Zima. Paw w ogrodzie.

czajkowski-zima

Józef Czajkowski
„Zima. Paw w ogrodzie”, 1901, olej na płótnie

(ze strony: artyzm.com)

 

…A kiedy ręka uchyla zasłony,
I świat po nocy jawi się widzialny,
Na śnieżnych wieżach kołyszą się dzwony
I stoją w oknach szronu białe palmy,
I puch opada pazurkiem strącony.

(fragment wiersza Czesława Miłosza „Postój zimowy”)

161 przemyśleń nt. „Zima. Paw w ogrodzie.

  1. Dzień dobry,
    wreszcie dotarłam na tę wesołą stronę!
    Jak kiedyś ludzie pięknie malowali! Tyle jest stron o teatrze, a o malarstwie jakoś nie ma. Może trudno coś o tym napisać, albo nie ma entuzjastów. Sztuki plastyczne są trudne do uchwycenia, ale za to czuje je prawie każdy prosty człowiek. Te obrazy z babcią bardzo się wszystkim podobają. Pod tą zewnętrzna powierzchnią kryje się często jakaś twórcza głębia, czasami pozytywna, a czasami mroczna, albo neutralna.
    Czego można byłoby nauczyć się od starych mistrzów? Na przykład tego, że świetnie wychodzą tematy, które się zna z otoczenia? Inne są pejzaże, Włochów inne Holendrów i inne z Kaszub (myślałam, że Kaszuby są nieciekawe do malowania, bo nie ma dużych kontrastów, światła, ale jak się odpowiednio namaluje to jest co oglądać!). Jednak zawsze znajdzie się jakiś świetny malarz. Jak się próbuje całkowicie naśladować naturę to rzadko fajnie wychodzi, więc jest potrzebna ingerencja. W szczegółach to można sobie naśladować, ale to jest pierwszy etap. Ciekawy jest ten mechanizm powstawania obrazów. Nawet ja, choć prawie nic nie wiem to i tak nie jestem w stanie tego tutaj opisać.
    Dostaliśmy pod choinkę, dłutownicę. Taka chińską, ale zawsze. Trochę wisiorków dla dzieci… zaraz wszyscy mają jakieś projekty! Każdy fajny.
    A ja chyba figurki do szopki, łatwiej je przechowywać, niż papierowe. Zawsze w około plącze się wiele kawałków drewna, a teraz akurat trudno znaleźć coś odpowiedniego. Sama praca nie trwa tak długo, ale samo przygotowanie… Uff

  2. Ojej, ojej, Pani Małgosiu, przepraszam!…
    Niech już Pani na razie odpuści zdrętwiałym kciukom, ale jeszcze pozawracam Pani głowę kciukami przed samym egzaminem (możliwe że gdzieś w lutym). ;)
    Jak te kciuki takie skuteczne (albo moja wiara w ich skuteczność), to przecież aż żal by było nie poprosić!
    Kto to w sumie do końca wie, co w człowieku siedzi? Grunt, że podziałało! :)

  3. Dzień dobry, ja właśnie wróciłam z biblioteki z drugim i trzecim tomem „Krystyny” – w wolnych chwilach będę czytać. Pierwszy raz ją czytam (a zachęciły mnie opisy w „Febliku” i zdanie mamy Borejko oraz tutejsze wypowiedzi Wannabe :)).

    Celestyno, prawda, egzaminy nadciągają wielkimi krokami… Też teraz marzę o tym, żeby sturlać się z górki i wytarzać w śniegu ;)

  4. U nas też ferie od 13 lutego :( To jeszcze tyyyyyle czasu.
    Na szczęście I semestr już za mną.

  5. Wójcie, to tak jak ja.:)
    Oglądam też „Encyklopedię róż” i rosaria w internecie. Ann przysłała mi wirtualny bukiet z róż „Queen of Sweden”- a cóż za cudo prześliczne!

  6. Zytko, nie słyszałam, ale chętnie posłucham! Dzięki!
    Link nie wlazł, ale na YT każdy znajdzie.
    Co do „Krystyny”: koniecznie!

    Madziu, no świetnie! Kciuki mi zdrętwiały, ale co tam! Ważne, że zadziałało!

  7. Tak, tak, pół ferii jak z bicza trzasł zleciało. Ale jeszcze pół zostało! :)
    Mniej więcej o tej porze roku, no może troszkę później, bo w lutym, wyciągam „Rok ogrodnika” Čapka i zaczynam myśleć o wiośnie, lekceważąc zimę i jej przejawy.

  8. Jest! Jest przełom!
    Wczoraj była jeszcze klęska, a dziś już mogę ryzykować zapisaniem się na egzamin! Uff… :)
    Nie ma to jak Pewne Kciuki! :) Dziękuję (również za słowa otuchy) :)

  9. Pani Małgosiu, a słyszała Pani „Postój zimowy” w wykonaniu Czesława Mozila? Piękny jest!
    Youtube
    A ja tak lubię „Poema naiwne” Miłosza, że zainspirowana tym zimowym wpisem dziś je sobie przeczytam… :)
    Choć może wypadałoby nadrobić NIGDY nie czytaną „Krystynę, córkę Lavransa”?
    Moc mroźnych pozdrowień!

  10. Co ja z sobą mam! Zrobiłam rodzinę od trzeciego pokolenia wstecz analfabetami;) Mam nadzieję, że mi wybaczą to niecne pomówienie.
    A chodziło o to, że „Przygody krasnala Hałabały” czytają już trzy pokolenia.

  11. U nas ferie dopiero od 13 lutego.

    Pisałam już kiedyś tu w temacie listów Chopina – Uniwersytet Warszawski postanowił wydać listy na nowo, z opracowaniem źródłowo-krytycznym, w trzech tomach. Świetny pomysł, tylko że pierwszy tom ukazał się już dość dawno, bo w 2009 roku, a o pozostałych dwóch wciąż nic nie wiadomo.

    Na tym nowym zdjęciu Chopin wygląda na niezwykle zmęczonego. Wolę to wcześniej znane zdjęcie, zrobione w tym samym czasie.

  12. Ach, to wspaniale, ze ferie dzieci maja i z dala od komputerów. Niech się porządnie wytarzają w śniegu!
    Tez marze o wytarzaniu się, albo poturlaniu z górki.

  13. Jeszcze mnie Mama czytała „Krasnala Hałabałę” do poduszki;) Trzecie pokolenie u nas w domu już czyta! Znam prawie na pamięć.
    Odwilż u nas. I sierpówki gruchają.
    „A baba Saba twarz, pomarszczoną jak jesienne jabłko, co się już kwartał pod jabłonką wyleżało, pod słoneczko wyciąga i mruczy:
    – Od dwudziestego marca zagrzewa słonko choć starca.
    – Zagrzewa, zagrzewa – mówi Hałabała i ziewa – ale to jeszcze nie wiosna, wiewiórko – rudoskórko.”

  14. Wiewiórki, jak Zuzia (i ja) z tegoż samego miasta, więc owszem, ferie. A Moliki i Nutrie bliźniacze chyba z okolic podgórskich (o ile dobrze wyłapałam), może z Podkarpacia, więc wypada, że i one korzystają z wolnego od szkoły.
    Ja też wróciłam do domu, i chyba po raz pierwszy stwierdzam, że… zima piękniejsza i to stokroć w Lublinie niż u mnie na wsi. Przynajmniej jeśli chodzi o tę część miasta, w której bywam na co dzień.
    Słuchając radosnej harcerskiej pioseneczki „Biec pod słońce”, z głową pełną gór, zmykam, by robić nareszcie to, co lubię. : )
    Zdrówka Wam!

