
Józef Czajkowski
„Zima. Paw w ogrodzie”, 1901, olej na płótnie
(ze strony: artyzm.com)
…A kiedy ręka uchyla zasłony,
I świat po nocy jawi się widzialny,
Na śnieżnych wieżach kołyszą się dzwony
I stoją w oknach szronu białe palmy,
I puch opada pazurkiem strącony.
(fragment wiersza Czesława Miłosza „Postój zimowy”)








Dzień dobry,
wreszcie dotarłam na tę wesołą stronę!
Jak kiedyś ludzie pięknie malowali! Tyle jest stron o teatrze, a o malarstwie jakoś nie ma. Może trudno coś o tym napisać, albo nie ma entuzjastów. Sztuki plastyczne są trudne do uchwycenia, ale za to czuje je prawie każdy prosty człowiek. Te obrazy z babcią bardzo się wszystkim podobają. Pod tą zewnętrzna powierzchnią kryje się często jakaś twórcza głębia, czasami pozytywna, a czasami mroczna, albo neutralna.
Czego można byłoby nauczyć się od starych mistrzów? Na przykład tego, że świetnie wychodzą tematy, które się zna z otoczenia? Inne są pejzaże, Włochów inne Holendrów i inne z Kaszub (myślałam, że Kaszuby są nieciekawe do malowania, bo nie ma dużych kontrastów, światła, ale jak się odpowiednio namaluje to jest co oglądać!). Jednak zawsze znajdzie się jakiś świetny malarz. Jak się próbuje całkowicie naśladować naturę to rzadko fajnie wychodzi, więc jest potrzebna ingerencja. W szczegółach to można sobie naśladować, ale to jest pierwszy etap. Ciekawy jest ten mechanizm powstawania obrazów. Nawet ja, choć prawie nic nie wiem to i tak nie jestem w stanie tego tutaj opisać.
Dostaliśmy pod choinkę, dłutownicę. Taka chińską, ale zawsze. Trochę wisiorków dla dzieci… zaraz wszyscy mają jakieś projekty! Każdy fajny.
A ja chyba figurki do szopki, łatwiej je przechowywać, niż papierowe. Zawsze w około plącze się wiele kawałków drewna, a teraz akurat trudno znaleźć coś odpowiedniego. Sama praca nie trwa tak długo, ale samo przygotowanie… Uff
Zawsze chętnie, Madziu.:)
Ojej, ojej, Pani Małgosiu, przepraszam!…
Niech już Pani na razie odpuści zdrętwiałym kciukom, ale jeszcze pozawracam Pani głowę kciukami przed samym egzaminem (możliwe że gdzieś w lutym). ;)
Jak te kciuki takie skuteczne (albo moja wiara w ich skuteczność), to przecież aż żal by było nie poprosić!
Kto to w sumie do końca wie, co w człowieku siedzi? Grunt, że podziałało! :)
Dzień dobry, ja właśnie wróciłam z biblioteki z drugim i trzecim tomem „Krystyny” – w wolnych chwilach będę czytać. Pierwszy raz ją czytam (a zachęciły mnie opisy w „Febliku” i zdanie mamy Borejko oraz tutejsze wypowiedzi Wannabe :)).
Celestyno, prawda, egzaminy nadciągają wielkimi krokami… Też teraz marzę o tym, żeby sturlać się z górki i wytarzać w śniegu ;)
U nas też ferie od 13 lutego :( To jeszcze tyyyyyle czasu.
Na szczęście I semestr już za mną.
Wójcie, to tak jak ja.:)
Oglądam też „Encyklopedię róż” i rosaria w internecie. Ann przysłała mi wirtualny bukiet z róż „Queen of Sweden”- a cóż za cudo prześliczne!
Zytko, nie słyszałam, ale chętnie posłucham! Dzięki!
Link nie wlazł, ale na YT każdy znajdzie.
Co do „Krystyny”: koniecznie!
Madziu, no świetnie! Kciuki mi zdrętwiały, ale co tam! Ważne, że zadziałało!
Tak, tak, pół ferii jak z bicza trzasł zleciało. Ale jeszcze pół zostało! :)
Mniej więcej o tej porze roku, no może troszkę później, bo w lutym, wyciągam „Rok ogrodnika” Čapka i zaczynam myśleć o wiośnie, lekceważąc zimę i jej przejawy.
