Na Walentynki

walentynka15

 

Ze wszystkich mych dzieł plastycznych, ośmielę się zauważyć, powyższa e-kartka walentynkowa oddaje najcelniej to, o co właściwie chodzi w tym miłym święcie.

Dlatego pozwalam sobie przypomnieć Wam ten rysunek. Ale Wy możecie przecież zajrzeć do tutejszego działu „e-kartki” i wysłać pod właściwy adres inne obrazki.

Na przykład ten:

 

walentynka10

 

No i – tak tylko przypominam dla porządku, bo przecież świetnie o tym wiecie – nie masz jak dobra poezja w Walentynki!

 

Dulcibus est verbis mollis  alendus amor.

Czuła miłość powinna być karmiona słodkimi słowami

(Owidiusz)

 

Unikajmy jednakże kiczu, niech nie będzie zbyt słodko. Wielcy poeci też kochali, a wyraz temu dawali w sposób niezrównany i wcale nie słodki:

 

Bardziej się lękam chłodu w twoich oczach

Niż zimnych kling dwudziestu wrogich mieczy!

Ciepłe spojrzenie starczy mi za pancerz.

(Szekspir, Romeo i Julia,

przekład Stanisława Barańczaka)

 

Albo nasz ulubiony

 

Kazimierz Wierzyński

TRZY OKNA

 

Ty jesteś jak moje trzy okna,

W jednym rozsiadły się białe doniczki,

W drugim rośnie moja młodość

A trzecie jest zasłonięte,

W nocy gdy wracam, widzę z daleka

Trzy moje światła nad pustym morzem,

Trzy moje okręty.

 

(Ale to jest nieprawda).

Ty jesteś jak moje trzy okna,

Z jednego wychyla się Mozart i płynie,

W drugim wietrzą się ubrania po naftalinie,

A trzecie jest zasłonięte,

W nocy, gdy wracam, myślę tylko o tem,

Że do ciebie należę, jakbym był przedmiotem,

Domowym sprzętem.

 

(To jeszcze nie to, ale już blisko).

Ty jesteś jak moje trzy okna,

W jednym jest wszystko,

W drugim jest wszystko,

A trzecie jest zasłonięte,

W nocy gdy wracam

(Trochę niepewnie, bo się zataczam),

Ostrożnie uchylam drzwi i wchodzę po cichu

(A nuż się narażę jakiemuś lichu),

I nagle widzę sam siebie, że stoję

W ciemnym pokoju (tak blisko, tak blisko).

I że wcale stąd nie wychodzę,

Że niepotrzebnie zmyślone me dziwy

Wciąż rozpowiadam, staram się, męczę

Wiecznie omylny, w szczęściu i trwodze,

Że tylko za oknem tym  jestem prawdziwy,

Przed ciemnem, zakrytem

Moim widzeniem,

Moim zachwytem

I uniesieniem

I to jest ostatnie

Wszystko.

 

Te wiersze – i jeszcze inne – wybrałam kiedyś do mojej książki Dla zakochanych (Akapit Press, 2008), łącząc je zręcznie z przepisami na miłosne przysmaki kulinarne, i chętnie bym tu teraz zareklamowała tę książkę jako prezent walentynkowy, o ile oczywiście jeszcze można  gdzieś ją kupić.

Tyle tam użytecznych wiadomości dla PT Zakochanych!

O rozmarynie, na przykład: symbolizuje  on wierność w miłości. Jasne jest więc, że osoba zakochana powinna sypać świeży rozmaryn do czego się tylko da.

Oto przepis na

 

WIERNE SERCE

 

Duża gałązka świeżego rozmarynu

pół szklanki cukru-pudru

1 kostka masła (pokroić w drobne kawałeczki)

310 g gorzkiej czekolady, grubo posiekanej

5 dużych jaj

3 łyżki cukru

ćwierć szklanki mąki

1 łyżeczka proszku do pieczenia

(To produkty na dużą porcję, ale można podzielić wszystkie składniki na pół i wtedy piec 35 min.)

Podgrzać piekarnik do 135 stopni. W żaroodpornej misce, ustawionej na garnku z wrzącą wodą roztopić masło z czekoladą, często mieszając. Odstawić masę do ostygnięcia.

Żółtka wymieszać z masą czekoladową. Dodać cukier, mąkę, posiekane listki rozmarynu i proszek do pieczenia. Wymieszać.

Ubić pianę z białek. Jedną trzecią piany wymieszać delikatnie z masą czekoladową; następnie przełożyć ją do pozostałych białek i ostrożnie wymieszać, aż się wszystko połączy. Wlać ciasto do formy w kształcie serca, wysmarowanej masłem i wysypanej brązowym cukrem. Piec ok. 50 min. Potem wierne serce  musi rozsądnie ostygnąć. Dopiero wtedy można je wyjąć z formy i ułożywszy na podstawce – podać wraz z sosem ganache.

