Pierwszy dzień jesieni!

kategreenaway

(wiersz i rysunki Kate Greenaway nadesłała KC SowaP – dziękuję!)

 

Julian Tuwim

STROFY O PÓŹNYM LECIE

1
Zobacz, ile jesieni!
Pełno jak w cebrze wina,
A to dopiero początek,
Dopiero się zaczyna.

2
Nazłociło się liści,
Że koszami wynosić,
A trawa jaka bujna,
Aż się prosi, by kosić.

3
Lato, w butelki rozlane,
Na półkach słodem się burzy.
Zaraz korki wysadzi,
Już nie wytrzyma dłużej.

4
A tu uwiądem narasta
Winna jabłeczna pora.
Czerwienna, trawiasta, liściasta,
W szkle pękatego gąsiora.

5
Na gorącym kamieniu
Jaszczurka jeszcze siedzi.
Ziele, ziele wężowe
Wije się z gibkiej miedzi.

6
Siano suche i miodne
Wiatrem nad łąką stoi.
Westchnie, wonią powieje
I znów się uspokoi.

7
Obłoki leżą w stawie,
Jak płatki w szklance wody.
Laską pluskam ostrożnie,
Aby nie zmącić pogody.

8
Słońce głęboko weszło
W wodę, we mnie i w ziemię,
Wiatr nam oczy przymyka.
Ciepłem przejęty drzemię.

9
Z kuchni aromat leśny:
Kipi we wrzątku igliwie.
Ten wywar sam wymyśliłem:
Bór wre w złocistej oliwie.

10
I wiersze sam wymyśliłem.
Nie wiem, czy co pomogą,
Powoli je piszę, powoli,
Z miłością, żalem, trwogą.

11
I ty, mój czytelniku,
Powoli, powoli czytaj.
Wielkie lato umiera
I wielką jesień wita

12
Wypiję kwartę jesieni,
Do parku pustego wrócę,
Na zimną, ciemną ziemię
Pod jasny księżyc się rzucę.

 

(z tomu Rzecz czarnoleska)

 

jablko

PS

I jeszcze jeden owoc, który trafił do mnie w pierwszy dzień jesieni: książka, która spodoba się Sowie P, a także innym melomanom tu obecnym – bardzo pięknie wydany przez wydawnictwo a-5 zbiór librett i innych tekstów, towarzyszących muzycznym arcydziełom, a tłumaczonych przez mojego Wielkiego Brata. Książkę opracował graficznie Wojciech Wołyński. Jest piękna!

 

stanislaw-baranczak-slucha-arcydziel-b-iext38054296

 

Oto próbka – przekład tekstu partii chóralnej (Was mein Gott will, das g’scheh allzeit)  z Pasji wg św. Mateusza  Jana Sebastiana Bacha:

 

Niech poznam, co to Boża moc,

Niech Pan mój bunt uśmierzy.

Nie zbłądzi w najczarniejszą noc,

Kto duszę Mu powierzy.

W najgłębszą toń

Zanurzy dłoń,

Wybawi mnie, gdy tonę.

Kto ufa Mu,

Ten dzień po dniu

Ma broń w nim i osłonę.

 

Oprócz Pasji według św. Mateusza znajdziemy tam Dydonę i Eneasza Purcella, Wesele Figara i Don Giovanniego Mozarta, Podróż zimową Schuberta i Księżycowego Pierrota Schoenberga.

 

 

318 przemyśleń nt. „Pierwszy dzień jesieni!

  1. Molu Książkowy, dziękuję pani Basi za pamięć i gratulacje!
    Decyzja w sprawie podkoszulka – prawidłowa.

  2. Pani Małgosiu, czy Pani wie, że Pani jest najlepszą terapeutką, że trudne chwile łatwiej przetrwać z „Jeżycjadą”- mamusiom oczekującym dzidziusia [trzy z nich musiały pobyć trochę w szpitalu- i tam zwłaszcza, przed chwilą właśnie wyszła jedna młoda mama z kolejnymi częściami :) ], młodym mamom przy dzieciach, babciom przy wnukach, a nawet co ciekawe samotnym starszym paniom. Brakuje jeszcze panów, ale dołączą, dołączą… Tak to jest :)

  3. Czytałam, Matyldo!- jak wszystko, co napisał ten autor (przepadam za nim).
    Co do przekładów: ja też wolę te dawniejsze, są piękne i staranne. Dawniej tłumacze świetnie znali język polski.

