Ah, walentynki. W tym roku nasza klasa dostała za zadanie je przygotować. I zamiast po prostu zrobić walentynkową pocztę to jeszcze musieliśmy zrobić jakieś show:/ Brrr. Nie cierpię publiki, a na początku miałem w chórku stać. Potem miałem przemawiać, ale też zrezygnowałem. I skończyłem zmieniając z kolegą piosenki:D Ale tak było najprzyjemniej i najlepiej. No i trochę spóźnione życzenia dla wszystkich zakochanych i dla wszystkich bez pary (zaliczam się akurat do drugiej grupy)! Pozdrawiam:)))

  63. Żeby mi tylko bezpretensjonalna była!
    To się człowiekowi należy.

    Gio (wiad.pryw.)- znam tę historię. Dostałam zdjęcie nawet. A tam zajrzę. Dzięki.

  64. A ja na dziś skończyłem się karpić. Dane wreszcie przeliczone, raport wysłany, koniec z tabelkami. Teraz fajka, kawa i słuchanie bezpretensjonalnej muzyki.

  65. Dobry wieczór!
    Co ja się uśmiałam czytając Wasze wpisy!
    A do kolekcji:
    Mielno
    Kotomierz
    Nielisz

  66. Kojarzy mi się jeszcze Tuczno :)
    Pamiętam z dzieciństwa podobną zabawę- tematyczne wyszukiwanie nazw miejscowości w atlasie samochodowym. Lubiliśmy tak grać z bratem/ kuzynami w czasie wyjazdów na wakacje: odnajdowało się np. jak najwięcej nazw kojarzących się z imieniem któregoś z nas, albo np. nazw „zwierzęcych”, etc. Zawsze było przy tym dużo śmiechu.
    Ot, i deja vu. :)

  67. Dobrze, Ciotko, wysiekę i zagaję, wreszcie się zachmielę.

    Karpiąc się, Alku, jak to mam w zwyczaju, nad biurkiem lub książką.

  68. Zgredu, również mam podejrzenia co do koloru karoserii. Ale co do karpienia to nie mogę się zgodzić. Ja karpię, ty karpisz, on, ona, ono oczywiście karpi! Może też być zwrotne: nie karp się!

  69. Pani Małgosiu, dziękuję za adres. Zatonęłam w zachwycie. Do listy dorzucam: Wysiecz, Zagaj i Zachmiel.

  70. Nini, Natalii powiadasz?
    Nie wiem, czy pamiętasz, ale tak się dziwnie składa, że ja też mam na imię Natalia.
    Wiem, że reaguję trochę poniewczasie, ale znów miałam przerwę (na ,,Feblika” tym razem).

  71. Nutrio (wiad.pryw.)- ależ tak, zaczerpnęłam przepis na farby kwiatowe z wiarygodnego źródła i postarałam się wpleść go w tekst „Feblika”, dla chętnych.
    Musisz tylko zaopatrzyć się w ałun i w pelargonie!

  72. Kochany Zgredzie (wiad.pryw.), Bóg Ci zapłać za rycerskość, ale chodzi o specjalność zawodową Gio. Potrzebna była porada.

  73. Ale wracając do trybu rozkazującego: mamy 26 miejscowości o nazwie Czekaj!!!

    Wiem to wszystko, Ciotko z Mordoru, z Załącznika do rozporządzenia
    Ministra Administracji i Cyfryzacji załączonego do tekstu Sławomira Stalmacha „Pełna lista nazw miejscowości w Polsce” na rp.pl.

  74. Ciotko, fluid jako żywo!
    Polecamy się.

    Czy wiesz, że najwięcej jest w Polsce miejscowości o nazwie Góra?
    Na drugim miejscu rankingu uplasowały się miejscowości o nazwie Dół.

    Czy to nie mówi wiele nie tylko o naszym krajobrazie, ale i o charakterze?

  75. Dobry wieczór!
    To ja może trochę naciągnę.
    Kadłub. Z jednej strony taki kadłub, ale można powiedzieć też: „ka, dłub!”. Na przykład do… do K8 można tak powiedzieć. Pomijając 8. emotikon ;)
    Pozdrawiam
    Nutka

  76. Dobry wieczór wszystkim!
    No, co za fluid! Zaglądam tu po tygodniach wielu i widzę fantastyczną zabawę językową. A właśnie dopieszczam na jutro lekcję „Nazwy miejscowe i ich odmiana” i zrobiłam małą przerwę w pracy. Dzięki za inspirację, moi gimnazjaliści też się pobawią.
    Serdecznie pozdrawiam, ślę wirtualne uściski.

  77. Koleżanka poprosiła ucznia o odmianę wyrazu „szkoła”. Usłyszała ja szkoła, ty szkoła, on szkoła.
    Sama sobie winna. Mogła sprecyzować, o jaką odmianę chodzi..?

  78. Ach, był Tumidaj! A myślałam, że błysnę. ;-)
    No tak, nie doczytałam uważnie.
    Co do sprawy honorowej: już dziękowano. :-) Poza tym, dla mnie sama przyjemność.

  79. Szkoda, bo do Całowania, które znam, znalazłam właśnie Proszenie.
    Już się przestawiam.

  80. Cha, cha, Gio!
    Znalazłam pierwsza Tumidaj!

    A na stronie: serdecznie Ci dziękuję za chętną pomoc w sprawie honorowej.

  81. M. – dziękujemy bardzo!
    Dwuznaczeniowej chyba jeszcze nie mieliśmy.

    Beatuszko,
    Bógzapłać śliczny!

    Nini, pyszniutkie, ale szukamy tylko nazw w trybie rozkazującym.
    A czy jest na przykład Kulej?
    Muszę sprawdzić.
    Jest Wypluj, M,. ale nie ma Zwymiotuj, albo przynajmniej Zwróć.

  82. Zgredzie, przypominam sobie, że w którejś z książek (Rogera Zelaznego?) bohater latał wiernym statkiem o nazwie „Ford Model T”. To a propos galaktyki.

