Świat jest taki piękny!

mareczek

 

I – oj,  jak dobrze jest tak sobie po nim wędrować.

Własny palec ma bardzo ciekawy smak i wyraźnie pomaga w orientacji.

W trawie leżą nieruchome jabłka i poruszają się cienie, niebo wysyła mnóstwo światła, a wiatr chwieje gałązkami, słychać miły szum i jakieś szczebiotanie, powietrze słodko pachnie, wszystko wokół jest pełne mocnych kolorów,  czasem przeleci ptak, to znów pszczoła zabrzęczy, albo zaszczeka piesek, a rodzice czuwają, żeby człowiek nie zabłądził w tym wielkim sadzie.

Co zdarzy się za chwilę?

Co się kryje za tamtymi krzaczkami?

I dokąd ja właściwie  idę?

Ech, życie jest takie ciekawe i dobre!

 

Tak myśli sobie pewnie Marco, zwany Mareczkiem, którego mamą jest KC Casciolina (to ona przysłała  zdjęcie).

Udanej, szczęśliwej  drogi, Mareczku!

Pozdrawia Cię serdecznie niejaka

MM.

 

 

POST SCRIPTUM (znowu!):

KC Mama Isi nadesłała materiał ilustracyjny do swojej opowieści o dyni na świerku.  W rzeczy samej! Szalone pnącze! Kolejne sekwencje pokazują, jak bestia pęcznieje i zarazem ciąży ku ziemi.

 

dynia

 

dynia-2

 

dynia-3

Brawo dla dyni!

Mamo Isi, dziękujemy i smacznego!

226 przemyśleń nt. „Świat jest taki piękny!

  1. Ba, nagle właśnie uświadomiłam sobie dlaczego, czytana w dzieciństwie, ksiażka „Tajemniczy ogród” z poczatku tak mnie intrygowała, a potem rozczarowała – uporzadkowano ogròd.

  2. Jas, bratnia duszo. Jak to miło, że nie tylko ja kocham dzikie ogrody! „Pielęgnowałam” kiedyś taki i w nagrodę grały mi orkiestry świerszczy.
    Ciekawam bardzo tych ceramicznych zwierzaczków.

  3. To w sumie tak jak moja,DUA. :)

    Krzysztofie , za górami zaczynam tęsknić zaraz po tym ,jak je opuszczam.
    Zawsze w głowie kolacze mi się motto z „Mistyki gór „Rogowskiego -„Jeśli chcesz ujrzeć Jego twarz, idź w góry. „I zawsze tam tej Twarzy szukam.
    A w lutym slizgalam się na tym samym szlaku.;)

  4. Mamo Isi, prędzej czy później „Królestwo”, jak każdy film, znajdzie się w sieci. Bez pośpiechu więc.
    Dzięki za przesyłkę!
    Jas,(wiad.pryw.) podaj tu swój adres mailowy, Adminki się odezwą i przyślesz zdjęcia.

    Joanno, na oko oczywiście.
    Moja kuchnia jest głównie na oko.

  5. Zaszłam dziś na tyły ogrodu, żeby zobaczyć, jak się miewa dynia po huraganie. No i proszę! Duch w dyni nie ginie i dalej sobie rośnie. Zrobiłam stosowne zdjęcie i dosłałam Admince dołączywszy i fotki „poziomkowych pól”, które żem była znalazła w archiwum.
    Kombinuję tak i siak, żeby obejrzeć „Królestwo”, ale nie wiem, czy mi się uda. Mama się robi coraz bardziej ruchliwa i sprawna, a na dowód tego sama sobie dziś usunęła cewnik. Takie rzeczy zawsze się dzieją w sobotę.To jest jakieś prawo natury.
    Ach, tak bym chciała w Tatry! Sto lat nie byłam. I to akurat moje ulubione, zachodnie.

  6. Dzień dobry.
    DUA, jeśli wolno spytać, ile tych ziemniaczkow i parmezaniku do ciasteczka kruchego. Cży stosuje Pani jakąś proporcyjkę czy raczej na oczko?

  7. Dwie dwójeczki? To razem czwóreczkę daje.;)
    W pewnej rodzince pierworodna po przyniesieniu piątki z minusem była pytana dlaczego minus. Drugi syn Beniaminek w tej samej familii skoro przyniósł dwóję to się cieszono, że nie jedynka. Wszystko względne i jak mówi piosenka: Sprawiedliwości nie ma na tym świecie.

  8. Zdjęcie tej dyni jest takie bajkowe. Ale mama Isi musi mieć bajkowy ogród!
    Te polskie ogrody są takie dzikie, wolne. Wchodzi do nich jakby łąka. Łąka to bardzo delikatna rzecz! My mamy jeden, który jest zupełną dżunglą, takie liany i powyginane drzewa tworzą korytarze, albo zielone ściany, a drugi znów to właściwie kolorowa łąka. Żal mi ją kosić, bo jest taka ciekawa, taka piękna w kolorach! Jeszcze nie ma tam podagrycznika, a za to są różnego rodzaju starożytne polne kwiaty i dziwne trawy (teraz to się nazywają chwasty). Mówią, by nie kosić, bo to świat pszczół, trzmieli i takich tam. Jest też bajoro, gdzie siedzą sarny, koziołki i zające. Miejscowi są bardzo zachwyceni swoją okolicą, pokazują nam piękne widoki i mówią, by iść tam lub to zobaczyć (tubylcy są niesamowici). Ja z miasta, nie wiem co o tym myśleć, ale zaczynam powoli coś widzieć i tak jak niektórzy wiekowi właściciele tych dóbr, po prostu nie ruszać i podziwiać. Natura jest doskonała!
    Tylko trzeba by dosadzić trochę róż. Pewnie by zdziczały i miały kwiaty różnej wielkości, ale to nic.

  9. Dzień dobry!
    U nas matematyka wygląda tak: A w piąteczek napiszemy sobie kartkóweczkę i się posypią piąteczki. Teraz otwórzcie zeszyciki i zapiszcie temacik!
    Zaliczyłam pierwszą dwóję! Ale jestem szczęśliwa, myślałam, że będzie gorzej.;) (Z informatyki)

    U nas drzew jest tyle, że Babcia już mówi, że to nasz „małpi gaj”. A ja uparcie bronię przed wycięciem któregokolwiek, choćby nawet wchodziło na druty!:))

    Pozdrawiam ciepło!:)))

  10. Tak, to są prawdziwi przyjaciele.
    Też mam dużo drzew koło domu, większość z nich sama posadziłam.
    Sosny bardzo lubię!

  11. Pani Małgorzato- to jest widok z hamaka. Nasze drzewa to prawdziwi przyjaciele, nie tylko dają nam cień, zapach żywicy, szum koron, ale jeszcze dźwigają poprzywiązywany do nich hamak, żebyśmy leżąc na nim pomiędzy ich pniami mogli naprawdę pobujać w obłokach. Mam wrażenie, że nie męczy to ich a wręcz cieszą się na nasze towarzystwo. Teraz mają odpoczynek. Moc serdeczności przesyłam.

  12. Iskro, Adminka przesłała mi zdjęcie od Ciebie. Dziękuję! Rzeczywiście, widać „crown shyness”!
    Miły masz widok z leżaka!

  13. Rachuneczkami za prądzik.:)

    Krzysztofie, ale to okieneczko ma chwalebną przeszłość. „Puk, puk, w okieneczko, wstań, wstań, panieneczko, koniom wody dać!”
    Język polski lubi zdrobnienia i pieszczotliwe słowa. Nawet ułani je stosowali, jak widać.

    Karolciu, dzięki, ale ja wiem, co się jada w „J”, więc nie posłucham. Właśnie sobie przypominam koncert skrzypcowy Beethovena, w ramach przygotowań do dzisiejszego wieczoru. Dzięki za błękit (błękicik)! Całus dla Łukaszka miłego!

    Jas, no to miłej zabawy!(Ciekawa jestem tych ceramicznych zwierzątek).
    Co do salonu: ano, trzeba kultywować zanikającą tradycję. Róbmy, co możemy. Ratujmy się, a przede wszystkim – ratujmy dzieci przez zalewem chamstwa i głupoty.

  14. O tak! U nas na Podlasiu też ostatnie dni przypominają raczej dynię z kompostownika niż czarująco wiszącą na drzewie. Jest na to borejkowski sposób. Włączone światła gdzie się da, pyszne zapachy z kuchni i nie przejmujmy się rachuneczkami za prąd. Puszczam do Was słoneczne oczko.

  15. Zabawę w weterynarza czas zacząć! Cała kuchnia znalazła się w pokoju. Mąż zaaferowany wyjął nawet cały woreczek zwierząt swoich ceramicznych do leczenia. I wówczas zobaczyliśmy jakie ładne rzeczy kiedyś zrobiliśmy. Niestety zajęliśmy się później czymś innym.
    Mieliśmy to szczęście, że córka wychowywała się na tych szufladkach KG. To był taki jej komputerowy świat, choć w realu, też bardzo lubi grzebać w szufladach. Dobrze, że nie wyrzucaliśmy ładnych rupieci. Samemu miło na nie popatrzeć.
    Szufladkowo miało swój urok i było bezpieczne. Teraz już chyba bym nie dała jej długo siedzieć przy innych stronach. Internet to tylko kawałeczek życia, choć ja bardzo dużo się tutaj uczę. To dla mnie taki salon kulturalny, taki polski dwór, gdzie można zasłyszeć coś wartościowego. Tak działa atmosfera jednej rodziny? Próba opisania KG -daremna.
    Wydawało mi się, czasami, że kultura to jest piękny sen i że istnieje tylko w książkach. Wystarczy jednak zajrzeć tutaj i nie bać się obudzić. Z kim przestajesz, takim się stajesz.

  16. Dzień dobry!

    Przesyłamy dużo światła Kochanej Autorce. U nas jesienny błękit i pierzaste chmurki.
    A o 10 na radiowej Dwójce – Co jada się w „Jeżycjadzie”?:)

  17. Cieszę się, Starosto, z całego serca, za wszystkich, którym buro i ponuro. W schronisku na Polanie Chochołowskiej po opłaceniu należności w bufecie słyszy się od kasjerki: „A teraz paragonik do okieneczka”.

  18. Zgredzie, ze schroniska na Hali Ornak. A dzisiaj dzień biały i jasny, choć bez słońca, daleko mu do skisłości.

  19. Szaro, buro i ponuro, DUA. W sam raz na czytanie, a tu pisać trzeba… ;)

    Muszę się podzielić wczorajszą historią, myślę, że Księgowi szybko się domyślą, dlaczego :) Przyjechał kurier, otwieram drzwi i słyszę: „Dzień dobry, zakupki. Karteczką czy gotóweczką będzie?”. Musiałam się chwilę zastanowić, czy ten pan aby na pewno do mnie mówi i o co tak właściwie pyta. I od razu przypomniała mi się rozmowa o zdrobnieniach (i pieniążkach) będących w powszechnym użyciu :D

  20. A już dzisiaj wieczorem – początek konkursu skrzypcowego im. Wieniawskiego!
    Będą transmisje, dostępne w sieci (wieniawski2016.tvp.pl)

  21. Dzień dobry!

    SowoP, ja też lubiłam te szufladki. Ale trzeba przyznać, że tamten formularz miał swoje wady, i że były one liczne.
    Wolałabym jednak, jak już, kolekcjonować książki i pamiątki literackie, albo piękne obrazy, a nie tylko przepisy kulinarne.

    Czy u Was też taki skisły, szary dzień? Mało światła.

  22. Dziękuję Magda.lenie za odszukanie przepisu. Dodam jeszcze, że śmietana lepsza jest ta kwaśna i że spód zapiekankowy należy wcześniej trochę podpiec, żeby nie wyszedł surowy. A najlepiej zrobić go z ciasta kruchego, jeśli mamy na to czas.
    Wspomniałam teraz z rozrzewnieniem szufladki ze starej KG, nadałaby się teraz jedna na kolekcję księgowych przepisów.

  23. Dobry wieczor.Magda.leno dziekuje ci przeslicznie za przypomnienie przepisu,zapisany w kajeciku czeka do jutra na realizacje.A ja moge oddalic sie w kierunku „Kristin….”

