Jesień z takim brunecikiem?

ciotka-tyl-mn

 

Jeszcze nie wiem na pewno.

To taki tylko szkic roboczy.

Bohaterka „Ciotki Zgryzotki” może się jeszcze rozmyślić. Gdyby się jednak nie rozmyśliła, to tak będzie wyglądała druga strona okładki. Ale kto ją tam wie! Kapryśnica z niej. Rogata. Z charakterkiem. Wciąż muszę zmieniać to, co napisałam, tak smarkula rozrabia.

Ciekawe – po kim to?!

A jeszcze – mały wierszyk, istna perełka (czym prędzej, bo jaskółki już odleciały i niedługo zima!):

 

Leopold Staff

JESIEŃ

 

Słońce nietowarzyskie

Przez mgły lotną pianę

Lśni na wpół nieobecne,

Jakby zakazane.

 

Jaskółki, szyjąc przestrzeń

Igłami świergotu,

Zarzucają na siebie

Lasso swego lotu.

 

Ospały powiew, orząc

Staw w bruzdy i skiby,

W sieć zmarszczek wodnej szyby

Złowił wszystkie ryby.

 

423 przemyślenia nt. „Jesień z takim brunecikiem?

  1. A pewnie, kochana klaso 6a! Codziennie tu zaglądam.
    No, ciekawa jestem, jak Wam się lektura spodoba.
    Pozdrawiam Waszą Panią, a Was wszystkich ściskam serdecznie!
    I zdrówka życzę!

  2. Dzień dobry :D Pozdrawiamy serdecznie ze szkoły sanatoryjnej w Rabce. Zaraz będziemy czytać fragment ,,Języka Trolli”. Pani od polskiego pokazała nam tę stronę. Czy naprawdę zjawia się tu Pani osobiście?

  3. A Lud, a przynajmniej Dziatwa, życzy DUA tego samego!
    (A czy Pani wyczyściła buty?;))

  4. Wiśniowe, ośmiodziurkowe.
    Zakarbowałam sobie.

    Obfitości w butach i skarpetach życzę Ludowi!

  5. O proszę! Akurat przed chwilą skończyłam czyścić trzy pary butów. W tym wiśniowe, ośmiodziurkowe Martensy przy których czyszczeniu myślałam o Rogatej Jesiennej Bohaterce „Ciotki Zgryzotki” i o tym jak bardzo lubię nosić Martensy jesienią. Ostatnio „Jeżycjada” wywołuje u mnie przemyślenia obuwnicze. Przy „Wnuczce” były czerwone trampki, teraz wiśniowe Martensy (które bardzo wdzięcznie wyglądają do spódniczki, polecam Rogatej!).
    Serdecznie pozdrawiam, już prawie (bo bliżej niż dalej) inżyniersko!
    Nutka

  6. Mikołaj mówi, że już leci, już leci, wpadnie tu późnym wieczorem.

    Masz, Zuziu, „Opowieść wigilijną” z ilustracjami Ingpena! Aaach!
    To też prześliczne obrazki, znam je.
    Poszukam i sobie kupię do kolekcji, a co mi tam.

    Kris, (wiad.pryw.)- ach, nie, jeszcze nie.:)
    Obiecuję zapomnieć o tym pytaniu, żeby się należycie ucieszyć z niespodzianki!

    A jeszcze chcę podziękować wszystkim miłym Księgowym z Wrocławia i okolic za listy i prezenciki przekazane mi dziś przez Emilkę, po powrocie z wrocławskich Targów Książki. Jesienna Ado, nie, to nie był nietakt – prosić córkę o przekazanie liściku matce! Zrobiła to chętnie!
    Wszystkim bardzo, bardzo dziękuję, zbiorowo, a przytulam z osobna.

    Pa na razie, bo czuję Mikołaja.

  7. Dzień dobry!
    Ja parę lat temu od choinkę dostałam śliczną „Opowieść wigilijną” z pięknymi ilustracjami Roberta Ingpena.
    Cudownie się składa, bo to akurat moja lektura.
    Mam też „Curriculum vitae”, o którym przed chwilą wspomniała Ania G. Najbardziej mi się podoba to, że Szancer zrobił ilustracje do własnego życia.

    Kochana Pani Małgosiu, u nas skarpety.:) Uszyte przez babcię albo ciocię-babcię. Jedyny minus to taki, że nie można ich czyścić, a jak się włoży w to pracę, to potem jeszcze większa przyjemność z podarunków.
    Drogi Św. Mikołaju- miłej podróży!

  8. No nie mogę… a Bogdan Zieleniec i jego ilustracje do „Ani z Zielonego Wzgórza” ? To jeden z moich najcenniejszych skarbów, należące jeszcze do mojej Mamy wydanie z 1956 r. Oprawione w zielone płótno (kolor mchu).

  9. Aniu G., jeśli idzie o drewniane foremki, to na allegro można znaleźć. Wpisz w wyszukiwarkę speculaas albo springerle. Jest ich trochę do wyboru w różnych cenach ;) O, teraz sprawdziłam, że nawet po wpisaniu: „drewniana forma do piernika” wychodzą 4 wyniki. Jeszcze jako ewentualny zamiennik takich foremek można użyć stempli do ciastek, a tych jest już ogromny wybór na allegro i w sklepach internetowych :)

  10. Mamo Isi , ilustracje J. Grabiańskiego – o tak ! Każde dziecko je kocha (małe i dorosłe również).

  11. Ilustracje Szancera zawsze bede kochac, bo sa przepiekne i zawsze przenosza mnie takze dzisiaj do czasow, gdy bylam jeszcze dzieckiem. Wtedy bardzo dlugo sie w nie wpatrywalam. Szczegolnie w Pinokia. Mam takie wrazenie, ze Szancer przy kazdej kresce myslal o najmlodszych czytelnikach i nigdy nie chcial ich przestraszyc tylko „zaczarowac” basnia. Stad pewnie u niego te niedopowiedzenia. Ilustracje R.I. zachwycaja, ale sa chyba dla troche starszego czytelnika.

    Mam wydanie „Dziadka do orzechow” z roku 1991. Widzialam jednak, ze jest wznowienie. Papier pewnie jest lepszy. Ale czy jest jakas roznica w reprodukcji ilustracji?Moze ktos z szanownych gosci tutaj mi odpowie?

    Z lupa w reku spedzilam w ostatnich tygodniach wiele godzin! Nie moglam sie oderwac od albumu „Imagining Anne. The Island Scrapbooks of L.M.Montgomery” E.Rollins Epperly (Penguin Canada). Piekny! Bardzo dlugo na cos takiego czekalam i szukalam!

  12. Dzień dobry!

    Bardzo przelotem – do Sowy. Czy dobrze zrozumiałam, że poszukuje albumu „Dom”? Internetowa księgarnia ravelo – outlet. Album ma niestety uszkodzoną okładkę, ale za to korzystną cenę :). Trzeba wpisać autora J. Patric Lewis.

    Pozdrawiam najserdeczniej Wszystkich. Ślę uściski i uśmiechy. U nas w Łodzi słońce :)

  13. Dzień dobry.
    Innocenti cudowny, zakupiłam kiedyś Pinokia, ale dzieci siostry bały się tych ilustracji, zbyt naturalistycznych. Szancer natomiast( ukochany) funkcjonował bezawaryjnie.
    Uniechowski ulubiony( ta „Lalka” , rozpadająca się ze starości, ale jedyna możliwa do zaakceptowania).
    Leśmian kochany, czytany do dziś.
    Dziękuję za cynk o „Teatrze życia”. Zakupię niezwłocznie.
    „Curriculum vitae” sprezentowałam sobie rok temu na Gwiazdkę.
    Nieśmiałe pytanie o foremki drewniane do pierników- gdzie kupić? Były informacje w Księdze, ale znaleźć nie mogę, chyba w starszych wpisach.
    Włażę z powrotem pod regał. Siedzę tu pilnie i codziennie z rozkoszą podczytuję.
    Ściskam i pędzę do pracy.
    Pa!

  14. W „Pinokiu” Innocenti rewelacyjnie oddał klimat włoskich miasteczek, choćby dlatego warto mieć to wydanie, bo to dzieło sztuki samo w sobie. Szancer jest bardziej umowny względem tła, co oczywiście też ma wielki walor. Trzeba mieć po prostu oba wydania. Ech, szaleństwo książkowe.

  15. Tak jest, Mamo Isi.
    A ja wczoraj oglądałam przez mocną lupę ilustracje Innocentiego w „Pinokiu”. Zagadka techniczna: jak on to robi, że osiąga takie hiperrealistyczne efekty, taką zawrotną perspektywę?
    Dostrzegłam przez tę lupę, że na przykład gałązki drzew czy kamienie mają kontury rysowane niezwykle cieniutką czarną (lub barwną) kreską. To by była tajemnica tej wyrazistości i plastyczności. Ale są jeszcze inne sekrety.
    Przede wszystkim – wyjątkowo czułe oko. Ten człowiek, patrząc na pejzaż, widzi wszystko razem i wszystko z osobna. Niezwykle spostrzegawczy, a zarazem niezwykle pracowity i drobiazgowy.
    Ostatecznie największy mój podziw wzbudziła wczoraj piaszczysta polna droga w „Pinokiu”, na tej ilustracji, gdzie pajacyk rozkopuje swój dół z monetami.

  16. Ilustracje Szancera do Dziadka najlepsze. Szkoda, że to wydanie to tylko adaptacja Kramsztyka, a nie oryginalne tłumaczenie. Zajrzałam do Innocentiego, jego Dziadek najmniej mi się podoba, chyba za mocno realistyczny. Ale Dickens – ooo, to bym chciała mieć. Ciekawe, czy wydadzą kiedyś te wersję po polsku, bo jak tak, to na pewno kupię. Halo, Media Rodzino, czy ktoś nas tu czyta?

  17. Nie wymieniłaś najładniejszych, Piętaszku – ilustracji JMS do „Dziadka do orzechów”!

    Sowo, mam stare wydanie, ale może Lud się zainteresuje, dzięki!

    Dziatwo, no jak tam? Zuziu, Molu, Nutrio – buciki już wyczyszczone? Trzeba wystawić dziś wieczorem. Św. Mikołaj już w drodze!

  18. Dzieńdoberek:)))
    A Butenko, Bylina, czy Wilkoń! A Miklaszewski i jego ilustracje do „Na ustach grzechu”! No i nade wszystko Janusz Grabiański! Jego ilustracje do bajek Perrault, „Kotów” Eliota, „Rogasia z Doliny Roztoki” Kownackiej, czy moich ukochanych M.E.Patchett „Ajaks waleczny” i „Tam nieposkromiony”! Co za niepowetowana szkoda, że tak szybko odszedł.

  19. Kocham „Abecadło krakowskie” z ilustracjami Szancera . Oklejone taśmą, ale dzielnie się trzyma ;). Mam też
    „Pana Kleksa”, oczywiście „Baśnie” Andersena, „Kota w butach” , „Grzyby”, „Pchłę Szachrajkę” ,”Brzechwę dzieciom”, „Lokomotywę” no i pewnie coś jeszcze.
    A kto lubi „Ferdynanda Wspaniałego”? Ilustracje – Kazimierz Mikulski. No, ale to już inna bajka…

  20. Szancer i Uniechowski. Tak, Bożenko, ci dwaj.
    Urok szczegółów i siła niedopowiedzeń. I ten rozmach!
    I malowniczy wdzięk.

  21. Szancer i Uniechowski (np. „Mała księżniczka” F.H. Burnett, czarowne ilustracje Antoniego Uniechowskiego), najulubieńsi. Szancera ilustracje do „Zaczarowanego zamku” Edith Nesbit gdzieś jako siedmiolatka próbowałam nawet – dziecko naiwne – kopiować przez kalkę (te sukienki! :) Tekst i rysunek mnie fascynowały, z książkami nie umiałam się rozstać, czego efektem było w końcu solidne podtopienie „Zamku…” w wannie…

    A w „Dziełach wszystkich” Bolesława Leśmiana, Sowo P., ilustracji brak. Wydanie bardzo eleganckie, ale to tomiszcza raczej nie dla dziecka.

  22. A ja dzisiaj zamowilam The Nutcracker i Das Weihnachtslied ” z drugiej reki” w internecie. Bedzie co czytac i ogladac pod choinka! Pinokia i Wyspe skarbow z Media Rodzina zamowimy u Gwiazdora :) Wspaniale, ze sa tez juz polskie wydania! Mam juz to piekne stare wydanie Pinokia z ilustracjami Szancera i jestem ogromnie ciekawa, jak ta historie zilustrowal R.I.

  23. Cha, cha, jest więcej Innocentiego w polskich wydaniach!
    Patrz: Media Rodzina.
    Kupiłam. Nawet „Kopciuszka”, którego miałam ( z tymi ilustracjami!) po francusku.

  24. Mamy jeszcze polskie wydanie „Wyspy skarbów” z ilustracjami Innocentiego i przepiękny album „Dom” Lewisa. Poluję nań od dawna, bo oczywiście już dawno wyprzedany.

  25. Ta ksiazka, ktora ogladalam zostala wydana przez gerstenberg verlag ale wlasnie widzialam w sieci, ze jest tez chyba taka sama angielska wersja. Ilustracje wspaniale sie prezentuja, bo ksiazka ma duzy format.
    Piekny prezent na gwiazdke. Ach chyba napisze list do Gwiazdora:) Czy to jest polskie wydanie „Pinokia” z ilustracjami R.I.?

  26. Dzien dobry.Jesli chodzi o Pinokia to kolo nas,ok 30 km od mojego miejsca zamieszkania, jest malutka miejscowosc Vernante,gdzie mieszkal illustrator ksiazki Pinokio, Attilio Mussino.Po jego smierci na domach tej miejscowosci powstaly tzw murales, czyli ilustracje z Pinokia namalowane bezposrednio na scianach budynkow.Spacerujac po tej miejscowosci mozna,ogladajac ilustracje na scianach domow i bezppsrednio sledzic przygody Pinokia.Bardzo piekne to jest i jedyne w swoim rodzaju.

  27. Jest, oczywiście!
    Coś cudownego!
    Wpiszcie sobie tylko: Roberto Innocenti Christmas Carol.
    Ale widzę też, że artysta zilustrował „Dziadka do orzechów”- o, radości!

  28. Marigold, dziękuję! Cieszę się!
    To nie książka, to żółty zeszyt Bebe B.

    Co do wspaniałego Roberto Innocenti – tak, przynajmniej o jednej takiej książce wiem. To „Pinokio” z jego ilustracjami, absolutnie zawrotnymi.
    Mam to wydanie i często oglądam te małe dzieła sztuki z uczuciem aż niedowierzania. Mistrz!
    Muszę poszukać w sieci tych ilustracji do „Opowieści wigilijnej”, może będą.

  29. Dzien dobry, Pani Malgosiu ten obrazek z ksiezycem jest przepiekny. Ja w nim slysze cisze nocy i wpatruje sie w niego ciagle na nowo w ten ksiezycowy, srebrny blask! Bije z niego taki cudowny spokoj. Az chce sie wskoczyc do tego pokoiku i zerknac ukradkiem co to za ksiazka lezy na tym stoliku:)

    Tutaj gdzie obecnie przebywam, a wiec niedaleko Bibliotheca Augusta ;) zrobilo sie juz, jak co roku, bardzo adwentowo i swiatecznie. Ksiegarnie kusza propozycjami prezentow gwiazdkowych. I wlasnie wczoraj w jednej z nich przegladalam przepiekne wydanie Eine Weihnachtsgeschichte Dickensa w duzym formacie z ilustracjami Roberto Innocenti. No i mam pytanie: Czy mamy jakies polskie wydania basni z ilustracjami R. Innocenti? Niestety szukalam, ale nic nie zanalazlam na ten temat. MOze ktos tutaj zna odpowiedz? Serdecznie wszystkich pozdrawiam.

  30. Piegusko, wszystkiego najlepszego. Tort – pychota ;)
    Byłam dzisiaj na targach książki we Wrocławiu. Istna uczta, mniam.I jak co roku o tej porze ,pod Halą Stulecia kwitną bratki :) Najmilsze jednak było spotkanie z p. Emilią Kiereś. Tak, tak, niedaleko pada jabłko od jabłoni. I tu już jak najbardziej na miejscu podziękowania dla DUA. Kupiłam , między innymi, Baśnie śląskie. Uważam, że na czytanie baśni każdy wiek jest odpowiedni. Miłego wieczoru wszystkim księgowym.

  31. Nutrio, pytałaś wczoraj o imieniny, to nieśmiało, ale serdecznie pozwolę sobie zaprosić Ciebie i wszystkich miłych księgowych, których tu poznaję, na urodzinowy tort. Last but not least:-) środeczek, z tymi uroczymi czekoladowymi zawijaskami, wykroję, niczym Pan Polonista dla Łusi, dla mojej Ukochanej Autorki, czy mogę?

  32. Są też w Googlu fotografie z różnych wernisaży. Prof. Wasilkowski to ten nieduży starszy pan, oryginał ze złamanym nosem i inteligentnym spojrzeniem.

  33. Oglądam sobie (nie na żywo oczywiście) obrazy Eustachego Wasilkowskiego. Interesujące. Podobają mi się „Kwiaty w błękitnym wazonie”. Widzę także nawiązania do twórczości Tadeusza Makowskiego.
    A moim profesorem był niezwykle charyzmatyczny Piotr C. Kowalski :)

  34. Mam Klechdy z ilustracjami Stannego, mam i Sindbada. Czytałyśmy te baśnie na głos, razem z wiewiórkami. Co się naśmiałyśmy! Bo Leśmian, obok całej swej poetycznej natury, miał też przepyszne poczucie humoru.

    U mnie kawa – w angielskiej filiżance ( bluebell pattern), a herbata zawsze w filiżance szklanej, bo lubię patrzeć pod słońce na ten bursztynowy płyn.

  35. Witajcie!
    O nie, muszę się wypowiedzieć w kwestii „lektura z opracowaniem”. Proszę sobie wyobrazić, że mój syn dostał, jako nagrodę na koniec roku, „Pinokia” z opracowaniem (z błędami). To jest straszne i zwalnia kompletnie dzieci z myślenia i wnikliwego czytania lektur. Niestety, odłożyłam tę książkę głęboko do szafy i pożyczyliśmy „Pinokia” od dziadka, wydanie z lat 50, z ilustracjami Szancera. To jest dopiero uczta, także dla oka. Dobrze, że mój syn uwielbia czytanie; mam nadzieję,że nigdy nie pójdzie na taką łatwiznę. Za moich czasów szkolnych (klasa humanistyczna, lata 90) korzystanie z tego typu „pomocy” było nie do pomyślenia. Sami dochodziliśmy do właściwych wniosków, wiele z tych wspaniałych lekcji pamiętam do dziś.

