
Mówiłam, że go czuję. Dziewczynce nóżki przypiekło.
Witaj, święty Mikołaju!
Już tu Dziatwa nasza czekała na Ciebie. Czy masz może w tym worku „Przygody Sindbada Żeglarza” dla naszej Zuzi 12? – tak tylko pytam, ze zwykłej ciekawości. W gruncie rzeczy – nieważne, co nam przynosisz. Ważne, że pojawiasz się co roku, od wieków, i przypominasz nam o tym, co naprawdę się liczy. Nie to, mianowicie, co my dostajemy, tylko to, co sami dajemy innym ludziom. I w dodatku to nie musi być nic nadzwyczajnego: Ty, kiedy jeszcze byłeś biskupem Miry, rozdawałeś biednym dzieciom po prostu jedzenie. A my, choćbyśmy sami byli biedni i nie mieli czego dać, zawsze jeszcze możemy podarować drugiemu człowiekowi uśmiech, uścisk, serdeczność, dobry uczynek lub po prostu – dobrą myśl.
To czasem bardziej uszczęśliwia niż prezent!
Dobrze, załatwione: będziemy piekli pierniki, nie musisz nam przypominać o naszej Galerii Piernikowej (którą otwieramy 6 stycznia, w Trzech Króli). A piekąc, oczywiście zrobimy zdjęcia. To ci będzie znowu wspaniała wystawa! Na pewno znów powstanie kilka Twoich portretów. Spodobają Ci się. Zapraszamy, wpadnij! Albo przynajmniej zerknij, no wiesz, stamtąd, z góry.
Ściskam Cię serdecznie i dziękuję! Trzymaj się!
MM








Droga Pani Małgorzato i Wspaniały Ludu Księgi! Przesyłam najserdeczniejsze (choć spóźnione) życzenia wszelkiej pomyślności w rozpoczętym już nowym roku.
Co jakiś czas zerkam spod regału i czerpię pokrzepienie z Waszych rozmów. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie!
Jeszcze dwa słowa o technice wyciskania pierników w formach drewnianych (może ktoś skorzysta):
Nowo kupioną formę należy moczyć w oleju przez całą dobę. Świeże drewno pije sporo oleju, a dzięki niemu dobrze zakonserwuje się. Potem smarujemy formę olejem (najlepiej za pomocą pędzla) przed każdym wyciskanym piernikiem. Ciasto odchodzi z natłuszczonej formy bardzo dobrze, a po upieczeniu jest nieco błyszczące. Niestety mąka lubi się na pierniku niedopiekać, z cukrem pudrem nie próbowałam.
Należy pamiętać również, by ciasto było wyjęte z lodówki bezpośrednio przed wyciskaniem, bo im jest twardsze, tym łatwiej się wyjmuje z formy i nie defasonuje się przy przenoszeniu na blachę. Sposób wciskania ciasta w formę i wałkowania go (przez folię) u mnie identyczny jak u Adminki. W kwestii pieczenia mam trudności – pierniczki są ciut grubsze niż te ze zwykłych foremek i zawsze przegapiam moment, kiedy ciasto jest już upieczone, a brzegi jeszcze nie spiekły się. Co ciekawe, im ciasto ciemniej się upiecze, tym wyraźniejszy staje się wzór.
Starosta pierwszy napisał, że pysznie (o tabletkach).
Lubię je dla witamin, mikroelementów i innych substancji zastępujących idealną dietę.
Dobranoc!
„Na kanapkę mi jego smaruj” – genialne!
Im dłużej o tym myślę, tym bardziej głodnieję.
I to jeszcze głodnieję dość entuzjastycznie!!
Dziękuję za rady w sprawie korzystania z drewnianych foremek. Wypróbuję obie metody – i tę z mąką, i tę z olejem.
Zgredziku a co nimi przeczyszczasz, tzn zmywasz?
Krzysztofie, dziękuję! Adresata dedykacji nie znam.
Tak! To prawda! Nie pachną.
Dziś stwierdziłam to samo.
