
Jeszcze nie wiem na pewno.
To taki tylko szkic roboczy.
Bohaterka „Ciotki Zgryzotki” może się jeszcze rozmyślić. Gdyby się jednak nie rozmyśliła, to tak będzie wyglądała druga strona okładki. Ale kto ją tam wie! Kapryśnica z niej. Rogata. Z charakterkiem. Wciąż muszę zmieniać to, co napisałam, tak smarkula rozrabia.
Ciekawe – po kim to?!
A jeszcze – mały wierszyk, istna perełka (czym prędzej, bo jaskółki już odleciały i niedługo zima!):
Leopold Staff
JESIEŃ
Słońce nietowarzyskie
Przez mgły lotną pianę
Lśni na wpół nieobecne,
Jakby zakazane.
Jaskółki, szyjąc przestrzeń
Igłami świergotu,
Zarzucają na siebie
Lasso swego lotu.
Ospały powiew, orząc
Staw w bruzdy i skiby,
W sieć zmarszczek wodnej szyby
Złowił wszystkie ryby.








A pewnie, kochana klaso 6a! Codziennie tu zaglądam.
No, ciekawa jestem, jak Wam się lektura spodoba.
Pozdrawiam Waszą Panią, a Was wszystkich ściskam serdecznie!
I zdrówka życzę!
Dzień dobry :D Pozdrawiamy serdecznie ze szkoły sanatoryjnej w Rabce. Zaraz będziemy czytać fragment ,,Języka Trolli”. Pani od polskiego pokazała nam tę stronę. Czy naprawdę zjawia się tu Pani osobiście?
A Lud, a przynajmniej Dziatwa, życzy DUA tego samego!
(A czy Pani wyczyściła buty?;))
Wiśniowe, ośmiodziurkowe.
Zakarbowałam sobie.
Obfitości w butach i skarpetach życzę Ludowi!
O proszę! Akurat przed chwilą skończyłam czyścić trzy pary butów. W tym wiśniowe, ośmiodziurkowe Martensy przy których czyszczeniu myślałam o Rogatej Jesiennej Bohaterce „Ciotki Zgryzotki” i o tym jak bardzo lubię nosić Martensy jesienią. Ostatnio „Jeżycjada” wywołuje u mnie przemyślenia obuwnicze. Przy „Wnuczce” były czerwone trampki, teraz wiśniowe Martensy (które bardzo wdzięcznie wyglądają do spódniczki, polecam Rogatej!).
Serdecznie pozdrawiam, już prawie (bo bliżej niż dalej) inżyniersko!
Nutka
Mikołaj mówi, że już leci, już leci, wpadnie tu późnym wieczorem.
Masz, Zuziu, „Opowieść wigilijną” z ilustracjami Ingpena! Aaach!
To też prześliczne obrazki, znam je.
Poszukam i sobie kupię do kolekcji, a co mi tam.
Kris, (wiad.pryw.)- ach, nie, jeszcze nie.:)
Obiecuję zapomnieć o tym pytaniu, żeby się należycie ucieszyć z niespodzianki!
A jeszcze chcę podziękować wszystkim miłym Księgowym z Wrocławia i okolic za listy i prezenciki przekazane mi dziś przez Emilkę, po powrocie z wrocławskich Targów Książki. Jesienna Ado, nie, to nie był nietakt – prosić córkę o przekazanie liściku matce! Zrobiła to chętnie!
Wszystkim bardzo, bardzo dziękuję, zbiorowo, a przytulam z osobna.
Pa na razie, bo czuję Mikołaja.
Dzień dobry!
Ja parę lat temu od choinkę dostałam śliczną „Opowieść wigilijną” z pięknymi ilustracjami Roberta Ingpena.
Cudownie się składa, bo to akurat moja lektura.
Mam też „Curriculum vitae”, o którym przed chwilą wspomniała Ania G. Najbardziej mi się podoba to, że Szancer zrobił ilustracje do własnego życia.
Kochana Pani Małgosiu, u nas skarpety.:) Uszyte przez babcię albo ciocię-babcię. Jedyny minus to taki, że nie można ich czyścić, a jak się włoży w to pracę, to potem jeszcze większa przyjemność z podarunków.
Drogi Św. Mikołaju- miłej podróży!
No nie mogę… a Bogdan Zieleniec i jego ilustracje do „Ani z Zielonego Wzgórza” ? To jeden z moich najcenniejszych skarbów, należące jeszcze do mojej Mamy wydanie z 1956 r. Oprawione w zielone płótno (kolor mchu).
