Dzień Babci! I Dziadka!

Brenner_Großmutters_Geburtstag

 

Taki oto obrazek wpadł mi kiedyś w ręce –  namalował go w wieku XIX niejaki G. Brenner.

Niech to będzie nasza laurka.

 

Kochane Babcie, Drodzy Dziadkowie!

Jak Wy się potraficie cieszyć dziećmi swoich dzieci, jak Wy je kochacie! Ile macie dla nich cierpliwości i serdeczności!

Wszystkiego Wam najlepszego!

Hej, wnuczki i wnuczkowie, dalejże ściskać, tulić, obejmować, całować, kwiatami zasypywać i laurki rysować!

Dalejże rozmawiać, wypytywać, słuchać opowieści, dalejże stare fotografie oglądać, zajadać babcine  ciasteczka i pić dziadusiowe herbatki!

Cieszcie się swoimi staruszkami. To właśnie najbardziej ich ucieszy!

 

bellei nowy

(a to namalował Gaetano Ballei, 1857-1922)

 

242 przemyślenia nt. „Dzień Babci! I Dziadka!

  1. Dzień dobry ponownie:)
    Dziękuję za taką miłą i tak błyskawiczną odpowiedź!
    Michał z radością dziękuje za pamięć i serdecznie pozdrawia.
    Wracając do Babć – miałam kochaną Babcię Klementynę, która, będąc przedwojenną jeszcze polonistką (jej przyjaciółką w liceum w Kobryniu była siostra Ignacego Łukasiewicza), czytywała mi i moim synom, Michałowi i Adamowi, codziennie (już na emeryturze) przepiękne dzieła literackie, znała część z nich na pamięć. Uczyła też łaciny, ale to zamiłowanie przejął już tylko Michał. Ja wolałam matematykę:)
    Pozdrawiam, MamaMichała

  2. Droga Mamo Michała, dziękuję za odnalezienie autora. Linku tu nie zamieścisz, ale poszłam za nim i już wiem: obrazek, który pokazałam we wpisie to „Urodziny babci”, a namalował go G. Brenner.
    Już poprawiam!
    Myślę, że w tym przypadku internet podaje właściwą informację – jakby nie było, link prowadzi do aukcji w galerii sztuki. Już oni wiedzą, co sprzedają.

    Michała pozdrawiam serdecznie i cieszę się, że taki podobny.

  3. Dzień dobry z Bydgoszczy :)
    Nie wiem, czy ten link dotyczący obrazu już dotarł, czy nie.
    Wysyłam go, chociaż wszystko, co znajduje się w internecie jest obarczone możliwym błędem.

    Książki z Jeżycjady czytam na okrągło, w przeróżnej konfiguracji, na przykład ostatnio – te, które są z Aurelią. Z resztą, muszę przyznać, że Opium w rosole to jedna z ulubionych, a właściwie to lubię, bardzo, wszystkie, ale Opium w rosole, to książka szczególna.
    Chciałam też napisać, że z ostatnich tomów wyłania mi się postać Ignacego Grzegorza, który pewnymi cechami obrazuje mojego syna Michała, to takie ciekawe i … zdumiewające, trochę jak Iga zobaczyła swojego syna oczami Doroty.
    Serdecznie pozdrawiam i czekam na kolejne spotkanie z Panią. Do zobaczenia w Poznaniu:)

  4. Pani Małgosiu, a jakże!
    Ulubiony fragment Jeżycjady? – gdy tata Ignacy czyta Gabrysi w szpitalu „Pana Tadeusza”:)))
    Dziękuję!
    I za ten odkrywczy wpis z czasu ŚDM o okolonym pomniku Wieszcza:)
    Jakkolwiek truistycznie by to nie zabrzmiało – my z Niego wszyscy.

  5. Dobry wieczór (?). Czy to jest w ogóle wieczór? Chciałem podzielić się właśnie czytanym produktem rosyjskiej literatury popularnej. Lubię literaturę popularną. Książka jest w zasadzie kryminałem, ale przede wszystkim jest tak zawiesiście rosyjsko-literacka, że trudno mi sie było oderwać. Na szczęście jest jej trzy. Nazywa się to Antykwariusz, Ostatnia Wielkanoc Imperatora oraz Skarb Antykwariusza. Autor – Buszkow. Podobno jest to taki tamtejszy Pilipiuk, jeśli chodzi o maniakalną produktywność, ale na szczęście dobry stylistycznie i mówiąc delikatnie lepiej osadzony w rzeczywistości oraz tradycji kultury. W Polsce wydano tylko te trzy pozycje, tworzące bardzo przyjemny cykl połączony osobami bohaterów i tajemnicą kryminalną. A bohaterowie to Smolin-Grinberg (antykwariusz w sile wieku o nieco zamazanej przeszłości), Kot Uczony, Szwarc, Feldmarszałek oraz młodociana dziennikarka Inna. A intryga idzie o zaginione jajka Faberge, skarb rewolucjonisty-oportunisty Kutiewanowa oraz o zagarnięcie budynku komunalnego. No i jeszcze coś: jak dla mnie, to ta książka daje czysty dźwięk. Nie ma blagi i krygowania się, jest natomiast porcja rosyjskiego, absolutnie nie do podrobienia, bułhakowsko-strugacko-bułyczowskiego stylu, rzuconego na Syberię początku XXI wieku. Wiem, że Bułhakowem (czy raczej Korowiowem) łatwiej pisać, niż Dostojewskim. Ale ja Dostojewskiemu nie powierzyłbym nawet wyprowadzania psa, bo by go zepsuł albo zgubił. Wolę czytać Buszkowa. Dobranoc państwu.

  6. Swoja drogą, tez jestem ciekawa.
    Jesli przypadkiem dowiem sie czegoś od rdzennych mieszkańców tych okolic, to dam znać, obiecuję.
    Dobranoc :)

  7. Są to, jak się okazuje, zwykłe bułki bez nazwy!
    Ale ja je jeszcze wytropię.
    W najgorszym razie poczekam rok, wtedy syn mi znów je przywiezie, a może przy okazji kupowania trochę popyta.
    Dzięki za poszukiwania!
    Dobranoc!

  8. Nie zdołałam odkryć, co to za bułeczki, DUA. Przeszukalam internet wzdłuż i wszerz, ale to muszą być chyba specjały lokalne. Intuicyjna mi podpowia, ze mają dodatek mąki z kasztanów, co w północnej Toskanii jest tradycją. Odkryłam tez, ze pieką tam chleb bez soli, który dobrze pasuje do dan mięsnych wędlin itp.
    Sporo sie dowiedziałam, ale celu zamierzonego nie osiągnęłam…
    A czy DUA zna juz nazwę tych bułeczek?

  9. Dobry wieczór wszystkim! Czy Dziki Ostrów nad Notecią, to to samo co Ostrów Pszczółczyński koło Władysławowa? Piękna okolica.

  10. Biedna psina.
    Nasz też miał ekstrakcję wyłamanego kła (jako szczeniak rzucił się gryźć koło samochodowe w ruchu), też u stomatologa psiego. Tak jest, pełna narkoza. Pełna kultura. Zwierzęta nie muszą teraz cierpieć.
    Pozdrawiamy koleżankę Myszę.

  11. *po powrocie z pracy*
    Rosołek rzecz pyszna. Mam w lodówce litrowy słoik tej „żydowskiej penicyliny”. Sama nagotowałam w chwili lepszego samopoczucia wg koszernego przepisu Malki Kafki, ale zjeść nie dałam rady.
    Może jutro.
    Mój jamniczek Mysza dziś rano miał wyrywane ząbki( mleczne kły), nie wypadły bowiem na czas. Po przypadkowym sprawdzeniu paszczy ujawnił się garnitur kłów podwójny -stałe plus mleczne. Chciałam wypróbowaną na dzieciach metodą- palcami, ale tkwiły jak przymurowane.
    Okazało się, ze sprawa jest całkiem poważna: głodówka dobę, pełna narkoza i krwawy zabieg. Awanturuje się teraz, bo głodna, a zakazano karmić do jutra rana.
    Chyba się złamię i podkarmię odrobiną twarogu.
    *pełna poczucia winy oddalam się do kuchni*

  12. Dziękuję :) Może kiedyś będzie Pani po drodze, aby się tutaj wybrać . Osobiście odwiedzam na tym terenie zarówno miejsca, którymi (mam takie wrażenie) opiekują się dobre duszki, ale są tu też takie, w których czai się wyraźnie jakieś licho ;).

  13. Jeszcze jak!
    Wspina się taki dzięcioł po sznurku, na którym zwisa słoninka – i dalejże dziobać!
    Uwaga: obecność dzięcioła w ogrodzie oznacza, że gdzieś są pyszne korniki do wydłubania. Tak wytropiłam chorobę najlepszej, starej śliwy. Odkąd ją wyleczyłam, dzięcioła nie widać!

  14. Ach. Ledwie cztery dni nie było mnie w kraju ( służbowy wyjazd ) a tu już tyle ciekawych wątków się pojawiło.
    Wpisuję się obiema rękami do klubu fanów Poirota. Trafiła DUA w dziesiątkę- ta postać dużo zyskuje dzięki temu świetnemu aktorowi.
    Co do ptactwa- czy u Was dzięcioły też podjadają sikorkom słoninę ?

  15. Magpie , mieszkam obok rezerwatu przyrody Dziki Ostrów nad Notecią i w pobliżu rozległych łąk tej rzeki. Jest to też fragment Puszczy Bydgoskiej stąd takie bogactwo występujących tutaj gatunków ptaków a także roślin :).

  16. Ach, Elżbieto, a więc jesteś z grona tych, którym Mickiewicz w głowie wciąż dźwięczy i na każdą dosłownie okazję podrzuca stosowne cytaty!
    Witam w klubie.:)

    Tak, Casciolino, na wielkopolskim niebie też to widuję. Zwiewne welony o zmiennych formach.

  17. Nie jestem ekspertem, jeśli chodzi o ptaki. Nie ma ich tutaj zbyt wiele. Pojawiają się wróble, szpaki, kosy i sikorki oraz…papugi, które są okropnie halaśliwe.
    Natomiast mieszkając w Rzymie poznałam nowe zjawisko, tak zwane „stormi”. To taniec dużego stada ptaków, który występuje jesienią, głównie w listopadzie. Są nagrania, popatrzcie, bo to naprawdę zachwycające.

  18. Dzień dobry,
    znam kopciuszka, nawet w te wakacje jeden zamieszkał niedaleko mojego domu i często gibał się w okolicy ;)
    Odkąd zamieszkałam w Krakowie odkryłam, że jedyne ptaki, których nie lubię to gołębie. I cieszę się niezmiernie za każdym razem, kiedy w mieście zobaczę jakiegoś innego ptaka. Ostatnio na osiedlu pojawił się nieznany mi dotychczas, więc kiedyś w wolnym czasie poszukam kim on jest.

