Malarstwo wysiada!

kr-5

Nasza wierna KC nutka (którą pamiętam jeszcze jako nieśmiałą i miłą nastolatkę, pojawiającą się zawsze na targach Książki we Wrocławiu), najpierw poszła do liceum (które, jak sobie życzyła, wystąpiło w „McDusi”), a potem poszła studiować chemię. I wreszcie wysłano ją na staż do Francji.

A teraz przysłała nam zupełnie nadzwyczajne zdjęcia, przez siebie wykonane.

Oto, co pisze KC nutka:

Jeszcze przed francuskimi wojażami odbyłam praktykę na Uczelni, w czasie której zajmowałam się ciekłymi kryształami. Napiszę krótko o co chodziło oraz ogółem – co przedstawiają zdjęcia.

Faza ciekłokrystaliczna to faza pośrednia między krystalicznym a ciekłym stanem skupienia materii. Potrafi więc z jednej strony płynąć, a z drugiej charakteryzuje ją uporządkowanie dalekiego zasięgu. Chyba najbardziej popularnym zastosowaniem ciekłych kryształów są… ciekłokrystaliczne wyświetlacze.

W czasie stażu pracowałam z fazami cholesterolowymi i przygotowałam mieszaniny trzech estrów cholesterolu w różnych stosunkach wagowych. Uzyskane mieszaniny obserwowałam następnie pod mikroskopem polaryzacyjnym i fotografowałam.

Jedne z najładniejszych fotografii wybrałam i zgłosiłam na Wystawę Fotografii Naukowej w czasie XIX Dolnośląskiego Festiwalu Nauki. Na 30 miejsc zostało wystawionych aż 6 moich prac, z czego ogromnie się cieszę! Ponieważ miałam wiele ciekawych fotografii postanowiłam przesłać Pani inne niż te zaprezentowane w czasie wystawy (z dwoma wyjątkami). Przedstawiają one głównie fazy cholesterolowe różnych próbek ciekłokrystalicznych, które charakteryzowałam. Niektóre jednak (te zawierające ostre kształty) nie są ciekłymi kryształami, tylko wyjątkowo ładnymi i interesującymi strukturami krystalicznymi.

Te dwa zdjęcia przedstawiają odtwarzanie fazy ciekłokrystalicznej z cieczy izotropowej.

Widzimy na nich czysty pelargonian cholesterylu:

 

kr-1

 

 

kr88

 

Pozostałe zdjęcia przedstawiają już struktury w próbkach mieszanin trzech estrów cholesterolu: oleinowęglanu cholesterylu, pelargonianu cholesterylu oraz benzoesanu cholesterylu.

Zdjęcia w różowej tonacji zostały wykonane przez tzw. falówkę, natomiast pozostałe – bez jej udziału. Wszelkie prostokątne (jak żyletki) struktury to struktury krystaliczne, pozostałe są ciekłokrystaliczne, ale bez widocznych charakterystycznych tekstur, ponieważ ograniczałam się do powiększeń 10x i 20x.

 

kr-73

 

 

kr-cz-b

 

 

kr-4

 

Dziękuję, wspaniała Nutko, za te portrety cudów Natury i za dowód niezbity na to, że nie mamy właściwie bladego pojęcia, na co codziennie patrzymy! Co zważywszy, powinniśmy nieustannie trwać w pokornym zachwycie nad światem, który stworzony został jako piękny, w każdym aspekcie i w każdym – nawet najdrobniejszym – szczególe.

Nutko, jak najsłuszniej te niezwykłe zdjęcia święcą triumfy, gratuluję Ci!

Zachwycona

MM

389 przemyśleń nt. „Malarstwo wysiada!

  1. Nostalgiczny, nastrojowy obraz. Bardzo takie lubię.
    Dziękuję DUA.

    A na balkon powróciły sikorki, ależ głodne. Chyba będzie ciężka zima.
    No i po raz pierwszy pojawił się ptaszek o jakże swojsko brzmiącej nazwie- kowalik. Widzę, że sikoreczki są nieco onieśmielone jego obecnością, dają mu prawo pierwszeństwa na stołówce.
    A Pan Kowalik lub Pani Kowalikowa rozgościła się bardzo stanowczo.:)

    Miłego, zadumanego, jesiennego tygodnia.

  2. Jeśli chodzi o malarstwo to w listopadzie w galerii w Kartuzach, będzie wernisaż świetnej gdańskiej malarki Bogdany Lippert -Pietkiewicz. Ma już ponad 80-lat, a maluje coraz lepiej. To chyba ostatnia postać naszego koloryzmu. Jej obrazy są naprawdę genialne, inne współczesne często po prostu wysiadają!
    Nie widzę ich w internecie, zresztą na żywo to jest po prostu bajka, albo baśń.

  3. „Gdybym nie pomyliła psów…” Angerborn Igelin!
    Aniu, dostałam wypieków z podekscytowania!:)
    Jestem świeżo po lekturze bardzo sympatycznej ang. ksiażki dla dzieci Davida Walliamsa „Babcia rabuś” – bardzo inspirujaca jeśli rozumiecie, co mam na myśli.
    Matka-rabuś

  4. Bożenko, punkt 9 u mnie również mocno nadużywany .I też z wyrzutami sumienia. Ale życie takie krótkie .;)
    I kochani nie zapominajcie o Pipi.No i może mieszkańców Bullerbyn dziecina Ale też jeszcze nie zna. .Chociaż Ronja też cudna, fakt.

  5. Dzień dobry!

    Ale-Piemont, kiedy miałam właśnie 8 lat zakochałam się w „Piaskowym wilku” Asy Lind. Bardzo mądra książka plus urocze ilustracje. Pisarka pochodzi ze Szwecji.

    Bożeno, być superbibliotekarzem to jest to! W dodatku mam już doświadczenie. Pomagam w szkolnej bibliotece, kiedy naprawdę nie chce mi się ćwiczyć na wuefie. :)

  6. Ale, dla 8 latki polecałabym książki Marii Parr. Urocze zabawne i mądre. „Tonja z Glimmerdalen” i „Gofrowe serce.”

    Chesterko, oczyma wyobraźni widzę Cię w parze z Johnem Travoltą. Do TSZM zapisuję się niezwłocznie.

    Jako kompletny laik wypowiem się nieśmiało, Veriko grająca Szostakowicza powaliła nas na kolana. Muzyka nieznośna dla niewyrobionego ucha, ale ta dziewczyna to tajfun.

    Miłej niedzieli.

  7. Lars Klinting „Kastor majsterkuje”, „Kastor piecze” i „Kastor uprawia fasolkę”. Ale to dla maluchów. Gdy miałam 8 lat, nie mogłam oderwać się od „Ronji”.

  8. Dobrze Chesterko, obiecuję, że to zrobię. :) Dzisiaj straciłam humor przez jedną taką osobę, ale powoli, dzięki Wam mi się poprawia.:) Wesołej niedzieli wszystkim, a szczególnie tobie!

  9. Dzien dobry w ten deszczowy,piekny,jesienny dzien. Sowo P.ja rowniez uwielbiam literature skandynawska,nie tylko dla dzieci.Czy moglabys podzielic sie tytulem tej seri o Kastorze?Swieta sie zblizaja I warto zamowic cos dzieciom po polsku.A moze ktos mialby do polecenia ksiazke z literatury skandynawskiej dla 8 letniej dziewczynki ( urodziny ma w grudniu wiec musze szykowac podwojne prezenty)pozdrawiam serdecznie

  10. U nas mroki jak z Mordoru, ale ja od rana tańczę z Travolta i Bee Gees (Goraczka sobotniej nocy) przy myciu garów i szykowaniu kugla. Boże, jaka się czuję młoda! Macham w tańcu stylowo, a jakże, DUA, Bożence, Nutrii, Celestynie, której dawno już tu nie było i wszystkim kochanym Księgowym! Wyginajcie śmiało ciało, nawet gdy metrażu jest za mało!:))

  11. Veriko, swoją osobowością przykuwa uwagę widza, nawet jak nie gra. A jaki ma piękny – głęboki i aksamitny
    głos. Sprawia wrażenie, że ma w sobie całe pokłady pięknej muzyki, które poprzez granie, ale nie tylko muszą
    znaleźć ujście, bo inaczej by eksplodowała .

  12. Słoneczne dzień dobry!
    Wczoraj trudno mi było zasnąć po koncertowych emocjach. Cóż więc dopiero musieli odczuwać artyści, czekając tak długo na werdykt jury! Uff.

    Chesterko, ależ z Ciebie bliska mi dusza. Fajnie by było pracować razem :) Mamo Isi, Otz, Joanno, pozdrawiam! Może Otz zostanie superbibliotekarzem :) Co prawda, i w bibliotekach, jak się właśnie okazało, bywa różnie. Analiza tematu, z którym mnie tu wywołano – bez okrutnych intencji! – wprawiła mnie w lekką traumę (Metoda Cascioliny, mocno nadużywany punkt dziewiąty). Ale zarzućmy już na to zasłonę milczenia!
    I róbmy swoje :)

    A dzisiaj chyba po raz pierwszy koncertu tylko wysłucham; boję się zobaczyć w oczach niektórych żal…

  13. Miłego popołudnia wszystkim!
    Niestety zanim przeczytałam o tym konkursie nic o nim nie wiedziałam, ale co mi tam! Obejrzę sobie na internecie! U nas od rana cieplutko i słonecznie! A jak u was?

  14. No cóż, ja pełnego zadowolenia nie czuję. Jakoś marzy mi się, by finałowe etapy konkrusów były wypadkową całości, a nie tylko ostatniego etapu. Gruzinka wyraźnie czuje się jak ryba w wodzie w reperuarze wirtuozowskim (zgodnie ze swoim charakterem) i w finale wypadła świetnie, ale w poprzednich etapach było różnie. Inna sprawa, że wśród finalistów nie dostrzegam takiej osoby, która swoją grą i osobowością pozostawiłaby resztę daleko w tyle. Poziom był wyrównany i pod tym względem, że każdy zaprezentował swoje słabsze strony w technice i ekspresji (może poza Kim). Ostatecznie więc zaważyła ekstrawertyczna natura i żywioł.
    Teraz czekam na ujawnienie punktacji jury, bo to baardzo pouczająca lektura. Np, z punktacji ostatniego Konursu Chopinowskiego wynika, że Kate Liu dostała najwięcej ze wszystkich uczestników najwyższych not, jednak suma całości punktacji ostatecznego zwycięstwa nie dała. Ciekawa jestem, komu podpadła Celina. ;)

  15. Chesterko! Nic a nic się nie przejmuj -nasza bibliotekarka jest po 60-ce i jest. Nikt się tam nie martwi, że za stara. Szukaj jakiejś dobrej biblioteki, a może znajdziesz. Zresztą, skoro jesteś polonistką, to na pewno w waszej szkole jest szkolna biblioteka?

  16. I dzień dobry. No, Biedronko, będę uważać na powiewającą łapkę.

    Cieszę się na ten dzisiejszy koncert. Jakoś mam poczucie, że zapadł werdykt sprawiedliwy. Veriko technikę ma wspaniałą, pięknie gra, a także – ma potężną osobowość. To ją się powinno dostrzegać i nagradzać, nie sukienki, nie urodę, i nie zabytkowe skrzypce. Dobrze się stało.

  17. Bardzo bym chciała pójść!- jeśli oczywiście będzie można dostać wejściówkę, biletu nie posiadam.
    Wciąż jednak się waham, bo jutro muszę z Poznania wyjechać i właśnie walczę z poczuciem rozsądku (koncert= podróż późną nocą).
    Tak czy inaczej- jeśli pójdę, to do kamery na pewno pomacham. :)))
    Dobranoc!

  18. A mnie bardziej podobała się Bomsori.Ale ja słucham tylko uchem laika.

    DUA, Maria faktycznie jak modelka Malczewskiego. Bardzo trafne spostrzeżenie.

    Jak słucham Bozenki i Zośki, żałuję, że nie jestem bibliotekarką.Ale chętnie włączę się w złodziejski proceder pod wodzą Mamy Isi i przy wsparciu Chesterki.

    Dobrej nocy. I niech jutro wszystkim zaświeci słońce.

  19. Pyskate, oj pyskate. A dwie godziny leżeliśmy w łóżku prześpiewując wszystkie znane mi kołysanki i inne piosenki!

    Zaskoczoną (i niezadowoloną) minę to miał Ryosuke. Trudno mi powiedzieć, czy jestem usatysfakcjonowana werdyktem, może byłabym bardziej, gdyby nieobsadzone, trzecie miejsce zajęła Celina (jeśli nie pierwsze).
    Dobrze, że już koniec tego szaleństwa, muszę wreszcie zabrać się do swojej roboty, chociaż trudno będzie. Przyszło mi do głowy, że te konkursy są za rzadko, należałoby podnieść jeszcze do rangi narodowej po jednym: konkurs wiolonczelowy, obojowy i gitarowy. Wtedy mielibyśmy zapewnione takie emocje każdego roku.

    Muminki, a jakże. Na jesień i zimę dziecięca literatura skandynawska jest najlepsza. Z opisywanych tam domostw bije szczególne ciepło, w kontraście do otaczającego je zewnętrznego chłodu. Ostatnio zaczytujemy się z Sowiątkiem w serii o bobrze Kastorze – mamo Isi, polecam Ci te książeczki dla bliźniaczek, bo są doskonałe dla dwu- i trzylatków. Niebawem wyjdzie nowa część.

  20. Szkoda, Biedronko. Wypatrywałam Cię, ale mało było widać, poza głównymi aktorami dramatu.
    No, jeszcze jutro koncert – idziesz? Pomachaj do kamery.

    Dobranoc!

  21. I już po wszystkim…
    Porównując Marię i Seiji czułam, że znaczną przewagę ma jednak Seiji- prawdziwy z niego Paganini, jak Starosta trafnie określiła. :) Zagrał bardzo wyraziście- jeśli tak mogę tę jego wirtuozerię określić- i subtelna Maria po prostu nie miała szans. Wyraźnie to było słychać zwłaszcza w brzmieniu koncertu Wieniawskiego, prawda…?

    Czekałam aż do ogłoszenia wyników, ależ to było oczekiwanie! :)

    DUA, ach, jaka szkoda, że dopadł Panią ten katar i kaszel, nadzwyczajnie byłoby spotkać Panią na Wieniawskim!

  22. Ładnie wytypowałaś, Sowo!
    Ale i ja Veriko doceniłam.:)
    No, fajnie.
    Sowiątko już takie pyskate?! Czas leci.
    Całusek dla niego!
    Dobranoc!

  23. Veriko tak, ale jakoś bardzo żal mi Richarda Lina. On i Bonsori mieli zaskoczone, smutne twarze :(

    Mamo Isi, Dynia bardzo uprzejma :) Pozdrów koniecznie.

    Dobrych snów!

  24. Czyli wariant drugi. Zdążyłam i dziecko też :) Siedzimy przed komputerem, a dziecko pyta: ale dlaczego właściwie nie śpimy?
    Dobranoc.:)

  25. Oj, Bożenko, to ja Ci się przyznam – jestem niedoszła bibliotekarka. Szkoda, że dziś polonistka 50+ nie miałaby szans na tę pracę.
    Mamo Isi, super, ale ja liczyłam na dokładny scenariusz, strategię. Jakoś pasujesz mi na przywodcę gangu.
    Casciolino, Bufka mówisz…To lubię! Kocham Muminki. Hmm…a jakim Muminkiem ja jestem?

  26. I cóż mam Ci, miła Otz, odpowiedzieć :)
    Czasem się nie wie, w czym się bierze udział :)
    (Oddala się, pomrukując konspiracyjnie: „Niech żyją Złodziejskie Mole!”)

  27. I nawzajem, Mamo Isi, i nawzajem, z Veriko także. Tak jest, z powodu Wieniawskiego.
    Ale coś tam do ładu dojść w jury nie mogą, bo przesunęli o kwadrans ogłoszenie wyników.

  28. Chesterko, Tajne Zgromadzenie Złodziejskich Moli – to jest to! Przystępuję:)

    Wiosenko, kiedyś próbowałam odebrać kotu mysz; najpierw mnie ugryzł kot, a potem mysz (uratowana). Od tego czasu się nie wtrącam w ich sprawy. Sapienti sat;)

    Azjaci grają mistrzowsko, ale przynajmniej dla mnie – bezdusznie. Obstawiam Veriko, bo jej koncert Wieniawskiego miał ducha, że ho, ho;) Ale wątpię, aby jury złożone z Azjatów to doceniło.

    Dynia dalej ma się dobrze i przesyła wyrazy szacunku;)

    Starosto kochany, chyba zaraz trąbiącym nosowym głosem zaśpiewam, jak w tej arii (nie pamiętam skąd): „Zdrowia, szczęścia, pomyślności!”. – „I nawzajem.”

  29. Bożeno, czy trafnie odgaduję, że ja i Wierzyński braliśmy udział w konspiracji?!

    PS. Zawsze po przeczytaniu Twoich wpisów mam wielką ochotę być bibliotekarką. :)

  30. Przychodzi do mnie Wiosenka i mówi, że ktoś się pod nią podszywa i opowiada o jakiejś nocnej
    pogoni za kotem z myszą w zębach, przy czym nie wiadomo dokładnie , czy ową mysz trzyma w zębach
    kot, czy osoba, która go goni.
    Oj, narozrabiałam ;) Ostatni wpis wykonałam nie wiedząc, że wcześniej napisała do DUA Wiosenka i komentarz z jej podpisem powędrował w świat.
    Co do myszy, sama już nie wiem kto ją w zębach trzymał, ale najważniejsze, że uszła z życiem. Do lasu
    uszła.

  31. Nutrio, ależ przestań. Po prostu byłaś ciekawa.
    A swoja drogą komputer bardzo pomaga w opracowywaniu malunku lub rysunku, w dodawaniu liternictwa etc.
    W pisaniu tekstu – niezastąpiony. Żadnego porównania z maszyną lub gryzmoleniem ręcznym.

    Sowo, całus dla Sowiątka na dobranoc.

  32. Zgredzie, tak, chodziło mi o twórczość Jana A.P. Kaczmarka. Zwłaszcza jego muzykę w wykonaniu Leszka Możdżera. Szczególnie 10 łatwych utworów na fortepian. Piosenek drugiego pana Kaczmarka chyba nie znam…czas uzupełnić wiedzę.

    Chesterko, ależ! oczywiście nie wyrzucę biednej Filifionki (bo ja jestem z tej samej bajki! przed laty, kiedy nadawaliśmy sobie rodzinne przydomki związane z Muminkami, zostałam ochrzczona, bardzo trafnie, Bufką). Poczęstuję pachnącą zupą marchewkowo-dyniową z rozgrzewającym imbirem, a na deser zjemy sobie szarlotkę z lodami waniliowymi. I będziemy się nawzajem oświetlać. Wszak Filifionka nie rozsiewa z premedytacją toksyn, tylko szuka zrozumienia i rady na swoją melancholię.

    Sowo P., Beethoven wzbudza we mnie zawsze wolę walki, dodaje odwagi, zachęca do działania wbrew przeciwnościom. To mój muzyczny antydepresant.

  33. Chesterko, tajne zgromadzenie Złodziejskich Moli absolutnie mnie zachwyciło :) I ta dynamika Twojego opisu („a my buch książkę za pazuchę i chodu”) – po prostu zobaczyłam tę scenę!
    Bibliotekarze konspirujący uzyskują silne wsparcie :)

  34. Biorę pod uwagę również inny wariant – pierwsze miejsce dla Veriko, drugie dla Bomsori i trzecie dla Richarda.

  35. Przepraszam za głupie pytanie. Zastanawiałam się nad tym, bo skoro Pani pisze książki na komputerze (co jest w dzisiejszy czasach normalne), to może Pani rysować także na komputerze. Gdy wysłałam to pytanie (a więc poniewczasie) zdałam sobie sprawę, że takich rysunków nie da się namalować na komputerze. Jeszcze raz przepraszam za to idiotyczne pytanie.

