
Huragan to sprawił. Dumna dynia, która wspięła się była odważnie na świerk („Ty nad poziomy wylatuj!”), sięgnęła jednak bruku. A raczej, zaliczyła glebę, czyli spotkała się ze zdecydowaną reprymendą ze strony Natury. Pouczające.
Cóż, teraz przynajmniej KC Mama Isi zdoła zważyć ten okaz i na pewno poda nam dokładne liczby i wymiary, także jeśli idzie o obwód żółtego brzuszyska.
W tym tajemniczym ogrodzie jest bardzo pięknie i romantycznie, co możecie stwierdzić, zerkając na kolejne zdjęcie – pochodzi z archiwum Mamy Isi – sprzed chyba dwóch lat? Poziomek leśnych, sadzonych kiedyś jeszcze przez Dziadka Isi, jest już na pewno dwa razy tyle!

A teraz jeszcze uroczy drobiazg: jest to róża Pomponella, która kwitnie sobie w najlepsze u naszej KC Ann:

Tyle wieści jesiennych!
Uściski od Waszej
MM








Cieszę się bardzo i dziękuję, Emilko.
Droga MM!!!
Dopiero dzisiaj odkryłam tą stronę (szukając informacji o Pani). Nawet Pani nie wie jak się cieszę, że ją Pani stworzyła!!! Przeczytałam całą Jeżycjadę od ,,Małomówny i rodzina” (nowa część) do ,,Córka Robrojka”! Więcej części niestety nie było. Myślałam, że się załamię, ale jak się okazało, to było najlepsze co mogło mi się przytrafić. Otóż: sięgnęłam po ,,Frywolitki”! (Oczywiście nie byłabym sobą gdybym od razu nie wypożyczyła ,,Frywolitki 2″.) Są świetne!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Tym którzy ich jeszcze nie czytali baaardzo je polecam! I jeszcze jedno: jak zauważycie jakiś błąd (np. interpunkcyjny) to od razu mnie poprawiajcie!
Gio! Mam Rok polski Zofii Kossak – od 10 lat chyba już stoi na półce i nie tylko stoi (ma się rozumieć). Masz rację – pięknie napisany…
Właśnie czytam sobie „Świat dysku”. Tom już 16 -„Muzyka duszy”.
Magpie mnie kiedyś do Pratchetta zachęciła. :)
Też słyszałem dobre opinie o Pratchecie, ale czas nie jest z gumy, a szkoda, szkoda….
Krótkie dni, krótkie noce.
Dobry wieczór!
Nie wiem, czy można książki Pameli L. Travers zaliczyć do fantasy (chyba tak), ja w każdym razie je ubóstwiam!
Właściwie jako jedyne, bo ogólnie, to fantastyki nie lubię….
Zobaczyłam dziś coś pięknego i zaskakującego. Wracając ze szkoły mijałam jak zawsze zaniedbany, maleńki ogród z drewnianą chatką w ruinie. Dziś dostrzegłam coś, czego wcześniej zupełnie nie widziałam. W samym rogu ogrodu kwitły pełne krzaki, całe naręcza maleńkich fioletowych kwiatków. Niesamowite! Dziki ogród i taki piękny, mały kawałek. Taki promyczek świeżości i słońca w tym opuszczonym miejscu.
:)
Mamo Isi, ja również bardzo lubię Pratchetta! Początkowo nie mogłam się przełamać do czytania ze względu na okładki książek, ale ostatecznie zaczęłam od „Koloru magii” w wersji do słuchania. Od tego czasu co jakiś czas wracam do Świata Dysku. :)
A czy wiecie, Księgowi, że DUA była wspomniana w jednej z książek będącej produktem reakcji syntezy science fiction z fantasy i polskim patriotyzmem? Chyba już o tym wspominałam przed wakacjami, gdy byłam na świeżo po lekturze. :)
A u nas piękny słoneczny dzień, za to baaardzo zimno. Nasze róże wreszcie się poddają, te pąki, które jeszcze mają zmarnieją przy tej temperaturze. Ciekawa jestem co z tą różą KC Ann?
Mamo Isi. Marzy mi się dodatkowe zdjęcie naszej ulubionej dyni, takie z czapeczką, szaliczkiem, kubkiem z gorącą herbatką obok, książką z wiadomym wierszem itp. Co Ty na to?