    (Biec pod słońce, kochać mocniej, chłonąć każdy dzień
    Przed horyzontem znaleźć spokój pod koronami drzew
    Spocząć na chwilę i znów szczęście nieść
    Wiedzieć, że żyję – cieszyć się)

  15. Wiewiórki, na przykład, są w połowie ferii, jak same twierdzą.:)

    Mamo Isi, a mnie od aptecznego syropu przechodzi.
    Piękny cytat nam tu wrzuciłaś. Co to za ładna książeczka, prawda?
    Isiątka to lubią? Na pewno.

  16. Dzień dobry!
    Czy tutejsza młódź szkolna ma już ferie albo ciężkie egzaminy, bo coś cichutko, dawno się nie odzywali?

  17. Przepraszam. Oczywiście, powiedział to nie krasnal Hałabała, ale córka zaprzyjaźnionej wiewiórki z leśnego podwórka do krasnala.
    „- Ale proszę pana – mówi wiewiórka zatroskana – Przecież już pączki widać na głogu, a na suchej trawce na rozłogu słońce niezgorzej świeci, a młynarzowe dzieci, bazi szukają nad rzeka. Już wiosna niedaleko.

    – Ależ, gdzież tam, gdzież tam –mruknął Hałabała i chrapnął.”

    Kochany Starosto, co wieczór kogiel mogiel ukręcony z koniaczkiem, syrop z cebuli i pajdka chleba z czosnkiem, a kaszelek sobie pójdzie, bo on nie znosi takich rzeczy, co najmniej jak ta kokoszka kumoszka:)

    Ale ogród kusi, co racja, to racja.

  18. Tak, Mamo Isi, dopiero jak człowiek kupi nasiona groszku pachnącego – czuje, że żyje!

    Ja, pokasłując z cicha, przycinałam wczoraj gałęzie katalpy. Niby to jeszcze nie luty (miesiąc przeznaczony), ale kto by wytrzymał.

    Dużo kosów na naszej rajskiej jabłoni, dziobią owocki zajadle i ze smakiem.

  19. Przelatywałam dziś mamrocąc z długaśnym spisem zakupów przez, za przeproszeniem, sklep wielkopowierzchniowy i nagle stanęłam przed regałem pełnym nasionek wiosennych! Nie wytrzymałam i nabyłam onętek, pozłotkę kalifornijską i groszek pachnący. Jak to powiadał krasnal Hałabała: „Wiosna niedaleko!”
    Wszystkich Biednych Księgowych Chorutków pozdrawiam i zdrowia życzę:)

  20. Dokladnie, dokladnie te same przemyslenia mialam patrzac na to zdjecie:)
    Musialam sie skracac, bo niewygodnie bylo z telefonu. Teraz – w pozycji wygodnej, przed laptopem- lepiej.
    Wspaniale rysy. Tamto znane zdjecie faktycznie nie oddawalo calkowicie szlachetnosci twarzy.

  21. Dwa duże tomy listów, Madziu.
    Ale bardzo warto poświęcić parę tygodni.

    Eviku, ściskam!

    Zgredzie, dzięki za wiad.pryw.

  22. Prawda, Pani Małgosiu! Widziałam dziś zdjęcie Chopina i to mi przypomniało, że przecież już dawno zamierzałam przeczytać jego listy, bardzo ponoć zajmujące, dowcipne i niekiedy wyprzedzające epokę.

    Iskro, pewien wykładowca mawiał kiedyś, gdy byłam na studiach: „w zdrowym ciele, zdrowe cielę”.
    Osobiście uważam jednak, że najlepiej byłoby jednak zachować odpowiednie proporcje. Umiar jest ważny : ), zdrowy duch i zdrowe ciało. O ile to tylko możliwe.

  23. Oczywiście!
    Dzięki internetowi ma się nowe wiadomości tego samego dnia.
    Piękna, szlachetna twarz, prawda?
    Zawsze lubiłam ten słynny portret Chopina malowany przez genialnego Eugene Delacroix. I co? Okazuje się, że to on był najbliższy prawdy. Wszystkie inne portrety nie były w stanie uchwycić uduchowienia tej twarzy i jej pięknych proporcji. A z kolei jedyny znany dotąd dagerotyp, przedstawiający Chopina już schorowanego, mizernego, z zastygłym wyrazem cierpienia, nie oddawał mu sprawiedliwości.

  24. Ciesze sie bardzo, Aniu!

    Do wszystkich: czy widzieliscie juz nowe znalezisko- zdjecie Chopina? Bardzo interesujace.

  25. Powiadają, że w zdrowym ciele zdrowy duch. Jest to jedno z porzekadeł z którymi absolutnie się nie zgadzam.
    Nawet w bardzo schorowanym ciele duch może być ochoczy, tryskający optymizmem, życzliwością, dobrem, czyli stanowić okaz zdrowia. Dowodem na to są Wasze wpisy z ostatnich dni.
    Wszystkim chorutkim życzę szybkiej poprawy i wielu drobnych radości na czas cierpienia i dyskomfortu.
    Pani Małgorzato- ten obraz wygląda w mojej komórce jak zdjęcie. Ciągle się dziwię,że można tak wiernie pędzlem oddać obrazy rzeczywiste.
    Bardzo serdecznie pozdrawiam DUA i księgowych gości.

  26. Dziękuję bardzo, Aleksandro! :)
    Zdaję sobie sprawę, że nie ja jedna borykam się z prawem jazdy. Brakuje mi do tego polotu, i trochę zdolności manualnych, ale nie ułatwia mi też zadania spora wada wzroku, którą sobie skutecznie pogłębiłam, ślęcząc nad książkami. A prawo jazdy jest mi po prostu potrzebne – jakoś nie lubię wracać piechotą po pracy nieoświetloną drogą bez pobocza wśród pędzących aut… ;)
    Ale każde dobre słowo zawsze podtrzymuje na duchu! Dzięki! :)

  27. Zdrowia życzę wszystkim chorującym!
    Madziu, chciałabym Ci dodać otuchy w zmaganiach z prawem jazdy. Zdawałam w sumie sześć razy (dwa razy jak miałam 18 lat i cztery razy w wieku 27 lat :) W końcu się udało i dzisiaj nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie prowadzić. Ze wszystkich egzaminów, jakie zdawałam, ten był zdecydowanie najtrudniejszy. Trzymam mocno kciuki! :)

  28. Myślę też Aniu, że nie zaszkodzi a pomóc może, jeżeli posłuchasz sobie barokowej muzyki. Ona bardzo dobrze potrafi trzymać serduszko w ryzach :).

  29. Eviku drogi, właśnie przyszła z Akapitu książka od Ciebie, bardzo, bardzo dziękuję! Z rozczuleniem patrzę na te pożółkłe, znajome kartki – nasze dzieci miały oczywiście tę książkę i zaraz mi się ich dzieciństwo przypomina, miłe lata.
    Ściskam serdecznie!

  30. A mnie wyleciało z głowy, że przecież tak wiele miłych osóbek stąd choruje. Trzymajcie się, Kochani! DUA ma rację, każdy dzień przybliża do powrotu do zdrowia, a to choć trochę może napawać optymizmem.

  31. Dzień dobry.
    Od wczoraj wieczór poprawa. Po garści leków udało mi się zablokować tachykardię, skurcze dodatkowe nadal mną telepią, ale rzadsze. Echo serca dobre. Daję radę wstawać. Jutro wizyta u pani dr, która nade mną telefonicznie czuwa.
    Idzie ku dobremu. W poniedziałek najpewniej do pracy( a tam podobno Armagedon-brak zastępstwa przez 2 tygodnie, ojojoj).
    Uściski dla zdrowych i zagrypionych
    Celestynko, dzięki za troskę. Miło mi się zrobiło na szwankującym sercu.