  36. Brahms Marii bardzo dobry. Właściwie, poza Bomsori, nie widzę w finale osoby, która by się czuła świetnie w każdym repertuarze. Zupełnie nie wyobrażam sobie jak jury rozdzieli nagrody (a może przecież niektórych miejsc nie przyznać, może też dać równorzędne), ale w ścisłej czołówce spodziewam się ujrzeć jeszcze Luke Hsu. Może też Veriko.

    Idę usypiać Sowiątko, nie wiem czy zdążę przed ogłoszeniem wyników.

  37. Ależ oczywiście, Molu Książkowy.
    Wyjaśniam: kiedyś oglądałam telewizję, ale od pewnego (dość długiego już) czasu definitywnie przestałam, telewizor znikł i antena też. W internecie znajdę wszystko, czego szukam, minus reklamy.
    A dzieci mam czworo (już dorosły), co nie jest tajemnicą.

    Ogłoszenie wyników o 22.30! No, ciekawa jestem.
    Sowo, to jak ostatecznie typujesz?

  38. No, to teraz czekamy na wyniki. Co za szczęście, że nie musimy zasiadać w jury.

    Nutrio, dziewczynko, jak to: „stwarza na komputerze”?! Ależ rysuję i maluję osobiście, rączką własną.

  39. Och, Bożenko! Dziękuję za tę analizę, choć przeczytawszy ja biegnę po pomoc do Cascioliny, by wybrać właściwy na tę chwilę punkt. To lepiej zniszczyć niż zachować dla innych, mniej zamieszania:((( Chwała bibliotekarzom z powołania, którzy tej fali nie ulegli!
    No to może zakładamy tajne zgromadzenie Złodziejskich Moli. Znajomy bibliotekarz daje cynk, która ma iść na stos a my buch ksiażkę za pazuchę i chodu. Mama Isi na pewno by coś wymyśliła. Ojej, w jaka aferę wciagam DUA!

  40. Ha! A jak w pełznoacy szarościa dzień odwiedzi cię melancholijna Filifionka w poszukiwaniu tej świetlistości u ciebie? Za drzwi nie wyrzucisz. I jeszcze się okaże, że jakimś cudem wyciagnie tę świetlistość z ciebie i szarość opuści ciężkie kotary. Zdarza mi się to.

  41. Przepraszam Panią za poprzedni komentarz. Niech Pani wie że nie chciałam tym pani obrazić, ani udowodnić kłamstwa czy coś w tym stylu. Chciałam po prostu przypomnieć ludzkości o tym jakże świetnym filmie. I za to pytanie o dzieciach też przepraszam. Jestem cholernie wścibska. Mam nadzieję że mi pani wybaczy. Próbując wywołać na pani twarzy uśmiech przesyłam go- znany sposób grupy ESD. I jeszcze raz przepraszam.

  42. I nieco przerwy w Wieniawskim. Akurat, żeby napisać, że to jest wspaniałe, chyba dla wszystkich Tutaj – to „Słuchajmy i oglądajmy razem!” :)

  43. Starosto, życzymy powrotu do zdrowia!

    Casciolino, w punkcie 5. pisałaś, jak przypuszczam, o Janie A.P. Kaczmarku.
    Jak dla mnie ś.p. Jan Kaczmarek jest też dobry.

  44. Beethoven w czasie zmagań? Takie leczenie „homeopatyczne”? Chyba bym umarła. ;)

    Ja w finale nie mam już żadnego faworyta. Podoba mi się Bomsori i sądzę, że wygra, ale nie skradła mojego serca tak jak Celina. Maria dzisiaj zupełnie mnie nie porwała Wieniawskim, grała jakby z dystansem. Za to świetną rzecz powiedziała w wywiadzie: gdyby nie grała na skrzypcach, to zajmowałaby się wyłącznie czytaniem książek (gdyby za to płacili).

    Biedronko, o Mone dziś Ci nic nie napiszę, bo słyszałam ją wyłącznie fragmentarycznie. Niestety, zawsze grała pierwsza i zwykle umykała mi. Ale obiecuję nadrobić i wyrazić swoje zdanie.

    Przypomniały mi się nasze pomysły antykaszlowe z zeszłego roku, w czasie trwania Konkursu Chopinowskiego.

  45. Pani Małgosiu! Po pierwsze: powinna pani częściej wpadać na tą stronę! Po drugie: ile właściwie ma pani dzieci??? niech pani mi powie bo ostatnio zrobiłam się strasznie wścibsaka! (szczególnie jeśli chodzi o moich ulubionych pisarzy)

  46. Brawo za spacer, Molu Książkowy!
    Ściskam Cię serdecznie, choć wirtualnie.

    Nutrio (wiad.pryw.)- jasne, że Ci życzę powodzenia (w tym niełatwym zajęciu).

    Wieniawski, Bożenko! Słuchajmy i oglądajmy razem!

  47. Richard Lin nie tylko śpiewa chiński pop, ale czyni to z marszu, z uśmiechem i bez oporów :) W czwartek zaśpiewał taką próbkę „z zaskoczenia”, bezpośrednio po swoim występie!

    Zośko, już dziękuję za wsparcie. I zazdroszczę – że możesz jawnie czynić takowe rzeczy.
    Chesterko, odpowiadam. Tryb postępowania z książkami wycofywanymi z bibliotek (o ile w ogóle zgodzi się on coś wycofywać) i z książkami z likwidowanych filii ustala dyrektor placówki/sieci, a zatwierdza organ prowadzący. Jeśli ustalą – na makulaturę! zmielić! uzyskane grosze odprowadzić! – nie ma odwołania. To jest najprostsze rozwiązanie, często wybierane z lęku przed szeroko rozumianym „zamieszaniem” (np. nagłośnieniem sprawy likwidacji) albo rzekomą groźbą podatku od darowizny, ewentualnie uzasadniane obawą, że ktoś wyskoczy z zarzutem złego odczytania stosownego, dość ogólnego rozporządzenia. Bibliotekarzom często narzuca się pogląd, że książki można wyłącznie przekazać bibliotece składowej (po co?!), innej placówce (nie chcą!) lub dać hurtem na makulaturę (zgroza). Ale niektóre placówki udowadniają, że można je również sprzedawać, np. za przysłowiową złotówkę, lub wręcz rozdawać… To tylko odrobina zachodu (komisja musi być, of course).
    Więc, jak można się domyślać, bywają bibliotekarze konspirujący :)

    A teraz Wieniawski!

  48. Droga DUA!
    Oglądałam sobie właśnie na DWD mój ulubiony serial opychając się słodyczami. Ale tak jakoś nagle mi się znudził. w ogólenie miałam ochot na oglądanie TV. Przeszłam się na spacer. Jaki świat jest piękny jesienią!
    Aż sama się temu dziwiłam. Teraz pije cappuccino. Tak jakoś stęskniłam się za Panią. Dziwne.

  49. Droga Cascolino! Bardzo dziękuję ci za wspaniałe rady. Szczególnie punkt 7. Dziwne, choć to przecież takie oczywiste, jednak o tym nie pomyślałam. dziękuję Ci, że mi o tym przypomniałaś. Pisząc te słowa zajadam sobie czekoladę, chociaż już dawno nie mam chandry. Co do innych naturalnych źródeł światła, to a również kocham świeczki oraz kominek i czytając to, rozejrzywszy się po pokoju, stwierdziłam, że pali się w nim w sumie 11 świeczek, mimo, że wciąż jest jasno.:) Natomiast jeśli chodzi o świetlistych ludzi, to właśnie taką osobą jest DUA, do której wiele pisałam w najgorszym dniu swojego zasępienia. Do telewizji natomiast czuję szczery wstręt już od dawna, na szczęście. Jeszcze raz dziękuję za pamięć i wspaniałe rady.

  50. O, Biedroneczko, też chciałam się wybrać na koncert, dziś, albo jutro. Ale przecież nie pojadę z tym katarem i – co gorsza – kaszlem.

    Spotkałybyśmy się….! Szkoda, że mnie dopadło.

    Na szczęście wszystko jest na YT – na żywo i w powtórkach. Początek transmisji dzisiejszej – 17.50

    Miłego wieczoru!

  51. Dzień dobry!
    Pełna podziwu podregałowo słucham Waszych komentarzy o uczestnikach konkursu Wieniawskiego. Właśnie wybieram się do auli UAM- dziś gra moja faworytka: Maria Włoszczowska. :) Nie jestem ekspertem, poza tym tegorocznej edycji nie odsłuchiwałam zbyt drobiazgowo, ale akurat kibicowałam Marii już 5 lat temu- a wtedy konkurs śledziłam od A do Z- i sympatia do niej mi pozostała. :)
    W tym roku spodobała mi się jeszcze Mone Hattori- ale przepadła już w drugim etapie… (Sowo- a co Ty sądzisz o grze Mone…?)
    Pozdrawiam i pędzę! :)

  52. Nutrio, wyjaśniam, że jeśli oznaczasz jakąś wiadomość jako prywatną, to ja posłusznie jej nie pokazuję, choć na nią odpowiadam. Tę pokazałam, bo zwracasz się do Zośki, która inaczej by jej nie przeczytała.

    Dzięki za dobre słowo o „F”.

  53. Casciolino, wspaniałe rady.
    Oświadczam, że wczoraj śmiałam się do rozpuku, oglądając gdzieś w sieci filmik, który przedstawiał mamę z czterema identycznymi niemowlakami (czworaczki). Leżeli oni sobie w łóżku, a tata z kamerą pochylał się nad nimi i gulgotał wesoło, a może i robił miny. W każdym razie wszystkie dzieciaczki równocześnie wybuchały głośnym, serdecznym śmiechem, radosnym i tak zaraźliwym, że nie można było im nie zawtórować.
    Może jeszcze gdzieś ten filmik wytropię, to się nim z wami podzielę.

  54. I jeszcze jedno: wróciwszy z (jak to się u nas potocznie mówi) pola, stwierdziłam, że Frywolitki najlepiej się czyta w miejscu o nazwie: „na świeżym powietrzu”. Jakoś ono tak działa na czytelnika, że pochłania on każde słowo, każdą literkę i czuje w sobie wzrastającą siłę, aby zmieniać świat na lepsze!

  55. Drzewa czerwienieją, drzewa, proszę Pani! …Ale nie tylko -gdy jakieś kilka tygodni temu przechadzałam się po górach wraz z najbliższymi, zauważyłam w jednym miejscu maluteńką, drobniuteńka, czerwoną kępkę trawy. Naprawdę!(mam dowody w postaci zdjęć). Podejrzewam zatem, że również trawa przyczynia się do tego malowniczego krajobrazu, a skoro trawa -mchy tym bardziej!
    Zosiu (wiad. pryw.) jestem przekonana, że u ciebie będzie najpiękniejsze, najjaśniejsze słońce jakie dotąd widziano, akurat wtedy, gdy w całej Polsce będzie ulewny deszcz. Uszy do góry!

  56. Zainspirowana pytaniem Nutrii o przyczynę wesołości DUA, od kilku dni układam sobie w głowie listę moich sposobów na walkę z jesienną chandrą. Pozwolę sobie podzielić się niektórymi z nich. Kolejność przypadkowa.
    1. Terapia kolorami. Pomarańczowa parasolka pomaga przetrwać niejeden deszczowy dzień.
    2. Długa kąpiel, z bąbelkami.
    3. Czytanie Jeżycjady.
    4. Wygłupy z dziećmi (i w ogóle z nimi przebywanie). Jeśli się nie ma takowych pod ręką, można pooglądać zdjęcia noworodków. Niezawodne.
    5. Otaczanie się pięknem. To może być wizyta w muzeum albo posłuchanie dobrej muzyki (osobiście polecam Bacha w okresach wewnętrznego chaosu, Beethovena w czasie zmagań, Kaczmarka na rozjaśnienie szarości, taneczne rytmy na brak energii, łagodny jazz na rozedrgane nerwy, Kabaret Starszych Panów na nudę).
    6. Czasowy odwyk od mediów, zwłaszcza telewizji i komputera.
    7. Pomaganie innym, sprawienie komuś radości. Działa równie niezawodnie jak punkt nr 4.
    8. Spacer po lesie, obcowanie z naturą. Skakanie po kałużach. Ruch na świeżym powietrzu.
    9. Czekolada :) dla dbających o linię: bakalie.
    10. Wspominanie wakacji i ich planowanie.
    11. Szukanie dodatkowych źródeł światła i ciepła (bardzo lubię na jesień palić w domu świece).
    12. Spotykanie się ze świetlistymi ludźmi i unikanie tych, którzy rozsiewają pesymizm.

    Mam nadzieję, Nutrio, że ta moja lista pomoże Ci w walce z chandrą. Widzę, że już teraz świetnie sobie radzisz, zachwycając się widokiem z okna :) Przesyłam wszystkim dużo włoskiego słońca!

  57. Nutrio, cieszę się widokiem z Twojego okna, nawet jeśli go nie widzę!:)
    A na górach co czerwienieje? Buki? Mchy?

    Wiosenko, mysz miała fuksa. Ale kto właściwie niósł ją w zębach – Ty czy kot?
    I co z tą myszą – czy nadal żyje sobie ciepło, cicho i bezpiecznie wśród kuchennych smakołyków, czy też wyrzuciłaś ją na zimno?

    Zośko miła, jak dobrze czynisz.
    Słońce będzie i na Mazowszu, zapewniam Cię. Kiedyś. A więc odwagi!

  58. Nawet sobie Pani nie wyobraża, droga DUA, jaki mam teraz cudowny widok z okna! W tle -czerwone niczym rdza góry, zaś na pierwszym planie -soczyście zielone pola i złocisty las! Aż się prosi, żeby zabrać jakąś ciekawą książkę (np. Frywolitki), wybiec na pole, usiąść na ławeczce wśród róż i zagłębić się w lekturze, mając przed sobą równocześnie ten wspaniały widok! I to właśnie zrobię, bo dzisiaj od rana jest ciepło i słonecznie. Ciekawe, czyżby ten wiersz o słońcu był jakimś magicznym zaklęciem? Wczoraj powtarzałam go sobie w głowie cały wieczór i ranek, a tu słońce wyjrzało zza chmurki na cały długi dzień! Pozdrawiam Panią i pozostałych!

  59. Dzień dobry , DUA to ma szczęście z tym słonkiem, a u nas tylko „tęsknota, smutek i żal”.
    To może odrobina humoru – dziś w nocy goniłam po domu kota z myszą w zębach i…udało się –
    mysz uratowana. Miłego dnia :)

  60. Bożenko, masz we mnie wsparcie. Wycofywane książki rozdaję znajomym i znajomym znajomych a niektóre zostają u mni w domu. Na Mazowszu słońca nie ma. Jest deszcz.

  61. Może i racja.
    Ale ja tu chcę zameldować zmianę frontu osobistego: właśnie wysłuchałam jak Veriko Tchumburidze gra ten piękny koncert Wieniawskiego, znany mi od dziecka – no, powiem Wam: czapki z głów! Dziewczyna jest wspaniała! I naprawdę czuje całą zadzierżystość, romantyczność, cały liryzm i urok tego utworu. Ile siły! Jaka radość! No i mistrzowskie wykonanie.
    Nie doceniałam jej.

  62. KrzysztOfie, zajrzałam jeszcze raz do analizy krytycznej tego nowego przekładu i powiem Ci -nie kupuj, szkoda pieniędzy. Poczekajmy na nowe wydanie z Wilkoniem.

    W kwestii Beethovena: gdyby ktoś kazał mi określić jego muzykę dwoma słowami, powiedziałabym „nieustanne zmaganie”. Jeszcze a propos braku Celiny w finale, słyszałam wywiad z przewodniczącym jury, który opowiadał o różnych podejściach do muzyki Mozarta – rzecz, co do której nie ma zgodności wśród członków jury. Jedni widzą w muzyce Mozarta lekkość i wesołość, a on woli postrzegać go jako twórcę operowego, a więc kompozytora muzyki pełnej kontrastowych emocji. Może to jest odpowiedź, dlaczego Celina nie przeszła dalej. W każdym razie, ten komentarz uzmysławia nam, że ostateczne kwalifikacje konkursantów są wyłącznie wypadkową sporów o estetykę wykonawczą.

  63. „Wersja uwspółcześniona”, „szokująco dosadna” zdecydowanie nie zachęca do kupna (same ilustracje to jednak trochę za mało). Właściwie wystarczy samo „uwspółcześniona”, żeby zapaliło się ostrzegawcze światełko, to tak jak z „Fredzią Phi-Phi”, absolutnie nie przeszło. W latach 90-tych pojawiło się kilka nowych tłumaczeń „Władcy Pierścieni” i też nie byłem w stanie przez to przebrnąć, w pamięci pozostaje przekład pani Skibniewskiej i basta, chociaż wytyka się jej różne błędy (w sieci istnieje nawet forum temu poświęcone). Lepsze jest wrogiem dobrego – jak to będzie po łacinie?

  64. Chesterko, a u nas słońce wyszło! Jak miło od razu!
    Poczekaj, pogoda dojdzie i do Ciebie.

    Sowo, ależ oczywiście: jak uwspółcześniona, to musi być szokująco dosadna, inaczej ani rusz. Biedacy.

  65. Krzysztofie, wspominałam o tym wydaniu w zeszłym roku. Przeczytałam kilka fragmentów w sieci i rozmowy z tłumaczem, ostatecznie nie zdecydowałam się na zakup. To jest wersja uwspółcześniona, miejscami wydała mi się szokująco dosadna. Rozumiem przesłanki filologiczne, ale mam wątpliwości. Jeśli się zdecydujesz przeczytać, ciekawa jestem Twojej opinii. Ilustracje podobają mi się.

  66. Dzień „dobry”*, DUA! Tylko tyle usłyszałam z Dwójki, która towarzyszy mi w pracach kuchennych pośród „niecierpiacych” zwłoki komentarzy wchodzacych i wychodzacych córek. To było jakieś spotkanie z Wilkoniem, całkiem niedawno. Ksiażka powstaje dzięki pomocy Hiszpanii. Acha, ubawiło mnie, gdy Józef Wilkoń wspomniał. że dał ogłoszenie do gazet z prośba o zwrot ilustracji, obiecujac „uczciwemu” złodziejowi, iż go nie zadenuncjuje. Nic z tego.
    *Zaczarujcie to niebo, czy co, bo ja już tak nie mogę! Nawet Erica Bauermeister nie pomaga. Trzeba wrócić do niezawodnej Jeżycjady.

  67. Słyszałam też w radiu o innej książce: „Harry Potter i przeklęte dziecko”. Harry ma 20 lat jest mężem i rodzicem trójki (?) dzieci oraz -z tego, co udało mi się zakodować- absolwentem jakiejś akademii czarów, czy coś takiego. Osobiście nie czytuję tej książki, ale jeśli ktoś lubi…

  68. Szukałem informacji na temat tego wydania Don Kichota, a zamiast tego trafiłem na tytuł „Przemyślny szlachcic don Kichot z Manczy”, pierwsze wydanie krytyczne, jak zachęca wydawca (Rebis 2014), w tłumaczeniu Wojciecha Charchalisa i ilustrowane przez Wojciecha Siudmaka. Drugi tom to „Przemyślny rycerz don Kichot z Manczy”, wyszedł w kwietniu tego roku. Siudmaka pamiętam z wielu magicznych ilustracji w „Fantastyce”, a plakat z którąś jego pracą ozdabiał przed laty mój pokój.

  69. Doprawdy! Richard śpiewa pop!
    Ależ posłucham natychmiast.
    Miłe są wszystkie te młodziaki, a pomyślmy tylko przez chwilę, jakie pracowite mieli dzieciństwo!

    Chesterko, zaciekawił mnie ten Don Kichot z ilustracjami Wilkonia.

