Nisko upadła!…

upadla

 

Huragan to sprawił. Dumna dynia, która wspięła się była odważnie na świerk („Ty nad poziomy wylatuj!”), sięgnęła jednak bruku. A raczej, zaliczyła glebę, czyli spotkała się ze zdecydowaną reprymendą ze strony Natury. Pouczające.

Cóż, teraz przynajmniej KC Mama Isi zdoła zważyć ten okaz i na pewno poda nam dokładne liczby i wymiary, także jeśli idzie o obwód żółtego brzuszyska.

W tym tajemniczym ogrodzie jest bardzo pięknie i romantycznie, co możecie stwierdzić, zerkając na kolejne zdjęcie – pochodzi  z archiwum Mamy Isi – sprzed chyba dwóch lat? Poziomek leśnych, sadzonych kiedyś jeszcze przez Dziadka Isi, jest już na pewno dwa razy tyle!

 

poziomki

 

A teraz jeszcze uroczy drobiazg: jest to róża Pomponella, która kwitnie sobie w najlepsze u naszej KC Ann:

 

pomponella

 

Tyle wieści jesiennych!

 

Uściski od Waszej

MM

 

230 przemyśleń nt. „Nisko upadła!…

  1. Droga MM!!!
    Dopiero dzisiaj odkryłam tą stronę (szukając informacji o Pani). Nawet Pani nie wie jak się cieszę, że ją Pani stworzyła!!! Przeczytałam całą Jeżycjadę od ,,Małomówny i rodzina” (nowa część) do ,,Córka Robrojka”! Więcej części niestety nie było. Myślałam, że się załamię, ale jak się okazało, to było najlepsze co mogło mi się przytrafić. Otóż: sięgnęłam po ,,Frywolitki”! (Oczywiście nie byłabym sobą gdybym od razu nie wypożyczyła ,,Frywolitki 2″.) Są świetne!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Tym którzy ich jeszcze nie czytali baaardzo je polecam! I jeszcze jedno: jak zauważycie jakiś błąd (np. interpunkcyjny) to od razu mnie poprawiajcie!

  2. Gio! Mam Rok polski Zofii Kossak – od 10 lat chyba już stoi na półce i nie tylko stoi (ma się rozumieć). Masz rację – pięknie napisany…

  3. Właśnie czytam sobie „Świat dysku”. Tom już 16 -„Muzyka duszy”.
    Magpie mnie kiedyś do Pratchetta zachęciła. :)

  4. Też słyszałem dobre opinie o Pratchecie, ale czas nie jest z gumy, a szkoda, szkoda….
    Krótkie dni, krótkie noce.

  5. Dobry wieczór!
    Nie wiem, czy można książki Pameli L. Travers zaliczyć do fantasy (chyba tak), ja w każdym razie je ubóstwiam!
    Właściwie jako jedyne, bo ogólnie, to fantastyki nie lubię….

    Zobaczyłam dziś coś pięknego i zaskakującego. Wracając ze szkoły mijałam jak zawsze zaniedbany, maleńki ogród z drewnianą chatką w ruinie. Dziś dostrzegłam coś, czego wcześniej zupełnie nie widziałam. W samym rogu ogrodu kwitły pełne krzaki, całe naręcza maleńkich fioletowych kwiatków. Niesamowite! Dziki ogród i taki piękny, mały kawałek. Taki promyczek świeżości i słońca w tym opuszczonym miejscu.
    :)

  6. Mamo Isi, ja również bardzo lubię Pratchetta! Początkowo nie mogłam się przełamać do czytania ze względu na okładki książek, ale ostatecznie zaczęłam od „Koloru magii” w wersji do słuchania. Od tego czasu co jakiś czas wracam do Świata Dysku. :)

    A czy wiecie, Księgowi, że DUA była wspomniana w jednej z książek będącej produktem reakcji syntezy science fiction z fantasy i polskim patriotyzmem? Chyba już o tym wspominałam przed wakacjami, gdy byłam na świeżo po lekturze. :)

  7. A u nas piękny słoneczny dzień, za to baaardzo zimno. Nasze róże wreszcie się poddają, te pąki, które jeszcze mają zmarnieją przy tej temperaturze. Ciekawa jestem co z tą różą KC Ann?
    Mamo Isi. Marzy mi się dodatkowe zdjęcie naszej ulubionej dyni, takie z czapeczką, szaliczkiem, kubkiem z gorącą herbatką obok, książką z wiadomym wierszem itp. Co Ty na to?
    Pozdrawiam serdecznie wszystkich zasłuchanych, zaczytanych i tak jak ja pracujących

  8. „Inklingów” nie mam, ale zaraz będę miał, właśnie kupiłem na allegro. Przy okazji dowiedziałem się, że Carpenter napisał też biografię Jezusa – Sowo, wiesz coś na ten temat?

  9. Chłopczyna wrócił do domu i powiedział, że było dobrze. Zobaczymy, zobaczymy.
    Też się cieszę smakowitą lekturą „Córek niczyich”, a dzisiaj zajrzałam na stronę wydawnictwa i widzę, że nie ustaje ono w wysiłkach i już jest dostępna kolejna książka „Armadale”. Lubię ich za to (tych ludzi pracujących w wydawnictwie). Może to jeszcze nie koniec? Cieszę się.
    Mama serdecznie dziękuję za pozdrowienia :-)

  10. Anna Malesza przed chwilą też była niesamowita. Ja jeszcze nie mam ustalone komu kibicuję najbardziej. Kibicowałam 14 osobom i wszystkie weszły do drugiego etapu, w tym wszyscy typowani przeze mnie Polacy. Bardzo się cieszę! Z tej czternastki chwilowo (po pierwszym etapie) dałabym pierwsze miejsce połowie.

    Mamo Isi, „La follia” nie podoba Ci się dlatego, że za mało osób ją grało. Gdybyś wysłuchała jej czterdzieści razy, już byś ją kochała. ;) A dla dyni, zamiast piernatów polecam małą szklarnię. Będzie można ją lepiej obserwować.

    O Hoffmannie na polonie oczywiście wiem, tam go czytałam. Nowe wydania też sobie zamówiłam, ze względu na tłumaczkę – chce sobie zrobić analizę porównawczą z Kramsztykiem. Jeszcze nie wiem, czy polubię nowe ilustracje, ale dostrzegam w nich ducha Bertalla. Bardzo mi żal, że kochana przeze mnie wersja z Szancerem okazała się marną adaptacją Kramsztyka, w dodatku wygładzoną i ocenzurowaną! Ech, co za życie, nie można mieć ideału…

    KrzysztOfie, a „Inklingów” Carpentera masz? Też bardzo lubię Tolkiena i Carpentera. Co do A.S., podzielam Twoją opinię.

    Oj, kolejna Polka, idę słuchać.

  11. Jeszcze po namyśle mała autokorekta: jednak najbardziej kibicuję innej reprezentantce Polski, Celinie Kotz.
    Właśnie wysłuchałam sonaty Beethovena w jej wykonaniu: no, potęga!
    Jest moc w Celinie Kotz!

  12. Dziękuję, miła Casciolino!
    Dzięki, Gio!

    Co do fragmentów lektur bieżących: właśnie był u mnie kurier z zamówionymi książkami. Otwieram gruby, apetyczny tom o czarno-różowej okładce (stylowej!): Wilkie Collins, „Córki niczyje” (pierwsze polskie wydanie).
    I cóż widzę na pierwszy rzut oka?

    „Jako druga zeszła na dół pomoc domowa – wysoka, szczupła i ze stanem wiosennej temperatury malującym się czerwono na jej nosie. Po niej pojawiła się pokojówka – młoda, pulchna i sprawiająca wrażenie schludnej, choć zaspana. Następna była podkuchenna, która chorowała na nerwoból twarzy i nie czyniła ze swego cierpienia żadnej tajemnicy. Na końcu ukazał się lokaj – ziewający ponuro i stanowiący żywy obraz człowieka przekonanego o tym, że został okradziony z należącego mu się nocnego odpoczynku”.

    Och, sam smak! „Ziewający ponuro”!
    Przypomnijmy: czasy Dickensa. Przepadam za tymi charakterystykami, za tym poczuciem humoru i za mistrzowskim wydobywaniem szczegółów!

  13. Bożeno, pamiętam ten numer (byłem prenumeratorem „Fantastyki”) i to opowiadanie, niezwykłe wtedy wywarło wrażenie i wywołało późniejsze dyskusje, łącznie z rozważaniami, dokąd można mówić o inspiracji, a gdzie zaczyna się plagiat, bo i takie posądzenia były.

  14. Cztery lata temu pisałam: „McDusia jest cudowna! najlepsza terapia na jesienną bylejakość.” Podtrzymuje, jesienią Jeżycjada ratuje mój dobry humor.

    Dzisiaj zmarł Dario Fo, włoski mistrz literatury i teatru. Wielcy odchodzą.

  15. Dzień dobry! W stolicy słońce. Gdyby się dało, podesłałabym Wam trochę. A że nie za bardzo się da, to podzielę się chociaż moim wczorajszym odkryciem. W celach roboczych musiałam sprawdzić kilka źródeł bibliotecznych. Jednym z nich był „Rok polski” Zofii Kossak. Jaka to piękna książka! Nie miałam czasu podelektować się nią dłużej, ale skopiowałam – z myślą także o KG :-) – fragmenty rozdziału poświęconego październikowi. Rozdział zatytułowany jest „Róże wśród mgieł”. Przytaczam kawałeczek:

    „Conocne mgły o świtaniu zmieniają się w rosę, którą chłód ścina, że rankiem łęgi zdają się być usiane perłami. (…) Wicher strząsa liście. Bure obłoki kapią dżdżem. Nagie gałęzie rysują czarny wzór na niskim pułapie nieba. (…) Przeciwstawiając nadzieję smutkowi sączącemu się nieznośnie z tej jesiennej pory, Kościół opasał październik łańcuchem różańca, albowiem różaniec to radość. Liście opadną i sczezną. Woń róż Maryjnych jest wieczna”.

