Pięknego święta!

kokardka

 

Kazimierz Wierzyński

 

POPRAWKA HISTORYCZNA

 

Ojczyzna to nie jest węch,

Popraw się stary mój kompanie,

Nie starczy ci pięciu, dziesięciu zmysłów

By ją wywąchać,

To dobre dla kotów, które co noc

Trafiają bezbłędnie do swoich koszów

Aby zwinąć się w kłębek i spać.

 

Ojczyzna to jest pamięć podskórna,

Bezsenny nerw,

Pokutnik nocny bardzo świadomy

Czego chce tutaj i po co się włóczy

Po myślach, po widmach,  po setkach lat,

I nawet koty z wygrzanej słomy

Wypędza, nie daje im spać.

 

(z tomu Sen mara, Paryż 1969)

86 przemyśleń nt. „Pięknego święta!

  1. 11 listopada tego roku urodziła się moja córeczka Matylda :) Matylda będąc jeszcze w brzuchu zaczęła słuchać Jeżycjady od pierwszego tomu. Moja malutka ma już prawie 7 tygodni i czytamy dalej :)

    Pozdrawiam wszystkich fanów Jeżycjady i oczywiście ogromne pozdrowienia i dla Pani Musierowicz!:)

  2. Och, chyba masz racje, kochana Wójcie… Zaraz, czyżby? Tak, chyba się rumienię… I tak, opuściłam Szóstą Klepkę. Ja nie chcę powiedzieć, ze jest ona nudna czy coś, ale… Było mi tak bardzo tęskno do Borejków… Przepraszam…

  3. Rozmarynie, dziękuję za miłe słowo :) A ja gratuluję Ci wspaniałego Syna, którego wielkie odkrycie dodatkowo
    uświadamia nam przecież, że jesteśmy tylko maleńkimi drobinkami we Wszechświecie. I z tej perspektywy, nasze maleńkie sprawy w ogóle nie są widoczne.

  4. Dobry wieczór!
    Nutrio, miałam jak Ty.
    Wczoraj pojechałam na cały dzień do Taty i nawet w drodze, słuchając radia, nie było mi dane posłuchać pieśni patriotycznych. Dziś nadrobiłam tutejsze wpisy i ogarnęło mnie wzruszenie. A pojutrze sama będę mogła pośpiewać- nasz chór(i pięć innych) ma koncert. Będzie pięknie.
    Aha. Zosia i Asia skradły także moje serce. Przypomniałam sobie także twarz miłej Isi. I innych Księgowych widzianych przed rokiem.

  5. Dziękuję, Pani Małgosiu! Mówię to dopiero teraz, bo obiecałam sobie do wieczora milczeć jak grób, ponieważ udało mi się w końcu zauważyć, ze codziennie mnie tu pełno. Przesyłam uśmiech swoimi spierzchniętymi ustami! Mam nadzieję (ale nie obiecuję!!!), że nie będę już nic pisać do jutra.
    PS. Tak się zastanawiam: czy jest jakaś maleńka możliwość, że Bernard to ów przystojny niegdyś brodacz, który chodził przez krótki czas z Celestyną? Ale wydaje mi się, iż odpowiedź brzmi nie, ponieważ odnoszę wrażenie, że młody brodacz jest nieziemsko wręcz przyziemny.

  6. Dziękuję, najmilszy Starosto! Hehe, rogale nie u wszystkich znalazły uznanie. Janek stwierdził, że nadzienie smakuje jak sianko, ale za to ciasto dobre. Teraz zachodzę w głowę skąd najmłodsze dziecko wie jak smakuje sianko. A roboty z nimi huk, co fakt to fakt. Raz się na nie porwałam i na razie wystarczy, ale warto.

  7. Pani Małgosiu! Bardzo dziękuję za wczorajsze słowa o zakodowanej pamięci. To ważne słowa, bo dziś zbyt często ludzie trywializuja te wzruszenia. A może wzruszanie się wogóle staje się niedoceniane. Może zatracamy zdolność do odczuwania poruszeń serca, które mówia o nas dużo ważnych rzeczy.