Pozdrawiam serdecznie wszystkich zasłuchanych, zaczytanych i tak jak ja pracujących
„Inklingów” nie mam, ale zaraz będę miał, właśnie kupiłem na allegro. Przy okazji dowiedziałem się, że Carpenter napisał też biografię Jezusa – Sowo, wiesz coś na ten temat?
Chłopczyna wrócił do domu i powiedział, że było dobrze. Zobaczymy, zobaczymy.
Też się cieszę smakowitą lekturą „Córek niczyich”, a dzisiaj zajrzałam na stronę wydawnictwa i widzę, że nie ustaje ono w wysiłkach i już jest dostępna kolejna książka „Armadale”. Lubię ich za to (tych ludzi pracujących w wydawnictwie). Może to jeszcze nie koniec? Cieszę się.
Mama serdecznie dziękuję za pozdrowienia :-)
Anna Malesza przed chwilą też była niesamowita. Ja jeszcze nie mam ustalone komu kibicuję najbardziej. Kibicowałam 14 osobom i wszystkie weszły do drugiego etapu, w tym wszyscy typowani przeze mnie Polacy. Bardzo się cieszę! Z tej czternastki chwilowo (po pierwszym etapie) dałabym pierwsze miejsce połowie.
Mamo Isi, „La follia” nie podoba Ci się dlatego, że za mało osób ją grało. Gdybyś wysłuchała jej czterdzieści razy, już byś ją kochała. ;) A dla dyni, zamiast piernatów polecam małą szklarnię. Będzie można ją lepiej obserwować.
O Hoffmannie na polonie oczywiście wiem, tam go czytałam. Nowe wydania też sobie zamówiłam, ze względu na tłumaczkę – chce sobie zrobić analizę porównawczą z Kramsztykiem. Jeszcze nie wiem, czy polubię nowe ilustracje, ale dostrzegam w nich ducha Bertalla. Bardzo mi żal, że kochana przeze mnie wersja z Szancerem okazała się marną adaptacją Kramsztyka, w dodatku wygładzoną i ocenzurowaną! Ech, co za życie, nie można mieć ideału…
KrzysztOfie, a „Inklingów” Carpentera masz? Też bardzo lubię Tolkiena i Carpentera. Co do A.S., podzielam Twoją opinię.
Oj, kolejna Polka, idę słuchać.
Jeszcze po namyśle mała autokorekta: jednak najbardziej kibicuję innej reprezentantce Polski, Celinie Kotz.
Właśnie wysłuchałam sonaty Beethovena w jej wykonaniu: no, potęga!
Jest moc w Celinie Kotz!
Dziękuję, miła Casciolino!
Dzięki, Gio!
Co do fragmentów lektur bieżących: właśnie był u mnie kurier z zamówionymi książkami. Otwieram gruby, apetyczny tom o czarno-różowej okładce (stylowej!): Wilkie Collins, „Córki niczyje” (pierwsze polskie wydanie).
I cóż widzę na pierwszy rzut oka?
„Jako druga zeszła na dół pomoc domowa – wysoka, szczupła i ze stanem wiosennej temperatury malującym się czerwono na jej nosie. Po niej pojawiła się pokojówka – młoda, pulchna i sprawiająca wrażenie schludnej, choć zaspana. Następna była podkuchenna, która chorowała na nerwoból twarzy i nie czyniła ze swego cierpienia żadnej tajemnicy. Na końcu ukazał się lokaj – ziewający ponuro i stanowiący żywy obraz człowieka przekonanego o tym, że został okradziony z należącego mu się nocnego odpoczynku”.
Och, sam smak! „Ziewający ponuro”!
Przypomnijmy: czasy Dickensa. Przepadam za tymi charakterystykami, za tym poczuciem humoru i za mistrzowskim wydobywaniem szczegółów!
Bożeno, pamiętam ten numer (byłem prenumeratorem „Fantastyki”) i to opowiadanie, niezwykłe wtedy wywarło wrażenie i wywołało późniejsze dyskusje, łącznie z rozważaniami, dokąd można mówić o inspiracji, a gdzie zaczyna się plagiat, bo i takie posądzenia były.
Cztery lata temu pisałam: „McDusia jest cudowna! najlepsza terapia na jesienną bylejakość.” Podtrzymuje, jesienią Jeżycjada ratuje mój dobry humor.