  16. Nasi w drugim etapie Konkursu Wieniawskiego: Anna Malesza, Maja Syrnicka, Amelia Maszońska, Celina Kotz, Robert Łaguniak i Maria Włoszczowska!
    Ho, ho!

    Przypomnijmy, że to Robert Łaguniak wcisnął Sowę w fotel. W tramwaju.
    Ja z kolei kibicuję Amelii, ale właściwie też całej polskiej ekipie.

  17. Sapkowskiego uwielbiam. I Tolkiena. I Ursulę! I niech tam, pochwalę się! Że mam dowody :) Niedługo ukaże się w jednym z czasopism bibliotekarskich konkurs czytelniczy, który przygotowałam w tegoroczne wakacje („Ostatnie życzenie wiedźmina” – tak, Zgredzie, opowiadania są świetne), a rok temu organizowałam konkurs „Wędrówka pewnego Hobbita” . To taki mój lekki i przyjemny sposób na wsparcie polonistów i bibliotekarzy szkolnych (może ktoś z KG wykorzysta) i popularyzowanie wśród młodzieży literatury, którą lubię i cenię. Pani MM też dałam dowody :)
    Kto nie zna – polecam album, który wybrałam na pierwszą nagrodę w Tolkienowskim konkursie. „Hobbit w malarstwie i grafice J.R.R. Tolkiena” (Wayne G. Hammond i Christina Scull, Wydawnictwo Amber, Warszawa 2012).
    Piękne.
    A w przypadku Ursuli Le Guin od lat nie mogę zdecydować się, czy na pierwszym miejscu jest u mnie „Czarnoksiężnik z Archipelagu”, czy „Lewa ręka ciemności”. Obie powieści podsuwam naszym czytelnikom, tę drugą nawet skromnie rekomenduję w „Lekturach na wakacje”. Obyż młodzież więcej czytała! (Obecnej tu młodzieży westchnienie bibliotekarza oczywiście nie dotyczy).
    PS
    Niedawno kupiłam sobie na Allegro „Fantastykę” z grudnia 1986 roku, w której ukazało się pierwsze opowiadanie Sapkowskiego. Tak sobie uczciłam zbliżającą się „trzydziestkę” debiutu pisarza.

  18. Dzień dobry!
    U nas tak samo, ciemno i ponuro… człowiek tylko leżałby i spał…
    Ale niektórzy musieli pomknąć do szkoły mimo lekkiego przeziębienia (sprawdzian z matematyki!).

  19. Zgredzie, jak mogłeś! Byłam przekonana, że Niemeyer właśnie z tych Niemyjek…
    Ale tak sobie myślę, że przynajmniej Pratchett pochodzi z Praczy Odrzańskich;)

  20. I trzeba wspomnieć Davida Eddingsa – Księgi Tamuli, Belgariada, Malloreon. Takiej dozy dobrego humoru próżno szukać u innych autorów fantasy, może poza Morressym i jego czarodziejem Kedrigernem, ale to już czysta rozrywka.
    Magpie – pozdrawiam serdecznie.

  21. Pełna zgoda, Zgredzie, też najbardziej lubię opowiadania AS. Chociaż pięcioksiąg elficki także swego czasu pochłaniałem, mimo licznych zastrzeżeń. Ale ciekawe, że nigdy do niego nie wróciłem. Le Guin – oczywiście.

  22. Magpie (wiad.pryw.)- życzę, żeby wszystko było jak najlepiej!

    Dzień dobry, czy u Was też tak ciemno i szaro dzisiaj?

  23. Wzmianki o Tolkienie, którego uwielbiam, sprawiły, że wylazłam spod regału… Każdej jesieni muszę przeczytać „Władcę pierścieni”, jestem uzależniona. Obok łóżka leży stos książek, wśród nich „Hobbit” z komentarzami (oczywiście czytany już kolejny raz). Po stronie męża leżą dwa stosiki… ;-) A co do innych pisarzy z kręgu fantastyki: Terry Pratchett to mój numer drugi. Lubię jego humor, liczne nawiązania kulturowe i sposób pisania o problemach tego świata pod maską Dysku.

    Pozdrawiam, Kochani!

    Ps. Dziś zapiekanka Kopciuszka, drugi raz w tym sezonie. Byłam bezwzględna i część dyń wycięłam wcześniej.

  24. Wydaje mi się, że u niego (A.S.) najlepsze są wczesne opowiadania, zwłaszcza „Ziarno prawdy”.
    Potem – wydaje mi się – następowało coraz dalej postępujące dostosowanie do oczekiwań innych odbiorców, niż ja.
    Wydaje mi się też, że pisząc o fantasy trzeba wspomnieć Ursulę le Guin.

  25. Zgredzie, jak mogłeś!

    Polecam książkę Colina Durieza „Tolkien i C.S. Lewis. Historia niezwykłej przyjaźni”.

  26. To znowu ja. Chesterko, Tolkien jest właściwie twórcą gatunku, nazwanego później fantasy, więc trudno go określać jako wyjątek, nawet szlachetny. Problem polega na tym, że od razu umieścił poprzeczkę na takiej wysokości, do której nikt potem już nie doskoczył. Niemniej, wiele dobrych powieści zostało napisanych w tej konwencji, tak pierwsze z brzegu np. „Trylogia Czarnego Maga” Trudi Canavan albo cykl „Miecz Prawdy” Terry Goodkinda, a także cykl wiedźmiński Andrzeja Sapkowskiego.

  27. Miłość Johna i jego żony Edith znalazła swoje odbicie w historii Berena i Luthien, bohaterów jednej z najpiękniejszych legend, wchodzących w skład mitologii Śródziemia, zebranej w “Silmarillionie”. Na przykład scena, w której Beren ujrzał Luthien w tańcu, jest dosłownym powtórzeniem pewnego spaceru państwa Tolkienów w cienistym, jodłowym zagajniku, kiedy Edith zaczęła nagle radośnie tańczyć przed swym mężem.
    “W tym okamgnieniu Beren zapomniał o wszystkim, co przecierpial, i wpadł w zachwycenie; Luthien bowiem była najpiękniejsza z Dzieci Iluvatara. Suknię miała błękitną jak pogodne niebo, lecz oczy szare jak gwiaździsty wieczór, płaszcz naszyty złotymi kwiatami, lecz włosy ciemne jak cienie o zmierzchu. Jak światło na liściach drzew, jak głos czystego strumyka, jak gwiazdy nad mgławicami świata – takie było jej dostojeństwo i uroda, a twarz jej jaśniała światłem”.
    Na nagrobku państwa Tolkienów, oprócz ich imion, widnieją także imiona Berena i Luthien.

    (powyższe za artykułem „Opowieść o Johnie i Edith” Jakuba Gomułki, LIST nr 6/05)

  28. Myślę, że można by Dyni przeczytać wiersz Leśmiana „Kopciuszek”.
    Ale może będzie to dla niej zbyt traumatyczne.

  29. Jeśli dobrze zrozumiałam w 1917 Tolkien, rok po ślubie zgłosił się na ochotnika do armii „Tolkien’s relatives were shocked when he elected not to immediately volunteer for the British Army”(). Tolkien recalled, „In those days chaps joined up, or were scorned publicly. It was a nasty cleft to be in for a young man with too much imagination and little physical courage.”Może by pomagać tym co stracili swój dom. Znajoma mi fantazja i poświęcenie w ramach solidarności. Coś jednak musi być na rzeczy.
    Miał też świetną żonę, co oni wyprawiali w tym Birmingham, niesamowita z nich para.
    Może ktoś zna ten angielski!

  30. Kiedyś się zastanawiałem, czy Oscar Niemeyer, słynny architekt, nie wywodził się przypadkiem z miejscowości Niemyje Ząbki na Podlasiu.

  31. „Noce i dnie”, oczywiście! Zarówno ksiażka jak i film. Cieszę się, że Arturianka, choć w klasie humanistycznej nie uwzględniono tej ksiażki w lekturach, sięgnęła po nia niedawna i czytała z zachwytem.
    Tolkiena też baaaardzo lubię, mimo że ogólnie za literatura fantasy nie przepadam. On jest szlachetnym wyjatkiem.

  32. Dzięki,Dziewczyny.Nie jestem zatem sama z tą miłością.:)

    Asiu,film też kocham.Innej Barbary niż Jadwiga Barańska i innego Bogumiła niż Jerzy Bińczycki sobie nie wyobrażam.Niesamowite,sugestywne role.
    Z filmowych adaptacji wielkiej literatury bardzo jeszcze cenię serialową wersję „Lalki”.Wokulski już na zawsze w mojej wyobraźni będzie miał twarz Jerzego Kamasa.

  33. Całe szczęście, że się nie zdążyłam przywiązać do tej myśli, bo bym teraz była niepocieszona, a niewkluczone, że bym się nawet załamała moralnie;)

    A dyni doniosę też ciasteczka anyżkowe i beziki. Niech ma. I parasol, bo zanosi się na deszcz.

  34. Joanno, ja darzę „Noce i dnie” ową sympatią.
    Najpierw zadarzyłam film a teraz książki leżą na półeczce, na widocznym miejscu:).

  35. Joanno, „Noce i dnie” czytałam dopiero na studiach (dobre i to, skoro na listach lektur dla studentów polonistyki pozycji ubywa, przynajmniej u nas) i pamiętam głównie to, jaka byłam zdenerwowana, kiedy okazało się, że w bibliotece zostało już tylko wydanie w pięciu (szumnie zwanych, bo przecież dość cienkich) tomach, które zapełniło połowę mojego bibliotecznego konta ;)

  36. Aha, nazwisko Tolkien pochodzi od niemieckiego Tollkiehn, co jest starszą wersją bardziej współczesnego Tollkuhn (gwałtowny, śmiały, skłonny do brawury). Ponoć jeden z przodków wyróżniał się tymi cechami w służbie elektora saskiego, stąd przydomek, który stał się nazwiskiem.