  83. M. twierdzi, że koło Olsztyna występują Zezuj oraz Wypluj. To pierwsze nawiasem mówiąc wykazuje dwa znaczenia.

  84. O, ładny fluid z Biedroneczką :-)
    Lubię fluidy!
    To jeszcze dorzucę kilka ciekawych: Podnieśno, Klęcz, Kadź, Niedysz, Gać, Stalmierz i nie mogłam uwierzyć, ale… Bógzapłać.

  85. W McDusi była Kopiec – Mrówek, ale to chyba wymyślone?

    Są też Oborniki Śląskie (wraz z ulicą Bagno), a zaraz przed nimi Wielka Lipa. Czego to ludzie nie wymyślą!

    Mojej siostrze bardzo podoba się Hihopter. Słuchała jak zaczarowana.
    Miłego pisania :)

  86. A w przerwie:

    Grab
    Kąp
    Kopcie
    Kleć
    Krusz
    Kup
    Liż
    Mały Pojaw
    Nadstaw
    Nieczuj
    Niewierz
    Niewstąp
    Obrąb
    Obucz
    Okop
    Uderz

  87. A jednak moją ulubioną nazwą miejscowości jest Radiator Springs, czyli Chłodnica Górska.

    A z form bardziej pojemnych, to Galaktyka Forda (na niebie).
    Jak w tym zdaniu z kosmicznego filmu „Spaceballs”: „I was born in Ford Galaxy”.

  88. Przepraszam, że się wychylę (czytam Wierzyńskiego, nie patrzę do spisu, ani na Google Maps – można by od razu skojarzyć, gdzie i co leży), ale dzisiaj zostałam nazwana mistrzynią riposty! Nigdy bym się tego po sobie nie spodziewała! Powiedziałam instruktorowi, że jest człowiekiem rozsądnym.

    Dziękuję Magpie za „Kłamczuchę”, właśnie nadeszła. A wraz z nią kolosalny rachunek za internet (dokupiłam trochę ponad limit). Gdyby nie Kłamczucha, to bym się martwiła (mam majątku całe 6 złotych, nieco długów). Nic to! Pomyślę o tym jutro! A teraz wyłączę praktycznie komputer. Mam mnóstwo po prostu czytania!~

    A Pani niech się dobrze pisze, Pani Małgosiu! :) Jak najlepiej! :)

  89. To jeszcze Stary Sącz.
    Nowy też może.
    No i tak po pańsku jak do służby – Niechorze!

  90. Nazwy miejscowości to sama radość. Od razu mi się przypomniały anonse drobne, ale nie pamiętam, czy z „Postępowca” Mrożka, czy z „Oparów absurdu” Tuwima i Słonimskiego. Zapodaję z pamięci:

    KACZY DÓŁ POSZUKUJE KACZEJ GÓRY. OFERTY POD: ŁAPY JUŻ SĄ.

  91. Piasek jest naszą specjalnością eksportową od milionów lat.
    W roku 2000 (i pewnie później, może i dziś) w muzeum parku narodowego De Hoge Veluwe w Holandii była wystawa interaktywna, gdzie każda forma geologiczna mówiła o swoim pochodzeniu po holendersku oraz w języku ojczystym.
    I stąd pamiętam frazę „jestem piasek z Polski”.

    Niemcy mają za to słowiańskie nazwy geograficzne, np. Rudow i wiele innych.

  92. Przez Tupadły jedziemy zwykle do Torunia, znam tę miejscowość. Ale jest jeszcze jedna o tej nazwie, zdaje się, że pod Lublinem. Nie chcę zaglądać do spisu dla sprawdzenia, bo znów mnie wciągnie. Wiem tylko, że Tupadły występują w Polsce dwa razy.

    Alku, panna Kiełbasa tylko zyskała na godności przez dodanie nazwiska mężowskiego. Cieszmy się.

  93. Piaski, Ulubiona Autorko, to nasza codzienność. Połowa Polski to tereny zandrowe. Żeby to chociaż Złote Piaski, ale niezbyt. Oczywiście złotko też bywało, Złotoryja na przykład, tutaj nazwa jest całkowicie jednoznaczna, kopalnie kruszców. Nazewnictwo może też być źródłem frustracji. Mam na myśli Ziemie Zachodnie. Człowiek nie ma możliwości dotarcia przez nazwę do historii miejscowości, łączność zerwana, no name land. Ale w Polsce to się jeszcze starali, niekiedy tłumaczyli te nazwy albo spolszczali dodając te wszystkie ąsie i ęsie. Obwód były królewiecki, tam to jest dopiero wyspa bezludna. Iława Pruska to Bagrationowsk, Tylża to Sowieck. Tylko ser tylżycki pozostał, ciekawe że jakoś nie sowiecki. Skoro ketchup przez większość okresu PRL nazywał się w handlu sos moskiewski… Język i nazewnictwo to potężne narzędzie i działa w obie strony.

  94. Krytycyzmu, UA, ale czy samo-? Przysięgam, że kiedyś zetknąłem się z nazwiskiem Gnojek, a także z nazwiskiem Brud. No sami siebie tak nie nazwali. Ale są też miana czysto rozrywkowe, na przykład dwojga nazwisk Kiełbasa-Toruńska. Autentyk, kolega pracował z kimś takim.

  95. Dzieńdoberek. Podlasie rzeczywiście obfituje . Np. miejscowość : Kłopoty – Stanisławy.
    W naszym regionie zaś mamy mieścinę o wdzięcznej nazwie – Tupadły. Pani Wisława byłaby zachwycona jak mniemam.

  96. Racja, Alku! Dużo samokrytycyzmu w tych nazwach. Albo może realizmu.
    Na przykład: niewiarygodna ilość miejscowości nosi nazwę Piaski.

  97. A propos – Męcikał… To samo w sobie jest komentarzem. Tamtejszego dziedzica powinni byli udusić w kołysce.

  98. W pewnych okolicznościach nawet z Magdą/Madzią może być problemem…
    Czytam sobie Orbitowskiego w pracy (e-book), a tu już myślę nad spisem miejscowości polskich. Życie obfituje w dylematy.