  8. Niestety, Rozmarynie, często też zapominają, że są Polakami.
    Tacy zapominalscy. Różnie bywa.
    Traktujmy to wszystko ze spokojem.

    Nawiasem mówiąc, muszę Cię poprawić: aż tak daleko Cohen nie poszedł. Jego ojczyzna ma flagę, jak wszystkie inne kraje świata. Za to jego piosenka – nie ma, wg cytatu zamieszczonego przez Piętaszka.

    Sowo, tak jest, niestety, roboty z rogalami huk, i dlatego podziwiam samozaparcie Beatuszki.

  9. Piętaszku, dziękuję za Cohena – „moja ojczyzna nie ma flagi”. Ludzie często zapominają, że przede wszystkim są ludźmi, a dopiero potem Polakami, Francuzami, Niemcami itp.

  10. Witajcie!
    Wzruszający ten wiersz poety, który wiele lat spędził na emigracji.
    Dziękuję DUA za ten tekst i Wam Ksiegowi za dedykację.

    Wczoraj pożegnaliśmy prababcie Giorgia, odeszła w pięknym wieku, 97 lat.
    Jeszcze miesiąc temu była z nami na chrzcie i jak na swój wiek świetnie sie czuła.

    Śpieszmy sie kochać ludzi, bo szybko odchodzą.

  11. Dzień dobry.
    Dzień Niepodległości chłopaki świętowały w Sopocie przy meksykańskiej muzyce.
    Ja w domu z psami, nie na moje zdrowie tańce do północy.
    U nas od wczoraj biało i trzyma mróz. W piątek rankiem synuś odkopywał swój samochód pozostawiony beztrosko pod chmurką. Psy tarzają się w śniegu, mała Mysz próbuje zjadać śniegowe kulki. Resztka pelargonii i chryzantem ginie pod śniegiem. Niebo bez jednej chmurki. Mam wrażenie, że to styczeń, a nie listopad. Ale żeby nie było za dobrze, to hydraulik( przyjaciel z podstawówki) wymienia pompę centralnego ogrzewania.
    Czytam Szymborskiej „Lektury nadobowiązkowe” i mam ogromną frajdę za każdym razem, gdy natrafiam na znaną i lubianą książkę. „Listów” jeszcze nie czytałam , mam opory, jak zawsze przy tego typu publikacjach.
    Miłej soboty.

  12. To od nas śnieg przybył, Nutrio. Wczoraj wszędzie było biało, ale dziś już nie.
    Meczu nie oglądałam, ale podzielam radość ogólną.
    Miłych porządków życzę!

  13. No, i jeszcze wiadomość dnia: u nas sypie pierwszy śnieg. Spadł już centymetr. Chociaż nie przewiduję jego życia dłużej niż do jutra, to i tak się cieszę.
    A teraz rozpoczynam sobotnie porządki i znikam na , mam nadzieję, jak najdłużej, bo pewnie wszyscy już mnie maja dość. Od rana.;)

  14. Hi, hi, hi. Niezwykle zadowalający wynik meczu! Chłopaki będą mieli o czym gadać przez najbliższy tydzień! Oni by tak mogli cały czas: tylko mecze, i mecze. Niczym innym się nie interesują. Jeszcze straszne z nich dzieci.

  15. Tak jest, Piętaszku. Śpiewać trzeba dla wszystkich.

    Zgredziku, nie powinny być całoroczne, bo są ściśle świętomarcińskie.
    Chyba musimy poprosić Beatuszkę o przepis. Szarotka Ci upiecze.

    Wójciku, budleja pyszności.
    Dobranoc!