  37. Polskie korzenie rodziny Tolkiena to tylko legenda (Wikipedia nie jest wiarygodnym źródłem). Przodkowie Tolkiena wywodzili się z Saksonii, a przybyli do Anglii prawdopodobnie na początku XVIII wieku. Kiedy urodził się John Ronald Reuel, rodzina była już całkowicie angielska. W każdym razie Tolkien sam o sobie napisał: „Chociaż jestem Tolkienem z nazwiska, to z gustu, zdolności i wychowania jestem Suffieldem”. Córką tego rodu, pochodzącego z Worcestershire, była jego matka, Mabel, zresztą czarna owca rodziny, od kiedy stała się konwertytką. Polecam dwie biografie pisarza pióra Humphreya Carpentera oraz Daniela Grotty, jak również „Listy” Tolkiena. Natomiast o transcendentnych prawdach chrześcijaństwa obecnych w jego twórczości traktuje książka „Znaleźć Boga we Władcy Pierścieni” Kurta Brunera i Jima Ware.

  38. U mnie tutaj też jest dobre miejsce, Bożenko.
    Zamieszczam, nie bacząc na Twe zastrzeżenia.
    Dla książek zawsze tu się miejsce znajdzie!

    Nutko, merci.

  39. Ależ owszem, DUA, jeszcze uświadczy się małe co nieco: mamy np. kilkadziesiąt tomów klasyki z „Bibljoteki Narodowej”. Ale, Sowo miła, aż takich rarytasów nie uświadczy się z pewnością:) A gdyby były, chyba nawet ostatni barbarzyńca nie ważyłby się ich zmielić, bo akurat pozycje przedwojenne są pod szczególną ochroną. Regulamin biblioteki nie pozwala takowych ani wypożyczać, ani kserować (dotyczy to wszystkich książek sprzed 1946 roku); można się nimi delektować w czytelni lub zrobić im fotkę.

    Chesterko, zapamiętałam, bo pomysł spodobał mi się szalenie :)

    A pytanie Sowy P. coś mi przypomniało. Jeśli Pani Małgorzata pozwoli, ten jeden raz wyjątkowo nadam tu książkowe S.O.S. :) Mam książkę-sierotę; może ktoś przygarnie? Jakiś czas temu dostałam od przyjaciela, który wie, że zaopiekuję się każdym słowem pisanym lub poszukam mu dobrego domu, „Starą baśń” Kraszewskiego (Wydawnictwo M. Arcta 1928). Wiedział, bestia, że książki przedwojenne darzę szczególną estymą… Kraszewski to nie jest tak całkiem moja bajka, a i miejsca już u mnie brak, ale wzięłam, bo tej biednej książki nikt nie chciał! I tak myślę, że to nie fair. Więc jeśli ktoś z Księgowych chciałby Kraszewskiego, czytanego blisko sto lat temu, prześlę z radością.
    PS
    Tylko żeby nie robić DUA i Adminkom kłopotu, można dać mi znać na adres mailowy biblioteki.
    PS2
    I zainspirowałyście mnie Panie, by pomyśleć o tego typu informacjach – na stronie biblioteki? Facebooku? Jeszcze nie wiem, jak to ugryzę…

  40. Dzień dobry:)
    Szaruga za oknem ,ale” Deszcz jesienny” Staffa pięknie się z tym komponuje. Od kilku lat każdej jesieni czekam na taką pogodę,żeby go omówić. Jakoś od razu wszyscy rozumieją.A widok z okna klasy mamy piękny- na jesienny park.
    Dzieci znowu piszą klasówkę (ja się już nie wygrzebię spod sterty prac do czerwca,taki los polonisty),więc na moment zaglądam tutaj i pozdrawiam jesiennie DUA i Księgowych.
    I mam pytanie,które nasunęło mi się po ostatnich uwagach na temat przeze mnie również bardzo lubianej powieści Orzeszkowej(czytałam ją na wakacjach po nocach,tak mnie wciągnęła),które tutaj padły- czy jest może ktoś wśród Księgowych,kto podobną miłością darzy moje ukochane „Noce i dnie”?A DUA?
    Bo ja tak strasznie żałuję,że od kilku lat już tej powieści w programach szkolnych zupełnie nie ma.Moim zdaniem to strata nieoceniona.

  41. Dzień dobry! Katolicyzm Tolkiena to zasługa jego mamy. Wcześnie owdowiała kobieta przeszła z protestantyzmu na katolicyzm, bo odnalazła w nim prawdę. Niestety, protestancka rodzina najpierw stosowała naciski, gdy to się nie udało, odwróciła się od niej, pozostawiajac w biedzie. Kobieta umarła przedwcześnie ze zgryzoty, nie wyrzekajac się swych przekonań. Pomagał jej ksiadz, który później zaopiekował się małym synkiem.

  42. A Skrzacik bardzo lubi się przytulać. Jak tylko będzie okazja do spotkania, to przyjedziemy z malutką się przytulać :)

  43. A co powiesz o wiadomości, że Krzysztof Kolumb miał polskie korzenie?!

    Dzień dobry! U nas wyjątkowo ponury, ciemny dzień, z zimnem i wiatrem. Miło pomyśleć, że o dwie i pół godziny drogi stąd pewien malutki Skrzacik słodko sobie śpi. Oj, przytuliłabym!
    Dzięki za wiadomość o Hoffmannie, Beatuszko, pójdę sobie pooglądać obrazki.

  44. O wszyscy święci! A ja dotychczas traktowałam rodzinne opowieści, że Tolkien jest tylko przeróbką nazwiska Tołkin i jego przodkowie po mieczu pochodzili z Polski jako miłą sercu legendę. Stąd też i jego katolicyzm! Nb.uczył się polskiego, lecz nie potrafił się nim dobrze posługiwać.

    Zaraz podłożę dyni materacyk, poduszeczkę i otulę kocykiem;)

    Sowo P., świetny wierszyk dyniowy!
    Kris, wielkie dzięki w imieniu dyni za limeryk; nasze ulubione warzywo czuje się coraz bardziej dostojnie;)

    Im dłużej słucham Konkursu Wieniawskiego, tym mniej lubię Pendereckiego. Ale poza tym nadzwyczajne to wydarzenie i sama radość!

  45. Sowo, to wydanie „Opowieści” możesz znaleźć na Polonie. Wiem, że to nie to samo co „żywa” książka, ale zawsze. A „Tajemnicze dziecko” zostało wydane nie tak dawno temu przez Media Rodzina bodajże.

    Dzień dobry, dzisiaj u nas pada, nieprzyjemna pogoda, ale za to dziecko śpi tak słodko.

  46. A może zrobimy kiedyś galerię ksiażek z dzieciństwa, te co jeszcze gdzieś zachowaliśmy przed zagłada? Oj, to chyba byłoby w kilku odcinkach.

  47. Musi być ładne.
    Ja mam tylko „Czytelnikowskie”, wydawane w różnych latach tomy dzieł wybranych ETA, w różnych skądinąd przekładach. Co ja się nachodziłam kiedyś po antykwariatach, żeby skompletować całość! A i tak nie skompletowałam.

    Chyba, Sowo, tak dawnych (1926) wydań już się w bibliotekach nie uświadczy. Ale niech Bożenka się wypowie.

  48. DUA, Joanno, Bożeno, Ado, byłyście dla mnie takie miłe. Dziękuję! Co ja mogę napisać? Chyba tylko: „Zielono mam w głowie”. :)
    Dobranoc.

    PS. Też jestem ciekawa tych zdjęć od Nutki. :)

  49. Prawda, DUA.

    Bożenko, a nie macie tam przygotowanych do przemiału „Opowieści” Hoffmanna z 1926 roku (Biblioteka Groszowa, tłum. Józef Kramsztyk)? Chętnie bym się nimi zaopiekowała. Mam wprawdzie nowsze wydanie, ale nie ma w nim ani moich ulubionych ilustracji Bertalla, ani opowiadania „Tajemnicze dziecko”. Gdyby ktoś miał ten zbiór, a zamierzał go wykorzystać do Book Art(u), to chętnie dam coś innego w zamian.

  50. Od piłki nożnej trzymałam się z daleka i dobrze mi z tym było, aż przyszło tegoroczne Euro i wszystko się zmieniło. Tylko po co mi to było? ;) A tak zupełnie serio, to mecze powinny kończyć się wcześniej, żebym po takich nerwowych końcówkach w ogóle mogła zasnąć.

  51. Zewsząd wieje jesienią, a ja nie wytrzymałam i puściłam sobie piosenki świąteczne. Mogło by tak nasypać śniegu choćby na chwilkę.

  52. Teraz też, Bożenko:).
    Krzysztofie, to się cieszę! Miłego słuchania życzę miłej rodzinie!

    Beatuszko (wiad.pryw.)- a pewnie, że dasz radę! Może ciężko będzie, ale warto, po stokroć warto!

  53. A ja mam już bilety na koncert laureatów konkursu, odbędzie się w Filharmonii Bałtyckiej 4-go listopada. Ale dzisiaj znowu piłka, Armenię traktujemy po przyjacielsku i najwyraźniej nie chcemy sprawiać Ormianom przykrości strzelając jakiegoś gola.

  54. Jak to dobrze, że nie jesteśmy sędziami w żadnej sprawie, co, Sowo?

    Bożenko, nie jestem pewna, czy to był mój pomysł. Naprawdę?
    Ale nie przywiązuj się zbytnio do niego.

  55. Jak dobrze jest mieć smartfona, można zanurzyć się w inny świat nawet w komunikacji miejskiej dudniącej muzyką disco! Mam już pięciu pretendentów do pierwszego miejsca, w tym troje Polaków. I nie umiem wybrać komu się ono bardziej należy, najchętniej dałabym je całej piątce ex aequo.
    Joanno, jest jeszcze jedno kryterium właściwego wykonania: po nim nie chce się słuchać już nic więcej przez dłuższą chwilę. Nie dlatego, żeby nie dało się zagrać lepiej, tylko dlatego, że musi wybrzmieć w nas to coś, co się obudziło w czasie jego słuchania. Rację mieli barokowi muzycy mówiąc, że nie wystarczy, by muzyka wyrażała emocje, ona musi je jeszcze poruszać.