  19. Moje „ptastwo” dzisiaj ostrożne, tylko nieliczne sikorki i mazurki podjadają ziarenka. Kosy się pochowały.
    Doczytałam, że to krogulczyca była. A wyglądała jak duża przepiórka;)
    „I krogulcze ma paznokcie” – no, zawsze myślałam, że to są czarne ptaki!

  20. I dziękuję za pozdrowienia. Przekażę cioci, bo za chwilę do niej będę dzwonić,żeby zdać sprawę, jak mi idzie dzierganie wzorem, którego mnie nauczyła w weekend.

  21. Pani Małgosiu – nic nie szkodzi. Wiem, że sroki to rozbójniczki. W zeszłym roku zrobiły gniazdo na wierzbie u sąsiadów i już kosy i sikory u nas nie gniazdowały. Za to wróble niczym się nie przejmowały, a nawet piegża zrobiła gniazdo. Już się zastanawiałam, czy by nie zmienić nicka, ale uznałam, że jednak nie. Nie jestem groźna, więc nie ma potrzeby wprowadzać zamieszania. :-)
    We Wrześni ptaki mają ciężkie życie: zbyt dobrze wysprzątane ogrody i ogródki działkowe, w sumie mało drzew, więc nie mamy takiej różnorodności, jak u Ciebie Piętaszku. Za to nad naszym zalewem gniazdują potrzosy, kokoszki wodne, łyski i kaczki krzyżówki. Bardzo lubię opowieści pana Kruszewicza w Trójce, a Multico wydało dwa tomy jego gawęd. Miła lektura.

  22. Dzien Dobry.
    Gdy o ptaszkach (lub ogrodzie) mowa, to z kolei ja czuje sie wywolana. Mieszkajac w Polsce, w bloku, nie mialam okazji poznac innych gatunkow poza wroblami i sikorami. Dawno temu, dzieckiem bedac, u babci na wsi pierwszy raz zobaczylam wilge i dudka. I to byl ostatni raz. Dziadkowie odeszli ponad 20 lat temu.

    Dopiero kupujac domek z ogrodkiem, zobaczylam jaka to radosc karmienia i obserwowania ptakow. W Kanadzie tez sa wroble i sikory, ale dudka i wilgi nie ma. Stalym bywalcem, niemal codziennym jest moj ulubiony kardynal szkarlatny, ktory – jak wyczytalam – jest ptakiem terytorialnym, czyli wyglada na to, ze zawsze ta sama para do nas przylatuje. Sa tez niebieskie sojki (blue jay), ktore uwielbiaja fistaszki.

    Nad pobliska woda mamy dzikie gesi, okreslane tu jako jeden z symboli Kanady. Gdy przychodzi wiosna, to stadami spaceruja po trawnikach na osiedlach i skubia swieza trawe, albo przechodza swoim czlapiacym krokiem przez ulice wstrzymujac ruch. Pociesznie to wyglada.

  23. Jeszcze o ptaszkach. Kiedy mieszkałam w mieście , nieodłącznym elementem mojego widoku za oknem były oczywiście stada wron. Ich nieco złowieszcze krakanie , szczególnie w listopadowe poranki nie nastrajało raczej optymistycznie. Teraz dla odmiany wron nie widuję prawie wcale i o dziwo bardzo mi tego brakuje. Bo, jak śpiewa W. Młynarski „…lubię wrony…”. I teraz sobie właśnie przypomnę ten sympatyczny utwór :).

  24. Ilonuto, tak jest, żadnych nalewek, żadnych konfitur, rajskie jabłuszka bezcennym źródłem witamin dla ptactwa. Lub „ptastwa”, jak mawiali i pisali dawni Polacy.

  25. O, Aniu, a już się troszkę obawiałam. Dobrze! Zuch dziewczyna!
    Niech Ci domownicy rosołku ugotują, to Cię na pewno postawi na nogi.

  26. Żyję, żyję, ino trochę słabo. Rano leżę jak ścięta lelija, ale w południe zwlekam się i ruszam do pracy. I do wieczora rozkręcam się tak, że czuje się całkiem zdrowo. Od następnego ranka od nowa to samo.
    Co do polewy pani Slavikowej, tak właśnie ma być, Nini. Po wlaniu wina powstają twarde kawałki karmelu , które cierpliwie mieszamy do rozpuszczenia a następne odparowujemy ,aż zgęstnieje( trochę na oko). Przestudzić, wmieszać żółtko i gotowe. O dziwo udało mi się za pierwszym razem.
    Wracam do pracy
    :D

  27. Miałam szczęście widzieć kiedyś w rezerwacie nadmorskim gniazdo mysikrólików z pisklętami, a raczej gniazdko :)
    Też pozostawiłam część owoców na rajskiej jabłoni, choć kusiło mnie, by zrobić z nich nalewkę. Teraz się cieszę, bo przyciągają ptaki.
    Krzysztofie O – pozazdrościć tatrzańskich krajobrazów. Tę drogę Gdynia-Zakopane i z powrotem przemierzałam w swoim życiu wielokrotnie…

  28. Masz rację Sowo z tą sikorą, ona to. Ale chyba jakaś napływowa, bo one w części zimują, a niektóre odlatują.
    Kopciuszka znam. Stały to u nas bywalec. Tak jak i rudzik. Oprócz tego sójki, sroki, zięby, muchołówki, dzwońce, jemiołuszki, pliszki, para kruków, puchacz , mazurki no i mysikróliki. Przepraszam ptaki, których nie wymieniłam. Co do mysikrólików, to przypomniała mi się opowiastka wymienionego tutaj pana Kruszewicza o tych niewielkich istotkach. Cytuję z pamięci „… mysikrólik, kiedy wylatuje ze Szwecji, toż to prawdziwy byk – waży 4,5 grama, a kiedy przyleci do Polski też niczego sobie – 2,5 grama…”.
    Tak, to nasz najmniejszy ptaszek, który jest śliczny – całość oliwkowozielona, a na główce jaskrawożółta czapeczka (samica) oraz żółto – pomarańczowa (samiec).

    Acha. No i jeszcze kosy, szpaki , a nieopodal bociany, żurawie (za którymi już tęsknię) zaś nad rzeką zimorodki i dzikie kaczki oraz bażanty :).

  29. Zgredziku (wiad.pryw.) – niestety, zero wiadomości na temat tego systemu.

    Ilonuto, jemiołuszki to rzadkość, ciesz się nimi!
    Do nas kiedyś przyleciało niespodziewanie całe stadko, Adminka sfotografowała je i zamieściła zdjęcie na swoim blogu.
    Zima była sroga, a u nas stoi spora rajska jabłoń obsypana owocami do połowy lutego (potem wszystko zostaje zjedzone przez wygłodniałe ptaki).

    Śliczne, to prawda. Rob zdjęcia!

  30. Dziękuję Sowo za informacje dotyczące aplikacji i publikacji o ptakach. Sama korzystam z płyt uzyskanych w Stacji Ornitologicznej w Gdańsku-Sobieszewie, ale brak tam zdjęć.
    U nas w ogrodzie: poza wróblami i sikorkami także zięby i jemiołuszki :) Śliczne!

  31. Tatry zostały na swoim miejscu, a ja w pociągu do Gdyni. Cudowne to były dni, „kiedy w płucach ostre powietrze, pod tobą – przestrzeń, a nad tobą – niebo”.

  32. Sowo, to i mój system. Do poduszki.:)
    Ciekawe, że tych dzwońców tyle wszędzie. bardzo rozpowszechnione.
    Kowalika za to jednego widziałam zaledwie.

  33. To bardzo rozsądne podejście, Magpie. Ja sobie na wstępie zawyżyłam poziom, postanowiłam najpierw nauczyć się całego katalogu, a potem dopiero rozpoznawać z natury. To jak czytanie słownika wyrazów obcych do poduszki.;)
    U nas zasób ptaków dość ograniczony – sikorki, wróble, sierpówki, dzwońce, dzięcioły, kowaliki, może rudziki, czasem grubodzioby. Kiedyś było więcej, ale drzew teraz w dzielnicy mniej. Kopciuszek znajomy tylko w teorii.

  34. Krzysztofie, racja. Oczywiście.
    Kiryła Bułyczowa lubię. W ogóle, rosyjska SF ze Strugackimi na czele zawsze była oazą wolności. Wszystko bardzo dobrze napisane, nie ma mowy o tandecie.

    Jak tam, ciągle jeszcze w Tatrach jesteś?

    Elżbieto, krogulec w środku miasta! Co to się wyrabia. Nie do wiary!
    Tak, dramatyczne sceny są częste, gdy się obserwuje ptaki. I w ogóle, naturę. My znielubiliśmy sroki (wybacz, Magpie!), kiedy ujrzeliśmy, jak jedna taka wywleka z budki lęgowej malutkie pisklaki sikorek. Sroki to rozbójniczki!
    Zresztą śliczne sójki też to potrafią.

    Magpie, pozdrawiam ciocię w Nekli!;)

    Molu Książkowy, wszystko przed Tobą! Ty to masz dobrze!

  35. O, jakże ciekawie się was czyta! Nawet jeśli rozmawiacie o książkach, których jeszcze nie czytałam:-)

  36. Ptasie fluidy…
    Tyle ich przylatywało do naszego karmnika. A dziś krogulec (nie znałam wcześniej, ale zrobiłam atlasowo-internetowe dochodzenie) upolował synogarlicę chyba i spożył na środku podwórka. Brrr… W środku miasta!
    Wiem, że taka jest natura, ale żal. I teraz boję się o resztę, szczególnie o ten ptasi drobiazg.

  37. Prawdą jest, że w SF jest wiele arcydzieł, choć jeszcze więcej tandety, myślę jednak, że można odnieść to stwierdzenie do literatury jako takiej.

  38. To i ja chętnie przyznaję, żem Connie Willis poznał z inspiracji Alka, choć do SF/fantasy akurat nie trzeba mnie zachęcać. Cóż, nawet w obrębie jednego gatunku nie sposób znać wszystkiego, co warte poznania, tym cenniejsze tutejsze rekomendacje.
    A co powiecie o opowiadaniach (zwłaszcza) i powieściach Kira Bułyczowa, podobnych w klimacie do wspomnianego „Poniedziałku…”? W ogóle fantastyka rosyjska jest bardzo charakterystyczna.

  39. Bardzo lubię obserwować ptaki. I zaraziłam tym męża. Gdy ma wolne czatuje z aparatem i potem pokazuje mi zdjęcia, pytając się czy dobrze rozpoznał gatunek. U nas gniazdują pleszki, bardzo podobne do kopciuszka. A sam kopciuszek bywa u cioci w Nekli. Która też teraz poluje na ptaki z aparatem. Szczególnie, że uświadomiłam ją kto do jej karmnika przylatuje: min. kowalik, rudzik, zięby i dzwońce. A myślała, że tylko wróble i sikory.