  16. Przeczytałam sobie wszystko i poczułam się jeszcze bardziej patriotycznie niż rano. Dzięki za wiersze, przemyślenia i poczęstunek ( Beatuszko droga :) ) rogalowy. Lubię rogale, zwłaszcza te orzeszki w nadzieniu, ale sam mak też niczego sobie. W sumie tej budlei też bym spróbowała.
    Nie zdążyłam tego napisać pod poprzednim wpisem, więc muszę tutaj wyznać, że Asia i Zosia skradły moje wiewiórcze serce. Cudeńka!

  17. Mówię Ci wszak, Sowo, że muszą być świeże. Świeżutkie!
    Inaczej byłabym Ci wysłała pakiecik. Ale tu nawet Pocztex nie pomoże.

  18. Mamo Isi, z tym podobieństwem tak właśnie jest. Dziecko jest w końcu genetyczną mieszanką obu rodzin, ale rzecz zabawna, to dziedziczenie cech przez dziecko już to po ojcu, a innym razem po mamie (lub dziadkach) definiujemy zwykle na podstawie dokladnie tych samych cech. Jeszcze zabawniejsze jest to, że znając dobrze czyjeś dziecko, nagle dopatrujemy się podobieństwa między jego rodzicami!

  19. Kot z wygrzanej słomy – tak się właśnie dziś czułam, gdy Sowiątko zapragnęło chłonąć przez pół dnia zimne powietrze miłej Ojczyzny, a ja się telepałam z zimna mimo ciepłego ubrania. Gdzie mi do partyzantów! Dwóch dni bym nie wytrzymała w zimowym lesie. Tym bardziej doceniam ich poświęcenie.

    Mamo Isi, doskonale znam te objawy. Cóż, trudno, chwilowo poprzestaniemy na dzwonkach chromatycznych.

    DUA, a ta wiejska cukiernia nie prowadzi sprzedaży wysyłkowej? Miętę już mam.

  20. Spojrzałam na kieres.net. Ciekawy album przechodniów. Moja babcia pokazywała mi sporo takich zdjęć z moimi pradziadkami z przedwojennej Łodzi. Ponoć fotografowie robili przechodniom zdjęcia i można je było potem od nich kupić.

    Ale! Wyczytałam też, że dziadek Musierowicz był w partyzantce wileńskiej AK. Mój dziadek też był w tej partyzantce. Ciekawe czy się znali.

  21. Tak, bo mi w pracy przeszkadzaj, dzwonia, glowe zawracaja, gdy chce sobie uczciwie poczytac o waznych sprawach :).

  22. Tak samo odczute, Aleksandro. :) Nawet z podobnymi faktami w naszych rodzinach, jak wskazuje wpis na stronie Emilki.

  23. Chyba Karikari się domyśli, jaka to wiadomość tak ucieszyła Atenę, że aż się jej palce splątały? ;)

  24. Tak,Aleksandro, i nie jest to tani „odruch patriotyczny”, albo sentymentalne wzloty.
    Pamięć zakodowana, osiadła głęboko w duszy, odziedziczona w genach – kto wie, czy nawet nie podświadoma.
    To kwestia ogromu cierpienia, krzywdy i nieustannej walki. A Wolność w tle!

    Zdajmy sobie sprawę, że nie ma chyba w Polsce rodziny, którą by to – na przestrzeni historii, nawet najnowszej – ominęło.
    Dobrą tego ilustracją jest „Listopadowy album przodków” u Emilki (kieres.net). Popatrzcie, jak historia uderzała bezpośrednio w poszczególne rodziny.

  25. „Pamięć podskórna”, coś, co tak trudno wyrazić, co tkwi głęboko w człowieku i sprawia, że coś nas chwyta za gardło, gdy widzimy biało-czerwoną i słyszymy patriotyczne pieśni.
    Co roku jest dla mnie niezwykłym doświadczeniem widzieć zasłuchane buzie moich szkolnych dzieciaków, gdy opowiadam im o odzyskaniu niepodległości i ich zaangażowanie, gdy maszerujemy w takt „Pierwszej Brygady”.
    Pięknego świętowania! :)
    PS Ja też z tych, co to zaczynali od „Kwiatu kalafiora” (zdecydowanie najbardziej zaczytany) i mają żółciutką „Szóstą klepkę” i zieloną „Kłamczuchę” :)