Na placu mieli jodły z Norwegii, wielkiej urody i mięsistości. Ale jodły nie pachną, więc się wstrzymaliśmy z naszym zakupem. To, co było do nabycia poza jodłami, wyglądało wątło i żółtawo. I nie wydzielało żadnej woni.
No, nic, jeszcze jest trochę czasu na choinkę.
Dobry wieczór!
Można leciutko pędzelkiem posmarować foremkę olejem (nie za dużo tego oleju). Wtedy bez trudu pierniczki wychodzą z drewnianych foremek.
Jak miło przeczytać te wszystkie dziecięce historyjki. Od razu weselej. Ślę uśmiech :-)
Cudne te Stasiowe dialogi na cztery nogi:) Uśmiałam się jak norka. Zresztą wszystkie przytoczone dziecięce historyjki są zachwycające!
Dzisiaj u nas odbyła się trzecia sesja pierniczkowa; maleństwa z wprawą wałkują (mają swoje małe wałki), wycinają foremkami, nakładają na blachy i mają z tego mnóstwo radości. A cały dom pachnie piernikowo i świątecznie.
Męczy mnie problem, dlaczego obecnie choinki nie pachną? Dawno, dawno temu na plac z choinkami- drapakami można było trafić na nos, a teraz wokół rynku mamy z pięć placy wypchanych przecudnej urody choinkami. I zero zapachu. Zupełnie jak z tymi różami, co to teraz tak pięknie wyglądają, że już im nie starcza sił, żeby jeszcze pachnieć.
Kochany Starosto, dzięki za życzenia, Kingsleya i wsparcie na duchu. Bardzo potrzebuję. Nb. poszły wzajemne.
Kris, właśnie figurki Fontanini oglądałam. I kilka firm hiszpańskich. Są rozliczni pasterze, rzemieślnicy, anioły i zwierzęta, ale nie znalazłam postaci starotestamentalnych ani Jana Chrzciciela. Ten ostatni w sumie powinien być półrocznym, raczkującym berbeciem, jeśli chciałoby się zachować logikę czasową.:)
Karikari, foremki smaruj olejem.
:)
Bardzo duzy wybor statuetek jest tez na stronie mondopresepi.com . Sa tam figurki z roznych materialow i tez roznej wielkosci, niektore – te najdrozsze – bardzo precyzyjne, pieknie ubrane (maja uszyte stroje z materialu). Na tej stronie mozna tez kupic mnostwo akcesoriow oraz efekty dzwiekowe do szopek, sztuczny snieg, niebo z blyszczacymi gwiazdkami itp.
He, he… Kris, uśmiałam się!
Też lubię tabletki.
Och, och, co ja gadam, jasne, że Adminka nie piekła pierniczków w drewnianych foremkach.
Kris, a to pyszne!
Sowo, moze wpisz w google „statuine per presepi”, to wyskoczy Ci sporo wloskich sklepow internetowych z figurkami do szopek. Albo wpisz „Fontanini presepi” – to jeden z wiekszych takich sklepow, ma duza tradycje i produkuje figurki w roznych rozmiarach od 4 cm do 180 cm! Strona jest wielojezyczna, jest tez wersja polska.
Cudne dialogi dzieciece! Przytocze tez jeden, swiezy:
Jacopo, 5 lat: Tato, gdzie idziesz?
Tata: Ide kupic tabletki do zmywarki.
Jacopo: A czemu, zachorowala?
Karikari, ja wysypuję foremkę mąką (leciutko, i jeszcze ją opukuję, żeby nadmiar mąki wypadł z wgłębień) albo cukrem pudrem; ciasto ugniatam palcami w foremce, żeby weszło we wszystkie szczelinki, a potem jeszcze je rozwałkowuję (na foremce), żeby pierniczki były równe. Surowe ciasto odchodzi od drewna nieźle, trzeba uważać, ale mnie się zazwyczaj udaje wydobyć „odciśnięte” pierniczki bez szwanku. Piekę bez foremki :)
Serdeczności przedświąteczne!