Jest! Jest przełom!
Wczoraj była jeszcze klęska, a dziś już mogę ryzykować zapisaniem się na egzamin! Uff… :)
Nie ma to jak Pewne Kciuki! :) Dziękuję (również za słowa otuchy) :)
Pani Małgosiu, a słyszała Pani „Postój zimowy” w wykonaniu Czesława Mozila? Piękny jest!
Youtube
A ja tak lubię „Poema naiwne” Miłosza, że zainspirowana tym zimowym wpisem dziś je sobie przeczytam… :)
Choć może wypadałoby nadrobić NIGDY nie czytaną „Krystynę, córkę Lavransa”?
Moc mroźnych pozdrowień!
Co ja z sobą mam! Zrobiłam rodzinę od trzeciego pokolenia wstecz analfabetami;) Mam nadzieję, że mi wybaczą to niecne pomówienie.
A chodziło o to, że „Przygody krasnala Hałabały” czytają już trzy pokolenia.
U nas ferie dopiero od 13 lutego.
Pisałam już kiedyś tu w temacie listów Chopina – Uniwersytet Warszawski postanowił wydać listy na nowo, z opracowaniem źródłowo-krytycznym, w trzech tomach. Świetny pomysł, tylko że pierwszy tom ukazał się już dość dawno, bo w 2009 roku, a o pozostałych dwóch wciąż nic nie wiadomo.
Na tym nowym zdjęciu Chopin wygląda na niezwykle zmęczonego. Wolę to wcześniej znane zdjęcie, zrobione w tym samym czasie.
Ach, to wspaniale, ze ferie dzieci maja i z dala od komputerów. Niech się porządnie wytarzają w śniegu!
Tez marze o wytarzaniu się, albo poturlaniu z górki.
Nie są to przypadkiem „Przygody krasnala Hałabały”?
Tam chyba brutalna podpowiedź była.
Jeszcze mnie Mama czytała „Krasnala Hałabałę” do poduszki;) Trzecie pokolenie u nas w domu już czyta! Znam prawie na pamięć.
Odwilż u nas. I sierpówki gruchają.
„A baba Saba twarz, pomarszczoną jak jesienne jabłko, co się już kwartał pod jabłonką wyleżało, pod słoneczko wyciąga i mruczy:
– Od dwudziestego marca zagrzewa słonko choć starca.
– Zagrzewa, zagrzewa – mówi Hałabała i ziewa – ale to jeszcze nie wiosna, wiewiórko – rudoskórko.”
Wiewiórki, jak Zuzia (i ja) z tegoż samego miasta, więc owszem, ferie. A Moliki i Nutrie bliźniacze chyba z okolic podgórskich (o ile dobrze wyłapałam), może z Podkarpacia, więc wypada, że i one korzystają z wolnego od szkoły.
Ja też wróciłam do domu, i chyba po raz pierwszy stwierdzam, że… zima piękniejsza i to stokroć w Lublinie niż u mnie na wsi. Przynajmniej jeśli chodzi o tę część miasta, w której bywam na co dzień.
Słuchając radosnej harcerskiej pioseneczki „Biec pod słońce”, z głową pełną gór, zmykam, by robić nareszcie to, co lubię. : )
Zdrówka Wam!
(Biec pod słońce, kochać mocniej, chłonąć każdy dzień
Przed horyzontem znaleźć spokój pod koronami drzew
Spocząć na chwilę i znów szczęście nieść
Wiedzieć, że żyję – cieszyć się)
Wiewiórki, na przykład, są w połowie ferii, jak same twierdzą.:)
Mamo Isi, a mnie od aptecznego syropu przechodzi.
Piękny cytat nam tu wrzuciłaś. Co to za ładna książeczka, prawda?
Isiątka to lubią? Na pewno.
Dzień dobry!
Czy tutejsza młódź szkolna ma już ferie albo ciężkie egzaminy, bo coś cichutko, dawno się nie odzywali?
Przepraszam. Oczywiście, powiedział to nie krasnal Hałabała, ale córka zaprzyjaźnionej wiewiórki z leśnego podwórka do krasnala.
„- Ale proszę pana – mówi wiewiórka zatroskana – Przecież już pączki widać na głogu, a na suchej trawce na rozłogu słońce niezgorzej świeci, a młynarzowe dzieci, bazi szukają nad rzeka. Już wiosna niedaleko.
– Ależ, gdzież tam, gdzież tam –mruknął Hałabała i chrapnął.”
Kochany Starosto, co wieczór kogiel mogiel ukręcony z koniaczkiem, syrop z cebuli i pajdka chleba z czosnkiem, a kaszelek sobie pójdzie, bo on nie znosi takich rzeczy, co najmniej jak ta kokoszka kumoszka:)
Ale ogród kusi, co racja, to racja.
Tak, Mamo Isi, dopiero jak człowiek kupi nasiona groszku pachnącego – czuje, że żyje!
Ja, pokasłując z cicha, przycinałam wczoraj gałęzie katalpy. Niby to jeszcze nie luty (miesiąc przeznaczony), ale kto by wytrzymał.
Dużo kosów na naszej rajskiej jabłoni, dziobią owocki zajadle i ze smakiem.
Przelatywałam dziś mamrocąc z długaśnym spisem zakupów przez, za przeproszeniem, sklep wielkopowierzchniowy i nagle stanęłam przed regałem pełnym nasionek wiosennych! Nie wytrzymałam i nabyłam onętek, pozłotkę kalifornijską i groszek pachnący. Jak to powiadał krasnal Hałabała: „Wiosna niedaleko!”
Wszystkich Biednych Księgowych Chorutków pozdrawiam i zdrowia życzę:)
I dumy, i subtelności.
Dokladnie, dokladnie te same przemyslenia mialam patrzac na to zdjecie:)
Musialam sie skracac, bo niewygodnie bylo z telefonu. Teraz – w pozycji wygodnej, przed laptopem- lepiej.
Wspaniale rysy. Tamto znane zdjecie faktycznie nie oddawalo calkowicie szlachetnosci twarzy.
Dwa duże tomy listów, Madziu.
Ale bardzo warto poświęcić parę tygodni.
Eviku, ściskam!
Zgredzie, dzięki za wiad.pryw.
Prawda, Pani Małgosiu! Widziałam dziś zdjęcie Chopina i to mi przypomniało, że przecież już dawno zamierzałam przeczytać jego listy, bardzo ponoć zajmujące, dowcipne i niekiedy wyprzedzające epokę.
Iskro, pewien wykładowca mawiał kiedyś, gdy byłam na studiach: „w zdrowym ciele, zdrowe cielę”.
Osobiście uważam jednak, że najlepiej byłoby jednak zachować odpowiednie proporcje. Umiar jest ważny : ), zdrowy duch i zdrowe ciało. O ile to tylko możliwe.
Bardzo się cieszę, że książka dotarła.
Pozdrawiam.
Oczywiście!
Dzięki internetowi ma się nowe wiadomości tego samego dnia.
Piękna, szlachetna twarz, prawda?
Zawsze lubiłam ten słynny portret Chopina malowany przez genialnego Eugene Delacroix. I co? Okazuje się, że to on był najbliższy prawdy. Wszystkie inne portrety nie były w stanie uchwycić uduchowienia tej twarzy i jej pięknych proporcji. A z kolei jedyny znany dotąd dagerotyp, przedstawiający Chopina już schorowanego, mizernego, z zastygłym wyrazem cierpienia, nie oddawał mu sprawiedliwości.
Ciesze sie bardzo, Aniu!
Do wszystkich: czy widzieliscie juz nowe znalezisko- zdjecie Chopina? Bardzo interesujace.
Powiadają, że w zdrowym ciele zdrowy duch. Jest to jedno z porzekadeł z którymi absolutnie się nie zgadzam.
Nawet w bardzo schorowanym ciele duch może być ochoczy, tryskający optymizmem, życzliwością, dobrem, czyli stanowić okaz zdrowia. Dowodem na to są Wasze wpisy z ostatnich dni.
Wszystkim chorutkim życzę szybkiej poprawy i wielu drobnych radości na czas cierpienia i dyskomfortu.
Pani Małgorzato- ten obraz wygląda w mojej komórce jak zdjęcie. Ciągle się dziwię,że można tak wiernie pędzlem oddać obrazy rzeczywiste.
Bardzo serdecznie pozdrawiam DUA i księgowych gości.
Dziękuję bardzo, Aleksandro! :)
Zdaję sobie sprawę, że nie ja jedna borykam się z prawem jazdy. Brakuje mi do tego polotu, i trochę zdolności manualnych, ale nie ułatwia mi też zadania spora wada wzroku, którą sobie skutecznie pogłębiłam, ślęcząc nad książkami. A prawo jazdy jest mi po prostu potrzebne – jakoś nie lubię wracać piechotą po pracy nieoświetloną drogą bez pobocza wśród pędzących aut… ;)
Ale każde dobre słowo zawsze podtrzymuje na duchu! Dzięki! :)
O, dobrze powiedziałaś, Olu miła.
Zdrowia życzę wszystkim chorującym!
Madziu, chciałabym Ci dodać otuchy w zmaganiach z prawem jazdy. Zdawałam w sumie sześć razy (dwa razy jak miałam 18 lat i cztery razy w wieku 27 lat :) W końcu się udało i dzisiaj nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie prowadzić. Ze wszystkich egzaminów, jakie zdawałam, ten był zdecydowanie najtrudniejszy. Trzymam mocno kciuki! :)
Myślę też Aniu, że nie zaszkodzi a pomóc może, jeżeli posłuchasz sobie barokowej muzyki. Ona bardzo dobrze potrafi trzymać serduszko w ryzach :).
Eviku drogi, właśnie przyszła z Akapitu książka od Ciebie, bardzo, bardzo dziękuję! Z rozczuleniem patrzę na te pożółkłe, znajome kartki – nasze dzieci miały oczywiście tę książkę i zaraz mi się ich dzieciństwo przypomina, miłe lata.
Ściskam serdecznie!
Aniu G. świetne wieści nam przesyłasz !:) Dbajcie o siebie Ludziska :))
No! Dobre wieści.
Uściski, Aniu. g!
A mnie wyleciało z głowy, że przecież tak wiele miłych osóbek stąd choruje. Trzymajcie się, Kochani! DUA ma rację, każdy dzień przybliża do powrotu do zdrowia, a to choć trochę może napawać optymizmem.
Dzień dobry.
Od wczoraj wieczór poprawa. Po garści leków udało mi się zablokować tachykardię, skurcze dodatkowe nadal mną telepią, ale rzadsze. Echo serca dobre. Daję radę wstawać. Jutro wizyta u pani dr, która nade mną telefonicznie czuwa.
Idzie ku dobremu. W poniedziałek najpewniej do pracy( a tam podobno Armagedon-brak zastępstwa przez 2 tygodnie, ojojoj).
Uściski dla zdrowych i zagrypionych
Celestynko, dzięki za troskę. Miło mi się zrobiło na szwankującym sercu.
AniuG, prosimy o mały biuletyn.
Grypowicze! Dzień dobry! Oto już jesteśmy o jeden dzień bliżej zupełnego wyzdrowienia. Czyż to nie dobrze, że dni nam uparcie mijają?
No, widzicie.
Zagladam o nieludzkiej porze. Rowniez zycze wszystkim chorym powrotu do zdrowia i czekam na wiesci od AniG Jakos mnie zmartwila tym sercem.
Dziękuję!
:)
Zdecydowanie tak, Kasztanowłosa!
Niestety, zimą grypa lubi poprzeszkadzać.:)
Madziu, masz jak w banku, trzymam kciuki. Uwaga: nie denerwuj się. Powtarzam się, ale to prawda: im dłużej się uczysz, tym bezpieczniej będziesz jeździć. Warto.
A to dlatego, że po prostu jeżdżę jak ten mól książkowy:
– popadam w zamyślenie
– wykazuję słaby refleks, a zarazem działam jak raptus (za późno, za szybko)
– w newralgicznych momentach przeżywam silne problemy decyzyjne.
(I jeszcze reaguję jak była prymuska – źle znoszę porażki i drobne niepowodzenia rozkładają mnie zaraz na obie łopatki, odpuszczam). Za mocne emocje.
Z drugiej strony, mój kurs przebiega w jakiś taki niesystematyczny sposób. Ostatnio jazda odwoływana była czterokrotnie (raz odwołałam ja – chorowałam, dwa razy szkoła, a znów kiedy indziej zapanowała zawieja i na drodze była szklanka). W związku z tym miałam miesiąc przerwy. A wiadomo, systematyczność jest ważna, zwł. gdy nauka sprawia trudności. Ale może jeżdżąc do skutku, zniweluję choć liczbę podejść do egzaminu. Żeby jednak nie osiem ! :)
A muszę przyznać, że choć od czasów matury zdałam już kilkadziesiąt egzaminów, ten będzie chyba najtrudniejszy.
Piszę to właściwie dlatego, że już dawno zawracałam Pani głowę w sprawie kciuków, a tu kwestia pozostała otwarta. Może jednak, gdyby tak jutro około południa, zacisnęłaby Pani kciuka, to nastąpiłby jakiś wyrazistszy postęp lub nawet przełom.;) Marzy mi się, a poprosić nie zawadzi. :)
Czasem staram się z tego żartować (choć nie zawsze jest mi do śmiechu, bo licznik tyka, koszta rosną), ale tak naprawdę, patrząc wstecz, wiem, że jest lepiej niż było u początków.
PS. Mam nadzieję, że Pani już nie kaszle i grypa została pokonana. :) Pozdrawiam i Panią i Wszystkich Bywalców! :)
Widzę, że tylko u nas zima nie jest zbyt ładna. Wszystko jest szare, a śnieg i lód zmieszały się z piaskiem, więc wszędzie jest błoto. Nie mogę się już doczekać wiosny! Ale samo oczekiwanie też potrafi być przyjemne.
Życzę zdrowia wszystkim. :)
DUA, czy zimą, gdy ogród nie kusi pisze się łatwiej i szybciej?
Cisza, cisza, a wszyscy kaszlą po kątach!
Madziu, faktycznie, jakoś długo trwa to Twoje zdobywanko.
Ale za to lepiej i bezpieczniej będziesz prowadzić.
Pietaszku, przecież mnie to wcale nie przeszkadza, że tu gawędzicie, wręcz przeciwnie! Z przyjemnością zaglądam podczas przerw w pisaniu.
Obejrzę sobie teraz to, co polecasz.
Dotarło do mnie dziś że w maju będę obchodziła 20 lecie matury…czy tylko mnie wydaje się że czas płynie szybciej? Grypowicze dbajcie o siebie i nie dopuście do przewlekłego stanu choróbska bo to się konczy poważnie. SM utno jest potem.
Jaka tu cisza! Cisza podziwu zimy i cisza twórcza, chyba. I cisza oczekiwania, na efekty.
A ja dodać muszę, o inspiracjach literackich, czytam teraz, jak w „Noelce” – „Czarodziejską górę”.
Dobrywieczorek :) I u nas koronki. A ja zastanawiam się, czy obecni tutaj Lunofile znają może – Laurent Laveder photographe ? Cichutko tutaj (wiem DUA pisze) .Przepraszam za namolność ;).
Proszę bardzo :) ;)
W lekturze „Krystyny” zrobiłam krótką przerwę, bo mnie zalała fala zamówień bibliotecznych i muszę nadążyć. Ale niedługo do tej lektury wracam. :)
U nas też ślicznie i zimowo, wyszłam z domu ciemnym świtem, jakoś po szóstej, bo przed pracą miałam „jazdę”. Rzecz nie do uwierzenia, zaczynałam w upały, mamy styczeń, a ja dalej uczę się jeździć i ani razu nie zdawałam jeszcze egzaminu. Czuję się jak jakaś rekordzistka – długodystansowiec. Ale uparcie (choć powoli) zmierzam do celu ;) I wychodzenie z domu zimowym świtem ma wiele uroku :)
U nas te same koronki wielkopolskie.
Ślicznie za oknem, zwłaszcza że niebo szare, świat lekko przymglony.
Bogata paleta szarości i przeróżnych bieli.
Zmarzł chyba ten paw.
Dziś za oknami przepiękne, bielutkie drzewa – jak z koronki.