  32. AniuG, prosimy o mały biuletyn.

    Grypowicze! Dzień dobry! Oto już jesteśmy o jeden dzień bliżej zupełnego wyzdrowienia. Czyż to nie dobrze, że dni nam uparcie mijają?
    No, widzicie.

  33. Zagladam o nieludzkiej porze. Rowniez zycze wszystkim chorym powrotu do zdrowia i czekam na wiesci od AniG Jakos mnie zmartwila tym sercem.

  34. Zdecydowanie tak, Kasztanowłosa!
    Niestety, zimą grypa lubi poprzeszkadzać.:)

    Madziu, masz jak w banku, trzymam kciuki. Uwaga: nie denerwuj się. Powtarzam się, ale to prawda: im dłużej się uczysz, tym bezpieczniej będziesz jeździć. Warto.

  35. A to dlatego, że po prostu jeżdżę jak ten mól książkowy:
    – popadam w zamyślenie
    – wykazuję słaby refleks, a zarazem działam jak raptus (za późno, za szybko)
    – w newralgicznych momentach przeżywam silne problemy decyzyjne.
    (I jeszcze reaguję jak była prymuska – źle znoszę porażki i drobne niepowodzenia rozkładają mnie zaraz na obie łopatki, odpuszczam). Za mocne emocje.
    Z drugiej strony, mój kurs przebiega w jakiś taki niesystematyczny sposób. Ostatnio jazda odwoływana była czterokrotnie (raz odwołałam ja – chorowałam, dwa razy szkoła, a znów kiedy indziej zapanowała zawieja i na drodze była szklanka). W związku z tym miałam miesiąc przerwy. A wiadomo, systematyczność jest ważna, zwł. gdy nauka sprawia trudności. Ale może jeżdżąc do skutku, zniweluję choć liczbę podejść do egzaminu. Żeby jednak nie osiem ! :)
    A muszę przyznać, że choć od czasów matury zdałam już kilkadziesiąt egzaminów, ten będzie chyba najtrudniejszy.
    Piszę to właściwie dlatego, że już dawno zawracałam Pani głowę w sprawie kciuków, a tu kwestia pozostała otwarta. Może jednak, gdyby tak jutro około południa, zacisnęłaby Pani kciuka, to nastąpiłby jakiś wyrazistszy postęp lub nawet przełom.;) Marzy mi się, a poprosić nie zawadzi. :)
    Czasem staram się z tego żartować (choć nie zawsze jest mi do śmiechu, bo licznik tyka, koszta rosną), ale tak naprawdę, patrząc wstecz, wiem, że jest lepiej niż było u początków.
    PS. Mam nadzieję, że Pani już nie kaszle i grypa została pokonana. :) Pozdrawiam i Panią i Wszystkich Bywalców! :)

  36. Widzę, że tylko u nas zima nie jest zbyt ładna. Wszystko jest szare, a śnieg i lód zmieszały się z piaskiem, więc wszędzie jest błoto. Nie mogę się już doczekać wiosny! Ale samo oczekiwanie też potrafi być przyjemne.
    Życzę zdrowia wszystkim. :)
    DUA, czy zimą, gdy ogród nie kusi pisze się łatwiej i szybciej?

  37. Cisza, cisza, a wszyscy kaszlą po kątach!

    Madziu, faktycznie, jakoś długo trwa to Twoje zdobywanko.
    Ale za to lepiej i bezpieczniej będziesz prowadzić.

    Pietaszku, przecież mnie to wcale nie przeszkadza, że tu gawędzicie, wręcz przeciwnie! Z przyjemnością zaglądam podczas przerw w pisaniu.
    Obejrzę sobie teraz to, co polecasz.

  38. Dotarło do mnie dziś że w maju będę obchodziła 20 lecie matury…czy tylko mnie wydaje się że czas płynie szybciej? Grypowicze dbajcie o siebie i nie dopuście do przewlekłego stanu choróbska bo to się konczy poważnie. SM utno jest potem.

  39. Jaka tu cisza! Cisza podziwu zimy i cisza twórcza, chyba. I cisza oczekiwania, na efekty.
    A ja dodać muszę, o inspiracjach literackich, czytam teraz, jak w „Noelce” – „Czarodziejską górę”.

  40. Dobrywieczorek :) I u nas koronki. A ja zastanawiam się, czy obecni tutaj Lunofile znają może – Laurent Laveder photographe ? Cichutko tutaj (wiem DUA pisze) .Przepraszam za namolność ;).

  41. Proszę bardzo :) ;)
    W lekturze „Krystyny” zrobiłam krótką przerwę, bo mnie zalała fala zamówień bibliotecznych i muszę nadążyć. Ale niedługo do tej lektury wracam. :)

    U nas też ślicznie i zimowo, wyszłam z domu ciemnym świtem, jakoś po szóstej, bo przed pracą miałam „jazdę”. Rzecz nie do uwierzenia, zaczynałam w upały, mamy styczeń, a ja dalej uczę się jeździć i ani razu nie zdawałam jeszcze egzaminu. Czuję się jak jakaś rekordzistka – długodystansowiec. Ale uparcie (choć powoli) zmierzam do celu ;) I wychodzenie z domu zimowym świtem ma wiele uroku :)

  42. U nas te same koronki wielkopolskie.
    Ślicznie za oknem, zwłaszcza że niebo szare, świat lekko przymglony.
    Bogata paleta szarości i przeróżnych bieli.

  43. Zmarzł chyba ten paw.
    Dziś za oknami przepiękne, bielutkie drzewa – jak z koronki.

    Ale mimo tego zachwytu bielą już powoli marzy mi się wiosna. Parę dni temu wiozłam w południe syna do lekarza – i… pachniało już wiosną :) Pomimo śniegu i mrozu :)

    A na „Krystynę” po raz n-ty i mnie narobiono tu apetytu… Dziękuję ;)

  44. Tak Celestyno, rozmawiajmy i to nie tylko z okazji zbliżającego się Ich święta. Wspaniale jest mieć Dziadków blisko siebie . Ja miałam kochaną Babcię na wyłączność . Była Ona moją najlepszą PRZYJACIÓŁKĄ.
    Papież Franciszek to mądry człowiek. Udziela nam bardzo prostych rad. Uważnie Go słuchajmy :)

    A właśnie Celestyno, czy może już lepiej ?

  45. Goraczka spadla, slabosc trwa. Jedyna pociecha cos od czasu do czasu podczytac, nie za dlugo, bo oczy bola. Acha, jeszcze dziecko namowilo mnie na Ojca Mateusza na tvPolonia, bo lubi:)
    Corce goraczka sie ciagle blaka, tak w okolicy 38°

  46. Oj, piekne to zdjecie.
    Jak widze, ponad rok temu zamieszczone w sieci. Dzieki, Pietaszku, bo pewnie bym przeoczyla.
    Natychmiast tez skojarzylo mi sie z wielokrotnie (pare dni temu znow) powtarzanym przez papieza Franciszka postulatem, zeby rozmawiac z dziadkami.

  47. Na wypadek, gdyby ktoś wątpił, czy na świecie istnieje dobro – zdjęcie Włocha trzymającego na kolanach i tulącego do siebie babcię starowinkę.

  48. Ha, ha Sowo. Masz wesoło z Sowiątkiem :)

    Mój Syn w tym wieku mniej więcej, mawiał – ” …i doprowadź mnie do żywotka wiecznego…).

  49. Ja również należę w tym tygodniu do zagrypionych. Wygrzewam się w łóżku, skrzynka pocztowa służbowa „odpalona” (i się trochę pracuje) i ratuję się czytaniem „Przemyślnego Don Kichota z Manchy”. Przy jego trudach i niepowodzeniach grypa to fraszka!

