Antyczne rytuały!

śnieg

 

„To fascynujące, że w XXI wieku ciągle są powtarzane antyczne rytuały!” – napisała wczoraj w Księdze Gości nasza KC Casciolina, mając na myśli ceremonie i obyczaje pogrzebowe.

Tak, fascynujące, choć wcale nie dziwne. Przyczyna jest oczywista. Ludzie przecież wciąż tak samo reagują na śmierć swoich bliskich: po prostu nie mogą się z nimi rozstać. Stąd powtarzalność niektórych zachowań i rytuałów, przez całe tysiąclecia takich samych.

Ale niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego ludzkość od stuleci tak figlarnie reaguje na opady śniegu? Kto pierwszy i kiedy wpadł na to, że można, a wręcz należy, rzucać śnieżkami w bliźnich?

Są całkiem wczesne świadectwa, proszę bardzo: już około roku 1400 (kawał czasu! niewiele później u nas będzie bitwa pod Grunwaldem!) malarz Venceslao (czyżby nasz brat Czech?) ozdobił ściany zamku Buonconsiglio (Trento, Włochy) licznymi i pięknymi freskami, między innymi takimi, które dokumentują jego (zamku) życie codzienne. Fresk, który widzicie, przedstawia Waszą ulubioną zabawę na śniegu.

A on chyba świeżo spadł! Krzewy są jeszcze zielone, na drzewach pełno liści. Pierwszy śnieg! – wszyscy wyszli go podziwiać, wydekoltowane damy w aksamitach i panowie w szatach z długimi i szerokimi rękawami. I dalejże! Zapomnieli o swym dostojeństwie i bawią się jak dzieci!

Ciekawe, prawda?

Kto ulepił pierwszą w historii śniegową kulę?

I co właściwie nim powodowało?

Jeśli ktoś coś wie na ten temat, niech szybko powie!

Uściski!

MM

 

PS Ale bałwanka nie ulepili!

 

215 przemyśleń nt. „Antyczne rytuały!

  1. Ojej, ojej, wprowadziłam Was w błąd, przepraszam.
    Owszem, „byłam” w Togo, ale tylko duchem i myślą, na sobocie misyjnej, o której wspomniałam gdzieś tutaj. Zahaczyłam też o Madagaskar, choć to było nie po drodze i odtańczyłam taniec wprost z tej wyspy. Różne dziwy się zdarzają, bo nawet ten ojciec z Togo, który jest teraz w Polsce miał znaleźć się na misjach w Ameryce Południowej. Ot, też tak troszeczkę zabłądził. I było barrrdzo, bardzo ciepło! W sercu, i w ogóle, bo tam dobrzy ludzie stałymi bywalcami. Zaglądnijcie, jeśli będziecie przejazdem w Lublinie, z różnych zakątków przybywają osoby.
    Przesyłam ciepłe uściski i uśmiech z błyskiem w oku! Lelo esengo, dziś radość : )

  2. Dzień dobry przed nowym wpisem!
    Elżbieto, witam cię mile.

    Alku, nie, kometa była nad nami około czwartej nad ranem. Spać poszłam.
    Ale może ktoś czuwał?

  3. Witajcie, DUA i Ludu Księgi!
    Serdecznie Was pozdrawiam w ten słoneczny dzień!
    Ponieważ ja z tych, co zimę wolą podziwiać na obrazkach, to wlazłam pod regał i grzeję się Waszymi pogwarkami, jak również inspiruję częstymi polecankami, a za to wszystko bardzo Wam dziękuję.
    O, tak, DUA, KrzysztO pięknie to wyjaśnił. Dzięki, KrzysztOfie!

  4. Dzień dobry, UA. Ja nie widziałem. A co, mamy jakąś w niebieskim rozkładzie jazdy na dzisiaj?

  5. Dzień dobry!
    Madziu (wiad.pryw.) pilnuj zdrowia!
    Krzysztofie, Twój wpis powstał o 04.01, jak informuje mnie komputer. Naszego, nie Twojego, czasu.
    Co do toksyn: wyjaśniłeś to z głębią.

    Czy ktoś może widział kometę?

  6. Myślę jeszcze o zwierzętach w Jeżycjadzie. Były myszy u Bobcia, węgorze w Czaplinku („te przeklęte po stokroć ryby”, pisała Gabrysia), a wszystko zaczęło się od kury („Małomówny…). Ale teraz zwierzęta wychodzą na plan bliższy (przepraszam za niefachową terminologię, dawno nie uzupełniałam wiedzy polonistycznej).