  70. Otz, nie skomentuję, wedle życzenia.

    Myślę, że Bomsori wygra, i to zasłużenie. Richard to sympatyczny chłopak, można posłuchać na YT jak śpiewa chiński pop. Bo i o tym gatunku muzyki trzeba pamiętać, mając na uwadze wrażliwość muzyczną Azjatów. :)

  71. Dziękuję, miła Wiosenko i raz jeszcze gratuluję nagrody!
    Oby była pierwszą z wielu!
    Śpij dobrze.

    Aleksandro, dzięki za uśmiech i Tobie też życzę spokojnej nocy i miłego dnia w szkole.:)

    Bożenko, ja sobie też słucham właśnie Brahmsa na YT (gra Ryosuke Suho), a przedtem obejrzałam z uwagą występ Richarda Lin (lubię ten koncert Beethovena). Bardzo ciekawe. Richard aż smyczek przepiłował, włosiem powiewał. Bardzo, bardzo nerwowy chłopiec. Tym bardziej więc mu kibicuję, choć zdawało mi się (ale może się mylę), że tu i ówdzie z tych nerwów leciutko zarzępolił. Zmęczyłam się razem z nim, co za ciężka praca.
    Jestem pewna, że Celinie poszłoby lepiej. Ale cóż.
    Dobranoc Wam!

  72. Jest Pani bardzo miła. Dziękuję za życzenia co do szkoły. Ostatnio sprawia ona, że mało sypiam,
    ale nie zamieniłabym jej na inną. Dobranoc :)

  73. Jaki miły wieczór! Dziękuję, DUA. Najpierw prześliczna Bomsori Kim i radosny Luke Hsu (jeden z komentatorów nazwał go dzisiaj „Luke-pędziwiatr, Luke-poeta”), a teraz tutaj takie miłe słowa. Książki trafiły tam, gdzie trzeba, dzięki Pani.
    Ale, DUA, książkami niepotrzebnymi bibliotece bibliotekarzowi na ogół dzielić się NIE WOLNO. Od dłuższego czasu próbuję rozgryźć ten temat, podpytuję Bardzo Zorientowane Osoby, ale dane mam ciągle zbyt sprzeczne, stąd zresztą moje przeciągające się w tej kwestii milczenie. Może jednak odważę się tu jutro przedstawić króciutko problem; czuję teraz branżowe wsparcie w Zośce, może zechce mnie uzupełnić lub poprawić :)
    A Wierzyński – staranne wydanie, piękny papier, książka jak nowa – został rzeczywiście ocalony przed barbarzyńskim zmieleniem.

    Ha, Zgredzie, gratuluję! Ależ właśnie otrzymałeś nagrodę :)

  74. Piękne zdjęcia przełamujące stereotyp, iż nauki ścisłe (np. fizyka molekularna), czy też matematyka (można tudzież zaobserwować ciekawe bryły) są nudne… Nic bardziej mylnego! Ta młoda chemiczka ma duszę artysty :) Pozdrawiam serdecznie Sosna

  75. Nowy Tolkien, juhhuuuu! A ja podsłyszałam w radiowej Dwójce, że wychodzi Don Kichot z ilustracjami Wilkonia (nie zarejestrowałam niestety, w jakiej jest fazie realizacji). Józef Wilkoń opowiadał, że stworzył te ilustracje już bardzo dawno temu, ale padły ofiara kradzieży. Dopiero po wielu latach, gdy opadło zniechęcenie, zabrał się za nie ponownie.

  76. Droga DUA! To oczywiście był żart. Od rana jestem w znakomitym humorze i próbuję jakoś rozładować swoje emocje (nawet, jeśli zmuszam się przy tym do beznadziejnych żartów, które nie mają najmniejszego sensu i kreatywności). Dobry humor jest oczywiście spowodowany wiadomością o nowych książkach, mających dojść do naszej szkolnej biblioteki.
    Sowa oczywiście nie jest przemądrzała, ale powiedziano mi, że literka P. na końcu jej nicku jest skrótem od tego właśnie słowa.
    Kończę na dziś i mówię „Dobranoc” choć jeszcze nie idę do łóżka, ale pewnie nie będę już miała dzisiaj na to okazji.

  77. Nutrio, to nie był cytat. To było przytaknięcie.:)

    Piętaszku, dzięki za zrozumienie.

    Zgredzie, ależ, ależ! Zaszczycona bez miary.

    Otz, zgadzam się z Tobą.

  78. A na Dolnym Śląsku dzisiaj było słońce. Wysyłałam Wam skradzione promienie. ;)

    U mnie w szkole był dziś Dzień Papieski.Jak piękny spektakl przygotowali uczniowie! Z jakim przejęciem recytowali i śpiewali. Niezwykłą mamy młodzież. Dla takich chwil warto wykonywać ten zawód.
    Troszkę naładowałam akumulatory.

  79. Tak sobie pomyślałam: jakim rarytasem byłby tomik wierszy wybranych przez DUA. :)

    I już znikam, bo coś za dużo mnie tutaj ostatnio.

  80. Pani mnie cytuje! Ja napisałam: „Sowa (..) jest bardzo mądra, jeśli to RZECZYWIŚCIE WYMYŚLIŁA. :)” a Pani, droga DUA (bardzo mi się ten skrót spodobał!) napisała: „RZECZYWIŚCIE WYMYŚLIŁA. :)”! Mam nadzieję, że to przez przypadek, bo nie godzi się, żeby tak sławna osoba jak Pani cytowała takich zwykłych wielbicieli, jak ja. To tak, jakby król cytował wieśniaka! Dlatego powtarzam: mam nadzieję, że to przez przypadek!

  81. Nutrio, Sowa, jak trafnie zauważyłaś jest mądra. Bardzo mądra, a przy tym ani trochę przemądrzała. A jak ciekawie opowiada, w zasadzie to opowiada chyba o wszystkim. Jest jedną z najmądrzejszych osób jakie spotkałam.
    Sowo, tylko bez zbędnej skromności, nie zaprzeczaj !:)

  82. Zapiekanka Kopciuszka – dynian gorgonzolu.

    Hu, hu, trafiłam do zeszytu Bożeny, jak miło!

    Dziękuję w imieniu PT Małżonka :-)

  83. Dziękuję za wyjaśnienie, droga Otz! Co do cytatu, napisanego przez Bożenę, to Sowa Przemądrzała jest bardzo mądra, jeśli go rzeczywiście wymyśliła. :)

  84. Bardzo jestem wdzięczna DUA za tę odpowiedź- jest jak solidna starodawna pieczęć ;)
    Kończę szychtę i lecę do dziadka :) Dobranoc…

  85. Sama nie czytałam żadnej książki Tolkiena, ale wyobrażam jakie to musi być miłe dla miłośników. A skoro ostatnio o tym dyskutowano, to musiałam tu o tym napisać. :)

    Dobrze, że jesteście. Bardzo Was lubię :)

  86. Dzień dobry!
    Chyba poprę KrzysztOfa. Jakby Pani ją szybko napisała, to bym musiała czytać, a ja się muszę uczyć chemii, która po skończeniu oglądania tych cudnych fotografii Nutki, nie jest taka przyjemna. Ja co prawda mogę czytać dużo i chętnie bym porzuciła chemię dla „Ciotki”, ale chyba bym miała wyrzuty sumienia.

    Jak przyjemnie się siedzi w szkole w taki deszcz. Nic człowieka nie ciągnie na dwór! Pani od polskiego tak dziś ciekawie opowiadała o „Krzyżakach”, że się przyłapałam na zbyt szeroko otwartych oczach.

    Znalazłam ostatnio krótką korespondencję moich rodziców w książce. Przed pożyczeniem i po oddaniu. Od razu mi się przypomniał pomysł o zostawianiu ESD w książkach. Działa, uśmiechałam się szczerze, gdy to zobaczyłam.

  87. Właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że nasza Bożenka jest bardziej niż miła: jak to ładnie, że dzieli się książkami, niepotrzebnymi już bibliotece. To im daje nowe życie. Trafiają do ludzi, którzy ich pragną (jak nasza Otz).
    A Otz podzieliła się z Tolkienowcami wiadomością o bliskim już smakołyku.

    Ładnie to idzie.:)

  88. Faktycznie, Starosto, proszę się zbytnio nie spieszyć, bo to czekanie jesienne tez jest miłe. Zwłaszcza ,że Ciotka ma być opasla. Lubię sobie czasem wyobrazić, jak staje coraz grubsza. ;)
    Ach ,Krzysztofie, jak pachnie Twoja zapiekanka.Mniam,mniam. ;)

  89. Być może, Otz.

    SowoP (wiad.pryw.) – nie, nie!- uznałam natychmiast, że miałaś rację – ciekawe, że w pamięci mojej nie pozostały te istotnie wątpliwe szczegóły, tak bardzo byłam przejęta historią niezwykłego instrumentu oraz nadzwyczajnie dobrym scenariuszem. Tam było znakomite nakładanie się czasu, dzięki temu narracja stała się fascynująca.
    Uwaga o edukacji wcale nie do Ciebie. I tu, zresztą, masz rację. Obserwuję to samo, i to już od lat.
    Pozdrawiam PT Małżonka.:)

    Babciu Gapciu (wiad.pryw.) – nie, nie odniosłam takiego wrażenia. Nic mi w Twoim utworze nie zgrzytało, ale jeśli Ty nie masz pewności, jeśli Tobie coś w nim zgrzyta – poprawiaj w miejscu zgrzytu, aż będzie gładko. To jest przyjemna praca, takie szlifowanie, i nie ma czego się bać. Nasze utwory są na ogół z normalnego tworzywa, obróbka nic im nie zaszkodzi, a może pomóc.

    Rzecz nie dotyczy diamentów, rzecz jasna.

  90. Dobry wieczór!

    Miłośnicy Tolkiena, właśnie przeczytałam, że w maju 2017r. zostanie wydana książka „Beren and Luthien” napisana 100 lat temu przez Tolkiena właśnie. Książka będzie zawierała kilka wariantów mitu o miłości śmiertelnika i nieśmiertelnej elfki. Po raz pierwszy wszystkie zostaną wydane w jednej książce zredagowanej przez Christophera Tolkiena, syna pisarza.

    PS. Czyżby w grę wchodził wyśniony przez Zuzię czerwiec? :)

  91. Otz, KrzysztOfie, cieszę się!
    To była rzeczywiście taka wariacja na temat ESD :)
    Możemy podziękować Pani MM :)
    Przy okazji potwierdziłam miłe przypuszczenie, że to właśnie Otz jako druga – ledwie 29 minut po zwyciężczyni – nadesłała rozwiązanie „Feblikowego” konkursu. Tego pierwszego wieczoru nadeszła jeszcze tylko jedna odpowiedź; czy nie mylę się suponując, że to Zgred był wówczas trzeci?

    PS
    Od lat gromadzę rozmaite cytaty, sentencje, szczególnie trafne myśli. Oto najnowszy nabytek w moim zbiorze:
    „Moda to szczególny rodzaj niewolnictwa.
    Sowa P.”
    :)

  92. Właśnie wykonałem zapiekankę (z)Kopciuszka, obecnie przebywa w piekarniku – ciekawe, co z niego (i z niej) wyjdzie.
    Bożenko, przesyłka dotarła i Kraszewski zajął swoje miejsce na półce, dziękuję. Dziękuję także za miły liścik.
    Starosto, z „Ciotką” za bardzo się nie śpiesz, to może zdołam przed jej wydaniem odświeżyć sobie całą Jeżycjadę, a jestem teraz przy „Idzie”.

  93. Dziękuję za informacje, a pozdrowienia na pewno przekażę! Co do mnie, to jak tylko to Pani ogłosi, kupię sobie tę książkę na własność.
    PS Czy to moje domyślenia mnie zawiodły, czy rzeczywiście nazywają tu panią „DUA”? Dlaczego?

  94. Wszystkie dotarły, Nutrio, ale sama prosiłaś, by zaakceptować tylko niektóre.

    Wiersz w istocie bardzo słoneczny. W sam raz na dzisiaj.

    Co do „Ciotki Zgryzotki”- wciąż jeszcze piszę ją sobie spokojnie, bo pośpiech męczy. Jak tylko skończę, zaraz to tutaj ogłoszę!
    Pozdrawiam mile Panią Bibliotekarkę!

  95. I jeszcze jedna taka sprawa. Otóż zastanawiam się czy dotarł do Pani mój komentarz, o którym pisałam w swoim pierwszym wyświetlonym. Zastanawiam się nad tym bo nie wiem czy go Pani po prostu nie zaakceptowała, czy też po prostu zaginął.

  96. Ach, jestem taaaka szczęśliwa! Dotychczas w naszej bibliotece były części Jeżycjady tylko do Córki Robrojka, ale teraz szkoła dostała pieniądze i obiecała kupić wszystkie pozostałe książki z tej serii! A oto wiersz, o którym Pani mówiłam, Pani Małgosiu -„Słońce nad Bystrą” (najprawdopodobniej jest to wiersz wolny):
    Nic nie jest jak to słońce
    Tak piękne i olśniewające
    Blask skąpanego rankiem poranka
    Tak radosny niczym młoda kochanka
    Lecz w swej prostocie
    Królewskie w swym majestacie
    Tylko wiecznie budzące chęć do życia
    Do uniesień miłości i twórczości bycia
    Nic nie jest jak to słońce…

    PS. Jeśliby Pani zapomniała, to jest to ten wiersz, który wisi na ścianie w naszej szkole.
    PS2 Czy napisała Pani już Ciotkę Zgryzotkę, bo obiecałam bibliotekarce to sprawdzić?

  97. I to jest dobra decyzja, Dewajtis.

    Piętaszku, Twój długi wpis na remat sztuk pięknych w szkołach postanowiłam zachować jako wiadomość prywatną. Bardzo wszystkich proszę, by pamiętali, że to jest moja strona autorska i że w związku z tym ponoszę niejako odpowiedzialność za wszystko, co się tu zamieszcza. Nie chciałabym się tu zapędzać w dyskusje i polemiki na temat systemu edukacji. Mam nadzieję, że zrozumiesz.:)

    SowoP, pisałaś mi, że jakiś Twój wpis zaginął: otóż i to się zdarza – widziałam tylko jeden Twój
    wpis w sprawie filmu – przypomniałam sobie, że nie wszystko w nim godne jest polecenia. Postanowiłam, też w związku z odpowiedzialnością, zastosować się do Twojej uwagi, bo była słuszna. Dzięki.

  98. Nie Kresko, mieszkam po drugiej stronie Warszawy, na Ursynowie. A Stare Bielany mnie zachwyciły – szczególnie latarnie olejowe, stare wille i piękne kamieniczki przedwojennej spółdzielni Zdobycz Robotnicza (brzmi yyy trochę powojennie, ale cóż). Po wojnie, w trosce o lud pracujący, robotnikom budowano drewniane baraki, taki znak czasów.
    Miło posiedzieć z Wami i ogrzać się w cieple. Wczoraj ratowałam się tu po oblanym egzaminie na kartę, która dałaby mi uprawnienia do pracy głosem na antenie radiowej (pracuję tu od jakiegoś czasu i chciałabym przygotowywać reportaże). Test językowy zdałam dobrze, ale komisja powiedziała, że mój głos jest zbyt delikatny i dlatego „mało wiarygodny”. Hm. Staram się to traktować jako lekcję pokory, miłości do ludzi i tego, żeby nie przejmować się nadmiernie opiniami innych. Pozdrawiam serdecznie!

  99. Szukałam paru złotówek ,bo mi pieniążki wyszły i co za niespodzianka .Nie wierzę!!.W jednym z zeszytów znalazłam 100złotych.Starczy na małe zakupy i wizytę w antykwariacie.Jak ja lubię takie niespodzianki.

  100. Dzień dobry!
    Nutrio, miło byłoby, gdyby to wszystko była prawda, chi, chi.

    Ale niezależnie od tego faktem jest, że istotnie czuję się młoda duchem. To pewnie dlatego, że całe życie spędzam głównie z dziećmi (i młodzieżą!).

    Ściskam Cię, a Wiosenkę – malarkę też. Bardzo serdecznie!
    Niech Wam szkoła dzisiaj nie dokuczy, w taki szary i posępny dzień trzeba się uśmiechać, z lekkim sercem!

  101. Wczoraj wieczorem nie mogłam zasnąć. Więc myślałam o Pani. Myślałam, jakie ma Pani wielkie szczęście. Pisze pani wspaniałe książki, pół Polski Panią uwielbia i nie zapomni Pani nawet gdy Pani już z nami nie będzie. Ale przede wszystkim myślałam o tym, że Pani jest wiecznie młoda. Pewnie to głupio brzmi, ale to prawda. Bo jest Pani matką dorosłych już dzieci, a kiedy się z Panią rozmawia ma się wrażenie, że ma Pani co najwyżej jakieś 25 lat. Naprawdę! Tego Pani zazdroszczę! A teraz-idę do szkoły. Pozdrawiam.
    PS. Popieram Joannę i Sowę!

  102. To mi przypomina Matkę Teresę, która zachęcała do uśmiechu będacego efektem decyzji, czasem wynikajacej z zaparcia się siebie.

  103. Ja też Wam gratuluję, Piętaszku i Wiosenko! Duży sukces.

    Richard budzi moją sympatię, dlatego mu kibicuję. W dodatku studiuje w tej samej uczelni co Kate Liu :). Wszyscy finaliści grają pięknie, więc to tylko takie kibicowanie dla sportu.

  104. Ja również dziękuję za ten wiersz, DUA!
    Dobrze jest przypomnieć sobie od czasu do czasu, że humor to kwestia decyzji.

  105. * część mózgu odpowiedzialną za twórczość znaczy się …

    W ogóle te Wasze rozmowy tu o twórcach i odtwórcach były bardzo ciekawe … nie mam jednak czasu się w nie zagłębić w ostatnich dniach. Proces twórczy jest dla mnie czymś fascynującym, a zarazem tajemniczym. No ciekawe, co ja tu jeszcze wyczytam :)

  106. O, naprawdę… poważny sukces!!! Brawo, Wiosenka!
    A ten Anonim to, dodajmy, Piętaszek (nr IP, który widzę, na to wskazuje).
    Brawo także dla mamy!

  107. Dewajtis, tak, tam mieszkam :) To jest przepiękna dzielnica – jedna z najfajniejszych w Warszawie. Nie ma takiego wielkomiejskiego klimatu, przyćmiona Żoliborzem, zielona, stare domy etc. No i tak, Szpital Bielański jest w okolicy. A Ty, jesteś z Dewajtis? ;)

    Pani Małgosiu, nie miałam pomysłu. Wytężona praca twórcza na co dzień sprawia, że mam wypraną tą część mózgu.

    Natalio (Nutrio?), to ciekawe, że jak przestajesz czytać, to napada Cię znów chandra. Ja od września czytam Jeżycjadę od nowa i jestem na „Imieninach” właśnie… i od dwóch miesięcy moja chandra coraz bardziej mija. To, co tak dotyka mnie w Borejkach przy drugiej turze lektury to ich akceptacja rzeczywistości, drugiego człowieka takim, jaki jest. Zobacz, jak oni kochają Nutrię mimo jej nieogarnięcia, nieporadności, inności …

  108. No, może jeszcze coś dodam. Aktualny wpis budzi różne artystyczne skojarzenia, a więc może troszkę
    się pochwalę, iż Wiosenka zdobyła dzisiaj wyróżnienie na XX Międzynarodowym Biennale Grafiki Dzieci
    i Młodzieży w Toruniu. Praca została wykonana w technice sitodruku i przedstawia „Widok z okna”.
    W konkursie brało udział ponad 9 tys. prac z całego świata, z czego zakwalifikowało się ok. 800.

    Dumna mama.

  109. Pozdrawiam DUA i Księgowych serdecznie.
    Jakie ciekawe te ostatnie komentarze dotyczące konkursu i specyfiki japońskiego podejścia do edukacji, również artystycznej. Podoba mi się zresztą to ,co pisze Wannabe,ze niekoniecznie trzeba być geniuszem, żeby poczuć radość tworzenia. U nas jest niestety albo albo.Wiele tracimy na wpojonym nam przekonaniu,ze jeżeli nie jesteś w stanie zrobić czegoś doskonale, to lepiej w ogóle nie probuj.

  110. Czuję się prawdziwie zaszczycona i zobowiązana, Natalko.
    Dziękuję Ci!
    No, bierz się do nauki, bierz. To ważne.

  111. Dziękuję, Pani Małgosiu! Dziękuję za to, że Pani też kocha Jana Pawła oraz za Pani wielką radę co do pisania (przepisałam wszystko i ustawiłam na tło pulpitu!). No dobra, postaram się już skończyć na dziś, bo mam jeszcze dużo nauki, choć to będzie trudne. Do (mam nadzieję) jutra, Pani Małgosiu, niech Pani wie, że Pani (i pani książki) jest dla mnie drugą, zaraz po Janie Pawle, najważniejszą przewodniczką po tym trudnym świecie.

  112. Doprawdy piękny wiersz, Pani Małgosiu! My w szkole mamy takie trzy wiersze wywieszone na ścianach-każdy napisany przez dawnego ucznia naszej szkoły (tak mi się przynajmniej wydaje, bo nie mają autorów) i każdy opowiadający o naszej miejscowości (tak w ogóle to już ją polubiłam, wczoraj zobaczyłam, że na górach, które widać z okna mojego pokoju jest już śnieg. Zobaczyłam to akurat, gdy oglądałam sobie zachód słońca [moje ono wychodzi na wschód, czy to nie cudowne?]). Nie pamiętam ich tytułów, ale jeden na pewno nazywał się „Słońce nad Bystrą”. Jeśli Pani by chciała, to mogłabym je jutro przepisać i napisać dla Pani. Są naprawdę piękne! Aż trudno pomyśleć, że pisał je ktoś w moim wieku!
    PS. Zawsze staram się kierować radami zawartymi w wierszach, ale przede wszystkim wsłuchuję się w złote myśli patrona naszej szkoły Jana Pawła II. One są naprawdę pomocne w życiu.

  113. Wcale nie cały czas, mała Nutrio miła.
    Ale nikt tego nie widzi, bo się staram. Podać Ci sposób? Proszę bardzo.

    Blaise Cendrars
    NIE CHCEMY

    Nie chcemy być smutni
    To zbyt łatwe
    To zbyt głupie
    To zbyt wygodne
    Zbyt często ma się okazję
    To żadna sztuka
    Cały świat jest smutny
    My nie chcemy więcej być smutni

    (przełożył Wiktor Woroszylski)

  114. Pani Małgosiu! Ma Pani jakiś sposób na chandrę? Bo ja mam takową już od kilku dni i rozwesela mnie już tylko Pani i Pani książki. Ale jak tylko od nich odejdę-znów to samo. Dlatego do Pani wczoraj tak dużo pisałam. Przepraszam za to. Dopiero dzisiaj sobie pomyślałam, żeby zasięgnąć rady u eksperta. Bo Pani jest taka wesoła. Cały czas. Jak Pani to robi?
    PS. WANNABANE! Wiesz, że u nas też się grało na fletach na muzyce?
    PS. Może mnie Pani nazywać jak chce: Natalia lub Nutria (chyba, że Nutria jest już zajęte???)

  115. A, i nie muszę chyba dodawać, że wszystko, co dotyczy Japonii bardzo mnie interesuje, i że czekam na kolejne Twoje uwagi.

  116. Wannabe, z wielką przyjemnością przeczytałam to, co piszesz. Jak ja się cieszę, że tu do mnie wpadasz, mądra dziewczyno!
    Podziwiam to, że poznawanie świata wiąże się u Ciebie z tak głęboką i wielostronną refleksją, i że zawsze dostrzegasz zjawiska, które budują i służą rozwojowi.
    A przy tym nie zatracasz samodzielności w formułowaniu opinii!

  117. Wannabe, bardzo Ci dziękuję za Twoją wypowiedź! Przyznam, że bardzo na nią czekałam, bo byłam pewna, że dużo o tym wiesz. Jeśli chodzi o to „albo albo”, nie całkiem dobrze się może wyraziłam. Miałam na myśli tylko to, że oni nie potrzebują żadnych dodatkowych względów na konkursach, bo skoro na nich się pojawiają, oznacza to tylko, że czują się gotowi do tej konkurencji. Oczywiście, oni wyrażają swoją emocjonalność zupełnie inaczej niż my, mają też całkiem inne podłoże kulturalno-historyczne, ale to nie znaczy, że tych ich emocji się nie czuje i że oni nie zagrają europejskiej muzyki tak dobrze jak my (w sensie emocjonalnym). Uważam, że zagrają, tylko wyrażą ją odmiennie. A druga sprawa, którą poruszasz, to jest to właśnie wielkie zaplecze kulturalne jakim dysponują. U nich nie ma ostrego podziału, że albo zajmuję się profesjonalnie muzyką albo nie zajmuję się nią wcale (a chyba tak właśnie odebrałaś moją wypowiedź). Oni doceniają muzykę (i w ogóle sztukę) tak wysoko, że w szkołach ogólnokształcących uczą się jej w sposób profesjonalny. Przeraża mnie fakt, że w Polsce przedmiot muzyka w szkołach podstawowych jest lekceważona nie tylko przez dzieci i ich rodziców, ale również przez samych nauczycieli i dyrekcję szkół.

  118. Skoro Japonia i muzyka, to dołożę jeszcze taniec i film w jednym, czyli „Zatańcz ze mną” z 1996 roku (nie mylić z poźniejszą wersją hollywoodzką). Wiele się z tego filmu można dowiedzieć o japońskiej mentalności.

  119. Sowo P., piszesz, że „Albo się coś czuje i umie, albo nie staje się do konkursu obcego własnej kulturze”. Sekret Japończyków polega na tym, że u nich nie istnieje taka surowa zasada albo-albo („albo masz to w sobie, albo giń!”, „albo jesteś Mickiewiczem, albo siedź w ławce i podziwiaj!”). W Japonii bardzo docenia się proces nauki i każdy podjęty wysiłek. Edukacja artystyczna odbywa się w szkole i jest łatwo dostępna. Na lekcji muzyki wszystkie dzieci grają na flecie. Bardzo wielu Japończyków potrafi z miejsca coś zaśpiewać, zagrać lub przedstawić jakąś scenkę. To nie jest u nich powód do wstydu, że przedstawiają, choć nie są zawodowymi aktorami. Nie mają wyśrubowanych standardów geniuszu i dlatego mogą doskonalić się, nie tracąc radości z życia.
    Jeśli chodzi o kwestię „czucia” muzyki, powiedziałabym, że to ryzykowne powoływać się na wydarzenia historyczne czy narodowości w tej kwestii. Kluczowe jest samo podejście do jednostki.
    Zapisałam się w Japonii na śpiew. Byłam wtedy skupiona na swoich emocjach. Chciałam je wyśpiewać. Lekcje okazały się dla mnie nie do zniesienia. Zaczęło obowiązywać mnie tyle wskazówek co do postawy ciała, że przestałam umieć cokolwiek. Trochę jakbym musiała dostosować siebie pod śpiew, a nie umiejętność śpiewu do swoich potrzeb. Nie odnalazłam się w tym, ale Japończycy odnajdują się świetnie. Na koncercie tej prywatnej szkoły muzyki rozrywkowej każdy, od dziecka po dorosłego, śpiewał jak zawodowy artysta, aż nie wiedziałam, po co oni jeszcze się uczą? Ale był w tym jeden minus – nikt nie tańczył i nie okazywał nieokiełznanych uczuć. Prawie każdy stał na środku jak słup soli, trzymając się dodatkowo za przeponę, i choć ich śpiew był idealny i emocjonalny, sama już postawa ich ciała wprawiała mnie w wielki dyskomfort. Ale w technice byli niepokonani. Byli nie do dogonienia. Niewiele jednak miało to wspólnego z tym, że nie żyli pod zaborami itp., bo ja też nigdy nie żyłam.
    W sprawie „naszej muzyki” – w zeszłym roku, gdy powiedziałam znajomej o tym, że śpiewałam IX symfonię Beethovena, ta odpowiedziała: „To w Polsce też śpiewa się Beethovena? Myślałam, że to tylko w Japonii!”. To nawet nie była moja znajoma. To była nauczycielka, która mieszka w Europie już długo. Jak widać, muzyka klasyczna to muzyka światowa:) Pewnie każdy uważa ją za swoją. Przyszło mi na myśl, że ta muzyka może być dla nich nawet taką muzyką dla wszystkich, no bo trudno, żeby każdy zajmował się muzyką dworską i grał dla cesarza.

  120. O gustach się nie dyskutuje, a szkoda, bo może temu i owemu by się polepszył. ;)

    Kolor sukni Celiny chyba inaczej się prezentował w różnych mediach, w moim komputerze widziałam kwiat lipy, a w telewizorze kanarka. Ciekawe, co miała przygotowane na finał… Nota bene, piękną suknię miała też Weronika Dziadek w II etapie.

    KrzysztOfie, to chińskie requiem jest kwintesencją tego, co było napisane w Małej Encyklopedii i czego się spodziewałam po ich współczesnej muzyce klasycznej. Przywykliśmy myśleć, że skrzypkowie z Dalekiego Wschodu przybywają do nas na konkursy wprost z ryżowego pola, tylko na chwilę zamieniając Gaohu na skrzypce. Tymczasem Azjaci w swoich miastach-metropoliach, wielkich jak pół Polski, mają dostęp do kultury, o jakim nam się nawet nie śniło. Klasyka na światowym poziomie. Ponadto zaczynają się uczyć grać od 3 roku życia, u najlepszych nauczycieli, a potem jadą się dokształcać do Stanów. Mają też na to odpowiednie środki finansowe, wyobraźcie sobie, że jedna konkursowa Japonka przyznała w wywiadzie, że jej skrzypce, pochodzące z 1642 roku, kupił jej tatuś, na własność!! Taki instrument kosztuje miliony. Do tego wpisana w ich naturę wielka pracowitość. Zaryzykuję zatem stwierdzenie, że oni mają nie trudniej lecz łatwiej na konkursach niż my. To, że czują polonezy gorzej od Polaków nie jest żadnym argumentem, bo tak samo nie czują go Nowozelandczycy, Grecy czy Amerykanie. Czyli tak samo jak my nie czujemy folkloru każdego innego kraju niż nasz. Mają też nieco odmienny sposób wyrażania swych emocji, ale jak dobrze widać, nie przeszkadza to we właściwym ocenieniu ich talentu. Zobaczycie, niebawem w finałach międzynarodowych konkursów nie będzie już Europejczyków wcale.

  121. Góra może i kwiat lipy, ale dół zdecydowanie kanarkowy. De coloribus et gustibus non disputandum est. ;) Celina jest wyrazista i pięknie jej w zdecydowanych czystych kolorach. Szkoda, że nie usłyszymy i nie zobaczymy jej w finale.

  122. Ja nie tylko myślę, słucham dziś stale i oceniam po swojemu.
    Celina nadal górą w mojej klasyfikacji.
    No nic, nie denerwujmy się, mamo Isi, życie jest kolczaste, a życie artysty obfituje w liczne rozczarowania. Najlepsi artyści świetnie sobie z nimi radzą: „ja wam jeszcze pokażę!” – mówią sobie i natychmiast biorą się do roboty.

    To jest dobra rada także dla początkujących poetek. Natalio (a może Nutrio?)- wierszyk Twój przeczytałam z przyjemnością i cieszę się, że próbujesz swoich sił w poezji. Na pewno sama wiesz doskonale, że wiele pracy jeszcze przed Tobą, bo doskonałość nie przychodzi sama, trzeba nad nią pracować przez długie lata.
    Ale skoro masz już ten rozmach poetycki (a masz!)- to świetnie. Powinno Ci się udać. Życzę Ci powodzenia!

  123. Pani Małgosiu! Zaraz po wysłaniu Pani wiersza powróciłam do lektury „Małomównego” i mogę z dumą stwierdzić, że jestem już na 77 stronie (włamywacz podsłuchuje rozmowę dziewczynek, w której Rzodkiewka mówi Teresce, że domownicy wrócą po północy, a w domu zostanie tylko dwójka dzieci). Jakże wymownie ta książka napisana! Człowiek od razu domyśla się, kto jest włamywaczem i niecierpliwi się, kiedy ci głupi dorośli do tego dojdą! Suuuper! Brakuje mi tam tylko tej zagadkowej młodzieńczej miłości, która zawsze na końcu jednak triumfuje, cechującej Jeżycjadę. Ale poza tym naprawdę świetnie! Pozdrawiam!

  124. Mamo Isi, może Japończycy wymyślą kiedyś specjalnego robota, który zastąpi konkursowe jury, będzie super obiektywny, nieomylny i nie będzie niczyim nauczycielem. Znał się będzie na wszystkich stylach i wyrażaniu emocji. Wizja to kusząca, ale jednocześnie przerażająca.

  125. Ależ ja nie mam pretensji o Marię tylko o Ryosuke. Całą resztę wytypowałam prawidłowo. Jestem w pełni świadoma, ze główny bój (o pierwsze miejsce) toczy się między Okamoto a Bomsori, zaś o trzecie miejsce walczą Lin i Hsu. Chciałam jednak Celiny w finale, nawet na siódmym miejscu, bo wprowadzała inny klimat. A teraz jest dla mnie zbyt przewidywalnie. O przyszłość Celiny się nie martwię, poradzi sobie, bo ostatecznym jury i tak jest publiczność, ale teraz jakby mniej interesuje mnie już finalne rozdanie w Konkursie.

  126. Dzień dobry wszystkim! Kresko, czy mieszkasz może na Starych Bielanach? Piękna dzielnica, poznałam ją ostatnio, gdy odwiedzałam mamę w tamtejszym szpitalu.

  127. Kresko (wiwat architektura!), tak o wiele milej mi się Ciebie tytułuje. Przede wszystkim, ten nick Cię nie postarza!!!!:)))
    O modzie pomyślę.
    Mamo Isi i Sowo, ale przecież i Maria Włoszczowska przepięknie gra. Po prostu: trudno jest być sędzią.
    (Ale Celiny też mi żal).

  128. To ja będę Kreska. Czy ten kryptonim jeszcze wolny?

    Nie czuję się jakoś bardzo podobna do tej postaci, ale jestem architektem, a postać bardzo lubię.

    Dołączam do grona lobbującego na rzecz wpisu modowego!

  129. Włoszczowska zamiast Celiny! To jest niewiarygodna bezczelność! Dobrze, że wczoraj nie czekałam na werdykt, bo bym spać nie mogła.

  130. Finał bez Celiny to jakaś pomyłka. Czuję się rozczarowana. Że Veriko wejdzie, spodziewałam się, ale dodatkowego Japończyka w finale nie chciałam. To było miejsce Celiny. W obecnym układzie widzę, że ścisła czołówka będzie azjatycka.
    Dobranoc.

  131. Natalio (Nutrio),jakimś cudem pojawiłaś się pod dawniejszym wpisem („Uspokójmy się teraz”) – nie wiem, czy celowo, czy przez pomyłkę? I pod nim też Ci odpowiedziałam.

  132. Dobrze, że CK uwzględniłaś.
    Och, sama już nie wiem,
    Zobaczymy.
    Nasłuchałam się dziś do syta, wspaniale było. Pięknie też grała w duecie pani altowiolistka. Altówka to jest instrument jeszcze cudowniejszy niż skrzypce. Bardzo lubię.
    Dobranoc!

  133. Moje głosowanie na artystów kompletnych, w kolejności występowania: Lin, Kotz, Hsu, Kim, Włoszczowska i Okamoto.

  134. Jadziu,oprócz świetnego tekstu pana Falkowskiego rekomendowanego przez DUA,polecam gawedę o Bohatyrowiczach w książce Barbary Wachowicz „Ty jesteś jak zdrowie „.Wzruszenie gwarantowane.

  135. Prawda, Pani Małgosiu? Ostatnio bardzo często myślę o ludziach z tych zdjęć. Co do ubiorów z okresu międzywojnia, wszystko musiało być do kompletu, choćby potem ten zestaw nosiło się przez kilka lat z rzędu. W ten sposób zawsze wyglądało się elegancko. Pozdrawiam serdecznie :)

  136. A ja właśnie kupiłam zupełnie niedawno książkę „W cieniu koronkowej parasolki. O modzie i obyczajach w XIX wieku” autorstwa Joanny Wasilewskiej i Joanny Dobkowskiej, wydawnictwo „Arkady”. Poleciła mi znajoma. Jeszcze nie zaczęłam czytać ale zapowiada się miło. Dużo barwnych ilustracji, fragmentów z listów i pamiętników z epoki. Jestem ciekawa czy to dobra inwestycja. Uśmiecham się ciepło zza lady, tej najlepszej ;) Bożenko, pozdrawiam ze stolicy :)

  137. Tak jest!
    Ładnie to widać na starych fotografiach, które kiedyś, w okresie międzywojnia, powszechnie robiono na ulicy przechodniom. Nie ma nikogo, kto by wyszedł na ulicę rozchełstany, nieogolony, niedopięty, w brudnych butach. Nawet skromnie ubrani ludzie są zadbani i wyglądają godnie.
    A jakie czyste są ulice!
    Sporo takich ciekawych fotografii dostała właśnie od czytelników Emilka. Patrz: kieres.net
    Szykuje ona – i na stronie swojej, i na FB, galerię tych zdjęć, na Zaduszki.
    Aleksandro! Widziałam, widziałam! (Bardzo poruszające).

  138. Moda to szczególny rodzaj niewolnictwa. Ileż to poświęceń kobiety znosiły i znoszą (szpilki!), by spełnić arbitralne kanony piękna! Za to dzisiaj niby jest pełna swoboda ubioru i ekspresji, tylko jakoś dziwnie zatraciliśmy przy tym poczucie elegancji i dobrego smaku.

  139. Wymyśl, wymyśl!
    Będzie mi łatwiej się do Ciebie zwracać!

    Sowo, tak, już sobie przypomniałam, i to nawet wczoraj wieczorem. Jasne, że chodzi o książki na temat historii mody! Przecież sama moda, dzisiejsza, niewiele mnie obchodzi.
    No, pomyślimy.

  140. Mi ten czarno bialy obraz przypomina taką japońską grafikę z falą (Wielka fala w Kanagawie – spr w Wikipedii). Tylko inaczej wykadrowaną :)

    Hm… Muszę sobie wymyślić jakiś kryptonim jak wszyscy …

  141. Wspominała Pani niedawno o swojej sporej kolekcji książek o modzie, wartej zaprezentowania. Zaciekawił mnie teraz wątek mody wiedeńskiej. Skoro Mozart ciągle nam w uchu i w duszy gra, chętnie poczytałabym coś o tym.

    Idę posłuchać na dobranoc rekomendacji KrzysztOfa.

  142. Jadziu, zgadzam się z Tobą. „Nad Niemnem” to jedna z najlepszych polskich powieści.
    Podoba mi się bardzo to, co o niej pisze pan Stanisław Falkowski w „Ciężkich norwidach”. Przeczytaj!
    Dobranoc.

  143. Tak, to „Nad Niemnem”. Czytam to pierwszy raz po liceum i już widzę, że zupełnie inaczej odbieram bohaterów i ich podejście do życia. A mimo to ta powieść wciąż mi się podoba :)
    A już następny w kolejce czeka „Świat Zofii” – lektura na filozofię :D
    Dobranoc.

  144. Celina jest zachwycająca. Delikatna i dziewczęca , a przy tym widać, że ma osobowość. Sowo, chce mi się jej wiele razy słuchać, według twoich wskazówek to jedno z ważniejszych kryteriów.
    Opuszczam miejsce mojej polonistycznej porażki. Dobrej nocy.;)

  145. Sowo, pomyślałam to samo! Wiedeńska.
    Bardzo ładna, doprawdy. Górna warstwa chyba beżowa?
    Jeszcze się przyjrzę.
    Hej, ja obiecałam wpis modowy? A czego właściwie miał on dotyczyć, bo nie pamiętam?…

    Chętnie zrobię wpis taki.