  50. To jest, niestety, presja zdobywania odpowiedniej sredniej (jest teraz w klasie odpowiadajacej naszej szostej) zeby pojsc do klasy o profilu przed-licealnym. Taki system. Nie podoba mi sie ale co zrobic.

  51. i siódmy brat miał skrzydło zamiast ręki, bo siostra nie zdążyła przyszyć rękawa do koszuli.

    „Jeno ostatni junak w prawej ręce miecza nie dzierży. Do ostatniej koszuli siostra nie zdążyła prawego rękawa przyszyć. Ostatni junak zamiast prawej ręki kruczym skrzydłem wieje”.

  52. Ale za to jak miło jest wstać po grypie, Celestyno! – że tak powiem (jak Pollyanna).
    Swoją drogą, co za uczennica!

    Eviku, dzięki, widzę, że i ty nie spoczniesz, póki się nie dowiesz, jak to w książce było.
    Tak, tak, baśniowe liczby magiczne i symboliczne: trzy, siedem, dwanaście!
    Kiedyś czytałam przeróbkę ludowej baśni: zamiast trzech synów (ten najmłodszy był głupi, ale to on dotarł gdzie trzeba, zdobył królewnę i pół królestwa) autor przeróbki dał czterech. I przysięgam, to już nie było TO! – równowaga narracji się zachwiała.

  53. No wlasnie, ta glowa, Pani Malgorzato.
    Juz zapomnialam jak to jest, bo wirus atakowal mnie bardzo rzadko. A tu niemoc kompletna, cale cialo boli. Zaledwie doba uplynela od poczatku kryzysu, a ja juz sie niecierpliwie. Przy kazdym wstaniu z lozka zawroty glowy, krok sie placze. Nie ma sily: trzeba wylezec, koniec kropka.

    Wszystkim, ktorzy wspolczuja corce, ze nie mogla na oboz pojechac, przytaczam jej dzisiejsza refleksje (bo tez sie uzalalam):
    „A, wiesz mamo, to lepiej, ze jestem chora w czasie obozu, a nie w normalnym tygodniu, przynajmniej nie bede musiala duzo nadrabiac”
    :)

    Wszystkich pozdrawiam!
    I zagrzebuje sie w piernaty.

  54. Sprawdziłam w książce. U Janiny Porazińskiej było siedmiu braci i córka. I siostra, aby wykupić braci musiała milczeć siedem lat, siedem miesięcy, siedem tygodni, siedem dni i siedem godzin.

    „Siedmiu kruków przyleciało
    siedmiu kruków zakrakało
    nad dzieciątkiem
    nad paniątkiem
    porzuconym niebożątkiem”

    Miłego dnia wszystkim życzę.

  55. Leśmian, Madziu. Tego bym w malignie poznała.
    Zdrowiejcie, ludu zagrypiony! AniuG, przesyłam ożywcze fluidy.
    Ja już w zasadzie ozdrowiałam (aspiryna, cytryna, łóżko), tylko ta głowa jeszcze się ociąga.
    Ale jutro będzie lepiej, trzymajmy się, nie dajmy się!

  56. Dobry wieczór. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia wszystkim chorym!

    W tym roku na wzmocnienie odporności pijemy w domu zakwas buraczany – może i Wam przyda się taki sposób :)

    Jeszcze raz życzę wszystkim zdrowia.
    Pozdrawiam i dobranoc :)

  57. I jeszcze:

    „Dwunastu braci, wierząc w sny, zbadało mur od marzeń strony,
    A poza murem płakał głos, dziewczęcy głos zaprzepaszczony.

    I pokochali głosu dźwięk i chętny domysł o dziewczynie,
    I zgadywali kształty ust po tym, jak śpiew od żalu ginie…

    Mówili o niej: „Łka, więc jest!” – I nic innego nie mówili,
    I przeżegnali cały świat – i zadumali się w tej chwili…

    Porwali młoty w twarda dłoń i jęli w mury tłuc z łoskotem!
    I nie wiedziała ślepa noc, kto jest człowiekiem, a kto młotem?”

    Skojarzeń mogłoby zresztą być więcej, więc jednak powiem: dobranoc! :)

  58. Dobry wieczór.
    To ja dołączam do grona zagrypionych. Z pracy mnie wygonili, bom się ledwie na nogach trzymała. Leżę w łóżku drugi tydzień, słaba jestem jak kociak, jeść nie mogę i w dodatku przyplątały się sercowe powikłania. Nawet z czytaniem problem.
    Pozdrawiam wszystkich chorych zalecając bezwzględne leżenie w łóżku, bo powikłania mogą być bardzo groźne(miocarditis).
    Zdrowych też pozdrawiam. A dzieciaczki szczególnie. Cóż to za cudowny wynalazek natury-małe dziecko ;)
    Uściski.

  59. Braci było jednak jedenastu, a dwunasta była siostra.
    Sprawdzić we własnej książce z baśniami Andersena co prawda nie mogę, bo ją zaniosłam do pracy (mamy ferie i przygotowane zostały warsztaty plastyczne dla dzieci, malowanie na szkle, temat: „Królowa śniegu”).
    Ale baśń znalazłam na stronie stolica-bajek.pl. :)
    A też byłam pewna, że dwunastu!
    Siedmiu było braci śpiących.

    Dużo zdrowia, Pani Małgosiu.

  60. Jestem niemal pewna, że kruków było siedmiu :)
    Janiny Porazińskiej to było.
    Chociaż bracia Grimm chyba też o siedmiu krukach napisali…

  61. Polecam, bo obejrzałam „La la land” ( to film musical) i nawet pretensji brak, że mi nicka ukradli. Za to głowę mam pełną muzyki; cudowne uczucie…niestety nie wiem czy tak można leczyć migrenę lub grypę :( Wszystkim zdrowia życzę.

  62. Dobry wieczór! Koncerty brandenburskie Bacha. Jeden co 12 godzin przez kolejne 3 dni.
    Życzę zdrowia Ulubionej i Ulubionym.

  63. Mamo Isi, kiełkowaniu towarzyszyła jeszcze specjalna figura, jak w przygotowaniu do fikołka.
    Sowiątko jest również autorem nowego, dziewiątego błogosławieństwa: „błogosławieni między wakacjami”. Ponieważ wakacje stale znajdują się za mną lub przede mną, z zadowoleniem stwierdziłam, że mieszczę się w tej kategorii.:)

  64. Dziękuję, Nini luba. Za tytuł i za życzenia.
    Tak, skrzydło stanowczo. Siostra nie zdążyła utkać rękawa.
    Ale dwunastu czy siedmiu? Obie liczby magiczne.
    Może i ja sobie poczytam Andersena na dobranoc.

  65. To proszę już się położyć pani Małgosiu, zażyć coś na ból głowy, a jeśli jest podwyższona temperatura, to najlepiej się wypocić wypiwszy uprzednio gorącą herbatę malinową lub lipową :)

    Lubię powiedzonka Sowiątka, no i małych Mamoisiątek również.

  66. Oj, zdrowia, Pani Małgosiu! I niech ten ból głowy minie!
    Ptaszkowa baśń: Kum Kum.
    Na moje oko (czego się używa przy wspominaniu?) braci było 12, ale ostatni miał skrzydło zamiast ręki. Ale powtórka przede mną jeszcze, więc korekta możliwa.

  67. Kasztanowłosa, nie stresuj się, błagam. Najwyżej się nie uda!
    A serduszka szkoda.
    Chyba że to taki pozytywny, dopingujący stres. To wtedy i owszem.

