Dla Lunofilów

stanisław witkiewicz zima w Tatrach

Zima w Tatrach – malował Stanisław Witkiewicz (1851-1915)

 

 

Kazimierz Wierzyński

ZIMA ZAKOPIAŃSKA

 

Góry rozsnute na  świetle księżyca

Rosną jak gdyby na powierzchni blasku,

Bezmierną przestrzeń srebro skroś przesyca

I śnieg jest jakby z zielonego piasku.

 

Na szczytach świerki z japońskiego tuszu,

Czarne, wycięte w tarczy księżycowej,

stoją w płonącym światła pióropuszu,

Jak w aureoli naokoło głowy.

 

Świat jest z tysiąca jednej nocy przygód,

Westchnień, przywidzeń, marzeń i sekretów,

Świat wniebowzięty w gwiazd wysokich migot,

Świat dla kochanków i świat dla poetów.

 

( z tomu Pamiętnik miłości , Warszawa, 1925)

222 przemyślenia nt. „Dla Lunofilów

  1. -Mam coś dla ciebie! tajemniczo powiedziała siostra, wyjmując COŚ z torby.-Wiesz co to jest?
    -Nie mam pojęcia – odpowiedziałam, oglądając kawałek czerwonej cegłówki.
    – A jak dodam, że byłam ostatnio w Poznaniu?
    – Z Roosevelta?
    – Tak! – odpowiedziała z dumą – I wiesz co, nie byłam jedyną, która tam gmerała w piachu…
    Zabrałam cegłówkę, a jakże, leży na okapie w naszej kuchni w stolicy i tak na niego patrzę i myślę – czemu ludzie grzebią w ziemi i wynoszą cegły z Roosevelta? :) I chyba już wiem – chcą mieć po prostu kawałek tego ciepłego domu u siebie, mam rację? co myślicie? A małżonek się martwi, czy chciwi czytelnicy kamienicy nie zaczną rozbierać…
    serdeczne pozdrowienia – ania t.

  2. Magdaleno, ukryłam Twój adres mailowy, który tak beztrosko wrzuciłaś w przestrzeń i odpowiadam czym prędzej: miło mi, że lubisz moje książki, cieszę się, że sama piszesz własne, ale nie mam czasu na to, by czytać Twoje, bo pilnie muszę pisać moje. Wybacz!

    Powiem Ci na pociechę, że spokojnie możesz tworzyć, NIE pokazując swoich utworów innym pisarzom. Ja na przykład nigdy tego nie robiłam!
    Zupełnie wystarczy, że będziesz sama pracować nad stylem, kompozycją, językiem etc., a pokażesz swoje dzieło światu (to znaczy: czytelnikom, a nie innym autorom) dopiero wtedy, gdy uznasz, że to, co napisałaś, nie może już być przez Ciebie poprawione.
    Ciężka to robota, przyznaję. Dla upartych. I dla samodzielnych.
    Ale warto się natrudzić. Efekt takiej samodzielnej orki daje mnóstwo satysfakcji!
    Pozdrawiam Cię serdecznie.

  3. Pani Małgorzato uwielbiam Pani książki, z utęsknieniem czekam na „Ciotkę Zgryzotkę”. Pisze Pani prosto a jednocześnie z głębią, swojsko ale inteligentnie. Porusza Pani kluczowe wartości nie tracąc przy tym błyskotliwości, nie przytłacza Pani patosem a jednak jest i on, na swoim miejscu. Marzę, by przeczytała Pani choć próbkę moich tekstów i napisała co Pani o nich myśli. Byłabym w niebo wzięta! Jeśli jest to możliwe, bardzo proszę o maila na którego mogłabym je przesłać. Jestem trochę jak Ignaś z tym pisaniem. Poprawiam i poprawiam i ciągle czegoś mi w nich brakuje.

  4. Cała moja klasa będzie trzymać kciuki za Nutrię, która ma półtoragodzinny egzamin, a nie dwu. Jeśli Zuzia przyśle zdj, to niech Pani, Ulubiona, zrobi z tego nowy wpis. My też chcemy zobaczyć!
    Przesyłam uśmiech: :-) . Niech będzie zaraźliwy niczym ESD na ustach Gabrysi, czy Robrojka.

  5. Dobranoc!
    Może jutro będzie słońce.

    Ja tam jutro trzymam kciuki za Nutrię, a Wy?
    Pardon, to już dzisiaj.

  6. Tak, stąd podagra. Codzienne picie porto. Udowodniony medycznie związek. No i marskość wątroby na dodatek.

    Alku, „chyląc ku ziemi poradlone czoło” spożywaj raczej muesli z jogurtem. I żeby dużo w tym było płatków owsianych. Spójrz na rumaki: to od owsa mają takie bujne grzywy!

  7. Droga Autorko, na zakończenie dnia podam przepis na ćwiczenie fizyczne, takie bardzo męskie, z męskiej literatury. Bierzemy mocny alkohol, może być koniaczek, i dajmy na to cygaro. Zażywamy na przemian. Jedno zwęża naczynia, drugie rozszerza. Zwęża i rozszerza, zwęża i rozszerza. Proszę zauważyć: cały organizm pracuje, podczas gdy my nie wstajemy nawet z fotela! Ślady tej metody możemy znaleźć w „Trzech panach w łódce” Jerome’a, gdzie (proszę zauważyć) nasi bohaterowie nie pomyślą nawet o pójściu spać, jeśli przed snem nie zapalą fajki i nie pokrzepią się whisky. Jak zauważył sam Jerome, „czasami bowiem te staroświeckie leki działają lepiej, niż cała dzisiejsza apteka…” Osoby nieletnie proszę z naciskiem, żeby zaczekały z wypróbowaniem tej metody do czasu, aż znajdą się w moim wieku. Kobiety – w ogóle. Jest to straszliwy, tajny, niecenzuralny sposób na zachowanie dobrej formy mimo że w kościach strzyka, skierowany do fotelowych tetryków, którzy przekroczyli już pół wieku. Wszyscy pamiętamy podagrycznych dżentelmenów, którzy zaludniali fotele klubów w złotym okresie Imperium. To dzięki tej metodzie w podeszłym wieku byli jeszcze w stanie naprzykrzać się otoczeniu. DOBRANOC PAŃSTWU! Emotikon.

  8. Nie zamierzał przecież napisać poematu narodowego. Był komediopisarzem!
    Ale kto czytał jego „Trzy po trzy”, ten rozumie: Fredro wiedział o rodakach wszystko.

  9. Dużo wdzięku. Chociaż sytuacja obiektywnie paskudna, same okropne osobowości. Coś jak w Panu Tadeuszu – tu rokoszanin, tam kolaborant… A poeta zrobił z tego poemat narodowy i miał rację, bo ludzie niby tacy są, a potem w któregoś sytuacji krytycznej wstępuje porządny człowiek i wszystko się zmienia.

  10. Patrycjo, co za miły obrazek! Papkinem byłaś!
    I proszę, jak było warto, do dziś pamiętasz piękny tekst szczerozłoty.
    (…”jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyla daj mi, luby!”)

  11. A, Zuziu!
    Jakoś myślałam, że to regularne przedstawienie, z kurtyną i rekwizytami. My takie w szkole mieliśmy, a jakże.
    A w liceum! Ho-ho! To były przedstawienia! „Zawisza Czarny” we fragmentach, ale także i po łacinie scenki odgrywałyśmy. Grałam na przykład rzymską matkę, włosy miałam zwinięte w klasyczny kok, a z dwu prześcieradeł upiętą tunikę. Dwie koleżanki były moimi synami!
    Liceum było żeńskie, oczywiście, stąd niedobory obsadowe.

    Jasne, że w Ciebie wierzę! Jesteś mój zuszek.
    Podobnie jak Nutria!

  12. Zuziu! Ależ cudnie! Miałam podobne zadanie w gimnazjum i zostałam…Papkinem. Wspaniale to wspominam. ,,Co za koncept u kaduka! Bo dziś każda zgrozy szuka; To dziś modne, wdzięczne, ładne, co zabójcze, co szkaradne! Dawniej młoda panieneczka mile rzekła kochankowi , a dziś każda swemu powie ”
    Będę trzymać kciuki!

  13. Afrykandrze, potomek przy mojej pomocy zakupił granatowo-szary garnitur Albione z fajnej wełny. Nie jest to Bóg wi co, ale Junior jest wysoki i szczupły, wiec ten do przylegający italiano fason na nim dobrze wygląda. Firma zresztą zdaje się polska, ale okropnie modnie kroją.

  14. O! Zadziwiła mnie Pani.
    To nie będzie przedstawienie, tylko musimy przed klasą przedstawić (w parach lub trójkach) jedną ze scen. Nie wiem, czy będzie możliwość robienia zdjęć. Jeśli tak, to bardzo chętnie się podzielę.
    Tak, wąs zamierzam sobie jakoś zrobić. Czupryny wprawdzie nie podgolę, ale znalazłyśmy z mamą futrzany toczek, który idealnie pasuje.
    Bardzo dziękuję, że tak Pani we mnie wierzy. Żebym i ja w siebie wierzyła…

  15. Dobrze, Pani Małgosiu.
    Na Jowisza! Będę chyba jedynym uczestnikiem, któremu kibicuje tak ważna Osobistość! I takie natłoki mądrych ludzi, dodaję po namyśle.

  16. Muzyka na dobranoc:

    Karol Szymanowski – Mazurki op. 50.

    Miniatury w rytmach mazowieckich, ale w skali podhalańskiej. Taka ciekawostka.

  17. Zuziu!
    Ależ będziesz idealnym Rejentem!
    Cieszę się na samą myśl,
    A wąs będzie? A czuprynę podgolisz?

    Bardzo, bardzo proszę: przyślij zdjęcia z przedstawienia!

    Afrykandru, no przecież dlatego właśnie zamieszczam. Na żywo za zimno.

  18. Dobry wieczór!
    Staję w obronie bibliotek. Nasza jest cała przepełniona. Bardzo apetycznie to wygląda. Chociaż…powodem może być jej rozmiar. Jest bardzo mała, tak bardzo, że aż ciężko się w niektóre miejsca dostać. Ale według mnie takie biblioteki mają więcej duszy niż te duże.
    Jeszcze nie pochwaliłam wiersza i obrazu. Piękne! Chyba nie trzeba tego pisać, to wiadomo.
    Przedstawiamy jutro scenki z „Zemsty”. Będę Rejentem. Nie wiem czemu, ale bardzo mnie ten fakt śmieszy. Chyba nie wyobrażam sobie siebie w tej roli. (Wstawiłabym tu emotikonę, ale chyba się powstrzymam.)
    Dobranoc i miłego jutrzejszego dnia życzę!