  99. Kiedyś z przyjacielem zastanawialiśmy się, dlaczego tyle miejscowości w Polsce nosi nazwy albo skatologiczne, albo przynajmniej trochę paskudne. Wojtuś zwrócił mi uwagę, że nazwy wsiom nadawali zwykle właściciele, do których dana osadka należała. Podobnie jak nazwiska chłopom, to tak na marginesie. Jak książę pan był w dobrym humorze, to mieliśmy (powiedzmy) Geniusze. A jak w niezbyt, albo mieszkańcy danego przysiółka mu podpadli, to powstawały Sukowatki albo Zakale. Wojtek sam jest bezet, więc mówił to samokrytycznie. A potem mamy dajmy na to bitwę pod Kaławą i zastanawiamy się, dlaczego Polakom jakby trudniej jest utrzymywać swoje historyczne machismo niż narodom, które jak wygrywały, to koniecznie pod Trafalgarem czy innymi piramidami. Mowa to potęga.

  100. No, troszkę mi ulżyło , chociaż tyle jeszcze nazw nieodkrytych czeka, powyżej”o”.

    Lecz okrzyk: PISZ! dzwoni mi w uszach. Idę, idę pisać, Beatuszko.
    A Wy szukajcie dalej.

    PS – Masłomęcz?! – jak najbardziej się nadaje.

    Tak, Beatuszko, Babciu Gąsko, z Ewą jest sporo. Czego by to dowodziło?

    Zgredziku, dzięki za wiad.pryw. Jak dobrze, że pamiętacie!

  101. Beatuszko, dobrze Ci mówić: Pisz!
    Ale jak ja mam spokojnie pisać, kiedy świat taki nieuporządkowany.
    Zawzięłam się, ale i tak całego spisu polskich miejscowości nie przelecę.
    Powiedzmy, że począwszy od „O”:

    Okop
    Okup
    Otrąb
    Pieściucha
    Podstaw
    Pław
    Podupełź (?)
    Poraj
    Prośno
    Przylep
    Przysiecz
    Przerąb
    Przyjmy
    Rąb
    Skop
    Skup
    Sól
    Stroń
    Susz
    Szerokopaś
    Szukaj
    Szum

  102. Mielno i Strzelno. Oraz Kolno. Ale to ściągnęłam z Tuwima. On lubił takie wygłupy ze słowami

  103. Jest, na Podlasiu.
    I inne Niemyje też tam są.
    W ogóle Podlasie obfituje.

    W 1939 jak Polacy walczyli, to musieli uważać, gdzie, bo potem trochę dziwnie mieć taką miejscowość, jako miejsce śmierci.
    Ale nie zawsze to pomagało, bo jak Niemcy szpital polowy zlokalizowali w takiej miejscowości (albo np. w miejscowości Dmochy-Wochy) i złośliwie zwozili tam rannych, no to potem różnie bywało.
    Ale obrączkę dziadka (in-law) babci odesłali.
    Tacy byli dżentelmeni. Przynajmniej niektórzy.

  104. Dla Ew tych nazw jest sporo: Straszewo, Połajewo.
    Dużo ponaglających: Pokośno, Suszno, Stulno.
    Ale Masłomęcz to już przesada.
    Zwyczajne : Bucz, Osyp, Przystań, Kopcie
    No i z uśmiechem dla najmilszego Starosty: Pisz!

  105. Nini, skoro zostałaś ciotką w walentynki, to dziecię mogłoby nazywać się Walentyna, nespa? Strasznie można oberwać przez wierność tradycji, na tej zasadzie o mało nie zostałem Bonawenturą. Ładne bym wyglądał, zwłaszcza w latach szkolnych. I tak trochę obrywałem za nietypowe imię, bo prawie wszyscy w klasie nazywali się Jarek. Bonawentury chyba nie dałoby się przetrwać.

  106. Jest, na Podlasiu. Jak również Czarnoszyje, to chyba podobna kategoria, tak jakby higieniczna.

  107. Dzień bobry!
    A „zawiść” to mi nie pasuje. Od jakiego to czasownika ten tryb rozkazujący?
    „Lubiąż” to raczej forma pytająca.

  108. Graj, Ewo! – o tym nie pomyślałam.

    O Zamościu natomiast pomyślałam, ale go zdyskwalifikowałam. Umość byłoby poprawnie. Albo Wymość.

    Zaniemyśl może być. Podobnie jak GOlub (a czy jest GOnielub?)
    Dziękuję, Beatuszko kochana.

  109. Dzień dobry Starosto!
    Dzień dobry Ludu Księgi!
    We Wrocławiu słonecznie i cudnie, ale lepiej zostać w domu, bo powietrze bardzo złe. Ech! Takie mamy ferie w tym roku.

    Nazwy miejscowości w trybie rozkazującym?
    Z tych złożonych:
    Grajewo
    walentynkowe: Golub i Lubiąż
    A Zamość też może być?
    Byle nie Zaniemyśl.

  110. Istny brylancik!
    Pani Małgosiu, dziękuję za ciekawe sugestie (twitter).
    Nini, pomyślę o kropelkach. I o szkłach oczywiście (w dalszym terminie).
    Nie spędzam dużo czasu przed monitorem, w pracy nie muszę, w domu dorywczo.
    :)

  111. Zaraz mnie złapało i zaczęłam szukać.
    Najwięcej takich nazw w trybie rozkazującym jest na Z.

    Zabiel
    Zacisz
    Zaleś
    Zaraź
    Zawieś
    Zawiść
    Zazdrość
    Zastaw
    Zrąb

    Ale są i inne!

    Wyrąb
    Krusz
    Biel
    Bolcie
    Kraj
    Zwierz

    Jak również złożone:
    Adamierz
    Adamów

    Fajna zabawa i ciekawe nazwy.

  112. Brylancik, Nini!
    Moje gratulacje i uściski dla dzielnej mamy!
    Natalia!- ślicznie!
    Niech się dobrze chowa!

  113. To mi przypomina audycję radiową na żywo, w jakiej kiedyś brałam udział. Słuchacze dzwonili, ja gadałam. Nagle wpadliśmy na pomysł, żeby wyszukiwać polskie nazwy miejscowości, które są w trybie rozkazującym, jak Wrzeszcz na przykład. Zaczęły się sypać setki nazw, umieraliśmy ze śmiechu, tak to było komiczne. Długo po audycji jeszcze sobie przypominałam i notowałam takie nazwy, wiele ich było, co jest bardzo osobliwe.