Dzisiaj zmarł Dario Fo, włoski mistrz literatury i teatru. Wielcy odchodzą.
Dzień dobry! W stolicy słońce. Gdyby się dało, podesłałabym Wam trochę. A że nie za bardzo się da, to podzielę się chociaż moim wczorajszym odkryciem. W celach roboczych musiałam sprawdzić kilka źródeł bibliotecznych. Jednym z nich był „Rok polski” Zofii Kossak. Jaka to piękna książka! Nie miałam czasu podelektować się nią dłużej, ale skopiowałam – z myślą także o KG :-) – fragmenty rozdziału poświęconego październikowi. Rozdział zatytułowany jest „Róże wśród mgieł”. Przytaczam kawałeczek:
„Conocne mgły o świtaniu zmieniają się w rosę, którą chłód ścina, że rankiem łęgi zdają się być usiane perłami. (…) Wicher strząsa liście. Bure obłoki kapią dżdżem. Nagie gałęzie rysują czarny wzór na niskim pułapie nieba. (…) Przeciwstawiając nadzieję smutkowi sączącemu się nieznośnie z tej jesiennej pory, Kościół opasał październik łańcuchem różańca, albowiem różaniec to radość. Liście opadną i sczezną. Woń róż Maryjnych jest wieczna”.
Nasi w drugim etapie Konkursu Wieniawskiego: Anna Malesza, Maja Syrnicka, Amelia Maszońska, Celina Kotz, Robert Łaguniak i Maria Włoszczowska!
Ho, ho!
Przypomnijmy, że to Robert Łaguniak wcisnął Sowę w fotel. W tramwaju.
Ja z kolei kibicuję Amelii, ale właściwie też całej polskiej ekipie.
Beatuszko, to jak ten biedny chłopczyna napisze sprawdzian!?
Ach, dzielna Dziatwa.
Bożenko, ładnie uczciłaś.:)
Sapkowskiego uwielbiam. I Tolkiena. I Ursulę! I niech tam, pochwalę się! Że mam dowody :) Niedługo ukaże się w jednym z czasopism bibliotekarskich konkurs czytelniczy, który przygotowałam w tegoroczne wakacje („Ostatnie życzenie wiedźmina” – tak, Zgredzie, opowiadania są świetne), a rok temu organizowałam konkurs „Wędrówka pewnego Hobbita” . To taki mój lekki i przyjemny sposób na wsparcie polonistów i bibliotekarzy szkolnych (może ktoś z KG wykorzysta) i popularyzowanie wśród młodzieży literatury, którą lubię i cenię. Pani MM też dałam dowody :)
Kto nie zna – polecam album, który wybrałam na pierwszą nagrodę w Tolkienowskim konkursie. „Hobbit w malarstwie i grafice J.R.R. Tolkiena” (Wayne G. Hammond i Christina Scull, Wydawnictwo Amber, Warszawa 2012).
Piękne.
A w przypadku Ursuli Le Guin od lat nie mogę zdecydować się, czy na pierwszym miejscu jest u mnie „Czarnoksiężnik z Archipelagu”, czy „Lewa ręka ciemności”. Obie powieści podsuwam naszym czytelnikom, tę drugą nawet skromnie rekomenduję w „Lekturach na wakacje”. Obyż młodzież więcej czytała! (Obecnej tu młodzieży westchnienie bibliotekarza oczywiście nie dotyczy).
PS
Niedawno kupiłam sobie na Allegro „Fantastykę” z grudnia 1986 roku, w której ukazało się pierwsze opowiadanie Sapkowskiego. Tak sobie uczciłam zbliżającą się „trzydziestkę” debiutu pisarza.
Dzień dobry!
U nas tak samo, ciemno i ponuro… człowiek tylko leżałby i spał…
Ale niektórzy musieli pomknąć do szkoły mimo lekkiego przeziębienia (sprawdzian z matematyki!).
Zgredzie, jak mogłeś! Byłam przekonana, że Niemeyer właśnie z tych Niemyjek…
Ale tak sobie myślę, że przynajmniej Pratchett pochodzi z Praczy Odrzańskich;)
I trzeba wspomnieć Davida Eddingsa – Księgi Tamuli, Belgariada, Malloreon. Takiej dozy dobrego humoru próżno szukać u innych autorów fantasy, może poza Morressym i jego czarodziejem Kedrigernem, ale to już czysta rozrywka.
