Było, minęło…

maslowskistanislaw

Stanisław Masłowski (1853-1926), Wschód księżyca

 

To jeden z moich ulubionych obrazów. Pomyślałam, że teraz właśnie go pokażę obecnym tutaj lunofilom; zawsze kojarzy mi się z Zaduszkami. Pewnie słusznie – na drzewach widać ostatnie liście, to późna jesień. Jest wilgotny i chłodny zmierzch, nad groblą zaczynają się unosić opary. Pusto. Światło uparcie walczy z mrokiem.

Nie pamiętałam dokładnej daty śmierci Stanisława Masłowskiego, więc zerknęłam do Wikipedii, gdzie w życiorysie artysty znalazłam  nieznane mi, a interesujące szczegóły:

Dziadek Masłowskiego ze strony matki,  Wincenty Danilewicz herbu Ostoja (ur. 1787) brał udział – jako szwoleżer – w kampanii napoleońskiej, za co został odznaczony francuskim orderem Legii Honorowej.

Ojciec artysty, Rajmund Masłowski, w powstaniu styczniowym był naczelnikiem okręgu chęcińskiego, za co w połowie 1864 roku został aresztowany, a następnie około 6 miesięcy spędził w więzieniu w Kielcach.

Sam Stanisław Masłowski studiował malarstwo w Warszawie, był uczniem Wojciecha Gersona, Józefa Chełmońskiego i Stanisława Witkiewicza, kolegą Aleksandra Gierymskiego, Józefa Pankiewicza i Władysława Podkowińskiego. Stał się sławnym i uznanym malarzem, zdobywał nagrody i medale, brał udział w wystawach wiedeńskiej „Secesji”. W roku 1879 został odznaczony Krzyżem Oficerskim Polonia Restituta.

Ale szczęśliwe lata dzieciństwa spędzał w Bronowie koło Poddębic, w rodzinie przyjaciela swojego ojca, Jarosława Konopnickiego. Żona pana Jarosława, Maria, właśnie zaczęła pisać poezje, w roku 1881 ukazał się pierwszy ich tomik. A cztery lata później napisała małe opowiadanie, migawkę z codziennego życia, rodzajowy, ciepły obrazek – i w nim, wśród jej własnych dzieci, pozostał, utrwalony na zawsze, mały Staś.

 

Maria Konopnicka

JAK  SIĘ  DZIECI  W  BRONOWIE  Z  ROZALIĄ  BAWIŁY

 

      Dzieci w Bronowie było czworo: Tadzio, Staś, Janek i Helenka.
Tadzio był już taki duży, że kiedy w jadalnym pokoju stanął przy dębowym stole, to stół mu był do ramion; a Staś kiedy stanął przy stole, to mógł na nim akurat brodę położyć; co zaś do Janka — wcale z za dębowego stołu widać go nie było. Ale nie bójcie się. Umiał on i tak wypatrzeć, co tam smacznego stało.
     Helcia była jeszcze mniejsza; ba, chodzić nawet nie umiała dobrze. Co się zapędzi, to jej się nóżki poplączą i buch! — na ręce mamy, albo niani. Takie to już te małe dziewczątka.
     A nianię to miała Helenka taką dobrą, i taką ładną, że się jej od szyi prawie puścić nie chciała. Było tej niani na imię Rozalia, a dzieci się niezmiernie przy niej bawić lubiły, szczególnie, kiedy zaczęła opowiadać przeróżne bajki. Już to, co prawda, Tadzio, jako słuszniejszy, wyśmiewał nieraz Stasia i Janka, że się babskiego fartucha trzymają. A zdarzało się to wtedy zwykle, kiedy z nowej głowy cukru hełm papierowy dostał i za rycerza się przebrał.
     Ale i on sam nieraz tak się w tych bajkach zasłuchał, że kiedy przyszła dziewiąta godzina, a mama zawołała: „dzieci, spać!“ — to mój Tadzio pierwszy w prośby:
       — Moja mamuniu, jeszcze troszkę — tylko się złota kaczka przez morze przeprawi.
     A dopieroż te piosenki, co to niemi Rozalia usypiała Helcię — było czego posłuchać! Nie wiedzieć skąd się brały, a co jedna — to ładniejsza, a co dzień — to nowa. Dziś o sierocie, co gąski zganiała do domu, bo wieczór nadchodził, w chacie była zła macocha, a sieroty nie było komu bronić; jutro o wilku, co się rozhulał i w lesie sobie wesele wyprawiał: to znów o ułanie, co stał na widecie, to o koniku, co rżał w stajence, czekając aż młody wojak pożegna ojca i matkę…
     I ktoby je tam zliczył!
     Zaczynało się to nieraz od samego rana. Tadzio w najlepsze śpi, a tu mu Rozalia przy łóżeczku śpiewa:

Dzień dobry Tadziu, na powitanie,
Koniczek w stajni, szabla na ścianie.
A ty Tadziu jeszcze śpisz,
O koniku ani wiész!

