Dzień Babci! I Dziadka!

Brenner_Großmutters_Geburtstag

 

Taki oto obrazek wpadł mi kiedyś w ręce –  namalował go w wieku XIX niejaki G. Brenner.

Niech to będzie nasza laurka.

 

Kochane Babcie, Drodzy Dziadkowie!

Jak Wy się potraficie cieszyć dziećmi swoich dzieci, jak Wy je kochacie! Ile macie dla nich cierpliwości i serdeczności!

Wszystkiego Wam najlepszego!

Hej, wnuczki i wnuczkowie, dalejże ściskać, tulić, obejmować, całować, kwiatami zasypywać i laurki rysować!

Dalejże rozmawiać, wypytywać, słuchać opowieści, dalejże stare fotografie oglądać, zajadać babcine  ciasteczka i pić dziadusiowe herbatki!

Cieszcie się swoimi staruszkami. To właśnie najbardziej ich ucieszy!

 

bellei nowy

(a to namalował Gaetano Ballei, 1857-1922)

 

242 przemyślenia nt. „Dzień Babci! I Dziadka!

  1. Dzień dobry ponownie:)
    Dziękuję za taką miłą i tak błyskawiczną odpowiedź!
    Michał z radością dziękuje za pamięć i serdecznie pozdrawia.
    Wracając do Babć – miałam kochaną Babcię Klementynę, która, będąc przedwojenną jeszcze polonistką (jej przyjaciółką w liceum w Kobryniu była siostra Ignacego Łukasiewicza), czytywała mi i moim synom, Michałowi i Adamowi, codziennie (już na emeryturze) przepiękne dzieła literackie, znała część z nich na pamięć. Uczyła też łaciny, ale to zamiłowanie przejął już tylko Michał. Ja wolałam matematykę:)
    Pozdrawiam, MamaMichała

  2. Droga Mamo Michała, dziękuję za odnalezienie autora. Linku tu nie zamieścisz, ale poszłam za nim i już wiem: obrazek, który pokazałam we wpisie to „Urodziny babci”, a namalował go G. Brenner.
    Już poprawiam!
    Myślę, że w tym przypadku internet podaje właściwą informację – jakby nie było, link prowadzi do aukcji w galerii sztuki. Już oni wiedzą, co sprzedają.

    Michała pozdrawiam serdecznie i cieszę się, że taki podobny.

  3. Dzień dobry z Bydgoszczy :)
    Nie wiem, czy ten link dotyczący obrazu już dotarł, czy nie.
    Wysyłam go, chociaż wszystko, co znajduje się w internecie jest obarczone możliwym błędem.

    Książki z Jeżycjady czytam na okrągło, w przeróżnej konfiguracji, na przykład ostatnio – te, które są z Aurelią. Z resztą, muszę przyznać, że Opium w rosole to jedna z ulubionych, a właściwie to lubię, bardzo, wszystkie, ale Opium w rosole, to książka szczególna.
    Chciałam też napisać, że z ostatnich tomów wyłania mi się postać Ignacego Grzegorza, który pewnymi cechami obrazuje mojego syna Michała, to takie ciekawe i … zdumiewające, trochę jak Iga zobaczyła swojego syna oczami Doroty.
    Serdecznie pozdrawiam i czekam na kolejne spotkanie z Panią. Do zobaczenia w Poznaniu:)

  4. Pani Małgosiu, a jakże!
    Ulubiony fragment Jeżycjady? – gdy tata Ignacy czyta Gabrysi w szpitalu „Pana Tadeusza”:)))
    Dziękuję!
    I za ten odkrywczy wpis z czasu ŚDM o okolonym pomniku Wieszcza:)
    Jakkolwiek truistycznie by to nie zabrzmiało – my z Niego wszyscy.