  68. Brawo dla Wiosenki! Ho-ho!

    Z powodu rozbicia pogrypowego odmawiam zgadywania w kwestii Pana Andersena. Łeb mi pęka. Nawet nie powiem, ilu było braci – łabędzi w koszulach z pokrzywy. W głowie mgła.
    Uprasza się Nini o podanie tytułu baśni z pawiem i ptaszkami.
    Wszystkim chorym na grypę przesyłam wyrazy zrozumienia i pokrzepienia. No, mija, mija.

  69. KokoszaNel, jak one lubią odpowiadać instrumentom koncertującym w Amfiteatrze!
    To już wolę, jak się przechadzają po scenie, powłócząc zwiniętymi jak na obrazie ogonami niczym trenami.

  70. Wiosence się poszczęściło z grafiki komputerowej – dostała szóstkę, ale wołami nie zaciągnę żeby się pochwaliła :)

  71. Nini nie dostała Pani Małgosiu, ale znalazła wreszcie pierwszego pawia w Baśniach Pana Andersena, może to się liczy? :o) W utworze występuje dużo innych ptaszków (trochę jak w „Ptasim radio”) i generalnie dużo ich w całym tomie, a ja znów – jak w dzieciństwie – jestem pod wielkim wrażeniem wielkiej rozmaitości bohaterów, wśród nich nawet zielone istotki, i konia z rzędem temu, kto zgadnie, kto zacz?
    Jeszcze dwa tomy przede mną, hurra!

    Cudny ten obraz! A puch znów opadł..

  72. Oj, masz rację, kochany Starosto, to życie mija ze świstem. I wciąż jakby przyśpiesza. Żal, ale tak i cóż zrobisz?
    Sowo P., proszę przekazać wykiełkowanemu Sowiątku wyrazy uznania; tego jeszcze nie słyszałam;)
    Celestyno, okropność, że tak Wam grypa pokrzyżowała plany narciarskie; współczuję z całego serca.
    Piętaszku, bardzo ilustratorskie malarstwo wiktoriańskie. Przyjemnie się ogląda szczegóły. Klocki z alfabetem, domek pod stołem, dziecko chorujące na świnkę z obwiązaną chustką buzią. I przepiękny ten paw w chlewiku w towarzystwie czarnej świni i jej progenitury.

  73. Ja jutro idę na konkurs z polskiego i oczywiście, i jak zawsze stresuję się już od dzisiaj. Taki już mój los. Można się przyzwyczaić.
    Szkoła świeci pustkami – wszyscy chorzy. Nawet nie było dzisiaj ścisku na schodach i w szatni!
    Ledwo wstałam z łóżka, już mój Tato chory. Toż to istna epidemia!

  74. Aaa, jak się cieszę z Twojego sukcesu!
    Bo to oczywiście Twoja zasługa, nie moja.
    Ale miło mi, że się przydałam.

    A kto dziś jeszcze dostał piątkę, albo szóstkę, albo czwórkę (z trudnego przedmiotu)?

  75. DUA, dzięki Pani książkom Moja Pani Polonistka przeczytała moje wypracowanie jako wzór. Pani bardzo surowo ocenia, więc strasznie się cieszę. :) Napisałam o Gabrysi, bo trzeba było scharakteryzować postać literacką, która w życiu kierowała się miłością.
    Bardzo, bardzo, bardzo Pani dziękuję! :) Z tych książek są ogromne korzyści!
    (Trochę to bez składu i ładu, ale tak się cieszę, że nie jestem w stanie napisać tego w lepszej formie)

  76. Gdy byłam mała, na pytanie: „kiedy?” odpowiadałam „jutro po południu jak się wyśpię”.
    Pięknie, zimowo, cudownie bajecznie w Lublinie. : )
    Zmykam, podsłuchując sobie piosenek zespołu Cisza Jak Ta (Gór, gór mi trzeba! Krzysztof zobaczy piękne Tatry w zimowym odzieniu).

  77. Celestyno, szkoda tego wyjazdu na narty. Proszę uściskać biedne dziecko. A sama się trzymaj!
    Polecam aspirynę i miód. I łóżko, rzecz jasna.

  78. Charles Burton Barber RA (Royal Artist)- do podziwiania na stronie Babylon Baroque, już na pierwszym zdjęciu w towarzystwie królowej Wiktorii oraz jej ulubionego pieska, mopsa („pug dog”).
    Rzeczywiście, Piętaszku, masz rację: i sentymentalne, i przesłodzone, i wielce wiktoriańskie, ale miłe w oglądaniu!

  79. Dzieńdoberek (mówię szeptem, aby nie przeszkadzać ). Nie mogę się jednak oprzeć pokusie podzielenia się swoim nowym odkryciem. Tropiąc wizerunek pawia w malarstwie ( nie znalazłam lepszego, niż zaprezentowała DUA), natknęłam się na twórczość Charlesa Burtona Barbera , brytyjskiego malarza żyjącego w czasach Królowej Wiktorii, znanego z licznych portretów dzieci i zwierząt. I pewnie niektórzy powiedzą, że są to obrazy zbyt sentymentalne i przesłodzone, ale mnie dużą przyjemność sprawia patrzenie na nie. Wprawiają mnie w miły nastrój. No i są świetnym źródłem wiedzy o epoce, w której powstały . Ciekawe, co na to mama Isi, bo artysta namalował dużo portretów małych dziewczynek :)

  80. Poranna konstatacja Sowiątka:
    -Wykiełkowałem.

    Mamo Isi, u nas stałą odpowiedzią na pytanie „kiedy?” jest „za dwa dni”.

  81. Dzien dobry!
    U nas tez slonce i mrozik, ale sniegu nie ma. Z pewnoscia utrzymal sie w wyzszych partiach miasta.
    Myslalam, ze jako ostatnia na placu boju ostane sie zdrowa (maz od tygodnia lezal powalony grypa, corka od wczoraj- musiala zrezygnowac z klasowego wyjazdu na oboz narciarski), niestety w nocy obudzil mnie grypowy bol calego ciala. Leze w malignie.

  82. Pozytywnie zaskakująca (biografia Grechuty) i jakoś przyjemniejsza niż ten wywiad na yt. Do tego stare zdjęcia też zaskakującej jakości. A właśnie w czytaniu jest „Miasto cieni” część druga „Osobliwego domu pani Peregrine” gdzie zdjęcia pełnią specjalną rolę. Pozdrawiam, dobranoc.

  83. E, to nie przeczytam, skoro taka zaskakująca.
    Wolę posłuchać, jak MG śpiewał.

    Mamo Isi, te Wasze panienki mnie zachwycają.
    No i zazdroszczę Wam pięknych chwil!
    Mijają stanowczo zbyt szybko…

  84. Ależ telepatia ( jak zwykle zresztą)! Właśnie przeczytałam książkę „MAREK” Marek Grechuta we wspomnieniach żony Danuty, spisał Jakub Baran. Wewnątrz także piękne zdjęcia. A treść zaskakująca…

  85. Ostatnio obie panienki skakały po kanapie i Isia zachęcała je, żeby przestały skakać i zlazły z kanapy. Ponieważ perswazje nic nie dawały, zaczęła negocjacje, kiedy będą skłonne zaprzestać.
    – Za tydzień – odparły unisono. A po chwili Asieńka pojednawczo dodała: – No, może w piątek.

  86. Obraz piękny. Jak zawsze tutaj.

    KokoszaNel, jak trafnie ujęłaś kwestię wyglądu i głosu pawi :) Kiedyś, jakoś tak świeżo po „Władcy Pierścieni”, nazwaliśmy pawie nazgulkami :)

  87. DUA, moje kontrakty są trzymiesięczne i do tego dopasowuję stosik lektur.
    Ale mam jeszcze chwilkę do wyjazdu, na razie zamierzam wykorzystać fakt, iż urlop się nieoczekiwanie wydłuża i za kilka dni uciec w Tatry, zapewne z „Żabą” w plecaku.