  7. Zgredzie, skoro toksyna, aby zaszkodzić, musi pasować do organizmu, który psuje, to jeśli umysłowość człowieka opiera się na określonych wartościach, wówczas argumenty spoza tychże go nie zepsują. Co wiele wyjaśnia.
    A gdyby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić.

  8. Zamiokulkas… Jak to mawiał bohater Buszkowa: ciekawie dziewki tańczą… Dobranoc tym, co jeszcze nie śpią.

  9. Piękne śnieżne zaspy skrzące się w świetle księżyca w pełni, w dzień błyszczące, migoczące milionami świetlnych refleksów pola, skrzypiący rozkosznie pod nogami śnieg i wyczarowane przez dzieci śnieżne figury przy otulonych białym puchem domach… Ach! Dobrze jest jednak mieszkać na podlaskiej ziemi.
    Dzisiaj usłyszałam, że na moim podwórku jest jak w Narnii.
    Dzielę się z Wami tą piękną stroną zimy i serdecznie pozdrawiam.
    Dobranoc

  10. Wiolu M. czy ja dobrze widzę, do Togo ?! A cóż to za megaegzotyczna podróż w środku zimy, zdradź nam proszę jeżeli jeszcze nie śpisz, ale pewnie się spóźniłam z tym pytaniem.

  11. Dobranoc, Ozdobniczko! Miło, że się pokazałaś!
    A nie zapomnij popatrzeć dziś na księżyc!

  12. Szkoda, że bałwanka nie ulepili. Ale dobrze im tak było, śnieg mieli. U mnie gdy wyjdę na podwórko widzę żółtą trawę. Ale może i ona ma swój urok? Taki… Zimowy? :)
    Dobranoc wszystkim
    Ozdobniczka :)

  13. Przebóg! Aż sprawdziłam, Sowo, czy nie zmyślasz dla uciechy. Ale nie! Jest zamiokulkas, nawet po łacinie tak brzmi!
    „Zamioculcas zamiifolia (Lodd.) Engl.) – gatunek wieloletnich roślin zielnych z monotypowego rodzaju zamiokulkas (Zamioculcas) ”

    Czego to ludzie z głodu nie wymyślą.

  14. Podejźrzonk księżycowy z rodziny nasięźrzałowatych? Mnie bawi modna ostatnio roślina supermarketowa – zamiokulkas zamiolistny.
    Czytałam kiedyś w Internecie, że Linneusz nadał nazwę jakiejś ropusze od nazwiska nielubianego kolegi, ale może to tylko legenda miejska.

  15. Sondelańciu, ja bym powiedziała, że z prawego brzegu go bierze, ale nie jestem pewna, bo mam trzy obrazy (nie wiem, które okulary włożyć dla PT Księżyca).
    Zobaczymy, co będzie dalej.

  16. Ach, Lato Leśnych Ludzi!- Czas sobie przypomnieć.
    Jaka miła była ta dawna Polska, co?

    Nini, dzięki za wieści, śpij smacznie i ciepło.

  17. Zdaje się, że do rana będzie śnieżny.. a w innym źródle podali, że początek przed północą, ale rozumiem, że skoro śnieżny, to pora nie ma znaczenia?
    Kometa w okolicach 4..
    Napodziwiawszy się pełni na zamarzniętym przystanku oddalam się, życząc dobrej nocy!

  18. Dobry pozny wieczor,
    Alku, to Lato lesnych ludzi. Ale Zuraw tam cytuje – czy nie A.M.?
    Ksiezyc widac pieknie, ale zacmienie jakies malo wyrazne. Nie mozemy sie zgodzic z Sondelankiem, czy kawalka brakuje po prawej, czy moze po lewej stronie…
    Dobrej nocy ze sniezna pelnia :)

  19. Uwaga: najwyższy czas na zaćmionko półcieniowe.
    A tu nic.
    Jestem zawiedziona jak dziecko. Kto by pomyślał! Z powodu, że śnieżny Księżyc nadal świeci!
    Ech, nie dogodzisz.

    Alku, a nie pamiętam kwiatka tego.

    Zgredziku, za dużo nie przeglądaj. Czasopisma się w XXI w. popsuły.

  20. Chciałem się podzielić pewnym znaleziskiem.
    Przeglądałem stronę internetową pewnego czasopisma, które bądź co bądź można kupić w kiosku.
    (Uwaga drobnym drukiem: ale chyba nie na wsi).
    Trafiłem na śródtytuł: „Through a pair of glasses, virtually”.
    I doznałem uczucia pewnej wspólnoty z autorem i pewnie mniejszą częścią czytelników.