  146. Tak, Celina jest kompletna. Dziękuję bardzo za nazwę koloru, od wczoraj męczę się z jego określeniem. Przez chwilę zastanawiałam się nawet, czy spodnia warstwa góry sukni, to nie aby kolor izabelowy, ale prędko odrzuciłam od siebie tę brzydką myśl. W ogóle to wydala mi się bardzo wiedeńska ta suknia, choć pojęcia bladego nie mam, co tam się nosi(ło). Liczę na obiecany (?) wpis modowy DUA. ;)

  147. Prawda! Prawda szczera!
    No, a Celina jest kompletna.
    Już nawet nie wspomnę, że miała piękną suknię w kolorze kwiatu lipy.

  148. Sercem to ja też jestem przy Celinie (od II etapu, bo wcześniej przy Robercie i Amelii), ale staram się wznieść na wyżyny obiektywizmu i jakoś uczciwie oszacować konkurencję. Z tych wyżyn dostrzegam pewne walory u Richarda, które mogą przeważyć w ostatecznym wyniku, choć oczywiście nie muszą. Jury jest bardzo zróżnicowane, trzeba też o tym pamiętać.
    Bożeno, tak, na to wszystko zwraca się uwagę. Ważna jest nie tylko świetna gra, ale i obycie sceniczne, kontakt z orkiestrą i publicznością, elegancja gry i ubioru etc. Ja jeszcze bardzo pilnie śledzę wywiady z konkursantami, bo bardzo chcę wiedzieć co mają w głowie i znać styl ich wypowiedzi. Artysta musi być kompletny.

  149. A co to za książka, Jadziu i Wójcie ?

    Mamo Isi, wysłałam kiedyś męża w środku nocy do dyzurującej apteki po krople do nosa.Pani w aptece była troszkę zdziwiona.;)

  150. A ja wytrwale i stronniczo – i nieustannie – kibicuję Celinie Kotz!
    Brawo Celina (znów sobie posłuchałam przed chwilą, jest na YT w 3 etapie)!!!

  151. Czytałam latem tę książkę z cytatem od Jadzi. Jedna z moich ulubionych.
    Przez chwilę poczułam się jak dawniej na zagadkach: ” ja to znam, ja to znam, nawet niedawno czytałam, kto to powiedział?”. I zaraz potem rewizja w pamięci – co też ja ostatnio czytałam.I jak daleko sięgać wstecz z tym ” ostatnio”. No, przypomniałam sobie. Justynie tak smętno i wstydno było.

  152. Mamo Isi, Veriko ma dużą szansę wejść do finału, choć to nie moja estetyka. Ale poczekajmy jeszcze do jutra z ostatecznymi typowaniami. Roberta w finale nie widzę, ten etap wykazał, że jeszcze musi dojrzeć do pełni artystycznej. To nawet lepiej dla jego ręki, po co ma zakończyć swoją karierę już na wstępie. Takie sforsowanie ręki leczy się trudno i długo. Niech lepiej za pięć lat zajmie pierwszą lokatę niż teraz dostanie nagrodę pocieszenia. :)

  153. Wreszcie – wczoraj i dzisiaj – konkurs Wieniawskiego. Słucham bardzo amatorsko, inaczej niż obecni tu Znawcy, ale widzę, że moje instynktowne wybory (Richard Lin i Luke Hsu) nie są takie złe :)
    Bardzo lubię obserwować twarze zanurzonych w muzykę młodych artystów, a także interakcję skrzypków z altowiolinistką. Są w innym świecie, prawda?

    Zośko, pełna zgoda, lady biblioteczne są chyba najmilsze :)

  154. Z pierwszego dnia III etapu Richard Lin i Celina Kotz, z drugiego Veriko Tchumburgidze i Robert Łaguniak:)
    Z tym ostatnim czuję braterstwo kontuzji; byłam identycznie otejpowana taką turkusową taśmą; łokieć tenisisty to wyjątkowe paskudztwo.
    Sowo P., przez ten katar nie mogę się wynurzać z domu, chyba że od razu narzucam na siebie samochód i jadę do sklepu wielkopowierzchniowego po zakupy. Żadnego kontaktu ze świeżym powietrzem i dyniami;(

    Dobranoc, bo ledwo żyję. Nie znam bardziej śmiertelnej choroby niż katar.

  155. Dobry wieczór, muszę dopisać Ishiguro do listy, bo zainteresowaliście mnie nim :) Chociaż ostatnio wolniej czytam książki, ale może uda mi się wrócić do starego tempa ;)

    Joanno, też tak mam, że wolę najpierw przeczytać książkę, a później obejrzeć film. Stąd też mało filmów oglądałam, bo „może jeszcze uda mi się to kiedyś przeczytać”.

    Ostatnio przeczytałam takie zdanie w książce: „Smętnie to i wstydno bogactwa używać, a nie swego; wysoko stać, a nie na swoich nogach; młodym i silnym być, a jak w zgrzybiałej starości, żyć w wiecznym odpoczywaniu…”. I muszę przyznać, że trafiło we mnie. Aż przystanęłam z wrażenia. Zrozumiałam, że muszę zacząć działać – nie po raz pierwszy, ale tym razem realnie wzięłam się za siebie. Rzadko mi się zdarza, żeby książka, którą czytam tak idealnie opisywała stan, w którym się znajduję.
    Ciekawi mnie, czy Wam, Drodzy Księgowi, zdarza się tak zgrać z książką? :)

  156. Dobry wieczór, kochana DUA! Wspomniana przez Pania światynia JPII wypełniona jest mozaikami o.Marko Rupnika! Ach, cóż to za uczta dla oka i ducha! Namiastkę można zobaczyć w ostatnim Gościu Niedzielnym.

  157. Nie, nie słuchałam, Otz! Gdzie to można znaleźć, na stronie Polskiego Radia?

    Tak, pana Wierzyńskiego bardzo uwielbiano i rozpieszczano. A potem przyszła wojna i stracił rodzinę, stał się wygnańcem, poetą – tułaczem. I jego wiersze stały się gorzkie, mądre, głębokie i pełne bólu. I zawsze, nieodmiennie pozostawały piękne.

    Boża Krówko z warkoczem, cieszę się, że wpadłaś do nas! Oddaję uśmiechy! Serdecznie!

  158. A słuchała Pani „Finezji literackich”?Pięć odcinków poświęconych Wierzyńskiemu. W pierwszym o Kaziu, jak sam go nazywa, mówi Wittlin. A co ważniejsze: Wierzyński wspomina swoje pierwsze spotkanie
    ze Skamandrytami. Coś pysznego.

    Niedawno o tym czytałam w „Dwudziestoleciu literackim”: „Pierwszy zbiorek poetycki Kazimierza Wierzyńskiego uczynił poetę bożyszczem nastolatek i egzaltowanych miłośniczek poezji.(…) poeta był ponoć bardzo przystojny”.
    A Iwaszkiewicz powiedział: „Mam wrażenie, że wszystkie pensjonarki w Warszawie podzieliły się na dwa obozy, na wielbicielki autora „Sokratesa tańczącego” i na czcicielki „Wiosny i wina”

  159. Ach, tutaj jak zwykle tak pięknie! :)
    I zdjęcia i ludzie ;)
    Uśmiechy ślę Wam dziękczynne za Wspaniałość Świata :)

  160. Bibliotecznej lady, dodajmy. Szacowna to lada!
    Ucieszę się z Twoich zdjęć, Zośko.

    Otz, przyjemnie się czyta (ja też już mam).
    Wierzyński, jak go pamięta autorka, był rosłym i bardzo przystojnym blondynem, mówił „grubym głosem”. :)

    Błękitna (wiad.pryw.) – a rzeczywiście!

  161. O tak Joanno, duet Thompson – Hopkins znakomity. Zagrali jeszcze razem w „Howards End”.

    Fluidy z Emilką – tak :)) chociaż tym razem to najpierw zobaczyłam nową książkę Ishiguro na stronie u Adminki a dopiero potem pognałam do biblioteki żeby zarezerwować dla mnie egzemplarz (był akurat wypożyczony i dlatego dopiero zaczynam lekturę).

    Jeżeli chodzi o sprawozdanie fotograficzne z podróży – w trakcie obróbki. Rodzynki są :) I figi! Prosto z drzewa. Mniam. Tym razem wędrowałam wzdłuż linii kolejowej śladami sztuki. No, chyba że pisma św. Franciszka zaliczymy do literatury wtedy mamy jeden trop literacki :) Przesłałam wczoraj Admince zdjęcia drzew oliwnych – tak trochę w temacie „Sekretnego życia drzew”. Z ogromną przyjemnością prześlę mały reportaż fotograficzny. Uściski dla wszystkich zza lady :)

  162. Błękitna,(wiad.pryw)- jaki zabawny sen!:)

    Krzysztofie, a nie znam. Spróbuję poszukać.
    Joanno, ależ oczywiście, czytać zawsze warto.

    SowoP, byłam zastępową Agnieszki, w harcerstwie. :) Z pewnością mamy trochę wspólnych powiedzonek.
    Podsumowanie p. Banaszaka arcytrafne.
    Bardzo mi trafia do przekonania Twoja uwaga o naturze Chińczyków i Japończyków i ich podatności na europejski romantyzm. Powodem może być tradycja rycerska, kodeksy honorowe i etos walki. Bogaty folklor to tylko podłoże.

  163. A znacie „Earth Requiem” Guan Xia? To jedyne dzieło chińskiego kompozytora, jakie posiadam, bardzo mi się podoba.

  164. Dzień dobry!
    Cały weekend spędziłam w klasztorze Dominikanów na Służewie. Odbywały się tam warsztaty scholi dla dominikańskich duszapasterstw młodzieży. Całe 3 dni śpiewania :) Nauczyliśmy się dużo nowych pieśni, a najbardziej nam się spodobała zupełnie nowa pieśń o. Sznyka, którą ułożył na melodię hymnu RPA. Brzmi bardzo pięknie. Moje gardło niestety nie wytrzymało i bolą mnie uszy, więc siedzę w domu.
    Na stronie też zionie muzyką, właśnie słucham sobie wytypowanych przez Sowę wykonawców.
    Zdjęcia są piękne, podoba mi się najbardziej drugie, pasuje do widoku za oknem.
    Życzę wszystkim miłego dnia!

  165. DUA,czy warto sięgnąć po powieściową wersję „Okruchów Dnia” po wielokrotnym oglądaniu filmu?Zwykle wolę kolejność książka – film.Zdarzają się (wcale nie tak rzadko)adaptacje lepsze od powieściowego pierwowzoru.
    Jak jest w tym wypadku?

  166. A ja ciekawa jestem, jak tam dynian mamy Isi.

    Przeglądam właśnie ostatnią gazetkę konkursową, a tam ciekawy wywiad z Pani koleżanką, dyrygentką Agnieszką Duczmal. Zatytułowany „Uszy mamy postawione na baczność”. Cóż za niezwykła zbieżność z uszami DUA postawionymi w szpic! Jeszcze spodobało mi się w ostatnim artykule takie podsumowanie dotychczasowych etapów pióra pana Adama Banaszaka: „Pierwszy etap to egzamin na wirtuoza, drugi to egzamin dojrzałości, a trzeci wydaje się być egzaminem na muzyka”.

  167. Dorzucam obie pozycje do mojej listy.

    Kiedyś zastanawiałam się, czy nie ma w tym jakiejś analogii z językiem: ponoć Słowianie mają dużą łatwość nauki języków obcych ze względu na bogactwo swojego własnego systemu. Myślałam, że może dlatego Azjaci z taką łatwością odnajdują się w naszej muzyce, że sami mają bardzo bogaty folklor. Ale gdyby tak było, nasze konkursy podbijaliby również Hindusi, a jednak nie pojawiają się tu wcale, nawet ci zamerykanizowani. Coś musi być w naturze Chińczyków i Japończyków, że tak sobie ukochali nasz (europejski) romantyzm. Plus ich wielka pracowitość, oczywiście.

  168. „Okruchy dnia” to jeden z najbardziej lubianych przeze mnie filmów. Genialne role Hopkinsa i Thompson.

    P.S. Piękne byłyby apaszki w pelargonianowe wzory. ;)

  169. Aaa, Zośko ! Lubię takie Fluidy. Masz też więc Fluida z Emilką, która właśnie wczoraj skończyła dwukrotne czytanie „Pogrzebanego olbrzyma” i natychmiast mi go przekazała.
    U mnie kolejność z „Okruchami dnia” ta sama: film był pierwszy – znakomity!- a książka, jeszcze lepsza, trafiła do mnie potem.

    A jak tam sprawozdanie fotograficzne z podróży? Są jakieś rodzyneczki, zwłaszcza literackie?

  170. Fluid, zaczynam właśnie „Pogrzebanego olbrzyma” :) A „Okruchy dnia” bardzo lubię. Film z Emmą Thompson i Anthony Hopkinsem pod tym samym tytułem też bardzo lubię. Od filmu zaczęłam a potem po nitce do kłębka trafiłam do Ishiguro. Wojaże śródziemnomorskie zakończone (mrugam okiem do Just). Pozdrawiam ciepło zza lady DUA i Księgowych.

  171. Sowo, co do kodów kulturowych: właśnie czytam „Pogrzebanego olbrzyma” Kazuo Ishiguro i o nich myślę. Gruba książka, bardzo ciekawa i oryginalna, właściwie – niezwykła w naszych czasach. Autor („Okruchy dnia”), urodzony w 1954 roku w Japonii, od 1960 roku jest w Anglii, tam wykształcony. Pisze po angielsku! – i jest jednym z wybitniejszych pisarzy Wielkiej Brytanii. Ta jego powieść ma konstrukcję „szufladkową”, a sposobem narracji przypomina „Kwaidan – opowieści niesamowite” (klasyczną pozycję literatury japońskiej). Jest tak bardzo wschodnia, jak tylko można sobie wyobrazić, mimo że akcja przebiega w Anglii czasów po-arturiańskich. Słowem, „zaciąga” aż miło!

    Czyta się znakomicie, więc polecam (jestem w połowie, zarwałam noc).

    Aha, w dodatku „Pogrzebany olbrzym” przypomniał mi zarazem ” Rękopis znaleziony w Saragossie”, jakie to dziwne.

  172. Brawo, Aniu K!
    Jaka dobra i piękna wiadomość od rana.
    Tak, ludzie są wspaniali. Ludzkie serca – oto kolejny powód do zachwytu nad światem. Co też one potrafią zdziałać!

    Pozdrawiam Cię serdecznie!
    I też będę trzymać kciuki za małego biedaczka.

  173. Pani Małgorzato! Wydarzyło się cos wspaniałego co daje nadzieję na przyszłość i wiarę w ludzi! Od kilku tygodni zbieraliśmy pieniądze dla półtora rocznego Kubusia chorego na siatkowczaka. Udało się. Maluszek wyjechal do USA na operacje ratującą jego śliczne oczka. Ludzie są wspaniali ! Teraz trzymam kciuki i modlę sie za niego. A ten dzisiejszy księżyc nie daje spać.

  174. Zaciąga. Tak jak nasza muzyka zaciąga polonezami, oberkami, mazurami i kujawiakami, a wiedeńska kawiarniami. To jest pole do sporów, komu co lepiej wychodzi, ale ponad tym wszystkim jest jakiś emocjonalny uniwersalizm, który miałam na myśli.

    Dobranoc wszystkim.

  175. Wysłuchałam „Nostalgii”. Przyjemna. Zaciąga wszelako z chińska, w tych niskich, przeciągłych skargach.
    Dobranoc wszystkim sowom!

  176. O, zajrzałam sobie do Małej Encyklopedii Muzycznej pod hasło chińskiej muzyki. Piszą tam na końcu tak:

    „Po 1912, a zwł. po rewolucji 1949, nastąpiły w m.ch. radykalne zmiany. Zdezaktualizowały się dawne normy i zakazy, powiększyła się znacznie liczba uprawianych gatunków i używanych instrumentów, wzrósł wpływ muzyki eur.; podjęto próby wypracowania nowego stylu, asymilującego zdobycze muzyki eur., lecz nawiązującego do tradycji chińskiej. Rozpowszechniły się formy wokalno-instrumentalne o szerokim oddziaływaniu społ. (opera, oratorium, kantata), muzyka programowa i ilustracyjna, nawiązująca do folkloru; nadal jest uprawiana muzyka kameralna na instrumenty szarpane, lutniowe (pipa) oraz muzyka ludowa. Szczególną popularnością cieszy się w Chinach muzyka eur. okresu romantyzmu o silnym ładunku emocjonalnym oraz eur. style nar. nawiązujące do folkloru”. Wymieniają tam też kilku najważniejszych współczesnych kompozytorów chińskich, już sobie słucham. Oni mają teraz po prostu dużo szersze muzyczne spektrum. I do mojej duszy jak najbardziej przemawia ta muzyka chińsko-europejska, posłuchajcie:

    Si-Cong Ma – „Nostalgia”

  177. Tak, tak, zrozumiałam niezgodę właściwie.
    No dooobrze, niech Ci będzie, już się nie spieram, zwłaszcza że na pewno masz rację!

    Dobranoc, mądra Sowo, dobranoc wszystkim!

  178. Moja niezgoda dotyczyła oczywiście specjalnych względów dla azjatyckich konkursowiczów, nie dla prymatu Celiny. ;) Jestem przeciwna takim względom, tak jak byłabym przeciwna forom dla mnie, gdybym stanęłą do konkursu muzyki chińskiej. Albo się coś czuje i umie, albo nie staje się do konkursu obcego własnej kulturze. Poza tym, oni naprawdę są teraz kształceni głównie na muzyce europejskiej, to już nie te czasy co kiedyś.

    Celinie wyraźnie Wiedeń wszedł w krew. To najlepszy mozartowski charakter tego Konkursu, ale u Richarda najlepsze prawidła klasycyzmu i baroku. I sam napisał sobie cadenzę do Mozarta, o! W każdym razie, nie wyobrażam sobie finału bez tej dwójki.

  179. „Celina Kotz jest absolwentką Poznańskiej Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej II stopnia im. M. Karłowicza. Naukę gry na skrzypcach rozpoczęła w wieku 6 lat …”
    Aha! Aha!

  180. No właśnie, ta ich klasyka to jest zupełnie inna kategoria niż nasza. Nie da się porównać. Może muzyka akademicka? Jestem kompletną ignorantką w temacie muzyki azjatyckiej.

  181. Dokładniuśko to samo uważam DUA na temat muzyków z Dalekiego Wschodu i ich podwójnie trudnym
    zadaniu podczas udziału w konkursach europejskich. No i również nie odróżniłabym ich muzyki klasycznej
    od ludowej (nad czym ubolewam);) .Duszy mojej jak na razie ta muzyka też nie porusza.

    P.S. Wiosenka u nas najpilniej śledzi przebieg konkursu. Ja tylko wpadam na niektóre wykonania.

  182. Trzydzieści osiem lat temu wróciłem wieczorem z treningu i od progu zostałem zaatakowany pytaniem, czy wiem, kto został papieżem. Domyślałem się z podekscytowania rodziców, że zdarzyło się coś niezwykłego, ale stać mnie było jedynie na stwierdzenie, że zapewne nie Włoch, ani mi przez myśl nie przeszło, że może chodzić o naszego kardynała. Pamiętam dokładnie tę scenę, miejsce, słowa – musiało to być naprawdę mocne doświadczenie.

  183. Tam jest więcej chemii. M.in. mój ulubiony przepis wywabiania plam z obrusa:

    „Miejsca splamione posypać dwuazotanem bismutu i zmoczyć w odwarze macierzanki pół na pół z chlorkiem miedzi (H2C8N0).Następnie suszyć na słońcu, póki plama nie zżółknie.Wtedy potrzeć kryształkami utlenionej magnezji i pokropić zwyczajnym oksygenojedem potasu (roztwór 35% na szklankę wody). Potem wyparować, wytrzeć do sucha szczotką i posłać do pralni chemicznej.”

