
Nasza wierna KC nutka (którą pamiętam jeszcze jako nieśmiałą i miłą nastolatkę, pojawiającą się zawsze na targach Książki we Wrocławiu), najpierw poszła do liceum (które, jak sobie życzyła, wystąpiło w „McDusi”), a potem poszła studiować chemię. I wreszcie wysłano ją na staż do Francji.
A teraz przysłała nam zupełnie nadzwyczajne zdjęcia, przez siebie wykonane.
Oto, co pisze KC nutka:
Jeszcze przed francuskimi wojażami odbyłam praktykę na Uczelni, w czasie której zajmowałam się ciekłymi kryształami. Napiszę krótko o co chodziło oraz ogółem – co przedstawiają zdjęcia.
Faza ciekłokrystaliczna to faza pośrednia między krystalicznym a ciekłym stanem skupienia materii. Potrafi więc z jednej strony płynąć, a z drugiej charakteryzuje ją uporządkowanie dalekiego zasięgu. Chyba najbardziej popularnym zastosowaniem ciekłych kryształów są… ciekłokrystaliczne wyświetlacze.
W czasie stażu pracowałam z fazami cholesterolowymi i przygotowałam mieszaniny trzech estrów cholesterolu w różnych stosunkach wagowych. Uzyskane mieszaniny obserwowałam następnie pod mikroskopem polaryzacyjnym i fotografowałam.
Jedne z najładniejszych fotografii wybrałam i zgłosiłam na Wystawę Fotografii Naukowej w czasie XIX Dolnośląskiego Festiwalu Nauki. Na 30 miejsc zostało wystawionych aż 6 moich prac, z czego ogromnie się cieszę! Ponieważ miałam wiele ciekawych fotografii postanowiłam przesłać Pani inne niż te zaprezentowane w czasie wystawy (z dwoma wyjątkami). Przedstawiają one głównie fazy cholesterolowe różnych próbek ciekłokrystalicznych, które charakteryzowałam. Niektóre jednak (te zawierające ostre kształty) nie są ciekłymi kryształami, tylko wyjątkowo ładnymi i interesującymi strukturami krystalicznymi.
Te dwa zdjęcia przedstawiają odtwarzanie fazy ciekłokrystalicznej z cieczy izotropowej.
Widzimy na nich czysty pelargonian cholesterylu:


Pozostałe zdjęcia przedstawiają już struktury w próbkach mieszanin trzech estrów cholesterolu: oleinowęglanu cholesterylu, pelargonianu cholesterylu oraz benzoesanu cholesterylu.
Zdjęcia w różowej tonacji zostały wykonane przez tzw. falówkę, natomiast pozostałe – bez jej udziału. Wszelkie prostokątne (jak żyletki) struktury to struktury krystaliczne, pozostałe są ciekłokrystaliczne, ale bez widocznych charakterystycznych tekstur, ponieważ ograniczałam się do powiększeń 10x i 20x.



Dziękuję, wspaniała Nutko, za te portrety cudów Natury i za dowód niezbity na to, że nie mamy właściwie bladego pojęcia, na co codziennie patrzymy! Co zważywszy, powinniśmy nieustannie trwać w pokornym zachwycie nad światem, który stworzony został jako piękny, w każdym aspekcie i w każdym – nawet najdrobniejszym – szczególe.
Nutko, jak najsłuszniej te niezwykłe zdjęcia święcą triumfy, gratuluję Ci!
Zachwycona
MM








Mądre słowa. No i w sumie temat dość na czasie.
Nostalgiczny, nastrojowy obraz. Bardzo takie lubię.
Dziękuję DUA.
A na balkon powróciły sikorki, ależ głodne. Chyba będzie ciężka zima.
No i po raz pierwszy pojawił się ptaszek o jakże swojsko brzmiącej nazwie- kowalik. Widzę, że sikoreczki są nieco onieśmielone jego obecnością, dają mu prawo pierwszeństwa na stołówce.
A Pan Kowalik lub Pani Kowalikowa rozgościła się bardzo stanowczo.:)
Miłego, zadumanego, jesiennego tygodnia.
Ten Anonim to oczywiście Ale Piemont!
Jeśli chodzi o malarstwo to w listopadzie w galerii w Kartuzach, będzie wernisaż świetnej gdańskiej malarki Bogdany Lippert -Pietkiewicz. Ma już ponad 80-lat, a maluje coraz lepiej. To chyba ostatnia postać naszego koloryzmu. Jej obrazy są naprawdę genialne, inne współczesne często po prostu wysiadają!
Nie widzę ich w internecie, zresztą na żywo to jest po prostu bajka, albo baśń.
„Gdybym nie pomyliła psów…” Angerborn Igelin!