  21. A to kto pamięta: „Kwiat pewny, zwany trepkiem królewny. Kwiat nie większy od lilii polnej”?

  22. Tak, tak, sporo tych nazw to polskie polne storczyki.

    Co do Księżyca – poczytałam. Aha! On dlatego był dziś taki różowy, bo wzeszedł 30 min. przed zachodem słońca! A niebo dziś bez jednej chmurki i zachód był kolorowy.
    Komety gołym okiem raczej nie ujrzymy. Dobrze byłoby mieć teleskop.

  23. To też mówię, że nie wyszło. :)
    Do Togo? Och.
    Dzień był pełen wrażeń, a nawet emocji. Posłuchałam sobie Kabaretu Starszych Panów „Już czas na sen”, a wieczornej polecanki Sowy wysłucham jutro. :)

  24. Książka dla ssaków?
    To może być ciekawe.

    A z tą kawią, to odnotowałem to już parę (5?) lat temu.
    Już wtedy szkodzili.

  25. Jeszcze o nazwach: dla potrzeb scrabble’a wypisałam sobie z albumiku o roślinach naszych lasów i pól następujące smaczne nazwy:
    bartsja, bażyna, bniec, dziwło, głodek, gołek, gnidosz, gółka, obuwik, soliród, świdwa, tajęża, urdzik, wilżyna, żłobik.
    I już je przyswoiłam na pamięć. Będzie jak znalazł.

  26. Witam, Ksiegowi! Wracajac dzis wieczorem do domu ujrzalam piekny, wielki ksiezyc i pomyslalam o Was.

    Widze, ze rozmawiano tu o przedszkolach. Jako dziecko mialam traume z powodu przedszkola, ale moje Dzieci maja wspaniale doswiadczenia. Zaczely chodzic do przedszkola stopniowo, najpierw spedzaly tam niewiele czasu, potem coraz wiecej i cala Trojka bardzo je lubila (Jacopo nadal lubi – do szkoly pojdzie we wrzesniu). Wloskie przedszkola oceniam bardzo pozytywnie, sa takie naturalne, malo schematyczne, wesole. (Moje wspomnienia z dziecinstwa sa nieco inne, dlatego mialam dlugo opory przed poslaniem tam mojej pierwszej Pociechy – a Daniel poczul sie w przedszkolu jak ryba w wodzie).

    Co do metody M. Montessori – tez mam mieszane uczucia (zwlaszcza odkad przeczytalam, ze swe pierwsze dziecko oddala do adopcji). Znam kilka osob, ktore posylaja dzieci do przedszkoli Montessori w Rzymie i sa bardzo zadowoleni. Ale moje Dzieci nigdy do takich nie chodzily.

  27. O, Zgredziku, dzięki za wyjaśnienia. To bardzo ciekawe! Te odporności.

    Alku, to chyba rzeczywiście jest bestia.
    Knieć błotna – tylko do wyrzucenia. Podobnie kawia.
    Duszek wilgotny przynajmniej ma w sobie jakieś, o dziwo, ciepło.
    A wszystko to muszą przyswajać młode umysły.

    Anette, tak jest, księżyc wschodził dziś na różowo! I syn, i mąż, prawie równocześnie, zadzwonili do mnie z drogi, żądając, bym natychmiast obejrzała to cudo. Ale wschodzącego z okna nie widzę, z ogrodu tym bardziej (wysokie drzewa). Dopiero kiedy wylazł wyżej, ujrzałam, jaki jest jasny. A jego blask odbijał się ostro, biało, w pokrytej lodem ścieżce ogrodowej!
    Dzięki za wiadomość o półcieniowym zaćmieniu (o której?) i komecie. Nie wiedziałam!

  28. Babciu Isiątek, nie znam się na tym, ale wydaje mi się, że odporność na taksynę nie jest tak zdumiewająca. To jest dość skomplikowany związek chemiczny, w porównaniu np. z arszenikiem, cyjankiem, czy nawet alkoholem etylowym lub nikotyną. Żeby taki skomplikowany związek zaszkodził, musi dość dobrze pasować do mechanizmu, który psuje. I pewnie odporność polega na takim zmodyfikowaniu tego mechanizmu, że trucizna już nie pasuje do niego.
    Kiedyś w zoo w Oliwie pan oprowadzający powiedział nam przy dzikach, że mają one odporność na jad węży (pewnie lokalnych) i grzyby trujące. A ja na przykład też bywam odporny. Na przykład na argumenty.

