DC KrzysztofO (tata KC Cascioliny), z zawodu nawigator, zażarty czytelnik, który na dalekomorskie rejsy zawsze szykuje sobie stos starannie dobranych książek, w przerwie pomiędzy rejsami wyruszył w Tatry. Tym razem także wziął z sobą lektury – i wielkim dla mnie zaszczytem jest, że podczas górskich wędrówek towarzyszyła mu moja „Żaba”.

Żaba była z DC Krzysztofem na Ciemniaku i kazała sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie:

a na Kondrackiej Przełęczy nawet przycupnęła wdzięcznie na drogowskazie!

A tymczasem, w USA, w Virginii, „Ida sierpniowa” zdobywała wraz z KC Ateną szczyty w Shenandoah National Park.


Wędrowała też z Ateną przez górskie lasy i kogo spotkała? Ano tak, niedźwiadka! To już drugi, o ile mi wiadomo – Atena ma do nich szczęście.
Z sobie tylko znanych powodów niedźwiadek bynajmniej nie spoczywał u boku ciepłej i mruczącej mamy, pogrążonej w śnie zimowym, tylko wygramolił się na solowy spacerek.
Że też Atena z Idą wcale się go nie zlękły! Wygląda na wygłodzonego, ale może to tylko głód lektury.

Hej, jak ja mam dobrze! Siedzę sobie w ciepłym domu i kości grzeję, a zarazem odbywam, w sposób tajemniczy i ekscytujący, dalekie i pełne przygód wędrówki zimowe!
Dziękuję Kochanym Czytelniczkom i Drogim Czytelnikom za te miłe chwile i piękne widoki!
Niedźwiadka pozdrawiam z daleka.
MM








Dzisiaj mamy dodatkową lekcję na 7, bo Nutria przygotowuje się z panią Basią do tego testu z polskiego, tak że otrzyma pozdrowienia praktycznie przed lekcjami.:-) Do 15:30! (Bez dod.polskiego mamy 7 lekcji)
Och, Otz! W liceum jest tak inaczej niż w gimnazjum! Nie tylko pod względem nauki, oczywiście. Na początku roku przyjęłam taktykę nieprzejmowania się ocenami, gdyż liczy się jedynie wiedza i tak trzymam. Liceum podziałało na mnie zbawiennie. Otworzyłam się i nauczyłam przyjmować ludzi takimi jakimi są, ze wszystkimi wadami, choć to takie trudne. Chociaż, szczerze mówiąc, nie zawsze jeszcze mi to wychodzi. Ale muszę przyznać, że jest mi smutno, że tak rzadko tu zaglądam. Faktycznie, czasu brakuje. Teraz wychynęłam zza rogu dzięki chesterkowej poczcie, która wiernie wysyła mi niektóre nowinki z KG.
PS: Jak miło ujrzeć piękną Atenę o cudnych włosach.
7 gramów, mój Zgredziku. Ale suszonych.
Bo świeże to inna sprawa.
Dobranoc!
Ale radośnie tu ostatnio!
Jako przedstawiciel nauk ścisłych poprosiłbym o podanie gramatury torebki z drożdżami.
No bo ktoś może je mieć bez torebki, na przykład.
Dobranoc!
Możliwe, Ale! Wielce możliwe! Nie umiem jednak powiedzieć na pewno.
Zgromadziłam sporą ilość przepisów z różnych stron, a jeszcze je poodmieniałam do smaku.
W każdym razie, ten jest na szóstkę.
Dobry wieczor.Pani Malgorzato czy to jest ten przepis,ktory pani przyslalam linkiem?pozdrawiam
Dziękujemy. Przekażemy jej jutro:-) . Ale się ucieszy!
Otz, dziękuję za informację:-) . Chciałabym jeszcze sprostować wypowiedź Nutrii. Pani od polskiego (która notabene ma na imię Basia) powiedziała, że MOŻE, ale NIEKONIECZNIE przyniesie ją nam jutro.
Zdrowiej, K8!
Samo zaglądanie tutaj sprawia, że jestem zdrowsza. :)
Fluidy :)))
Nutrio, pozdrawiam Twoją Panią!
Co za miła osoba.
Ojoj, fluidy latają…:)))
DUA, ależ będzie radość :)
Cieszę się, Nutrio. A przed Tobą jeszcze tyle wspaniałych lektur!