  24. Pozdrawiam malego Marco!
    A dzis rano pomoglam wydostac sie na swieze powietrze ogromnej cmie (przy pomocy kubka plastikowego i tekturki). Cma wieczorem latala po pokoju jak oszalala, a rano chyba spala (dzieki temu udal sie numer z kubeczkiem). Ale potem rzesko wyfrunela! Oczywiscie pomyslalam cieplo o „Haczyku”, Emilce i KG. :)
    Dziekuje za przypomnienie przepisu na zapiekanke, tez mialam zamiar go wyszukac. Moze wyjdzie dobra i bez gorgonzoli?
    A teraz wracam do pracy, terminy nade mna wisza… Usmiecham sie do Was, milego wieczoru!

  25. Joanno, dziękuję, wiem, że góry są Ci bliskie. Dzisiaj na Ornaku było cudownie – dziewicza biel śniegu i absolutna cisza. Potem, niestety, trzeba było zejść, nie zliczę, ile razy leżałem, gdy nogi ślizgały się albo grzęzły w śniegu, a reszta ciała kontynuowała poprzedni ruch. Obyło się jednak bez urazów :-).

  26. DUA, w weterynarza bawiłam się z siostrzeńcem na żywych modelach ;)
    Kot był ranny, więc trzeba go było opatrzyć.
    Nie marnowało się jedzenia, ale papier toaletowy. Ja trzymałam kota na rękach, a siostrzeniec przykładał zwilżony papier do „rannej” łapki.
    Kot był bardzo cierpliwy. Ja nazywałam tę zabawę „dręczeniem kota”. Kotu nic się nie stało i nie pozwalałam na długie „dręczenie”.

  27. Co prawda, Magda.lena podała już przepis, ale może podpowiem uniwersalną metodę wyszukania czegoś w Księdze. Kiedy czegoś szukam (zazwyczaj przepisu albo informacji o książce), a wiem, że było to na tej stronie to do wyszukiwarki wpisuję np. zapiekanka Kopciuszka Musierowicz. Wyskakuje mi wtedy kilka wyników i zazwyczaj pierwszy to odnośnik do interesującego mnie wpisu. Wystarczy kliknąć na odnośnik i skorzystać ze skrótu klawiszowego Ctrl+F i znów wpisać np. zapiekanka – podświetlą się wszystkie wpisy, w których to słowo występuje.
    Polecam tę metodę, gdy musimy coś szybko znaleźć :) Mam nadzieję, że komuś przyda się taka instrukcja ;)

  28. Dziekuje bardzo DUA.Wieczorem,jak dzieci juz padna,a ja dam rade,bede kontynuowac poszukiwania kopciuszka.A jutro znowu szkola. Och jak dobrze maja dzieci w Polsce ,ze taki dlugi weekend maja zawsze.Pozdrawiam Wszystkich

  29. Pomogę tym, którzy szukają przepisu i jeśli można, wkleję go tutaj (copyright Sowa P. :))

    Zapiekanka Kopciuszka

    Proporcje można dowolnie modyfikować, ja i tak podwoiłam ich ilość dyni i sera w stosunku do oryginału.

    rolka ciasta francuskiego
    1/2 kg obranej i pokrojonej w kostkę dyni
    100 g bekonu (opcjonalnie)
    200 g gorgonzoli
    100 g mozarelli
    200 g śmietany
    2-3 jajka
    2 ząbki czosnku
    świeży tymianek
    sól, pieprz
    oliwa lub masło

    Dynię dusić na patelni, na oliwie lub maśle, ok. 20 minut (w trakcie duszenia dodać trochę wody). Pod koniec duszenia dodać wyciśnięty czosnek i tymianek. Wyłożyć blachę ciastem, na wierzch wyłożyć podduszoną dynię, kawałki serów i bekon. Śmietanę rozbełtać z jajkami, doprawić do smaku i zalać całość tak przygotowaną masą jajeczną. Piec ok. 30 minut w temperaturze 180 stopni. Przed podaniem posypać świeżymi ziołami.

    (potem była mowa jeszcze o dodawaniu orzechów włoskich i zwiększaniu ilości czosnku- to już dopisek mój ;) )

  30. Ale,to jest przy wrześniowym wpisie DUA zatytułowanym Obrazki do Feblika. 2 pazdziernik ,godz.01.35.
    Nasza Sowa prowadzi nocne życie. ;)

  31. Oto przykład zabawy, którą wymyśliłam dla moich Dzieci, kiedy miały już około 6 lat. Wełnę z kłębka trzeba
    poprzywiązywać do różnych stabilnych miejsc, najlepiej w największym pomieszczeniu w domu tak, aby
    nić biegła przez środek pomieszczenia we wszystkich możliwych kierunkach (powstaje coś w rodzaju pajęczej sieci). Dzieci mają za zadanie przedostać się z jednego końca pomieszczenia w drugi pomiędzy nićmi, starając się nie dotknąć żadnej z nich. Zabawa była uwielbiana , ale trzeba było troszkę współuczestniczyć.

  32. Dzień dobry, Sowo!
    Miło mi zatem powrócić myślą do czasów, gdy ryż i wszelkie kasze, z manną włącznie, zajmowały nasze dzieci w stopniu najwyższym. I to przez długie zimowe tygodnie, kiedy ze spacerami jest tak sobie.

    Nie, na dywan nic nie sypaliśmy, Jas!- tylko na parkiet. Osobna hałdka z każdego rodzaju suchych, sypkich produktów (z wyjątkiem mąk i cukrów!), drzewa i krzewy z gałązek choinki lub suchych patyczków, poutykanych w przepołowione ziemniaczki (stabilna podstawa) rosły wzdłuż dróg, jezioro z lusterka, rzeka z folii aluminiowej, domki z klocków, góry z ziemniaków lub cebuli, ludki z lego. I pomiędzy tym kursują ciężarówki, wożąc długimi trasami to żwir, to kamienie, to piasek, to znów kuliste głazy (ziele angielskie), a dźwig łyżeczkowy nasypuje i wysypuje i się uwija z transportem przez długie, błogie godziny. Potem tylko trzeba pozamiatać.
    Przybyła raz mama mojego męża i skarciła mnie za nieposzanowanie żywności, ale kiedy tylko wyjaśniliśmy, że po zakończeniu zabawy wszystkie ziarenka trafiają do wygłodzonych ptaszków, dała spokój.
    Druga pyszna zabawa: w weterynarza. Wszystkie grubsze jadalne drobiazgi (fasola, groch, makaron muszelki etc.) w pudełeczkach od zapałek robią za leki. Różne korkociągi, przyrządy i szpikulce kuchenne – za instrumentarium chirurgiczne. Weterynarz w białym stroju, z receptariuszem i pieczątką z rzeźbionego ziemniaka, przyjmuje wszystkie chore pluszaki, przemawiając do nich uczenie w języku para-łacińskim, wykonuje zabiegi, pakuje leki w papierki, przepisuje recepty i pysznie się bawi, podczas gdy inni domownicy masowo dostarczają mu pacjentów, nie szczędząc soczystych szczegółów co do przyczyn i objawów zachorowań.
    Miłej zabawy!
    Wam też tego życzę, Ale!

  33. Dzien dobry.Joanno ja rowniez szukam przepisu na zapiekanke kopciuszka, ale za nic w swiecie nie moge jej znalezc.Czy jest ona pod wpisem z 29.10?Ja zadnego wpisu z 2.10 nie widze niestety.Ale zainteresowaly mnie polecane przez DUA zabawy dla dwulatka?Sowo P.my tez czesto leczymy…pozdrawiam
    Y

  34. Zabawy z kaszą i ryżem? Ale jakie? Oddzielanie jednego produktu od drugiego niczym Kopciuszek? Może to dobra odskocznia od zabawy w panią doktor od autek – wszystkie nasze resoraki zapadły bowiem nagle na przeróżne alergie (na pierogi, na kasztany, na bakłażana…), które należy uleczyć za pomocą przyklejanego plasterka i czasowej kwarantanny w toalecie.

    Podczas, gdy była Pani w kinie, obejrzałam sobie zwiastun „Królestwa” na YT. Byłyśmy w nim obie, i ja, i Wiewiórka. Może poczekam na wydanie DVD i zrobię sobie kino domowe.

  35. Dobry wieczór!
    Poszukuję wierszy na akademię na cześć, ale na cześć Polski, 11 listopada i chciałabym znaleźć coś nieoczywistego. Nam boską Szymborską, dumnego Broniewskiego, romantycznego Mickiewicza, znalazłam rzecz Herberta, ale to bardzo trudno powiedzieć i teraz pytam Pani i wszystkich innych o jakieś dobre wiersze o Polsce. Bo wiersze które już zebrałam są przez większość bardzo dobrze znane ze wszystkich poprzednich świat patriotycznych i przez to robią mniejsze wrażenie, a ja chciałabym zrobić coś naprawdę miłego.
    Bardzo, bardzo proszę o pomoc

  36. Rozumiem Sowo. Obowiązek przede wszystkim. Inaczej mogłaby zostać zachwiana równowaga w przyrodzie.
    Na nadmiar myszy nie narzekam. Mam dwa łowne zwierzaki – kota i psa. Z czego kot woli okoliczne ptactwo
    niestety, a na myszy w domu poluje pies, jednak w humanitarny bardzo sposób – wynosząc je na dwór.
    Zresztą na jedną małą myszkę bym się nie pogniewała, ponieważ zawsze marzyłam, aby w moim domu było
    dokładnie tak, jak w piosence pt. „W moim magicznym domu”. Sama też często ratowałam myszy z ” paszczy”kota na wyraźne żądanie Dzieci, ale i z potrzeby własnej. :)

    Cieszę się Starosto, że film się podobał. Mój ulubiony serial przyrodniczy, to „Saga prastarej puszczy” ze
    wspaniałym głosem Krzysztofa Gosztyły :)

  37. Przeglądając ubiegłoroczne jesienne wpisy w poszukiwaniu przepisu na zapiekankę (z) Kopciuszka (gdyby ktoś jeszcze szukał,jest we wpisie z 2 października),trafiłam na te listopadowe, powstałe po spotkaniu z Naszą Ulubioną Autorką w poznańskim Empiku.Po raz kolejny tak strasznie pożałowałam,że nie mogłam tam być i że do ubiegłorocznej jesieni tylko przyglądałam Wam się z ukrycia,podczytując toczące się tu rozmowy.
    Nie tracę nadziei,że może uda się to miłe spotkanie z DUA i chociaż niektórymi Księgowymi powtórzyć przy okazji premiery „Ciotki”,na którą bardzo spokojnie czekam,ciesząc się,że Pani Małgorzata korzysta z uroków życia,co zapewne wzbogaca proces twórczy.:)
    Może się uda.A tymczasem dobrej nocy,a jutro po szkole i pracy miłego początku weekendu.

    Krzysztofie,pozazdrościłam Ci tych górskich wędrówek,chociaż zaśnieżone i oblodzone tatrzańskie szlaki nie są tym,co tygryski lubią najbardziej.Wędrowałam minionej zimy i momentami nie było łatwo.Ale może teraz jeszcze tak źle nie jest.Miłego odpoczynku,Marynarzu.:)I miłych lektur.:)

  38. Zainspirowana opowieścią o tym, jak bardzo wcześnie zrobiła Pani książeczkę, zasugerowałam jej, żeby zrobiła swoją. Chyba jakoś tak to było. Kaszy mannej nie zapomnę do końca życia, że też to inni pamiętają! To była ostatnia deska ratunku, ale też otworzyła mi oczy na zabawy z dzieckiem. Było to takie miłe, ojej, chyba jutro wysypię kaszę na dywan i się pobawimy. Dziecko po prostu znika, a przede wszystkim się uspokaja! My też.
    Z chorób też w końcu wychodzi (zgadza się -7 lat), tylko ta matematyka…
    Teraz są nowe sposoby uczenia jej, jeszcze bardziej zagmatwane i męczące. Spróbujemy uczyć ją pamięciowo, mówiono tu, że pamięciówka jest bardzo korzystna:)
    Jak już tak wspominam, to powiem o pierniczkach: córka mówi o nich cały rok.
    Można by pisać bez końca! Dobranoc!

  39. O, Marco się odezwał! Jak miło!
    Stęskniłam się za Tobą, Marco. I za Twoim braciszkiem też.
    Co do wszystkich języków Ziemi: jejku, no nie mam pojęcia!!!
    Całuski i dobranoc!

  40. Krzysztofie, otóż to, lubimy pyszne powieści obyczajowe, przy czym dodajmy, że nie o złe obyczaje tu chodzi.;) Choć przecież zdarzają się morderstwa w tych pysznych realiach.
    Wniosek: trzymamy się złotej epoki.

