
I – oj, jak dobrze jest tak sobie po nim wędrować.
Własny palec ma bardzo ciekawy smak i wyraźnie pomaga w orientacji.
W trawie leżą nieruchome jabłka i poruszają się cienie, niebo wysyła mnóstwo światła, a wiatr chwieje gałązkami, słychać miły szum i jakieś szczebiotanie, powietrze słodko pachnie, wszystko wokół jest pełne mocnych kolorów, czasem przeleci ptak, to znów pszczoła zabrzęczy, albo zaszczeka piesek, a rodzice czuwają, żeby człowiek nie zabłądził w tym wielkim sadzie.
Co zdarzy się za chwilę?
Co się kryje za tamtymi krzaczkami?
I dokąd ja właściwie idę?
Ech, życie jest takie ciekawe i dobre!
Tak myśli sobie pewnie Marco, zwany Mareczkiem, którego mamą jest KC Casciolina (to ona przysłała zdjęcie).
Udanej, szczęśliwej drogi, Mareczku!
Pozdrawia Cię serdecznie niejaka
MM.
POST SCRIPTUM (znowu!):
KC Mama Isi nadesłała materiał ilustracyjny do swojej opowieści o dyni na świerku. W rzeczy samej! Szalone pnącze! Kolejne sekwencje pokazują, jak bestia pęcznieje i zarazem ciąży ku ziemi.



Brawo dla dyni!
Mamo Isi, dziękujemy i smacznego!








Rogowski po raz trzeci! Ile wspomnien! Kto da więcej.
Też Rogowski. Tyle lat.
Cha, cha! Celne!
Ba, nagle właśnie uświadomiłam sobie dlaczego, czytana w dzieciństwie, ksiażka „Tajemniczy ogród” z poczatku tak mnie intrygowała, a potem rozczarowała – uporzadkowano ogròd.
Jas, bratnia duszo. Jak to miło, że nie tylko ja kocham dzikie ogrody! „Pielęgnowałam” kiedyś taki i w nagrodę grały mi orkiestry świerszczy.
Ciekawam bardzo tych ceramicznych zwierzaczków.
To w sumie tak jak moja,DUA. :)
Krzysztofie , za górami zaczynam tęsknić zaraz po tym ,jak je opuszczam.
Zawsze w głowie kolacze mi się motto z „Mistyki gór „Rogowskiego -„Jeśli chcesz ujrzeć Jego twarz, idź w góry. „I zawsze tam tej Twarzy szukam.
A w lutym slizgalam się na tym samym szlaku.;)
Mamo Isi, prędzej czy później „Królestwo”, jak każdy film, znajdzie się w sieci. Bez pośpiechu więc.
Dzięki za przesyłkę!
Jas,(wiad.pryw.) podaj tu swój adres mailowy, Adminki się odezwą i przyślesz zdjęcia.
Joanno, na oko oczywiście.
Moja kuchnia jest głównie na oko.
Zaszłam dziś na tyły ogrodu, żeby zobaczyć, jak się miewa dynia po huraganie. No i proszę! Duch w dyni nie ginie i dalej sobie rośnie. Zrobiłam stosowne zdjęcie i dosłałam Admince dołączywszy i fotki „poziomkowych pól”, które żem była znalazła w archiwum.
Kombinuję tak i siak, żeby obejrzeć „Królestwo”, ale nie wiem, czy mi się uda. Mama się robi coraz bardziej ruchliwa i sprawna, a na dowód tego sama sobie dziś usunęła cewnik. Takie rzeczy zawsze się dzieją w sobotę.To jest jakieś prawo natury.
Ach, tak bym chciała w Tatry! Sto lat nie byłam. I to akurat moje ulubione, zachodnie.
Dzień dobry.
DUA, jeśli wolno spytać, ile tych ziemniaczkow i parmezaniku do ciasteczka kruchego. Cży stosuje Pani jakąś proporcyjkę czy raczej na oczko?
Dwie dwójeczki? To razem czwóreczkę daje.;)
W pewnej rodzince pierworodna po przyniesieniu piątki z minusem była pytana dlaczego minus. Drugi syn Beniaminek w tej samej familii skoro przyniósł dwóję to się cieszono, że nie jedynka. Wszystko względne i jak mówi piosenka: Sprawiedliwości nie ma na tym świecie.
U mnie slonecznie, pedze na trening (na lodeczke)! :)
Zdjęcie tej dyni jest takie bajkowe. Ale mama Isi musi mieć bajkowy ogród!