Aniu G., jeśli idzie o drewniane foremki, to na allegro można znaleźć. Wpisz w wyszukiwarkę speculaas albo springerle. Jest ich trochę do wyboru w różnych cenach ;) O, teraz sprawdziłam, że nawet po wpisaniu: „drewniana forma do piernika” wychodzą 4 wyniki. Jeszcze jako ewentualny zamiennik takich foremek można użyć stempli do ciastek, a tych jest już ogromny wybór na allegro i w sklepach internetowych :)
Mamo Isi , ilustracje J. Grabiańskiego – o tak ! Każde dziecko je kocha (małe i dorosłe również).
Aniu G, te foremki tylko w Czechach, syn musiał poprosić znajomych o zakup.
Ilustracje Szancera zawsze bede kochac, bo sa przepiekne i zawsze przenosza mnie takze dzisiaj do czasow, gdy bylam jeszcze dzieckiem. Wtedy bardzo dlugo sie w nie wpatrywalam. Szczegolnie w Pinokia. Mam takie wrazenie, ze Szancer przy kazdej kresce myslal o najmlodszych czytelnikach i nigdy nie chcial ich przestraszyc tylko „zaczarowac” basnia. Stad pewnie u niego te niedopowiedzenia. Ilustracje R.I. zachwycaja, ale sa chyba dla troche starszego czytelnika.
Mam wydanie „Dziadka do orzechow” z roku 1991. Widzialam jednak, ze jest wznowienie. Papier pewnie jest lepszy. Ale czy jest jakas roznica w reprodukcji ilustracji?Moze ktos z szanownych gosci tutaj mi odpowie?
Z lupa w reku spedzilam w ostatnich tygodniach wiele godzin! Nie moglam sie oderwac od albumu „Imagining Anne. The Island Scrapbooks of L.M.Montgomery” E.Rollins Epperly (Penguin Canada). Piekny! Bardzo dlugo na cos takiego czekalam i szukalam!
Dzień dobry!
Bardzo przelotem – do Sowy. Czy dobrze zrozumiałam, że poszukuje albumu „Dom”? Internetowa księgarnia ravelo – outlet. Album ma niestety uszkodzoną okładkę, ale za to korzystną cenę :). Trzeba wpisać autora J. Patric Lewis.
Pozdrawiam najserdeczniej Wszystkich. Ślę uściski i uśmiechy. U nas w Łodzi słońce :)
Dzień dobry.
Innocenti cudowny, zakupiłam kiedyś Pinokia, ale dzieci siostry bały się tych ilustracji, zbyt naturalistycznych. Szancer natomiast( ukochany) funkcjonował bezawaryjnie.
Uniechowski ulubiony( ta „Lalka” , rozpadająca się ze starości, ale jedyna możliwa do zaakceptowania).
Leśmian kochany, czytany do dziś.
Dziękuję za cynk o „Teatrze życia”. Zakupię niezwłocznie.
„Curriculum vitae” sprezentowałam sobie rok temu na Gwiazdkę.
Nieśmiałe pytanie o foremki drewniane do pierników- gdzie kupić? Były informacje w Księdze, ale znaleźć nie mogę, chyba w starszych wpisach.
Włażę z powrotem pod regał. Siedzę tu pilnie i codziennie z rozkoszą podczytuję.
Ściskam i pędzę do pracy.
Pa!
W „Pinokiu” Innocenti rewelacyjnie oddał klimat włoskich miasteczek, choćby dlatego warto mieć to wydanie, bo to dzieło sztuki samo w sobie. Szancer jest bardziej umowny względem tła, co oczywiście też ma wielki walor. Trzeba mieć po prostu oba wydania. Ech, szaleństwo książkowe.
Tak jest, Mamo Isi.
A ja wczoraj oglądałam przez mocną lupę ilustracje Innocentiego w „Pinokiu”. Zagadka techniczna: jak on to robi, że osiąga takie hiperrealistyczne efekty, taką zawrotną perspektywę?
Dostrzegłam przez tę lupę, że na przykład gałązki drzew czy kamienie mają kontury rysowane niezwykle cieniutką czarną (lub barwną) kreską. To by była tajemnica tej wyrazistości i plastyczności. Ale są jeszcze inne sekrety.
Przede wszystkim – wyjątkowo czułe oko. Ten człowiek, patrząc na pejzaż, widzi wszystko razem i wszystko z osobna. Niezwykle spostrzegawczy, a zarazem niezwykle pracowity i drobiazgowy.