  4. Ach, to „lato, w butelki rozlane”!… To ja muszę koniecznie zapytać – czy czytała Pani „Słoneczne wino” („Dandelion wine”) Raya Bradbury’ego? Tam właśnie rozlewają… :)
    Słowa autora wyraziste i kwieciste, układają się w nadzwyczajne kompozycje i malują cudowne obrazy – wspominając lekturę pamiętam dokładnie upalne dni i kojące wieczory, ciepły wiatr, odurzające kwietne i trawiaste zapachy, i jestem prawie pewna, że stałam tam obok małego Duglasa, gdy jego Dziadek zamykał tamto lato w butelkach mniszkowego wina…
    Książka do tego przetłumaczona bajecznym, cudownym językiem – takim, jakim już się u nas nie tłumaczy… (choć może jednak się mylę – nie tracę nadziei!)

    Tymczasem jesień dzielę na kawałki i kęsy, i posypuję korzenną przyprawą… :)

  5. Dobry wieczór,
    jak widać Mickiewicz potrafi upiększyć nawet niemiecki. Ten język jakoś tak ładniej brzmi.
    W ogóle lepiej jak posługują się nim romantycy.
    Zabawne wydają się francuskie przeboje w wykonaniu Zaz np.: Zaz à Montmartre,
    La Vie en Rose-Zaz albo Zaz-Paris, jazzujące. Pewnie już to wszyscy znają…

  6. Czytałam kiedyś (do egzaminu, a jakże!) jakiś tekst Boya-Żeleńskiego na temat francuskiego przekładu „Pana Tadeusza” prozą. Boy, zdaje się, był zdania, że nasza epopeja narodowa broni się głównie wierszem, bo historia to jakaś szemrana, co rzeczone tłumaczenie mu ukazało ;) Ja mam jednak w głowie te wszystkie rymy i rytmy, więc chyba nie umiem się wielce oburzać na to, że ślub Tadeusza z Zosią miał być tylko „metodą legalizacji grabieży”.

  7. Kochani! Zaintrygowal mnie „Pan Tadeusz” po niemiecku… Niestety, nie znam zupelnie tego jezyka, ale widze, ze sa piekne rymy i rytm chyba tez odpowiedni. Oczywiscie, zaraz wyszukalam poczatek „Inwokacji” po wlosku. Nie rymuje sie, niestety – mysle, ze przeklad (zwlaszcza od strony formalnej) nie jest tak dobry jak niemiecki, ale brzmi ladnie:

    « Lituania! Patria mia! tu sei come la salute.
    Quanto ti si deve apprezzare, può solo testimoniarlo
    Chi ti ha persa. Oggi la bellezza tua nei suoi ornamenti tutti
    Vedo e descrivo, poiché a te anelo. »
    (Signor Taddeo)

    Co ciekawe, wyczytalam, ze juz w XIX wieku „Pan Tadeusz” zostal przetlumaczony na 10 jezykow (w tym na wloski). Do dzis przetlumaczono go na ponad dwadziescia jezykow, w tym na chinski i na japonski. :)
    Krzepiace!

  8. Fanko Robrojka (wiad.pryw.)- dziękuję za wieści i za propozycję (mam to, nie trzeba) i serdecznie gratuluję sukcesu!

  9. Jej, Szkrabie, nawet nie chce sobie wyobrazac tego oczekiwania w napieciu na pana organiste.
    Goscie jak goscie – opoznienie moze nie bylo dla nich dramatem, bo sami lubia sie spozniac czasem..ale ksiadz z asysta tak czekal w zakrystii…? Czy zaczeliscie bez organisty po prostu? :)

  10. Najpiękniej dla mnie brzmią piosenki po francusku.To język który wyjątkowo nadaje się do śpiewania. Kocham i Brela i Cabrela,Piejko .Dobrze ziemi przypomniałas ,posłucham sobie tej październikowej.:)

  11. Dzien dobry!
    Klaniam sie Kochanej Autorce i Wszystkim po dlugiej przerwie…

    Francis Cabrel to moj ulubiony piosenkarz . Pieknie spiewa o pazdzierniku. Prosze, posluchajcie (wprawdzie po francusku,ale co to dla Was!)!