O tak , K8, zdrowiej!
Uch, tyle tu się teraz mówi o ,,Wnuczce…”, a ja dopiero teraz sobie przypomniałam! No więc, jak już wspominałam w najbliższych bibliotekach nie ma tej książki, a ja szalenie chciałabym ją przeczytać (na zakup brak środków:(). Na szczęście Naszapani Polonistka (i bibliotekarka w jednym) przypomniała sobie,że gdzieś niedaleko jest biblioteka młodzieżowa (do której, nawiasem mówiąc, kiedyś już się zapisała, po to tylko aby odświeżyć sobie ,,Jeżycjadę”), wypożyczyła tam tą książkę i na jutro nam przyniesie! Już się nie mogę doczekać!:)
Sowo, kminek zwykły, za to koper włoski.:)
Bożenko (wiad.pryw.) już my się na to szykujemy z okazji na przykład zajączka, dzięki, kochana.
K8, zdrowiej!
Szczęście Ateny do małych niedźwiadków jest nieprzypadkowe. Pewnie słyszały o czytaniu dla dzieci i też chcą posłuchać.
Ateno, podziwiam Twoją odwagę, myśl o mamie futrzatego maluszka zaczajonej w pobliżu jest niepokojąca. Uciekałabym gdzie pieprz rośnie.
Dobry wieczór! Ależ jestem dumna ze znajomości z celującym inżynierem. Gratulacje Nutko!
Oddałam się do łóżeczka, grypa mnie dopadła. Kuruje mnie „Wnuczka do orzechów”. :)
Cześć i czołem!
Molu, nie mam pojęcia. Wiem tylko, że zaczynam o 10:00. Myślę, że nie powinien trwać dłużej niż godzinę.
Patrycjo F, Kapucynko, przez wasze milczenie coraz bardziej obawiam się liceum. :)
Zapisuję. Jeszcze uściślenie co do nasion: kminek czy kmin rzymski?
Bułeczki Amicisa, Sowo.:)
Cóż Bożeno, Makuszyńskiego znam (w tym ,,Awanturę o Basię”), ale – jakimś cudem – ,,Całusków…” nigdzie nie ma. Tak więc mi się to wyjaśnienie przydało.:)
Dobrze, to wpisuję przepis do receptaryusza. Jak go zatytułować?
O, dziękuję, będę powściągliwa :)
Zupełnie nietrudno.:)
Tak to jest z obcymi komputerami. Ten anonim to ja, podejrzewam jednak, że nietrudno było to odgadnąć.
Nie, Sowo, nie ma w tym cieście oliwy, chyba jej nie trzeba. Wyszły bułeczki pulchne i w pięknym ciemnobeżowym kolorze.
Uwaga, Bożenko!- nie przesadż z anyżem.
Nic nie szkodzi, pani Gosiu:-)
DUA, dziękuję za dedykację, faktycznie jestem już na morskim szlaku, aczkolwiek wolałbym górski. Tak czy inaczej, oba mieszczą się w ramach Szlaku Wielkiego, jeszcze go trochę zostało.
Ilonutko, wchodziłem też na Małołączniaka, tylko że w górną partię szlaku nikt się przede mną nie wybrał i musiałem mozolnie wytyczać ścieżkę przez głęboki śnieg, wreszcie czas się skończył i trzeba było podać tyły, żeby noc nie zaskoczyła zbyt wysoko. Jeszcze tam wrócę…
Tak mi się wydawało, że bez tego wyszłyby małe i twarde jak serce niejakiego Magistra Szczawiejki. „Nadeszła noc, ciemna jak sumienie Magistra i wietrzna jak ospa” (M. Wojtyszko).
Ze 40 minut trwa taki egzamin.
Ale, Molu Książkowy, nie musisz trzymać bez przerwy.
Z przerwami wystarczy. :)
Dzień dobry!
Zachwyca mnie to drugie zdjęcie Ateny.
Nutko, i ode mnie przyjmij uściski i gratulacje!
Apenińskie kule muszkietowe Alka skojarzyły mi się natychmiast z pączkami pani Tańskiej, którymi rzekomo – o oszczerco wujciu Herodzie! – można było faszerować armaty. Pyszny ten fragment „Awantury o Basię” przypomina DUA w „Całuskach pani Darling” – to dla wiedzy Dziatwy, jeśli jakimś cudem Makuszyńskiego i „Całusków…” jeszcze nie zna.