Magpie – pozdrawiam serdecznie.
Szaro, ponuro, ale w kawiarni przy dobrej kawie i „Kłamczusze” jest ciepło i miło.
Pełna zgoda, Zgredzie, też najbardziej lubię opowiadania AS. Chociaż pięcioksiąg elficki także swego czasu pochłaniałem, mimo licznych zastrzeżeń. Ale ciekawe, że nigdy do niego nie wróciłem. Le Guin – oczywiście.
Magpie (wiad.pryw.)- życzę, żeby wszystko było jak najlepiej!
Dzień dobry, czy u Was też tak ciemno i szaro dzisiaj?
Wzmianki o Tolkienie, którego uwielbiam, sprawiły, że wylazłam spod regału… Każdej jesieni muszę przeczytać „Władcę pierścieni”, jestem uzależniona. Obok łóżka leży stos książek, wśród nich „Hobbit” z komentarzami (oczywiście czytany już kolejny raz). Po stronie męża leżą dwa stosiki… ;-) A co do innych pisarzy z kręgu fantastyki: Terry Pratchett to mój numer drugi. Lubię jego humor, liczne nawiązania kulturowe i sposób pisania o problemach tego świata pod maską Dysku.
Pozdrawiam, Kochani!
Ps. Dziś zapiekanka Kopciuszka, drugi raz w tym sezonie. Byłam bezwzględna i część dyń wycięłam wcześniej.
Wydaje mi się, że u niego (A.S.) najlepsze są wczesne opowiadania, zwłaszcza „Ziarno prawdy”.
Potem – wydaje mi się – następowało coraz dalej postępujące dostosowanie do oczekiwań innych odbiorców, niż ja.
Wydaje mi się też, że pisząc o fantasy trzeba wspomnieć Ursulę le Guin.
Zgredzie, jak mogłeś!
Polecam książkę Colina Durieza „Tolkien i C.S. Lewis. Historia niezwykłej przyjaźni”.
To znowu ja. Chesterko, Tolkien jest właściwie twórcą gatunku, nazwanego później fantasy, więc trudno go określać jako wyjątek, nawet szlachetny. Problem polega na tym, że od razu umieścił poprzeczkę na takiej wysokości, do której nikt potem już nie doskoczył. Niemniej, wiele dobrych powieści zostało napisanych w tej konwencji, tak pierwsze z brzegu np. „Trylogia Czarnego Maga” Trudi Canavan albo cykl „Miecz Prawdy” Terry Goodkinda, a także cykl wiedźmiński Andrzeja Sapkowskiego.
O, to dopiero trauma dla Dyni.
Krzysztofie, jakie to ładne.
A Halloween?
Miłość Johna i jego żony Edith znalazła swoje odbicie w historii Berena i Luthien, bohaterów jednej z najpiękniejszych legend, wchodzących w skład mitologii Śródziemia, zebranej w “Silmarillionie”. Na przykład scena, w której Beren ujrzał Luthien w tańcu, jest dosłownym powtórzeniem pewnego spaceru państwa Tolkienów w cienistym, jodłowym zagajniku, kiedy Edith zaczęła nagle radośnie tańczyć przed swym mężem.
“W tym okamgnieniu Beren zapomniał o wszystkim, co przecierpial, i wpadł w zachwycenie; Luthien bowiem była najpiękniejsza z Dzieci Iluvatara. Suknię miała błękitną jak pogodne niebo, lecz oczy szare jak gwiaździsty wieczór, płaszcz naszyty złotymi kwiatami, lecz włosy ciemne jak cienie o zmierzchu. Jak światło na liściach drzew, jak głos czystego strumyka, jak gwiazdy nad mgławicami świata – takie było jej dostojeństwo i uroda, a twarz jej jaśniała światłem”.
Na nagrobku państwa Tolkienów, oprócz ich imion, widnieją także imiona Berena i Luthien.
(powyższe za artykułem „Opowieść o Johnie i Edith” Jakuba Gomułki, LIST nr 6/05)
He, he.
Myślę, że można by Dyni przeczytać wiersz Leśmiana „Kopciuszek”.
Ale może będzie to dla niej zbyt traumatyczne.