Te polskie ogrody są takie dzikie, wolne. Wchodzi do nich jakby łąka. Łąka to bardzo delikatna rzecz! My mamy jeden, który jest zupełną dżunglą, takie liany i powyginane drzewa tworzą korytarze, albo zielone ściany, a drugi znów to właściwie kolorowa łąka. Żal mi ją kosić, bo jest taka ciekawa, taka piękna w kolorach! Jeszcze nie ma tam podagrycznika, a za to są różnego rodzaju starożytne polne kwiaty i dziwne trawy (teraz to się nazywają chwasty). Mówią, by nie kosić, bo to świat pszczół, trzmieli i takich tam. Jest też bajoro, gdzie siedzą sarny, koziołki i zające. Miejscowi są bardzo zachwyceni swoją okolicą, pokazują nam piękne widoki i mówią, by iść tam lub to zobaczyć (tubylcy są niesamowici). Ja z miasta, nie wiem co o tym myśleć, ale zaczynam powoli coś widzieć i tak jak niektórzy wiekowi właściciele tych dóbr, po prostu nie ruszać i podziwiać. Natura jest doskonała!
Tylko trzeba by dosadzić trochę róż. Pewnie by zdziczały i miały kwiaty różnej wielkości, ale to nic.
Dwójeczkę?!
A pewnie, mogło być gorzej. Uszka do górki! Hop-hop!
Dzień dobry!
U nas matematyka wygląda tak: A w piąteczek napiszemy sobie kartkóweczkę i się posypią piąteczki. Teraz otwórzcie zeszyciki i zapiszcie temacik!
Zaliczyłam pierwszą dwóję! Ale jestem szczęśliwa, myślałam, że będzie gorzej.;) (Z informatyki)
U nas drzew jest tyle, że Babcia już mówi, że to nasz „małpi gaj”. A ja uparcie bronię przed wycięciem któregokolwiek, choćby nawet wchodziło na druty!:))
Pozdrawiam ciepło!:)))
Dzieńdoberek, dzieńdoberek – zawrzasnął kurierów szereg.
Księgowa Sosna też gdzieś tam rośnie i szumi. Ech, ckliwe wspomineczki Chestereczki.
Pan kurierek zapomniał jeszcze o dzieńdoberek.
Tak, to są prawdziwi przyjaciele.
Też mam dużo drzew koło domu, większość z nich sama posadziłam.
Sosny bardzo lubię!
Pani Małgorzato- to jest widok z hamaka. Nasze drzewa to prawdziwi przyjaciele, nie tylko dają nam cień, zapach żywicy, szum koron, ale jeszcze dźwigają poprzywiązywany do nich hamak, żebyśmy leżąc na nim pomiędzy ich pniami mogli naprawdę pobujać w obłokach. Mam wrażenie, że nie męczy to ich a wręcz cieszą się na nasze towarzystwo. Teraz mają odpoczynek. Moc serdeczności przesyłam.
Iskro, Adminka przesłała mi zdjęcie od Ciebie. Dziękuję! Rzeczywiście, widać „crown shyness”!
Miły masz widok z leżaka!
Rachuneczkami za prądzik.:)
Krzysztofie, ale to okieneczko ma chwalebną przeszłość. „Puk, puk, w okieneczko, wstań, wstań, panieneczko, koniom wody dać!”
Język polski lubi zdrobnienia i pieszczotliwe słowa. Nawet ułani je stosowali, jak widać.
Karolciu, dzięki, ale ja wiem, co się jada w „J”, więc nie posłucham. Właśnie sobie przypominam koncert skrzypcowy Beethovena, w ramach przygotowań do dzisiejszego wieczoru. Dzięki za błękit (błękicik)! Całus dla Łukaszka miłego!
Jas, no to miłej zabawy!(Ciekawa jestem tych ceramicznych zwierzątek).
Co do salonu: ano, trzeba kultywować zanikającą tradycję. Róbmy, co możemy. Ratujmy się, a przede wszystkim – ratujmy dzieci przez zalewem chamstwa i głupoty.
O tak! U nas na Podlasiu też ostatnie dni przypominają raczej dynię z kompostownika niż czarująco wiszącą na drzewie. Jest na to borejkowski sposób. Włączone światła gdzie się da, pyszne zapachy z kuchni i nie przejmujmy się rachuneczkami za prąd. Puszczam do Was słoneczne oczko.
Zabawę w weterynarza czas zacząć! Cała kuchnia znalazła się w pokoju. Mąż zaaferowany wyjął nawet cały woreczek zwierząt swoich ceramicznych do leczenia. I wówczas zobaczyliśmy jakie ładne rzeczy kiedyś zrobiliśmy. Niestety zajęliśmy się później czymś innym.
Mieliśmy to szczęście, że córka wychowywała się na tych szufladkach KG. To był taki jej komputerowy świat, choć w realu, też bardzo lubi grzebać w szufladach. Dobrze, że nie wyrzucaliśmy ładnych rupieci. Samemu miło na nie popatrzeć.
Szufladkowo miało swój urok i było bezpieczne. Teraz już chyba bym nie dała jej długo siedzieć przy innych stronach. Internet to tylko kawałeczek życia, choć ja bardzo dużo się tutaj uczę. To dla mnie taki salon kulturalny, taki polski dwór, gdzie można zasłyszeć coś wartościowego. Tak działa atmosfera jednej rodziny? Próba opisania KG -daremna.