  40. Ania G. nie dała znaku życia po pytaniu Nini.
    Aniu, czy wszystko dobrze? Jak tam z tą grypą?

  41. Dzień dobry!
    Magpie, bardzo fachowo do tego podchodzisz, brawo. I z zamiłowaniem.
    Głosy ptaków mam na różnych nośnikach, nawet na zabytkowych już kasetach magnetofonowych. Dzięki za trop na pożyteczną książkę (przewodnik Collinsa).
    Co do grubodziobów: nadlatują o tej właśnie porze, wcześniej się ich w Polsce nie uświadczy. A przybywają w poszukiwaniu ciepła, znad rosyjskich mroźnych stepów. Tak wyczytałam.
    W naszym ogrodzie i karmniku chętnie bywają.
    Widziano też niedawno ślicznego rudzika.
    A znacie ptaszka, który zwie się kopciuszkiem? Też u nas jada.

  42. O, ja bardzo lubię prokrastynowac, zwłaszcza tutaj. Zawsze jest wymówka, ze to tez bardzo pożyteczne.

  43. Dzień dobry! Chciałabym coś doradzić w sprawie obserwowania ptaków. Używam lornetki, aparatu z dobrym zbliżeniem, robię zdjęcie i nagrywam delikwenta, którego nie rozpoznaję – i do książek. Polecam publikacje pana Andrzeja Kruszewicza, np. dwutomowe „Głosy ptaków” z nagraniami. I do tego Przewodnik Collinsa Ptaki (wydało ten przewodnik wydawnictwo Multico). Na rysunkach przedstawiono wygląd młodego osobnika, samiczki i samca latem i zimą. Bardzo ułatwia to rozpoznanie gatunku. Mieszkam przy ruchliwej ulicy, ale jest duży ogród, więc nawet u nas pojawiają się czasami ciekawi goście. W zeszłym tygodniu przy karmniku pojawił się grubodziób. Stali bywalcy to stada wróbli, kawek i sikor, kosy, dzwońce, zięby i sierpówki. I tylko gończy cierpi, że karmię kogoś innego, podczas gdy on ma zawsze pusty brzuszek… :-)

  44. To ja wracam do raportu, który sobie PROKRASTYNOWAŁEM pobytem tutaj. Prokrastynacja to moja ostatnio ulubione słowo, a znaczy to, co wszyscy lubimy robić.

  45. Aha, tak, zasobni są, i owszem.
    Ale , o zgrozo, aparaturka im nawaliła i studentka nie mogła wrócić z bombardowanego Londynu. Moc komplikacji fabularnych nastąpiła, Connie Willis z trudem dała radę.
    Cześć i czołem!

  46. Ciekawe jak nie wiem co, te sprawy z przeszłością.
    Lecz oto udaję się na spotkanie z Gladys Mitchell – to koleżanka Agathy Christie z klubu autorów powieści detektywistycznych. Podobnie jak Dorothy Sayers.
    Ta ostatnia była założycielką i prezeską owego słynnego klubu. Potem wybrano kolejną prezeskę – została nią Agatha Christie – „ale pod warunkiem, że nie będzie wygłaszała przemówień”.
    Mitchell pisała trochę podobnie do lady Agathy, ale obszerniej, z podłożem psychologicznym (detektyw amator-kobieta, Mrs Bradley, jest psychologiem klinicznym, ciekawa postać), i nieco nudniej.
    Na dobranoc lektura w sam raz.
    Do jutra!

  47. Najwidoczniej laboratorium historyczne w Balliol nie cierpi na brak środków na delegacje, a jego pracownicy wciąż chętnie czytają popularną literaturę.

  48. O, a także – wiem, na kogo wyrósł chłopczyk (i z kim się ożenił!), który pisywał do mnie takie mądre listy.:)

  49. Ach, Eviku! Dopiero do mnie dotarło. Mówisz o filmie, poświęconym Antoninie Żabińskiej. O warszawskim Zoo w czasie wojny!
    Tak, to będzie ciekawe. Pamiętam, jak tu pisałaś o książkach pp. Żabińskich.

  50. Dało to pani do myślenia, Ulubiona, zaczęła się pani nagle zastanawiać, kim była właściwie ta dziewczyna spotkana wiele lat temu, która dała pani kwiaty i wyraźnie chciała coś powiedzieć. Ale uciekła i już jej pani nie spotkała.

  51. O, Leśmian bardzo i bardzo.

    Nini, tak, czytam -ale to za chwilę (kolejna Gladys Mitchell – „Hangman’s Curfew”).

    Alku, tak jest, zdobyłam te dwie po polsku i od nich zaczęłam.
    Wiedziałeś o tym, że większość jej książek ma za temat te oksfordzkie podróże w czasie? Jakie to ciekawe.
    Tak jakby wpadła na doskonały pomysł , a on zaczął się jej rozrastać, z książki na książkę.
    „Blackout” i „All Clear” napisała po wizycie w londyńskim muzeum ze zbiorami o II WŚ. Podobno znakomicie i nowocześnie urządzona ekspozycja. Tak to poruszyło jej amerykańską duszę, że od razu walnęła dwa potężne tomy.
    Nota bene, w „All Clear” jest niezła scena – studentka z przyszłości dostała zadanie: wziąć udział jako wolontariuszka w pracy szpitala. Trafiła tam po jakimś nalocie, a tu w recepcji miła dama, pracuje jak może, a wszyscy mówią, że to Agatha, żona prof. Mallowana, i że podobno wydała parę nawet niezłych kryminałów, ale mało kto je czyta.
    Studentka z przyszłości miała straszną pokusę, by powiedzieć autorce, że napisze ona jeszcze ogromną ilość tych kryminałów, i że za 50 lat światowe nakłady jej książek dorównają nakładom Biblii. Ale się powstrzymała, bo bomby spadały, pani Agata była strasznie zmęczona i niewyspana i nie kontaktowała, a w ogóle, to nie wolno było tym studentom z przyszłości w jakikolwiek sposób wpływać na rzeczywistość w przeszłości.
    Dało mi to do myślenia.

  52. Szczerze mówiąc, nie poleciłabym żadnej z aplikacji, które sprawdziłąm – wszystkie (dwie) wydają mi się niekompletne. Jedna zawiera zbiór polskich ptaków – ptaków tam garstka, choć sama aplikacja bardzo ładna graficznie. Podaje też informację, czym się żywi konkretny gatunek ptaka, co uważam za miły dodatek. Druga jest o ptakach europejskich – tu jest ptaków dużo więcej, ale nie do wszystkich są zdjęcia (szczególnie brak samic) i dźwięki też wybrakowane. Ale takich aplikacji jest pełno na każdy system operacyjny, trzeba wypróbować samemu. Większość jest darmowa.
    Ten ptak „pięćset” to moim zdaniem może być jedna z sikorek. Ostatnio są bardzo aktywne dźwiękowo.

    Nini, proszę bardzo. To jeszcze Ci napiszę (chociaż wcale nie pytałaś), że na rycinie w owalnej ramce jest pan John Field, nie pan Darcy.

    Zamówiłam sobie pół roku temu „Nie licząc psa” CW na aukcji. Do dziś czekam na przesyłkę.

  53. Mam teraz taki pozytywny okres w życiu, że krótki serial kryminalny nie jest w stanie go dosmucić ;-)
    A co do poezji – poza ukochanym Leśmianem rozsmakowuję się ostatnio w tekstach pana Poniedzielskiego („Portrety”, a szczególnie „Piąta pora roku” o kobiecie – cudo!)
    Od Waszych przepisów aż ślinka cieknie, a na Wasze propozycje książkowe i filmowe też jestem łakoma :-)

  54. Majstersztyk! :o)
    A i uśmiałam się setnie. Zacna to lektura.
    Ale – jak powszechnie wiadomo – jest Pani mistrzynią w osiąganiu celu.
    Co stwierdziwszy, mówię dobranoc i życzę miłej lektury (bo na pewno Pani czyta! :o))!

  55. Już jestem z powrotem. Bardzo jestem zadowolony, że udało mi się wcisnąć do literackiego regału pani, Ulubiona Autorko, kilka książek Willis. Moimi ulubionymi są „Nie licząc psa” (zapewne dlatego, że mam serdeczną sympatię dla wiktorian i ich czasów, no i ze względu na Lizzie Bittner, którą kocham. Jak wszyscy. Cholerna Zulejka Dobson), oraz „Przewodnik stada”. Ta druga książka (plus „Poniedziałek zaczyna się w sobotę” Strugackich) pozwala mi łatwiej poruszać się we własnej profesji. Konkretnie to pozwala zachować do niej niezbędny dystans.

  56. Oj, to się cieszę, Nini!
    Bo widzisz, właśnie to było moim celem.

    Ważne sprawy w strawnym opakowaniu.

  57. A ja bym chciała podziękować Pani za umiejętne wplatanie cytatów we własne utwory! :o)
    „Głosik twój śklanny” nie został mi w głowie, gdy czytałam oryginał (może w takiej ilości poezji nie jestem w stanie docenić poezji-poezji?), ale właśnie po Małomównym. To cenne, bardzo.

  58. Na zdrowie, Pani Małgosiu! :o)

    A Anię G. uprasza się o małą wskazówkę w sprawie polewy: już dwa razy rozpuszczony cukier ściął mi się w momencie dodawania wina – co robić?

  59. I skoro zeszło na tematykę około-filmową – ja z niecierpliwością czekam na film „The Zookeeper’s Wife”. W języku polskim film chyba będzie zatytułowany „Azyl”.
    Na YouTube można już trailer zobaczyć.

  60. Dobry wieczór
    Chciałam powiedzieć, że już można głosować na książkę na Narodowe Czytanie 2017. Jest tam między innymi książka „Pamiątki Soplicy” Henryka Rzewuskiego.
    Chyba dość często była na zagadkach literackich.

  61. Ależ proszę DUA:
    Piana z białek (zawsze mi zostają po piernikach), ubita na sztywno, do tego cukier małymi ilościami – do smaku, Pani Małgosiu. :o)
    (w przepisie jest szklanka na trzy białka, ale to zdecydowanie za dużo, ostatnio dałam pół)
    Piernikowa: wiadomej przyprawy do smaku :o) (dla bezglutenowców świetnie się sprawdza tea masala), łyżeczka pianki, w środek kawałek śliweczki i na wierzch łyżeczka pianki.
    Pomarańczowa: cykaty (;o)) do smaku, łyżeczka pianki, orzech laskowy, łyżeczka pianki.
    Suszyć w 100 stopniach ok. 1,5 h (można w większej ilości krócej, ale wtedy śliwka na bank puści sok, choćby już była trochę ususzona ;o))
    Et voila!
    Schodzą zawsze pierwsze, przed makowcami i mazurkami..

  62. Dobry wieczór! :o)

    Sowo, dołączam do prośby Ilonuty, może wreszcie poznam tego ptaszka, co gwiżdże, jak lokomotywa. :o) Mam nadzieję, że nie będziesz miała nic przeciwko, że „Girl in blue” uznam za Liz Bennet, tak na własny użytek.. :o)

    PS. Niestety nie pachnie chlebkiem.. pachnie za to bezami piernikowymi i pomarańczowymi.

  63. Uuu, Ilonuto!
    Piszą, że serial przerażający. To ja sobie daruję.
    Dużo jest strasznych rzeczy na świecie, po co się dosmucać.