Ostatecznie największy mój podziw wzbudziła wczoraj piaszczysta polna droga w „Pinokiu”, na tej ilustracji, gdzie pajacyk rozkopuje swój dół z monetami.
Ilustracje Szancera do Dziadka najlepsze. Szkoda, że to wydanie to tylko adaptacja Kramsztyka, a nie oryginalne tłumaczenie. Zajrzałam do Innocentiego, jego Dziadek najmniej mi się podoba, chyba za mocno realistyczny. Ale Dickens – ooo, to bym chciała mieć. Ciekawe, czy wydadzą kiedyś te wersję po polsku, bo jak tak, to na pewno kupię. Halo, Media Rodzino, czy ktoś nas tu czyta?
Nie wymieniłaś najładniejszych, Piętaszku – ilustracji JMS do „Dziadka do orzechów”!
Sowo, mam stare wydanie, ale może Lud się zainteresuje, dzięki!
Dziatwo, no jak tam? Zuziu, Molu, Nutrio – buciki już wyczyszczone? Trzeba wystawić dziś wieczorem. Św. Mikołaj już w drodze!
Dzieńdoberek:)))
A Butenko, Bylina, czy Wilkoń! A Miklaszewski i jego ilustracje do „Na ustach grzechu”! No i nade wszystko Janusz Grabiański! Jego ilustracje do bajek Perrault, „Kotów” Eliota, „Rogasia z Doliny Roztoki” Kownackiej, czy moich ukochanych M.E.Patchett „Ajaks waleczny” i „Tam nieposkromiony”! Co za niepowetowana szkoda, że tak szybko odszedł.
Kocham „Abecadło krakowskie” z ilustracjami Szancera . Oklejone taśmą, ale dzielnie się trzyma ;). Mam też
„Pana Kleksa”, oczywiście „Baśnie” Andersena, „Kota w butach” , „Grzyby”, „Pchłę Szachrajkę” ,”Brzechwę dzieciom”, „Lokomotywę” no i pewnie coś jeszcze.
A kto lubi „Ferdynanda Wspaniałego”? Ilustracje – Kazimierz Mikulski. No, ale to już inna bajka…
*wznowiono
A propos Szancera, wzowiono już „Teatr cudów”.
Szancer i Uniechowski. Tak, Bożenko, ci dwaj.
Urok szczegółów i siła niedopowiedzeń. I ten rozmach!
I malowniczy wdzięk.
Szancer i Uniechowski (np. „Mała księżniczka” F.H. Burnett, czarowne ilustracje Antoniego Uniechowskiego), najulubieńsi. Szancera ilustracje do „Zaczarowanego zamku” Edith Nesbit gdzieś jako siedmiolatka próbowałam nawet – dziecko naiwne – kopiować przez kalkę (te sukienki! :) Tekst i rysunek mnie fascynowały, z książkami nie umiałam się rozstać, czego efektem było w końcu solidne podtopienie „Zamku…” w wannie…
A w „Dziełach wszystkich” Bolesława Leśmiana, Sowo P., ilustracji brak. Wydanie bardzo eleganckie, ale to tomiszcza raczej nie dla dziecka.
Wyznam, że – doceniając niebywały wprost kunszt RI – wolę Szancera.
A ja dzisiaj zamowilam The Nutcracker i Das Weihnachtslied ” z drugiej reki” w internecie. Bedzie co czytac i ogladac pod choinka! Pinokia i Wyspe skarbow z Media Rodzina zamowimy u Gwiazdora :) Wspaniale, ze sa tez juz polskie wydania! Mam juz to piekne stare wydanie Pinokia z ilustracjami Szancera i jestem ogromnie ciekawa, jak ta historie zilustrowal R.I.
Cha, cha, jest więcej Innocentiego w polskich wydaniach!
Patrz: Media Rodzina.
Kupiłam. Nawet „Kopciuszka”, którego miałam ( z tymi ilustracjami!) po francusku.
Mamy jeszcze polskie wydanie „Wyspy skarbów” z ilustracjami Innocentiego i przepiękny album „Dom” Lewisa. Poluję nań od dawna, bo oczywiście już dawno wyprzedany.
Ależ tak, polskie. Wydawnictwo Media Rodzina.
Ta ksiazka, ktora ogladalam zostala wydana przez gerstenberg verlag ale wlasnie widzialam w sieci, ze jest tez chyba taka sama angielska wersja. Ilustracje wspaniale sie prezentuja, bo ksiazka ma duzy format.
Piekny prezent na gwiazdke. Ach chyba napisze list do Gwiazdora:) Czy to jest polskie wydanie „Pinokia” z ilustracjami R.I.?