Aniu, dostałam wypieków z podekscytowania!:)
Jestem świeżo po lekturze bardzo sympatycznej ang. ksiażki dla dzieci Davida Walliamsa „Babcia rabuś” – bardzo inspirujaca jeśli rozumiecie, co mam na myśli.
Matka-rabuś
Bożenko, punkt 9 u mnie również mocno nadużywany .I też z wyrzutami sumienia. Ale życie takie krótkie .;)
I kochani nie zapominajcie o Pipi.No i może mieszkańców Bullerbyn dziecina Ale też jeszcze nie zna. .Chociaż Ronja też cudna, fakt.
Dziekuje rowniez ani g., Otz., Casciolina. Jestescie niezawodne:-)Wieczorem biore sie za poszukiwania.
Dziekuje pieknie Sowo P. juz notuje. Tak, mam dwie coreczki jedna ma 2 latka a druga prawie 8:-)
O tak, „Ronja, córka zbójnika”, koniecznie!
Dzień dobry!
Ale-Piemont, kiedy miałam właśnie 8 lat zakochałam się w „Piaskowym wilku” Asy Lind. Bardzo mądra książka plus urocze ilustracje. Pisarka pochodzi ze Szwecji.
Bożeno, być superbibliotekarzem to jest to! W dodatku mam już doświadczenie. Pomagam w szkolnej bibliotece, kiedy naprawdę nie chce mi się ćwiczyć na wuefie. :)
Ale, dla 8 latki polecałabym książki Marii Parr. Urocze zabawne i mądre. „Tonja z Glimmerdalen” i „Gofrowe serce.”
Chesterko, oczyma wyobraźni widzę Cię w parze z Johnem Travoltą. Do TSZM zapisuję się niezwłocznie.
Jako kompletny laik wypowiem się nieśmiało, Veriko grająca Szostakowicza powaliła nas na kolana. Muzyka nieznośna dla niewyrobionego ucha, ale ta dziewczyna to tajfun.
Miłej niedzieli.
Lars Klinting „Kastor majsterkuje”, „Kastor piecze” i „Kastor uprawia fasolkę”. Ale to dla maluchów. Gdy miałam 8 lat, nie mogłam oderwać się od „Ronji”.
Dobrze Chesterko, obiecuję, że to zrobię. :) Dzisiaj straciłam humor przez jedną taką osobę, ale powoli, dzięki Wam mi się poprawia.:) Wesołej niedzieli wszystkim, a szczególnie tobie!
Dzien dobry w ten deszczowy,piekny,jesienny dzien. Sowo P.ja rowniez uwielbiam literature skandynawska,nie tylko dla dzieci.Czy moglabys podzielic sie tytulem tej seri o Kastorze?Swieta sie zblizaja I warto zamowic cos dzieciom po polsku.A moze ktos mialby do polecenia ksiazke z literatury skandynawskiej dla 8 letniej dziewczynki ( urodziny ma w grudniu wiec musze szykowac podwojne prezenty)pozdrawiam serdecznie
…i te Jej oczy. Dotąd myślałam, że w TAKIE oczy można zaglądać tylko patrząc na słynne ikony.
U nas mroki jak z Mordoru, ale ja od rana tańczę z Travolta i Bee Gees (Goraczka sobotniej nocy) przy myciu garów i szykowaniu kugla. Boże, jaka się czuję młoda! Macham w tańcu stylowo, a jakże, DUA, Bożence, Nutrii, Celestynie, której dawno już tu nie było i wszystkim kochanym Księgowym! Wyginajcie śmiało ciało, nawet gdy metrażu jest za mało!:))
Veriko, swoją osobowością przykuwa uwagę widza, nawet jak nie gra. A jaki ma piękny – głęboki i aksamitny
głos. Sprawia wrażenie, że ma w sobie całe pokłady pięknej muzyki, które poprzez granie, ale nie tylko muszą
znaleźć ujście, bo inaczej by eksplodowała .
Słoneczne dzień dobry!
Wczoraj trudno mi było zasnąć po koncertowych emocjach. Cóż więc dopiero musieli odczuwać artyści, czekając tak długo na werdykt jury! Uff.
Chesterko, ależ z Ciebie bliska mi dusza. Fajnie by było pracować razem :) Mamo Isi, Otz, Joanno, pozdrawiam! Może Otz zostanie superbibliotekarzem :) Co prawda, i w bibliotekach, jak się właśnie okazało, bywa różnie. Analiza tematu, z którym mnie tu wywołano – bez okrutnych intencji! – wprawiła mnie w lekką traumę (Metoda Cascioliny, mocno nadużywany punkt dziewiąty). Ale zarzućmy już na to zasłonę milczenia!
I róbmy swoje :)
A dzisiaj chyba po raz pierwszy koncertu tylko wysłucham; boję się zobaczyć w oczach niektórych żal…
Miłego popołudnia wszystkim!
Niestety zanim przeczytałam o tym konkursie nic o nim nie wiedziałam, ale co mi tam! Obejrzę sobie na internecie! U nas od rana cieplutko i słonecznie! A jak u was?
No cóż, ja pełnego zadowolenia nie czuję. Jakoś marzy mi się, by finałowe etapy konkrusów były wypadkową całości, a nie tylko ostatniego etapu. Gruzinka wyraźnie czuje się jak ryba w wodzie w reperuarze wirtuozowskim (zgodnie ze swoim charakterem) i w finale wypadła świetnie, ale w poprzednich etapach było różnie. Inna sprawa, że wśród finalistów nie dostrzegam takiej osoby, która swoją grą i osobowością pozostawiłaby resztę daleko w tyle. Poziom był wyrównany i pod tym względem, że każdy zaprezentował swoje słabsze strony w technice i ekspresji (może poza Kim). Ostatecznie więc zaważyła ekstrawertyczna natura i żywioł.
Teraz czekam na ujawnienie punktacji jury, bo to baardzo pouczająca lektura. Np, z punktacji ostatniego Konursu Chopinowskiego wynika, że Kate Liu dostała najwięcej ze wszystkich uczestników najwyższych not, jednak suma całości punktacji ostatecznego zwycięstwa nie dała. Ciekawa jestem, komu podpadła Celina. ;)
Chesterko! Nic a nic się nie przejmuj -nasza bibliotekarka jest po 60-ce i jest. Nikt się tam nie martwi, że za stara. Szukaj jakiejś dobrej biblioteki, a może znajdziesz. Zresztą, skoro jesteś polonistką, to na pewno w waszej szkole jest szkolna biblioteka?
I dzień dobry. No, Biedronko, będę uważać na powiewającą łapkę.
Cieszę się na ten dzisiejszy koncert. Jakoś mam poczucie, że zapadł werdykt sprawiedliwy. Veriko technikę ma wspaniałą, pięknie gra, a także – ma potężną osobowość. To ją się powinno dostrzegać i nagradzać, nie sukienki, nie urodę, i nie zabytkowe skrzypce. Dobrze się stało.
Bardzo bym chciała pójść!- jeśli oczywiście będzie można dostać wejściówkę, biletu nie posiadam.
Wciąż jednak się waham, bo jutro muszę z Poznania wyjechać i właśnie walczę z poczuciem rozsądku (koncert= podróż późną nocą).
Tak czy inaczej- jeśli pójdę, to do kamery na pewno pomacham. :)))
Dobranoc!
A mnie bardziej podobała się Bomsori.Ale ja słucham tylko uchem laika.
DUA, Maria faktycznie jak modelka Malczewskiego. Bardzo trafne spostrzeżenie.
Jak słucham Bozenki i Zośki, żałuję, że nie jestem bibliotekarką.Ale chętnie włączę się w złodziejski proceder pod wodzą Mamy Isi i przy wsparciu Chesterki.
Dobrej nocy. I niech jutro wszystkim zaświeci słońce.
Pyskate, oj pyskate. A dwie godziny leżeliśmy w łóżku prześpiewując wszystkie znane mi kołysanki i inne piosenki!
Zaskoczoną (i niezadowoloną) minę to miał Ryosuke. Trudno mi powiedzieć, czy jestem usatysfakcjonowana werdyktem, może byłabym bardziej, gdyby nieobsadzone, trzecie miejsce zajęła Celina (jeśli nie pierwsze).
Dobrze, że już koniec tego szaleństwa, muszę wreszcie zabrać się do swojej roboty, chociaż trudno będzie. Przyszło mi do głowy, że te konkursy są za rzadko, należałoby podnieść jeszcze do rangi narodowej po jednym: konkurs wiolonczelowy, obojowy i gitarowy. Wtedy mielibyśmy zapewnione takie emocje każdego roku.
Muminki, a jakże. Na jesień i zimę dziecięca literatura skandynawska jest najlepsza. Z opisywanych tam domostw bije szczególne ciepło, w kontraście do otaczającego je zewnętrznego chłodu. Ostatnio zaczytujemy się z Sowiątkiem w serii o bobrze Kastorze – mamo Isi, polecam Ci te książeczki dla bliźniaczek, bo są doskonałe dla dwu- i trzylatków. Niebawem wyjdzie nowa część.
Szkoda, Biedronko. Wypatrywałam Cię, ale mało było widać, poza głównymi aktorami dramatu.
No, jeszcze jutro koncert – idziesz? Pomachaj do kamery.
Dobranoc!