  64. O, jak miło, Ilonuto!
    Raz jeszcze dziękuję za ten wielki i bardzo miły list.
    Jesteś kochana.
    PS. Też chlebkiem u mnie pachnie. Maszyna upiekła.

  65. Zachęcona przez DUA wychodzę spod regału, by się ze wszystkimi przywitać. Ileż tu inspiracji! Wprawdzie bułek aktualnie nie piekę, bo zajadam pachnący chleb upieczony przez teściową, ale kto wie? Przepisy może się przydadzą. Poirota uwielbiam. Co do seriali poza ponurym, choć trzymającym w napięciu „Broadchurch” polecam też 4-odcinkowy „One of us” – idea jak u Lady Agathy: ktoś z nas na pewno zabił, ale kto?
    Byłam dziś w lesie i mam wrażenie, że ptaki jakoś tak wiosenne zaśpiewały :-) Sowo, którą aplikację o ptakach polecasz, bo jest ich kilka?

  66. Moda na czytanie CW, za Twoja sprawa Alku, zatoczyła szeroki krag w Księdze Gości. Czekamy na dalsze inspiracje!

  67. Wyjaśniam, że mam na myśli Connie Willis.
    Ponieważ na polski przełożono niewiele, sprowadziłam sobie przez bardzo dobre księgarnie internetowe anglojęzyczne sporo jej dzieł. Największe wrażenie wywarł na mnie „Blackout” i kolejne tomy z serii – bo to wszystko jest seria, te podróże w czasie z oksfordzkiego laboratorium na wydziale historii – opisujące podróż z przyszłości do Londynu czasu II wojny. Niebywały pomysł! Jesteśmy świadkami bombardowania Katedry św. Pawła, siedzimy (wraz z podróżnikami w czasie i z ludźmi z epoki) pod ziemią, w tunelach metra , przeczekując naloty, etc. Czyta się bez tchu, choć objętość tych wojennych tomów jest taka, że autorka trochę traci kontrolę nad kompozycją, sporo też się jej miesza – widać brak wybitnego redaktora.
    Ale pomysł jest świeży i urzekający. Chciałam Ci podziękować za świetną lekturę, bo sama bym pewnie po CW nie sięgnęła, zrażona nazwą gatunku (w którym wiele jest arcydzieł, to prawda, ale jeszcze więcej tandety).

  68. I jeszcze marzę o tym, aby obejrzeć sztukę teatralną opartą na powieściach pani Agathy. Czy ktoś z Was może widział? Wiem, że autorka napisała kilka sztuk teatralnych. Z Poirotem to chyba „Czarna kawa”.

  69. Babcie często miewają rację, Piętaszku. Dziadkowie też.:))))
    Alku, dobrze, że się pokazałeś. Od dawna chciałam Cię powiadomić, że przeczytałam pod wpływem Twoich zachęt większość dzieł Twojej ulubionej autorki SF!

  70. Pamiętam naszą zeszłoroczną dyskusję o bohaterach powieści A. Christie. Co do odtwórcy roli Poirota byliśmy jednomyślni, natomiast z aktorkami grającymi pannę Marple było odwrotnie. Jeśli chodzi o mnie, to Margaret Rutherford była pierwszą panną Marple, jaką poznałam jeszcze nawet zanim poznałam powieści A. Christie. Tak więc mam sentyment do tej aktorki nawet jako panny Marple. Ale dzisiaj mam zdanie podobne do DUA – Joan Hickson, to panna Marple. Jak to jest, że DUA ma zawsze rację? O! jest Alek. Muszę jeszcze przeanalizować Jego propozycję.

  71. Magnolia ma się bardzo dobrze, w ogóle dom poobrastał w zielsko. Całkiem się już czujemy swojsko na tej wsi naszej.

  72. Judi Dench byłaby wspaniałą panną Marple!- chociaż może nieco zbyt charakterną, stwierdzam po namyśle. Lubię ją jednak w każdej roli, jest naprawdę wielka.

    Alku, jak miło Cię widzieć, zwłaszcza w roli Dziadka In Spe.
    Najlepsze życzenia na zapas!
    Oj, będzie się działo pod tą magnolią!(a właśnie, jak ona się chowa?)

  73. A w kwestii panny Marple – dziwne, że nikt nie próbował obsadzić w tej roli damy Judith Olivii Dench. Na pewno nie nadawałaby się, ale mogłoby być uroczo. Od kiedy zobaczyłem ją (na zdjęciach sprzed lat) w roli emanującej seksapilem Tytanii, uważam że wielkość tej kobiety nie zna granic.

  74. Pokolenie moich dziadków raczej już nas opuściło, ale dziadkami są obecnie moi rodzice, a mój syn i jego panna postanowili znienacka po kilku latach ożywczych kłótni zalegalizować cały interes. Co oznacza, że chyba jestem dziadkiem in spe. Jak ten czas leci.

  75. Powiedziałabym, że nawet wizualnie jest najlepsza. Pani Rutherford w tej kreacji można się wystraszyć. W każdym razie ja, jak patrzę na jej zdjęcia jako Miss M., mam wrażenie, że zaraz mnie zdzieli po głowie parasolką :).

  76. Ależ tu pachnie bułeczkami :)
    Poirot – uwielbiam!
    Dziś na moje wątpliwości czy film o smoku nie będzie zbyt straszny usłyszałam: nie martw się mamo, jak będziesz się bała to będę cię przytulał! ;)

  77. Aaaaa, to zmienia postać rzeczy. Bawiąc się w Herculesa, szukałam przepisów z okolic „przy granicy z Austria”, bo stamtąd wyskoczyły wyniki, gdy wpisało się główne składniki bułeczek.

  78. Tak, rozmawiałyśmy kiedyś o tym. Miss Marple nie była przykrą spryciarą, która wyłaniała się z kreacji Geraldine McEwan, ani toporną poczciwiną (Julia McKenzie), ani rubasznym wesołkiem (Margaret Rutheford, za którą skądinąd przepadam, ale nie w tej roli!). Prawdziwa panna Marple była (co mówię!- jest!) inteligentna i na swój sposób nieco naiwna, podobna pewnie jakoś do samej Lady Agathy. Miała na pewno dobre maniery i wiele wyrozumiałości. Była też praktyczna, stanowcza i dzielna, jak na angielską damę przystało. I rozsądna!
    Słowem, Joan Hickson, młodsza o 15 lat, byłaby idealna.

  79. Babciu Gąsko, też tak myślę – że idealnej pany Marple jeszcze nie było. Joan Hickson byłaby moim zdaniem blisko, lecz grając pannę M. w tych filmach była już kruchutką staruszeczką.

  80. Cha, cha, Celestyno! Bo on zwykle jeździ w Alpach, a tym razem był w Apeninach oczywiście. Przejęzyczenie.

  81. A, pewnie, tylko Suchet. To mi z kolei przypomina kiedyś dawno prowadzoną tu dyskusję na temat odtwórczyń roli panny Marple. I chyba konkluzja była, że ideału, jak dotąd, nie ma. A może to ja nie mam ?/chociaż za panną M przepadam/

  82. Dziękuję, Celestyno! I tak – właśnie o ten film mi chodziło, tylko nie mogłam sobie przypomnieć tytułu.

  83. Jeśli to masowa produkcja piekarnicza, to pewnie ma w sobie tyle polepszaczy, barwników, stabilizatorów i aromatów, że żadnym sposobem nie uda się ich podrobić. A jeśli to wyrób naturalny, to i tak trzeba by mieć włoską mąkę, oliwę i przyprawy. Ale nie traćmy jeszcze nadziei, może Toskańczycy uchylą rąbka tajemnicy.

  84. Bardzo przepraszam, ale ja w kwestii formalnej: czemu mówicie tutaj o „toskańskich” bułeczkach, skoro przywieziono je z okolic Alp?

  85. No, przecie w podlinkowanym przeze mnie przepisie jest: cukier albo słód. Autorka pisze: un cucchiaino di zucchero (io uso il malto).

  86. Tak, ciekawy to film, znam go.
    Jas, nad morze to chyba latem, ale znów latem nie mogę opuścić ogrodu, bo kwiatki otwierałyby się codziennie beze mnie!

    To czereśniowe drewno ślicznie się starzeje, przybrało ciepły kolor bursztynu. Warto przechowywać drewno w suchej piwnicy przez lata, dobrze mu to robi.

    A skoro o barwach mowa: Sowo, możesz mieć rację z tym słodem.

  87. Dzieki, Magpie, za wzmianke o tym wywiadzie. Chyba chodzi o film zatytulowany „Being Poirot”, wlasnie ogladam:) Jak ladnie przed chwila powiedzial o postaci przez siebie granej: „He is my invisible closest and best friend”. Swietny ten dokument.
    Zdrowiej, Magpie!

  88. Cześć i czołem ! Czy u Was dzisiaj też tak wiosennie śpiewają ptaki ? Bo u nas pojawił się jeden taki, którego głos do złudzenia przypomina artykułowanie cyfry ” 500″. I nie ma to nic wspólnego z polityką.
    (Mam nadzieję ) ;).

  89. Cieszę się, że ma Pani takie ciekawe drewno, a może odwiedzi Pani morze? Ja właśnie szukam kawałka drewna, chyba wywieźliśmy wszystko na wieś. Jeszcze mały uchwyt do przytrzymania tego kawałka, ale to chyba już zrobi mąż. Na razie głowię się nad malowaniem, zimowe siedzenia w domu sprzyja takim domowym pracom.

  90. Tak jest! Tylko trudno się dostać do lekarza – dziś się nie uda. Ale już jest lepiej, siedzę w domu, grzeję się i robię na drutach.

  91. Magpie, do lekarza!
    Samo to nie przejdzie.

    Ateno, ach, upiekłabym Ci, ale za daleko jesteś.
    Fajnych masz kolegów.

  92. Dzień dobry!
    Mnie również wyciągnęła spod regału wzmianka o adaptacjach powieści lady Agathy. Uwielbiam Davida Sucheta! Niedawno znalazłam na YT film dokumentalny, w którym ten aktor wypowiadał się o odgrywaniu roli Herculesa Poirot.
    Spać nie mogę, bo mnie boli połowa twarzy (zapalenie nerwu chyba), kuszę od 4:30… I nadrabiam zaległości w czytaniu Księgi.
    Pozdrawiam!

  93. Magdo Z, odwagi! Wkrotce bedziesz sie smiala z tych pocztkowych niepowodzen. Mama przyjaciolki, zmuszona przykrymi okolicznosciami, nauczyla sie jezdzic i zrobila prawo jazdy w wieku 60 lat. Lubila cwiczyc jazde na cmentarzu :).
    Nachodzi mnie dziwna ochota na buleczki, jakiekolwiek, byle drozdzowe, ciekawe.
    Moj kolega Krzysztof Zak, jest synem Tadeusza. Przestancie o nich pisac ;).

  94. Na zakwasie na pewno nie!
    Nie są też słodkawe.
    No, mówię Ci, Sowo, tu by się Poirot przydał.
    Dobranoc!

  95. A te toskańskie bułki są na drożdżach? Bo może na zakwasie? Ciemniejszy kolor mogą mieć od słodu.
    Mają też w Toskanii pieczywo robione na mące kasztanowej. Ta mąka w pieczeniu ciemnieje i nie wyrasta wysoko, bo ma mało glutenu. Tylko jest ponoć nieco słodkawa w smaku.
    Nie dają mi spokoju te bułki, co za intrygujący temat.

  96. Oj, i jeszcze jedno: koniecznie wyjdź spod regału! Nie rozumiem, jak można się wahać i obawiać, wiedząc, że ani troszkę nie jestem groźna?!
    I lubiąc wszystkich tu obecnych oraz ciesząc się nimi!
    Zapraszam!

  97. Kochana Ilonuto!
    Nikt tu jeszcze nie zamieścił tak potężnej wiadomości prywatnej! Toż to epopeja!
    Dziękuję za tyle serdeczności i cieszę się bardzo z przypisywanej mi roli. Oby jak najdłużej szczęście było Waszym udziałem!

    Gratuluję synka! Cieszę się ogromnie!
    I oczywiście życzę córeczki!:)

  98. Cha, cha, Babciu Gąsko! Tak troszkę miałam nadzieję, że Cię wywabię spod tego regału.
    Gąsiątko całuję oto publicznie i nic ono na to nie poradzi, choćby się krzywiło całym dziobem.
    Prawda,że Suchet jest najlepszym Poirotem ze wszystkich?
    Petera Ustinova w tej roli nie trawiłam. Prawdziwy Poirot przenigdy by się tak nie zapuścił.

  99. Wystarczy, że napiszecie Poirot, a ja od razu jestem. Jak to jest, jak?

    PS. Gąsiątko /starsze/ czyta „Małomównego..” i chichra się jak głupie

  100. Krwawo nie lubię. Sprawdziłam, że mam tylko 4 sezony z 13. Ale nie da się kupić pozostałych z polskimi napisami, czy Pani kupowała w oryginale?

  101. Sowo, był do niedawna, teraz kręcą po kolei inne powieści A.Christie, jest np. nowa wersja „10 murzynków”, czyli serial „I nie było już nikogo”. Krwawe.

  102. Wikipedia często się myli, potwierdzam, ale Krzysztof odpowiedni. Tadeusz i Stanisław na moje ucho brzmią zbyt uroczyście jak dla Żaczka.

    Poirot ulubiony. Dostałam kiedyś kolekcję 16 płyt na imieniny, ale to nie cała seria. Czy aby ten serial wciąż nie jest kręcony? A przynajmniej był do niedawna.

  103. A to poczekam, aż mi minie migrena, nie będę się przygnębiać dodatkowo.
    Dziękuję za opinię. :)
    To jest potrzeba życiowa, wsparta przymusem wewnętrznym. :)
    PS. Dopiero dziś odwiedziłam dziś swoich dziadków, kupiłam im po książce Papieża Franciszka. (Przypomniało mi się, jak przed bardzo wielu laty, Babcia polecała mi, dwunastoletniej, „Przekroczyć próg nadziei”, niezadowolona z faktu, ze z zapałem czytam sensacyjną i wielotomową serię powieści Karola Maya). Zastanawiałam się nad wyborem, ale chyba okazał się trafny, bo Babcia od rana czyta nieprzerwanie, jak się dowiedziałam przed chwilą. I to jest to, co mnie dzisiaj cieszy. :)
    Dobrego wieczoru:)

  104. Dobry, lecz ponury. Temat przygnębiający.
    Madziu, ach, więc Koziorożcowy to przymus wewnętrzny. Rozumiem.

  105. O rety. Ileż ja się nasłuchałam o swoim uporze od instruktorów, aż mi się to sprzykrzyło, jakem Koziorożec. :) Coś w tym musi być. Kiedyś dwukrotnie postanowiłam, że nieodwołalnie i stanowczo rezygnuję z egzaminu, ale popadłam w taką chandrę, że nie ma wyjścia, wytrwam. Dziś wszystko szło dobrze, dopóki pod koniec, zmieniając pas ruchu, nie wymusiłam pierwszeństwa na tirze. ale wszystko ok, tir też zmienił pas ruchu, nic nikomu się nie stało, tylko od samiuśkiego ranka boli mnie głowa.

    A propos angielskich seriali. Znajomy z pracy polecił mi „Broadchurch” z Davidem Tennantem. Czy Pani może zna? Chyba obejrzę pierwszy sezon. :)

  106. To jest w ogóle rzadki przykład stuprocentowo udanej adaptacji, która jeszcze wzbogaca oryginał dzieła.
    Poirot u Lady Agathy już jest ciekawą postacią – ale postać ta ZAGRANA przez wybitnego, a też inteligentnego aktora zyskuje sporo głębi.

  107. Witam, ciekawe te buleczki… nie znam ich. Ale, jak juz tu wspominano, wloska kuchnia jest bardzo zroznicowana, kazdy region ma swoje specjaly i niezliczone rodzaje pieczywa. Na Sardynii na przyklad charakterystyczne jest rzezbione pieczywo z jasnej maki (Daniel, jak byl maly, mowil, ze to chlebowe dinozaury).

  108. „Prawdziwszy niż oryginał” – taka myśl w sposób mało wyrazisty snuła mi się po głowie, ale dopiero Pani mi to uświadomiła . Tak to właśnie tajemnica wielkości tego serialu :).

    Co do Koziorożców – jam też i wiem coś o tym uporze ;).

  109. Naprawdę, WioluM? Ciekawe… A co do bułeczek jak je pani znajdzie to proszę przesłać link. Czekamy z niecierpliwością!:-)

  110. Tez mialam wrazenie, ze nie te – jak patrzylam na zdjecie. Troche bladawe. W przepisie jednak stoi, ze maka razowa.

  111. Celestyno, zajrzałam. Sadząc ze zdjęcia – nie te!
    Powinny być płaskie, z lekka rozlane, drożdżowe, ciasto ma kolor ciemnobeżowy, wręcz rudawy, nie jasny.
    Syn obiecał, że zadzwoni do znajomych Włochów i zapyta o nazwę.
    To się nazywa – obsesja!:)))
    A może po prostu kozi (koziorożcowy) upór. Jak coś postanowię, to muszę to zrobić, bo nie zaznam spokoju.

    Tymczasem po drodze poznałam szereg rozkosznych przepisów na przeróżne bułeczki i wszystkie zarchiwizowałam.

  112. Piętaszku, mnie tak się spodobał serial o Poirocie, że sobie go kupiłam w całości, z najnowszymi filmami włącznie. Z myślą o przyszłych pokoleniach rodziny! David Suchet jest jednym z najlepszych aktorów świata, a już jako Poirot jest wręcz prawdziwszy niż oryginał!
    Plus oczywiście plejada najlepszych i najbardziej lubianych angielskich aktorów. Radość dla oka!

  113. Dziękuję za starania bułeczkowe!
    Jadziu, nie ciasteczka to, bułki śniadaniowe. Celestyna być może znalazła te właściwe. Syn był tam właśnie, w Alpach. Już idę sprawdzać na tym blogu.

    Krzysztof, powiadacie? Czy to być może? Wikipedia często się myli (twierdzi Sowa Mądra Głowa). Zdaje mi się, że nie wymyślałam panu Żakowi imienia.

  114. DUA, zapytałam znajomą pochodzącą z Toskanii, a dokładnie z Pizy, nie zna tego pieczywa, ale ma sie dopytać.
    Anyż dodają tez często do słodkich wypieków.

  115. Czekolada nawet rok po terminie nie jest trująca. Sprawdzałam.
    A w sprawie bułeczek się nie wypowiem, bo żadnych włoskich nie znam.

  116. I jeszcze: wikipedia podpowiada nam, ze inżynier Żak ma na imię Krzysztof.
    Idę szukać miedzy wierszami.

  117. Pani Małgorzato!

    Zaintrygowały mnie te bułeczki. Szukałam na na włoskich stronach, kierując się anyżem i kminem. Jednak nie z Toskanii one, a z rejonów alpejskich.
    Znalazłam po włosku (dość prosty, jak się wydaje) przepis: pane integrale all’anice e cumino. (na blogu Naturalmente muu). Może będą choć trochę zbliżone smakiem?
    Pozdrawiam serdecznie (już zdrowa) :)

  118. Dzieńdoberek.Też zacieram rączki na „Victorię”. Niestety pierwszy odcinek mi umknął. Oglądam też Poirota z D. Suchetem. Wiem wszyscy znacie, ale ciekawe jest to, że są to odcinki nakręcone przez ITV w latach 1989 – 2013, a więc jest ich sporo. Nie wiem jednak jak długo jeszcze będzie emitowany, a prezentowany jest już od września .

  119. Dzień dobry,
    zastanawiam się czy może te bułeczki to są brigidini: summerinitaly.com/guide/brigidini ? Co prawda jest to bardziej płaskie pieczywo, nie ma drożdży, ale może to jest to? :)

  120. Widziałam. Stylowy, porządna robota, jak wszystkie brytyjskie seriale. Sześć pierwszych odcinków można obejrzeć w sieci.

    Ha, Jas! A ja mam tyle drewna! Wycinaliśmy starą czereśnię, a także wielką akację (wrastała w przewody wysokiego napięcia).
    Ciekawa jestem, co tam wydłubiesz ładnego tą dłutownicą.

    Just, dzięki! Z przekładem nie będzie kłopotów.
    Tak myślę, że zamiast eksperymentować, muszę po prostu poznać nazwę tych bułeczek. I już.

  121. E, to ja poczekam, aż przećwiczycie wszystkie przepisy i znajdziecie ten właściwy ;).

    Pytanie do posiadaczy telewizora: ponoć wyświetlają teraz nowy, ciekawy serial brytyjski o królowej Wiktorii („Victoria”). Ktoś widział? Warto oglądać?

  122. Dzien dobry DUA i Księgowi!
    Tak, właśnie się zastanawiałam, z którego regionu Włoch pochodzą te bułeczki. Tutejsza kuchnia jest bardzo zróżnicowana, każdy region ma swoje specjały kulinarne.
    W Rzymie jada się male bułeczki z maki durum, tzw.ossa czyli kosci, bo sa bardzo twarde :)
    Poszukam, w razie czego służę pomocą w przekładzie z włoskiego na polski.

  123. Ja w takim razie proponuję Stanisława (mówiąc nawiasem tak właśnie nazywa się mój pradziadek, ten od bombonierki, ale, cytując słowa Nutrii z ,,Idy…” ,,to tylko przypadkowa zbieżność” :))

  124. Dzien dobry.U nas w Piemoncie nie ma tych buleczek pani Malgorzato.Mysle,ze jest to wyrob regionalny.Pozdrawiam Wszystkich.

  125. Nie przepuścił, ale poszłam za linkiem i skopiowałam przepis.
    Dziękuję, Jane!
    Kolor ten sam, więc jest nadzieja!
    Niemiecki znam, wszystko więc załatwione!
    Dam znać, co się upiekło.

    Aha, Just, syn kupił te bułeczki w górach, w Toskanii. Może to tylko tamtejsza specjalność.

  126. Dobry wieczór Pani Małgorzato!
    Lubię takie wyzwania jak omawiane ostatnio bułeczki. Poczytałam i znalazłam informację, ze takie bułeczki kminkowo-anyżowe są charakterystyczne dla południowego Tyrolu (który ponoć „należy” do Włoch). Poszłam tym tropem i po wpisaniu sudtirol brotchen trafiłam na ciekawy link (mam nadzieję, że formularz przepuści):

    (korzystając co nieco z tłumacza google można w miarę zrozumieć – spróbuję jutro do tego podejść, jakby co)

    Dobrej nocy.

  127. Są pyszne, Just, poszukaj ich, dobrze? Podobno są w każdym sklepie. Powiesz mi, jak się nazywają, a ja sobie wtedy znajdę przepis!
    Ten przepis od Sowy niezły, ale to nie one!

  128. Dobrywieczorku, dziękuję za dobre słowo.
    Tadeusz Żak ładnie brzmi.
    Te włoskie bułeczki muszą być przepyszne, a mnie i tak brakuje tutaj żytniego chleba:)
    Ostatecznie zadowalam sie „pieczywem na 5 ziarnach”.
    Obraz ” Pierwsze kroki” bardzo na czasie, Giorgio próbuje je stawiać.
    Dobranoc wszystkim!

  129. Niestety, WioluM. Najbliższa okoliczność do dostawania prezentów to Dzień Dziecka, czyli dostaję prezenty od rodziców, a Mama ma już dosyć tego, że tak dużo czytam. Ale zobaczę co da się zrobić. Może ich namówię. Bądźmy dobrej myśli:)

  130. No tak, w „Dziecku piątku” jak byk stoi, że Czesław, nic dziwnego więc, że mi się kojarzy :))), wcześniej zajrzałam do KK i znalazłam tylko samo C.;)Podtrzymuję jednak to, że Żaczek musi jakieś imię otrzymać :)

  131. Dmuchawiec był C. (nie wiem dlaczego, ale jakoś zawsze kojarzył mi się z Czesławem). Większą zagadką pozostaje natomiast Żaczek :)

  132. Ach, trzeba będzie i to wyjaśnić w książce „Silva rerum”.
    Wszystko zapisuję w tym celu.

  133. Dziękuję za wyjaśnienie, Casciolino.
    Tak się zastanawiam… Niedawno poznaliśmy imię Pieroga, ale jakie nosi prof. Dmuchawiec? Choć szukałam, nie znalazłam odpowiedzi na to pytanie w żadnej z książek. Chyba, że coś przeoczyłam.

  134. Dzień dobry!
    Spóźnione, ale nadal szczere życzenia dla wszystkich Babć i Dziadków!
    Casciolino miałam właśnie napisać o tym obrazie. Fluid! :)
    Szczególnie lubię obraz Franza Hausslera – pewnie przez tego kota. Nie wiem czemu, ale zwierzęta zawsze uwielbiają moją babcię. :)

  135. Jesienna Ado (wiad.pryw.)- sama o tym pomyślałam, ale chyba nie trzeba. Dziękuję, w każdym razie! Miła jesteś.

  136. Och, na „Wnuczkę” warto poczekać. Jedna z najpiękniejszych opowieści (choć chyba o każdej mogę powiedzieć to samo). Poproś, by podarowano Ci ją na prezent przy jakiejś okazji zamiast czegoś tam.
    Donoszę, że mój kot znalazł sobie miły zakątek na sen. Kuchenny zlew, stwierdził, że tam będzie spał.: )
    Przesyłam promyki słońca, zwłaszcza tym, którzy teraz ich nie widzą!

  137. Czytam sobie kom. i zauważyłam, że dużo się mówi o „Wnuczce do orzechów”. Ja mam trochę kiepską sytuację po tym względem, bo nie ma jej w żadnej okolicznej bibliotece, a żeby ją nabyć brakuje mi funduszy. Nutria przeskoczyła od razu do „Feblika”, ale dla mnie to nie to samo.

  138. Witam po długiej nieobecności:-) Wszystkiego najlepszego dla wszystkich babć i dziadków!!! (życzenia trochę spóźnione, ale są:-) ) A propos dziadków opowiem pewną śmieszną historię z życia naszej zwariowanej rodzinki: sobotę poszliśmy złożyć życzenia mojemu jedynemu pradziadkowi. U niego jest taki zwyczaj, że jak przyjdą do niego jakieś dzieci to musi każdemu dać jakąś czekoladę bądź bombonierkę. U niego zastaliśmy jeszcze wujka Rafała z Miłoszkiem (szalenie słodki, 3/2 roku). Kiedy byliśmy już w domu przeszedł SMS od wujka do mamy :”sprawdź dziewczynom datę ważności czekolad, bo bomboniera od dziadka jest rok po terminie:-) hahaha!”

  139. Obraz wspomniany przez Casciolinę rzeczywiście piękny. Pełen ciepła. Zastanawia mnie tylko jedna rzecz. Tam, za robótką, wystaje coś srebrnego. Co to może być?

  140. Czytałam sobie właśnie komentarz Beaty o Mili i Ignacym Borejkach. A jakże! Lecz nie zapominajmy również o Gabrysi!

  141. Nie widzę nigdzie proporcji na te bułeczki, pewnie trzeba na oko. Ale przepis idzie mniej więcej tak:

    Na stolnicy zrobić górkę z różnych mąk (pszenna, pszenna razowa i żytnia), zrobić dołek i wlać ciepłą wodę z uprzednio rozpuszczonymi drożdżami, solą i cukrem. Dodać przyprawy, oliwę i jajko/a. Wyrobić ręcznie, pozostawić do wyrośnięcia. Potem chyba jeszcze raz się wyrabia, wałkuje i wycina (formuje) bułeczki i znów pozostawia do wyrośnięcia. Jeszcze jest mowa o nakłuwaniu ciasta w czasie rośnięcia i przed pieczeniem.

    Sama nabrałam na nie ochoty. A do tego po wierzchu roztarty pomidor z czosnkiem…

  142. Znalazłam taki przepis na chlebki anyżowe:

    500 gr wody
    9 gr soli
    375 gr mąki razowej
    200 gr mąki żytniej
    pół kostki drożdży (chyba takiej 25 gr, ale trzeba jeszcze sprawdzić)
    łyżeczka nasion kminku
    łyżeczka nasion anyżu
    łyżeczka nasion kopru włoskiego

    Nie ma tu jednak w składzie oliwy. Z oliwą, jajkiem, kozieradką i dodatkiem cukru, są tzw „Schiacciatine di Aldino”, jeszcze nie dotarłam do proporcji.

  143. Fajeczka! Taka z cybuszkiem wygiętym, pewnie porcelanowa.
    A jakież piękne meble!
    No, Casciolino, dzięki Tobie poznałam miłego malarza. Wyobraź sobie, że nigdy o nim nie słyszałam!

  144. Robótka. A ten obraz ma też wersję z dziadkiem! Tam też coś leży na stole, ale malutkiego. Fajeczka?

  145. A, widzę go! Miły, rzeczywiście.
    Ale co to leży na stole? Powiększam, a i tak nie rozpoznaję. Robótka? czerwona włóczka?:)

  146. Przypomniał mi się jeden z moich ulubionych obrazów, również w sam raz na dzień babci i dziadka. Autorem jest Georgios Jakobides, a obraz nazywa się „Pierwsze kroki”. Uśmiechnęłam się, kiedy zobaczyłam, co leży na stole.
    A moja ukochana babcia Ela właśnie takie szale, między innymi, wyczarowuje na drutach!

  147. Podrzucę jak uśpię Sowiątko, a to długi proces. Właśnie zapowiedziało, że najpierw musimy przeczytać wszystkie jego książki (a są tego dwie półki).

  148. A, jeszcze a propos wyskoków służbowych u Nini: nasza ostatnia pasja (w ramach przygotowań do wiosny) to przeglądanie aplikacji na smartfony – atlasu ptaków Polski i Europy. Piękne zdjęcia, z dołączonym do każdego ptaka plikiem dźwiękowym jego śpiewu i innych odgłosów. Uczymy się je rozpoznawać! Na mojej twarzy zawsze gości uśmiech, gdy czytam o ptakach: bogatka, kowalik, ogorzałka, paszkot :)

  149. Znajduję włoskie przepisy na bułeczki z mąki razowej lub żytniej, z ziarnami anyżu, kminku i kopru włoskiego. Może to te?

  150. Sowo, nie wiem czy to jest to samo, ale znam ciasto leniwej gospodyni i je też się zostawia na noc.
    Gratulacje dla Sowiątka! Oby tak dalej!

  151. W ostatniej niemal chwili przyłączam się do serdecznych życzeń dla Babć i Dziadków! Żyjcie nam jak najdłużej i cieszcie się wnukami! Sowiątko wprawiło dziś w dumę swoich dziadków rozpoznając napisy na kartce „mama” i „tatuś”. Trudno to jeszcze nazwać czytaniem, ale i tak odpowiednie wrażenie zrobiło. ;)

    Ciasto drożdżowe – przepadam! Niedawno dostałam przepis na rewelacyjne ciasto drożdżowe bez wyrabiania (jeszcze go nie przećwiczyłam, ale jadłam i smakowało świetnie). Sypie się składniki jedne na drugie (bez mąki) i odstawia na noc. I ciasto samo się wyrabia. Potem dosypuje się tylko mąkę i zwyczajnie miesza łyżką całość.

    Nini, nie, to nie miss Bennet. To „Girl in Blue” Kate Greenaway, czyli jedna z trzech księgowych aluzyjek zawartych na tym zdjęciu. Latem, wśród kilku książek K.G., które zakupiłam na amazonie znalazła się też książka hafciarska z motywami zaczerpniętymi z jej książek dla dzieci. Niestety, od pół roku nie mogę skończyć tego haftu, bo tyle innych spraw na głowie. A Sowiątko wciąż czeka na haft z królikiem Piotrusiem (był następny w planie)…

  152. A ja spróbuję upiec włoskie bułeczki z ziołami, oliwkami, kaparami i suszonymi pomidorami. Wyglądają bardzo zachęcająco :). Oj, uciekają nasze myśli bezwiednie nie w ten, to inny sposób do cieplejszych krain.

  153. Na drugi raz spróbuję mikserem i dam mu więcej czasu na wyrośnięcie na blaszce, bo teraz musiałam się śpieszyć, żeby iść do Babci i Dziadka. Im też dałam kawałek i mówili, że im smakuje.
    Tato powiedział, że on ciasto drożdżowe bardzo lubi, więc nawet jak wyjdzie zakalec, to zje. :) To dodaje dużo odwagi.

  154. Dobry wieczór, Dobrywieczorku!
    Bardzo lubię się dowiadywać ile i czego znajdujecie w Jeżycjadzie. To znaczy, lubię wiedzieć, czy wszystko zostało wyłapane, i przez kogo.
    To trochę to samo, co patrzeć, jak goście przy stole zajadają z zapałem i mówią, co im najbardziej smakuje.

    Pardon za kulinarne skojarzenia, to z powodu tych bułeczek. Nie, Pietaszku, to zdecydowanie nie ciabata (za którą nie przepadam).
    Te z semoliny smaczne wyszły, ale nie utrafiłam w cel , nawet z ilością anyżu (zbyt ostrożnie go dodałam).
    No nic, próbuję dalej.

    Krzysztofie, no jest tu jeszcze z nami (czasem) pan Musierowicz, dziadek recydywista.
    Nadal pięknej pogody Ci życzę, i pozdrów kochane Tatry!

    Kasztanowłosa, brawo za ciasto drożdżowe! Ja, będąc niegdyś w Twoim wieku, za nic w świecie nie odważyłabym się go upiec.
    Ale uwaga na przyszłość: mikserem łatwiej!

  155. O, Just, wyrazy współczucia z powodu odejścia Babci! Ja dopiero po roku pogodziłam się z odejściem mojej, mimo, że wiedziałam, że Ona naprawdę była gotowa do odejścia i chciała się pożegnać dawno. Jakąż pociechą jest to, że można ufać, że się wszyscy kiedyś spotkamy, a teraz mamy mnóstwo dobrych wspomnień!
    Ostatnio przeczytałam we „Wnuczce” o pokoleniach, które zstępują i następują (postać Jędrusia bardzo mi się spodobała przy kolejnym czytaniu – najnowszych powieści nie znam jeszcze tak dobrze, jak dawnych i wielką radością jest odkrywanie kolejnych warstw – dziękuję DUA). A tekst rozmowy dziadziusia Ignacego z Jędrusiem i Szymonem skojarzył mi się z ciekawym kazaniem, które ostatnio usłyszałam – że nasi bliscy żyją w nas. Mam sporo drobiazgów po moich Bliskich i dzięki temu chyba mocniej czuję ich obecność.
    Niedawno z dumą opowiadałam uczniom o mojej Babci, która pracowała jako sprzątaczka, a wszystkie swoje dzieci wykształciła. Rozmowa miała oczywiście związek z tym, że niektórzy z moich uczniów trochę nie szanują pracy pań, które sprzątają w szkole. Mam jednak nadzieję, że pogadanka odniosła skutek choć w przypadku kilku osób.
    A w ułożeniu chusty właśnie ten kształt serca zwrócił moją uwagę – piękny obraz!

  156. Wróciłem z dzisiejszego szlaku i podczytuję, co też nowego się pojawiło. Za życzenia dziękuję, przez chwilę przerażonym był, żem jedynym tu dziadkiem, co na szczęście szybko okazało się fałszem. Żaba daje radę (pozwolę sobie przesłać dokumentację w stosownym czasie). Jest cudnie – bezwietrznie, bezchmurnie, kilka stopni mrozu i dużo śniegu.

  157. Upiekłam wczoraj ciasto drożdżowe z „Łasucha literackiego” i wszyscy mówią, że wyszło dobre, ale zrobiłam inną kruszonkę i polałam jeszcze lukrem, bo zawsze lubię poeksperymentować z jedzeniem. :)
    Tylko że od wyrabiania porobiły mi się pęcherze na palcach, lecz stwierdzam, że było warto.

    I jutro znów do szkółki kochanej. Jak ciężko się wraca po 2 dniach wolnego!

  158. Jadziu, dziękuję za link (który nie wszedł, oczywiście,ale trafiłam). Nie!- nadzwyczaj apetyczne te Twoje bułeczki, ale to nie te.
    Te przywiezione były płaskie, jakby rozlane, ciasto w kolorze brązowawe, pachnące anyżem i kminem rzymskim.
    Nic to, wypraktykuję!

  159. Pani Małgosiu, może ten przepis będzie najbliższy.
    Dodano tu mąkę grahamkę.

    Serdecznie pozdrawiam i życzę powodzenia

  160. O, Beatuszka mnie nakierowała wiadomością prywatną, ale nie, te pannini niepodobne do przywiezionych.
    Przywiezione były bardziej beżowe (dlatego pomyślałam o orkiszu albo mące pszennej razowej), a anyż i kmin były wmieszane w ciasto. Czuło się też posmak oliwy.

  161. O, nie dziwię się Idzie wcale, raczej Ordynatorowi..!

    Bardzo dziękuję za przepis na piernik! :o)
    Przykro mi, że nie mogę się Pani odwdzięczyć, ale nie znam włoskich, słonych bułek. Mało tego, sama chciałabym się dowiedzieć, jak się robi pyszne włoskie ciasto drożdżowe z orzechami włoskimi i skórką pomarańczową, które smakuje jednak zupełnie inaczej niż nasze (też pyszne!). To, którym mnie poczęstowano przybrało formę baby i zostało przywiezione w maju, może jest jakieś sezonowe, ale chyba nie wielkanocne?

    Nalewka to nic takiego, Pani Małgosiu, w tekście mowa o dekoktach z liści i to mnie strasznie zaintrygowało, zdziwiło zaś, że dopiero teraz wpadło w oczy! :o)

  162. Piernik żytni

    • 15dkg mąki pszennej
    • 15 dkg mąki żytniej
    • 15dkg masła
    • niepełna szklanka cukru
    • 1 szklanka maślanki
    • 250 dkg miodu
    • 3 jajka
    • 1 łyżeczka sody
    • przyprawa do piernika
    • 25 dkg pomieszanych bakalii

    Przesiać mąki do naczynia wraz z sodą, połączyć
    Rozpuścić w garnku masło i miód.
    Jajka ubić z cukrem na puszystą masę.
    Do przestudzonego masła z miodem dodać bakalie i przyprawę do piernika, wreszcie jajka z cukrem. Dolać maślankę, wymieszać, po czym po trochu dodawać, wciąż mieszając, mąkę z sodą.
    Masę wlać do formy wyłożonej papierem do pieczenia.
    Piec około 50 minut w temperaturze 170ºC

    Po wystudzeniu przełożyć oczywiście powidłami śliwkowymi i polukrować.
    Lukier: cukier puder, sok cytrynowy, śmietanka tortowa – ucierać łyżką aż zbieleje i stanie się puszysty.

  163. Nini, Dorota mieszka w naprawdę ślicznej okolicy – rezerwat buków istnieje rzeczywiście, są liczne jeziora i morenowe wzgórza, pokryte lasami. Nic dziwnego, że teraz z kolei Ida myśli o porzuceniu miasta (ulubiony ordynator się opiera).

    Zaraz pójdę po mój pożółkły a gruby receptariusz i poszukam przepisu Mamy. Cierpliwości.
    Uwaga, w tej chwili nie piszę, więc mogę szukać. A nie piszę, bo robię ciasto z semoliny, z dodatkiem anyżu i kminu rzymskiego. Syn przywiózł mi z Włoch bajeczne bułki (słone) i próbuję je odtworzyć, bo przepisu oczywiście nie mam. Bułki te pochodziły ze zwykłego sklepu i podobno wszędzie ich pełno. Upiekłam już bułeczki z mąki orkiszowej, ale to nie to jednak. Może ktoś zna przepis?

    Co do nalewki z zielonych orzechów – sama nie stosuję, ale przepis znajdziesz w internecie. Wszyscy zachwalają, wielce zdrowotna.

  164. No, jakże mogłam nie wymienić tych kochanych Dziadków Skrzacika!
    Wszystkiego najmilszego i wielu jeszcze skrzacików!

  165. Dużo radości i zdrowia dla dziadziusiów i dla babć od babci Beaty i dziadka Adama :-)
    Zostawiamy mnóstwo pysznych piernikowych serc.

  166. Śliczny, czerwony i zdrowy z przepisu Pani Slavikowej, który podała Ania G. :o)

    Z trochę innej beczki: bardzo przyjemnie, miło i swojsko zrobiło mi się, gdy ostatnio służbowo wyskoczyły z arkusza: Promno, Nekla, Kostrzyn i parę innych nazw, a że siedziałam we „Wnuczce” ostatnio, to przypomniało mi się, że właśnie się doczytałam, że Dorota spożywała dekokty z liści wiadomego drzewa! Pani Małgosiu, chciałam się dopytać o te zdrowotne – podejrzewam – napoje? :o)
    Chciałam się też uśmiechnąć o przepis Pani Mamy na piernik żytni, wiem, wiem, że Pani teraz mocno się „Zgryzotką” zajmuje, ale może w jakiejś wolniejszej chwili?

    Kolejny paw znalazł się – czemu mnie to nie dziwi – w „Dniu Sądu Ostatecznego”. Baśnie poruszające bardzo, nic się w zasadzie nie zmieniło. A obraz z poprzedniego wpisu na dużym ekranie to bajka! Ktoś napisał, że wygląda jak zdjęcie w komórce – a mi się ten obraz Babci i wnuczki wydaje właśnie fotografią – wszystkie szczegóły tak dokładnie widać, że właściwie można sobie zrobić taką chustę.. :o)

  167. Tak, to jest bardzo dobry pomysł: piernikowe serduszka, polukrowane przez nini na wiadomy śliczny kolor czerwony.
    Jest tu pewnie z nami Babcia Gapcia wraz z Dziadkiem. Radosnego święta, Dziadku!

  168. Dzień dobry! :o)

    Pani Małgosiu – nini się przytula. :o)

    Dla wszystkich Świętujących – talerz pełen piernikowych serduszek. :o)

  169. Wspominam dzis dziadkow ( rzeczywiscie tak sie mowi) z usmiechem na twarzy. Kazde dało mi wiele milosci, ktora okazywali w zupelnie inny sposob.
    Wszystkim babciom i dziadkom duzo zdrowia i wiele wnuczat.

  170. Też to stwierdzam, Basiu.
    A zabawne, że przed laty zrobiłam kartkę na Dzień Babci, z podobnym kształtem właśnie. Można zobaczyć w naszym dziale e-kartek.
    Widocznie jest to pomysł, który łatwo przychodzi do głowy!

    Dobrze, że wyszłaś spod regału!

  171. Witam wszystkich bez wyjątku, a szczególnie wszystkie Drogie Babcie. Wychodzę na chwilę spod zakurzonego regału, bo muszę napisać, że ta chusta to przecież serce – czyż nie? Pozdrawiam ciepło:)

  172. Morza miłości od wnucząt pani Małgorzacie i jej mężowi oraz wszystkim zaglądającym tu babciom i dziadkom.
    Niestety należę do grupy osób, które nie pamiętają swoich dziadków. Zbyt wcześnie odeszli. Tym bardziej podpisuję się pod słowami DUA, żeby nasza młodzież rozmawiała z nimi, słuchała. Korzystajcie z ich uwagi i opowieści.
    Miłego wspólnego wieczoru wnusiom i dziadkom.

  173. Sylwio, bardzo dziękuję za miłe słowa!
    Cóż, nie wszyscy z dawnych bohaterów w pełni się mieszczą w nowych tomach „J”, ale pomyślę, co można by zrobić.