  12. Historynko wybieram się z moimi licealistami do Ossolineum na lekcję o „Panu Tadeuszu „i do Muzeum również. Jak bym chciała, żebyś to Ty ją poprowadziła. Byloby miło.

  13. Fluidy jak zwykle kraza. Czytalam sobie wczoraj o Mickiewiczu (znajoma wrocila z Wilna), a widze ze wasze mysli tez tam skierowane.
    Nie mam arachnofobii, ale fakt, ze toto biega po mieszkaniu i snuje pajeczyny, mnie zniesmacza. Przyjdzie wytworna dama w sukni na fajwokoloka i wiemy juz jak to sie skonczy. Pozbede sie pajaka, ktory zahipnotyzowany perlami, opusci moje mieszkanie.

  14. Czytam właśnie niemiecki przekład w sieci – jest zaskakująco dobry.
    Miły drobiazg: tłumacz współpracował z poznańskim Uniwersytetem Adama Mickiewicza, a dokładniej – z Katedrą Romantyzmu.

    Historynko, dzięki za wiadomość o tym przekładzie, przegapiłabym – a to tak bardzo podnosi na duchu!

  15. A ja jeszcze dodam, że dyrektor muzeum ma w swoim gabinecie przekład na język dolnołużycki. Nie miałam go jeszcze okazji zobaczyć (tzn. przekładu, a nie dyrektora).

  16. „Pan Tadeusz” – I wydanie niemiecko-polskie – pod tym tytułem znajdziecie
    rozmowę z autorem przekładu Hansem Gregorem Njemzem na stronie wroclaw.pl – bardzo ciekawa!!!

    Przekład, jak widać, naprawdę bardzo wierny.

  17. „Herr Thaddäus”:

    Lithauen! Wie die Gesundheit bist du, mein Vaterland!

    Wer dich noch nie verloren, der hat dich nicht erkannt.

    In deiner ganzen Schönheit prangst du heut’ vor mir,

    So will ich von dir singen, – denn mich verlangt nach dir!

    O heil’ge Jungfrau, Czenstochowa’s Schirm und Schild,

    Leuchte der Ostrabrama! Du, deren Gnadenbild

    Schloß Nowogrodek und sein treues Volk bewacht:

    Wie mich, als Kind, dein Wunder einst gesund gemacht,

    Als von der weinenden Mutter in deinen Schutz gegeben,

    Ich das erstorb’ne Auge erhob zu neuem Leben,

    Und konnte gleich zu Fuß in deine Tempel geh’n,

    Gerettet, Gott zu danken für’s Heil, das mir gescheh’n:

    So wird zum Schooß der Heimat dein Wunder uns wiederbringen! …etc.

  18. Szkrabie, Szkrabie, ależ to tylko na dobre wyjdzie, zobaczysz!
    Najlepsze życzenia szczęścia i stałego porozumienia!

    „Niech Kupido chwil szczęsnych hojnie wam przyczyni,
    Crescite, nowożeńcy! Multiplicamini!” (Pan Zagłoba) :)

  19. Ten Mickiewicz całkiem ładnie brzmi po niemiecku, a podobno tłumacz nie mógł znaleźć wydawcy.
    W tym moim miłym miejscu pracy czuję się bardzo szczęśliwa.
    Błękitna, przekażę dziewczynom prowadzącym lekcje, na pewno się ucieszą.

  20. Pozdrowienia dla Waszych Aniołów Stróżów kochani Księgowi. Dobrze, że są i czuwają bez ustanku od pierwszych chwil naszego życia. Dobrego świętowania zatem.