  5. Dobry wieczór (?). Czy to jest w ogóle wieczór? Chciałem podzielić się właśnie czytanym produktem rosyjskiej literatury popularnej. Lubię literaturę popularną. Książka jest w zasadzie kryminałem, ale przede wszystkim jest tak zawiesiście rosyjsko-literacka, że trudno mi sie było oderwać. Na szczęście jest jej trzy. Nazywa się to Antykwariusz, Ostatnia Wielkanoc Imperatora oraz Skarb Antykwariusza. Autor – Buszkow. Podobno jest to taki tamtejszy Pilipiuk, jeśli chodzi o maniakalną produktywność, ale na szczęście dobry stylistycznie i mówiąc delikatnie lepiej osadzony w rzeczywistości oraz tradycji kultury. W Polsce wydano tylko te trzy pozycje, tworzące bardzo przyjemny cykl połączony osobami bohaterów i tajemnicą kryminalną. A bohaterowie to Smolin-Grinberg (antykwariusz w sile wieku o nieco zamazanej przeszłości), Kot Uczony, Szwarc, Feldmarszałek oraz młodociana dziennikarka Inna. A intryga idzie o zaginione jajka Faberge, skarb rewolucjonisty-oportunisty Kutiewanowa oraz o zagarnięcie budynku komunalnego. No i jeszcze coś: jak dla mnie, to ta książka daje czysty dźwięk. Nie ma blagi i krygowania się, jest natomiast porcja rosyjskiego, absolutnie nie do podrobienia, bułhakowsko-strugacko-bułyczowskiego stylu, rzuconego na Syberię początku XXI wieku. Wiem, że Bułhakowem (czy raczej Korowiowem) łatwiej pisać, niż Dostojewskim. Ale ja Dostojewskiemu nie powierzyłbym nawet wyprowadzania psa, bo by go zepsuł albo zgubił. Wolę czytać Buszkowa. Dobranoc państwu.

  6. Swoja drogą, tez jestem ciekawa.
    Jesli przypadkiem dowiem sie czegoś od rdzennych mieszkańców tych okolic, to dam znać, obiecuję.
    Dobranoc :)

  7. Są to, jak się okazuje, zwykłe bułki bez nazwy!
    Ale ja je jeszcze wytropię.
    W najgorszym razie poczekam rok, wtedy syn mi znów je przywiezie, a może przy okazji kupowania trochę popyta.
    Dzięki za poszukiwania!
    Dobranoc!

  8. Nie zdołałam odkryć, co to za bułeczki, DUA. Przeszukalam internet wzdłuż i wszerz, ale to muszą być chyba specjały lokalne. Intuicyjna mi podpowia, ze mają dodatek mąki z kasztanów, co w północnej Toskanii jest tradycją. Odkryłam tez, ze pieką tam chleb bez soli, który dobrze pasuje do dan mięsnych wędlin itp.
    Sporo sie dowiedziałam, ale celu zamierzonego nie osiągnęłam…
    A czy DUA zna juz nazwę tych bułeczek?

  9. Dobry wieczór wszystkim! Czy Dziki Ostrów nad Notecią, to to samo co Ostrów Pszczółczyński koło Władysławowa? Piękna okolica.

  10. Biedna psina.
    Nasz też miał ekstrakcję wyłamanego kła (jako szczeniak rzucił się gryźć koło samochodowe w ruchu), też u stomatologa psiego. Tak jest, pełna narkoza. Pełna kultura. Zwierzęta nie muszą teraz cierpieć.
    Pozdrawiamy koleżankę Myszę.

  11. *po powrocie z pracy*
    Rosołek rzecz pyszna. Mam w lodówce litrowy słoik tej „żydowskiej penicyliny”. Sama nagotowałam w chwili lepszego samopoczucia wg koszernego przepisu Malki Kafki, ale zjeść nie dałam rady.
    Może jutro.
    Mój jamniczek Mysza dziś rano miał wyrywane ząbki( mleczne kły), nie wypadły bowiem na czas. Po przypadkowym sprawdzeniu paszczy ujawnił się garnitur kłów podwójny -stałe plus mleczne. Chciałam wypróbowaną na dzieciach metodą- palcami, ale tkwiły jak przymurowane.
    Okazało się, ze sprawa jest całkiem poważna: głodówka dobę, pełna narkoza i krwawy zabieg. Awanturuje się teraz, bo głodna, a zakazano karmić do jutra rana.
    Chyba się złamię i podkarmię odrobiną twarogu.
    *pełna poczucia winy oddalam się do kuchni*

  12. Dziękuję :) Może kiedyś będzie Pani po drodze, aby się tutaj wybrać . Osobiście odwiedzam na tym terenie zarówno miejsca, którymi (mam takie wrażenie) opiekują się dobre duszki, ale są tu też takie, w których czai się wyraźnie jakieś licho ;).

  13. Jeszcze jak!
    Wspina się taki dzięcioł po sznurku, na którym zwisa słoninka – i dalejże dziobać!
    Uwaga: obecność dzięcioła w ogrodzie oznacza, że gdzieś są pyszne korniki do wydłubania. Tak wytropiłam chorobę najlepszej, starej śliwy. Odkąd ją wyleczyłam, dzięcioła nie widać!

  14. Ach. Ledwie cztery dni nie było mnie w kraju ( służbowy wyjazd ) a tu już tyle ciekawych wątków się pojawiło.
    Wpisuję się obiema rękami do klubu fanów Poirota. Trafiła DUA w dziesiątkę- ta postać dużo zyskuje dzięki temu świetnemu aktorowi.
    Co do ptactwa- czy u Was dzięcioły też podjadają sikorkom słoninę ?