 

A to jest przepis na ów pyszny

 

CZEKOLADOWO – ROZMARYNOWY SOS

GANACHE

 

250 g gorzkiej czekolady, grubo posiekanej

1 szklanka gęstej śmietany tortowej

2 łyżki świeżych listków rozmarynu

Śmietanę i rozmaryn  podgrzać na małym ogniu i raz zagotować. Wlać przez sitko do miseczki z połamaną na kawałki czekoladą. Szczelnie okryć miseczkę folią, odstawić na 5 minut, a potem wymieszać dokładnie i polać ciasto (już upieczone i przestudzone).

 

Można dołożyć kulkę lodów waniliowych!

Z listkiem rozmarynu.

 

Uroczych Walentynek życzy wszystkim absolutnie –

MM

 

250 przemyśleń nt. „Na Walentynki

  1. Dzień dobry, Jagodo!
    Cieszę się, że podobała Ci się „Kłamczucha”! Oho, jej losy rozwijają się bardzo ciekawie w dalszych tomach „Jeżycjady”!
    Ciekawa jestem, czy zgadniesz – na kogo wyrosła?
    Zachęcam Cię do czytania!

  2. Witam serdecznie.
    Nazywam się Jagoda F. Jestem uczennicą klasy 6 w Lesznie. Właśnie skończyłam czytać pani świetną powieść pt: ,,Kłamczucha”. Jest ona moją lekturą szkolną. Bardzo spodobały mi się przygody głównej bohaterki- Anieli Kowalik. Mam nadzieję, że wraz z początkiem wiosny będę coraz częściej sięgała po książki pani autorstwa, gdyż chciałabym się dowiedzieć o dalszych losach bohaterów tych książek.
    Pozdrawiam cieplutko
    Jagoda F.

  3. Alku, kapusta w stanie upadku też jest malarska! Sir James Guthrie namalował dziewczynkę, która nożem wycina takie przerośnięte główki kapuściane. Bardzo sympatyczna rzecz. Ale nie da się ukryć, że Vincent VanGogh musiał mieć podobne do Twego posępne spojrzenie na jarzynę, bo jego „Martwa natura z kapustą i chodakami” jest wręcz dołująca.
    Natomiast Edvard Munch namalował „Człowieka na polu kapusty” z wigorem i nie żałując kolorów.
    A jak wspomnieć porcelanowe talerze w kształcie i kolorze kapuścianego liścia (nierzadko z jakąś gąsienicą w charakterze gratisu) – to kapusta wiedzie prym w grupie warzyw dających natchnienie!

  4. Lipą mu pachniało, ale o pszczołach nic nie pamiętam, a przecież pod lipą w lipcu jak w ulu?
    Chyba, że o kimś, kto pracowity jak pszczółka, ale to chyba już u Szymonowica? Czy Zimorowica..?

  5. Pomyślałam o „Fioletowej krowie” i zaraz mi się przypomniało, jak w innym tomie, bohaterka mówi „Tom, ja chcę dziś fioletowe jajko”, a ponieważ lazur jest o niebo ładniejszy, przyszło mi do głowy, że wolałabym jednak niebieskie i się wpasowałam w modrą kapustę.. ale pisanki to przyjemna myśl!

  6. Sowo, niestety, kapusta w momencie gdy już jest na wpół zdekomponowana, zmienia się Ohydę, która zalega na polach. To straszą duchy martwych główek kapuścianych. „Tak pachnie R’lyeh w ciepły dzień po deszczu”. (Ditto cebula).

  7. Mamo Isi, Kochanowski miał inną perspektywę.

    A co do jajek na niebiesko, to może podkład z białego korektora najpierw?
    A potem coś z kobaltem? Albo ultramaryna czy błękit paryski?
    Albo może od razu na olejno? Biel tytanowa dajmy na to? Będzie szybciej.

    Babciu Gąsko, przypomniałaś mi z Opowieści Chasydów, jak pewien cadyk tak zaimponował drugiemu: to pytanie jest tak proste, że odpowie na nie nawet mój woźnica.
    To znaczy – to był woźnica, kto imponował, bo wcześniej zamienili się ubraniami.

  8. Zgredzie, ściśle rzecz biorąc, miałam na myśli to „mahoniowe powietrze” na kapuścianym polu, o którym wspomniał zaraz po mnie Alek. Samą kapustę to nawet lubię, byle dobrze zrobioną. W bigosiku, na przykład.

    Alku, już sobie włączam.

  9. Nini, lazurek w naturze z trudem występuje, z trudem też się przyjmuje na jajku.
    Rzecz chyba w tym, że śnieżnobiała skorupka rzadko się trafia, zwykle jest żółtawa lub beżowa, nawet silnie beżowa, i to jest nie najlepsze tło dla lazurku.

    Ach, więc myślimy z wolna już o Galerii Pisanki?
    Świetnie!