Och, Zgredu, już widzę, jak trzepoczesz rzęsami!:)
Ale nie przy Jankielu.
Ja trochę znam.
Jeśli dobrze zrozumiałam w 1917 Tolkien, rok po ślubie zgłosił się na ochotnika do armii „Tolkien’s relatives were shocked when he elected not to immediately volunteer for the British Army”(). Tolkien recalled, „In those days chaps joined up, or were scorned publicly. It was a nasty cleft to be in for a young man with too much imagination and little physical courage.”Może by pomagać tym co stracili swój dom. Znajoma mi fantazja i poświęcenie w ramach solidarności. Coś jednak musi być na rzeczy.
Miał też świetną żonę, co oni wyprawiali w tym Birmingham, niesamowita z nich para.
Może ktoś zna ten angielski!
Kiedyś się zastanawiałem, czy Oscar Niemeyer, słynny architekt, nie wywodził się przypadkiem z miejscowości Niemyje Ząbki na Podlasiu.
„Noce i dnie”, oczywiście! Zarówno ksiażka jak i film. Cieszę się, że Arturianka, choć w klasie humanistycznej nie uwzględniono tej ksiażki w lekturach, sięgnęła po nia niedawna i czytała z zachwytem.
Tolkiena też baaaardzo lubię, mimo że ogólnie za literatura fantasy nie przepadam. On jest szlachetnym wyjatkiem.
Dzięki,Dziewczyny.Nie jestem zatem sama z tą miłością.:)
Asiu,film też kocham.Innej Barbary niż Jadwiga Barańska i innego Bogumiła niż Jerzy Bińczycki sobie nie wyobrażam.Niesamowite,sugestywne role.
Z filmowych adaptacji wielkiej literatury bardzo jeszcze cenię serialową wersję „Lalki”.Wokulski już na zawsze w mojej wyobraźni będzie miał twarz Jerzego Kamasa.
Całe szczęście, że się nie zdążyłam przywiązać do tej myśli, bo bym teraz była niepocieszona, a niewkluczone, że bym się nawet załamała moralnie;)
A dyni doniosę też ciasteczka anyżkowe i beziki. Niech ma. I parasol, bo zanosi się na deszcz.
Joanno, ja darzę „Noce i dnie” ową sympatią.
Najpierw zadarzyłam film a teraz książki leżą na półeczce, na widocznym miejscu:).
Joanno, „Noce i dnie” czytałam dopiero na studiach (dobre i to, skoro na listach lektur dla studentów polonistyki pozycji ubywa, przynajmniej u nas) i pamiętam głównie to, jaka byłam zdenerwowana, kiedy okazało się, że w bibliotece zostało już tylko wydanie w pięciu (szumnie zwanych, bo przecież dość cienkich) tomach, które zapełniło połowę mojego bibliotecznego konta ;)
Joanno. Miłością wielką darzę „Noce i dnie” i często do owej lektury wracam.
Zawsze chętnie posłuchamy.
Proszę bardzo. O Tolkienie i „Władcy Pierścieni” mogę długo i namiętnie :-).
O, już po zabawie, mamo Isi. („Gdyby Adam był Polakiem”- KIG)
Dziękujemy, Krzysztofie.
Aha, nazwisko Tolkien pochodzi od niemieckiego Tollkiehn, co jest starszą wersją bardziej współczesnego Tollkuhn (gwałtowny, śmiały, skłonny do brawury). Ponoć jeden z przodków wyróżniał się tymi cechami w służbie elektora saskiego, stąd przydomek, który stał się nazwiskiem.
Polskie korzenie rodziny Tolkiena to tylko legenda (Wikipedia nie jest wiarygodnym źródłem). Przodkowie Tolkiena wywodzili się z Saksonii, a przybyli do Anglii prawdopodobnie na początku XVIII wieku. Kiedy urodził się John Ronald Reuel, rodzina była już całkowicie angielska. W każdym razie Tolkien sam o sobie napisał: „Chociaż jestem Tolkienem z nazwiska, to z gustu, zdolności i wychowania jestem Suffieldem”. Córką tego rodu, pochodzącego z Worcestershire, była jego matka, Mabel, zresztą czarna owca rodziny, od kiedy stała się konwertytką. Polecam dwie biografie pisarza pióra Humphreya Carpentera oraz Daniela Grotty, jak również „Listy” Tolkiena. Natomiast o transcendentnych prawdach chrześcijaństwa obecnych w jego twórczości traktuje książka „Znaleźć Boga we Władcy Pierścieni” Kurta Brunera i Jima Ware.