  15. Magpie , mieszkam obok rezerwatu przyrody Dziki Ostrów nad Notecią i w pobliżu rozległych łąk tej rzeki. Jest to też fragment Puszczy Bydgoskiej stąd takie bogactwo występujących tutaj gatunków ptaków a także roślin :).

  16. Ach, Elżbieto, a więc jesteś z grona tych, którym Mickiewicz w głowie wciąż dźwięczy i na każdą dosłownie okazję podrzuca stosowne cytaty!
    Witam w klubie.:)

    Tak, Casciolino, na wielkopolskim niebie też to widuję. Zwiewne welony o zmiennych formach.

  17. Nie jestem ekspertem, jeśli chodzi o ptaki. Nie ma ich tutaj zbyt wiele. Pojawiają się wróble, szpaki, kosy i sikorki oraz…papugi, które są okropnie halaśliwe.
    Natomiast mieszkając w Rzymie poznałam nowe zjawisko, tak zwane „stormi”. To taniec dużego stada ptaków, który występuje jesienią, głównie w listopadzie. Są nagrania, popatrzcie, bo to naprawdę zachwycające.

  18. Dzień dobry,
    znam kopciuszka, nawet w te wakacje jeden zamieszkał niedaleko mojego domu i często gibał się w okolicy ;)
    Odkąd zamieszkałam w Krakowie odkryłam, że jedyne ptaki, których nie lubię to gołębie. I cieszę się niezmiernie za każdym razem, kiedy w mieście zobaczę jakiegoś innego ptaka. Ostatnio na osiedlu pojawił się nieznany mi dotychczas, więc kiedyś w wolnym czasie poszukam kim on jest.

  19. Moje „ptastwo” dzisiaj ostrożne, tylko nieliczne sikorki i mazurki podjadają ziarenka. Kosy się pochowały.
    Doczytałam, że to krogulczyca była. A wyglądała jak duża przepiórka;)
    „I krogulcze ma paznokcie” – no, zawsze myślałam, że to są czarne ptaki!

  20. I dziękuję za pozdrowienia. Przekażę cioci, bo za chwilę do niej będę dzwonić,żeby zdać sprawę, jak mi idzie dzierganie wzorem, którego mnie nauczyła w weekend.

  21. Pani Małgosiu – nic nie szkodzi. Wiem, że sroki to rozbójniczki. W zeszłym roku zrobiły gniazdo na wierzbie u sąsiadów i już kosy i sikory u nas nie gniazdowały. Za to wróble niczym się nie przejmowały, a nawet piegża zrobiła gniazdo. Już się zastanawiałam, czy by nie zmienić nicka, ale uznałam, że jednak nie. Nie jestem groźna, więc nie ma potrzeby wprowadzać zamieszania. :-)
    We Wrześni ptaki mają ciężkie życie: zbyt dobrze wysprzątane ogrody i ogródki działkowe, w sumie mało drzew, więc nie mamy takiej różnorodności, jak u Ciebie Piętaszku. Za to nad naszym zalewem gniazdują potrzosy, kokoszki wodne, łyski i kaczki krzyżówki. Bardzo lubię opowieści pana Kruszewicza w Trójce, a Multico wydało dwa tomy jego gawęd. Miła lektura.

  22. Dzien Dobry.
    Gdy o ptaszkach (lub ogrodzie) mowa, to z kolei ja czuje sie wywolana. Mieszkajac w Polsce, w bloku, nie mialam okazji poznac innych gatunkow poza wroblami i sikorami. Dawno temu, dzieckiem bedac, u babci na wsi pierwszy raz zobaczylam wilge i dudka. I to byl ostatni raz. Dziadkowie odeszli ponad 20 lat temu.

    Dopiero kupujac domek z ogrodkiem, zobaczylam jaka to radosc karmienia i obserwowania ptakow. W Kanadzie tez sa wroble i sikory, ale dudka i wilgi nie ma. Stalym bywalcem, niemal codziennym jest moj ulubiony kardynal szkarlatny, ktory – jak wyczytalam – jest ptakiem terytorialnym, czyli wyglada na to, ze zawsze ta sama para do nas przylatuje. Sa tez niebieskie sojki (blue jay), ktore uwielbiaja fistaszki.

    Nad pobliska woda mamy dzikie gesi, okreslane tu jako jeden z symboli Kanady. Gdy przychodzi wiosna, to stadami spaceruja po trawnikach na osiedlach i skubia swieza trawe, albo przechodza swoim czlapiacym krokiem przez ulice wstrzymujac ruch. Pociesznie to wyglada.