I już po wszystkim…
Porównując Marię i Seiji czułam, że znaczną przewagę ma jednak Seiji- prawdziwy z niego Paganini, jak Starosta trafnie określiła. :) Zagrał bardzo wyraziście- jeśli tak mogę tę jego wirtuozerię określić- i subtelna Maria po prostu nie miała szans. Wyraźnie to było słychać zwłaszcza w brzmieniu koncertu Wieniawskiego, prawda…?
Czekałam aż do ogłoszenia wyników, ależ to było oczekiwanie! :)
DUA, ach, jaka szkoda, że dopadł Panią ten katar i kaszel, nadzwyczajnie byłoby spotkać Panią na Wieniawskim!
Casciolino, „10 łatwych utworów na fortepian” tej jesieni odkryłam na nowo :)
Ha, nawet gdybym wiedziała i tak bym wzięła! :)
Przystępuję do Złodziejskich Moli!
Ładnie wytypowałaś, Sowo!
Ale i ja Veriko doceniłam.:)
No, fajnie.
Sowiątko już takie pyskate?! Czas leci.
Całusek dla niego!
Dobranoc!
Veriko tak, ale jakoś bardzo żal mi Richarda Lina. On i Bonsori mieli zaskoczone, smutne twarze :(
Mamo Isi, Dynia bardzo uprzejma :) Pozdrów koniecznie.
Dobrych snów!
Czyli wariant drugi. Zdążyłam i dziecko też :) Siedzimy przed komputerem, a dziecko pyta: ale dlaczego właściwie nie śpimy?
Dobranoc.:)
Errata corrige: 10 łatwych utworów na fortepian napisał Zbigniew Preisner, nie Jan A.P. Kaczmarek…
Oj, Bożenko, to ja Ci się przyznam – jestem niedoszła bibliotekarka. Szkoda, że dziś polonistka 50+ nie miałaby szans na tę pracę.
Mamo Isi, super, ale ja liczyłam na dokładny scenariusz, strategię. Jakoś pasujesz mi na przywodcę gangu.
Casciolino, Bufka mówisz…To lubię! Kocham Muminki. Hmm…a jakim Muminkiem ja jestem?
I cóż mam Ci, miła Otz, odpowiedzieć :)
Czasem się nie wie, w czym się bierze udział :)
(Oddala się, pomrukując konspiracyjnie: „Niech żyją Złodziejskie Mole!”)
O, już o pół godziny przesunęli. No, no.
Sowa zdąży.
I nawzajem, Mamo Isi, i nawzajem, z Veriko także. Tak jest, z powodu Wieniawskiego.
Ale coś tam do ładu dojść w jury nie mogą, bo przesunęli o kwadrans ogłoszenie wyników.
Chesterko, Tajne Zgromadzenie Złodziejskich Moli – to jest to! Przystępuję:)
Wiosenko, kiedyś próbowałam odebrać kotu mysz; najpierw mnie ugryzł kot, a potem mysz (uratowana). Od tego czasu się nie wtrącam w ich sprawy. Sapienti sat;)
Azjaci grają mistrzowsko, ale przynajmniej dla mnie – bezdusznie. Obstawiam Veriko, bo jej koncert Wieniawskiego miał ducha, że ho, ho;) Ale wątpię, aby jury złożone z Azjatów to doceniło.
Dynia dalej ma się dobrze i przesyła wyrazy szacunku;)
Starosto kochany, chyba zaraz trąbiącym nosowym głosem zaśpiewam, jak w tej arii (nie pamiętam skąd): „Zdrowia, szczęścia, pomyślności!”. – „I nawzajem.”
Bożeno, czy trafnie odgaduję, że ja i Wierzyński braliśmy udział w konspiracji?!
PS. Zawsze po przeczytaniu Twoich wpisów mam wielką ochotę być bibliotekarką. :)
Przychodzi do mnie Wiosenka i mówi, że ktoś się pod nią podszywa i opowiada o jakiejś nocnej
pogoni za kotem z myszą w zębach, przy czym nie wiadomo dokładnie , czy ową mysz trzyma w zębach
kot, czy osoba, która go goni.
Oj, narozrabiałam ;) Ostatni wpis wykonałam nie wiedząc, że wcześniej napisała do DUA Wiosenka i komentarz z jej podpisem powędrował w świat.
Co do myszy, sama już nie wiem kto ją w zębach trzymał, ale najważniejsze, że uszła z życiem. Do lasu
uszła.
Nutrio, ależ przestań. Po prostu byłaś ciekawa.
A swoja drogą komputer bardzo pomaga w opracowywaniu malunku lub rysunku, w dodawaniu liternictwa etc.
W pisaniu tekstu – niezastąpiony. Żadnego porównania z maszyną lub gryzmoleniem ręcznym.
Sowo, całus dla Sowiątka na dobranoc.