Dziękuję :)
Mamo Isi, a nie zapomnij o herbatce z cytrynką i ciepłych kapciach dla DYNI.
U mnie tutaj też jest dobre miejsce, Bożenko.
Zamieszczam, nie bacząc na Twe zastrzeżenia.
Dla książek zawsze tu się miejsce znajdzie!
Nutko, merci.
Ależ owszem, DUA, jeszcze uświadczy się małe co nieco: mamy np. kilkadziesiąt tomów klasyki z „Bibljoteki Narodowej”. Ale, Sowo miła, aż takich rarytasów nie uświadczy się z pewnością:) A gdyby były, chyba nawet ostatni barbarzyńca nie ważyłby się ich zmielić, bo akurat pozycje przedwojenne są pod szczególną ochroną. Regulamin biblioteki nie pozwala takowych ani wypożyczać, ani kserować (dotyczy to wszystkich książek sprzed 1946 roku); można się nimi delektować w czytelni lub zrobić im fotkę.
Chesterko, zapamiętałam, bo pomysł spodobał mi się szalenie :)
A pytanie Sowy P. coś mi przypomniało. Jeśli Pani Małgorzata pozwoli, ten jeden raz wyjątkowo nadam tu książkowe S.O.S. :) Mam książkę-sierotę; może ktoś przygarnie? Jakiś czas temu dostałam od przyjaciela, który wie, że zaopiekuję się każdym słowem pisanym lub poszukam mu dobrego domu, „Starą baśń” Kraszewskiego (Wydawnictwo M. Arcta 1928). Wiedział, bestia, że książki przedwojenne darzę szczególną estymą… Kraszewski to nie jest tak całkiem moja bajka, a i miejsca już u mnie brak, ale wzięłam, bo tej biednej książki nikt nie chciał! I tak myślę, że to nie fair. Więc jeśli ktoś z Księgowych chciałby Kraszewskiego, czytanego blisko sto lat temu, prześlę z radością.
PS
Tylko żeby nie robić DUA i Adminkom kłopotu, można dać mi znać na adres mailowy biblioteki.
PS2
I zainspirowałyście mnie Panie, by pomyśleć o tego typu informacjach – na stronie biblioteki? Facebooku? Jeszcze nie wiem, jak to ugryzę…
DUA, właśnie przesłałam chemiczne doprecyzowania. :)
Serdecznie pozdrawiam!
Nutka
Dzień dobry:)
Szaruga za oknem ,ale” Deszcz jesienny” Staffa pięknie się z tym komponuje. Od kilku lat każdej jesieni czekam na taką pogodę,żeby go omówić. Jakoś od razu wszyscy rozumieją.A widok z okna klasy mamy piękny- na jesienny park.
Dzieci znowu piszą klasówkę (ja się już nie wygrzebię spod sterty prac do czerwca,taki los polonisty),więc na moment zaglądam tutaj i pozdrawiam jesiennie DUA i Księgowych.
I mam pytanie,które nasunęło mi się po ostatnich uwagach na temat przeze mnie również bardzo lubianej powieści Orzeszkowej(czytałam ją na wakacjach po nocach,tak mnie wciągnęła),które tutaj padły- czy jest może ktoś wśród Księgowych,kto podobną miłością darzy moje ukochane „Noce i dnie”?A DUA?
Bo ja tak strasznie żałuję,że od kilku lat już tej powieści w programach szkolnych zupełnie nie ma.Moim zdaniem to strata nieoceniona.
Dzień dobry! Katolicyzm Tolkiena to zasługa jego mamy. Wcześnie owdowiała kobieta przeszła z protestantyzmu na katolicyzm, bo odnalazła w nim prawdę. Niestety, protestancka rodzina najpierw stosowała naciski, gdy to się nie udało, odwróciła się od niej, pozostawiajac w biedzie. Kobieta umarła przedwcześnie ze zgryzoty, nie wyrzekajac się swych przekonań. Pomagał jej ksiadz, który później zaopiekował się małym synkiem.
