Hej, Lunofile!

eric bowman

 

 

Kazimierz Wierzyński

 

KSIĘŻYC ZAKOCHANYCH

 

Najpierw jest puch różowy, co niebo obrasta,

Potem pióra na dachach rozsypane miasta,

Potem czerwone skrzydło zagarnia pół świata,

Na widnokręgu zrywa się, w górę podlata,

Trzepie pióra, kurz złoty na ziemię z nich strąca

I jak wachlarz wokoło rozpina się słońca.

 

Potem cichutko drugie podnosi się skrzydło,

I dżdżem błękitnym  tamto skrapia malowidło,

Bezszelestnie podpływa, sięga coraz dalej,

Niebieskie perły tłucze na miazgę opali.

 

Wówczas zmierzch srebrnoszary osiany popiołem

I od spodu rosnący, podkrada się dołem,

I powłócząc liliowym, falującym trenem

Jest wszystkich tamtych świateł stłumionym refrenem,

Aż urzeczony niebios wieczorną alchemią

Odkrywa szczere złoto, księżyc ponad ziemią.

 

 

( z tomu „Pamiętnik miłości”, Warszawa 1925)

 

 

163 przemyślenia nt. „Hej, Lunofile!

  1. Też czekam na „Ciotkę” z listem Idy. Nie wiem, dlaczego mi krąży po głowie, że ona będzie bardzo, bardzo daleko. Ta Ida. No, ale czekam, czekam. Dobrego dnia! (widzę, że nade mną znów nowy wpis, nie nadążam)

  2. Drogi Z., ja nie mam stylu tylko sobie tak gadam. A co do przeliczeń – korzystam z programu przeliczającego, jasne, ale wszystkie te liczby trzeba tam wpisać i to grupami, osobno godziny minuty i sekundy. Jak to mówił czyjś znajomy, to istny bangladesz.

  3. tęsknie, zżerana ciekawością
    A jak dużo Pani zostało do końca?
    (dużo, niezbyt dużo, trochę)

  4. A miłość do Audrey przejęłam od Matki mej i przekazałam już następnemu pokoleniu :).

  5. Też lubię styl Alka. A Excel nie umie tego przeliczyć? Nawet, jeśli umie, to trzeba mu wklepać te cyferki.

    List Idy – to musi być delicja.

  6. Z ciekawostek dotyczących emotikonów, to taka, że ewolucja zatoczyła chyba koło, bo oto już klasykę tłumaczy się na te powszechnie używane teraz znaczki („Moby Dick”) i w ten sposób wracamy powoli do… pisma obrazkowego. Skąd ten pomysł ? Myślę, że mógł on się zrodzić jedynie w głowie kogoś, kto studiował jednocześnie informatykę i filozofię, a takie wykształcenie właśnie posiada autor tego przedsięwzięcia. Emotikon.

  7. Ma. Staję w obronie pisma technicznego. Oraz kaligrafii. Szczególnie w dobie komputerów.

  8. Też zawsze byłam pewna, że nad Somozą. Pewnie dlatego, że w książce Londona przeczytałam, że „Somoza” to w jakimś indiańskim narzeczu księżycowa dolina.
    DUA – po lekturze „Kobro. Skok w przestrzeń” miałam podobny niesmak.
    Dziękuję za „Toast”. I za księżyc.
    List Idy do Marka! Znaczy – znów rozłączeni! Hm, hm..

  9. To dobrze, że miał kochającą bliską osobę. Troszkę mi ulżyło w takim razie.

  10. Brawo, Kasztanowłosa!
    Inaczej, prawdę mówiąc, nie powinno się.
    Koniecznie całego! Jeśli oczywiście dasz radę (zaglądaj do przypisów, koniecznie!).
    A jeśli nie dasz rady, wróć do „Pana Tadeusza” kiedy dorośniesz.

    Naprawdę jeszcze was męczą tym pismem technicznym? W epoce komputerów?
    Ale nie powinnam sączyć zwątpienia w młode dusze. Widocznie do czegoś ma się przydać ta umiejętność.
    Może ma nauczyć precyzji?

