Kolibry

 

koliberek-5

 

 

Konstanty Ildefons Gałczyński

POCHWALONE NIECH BĘDĄ PTAKI

 

Pochwalone niech będą ptaki
i słońce, co im nóżki złoci,
pochwalona chwila odwagi
i zwątpienie w labiryntach samotności.

Pochwalone szpadel i pióro,
pochwalona sytość i głód,
i księżyc jak Szopen za chmurą,
i noc jak skrypt jego nut.

Pochwalone także pyszne zdrowie,
i choroba, co uczy pokory,
i jednako mucha i człowiek,
i jednako sady i ugory.

Pochwalone myśli poranne
i kobieta, co jak błyskawica zachwyca,
i poeta Błok Aleksander,
i malarz Tycjan.

A także pochwalony komiczny zając
i jabłko, co się rumieni,
a nawet tacy jak ja, co składają
kiepskie wiersze na temat jesieni.

O, pochwalony każdy ból stokrotnie
i każdy cios, byle męski —
i te pelargonie na wysokim balkonie,
do których zawsze będziesz tęsknił.

Pochwalone: grzesznik i święty,
i serca jak morze odkryte.
A nade wszystko okręty
Rzeczpospolitej.

1947

 

 

 

Nasza wierna i nadzwyczajna KC Atena zrobiła te zdjęcia na tegorocznych wakacjach.

Te oto koliberki przylatywały na balkon wynajętego przez nas domu. – pisze. – Właściciel wyraźnie lubi ptaki, było tam mnóstwo karmników, między innymi ten piękny czerwony z nektarem dla koliberków – można taki nektar zrobić z cukru pudru (lubią:) ).

– chyba to wyraźna aluzja do ptaszków Pulpecji, co, Ateno?

Najmniej kolorowy koliberek był zaborczy, jeśli chodzi o karmę i przeganiał tego zielonego i czerwonego.
Codziennie o świcie toczyły się boje.
A zabrałam ze sobą Gienusię (za Gieniusią – Góry Skaliste w Kolorado).

 

 

motyl

Rozpiętość skrzydeł – ok. 5-7 cm. Sylwetka krępa, niewielkich rozmiarów. Zachowaniem przypomina kolibra (spija nektar z kielicha kwiatów za pomocą ssawki, unosząc się w powietrzu). Skrzydła szarobrązowe, pokryte czarnymi liniami, tylne zaś – pomarańczowe. Fruczak wybiera  bogate w nektar kwiaty o długich i wąskich kielichach,  czyli szukać go należy na : wiciokrzewie, ostrogowcu, jaśminie, werbenie budlei, tytoniu, pierwiosnku, fiołku, lilaku, żmijowcu, na floksie i czyśćcu.

Spotkałyśmy go na górskim szklaku w Umbrii. Dopiero na zdjęciu okazało się, że jednak różni się od kolibra. – pisze Casciolina.

No, to już wiem, na co czekam: na słoneczne lato (pora występowania fruczaka w Polsce) i na pełny rozkwit fioletowej budlei Davida! (ulubiony krzew motylków).

 

I to by było tyle, jeśli chodzi o listopad.

 

P S 2 – A jednak nie, to nie wszystko. Oto nadesłane przed chwilką zdjęcie ślicznych bliźniaczek, wnuczek KC MamyIsi , z równie ślicznymi skrzypeczkami domowej roboty (Tata wystrugał?) . Od razu widać, w którym to domu kibicowało się uczestnikom Konkursu im. Wieniawskiego!

 

Zwróćmy też uwagę na bardzo piękny pejzaż leśny w tle (Dziadzio malował?)  – jesień i światło.

Dziękuję, Mamo Isi!

MM

 

mama-isi

 

234 przemyślenia nt. „Kolibry

  1. Tym przyjemniejsza dla mnie wiadomość, Justyno!
    Dziękuję i pozdrawiam serdecznie Ciebie oraz Twoich uczniów.

  2. Witam wszystkich po długiej przerwie. Ujawniłam się tylko raz a potem zniknęłam na jakiś czas. Ale dziś chciałabym się przyznać, że swoją przygodę z Jeżycjadą zaczęłam już jako dorosła osoba, około 30. roku życia, czyli zupełnie niedawno :-) Pierwsze było „Opium”, potem „Noelka” i reszta w zupełnie przypadkowej kolejności.
    Jakiś czas temu zdradziłam moim uczniom, że jestem miłośniczką twórczości DUA i okazało się, że mamy wspólną pasję. Teraz, przed każdym kolejnym tomem wypytują mnie, co ich czeka. A ja staram się nie zdradzać za dużo, tylko rozpalać ciekawość.
    PS Nie jestem polonistką. Uczę języka naszych zachodnich sąsiadów :-)

  3. Pozwolę sobie się odezwać i wspomnieć, że ja, inaczej, zaczęłam od „Noelki”, jakoś w piątej klasie, pani z biblioteki chyba podsunęła mi tę książkę, bo dużo czytałam, jednak z tego co pamiętam, nie wszystko wtedy w niej mogłam „załapać”. Potem była „Kłamczucha”, gdzieś tam „Małomówny” się pojawił, a dalej już nie pamiętam, jak to się stało, że wsiąknęłam w atmosferę na Roosevelta na dobre aż do dziś! : )
    Pozdrawiam serdecznie, Kochani! Miło tak Was podczytywać, choć czasem nie nadążam. Tutaj się chyba każdy czuje jak u siebie, ta gościnność Borejków się udziela. : )

  4. Aniu g., na to samo zdjęcie patrzyłam blisko rok temu, a teraz gdy zobaczyłam te dwie śliczne twarzyczki, od razu przyszło mi na myśl!

  5. Odkryłam niedawno, iż córka M. Chagalla miała na imię Ida i była bardzo piękna. Dobranoc :)

  6. Wietrzne Wieczne Miasto, Zgredzie?
    Na szczęście, juz wiać przestało .
    Dobranoc wszystkim!
    Ciekawe, ze tak wiele z nas zaczynało od „Kwiatu Kalafiora” :)

  7. Och, mamo Isi, wiadomo, że w Internecie można kupić wszystko, ale nie o to chodzi, by kupować cokolwiek. W dodatku z pękniętą płytą.
    Co do podobieństwa bliźniaczek do Babci – od razu to podobieństwo zauważyłam, ale nie napisałam, bo myślałam, że to oczywiste.

    Gratulacje dla Karikari!

  8. Mamo Isi, jak to nikt nie zauważył! Ja od wczoraj się zbieram, aby o tym napisać!
    Mam zdjęcie ze spotkania z DUA w Poznaniu( kochana Gio mi przesłała, bo z powodów zdrowotnych nie dotarłam) i na tym zdjęciu jest Mama Isi, siedząca boczkiem, z odwróconą do aparatu głową, no wypisz wymaluj wnusie za yyy….dziesiąt lat. Od razu zauważyłam. A dziewczątka prześliczne. Tu westchnę sobie melancholijnie, ja, matka chłopców.
    DUA, a w grudniowym numerze Werandy Country jest artykuł poświęcony panu Piotrowi Fąfrowiczowi. Krótka, snuta przez pana Piotra opowieść o rodzinie, Kazimierzu, początkach twórczości. I przepiękne zdjęcia starego domu, malarza i jego obrazów.
    Biorę szczeniaka pod pachę i zmierzamy do łóżka. Cytując za Moniką Żeromską: „wszyscy właściciele jamników śpią ze swoimi psami , a jeśli mówią, że nie śpią, to kłamią”.
    Maluszek zwija się w kłębuszek przy nogach, ale dziwnym trafem rano znajduję go na poduszce.
    Posokowiec śpi, jak Bóg przykazał, na swoim posłaniu. Ale on nie jest jamnikiem!
    Dobranoc.

  9. A ja widziałam dzisiaj w ogrodzie na krzaku jaśminu stadko raniuszków. Najpierw usłyszałam ich pocieszne
    cirrrr. Urocze to stworzonka.

    Ale, gdzie tam raniuszkom do mamoisiowych Bliźniaczek . Uściski dla Nich :))

  10. Krzysztofie, wiem, że to się zdarzało i zdarza.:)

    Biedronko z warkoczem, masz ci los! Nie wiedziałam, że kolibry nie potrafią chodzić!
    Czy to smutne? Nie wiem.
    Smutniejsze jest chyba to, że my nie umiemy fruwać.

  11. Alastrionno (wiad.pryw.)- to się jeszcze zobaczy.:)

    Dziękuję wszystkim za miłe jeżycjadowe wspominki.
    Natko, cieszę się, że wychynęłaś zza regału, po co tam siedzieć!- tylko kurz i pajęczyny. Zostań sobie z nami. Czuję w Tobie bratnią duszę ( ja też w latach szkolnych miałam takie „zaczytania”, miałam też równie wyrozumiałą Mamę).

    Kresko, wybór Norwida – najwłaściwszy.

  12. Chesterko, jesteś tu? Muszę Ci to napisać. Wczoraj u kolegi zauważyłem na półce „Ortodoksję” Chestertona i oczywiście zaraz sobie pożyczyłem. Zaś dzisiaj na kolacji u przyjaciół zostałem obdarowany trzema tomikami poezji ks. Krzysztofa Konkola. W obu przypadkach ciepłe myśli kierowałem ku Tobie.

  13. Ciekawe, czy ktoś zaczynał Jeżycjadę w późniejszym wieku ode mnie (51), poza profesorem Raszewskim, naturalnie.

  14. Karikari moje uściski!
    Chyba widziałam fruczaka latem na moich floksach i zastanawiałam się ci to za cud, że koliber na Dolnym Śląsku .

  15. Jakie piękne zdjęcie fruczaka- polskiego koliberka! Ma on u nas w rodzinie specjalne względy bo pojawia się zawsze jak w banku na urodziny mojego taty 6 sierpnia i systematycznie wypija floksy.
    A moją pierwszą jeżycjadką była „Kłamczucha”

  16. Tak patrze na rozne wspomnienia poczatkow przygody z Jezycjada i widze, ze jest nas bardzo wiele, ktore zaczynaly tak samo:)
    Zastanawiam sie czy przypadkiem nie bylo tak, ze Kwiat kalafiora pojawil sie w duzo wiekszym nakladzie, byl w kazdej ksiegarni. Dzieku temu tak licznie nan trafilismy. Ale moze sie myle..

    Isiu, gratuluje coreczek, sa takie sliczne…Serce sie rozplywa.

    Karikari, co za dobra nowina!
    Justysiu, pozdrawiam serdecznie!

  17. Skoro wszyscy tak ochoczo zaczęli wspominać swoje początki z Jeżycjadą, to i ja nieśmiało wysunę się zza regału i opowiem (z sentymentu): zaczęło się to gdzieś w 5 bądź 6 klasie podstawówki, czytałam wtedy okropnie dużo i zupełnym przypadkiem wypożyczyłam ,,Kłamczuchę” (zobaczyłam ładną zieloną okładkę, dziewczynę w wielkich okularach, przeczytałam kawałek, pomyślałam, że może być ciekawe). Książkę pochłonęłam w ten sam dzień, czytając chyba do 1 w nocy. Kiedy mama ok. 23 wróciła z pracy, uprosiłam ją, żebym następnego dnia nie musiała iść do szkoły, bo tak się zaczytałam, że zwyczajnie nie byłam przygotowana! I od tam tej pory regularnie czytam kolejne tomy.
    Dodam, że w moim domu książki raczej się wypożycza z biblioteki, a że wówczas nie miałam jeszcze Internetu, nie śledziłam tak nowości wydawniczych jak teraz. I jakimś tajemniczym zbiegiem okoliczności zawsze w bibliotece udało mi się trafić na nową część Jeżycjady, zupełnie się tego nie spodziewając. Ot, magia ;) Teraz już mam w domu swój własny zbiorek (zamiast wydawać pieniądze ze stypendium na bilety autobusowe do domu, wolałam kupować książki ;) i mogę w każdej chwili sięgnąć po ten tom, na ktróy mam akurat ochotę.
    Pozdrawiam wszystkich ciepło :)

  18. Dobry wieczór!
    Ja powrócę do kolibrów: czy to nie smutne, że nie potrafią chodzić, mimo że posiadają nóżki?

  19. Justysiu, lejesz miód na moje serce! Poza pielęgniarką w szpitalu jakoś nikt tego podobieństwa Asi i Zosi do mnie nie dostrzega. A przecież ono jest;)

    Karikari, cudownie! Tak się cieszę:) Gratulacje dla całej szczęśliwej Rodziny:)

    Joanno, co racja, to racja. Szczęśliwy ze mnie człowiek;)

  20. Gratulujemy Karikari, tatusiowi i dzidziusiowi in spe.
    Chodzenie po górach dziecko będzie miało we krwi.

  21. Jak już jest temat początków Jeżycjady i Pań Bibliotekarek to nie mogę tu nie wspomnieć mojej anegdotki. Mąż mi obiecał nikomu jej nie opowiadać, ale Wam opowiem, w końcu jestem tu jednak trochą anonimowo ;)

    Babcia kupiła mi Szóstą Klepkę, jak miałam 9 lat. Byłam wtedy dzieckiem zainteresowanym sportem, harcerstwem, rysowaniem, aktorstwem, ale niestety nie czytaniem. Tak – to wstyd, ale nie czytałam wtedy zbyt dużo. Lektury słuchałam często z kaset trenując gwiazdy w salonie. Szósta Klepka mi się podobała i nawet wypożyczyłam z biblioteki kolejny tom. Przeczytałam kawałek i trzeba było oddać. W szkolnej bibliotece były terminy itp. Tak też zrobiłam jeszcze z kilkoma tomami, aż zaprzestałam, bo żadnej do końca nie przeczytałam. I … Pani Bibliotekarka zorganizowała konkurs wiedzy o Jeżycjadzie. Nie zwróciłam na niego kompletnie uwagi, ale ona namawiała na niego uporczywie sądząc, że znam dobrze książki MałgM. Głupio mi było się przyznać więc wzięłam w nim udział. Dalej nie pamiętam lub wolę nie myśleć, co tam musiałam powypisywać ;)

    A książki przyszły do mnie same, kiedy miałam 15 lat i wtedy przeczytałam wszystkie od wiosny do lata, tylko nie po kolei. Teraz czytam znowu po kolei. I tak, jak Wy, też widzę tu zupełnie nowe rzeczy niż kiedyś.