  21. Dzień dobry,
    Borejkowskie fatum związane z ślubami przeniosło się na mnie… (Chyba niepotrzebnie ostatnio śmiałem się z Laury). Proszę sobie wyobrazić, że na mój własny ślub spóźnił się Pan organista i to prawie godzinę…

  22. No, nie był to jeszcze egzamin. Dokupię sobie wcześniej dodatkowych godzin jazdy. Ale może rzeczywiście za szóstym razem? (Rekordzistka, o której słyszałam zdawała 17 razy). Dziękuję za słówko otuchy.:) Bo już się zaczęłam łamać niczym najbardziej kruchy makaron. ;)

  23. Histroynko, byłam z klasą na wystawie w muzeum Pana Tadeusza i wszystkim się bardzo podobało. Myślę, że ważną sprawą było zaangażowanie pań prowadzących lekcję, odpowiadały na każde pytanie wykazując się dużą wiedzą, a moją klasę trudno utysfakcjonować. Mam nadzieję, że zainteresujesie tłumy.

  24. Onegdaj koleżanka ze studiów zabrała mnie na ferie do rodzinnej Białowieży, której uroki roztaczała mi w trakcie nocnej podróży pociagiem (na siedzaco, na stojaco, na kucajaco, jak to w PRL-u). Gdy dotarłyśmy do wymarzonej chaty dziadka, okazało się, że wewnatrz panuje nieziemski bałagan i 10 stopni C. Woda tylko w studni, a do niej prowadza zaspy śniegu. Widzac, że podupadłam na duchu, koleżanka zastosowała argumentację trafiajaca do romantyczek: jak w powieściach Jacka Londona, prawda? Wraz z kieliszkiem wody ognistej (argument dziadka), podziałało i wieczorem odpoczywałyśmy już pod pierzynka, czytajac na przemian 5-letniemu synkowi koleżanki „Misia Nalle”. Gdy zgasiłyśmy światło rozległ się przerażajacy szurgot: SZCZURY!!! Gdyby nie pięciolatek, wskoczyłabym do łóżka jego mamy. Nie wiem, jak udało mi się wytrzymać tam tydzień (pamięć milczy). Podejrzewam w tym zasługę szampana, którego można było dostać w Białowieży.

  25. Wójcie Wiewiórko, bardzo to być może, wraz z najmłodszym synkiem obejrzałam CALUTKIEGO „Mc Gyvera”. Przepadał za tą serią!

  26. Madziu, odwagi!
    Nie każdy zdał za pierwszym podejściem. Za szóstym razem będzie już idealnie, zobaczysz.

    Asiu, pochwaliłabym kotka, rzecz jasna. Następnie wyniosłabym truchełko na łopatce ogrodniczej, położyłabym je na trawie i zostawiła zmartwienie naturze.

    Otz, wszystko to wina naszych skarlałych czasów. Degeneracja cywilizacyjna dotknęła nawet niektóre koty.

  27. Mama Isi opowiedziała historię grozy, a mnie się udało przeżyć taką na własnej skórze i to w ten śliczny, niedzielny poranek, kiedy, ćwicząc parkowanie, wjechałam w świerka. Ugiął się zderzak, rama i świerk – a mnie się ugięła motywacja. :(
    Oj, długo się chyba nie będę śmiała, kiedy Natalia Borejko przekroczy prędkość na wiadukcie, oblawszy uprzednio egzamin na manewrach (choć niedawno jeszcze rozbawiła mnie ta scena do łez).

  28. Pani Małgosiu, a co zrobiłaby Pani z myszką, którą ułożyłby pod Pani stopami dumny kotek?

    I tak by na Panią spoglądał, spoglądał swymi oczętami czekając na słowa pochwały…

    ( dylemat mojej stroskanej przyjaciółki ).

  29. Ateno, z zapartym tchem śledziłam Twoje zmagania z pIjakiem.
    Też bym się bała. Takiemu to nie wiadomo co do głowy strzeli:))

  30. Dobrze, nad całokształtem polata motylek cytrynek. A zamiast ryczącego jelenia mamy baranka. Wprowadzenie elementu sielankowego w środek horroru może być dobrym chwytem literackim.