  11. Piętaszku, miał piękną i kochającą żonę, miał przyjaciół. Ale wojna zabiła mu wszystkich bliskich w Polsce, zabrała mu także ojczyznę, i straszny dla mnie jest ten finał: ” ten haust czerwonej jak ogień jesieni i czarny osad na dnie”. Zgroza, popioły i gorycz.

    Utracił młodych czytelników – ale nie nieodwracalnie. Róbmy, co możemy. Na swój skromny sposób.

    Największe zasługi ma pan Waldemar Smaszcz, skądinąd zaprzyjaźniony z ks. Janem Twardowskim – poświęcił twórczości Wierzyńskiego kawał życia i wiele starania. Jest też autorem posłowia do owego dwutomowego zbioru.
    Nawiasem mówiąc, opracowywał również twórczość ks. Jana.
    Który, jestem tego pewna, był pod wielkim urokiem wierszy Wierzyńskiego.
    Taki to spójny świat.

  12. Udało mi się zdobyć Tym razem serio! (pożyczyłam od cioci)
    Czytam teraz opis szkoły i zobaczyłam, że napisałam takie samo zdanie, jak Pani, UA i w tym samym kontekście! (było to, oczywiście, przed przeczytaniem książki) Mianowicie też stwierdziłam, że nie umiem narysować prostej kreski przy pomocy linijki, kiedy męczyłam się z pismem technicznym. Czuję się wręcz dumna z tego powodu i przynajmniej wiem, iż nie jestem jedyną osobą, która nie potrafi tego idiotycznego pisma.

    Po feriach mamy Pana Tadeusza, ale nawet nie wszystkie księgi! I tak przeczytam całego.

  13. „Za wasze zdrowie, moi utraceni”… Jakiż straszliwie samotny musiał w tym momencie być poeta. I jak to dobrze, że tak pięknie opiekuje się Pani Jego twórczością DUA.

  14. Bravissimo, Giorgio!
    Just, może po lutowych deszczach uda nam się w końcu spotkać w którymś z rzymskich parków? Giorgio będzie miał dużo przestrzeni na ćwiczenie chodzenia, a Marco na biegi krótkodystansowe.

  15. Ach, dziękuję (tu oblał ja rumieniec szkarłatny). Kapucynka ze wszystkich moich córek przypomina mnie z młodości.
    Quenn Latifah jako bohaterka „Sekretnego życia pszczół” to mój ideał kobiecości – silna a jednocześnie ciepła, duchowo – matka, ale czuwajaca dyskretnie, nie narzucajaca się, pełna wdzięku i godności, piękność w dużym, emanujacym kobiecościa ciele. Lubię ten film.

  16. Odmłodziłam się – studia skończyłam prawie 11 lat temu, więc ta sytuacja z PTPN’u musiała mieć miejsce dobre 14 lat temu. Hy – jak ten czas pomyka.

  17. Witajcie po dlugiej przerwie!
    Dziękuję pięknie za wiersze Pana Wierzynskiego, wiele w nich malarskich opisów, czuć nostalgie. (Prawdę mówiąc twórczość jego poznaje dopiero tutaj).

    Czytam ostatnio do poduszki książkę o tym, jak wychowuje sie dzieci w Danii.
    Główne założenie, to wychowanie przez zabawę.
    A Giorgio raczkuje i zaczyna stawiać pierwsze kroki :)

  18. Chesterko, coś w tym być musiało! Masz chyba jej uroczy, radosny uśmiech. Do dziś!
    Nie mówiąc już o tym, że Twoja Kapucynka też mi kogoś przypomina.

  19. Z zachowaniem wszelkich proporcji, Elżbietko.
    Właśnie napisałam śmieszny list Idy do Marka i sama się ubawiłam.
    A równocześnie bawię się tutaj, z Wami.
    Komputer dobra rzecz.