A za podzielenie się przepisem, okupionym tak szeroko zakrojoną akcją kulinarno-detektywistyczną bardzo dziękuję. Od dawna chodziło za mną coś anyżkowego :)
Dzień dobry!
Tak się zastanawiam, czy szare kluseczki to nie czasem nasze przecieraki bądź przycieraki. Aha! Sprawdziłam w „Łasuchu”, to to samo. To najlepsze kluski na świecie, można je jeść i jeść, i jeść, ma się już dosyć, a człowiek ciągle by jadł. Gdybym na skutek dziwnych okoliczności nie mogła jeść, ich by mi najbardziej brakowało. I może jeszcze powideł śliwkowych.:)
„Apenińskie kule muszkietowe”… :-D
Turlam się!!!
Alku, czy ja wspominałam, że Twój styl mnie rozwesela? ;-)
To przeca niemal „mój” przepis! Różni się tylko 100ml wody, jeszcze drożdże suche zamiast świeżych. Dziwne, że aż takie znaczenie to miało! Ale smakowało oliwą? Bo nie widzę w przepisie?
O, gapa!
Just, Alku, dziękuję za czujność!
Zapomniałam wpisać drożdże! Ale oto już dodałam do przepisu, teraz jest kompletny. Molu Książkowy, jeśli przepisałaś, to teraz uzupełnij, przepraszam za pomyłkę.
Gratuluję, DUA, co za determinacja i talent kulinarny!
A drożdży nie trzeba ?
A, dopiero teraz zauważyłem, że te bułeczki made by Ulubiona Autorka są bez żadnego czynnika rośnięcia. Wygląda to trochę jak przepis na apenińskie kule muszkietowe. Urosły mimo to?
Piękna rzecz. Dobre były? U mnie ostatnie gość z Libanu upiekł chleb. Wziął umył nam piekarnik (a właściwie go odbudował po latach zaniedbań), po czym ze składników przyniesionych ze sklepu coś tam zagniótł, wsadził do pieca i upiekł. Wyszło takie coś na około 2 cm w pionie i bez soli, ale takie zdaje się miało być z założenia, więc nikt nie narzekał. Wśród składników była mąka i drożdże w postaci sypkiej. Bardzo bezpretensjonalne pieczywo, samo niezbyt dobre, ale jako dodatek do obiadu dlaczego nie.
Dziękuję, Dobrywieczorku!
Hurrra DUA! Muszę szybko przepisać przepis! Na pewno się przyda♦:-) :-) :-) :-) :-) :-)
Bez drożdży?
Dobrywieczorku! Bravissimo!!! MagdoZ, muszę Ci zadać to samo pytanie co Otz: o której kończysz, bo nie chcę za krótko trzymać kciuków??
A teraz moja triumfalna wiadomość dla Sowy i innych Współposzukiwaczek: wreszcie zdołałam upiec należyte apenińskie bułeczki!
Próbowałam na różne sposoby, dwukrotnie musiałam efekty rzucić ptaszkom, kilkakrotnie wyszły dobre, ale nie te, aż wreszcie! Dzisiaj! Hura!
Oto przepis:
400 ml letniej wody
płaska łyżeczka soli
375 g mąki pszennej razowej
200 g mąki żytniej
torebka drożdży suszonych
łyżeczka nasion kopru włoskiego
łyżeczka nasion kminku
łyżeczka mielonego anyżu.
Te składniki wrzuciłam do automatu do pieczenia chleba (program: wyrabianie ciasta drożdżowego) i następnie upiekłam w piekarniku (200 stopni), do którego wstawiłam też garnuszek z wodą.
Ale oczywiście mikser też świetnie ciasto ubije i wymiesza, trzeba je tylko potem zostawić na 1,5 godz. pod serwetką, do wyrośnięcia. I dopiero piec.
Pyszne!
Ładny serial o Lewisie: Pt 1 „Surprised By Joy” C.S. Lewis – „The Question Of God” (PBS)
Delikatny człowiek. Te angielskie produkcje są takie dopracowane.
Ooo, Dobrywieczorku!
Bardzo mi miło z tego powodu.
Gratuluję nauczycielskiego sukcesu!
Molu, jesteś prawie tak uparta jak ja.;) :)))
Czwartek, 9 lutego, 10.30.
Uff.