  29. Dziś na niebie cuda! Pełnia Śnieżnego Księżyca (widzę ją!, tak podobno Amerykanie nazwali pełnię przypadającą na miesiąc luty), potem półcieniowe zaćmienie Księżyca, a nad ranem Ziemię ma minąć kometa!

  30. Co do wymyślania nazw roślin i zwierząt, niestety język polski ma z tym problemy. Jest stosunkowo mało nazw z długą tradycją historyczną, a za to jest dużo fantazji profesorskiej z jakichś okropnych czasów, kiedy było mało słuchu językowego, a dużo jakiejś dziwnej słowianomanii. W efekcie często nazwy potoczne są ładniejsze od nazw oficjalnych. Porównajmy kaczeńca i knieć błotną. Noż c’mon… Za udane uważam glony (profesor Rostafiński zdaje się to wymyślił), chociaż przemysł kosmetyczny za nic nie wierzy w to słowo i upiera się przy „algach”.

    Ale ostatnio mieliśmy nowy atak gazowy bestii apokaliptycznej nazewniczej, i dwóch moich kolegów wydało książkę z nową, ich zdaniem super-nomenklaturą zoologiczną (dla ssaków). Ponieważ jeden z nich jest ważnym profesorem, nomenklatura zaczęła być stosowana, mimo że nie jest obowiązkowa (nie ogłosiła jej komisja nomenklatury PAN). W efekcie nie mamy teraz świnki morskiej, tylko kawię domową, a zamiast amerykańskiej norki jest amerykański wizon. A co to jest duszek wilgotny, to nie mam pojęcia, ale to podobno jakiś nietoperz. Niektórych nie powinno się uczyć alfabetu…

  31. Magdo Z. (mon Dieu, czy ja forumuję?), zauważyłem naturalnie Twoje „prawie”.
    I dlatego użyłem trybu warunkowego.
    Po korekcie.
    Ironia by była, gdyby nie było „prawie”.

  32. Tyle tu się dzieje, u mnie też się coś tam każdego dnia dzieje, bodźców dużo, że już nie staram się zebrać myśli, a jednak chciałam zostawić jakiś ślad swojej obecności.
    Z rozmarzonym uśmiechem na twarzy, z płynącymi w głowie słowami („A jeśli dom będę miał, to będzie bukowy koniecznie…”) zostawiam Was, dociekliwi, mądrzy ludzie, gawędźcie sobie miło. Ja wybywam jutro do Togo, muszę się przygotować.

  33. Ależ ta mało widoczna pani została chyba przysypana śnieżkami (nie otrzepywała się wystarczająco szybko i tak zostało)?
    Mnie czytano „Fraszki na ptaszki” i gila stamtąd zapamiętanego spotkałam dziś w lesie, jak zoczyła go sójka, dalejże sprawdzać, co znalazł! Odleciała z furkotem. I sikorki, wszędzie. Zimno okrutnie, a ptaki śpiewają tak wiosennie! Ptasie radio w naturze.

  34. Zwierzęta w Jeżycjadzie są moim zdaniem na swoim miejscu.
    Na przykład mysz Bobcia.
    Hmm, w Lago di Bracciano to nawet pływałem. Zimna woda, choć maj.
    Uff, Magdo, dziecko, które o Abrahamie wiedziałoby wszystko, nie byłoby już dzieckiem, niestety.
    Mi czytano „Proszę słonia”. Po pewnym czasie protestowałem przy opuszczeniach.
    Tam było o witaminach. To może stąd ta skłonność do chemii organicznej?

  35. Dla człowieka cis jest trujący w całości poza czerwoną osnówką. Znane były przypadki śmiertelnego zatrucia dzieci, które smażyły sobie kiełbaski nadziane na cisowe patyki.
    Czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć, jakim cudem sarny są odporne na taksynę?

  36. Koniecznie, Mamo Isi.
    Aha, to jagódki cisu są podobno trujące.

    Madziu (wiad.pryw.)- zauważyłam pomyłkę.

  37. Stwierdzam u siebie bezustanne braki w wykształceniu. Całe życie uważałam, że cis jest trujący dla wszystkich. Okazuje się, ze bynajmniej. Sarenki obżerają się nim bez żadnych skutków ubocznych.
    Rezerwat Cisowy wpisuję na listę miejsc, które nawiedzę, jak znajdę wolną chwilę.