  20. Za którymś razem, gdy DUA wyznała, że pisze „Zgryzotkę”, a jednocześnie nas podczytuje, pomyślałam sobie, że to właśnie tak, jak Mickiewicz „Pana Tadeusza” pisał – a my obok, w pokoju…

    Magdo, też mam wrocławskie muzeum w planie.
    Tak, Zgredzie: zdrowie AM, za użyczanie słodkich chwil.

  21. Chester, ja dajmy na to opowiadam dowcipy młodym pannom, przebóg, jak Bernard Żeromski, ale zasadniczo to jestem poważny jak atak serca. Rzecz w tym, że drugą ręką przeliczam w tej chwili współrzędne geograficzne kątowe na dziesiętne. W dużych ilościach. Co jest zajęciem dla przeciętnie uzdolnionego szympansa. Wszystko jest od tego lepsze, nawet pisanie o fryzurze Dolpha Lundgrena. Ba, nawet pisanie o fryzurze Bruce Willisa jest lepsze. A nie mogę pisać o rzeczach głębszych, bo współrzędne geograficzne blokują mi odpowiednie ośrodki w mózgu. Niech twoje mięśnie brzucha korzystają, bo jak skończę z przeliczaniem, to machnę takie Księgi Narodu i Pielgrzymstwa, że wszyscy zemdleją. Napiszę kolejny odcinek Jeżycjady za autorkę, machnę czwarty tom Trylogii i trzynastą księgę Pana Tadeusza. Nich tylko skończą się te cyferki.

  22. Mój Boże! makaron z boczkiem i twarogiem to ulubiona potrawa mojego Taty (pochodził z Sieciechowa), wzruszyłam się.
    Audrey Hepburn kocham! Wdzięk, inteligencja, wrażliwość – dama!
    Jako 20-latka pracowałam w bibliotece z wielką fanką Audrey, która darzyła mnie czuła, sympatia, ponieważ przypominałam jej tę aktorkę. Tak, tak, wiem, że kochani Księgowi, którzy mieli okazję mnie poznać na spotkaniu autorskim rok temu sa teraz zapewne lekko skonsternowani, ale to było 30 lat temu….a że nie lubiłam nigdy ćwiczyć wspomnianych mięśni etc, etc… teraz podziwiam Queen Latifah.

  23. Raczej o Panią chodziło, bo byłam wtedy jeszcze na studiach – czyli jakieś 10 lat temu.

  24. Ale to dawno być musiało, Magpie!
    Albo nie o mnie chodziło. W PTPN byłam kawał czasu temu, teraz głównie na wsi siedzę.
    A może wołano Emilkę, wtedy jeszcze Musierowicz? Chyba tak.

  25. Ale fluid! Pani Małgosiu, Krzysztof – uwielbiam Audrey, mam wszystko co wyszło o niej w Polsce. I myślałam o tej zapiekance – na dziś miałam jeszcze chili, ale chyba jutro ją zrobię. Świetna jest ta książka – ” Audrey w domu”.
    Ach Starosto, dobrze, że nie czekałam na panią kiedyś w PTPN’ie. Wywoływali panią, bo już uszykowani książki, a jeszcze szukałam czegoś w katalogu. Uznałam, że nie wypada nagabywać pani przy załatwianiu prywatnych spraw.

  26. Magdo, ślicznie się do Ciebie uśmiecham o Wierzyńskiego. Jakże proroczy to był gest podzielenia się swoim adresem mailowym!
    Alku, choćby Cię ostatni włos opuścił, blond, exbond czy jaki badź, Ty tej strony nigdy nie opuszczaj! Dzięki Tobie w najprzyjemniejszy ze sposobów ćwiczę mięśnie brzucha.Kto wie, może dojdę do jakichś spektakularnych efektów ?