  184. Ja też myślałam o wschodniej klasyce. Nota bene, nie widziałabym różnicy między nią, a muzyką ludową.

    Mówię Ci, im jest trudniej w każdym europejskim konkursie. Należałyby się im fory.

  185. Tu mnie Pani ma. Myślałam wyłącznie o muzyce klasycznej, nie ludowej. Inna rzecz, że chińskiej klasyki nie znam, może też nie dociera do europejskiej duszy.

  186. Tak, jasne, „W oparach absurdu”, oni. Nikt inny!
    Dzięki za usunięcie mi kolca z pamięci, Mamo Isi.

    Otz, ja zawsze go widzę. Okno mojej pracowni wychodzi na całe wschodnie niebo. Nigdy mu nie odpuszczam!
    Jeśli nie ma chmur. A dziś, niestety, jest pochmurno od samego rana aż do teraz. Dobry dzień na pisanie, toteż nie słuchałam, Sowo. Posłucham potem. Już wiem, kogo najpierw.

  187. Oj, czyżby, Sowo luba?
    A jak z muzyką Dalekiego Wschodu, czy od razu ma dostęp do naszych (europejskich) dusz?
    Ja się w nią uważnie wsłuchuję już od kilkudziesięciu lat – i nic, poza ogólnym wrażeniem pociągającej egzotyki. Ale duszy mej nie porusza.

  188. To jest trudny temat. Oni wzrastają w innej kulturze, fakt, ale przecież w swoich szkołach muzycznych uczą się głównie muzyki europejskiej. A potem wyjeżdżają na studia do Europy albo Ameryki. Ostatecznie język muzyki jest uniwersalny i dostępny każdej duszy.

  189. „Cukier należy do węglowodanów i skręca płaszczyznę polaryzacji. Kto by się temu
    opierał, podlega karze bezwzględnego aresztu, bez zamiany na grzywny.”

    chodziło oczywiście o to :D

  190. Niesłychanie trudno być jurorem, Sowo, a cóż za sumienie mieć trzeba!
    Zgadzam się, że kryteria w konkursach muzycznych są z lekka niedoprecyzowane. Zwłaszcza – w międzynarodowych! Jak bowiem można oceniać tą samą miarą grających europejską muzykę artystów z Europy i tych z Dalekiego Wschodu, wychowanych przecież w zupełnie innej tradycji muzycznej. Dla nich stopień trudności jest oczywiście kilkakrotnie wyższy! Mam rację?

  191. Z tymi rosyjskimi i ukraińskimi nazwiskami przyszło mi jeszcze do głowy, że to może wynikać z kart zgłoszeniowych uczestników – jeśli oni tak je wypełnili (z angielska), to organizatorzy może już w to nie ingerowali.

  192. Rozumem argumenty jakie przytaczasz Myszo (o ile rzeczywiście wśród jury takie argumenty podnoszono, bo komentatorzy dużo lubią mówić od siebie), co nie znaczy, że się z nimi zgadzam. Uważam, że świetny kameralista może być jednocześnie świetnym solistą, bo to są dziedziny komplementarne. Szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy zostać koncertującym solistą jest szalenie trudno i dla wielu muzyków kameralistyka jest jedynym wyjściem, by uprawiać wyuczony zawód. Wreszcie, duża część konkursowych utworów to utwory kameralne, na skrzypce i fortepian (czy wręcz na fortepian i skrzypce, jak w przypadku Beethovena), a więc komisja wyraźnie chce sprawdzić konkursantów i na tym polu. Nielogicznym byłoby zatem dyskwalifikowanie kogoś tylko z tego powodu, że jest świetnym kameralistą. Tak samo nie rozumiem ewentualnej dyskwalifikacji z racji tego, że ktoś jest już ukształtowanym artystą (lub, analogicznie, że dopiero nim będzie), bo jeśli konkurs jest dedykowany wyłącznie dla muzyków dobrze-zapowiadających-się, ani początkujących, ani ukształtowanych, powinien ograniczać się do udziału osób w konkretnym przedziale wiekowym lub już czy jeszcze studiujących. Tyle, że teraz ludzie studiują bez końca… Konkurs (w teorii) powinien wyróżnić najkompletniejszego artystę, porywającego publiczność swoją grą i osobowością, sprawdzającego się w każdym repertuarze, niezależnie od wieku i zawodowej drogi. No, ale to tylko idea, rzeczywistość jest inna – obecnie jest to przede wszystkim trampolina do dalszej kariery muzyka. A poza tym wszystkim, jakże to delikatna i subiektywna materia: oceniać czyjąś wrażliwość i emocjonalność.

  193. Myszo, to pewnie ukłon wobec świata zachodu, który nie zna innych alfabetów niż swój. Inna sprawa, że ten kompromis jest połowiczny, bo powinien zakładać również normalizację naswisk polskich: Laguniak, Mashonska i Vloshtzhovska. ;)

    O reszcie za chwilę.

  194. Mam ostatnio problem z wysyłaniem wiadomości, wiec gdzieś przepadły moje podziękowania za życzenia. I tak -popieram tych,którzy składali je także DUA. Niekoniecznie trzeba pracować w szkole, żeby być Nauczycielem. DUA nim jest z pewnością. Od wielu lat dla nas wszystkich.
    Bożenko ,Tobie też się one należą. Bibliotekarz z prawdziwego zdarzenia może zdziałać dużo dobrego.I Ty to robisz.

    I jeszcze -Nutko i Chemiczko ,jakie to wszystko ciekawe.;)

  195. Eviku, a bracia mojej Mamy – jako chłopcy – sami zbudowali radio kryształkowe, takie to było proste urządzenie. To były lata trzydzieste, jeśli dobrze pamiętam. A może dwudzieste?
    Co do dzisiejszej techniki, jej możliwości zapierają dech w piersiach. Przeczytałam gdzieś, że teraz dla niej wszystko jest możliwe. I że jest to tylko kwestia czasu.

  196. Widziałam ten kościół , kiedy latem , wracając z gór, zatrzymaliśmy się w Łagiewnikach. I pomyślałam o tym samym -jaki to niezwykły obrót rzeczy.

  197. Gratuluję zdjęć, są fantastyczne!
    Dzisiejsza technika daje niesamowite możliwości – obserwowanie świata mikro i makro.
    Moja babcia z papieskiego rocznika swego czasu dziwiła się, że można wideo-rozmowę prowadzić. A jak była mała to dla niej atrakcją było pojechać i zobaczyć radio ma kryształki.

  198. O, popatrzcie, co właśnie wyczytałam w sieci:

    >W 38. rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża kard. Stanisław Dziwisz dokona konsekracji kościoła znajdującego się przy sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie.
    Sanktuarium św. Jana Pawła II to pierwsza w Krakowie świątynia poświęcona papieżowi Polakowi, zbudowana dla uczczenia Jego osoby i pontyfikatu. W lipcu br. podczas Światowych Dni Młodzieży kościół odwiedził Ojciec Święty Franciszek. Sanktuarium jest częścią Centrum Jana Pawła II „Nie lękajcie się!”, które powstaje na tzw. Białych Morzach. To właśnie w tym miejscu znajdowały się dawne Zakłady Sodowe „Solvay”, w których Karol Wojtyła pracował podczas wojny.

    W świątyni umieszczono kamienną płytę z grobu Jana Pawła II wraz z relikwiarzem z krwią papieża, a także sutannę, którą Ojciec Święty miał na sobie w dniu zamachu, 13 maja 1981 r.< !!! Sanktuarium - tam, gdzie był Solvay. "Pan Bóg pisze prosto po liniach krzywych".

  199. Z wzajemnością pociągam nosem;) Ze względu na Mamę cały czas kursuję w masce, w związku z czym prawdziwym współczuciem otaczam chirurgów i inne istoty, które muszą tego pieroństwa używać cały czas, a nawet wykonywać w nim różne precyzyjne ruchy, już nie mówiąc o tym, że myśleć. W moim wykonaniu o precyzji mowy nie ma, a z myśleniem też kiepsko.

  200. Gratuluję, Sowo tych siedmiu trafień. To naprawdę robi wrażenie ;)
    Ciekawe co będzie się działo dalej.
    Miłej niedzieli wszystkim,a DUA i Mamie Isi powrotu do zdrowia. ;)

  201. Myszo, tak, ta maniera irytuje mnie tak bardzo, jak tylko może irytować osobę o postawie stoickiej.
    Uważam, że polska pisownia tych nazwisk, do której przywykliśmy przez tyle lat, jest o wiele właściwsza, i bliższa, i rozsądniejsza .. chociaż nie, nie wiem właściwie, czy rozsądniejsza. Żeby Zachód zrozumiał, o kim mowa, trzeba chyba jednak używać zachodniego systemu.

    No, zobaczymy, jak z tym Mozartem będzie. Bardzo być może, że Cecylia pokona Roberta na tym polu.

    Chemiczko miła, tkaniny! O, to musi być dla chemii niezmiernie ciekawe pole badań. Podobnie jak kuchnia, rzecz jasna. Oglądałam kiedyś filmy z serii „Kuchenna chemia”, arcyciekawe! Wytłumaczono nawet chemiczną zasadę wykonywania idealnego purée ziemniaczanego.
    Tak, masz rację, warto z różnych perspektyw zachwycać się światem , a z którejkolwiek strony spojrzysz, zawsze czeka cię zachwycenie.
    Pozdrawiam Dziatwę!- tu i tam.

  202. Odkąd dzięki Nutce zobaczyłam pelargonian, wyobrażam sobie nasturcjan, hortensjan oraz chaberian;) Nasturcjan by pasował do Wójta. Nutko, wielkie dzięki za wprowadzenie w świat kryształów.

    Robert Łaguniak przeszedł mimo kontuzji, hip hip hurra!

    Sowo P., Twoją receptę na polubienie Pendereckiego zastosuję, jak będę kiedyś dysponować większym zasobem sił duchowych; w czasie kataru po prostu się na to nie zdobędę;)

  203. Dobry cholesterol nie jest zły!:)
    Dziękuję, kochana Nutko.

    Sowo, aha, ten Kreisler! Ciekawa byłam, dlaczego właśnie jego utwory zadano uczestnikom. Wczoraj o tym myślałam. nie wpadłabym na to wyjaśnienie, a takie jest proste. Lubię go, zresztą, od młodości, a taki to niedoceniany – w powszechnej opinii – kompozytor.

    Amelia! – jasne, ja też. A Arsenisa muszę dopiero posłuchać.
    Robert! Zupełnie nie zauważyłam w jego występie w II e. jakichkolwiek niedoskonałości, ani też śladów walki z bólem. właśnie ten jego występ spodobał mi się najbardziej, dobrze więc, że nie mam profesjonalnego ucha.

  204. Dzień dobry!
    Tak, pelargonian i jego pozostali chemiczni koledzy zawierają ten sam układ pierścieni co cholesterol pływający we krwi w postaci lipoprotein.
    Ujmę to tak: związki które badałam to tzw. pochodne cholesterolu, a więc związki chemiczne powstające gdy jeden (w tym wypadku maleńki – w stosunku do pierścieni, jeżeli ktoś patrzył na wzory – wodorek) albo kilka atomów w cząsteczce zostanie zastąpionych grupą innych atomów. Oczywiście pochodne potrafią mieć właściwości odmienne od związku z którego się wywodzą. Gdyby się jednak zastanowić ile masowo wziąć ze struktury cholesterolu, żeby wbudować go do struktury takiego pelargonianu to jest to aż 99,7%, a w gotowej strukturze będzie stanowił 73,2%. Mam nadzieję, że jakoś udało mi się to zobrazować. :)
    Ale cholesterol nie zawsze jest zły – jest przecież niezbędny do syntezy witaminy D3, hormonów, m.in. płciowych oraz jednego z hormonów stresu. Jest również obecny w błonach komórkowych mózgu i ma duże znaczenie dla funkcjonowania synaps (głównie w postaci swoich pochodnych).
    Serdecznie pozdrawiam!

  205. Obawiam się Sowo, że największym wrogiem Wiery Łopatiny okazała się jej ukształtowana artystyczna osobowość. Zgadzam się z powszechną wśród komentatorów opinią, że to świetna kameralistka o ugruntowanej już renomie na rynku muzycznym. Jury mogło uznać, że konkursowe triumfy nie są jej aż tak potrzebne, jak młodszym i jeszcze „nieopierzonym” skrzypkom. Miło kibicować „naszym”, chociaż obawiam się, droga DUA, że mimo istotnie niezwykłego czaru, jakim tchnie gra Roberta, „próba” Mozarta może obnażyć jego mniejsze doświadczenie w porównaniu ze „starymi wyjadaczami”, jak Lin. Chyba że to talent na miarę Zimermana. Ale Łopatiny bardzo żal. Bardzo chciałam usłyszeć jak gra Sinfonię. Na koniec trochę zrzędzenia: czy nie irytuje Was maniera transkrypcyjnego znęcania się nad nazwiskami Ukraińców i Rosjan w polskojęzycznych komentarzach? Nazwisko Wasyla Zacichy czy Zaciszki, to jak mawia mój nastolatek „admin level”.

  206. Robert Ł. to romantyczna potęga. Jak go usłyszałam w pierwszym etapie, to nie chciałam już słuchać niczego więcej (ucierpiała na tym biedna Eva Rabchewska) i pomyślałam, że Robert to moja skrzypcowa wersja Kate Liu. W drugim etapie jednak ujawniły się pewne niedoskonałości w jego grze, choć dalej najbardziej ze wszystkich przekonuje mnie swoją muzycznością. Później w wywiadzie mówił, że najprawdopodobniej przećwiczył sobie rękę i cały występ w II etapie walczył z bólem, martwi mnie to bardzo. Czy da radę w następnych etapach i czy nie sforsuje się zanadto? Poza tym ciekawa jestem jak sobie poradzi z muzyką wcześniejszych epok, bo obecne tendencje nie sprzyjają romantycznym wykonaniom Bacha i Mozarta. Wreszcie, nie bez znaczenia jest fakt, że w tej chwili to najmłodszy uczestnik Konursu i jury może będzie chciało dać mu jeszcze czas, by jego gra dojrzała i do finału go nie przepuści.
    Celina opowiadała w wywiadzie, że spędziła rok w Wiedniu studiując tam grę na skrzypcach, jednocześnie przesiąkając atmosferą tego miasta, co bardzo ułatwiło jej interpretację Kreislera. A przewodniczący jury, Maxim Vengerov, przyznał, że celowo umieścił tego kompozytora w drugim etapie, bo kto umie zagrać Kreislera, ten poradzi sobie z Mozartem. Podoba mi się ten pomysł! Poza tą dwójką kibicuję jeszcze mocno Amelii i Arsenisowi.
    Rzeczywiście, im mniej uczestników, tym łatwiej ogarnąć całość. Robi się coraz ciekawiej!

  207. Przepraszam za późną odpowiedź, ale poza chemią i sztuką zajmuję się energicznym 2-letnim Tadeuszkiem i oczekuję jeszcze na narodziny córki, Jadzi, za kilkanaście tygodni, więc niezbyt często zaglądam do internetu ;-) Co do chemii i pierników (i kuchni w ogóle) to jak najbardziej połączenie to jest inną fascynującą odsłoną tej dziedziny nauki, co może potwierdzić mój brat-również chemik, który zawsze chciał być kucharzem, a w pracy naukowej zajmował się gotowaniem nowych leków w probówkach (i innych laboratoryjnych sprzętach). Ale w dalszym ciągu swoje talenty kucharskie ujawnia w wolnym czasie ;-) Myślę, że zresztą większość chemików jest dobrymi kucharzami i ciastkarzami ;-)
    A co do chemii i konserwacji, to ja się cały czas uczę rozumieć język kolegów konserwatorów (i oczywiście historyków sztuki), nadrabiać braki wiedzy w tych dziedzinach. Natomiast oni starają się cierpliwie wysłuchać wyników moich analiz, z czego czasem mogą wyniknąć naprawdę fascynujące wnioski na temat technik malarskich (i nie tylko, bo np. badałam również tkaniny z różnych przeciekawych obiektów o nie do końca odkrytej i rozpowszechnionej historii). Summa summarum cudowne jest, że nieustannie warto poznawać i zachwycać się światem na różne sposoby z różnych perspektyw! ;-)
    Miłej niedzieli życzę!

  208. A na dzisiaj taki okruch:

    TO PRZYJACIEL

    To Przyjaciel. Ciągle wracasz pamięcią
    do tego poranka zimą.
    Tyle lat już wierzyłeś, wiedziałeś na pewno,
    a jednak nie możesz wyjść z podziwu.
    Pochylony nad lampą, w snopie światła wysoko związanym,
    nie podnosząc swej twarzy, bo po co –
    – i już nie wiesz, czy tam, tam daleko widziany,
    czy tu w głębi zamkniętych oczu –

    Jest tam. A tutaj nie ma nic prócz drżenia,
    oprócz słów odszukanych z nicości –
    ach, zostaje ci jeszcze cząstka tego zdziwienia,
    które będzie całą treścią wieczności.

    (Jan Paweł II)

  209. Myślę, że to inny, Błotowijku, ale niech się Nutka wypowie.

    Dzień dobry!
    Sowo, w nocy na YT słuchałam sobie tych wybrańców z II etapu – jako nieprofesjonalistka, ogarnąć pełną uwagą mogę dopiero tak zmniejszoną ilość kandydatów. I przywiązać się do niektórych!
    Łaguniak mnie porwał i zachwycił. Będę mu kibicowała. Jest jakaś romantyczna pełnia w jego grze. Znakomity!
    Rzeczywiście, mały marsz w wykonaniu pięknej Cecylii Kotz brzmiał wspaniale, zwłaszcza że (jak przeczytałam w komentarzach, które lubię, bo wiele się z nich można nauczyć) ma ona „nowoczesne skrzypce”, których głos jest rzeczywiście głęboki, bogaty i aksamitny. A może to tylko ona tak gra na nich, nie wiem. Masz rację, dziewczyna jest pełna wdzięku i siły, a ten uśmieszek, ten rozmach!
    Pan Okamoto, bardzo słusznie. Kibicuję.
    Dziś sobie wszystkich obejrzę i posłucham, ale to po południu.

    Stare bielany, dziękuję i zapraszam!

  210. Nonanan, ach uśmiechnij się, Tyś jest w życiu mem najcudniejszym snem :)))
    Niessamowite zdjęcia, Nutko.
    [Czy naprawdę jest to ten cholesterol, który pływa we krwi i zatyka nam żyły?]

  211. Cieszę się z Marii Włoszczowskiej, bo miałam ją jako 13 (ostatecznie dopuszczono 13 osób!), żal mi Very Lopatiny i Evy Rabchewskiej. To tyle, dobranoc.

  212. Ma, jeszcze zdążę Cię powitać, zanim zniknę.
    Dużo nam bałaganu narobił ten ostatni atak wirusowy. Ale, jak widzę, to już chyba jego ostatnie podrygi.”Samo się naprawiło” – czyli Twoja ochrona antywirusowa upewniła się ostatecznie, że nie ma powodu do obaw.
    Wójt Wiewiórka, niestety, nadal łączy się z nami tylko jakimś cudem. Ale miejmy cierpliwość, może wiewiórczy antywirus w końcu też da się przekonać.
    Dobranoc, muszę lecieć.

  213. Siedem trafiła!
    Jako żywo, to powód do dumy. Sowo, Sowo!

    K8, bardzo się cieszę z takiej bystrej 9-latki! Przesyłam pozdrowienia!

    Casciolino, Bożenko, Zgredzie, dziękuję za ciekawe wpisy!
    I przepraszam, ale dziś muszę już znikać, dobranoc! (Wir życia rodzinnego).