  31. Otz, ale żeby kot przynosił mysz w samych rękawiczkach! – cuda, cuda.

    Mamo Isi, soczysty ten obrazek rodzajowy. Lubię zwłaszcza ten badylek!
    Nad nim polata motylek, rzecz oczywista.

    Dobrze jest niekiedy tak zajrzeć znienacka w głąb Twej wyobraźni!!!:))))

  32. Historynko, co za konkluzja krzepiąca!
    I jakie miłe masz miejsce pracy!
    Swoją drogą, jakże brzmi ten trzynastozgłoskowiec po niemiecku, ciekawa jestem!

  33. Od miesiąca mam zaszczyt pracować w najbliższym sąsiedztwie rękopisu „Pana Tadeusza” ( a tak dokładniej w dziale edukacji Muzeum Pana Tadeusza we Wrocławiu.
    Wczoraj prowadziłam lekcję muzealną dla dzieci z Niemiec, mieli około 10 lat. Pokazałam rękopis, opowiadałm o polskiej szlachcie, dałam grę na tablety i pozwoliłam poprzemieszczać kontusze (oczywiście nie oryginalne) i w ogóle „stawałam na rzęsach”, żeby ich zainteresować, a cały czas miałam wrażenie, ze nie interesuje ich nic. Na koniec, już lekko zrezygnowana rozdałam zwykłe białe kartki z inwokację po niemiecku. Zadziałało. Przeczytali. Zainteresowali się! Spodobało im się!
    Jednak słowo wieszcza oddziałuje lepiej, nawet niż gra na tablet!

  34. Niewątpliwie racja jest po Twojej stronie, Starosto kochany. Bo wyobraźmy sobie tylko, że któregoś wieczoru w sukni, oczywiście, wieczorowej wracałabym z udanego fajwokloku przedzierając się przez chaszcze wokółdyniowe. Wtem, sznur bezcennych pereł zahaczonych o badylek rozrywa się! Opadam na czworaki i zbieram je gorliwie nie bacząc, że zbliżam się do punktu zero. Przy okazji zauważam leżące wokół orzeszki laskowe, malinówki etc. Sprawnie z wieczorowej torebki wydobywam torebkę foliową jednorazową i czołgam się dalej zbierając wszystko cuzamen do kupy ciesząc się, że tak praktycznie kończę ten wieczór. No i docieram do miejsca, gdzie dynia tkwi dokładnie nad mą głową. Natenczas nielitościwy los urywa dyni ogonek, a ona z siłą równą emcekwadrat przydzwania mi w potylicę kładąc na miejscu zimnym trupem. I tak to powstaje nature morte par excellance; ja w sukni szmaragdowej w poprzek, na mej głowie szafranowa dynia 3 kilo żywej wagi, wokół jesienna zieleń, a na pierwszym planie rozsypane malinówki, orzeszki laskowe i perły luzem. A w tle zachodzące krwawo słońce. Brakuje jeno ryczącego nad wodopojem jelenia, ale trudno mieć wszystko.
    Żeby dodać grozy obrazowi umieszczamy na dyni pająka Ateny. Czy on był w prążki i włochaty? Bo muszę go sobie plastycznie wyobrazić.

  35. Kubek i kartka! Ile istot dzięki temu ocaliłam: konika polnego (wielkiego i zielonego), muchy, pszczoły, osy, a nawet dwa szerszenie! (tzn. szyrszynie).

    Pamiętam, że kiedyś wyniosłam z domu mojej Babci mysz, którą przyniósł kot. W samych rękawiczkach. Złapałam za ogonek i na dwór. :) A teraz mam w domu dwa szczurki. Wszystko lubię. :)

  36. Tak, tak, zaiste, Starosto, miałam na myśli pełznącą Mamę Isi. Brałam też pod uwagę przebieganie pod drzewem na czworaka:)
    A ta akcja z salaterką i linijką to jak żywcem wyjęta z MacGyvera.