    DUA – Piękno jest Kształtem Miłości. Bardzo mnie to zdanie męczy, odkąd je przeczytałam. Nie znałam go. Kojarzy mi się to z Pięknem Dostojewskiego, które ma zbawić świat. Dużo myśli, ale nic mądrego nie mam do napisania. Poczytam Norwida.

    Pozdrawiam!

    PS. Przepraszam za przydługi wpis.

  22. Jakieś dziwne rzeczy pojawiały mi się przy wysyłaniu dzisiejszego wpisu, więc podzielę się z Wami wspomnieniami jeszcze raz.
    Pytałam czy są wśród Was tacy jak ja, którzy czytali książki pani Małgorzaty od początku ich wydawania i z wytęsknieniem czekali czy przeurocza autorka napisze jeszcze jakąś książkę? Teraz przynajmniej wiemy na co czekamy (Ciotka zgryzotka), wtedy śledziło się półki w księgarniach i gdy tylko okładka ze znajomą grafiką tam się pojawiała to nawet za pożyczone pieniądze nabywało się książkę ukochanej autorki. Połykało się ją w jedną noc a potem czytało razem z każdą wcześniej zdobytą na zmianę i marzyło żeby była następna.
    Na moim stoliku nocnym oprócz bieżących lektur zawsze leży któraś część Jeżycjady, ciągle czytam je od początku i nigdy nie mam dość.
    I rzeczywiście zawsze coś innego w tych książkach dociera do mnie z biegiem lat.
    Serdecznie pozdrawiam panią Małgorzatę i wszystkich pozytywnie uzależnionych od jej twórczości.

  23. Ojej, ale pomyliłam. Przeczytałam jeszcze raz. To Krikri była w Kanadzie, a Karikari narazie nie wędruje i nie wyjeżdża.

    Gratulacje dla Karikari, co za wspaniała wiadomość!

    Krikri, napisz więcej o pobycie w Kanadzie, w jakich okolicach byłaś?

  24. Dzień Dobry! Zniknęłam na trzy tygodnie, a tu dwa nowe wpisy się pojawiły.

    Asia i Zosia! Jakie śliczne miłe dziewczynki, a jakie podobne do Mamy Isi!

    Celestyno, ja też – tak jak Ty – napierw odkryłam „Kwiat Kalafiora”, potem wróciłam do wcześniejszych części, potem był „Płomyk” z „Opium w Rosole”, potem historyczne I wydanie tej książki, itd. Tak, wspominałaś o tym wcześniej, a ponieważ u mnie było identycznie, to od razu skojarzyłam, że jesteśmy rówieśniczkami.

    Karikari, byłaś w Kanadzie tego lata? Gdzie? Może gdzieś niedaleko? Tak, ja też pierwszy raz zobaczyłam kolibry w Kanadzie, na własnym podwórku, gdy kupiliśmy dom kilka lat temu i posadziłam budleje (buterrfly bush), żeby zwabić motyle. Przyleciały motyle – monarch butterfly (Danaus plexippus) – najbardziej tutaj znane, ale i kolibry. To było pełne zaskoczenie. Powiesiłam im więc karmnik, podobny do tego na zdjęciu Ateny, ale one wolały budleje niż wodę z cukrem.

    Pozdrawiam serdecznie z jeszcze ciepłej i słonecznej Kanady.

  25. Witajcie Kochani!
    Moja przygoda z Jezycjada rozpoczęła sie od „Kwiatu Kalafiora” i ten pierwszy egzemplarz ma u mnie najbardziej zniszczoną okładkę wśród wszystkich książek ( w dowód tego, ile razy był czytany). Potem bylo ” Opium” w odcinkach w „Plomyku”, a dalej to juz „Ida Sierpniowa”, „Klamczucha” , „Szósta Klepka” itd.
    Niedawno odswiezylam sobie „McDusie”, a niektóre fragmenty czytałam na głos usypiajac Giorgia. Akcja książki wydała mu się
    na tyle interesujaca, ze wywołała w nim efekt pobudzający :)
    Gratulacje dla Karikari, to piękny czas!
    Rok temu również oczekiwałam na urodziny pierworodnego.
    Przesylam Wam sloneczny uśmiech z wietrznego dziś Rzymu!

  26. Domniemajko -co do twojego PS-u: cóż, muszę przyznać, że i ja mam tak samo;)

    Ja również zaczęłam od Kwiatu Kalafiora (jak spora część z nas). Wciągnęło mnie niesamowicie. Przeczytałam w jeden wieczór. Na następny dzień poszłam do biblioteki i wypożyczyłam Szóstą Klepkę, a potem już czytałam w normalnej kolejności.
    Wiadomość z ostatniej chwili: postanowiłam, że zacznę czytać od nowa całą Jeżycjadę, żeby sobie wszystko przypomnieć.

  27. Kochana Isiu, jak ładnie o tym piszesz. Tak, to fascynujące doświadczenie: z tak bliska oglądać rozwój i wzrastanie (także duchowe) małego człowieka. A Ty masz to w dodatku w dawce podwójnej!
    Jest za co dziękować.

  28. Kochana Pani Małgosiu i wszyscy, którzy tu zaglądacie! Wychylam się zza regału, żeby podziękować za umieszczenie zdjęcia Córeczek, przemiły komentarz i wszystkie miłe słowa oraz mądre rady dotyczące początków nauki gry na instrumentach. Na razie oswajają się z nimi w warunkach domowych, a do Domu Kultury chodzą na taniec. I potwierdzam -różnią się! To dwie zupełnie, ale to zupełnie różne osoby i fascynujące jest patrzeć, jak się zmieniają i rozwijają. Mam wrażenie, że owszem, ja i całe ich otoczenie i przebyte doświadczenia różnego rodzaju mają na nie wpływ, ale jest też wiele rzeczy, które wychodzą jakby z nich, z ich wewnętrznych zasobów, które umieścił w nich Stwórca. Łatwiej mi to zaobserwować, bo najczęściej są to rzeczy, którymi właśnie się różnią.
    Wielkie gratulacje dla Supergromady naukowców!
    Dziękuję też za piękne zdjęcia kolibrów i niezwykłego motyla. Tak wielu rzeczy mogę się dzięki Wam nauczyć!
    Gratulacje i delikatne uściski także dla Karikari! Hej, to był wspaniały czas. :-)

  29. Rozmarynie, karikari, Mamo Isi serdeczne gratulacje

    !
    Dla każdej z Was z innego powodu, ale przecież łączy Was jedno -wszystkie jesteście szczęśliwymi kobietami. ;)

    A dla DUA -jak sadzę również szczęśliwej -jesienne usciski. ;)

  30. Nini, wszystko dobre, co nas od sprzątania odrywa.;)
    Dziękuję za miłe słówko.

    Molu Ksiażkowy, powiem jedno: niech żyją panie bibliotekarki!

  31. Karikari!!!
    Hura!!!
    Jakże się cieszę!

    Wspaniała, doprawdy, wiadomość. Ależ będą przyjemne górskie wyprawy z dodatkowym plecaczkiem!
    Ściskam najserdeczniej.

  32. Dzień dobry listopadowy!
    Po długim milczeniu (ale zerkałam tutaj regularnie, czytałam wszystkie wpisy i prawie wszystkie komentarze) daję znak życia: jestem zdrowa, jestem szczęśliwa, jednak nie biegam i nie chodzę po górach, za to dość szybko powiększam swoją objętość w pasie (kulminacja nastąpi na wiosnę :)).
    Skrzypaczki Asia i Zosia w rajstopkach są zachwycające!
    Zamieszczone tutaj zdjęcia niezmiennie przypominają o wielkości i dobroci Stwórcy, który dał nam nie tylko te wszystkie cudowności natury, ale i obdarzył człowieka geniuszem i talentem po to, żeby ten człowiek mógł skonstruować aparaty fotograficzne z falówkami, mikroskopy, teleskopy, ultrasonografy i inne urządzenia i za ich pomocą pokazać nam piękno świata, którego na co dzień nie widać.
    Ściskam wszystkich mocno!
    Ps. Krikri to nie ja ;)

  33. Casciolino! (jeżeli popełniłam błąd w twojej nazwie to przepraszam). Ja też tak to czytałam. a jeśli chodzi o to od której części to to było tak: Pewnego dnia mama przyniosła mi z biblioteki szkolnej, w której pracowała ,,Kwiat Kalafiora”. Przeczytałam tą książkę w 1dzień z zapartym tchem. Kilka dni później pani polonistka poleciła mi do czytania ,,Jeżycjadę”. Myślała, że pierwszą częścią jest Kłamczucha”, więc od tej kazała mi zacząć. Kiedy skończyłam książkę, wiedziałam, że następną częścią jest ,,Kwiat kalafiora”, ale to bardzo zmieniło moje poglądy co do bohaterów, a co dopiero po przeczytaniu ,,Szóstej klepki”.

  34. Dorwanie się, to jednak nieodpowiednie określenie, wystarczyło dojść w kolejności odkurzania.. że też nie przestawiłam ich na początek!

  35. A ja zaczynałam od „Kwiatu kalafiora”, potem było wstecz, a potem cała naprzód.
    I ile czasu upłynęło zanim wpadłam, dlaczego pierworodna jest Różą..! Jakiś czas temu hasło „Przyszłam na obiadek” wpadło w oczy mojej mamie, co to była za radość (i kwiczenie moje). Niestety, wypożyczone Opium (NK jeszcze) zaginęło. A praktycznie każde sprzątanie kończyło się w momencie dorwania się do Pani książek, Pani Małgosiu! Jaka to siła! :o)

  36. Madziu, a ja jestem dumna z takiej Czytelniczki (zagorzałej!).

    Krzysztofie, ojejku!
    To ci będzie przygoda dopiero!
    Już się cieszę!

  37. Też zaczynałam przygodę jeżycjadową od „Noelki” – 20 lat temu. I też cieszyłam się tym, że są to opowieści o czterech siostrach (sama mam trzy młodsze – w tym dwie rude ;). Zresztą, tak samo cieszyły mnie i inne analogie osobiste. ;) I dumna byłam jak wiele lat temu rozpoznałam zakamuflowany cytat z Szekspira („-Dzień dobry, dziś święty Walenty”), po tym zaczęłam tropić inne. Jeszcze trochę do odkrycia pozostało. :) Trzeba czytać!

  38. Ach, Domniemajko!
    Pierogi i Pierożki mojego życia!
    Mama Wasza, jak i ja, przeżywała całą wywiadówkową odyseję cztery razy po dwadzieścia dwa razy, a każdy raz był inny. Ja wiem, dlaczego się śmiała.
    Serdeczne pozdrowienia dla Mamusi.:)
    I dla sióstr, oczywiście.