  214. Dobry wieczór Wszystkim ! Po tak długiej (dla mnie ) nieobecności najpierw najmilsze życzenia dla Nauczycieli , na ręce DUA , bo przecież ileż się ciągle od Niej uczymy. Jak ja się za Wami wszystkimi stęskniłam , a mój komputer uparcie twierdził , że to jest szkodliwa witryna . Nie umiałam sobie sama z tym poradzić, a zgubiłam telefon do kogoś, kto pomaga. Niestety, nie pierwszy raz .Należę do gatunku, którego przedstawicielki mogą wzdychać -Natalia Borejko-to ja ! Dziś się jakoś samo naprawiło , więc napawam się pięknem . Dziękuję.

  215. Rój ważek podążający Drogą Mleczną. Porządku lotu pilnują skrzydlate elfy. Ustaliłam to wspólnie z bystrą 9-latką. Nie ma się czego bać, to nie sztuczka Sarumana, to Natura.:)

  216. DUA dziękuję za diagnozę poranną.:) Wciągnął mnie wir rodzinnego życia i dopiero teraz zaglądam i czytam wpisy muzyczne i ciekłokrystaliczne. Uściski

  217. Trójca Rublowa ma różne interpretacje. Każda jest poparta jakimiś argumentami.
    Do mnie osobiście przemawia interpretacja porządku naturalnego poparta analizą spojrzeń:
    Ojciec ogarnia swym spojrzeniem wszystko, Syn patrzy na Ojca, a Duch patrzy na ofiarę, którą przemienia.

    W ruchu okrężnym uczestniczy nawet skała u góry po lewej.

  218. Nawiązując do muzycznych rozważań Sowy P., chciałabym dodać, że dawniej kompozytorzy pisali dla konkretnych artystów (a często też sami wykonywali swoje dzieła), dzięki czemu pewnie łatwiej było im wyobrazić sobie i zaakceptować wykonanie utworu. Dzisiaj mało kto ma takie szczęście. Myślę, że to musi być dla nich bardzo trudne: oddać to „dziecko”, kompozycję i nie mieć potem żadnego wpływu na to, jak będzie odtworzone.
    Z drugiej strony, wielokrotnie miałam okazję współpracować z żyjącymi kompozytorami i muszę powiedzieć, że najbardziej cenię tych, którzy mają odwagę wprowadzać zmiany i uważnie słuchają tego, co wykonawca ma do powiedzenia. Współpraca między twórcą i odtwórcą jest niezwykle ważna.

    Ingarden! Jeden z moich ulubionych filozofów! Dziękuję, Sowo P., za przypomnienie.

    Na koniec bardzo polecam list Jana Pawła II do artystów. Tak się zaczyna: „Nikt nie potrafi zrozumieć lepiej niż wy, artyści, genialni twórcy piękna, czym był ów pathos, z jakim Bóg u świtu stworzenia przyglądał się dziełu swoich rąk. Nieskończenie wiele razy odblask tamtego doznania pojawiał się w waszych oczach, artyści wszystkich czasów, gdy zdumieni tajemną mocą dźwięków i słów, kolorów i form, podziwialiście dzieła swego talentu, dostrzegając w nich jakby cień owego misterium stworzenia, w którym Bóg, jedyny Stwórca wszystkich rzeczy, zechciał niejako dać wam udział.”

  219. Nutko, zdjęcia zdumiewające, piękne. Aż wyrwało mi się zachwycone westchnienie „Ależ to elfy!”. Natomiast groźną, może nawet przerażającą rzeczywistość odsłania dla mnie zdjęcie nr 3.

    A „Trójca” Rublowa od lat w pokoju Córki na ścianie. Pamiętam, jak Mąż (Pustelnik – z wyrazami szacunku dla DUA) opowiadał nam o różnych interpretacjach ikony. Według Paula Evdokimova („Prawosławie”) centralną postacią jest tu Bóg Ojciec, natomiast według tłumacza „Prawosławia” ks. Jerzego Klingera, który oparł się na zasadzie odwróconej perspektywy, w centrum znajduje się postać Chrystusa, jako znajdującego się w głębi, czyli – paradoksalnie – najbliżej naszego świata.
    „Odkrywanie” dzieła sztuki bywa równie pasjonujące jak interpretacja dzieła literackiego.

    Nie wiem, czy wypada mi podziękować za miłe słowa, kierowane tu do nauczycieli, żeby nie było, że się podszywam :) Nietypowy ze mnie nauczyciel (w papierach konkretnie „nauczyciel bibliotekarz”) i z młodzieżą kontaktu trochę mało, ale może jednak…

  220. Upozuj się więc w pelargonianie cholesterylu, luby Wójciku. Wytarzaj się wręcz w nim!
    Tak, będzie Ci ślicznie w tych odcieniach, rudzielcze.

    Sowo, zakonotuję sobie. Zobaczymy, co się z Twoich prognoz ostanie.

  221. Przyznam, że i mnie to czarno -białe zdjęcie nie kojarzy się przyjemnie. Nawet nie wrony ( wrony jeszcze nie są takie złe), ale jakiś szalony wir lecący w otchłań. Słyszę przy tym jakąś męczącą muzykę, brr.
    Najpiękniejsze jest dla mnie zdjęcie numer dwa: zieleń i pomarańcz w dużych ilościach, to lubię!

  222. Na dwunaste miejsce daję pana Okamoto. Prawdę mówiąc, łatwiej mi zdecydować kogo w trzecim etapie nie widzę, a jest tych osób ledwie pięć. Bardzo jestem ciekawa, czy przejdzie dalej Semion Gurevich.

  223. No, coś podobnego!
    Jak ten czas leci, co, Anusiu?
    Ciekawe, czy Gabrysi ktoś upiekł torcik, czy też musiała go zrobić sama.

  224. Dzień dobry !

    Dawno nie byłam… A zdjęcia niesamowite !!!
    Bardzo lubię chemię ;)

    A dzis sa juz 55 urodziny naszej kochanej Gabrysi !!!

  225. Przyjrzałem się zdjęciu nr 5, skoro się Zgredowi podoba. Skojarzenia mam dwa: „Ptaki” Hitchcocka i wrony Sarumana. W każdym razie rój ptaków.
    A już za godzinę będę na widowni Teatru Muzycznego w Poznaniu (!) – „Zakonnica w przebraniu”

  226. Kolejną , niezbyt skomplikowaną a dającą bardzo ciekawe i często zaskakujące efekty techniką graficzną (o której pewnie słyszeliście) jest KALKOGRAFIA. I tę technikę można łączyć z innymi np. z malarstwem lub
    rysunkiem. Również polecam :)

  227. Konkursowi Azjaci są dla mnie jakby zbyt perfekcyjni, przez co mało charakterystyczni. Oczywiście są wyjątki. W jury zasiada sporo skrzypków z tamtej części świata, co może też zaważyć na ostatecznych klasyfikacjach – w końcu każdemu z nas najbardziej podoba się ta tradycja i estetyka, w której wzrastaliśmy. No, zobaczymy.

    A w ogóle, co usłyszę sygnał konkursowy (Polonez A Wieniawskiego), to nie mogę opędzić się od wspomnienia genialnego skeczu Grupy MoCarta z Ireneuszem Krosnym pt. „Gramofon”. Kto nie zna, niech zobaczy na YT.

    Joanno, dziękuję! Czasem mam wrażenie, że jestem monotematyczna i Was zanudzam.

  228. Dla układaczy słownika, Zgredzie, nie dla samej gry przecież!
    Gra jest wspaniała.

    Na kursie? Ach, już wiem. Na kursie czytania ikon?
    O tak, jest się czego uczyć.

  229. Sowo,jestem pod wrażeniem Twojej wiedzy i przemyśleń. Pierwszy raz mam do czynienia z kimś, kto tak ciekawie mówi o muzyce.

  230. He, he, he! Po namyśle stwierdzam, że jednak nazwałabym tak konia, a nie kota.

    Podaję w kolejności występowania: Malesza, Maszońska, Lin, Selalmazidis, Kotz, Toki, Łaguniak, Rabchewska, Kouznetzova, Kim i Lopatina. Spodziewam się, że przejdzie też Zatsikha, ale to nie mój typ. W sumie jury może rozszerzyć pulę uczestników (tak jak to zrobiło po pierwszym etapie), zobaczymy. Najwięcej dylematów mam przy wykonawcach pochodzenia azjatyckiego.

  231. Cudny, ale w scrabble’u niedozwolony. Sprawdziłam.
    Pelargonian zresztą też!

    Masz rację, Nonanan to imię dla kota. Psa byś tak przecież nie wołała. He, he.

  232. Nonanan cudny. Nazwałabym tak kota.
    Ja już wytypowałam swoją jedenastkę do trzeciego etapu. Mam miejsce dla jeszcze jednej osoby. Szkoda, ze z Sinfonii tylko jedna część, ale pewnie i tak skupię się na Bachu. Świetna dziś Vera.

  233. Gio, też tak sadzę, nonanan jest melodyjny. Zastanawiam się, czy wyraz ten jest dozwolony w scrabble’u internetowym, czyli w „Literakach”. Nader często zdarza się tam nadwyżka literki „n”.

  234. O, wiadomo!
    Osobowość jest na pierwszym planie, nawet gdy się tylko słucha.

    Ja to jestem biedna, Sowo, wszyscy mi się podobają, wszystkich podziwiam i nie umiem wyłonić faworyta.
    Chyba jako ostateczne kryterium przyjmę Sinfonię Concertante. Koniec, kropka.

  235. A jeszcze uwaga na marginesie wykonawstwa: jakież niebagatelne znaczenie ma osoba i osobowość wykonawcy! Wczoraj w nocy pooglądałam sobie występ czarującej Celiny (złamałam się, bo obiecałam sobie od drugiego etapu tylko słuchać, dla większego „obiektywizmu”), ileż ona ma wdzięku! A z jakim humorem grała marsza! Za samą „stronę wizualną” ma u mnie pierwsze miejsce. Ech, całe szczęście, że nie zasiadam w jury.

  236. Dzień dobry! Nareszcie piękny ranek. Po tygodniu deszczu cały trawnik zarósł mi grzybami.

    Ależ ja też miałam na myśli kompozytora! Musimy pamiętać jednak, że kompozytor działa w sprzężeniu z wykonawcą, bo bez niego dzieło muzyczne nie istnieje, pozostaje tylko sam zapis nutowy. Kompozytor pisząc partyturę musi być świadomy ograniczeń wykonawczych, bo nie ma sensu pisać czegoś, czego nie da się wykonać. Każdy twórca zwykle jest niezadowolony z efektu jaki osiąga i na bieżąco go zmienia – pisarz przerabia całe fragmenty tekstu, malarz maluje nowy obraz, kompozytor wymazuje nuty. Ostatecznie jednak pisarz i malarz mogą zbliżyć się choć trochę do ideału, który mają w głowie, kompozytor też, ale jednocześnie może nigdy w życiu nie spotkać muzyka, który mu to zagra właściwie.
    Zapis nutowy oczywiście jest niedoskonały, współcześnie wprawdzie kompozytorzy umieszczają w partyturze dużo wskazówek wykonawczych, ale i tak sporo umyka. Za to w dawnych czasach partytura była bardzo umowna (a im dalej wstecz, tym bardziej umowna) – w baroku nie notowano artykulacji, rzadko dynamikę, zwykle nie rozpisywano harmonii i kadencji (improwizował je wykonawca). A jak zanotować barwę dźwięku?
    Nie pamiętam, kto mówił o muzyce między dźwiękami, ale pasuje to do impresjonistów. Współcześnie to cały dział filozofii muzyki, sporo o tym pisał Roman Ingarden.

  237. A mnie się podoba nonanan – brzmi tak śpiewnie. A ze zdjęć – ważki w tańcu. Czyli zdjęcie nr 5. :-)

    /Odchodzi, nucąc: „Nonanan, nonanan, nonanan…”/

  238. Pietaszku (wiad.pryw.)- to jest znany test Rorschacha, utworzony w 1921 roku na potrzeby psychologii klinicznej.
    Skądinąd ulubiona zabawa moich dzieci i wnuków, tyle że uzywaliśmy mnóstwa kolorów, tuszów, farb etc. Polecam.

  239. SowoP, pisząc „muzycy” myślałam przede wszystkim o kompozytorach.
    Arcyciekawe jest to, co piszesz. Zapis nutowy nie jest doskonały! Ach, tak!? Powinnam to przewidzieć. Zapewne wszystkie narzędzia, którymi dysponujemy, chcąc utrwalić marzenie, zamiar lub refleksję, są niedoskonałe.
    A to miejsce muzyki („między nutami”) właśnie Ravel określił, jeśli dobrze pamiętam – prawda?

    Mimo wszystko myślę, że to właśnie muzyka jest najdoskonalszą ze sztuk.

  240. Dzień dobry, poranny skowronku!
    Odpowiedź na Twoje pytanie: bo tak już masz nastawiony zegar biologiczny.

    Dzień dobry, Irys!
    Jak miło, że wyszłaś z kącika za regałem. Masz rację, Gielniak się przypomina. Cieszę się, że znasz i pamiętasz jego prace!
    Co do książek: dobrze się nad nimi pracuje, mając takie Kochane Czytelniczki!

  241. Dzień dobry DUA! Dzień dobry Księgowi! Gdyby nie wcześniejsze zapowiedzi zdjęć z laboratorium, odcztałabym zamieszczone obrazy jako próbkę malarstwa abstrakcyjnego. Malarz zdolny z delikatną manią w temacie ważek.
    Mój ulubiony, to ten czarno-bialy z wirującym rojem.
    Poranek spędzam na próbie znalezienia odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie: Dlaczego w dniu wolnym budzę się o 6:00 sama bez niczyjej pomocy, pomimo planów wyspania się za wszystkie czasy (pn – pt)?

  242. Zachwycające są te zdjęcia. Dla mnie najpiękniejsze jest to „kosmiczne”. Wirujące świetlne punkty w granacie nieogarnionej przestrzeni. Doskonała kompozycja. Przywodzi mi na myśl linoryty Gielniaka. Po prostu w naturze jest już wszystko.
    Chciałam jeszcze po cichutku powiedzieć Kochanej Autorce moich ulubionych książek, że bardzo, bardzo, bardzo czekam na każdą kolejną.

  243. Dobry wieczór, wszystkim Księgowym Nauczycielom życzę, aby Wasza praca zawsze sprawiała Wam radość :)

    Nutko, piękne zdjęcia :) Gdy oglądałam je dziś rano, to wydawało mi się, że na przedostatnim jest stado mew latających nad morzem widzianych z lotu ptaka.

    Dobrej nocy :)

  244. Wbrew pozorom, muzyk też ma dużo ograniczeń: zapis nutowy nie jest doskonały, a i technika gry na wielu instrumentach przynosi sporo trudności wykonawczych. Jednak największym kłopotem jest konieczność odtworzenia zapisu nutowego, by utwór mógł dotrzeć do odbiorcy. Rzadko zdarza się tak, że wykonuje go sam kompozytor, a w dodatku on sam, choć ma największą wiedzę o swoim dziele, nie zawsze potrafi wykonać je tak, jak je słyszy w głowie. Nie mówiąc już o pozostałych wykonawcach, szczególnie tych oddalonych w czasie od kompozytora. Ileż to sporów toczy świat muzyczny o to, czym jest właściwe wykonanie – w stylu epoki, w stylu kompozytora, na jakim instrumencie etc. A teoretycy muzyki w swych pracach skupiają się głównie na tym, co ukryte jest między nutami. Słowo i obraz wydają się tu mieć łatwiejszą drogę dotarcia do odbiorcy, choć wyobraźnia i tak każdemu dyktuje co innego.

    Swego czasu przeczytałam kilka ciekawych książek o Trójcy Rublowa – ileż w tej ikonie jest ukrytych znaczeń! Wpisanie w koło to jedna rzecz, ale jest jeszcze ważna rola kielicha, którego obraz rysuje się między trzema postaciami. Ponadto, zaskakująca centralna pozycja osoby Ducha Św., umieszczonego przecież z boku! I ciekawe, że to wynika między innymi właśnie z ruchu kołowego. :)

  245. Kiedyś się zastanawiałam, co Rublow NAPRAWDĘ widział oczami duszy, co CHCIAŁBY namalować, i jak mu się podobało to, co ostatecznie namalował – to jest, czy bardzo różniło się od tego, co widział.
    Bo zawsze się jakoś różni. „Wewnętrzne” nasze oko ma o wiele trudniejszy wpływ na rękę, niż oko „zewnętrzne”. A przecież to „zewnętrzne”- też nie jest idealnie wysłuchiwane przez rękę. W słowie pracuje się jakoś lepiej niż w malowaniu.
    Ciekawa jestem, jak to jest u muzyków. Być może im jest najłatwiej tworzyć, bo najmniej materii ich ogranicza.

  246. Zgadzam się, Zgredzie! Urzekające jest to czarno-białe. Mikrokosmos. Wyraźny ruch wirowy, prawda?

    Nutko, ależ proszę, zapraszam!:) Ciekawie mówisz. A ile nam tu piękna pokazałaś! I ile nam dałaś powodów do refleksji!

    Ateno, nie wiem, czy przypadkiem to nie Ty właśnie, ze wszystkich moich Gości, przyniosłaś najwięcej prezentów! Nawet z pustyni w Arizonie coś zdołałaś mi tu wrzucić!

    SowoP, toż to moja ulubiona. Też zacieram rączki i uszka na szpic stawiam.

  247. Wszystkiego najlepszego dla Księgowych nauczycielek.
    Oraz nauczycielki życia. In persona.

    Wzory sobie sprawdziłem. Fajne. Trochę mnie zaskoczył organiczny węglan, a nie powinien, bo przecież wiedziałem o poliwęglanach. Dobrze wiedziałem, lecz zapomniałem.

    Wszystkie zdjęcia na wysokim poziomie artystycznym, ale szczególnie podoba mi się piąte.
    Jak białe skrzydła i szaty lecących aniołów, a z daleka jak morska fala lub odległa mgławica.
    Yin i jang. Sąd ostateczny.
    Wieczna siła, energia, która krąży.
    :-)

  248. Szanowna DUA, bardzo przepraszam za prywatę, ale chciałam odpowiedzieć na tyle miłych wpisów.

    Bardzo Wszystkim dziękuję za miłe słowa! Ściskam każdego z osobna i przesyłam uśmiechy. :):):):)
    Jednocześnie podkreślam – nic wielkiego nie zrobiłam (wielka praca jest jeszcze przede mną). Tylko wymieszałam co trzeba, stopiłam, schłodziłam, a następnie zafascynowana obserwowałam pod mikroskopem i robiłam zdjęcia. Chętnie się nimi z Wami podzieliłam, bo sama lubię pooglądać to co przesyłacie, więc tym milej mi było przesłać też coś od siebie.
    KokoszaNel, falówka (inaczej płytka falowa) to przezroczysta płytka, która zmienia polaryzację światła, które przez nią przechodzi. Bardziej zagadnienie optyczne, niż chemiczne, ale po wpisie o cukrze i polaryzacji rozumiem, że chyba sama sprawdziłaś o jakie rejony wiedzy chodzi. :)
    Otz, czuję się zaszczycona, że ustawisz sobie zdjęcie jako tapetę na telefonie. :)
    Beatuszko, powodzenia dla Syna na finiszu. Ja też właśnie finiszuję swoje studia inżynierskie. Wolałam podać nazwę zwyczajową – „pelargonian” – bo systematyczna nazwa tego związku nie jest już tak urodziwa – nonanan cholesterylu.
    Just, korzystałam z powiększeń 10x, 20x oraz 40x.
    Serdecznie Cię ściskam, Kapucynko, Chemiczna Siostro. :)

    Już zmykam, nie zabieram więcej przestrzeni tekstowej, bo troszkę mi niezręcznie.
    Dobrej nocy!

  249. Robert pod względem estetyki to wciąż mój number one. Ale koniecznie chcę w kolejnych etapach usłyszeć też Arsenisa, Celinę i Amelię. Co do reszty, trudno mi się zdecydować. Ech, Patrycjo, przy konkursach instrumentalnych, gdzie trzeba zdecydować, kto ma ciekawszą wrażliwość i emocjonalność (bardzo ryzykowny to pomysł), olimpiady przedmiotowe to „pikuś”!