  10. Nini, też znam jednego Jeremiego, jakoś żyje. Znam też dziewczynkę imieniem Kalina (na cześć Jędrusik, nadane akurat parę miesięcy przed tym, jak z niewiadomych powodów stało się modne), a więc ta wówczas-jeszcze-nie-modna-Kalina mieszka obecnie w Luksemburgu i tam okazało się, że jej rdzennie polskie, trudne i w ogóle super imię znaczy po francusku coś tam miłego, więc niespodziewanie miała całkiem miękkie wejście. I tak bywa.

  11. Nie, sine jajka zdecydowanie nie.

    Zgredzie, przecie sam Kochanowski rzekł:
    Wsi spokojna, wsi wesoła!
    Który głos twej chwale zdoła?
    Kto twe wczasy, kto pożytki
    Może wspomnieć zaraz wszytki?(…)

    Co prawda o muchach ani słowa.ani o komarach. Ani o nawożeniu pól. Ani o skupie jaj. Ani o zwózce buraków. Tyle tematów pominął.

  12. Sowo P., posłuchaj w takim razie koniecznie płyty George Winstona „December”. Powolne, smutne, ale nie w kolorze brudnego śniegu, tylko czystego. Również ilustracja na okładce. Wydane przez Windham Hill.

  13. Może wielu się przyznaje, ale chyba nie każdemu powiedziała o tym matka (in-law)?

    A czy ja coś mówiłem o idiosynkrazjach? Chyba chodzi o coś innego. Może bardziej podstawowego.
    Jadam jajecznicę bez problemu. Szerszeń mnie nie użądlił, tylko ugryzł, więc prawie nie bolało.
    A osa czy pszczoła to tak dawno, że nawet nie pamiętam kiedy.

  14. O! To nie jest dobra wiadomość. A czy prowadziła Pani może jakieś poszukiwania w kierunku lazurku?

  15. Nini, barwiło się modrą kapustą jajeczka. Niestetyż, wychodzą nie modre, tylko sine.

  16. O!
    Celna uwaga, Nini.
    Nie ma takich, naprawdę.

    A kto by lubił pająki?

    Alku, dorzucę brukselkę, też chętnie pozostawianą na polach.
    Ładnie to ująłeś. Mahoniowe.

    Chesterko, (wiad.pryw.) ależ proszę. Jam to, nie chwaląc się, sprawił!

  17. Nutrio, wybacz, umknął mi Twój wcześniejszy wpis o imieniu, ale znając Twój nick, ma się pewne podejrzenia. Dziękuję za ich potwierdzenie. :o)

    Alku, znałam chłopca o imieniu Jeremi, nie był z jego powodu bardzo szczęśliwy.
    Dumna była za to moja lala, która na cześć dnia otrzymała już wtedy niespotykane imię Aniela. Do dziś wiem, kiedy obchodzi imieniny. ;o)

  18. Może dlatego Mamo Isi, że ponoć farbuje na modro. A ponieważ chcę w tym roku niebieskie jajko, zamierzam wypróbować.

    Zgred nie lubi wsi.. swoją drogą nie znam nikogo, kto by lubił muchy czy komary.

  19. Alku, oczywiście, że można weselej, ale ja nie chciałam weselej. Miało być tak bardzo melancholijnie, jak melancholijnie jest zimą w uzdrowisku. Bo to taki szczególny typ małego miasta, żyjącego z kuracjuszy i turystów. Centrum odpicowane, a reszta się sypie, tynki odpadają płatami. Gdy nic nie kwitnie, śniegu nie ma, nic nie gra, w kawiarniach i na ulicach pustki, bo kuracjuszy brak (albo są, tylko siedzą w pensjonatach przed telewizorami), bardzo czuć, że te miasta mają lata świetności za sobą. Zresztą sam kuracjusz to też zwykle postać melancholijna. Ja ten klimat przemijalności, tęsknoty za dawną świetnością czuję w zdrojach nawet latem.

    Zgadzam się co do Loussiera, ale to przypadłość niemal wszystkich twórców i odtwórców – na dłuższą metę każdy staje się bardzo przewidywalny. Dlatego należy sobie dozować wszystkiego po troszeczku. A Satiego wolę w czystej postaci, bez obudowy instrumentalno-interpretacyjnej. Oszczędność formy jest tu kompozytorsko zamierzona i robi właściwe wrażenie.

    Na dobranoc jeszcze trochę zimowej melancholii rodem z Francji:

    Claude Debussy – „Des pas sur la neige”.
    Krystian Zimerman.

  20. U mnie w domu mówi się ‚kapusta czerwona”. Te kolory to, panie tego, w związku z odczynem i papierkiem lakmusowym. Jak i wywabianie trudnych plam, gdyż wiemy, że kwas, względnie zasada to ten ,właśnie, tego, tak, słowem ‚czy jest tu Nutka?’. Znikam

  21. Ja tam nie lubię pająków. Muszę być mało wyewoluowany (mimo że blond), bo nasi dalecy kuzyni z lasów Konga też nie lubią. Jest z tym cała historia, jak wlazłem w podziemia, gdzie było tylko jedno wejście/wyjście 50×50 cm, przez sufit, obstawione przez pająki. Ci, co mają piwnicę to już wiedzą, jakie. I jak spędziłem chyba z godzinę zastanawiając się, jakby tu wyleźć na durch przez półtora metra ceglanego muru i parometrowy nasyp, żeby tylko nie tą dziurą.

    Co do pola kapusty, to mam jedno, ale zasadnicze zastrzeżenie. Aborigines, którzy hodują to warzywo na swoich ubogich, lecz uczciwych poletkach wielkich jak nie wiem co, zostawiają pozostałości, które na wiosnę się worywuje. A do wiosny te szczątki leżą i nadają okolicy (na szczęście dalszej) niezapomnianą atmosferę, którą Jerome K. Jerome nazwałby „mahoniowym powietrzem”. Ditto cebula.

  22. Kapusta prezentować się, prezentuje, ale jak pachnie… (taka moja idiosynkrazja).

    W Toruniu mają całą legendę wywodzącą nazwę miasta od tegoż rozkazu.

    DUA, ze staroświecczyzną jakoś tak jest, że z automatu bardziej ją lubimy. Patyna lat dodaje powagi wszystkiemu. Twórcy dopiero po wielu latach geniuszowieją, brązowieją, szlachetnieją. Bo dzieło, szczególnie to genialne, gdy powstaje nie zawsze się podoba… Jak Słowacki (i jego poezja) pani Bobrowej.

    Mamo Isi, to już wiesz, po jakiej kolonadzie się przechadzałam.

  23. Stanisławski namalował parę pól kapusty w kolorze kapuścianym podstawowym. Prawdę mówiąc nie pojmuję, dlaczego kapusta modra jest w rzeczywistości kolorze buraczkowym. Zwykła kapusta jest znacznie bardziej modra!

  24. Tak samo jak Nutria znałam jako 10-latka ten wiersz Słowackiego na pamięć (recytacja zaliczona na 5 w 4 klasie). Niestety przez 20 ostatnich lat zdążyłam go zapomnieć. Brawo, Nutrio i mam nadzieję, że Ty zapamiętasz „W pamiętniku Zofii Bobrówny” na zawsze. :)

    „Dobrze wiedziałem, lecz zapomniałem, może kto z Państwa wie, czego chciałem?”

  25. Alku, niby to warunkowe polecenie, a w trybie rozkazującym, czego to ludzie nie wymyślą!

    Zgredzie, wielu panów się przyznaje do takowych, aż się zdziwiłam.
    A przecież to moje idiosynkrazje. Jajka, owady, te rzeczy.

  26. Kochany Starosto, też uważam, że widok na pole kapusty jest bardzo malarski. Chyba Fałat się nim zachwycał.
    Nutrio, jesteś nadzwyczajna. Wyrazy uznania!
    Piętaszku, wydrukowałam sobie wierszyk na okoliczność wyjątków na „ó”; za chwilę będzie, jak znalazł.
    Alku, nigdym jakoś nie nawiedziła okolic Piaseczna, ale wierszyk Brzechwy nieco mi je przybliża:
    (…)Że cioteczna spod Piaseczna
    Okazała się stryjeczna,
    Bo kuzynka z Ciechocinka
    Zamiast córki miała synka,(…)

    No a na to platan, parę nietoperzy, dwumetrowy Wiking i zasmażka.

  27. Toruń mam wrażenie nie jest poleceniem, lecz warunkową zgodą. Na przykład jakby mi ktoś to zaproponował, to bym się zastanowił. A czy w stylu Ordona nie byłby raczej Tofruń (gdyby był)?

  28. Toruń!
    Absolutnie, dlaczego o tym nie pomyśleliśmy?
    Zgredziku, a nie lubisz wsiego, czy platana, czy Brulionu? Bo nie wiem.

    Wielkie nieba. dopiero zauważyłam, że Nutria nam z pamięci wiersz przytoczyła.
    Moje uznanie!

  29. Dobranocka Beatuszki bardzo mi się podobała.
    A dlaczego nikt nie powiedział: Toruń?
    To by nawet było w duchu Reduty Ordona.
    Platan zawsze przypomina mi początek Brulionu Bebe Bittner.
    A skoro było pytanie, kto nie lubi, to niestety ja. Ale nie tak bardzo.

  30. Gimnazjaliście doradzałbym wypożyczenie, chyba ze planuje już nie rosnąć. Znośny smoking można nabyć za tysiąc złotych, ale jeśli chce sie z niego wyrosnąć za rok… Pytanie, czy w Zakopanem da się wypożyczyć smoking. „Z wierzchu baranica, a pod spodem smoking” śpiewali słusznie Skaldowie, ale tamten zbójnik razem ze swoim smokingiem mógł być na przykład rodem z Krakowa i tylko baranicę zdobył na miejscu.

  31. Jeśli bal karnawałowy, to sądzę że smoking w polskich warunkach będzie w sam raz. Frak obawiam się, że to byłoby overdress albo przebranie (takie czasy), a w smokingu można chodzić z miną pt. „jakież to naturalne”. Jest parę polskich firm krawieckich, które sprzedają gotowe smokingi w cenach stosunkowo niewysokich.