  26. Dziekuje DUA
    Karikari, gratuluje, bardzo mnie ucieszyla wiadomosc o rosnac.
    Jadac autem myslalam o ojczyznie, dlatego tu zajrzalam natychmiast i dziekuje za dawke cieplych i patriotycznych mysli.
    Chleb, chyba kazdy tutaj szuka tego polskiego. Wiadomo u babci byl ten najlepszy z chrupiaca skora, babcia obkrawala go z kazdej srony sprawiedliwie rozdzielajac pietki.

  27. Justysiu, budleja, zwana motylim krzewem, wprawia motyle w istne szaleństwo łakomstwa. Chyba jest pyszna. Warto mieć w ogrodzie choć jeden krzak.
    Wiadomość o kolorach i kolibrach – zaskakująca.

  28. Gio, pozwoliłam sobie pierwszą część Twego komentarza zakwalifikować jako prywatną. Chyba zapomniałaś to zastrzec, mam rację?
    Tak, pamiętam tamto zdjęcie.

    Nutrio, trzeba będzie, niestety, przywyknąć do takich wiadomości, będą się niechybnie pojawiały. Ale świetnie rozumiem Twoje uczucia.

  29. Oj, szkoda, że spóźniłam się ze zdjęciem naszego zielonego koliberka, bo tak pasował do tamtego wpisu.

    I jeszcze ciekawostka – kolibry nie widzą całego spektrum kolorów, dlatego karmniki dla nich są w kolorze jaskrawo czerwonym. To również tłumaczy, dlaczego jedna z moich budlei – „Miss Molly” o najbardziej jaskrawych kwiatach – była najczęściej przez nie odwiedzana.

  30. Niby tak, pani Małgosiu. Ja zawsze zazdrościłam takim ludziom. Nie muszą bać się śmierci. Wiedzą, że nie zmarnowali swojego życia, że ,,dokonało się”. A jednak gdy usłyszałam o tym w radiu okropnie mnie to uderzyło. Zamarłam. Zupełnie jakby dusza moja odeszła na minutę… ale… jakby, no… sama. Zostawiła zdolność myślenia, zostawiła uczucia, zostawiła życie. Żyjące ciało bez środka. Krótka chwila zadumy. Pewnie brzmi to głupio, ale nie umiem znaleźć słów, które lepiej by to opisały. Zdziwiłam się, że reporterzy mówili o tym tak swobodnie. Jakby mówili „bociany odleciały” albo „z drzew spadły już pierwsze liście”. Tak po prostu. „(…) z naszego świata odszedł, mając 82 lata. (…) życzymy miłego dnia i dziękujemy za wiadomości” Nie potrafiłam się z wami tą wiadomością nie podzielić. Właściwie, to dotąd nie wiedziałam, że ON (pisany zdecydowanie z bardzo wielkiej litery) ma Polskie korzenie. Nigdy o nim za bardzo nie słyszałam. Nie widziałam nawet jego portretu. A jednak, gdy usłyszałam o jego śmierci, jakby… zaprzyjaźniłam się z nim. Zupełnie jakby ta dusza, która odeszła, pognała do niego, i ONA się z nim zaprzyjaźniła. A wszystko to zrobiła błyskawicznie. Naprawdę, zdaję sobie sprawę, jak wręcz idiotycznie to brzmi. Ale są rzeczy, których tak prosta istota jak człowiek nie umie ująć w słowa, nie umie wyjaśnić, żeby było prosto i zwyczajnie. Nawet dla mnie to co mówię nie jest zrozumiałe.

  31. Krzysztofie, „Ortodoksja” to dobry wybór na pierwszy zab. W ogóle jego eseje, felietony, autobiografia etc rozjaśniły mi odbiór opowiadań i powieści. Trochę zgrzytam, gdy widzę jak niektórzy próbuja dostosować go do swoich ideologicznych zapotrzebowań, a przez to zaszufladkowuja to iskrzace i welowymiarowe zjawisko, jakim jest jego osoba i twórczość.