  36. Już Mikołaj Kopernik sformułował to prawo, że gorszy pieniądz wypiera z rynku ten lepszy.

    Na szczęście mam wydanie PIWu z 2012 (Baśnie i inne utwory prozą – jest tam i Sindbad i Klechdy itd.), więc stosunkowo niedawne.

  37. Te same refleksje mam ostatnio! Co ja się czasem naszukam książek z klasyki światowej, wydanych raz i nigdy więcej. Co ciekawe, równie nieosiągalne bywają książki wydane ledwie rok temu. Ludzie wiedzą co wartościowe, nie wiem skąd to przeświadczenie o upadku czytelnictwa.
    Leśmianowe klechdy są jeszcze w tym nowym, zbiorowym wydaniu, o którym wspominał ostatnio Zgred. Ale chyba bez ilustracji?

  38. Jest, jest, Piętaszku. Dzięki.

    Sowo, no tak, ale muszę powiadomić Lud.
    Swoją drogą, dziwne, że ta perełka polskiej literatury, a ściślej: dwie perełki („Klechdy” i „Sindbad”, z ilustracjami Janusza Stanny’ego) są – poza archiwalnymi egzemplarzami na Allegro – nieosiągalne. Co za czasy! Wydawcy zasypują rynek wszelakim śmieciem, a o Leśmianie zapominają.
    Owszem, jest względnie nowe wydanie w serii „Lektury szkolne z opracowaniem”, ale to jednak nie to, co być powinno.

  39. Ciii, bo zaraz cena skoczy.

    Kaczmarskiemu obcięłam końcówkę, bo mocna. Można odsłuchać całości wiadomo gdzie.

  40. … Na coście tak, skrzydełkami trzepocząc, płatki śniegu rozsypali czarną nocą?

    I to w Warszawie, a u nas wcale.
    Pyszny Jacek Kaczmarski, Sowo.
    Wiolu M. jakże rada jestem, że ktoś dał się namówić na „Klechdy sezamowe”!
    Teraz jeszcze „Przygody Sindbada Żeglarza”. Można je kupić za grosze na Allegro.

  41. Och, a jaką ja mam na ,,Klechdy” chrapkę! A nigdzie (w żadnej pobliskiej bibliotece) nie mogę ich znaleźć! Jasne, zawsze można kupić, ale z kasą teraz u mnie krucho, bo wszystkie oszczędności idą na prezenty…
    Ciekawam, kto ma dziś lub jutro imieniny?

  42. Cały dzień myślałam sobie, że dziś wieczorem usiądę i tu zaglądnę. : )
    Lublin pysznie bajeczny! Jak ja lubię każdą porę roku!
    Z Waszej inspiracji wypożyczyłam sobie „Klechdy sezamowe”, bo nie znam (a lubię nadrabiać zaległości dziecięco-młodzieżowe), choć czekają na odpowiedni czas, czytam teraz „Dziennik” Tischnera z lat młodości i mnie wciągnęło.

  43. Ależ oczywiście, że pierniki będę piec, po prostu te specjalne foremki kuszą, zwłaszcza w wyobraźni. :o)
    Tymczasem okazało się, że chlebek smakuje jak piernik właśnie (pewnie przez masalę :o)), a ciasteczka wymagają dopracowania.
    Pas słucki widziałam w ulubionej lekturze Anieli jako dekorację domowej (chyba?) sceny. Zdjęcie czarno-białe niestety, więc chociażem nie dziatwa, to dołączam się do próśb do Jas. Czterostronny?! Ale jak?!

  44. Sowo, bardzo ładny wiersz. Strasznie mi się spodobał. Przeważnie wiersze mnie nie porywają (nie każdy mi się podoba, wolę epikę), ale ten jest wyjątkiem. Powinien się znaleźć w podręcznikach. Na pewno udałoby się go wcisnąć do jakiej epoki.

  45. Człowiek się staje bardziej ludzki
    Gdy się przepasze pasem słuckim.
    Ów słuszną słynie w świecie sławą,
    Że lewą stronę ma – i prawą.
    Te same wzory i ozdoby
    Dwoisty dobór barw rozdziela:
    Tą stroną na wierzch – znak żałoby,
    Odwrotną zasię – znak wesela.

    Kwiecista jest wymowa stroju,
    Milczącym mówcą – szlachcic strojny:
    Lśni złotem brzuch na czas pokoju,
    A karmazynem – na czas wojny.
    Pas przypisuje jak proporzec,
    Czyni hetmanem, lub hołyszem:
    Zechcesz – poszarzy cię w pokorze,
    Wzrośniesz – roziskrzy w słusznej pysze.

    Jacek Kaczmarski, „Z pasa słuckiego pożytek”

    Jas, ja wiem, że to nie wina tych pań. To ogólnopolska tendencja. Z założenia ma być milej i bezpośredniej, ale niektórym trudno się przyzwyczaić.

  46. Kochana Sondelani!
    Bardzo wzruszyła mnie Twoja pamięć i piękne słowa. Dziękuję!
    Tak, rzecz jasna, zrób to.
    Pozdrawiam Was najserdeczniej.

  47. Ależ sama upiecz, nini! Pamiętam do dziś Twoją subtelną żaglóweczkę błękitnawą.
    Czekam!
    Pyszne masz plany przymiarkowe.

    Jas, przebóg, a kto to przecina na pół dywany!
    A może kiedyś sfotografujesz dla nas ten czterostronny pas słucki? Dziatwa chyba nigdy takiego pasa nie widziała.

  48. Pani Małgosiu Kochana! :o)
    Dziękuję za troskę, wyspałam się wspaniale (nie ma to jak gościnny zapasik, Pan Polonista może się nie skrzywi :o)), obudziłam w bajce (hurrrra!) i przymierzam do ciasteczek orzechowo-figowo-kardamonowych, śliwek pod bezą i chlebka masala. Idę zaraz sprawdzić, czy wieje.
    Strasznie jestem ciekawa tych pierników, ech! Będę cierpliwie czekać przybycia Króli Trzech, jak i Zgryzotkowej Premiery. :o)

  49. Co do kolorystów, to (nie potrafię odpowiednio o tym pisać) kojarzą mi się oni z polską sztuką ludową. Takie kolorowe, niby przypadkowe wzory, artystów kierujących się nie znaną mi logiką, którą na szczęście trochę czuję. To było nasze pięć minut w malarstwie, takie bardzo radosne.
    Mam obrus (podobny jak z Sokółki) z nazwiskiem panieńskim mojej mamy, tkała go babcia i prababcia, zupełnie jak taki kapistyczny obraz. Całe życie zastanawiałam się jak można zestawić tak kolory i wzory, ale to chyba cecha narodowa. Ja tutaj ciągle chwale swoje, bo o tym mogę coś napisać, trudno jest mi pisać o włoskich wzorach. Dwa lata temu u kuzyna na strychu znalazłam leżący, wielki dywan ok. 5×5, był przecięty na pół, ale też piękny, u znajomej na ścianie wisi oryginalny czterostronny pas słucki, jest taki delikatny jak japońska tkanina, jeszcze bardziej szczegółowy.

  50. Przeglądając stare wpisy zauważyłam Sowy o „pani Danusi”. W niektórych sytuacjach to drażni, w niektórych nie, ale to chyba nie prywatny wymysł pracowników. To było w rejestracji do radiologa, myślę, że wielu kobietom przed kolejną mammografią takie podejście dodaje sił, albo je pociesza, pewnie nie wszystkim to się podoba. U nas pod miastem są tzw. „fosfory”, wieloletnie składowisko szkodliwych odpadów, zwożonych z kilku krajów, jest tam nawet uran w sporych ilościach, oczywiście nie czysty, ale w związkach. W Gdańsku jest największy procent zachorowalności na nowotwory. Jak ludzie dożyją 60-tki to sukces. Lepiej więc się w życiu za bardzo nie ociągać, nie odkładać na później.

  51. Ciekawa jestem, jak też się nasza nini wyspała i czy nie ma kataru.

    Sowo, tak, to one. Dobry synek zdobył je dla mnie.
    Ale debiut foremek nastąpił jednak u Emilki, bo ona jest bardziej niż ja dokładna.

  52. Beato Mario, zrób zdjęcia pierniczkom, będziemy w styczniu otwierać Galerię Piernika – i zapraszamy!

  53. Och, w Ksiedze zapachnialo piernikami! I pyszna herbata, ciastem… milo.
    Mam nadzieje, ze snieg sie utrzyma do Swiat, bo moje Dzieci o tym marza – tegoroczne Boze Narodzenie spedzimy w Polsce. :) Jeszcze nigdy nie byly na sankach!

  54. Ja też wczoraj piekłam pierniki. Dzieci pomagały. W tym roku udało się nam kupić 4 nowe, bardzo ładne foremki.A jaki zapach w całym domu! Dzisiaj będziemy zdobili. Niektóre pierniki będą brały udział w konkursie szkolnym i w kiermaszu. Pozdrawiam bardzo wietrznie z Pałuk.

  55. Czy u Was tez tak wieje? U mnie strasznie, aż nie mogę chodzić w linii prostej, bo mnie zwiewa. Na dodatek nie wyspałam się przez to, że tak wiało, bo bardzo u mnie w pokoju jest zawsze bardzo głośno, gdy wieje, pada itp. Ale czytałam książkę do późna, więc nie mam prawa zwalać winy wyłącznie na wiatr. :)

  56. Lubię kolorowy świat, czerń i biel wydają mi się zbyt smutne we dwójkę tylko.
    Ale dziś wieczorem stworzyły baśniowy klimat i niepotrzebna była tęcza, żeby się poczuć rozkosznie wśród wirujących gwiazdek. Co to jest, że biel i śniegu i szronu najbanalniejszy badylek w piękność zamienia? A drzewa? Takie majestatyczne teraz. I jak tu uwierzyć, że nie szata zdobi…?

    Palatofelki (miałam na myśli palantofelki, oczywiście ;o)) to jeszcze nic Pani Małgosiu, litościwy pan podwiózł pod same drzwi, dobry człowiek. Natychmiast pognałam na balkon, gdzie wietrzyła się pościel.. hmm… też już w piękność zamieniona.. ale głowę do poduszki da się przytulić. :o)

    Całą noc padał śnieg, cichy, cichy, cichuteńki.
    Przyszedł świt, a tu świat cały biały, bielusieńki.
    Jakby kto świata skroń gładził chłodem białej ręki
    I powiedział szeptem doń „nic się nie bój, mój maleńki”

    Dobrej nocy! :o)
    A rano, mam nadzieję, obudzimy się w bajce..

  57. A u nas dziś wieeeejeeeee! Głowę urywa.

    Sławetne foremki od pana Słowika? Ja też sobie przywiozłam śliczne, z Torunia, specjalnie do GalPieru. Ale więcej pomysłów nie zdradzę.

    Słuchanka na dobranoc:
    „Na całej połaci śnieg” – Jeremi Przybora i Anna Maria Jopek.

  58. Palatofelki łatwo przemakają, to rzecz wiadoma.
    Trzeba było botelki przywdziać, Nini.
    I co teraz?
    Idę spać z pewnym niepokojem w duszy.

  59. Całą noc padał śnieg!
    Ach, jak ja to lubię! :o) Dziękuję za przypomnienie Pani Małgosiu, wiem, czego będę słuchać.
    Jest ślicznie, Matyldo! ;o)
    Ale pani z taksówkarni mówi, że zadzwoni, jak tylko znajdzie wolne auto, bo jest okropnie! A nini w palatofelkach dziś..

  60. No bo kto to widział – jeść pierniki!

    Admineczka dziś upiekła swoje, w drewnianych foremkach rzeźbionych, które mi syn przywiózł specjalnie z Czech. Prześliczne! Pokażemy w Galerii.

  61. Farbami z ołowiem i prawdziwym złotem malowano dawniej również pierniki figuralne, czyli te, które wyrabiano w snycerskich formach. Docelowo miały służyć jako podarunki, ale byli śmiałkowie, którzy je jedli. Z fatalnym skutkiem, niestety. W końcu musiano zakazać oficjalnie stosowania takich farb. Nota bene, wystawa dolnośląskich snycerskich form piernikowych, którą tu rekomendowałyśmy zeszłego roku, odwiedziła minionego lata Muzeum Piernika w Toruniu. Widzieliśmy je tam!

  62. Matyldo, „Całą noc padał śnieg” Hemara. Albo nie, to raczej wiersz na Boże Narodzenie.
    No, dobrze, to „Puchowy śniegu tren” Jeremiego Przybory!
    Pozdrawiam miłą Mamę!
    A na pytanie:”kiedy będzie książka?” mogę odpowiedzieć tylko to, co odpowiadam zawsze: „Będzie, kiedy już BĘDZIE!”.

    Piegusko, u mnie kubek – do kawy; filiżanka – do herbaty, przez cały rok.

  63. Ach, jaki uroczy wątek ceramiczny! Lubię kubki, filiżanki i wszelką porcelanę oglądać, dotykać, podziwiać i używać:) Też zgadzam się z Nutrią – na zimę nie ma jak kubek, a a wiosnę lub okazję bardziej wytworną – filiżanka. Przy okazji – Nutrio, nie mogę się nadziwić, jaka to z Ciebie świetna mała kobietka, która już w tym wieku wyczuwa takie niuanse atmosfery i wie, czego chce.

    Na zimowe wieczory mam swój rytuał. Kiedy wszyscy już śpią, robię sobie gorące kakao, ale tylko prawdziwe, a nie żaden tam rozpuszczalny erzac. Do tego oczywiście coś z Jeżycjady do czytania… Jak błogo… Zawsze przy tym myślę o Bebe Bitner, która tęskniła za kakao z pianką robionym przez Józefinę (a raczej za samą Józefiną).
    Zimowe pozdrowienia!

  64. Ależ tu pachnie, że ojej! I karmelowo, i czekoladowo, i budyniowo – moja wyobraźnia jest bardzo rozwinięta, już mi się wszystkie zmysły uruchamiają, aż się głodna zrobiłam.
    Nutrio, piękne masz imię, bardzo je lubię – a w dniu Twych imienin życzę Ci wszystkiego, co najpiękniejsze. Bądź szczęśliwa! : )

  65. Kochana Pani Małgorzato, ale kiedy?? Kiedy??
    Wiem oczywiście, że nie jest w dobrym tonie poganianie pisarza – ale taką radością jest móc podarować Mamie kolejną Pani książkę na Gwiazdkę!
    Szczególnie dwa lata temu – nim się zorientowaliśmy, Mama zniknęła zza wigilijnego stołu, a ja odnalazłam Ją w pokoju na ulubionym tapczanie, zwiniętą w kłębek w towarzystwie talerza pełnego ciast, oraz „Wnuczki”. Nie spoczęła, dopóki nie przeczytała od deski do deski! A od tej deski płynnie wykonała Mama skok w miękkie Morfeuszowe objęcia… zaś obudziła się z błyszczącym spojrzeniem i najpiękniejszym z pięknych (wiadomo!) uśmiechem. :) Zaraz też podzieliła się entuzjastycznie wrażeniami z lektury – zachwycona szczególnie postacią Dorotki!
    „Feblik” również oceniła wysoko!
    Nie wspominając o tym, że niżej podpisana prezentująca, pełniąc tę zaszczytną funkcję, ma jako pierwsza dostęp do lektury. :)

    Ach, i jeszcze – jaki wiersz (lub wiersze?) wybrałaby Pani na taki piękny, śnieżny początek grudnia? (Nie wiem, jak Poznań – ale Warszawa dziś zdobyta! Wszędzie wokół biało!)

  66. Też zazwyczaj wolę kubki od filiżanek. Najlepiej, żeby były nietypowej wielkości i różnokolorowe :D Ostatnio trochę się wciągnęłam w picie herbaty i zaczęłam próbować różnych nowych rodzajów i smaków. Wczoraj zrobiłam hibiskus z goździkami i imbirem, a dziś do tej mieszanki dosypałam jeszcze kardamonu. Wyszło smaczne, choć z kardamonem trochę ostre, ale muszę jeszcze poeksperymentować, żeby nadal było czuć hibiskus ;)

    Nutrio, wszystkiego najlepszego :)

  67. Muszę wypróbować te ozdoby na tort. Na zwykłe ciasto chyba też mogą być. Jeśli chodzi o karmel to wczoraj robiłam migdały w karmelu. Były bardzo dobre. Najlepsze są w taki szary, deszczowy dzień.

    Podzielam zdanie Nutrii. W zimę lepszy jest duży, gruby kubek, a latem lepsza będzie filiżanka.
    W zimowe wieczory najlepsza jest gorąca herbata z miodem, cytryną i sokiem malinowym :)

  68. Jas, niestety, nawet powerniksowany obraz się zakurzy. Nie mówiąc już o tym, że pod werniksem ołowiane farby i tak poszarzeją. Chemia.
    Masz rację, ciekawy to okres w historii sztuki i warto o nim poczytać.

  69. Słusznie, Piętaszku. Są zachwycające.
    To samo robię z karmelem, usmażonym na kolor złocisty. Ten znów zastyga w takie dłuuugie nitki i kiedy się potem takie grzebienie nitek ustawia pionowo na torcie, to wygląda on jak zamek jakiejś królewny!
    Molu Książkowy, uszka do góry, dla ciebie zrobię tort karmelowy, tylko powiedz kiedy.

    Zuziu12, jest to fluid najprawdziwszy. Słowa, które przytoczyłaś, „zostały mi” od pierwszego pierwszego ich przeczytania (a było to w 1 klasie!) i chodzą za mną od tej chwili aż do dziś. Czyli prawie przez całe życie. Bardzo je lubię. Są całkowicie czarodziejskie.

  70. Zuziu -jeszcze słówko do ciebie: postawa, moim zdaniem, godna pochwały! Ja jakoś nigdy nie potrafiłam się cieszyć z pluchy, która zostaje po stopieniu się śniegu.

  71. Sowo, Zuziu, dziękuję!
    Co do rodzajów kubków -moim zdaniem na chłodne, zimowe wieczory spędzone przy kominku, najlepszy jest wielki, gruby kubek z obrazkami właśnie (tj. z malinami -mój ulubiony), zaś na herbatkę z przyjaciółkami czy też w ogrodzie w ciepły, wiosenny dzień cieniutkie filiżanki z różyczkami zdecydowanie biorą górę! (Takie filiżanki są naprawdę urocze (wolę!…)).
    A Mól jest po prostu zazdrosna, że się z nią nie podzieliłam.

  72. Pani Małgosiu, nie smucę się, jestem jedynie zaniepokojona, ponieważ „Sindbad” nie przychodzi (w bibliotece nie ma), podczas gdy druga przyszła już tydzień temu. Ale czekam cierpliwie. Jak Na „Cioteczkę”.:)

    Tak, pięknie, pięknie, zwłaszcza podobały mi się rymowane fragmenty.”Droga to zaklęta, sennym zielem porośnięta, pełna ciszy i milczenia, i dziwnego przeznaczenia.”
    Jak każdą baśń można pięknie opowiedzieć, nawet najkrótszą.