  39. Kochana DUA i kochani Księgowi.
    Zachęcona tym, że kilka osób sporadycznie się udzielających napisało akurat pod tym wpisem wyściubię się i ja spod regału żeby szepnąć słówko o początkach Jeżycjady. W moim przypadku pierwszy tom podsunęła mi moja Mama :) Nie pamiętam ile miałam wtedy lat, ale pamiętam, że była to „Kłamczucha”. I przepadłam. Wszystkie przepadłyśmy razem z moimi Siostrami (może dlatego, że jesteśmy cztery dziewczyny, jak Borejkówny)
    Z Jeżycjadą jest w ogóle ciekawa rzecz bo w zależności od wieku na inne sprawy zwracamy uwagę. Swego czasu zupełnie nie rozumiałam czemu Mamę bawi tak scena z Bernardem na zebraniu w „Brulionie Bebe B”. Najbardziej zauraczał mnie wtedy miły Włoczykij Dambo i tajemnicza Bebe. Lecz przyszedł czas, że i ja gruchnęłam śmiechem ujrzawszy cały komizm i absurd sytuacji.
    Dziękuję za całe piękno koliberko-skrzypeczko-anegdotkowego wsparcia antylistopadowego i pozdrawiam ciepło.
    P.S. Znając Jeżycjadę inaczej patrzę na ul. Roosvelta w moim mieście.

  40. Osoby, które maja dziś zły nastrój, powinny zajrzeć na YT i poszukać tego:
    The WALKING WATER Mystery (in SPACE and SLOW MOTION!)

    I dotrwać do samego końca ciekawego skądinąd filmiku o zachowaniach kropel wody, by ujrzeć coś cudownego: reakcję takiej kropli na dźwięki wiolonczeli.
    Harmonia sfer w miniaturze.

    Dla melomanów!

  41. Ale przeczytałam sobie wiersz z tego postu i jakoś mi lepiej. Poezja dziwnie działa na człowieka. Ma najmocniejszy czar, mocniejszy niż ten, który mnie dzisiaj dotknął, najbardziej tajemniczy. Poezja jest potrzebna, oj, jest.
    Pamięta Pani, DUA o tak zwanych ,,ołowianookich”? Poezja jest lekarstwem. Jedynym, oprócz naprawdę dobrej książki. I najskuteczniejszym. Wystarczy jeden krótki wiersz, i w środku coś nagle zaczyna drgać. Wibrować. Kopać. Bić. To serce, przebudzone po wielu latach snu.

  42. Och, Zosiu! Jakże Ci zazdroszczę! U nas tylko plucha (zauważ -nie słota, plucha) i błocko. TAKIEGO listopada akurat nie lubię, Myślę nad poprawą humoru, ale wszystko mnie dziś przytłacza. Pomysł Bożeny fantastyczny. Właściwie to jedna z niewielu dobrych rzeczy dzisiaj. Zawsze staram się myśleć optymistycznie, ale dzisiejszy dzień jest chyba jakiś zaczarowany. Przynajmniej w moich oczach.

  43. Casciolino, na konkursach „W świecie Jeżycjady” nazwę ulicy Roosevelta uczniowie zapisywali na jakieś osiem sposobów :)

  44. KrzysztOfie, fluid! Fantastyczne zdjęcie Ateny nasunęło mi podobny pomysł. Galeria zdjęć książek MM z najróżniejszych zakątków świata, ale również (może jako druga?) takich fotek „niegeograficznych”. Kilka miesięcy temu, zdopingowana akcją Akapitu („Ogólnopolskie czytanie Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz”), wykonałam sobie serię plenerowych fotek Jeżycjady (książki, słońce, ławka, róże, kapelusz :) – potrzebne mi było coś kuszącego na „wejście” prezentacji multimedialnej dla uczniów. Efekt widoczny jeszcze na stronie biblioteki :) Z jaką przyjemnością robiłam te zdjęcia!

  45. Dziekuje Kochani! Ja tez zaczynalam od Kwiatu kalafiora, odkrylam wspolnie z przyjaciolka z klasy. Potem bylo nadrobienie kilku czesci wstecz, a potem „Opium” w Plomyku. I tak dalej. Opowiadalam to juz tutaj, i boje sie, ze z racji wieku lubie sie powtarzac.))
    Ciekawa bylam jak poradza mlode czytelniczki, bo moze one inaczej widza realia epoki:), dla mnie rzeczywistosc z Kwiatu kalafiora byla jak najbardziej naturalna.

    Mamo Isi, bo trasa tego pociagu (bezposredniego) wiedzie dokladnie wzdluz samego jeziora, w pewnym momencie ma sie wrazenie, ze sunie sie po wodzie. Po drugiej stronie ma sie malownicze wzgorza Lavaux, scisle tarasowo zagospodarowane winnicami. Ta czesc krajobrazu, miedzy Lozanna a Vevey, w 2007 roku zostala wpisana na liste swiatowego dziedzictwa naturalnego Unesco. Mozna wyguglowac, jest mnostwo przepieknych zdjec, np na stronie lavaux-unesco.ch.

    A jesli ktos ma ochote i czas, mozna przy okazji zerknac na wpis na jednym z blogow turystycznych „Vevey ostatnie szlaki Sienkiewicza”.

  46. Mnie do czytania Jeżycjady zachęciła siostra – w podstawówce szukałam książek dla nastolatek i ona powiedziała mi o „Kwiecie kalafiora”. Od niego też zaczęłam. Polecam czytanie od początku, a jeśli ze środka, to właśnie od pierwszej powieści z Borejkami ;)
    Ostatnio, kiedy siostra cierpiała na nadmiar czasu i była z lekka unieruchomiona przyniosłam jej mały stosik książek, wśród nich „Pulpecję”. Po lekturze przyznała, że przypomniała sobie co jej się tak podobało w „Kwiecie” – lekkość z jaką opisuje Pani perypetie (miłosne) bohaterek :)
    Casciolino, też tak czytałam ;) A gdy byłam młodsza, to nazwisko wujka Kaczora Donalda czytałam „em ce kwacz” ;)

  47. Dzień dobry!
    Ja także polecam czytanie od pierwszego tomu. Niby nic się nie stanie, gdy zacznie się od innych, ale jakaś przyjemna myśl siedzi w głowie, że to wszystko takie poukładane.
    Też mam anegdotkę.:) Odkąd przeczytałam „Szóstą klepkę” męczyłam (chyba to zbyt delikatne słowo) moją koleżankę, aby także przeczytała. Ona się upierała, że nie lubi takich książek, to nie dla niej itp. Aż tu nagle przyszedł czas kiedy przeczytać musiała-lektura. Pożyczyłam. Któregoś wieczora dostaję SMS-a: ” Zuzia! To jest świetne!!! Kocham Kreskę!!” itp. W życiu się tak nie ucieszyłam. Myślałam, że po tym od razu się weźmie za resztę, ale niestety nie. Do dziś nie przeczytała, ale mówi, że kiedyś przeczyta.
    Aha, to było „Opium”

    Dziś spadł pierwszy śnieg. Zawsze, gdy pada czuję coś takiego niewysłowionego. Takie dziwne uczucie mnie wtedy nawiedza. Przyjemne to.:))

  48. Nie musi być zaraz cynk, na początek wystarczy psalterium. :) Poza tym, mówimy przecież o szlachetnych imitacjach.

  49. Celestyno, moja przygoda z Jeżycjadą zaczęła się od Noelki (prezent na Boże Narodzenie). Potem były Kłamczucha i Kwiat kalafiora (lektury szkolne) i zupełnie przepadłam. Przez jakiś czas byłam totalnie zakochana w Pulpecji oraz Nutrii i Nerwusie (czytałam je na zmianę). Z części nowszych najbardziej polubiłam Imieniny, a potem Kalamburkę. Myślę, że to nieistotne, od której części zacznie się czytanie, Jeżycjady nie można nie pokochać.

    Przy okazji przyznam się do błędu, który popełniałam przed laty, nie mając pojęcia na temat tego, kim był Roosevelt ani jak się wymawia jego nazwisko. Ale może nie jestem jedyną, która za każdym razem odczytywała adres Borejków jako „Rosewelta 5”?

  50. Ha, fluid jak nic, kochany Starosto:)

    Niestety, Sowo P., już swego czasu małżonkowi zawracałam głowę w sprawie cynku. Trzeba by znaleźć kogoś z epoki, kto zdradziłby sekrety wytwarzania tego instrumentu;(
    Sonata Quarta Schmelzera jest po ciacconie, więc słucham jej regularnie.

    Celestyno, fraza „pociągiem jedzie się przyjemniej: brzegiem jeziora, wśród winnic” wywołuje bardzo miłą wizję;) Szczególnie w taki listopadowy wieczór.
    Paweł Bębenek jest bardzo utalentowanym kompozytorem; bardzo to pocieszające, bo niestety w większości współczesna muzyczna twórczość religijna jest – mówiąc delikatnie – nienajlepszej jakości.

  51. Hura, Molu!
    Niewiele rzeczy cieszy mnie bardziej, niż wiadomość, że kogoś zachęciłam do czytania książek.
    Bo widzisz, też jestem molem książkowym.

    Ucieszyłam się naprawdę i dziękuję Ci!

  52. mam jeszcze jedną tym razem nie zabawną historyjkę, ale myślę, że pani się spodoba:
    W podstawówce w naszej klasie była taka dziewczyna, która nigdy nie przeczytała żadnej książki. Pewnego dnia mieliśmy zastępstwo z polonistką i zabrała nas do biblioteki. Wzięłam sobie jedną z części Jeżycjady i którą mało pamiętałam i zaczęłam czytać na głos. Kiedy zadzwonił dzwonek ów(a może ówna?) dziewczyna była tak zainteresowana ciągiem dalszym, że postanowiła ją wypożyczyć. Na następny dzień przyniosła ją przeczytaną. Wypożyczała i wypożyczała kolejne części, a kiedy się skończyły pokazałam jej kilka innych książek, które mogłyby ją zainteresować. Teraz czyta jeszcze więcej niż ja i nawet próbuje sama coś napisać. A wszystko zaczęło się od pani ,,Kwiatu Kalafiora”.

  53. Witam miłą Kreseczkę!:)
    O, to, widzę, jeszcze sporo przed Tobą, jeśli idzie o Jeżycjadę. Bardzo mi miło, że tak chętnie „zjadasz”!

    Tak, Kresko, warto zwracać uwagę na Piękno – jak wiemy, jest ono Kształtem Miłości.
    A tam, gdzie miłość – tam i nadzieja.

  54. Dzięki DUA za nieustanne zwracanie uwagi na piękno wszystkiego! U mnie śnieg leży na dachach i gałęziach drzew. Wiewiórka skacze po gałęzi! Jest pięknie! I świat w dodatku nosi ludzi, którzy wrzucają swoje małe cegiełki do worka z napisem: Jest nadzieja! Do nich należy DUA! Dzięki!

    Pozdrawiam!

    PS. Kolejny tom Jeżycjady zjedzony. Język Trolli. Wkraczam na nieznane wody. Następny tom, nigdy nie czytany.

  55. W dawnej wersji strony prezentowałam kiedyś dwa takie jeżycjadowe zdjęcia od czytelniczek: z dżunglą brazylijską i z krajobrazem Tajlandii w tle.:)

  56. „Opium w rosole” i Góry Skaliste – a może by tak stworzyć kolejną galerię, tym razem okładek Jeżycjady na tle różnych miejsc w Polsce i na świecie?

  57. No! W końcu znalazłam trochę czasu:) Miałam wchodzić systematycznie, ale jakoś mi to nie wychodzi. A więc zapowiedziana wcześniej anegdotka:W podstawówce natknęłam się także na Pani ,,Jeżycjadę”. Czytałam, czytałam, czytałam… aż się nie skończyły tomy dostępne w naszej szkolnej bibliotece. Jednak zamiast czytać nazwisko głównych bohaterów ,,Borejko” to czytałam ,,Bojerko”. Nie duży, to prawda. No ale na plastyce mieliśmy narysować swojego ulubionego bohatera literackiego. Ja narysowałam Gabe i podpisałam imieniem i nazwiskiem. Na następny dzień moja polonistka zwróciła na to uwagę, bo plastyczka to wywiesiła. No to poczekałam aż nikt nie będzie zwracała na mnie uwagi i zerwałam pracę. Naprawdę nie wiem co mnie wtedy opętało!:)
    A tak już co do naszych dziewczynek to też mam bliźniaczkę:)

  58. Iskro -masz rację.
    BeatoV -prawda?
    Babciu Grapciu -ależ nie ma za co!
    Mamo Isi -1. od początku wydawało mi się, że Asia to właśnie taka delikatna romantyczka. 2. powiem to mojemu dziadkowi, na pewno się ucieszy! 3. SowaP. ma rację. Wiem z doświadczenia, że tak naprawdę to żadne bliźniaczki (nawet jednojajowe!) nie są do siebie aż tak podobne, żeby nie móc ich rozpoznać, szczególnie jak się z nimi dłużej pobędzie. Mamy w rodzinie kilka bliźniaków, także zostało to potwierdzone przykładami.
    Celestyno -pani Małgosia ma racje -od Szóstej klepki.
    DUA -Pani sobie nie wyobraża jak się niezmiernie cieszę!