      Zrywał się Tadzio, oczy przecierał i już się uśmiechał, myśląc o owej szabli na ścianie, rzeźko się mył, czesał, ubierał, jak na rycerza przystoi. Tymczasem Rozalia budziła Stasia, który był zawziętym śpiochem.

Dzień dobry, Stasiu, na powitanie
Jedzie tu Krakus w siwéj sukmanie.
A ty, Stasiu, jeszcze śpisz,
O Krakusie ani wiész!

 

      Staś tę piosenkę niezmiernie lubił. Zaraz téż chwytał Rozalię za szyję i póty trzymał a całował, póki mu jej jeszcze ze dwa razy nie zaśpiewała. Wtedy zaczynały się różne pytania:
      — A co to za Krakus?, a skąd on jedzie? a po co? a na jakim koniku? a jaka to ta siwa sukmana? a kiedy on tu przyjedzie?
     Rozalia dopiero jedno po drugiem wszystko pięknie rozpowiada, tymczasem myje Stasia, czesze go, ubiera, a Stasiowi aż się oczy śmieją. A miał on jasne oczki, właśnie jakby dwie iskierki. (…)

 

Czy to właśnie ten Staś był? Tak mówią.

Oczki miał jakby dwie iskierki.

I dużo nimi widział. Więcej niż inni.

Tak sobie pomyślałam, że to będzie ładne wspomnienie przed Zaduszkami. Nasza pamięć pełna jest naszych zmarłych, drogich i kochanych, a któż pomyśli o tych, którzy dawno temu już minęli?

Uśmiechnijmy się do Marii Konopnickiej i pomyślmy ciepło o Stasiu. To tak, jakbyśmy zapalili im lampki na mogiłach.

 

407 przemyśleń nt. „Było, minęło…

  1. Anusiu,
    6 listopada od dzisiaj kojarzy mi się z chrztem mojego siostrzeńca, Daniela Adama (którego jestem matką chrzestną) oraz narodzinami Klementyny Joyce, córki mojej najlepszej przyjaciółki. Bardzo ładna data, 6.11.16 :)

  2. O, jak miło z Twojej strony!
    I ja lubię ptaki; nie dość, że łączą ziemię z niebem, to jeszcze śpiewają i cieszą!
    Ale, ale. Chyba mam coś ptasiego, taką miłą ciekawostkę.
    Poszukam i zaraz Wam pokażę.
    Czas już na nowy wpis!

  3. E, nie, śniegu jeszcze ni mo, ale tak sądzę po sobie, że i one, biedactwa, zgnębione , jak tak ciemno i mokro cały Boży dzień. No to niech i one chociaż mają w ramach wspomnienia lata trochę słonecznikowych ziarenek i orzechów włoskich (rozłupanych). Od razu się ożywiły.

  4. Się podziękuje.:)
    A co, śnieg u Was?

    BeatoV (wiad.pryw.) rada jestem, że tak się Wam udało i chętnie zerknę. Czy jest możliwość zeskanowania tych prac? Przesłanie skanów tu, do Administracji, usprawniłoby proces. Wydawnictwo dostaje tyle przesyłek do mnie, że przekazuje mi je w większych partiach, co oczywiście w Waszym przypadku oznaczałoby dużą zwłokę.

  5. A to proszę, Starosto, podziękuj panu Musierowiczowi za moje ulubione powiedzonko;)
    Przy takiej pogodzie otworzyłam dziś gospodę pod sikorkową nóżką, czyli karmnik. Ptaki zwiedziały się błyskawicznie, natomiast Gacia Melacia osłupiała, bo się jej już zapomniało, że karmnik wisi za oknem.

  6. Ale chociaż chór mam na żywo;)
    Ostatnio ćwiczymy „Alleluia” Younga i „Missa Spei” Dąbrowskiego.

  7. Dziękuję, kochana Mamo Isi!

    „Trudno, świetnie” mawiał od zawsze pan Musierowicz, a z nim – bohaterowie Jeżycjady (już nie wiem, którzy).