Ale mimo tego zachwytu bielą już powoli marzy mi się wiosna. Parę dni temu wiozłam w południe syna do lekarza – i… pachniało już wiosną :) Pomimo śniegu i mrozu :)
A na „Krystynę” po raz n-ty i mnie narobiono tu apetytu… Dziękuję ;)
Tak Celestyno, rozmawiajmy i to nie tylko z okazji zbliżającego się Ich święta. Wspaniale jest mieć Dziadków blisko siebie . Ja miałam kochaną Babcię na wyłączność . Była Ona moją najlepszą PRZYJACIÓŁKĄ.
Papież Franciszek to mądry człowiek. Udziela nam bardzo prostych rad. Uważnie Go słuchajmy :)
A właśnie Celestyno, czy może już lepiej ?
Goraczka spadla, slabosc trwa. Jedyna pociecha cos od czasu do czasu podczytac, nie za dlugo, bo oczy bola. Acha, jeszcze dziecko namowilo mnie na Ojca Mateusza na tvPolonia, bo lubi:)
Corce goraczka sie ciagle blaka, tak w okolicy 38°
O, Celestynie gorączka spadła, czy tak?
Oj, piekne to zdjecie.
Jak widze, ponad rok temu zamieszczone w sieci. Dzieki, Pietaszku, bo pewnie bym przeoczyla.
Natychmiast tez skojarzylo mi sie z wielokrotnie (pare dni temu znow) powtarzanym przez papieza Franciszka postulatem, zeby rozmawiac z dziadkami.
A któż by mediów słuchał, zwłaszcza niektórych!:)))
„Miej serce i patrzaj w serce!”
Słuchając niektórych mediów można ulec takiemu złudzeniu .
A któż by wątpił, przebóg!
Na wypadek, gdyby ktoś wątpił, czy na świecie istnieje dobro – zdjęcie Włocha trzymającego na kolanach i tulącego do siebie babcię starowinkę.
Ha, ha Sowo. Masz wesoło z Sowiątkiem :)
Mój Syn w tym wieku mniej więcej, mawiał – ” …i doprowadź mnie do żywotka wiecznego…).
Ja również należę w tym tygodniu do zagrypionych. Wygrzewam się w łóżku, skrzynka pocztowa służbowa „odpalona” (i się trochę pracuje) i ratuję się czytaniem „Przemyślnego Don Kichota z Manchy”. Przy jego trudach i niepowodzeniach grypa to fraszka!
To jest, niestety, presja zdobywania odpowiedniej sredniej (jest teraz w klasie odpowiadajacej naszej szostej) zeby pojsc do klasy o profilu przed-licealnym. Taki system. Nie podoba mi sie ale co zrobic.
i siódmy brat miał skrzydło zamiast ręki, bo siostra nie zdążyła przyszyć rękawa do koszuli.
„Jeno ostatni junak w prawej ręce miecza nie dzierży. Do ostatniej koszuli siostra nie zdążyła prawego rękawa przyszyć. Ostatni junak zamiast prawej ręki kruczym skrzydłem wieje”.
Ale za to jak miło jest wstać po grypie, Celestyno! – że tak powiem (jak Pollyanna).
Swoją drogą, co za uczennica!
Eviku, dzięki, widzę, że i ty nie spoczniesz, póki się nie dowiesz, jak to w książce było.
Tak, tak, baśniowe liczby magiczne i symboliczne: trzy, siedem, dwanaście!
Kiedyś czytałam przeróbkę ludowej baśni: zamiast trzech synów (ten najmłodszy był głupi, ale to on dotarł gdzie trzeba, zdobył królewnę i pół królestwa) autor przeróbki dał czterech. I przysięgam, to już nie było TO! – równowaga narracji się zachwiała.
No wlasnie, ta glowa, Pani Malgorzato.
Juz zapomnialam jak to jest, bo wirus atakowal mnie bardzo rzadko. A tu niemoc kompletna, cale cialo boli. Zaledwie doba uplynela od poczatku kryzysu, a ja juz sie niecierpliwie. Przy kazdym wstaniu z lozka zawroty glowy, krok sie placze. Nie ma sily: trzeba wylezec, koniec kropka.
Wszystkim, ktorzy wspolczuja corce, ze nie mogla na oboz pojechac, przytaczam jej dzisiejsza refleksje (bo tez sie uzalalam):
„A, wiesz mamo, to lepiej, ze jestem chora w czasie obozu, a nie w normalnym tygodniu, przynajmniej nie bede musiala duzo nadrabiac”
:)
Wszystkich pozdrawiam!