  32. Dzień Dobry w ten piękny i uroczysty dzień, u nas chłodny, ale słoneczny.
    Wzruszyłam się czytając wiersz wpisany przez Czesterkę. Piękny, wymowny.

    Polska społeczność świętuje Nasze Święto, podczas gdy również dziś – tu w Kanadzie – wszyscy inni świętują „Veterans Day” i noszą przypięty symboliczny czerwony kwiat maku rozprowadzany przez kadetów z Royal Canadian Legion, stojących przy wejściach do sklepów, galerii, itp.

    I też mamy rogale marcińskie! Jest tu polska piekarnia, właściciel rodem z Poznania, więc co roku tradycje podtrzymuje.

  33. (…)
    Co do wspomnień o początkach z Jeżycjadą – też zaczynałam od „Kwiatu kalafiora”, w odcinkach w „Płomyku”, jeszcze w dużym formacie. Mam je zachowane. Przesłałam kiedyś zdjęcie – może DUA pamięta.
    „Opium” z „Płomyka” (już w małym formacie) też mam. I żółciutką „Szóstą klepkę”, dokumentnie rozsypaną (niedawno ktoś chciał ode mnie pożyczyć, ale się nie nadawała). I zieloną „Kłamczuchę”. Itd., itd.

  34. Justysiu (wiad.pryw.)- szkoda byłoby ślicznych zdjęć Asi na wpis, który już zszedł do archiwum.
    Zachowam je w spiżarni, dobrze? Na pewno się przydadzą.
    Pozdrawiam miłą Asię!

  35. Kiedyś maszerowałem, w ostatnich latach tylko patrzę, jak latorośle maszerują (dziś tylko jedna, najmłodsza) tradycyjną od przedwojnia trasą.
    Chestertona znam jedynie przyczynkarsko, z różnych fragmentów przeczytanych tu i ówdzie, ostatnio w „Mówią Wieki” był jego mały reportaż z wizyty w Polsce. Bardzo chętnie się nim zafascynuję, „Ortodoksja” czeka. A może, Chesterko, istnieje określona kolejność czytania jego dzieł?

  36. No, kwiat kalafiora, jak wiemy z „Pinokia”, głodu nie zaspokoi.
    Chyba musisz upiec jakieś rogale, Kris.

    Casciolino, będzie załatwione.

  37. Krysiu, to zapraszam! :-)
    Tak, i mnie się zdaje, że sekret dobroci tych rogali tkwi w ich świeżości. I w białym maku. I orzechach. I w reszcie tych pyszności w środku.
    No dobre są skubane.

  38. No wlasnie… ciekawe jak oni sobie radza z ta swiezoscia. Napisane jest: dostawa w 24h, moze jakies dobre opakowanie utrzymuje swiezosc przez dobe?
    Jesli tak, to dobra okazja wyprobowania rogali nawet daleko od Poznania, zarazem spelniajac dobry uczynek. :)
    Och, glodna jestem, pewnie dlatego tak sie o rogalach rozpisalam! (A na obiad mam dzis kwiat kalafiora).

  39. Wiedziałam, że dociekliwa DUA zapyta: tłumacz Jerzy Pietrkiewicz.
    Mamo Isi, gdy tylko spojrzałam na zdjęcie wnuczek, od razu wyłoniła mi się z pamięci Twoja twarz, a przecież miałam przyjemność oznać także Isię. Notabene, odkad zobaczyłam Isię, wiem już, co to znaczy mieć porcelanowa cerę – zachwycajace!

  40. Kris, rzecz w tym, że takie rogale muszą być świeżutkie. Przez internet – rzecz niemożliwa do osiągnięcia.
    U nas już zjedzone. Nie, nie pieczemy sami, cukiernia w miasteczku opodal wypieka idealne, najlepsze na świecie!

    Natychmiast wypiłam profilaktycznie ocean herbaty miętowej. Prawdziwy rogal marciński jest ciężkostrawny i taki ma być.

  41. Ha! A nasz Krzysztof na Paradzie Niepodległości w Gdyni (maszeruje czy tylko patrzy?)
    Pozdrowienia wzajemne!

  42. Beatuszko, az mi cieknie slinka na mysl o tych rogalach! (Nigdy jeszcze nie jadlam rogali swietomarcinskich, a domowe pewnie sa przepyszne).
    Przeczytalam ostatnio o trwajacej teraz akcji charytatywnej Allerogal (kupowanie certyfikowanych rogali swietomarcinskich przez internet, pieniadze ida na cele dobroczynne). Pewnie slyszeliscie… Dobry pomysl.

  43. Nutrio, wiem o odejściu Cohena. Pewnie, że żal.
    Ale gdy się pomyśli o dziele, które po nim dla ludzkości zostało – a wie się, że zostało już na zawsze – to jakoś robi się lżej, prawda?

  44. Chesterko, a któż jest autorem przekładu wiersza Chestertona?
    Dziękuję za wpisanie go tutaj. Nie znałam!

    Dziękuję te Casciolinie za Herberta.

  45. Casciolino (wiad.pryw) – bardzo chętnie to zrobię. Wpisz jako wiadomość prywatną właściwy adres do korespondencji. Reszta nie jest problemem.

  46. Dzień dobry!
    U nas dziś nas szaro, ale radośnie powiewa flaga za oknem, a z kuchni dochodzi zapach świeżo upieczonych rogali świętomarcińskich. Zostawiam półmisek tych pachnących rogali dla miłego ludu księgi. Duży, żeby dla wszystkich starczyło.
    Ślę całuski dla słodkich Isiątek.
    Gratulacje dla Karikari.
    Uściski i pozdrowienia dla wszystkich.

    Iskro, Jeżycjadę czytam od pierwszego wydania „Szóstej klepki”, tej z obwolutą zółciutką jak mała kaczuszka, a wręcz od pierwszego wydania „Małomównego”! I tak już na bieżąco i wiernie do teraz. Jakbyś o mnie pisała :-)

  47. C.d wiersza Chestertona:

    Lecz wyniesione to godło zostało
    Od chwili, kiedy Bóg gniew okrył chwała,
    I gdy zawisły nad domostwem sławy
    Znów orły czarne oraz sępy szare.
    W nim to, gdzie wojna świętsza jest niż pokój
    I gdzie nad miłość nienawiść zachwyca
    Zabłysł straszliwy jako sam Duch Święty
    Orzeł, co bielszy jest niż gołębica.

    No i widzisz, co zrobiłeś Krzysztofie?;)

  48. No nie, nie powstrzymam się.
    Wiersz G.K. Chestertona „Polska”:

    Augurowie, znając wieszcza mowę,
    Dziś z lotu ptaków wyczytać by mogli
    Czym wśród pierzastych dziwów są dwugłowe
    Orły, a pośród nich ów orzeł czarny!
    I gdy spadają w boju bitne ptaki,
    Gdy w ślad za nimi sępy nadlatują,
    Wiemy już jaka łaska, pokój jaki
    Każe wciąż milczeć naszym władcom małym.

    Ludzie, co kupczą tym, co inni tworzą,
    Jak sęp, co czeka na cudza ofiarę,
    Pióro zestawia z piórem i powiedzą:
    Nic nie jest czarne już, a wszystko szare;
    Szare jak owe gołębie, co były
    W rękach handlarzy chciwie szanowane;
    Widząc Chrystusa gniew, trwożnie się zbiły
    I spadły między kramy połamane.
    C.d.n

  49. Ach, kochany Starosto, fluid, bo on ci jest i mój ukochany fragment:)

    Upiekłam wiejski chleb z kminkiem i czarnuszką; pachnie w całym domu. Chleb to jest jedna z tych rzeczy, które kojarzą się ze słowem: Ojczyzna.

  50. Skoro już mówimy o chlebie. Moja mama nie często go piecze, ale kiedy już uda się mi ją namówić, jest taki, jak mówiła pani Małgosia: zawsze świeży, chrupiący i chce się go jeść, i jeść, i jeść. Zamiast słodyczy, licznych ( i pysznych!) przez nią wypiekanych ciast, pączków, kurczaka na obiad… Nic, tylko siąść razem, w gronie rodzinny i zajadać, zajadać, zajadać -cały boży dzień.

  51. Dzień dobry! Podobaja mi się te zaskakujace zestawienia w wierszu!
    KrzysztO, mój krajanie! Księdza Krzysztofa Konkola warto zobaczyć „w naturze”. Np. jak czyta lub przedstawia swoje wiersze na wieczorkach poetyckich. To, co pisze i On sam niezwykle się wtedy dopełnia. Mam nadzieję, że Chesterton nie pozostał na półce u Twojego kolegi?;)
    Wczoraj świętowałyśmy urodziny mojej przyjaciółki, Latorosłki i licytowałyśmy się, która z nas jest bardziej zakochana w Chestertonie. Zawsze marzyłam, by z kimś dzielić tę fascynację i udało się, zaraziłam L. Od kilku lat, rokrocznie pytała mnie, co bym jej poleciła a ja niezmiennie odpowiadałam: Chesterton!!! Na to Latorosłka: dlaczego? I ja, która zazwyczaj jestem tak wymowna, wyrzucałam z siebie strzępki argumentów, milknac nie zadowolona: to nie to. W końcu L.: ale to jest ANGLIK!, nie lubię nadętych Anglików. Ja: ale wyjatkowy, jedyny w swoim rodzaju! I zasiałam.

  52. Wtedy ojczyzna wyda ci się mała
    kołyska łódka przywiązana do gałęzi włosem matki
    kiedy wspomnisz jej imię nikt z tych przy ognisku
    nie będzie wiedział za jaką leży górą
    jakie rodzi drzewa
    kiedy tak iście mało potrzeba jej czułości
    powtarzaj przed zaśnięciem śmieszne dźwięki mowy
    że – czy – się
    uśmiechaj się przed zaśnięciem do ślepej ikony
    do łopuchów potoku do steczki do łęgów
    przeminął dom
    jest obłok ponad światem

    (fragment wiersza „Podróż” Zbigniewa Herberta)

  53. Mamo Isi, dziękuję za wpisanie tu ulubionego mego fragmentu Epilogu „Pana Tadeusza”.
    Chwyta za gardło, prawda?

    Ago, u nas z chlebem było i jest tak samo. I moja Babcia wypiekała go sama, w wiejskim chlebowym piecu, na liściach kapusty. A Mama wspominała nie raz, że chleb ten był świeży i smaczny przez tydzień od rozkrojenia bochenka.

  54. Rozumiem, Sowo, ale tak i cóż ja mogę. Małżonek wolne chwile, których i tak nie ma za wiele, przeznacza na malowanie. No chyba, że maleństwa pragną skrzypeczek, tatuś ma anginę, a dziadek szalenie pilny projekt do wykończenia; wtedy z chęcią wszystko rzucą i będą mozolić się, żeby tylko córeczkom/ wnuczkom sprawić radość.

  55. Ten kraj szczęśliwy, ubogi i ciasny!
    Jak świat jest boży, tak on był nasz własny!
    Jakże tam wszystko do nas należało,
    Jak pomnim wszystko, co nas otaczało:
    Od lipy, która koroną wspaniałą
    Całej wsi dzieciom użyczała cienia,
    Aż do każdego strumienia, kamienia,
    Jak każdy kątek ziemi był znajomy
    Aż po granicę, po sąsiadów domy!

    I tylko krajów tych obywatele
    Jedni zostali wierni przyjaciele,
    Jedni dotychczas sprzymierzeńcy pewni!
    Bo któż tam mieszkał? – Matka, bracia, krewni,
    Sąsiedzi dobrzy. Kogo z nich ubyło,
    Jakże tam o nim często się mówiło,
    Ile pamiątek, jaka żałość długa,
    Tam, gdzie do pana przywiązańszy sługa,
    Niż w innych krajach małżonka do męża,
    Gdzie żołnierz dłużej żałuje oręża,
    Niż tu syn ojca; po psie płaczą szczerze
    I dłużej, niż tu lud po bohaterze. (…)

  56. Justysiu, aniu g., Sowo, dziękuję z całego serca za podparcie na duchu. Bo to u nas w rodzinie każdy uważa, że maleństwa podobne są do niego/niej.
    Od zawsze mi się wydawało, że tylko ja patrzę w tej sprawie obiektywnie;)))

  57. Ja niestety muszę zepsuć ten radosny nastrój: dziś dowiedziałam się, że niedawno zmarł Leonard Cohen.

    (krótko o nim) Jego matka była Litwinką, a ojciec pochodził z Polski. Był pisarzem, ale ponieważ nie mógł się na pisaniu utrzymać, zaczął śpiewać. Jego najsłynniejszym utworem jest piękne ,,Hallelujah”. Miał 82 lata.

    PS. Dziękuję za piękny, choć krotki (małe jet piękne:)) wpis i kolejny niesamowity wiersz. Pozdrawiam wszystkich, którzy świętują za granicami naszego pięknego kraju.
    A propos: zauważyliście może, że Polska mniej więcej na granicy obok województwa podlaskiego, przypomina twarz? Całość zaś zawsze mi się kojarzyła z piękną kobietą z rozwianym włosem. Warto na to zwrócić uwagę.:)

  58. Kochani, nie zawsze zdajemy sobie sprawę, co to Ojczyzna. Ja, choćbym była w najpiękniejszym zakątku świata, zawsze będę tęsknić za smakiem naszego chleba. Ten chleb powszedni to dla mnie zawsze synonim Ojczyzny. Pamiętam też chleby wiejskie, wypiekane przez moją Prababcię w piecu. Pamiętam też opowieści dziadków z czasów wojny, gdzie kromka chleba była na wagę złota. Dziadek mojego męża, zanim rozkroił chleb, czynił na nim nożem znak krzyża. U nas w domu do tej pory tak się robi.Zawsze szanujemy chleb i ani okruszek się u nas w domu nie marnuje. Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję DUA za piękny wiersz.

  59. Też myślę serdecznie o tych wszystkich,którzy daleko -o Tobie,Celestyno (jak dobrze,że byłaś w Vevey za nas wszystkich),a także o Atenie,Waanabe, Casciolinie,Just,Justysi,Kris i wszystkich innych Księgowych rozsianych po świecie.Iskra ma rację -to coś głęboko na dnie duszy zabieramy ze sobą wszędzie.Wy jesteście tego najlepszym dowodem.

    „Ojczyzna kiedy myślę,
    Wówczas wyrażam siebie i zakorzeniam.
    Mówi mi o tym serce niczym ukryta granica,
    Która ze mnie przebiega ku innym…”

    Karol Wojtyła

    Z dedykacją dla tych,którzy myślą dzisiaj z miłością, dumą i troską o Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

  60. Pięknego święta,DUA!

    To rzeczywiście jest „pamięć podskórna”.Wierzyński jak zawsze trafia w sedno.

  61. Piękny wiersz.
    Też mam takie odczucie, że Ojczyzna to taki zakątek w duszy, który pulsuje i nie da o sobie zapomnieć choćbyśmy długo i daleko byli od kraju naszego urodzenia i naszych przodków.

    Dzisiaj szczególnie pozdrawiam wszystkich księgowych rozsianych po całym świecie.
    Radosnego poczucia wspólnoty.

Dodaj komentarz