  27. Madziu, odwagi. Jeszcze troszkę i zapanujesz nad wszystkim i wtedy sympatyczne młode panny będą podziwiać Ciebie!!!

  28. Proszę, Pani Małgosiu.
    Mimo wszystko, postaram się Panią rozpoznać, ale jeśli nawet, to tylko się dyskretnie i radośnie uśmiechnę do Pani, bez wymachiwania i nawoływań. Może tak być?
    PS. O tej prędkości światła to do mnie z rana powiedział instruktor. I to wcale nie był komplement w jego ustach, oj nie. On żąda, żebym była porządna (i niespieszna). Gdybym sobie nie przypomniała, jak Pani Mama mówiła do Pani: „Oj, dziewczyno, czy Ty zrobisz coś porządnie?” (czytałam o tym w Łasuchu albo autobiografii), to bym się chyba całkiem załamała. Pani mnie tyle razy pocieszyła w życiu! :)
    Czasami po prostu Panią podziwiam! ;)))))

  29. Madziu, dzięki za tę szybkość światła, jakże pochlebną.
    Jeśli chodzi o rozpoznawanie, zwłaszcza na ulicy, to, jak już wspomniałam, nie przepadam za nim. Lubie NIE BYĆ rozpoznawaną. Tak więc, Zgredziku, spokojnie trzymaj się swego, nie rozpoznawaj nadal, daleka jestem od obrażania się z tego powodu.

  30. Proste potrawy, a jeszcze ludowe, to jest zawsze coś pysznego, Alku.
    Pozdrawiam miłą M. Jeszcze bardziej mi się zdała sympatyczna po tym przepisie!

    Krzysztofie, i u nas Audrey ulubiona w rodzinie. Mam wszystkie książki na jej temat, jedną w latach 90tych wiozłam z Lyonu, gdzie na nią wydałam ostatni grosz.

  31. Starosto, skoro Starosta lubi, to postaram się znowu nie rozpoznać.

    Krzysztofie, też lubię Maanam. Wczoraj puszczałem córce.

  32. Zastanawia mnie koszmar Zgreda. Starostę chyba bym rozpoznała.
    Starosta wchodzi z energią i prędkością światła (spotkania: Wrocław i Poznań), powstaje ruch w powietrzu i to by przykuło moją uwagę. Być może.
    Bo ja też chodzę szybko, ale nie powinnam ze względu na krótkowzroczność (i spuszczoną głowę). Skutkuje to tym, że moja wychowawczyni i pani od polskiego (w jednej osobie) pierwsza mówi mi dzień dobry, spotkawszy mnie na ulicy. Bo jak nie, to widząc ją w ostatnim ułamku sekundy, odwracam się gwałtownie i powstaje zamieszanie i ogólne zwrócenie uwagi.
    Kiedyś oprowadzałam Koło Gospodyń Wiejskich z Lubelszczyzny, witam się, przedstawiam, wstęp czynię, sprowadzam grupę „do pieca”. Wtem, ruch w powietrzu, gwałtowne wymachy ramionami, a panie gospodynie w większości w wieku mocno średnim wołają: „Tu jest pani koleżanka ze studiów”. Koleżance muzeum się spodobało, powiedziała, że mi zazdrości takiej pracy. Lubię takich klientów. ;)
    Konkluzja: powinnam być przechodniem niespiesznym, uważnym. Czy to się może udać?

  33. To piękna rzecz. Człowiek gdzieś na azjatyckich morzach, świeci mu nad głową to, co tam świeci. Tak odległy od brudnego śniegu, jak się tylko da. I rozmawiamy sobie o tym, co widać przez okno i o płycie Antoniny Krzysztoń. Navigare necesse est, a życia nic nie zmoże.

  34. „Audrey w domu” też posiadam, choć z żadnego jeszcze przepisu nie skorzystałem. Mamy kilka książek i albumów o Audrey, oczywiście także filmy, bo jest to ulubiona aktorka całej rodziny.

  35. Madame, polecam naszą domową wersję tego makaronu. To znaczy nie wiedziałem, że to wersja tego, ale czemu nie. Makaron, najlepiej taglietelle, ale penne też może być, ugotowany, gorący. Do tego dodajemy pokrajany w kostkę twaróg w średniej ilości, całość zaraz polewamy fajnymi skwarkami z boczku. Żeby się nie zacementować (twaróg cementuje), dodajemy na to kilka splasiów śmietany. Mieszamy lekko, bez przesadnego zaangażowania i od razu jemy. Jest to przepis, czy raczej takie sobie proste coś, z rodzinnej wsi ojca M. Zanim się nie zadałem z moją przyszłą żoną, nawet nie wiedziałem, że wymyślono takie proste i sympatyczne jedzenie, które w dodatku da się zrobić w kwadrans. Mimo łatwości jest to poważny posiłek. Po nim nie jest się głodnym do wieczora.

  36. Malacca!
    Ach, ależ to brzmi.
    No, płyń spokojnie, Krzysztofie. Potowarzyszymy Ci myślami.
    Jak mi miło, że tu zaglądasz z tak daleka!

  37. No, aż tak szybko się nie poruszamy, na razie Malacca.
    Księżyce tylko w wyobraźni, bo nieba nie widać. Jeśli dobrze pamiętam, to chyba są oba na okładce tej płyty Antoniny.

  38. To jest śliczne.

    Ach, wspomniałam piosenkę Asocjacji Hagaw i teraz mnie prześladuje ( „Miłaaa, czemu jesteś taka smutnaaa, dojeżdżamy już do Kutnaaaa, złaczyć nasz looo-o-os”). Do tego stopnia, że śpiewaliśmy ją sobie razem z panem Musierowiczem, w kuchni, wkładając do pieca zapiekankę makaronową.

    Skądinąd przepyszna to zapiekanka, a przepis pochodzi w książki o Audrey Hepburn, napisanej przez jej drugiego syna, Lucę ( „Audrey w domu”).
    Często jadali tę zapiekankę, a jest to makaron „penne” (ukośnie cięte rurki) ugotowany, zalany sosem beszamel i wymieszany z kawałkami różnych serów (w tym mozzarelli), po wierzchu posypany tartym parmezanem i tartą bułką. Do tego domowy ketchup. Pyszne. Idę jeść.

  39. MagdoZ: za samodzielną weryfikację kwestii wąsów. Ulżyło mi, ze przynajmniej jedna osoba nie ma fałszywego wyobrażenia na ten temat. A propos. Parę lat temu wchodzę ci ja do takiego sąsieku, w którym na uniwerku w Aberdeen trzymano doktorantów i inne osoby półwolne (mieściły się tam dwa krzesła i dzbanek do herbaty, miły koleżka Iain Mackie, ja oraz Frank przebywający na Madagaskarze), no i Iain wita mnie informacją, że szukał mnie jeden student. Który to był? – pytam. A Iain na to, że nie zna człowieka, niepozorny był, ale miał facial ornaments. Po dłuższych poszukiwaniach zlokalizowałem typa. Faktycznie miał takie długie, pielęgnowane baczki…

  40. Dzień dobry, Krzysztofie!
    Dwa obaczyłeś księżyce tam, na egzotycznych wodach?
    Gdzie też jesteś teraz? Koło Chin?

  41. Zawsze myślałem, że to był księżyc nad Somozą. Zgredzie, „De revolutionibus…” – „Szał niebieskich ciał”, Maanam.

    Antonina Krzysztoń „Dwa księżyce”

  42. Hi,hi…poszłam zobaczyć, jak, wygląda ten Lundgren (postać całkowicie mi nieznana). Hi, hi…ten to dopiero jest ex-blond!

  43. Damy radę i bez niego.
    Pamiętaj, że raczej jesteście tu anonimowi, dla własnego dobra. Sporo hejterów tylko czeka w pełnym pogotowiu.

  44. „Autentyczna twa uroda
    przykuwa wzroook” – jak śpiewał kiedyś zespół Asocjacja Hagaw.

    Alku, nie, rzecz wyglądała inaczej. Pisywałeś do mnie wtedy jako młode chłopię w wieku szkolnym, a większość tego towarzystwa wygląda w tym wieku podobnie. Wąsik nieodzowny (już wzrasta, a jeszcze nie da się go ogolić). Po prostu wytworzył mi się obraz stereotypowy.
    Ale dawno już przeszedł do archiwum mych wyobrażeń.

    A co do rozpoznawania (lub nie) Starosty: osobiście wolę nie być rozpoznawana. Tak mi z tym dobrze!

    Zgredzie, oj, nietrafne.
    Swoją drogą, Kmicica też sobie można różnie wyobrażać. Modny niegdyś malarz, Piotr Stachiewicz, nawet go narysował wraz z serią innych portretów trylogiowych. Żaden z nich, zresztą, nie trafił w moje wyobrażenia.

  45. Wójcie, to przez pozytywne skojarzenia literackie. Ja jestem przecież jednostką pozytywną (nieprawdaż?), a u Ulubionej Autorki większość pozytywnych bohaterów to inteligenci z zarostem, często niewysokiego wzrostu. Bohaterów płci męskiej, uściślam. No i tak już zostało. Odbieram to jako wyraz pewnej akceptacji społecznej. W rzeczywistości oczywiście wyglądam jak Dolph Lundgren, a po przygodach przed półtora roku nawet jak Dolph Lundgren w filmie „Expendables”. Emotikon. Ale dość już o mojej urodzie.

  46. Dzięki, DUA, za toast.
    Pijmy też za Mickiewicza i za Pana Tadeusza.
    (W delegacji można nie zdążyć zwiedzić całego muzeum).

    A ja sobie ludzi nie wyobrażam. No bo na jakiej podstawie?
    (Uwaga drobnym drukiem: kiedyś nie rozpoznałem Starosty i prześladuje mnie koszmar, że to się może powtórzyć).
    W liceum słyszałem, że któraś przyszła żona Sienkiewicza wyobrażała go sobie na podobieństwo Kmicica.
    Wyobrażenie okazało się nietrafne.

    Ex-bond, przeczytałem. De revolutionibus orbium celestium.

    Robert Plant, „Moonlight in Samosa”.

  47. A ja kiedyś pogrzebałam w internecie i po prostu wiem jak Alek wygląda.
    Tą samą drogą zobaczyłam Wójta. :)

  48. Hm, to dziwne, Starosto, ale Alek zawsze i mnie jawił się jako ” taki nieduży kiełbik z czarnymi wąsami”. I teraz zastanawiam się czy to wyobrażenie pojawiło się na zasadzie ogólnego kojarzenia się Alka z tym kiełbikiem, czy też Starosta podzielił się kiedyś owym obrazem i on już we mnie pozostał ( Starosta potrafi być sugestywny w opisach). Najzabawniejsze jest to, że chociaż Alek już dawno wyprowadził nas z błędu ( coś tam kiedyś wspominał o realnych swych gabarytach), to i tak, kiedy czytam wpisy Nietoperza, widzę tego kiełbika i czarne wąsiki, ala Poirot i już. Ex – blond dwumetrowiec? W życiu!
    Wybacz, Alku, kiełbiki też są fajne :)

  49. Ach, eks… Madame, ja się zawsze byłem ciekaw, czy one najpierw mnie opuszczą, czy zmienią kolor na bardziej platynowy. Człowiek jest ciekaw takich rzeczy, nawet jeśli nie uważa ich za ontologicznie istotne. Okazało się trochę tak, a trochę tak.

  50. Poczułam dreszczyk metafizyczny. Znałam ten wiersz oczywiście, ale nie pamiętałam po tytule.

    Chesterko!
    Będę kserować swoje skserowane pełne wydanie Wierzyńskiego (Wydawnictwo Łuk), mogę podwójnie. (Lecz w marcu). Czy jesteś zainteresowana? Bo mam Twojego maila. :)
    Cieszę się, że nie do końca postępowałam źle w sprawie emotikonów. Chciałam przez to powiedzieć, że spodobało mi się małe ustępstwo Alka ;))))

  51. Kazimierz Wierzyński

    TOAST

    Poetów wybiera się sobie za młodu
    Ale co począć, gdy młodzi są tam,
    Postawię to wino na środku stołu,
    Zasiądę przy nim z troskami pospołu,
    Upiję się sam.

    Niech sobie kogo innego wybiorą,
    (Tam są ich tłumy), nie mnie.
    Za wasze zdrowie, moi utraceni,
    Ten haust czerwonej od ognia jesieni
    I czarny osad na dnie.

    (z tomu „Tkanka ziemi”, wydanego przez Instytut Literacki Paryżu w roku 1960)

  52. Chesterko, cieszę się tym odbiorem Wierzyńskiego.
    Odkąd przeczytałam jego przejmujący wiersz „Toast”, poczułam, że coś trzeba zrobić w tej sprawie.
    Życie przyniosło mu – jak całemu temu młodemu, szczęśliwemu pokoleniu dwudziestolecia międzywojennego – tyle nieszczęść, rozczarowań, klęsk. Za to, że uparcie był „po niewłaściwej stronie” obowiązującej ideologii, został banitą, a jego twórczość odgórnie skazano w Polsce na zapomnienie.

    Przypomnę ten piękny wiersz, żebyście wiedzieli, co mam na myśli.

  53. Pamiętam, Celestyno, jak tłumaczyłaś dlaczego takie imię przybrałaś. I teraz, jak Alek zwrócił się do Ciebie per Cesiu, musiałam chwilę się zastanowić o kogo mu chodzi. ;)

  54. A u nas znowu poprószyło śniegiem, ogród wygląda jak posypany cukrem pudrem.

    Claude Debussy – „The snow is dancing”
    Jean-Yves Thibaudet.

  55. A propos wyglądu Celestyny: o ile pamiętam, Ulubiona Autorka uważała kiedyś, że jestem taki nieduży kiełbik z czarnymi wąsami. Ha! Strzał był nawet bliski, bo tak wygląda jeden z naszych kotów (chociaż ostatnio się roztywa), ale ja okazałem się dwumetrowcem ex-blond, pozbawionym facial ornaments. Świat jest pełen niespodzianek, ale dlatego może go lubimy.

  56. Ja też wyobrażałam sobie Ciebie, Celestyno dokładnie na obraz bohaterki. A tu: smukła i ciemnowłosa piękność. Nasza wyobraźnia chodzi własnymi drogami, nawet nie pyta, czy jej pozwolono.
    Jestem wdzięczna, Pani Małgosiu, za Wierzyńskiego. Mam tylko dwutomowe wydanie „Poezji i prozy” (Wyd. Literackie, Kraków, 1981), wtedy zdobyczne, ale jakże niepełne. Ale pewnie, wykorzystujac przełomowy czas, wydano choć tyle.

  57. Dzień dobru UA oraz Reszto.
    Celestyno: celeste Aida :-) (no, niech będzie ten emotikon).
    Wiecie dlaczego między innymi emotikony? Bo w sieci lub w telefonach piszemy zwykle krótszymi zdaniami lub równoważnikami. A one są często mniej zrozumiałe bez wsparcia stosownym grymasem na naszej poczciwej gębie, a w postaci graficznej bez emotikonu. No. To już sam się usprawiedliwiłem, bo na przykład do Niebiańskiej naszej ewidentnie strzeliłem równoważnikiem.

  58. Bardzo piękne wspomnienie o „Panu Tadeuszu”.
    Na pewno wybiorę się do wrocławskiego muzeum, kiedy będę odwiedzać kuzynkę Gabrysię.
    Już dawno otrzymałam zaproszenie, ale jeżdżę „elką” długo i wytrwale, więc nie mogłam.
    Ciekawe, czy spotkam w tym muzeum Historynkę.
    Aha, ponieważ odbieram dzień wolny za niedzielę, chyba poczytam epopeję. :)
    I odpowiedni rozdział z „Ciężkich Norwidów”.