  56. Tak Joanno, to ten tytuł.
    Czytam i popadam w ciągłe zamyślenie.

    A Pani Profesor ze zdjęcia na okładce wzbudza falę czułości.

  57. Dziękuję, DUA, adres Otz już mam. I dziękuję za tyle miłych słów!
    Troszkę się spłoniłam :) I zrobiłam sobie zrzut tej „wspaniałej bibliotekarki” :)

    Otz, zaraz do Ciebie piszę. Skąd wiedziałaś, że zamierzałam wsunąć do Wierzyńskiego również prywatne słówko?
    A pomysł – absolutnie cudowny – na ESD w książkach był naszej Chesterki, ja tylko zastanawiałam się nad jego wariantami :)
    Natomiast DUA – niechże to również przypomnę – zasugerowała motywującą do wypożyczeń modę wśród bywalców bibliotek: zakładanie książek banknotami :)

  58. „Rozmowy o Biblii „tez zawdzięczam Pani,DUA .W ogóle uświadomiłam sobie, że przeczytałam większość pozycji polecanych we „Frywolitkach „i były to pasjonujące lektury.Warto podążać frywolitkowym tropem.;)
    Asiu, jeśli ten wywiad to „Chodzić po wodzie”,czeka cię pasjonujące spotkanie z niezwyklimatyzacją człowiekiem. Mile lektury.

  59. Tak, Wrocław pochmurny. Ale nic to, zaraz zabieram się za ciasto gruszkowe – wykorzystam ten przepis po raz pierwszy. Polecane z bitą śmietaną.

    A w poczekali czekają „Rozmowy o Biblii” prof. Świderkówny i wywiad z Panią Profesor, który ukazał się w wydawnictwie „Znak”.

    Biblię poznałam w dzieciństwie. Opowieści biblijne fascynowały mnie bardzo. Tylko… przekaz kładł główny nacisk na koniec świata i wzmagał poczucie winy z powodu ludzkiej niedoskonałości.
    Teraz mam prawdziwą przyjemność spojrzeć na Istotę Sprawy innymi oczyma – z nadzieją, ufnością, zrozumieniem kontekstu historycznego.
    Ale oczywiście na trop Pani Anny, naprowadziła DUA:)

  60. Otz,to takie miłe, że jest taka młoda osoba, która pasjonuje się poezją.A tu jest takich jeszcze parę. Ta świadomość krzepi i napawa optymizmem. ;)

  61. I nie tylko własne sprawy mam na myśli, rzecz jasna (podglądam czasem stronę jej biblioteki:)).
    Dzięki za adres, Otz, już przekazuję Admince. Ona wyśle.

  62. Bożeno, jestem wzruszona i wdzięczna! Pamiętasz swój pomysł na ESD w książkach? Poproszę o coś takiego. :)

    Joanno, dziękuję. To takie miłe, uświadomić sobie, że gdy ktoś myśli o Wierzyńskim, myśli też o mnie. :)

  63. Dzień dobry!
    Krążę ostatnio wokół Tolkiena. Uświadomiłam sobie, że gdyby krasnoludy nie gromadziły tylu bogactw to smok by się nie zainteresował i ich nie napadł. Kim jest naprawdę tan smok? Zastanawiające.
    Jeszcze taka rzecz, że wyprawa Bilba, czy czarodzieja nie miałaby sensu gdyby nie wyruszyła na nią gromada. W pojedynkę chyba by się nie powiodła.
    Muszę doczytać, bo w filmie to taka gromada jakby dziwaków.
    W Wikipedii przeczytałam, że Tolkien mógł pochodzić z miejscowości „(now in Poland and known as Tołkiny)”. Może trzeba by było tam kupić działkę.
    Fajnie by było, gdyby tak wszyscy Wielcy pochodzili z Polski!

  64. Bożenko droga, a cóż za przemiły gest!
    Chyba najlepiej będzie, jeśli Otz wpisze tutaj, jako wiadomość prywatną, swój adres mailowy, a ja go przekażę Tobie do biblioteki, prawda?
    Bo Bożenka nasza jest wspaniałą bibliotekarką na Śląsku, Otz.

  65. Są wspaniałe, Nutko!
    Mam liczne skojarzenia z malarstwem, np. kubistycznym. Albo – z gobelinami.
    Dziękuję bardzo i z przyjemnością je pokażę!

  66. To jak dziękuję, DUA, że mogłam podesłać te zdjęcia. Dziś jestem cały dzień w laboratorium, więc albo w wolnej chwili albo dopiero jutro podeślę mejla z dokładnymi nazwami związków, zgodnie z prośbą P.T. Zgreda.

  67. Uśmiechnięte dzień dobry, DUA. Ileż tu – dzięki Pani – Wierzyńskiego :)

    Chętnie oddam książkę w dobre ręce. Otz, jeśli chcesz, czekają już na Ciebie „Poezje” Kazimierza Wierzyńskiego. Wybór Michała Sprusińskiego, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1975. Mam je na w pracy biurku, pod ręką, bo często do nich zaglądam! Ale w domu jest wszak egzemplarz drugi :)
    Jeśli DUA pozwoli, pożegnam się tu z tomikiem, przytaczając wiersz, do którego jakoś wracałam ostatnio:

    Kazimierz Wierzyński

    Rozmowa w bibliotece

    Weź mnie stąd, z górnej półki, zza szkła biblioteki,
    Wyjmij z opraw skórzanych i wyprowadź z ksiąg.
    Chcę wrócić, jak emigrant, z podróży dalekiej,
    Z papieru, z martwych liter, żywy, do twych rąk.

    Zawołaj mnie po prostu, imię moje wymów,
    Gorącym głosem roztrąć szkielety mych słów,
    Wyprowadź mnie z tych książek, uwolnij mnie z rymów
    I z potrzasku oswobódź zatrzaśniętych strof.

    Chcę iść ulicą nocną pod dawne twe okno,
    Gdzie ongi przez rolety twój wzywał mnie cień,
    Raz jeszcze być samotny tą nocą samotną
    I jeszcze raz szczęśliwy obudzić się w dzień.

    Nie umieć nazwać oczu twych ani postaci,
    Ani smutku wysłowić w zawiłości zdań,
    Naprawdę czuć, że jeśli się ciebie utraci
    Rozpacz słów nie wykrztusi przez ściśniętą krtań.

    Naprawdę wrócić w ciemność, przez którą ogromem
    powietrze ślepych natchnień, jak huragan, szło.
    O szczęście, uderz we mnie wielkiem niewiadomem,
    Zniszcz książki bezrozumne, rozbij zimne szkło!

  68. Jeśli DUA pozwoli,chciałabym tu zamieścić jeden z moich ulubionych wierszy Wierzyńskiego – przepełnione tęsknotą i jesienną nostalgią „Dzikie gęsi” z tomu „Korzec maku”.
    Ze szczególną dedykacją dla Otz.:)

    Nie widzę tych gęsi, ale je słyszę
    Jak jęczą.
    Gdybym mieszkał w powietrzu
    Wyszedłbym teraz na ganek
    I głaskał ich sznur za poręczą.

    Może by nawet przysiadły
    I zjadły coś, i napiły się wody,
    Zmęczone taka podróżą
    Do ciepłych krajów
    Ptaki – korowody.

    I może dałbym im list
    I powiedział: proszę, zanieście
    Tych parę słów
    do trzeciego domu
    Na szóstej ulicy,
    W dwunastym mieście.

    Tam jest wieża, a w wieży zamknięta
    Mieszka młodość,która pamięta
    Moją miłość na świat rozpostartą.

    Ale ptaki oczami zimnemi
    Powiedziałyby: cóż ci po ziemi,
    Ominąłeś ją z nami.Nie warto.

  69. Wszyscy wiedzą, że cudowne zwierzę w skoku to królik, a nie popołudniowy jeleń.
    Całusy na dzień dobry z zachmurzonego Wrocławia :-)

  70. Cieszę się, że się podobamy! Pomyślałam, że skoro dobrze jest znać twarz MM i z zainteresowaniem wgapiać się w aktualne oblicza jej i rodziny, to może i Dua czasami by chętnie zamieniła szary kontur na kolorową fotografię.
    Tak, to zielone szkliwo idealnie pasuje do tego żółwia, a ciemnobrązowe do dinozaura. To akurat są dwaj koledzy (już trochę obtłuczeni), którzy wędrują przez świat i mają ciekawe przygody. Nie myślałam, że dzieci umieją bawić się ceramicznymi figurkami, myślałam, że tylko plastykowymi.Te gliniane mają swój urok, jak muszle i to chyba dzieci pociąga, lubią ładne przedmioty w rączce. Pamiętam , że kiedyś było mnóstwo takich zwierzaczków na Jarmarku Dominikańskim, były też powyginane wazony z butelek i chropowate, powyginane ceramiczne naczynia. Nie zbierałam, bo to wydawało mi się tak naturalne i myślałam, że nigdy nie zaginą. A tu się okazuje, że taka produkcja się nie opłaca. W tym roku widziałam jedno stoisko z szklanymi figurkami, pewnie ktoś wyprzedawał resztki. Były przepiękne, ale drogie. W przyszłym roku może się uda, bo taka jedna figurka w domu jest jak promyk słońca. Może sami zajmiemy się rzemiosłem, choć to się oczywiście „nie opłaca” i nie ma czasu itd.

  71. KrzysztOfie, od tego się zaczyna.
    Joanno, trafiłaś w sedno. Solidna technika jest niezbędna, ale sama nie wystarczy. Właściwe wykonanie to takie, którego chce się słuchać bez końca, które przykuwa do fotela i wyciska łzy wzruszenia. Serce to wyczuje.