  88. Przepiękny obraz Czajkowskiego.
    Jeden jedyny raz widziałam w naszym zoo tokującego pawia. Rozpostarty ogon drgał i wydawał taki buczący poszum. Ja byłam pod wrażeniem, wszyscy stojący przed wolierą też, a kury miały to w nosie.

  89. Dziś wieczorową porą Zosieńka podziwiała pełnię i zawołała rodziców do okna.
    – Zobaczcie, jaki ogromniasty księżyc!
    – A wiesz, że są wyprawy na księżyc i nawet byli tam ludzie? – postanowił dydaktycznie dokształcić córeczkę Piotr. Ale Zosia miała w tej kwestii zdanie wyrobione.
    – Niemożliwe. By pospadali.

  90. Jak ktoś musi obskrobywać auto(uwielbiam, serio), wyjeżdżać z zasp lub czyścić buty z soli to może nie lubić.
    P.S. Ja bardzo lubię śnieżną zimę. Wszystko lubię ;)

  91. Te białe sowy i białe pawie na pewno głoszą przysłowie „W życiu jeden tylko cel: białym być i kochać biel.”
    ( Klechdy Sezamowe)

  92. Zima uwielbiam zime! Nie rozumiem osób, którzy jej nie lubia… u mnie w koǹcu upragniony śnieg!

  93. Może mi się udać. Skoro zaczynam się zastanawiać. ;)
    A teraz – cicho sza.
    Ulubiona Autorka pisze!
    Znikam posłuchać polecanej rozmowy na YT.
    Dobrego niedzielnego popołudnia wszystkim życzę! :)

  94. No dobrze, chyba dotarło do mego mózgu. Czy w takim razie białe pawie źle widzą i słyszą? Myślałam, że celowa genetyczna modyfikacja nie jest zaburzeniem chorobowym . Chociaż może biologicznie patrząc taka modyfikacja jest tym samym co zaburzenie, ale w kontrolowanym zakresie. Za trudna to dla mnie dziedzina, a taka fascynująca!

  95. Madziu, najlepiej – oddając innym.:)
    Z pewnością znajdziesz sposób na dzielenie się.

    Celestyno, też bym posłuchała. To jest na YT? Czy przez radio słuchasz?
    Albo lepiej mi nic nie mów. Tyle pokus, a ja pisać muszę.

  96. Wlasnie z ogromna ciekawoscia slucham rozmowy z pania Danuta- zona Marka Grechuty, nagrana w lipcu minionego roku.
    Rozmowa dosc dluga (jestem dopiero w polowie), 56 min., ale warto wysluchac. Pani Danuta nie rzuca slow na wiatr, kazde slowo wazy. Pieknie mowi o mezu.
    Zwrocilam uwage na slowa o wielkiej odpowiedzialnosci za tworczosc, gdyz nic nie pozostaje bez konsekwencji, i jak wiele dobrego Marek Grechuta wniosl swoimi tekstami, swoja muzyka. A takze o nadziei zwiazanej ze Swiatowymi Dniami Mlodziezy (rozmowa nagrana tuz przed nimi).

    Na YT tytul „Marek Grechuta we wspomnieniach żony Danuty” opublikowany 29 lipca 2016 (wazne doprecyzowanie po pod takim tytulem jest kilka filmikow), ten w ktorym pani Danuta wystepuje w bluzce w biale groszki, siedzac przy stoliku kafejki w Rynku.

  97. Tak jest, Celestyno!
    To jest fascynujące.
    Prawdę mówiąc, nie do ogarnięcia.

    Ja też bardzo lubię Marka Grechutę.:) I tę piosenkę.

  98. Dzien dobry!
    Odkrylam, jakimi to kretymi sciezynkami biegaly moje mysli, kiedy wczoraj nadmienilam, ze obraz z pawiem na sniegu przywodzi mi na mysl Galczynskiego. Wlasnie przy gotowaniu sluchalam sobie Grechuty, i „Ocalic od zapomnienia”. Ten wiersz mial dla mnie zawsze zimowa oprawe, chociaz snieg wystepuje tam tylko raz. A paw z z cudownym ogonem jak tren pieknej sukni kojarzy sie z „u twych ramion plaszcz powisa, krzykliwy, z lesnego ptactwa, dlugi przez caly korytarz”. I te kolory.
    Jakie to ciekawe, ta gra powiazan, za pomoca obrazow, slow, zapachow. W kazdej glowie inna.

  99. Paw biały jest albinotyczną formą pawia indyjskiego.
    Albinizm jest genetyczną anomalią pigmentacji. („Wykorzystując zaburzenie genetyczne, hodowcy wyodrębnili wiele odmian zwierząt albinosów.”- pisze ania g.)

  100. O, to się cieszę, Madziu – to właśnie było moim celem. To taka spłata długu.
    Sama znalazłam wiele „książek życia” tropiąc takie właśnie – zamierzone przez autorów lub nie – wskazówki lekturowe.

  101. Jak w Narnii czułam się zawsze w wieczornym, świeżo zaśnieżonym Lublinie.
    Mocno zaśnieżony krajobraz podmiejski, w domu, bardziej na południu, moim zdaniem Narnię wręcz przerasta.;) Zwłaszcza, gdy jest rozświetlony intensywnym słońcem. :)

    O „Krystynie” pamiętam, co czytałam też w „Kalamburce”. Dziewięcioletnia Mila opowiada Monice:
    „…a Gizela mi czyta na głos. Jak są opisy niedozwolone dla dzieci, to Gizela ziewa albo kaszle i w tym czasie sama czyta po cichu, i już wie, co ma opuścić. Ona bardzo o mnie dba. Najbardziej mi się podobała „Krystyna, córka Lavransa”.
    – O czym to?
    – O miłości. Co się Gizela nakaszlała!”

    To jednak wtedy, na wakacjach 2001, po lekturze Kalamburki, czytałam Krystynę.
    Powtarzam to tak od czasu do czasu, ale tyle dobrych książek, ile poleciła mi, w taki czy inny sposób, Pani Małgosia, to chyba nie polecił mi nikt. Dziękuję! :)

  102. Sowo, bo przyroda stara się utrzymać równowagę prawdopodobnie. Taki słowik – istotka niepozorna, a jaki cudny głosik posiadająca.

  103. Odnośnie albinizmu: to wrodzone bielactwo warunkowane przez zmutowany gen recesywny odpowiadający za produkcję enzymu tyrozynazy, odpowiedzialnego za przekształcanie prekursorów melaniny w barwnik melaninę.
    Albinizm może być całkowity lub lokalny( częściowy)
    Zwierzęta obarczone tą mutacją mają nie tylko białe pióra- sierść-skórę. Barwnika brakuje również w tęczówce i nabłonku barwnikowym siatkówki. Innymi słowy -razi je światło, źle widzą. Często obarczone są również głuchotą.
    Są również bielactwa nabyte o podłożu z autoagresji lub pourazowe- i to nie jest albinizm.
    Wykorzystując zaburzenie genetyczne, hodowcy wyodrębnili wiele odmian zwierząt albinosów.
    Już kończę, bo mogłabym na ten temat zbyt długo nadawać.
    Miłej niedzieli.
    PS. U nas za oknem bajka jak z opowieści z Narnii.

  104. KokoszaNel, odgłos pawia powoduje we mnie całkowity dysonans poznawczy. Zadziwiające jest, jak bardzo przeraźliwy ma głos i na jaką odległość się niesie. A sądząc po wyglądzie powinien śpiewać jeszcze piękniej niż kos, wilga i słowik razem wzięte…

  105. To wspaniała wiadomość Adminko ! Dobry powód, aby się do Krakowa , tego miasta jak ze snu ponownie wybrać :).

  106. Krzysztofie, oczywiście! Jak długo jesteś na morzu tym razem?

    Celestyno, a to ci dopiero. Muszę rozwinąć myśl w „Ciotce Z”.