  19. „Wykrzyknik to też taki starożytny emotikon.”
    Jakże to prawdziwe, Alku-Amberyto!
    A swoją drogą – jakąż to szatę ślubną przywdziewa potomstwo Nietoperza?

    Droga Ulubiona, te Tatry malowane i wierszowane to mistrzostwo, aczkolwiek dla mnie troszkę za chłodno o tej porze roku. Niech się przynajmniej wylęgną krokusy.

  20. Masz ci los, zapomniałam o przepisie dla Wilka Morskiego!
    Oto on:

    SAŁATKA LAURY

    Wszystkie te składniki krajemy w kostkę: ugotowaną włoszczyznę, kilka gotowanych ziemniaków, dwa-trzy kiszone ogórki, obrane, jeden cały ogórek świeży, też obrany, rzodkiewki, obrane jabłko, małą cebulkę,
    po czym dodajemy co lubimy: siekany szczypiorek albo natkę pietruszki, groszek z puszki (odsączony), takąż kukurydzę, drobną czerwoną fasolę itp. Wszystko solimy do smaku, wyciskamy na jarzynki sok z cytryny (tyle, ile lubimy) i mieszamy z dobrym majonezem („Pegaz” najlepszy) dodając – uwaga! – łyżkę albo i dwie tartego chrzanu! (to on ostatecznie „ustawia” tę sałatkę!)
    Wszystko mieszamy i odstawiamy na trochę do lodówki.

    Pyszna kolacja!

  21. No, to masz tu ode mnie emotikona, Olu:

    :)

    Chesterko, też sobie obejrzałam kosmicznych kowbojów. Dla Eastwooda. Reszta dzieła taka sobie, lecz on niezniszczalny.

  22. Aleksandro :) przychylam się do Twojego zdania.
    Jednak z drugiej strony, postaram się emotikonami nie szafować nazbyt hojnie. Też racja.
    Dobrze, że ta ponura niedziela chyli się ku końcowi.
    Uporządkowałam nieco nieład wokół siebie i jakoś mi raźniej.

  23. Alku, rzeczona malpa nie miala czasu na suszenie, ani wedzenie, za to po trzech dniach w afrykanskim sloncu byla juz mocno przechodzona. Kursanci za to tak glodni, ze zjadali nawet niejadalne. Historie niemile, ale prawdziwe.
    Przy okazji gratulacje slubne :).
    No, i teraz nie wiem, co mam robic z tymi starszymi ksiazkami, skoro ich tam nie chca…

  24. A ja tam lubię emotikony. Jest to dla mnie sposób, by pisząc, uśmiechnąć się do kogoś. Również czytając tekst z takim oto znaczkiem :), widzę czyjś uśmiech i od razu mi radośniej. Uśmiecham się do Wszystkich :)

  25. Obejrzałm z duża przyjemnościa mafię geriatryczna w kosmosie (niestety, mały ekranik I’phona uniemożliwiał kontemplację pozaziemskich pejzaży) i wiem, że najlepsze w życiu jeszcze przede mna. W tym celu tańczę niemal codziennie 30 min od 3msc (co zaskutkowało trwałym spadkiem ciś).

  26. Sowo, widzę go. To nie jest uśmiechnięta buźka, ani też perskie oczko. To czerwona gębusia wyrażająca oburzenie.

  27. Bożenko, jak dobrze, że są takie bibliotekarki jak Ty!
    W sprawie Vivaldiego: on też jest świetlisty i pełen blasków. Bardzo lubię. Tyle w nim energii i radości!

  28. Ja już Buszkowa kupiłam. Będzie na prezent dla Mamy, miłośniczki Akunina, sajans fajans, kryminałów i piszących Rosjan. Jeśli to książka na więcej niż raz i nie pójdzie zaraz po lekturze do osiedlowej biblioteki, może sama zdążę ją przeczytać.

    DUA, tam na końcu mojej wypowiedzi jest emotikon, nie widać po stylu?

  29. Jak chciałabym tylko, Drodzy Księgowi, przypomnieć o moim jutrzejszym konkursie. Pani Małgosiu, czy mogę liczyć na trzymanie kciuków z Pani strony? Tak tylko jeszcze przypomnę, że konkurs zaczyna się o 11:00 i nie potrwa dłużej niż dwie godziny. Oczywiście nie trzeba trzymać kciuków cały czas. Z przerwami wystarczy.

  30. Niestety, chyba masz rację, SowoP. Przepełnione biblioteki z niemieszczącymi się już książkami w regałach „wyszły już z mody”-że tak powiem. Ale z drugiej strony, przecież takowe istnieją. I to w sporej ilości!

  31. O, Kathleen Battle!

    Muzyka rzeczywiście przekazuje – i uruchamia w nas – tak potężne emocje, że czasem trzeba ją dawkować, dobierać ostrożnie. Może wprawić w radosny zachwyt, może obnażyć otchłanie rozpaczy. Każdy chyba – a może jednak nie każdy – tego doświadczył.

    Lubię, kiedy Pustelnik wybiera mi muzykę „na daną chwilę”. Wczoraj wieczór – świetlisty sopran Magdy Kalmár, Vivaldiego „Laudate pueri”.

    A cezura roku 2007 dla książek zadziwia.

  32. Ach, Sowo! Serce mi łamiesz.

    Alku, cóż za piękny cytat. Chyba się rzucę na tego Buszkowa. Twoje rady są dobre.
    Takich też udziel w sprawie szat ślubnych.

  33. Zgadzam się. Callas lepiej sobie dawkować. Ewentualnie można przeplatać arie dramatyczne czymś lżejszym, np. Rossinim. Osobiście preferuję słuchanie głosów lżejszych i o ciemniejszej barwie (Teresa Berganza, Bernarda Fink, Lorraine Hunt Lieberson, Joyce DiDonato). A najbardziej kocham barytony. Fischer-Dieskau to mistrzostwo świata.
    Dzisiaj już takie głosy się nie rodzą.

  34. Zanim polecę do obowiązków związanych z kupowaniem szat ślubnych mojego syna, jeden cytat, a raczej pointa książki, z A. Buszkowa (a propos czucia się młodo i krzepko):
    „[…] Chłodny wietrzyk targał mu włosy. Stał na samym brzeżku wysokiego urwiska, […] patrzył na potężną Szantarę, mrużył oczy od słońca i na jego twarzy błąkał się wesoły, beztroski, zgoła chłopięcy uśmiech. Znowu wygrał i nie przez głupi przypadek, ale wyłącznie dzięki swoim własnym wysiłkom , i co tam, talentom. Zwyciężył – co było, och, jak niełatwe.
    Zdawało się, że do starości jeszcze bardzo, bardzo daleko.”

  35. Nie przyjmowanie książek sprzed 2007 roku to coraz powszechniejsza reguła biblioteczna, ściśle powiązana z tym, o czym kiedyś pisała Bożena. W mojej osiedlowej bibliotece też tak jest. Współczesny model biblioteki to instytucja świecąca rzadko zapełnionymi półkami i regałami zachowującymi odpowiedni dystans między sobą.

  36. O! A ja nadużywam emotikon.
    Dziękujemy bardzo za całuski. Maja jeszcze nie rozumie jakie szczęście ją spotkało, ale kiedy będzie już starsza i pokocha „J” (co jest pewne) napewno bardzo się ucieszy, kiedy jej powiem.

  37. IciMaman, ja tak sobie tylko gadam, co mi do cudzych emotikonów! (wykrzyknik to też taki starożytny emotikon).
    Ulubiona Autorko, ze śpiewaczek bardzo zawsze lubiłem Frederikę von Stade, z łagodnym głosem odpowiadającym aparycji.

  38. Raczej moja wrażliwość jest na tyle ograniczona, że radzi sobie z wysłuchaniem całej płyty.

    Nieufność i dystans do „akcji” to chyba cecha pokoleniowa, oczywiście tych nieco wcześniejszych generacyj.

    A tak z innej mańki: czy mogę się przymówić o przypomnienie składników sałatki Laury? Kukurydza, rzodkiewka, ogórek?

  39. Niestety „Ferdydurke” się już nie łapie. Rok wydania: 2006. Faktycznie trochę przyżółkło. Trudno, świetnie.
    Mamo Isi, to nie mają być lektury dla szkół gimnazjalnych tylko ponad.

    W ramach literatury podróżniczej mogłabym podzielić się książką „Majubaju czyli żyrafy wychodzą z szafy” . Z drugiej strony to prezent od najmłodszej siostry, prezentów się nie oddaje.
    Gdyby wartość paczki szacować na podstawie dylematów, które towarzyszą wyborom, moja paczka byłaby dość cenna.

  40. Sondelani, zawsze to samo pytanie: czy suszenie i wędzenie sprawia, że niejaka małpa na patyku stanie się jadalna.

  41. O, wspaniały, melancholijny głos kobiecy płynie wraz z Tobą po dalekich wodach, Krzysztofie.
    Podziwiam Marię Callas. Ale przyznać muszę, że ładunek emocji i dramatyzmu, tragizmu nawet, jest w jej śpiewie zbyt potężny, by wysłuchać całej płyty za jednym razem.
    Podobnie z Kathleen Battle.
    A przecież te dwa głosy są boskie!

    Widocznie nie dorastam.

    Ale z innymi śpiewaczkami tak nie mam. Nawet z Jessye Norman, choć to sopran dramatyczny.

  42. Zygmunt Noskowski jest patronem Szkoły Muzycznej obojga stopni w Gdyni. Jego portret z sali koncertowej mam dobrze utrwalony w pamięci – czworo moich dzieci pobierało tam nauki, w tym najmłodsze ciągle to czyni.
    Niestety, statkowe łącze jest za słabe, aby ściągać pliki audio, pozostaje zanotować polecankę Sowy na przyszłość. Zaś w to niedzielne popołudnie słucham sobie pieśni Marii Callas z albumu „La Leggenda I Capolavori”.