  73. Ale ma Pani dobrze, że akurat u prof. Wasilkowskiego, to rzeczywiście oryginalny kolorysta!
    Tak mi brakuje tej ich wiedzy, energii, bo ja to już się załapałam na przepraszam za wyrażenie, ale „popłuczyny” po nich. Ale zawsze coś.
    Tamci ludzie to była energia nawet jeszcze po wojnie, chociaż wielu z nich przeszło obozy i to jakoś ich jakby podcięło. Zagubili się.
    Ale widać, że Pani przeszła taką szkołę. Poczucie formy, a jednocześnie wolność. Ma Pani szczęście. Nie wiem, czy ja mogę tak autorkę komentować.
    Kto to są fowiści i koloryści-fowiści, niby wiem z historii sztuki, ale tego dokładnie nie rozumiem. A formizm? u nas chyba byli formiści? W tych fenomenalnych krajobrazach z Chmielna np. Studnickich jest taka niesamowita forma, ale czy to to? Nigdy nie widziałam, że można zrobić coś takiego z krajobrazem. Niestety nie słyszałam nigdy komentarzy tych artystów, bo już nie żyją.
    Moja znajoma, starsza malarka, jeździ po znajomych i werniksuje co parę lat swoje obrazy, bo mówi, że dużo lepiej wyglądają. Mówi, że werniksuje też przy okazji obrazy kolegów. To musi być fascynujące!
    Napomknę nieśmiało, że chętnie też posłuchałabym Pani opowieści z tamtych czasów i o tamtym malarstwie.

  74. A ja lubię kubki i filiżanki z cieniutkiej porcelany w różyczki. Dopiero z takiej smakuje mocna herbata!

    Tak, Ago, doskonała to pogoda na czytanie. I pisanie.
    A z deszczu cieszą się rośliny!
    Nie narzekajmy więc.

  75. Nutrio Droga, ja do tej pory piję w kubkach z obrazkami, a mogłabym być Twoją mamą! Moi synowie również gustują w takowych. Szczególnie upodobali sobie te ze zwierzętami. A ja, wbrew wszystkiemu, lubię taką pogodę jak teraz. Herbatka, książka, ciasteczko, cóż może być lepszego. Pozdrawiam serdecznie wszystkich zaczytanych!

  76. Zuziu, ależ nie smuć się, masz jeszcze „Przygody Sindbada Żeglarza” do przeczytania! A jak nie masz, to szybko pożycz.
    Pięknie to Leśmian napisał, prawda?

  77. Dobry wieczór, Lili!
    Niestety, w te Święta to się nie spełni. Ale w przyszłe już na pewno!

    Molu Książkowy, a kiedy Twoje imieniny? Upiekę torcik pokryty czekoladowymi molami. To będzie proste w wykonaniu.

  78. No tak, depresja to niby nie temat dla młodzieży, ale jak jakieś dziecko zbyt długo czuje się smutne, to niech jakoś stara się szukać wesołych tematów, nie ogląda dołujących scen! Ktoś tam nad Wami czuwa, tak jak nad nami. To wasze świetne lata! Piszcie, malujcie, czytajcie, chętnie bym to wszystko zobaczyła i przeczytała. Naprawdę.

  79. No, no ,Nutria! Same smakołyki ci teraz księgowi przesyłają:) Nie za dobrze ci czasem?

  80. Pani rysunki są tak niesamowicie klimatyczne. Uwielbiam :D Szczególnie postać Idy jest bardzo realistycznie oddana w rysunkach.
    Ahh… ależ by to było piękne, gdyby można było sięgnąć po „Ciotkę Zgryzotkę” w święta, siedząc pod choinką z kubeczkiem gorącej czekolady.
    Pozdrawiam ;)

  81. Mnie sie on wydaje podobny do Hajduka – moze to syn Jurka i Cesi? wyglada juz na studenta… Gabriel…?

  82. Piętaszek być wniebowzięty UA :))

    Cieszę się Nutrio nasza, że trafiłam z herbatką, a kubeczek pożyczyłam na chwilkę od zacnego seniora Borejki.
    Nie miał nic przeciwko temu :)

  83. Dzień dobry!
    Wszystkiego najlepszego dla Nutrii!

    Dlaczego depresyjny nastrój? U nas dzisiaj jest pięknie, tak jakby szaro, z dodatkiem białego, choć śnieg stopniał. I deszcz ślicznie rozbija się o okno. Wracając ze szkoły zamknęłam oczy i słuchałam. (Ale nie, tym razem nie szłam tyłem.;)) Doszłam do jednego wniosku, bardzo zresztą oczywistego, że jesienią śpiew ptaków wypełnia pustkę i brzmi jeszcze pięknej. Cudownie było!

    Na razie jedynym moim powodem do depresji, jest to, że skończyłam „Klechdy”. Jak mogłam żyć tyle lat nie przeczytawszy tej książki. Teraz nie mogę sobie tego wyobrazić.
    Pozdrawiam cieplutko!:))

  84. Yes, ma’am! Posłusznie zamykam dziób.
    Jak widzisz, Molu, żadne to mądrości. Po prostu, nadmierne gadulstwo.
    Nutrio, sto lat!

  85. Pani Małgosiu, pewnie, że widać! I to nie tylko nutrię: widać też jaskółkę i słowika… O, i tę piękną różę! Ale najładniejsze to jest to wielkie drzewo, posypane śniegiem z cukru pudru! Oj, chyba mnie trochę poniosła wyobraźnia…

  86. Kasztanowłoso, dziękuję!
    Piętaszku, jaśminowa? Skąd wiedziałaś? To moja ulubiona! Ale czy kubek ,,z krasnalem” na pewno duży? Mam sentyment do dużych kubków z obrazkami, bo gdy byłam młodsza piłam tylko z takich. szczególnie mi zapadł w pamięć taki z obrazkiem Św. Mikołaja niosącego wielki wór prezentów, a wokół domy, z których okien sączy się pomarańczowe, ciepłe światło… Pozdrawiam!

  87. Tak jest, Kasztanowłosa!
    Lepiej dużo myśleć o sprawach radosnych.
    Przesyłam uściski dla Was obu, siostrzyczki!

  88. Chesterko, całusek.

    Nutrio, budyniowa? No, skoro lubisz!
    Ale najważniejsze: po wierzchu piękne czekoladowe ozdoby. Pięknie mi się udają: rozgrzewam czekoladę w garnuszku, po czym na papierze do pieczenia rozlewam ją w różne formy i zygzaki. I do lodówki!
    Wyjmuje się taki stwardniały i czekoladowy ornamencik i stawia go na torcie.
    Czy widać, że zrobiłam śliczną czekoladową nutrię z ząbkami ze skórki pomarańczowej ?

    Smacznego, solenizantko!

  89. A ja mam dla Ciebie Nutrio herbatkę jaśminową w kubku „z krasnalkiem” . „Sto lat…:))

  90. Drogi Molu Książkowy, jestem w 2 klasie gim, a moja siostra chodzi do zerówki. Pomiędzy nami jest 8 lat różnicy.
    Ze śniegu jednak zrobiło się błoto i nastrój jest depresyjny, ale uważam tak jak DUA, że nie powinniśmy tak dużo rozmyślać o depresji.

    Wszystkiego najlepszego dla Nutrii! Życzę dużo ciekawych książek.

  91. Hip, hip, hura!
    Imieniny Nutrii!
    Najlepsze życzenia!

    Proponuję tym samym zakończyć temat depresji. Pamiętajmy, że ta strona jest przede wszystkim dla Młodzieży i Dziatwy. Nie musimy ich zajmować swoimi dorosłymi problemami.

    Nutrio, stawiam Ci torcik czekoladowy z bitą śmietaną i wiśniami. Może być?

  92. O, świetnie, Chesterko! Tu (w „Fortecy”) akurat o inne konrowersje chodziło – o teorię przyczyn autyzmu, których Bettelheim upatrywał w braku relacji matki z dzieckiem. Ta teoria była i jest mocno krytykowana. Ale ten opis heroicznej walki o dziecko pogrążone w otchłani wydaje się piękny. Walka o zagubionych zawsze ma sens, niezależnie od właściwie czy niewłaściwie zdefiniowanych przyczyn. Kardynał Lustiger słusznie się zachwycił.

  93. Witam wszystkich:) Czytam sobie komentarze i rozmyślam nad tym skąd Sowa P. bierze tak wielkie mądrości? Pytanie do Kasztanowłosa: ile ty masz lat? A twoja siostra? Jeszcze tylko dodam na koniec, że Nutria ma dziś imieniny:)

  94. Znalazłam wywiad z Lustigerem (Wybór Boga, Znak 1992). Lustiger, zdajac sobie sprawę z ograniczeń psychoanalizy, jest pełen podziwu dla terapeutów, którzy wykraczaja poza czystość doktryny, by ratować innych. „Psychoanaliza to piekło; chcę powiedzieć, że to jest ogień, to jest trawiacy kwas. To jest zawód prawie nie do wytrzymania.[…] Z zachwytem wspominam ksiażkę Bettelheima „Pusta forteca”. Ksiażka ta wzbudziła kontestacje i krytyki, ale ja dostrzegłem w niej figurę „kenozy” Mesjasza. Bettelheim pograża się w przepaść, w której znajduje się zagubione dziecko, żeby pójść i je odszukac w jego kryjówce. Jak potężnej miłości to wymaga. I jakiej hojności: czasu, troski, miłości najbardziej zagubionych istot ludzkich.”

  95. Dzień dobry, serdeczne dzięki dla Chesterki za rekolekcje ks. K. Grzywocza. Spadliście mi z księdzem z nieba!

  96. Dzień dobry!
    Jeszcze do Jas: wyobraź sobie, że obecnie obrazy kolorystów i fowistów wyglądają na reprodukcjach lepiej niż w rzeczywistości. Są, mianowicie, bardziej kolorowe. Dzisiejsze techniki druku barwnego to sprawiają.
    W rzeczywistości są to teraz burawe, brudnawe, jakby przyćmione malowidła. To wina tych kiepskich farb, ale także i zwykłego kurzu, który latami się osadzał na owej „zamaszystej” fakturze. W wielu wypadkach – niepowetowana strata.
    Cieszy mnie, że tych artystów doceniasz. Cóż to były za pyszne, malownicze postacie!
    Z paryskim szykiem.

  97. Co do naciąganych teorii, to jednak się nie zgodzę w pełni z tym, że rozum pozwoli mi wszystko prawidłowo ocenić – nie na wszystkim się przecież znam, w niejedną teorię z łatwością uwierzę, gdy autor ma dar przekonywania. Dlatego nie lubię ograniczać się do czytania samego dzieła, zwykle zagłębiam się też i w biografię autora, by poznać jakimi wartościami żył. Może to i błąd, ale nie potrafię radykalnie oddzielić dzieła od twórcy. Po owocach się poznaje, to prawda, ale nie tylko książka jest owocem.

    Dobranoc, obiecuję, że już nie będę dziś więcej kłapać.

  98. Otz, masz rację, choć w człowieku siedzi taka naiwna wiara, że lekarz i terapeuta to heros, którego nie ima się żadna choroba. :)

    DUA, Chesterko, Bożeno – tak, wrażliwość artysty, inteligencja badacza czy koszmarne doświadczenie obozów to dobry grunt dla depresji. Chociaż dziwne, że obecnie, gdy czasy są dużo spokojniejsze, gdy opływamy we wszelkie udogodnienia (także łatwo dostępną pomoc psychologiczną), przypadków depresji jest zastraszająco dużo, terapie są długotrwałe i nieraz mało skuteczne. Jaka jest tego przyczyna? Pewnie trudno jednoznacznie to określić, ale widzę w ludziach duży głód miłości i wiary. W tym widzę właściwy kierunek uzdrowienia.

  99. Bożenko, się wie.:)
    Się robi, co się może.

    Jeszcze do Sowy: oczywiście, to nieprawda, że psychologia jest remedium na wszystkie ludzkie troski. Jasne, że nie jest. Remedium takiego nie ma.
    Psychologia zajmuje się badaniem i to jest jej główny cel; a czasem trochę pomoże.

    Karolciu, powiedz Łukaszkowi, że moje dzieci też lubiły tego kota.
    Miły jest.

  100. Dla ścisłości dodam, że 4. urodziny będziemy świętować w styczniu. I Kochana Nasza Autorka trzymała kciuki. I to zawsze pomaga, co każdy może potwierdzić. Całus przekazany. Dziękujemy. Wiadomość zwrotna: „powiedz Pani, że lubię kota Filemona”.

  101. DUA, Chesterko, tak, po trzykroć tak. Dzieło świadczy o człowieku, a wrażliwość czasem zabija. Głębia wrażliwości bywa zbyt bliska otchłani – i dotyczy to nie tylko pisarzy i poetów, ale także muzyków, artystów malarzy, wybitnych aktorów, piosenkarzy, a także artystów myśli: filozofów, badaczy… Nadreprezentacja osób chorych na depresję jest wśród artystów ogromna – widać taka bywa cena twórczości.

    „Niepojętość depresji tkwi też w tym, że bez widocznego powodu doświadcza się takiej skali cierpienia. Po co, czemu, jak to możliwe? Więc budzi to nieufność otoczenia. „Weź się w garść” – mówią zdrowi, nie wiedząc, że chory nie w garści już jest, a w zaciśniętej pięści…”
    (Tomasz Jastrun, Piekło jest domem moim : z pisarzem Tomaszem Jastrunem rozmawia dr med. Sławomir Murawiec)

    Temat depresji mnie kiedyś głęboko zainteresował; gromadziłam i publikowałam na ten temat obszerne materiały bibliograficzne, nauczycieli próbowałam zainteresować tematem depresji dzieci i młodzieży (do niedawna w szkołach temat tabu). A jak zwracał uwagę prof. Philip Zimbardo, w polskich szkołach odsetek zagrożonych i cierpiących na depresję uczniów jest alarmująco wysoki…

    M.in. dlatego tak ważna, tak szalenie potrzebna jest dobra, optymistyczna literatura dla młodego odbiorcy – Pani Małgorzato :)

  102. Sowo, BB widział wiele okropności, spójrz na czas, w którym żył.
    Rozmawiał z dziećmi ocalałymi z obozów.
    Każdy uczciwy człowiek dostałby od tego depresji.

    Jego książkę polecam, wiele można się z niej nauczyć o baśniach. Lekki nalot freudyzmu też jest znamieniem czasów. Ale można go zignorować.
    W gruncie rzeczy, chodzi o to studium baśni właśnie. Nadzwyczajne.

  103. U nas też jest biało. Wyszłam z młodszą siostrą na dwór, biegałyśmy po śniegu i cały czas się śmiałyśmy.
    Jest cudownie. Mam nadzieją, że przetrwa do jutra i nie powstanie z tego błoto.

    Dziękuję za wytłumaczenie skrótu. Bardzo mi się spodobał. Muszę zacząć go używać :)

  104. Jeśli był to żart, to w jak najgorszym guście. Tym bardziej domagający się rzetelnego zbadania sprawy, dzięki Chesterko za trop!

    Pani Małgorzato, w Wikipedię wątpiłam, wątpię i zawsze będę wątpić, ale niestety nie wszystko da się łatwo samemu sprawdzić. Są fakty łatwo weryfikowalne w dzisiejszych czasach (jak np uczciwość naukowa), więc nie spodziewałam się tak brzydkiej manipulacji. Ale ja w ogóle w wiele rzeczy wątpię, także w psychoanalizę jako technikę wyjaśniającą stan duszy i psychiki człowieka. Stąd moja nieufność co do wątków psychoanalitycznych w dziele Bettelheima. Psychika to tak bardzo delikatna sfera, tak trudno poddająca się terapii! A jeśli czytam, że uznany psycholog cierpiał na depresję i targnął się na swoje życie (a założyłam, może błędnie, że to akurat jest sprawdzalny fakt), przede wszystkim budzi to mój smutek, że w jego dramacie nikt mu nie pomógł, ale także jest wodą na młyn mojej niewiary w psychologię jako remedium na wszelkie ludzkie troski. Natomiast wierzę, że sztuka jako taka (w tym literatura i baśnie) ma moc kojącą, pomagającą wyrazić emocje, oswoić świat. Jeśli książka Bettelheima jest mądra i piękna, to dobrze, jeśli ludziom pomaga, to bardzo dobrze, bo o to chodzi. I oczywiście macie rację, że nie należy oceniać dzieła, gdy się go nie przeczytało. Więc już się więcej nie wymądrzam.

  105. Karolciu, dobry wieczór!
    Oj, ten nasz Łukaszek, nieomal w Księdze Gości urodzony, ma już 4 lata!
    O, ludziska.

    Co będzie, gdy Muminki się skończą? E, natychmiast coś nowego wejdzie na tapetę. Kto lubi książki, nie zna chwili przerwy w tym lubieniu!
    Całuję Pana Osiołka w mądre czółko.

  106. Jas, miło mi Cię powiadomić, że dyplom z malarstwa uzyskałam w pracowni prof. Eustachego Wasilkowskiego, kolorysty-fowisty. Pod koniec troszkę miałam już dosyć tego kierunku.

    Sporo prac kolorystów znajdziesz w poznańskim Muzeum Narodowym – nie wiem, czy wszystkie w ekspozycji stałej, ale są w MN zasoby, są! (kiedyś była duża wystawa).
    Co jest smutne: obrazy artystów, dla których kolor znaczył tak wiele, w
    PRL malowane były tymi dawnymi farbami olejnymi z zawartością ołowiu. Wskutek tego wszystkie te obrazy z czasem szarzeją i gasną!

  107. Pamięta Pani może jak kilka dni temu napisałam, że spadł u nas śnieg? Od tego czasu jeszcze nie stopniał. Zaczynam nabierać nadzieją na Białe Boże Narodzenie.

  108. Dobry wieczór! Zgadzam się całkowicie z Kochaną Autorką co do kwestii oswajania dzieci z niemiłymi postaciami i wydarzeniami ze świata baśni. Każdy milusiński musi kiedyś puścić maminą spódnicę (preferuję;).
    A problemy z tym oswajaniem są, owszem. Obejrzeliśmy z Łukaszkiem, lat4, bajkę o Muminkach (wcześniej Muminki nie robiły na nim wrażenia). Spodobała się i to bardzo, ale był jeden problem: Buka.
    -Mamo, czy Buka to to samo co Pan Bóg? Ja (przerażona): nie, to postać z bajki. A czy ona zrobi Muminkom coś złego? Nie. To dlaczego oni się jej przestraszyli? I tu nastąpiła moja interpretacja tej postaci. Efekty: -Mama, czy jak ja się zamienię w Bukę to ona się mnie przestraszy? A w bibliotece siada przy stoliku i skrzętnie przegląda wybrane książki o Muminkach. Na zawartość Buki, oczywiście. Te lądują z powrotem na półce. A tak w ogóle to co ja zrobię, gdy przeczytamy wszystkie opowieści z Doliny Muminków? Przepraszam za dłużyznę i oczywiście serdecznie pozdrawiamy Kochaną Autorkę i Lud. Kapryśnica? Rozrabia? To się będzie czytać!