  23. Jeszcze o ptaszkach. Kiedy mieszkałam w mieście , nieodłącznym elementem mojego widoku za oknem były oczywiście stada wron. Ich nieco złowieszcze krakanie , szczególnie w listopadowe poranki nie nastrajało raczej optymistycznie. Teraz dla odmiany wron nie widuję prawie wcale i o dziwo bardzo mi tego brakuje. Bo, jak śpiewa W. Młynarski „…lubię wrony…”. I teraz sobie właśnie przypomnę ten sympatyczny utwór :).

  24. Ilonuto, tak jest, żadnych nalewek, żadnych konfitur, rajskie jabłuszka bezcennym źródłem witamin dla ptactwa. Lub „ptastwa”, jak mawiali i pisali dawni Polacy.

  25. O, Aniu, a już się troszkę obawiałam. Dobrze! Zuch dziewczyna!
    Niech Ci domownicy rosołku ugotują, to Cię na pewno postawi na nogi.

  26. Żyję, żyję, ino trochę słabo. Rano leżę jak ścięta lelija, ale w południe zwlekam się i ruszam do pracy. I do wieczora rozkręcam się tak, że czuje się całkiem zdrowo. Od następnego ranka od nowa to samo.
    Co do polewy pani Slavikowej, tak właśnie ma być, Nini. Po wlaniu wina powstają twarde kawałki karmelu , które cierpliwie mieszamy do rozpuszczenia a następne odparowujemy ,aż zgęstnieje( trochę na oko). Przestudzić, wmieszać żółtko i gotowe. O dziwo udało mi się za pierwszym razem.
    Wracam do pracy
    :D

  27. Miałam szczęście widzieć kiedyś w rezerwacie nadmorskim gniazdo mysikrólików z pisklętami, a raczej gniazdko :)
    Też pozostawiłam część owoców na rajskiej jabłoni, choć kusiło mnie, by zrobić z nich nalewkę. Teraz się cieszę, bo przyciągają ptaki.
    Krzysztofie O – pozazdrościć tatrzańskich krajobrazów. Tę drogę Gdynia-Zakopane i z powrotem przemierzałam w swoim życiu wielokrotnie…

  28. Masz rację Sowo z tą sikorą, ona to. Ale chyba jakaś napływowa, bo one w części zimują, a niektóre odlatują.
    Kopciuszka znam. Stały to u nas bywalec. Tak jak i rudzik. Oprócz tego sójki, sroki, zięby, muchołówki, dzwońce, jemiołuszki, pliszki, para kruków, puchacz , mazurki no i mysikróliki. Przepraszam ptaki, których nie wymieniłam. Co do mysikrólików, to przypomniała mi się opowiastka wymienionego tutaj pana Kruszewicza o tych niewielkich istotkach. Cytuję z pamięci „… mysikrólik, kiedy wylatuje ze Szwecji, toż to prawdziwy byk – waży 4,5 grama, a kiedy przyleci do Polski też niczego sobie – 2,5 grama…”.
    Tak, to nasz najmniejszy ptaszek, który jest śliczny – całość oliwkowozielona, a na główce jaskrawożółta czapeczka (samica) oraz żółto – pomarańczowa (samiec).

    Acha. No i jeszcze kosy, szpaki , a nieopodal bociany, żurawie (za którymi już tęsknię) zaś nad rzeką zimorodki i dzikie kaczki oraz bażanty :).

  29. Zgredziku (wiad.pryw.) – niestety, zero wiadomości na temat tego systemu.

    Ilonuto, jemiołuszki to rzadkość, ciesz się nimi!
    Do nas kiedyś przyleciało niespodziewanie całe stadko, Adminka sfotografowała je i zamieściła zdjęcie na swoim blogu.
    Zima była sroga, a u nas stoi spora rajska jabłoń obsypana owocami do połowy lutego (potem wszystko zostaje zjedzone przez wygłodniałe ptaki).

    Śliczne, to prawda. Rob zdjęcia!

  30. Dziękuję Sowo za informacje dotyczące aplikacji i publikacji o ptakach. Sama korzystam z płyt uzyskanych w Stacji Ornitologicznej w Gdańsku-Sobieszewie, ale brak tam zdjęć.
    U nas w ogrodzie: poza wróblami i sikorkami także zięby i jemiołuszki :) Śliczne!

  31. Tatry zostały na swoim miejscu, a ja w pociągu do Gdyni. Cudowne to były dni, „kiedy w płucach ostre powietrze, pod tobą – przestrzeń, a nad tobą – niebo”.

  32. Sowo, to i mój system. Do poduszki.:)
    Ciekawe, że tych dzwońców tyle wszędzie. bardzo rozpowszechnione.
    Kowalika za to jednego widziałam zaledwie.

  33. To bardzo rozsądne podejście, Magpie. Ja sobie na wstępie zawyżyłam poziom, postanowiłam najpierw nauczyć się całego katalogu, a potem dopiero rozpoznawać z natury. To jak czytanie słownika wyrazów obcych do poduszki.;)
    U nas zasób ptaków dość ograniczony – sikorki, wróble, sierpówki, dzwońce, dzięcioły, kowaliki, może rudziki, czasem grubodzioby. Kiedyś było więcej, ale drzew teraz w dzielnicy mniej. Kopciuszek znajomy tylko w teorii.

  34. Krzysztofie, racja. Oczywiście.
    Kiryła Bułyczowa lubię. W ogóle, rosyjska SF ze Strugackimi na czele zawsze była oazą wolności. Wszystko bardzo dobrze napisane, nie ma mowy o tandecie.

    Jak tam, ciągle jeszcze w Tatrach jesteś?

    Elżbieto, krogulec w środku miasta! Co to się wyrabia. Nie do wiary!
    Tak, dramatyczne sceny są częste, gdy się obserwuje ptaki. I w ogóle, naturę. My znielubiliśmy sroki (wybacz, Magpie!), kiedy ujrzeliśmy, jak jedna taka wywleka z budki lęgowej malutkie pisklaki sikorek. Sroki to rozbójniczki!
    Zresztą śliczne sójki też to potrafią.

    Magpie, pozdrawiam ciocię w Nekli!;)

    Molu Książkowy, wszystko przed Tobą! Ty to masz dobrze!

  35. O, jakże ciekawie się was czyta! Nawet jeśli rozmawiacie o książkach, których jeszcze nie czytałam:-)

  36. Ptasie fluidy…
    Tyle ich przylatywało do naszego karmnika. A dziś krogulec (nie znałam wcześniej, ale zrobiłam atlasowo-internetowe dochodzenie) upolował synogarlicę chyba i spożył na środku podwórka. Brrr… W środku miasta!
    Wiem, że taka jest natura, ale żal. I teraz boję się o resztę, szczególnie o ten ptasi drobiazg.

  37. Prawdą jest, że w SF jest wiele arcydzieł, choć jeszcze więcej tandety, myślę jednak, że można odnieść to stwierdzenie do literatury jako takiej.

  38. To i ja chętnie przyznaję, żem Connie Willis poznał z inspiracji Alka, choć do SF/fantasy akurat nie trzeba mnie zachęcać. Cóż, nawet w obrębie jednego gatunku nie sposób znać wszystkiego, co warte poznania, tym cenniejsze tutejsze rekomendacje.
    A co powiecie o opowiadaniach (zwłaszcza) i powieściach Kira Bułyczowa, podobnych w klimacie do wspomnianego „Poniedziałku…”? W ogóle fantastyka rosyjska jest bardzo charakterystyczna.

  39. Bardzo lubię obserwować ptaki. I zaraziłam tym męża. Gdy ma wolne czatuje z aparatem i potem pokazuje mi zdjęcia, pytając się czy dobrze rozpoznał gatunek. U nas gniazdują pleszki, bardzo podobne do kopciuszka. A sam kopciuszek bywa u cioci w Nekli. Która też teraz poluje na ptaki z aparatem. Szczególnie, że uświadomiłam ją kto do jej karmnika przylatuje: min. kowalik, rudzik, zięby i dzwońce. A myślała, że tylko wróble i sikory.

  40. Ania G. nie dała znaku życia po pytaniu Nini.
    Aniu, czy wszystko dobrze? Jak tam z tą grypą?

  41. Dzień dobry!
    Magpie, bardzo fachowo do tego podchodzisz, brawo. I z zamiłowaniem.
    Głosy ptaków mam na różnych nośnikach, nawet na zabytkowych już kasetach magnetofonowych. Dzięki za trop na pożyteczną książkę (przewodnik Collinsa).
    Co do grubodziobów: nadlatują o tej właśnie porze, wcześniej się ich w Polsce nie uświadczy. A przybywają w poszukiwaniu ciepła, znad rosyjskich mroźnych stepów. Tak wyczytałam.
    W naszym ogrodzie i karmniku chętnie bywają.
    Widziano też niedawno ślicznego rudzika.
    A znacie ptaszka, który zwie się kopciuszkiem? Też u nas jada.

  42. O, ja bardzo lubię prokrastynowac, zwłaszcza tutaj. Zawsze jest wymówka, ze to tez bardzo pożyteczne.

  43. Dzień dobry! Chciałabym coś doradzić w sprawie obserwowania ptaków. Używam lornetki, aparatu z dobrym zbliżeniem, robię zdjęcie i nagrywam delikwenta, którego nie rozpoznaję – i do książek. Polecam publikacje pana Andrzeja Kruszewicza, np. dwutomowe „Głosy ptaków” z nagraniami. I do tego Przewodnik Collinsa Ptaki (wydało ten przewodnik wydawnictwo Multico). Na rysunkach przedstawiono wygląd młodego osobnika, samiczki i samca latem i zimą. Bardzo ułatwia to rozpoznanie gatunku. Mieszkam przy ruchliwej ulicy, ale jest duży ogród, więc nawet u nas pojawiają się czasami ciekawi goście. W zeszłym tygodniu przy karmniku pojawił się grubodziób. Stali bywalcy to stada wróbli, kawek i sikor, kosy, dzwońce, zięby i sierpówki. I tylko gończy cierpi, że karmię kogoś innego, podczas gdy on ma zawsze pusty brzuszek… :-)

  44. To ja wracam do raportu, który sobie PROKRASTYNOWAŁEM pobytem tutaj. Prokrastynacja to moja ostatnio ulubione słowo, a znaczy to, co wszyscy lubimy robić.

  45. Aha, tak, zasobni są, i owszem.
    Ale , o zgrozo, aparaturka im nawaliła i studentka nie mogła wrócić z bombardowanego Londynu. Moc komplikacji fabularnych nastąpiła, Connie Willis z trudem dała radę.
    Cześć i czołem!

  46. Ciekawe jak nie wiem co, te sprawy z przeszłością.
    Lecz oto udaję się na spotkanie z Gladys Mitchell – to koleżanka Agathy Christie z klubu autorów powieści detektywistycznych. Podobnie jak Dorothy Sayers.
    Ta ostatnia była założycielką i prezeską owego słynnego klubu. Potem wybrano kolejną prezeskę – została nią Agatha Christie – „ale pod warunkiem, że nie będzie wygłaszała przemówień”.
    Mitchell pisała trochę podobnie do lady Agathy, ale obszerniej, z podłożem psychologicznym (detektyw amator-kobieta, Mrs Bradley, jest psychologiem klinicznym, ciekawa postać), i nieco nudniej.
    Na dobranoc lektura w sam raz.
    Do jutra!

  47. Najwidoczniej laboratorium historyczne w Balliol nie cierpi na brak środków na delegacje, a jego pracownicy wciąż chętnie czytają popularną literaturę.

  48. O, a także – wiem, na kogo wyrósł chłopczyk (i z kim się ożenił!), który pisywał do mnie takie mądre listy.:)

  49. Ach, Eviku! Dopiero do mnie dotarło. Mówisz o filmie, poświęconym Antoninie Żabińskiej. O warszawskim Zoo w czasie wojny!
    Tak, to będzie ciekawe. Pamiętam, jak tu pisałaś o książkach pp. Żabińskich.

  50. Dało to pani do myślenia, Ulubiona, zaczęła się pani nagle zastanawiać, kim była właściwie ta dziewczyna spotkana wiele lat temu, która dała pani kwiaty i wyraźnie chciała coś powiedzieć. Ale uciekła i już jej pani nie spotkała.

  51. O, Leśmian bardzo i bardzo.

    Nini, tak, czytam -ale to za chwilę (kolejna Gladys Mitchell – „Hangman’s Curfew”).

    Alku, tak jest, zdobyłam te dwie po polsku i od nich zaczęłam.
    Wiedziałeś o tym, że większość jej książek ma za temat te oksfordzkie podróże w czasie? Jakie to ciekawe.
    Tak jakby wpadła na doskonały pomysł , a on zaczął się jej rozrastać, z książki na książkę.
    „Blackout” i „All Clear” napisała po wizycie w londyńskim muzeum ze zbiorami o II WŚ. Podobno znakomicie i nowocześnie urządzona ekspozycja. Tak to poruszyło jej amerykańską duszę, że od razu walnęła dwa potężne tomy.
    Nota bene, w „All Clear” jest niezła scena – studentka z przyszłości dostała zadanie: wziąć udział jako wolontariuszka w pracy szpitala. Trafiła tam po jakimś nalocie, a tu w recepcji miła dama, pracuje jak może, a wszyscy mówią, że to Agatha, żona prof. Mallowana, i że podobno wydała parę nawet niezłych kryminałów, ale mało kto je czyta.
    Studentka z przyszłości miała straszną pokusę, by powiedzieć autorce, że napisze ona jeszcze ogromną ilość tych kryminałów, i że za 50 lat światowe nakłady jej książek dorównają nakładom Biblii. Ale się powstrzymała, bo bomby spadały, pani Agata była strasznie zmęczona i niewyspana i nie kontaktowała, a w ogóle, to nie wolno było tym studentom z przyszłości w jakikolwiek sposób wpływać na rzeczywistość w przeszłości.
    Dało mi to do myślenia.