Dziękuję z góry:)))
Chciałam się podzielić nauczycielską radością – mój uczeń został laureatem konkursu chemicznego! Życzę bywalczyniom tej strony podobnego sukcesu z j. polskiego – ja jestem teraz najszczęśliwszym nauczycielem na świecie A w zmaganiach w czasie trudnych przygotowań towarzyszyła mi Wnuczka do orzechów – świetne odprężenie po ciężkiej pracy.
Otz, o której przestać trzymać kciuki?
MagdoZ! Proszę jnak, żebys podała konkretną datę, bo jak podas na ostatni moment, to ja mogę być wtedy w szkole.
Nutko, koleżankom podziękowałam i powiedziałam o Twoim sukcesie. Ależ się cieszyły!
Aha, test piszemy o 9:00.:)
Słucham właśnie sobie na YT „Peter Kreeft – Lord of the Rings: Beauty and Language”. Przypomina mi się, jak dawnymi czasy łapałam ciągle zanikającą stację radia BBC. Teraz też rozumiem falami o czym mowa. Czuję się jak na wykładzie w Oxfordzie.
Iskro!
Na tej stronie wiele się może zdarzyć. Mnie się kiedyś zdarzyło przetłumaczyć wiersz z francuskiego, choć francuskiego nie znam ani w ząb. To była „praca słownikowa” i udało mi się (według UA) znaleźć bardziej adekwatne słowo (w jednym wypadku) niż Prawdziwemu Tłumaczowi. Bardzo byłam zadowolona z tej pochwały :) – choć cała reszta siłą rzeczy nie robiła specjalnego wrażenia;)
Bardzo się cieszę, że taka świetna strona istnieje już tyle lat, że cieszy, pociesza, inspiruje i rozwija. Nigdy za to dość podziękowań:)
Ps. Miałam milczeć jak zaklęta, ale z oczami to był fałszywy alarm, wszystko dobrze, na wszelki wypadek nie noszę chwilowo soczewek.
Molu Kochany- to już w najbliższy weekend niestety- 4 i 5 dzień lutego.
Dzień dobry, Mario!
Szare kluseczki to było mistrzowskie danie naszej Mamy.
Nauczyła się je robić pod okiem swojej Matki.
A są od bardzo wielu lat znane w Wielkopolsce!
Cieszę się, że „Łasuch” się przydaje. Moje najlepsze przepisy tam są, podobnie jak w „Na Gwiazdkę” (bigos wigilijny też maminy!), „Dla zakochanych” i w „Całuskach pani Darling”.
Dziwnie miło mi pomyśleć, że choć nasza Mama odeszła, wciąż jeszcze działają jej czary.
Piękne zdjęcia! Następnym razem, kiedy będę się wybierała w jakieś malownicze miejsce, będę pamiętać by zabrać do plecaka którąś część „Jeżycjady” – napisałabym, że ulubioną, ale nie umiem wybrać jednej, bo wszystkie kocham jednakowo.
Pani Małgorzato, chciałam przy okazji złożyć wyrazy uznania nie tylko dla Pani twórczości literackiej, ale również kulinarnej – właśnie wypożyczyłam „Łasucha literackiego” i testuję rozmaite przepisy. Szare kluseczki były absolutnym hitem i na pewno zagoszczą w moim menu obiadowym na dobre. Puchatka też wspaniała, przepis nieskomplikowany a ciasto wychodzi pyszne :)
Serdecznie pozdrawiam i życzę Pani oraz wszystkim Czytelnikom miłego i słonecznego dnia.
Dziękuję, Iskro!
Mamo Isi, ściskam Cię!
Pani Małgorzato, dziękuję za przetłumaczony na język polski fragment wiersza, chociaż nie jestem ani żołnierzem ani nawigatorem.
Na tej stronie to aż wstyd się przyznać ale należę do osób, które same sobie nawet zdania nie przetłumaczą.
Zawsze więc z uwagą podczytuję wszelkie podpowiedzi dotyczące dobrych tłumaczeń.
Dobrego dnia wszystkim ( z gromnicami w tle ).
Mamo Isi, to świetnie. U mnie lekarze mówią, że dobrze, a na koniec dodają :”póki co”. Tak mówią chyba wszyscy lekarze wszystkim pacjentom. Tyle dziś o chorobach.