  43. Hm, mam w repertuarze dwa emotikony i lubię ich używać, ale nie muszę w zasadzie.
    Wyślę książki wydane w zamierzchłych czasach i innym stuleciu, ale wznowione po 2007 roku.
    Dalej pada deszcz i śniegi topnieją, dziwna ta pogoda jak na luty.

  44. Jak o tym pomyślę, czuję się jak żyjąca skamielina.
    No jasne, w końcu jesteśmy w grupie, która skończyła lat 18. Czyli tzw. starsza młodzież.

    No dobrze, jak tak, to tak, nie będę używać emotikonek, skoro zachęcając do pójścia na łatwiznę, psują styl.

    Nie mam w domu literatury kobiecej, ani sajans fajans, ani audiobuków, a jeśli już kupiłam książkę po 2007, to – biorąc pod uwagę jej cenę – na pewno był to zakup przemyślany i upragniony. Lektury do gimnazjum to chyba w ogóle pomyłka, skoro gimnazja likwidują.

  45. Dzien dobry, choc szarobury :).
    Nasze osobiste sloneczko w postaci Lisa Witalisa pojawilo sie w porze sniadania i od razu zrobilo sie jasniej. Po porcji gimnastyki na plocie i sosnie, skad do sloninek niestety bylo ciagle za daleko, znalazl okrawki miesne, ktore Sondelanek polozyl na jego stalej trasie. Wiec sniadalismy juz razem:).
    Teraz pora na przeglad biblioteczki w celu wiadomym.
    Alku, zapomnialam napisac zaraz po twoim wpisie o planowanej wyprawie zimowej – jezeli to ma byc skrzyzowanie z Selous Scouts, to nie zapomnijcie o zgnilej malpie ;).
    Milego dnia Wszystkim!

  46. Myślę tak samo, Alku.

    Mamo Isi, racja!
    Dziwne to, prawda? My też pochodzimy z innego tysiąclecia.
    Co tam, ja się czuję młodo i krzepko!

  47. Nie, Madame, proszę nie dodawać, ja sam też staram się tego unikać, jak mogę. To okropny narów, jak mi się wydaje. To znaczy czasem można, ale jeśli nie trzeba, to chyba lepiej nie. Tylko styl się od tego psuje, bo człowiek wie, że może napisać byle jak, bo skoro da ten cały emotikon, to i tak publiczność zrozumie o co szło. Jak pani sądzi?

  48. Oj, tak. Najlepsze książki wydano nie tylko w zeszłym stuleciu, ale nawet tysiącleciu.

  49. Ja wiem, Alku. Też przecież żartuję.
    Chyba nie muszę dodawać znaczka ;) albo :)?

    No, dobrze. A więc akcja „Biblioteka”? Może być i akcja, choć wobec wszelkich akcji mam zadawniony dystans.
    Ot, tak sobie raczej wyślę. Z życzliwości.

  50. Cześć i czołem!
    Do akcji „Biblioteka” u mnie też coś się znajdzie.
    Bożenko, a jakże! Pan „podrapano na głowa” takoż! To było moje pierwsze skojarzenie po wpisie Alka. :-)

  51. „Kąt” wziął się w moim życiu stąd, że vis a vis mieszka nauczycielka z tej szkoły, no i razu pewnego szedłem sobie z przyjacielem, operatorem spec-ops w stanie spoczynku (Bałkany, blizny i przestrzeliny, człowiek specyficzny) który nagle rozpromienił się i wykrzyknął: O, pani dyrektor! No to ja go potem pytam: ty, Szczur, skąd ją znasz? No bo się tam uczyłem. A jak tam trafiłeś? Oj tam, zaraz wielkie halo. Za próbę zabójstwa kolegi. Ale to było nieporozumienie, wcale nie chciałem go zabić… Skądinąd jest to uroczy człowiek, moja teściowa na przykład go uwielbia.

  52. Madame, ja tylko tak boleśnie zażartowałem… jakby powiedział pan Turecki w Kabarecie Lipińskiej…

  53. Witaj poranku, że tak powiem. Witaj Ulubiona Autorko oraz Ludu. I od razu odpowiadam Bożenie: tak, Wasza Królewska Mość była na pewno, ale wydaje mi się, że Wasza Wysokość też padło, a jeżeli nawet nie padło, to niech tam, do mnie jednak lepiej pasuje. Co za paskudny dzionek…
    Mam sporo niezbyt lubianych książek, zastanawiałem się nad tym, ale nie ma gwarancji, że utrafią w gust szkolnej biblioteki. Zwykle przekazuję je do „Kątu”, bo to i tak degeneraci oraz ponurzy indywidualiści, wiem bo jeden mój koleżka serdeczny się tam uczył.

  54. Dzięki, Admineczko!

    Ha, szkoda tylko, że proszą o książki najnowsze, wydane po roku 2007.
    Najlepsze wydawano wcześniej. W ubiegłym, że tak powiem ze zdziwieniem, stuleciu.

    Ale wyślę im i tak. Tych nowo wydanych pozbywam się najchętniej, gdyż na ogół są jednorazowego użytku.

  55. Podziękowania dla Adminki :)
    Podziwiam, jak nad wieloma sprawami tutaj się czuwa!

  56. Czy to aby nie cytat skromnie (choć jakżeż trafnie!) zmodyfikowany, Alku? Bo coś mi się kołacze „Wasza Królewska Mość” :)

  57. Dzień dobry wszystkim!
    Tak, chodzi o bibliotekę w Cieszynie. Tu fragment komunikatu ze strony www biblioteki:

    „W wyniku nieszczęśliwego zdarzenia największemu zniszczeniu uległy audiobooki i literatura piękna, a szczególnie fantastyka, książki podróżnicze, beletrystyka dla pań oraz lektury dla szkół ponadgimnazjalnych. Stąd w celu odtworzenia księgozbioru Biblioteka chętnie przyjmie pomoc w postaci książek z zakresu literatury pięknej wydanej po roku 2007.”

    A adres, na który można przesyłać książki to:

    BIBLIOTEKA MIEJSKA W CIESZYNIE
    ul. Głęboka 15, 43-400 Cieszyn

    Przesyłam uśmiechy i życzę miłej niedzieli :)

  58. Witkacy znany jest w świecie ze swojej rozprawy o Hamlecie, piękna rzecz, tylko trudna do znalezienia.

  59. To im podaruję „Wesele” i „Ferdydurke”.
    Stempowskiego nie ma, zdaje się, w podstawie programowej, ale też im podaruję, bo postanowiłam.
    Jeśli literatura kobieca to taka, na jaką jest najwięcej zamówień w naszej bibliotece, to chyba nic nie mam. Czasem coś pożyczę, dla rozeznania.
    Rozważam rozstanie z Gaskell, ale chyba się nie zdobędę, bo ją kupiłam pod wpływem zagadek literackich i ma dla mnie wartość sentymentalną.
    Resztę rozważę na uboczu.
    Najokrutniejsze w rozstaniach z książkami jest to, że ja ich potem szukam godzinami, bo zapominam, że już je oddałam. To mi się zdarzyło, gdy oddałam książki bibliotece uniwersyteckiej w zamian za anulowanie horrendalnej dla mnie jak na tamte czasy kary finansowej, która narosła, gdy wyjechałam na trzymiesięczne wakacje, zapomniawszy o systematycznych prolongatach licznych wypożyczeń.
    Dzięki podpowiedzi Otz, już chyba sama znajdę ten adres. :)
    Dobranoc, nie zauważyłam, że jest tak strasznie późno. :)

  60. Biblioteka Miejska w Cieszynie?

    Napisali, że szczególnie czekają na literaturę fantastyczną, kobiecą, lektury dla szkół ponadgimnazjalnych i audiobooki.

  61. Prawdę mówiąc, mogłabym, Nutrio. W nieco dawniejszych czasach mogłabym być już nawet babcią Twojej siostry. Za to w obecnych czasach łapię się jeszcze na kategorię „bardzo dojrzała młodzież”. Wszystko jest względne i tego się trzymajmy.

    Cieszę się, że „Morskie Oko” Wam się podoba. Sporo mieliśmy w historii dobrych kompozytorów, a zapomnianych. Historia muzyki polskiej to jedna z najbardziej zaniedbanych dziedzin w krajowej edukacji, również, o zgrozo, tej o profilu muzycznym każdego stopnia. Chyba jesteśmy jedynym krajem na świecie, który tak deprecjonuje własną twórczość muzyczną. Dużo pracy nas czeka na tym polu, co akurat mnie osobiście cieszy. :)

  62. No właśnie, brrr… Aż zimno/gorąco robi się na wyobrażenie takiego pożaru. Zwłaszcza, jeśli samemu pracuje się w bibliotece!
    A kiedy dobra Adminka adres tu zamieści, do owej nieszczęsnej placówki wpłynie pewnie niejedna książka :)

    Magdo, oczywiście, że wypada zaproponować bibliotece książki „nie do końca lubiane”. Często np. w ramach prezentów dostajemy książki wartościowe, a zupełnie nie w naszym guście, albo własny zakup okazał się wpadką; lepiej wtedy poszukać dla nich lepszego miejsca niż kącik pod sufitem. Czasem biblioteki, kawiarenki, nawet fryzjer organizują tzw. bookcrossing – można po prostu zostawić książkę na wskazanej półce czy regale – dla chętnych. I samemu coś z tej półki zabrać, przeczytać, podać dalej. Bardzo fajna akcja, dużo książek tak zyskuje „nowe życie”.
    Można też samemu zorganizować taki mały bookcrossing, choćby regał książkowej wymiany sąsiedzkiej :)

  63. Można dyskutować, czy jest coś praktycznego w przyniesieniu do domu encyklopedii, w której można przeczytać, że Birmę wyzwalał z łap Japończyków nie kto inny, jak Komunistyczna Partia Birmy. Przekazałem kiedyś z dziką satysfakcją tę informację Brytyjce, co do której wiedziałem, że jej (przyszły wówczas) mąż maszerował z matką za rękę na piechotkę całą trasę ewakuacji z Rangunu do Indii, wiejąc przed japońskim wojskiem. Oczywiście tamtejsza kompartia istniała wtedy tylko w marzeniach Stalina, a Japończyków zatrzymywały niedobitki wojsk angielskich. Efekt był spektakularny, bo moja droga przyjaciółka zachowała się jak upuszczona litrówka coca-coli, to znaczy eksplodowała z charkotem. Całkiem ciekawe. Ale z drugiej strony… Gdybym nie przydźwigał tego do domu, to moja wiedza ogólna (w najogólniejszym sensie) jednak by ucierpiała. No i nie zobaczyłbym, jak panna Battersby naśladuje wybrakowany syfon.