  107. Tak, jest to niezłe miejsce do czytania – ale czy istnieje takie, które się do tego nie nadaje?
    Adminka przed wakacjami pokazała na swojej stronie stosik książek, które zabierała ze sobą jako wakacyjną lekturę. Ja taki stosik komponuję przed każdym wyjazdem do pracy i jego wybór jest procesem najbardziej czasochłonnym, całą resztę pakuję w pół godziny.

  108. Magdo, kiedy przeczytalam dzisiejszy wpis Agi i wspomnienie rozmow z jej Mama na temat Krystyny, od razu przyszla mi na mysl ta rozmowa Gaby z Mila.

  109. Właśnie zrobiła to kobieta, Krzysztofie.:)

    Ciekawa jestem, jak Ci się książka spodoba.
    Na statek, powiadasz? O, tam to się chyba będzie świetnie czytało.

  110. Jeśli niszczyły kobietę, to niszczyły także człowieka. Jeśli budowały człowieka, to budowały także kobietę. Nie da się z tego zrobić opozycji. No, chyba że zrobi to kobieta.
    „Krystyna…” pojedzie ze mną na statek, już chyba trochę „czuję czas”. Miała być na poprzednim, ale mi się była zapomniała na półce.

  111. Tak, Magdo wiem o tym obrazie w grafice google , czytałam też artykuł o ochronie zabytków i projekcie odbudowy dworu w Jankówce Celestyno. To musiało być niezwykłe miejsce.

  112. Wybaczam skróty :) Tam były techniczne wskazówki dla Piętaszka, i tytuły obrazów z Jankowki (a jest ich trochę).
    I dodam jeszcze tylko, ze ze wszystkich tych widoków dworu i ogrodu z Jankówki, pędzla pana Mehoffera, najbardziej podoba mi się – ze względu na kompozycje i nastrój – Czerwona parasolka.

    A zachwyt innym ogrodem, który z tęsknoty za utraconym rajem pan Mehoffer założył na sporym terenie pomiędzy wysokimi kamienicami w Krakowie, tez jest na obrazach pana Mehoffera widoczny (np. na obrazach „Ogród w słońcu” i „Ogród”; na moje oko to widoki tego krakowskiego ogrodu).

    O tak, wiadomość o wystawie wszystkich dziel Wyspiańskiego – ekscytująca. Juz zacieram raczki.

  113. W „Febliku”, Pani Małgosiu. (Rozmowa Gabrysi z Mamą).
    Nie rozwinęła Pani, ale mnie te słowa zastanowiły, nie pamiętałam z lektury sprzed lat, dlaczego tak było i od razu, czytając po raz pierwszy „Feblika”, miałam ochotę sprawdzić, spojrzeć i z takiej perspektywy.
    Trochę zeszło, bo były inne sprawy, książki i obowiązki.

    Myślę, że jest tak jak Pani pisze.
    Czytam z zapałem.

  114. Magdo Z, jeszcze w sprawie tego zdania o niszczących błędach, którego w „Febliku” (czy we „Wnuczce”?) nie rozwinęłam.

    Błędy, które popełniamy, budują nas tylko wtedy, gdy zdamy sobie z nich sprawę, gdy docieramy myślą do ich źródeł, gdy wreszcie potrafimy zrozumieć, dlaczego postąpiliśmy źle, czy też niewłaściwie, i staramy się naprawić szkody, któreśmy wyrządzili.

    Cały proces rozwoju duszy ukazany jest w „Krystynie”z wielkim mistrzostwem i zamknięty zostaje wspaniałą codą. To jest finał tragiczny, ale wyłania się z niego nowa, szlachetna, czysta istota, pełna zrozumienia i przebaczenia.
    Wspaniałe.

  115. Celestyno, och, o trzy razy za długi był ten wpis, nie zmieścił się, niestety.
    Wybacz skróty.

    Wiadomość z Krakowa wspaniała, Admineczko moja!

  116. W pewnym sensie a propos – dziś dotarłam do wspaniałego komunikatu Muzeum Narodowego w Krakowie:
    „W listopadzie roku 2017 planowane jest otwarcie wystawy prezentującej pełną kolekcję dzieł Stanisława Wyspiańskiego (1869-1907) zgromadzonych w MNK. Liczący blisko 900 pozycji inwentarzowych zbiór prac” i dalej: „Na wystawie zaprezentowane zostaną również prace z innych dziedzin twórczości artystycznej Wyspiańskiego: rzemiosło artystyczne, rzeźba, grafika oraz książka artystyczna”.
    Trzeba będzie się wybrać!

  117. Pietaszku, ten z dwoma kotami na pierwszym planie, (i bujna roslinnoscia u schylku letniego dnia) wczesniej w ogole przeze mnie pomijany w znaleziskach, wlasnie teraz wyszperalam! :) W artykule „Od piatku najpiekniejsze ogrody w Muzeum Okregowym w Rzeszowie”. To inne ujecie dworu, czestsze sa te po drugiej stronie, z tarasowym ogodem.
    Duzo pan Jozef malowal slonecznych wiosenno-letnich widokow swojego ogrodu, ktory zaprojektowal i byl z niego dumny.
    (…)
    Wspaniale byl ten ogrod zaprojektowany i pielegnowany, co widac na obrazach.

    A o historii Jankowki i roslinnosci wokol dworu – bardzo ciekawe – mozna przeczytac tez w artykule (do sciagniecia) „Dwor w Jankowce pod Krakowem” w czasopismie o ochronie zabytkow.
    Milej lektury!
    Tak blisko czlek mieszkal (to o mnie) i nie wiedzial… Jakos bardzo mi zal, ze zdecydowano sie na rozbiorke tego dworu.

  118. Przeczytałam już tom pierwszy i oczywiście macie rację, Starosto, Aleksandro i Ago. :)
    Odbiór się zmienia.
    Jedno się nie zmieniło: za każdym razem czytając tę powieść wiedziałam, że jeszcze kiedyś znów do niej wrócę. Z tym, że dawniej myślałam raczej, że powinnam, a teraz myślę , że chcę.
    A do lektury zmotywowało mnie tym razem jedno zdanie, które zapadło mi w pamięć i nie chciało odpuścić. To o błędach, które „Niszczyły ją jako kobietę, ale budowały jako człowieka”. Zajrzę sobie teraz do tomu drugiego.

    PS. Obraz Mehhofera pojawił mi się zaraz jako pierwszy wynik w Grafice Google.
    Do artykułu Celestyny też dotarłam: wrzuciłam „Matczyne Królestwo”, a w witrynie wybrałam stronę 9 i już.

  119. Sowo, Casa Lis – przepiękne ! Tamtejsza Cafeteria takoż . Jest takie zdjęcie, które przedstawia wnętrze kawiarni – nieoświetlone, a przez piękne secesyjne okno wpada światło z zewnątrz. Wszystko wskazuje na to, że to światło Księżyca. To moje ulubione zdjęcie. Cafeteria ta jest piękna, ale ja i tak wolę naszą Jamę Michalikową. To dzięki niej tak bardzo pokochałam Kraków :).

    Celestyno jakoś nie mogę znaleźć artykułu, o którym wspominasz, ale przypuszczam, że to właśnie ten obraz.
    Dla pewności powiem, że bohaterami pierwszego planu są dwa kotki :). I dodam jeszcze, że artysta uwiecznił to miejsce jeszcze w momencie, kiedy dwór był drewniany , w latach 30 – tych bowiem rozebrano go (po części z konieczności, bo był strasznie zagrzybiony) i wybudowano tam murowaną willę w klimacie modernistycznym.