Przeglądamy nasiona. Ciągle mi brakuje czegoś do skompletowania doniczkowego ogródka Zosi z Pana Tadeusza. Wczoraj zapomniałam kupić geranium. Tam były: geranium, lewkonia, astry i fiołki. Moim marzeniem jest zrobienie takiego ogrodu jak w Soplicowie. Jak dożyję, bo to zadanie na wiele lat, może zacznę od jednej roślinki. Ten doniczkowy ogródek ma być u córki na oknie, a niech się uczy, jak widać z Pana Tadeusza ogrodniczki mają powodzenie. Póki co na razie Marysia bawi się w sklep z nasionami.
Ależ z tym ogrodem jest kolorowej krzątaniny! Dobrze, że jest tyle ogrodniczych kalendarzy, wszystko po kolei.
„Ciotka Zgryzotka” w tym roku! A już minęło tego roku dni 33, czyli 365 – 33 = 332 dni do czekania. Najwyżej! Bo jednak nie sądzę, żeby Ciotka chciała nas zaskoczyć w przyszłoroczną noc sylwestrową. Czyli swobodnie odejmujemy następne dni 30 i mamy już tylko 302 dni do tej cudownej chwili, kiedy otwieramy opasły tom i giniemy z tego świata na czas dłuższy;) A przecież to i tak najodleglejszy termin i może to nastąpić wczesniej! Jak ja lubię czekać na takie chwile:)
Puchałko, którego lutego trzymać za Ciebie kciuki, bo napisałaś tylko dni tygodnia?
Czółko! Jeśli kogoś interesują opady śniegu to na południowym śląsku mamy sporą ilośc śniegu:-) . A teraz do szkoły.
W tym roku, Frezjo.:)
„Ciotka Zgryzotka”.
kiedy mniej wiecej będzie wydana następna książka z cyklu Jeżycjady??
Nutko, strasznie Ci dziękuję, ale to chyba nie do końca tak. Jestem raczej kierowcą labilnym; instruktor nazwał mnie ostatnio zagadką: jemu „już się wydaje, że ogarniam”, a ja tymczasem szykuję jakąś niespodziankę, którą zaskakuję samą siebie. Ale gdy zachowuję spokój i zimną krew – jest lepiej. Tylko że nieszczególnie jestem zimnokrwista.
Nini – chyba posłucham Twojej rady. :)
Pani Małgosiu, obiecuję, że już milknę na ten temat aż do dnia przed egzaminem. Przepraszam, jeśli to zajęło zbyt dużo miejsca.
i zmykam, znikam, jutro pobudka o 5. dobranoc!
A wiem, wiem, chciałam tylko zaznaczyć, że skoro Nutka z muzyką związana to łącząc inżyniera z muzyką powstaje inżynier muzyczny – taka gra słów, która chyba jednak nie do końca mi „wyszła”… ;)
Bardzo wszystkim dziękuję za obiecane kciuki i czuję się nimi zobowiązana- jutro siadam do notatek! Chore Puchałki już śpią, więc wymęczona mama też udaje się na spoczynek :) dobrej nocy!
Gratulacje Nutko! Świętuj radośnie to wydarzenie!
Zapewniam o pamięci Puchałkę, Magdę Z. i wszystkich zdających cokolwiek w najbliższym czasie …
Na północy mróz w nosy szczypie, ale jest bezśnieżnie.
Dziś w moim ogrodzie krogulec pożerał swoją ptasią ofiarę. Patrzyłam przez okno i… wciąż trudno mi się oswoić z tym, że w świecie natury tyle okrucieństwa.
Co do Tatr Zachodnich, to moim zdaniem cudne są o każdej porze roku. Dolina Małej Łąki i szlak na Małołączniaka to jedne z moich najukochańszych miejsc na świecie. W Dolinie Małej Łąki mam swoje ulubione tajemne miejsce, w którym nieraz zdarzyło mi się przysnąć i śnić, że zapuszczam korzenie i sama staję się łąką… Jak u Leśmiana ciągle tę łąkę zapraszam do siebie, ale jakoś nie chce przyjść :-) Ciągle tylko mówi, że „Jakże cała poprzez drogę do twej chaty wbiegnąć mogę? Od naporu zieleni runie ściana biała” (czy jakoś tak). Szkoda… Kiedyś wędrowałam nią po pas w śniegu i też było pięknie. Rozmarzyłam się… Tymczasem muszę wracać do mojego synka – urwisa, co od tygodnia uważa, że noc to świetna pora na chichranie i zabawy. Czy też tak miałyście – Księgowe Matki?