  64. Nutrio, mam niewiele mniej niż metr osiemdziesiąt, ale jednak zwracaj się do mnie po imieniu, bardzo Cię proszę. :)

    Z książek lubianych dublują mi się eseje Stempowskiego w dwóch wydaniach. Mogę się podzielic :)

  65. Bożenko, poproszę Adminkę, żeby tu jutro zamieściła ten adres. Okropna sprawa: pożar biblioteki. Brrr!

    Molu, przesyłam całuska dla Mai.

  66. Jakże malutkie to Sowiątko.
    A co do Mai, to ona bardzo lubi oglądać zdjęcia z Pani postów. I strasznie się cieszy, jak zobaczy jakiś, którego jeszcze nie widziała:-)

  67. Właśnie włączyłam propozycję Sowy. Nawet nie wiedziałam, że są takie utwory! A przyznaję, że inspiracje Sówkowe lubię, wykorzystywałam nawet w pracy. Sowiątko musi być urocze i bystre!
    Kasztanowołosa, wracam do snów, bo mam podobnie jak Ty – czasem mi się śni ktoś, kto z pozoru „nie wygląda”, albo widzę we śnie niewyraźnie, a mimo to wiem, że jest to ta czy inna osoba. Dziwne. Dziwne było też to, że kiedyś śnił mi się smak (byłam wtedy głodna).

  68. Śmietniki bywają zaskakująco pożyteczne. Zaskoczyła nas kiedyś (dawno temu, za studenckich czasów) ulewa w Krakowie. Wyglądało na to, że porządnie zmokniemy, gdy wtem, w koszu na śmieci, dostrzegłam parasol. Koleżanka miała obiekcje, ale jednak się zdecydowałam, wydobyłam znalezisko i tak sobie maszerowałyśmy przez miasto pod zielonym parasolem, z ułamanym drutem, naderwaną tkaniną, prawie całkiem suche i jednak rozbawione, a nieliczni przechodnie się wzajemnie do nas uśmiechali. Tak mi się przypomniało. :)

    Właściwie powinnam trochę odciążyć półeczki. Czy to wypada oddać bibliotekom książki nie do końca lubiane (a nuż się komuś spodobają, czy ja wiem)?

  69. Nutrio, ani się waż. Ale do mnie możesz mówić Wasza Wysokość – mam ponad metr dziewięćdziesiąt.

  70. Autorko, M. była trochę zaskoczona pojawieniem się prawie nowej choinki w dobrym stanie. Ponieważ którymś innym razem przyniosłem ze śmietnika encyklopedię trzynastotomową PWN (na dwie raty nosiłem), wydaje mi się, że nie uważa mnie za praktycznego, a raczej za dość poważnie nieprzewidywalnego. Przynajmniej co się tyczy śmietników.

  71. A mogłabym prosić, DUA, o adres tej spalonej biblioteki? Chętnie coś prześlę.

  72. Mamo Isi, a to radość!
    Przepadam za rozśmieszaniem dzieci. I w ogóle, czytelników.
    Całusy dla Isiątek.

    Alku, soczysta ta opowieść o choince. Jacy praktyczni jesteście oboje! No, no!

  73. Bożenko, zdarza mi się, przyznaję. Ale strasznie już powściągam bibliofilskie pokusy, bo i tak muszę teraz rozdać książki, które się nie mieszczą.
    Rożne biblioteki się ogłaszają, ostatnio jakaś się całkowicie spaliła (Adminka zna adres) i prosi o dary, więc szykujemy paczki.

    Nutko, ach, jak miło sobie tak odpocząć po ciężkiej pracy, co?

  74. O, to moja siostra ma tyle lat co Pani, Sowo, córka (bądź synek). Wychodzi na to, że mogłaby Pani być moją mamą (o pozostałych, starszych nieco od Sowy, ja np. Pani Małgosia, nawet już nie wspominam).:)
    Tak się teraz stanawiam, czy nie powinnam do Was, Drodzy Księgowi, mówić per, Pani lub Pan?

  75. Ciekawe, czy DUA ulega pokusie kupowania dodatkowych zbiorowych wydań ulubionych lektur? Osobiście przeżywam rozterki, przeliczając od jakiegoś czasu potencjalne nabytki na centymetry potrzebne na półkach… Odłożyłam w księgarni wspominane przez KrzysztOfa „Ziemiomorze” (mnie też kusiło, K8!), podobnie jak wcześniej dwutomowe „Muminki” czy „Opowieści z Narnii”, pozostając przy zaczytanych domowych tomikach…

    I niech żyje pan Muldgaard mrowie a mrowie! Azali można by nie znać pana Muldgaarda?! Ach, ta zewłoka, Gio :) A ileż niewinnej uciechy ma czytelnik, gdy np. panią Białą Glistę proszą won :)

    Puchałko, dołączam się do gratulacji! To jeszcze trzymam kciuki za jutrzejszy egzamin.

  76. Dobry wieczór!
    Serdeczne gratulacje dla Puchałki! I Magda Z. dziś dzielnie jeździła – czwartek zaznaczony w kalendarzu do zapamiętania. :) A ja wreszcie znalazłam czas żeby sobie poluzować, więc sobie całe dnie czytam, oglądam, słucham muzyki. Fajnie tak.
    Przesyłam wieczorne ukłony i serdeczne uśmiechy!

  77. Magdo Z., nie martw się, to się musi dać zrobić;) Trzymam kciuki.
    Za wszystkich potrzebujących trzymam kciuki:)

    Ateno, właściwie to dlaczego taki nibygrzyb nie miałby sobie pochodzić po lesie? Jak to powiada Poeta, co prawda mając na myśli śpiew ogórka: „A jeśli pragnie gorąco/ Jak dotąd nikt, jak skowronek/”. A niech sobie, biedak, pochodzi. Nie ja mu stanę na przeszkodzie.

  78. Sowo, dzięki za „Morskie Oko” Noskowskiego; akurat słucham. Piękne.
    Pojęcia nie miałam, że p.Maria Witkiewiczowa była nauczycielką muzyki i założyła pierwszy chór zakopiański. Gdyby sądzić po „Listach do syna” Witkiewicza, zajmowała się wyłącznie kurami;)
    Sowiątko budzi mój podziw! Isiątka na razie podpisały własnym imieniem wykonane dla babci (czyli mnie) wspaniałe malowidła (na tym od Zosi jest anioł, a na tym od Asi – choinka). Nieco krzywo, ale podpisały.
    Jestem dziś nieco schrypnięta po dwugodzinnym dyżurze, bo natychmiast zaciągnęły mnie na kanapę i wręczyły stertę książek, które miałam im przeczytać.
    Nb. kochany Starosto, bardzo lubią „Bambolandię” i zaśmiewają się przy tym do łez.

  79. Pani Małgorzato. Muszę sprostować. Meldunek pisałam już w przerwie z pracy. Do Białowieży mam ok.80 km, więc to była typowa wyprawa na kawę do przyjaciela i podziwianie bajecznych widoków. Teraz już obowiązki. Wykorzystuję następną przerwę,żeby napisać ,że wypoczynku nie będzie. Jutro też do pracy. Jestem jednak szczęściarą bo lubię swoją pracę.
    Pozdrawiam z prześlicznego, zimowego Podlasia.
    Przemiłych snów :)

  80. Iskro, dzięki:) Mam cały czas włączony podgląd śródleśnej polany w Puszczy Białowieskiej (Nadleśnictwo Browsk) i co dzień oglądam, co tam nowego. Teraz też przy paśniku stoi stadko żubrów, ale bywa ich tyle, że polany nie widać! A i jelenie zachodzą. I raz były wilki. Co dzień leśniczy traktorem dowozi siano i różne pychotki. A pokrywa śniegu wciąż się utrzymuje. Ech, chciałabym tam kiedyś się znaleźć w realu;)

  81. Tak mi właśnie wychodziło z moich obliczeń, Sowo, ale sama sobie nie mogłam uwierzyć. Mniej niż 3?
    Jestem pod wrażeniem :) Cuda i dziwy:)
    Idę posłuchać, a Wam życzę miłej lektury :)

  82. Dobry wieczór UA i Ludu.
    Ateno, a propos znalezienia choinki pod domem: jakoś tak kiedyś nie zatroszczyłem się o choinkę w porę, M. jakoś też się nie zatroszczyła, na Wigilię pojechaliśmy do rodziców i w końcu minęły święta. Po świętach choinek nie sprzedają, rób co chcesz, nie ma. Ale w naszym kraju pięknym, żyznym, choć już nie bogatym dwa dni po świętach w śmietnikach zaczynają się pojawiać pierwsze choinki już użyte. Wyciągnąłem jedną taką dobrze wyglądającą jodłę, otrzepałem i służyła u mnie jeszcze przez miesiąc. Moja taka mała przygoda świąteczna.
    Iskro, Białowieża zimą jest piękna, chociaż w samej wsi siarką ciągnie jak ze smoczej jamy, bo palą zwyczajowo węglem. W wyniku skomplikowanych działań finansowych drewno opałowe w Białowieży kosztuje chyba więcej niż w Warszawie. Wiem, bo ostatnio kupiłem metr drewna zaprzyjaźnionemu domowi.
    Sowo, Posłucham sobie tego Noskowskiego, dzięki za ciekawy trop.
    Co u was słychać w ten piękny wiosenny wieczór, moi drodzy?

  83. Bravissimo, Sowiątko! SowoP, przekaż dziecku gratulacje ode mnie:-) . Puchałko, podwójne brawa!

  84. Madziu, nie ma jeszcze 3. Stąd moje zdumienie.
    Słuchajcie sobie mile, a my zaczynamy wieczorny rytuał.

  85. KrzysztO, widziałam w księgarni Ursulę, wydaną w „całości”. Bardzo mnie kusiła.

  86. Melduję,że Puszcza Białowieska wygląda baśniowo w tej zimowej szacie. Jeśli ktoś ma natchnienie równe Witkiewiczowi, to powinien natychmiast się tam udać.
    Ciekawostka- widziałam dzisiaj stado żubrów, ale nie w rezerwacie tylko na polu daleko już za puszczą. Ciekawe co na to okoliczni mieszkańcy?
    U mnie na polach to najwyżej stada saren lub łosi.
    Puchałce gratulacje!
    Miłego wieczoru wszystkim!

  87. Cały czas piszę z tego samego komputera domowego.
    A różne IP? Może się zmienia, bo mam internet mobilny, i każde połączenie ma inne IP, nie jestem pewna?
    Zresztą mój wiekowy i wysłużony komputer, jeszcze bardziej rozklekotany niż ten Dorotki z WdO, wariuje. Wyłącza się bez uprzedzenia i na własne życzenie, a potem sam włącza, co oczywiście przerywa połączenie z internetem.
    Skomplikowane, może kto mi pomoże jutro czy pojutrze rozwiązać problem, zadzwoniłam po pomoc, bo sama jestem bezradna niczym dziecko we mgle.
    Zresztą przed chwilą wysłałam komentarz (pewnie Spam go zarekwirował), zobaczymy co będzie z tym.
    Pani Małgosiu, dziękuję za trud poszukiwawczy! :)

  88. Aha, teraz piszesz z innego IP.
    To pamiętaj, że tamten poprzedni jest jakiś trefny! W każdym razie, u mnie wiadomość z niego ląduje w spamie.

  89. Uff! dziękuję, ale ja go z 10 minut odtwarzałam :D Cóż za daremny trud z mojej strony. Choć ten drugi komentarz jest bardziej konkretny i brzmi lepiej ;) Wszystko jedno zresztą :)
    Piszę z komputera domowego, tego co zawsze.
    Nie wiem skąd ten błąd.
    Ale dziękuję za poszukiwania, Pani Małgosiu. :)

  90. Aha, to widocznie coś z mojej strony poszło nie tak, dziękuję za odpowiedź, uspokajam się. :)
    W skrócie pozwolę sobie odtworzyć komentarz:
    SowieP dziękuję za pozytywny odzew i czekam na polecankę – słuchankę :)
    Puchałce gratuluję:) Czy kciuki mają wpływ magiczny czy to też siła sugestii – tego nie wiem, grunt że działają, a to mi dodaje odwagi;)
    Molu, z pewnością dam Wam znać w czwartek, jak mi poszło – z tym że niekoniecznie od razu po egzaminie, pozwól, że najpierw dotrę do jakiegoś komputera, co może chwilę zająć;) Może być różnie – zdawalność na egzaminach z prawa jazdy raczej jest niska, oblewa ponad połowa egzaminowanych, trudno.
    KrzysztO przypomniał mi o córce Lavransa, nie skończyłam czytać, bo się miotam pomiędzy książkami, a to wzywa mnie obligatoryjne zamówienie z biblioteki, a to to, a to tamto. Ale mam teraz troszkę urlopu, ponadrabiam.
    Uśmiechy, serdeczności, uściski!
    Spokojnego wieczoru:)

  91. A jednak!
    Znalazłam wpis Magdy w spamie. Znalazł się tam automatycznie (powód: fake IP). Czy pisałaś z innego komputera, Madziu?
    Wpis przywróciłam.

  92. MagdoZ (wiad.pryw.), ależ nie, wszystko OK – a wpis Twój, o którym piszesz, najwyraźniej nie dotarł. Nie widzę go!

  93. Muzyka na wieczór:

    Zygmunt Noskowski – uwertura koncertowa „Morskie oko”.

    Noskowski pojechał na wycieczkę w Tatry latem 1861 roku, czyli na dwadzieścia lat przed Stanisławem Witkiewiczem. W przeciwieństwie do tego ostatniego, nie był stałym bywalcem gór, ale wycieczka nad Morskie Oko zrobiła na nim dostateczne wrażenie, by utrwalić ją muzycznie. Z sukcesem – uwertura publiczności bardzo się podobała. Stanisław Witkiewicz udał się w góry zimą 1886 roku, dla ratowania płuc. Przebył prawdopodobnie tę samą trasę wycieczkową nad Morskie Oko co Noskowski, po powrocie wydał reportaż z pobytu – „Tatry w śniegu” (wciąż do kupienia!). W tym samym roku Noskowski został profesorem warszawskiego Instytutu Muzycznego, gdzie „wychował” dwóch innych wielkich kompozytorów-miłośników Tatr – Mieczysława Karłowicza i Karola Szymanowskiego (ten się będzie przyjaźnił z Witkiewiczem-synem).
    Witkiewiczowie osiedlają się na stałe w Zakopanem w 1890r. Tu ciekawostka dla Mamy Isi – żona S.Witkiewicza, Maria, była nauczycielką muzyki i zanim zajęła się prowadzeniem pensjonatów, założyła pierwszy w Zakopanem chór.

    PD

    Przy okazji porównywania kalendarium Noskowskiego i Witkiewicza uzmysłowiłam sobie, że to nie Witkiewicz ojciec malował pejzaże z fotografii, tylko syn. Pomieszałam panów Stanisławów. :)

  94. Otz, ależ nie martw się, może u Ciebie, mimo liceum, nie zmieni się częstotliwość wchodzenia na tę wspaniałą stronę. U mnie dużo się dzieje, bardzo rosnę wewnętrznie, głównie dzięki KSM-owi, odkrywam coraz to więcej piękna, poznaję cudownych ludzi. I wiele się uczę. Ale nie zamierzam definitywnie rezygnować z tej strony. Dlaczego? Mam ogromny dług wdzięczności do Pani Małgosi, bo to od Niej wszystko się zaczęło :)

  95. A jeszcze a propos polecanek, tym razem książkowych, akurat wczoraj dotarła do mnie zamówiona kilka dni temu książka dla młodocianych lunofilów (tak to mi się rzeczywistość z Księgą Gości splata) – „Noc bez księżyca” Etgara Kereta i Shiry Gefen. Skusiłam się na nią ze względu na ilustracje – wszystkie są utrzymane w tonach granatowo-biało-żółto-srebrnych, wydaja się bardzo sugestywne. Nawet główna bohaterka książeczki, Zohar, ma fryzurę jak księżyc w pełni. Jeśli Sowiątku historyjka się spodoba (jak dla mnie jest w porządku, ale bez fajerwerków), to polecę ją Waszym pociechom.

  96. Brawi Sowiatko!
    Kochana DUA, Iskro i Puchalko,alez ja nie neguje dobroci technologi, wrecz przeciwnie, wciaz jej sie ucze i dziwie jak swiat funkcjonowal bez internetu. Mnie tylko przerazaja ludzie, ktorzy nie potrafia telefonow odlozyc. Nie byloby naszego dobrego kacika przy polce i o ile bylibysmy ubozsi. Tak wiele Wam zawdzieczam ksiazek, utworow muzycznych, poetow, pisarzy, malarzy, samo dobro, ze o ludziach nie wspomne, poznalam wielu, niektorych osobiscie.
    Szczeka dziadunia… moja znajoma znalazla choinke przed domem, a sniegi byly wielkie owej zimy.
    Mamo Isi jak zobacze pelzajace grzyby to umre ze smiechu.
    Ide sie dzisiaj weselic, musze cos zrobic, zeby odwrocic uwage od szczeki…

  97. Sowich polecanek brakuje i mnie, bo lubię wiedzieć coraz więcej, a muzyka to prawdziwy skarbiec. Tyle pięknych utworów do zaśpiewania!

  98. Jeżycjomaniaczko, „Ciotka Zgryzotka” będzie w tym roku, jeśli się nic złego nie wydarzy.
    A nie powinno.

  99. K8, dopowiem tylko, że wydawnictwo Prószyński i S-ka wydało, oprócz zbioru, o którym wspominasz, także jednotomowe „Ziemiomorze” i „Sześć światów Hain”. Prawie wszystko to kiedyś czytałem, co więcej, poszczególne tomy stoją sobie spokojnie na regale, a i tak nie oparłem się pokusie zakupienia tych wydań. Zatem pora przypomnieć sobie te świetne powieści, w moim statkowym stosiku zmieściło się „Ziemiomorze”. Ale na razie zacząłem „Krystynę…” (wczoraj) i już czuję, jak powoli mnie wkręca.

  100. Sowa jako autorytet! Ależ mi się głupio zrobiło! Chociaż, nie powiem, jednocześnie bardzo miło :)

    Mamo Isi, Magdo Z., przestałam polecać słuchanki nie z powodu nadmiernego czytelnictwa Sowiątka, tylko dlatego, że… przestałam polecać. Krótko mówiąc, bez powodu. Ale skoro tęsknicie za tym, to później polecę coś na dzisiejszy wieczór.
    Z tym nocnym czytelnictwem dziecięcia jest tak jak mówisz, Mamo Isi, musimy czytać po kilka(naście) książek, najlepiej tych najdłuższych (aktualnie na tapecie jest „Elementarz” Falskiego, czytamy go od deski do deski). Sowiątko targuje się ze mną przy tym niczym Abraham z Panem Bogiem („-Mamo, czy możemy przeczytać jedną książkę? -Możemy. -A dwie?. -Możemy. -A trzy?”). A po zgaszeniu światła następuje ciąg dalszy odwlekania chwili zaśnięcia: musimy prześpiewać wszystkie „nasze” kolędy (wszystkie zwrotki, refren dwa razy) i opowiedzieć improwizowaną bajkę o zwierzątkach. Długo towszystko trwa, oj długo. Ale muszę przyznać, że są tego zaskakujące efekty. Kilka dni temu Sowiątko, pozostawione na chwilę same sobie, usiadło pod lodówką z kubełkiem literek magnetycznych pod pachą i nie zachęcane ani nie wspomagane przez nikogo, głośno literując, zapisało poprawnie sześcioliterowe imię swojej kuzynki. Dodam, że nikt mu tego wcześniej nie pokazał. Do tej pory nie mogę wyjść ze zdumienia. Może już wkrótce to Sowiątko będzie czytało mi do snu. I teraz ja będę wybierać te najdłuższe książki, he, he.