Zgredzie, tak, chodziło mi o twórczość Jana A.P. Kaczmarka. Zwłaszcza jego muzykę w wykonaniu Leszka Możdżera. Szczególnie 10 łatwych utworów na fortepian. Piosenek drugiego pana Kaczmarka chyba nie znam…czas uzupełnić wiedzę.
Chesterko, ależ! oczywiście nie wyrzucę biednej Filifionki (bo ja jestem z tej samej bajki! przed laty, kiedy nadawaliśmy sobie rodzinne przydomki związane z Muminkami, zostałam ochrzczona, bardzo trafnie, Bufką). Poczęstuję pachnącą zupą marchewkowo-dyniową z rozgrzewającym imbirem, a na deser zjemy sobie szarlotkę z lodami waniliowymi. I będziemy się nawzajem oświetlać. Wszak Filifionka nie rozsiewa z premedytacją toksyn, tylko szuka zrozumienia i rady na swoją melancholię.
Sowo P., Beethoven wzbudza we mnie zawsze wolę walki, dodaje odwagi, zachęca do działania wbrew przeciwnościom. To mój muzyczny antydepresant.
Chesterko, tajne zgromadzenie Złodziejskich Moli absolutnie mnie zachwyciło :) I ta dynamika Twojego opisu („a my buch książkę za pazuchę i chodu”) – po prostu zobaczyłam tę scenę!
Bibliotekarze konspirujący uzyskują silne wsparcie :)
Biorę pod uwagę również inny wariant – pierwsze miejsce dla Veriko, drugie dla Bomsori i trzecie dla Richarda.
Przepraszam za głupie pytanie. Zastanawiałam się nad tym, bo skoro Pani pisze książki na komputerze (co jest w dzisiejszy czasach normalne), to może Pani rysować także na komputerze. Gdy wysłałam to pytanie (a więc poniewczasie) zdałam sobie sprawę, że takich rysunków nie da się namalować na komputerze. Jeszcze raz przepraszam za to idiotyczne pytanie.
Brahms Marii bardzo dobry. Właściwie, poza Bomsori, nie widzę w finale osoby, która by się czuła świetnie w każdym repertuarze. Zupełnie nie wyobrażam sobie jak jury rozdzieli nagrody (a może przecież niektórych miejsc nie przyznać, może też dać równorzędne), ale w ścisłej czołówce spodziewam się ujrzeć jeszcze Luke Hsu. Może też Veriko.
Idę usypiać Sowiątko, nie wiem czy zdążę przed ogłoszeniem wyników.
Ależ oczywiście, Molu Książkowy.
Wyjaśniam: kiedyś oglądałam telewizję, ale od pewnego (dość długiego już) czasu definitywnie przestałam, telewizor znikł i antena też. W internecie znajdę wszystko, czego szukam, minus reklamy.
A dzieci mam czworo (już dorosły), co nie jest tajemnicą.
Ogłoszenie wyników o 22.30! No, ciekawa jestem.
Sowo, to jak ostatecznie typujesz?
No, to teraz czekamy na wyniki. Co za szczęście, że nie musimy zasiadać w jury.
Nutrio, dziewczynko, jak to: „stwarza na komputerze”?! Ależ rysuję i maluję osobiście, rączką własną.
Och, Bożenko! Dziękuję za tę analizę, choć przeczytawszy ja biegnę po pomoc do Cascioliny, by wybrać właściwy na tę chwilę punkt. To lepiej zniszczyć niż zachować dla innych, mniej zamieszania:((( Chwała bibliotekarzom z powołania, którzy tej fali nie ulegli!
No to może zakładamy tajne zgromadzenie Złodziejskich Moli. Znajomy bibliotekarz daje cynk, która ma iść na stos a my buch ksiażkę za pazuchę i chodu. Mama Isi na pewno by coś wymyśliła. Ojej, w jaka aferę wciagam DUA!
Ha! A jak w pełznoacy szarościa dzień odwiedzi cię melancholijna Filifionka w poszukiwaniu tej świetlistości u ciebie? Za drzwi nie wyrzucisz. I jeszcze się okaże, że jakimś cudem wyciagnie tę świetlistość z ciebie i szarość opuści ciężkie kotary. Zdarza mi się to.
Przepraszam Panią za poprzedni komentarz. Niech Pani wie że nie chciałam tym pani obrazić, ani udowodnić kłamstwa czy coś w tym stylu. Chciałam po prostu przypomnieć ludzkości o tym jakże świetnym filmie. I za to pytanie o dzieciach też przepraszam. Jestem cholernie wścibska. Mam nadzieję że mi pani wybaczy. Próbując wywołać na pani twarzy uśmiech przesyłam go- znany sposób grupy ESD. I jeszcze raz przepraszam.
Powtarzam swoje pytanie, droga, ukochana DUA. Pani rysuje swoje ilustracje, czy tez stwarza je na komputerze?