  38. Leopold Mozart – „Die Musikalische Schlittenfahrt”.

    Urocze divertimento, aż się zima zaczyna podobać, jak się tego słucha („tup, tup, tup na śniegu, dzyń, dzyń, dzyń na sankach, skrzyp, skrzyp, skrzyp na mrozie, lepimy bałwanka!”).

  39. Co do modrzewi i drzew wszelkiej maści – wracając dziś z pracy, podziwiając wspaniały żółty księżyc i bezchmurne (w końcu!) wieczorne niebo pomyślałam, że jak dobrze, że mam w swoim sąsiedztwie drzewa. Mieszkam przy rynku kilkutysięcznego miasteczka, obok kościoła i właśnie wokół kościoła rosną wysokie stare lipy, a za oknem mam rynek z ogromnym, niemal stuletnim dębem. Po lekturze „Sekretnego życia drzew” lubię drzewa jeszcze bardziej.

  40. Mój dom też jest częściowo drewniany, w części przedwojennej, a w starym, blaszanym dachu zostało jeszcze parę dziur po kulach niemieckich lub ruskich (lub jednych i drugich). Podobno. Muszę się dowiedzieć z jakiego drewna go zbudowano.
    Natomiast Starosta mnie natchnął. Koło domu rośnie mnóstwo modrzewi, nieco już przerośniętych, i świerków, świetny budulec. Kiedy już „pieniądze przyjdą same” jak mi DUA napisała pocieszająco w wiadomości drugiego dnia pierwszej pracy (i dotychczasowej), to może uda mi się skorzystać. Mogłyby już nadejść, akurat by się przydały, cienko przędę. Ale nie tracę nadziei, bo słowa Pani Małgosi traktuję serio, jakoś mi się dotychczas sprawdzają:) To idę na obiadek, bo dopiero dotarłam do komputera domowego.
    Aha, szkolenie było świetne.
    Powinna Pani sama to zobaczyć, naprawdę Panią namawiam. Ta huta robi wrażenie. Oprowadzał nas pracownik huty, technolog, który przepracował tam 44 lata. Nie dość, że się zna, to jeszcze ma talent gawędziarski. I Panią też by oprowadził. :)

  41. Ach, i to jest Nocek łydkowłosy!
    Jak ładnie.
    Moja znajoma, profesor Akademii Rolniczej, zapewnia, że te wszystkie śmieszne nazwy zwierząt i roślin a także mikroorganizmów, wymyślają naukowcy na niepoważnych zebrankach przy winie, licytując się, kto wymyśli najśmieszniejszą.

  42. I właśnie w tej leśniczówce znajduje sie kolonia szczególnie rzadkiego gatunku nietoperza (Myotis dasycneme)i

  43. A co to ja niby w Borach Tucholskich nie byłem? :-) A w jednej z leśniczówek mieszka moja przyjaciółka, jedna z osób, z którymi leciałem w przepaść.

  44. Blanko, też, niestety, nie mogę znaleźć Dźwięków muzyki z lektorem, ale jest z napisami na cda. To jest taki genialny film!

    U nas w końcu ferie! Chociaż bardziej przypominają mi przerwę wielkanocną. Jest błękitne niebo, słońce i ptaki przepięknie śpiewają. Na robienie bałwana, czy rzucanie śnieżkami nawet nie ma co liczyć.

  45. Mamo Isi, nie masz daleko, zajedź kiedyś do rezerwatu cisów w Borach Tucholskich. Tak zwane uroczysko. Teraz jest to Rezerwat przyrody Cisy Staropolskie im. Leona Wyczółkowskiego.
    Byłam tam! Potężne wrażenie!
    Oczywiście, można wstępnie obejrzeć to cudo w internecie. Ale pojechać by można. Powietrze pachnie tam wspaniale.

    Alku, ależ tam muszą być dorodne nietoperze!

  46. Częściowo się nie liczy.
    Ale cieszmy się tym, co mamy. I tym, czego nie mamy, a jest piękne.

    Blanko, internet nas ratuje, co? Póki co, wiele można tam wyczytać i obejrzeć, posłuchać mądrych ludzi.
    Może nie będzie Potopu.

    Oczywiście, że masz rację, Casciolino.

  47. Ja miałem taką obsesję pod wpływem jednej z piosenek „Wolnej Grupy Bukowina”. W końcu jednak mam dom, i nawet jest częściowo drewniany.