  37. U nas to plastikowa obcięta butelka,a potem na trawkę. Ostatnio pojawiają się takie strasznie wielkie.Tez nie mam serca zrobić im krzywdy ,doskonale Cię rozumiem, Ateno.

  38. DUA, dobrze, ze ta salaterka sie nie rozbila, skoro byla szklana!
    Och, ja sie bardzo boje myszy… brrr. (Wiem, ze one nic czlowiekowi nie zrobia, ale boje sie i juz.)

    Pajaki zazwyczaj lapie na gazete, ktora potem klade na balkonie. Albo do plastikowego kubka, ktory przykrywam np. kartka papieru. I za okno.

  39. Ateno, dzielna żeglarko, a gdyby pająk wlazł Ci na jacht, na pełnym morzu?!
    Uspokój się, weź słoik i zgarnij do niego pająka. (Możesz to zrobić w rękawiczkach, jeśli bardzo się brzydzisz).
    A potem wystaw słoik za okno.

    Kiedyś w skrzynce z jabłkami przyjechała do nas ze wsi mysz. Mieliśmy malutkie dziecko, więc narobiłam rabanu i pan Musierowicz postanowił ją złapać. W tym celu położył na parkiecie kawałek słoninki, opierając go o ustawioną na sztorc linijkę. Na to położył ukosem szklaną salaterkę.
    – Sprytna pułapka!- oceniłam.
    W istocie, mysz się dała nabrać, pociągnęła za słoninkę, linijka się przewróciła, salaterka opadła. Mysz była uwięziona. Pan Musierowicz mógł, jak zamierzył, wynieść ją na śmietnik.
    Tylko kompletnie nie wiedzieliśmy, jak ją wydostać spod tej salaterki.
    Żeby nie zrywać parkietu, wymyśliliśmy, że trzeba pod mysz podsunąć arkusz bristolu, przez cały czas przyciskając salaterkę do podłogi i powoli wysuwając linijkę.
    Udało się! – po wielu próbach.
    Tak straciłam salaterkę. Mysz bowiem została wyniesiona na brystolu, pod przykryciem. I dopiero na śmietniku pan Musierowicz uwolnił spanikowaną ofiarę, po czym słusznie uznał, że już nigdy nie użyję tego naczynia. I je zostawił.

  40. Brawo, Wannabe!
    Będziesz świetnym psychoterapeutą. Nawet dla japońskich pacjentów!;) O, życzę Ci tego wspaniałego roku akademickiego! Niech będzie jeszcze wspanialszy!

  41. Wzruszył mnie wpis DUA o młodzieży w internecie. Poczułam nadzieję. Tak bardzo rani mnie, kiedy każdy temat dzielony jest na dwa stanowiska i to nie ustaje nigdy, nigdy, nigdy, nigdy.
    Chcę budować nową jakość. Dla mnie tę jakość stanowi humanizm. Dlatego pracowałam w wakacje jako osoba wypychająca pluszowe misie puchem i uzbierałam pieniądze, aby dalej móc uczyć się psychoterapii. Mam nadzieję, że czeka mnie wspaniały rok akademicki :)

  42. Dobry wieczór, DUA!
    Ależ tu było udane przyjęcie! Tyle zwabionych torcikiem gości! Wygląda, że zdemaskowaliśmy się jako grupa niezłych łakomczuszków :) A ten torcik, róże i podlatujący łasuchować Księgowi to obrazek – nomen omen – pycha :)
    Joanno, jak miło, może rzeczywiście mnie tutaj ściągnęłaś :) Ale, choć nieobecna w KG, po wielekroć w ostatnich trzech miesiącach myśli moje były przy Was. O DUA i Admince miałam nawet zaszczyt pisać w moich bibliotecznych „Lekturach na wakacje”. Łączyć pracę z przyjemnością – to ponoć sztuka życia :) Pani MM jest tutaj niedoścignionym przykładem :)

  43. Kochani, wlasnie mialam wyjsc, otworzylam drzwi balkonowe, w celu sprawdzenia temperatury, a tu wskoczyl mi do domu pajak. Przysiegam, ze on tam czyhal na mnie. