Było, minęło…

maslowskistanislaw

Stanisław Masłowski (1853-1926), Wschód księżyca

 

To jeden z moich ulubionych obrazów. Pomyślałam, że teraz właśnie go pokażę obecnym tutaj lunofilom; zawsze kojarzy mi się z Zaduszkami. Pewnie słusznie – na drzewach widać ostatnie liście, to późna jesień. Jest wilgotny i chłodny zmierzch, nad groblą zaczynają się unosić opary. Pusto. Światło uparcie walczy z mrokiem.

Nie pamiętałam dokładnej daty śmierci Stanisława Masłowskiego, więc zerknęłam do Wikipedii, gdzie w życiorysie artysty znalazłam  nieznane mi, a interesujące szczegóły:

Dziadek Masłowskiego ze strony matki,  Wincenty Danilewicz herbu Ostoja (ur. 1787) brał udział – jako szwoleżer – w kampanii napoleońskiej, za co został odznaczony francuskim orderem Legii Honorowej.

Ojciec artysty, Rajmund Masłowski, w powstaniu styczniowym był naczelnikiem okręgu chęcińskiego, za co w połowie 1864 roku został aresztowany, a następnie około 6 miesięcy spędził w więzieniu w Kielcach.

Sam Stanisław Masłowski studiował malarstwo w Warszawie, był uczniem Wojciecha Gersona, Józefa Chełmońskiego i Stanisława Witkiewicza, kolegą Aleksandra Gierymskiego, Józefa Pankiewicza i Władysława Podkowińskiego. Stał się sławnym i uznanym malarzem, zdobywał nagrody i medale, brał udział w wystawach wiedeńskiej „Secesji”. W roku 1879 został odznaczony Krzyżem Oficerskim Polonia Restituta.

Ale szczęśliwe lata dzieciństwa spędzał w Bronowie koło Poddębic, w rodzinie przyjaciela swojego ojca, Jarosława Konopnickiego. Żona pana Jarosława, Maria, właśnie zaczęła pisać poezje, w roku 1881 ukazał się pierwszy ich tomik. A cztery lata później napisała małe opowiadanie, migawkę z codziennego życia, rodzajowy, ciepły obrazek – i w nim, wśród jej własnych dzieci, pozostał, utrwalony na zawsze, mały Staś.

 

Maria Konopnicka

JAK  SIĘ  DZIECI  W  BRONOWIE  Z  ROZALIĄ  BAWIŁY

 

      Dzieci w Bronowie było czworo: Tadzio, Staś, Janek i Helenka.
Tadzio był już taki duży, że kiedy w jadalnym pokoju stanął przy dębowym stole, to stół mu był do ramion; a Staś kiedy stanął przy stole, to mógł na nim akurat brodę położyć; co zaś do Janka — wcale z za dębowego stołu widać go nie było. Ale nie bójcie się. Umiał on i tak wypatrzeć, co tam smacznego stało.
     Helcia była jeszcze mniejsza; ba, chodzić nawet nie umiała dobrze. Co się zapędzi, to jej się nóżki poplączą i buch! — na ręce mamy, albo niani. Takie to już te małe dziewczątka.
     A nianię to miała Helenka taką dobrą, i taką ładną, że się jej od szyi prawie puścić nie chciała. Było tej niani na imię Rozalia, a dzieci się niezmiernie przy niej bawić lubiły, szczególnie, kiedy zaczęła opowiadać przeróżne bajki. Już to, co prawda, Tadzio, jako słuszniejszy, wyśmiewał nieraz Stasia i Janka, że się babskiego fartucha trzymają. A zdarzało się to wtedy zwykle, kiedy z nowej głowy cukru hełm papierowy dostał i za rycerza się przebrał.
     Ale i on sam nieraz tak się w tych bajkach zasłuchał, że kiedy przyszła dziewiąta godzina, a mama zawołała: „dzieci, spać!“ — to mój Tadzio pierwszy w prośby:
       — Moja mamuniu, jeszcze troszkę — tylko się złota kaczka przez morze przeprawi.
     A dopieroż te piosenki, co to niemi Rozalia usypiała Helcię — było czego posłuchać! Nie wiedzieć skąd się brały, a co jedna — to ładniejsza, a co dzień — to nowa. Dziś o sierocie, co gąski zganiała do domu, bo wieczór nadchodził, w chacie była zła macocha, a sieroty nie było komu bronić; jutro o wilku, co się rozhulał i w lesie sobie wesele wyprawiał: to znów o ułanie, co stał na widecie, to o koniku, co rżał w stajence, czekając aż młody wojak pożegna ojca i matkę…
     I ktoby je tam zliczył!
     Zaczynało się to nieraz od samego rana. Tadzio w najlepsze śpi, a tu mu Rozalia przy łóżeczku śpiewa:

Dzień dobry Tadziu, na powitanie,
Koniczek w stajni, szabla na ścianie.
A ty Tadziu jeszcze śpisz,
O koniku ani wiész!

      Zrywał się Tadzio, oczy przecierał i już się uśmiechał, myśląc o owej szabli na ścianie, rzeźko się mył, czesał, ubierał, jak na rycerza przystoi. Tymczasem Rozalia budziła Stasia, który był zawziętym śpiochem.

Dzień dobry, Stasiu, na powitanie
Jedzie tu Krakus w siwéj sukmanie.
A ty, Stasiu, jeszcze śpisz,
O Krakusie ani wiész!

 

      Staś tę piosenkę niezmiernie lubił. Zaraz téż chwytał Rozalię za szyję i póty trzymał a całował, póki mu jej jeszcze ze dwa razy nie zaśpiewała. Wtedy zaczynały się różne pytania:
      — A co to za Krakus?, a skąd on jedzie? a po co? a na jakim koniku? a jaka to ta siwa sukmana? a kiedy on tu przyjedzie?
     Rozalia dopiero jedno po drugiem wszystko pięknie rozpowiada, tymczasem myje Stasia, czesze go, ubiera, a Stasiowi aż się oczy śmieją. A miał on jasne oczki, właśnie jakby dwie iskierki. (…)

 

Czy to właśnie ten Staś był? Tak mówią.

Oczki miał jakby dwie iskierki.

I dużo nimi widział. Więcej niż inni.

Tak sobie pomyślałam, że to będzie ładne wspomnienie przed Zaduszkami. Nasza pamięć pełna jest naszych zmarłych, drogich i kochanych, a któż pomyśli o tych, którzy dawno temu już minęli?

Uśmiechnijmy się do Marii Konopnickiej i pomyślmy ciepło o Stasiu. To tak, jakbyśmy zapalili im lampki na mogiłach.

 

407 przemyśleń nt. „Było, minęło…

  1. Anusiu,
    6 listopada od dzisiaj kojarzy mi się z chrztem mojego siostrzeńca, Daniela Adama (którego jestem matką chrzestną) oraz narodzinami Klementyny Joyce, córki mojej najlepszej przyjaciółki. Bardzo ładna data, 6.11.16 :)

  2. O, jak miło z Twojej strony!
    I ja lubię ptaki; nie dość, że łączą ziemię z niebem, to jeszcze śpiewają i cieszą!
    Ale, ale. Chyba mam coś ptasiego, taką miłą ciekawostkę.
    Poszukam i zaraz Wam pokażę.
    Czas już na nowy wpis!

  3. E, nie, śniegu jeszcze ni mo, ale tak sądzę po sobie, że i one, biedactwa, zgnębione , jak tak ciemno i mokro cały Boży dzień. No to niech i one chociaż mają w ramach wspomnienia lata trochę słonecznikowych ziarenek i orzechów włoskich (rozłupanych). Od razu się ożywiły.

  4. Się podziękuje.:)
    A co, śnieg u Was?

    BeatoV (wiad.pryw.) rada jestem, że tak się Wam udało i chętnie zerknę. Czy jest możliwość zeskanowania tych prac? Przesłanie skanów tu, do Administracji, usprawniłoby proces. Wydawnictwo dostaje tyle przesyłek do mnie, że przekazuje mi je w większych partiach, co oczywiście w Waszym przypadku oznaczałoby dużą zwłokę.

  5. A to proszę, Starosto, podziękuj panu Musierowiczowi za moje ulubione powiedzonko;)
    Przy takiej pogodzie otworzyłam dziś gospodę pod sikorkową nóżką, czyli karmnik. Ptaki zwiedziały się błyskawicznie, natomiast Gacia Melacia osłupiała, bo się jej już zapomniało, że karmnik wisi za oknem.

  6. Ale chociaż chór mam na żywo;)
    Ostatnio ćwiczymy „Alleluia” Younga i „Missa Spei” Dąbrowskiego.

  7. Dziękuję, kochana Mamo Isi!

    „Trudno, świetnie” mawiał od zawsze pan Musierowicz, a z nim – bohaterowie Jeżycjady (już nie wiem, którzy).

    Jadziu, Anusiu, Nutrio – niespodzianki mają to do siebie, że do ostatniej chwili trzyma się je w tajemnicy!
    Tak i ja uczynię, he he.
    Nie powiem nic ponad to, że nie byczę się, pilnie pracuję, i z radością obmyślam (obmyślamy!) niespodzianki.
    Wy tylko uzbrójcie się w cierpliwość, dobrze?
    Ale długoterminowo: rzecz dotyczy już nowego roku; ten się właśnie powoli kończy.

  8. Pogoda z lekka do niczego, więc jako typowa meteopsychopatka wspieram się „Jeżycjadą”. Tym razem „Wnuczka do orzechów”. Bardzo podnosi na duszy. Ach, kochany Starosto, ilekroć widzę jakieś ankiety pt.”Co byś zabrał ze sobą na bezludną wyspę?”, oczyma duszy widzę, jak z plecakiem wypełnionym Jeżycjadą docieram do jej (wyspy bezludnej) brzegów, zasiadam w cieniu palmy i raczę się jednym z tomów nie bacząc na zbliżający się huragan Mariolla ani spadające gęsto kokosy;)

  9. Zazdroszczę Wam tych koncertów na żywo, Krzysztofie i Casciolino, ale tak i cóż zrobić.
    Trudno, świetnie – jak mawiał nie pamiętam kto;)
    Dobrze, że przy dobrym osprzętowieniu można mieć muzykę w domu prawie równie znakomitą. Prawie…

  10. Dziękuję, Beatuszko. Jesteś kochana :)

    Co to znaczy siła Konkursu Wieniawskiego! Przez dwa dni dziadek Bogumił z tatą Piotrem mozolili się wykonując dla Asi i Zosi dwie pary malutkich skrzypeczek- zabaweczek. I dzisiaj maleństwa się z nimi nie rozstają! Nawet do kościoła z nimi poszły i grały, ilekroć była muzyka. A jak fachowo wtykają je pod podbródek i tną smykiem po strunach (dwóch).

  11. Ah już się nie mogę doczekać, cóż to za wspaniałą niespodziankę nam Pani szykuje.
    Z wypiekami na twarzy wyczekuje „Ciotki Zgryzotki”. Choć pomysły z koszulkami na, których by były cytaty lub postacie z książek nie jest zły sama chętnie bym taką nosiła.
    Ściskam Panią serdecznie i życzę miłej pracy nad książką :-).

  12. Och, a u nas ostatnio podał śnieg (ja również powiem to, co Maria, że trochę nie na temat, ale musiałam o tym napisać). Najpierw jakoś nad ranem -kiedy szłam do szkoły wszystko było pokryte białym puchem, a później jeszcze trochę przez dzień, ale szybko się stopił i właściwie nie zostawił po sobie żadnych śladów. Bardzo się zdziwiłam, ale również zakiełkowała we mnie nadzieja, że a nuż ta zima będzie taka jak te zimy sprzed wielu lat? Zima, z ogromną ilością śniegu, który zamiast topnieć w tydzień po spadnięciu będzie coraz więcej sypał się z chmur? Tak, pamiętam te zimy i za nimi bardzo tęsknię. Ale właściwie to nic nie wiadomo -jeszcze cały listopad przed nami!
    PS. W gruncie rzeczy mamy za sobą już pierwszy śnieg ;)
    PS2 A można wiedzieć gdzie odbędzie się premiera „Ciotki”?

  13. Dzień dobry, pomysł z koszulkami z Jeżycjady jest świetny! Bardzo lubię nosić różne t-shirty z postaciami z ulubionych serii albo ciekawymi napisami. Jeśli więc będą takie z Jeżycjady, to na pewno skuszę się na nie :)
    Pozdrawiam i życzę dobrej niedzieli :)

  14. Dzień dobry!
    Mario, mamy różne plany, których chwilowo zdradzić nie mogę, bo ma być wielka niespodzianka.
    Na razie muszę skupić całą uwagę na „Ciotce Zgryzotce”!
    Ale tak, chyba masz szansę na koszulkę z Bernardem;)

  15. Trochę nie na temat, ale muszę koniecznie napisać, bo potem zapomnę. Oglądałam ostatnio koszulki z postaciami z Muminków. Tu Włóczykij, tam Panna Migotka, Ryjek no i oczywiście rodzina tytułowych bohaterów. Tak sobie oglądałam i pomyślałam, że kapitalnym pomysłem byłyby koszulki z postaciami z Jeżycjady i ewentualnie ich cytatami. Bardzo chętnie chodziłabym na przykład w koszulce z wizerunkiem Bernarda :) Co sądzi Pani o tym pomyśle? Dobrym pomysłem (przynajmniej według mnie) byłoby też zrobienie kalendarzyka książkowego z rysunkami poszczególnych postaci i też jakimiś krótkimi cytatami z Pani książek. Co Pani myśli?

  16. A to niżej podpisana dostrzegła, Casciolino.
    Mając Malczewskiego pod dostatkiem w poznańskim Muzeum Narodowym.

    No, no, co za wspaniały koncert mieliście! Cieszę się!

    Veriko: mocny człowiek, bardzo ciepły.

  17. Miałam wpisać rezencyjkę piątkowego koncertu w Filharmonii Bałtyckiej przed Tatą, ale dzisiaj zabrakło czasu. Nadrabiam zaległości.
    Dla mnie każdy z wykonawców genialnie oddał styl i charakter utworu, który interpretował. W Marii była słodycz i żarliwość, bez których nie powinno się w ogóle zabierać za Brahmsa. Pięknie się chwilami złościła na swoje skrzypce, ale też uśmiechała i dialogowała z muzykami przy pierwszych pulpitach, nawet bardziej niż z dyrygentem (bardzo ekspresyjnym panem Błaszczykiem, najlepiej znanym śląskiej publiczności). Richard (zastępujący z nieznanych nam powodów Bomsori) był jakby lżejszy, filuterny, zawadiacki. Dziecięco, uroczo zdziwiony owacją jaką mu zgotowano (kiedy burza oklasków zamieniają się w taki równomierny, rytmiczny aplauz), w czasie występu kilka razy dotykał prawego nadgarstka: pewnie odczuwa skutki konkursowej kontuzji. Natomiast co do Veriko, oczekiwania miałam bardzo duże. Ciężko jest w ogóle udźwignąć Szostakowicza, to kolosalny koncert, który wymaga ogromnej artystycznej dojrzałości. A ona weszła (bardzo zamaszyście) i zahipnotyzowała wszystkich tą niełatwą w odbiorze muzyką. Maksymalnie wsłuchana w instrument, grała bardzo intymnie, a z drugiej strony w momentach szaleńczego galopu od-dawała całą swoją ogromną energię. Zagrała dojrzale i z mocą.
    Wszyscy bisowali Bachem (najbardziej z całej trójki przekonał mnie w bisie Richard), a cały koncert był prawdziwą muzyczną ucztą, bardzo różnorodną i dzięki temu przebogatą.
    Na marginesie. Nie pamiętam już kto porównał Marię do kobiet z obrazów Malczewskiego: absolutna racja. Jak żywcem wyjęta.

  18. Mamo Isi. Jeszcze raz bardzo dziękuję, że zechciałaś podzielić się z nami swoją historią, momentami bardzo
    bolesną przecież. Uściski dla Ciebie ogromne i życzenia zdrowia i wielu sił. No i nigdy się nie zmieniaj proszę :)

    A Bliźniaczki, bardzo pocieszne :)

  19. Wczorajszy koncert laureatów w Filharmonii Bałtyckiej: Maria (Brahms) przy całym skupieniu potrafi grać radośnie i z uśmiechem, Richard (Wieniawski) – czaruś, a Veriko (Szostakowicz) ma w sobie coś takiego, że przykuwa uwagę jakby była magnesem. Z całą moją ignorancją w tej dziedzinie miałem wrażenie, jakby przy tamtych dwojgu, niczego im nie ujmując, była jak słońce w zenicie przy jutrzence.

  20. Ach… trochę się tego uzbierało… czytam już trzecią godzinę a przede mną jeszcze cały tydzień… chyba przeczytam tylko ostatnie dwa dni, bo tak to bym chyba nigdy nie doszła do końca. Ja nie mam tyle czasu żeby siąść i przeczytać to wszystko za jednym razem, a przemyślenia ciągle dochodzą. I jeszcze na domiar złego prowadzicie takie ciekawe dyskusje, że nic tylko by do was dołączyć! A niektórzy to by już pewnie nie za bardzo pamiętali o czym mówię, bo tego jest dużo i to z bardzo dawna!

  21. Bardzo miła klaso II !
    Czyżby wasza Pani miała na imię Beata???
    Dobry wieczór, cieszę się, że Was widzę. I miło mi, że Was Ida zabawiła.
    Pozdrawiam Was najserdeczniej i Panią Waszą też!

  22. A zresztą sama sobie poczytam… Ach… Tak dobrze jest znowu należeć do waszego grona…

  23. Dzien dobry naszej ulubionej pisarce!
    Tu klasa II gimnazjum ze Szkoly Polskiej z Paryza.
    Przeczytalismy wlasnie Pani ksiazke: „Ide sierpniowa” i bardzo nam sie spodobala, a zwlaszcza Damianowi.
    Lektura byla przyjemna i interesujaca (mowi Bartek).
    Teraz pracujemy nad projektem plakatu, dotyczacym ksiazki. Musimy sie spieszyc, bo za 30 minut bedzie dzwonek!
    Pozdrawiamy serdecznie z Paryza!

  24. A ja w jesienny jeszcze trochę grypowy wieczór podczytuję równocześnie „Wnuczkę” i „Feblika” i po raz nie wiem który stwierdzam,że Pani książki,DUA,są najlepszym lekiem na wszystko, z infekcjami włącznie.
    Ale na ból duszy w szczególności.
    Podobne działanie aktualnie wykazują Adminkowi „Przechodnie”.
    Jak niezwykła jest wojenna historia opowiedziana przez Bożenkę.Kolejny dowód na działanie Opatrzności.
    A przy okazji zajrzałam na bloga Aleksandry,który polecam gorąco wszystkim Księgowym miłośnikom celebrowania codzienności.Ile tam ciepła i radości życia,w sam raz,żeby rozgonić listopadowe smuteczki.
    Aleksandro- jest świetny!I jakie piękne zdjęcia.:)

  25. DUA, moje Pociechy niestety nie znaja tego mazura… ale zaspiewam im!
    Jak byli mali to czesto spiewalam im polskie piosenki i ballady oraz koledy, troche ze mna spiewali… ale teraz chyba pozapominali. Powinnam bardziej sie przylozyc do kultywowania polskich tradycji muzycznych (ale rozne inne staram sie kultywowac, choc troche).
    Swiezy rogal pewnie pyszny… mam nadzieje, ze kiedys sprobuje.

  26. Ojojoj… Długo mnie tu nie było… Czy ktoś mógłby mi opowiedzieć w skrócie co tu się działo od mojego ostatniego wpisu, bo ominęło mnie jakieś 100 przemyśleń, a bardzo bym chciała być na bieżąco!:)

  27. Bardzo mi miło, że przy czytaniu pomyślałaś też o mnie!
    Przesyłam uśmiech i bardzo dziękuję, Zosiu.

  28. Ja sobie siedzę i kończę czytać „Noelke” bardzo wzruszająca część. Uwielbiam ją czytać i do niej wracać. Ma w sobie tyle ciepła, oraz pokazuje nam jak ważne jest szanowanie rodziny i innych ludzi. Pani książki potrafią wzruszyć człowieka do łez.

  29. Nutrio (wiad.pryw.)- dobry pomysł to podstawa. A reszta to już tzw. męki twórcze. Tych nie unikniesz!
    Co do rady w opisanej przez Ciebie sytuacji: każdy musi znaleźć ją sam. Na tym polega ta zabawa.
    Pisanie to najbardziej samodzielna z prac.

  30. Dzień dobry, cieszę się, że galeria przodków Wam się spodobała :)
    Nutrio, niestety już więcej zdjęć nie przyjmuję – nie tym razem. Specjalne konto pocztowe usunięte, Zaduszki minęły – ale kto wie, może jeszcze będzie okazja? :)
    Pozdrowienia dla wszystkich miłych Księgowych!