  48. Niestety, każdą dobrą metodę można zniekształcić, nie rozumiejąc jej lub źle się nią posługując. Wg Montessori dziecko ma naturalną zdolność do skupienia i samodyscypliny, pod warunkiem, że mu się nie przeszkadza i nie narzuca czegoś, co w jego kilkuletniej naturze nie leży (typu siedzenie w miejscu dłużej niż 10-15 minut). Ta zdolność do koncentracji wzrasta z wiekiem i, jak słusznie zauważyła Magda Z., zależy też od ilości i jakości bodźców, którymi dziecko jest otoczone.

  49. To i ja będę wytworna i powiem wszystkim: bążur.
    Alku, ajerkoniak to koniak z domieszką kogla mogla i jest w postaci płynnej, tymczasem małżonek ukręca Mamie i mnie po kubku kogla mogla i dodaje do nich po jakiejś łyżeczce markowej wódeczności.
    Właśnie się doczytałam, że w XV wieku Polska była głównym eksporterem drewna cisowego. Władysław Jagiełło próbował wprowadzić ograniczenia w rabunkowym eksporcie, ale niezbyt mu to wyszło. To wtedy wyrżnięto wszystkie stare cisy, które do naszych czasów przetrwały już tylko w nazwach miejscowości. Teraz leśnicy próbują przywrócić to drzewo lasom. Jest gatunkiem zagrożonym objętym ochroną gatunkową.

  50. Ilekroć jestem w Kolibie, mam dokładnie to samo pragnienie. Ta willa jest bajeczna. Zatesknilam za Zakopanem…za Atmą, Peksowym Brzyskiem i galerią Hasiora. I teatrem Witkacego. A wszystko to w towarzystwie niepokojącej muzyki Szymanowskiego. Plus wspomnienia Moniki Żeromskiej z czasów, gdy mieszkała tam, w Zakopanem, wraz z rodzicami. Chyba sobie sprezentuję ten polecany album.

  51. Dziękuję,Droga Autorko. Niestety, antykwarioosz zawiesił sprzedaż. Póki co. Też gromadzę. Ogranicza mnie jednak metraż naszego m. Stanowczo przydałby się przestronny dom, a w nim pokój przeznaczony na bibliotekę…brakuje tez ścian na obrazy. Szukając pocieszenia, przywołuję sobie znany cytacik:” Uwielbiam odkrywać , bez jak wielu rzeczy jestem doskonale szczęśliwy.” Ale coś to na mnie nie działa, w kwestii dzieł sztuki wszelkiej ☺️

  52. I taka wiadomość: słynny motyw roślinny dziewięćsiłu wprowadził do sztuki góralskiej właśnie Witkiewicz!

  53. Skończyłam czytać „Styl Zakopiański Stanisława Witkiewicza”. No, więc świetna to jest książka! Wiele ciekawych wiadomości, rys historii Zakopanego, stare zdjęcia, nowe zdjęcia, a co najbardziej wzruszające: rysunki architektoniczne Witkiewicza, wielkiej urody!

    Obsesyjnie zapragnęłam zamieszkać w domu modrzewiowym lub świerkowym i patrzeć latami, jak drewno zmienia kolor na coraz ciemniejszy i coraz bardziej miodowy. Tak jak w „Kolibie”.

    Tę cudowną drewnianą „Kolibę” zbudowało – ściśle wg rysunków Witkiewicza – pięciu utalentowanych górali (jest zdjęcie tej piątki, z siekierkami i wielką piłą zębatą! Co za piękne twarze!), wśród nich – słynny Klimek Bachleda.
    Piękny i cenny album. Tekst jest przełożony na angielski, chyba kupię parę egzemplarzy dla zagranicznych przyjaciół.

  54. Na to wygląda Sowo. Ja zaś nie mogę się oprzeć wrażeniu, że pan z bródką po lewej ma na nosie okulary. Zaś pani w czerwonym, popatrz – nawet lumbago, nie jest w stanie jej zniechęcić do miotania .

  55. Magdo Z. coś w tym jest. Dlatego ja marzę o wyprowadzeniu się z miejskiej dżungli na łono natury, w dużej mierze ze względu właśnie na dzieci moje, „przebodźcowane”. Choc Staramy się nie gonić za wszelkimi atrakcjami, jakie oferuje miasto, ale brak nam na co dzień tego spokoju, jaki daje obcowanie z naturą. Brakuje równowagi.
    A co do tematu przedszkola. Zanim córka osiągnęła coś, co określa się mianem dojrzałości przedszkolnej, dużo wody w Wiśle upłynęło. Żałuję, że poslalismy ją do przedszkola zbyt wcześnie. W dodatku trafiła pod skrzydła dość powsciagliwej i surowej siostry zakonnej. Dziecko się nacierpialo, pomogła dopiero zmiana przedszkola.