  114. I właśnie się dowiedziałam, że zostałam walentynkową ciocią!
    Brylancik jednak! ;o)

    PS. Ciocią Natalii.

  115. Natrafiłem na nich szukając w sieci zdjęć United Services College, Westward Ho!, czyli szkoły którą Kipling kończył i którą opisał. Tę, z której okolicy wydać było daleką panoramę wyspy Lundy. Stoi oczywiście do dzisiaj, jest to ciąg budynków w typie nie mającym odpowiednika w polskiej architekturze, w UK nazywa się to terrace i było dość powszechne. Taki jakby wiktoriański blok budynków. Obecnie są tam zdaje się mieszkania, pod bezpretensjonalną nazwą Kipling Terrace. A nazwa miejscowości (Westward Ho!) zaczerpnięta jest z tytułu książki innego pisarza… Nie przez Kiplinga zaczerpnięta, tylko przez założycieli. Jest to też podobno jedna z dwóch miejscowości na świecie z wykrzyknikiem w nazwie.

  116. Brylancik to był wczoraj! A dziś jakaś zgniła mgła..
    Com się naszukała rozmarynu, chyba wszyscy się rzucili?
    No to spróbujemy tę mgłę podnieść.
    Dzień dobry i dobrego dnia! :o)

    PS. Madziu, a może krople?

  117. Alku, tak, ci chłopcy tacy byli naprawdę.
    Lubię Kiplinga.
    Beresford podjął wyzwanie w dziedzinie fotografii. Przecież to było wtedy naprawdę wyzwanie! I to niezwykłe!
    Trzeba chyba poszukać innych jego prac, poza słynnym portretem. Na pewno jest ich mnóstwo w internecie.

  118. Dzień dobry!
    Pewnie, że zuchem jestem, są to cztery DOBRE strony, które pozostały po eliminacji. Co oznacza, że stron było więcej.

    Aha, Brassens! Czyli widziałaś wpis u Emilki, o Peynecie.

    Rzeczywiście strasznie wcześnie wstałaś!
    Ale, moim zdaniem, oczka Cię bolą od wpatrywania się w monitor. Polecam szkła przeciwodblaskowe.

    Co za dzionek dzisiaj! Istny brylancik!

  119. Dzień dobry.
    Starosto, jest Pani Zuchem! Jak sama Pani napisała. Cztery strony powieści! :)))
    A mnie już oczka bolą od tego wstawania przed świtem :(
    (Co zrobisz, jak nic nie zrobisz).

  120. Dobranoc UA. Właśnie znalazłem informację, że Stalky nazywał się Lionel C. Dunsterville, a pierwowzór M’Turka nosił nazwisko George C. Beresford. Beresford po krótkiej służbie cywilnej w Indiach ostatecznie został cenionym fotografem, jest (między innymi) autorem znanej fotografii Virginii Woolf. Dunsterville wybrał karierę w armii (zgodnie z tym, co Kipling napisał w ostatnim rozdziale Stalky’ego i Spółki), służbę zakończył jako generał-major. Dobranoc Ludu Księgi.

  121. Dobranoc, Walentynki i Walentowie!

    Mile spędziliśmy ten dzionek, prawda?
    Co do mnie, napisałam z dziesięć listów oraz cztery dobre strony powieści.
    Do jutra, wesoła gromadko!
    Alku, nie gwiżdż.

  122. Kompletnie nie nadążam z czytaniem wpisów, o pisaniu nie wspomnę, ale to wyznać muszę – czyta się Was po prostu klawo, czyli w dechę!

  123. Alku, to chyba ten sam mechanizm, co „dzieci pomagają sobie językiem”, czyli kiedy koncentrują się na czymś trudnym (np. nawleczeniu igły), to się oblizują.

    W piątym wersie bajki Mickiewicza „Osieł i pies” znalazłem coś niepokojącego.
    „Opowiem dla was, bydląt potomnych, nauki”.
    Czyli od dzisiaj mówimy „teoria ewolucji Mickiewicza”?

  124. Celestyno, ja być może gwiżdżę za kierownicą, żeby zapobiec szczękaniu zębów, to są zupełnie inne sytuacje. Ale gwiżdżę też, kiedy muszę się na czymś skupić, jest to jakiś mechanizm, co to nie pamiętam jak się nazywa. Że niby wykonuję machinalną czynność która powoduje, że skupiam się na innej czynności. Wspomniane o tym było w „Szachownicy flamandzkiej” Perez-Reverte. O tym mechanizmie, nie o mnie osobiście.
    Ulubiona Autorko, nie to że mi gra cały czas, ja to pamiętam zwyczajnie. Wspomniane było w książce Johna Ringo „Gust front”, którą sobie odświeżałem ostatnio (oraz w wielu innych książkach, jak sądzę, bo to cały czas jest podstawowa piosenka marszowa kawalerii amerykańskiej. Hymnem siódmego pułku kawalerii jest „Garryowen”, ale to inna sprawa). Rozgadałem się.
    Karolciu, nie oglądaj się na męża, jedz sama, skoro on woli ostrygi. A co tam.

  125. Co to za śpiewno – śmieszkowe Walentynki? Ale macie rację, trzeba się cieszyć. Czytając dziś te wszystkie komentarze uśmiałam się :)

  126. Alku!! A to zabawne. Malzonek moj ma rowniez taki odruch. Kiedy on zaczyna nagle tak dziwnie pogwizdywac za kierownica, wiemy, ze czegos nie jest pewien, gdzies sie zgubilismy. Wzrok ma jakis niepewny, a tym gwizdaniem usiluje nas chyba przekonac, ze wszystko gra, luz.

  127. Dobry wieczór!
    Walentynkowo i muzycznie. „Impromptu Z Rozmarynem” Kurylewicza. Jako podkład muzyczny dla Ofelii. Niesamowicie i obłędnie. (Emotikonek z pryszczami na cześć Bodzia!)

    Walentynkowo i smakowicie. Miało być. Awokado okazało się niedojrzałe, a słoik z korniszonkami postanowił skoczyć na główkę. W domu unosi się teraz romantyczny opar octu.

  128. Dobry wieczór!
    Fluidy płyną i płyną. Byliśmy dziś z Podobnym na pizzy (prowansalskiej). Jak zwykle zjadałam oczami pół menu, więc dobraliśmy jeszcze to i tamto, co skończyło się powoooolną, ale pełną determinacji („nie ma to-tamto, jemy do końca!”) ucztą, zakończoną – już tradycyjnie – słowami: „następnym razem zamawiamy o połowę mniej”!
    Raz jeszcze walentynkowe pozdrowienia dla Wszystkich Księgowych!

  129. Alek rozśmieszył mnie w pracy tak (pisząc o zwiększaniu zaufania do kierowcy), że dałam temu niespodzianie głośny wyraz. Dobrze, że ta znajoma pani Małgosia zaczęła się w tym momencie śmiać z jakiegoś quizu internetowego i myślała, że śmiejemy się razem, bo inaczej wyszłabym na dziwną.
    Alku, dziękuję

  130. Walentynkowy dobrywieczorek !:) I jak tam hulanki, swawole ? Mnie w tej chwili przyjemnie kołysze muzyka SIMPLY RED . Dawno nie słuchałam i jakże niesłusznie ! A M. słucha i czyta (jak zwykle).
    Z kulinariów, mieliśmy dziś danie z pogranicza kuchni włoskiej i bałkańskiej (sos na bazie sera feta). Och te włoskie makarony – pycha!
    Pozdrawiam rozśpiewanego pana Musierowicza. My też śpiewamy. Bywa, że jednocześnie, ale wcale nie to samo.

  131. ‚Behind the door her father keeps a shotgun
    u drzwi jej tatuś czyści spluwę- obie wersje pyszne. Amerykańska muzyczka bardziej ‚bouncy’, jak to kawaleria
    No i wieczór mam z głowy…

  132. Popatrz, Babciu Gąsko, a jemu to gra przez cały ten czas, biedny chłopak.

    Karolciu, jest tak zimno, że musimy się tu jakoś dogrzewać.

  133. Och, Alku, ‚yellow ribbon”! Ile to lat temu nas tu tym zaraziłeś… I znowu mi gra w głowie! Znowu!

  134. Kochani!
    Co tu się wyprawia? Czy to wiosna blisko, czy to te Walentynki? Czytam Was i cały czas się śmieję. Kocham Was. A najbardziej Alka za „poważny posiłek”, po którym „nie jest się głodnym do wieczora”.:) Było to swego czasu jedno z moich ulubionych dań, ale wyszłam za mąż…:)

  135. Ateno, a czy to nie Ty masz Wierzyńskiego z autografem?
    Wydanie Łuku mogłabym również zeskanować (powolutku).
    Mam trochę niewyraźny skaner, ale powinno się udać.
    ??

  136. Kochanych Walentynek drodzy księgowi! U nas dziś walentynkowy bigos. Mąż wraca z pracy i już się cieszy!

  137. Nie przepraszaj, Alku, melodia to skoczna i optymistyczna.
    Lecz wrócę do Łucji z Lammermoor ze względu na dużą przyczepność.

  138. Alez jeden z kaktusow ma czerwony czubek :).
    Gasiatko juz dostaje walentynki? Czas sobie plynie…
    Mam „Poezje zebrane” Wierzynskiego w jednym tomie, wydane w Londynie. Moze warto tego wydania poszukac.

  139. Madame, przepraszam! Tak mi się tylko ta „Brzydula” wypsnęła. A co do M. to nie ma mowy o śpiewie i raczej nie wtedy. Chodziło mi o czysty w tonacji pisk na jednej nucie, że można ciąć butelki. Natężenie odpowiadające znanemu z ruskich bylin, Sołowiej chyba było złoczyńcy, który likwidował zbędne osoby udarem akustycznym. Musi to być rodzina.

  140. Ratunku!
    Mam w głowie „Brzydula, i rudzielec, niby nic, a jednak wiele…”. Zaraza.

  141. Mruć się snucząc.

    Alku. Ja też bym tak reagowała na zajadłe świstanie przez zęby, w tych okolicznościach. Ciarki na plecach.
    To mówisz, że M. wtedy właśnie zaczyna śpiewać?!
    Interesujące newsy, doprawdy.

    Ateno, moim zdaniem ten pan mógł się bardziej postarać, popracować nad symboliką. No, ale przynajmniej pamiętał. Duży plus.

    Just, tak, włoska kuchnia jest najlepsza na świecie, i najzdrowsza. I pełna wdzięku oraz radości życia. Lata życia doprowadziły mnie do tej konkluzji.

  142. Najbardziej uciazliwe jest, gdy wpadnie w ucho nielubiana piosenka, a od wlasnego spiewu juz sie uciec nie da.
    Sciskam Walentynkowo. Wlasnie wszedl mezczyzna (do pracy) i dostalysmy maly ogrodek kaktusowy w kwadratowej doniczce. Kazda swoj. Milo

  143. Widzę, ze DUA lubuje sie we włoskiej kuchni, wczoraj makaron zapiekany, dziś pizza :)

    Miłych Walentynek tez Wam życzę!
    Upiekłam wczoraj z tej okazji torcik czekoladowy, może następnym razem będzie ten wg przepisu Pani Małgosi. Brzmi zachęcająco, chociaż ciekawa jestem jego smaku ( rozmarynu używam głównie do dan mięsnych ).

    Casciolino, bardzo chętnie się z Tobą spotkamy, musimy tylko jeszcze udoskonalić chodzenie :))
    Wiosna tuż-tuż.

  144. Zajmowanie przestrzeni uszystej, UA. Ja z kolei nie z tych, co śpiewają (mam okropne możliwości wokalne, mimo że słuch ok), M. z kolei daje głos tylko w chwilach paniki, ale wtedy to tynk leci. Natomiast (jak się okazuje) podobno gwiżdżę pod czas prowadzenia samochodu, szczególnie w tak zwanych sytuacjach. Mówiono mi, że wygląda to tak że mgła, gołoledź na E-16, trzymamy się kierownicy wszystkimi czterema, i ja wtedy zaczynam przez zaciśnięte zęby irytująco świstać popularne melodie, na przykład „Brzydulę” albo „Yellow Ribbon”. Podobno w niczym nie zwiększa to zaufania do kierowcy, a raczej wzmaga uczucie, że wszystko stracone i ze śpiewem na ustach jedziemy wiadomo dokąd. Przynajmniej tak twierdzi rodzina. Ja tam nie wiem.