  41. Beatuszko (wiad.pryw.)- pewnie, że dobrze ich mieć.
    Bardzo Ci dziękuję za wiadomość! (Beatka doniosła, że wyszedł polski przekład „Córek niczyich” Wilkie [Wilkiego?] Collinsa, autora naszej ulubionej „Kobiety w bieli”).
    I pisze też, że „Sekretne życie drzew ” zamówiła sobie w bibliotece, bo bardzo rozchwytywane. Sowo, rozumiem i podzielam Twe uprzedzenie, ale czasem jednak bestseller jest bestsellerem naprawdę i w dodatku zasłużenie. Tak, to się zdarza.

    PS – Miasto jest odrażającą formą, z ulgą powróciłam w lasy.

  42. Czesc !!!Tutaj Marco z Francji to do Was pisze. Jestem szczesliwy, ze sie laczycie ze mna, mozemy sobie pogadac, byc kolegami.
    U mnie same przyjemnosci, duzo kolorow i moge Was zaprosic jak chcecie na Boze Narodzenie, do sali w merostwie w naszej wsi, bo jest duzo miejsca.
    Co u Mateo? Mateo duzo czyta, jak Marco. On dobrze sie uczy i jest fajny.
    Pa, pa idziem spac!
    Marco
    PS Chcialem sie dowiedziec ile czasu uczymy sie wszystkich jezykow na Ziemi?
    PS 2 Dobranoc! Smacznego! Na obiad, na sniadanie i na kolacje. Bedziem Ci pisac jutro.

  43. Jas, ja już od razu poprawiłam, to nie „Tajemnica” żadna, tylko „Królestwo” (francuski tytuł to „Les Saisons”, bo chodzi o pory roku). Zasugerowałam się kryminałem Krzysztofa.
    Tak, pamiętam, jak Ci radziłam zabawy z kaszką i ryżem. A więc córeczka już tak wyrosła, że sama pisze?! Wspaniale.

    Sowo, Ty też byłaś na filmie. Zdziwiłaś się wielce w pewnym momencie, gdyś z dziupli wyjrzała.
    Była też Twoja kuzynka, płomykówka.

  44. Ach, luby Wójcie!
    Właśnie miałam powiedzieć, że Wiewiórki grają w tym filmie na całego!
    Byłam wzruszona, zdjęcia z tak bliska!
    Widziałam dokładnie, w jaki sposób jadacie orzeszki laskowe.

    Zdjęcia w ogóle fantastyczne, nie mam pojęcia, jak oni to nakręcili. Wilki, żubry, rysie, żbiki, jelenie, bobry i myszki polne, a nawet chrząszcze jelonki – wszystko w akcji, z bliska, z daleka – z góry i z dołu. Wspaniałe.
    Natomiast te wspaniałe zdjęcia złożono w niezbyt składną całość, lekko jakby fabularyzowaną i ciut tendencyjną.
    Ale można na to nie zwracać uwagi, kiedy się widzi wielką niedźwiedzicę, siedzącą sobie swobodnie na gałęzi wysokiego drzewa, albo małą sarenkę, właśnie przychodzącą na świat. Albo polowanie wilcze.

  45. Siedmiolatka to jeszcze nic, Pani Małgosiu! Ja zamierzam czytać moim dzieciom Jeżycjadę już od kołyski!

  46. Ach tak, „Królestwo”. Znam, znam, grałam w tym filmie. Rola naprawdę istotna choć drugoplanowa. Mam nadzieję, że mnie nie wycięli. No, zobaczymy co powie Starosta, jak wróci.

  47. Wspaniałe te informacje o drzewach i ich sposobach komunikacji! Ludy starożytne/pierwotne chyba intuicyjnie to przeczuwały czcząc drzewa jako bóstwa. Swoją drogą Dorotka Rumianek koniecznie musi przeczytać „Sekretne życie drzew” – na pewno będzie zachwycona :)
    PS. Miałam oszczędzać i nie kupować tymczasowo nowych książek, ale skuszę się na „Sekretne…”, na allegro jest po przystępnej cenie. W tym miesiącu nie kupiłam jeszcze żadnej książki, więc mam usprawiedliwienie…
    PS2. Ciekawa jestem czy ktoś z Księgowych czytał „Małe życie” Hanyi Yanagihary. Opinie są różnie skrajne. Jestem po lekturze i dla mnie – przejmująca, poruszająca i mimo bardzo traumatycznego życia głównego bohatera – piękna książka. O przyjaźni, prawdziwej empatii i miłości.

  48. W tym właśnie rzecz. „Pyszne powieści obyczajowe” biorę z punktu, niezależnie od konwencji. Jest to zresztą mój argument, kiedy ktoś dziwuje się, iż czytam powieści dla dziewcząt pewnej poznańskiej pisarki.

  49. Piętaszku, nie zajrzałam do Ciebie, bo zajmowałam się monitorowaniem liczebności gryzoni w lesie, jak to się dziś eufemistycznie mówi. Może dzięki mnie będziesz miała mniej myszy w domu. Jako drapieżnik, z natury jestem mało litościwa dla insektów i gryzoni. W ogóle wolę, by zwierzęta mieszkały na łonie natury, nawet te sympatyczne. Nie przepadam też za zbytnim przypisywaniem ludzkich cech i zachowań zwierzętom, a tym bardziej roślinom – dlatego jakoś nie skusiłam się na książkę o drzewach, choć też widziałam ją w arosie. Poza tym, z reguły omijam tytuły opatrzone etykietką „bestseller”, bo najczęściej moje gusta literackie rozmijają się z powszechnymi trendami, ale widzę, że może to była zbyt pochopna ocena i książkę jednak przeczytam. Z szacunku dla mojego śp. dziadka leśnika.

  50. Nie mogę znaleźć filmu o lesie pod tytułem: „Tajemnica”. Może ma jakiś inny tytuł.
    Czytaliśmy córce Pani książki jak miała już roczek. Nie wiedzieliśmy jak się wychowuje dzieci, a przeczytaliśmy w podręcznikach, że należy jak najwcześniej czytać im książki. Nie wiedzieliśmy jakie, bo przecież nie jeszcze nie mówiła, więc czytaliśmy te, które nam się podobały. Teraz napisała już kilka swoich. Takie figlarne, zawierają kawałki ciekawych opowieści i dialogów chyba z klasy. Mieszanina wolnej wyobraźni z rzeczywistością. Ja się staram mieć ambitne słownictwo lecz wychodzi to sztywno, a u dzieci bogate słownictwo jest takie naturalne.
    Trafiłam do KG jak córka miała 2 lata i byłam w rozpaczy, bo nie wiedziałam jak bawi się z 2-latką!
    Tutaj otrzymałam pomoc, tak, nie można tego inaczej nazwać. Teraz dziecko zupełnie mnie przerosło, ale nie wzrostem. Nie wiem, co bym jej przekazała, gdyby nie ten kącik. Nie mam jej już za wiele do przekazania od siebie.
    Tak, wielosetletnia tradycja, sprawdzona przez tyle pokoleń! Gdy jadę na wieś to zaskakuje mnie to, że prawie każde zdanie osób tam mieszkających zawiera taką głębię. Czasami są to praktyczne rady dotyczące rolnictwa, pogody, budowy domów, zwykłych spraw, albo w ogóle życia. Zwykli ludzie, a można ich cytować jak starożytnych mędrców. Skąd to się bierze? Pewnie stąd, skąd wzięło się u starożytnych. Jeden człowiek jest zupełnie niesamowity, o co go zapytam, to wie. Odpowiada mi między jednym dokręceniem śruby od ciągnika, a drugim. Jego żona podobnie. Co za historia!

  51. Historynko,odezwę się,ale nic na siłę,nie chcę Ci robić kłopotu.Miło by było poznać osobiście choć jedną z Księgowych.:)
    Nie wiem,czym się dokładnie zajmujesz,ale jaka ciekawa musi być ta praca,skoro tak Cię uszczęśliwia.Życzę Ci,żeby to się nigdy nie zmieniło.I pozdrawiam.:)

  52. Ateno, to widać.:)

    Jas, siedmiolatce?! Olaboga! Cieszę się.

    Krzysztofie, a to akurat nie jest najlepsza z powieści lady Agathy!
    Może jednak Cię przekona do angielskich kryminałów, zwłaszcza tych ze złotej ery. I zwłaszcza – pisanych przez kobiety. Ja bardzo lubię. To są pyszne powieści obyczajowe, a zbrodnia w nich nigdy nie jest okrutna ani krwawa, jakoś czuje się, że stanowi tylko pretekst do miłej gawędy i do tworzenia łamigłówki.
    Za brutalnymi i mrocznymi kryminałami ja też nie przepadam. Natomiast cieszy mnie towarzystwo tych inteligentnych, miłych, wykształconych, znakomicie piszących ladies, które w dodatku świetnie prowadzą akcję i nie szczędzą „małych realiów”.

    Miłego czytania!
    Jadę do Poznania, do kina. Film „Królestwo”, autorzy są twórcami pięknego i znanego nam „Mikrokosmosu”, a teraz wzięli się za LAS i jego sekrety.
    Ci, którzy już widzieli, mówią, że KONIECZNIE!

    Wracam pod wieczór.

  53. Jakiś czas temu czytaliśmy naszej siedmiolatce ostatnią książkę DUA. Była zachwycona i od tej pory ciągle wspomina, jak to z Ignacym było. Może dobrze się z nią czuje, bo znajduje tam bardzo wiele cech swoich rodziców i naszego domu. W końcu też jesteśmy artystami. Co za niesamowita historia!
    Robi lalkom stroje, może rośnie nam druga Kreska. Zastanawiam się właśnie, czy uczyć ją francuskiego.

  54. Tatry odwzajemniają pozdrowienie i nieustannie prószą śniegiem. Zabawnie jest być w środku zimy, podczas gdy w Księdze panuje jesień, a w domu huragan. Wpływ DUA okazał się przemożny w doborze lektur na wieczory w schroniskach: „Szósta klepka” i „The Secret Adversary”. W najśmielszych snach nie przypuściłbym, że będę czytał kryminały, nie przepadam za tym gatunkiem. Ale ten mi się podoba.

  55. Dziwna sprawa, najpierw francuska muzyka i Zaz à Montmartre, a teraz dostaliśmy też francuski film: „Un Monstre a Paris” taki musical dla dzieci (to nie „Dzwonnik z Naszej Pani”). Jak na współczesne filmy jest naprawdę ładny. Dostało nasze dziecko, ale ja się po nim jakoś wesoło czuję, to chyba dla mnie. Bardzo zaskakujący, a myślałam, że mnie już nic nie zaskoczy. Zauważyłam, że jest też na Youtube tylko słabej jakości. Animacja tańca na podstawie prawdziwych, tańczących tancerzy (kulisy filmu są jako bonus na płycie). Głosu udziela Vanessa Paradis. A pchła robi muzyczną karierę. Do czego to doszło!

  56. Od dziś tak właśnie będę JE nazywać. Bardzo dziękuję za wspaniałą podpowiedź pani Małgosiu.
    Tym bardziej ,że również nazwa starożytnej SIEDZIBY BOGÓW jest mi w pewien sposób bliska.:))

  57. Mam taką „parę” DUA w ogrodzie – świerk srebrzysty i modrzew. Rosną już tak splecione ładnych parę lat.
    Świerk to ONA, a modrzew, to ON. Modrzew jest bardzo mądry, bo nie dość, że czule osłania świerk, to jeszcze
    stara się nie rozrastać zbyt mocno po stronie mało wyrozumiałych (naszych) sąsiadów. Obydwa są piękne, modrzew -potężny. Czerpię od niego siłę.

    Sowo, słyszałam Cię w nocy przez uchylone okno. Dlaczego nie wpadłaś na herbatkę ?

  58. Świetna to lektura, Kris.
    Zawsze wiedziałam, że drzewa to ISTOTY, ale te wiadomości od pana leśnika po prostu mnie zachwycają!

    Iskro (wiad.pryw.)- dziękuję, chętnie zobaczę! Adminki się odezwą.

  59. Wracam jeszcze do Pana Tadeusza,
    Pani Małgosiu, zapraszam serdecznie to na wrocławski Rynek, swoją drogą muzeum mieści się w kamienicy, z której Fryderyk Wilhelm III wzywał Niemców do walki z Napoleonem, a obecna wystawa poświęcona jest w dużej mierze polskiej legendzie napoleońskiej. O, taki chichot historii.
    Joanno, ja raczej nie prowadzę lekcji muzealnych,ale daj mi znać kiedy przychodzisz, zobaczę co się w tym temacie da zrobić :)

    Jak dużo i jesiennie dzieje się w księdze.