  31. Chesterko, no nie cała. Tekst jest długi, dlatego dla oszczędności miejsca nie wpisałam całego, ale nietrudno go znaleźć w wyszukiwarce. (Żadna moja zasługa). Wrzuć pierwszy wers i pierwszy link (niedziela.pl) to będzie to. :)
    Pozdrawiam!

  32. Dzien dobry w ten deszczowy dzien. Tak pani Malgosiu mysle ,ze rodzice moi byli sobie po prostu przeznaczeni od urodzenia.Nasza rodzina ma mnostwo ciekawych,powiklanych historical,ktore za kazdym razem opowiada mi moja babcia (96-letnia!),za ktora niezmiernie tesknie.Niestety wiekszosc pieknych zdjec z tamtych czasow mam w Polsce.

  33. Ciekawa ta historia, którą Bożena dosłała.:) …Ale zaraz, zaraz, czyli można jeszcze dosyłać zdjęcia?

  34. Dzień dobry!
    Ach, Sowo! Krzywdę Ci barbarzyńca uczynił.
    Prawdziwy rogal świętomarciński jest pulchny i świeży, poprzerastany owym nadzieniem, które musi się składać z białego maku ukręconego z dodatkami -tj. orzechami, migdałami, skórką pomarańczową oraz innymi sekrecikami. Nadzienie, w miarę jak rogal rośnie, wyłazi z niego i zapieka się z rozkoszne chrupkie makaronikowe grudki. To wewnątrz jest wilgotne i ziarniste.
    Taki rogal jest przepyszny, ciężki, puszysty, tłuściutki od masła i szkodzi na wątrobę.
    Najlepsze rogale piecze prywatna rodzinna cukierenka w naszym miasteczku, Poznań niech się schowa ze swoimi falsyfikatami

  35. Naprawdę??? Pani sobie nawet nie wyobraża, jak to jest usłyszeć coś takiego z TAKICH ust! No, ale to zobowiązuje. Teraz nie będę mogła kłócić się z siostrami i zawsze będę musiała grzecznie się do wszystkich zwracać. Ale to chyba lepiej. Dziękuję za słowa uznania.:)
    PS. A teraz lecę na stronę Emilki żeby zobaczyć jakie to zdjęcia Bożenka przysłała.:)

  36. A, jeszcze tylko dopowiem krótko Ani.G, że to kształcenie niedoskonałego słuchu nie opiera się wyłącznie na śpiewaniu, to tylko jeden z elementów. Najpierw trzeba nauczyć się słuchać i słyszeć pewne muzyczne zjawiska, takie jak wysokość dźwięku, odległości między nimi etc. Słuch muzyczny to szczególny rodzaj pamięci, a ta jak wiemy poddaje się ćwiczeniom. Oczywiście im wcześniej to ćwiczenie się zacznie, tym lepiej i więcej można osiągnąć. Małe dzieci nie myślą abstrakcyjnie, wszystkiego uczą się pamięciowo, zapamiętują również odpowiednią wysokość dźwięków słyszanych melodii. Postulat DUA jest zatem jak najbardziej słuszny i z tego względu. Kto umie, niech śpiewa dzieciom!

  37. Wójcie! :DD

    Cóż, przyznam szczerze, że rogala marcińskiego jadłam w życiu trzy razy i trzykrotnie nie smakował mi ani trochę, nie tylko z powodu orzeszków (a były tam za każdym razem) – była to po prostu sucha, mocno słodka bułka z lukrem i śladową ilością aromatyzowanego maku. Dwa razy jadłam rogale przywiezione z Wielkopolski przez rodzinę, a raz kupiłam jednego sama w lokalnym w supermarkecie i wszystkie trzy smakowały tak samo (źle). Uznałam, że obecność fistaszków jest tam obowiązkowa, niczym uszek w wigilijnym barszczu, więc nie chciałam niszczyć tradycji przez ich wygrzebywanie. Pewnie musiałabym spróbować kiedyś takiego rogala pieczonego w domu, bo zakładam, że to inna bajka.

    Idę zobaczyć, co tam Bożena dosłała.

  38. Ach, Magdo kochana, aż mi się łza zakręciła. A potem poleciała druga, ze śmiechu: ależ przekręciłam pierwsze zdanie. Ale tak je zapamiętałam jako dziecko:)
    Skad znasz tę piosnkę?

  39. To ja dziękuję, Pani Małgorzato :) Kochana Adminka; narobiłam Jej moim spóźnialstwem kłopotu…

  40. Dobry wieczor.Cudowny, wzruszajacy wpis na stronie Emilii. Moje dwie babcie,podobnie jak babcie Aleksandry Gawron, rowniez poznaly sie w mlodosci, a mianowicie poznaly sie na porodowce, poniewaz moj tata urodzil sie dzien przed moja mama. Pozniej ich drogi sie rozeszly.Pewnego dnia kiedy tatus szykowal sie na zabawe taneczna i oznajmil babci, ze jedzie bawic sie do miejscowosci skad pochodzila moja mama, Babcia nic nie podejrzewajac zapytala czy zna taka rodzine o nazwisku panienskim mojej mamy a on na to „alez corka tej pani to wlasnie panna z ktora sie umawiam”. Wyobrazcie sobie zdziwienie babc….

  41. Sowie drżała powieka, bo sowa ma 3 powieki. Drżała jej pewnie ta trzecia, która się nazywa ” migotka”.

  42. Oooo!!
    Właśnie mi powiedziała Emilka, że Bożenka przesłała swoje spóźnione zdjęcia przodków: zajrzałam na kieres.net – ach, co za zdjęcia i jak niezwykła opowieść im towarzyszy!
    Bożenko, wspaniale. Dziękujemy!
    Prababcia w białej bluzeczce rzeczywiście jak z Avonlea.

  43. A dotąd Ci drżała, Sowo ???
    Jakże daremnie.

    Madziu, tak jest, wolałabym ściskać terminowo.

    No, Kris, a czy Twoje dzieciaczki znają tego mazura?
    Powinny.
    Uczmy dziatwę, uczmy starych pieśni i piosenek, bo cywilizacja nam padnie.

  44. Dziękuję, pani Małgosiu. :) Pani kciuki już parokrotnie mnie nie zawiodły – pociesza mnie myśl, że je Pani potrzyma, zwłaszcza że do mistrzostwa droga mi długa i wyboista. ;) (Te biegi!) Chwilowo proszę ich jeszcze nie ściskać; przypomnę się bliżej terminu;)
    Spokojnego wieczoru :)

  45. Tak, Sowo, okolo siodmej rano! Widocznie chciala sie rozspiewac jeszcze przed pojsciem do opery. :)
    DUA i Chesterko, widze, ze mazur z ulanem byl bardzo znany i lubiany nie tylko przez nas!

  46. Madziu, dzięki za Cygana i trzymam kciuki za egz. praktyczny!
    Jak nie zdasz, nie martw się. Znam takich, co zdawali osiem razy. A jak teraz jeżdżą!- jak mistrzowie!

    Nutrio, jesteś taktowna.:)

  47. Naprawdę? A czy to też powieść „dla całkowitych dzieci” (chociaż uważam osobiście, że takich nie ma, nawet DUA napisała w jednym swoim felietonie, że dorośli powinni od czasu do czasu przeczytać jakąś dziecięcą powieść lub bajkę, podobno to im dobrze zrobi. Szczególnie polecała „Baśnie Andersena”. To wszystko wiem z „F”) czy też dla dorosłych, a może -młodzieży?
    PS. droga DUA i Wójciku (a może powinna być -ko) -tak też przypuszczałam, ale myślę, że rodzaj męski jest bardziej uniwersalny, a bardzo nie chciałam z chłopaka zrobić dziewczyny (NIEKTÓRZY faceci są na tego punkcie po prostu przewrażliwieni). ;)

  48. Wójcie! No nie jestem dzieckiem całkowitym, ale muszę się przyznać, że Twoją kolejną książkę, nawet i pokątnie, ale przeczytam. ;) A poza tym, spiesz się powoli, a dojdziesz do celu. :) Bardzo mnie ucieszyła ta wiadomość, a dopowiem jeszcze, że „Lawendową” po przeczytaniu podarowałam szkolnej bibliotece w małej miejscowości.

    A teraz dokończę sobie „Obronę szaleństwa” Woody’ego Allena – z ulgą, że nie muszę rozwiązywać testów, gdyż zdałam sobie egzamin teoretyczny. Teraz część trudniejsza – czyli jazda w praktyce. ;)

    Chesterko:

    Hen, w ciemnym borze mieszka nieboże,
    Cygan staruszek od wielu już lat.
    Smętne piosneczki z jego skrzypeczki
    Niegdyś płynęły… Dziś nie chce ich świat.
    Znów przyszła wiosna wonna, radosna
    I słodko w gałązkach zaćwierkał znów ptak.
    W sercu Cygana znów krwią broczy rana,
    Więc szepce cicho do żony swej tak:

    Gdzie są me skrzypki lipowe?
    Serce drży we mnie jak liść.
    Hen, tam do miasta gwarnego
    Muszę dziś jeszcze iść.
    Zagrać chcę jeszcze raz w życiu
    Tę starą piosenkę swą,
    Jam Cygan z dziada pradziada
    I żyłem tylko nią:
    Jam pieśnią żył i umrę z nią.
    Więc idzie stary przez pola, jary,
    Choć starość ciąży na plecach jak garb.
    Pot zeń się leje, idzie, kuleje
    I mocno ściska skrzypeczki, swój skarb.
    Już jest nareszcie w wyśnionym mieście,
    Do sali wspaniałej się zbliża a drży:
    Serce mu wali, bo niegdyś w tej sali
    Jego piosenek słuchano i gry.

  49. Kris, rozśpiewka o siódmej rano?? Czysty masochizm (i brak litości dla sąsiadów). Nawet w Operze zaczynają dopiero od dziesiątej.

  50. O, Wójcie, to ja bardzo się cieszę. Potrzebuję dobrych książek dla małych dzieci.

    Powiedzcie mi, wielkopolskie dusze, czy prawdziwy, tradycyjny rogal świętomarciński zawiera posypkę z fistaszków? Bo gdyby nie te nieszczęsne orzeszki na wierzchu, to byłby nawet zjadliwy.

  51. Kris, ja te śpiewacze gamy słyszałam przez lata, codziennie, przechodząc obok bocznego skrzydła poznańskiej Opery w kierunku szkoły wszystkich moich dzieci.
    Tak, to miłe.

  52. Bożenko, a jakże, harcerstwo.
    A ile zabawnych piosenek śpiewałyśmy!
    (Też byłam zastępową).

    Nutrio, Wójt Wiewiórka wydał już swoją pierwszą powieść. To „Lawendowa czarownica”- w wydawnictwie Akapit Press chwalą się, że to bestseller!

    PS – Wójt jest płci żeńskiej.

  53. Spędziłam wiele dobrych chwil nad „Przechodniami” naszej Adminki. Listopadowy album przodków Pani Emilii oczarował i mnie.
    Mama i Córka rozdzielają nieskończone dary.

    A wspólny śpiew? To przecież również harcerstwo! Czyż nie tak, DUA? Byłam zastępową, potem przyboczną; wspaniałe czasy. Śpiewaliśmy, kiedy tylko się dało. I kiedy się nie dało – również :) Najbardziej lubiłam hejnał wieczorny, śpiewany nad dogasającym ogniskiem:

    Idzie noc
    Słońce już
    Zeszło z gór, zeszło z pól, zeszło z mórz
    W cichym śnie
    Spocznij już
    Bóg jest tuż
    (słowa Olga Drahonowska-Małkowska)

    I rzecz ciekawa: jedyną rzeczą, która zaginęła w ciągu wielu lat wśród harcerskiej braci był – mój śpiewnik! Zgromadziłam w nim mnóstwo pieśni, ballad i piosenek – i ktoś go w końcu „buchnął”. Czy dziś ktokolwiek narażałby swoje sumienie dla śpiewnika?

  54. Uśmiałam się z dialogu o Antonim- Augustynie :D;D;D Cudne są te Wasze pomyłeczki i żarciki z nich. Takiego ciepłego dowcipkowania, bez złośliwości nie spotyka się często w Internecie.

  55. Piszę, piszę, ale baaaardzo powoli, jak żółw ociężale. W dodatku to będzie książka dla całkowitych dzieci :) Cieszę się jednak z Waszych słów zachęty, bo tak je odbieram. I już zmykam po tej karygodnej prywacie.

  56. O! nie wiedziałam, że wójcik pisze. Myślę, że powinieneś wydać swoje książki, skoro je piszesz. Ktoś może twoje książki pokochać, a wydać nigdy nie zaszkodzi. W końcu tak narodziło się wiele sławnych poetów.:)

  57. Dzień dobry! Moja ciocio-babcia Ela, lubiła mi nucić ( zwłaszcza na spacerach w lesie ) piosenkę o starym Cyganie, który zatęsknił do gry na skrzypcach i poszedł do wielkiego miasta, by ostatni raz zagrać na sali balowej. Zostaje brutalnie wyrzucony i umiera. Szczipajuszczczije. Zaczynało się: „hen w ciemnym borze mieszkanie boże”. Czy ktoś z Was pomógłby uzupełnić brakujace słowa?
    A tak przy okazji. Swoje imię zawdzięczam wspomnianemu mazurowi. Może dlatego tak się rwę do tańca? Tylko ułana brak. Mój zamienił się w niedźwiedzia kanapowego.

  58. A propos akustyki (w blokach) – jak bylam mala, to w mieszkaniu tuz nad naszym mieszkala pewna spiewaczka z rodzina. I codziennie okolo siodmej rano sie rozspiewywala… Do dzis pamietam to „aaAaa” przy pianinie, wyspiewywane coraz wyzej. (Jej pianino stalo chyba mniej wiecej nad moim lozkiem). Ale mile to bylo.

  59. „…skończyć, co zaczęte”. Wójcie Wiewiórko, czy może znów coś piszesz? :) To by było cudownie! :)

  60. O, i ja przyznać muszę, że zabawa „w nucenie” była (i jest) u nas w rodzinie dość powszechnie znana.:) Pozdrowienia dla rozśpiewanego pana Musierowicz. Żeby mu ten głos jeszcze długo posłużył.:)

  61. Prawda, DUA. Gdy Goethe pisał te słowa, jeszcze tego nie wiedział. Może więcej śpiewa tych dobrych? Przynajmniej ja takich spotykam.I ten śpiew jest inny.

  62. Czytam, że autor „Za Niemen precz” to Augustyn Bielawski, „wybitny uczony, tłumacz, i dyrektor Biblioteki Ossolińskich we Lwowie. W młodości konspirator i członek rewolucyjnych sprzysiężeń, poprzedzających powstanie 1830 r., w wolnych od polityki chwilach pisywał wierszyki oraz piosenki”. (za „Biblioteka Polskiej Piosenki”)

  63. Prawda? Mam takich początków sporo :) Ale najpierw trzeba skończyć, co już zaczęte.

  64. W domu były jeszcze dwie pary skrzypiec mojego brata: ćwiartka i połówka. Niestety, też poszły w ludzi; pani ze Szkoły Muzycznej je zapotrzebowała dla swoich uczniów. No i bardzo dobrze, choć smutno;)
    Po śmierci Adasia nie chciałam sama chodzić do Szkoły Muzycznej i tak się skończyła nauka.

  65. Na naszej klatce schodowej mamy znakomita akustykę. Docenialiśmy to tylko w dzieciństwie regularnie wysiadując na górnym podeście na schodku i śpiewając z przejęciem „Wio, koniku, a jak się postarasz” oraz „Ni srebro, ni złoto, ni nic, chodzi o to, by młodym być, więcej nic”. Skoro ja miałam wtedy ze cztery lata, to Adaś miał dwa i pół, a Rysiek, kolega z przeciwka, sześć. Bardzo nam się podobało, że młodość jest w takiej cenie;)

  66. To i ja a propos rozmarynu.;)
    We Wszystkich Świętych w nastroju nostalgicznym wracałyśmy ze mszy z Asią i Zosią i nagle słyszę, co panienki śpiewają:
    W dół od rzeki, poprzez London Street
    Psów królewskich oddział zwarty szedł.
    Ojczyźnie trzeba dziś świeżej krwi,
    Marynarzy floty wojennej.

    A że byłem wtedy silny chłop,
    W tłumie złowił mnie sierżanta wzrok.
    W kajdanach z bramy wywlekli mnie –
    Marynarza floty wojennej.

    Oczywiście tekst im wychodził po łebkach, ale fraza „A że byłem wtedy silny chłop” powtórzona została z mocą wielokrotnie, podobnie jak „marynarza floty wojennej”.

    To shanty miały okazję wysłuchać tylko raz, ale wyraźnie je zafascynowało.

  67. O, i my też bawimy się w zagadki muzyczne. No, nie będę oszukiwała, nie są to piękne stare pieśni, tylko przeboje muzyki pop. Niedawno wiewiórki wyśpiewywały mi przez pół godziny w kuchni różne piosenki na ” lalala”, a ja coś robiłam w kuchni i zgadywałam. Śpiewały z takim zapałem i tak głośno, że w pewnej chwili usłyszałyśmy z dołu ( z mieszkania pod nami, znaczy się) odpowiadający im głos młodzieńca: ” lalalalala”. Ale było śmiechów i chichotu :D Zwłaszcza, że młodzieniec jednak sporo starszy od wiewiórek.

  68. Ach, i od wczoraj mam ognisko zastoinowe (tak, przez sen też) :
    „Za Niemen tam precz! Koń gotów i zbroja, dziewczyno ty moja, uściśnij, daj miecz!”

  69. Buczynko, to jest i była także nasza zabawa – w rozpoznawanie melodii. Z płyt też!

    „Zielone łabędzie” rozkoszne.

    Sowo, ach tak, te eleganckie buciki były przecież ręcznie szyte! Popatrzmy na zdjęcia powojenne: buciki już inne, oj, inne.

    Joanno, niestety!- źli ludzie też śpiewają. Przypomnij sobie choćby Parademarsch.

    AniuG, to długo Ci zeszło z tą zmianą czasu!!!!

  70. Dzień dobry.
    Budzika nie przestawiłam!
    W środę i czwartek pracuję po południu, nie był potrzebny.
    5.20 się zerwałam, ogłupiałego psa wywlokłam na spacerek, umyłam się, przyodziałam, makijaż nienachalny zrobiłam i spojrzałam na zegarek: 6.00
    No to śniadanko, nieśpieszna herbatka, czytanie zaległości w Księdze.
    Sowo miła, ja śpiewać lubię, ale fałszuję przeraźliwie. Nie z braku chęci, próbowałam się nauczyć, do chóru się zapisałam( chór zrezygnował ze mnie), w zespole ludowym tańczyłam( śpiewali inni), na pianinie uczyłam się grać(pan nauczyciel doradził grę w piłkę ręczną), nawet w domu mam zakaz. Mąż i syn mają słuch absolutny(drugi synuś głuchy jak mamusia). To istne nieszczęście dla mnie. Każdy dźwięk fałszywy wychwycą. „Przestań wyć, bo oszaleję!” A ja lubię śpiewać.
    Reasumując-w naszym domu śpiewają wyłącznie mężczyźni i robią to pięknie.
    Lecę szykować psom michy i do pracy.
    Pa!

  71. „Gdzie słyszysz śpiew tam wstąp,
    tam dobre serca ludzie mają.
    Źli ludzie,wierzaj mi,
    ci nigdy nie śpiewają.”

    Z dedykacją i uśmiechem dla rozśpiewanego Pana Musierowicza.:)
    Dobranoc.

  72. A niestety pewnie można obciążyć za to zanikanie wspólnego śpiewania również telewizję i internet, które rozpanoszyły się na dobre wszędzie i raczej nie skłaniają do wspólnego przebywania i śpiewania.
    Ale na przekór temu niektórzy nadal śpiewają i zarażają śpiewaniem innych :)
    A my mamy taką rodzinną zabawę – piosenki – zagadki. Dziewczynki bardzo lubią się w nią bawić – nawet w tramwaju, co bywa czasami kłopotliwe… ;) Jedna osoba nuci coś, a kto pierwszy zgadnie co to, zadaje następną muzyczną zagadkę. Od czasu kiedy Marynia była mała – właśnie przez tą grę – w naszej rodzinie Jezioro łabędzie jest nazywane „zielone łabędzie” – bo Marysia tak wołała rozpoznając fragment z tego baletu…

  73. Ojej,Pani Małgorzato,”Wołki” i u nas były śpiewane.Jako dziecko zastanawiałam się czemu były chude.:)

    Pod wpływem wspomnienia Myszy przypomniał mi się mój ś.p.Dziadek często śpiewający lwowskie przyśpiewki.Piosenki były radosne i żywiołowe,ale w śpiewie -dziś to rozumiem- kryła się ogromna tęsknota za utraconym Domem.Ostatnie jego śpiewanie nagrał na kasetę magnetofonową mój zaledwie sześcioletni wtedy brat.Było to kilka dni przed śmiercią Dziadka.Mamy to nagranie do dziś.Takie mi wyszło Zaduszkowe wspomnienie.