  59. Celestyno, zdecydowanie od początku (tzn. od „Szóstej klepki”). Tu przecież kompletnie nie chodzi o daty.

  60. O, jakie szybkie odpowiedzi:) Dziekuje!!

    Pani Malgorzato, to nie bylo trudne – 14 minut jazdy pociagiem:) Samochod odpadl, bo kierowca byl w niedyspozycji, jednak pociagiem jedzie sie przyjemniej: brzegiem jeziora, wsrod winnic, i szybciej.

  61. Pelna podziwu dla astrofizykow, (gratulacje!) pozostaje w zachwycie nad koliberkiem, mroweczka, roslinka, wiewiorka.
    Jaki ten swiat piekny jest.
    Ja juz sie ciesze na opadniecie lisci z naszych przedokiennych drzew, bo wreszcie zobaczymy coroczne figle wiewiorek. Przychodza tu zawsze zima, na prawie ogoloconych drzewach zostaja jednak duze ilosci nasion, i wiewiorka zywia sie nimi wlasciwie cala zime. Codziennie rano (okna kuchni) mamy duzo uciechy, one sa takie sliczne, malutkie, zwinne. Siedza tak pare godzin, potem gdzies czmychaja do domku.

    Mamo Isi, jakie piekne Panienki! Chcialoby sie pobyc z nimi:)
    Chcialam rowniez pogratulowac Dziadkowi i Tatusiowi panienek wspanialej pracy. Wzruszajace jest, ze wlasnorecznie skrzypeczki wystrugali (przypomnialam sobie opowiesci mojej mamy, najmlodszej z rodzenstwa, ktorej duzo starszy brat strugal zabawki z drewna, podobno byly piekne).

    Posluchalam sobie „Zycie jestes chwila” w wykonaniu Franciszkanow. Jest rowniez do posluchania pod takim tytulem:”Życie jestes chwila – bardzo ładna wersja + tekst w opisie”, udane wykonanie scholi.
    Chcialam tylko dodac, ze autorem muzyki jest nasz krakowski (dobry znajomy) mlody kompozytor muzyki liturgicznej Pawel Bebenek.

  62. Iskro, dziękuję za zdjęcia! Technicznie rzeczywiście z lekka niedoskonałe, ale za to jakież impresjonistyczne efekty uzyskałaś! Jakbym malarstwo oglądała.
    A więc taka zima już u ciebie? O, rety!

    Aha, i zdrowia życzę!

  63. Celestyno, myślę, że najlepszą metodą będzie ta klasyczna; niech zacznie od początku „Jeżycjady”, dojdzie do końca i wtedy się zatrzyma;)

  64. Ja radzę – od początku:) Czyli od 6 klepki, bo „Małomówny” jest jednak dla młodszych.

    Dzięki za ciekawe wieści z Vevey. A więc pojechałaś na obchody, wierna Celestyno! Wspaniale!

    Bożenko, powodzenia!

  65. Dzień dobry!

    Mam tak samo jak Mol Książkowy – nadrabiam duże zaległości, czytając mam ochotę wielokrotnie coś od siebie dodać, a potem tego jest tak dużo, ze nie sposób.
    Nasz listopad jest bardzo mrozny, nie skisly. Zime czuc w powietrzu, choc na drzewach jeszcze brazowo, czerwono i nawet zielono. Deszcze gwaltowne przeszly, pare dni temu spadl snieg w gorach, lezy juz calkiem nisko na wzgorzach, przygladalam sie w drodze do Vevey.
    W niedziele mielismy tu uroczyste obchody stulecia smierci Henryka Sienkiewicza. To tutaj w Vevey zmarl, po bardzo owocnym i pozytecznym zyciu. Dwa ostatnie lata zycia wypelnione byly praca w tzw.Komitecie Veveyskim. W ogrodzie pieknego hotelu, w ktorym mieszkal stoi pomnik pisarza, tam bylo zlozenie kwiatow, pozniej msza swieta w kosciele obok, w ktorym byl pierwotnie pochowany, pozniej sympatyczne spotkanie rodakow, konferencja, przemowienia. Poznalismy tez nowego ambasadora – wzbudza zaufanie, zobaczymy.
    Aha, ale zmierzalam do czegos innego.
    Otoz porozmawialam sobie milo z roznymi ludzmi, m.in. z mloda, sympatyczna dziewczyna, ktora wyrazila chec „przeczytania Musierowicz” (az dziw, ze nie znala, bo z tego co mowicie w wielu szkolach niektore ksiazki DUA sa lektura), zaoferowalam sie, ze pozycze. Mam pytanie do mlodszych czytelniczek: od czego radzilybyscie zaczac czytanie Jezycjady? Od poczatku, czy moze warto zaczac od ktorejs bardziej wspolczesnej czesci?

    Pozdrawiam serdecznie! Reszta potem.

  66. DUA, dziękuję!
    Tańczę z radości :)
    I kto mówi, że listopad nie jest piękny?

    Zgredzie, Twa opinia mnie zaszczyca :)

  67. Dzień dobry wszystkim :)
    Dziękuję, Najmilsza Pisarko :)
    Dziękuję podwójnie Nutrio, bo już raz miłe dla mnie słówko napisałaś :)
    A to nieśmiałe listopadowe słonko… oszronione z rana… Zresztą szarugi też lubię, są takie poetyckie. Ale też kocham barwną, rozsłonecznioną urodę innych miesięcy ;)

  68. Ależ one są zupełnie różne! Sowa P. ma rację. Rodzina raczej zdumiewa się, jak to możliwe, żeby bliźniaczki jednojajowe mogły się tak bardzo różnić;) Mają inne głosiki, inny śmiech, inaczej się ruszają, a w dodatku Zosia jest ekstrawertyczką i żywym srebrem, a Asia introwertyczką i naturą refleksyjną. Widać to nawet w ich uśmiechu.

    Bardzo mi się spodobało, jak to pięknie ujął dziadek Nutrii: mamy „dwa razy więcej do kochania”. To się nazywa prawdziwe bogactwo;)

  69. Dziekuje serdecznie za zdjecie Mamo Isi. Rozplynelam sie nad oniesmielonymi dziewczynkami o slicznych oczkach z pieknymi usmiechami. Cudne. Skrzypeczki sa rozczulajace. Piekny obraz. Majac w domu takie dwie, domyslam sie ze ruchliwe istotki, nie mozna sie smucic. Dzieci daja tyle radosci, wszystkie. Dziekuje.

  70. Urocze są Asia i Zosia :)
    Skrzypce zachwycają starannością wykonania a jednocześnie ich rozmiar mnie rozczula ;)
    Dobranoc!

  71. Listopadowe otulanie się kulturą – dobra rada Babci Gapci. Otulam się nią nieustannie.
    Mamo Isi, a słuchałaś już sonaty quarta Schmelzera? Tam też piękna ciaccona na początku. Chyba sobie włączę, bo nie mogę pozbyć się z głowy „Legendy” Wieniawskiego.

    Rozmarynie, do nas przez kilka lat z rzędu na zimę przylatywał ten sam grubodziób. Od świtu do południa tłukł dziobem w szybę okienną w korytarzu (pewnie widział w niej swoje odbicie). Ależ nas denerwował tym pukaniem! I szybę zarysował, szkodnik jeden. Jednak, gdy kolejnej zimy nie pojawił się, nagle dziwnie zatęskniliśmy za nim…

  72. Już się cieszę in spe na pomysł Bożenki.
    Na pewno jest dobry, nawet jeśli nie będzie można niczego rozwiązywać.

  73. Bożenko (wiad.pryw.)- już potwierdzone, masz zielone światło w sprawie, o którą pytasz, i ode mnie, i od wydawnictwa.
    Życzę powodzenia!

  74. Genialne. Skrzypaczki i skrzypeczki. A czy genialni stolarze umieją zrobić i inne instrumenty? Może bym coś zamówiła…

    Znaczenie rajstopkami? Przecież Zosia i Asia wyraźnie różnią się, to widać gołym okiem.

  75. Fluid KokoszaNel wzgl. Mamy Isi. Tak! Znaczą je rajstopkami!

    Aleksandro (wiad.pryw.)- dziękuję i ściskam serdecznie!

    Nutrio (wiad.pryw.)- Wszystko gra.

  76. Śliczne blondyneczki. Dwulatki, jeśli dobrze pamiętam? Marco (synek Cascioliny) jest nieco młodszy, w Polsce robi furorę czarnymi oczami i oliwkową cerą, w Italii zaś – właśnie blond włosami.

  77. Mamo Isi! Gratuluję uroczych wnuczek! To jest prawdziwe osiągnięcie – udana rodzina.

    Zuziu12! Dziękuję za miłe słowa.

    Chesterko, skąd zainteresowania syna – pytasz. Jak wiele rzeczy w życiu – przypadek. Obserwatorium przyszkolne i dobry nauczyciel. A potem wiele wiele lat ciężkich trudów, żeby osiągnąć to, o czym się marzyło.
    Chociaż ja też zawsze byłam zafascynowana Kosmosem, więc może i przez rodzinną osmozę…

    Sowo P., tak myślałam, że to nie mógł być ciągle ten sam zawisak co roku, ale miło patrzeć na powroty.

  78. Mamo Isi a jak rodzina rozróżnia dziewczynki? Czy znaczycie je rajstopkami? ;) Zawsze mnie zastanawia jak to jest z bliźniakami jednojajowymi. Znam jedną parę sióstr bliźniaczek ale różnią się kolorem włosów, być może się umówiły że Iza robi się zawsze na blond a Anka na rudo.

  79. Jestes sprytna Nutrio! Masz racje- pani Musierowicz nie chce mowic wprost, to trzeba analizowac CHYŁKIEM

  80. Jak dobrze rozumiem DUA.
    Stojąc na przystanku w szczerym polu smagana deszczem i przeszywającym wiatrem nie lubię listopada. Gawędząc z przyjaciółmi przy herbatce w domowym zaciszu łaskawiej spoglądam na ołowiane chmury za oknem- szczególnie nad tortami urodzinowymi. Ale to dotyczy również innych miesięcy. Pluskając się w morskich falach w lipcowym upale jesteśmy raczej zadowoleni, że pogoda nam dopisała. Ten sam upał w miejskich warunkach pracy bez klimatyzacji może spowodować, że zniechęcimy się do tego miesiąca.
    Nutrio- ale to jest piękne, że mamy taką różnorodność pogody i odczuwania jej.
    DOBRANOC wszystkim

  81. Łomatko, jakie słodkie skrzypaczki! Jak z Mandelsztama (tyle że tam była jedna – pasliednij cziudnyj cziort w cwietach). A tu – w lesie.

  82. BeatoV chciałam tylko zwrócić uwagę na jeden taki fragment komentarza pani Małgosi: „PS. Bardzo udany rysunek psa Lucypera!”. Myślę, że to Ci może odrobinkę pomóc, w rozstrzygnięciu konkursu. Pozdrawiam!

  83. Nutrio, to zależy od okoliczności!;)
    A poza tym, łatwo mnie przekonać.

    BeatoV, no widzisz, że Ty widzisz najlepiej. I co więcej: znasz te dzieci.

  84. Dzień dobry!
    Och! Jakie one obydwie urocze. Się uśmiechnęłam od razu. A która to Zosia, a która to Asia???:)))

    Nutko, dziękuję bardzo. Powtórzę za DUA, kochana jesteś!!!

    A przede wszystkim, gratuluję Rozmarynowi! Z całego serca!

  85. Babciu Gapciu, doskonale Cię rozumiem: BARDZO podobny komentarz napisałam pod poprzednim jeszcze wpisie, na który DUA odpowiedziała mi podobnie: że kocha listopad i inne takie… a jednak okazuje się, że nie. Zastanawiające….

  86. Ale jednak (uparcie) GOLYM okiem widac roznice w poziomie.
    Dobrze, nie bede juz DUA meczyc, i tak wystarczy, ze jest siny listopad, co w polaczeniu z naciskajaca nauczycielka to rzecz bardzo meczaca!

  87. BeatoV, zawsze dziękuję losowi, że nie uczynił mnie sędzią.
    Cała szóstka do odznaczenia!

  88. Ach, ach, skrzypeczki śliczne i finezyjne, ale najśliczniejsze i najbardziej zachwycające są same skrzypaczki! Tak się na nie napatrzeć nie mogę i aż się uśmiecham, wbrew skisłemu listopadowi i innym przeciwnościom losu oraz trudom życia. Sam urok! :) A która z nich to Zosia, a która Asia? :)

  89. Babciu Gapciu, dla Ciebie wszystko!
    Niech żyje cudny listopad!!!

    (Dobrze, że mi przypomniałaś te upały, z łatwością zmieniłam front…)

  90. Ojej DUA, no i jak teraz mam wybrnac??
    Werdykt slawnej pisarki, a zwyklej i prostej nauczycielki to jednak nie to samo!!!
    Moze… jednak… jakies zywsze poruszenie serca :)

  91. Dziewczynki rzeczywiście przeurokliwe! A jeśli interesują cię anegdotki, droga pani Małgosiu, z podstawówki o twoich książkach to mam jeszcze coś, ale to już napiszę później, bo nie mam teraz czasu:) Cześć i czołem!