Przyłączam się do duszenia Nutki, w uściskach gratulacyjnych! Brawo, Nutka!
To chemia, Kalu, choć muzyką Nutka też się zajmuje.:)
Alku, dzięki za fragment Kiplinga. Mam od dawna tom jego poezji w oryginale i bardzo się nimi zachwycam. Są wspaniałe, na co człowiek mógłby nie wpaść, gdyby czytał tylko polskie przekłady.
Z tych najbardziej spodobał mi się przekład Ludmiły Marjańskiej – „Na wielkim szlaku” (zamieszczam z dedykacją dla naszego Nawigatora, który już jest w morzu):
Słychać w polu szept tłumiony, gdzie rok zebrał już swe plony,
Szare stogi śpiewają w słońcu:
„Minął lata czas wesoły, w koniczynie zmilkły pszczoły,
Tak się lato angielskie kończy.”
Czy słyszysz, jak uderza wiatr od brzegu,
Jak ocean deszczem daje znak?
Słyszysz, pieśń płynie smugą – o, niedługo, niedługo
Pociągniemy znowu na szlak!
Skończyliśmy z namiotami, drogie dziewczę,
Pory roku mamy wreszcie z głowy,
Czas wyruszyć znów na szlak, na nasz dawny, stary szlak, Wielki Szlak,
Pociągniemy na nasz szlak, co wciąż jest nowy!
Plus jeszcze osiem zwrotek.
Trudno się przekłada Kiplinga (wiem, bo próbowałam) – jego wiersze mają szczególną rytmikę, tęskną melodię, szlachetność, tajemniczy czar. Są to też utwory – powiedziałabym – męskie, pełne bojowego wigoru, i świetnie rozumiem, że mogą się podobać żołnierzom.
Angielskim, rzecz jasna.
Jeszcze odpowiem na pytanie Just – aktualnie to inżynier chemik ze mnie. I tyle. Jeszcze bez żadnej specjalności. Dopiero teraz na magisterce będę się specjalizować i gryzę temat co też powinnam wybrać.
Magdo Z., może nie potrzebujesz, ale na wszelki wypadek napiszę: mi bardzo pomogła jazda tuż przed egzaminem – pojechałam nań prosto z lekcji i byłam, że tak powiem „rozjeżdżona”, wszystkie błędy, jakie miałam zrobić odfajkowałam wcześniej. Powodzenia! :o)
Dobry wieczór!
Jeszcze raz Wszystkim dziękuję. Krępuje mnie to, że tak zdominowałam Stronę swoją osobą. Ale też cieszę się, że mogłam się podzielić radością oraz tymi wszystkimi emocjami z Wami, Ludu Księgi. Teraz ja staję na warcie kciukowo-orędowniczej. :) Puchałko, będę o Tobie pamiętać. Życzę zdrowia dla Małych Puchałek!
Nutrio i Molu – zapomniałabym – podziękujcie koleżankom! Czuję się jak gdybym miała całe mnóstwo miłych, młodszych siostrzyczek. To bardzo fajne uczucie, tym bardziej, że jestem jedynaczką. :)
Magdo Z. – z każdego Twojego wpisu odnośnie jazdy samochodem biją taka rozwaga i samoświadomość (jako kierowcy). To bardzo pokrzepiające. Potrzeba rozważnych i spokojnych kierowców na drogach, dobrze że zasilisz ich szeregi po egzaminie. Spokojna, skupiona i swobodna jak Józef Pałys za kółkiem. :)
Wielkie gratulacje, Nutko! :o)
Gratulacje dla inżyniera muzycznego – Nutkowego! :D
Dobranoc wszystkim! Otz, powiedz mi jeszcze o której przestać trzymać kciuki?
Nawiązując do tego, co napisałem o J. Ringo. Właśnie się zorientowałem, że sam tytuł książki „Hymn before Battle” jest jednocześnie tytułem wiersza Kiplinga. Autor umieścił w jednym z rozdziałów (jako anonimowy fragment) zwrotkę z tego utworu. Myślę, że się spodoba:
„Ah, Mary pierced with sorrow,
Remember, reach and save
The soul that comes to-morrow
Before the God that gave!
Since each was born of woman,
For each at utter need—
True comrade and true foeman—
Madonna, intercede!”