    A akordeon krzepiący,jak najbardziej.Jeden z moich ulubionych instrumentów.Niesamowite ma możliwości.

  74. Ale są tacy, którzy nadal próbują przechować i kontynuować te tradycje śpiewania i grania. Może nie jest ich dużo, ale są… Mam trochę takich szalonych znajomych, którzy jeżdżą, szukają, słuchają, zapisują, śpiewają, grają, uczą się od tych, którzy już powoli odchodzą…
    U nas w domu dużo się śpiewało piosenek patriotycznych i ludowych kiedy ś.p.stryj grał na pianinie. A do dzisiaj śpiewa się bardzo dużo kolęd. A stare zdjęcia też lubimy oglądać – w tym roku namówiłam Tatę, żeby pokazał Basi pamiątki po jego Tacie – legioniście. Basia do dzisiaj to pamięta, oglądanie uwiecznione na zdjęciach, przydało się też w szkole – bo właśnie robili drzewa genealogiczne.
    A co do męskiego śpiewania – jedną z najbardziej przejmujących chwil w czasie jednego z koncertów w ramach ŚDM był dla mnie moment kiedy Adam Strug śpiewał sam właśnie taką pieśń nabożną. I te tysiące młodzieży w ciszy go słuchało.

  75. Ja wyobrażałam sobie, że marynarz Rozmaryn rozwijał (stawiał) żagle swego statku przed wypłynięciem. Marynata nie budziła żadnych skojarzeń, była swojska. Co innego rozmaryn, w owym czasie nieobecny u nas nawet w postaci suszonej. Nie było też dla mnie jasnym (przed lekturą), na czym właściwie polegało psomszycie butów. Tak mi się to przypomniało teraz, w kontekście zadbanego obuwia przedwojennego.

    Dobranoc wszystkim.

  76. Ale bas też przyjemny.
    Czego nie lubię: dyszkantu.

    Dobranoc myszkom et cetera!

    PS – „Dom” z dawna już tu doceniony. Nawet zagadki z niego robiliśmy.

  77. Cóż za fluid z rozmarynarzem Sowo! Niestety skojarzeń z marynatą nie miałam. Może dlatego, że byłam wtedy strasznym niejadkiem. Za to rozwijanie rozmarynu wyobrażałam sobie jako odwijanie go ze zrolowanego jak dywan prześcieradła.
    Co do Wrepotyczki, w uszach brzmi wielkanocna inwokacja: nacudjo nasza.
    Dziękuję za barytonowe podziękowania. To mój ulubiony głos, najlepszy do pieśni.

  78. Ach, Myszo, pan Musierowicz pozdrawia Cię także (pięknym barytonem, dźwięcznym jak za młodu) i mówi do mnie na stronie:- A widzisz, a widzisz?!

    Doceniony za niezłomność.

  79. Och, Wójciku, z lubością sobie wyobrażam!:)

    Kris, a jakże, i to mi Mama śpiewała! A ja rozumiałam, że „tam, za miastem Wrepotyczka słychać pierwsze strzały”.

    Sowo, Myszo, a co sądziłyście o marynatach?

  80. Tak przyjemnie i ciekawie sobie tu gawędzicie, że aż się muszę przyłączyć. I ja pamiętam imprezy rodzinne na których śpiewało się do późnej nocy. Zwykle były to imieniny. Moja siostra i ja byłyśmy w końcu zaganiane do łóżeczek, ale dorośli jeszcze długo siedzieli i śpiewali, a ten śpiew powoli kołysał nas do snu. Tak, tak było. Mój Tata bardzo ładnie śpiewa i gra na harmonijce ustnej. To on zwykle intonował wszystkie piosenki. Zachęcona tym zwyczajem śpiewania na imprezach rodzinnych, postanowiłam kiedyś wystąpić publicznie i solo. Nie mam pojęcia ile mogłam mieć lat, siedem lub osiem chyba. Napisałam piosenkę na melodię krakowiaka, każda zwrotka zawierała opis jednej osoby z rodziny, nikogo nie pominęłam :) I ja tę piosenkę, wyobraźcie sobie, odśpiewałam. Szkopuł w tym, że piosneczka, choć całkiem poprawna rytmicznie i co do rymów, miała miejscami treść, hm jakby to powiedzieć, nadszczerą :) Oczywiście nikogo nie chciałam obrazić, była to po prostu dziecięca naiwna szczerość, ale możecie sobie wyobrazić miny niektórych krewnych :D A mojej Mamy!

  81. Czytajac Wasze wspomnienia roznych dawnych piosenek przypomniala mi sie moja Babcia, ktora czesto mi spiewala (albo razem spiewalysmy). Pamietam zwlaszcza utwor: „Jeszcze jeden mazur dzisiaj, bo poranek swita, czy pozwoli panna Krysia? – mlody ulan pyta”… Lubilysmy go szczegolnie, byc moze dlatego, ze opowiada o naszej wspolnej imienniczce. :)

  82. Wydaje mi się, że tradycja ludowa stała się obecnie bardzo wyrafinowaną dziedziną kultury wysokiej (Festiwal „Nowa tradycja” i związane z nim wydarzenia). Bardzo ciekawe są audycje poświęcone folklorowi w radiowej Dwójce. Pojawia się tam również folklor miejski (Warszawska Orkiestra Sentymentalna na przykład). Moim ulubieńcem jest też Adam Strug i jego zespół. Wszystko to razem jest jednak bardziej rekonstrukcją, niż spontaniczną artystyczną ekspresją. Dawniejszą prostotę folkloru wyrugowało niestety intelektualne i estetyczne prostactwo szołbiznesu. Upadek pierwotnej kultury muzycznej jest tego wyraźnym symptomem.
    Szczególne pozdrowienia zatem dla Pana Musierowicza za niezłomność w śpiewaniu.
    Zgredzie, słuch przy śpiewaniu jest potrzebny, ale mój mąż radzi sobie znakomicie bez niego. Głos ma piękny, a że melodia czasem trochę nie ta… Najlepiej sprawdza się w nabrzmiałej uczuciem wokalizie z filmu „Rejs”

  83. Zgredzie, wyrabia się. Może nie zaraz do absolutu, ale przy odpowiednich ćwiczeniach poprawia się. Trudna i długa to bywa nauka, ale daje owoce.

    Myszo! Też w dzieciństwie sądziłam, że rozmaryn to marynarz!

  84. Myszo, jak ładnie piszesz. Jakie piękne wspomnienie.

    Ciekawe! U nas pasała wołki na Ukrainie, miała ze sobą skrzypki jedynie. „I gra-ała, śpiewa-aała, i te swoje siwe wołki pasała!” Piosenka mojej Mamy.

    „Wieczórków” takich strasznie żal. Ktoś podobno nakręcił film „Koniec pieśni” właśnie o tym, jak na polskiej wsi upadła kultura śpiewania i grania przy każdej okazji.

    Nutrio, jaka miła pani Lucynka.

  85. Usypiałam właśnie Sowiątko i w ramach bajki opowiadałam dziecku jak będą wyglądały Święta Bożego Narodzenia. I taki był finał tej opowieści:

    – I będziemy śpiewać kolędy, będziemy śpiewać i grać na instrumentach…
    – A ja? Na czym będę grał?
    – No właśnie, na czym będziesz grał?
    – Ja będę machał pałeczką.

  86. Witam DUA i Drogich Wszystkich po przerwie spowodowanej nawałem pracy.
    Widząc, że mowa o śpiewaniu, nie mogłam się oprzeć. Moim najdroższym dziecięcym wspomnieniem są oświetlone czerwonym, zachodzącym słońcem wieczorne chwile, gdy mój ukochany dziadzio klepiąc kosę, opowiadał różne ciekawe historie z przeszłości i śpiewał. Ulubione piosenki o ułanach pod okienkiem, rozwijającym się rozmarynie (który uważałam podówczas za rodzaj marynarza) i przede wszystkim o tej, która grając na skrzypcach pogubiła na Bukowinie swoje wołki, do dzisiaj umiem na pamięć, a skrzypcom poświęciłam wszystkie młode lata (śpiewaniu trochę też). Dziadzio mówił, że to najpiękniejszy instrument.
    Dom dziadków, położony w sąsiedztwie kościoła odwiedzany był w niedzielne popołudnia przez krewnych i znajomych właśnie po to, aby wspólnie pośpiewać i pogawędzić. Mówiło się na to: chodzić na wieczórki. Serce się ściska, kiedy porównuje się ówczesne rozrywki prostych ludzi z dzisiejszymi.
    Natomiast wspaniałego akordeonu można posłuchać na płytach zespołu Bester Quatret. Nie jest to wprawdzie nurt biesiadny, ale wirtuozeria instrumentalna najwyższej próby.
    Natomiast z książek „domowych” zauroczył mnie niedawno nomen omen „Dom” Zofii Starowieyskiej-Morstinowej. Oraz z książek malarskich bogato ilustrowana albumowa nowość „Od Michałowskiego do Fangora”. Wprawdzie odkąd widziałam prawdziwą „Tratwę meduzy” nie dowierzam reprodukcjom, ale jest w niej sporo obrazów pięknych, a niezbyt szeroko znanych.
    Wspaniały pomysł Adminki z Przechodniami. Od razu zadźwięczało mi w uszach „Przychodzimy, odchodzimy” Piwnicy pod Baranami.

  87. Sowo, piszesz, że kto nie śpiewa, ten głosu mieć nie będzie.
    No dobrze. Załóżmy, że głos już mamy.
    Ale co ze słuchem?

  88. A propos tańczenia na trawie o którym wspomniała Zuzia: Mamy taka sąsiadkę, która prowadzi gospodarstwo (co dwa dni dostarcza nam krowie mleko -prawdziwy skarb). Kiedyś, gdy byłam mała, w wakacje, poszliśmy z rodzicami na spacer. Gdy tylko wyszliśmy z domu zobaczyliśmy złociste stogi siana na działce pani Lucynki (to owa sąsiadka) i ciągnięte jakimś impulsem rzuciłyśmy się z siostrą na pierwszy lepszy z nich. Później długo bawiłyśmy się tam berka, chowanego… Po jakimś czasie niektóre stogi były po prostu zniszczone. A tu pani Lucynka szła z krowami. Przeraziłyśmy się z siostrą okropnie, nie wiedziałyśmy co robić? Co ona powie, co zrobi? Przechodziły mi przez głowę gorączkowe myśli. A ona nam zwyczajnie pomachała. Po ludzku. I po przyjacielsku. Teraz, z perspektywy czasu zastanawiam się nad znaczeniem tego wydarzenia. Nad jego głębszym sensem. I nie znajduję odpowiedzi.

  89. Ważne: to nie może być jakieś „ona czuje we mnie piniądz” albo „jutro znowu będzie pomidorowa” (phi! Ale siara! Jak to puszczają w radiu to zaraz wyłączam!). Takiego czegoś to nikt nie zaśpiewa. To muszą być po prostu „stare, dobre przyśpiewki”.:)

  90. Tak jest, Nutrio! Właśnie! Trzeba śpiewać, trzeba grać, a bez kobiet nic się nie udaje.
    Nie poddawajmy się.

    Zuziu, Wieś Party bardzo mi się podoba!
    No, dalejże, zorganizuj na rodzinnym podwórku jakieś jesienne darcie pierza albo łuskanie fasoli – i śpiewy!

  91. Fajny ten Pani mąż.:) Niczym pan Ignacy Borejko. Co do śpiewania: po pierwsze -trzeba śpiewać wybierając piosenki, które będą odpowiednie ale i które oprócz tego będą lubiane przez innych. Jeśli dwie kobiety zaczną śpiewać na jakiejś niewielkiej rodzinnej imprezie zaczną śpiewać wszystkie. A jeśli będą śpiewać kobiety to może przyłączą się i mężczyźni. po drugie: trzeba grać. Jeśli zagra ktoś jakąś znana (i lubianą!) piosenkę (nieważne czy na trąbce, fortepianie, skrzypcach, czy innym instrumencie) to któż się nie przyłączy. Po prostu: trzeba próbować. próbować i nie poddawać się. Zwyczajnie przypomnieć ludziom jak wspaniale jest śpiewać na rodzinnych biesiadach.

  92. Dobry wieczór!
    Ależ ja uwielbiam, jak Pani coś opowie! Puszulka!

    I u mnie się śpiewało. Nawet niedawno jeszcze. Siadywaliśmy u Dziadków na schodkach. Pamiętam to, a sami z rodzeństwem organizowaliśmy Wieś Party na naszym podwórku, czyli śpiewanie, tańczenie, kawały i teleturnieje. Ja byłam najmłodsza, więc ledwo co pamiętam, a oni wszyscy już tacy duzi albo dorośli. Chociaż źle powiedziałam, że śpiewało się niedawno, nadal się śpiewa, jak ognisko rozpalimy.
    Ale to chyba nie to samo, Babcia opowiadała, jak to po żniwach tańczyli boso po trawie przy akordeonie właśnie.
    Ech, ale musiało być wtedy cudownie…

  93. A to ci dopiero, Anusiu!
    Nawet nie wiedziałam.
    Miło być sąsiadką Roberta Lewandowskiego.:)))

    Sowo, niektórzy tu powinni pisać w skupieniu. Muszę mitygować.
    Ale jak mu mówię: „Idź do lasu, tam pośpiewaj”, to on na to, rozbrajająco: „Ale tam nie będziesz słyszała”.

  94. Dzień dobry wszystkim!
    Właśnie oglądałam mój podręcznik od j.polskiego.
    I natknęłam się na bardzo ciekawe zadanie ,oczywiście od razu chciałam się z nimi podzielić.

    Otóż mamy 3 obrazki
    Na pierwszym jest nasz wspaniały piłkarz Robert Lewandowski. Kolejny obrazek przedstawia jakąś aktorkę , której nawet nie znam.
    A na trzecim jest zdjęcie ukochanej autorki trzymającej ,, Język Trolli ” !
    Polecenie brzmi : ,, wybierz postać z zdjęcia i ułóż pytania do tej osoby”

    Bardzo miło prawda ?

    Czekam aż będziemy robić to zadanie !

  95. Mówiąc „nurt biesiadny” miałam na myśli szeroki repertuar, który śpiewało się dawniej i śpiewa się dziś na spotkaniach rodzinnych (często przy stole, bo jak inaczej), a nie pijackie przyśpiewki. Określenie być może jest niewłaściwe, ale nie wiem jak określić jednym słowem całość, o której Pani mówi – piosenki harcerskie, żołnierskie, turystyczne, ludowe etc. W moim domu raczej nie były obecne (poza patriotycznymi może), choć doskonale nam znane i śpiewane na wyjazdach, obozach, koloniach, u dalszej rodziny.
    A męża proszę nie mitygować, bo kto śpiewa, znaczy, że mu radośnie na duszy. Lubię takie śpiewanie.
    Nutro, fakt, niektórzy nie śpiewają tylko dlatego, że się fałszywie wstydzą – „nie mam głosu” wykręcają się. Ale to koło zamknięte, bo kto nie śpiewa, ten głosu mieć nie będzie.

  96. Aleksandro, masz rację oczywiście!
    I my podtrzymujemy rodzinne tradycje, powiedzonka i zwyczaje. To naprawdę daje siłę rodzinie.

    Sowo, cieszę się na te pierniczki!

  97. O, to mi się podoba, Nutrio!
    Obiecuję więc już nie wątpić w chłopców.

    Sowo, tak, krzepiący jest dla mnie. Może dlatego, że pamiętam ludzi, którzy grywali na akordeonie. Byli na ogół weseli, prości, otwarci i serdeczni. Może ten instrument wybiera sobie takich solistów.
    Nurt biesiadny? Ależ to wynalazek dzisiejszych czasów. Nie, kiedyś to nie były takie prostackie śpiewki przy alkoholu, te wspólnie śpiewane pieśni były i patriotyczne, i żołnierskie, i harcerskie, i turystyczne.
    A jako licealistka trafiłam do szpitala, gdzie wycięto mi migdałki. W sali mojej leżała niewidoma pani, która mnie polubiła i chciała rozmawiać (a ja nie mogłam) – więc mi śpiewała. Tak poznałam całkiem obcy mi nurt ballad jakby podwórkowych, chyba miejskich, samorodnych, rzewnych, a z romansową intrygą. Jedną pamiętam: „Samotny leśny kwiat zapłakał ze swej tęsknoty, i płakał długo tak, i płakał, bo był samotny, a w sercu smutek miał, miłości kroplę chciał, lecz w lesie nikt go nie słyszał, więc kwiatek płakał sam”. Et cetera.

    Co do śpiewających mężczyzn: muzykalny pan Musierowicz od rana do nocy wypełnia dom śpiewem solowym. („Za Niemen, za Niemen, ach, po cóż za Niemen, nie przylgniesz tam sercem…”). Musimy go mitygować.

  98. Pani Małgosiu!… Pani to mówi??? Ta, która zawsze widziała wszędzie dobre strony??? Nie uwierzę! Ale żeby trochę rozweselić innych to tylko powiem, że w naszym szkolnym chórze, oprócz wspaniałej ilości dziewczyn (w tym ja!), jest również garstka chłopców. I żaden się nie wstydzi. Wręcz przeciwnie: niektórzy chłopcy nawet im zazdroszczą, że „mogą sobie na to pozwolić, bo przecież tak pięknie śpiewają”. A nasi ministranci! Co mniejsi mają głosy jeszcze cieniutkie jak dziewczynki, ale nie ma psalmu, którego by chętnie nie zaśpiewali! Tak że są jeszcze porządni chłopcy, oj, są.:)

  99. Krzepiący?! Ciekawe określenie. Chyba bym na nie nie wpadła.
    Nie, u mnie tego nie śpiewano, w ogóle nurt biesiadny nie jest (i nie był) obecny w moim domu. Zwykle były to pieśni „wysokie”, raczej religijne i generalnie wielogłosowe. Co do obciachu, nie wiem od kiedy to się właściwie zaczęło, ale ten trend zauważam nawet u obecnych 40 i 50-latków, więc troszkę to już trwa. Oczywiście jest sporo wyjątków . Chciałabym powiedzieć, że wszystko zależy od tradycji rodzinnych, ale nie jest to prawdą, bo w wielu rodzinach muzycznych (również mojej), młodzi panowie też nie chcą śpiewać. Sowiątko maglowane przez mamusię śpiewa bardzo dużo, ale ile z tego zostanie za parę lat – nie wiem.

    O galerię piernika proszę się nie marwić, mam mnóstwo pomysłów. Nie wiem tylko, czy zdążę do stycznia wykonać choć połowę z nich.

  100. Cieszę się, że słoiczek dotarł :) Tradycje rodzinne staram się podtrzymywać ze wszystkich sił, daje mi to poczucie jakiegoś zakorzenienia, oparcia, a poza wszystkim, jest to po prostu miłe :)

  101. Asiu, tak, akordeon jest taki krzepiący!
    SowoP, a więc i u Was to śpiewano!
    Zgoda co do zubożenia edukacji muzycznej: jest bardzo źle. Co do „obciachu” związanego z męskim śpiewem: ależ to chyba od niedawna, prawda?

  102. Ago, dlaczego nie? Galeria Piernika zawsze zachwyca.
    Myślcie więc nad nowymi formami i pomysłami.
    Styczeń!- jak zwykle w Trzech Króli zrobimy otwarcie Galerii. Jeśli dopiszecie!

  103. „Upływa szybko czas” razem z „Tak szybko mija czas”, to niezastąpione przeboje każdego wesela. Z obowiązkowym ronieniem łez przez rodziców państwa młodych.

    Mój dziadek, też leśnik jak Dziadek M., był skrzypkiem-samoukiem i miłośnikiem operetki. Chociaż nie pamiętam, by sam śpiewał. Kiedyś było lepiej – niechęć do śpiewania współczesnych polskich chłopców upatruję w ogólnonarodowym zubożeniu edukacji muzycznej (nie tylko szkolnej). Jest w naszym narodzie głęboko zakorzenione pojęcie „obciachu” związanego z męskim śpiewem. Nigdzie na świecie tego nie spotkałam, wszędzie gdzie byłam, panowie śpiewają.

  104. Tak, właśnie na zeszłorocznych imieninach Cioci Cecylii, mój Tata grał po raz pierwszy- po wielu latach, na akordeonie. Ale było wesoło i powiedziałabym nawet: rubasznie!:)

  105. Maleńka uwaga na marginesie: czy będzie w tym roku galeria pierniczka? Czy mamy się napawać zeszłorocznymi plonami? Uwielbiam Wasze pierniczki, przypominam sobie te wspaniałe, kolorowe, w kształcie Kubusia, Muminków….

  106. O, właśnie!
    Tak było.

    Aleksandro, Twoja rodzina wydaje mi się bardzo dobrze zorganizowana, zżyta i przywiązana do swoich tradycji. Choćby to wspólne pieczenie pierników!
    Nota bene: dostałam ów miły słoiczek. Stokrotne dzięki!

  107. Pamiętam „Upływa szybko życie” – moja babcia to często śpiewała i zawsze obstawała, by uroczystości rodzinne kończyć tą piosenką. W ogóle babcia lubiła śpiewać i opowiadać historie ze swojej młodości, a my (wraz z siostrami) jako małe dzieci lubiłyśmy ich słuchać. :)

  108. O, widzisz, Babciu Gapciu, jak ładnie dałaś się wywołać!:)
    Dziękuję za wspomnionko, Tobie oraz Dewajtis i Kris.

    Dewajtis, „Szara piechota”!- pamiętam, jak mój teść ją wyśpiewywał. A i pan małżonek mój często sobie ją nuci.

  109. Na imprezach i wyjazdach chóralnych tak się śpiewa (np. z okazji św. Cecylii – już niedługo), tylko, że to trochę inna sytuacja. Co do imprez rodzinnych, mamy kilka piosenek ze słowami napisanymi specjalnie na daną okazję do znanych melodii i czasami do nich wracamy :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

  110. Wiem, że Dziadunio z przyjaciółmi regularnie muzykowali, ilekroć się spotkali. Niestety, nic więcej nie kojarzę, ale spytam Cioci (młodsza siostra Mamy); może coś pamięta.

  111. Ja pamiętam tę piosenkę z dzieciństwa (przełom lat 80-tych i 90 – tych)! Spędzałam wtedy każde wakacje i ferie zimowe w babci w Grybowie, w Beskidzie Niskim. Śpiewy były, rzeczywiście, przy ognisku lub innych spotkaniach towarzyskich. Pamiętam szczególnie ciocię Halinkę i wujka Andrzeja, którzy mieli mocne, czyste głosy. Repertuar był harcersko – patriotyczny, najbardziej zapadło mi w pamięć „Nie noszą lampasów, lecz szary ich strój” i na koniec zawsze właśnie „Upływa szybko życie”(widzę siebie siedzącą na kolanach cioci, która to śpiewa;)
    Piękny album Adminki, wzruszający i rozgrzewający serce.

  112. Kochana autorko, pewnie, że tak. Wszyscy śpiewaliśmy i u nas i w rodzinie męża. A co ciekawe, mężczyźni nawet chętniej niż kobiety. Mój tata, prawie barytonobasem (!) pieśni niemieckie (ależ mnie wkurzały bo byłam „patryjotka”), ale też kochał pieśni rosyjskie i o te go prosiłam: „Wołgę” i „Kalinkę”. Ale jestem już ostatnim pokoleniem śpiewającym. Okropni są nasi mężczyźni- nie chcą śpiewać kolęd, a wnuki to sami chłopcy, więc wiadomo… Jak mi miło, że mnie Pani wywołała, a ja właśnie w tym czasie wyszłam do tablicy, z narażeniem ;)

  113. My też uważamy, że to mandolina.:)
    W czasach powojennych wielu jeszcze było wirtuozów domowych. Mandolina miała wzięcie.
    Podobnie jak bardziej już plebejski akordeon oraz skautowskie organki.

    Ach, i ludzie chętnie oraz powszechnie śpiewali! Niemal na każdych imieninach czy innym spotkaniu towarzyskim lub koleżeńskim zaraz po jedzeniu zaczynano wspólne śpiewy. A na zakończenie spotkania zawsze musiała zabrzmieć tęskna pieśń :”Upływa szybko życie, jak potok płynie czas, za rok, za dzień, za chwilę razem nie będzie nas…”. Pamiętam to dobrze! Ktoś jeszcze pamięta? Mamo Isi? Babciu Gapciu?

  114. „Piniondz, ktory tonie” byl w „Kwiecie kalafiora”. :)
    Zgredowi chodzi chyba o wspomniane „realia życia w socjalizmie”…

  115. Zgadza się, znów wrzuciło.
    Tak, dobrze, że się znalazła Celestynka.

    Piętaszku, dzięki za wiersz bardzo dobry na dzisiaj.

    Dobranoc!

  116. DUA, czasem mnie chyba wrzuca do tego spamu. Może dlatego, że piszę ostatnio głównie z telefonu.?Mam nadzieję, że lada moment odzyskam mojego laptopa, który na szczęście da się jeszcze reanimowac.
    Nie mogę spać, katarzysko męczy strasznie,więc poogladam sobie jeszcze fotografie z rodzinnego archiwum. Adminka mnie natchnęła.Mnóstwo rzeczy trzeba zapisać ,bo przepadną.
    Dobrze ,że się znalazłaś, Celestyno. ;)
    Dobranoc Ulubiona Autorko.Dobranoc,drodzy Ksiegowi. ;)

  117. „Tylko fotografie nie liczą się z czasem
    pokazują babcię jak chudą dziewczynkę
    z wiosną na czerwonych gałęziach wikliny
    jej piłkę sprzed pół wieku i wróble jak liście
    jej warkoczyk tak wierny jak anioł prywatny
    jej skakankę jak prawdę bez łez i pożegnań
    biskupa w krótkich majtkach na wysokim płocie
    fotografie najchętniej ocalają dziecko
    wolą uśmiech niż ostre dogmatyczne niebo
    również serce co się dyskretnie spóźniło
    pokazują wakacje bezlitosne lato
    z psem spotkanie pomiędzy pszenicą i owsem
    zwłaszcza gdy życie ucieka jak balon
    i ślimak chodzi z domem swym bezdomny
    kamień z twarzą królewską który nie skamieniał
    przed dworem co się spalił siostry cienkie w pasie
    dowcipne choć zegarek im płakał na rękach
    wspomnienie 6 klasy stygnące jak perła
    z dyrektorem jak z ssakiem niewinnym pośrodku
    umarł nie zmartwychwstał by odejść jak człowiek
    staw pożółkły jak topaz i żabę z talentem
    kiedy szczygieł z ogrodu przenosi się w pole
    nawet trawę co zawsze wykręci się sianem
    krajobraz co już przeszedł dawno w geografię
    i oczy już za wielkie by stać je na rozpacz ”

    „Stare fotografie” ks. J. Twardowski (1970)

  118. Sowo, a co to za instrument, który dzierży jedna z pan na tym zdjęciu „pod drzewem” od Mamy Isi?

    Mamo Isi, bardzo pięknie prezentują się Twoi rodzice, siedzący pod domem:)

    To jeszcze tutaj napisze: jestem absolutnie zachwycona ślicznymi bucikami przedwojennych dam, pan i panienek. Żebyż to dzisiaj dostępny był wybór takich fasonów, moich ulubionych..rozmarzyłam się.

  119. No jak do czego?
    Piniondz – gupi bo tonie.
    To odnosnie dialogow z Idy, ktore odswieza sobie KrzysztO :)

  120. Na pewno gdzieś grają, mamo Isi.

    Zgredziku, do czego właściwie pijesz z tym tonięciem? Zachodzę w głowę.

  121. Zgadza się, Sowo P.;) Mój Dziadek (ten pan z wąsikami w sadzie pod drzewem) grał na skrzypcach. Aresztowało go Gestapo w lutym 1941, potem był przetrzymywany na zamku w Lublinie, a po przewiezieniu do Auschwitz w ciągu miesiąca Babcia dostała telegram, że nie żyje. Trochę mi żal, że Ciocia już po wojnie wydała jego skrzypce komuś potrzebującemu, bo prawie nic po Dziadku nie zostało.
    Ale może i lepiej, że jego skrzypce wciąż grają.

  122. Wiadomo, że do obu, ale do Babci Haliny jakby bardziej. Tak mi się przynajmniej wydaje.

    Mamo Isi, widzę, że tradycje muzyczne obecne są w rodzinie od pokoleń. :)

  123. O! Moja Babcia powiedziała to samo, że musi usiąść i podpisać stare fotografie. Znalazłam dziś jedną, przedstawiającą mojego pradziadka Władysława z dzikiem, a z tyłu pismo mojego Taty i wszystko opisane, nawet skąd ten dzik pochodził. I nawet nie trzeba pytać.
    Dzięki Tacie doceniam. On bardzo się tym interesuje. W wieku szesnastu lat sam poszedł do proboszcza i szukał w parafialnych księgach, no i zrobił drzewo genealogiczne, gdzie i tak większość wiadomości jest od mojej prababci.
    Niezwykle podoba mi się różnorodność dawnych imion. Żadna z moich czterech prababci nie miała „normalnego” imienia.;)

  124. Jestem właśnie przy ostatnich stronach „Opium w rosole” w ramach przypominania Jeżycjady. Chyba niewiele znajdzie się stron bez aluzji do stanu wojennego i tamtych realiów, ale szczerze wątpię, czy obecni pierwsi czytelnicy są w stanie wychwycić choćby ćwierć z nich. I bardzo dobrze – o to w końcu chodziło.

  125. Joanno, oj, właśnie wyłowiłam ten Twój wpis ze spamu. Mały dziś ruch tutaj, może dlatego się udało.

    Zuziu, tak mnie cieszy, że doceniasz te spotkania z dziadkami i ich opowieści. Oglądaj z nimi zdjęcia! Aha, uwaga! Warto ich wypytać o to, kto właściwie jest na tych starych fotografiach – i wszystkie poopisywać. Mijają lata, przychodzą nowe pokolenia, i czasem już nie wiadomo, kim jest ta pani w kapeluszu, albo ten pan z wąsikiem. A to byli nasi przodkowie! Ich historia jest też naszą własną!

  126. Piękny i przejmujący wpis na stronie Adminki. Zagladajcie,bo tego się nie da opowiedzieć .Jaki niezwykły był to pomysł!

    Ja po raz pierwszy od nie wiem kiedy nie poszłam do pracy.Chorobsko nie dało się pokonać domowymi sposobami i rozłożyło mnie na dobre.Ale nie ma tego złego, poogladam sobie wiele razy Przechodniów i poczytam „Feblika ” synchronicznie z „Wnuczką”.;)Dawno to planowałam
    Skoro przeżyłam juz dziś wizytę w zatłoczonej przychodni, może być już tylko lepiej .; )

    .

  127. Dzień dobry!
    Ciągle siedzi we mnie zachwyt nad wpisem Pani Emilii!
    Zmotywowana siedziałam dziś u dziadków cztery godziny (mam wolne!:)) ) i słuchałam tych opowieści, których jeszcze nie znałam. Przy niektórych historiach, aż łzy miałam w oczach. Przy innych zaś zaśmiewałam się do łez. I pomyśleć, że ci ludzie żyjący w odległych czasach, patrzyli na te same co ja stare drzewa, na te same niebo i słońce.
    A Babcia Pani Emilki, a Pani Mama, kogoś mi przypomina. Nawet nie chodzi o Panią Emilkę, która jak dla mnie jest bardzo podobna, ale kogoś kogo znam. Nie mam jednak pojęcia kogo.
    Pozdrawiam ciepło!:))

  128. Wiktorze, rozumiem Twoje trudności – ale nie pomogę Ci w zadaniu domowym. Musisz je sam zrobić.

    Odpowiem tylko, że tak, istotnie, cenzura była w PRL bardzo gorliwa i dlatego nie przeszłaby – zwłaszcza w literaturze dla młodzieży – żadna bezpośrednia krytyka ustroju. Autorowi, który nie miał ochoty włączać się w nurt obowiązującej propagandy, pozostawało tylko znaczące mruganie oczkiem do czytelnika, który i tak doskonale wiedział, co jest grane. Zresztą, konwencja powieści humorystycznej dla młodzieży średnio nadaje się do politycznych dywagacji.
    Dopiero w „Opium w rosole” spróbowałam znaleźć sposób na opisanie rzeczywistości stanu wojennego. Ale wtedy wydawnictwo NK poprosiło mnie o przerobienie najmocniejszych scen, które i tak przecież zostałyby wycięte przez cenzurę, przez co książka uległaby okaleczeniu.
    Ostatecznie – po sześciu latach od podpisania umowy na „Opium” – książka, napisana właściwie na nowo, ukazała się tylko dzięki sprytnemu wybiegowi wydawnictwa. Wyjęto mianowicie z maszynopisu kartki, na których znajdowały się trudne do zaakceptowania sceny lub zwroty, podzielono powieść na odcinki i dano do cenzury, a następnie, już z jej akceptacją, opublikowano odcinki w czasopiśmie „Płomyk”. Następnie wsadzono na miejsce brakujące kartki i – ochronioną przez tamtą pieczęć cenzury – dano książkę do druku.
    Tak, tak.
    W „Idzie sierpniowej” znajdziesz jedynie to „mruganie oczkiem”, plus realia życia w socjalizmie.

  129. Dzień dobry!
    Tak, wspaniały ten wpis Emilki (patrz: kieres.net). Arcyciekawe zdjęcia Przechodniów.
    Celestyno, witaj! Tak, jej to samo przyszło do głowy. :) Materiałów mamy mnóstwo!

    SowoP, zabawna rzecz, korespondentki Emilki doszukują się w niej podobieństwa do:
    1. Babci Haliny
    2. Babci Zofii

    A jeszcze zabawniejsze jest, że w rzeczywistości jest podobna do jednej i do drugiej!

    Tak, Nutrio, wszystko się zgadza.

    Kresko, bardzo mi miło, że Jeżycjada zyskuje przy bliższym poznaniu.

    Jas! Pewnie, że Emilka inaczej pisze niż mama. Robić coś tak samo jak mama – to żaden postęp. A postęp musi być!
    Ona i ciasta lepiej piecze.:)

  130. Dzien dobry!

    Najserdeczniej pozdrawiam Pania i wszystkich Gosci.
    Upajam sie wpisem na stronie Emilki. Mam nadzieje, ze kiedys w przyszlosci spod jej piora wyjdzie jakies dzielo, kronika – na podstawie losow i wspomnien przodkow – o czasach dawno minionych.

  131. PS. Fajnie tak sobie pomyśleć, że wszyscy już idą do szkoły, a ty zostajesz w domu żeby się „kurować” po przebytym wirusie.:)

  132. To Emilka jest Pani córką? Nie wiedziałam! Co prawda padało nam czasem nazwisko Musierowicz, ale mój tępy mózg nie wpadł na to, że AŻ córką! To miło, że Pani córka też pisuje książki.:) A Bartłomiej to pewnie jej mąż?

  133. Dzień dobry. Wchodzę po przerwie i proszę! Dowiaduję się, że mój ulubiony Gierymski (sama nie wiem, którego Gierymskiego bardziej lubię) miał takiego oto kolegę, Masłowskiego. Bardzo mi się podoba ten obraz. Dziękuję za edukację kulturalną!

    Lubię polską szarówkę. Doceniłam ja po pobycie w Rzymie. Po kilku miesiącach bolały mnie oczy. Tam jest jakieś takie światło, że całe dnie, od rana do wieczora kolory są bardzo nasycone, nawet w lutym. Wróciłam do Polski w marcu i gapiłam się za okno, na szare niebo z bezlistnymi drzewami. To było uspokajające.

    Pozdrawiam!

    PS. Nie mam czasu tu wchodzić, bo wszystkie wolne chwile poświęcam na czytanie Jeżycjady. Ja nie mogę, że tak powiem! Ile tam jest ciekawych dialogów – w ogóle ich nie zauważyłam 15 lat temu. Np. rozmowa Gabrysi z prof Dmuchawcem w „Nutrii …” – szacun!

  134. Dzień dobry pani Małgorzato,
    Jestem w klasie II gim, i jedną z lektur jest „Ida Sierpniowa”.
    Zadano nam wypracowanie, i każdy uczeń ma swój temat, moim jest :
    Co działo się w czasach „Idy Sierpniowej” (wydarzenia historyczne, system polityczny …) ?
    Odpowiedzieć na pytanie czy narrator mówi o wydarzeniach i dlaczego ?
    Znaleźć wszystkie aluzje odnoszące się do wydarzeń historycznych i epoki.
    Nie znalazłem żadnej aluzji do wydarzeń, i znalazłem kilka o epoce.
    Czemu tak mało mówi pani o tym co się działo, czy nic się nie działo w 1979 r.? A może przez cenzurę za PRL-u? Czy może dlatego ze to nie książka historyczna ?
    A może twierdzi pani że jest tych aluzji dosyć sporo.
    Jestem ciekawy odpowiedzi i z góry za nią dziękuje.

  135. Aha, i bardzo wszystkim polecam jutrzejszy (a może już dzisiejszy, bo pewnie w nocy zostanie opublikowany) wpis na stronie Emilki (kieres.net). Bardzo, bardzo ciekawy (już go widziałam)! Fascynujące stare zdjęcia, nadesłane przez Czytelników, a także – nasze rodzinne.
    W sam raz na Zaduszki.

  136. Nutrio (wiad.pryw.- pardon) ależ nie niepokój się, po prostu wyjechałam.
    Mamy Wszystkich Świętych, pamiętasz? I Dzień Zaduszny. Odwiedzamy groby najbliższych.

    Zdrowie mi znakomicie dopisuje – nie niepokój się, bo zaraz znów wyjadę.
    Dziękuję za troskę.:) Życzę Ci szybkiego powrotu do zdrowia!

    S. Mario Anno (wiad.pryw.)- Bóg zapłać za pamięć, dobre słowo i modlitwę. Wzruszyłam się tymi wiadomościami. Dziękuję z całego serca!
    Proszę przekazać moje najlepsze myśli i pozdrowienia wszystkim, a zwłaszcza Seniorce.:)

  137. Sowo, zaskoczyły mnie zarzuty względem detali z epoki w adaptacji Dumy, o której wspomniałaś. Pamiętam, że zasłony, zabłocone rąbki sukien i suszące się pranie wydały mi się bardzo stylowe.:)

  138. Film „Love & Friendship” zaskoczył mnie.
    Galeria charakterystycznych postaci, uwikłanych w intrygę tytułowej bohaterki, bawi i śmieszy. Humor to największy atut filmu. Brakuje jednak spacerów polnymi drogami, scenek z życia rodzinnego i romantycznego bohatera. Kto spodziewa się zanurzenia w angielskim klimacie rodem z RiR oraz DiU nie znajdzie tego w najnowszej adaptacji.
    To tylko moje odczucia, sprawdźcie proszę sami. Warto zobaczyć.
    A ja przeczytam książkę, żeby sprawdzić jak przedstawiła sprawę Jane A.

  139. Uzyskałam, uzyskałam.
    Ale na razie i tak nic z tego, bo od wczoraj mam przeraźliwą gorączkę.
    Dlatego też przez długi(?) czas nic nie pisałam. Teraz trochę ustąpiło, więc tylko zerknęłam. Odpisuję i czmycham z powrotem pod kołdrę. Niestety, z grypą już tak jest. Pozdrawiam, choć jestem chora. ;)

  140. Wszystkim tym, którzy nie wyrzucili jeszcze telewizora może przyda się informacja, że w programie
    Stopklatka można od kilku tygodni oglądać Poirota z D. Suchetem . Dziś „Tajemnica Błękitnego Ekspresu” ;)

  141. Oj, bollywoodowej nawet nie zamierzałam obejrzeć.
    Ani zombie.
    Po prostu myślę, że każda ANGIELSKA adaptacja będzie doskonała.
    Ale znów „Rozważna i romantyczna” wg scenariusza Emmy Thmompson miała chińskiego reżysera. A była świetna. Może także dlatego, że główne role grali Anglicy.

    Ciekawa jestem, czy Nutria uzyskała zgodę rodziców na przeprowadzkę!:)

    To mówiąc, zmykam. Jedziemy na cmentarz.

  142. Była jakaś adaptacja indyjska (bollywoodwa) „Dumy i uprzedzenia”, nie widziałam, ale znam parę bollywoodowych filmów, więc spodziewam się, że jest specyficzna. Zarzuca się też adaptacji z Keirą, że niby nie zachowuje wierności detalom epoki w kwestii ubiorów. Takie opinie spotkałam w artykułach o modzie z czasów regencji, które czytałam tego lata.
    Nie ma też chyba co wspominać o wersji z zombie.

  143. Dzień dobry!
    Zastanawiam się od wczoraj, czy mam rację: a może była jakaś nieudana adaptacja filmowa powieści Jane Austen?
    Kto zna, niech powie.

  144. DUA,dziękuję serdecznie i przekażę na pewno,zwłaszcza że Mama Przybysza to Pani wierna czytelniczka. Zaraziłam ją Jezycjadowym bakcylem wiele lat temu i trwa w zachwycie i oczekiwaniu na kolejne powieści do dzisiaj.Ależ się ucieszy!

    Jadziu kochana ,dzięki. To naprawdę wielka radość i nowy etap w życiu rodziny. Ale Ci zazdroszczę tych Targów. Udanych łowów. ;)
    A wszystkim – miłego dnia. ;)

  145. Nie było mnie, bom pracowała.
    Dzięki, Sowo luba, miło będzie posłuchać harfy po dziesiątkach utworów skrzypcowych, które po Konkursie wykonywał u mnie Max V. Przy „Czardaszu” Montiego (co za wykonanie!) poczułam jednak niejasne zmęczenie tym wulkanem.

    Joanno, gratulacje dla rodziców Przybysza.

    Nutrio, ale ja naprawdę nie wiem, skąd mi przychodzą pomysły! Litości!
    No, z głowy, to jedno pewne.;) I to własnej.
    Poznanianko, dziękuję za wiadomość, że ekranizacja jest udana! To pysznie!
    Ale, rzecz ciekawa, trudno o nieudaną w przypadku Jane A.

    Życzę wszystkim spokojnej nocy.

  146. Harfa reprezentowała kiedyś wyższy status społeczny. Poza tym, panna grająca na harfie wyglądała rzekomo powabniej niż ta przy pianoforte, głównie ze względu na lepszą ekspozycję rąk. :) Dużo artykułów o tym plącze się po Internecie, jak ktoś ciekaw.

    Dzięki, poznanianko, za Twoją recenzyjkę! Dodam, że gdybym trudniła się tłumaczeniem filmowym, w tym wypadku zastosowałabym mimo wszystko dosłowne tłumaczenie angielskiego tytułu, bo formuła typu „coś i coś” ma u Austen ugruntowaną pozycję i jest ona wszystkim doskonale znana.

    Cicho tu coś dzisiejszego wieczoru, w sam raz na delikatne dźwięki harfy:

    Marcel Tournier – „Ce que chante la pluie d’automne”.

  147. Joanno, ależ się cieszę! Nowe dziecko w rodzinie to prawdziwy skarb :)

    Drodzy Księgowi, czy wybieracie się jutro lub w niedzielę na Targi Książki w Krakowie? Już nie mogę się doczekać jutrzejszych poszukiwań na stoiskach :D

  148. Istnieje życie pozafesiwalowe. Wspomniany film wg Austen był latem w kinach pod mickiewiczowskim, świetnym tytułem „Przyjaźń czy kochanie”. Moim zdaniem to udana ekranizacja, tyle, że „lady Susan” nie jest jeszcze zbyt austenowską książką Jane Austen. Bardziej mi przypomina Chadelros de Laclosa, nie tylko ze względu na epistolarność. Zwraca uwagę dobrze dobrana do epoki muzyka – dużo klawesynu, lubiana przez Jane harfa i śpiew.

  149. A u nas w najbliższej rodzinie urodziło się dziś całkiem nowe dzieciątko.
    Dziewczynka!!!Pierwsza od ponad dwudziestu lat!
    Jaka jestem szczęśliwa! Jaka to radość!
    Aż musiałam się podzielić. ;)

  150. Oj, to chyba prawda, Piętaszku!:)

    Judyto, dzień dobry!
    Jaki miły obrazek nam tu zamieściłaś: ten dom!!! Cóż to musi być za cudo!
    I miła rodzina w nim.
    Masz rację, trzeba słuchać tych opowieści, są arcyciekawe, wzruszające i dobre. I tyle mądrości niosą, a także świadectw miłości.
    Ja też je bardzo lubię, a na szczęście umiałam słuchać, póki jeszcze żyli moi dziadkowie i babcie, ciocie i wujkowie.
    To wszystko, te ich przeżycia i wspominki, jakoś nas kształtują, prawda?
    Pozdrawiam najserdeczniej całą rodzinę!

  151. Nutrio miła, zdradzę Ci w sekrecie, że Wszyscy , którzy tutaj zaglądają, TO lubią, to taki nasz znak
    rozpoznawczy :)

  152. Dziekuję za pomięć, kochana Zuziu! Piętaszku, ja też kocham patrzyć w niebo. Najbardziej ze wszystkiego -nocą. Grafitowa noc i gwiazdy… nie ma nic piękniejszego. Ale w biały dzień czy o zachodzie słońca jest równie wspaniałe. Cudniejsze niż wszystkie cudy Natury zebrane razem! Nie wiem czemu… po prostu gdy patrzę w niebo widzę w tam odbicie całego ślicznego świata…
    PS. DUA, w jakim roku będzie się odbywać akcja „Ciotki”? I jak powstał pomysł o Borejkach?

  153. Pani Małgorzato, pięknie dziękuję za ten wpis, za obraz, za tekst Konopnickiej. Jestem mamą dwóch małych chłopców, takich jak Tadzio i Janek, bardzo mnie cieszy i wzrusza gdy czytam o dzieciach i dorosłych,którzy żyli tyle czasu przed nami, gdy widzę że czułość, miłość, radość i psoty nic się nie zmieniają.
    Mieszkamy w starym,rodzinnym domu,zbudowanym przez prapradziadka mojego męża w 1904 roku na Wielkopolskiej wsi (a dom w stylu zakopiańskim!),z Dziadkiem,który mieszkał tam jako mały chłopczyk. Bardzo lubię wyobrażać sobie jak to było kiedyś,uwielbiam opowieści o codziennym życiu dziadków,pradziadków,prapradziadków…
    Dziękuję i ślę serdeczności!

  154. Dzień dobry. Dziś dzień ponury , wietrzny i deszczowy, a na domiar słucham „Suit francuskich Bacha”
    w wykonaniu Marii Joao Pires (mojego ostatniego odkrycia) – smutne, urzekające, ale z dużą dawką optymizmu. Zakochałam się w tym wykonaniu.

    Pani Małgosiu, mam jakieś małe kłopoty z internetem i dlatego nie mogę obejrzeć polecanego przez Panią
    wykonania Maxima Vengerova, ale z pewnością to uczynię. Miłego dnia :).

  155. Też chciałabym tańczyć mazura i poloneza!!!
    Od dzisiejszej muzy oczekuje się, że będzie energetyczna (patrz rock) doda ludziom energii, odgoni chmury, albo współzdołuje, by się lepiej poczuć w grupie. A co dopiero jakbym zatupała takiego mazura, najlepiej w jakimś zespole rumianych z błyskiem w oku! Można iść w bój! Już sama myśl o tym uwzniośla.
    A tutaj dzisiaj taniec z odkurzaczem.
    Jeszcze popatrzę trochę na malarstwo. Czyżewskiego „Kobieta w czerwonej czapce” ma smutną minę, ale obraz wesoły. Trudno zrozumieć.
    Nie wiem, co napisać o obrazie Stanisława Masłowskiego „Wschód księżyca”, jak go zobaczyłam dech mi zaparło i jakoś nie chce mi się pisać, wolę podziwiać.

  156. K8, dobrze, że podałaś tytuł austenowskiego filmu, bo bym chyba umarła z ciekawości.

    Konkurs Wieniawskiego był w tym roku nadzwyczaj ciekawy i udany. A w dodatku dzięki niemu odkryłam Maxima Vengerowa (przewodniczył jury) i tak jestem zachwycona tym genialnym skrzypkiem, że ze wszystkimi chcę się dzielić nowym odkryciem.

    Obejrzyjcie koniecznie jego „Masterclass” na YT, rozczulające i urocze, a jakie pouczające! Jako trzecia uczennica pojawia się tam mała Chloe Hanslip, która gra oszałamiająco, i z którą Vengerov sobie miło żartuje. Dziewczynka się rozpływała ze szczęścia! Ciekawa byłam, co z niej wyrosło – patrzę, a to wybitna solistka! (dziś ma już ze 30 lat). Też do posłuchania.
    Życie jest piękne!

  157. Pełna zgoda, Jas!
    Nie zapominajmy wszelako o polonezie. Umiem go zresztą tańczyć, i mazura też. Nauczono nas w liceum!!!

    Osoba, którą cytujesz, pięknie pisze i w dodatku trafnie obserwuje. Tak było! Pamiętam te czasy z dzieciństwa. Radio (bo telewizji jeszcze nie było) nadawało stale najpiękniejszą muzykę poważną, różne były o niej audycje i pogadanki, a tak zwana muzyka taneczna i rozrywkowa stanowiły rodzynki w całodniowym programie. Radio naprawdę miało misję edukowania społeczeństwa (za to więcej w nim było grubej propagandy).

    Ale nie narzekajmy na dzisiejsze czasy: mamy takie wydarzenia, jak Konkurs Wieniawskiego i wspaniałe transmisje, sale koncertowe pękają w szwach (ileż młodzieży!!!), a miliony ludzi słuchają koncertów w telewizji i internecie. Myślę, że poważanie dla muzyki klasycznej stale rośnie!

    Śliczna ta historia o ptaku w Operze Leśnej.

  158. Jeszcze mały cytacik i zmykam pod regał:” W taki sposób uczyłam się tańczyć, jednak to wszystko nie to, dopiero balet… nie ma nic piękniejszego niż mazur! i teraz kiedy ledwie łażę, śni mi się, że tańczę mazura.” Polski mazur to chyba jedna z najpiękniejszych rzeczy w Europie…

  159. Takie małe ciekawe sprawy: podobno po wojnie u nas organizowano pierwszy raz zbiorowe wystawy naszych Wielkich: Chlebowskiego, Gierymskiego, Makowskiego, Czyżewskiego, Michałowskiego i tu zacytuję:”Bardzo dużo ludzi przychodziło na nie, ludzie po wojnie interesowali się sztuką w dużo większym stopniu niż te obecne pokolenia. Dzięki tej pracy mogłam sobie pozwolić na bywanie na koncertach w Operze Leśnej w Sopocie, były to oczywiście w tamtych czasach koncerty muzyki poważnej i w naturalnej leśnej akustyce! późnej zniszczonej. Kto tamtej Opery Leśnej nie znał nie wie jak może brzmieć taki koncert bez głośników. Tam kiedyś w trakcie koncertu F-moll Chopina, włączył się weń głos jakiegoś ptaka, było to niezwykłe, a jak piękne! przez dłuższy czas on koncertowi wtórował.”

  160. Dzień dobry.
    W imieniu jamniorka dziękuję za wyrazy wsparcia.
    Informuję, że łapina zdrowieje a jamniczek odzyskał dobry humor.
    Zmykam do pracy.

  161. Dzień dobry DUA i Księgowi! Korzystam z krótkiego urlopu i odsłuchuje nagrania z Konkursu im. Wieniawskiego. Tyle ciekawych dyskusji tu było, że zachęciły mnie do uruchomienia YT i sprawdzenia własnousznie, co było grane.
    A we Wrocławiu kolejny festiwal filmowy. Dzisiaj wybieram się na 4 projekcje. Zaczynam od filmu na podstawie książki Jane Austin.

  162. Może to były dzikie gęsi, Piętaszku. Niektóre zostają – nad naszym ogrodem stale zimą przelatują całe klucze, to nad jezioro, to w stronę pól. Jak twierdzi ornitolog (znajomy sąsiadów) – mieszkają one nad jeziorem, a lecą na posiłek (na pola).
    Te białe błyski to światło księżyca na wilgotnych gałęziach. Tak one wyglądają naprawdę (zaobserwowałam).

    Tak, spać trzeba.
    A szkoda. Strata czasu. Rozumiem Sowiątko.

    Dobranoc!

  163. Choć to tylko mała reprodukcja obrazu, ciągle dostrzegam (z czego się bardzo cieszę) coś nowego. Jak mogłam
    nie zauważyć, majaczących w oddali i nad wodą kształtów ptaków udających się na spoczynek ? A tak swoją
    drogą nie zapowiadało się wtedy chyba na srogą zimę skoro niektóre ptaki pozostały tak długo.
    Zauważyłam też pomiędzy bezlistnymi gałęziami, plamki białej farby, takie ledwo widoczne błyski, które
    posłużyły moim zdaniem artyście do lepszego ukazania pięknego rysunku drzewa. I to mnie tak wyciszyło, że…
    chyba pójdę spać. Dobranoc.

  164. Nutrio i Zuziu, mnie tak przed kilkunastu laty zabudowano Wschód, ale dzięki temu zyskałam sympatycznych
    sąsiadów. A więc nie ma tego złego…No i widok na pozostałe części świata bez zarzutu. Zawsze też można
    spojrzeć w niebo :)

  165. Dobre są takie zagadki, Sowo.
    Wcale nie wszystko musimy wiedzieć.
    Na YT, na dobry nastrój przed snem : Maxim Vengerov Masterclass. Sama radość, zapewniam!

  166. W kwestii tego, kto skrewił pierwszy – tym razem odniosłam wrażenie, że to była raczej obopólna decyzja, wynikła z sytuacji w jakiej ich postawił szalony nauczyciel. Która matka nie pojechałaby ratować swojego nieletniego dziecka wobec takiej deklaracji? Ojca pewnie nie wypuszczono, a jej nie dano wrócić, jak to w Związku. Z tego, co udało mi się w końcu wygooglać, cała trójka ma teraz obywatelstwo izraelskie, więc pewnie w końcu są razem. Bardzo, bardzo się z tego cieszę.

    Hipoteza wymogu kompozycji – biorę ją pod uwagę, choć dostrzegam też argumenty przeciw. No trudno, będzie to jeszcze jedna niewyjaśniona zagadka do mojej kolekcji.

  167. Zuziu,jak świetnie że możesz codziennie słuchać takich mądrych rzeczy. Super szkoła i mądrzy nauczyciele.

    Kogutowe piano na dziób i fortepiano zbudzi nas jutro rano. ;)

  168. Dobry wieczór!
    Nutrio! fluid! Nasz ksiądz też ostatnio mówił o powołaniu. Trochę co prawda inaczej niż Twój, bardzo prosto, ale trafiało w człowieka.
    Za to dziś na „słówku” jedna z naszych nauczycielek (fantastyczna historyczka) pięknie mówiła. O tym, że nie trzeba rezygnować z pasji, z życia, aby żyć w wielkiej przyjaźni z Bogiem, o tym, że nasz Bóg jest Bogiem, który daje, a nie zabiera. Pięknie mówiła.
    W ogóle jestem „słówkami” zachwycona, ileż z nich można wynieść!

    Aha, Nutrio, nie przejmuj się domem, który zasłania las. (Chociaż, kto to mówi? Ja, która co chwila popadam w rozpacz, bo nowy dom się buduje?) Przecież Ci ludzie mogą się okazać cudowni, do tego teraz oni mogą podziwiać piękno lasów i gór. I trochę szczęśliwszych ludzi więcej! Ale masz cudownie, mieszkać w górach!Ech… Ja na ten przykład mam bardzo niewielki obraz z mego okna, na wielką lipę, która wszystko zasłania(ale jak pięknie jest teraz żółta!) Lubię w nocy patrzeć w to okno. Gdy bardzo wieje, to plamka światła latarni ulicznej tak tajemniczo pojawia się i znika.
    A teraz ja znikam-dobranoc.:))

  169. A moje dziecko chodzi właśnie po pokoju i ciągle podśpiewuje „cumbu-cumbu-lidze”, na melodię itsy bitsy spider.

  170. „Rekonwalescent jest to człowiek, który nie czuje się dobrze, ale czuje się lepiej, aniżeli wtedy, gdy czuł się gorzej, aniżeli czuje się teraz.”
    Nie pamiętam, kto to powiedział;( Chyba Kern w „O Wacusiu”.

  171. Oj, Nutrio kochana, nie zawstydzaj mnie, nie wiem, jak się znaleźć wobec takich pochwał. Wbijam wzrok w podłogę.

    A przytoczyłaś piękne i ważne słowa księdza. Jak to dobrze, że młodzi ludzie mogą usłyszeć coś takiego, właśnie w wieku, kiedy podlega się najróżniejszym załamaniom. Człowiek szuka tej swojej ścieżki i ciągle popada w zwątpienie, prawda? A tymczasem wystarczy sobie powiedzieć: postaram się zrobić coś dobrego dla świata!
    I nagle się okazuje, że to ta właśnie dobra intencja jest ważna. I droga sama się przed nami rozwija.
    Jak w baśni!

    Więcej od nas samych zależy, niż nam się wydaje.
    I możemy też o wiele, wiele więcej, niż sądzimy.
    Wszystko się dopiero okaże.

  172. Babciu grapciu zgadzam się z Tobą absolutnie. 200%.:) Nasz ksiądz wygłosił w ostatnią niedzielę piękne kazanie. Mówił o tym, że każdy człowiek jest przez Boga zaplanowany i każdy ma jakąś rolę (trochę jak bohater książki „Cały świat to scena, a ludzie na nim to tylko aktorzy”. Szekspir.). Po prostu powołanie. Ale to powołanie nie jest tak łatwo odkryć. Jednym to się udaje i wtedy czują się spełnieni (np. lubią swoją pracę i doskonale sobie w niej radzą). Innym zaś -nie. Nie radzą sobie w życiu i myślą, że są „niezaplanowani” a tymczasem to nieprawda. I jeśli będą szukać swojej własnej ścieżki, to w końcu zdadzą sobie z tego sprawę. Myślę, że pani Małgosia znalazła tę ścieżkę tak dobrze jak niewiele innych ludzi na świecie. Zwyczajnie czyni świat lepszym i robi coś, czego nie umie robić żaden inny człowiek. Bo te jej cudowne książki to nie tylko talent i bogata wyobraźnia. To coś więcej.

  173. Ach, Anette, jakie to szczęście, że nie musimy zasiadać w jury, prawda?!

    Tak, Veriko była mocna!
    Potwierdzam: serce! To się czuje.
    Vengerov też je ma.

    Mamo Isi, jak to miło, że już wyzdrowiałaś i sobie z nami żartujesz!

  174. Sowo (wiad.pryw. nr 2)- rzeczywiście, to ciekawe.
    Ale może to po prostu wymóg kompozycyjny? Może Konopnickiej wydało się, że nie opanuje piórem (wówczas jeszcze trochę może niepewnym) takiej gromady, którą opanowywała jako matka?
    Zresztą, co ja gadam: przecież miała i nianię. i służące. W życiu łatwiej jej było nad dziatwą zapanować.
    Ale przecież beletrystyka nie musi koniecznie odzwierciedlać życia realnego; nawet, jeśli ma je za przedmiot.

  175. Obraz Masłowskiego – piękny, idealnie pasuje do najmroczniejszego miesiąca, który właśnie przed nami. Co prawda to w grudniu dni są najkrótsze, ale śnieg i atmosfera Bożego Narodzenia rozjaśniają mi bardzo ostatni miesiąc, natomiast listopad to dla mnie najczarniejszy czas w roku.
    PS. Słucham sobie jeszcze na spokojnie Veriko Tchumburidze i Bomsori Kim podczas Konkursu Wieniawskiego i moje serce jest za Veriko – wspaniała, pełna pasji, widać, że przede wszystkim czuje muzykę sercem.

  176. Sowo (wiad.pryw.)- pełna zgoda.
    Inna sprawa, kto pierwszy skrewił.
    Piętaszku (wiad.pryw.)- no widzisz, ale od tego właśnie są terapeuci.
    (Osobiście – nie używam).

    Pani Krystyno S. – dziękuję za miłe słowa i zaproszenie; ale staram się unikać występowania w mediach i całkiem nieźle mi się to udaje.:) Przepraszam.

  177. A! Tak to lubię.:)
    Już profesor Raszewski pisał: „Literatura jest także po to, żeby godzić człowieka z życiem”.
    Rozszerzyłabym to zadanie na wszystkie sztuki piękne.
    Sowo, patrzę sobie na tego Vengerova i myślę, że ze swojego cierpienia (o którym wspominasz, a które na pewno obecne było w jego życiu) uczynił najlepszy możliwy użytek. Nie rozpamiętywał go, nie obnosił się z nim, nie użalał się nad sobą ( nie znoszę tego!) – ale, tak jak Mozart, przekuł je w złoto radości i podarował światu.
    Tak bym widziała naczelny cel istnienia artysty, wręcz warunek jego istnienia. I polecałabym takie działanie każdemu nie-artyście.

  178. Rzecz w tym, że Pani rozświetla, rozjaśnia, ubarwia, rozbawia, wzrusza, pociesza, rozrzewnia, koi, reflektuje, relaksuje, uczy- jednym słowem sprawia, że ma się dobry dzień. I to jest ta terapia… :)

  179. Co do koguta: mam tak samo jak mól książkowy. DUA -No, podniosło mnie to trochę na duchu, ale jest coś lepszego: obok mojego pokoju jest taka… no, powiedzmy „graciarnia” i z jej okna nie widać ściany, bo budynek kończy się na granicy mojego pokoju. „Graciarnia” znajduje się jednak tuż za ścianą i ma podobne wymiary, więc gdybym się przeprowadziła, to nie zauważyłabym prawie różnicy. Myśli Pani, że to możliwe, żeby rodzice się zgodzili na przeniesienie tych wszystkich gratów oraz moich mebli?