  32. Jaśku!
    Przebóg!
    A więc kolejna próba przed Tobą.
    Ciekawa jestem, czy się przebierasz, a jeśli tak – to jaki strój wybrałeś.
    Powiem Ci na ucho, że na Twoim miejscu wybrałabym po prostu smoking.
    Albo frak.
    Wyglądałbyś jak dyrygent orkiestry symfonicznej, więc mógłbyś oświadczyć, że przebrałeś się za młodego Arturo Toscanini.

  33. Tak ! Autorko i stąd właśnie mój Filemon i Baucis spleceni na wieki w miłosnym uścisku oraz zazdrosna i równie mocno wpleciona forsycja. Mam więcej takich „grup Laokoona ” w ogrodzie :).

  34. Tak, Mamo Isi. A dalej:

    Gwiazdy błękitne,
    Kwiateczki czerwone,
    Będą ci całe poemata składać.
    Ja bym to samo, powiedział, co one,
    Bo ja się od nich nauczyłem gadać.

    Bo tam, gdzie Ikwy srebrne fale płyną,
    Byłem ja kiedyś, jak Zośka, dzieciną.
    Dzisiaj daleko pojechałem w gości
    I dalej mię los nieszczęśliwy goni.
    Przywieź mi, Zośko, od tych gwiazd światłości,
    Przywieź mi, Zośko, z tamtych kwiatów woni,
    Bo mi doprawdy odmłodnieć potrzeba.
    Wróć mi więc z kraju taką, jakby z nieba.

    Napisał jej ten wiersz, dodajmy w pamiętniku, ponieważ go poprosiła. Stąd ,,Niechaj mię Zośka o wiersze nie prosi”.
    Przepraszam za ewentualne błędy interpunkcyjne, ale cytuję z pamięci, więc to mnie chyba trochę usprawiedliwia.

  35. U mnie nie ma dużego odstępu od niczego, za to jest wysoki poziom wód gruntowych. Po tym, jak utopiła się nam dorosła czereśnia, ogrodnik powiedział: brzoza, wierzba albo ewentualnie platan. Brzoza w ogródku, dziękuję, czułbym się jak nad jeziorem Seliger. Wierzba – czy ja jestem Szopen? Stanęło na platanie, który w końcu wcale nie musiał się udać. Wtaszczono nam pięć metrów solidnego drzewa przez garaż, ustawiono do pionu, podlano. I poszło jak rakieta. Bardzo jest ładne. Potem jeszcze zachęcony powodzeniem zmusiłem cywilne dowództwo naszej kolonii (czyli niejakie stowarzyszenie mieszkańców) do wsadzenia czterech takich na rynku. Może je nawet widać trochę: można wpisać w google Krzywa Iwiczna, na nowszych zdjęciach rynku drzewka powinny już figurować. Wszystkie się udały, ale mój drzew ma rok przewagi, więc i tak jest największy.

  36. Zabawne!- sadząc drzewa wiemy przecież, że się poważnie rozrosną. A jednak zawsze sadzimy je w zbyt małych odstępach!

  37. Chyba z helikoptera… Tak twierdzi M. w chwilach zwątpienia. Ale nic, jeszcze dwa metry i pomyślimy co dalej.

  38. Tak, i nasza magnolia w pączkach – od jesieni zresztą.
    Platan dobra rzecz. Zapewne wiesz, że można go formować przez przycinanie.

    Beatuszko, to tym bardziej całuję malutką.

  39. Łaskawa Pani, magnolia robi co może, jest się już o co oprzeć. Teraz ma pełno pąków (magnolia trzyma duże pąki kwiatowe przez zimę). Natomiast po stronie przeciwpołożnej WETKŁEM platan. Od czasu wetknięcia przybyły mu ze trzy metry. Ja wiem, że on potem będzie miał 10 metrów w samym tylko obwodzie i zagrozi komnatom na parterze zwłaszcza. Jednak pozostawiam ten problem prawnukom, a chwilowo potrzebowałem zacienienia sypialni, mieszczącej się na piętrze.

  40. Dzień dobry!
    Skrzacik śpi sobie trzecią godzinę, chora bidulka.
    Dziękujemy za całuska.
    Z przedwojennych miejsc mieliśmy: Tłumacz, Zabłoć, Wsielub (a kto nie lubi), Tustań i Borysław. Drohobycz już się nie łapie. Poczytałam o historii nazwy.
    Oho, malutka się budzi.
    Ślemy całusy i uśmiechy.

  41. Madziu, Blanko, a ja osobiście za słodziutkim Peynetem nigdy nie przepadałam.
    Nagle patrzę, a to już staroświecczyzna. A tę zawsze lubię.

  42. Miła literacko okolica, proszę Waszej Wysokości.
    Widok na kapustę chwaliłabym sobie. Że nie wspomnę o dyni.
    No, jeszcze parę latek i magnolia zdominuje krajobraz zaokienny.

  43. Ulubiona Autorko, na wsi mam najlepiej, chociaż to taka wieś bardzo podmiejska. Niestety, nie letnisko, letniska to Konstancin, Falenica, Zalesie Górne i Dolne, a u mnie to raczej zadomowione pola po dyniach, kapuście oraz cebuli. Ale za oknem sad, więc tu jednak nie tylko kapusta głowiasta nasza. Klimat przynajmniej znośny, smog oglądam tylko patrząc nad przestworami Okęcia w kierunku na manhattan. W dobre dni widać wszystkie te nasze buildingi warszawskie w postaci skał pnących się na horyzoncie, natomiast w gorsze dni nie widać nic i cześć.
    Ale kilka kilometrów ode mnie to już w zasadzie zaczyna się Zalesie Dolne, czyli Zaborze z książki Marii Kownackiej. A tam dom Pani Redaktorki Płomyka wciąż stoi, chociaż już Kropki nigdy nie udało mi się ściśle zlokalizować.

  44. Uff, nareszcie w pracy. Przez ostatni tydzień miałem mnóstwo roboty, więc siedziałem w domu, gdzie mam wygodniejszy fotel. Wczoraj skończyłem, to przyszedłem do pracy zobaczyć co słychać. SowoP, w kwestii Erika Satie, porzuć smutki i wersję de Leeuw i rzuć uchem na płytę Gnosiennes and Gymnopedies nagraną przez Jacquesa Lussiera. Jak generalnie muzyką Loussiera lekko pogardzam za granie cięgle tak samo kolejnych utworów z klasyki (coś, co było ciekawą i nawet urodziwą nowością za kilkoma razami, po pewnym czasie zaczyna irytować), to jednak jego interpretacja Satie bardzo mi się podoba. Nie brzmi też szczególnie smutno. No dobrze, uważam że jest przebasowiona, gra tam na basie takie jeden arystokrata niezlikwidowany jako klasa, Benoit Dunoyer de Segonzac, iście zbójeckie nazwisko. A spójrz na de Leeuw, toż to czysty Rycerz Smętnego Oblicza, jak on niby ma grać, jak nie smutno.

  45. Był maj 1838 roku . Zygmunt Kraiński wraz z przyjacielem Konstantym Danielewiczem, z zawodu lekarzem, zamieszkał w hotelu „Korona” (dzisiejsza „Korona Piastowska”), miał więc do swej ukochanej parę kroków.
    Zaś pani hrabina Bóbr- Piotrowicką z Wołynia, wraz z córkami:Zofią i Ludwiką w pensjonacie „Pod Topolą” w Salzbrunn, czyli Szczawnie Zdroju.
    Nb. córeczce pani Joanny, Zosi, Słowacki napisał w sztambuchu:

    „Niechaj mnie Zośka o wiersze nie prosi,
    Bo kiedy Zośka do ojczyzny wróci,
    To każdy kwiatek powie wiersze Zosi
    Każda jej gwiazdka piosenkę zanuci,
    Nim kwiat przekwitnie, nim gwiazdeczka zleci,
    Słuchaj – bo to są najlepsi poeci…”

  46. Ja tam się wychowywałam na Jeżycjadzie (od 10 roku życia), wcześniej znałam bodajże „Kredki”. Mam ochotę skomplementować Ulubioną Autorkę, ale o tem potem. Za chwilę idę oprowadzać gości, jestem taka niewyspana, słaniam się, daleko mi do wielkopolskich zuchów. Jak ja tego dokonam, snuję obawy.

    Z kredkami i kolegą licealnym przypomniałam sobie anegdotkę, ale nie opowiem. Lubię Was Wszystkich! :)

  47. kieres.net, tak, znam ten adres już od jakiegoś czasu, byłam tam i wczoraj, bardzo ciekawe informacje.
    Sowo, co za udane porównanie z tym smętnym parkiem zdrojowym zimą.

  48. Beatuszko, dziękuję za obfitą dobranockę!
    Śmiałam się jeszcze o drugiej w nocy.
    Całuski dla skrzacika!

  49. Eleganckie miasto.
    Ale, Alku, na wsi masz najlepiej, prawda?

    Blanko, mówimy o Peynecie z pewnego powodu. Zajrzyj na stronę mojej córki Emilki (kieres.net) i popatrz, co ona znalazła i o czym pisze na walentynki. Sowa była i widziała altankę.
    Fluidy, jak to one, latają.

    Sowo, dziękuję za uroczą aluzję muzyczno-poetycką. Co za obrazek! Joanna Bobrowa w koczu przed kaskadą! Dwaj kaszlący wieszcze się o jej względy biją – na słowa.

    Dag – (wiad.pryw.) – ja, widzisz, pod pewnymi względami milczek jestem. Im bardziej milczę, tym bardziej czegoś to dowodzi.
    Ale spróbuję pomyśleć na zadany temat. Zastanowię się przynajmniej, OK?