I zagrzebuje sie w piernaty.
Sprawdziłam w książce. U Janiny Porazińskiej było siedmiu braci i córka. I siostra, aby wykupić braci musiała milczeć siedem lat, siedem miesięcy, siedem tygodni, siedem dni i siedem godzin.
„Siedmiu kruków przyleciało
siedmiu kruków zakrakało
nad dzieciątkiem
nad paniątkiem
porzuconym niebożątkiem”
Miłego dnia wszystkim życzę.
Leśmian, Madziu. Tego bym w malignie poznała.
Zdrowiejcie, ludu zagrypiony! AniuG, przesyłam ożywcze fluidy.
Ja już w zasadzie ozdrowiałam (aspiryna, cytryna, łóżko), tylko ta głowa jeszcze się ociąga.
Ale jutro będzie lepiej, trzymajmy się, nie dajmy się!
Dobry wieczór. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia wszystkim chorym!
W tym roku na wzmocnienie odporności pijemy w domu zakwas buraczany – może i Wam przyda się taki sposób :)
Jeszcze raz życzę wszystkim zdrowia.
Pozdrawiam i dobranoc :)
I jeszcze:
„Dwunastu braci, wierząc w sny, zbadało mur od marzeń strony,
A poza murem płakał głos, dziewczęcy głos zaprzepaszczony.
I pokochali głosu dźwięk i chętny domysł o dziewczynie,
I zgadywali kształty ust po tym, jak śpiew od żalu ginie…
Mówili o niej: „Łka, więc jest!” – I nic innego nie mówili,
I przeżegnali cały świat – i zadumali się w tej chwili…
Porwali młoty w twarda dłoń i jęli w mury tłuc z łoskotem!
I nie wiedziała ślepa noc, kto jest człowiekiem, a kto młotem?”
Skojarzeń mogłoby zresztą być więcej, więc jednak powiem: dobranoc! :)
Dobry wieczór.
To ja dołączam do grona zagrypionych. Z pracy mnie wygonili, bom się ledwie na nogach trzymała. Leżę w łóżku drugi tydzień, słaba jestem jak kociak, jeść nie mogę i w dodatku przyplątały się sercowe powikłania. Nawet z czytaniem problem.
Pozdrawiam wszystkich chorych zalecając bezwzględne leżenie w łóżku, bo powikłania mogą być bardzo groźne(miocarditis).
Zdrowych też pozdrawiam. A dzieciaczki szczególnie. Cóż to za cudowny wynalazek natury-małe dziecko ;)
Uściski.
Braci było jednak jedenastu, a dwunasta była siostra.
Sprawdzić we własnej książce z baśniami Andersena co prawda nie mogę, bo ją zaniosłam do pracy (mamy ferie i przygotowane zostały warsztaty plastyczne dla dzieci, malowanie na szkle, temat: „Królowa śniegu”).
Ale baśń znalazłam na stronie stolica-bajek.pl. :)
A też byłam pewna, że dwunastu!
Siedmiu było braci śpiących.
Dużo zdrowia, Pani Małgosiu.
Jestem niemal pewna, że kruków było siedmiu :)
Janiny Porazińskiej to było.
Chociaż bracia Grimm chyba też o siedmiu krukach napisali…
Polecam, bo obejrzałam „La la land” ( to film musical) i nawet pretensji brak, że mi nicka ukradli. Za to głowę mam pełną muzyki; cudowne uczucie…niestety nie wiem czy tak można leczyć migrenę lub grypę :( Wszystkim zdrowia życzę.
Dobry wieczór! Koncerty brandenburskie Bacha. Jeden co 12 godzin przez kolejne 3 dni.
Życzę zdrowia Ulubionej i Ulubionym.
Mamo Isi, kiełkowaniu towarzyszyła jeszcze specjalna figura, jak w przygotowaniu do fikołka.
Sowiątko jest również autorem nowego, dziewiątego błogosławieństwa: „błogosławieni między wakacjami”. Ponieważ wakacje stale znajdują się za mną lub przede mną, z zadowoleniem stwierdziłam, że mieszczę się w tej kategorii.:)
I miłej lektury. :o)
Zasiała Pani taką wątpliwość, że sprawdziłam natychmiast. Nie mamy racji.