To piękne!
Muszę i tego poszukać w internecie.
Dzien dobry.Jesli chodzi o Pinokia to kolo nas,ok 30 km od mojego miejsca zamieszkania, jest malutka miejscowosc Vernante,gdzie mieszkal illustrator ksiazki Pinokio, Attilio Mussino.Po jego smierci na domach tej miejscowosci powstaly tzw murales, czyli ilustracje z Pinokia namalowane bezposrednio na scianach budynkow.Spacerujac po tej miejscowosci mozna,ogladajac ilustracje na scianach domow i bezppsrednio sledzic przygody Pinokia.Bardzo piekne to jest i jedyne w swoim rodzaju.
Jest, oczywiście!
Coś cudownego!
Wpiszcie sobie tylko: Roberto Innocenti Christmas Carol.
Ale widzę też, że artysta zilustrował „Dziadka do orzechów”- o, radości!
Marigold, dziękuję! Cieszę się!
To nie książka, to żółty zeszyt Bebe B.
Co do wspaniałego Roberto Innocenti – tak, przynajmniej o jednej takiej książce wiem. To „Pinokio” z jego ilustracjami, absolutnie zawrotnymi.
Mam to wydanie i często oglądam te małe dzieła sztuki z uczuciem aż niedowierzania. Mistrz!
Muszę poszukać w sieci tych ilustracji do „Opowieści wigilijnej”, może będą.
Dzien dobry, Pani Malgosiu ten obrazek z ksiezycem jest przepiekny. Ja w nim slysze cisze nocy i wpatruje sie w niego ciagle na nowo w ten ksiezycowy, srebrny blask! Bije z niego taki cudowny spokoj. Az chce sie wskoczyc do tego pokoiku i zerknac ukradkiem co to za ksiazka lezy na tym stoliku:)
Tutaj gdzie obecnie przebywam, a wiec niedaleko Bibliotheca Augusta ;) zrobilo sie juz, jak co roku, bardzo adwentowo i swiatecznie. Ksiegarnie kusza propozycjami prezentow gwiazdkowych. I wlasnie wczoraj w jednej z nich przegladalam przepiekne wydanie Eine Weihnachtsgeschichte Dickensa w duzym formacie z ilustracjami Roberto Innocenti. No i mam pytanie: Czy mamy jakies polskie wydania basni z ilustracjami R. Innocenti? Niestety szukalam, ale nic nie zanalazlam na ten temat. MOze ktos tutaj zna odpowiedz? Serdecznie wszystkich pozdrawiam.
O, jak mi miło, dziękuję!:)
Piegusko, wszystkiego najlepszego. Tort – pychota ;)
Byłam dzisiaj na targach książki we Wrocławiu. Istna uczta, mniam.I jak co roku o tej porze ,pod Halą Stulecia kwitną bratki :) Najmilsze jednak było spotkanie z p. Emilią Kiereś. Tak, tak, niedaleko pada jabłko od jabłoni. I tu już jak najbardziej na miejscu podziękowania dla DUA. Kupiłam , między innymi, Baśnie śląskie. Uważam, że na czytanie baśni każdy wiek jest odpowiedni. Miłego wieczoru wszystkim księgowym.
Dziękuję serdecznie! Dobrej nocy:)
Ależ, mniam, poproszę!
Sto lat, Piegusko miła!
Nutrio, pytałaś wczoraj o imieniny, to nieśmiało, ale serdecznie pozwolę sobie zaprosić Ciebie i wszystkich miłych księgowych, których tu poznaję, na urodzinowy tort. Last but not least:-) środeczek, z tymi uroczymi czekoladowymi zawijaskami, wykroję, niczym Pan Polonista dla Łusi, dla mojej Ukochanej Autorki, czy mogę?
Są też w Googlu fotografie z różnych wernisaży. Prof. Wasilkowski to ten nieduży starszy pan, oryginał ze złamanym nosem i inteligentnym spojrzeniem.
Oglądam sobie (nie na żywo oczywiście) obrazy Eustachego Wasilkowskiego. Interesujące. Podobają mi się „Kwiaty w błękitnym wazonie”. Widzę także nawiązania do twórczości Tadeusza Makowskiego.
A moim profesorem był niezwykle charyzmatyczny Piotr C. Kowalski :)
Właśnie, Wójciku. Celne spostrzeżenie co do Leśmiana.