  50. Dzień dobry. Co do Sopotu: możliwe że to dlatego, że przed wojną nazwa się nie odmieniała. Było sobie kąpielisko o nazwie Zoppot, jak się jechało, to jechało się do Sopot i cześć. No a jak się jedzie do (tych) Sopot, to wychodzi, że one są Sopoty, prawda? Taka językowa specyfika. Moja babcia też do Sopot jeździła. Mieszkałem tam przez pierwsze 3 lata życia i uważam, ze to bardzo niedobrze, że się przeprowadziłem. Ładniutkie miasto i sympatyczne. I Czesia Parasolnika pamiętam.

  51. Dzień dobry,
    Jak zwykle,zmierzając do pracy, raczę się tym, co spod Waszych klawiatur wychodzi.
    Wychowałam się na „Zakochanych” Peyneta, nadal mam ten egzemplarz, juz mocno sfatygowany. Zaglądam tu,i proszę! Peynet…
    Jak Was nie lubić?

  52. Na dobranoc:

    Jeden z najbardziej melancholijnych utworów na fortepian jaki znam. Smutny jak nieszczęśliwa miłość, smętny jak park zdrojowy zimą.

    Erik Satie – „Gnossienne no. 2”
    Reinbert de Leeuw.
    Na obrazku księżycowa altanka (Remedios Varo – „Celestial Pablum”).

    PD
    Widzicie jaka piękna koniunkcja Księżyca z Wenus?

  53. Juliusz Słowacki

    DO PANI JOANNY BOBROWEJ.

    O! gdybym ja wiódł Panią do kaskady!
    To tak jak ludzie przyjaciołom wierni,
    Ażbym tam zawiódł, gdzie pył leci blady
    Śród leszczyn w Gisbach, a śród laurów w Terni.

    Dzikie-bym zrywał na murawie kwiaty,
    A Pani w skałach siadła-byś myśląca,
    Jak anioł, skrzydłem kaskady skrzydlaty,
    Czekając z nad skał śpiewu — i miesiąca.

    Gdybym ja Panią do kaskady woził,
     Możebym wieczną tam zatrzymał siłą
    Śpiewem skamienił i lodem zamroził,
    I kazał tęczom świecić nad mogiłą.

    Lecz nie powiodę do takiego zdroja,
    Bo teraz straszna jest ducha kaskada;
    To cały duch mój i cała krew moja,
    Która na Polskę chce upaść — i spada.

    Raz ty porwana tym strumieniem gminnym
    Byłabyś nigdy nie wróconą światu:
    Dlatego poszłaś gdzieindziej — z kim innym,
     Ręki się bojąc dać dawnemu bratu.

    Bo dzisiaj Polka ciekawość pokona,
    A jej nie karmi to, co tłum paryski,
    Gdy w sercu Polska duchem urodzona
    Jak nimfa wstaje z perłowej kołyski.

    Dzisiaj siedzącej przed kaskadą w koczu
    Sumnienie Pani powie samo głuche…
    Że niegdyś łzy się tak sączyły z oczu!
    A dzisiaj! oczy patrzą — takie suche!

    Czyś tem przeklęta? czy błogosławiona?
     Że serce zimne — oczy łez nie leją?
    Powie ci kiedyś mogił druga strona,
    Gdzie serca pękną — albo się rozgrzeją.

    Co do mnie — wiem ja, jak to praca pusta!
    Serce kobiece na czas prze-anielić!
    Dlatego odtąd — wiecznie zamknę usta,
    I wolę nie być z Panią — niż zgon dzielić.

    Bo to okropnie! rany pozamykać,
    Zagoić wszystkie dawne serca blizny!
    Iść — i aniołów już nie napotykać!
     Już nie mieć ani serca! — ni ojczyzny!

    Gdybym był duchem wersalskiej natury,
    A taką Ciebie między tłumem zoczył,
    Zleciał-bym na cię jak kaskada z góry,
    Porwał — i rzucił w przepaść — i sam skoczył.

    1842 r. 14 maja.

  54. Czasami nie wiem, czy to Księga Gości (plus strona Adminki) jest przedłużeniem mojej rzeczywistości, czy może jest odwrotnie. Muzyczne altanki! Dopiero co wróciliśmy z wycieczki do pewnego dolnośląskiego miasta zdrojowego. W badach, jak wiadomo, są paskudne z wyglądu lecz praktyczne muszle koncertowe, ale oprócz nich mają tam też rzecz dużo piękniejszej architektury: hale spacerowe, tzw. kolonady. Przechadzali i przechadzają się po nich kuracjusze popijący lecznicze wody, zażywając jednocześnie świeżego powietrza bez obawy o spalenie słońcem czy zlanie deszczem. Śliczna to architektura! Ażurowa, drewniana (modrzew!) lub stalowa, klasycyzująca lub secesyjna. Oczywiście świetnie nadaje się też do muzycznych koncertów, co jest obecnie z wielkim pożytkiem wykorzystywane. Miasteczko, w którym byliśmy to niejako miejsce literackie (miałam nawet zrobić zdjęcie, ale ostatecznie zrezygnowałam): spędził w nim kilka chwil wiosną 1838 roku Zygmunt Krasiński, przechadzając się po kolonadzie (ówczesnej, bo obecna jest późniejsza) ze swoją nielegalną ukochaną (zamężną hrabiną) i rozmyślając, czy i jak się z tego niewygodnego układu wyplątać. Para ostatecznie się rozstała, ku wielkiej rozpaczy hrabiny. Żeby nie było dość miłosnego dramatu, w tej samej pani był zakochany do szaleństwa Juliusz Słowacki (a ona w nim nie).