  60. O, jestescie! Tez sie zaczynalam niepokoic.
    Dobrze, ze Mama Isi zdazyla sfotografowac dynie przed upadkiem.
    Kapucynko, dziekuje za emotikona (nawet jesli zniknal po drodze).
    DUA, milej lektury!

  61. Leje i wieje tak, że w drodze na uczelnię myślałam, że odlecę wraz z parasolką. Niestety istnieje też uzasadniona obawa, że nie byłby to lot spokojny i pełen gracji, więc cieszę się, że jednak zostałam na ziemi. I że mam kalosze – cóż to jest jednak za pożyteczny wynalazek… A jak mnie ciocia namawiała na ich zakup, nie byłam specjalnie przekonana ;)

  62. W tym roku na Kaszubach grzyby wyjątkowo bogato zaowocowały. W lipcu w pół godziny zebrałam z siostrą całą kobiałkę i jeszcze trochę. Miło pomyśleć, że za rok może być równie bogato. A jak tam u innych zbieraczy?
    Oby jak najszybciej, DUA! Jutro mam w szkole ważne zaliczenia, więc nie mogę chorować!

  63. Z pracy,chyłkiem,bo dzieci robią ćwiczenie i zaraz skończą:
    Ha,wiedziałam,że się Pani,DUA,ten tekst spodoba.Jak ja lubię mieć rację.:)Czasem.:)

  64. Jest, Blablubo, i to na samym początku.

    „Chodzi tu raczej o stopień przywiązania czy może nawet sympatii, która decyduje o gotowości pomocy kolegom. Sami możecie to sprawdzić spoglądając w górę. Gałęzie przeciętnego drzewa rozrastają się dopóty, dopóki nie natrafią na czubki gałęzi równie wysokiego sąsiada. Dalej już pójść nie można, ponieważ przestrzeń powietrzna, czy raczej świetlna, jest już zajęta. A mimo to drzewa intensywnie wzmacniają najdalej wysunięte gałęzie, tak że powstaje wrażenie, iż tam w górze toczy się regularna walka. Jednakże para prawdziwych przyjaciół pamięta o tym, by nie wytwarzać zbyt grubych konarów od strony drugiego drzewa. Żadne z nich nie chce niczego odbierać towarzyszowi i dlatego wykształca potężne konary tylko na zewnątrz.(…) takie pary są tak mocno splecione korzeniami, że niekiedy nawet razem umierają.”

    Autor jest leśnikiem, a jego książka – światowym bestsellerem.

  65. Dzień dobry! „Sekretnego życia drzew” nie czytałam, brzmi smakowicie! Natknęłam się ostatnio natomiast na informacje o zjawisku, które zwie się „crown shyness”, nieśmiałość koron drzew. Okazuje się, że niektóre gatunki drzew unikają dotykania się koronami, nie do końca właściwie wiadomo dlaczego. Wpiszcie w wyszukiwarkę, zdjęcia takiego baldachimu poprzecinanego żyłkami nieba wygląda niesamowicie. Może jest coś na ten temat w „Sekretnym życiu drzew” DUA?

  66. O, właśnie!
    Emilka właśnie opowiadała mi o tym (po Katowicach), jak wielu czytelników mówi jej o swej nagłej sympatii dla ciem!

    Wójcie, a co powiesz o grzybach? Dla mnie to sensacja.

  67. Podoba mi się podejście Iskry: wiewiórki tak, pająki nie. No i podzielam brak wrażliwości w sensie ” albo one albo my”. My home is my castle i żaden pająk mi tu nie będzie zostawiał nóg w musli :) Dla much też nie mam litości, są obrzydliwe.
    Ale ćmy to jednak zbieram ręcznikiem papierowym i wypuszczam na wolność. Jakoś nie mogłabym zabić ćmy, po przeczytaniu ” Haczyka”.

  68. Czytam „Sekretne życie drzew” Petera Wohllebena.

    Czyż to nie jest fascynujące?

    Drzewa przesyłają sobie wiadomości, i to na różne sposoby. Ostrzegają się wzajemnie! „Kluczowe znaczenie ma współpraca na wczesnym etapie ostrzegania. Tu jednak drzewa polegają nie tylko na drodze powietrznej, bo przecież nie wszyscy sąsiedzi zwietrzyliby niebezpieczeństwo. Wolą raczej wysyłać wiadomości także przez korzenie, które łączą w sieć wszystkie osobniki i działają niezależnie od pogody. Co zaskakujące, wiadomości są przekazywane nie tylko chemicznie, ale nawet elektrycznie, i to z prędkością centymetra na sekundę.”

    „Korzenie drzewa sięgają bardzo daleko, dalej niż dwie szerokości jego korony. W ten sposób dochodzi do przecinania się odnóg sąsiednich drzew i do kontaktów w formie zrostów. Zresztą nie w każdym przypadku, bo również w lesie istnieją samotnicy i dziwacy, którzy nie chcą mieć z kolegami nic wspólnego. Czy takie dzikusy mogą blokować meldunki alarmowe, odmawiając po prostu swego udziału? Na szczęście nie, gdyż w sprawę z reguły włączane są grzyby. Działają one jak światłowodowe łącza internetu. Cienkie pasma grzybni przenikają glebę i oplatają ją siatką o trudno wyobrażalnej gęstości. (…) Jeden tylko okaz jest stanie w ciągu stuleci rozprzestrzenić się na powierzchni kilku kilometrów kwadratowych i w ten sposób opleść siatką całe lasy. Swoimi nitkami przekazuje sygnały od jednego drzewa do drugiego i pomaga im w wymianie wiadomości o owadach, suszach i innych niebezpieczeństwach. Dziś już nawet nauka mówi o ‚Wood-Wide -Web’, która oplata nasze lasy.”

    Przestaję zbierać grzyby!

  69. Oj, tak, Otz, wszystko w porządku, po prostu przyszła paczka z książkami od aros. Wpadłam po uszy.

    Złodziejko książek (wiad.pryw.)- a dajmyż spokój nastolatce, minie jej, jak zmądrzeje.
    Zresztą, ja sobie tym głowy nie zaprzątam, od tego są prawnicy.

    AniuK, dzięki za przepisy, z których ten buraczany wygląda wręcz kusząco.

    Mamo Isi, dyni, dyni żal!

    Biedronko (wiad.pryw.)- trzymam kciuki, powodzenia życzę!

    Krzysztofie O., gratuluję wnuczka i proszę – pozdrów Tatry!

    Kapucynko, zdrowiej!

  70. U nas natomiast wiatr nie odpuszcza. Dziś zniszczył mi parasol do spółki z ulewą, przed którą się nim osłaniałam – i tak zmuszona jestem zainwestować w nowy model. Mimo, że jesień w tym roku pokazuje się u nas raczej z tej mniej serdecznej strony, wciąż staram się do niej przekonać. W końcu lada moment święto nauczycieli!

  71. Pani Małgosiu! Przepis na pyszną herbatkę: Herbatę liściastą zalewamy wrzątkiem w dzbanuszku z sitkiem dodajemy dużo cukru, a po 10 minutach ( kiedy herbata jest mocna) opuszczamy sitko i wkrajamy jak kto lubi plasterek obranej cytrynki, którą wyciskamy łyżeczką na sitku. No pewnie, że niezdrowo ale co mi zrobita jak ja tak lubię :-) A i jeszcze hit ostatnich przekąseczek: myjemy buraczka średniego, obieramy go i kroimy w plastry. Między te plastry wkładamy plastry jabłka malinówki. Całość skrapiamy oliwą z oliwek i cytrynką plus sól i pieprz. Owijamy w folię spożywczą ( błyszczącą stroną do buraka tak jak czekolada) i do piekarnika 180 st na poł godz. Podajemy z serem feta pokruszonym na buraku. Pyszota. A teraz na koniec sałatka dla rybolubnych: tuńczyka z puszki w sosie własnym mieszamy z ryżem basmati, kukurydzą i szczypiorkiem świeżo pokrojonym plus majonezik i przyprawy. Polecam. Ale zgłodniałam!!!

  72. No i dziesiątka w skali Beauforta zmusiła dynię do abdykacji. Siedzi teraz, smętna na ziemi i zastanawia się, co dalej począć.
    A tymczasem prognoza mówi o tym, że to dopiero początek i możemy spodziewać 13 w skali B. Już mamy zresztą jedenaście. A wiatr powyżej 33 m/s , czyli od 12° w skali Beauforta to już huragan. Las faluje jak łan zboża, huczy jak morze, a wszystkie luźne elementy skrzypią, trzeszczą i łomocą, jak byśmy byli co najmniej żaglowcem.

  73. No, proszę, kilka dni nieobecności i co się tu wyprawia, własne wnuczę przechadza się jakby nigdy nic pośród jabłoni. Biorę się za lekturę księgowych przemyśleń, a na razie ślę wszystkim ESD z zimowej scenerii, bom wybrał się w Tatry, a tu od wczoraj śnieg zasypuje świat, w górze jest już po kolana, w dolinach po kostki. Bogiem a prawdą, przy naszych pomorskich zimach w ostatnich latach, to dawno tyle śniegu nie widziałem.

  74. Dopiero zauważyłam nowy wpis, a tu już tyle komentarzy! Właśnie skończyłam czytać je wszystkie. Jestem od paru dni chora, więc mam czas.

    Popłakałam sobie przed chwilą z Chesterką nad cebulą (mama robi zupę-krem!), a teraz grzeję się pod kocykiem i czytam (piękna pogoda; deszcz i hula wiatr).

    Jesień to taki cudowny sezon wypieków i warzywnych dań. Dołączę do Księgowych i upiekę dzisiaj kuleczki miodowe, zwane tak w moim domu kulki uformowane z masy owsianej z miodem, rodzynkami, kakao i chyba czymś jeszcze.

    emotikon dla Kris;)

  75. Dzień dobry!
    Śpieszę podziękować Chesterce za zdanie: akcja zakończyła się śmiercią intruza. Muszę się przyznać,że gdy czytałam o tych wszystkich sposobach pozbywania się pajęczaków i gryzoni przy pomocy talerzyków,słoiczków,bibułek itp. to czułam się jak troglodyta na francuskich salonach.
    Na mojej wsi wybór jest prosty – albo one albo my. Intruzów wszelkiego rodzaju są takie ilości,że gdybyśmy stosowali humanitarne sposoby walki z nimi to nasz dom wyglądałby jak z klasycznego horroru, calkowicie zarośnięte pajęczynami okna i sprzęty, jak w ulu rojące się nieprzebrane ilości much, a my podzielilibyśmy los króla Popiela. Chyba, że wynajęłabym pułk wojska do biegania z tymi bibułkami i kubkami.
    Tak więc przyznaję, że chociaż kocham tak jak Wy książki i samą osobę DUA to w tym temacie nie podzielam Waszej wrażliwości. Widocznie jestem jeszcze bliżej jaskiniowców.
    Za to inne stworzenia mają u nas raj. Mamy własne wiewiórki, wróbli w żywopłocie z 200 sztuk, dzikie gołębie, własne szpaki, sroczki i wszelakiego przelotnego ptactwa mnóstwo, jeże i pomniejsze żyjątka.
    Tak mi trochę ulżyło Chesterko, że ktoś jeszcze w tym przemiłym towarzystwie nie dobrał słoika do szczura.
    Sowo- jestem nieustannie pełna podziwu dla Twoich czytelniczych pasji i wyszukiwanych smaczków, którymi się tu dzielisz.
    Pani Małgorzacie i wszystkim Wam życzę miłego dnia. Terminatorka.

  76. A kuku! Dobry wieczór!
    Podczytuję Was regularnie, trudniej mi się wpisywać, bo prywatnie dostęp do internetu mam ostatnio dość ograniczony, a mój telefon odmawia posłuszeństwa, kiedy próbuję się wejść na tę stronę…

    „Stanisław Barańczak słucha arcydzieł”- zakupiłam od razu, przez arosa właśnie. :) Dziękuję za trop! I jeszcze a propos Pani W. Brata- bardzo chciałabym zdobyć jego przekład poezji E. Dickinson, ale pewnie nie umiem szukać… Ktoś wspominał tu ostatnio o tomie „Miłość jest wszystkim, co istnieje”- może na tę pozycję powinnam polować? (szkoda tylko, że jest tak nieuchwytna…) Bo posiadam tomik Dickinson w innym tłumaczeniu- i moim zdaniem nie umywa się ono do wyszperanych niegdyś w sieci przekładów St. B.

    Spod regału pozdrawia
    -przykurzona Biedronka.