Wydawało mi się, czasami, że kultura to jest piękny sen i że istnieje tylko w książkach. Wystarczy jednak zajrzeć tutaj i nie bać się obudzić. Z kim przestajesz, takim się stajesz.
Dzień dobry!
Przesyłamy dużo światła Kochanej Autorce. U nas jesienny błękit i pierzaste chmurki.
A o 10 na radiowej Dwójce – Co jada się w „Jeżycjadzie”?:)
Cieszę się, Starosto, z całego serca, za wszystkich, którym buro i ponuro. W schronisku na Polanie Chochołowskiej po opłaceniu należności w bufecie słyszy się od kasjerki: „A teraz paragonik do okieneczka”.
„Zakupki” śliczne, JoAnno!
Krzysztofie, ciesz się bielą i jasnością, za nas wszystkich!
Zgredzie, ze schroniska na Hali Ornak. A dzisiaj dzień biały i jasny, choć bez słońca, daleko mu do skisłości.
Szaro, buro i ponuro, DUA. W sam raz na czytanie, a tu pisać trzeba… ;)
Muszę się podzielić wczorajszą historią, myślę, że Księgowi szybko się domyślą, dlaczego :) Przyjechał kurier, otwieram drzwi i słyszę: „Dzień dobry, zakupki. Karteczką czy gotóweczką będzie?”. Musiałam się chwilę zastanowić, czy ten pan aby na pewno do mnie mówi i o co tak właściwie pyta. I od razu przypomniała mi się rozmowa o zdrobnieniach (i pieniążkach) będących w powszechnym użyciu :D
A już dzisiaj wieczorem – początek konkursu skrzypcowego im. Wieniawskiego!
Będą transmisje, dostępne w sieci (wieniawski2016.tvp.pl)
Dzień dobry!
SowoP, ja też lubiłam te szufladki. Ale trzeba przyznać, że tamten formularz miał swoje wady, i że były one liczne.
Wolałabym jednak, jak już, kolekcjonować książki i pamiątki literackie, albo piękne obrazy, a nie tylko przepisy kulinarne.
Czy u Was też taki skisły, szary dzień? Mało światła.
Dziękuję Magda.lenie za odszukanie przepisu. Dodam jeszcze, że śmietana lepsza jest ta kwaśna i że spód zapiekankowy należy wcześniej trochę podpiec, żeby nie wyszedł surowy. A najlepiej zrobić go z ciasta kruchego, jeśli mamy na to czas.
Wspomniałam teraz z rozrzewnieniem szufladki ze starej KG, nadałaby się teraz jedna na kolekcję księgowych przepisów.
Krzysztofie, przez Kościeliską?
Dobry wieczor.Magda.leno dziekuje ci przeslicznie za przypomnienie przepisu,zapisany w kajeciku czeka do jutra na realizacje.A ja moge oddalic sie w kierunku „Kristin….”
Ha! Emilka się ucieszy.
Pozdrawiam malego Marco!
A dzis rano pomoglam wydostac sie na swieze powietrze ogromnej cmie (przy pomocy kubka plastikowego i tekturki). Cma wieczorem latala po pokoju jak oszalala, a rano chyba spala (dzieki temu udal sie numer z kubeczkiem). Ale potem rzesko wyfrunela! Oczywiscie pomyslalam cieplo o „Haczyku”, Emilce i KG. :)
Dziekuje za przypomnienie przepisu na zapiekanke, tez mialam zamiar go wyszukac. Moze wyjdzie dobra i bez gorgonzoli?
A teraz wracam do pracy, terminy nade mna wisza… Usmiecham sie do Was, milego wieczoru!
Joanno, dziękuję, wiem, że góry są Ci bliskie. Dzisiaj na Ornaku było cudownie – dziewicza biel śniegu i absolutna cisza. Potem, niestety, trzeba było zejść, nie zliczę, ile razy leżałem, gdy nogi ślizgały się albo grzęzły w śniegu, a reszta ciała kontynuowała poprzedni ruch. Obyło się jednak bez urazów :-).
Wiem, Eviku, że u Ciebie zwierzątkom krzywda się nie stanie.:)
DUA, w weterynarza bawiłam się z siostrzeńcem na żywych modelach ;)
Kot był ranny, więc trzeba go było opatrzyć.
Nie marnowało się jedzenia, ale papier toaletowy. Ja trzymałam kota na rękach, a siostrzeniec przykładał zwilżony papier do „rannej” łapki.
Kot był bardzo cierpliwy. Ja nazywałam tę zabawę „dręczeniem kota”. Kotu nic się nie stało i nie pozwalałam na długie „dręczenie”.
Co prawda, Magda.lena podała już przepis, ale może podpowiem uniwersalną metodę wyszukania czegoś w Księdze. Kiedy czegoś szukam (zazwyczaj przepisu albo informacji o książce), a wiem, że było to na tej stronie to do wyszukiwarki wpisuję np. zapiekanka Kopciuszka Musierowicz. Wyskakuje mi wtedy kilka wyników i zazwyczaj pierwszy to odnośnik do interesującego mnie wpisu. Wystarczy kliknąć na odnośnik i skorzystać ze skrótu klawiszowego Ctrl+F i znów wpisać np. zapiekanka – podświetlą się wszystkie wpisy, w których to słowo występuje.