Mam Klechdy z ilustracjami Stannego, mam i Sindbada. Czytałyśmy te baśnie na głos, razem z wiewiórkami. Co się naśmiałyśmy! Bo Leśmian, obok całej swej poetycznej natury, miał też przepyszne poczucie humoru.
U mnie kawa – w angielskiej filiżance ( bluebell pattern), a herbata zawsze w filiżance szklanej, bo lubię patrzeć pod słońce na ten bursztynowy płyn.
Potwierdzam.
Witajcie!
O nie, muszę się wypowiedzieć w kwestii „lektura z opracowaniem”. Proszę sobie wyobrazić, że mój syn dostał, jako nagrodę na koniec roku, „Pinokia” z opracowaniem (z błędami). To jest straszne i zwalnia kompletnie dzieci z myślenia i wnikliwego czytania lektur. Niestety, odłożyłam tę książkę głęboko do szafy i pożyczyliśmy „Pinokia” od dziadka, wydanie z lat 50, z ilustracjami Szancera. To jest dopiero uczta, także dla oka. Dobrze, że mój syn uwielbia czytanie; mam nadzieję,że nigdy nie pójdzie na taką łatwiznę. Za moich czasów szkolnych (klasa humanistyczna, lata 90) korzystanie z tego typu „pomocy” było nie do pomyślenia. Sami dochodziliśmy do właściwych wniosków, wiele z tych wspaniałych lekcji pamiętam do dziś.
Ale fluid!!!!
Już Mikołaj Kopernik sformułował to prawo, że gorszy pieniądz wypiera z rynku ten lepszy.
Na szczęście mam wydanie PIWu z 2012 (Baśnie i inne utwory prozą – jest tam i Sindbad i Klechdy itd.), więc stosunkowo niedawne.
Te same refleksje mam ostatnio! Co ja się czasem naszukam książek z klasyki światowej, wydanych raz i nigdy więcej. Co ciekawe, równie nieosiągalne bywają książki wydane ledwie rok temu. Ludzie wiedzą co wartościowe, nie wiem skąd to przeświadczenie o upadku czytelnictwa.
Leśmianowe klechdy są jeszcze w tym nowym, zbiorowym wydaniu, o którym wspominał ostatnio Zgred. Ale chyba bez ilustracji?
Jest, jest, Piętaszku. Dzięki.
Sowo, no tak, ale muszę powiadomić Lud.
Swoją drogą, dziwne, że ta perełka polskiej literatury, a ściślej: dwie perełki („Klechdy” i „Sindbad”, z ilustracjami Janusza Stanny’ego) są – poza archiwalnymi egzemplarzami na Allegro – nieosiągalne. Co za czasy! Wydawcy zasypują rynek wszelakim śmieciem, a o Leśmianie zapominają.
Owszem, jest względnie nowe wydanie w serii „Lektury szkolne z opracowaniem”, ale to jednak nie to, co być powinno.
Ciii, bo zaraz cena skoczy.
Kaczmarskiemu obcięłam końcówkę, bo mocna. Można odsłuchać całości wiadomo gdzie.
… Na coście tak, skrzydełkami trzepocząc, płatki śniegu rozsypali czarną nocą?
I to w Warszawie, a u nas wcale.
Pyszny Jacek Kaczmarski, Sowo.
Wiolu M. jakże rada jestem, że ktoś dał się namówić na „Klechdy sezamowe”!
Teraz jeszcze „Przygody Sindbada Żeglarza”. Można je kupić za grosze na Allegro.
Aniołowie, aniołowie biali…
Składało się go w połowie. Dwie strony po lewej i dwie po prawej.
Och, a jaką ja mam na ,,Klechdy” chrapkę! A nigdzie (w żadnej pobliskiej bibliotece) nie mogę ich znaleźć! Jasne, zawsze można kupić, ale z kasą teraz u mnie krucho, bo wszystkie oszczędności idą na prezenty…
Ciekawam, kto ma dziś lub jutro imieniny?
Cały dzień myślałam sobie, że dziś wieczorem usiądę i tu zaglądnę. : )
Lublin pysznie bajeczny! Jak ja lubię każdą porę roku!
Z Waszej inspiracji wypożyczyłam sobie „Klechdy sezamowe”, bo nie znam (a lubię nadrabiać zaległości dziecięco-młodzieżowe), choć czekają na odpowiedni czas, czytam teraz „Dziennik” Tischnera z lat młodości i mnie wciągnęło.
Ależ oczywiście, że pierniki będę piec, po prostu te specjalne foremki kuszą, zwłaszcza w wyobraźni. :o)
Tymczasem okazało się, że chlebek smakuje jak piernik właśnie (pewnie przez masalę :o)), a ciasteczka wymagają dopracowania.