A Skrzacik bardzo lubi się przytulać. Jak tylko będzie okazja do spotkania, to przyjedziemy z malutką się przytulać :)
A co powiesz o wiadomości, że Krzysztof Kolumb miał polskie korzenie?!
Dzień dobry! U nas wyjątkowo ponury, ciemny dzień, z zimnem i wiatrem. Miło pomyśleć, że o dwie i pół godziny drogi stąd pewien malutki Skrzacik słodko sobie śpi. Oj, przytuliłabym!
Dzięki za wiadomość o Hoffmannie, Beatuszko, pójdę sobie pooglądać obrazki.
O wszyscy święci! A ja dotychczas traktowałam rodzinne opowieści, że Tolkien jest tylko przeróbką nazwiska Tołkin i jego przodkowie po mieczu pochodzili z Polski jako miłą sercu legendę. Stąd też i jego katolicyzm! Nb.uczył się polskiego, lecz nie potrafił się nim dobrze posługiwać.
Zaraz podłożę dyni materacyk, poduszeczkę i otulę kocykiem;)
Sowo P., świetny wierszyk dyniowy!
Kris, wielkie dzięki w imieniu dyni za limeryk; nasze ulubione warzywo czuje się coraz bardziej dostojnie;)
Im dłużej słucham Konkursu Wieniawskiego, tym mniej lubię Pendereckiego. Ale poza tym nadzwyczajne to wydarzenie i sama radość!
Sowo, to wydanie „Opowieści” możesz znaleźć na Polonie. Wiem, że to nie to samo co „żywa” książka, ale zawsze. A „Tajemnicze dziecko” zostało wydane nie tak dawno temu przez Media Rodzina bodajże.
Dzień dobry, dzisiaj u nas pada, nieprzyjemna pogoda, ale za to dziecko śpi tak słodko.
A może zrobimy kiedyś galerię ksiażek z dzieciństwa, te co jeszcze gdzieś zachowaliśmy przed zagłada? Oj, to chyba byłoby w kilku odcinkach.
Musi być ładne.
Ja mam tylko „Czytelnikowskie”, wydawane w różnych latach tomy dzieł wybranych ETA, w różnych skądinąd przekładach. Co ja się nachodziłam kiedyś po antykwariatach, żeby skompletować całość! A i tak nie skompletowałam.
Chyba, Sowo, tak dawnych (1926) wydań już się w bibliotekach nie uświadczy. Ale niech Bożenka się wypowie.
DUA, Joanno, Bożeno, Ado, byłyście dla mnie takie miłe. Dziękuję! Co ja mogę napisać? Chyba tylko: „Zielono mam w głowie”. :)
Dobranoc.
PS. Też jestem ciekawa tych zdjęć od Nutki. :)
Prawda, DUA.
Bożenko, a nie macie tam przygotowanych do przemiału „Opowieści” Hoffmanna z 1926 roku (Biblioteka Groszowa, tłum. Józef Kramsztyk)? Chętnie bym się nimi zaopiekowała. Mam wprawdzie nowsze wydanie, ale nie ma w nim ani moich ulubionych ilustracji Bertalla, ani opowiadania „Tajemnicze dziecko”. Gdyby ktoś miał ten zbiór, a zamierzał go wykorzystać do Book Art(u), to chętnie dam coś innego w zamian.
Bożenko, wzruszyła mnie Twoja pamięć.
A na relację o straconych ksiażkach czekam cierpliwie.
Od piłki nożnej trzymałam się z daleka i dobrze mi z tym było, aż przyszło tegoroczne Euro i wszystko się zmieniło. Tylko po co mi to było? ;) A tak zupełnie serio, to mecze powinny kończyć się wcześniej, żebym po takich nerwowych końcówkach w ogóle mogła zasnąć.
Zewsząd wieje jesienią, a ja nie wytrzymałam i puściłam sobie piosenki świąteczne. Mogło by tak nasypać śniegu choćby na chwilkę.
:-)
Teraz też, Bożenko:).
Krzysztofie, to się cieszę! Miłego słuchania życzę miłej rodzinie!
Beatuszko (wiad.pryw.)- a pewnie, że dasz radę! Może ciężko będzie, ale warto, po stokroć warto!