Karikari, Emilka piekła w tych czeskich foremkach wedle przepisu z internetu. Poszukaj!
Ach, Sowo! Dobre i dobrze opisane.:) Lubię to Wasze Sowiątko.
O, już wszystko działa. OK.
Nutrio, dzięki za czujność, już poprawiamy galerię ilustracji. Chyba to wina serwera.
A mi się „tonacje pustynne” od razu skojarzyły z „kolorami ziemi”, które to Gaba miała w nosie ;)
Ha, ha, ha! Te pani, Justysi, Pieguski i Ani dialogi bardzo mnie rozbawiły:) Zgadzam się z DUA: Koniecznie napisz książkę, Krzysztofie!
Kiedyś zajmowałam się 5-letnią dziewczynką. Lilka bawiła się w piaskownicy i miała foremkę gwiazdkę. Nagle przestaje się bawić, a po chwili mówi: Zbuduję kosmos! :)
Dzieci są wspaniałe.
Nie powstrzymam się, by nie przytoczyć dedykacji Autora do „Wilczych łąk”:
„Gdziem rzadko płakał, a nigdy nie zgrzytał,
Te kraje rad bym myślami powitał,
Kraje dzieciństwa, gdzie człowiek po świecie
Biegł jak po łące…”
Adam Mickiewicz
Chesterko, dedykację da się odczytać bez większych problemów, nie wiem tylko, czy wypada ją tutaj publikować. Pozostawiam to ocenie DUA.
„Panu Stanisławowi Wolańskiemu dedykuję tę Wileńszczyznę – dobrze Panu znaną. Z przyjaźnią
Zbigniew Żakiewicz
(?) maj 92 rok”
Dzień dobry! Pierwsza tura pierniczków upieczona i udekorowana :)
Z wielkim zainteresowaniem czytałam Wasze informacje o drewnianych czeskich foremkach na pierniki. Mam jedną formę z Brugii, ale chyba nie do końca wiem, jak jej używać. W związku z tym pytanie do Księgowych będących w temacie: czy takie drewniane formy służą do wyciskania wzoru (ale jak to zrobić, żeby ciasto wyszło z foremki bez przyklejania się; jeśli wysypię formę mąką w celu łatwiejszego wyjęcia ciasta, na wyciśniętym cieście gubią się wycięte detale), czy też ciasto należy włożyć do formy i razem z nią upiec? Będę wdzięczna za wszelkie podpowiedzi. A tymczasem foremka służy mi jako dekoracja kuchni :)
Miłego piątku w przedświątecznej atmosferze :)
Jane, masz rację, najstarsi mają zwykle najwięcej tego typu pamiątek. Z drugiej strony, są też pierwszym materiałem doświadczalnym dla rodziców, więc jest sprawiedliwie ;)
U nas, oprócz tych klasycznych, komicznych sytuacji, gdzie dziecko powtarza zasłyszane u dorosłych frazy w zaskakującym kontekście, są też takie, które sprawają wrażenie, że synek jest w pełni świadomy ich komiczności i mówi je celowo, by nas rozbawić.
Scenka 1:
Zeszłam z Sowiątkiem po coś do piwnicy, gdy wracamy, spotykamy na korytarzu Babcię.
B: – Gdzie byłeś?
S: – W murowanej, hej!
Scenka 2 (trudna do opisania, bo trzeba widzieć minę i słyszeć intonację):
Kładziemy synka spać, oczywiście nie podoba mu się to i stara się odwlec ten moment. Siedzimy na tapczanie, on się wciska między nas, obejmuje nas za głowy i przysuwa je do siebie. Po czym rzuca konfidencjonalnie:
S: -Słuchajcie.
My (zaintrygowani): – Słuchamy.
Chwila pauzy, dla wzmocnienia efektu.
S:- Co będziemy dzisiaj robić?
Scenka 3:
Poranek. Dziecię budzi się oczywiście pierwsze, ja siłą rzeczy też muszę. Tatuś jeszcze przez chwilę drzemie. Synek w milczeniu podchodzi do Tatusia, uważnie mu się przygląda, jakby widział go po raz pierwszy. W końcu odwraca się do mnie i mówi:
S: – Nawet lubię Tatusia.