  92. DUA, ale tu się nie zgadzam i trochę się dziwię, że tak Pani nieładnie o listopadzie, pomijając już fakt, że obchodzę w tym miesiącu urodziny i imieniny, że ta wspaniała skrzypaczka, która tak Panią zauroczyła też obchodzi imieniny w tym samym dniu co ja, a patronką naszą jest opiekunka muzyki, to przecież to taki wyjątkowy miesiąc, kiedy można przyhamować, otulić się kulturą, rozmarzyć się etc.; a gdyby nie było listopada tylko słońce i słońce, i takie np. upały z 15. roku, to błagałam o miłosierny listopad, i w ogóle kocham melancholię listopada i nostalgię listopada. Listopad jest po prostu kochany i ma w swojej nazwie nadzieję na dobre wieści… ach…

  93. Bliźniaczki przepiękne! Prawdziwe blondynki! U nas w rodzinie tylko jeden mały blondynek i to jeszcze chłopczyk. (Prawie) równie piękne są skrzypeczki! Soczyste pozdrowienia i wyrazy uznania dla twórcy! Ale należą się równie soczyste dla twórcy cudownego pejzażu!
    PS. Sama mam siostrę bliźniaczkę, więc wiem, jak to jest. Czasem zdjęcia stare przeglądam! „Jakie byłyśmy słodkie!” (myślę nieskromnie), a dziadek to zawsze tak mówi: „Dwie byłyście, to wiadomo -dwa razy więcej problemu. Ale nikt się nie martwił, tylko się cieszyliśmy, że dwa razy więcej do kochania”. Pani pewnie tez tak ma.

  94. W imieniu Isiątek bardzo dziękuję za uznanie:)
    Wzajemnie wszystkich z całego serca pozdrawiam i sama się sobie zazdroszczę;) Dobrze jest być babcią.

  95. Cześć i czołem, kochana Babciu Gapciu!:)

    Zośko (wiad.pryw.)- dziękuję, moja droga! Będzie jak znalazł na kolejny wpis antyskisłolistopadowy.

    Iskro, mnie też za takimi tęskno.

  96. Asia i Zosia ze skrzypcami sa cudowne! Sliczne Dziewczyneczki i piekne zdjecie.

    Gratulacje dla tworcy (tworcow?) instrumentow „na miare”. Jakie precyzyjne!

  97. A, dziadunio Bogumił autorem, jak najbardziej. I rzeczywiście akurat pejzaż listopadowy. Jak tylko się pojawi, przekażę mu wyrazy uznania z takich ust; będzie uszczęśliwiony:)
    Isiątka były nieco speszone pozowaniem, więc grają mniej zamaszyście, niż zazwyczaj.

    Sowo P., wciąż chodzi za mną ciaccona Schmelzera; bardzo to kojąca rzecz. A wiersz jesienny Małgorzaty Strzałkowskiej niezmiernie urokliwy;)

  98. Cudowne dziewczątka, i wszystko tu jest cudowne, i wszyscy, cały lud księgi z zarządem i Starostą na czele. Cześć i czołem! :)

  99. Mamo Isi – rozczulające to zdjęcie.
    Jak ja się stęskniłam za takimi maluchami!
    Skrzypeczki i skrzypaczki cudne!
    Och. Chciałoby mieć znowu takie przedszkole muzyczne w domu. Kiedy iskierki zjeżdżają się do domu, wkracza granie i dyskusje akademickie. Ale jak już się kiedyś doczekam wnucząt to wiem gdzie szukać wsparcia i rad. Oczywiście u DUA i takich księgowych babć jak Ty. Przesyłam moc słonecznych uśmiechów

  100. Mamo Isi, ale slodziutkie te Twoje Wnuczki! Edukacja muzyczna od wczesnych lat nie pójdzie na marne. A drewniane skrzypeczki to istne dzieło sztuki, pochwała dla ich wykonawców!

  101. Dzien dobry.Mamo Isi przecudne wprost masz wnuczki!Gratulacje.Och jak ja Kocham Dzieci -wszystkie.

  102. Paczko Chusteczek, bardzo, ale to bardzo dziękuję Ci za Twój wpis i miłe słowa!
    Dzień listopadowy, tak ponury, że aż musiałam upiec cytrynowy keks – a tu nagle Twoja słoneczna zachęta do pracy!
    Dobra, to posłusznie siadam i piszę! Żebyś wiedziała!

  103. O, bardzo proszę: zdjęcie skrzypaczek i skrzypeczek, nadesłane przez Mamę Isi, znajduje się już w PS2 pod wpisem. Proszę oglądać i się zachwycać!

  104. Ach, jasne! Poprawka do „rad”.
    A już myślałam, że zaginął jakiś wpis.

    Beato V, obejrzałam wystawkę i wszystkie prace są na jednakim (dobrym) poziomie! Trudno wybrać zwycięzcę!
    A w dodatku byłby to niesprawiedliwy (jak zawsze) werdykt.
    Więc ja tylko przesyłam uśmiech Twojej miłej klasie, autorom rysunków dziękuję i ściskam ich serdecznie, a Tobie zostawiam trudną rolę sędziego. Na pewno znajdziesz salomonowe rozwiązanie!

    PS. Bardzo udany portrecik psa Lucypera!!!

  105. Otz, poprawka do czego?:))) Bo nic nie widzę.

    BeatoV, wiadomość odebrałam. Zaraz obejrzę i się odezwę.

    Mamo Isi, śliczne zdjęcie dotarło. Dziękuję! chyba jeszcze wrzucę jako drugie PS pod wpis.

  106. Mamo Isi, ależ poznałam się na sarkazmie. Ale grunt to optymizm. Muzyczne przedszkole domowe, to jest to.

    Rozmarynie, zdaje się, że motyle żyją dwa, góra trzy tygodnie. Przynajmniej tak nam powiedziano w motylarium, które odwiedziliśmy latem.

  107. z tym Szekspirem to oczywiście żartowałam:) ha ha! a co do historyjki to sama się śmieję jak ją wspominam!

  108. Przebóg, Molu Ksiażkowy!
    Do Szekspira to jeszcze nikt mnie nie porównał. Dobrze, że mam poczucie humoru i dystans do siebie, jeszcze by mi odbiło.

    He, he,ładna historyjka o pani nauczycielce i Frywolitkach! Ubawiłam się.

  109. Rozmarynie, mam nadzieję, że Fryderyk Schoppe był w gronie tych odkrywców? (Choć to może pytanie do DUA?). Wielkie gratulacje! W jakim ja towarzystwie tu się obracam, na Jowisza! Jeśli można zapytać, skad takie zainteresowania syna?
    Ateno, zdjęcie zachwycajace! Jak udało Ci się złapać to mgnienie skrzydeł?
    Pozdrawiam z pachnacej zupa dyniowa gdańskiej kuchni!

  110. Ach! Miałam przeczytać ostatnie 2 dni i przychodzić już systematycznie, a zanim się do tego zabrałam przyszło jakieś 50 przemyśleń, nowy post, i jeszcze do niego 100 nowych przemyśleń.:) Dlaczego nic mi się nigdy nie udaje?;)
    A swoją drogą to przypominałam sobie przez ten czas ,Jeżycjadę”. Zaczęłam od ,,Małomównego” i jestem teraz na ,,Opium”. Napisała pani, pani Gosiu, że Szekspir był geniuszem (posługując się ustami głównego bohatera) min. dlatego że na każdą okazję znajdzie się nowy cytat. W pewnym sensie u pani też tak jest. A gdzie? No np. we ,,Frywolitkach”. Pamiętam jak jeszcze chodziłam do podstawówki i pisaliśmy wypracowanie na lekcji. Klasówkę. Oddałam kartkę jako jedna z pierwszych, więc wyjęłam ,,Frywolitki”, które zawsze miałam przy sobie, i oddałam się nieskończonej przyjemności czytania. Pani od polskiego coś do mnie mówiła, ale tak się zaczytałam, że nawet jej nie słyszałam. Nauczycielka ciekawa co mnie tak wciągnęło zabrała mi książkę, otworzyła na dowolnej stronie i czytała, czytała, czytała… ja się niecierpliwiłam, ale nie przerywałam jej. Dobrze wiedziałam jak to jest. Kiedy już wszyscy oddali klasówki a ona się w końcu ocknęła zapytała nas ,, I jak wam poszła klasówka?” a większość na to z ponurymi minami: ,,źle” no to ona z najniewinniejszą na świecie miną przeczytała nam fragment ,,F”, który się zaczynał mniej-więcej tak: Dawno temu (…) każdy uczeń potrafił napisać wypracowanie…” To tylko jeden przykład ale mogłabym ich podać więcej, zresztą wy pewnie też, do czego gorąco zachęcam!

  111. Rozmarynie! Bardzo proszę złożyć gratulacje synowi (a może i całej „gromadzie”?) za Odkrycie. Nazwa rzeczywiście bardzo piękna. Kłaniam się nisko.:)
    Nini, DUA się chyba nie odmienia. W końcu to skrót.

  112. Witajcie w deszczowy poranek!
    Piękne zdjęcia kolorowych ptaszków, a jeszcze ładniejszy widok na Góry Skaliste i „Opium w rosole” na pierwszym planie ( u mnie na półce najbardziej zużyty stary egzemplarz „Kwiatu kalafiora”).
    Dzięki Ateno za tak piękne krajobrazy, którymi się z nami dzielisz.
    Rozmarynie, gratuluję Takiego Syna!

  113. Dzień dobry.
    Dawno tu nie zaglądałam, nie mam nawet czasu, żeby przejrzeć wszystkie komentarze (ale nadrobię…!).
    Chciałam tylko Pani napisać, jak się wzruszyłam czytając dzisiaj list Gabrysi do Idy. Ten o małym Tygrysiątku. I o Ignasiu. I o Józinku. Zapoznaję z Jeżycjadą kolejne koleżanki (kolejne szczęściary, które mają to wszystko przed sobą!), przy okazji zaglądając do kolejnych tomów. Dzisiaj miałam mieć w planie dużo do zrobienia, ale niestety, albo stety, nie było prądu. Więc ani piekarnik ciasta nie upiecze, ani komputer nie wciągnie. W pełni usprawiedliwiona z radością sięgnęłam po Feblika, jakbym nigdy wcześniej tego nie czytała. I faktycznie, za każdym razem znajduję coś innego.
    Tym razem to: radość z Nowego Życia. Radość z Młodości. Radość z Miłości, która jest wszędzie. Radość z Nadziei.
    I z tego, że życie jest piękne.
    Li i jedynie!
    dziękuję bardzo i po stokroć i jak najserdeczniej!

  114. O pani Rentgenowej wiadomo niewiele, znana jest bardziej z ręki niż z twarzy. Proszę pamiętać, że szkodliwość promieniowania zaobserwowano dopiero wiele lat później, bodajże w Hamburgu jest pomnik ofiar promieniowania. Z ciekawostek M. Skłodowska-Curie wraz z córką były pionierkami radiologii „mobilnej” na frontach I wojny światowej. „Maria stworzyła pomocniczy zakład radiologii we francuskiej wojskowej służbie medycznej, zbierając duże sumy na pojazdy — tzw. „małe Curie” (ryc. 11) oraz na sprzęt rentgenowski do wyposażenia szpitali. Wraz z córką Irène (1897–1956) wielokrotnie odwiedzała front.” – to ze strony viamedica – można zobaczyć tam Marię za kierownicą małej Curie.

  115. Mamo Isi, Bożeno, dziękuję!

    I tak od kolibrów do Roentgena.
    I Marii Curie-Skłodowskiej, która niestety odczuła na sobie złe skutki eksperymentów z radem. Ale był czas, kiedy ludzie szaleli na punkcie radu i jego „cudownych właściwości”. Wierzono, że noszenie grudki radu w kieszeni daje zdrowie, organizowano spektakle „radowe” itp. To był szał radowy, bo nie znano jeszcze efektów zbyt długiego kontaktu z tym pierwiastkiem. Ale przecież małe dawki radu ratują zdrowie i życie wielu ludzi na świecie. Pierwiastek „oswojono”.
    Przepraszam za moją logorreę (a raczej „scriptoreę”?), ale siedzę przy tłumaczeniu nudnych tekstów prawnych i Wy mnie ratujecie.

  116. Bardzo ciekawe!

    KokoszaNel, dziękuję za tę wiadomość dzisiejszą.(Aha! Urodziny Marii Skłodowskiej!)

    Pani Roentgenowa była albo bardzo ofiarna, albo bardzo sterroryzowana. Siedem kwadransów naświetlania!
    Ciekawa jestem, czy wiadomo coś o dalszych jej losach, o jej zdrowiu etc?

    Cóż, prawdziwy odkrywca, stwierdzam karcąco, napromieniowałby własną rękę.