Autor opisał w posłowiu do którejś ze swoich książek, jak w pewnym momencie z zaskoczeniem odkrył, że wszyscy naprawdę dobrzy żołnierze, jakich miał okazję bliżej poznać, znali i cenili poezje Kiplinga. Sam zawdzięcza zainteresowanie Kiplingiem swemu ojcu.
Będę trzymać kciuki, Otz.:-)
O rety, Nutrio, i jeszcze byś przeze mnie okłamała koleżanki? Tego nie rób. :)
No dobrze, jeśli wyleczę oczy i nie złamię nogi (kto wie, nieszczęścia chodzą parami), to Wam powiem przed samym egzaminem. :) Kciuki tutejsze są naprawdę bardzo pomocne, a mnie w tej jednej sprawie prześladuje mega niefart. ;) No, ale oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. A dziś chyba się po prostu wyśpię. Dobranoc :)
Otz, będę kciukować od rana.
Skoro już o tym mówimy to ja również poleciłabym się Waszym kciukom, bo, jak zapewne wiecie, dostałam się do etapu rejonowego konkursu z języka polskiego dla klas piątych i szóstych i w poniedziałek (6 luty) piszemy test. Informację o godzinie na pewno podam, ale wpierw muszę ją znać. Każdy kciuk to ogromy doping i ogromna liczba sił, dlatego żadnym nie pogardzę.
Nutko, możesz być z siebie dumna! Cieszę się ze wszystkimi : ) Zuzia chyba napisała, że się czuje, jakby to członek rodziny. Coś w tym jest.
A te góry nie dają mi spokoju, jak dobrze jest pomyśleć, że one gdzieś tam „daleko stąd…”, jak Wołosatki śpiewają, po prostu sobie są. Milion myśli mnie nachodzi, gdy jestem w ich (gór) otoczeniu, i nadziwić się nie mogę, jakże piękny musi być Ten, Który je Stworzył, jaki On sam jest, skoro takie cuda na Ziemi…
Wielu inspiracji twórczych, DUA! Dobrej nocy Wam : )
Żaba wygląda na lekko wystraszoną.
A Atena to istna opoka.
Puchałko, będę trzymać mocno kciuki. MagdoZ! Jeśli tak to OK, ale ja kciuki trzymać będę
Gratulacje, Nutko! :) Nie wątpiłam w to, że zdasz.
A propos kciuków. Mogłabym poprosić o wsparcie 9 lutego o ok. 10? Drugi etap konkursu z języka angielskiego.
Puchałko, moje kciuki masz zapewnione! Oba!
Magdo Z., a dlaczego? W ogóle to niczym się nie przejmuj. Najwyżej powiemy koleżankom, że zdałaś (choć nie sądzę, żeby była taka konieczność -na pewno zdasz.:))
Alku, dziękuję. Dodaję do listy zakupów, choć zajmę się tym dopiero po powrocie.
Puchałko, jasne. trzymamy kciuki, a Ty się nie denerwuj!
Czytelniczko, właśnie piszę, właśnie piszę.
Gratulacje dla naszej Nutki!
Ciekawi mnie, o jakiej specjalności
(chemia ?)
Wyrażam tez podziw dla Ateny i KrzysztOfa za wyprawy w góry zimową porą.
Piękne zdjęcia, a do tego „Jeżycjada” na szlaku :)
Podobnie jak Mama Isi czekam z utęsknieniem na wiosnę :)
KrzysztO, w mojej opinii książki Ringo są lepsze od Dicksona, bardziej realistyczne i logicznie niesprzeczne. Ringo jest spadochroniarzem w stanie spoczynku i obieżyświatem, którego nosiło wszędzie. Poza tym jest wielkim amatorem twórczości Kiplinga (zwłaszcza jego poezji, której można znaleźć sporo w jego powieściach) oraz nieuleczalnym idealistą. Poza tym lubię jego złożony humor koszarowy oraz odwołania do komiksu Sluggy Freelance (bohaterem jest szalony królik z nożem sprężynowym w łapce, polujący specjalnie na telemarketerów). Szalenie przyjemny jest cykl „Dziedzictwo Aldenata” (Pieśń przed bitwą-Pierwsze uderzenie-Taniec z diabłem-Doktryna piekieł), a także napisana z Davidem Weberem czterotomowa seria „Imperium człowieka”.