  145. Ja sobie często śpiewam w myśli, Celestyno. Przypominają mi się bowiem oratoria albo arie Mozarta w wykonaniu Kathleen Battle, więc zdecydowanie lepiej jest śpiewać wewnętrznie, że tak powiem.

    Wójcie, tak, to jest ten mechanizm. Zaraźliwość ognisk zastoinowych.

  146. Zobaczę na pewno, ale facebooka to mi w pracy zablokowali.
    Moja mama śpiewała mi taką piosenkę o kwiatach polskich „a gdzieś daleko stąd został rodzinny dom, a w nim bukiecik”, i to mnie kilkuletnią (ze 3, 4 lata) niesłychanie wzruszało oraz tak jakoś zniechęciło definitywnie do emigracji. Różnie bywało, ale wyjeżdżać to mi się chyba nie chce. Może na krótko. Ale to mnie nie stać z kolei. :) Trudno!

  147. Starosto, te ogniska zastoinowe mam każdego dnia. Wystarczy, że Sonatina wejdzie na chwilę do kuchni, bo ona ciągle coś nuci, i gotowe. Czasami nawet nie wiem,kiedy to się stało, śpiewam sobie i myślę : skąd mi się to wzięło? A Zosia : hihi, już ci, mamo, sprzedałam. No i już wiem skąd.

  148. Celestyno, a bo takie śpiewanie bywa dla domowników uciążliwe. Nawet jeśli śpiewa się czysto.
    Może chodzi o zajmowanie przestrzeni psychicznej?

  149. Ale fluid, Madziu! Piórnik! Aż mnie zatkało.
    Akurat w tej chwili Emilka pokazywała mi swój walentynkowy wpis na Facebooku, a także ten na jej stronie autorskiej
    W tym pierwszym jest o piórniku właśnie! Zobacz koniecznie.
    Ten drugi – śliczny – jest o rysunkach Peyneta.

  150. Ależ! To nie był wcale piórnik drewniany, tylko taki plastikowy czy ceratowy (pocz. lat 90), dużo tam było dobra wszelakiego, więc niestety ciężkawy. Biedny Lomek! A, i dawno się już ożenił. A potem podobno chorował, nie wiem co dalej.
    Radek jeszcze biedniejszy, w zeszłym roku zginął w wypadku motocyklowym (jakiś kierowca wymusił na nim pierwszeństwo).
    Przepraszam, że niechętnie, ale łamię zasadę decorum. :(

  151. Alez Pani zazdroszcze! Lubie ludzi spiewajacych w domu, przy codziennych zajeciach. Pamietam z dziecinstwa, ze moja mama zawsze sobie nucila, podspiewywala. Teraz to ja jestem strona podspiewywujaca, ale trudny moj los, bo dziecko moje, niestety, ciagle mnie powstrzymuje. Nie wiem, moze ja lekko falszuje? Chociaz- na moje ucho – jest w porzadku:) Dziecko gra, ale i spiewa w chorze, moze moje zartobliwe spiewanie drazni jej wrazliwe ucho? Choc ja odbieram to raczej jako skrepowanie przed zbytnia spontanicznoscia, taki etap chyba.

  152. O, Celestyno, z pana Musierowicza to jest dopiero skowronek!
    Ten człowiek śpiewa przez cały dzień.
    Wyniósł ten obyczaj z domu rodzinnego. Tak w dawnej Polsce wyglądało życie domowe: było tysiąc okazji do zanoszenia się śpiewem.
    Mnie się to podoba (głos ma ładny), chyba że akurat piszę, a skowronek wciąż swoje ” …koń gotów i zbroja, dziewczyno ty moja, uściśnij, daj miecz!”.
    Ale przy malowaniu lub gotowaniu już mi to nie przeszkadza.

    Dziś pizza z pieczarkami i mozzarellą, jakbyś chciała wiedzieć co w piekarniku.

  153. Chesterko, pod wpływem gwałtownego wzburzenia, rzuca się tym, co ma się pod ręką akurat. Różnie bywa.
    Ale, ale, dzisiaj my tu o czym innym..
    Pani Malgorzato, jaki to ladny widoczek Pani roztoczyla wczoraj wspomnieniem wspolnego nucenia piosnki o Kutnie (to jakis lubiany w piosenkach motyw, np.u Przybory:”O, Kutno, okrutne Kutenko..”) i wkladania zapiekanki do piekarnika. Az sobie wyszukalam te Asocjacje Hagaw i piosenke „Podroz poslubna do Kutna”. :)

    Ilonuto, moj mezczyzna-skowroneczek poranka, myslac, ze chlustanie kawa byloby robieniem halasu (a nie byloby), wymyka sie zawsze na paluszkach do pracy, zebym mogla jeszcze te pol godzinki pospac. W sumie to tez mile.

    Wspanialego dnia wszystkim!
    Pamietam jak walentynki niesmialo przedostawaly sie na polskie podworko, sluchalam jakiejs audycji radiowej na ten temat, jakos w polowie lat 80-tych, i myslalam sobie jaki to mily obyczaj z tym wysylaniem kartek.

  154. Chesterko, fluid dziwny. Właśnie słucham (obierając pieczarki) „Łucji z Lammermoor” Donizettiego. Śliczna muzyka.

    Dzień dobry, Wiolu!

  155. Twórczość księdza Twardowskiego bardzo lubię i cenię, ale tu ( chodzi o wiersz o świętym Walentym, zoologii i botanice ) bym się z nim nie zgodziła, a raczej wykazała mu nieścisłość. Bo przecież można i tak: słowiczku, skowronku, misiu, kotku, żabciu, myszko, pszczółko, jeżyku, wiewióreczko …
    W drugą stronę też by się dało ( obraźliwie – botanicznie), ale to nie dziś, nie przy tak przyjemnej okazji.
    Miłych Walentynek!

  156. Dzień dobry pełne miłości! O Walentynkach usłyszałam chyba po raz pierwszy, czytajac Waltera Scotta „Narzeczona z Lammermooru”.
    Magdo, tak mi się przypomniała dziś Twoja historia z huknięciem drewnianym piórnikiem – toż to jak z „Ani z Zielonego Wzgórza”. Tam chyba była tabliczka.