  77. Zgredziku (wiad.pryw.)- oj, wiem. Ale przecież nie wszystkie. A poza tym – to na pewno mija! W większości przypadków.;)
    Trzymajta się.

    Dziękuję za miłe słowa, Joanno, i mówię wszystkim: dobranoc!

  78. Jesienna Ado, bardzo się cieszę, że moje znaleziska Wam się przydają. Lubię wiedzieć, ale jeszcze bardziej – współwiedzieć. Dlatego zaraz się z Wami dzielę tym, co odkryję i co uważam za wartościowe.
    Dobranoc.

  79. Adminka ma tę niezwykłą wrażliwość w sobie, widać to po oczach i po tym co pisze nade wszystko .A historia z prezentem tylko to potwierdza.
    Ciekawa relacji z Katowic zajrzałam na jej stronę i znalazłam piękny (jakże fluidowy )opis jesieni. Synestezja – to mocna strona stylu i Mamy,i Córki. ;)Tak opisana jesień staje się jeszcze piekniejsza.
    Cóż, niedaleko pada jabłko,itd.W tym wypadku nawet bardzo niedaleko. ;)
    Dobranoc!

  80. DUA, jaka piekna ta historia o francuskim filmie odnalezionym po latach i prezencie…

    P.S. Tez bardzo dobrze pamietam te scene ze „Sloneczka”, z trudem ja czytalam. Chesterko, co za wspomnienia! (Przydalby sie tutaj przerazony emotikon).

  81. To bardzo mi z tego powodu miło, DUA. ;)
    I dziękuję za przypomnienie dowcipu.Upraszczając -z drewnem do lasu się nie chadza, co fakt to fakt.;)
    A film zaraz spróbuję znaleźć, bo zaintrygowal mnie ten Sartre.Staram się oglądać francuskie filmy bez lektora i napisów i ostatnio coraz więcej dzięki temu rozumiem. Może się uda.W każdym razie przedstawiony przez Panią zarys fabuły brzmi ciekawie.

  82. Joanno (wiad.pryw.)- mogę się tylko z tego cieszyć!:)
    A film warto zobaczyć, dziwny to i ciekawy wytwór ludzkiej wyobraźni.

  83. Aaaa… to dobrze:)
    A swoja droga, nie wiem, co stało się z tymi gryzoniami, bo nie wierzę, bym oko zmrużyła w takim towarzystwie.
    Pamiętam zaś, jak, będąc świeżo upieczonym małżeństwem, obudziliśmy się w środku nocy, w naszym kochanym starym domku. Leżeliśmy na materacach, a sponad naszych głów dochodziło chrupanie – szczur, bo on ci to był, zżerał kwiat doniczkowy. Wielodniowa akcja zakończyła się śmiercią intruza.

  84. Paulino, dzięki za pozdrowienia!
    I u nas wietrznie było. Ale teraz jakby ciszej.
    No, jutro będzie podwójny spacer.

  85. Och, nie wytrzymałam pod regałem. Mamo Isi, dynie cudne, bajkowe, nie mogę się napatrzeć. Sowo P. dziękuję za wszystko, za muzykę i polecane książki.” Myśli różne…” zamówione. Sezon dyniowy w moim domu otwarty. Zupa z dyni i zapiekanka Kopciuszka biją wszelkie rekordy.

  86. Nie, Bożenko, w oryginale czytam tylko to, czego nie przełożono w Polsce. MNÓSTWA świetnych książek nie przełożono. Aż boli.

  87. Joanno, widzę, że chcesz „coś wymyślać” – dzięki, skarbie, ale nie rób tego, proszę. (To jak w tym dowcipie: „Kup mu na imieniny książkę. – Ee, książkę to on już ma!”). Mam kolosalny księgozbiór, a za ścianą, u Emilki, jest drugi taki. Trudno ustrzelić coś, czego nie mamy.
    A w dodatku w tym czytaniu chodzę sobie dziwnymi i własnymi drogami, kierując się porywami niezrozumiałymi z zewnątrz.
    Ostatni prezent książkowy, który mnie wprawił w zachwyt i osłupienie, a nawet wycisnął mi łzy wzruszenia, pochodził od Emilki. Nikt inny by po prostu na to nie wpadł.
    Otóż, opowiadałam kiedyś przy kolacji o filmie, który zrobił na mnie ogromne wrażenie (widziałam go w kinie, w latach studenckich). Film był czarno-biały, francuski, i miał niezwykłą intrygę, cały utrzymany w sennej, nierealnej konwencji, a ukazywał życie po śmierci. Pamiętałam jego smutek i to, że zmarli nadal chodzą po ulicach swoich miast, po swoich dzielnicach, obserwują żyjących, ale nie mogą się z nimi skontaktować.
    Ulice Paryża, po których równocześnie chodzą żywi i zmarli ludzie (z różnych epok, w historycznych kostiumach) zapadły mi w pamięć. I zapamiętałam też tytuł polski: „Kości zostały rzucone”. Ale nigdzie nie mogłam go znaleźć, choć bardzo chciałam go jeszcze obejrzeć dorosłymi oczami.
    Zupełnym przypadkiem trafiłam na niego na YT! Tytuł francuski był inny :”Les jeux sont faits”. Film nie miał napisów, więc kiedy go oglądałam, męczyło mnie, że nie wszystko rozumiem, nie nadążam za wartkimi, poetyckimi dialogami. A były ważne!
    I oto na Gwiazdkę dostałam od córki nie tylko ten film na płycie (sprowadzony z Francji!), ale i książkę, na której okładce przeczytałam: „Jean-Paul Sartre – Les jeux sont faits”. Książka zawiera kompletny scenariusz tego filmu, napisany w roku 1943. Tak, przez TEGO Sartre’a!
    Co za prezent!
    Nawiasem mówiąc, film nadal jest bardzo dobry, grają w nim Micheline Presle i Marcel Pagliero, a reżyserował Jean Delannoy.
    Jest chyba jeszcze na YT.

  88. Ooo, ależ interesująca recenzja. Tak zobaczyć pisarza poprzez jego dzieło.
    Przeczytam.
    A Borisa Akunina polecam gorąco, choć chwilami zaboli. Japonista (co istotne dla jego twórczości), tłumacz, w swych kryminałach bawi się konwencjami, a główny bohater najbardziej znanego cyklu – elegancki i oryginalny Erast Fandorin – z pewnością spodoba się damom :)
    PS
    Czy DUA czytuje wszystko WYŁĄCZNIE w oryginale???
    PS 2
    A na paterze ciast z warzywami – czy babeczki z cukinią mogą być?

  89. Chesterko, szczurami ze „Słoneczka” byłam przejęta w swoim czasie.:) I biedną Marysieńką.

    Bożenko, otóż czytam Ruth Rendell systematycznie (kupiłam ponad 30 jej książek), głównie po to, żeby szlifować angielski, ale miało to być też i dla przyjemności. Tak już przeczytałam wszystkie dzieła Ellery’ego Queena, Ellis Peters, Josephine Tey, Ngaio Marsh i Dorothy Sayers.
    Ale Ruth Rendell czytam bez szczególnej przyjemności, a jedynie z podziwem dla jej warsztatu. I z zainteresowaniem, bo fabuła prowadzona jest w jej książkach po mistrzowsku! To jest bardzo dobra pisarka, która się wzięła za kryminały (zestaw częsty w Anglii!), ale pisała już po „złotej erze”, i nie ma już w jej twórczości tego, co jest obecne w tamtych kryminałach; brak jej wdzięku, ciepła, uroku, zupełnie nieobecne jest poczucie humoru. Autorka jest chłodną obserwatorką, cechuje ją brak sympatii dla świata i ludzi, raczej widzę tam nieco wyniosłości i nawet pogardy. Wraz z rozwojem jej pisarstwa (bo czytam oczywiście chronologicznie) wkrada się do niego cały zestaw ideologicznych żetonów poprawności, tak jakby z wolna przestawała mówić własnym głosem, jakby pisała to, czego się od niej oczekuje.
    Ciekawe doświadczenie, ale nie wiem, czy polecam.

    Akunina jeszcze nie czytałam. Stawiam na język angielski, rosyjski już dawno temu całkiem opanowałam, czytam bez słownika. A bez grubego Webstera jednak się nie obywam.

  90. O, tak! Świat jest piękny a my – ludzie, jesteśmy prawdziwymi szczęściarzami, mogąc odkrywać go każdego dnia na nowo :). Pozdrawiam ciepło z wietrznego Śląska!

  91. Przejęta szczurami w swoim czasie? Czyżbym tę historię już wcześniej opowiadała? Co za wtopa! Co prawda można wybaczyć seniorce (50+).

  92. Kochana DUA, Ruth Rendell już u mnie na kanapie (powieść, nie duch pisarki:) Co prawda, czytam teraz na dobranoc Akunina, ale kolejna Pani smakowita wzmianka o pisarce skierowała mnie prosto w biblioteczną bazę danych i proszę! jedna sztuka się znalazła! „Kamienny wyrok”, biedactwo kamuflowało się od dwudziestu lat wśród literatury popularnonaukowej i naukowej. Już widzę, że to nie z inspektorem Wexfordem, ale od czegoś trzeba zacząć :)
    A przy okazji – czy DUA lubi/ceni/toleruje Borisa Akunina? W wakacje przypomniałam sobie cykl Przygód Erasta Fandorina, a kilka dni temu Dobre Dziecko nabyło pierwsze dwa tomy cyklu „Bruderszaft ze śmiercią” i scedowało na mamę prawo pierwoczytu :) Mniam.
    PS
    Przy okazji nr 2. Było w KG kilka wątków bibliotekarskich i wiem, że mam skandaliczne zaległości w odpowiedziach. Chesterko miła, pamiętam o horrorze mielonych książek, odpiszę. KrzysztOfie, jak słusznie napisała Sowa P., ostatnią rzeczą, na którą miałby czas bibliotekarz, to siedzieć wśród regałów i czytać książki! Jeśli pragnę czasem polecić coś swoim Czytelnikom, wypożyczam sobie sama lekturę i czytam ją w domu…

  93. No tak! Zawisłam samotnie przy Pierwszym dniu jesieni, zastanawiając się (z pewną dozą niepokoju): Co tak raptem wszyscy zacichli, a? Aż wreszcie mi zaświtało, że musiał się pojawić nowy wpis i całe Towarzystwo się przeniosło pod ten nowy.
    Nota bene – piękności wpis!!!
    Casciolino, bacioni dla Mareczka (MM)! :-)

  94. Do uslug,DUA,jeszcze cos wymyslę.;)
    Ciekawa jestem Pani opinii na temat tej książki. Dzielko księżnej Izabeli czytałam na studiach,bo w mojej pracy magisterskiej pisałam między innymi o niej i o Puławach. To była bardzo niezwykła osoba.Cieszę się Sowo, że o niej przypomnialaś.

  95. O, dzięki, Joanno (wiad.pryw., pardon), czuję się już obdarowana!
    Cieszę się, aros już książkę wysłał, Izabelę Czartoryską też. I pozostałe.

    Dewajtis, ja też byłam przejęta tymi szczurami – w swoim, rzecz jasna, czasie.

  96. Oba zdjęcia jak z baśni – i Wędrujący Mareczek, i ta dynia, zwisająca jak lampion. Wszystkich pozdrawiam serdecznie z jesiennej Warszawy:)
    Chesterko – a Twoja przygoda ze szczurami jak z powieści „Słoneczko”, pamiętam, zawsze dostawałam dreszczy, gdy o tym czytałam i myślałam, że wytrwanie całej nocy w takim towarzystwie jest niemożliwe – a jednak!

  97. Obejrzałam te baśnie. To Andersen i Grimm. Mamy ich w wielu innych wydaniach.
    Ideał sadu: winorośl i ławkę już mam. Ule u sąsiada.

  98. Do usług :) Mam nadzieję, że zostało jeszcze coś dla mnie? Marzą mi się jeszcze wydane przez nich baśnie. Ciekawą opcję wydrukowania dedykacji proponują, chociaż osobiście wolę te pisane ręcznie.

    Izabela do ideału sadu potrzebuje jeszcze winorośli, uli, studni i ławki.

    Feta do papryczki – obowiązkowo.

  99. A co ja robię, Karolciu, co robię?
    Nigdy go nie opuszczam.

    Ateno, też się tak pomyliłam przy pierwszym czytaniu. Ale Izabela Czartoryska opisuje przecież szczepienie róży na długim pręcie z róży dzikiej, czyli wytwarzanie klasycznej róży piennej. Powstaje drzewko różane, które autorka radzi sadzić w towarzystwie drzew owocowych.
    Co do papryczek Sowy: niesłychanie zyskują na towarzystwie serka feta!