  109. Kupiłam sobie kartki pocztowe z obrazami Krystyny Łady-Studnickiej. Niestety jakość offsetowej rozbiegówki, ale zdziwiło mnie to, że kiedyś drukowano pocztówki z malarstwem współczesnych malarzy. Ludzie po wojnie byli odważniejsi. Jak się nie ma obrazów, tak jak ja, to ma się chociaż marne, ale reprodukcje. Zawsze coś ciekawego.
    Dużo jest pięknego powojennego malarstwa. O niektórych malarzach mówili złośliwie, że to postimpresjoniści, że malują jak pointyliści, czy impresjoniści, czyli démode, a to wszystko przecież komplementy.
    Znalazłam w domu starą książeczkę o kolorystach, ci malarze, którymi się interesuję pochodzą od kapistów, świetny okres! Trochę to wszystko skomplikowane, kto od kogo się uczył (to widać w obrazach). Tych co zostali w kraju sztuka jest delikatniejsza (nawet w socrealiźmie), nie taka krzykliwa i ciekawsza, bo mogli się skupić na tym by ją dopracować. Chciałabym zobaczyć oryginały Muzeum Narodowym, może są wystawione?
    Jeszcze trochę lat, a będą bezcenne, fajnie, bo są wreszcie z naszego regionu, u nas też żyli świetni ludzie!
    Pisząc teraz o malarstwie czuje się jak człowiek orkiestra, tak mi z tym wesoło.

  110. To miłe.
    U nas też białawo.

    Nutrio, nie to, że specjalnie jakoś lubię; po prostu – tak chyba jest wygodniej.

  111. Racja, Chesterko.

    Dzieło świadczy o człowieku, powtarzam. Poznajemy go po owocach.
    Wywiadu z kard. Lustigerem nie czytałam, dzięki za przypomnienie. Cóż, jemu chętniej wierzę, niż wrogom BB.

  112. Co do Bettelheima. Wiele lat temu (20?) ukazał się obszerny artykuł dot. kontrowersji zw. z tym autorem. Potem jednak ktoś sprostowywał, że wiadomości te były sfałszowane – miał to być rzekomo primaprilisowy żart. Jak było naprawdę? Nie wiem. Pamiętam jednak ksiażkę-wywiad z kard. Francji – Lustigerem, który głęboko podziwiał B. jako terapeutę. Cóż, nie jestem znawca tematu. Na pewno depresja i samobójstwo nie przekreśla wg madrości człowieka, często niestety towarzyszy ludziom przenikliwym i wrażliwym. Iluż pisarzy musielibyśmy zignorować. Przy okazji Adwentu polecam nagrania sesji o trudnych uczuciach ks. K. Grzywocza. Naprawdę warto posłuchać. Sa w sieci.

  113. Och, Pani Małgosiu, jedno nas łączy -obie lubimy zwrot ,,Pani Małgosiu”. Różnica polega na tym, że ja go lubię pisać, a Pani -czytać.

  114. Mogę natychmiast błąd poprawić, MoluK,. i byłabym to zrobiła, gdyby nie myśl o Twej klasówkowej przyszłości.
    Teraz już na pewno nigdy tak się nie pomylisz, no nie?
    Przesyłam całuska.

  115. MadziuZ, dzięki. Dodajmy, że patent na skrót DUA ma Afrykander.
    Ale mam taki pomysł: nikt z nowo przychodzących gości nie rozumie, o co chodzi, trzeba tłumaczyć. Może dla wygody i jasności pozostańmy przy „pani Małgosiu”?

  116. Na sukience grzybki miał. Aha.
    Był to Anioł Leśny zapewne.

    Sowo, sama wątpiłaś w Wikipedię, nie bez racji.
    O każdym człowieku można nasmarować jakieś kłamstwo, tyle wiem.
    Ale obchodzi mnie tylko jedno: książka BB jest piękna i mądra. To zaś, czy autor naciąga teorie, czytelnik może ocenić sam, po to ma rozum.

  117. Poczytałam o autorze w angielskojęzycznej Wikipedii. Ho, ho, ileż naukowych kontrowersji! W tym brak kierunkowego wykształcenia, fingowanie badań i plagiaty. A na koniec – głęboka depresja i samobójstwo. Jakoś nie wzbudza to mojego zaufania do jego badań i terapii…
    Ech, lubię wiedzieć, ale jednak nie wszystko. Może lepiej poczytam sobie baśnie zamiast ich analiz.

  118. Postaram się!:) Tak, myślę, że jest poczciwy.

    Molu K., malutka uwaga, z myślą o przyszłych sprawdzianach: „wcisnąć!”- nie „wciś”.
    Krystian fajny.
    A ten jego anioł gdzie miał grzyba? U stóp? Czy w dłoni?

  119. Już się nie mogę doczekać! Mam nadzieję, że nie będę musiała zbyt długo czekać. Ten miły brunecik ma niezwykle inteligentne, a zarazem poczciwe spojrzenie. Chciałabym go poznać bliżej. Jeżeli Rogata się rozmyśli, to dużo straci (mam nadzieję, że do tego nie dojdzie).

    Czy może mi ktoś wyjaśnić skrót DUA? Dużo osób go używa, a ja, nie wiedzieć czemu, nie wiem co to znaczy.

  120. Casciolino a ja niestety potwierdzę Twoje przemyślenia. Przed dwulatkiem warto te lepsze książki uchować. U nas jedna tekturowa książeczka z wierszami robiła za pieska – miała taką wszytą zakładkę z wstążki – to była smycz. Ale może Mareczki tak mają ;)

  121. Byłabym zapomniała: oglądałam sobie właśnie zeszłoroczną GP i zobaczyłam pięknego muchomora. Od razu mi się skojarzyło z takim jednym Krystianem z naszej klasy. Kocha grzyby i wszędzie musi je wciś! Robiliśmy na plastyce anioły z masy solnej: główna ozdoba to grzyb! Robiliśmy kartki bożonarodzeniowe: jakieś 50 grzybów tam wcisnął! W końcu wypracowanie z polskiego: główną przyczyną zamarznięcia wody jest grzyb. No i jak tu się przy okazji nie roześmiać??? No ale już kończę, bo jutro strasznie trudna kartkówka z histy. Muszę się pouczyć.

  122. O, to, to, to, to! Nasz dom ma dwa piętra. Na pierwszym jest salon, kuchnia i łazienka, a na drugim sypialnie wszystkich członków rodziny. Kiedy tylko Maja przyjdzie na górę biegnie do mojego pokoju z dwiema swoimi książkami, bądź bez (w takich przypadkach bierze moje) i prosi żeby jej czytać, a same też udaje, że to robi i nawet mruczy pod nosem pojedyncze słowa. Lubi też zabawy z książkami bardziej edukacyjnymi, kiedy musi pokazać, gdzie jest kapelusz, lub jakiś kolor. Oczywiście nie zawsze mam dla niej czas, muszę się przecież uczyć. W takich przypadkach mówię jej, że robię lekcje, a ona ochoczo zbiera swój zeszycik, kredki i, siadając do stolika w moim pokoju, maluje sobie swoje niezgrabne rysunki, mówiąc, że ,,ona tez”.:)
    Nad błędami trzeba oczywiście pracować, ale czy nie było powiedziane ,,na błędach człowiek się uczy”?

  123. Dzien dobry Wszystkim w ten zimny lecz sloneczny dzien.Nutrio mam coreczke w wieku twojej siostrzyczki,pod koniec wrzesnia skonczyla 2 latka.Uwielbia ksiazki odkad byla zupelnie malutka.Przynosi mi caly czas jakies ksiazeczki do czytania,ale najbardziej lubi jak opowiadam jej tekst swoimi slowami no i oczywiscie bawi sie ze czyta sama pokazujac paluszkiem kolejne slowa.Dzieci sa cudowne.

  124. Afrykandru (wiad.pryw.)- może i jest pierwowzór, nota bene w rodzinie, aleć nie ten, nie ten!
    Pozdrawiam i życzę miłych Świąt.

  125. Klucze do podświadomości? Już się boję. Chyba zadowolę się „streszczeniem” prof. Raszewskiego.

  126. A takie sobie zwykłe nudziarstwo… Nic takiego. Nutria miała duuuuuuużo lepszy, ale z powodu ilości błędów dostała tylko +4 :/.

  127. No, jak moja siostra się tak chwali, to i ja muszę coś dodać na swoje konto…
    W piątek był konkurs języka polskiego dla klas szóstych (pani polonistka zapraszała także z klasy piątej, żebyśmy się ,,oswoili” z tematem) i gdy policzyła punkty okazało się, że najwyraźniej udało mi się zdobyć minimalną ilość punktów pozwalającą przejść do następnego etapu. Teraz wysłała to do komisji, która ma sprawdzić, czy nie wystąpiła pomyłka w liczeniu.

  128. Jas, właśnie Bruno Bettelheim w swojej książce o baśniach („Cudowne i pożyteczne”) poświęca wiele uwagi braciom Grimm, odnajdując w ich baśniach przeróżne klucze do podświadomości.

  129. Molu Ksiażkowy!
    Ależ brawo!
    Swoją drogą, strasznie jestem ciekawa, jaki to mit wymyśliłaś.
    (Naprawdę inspirujący temat, wyrazy uznania dla Waszej Pani!)

  130. Casciolino! To cóż z tego? Powtarzam: ,,Im więcej Mareczkowi będziesz czytać (szczególnie baśnie) tym szybciej i bardziej je polubi. Dla nikogo książek nie szkoda.” oraz dodaję: ,,A już na pewno nie dla dzieci. Im młodsze dziecko tym więcej się mu czytać powinno”. Oj, chyba troszkę się wymądrzam…

    PS. Niedawno podejrzewałam, że Kapryśnicą może być Łucja (głównie z powodu tytułu: Ciotka-zgryzotka -Ida, Ida -mama Łucji), ale szybko zorientowałam się, że nie pasuje nawet taka prosta rzecz jak kolor włosów, toteż owe podejrzenie porzuciłam…

  131. Długo mnie tu nie było, ale z tego co właśnie czytam mowa jest o przyswajaniu u dzieci lubości czytania i książkach dla nich, czyli mój wpis będzie kompletnie wykraczał spoza tego wszystkiego. No więc tylko po cichutku powiem DUA, że dostałam pełną 5 z wypracowania z polskiego( dokładnie: wymyśl mit, który wytłumaczy dlaczego woda zimą zamarza).

  132. Ależ wieści! A chłopak z rysunku przypomina mi przesymatycznego krakowskiego aktora – Marcina Kobierskiego :)

  133. Kochani,przepraszam . Oczywiście wymieniłam książki na wyrost . Małe dzieci, jeszcze nie zawsze nawet mówiące , uwielbiają wierszyki . My z Siostrą znałyśmy na pamięć ,, Koziołka Matołka ”. Kiedy zaczynałyśmy mówić , a Mama wzorem Wańkowicza próbowała coś zmienić w czytanym fragmencie , nieudolnym językiem natychmiast poprawiałyśmy. Myślę, że takie upodobanie do mowy wiązanej ma też coś wspólnego z rytmem i muzyką , chociaż tylko Siostra miała ogromny talent muzyczny, a mnie słoń na ucho nadepnął.Co nie przeszkadza mojemu zamiłowaniu do słuchania.

  134. U braci Grimm nie ma aż takiego natłoku czarów, to jest w większości mądrość ludowa. Może właśnie dlatego lubimy takie realne książki naszej DUA.
    Może też dlatego i Tolkiena. Podobno nie lubił słowa „magiczny”, zmuszony był jednak go używać. Ludzie, hobbici, czy krasnoludy u niego nie czarowali, a tylko wyższe istoty takie jak Gandalf, czy elfy, choć też unikali używania nieludzkich sił (bali się, by przez magiczne przedmioty nie przedostała się władza Saurona), byli obdarzeni nadprzyrodzonymi darami, które im służyły. Ci co wdali się w magię nie mogli się z niej wyplątać i ulegali złu. Każdy dobry bohater musiał się wysilić, przeobrazić z mazgaja w bohatera jak Bilbo i jakoś mógł bez czarów.

  135. My zaczytujemy się Grimmami, przeczytaliśmy prawie dwa tomy i znaleźliśmy dopiero jedna okrutną bajkę, taką o ćwiartowaniu, może ze dwie, gdzie trzeba było dla dziecka zmienić jakiś szczegół, ale same baśnie są fascynujące i takie różnorodne i rzeczywiście bliskie życia. Nic dziwnego, bracia spisali opowiadania wielu osób w swoim regionie, które zresztą powstały dużo wcześniej, ale większość jest naprawdę dowcipnych i raczej nie należą do smutnych. Świetnie nadawałyby się na sztuki teatralne tak dużo jest w nich zwrotów akcji i dowcipów. Opowieści anglosaskie posłużyły kiedyś też Szekspirowi.

  136. Pocieszę Cię, Casciolino, że nasz egzemplarz „Słonia trąbalskiego”, którym Sowiątko zainteresowało się w wieku 8 miesięcy składa się głównie z taśmy klejącej. Około drugich urodzin taśma przestała być już potrzebna, a książeczkę wciąż czytamy. „A kto to tak podarł?” pyta nieodmiennie Sowiątko, z łobuzerskim błyskiem w oku. Teraz mniej więcej wie jak się z książkami obchodzić (nie licząc takich „drobnych” wypadków jak zamaszyste próby długopisowe uczynione na książce bibliotecznej w czasie, gdy mama zajęta była robieniem obiadu), ale na wszelki wypadek wciąż nie zostawiam dziecka sam na sam z książkami innymi niż kartonowe. W ogóle to polecam Ci na pierwsze spotkania Mareczka z literaturą kioskowe kartonówki za dwa złote, z klasyką poezji dziecięcej. Mają wyjątkowo koszmarne ilustracje, więc ich nie żal, a to co najważniejsze, czyli tekst, w głowie pozostanie.

    Ma, u mnie to się chyba wzięło stąd, że w mojej wyobraźni „Laura i Filon” łączy się nierozerwalnie z muzyką. Ponieważ oba dwuwersy śpiewane są na tę samą melodię, jako zamknięta całość, stanowią tym samym dwa oddzielne obrazy: najpierw sielski opis wieczoru – Księżyc, śpiace psy i kłapiący dziobem bocian, a potem dopiero temat schadzki pod jaworem.

  137. Nutrio kochana, na pewno będę dalej próbować.
    Dodam tylko, że mój synek skończy dwa latka dopiero w kwietniu, między nim a Twoją siostrą jest 9 miesięcy różnicy, a w życiu takich malców to cała epoka!

  138. DUA , portet bardzo wierny . Linia oczu , brwi ,spojrzenie znad okularów- na kogoś takiego warto dłuuugo czekać. Cierpliwie. Sowo , pocieszyłaś mnie . Ja też nie posądzałam Filona, tylko jakieś tajemnicze , przerażające Coś za borem . To mimo tego czegoś Laura biegła na spotkanie , wiedziona intuicją wiernego , kochającego serca. Książki :,, Dar rzeki Fly ” Marii Kruger (wybaczcie ,proszę , brak umlautu ), ,, Bułeczka” Jadwigi Korczakowskiej, ,, Puc, Bursztyn i goście ” Jana Grabowskiego .

  139. Rok temu, a może i dwa od czasu do czasu czytałam sobie wpisy „szóstkowe”, bo wtedy jeszcze tutaj nie zaglądałam. Dziś jakoś mi się o nich przypomniało, szukam, szukam i zdziwienie, bo ich nie ma (albo mój wzrok mnie myli).
    Zaś jeśli chodzi o pierniczki, być może w poniedziałek pojawią się i u mnie, muszą być gotowe na przyszłą sobotę.
    Widzę, że „Ciotka…” się coraz bardziej urealnia i chce się z nami w nadchodzącym roku zapoznać. Cudnie!

  140. Dzieło Bettelheima poznałam jeszcze w czasie studiów – to było wtedy odkrycie, tak pisać o baśniach!
    I całkiem niedawno, kiedy potrzebowałam mądrego tekstu o baśniach, pomógł mi właśnie Bruno Bettelheim: „Baśnie to czarodziejskie zwierciadła ukazujące różne przejawy naszego świata wewnętrznego oraz fazy rozwojowe, jakie musimy przejść, aby osiągnąć dojrzałość. Gdy zanurzymy się w znaczenia baśniowe, wydadzą nam się one najpierw spokojną tonią, w której odbija się tylko nasza twarz. Wkrótce jednak ukażą nam się w głębi wewnętrzne wiry naszego życia psychicznego. W końcu zrozumiemy, w jaki sposób osiągnąć pokój, który nagrodzi nasze trudy”.
    (B. Bettelheim: Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni. Przeł. Danuta Danek. Warszawa 1985).
    A myśl profesora Raszewskiego rzeczywiście celna.

  141. Dziękuję, miła imienniczko!
    Jeszcze nie podam dokładnej daty premiery, ale będzie ona miała miejsce w przyszłym roku, i tego już jestem pewna!
    Miły jest taki doping. :)

    Zofio, Tobie też za niego dziękuję!

    Aleksandro, no, wyobrażam sobie to Wielkie Malowanie! Pozdrawiam całą malującą rodzinę!

  142. Pani Małgosiu,

    tak już tęsknię za nową książką..Kiedy, kiedy będzie? Mocno trzymam kciuki za radosnym i potrzebnym ciepełkiem Jeżycjady, bo zimno hula nam w Krakowie aż miło :) Uwielbiam Pani twórczość i trzymam mocno kciuki. Wiem jak czasem trudno zebrać myśli w całość, ale my tu wszyscy trzymamy mocno kciuki za każde zdanie :) Jesienne uściski :) :)

  143. Piernikowa Galeria zdecydowanie tak! Myślę już powoli o pierniczkach. Termin Wielkiego Malowania zaklepany, a pierwsza porcja może nawet w tę sobotę. Pozdrawiam serdecznie, Pani Małgosiu :)
    Kokoszanel, bardzo mi miło, że o mnie ciepło pomyślałaś w kontekście Dąbrówki Małej. Nie mieszkam tam, ale moi dziadkowie z obu stron tam się urodzili i wychowali. Może znali się z babcią Twojego męża? Odwzajemniam ciepłe myśli :)

  144. Oj, mylisz się, Cascolino! Siostra moja, Maja (ostatniego września skończyła 2 lata) uwielbia wprost, kiedy jej czytamy. Im więcej Mareczkowi będziesz czytać (szczególnie baśnie) tym szybciej i bardziej je polubi. Dla nikogo książek nie szkoda.

  145. Casciolino, pamietam te serie i kruka! Tez sie go troche balam. Pamietam, ze w historii z krukiem byla jakas dziewczynka… Ilustracje do tej serii byly rzeczywiscie niepokojace.