  55. To już całkiem na dobranoc, bo jutro od rana zabawa z wnuczką i nie ma zmiłuj.
    Jutro nawet nie spojrzę na mapę Polski, ani do tego spisu.
    Chuchaj, Chrap, Milcz, Kołacz, Przyłap, Samostrzel, Niekładź, Nielep, Nieświń.
    Dobrej nocy, Starosto!
    Dobrej nocy, Ludu!

  56. Pozdrawiam Wilka Morskiego, serdecznie!
    Tak, zmieniały się i zmieniają nazwy miejscowości, ale nie wszystkie. Niektóre są odwieczne. Góra i Dół, na przykład.:)))

    Sopoty pamiętam, moja ciocia tak mawiała.

    Trzymaj się tam, na dalekich wodach, ahoj i dobranoc!

  57. Spodobał mi się Niewstąp.
    Przynajmniej uczciwe ostrzeżenie żeby omijać.
    To była miła lekturka DUA i potwierdzam, podlaskie obfituje w przeróżne dziwaczne nazwy miejscowości.
    Dobranoc pozytywnie zakręceni ludzie.

  58. Po wojnie istniała odpowiednia komisja do spraw nazewnictwa, nierzadko zdarzało się, że kilkakrotnie zmieniała wcześniej już nadane nazwy. Spotykałem ludzi, którzy Unieście nazywali Uniestami, a do dzisiaj niektórzy na Sopot mówią Sopoty.

    Tutaj dobranoc, a ja już od dwóch godzin w robocie.

  59. A jeszcze mi się przypomniała śliczna nazwa, choć naciągana nieco w naszej zabawie, bo nie w wołaczu, a raczej nawołująca do ruszenia naprzód : Przeździadka

    Oskarżycielska też, w sumie.

    Niechorze, to było cudne ☺️

  60. Mój ty Jaśku, ależ ładna scenka walentynkowa!
    Jakbym Cię widziała, dobrze to opisałeś!
    W chórku! Brr, rzeczywiście. Kto by lubił w chórku stać.
    Dobra, wyganiam Cię spać, bo znowu po nocy siedzisz, a jutro szkółka ukochana!

  61. Bez związku :

    Kłótnia, krótka, rózga, córka,
    Józef, zbój, na ogół, skórka,
    włókno, włóczka, wróżba, różna,
    żółw, tchórzliwy, wróbel, próżniak,
    oprócz, czółna, żółtko, wiórek,
    wójt, równina, chór, przepiórek,
    póty, póki, król, jaskółka,
    róża, płótno, szczegół półka,
    źródło, mózg, wiewiórka, która,
    stróż, ogórek, wspólna, góra,
    próchno, próba, późno, włóka,
    zapamiętać łatwa sztuka .

    Nie wiem dlaczego, ale przypomniał mi się ten wierszyk ułatwiający zapamiętanie pisowni w/w wyrazów, którego to wierszyka nauczyła nas Naszapanipolonistka w czwartej klasie SP:). Ale Dziatwa pewnie znaa…;)

  62. Ah, walentynki. W tym roku nasza klasa dostała za zadanie je przygotować. I zamiast po prostu zrobić walentynkową pocztę to jeszcze musieliśmy zrobić jakieś show:/ Brrr. Nie cierpię publiki, a na początku miałem w chórku stać. Potem miałem przemawiać, ale też zrezygnowałem. I skończyłem zmieniając z kolegą piosenki:D Ale tak było najprzyjemniej i najlepiej. No i trochę spóźnione życzenia dla wszystkich zakochanych i dla wszystkich bez pary (zaliczam się akurat do drugiej grupy)! Pozdrawiam:)))

  63. Żeby mi tylko bezpretensjonalna była!
    To się człowiekowi należy.

    Gio (wiad.pryw.)- znam tę historię. Dostałam zdjęcie nawet. A tam zajrzę. Dzięki.

  64. A ja na dziś skończyłem się karpić. Dane wreszcie przeliczone, raport wysłany, koniec z tabelkami. Teraz fajka, kawa i słuchanie bezpretensjonalnej muzyki.

  65. Dobry wieczór!
    Co ja się uśmiałam czytając Wasze wpisy!
    A do kolekcji:
    Mielno
    Kotomierz
    Nielisz

  66. Kojarzy mi się jeszcze Tuczno :)
    Pamiętam z dzieciństwa podobną zabawę- tematyczne wyszukiwanie nazw miejscowości w atlasie samochod