  100. Wracając jeszcze na moment do „dziwnych” ciast: ostatnio wypróbowałam wypiek, którego głównym składnikiem jest…fasola! Należy zmiksować: puszkę przepłukanej i osączonej czerwonej fasoli, jednego banana, dwa jajka, cztery łyżki kakao (zastąpiłam proszkiem karobowym), trzy łyżki cukru (albo ksylitolu, u mnie fruktoza), po jednej łyżce oleju i proszku do pieczenia. Miksujemy wszystko razem i pieczemy w 190 stopniach przez 45-55 minut. Wychodzi niziutkie, pyszne i zdrowe brownie.

  101. Nawet mi na myśl nie przyszło,Kochana Autorko, że Łukaszek kandydował:):)
    A swoją drogą, sady u babci Teresy czekają; wybieramy się.

    Mądre są rady Izabeli Czartoryskiej, a najmądrzejsza „nigdy go nie opuszczać”:)

  102. Jakie pyszne zdjecia. Mozna dopasowac glosik do uroczego Mareczka.
    Mamo Isi, w takiej pieknej ogrodowej otoczce to tylko perly rozrzucac i padac pod dynia.
    SowoP papryczki boskie, nawet chleb zupelnie niepotrzebny:).
    Edison szczepil storczyki w drzewa, bo on tez byl zapalonym ogrodnikiem i lubil eksperymentowac. U rodziny Isi, dynia sama sie szczepi w drzewo, a jak czytamy w perelkach, mozna i roze.
    Lubie Was ( zmykam do pracy)

  103. Dobre, JoAnno!:)

    A bo te papierki to jedno utrapienie. Przede wszystkim, są napisane nie po polsku, tylko jakimś obcym narzeczem, w dodatku nielogicznie.

    Sowo, Volumina ogołocone. Mam świetne prezenty gwiazdkowe dla najbliższych!
    Bardzo Ci jestem zobowiązana.

  104. Odkąd mi się wczoraj ten Boy-Żeleński przypomniał, krąży mi po głowie związana z nim anegdotka. Otóż rzeczony pan był z wykształcenia, jak pewnie większość Księgowych wie, lekarzem. Pewnego dnia poproszony przez znajomych o rzucenie okiem na ich chore dziecko okiem rzeczywiście rzucił, po czym wygłosił fachową opinię: „Sprawa wygląda poważnie, należy wezwać lekarza”.

    A ja dziś walczę z uczelnianą biurokracją (wnioski stypendialne i załączniki wszelakie) i tak się zastanawiam, dlaczego zawsze przy załatwianiu takich formalności czuję się jak jakiś kosmita…

  105. Sprawdź, Marigold! Ciekawa jestem Twojej opinii.
    Moim zdaniem przekład bardzo wierny i sensowny; ale jak jest od strony poetyckiej?
    Marcel RR znany i u nas, a jakże.

    Miło, że wyszłaś spod regału!:)

    Sowo, zajrzę do wyd. Volumina.

    Chesterko, łakomstwo? Zaprzeczam z mocą.
    Łakoma jestem tylko na książki. Nad resztą panuję, nawet nad porywczymi uczuciami wobec róż.

  106. Dzien dobry, zagladam tu regularnie, bo bardzo jest tu milo i ciekawie. Zauwazylam rozmowe na temat przekladu naszych dziel narodowych na jezyk niemiecki. Nie sa one niestety dobrze znana w Niemczech. Sluchalam kiedys rozmowy z Marcelem Reich Reinickim (bardzo znanym u naszych sasiadow) w Niemczech, ktory bardzo zalowal ze Pan Tadeusz ale takze dziela Slowackiego nie zostaly dotychczas dobrze przetlumaczone na jezyk niemiecki. Moze wreszcie doczekalismy sie godnego przekladu? Sama pewnie to w dlugie zimowe wieczory sprawdze:) Pozdrawiam wszystkich.

  107. Oj, coś czuję, że na co insze DUA niedługo wejdzie, a tego to już wiaterek nie zwieje tak szparko. Co to łakomstwo robi z człowieka.

  108. Na stronie wydawnictwa Volumina też jest. Jeszcze polecam uwadze „Ogród przy dworze wiejskim” Edmunda Jankowskiego (1888). A w Arosie zaopatruję się regularnie, są dobrze zaopatrzeni, tani i szybcy.

  109. Jane, nadal pozdrawiam licealistę.
    Będzie dobrze!
    Tylko łaciny szkoda, fakt.

    Sowo, te róże wszczepiane w drzewka!!! Aaa!

  110. Och, dziękuję, kochana Sowo! Ty przepisywałaś, a ja w tym czasie poszukałam tej książki w księgarniach i antykwariatach: niedostępna! Ale w jednym miejscu była: dyskont książkowy aros.
    Już mam! Już do mnie jedzie!
    A przy okazji: „Sekretne życie drzew” i „Mój pierwszy przewodnik – jaki to owad?”. Oraz „Konie” i „Drzewa. Przewodnik Collinsa”!!!

  111. Natrafiłam ostatnio na wydawnictwo Volumina, które specjalizuje się w reprintach tego rodzaju książek. Upatrzyłam tam sobie jeszcze „Rok polski” Glogera i świetną książeczkę „Przewodnik dla dam” z XIX wieku. Są też inne rarytasiki.

  112. I teraz specjalnie dla DUA:

    „Kiedy drzewa są dość rozległo sadzone, wtedy pomiedzy niemi sadzić można Róże w drzewka puszczone. To sie tym sposobem robi: trzeba wybierać dzikie róże wysokie, iednę gałeź zostawiwszy, wszystkie inne odciąć przy samem drzewku. W te zaś gałeź wysoka, która się zostawuie, szczepią sie róże Centifolia czerwone, białe, żółte, podług upodobania. W przeciągu dwóch lat, czasem i predzey, układa sie korona naypieknieysza na tym krzewiu puszczonym i wyprowadzo nym wysoko. Takich maiac wiele, pomiedzy drzewami owocowemi w Sadzie prześlicznie sie wydaia. Drzewa owocowe kwitną na Wiosne; w Lecie iui okryte Wiśniami, labłkami, Śliwkami, które Słońce dogrzewaiąc farbi zywemi kolorami. W tych dopiero miesiącach, wysokie drzewka różowe wysypuia kwiaty naypieknieysze w Naturze, łączą swoie Wieńce kwieciste z nagietemi cieżarem owoców gałeziami, lednem spoyrzeniem Oko obeymuie to, co Wiosna i Lato może wydać naypieknieyszego i nayuzytecznieyszego : gładką murawe, rodzayne drzewa i kwiaty nayprzyiemnieysze”.

  113. Chciałam podać jeszcze fragment o urządzaniu sadu:

    „Sad bedąc oczywiście rzeczą ukształconą reką ludzka, można go regularnie rozporządzić, ulice do chodzenia po nim prosto i szeroko podawać. W tych Ulicach radze w ostatnich rzedach z brzegu sadzić karłowe drzewka, które bedąc niskie, bardzo stroią Sad przez stopniowanie, które sie przez nie ułoży miedzy dużemi drzewami, a kwiatami, na samych brzegach kazdey kwatery sadzone. Karłowatemi drzewkami oprawiwszy wysokie i koroniaste, pod niemi zaś i na samym brzegu koło Ulic czyli ścieszek, iest bardzo ozdobnie umieszczać, iak szlak szeroki z rozmaitych kwiatów: Lewkoniie, Tacety, Ostróźki, Maki; przy drugich Lawendy, Rezedy, Maierany, Hizopy i inne pachniące Zioła, albo Truskawki, Fiołki i Stokrocie. Brzegiem tylko ścieszek czyli Ulic sadzone kwiaty Drzewom szkodzić nie mogą, a spaiaią przedziwnie drzewa z murawą, i wonnością swoią powietrze odświeżaia”.

  114. Pani Małgosiu, w liceum dużo lepiej, dziękuję, mina już dziarska :) (u syna znaczy się, a i my spokojniejsi). Napiszę więcej z domu. (żal tylko trochę tej łaciny, skończyliśmy na „salve, magistra -salve, discipuli” :))

    Kris, jeśli chodzi o ciasto szpinakowe, po przełamaniu bariery koloru, wszystkie dzieci zjadły ze smakiem. Myślę, że warto zaryzykować. Przepisów jest sporo w internecie, jak któryś wypróbuję zaraz dam tu znać.

    A w ogóle, to według mnie, wszystkie te ciasta z warzywami idealnie pasują do „Ciotki Zgryzotki ;)

    Odwzajemniam uściski i ślę Wszystkim uśmiechy.

  115. Prześliczne, Sowo!
    Nie, nie znałam, ale natychmiast poszukam. Na polona.pl?

    O, jest na google.books!!!
    I można kupić w księgarni!
    Sowo, jesteś bezcenna!

  116. Papryczka pyszna, wiadomo.

    A to znamy?

    „Kto posiada kawałek Ziemi, kto lubi Wieś i mieszka w niej, kto nakoniec chce zakładać Ogród, ustroić mieysce, w którym ma życie swoie pedzić; powinien na to mieysce patrzeć, iak na przyiaciela: naypierwey go poznać w naydrobnieyszych szczegółach, przywiązać sie do niego, umieścić w nim sposoby używania go w każdey porze, w każdym wieku, ukrywać wady, ukazywać przymioty, nigdy go nie opuszczać, zawsze mu pomagać, a nakoniec iść za gustem nayprostszym, to iest naybliższym Natury”.

    „Myśli różne o sposobie zakładania ogrodów przez Izabelę Czartoryską”, Wrocław 1805.

  117. Dynia najlepsza jest na ostro!
    A już zwłaszcza TA dynia, istota z charakterem.

    Jak tam na Sardynii, Kris? U nas wichura, zimno, choć tak słonecznie. Jak niepyszna zawróciłam z ulubionej trasy – omal mnie nie zwiało wraz z rowerem.

    Jane, uściski! Co tam w liceum?

  118. Ciasto szpinakowe?!! Jeszcze lepiej…!

    Polaczenie pomidora z bananem jestem (do pewnego stopnia) w stanie sobie wyobrazic, ale jak moze smakowac szpinak z truskawkami? :) Chetnie bym jednak sprobowala, jako milosniczka warzyw (szkoda, ze moich Pociech nie moge do nich przekonac…).

    Widzialam tez ciekawy przepis na ciasto dyniowe, cos dla Mamy Isi.

  119. Dzien dobry! Bardzo ciekawy ten przepis na ciasto pomidorowe. Chyba tez sprobuje je upiec w najblizszych dniach, przepis wyglada na prosty i szybki. Ale smak ciasta trudno mi sobie wyobrazic :)

  120. Dzień dobry!

    Z ciast nietypowych przypomnę (pisałam o tym w kiedyś, zdaje się w czerwcu) ciasto „leśny mech” (ze szpinaku). Było pyszne (krem śmietanowy w środku, a na wierzchu malinki/truskawki, mniam).

    W Łodzi też mamy słoneczny wiatrodzień. Pozdrawiam najgoręcej.

  121. I wywiało.
    Śliczny dzień, słońce świeci. Wszystko jak świeżo umyte.
    Podzielisz się tym przepisem, AniuK? Herbata, herbata! Kawa pyszna, ale mnie osobiście życie wydaje się nieznośne dopiero bez mocnej herbaty.

    Uzależniłam się od tej sowiej papryki z oliwą i czosnkiem (dodaję jeszcze nieco octu winnego i sól). Kończy mi się zapas, więc jadę do miasteczka po kolejnych 10 dużych okazów.
    Świetna pogoda na rower!

  122. Co za noc! Pada i wieje! Właśnie wypilam pyszną herbatę wg receptury mojego męża. Ma swój przepis na herbatę zimowo-po męczącym dniu. Nic nadzwyczajnego herbata cukier i cytryna ale proporcja i kolejność dodawania tworzy poemat. Pani Małgorzato Borejkowe to specjaliści od herbaty ale czy lubią też kawę? Espresso z cukrem i mleczkiem np? Ja z koleżanką z pracy nazywamy taką kawę karramba i jesteśmy jej fankami. Dlaczego karramba? O tym jutro dobranoc!

  123. PS

    Znowu mi tu Freud przeleciał, jak zobaczyłam zdanie „Nadal Ruth Rendell na dobranoc”, to się zastanawiałam, czemu DUA już kolęd słucha. :))

  124. Wiersz o pomidorze jest ukochanym wierszem Sowiątka, w dodatku poddawanym licznym przeróbkom („Jak pan może, panie dyrektorze?!”). W ogóle, to jest świetny wiersz do nauki deklamacji: każde pytanie zadać z innym odcieniem oburzenia, to jest dopiero sztuka!

    Warzywa w cieście to jest rzecz zupełnie zaskakująca, bo zwykle smakują zupełnie czym innym, niż tym warzywem. Znane są powszechnie ciasta z marchewki i dyni, pomidorowe jest dla mnie nowością, ale ostatnio jadłam czekoladowe ciasto z buraka i było świetne! Przed chwilą zaś czytałam o chińskim Święcie Środka Jesieni, na które to zwyczajowo piecze się tzw. księżycowe ciastka, z czerwoną fasolą i solonym jajkiem (żółtkiem) wewnątrz. Ciekawe, czy dobre.

    Bożeno, sama jestem zdziwiona tym zdjęciem. Myślę, że jego siła tkwi w samym Księżycu. Dziwne, ale dopiero jak zrobiłam zdjęcie, to zauważyłam, że na tarczy Księżyca są takie świecące punkciki, które sprawiają wrażenie, że całe zdjęcie błyszczy. Tyle razy widziałam inne zdjęcia Księżyca i jakoś tego nie dostrzegłam!

  125. Pozdrawiam Was kochane! Jak miło wiedzieć, że tu jesteście, choć milczaco zazwyczaj. A moja mikrokoteczka (niektórzy uważaja ja za kociaka, a ona po prostu zbyt szybko została mama i zatrzymała się we wzroście) na wakacjach stała się wielka łowczynia: żaby, jaszczurki, myszy. Przynosiła je nam z duma, ale gdy raz wypuściła nam u stóp żywa polna myszkę, nie wytrzymaliśmy. Cała rodzina uzbrojona w słoiki ruszyła na ratunek i biedne zwierzatko odzyskało wolność. Kotka pochwaliłyśmy, jeśli cokolwiek z tego zrozumiał.

  126. O, ładnie powiedziane. Że też na to w swoim czasie nie wpadłam!
    A swoją drogą, lubię Adę. Chociaż Madzię bardziej.

  127. Co do piątki: wystarczyło wyobrazić sobie, że temat wykłada profesor Dębicki, a obok mnie siedzi Ada. I już było przyjemniej się uczyć. :)

  128. Upiekę je jutro, Otz. Dzięki za literackie uzasadnienie!

    Joanno, Mama Isi ma w tym bajkowym ogrodzie całe łany leśnych poziomek, dosłownie – pola! Przysłała mi kiedyś zdjęcie, prześliczne. Niestety, skrzynka mi eksplodowała i wszystko przepadło.
    Ale mam je we własnej pamięci.

  129. Ja też pierwszy raz spotkałam się z pomidorami w deserze i nic nie wiem na temat pochodzenia, ten przepis stworzyła polska blogerka.

  130. Ach,Mamo Isi ,w tak bajkowym ogrodzie wszystko jest możliwe. Dynia na drzewie nie dziwi.Jak Ty masz tam pięknie. ;)

  131. Jan Brzechwa – Pomidor

    Pan pomidor wlazł na tyczkę
    I przedrzeźnia ogrodniczkę.
    „Jak pan może,
    Panie pomidorze?!”

    Oburzyło to fasolę:
    „A ja panu nie pozwolę!
    Jak pan może,
    Panie pomidorze?!”

    Groch zzieleniał aż ze złości:
    „Że też nie wstyd jest waszmości,
    Jak pan może,
    Panie pomidorze?!”

    Rzepka także go zagadnie:
    „Fe! Niedobrze! Fe! Nieładnie!
    Jak pan może,
    Panie pomidorze?!”

    Rozgniewały się warzywa:
    „Pan już trochę nadużywa.
    Jak pan może,
    Panie pomidorze?!”

    Pan pomidor zawstydzony,
    Cały zrobił się czerwony
    I spadł wprost ze swojej tyczki
    Do koszyczka ogrodniczki.

    Dobranoc. :)

  132. O, tak przepyszne.

    Zawstydzone ciasto Brzechwy

    Składniki na jedną keksówkę lub kwadratowe naczynie do brownie::
    1 szklanka krojonych pomidorów z puszki
    1 banan
    1/2 szklanki oleju
    1/2 szklanki cukru

    2 szklanki mąki
    1 łyżeczka sody
    1/2 łyżeczki proszki do pieczenia
    1 łyżeczka cynamonu
    1 łyżeczka imbiru
    1/2 łyżeczki soli
    do podania: 1/4 cukru pudru, 1/2 łyżeczki suszonego imbiru lub przyprawy do piernika, odrobina ciepłej wody

    Przygotowanie:
    Piekarnik rozgrzać do 180 stopni. Do wysokiego naczynia blendera dodać szklankę pomidorów z puszki i dokładnie zmiksować. Dodać banana, olej i cukier i jeszcze chwilę miksować na gęsty, puszysty krem.
    Osobno w dużej misce dokładnie wymieszać wszystkie suche składniki. Do suchych składników wlać mokre i bardzo krótko wymieszać.
    Keksówkę wyłożyć papierem do pieczenia. Przełożyć ciasto i wsunąć do gorącego piekarnika. Piec przez 40 – 50 minut na złoty kolor. Po tym czasie ostudzić, z podanych składników przygotować lukier i chłodne ciasto oblać imbirowym lukrem. Podawać od razu, najlepiej z czarną herbatą. :)

    Wskazówki:

    Zamiast pomidorów z puszki można użyć domowych krojonych pomidorów. Należy cztery pomidory sparzyć, obrać, pokroić w kostkę i gotować bez przykrycia przez 8 – 10 minut. Po tym czasie przetrzeć przez sito, odmierzyć szklankę i używać tak jak w przepisie.

  133. Casciolino,zdjęcie przepiękne i wzruszające. Dziękuję DUA,że je tutaj zamieściła.
    Jakiego pięknego masz synka!
    Jak dobrze, że nasze Księgowe to takie mądre Mamy, doceniające zaszczyt i dar macierzyństwa. Jaktualnie dobrze się o tym przekonać po raz kolejny ,zwłaszcza dzisiaj.
    Usciski dla wszystkich Mam i cudnych Dzieciaczków. ;)

  134. Dobry wieczór, Bożenko! Sowa jest mocno uzdolnione ptaszysko. A Atena to nasza Bogini.
    W ogóle, nacieszyć się nie mogę waszą twórczością i osobowościami.

    Otz, zamieram z podziwu. Piątka z fizyki! (Nigdy nie dostałam…).
    A nie wpisałabyś nam tu przepisu na to ciasto pomidorowe? Chyba pyszne, co?
    Tylko uwaga, wszelkie przepisy pojawiają się tu pod literackim pretekstem (mój Droselmajer to ojciec chrzestny z „Dziadka do orzechów”). Ciekawa jestem, jaki tytuł wymyślisz dla pomidorowej recepty!

  135. A u mnie w tym roku z malinówkami bardzo krucho. Właściwie wszystkie spadły, w większości nadgniłe. Na drzewie ostało się słownie JEDNO jabłko. Jeśli chodzi o ananas, to podobnie, jak u Pani.

  136. Mieliśmy awarię, Aleksandro, znowu ktoś nas atakował chyba. Ale już dobrze, Adminki wszystko opanowały. Wójt Wiewiórka też ma nadwrażliwy program antywirusowy, który musiał długo przełykać doznaną obrazę, ale już mu przeszło. Przejdzie i Twojemu.
    Uwaga: doczekałam się pierwszej malinówki!(jedyne jabłuszko).
    Ananas berżenicki nadal tylko rośnie w milczeniu.

  137. Dobry wieczór! Świat jest piękny, bo wreszcie udało mi się zawitać do Ulubionej Autorki. Nie wiem dlaczego, ale mój program antywirusowy bronił mi wstępu tutaj (do Emilii dalej nie pozwala mi zajrzeć). Wczoraj mnie w końcu wpuścił – teraz muszę ponadrabiać księgowe zaległości. Zrobię to z ogromną przyjemnością, bo bardzo już tęskniłam. Zdjęcie Mareczka mnie rozczuliło, szczególnie z powodu jabłkowego tła. Pozdrawiam serdecznie :)

  138. Dobry wieczór :-) Jestem, jestem Chesterko, choć mniej na widoku, pozdrawiam Cię serdecznie i przesyłam ESD. A jak się miewa Twój Kot? Dobrego wieczoru, uśmiecham się do DUA, miłej wieczornej lektury!

  139. I znowu u Pani MM goszczą świetne – a tak różne w tonacji – zdjęcia! Uśmiecham się do Mareczka, śmieję się do pełnej temperamentu dyni :)
    Sowo P., stale wracam do Twojej fotografii Księżyca (podobnie do zdjęcia Ateny). Nie mogę się napatrzeć. I nadziwić! Zwykłym aparatem! I jak to – nie z bliska? Wszak za każdym razem jawi mi się obraz Sowy podlatującej wysoko, wysoko –

  140. Dobry wieczór. :)

    Mareczek wygląda rozczulająco, a zarazem bije od niego siła i chęć poznania. Pozdrawiam go gorąco i Ciebie, Casciolino. :)

    Dynia wygląda baśniowo. Ogród nie pasuje na miejsce zbrodni, więc możemy być spokojni o życie mamy Isi. :)

    I jeszcze nieśmiało dodam, że poczułam się jak Gabrysia. Dostałam najprawdziwszą piątkę z fizyki! :)

    A koło torcika stawiam (jeżeli DUA pozwoli) maleńki talerzyk z ciastem z pomidorów. Moje najnowsze odkrycie. :)

  141. Błękitna, dziękuję za długą wiadomość prywatną. Z zainteresowaniem przeczytałam wiadomości o Twoim liceum, to dla mnie zawsze ciekawe: jak uczniowie widzą szkołę. Dobrze, że lubisz swoją!
    Życzę Ci samych sukcesów i radości!

    Co do Twojego pytania: komputer oczywiście! Kiedyś wszystkie moje powieści powstawały na maszynie do pisania, ale dość szybko stałam się zwolenniczką komputera. Bardzo ułatwia pracę nad tekstem.
    Dziękuję za miłe słowa, cieszę się, że lubisz tu wpadać! Zapraszam!

  142. Casciolino, cmentarz znam, oczywiście, ale w tym sadzie nigdy nie byłam.

    Tak, Mareczek wygląda bardzo zdobywczo!

  143. Sowo, domowy najlepszy. Ale i inne można wypróbować.
    Ależ dodaj budyniu ile uważasz! Tak, jak lubisz.
    O „Dziadku” Twoim zapomniałam! Aaa!

  144. To sad karmelowy! To znaczy karmelitański ;) w Poznaniu przy Sanktuarium św. Józefa. Za krzaczkami mur, a dalej cmentarz zasłużonych Wielkopolan. Marco hasał tam sobie trochę po znajomości, bo to miejsce dla wtajemniczonych. Zdjęcie robiłam ja, a towarzyszyło temu prawdopodobnie uczucie zachwytu, które mnie nie opuszcza, od kiedy jestem mamą. To taka radość obserwować, jak rośnie mój mały odkrywca. Jest bardzo niezależny, w ogóle się za mną nie ogląda, po prostu rusza w świat. Mam nadzieję, że tak mu zostanie, a ja będę umiała go w odpowiednim momencie puścić wolno. Szybko zaczął mnie tego uczyć.

    Również dziękuję za przepis za torcik, wypróbuję na pewno. I zaraz ustalę z Tatą czy możemy się tu podzielić rodzinnym przepisem na szarlotkę.

    Całuję w czółko wszystkie siedzące, wędrujące i wylatujące dzieci!