  146. Bardzo ładny szkic. Cieszę się, że zna Pani już termin wydania książki bo to oznacza, że się jej doczekam. I na pewno będzie bardzo dobra jak wszystkie Pani książki.
    Pozdrawiam serdecznie :-)

  147. Pamiętam takie (nieliczne) bajki, których się bałam. W latach 80-tych była taka seria kwadratowych książeczek, wydawanych przez Krajową Agencję Wydawniczą. Na okładce jednej z nich kruk łypiący złowrogo okiem, w środku więcej okropnych ptaszysk. Tytułu nie pomnę, niestety, ale była tam chyba mowa o okręcie, wzburzonym morzu i tych krukach, wieszczących nieszczęście. Dużo jest takich mrocznych klimatów w dziecięcej literaturze.
    Ogromne wrażenie robiła też na mnie baśń Andersena o dzikich łabędziach, wydana w tej samej serii.
    Nie mogę się doczekać aż Mareczek dojrzeje do słuchania czytanych mu baśni. Próby podejmowane do tej pory kończyły się jego ucieczką lub wyrywaniem kartek. Szkoda książek dla niespełna dwulatka.

  148. Nie, „Bajarkę” mamy, to nie to.
    Wyciągaj, Piegusko, z czeluści, dobra książka.

    Chesterko, dopiero widzę Twój wpis o Andersenie.
    Tak!
    Ileż smutku!
    Nad Andersenem dzieci płaczą.

  149. A może ta antologia baśni narodów ZSRR to „Bajarka opowiada”? W domu rodzinnym mieliśmy starą „Bajarkę” i uwielbialiśmy ją. Były w niej baśnie słowiańskie i bardziej orientalne. Twarda oprawa, piękne ilustracje. Nawet jeśli to nie to samo, to Bajarkę bardzo gorąco polecam! Była wznowiona, nie wiem, czy teraz jest dostępna, ale 6 lat temu siostra kupiła ją mojej córeczce na chrzciny. Właśnie będę ją wyciągać z czeluści, bo czytelniczka już chyba do niej dorosła.
    Jeszcze o baśniach i bajkach – Kochana Autorko, pamiętam, jak w szkole podst. koleżanki prosiły mnie na przerwach, żebym opowiadała im baśnie braci Grimm, te krwawe. I one (te koleżanki, nie te baśnie:)), z wypiekami na twarzach, słuchały ich w dziewczęcej toalecie.

  150. Widzę, Piętaszku! Jest w antykwariacie „Tezeusz”. Ilustracje Antoniego Uniechowskiego!
    Sądząc z notki obok (życiorys autorki zbioru), książka została wydana (1950), by służyć ówczesnej propagandzie. Ale ja (i inni, jak sadzę, też) pamiętam tylko ich mądrość i czarodziejską atmosferę. Bo przecież nie powstały w celach propagandowych! Powstały w zamierzchłych czasach, jako wyraz mądrości różnych ludów.
    Mądrość jest silniejsza od propagandy.

  151. Oj, strach, strach.
    Będziesz wydawać potrzebującym. Po latach kolekcjonowania okazuje się, że jednak nie wszystkie książki trzeba mieć.

  152. I ja pamiętam te baśnie. Nabyłam je u nas, w Lublinie; na Placu Litewskim za zamierzchłych czasów odbywał się majowy kiermasz książek. I tam właśnie kupiłam te baśnie, w twardej, kolorowej oprawie, z przepięknymi ilustracjami. Od kiedy pamiętam wszystkie pieniądze wydawałam na książki. Podczas wycieczek szkolnych , w tzw. „czasie wolnym” buszowałam po okolicznych księgarniach. Ile ja wtedy książek nakupiłam, wszystkie wydawała Nasza Księgarnia, mam do nich ogromny sentyment. Na szczęście nic nikomu nie oddawałam i teraz mam jak znalazł dla swoich latorośli. Ale księgozbiór stale się powiększa, aż strach pomyśleć, co będzie dalej.

  153. Książka i Wiedza. Można znaleźć w necie , także ilustracje. Mnie chodziło o wydanie z 1950 r. Kiedy zobaczyłam po latach te ilustracje…postanowiłam – muszę mieć te baśnie :)

  154. Jest, jest. I bogate plany na przyszłość.:)

    Piętaszku, i ja miałam te książki. Andresen z ilustracjami Szancera.
    A antologia baśni narodów ZSRR była wartościowa – mam wrażenie, że wydała ją Nasza Księgarnia (?) – wiele pięknych baśni ludowych, świetne opracowanie.

  155. Jak miło,że DUA już wie,kiedy „Ciotka” będzie.To znaczy,że jest jakiś konkretny termin.To znaczy,że jest nadzieja.:)

  156. Sprostowanie – owszem, bałam się, przeżywałam,zwłaszcza smutek, głęboko, ale nie rezygnowałam z czytania. Okrucieństwo i chłód „Dziewicy lodów”, nieodwracalność ludzkich losów z „Ib i Krystynka” przeszywały mnie bólem.

  157. Skoro mowa o baśniach, to może przytoczę tutaj jedno z najmilszych moich wspomnień czytelniczych wczesnego dzieciństwa. Otóż dawno temu otrzymałam w prezencie nie nowy już, bo wydany w latach 50-tych
    zbiór baśni pod wspólnym, będącym skutkiem czasów w których powstał, a z tęsknoty za czasami minionymi pewnie tytułem : „Baśnie narodów ZSRR”. Były to ukochane baśnie pochodzące z Gruzji, Ukrainy, Litwy, Łotwy, Białorusi, ale także Rosji. Bardzo je lubiłam i często czytałam na zmianę z „Baśniami H.CH.Andersena”, a także „Klechdami sezamowymi”. Te pierwsze w sposób przyjemny oswajały mnie z życiem, choć tytuł nieco odstrasza, ale czemu winne są baśnie? Kiedy podrosłam podarowano je kolejnemu dziecku i już ich nie odzyskałam. Dzisiaj za nimi tęsknię i wiem już, że można je zdobyć, ale kiedy moje Dzieci były małe nie wiedziałam. Może wnuki zatem…

    P.S. Tak na marginesie może wspomnę, że oprócz „przechodnich książek”, były też w naszej rodzinie przechodnie pantofelki, które otrzymywała po kolei każda dziewczynka w wieku ok. 7 lat. Pochodziły z okresu
    międzywojennego i należały wtedy do mojej Cioci. Były wykonane z czarnego aksamitu, zakończone spiczastym noskiem i cudnie stukały. Ozdobiono je pięknym , błyszczącym guzikiem. Wyglądały jak zaczarowane i służyły na specjalne okazje. Założyłam je na swój pierwszy bal i pamiętam, że czułam się wtedy wyjątkowo. Przepraszam za przydługi wpis, ale odbyłam właśnie podróż sentymentalną :)

  158. Bardzo ciekawe spostrzeżenie, DUA! „Słowianie, my lubim sielanki”?;)
    Już pewnie o tym pisałam – moja chrześniaczka nie akceptowała żadnych klasycznych bajek, w których byłby jakiś czarny charakter: „królowa zła? Dlaczego zła?- nie lubię!” I nie chciała dalszej lektury. A dziś ta 21-latka wydaje się być pozbawiona wszelkich lękòw aż do przesady. Lubi adrenalinę. Z kolei krewna,która nie była w stanie przebrnać przez smutek Andersena, jest osoba pełna lęków do dziś.
    Kochałam baśnie zawsze, nie bałam się ich, choć nóż rozbójniczki na gardle renifera i samotność Gerdy wśród cieni przesuwajacych się po ścianach pałacu (Królowa Śniegu) pamiętam do dziś.

  159. Pani Małgorzato, nie to żebym popędzała ale wprost nie mogę się doczekać na nową książkę! Chyba sobie zrobię generalną powtórkę z Jeżycjady żeby szybciej zleciało. Pozdrawiam i życzę owocnej pracy!

  160. Pewnie, że to dobry znak, Ago.
    Ciekawa rzecz, nawet u łagodnej Beatrix Potter jest trochę grozy (pasztet z myszy, hodowanie kaczki Tekli Kałużyńskiej na pieczeń, i to przez dżentelmena lisa!), że nie wspomnę o okrutnych baśniach braci Grimm.
    Podczas gdy polskie, a w ogóle słowiańskie baśnie są łagodne i często wesołe! Wyśmiewają zło, ukazują jego brzydotę i groteskowość, a ostatecznie i jego słabość w zetknięciu z dobrem. Zupełnie w nich nie ma – a przynajmniej ja nie pamiętam – fascynacji złem. Okrucieństwa- wcale!

  161. Mój chłopiec, lat prawie 10, też „omija” niewygodne sceny w książkach. Powiedział, ze ZA NIC nie przeczyta „O psie, który jeździł koleją”. Rzymskim targiem-przeczyta, ale bez wiadomego fragmentu. Pokazałam mu pomnik psa we Włoszech i powoli, powoli oswajam z tematem..ale łatwo nie jest. Jak czytał „Srebrny dzwoneczek” też musiałam się nagłowić, żeby wytłumaczyć mu zakończenie, bo aż się popłakał. I teraz czeka na drugą część. Także ta wrażliwość, mimo wieku, wcale nie mija .Ale może to i lepiej?

  162. Ale pasztecik z myszy B. Potter mogla sobie darowac. :)

    Ciekawe jest obserwowanie reakcji dzieci na basni i bajki w roznym wieku – czasem za bardzo je chronimy, a czasem z kolei przestraszy je cos, co nam wydaje sie normalne. Pamietam, jak moj Maz kiedys przerwal czytanie „Tomcia Palucha” („Pollicino”), bo sugestywny opis ojca porzucajacego dzieci w lesie byl jednak przesadny!

  163. Niezwykle ciekawe. Dwa tomy o tym, co profesorowi Raszewskiemu udało się zawrzeć w jednym, mimochodem wtrąconym zdanku : „Literatura jest także po to, żeby godzić człowieka z życiem”.

    Nie zapomnij kupić baśni ludowych.

  164. Ależ wiem, że to są rzeczy potrzebne! I nie zamierzam niczego omijać czytając. Zresztą pierwsze czytanie zawsze odbywa się tak, jak stoi w książce napisane. Dopiero druga lektura jest utrudniona, bo dziecko samo protestuje, przewraca kartki albo całkiem odmawia lektury. O ile jeszcze niechęć do Złej Królowej rozumiem – jest brzydka, niemiła i śmiercionośna, o tyle obawa przed codziennymi kłopocikami z natychmiastowym happy endem jest dla mnie niepojęta. Gwóźdź się skrzywił – wyciągamy go i bierzemy nowy, sprawa wydaje się prosta, a jednak taka nie jest. Książki wybieram bezpieczne, dobrze napisane i dostosowane do wieku (baśnie w adaptacjach dla dwu-, trzylatków) ale mimo to, są takie książki, których dziecko czytać nie chce. Zaskakuje mnie to, że właśnie te kłopoty codzienne bardziej martwią synka niż baśniowe zakończenia tragiczne (np. kołysankę „Był sobie król” bardzo lubi), ale pewnie dzieje się tak dlatego, że te drugie są wciąż zbyt abstrakcyje dla jego wyobraźni, a zwyczajne problemy już rozumie. Póki co, nie martwię się tym zbytnio, przecież to jeszcze całkiem maluszek! Wierzę, że w końcu ciekawość opowieści przewyższy strach i w odpowiednim czasie będziemy oswajać się z życiem przy pomocy całej skarbnicy baśni i literatury dziecięcej.
    A Bruno Bettelheima jeszcze nie czytałam.

  165. Wiesz, Sowo, ale te „niemiłe wydarzenia” w książkach są po to, by oswajać dziecko ze światem, na którym od takich wydarzeń aż się roi.
    Trzeba mu jednak znaleźć dobre książki, które to naprawdę zrobić potrafią.
    Z tym że oczywiście słuchać jego zdania też się godzi. Nie chce gwoździa – to nie. Może są powody.

    Jeśli idzie o B. Potter, w tomie tym znajdują się powiastki i dla maluszków, i dla starszych nieco dzieci. Trzeba przeczytać najpierw samej, wybrać odpowiednie dla wieku i dalejże!
    A czytałaś Bruno Bettelheima „Cudowne i pożyteczne”? Koniecznie.
    Zła Królowa też jest po coś.

  166. Mam nadzieję, że polubi, bo słono mnie ta książka kosztowała ;)

    W sumie z Królikiem Piotrusiem Sowiątko zaprzyjaźniło się już dawno, bo mamy książeczkę „Pierwsze słowa”, którą bardzo lubi, a zeszłoroczny św. Mikołaj przyniósł mu Piotrusia w wersji pluszowej. No, ale jak pozna jego prawdziwe przygody, to może być różnie. Mój synek jest nadwrażliwy na wszelkie niemiłe zdarzenia w książkach i bajkach, nawet na tak drobne wydarzenia jak zakrzywienie się wbijanego gwoździa czy zgubione klucze. Zwykle musimy pomijać takie strony przy lekturze, a kolejnego oglądania tej samej bajki kategorycznie odmawia, nawet jeśli jest to inny odcinek serii, w którym nic się przykrego nie dzieje. Ostatnio poprosił mnie nawet, żebym opowiedziała mu do snu bajkę o Królewnie Śnieżce, ale z pominięciem wątku Złej Królowej. Cóż było robić, skupiłam się głównie na pobycie Śnieżki u krasnoludków, ale łatwo nie było. Także z wieloma książkami muszę niestety czekać, aż dziecko z tego etapu wyrośnie.

  167. Oczywiście, że się podoba, Otz. „Botanicum” jest razem z „Amimalium” na mojej długaśnej liście książek do kupienia Sowiątku. Ale to za jakiś czas, bo to jeszcze nie ten przedział wiekowy. Za to wreszcie udało mi się zdobyć „Powiastki” B. Potter!

  168. Pewnie, że wiem, Zgredziku: w przyszłości.
    :)

    Alastrionno, wiadomość pryw. odebrałam, dziękuję! Miło, kiedy czytelniczka widzi, jak wiele pracy włożyłam w te pozornie proste książki.
    Ucieszyło mnie, że doceniłaś portrety kuzynów J. i I.G., złożone – w ostatnich dwóch częściach cyklu – z różnych relacji i punktów widzenia. Lubię się tak bawić, lecz oczywiście ta zabawa to mnożenie sobie trudności. Tym lepsza jest dlatego! (Im trudniej, tym lepiej).
    Pozdrawiam serdecznie!

    Także Paulinę!:)

  169. Kobieta jest istotą niepojętą.
    A jednak Starosta przyznał, że wie kiedy będzie po napisaniu Ciotki Zgryzotki.

  170. Witam serdecznie,
    Bardzo nie mogę doczekać się kolejnej części „Jeżycjady”. Ten młodzieniec zdecydowanie umila to oczekiwanie :) Tło u niego takie jesienne, tymczasem dziś cały Śląsk już śnieżnobiały, przyszła do nas zima!
    Na przekór zimie, gorące pozdrowienia dla wszystkich!

  171. Tak sobie pomyślałam, że może Sowie spodobałaby się książka „Botanicum”. :)

    Dzień dobry.

  172. Nutrio, obejrzyj sobie naszą poprzednią Galerię Piernika. Wpis z 5 stycznia 2016.
    Może się przekonasz, że nie ma czego się bać.
    I że to wcale nie musi być chatka!

  173. A u nas a propos pierniczków (które zgoła kojarzą się ze Świętami) -u nas od rana sypie śnieg (który też ze Świętami się kojarzy). Gęsto. Z nieba spadają tak wielkie płatki, ze aż trudno uwierzyć. Pozdrawiam wszystkich, którzy kochają śnieg!

  174. Oglądanie starych zdjęć to dla mnie zajęcie bardzo relaksujące.
    Doszukiwanie się podobieństw w osobach, studiowanie ich twarzy, sposobu bycia, to coś co lubię.
    Ludzie potrafią fascynować.

  175. Moja mama z koleżanką z pracy co roku na święta przygotowują (i sprzedają) szopki i sanie z reniferami z piernika. Teraz jednak koleżanka jest w ciąży, więc nie wiem, czy mamie będzie się chciało robić wszystko samej. Oczywiście my jej zawsze pomagamy, ale jednak to nie to samo… Ale jeśli będzie robić -zrobię zdjęcie!

  176. WioluM, dobrze, że wspomniałaś o pierniczkach. Już czas! U Adminków wczoraj pachniało pod niebiosa, upiekli całą dużą puszkę. Lukrowanie później, przed samą Gwiazdką.
    Nie wiem, czy Szanowny Lud będzie chciał galerii Piernikowej w Trzech Króli – zgłaszam gotowość. Na wszelki wypadek róbcie zdjęcia!

  177. Kasiu, dziękuję za wiadomość prywatną. Przemiła to historia, w rzeczy samej. Sympatyczny człowiek. Rycerski!
    A więc przysporzyłaś mi czytelnika, co?!
    Dziękuję za wszystkie miłe słowa i życzę powodzenia w pracy. Jeśli będziesz miała pytania w związku z nią, śmiało pisz tutaj, w ten sam sposób. Widzę, że to dopiero w przyszłości będzie, więc nie będę się wykręcać od odpowiedzi: będę już po napisaniu „Ciotki Zgryzotki” (ha, miło tak sobie pomyśleć…!).
    Zapraszam!
    I serdecznie pozdrawiam Was oboje.

  178. Staram się, żeby nie było, Kris.
    Tak, zdjęcia z dzieciństwa!- i ja bardzo lubię je oglądać, z podobną intencją, co Ty.
    Ludzie są tacy ciekawi, prawda?

  179. Podziwiam dzielne Ksiegowe, ktore wlasnorecznie robia adwentowe schodki, domki… Niestety nigdy nie bylam dobra w tego typu tworczosci, choc i tak przy Dziatwie sie rozwinelam. :)

    DUA, jeszcze a propos tego „czegos” nieuchwytnego w twarzach – lubie tez ogladac zdjecia z dziecinstwa osob, ktore znam, i doszukiwac sie tego charakterystycznego rysu podobienstwa (albo odwrotnie – ogladac biezace zdjecia znajomych z dziecinstwa). Czasem ktos ma to samo spojrzenie lub nos w wieku lat trzech i trzydziestu! Lubie obserwowac twarze i moze dzieki temu zazwyczaj nie mam problemow z rozpoznawaniem osob spotkanych po latach.