  52. Szczerze mówiąc, nie poleciłabym żadnej z aplikacji, które sprawdziłąm – wszystkie (dwie) wydają mi się niekompletne. Jedna zawiera zbiór polskich ptaków – ptaków tam garstka, choć sama aplikacja bardzo ładna graficznie. Podaje też informację, czym się żywi konkretny gatunek ptaka, co uważam za miły dodatek. Druga jest o ptakach europejskich – tu jest ptaków dużo więcej, ale nie do wszystkich są zdjęcia (szczególnie brak samic) i dźwięki też wybrakowane. Ale takich aplikacji jest pełno na każdy system operacyjny, trzeba wypróbować samemu. Większość jest darmowa.
    Ten ptak „pięćset” to moim zdaniem może być jedna z sikorek. Ostatnio są bardzo aktywne dźwiękowo.

    Nini, proszę bardzo. To jeszcze Ci napiszę (chociaż wcale nie pytałaś), że na rycinie w owalnej ramce jest pan John Field, nie pan Darcy.

    Zamówiłam sobie pół roku temu „Nie licząc psa” CW na aukcji. Do dziś czekam na przesyłkę.

  53. Mam teraz taki pozytywny okres w życiu, że krótki serial kryminalny nie jest w stanie go dosmucić ;-)
    A co do poezji – poza ukochanym Leśmianem rozsmakowuję się ostatnio w tekstach pana Poniedzielskiego („Portrety”, a szczególnie „Piąta pora roku” o kobiecie – cudo!)
    Od Waszych przepisów aż ślinka cieknie, a na Wasze propozycje książkowe i filmowe też jestem łakoma :-)

  54. Majstersztyk! :o)
    A i uśmiałam się setnie. Zacna to lektura.
    Ale – jak powszechnie wiadomo – jest Pani mistrzynią w osiąganiu celu.
    Co stwierdziwszy, mówię dobranoc i życzę miłej lektury (bo na pewno Pani czyta! :o))!

  55. Już jestem z powrotem. Bardzo jestem zadowolony, że udało mi się wcisnąć do literackiego regału pani, Ulubiona Autorko, kilka książek Willis. Moimi ulubionymi są „Nie licząc psa” (zapewne dlatego, że mam serdeczną sympatię dla wiktorian i ich czasów, no i ze względu na Lizzie Bittner, którą kocham. Jak wszyscy. Cholerna Zulejka Dobson), oraz „Przewodnik stada”. Ta druga książka (plus „Poniedziałek zaczyna się w sobotę” Strugackich) pozwala mi łatwiej poruszać się we własnej profesji. Konkretnie to pozwala zachować do niej niezbędny dystans.

  56. Oj, to się cieszę, Nini!
    Bo widzisz, właśnie to było moim celem.

    Ważne sprawy w strawnym opakowaniu.

  57. A ja bym chciała podziękować Pani za umiejętne wplatanie cytatów we własne utwory! :o)
    „Głosik twój śklanny” nie został mi w głowie, gdy czytałam oryginał (może w takiej ilości poezji nie jestem w stanie docenić poezji-poezji?), ale właśnie po Małomównym. To cenne, bardzo.

  58. Na zdrowie, Pani Małgosiu! :o)

    A Anię G. uprasza się o małą wskazówkę w sprawie polewy: już dwa razy rozpuszczony cukier ściął mi się w momencie dodawania wina – co robić?

  59. I skoro zeszło na tematykę około-filmową – ja z niecierpliwością czekam na film „The Zookeeper’s Wife”. W języku polskim film chyba będzie zatytułowany „Azyl”.
    Na YouTube można już trailer zobaczyć.

  60. Dobry wieczór
    Chciałam powiedzieć, że już można głosować na książkę na Narodowe Czytanie 2017. Jest tam między innymi książka „Pamiątki Soplicy” Henryka Rzewuskiego.
    Chyba dość często była na zagadkach literackich.

  61. Ależ proszę DUA:
    Piana z białek (zawsze mi zostają po piernikach), ubita na sztywno, do tego cukier małymi ilościami – do smaku, Pani Małgosiu. :o)
    (w przepisie jest szklanka na trzy białka, ale to zdecydowanie za dużo, ostatnio dałam pół)
    Piernikowa: wiadomej przyprawy do smaku :o) (dla bezglutenowców świetnie się sprawdza tea masala), łyżeczka pianki, w środek kawałek śliweczki i na wierzch łyżeczka pianki.
    Pomarańczowa: cykaty (;o)) do smaku, łyżeczka pianki, orzech laskowy, łyżeczka pianki.
    Suszyć w 100 stopniach ok. 1,5 h (można w większej ilości krócej, ale wtedy śliwka na bank puści sok, choćby już była trochę ususzona ;o))
    Et voila!
    Schodzą zawsze pierwsze, przed makowcami i mazurkami..

