
Zima w Tatrach – malował Stanisław Witkiewicz (1851-1915)
Kazimierz Wierzyński
ZIMA ZAKOPIAŃSKA
Góry rozsnute na świetle księżyca
Rosną jak gdyby na powierzchni blasku,
Bezmierną przestrzeń srebro skroś przesyca
I śnieg jest jakby z zielonego piasku.
Na szczytach świerki z japońskiego tuszu,
Czarne, wycięte w tarczy księżycowej,
stoją w płonącym światła pióropuszu,
Jak w aureoli naokoło głowy.
Świat jest z tysiąca jednej nocy przygód,
Westchnień, przywidzeń, marzeń i sekretów,
Świat wniebowzięty w gwiazd wysokich migot,
Świat dla kochanków i świat dla poetów.
( z tomu Pamiętnik miłości , Warszawa, 1925)








-Mam coś dla ciebie! tajemniczo powiedziała siostra, wyjmując COŚ z torby.-Wiesz co to jest?
-Nie mam pojęcia – odpowiedziałam, oglądając kawałek czerwonej cegłówki.
– A jak dodam, że byłam ostatnio w Poznaniu?
– Z Roosevelta?
– Tak! – odpowiedziała z dumą – I wiesz co, nie byłam jedyną, która tam gmerała w piachu…
Zabrałam cegłówkę, a jakże, leży na okapie w naszej kuchni w stolicy i tak na niego patrzę i myślę – czemu ludzie grzebią w ziemi i wynoszą cegły z Roosevelta? :) I chyba już wiem – chcą mieć po prostu kawałek tego ciepłego domu u siebie, mam rację? co myślicie? A małżonek się martwi, czy chciwi czytelnicy kamienicy nie zaczną rozbierać…
serdeczne pozdrowienia – ania t.
Magdaleno, ukryłam Twój adres mailowy, który tak beztrosko wrzuciłaś w przestrzeń i odpowiadam czym prędzej: miło mi, że lubisz moje książki, cieszę się, że sama piszesz własne, ale nie mam czasu na to, by czytać Twoje, bo pilnie muszę pisać moje. Wybacz!
Powiem Ci na pociechę, że spokojnie możesz tworzyć, NIE pokazując swoich utworów innym pisarzom. Ja na przykład nigdy tego nie robiłam!
Zupełnie wystarczy, że będziesz sama pracować nad stylem, kompozycją, językiem etc., a pokażesz swoje dzieło światu (to znaczy: czytelnikom, a nie innym autorom) dopiero wtedy, gdy uznasz, że to, co napisałaś, nie może już być przez Ciebie poprawione.
Ciężka to robota, przyznaję. Dla upartych. I dla samodzielnych.
Ale warto się natrudzić. Efekt takiej samodzielnej orki daje mnóstwo satysfakcji!
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Pani Małgorzato uwielbiam Pani książki, z utęsknieniem czekam na „Ciotkę Zgryzotkę”. Pisze Pani prosto a jednocześnie z głębią, swojsko ale inteligentnie. Porusza Pani kluczowe wartości nie tracąc przy tym błyskotliwości, nie przytłacza Pani patosem a jednak jest i on, na swoim miejscu. Marzę, by przeczytała Pani choć próbkę moich tekstów i napisała co Pani o nich myśli. Byłabym w niebo wzięta! Jeśli jest to możliwe, bardzo proszę o maila na którego mogłabym je przesłać. Jestem trochę jak Ignaś z tym pisaniem. Poprawiam i poprawiam i ciągle czegoś mi w nich brakuje.
No to ja już trzymam.
Cała moja klasa będzie trzymać kciuki za Nutrię, która ma półtoragodzinny egzamin, a nie dwu. Jeśli Zuzia przyśle zdj, to niech Pani, Ulubiona, zrobi z tego nowy wpis. My też chcemy zobaczyć!
Przesyłam uśmiech: :-) . Niech będzie zaraźliwy niczym ESD na ustach Gabrysi, czy Robrojka.
Dobranoc!
Może jutro będzie słońce.
Ja tam jutro trzymam kciuki za Nutrię, a Wy?
Pardon, to już dzisiaj.
Tak, stąd podagra. Codzienne picie porto. Udowodniony medycznie związek. No i marskość wątroby na dodatek.
Alku, „chyląc ku ziemi poradlone czoło” spożywaj raczej muesli z jogurtem. I żeby dużo w tym było płatków owsianych. Spójrz na rumaki: to od owsa mają takie bujne grzywy!
Droga Autorko, na zakończenie dnia podam przepis na ćwiczenie fizyczne, takie bardzo męskie, z męskiej literatury. Bierzemy mocny alkohol, może być koniaczek, i dajmy na to cygaro. Zażywamy na przemian. Jedno zwęża naczynia, drugie rozszerza. Zwęża i rozszerza, zwęża i rozszerza. Proszę zauważyć: cały organizm pracuje, podczas gdy my nie wstajemy nawet z fotela! Ślady tej metody możemy znaleźć w „Trzech panach w łódce” Jerome’a, gdzie (proszę zauważyć) nasi bohaterowie nie pomyślą nawet o pójściu spać, jeśli przed snem nie zapalą fajki i nie pokrzepią się whisky. Jak zauważył sam Jerome, „czasami bowiem te staroświeckie leki działają lepiej, niż cała dzisiejsza apteka…” Osoby nieletnie proszę z naciskiem, żeby zaczekały z wypróbowaniem tej metody do czasu, aż znajdą się w moim wieku. Kobiety – w ogóle. Jest to straszliwy, tajny, niecenzuralny sposób na zachowanie dobrej formy mimo że w kościach strzyka, skierowany do fotelowych tetryków, którzy przekroczyli już pół wieku. Wszyscy pamiętamy podagrycznych dżentelmenów, którzy zaludniali fotele klubów w złotym okresie Imperium. To dzięki tej metodzie w podeszłym wieku byli jeszcze w stanie naprzykrzać się otoczeniu. DOBRANOC PAŃSTWU! Emotikon.
Nie zamierzał przecież napisać poematu narodowego. Był komediopisarzem!
Ale kto czytał jego „Trzy po trzy”, ten rozumie: Fredro wiedział o rodakach wszystko.
Dużo wdzięku. Chociaż sytuacja obiektywnie paskudna, same okropne osobowości. Coś jak w Panu Tadeuszu – tu rokoszanin, tam kolaborant… A poeta zrobił z tego poemat narodowy i miał rację, bo ludzie niby tacy są, a potem w któregoś sytuacji krytycznej wstępuje porządny człowiek i wszystko się zmienia.
Wszyscy to lubimy, co?
Jestem Papkin, lew Północy!
Patrycjo, co za miły obrazek! Papkinem byłaś!
I proszę, jak było warto, do dziś pamiętasz piękny tekst szczerozłoty.
(…”jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyla daj mi, luby!”)
A, Zuziu!
Jakoś myślałam, że to regularne przedstawienie, z kurtyną i rekwizytami. My takie w szkole mieliśmy, a jakże.
A w liceum! Ho-ho! To były przedstawienia! „Zawisza Czarny” we fragmentach, ale także i po łacinie scenki odgrywałyśmy. Grałam na przykład rzymską matkę, włosy miałam zwinięte w klasyczny kok, a z dwu prześcieradeł upiętą tunikę. Dwie koleżanki były moimi synami!
Liceum było żeńskie, oczywiście, stąd niedobory obsadowe.
Jasne, że w Ciebie wierzę! Jesteś mój zuszek.
Podobnie jak Nutria!
Zuziu! Ależ cudnie! Miałam podobne zadanie w gimnazjum i zostałam…Papkinem. Wspaniale to wspominam. ,,Co za koncept u kaduka! Bo dziś każda zgrozy szuka; To dziś modne, wdzięczne, ładne, co zabójcze, co szkaradne! Dawniej młoda panieneczka mile rzekła kochankowi , a dziś każda swemu powie ”
Będę trzymać kciuki!
Afrykandrze, potomek przy mojej pomocy zakupił granatowo-szary garnitur Albione z fajnej wełny. Nie jest to Bóg wi co, ale Junior jest wysoki i szczupły, wiec ten do przylegający italiano fason na nim dobrze wygląda. Firma zresztą zdaje się polska, ale okropnie modnie kroją.
O! Zadziwiła mnie Pani.
To nie będzie przedstawienie, tylko musimy przed klasą przedstawić (w parach lub trójkach) jedną ze scen. Nie wiem, czy będzie możliwość robienia zdjęć. Jeśli tak, to bardzo chętnie się podzielę.
Tak, wąs zamierzam sobie jakoś zrobić. Czupryny wprawdzie nie podgolę, ale znalazłyśmy z mamą futrzany toczek, który idealnie pasuje.
Bardzo dziękuję, że tak Pani we mnie wierzy. Żebym i ja w siebie wierzyła…
Dobrze, Pani Małgosiu.
Na Jowisza! Będę chyba jedynym uczestnikiem, któremu kibicuje tak ważna Osobistość! I takie natłoki mądrych ludzi, dodaję po namyśle.
Muzyka na dobranoc:
Karol Szymanowski – Mazurki op. 50.
Miniatury w rytmach mazowieckich, ale w skali podhalańskiej. Taka ciekawostka.
Zuziu!
Ależ będziesz idealnym Rejentem!
Cieszę się na samą myśl,
A wąs będzie? A czuprynę podgolisz?
Bardzo, bardzo proszę: przyślij zdjęcia z przedstawienia!
Afrykandru, no przecież dlatego właśnie zamieszczam. Na żywo za zimno.
Dobry wieczór!
Staję w obronie bibliotek. Nasza jest cała przepełniona. Bardzo apetycznie to wygląda. Chociaż…powodem może być jej rozmiar. Jest bardzo mała, tak bardzo, że aż ciężko się w niektóre miejsca dostać. Ale według mnie takie biblioteki mają więcej duszy niż te duże.
Jeszcze nie pochwaliłam wiersza i obrazu. Piękne! Chyba nie trzeba tego pisać, to wiadomo.
Przedstawiamy jutro scenki z „Zemsty”. Będę Rejentem. Nie wiem czemu, ale bardzo mnie ten fakt śmieszy. Chyba nie wyobrażam sobie siebie w tej roli. (Wstawiłabym tu emotikonę, ale chyba się powstrzymam.)
Dobranoc i miłego jutrzejszego dnia życzę!
„Wykrzyknik to też taki starożytny emotikon.”
Jakże to prawdziwe, Alku-Amberyto!
A swoją drogą – jakąż to szatę ślubną przywdziewa potomstwo Nietoperza?
Droga Ulubiona, te Tatry malowane i wierszowane to mistrzostwo, aczkolwiek dla mnie troszkę za chłodno o tej porze roku. Niech się przynajmniej wylęgną krokusy.
Nutrio, będzie dobrze, tylko śmiało naprzód!
Masz ci los, zapomniałam o przepisie dla Wilka Morskiego!
Oto on:
SAŁATKA LAURY
Wszystkie te składniki krajemy w kostkę: ugotowaną włoszczyznę, kilka gotowanych ziemniaków, dwa-trzy kiszone ogórki, obrane, jeden cały ogórek świeży, też obrany, rzodkiewki, obrane jabłko, małą cebulkę,
po czym dodajemy co lubimy: siekany szczypiorek albo natkę pietruszki, groszek z puszki (odsączony), takąż kukurydzę, drobną czerwoną fasolę itp. Wszystko solimy do smaku, wyciskamy na jarzynki sok z cytryny (tyle, ile lubimy) i mieszamy z dobrym majonezem („Pegaz” najlepszy) dodając – uwaga! – łyżkę albo i dwie tartego chrzanu! (to on ostatecznie „ustawia” tę sałatkę!)
Wszystko mieszamy i odstawiamy na trochę do lodówki.
Pyszna kolacja!
Dziękuję, Pani Małgosiu.
Bardzo.
Dziękuję :)
No, to masz tu ode mnie emotikona, Olu:
:)
Chesterko, też sobie obejrzałam kosmicznych kowbojów. Dla Eastwooda. Reszta dzieła taka sobie, lecz on niezniszczalny.
Aleksandro :) przychylam się do Twojego zdania.
Jednak z drugiej strony, postaram się emotikonami nie szafować nazbyt hojnie. Też racja.
Dobrze, że ta ponura niedziela chyli się ku końcowi.
Uporządkowałam nieco nieład wokół siebie i jakoś mi raźniej.
Alku, rzeczona malpa nie miala czasu na suszenie, ani wedzenie, za to po trzech dniach w afrykanskim sloncu byla juz mocno przechodzona. Kursanci za to tak glodni, ze zjadali nawet niejadalne. Historie niemile, ale prawdziwe.
Przy okazji gratulacje slubne :).