  56. Blanko, rozumiem to uczucie. Ho,ho, i jak jeszcze!
    Wypróbuj wyszukiwarkę antykwarioosz.pl, bardzo pomocna.
    Pochwalam tworzenie domowych kolekcji. Sama – jak tu już przedtem wspomniałam – wypełniłam dom po brzegi książkami, filmami, kulturą i sztuką, i czuję się, jakbym zaopatrzyła Arkę przed potopem.

    Ann, dziękuję za trop! Twoje wskazówki zawsze są takie ciekawe!
    Te polecane marginalia oczywiście obejrzałam, zabawne!

    Madziu, zwierzęta się pojawiają, bo Jeżycjada już jedną nogą na wsi. A tam jest najlepsze miejsce dla zwierząt.
    Dla ludzi też, nota bene.

  57. Niemożność zdobycia na własność jakiejś upatrzonej książki przyprawia mnie o sporą frustrację…tak ostatnio jest ze wspomnianym tutaj niedawno Słonecznym winem, czy właśnie z Małą zimą. Systematycznie poluję na kilka książek, z marnym skutkiem. Poza tym, nie mogę nigdzie zdobyć wspaniałych piosenek dla dzieci w wykonaniu Ireny Santor, do niedawna dostępnych w jednym z internetowych serwisów muzycznych (poznała te utwory ma starsza córka,a mlodsza juz nie ma tej szansy,a wielka szkoda). Albo film Dźwięki muzyki z polskim lektorem, co by dziecię więcej zrozumiało. No nie ma i już.

  58. Sowo, muszę uściślić, że z pewnością nie byłam dzieckiem bez przerwy skoncentrowanym.
    Byłam dzieckiem, które łykało wszystkie szczegóły, gdy je opowieść zainteresowała.
    Taki przykład z mojej bytności w zerówce. Miałam lat cztery i ciocia na próbę zostawiła mnie na lekcji religii prowadzonej przez kogo innego, zakonnicę, która strasznie mnie i moje zachowanie skrytykowała, że niegrzeczna byłam, że nie słuchałam, że się kręciłam, wierciłam i gapiłam przez okno. Zawstydzona ciocia usprawiedliwiała mnie młodym wiekiem, a w domu odbyła ze mną rozmowę pedagogiczną. Podeszłam więc do sprawy ambitnie, następnym razem siostra przybiegła do cioci z pochwałami i w zachwycie. Jako jedyna w grupie znałam odpowiedź na bardzo trudne pytanie i udzieliłam tej odpowiedzi dojrzale (jak na swój młody wiek). Mnie się w domu czytało dużo Biblii z ilustracjami dla najmłodszych, więc o Noem, Abrahamie i Mojżeszu wiedziałam prawie wszystko.

  59. Dzień dobry! Drogi Alku, czułabym się u Ciebie jak w domu! U mnie koci skład liczbowy identyczny, numer trzy dołączył jesienią, podrzucony jako 5 tygodniowy maluch w deszczu pod drzwi. Odwiedziny sąsiedzkie (łącznie z bufetem) odbywają się również podobnie, przy czym miejsce Lolity zajmuje niejaka Lalunia. Dolittle również u mnie był w częstym użytkowaniu, i tak to potem bywa… Z miłych włoskich zameczków polecam do internetowego pooglądania również Bracciano. Dobrego dnia!

  60. Alku, Doktora Dolittle’a czytałam sobie sama, bo czytałam wszystko co mi ciocia albo szkolna bibliotekarka poleciła, u której w końcu wyrobiłam sobie taką renomę, że jako szkolny wyjątek miałam prawo sama myszkować po regałach. ;) (co ja zrobię, że lubię być dobitna i emotikony usuwam niechętnie i dopiero w drugiej korekcie).
    Ale o zwierzętach lubiłam najmniej. Wolałam o ludziach, a najlepiej o dzieciach. Dlatego spodobało mi się to, co DUA odpowiedziała raz komuś, kto dopytywał się, czemu jest mało zwierząt w Jeżycjadzie. Lubie Panią Małgosię. :)
    A i zwierzęta się zaczęły pojawiać, np. Kobyłka lub też jakieś psy u Patrycji.