    Jadziu, Anusiu, Nutrio – niespodzianki mają to do siebie, że do ostatniej chwili trzyma się je w tajemnicy!
    Tak i ja uczynię, he he.
    Nie powiem nic ponad to, że nie byczę się, pilnie pracuję, i z radością obmyślam (obmyślamy!) niespodzianki.
    Wy tylko uzbrójcie się w cierpliwość, dobrze?
    Ale długoterminowo: rzecz dotyczy już nowego roku; ten się właśnie powoli kończy.

  8. Pogoda z lekka do niczego, więc jako typowa meteopsychopatka wspieram się „Jeżycjadą”. Tym razem „Wnuczka do orzechów”. Bardzo podnosi na duszy. Ach, kochany Starosto, ilekroć widzę jakieś ankiety pt.”Co byś zabrał ze sobą na bezludną wyspę?”, oczyma duszy widzę, jak z plecakiem wypełnionym Jeżycjadą docieram do jej (wyspy bezludnej) brzegów, zasiadam w cieniu palmy i raczę się jednym z tomów nie bacząc na zbliżający się huragan Mariolla ani spadające gęsto kokosy;)

  9. Zazdroszczę Wam tych koncertów na żywo, Krzysztofie i Casciolino, ale tak i cóż zrobić.
    Trudno, świetnie – jak mawiał nie pamiętam kto;)
    Dobrze, że przy dobrym osprzętowieniu można mieć muzykę w domu prawie równie znakomitą. Prawie…

  10. Dziękuję, Beatuszko. Jesteś kochana :)

    Co to znaczy siła Konkursu Wieniawskiego! Przez dwa dni dziadek Bogumił z tatą Piotrem mozolili się wykonując dla Asi i Zosi dwie pary malutkich skrzypeczek- zabaweczek. I dzisiaj maleństwa się z nimi nie rozstają! Nawet do kościoła z nimi poszły i grały, ilekroć była muzyka. A jak fachowo wtykają je pod podbródek i tną smykiem po strunach (dwóch).

  11. Ah już się nie mogę doczekać, cóż to za wspaniałą niespodziankę nam Pani szykuje.
    Z wypiekami na twarzy wyczekuje „Ciotki Zgryzotki”. Choć pomysły z koszulkami na, których by były cytaty lub postacie z książek nie jest zły sama chętnie bym taką nosiła.
    Ściskam Panią serdecznie i życzę miłej pracy nad książką :-).

  12. Och, a u nas ostatnio podał śnieg (ja również powiem to, co Maria, że trochę nie na temat, ale musiałam o tym napisać). Najpierw jakoś nad ranem -kiedy szłam do szkoły wszystko było pokryte białym puchem, a później jeszcze trochę przez dzień, ale szybko się stopił i właściwie nie zostawił po sobie żadnych śladów. Bardzo się zdziwiłam, ale również zakiełkowała we mnie nadzieja, że a nuż ta zima będzie taka jak te zimy sprzed wielu lat? Zima, z ogromną ilością śniegu, który zamiast topnieć w tydzień po spadnięciu będzie coraz więcej sypał się z chmur? Tak, pamiętam te zimy i za nimi bardzo tęsknię. Ale właściwie to nic nie wiadomo -jeszcze cały listopad przed nami!
    PS. W gruncie rzeczy mamy za sobą już pierwszy śnieg ;)
    PS2 A można wiedzieć gdzie odbędzie się premiera „Ciotki”?

  13. Dzień dobry, pomysł z koszulkami z Jeżycjady jest świetny! Bardzo lubię nosić różne t-shirty z postaciami z ulubionych serii albo ciekawymi napisami. Jeśli więc będą takie z Jeżycjady, to na pewno skuszę się na nie :)
    Pozdrawiam i życzę dobrej niedzieli :)

  14. Dzień dobry!
    Mario, mamy różne plany, których chwilowo zdradzić nie mogę, bo ma być wielka niespodzianka.
    Na razie muszę skupić całą uwagę na „Ciotce Zgryzotce”!
    Ale tak, chyba masz szansę na koszulkę z Bernardem;)

  15. Trochę nie na temat, ale muszę koniecznie napisać, bo potem zapomnę. Oglądałam ostatnio koszulki z postaciami z Muminków. Tu Włóczykij, tam Panna Migotka, Ryjek no i oczywiście rodzina tytułowych bohaterów. Tak sobie oglądałam i pomyślałam, że kapitalnym pomysłem byłyby koszulki z postaciami z Jeżycjady i ewentualnie ich cytatami. Bardzo chętnie chodziłabym na przykład w koszulce z wizerunkiem Bernarda :) Co sądzi Pani o tym pomyśle? Dobrym pomysłem (przynajmniej według mnie) byłoby też zrobienie kalendarzyka książkowego z rysunkami poszczególnych postaci i też jakimiś krótkimi cytatami z Pani książek. Co Pani myśli?