    Och, bardzo sie ciesze, ze Pani teraz dobrze sie pisze! Prosze sie za bardzo nie odrywac, jesli nie ma takiej koniecznosci. :)

  180. Filon klaskał na Laurę nie z szacunku, tylko z konspiracji. Swoją drogą, nagle odkryłam, że oba dwuwiersze pierwszej zwrotki nigdy nie łączyły się w jedno w mojej głowie. Zwyczajnie sądziłam, że to bocian robi kla, kla, kla, a nie Filon daje znaki! Chyba za dosłownie traktowałam zaimek „coś”. Ech, człowiek uczy się całe życie…

  181. Z estrogenem to bym jednak nie polecała ;)

    Schodki adwentowe są dobre, od lat praktykowane w mojej parafii. Co do szufladek z pudełek od zapałek, jest to bardzo praktyczna i tania metoda, ale mało elegancka niestety. Odkąd zobaczyłam drewniane domki, pudełka od zapałek już mnie nie nęcą :D

  182. Odpowiedź dla Kasi: wszystko możesz tu wpisać, a jeśli opatrzysz to słówkiem „prywatnie”, to się po prostu nie ukaże.
    Powiem jednakże, że jestem teraz bardzo zapracowana i wolałabym nie udzielać się zbytnio przy pracach magisterskich.;)
    Chyba że króciutko.
    Zabawne historyjki za to – zawsze mile widziane.
    Pozdrawiam serdecznie.

    PS- polecam uważną lekturę wszelkich materiałów na tej stronie. Powstały także po to, by pomagać w takich naukowych przypadkach.

  183. Zaszyłam się w swoim domu, wracam, a tu proszę… już imię jest! Wszystko tak ciekawie się zapowiada, że mam ogromną ochotę na poznanie tego „pomiędzy” okładkami. No, ale na razie mamy drobne szczególiki i nasze domysły, ot jak zapach świątecznych pierników – który się roznosi dookoła, choć jeszcze w pełni gotowe nie są. (tak sobie jakoś pomyślałam o tej pięknej galerii piernikowej, chyba to przez to, że moja mama już wypróbowywała jeden przepis i co nieco podjadłam, bo trzeba udoskonalić)
    Z miłym uśmiechem skierowanym do Pani Małgosi i wszystkich Księgowych zmykam, z nadzieją, że jutro przed pracą znajdę się na roratach. Dobrej nocy : )

  184. Piękny pomysł z domkiem. Podobno pudełka od zapałek dobrze sprawdzają się jako budulec, w dodatku z gotową szufladką. My też robimy kalendarz, ale z małych kopert na tablicy korkowej. U nas hitem są schodki adwentowe. Wymyśliłam je 2 lata temu, zrobiłam cichcem, po nocy i była niespodzianka, ale w zeszłym roku dziewczynki koniecznie chciały już współpracować. Pocięłam karton na długie paski, pozaginałam w harmonijkę, dodałam liczby jako odliczanie wsteczne i… ulepiłam maleńkiego Jezuska z plasteliny. Przyczepiłam schodki do zasłon u dziewczynek i co wieczór sprowadzały Dzieciątko o jeden stopień. Gwoli uczciwości – to była estetyczna makabra, bo ja jestem manualną nogą:)))))) Ale włożyłam w to dużo serca:) i, moim zdaniem, wyjątkowo oddaje to prawdziwy sens adwentu.

  185. Ach zwłaszcza ta dynia z estrogenem ciekawe się zapowiada ;)
    A dziś pomyślałam ciepło o księgowej Aleksandrze będąc z Kogucikiem na Dąbrówce na przemiłym teatrzyku pt ” Dobry Las”. Dąbrówka to dzielnica Katowic, a Aleksandra albo tam mieszka, albo stamtąd pochodzi jej rodzina(vide wpis Adminki o przodkach). Z Dąbrówki też pochodziła babcia mojego męża. No i jest tam fantastyczny „Teatr gry i ludzie”.

  186. Pani Małgosiu! Szukałam przez jakiś czas ścieżki kontaktu z Panią. Mam w planach pracę magisterską na temat „Jeżyków” – jak to zgrabnie mówi mój chłopak – i w związku z tym bardzo, bardzo chciałabym zadać Pani kilka niezmiernie ważnych pytań, mających rangę naukową. Czy mogłabym? Mam także do opowiedzenia pewną zabawną historię. Proszę o odpowiedź :)

  187. Cześć, Biedronko!- nie, nie pojechałam na koncert; dobrze mi się pisze. Nie chcę się odrywać od pracy.
    Muzeum Literatury znam od dawna, naprawdę warte zwiedzania. Zwykle jednak bywa tam ruch!- może trafiłaś na zły dzień.

    Tak, Bożenka jest nasza nieoceniona, ja też jej dziękuję za wszelkie tropy.

  188. Dobry wieczór! Ciekawam, czy DUA, zgodnie z zapowiedzią, podziwiała dziś w auli UAM wirtuozerię Veriko. :) Słyszałam radiowe zapowiedzi koncertu, i, ach, bardzo mi szkoda, że nie mogłam nań dotrzeć…!
    Odwiedziłam dziś za to warszawskie muzeum literatury im. Adama Mickiewicza- i właśnie wpadłam się tym z Wami podzielić. :) Ciekawa ekspozycja, wiele tam po Wieszczu pamiątek, portretów i rękopisów- i pustki, prawie żadnych zwiedzających! Bardzo niezwykły to kontrast z innymi, wiecznie oblężonymi muzeami stolicy…

    Portret brunecika intrygujący, typuję syna Kozia (?). A w ogóle, to brunecik kojarzy mi się również z kimś, kogo znam i lubię. :) I wygląda mi on na intelektualistę (sugestywne okularki) z poczuciem humoru (te brwi!). Żeby go tylko Rogata zanadto nie pobodła!

    Bożenko, serdeczne dzięki za cynk o Barańczaka przekładzie Emily D. Poszukiwałam od dłuższego czasu! Zakupiłam natychmiast.:)))

  189. Sowo- bratnia duszo, wyjęłaś mi to zdanie o muzyce między nutami wprost z ust, nie, spod klawiatury!
    Bardzo mi się podoba pomysł by do smakołyków czekoladowych dodawać jakieś zadanie adwentowe.
    Moje iskierki, pamiętam, zbierały do gołego żłóbka sianko dla Dzieciątka, po źdźble za każdy dobry uczynek i garsteczce za cały dobrze przeżyty dzień. Tylko od nich zależało, czy Dziecię będzie miało wygodnie.
    My też możemy takim siankiem wyściełać nasze serca.

  190. Kalendarz Adwentowy umyśliłam sobie inny – zamiast pudełka z czekoladkami, drewniany domek z szufladkami. Szufladki można wypełnić łakociami własnego pomysłu albo czymś zupełnie innym – adwentowymi zadaniami na przykład. Szkoda, że nie mam w rodzinie stolarza, bo te domki, które można aktualnie kupić w sieci nie są najpiękniejsze. Isiątka to mają dobrze… ;)

  191. Tak, prawdziwa osobowość znajduje się między kreskami, tak jak prawdziwa muzyka między nutami.

    Just, chwilowo się nie podzielę przepisami, bo ich nie posiadam. Przeglądam Internet pod kątem oryginalnych przepisów i takie zwróciły moją uwagę. Ale jak moje marynaty wyjdą dobre, dam namiary na przepisy :)

  192. A popatrz, często zdarza nam się rozpoznać na przykład szkolnego kolegę, chociaż jest już dorosły i zupełnie zmieniony, utył, ma wąsy, nosi okulary i sprawił sobie nowe zęby. Rozpoznajemy go nieomal intuicyjnie, po tym „czymś”, które to „coś” jest zapewne promieniowaniem osobowości.

  193. Tak, to „cos” nieuchwytnego jest najwazniejsze. Empatia odgrywa tu z pewnoscia ogromna role, bo przeciez nie chodzi (przynajmniej nie zawsze) o precyzje kreski, a wlasnie o to oddanie osobowosci portretowanego gdzies „miedzy kreskami”.
    Mnie tez fascynuja twarze ludzkie, moze dlatego tak lubie portrety.

  194. Jest to dobre uczucie, w istocie, Kris.
    Portrety bardzo lubię. Kiedy w szkole plastycznej rysowaliśmy z natury, moje modelki czy modele zawsze miały twarze, i to „podobne”, podczas inni rysowali tylko ciała. Twarze ludzkie mnie fascynują. Tyle z nich można wyczytać! Tak, odzwierciedlają „charakter i nie tylko”. Lecz nie sądźmy, że jedynie układ rysów czy spojrzenie lub wyraz ust niesie informację o człowieku. Jest jeszcze coś nieuchwytnego – i kto to „coś” zdoła złapać, stworzy dopiero dobry portret.
    Sadzę, że – poza warsztatem – podstawowym narzędziem jest tu empatia.
    Dzięki za te słowa uznania, Kris, cenne w ustach historyka sztuki.

  195. No jasne, musi byc niespodzianka!
    Czekamy (spokojnie), kochana Autorko!

    Zawsze podziwiam portrety DUA – ile one potrafia powiedziec o danej postaci, pokazac charakter i nie tylko… czasem jest to zagadkowe lub melancholijne spojrzenie, czasem po prostu wyraz twarzy. Te postaci naprawde istnieja! Poniewaz nie umiem dobrze rysowac, nie moglabym nawet sprobowac ukazac czyjejs osobowosci za pomoca olowka i barw.
    To musi byc wspaniale uczucie: stworzyc bohatera, opisac go i tak sugestywnie sportretowac.

  196. Według mnie Filon klaskał manualnie.
    Prosto i efektywnie.

    Cywilizacja rzymska (i nie tylko) by nie powstała, gdyby Owidiusz był pierwszym, który na to wpadł.
    Ale on odpowiednie dał rzeczy słowo.

  197. Dzień dobry!
    Dziś u nas słonecznie, wiec wysyłam Wam nieco tego ciepelka.
    Co do Rogatej, to mam przeczucie, że szykuje się duza niespodzianka :)
    Sowo, czy mogłabyś sie podzielić z nami przepisami tych oryginalnych potraw ( jeśli DUA pozwoli).
    Dziękuję z góry.

  198. Witaj, Ewo!
    Odziana co najwyżej w literaturę – ach, ładne.

    E, podobieństwa do Żaby nie dostrzegam. Prostokątne oprawki jedynie – ale teraz takie modne.
    Dzięki za cierpliwość.

  199. Dzien dobry! Moje mlodsze Dzieciaczki juz niecierpliwie czekaja na adwentowe kalendarze z czekoladkami (tradycyjnie dostaja je od mojej Siostry), bo to dla nich niemal poczatek Swiat.

    Imie Gaudenty bardzo mile i pasuje do Brunecika (skoro nie jest Guciem). Ciekawie, jak sie bedzie zdrabnialo.

    Co do rogatej Bohaterki, to ja po cichu stawiam na jedna z corek Patrycji. Zobaczymy… :)

  200. Brunecik bardzo poczciwy, byle Rogata nie dała mu za bardzo popalić. Już mnie ciekawość zżera, ale cierpliwie czekam, by DUA napisała jak najwięcej stron :)
    Czytam komentarze i tak bardzo mi się zatęskniło za Jeżycjadą. W styczniu powtarzałam sobie całość, a tu rok już minął i chyba czas najwyższy na kolejny maraton lekturowy. A niestety wszystkie tomy w domu rodzinnym :( Jak pojadę na Święta, to od razu je spakuję do walizki, najwyżej będę się odziewać w literaturę.
    Ach! Już wiem! Jak zobaczyłam Brunecika to od razu skojarzył mi się z jakąś okładką. Ta fryzura, te okulary… Trochę wygląda jak nasza Żaba!

  201. Dzień dobry!
    Zaglądam tu i co widzę?!
    Nie dość, że imię brunecika jest już znane to jeszcze kilka wersji głównej bohaterki się pojawia. Mam wrażenie,że oprócz Wójta Wiewiórki jeszcze parę osób mogłoby tu pisać samodzielne książki. Pani Małgorzata ma pewnie uciechę z tej zgadywanki na oślep.
    Czekam cierpliwie na główną bohaterkę ale muszę się przyznać, że nie wyobrażam sobie tej książki, o kimkolwiek byłaby, bez klanu Borejków. Mam cichutką nadzieję,że rogata bohaterka i sympatyczny młodzieniec będą z nimi związani.
    Miłej niedzieli życzę DUA i wszystkim Księgowym.

  202. Właśnie miałam napisać, że można w lesie kląskać.

    Just, pierniczki – oczywiście. Do tego robię masło jabłkowe z cydrem i marynowaną dynię z estragonem. Albo korzenną. Tylko nie mogę się zdecydować, czy ją przed marynowaniem obgotować, czy nie.

  203. A! To ci dopiero!
    „Quidquid agis… etc” („Cokolwiek czynisz, czyń roztropnie i patrz końca” – prudentia to roztropność właśnie) wprowadził do rodzinnych powiedzonek brat Mamy, ks. Marian Konopiński.
    Było to pierwsze łacińskie zdanie, jakie usłyszałam i zapamiętałam.
    Jestem pewna, że Owidiusz sam to wymyślił, mamo Isi.

  204. Kochany Starosto, widzę tę scenę z Mamą, co sobie warkocza nie trefiła, jeno leciała do pracy;) Piękna!
    Takie ulubione powiedzonka zostają potem na pokolenia w rodzinie. Moja prababcia (ta starsza pani, która siedzi na leżaku i z filuternym uśmiechem spogląda na robiącego fotografię) zwykła mawiać, kiedy któreś z dzieci entuzjazmowało się jakąś sprawą: „Każdej rzeczy patrzaj końca”.
    A to przecie jest przeróbka Owidiusza: Quidquid agis, prudenter agas et respice finem.
    Skąd jednak wziął to Owidiusz, nie wiadomo;(

  205. Otz, taką mam nadzieję, że dziadek Ignacy pozna Gaudentego;) No chyba że masz na myśli bł.Gaudentego, brata św.Wojciecha.

  206. Dzieńdoberek;)
    To ja wrzucę suplement w kwestii klaskania.
    „Klaskać” jest to podług Słownika Języka Polskiego:
    1. uderzać ręką o rękę powodując powstanie charakterystycznego dźwięku; bić brawo;
    2. uderzać czymś, powodując powstawanie charakterystycznego odgłosu przypominającego uderzenie dłonią o dłoń; klapać, kłapać, kląskać, klekotać;
    3. w łowiectwie o ptakach, najczęściej słowikach: wydawać trele; kląskać;
    4. w łowiectwie o głuszcu: wydawać głos w pierwszej fazie śpiewu tokowego

    Tak sobie myślę, że Filon wykonywał wariant nr 2. A Karpiński ujął to wytwornie, bo trudno, żeby napisał:
    „I coś tam kłapie za borem”.

  207. Czy w Ciotce będzie wzmianka o małej Mili? Już ją polubiłam, chociaż dopiero co skończyłam Żabę.

  208. Och, czyżby fluid? W tym tygodniu opowiadałam jednej koleżance właśnie o tym wierszu ;) tylko jakoś pomyliło mi się i cały czas myślałam, że to Mickiewicz go napisał. Ale postaram się zapamiętać już prawdziwego autora ;)
    Dobranoc :)

  209. Błękitna, dzięki za długą i ciekawą wiadomość prywatną. Szkoda, że nie mogę jej pokazać wszystkim, ale opisałaś pana od przyrody bardzo plastycznie i łatwo by go było rozpoznać. Wydaje się bardzo sympatycznym oryginałem!
    Tak, oczywiście że wiem, kto napisał słowa do kolędy „Bóg się rodzi”.
    Fluid rzeczywiście.
    Aha, a „Teatrzyk Zielona Gęś ” Gałczyńskiego znam chyba w całości, tak za nim kiedyś przepadałam. Właśnie w liceum!
    I znów fluid: pytasz o klaskanie. Myślałam właśnie, wpisując tu „Laurę i Filona”, że to był naprawdę ładny sposób nawoływania się w lesie. Filon nie wrzeszczał „Hej, Laura, chodź no tu”! – pewnie z uszanowania dla przyzywanej panny.
    Ale czy ja bym tak kogoś przyzywała, klaskaniem? Pewnie by mi to do głowy nie wpadło.

  210. A zatem zagadka z imieniem bohatera już rozwiązana, będzie Gaudenty, imię bardzo oryginalne dla naszego sympatycznego młodzieńca :)

    Karikari, byłaś zatem w Reggio Emilia!
    To ciekawe, ze hymn nasz po raz pierwszy został zaspiewany w formie serenady w 1797 r. właśnie tam, na obczyźnie.

    Sowo, w zeszłym roku podarowałam na Święta paczuszki z pierniczkami własnego wypieku.
    Obmyslam teraz, czym ich zaskoczyć w tym roku, z branży spożywczej, rzecz jasna.

  211. Piegusko, ależ nie mam. Patrzę z przyjemnością, jak Wam fantazja służy, z jaką sympatią się bawicie tymi obrazkami, i jak czasem trafiacie w pobliże celu, a czasem zupełnie nie!
    Jest uciecha.

    Mamo Isi, muszę podbiec z korektą. To psy się uśpiły. A miesiąc zeszedł.

    Chyba pro publico bono przypomnę Dziatwie.

    Franciszek Karpiński

    LAURA I FILON

    Już miesiąc zeszedł, psy się uśpiły,
    I coś tam klaszcze za borem.
    Pewnie mnie czeka mój Filon miły
    Pod umówionym jaworem.

    Nie będę sobie warkocz trefiła,
    Tylko włos zwiążę splątany;
    Bobym się bardziej jeszcze spóźniła,
    A mój tam tęskni kochany.

    Wezmę z koszykiem maliny moje
    I tę plecionkę różowę;
    Maliny będziem jedli oboje,
    Wieniec mu włożę na głowę.

    itd.

    Jeszcze widzę naszą Mamę, jak się spieszy do pacjentów, patrzy w lustro i powiada: „Nie będę sobie warkocz trefiła, tylko włos zwiążę splątany!”- i z powagą wychodzi.

  212. A może Gaudenty to syn Bebe i Damba? Dambo przecież pokochał historię po lekturze książki „Jadwiga i Jagiełło”, więc może kultura średniowiecza i średniowieczne imiona są mu szczególnie bliskie. A Gaudenty wdał się w tatę, stąd jego pogodne usposobienie:) Kochana Autorko, czy nie masz nic przeciwko tworzeniu takiej „jeżycjadowej historii alternatywnej”?

  213. Just, byłam wmiejscu, w którym powstał i po raz pierwszy został wykonany „Mazurek Dąbrowskiego”.
    Piegusko, imienia dla maluszka jeszcze nie mamy, ale chyba nie będzie łatwo osiągnąć kompromis – negocjacje trwają ;)

  214. Księżyc już zaszedł, kury się uśpiły, a ja nadrabiam zaległości w Księdze;)
    Ale i tak zaraz padnę. Dobranoc:)
    PS. Bardzo miły ten Gaudenty jw.

  215. Dobry wieczór:) Skoro już mamy Gaudentego, to chyba sięgnę do dawno nie czytanego Gołubiewa;)

  216. Sonatino (wiad.pryw.)- jesteś miła jak wiewióreczka i cieszę się, że mogłam Ci pomóc.
    Gratuluję kolegi.

  217. A ze mną było tak : w porze nocnej doznałam „olśnienia”, co było może wynikiem tego iż przez cały dzień
    intensywnie myślałam o Bruneciku. Pomyślałam po prostu, jak ja bym go nazwała i tak to wyszło. Dopiero
    po chwili sprawdziłam z drżeniem, jakie jest znaczenie tego imienia :)

  218. Gaudi zajęty.

    Nutrio, geniusze nie rodzą się na kamieniu, że tak rzekę.
    Ale głupi to on nie jest.;)

    Sowo, cieszy mnie Twa aprobata.