  180. No cóż… zawsze patrzmy na jaśniejszą stronę, Nutrio: będziesz miała mocne powody do wyjścia na spacer!
    Bo przecież góry i lasy nie znikły, są w tym samym miejscu!

    Babciu Gapciu, tak, wpisałaś się pod „Pierwszy dzień jesieni”, ale ja i tak przeczytałam.:) Dziękuję!
    Muszę coś powiedzieć w związku z tą terapeutką: nie aspiruję do tego zadania. Jestem po prostu tylko pisarką. Jeśli komuś pomagam pisaniem – cieszę się. To naprawdę wielka satysfakcja.
    Ale z poważnymi zmartwieniami i smutkami należy się oczywiście samemu borykać.

    Pozdrawiam wszystkie Twoje młode mamy, Babciu Gapciu!

  181. U mnie smutno. Dlaczego? Otóż: obok mojego domu jest niewielka działka, a za nią las. Ostatnio zaczęli się tu budować jacyś ludzie. Nie przeszkadzało mi to -aż do dziś. Budzę się bowiem rano, spoglądam w okno, a tu zamiast lasu ogromna, biła ściana, zasłaniająca wszelki widok. Na domiar złego cały czas coś wiercą, biją, stukają. Jednym słowem -wstrętny hałas. Żegnajcie, rdzawe góry, złote lasy, zielone pola! Żegnaj, cudny zachodzie słońca! Żegnaj, upojna ciszo! Aż strach pomyśleć, że od teraz tak będzie wyglądało moje okno. Jakby przesłonięte brzydką,szarą żaluzją. Ale to prawda. I nic nie można z tym zrobić.

  182. Witam wszystkich:) U nas słoneczko pięknie świeci:) Moja sąsiadka ma koguta, ale raczej nie wywiązuje się ze swoich obowiązków. Niestety.

  183. Może i geniusz, ale jakim to cierpieniem okupione. Matka opuściła swojego męża na 16 lat! A właściwie to już na stałe, bo jak rozumiem, wciąż mieszka za granicą z synem i jego rodziną. A chłopak od 7 roku życia chował się bez ojca.

  184. To ja tak cichutko, żeby nie przeszkadzać w rozważaniach muzycznych.
    W liceum, mimo wszystko, mi się podoba. W końcu nauczyłam się zdrowego podejścia do ocen (od jedynki się nie umiera i nie muszę być ze wszystkiego dobra), zapisałam się do chóru (tak pięknie czasami brzmimy, że aż sama się dziwię!) i mam w klasie wspaniałą koleżankę. Oraz intrygujących, inteligentnych bliźniaków (i nie są intrygujący tylko dlatego, że są bliźniakami; ciekawi mnie ich sposób myślenia i bycia). Tak że, jak Pani widzi, da się przetrwać :)

  185. Dzień dobry. I ja przez całe lato słuchałam wspaniałego koguciego koncertu . Pan Kogut niedawno zamieszkał
    w naszej okolicy i trzeba przyznać, że bardzo dobrze wywiązuje się ze swojego śpiewaczego zadania, a ja
    dzięki temu nareszcie czuję się jak na prawdziwej wsi. Ukontentowane takim śpiewem kury, prezentują równie
    ukontentowane, acz cichutkie gdakanie. Poza tym – u nas też cisza. :)

  186. Wiem, Sowo, sama właśnie (fluid!) tropię Vengerova na YT. Co za skrzypek! Osłupienie i zachwyt. Znalazłam serię jego lekcji mistrzowskich dla Royal Academy i oglądam z podziwem. Jak on wspaniale tłumaczy studentom, jak ich uczy na własnym przykładzie, a jak miło przy tym żartuje!
    Widziałam też wywiad z nim, w którym opowiadał, jak w dzieciństwie ćwiczył. Zazdrościł innym dzieciom, że mogą się beztrosko bawić. Ale kiedy po raz pierwszy stanął – jak mały jeszcze chłopiec – przed wielkim audytorium, pojął nagle, że to właśnie jest jego dar i rekompensata: że może zapanować nad wszystkimi tymi ludźmi i wprawić ich w zachwyt.
    Bardzo sympatyczny i – o dziwo!- normalny człowiek, wesoły i naturalny.

    Patrz tu: Vengerov: Ravel’s Tzigane And Unpredictabilty

    Albo tu: Vengerov: Basketball In Mozart’s Violin Concerto No.3

  187. W przypadku genialnych muzyków zwykle są to bardzo ciężkie dzieciństwa. Setki godzin ćwiczenia, często z dala od domu rodzinnego. Poczytajcie w Internecie wywiad z mamą Vengerova. Czteroletni Maxim ćwiczący codziennie do piątej rano i odsypiający w dzień. Horror.

  188. Jak gdzie, jak gdzie. U nas – cisza. Czasem tylko kogut zapieje.

    Ateno, bardzo lubię oglądać ludzi wielkich w ich dzieciństwie. To takie ciekawe, zwłaszcza gdy się zważy, jakie wydarzenia, często nawet drobne, miały wpływ na rozwój ich osobowości i talentów.
    Szkoda, że tak mało wiadomo o pierwszych latach życia Bacha czy Seneki, na przykład.

  189. Dzieki DUA,za urocze wspomnienie malego Stasia. Dobrze sobie czasem uswiadomic, ze nawet wielcy byli kiedys dziecmi. Naszym szczesciem jest to, ze Maria Konopnicka utrwalila okruchy Stasiowego dziecinstwa. Piekny obraz.

  190. Nini, dziękuję, zawsze to razniej . Zuziu, nie przejmuj się chemią . Jak mawiał mądry ks.Fedorowicz liczy się staranie . Poza tym czasem mi się zdaje, że jak ktoś się uprze zostać człowiekiem renesansu , to zwykle kończy jako człowiek orkiestra .Tak samo często mam nieodparte wrażenie , że najwspanialszą pracą społeczną jest wykonywanie z sercem swoich obowiązków .

  191. Dawno się nie wpisywałam, więc idąc za przykładem Zuzi, też się tylko przywitam :)
    Aha. Zuziu, chłopcy z tego wyrastają! W liceum.

  192. Aż tak? Ojej! Zauważyłam, że społecznicy są dobrzy w sprawach społecznościowych, orientują sie w tym. Ja rzeczywiście do tego się nie nadaję.

  193. Jeszcze słówko do Jas: o tych, co się wmieszali w nurt życia społecznego, a zapomnieli o sztuce. Jaka nauka z tego płynie, jeśli się jest człowiekiem Sztuki? Żadnej polityki, działań „społecznych” etc. Sztuka jest Twoim działaniem społecznym.

  194. O, i u nas mgły się podniosły, kolory zaświeciły. Posadziłam 45 cebulek tulipanów: klasycznych białych, pąsowych kieliszkowych, żółtych pełnych i takichż bladoróżowych, oraz grupę żonkilową koło tego. No! Jest na co czekać. Jakoś tę zimę przetrwamy.

    Krzysztofie, co za trafna uwaga. Zuziu, tak będzie.
    Chciałabym też powiedzieć słówko w sprawie Twojej chemii: nie martw się i nie wstydź tej trójki minus przed Nutką. Po pierwsze, może i Nutce taka ocena się zdarzyła. A po drugie, non omnia possumus omnes (czyli nie wszyscy możemy wszystko, nawet Wergiliusz musiał to przyznać), bo nie wszystkie talenty naraz można posiadać. Jestem pewna, że nawet geniusze renesansowi CZEGOŚ nie potrafili.
    Dobrze jest zrozumieć, co właściwie potrafimy i na tym się skupić.

    Chesterko, ach, dziękuję, słoneczko drogie.

    Jas, ciekawe rzeczy piszesz. Spotkałam się z tym nurtem, oczywiście. Czytałam sporo takich „domowych” książek (w tym – wielotomowe rodzinne wspomnienia oraz pamiętniki naszej ś.p. Mamy) – to są rzeczy pasjonujące, bo autentyczne, a wielu „domowych” autorów potrafi niezwykle sugestywnie opowiadać i utrwalać realia czasu.

  195. A u nas wreszcie się wypogodziło. Las wygląda jak „Bursztynowa komnata”, aż pobiegłam po aparat,
    aby uwiecznić to CUDO. Miłego dnia Wszystkim :)

  196. Jaki tam ponury! Wreszcie słońce! Widzę, że my tak mamy na odwyrtkę. Ślę mojej kochanej Pani Musierowicz świetliste uśmiechy:))))

  197. Dzień dobry,
    u nas jest taki zwyczaj, że pisze się książki, a potem drukuje je na komputerze i pięknie oprawia u introligatora. Nie są to duże nakłady. Spotkałam się z tym w mojej rodzinie, bo moja stryjeczna babka, polonistka (jej matką chrzestną była Zapolska – to zobowiązuje) zaczęła w ten sposób wydawać swoje poezje (zaczęła pisać ok. 80-siątki, bo wcześniej mąż jej zabraniał) i wydała sporo tomików. Teraz czytam książki wydane przez inną rodzinę, wspomnienia z życia artystycznego po wojnie. Sporo osób, gdyby zajęli się malowaniem, a nie wmieszali w nurt życia społecznego tamtych czasów, stworzyli by wiekopomne dzieła. Sporo prac też uległo zniszczeniu. Szkoda, bo to jakaś dziura w sztuce, wydaje się jakby twórczość zamarła, reszta jest w prywatnych rękach i też je trudno zobaczyć. W tych wspomnieniach jest też o Studnickim i o jego bardzo zdolnej żonie: Krystynie Ładzie-Studnickiej. Na Pomorzu kiedyś aż kipiało, a kto o tym słyszał? Najwyżej o „Bim-Bomie”. Teraz dopiero to się powoli odsłania.
    Mogłyby powstać takie wirtualne biblioteki książek z domowych wydawnictw. Są bardzo ciekawe, przynajmniej dla mnie.
    Acha, pisałam o pewnej malarce, chyba ostatniej, która pamięta tamte czasy, dodam, że namalowała kilka tysięcy obrazów, a kto je widział, kto ją zna? Mają je na ścianach i się cieszą nimi panie od rzeźnika, sprzedawczynie z hali, sklepikarze, znajomi, którzy pozowali do portretów, tak chyba jest najlepiej. Tak, tak, obecnie w Polsce też jest co oglądać, czytać i słuchać! Życie kwitnie, to chyba polne kwiaty…

  198. Pamiętam, że Twój poetyczny pierniczek minimalistyczny wzbudził wiele zachwytów, Nini.
    A teraz, po lekturze „Cienia jaskółki”, to będzie z pewnością coś interesującego.;)

    Dzień dobry w dzień ponury.

  199. Ma, nini jeszcze nie zna, chociaż czyta kolejną biografię geniusza i dziś właśnie na tę jaskółkę się natknęła.. co tam, jeszcze pozna!
    Dobrej nocy, choć bezksiężycowej. :o)

  200. Ważne-Wietnamka była urocza i bardzo pracowita . Dopiero zaczynała się uczyć , tłumaczyła swojej grupie z dobrego serca . Dla nich to są przecież znacznie trudniejsze dżwięki . Jamniczkowi współczuję gorąco . Rodzinie również . Wiem z doświadczenia , że jamniki póżniej doskonale wykorzystują swoje dawne choróbska :)

  201. DUA , jak człowiek tęskni za jakimś obrazem i nagle pojawia się on tutaj, to nawet nielubiane obowiązki stają się lżejsze. Pazdziernik i początek listopada już na zawsze kojarzą się z Chopinem , który przecież w Zaduszki wyjeżdżał. Podczytuję sobie- wspominając konkurs- ,,Cień jaskółki. Esej o myślach Chopina”Ryszarda Przybylskiego . Pewnie wszystkie Uczone Księgowe i Uczeni Księgowi już dawno to znają , ale dla mnie nowość. Z wyjątkowym upodobaniem przeczytałam rozdział ,, Strój arystokraty ducha „.Fluid z Księgowymi (vide poprzednie wpisy ).Są jednak tacy , którym Chopin kojarzy się z zakupami . Tak przetłumaczyła-z angielskiego- jedna Wietnamka informację pilotki o kompozytorze. Wyobrażam sobie jak On się tam przednio ubawił .

  202. Mnie też tęskno, Zuziu!
    Prozę wpadać z nowościami.:) Zawsze pamiętaj, że to Dziatwa ma tu pierwszeństwo!

    AniuG, oj, biedne psisko.

  203. O! Piętaszku, jakie to miłe! Dziękuję!!!
    Co prawda czytam zawsze, ale inni mają ciekawsze rzeczy do powiedzenia.:)

  204. Dobry wieczór.
    Kurujemy stłuczony psi bark i nadgarstek. Żywiołowa Mysza wyrwała się z rąk pana by godnie przywitać wchodzącą Hildegardę( uroczą znajomą Kaszubkę rocznik 1944, tylko imiona niemieckie na chrzcie wtedy dawali). Upadek na łepetynę i lewy bark z wysokości 150 cm( pan jest słusznego wzrostu) plus podwinięta łapina. Krzyk( psi) był rozdzierający , pan omal nie zszedł był na zawał, Hildzia zalała się łzami. Jednym słowem emocje sięgały zenitu. Oderwana od pracy zarobkowej przez rozpaczliwy telefon z domu, udzieliłam wskazówek w krótkich żołnierskich słowach.
    Obecnie psina, pokłuta zastrzykami p/bólowymi, porusza się dość sprawnie na trzech łapach. Czwartą od czasu do czasu( gdy zapomni) podpiera się i…nie wyje. Będzie dobrze, bo kości całe. Tylko jak wytłumaczyć pięciomiesięcznemu jamniorkowi, że ma leżeć i oszczędzać łapę?
    Zaaferowana domowymi katastrofami nie wyraziłam należytego zachwytu nad obrazem pana Masłowskiego. Dziękuję DUA, gdzież ja bym to cudo ujrzała, jak nie w Księdze. A teraz będę drążyć temat, w głowie zostanie co nieco, nigdy dość piękna.
    Uściski
    Zmykam do chorego psa

  205. Dziękuję!:)
    Tak, tak, nadal miło, nie licząc niespełna rozumu chłopaków w mojej nowej klasie(delikatnie mówiąc). Jeśli to chodzi, to jestem załamana. A tak to bardzo miło. No i bardzo polubiłam moją polonistkę.
    Ale mam trzy minus z chemii, wstyd się tutaj przyznawać, przecież w każdej chwili może to zobaczyć Nutka bądź inny chemicznie uzdolniony księgowy.

  206. Tak mi jakoś smutno i tęskno. Siedzę i wkuwam geografię (przeklęta nauka) zamiast robić sama-Pani-wie-co. Niestety. Takie jest życie ucznia. A moja mama siedzi przed telewizorem i ogląda „M jak miłość”. Przytłaczające. Ale jednocześnie sprawiedliwe. Zawsze wstaje pierwsza, a kładzie się ostatnia. Przez cały dzień ciężko pracuje. To w pracy, to w domu. Zasłużyła na ten odpoczynek. Pozdrawiam wszystkie matki. I wracam do geografii.

  207. Dobry wieczór.
    Kaszląca i zakatarzona siedzę kolejny dzień w domu i czytam polecaną „Autobiografię” Marka Twaina. I jest mi, na przekór wszystkiemu, wesoło.
    Tak się cieszę z tego nowego wpisu – lubię , gdy pojawia się tu piękny obraz, a wraz z z nim słów kilka od Ulubionej Autorki. :) Ten jest rzeczywiście piękny – a jaki by był ponury (bezlistne drzewa, opary, mrok), gdyby nie ten złocisty blask na wodzie. Światło – choć tu przecież nie najmocniejsze, dyskretna poświata księżyca – jest niezwyciężone.
    A za tydzień na tysiącach cmentarzy zabłysną miliony małych światełek – z bliska maleńkie , z daleka będą łuną.
    Pomyślałam ciepło o malarzu i o poetce – i uśmiechnęłam się. :)
    Pozdrawiam i życzę dobrego, spokojnego wieczoru. :)

  208. Dzień dobry!
    Jakie piękne wiersze zamieszcza Piętaszek!
    A ja tak tylko wpadłam się przywitać, bo jakoś mi tęskno.:)))

  209. Napomknę tylko jeszcze, jeżeli DUA oczywiście pozwoli, że fragment z „Beniowskiego”, który wcześniej cytowałam oraz inne części tego utworu, najprawdopodobniej zainspirowały S. Masłowskiego do namalowania „Wschodu księżyca „… I już znikam.

  210. Przełożyła Maria Doleżal. Jest to pierwsza strofa wiersza poświęconego Hilairemu (jednak, bo wolał franc. brzmienie swego imienia, choć tłumaczka wybrała ang.) Bellocowi.

  211. Nini, racja, w 2020. Tym lepiej, na dłużej starczy konkursowych emocji.

    Magda.leno, może bym i coś napisała, gdyby nie mój chorobliwy perfekcjonizm. Nie zadowala mnie żadne moje dzieło.

    DUA, zupełnie rozumiem ten wybór. :)

  212. SowoP (wiad.pryw.)- o, do licha!:))) Wybieram milczenie.
    Joanno (wiad.pryw.)- tak, dostałam.

    Chesterko, minie. Dzięki za wiersz. A kto przełożył?

    Dzień dobry, Nini! Szykuj się na pieczenie pierniczków!

  213. Heheh, z ostatniej wypowiedzi MolaK. umknęło mi słówko DUA, zdanie o Sowie P. zlało się w jedno z następnym i przeczytałam, że Sowa napisała książki :))) No ileż można mieć tych talentów pomyślałam, na muzyce się świetnie zna, w kuchni radzi sobie nie najgorzej i jeszcze książki pisze?!
    Ale doczytałam, że to jednak o Panią Małgorzatę chodzi :)

    Swoją drogą, jeśli na tej stronie istniałby dział FAQ, niewątpliwie pierwsze dwa dotyczyłyby pytań: „Dlaczego nazywają Panią DUA?” (w innej opcji- „Co znaczy DUA?”) oraz „Dlaczego nazywają Panią Starosta?”.
    A właśnie, kto wpadł na pomysł jednego i drugiego określenia, pamięta ktoś?

    Obraz piękny, bardzo pasuje do rozmyślań przed Zaduszkami.

  214. „Jest wsi i mieścin niezliczone mrowie,
    Którym Bóg gwiazdy na niebie zawiesza,
    Śledza je bacznie dzieci oczka sowie,
    Gdy drża, wplatane w sieć zielona drzewa.
    Ty widzisz księżyc blady, nieruchomy,
    Tkwiacy w Sussexu wzgórz zamglonej dali,
    A ja ten miejski, co Campdenu domu
    Srebrem malujac, jak gwiazda się pali.”[…]
    K.G. Chesterton „Hilaremu Bellocowi”
    Ja widzę tego w miejskiej oprawie. Ale to ten sam. Ot, pociecha.
    Eh, zaraziłam się katarem.

  215. Dzień dobry Pani Małgosiu :o)
    Obraz przepiękny, ciepły mimo dominacji ciemnych barw. A wszystko przez to lunatyczne światło!

    Sowo, ale Konkurs Chopinowski to chyba za cztery lata dopiero.. ten Międzynarodowy w każdym razie.

    Przestało lać, wybywam.. miłego wieczoru Staroście i Księgowym! :o)

  216. Bożenko! Przepraszam za pomyłkę!Sowo P.-już się cieszę na te wydarzenia!DUA!!! Tryskam radością bo do naszej biblioteki przyszły dzisiaj nowe książki i to te, które napisałaś TY!Wiadomość z ostatnio jedynego słonecznego miejsca w Polsce: dziś leje :/

  217. „Nie widać było posągu Junony,
    Dalekim oczom zniknął gdzieś Apollo;
    Ale dąb widać było zamyślony,
    Co stał nad zamkiem, żeniony z topolą;
    Lecz z zamku księżyc wybuchał czerwony,
    Jak smutny aktor, co z Hamleta rolą
    Wyjdzie na scenę. Księżyc wstąpił krwawy
    I oczerwieniać zaczął staw Ladawy.”

    J. Słowacki „Beniowski”

  218. Ale! Laura jako laureatka poprzedniej edycji, mogłaby wystąpić na koncercie inauguracyjnym. Ćwiczyć trzeba stale, jeśli chce się zachować formę.

  219. OK,Sowo, odwołam ćwiczenia i udział.

    AniuK, brawo za te iskierki. To wielka Twoja zasługa!

    Joanno (wiad.pryw.)- ależ nie.

  220. My pierzemy – naczynia.
    Laura chyba już się nie załapie wiekowo, nie ma co ćwiczyć. Wydawało mi się, że ona dopiero świeżo po studiach, a przecież jest po trzydziestce.
    MIM jest teraz częścią MN, jeśli się nie mylę.

  221. Pani Małgorzato, wszystkie znane mi dziatki budzą się przed świtem też. Oprócz moich. Śpiochy takie jak ja. Mało tego, kiedy byłam w ciąży z synkiem czytałam cały czas, w dzień, przed spaniem, Jeżycjada, Ania z Zielonego Wzgórza, Sienkiewicz, ( miało być pogodnie, ciepło, optymistycznie i ku pokrzepieniu serc bo ciąża była zagrożona więc chuchałam i dmuchałam na nią z każdej strony). Moje dzieci bez poczytania na dobranoc nie idą spać :-) Czytanie to taki nasz wieczorny rytuał. Chyba coś w tym jest że dzieci z mlekiem matki „nabywają” upodobania. I widzę w ich małych oczkach ciekawość i zainteresowanie dalszymi losami np. Plastusia. Pisała Pani kiedyś o tej pierwszej iskierce w dorastających dziecięcych oczkach – ja tego właśnie doświadczam. Pozdrawiam z deszczowej Stolicy.

  222. Chi,chi – gdyby ze skarpetki się jadało, to pewnie tak. A tak swoją drogą, z tą pralką – pomyłka wykluczona, ostatnio sypia w niej kot.;)

  223. Dzieńdoberek !:) O, już ja wiem do czego szanowny Starosta zmierza, że niby …skarpetkę do ogrodu, a mysz do pralki ?

  224. Ach, Sowo!
    :)
    Laura Fidelis na pewno już ćwiczy.

    Dzień dobry wszystkim!

    Piętaszku, ciche pytanie z czystej ciekawości: co zrobiłaś ze skarpetką?

  225. Ostatni wpis na dobranoc – nie możemy jeszcze pominąć majowego Wokalnego Konkursu Moniuszkowskiego, organizowanego co trzy lata przez Teatr Wielki w Warszawie. Całość transmitowana internetowo. W tegorocznej edycji wzięła udział znana nam Anna Malesza. To chyba był ostatni dzwonek dla Laury Fidelis, bo Konkurs ograniczony jest wiekowo (do 35 lat). Kolejny, dziesiąty Konkurs będzie miał miejsce w 2019 roku, a co ciekawe, zbiegnie się 200 rocznicą urodzin kompozytora. Także mamy jeszcze konkursową „dziurę” tylko w 2018 roku, bo w 2019 jest już znowu Konkurs Chopinowski i możemy zacząć całą konkursową rundę od początku. Już się wyłączam, bez odbioru.

  226. I jeszcze tylko kilka słów o obrazie. Po dłuższej kontemplacji, moją uwagę przykuwa wcale nie Księżyc, tylko
    ledwo widoczna , ale jednak na tyle, aby stanowić pewną przeciwwagę dla świecącej kuli – maleńka rysa
    na tafli jeziora. Świetnie zauważona – perfekcyjnie wykonana.

  227. Hop, hop!:) Mamo Isi – mysz wróciła. I tym razem , jestem tego pewna, to kot trzymał ją w zębach.
    Jak zwykle, trzeba było działać błyskawicznie. A więc – podnoszę kota, kot wypuszcza mysz, mysz pokazuje,
    czy żyje (żyje!), a ja nauczona Twoim Mamo Isi doświadczeniem biorę to, co mam pod ręką (i tu mała nieścisłość) własną skarpetkę, chwytam przez nią mysz i chodu (że tak zrymuję) do ogrodu. Uff. Dobranoc.

  228. Czytałam, że MN je kupiło, ale wystawione będzę w Muzeum Instrumentów. Poza tym, ma być do dyspozycji polskich skrzypków.

  229. Aaa, mamo Isi, już wiem czym się będziemy emocjonować przyszłej jesieni: w listopadzie 2017 roku odbędzie się X Międzynarodowy Konkurs Dyrygentów im. Grzegorza Fitelberga. Nie wiem, czy transmitują go w całości, ale finał na pewno – w Dwójce i w Internecie. To będzie dopiero rozgrywka!

  230. O tym samym pomyślałam, słysząc tę wiadomość; lecz czy tylko zdawało mi się wśród tych emocji, że to Muzeum Narodowe zostało obdarowane? Nie M.I.M.?
    Muszę to sprawdzić.

    Sowo, a Ty chyba powinnaś sprawdzić, jak brzmią melodie tych przebudzanek niani z Rogowa. Mogłabyś stosować je wobec Sowiątka.

    Dziwne, że ten Staś Masłowski tak lubił długo spać. Wszystkie znane mi dziatki budziły się zwykle przed świtem.

    Aleksandro, szkoda, że nie udało mi się bardziej powiększyć „Wschodu księżyca”. Naprawdę wspaniale namalowane są te blaski światła pomiędzy gałązkami.

    Dobranoc wszystkim!

  231. Bożeno, w gruncie rzeczy to bardzo dobrze, że każdemu z nas podoba się inny skrzypek (lub skrzypaczka). Oznacza to tylko to, wszyscy oni są nam potrzebni i każdy z nich ma lub będzie miał swoją wierną publiczność. Jakże nudno by było, gdybyśmy potrzebowali tylko jednego muzyka!

    A kto nie oglądał konkursowej gali, ten nie wie, że poznańskie Muzeum Instrumentów wzbogaciło się o nowy instrument – skrzypce Henryka Wieniawskiego, które dostał jako pierwszą nagrodę na konkursie skrzypcowym organizowanym przez Konserwatorium Paryskie w 1846 roku. Wieniawski miał wtedy 11 lat! Ignacy Grzegorz znowu ma pretekst, by zajrzeć tam (do muzeum) z Agnieszką ;)

  232. I jeszcze -ja tam się Starosty czasem troszkę boję. ;)
    A już na pewno czuję należny respekt.Zawsze i wszędzie. ;)

  233. W ogóle po raz pierwszy dzięki toczącym się tu dyskusjom tak uważnie sledzilam przebieg konkursu i była to ogromna przyjemność. Nawet po cichutku po swojemu ośmieliłam się mieć bardziej lubianych wykonawców, choć z pokorą ogromną wsłuchiwałam się w opinie bardziej wyrobionych słuchaczy z DUA i Sową na czele.Padające tu uwagi były bardzo pouczające i bardzo za nie dziękuję.
    Został mi do wysłuchania koncert galowy,bo wczoraj niestety nie mogłam tego uczynić i juz się cieszę na taką frajdę.
    Dobrej nocy.;)

  234. Kołysanki i przebudzanki :)
    Oglądam sobie na spokojnie obraz i zachwycam się księżycowym światłem prześwietlającym drzewo. Cudowne!

  235. Prawda, Aleksandro?
    Chętnie bym zobaczyła jej portret.
    A jakie obrazowe, działające na wyobraźnię były te proste kołysanki!

  236. Jaką miłą nianię miały te dzieci :) Bożenko, dziękuję bardzo za wiersz, który wpisałaś. Bardzo mnie poruszył.
    Wieczorne pozdrowienia :)

  237. Jaka mądra wypowiedź Celiny.Milo pomyśleć, że mlodziutka artystka ma tak poważny stosunek do słuchaczy.

    Bożenko, my z mężem tez po cichu kibicowalismy Bomsori. W moim uchu laika jakoś najlepiej to brzmiało. Ale ja naprawdę na niuansach się nie znam.
    Ciekawe były komentarze ekspertów, fakt,że dużo mi dały.
    I jeszcze dzięki za Konopnicką.Szkoda,ze w podręcznikach teraz wcale jej nie ma ,a wcześniej był tylko „Wolny najmita „.Az można zapomnieć o dużo lepszych jej utworach.

  238. Bożenko, a któż bałby się Starosty?
    Nasze kibicowanie i różnice zdań mają wyłącznie pozytywny charakter.

    Hsu też bardzo mi się podobał.

    Tak, niezwykle udany w tym roku był Konkurs, z galą włącznie.

    Aha, i zgadzam się absolutnie: Mickiewicz jest tu gdzieś w tle. Ale trudno się dziwić, prawda?

  239. Ten wiersz – a konkretnie ten fragment – zaskoczył mnie kiedyś. Tu gdzieś w tle jest Mickiewicz, jest wielki romantyzm.
    Tak to czuję.

    Sowo P., cichutko szepnę (z lęku przed DUA) – głosowaliśmy z Pustelnikiem na Bomsori; mąż widziałby na pierwszym miejscu ją i Luke’a Hsu, którym się wręcz zauroczył (Hsu otrzymał u nas nawet wdzięczne miano Puka :). Wieniawski Hsu momentami brzmiał jak Wagner, jak Szostakowicz (to Pustelnika, nie moje, za mało się znam :). A Szostakowicz Bomsori powalił na kolana nawet mnie – choć tego kompozytora za bardzo nie lubię…
    Cały koncert, transmisje, komentarze fachowców, powtórki wybranych fragmentów, o czym wspomina Sowa – to wszystko, oprócz przyjemności, pozytywnych emocji, niosło dla mnie nieoceniony walor edukacyjny. No i ta wspólnota odbioru :)

    Molu Książkowy, co prawda bardzo lubię tańce latynoamerykańskie, ale o ruszaniu bioderkami pisała tu jednak Chesterka :)

  240. Dziękuję za odpowiedź. Zresztą nie jest to żadną tajemnicą o co pytam. Po prostu pytania skierowane konkretnie do Pani oznaczam jako wiadomość prywatna, żeby nie zawalały niepotrzebnie miejsca.:)

  241. Dzięki, Bożenko. Poruszający wiersz, prawda?

    Beato, dzięki. Ciekawe i roztropne słowa naszej skromnej Celiny!

    Nutrio – pytasz prywatnie, ale odpowiedź musi zdradzić pytanie. Piszę po prostu w Wordzie. Komputer jest dla mnie w tym przypadku tylko lepszą maszyną do pisania. Całą pracę umysłową wykonać muszę sama, nie ma siły.

  242. Obraz piękny.
    Tchnienie głębokiej melancholii.

    „(…)
    A ja wam mówię, że Bóg też ma noce
    Bezsenne, w których na gwiazdach oparty,
    Swe piorunowe gubi kędyś moce,
    I patrzy cichy na świat ten rozdarty —
    I wie gdzie wróbel bez gniazda świergoce,
    I jakie księżyc odprawia tu warty
    Nad mogiłami w rosach — duch pokutny —
    I patrzy na to wszystko — i jest smutny.
    (…)”

    Maria Konopnicka
    Poezye. Serya trzecia. Fragmenty

  243. Fragment wywiadu z Celiną Kotz z września tego roku.

    Patrzę na listę artystów polskich, którzy zagrali w słynnej Carnegie Hall: Paderewski, Hubermann, Sembrich-Kochańska, Hoffman, Ada Sari. W roku 2016 melomani amerykańscy mogli usłyszeć także Panią. Co czuje młoda artystka, gdy wchodzi do świątyni, jaką jest ta przesławna sala?

    Carnegie Hall to swego rodzaju legenda dla muzyków. Występ w tej sali był na mojej liście marzeń od dziecka. W tym roku udało się je spełnić. Było to dla mnie oczywiście wielkie przeżycie artystyczne i nie chcę, by ktoś zrozumiał mnie źle, ale w momencie wydobycia pierwszego dźwięku z instrumentu przestaje mieć znaczenia czy gram w Carnegie Hall czy w Drezdenku. Liczy się muzyka, a przede wszystkim ludzie, dla których w danym momencie występuję. Wydaje mi się, że wartościowanie występów ze względu na liczebność publiczności czy renomę sali koncertowej mocno kłóci się z ideą jakiejkolwiek sztuki, która ma przenosić do innego świata, dostarczać niezapomnianych wrażeń, czy zbliżyć nas choć na chwilę do szeroko rozumianego piękna. Występ w tej słynnej nowojorskiej sali był dla mnie dużym zaszczytem, uznaniem dotychczasowych osiągnięć i motywacją do dalszej pracy, jednak odbiorcy muzyki na całym świecie, nawet jeśli mają nieco inne gusta, wymagania, czy zwyczaje, przychodzą na koncerty w tym samym celu i o tym trzeba pamiętać.

    Jeszcze taki mały dodatek w bardzo ciekawej dyskusji po przeżyciach z konkursu skrzypcowego. Pozdrawiam Kochaną DUA-ę i wszystkich na tej stronie i nareszcie wychylam się spod przedwakacyjnego regału.

  244. Aha, Sowo. A ja pójdę na pewno na koncert Veriko, która będzie grała w Poznaniu, i to Mozarta!
    (Nie powiedziała, kiedy).

  245. Ach, Sowo, a ja dzięki temu Konkursowi odkryłam w dodatku Maxa Vengerova – teraz go sobie słucham na YT. Genialny skrzypek! Poszukajcie: Henryk Wieniawski – Polonaise Brillante in A Major, Op.21

    Ach, i jakimś przypadkiem trafiłam tamże na cudowną węgierską pianistkę Annie Fisher. Grała ona Beethovena tak, jak chyba nikt. Posłuchajcie!

  246. Przyznam, że zwykle staram się unikać oceniania czyjejś emocjonalności, bo to bardzo delikatna sfera. Poza tym, najczęściej podoba nam się ta osobowość, która jest najbliższa naszej własnej. I dobrze. Nie wiem, czy jury wybrało najlepszą i najszczerszą formę wypowiedzi, raczej wygrała po prostu demokracja – Veriko dostała najwęcej głosów i tyle. Przyjmujemy takie warunki gry, więc nie ma co się zżymać. Nie sądzę również, by skrzypkowie poświęcający swoje życie grze byli pozbawieni emocji – bez emocji to grają tylko uczniowie, którym nie chce się ćwiczyć albo których do tego zmuszono. Tutaj emocje prezentuje każdy, ale są one zwyczajnie bardzo różne. Do tego dołączmy to, o czym dyskutowaliśmy wcześniej i o czym mówiła Wannabe – mieszkańcy Dalekiego Wschodu od małego są trenowani do kontrolowania emocji, więc są one niejako bardziej skierowane do wewnątrz. Ja w każdym razie nie zauważyłam braku emocji u nikogo, są one tylko przeróżne. Nie wierzę również w to, że są na Konkursie osoby, które nie nie mają celu wygrać. To nautralne, po to ten Konkurs jest, a wygrana ułatwia artystyczny start, dlatego bierze się w nim udział. Siłą rzeczy atmosfera rywalizacji nakręca „sportowe” emocje u wszystkich, również słuchających i to też jest naturalne. Natomiast podpisuję się w całości pod tym co powiedziała Iskra: ostatecznie wygra ten, co gra po to, by dzielić się radością ze swej gry z publicznością. Tym bardziej cieszą mnie te wysiłki organizatorów, by zaprzyjaźnić ze sobą uczestników (i z pedagogami), wspólne zabawy, wspólne granie, nagroda w postaci lekcji z przewodniczącym jury, czyli przypomnienie wszystkim, że są wspólną, artystyczną rodziną. Bardzo ucieszyła mnie też idea komentatorów telewizyjnych, by w omówieniach występów ukazać publiczności najpiękniesze aspekty gry każdego z uczestników. Nareszcie doczekałam się tego! A co pozostało we mnie po Konkursie? Poznałam plejadę genialnych skrzypków, o których jeszcze dwa tygodnie temu w ogóle nie słyszałam i teraz pewnie nie przegapię już koncertu Celiny w moim mieście, tak jak przegapiłam go miesiąc temu.
    Wybaczcie, że znowu się rozpisałam, ale poczułam, że muszę, bo inaczej się uduszę. W tych emocjach konkursowych przegapiam, że jest już nowy wpis i co było, to minęło, a życie toczy się dalej.

  247. Chesterka by takiego śniadanka nie zjadła, oj nie. Liczę na te dzieci, ruch i miłość życia. I Piękno. Obraz Masłowskiego do Niego się zalicza. Nie jestem w stanie docenić koloru na moim malutkim ekranie, ale kompozycja jest piękna, przyciaga wzrok. Pejzaż wpisany jest jakby w niesymetryczny krzyż. Trudno mi to wyrazić.

  248. Iskro! Jak pięknie to ujęłaś. „Lampiony pamięci” – tak, oczywiście. Obcując z dziełami, często mamy uczucie najbliższego duchowego kontaktu z ich twórcami. Rozmowa poprzez wieki!
    A najlepiej – jak trafnie to spostrzegłaś!- rozmawia nam się z tymi, którzy poruszają nasze serca. Najpewniej to tam ma swoje siedlisko to „coś niewysłowionego”, o czym tu wspomniałam w którymś z poprzednich komentarzy.

    Co do zdrowej diety: i ona może być smaczna! Jeszcze jak!
    Umieszałam sobie na przykład wspaniałe muesli z czterech rodzajów płatków zbożowych, suszonych owoców, orzechów i migdałów, ziaren, pestek i nasion. Mam tego specjału dwa wielkie słoje i codziennie zjadam po trochu z jogurtem owocowym. Przepyszne śniadanko!
    A pieczona papryka wg przepisu Sowy wprost zagnieździła się w moim menu.
    A więc sursum corda. Łasować też można zdrowo.

  249. Piękny obraz! Myślę,że lampiony pamięci zapalamy twórcom za każdym razem gdy sięgamy po ich książkę, czytamy wiersz, zerkamy na obraz, słuchamy ich dzieła. To dlatego również ta strona DUA jest taka świetlista.
    Pani Małgorzato,szczególnie dziękuję za receptę młodości : dużo dzieci- mam, ruch na świeżym powietrzu- jest, pielęgnowanie ogrodu- pochłania w sezonie, pozytywny stosunek do świata- osoba kochająca pani książki nie może mieć innego, muzyka- czasami aż w nadmiarze . Już w pełni byłabym zadowolona,że pasuję do tej recepty, gdyby nie słowa o zdrowej diecie. Poddaję się! Jako klasyczny łasuch stwierdzam, że zestarzeję się widocznie szybciej od pani.
    Z wielką przyjemnością czytałam dysputy Sowy i DUA dotyczących konkursu skrzypcowego. Chciałabym tylko dodać, że jakkolwiek potoczy się kariera tych młodych ludzi wygrają w swoim życiu Ci z nich, którzy nie zapomną, że grają dla słuchaczy a nie sławy,pieniędzy,kontaktów i nagród. Tam na górze rozliczą ich kiedyś z poruszeń ludzkich serc a nie nagród konkursowych.
    Miłego wieczoru. Przesyłam Wam słoneczne uśmiechy.

  250. Obejrzałam początek gali – pan Wituski jest miły i ma klasę.
    Wszystko bardzo pięknie. Max Vengerov ujmujący.

    Nutrio (wiad.pryw.)- przygotuj się na to, że rzecz jest niełatwa.

  251. A nie zapomnijcie o ksiażkach Gösty Knutssona: „Nalle wesoły niedźwiadek” i „Przygody Filonka bez ogonka”.

  252. Czas pokaże, zobaczymy. Ja z natury jestem niestety perfekcjonistką, ale mój perfekcjonizm zakłada doskonałość w równym stopniu techniczną i emocjonalną. U Bomsori dostrzegłam trochę negatywnych emocji Małej Mi, co powoduje, że też nie porwała mojego serca, pozostaję więc bez finałowego faworyta.

    Zgredzie, oczywiście, że Astrid in extenso. Założyłam jednak, że jest to literatura doskonale znana Ale, podzieliłam się więc tylko wrażeniem jakie zrobiła na mnie ta książka właśnie w wieku lat 8. Nie wiem, czy jest to wiek odpowiedni, ale ja od urodzenia byłam dzieckiem nazbyt poważnym i lubiłam literaturę na wyrost. :)

  253. Tak sobie właśnie oglądam tą stronę, weszłam w zakładkę KSIĄZKI, oglądnęłam TWÓRCZOŚĆ, następnie przeszłam do PRZEKŁADY i nie mogłam się nadziwić temu co zobaczyłam. Czy pani książki naprawdę zostały przełożone na te dziwne języki w stylu Chiński? Nie umiem tego języka, ale widziałam jakieś chińskie litery.

  254. Witam wszystkich!
    Również dzisiaj jako jedna z nielicznych mogę się pochwalić piękną pogodą! Znowu jest słonecznie i cieplutko tylko, że ,niestety, wieje taki zimny, silny wiatr, że aż szale porywa!:)
    Przepiękny obraz!!! A pani wpis jest genialny! Uwielbiam czytać o dzieciństwie różnych sławnych ludzi z którymi niestety przyszło się już nam pożegnać! Zastanawiam się czy gdyby nie ta nania to czy usłyszelibyśmy kiedyś o nim? Myślę że to właśnie ona rozbudziła w nim tą artystyczną duszę! A wy jak uważacie?