  16. A to niżej podpisana dostrzegła, Casciolino.
    Mając Malczewskiego pod dostatkiem w poznańskim Muzeum Narodowym.

    No, no, co za wspaniały koncert mieliście! Cieszę się!

    Veriko: mocny człowiek, bardzo ciepły.

  17. Miałam wpisać rezencyjkę piątkowego koncertu w Filharmonii Bałtyckiej przed Tatą, ale dzisiaj zabrakło czasu. Nadrabiam zaległości.
    Dla mnie każdy z wykonawców genialnie oddał styl i charakter utworu, który interpretował. W Marii była słodycz i żarliwość, bez których nie powinno się w ogóle zabierać za Brahmsa. Pięknie się chwilami złościła na swoje skrzypce, ale też uśmiechała i dialogowała z muzykami przy pierwszych pulpitach, nawet bardziej niż z dyrygentem (bardzo ekspresyjnym panem Błaszczykiem, najlepiej znanym śląskiej publiczności). Richard (zastępujący z nieznanych nam powodów Bomsori) był jakby lżejszy, filuterny, zawadiacki. Dziecięco, uroczo zdziwiony owacją jaką mu zgotowano (kiedy burza oklasków zamieniają się w taki równomierny, rytmiczny aplauz), w czasie występu kilka razy dotykał prawego nadgarstka: pewnie odczuwa skutki konkursowej kontuzji. Natomiast co do Veriko, oczekiwania miałam bardzo duże. Ciężko jest w ogóle udźwignąć Szostakowicza, to kolosalny koncert, który wymaga ogromnej artystycznej dojrzałości. A ona weszła (bardzo zamaszyście) i zahipnotyzowała wszystkich tą niełatwą w odbiorze muzyką. Maksymalnie wsłuchana w instrument, grała bardzo intymnie, a z drugiej strony w momentach szaleńczego galopu od-dawała całą swoją ogromną energię. Zagrała dojrzale i z mocą.
    Wszyscy bisowali Bachem (najbardziej z całej trójki przekonał mnie w bisie Richard), a cały koncert był prawdziwą muzyczną ucztą, bardzo różnorodną i dzięki temu przebogatą.
    Na marginesie. Nie pamiętam już kto porównał Marię do kobiet z obrazów Malczewskiego: absolutna racja. Jak żywcem wyjęta.

  18. Mamo Isi. Jeszcze raz bardzo dziękuję, że zechciałaś podzielić się z nami swoją historią, momentami bardzo
    bolesną przecież. Uściski dla Ciebie ogromne i życzenia zdrowia i wielu sił. No i nigdy się nie zmieniaj proszę :)

    A Bliźniaczki, bardzo pocieszne :)

  19. Wczorajszy koncert laureatów w Filharmonii Bałtyckiej: Maria (Brahms) przy całym skupieniu potrafi grać radośnie i z uśmiechem, Richard (Wieniawski) – czaruś, a Veriko (Szostakowicz) ma w sobie coś takiego, że przykuwa uwagę jakby była magnesem. Z całą moją ignorancją w tej dziedzinie miałem wrażenie, jakby przy tamtych dwojgu, niczego im nie ujmując, była jak słońce w zenicie przy jutrzence.

  20. Ach… trochę się tego uzbierało… czytam już trzecią godzinę a przede mną jeszcze cały tydzień… chyba przeczytam tylko ostatnie dwa dni, bo tak to bym chyba nigdy nie doszła do końca. Ja nie mam tyle czasu żeby siąść i przeczytać to wszystko za jednym razem, a przemyślenia ciągle dochodzą. I jeszcze na domiar złego prowadzicie takie ciekawe dyskusje, że nic tylko by do was dołączyć! A niektórzy to by już pewnie nie za bardzo pamiętali o czym mówię, bo tego jest dużo i to z bardzo dawna!

  21. Bardzo miła klaso II !
    Czyżby wasza Pani miała na imię Beata???
    Dobry wieczór, cieszę się, że Was widzę. I miło mi, że Was Ida zabawiła.
    Pozdrawiam Was najserdeczniej i Panią Waszą też!

  22. A zresztą sama sobie poczytam… Ach… Tak dobrze jest znowu należeć do waszego grona…

  23. Dzien dobry naszej ulubionej pisarce!
    Tu klasa II gimnazjum ze Szkoly Polskiej z Paryza.
    Przeczytalismy wlasnie Pani ksiazke: „Ide sierpniowa” i bardzo nam sie spodobala, a zwlaszcza Damianowi.
    Lektura byla przyjemna i interesujaca (mowi Bartek).
    Teraz pracujemy nad projektem plakatu, dotyczacym ksiazki. Musimy sie spieszyc, bo za 30 minut bedzie dzwonek!
    Pozdrawiamy serdecznie z Paryza!

  24. A ja w jesienny jeszcze trochę grypowy wieczór podczytuję równocześnie „Wnuczkę” i „Feblika” i po raz nie wiem który stwierdzam,że Pani książki,DUA,są najlepszym lekiem na wszystko, z infekcjami włącznie.
    Ale na ból duszy w szczególności.
    Podobne działanie aktualnie wykazują Adminkowi „Przechodnie”.
    Jak niezwykła jest wojenna historia opowiedziana przez Bożenkę.Kolejny dowód na działanie Opatrzności.
    A przy okazji zajrzałam na bloga Aleksandry,który polecam gorąco wszystkim Księgowym miłośnikom celebrowania codzienności.Ile tam ciepła i radości życia,w sam raz,żeby rozgonić listopadowe smuteczki.
    Aleksandro- jest świetny!I jakie piękne zdjęcia.:)

  25. DUA, moje Pociechy niestety nie znaja tego mazura… ale zaspiewam im!
    Jak byli mali to czesto spiewalam im polskie piosenki i ballady oraz koledy, troche ze mna spiewali… ale teraz chyba pozapominali. Powinnam bardziej sie przylozyc do kultywowania polskich tradycji muzycznych (ale rozne inne staram sie kultywowac, choc troche).
    Swiezy rogal pewnie pyszny… mam nadzieje, ze kiedys sprobuje.

  26. Ojojoj… Długo mnie tu nie było… Czy ktoś mógłby mi opowiedzieć w skrócie co tu się działo od mojego ostatniego wpisu, bo ominęło mnie jakieś 100 przemyśleń, a bardzo bym chciała być na bieżąco!:)

  27. Bardzo mi miło, że przy czytaniu pomyślałaś też o mnie!
    Przesyłam uśmiech i bardzo dziękuję, Zosiu.

  28. Ja sobie siedzę i kończę czytać „Noelke” bardzo wzruszająca część. Uwielbiam ją czytać i do niej wracać. Ma w sobie tyle ciepła, oraz pokazuje nam jak ważne jest szanowanie rodziny i innych ludzi. Pani książki potrafią wzruszyć człowieka do łez.

  29. Nutrio (wiad.pryw.)- dobry pomysł to podstawa. A reszta to już tzw. męki twórcze. Tych nie unikniesz!
    Co do rady w opisanej przez Ciebie sytuacji: każdy musi znaleźć ją sam. Na tym polega ta zabawa.
    Pisanie to najbardziej samodzielna z prac.

  30. Dzień dobry, cieszę się, że galeria przodków Wam się spodobała :)
    Nutrio, niestety już więcej zdjęć nie przyjmuję – nie tym razem. Specjalne konto pocztowe usunięte, Zaduszki minęły – ale kto wie, może jeszcze będzie okazja? :)
    Pozdrowienia dla wszystkich miłych Księgowych!

  31. Chesterko, no nie cała. Tekst jest długi, dlatego dla oszczędności miejsca nie wpisałam całego, ale nietrudno go znaleźć w wyszukiwarce. (Żadna moja zasługa). Wrzuć pierwszy wers i pierwszy link (niedziela.pl) to będzie to. :)
    Pozdrawiam!

  32. Dzien dobry w ten deszczowy dzien. Tak pani Malgosiu mysle ,ze rodzice moi byli sobie po prostu przeznaczeni od urodzenia.Nasza rodzina ma mnostwo ciekawych,powiklanych historical,ktore za kazdym razem opowiada mi moja babcia (96-letnia!),za ktora niezmiernie tesknie.Niestety wiekszosc pieknych zdjec z tamtych czasow mam w Polsce.