  219. O, a ja nie widziałam wpisu Piętaszka. Sama wydedukowałam. Bo ma łacińskie korzenie, piękne znaczenie i melodyjne brzmienie. I bez wątpienia znajduje się w wiadomym kalendarzu. Dziś już to mało popularne imię, a przecież ładne i nie wydumane. Ja w każdym razie jestem ukontentowana.

  220. Resztkami pamięci wydaje mi się (ale zupełnie nie jestem pewien), że u Tolkiena też są motywy słowiańskie.
    Radagast? Baggins/Bagiński?
    Ale to pewnie złudzenie.

  221. Wyszło na jaw, zanim schowałam wpis Piętaszka.
    Tak, to Gaudenty, trudno, już przyznam.
    Ale chociaż zdrobnienie będzie tajemnicą.

  222. Eviku, w dawnych. Ale wiesz, może z jakiejś okazji spróbujemy je przywrócić w kolejnym wpisie,. Szkoda by było, żeby uległy zapomnieniu.

  223. Dzień dobry!
    Ładny rysunek, też mnie ciekawią bohaterowie Ciotki Zgryzotki. Cóż, pozostaje cierpliwie czekać :)
    Przy okazji mam pytanie.
    Czy wpisy Ateny o Marku Twainie są na tej stronie, czy w dawnych wpisach szóstkowych?

  224. Gaudenty jest piękne. Tylko kiepsko się zdrabnia.

    A wiesz, Jas, mnie to „pani Danusiu” w rejestracji drażni. Nie ze względu na samo zdrobnienie, ale jakąś nadmierną językową poufałość, do niedawna jeszcze obcą polszczyźnie w sytuacjach oficjalnych.

  225. Dzień dobry,
    ostatnio chciałam do córki powiedzieć „lżej”, a powiedziałam „lekcej”. Stwierdziłam, że nie będę poprawiać. Sto razy wolę „lekcej” od „lżej”. Tak mówiły moje stare ciotki. Ale to chyba jest z naszego staropolskiego, bo jest „lekce sobie ważyć” i inne tam.
    Ostatnio tęż słyszałam rejestratorkę która mówiła do pacjentek zgłaszający się na mamografię: Pani Małgosiu, Pani Danusiu. To chyba nie do pomyślenia w jakimś germańskim kraju.
    Piszę o tym chyba już ostatni raz w związku z Tolkienem. On zachwycał się językami germańskimi i na ich podstawie tworzył swoje języki, które ponoć ludzie dalej rozwijają i tworzą np. poezje.
    Mnie też kiedyś zachwycały języki germańskie, choć najbardziej pierwotny, a osiągalnym na naszej prowincji, był szwedzki. A jak się zna szwedzki to starogermański, czy anglosaski to już pestka.
    Ale bardziej jest mi miła jednak nasza ciepła mowa, tylko jeszcze nikt na jej podstawie nie stworzył swojego języka, ani strony internetowej ze starymi słowami, słowiańskimi, albo mieszańcami. Najlepiej się czuję i coraz bardziej doceniam miejscowe stare słowa, a zdrobnienia to już sam miód. Staropolski może jest mniej odstraszające i twardy, ale i wojny w tym regionie też mniej modne. A jeśli chodzi o słowo „lżej” to jak ktoś lży, to trzeba uciekać.

  226. Hi, hi, no przepraszam najmocniej, ale ja tak jakoś zupełnie niechcący. Musi Pani jednak przyznać UA, że nie mogło być inaczej ?:) Co ja poradzę, że lubię zagadki. ” I nie spoczniemy my…”

  227. Great Gatsby już zajęty.

    Bożenko, mnie też to zaciekawiło.
    Dzięki za miłe słowa.

    Sowo, słoiczków, słoiczków.

  228. Gratulacje najszczersze; są powody do dumy.
    A na konferencji jeszcze dwa referaty o twórczości Małgorzaty Musierowicz :)
    Szczególnie zaintrygował mnie temat „Wspomnień czerń – językowy obraz cierpienia w powieściach Małgorzaty Musierowicz” (dr Katarzyna Grudzińska). Bardzo nietypowe spojrzenie na MM!

  229. Gratulacje dla pani Emilii :)

    Aż 20 słoików ketchupu?? O rety.
    Tak, myślę, że kulinaria dobrze się sprawdzą.

  230. (OD)PAMIĘTYWANIE – GRY Z PRZESZŁOŚCIĄ W LITERATURZE DLA DZIECI I MŁODZIEŻY.

    Tak to dokładnie brzmi. Uniwersytet Śląski, oczywiście, zapomniałam dodać. Jak zawsze najbardziej zainteresowany tą ważną dziedziną twórczości literackiej.

  231. Ach, Sowo, to także się świetnie sprawdza.
    Dostałam raz 20 słoiczków przepysznego domowego ketchupu. Ujmujące.

    KokoszaNel, a właśnie w tych dniach „Łowy” wystąpią w Katowicach na ciekawej sesji naukowej poświęconej pamięci w literaturze dla dzieci i młodzieży.
    Prof. Heska-Kwaśniewicz wygłosi referat „Emilii Kiereś dialog z Romantyzmem”.
    Dumna jestem z córki.

  232. Lubię kupować i dostawać książki pod choinkę, ale niestety nie wszyscy w rodzinie podzielają mój książkowy entuzjazm. W tym roku dostaną więc ode mnie coś ręcznie robionego i jadalnego, bo mam już dość głowienia się cały Adwent, co im kupić.

  233. Został jeszcze Gniewko, ale młodzieniec chyba zbyt sympatyczny na takie „gniewne” imię. Gaweł – ta propozycja mi się podoba.

    Pozdrowienia i gratulacje dla Karikari (m nadzieję, że nie przekręcam). A’ propos imion, czy wybierasz już imię dla maluszka?

  234. :)
    Apropos ostrej bohaterki i niejakiego G. o słodkim uśmiechu – podaję przepis na jesienna przystawkę o takimż smaku, która się zajadam:

    Gruszki G. (Gasparda? – Gerard mi nie pasuje, bo był mdły).
    Gruszki konferencje, duże, twardawe, przepołowione, obrane i wydrażone napełnić masa składajaca się z sera typu Roquefort, pokrojonych orzechów włoskich, nasion słonecznika. Można do masy dodać trochę śmietanki, jeśli to ułatwi jej zlepienie. Zapiekać odkryte w piekarniku: 200C, kilkanaście minut. Bossskie!

  235. Tak, Chesterko, „O księciu Gotfrydzie, rycerzu Gwiazdy Wigilijnej” Haliny Górskiej. Jedna z ulubionych baśni mojego dzieciństwa (podobnie jak wymieniane tu m.in. „Mała księżniczka” i oczywiście „Klechdy sezamowe” :)
    Te „dwanaście cudownych opowieści przez mistrza Johannesa Sarabandusa astrologa króla jegomości spisanych” Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa udostępnia online – kto nie zna, może zajrzeć, zachwycić się i nabyć sobie lub Dziecięciu np. na Allegro :)

  236. Guglielmo?

    Ale tak na pierwszy rzut oka to brunecik najbardziej wyglada mi na Gustawa. (Choc pewnie sie mysle, skoro DUA twierdzi, ze na pewno nie zgadniemy!)

  237. Czy widzicie, jak sznuruję usta?
    Milczenie jest złotem.

    Jedno mogę powiedzieć na pewno: G. nie będzie kochał tańca.

    Zuziu12, wiedziałam, że Leśmian Cię zachwyci.

  238. Siedzę sobie grzecznie w laboratorium, robię pomiary DSC, a tu wchodzi Gustaw/Gabriel cały w jesiennych liściach, brwi uniesione i mówi: „W piątek o tej porze jeszcze na Uczelni?”.
    Serdecznie pozdrawiam i przesyłam uśmiechy! :)

  239. Gotfryd to ten, co miał okropnie bogatego tatę. Mnie tam wszystko jedno. Byle nie Goguś . ;)
    Oo a może Gilbert?

  240. W liceum podkochiwał się we mnie Gerard, który twierdził, że jestem zimna jak lodówka (he, he – efekt zniechęcajacy), ale to był blondyn.
    Ach, te śliczne włoskie imiona na G!
    Gotfryd, rycerz gwiazdy wigilijnej? Było coś takiego.

  241. Dzień dobry!
    Poszukałam w internecie i znalazłam Gracjana, który oznacza miły i wdzięczny. Pasowałoby do brunecika. :)))Zresztą nieważne i tak go już lubimy!
    Życzę miłego pisania. Jak najmilszego!
    PS A ja się rozkoszuję „Klechdami”. Cudowne! Miała Pani rację, miło się czyta.

  242. Dzień dobry DUA i Księgowym!
    A to ci dopiero fluid, znajomi nasi oczekują potomka płci męskiej i zdradzili nam niedawno, ze jego imię będzie sie zaczynało na G. :)
    Guido, Giulio, Gianmaria…

    Karikari, a którą część Włoch odwiedziliscie?

  243. Jesień z G. i jesienna muzyka. Niedawno usłyszałem w Dwójce holenderską harfistkę Lavinię Meijer grającą etiudy Filipa Glassa. Od razu płytę zamówiłem (Lavinia Meijer „The Glass Effect”) i przed chwilą jej wysłuchałem. Bardzo polecam, bo to dobra muzyka.

  244. Popieram panią Beatę :) Jestem za tym, żeby brunecik lubił taniec :) Ale nie, nie przeszkadzam. Niech Pani pisze, bo my umieramy z ciekawości!

  245. A może Gotfryd? Jeśli się nie mylę na imię miał tak jeden z Krzyżaków w powieści Sienkiewicza. Może nasz brunecik jest wielbicielem wyżej wymienionego zakonu?

  246. Aaa! Zaczęło się, Bożenko!:))))

    Nic nie powiem, w życiu nie zgadniecie.

    OK, przekażę Rogatej, niech Wam zostawi brunecika. Ja też go lubię.

  247. Gustaw, Grzegorz, Gabriel? Gilbert?? Gerwazy???
    Teraz się zacznie :)
    Dołączam się do prośby: niech nam Rogata zostawi brunecika. Już lubię chłopaka!

    A Dickinson, oczywiście, DUA, wydanie drugie, ale po kilkunastu latach! Może tu być więcej grzeszników bądź pechowców, którzy wówczas rarytasu nie nabyli; a dla niektórych Księgurzątek (???) to w ogóle cała epoka :) Dlatego zaraz rzuciłam się z radością polecać.

  248. No, będzie ciekawie.
    Miła to robota, Mamo Kniżki, wyznam Ci.
    Tak, racja: z takimi o dobry humor nietrudno. Nawet w dzień chłodny i szary (a na wszystkim szron osiadł, co skądinąd jest śliczne!).
    Z nowym zapałem po odczytaniu Waszych opinii o bruneciku (imię jego będzie chyba na literkę „G”) – idę pisać.

  249. Dzień dobry!
    Wpadam na sekundkę i co widzę? Brunecik bardzo mi przypadł do gustu, aż w nim bulgocze od wewnętrznego śmiechu :) Wygląda na takiego, co to nie da się łatwo spławić kapryśnej bohaterce. A jaka piękna kolorowa jesień zakomponowana z brunecikiem! Zachwyca mnie. Tym bardziej, że za oknem „słońce nietowarzyskie” ukryło się dziś na dobre.
    Dużo, dużo sił życzę Kochanej DUA do pracy, i dużo dobrego humoru (ale z takimi bohaterami to chyba o humor nietrudno ;) A dla wszystkich Księgowych dobrego kolorowego dnia (na przekór listopadowym mgłom), takiego jak na obrazku Kochanej Autorki :)

  250. Bożenko, dziękuję za polecenie perełki.
    To wydanie drugie.

    Kto tu pytał, co kupić pod choinkę? Zawsze odpowiadam: książki!
    Najlepsze to prezenty.

  251. Och, dziękujemy DUA za miłe pozdrowienia. Wyszło, wyszło, że brunecik to chłopak z humorem:)
    Nasz gimnazjalista też uważa, że imprezy szkolne są nudne i nie wybrał się dzisiaj na andrzejkową dyskotekę.
    Ciekawe, czy brunecik lubi tańczyć? A może zaprosi „kapryśnicę” na kurs tańca towarzyskiego. Taniec uczy pokory i wytrwałości oraz daje dużo radości z efektów. Ha, ha – ale by zaskoczyli rodzinkę.

  252. Teraz będzie i jesień, i zima z sympatycznym brunecikiem! Przecież naszym niecierpliwym domysłom nie będzie końca, a DUA będzie się oczywiście tajemniczo uśmiechać :)

    A pod tegoroczną choinkę polecam perełkę Znaku, zakupioną nam dzisiaj przez Pustelnika: Emily Dickinson, Wiersze wybrane, przekład Stanisław Barańczak. Wydanie dwujęzyczne. Ach!

    I ciepłe myśli dla Karikari. Uśmiecham się na wspomnienie, jaki to cudowny, radosny czas.

  253. A, dziekuję! Czujemy się bardzo dobrze. Jesteśmy w podróży. Maluszek, za pośrednictwem mojego układu pokarmowego, smakuję włoską kuchnię (choć chyba niezbyt mu pasuje wysoki poziom cukru w tutejszych deserach) i wsłuchuje się w melodię języka włoskiego. Mam nadzieję, że moimi oczami już „widzi” piękno starych, wąskich włoskich uliczek i kamienic z milionem rozmaitych okien, okiennic, drzwi, portali, kołatek. Jutro wracamy do domu.

  254. Czytało się, czytało, Karikari, i nawet się tutaj zachwalało!
    Jak tam samopoczucie Was dwojga?:)
    Przesyłam uściski.

    Nutrio, należy odpoczywać przy lekturze, ale raczej po robocie. Mimo wszystko, jako zjadła czytelniczka, doskonale Cię rozumiem.
    Włącznie z tym, że imprezy szkolne są (na ogół) nudne: też tak zawsze uważałam.

  255. Z Andrzejek wróciłam wcześniej, bo było nudno -jak zwykle. Gdy przyszłam do domu i siadłam nad biurkiem, aby odrobić lekcje (niestety, oprócz kilku zadań z polskiego i matematyki (prościzna!) czekają mnie jeszcze dwie strony z angielskiego), uświadomiłam sobie, jak bardzo mi tęskno do Pani, po czym stwierdziłam, że jest jeszcze całkiem wcześnie i że nie zaszkodzi przeczytać sobie jeden krótki rozdzialik Trolli. Prawda?

  256. Kochanej Autorce, znanej miłośniczce spacerów po lesie, polecam „Sekretne życie drzew” Petera Wohllebena.
    Po przeczytaniu tej książki już nigdy nie spojrzę na drzewa, las, ogród i liście tak jak wcześniej.
    Ps. Jest w niej nawet remedium na komary – poniekąd związane z jedną z ostatnich części Jeżycjady.

  257. Cha,cha! A to ci Kapucynka!
    Ja też się do niej uśmiecham.
    Porozumiewawczo!

    Beato, tak miało być – i cieszę się, że wyszło!
    Pozdrawiam wesołą rodzinę czytelniczą.

  258. Patrząc na brunecika mam jedno skojarzenie – to chłopak o wielkim poczuciu humoru, dobrego humoru. A na kapryśnice, najlepszy zdrowy humor i dużo śmiechu i uśmiechu! No przecież on zaraz parsknie śmiechem:)
    Pozdrawiam ze słonecznego Torunia. Życzę DUA radosnego pisania. Uwielbiam te wybuchy śmiechu rodzinki podczas czytania „Jeżycjady”.

  259. Pani Małgorzato, szkoda że Pani nie widziała, jak się Kapucynka rozświetlająco uśmiechnęła na tę rogata bohaterkę. A co uroczego młodzieńca – wygląda na takiego, co się tak szybko zadziory nie przestraszy. Jeszcze ją rozkmini swoim uśmiechem.

  260. Pani Małgosiu, oczywiście, że ćwiczymy z Molem! W końcu chodzimy na chór. W poniedziałki o 7:00. Chyba już Pani o tym wspominałam. Aha, tak przy temacie ,,zanikania śpiewu chłopców”. A teraz znikam i idę się przygotować na Andrzejki. Miłego dnia wszystkim księgowym!

  261. To ja dziękuję!:)
    Jaki miły doping.
    Zdrowie dopisuje, a dziś w dodatku pogoda jak znalazł: mgła gęsta się utrzymuje, a więc ogród nie kusi, będzie się dobrze pisało.

  262. No proszę, tak się rozpędziłam w tym czytaniu, że aż mi się części pomyliły… bo przecież „McDusia” była dziewiętnastą, a nie osiemnastą! Teraz ta poprzednia wiadomość i tak już jest nieaktualna – obecnie zaczynam „Feblik”. Chyba będzie się musiała Pani pospieszyć z pisaniem tej nowej, bo w obecnym tempie to góra dzień i nie będzie co ze sobą zrobić! Tak pasjonującego romansu z lekturą już dawno nie miałam!

    Serdecznie dziękuję!

    Z całego serca!

    I zdrowia życzę – byle daleko od gryp i innych takich w tym sezonie jesienno-zimowym!

  263. I pomyśleć, że za tymi okularkami kryje się kawał dobrej powieści, a sama Autorka jeszcze do końca nie wie, jak to się wszystko ułoży. Może nawet i sam Brunecik przejdzie pewną metamorfozę zewnętrzną. Pamiętam, że tak było z Józefem, tak, tak.
    No, ciekawe, ciekawe.

  264. Aaa! Pani Małgosiu, ten brunecik to wypisz wymaluj mój młodszy synuś, Jasiek! Co prawda student trzeciego roku stomatologii, ale wygląda szczenięco, jest miły, czuły, nieśmiały, nieco romantyczny, odpowiedzialny, kochany.
    A może temu chłopięciu też Jasiek na chrzcie dano?
    Przygnieciona na kanapie posapującym psim ciężarem, muszę wyplątać się spod gmatwaniny łap, uszu, łepków, nosów i ogonów i udać się do łóżka, bom zmęczona jak koń po westernie.
    Dobranoc.

  265. Ooo, to się cieszę.
    Miłego wypadu, Ateno!
    I dobranoc tutejszym (bo u Ateny inny czas, rzecz jasna).

    Mglista noc przed nami. Chyba pogoda się przełamuje.

  266. Appalachy, tzn ona tam juz byla, ale w innej czesci, teraz jedzie do Wirginii. Pewnie ze beda zdjecia, zawsze mam aparat.

  267. O, o! Właśnie.

    Ateno, jakże mi miło. Czuję, że Idusi dobrze tam będzie.
    A w jakie góry?
    A zdjęcia będą?