  145. Wiem, wiem, że Borejkowie nie praktykowali, ale skojarzyło mi się ze smalcem Idy w pierniku. Babcia przecież nie specjalnie, a po prostu nie zauważyła, że do ziemniaków był kurczak, no to go dała do sosu.:)

  146. W imieniu ogrodu dziękuję za wyrazy uznania;) Ogród z wrażenia aż się zaróżowił na policzkach kronselek;)
    W tym roku najobficiej obrodził orzech włoski, z którego orzechy łupię dla ptaków przez całą zimę, bo tylko one są w stanie wydłubać miąższ. Skorupę ma tak twardą, że do rozłupania używam imadła. Ostatnio psiapsiółka, która wzięła sobie tych orzechów mimo moich ostrzeżeń, że jest bez szansy, aby się dodłubać do jądra, bardzo je chwaliła, że są słodkie jak miód. Ptakom też bardzo smakują. Może jak będę miała wolne dwie godziny, wezmę jednego i spróbuję z nim powalczyć;)

  147. Doskonały przepis i doskonała nazwa. Zaskakująco mało budyniu w stosunku do masła. Muszę wypróbować.
    (Czy zaglądała może Pani do polecanego przeze mnie artykułu o „Dziadku”?)
    Jeszcze a propos „Dziadka” i baletów, widziałam ostatnio w księgarni internetowej ciekawie wyglądającą serię książeczek dla dzieci wprowadzających w świat baletu, „Bajki baletowe” chyba to się nazywało, ktoś je już czytał? Bo nie wiem, czy warte zakupu…

  148. Zdjęcie sadu i małego Mareczka piękne! A dynia rzeczywiście dorodna. Zdecydowanie świat jest piękny. Wczoraj u nas w Małopolsce była niemal letnia pogoda (dziś natomiast już późny listopad), byłam z Mężem na spacerze nad naszą okoliczną Rzeką i było wspaniale – ciepło, słonecznie, cicho, drzewa się żółciły, dzikie wino czerwieniło, ptaki uwijały się nad wodą. Codzienne, zwyczajne cuda!

  149. Tak myślałam, Mamo Isi. Ale czy wynik ważenia jest wiarygodny?
    Ona mi wygląda na więcej.

    O sadzie niech Casciolina opowie. Piękny.

    Podoba mi się Twój ogród!

  150. Sowo, ależ proszę – z wdzięcznością za Twoje doskonałe przepisy.

    Tort orzechowy „Droselmajer”:

    20 dag mielonych orzechów włoskich
    8 żółtek
    30 dag cukru
    1/2 szklanki tartej bułki
    piana z 8 białek
    odrobina mleka w razie potrzeby.

    Żółtka z cukrem ubić w mikserze, dodać orzechy, dosypywać tartą bułkę. Gdyby ciasto zdawało się za gęste, dodać troszkę mleka.
    Pianę z białek dodawać po łyżce do masy orzechowej, mieszać delikatnie. Upiec w temp. 175 stopni w tortownicy. Po ostudzeniu przekładać warstwy gęstym musem jabłkowym i kremem.

    Krem:
    kostka masła, pół szklanki (lub mniej, jak kto lubi) cukru, filiżanka budyniu śmietankowego (przestudzonego!), łyżka kawy nesca, rozpuszczonej w łyżce mleka. Ucierać masło z cukrem, dodając budyń po łyżeczce, żeby krem zrobił się puszysty. Na końcu dodać kawę. Jeśli tort jest dla dorosłych, można krem wzbogacić odrobiną koniaku!
    Przełożony tort zdobimy wiśniami z konfitury i połówkami orzechów.

  151. Dynię zważyłam przy użyciu zwykłej wagi kuchennej, którą w rękach pod nią podstawiłam. Przeskoczyła całą skalę do 2,5 kg i osiadła na kolejnym pół kilogramie;) Zobaczymy do jakiej wagi dojdzie, zanim osiądzie na ziemi.
    Ale ta druga też chciała być podniebna, biedula. To jest ta, która poddała się mej brutalnej perswazji po ściągnięciu z płotu. Za to jest pięknego, pomarańczowego koloru. Zresztą widać ją na trzecim zdjęciu w tle. Jest mniej więcej połowy wielkości tej podniebnej.

    Przepraszam, że z takim opóźnieniem odpowiadam, ale dziś był zwariowany dzień (jak co dzień).

    Gdzież to taki przepiękny sad jabłkowy, po którym hasają krasnoludki?

  152. Podziwiam, podziwiam! I Marco, i Dynię. To jak z tym ważeniem było? Skoro dynia wisi na metrze trzydzieści, to pewnie jednak nie musieli wchodzić na świerk.

    Czy można przymówić się o przepis na tort orzechowo-kawowy? Jak ja lubię taki torcik! Mam do zrobienia zaległy, urodzinowy, chętnie spróbuję nowego przepisu.

  153. Kochana Zuziu, jestem spokojna o Twoją drogę.:)

    Spaghetti z ziemniakami, powiadasz? Nie praktykowałam.
    Borejkowie – o ile pamiętam – też nie!

  154. Dzień dobry!
    Ciągle na nowo zachwycają mnie Pani wpisy. Ten jest taki ładny i uroczy, a nawet filozoficzny.
    Ciekawe gdzie dojdzie każdy z nas?
    U nas dynia ma 11 kg. Sama ją dotargałam (nie wiem jak). Ona na szczęście nie wisiała w powietrzu, ale leniwie, powoli staczała się w krzaki.
    No i nareszcie się deszczu doczekałam!:)))

    (A moja Babcia zrobiła coś dzisiaj iście Borejkowskiego. Podgrzała mojemu bratu spaghetti z ziemniakami.;))

  155. A świat jest taki piękny! Wiktorka też już tak maszeruje jak Marco na zdjęciu :-)
    Całusy dla wszystkich dużych i małych.

  156. Dzień dobry!
    Jakie piękne zdjęcie maleńkiego Marco (przypomniało mi ono piosenkę ulubionej Anny German „Идёт ребёнок по земле”).
    Pozdrawiam małego wędrowniczka, wszystkie dzieci (małe i duże )i ich Mamy.

  157. Czekamy na szczegóły operacji, Kris!:)
    Syn przywiózł mi właśnie z Czech olbrzymią, pomarańczową dynię (znajomi mu podarowali) i stwierdzam, że na pewno nie była to zwolenniczka dojrzewania w powietrzu. Nie jest kulista, tylko półkulista: ma podstawę spłaszczoną, bo leżała ciężko na ziemi.

    Ale chyba nie każda ma taką odważną, swobodną naturę, nawet u Mamy Isi jedna dynia wolała być istotą zdecydowanie przyziemną. I, o dziwo, jest mniejsza, słabsza oraz mniej dorodna od tej, która ruszyła w górę!
    To daje do myślenia!

  158. Asiu, zasady te dotyczą polityki. Ona nas tu zupełnie nie interesuje. I polityków. Mamy wobec nich dystans. I nie obchodzi nas żaden polityczny szum.
    Ale dzieci nas obchodzą, i to bardzo!

    Tak, cudownie jest być Mamą!
    Nawet, jeśli to bardzo trudne.

  159. Cudownie jest być Mamą, prawda?

    P.S. Nadal spotykam się z Dziećmi z Zespołem Downa. Są fantastyczne. Ich Mamy chociaż tak bardzo zmęczone są szczęśliwsze niż niejeden polityk.

    Pani Małgosiu, może to być wiadomość prywatna. Znam zasady ale nie mogłam się powstrzymać.

  160. Tak, piękne. Wyobrażam sobie uczucia osoby (Casciolina czy jej mąż?) robiącej to zdjęcie i uśmiecham się.
    A więc masz własny sad, Iskro? Szczęściara to odpowiednie słowo!

    Nie narzekajmy na deszcz! Był już bardzo potrzebny. Wszystko, co ostatnio posadziłam i przesadziłam (pnąca róża Pilgrim!) dostanie dziś solidną porcję wody. Miło pomyśleć.

  161. Piękne zdjęcie, pełne radosnej niewiadomej. Dobrej wędrówki Mareczkowi.
    Poczułam się szczęściarą, bo wiele takich zdjęć z podobną scenerią, we własnym sadzie mogłam zrobić moim iskierkom.Będę musiała w albumach sprawdzić, czy zrobiłam. Troszkę już wiem co odkryły moje iskierki ale tak nsprawdę wszyscy ciągle jeszcze odkrywamy ten świat i zachwycamy się nim.
    Wczoraj był tak piękny dzień. Obiad na podwórku w październiku! Róże w rozkwicie, dalie i aksamitki panoszące się na rabatkach i wszystko skąpane w słońcu. Ten widok na tydzień deszczu wystarczy…
    Pozdrawiam serdecznie DUA oraz małych i dużych księgowych.

  162. Ann jest z nami na pewno!
    A wczoraj była u Emilki w Katowicach.:)
    Nawiasem mówiąc: spójrzcie na stronę kieres.net – jaki fluidowy wpis!
    Ech, bliskość dusz.

  163. Dzień dobry wszystkim Mamom i ich szkrabom, które ucza nas, jak świeżo i odkrywczo spojrzeć na to, co wydaje się znane? Nie pamiętam, kto jest mama Alice?
    A ja dziś zatęskniłam za Ann, Jas, Katarka, Jaśkiem, Monia S., Beatuszka, Alkiem. Hop, hop, jesteście tam?!

  164. Jacopino bardzo dziekuje za pozdrowienia!

    (Wlasnie zaczal chodzic na lekcje pilki noznej i bardzo mu sie podobaja, ma nawet piekny stroj, a przeciez jeszcze niedawno byl taki malutki…).

  165. O jakie piękne zdjęcie z dzielnym wędrowniczkiem. Bardzo się cieszę z tego zdjęcia dzisiaj. I z ulewnego deszczu prawie w całej Polsce. Deszcz, miło.

  166. Coraz wiecej jest malych wloskich Ksiegowych… Doliczylam sie siedmiorga :)
    (Giorgio, Marco, Sofia x 2, Alice, Jacopo, Daniel). Moze sa jeszcze jacys?

    Ciekawe tez, co slychac u malego wesolego Marco z Francji i u jego brata.

    Ksiegowe latorosle rozsiane sa po calym swiecie…

  167. Ha!
    Dziękuję.
    Nie zapominajmy wszelako o Marilyn Monroe.

    Pozdrawiam miłego Jacopino!
    (patrzcie, ile tu mamy włosko-polskich dzieciaczków!)

  168. Dodam jeszcze, że Mareczek dzieli z UA inicjały, bo na nazwisko mu Marcelli.
    A jeśli będzie miał siostrzyczkę, to chciałabym, żeby miała na imię Melania.
    Wiadomo po kim.

  169. Ciao, Piccolo Marcolino!
    Milej wedrowki!
    Tez sie usmiecham do wszystkich Wedrujacych Dzieciaczkow Ksiegowych (i do siedzacego Giorgia) :)

    (Ale, moj Jacopino tez mowil „kao”, jak byl maly).

  170. Tak, Ago, pogoda na pisanie idealna! Zero pokus.
    Rewanżuję się uśmiechem.

    Karolciu, ostatecznie Mareczek wygrał z Łukaszkiem. Przeważyły jabłka.
    Ale zdjęcie Łukaszka wciąż znajduje się w mojej bazie obrazkowej. Śliczne!
    Pozdrawiam go!
    Pozdrowienia dla Giorgia i w ogóle – dla wszystkich dzieciaczków, maszerujących przez życie.

  171. Wzruszyłam się. Dziękuję za taki piękny prezent na początku nowego tygodnia.
    Mareczek macha łapką i mówi „ao” (ciao), dalej odkrywając świat.

  172. Oj, nasza UA wie, jak rozpogodzić każdy , nawet najbardziej deszczowy, dzień. Bo u nas leje, jak z cebra. A ten Miły Maluch idzie swoją drogą, przed siebie, ufnie i z radością. Od razu skojarzył mi się z Kerstin („Dzieci z Bullerbyn”); niemal słyszę, jak woła „hej!hej!” i biegnie przed siebie, dokładnie w przeciwnym kierunku, niż życzyliby sobie rodzice. Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i życzę miłych chwil z książką. Bo na to czekamy, prawda? Na deszcz, żeby się dobrze czytało. Ekhem, ekhem..a niektórym, żeby się dobrze pisało (uśmiech w stronę okolic Poznania).

  173. Ach, Droga Autorka umie wzruszyć człowieka. I rozmarzyć. A Mareczek w sadzie pełnym jabłek od razu kojarzy się z sir Newtonem. Powodzenia Mareczku!
    Dobrego i ciekawego dnia dla Wszystkich.

  174. Piękne zdjęcie, piękny synuś, Casciolino.
    A jaki piękny opis zdjęcia, pani Małgorzato! Pani potrafi tak pięknie opowiedzieć każdą fotografię! Gdy pierwszy raz otwarłam nowy wpis, zdjęcie mi się w ogóle nie wyświetliło – był tylko sam opis, na podstawie którego wyobraziłam sobie ten obrazek. Okazał się podobny.

    Pozdrawiam serdecznie w nowym dniu.

  175. Dopisuję się do pozdrowień dla Mareczka :)
    Ciekawe, co sie kryje w jego główce…
    Dokąd zmierza…
    A Giorgio nabył właśnie umiejętność siedzenia :)
    Dobranoc!

Dodaj komentarz