  61. Blanko, „Mała zima” jest urocza. I wcale nie o zimie! Dwóch poprzednich książek Kasparaviciusa jeszcze nie czytałam, tylko ich recenzje i drobne fragmenciki dostępne w Internecie, ale jestem bardzo ich ciekawa. Szczególne „Floriana ogrodnika” i próbie wyhodowania czarnej róży. Szkoda, że już nie do kupienia, szkoda że tylko trzy pozycje tego autora u nas wydano, bo ponoć napisał już około pięćdziesięciu książeczek dla dzieci. Oczywiście nie wszystkie muszą być tak samo dobre, ale kilka jeszcze pewnie by się znalazło.

  62. Dzień dobry, Blanko!
    Jakże nam miło, że Ci osładzamy drogę do pracy! Będę sobie to przypominać o poranku.

    Agaju, a na wsi wielkopolskiej śnieg jeszcze leży, lecz głównie zamienia się w lód. Minus pięć.
    Ale przynajmniej słońce dziś wyszło, i od razu jest weselej.

    Alku, to rozkoszna seria, ilustracje Lengrena. Dobrze, że masz całość, wnuki się na porządnych ludzi wychowa.

  63. Wpadłam z pozdrowieniami. U nas śniegu niestety brak, a chętnie bym sobie ulepiła bałwanka i poszła na sanki (najchętniej na Dziewiczą Górę w Puszczy Zielonce).

    Serdeczności uśmiechnięte zostawiam.

  64. Bonjour everybody. MagdoZ, mnie czytano (oprócz rzeczy najprostszych w rodzaju książeczki zaczynającej się od słów „Tyle śniegu napadało, wszędzie biało, wszędzie biało) książki Loftinga o Doktorze Dolittle (tłumaczenie Mortkowiczowej chyba). A potem człowiek zostaje zoologiem… Mam wszystkie tomy, które w Polsce wydano, a najrzadziej wydawaną niejako wewnętrzną trylogię („Największa podróż Doktora Dolittle”, „Doktor Dolittle na Księżycu” oraz „Powrót Doktora Dolittle”) zrekonstruowałem w swojej bbliotece płacąc straszliwe pieniądze w antykwariatach.
    IciMaman, takie coś, co proponujesz, to już zasadniczo ajerkoniak…

  65. Dzień dobry Ludowi Księgi!
    Podczytuję Wasze wpisy dość regularnie jadąc do pracy każdego ranka i chcę wszystkim Wam, na czele, rzecz jasna, z Panią Małgorzatą, podziękować za codzienną porcję miodu na serce, za inspiracje wszelakie (a DUA za całokształt). Sowo P. – dzięki za namiary na Małą zimę. Opis tej książki przywiódł mi na myśl inną, zdaje się, w podobnym stylu, autorstwa Gianni Rodari pt. Bajki przez telefon. Małą zimę namierzylam już w bibliotece i dzisiaj odbiorę. Moja starsza córka uwielbia takie „inne” bajki. Mam nadzieję, że i te opowiadania przypadną jej do gustu.
    Życzę wszystkim dobrego dnia!

  66. Pan w rajtuzach zapomniał w komnacie swoich ciżemek, czy znowu niedowidzę? Czwartego pana (czerwonego) chyba usunął ząb czasu, próbuję go sobie właśnie zwizualizować.

  67. Muzyka o poranku:

    Erich Wolfgang Korngold (1897-1957)- „Der Schneemann” Ballet-Suite.

    Magdo Z., ta książka ma małe szanse na wznowienie, zbyt wiele w niej naleciałości epoki, w której powstała.

    Mam wątpliwości, czy dziecko skoncentrowane jest szczęśliwe. Z wieloletniej praktyki dostrzegam, że wręcz odwrotnie – przyuczenie dziecka do koncentracji, to nieustanny ugór i znój, he, he. Natomiast bez koncentracji nie ma porządnej pracy, to fakt. Jas, też jestem bardzo ostrożna co metody Montessori. Zresztą chyba do każdej, co do której ktoś próbuje mnie przekonać (a próbowano), że jest jedyna właściwa.

  68. Dzień dobry!
    Jas, mieliśmy niedawno w rodzinie podobne doświadczenie.
    Myślę, że może metoda Montessori, jak każda inna zresztą, nie sprawdza się, gdy ją traktować z grubsza i używać jako sposobu na nękanie dziecka. A to się, niestety, może zdarzyć.
    Osobiście nadal jestem za wychowywaniem małych dzieci w ich rodzinnym domu. Jeśli tylko się da.