  33. Ciekawa ta historia, którą Bożena dosłała.:) …Ale zaraz, zaraz, czyli można jeszcze dosyłać zdjęcia?

  34. Dzień dobry!
    Ach, Sowo! Krzywdę Ci barbarzyńca uczynił.
    Prawdziwy rogal świętomarciński jest pulchny i świeży, poprzerastany owym nadzieniem, które musi się składać z białego maku ukręconego z dodatkami -tj. orzechami, migdałami, skórką pomarańczową oraz innymi sekrecikami. Nadzienie, w miarę jak rogal rośnie, wyłazi z niego i zapieka się z rozkoszne chrupkie makaronikowe grudki. To wewnątrz jest wilgotne i ziarniste.
    Taki rogal jest przepyszny, ciężki, puszysty, tłuściutki od masła i szkodzi na wątrobę.
    Najlepsze rogale piecze prywatna rodzinna cukierenka w naszym miasteczku, Poznań niech się schowa ze swoimi falsyfikatami

  35. Naprawdę??? Pani sobie nawet nie wyobraża, jak to jest usłyszeć coś takiego z TAKICH ust! No, ale to zobowiązuje. Teraz nie będę mogła kłócić się z siostrami i zawsze będę musiała grzecznie się do wszystkich zwracać. Ale to chyba lepiej. Dziękuję za słowa uznania.:)
    PS. A teraz lecę na stronę Emilki żeby zobaczyć jakie to zdjęcia Bożenka przysłała.:)

  36. A, jeszcze tylko dopowiem krótko Ani.G, że to kształcenie niedoskonałego słuchu nie opiera się wyłącznie na śpiewaniu, to tylko jeden z elementów. Najpierw trzeba nauczyć się słuchać i słyszeć pewne muzyczne zjawiska, takie jak wysokość dźwięku, odległości między nimi etc. Słuch muzyczny to szczególny rodzaj pamięci, a ta jak wiemy poddaje się ćwiczeniom. Oczywiście im wcześniej to ćwiczenie się zacznie, tym lepiej i więcej można osiągnąć. Małe dzieci nie myślą abstrakcyjnie, wszystkiego uczą się pamięciowo, zapamiętują również odpowiednią wysokość dźwięków słyszanych melodii. Postulat DUA jest zatem jak najbardziej słuszny i z tego względu. Kto umie, niech śpiewa dzieciom!

  37. Wójcie! :DD

    Cóż, przyznam szczerze, że rogala marcińskiego jadłam w życiu trzy razy i trzykrotnie nie smakował mi ani trochę, nie tylko z powodu orzeszków (a były tam za każdym razem) – była to po prostu sucha, mocno słodka bułka z lukrem i śladową ilością aromatyzowanego maku. Dwa razy jadłam rogale przywiezione z Wielkopolski przez rodzinę, a raz kupiłam jednego sama w lokalnym w supermarkecie i wszystkie trzy smakowały tak samo (źle). Uznałam, że obecność fistaszków jest tam obowiązkowa, niczym uszek w wigilijnym barszczu, więc nie chciałam niszczyć tradycji przez ich wygrzebywanie. Pewnie musiałabym spróbować kiedyś takiego rogala pieczonego w domu, bo zakładam, że to inna bajka.

    Idę zobaczyć, co tam Bożena dosłała.

  38. Ach, Magdo kochana, aż mi się łza zakręciła. A potem poleciała druga, ze śmiechu: ależ przekręciłam pierwsze zdanie. Ale tak je zapamiętałam jako dziecko:)
    Skad znasz tę piosnkę?

  39. To ja dziękuję, Pani Małgorzato :) Kochana Adminka; narobiłam Jej moim spóźnialstwem kłopotu…

  40. Dobry wieczor.Cudowny, wzruszajacy wpis na stronie Emilii. Moje dwie babcie,podobnie jak babcie Aleksandry Gawron, rowniez poznaly sie w mlodosci, a mianowicie poznaly sie na porodowce, poniewaz moj tata urodzil sie dzien przed moja mama. Pozniej ich drogi sie rozeszly.Pewnego dnia kiedy tatus szykowal sie na zabawe taneczna i oznajmil babci, ze jedzie bawic sie do miejscowosci skad pochodzila moja mama, Babcia nic nie podejrzewajac zapytala czy zna taka rodzine o nazwisku panienskim mojej mamy a on na to „alez corka tej pani to wlasnie panna z ktora sie umawiam”. Wyobrazcie sobie zdziwienie babc….

  41. Sowie drżała powieka, bo sowa ma 3 powieki. Drżała jej pewnie ta trzecia, która się nazywa ” migotka”.

  42. Oooo!!
    Właśnie mi powiedziała Emilka, że Bożenka przesłała swoje spóźnione zdjęcia przodków: zajrzałam na kieres.net – ach, co za zdjęcia i jak niezwykła opowieść im towarzyszy!
    Bożenko, wspaniale. Dziękujemy!
    Prababcia w białej bluzeczce rzeczywiście jak z Avonlea.