Dobrej nocy! :o)
Dziękuję, Nini luba. Za tytuł i za życzenia.
Tak, skrzydło stanowczo. Siostra nie zdążyła utkać rękawa.
Ale dwunastu czy siedmiu? Obie liczby magiczne.
Może i ja sobie poczytam Andersena na dobranoc.
To proszę już się położyć pani Małgosiu, zażyć coś na ból głowy, a jeśli jest podwyższona temperatura, to najlepiej się wypocić wypiwszy uprzednio gorącą herbatę malinową lub lipową :)
Lubię powiedzonka Sowiątka, no i małych Mamoisiątek również.
Oj, zdrowia, Pani Małgosiu! I niech ten ból głowy minie!
Ptaszkowa baśń: Kum Kum.
Na moje oko (czego się używa przy wspominaniu?) braci było 12, ale ostatni miał skrzydło zamiast ręki. Ale powtórka przede mną jeszcze, więc korekta możliwa.
Kasztanowłosa, nie stresuj się, błagam. Najwyżej się nie uda!
A serduszka szkoda.
Chyba że to taki pozytywny, dopingujący stres. To wtedy i owszem.
Brawo dla Wiosenki! Ho-ho!
Z powodu rozbicia pogrypowego odmawiam zgadywania w kwestii Pana Andersena. Łeb mi pęka. Nawet nie powiem, ilu było braci – łabędzi w koszulach z pokrzywy. W głowie mgła.
Uprasza się Nini o podanie tytułu baśni z pawiem i ptaszkami.
Wszystkim chorym na grypę przesyłam wyrazy zrozumienia i pokrzepienia. No, mija, mija.
KokoszaNel, jak one lubią odpowiadać instrumentom koncertującym w Amfiteatrze!
To już wolę, jak się przechadzają po scenie, powłócząc zwiniętymi jak na obrazie ogonami niczym trenami.
Wiosence się poszczęściło z grafiki komputerowej – dostała szóstkę, ale wołami nie zaciągnę żeby się pochwaliła :)
Nini nie dostała Pani Małgosiu, ale znalazła wreszcie pierwszego pawia w Baśniach Pana Andersena, może to się liczy? :o) W utworze występuje dużo innych ptaszków (trochę jak w „Ptasim radio”) i generalnie dużo ich w całym tomie, a ja znów – jak w dzieciństwie – jestem pod wielkim wrażeniem wielkiej rozmaitości bohaterów, wśród nich nawet zielone istotki, i konia z rzędem temu, kto zgadnie, kto zacz?
Jeszcze dwa tomy przede mną, hurra!
Cudny ten obraz! A puch znów opadł..
Oj, masz rację, kochany Starosto, to życie mija ze świstem. I wciąż jakby przyśpiesza. Żal, ale tak i cóż zrobisz?
Sowo P., proszę przekazać wykiełkowanemu Sowiątku wyrazy uznania; tego jeszcze nie słyszałam;)
Celestyno, okropność, że tak Wam grypa pokrzyżowała plany narciarskie; współczuję z całego serca.
Piętaszku, bardzo ilustratorskie malarstwo wiktoriańskie. Przyjemnie się ogląda szczegóły. Klocki z alfabetem, domek pod stołem, dziecko chorujące na świnkę z obwiązaną chustką buzią. I przepiękny ten paw w chlewiku w towarzystwie czarnej świni i jej progenitury.
Ja jutro idę na konkurs z polskiego i oczywiście, i jak zawsze stresuję się już od dzisiaj. Taki już mój los. Można się przyzwyczaić.
Szkoła świeci pustkami – wszyscy chorzy. Nawet nie było dzisiaj ścisku na schodach i w szatni!
Ledwo wstałam z łóżka, już mój Tato chory. Toż to istna epidemia!
Aaa, jak się cieszę z Twojego sukcesu!
Bo to oczywiście Twoja zasługa, nie moja.
Ale miło mi, że się przydałam.
A kto dziś jeszcze dostał piątkę, albo szóstkę, albo czwórkę (z trudnego przedmiotu)?