  72. Mam prośbę do Nutki.
    Czy te zdjęcia ciekłych kryształów mogłyby być choć trochę podpisane?
    O ile oczywiście nie jest to tajemnica biznesowa.
    Tak, jak róże bywają podpisane nazwą odmiany, poprosiłbym o nazwę chemiczną, jeżeli można.
    Choć cokolwieczek.
    To dlatego, że miałem być chemikiem, ale mi nie wyszło ;-)

  73. Jak zwykle dotrę na skraje Internetu, a na allegro nie zajrzę. :)

    Jesienna Ado, dziękuję, ściskam Cię serdecznie! :)

  74. Sowo, dziękuję za namiar, „Membra Jesu nostri” posłuchałem wczoraj do poduszki. Buxtenhude jakoś porusza we mnie właściwe struny, a nie znałem go wcześniej.
    Hm, zabrzmiało to, jakbym w ogólności to znał kompozytorów na pęczki, a tak nie jest, całkowity ze mnie laik w tej dziedzinie, muzykę przyjmuję na zasadzie podoba mi się – nie podoba mi się. Li i jedynie.

  75. Jelenica konieczna jako rym do księżyca. Ale tu poetycka nieścisłość: jelenica nie jest żoną jelenia tylko jego pasożytem (strzyżak jelenica). Jeśli urodzi(?) jeleniątka to jeleń na pewno nie będzie zachwycony.

  76. A oto jesienny wiersz na dobranoc

    dla naszej smutnej Otz:

    Kazimierz Wierzyński

    JELEŃ

    Na tych porębach, w leśnej sieni,
    Żyjemy mgłą zaczarowaną,
    Jagody, zioła, źdźbła jęczmieni
    Rozgryzione w ustach jesieni,
    Pachnące walerianą.

    Drzewa, zmęczone kolosy,
    Chcemy na mchu zwapniałym usnąć,
    Czerwone konają nam włosy,
    Mieszają się macierzanki i wrzosy,
    Gorycz, słodycz i gnuśność.

    I nagle co za zjawisko!
    Zwęglona podświetla się zieleń,
    Na niebo wiszące nisko
    Wypada, jak na pastwisko,
    Księżyc, popołudniowy jeleń.

    Już my cię z garści nie puścimy,
    Cudowne zwierzę w skoku,
    Przeczekasz z nami aż do zimy,
    Do końca naszej pantomimy,
    Na czarnej trawie, na obłoku.

    Przybiegnie trwożna jelenica,
    Urodzi jeleniątka:
    Ach, jeszcze wszystko nas zachwyca,
    I serce rwie się do księżyca,
    Pożółkła pamiątka.

    (z tomu ”Korzec maku”, Londyn 1951)

  77. Nutko, z radością obejrzymy te kryształy! Koniecznie przysyłaj!
    Zamieść tylko tutaj (jako wiad.pryw.) swój adres mailowy, zaraz się odezwiemy! Ty Zuchu!

    (Ależ ja mam świetne Czytelniczki!!!)

  78. Otz, szkoda, naprawdę. Jeszcze parę lat temu można było dostać to i owo Wierzyńskiego w antykwariatach.
    Pozostają biblioteki. Wypożyczyć i skserować, albo zeskanować.
    A może ktoś wyda? Albo zechce sprzedać?
    Ja Ci tu od czasu do czasu coś Wierzyńskiego wpiszę, zgoda? Na dobranoc.
    Zaglądaj.

  79. Pamiętam, jak w liceum wszyscy mówili, że „Nad Niemnem” jest nudne, bo same opisy przyrody. Nikt go, rzecz jasna, nie czytał, ale opinie tego typu były wygłaszane z wielkim przekonaniem. Mieliśmy omawiać tylko fragmenty, polonista puścił nam film, żebyśmy kojarzyli całość fabuły, ale ja prędziutko pobiegłam do biblioteki, bo co to za klasa humanistyczna, jak się lektury w kawałkach czyta ;) Okazało się, że ani same opisy, ani nudne, a w dodatku scena z echem w wersji książkowej nie wydawała mi się ani trochę dziwna (w filmie mi jakoś nie pasowała). Potem na studiach pisałam nawet pracę zaliczeniową o „Nad Niemnem” i nawet to mi tej powieści nie obrzydziło, a to już naprawdę osiągnięcie ;)

  80. Dobry wieczór!
    „Nad Niemnem” to chyba moja ukochana lektura z czasów szkoły średniej! W czasie czytania nigdzie nie mogłam się dopatrzeć tych powodów do narzekań, które tak często słychać w związku z tą książką.
    Nieśmiało chciałam napisać, że jeżeli będzie Pani miała miejsce w kolejnym Wpisie, DUA, to chętnie prześlę zdjęcia ciekłych kryształów, które wykonałam na mikroskopie polaryzacyjnym w lipcu tego roku. Pomyślałam, że będą bardzo w temacie (nawet wstawionych ostatnio zdjęć) Cudów Natury.
    Serdecznie pozdrawiam!
    Nutka

  81. Dory wieczór.

    Jeszcze chwilkę o Wierzyńskim: podzielę się z Wami moim smutkiem – NIGDZIE nie mogę mogę kupić jego książek z wierszami. :(

  82. Nie razem. Ja DUŻO wcześniej.

    Jas, dziękuję! Przesyłka przybyła. Jakie miłe zdjęcie rodzinne! Bardzo mi się podobacie.
    Dzieciaczek śliczny (oczka taty?), a Ty masz taki serdeczny, miły uśmiech.
    Dzięki za ceramiczne zwierzątka! No, faktycznie, zielone szkliwo…!

  83. Ha! Czytałam. Lubię Orzeszkową i lubię wiek XIX w sztuce.
    Allie, a nie przegap „Nad Niemnem”!- takie to ładne.

  84. Dziękuję za ciepłe przywitanie. Jakie to miłe dostać odpowiedź od Pani. :) Jeśli wpadnie mi w ręce książka godna uwagi, na pewno się podzielę. Dziś mogę zarekomendować, pewnie większości znany, „Pamiętnik Wacławy” Elizy Orzeszkowej, który niedawno skończyłam. Wciągająca lektura, szczególnie gdy ktoś lubi czytać o XIX wieku :)

  85. Przebóg!
    Przeczytałam: „wymiotach na Księżyc”. Jak mogłam?!!!!

    Wannabe, sama nie wiem, co lepsze.
    Uwaga: kiedy się ma lat 40, wcale nie musi być źle. W swoją 40 rocznicę, pamiętam, czułam się wspaniale: jakbym po wielu trudach weszła na górę po trudnej wspinaczce, obejrzała się wreszcie za siebie i ujrzała piękny widok. Czułam zadowolenie, o żadnych klapkach nie myślałam.
    Potem były kolejne wspinaczki, kolejne góry i kolejne spojrzenia wstecz. Widoki nadal ładne.:)
    Polecam ten system.

  86. To teraz mam zagwozdkę, czy lepiej płakać w dzieciństwie nad baśnią, czy w wieku 40 lat, gdy spadają klapki z oczu. A może jest jakaś trzecia droga, polegająca na odkrywaniu nowych leków i wylotach na Księżyc?

  87. Sowo,najchętniej bym to zrobiła.:)Faworytów nie jestem w stanie mieć,bo się na tym nie znam i podziwiam tych co się znają.Ale fakt, jedni wykonawcy podobają mi się bardziej od innych,choć oczywiście żadnymi fachowymi uwagami nie jestem w stanie tego wyjaśnić. Może niektórzy w moim niewprawionym uchu brzmią nieco prawdziwiej od innych.Jakby było w tym więcej ducha i serca,jakiejś przejmującej szczerości.Skrzypce wzruszały mnie zawsze,jest w ich brzmieniu jakaś poruszająca nostalgia.
    Bożenko -też od zawsze kocham „Małą syrenkę”.A nad jej poranionymi stopami wylałam w dzieciństwie morze łez.:)

  88. Bożenko, można by jeszcze poduszeczkę…

    Zbyt pesymistyczne, powiadasz? Może tylko: realistyczne. Wzlatywać nad poziomy można swobodnie tylko wtedy, gdy nas przyziemność nie ogranicza.

    Co do „Małej syrenki”- oj, jak nad nią płakałam kiedyś. Ojoj.

  89. Dzień dobry, Allie!
    A więc wyszłaś nareszcie spod regału! Brawo! Witamy serdecznie i zapraszamy do jawnego pobytu!
    Bardzo Ci dziękuję za dobre słowo- od czasu do czasu jest to człowiekowi potrzebne:).
    Cieszę się z tego, co piszesz. Poznałaś tu nowe książki i wiersze, hura!
    A może podzielisz się z nami tymi swoimi ulubionymi, których my jeszcze nie znamy?

  90. Właśnie tak myślałam :) Bo szczerze powiem, te lekcje i olimpiady licealne w najlepszych szkołach to wyścig szczurów, a młodzież jest bardzo zestresowana. Przynajmniej tak wynika z tego, co widzę, słyszę i czuję. Przetrwamy jednak.

  91. Ależ to zbyt pesymistyczne!
    Więc Natura brutalnie przywoła nas do porządku, jeśli zechcemy przekroczyć zakreślone nam – jednak! – granice?
    Lekkomyślna, szalona dynia!
    Ale może wiedziała i tak, co ją czeka.
    Jakoś tak nagle przypomniała mi się Mała Syrenka – jedna z najpiękniejszych i najsmutniejszych baśni dzieciństwa. Wysoka bywa cena ponad poziomy wzlotu…

    Mamo Isi, Twoja dynia uzyskała już najwyraźniej wyższy status ontologiczny. Chyba zagłosuję za kocykiem :)

  92. Dzień dobry! Jestem wierną czytelniczką Pani książek i od jakiegoś czasu również tej wspaniałej strony. Do tej pory pilnie śledziłam wszystkie wpisy, a dziś postanowiłam odważyć się i zabrać głos. Dziękuję Pani za Jeżycjadę, że jest przepełniona dobrocią i radością, i zawsze podnosi na duchu. Dziękuję za mądre wpisy i Księgę Gości – ile nowych książek i wierszy poznałam dzięki Pani i Księgowym! Ileż tu wyjątkowych i pouczających rozmów! Przesyłam uściski i podziękowania dla wszystkich, a szczególnie dla DUA :)

  93. A ja nie słuchałam dziś, z przyczyn rowerowych. Ślicznie jest w lesie i na polach!
    Teraz spróbuję nadrobić zaległości muzyczne.