  174. Dzień dobry, dzień dobry!
    Wpadam na stronę po ponownym rozpłynięciu się w lekturze „Brulionu Bebe B.”, gdyż stwierdziłam, że na kaca książkowego najlepiej jest przeczytać ukochaną Jeżycjadę od początku. Zaraz zaczynam „Noelkę”, a pomiędzy pozwoliłam sobie zerknąć na wywiad z Panią na stronie Matrasa. Nie mam zielonego pojęcia, kiedy został opublikowany, ale cieszę się, że na niego trafiłam i że w ogóle. To z kolei znowu przypomniało mi o „Ciotce Zgryzotce”, której z niezwykłym podekscytowaniem wyczekuję :) Najbardziej nie mogę się doczekać tego, co nowego Pani dla nas wymyśli. Z jednej strony chciałoby się już wszystko wiedzieć, ale z drugiej – a co, nie ma to jak porządne zaskoczenie! Śmiem tylko cichutko wspomnieć, że brakuje mi trochę tych dawnych postaci. Brakuje mi Cesi i Jurka, Bebe i Damba (chociaż Bebe pojawiła się w McDusi), brakuje mi też Genowefy i Kozia – z przyjemnością dowiedziałabym się, co słychać u ich dzieci, albo u Elki i Tomcia czy też dzieci Anielli i Bernarda, no i Żaby. Tyle wspomnień! Dziękuję, że mogłam się trochę wygadać i dziękuję za każdą pojedynczą powieść spod Pani pióra. Wracam do lektury. To cudowne móc znowu czytać jak Gabrysia poznaje Grzesia i jak Elka zakochuje się w Tomku. Już mnie nie ma! Dziękuję i miłego wieczoru! :)

  175. Po przeczytaniu mojego ostatniego wpisu kategorycznie stwierdzam, że ulubioną Babcią mają prawo nazywać Panią DUA, wyłącznie osobiste wnuczęta ;).

  176. Prześliczna laurka! Wszystkiego co najlepsze dla wszystkich Babć i Dziadków! :) A chusty, takie jak ta czerwona, rzeczywiście znowu się nosi. Są świetne. :)

  177. Dziękujemy oboje!

    Torcik? A proszę bardzo. Według włoskiego przepisu z książki „Mamma mia” – czekoladowy z koniakiem, jeszcze ciepły, z chrupiącą skórką. Do tego zimna bita śmietana i pomarańcze pokrojone w kostkę.

  178. Dzieńdoberek :) Wszystkim Babciom i Dziadkom życzę stu i więcej lat oraz nieustannego poczucia, że są kochani i potrzebni !:))

    Czy nasza ulubiona Babcia przygotowuje na dzisiaj jakiś pyszny torcik ? A przy okazji ślę serdeczne pozdrowienia dla pana Musierowicza :)).

    Czerwona chusta otulająca Babcię i Wnuczkę namalowana po mistrzowsku, tak jak i szczęście na twarzach tychże. Zauważyliście może, że takie chusty znów się nosi ?

  179. Wszystkiego najlepszego dla Ksiegowych Babc i Dziadkow!
    Tez nosze piekne wspomnienia zwiazane z Babciami (Dziadka pamietam tylko jednego, odszedl niestety jak bylam mala, jego rowniez wspaniale wspominam).
    Wnuczeta to niezwykle promyki dla wszystkich babc i dziadkow!
    :)

  180. Piękne obrazy.
    A mi, jak na wspomnienie, przyśnił się tej nocy mój Ś.P. Dziadek. Miło było go spotkać.

  181. :)
    Babcia wiele przeżyła, sama byla jedyną córką, a urodziła sześcioro dzieci, z których czwórka przedwcześnie zmarła . Mimo tego miała w sobie dużo ciepła i dobroci, taką Ją zapamiętam.

  182. Dobrywieczorku, jasne, że zauważyłam tę chustę. Jest jak więź, ciepła i miła.
    Gaetano Bellei nie był wielkim malarzem, uważano go raczej za zbyt sentymentalnego; nie wszystkie jego obrazy są dobre. Ale ten bardzo mi się podoba – mało kto potrafi namalować miłość i szczęście.

    Miło, że wpadasz do nas pod regał, odzywaj się, proszę!

  183. Z tego co kiedyś wyczytałam, Rodzina Profesora udostępniła wszystkie jego dzieła właśnie na polona. :) Mam nadzieję, że nic nie pokręciłam.

    Bo w pierwszej wiadomości zdecydowanie nadużyłam partykuły „jednak”. Należałaby się korekta, ale dam już spokój. Te powtórzenia!

  184. Hej, dziękuję, Beatko! 18 letnia babcia, dobrze to brzmi.
    Bardzo się cieszę, że dziadkowie B. przypadli Wam do serca.

    Madziu, dziękuję za cenną wiadomość! „Weryfikację czarodzieja” uważał prof. Raszewski za najlepszą rzecz, jaką kiedykolwiek napisał.
    W rzeczy samej, piękny to tekst (mam go, oczywiście, od autora).

  185. Witajcie Kochani!
    Moja ukochana Babcia odeszła od nas zaledwie kilka dni temu; zdążyła nam wiele opowiedzieć, wielu rzeczy nauczyć.
    Życzę Wam wszystkim, Babciom, Dziadkom i Wnukom, abyście duzo od siebie nawzajem czerpali.

  186. Pragnę jeszcze w tej księdze wspomnieć najwspanialszych w literaturze dziadków: Milę i Ignacego Borejków.
    DUA nam daje wyrazisty portret babci i dziadka! Niech nam żyją sto lat! I niech będą zawsze tacy „borejkowaci”:):):). Dziękujemy za nich Kochana Autorko!
    Dobranoc wszystkim czytającym, smacznie zasypiającym i tym, którzy mają kłopoty ze snem – Babciom i Dziadkom.

  187. Sprawdziłam u źródła: „zostaliśmy z panem Musierowiczem szczęśliwymi dziadkami (hm… „zostaliśmy dziadkami”? – to jednak brzmi nieco dziwnie, bo ja raczej zostałam babcią – ale tak się przecież mówi, prawda?).
    dalej felieton też jest ciekawy i opowiada o książce, której jeszcze nie czytałam! Oj. Ale „Weryfikacja czarodzieja” prof. Raszewskiego jest dostępna na polona. pl. Zmykam poczytać, bo się przecież nigdy nie wyrobię.

    Aha, Kasztanowłosa, powiększyłam obraz i na moje oko to nie jest gniazdko.
    To jest taka wąska szafka (ten mebel się pewnie jakoś nazywa), w szafce chyba zamek. Na klucz. :)

  188. Wiwat Babcie i Dziadkowie! Także ci, którzy już tylko z nieba głaszczą nas wzrokiem po głowach. Kiedyś wszyscy się spotkamy na herbatce u Pana Boga… Właśnie dziś na cześć mojej Babci, która odeszła rok temu zrobiłam sobie herbatki takiej, jak Ona mi robiła. Bo nasza Babcia jak Mila Borejko, gdy tylko pojawiał się ktoś w domu, zaraz szła szykować coś do kuchni.

    DUA, dziękuję za Pani książki – właśnie skończyłam ponowną lekturę Wnuczki i trochę rozjaśniło mi się w przepracowanej głowie. Rzadko się tu odzywam ostatnio, ale często wpadam zaczerpnąć oddechu i ślę ciepłe myśli.
    A zauważyliście, jak pięknie udrapowana jest chusta na drugim obrazie? Pozdrowienia dla wszystkich twórców dzieł sztuki piernikowej

  189. A to Dua jest już pełnoletnią Babcią. Gorące ucałowania dla 18 letniej Babuni:)

  190. Och, p. Małgosiu jakie piękne obrazy – laurki na święto naszych kochanych Babć i Dziadziusiów. Ten obraz wnuczki i babci w serdecznej chuście wyjątkowo oddaje relacje między nimi. Przy okazji galerii wspomnieniowej na stronie Adminkowej, opowiedziałam nieco o mojej babci i dziadku ze starej fotografii.
    Jestem z nich bardzo dumna i cieszę się, że tak wiele lat mogłam z nimi przeżyć , szczególnie z babcią Martą, która zmarła siedem lat temu w wieku 101 lat.
    Nasze dzieci są także bardzo związane ze swoimi babciami i dziadkami. Kiedy patrzę na ich wzajemne zrozumienie i te jedyne w swoim rodzaju relacje, zawsze na nowo zachwycam się więziami łączącymi te dwa pokolenia. Dane nam też było doświadczyć wieloletniej choroby mamy Tomka. Z trudnych sytuacji wnuki także bardzo korzystają i uczą się miłości odpowiedzialnej do końca.
    Wszystkim naszym ukochanym Babuniom i Dziadziusiom- serdeczna pamięć i przytulenie.
    Wszystkim Babciom i Dziadkom z tej księgi także!

  191. Też pamiętam. :) I że Starosta obstawał jednak przy tym, że jednak został babcią. :) Z pamięci:”… zostaliśmy szczęśliwymi dziadkami. (…) bo ja to jednak zostałam babcią”.
    Jutro zadzwonię do babci, a dziadków odwiedzę we wtorek. Kupię im chyba po książce. Tylko jakiej? :)
    Pani Małgosi i Mamie Isi, i wszystkim tutejszym Babciom – wszystkiego najlepszego! – bo się Paniom słusznie należy. :)

  192. Stawiam na wiek XIX.

    Dzięki za życzenia od Was!
    Ach, tak, Zgredziku, 18 lat temu stałam się szczęśliwą babcią!
    Każdemu życzę. To jest, pardon, każdej.
    Co do wiad. pryw. – dajże spokój. Dobrze będzie.

  193. Co do roku, w którym powstał ten obraz – czy pod szafką obok zegara to nie jest gniazdko? Jeśli tak, to musiał powstać nie aż tak dawno.
    Równie dobrze może to być coś całkiem innego, a obraz może być dużo starszy :)
    Czy mógłby ktoś wyrazić opinię o tym?

  194. Ściskam wszystkich obecnych tu dziadków:) Wszystkiego najlepszego i długich lat życia!
    100 lat Babciom! 100 lat Dziadkom!
    Podpisuję się pod księgową laurką. Rękami, nogami i czym tam jeszcze się da.

    Bardzo podoba mi się ten obraz – lubię takie klimaty. Te piękne i sławne obrazy mnie przytłaczają. Ten jest taki prosty, a jednocześnie tyle się da z niego wyczytać.

  195. Niby Starosta nie jest moją babcią, ale mimo wszystko – wszystkiego najlepszego!
    I dla wszystkich księgowych babć i dziadków – takoż!

    P.S. Pamiętam, jak czytałem w prasie Frywolitkę napisaną, kiedy Starosta dostąpił zaszczytu zostania babcią.

  196. Ma rację Pani Małgorzata, dalejże tulić i całować! nini już nie ma kogo, a pytań tyle kłębi się w głowie..

Dodaj komentarz