  43. A dotąd Ci drżała, Sowo ???
    Jakże daremnie.

    Madziu, tak jest, wolałabym ściskać terminowo.

    No, Kris, a czy Twoje dzieciaczki znają tego mazura?
    Powinny.
    Uczmy dziatwę, uczmy starych pieśni i piosenek, bo cywilizacja nam padnie.

  44. Dziękuję, pani Małgosiu. :) Pani kciuki już parokrotnie mnie nie zawiodły – pociesza mnie myśl, że je Pani potrzyma, zwłaszcza że do mistrzostwa droga mi długa i wyboista. ;) (Te biegi!) Chwilowo proszę ich jeszcze nie ściskać; przypomnę się bliżej terminu;)
    Spokojnego wieczoru :)

  45. Tak, Sowo, okolo siodmej rano! Widocznie chciala sie rozspiewac jeszcze przed pojsciem do opery. :)
    DUA i Chesterko, widze, ze mazur z ulanem byl bardzo znany i lubiany nie tylko przez nas!

  46. Madziu, dzięki za Cygana i trzymam kciuki za egz. praktyczny!
    Jak nie zdasz, nie martw się. Znam takich, co zdawali osiem razy. A jak teraz jeżdżą!- jak mistrzowie!

    Nutrio, jesteś taktowna.:)

  47. Naprawdę? A czy to też powieść „dla całkowitych dzieci” (chociaż uważam osobiście, że takich nie ma, nawet DUA napisała w jednym swoim felietonie, że dorośli powinni od czasu do czasu przeczytać jakąś dziecięcą powieść lub bajkę, podobno to im dobrze zrobi. Szczególnie polecała „Baśnie Andersena”. To wszystko wiem z „F”) czy też dla dorosłych, a może -młodzieży?
    PS. droga DUA i Wójciku (a może powinna być -ko) -tak też przypuszczałam, ale myślę, że rodzaj męski jest bardziej uniwersalny, a bardzo nie chciałam z chłopaka zrobić dziewczyny (NIEKTÓRZY faceci są na tego punkcie po prostu przewrażliwieni). ;)

  48. Wójcie! No nie jestem dzieckiem całkowitym, ale muszę się przyznać, że Twoją kolejną książkę, nawet i pokątnie, ale przeczytam. ;) A poza tym, spiesz się powoli, a dojdziesz do celu. :) Bardzo mnie ucieszyła ta wiadomość, a dopowiem jeszcze, że „Lawendową” po przeczytaniu podarowałam szkolnej bibliotece w małej miejscowości.

    A teraz dokończę sobie „Obronę szaleństwa” Woody’ego Allena – z ulgą, że nie muszę rozwiązywać testów, gdyż zdałam sobie egzamin teoretyczny. Teraz część trudniejsza – czyli jazda w praktyce. ;)

    Chesterko:

    Hen, w ciemnym borze mieszka nieboże,
    Cygan staruszek od wielu już lat.
    Smętne piosneczki z jego skrzypeczki
    Niegdyś płynęły… Dziś nie chce ich świat.
    Znów przyszła wiosna wonna, radosna
    I słodko w gałązkach zaćwierkał znów ptak.
    W sercu Cygana znów krwią broczy rana,
    Więc szepce cicho do żony swej tak:

    Gdzie są me skrzypki lipowe?
    Serce drży we mnie jak liść.
    Hen, tam do miasta gwarnego
    Muszę dziś jeszcze iść.
    Zagrać chcę jeszcze raz w życiu
    Tę starą piosenkę swą,
    Jam Cygan z dziada pradziada
    I żyłem tylko nią:
    Jam pieśnią żył i umrę z nią.
    Więc idzie stary przez pola, jary,
    Choć starość ciąży na plecach jak garb.
    Pot zeń się leje, idzie, kuleje
    I mocno ściska skrzypeczki, swój skarb.
    Już jest nareszcie w wyśnionym mieście,
    Do sali wspaniałej się zbliża a drży:
    Serce mu wali, bo niegdyś w tej sali
    Jego piosenek słuchano i gry.

  49. Kris, rozśpiewka o siódmej rano?? Czysty masochizm (i brak litości dla sąsiadów). Nawet w Operze zaczynają dopiero od dziesiątej.

  50. O, Wójcie, to ja bardzo się cieszę. Potrzebuję dobrych książek dla małych dzieci.

    Powiedzcie mi, wielkopolskie dusze, czy prawdziwy, tradycyjny rogal świętomarciński zawiera posypkę z fistaszków? Bo gdyby nie te nieszczęsne orzeszki na wierzchu, to byłby nawet zjadliwy.