Przecież wiem, że bardzo pięknie piszesz, Krzysztofie. Kto szuka, ten znajdzie.:)
Pisz książkę!
Po takiej pochwale i z takich ust chyba nie pozostaje nic innego jak napisać książkę :-)
To prawda, że koniecznie trzeba zapisywać!!! Ale mi się wryła w pamięć (jak Idzie sms od Róży;)) jedna wypowiedź mojej 2,5-letniej wówczas córeczki.
Pracowałam wtedy w szkole, mąż i córeczka odprowadzili mnie do pracy. Minęła nas właśnie grupa przedszkolaków. Zagajam:
– Emilko, chciałabyś już chodzić do przedszkola?
– Tak.
– A nie byłoby ci smutno bez tatusia i beze mnie?
– Przecież ty też chodzisz do szkoły bez tatusia i beze mnie.
Pani Małgosiu, to troszkę smutne ale napiszę:
Babcia: Michałku, proszę, kupiłam Ci nową czapeczkę
Michał lat 4: Przymierza przed lustrem, ogląda się z każdej strony – mina „nietęga” -Babciu, ale ja w tej czapce wyglądam jak uchodźca :-(( Mina Babci warta wiele :-))))
Tata: Michałku idziemy spać bo jest bardzo późno!
Michał: Tatusiu ale ja nie usnę bez książeczki! A w ogóle to dziś była cały dzień NOC ! ( to o wczorajszym bardzo krótkim i pochmurnym dniu grudniowym co to nawet dziecko zauważyło, że jest ciemno cały czas:-)
Dzieci są cudne!
Dzień dobry.
Sowo – koniecznie zapisuj wszystkie śmieszne powiedzonka. Wiele lat temu „wydaliśmy” nawet mini książeczkę „Kwiatki Szymona D.” – była prezentem dla Babć. Pozostała dwójka dzieci niestety nie doczekała się takich publikacji (pierwsze dziecko chyba zawsze ma najwięcej zdjęć, filmików – czy też tak macie?), ale mam zeszyty, karteluszki z zapiskami. Po latach widzę, że bardzo ważny jest kontekst sytuacyjny – śmieszne słówko czasem nie wystarczy, nie pamięta się o co chodziło – mini dialogi (tak jak w uroczych scenkach ze Stasiem) są zabawniejsze, no i przywołują wspomnienia.
Miłego dnia.
Ależ koniecznie zapisywać, Sowo! Koniecznie!
Wydaje nam się, że na pewno zapamiętamy – ale figę, życie mknie naprzód, natłok nowych wydarzeń spycha dawne.
Zapisywać!
Mój zeszyt z takimi notatkami to teraz w rodzinie bezcenny skarb.
Justysiu, a cóż za spostrzegawczy Adaś! Mały technik.
Ta Kronika, przysłana przez Tatę Stasia, jest bardzo krótka, ale oto jeszcze coś:
SIERPIEŃ
W ogrodzie u Babci. Staś zbliża się wraz z Babcią do płota, za którym ujadają psy, strofowane w stanowczy sposób przez panią sąsiadkę. Staś: Babciu, chodźmy już od tej pani, bo ona jest trudna.
17 LISTOPADA:
Staś: Tu w naszym domku najpierw był Józio, a potem Staś. Marysi nie było. Dopiero musiała się urodzić.
.
(Uwaga moja: oczywiście Staś był pierwszy, ale najwyraźniej tego nie ogarnia, przypisując wielką ważność młodszemu bratu).
Ojej, ale mi wesoło przy czytaniu „Kroniki wypadków”. Od razu przypomniały mi się dwa dialogi mojego 18-letniego syna, gdy też miał 3 lata.
Mama: Adasiu, nie chodź na bosaka.
Adaś: A co to są bosaki?
Mama napuszcza wody do wanny do kąpieli.
Adaś: Mama, jaką wodę odkręciłaś – gorącą, czy zimną?