Naprawdę, naprawdę :)
Wszak DUA lubi sobie czasem zakpić :)
A ja mam już bilety na koncert laureatów konkursu, odbędzie się w Filharmonii Bałtyckiej 4-go listopada. Ale dzisiaj znowu piłka, Armenię traktujemy po przyjacielsku i najwyraźniej nie chcemy sprawiać Ormianom przykrości strzelając jakiegoś gola.
Jak to dobrze, że nie jesteśmy sędziami w żadnej sprawie, co, Sowo?
Bożenko, nie jestem pewna, czy to był mój pomysł. Naprawdę?
Ale nie przywiązuj się zbytnio do niego.
Jak dobrze jest mieć smartfona, można zanurzyć się w inny świat nawet w komunikacji miejskiej dudniącej muzyką disco! Mam już pięciu pretendentów do pierwszego miejsca, w tym troje Polaków. I nie umiem wybrać komu się ono bardziej należy, najchętniej dałabym je całej piątce ex aequo.
Joanno, jest jeszcze jedno kryterium właściwego wykonania: po nim nie chce się słuchać już nic więcej przez dłuższą chwilę. Nie dlatego, żeby nie dało się zagrać lepiej, tylko dlatego, że musi wybrzmieć w nas to coś, co się obudziło w czasie jego słuchania. Rację mieli barokowi muzycy mówiąc, że nie wystarczy, by muzyka wyrażała emocje, ona musi je jeszcze poruszać.
Joanno, a jakie to jest miłe krzepić i napawać optymizmem! :)
Tak Joanno, to ten tytuł.
Czytam i popadam w ciągłe zamyślenie.
A Pani Profesor ze zdjęcia na okładce wzbudza falę czułości.
Dziękuję, DUA, adres Otz już mam. I dziękuję za tyle miłych słów!
Troszkę się spłoniłam :) I zrobiłam sobie zrzut tej „wspaniałej bibliotekarki” :)
Otz, zaraz do Ciebie piszę. Skąd wiedziałaś, że zamierzałam wsunąć do Wierzyńskiego również prywatne słówko?
A pomysł – absolutnie cudowny – na ESD w książkach był naszej Chesterki, ja tylko zastanawiałam się nad jego wariantami :)
Natomiast DUA – niechże to również przypomnę – zasugerowała motywującą do wypożyczeń modę wśród bywalców bibliotek: zakładanie książek banknotami :)
Oczywiście z niezwykłym człowiekiem. ;)Telefon doprowadza mnie do szału, a z komputerem chwilowo mam problem.
Tak, Sowo. Coś jest na rzeczy.
„Rozmowy o Biblii „tez zawdzięczam Pani,DUA .W ogóle uświadomiłam sobie, że przeczytałam większość pozycji polecanych we „Frywolitkach „i były to pasjonujące lektury.Warto podążać frywolitkowym tropem.;)
Asiu, jeśli ten wywiad to „Chodzić po wodzie”,czeka cię pasjonujące spotkanie z niezwyklimatyzacją człowiekiem. Mile lektury.
Robert Łaguniak. Wcisnął mnie w tramwajowy fotel.
Cieszę się, bo to Dobry Trop!
Tak, Wrocław pochmurny. Ale nic to, zaraz zabieram się za ciasto gruszkowe – wykorzystam ten przepis po raz pierwszy. Polecane z bitą śmietaną.
A w poczekali czekają „Rozmowy o Biblii” prof. Świderkówny i wywiad z Panią Profesor, który ukazał się w wydawnictwie „Znak”.
Biblię poznałam w dzieciństwie. Opowieści biblijne fascynowały mnie bardzo. Tylko… przekaz kładł główny nacisk na koniec świata i wzmagał poczucie winy z powodu ludzkiej niedoskonałości.
Teraz mam prawdziwą przyjemność spojrzeć na Istotę Sprawy innymi oczyma – z nadzieją, ufnością, zrozumieniem kontekstu historycznego.
Ale oczywiście na trop Pani Anny, naprowadziła DUA:)
Otz,to takie miłe, że jest taka młoda osoba, która pasjonuje się poezją.A tu jest takich jeszcze parę. Ta świadomość krzepi i napawa optymizmem. ;)
I nie tylko własne sprawy mam na myśli, rzecz jasna (podglądam czasem stronę jej biblioteki:)).
Dzięki za adres, Otz, już przekazuję Admince. Ona wyśle.
DUA, wiem, że Bożena jest wspa