  59. Elżbietko, a jak pięknie, żeś nam to przypomniała! Co za scena, swoją drogą, prawda? Najwyraźniej poeta nie miał za wiele czasu dla siebie, na pisanie. A jednak całkiem mu to nie przeszkadzało. Kochany Pan Adam! „Razem, młodzi przyjaciele!”.
    Tak, pomyślmy o nim o szarej godzinie.
    Co prawda, ja i tak często o nim myślę. Poza tym, przez cały czas chodzą za mną jakieś jego słowa.

  60. Dzień dobry!
    Celestyno, a pamiętasz, jak poprosiłam o przysłanie Twego zdjęcia? Tak bardzo byłam pewna, jak wyglądasz, że aż musiałam to sprawdzić, he, he.
    Dziękuję za miłe słówko o „Febliku”. Zawsze dobrze jest przeczytać, co się Czytelnikom podoba.
    I podobne mam uczucie, kiedy dzielę się z Wami czymś, co mnie się podoba – i widzę, jak się zachwycacie. Tak jest z wierszami Wierzyńskiego, na przykład.
    Dziękuję!

    Ach, i jak ładnie wymyśliłaś księżycowe brewerie!

    SowoP, dzięki za prywatną wiadomość. Odnotowuję. Obejrzę, po robocie.

  61. Pani Malgorzato, pierwsza mysl jaka sie pojawila patrzac na zdjecie, byla: ksiezyc wyprawia brewerie. Ciekawe miejsce, jak czytam. Godziny otwarcia rowniez- dla turystow i emerytow.

    Czytam wiersz pana Kazimierza Wierzynskiego i widze wspanialy, w zwolnionym tempie ogdrywajacy sie na niebie, spektakl. Wyobrazam sobie, jak poeta siedzial i patrzyl, potem opisal.

    Wlasnie podczytuje Feblik ponownie. Jaka to piekna ksiazka. Wiele tam opisow swiadczacych dobitnie, ze Autorka bardzo lubi obserwowac niebo.

  62. Musze sobie to wziac do serca, Zgredzie, z tymi tlustymi czwartkami. Kiedy jestem w Polsce, nadrabiam braki realizujac haslo: kazdy dzien jest tlustym czwartkiem. Polskie paczki, nawet te posledniejsze, z osiedlowych spozywczakow, pogniecione i posklejane lukrem w plastikowej skrzynce- sa najpyszniejsze na swiecie.
    Z ta Cesia to ciekawie: kiedy wymyslilam celestyne jako nick, myslalam jedynie o kolorze nieba (lubie), potem dopiero (wrecz niewiarygodne u fanki Jezycjady) zdalam sobie sprawe, ze to przeciez tutaj bedzie jednoznacznie kojarzone. Ale juz zostalo. I wszyscy mysla, ze wygladam jak Celestyna Zak, hehe.

  63. Dzień dobry Wszystkim!
    Dziś przypada 183. rocznica napisania „Pana Tadeusza”:)
    14 lutego 1834 roku poeta pisał do Antoniego Odyńca: „Więc skończyłem wczora właśnie. Pieśni ogromnych dwanaście!”
    A tak wspominał te chwile Bohdan Zaleski: „W połowie lutego 1834 roku, wieczór pod szarą godziną, kiedyśmy się już zebrali byli przy ulicy Saint-Nicolas i po cichu gwarzyli, widząc gospodarza w drugim pokoju przy kominku «szparko machającego piórem po papierze»… powstał od stolika Adam z rozpromienioną twarzą i zawołał ku nam: «Chwała Bogu! oto w tej chwili podpisałem pod „Panem Tadeuszem” wielkie finis». Radośnie za nim powtórzyliśmy: «chwała Bogu!» i wykrzyknęliśmy trzykrotny vivat z oklaskami przy winszowaniach i uściskach jak najserdeczniejszych.”
    Zawsze mnie ten opis wzrusza. I daje wyobrażenie o sile skupienia Wieszcza.
    Do zobaczenia o szarej godzinie!