    A polscy naukowcy – chapeau bas!

  117. Dziś światowy Dzień Radiologii. Dokładnie 121 lat temu Wilhelm Konrad Roentgen wykonał pierwsze zdjęcie z u użyciem promieni przenikających materię, które później nazwano jego nazwiskiem. Na zdjęciu uwiecznił prawą rękę jego szanownej małżonki Berty. Można sobie wygooglowac portret tego brodatego pana oraz portret ręki jego żony. Wilhelm musiał spiesznie opublikować swoje odkrycie (gdyż nie był jedyny w badaniach, a świetnie zdawał sobie sprawę przełomowości odkrycia), co udało mu się dwa miesiące później na łamach die Presse. A w Polsce? Polscy naukowcy bardzo szybko podjęli wyzwanie, Karol Olszewski (tak, tak – ten od skroplenia tlenu) i współpracownicy na podstawie doniesień z die Presse sami zbudowali prymitywny aparat rentgenowski i wykonali m. in. zdjęcie metalowego przycisku do papieru w kształcie jaszczurki. Pierwsze kliniczne zdjęcie RTG w Polsce wykonano na zlecenie prof. chirurgii Alfreda Obalińskiego, dr Estreicher -asystent prof. Wróblewskiego tak opisuje to wydarzenie: „zdjęcie trwało siedem kwadransów; ręka nieszczęśliwego objektu (experimentum in anima viti) była za pomocą opasek z blachy przyśrubowana do stołu i w ten sposób unieruchomiona.” Szerzej o pionierach polskiej radiologii na stronie Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie (Zakład Diagnostyki Obrazowej).

  118. Maleństwa mają przedszkole, a nawet żłobek muzyczny w domu;) A podchodzą entuzjastycznie do każdego nowego instrumentu, tak więc trudno powiedzieć, który (jeżeli) wybiorą. Zobaczymy, ale i tak nie wcześniej, niż za kilka lat.

  119. Wyznaję, że ten mój entuzjazm listopadowy był mocno sarkastyczny;) Wolałabym, żeby – skoro jakiś miesiąc musi trwać pół roku – był to np. maj.

  120. Rozmarynie, gratulacje na ręce potomka! A jak gromada odkrywców nazwała tę podgromadę w gwiazdozbiorze Vela?

  121. Rozmarynie, dołączam się do gratulacji dla Ciebie i wspaniałych astrofizyków!

    „Tam musi być jak we śnie albo jak w baśni” (Fryderyk Schoppe)

  122. Jeszcze o kolibropodobnych stworzeniach czyli zawisakach. Jeden z nich (pytanie do entomologów: czy to może być ten sam co roku?) przylatuje czasami latem nad moje różowe floksy przy „działkowym” letnim domku. Jest naprawdę duży jak na owada i macha strasznie szybko skrzydełkami. W tym roku nie zauważyłam i było mi przykro.
    A teraz już jesień i trzeba czekać do następnego lata!
    Ale to nic, dziś piękne słońce w mojej Łodzi/łodzi, więc płyńmy z uśmiechem na ustach!

  123. Witam wszystkie poranne ptaszki!
    Mamo Kniżki, ateno, dziękuję za gratulacje. Rosnę z dumy, choć mój wkład bezpośredni polega obecnie na wspieraniu i zainteresowaniu. Może to też jest ważne?

    Sowo P., pytasz, jakie znaczenie może mieć dla naszej pozycji we Wszechświecie odkrycie nowej supergromady galaktyk. Dla nauki na pewno ma znaczenie, jak każde nowe odkrycie – o skutkach dowiemy się za jakiś czas albo się nie dowiemy (wiedza zarezerwowana dla specjalistów). Moim zdaniem zainteresowanego laika: dla człowieka, który postrzega siebie jako centrum wszechświata, taka wiedza nie zmienia niczego, ale dla takiego, który jest świadomy swojej znikomości wobec ogromu Naszego Wszechświata – każde odkrycie miliardów innych światów i potencjalnych innych planet podobnych do Ziemi może diametralnie zmienić stosunek do wszystkiego. Nie rozstrzyga to kwestii podstawowych (istnienia Siły Wyższej czy Jej braku) – wśród kosmologów (kosmologia – część astronomii zajmująca się wielkoskalową strukturą wszechświata i jego historią) są zarówno agnostycy, jak i ludzie wiary (choćby ksiądz profesor Michał Heller).

  124. Dzień dobry!
    Dziś pięknie słoneczko od świtu świeci, hura!
    Bardzo dziękuję za wytropienie fruczaka gołąbka, jak tak się przypatruję na zdjęciach mojej Mamy, to wydaje mi się podobny. Zaraz podzielę się z Mamą odkryciem Księgowych – wszak widziała go na własne oczy :)

    Rozmarynie, wielkie gratulacje dla Ciebie i Supergromady :)

  125. DUA ja tez sobie wyobrazilam wyssane nietoperze. Brrr
    Dziekuje wszystkim za mile slowa.
    Furczak golabek, ucieszyl mnie bardzo.
    Wiewiorki, zbojnickie ptaszydla, bede sie zanosila smiechem usypiajac.
    Nini, to nie moj garbusek, ale milo sie wkomponowal.

  126. Wiadmomo, nie wiadomo, sporo rodziców nie potrafi wytrzymać z nauką instrumentu tyle czasu. Świadomość, że wcześnie podjęta nauka daje dobre owoce wpędza ich w przekonanie, że trzecie urodziny dziecka to już ostatni dzwonek na rozpoczęcie solidnej nauki. Znam przypadki!

    Rozmarynie, gratuluję! Czy to odkrycie zmienia jakoś znacząco naszą dotychczasową pozycję we wszechświecie? Takie pytanie astrofizycznego laika.

    Na dobranoc wierszyk Małgorzaty Strzałkowskiej, napisany specjalnie dla jesieniolubów pokroju mamy Isi. Cytowałam go już tutaj w zeszłym roku (przepraszam, że się powtarzam):

    Zielony, żółty, rudy, brązowy –
    jesień uderza mi do głowy!
    Z radością witam jesienne chłody
    i rynny pełne spienionej wody!
    Z radością witam jesienne pluchy,
    jesienne wichry i zawieruchy!
    Nareszcie jesień! Nareszcie słota!
    Strumienie deszczu i góry błota,
    długie wieczory, kasztany, chmury,
    żołędzie, liście, mgły i kaptury!
    Wyciągam z szafy stos rękawiczek,
    kalosze, beret, ciepły szaliczek
    i skacząc sobie poprzez kałuże,
    pędzę przywitać jesienne burze!
    Zielony, żółty, rudy, brązowy –
    jesień uderza mi do głowy!

  127. Nutko, nini chciałaby się z Tobą skontaktować w sprawie cudnych zdjęć Twoich. Czy jest szansa, że mogłabyś zostawić DUA, swój adres?

  128. I jeszcze tak na dobranoc, w klimacie skrzypiec (i muzyki… nowoczesnej?) – ostatnio poznałam twórczość Lindsey Stirling. Jakoś szczególnie podoba mi się „Master of Tides”. Czy ktoś jeszcze może zna?
    Dobranoc, Księgowi!

  129. Na dobranoc dziękuję Wam wszystkim: Nutko, Iskro, Zgredzie, Kris! Idę śnić, że wyruszam w podróż do supergromady w gwiazdozbiorze Vela (czyli Żagiel)…

  130. Rozmarynie, kosmiczne gratulacje!!! :o)

    Ateno, podziękowania za te małe cuda (wielkości ogniwa łańcucha, jeśli mnie wzrok nie myli?)!!!

    Nutko, gratuluję mikrokosmicznych zdjęć!!! :o)

  131. Zajrzałam tu po ciężkiej pracy i mój wiewiórczy zbójnicki dziób roześmiał się od ucha do ucha :D

  132. Pochwalone niech beda ptaki! Dziekuje za Wpis, koliberki, piekne zdjecia (brawo, Ateno!), wiersz…

  133. Rozmarynie, gratulacje dla Syna i dla Ciebie! Co za fascynujace odkrycie.

    A jaka cudna historyjka o malych Skrzypaczkach! Usmiecham sie do nich. :)

  134. Dziękuję, DUA! Dziękuję, Jadziu, w imieniu Astrofizyków! Supergromada to jest dopiero coś! Ileś tam (10 do którejś potęgi) mas Słońca!

    Nini, Sowo P., nie zakonotowałam polskiego Tuwimowskiego kontekstu. Ale miło wywołać reakcję i dyskusję, nawet w kwestii beija-florów!

  135. Chylę czoła przed Rozmarynem. Jakże szczęśliwe musi być serce matki widzące jak dziecko nie tylko nie marnuje życia i talentów, ale wręcz przekracza horyzonty.
    GRATULACJE!

  136. Czyli Supergromada odkryła supergromadę? Super! Serdeczne gratulacje!
    DUA, chyba się rumienię… :)

  137. A więc mamy nową supergromadę!
    O, ludziska, że tak powiem w zachwycie.

    Tak, Rozmarynie, to są dla matki piękne chwile, rozumiem Cię!

    Nutko, jesteś kochana.:)

  138. Dobry wieczór!
    Baaaaaardzo podoba mi się, Ateno, zdjęcie z Górami Skalistymi i tym cudnie niebieskim niebem. Aż oczy odpoczywają od patrzenia na nie.
    Miło jest wpaść na Stronę się pokrzepić.

    Zuziu droga! (miałam odpisać już wcześniej, ale trochę ziemi nie tykam w pośpiechu) Czy ja dobrze widzę pod poprzednim wpisem?! „Co sobie Nutka pomyśli”? Przecież jestem Twoją księgową koleżanką. :) Chemia a sprawdziany z chemii to dwie różne rzeczy. Kochana, powiem Ci: uszy do góry i uśmiech na buzię. Nikt nie umiał chemii dopóki się jej nie nauczył (mądra reguła z zastosowaniem w wielu dziedzinach). Wszystko przed Tobą! A jeżeli to nie Twoja działka, to o wiele mądrzejsze rady – od tych jakie ja mogę wymyślić – już padły.
    Zawsze można się pocieszyć, że współczesny przyrost wiedzy jest tak ogromny, że nie sposób zostać człowiekiem renesansu. :)
    Ukłony!
    Nutka

  139. A więc cytuję, Rozmarynie, za Twoim pozwoleniem:

    (teraz prywatnie)Droga Pani Małgorzato! Chciałabym się z Panią podzielić, jak z przyjacielem, moją dumą (jedną z wielu dum): mój syn astrofizyk wraz z kilkoma koleżankami i kolegami astrofizykami (wielu narodowości i rozrzuconymi po całym świecie) odkryli nową supergromadę (czyli wielkie skupisko galaktyk) mieszczące się za Drogą Mleczną i bardzo trudne do obserwacji właśnie z powodu tego położenia. Kosztowało to wiele lat pracy, żmudnych obliczeń i wiary, że się nie mylą. Udało się.

  140. Dobry wieczór Pani Małgosiu i Księgowi! :o)
    Ech, natura! Nieogarniona..
    Rozmarynie, po portugalsku tak, ale poeta odmienił sobie beija-flor po polsku.. dlatego w tekście jest „beija-florów”. ;o)
    Zaintrygowana, obejrzałam sobie portugalską wikipedię i określeń na kolibry jest całe mnóstwo, m.in. ssący miód, ale ten z motywem całowania kwiatków zdecydowanie najładniejszy i najbardziej poetycki.

  141. Tragedia. Poprawny polski język upada. Nawet w książkach dla dzieci.
    Jakieś półgodziny temu czytałam młodszej siostrze książkę, o tytule, którego z litości nie wymienię. W książce było napisane tak (cytuję): ,,Nareszcie pokonał tremę i jak rozsunęła się kurtyna, powiedział cały tekst bez tremy” (!!!). Śmiechu warte! A taka jest prawda. Niestety, w tym nie znajduję już żadnych plusów.
    PS. W cytacie warto zwrócić uwagę nie tylko na powtórzenie, ale także na to słowo JAK.

  142. Ależ wiadomo, że sama gra na instrumencie to najwcześniej od 6 lat ale zabawa umuzykalniająca może być dużo wcześniej. Wszystkie moje sześcioro iskierek rozpoczęło naukę gry na wybranych przez siebie ( naprawdę to było spelnianie ich marzeń) instrumentach w wieku 6 lat na indywidualnych zajęciach i to było dobre. Niestety niebezpieczeństwo skrzywienia kręgosłupa dotyczy wielu instrumentów.
    Póki co śpiewajmy z dziateczkami ile się da!

  143. To dobrze, DUA. Moje dziecko każe sobie ciągle nastawiać w komputerze grającego pana Okamoto. Nie wolno nam włączać nikogo innego.