Polecam tę metodę, gdy musimy coś szybko znaleźć :) Mam nadzieję, że komuś przyda się taka instrukcja ;)
Dziekuje bardzo DUA.Wieczorem,jak dzieci juz padna,a ja dam rade,bede kontynuowac poszukiwania kopciuszka.A jutro znowu szkola. Och jak dobrze maja dzieci w Polsce ,ze taki dlugi weekend maja zawsze.Pozdrawiam Wszystkich
Pomogę tym, którzy szukają przepisu i jeśli można, wkleję go tutaj (copyright Sowa P. :))
Zapiekanka Kopciuszka
Proporcje można dowolnie modyfikować, ja i tak podwoiłam ich ilość dyni i sera w stosunku do oryginału.
rolka ciasta francuskiego
1/2 kg obranej i pokrojonej w kostkę dyni
100 g bekonu (opcjonalnie)
200 g gorgonzoli
100 g mozarelli
200 g śmietany
2-3 jajka
2 ząbki czosnku
świeży tymianek
sól, pieprz
oliwa lub masło
Dynię dusić na patelni, na oliwie lub maśle, ok. 20 minut (w trakcie duszenia dodać trochę wody). Pod koniec duszenia dodać wyciśnięty czosnek i tymianek. Wyłożyć blachę ciastem, na wierzch wyłożyć podduszoną dynię, kawałki serów i bekon. Śmietanę rozbełtać z jajkami, doprawić do smaku i zalać całość tak przygotowaną masą jajeczną. Piec ok. 30 minut w temperaturze 180 stopni. Przed podaniem posypać świeżymi ziołami.
(potem była mowa jeszcze o dodawaniu orzechów włoskich i zwiększaniu ilości czosnku- to już dopisek mój ;) )
Ale,to jest przy wrześniowym wpisie DUA zatytułowanym Obrazki do Feblika. 2 pazdziernik ,godz.01.35.
Nasza Sowa prowadzi nocne życie. ;)
O! To świetne!
Oto przykład zabawy, którą wymyśliłam dla moich Dzieci, kiedy miały już około 6 lat. Wełnę z kłębka trzeba
poprzywiązywać do różnych stabilnych miejsc, najlepiej w największym pomieszczeniu w domu tak, aby
nić biegła przez środek pomieszczenia we wszystkich możliwych kierunkach (powstaje coś w rodzaju pajęczej sieci). Dzieci mają za zadanie przedostać się z jednego końca pomieszczenia w drugi pomiędzy nićmi, starając się nie dotknąć żadnej z nich. Zabawa była uwielbiana , ale trzeba było troszkę współuczestniczyć.
Dzień dobry, Sowo!
Miło mi zatem powrócić myślą do czasów, gdy ryż i wszelkie kasze, z manną włącznie, zajmowały nasze dzieci w stopniu najwyższym. I to przez długie zimowe tygodnie, kiedy ze spacerami jest tak sobie.
Nie, na dywan nic nie sypaliśmy, Jas!- tylko na parkiet. Osobna hałdka z każdego rodzaju suchych, sypkich produktów (z wyjątkiem mąk i cukrów!), drzewa i krzewy z gałązek choinki lub suchych patyczków, poutykanych w przepołowione ziemniaczki (stabilna podstawa) rosły wzdłuż dróg, jezioro z lusterka, rzeka z folii aluminiowej, domki z klocków, góry z ziemniaków lub cebuli, ludki z lego. I pomiędzy tym kursują ciężarówki, wożąc długimi trasami to żwir, to kamienie, to piasek, to znów kuliste głazy (ziele angielskie), a dźwig łyżeczkowy nasypuje i wysypuje i się uwija z transportem przez długie, błogie godziny. Potem tylko trzeba pozamiatać.
Przybyła raz mama mojego męża i skarciła mnie za nieposzanowanie żywności, ale kiedy tylko wyjaśniliśmy, że po zakończeniu zabawy wszystkie ziarenka trafiają do wygłodzonych ptaszków, dała spokój.
Druga pyszna zabawa: w weterynarza. Wszystkie grubsze jadalne drobiazgi (fasola, groch, makaron muszelki etc.) w pudełeczkach od zapałek robią za leki. Różne korkociągi, przyrządy i szpikulce kuchenne – za instrumentarium chirurgiczne. Weterynarz w białym stroju, z receptariuszem i pieczątką z rzeźbionego ziemniaka, przyjmuje wszystkie chore pluszaki, przemawiając do nich uczenie w języku para-łacińskim, wykonuje zabiegi, pakuje leki w papierki, przepisuje recepty i pysznie się bawi, podczas gdy inni domownicy masowo dostarczają mu pacjentów, nie szczędząc soczystych szczegółów co do przyczyn i objawów zachorowań.