  268. Brunecik się bardzo miło prezentuje :) Mam nadzieję, że będzie tak miły jak miło się uśmiecha. Ale wygląda na takiego co może dostać po uszach, skoro bohaterka będzie taka rogata :)

  269. Jaki pluszowy ten molodzieniec. Nic tylko sie przytulac. Czekamy bardzo cierpliwie.
    Zabieram Idusie w gory, w tych jeszcze nie byla.
    Zdaje sie ze to ona plywala ze man uwiazana do pokladu.Torturuje ksiazki :).
    Ja tez nigdy nie wyroslam z Depeche Mode, ” just can’t get enough”.

  270. Nie, w tym roku – niepodobna.
    Racja, Aniu K., przecież to nie wyścigi.;)
    Ze spokojem dotrzemy do końca pracy.

    Nutrio, aha, a więc w czerwcu będzie śpiewanko przy ognisku? Już trenujcie. Nie masz jak harcerskie piosenki ogniskowe. Z gitarą!

  271. Och, absolutnie się z Panią zgadzam! Leśniczówka to wspaniała sprawa! Nasza wychowawczyni również ma domek w lesie i obiecała, że w czerwcu nas tam zaprowadzi. Zrobimy sobie ognisko i będziemy jeść kiełbaski.

    Patrycjo, od kiedy Pani Małgosia mi powiedziała, że tego rodzaju wyznania świadczą o tym, że jesteśmy z siostrą ,,mądre i świetne”(choć to chyba drobna przesada ;)), odbieram je jako pochwałę, więc serdecznie Ci dziękuję! Niemniej jednak nie musiałaś tego mówić, bo czuję, że jestem coraz bardziej dumna. Uch, chyba przydałaby mi się porządna lekcja pokory!

  272. To jest dawny teren leśny. Teraz jest tu osiedle domków jednorodzinnych. Sulejówek, miasteczko podwarszawskie , kawałek historii i najsławniejszy Dziadek z Milusina. Ja tez wolę naszą zieloną ciszę bzowo jaśminową niż zgiełk stolicy. Ale koncert to wspaniale wydarzenie z charyzmatycznym Dave’m. Szkoda nie zobaczyć, pozdrawiam i czekam na Ciotkę Z. Jesienna? Tzn że będzie jeszcze w tym roku? Nie poganiam bynajmniej Droga Pani Małgorzato czekam spokojnie

  273. Aniu miła, dziękuję. Wolę muzykę klasyczną. A w lipcu nic mnie nie zmusi do przebywania w mieście.
    A syn może pojedzie!

    Ach, więc masz leśniczówkę?! Coś wspaniałego.

  274. A to dopiero!! Pani Małgorzato to zapraszam na koncert na Stadionie Narodowym w Warszawie w lipcu! Będzie pysznie! Nawet nocleg mogę przygotować w naszej leśniczówce

  275. To i ja dopowiem. Nutrio, celowałam w drugą gimnazjum!
    A brunecik bardzo przyjemny; byłby świetnym przyjacielem.

  276. Pani Małgorzato ja też polubiłam Kozia był mały a tak bohaterski:-) A do tego słuchał Depeche Mode :-)) Ja też mam do Nich ogromny sentyment.

  277. Dzięki, Ewelino!
    Ale Tomek nie, Tomek już w Jeżycjadzie był (Kowalik). Nie należy się powtarzać, także w kwestii doboru imion bohaterów głównych i postronnych. Oni się czytelnikowi nie mogą mylić!

  278. Gdy tylko zobaczyłam ilustrację,to pomyślałam,że bohater będzie nosił Tomek (wygląda identycznie jak mój kolega).Wygląda na poczciwego, pracowitego,życzliwego i nieco flegmatycznego. I jeszcze stworzony w takim pięknym,zadumanym miesiącu.
    Pozdrawiam p. Małgorzato i życzę powodzenia w ujarzmianiu rogatych bohaterek.

  279. Pewnie, że wzmianki o Koziu były, ale ich już nie pamiętam dobrze ;) Że reżyserem jest, to też mi się obiło o uszy. Zresztą można się było tego spodziewać :) Naprawdę bardzo go lubię <3

  280. Mario Crespo, Kozio już dorosły.:) Reżyserem został. Są o nim wzmianki w dalszych tomach J.

    Nutrio, zawsze się rumieniłam, a i teraz mi się zdarza. I też nie mam na to żadnego wpływu.
    A wiem, wiem dobrze, jakie to w młodości kłopotliwe. Czasem wystarczyło pomyśleć „oj, żebym się tylko nie zarumieniła”- i gotowe. Rumieniec natychmiastowy.
    Co do powtórzeń: pani polonistka ma rację. Należy ich starannie unikać. Ciekawe, że się ma do nich taką skłonność.

  281. Ach, wyznam szczerze, że jestem teraz tak soczyście czerwona jak jeszcze nigdy nie byłam. A wiedzieć Pani trzeba, że mam niesłychane wprost skłonności do rumienienia się intensywnie, często, buraczkowo i do samych czubków uszu. Ale nie mam na to żadnego wpływu. Ale nawet jeślibym się nie rumieniła jeszcze nigdy w żuciu, na pewno wyglądałabym teraz zupełnie tak samo! Oprócz tego, że czerwona, to jeszcze okropnie dumna (choć wiem, że nie powinnam!), a najbardziej ze wszystkiego -po prostu szczęśliwa! Żadne ordery, żadne puchary, żadne medale… nic nie uszczęśliwia mnie tak bardzo, jak jedno Pani słowo malutkiego uznania. Toteż TAKIE słowa wywołały we mnie po prostu (lecz nie tylko) radość. Szczerą i największą pod słońcem radość, jakiej nigdy jeszcze nie doznałam. Dziękuję, że mi Pani to dała!

    PS. Przepraszam za ogromną ilość powtórzeń -nasza polonistka jest na nie wprost uczulona i nas też uczula!

  282. Brunecik wygląda niezwykle sympatycznie! Ciekawe jaki będzie? Myślę, że go polubię.
    A ja wypożyczyłam sobie ostatnio znowu „Dziecko piątku” (trzeci raz) i „Brulion Bebe B.” (szósty raz). Ze względu na Kozia. Coraz bardziej go lubię. Chyba nawet awansował do tytułu mojej ulubionej męskiej postaci z „Jeżycjady”. Uwielbiam go! Jestem bardzo ciekawa, jak mu się w życiu powodzi :)
    Najlepsze pozdrowienia! :)

  283. Kochana Nutrio, zupełnie nie masz powodów do przepraszania! Po prostu byłaś sobą, a że, obie siostrzyczki, jesteście mądre i świetne, wzięliśmy Was za starsze, w czym nie ma najmniejszej Waszej winy.
    Mogę się tylko cieszyć z takich czytelniczek! Dumna z Was jestem!
    A więc – skrupuły zbędne.
    Tak, „pani Małgosia” brzmi bardzo miło i proszę nie rezygnować.
    Uściski!

  284. Magdo, otóż ja! Uwielbiam mróz, śnieg i ciepło kominka. :)

    Teraz, kiedy się dowiedziałam, że niektórzy typowali nawet na liceum, mam wrażenie, jakbym przez cały ten czas Was oszukiwała. W takim więc razie, starając się oczyścić sumienie wszystkich szczodrze przepraszam! Dziwne, jedna strona mi mówi, że absolutnie nie ma za co przepraszać, a druga: ,,Jak mogłaś się tak zachować! Należą się im -a szczególnie Pani Małgosi (w ogóle to ostatnio się zaczęłam zastanawiać, czy aby na pewno mogę Panią tak nazywać)- co najmniej przeprosiny!
    Chyba jeszcze nigdy nie byłam AŻ taka niezdecydowana!

  285. A propos prezentów pod choinkę, czy znacie mili Księgowi książeczki Svena Nordqvista o farmerze Pettsonie
    i jego kocie Findusie ? Autor, tak jak nasza DUA sam ilustruje swoje książki. Bardzo ładne ilustracje. Ich twórca
    z pewnością jest dobrym człowiekiem.

  286. Witajcie!
    Nie zdążyłam się wpisać pod poprzednim wpisem, a tu juz nowa zapowiedź :)
    Cieszę się na kolejną książkę o znajomych i nieznajomych bohaterach.
    Miły chłopiec o ciemnych brwiach i takichze wlosach, nosie o pokaźnych rozmiarach i łagodnym spojrzeniu wzbudza we mnie wiele pytań.
    Ciekawe, czy go znamy…
    Póki co poczytuje sobie ” Brulion Bebe B.” i stwierdzam, ze język, jakim został napisany jest bardziej opisowy, wiele w nim refleksji, slowem pasuje bardzo do głównej bohaterki.
    A jaka będzie ” Ciotka Zgryzotka” ?
    Apetyt rośnie.

  287. Dzieńdoberek:) Właśnie wróciłam z mglistego i sennego lasu, ale i taki las mi się podoba (ta perspektywa , te
    tajemnicze tunele leśne z wylotem na bezkresne łąki, ten świecący wręcz, soczysto zielony mech etc.
    Teraz, rozkoszując się mocną kawą ( jestem niskociśnieniowcem) zanim zabiorę się do pracy, miło rozmyślam
    o nowej, rodzącej się tutaj książce i jej AUTORCE. A więc … nowy bohater z tej leśnej mgły się wyłonił. Już GO
    polubiłam i Wszyscy tutaj pewnie też, zatem koniecznie musi z nami zostać :))Miłego dnia.

  288. Moje potomstwo dorwało Feblika, zaciekawiły mnie chichoty w pokoju – kolejne pokolenie wciągnięte :)

    A ja na Ciotkę nie mogę się po prostu doczekać, aż mnie skręca, miałam nieśmiałą nadzieję, że może pod choinką coś znajdę….

  289. Nie znacie go, nie.
    Cieszę się, że fluidujecie, Beatuszko i Kris, w kierunku:”sympatyczny”. Ach, i jeszcze Iskra go tak widzi. Dobrze. Taki miał być!

  290. Och, jest nowa ilustracja! Jaki sympatyczny mlody czlowiek! Chyba go jeszcze nie znamy?
    Piekne kolory. Zapowiada sie ciekawie, jak zawsze!
    Wiersz Staffa tez piekny, jak ladnie brzmi „lasso swego lotu”.
    Milego dnia!

  291. Och, jaki sympatyczny brunecik. Myślę, że jesienna dziewczyna nie przejdzie mimo.
    Taki mi się wydał podobny do Anielki, a zaraz potem pomyślałam, że to może być też potomek Tomka. Po-tomek. Dla mnie jest taki kowalikowy.
    Bardzo mnie ucieszył ten jesienny młody mężczyzna.
    Całusy i mocne uściski na dobranoc, a może na dzień dobry :)

  292. Czy dobrze rozumiem? Dziewięć części w tydzień?
    No, no…
    Chyba że grypa była.
    Anonimowa, Monik, miła Dziatwo, jak ja lubię, kiedy wyłazicie spod regału, takie przyduszone, zakurzone, a jednak ożywione!

    Zapraszam serdecznie!

    Casciolino, dziękuję za przytoczenie mądrości Syracha.
    Tak jest, wiemy to, prawda? Bo widzimy.

  293. Ja właśnie dopiero co przeczytałam 18stą, „McDusię”. Poszło całkiem gładko przez ostatni tydzień – wpadło aż 9 części (jedna po drugiej z przerwami na sen i posiłek, jak również pracę!). Tak bardzo się cieszę, że nadchodzi kolejna, bo kończą mi się powody dla tego rozkosznego leniuchowania w łóżku z lekturą…

    Pozdrawia świeżutka fanka Jeżycjady!

  294. Wychodzę na chwilę spod regału. Dziękuję za wszystkie wpisy, przywołane książki, wspaniałe dyskusje. DUA, dziękuję za wiersze i oczywiście za oczekiwanie na nową część. Pozdrawiam Ludu Księgi.

  295. Ach, ach..DUA..widać, że to dobry chłopak (po oczach).
    Ale nam Pani zrobiła niespodziankę!
    Rysunek jest taki swojski.To lubię.
    „Ciotkę…” też już lubię, na pewno będzie wspaniała. Już nie mogę się doczekać!
    Co my byśmy bez Pani zrobili???
    Wysyłam 1000 uścisków i życzę natchnienia oraz mocy twórczej.

  296. Dobry wieczór.
    Przepiękna, ciepła kolorystyka tej strony roboczej i bardzo sympatyczny młodzieniec. Zapowiada się wspaniała uczta.
    Sowo- dziękuję Ci za słowa o tym, że można być prawdziwie mądrym nie przeczytawszy żadnej książki. Znałam takich pięknych ludzi.
    Oczywiście ludziom odwiedzającym stronę pani Małgorzaty to nie grozi ale niech nasza młodzież wie, że tacy ludzie wielcy sercem i mądrością życiową, chociaż prawie analfabeci, potrafią być wzorem człowieczeństwa i życiowego spełnienia.
    Dobranoc. Ślę wszystkim uściski gorące jak moja herbatka z imbirem.

  297. Nie wiem, dlaczego pomyślałam o Idzie, przeczytawszy podpis pod ilustracją. Piękną ilustracją z jesienią w tle. I wszystko jest takie ciekawe i zastanawiające, i okładka z przodu, i z tyłu, i to, co znajdzie się pomiędzy. Czekam więc cierpliwie, bo pośpiech zapewne nie pomaga, niech jak najprzyjemniej się Pani pisze. : ) Ciekawe, jakiego figla jeszcze Pani spłata to kapryśne dziewczątko?

    [chyba nie ja jedna myślałam, że bliźniaczki są o wiele starsze, celowałam nawet w liceum]

    „Nasza mama czarodziejka”, opowiadania „Dziecięcym Piórem” ks. Twardowskiego, „Muminki” – te książkowe propozycje, których chyba nikt nie wymieniał, ale wiele poumykało

  298. Jadziu, jeszcze nie wiem.:)))

    Zgredzie (wiad.pryw.)- znam, popieram. Dobre miejsce.

    Anette, no, rozumiesz przecież: nie mogę tego zdradzić.Jak zwykle.
    Jedno powiem: dobry chłopak.

  299. Hurra! W końcu światełko w tunelu oczekiwania na Ciotkę… Mam pewną hipotezę, kim może być rogata dziewczyna z okładki, ale do brunecika nie prowadzi mnie żaden trop.

    Dziękuję wszystkim za podpowiedzi książkowe. Wiele pokrywa się z moimi pomysłami, ale głównie zastanawiałam się, co będzie odpowiednie do wieku. Mała księżniczka i w ogóle cała Frances Hodgson Burnett koniecznie, ale chyba jednak troszkę później, to samo Pan Samochodzik, za którym przepadałam. Chyba zostanę przy Astrid Lindgren, jak radzicie. A pozostałe książki będą do przeczytania przez cały 2017 rok:)

  300. Rogata bohaterka i refleksyjny brunet? Czuję, że będzie się działo!
    Ach, jak to się wszystko obiecująco zapowiada! :)
    Właściwie to zaczynam mieć nadzieję, że zima będzie groźna i mroźna, tak żeby się w zaciszu skorzej pisało. ;)
    No, żartuję (kto by tam lubił mróz i zawieję) i czekam cierpliwie.

    A słońce dzisiaj było jak najbardziej towarzyskie i obecne. Po zeszłotygodniowych opadach śniegu i deszczowym październiku pojawiła się piękna jesień. Śliczny mieliśmy dzień!

  301. Aaaa! Ciekawe kto to? Czy całkiem nowy bohater? Czy znajomy nam już? Czy powinowaty ze znajomymi nam postaciami?

  302. Dobry wieczór! Lubię Staffa, a jego Jesień to gimnastyka języka.
    DUA, to będzie najbardziej wyczekiwany brunet literacki. Tłum wielbicielek czeka na niego. Jedna w błękitnym płaszczyku.
    Ciekawe kto to jest? Mam zgryza.

  303. No i proszę!
    Dobry wieczór, Bebeb!

    Odwzajemniam z całą serdecznością!

    Aleksandro, przyznam, że tez mam nadzieję, ale co będzie – tylko ona wie. He,he.

  304. Zaglądałam tu dziś 3 razy, bo miałam przeczucie, że coś nowego się pojawi :). I doczekałam się miłej niespodzianki :). Też czekam na nową książkę :). Przesyłam pozdrowienia i wyrazy sympatii :).

  305. Jesień z takim brunecikiem byłaby na pewno piękna. Trzymam kciuki, żeby Rogata się nie rozmyśliła :)

  306. Chłopak wygląda jakby go wciągał jesienny wianek dziewczyny z okładki ;)

    Ostatnio w Krakowie pełno Słońca – tylko w niedzielę mało go było. Dziś to 18 stopni było na zewnątrz – trudno wyczuć atmosferę z wiersza Staffa ;)

    Ale miło jest tak czekać na kolejną książkę :D Pozdrawiam i życzę wiele radości pisania :)

  307. Piegusko, pod poprzednim wpisem jeszcze kilka moich propozycji n książki. Poczytaj sobie.
    Dobrze, że rogata, bo tak to by się Pani nad tą książką nudziła.;)

  308. I wiersz cudny. Słońce, dla odmiany, było dziś niezmiernie towarzyskie i wiatr także!
    I słyszałam takiego ptaszka, który gwiżdże jak lokomotywa w kreskówkach – nieznajomy zupełnie, może DUA albo Księgowi wiedzą, kto zacz?

  309. A czy może któryś rozdzialik będzie się zaczynał przebudzeniem Rogatej w przytulnym pokoju wypełnionym książkami, podczas jesiennej zawieruchy z deszczem tłukącym o szyby ? Oj, chyba przesadziłam z tym koncertem życzeń :)

    Chłopię na ilustracji – przekochane.

  310. Aaaa! Aż gębusię rozdziawiłam!! Skaczę z radości, chociaż muszę się jeszcze otrząsnąć!! Dziękuję, kocham Panią!
    Kto to??? Kto to?? Och, tak tylko pytam, bo wiem, że Pani nie powie!!
    Dziękuję!!
    Przytulam z wdzięczności z całych! sił!!!:))))

  311. Jest pani niesamowita! Nikt tak nie trzyma w napięciu :) Ale dobrze, że uchyliła pani chociaż rąbka tajemnicy <3

  312. Oj, szkoda by było chłopca, poczciwina z niego. Z takimi brwiami? Podejrzewam, że pod okularami kryją się jeszcze bardziej poczciwe oczy…
    A na okładce Bohaterka wyglądała wszak na roztargnioną romantyczkę :) Figlarną, ale czy rogatą? Tym bardziej jestem jej ciekawa.
    Jesień <3 a po jesieni tęskni się za opowieścią w zimowym klimacie, jak w "Opium" – kocham opis śniegu w tym tomie.
    Pozdrawiam i życzę nieulotnej weny <3 oby się sprawnie pisało.

Dodaj komentarz