  255. Mamy tę dawną wersję tylko w archiwum, Babciu Gapciu. Trzeba było się uciec do tego sposobu, bo hakerzy znaleźli w niej „dziurkę” by wpuścić wirusa i wysadzić nam stronę. Zmieniliśmy więc tak zwany formularz, który okazuje się bardzo odporny na wredne zakusy.

  256. Dobrym człowiekiem- jakie to niby oczywiste, a aż mnie zatchnęło.
    Ależ nam Pani wynajduje cuda :)
    Tak lubię wracać do poprzednich, niezwykłych wpisów, a teraz nie wiem gdzie można zobaczyć te sprzed 2014 roku?

  257. Dzieńdoberek :) A propos rady pani Doktor – „dużo dzieci”. Dzieci dodają sił” na dobry początek dnia taki cytacik jeśli DUA pozwoli : ” Matka natomiast, kobieta obdarzona zdrowym rozsądkiem i pogodnym usposobieniem , cieszyła się, o dziwo, dobrym zdrowiem. Przed Catherine urodziła trzech synów. A potem, zamiast zgodnie z oczekiwaniami umrzeć w połogu, wydawszy na świat córkę, żyła dalej, nie podupadłszy nawet na zdrowiu. Więcej, powiła jeszcze szóstkę dzieci i spokojnie patrzyła, jak się rozwijają. ”
    Jane Austen „Opactwo Northanger

  258. Sowo, wszystko prawda i Celiny żal mi nieodmiennie.
    Ale przecież jury ocenia, jak sama napisałaś, nie tylko technikę. Moje zdanie jest takie: w przypadku Veriko mamy do czynienia z pełną, dojrzałą osobowością twórczą, podczas gdy Bomsori (słusznie zauważasz) jest trochę rozkapryszonym dzieciakiem.
    Wypowiadam się jako słuchaczka, ale też jako twórca: porywamy naszą publiczność nie tylko perfekcją. Więcej: sama perfekcja porwie tylko perfekcjonistów. Żywi ludzie są nieustannie pełni emocji, a tak ustawieni, że empatycznie odbierają emocje innych. Otóż Veriko tym właśnie porywa: jest pełna dobrych emocji, którymi umie się dzielić i chętnie, szczodrze, i z namiętnością to robi, nie żałując trudu. Niech się nawet potknie tu i ówdzie – w jej przypadku to nieważne, bo Veriko za pomocą muzyki odwołuje się do czegoś niewysłowionego, co żyje w nas wszystkich.

    Moim zdaniem decyzja jury jest trafna: wyczuli gwiazdę, która będzie zawsze panować nad publicznością. Przy czym słowo „panować” nie jest do końca właściwe; ona raczej sprawi, że publiczność ją pokocha.

  259. Casciolino, z wrażenia aż zamilkłam. Dokładnie to samo słyszały moje dzieci!
    I udało się!
    Serdeczne pozdrowienia dla Twojej Mamy.:) Udało się jej!
    Bo, oczywiście, to jest najważniejsze: „żebyś był/była dobrym człowiekiem”.
    Wszystko inne potem.

    Molu Książkowy: to niestety nie jest wieczna młodość, to tylko opóźnione starzenie. Powód wyjawiła mi pani kardiolog, nota bene bardzo ze mnie zadowolona: „dużo dzieci”. Dzieci dodają sił!
    Poza tym polecam ruch na świeżym powietrzu, pielęgnowanie ogrodów, zdrową dietę i pozytywny stosunek do świata. I mnóstwo muzyki!

  260. Dzień dobry DUA i Księgowym!
    Cudowny obraz ze wchodzącym księżycem na tle poznojesiennego krajobrazu.
    Przejmująca opowieść z dzieciństwa Stasia.
    Na pewno miało ono duży wpływ na jego dorosłe życie.

    Polecam również ” Dzieci z Bullerbyn ” Astrid Lingren jako lekturę dla córeczki Ale.
    A na jesienną chandrę – kwadracik gorzkiej czekolady, poprawi humor każdemu ( w umiarze nikomu nie zaszkodzi ).
    A pomysł Chesterki z tańcem do dobrej muzyki tez jest świetny!
    Przesyłam usmiechy :))

  261. Ale z Piemontu, powtorze za Zgredem: na pewno „Dzieci z Bullerbyn” i „Pippi” – na poczatek. „Ronja” tez, oczywiscie, dodam jeszcze „Karlssona z dachu”.

    A „Dzieci z Bullerbyn” nie ma po wlosku, o zgrozo! (Chyba kiedys przetlumaczono, ale nie wznawiano od lat, nie do dostania). Czytalam dzieciom kiedys po polsku, ale przydalby sie wloski przeklad…

  262. Droga Bożenko! Bardzo rozśmieszyłaś mnie tym komentarzem z poprzedniego wpisu o ruszaniu bioderkami, ale co racja to racja. A propos wiecznej młodości: zauważyliście jak świetnie udało się ją zachować naszej DUA? Jak ona to zrobiła?
    Natomiast jeśli chodzi o książki dla dzieci to DUA kiedyś powiedziała(cytuję z pamięci):,,Dobrze by było żeby dorośli pamiętali, że tak lekceważona przez nich liteatura dziecięca bywa prawdziwą, czystą poezją- dobrze by było, żeby wracali do niej wciąż, przez całe życie, jak do utraconego raju.” Całkowicie się z nią zgadzam.
    Dawno mnie tu nie było a się śpieszę więc przeczytam i skomentuję później inne wpisy i pani nowy post:)

  263. Wszystkim złaknionym pięknej muzyki polecam stronę (i aplikację) medici.tv
    Dużo, dużo koncertów, kursów mistrzowskich, wywiadów z twórcami. Transmisje na żywo, ale można też skorzystać z nagrań archiwalnych.

    Czytając wspomnienie o Stasiu, który został wybitnym malarzem, zaczęłam się zastanawiać nad tym, kim będą wszystkie księgowe dzieci. Mój Mareczek na razie zapowiada się na tancerza. A może kucharza. Lub alpinistę.

    To miłe rozmyślania, ale szczegółowa odpowiedź na pytanie „kim będzie” jest tak naprawdę nieistotna.
    Pamiętam, że często pytałam moją Mamę o to, kim by chciała, żebym była w dorosłym życiu. Zawsze odpowiadała: „dobrym człowiekiem”.

  264. P.s. Pippi oczywiscie juz przerobilysmy.Alice bardzo chce sie nauczyc czytac dobrze po polsku,ale na razie jest na etapie,ze zaczyna czytac sama a pozniej mama kontynuuje.Ale bardzo bym chciala,zeby moje coreczki dobrze czytaly po polsku.Z mowa jest OK starsza bardzo dobrze mowi po polsku,mlodsza zobaczymy,na razie zaczyna pro wlosku :-)

  265. Dzien dobry.Piekny wpis Pani Malgorzato.Obraz rzeczywiscie tak wspaniale wykonany,ze na pierwszy rzut oka zdaje sie,ze to fotografia.Dziekuje Zgredowi za spis ksiazek.Bede szukac pozycji.Pozdrawiam Wszystkich

  266. A jaki rozmach miałby Robert, a jaką lekkość i finezję miałaby Celina, gdyby dane im było zagrać finał! Jakoś nie umiem docenić kunsztu Veriko, mając w wyobraźni te dwa koncerty, które nie wybrzmiały. Pocieszam się, że za wejściem Celiny do finału głosował sam prof. Kulka, a Robert ma jeszcze szansę pokazać co potrafi za 5 lat. Będzie to piękne zwieńczenie całego okresu studiów.
    U Bomsori, za fasadą dalekowschodniej ogłady i kultury dostrzegam pewną zadziorność charakteru. O ile w Symfonii Koncertującej Mozarta szalenie mi się to podobało (ona się wręcz „kłóciła” z altowiolistką!), o tyle w koncercie galowym odniosłam wrażenie, że jest bardzo niezadowolona z werdyktu i dała z siebie wszystko, by pokazać kto tu rządzi. W sumie nie wiem, czy nie lepiej by było dać pierwsze miejsce obu paniom, by zadowolić oba stronnictwa. Ech, zobaczymy za pięć lat, może będę czuła większą satysfakcję z werdyktu.
    A filmik „Rogal a la Wieniawski” jest na stronie konkursu, w dziale wideo (extra). Dobrze, że postarali się o integrację uczestników.

  267. Droga Pani Małgorzato, dziękuję za tak szybką odpowiedź. Teraz to ja się wzruszyłam. Do łez. Człowieczka przytulę i uścisnę, jak tylko się obudzi:) I chyba sobie wydrukuję Pani słowa – niech kiedyś zobaczy, kto go z daleka przytulił! Cieszę się, że chłopak, a imię… rozumiem. Tak czy owak uwielbiam wszystko, co Pani wymyśli.
    Dobrej nocy,
    Dag

  268. Wiersz Konopnickiej o kubku.
    A, bo wydawało mi się, że pytanie jest o Skandynawię.
    Dobranoc!
    P.S. Wydawnictwo Dwie Siostry: „Banzai!” i „Mamma Mia!”

  269. Piętaszku, a i owszem, cyryjkowaty.:)

    Sowo, ależ nie widziałam, jak piekli. Gdzie to znaleźć?
    Nie, no jasne, Szostakowicz Bomsori był znakomity. Ale Veriko jest jedyna w koncercie d-moll Wieniawskiego. Czuje go! Ta dziewczyna ma duszę i potężne uczucia. I rozmach!
    Lubię rozmach.

  270. Droga Dag, dziękuję za wielką i piękną wiadomość prywatną, które mnie po prostu wzruszyła.
    Wszystko w niej jest wzruszające, a najbardziej historia człowieczka, którego niniejszym ściskam i przytulam mocno, choć z daleka.
    Nie wiem, czy potrafię spełnić Twoją prośbę co do imienia – wiesz, czyjego. Dla mnie wciąż będzie ono miało tylko jedną twarz i znaczenie.
    Ale płeć – i owszem, taka właśnie. Absolutnie.:)
    Tak, odważ się i napisz. Ucieszę się!
    I tu też sobie z nami pobądź. Zapraszam!

  271. Obraz piękny. Wiersz przejmujący.

    Pozwolę sobie subiektywnie odpowiedzieć Ale-Piemont.
    Polecam Astrid Lindgren in extenso. Nie wiem, czy na tym etapie Ronja się przyjmie.
    Jeśli tak, to wspaniale.
    Jeśli nie, to oczywiście Dzieci z Bullerbyn i Emil ze Smallandii (trzy części).
    I – PIPPI! (trzy części, moja dziesięciolatka czyta je po raz nie wiem który)
    Jeśli OK, to super.
    A jeśli za długie, to „Pewnie, że Lotta umie jeździć na rowerze”.
    A dla najstarszych dzieci – Detektyw Blomkvist.
    Część trzecia – bardzo mocna.
    Inne książki Astrid oczywiście też polecam.

    Tonja z Glimmerdalen może być trochę za ciężka na ten wiek.

    W sam raz powinna być seria Widmarka Biuro detektywistyczne Lassego i Mai. Wszystkie tytuły zaczynają się słowem Tajemnica, a jest ich kilkanaście. Lepiej czytać chronologicznie. Tajemnicę Kawiarni najlepiej najpierw przeczytać samemu, żeby wiedzieć czy i gdzie potem kaszleć (Kalamburka). Podobnie – Tajemnicę Basenu.
    Ale seria jest niezła.
    Piaskowy wilk – OK (trzy części).
    Seria o Tzatziki – do decyzji rodzica.
    No i jeszcze – Nusia i wilki.

  272. A ja z kolei oglądałam początek uroczystości. Sowa ma rację – było lekko , dowcipnie i z klasą. Koncert zaś obejrzę i wysłucham jutro. Dobranoc Wszystkim :)

    Ach! Zapomniałabym. Uroczy, starszy pan, który, jak dobrze zrozumiałam jest od wielu lat tłumaczem na
    Konkursie Wieniawskiego, toż to przecież Cyryjek jako żywo :)

  273. Też mi się wspólny finał podobał. Nie powiecie mi, że Szostakowicz Bomsori był gorszy od Veriko. Minister Kultury płakał. Veriko jest dobra, ale wciągnęła mnie tylko w środkowej części. Nic na to nie poradzę, ale to nie mój typ.
    A widzieliście filmik jak finaliści piekli rogale świętomarcińskie?

  274. O tym samym pomyślałam, Kris.:)

    Alastrionno (wiad.pryw.)- będzie jesień w „Ciotce”, będzie. Na pewno. A koncepcja zmieniła się tylko nieznacznie. Przecież nie zamierzam pisać sprawozdania z ŚDM. Piszę powieść.

    Bardzo się cieszę z wiadomości o Irence (śliczne imię)!
    Pozwolę sobie coś zdradzić z Twojej wiadomości prywatnej. Piszesz: ” Też uwielbiam ten obraz! Uwielbiam go, bo pomimo mrocznej atmosfery nadal jest w nim światło.”
    I otóż to.
    A poza tym jest PIĘKNY.

  275. Dziekuje, DUA, za piekny i interesujacy wpis.
    Lubie obrazy ksiezycowe. I wspomnienia.
    …oraz opowiesci o dzieciach. Jaka mila osoba byla Rozalia! Dobrze, ze dzieci M. Konopnickiej mialy taka nianie.
    Bo potem nielatwo im bylo.

  276. A ja dopiero teraz Ci podziękuję, Piętaszku, bo byłam pochłonięta tym pięknym koncertem galowym. Wspaniały!
    No i uroczy wprost finał – wszyscy już się tylko bawili, razem na scenie, orkiestra, soliści-laureaci, i członkowie jury – wybitni skrzypkowie.
    Bardzo mi się podobało!

  277. No, Sowo?!
    Veriko jest fenomenalna!
    Co za pasja, co za moc!
    Potężna osobowość, mówiłam!
    Ona nie tylko gra, ona ma coś DO POWIEDZENIA!

  278. Jakże miałby mi się nie podobać DUA obraz, który po pierwsze w sposób wyjątkowy pokazuje najpiękniejsze zjawisko natury, jakim jest Księżyc, ponadto techniką malowania jeszcze nie, ale sposobem patrzenia już nawiązuje do ukochanego impresjonizmu („Zachód słońca” i „Impresja – wschód słońca” C. Moneta).Ów główny bohater – Księżyc, będący jednocześnie przyciągającym wzrok akcentem kolorystycznym, rzeczywiście skłania do zaduszkowych medytacji i dobrych, ważnych myśli.:)

    Od wczoraj w moich rękach „Konopnicka jakiej nie znamy” Marii Szypowskiej. Czy mogę UA wspomnieć tę
    niezwykłą poetkę jednym z najładniejszych moim zdaniem napisanych przez nią wierszy?

    ” Z jednego kubka ty i ja
    Piliśmy onej chwili ;
    Lecz że nam w wodę padła łza,
    Więc kubek my rozbili.

    I poszli w świat, i poszli w dal
    Osobną każde drogą,
    Ani nam szczątków onych żal,
    Co zrosnąć się nie mogą…

    […………………………………]

    Lecz wiem, że w żadnej z gwiezdnych czasz
    Nie znajdzie się ochłoda,
    Jaką miał prosty kubek nasz,
    Gdzie były łzy – i woda.”

  279. Pejzaż nocny przepiękny. Dziękuję za przypomnienie malarza, o którym nieco zapomniałam,a przecież jest znakomity.,
    Piękny zaduszkowy tekst ,DUA.

  280. Błysnął. Mówił z pamięci, poetycko dziękował i bystro wybrnął z koziego rogu, w który się zapędził. W ogóle, gala podobała mi się jak nigdy. Bo zwykle jest nudno i strasznie długo, a dziś było lekko i dowcipnie. Jutro pewnie będzie do obejrzenia na stronie internetowej.

  281. A ja specjalnie opuściłam część z przemówieniami. Podobno p. Wituski błysnął klasą. Muszę jeszcze gdzieś go znaleźć.
    Sowy mają nosa, oj, mają!

    Katar jest straszny dla nosa.
    Ale mija.

  282. Skoro już konkurs zakończony, to Księgowym z Trójmiasta pozwolę sobie polecić jutrzejszy koncert Chóru Kameralnego 441 Hz ze Svenem Helbigiem. Kompozytora tego nie znam, ale chór jest naprawdę znakomity. Teatr Szekspirowski 19:00.

  283. Wielkie gratulacje, kochana DUA. Co jak co, ale mnie by się nie chciało siedzieć w wolną niedzielę i pisać nowy post. Obraz piękny. I piękna perspektywa: nie myśleć tylko o zmarłych ze swoich rodzin, ale także o wielkich ludziach zmarłych dawno temu. Może nawet zapomnianych. Przypomnieć sobie o nich. Po prostu.

  284. Aaale mi się podobało przemówienie dyrektora :)
    Celinka dostała nagrodę, Robert dostał najlepszą nagrodę, a największe oklaski były dla Bomsori i Richarda. Słuchacze się nie mylą, sowy mają nosa, a jury zanadto kombinuje.
    Mamo Isi, jeszcze nie wiem. Zaraziłam się katarem od Was, głowa mi pęka, a Sowiątko nie chce iść spać.

  285. No i kończy się Konkurs Wieniawskiego.
    A w przyszłym roku mamy w Poznaniu X Ogólnopolski Konkurs Wiolonczelowy im. Dezyderiusza Danczowskiego. Zawszeć jakaś pociecha. Ale skoro to tylko wydarzenie ogólnopolskie, to na pewno nikt nie zechce tego transmitować.
    Sowo P., czy poza tym mamy jeszcze w najbliższej przyszłości jakieś wydarzenie muzyczne, na które możemy się cieszyć?

  286. Macie rację, Krzysztofie, Odo i Jas.

    Rozgłos przeszkadza, Jas. W pracy i w życiu.
    Potrzebna jest cisza i dużo czasu na myślenie.

  287. Jak się porówna ten obraz ze zdjęciami na dole, to on jakoś się nie chowa, wręcz przeciwnie, jakoś do niego się wraca. Wcześniej napisałam, o współczesnej malarce Bogdanie Lippert-Pietkiewicz (w lipcu ma być jej wystawa w Kartuzach), to przykład, że i dziś ludzie rewelacyjnie malują krajobrazy! Widziałam wiele wspaniałych współczesnych obrazów, nie w wielkich galeriach, ale zwykle w małych, gdzie na wernisaż przychodzą sami znajomi i trudno tam trafić. Niektórzy artyści dopiero po wielu latach zaczynają być cenieni. Właściwie większość. Tak, dzisiaj jest naprawdę wiele wspaniałego malarstwa! Wydaje mi się, że malarze, którzy unikają rozgłosu mogą lepiej skupić się na pracy, nie tracić czasu i nie płacą ceny popularności.

  288. Tak sobie myślę, że właśnie dlatego warto czytać, oglądać to, co stworzyli ci, którzy odeszli. Wracają wtedy do nas – często zapomniani, a przecież żyjący w swoich dziełach. Pewnie dlatego też uwielbiam czytać biografie, pamiętniki, wspomnienia. Powroty do czasów minionych, ale poprzez przyglądanie się życiu czasem całkiem zwyczajnych ludzi, są fascynujące! Jak wiele z nich – w nas…

  289. To jest po prostu tak świetnie namalowane, Zuziu!
    Dziś już chyba nikt tak nie potrafi, Nerwuska ma sporo racji.

    Jest to malowane farbą olejną na specjalnie zagruntowanym płótnie.
    Oryginał wisi w Krakowie, w Sukiennicach.

    Dzięki za Twój śliczny uśmiech (pamiętam go!).

  290. Dzień dobry!
    Jaki cudowny, piękny wpis. Piękne wspomnienie Pani zamieściła. Jak pięknie Pani napisała o Zaduszkach. O wszystkim! Aż mi trudno napisać.
    Obraz fantastyczny. Wydaje mi się taki spokojny, a zarazem taki tajemniczy. Na początku myślałam, że to fotografia.
    Nie sposób się nie uśmiechnąć, gdy się czyta to opowiadanie!
    Dziękuję!
    Uśmiecham się do wszystkich, do Marii Konopnickiej, do Stasia!

  291. Dzięki, Starosto:)
    Świeć, Panie, nad jego duszą.
    A z jego akwarel najbardziej lubię „Targ za Żelazną Bramą”, „Moczary” i „Charta”.

  292. Faktycznie – bardzo intrygujący obraz. Mam wrażenie, że tylko te stare obrazy są ładne – dzisiejsze to często kicz.

  293. To prawda, ciepła myśl jest jak światełko, pokonujące bez wysiłku całe stulecia, choć to fizyczne na mogile też jest ważne. Jak to dobrze, że w naszym narodzie tak pielęgnujemy pamięć o tych, co byli przed nami. A obraz piękny.

Dodaj komentarz