  157. Cieszę się tym nowym wpisem!
    Każdemu z Was życzę Miłości – dawanej i otrzymywanej, Miłości tej ludzkiej, i tej Bożej, bo ta pierwsza z tej drugiej wypływa.
    (też lubię ks. Twardowskiego, dzięki Wam więcej poezji podczytuję)

  158. Dzień dobry!
    Walentynkowy esemes to też jest jakieś rozwiązanie. Ale sonet napisać – lepiej.

    Madziu, a nie, nie wręczam walentynek (chociaż przecież je dla Was maluję!), nie mam potrzeby. Za to nie waham się przed użyciem innych środków wyrazu. I to nie raz do roku, mąż Magpie ma sto procent racji. Trzeba miłość okazywać codziennie.
    Jaki mądry chłopak.

  159. Duzo Milosci Wam zycze, drodzy Ksiegowi! (Z DUA na czele).

    Piekny ten zapach czekoladowo-rozmarynowy.

  160. Miłych Walentynek! A miłość trzeba okazywać codziennie – to słowa mojego męża. Podpisuję się pod nimi i ja. Pozdrawiam was Kochani!

  161. Jak to Pani nie dostała?! Nigdy!

    Szczerze mówiąc, ja też nie za bardzo, a zwł. w wieku pensjonarskim. :)
    Ale kiedyś, przez parę latek, dostawałam walentynkowego esemesa i to po jednym jedynym spotkaniu. Sympatyczny chłopak, nie do końca w moim typie.
    A czy Pani wręcza Walentynkę? Bo taka pani Małgosia z naszej pracy owszem, wręcza.

    Wstałam, przymuszona koniecznością, przed świtem. Niestety:/ Zastanawiam się nad wysłuchaniem Mozarta, ale w pracy nie mam głośników, więc chyba potem.
    Miłych Walentynek wszystkim życzę :)

  162. Nutko, dziękuję za dobre słowo, raczej mnie przeceniasz. Ale za to… pozdrowienia walentynkowe.

    „…jakże nazwać, nad którą się czuwa
    ciepła garść w oprawie uśmiechu
    każde słowo innych słów jest echem
    a z nowymi idzie jak po grudzie”

  163. No, no, Ilonuto!

    Aha! A ciekawe, Babciu Gąsko, kiedy młodsze Gąsiątko dostanie walentynkę.
    I jeszcze mnie ciekawi, czy nasz Jasiek dostanie.;)
    (Jaśku, gdzie Ty znowu przepadłeś?)
    Ale, rzecz jasna, pamiętajmy, że to nie jest obowiązkowe.

    Osobiście nigdy nie dostałam. Za moich młodych lat dzień św. Walentego kojarzył się (wybranym) głównie z Ofelią.
    Mody na walentynki w ogóle nie było. Uwierzycie?
    Co za strata niepowetowana. Tyle zabawy mnie ominęło!

  164. Niech to dla Was wszystkich będzie piękny dzień!

    Oby wszystkie Księgowe zostały przywitane z rana przez mężczyznę-skowroneczka (za Przyborą):

    „Mężczyzna – skowroneczek naszego poranka!
    On nas obudzi łagodnie zapachem śniadanka.
    Ustami, jak owoce, powiek naszych muśnie,
    wonnej kawy z dzbanuszka w filiżankę chluśnie,
    zawiadomi, czy śliczna, czy brzydka pogoda
    i piosenką do wstania i pracy sił doda!”

    A Panowie-Księgowi niech zobaczą, też za Przyborą, „dziewczynę pachnącą szczęściem”.

  165. Tak, Iskro, nic dziwnego!
    O, a za dziesięć minut zakrzykniemy sobie za Ofelią: „Dzień, dobry, dziś święty Walenty!”.
    Powiedziała to, co prawda, w scenie szaleństwa, ale przecież kalendarz nie kłamie.
    „Oto rozmaryn …” i tak dalej. Biedna Ofelia.

  166. Tak z Walentynkami to DUA i jej rodzinie i Wam drodzy księgowi chciałam napisać coś miłego.
    Nie mam polotu Alka czy stylu Sowy, więc po prostu powiem DOBRZE, ŻE JESTEŚCIE.
    Należę do tych szczęśliwców, którzy od wielu już lat Walentynki mają codziennie. Miłe są jednak wszelkie dodatkowe oznaki tego, że ludzie się kochają i lubią. Dobro się szerzy…

    Uroczego dnia z ukochanymi, kochanymi, przyjaciółmi etc.

    Ps. Moim ukochanym poetą jest właśnie ks.Jan Twardowski, to nie dziwię się już DUA dlaczego Wierzyńskiego tak polubiłam.

  167. Nutko!
    Moje wielkie uznanie!
    Jesteś dziewczęciem renesansu.
    Co ja mówię! One mogłyby się przy Tobie schować w kąt.
    Nie miały pojęcia o tym, co Ty masz w małym paluszku.

    Bardzo dziękuję za tę strofę!
    Dobranoc! Miłych Walentynek!

  168. DUA! Ten FLUID wymaga odpowiedniego uczczenia (coś w stylu Tribute to Romantic Poems for Valentine’s Day), dlatego pozwolę sobie ułomnie naśladować poetę:

    I love you more than this FLUID flows,
    And more than a common thought,
    I love you more than actors love applauded bows,
    And more than interesting plot.

    Na szybko, z pewnością nie do końca jak należy (choć sprawdziłam sylaby w wersach, emotikon), ale za to walentynkowo – prosto z serca.
    Przesyłam ukłony!
    Nutka

  169. Najlepiej codziennie.
    Na różne sposoby.
    Kanapki do pracy – jak najbardziej. Z papryką wyciętą w kształt serduszka.
    Zresztą, może być i z chrzanem.

  170. Ogden Nash jest we wpisie z ubiegłego roku, znalazłam. Podobny już wtedy dostał ten wiersz – wydrukowany i okraszony małymi ilustracjami, które wykonałam kolorowymi długopisami.