  101. Życzę powodzenia zdającym egzaminy i duzo zdrowia przeziębionym!
    Na pociechę moze byc dobra książka :)

  102. Majestatyczne i oblodzone szczyty górskie trochę mnie przerażają. Podoba mi sie za to wodospad, gdzie woda niecalkiem chyba zamarzła oraz odbicie księżycowego światła w dolnej części obrazu.
    Na pierwszy rzut oka tez myślałam, ze to fotografia :)
    Wiersz Pana Wierzynskiego, bardzo trafnie dobrany, wyraża chyba też tęsknotę za tym bajecznym krajobrazem.

  103. Kochani zdałam na 5! Wasze kciuki mają chyba magiczne właściwości! Dziękuję!!

  104. Wiersz przepiękny.
    PS: Droga MałgM, Kiedy będzie premiera Ciotki Zgryzotki? Nie mogę się doczekać :]

  105. Dzień dobry Najmilsi. Ależ tu wesoło i gwarnie. Wizja przedwiośnia przedstawiona przez Alka jest wspaniała! Uruchamia wyobraźnię i przeponę.:)
    Wczoraj skończyłam wielki zbiór opowiadań Ursuli LeGuin pod wspólnym tytułem „Rybak z Morza Wewnętrznego” . Polecam wszystkim fanom SF, fantasy i literatury trudnej do klasyfikacji gatunkowej

  106. Jedno kolokwium przełożyli, zaliczenie na db+(dziękuję za kciuki), jeszcze czekam na najważniejszy dzisiaj egzamin…

  107. MagdoZ, mimo, że podałaś czas trwania egzaminów (40min) mam do ciebie tę samą prośbę co do Puchałki(napisz, jak skończysz zdawać)

  108. Nutrio, Mól w tym śnie nie wyglądał. Nie miał wyglądu. Po prostu BYŁ. Sowa tak samo.
    U nas jest szaro, pada deszcz, a mnie znów coś łapie. Przynajmniej można siedzieć w domu, pić herbatę i czytać :)

  109. A ja jestem w okolicy, gdzie nikt nigdy śniegu nie widział. Więc ustawiłem sobie na komputerze tapetę oraz wygaszacz ze wszystkich zdjęć, jakie w Tatrach zrobiłem, jest ich oczywiście dużo, dużo więcej, niż pokazanych tutaj. I teraz mam biało i mroźnie przynajmniej w tym jednym miejscu.

  110. Już od godziny trzymam kciuki za Puchałkę. A teraz: do biegu, gotowi start! Chwytam Magdę.:-)

  111. U nas ptactwo zajada się rajskimi jabłuszkami. Dziś – stado dorodnych kosów. Zimują!
    (Jednak znów wyjrzałam przez okno).

  112. Dzien dobry DUA i Ludu Kochany,

    Alez senne fluidy lataja po okolicy… :).
    Snil mi sie wielki zjazd Ksiegowych!! Ogromna sala i tlum ludzi. Trafilo mi sie miejsce przy stole z DUA, ale gdy juz sie szykowalam do milych rozmowek, to Ona ruszyla w obchod po sali, zeby spotkac sie z kazdym. Ja tez rozmawialam z wieloma osobami, ale mialam klopoty z zapamietywaniem wszystkich imion, ktore zreszta byly zupelnie nowe, „nieksiegowe”. Usilowalam je sobie notowac. Byly tez jakies pieski.
    Mysle, ze w obecnej rzeczywistosci, nawet we snie ucieka sie w bezpieczny swiat naszej Wyspy – chociaz tak sennie odrealniony.

    Obraz i wiersz – piekne!
    Ponury widok za oknem zdecydowanie rozjasniaja zolte paseczki na skrzydlach dzwoncow, rdzawe sliniaczki rudzikow, pomaranczowe dziobki kosow i sojkowy blekit. Ze o bialo-rudym lisku nie wspomne. Ciagle ma nadzieje siegnac do sloninek i wspina sie po plocie – optymista, he, he.
    A krogulce tez musza zyc i w ich zabijaniu malych ptaszkow nie ma zadnego okrucienstwa. Chociaz moze my tak to widzimy i z pewnoscia szokujacy jest widok posilku krogulca tuz obok karmnika maluchow…
    Milego dnia zycze wszystkim.

  113. Alku dzięki za przypomnienie pana Muldgaarda! Aż uśmiechnęłam się szczerze na wspomnienie jednej z moich ulubionych książek „Wszystko czerwone”, do telefonu, w pełnym ludzi autobusie. Dobrze, Ateno, że są te telefony- można odwrócić wzrok od brzydkiej zimy w Trójmieście i zanurzyć się w ciepły świat, z ciepłymi ludźmi :)
    DUA czy z racji pisania i pisania w tym brzydkim lutym „Ciotka” będzie już niedługo? Czy zdążę po raz kolejny przeczytać całą serię od początku? Miłego dnia Ludu!

  114. Dzieńdoberek, kochani księgowi!
    Dziękuję i zazdroszczę Iskro . U nas śnieg w większości stopniał zamieniając się w błoto, a jeśli już się gdzieś zachował, to wystarczy na niego stanąć, żeby ci nieprzyjemnie chlupotało pod nogami.

  115. Sowo! Taką polecankę można zawczasu przygotować i pod wieczór tylko raz dwa wkleić. :) Dla mnie Twoje sugestie były bardzo inspirujące i pożyteczne, a polecanka nie musi być przecież obszernie objaśniona. Tak sobie tylko niezobowiązująco proszę, bo oczywiście jeśli czasu chronicznie brak to brak. Ale jednak ucieszyłabym się. :)

    Za godzinkę udaję się na jazdę. To już ostatnie próby przed godziną zero, więc jeśli kto chce i może, i ma wolnego kciuka nawet i u lewej ręki (bo oczywiście Ktoś, kto używa akurat klawiatury, nie ma wolnego lewego kciuka), to proszę o kciukowe wsparcie. Choć oczywiście wsparcia z różnych stron dostałam tu mnóstwo i aż mi teraz niezręcznie, choć zarazem jestem ogromnie wdzięczna.
    Temperatura u nas na plusie.
    Dobrej i owocnej soboty :)

  116. Hmm… Ciekawy ten Twój sen, Kasztanowłosa, a najbardziej mnie ciekawi jak w nim wyglądał Mól?:)

  117. Dzięki, Iskro!
    Właśnie wyjrzałam i żałuję. Yyyy.
    Co za szczęście, że ponad tymi brudnymi chmurami jest na pewno słońce!
    Można się pokrzepić samą myślą o nim.

  118. Dzień dobry mili ludzie!
    Mamo Isi, gdybym miała Twoje namiary natychmiast wysłałabym Ci zdjęcie tej pięknej, nie zlej zimy.
    Nasza jodła, świerczki, płotki, wszystko otulone śnieżnobiałą pierzynką i okraszone słoneczną poświatą. Piękny luty. Do przedwiośnia to jeszcze daleko.
    Niedługo będę się przemieszczać przez Puszczę Białowieską ( wyprawa do przyjaciela ) to poobserwuję czy tam też tak pięknie.
    Ślę gorące uściski DUA i Wam wszystkim a w szczególności tym, którym się nawet nie chce za okno wyglądać. :)

  119. Pisząc „nawet Sowa” miałam na myśli, że nawet taki autorytet jak Sowa popiera moje twierdzenie;)
    Sowo, jest szansa na wieczorne muzyczne polecanki? Bardzom je lubiła. Ale pewnie Sowiątko tak jak Isiątka wieczorową porą chce, żeby mu czytano i czytano do snu.

  120. Alku, gdyby się okazało, że to jednak bigos ,to taki zahibernowany nadawałby się jeszcze prawdopodobnie do spożycia , co można by uroczyście uczynić z okazji odnalezienia dziaduniowej szczęki ;).

  121. „A u nas, po śnieżnej i mroźnej zimie, niespodzianie nastąpiła odwilż. Zaraz z rana była intensywna ulewa”

    MagdoZ, mówiłem.

  122. Mamo Isi, jak to „nawet Sowa”? Czyżbym dotąd Cię nie popierała?? Być nie może.

    Kasztanowowłosa, bardzo mi miło, że mnie odwiedziłaś sennie. :)

  123. Jakże miło, Kasztanowłosa, że występuję w twoich snach:-) . A perspektywa odwiedzenia SowyP i to jeszcze z tobą wydaje mi się szczególnie radosna

  124. Oj, srogi, srogi ten luty! I zima ma się ciągnąć i ciągnąć, aż do znudzenia. Nawet nie warto wychodzić na dwór, bo ślisko, nieprzyjemnie, no i wszędzie te brudne niegdysiejsze śniegi. Nie to co w domu; cieplutko, kominek emanuje cichym szczęściem domowego kominka, komputer sympatycznie wyświetla reklamy oraz ciasteczka, obok kubek z krasnalkiem, a w nim świeżo zaparzona herbatka z sokiem malinowym, opodal talerzyk z owsianymi ciasteczkami, z których co prawda połowę wrąbał pies, ale przecież psu też się coś od życia należy.
    A to sąsiedzi wpadną z 5-godzinną wizytką, a to zmywarka się zepsuje – co chwila jakieś miłe niespodzianki!

  125. Nutrio, dziękuję za wiadomość o „Kłamczusze”. Miło to z Twojej strony.

    Mamo Isi, jakie przedwiośnie, jakie przedwiośnie? To jest wciąż jeszcze zima. Srogi luty!
    Zasłaniam okna. Na przedwiośniu tego bym nie zrobiła.

  126. Droga Sowo, śniłaś mi się ostatnio, chociaż nawet nie wiem, jak wyglądasz. W tym śnie przyszłam do Twojego domu razem z Molem. To dosyć ciekawe, że śni mi się tutejszy Lud. Mogłyby mi się jeszcze śnić spotkania autorskie :) Wtedy mogłabym w ogóle nie wstawać.

  127. A ten śliczny wiersz jest bardzo plastyczny: świetlisty, srebrny i migotliwy.
    Pejzaż opisany tak sugestywnie i dokładnie, a zarazem subtelnie – jakby odmalowany delikatną, japońską kreską.
    Dużo szczegółów sprawia, że doskonale możemy wyobrazić sobie ową „bezmierną przestrzeń”. Ale pomimo licznych konkretów, nastrój wiersza jest tajemniczy, odrealniony (marzenia, przywidzenia, sekrety).
    Czterokrotne i nieprzypadkowe powtórzenie słowa „świat” w ostatniej strofie skłania mnie do namysłu – tak jakby ten przywołany w wierszu zakopiański krajobraz (jedyny w swoim rodzaju, ale przecież też jeden z wielu na tym świecie) stawał się naraz, nocą księżycową, całym światem. Muszę się trochę nad tym zastanowić :)

  128. O właśnie! Nawet Sowa P. mnie poparła! Przedwiośnie jest obrzydliwe, ohydne i nie do zniesienia. Najlepiej zasłonić okna i pisać, pisać, pisać;)

  129. Właśnie sobie wkuwam na konkurs (który rozpocznie się, nawiasem mówiąc jednak o 11:00, a potrwa tak z dwie godziny) między innymi z ,,Podręcznika Szóstoklasisty”, zapożyczonym od wiadomej Polonistki i w tymże podręczniku natrafiam na przykład listu prywatnego, w którym pewna dziewczyna chwali i zachęca do przeczytania Pani ,,Kłamczuchy” swoją koleżankę! Cały jest jej poświęcony! Czy to nie miło? Oczywiście wiadomo, że to nieistniejący list, ale przecież autorzy tak tam zachwalają ,,Kłamczuchę”, na a poza tym każda dziewczyna, czytająca taki podręcznik, czy chce, czy nie, musi pomyśleć sobie, że warto by było po taką książkę sięgnąć. Dlatego też postanowiłam to Pani powiedzieć. Myślę, że się Pani ucieszy.:)

  130. SowoP, masz rację (jak zawsze z resztą) co do przedwiośnia, co do „tym razem…” i co do”ciotki…”

  131. A u nas, po śnieżnej i mroźnej zimie, niespodzianie nastąpiła odwilż. Zaraz z rana była intensywna ulewa.

    Przydźwigałam z biblioteki z pięć książek Stanisława Pigonia.
    Zaczynam zaraz od „Zawsze o nim”.
    :)

  132. Jak to jest, że wy mi zawsze poprawiacie humor? chyba za bardzo was lubię:-) ♥

  133. Ten obraz kojarzy mi się z misiem Uszatkiem. W sumie nie wiem dlaczego, ale gdy na niego patrzę (na obraz, nie na Misia) to wręcz widzę go tam ukrytego gdzieś za górą. Ja zawsze mam takie śmieszne lub dziwne skojarzenia :) Nic na to nie poradzę.
    Może tak jest dlatego, że bije od tego obrazu spokój?

  134. Podoba mi się ten obraz przedwiośnia namalowany przez Alka. Samo życie. No może poza tym garnkiem z dukatami.

  135. Czego to się człowiek nie dowie o grzybach! Zwykle w lecie po deszczach w lesie można znaleźć różne gatunki śluzowców. Większość ma rozmiar rzędu milimetrów lub ułamków milimetrów. Największym przedstawicielem gatunku jest rulik nadrzewny (Lycogala epidendrum).

    Śluzowce nie są grzybami, stanowią osobne królestwo, bliżej im do zwierząt. Potrafią się przemieszczać (do kilku mm na godzinę).
    Jak zobaczę, że mi się taki nibygrzyb przemieszcza, to zemdleję.

  136. Pozwolę sobie zaprotestować w kwestii autobiografii pisanej za młodu. To prawda, że historia biegnie dalej, pojawiają się nowe wydarzenia, ale przecież te stare nie przestały być prawdziwe. Zmianie co najwyżej może ulec ich ocena, poglądy autora, życiowe priorytety. To są czynniki subiektywne i zmienne, ale ich pozostawienie bez zmian też jest zapisem pewnej drogi, ewolucji wewnętrznej jaką przechodzi autor. A więc uważam, że nie ma potrzeby pisania wczesnej autobiografii na nowo, ewentualnie można by dopisać jej dalszy ciąg, uwzględniając nowe spojrzenie na historię życia. O ile się ma na to ochotę, oczywiście. A zostawianie pisanie autobiografii na koniec życia jest ryzykowne, bo skąd wiemy kiedy będzie jego koniec i czy zdążymy napisać wszystko, co chemy?
    „Tym razem serio”, Molu, należy do tej pierwszej kategorii książek, o których pisałam: książek nie wznawianych, choć dobrych i poczytnych. Na Allegro oczywiście osiąga zawrotne ceny. Ale w tym przypadku jest to decyzją Autorki, a nie polityki wydawniczej, co oczywiście szanujemy i nawet pochwalamy, bo jeszcze by tam coś niepotrzebnie zmieniła. A tak pożyczymy sobie w bibliotece i po sprawie. Poza tym, czekamy na opasłą „Ciotkę”, nieprawdaż?

    PS. Mama Isi, ma rację, przedwiośnie jest OBRZYDLIWE. Alku, nie kuś ;)

  137. A u mnie za oknem widoki wręcz Bożonarodzeniowe. Wczoraj sypnęło śniegiem i wszystko jest tak cudnie czyściutko przysypane.
    Ateno- mam nadzieję, że zupełnie te smartfony nie znikną bo wtedy straciłabym kontakt z Wami. A tak wracając od przyjaciół zaglądam w telefon, żeby zobaczyć co u moich przyjaciół od pani Małgosi.
    Wszystkie techniczne rzeczy mogą służyć głupocie ale i pięknej wymianie myśli.
    Dobranoc prawdziwi gdzieś tam ale trochę wirtualni przyjaciele.:)

  138. Dodam bezwstydnie (skoro już jest sezon na cytowanie Przybory): ta Natura jest niegłupia.

  139. Ulubiona Autorko, proszę się nie zniechęcać do ogrodu. Jak toto zacznie tylko trochę bardziej topnieć, to zaraz zaczną się „chóry świtalskie” (copyright by Richard Bialy, Szkot który mówi po polsku jak niejaki pan Muldgaard). Zacznie ładnie pachnieć mokrym. Poza tym z tego wytopionego zaraz będzie coś wyłazić. Najpierw wyjdą rzeczy zagubione w zimie i to będzie szalenie podniecające, o, to sztuczna szczęka dziadunia, a to chyba ten garnek z bigosem, którego nie możemy się doliczyć od Świąt, nie, jednak nie z bigosem tylko z jakimiś złotymi monetami z napisem „Sigismundus III DG Poloniae et Sveciae Rex”, jakieś 50 kilo, a potem już zaczną wyłazić te zielone, co zawsze. A potem to już kwiatki i kocie kupy się pojawią i dalej pójdzie z górki.

  140. Otz, dziękuję, duszko! Wyobraź sobie, właśnie Admineczka mi wytropiła i kupiła tę książkę o Witkiewiczu.
    Jest, jest!

  141. PS: Nie wiem, czy mogę, żeby nie uznano, że coś reklamuję – wkrótce w Lublinie będą dwa zespoły, kojarzące się z górami: Cisza Jak Ta i Dom o zielonych progach, może akurat ktoś zechce się wybrać. : )

  142. Chesterko, to są takie śpiewne pogadywania i poskrzekiwania, a w porównaniu z normalną głośnością sroczego skrzeku, to jest sroczy szept;)

  143. Słowa poetów czy dzieła artystów już piękna górom nie dodadzą (czy Piękna w ogóle czemukolwiek), bo one po prostu piękne są i takimi będą. Ale jakże nas to ubogaca! A tych artystów rozwija. Tak sobie czasem myślę..

  144. „Zakopiański styl” można kupić na stronie ksiazkiprzyherbacie, a „Tym razem serio” na allegro.

    Kapucynko, jestem trochę spokojniejsza.:)

    Dzień dobry.

  145. „Tym razem serio”! Byłabym zapomniała! Pani Basia obiecała nam dziś, że przyniesie nam jeszcze tą książkę tylko, że juz ze swojej „b

  146. Ateno, uszka do góry! Nie będzie tak źle. Telefony tez się psują. „Życia nic nie zmoże”.

  147. Wierzynski jest dobry na wszystko. Piekny gorski widok.
    Zastanawiam sie jak to bedzie w przyszlosci z tymi wartosciami. Swiat ludzi przylutowanych do telefonow, nie potrafiacych prowadzic konwersacji bez spogladania na srebry ekran mnie przeraza.
    Ciesze sie na te Ciotke. Mamo Isi, twoje czasowe rozrachunki mnie ubawily.

  148. Dzięki, Mamo Isi, za tę rozgrzewkę!

    Kasztanowłosa, „Tym razem serio” kazano mi napisać, i musiałam; ale zdecydowanie za wcześnie. Od tej pory wiele się pozmieniało, jedni się urodzili, inni umarli, jeszcze inni wyrośli.
    Autobiografię – jeśli już – należy pisać na stare lata. Ale właściwie – po co?
    Osobiście nie napiszę.

  149. Święta racja, kochany Starosto! Tak mi mów! Bardzo dobry czas na pisanie! Ogród o tej porze jest ohydny, na dworze ziąb i nic ciekawego się tam nie dzieje! Nawet nie warto patrzeć;)

  150. Dlaczego nigdzie nie mogę znaleźć Tym razem serio?
    Czy z tym też jest tak, jak pisze Sowa?

  151. Mamo Isi, ja jeszcze nie słyszę niczego takiego, a przy tym ogród uważam za nieładny – wszędzie brudnawy, topniejący śnieg i błoto.
    W lutym też tak będzie.
    Dobry czas na pisanie – wszystko, byle nie wyglądać przez okno i nie wychodzić na pluchę!

  152. Nie, nie wszystkie, Molu.
    Nie wiem jeszcze.:)

    Sowo, dla mnie to też zagadka. Zapewne chodzi o pieniądze, ale na szczęście nie moja to specjalność!

    Aha, siostrzyczki, jesteście więc w jednej klasie! No, przecież.

  153. Zauważyłam, że prawie wszystkie Pani książki są komuś dedykowane. Kto tym razem będzie tym szczęśliwcem?

  154. Jeśli nakład książki się wyczerpuje oznacza to, że książka ma wzięcie u czytelników. Dlaczego w takiej sytuacji wydawnictwa nie wznawiają poczytnych pozycji? To jedna z wielu rzeczy, dla których nie znajduję wyjaśnienia. Podobnie jak dla dziwnego zjawiska znikania z księgarń (również internetowych)szeregu książek o umiarkowanej sprzedawalności już po dwóch, trzech latach od ich wydania. Czy one idą na przemiał?

  155. Kochany Starosto, wzajemnie ściskam z całej siły:)
    Od paru dni słyszę bębniącego dzięcioła, a wczoraj nawet sroka na drzewie cicho a słodko sobie poszeptywała, co jest sroczą formą śpiewu godowego. Wiosna niedaleko!

  156. Piętaszku, wspaniale, bardzo się cieszę!
    Tak, Alku, wiersze Wierzyńskiego są bardzo malarskie.

    Aha, a BOSZ wydał książkę z rysunkami Norwida!

  157. Uciekła mi książka (wydawnictwo BOSZ), – „Styl zakopiański Stanisława Witkiewicza”. Jest to właściwie album z opracowaniem.
    Zaglądam na stronę BOSZA, a tam bezlitosna wiadomość: nakład wyczerpany!

  158. Bardzo chcę wierzyć, że sławienie brzydoty to tylko moda, a potrzeba Piękna w każdym głęboko tkwi i prędzej czy później da o sobie znać.

  159. W pierwszej chwili pomyslalam, ze to zdjecie! Jakie niezwykle swiatlo, polaczenie ksiezyca i sniegu.

    A wiersz Wierzynskiego jak zawsze zachwyca swym bogactwem i prostota. Warto zatrzymac sie przy kazdym wersie. „Góry rozsnute na świetle księżyca”… Ciekawe jest porownanie sniegu do zielonego piasku, chyba przez kolor drzew?

  160. Dziękuje, DUA! Miałam dzisiaj okropny dzień, a Pani mi go naprawiła!
    Jak Pani to robi, żeby tak idealnie wyczuć czas? Odkąd pamiętam zawsze pod każdym Pani wpisem jest co najmniej kilka komentarzy w rodzaju ,,W samą porę!”

  161. Piękny wiersz! A może pobawimy się w „co zostanie?” , tak jak niegdyś Dmuchawiec z Nutrią?

  162. O! Nowy wpis! Nie zauważylam go rano.
    DUA, pani Basia dziękuje i kazała przekazać, że czyta te stronę tylko nie ma czasu się wpisać:-)

  163. „Hej, księżycu blady…”, jak słusznie zauważyła poetka. Poeci to mają oko, zwłaszcza do zjawisk przyrodniczych. Od razu przypomniał mi się cytat z prześlicznej sztuki Brodskiego, tylko że tam chodziło o Scytów.

  164. Rozważając Pani wniosek o pamięci fotograficznej i podczytując w Internecie artykuł o miłości Witkiewicza do gór, myślę, że namalowania tego obrazu wystarczyła mu sama fotografia. W. robił dużo zdjęć w Tatrach i ponoć potem często posiłkował się nimi przy malowaniu pejzaży górskich. A czarno-biała fotografia znakomicie oddaje przecież wszelkie niuanse światłocieni. Chociaż wizja malarza tworzącego w blasku Księżyca wydaje się mi dużo bardziej romantyczna, to jednak należy wziąć pod uwagę rozwiązania dużo bardziej praktyczne :)

  165. Wiersz zrobił na mnie tak silne wrażenie, iż muszę się przyznać do tego , że i ja na swój własny skromny użytek postanowiłam poszukać tych środków wyrazu. Bardzo dziękuję za inspirację :).

  166. Talenty to ma każdy, ale czy ich na coś nie zmarnuje? Jest też kwestia odpowiedzialności za innych, za świat oraz czy będzie śpiewał pieśń stwórcy, czy inną (Silmarillion).

  167. A jest też taka sztuka, która pięknie przedstawia rzeczy brzydkie. To jeszcze inna kategoria.
    Mam kolegę malarza, który tworzy głównie obrazy jak z koszmarów sennych, pełne potworów, krzyczących postaci. Jednak robi to w sposób mistrzowski, wykorzystując swoją ulubioną technikę (biała kredka na czarnym papierze). Te obrazy mnie przerażają swoją makabrycznością, ale jednocześnie zachwycają wykonaniem.
    Tym samym przypomniałam sobie, żeby sięgnąć do „Historii brzydoty” Umberto Eco.

  168. Nini, z ust mi to wyjęłaś. Są też tacy artyści, co się wstydzą „po staremu”, są tacy, co nowym wartościom (czy raczej antywartościom) uwierzyli i je promują. Wciąż uważam, że ma ogromne znaczenie, czym artysta żyje na co dzień, w co wierzy. Sztuka uzewnętrznia świat duchowy człowieka, odzwierciedla też jego kryzysy, niepokoje, bezradność, zagubienie.

  169. Dobra uwaga, Piętaszku. „Obecna nieobecność” (Z. Raszewski).
    Stanisław Witkiewicz (niewątpliwie geniusz) i tu potrafił „spojrzeć na świat inaczej” (słowa fizyka-noblisty, Richarda Feynmana).
    Uznał, że dość już namalowano księżyców. Wcale nie trzeba, rzekł sobie. I namalował tylko jego poświatę.

  170. Dzień dobry, MarioAnno!
    Udanego dnia życzę i Tobie!

    W Karkonoszach chyba spory śnieg, prawda?

    Nini, jeśli tak, to popełnili błąd. Trzeba było szukać nowego języka, nowych środków wyrazu, zamiast „odpaść” bezradnie.
    Wielu jednak szukało, i szuka.
    Lecz równie wielu swój talent oddaje brzydocie.

  171. Dzień dobry, kolejny dzień pracy rozpoczęłam od kliknięcia „Często odwiedzane – aktualności MM „. Nie zawiodłam się. Dobrze rozpoczęty dzień. Moje myśli co prawda umykają w kierunku Karkonoszy, gdzie cztery wnuczki z rodzicami mkną na kilka dni odpoczynku w zimowej scenerii. Ja zaś przed ekranem komputera nie tylko pracuję ale i podziwiam „Góry rozsnute na tle księżyca”. Dziękuję DUA i życzę dobrego, twórczego dnia Gospodyni Strony i Jej Gościom.

  172. Dzień dobry. Księżyc, mimo że Go nie ma na obrazie, jak bardzo jest tam obecny, prawda ? Aż chce się wejść do obrazu, aby spojrzeć Mu w twarz.

  173. Dzień dobry! :o)

    A może ulegli przemożnej chęci stworzenia czegoś innego, a wydaje im się, że o Pięknie już wszystko napisano?

  174. Dziwny obraz, przez niego zaczęłam, przyglądać się naszemu malarstwu gór, ojej jakie piękne. Nie wiem czy w jakimś innym kraju istnieje bogatsza kolekcja tak pięknych widoków gór. A powojenny koloryzm jaki piękny! Np. Cybis, ile ten człowiek namalował obrazów, malowała też jego żona, większość akwarele, ale ciekawe. Polki, plastyczki są rewelacyjne, chłopy może i są silniejsze (takie motory i ochrona), ale kobiety w sztuce są po prostu rewelacyjne.
    Ten koloryzm rozwinął się bardzo najpierw u Boznańskiej (wszyscy właściwie ją kontynuujemy), od jej obrazów nie można się oderwać, ale drogo za to zapłaciła. Nie wiem jak można przejść od realistycznego malarstwa monachijskiego do takiej jakby abstrakcji kolorystycznej. Normalnie trzeba by chyba żyć 200 lat!
    Widziałam w Paryżu wystawę Kobro, to niemożliwe…

  175. Dzień dobry!
    A wiesz, Sowo, że o tym samym pomyślałam.:)
    Wniosek: długo się wpatrywał, zachwycony, w noc księżycową. Wzrokowcy tak mają, że im się widok „fotografuje”.
    W dzień narysował z natury układ zaśnieżonych szczytów, po czym namalował te barwy, która zapamiętał.
    Tak musiało być.
    I Wierzyński, jak sądzę, był w górach w księżycową noc. I też mu się w duszy sfotografowały.
    Zadziwia mnie, że jeszcze tak niedawno temu można było pisać o Pięknie, malować je – a dziś jakoś nie wypada. Czy ludzie stracili tę potrzebę, czy też ulegli modzie na sławienie brzydoty?

  176. Ledwie wpisy przeczytałam, a tu już nowość!
    DUA chyba reaguje na nasze różne westchnienia, marzenia, wiedząc, co się nam spodoba. Dziękuję!

  177. Ach, DUA, nie dosyć zdjęć KrzysztOfa, nie dosyć wiatru z fotografii Ateny, że aż zamilkłam z tęsknoty do gór, to dziś jeszcze i Witkiewicz, i Wierzyński… To jak się ma nie odezwać w duszy światło „księżyca, co nam ciała przezrocze tęczą blasków nasyca”?
    A nocowałam kiedyś na Cyrhli podczas lipcowej pełni, a okno wychodziło na południe.
    To jak tu się teraz zebrać i lecieć do pracy? No, może właśnie jak te mgły w skocznych pląsach.
    Ech, bredzę z tego wszystkiego.
    Dobrego dnia dla Wszystkich!:)

  178. Góry … rosną … na powierzchni blasku …

    No, właśnie, tylko poezja może to przybliżyć. I muzyka, choć większa tu rola wyobraźni.

    Piękny wiersz.

  179. A jeszcze nie daje mi spać taka myśl: kiedy Witkiewicz malował ten obraz – za dnia czy w nocy? Jeśli w dzień, czy miał w wyobraźni zapamiętany ten koloryt? A jeśli w nocy, to czym oświetlał sobie płótno? Samym Księżycem? Świecami? Lampą?

  180. Mowę mi odjęło. Bezsenność ma swoje dobre strony, zobaczyć w środku nocy taki wpis!
    Zaiste, świat jest z tysiąca jednej nocy przygód, barw i odcieni.
    Dobranoc lub dzień dobry, Ulubieni.

  181. Świat wniebowzięty w gwiazd wysokich migot…
    Ach, jak znowu zatęskniłam za górami!
    Obraz niezwykle sugestywny i Wierzyński trfiający w sedno.
    Dobranoc

  182. Trwam w zachwycie. Jaka doskonała spójność obrazu i wiersza. A „…świerki […] wycięte w tarczy księżycowej”
    mam na tapecie . To hipnotyzujący widok. Dziękuję za kolejny magiczny wpis, który podziałał na mnie bardzo kojąco i wyciszająco, a tego mi jakoś ostatnio bardzo potrzeba. Dobranoc Najmilsza Autorko :).

Dodaj komentarz