  62. Dobry wieczór! :o)

    Sowo, dołączam do prośby Ilonuty, może wreszcie poznam tego ptaszka, co gwiżdże, jak lokomotywa. :o) Mam nadzieję, że nie będziesz miała nic przeciwko, że „Girl in blue” uznam za Liz Bennet, tak na własny użytek.. :o)

    PS. Niestety nie pachnie chlebkiem.. pachnie za to bezami piernikowymi i pomarańczowymi.

  63. Uuu, Ilonuto!
    Piszą, że serial przerażający. To ja sobie daruję.
    Dużo jest strasznych rzeczy na świecie, po co się dosmucać.

  64. O, jak miło, Ilonuto!
    Raz jeszcze dziękuję za ten wielki i bardzo miły list.
    Jesteś kochana.
    PS. Też chlebkiem u mnie pachnie. Maszyna upiekła.

  65. Zachęcona przez DUA wychodzę spod regału, by się ze wszystkimi przywitać. Ileż tu inspiracji! Wprawdzie bułek aktualnie nie piekę, bo zajadam pachnący chleb upieczony przez teściową, ale kto wie? Przepisy może się przydadzą. Poirota uwielbiam. Co do seriali poza ponurym, choć trzymającym w napięciu „Broadchurch” polecam też 4-odcinkowy „One of us” – idea jak u Lady Agathy: ktoś z nas na pewno zabił, ale kto?
    Byłam dziś w lesie i mam wrażenie, że ptaki jakoś tak wiosenne zaśpiewały :-) Sowo, którą aplikację o ptakach polecasz, bo jest ich kilka?

  66. Moda na czytanie CW, za Twoja sprawa Alku, zatoczyła szeroki krag w Księdze Gości. Czekamy na dalsze inspiracje!

  67. Wyjaśniam, że mam na myśli Connie Willis.
    Ponieważ na polski przełożono niewiele, sprowadziłam sobie przez bardzo dobre księgarnie internetowe anglojęzyczne sporo jej dzieł. Największe wrażenie wywarł na mnie „Blackout” i kolejne tomy z serii – bo to wszystko jest seria, te podróże w czasie z oksfordzkiego laboratorium na wydziale historii – opisujące podróż z przyszłości do Londynu czasu II wojny. Niebywały pomysł! Jesteśmy świadkami bombardowania Katedry św. Pawła, siedzimy (wraz z podróżnikami w czasie i z ludźmi z epoki) pod ziemią, w tunelach metra , przeczekując naloty, etc. Czyta się bez tchu, choć objętość tych wojennych tomów jest taka, że autorka trochę traci kontrolę nad kompozycją, sporo też się jej miesza – widać brak wybitnego redaktora.
    Ale pomysł jest świeży i urzekający. Chciałam Ci podziękować za świetną lekturę, bo sama bym pewnie po CW nie sięgnęła, zrażona nazwą gatunku (w którym wiele jest arcydzieł, to prawda, ale jeszcze więcej tandety).

  68. I jeszcze marzę o tym, aby obejrzeć sztukę teatralną opartą na powieściach pani Agathy. Czy ktoś z Was może widział? Wiem, że autorka napisała kilka sztuk teatralnych. Z Poirotem to chyba „Czarna kawa”.

  69. Babcie często miewają rację, Piętaszku. Dziadkowie też.:))))
    Alku, dobrze, że się pokazałeś. Od dawna chciałam Cię powiadomić, że przeczytałam pod wpływem Twoich zachęt większość dzieł Twojej ulubionej autorki SF!

  70. Pamiętam naszą zeszłoroczną dyskusję o bohaterach powieści A. Christie. Co do odtwórcy roli Poirota byliśmy jednomyślni, natomiast z aktorkami grającymi pannę Marple było odwrotnie. Jeśli chodzi o mnie, to Margaret Rutherford była pierwszą panną Marple, jaką poznałam jeszcze nawet zanim poznałam powieści A. Christie. Tak więc mam sentyment do tej aktorki nawet jako panny Marple. Ale dzisiaj mam zdanie podobne do DUA – Joan Hickson, to panna Marple. Jak to jest, że DUA ma zawsze rację? O! jest Alek. Muszę jeszcze przeanalizować Jego propozycję.