Mama: Letnią
Adaś: Przecież nie ma kranu z letnią wodą.
Pozdrawiam serdecznie Panią i Gości z Księgi Gości. Proszę o więcej cytatów z kroniki, może jeszcze inni rodzice coś dopiszą wesołego. Zabawne te dziecięce mądrości.
Ale mi się zrymowało…
Dzień dobry! Kronika ze Stasiem w roli głównej milutka, miło przeczytać coś takiego o poranku. Pięknego dnia!
Dobre! Takie zabawne dialogi u nas też na porządku dziennym. Może trzeba zacząć je zapisywać, dla potomnych.
Moja Babcia, gdy się zmierzchało zwykła oznajmiać obecnym w pokoju: „szara godzina!”, niezależnie od pory roku i bez związku z Adwentem. I rzeczywiście, nie zapalała wtenczas lampy. Zasiadała przy herbacie lub kawie i dumała. Nie pochodziła ze wsi, ale może dawniej to był jednak powszechniejszy zwyczaj.
Gliniane figurki pustynne – muszą być piękne. Przeszukałam Internet i nie znajduję odpowiednich figurek do mojej szopki. Znalazłam tylko jeden sklep sprowadzający szopkowe figurki z Włoch, oferują m.in. zabawne „aniołki obrotowe” (robiące fikołki). Ale drogie.
Jane, jest duże prawdopodobieństwo, że się uda. :)
Muszę się z Wami podzielić czymś bardzo miłym i zabawnym.
Dostałam życzenia świąteczne od Czytelnika, który jest tatusiem trojga dzieci. Załączono niedużą „Kronikę wypadków”. W roli głównej najstarsze z dzieci – trzyletni Staś. Oto fragmenty Kroniki:
4 PAŹDZIERNIKA
Staś (do braciszka): Józiu, powiedz Tata.
Józio: Aja.
Staś: Józeczku, jak będziesz mówił tak brzydko, to nie porozumiemy się.
JAKIŚ INNY DZIEŃ PAŹDZIERNIKA:
Babcia: Stasiu, na twoim miejscu jeszcze trochę bym wypiła.
Staś (podsuwa butelkę): Masz, wypij sobie.
14 PAŹDZIERNIKA, 6.42 RANO
Tata: Żono, tu w lodówce jest ser kozi.
Staś: Na kanapkę mi jego smaruj.
4 GRUDNIA, 6.00 RANO
Tata: Nie wyspałem się dziś.
Mama: Ja też się nie wyspałam.
Staś: Obawiam się, że ja się wyspałem.
GRUDZIEŃ:
Staś: Pan Van Gogh miał inne kolory niż pan Moneta.
Nutrio i Molu, sto lat!!!
Mnie też zachwycił opis szarej godziny. Teraz w mieście czasem trudno nawet o szare minuty… A może to od nas samych zależy?…
Dobry wieczór.
Sowo – trzymam kciuki żeby książka dotarła :). Odwzajemniam podziękowania – po wpisach Twoich i KszyszOfa, zakupiłam na allegro „Rytuał rodzinny”. Dziś właśnie dotarł – jest przepis na pierniczki :) (choć pozostanę wierna mojemu czeskiemu przepisowi) oraz opis obrzędu żłóbka biblijnego – od przyszłego roku wdrażamy. W tym roku już na wszystko za późno – wprawdzie wydobyłam gliniane figurki peruwiańskie (schowane na parę lat po tym jak pastuszek został bez głowy – widać w wielu rodzinach dzieje się podobnie), ale brak nam postaci biblijnych – trzeba będzie nad nimi popracować.
Dobrze panią rozumiem. Sama mieszkam na wsi i nie narzekam:)
Szalenie mi miło Krzysztofie, że interesuje Cię twórczość Z.Ż. Podziel się wrażeniami po przeczytaniu, dobrze? Jestem ciekawa tej dedykacji. Da się ja odczytać?
Na wsi mieszka się wspaniale! Całkowity spokój.
I o szare godziny jest łatwiej niż w mieście.
Ale Pani, DUA, zazdroszczę tego wiejskiego życia!
W sumie, ja też mieszkam prawie na wsi. Mam 2 min do najbliższego pola :) Jednak oficjalnie to jest jeszcze miasto. Ale na szczęście na naszej ulicy w 4 domach są kury (i kogut).
Jak jestem w mieście dłużej niż ok. 12 godzin to jestem nerwowa. Nie lubię miasta. W przyszłości chciałabym żyć tak jak Pulpecja – koło lasu, z dziećmi, ze zwierzętami, gotując obiady itd.
Z chęcią zjadłabym te wszystkie dobroci, Nutrio i Molu.
Jaki piękny opis „szarej godziny”, tchnie spokojem, taka ostoja, ważny czas. Brakuje nam teraz takich „szarych godzin”, oj brakuje.
Nie, nie wiedziałam, Nutrio. Różne rzeczy dzieją się w Poznaniu, a mnie tam nie ma – przecież jestem teraz wiejską kobietą! I chwalę to sobie!
Aha, niedawno słyszałam w radiu, że o 17:00 na poznańskim Ratuszu miało się odbyć śpiewanie kolędy ,,Cicha noc” przez cudzoziemców. Miało to na celu, by obcokrajowcy poczuli się w Polsce jak w domu, żeby zapomnieli, że spędzają Wigilię w obcym kraju. Podobno śpiewało ponad 30 osób. Nie mówili tylko cz po Polsku, czy Angielsku. Wiedziała Pani o tym?
Nutrio, korekta dokonana.
„W tonacjach pustynnych”!- ładnie powiedziane, Krzysztofie. Natychmiast je ujrzałam oczami duszy.
Sowo, figurek sami nie robimy, bo talentów plastycznych brak, zostały więc zakupione (figurki, z talentami tak łatwo się nie da) i to na tyle dawno, że nie pomnę, gdzie i skąd. W każdym razie są dość duże, gliniane i pomalowane w tonacjach pustynnych.
Z Antykwariatu Warszawskiego przyszły książki Zbigniewa Żakiewicza, na stronie tytułowej „Sagi wileńskiej” widnieje odręczna dedykacja z maja 1992. Zamówiłem razem z „Tryptykiem” zanim Chesterka mnie uświadomiła, że treść się pokrywa, niemniej okazało się to potrzebne, bo w tym wydaniu jest też „Dolina hortensji”, której brak gdzie indziej.
Zaś na stronie tytułowej „Nutrii i Nerwusa”, którą to wedle kolejności zacząłem dzisiaj czytać, znalazłem autograf Autorki :-)
Właśnie, właśnie: zapraszam do wysyłania świątecznych e-kartek!
Dziękuję Kasztanowowłosa:) A co do książki ta akurat przeglądałam sobie e-kartki i trafiłam na taką o Ewie. Cóż za zbieg okoliczności!
O! To ja nie będę gorsza! Podam gofry z bitą śmietaną, płynną czekoladą i owocami. A później lody cytrynowe i… pierniczki!!
Piękna ta szara godzina. Sowo.
Moja Mama wspominała wielokrotnie, jak rodzice siadali o tej porze z całą piątką dzieci pod drzewem w ogrodzie (na wsi, latem) i wszyscy śpiewali stare polskie pieśni patriotyczne.
Działo się to tuż po I a przed II wojną.
Wszystkiego najlepszego Nutrio i Molu!
Brawo za 6! Oby tak dalej!
P.S.
Przypominam sobie Szaleństwa panny Ewy. To chyba najlepsza książka na pochmurne dni.
Ewa każdego potrafi zarazić radością życia. Wtedy nawet w taki ponury dzień można być radosnym :)
Pulpecja czytała chyba Pannę z mokrą głową, ale w upał :)
Hm… Sowo, to piękne!
Proszę zwrócić uwagę, że w moim poprzednim wpisie pojawił się błąd (trochż zamiast trochę) czy mogłaby to Pani poprawić?
He, he… To w takim razie ja podam babeczki. Z ciastem czekoladowym, i śmietaną posypaną czekoladowymi wiórkami. Będzie także sok jabłkowy i pomarańczowy. Ręcznie wyciskany. No, dobra, nie tyle ręcznie, co przez specjalny robot kuchenny. I kawa z młynka, ale to już może trochę później. Za życzenia dziękuję!
:)
„Pięknym zwyczajem była na wsi tzw. szara godzina. Pod wieczór, gdy już skończono codzienne zajęcia gospodarskie, gdy robiło się szaro, coraz ciemniej, wszyscy domownicy: dziadkowie, rodzice, dzieci, zbierali się w kuchni, najlepiej w pobliżu płyty. Nie palono jeszcze lampy. Rozważano w ciszy swoje życie, zastanawiano się nad nim, nie brakowało też cichej modlitwy. Starsi, szczególnie dziadkowie, opowiadali dzieciom, wnukom, jak to było dawniej, jakie były tradycje, zwyczaje; przypominali też dzieje naszej Ojczyzny”.
Ks. Stanisław Hołodok – „Adwentowe zwyczaje religijne”.
Szara godzina – właśnie trwa.
Ha! No, dobrze.
Co prawda myślałam, że to Wy podacie torciki. Ale niech będzie, że ja stawiam!
Sto lat i jedenaście!
Dla mnie torcik lodowy:) Oblany białą czekoladą! A ozdoby marcepanowe robi Bernard! On już będzie wiedzieć co, ile i gdzie dać!
Prawda? :)
Brawo!
Piękne urodziny.
PS. Ja też. Tę szóstkę. Minus.
Hm, hm… Dla mnie torcik orzechowy (orzechowa masa i ciasto z orzechami -bardzo lubię!) w białej czekoladzie. I z tym zameczkiem z karmelu. I nutrią oczywiście. A świeczek 11.
Jak to, a torcik? A ile świeczek macie? A może są dwa torciki?
Proszę o szczegóły.
I brawo za szóstkę z matmy!
P.S. Dostałam 6 z matmy!
Za życzenia i uściski dziękujemy.:) I zapraszam wszystkich na herbatkę jaśminową.
Tak:) Dziękujemy baaardzo!
Czyżby nasze miłe bliźniaczki obchodziły dziś urodzinki?
Ależ sto lat, sto lat!
Przesyłam mocne uściski!
Przyjdzie czas i na inwentarz. :)
Och, Pani Małgosiu, a ja wprost kocham piwonie! nawet bardziej iż róże. Mają zapach, który kojarzy mi się z miłością!
PS. A Nutria B.? :)
O! To świetnie! Obchodzimy imieniny w ten sam dzień:)))! Moja radość jest podwójna, bo dostałam od Matki Natury wspaniały urodzinowy prezent: sypie śnieg!
Rodzina Górskich wybiera się pewnie do kina (patrz:”Paterson”).
Otz, spojrzałam na „Ilustrowany inwentarz ptaków” i uważam, że to książka w sam raz dla naszego Sowiątka.
Śliczna.
Pewnie to byłam ja, Bożeno. Lubię Gorczyckiego i polecałam go w zeszłym roku na Adwent.
KrzysztOfie, a te figurki Abrahama, Izajasza i Jana Chrzciciela sami robicie, czy Casciolina przywiozła z Włoch? Chętnie bym uzupełniła swój figurkowy żłóbek biblijny (mam taki od kilku lat!) o te postacie. W tym roku wstrzymam się z jego ustawianiem, bo w zeszłe Święta Sowiątko dekapitowało jednego z pasterzy, łamiąc mu przy okazji klarnet. Skleiłam biedaka, ale wolę nie ryzykować z resztą.
Jane, zapomniałam podziękować Ci za cynk o Innocentim. Niestety, ktoś mnie ubiegł w zakupie, ale wypatrzyłam jeszcze w jednym miejscu egzemplarz nieuszkodzony. Zobaczymy, czy do mnie przyjdzie, bo kilka razy zdarzyło mi się kupić coś, co widnieje w katalogu, a de facto dawno już tego w sklepie nie ma.
Brawo, wielkie brawo dla Otz!
Co za wyniki!
Sa, sa jaselka we Wloszech! W sobote moj Jacopino bedzie jednym z Trzech Kroli – Baltazarem :)
DUA, proszę spojrzeć na „Ilustrowany inwentarz ptaków”.
P.S. Angielski podstawowy na 97,5%, rozszerzenie – 92,5%! :)
Uff, dopiero wróciłam z miasta: okropność, okropność.
Jak dobrze było wrócić przez lasy do naszego ustronia!
Molu Książkowy, Emilia obchodzi imieniny w czerwcu. Dużo róż i ostróżek dostaje. I piwonie.
Piegusko, żeby tak chciał to czytać jakiś sztab generałów, lub politycy – może by i co J. pomogła.
Jakie cudowne są ta „presepi tradizionali”! No to zaczynamy, może w tym roku jeszcze nie wyjdzie, ale zaczniemy chyba od wykorzystania domku od lalek.
Ach jasełka:) pięknie że we Włoszech też są! A my szykujemy kostium św Józefa-jutro próba generalna w przedszkolu. Mam tylko problem z wyborem obuwia: Zielone kapcie vs łypiące na czerwono adidasy. Hehe przypomniały mi się tygryskowe jasełka.
P.S. Dla pokoju na świecie można jeszcze pisać Jeżycjadę:)
Casciolino, aż mi się oczy spociły:), po przeczytaniu Twojego wpisu…
Witaj, Daisy, witaj, Stasiu, gratuluję i życzę wszystkiego dobrego na początku Waszej wspólnej podróży przez życie. Być Mamą – to brzmi dumnie:) To niemal jedyna (obok Żony) rola, w której jest się niezastąpionym. Pozdrowienia dla wszystkich Mam!
Ojojoj! ale mnie tu długo nie było! W ogóle to często mnie tu długo nie ma! No na prawdę!! No, ale w końcu wychodzę spod regału! No muszę napisać porządnie długa wiadomość do pani. No ale to już raczej prywatnie. Tymczasem mam do pani jedno pytanie: kiedy pani Emilia obchodzi imieniny?
Dziękuję za ten obrazek, Casciolino.
Dzisiaj Marco był po raz pierwszy w życiu na jasełkach, w przedszkolu, w którym do niedawna pracowała jego babcia. On świetnie się bawił, tańczył i klaskał, ja głównie się wzruszałam. Dzieci były pięknie poprzebierane, pojawiły się kryształki i płatki śniegu, dudziarze i pasterze, gwiazdeczki i gwiazda betlejemska, trzej królowie, Maryja i Józef oraz narratorzy. Nad sceną królował złoty napis: na Boże Narodzenie podaruję ci uśmiech.
Myślę jednak, że dzieci same w sobie są prezentem, po prostu dlatego, że są. Ich szczerość, niewinność i entuzjazm dobrze robią dorosłym sercom. Zwłaszcza kiedy zewsząd docierają różne zatrważające informacje.
Mimo wszystko, przesyłamy z Mareczkiem uśmiechy, zbudowani tym przedświątecznym przedstawieniem.
A ja powtarzam sobie nieustannie słowa Matki Teresy, „to, co możesz zrobić dzisiaj dla pokoju na świecie to wrócić do domu i kochać twoją rodzinę”.
Dzień dobry!
Daisy, zostanie utworzony specjalny piernikowy adres, podamy go tutaj lada dzień. Zapraszam Cię do Galerii Piernika! Wszystkich zapraszam!
Gratulacje, Daisy!
Usmiecham sie do malego Stasia. :) A przy okazji tez do Giorgia i innych Ksiegowych Malenstw.
Witam. Przecudne piernikowe dzieło. Też muszę kiedyś spróbować takich bardziej skomplikowanych figur. Co do galerii piernikowej, czy będzie można wysyłać zdjęcia swoich wypieków, a jak tak to na jaki adres? Pozdrawiam.
Miło, jak się tu nowe dzieciaczki meldują.:)