  51. Kris, ja te śpiewacze gamy słyszałam przez lata, codziennie, przechodząc obok bocznego skrzydła poznańskiej Opery w kierunku szkoły wszystkich moich dzieci.
    Tak, to miłe.

  52. Bożenko, a jakże, harcerstwo.
    A ile zabawnych piosenek śpiewałyśmy!
    (Też byłam zastępową).

    Nutrio, Wójt Wiewiórka wydał już swoją pierwszą powieść. To „Lawendowa czarownica”- w wydawnictwie Akapit Press chwalą się, że to bestseller!

    PS – Wójt jest płci żeńskiej.

  53. Spędziłam wiele dobrych chwil nad „Przechodniami” naszej Adminki. Listopadowy album przodków Pani Emilii oczarował i mnie.
    Mama i Córka rozdzielają nieskończone dary.

    A wspólny śpiew? To przecież również harcerstwo! Czyż nie tak, DUA? Byłam zastępową, potem przyboczną; wspaniałe czasy. Śpiewaliśmy, kiedy tylko się dało. I kiedy się nie dało – również :) Najbardziej lubiłam hejnał wieczorny, śpiewany nad dogasającym ogniskiem:

    Idzie noc
    Słońce już
    Zeszło z gór, zeszło z pól, zeszło z mórz
    W cichym śnie
    Spocznij już
    Bóg jest tuż
    (słowa Olga Drahonowska-Małkowska)

    I rzecz ciekawa: jedyną rzeczą, która zaginęła w ciągu wielu lat wśród harcerskiej braci był – mój śpiewnik! Zgromadziłam w nim mnóstwo pieśni, ballad i piosenek – i ktoś go w końcu „buchnął”. Czy dziś ktokolwiek narażałby swoje sumienie dla śpiewnika?

  54. Uśmiałam się z dialogu o Antonim- Augustynie :D;D;D Cudne są te Wasze pomyłeczki i żarciki z nich. Takiego ciepłego dowcipkowania, bez złośliwości nie spotyka się często w Internecie.

  55. Piszę, piszę, ale baaaardzo powoli, jak żółw ociężale. W dodatku to będzie książka dla całkowitych dzieci :) Cieszę się jednak z Waszych słów zachęty, bo tak je odbieram. I już zmykam po tej karygodnej prywacie.

  56. O! nie wiedziałam, że wójcik pisze. Myślę, że powinieneś wydać swoje książki, skoro je piszesz. Ktoś może twoje książki pokochać, a wydać nigdy nie zaszkodzi. W końcu tak narodziło się wiele sławnych poetów.:)

  57. Dzień dobry! Moja ciocio-babcia Ela, lubiła mi nucić ( zwłaszcza na spacerach w lesie ) piosenkę o starym Cyganie, który zatęsknił do gry na skrzypcach i poszedł do wielkiego miasta, by ostatni raz zagrać na sali balowej. Zostaje brutalnie wyrzucony i umiera. Szczipajuszczczije. Zaczynało się: „hen w ciemnym borze mieszkanie boże”. Czy ktoś z Was pomógłby uzupełnić brakujace słowa?
    A tak przy okazji. Swoje imię zawdzięczam wspomnianemu mazurowi. Może dlatego tak się rwę do tańca? Tylko ułana brak. Mój zamienił się w niedźwiedzia kanapowego.

  58. A propos akustyki (w blokach) – jak bylam mala, to w mieszkaniu tuz nad naszym mieszkala pewna spiewaczka z rodzina. I codziennie okolo siodmej rano sie rozspiewywala… Do dzis pamietam to „aaAaa” przy pianinie, wyspiewywane coraz wyzej. (Jej pianino stalo chyba mniej wiecej nad moim lozkiem). Ale mile to bylo.

  59. „…skończyć, co zaczęte”. Wójcie Wiewiórko, czy może znów coś piszesz? :) To by było cudownie! :)

  60. O, i ja przyznać muszę, że zabawa „w nucenie” była (i jest) u nas w rodzinie dość powszechnie znana.:) Pozdrowienia dla rozśpiewanego pana Musierowicz. Żeby mu ten głos jeszcze długo posłużył.:)

  61. Prawda, DUA. Gdy Goethe pisał te słowa, jeszcze tego nie wiedział. Może więcej śpiewa tych dobrych? Przynajmniej ja takich spotykam.I ten śpiew jest inny.