  94. Joanno, trzeba było uczniom włączyć Konkurs Wieniawskiego :). Miałam słuchać tylko z doskoku, a oczywiście wciągnęłam się i komputer gra we wszystkich pokojach (Sowiątko cierpi). Mam już nawet swoich pierwszych dwóch faworytów. Dzisiaj inaczej niż wczoraj, zachwycają mnie panowie. Ujął mnie też wywiad z Kanadyjką, o spalonej żelazkiem sukni – wypadek ten chyba podniósł u niej poziom stresu, niestety.

  95. Dzień dobry.:)
    O ósmej rano weszłam do klasy (jeszcze lekko roztargniona jak to w poniedziałkowy poranek),przywitałam się,usiadłam,włączyłam komputer i zamiast zalogować się do dziennika elektronicznego weszłam na tę stronę.
    Nałóg czy odruch bezwarunkowy?
    Miłego tygodnia życzę wszystkim.

  96. Tak, Jas (wiad.pryw.) adres dotarł, już jest u Adminków, którzy się odezwą.

    Ciekawe, czy Mama Isi posłucha Twojej rady i przykryje dynię kocykiem.;)

  97. Technika nagrywania to rzecz jeszcze inna.
    Pamiętam takie damy z dzieciństwa i wczesnej młodości – wszystkie mówiły tak samo: słodkim, modulowanym głosem.
    To chyba jeszcze pozostałość po wieku XIX – przypomnijmy sobie „Kobietę w bieli” Wilkie Collinsa: słodka, bezbronna i łagodna bohaterka tytułowa ma swoje przeciwieństwo w Mariannie: energicznej, szorstkiej i dzielnej; autor określa ją jako nieładną i rozumie się, że dla mężczyzn jest nieatrakcyjna. Tylko monstrualny i wyrafinowany Fosco docenia jej zalety!

  98. Chesterko, zawsze chciałam mieć bratnią duszę!
    Coś czuję, że mama Isi wie kiedy ściąć dynię, ma wyczucie.
    Dynie nie lubią mrozu, zupełnie jak chomiki. Nasza staruszka nie mogła chodzić, bo jakoś powykręcało jej nóżki. Jak przykryłam ją wełnianym kocykiem, to na drugi dzień wyskoczył pełna wigoru. Może dłużej pożyje.

  99. Sowo, ta niepowtarzalność głosów ludzkich łączyć się musi z faktem, że absolutnie każdy człowiek jest niepowtarzalny. Każdy jest całkowicie odrębną konstrukcją! Z własnym kodem genetycznym! Można od tego dostać zawrotu głowy, jak od spoglądania w Kosmos.
    O, Stwórco!
    A skoro każdy z nas ma własny, odrębny charakter i formy ekspresji, nic dziwnego, że nie ma (i nie było, i nie będzie) dwóch takich samych głosów.

    Natomiast można mówić o manierze mówienia i śpiewania, prawda? Lily Pons śpiewała słodko, podobnie jak słodko mówiły przedwojenne aktorki ( słyszymy to na starych filmach, zwłaszcza polskich ). To pewnie maniera z czasów, gdy kobiety obowiązkowo musiały być delikatne i słodkie. Wtedy zachwycały!

  100. Mallarmego. Jeśli towarzyszy mu imię odmienione, to nazwiska odmieniać już nie trzeba.

    Różnorodność głosów to rzecz równie zaskakująca jak niepowtarzalność linii papilarnych. Nie spotkamy dwóch jednakowych, co najwyżej łudząco podobne.

  101. To by było coś, móc usłyszeć mezzosopran DUA! Dopasować głos do osoby, dopełnić obraz. Hm hm, przychodzi mi do głowy pomysł na jakiś audiobook :)

    A propos głosu, na wczorajszym weneckim koncercie po raz pierwszy usłyszałam 3 poematy Mallarmé(go? mam problem z odmianą zagranicznych nazwisk, proszę wybaczyć) w wersji Ravela. Mój podupadły francuski pozwolił mi stwierdzić, że pierwszy wiersz cyklu bardzo pasuje do tego wpisu: jest jesień, październik, ogród i promień słońca. Dołączam w oryginale:

    Mon âme vers ton front où rêve, ô calme sœur,
    Un automne jonché de taches de rousseur,
    Et vers le ciel errant de ton œil angélique
    Monte, comme dans un jardin mélancolique,
    Fidèle, un blanc jet d’eau soupire vers l’Azur !
    — Vers l’azur attendri d’octobre pâle et pur
    Qui mire aux grands bassins sa langueur infinie
    Et laisse, sur l’eau morte où la fauve agonie
    Des feuilles erre au vent et creuse un froid sillon,
    Se trainer le soleil jaune d’un long rayon.

  102. Zasnę, wyobrażając sobie Wierzyńskiego cieszącego się z tego, że go wybrałam za młodu. :)

    A za dedykację dziękuję, naprawdę bardzo mi miło! :) Wierzyński już zawsze będzie mi się kojarzył z panią, DUA.

    PS. „Bunt wspomnień” zamówiłam sobie z dedykacją w środku i już nie mogę się doczekać książeczki w paczuszce. :)

  103. I jak tu go nie kochać, co, Otz?

    Sowo, wysłuchałam Lily Pons – jaki delikatny, cieniutki sopran!
    Inaczej kiedyś śpiewano. My teraz mamy na przykład Kathleen Battle.
    Tak, wiem, są różne soprany. Ale Lily miała słodki.

  104. Dla Otz:

    Kazimierz Wierzyński

    TOAST

    Poetów wybiera się sobie za młodu
    Ale co począć gdy młodzi są tam,
    Postawię to wino na środku stołu,
    Zasiądę przy nim z troskami pospołu,
    Upiję się sam.

    Niech sobie kogo innego wybiorą,
    (Tam są ich tłumy) nie mnie.
    Za wasze zdrowie, moi utraceni,
    Ten haust czerwonej od ognia jesieni
    I czarny osad na dnie.

    (Z tomu „Tkanka ziemi”, Paryż, 1960)

  105. Czyli różę sopranową?
    Nie mam.
    Old Blush występuje w wielu angielskich kryminałach, stąd go znam.

    Dziękuję, Sowo, „The Last Rose of Summer” trafia do kolekcji wierszy o różach.
    Idę posłuchać.

  106. Wyobraziłam sobie jak mama Isi chowa dynię w buzi.

    Lecę na stronę radia, słuchać Wierzyńskiego. Ja też jestem teraz zafascynowana międzywojniem, Aniu. :) A na punkcie Skamandrytów to mam obsesję, szczególnie lubię Wierzyńskiego (po stokroć dzięki, DUA! :))

  107. Muzyka na dobranoc (specjalnie dla słuchaczy Konkursu):

    „The Last Rose of Summer”. Śpiewa Lily Pons.

    Podobno inspiracją dla wiersza Thomasa Moore’a była długo kwitnąca róża Old Blush.
    A czy ktoś ma w ogrodzie różę Lily Pons? :)

    Tis the last rose of summer,
    Left blooming alone;
    All her lovely companions
    Are faded and gone;
    No flower of her kindred,
    No rosebud is nigh,
    To reflect back her blushes,
    Or give sigh for sigh.

  108. Ach, zapomniałam o nadaniu literackiej nazwy przepisowi na ciasto z fasoli. Niech więc będzie to „magiczne brownie Jasia”.

    Miałam okazję śpiewać kantatę Buxtehude(go? czy to nazwisko się odmienia?). Ich habe Lust abzuscheiden. Coś pięknego.

    Pozdrawiamy z miasta świętego Marka! Wenecja to dla mnie najbardziej romantyczne miasto. Paryż się nie umywa. Trzeba tylko kierować się jak najdalej od placu św.Marka.

  109. Zanim doczytałam opis byłam pewna, że zdjęcie przedstawia peonie w pączkach.A tu róże….
    Właśnie przeczytałam, że Pomponella należy do serii róż baśniowych. Jak tu się nie zgodzić? Tylko ja bym ją nazwała Bella rosa.

  110. Wiem, jak mówił, bo Polskie Radio ma na swojej stronie piękne nagranie: Wierzyński czyta swoje wiersze.
    I co? Zaciągał z lwowska!
    Urocze.
    A książka już do mnie idzie, dziękuję za cynk i się cieszę.

  111. Cieszę się, że nieznany trop literacki podałam. Książkę dostałam od siostry, która zna moją fascynację Dwudziestoleciem. Czyta się znakomicie. Miłej lektury życzę.
    PS. A Wierzyński mówił basem ;)

  112. Ach, piękne, piękne wizje łazienkowe.

    Sowo, Polki na medal!

    Kris, znów świetny limeryczek.
    Racja, jest niejasność. To poprawmy dla perfekcji:
    „Z dyni figlarka była…” – i dalej już jak leci.

  113. Ale już widzę, jak biegła myśl Starosty;) Trzy wagi w łazience? I zapewne rano i wieczór ważę się na tych wagach po kolei sprawdzając, czy aby nie tyję. Aż razu pewnego wagi pokazały, że jak najbardziej! I wtedy jęta szałem strzaskałam je w gniewie szalonem, jak ta królowa lustereczko, co miało przecie powiedzieć, że to ona jest najpiękniejsza w świecie.

  114. Mamo Isi, cudny limeryk! Też sie chwile pobawiłam, co mi tam, to chyba dobrze robi na zmęczenie…

    Mama Isi, ogrodniczka z Gdyni
    dochowała się wiszącej dyni.
    Lecz figlarka z niej była
    i na trawę skoczyła
    więc przestała dyndać dynia w Gdyni.

    (Oczywiście to z dyni była figlarka, nie z Mamy Isi :) )

  115. DUA,wychodzę jednak na moment spod regału (za długo i tak nie usiedzę,bo nie wytrzymam),żeby powiedzieć :uff…:)
    I dziękuję.:)

    A Mama Isi genialnie poradziła sobie z tym metrum.Jestem pod wrażeniem.:)

  116. Mamy chałupę na trzech poziomach z trzema mieszkaniami (dzieci, Mamy i nasze – licząc od góry). A w każdym mieszkaniu jest łazienka, a w każdej łazience jest waga łazienkowa. Zepsuta.
    Nb. w związku z tym naszym domem wielopokoleniowym w pionie przypomina mi się z „Kabaretu Starszych Panów” to ogłoszenie o mieszkaniu w amfiladzie z jednym, małym problemem. Mianowicie amfilada była w pionie, bo to była wieża.

  117. Tak, pamiętam. Ale sama nie mam już gdzie kronselki wsadzić. A zdecydowałam się na malinówki, kosztele i ananas berżenicki.
    Tak, Chesterko, Ann (historyk po UJ!) lubi detale, kwiaty, a nawet okna! Przy okazji pokażę Wam, jeśli Ann się zgodzi, różne śliczne okna z jej podróży do Anglii.

    Mamo Isi, co za interesujący szczegół obyczajowy: a więc macie w łazience aż trzy wagi??? Czy zazwyczaj każda pokazuje taki sam wynik, czy też różnią się zdaniem?

  118. „Perfekcyjny, absurdalny i dowcipny”! Co za zwieńczenie wieczoru nadzwyczajne! Tyle komplementów! Ja chyba pójdę do dyni i ją z wdzięczności za natchnienie pocałuję!
    Chociaż znowu leje, a poza tym jest ciemno – to może wyrazy wdzięczności przełożę na jutro, bo dzisiaj jeszcze galopujących suchotów się nabawię od tych wędrówek surwiwalowych.

  119. Ależ to jest kronselka (ta z rumieńczykiem, com ją miała na myśli) z tej hodowli w dolinie Wisły, coś mi ją sama była lat temu parę poleciła. I w tym roku po raz pierwszy obrodziła! Całe siedem jabłek!

  120. Ann lubi detale. A różę chce się pocałować. Ha, sama się zdziwiłam swoja reakcja: dlaczego nie powachać?

  121. Póki dynia żyje i ma się dobrze, nikt jej krzywdy nie uczyni, bo jako istota niezwykła jest pod ścisłą ochroną gatunkową, a poza tym też czuję się z nią związana emocjonalnie;)
    Inna sprawa, że Sowa P., jak zwykle ma rację i dynie nie lubią przymrozków. Ale tak cóż zrobić?

    Wszystkie wagi łazienkowe (trzy) w domu się zepsuły! Znienacka! Wskutek tego dramatycznego zbiegu okoliczności nie mogę dyni miarodajnie zważyć;(

  122. Kronselek Ci zazdroszczę!

    Limeryk perfekcyjny. Mało kto rozumie, że obowiązują w nim ścisłe reguły metryczne. I że musi być dowcipny, i absurdalny też!

  123. Dzięki, Sowo! I za namiary, i za wdzięczny wierszyk.

    Mamo Isi, jaka tam z dyni mistrzyni. Mistrzyni to Ty jesteś!

    Joanno (wiad.pryw), OK.

    BeatoV, uszy do góry, jakby przyszło co do czego, to Marco mocno spuściłby z tonu.:)
    On też wie, co to żarty.
    Ale swoją drogą warto zacząć się oswajać z myślą, że nasze dzieci są strzałami, wypuszczanymi w przyszłość itd, i że nie wychowujemy ich dla siebie. Ech.

    Przyznam, że chciałabym mieć jeszcze w domu takie dwa małe, hałaśliwe powody do popijania melisy!

  124. Właśnie sprawdziłam, że Radio Dwójka będzie transmitować Konkurs począwszy od II etapu, czyli od czwartku 13 października (od godz. 10). Profesor Dmuchawiec na pewno by słuchał…

    KrzysztOfie, a posłuchaj Buxtehudego „Membra Jesu nostri”, nie będziesz mógł przestać.

  125. Ateno, cudny wierszyk! Nie znałam! No to jak tak, to tak. To ja też się bawię:)

    Pewna dynia zamieszkała gdzieś w Gdyni
    Rzekła: Co bym też miała uczynić,
    By nie było przyziemnym me życie?
    Po czym wlazła na drzewo w zachwycie.
    Taka była z tej dyni mistrzyni.

  126. Jest jeszcze polska wersja „Peter, Peter Pumpkin Eater” Danuty Wawiłow:

    Dzwoni dzwonek:
    dzyń, dzyń, dzyń!
    Idzie do nas
    Zjadacz Dyń!
    Pochowajcie
    wszystkie dynie:
    trzy na dachu,
    pięć w kominie,
    jedną w buzi,
    w kapciu dwie,
    bo je Zjadacz
    zje!

    Mamo Isi, ale nie za długo czekajcie z zerwaniem dyni, bo dynie nie lubią przymrozków.

    U nas ogród też mocno dziki, ale ma to swoje konsekwencje: w ubiegłych latach mieliśmy koszmarną plagę kleszczy, nie obyło się bez oprysków.

    PS
    Śliczna ta róża Ann!

  127. A zdjęcie Ann jak zwykle – niezwykłe. :) Nie wiem czemu, ale kojarzy mi się z baśnią „Piękna i bestia”.

  128. Tak sobie myślę o motywie pomidora w literaturze ale nic mi do głowy nie przychodzi. „Smażone zielone pomidory” są nie tego koloru i obróbki termicznej.

  129. Martali, niech więc ten przepis nosi tytuł: Addio, pomidory. Nie chcielibyśmy, żeby ta moja strona autorska zamieniła się w książkę kucharską. Potrzebujemy więc przynajmniej pretekstu literackiego!

    „Minął sierpień, minął wrzesień, już październik i ta jesień rozpostarła melancholii mglisty woal…” i tak dalej. Jeremi Przybora.

  130. Aaa! Co za wierszyk!
    Samo życie, Ateno!
    Mamo Isi, czy widzisz?!

    Joanno (wiad.pryw.), to mi wygląda rzeczywiście na ciekawość.

  131. Ustosunkuję się do „addio pomidory”.
    Mam naprawdę przyzwoity przepis na sałatkę-pastę z pomidorów w roli głównej.
    Wygląda to następująco:
    2 czerwone papryki
    50 dag pomidorów
    25 dag cebuli
    6 łyżeczek octu winnego
    1/2 szklanki cukru
    1 łyżeczka soli i 1 pieprzu
    Wszystko pokroić i gotować na małym
    ogniu do zgęstnienia. Gorące do słoika i do góry dnem- pięknie zassie.
    Efekt bardzo miły dla podniebienia jesienną czy zimową porą do kanapki :)

  132. Pumpkin pumpkin
    big and round,
    I’m glad you grow
    upon the ground.
    I’m glad you don’t
    grow in a tree
    for then you might
    fall down on me.

    –Origin Unknown

  133. Dzień dobry! Poziomkowy urodzaj u Mamy Isi przyprawia mnie o zawrót głowy. Mniam, uwielbiam poziomki. Ale dzisiaj chrupię orzechy laskowe. Łupię i chrupię :). Świeże smakują jak słodkie i miękkie drewno. Ciekawe co na to specjalistka orzechowa?
    W dzisiejszym menu oprócz orzechów występuje „leśny mech”- ten ze szpinakiem i granatami.
    Miłego i pysznego popołudnia DUA i Mili Księgowi.

  134. Tak !!!!!!!! ale kolo Ciebie z kotem i pieskiem. Dziekuje bardzo, bedziem miec dwa domy!!!!!!!!
    MARCO
    (blyskawiczny zachwyt Marco i jego chec opuszczenia domu rodzinnego troche mnie urazila, ale nie ma tego zlego- kiedy moje dzieci beda w domku na drzewie u DUA, ja z moim mezem moze udam sie do Norwegii?? Co ostatnio jest moim marzeniem) :)

  135. Stuprocentowy Marku, jakoś tak czułam, że lubisz las.
    Niestety, w naszym lesie syreny nie występują, co za szkoda! Chociaż nie wiem na pewno… może, tak jak zające, pojawiają się tylko na moment, podjedzą coś w ogrodzie (na przykład korę drzew owocowych), a potem – chodu w krzaki!
    Z miejscem dla Was też nie najlepiej. Trudno tu o wolną działkę, bo mieszkamy na skraju rezerwatu przyrody. Ale co byś powiedział na zgrabny domek na drzewie? Tuż koło sowiej dziupli?
    W sam raz dla Ciebie z braciszkiem!
    Rodzice mogą zostać w Paryżu.

  136. Otz, ach, kiedyś ludzie umieli sobie robić kawały.
    Już nie pamiętam, któremu to ze Skamandrytów przyjaciele zamówili (w prezencie imieninowym) – z dojazdem i wyładunkiem pod oknami warszawskiego mieszkania – cały furgon węgla!

    Krzysztofie, tak, to piękne. Znam również.

  137. Przypadkowo trafiłem w sieci na kantatę Dietricha Buxtehude „Jesu, meines Lebens Leben” (Sowa na pewno zna). Bardzo mi się podoba, więc się dzielę

  138. Masz szczescie, ze masz moje marzenia- to ja uwielbiam las, mama tez uwielbia, Mateo, tez tata. Z wiewiorkami, krolikami, syrenami to strasznie milusi i to ladne. Mam pytanie: czy jest miejsce, zeby robic drugi dom dla nas? Jak znajdziesz to Ci dam najwieksza nagrode na swiecie! (czekolada … smacznego !!!!! ;);) )
    A- mama pije duzo, duzo, duzo melisy dla uspokojania. (mama potwierdza, potwierdza rowniez POWOD, a nawet DWA POWODY wysuniete przez DUA, dlaczego to robi).

    MARCO 100%

  139. I jeszcze mi się przypomniała lekcja polskiego. Jak zwykle zostałam poproszona o przeczytanie tekstu, który mieliśmy omawiać. Było to bardzo żenujące, ponieważ nie byłam w stanie przeczytać ostatnich akapitów, za bardzo się śmiałam! Oczywiście tylko mnie rozbawił ten tekst. Może chodziło o to, że czytając o Skamandrytach mam wrażenie jakbym czytała o swoich przyjaciołach. :)

    A oto on (pochodzi z „Dwudziestolecia literackiego”):
    „Chcąc zrobić Słonimskiemu niespodziankę, koledzy skierowali do niego – jak opowiada Jerzy Zaruba – „jakiegoś uszminkowanego typa”, który utrzymywał, że jest tancerzem, a któremu powiedziano, że Słonimski, jako dyrektor, mógłby go zatrudnić. Słonimski – opowiada dalej Zaruba – domyślając się kawału posłał faceta do Lechonia.
    – Pójdzie pan zaraz do mego reżysera Lechonia – powiada. – Przyrynek 15. Teraz w domu. Śpi. Jest „ważny”! Nie zechce gadać. Niech się pan w przedpokoju przebierze w kostium, obudzi go i od razu tańczy! Coś do wierszy Tuwima.
    Tak się też i stało. Obudzony nagle Lechoń ujrzał jakiegoś wymalowanego, wijącego się w dziwnych pląsach faceta, w dodatku deklamującego „Słopiewnie”. Naturalnie Lechoń zemdlał ze strachu”

  140. Cześć, Marco stuprocentowy!
    Powiadasz:”uspokój się”?- ależ ja jestem spokojna. Melisy nie pijam, w razie czego wystarczy mi, że wyjdę do ogrodu i błogi spokój mnie ogarnia.
    A żebyś wiedział, jak pięknie jest w lesie! Liście zaczynają się przebarwiać. Zwierzęta podchodzą całkiem blisko naszych domów, na przykład dziki, jelenie, sarenki i nawet daniele!
    Na pewno też przybywają zające, ale są takie szybkie, że ich nie zauważamy.
    A wiewiórki mieszkają na naszym strychu! (wlazły przez dziurę pod belką).
    Jesienne uściski dla Ciebie i braciszka!
    Czy Twoja Mamusia pija melisę?;) (Dwaj weseli synkowie …nie zdziwiłabym się!)

  141. Czesc! Ja czytalem Twoj list, Pani Musierowicz.To bylo fajne i to bylo smieszne jak ja spytalem: „ile czasu uczymy sie wszystkich jezykow”. Dziekuje za odpowiedz i za pisanie.
    Pa, pa tutaj Marco, do widzenia!
    PS: uspokuj sie pij melisa i niedziela fajna jest !!! ;)
    (PS 100% samodzielne, nie wiem o co chodzi z uspokojeniem sie i melisa-widze, ze Marco ma jakies wiadomosci poza moim zasiegiem.)
    Marco- 100 % = ;) ;) ;) ;):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):)

  142. nazwiska nie próbowałem zapamiętać – zachwycająca. Ale zdziwiła mnie duża ilość wolnych miejsc na widowni. A potem mecz, emocje porównywalne.

  143. Dyni dałbym nawet 20 kg, tak od serca. Wczoraj byłem już na dole, w Kirach, oglądałem koncert na TV Kultura. Laureatka sprzed pięciu lat, Koreanka, której

  144. W zakładce wideo można już odsłuchać trzy osoby. Słucham pierwszej Polki. Jak się przeładuje stronę zaraz po włączeniu video, to reklamy znikają.

  145. Mamo Isi,u mnie ogrodowa swoboda też trochę z tych samych powodów.Nie mieszkam na szczęście na ekskluzywnym osiedlu,gdzie kłułoby to w oczy uporządkowanych sąsiadów.Ogród jest typowo wiejski,zastanawiałam się nad rezygnacją z części kwiatów (zamiast nich może więcej kwitnących krzewów),bo nie mam czasu tak idealnie pielić rabatek,ale to nie najmądrzejszy pomysł,bo nawet na tych nie za dokładnie wypielonych wyglądają pięknie i cieszą oko.
    A dyńka faktycznie zaszalała.

  146. Ignacy Krasicki
    „Dąb i dynia”

    Kiedy czas przyzwoity do dojźrzenia nastał,
    Pytała dynia dęba, jak też długo wzrastał?
    „Sto lat”. „Jam w sto dni zeszła taką, jak mnie widzisz”
    Rzekła dynia. Dąb na to: „Próżno ze mnie szydzisz;
    Pięknaś, prawda, na pozór, na pozór też słyniesz:
    Jakeś prędko urosła, tak też prędko zginiesz”.

  147. AniuG, współczuję i zdrowia życzę!
    A książki Twojej nie czytałam i natychmiast wdrażam poszukiwania – dzięki za trop! – ze względu na Wierzyńskiego.

  148. A! A my po prostu nie mamy telewizora, Otz. (Pozdrawiam Mamę!)
    Nawet pan Musierowicz zrezygnował, odkąd ma politykę i sport w internecie.

    Sowo, na podanej stronie jest jakiś spis transmisji, ale chyba nie radiowych?

    AniuG, no właśnie, dynie wzrastające tradycyjnie, brzuchem na glebie, defasonują się wyraźnie. Ta jedna, swobodna duchem, jest cudownie kształtna.
    Niech żyje wolność!
    Wolne dynie u wolnych ludzi!

    Mamo Isi, jestem dziwnie przywiązana do tej dyni. Daj jej rosnąć aż do końca. Ciekawe, do czego to dojdzie, i kiedy będzie ten koniec.
    Zupełnie możliwe, że ona, w obliczu zagrożenia ze strony ludzkiego agresora, sama dumnie wysadziłaby się w powietrze.

  149. Kochany Starosto, miałeś rację oceniając dynię na oko! Mimo ulewnego deszczu pożyczyłam od dzieci wagę kuchenną do 5 kilo i poszłam odwiedzić bohaterkę wpisu. Ciężar dyni sprawił, że znowu wskazówka przeleciała skalę i osiadła na 2 kg, bo niżej już się nie dało. Czyli dynia ma najmarniej 7 kilo. Następnym razem wezmę wagę łazienkową;) Zmierzyłam dynię też w talii = 97 cm i wciąż tyje.
    Ogród zaś się mile rumieni pod wpływem pochwał;) Ma on tyle wolności, ile zamarzy, bo nie mając na nic czasu, robię w nim tylko to, co absolutnie niezbędne, a i to nie wszystko.

  150. Dzień dobry.
    Co za dynia!
    Podobną w kolorze i rozmiarze,ale nie tak kształtną, mam na ganku. Prezent od Jasiowej Karolinki. Dynie giganty urosły im na pryzmie kompostowej. Z powodu klęski urodzaju rozdają je przyjaciołom. Zapiekanka Kopciuszka(bez ciasta) już dwukrotnie została przyrządzona i pożarta.
    Poziomeczki cudne. Miałam ci ja takie pod jabłonkami i w trawniku, ale koty okoliczne urządziły tam toaletę. W obawie o zdrowie amatorów poziomek, wyrzuciłam wszystko łącznie z wierzchnią warstwą ziemi. I co? I nic, goła ziemia, bo żadna roślina tam nie daje rady. Psi patrol skutecznie koty wypłoszył, więc chyba wrócę do poziomek.
    Kaszel rozrywa mi oskrzela, nos jak bania, katar jak cement w czaszce. Przyszła jesień. Pokasłując nad herbatką z malinami( antybiotyk precz) czytam sobie „Bunt wspomnień” Hanny Mortkowicz- Olczakowej. Książeczka stareńka, w płótno oprawiona, kartki pożółkłe. Dobrze mi się czyta. A jakie ciekawe anegdoty o Wierzyńskim, Lechoniu, Tuwimie, Żeromskich. Wprost z dwudziestolecia międzywojennego życzę miłej niedzieli.

  151. Właśnie wyraziłam rodzinie swoje oburzenie na brak transmisji radiowych. Na dłuższe wiszenie w Internecie nie mam szans. Też obejrzałam sobie zdjęcia i biogramy uczestników i podobnie pomyślałam. Mam nadzieję, że internetowe archiwum nie zniknie szybko i coś sobie zdążę obejrzeć.

  152. Ha, Zgredu!
    A to dobre. Człowiek nawet nie wie, jak po cichu nasiąka.

    AniuK, wspaniale podobno zagrali, ale ja tym razem byłam z muzyką. Szukałam mianowicie bezpośredniej transmisji z Konkursu Wieniawskiego, lecz niczego nie znalazłam. Tylko na YT pojawiły się jakieś filmiki, od których odpadłam wobec takiej ilości nudnych reklam poprzedzających.
    W nagrodę trafiłam na portrety uczestników i – Sowo! – Azja ilościowo przoduje. Trzeba powiedzieć, że piękna jest teraz młodzież na świecie, wszyscy jak malowani. Ale zupełnie bezkonkurencyjną reprezentację ślicznych skrzypaczek wystawiła Polska! (wieniawski2016.tvp.pl)

  153. Ale piękny ma ten ogród Mama Isi. Jak ja lubię takie,w których rośliny mają trochę wolności,a naszej kontroli jest tylko tyle,ile konieczne.

    Chesterko i Zgredzie- Rogowski to w moim życiu cała historia.Cieszę się,że w Waszym też.:)

    Dobrej nocy.:)

  154. Ta jesień jeszcze bez przymrozków. Chyba dlatego w najlepsze również róże mojego taty kwitną. Dzisiaj świeży ich bukiet wylądował w wazonie na stole- pomaga żarówkom rozświetlać mroki zgnilizny jesiennej. Natura też jakoś żałuje tego lata i pomidorów..? Nic to, jesteśmy o jeden dzień bliżej do tych rozkosznych poziomek. Dobranoc wszystkim.

  155. „Nie żałuję letnich dzionków, róż, poziomek i biedronków, tylko tego jedynego jest mi żal: addio, pomidory!”

Dodaj komentarz