  171. Dobrze, Ozdobniczko!
    Ciasto jest całkiem nietrudne, a bardzo pyszne. W sam raz na zimny luty.
    A przyjaciele i rodzina też zasługują na ciepłe słowa i całusy. Oraz na ciasto w kształcie serca.

    Nutko, ależ nigdy się nie wahaj, Twoje wpisy także lubimy!
    Ogden Nash wciąż jest w którymś z minionych wpisów lutowych, walentynkowych.
    Tak, luty 2016.
    Przeczytaj Podobnemu.

  172. Ja osobiście nie zgłębiłam jeszcze poezji miłosnej, bo szczerze mówiąc jakoś nie przypadła mi do gustu. Ale dziś, gdy czytałam wiersz naszego Wierzyńskiego, to postanowiłam, że poczytam co nieco o miłości (której jeszcze nie zaznałam, choć mam nadzieję, że poeci pomogą mi „nauczyć się z nią obchodzić”, jak mawiała moja babcia). Bo przcież miłość nie zawsze możemy poznać od razu.

    A co do samych Walentynek, to mimo że nie jestem zakochana, obchodzę to święto całkiem poważnie. Parę miłych słów do przyjaciół i rodziny potrafi dużo zdziałać.
    Przesyłam walentynkowe uśmiechy :) :) :)

    PS. Jutro koniecznie robię ciasto, bo przepis brzmi świetnie.

  173. Dobry wieczór!
    Próbowałam się wpisać pod poprzednim Wpisem – jakoś zabawnie, żeby w odpowiedniej konwencji dać znać PT Alkowi, że bardzo fajnie się czyta to co pisze. Ale coś zabrakło mi polotu, więc się nie wpisałam.
    Później pomyślałam – napiszę zabawnie o tym jak próbowałam napisać coś zabawnie, ale mi nie wyszło. No i oczywiście też nie wyszło.
    Aż tu uratowały mnie Walentynki i Wierzyński.
    „Co zostanie?”
    Trochę się zdziwiłam, ale został nawias. „(To jeszcze nie to, ale już blisko)”
    Lubię wiersze walentynkowe, które Pani poleca, DUA. Wciąż miło wspominam Ogdena Nasha.
    Serdecznie pozdrawiam
    Nutka

  174. Zgredzie, dziękuję za muzyczną wskazówkę. Muszę posłuchać. Szekspir u Stinga! Lubię Anglię.

  175. Alku, no byłaby to, i owszem, przyjemna karteczka. Nie przesłodzona.

    Ilonuto, pieczone jabłka są potrawą wielce symboliczną. Bardzo stylowa.
    Dzięki za miłe słówko o Opium.

  176. „Lecz trzeba tylko jednego spojrzenia
    pełnymi wielkiej miłości oczyma,
    by w akord związać wszystkie struny duszy…”
    (Kazimierz Przerwa – Tetmajer „Są takie chwile…”)

    Ania K. mi przypomniała :)

  177. Ulubiona Autorko, przemyśliwam na Walentynki jak wyglądałaby kartka z napisem „witaj maleńka najmilszy mrówkojadzie ty mój”. To nie jest tak zwana propozycja dla autorki, tylko świeży pomysł. To zdaje się Gałczyński, kochliwy był z niego łobuz.

  178. Dobry wieczór! Cześć i czołem!
    Jestem z Wami codziennie wieczorem: zagłębiam się w Wierzyńskiego, zachwycam obrazami, zabawnymi interpretacjami śnieżnych zabaw sprzed stuleci, słucham polecanych utworów, czytam niektóre z zachwalanych przez Was książek (a ostatnio „wciągnęłam” po raz chyba dziesiąty „Opium w rosole” – jak ja uwielbiam Geniusię!), wysyłam do Was fluidy z emotikonami i bez nich i cieszę się, że choć cichutko – to jednak Wam towarzyszę.
    Nabrałam ochoty na te rozmarynowo-czekoladowe specjały… Może jutro coś walentynkowego Ukochanemu uwarzę. My ostatnio raczymy się zimowym deserem, na który składają się pieczone jabłka w miodzie z rodzynkami, migdałami i cynamonem i posypane kruszonką. A może dziś ukręcę jeszcze ten kogel-mogiel z prądem?
    Nad morzem mróz trzyma…

  179. Mnie też komputer onegdaj uskrzydlił, hej!
    Szarotka mogła by coś o tym powiedzieć.

    Szczęśliwych Walentynek dla każdego!

  180. Miało być jutro, ale skoro za sprawą Starosty tak walentynkowo się zrobiło, to może być dziś.

    Sting, „Sister Moon”.
    Jest tam incipit pięknego sonetu Szekspira.

  181. Mocno filozoficznie, muszę przyznać. A co do koleżanek z klasy- to szału nie ma- uważają go za malkontenta i marudę /i słusznie, w sumie/. Widocznie przy komputerze nabiera dodatkowych rumieńców.

    Miłych Walentynek dla wszystkich!Uściski

  182. Ależ, Babciu!
    Nawet ja nie jestem stara.
    Swoją drogą – gratuluję, chłopak musi łamać serduszka w całej podstawówce.
    A jak on to zniósł?

  183. Gąsiątko starsze otrzymało dziś /wcześniej, bo kurs tylko raz w tygodniu/ pierwszą serio-serio walentynkę. Konam.
    Czy to już? Już jestem stara? /że tak polecę klasykiem/

  184. Widzę, że muszę zapolować. Dziękuję za oświecenie! Będąc małą dziewczynką zastanawiałam się często, czemuż to właśnie rozmaryn ma się rozwijać, ech..

  185. Też tak mi się zdało, Sowo, że to musi być to: na skrzypce i altówkę, pogrążone w czarodziejskiej rozmowie.

  186. Tak, moja Nini luba (wiad.pryw.), tak, zauważyłam i poprawiłam od razu. Przepis na sos powinien być ZA przepisem na ciasto.
    Dziękuję za czujność.
    A przepis pycha, powiadam ci!

  187. Z okna wychyla się Mozart i płynie, świetne to. Zapewne płyną z niego dźwięki Sinfonii concertante in Es.
    Ha, a Mozart nauczył się jak dobrze skomponować ten gatunek nie gdzie indziej jak w Paryżu!

Dodaj komentarz