Miłej zabawy!
Wam też tego życzę, Ale!
Dzien dobry.Joanno ja rowniez szukam przepisu na zapiekanke kopciuszka, ale za nic w swiecie nie moge jej znalezc.Czy jest ona pod wpisem z 29.10?Ja zadnego wpisu z 2.10 nie widze niestety.Ale zainteresowaly mnie polecane przez DUA zabawy dla dwulatka?Sowo P.my tez czesto leczymy…pozdrawiam
Y
Zabawy z kaszą i ryżem? Ale jakie? Oddzielanie jednego produktu od drugiego niczym Kopciuszek? Może to dobra odskocznia od zabawy w panią doktor od autek – wszystkie nasze resoraki zapadły bowiem nagle na przeróżne alergie (na pierogi, na kasztany, na bakłażana…), które należy uleczyć za pomocą przyklejanego plasterka i czasowej kwarantanny w toalecie.
Podczas, gdy była Pani w kinie, obejrzałam sobie zwiastun „Królestwa” na YT. Byłyśmy w nim obie, i ja, i Wiewiórka. Może poczekam na wydanie DVD i zrobię sobie kino domowe.
Dobry wieczór!
Poszukuję wierszy na akademię na cześć, ale na cześć Polski, 11 listopada i chciałabym znaleźć coś nieoczywistego. Nam boską Szymborską, dumnego Broniewskiego, romantycznego Mickiewicza, znalazłam rzecz Herberta, ale to bardzo trudno powiedzieć i teraz pytam Pani i wszystkich innych o jakieś dobre wiersze o Polsce. Bo wiersze które już zebrałam są przez większość bardzo dobrze znane ze wszystkich poprzednich świat patriotycznych i przez to robią mniejsze wrażenie, a ja chciałabym zrobić coś naprawdę miłego.
Bardzo, bardzo proszę o pomoc
Rozumiem Sowo. Obowiązek przede wszystkim. Inaczej mogłaby zostać zachwiana równowaga w przyrodzie.
Na nadmiar myszy nie narzekam. Mam dwa łowne zwierzaki – kota i psa. Z czego kot woli okoliczne ptactwo
niestety, a na myszy w domu poluje pies, jednak w humanitarny bardzo sposób – wynosząc je na dwór.
Zresztą na jedną małą myszkę bym się nie pogniewała, ponieważ zawsze marzyłam, aby w moim domu było
dokładnie tak, jak w piosence pt. „W moim magicznym domu”. Sama też często ratowałam myszy z ” paszczy”kota na wyraźne żądanie Dzieci, ale i z potrzeby własnej. :)
Cieszę się Starosto, że film się podobał. Mój ulubiony serial przyrodniczy, to „Saga prastarej puszczy” ze
wspaniałym głosem Krzysztofa Gosztyły :)
Przeglądając ubiegłoroczne jesienne wpisy w poszukiwaniu przepisu na zapiekankę (z) Kopciuszka (gdyby ktoś jeszcze szukał,jest we wpisie z 2 października),trafiłam na te listopadowe, powstałe po spotkaniu z Naszą Ulubioną Autorką w poznańskim Empiku.Po raz kolejny tak strasznie pożałowałam,że nie mogłam tam być i że do ubiegłorocznej jesieni tylko przyglądałam Wam się z ukrycia,podczytując toczące się tu rozmowy.
Nie tracę nadziei,że może uda się to miłe spotkanie z DUA i chociaż niektórymi Księgowymi powtórzyć przy okazji premiery „Ciotki”,na którą bardzo spokojnie czekam,ciesząc się,że Pani Małgorzata korzysta z uroków życia,co zapewne wzbogaca proces twórczy.:)
Może się uda.A tymczasem dobrej nocy,a jutro po szkole i pracy miłego początku weekendu.
Krzysztofie,pozazdrościłam Ci tych górskich wędrówek,chociaż zaśnieżone i oblodzone tatrzańskie szlaki nie są tym,co tygryski lubią najbardziej.Wędrowałam minionej zimy i momentami nie było łatwo.Ale może teraz jeszcze tak źle nie jest.Miłego odpoczynku,Marynarzu.:)I miłych lektur.:)
Zainspirowana opowieścią o tym, jak bardzo wcześnie zrobiła Pani książeczkę, zasugerowałam jej, żeby zrobiła swoją. Chyba jakoś tak to było. Kaszy mannej nie zapomnę do końca życia, że też to inni pamiętają! To była ostatnia deska ratunku, ale też otworzyła mi oczy na zabawy z dzieckiem. Było to takie miłe, ojej, chyba jutro wysypię kaszę na dywan i się pobawimy. Dziecko po prostu znika, a przede wszystkim się uspokaja! My też.