Pas słucki widziałam w ulubionej lekturze Anieli jako dekorację domowej (chyba?) sceny. Zdjęcie czarno-białe niestety, więc chociażem nie dziatwa, to dołączam się do próśb do Jas. Czterostronny?! Ale jak?!
Sowo, bardzo ładny wiersz. Strasznie mi się spodobał. Przeważnie wiersze mnie nie porywają (nie każdy mi się podoba, wolę epikę), ale ten jest wyjątkiem. Powinien się znaleźć w podręcznikach. Na pewno udałoby się go wcisnąć do jakiej epoki.
Dziatwa nie widziała i prosi o zdjęcia. :)
Jadziu, Wiolu, Piegusko, dziękuję!
Człowiek się staje bardziej ludzki
Gdy się przepasze pasem słuckim.
Ów słuszną słynie w świecie sławą,
Że lewą stronę ma – i prawą.
Te same wzory i ozdoby
Dwoisty dobór barw rozdziela:
Tą stroną na wierzch – znak żałoby,
Odwrotną zasię – znak wesela.
Kwiecista jest wymowa stroju,
Milczącym mówcą – szlachcic strojny:
Lśni złotem brzuch na czas pokoju,
A karmazynem – na czas wojny.
Pas przypisuje jak proporzec,
Czyni hetmanem, lub hołyszem:
Zechcesz – poszarzy cię w pokorze,
Wzrośniesz – roziskrzy w słusznej pysze.
Jacek Kaczmarski, „Z pasa słuckiego pożytek”
Jas, ja wiem, że to nie wina tych pań. To ogólnopolska tendencja. Z założenia ma być milej i bezpośredniej, ale niektórym trudno się przyzwyczaić.
Kochana Sondelani!
Bardzo wzruszyła mnie Twoja pamięć i piękne słowa. Dziękuję!
Tak, rzecz jasna, zrób to.
Pozdrawiam Was najserdeczniej.
Ależ sama upiecz, nini! Pamiętam do dziś Twoją subtelną żaglóweczkę błękitnawą.
Czekam!
Pyszne masz plany przymiarkowe.
Jas, przebóg, a kto to przecina na pół dywany!
A może kiedyś sfotografujesz dla nas ten czterostronny pas słucki? Dziatwa chyba nigdy takiego pasa nie widziała.
Pani Małgosiu Kochana! :o)
Dziękuję za troskę, wyspałam się wspaniale (nie ma to jak gościnny zapasik, Pan Polonista może się nie skrzywi :o)), obudziłam w bajce (hurrrra!) i przymierzam do ciasteczek orzechowo-figowo-kardamonowych, śliwek pod bezą i chlebka masala. Idę zaraz sprawdzić, czy wieje.
Strasznie jestem ciekawa tych pierników, ech! Będę cierpliwie czekać przybycia Króli Trzech, jak i Zgryzotkowej Premiery. :o)
Co do kolorystów, to (nie potrafię odpowiednio o tym pisać) kojarzą mi się oni z polską sztuką ludową. Takie kolorowe, niby przypadkowe wzory, artystów kierujących się nie znaną mi logiką, którą na szczęście trochę czuję. To było nasze pięć minut w malarstwie, takie bardzo radosne.
Mam obrus (podobny jak z Sokółki) z nazwiskiem panieńskim mojej mamy, tkała go babcia i prababcia, zupełnie jak taki kapistyczny obraz. Całe życie zastanawiałam się jak można zestawić tak kolory i wzory, ale to chyba cecha narodowa. Ja tutaj ciągle chwale swoje, bo o tym mogę coś napisać, trudno jest mi pisać o włoskich wzorach. Dwa lata temu u kuzyna na strychu znalazłam leżący, wielki dywan ok. 5×5, był przecięty na pół, ale też piękny, u znajomej na ścianie wisi oryginalny czterostronny pas słucki, jest taki delikatny jak japońska tkanina, jeszcze bardziej szczegółowy.
Przeglądając stare wpisy zauważyłam Sowy o „pani Danusi”. W niektórych sytuacjach to drażni, w niektórych nie, ale to chyba nie prywatny wymysł pracowników. To było w rejestracji do radiologa, myślę, że wielu kobietom przed kolejną mammografią takie podejście dodaje sił, albo je pociesza, pewnie nie wszystkim to się podoba. U nas pod miastem są tzw. „fosfory”, wieloletnie składowisko szkodliwych odpadów, zwożonych z kilku krajów, jest tam nawet uran w sporych ilościach, oczywiście nie czysty, ale w związkach. W Gdańsku jest największy procent zachorowalności na nowotwory. Jak ludzie dożyją 60-tki to sukces. Lepiej więc się w życiu za bardzo nie ociągać, nie odkładać na później.