    Casciolino, piękny jest Ravel, nie da się ukryć. A jaka interesująca jest jego Sonata G, którą grają niektórzy w II etapie! Arsenis i Celina byli w niej świetni. Ten duet z Damrau już widziałam kiedyś, ale jakoś pan harfista dziwnie mnie rozprasza ;) No, teraz to już czekam na III etap, a tam, moi drodzy, Mozart (w tym obowiązkowa pierwsza część Sinfonii Concertante in Es!) i Bach. Będzie wielka uczta duchowa.

  250. Tak, DUA z Adminkami otworzyla drzwi i zaprosila, a my tam przy stole, na kanapie, polkach, w katach, z duzym uwzglednieniem kuchni rozgoscilismy sie. Kazdy ze swoim zyciem, pomyslami i upodobaniami (o ksiazkach nie wspominam, bo to oczywiste). ” Bo tu kazdy jest u siebie.”

  251. Aniu G.! Teraz już chyba mogę się przyznać, że mi też Pratchett nie przypadł do gustu. Jednak przeczytałam aż trzy części (chociaż właściwym słowem byłoby „przebrnęłam”) i dopiero przy kolejnej na dobre utknęłam. Mimo wszystko podoba mi się jego karykaturalne spojrzenie na świat. Pratchett, wydawać by się mogło, bawił się ludzkimi zachowaniami, przemyśleniami itd., wyolbrzymiając je. Jednak Tolkien… taak, jest cudowny;)

  252. Anulko, „Ciotka Zgryzotka” jeszcze w pisaniu (nieśpiesznym). Terminu oddania książki z zasady nie podaję, żeby nie czuć presji. Do pracy potrzebny jest spokój.
    Ale jak tylko ją skończę, zawiadomię Was natychmiast!

    Ateno, ale przyznasz, że ten miły świat tutaj to nie tylko moja zasługa. Adminki kochane się przyczyniają nieustannie, a bez udziału Was wszystkich nie byłoby tak różnorodnie i ciekawie.

  253. Nutko, chemia jest piekna. Tez chcialam studiowac chemie, ale jakos inaczej wyszlo i do tej pory zaluje. Wzielam sobie klase chemii na studiach i uwielbialam przebywac w laboratorium. Ech, ale takich cudow nie widzialam. Milo, ze sie z nami dzielisz tymi cudami.
    po latach pamieta sie nauczycieli, ktorzy wymagali, ale tez mieli serce do ucznow, ale tez do wykladanego przedmiotu. Tacy, ktorzy zamiast zniechecac, pokazywali, ze wszystko da sie polubic, ba nawet pokochac. Tacy, ktorzy na pod pozorna surowoscia, chowali poklady ciepla i wyrozumialosci dla tych zniecheconych.
    Chcialam tez dodac, ze uwielbiam zdjecia Ann, maja w sobie cos basniowego. Chyba tak samo wlasnie jak z muzyka, ktora powoduje, ze chce sie jej wciaz sluchac. Dzieki Wam, a przede wszystkim SowieP odkrywam nowe, cudowne drogi w swiecie muzycznym. ( Oczywiscie jako zupelny laik.)
    Dosyc laurkowania, ciesze sie ze niektorzy sie na nowo pojawili:)
    Acha, limeryki z poprzedniego wpisu sa urocze.
    DUA nam taki mily swiat nam stworzyla.

  254. Dobry wieczór
    Bardzo dawno nie zaglądałam i postanowiłam zobaczyć co tam w aktualnościach.
    Piękne zdjęcia Nutko !
    W wakacje byłam w Poznaniu. W końcu musiałam zwiedzić miasto, w którym dzieje się Jeżycjady :)
    Chciałam się też spytać, czy jest już wiadomo kiedy „Ciotką Zgryzotka” bedzie miala premierę? Chętnie przyjadę z Warszawy na spotkanie autorskie ;)

  255. AniuG., jeszcze pamiętam ten czas, kiedy przekład „Czarnoksiężnika” powstawał. Byłam pierwszą czytelniczką pierwszej wersji tego tłumaczenia – dostałam przebitkę maszynopisu, taką na bibułce.
    („Musisz to przeczytać, siostra!”).
    Hej, czasy.

  256. Stare Bielany! – bardzo dziękuję za dobre słowo.
    Cieszę się, że moja praca posłużyła do czegoś dobrego!
    Życzę Ci wszelkiej pomyślności i radości z życia, które przecież JEST piękne. I dobre. Mimo wszystkich złych detali.

  257. Ale piękne! Kosmos pod mikroskopem. Nutko, podziwiam i dziękuję, że się z nami podzieliłaś tymi cudami.
    Zgredzie, z AS mam tak samo. I z Prachetem też- nie mogę się zmusić. Próbowałam czytać „Kolor magii”, ale (proszę o wybaczenie wielbicieli Pracheta) zbyt infantylne mi się wydało.
    Tolkien ukochany, przeczytany na głos dzieciątkom wielokrotnie od deski do deski. Synuś, ciężki dyslektyk , ale wyrósł( i wyćwiczył) i teraz bez problemu „Conana” zgłębia.
    Obecnie to synowie przynoszą nowości fantasy i polecają przeczytać. A ja mam wrażenia, że dawniej było łatwiej. Tłumaczono znakomite pozycje, a jacy tłumacze! Sam Genialny Brat naszej DUA ” Czarnoksiężnika z Archipelagu” przełożył.

  258. Dobry wieczór, odkryłam dziś, że na tej stronie jest forma komunikacji! :)

    Użyję jej (chyba niezbyt oryginalnie), żeby napisać Pani Małgosi, że Pani dziękuję za Pani książki.

    Czytałam je 15 lat temu. Nastoletnie smutasy. Zadziałały antydepresyjnie.

    Miesiąc temu zaczęłam je czytać znowu. Po 15 latach. Po tych 15 latach, po których człowiek już wie, że na świecie są źli ludzie, że nasz głupota ma swoje konsekwencje itd. itp. … każdy tam wie, o co chodzi. Było mi ostatnio już bardzo trudno wierzyć w ludzi, w ten świat, że jest piękny … kariera, szybkie tempo życia, trudności …. zapomniałam, jakby o realnym życiu, cieszeniu się detalami, cieszeniu się relacjami … Ale sobie przypomniałam! :) Dziękuję!

    Chciałam jeszcze napisać, że powinni Pani książki włączyć do jakiejś listy lektur „Przystosowania do życia w rodzinie” (czy coś w tym stylu). Bardzo zachciałam mieć dzieci po tej wznowionej lekturze! :))

    Pozdrawiam bardzo serdecznie!

  259. Miła chemiczko, cześć i czołem!
    Od dawna zachwyca mnie piękno nauki; niestety, nie mam Twoich i Nutki talentów, więc zachwycam się po amatorsku i z boczku. Pewnie gdybym z mojej bohaterki zrobiła chemiczkę, nasadziłabym mnóstwo błędów rzeczowych. Jak wiadomo, najlepiej pisać o tym, co się samemu zna najlepiej, i tego się trzymam.

    Miło mi donieść, że jako młode dziewczę przepracowałam wakacje w pracowni konserwatorskiej Muzeum Narodowego, dokąd się zgłosiłam na ochotnika i bez wynagrodzenia, żeby poznać z bliska tajniki mego przyszłego (ewentualnie) zawodu. Przyjęto mnie bardzo miło, dostawałam całkiem poważne zadania, ale wyszło na jaw, że w zawodzie tym wielką rolę odgrywa chemia. I to mnie odstraszyło. Jaka szkoda.

    Pozdrawiam Cię serdecznie! Pomyślę o postaci chemiczki, ale drugo-lub-trzecioplanowej.
    Może powinna być podobna do Kapucynki?;)
    (Piekłaby śliczne pierniczki…)

  260. Och, Nutko! Jakie to wszystko piękne! Jako początkująca chemiczka, mam nadzieję, że kiedyś to zrozumiem. Tymczasem pozostanie to dla mnie Milczącym Pięknem.
    A z tego, co dla mnie zrozumiałe: popodziwiałam sobie dzisiaj Pałac Opatów w ciepłym blasku jesiennego słońca, marznąc przy tym niemiłosiernie. Ale warto było:). Jak to miło mieć wolny piątek!

  261. Witam,
    cieszę się, że Pani Małgorzata również zachwyca się pięknem nauki uprawianym przez czytelniczki-chemiczki, ponieważ sama do nich należę. A co więcej mogę powiedzieć, że tajemnicza chemia również tkwi w obrazach czym sama się zajmuję w laboratorium muzealnym ;-) Praca istnie w stylu Pana Samochodzika ;-)
    Być może nauka tak Panią kiedyś zainspiruje, że w Jeżycjadzie pojawi się również bohaterka-eksperymentatorka, ponieważ jedynym chemikiem w rodzie Borejków jest brat Ignacego-seniora. A może by tak kobieta też się zajmowała nauką? ;-)
    Ciepło pozdrawiam

  262. Naszych rodziców uczono w szkole, że najmniejsza, niepodzielna cząstka materii to atom…
    zostaje: ” Mieć serce i patrzeć w serce”.

    Jestem tylko asystentem nauczyciela, więc dla Was Wszystkich, Nauczycieli- serdeczności. Widzę jaki to trud.
    Po kilku godzinach pracy w szkole integracyjnej zapominam jak się nazywam;)

    Nutko, dziękuję.

  263. Dobrze, Piętaszku; zostaw tu tylko (jako wiadomość prywatną, oczywiście) swój adres mailowy.
    Babciu Gapciu, ależ właśnie przysłałaś wiadomość prywatną.:)

  264. Zdjęcia – oszałamiająco piękne. Mogłyby stanowić ilustrację do niejednej powieści fantasy lub baśni (Elfy?)
    Choć ta literatura jest mocno obecna w naszym domu i na przemian z filmami w kółko przypominana, to
    ja osobiście wolę baśnie i gdy tylko w pobliżu znajduje się jakieś dziecko mam pretekst, aby do nich wrócić.
    Poza tym lubię obserwować reakcje dzieci na treść baśni. Rodzi się wtedy taka nić porozumienia, która nie ma
    wieku.
    I bardzo lubię opowieści Krzysztofa o książkach( proszę o więcej):)Miłego dnia Wszystkim.

  265. JoAnno, ale fluid z Gałczyńskim! Fluidzisko. Pozdrowienia dla wszystkich księgowych nauczycieli! I dla zdolnej Nutki! Obserwować te procesy w trakcie – to dopiero musiała być uciecha! (miałam raz przyjemność, ale takich pięknych faz przemian to nie widziałam). Cudo!

  266. Świetne te zdjęcia, gratuluję Nutko pasji.

    DUA, dziękuję!
    I dziękuję Krzysztofowi za pozdrowienia. Z Sapkowskim mam tak samo: do opowiadań wracam, a do pięcioksięgu już nie.
    Magdo – cieszę się, że weszłaś do Świata Dysku. :-) Kto raz tam wpadnie, zostaje na zawsze.
    Ostatnio przeczytałam książkę Anny Lange, „Clovis La Fay. Magiczne akta Scotland Yardu” (alternatywna, wiktoriańska Wielka Brytania). Lekka lektura, taka akurat na jesień.
    Zuziu, przeczytaj „Władcę pierścieni”. Skoro tak kochasz przyrodę i zauważasz detale, na pewno spodobają się Tobie opisy przyrody Śródziemia. Gdy przeczytałam Twój wpis o dzikim zakątku w ogrodzie, przypomniał mi się fragment o kwietnej koronie pewnego posągu króla.

    Miłego dnia wszystkim życzę! U nas słońce.

  267. Dziękuję pięknie za życzenia.:)

    Kochana Ulubiona Autorko,staram się i mieć,i patrzeć.Mam nadzieję,że chociaż troszkę mi wychodzi i dzieciaki czują,że jestem po ich stronie w procesie w większości przypadków trudnego dorastania,nawet jak czasem nieco karcę i wymagam.:)

    Krzysztofie,Dmuchawiec,a przede wszystkim jego pierwowzory opisane przez DUA z miłością w „Tym razem serio”, to mój niedościgły ideał Nauczyciela.Swoimi życzeniami trafiłeś w moje marzenie,żeby choć w maleńkiej cząstce do tego ideału dorosnąć.:)

    P.S.A propos wczorajszych interesujących rozmów -mam w domu dwóch wielkich wielbicieli Tolkiena i fantasy.Co ciekawe,Tolkien jest czytany nieustannie,a Sapkowski,którego utwory nota bene też im się podobały,tylko raz.To by się zgadzało z niektórymi spostrzeżeniami,które tu wczoraj padły.
    Na studiach przez niemal cały semestr omawialiśmy „Hobbita” i to była niesamowita przygoda,zwłaszcza że prowadzący,znany zapewne absolwentom wrocławskiej polonistyki dr Bogusław Bednarek, wiedzę ma przeogromną,a talent oratorsko-gawędziarski nieprzeciętny. Można go słuchać naprawdę godzinami,co potwierdza mój syn, kontynuujący naszą polonistyczną rodzinną tradycję.

  268. Ach! Dobrze, że przypomniałeś, Krzysztofie!

    Każdemu z Nauczycieli (bez których przecież nie byłoby prawdziwych, pełnych Ludzi) składam najlepsze życzenia: „Miej serce i patrzaj w serce!”- zawsze!

  269. Dzień dobry !
    Zdjęcia niesamowite.Az trudno uwierzyć, że to jest możliwe.
    Nutko, zwasze podziwiam ludzi o takich wszechstronnych umysłach jak Twój, potrafiących zajmować się naukami scislymi, a równocześnie obdarzonych taką humanistyczną wrażliwością. Chylę czoła.
    A DUA dziękuję, że nam to pokazała.
    Miłego dnia wszystkim życzę. ;)

  270. Ta natura jest niezmierna! – tylko tyle mi się tłucze po głowie, odkąd zobaczyłam zdjęcia Nutki. Fascynujące. A obudziłam się dziś z „Oto widzisz, znowu idzie jesień, człowiek tylko leżałby i spał”, więc pierwsze, co musiałam zrobić, to odnaleźć całość, bo za nic nie mogłam sobie przypomnieć, skąd to znam (a to męczy i dręczy…). Ale już wiem, Gałczyński :)

  271. Zajrzałam tu do Was na chwilkę przed snem, a tu nowy wpis:)
    Cudowne zdjęcia, kto by pomyślał, co sie kryje pod nazwą pelargonian cholesterylu…
    A jakie to powiększenie w mikroskopie?
    Gratulacje dla Nutki za tak wspaniale efekty pracy!
    Widać w tym jej pasję!
    Dobranoc!

  272. Ach! Och! Przepiękne! Gdyby pani Małgorzata napisała, że to obrazy jakiegoś sławnego malarza, uwierzyłabym, ale nie mogłabym wyjść z podziwu jak takie szczególiki i ich proporcje wykonał. Nutko- uchyliłaś nam rąbka tajemnicy doskonałości Stwórcy. Ręka ludzka może tylko tą częścią, która jest na Jego obraz w nas wpisana próbować to naśladować. Ach, tyle tu wspaniałości i niezwykłych osób, że chyba jednak zwieję jako zwykły śmiertelnik pod regał. Dobranoc

  273. Zgredzie, czyż nikt się nie znajdzie, kto by światełko w porę zapalił, gdy w świat Dysku uniesionym zostaniesz?

  274. Piękne! Najbardziej podoba mi się to biało-czarne. Wirujące ważki.

    A propos zachwytu: słuchając dzisiejszych przesłuchań konkursowych, przypomniałam sobie pieśń Gabriela Fauré „Après un rêve”. Polecam wysłuchanie jej w wersji wokalnej, najlepiej w wykonaniu rodowitych Francuzek (Veronique Gens lub Regine Crespin). Na YT jest też ciekawa aranżacja na głos i harfę (śpiewa Diana Damrau).

  275. Zdjęcia piękne, że tak nie będę oryginalna, a takie nazwy jak pelargonian cholesterylu opanowują mój mózg i przypominają mi się w chwilach gdy jest on przepracowany lub zestresowany. Ciekawe dlaczego?

    Odchodzi mrucząc:pelargonian cholesterylu,pelargonian cholesterylu, pelargonian…

  276. Chodzi mi po głowie „W oparach absurdu”. Tam było coś śmiesznego o cukrze i polaryzacji. Miałam gdzieś tę książkę, ale zgubiłam. Znalazłam za to zaginioną muffinkach. Też słodkie. Dobranoc.

  277. Jakie piękne zdjęcia!
    Nutko, jesteś wspaniała, podziwiam Cię. To musi być pasjonująca praca.
    A wiesz, słyszałam już różne przedziwne i trudne nazwy związków chemicznych (mój starszy syn jest na ostatnim roku chemii inżynieryjnej i procesowej), ale żadna nie była tak ładna jak pelargonian cholesterylu.
    Dziękuję, że się z nami podzieliłaś tymi pięknymi zdjęciami.
    Powodzenia, Nutko!
    Dziękuję za piękny wpis.

  278. To jest przepiękne! Nutko, podziwiam Cię. Najbardziej podoba mi się to przedostatnie zdjęcie. Pozwolisz mi ustawić je na tapecie w telefonie? :)
    Chemia jest dla mnie jak kosmos. Fascynująca, ponieważ wiem, że jej nie zrozumiem. :)

  279. Niezwykłe. Gdyby były bardziej regularne, przypominałyby obrazki z dziecięcych kalejdoskopów. A dzięki temu, że nie są – są niepowtarzalne.
    Nawiązując jeszcze do wątku fantasy – Zgredzie, zarwij sobie jakąś nockę, dla Pratchetta warto.

  280. Dzięki!
    Piękne zdjęcia!
    A Nutka widziała jeszcze te przemiany fazowe „w ruchu”.
    Wzory sprawdzę sobie potem. Mniam….

  281. Prawda, że piękne, Łucjo, Aleksandro? :)

    Anonimie, a ktoś Ty? Przedstaw nam się.
    Nutko, już poprawiam, dzięki.

  282. Rzeczywiście malarstwo wysiada. Cuda, cuda po prostu! Najbardziej podoba mi się drugie zdjęcie. Jest takie jesienne. Żałuję niezmiernie, że nie bardzo rozumiem, co przedstawiają zdjęcia. Czasami żałuję, że nie studiowałam chemii. Pozdrawiam wieczorową porą :)

  283. Serdecznie dziękuję, Pani Małgosiu, że zechciała Pani pokazać te zdjęcia. I bardzo, bardzo dziękuję za te wszystkie miłe słowa we Wpisie. Niezmiernie mi miło. Chyba nie jestem w stanie wyrazić jak bardzo.
    Dziękuję i przesyłam ukłony.

  284. Dobry wieczór!
    Te zdjęcia bardzo mnie zafrapowały.
    Sa piękne, a niektóre z nich wygladaja
    jak bęzyna wylana na szkło.

  285. Już, już zerkam, Pani Małgosiu.
    Gdybym mogła coś nieśmiało zasugerować to byłoby to wstawienie ostatniego ze zdjęć zaraz po drugim (bo to ta sama próbka, to samo jej miejsce, tylko odwrotny proces), z dopiskiem że przedstawia ono odtwarzanie fazy ciekłokrystalicznej z cieczy izotropowej. Oba te zdjęcia przedstawiają czysty pelargonian cholesterylu.

  286. Wszechświat jest absolutnie zachwycający!
    Nutko, zazdroszczę umysłu obejmującego takie chemiczne tajemnice i uważam, że to absolutnie cudowne, że Twój ścisły umysł jest otwarty na to piękno.

    Pani Małgosiu, tak, to nie do pojęcia jest boska rozrzutność, której chciało się uczynić pięknym to, co niewidoczne gołym okiem.

  287. Ach, Nutko, Nutko, spojrzyj szybciutko, czy ja aby na pewno nie pomyliłam opisów do tych – dla mnie zgoła tajemniczych – obiektów!

Dodaj komentarz