Z chorób też w końcu wychodzi (zgadza się -7 lat), tylko ta matematyka…
Teraz są nowe sposoby uczenia jej, jeszcze bardziej zagmatwane i męczące. Spróbujemy uczyć ją pamięciowo, mówiono tu, że pamięciówka jest bardzo korzystna:)
Jak już tak wspominam, to powiem o pierniczkach: córka mówi o nich cały rok.
Można by pisać bez końca! Dobranoc!
O, Marco się odezwał! Jak miło!
Stęskniłam się za Tobą, Marco. I za Twoim braciszkiem też.
Co do wszystkich języków Ziemi: jejku, no nie mam pojęcia!!!
Całuski i dobranoc!
Krzysztofie, otóż to, lubimy pyszne powieści obyczajowe, przy czym dodajmy, że nie o złe obyczaje tu chodzi.;) Choć przecież zdarzają się morderstwa w tych pysznych realiach.
Wniosek: trzymamy się złotej epoki.
Beatuszko (wiad.pryw.)- pewnie, że dobrze ich mieć.
Bardzo Ci dziękuję za wiadomość! (Beatka doniosła, że wyszedł polski przekład „Córek niczyich” Wilkie [Wilkiego?] Collinsa, autora naszej ulubionej „Kobiety w bieli”).
I pisze też, że „Sekretne życie drzew ” zamówiła sobie w bibliotece, bo bardzo rozchwytywane. Sowo, rozumiem i podzielam Twe uprzedzenie, ale czasem jednak bestseller jest bestsellerem naprawdę i w dodatku zasłużenie. Tak, to się zdarza.
PS – Miasto jest odrażającą formą, z ulgą powróciłam w lasy.
Czesc !!!Tutaj Marco z Francji to do Was pisze. Jestem szczesliwy, ze sie laczycie ze mna, mozemy sobie pogadac, byc kolegami.
U mnie same przyjemnosci, duzo kolorow i moge Was zaprosic jak chcecie na Boze Narodzenie, do sali w merostwie w naszej wsi, bo jest duzo miejsca.
Co u Mateo? Mateo duzo czyta, jak Marco. On dobrze sie uczy i jest fajny.
Pa, pa idziem spac!
Marco
PS Chcialem sie dowiedziec ile czasu uczymy sie wszystkich jezykow na Ziemi?
PS 2 Dobranoc! Smacznego! Na obiad, na sniadanie i na kolacje. Bedziem Ci pisac jutro.
Kapucynko, jest to świetny sposób kołysankowy.
Jas, ja już od razu poprawiłam, to nie „Tajemnica” żadna, tylko „Królestwo” (francuski tytuł to „Les Saisons”, bo chodzi o pory roku). Zasugerowałam się kryminałem Krzysztofa.
Tak, pamiętam, jak Ci radziłam zabawy z kaszką i ryżem. A więc córeczka już tak wyrosła, że sama pisze?! Wspaniale.
Sowo, Ty też byłaś na filmie. Zdziwiłaś się wielce w pewnym momencie, gdyś z dziupli wyjrzała.
Była też Twoja kuzynka, płomykówka.
Ach, luby Wójcie!
Właśnie miałam powiedzieć, że Wiewiórki grają w tym filmie na całego!
Byłam wzruszona, zdjęcia z tak bliska!
Widziałam dokładnie, w jaki sposób jadacie orzeszki laskowe.
Zdjęcia w ogóle fantastyczne, nie mam pojęcia, jak oni to nakręcili. Wilki, żubry, rysie, żbiki, jelenie, bobry i myszki polne, a nawet chrząszcze jelonki – wszystko w akcji, z bliska, z daleka – z góry i z dołu. Wspaniałe.
Natomiast te wspaniałe zdjęcia złożono w niezbyt składną całość, lekko jakby fabularyzowaną i ciut tendencyjną.
Ale można na to nie zwracać uwagi, kiedy się widzi wielką niedźwiedzicę, siedzącą sobie swobodnie na gałęzi wysokiego drzewa, albo małą sarenkę, właśnie przychodzącą na świat. Albo polowanie wilcze.
Siedmiolatka to jeszcze nic, Pani Małgosiu! Ja zamierzam czytać moim dzieciom Jeżycjadę już od kołyski!
Ach tak, „Królestwo”. Znam, znam, grałam w tym filmie. Rola naprawdę istotna choć drugoplanowa. Mam nadzieję, że mnie nie wycięli. No, zobaczymy co powie Starosta, jak wróci.
Wspaniałe te informacje o drzewach i ich sposobach komunikacji! Ludy starożytne/pierwotne chyba intuicyjnie to przeczuwały czcząc drzewa jako bóstwa. Swoją drogą Dorotka Rumianek koniecznie musi przeczytać „Sekretne życie drzew” – na pewno będzie zachwycona :)
PS. Miałam oszczędzać i nie kupować tymczasowo nowych książek, ale skuszę się na „Sekretne…”, na allegro jest po przystępnej cenie. W tym miesiącu nie kupiłam jeszcze żadnej książki, więc mam usprawiedliwienie…
PS2. Ciekawa jestem czy ktoś z Księgowych czytał „Małe życie” Hanyi Yanagihary. Opinie są różnie skrajne. Jestem po lekturze i dla mnie – przejmująca, poruszająca i mimo bardzo traumatycznego życia głównego bohatera – piękna książka. O przyjaźni, prawdziwej empatii i miłości.