Ciekawa jestem, jak też się nasza nini wyspała i czy nie ma kataru.
Sowo, tak, to one. Dobry synek zdobył je dla mnie.
Ale debiut foremek nastąpił jednak u Emilki, bo ona jest bardziej niż ja dokładna.
Beato Mario, zrób zdjęcia pierniczkom, będziemy w styczniu otwierać Galerię Piernika – i zapraszamy!
Och, w Ksiedze zapachnialo piernikami! I pyszna herbata, ciastem… milo.
Mam nadzieje, ze snieg sie utrzyma do Swiat, bo moje Dzieci o tym marza – tegoroczne Boze Narodzenie spedzimy w Polsce. :) Jeszcze nigdy nie byly na sankach!
Ja też wczoraj piekłam pierniki. Dzieci pomagały. W tym roku udało się nam kupić 4 nowe, bardzo ładne foremki.A jaki zapach w całym domu! Dzisiaj będziemy zdobili. Niektóre pierniki będą brały udział w konkursie szkolnym i w kiermaszu. Pozdrawiam bardzo wietrznie z Pałuk.
Czy u Was tez tak wieje? U mnie strasznie, aż nie mogę chodzić w linii prostej, bo mnie zwiewa. Na dodatek nie wyspałam się przez to, że tak wiało, bo bardzo u mnie w pokoju jest zawsze bardzo głośno, gdy wieje, pada itp. Ale czytałam książkę do późna, więc nie mam prawa zwalać winy wyłącznie na wiatr. :)
Lubię kolorowy świat, czerń i biel wydają mi się zbyt smutne we dwójkę tylko.
Ale dziś wieczorem stworzyły baśniowy klimat i niepotrzebna była tęcza, żeby się poczuć rozkosznie wśród wirujących gwiazdek. Co to jest, że biel i śniegu i szronu najbanalniejszy badylek w piękność zamienia? A drzewa? Takie majestatyczne teraz. I jak tu uwierzyć, że nie szata zdobi…?
Palatofelki (miałam na myśli palantofelki, oczywiście ;o)) to jeszcze nic Pani Małgosiu, litościwy pan podwiózł pod same drzwi, dobry człowiek. Natychmiast pognałam na balkon, gdzie wietrzyła się pościel.. hmm… też już w piękność zamieniona.. ale głowę do poduszki da się przytulić. :o)
Całą noc padał śnieg, cichy, cichy, cichuteńki.
Przyszedł świt, a tu świat cały biały, bielusieńki.
Jakby kto świata skroń gładził chłodem białej ręki
I powiedział szeptem doń „nic się nie bój, mój maleńki”
Dobrej nocy! :o)
A rano, mam nadzieję, obudzimy się w bajce..
A u nas dziś wieeeejeeeee! Głowę urywa.
Sławetne foremki od pana Słowika? Ja też sobie przywiozłam śliczne, z Torunia, specjalnie do GalPieru. Ale więcej pomysłów nie zdradzę.
Słuchanka na dobranoc:
„Na całej połaci śnieg” – Jeremi Przybora i Anna Maria Jopek.
Palatofelki łatwo przemakają, to rzecz wiadoma.
Trzeba było botelki przywdziać, Nini.
I co teraz?
Idę spać z pewnym niepokojem w duszy.
Całą noc padał śnieg!
Ach, jak ja to lubię! :o) Dziękuję za przypomnienie Pani Małgosiu, wiem, czego będę słuchać.
Jest ślicznie, Matyldo! ;o)
Ale pani z taksówkarni mówi, że zadzwoni, jak tylko znajdzie wolne auto, bo jest okropnie! A nini w palatofelkach dziś..
No bo kto to widział – jeść pierniki!
Admineczka dziś upiekła swoje, w drewnianych foremkach rzeźbionych, które mi syn przywiózł specjalnie z Czech. Prześliczne! Pokażemy w Galerii.
Farbami z ołowiem i prawdziwym złotem malowano dawniej również pierniki figuralne, czyli te, które wyrabiano w snycerskich formach. Docelowo miały służyć jako podarunki, ale byli śmiałkowie, którzy je jedli. Z fatalnym skutkiem, niestety. W końcu musiano zakazać oficjalnie stosowania takich farb. Nota bene, wystawa dolnośląskich snycerskich form piernikowych, którą tu rekomendowałyśmy zeszłego roku, odwiedziła minionego lata Muzeum Piernika w Toruniu. Widzieliśmy je tam!