No, i teraz nie wiem, co mam robic z tymi starszymi ksiazkami, skoro ich tam nie chca…
A ja tam lubię emotikony. Jest to dla mnie sposób, by pisząc, uśmiechnąć się do kogoś. Również czytając tekst z takim oto znaczkiem :), widzę czyjś uśmiech i od razu mi radośniej. Uśmiecham się do Wszystkich :)
Obejrzałm z duża przyjemnościa mafię geriatryczna w kosmosie (niestety, mały ekranik I’phona uniemożliwiał kontemplację pozaziemskich pejzaży) i wiem, że najlepsze w życiu jeszcze przede mna. W tym celu tańczę niemal codziennie 30 min od 3msc (co zaskutkowało trwałym spadkiem ciś).
Dziękuję, DUA.
Bardzo.
Sowo, widzę go. To nie jest uśmiechnięta buźka, ani też perskie oczko. To czerwona gębusia wyrażająca oburzenie.
Bożenko, jak dobrze, że są takie bibliotekarki jak Ty!
W sprawie Vivaldiego: on też jest świetlisty i pełen blasków. Bardzo lubię. Tyle w nim energii i radości!
Nutrio, trzymam niezawodnie!
Uszy do góry i śmiało naprzód!
Ja już Buszkowa kupiłam. Będzie na prezent dla Mamy, miłośniczki Akunina, sajans fajans, kryminałów i piszących Rosjan. Jeśli to książka na więcej niż raz i nie pójdzie zaraz po lekturze do osiedlowej biblioteki, może sama zdążę ją przeczytać.
DUA, tam na końcu mojej wypowiedzi jest emotikon, nie widać po stylu?
Jak chciałabym tylko, Drodzy Księgowi, przypomnieć o moim jutrzejszym konkursie. Pani Małgosiu, czy mogę liczyć na trzymanie kciuków z Pani strony? Tak tylko jeszcze przypomnę, że konkurs zaczyna się o 11:00 i nie potrwa dłużej niż dwie godziny. Oczywiście nie trzeba trzymać kciuków cały czas. Z przerwami wystarczy.
Niestety, chyba masz rację, SowoP. Przepełnione biblioteki z niemieszczącymi się już książkami w regałach „wyszły już z mody”-że tak powiem. Ale z drugiej strony, przecież takowe istnieją. I to w sporej ilości!
O, Kathleen Battle!
Muzyka rzeczywiście przekazuje – i uruchamia w nas – tak potężne emocje, że czasem trzeba ją dawkować, dobierać ostrożnie. Może wprawić w radosny zachwyt, może obnażyć otchłanie rozpaczy. Każdy chyba – a może jednak nie każdy – tego doświadczył.
Lubię, kiedy Pustelnik wybiera mi muzykę „na daną chwilę”. Wczoraj wieczór – świetlisty sopran Magdy Kalmár, Vivaldiego „Laudate pueri”.
A cezura roku 2007 dla książek zadziwia.
Ach, Sowo! Serce mi łamiesz.
Alku, cóż za piękny cytat. Chyba się rzucę na tego Buszkowa. Twoje rady są dobre.
Takich też udziel w sprawie szat ślubnych.
Zgadzam się. Callas lepiej sobie dawkować. Ewentualnie można przeplatać arie dramatyczne czymś lżejszym, np. Rossinim. Osobiście preferuję słuchanie głosów lżejszych i o ciemniejszej barwie (Teresa Berganza, Bernarda Fink, Lorraine Hunt Lieberson, Joyce DiDonato). A najbardziej kocham barytony. Fischer-Dieskau to mistrzostwo świata.
Dzisiaj już takie głosy się nie rodzą.
Zanim polecę do obowiązków związanych z kupowaniem szat ślubnych mojego syna, jeden cytat, a raczej pointa książki, z A. Buszkowa (a propos czucia się młodo i krzepko):
„[…] Chłodny wietrzyk targał mu włosy. Stał na samym brzeżku wysokiego urwiska, […] patrzył na potężną Szantarę, mrużył oczy od słońca i na jego twarzy błąkał się wesoły, beztroski, zgoła chłopięcy uśmiech. Znowu wygrał i nie przez głupi przypadek, ale wyłącznie dzięki swoim własnym wysiłkom , i co tam, talentom. Zwyciężył – co było, och, jak niełatwe.
Zdawało się, że do starości jeszcze bardzo, bardzo daleko.”
Nie przyjmowanie książek sprzed 2007 roku to coraz powszechniejsza reguła biblioteczna, ściśle powiązana z tym, o czym kiedyś pisała Bożena. W mojej osiedlowej bibliotece też tak jest. Współczesny model biblioteki to instytucja świecąca rzadko zapełnionymi półkami i regałami zachowującymi odpowiedni dystans między sobą.
O! A ja nadużywam emotikon.
Dziękujemy bardzo za całuski. Maja jeszcze nie rozumie jakie szczęście ją spotkało, ale kiedy będzie już starsza i pokocha „J” (co jest pewne) napewno bardzo się ucieszy, kiedy jej powiem.
IciMaman, ja tak sobie tylko gadam, co mi do cudzych emotikonów! (wykrzyknik to też taki starożytny emotikon).
Ulubiona Autorko, ze śpiewaczek bardzo zawsze lubiłem Frederikę von Stade, z łagodnym głosem odpowiadającym aparycji.
Raczej moja wrażliwość jest na tyle ograniczona, że radzi sobie z wysłuchaniem całej płyty.
Nieufność i dystans do „akcji” to chyba cecha pokoleniowa, oczywiście tych nieco wcześniejszych generacyj.
A tak z innej mańki: czy mogę się przymówić o przypomnienie składników sałatki Laury? Kukurydza, rzodkiewka, ogórek?
Niestety „Ferdydurke” się już nie łapie. Rok wydania: 2006. Faktycznie trochę przyżółkło. Trudno, świetnie.
Mamo Isi, to nie mają być lektury dla szkół gimnazjalnych tylko ponad.
W ramach literatury podróżniczej mogłabym podzielić się książką „Majubaju czyli żyrafy wychodzą z szafy” . Z drugiej strony to prezent od najmłodszej siostry, prezentów się nie oddaje.
Gdyby wartość paczki szacować na podstawie dylematów, które towarzyszą wyborom, moja paczka byłaby dość cenna.
Sondelani, zawsze to samo pytanie: czy suszenie i wędzenie sprawia, że niejaka małpa na patyku stanie się jadalna.
O, wspaniały, melancholijny głos kobiecy płynie wraz z Tobą po dalekich wodach, Krzysztofie.
Podziwiam Marię Callas. Ale przyznać muszę, że ładunek emocji i dramatyzmu, tragizmu nawet, jest w jej śpiewie zbyt potężny, by wysłuchać całej płyty za jednym razem.
Podobnie z Kathleen Battle.
A przecież te dwa głosy są boskie!
Widocznie nie dorastam.
Ale z innymi śpiewaczkami tak nie mam. Nawet z Jessye Norman, choć to sopran dramatyczny.
Na Jowisza!
Precz emotikony.
Zygmunt Noskowski jest patronem Szkoły Muzycznej obojga stopni w Gdyni. Jego portret z sali koncertowej mam dobrze utrwalony w pamięci – czworo moich dzieci pobierało tam nauki, w tym najmłodsze ciągle to czyni.
Niestety, statkowe łącze jest za słabe, aby ściągać pliki audio, pozostaje zanotować polecankę Sowy na przyszłość. Zaś w to niedzielne popołudnie słucham sobie pieśni Marii Callas z albumu „La Leggenda I Capolavori”.
Hm, mam w repertuarze dwa emotikony i lubię ich używać, ale nie muszę w zasadzie.
Wyślę książki wydane w zamierzchłych czasach i innym stuleciu, ale wznowione po 2007 roku.
Dalej pada deszcz i śniegi topnieją, dziwna ta pogoda jak na luty.
Jak o tym pomyślę, czuję się jak żyjąca skamielina.
No jasne, w końcu jesteśmy w grupie, która skończyła lat 18. Czyli tzw. starsza młodzież.
No dobrze, jak tak, to tak, nie będę używać emotikonek, skoro zachęcając do pójścia na łatwiznę, psują styl.
Nie mam w domu literatury kobiecej, ani sajans fajans, ani audiobuków, a jeśli już kupiłam książkę po 2007, to – biorąc pod uwagę jej cenę – na pewno był to zakup przemyślany i upragniony. Lektury do gimnazjum to chyba w ogóle pomyłka, skoro gimnazja likwidują.
Dzien dobry, choc szarobury :).
Nasze osobiste sloneczko w postaci Lisa Witalisa pojawilo sie w porze sniadania i od razu zrobilo sie jasniej. Po porcji gimnastyki na plocie i sosnie, skad do sloninek niestety bylo ciagle za daleko, znalazl okrawki miesne, ktore Sondelanek polozyl na jego stalej trasie. Wiec sniadalismy juz razem:).
Teraz pora na przeglad biblioteczki w celu wiadomym.
Alku, zapomnialam napisac zaraz po twoim wpisie o planowanej wyprawie zimowej – jezeli to ma byc skrzyzowanie z Selous Scouts, to nie zapomnijcie o zgnilej malpie ;).
Milego dnia Wszystkim!
Myślę tak samo, Alku.
Mamo Isi, racja!
Dziwne to, prawda? My też pochodzimy z innego tysiąclecia.
Co tam, ja się czuję młodo i krzepko!
Nie, Madame, proszę nie dodawać, ja sam też staram się tego unikać, jak mogę. To okropny narów, jak mi się wydaje. To znaczy czasem można, ale jeśli nie trzeba, to chyba lepiej nie. Tylko styl się od tego psuje, bo człowiek wie, że może napisać byle jak, bo skoro da ten cały emotikon, to i tak publiczność zrozumie o co szło. Jak pani sądzi?
Oj, tak. Najlepsze książki wydano nie tylko w zeszłym stuleciu, ale nawet tysiącleciu.
DUA, też mam dystans do akcji. Ale nie do wszelkich. ;-)
Ja wiem, Alku. Też przecież żartuję.
Chyba nie muszę dodawać znaczka ;) albo :)?
No, dobrze. A więc akcja „Biblioteka”? Może być i akcja, choć wobec wszelkich akcji mam zadawniony dystans.
Ot, tak sobie raczej wyślę. Z życzliwości.
Cześć i czołem!
Do akcji „Biblioteka” u mnie też coś się znajdzie.
Bożenko, a jakże! Pan „podrapano na głowa” takoż! To było moje pierwsze skojarzenie po wpisie Alka. :-)
„Kąt” wziął się w moim życiu stąd, że vis a vis mieszka nauczycielka z tej szkoły, no i razu pewnego szedłem sobie z przyjacielem, operatorem spec-ops w stanie spoczynku (Bałkany, blizny i przestrzeliny, człowiek specyficzny) który nagle rozpromienił się i wykrzyknął: O, pani dyrektor! No to ja go potem pytam: ty, Szczur, skąd ją znasz? No bo się tam uczyłem. A jak tam trafiłeś? Oj tam, zaraz wielkie halo. Za próbę zabójstwa kolegi. Ale to było nieporozumienie, wcale nie chciałem go zabić… Skądinąd jest to uroczy człowiek, moja teściowa na przykład go uwielbia.
Madame, ja tylko tak boleśnie zażartowałem… jakby powiedział pan Turecki w Kabarecie Lipińskiej…
Mam nagłą wizję Twego księgozbioru, Alku.
Witaj poranku, że tak powiem. Witaj Ulubiona Autorko oraz Ludu. I od razu odpowiadam Bożenie: tak, Wasza Królewska Mość była na pewno, ale wydaje mi się, że Wasza Wysokość też padło, a jeżeli nawet nie padło, to niech tam, do mnie jednak lepiej pasuje. Co za paskudny dzionek…
Mam sporo niezbyt lubianych książek, zastanawiałem się nad tym, ale nie ma gwarancji, że utrafią w gust szkolnej biblioteki. Zwykle przekazuję je do „Kątu”, bo to i tak degeneraci oraz ponurzy indywidualiści, wiem bo jeden mój koleżka serdeczny się tam uczył.
Dzięki, Admineczko!
Ha, szkoda tylko, że proszą o książki najnowsze, wydane po roku 2007.
Najlepsze wydawano wcześniej. W ubiegłym, że tak powiem ze zdziwieniem, stuleciu.
Ale wyślę im i tak. Tych nowo wydanych pozbywam się najchętniej, gdyż na ogół są jednorazowego użytku.
Podziękowania dla Adminki :)
Podziwiam, jak nad wieloma sprawami tutaj się czuwa!
Czy to aby nie cytat skromnie (choć jakżeż trafnie!) zmodyfikowany, Alku? Bo coś mi się kołacze „Wasza Królewska Mość” :)
Dzień dobry wszystkim!
Tak, chodzi o bibliotekę w Cieszynie. Tu fragment komunikatu ze strony www biblioteki:
„W wyniku nieszczęśliwego zdarzenia największemu zniszczeniu uległy audiobooki i literatura piękna, a szczególnie fantastyka, książki podróżnicze, beletrystyka dla pań oraz lektury dla szkół ponadgimnazjalnych. Stąd w celu odtworzenia księgozbioru Biblioteka chętnie przyjmie pomoc w postaci książek z zakresu literatury pięknej wydanej po roku 2007.”
A adres, na który można przesyłać książki to:
BIBLIOTEKA MIEJSKA W CIESZYNIE
ul. Głęboka 15, 43-400 Cieszyn
Przesyłam uśmiechy i życzę miłej niedzieli :)
Witkacy znany jest w świecie ze swojej rozprawy o Hamlecie, piękna rzecz, tylko trudna do znalezienia.
To im podaruję „Wesele” i „Ferdydurke”.
Stempowskiego nie ma, zdaje się, w podstawie programowej, ale też im podaruję, bo postanowiłam.
Jeśli literatura kobieca to taka, na jaką jest najwięcej zamówień w naszej bibliotece, to chyba nic nie mam. Czasem coś pożyczę, dla rozeznania.
Rozważam rozstanie z Gaskell, ale chyba się nie zdobędę, bo ją kupiłam pod wpływem zagadek literackich i ma dla mnie wartość sentymentalną.
Resztę rozważę na uboczu.
Najokrutniejsze w rozstaniach z książkami jest to, że ja ich potem szukam godzinami, bo zapominam, że już je oddałam. To mi się zdarzyło, gdy oddałam książki bibliotece uniwersyteckiej w zamian za anulowanie horrendalnej dla mnie jak na tamte czasy kary finansowej, która narosła, gdy wyjechałam na trzymiesięczne wakacje, zapomniawszy o systematycznych prolongatach licznych wypożyczeń.
Dzięki podpowiedzi Otz, już chyba sama znajdę ten adres. :)
Dobranoc, nie zauważyłam, że jest tak strasznie późno. :)
Biblioteka Miejska w Cieszynie?
Napisali, że szczególnie czekają na literaturę fantastyczną, kobiecą, lektury dla szkół ponadgimnazjalnych i audiobooki.
Prawdę mówiąc, mogłabym, Nutrio. W nieco dawniejszych czasach mogłabym być już nawet babcią Twojej siostry. Za to w obecnych czasach łapię się jeszcze na kategorię „bardzo dojrzała młodzież”. Wszystko jest względne i tego się trzymajmy.
Cieszę się, że „Morskie Oko” Wam się podoba. Sporo mieliśmy w historii dobrych kompozytorów, a zapomnianych. Historia muzyki polskiej to jedna z najbardziej zaniedbanych dziedzin w krajowej edukacji, również, o zgrozo, tej o profilu muzycznym każdego stopnia. Chyba jesteśmy jedynym krajem na świecie, który tak deprecjonuje własną twórczość muzyczną. Dużo pracy nas czeka na tym polu, co akurat mnie osobiście cieszy. :)
No właśnie, brrr… Aż zimno/gorąco robi się na wyobrażenie takiego pożaru. Zwłaszcza, jeśli samemu pracuje się w bibliotece!
A kiedy dobra Adminka adres tu zamieści, do owej nieszczęsnej placówki wpłynie pewnie niejedna książka :)
Magdo, oczywiście, że wypada zaproponować bibliotece książki „nie do końca lubiane”. Często np. w ramach prezentów dostajemy książki wartościowe, a zupełnie nie w naszym guście, albo własny zakup okazał się wpadką; lepiej wtedy poszukać dla nich lepszego miejsca niż kącik pod sufitem. Czasem biblioteki, kawiarenki, nawet fryzjer organizują tzw. bookcrossing – można po prostu zostawić książkę na wskazanej półce czy regale – dla chętnych. I samemu coś z tej półki zabrać, przeczytać, podać dalej. Bardzo fajna akcja, dużo książek tak zyskuje „nowe życie”.
Można też samemu zorganizować taki mały bookcrossing, choćby regał książkowej wymiany sąsiedzkiej :)
A Wasza Wysokość to tylko cytat z Chmielewskiej, ha!
Można dyskutować, czy jest coś praktycznego w przyniesieniu do domu encyklopedii, w której można przeczytać, że Birmę wyzwalał z łap Japończyków nie kto inny, jak Komunistyczna Partia Birmy. Przekazałem kiedyś z dziką satysfakcją tę informację Brytyjce, co do której wiedziałem, że jej (przyszły wówczas) mąż maszerował z matką za rękę na piechotkę całą trasę ewakuacji z Rangunu do Indii, wiejąc przed japońskim wojskiem. Oczywiście tamtejsza kompartia istniała wtedy tylko w marzeniach Stalina, a Japończyków zatrzymywały niedobitki wojsk angielskich. Efekt był spektakularny, bo moja droga przyjaciółka zachowała się jak upuszczona litrówka coca-coli, to znaczy eksplodowała z charkotem. Całkiem ciekawe. Ale z drugiej strony… Gdybym nie przydźwigał tego do domu, to moja wiedza ogólna (w najogólniejszym sensie) jednak by ucierpiała. No i nie zobaczyłbym, jak panna Battersby naśladuje wybrakowany syfon.
Nutrio, mam niewiele mniej niż metr osiemdziesiąt, ale jednak zwracaj się do mnie po imieniu, bardzo Cię proszę. :)
Z książek lubianych dublują mi się eseje Stempowskiego w dwóch wydaniach. Mogę się podzielic :)
Bożenko, poproszę Adminkę, żeby tu jutro zamieściła ten adres. Okropna sprawa: pożar biblioteki. Brrr!
Molu, przesyłam całuska dla Mai.
Madziu, Ty też jesteś praktyczna.
Wasza Wysokość, nie wypierajta się.
Jakże malutkie to Sowiątko.
A co do Mai, to ona bardzo lubi oglądać zdjęcia z Pani postów. I strasznie się cieszy, jak zobaczy jakiś, którego jeszcze nie widziała:-)
Właśnie włączyłam propozycję Sowy. Nawet nie wiedziałam, że są takie utwory! A przyznaję, że inspiracje Sówkowe lubię, wykorzystywałam nawet w pracy. Sowiątko musi być urocze i bystre!
Kasztanowołosa, wracam do snów, bo mam podobnie jak Ty – czasem mi się śni ktoś, kto z pozoru „nie wygląda”, albo widzę we śnie niewyraźnie, a mimo to wiem, że jest to ta czy inna osoba. Dziwne. Dziwne było też to, że kiedyś śnił mi się smak (byłam wtedy głodna).
Śmietniki bywają zaskakująco pożyteczne. Zaskoczyła nas kiedyś (dawno temu, za studenckich czasów) ulewa w Krakowie. Wyglądało na to, że porządnie zmokniemy, gdy wtem, w koszu na śmieci, dostrzegłam parasol. Koleżanka miała obiekcje, ale jednak się zdecydowałam, wydobyłam znalezisko i tak sobie maszerowałyśmy przez miasto pod zielonym parasolem, z ułamanym drutem, naderwaną tkaniną, prawie całkiem suche i jednak rozbawione, a nieliczni przechodnie się wzajemnie do nas uśmiechali. Tak mi się przypomniało. :)
Właściwie powinnam trochę odciążyć półeczki. Czy to wypada oddać bibliotekom książki nie do końca lubiane (a nuż się komuś spodobają, czy ja wiem)?
Nutrio, ani się waż. Ale do mnie możesz mówić Wasza Wysokość – mam ponad metr dziewięćdziesiąt.
Autorko, M. była trochę zaskoczona pojawieniem się prawie nowej choinki w dobrym stanie. Ponieważ którymś innym razem przyniosłem ze śmietnika encyklopedię trzynastotomową PWN (na dwie raty nosiłem), wydaje mi się, że nie uważa mnie za praktycznego, a raczej za dość poważnie nieprzewidywalnego. Przynajmniej co się tyczy śmietników.
A mogłabym prosić, DUA, o adres tej spalonej biblioteki? Chętnie coś prześlę.
Iskro, aha! A to pracy też Ci gratuluję.:)
Mamo Isi, a to radość!
Przepadam za rozśmieszaniem dzieci. I w ogóle, czytelników.
Całusy dla Isiątek.
Alku, soczysta ta opowieść o choince. Jacy praktyczni jesteście oboje! No, no!
Bożenko, zdarza mi się, przyznaję. Ale strasznie już powściągam bibliofilskie pokusy, bo i tak muszę teraz rozdać książki, które się nie mieszczą.
Rożne biblioteki się ogłaszają, ostatnio jakaś się całkowicie spaliła (Adminka zna adres) i prosi o dary, więc szykujemy paczki.
Nutko, ach, jak miło sobie tak odpocząć po ciężkiej pracy, co?