W tym właśnie rzecz. „Pyszne powieści obyczajowe” biorę z punktu, niezależnie od konwencji. Jest to zresztą mój argument, kiedy ktoś dziwuje się, iż czytam powieści dla dziewcząt pewnej poznańskiej pisarki.
Piętaszku, nie zajrzałam do Ciebie, bo zajmowałam się monitorowaniem liczebności gryzoni w lesie, jak to się dziś eufemistycznie mówi. Może dzięki mnie będziesz miała mniej myszy w domu. Jako drapieżnik, z natury jestem mało litościwa dla insektów i gryzoni. W ogóle wolę, by zwierzęta mieszkały na łonie natury, nawet te sympatyczne. Nie przepadam też za zbytnim przypisywaniem ludzkich cech i zachowań zwierzętom, a tym bardziej roślinom – dlatego jakoś nie skusiłam się na książkę o drzewach, choć też widziałam ją w arosie. Poza tym, z reguły omijam tytuły opatrzone etykietką „bestseller”, bo najczęściej moje gusta literackie rozmijają się z powszechnymi trendami, ale widzę, że może to była zbyt pochopna ocena i książkę jednak przeczytam. Z szacunku dla mojego śp. dziadka leśnika.
Nie mogę znaleźć filmu o lesie pod tytułem: „Tajemnica”. Może ma jakiś inny tytuł.
Czytaliśmy córce Pani książki jak miała już roczek. Nie wiedzieliśmy jak się wychowuje dzieci, a przeczytaliśmy w podręcznikach, że należy jak najwcześniej czytać im książki. Nie wiedzieliśmy jakie, bo przecież nie jeszcze nie mówiła, więc czytaliśmy te, które nam się podobały. Teraz napisała już kilka swoich. Takie figlarne, zawierają kawałki ciekawych opowieści i dialogów chyba z klasy. Mieszanina wolnej wyobraźni z rzeczywistością. Ja się staram mieć ambitne słownictwo lecz wychodzi to sztywno, a u dzieci bogate słownictwo jest takie naturalne.
Trafiłam do KG jak córka miała 2 lata i byłam w rozpaczy, bo nie wiedziałam jak bawi się z 2-latką!
Tutaj otrzymałam pomoc, tak, nie można tego inaczej nazwać. Teraz dziecko zupełnie mnie przerosło, ale nie wzrostem. Nie wiem, co bym jej przekazała, gdyby nie ten kącik. Nie mam jej już za wiele do przekazania od siebie.
Tak, wielosetletnia tradycja, sprawdzona przez tyle pokoleń! Gdy jadę na wieś to zaskakuje mnie to, że prawie każde zdanie osób tam mieszkających zawiera taką głębię. Czasami są to praktyczne rady dotyczące rolnictwa, pogody, budowy domów, zwykłych spraw, albo w ogóle życia. Zwykli ludzie, a można ich cytować jak starożytnych mędrców. Skąd to się bierze? Pewnie stąd, skąd wzięło się u starożytnych. Jeden człowiek jest zupełnie niesamowity, o co go zapytam, to wie. Odpowiada mi między jednym dokręceniem śruby od ciągnika, a drugim. Jego żona podobnie. Co za historia!
Historynko,odezwę się,ale nic na siłę,nie chcę Ci robić kłopotu.Miło by było poznać osobiście choć jedną z Księgowych.:)
Nie wiem,czym się dokładnie zajmujesz,ale jaka ciekawa musi być ta praca,skoro tak Cię uszczęśliwia.Życzę Ci,żeby to się nigdy nie zmieniło.I pozdrawiam.:)
DUA,a te fragmenty o tym jak drzewa dbają o swoje „potomstwo”, czytała Pani już?Niesamowite,prawda?
Ateno, to widać.:)
Jas, siedmiolatce?! Olaboga! Cieszę się.
Krzysztofie, a to akurat nie jest najlepsza z powieści lady Agathy!
Może jednak Cię przekona do angielskich kryminałów, zwłaszcza tych ze złotej ery. I zwłaszcza – pisanych przez kobiety. Ja bardzo lubię. To są pyszne powieści obyczajowe, a zbrodnia w nich nigdy nie jest okrutna ani krwawa, jakoś czuje się, że stanowi tylko pretekst do miłej gawędy i do tworzenia łamigłówki.
Za brutalnymi i mrocznymi kryminałami ja też nie przepadam. Natomiast cieszy mnie towarzystwo tych inteligentnych, miłych, wykształconych, znakomicie piszących ladies, które w dodatku świetnie prowadzą akcję i nie szczędzą „małych realiów”.
Miłego czytania!
Jadę do Poznania, do kina. Film „Królestwo”, autorzy są twórcami pięknego i znanego nam „Mikrokosmosu”, a teraz wzięli się za LAS i jego sekrety.
Ci, którzy już widzieli, mówią, że KONIECZNIE!
Wracam pod wieczór.
Zawsze lubilam drzewa. Przytulam sie do nich, czerpie z nich dobra energie.
Jakiś czas temu czytaliśmy naszej siedmiolatce ostatnią książkę DUA. Była zachwycona i od tej pory ciągle wspomina, jak to z Ignacym było. Może dobrze się z nią czuje, bo znajduje tam bardzo wiele cech swoich rodziców i naszego domu. W końcu też jesteśmy artystami. Co za niesamowita historia!
Robi lalkom stroje, może rośnie nam druga Kreska. Zastanawiam się właśnie, czy uczyć ją francuskiego.
Tatry odwzajemniają pozdrowienie i nieustannie prószą śniegiem. Zabawnie jest być w środku zimy, podczas gdy w Księdze panuje jesień, a w domu huragan. Wpływ DUA okazał się przemożny w doborze lektur na wieczory w schroniskach: „Szósta klepka” i „The Secret Adversary”. W najśmielszych snach nie przypuściłbym, że będę czytał kryminały, nie przepadam za tym gatunkiem. Ale ten mi się podoba.
Dziwna sprawa, najpierw francuska muzyka i Zaz à Montmartre, a teraz dostaliśmy też francuski film: „Un Monstre a Paris” taki musical dla dzieci (to nie „Dzwonnik z Naszej Pani”). Jak na współczesne filmy jest naprawdę ładny. Dostało nasze dziecko, ale ja się po nim jakoś wesoło czuję, to chyba dla mnie. Bardzo zaskakujący, a myślałam, że mnie już nic nie zaskoczy. Zauważyłam, że jest też na Youtube tylko słabej jakości. Animacja tańca na podstawie prawdziwych, tańczących tancerzy (kulisy filmu są jako bonus na płycie). Głosu udziela Vanessa Paradis. A pchła robi muzyczną karierę. Do czego to doszło!
Od dziś tak właśnie będę JE nazywać. Bardzo dziękuję za wspaniałą podpowiedź pani Małgosiu.
Tym bardziej ,że również nazwa starożytnej SIEDZIBY BOGÓW jest mi w pewien sposób bliska.:))
Jak Filemon i Baucis, Piętaszku.
Tak, Historynko, historia lubi chichotać.
Dzięki za zaproszenie!:)
Mam taką „parę” DUA w ogrodzie – świerk srebrzysty i modrzew. Rosną już tak splecione ładnych parę lat.
Świerk to ONA, a modrzew, to ON. Modrzew jest bardzo mądry, bo nie dość, że czule osłania świerk, to jeszcze
stara się nie rozrastać zbyt mocno po stronie mało wyrozumiałych (naszych) sąsiadów. Obydwa są piękne, modrzew -potężny. Czerpię od niego siłę.
Sowo, słyszałam Cię w nocy przez uchylone okno. Dlaczego nie wpadłaś na herbatkę ?
Świetna to lektura, Kris.
Zawsze wiedziałam, że drzewa to ISTOTY, ale te wiadomości od pana leśnika po prostu mnie zachwycają!
Iskro (wiad.pryw.)- dziękuję, chętnie zobaczę! Adminki się odezwą.
Wracam jeszcze do Pana Tadeusza,
Pani Małgosiu, zapraszam serdecznie to na wrocławski Rynek, swoją drogą muzeum mieści się w kamienicy, z której Fryderyk Wilhelm III wzywał Niemców do walki z Napoleonem, a obecna wystawa poświęcona jest w dużej mierze polskiej legendzie napoleońskiej. O, taki chichot historii.
Joanno, ja raczej nie prowadzę lekcji muzealnych,ale daj mi znać kiedy przychodzisz, zobaczę co się w tym temacie da zrobić :)
Jak dużo i jesiennie dzieje się w księdze.
O, jestescie! Tez sie zaczynalam niepokoic.
Dobrze, ze Mama Isi zdazyla sfotografowac dynie przed upadkiem.
Kapucynko, dziekuje za emotikona (nawet jesli zniknal po drodze).
DUA, milej lektury!
Leje i wieje tak, że w drodze na uczelnię myślałam, że odlecę wraz z parasolką. Niestety istnieje też uzasadniona obawa, że nie byłby to lot spokojny i pełen gracji, więc cieszę się, że jednak zostałam na ziemi. I że mam kalosze – cóż to jest jednak za pożyteczny wynalazek… A jak mnie ciocia namawiała na ich zakup, nie byłam specjalnie przekonana ;)
W tym roku na Kaszubach grzyby wyjątkowo bogato zaowocowały. W lipcu w pół godziny zebrałam z siostrą całą kobiałkę i jeszcze trochę. Miło pomyśleć, że za rok może być równie bogato. A jak tam u innych zbieraczy?
Oby jak najszybciej, DUA! Jutro mam w szkole ważne zali