    Rozmarynie, wymądrzę się, a co: beija-flor w liczbie pojedynczej, beija-flores w mnogiej. Tuwimowska liczba mnoga to beija-flory, a jej dopełniacz – beija-florów. :)

  144. W naszym przedszkolu muzycznym wiedziano o tym, Sowo. Uczono dzieci śpiewać, tańczyć, bawić się przy muzyce.
    Nauka gry na instrumentach odbywała się w tym samym Ognisku Muzycznym, ale pod osobistą pieczą pedagogów- muzyków. Tak, od 7 lat wzwyż.

  145. Jeżycjada w twardej okładce i zszywana, to moje marzenie. Te starsze wydania rozpadały się bardzo szybko.

  146. Ma rację Iskra, ma. Ale ja bym na naukę gry na skrzypcach nie rzucała się za wcześnie, 6-7 lat to naprawdę wystarczający wiek, żeby zacząć. Szczególnie, że od skrzypiec krzywi się kręgosłup. Co do przedszkoli muzycznych – są świetne, żeby dzieci umuzykalnić, nauczyć śpiewać i wyrobić poczucie rytmu, ale z nauką gry na instrumencie bywa różnie (zależy od przedszkola). Zdarza się, że nauczyciele niespecjalnie przykałdają się do nauki techniki gry (mają na głowie sporo maluchów) i potem złe nawyki w postawie dzieci koryguje się latami.

  147. Wydatki instrumentalne są niestety naprawdę duże -kupowałam synowi dwa akordeony.Ale wypożyczanie na początku to świetny pomysł.

  148. Iskra ma rację, widzę na Allegro, że są małe skrzypeczki do wypożyczenia.
    Ale pomyślcie o przedszkolu muzycznym, mamo Isi! Nasze dzieci, cała czwórka, chodziły do takiego (w Pałacu Kultury) i naprawdę były efekty!

    Iskro, przesyłam uściski!

  149. Rozmarynie, cóż za romantyczna a zarazem naukowa wiadomość prywatna! Czy jednak nie mogłabym jej pokazać?
    Jest czym się pochwalić!
    Gratulacje dla wiadomo kogo!

  150. A ja myślałam, że mysikróliki, to dość powszechne leśne ptaszki, bo one lubią drzewa iglaste. Muszę sprawdzić
    jakie tereny w Polsce zamieszkują :)

    Ale już wiem na pewno , żem widziała fruczaka, tylko sądziłam, że to jakaś przerośnięta ćma i nawet spoglądałam na niego z lekką obawą, bo tak jakoś złowieszczo bzyczał ;)

  151. Nie wyleczyłam się z nałogu podczytywania Was i ostatkiem sił powstrzymywałam się, żeby swoich paru groszy nie dodać. Pod nowym wpisem jednak udzieliłam sobie dyspensy. Ptaszki pokrzepiające ale z wiersza przykleiły się do mnie te mniej optymistyczne fragmenty, więc pominę tę kwestię.
    Mamo Isi- skrzypeczki dopóki nie są normalnej wielkości najlepiej pożyczać lub wypożyczać w jakimś przedszkolu muzycznym ( najlepiej razem z lekcjami). Moja iskierka grająca na tym instrumencie tak szybko wyrastała z jednego rozmiaru instrumentu na następny, że chwilką wydaje się czas kiedy trzeba było nabyć jej całe, lutnicze skrzypce. Niestety już chyba zacznij wrzucać do dwóch świnek złotóweczki bo zakupienie takich dwóch to ogromny wydatek.
    Jeszcze tylko o bojowych srokach i znikam. Tydzień temu śledziliśmy z mężem jak dwie sroki atakowały kunę leśną przyczajoną na naszej brzozie. Żeby nie nasz pies, który się wtrącił do awantury zadziobałyby ją.

    Ps.Moje egzemplarze Jeżycjady już się rozpadają. Szkoda,że nie ma zszywanych w twardych okładkach.

    Panią Małgorzatę i wszystkich księgowych gorąco pozdrawiam

  152. Dobry wieczór!
    To, co widziała Mama Kniżki, to był zapewne zawisak, bo na półkuli wschodniej kolibry nie występują. A łatwo pomylić! Moje dzieci (syn i córka) kilkanaście lat temu zwiedzające Krym (już wtedy dorośli) też spotkały coś podobnego „na stepach Akermanu” i dokładnie sprawdziły, czy to mógł być koliber. Ponoć niemożliwe…
    Aha, jeszcze co do kolibrów po portugalsku – to chyba „beija-flores”?
    DUA, bardzo dziękuję za Gałczyńskiego. To jeden z moich ukochanych poetów.

  153. Ha! To się nazywa szybki obieg informacji!
    Casciolina migiem nadesłała nam zdjęcie motyla fruczaka. Już można je oglądać w aktualnościach, pod wpisem!
    Dzięki, nasz mezzosopranie!

  154. Ja w piątek jadę na Ślęże i pewnie zabiorę ze sobą kilka części jeżycjady, bo uwielbiam zabierać ze sobą ulubione książki. U mnie kwiat kalafiora i idą sierpniowa są zaczytane, ale jeszcze się trzymają.

  155. Piętaszku!
    Chciałabym, żeby i do mnie mysikrólik przyleciał. Albo i dwa.

    Mamo Isi, tak jest, brawo, oto mi pozytywne nastawienie do listopada!

    Chesterko, zainteresował mnie Twój komentarz, z powodu nieznanej mi działalności sikorek, ale szczególnie ze względu na nietoperzową krainę przodków. Zaraz ją sobie zaczęłam wyobrażać. Nie, nie podzielę się z wami tą wizją (tak, wyobraziłam sobie odtłuszczone).

  156. Moja Jeżycjada wyczytana do niemożliwości.Aż się ostatnio zastanawiałam ,czy nie zakupić nowych egzemplarzy, bo „Kwiat kalafiora”,”Kłamczuchę”i „Opium” mam jeszcze stareńkie, z Naszej Księgarni”.
    Mamo Isi,a pamiętasz sznureczki z fistaszkami z zeszłego roku,co to nasze ptaszki nie wiedziały co z nimi robić?
    P.S.Też od razu pomyślałam o zdjęciu skrzypeczek,ale nie chciałam robić kłopotu .Atenie było zręczniej.:)

  157. Na wypadek , gdyby mój wpis gdzieś wcięło, to powiem w skrócie, że dziękuję Atenie i DUA za koliberki,
    na widok których żem się uśmiechnęła od ucha do ucha. A u nas w „stumilowym” lesie, najmniejsze ptaszki,
    to mysikróliki, które to istotki niewielkie (ważą zaledwie 5g), starają się jak mogą, aby umilić nam zimowe
    spacery i pięknie śpiewają – wydają dźwięk dzwoneczków. Niezwykłe jest to, iż mimo swych miniaturowych
    rozmiarów są tak odporne na mróz. A więc pamiętajmy i o nich.

    Mam to samo wydanie „Gieniusi” i równie przyjemnie wygląda. Chyba do niej zajrzę. A poza tym ( z tej racji,
    że listopad) u mnie jak zwykle o tej porze – Jane Eyre.
    A teraz wyjrzę przez okno, może jaki potrzeszcz przyleci ?

  158. Też uwielbiam to zimne, klejące się do butów błocko, które psy wnoszą kilogramami na pokoje. Te lodowate strugi deszczu, które zawsze choć portki zamoczą. Tę całodniową, ponurą szarość za oknami i to przy dniach tak krótkich! Te ranne przymrozki, które warzą ostatnie pączki dzielnych kwiatków w ogrodzie. Te zachwycająco wysokie rachunki za ogrzewanie. Te przemiłe katary idące jak lawina przez całą rodzinę.
    I jakby było tego mało, ten cudowny miesiąc trwa najmarniej przez pół roku.

  159. Nie dość, że przerobiłam Wójta na ptaszydło, to jeszcze imputuję mu zbójnickie obyczaje! Przepraszam, Wójciku!
    Pozwalam sobie zwalić to faux pas na ciśnienie atmosferyczne, które jak stanęło na godzinie dziesiątej, tak ani drgnie.

  160. Cóż, w przyrodzie mało jest niewiniatek. Taka sikoreczka potrafi nietoperzowi w hibernacji wyssać tłuszcz i biedak odchodzi do krainy przodków. Więc lepiej dokarmiajmy je, żeby nie miały pokus.

  161. Och, kiedy ja i słoninkę, i słonecznik, i dynię, i jeszcze jakieś mieszadełka, dziwne takie… Po prostu wymyślam aż miło! Ale u nas w okolicy nie ma chyba dużo pięknych ptaków. Czasem się trafi jakiś ładny, ale to trzeba dużo wypatrywać, przypatrywać się, żeby uchwycić akurat ten moment, co to jaki ciekawszy przyleci. Ale nie godzi się tak zaskarżać i smucić, powiem więc, że za to mam większą radość jak go zobaczę i pretekst oczywiście, żeby się częściej karmnikowi przyglądać.

  162. Aha, Nutrio! Jak chcesz mieć w karmniku śliczne ptaszki, to nasyp im smakołyków. Do słoninki na pewno przyjdą sikorki, do pestek dyni – grubodzioby, do kawałeczków jabłka czy żurawin suszonych przylecą kwiczoły, a na słonecznikowe pestki rzucą się wszyscy goście.

  163. I ja ją lubię, Nutrio!- tę skisłość listopadową.
    Wszystko właściwie lubię, jak Pulpa.:)

    Mamo Isi, masz rację, zwłaszcza wiewiórki są zbójnickimi ptaszydłami.

  164. Och, ostatnio jestem tak zajęta, że nawet nie zdążyłam podziękować za nowy wpis! Co do skrzypeczek: ja również chętnie je zobaczę!!!
    Pani nie lubi listopadowej słoty? Naprawdę? Ja kocham! Można sobie siąść w weekendy z całą rodziną, przy kominku, pod kocykiem… I sobie rozmawiać oraz oczywiście POŚPIEWAĆ! …Pomarzyć o świętach… Pochodzić w kaloszkach po mokrej trawce… Pójść na urodziny do jednej z koleżanek … W listopadzie można robić WSZYSTKO! Już nie będę wymieniała dalej, bo nawet te kilka przykładów świadczy o tym, że listopad jest jednak miły. Tymczasem przykładów jest nieskończoność! SERIO!

  165. Mamo Isi, wpisz tu prywatnie swój adres mailowy, Adminki się odezwą. Bardzo chętnie ujrzymy te skrzypeczki.

    Bożenko, takie troskliwie oszczędzane egzemplarze też autorkę muszą radować!
    Sroki? Zbóje! Widziałam ci ja, co potrafią zrobić z pisklątkami sikorek, rujnują nie tylko ptasie gniazda, ale zapuszczają łapę (dziób?) w budki lęgowe!

  166. O, wszyscy święci! Zaraz lecę, lecę fotografować skrzypeczki! Jak tylko Isiątka wrócą ze spacerku po bulwarze, a pani rehabilitantka skończy dzisiejsze ćwiczenia. Ale na jaki mail zdjęcia przesłać?
    Prawdę mówiąc po entuzjastycznym przyjęciu skrzypeczek-zabaweczek przez bliźniaczki, zajrzałyśmy z Isią na allegro, żeby zobaczyć, ile kosztują prawdziwe skrzypeczki w wymiarze 1/32. Niestety, dużo kosztują, za dużo, szczególnie jeśli pomnożyć to przez dwa. Nie ma letko.
    Chociaż całkiem niedawno w ciucholandku dorwałam dwa flety proste za grosze. Może kiedyś rzucą dwie pary skrzypiec 1/32;)))

  167. I znowu świetne zdjęcia Ateny! Tylko nagle spłoszyłam się, że nasze domowe egzemplarze Jeżycjady (wyczytane przez całą naszą czwórkę i sporo Krewnych i Znajomych Królika) są zbyt mało sfatygowane! Długo nosiły okładki – oczywiście przezroczyste – i może to był błąd :)
    A wiewiórki odwiedzają czasem bibliotekę; śmigają po drzewach pod naszymi oknami. Śliczny widok! Niedawno zaalarmował nas nagły, dziwny hałas za oknem: po parapecie przebiegła wiewiórka, zaatakowana przez srokę. Wiewióreczka uciekła, a ja straciłam nieco serca dla lubianych dotąd eleganckich srok…

  168. I pięknie udało Ci się to uchwycić, Ateno!
    Też bardzo zapragnęłam zobaczyć lutnicze cudo Isiątek, ale nie śmiałam prosić o zdjęcie.

  169. Sowo, fruczak gołąbek!- ach! Trąbka, ach!
    Nie wiedziałam o nim.
    Może to fruczaka właśnie widziała babcia Kniżki?!
    Mamo Kniżki, masz jeszcze to zdjęcie? Trzeba się uważnie przyjrzeć.

  170. A! Niechże będzie miły, bo na razie widzę tylko skisłość listopadową.

    Ateno, jakże mi miło wiedzieć, że masz aż dwie sfatygowane Gieniusie!