Matyldo, „Całą noc padał śnieg” Hemara. Albo nie, to raczej wiersz na Boże Narodzenie.
No, dobrze, to „Puchowy śniegu tren” Jeremiego Przybory!
Pozdrawiam miłą Mamę!
A na pytanie:”kiedy będzie książka?” mogę odpowiedzieć tylko to, co odpowiadam zawsze: „Będzie, kiedy już BĘDZIE!”.
Piegusko, u mnie kubek – do kawy; filiżanka – do herbaty, przez cały rok.
Ach, jaki uroczy wątek ceramiczny! Lubię kubki, filiżanki i wszelką porcelanę oglądać, dotykać, podziwiać i używać:) Też zgadzam się z Nutrią – na zimę nie ma jak kubek, a a wiosnę lub okazję bardziej wytworną – filiżanka. Przy okazji – Nutrio, nie mogę się nadziwić, jaka to z Ciebie świetna mała kobietka, która już w tym wieku wyczuwa takie niuanse atmosfery i wie, czego chce.
Na zimowe wieczory mam swój rytuał. Kiedy wszyscy już śpią, robię sobie gorące kakao, ale tylko prawdziwe, a nie żaden tam rozpuszczalny erzac. Do tego oczywiście coś z Jeżycjady do czytania… Jak błogo… Zawsze przy tym myślę o Bebe Bitner, która tęskniła za kakao z pianką robionym przez Józefinę (a raczej za samą Józefiną).
Zimowe pozdrowienia!
Ależ tu pachnie, że ojej! I karmelowo, i czekoladowo, i budyniowo – moja wyobraźnia jest bardzo rozwinięta, już mi się wszystkie zmysły uruchamiają, aż się głodna zrobiłam.
Nutrio, piękne masz imię, bardzo je lubię – a w dniu Twych imienin życzę Ci wszystkiego, co najpiękniejsze. Bądź szczęśliwa! : )
Kochana Pani Małgorzato, ale kiedy?? Kiedy??
Wiem oczywiście, że nie jest w dobrym tonie poganianie pisarza – ale taką radością jest móc podarować Mamie kolejną Pani książkę na Gwiazdkę!
Szczególnie dwa lata temu – nim się zorientowaliśmy, Mama zniknęła zza wigilijnego stołu, a ja odnalazłam Ją w pokoju na ulubionym tapczanie, zwiniętą w kłębek w towarzystwie talerza pełnego ciast, oraz „Wnuczki”. Nie spoczęła, dopóki nie przeczytała od deski do deski! A od tej deski płynnie wykonała Mama skok w miękkie Morfeuszowe objęcia… zaś obudziła się z błyszczącym spojrzeniem i najpiękniejszym z pięknych (wiadomo!) uśmiechem. :) Zaraz też podzieliła się entuzjastycznie wrażeniami z lektury – zachwycona szczególnie postacią Dorotki!
„Feblik” również oceniła wysoko!
Nie wspominając o tym, że niżej podpisana prezentująca, pełniąc tę zaszczytną funkcję, ma jako pierwsza dostęp do lektury. :)
Ach, i jeszcze – jaki wiersz (lub wiersze?) wybrałaby Pani na taki piękny, śnieżny początek grudnia? (Nie wiem, jak Poznań – ale Warszawa dziś zdobyta! Wszędzie wokół biało!)
Też zazwyczaj wolę kubki od filiżanek. Najlepiej, żeby były nietypowej wielkości i różnokolorowe :D Ostatnio trochę się wciągnęłam w picie herbaty i zaczęłam próbować różnych nowych rodzajów i smaków. Wczoraj zrobiłam hibiskus z goździkami i imbirem, a dziś do tej mieszanki dosypałam jeszcze kardamonu. Wyszło smaczne, choć z kardamonem trochę ostre, ale muszę jeszcze poeksperymentować, żeby nadal było czuć hibiskus ;)
Nutrio, wszystkiego najlepszego :)
A jaśminowa pasuje na każdą porę roku.
A wiosną to chyba miętowa. Bądź z melisy.
Dokładnie!
Muszę wypróbować te ozdoby na tort. Na zwykłe ciasto chyba też mogą być. Jeśli chodzi o karmel to wczoraj robiłam migdały w karmelu. Były bardzo dobre. Najlepsze są w taki szar