I nieco przerwy w Wieniawskim. Akurat, żeby napisać, że to jest wspaniałe, chyba dla wszystkich Tutaj – to „Słuchajmy i oglądajmy razem!” :)
Starosto, życzymy powrotu do zdrowia!
Casciolino, w punkcie 5. pisałaś, jak przypuszczam, o Janie A.P. Kaczmarku.
Jak dla mnie ś.p. Jan Kaczmarek jest też dobry.
A znów Maria jak z obrazu Jacka Malczewskiego, rasowy profil.
Okamoto, ohohoho!
Istny Paganini z niego.
Beethoven w czasie zmagań? Takie leczenie „homeopatyczne”? Chyba bym umarła. ;)
Ja w finale nie mam już żadnego faworyta. Podoba mi się Bomsori i sądzę, że wygra, ale nie skradła mojego serca tak jak Celina. Maria dzisiaj zupełnie mnie nie porwała Wieniawskim, grała jakby z dystansem. Za to świetną rzecz powiedziała w wywiadzie: gdyby nie grała na skrzypcach, to zajmowałaby się wyłącznie czytaniem książek (gdyby za to płacili).
Biedronko, o Mone dziś Ci nic nie napiszę, bo słyszałam ją wyłącznie fragmentarycznie. Niestety, zawsze grała pierwsza i zwykle umykała mi. Ale obiecuję nadrobić i wyrazić swoje zdanie.
Przypomniały mi się nasze pomysły antykaszlowe z zeszłego roku, w czasie trwania Konkursu Chopinowskiego.
Pani Małgosiu! Po pierwsze: powinna pani częściej wpadać na tą stronę! Po drugie: ile właściwie ma pani dzieci??? niech pani mi powie bo ostatnio zrobiłam się strasznie wścibsaka! (szczególnie jeśli chodzi o moich ulubionych pisarzy)
Brawo za spacer, Molu Książkowy!
Ściskam Cię serdecznie, choć wirtualnie.
Nutrio (wiad.pryw.)- jasne, że Ci życzę powodzenia (w tym niełatwym zajęciu).
Wieniawski, Bożenko! Słuchajmy i oglądajmy razem!
Richard Lin nie tylko śpiewa chiński pop, ale czyni to z marszu, z uśmiechem i bez oporów :) W czwartek zaśpiewał taką próbkę „z zaskoczenia”, bezpośrednio po swoim występie!
Zośko, już dziękuję za wsparcie. I zazdroszczę – że możesz jawnie czynić takowe rzeczy.
Chesterko, odpowiadam. Tryb postępowania z książkami wycofywanymi z bibliotek (o ile w ogóle zgodzi się on coś wycofywać) i z książkami z likwidowanych filii ustala dyrektor placówki/sieci, a zatwierdza organ prowadzący. Jeśli ustalą – na makulaturę! zmielić! uzyskane grosze odprowadzić! – nie ma odwołania. To jest najprostsze rozwiązanie, często wybierane z lęku przed szeroko rozumianym „zamieszaniem” (np. nagłośnieniem sprawy likwidacji) albo rzekomą groźbą podatku od darowizny, ewentualnie uzasadniane obawą, że ktoś wyskoczy z zarzutem złego odczytania stosownego, dość ogólnego rozporządzenia. Bibliotekarzom często narzuca się pogląd, że książki można wyłącznie przekazać bibliotece składowej (po co?!), innej placówce (nie chcą!) lub dać hurtem na makulaturę (zgroza). Ale niektóre placówki udowadniają, że można je również sprzedawać, np. za przysłowiową złotówkę, lub wręcz rozdawać… To tylko odrobina zachodu (komisja musi być, of course).
Więc, jak można się domyślać, bywają bibliotekarze konspirujący :)
A teraz Wieniawski!
Droga DUA!
Oglądałam sobie właśnie na DWD mój ulubiony serial opychając się słodyczami. Ale tak jakoś nagle mi się znudził. w ogólenie miałam ochot na oglądanie TV. Przeszłam się na spacer. Jaki świat jest piękny jesienią!
Aż sama się temu dziwiłam. Teraz pije cappuccino. Tak jakoś stęskniłam się za Panią. Dziwne.
Pani dobrze wie, że nie ma za co dziękować, bo ja i tak mówię wszystko to, co myślę. Pozdrawiam!
O, Nutrio!
Wobec telewizji odczuwam to samo. Wstręt. Szczery.
Dzięki za dobre słowo.