    Zgredziku, dwa słowa („mnóstwo wiewiórek”) spowodowały, że gęba mi się rozjaśniła. Jak ja je lubię!

    Krikri (czy raczej może: Karikari?), dziękuję za wpis o kolibrach – a powiedz, czy te wiewiórki były szare, czy rude?

  171. Kochana Pani Małgorzato! Dziękuję za ciepłe słowa! Dzień dobry i wspaniałego dnia wszystkim!

  172. Jak milo DUA. To nie jest najbardzie sfatygowana Gieniusia jaka mam, wczesniejszego wydania nie ruszam z polki, bo sie zupelnie rozlatuje (wyd 2, 1988r). U mnie byl letni dzien, piekne blekitne niebo, kolorowe liscie i spokojne jezioro.
    Mamo Isi prosze sfotografowac te skrzypeczki, bo o Skrzypaczki to nawet nie smiem prosic.
    Kolibry poruszaja sie niezwykle szybko (jak w utworze polecanym przez Sowe P) i ciezko je sfotografowac. Na szczescie bywaja glodne i wtedy jest to zupelnie proste.

  173. 1. Np. Krążownik. Spod. Samosierry.
    2. Super! Moja wiedza o cytatach w Febliku wzbogaciła się o ten wiersz. Piękny! Jednak ten Gałczyński to był całkiem niezły! I zwykle z księżycem.
    3. W Łazienkach mnóstwo dziś wiewiórek było.

  174. Świat jest pełen dziwów – właśnie przeczytałam o motylu, występującym również w Polsce, który wyglądem i zachowaniem do złudzenia przypomina kolibra. Fruczak gołąbek się nazywa. Zobaczcie na YT.

  175. Konopnickiej pewnie kucharka piekła.

    Na dobranoc:
    Julio Sagreras – „El colibrí”.
    John Williams.

  176. Dobry Wieczór!
    Ja w tym roku po raz pierwszy widziałam kolibry, na wakacjach w Kanadzie, niestety nie udało mi się ich uchwycić na żadnym zdjęciu. Warunki pogodowe tego lata im nie bardzo sprzyjały, bo prawie przez 2 miesiące nie było tam deszczu, na szczęście większość ludzi koło domów ma poidełka. Zauważyłam też masę pięknych domków dla ptaszków bardzo ładnie ozdobionych, pomalowanych na przeróżne kolory i wzory. U mojej cioci było co najmniej 5 takich, jak zresztą w wszędzie w sąsiedztwie, może to jakiś znak rozpoznawczy tej okolicy. A swoją drogą, nigdy w życiu nie widziałam tyle wiewiórek co tam :)

  177. Kochana Zuziu, uściski dla Ciebie i pozdrowienia dla Twojej miłej Mamy!
    Rzeczywiście, dziś urodziny Feblika. A to ci dopiero!

    Uwaga: piękne sójki uwielbiają żołędzie! Warto dla nich nazbierać.

  178. Dobry wieczór!
    Jakże miły wpis! I tak ciepłem powiało od tych zdjęć!
    Ptaki to wspaniałe istoty. Pamiętam, jak pisała Pani w „Na Gwiazdkę”, że anioły i ptaki są sobie bliskimi istotami. Bardzo podoba mi się ta myśl.
    U nas najczęściej pojawiają się sikorki i sójki. Te ostatnie strasznie są figlarne. I wyjadają czereśnie.
    Życzę miłej pracy, Pani Małgosiu. I miłego tygodnia, kochani Księgowi!

    PS Mówię dziś do Mamy, że „Feblik” ma dzisiaj pierwsze urodziny, a Mama: To co, pieczemy jakiś tort?;)

  179. Piernik długo wytrzyma, więc może piekli wcześniej np. w lecie nocą, chowali gdzieś bezpiecznie i czekali na odpowiedni czas? Ba, mogli nawet rok wcześniej piec, w trakcie świąt, to zapach nie zwracał na siebie uwagi ;)

  180. Pierniki od św. Mikołaja (i w kształcie Mikołaja) to ciut późniejszy zwyczaj, to nie Frączkiewicz wspomina o nich, pomyliłam się. Zwyczaj bardzo miły zresztą, tylko nie wiem jak upiec ciastka w tajemnicy przed dzieckiem. Można niby w nocy, ale przecież zapach pierników nie wywietrzeje do rana.

  181. Książeczka niestety nie jest dostępna on-line. W Internecie plącze się tylko ten cytat:

    „Rodzice na oną pamiątkę szczodrobliwości św. Mikołaja, że w nocy ubogiemu szlachcicowi na posag trzech córek złoto oknem wrzucił, zwykli co rok na wigilię święta jego, dla zachęcania nabożeństwa dziatkom swoim śpiącym różne podarunki zawięzować i podrzucać, powiadając na to, że im to św. Mikołaj przyniósł, ale rozkazał: żebyście paciorek nabożnie rano i wieczór mówili, rodziców słuchali”

    Podobno (bo to już nie cytat) z prezentów ks. Frączkiewicz wymienia krzyżyki, chleb, święte obrazki, pieniądze, tabliczki, orzechy, ptaszki w klatce, a gdy dziecko bywało niegrzeczne – pozłacane rózgi.

    A Gloger w „Roku polskim” coś pisze o św. Mikołaju?

  182. Zośko, ośmielę się wypowiedzieć w imieniu ptaków: – tył i przód daszku to dla nich to samo.
    Brawo za karmnik własnoręczny i pozdrawiam!

    Ach, jak nam miło, że Sowiątko załapało się na zimowe gry i zabawy z produktami zbożowymi!
    Żeby tylko myszy się nie dowiedziały.
    Zużyty i zabrudzony towar proponujemy przekazać ptaszkom.

  183. Skrzypeczki – zabaweczki nie zdążyły zrobić furory, bo maleństwa siedziały z nami na chórze, jako że Isia akurat śpiewała w kwartecie. Pierwszy raz dziś usłyszałam „Życie, jesteś chwilą” do słów św. Teresy od Dzieciątka Jezus; co za piękna rzecz. Cały czas teraz za mną chodzi. Na Youtube dobre jest wykonanie Franciszkanów; w reszcie soprany są jakieś dychawiczne.

  184. Dziękuję za pozdrowienia i wzajemne najserdeczniejsze:)
    Wiadomo, że to skrzypce wymagają słuchu absolutnego; ja byłam w klasie fortepianu, więc wniosek jest oczywisty;)
    Ale jako że maleństwa niewątpliwie są utalentowane, muszę chwałę przypisać pozostałym przodkom.

  185. Nie było dzisiaj u mnie na Mazowszu słońca które by mi nóżki złociło. Mam za to całkiem nowy, własnoręcznie wykonany karmnik. Wykonany na pikniku miejskim tej jesieni pod czujnym okiem Pana Stolarza. Oj, nie mógł się nadziwić jak tak można wbijać gwoździe i że to wszystko się jednak trzyma. A na koniec przytwierdziłam daszek przodem do tyłu ;)

  186. A my budujemy kilometrową ciuchcię drewnianą w kuchni. Ostatnio to nasza ulubiona zabawka (dobrze łączy się z z kaszą i ryżem wg instrukcji DUA), przy okazji każdej prezentowej imprezy kuchenna kolej znacząco się rozbudowuje. Tegoroczny św. Mikołaj przyniesie dzwonnicę uruchamianą przez przejeżdżający pociąg. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się (bo już do niej zajrzałam), że nie brzmi jak garnkowy talerz uderzany młotkiem, ale gra niczym dźwięczny carillon z Katedry w Westminster. Prof. Raszewski miał rację, dawniej św. Mikołaj był surowszy wobec dzieci i nie rozpieszczał ich takimi prezentami. Ksiądz Frączkiewicz wspomina jeszcze o dewocjonaliach (obrazki, medaliki) i piernikach. Myślę, że jako dziecko bardzo bym się ucieszyła z takiego ptasiego prezenciku, z pierniczków pewnie też, bo raczej nie jadało się ich przez okrągły rok. Dziełka Frączkiewicza jeszcze nie znalazłam, bo zwekslowałam na barokowe obrazy Jana Steena (począwszy od Saint Nicholas Feast).

    Mamo Isi, wyobrażam sobie, że miniaturowe skrzypeczki zrobiły w kościele furorę. Co do koncertów w domu, niestety żaden, nawet najlepszy sprzęt nie zastąpi atmosfery sali koncertowej. A może i stety, bo dzięki temu mamy jeszcze powód, żeby się ruszyć z domu.
    A Sowiątko dziś przy stole, ni stąd, ni zowąd rzuciło:
    – Okamoto.

  187. Mamo Kniżki! Koliberek w Polsce – niezwykłe!
    Ciekawe, co na to ornitolodzy.

    Odwzajemniam miłe pozdrowienia! Słoneczka życzę!

    Sowo, prof. Raszewski utrzymywał, że dawni Polacy wychowywali dzieci z pewną surowością. Piernik albo jabłko pod choinkę – to były powszechnie stosowane prezenty.
    Ciekawa jestem, co nam powiesz.

  188. Ściągnij oczyma blask motyli
    I z „beija-florow” tej Brazylii
    (Tak zwą kolibry:”całuj kwiatki”,
    Bo dziobkiem włażą między płatki).
    Pozdrawiam znad „Kwiatów Polskich”. Kogucik z tatą budują remizę strażacką z lego a raczymy się tak jak Wójt babeczkami oraz herbatką z imbirem. I jak tu nie lubić listopadowej niedzieli.

  189. Dzień dobry!
    Strasznie dawno nie zaglądałam, a tu taka piękna przyroda! I piękny wiersz – mnie zostało: poeta Błok Aleksander i pelargonie na balkonie ;)
    Ale, ale – rzecz niewytłumaczalna – późnym latem moja Mama w ogródku sfotografowała koliberka. W Polsce! Pożywiał się nektarem z aksamitek.
    Leje okropnie, ale przecież znów zaświeci słońce…
    Przesyłam serdeczne pozdrowienia dla Kochanej Autorki i wszystkich Księgowych!

  190. Szopen jak księżyc! Księżyca za oknem nie widzę, ale Chopin od dobrej godziny gra mi z radia, więc tak sobie Lunę ewokuję muzycznie.

    Wczoraj zagłębiłam się w opowieści związane z tradycją Św. Mikołaja i trafiłam na ciekawy fragment książeczki księdza Macieja Frączkiewicza „Delicye dziecinne” z 1748 roku, gdzie opisuje między innymi, jakie w tamtym czasie dzieci dostawały prezenty, a wśród nich – ptaszki w klatce! Próbuję właśnie znaleźć całość, zaciekawiłam się.

  191. Co zostanie? :”i księżyc jak Szopen za chmurą, i noc jak skrypt jego nut.” :)
    Koliberki prześliczne. Zaobserwowałam dzisiaj wzmożony ruch sikorek w ogrodzie. Jedna z gracją spacerowała po słupkach ogrodzenia.
    Pozdrawiam wieczorową porą :)

  192. Ależ ta Atena robi piękne zdjęcia! I rzeczywiście, miło przenieść się na chwilę do tego miejsca z niebieskim niebem. Nasze jest dziś szarobure z dużą dozą wilgoci. Na takie szarości ,zewnętrzne i wewnętrzne, pomaga pieczenie ciasta lub ciastek. Zapach czekoladowych babeczek zdecydowanie poprawia humor.

  193. Koliberki przecudne.Atena jest wielka.:)

    W ósmej klasie podstawówki pisałam ambitną konkursową pracę polonistyczną na temat motywów muzycznych w poezji K.I.G.(nieskromnie dodam,że wygrałam:)) i wtedy po raz pierwszy zetknęłam się z tym wierszem (z powodu księżyca i nut rzecz jasna). Od tamtej pory bardzo często kołacze mi się w głowie jako ognisko zastoinowe, a wykorzystanie go przez DUA w książce wiadomej dostarczyło mi mnóstwo radości.Chyba nie miałam okazji o tym powiedzieć.Jaki niezwykły optymizm,zważywszy okoliczności,w jakich utwór powstał.Oj,mieli kiedyś ludzie siłę ducha.A te „okręty Rzeczypospolitej „w końcówce zawsze mnie wzruszają.
    Mamo Isi,jaką Ty masz cudną tę Rodzinę.Uściski dla młodych skrzypaczek,jak mniemam -niezwykle utalentowanych.:)Po Babci.

  194. W ogóle, bardziej wielorako jesteśmy połączeni z niebem, niż nam się na co dzień wydaje.:)

    Urocze te maleńkie klejnociki ptasie, prawda?

  195. Poza ptaszkami, bardzo porządnie sznuruje niebo z ziemią deszcz i to od wielu dni.

    O, jak miło zobaczyć krainę gorącości! Colorado brzmi bardzo kolibrowo. Dzięki, Ateno:)

Dodaj komentarz