  120. Paw! Jako symbol nieśmiertelności (wierzono, że jego mięso nigdy nie ulega zepsuciu) jest bardzo często używany w dekoracjach nagrobnych, na sarkofagach czy we freskach, tak wczesnochrześcijańskich, jak pogańskich. Właśnie wracam do domu z mojego dodatkowego miejsca pracy, gdzie wizerunków pawia jest co najmniej sześć.
    A na tym obrazie tak pięknie się on odcina od brudnawego śniegu!

  121. Celestyno dzięki za tropy! Zaraz pędzę szukać i oglądać. Na razie udało mi się ustalić tylko to, że ” Ogród w Jankówce” Mehoffera znajduje się w Okręgowym Muzeum w Częstochowie :).

  122. Białe pawie to są chyba albinosy.
    A sowa śnieżna – gatunek taki. Piękna.

    Piętaszku, mój ogród też bardzo podobny (śnieg nieco się przybrudził, jak na obrazie), takież stare drzewa, gołe krzewy i badylki.
    Właśnie dlatego ów obraz Czajkowskiego mi się przypomniał. I jeszcze z powodu pawia, który tu jest po mistrzowsku namalowany.

  123. Aaaaa, paw na śniegu!

    Na pawia też mam ładny przykład muzyczny:

    Charles Griffes – „The White Peacock”.
    BBC Symphony Orchestra.

    Mała impresja muzyczna do poematu szkockiego poety Williama Sharpa (1855–1905) o tym samym tytule:

    (…)
    Here, as the breath, as the soul of this beauty
    Moveth in silence, and dreamlike, and slowly,
    White as a snow-drift in mountain valleys
    When softly upon it the gold light lingers:
    White as the foam o’ the sea that is driven
    O’er billows of azure agleam with sun-yellow:
    Cream-white and soft as the breasts of a girl,
    Moves the White Peacock, as though through the noon-tide
    A dream of the moonlight were real for a moment.
    (…)

    Lubię białe pawie, tak jak sowy śnieżne.

  124. A, i jeszcze znalazłam na stronie desy (aukcje) dwa obrazy: „Jankowka” 1910, i „Przed dworkiem” – tez widok stamtąd, jak mi się zdaje.

    Zagrzałam się trochę, ale wracam do zimowego obrazu z pawiem. Nie mogę się napatrzeć.
    Pani Małgorzato, dziękuję za wyszperanie i umieszczenie, nie znałam.

  125. Pietaszku, chyba mi sie udalo. Zerknij, prosze, pod adres „Matczyne Krolestwo – czerwiec 2001” (pomylka w zapisie, bowiem chodzi o rok 2011), gazetki parafialnej z Dziekanowic. W niej na stronie artykul (str 12 pdf) „Mehoffer w Jankowce”, a w artykule 2 reprodukcje obrazow tam namalowanych (ten z zaczytana zona pod czerwona parasolka tez przepiekny), jedna z nich przedstawia dwor i ogrod. Tak o nim autor artykulu pisze:
    „Czwarty, wspominany tutaj obraz, nazwany „Widok wiosenny”, przedstawia okazały dwór w Jankówce od strony południowej z rozkwieconym ogrodem poniżej.”

    Czy ten obraz mialas na mysli?

  126. Z pawiami jest tak, że wyglądają pięknie i dumnie, ale lepiej, żeby się nie odzywały. Uroczy obraz!

  127. Właśnie, przygotowując obiad i spoglądając od czasu do czasu przez kuchenne okno, uświadomiłam sobie , iż mój ogród wygląda w tej chwili bardzo podobnie do tego z obrazu. Brakuje w nim tylko i aż – PAWIA. Ale za to sikorki modre starają się jak mogą prężąc swoje puchate brzuszki i to też jest piękne !:)

  128. Jaki piękny przykład malarstwa z zastosowaniem wszystkich zasad stylu secesyjnego. Paw, jak wiadomo był częstym jego motywem. Czym byłby ten ponury dzień zimowy bez niego. Paw to jedno z najpiękniejszych zjawisk natury :).

    A tęskniącym za latem polecam obejrzenie lub przypomnienie sobie obrazu J. Mehoffera ” Dworek w Jankówce”. Niestety, w internecie dość trudno go znaleźć.

  129. Co za pyszny obraz, taki, jakie lubię najbardziej chyba. Niby oszczędny w barwach, ale ile tam niuansów tych szarości. I ten paw.
    Mam jakieś odlegle, niejasne skojarzenia z Gałczyńskim -chyba przez kolorystykę, i ptactwo na śniegu. Choć u niego były wrony.
    Znalazłam właśnie w podobnej tematyce obraz z indykami na śniegu (o kuropatwach wie każdy, wiec nie podkreślam), ale obraz Czajkowskiego mistrzowski bez dwóch zdań.

  130. Witam, Kochani, ale zima, co?
    W taką pogodę aż chce się sięgnąć po książki. „Krystynę..” poleciła mi Mama (niestety, już od lat nie żyje), byłam jeszcze w liceum. Przeczytałam jednym tchem. Była to ukochana książka mojej Mamy, więc wracając do niej, mam wrażenie, jakbym wciąż Mama była ze mną. Zawsze lubiłyśmy rozmawiać o Krystynie, i tutaj Pani Małgosia ma rację, za każdym razem odbiera się ją inaczej, to kwestia wieku, dojrzałości.

  131. O tak, „Krystynę” zupełnie inaczej się odbiera, gdy się jest młodą dziewczyną, niż gdy się jest już kobietą „dziestoletnią”.
    Przepiękny paw! W pierwszej chwili, gdy przeczytałam tytuł, pomyślałam, że zawitał do Pani ogrodu :)
    Słonecznie pozdrawiam :)

  132. Teraz faktycznie już możesz zrozumieć. To książka dla dorosłych, czyli tych, którzy czują czas.

  133. To się do czegoś przyznam.
    Przeczytałam „Krystynę” pierwszy raz jako czternasto – lub piętnastolatka pod wpływem Mili Borejko i rozmowy o bohaterach literackich w „Tygrysie i Róży”. Potem wróciłam do niej jako studentka. Ale, przyznam się szczerze, ta książka nie zapadła we mnie tak głęboko jak w Panią i postaci literackie, które Pani tworzy. ;)
    Od roku, czyli od „Feblika” planuję powtórne przeczytanie. Dziś jest chyba dobry dzień. Zdjęłam stare wydanie (granatowa okładka) z półki i a nuż zrozumiem, dlaczego Autorce należą się trzy Noble? :)

  134. Dzień dobry!
    Widzisz, Elżbieto, jak to jest w tymi fluidami! Działają, aż iskrzy!
    Dobrze, żeśmy sobie pogadały.

    Paw Nini sfrunął z tarasu i strącił śnieg pazurkiem.
    Dawniej ludzie umieli malować, co? Piękny obraz, bardzo go lubię. Perfekcja.

    Madziu, aż sama nabrałam ochoty na dwudzieste piąte przeczytanie „Krystyny”. Za każdym razem znajduję tam coś nowego. A jednocześnie – wraca się tam jak do domu.

  135. Wież z mojego okna nie widać, ale na sosnach i modrzewiach leżą wielkie śnieżne czapy. I sypie nadal.
    Chyba przeczytam po raz trzeci „Krystynę, córkę Lavransa”.

  136. A ja spotkałam się z Panią w pociągu i ucięłyśmy sobie miłą, choć krótką, pogawędkę. Potem pędziłam do domu, żeby o tym napisać w KG. A to był sen… (:
    Wchodzę na stronę, żeby o tym napisać, a tu nowy wpis…:)
    Teraz badam fluidy…
    Serdecznie Panią pozdrawiam!

Dodaj komentarz