Droga Cascolino! Bardzo dziękuję ci za wspaniałe rady. Szczególnie punkt 7. Dziwne, choć to przecież takie oczywiste, jednak o tym nie pomyślałam. dziękuję Ci, że mi o tym przypomniałaś. Pisząc te słowa zajadam sobie czekoladę, chociaż już dawno nie mam chandry. Co do innych naturalnych źródeł światła, to a również kocham świeczki oraz kominek i czytając to, rozejrzywszy się po pokoju, stwierdziłam, że pali się w nim w sumie 11 świeczek, mimo, że wciąż jest jasno.:) Natomiast jeśli chodzi o świetlistych ludzi, to właśnie taką osobą jest DUA, do której wiele pisałam w najgorszym dniu swojego zasępienia. Do telewizji natomiast czuję szczery wstręt już od dawna, na szczęście. Jeszcze raz dziękuję za pamięć i wspaniałe rady.
EmilkoK, zamieściłaś wiadomość pod poprzednim moim wpisem, tam też Ci odpowiedziałam. Pozdrawiam serdecznie!
O, Biedroneczko, też chciałam się wybrać na koncert, dziś, albo jutro. Ale przecież nie pojadę z tym katarem i – co gorsza – kaszlem.
Spotkałybyśmy się….! Szkoda, że mnie dopadło.
Na szczęście wszystko jest na YT – na żywo i w powtórkach. Początek transmisji dzisiejszej – 17.50
Miłego wieczoru!
Dzień dobry!
Pełna podziwu podregałowo słucham Waszych komentarzy o uczestnikach konkursu Wieniawskiego. Właśnie wybieram się do auli UAM- dziś gra moja faworytka: Maria Włoszczowska. :) Nie jestem ekspertem, poza tym tegorocznej edycji nie odsłuchiwałam zbyt drobiazgowo, ale akurat kibicowałam Marii już 5 lat temu- a wtedy konkurs śledziłam od A do Z- i sympatia do niej mi pozostała. :)
W tym roku spodobała mi się jeszcze Mone Hattori- ale przepadła już w drugim etapie… (Sowo- a co Ty sądzisz o grze Mone…?)
Pozdrawiam i pędzę! :)
Nutrio, wyjaśniam, że jeśli oznaczasz jakąś wiadomość jako prywatną, to ja posłusznie jej nie pokazuję, choć na nią odpowiadam. Tę pokazałam, bo zwracasz się do Zośki, która inaczej by jej nie przeczytała.
Dzięki za dobre słowo o „F”.
Casciolino, wspaniałe rady.
Oświadczam, że wczoraj śmiałam się do rozpuku, oglądając gdzieś w sieci filmik, który przedstawiał mamę z czterema identycznymi niemowlakami (czworaczki). Leżeli oni sobie w łóżku, a tata z kamerą pochylał się nad nimi i gulgotał wesoło, a może i robił miny. W każdym razie wszystkie dzieciaczki równocześnie wybuchały głośnym, serdecznym śmiechem, radosnym i tak zaraźliwym, że nie można było im nie zawtórować.
Może jeszcze gdzieś ten filmik wytropię, to się nim z wami podzielę.
I jeszcze jedno: wróciwszy z (jak to się u nas potocznie mówi) pola, stwierdziłam, że Frywolitki najlepiej się czyta w miejscu o nazwie: „na świeżym powietrzu”. Jakoś ono tak działa na czytelnika, że pochłania on każde słowo, każdą literkę i czuje w sobie wzrastającą siłę, aby zmieniać świat na lepsze!
Drzewa czerwienieją, drzewa, proszę Pani! …Ale nie tylko -gdy jakieś kilka tygodni temu przechadzałam się po górach wraz z najbliższymi, zauważyłam w jednym miejscu maluteńką, drobniuteńka, czerwoną kępkę trawy. Naprawdę!(mam dowody w postaci zdjęć). Podejrzewam zatem, że również trawa przyczynia się do tego malowniczego krajobrazu, a skoro trawa -mchy tym bardziej!
Zosiu (wiad. pryw.) jestem przekonana, że u ciebie będzie najpiękniejsze, najjaśniejsze słońce jakie dotąd widziano, akurat wtedy, gdy w całej Polsce będzie ulewny deszcz. Uszy do góry!
Zainspirowana pytaniem Nutrii o przyczynę wesołości DUA, od kilku dni układam sobie w głowie listę moich sposobów na walkę z jesienną chandrą. Pozwolę sobie podzielić się niektórymi z nich. Kolejność przypadkowa.
1. Terapia kolorami. Pomarańczowa parasolka pomaga przetrwać niejeden deszczowy dzień.
2. Długa kąpiel, z bąbelkami.
3. Czytanie Jeżycjady.
4. Wygłupy z dziećmi (i w ogóle z nimi przebywanie). Jeśli się nie ma takowych pod ręką, można pooglądać zdjęcia noworodków. Niezawodne.
5. Otaczanie się pięknem. To może być wizyta w muzeum albo posłuchanie dobrej muzyki (osobiście polecam Bacha w okresach wewnętrznego chaosu, Beethovena w czasie zmagań, Kaczmarka na rozjaśnienie szarości, taneczne rytmy na brak energii, łagodny jazz na rozedrgane nerwy, Kabaret Starszych Panów na nudę).
6. Czasowy odwyk od mediów, zwłaszcza telewizji i komputera.
7. Pomaganie innym, sprawienie komuś radości. Działa równie niezawodnie jak punkt nr 4.
8. Spacer po lesie, obcowanie z naturą. Skakanie po kałużach. Ruch na świeżym powietrzu.
9. Czekolada :) dla dbających o linię: bakalie.
10. Wspominanie wakacji i ich planowanie.
11. Szukanie dodatkowych źródeł światła i ciepła (bardzo lubię na jesień palić w domu świece).
12. Spotykanie się ze świetlistymi ludźmi i unikanie tych, którzy rozsiewają pesymizm.
Mam nadzieję, Nutrio, że ta moja lista pomoże Ci w walce z chandrą. Widzę, że już teraz świetnie sobie radzisz, zachwycając się widokiem z okna :) Przesyłam wszystkim dużo włoskiego słońca!
Nutrio, cieszę się widokiem z Twojego okna, nawet jeśli go nie widzę!:)
A na górach co czerwienieje? Buki? Mchy?
Wiosenko, mysz miała fuksa. Ale kto właściwie niósł ją w zębach – Ty czy kot?
I co z tą myszą – czy nadal żyje sobie ciepło, cicho i bezpiecznie wśród kuchennych smakołyków, czy też wyrzuciłaś ją na zimno?
Zośko miła, jak dobrze czynisz.
Słońce będzie i na Mazowszu, zapewniam Cię. Kiedyś. A więc odwagi!
Nawet sobie Pani nie wyobraża, droga DUA, jaki mam teraz cudowny widok z okna! W tle -czerwone niczym rdza góry, zaś na pierwszym planie -soczyście zielone pola i złocisty las! Aż się prosi, żeby zabrać jakąś ciekawą książkę (np. Frywolitki), wybiec na pole, usiąść na ławeczce wśród róż i zagłębić się w lekturze, mając przed sobą równocześnie ten wspaniały widok! I to właśnie zrobię, bo dzisiaj od rana jest ciepło i słonecznie. Ciekawe, czyżby ten wiersz o słońcu był jakimś magicznym zaklęciem? Wczoraj powtarzałam go sobie w głowie cały wieczór i ranek, a tu słońce wyjrzało zza chmurki na cały długi dzień! Pozdrawiam Panią i pozostałych!
Cieszy mnie to niezmiernie :-)
Sowo, jesteś nieoceniona.
Dzień dobry , DUA to ma szczęście z tym słonkiem, a u nas tylko „tęsknota, smutek i żal”.
To może odrobina humoru – dziś w nocy goniłam po domu kota z myszą w zębach i…udało się –
mysz uratowana. Miłego dnia :)
Bożenko, masz we mnie wsparcie. Wycofywane książki rozdaję znajomym i znajomym znajomych a niektóre zostają u mni w domu. Na Mazowszu słońca nie ma. Jest deszcz.
Krzysztofie!
Mam tak samo.:)))
Może i racja.
Ale ja tu chcę zameldować zmianę frontu osobistego: właśnie wysłuchałam jak Veriko Tchumburidze gra ten piękny koncert Wieniawskiego, znany mi od dziecka – no, powiem Wam: czapki z głów! Dziewczyna jest wspaniała! I naprawdę czuje całą zadzierżystość, romantyczność, cały liryzm i urok tego utworu. Ile siły! Jaka radość! No i mistrzowskie wykonanie.
Nie doceniałam jej.
KrzysztOfie, zajrzałam jeszcze raz do analizy krytycznej tego nowego przekładu i powiem Ci -nie kupuj, szkoda pieniędzy. Poczekajmy na nowe wydanie z Wilkoniem.
W kwestii Beethovena: gdyby ktoś kazał mi określić jego muzykę dwoma słowami, powiedziałabym „nieustanne zmaganie”. Jeszcze a propos braku Celiny w finale, słyszałam wywiad z przewodniczącym jury, który opowiadał o różnych podejściach do muzyki Mozarta – rzecz, co do której nie ma zgodności wśród członków jury. Jedni widzą w muzyce Mozarta lekkość i wesołość, a on woli postrzegać go jako twórcę operowego, a więc kompozytora muzyki pełnej kontrastowych emocji. Może to jest odpowiedź, dlaczego Celina nie przeszła dalej. W każdym razie, ten komentarz uzmysławia nam, że ostateczne kwalifikacje konkursantów są wyłącznie wypadkową sporów o estetykę wykonawczą.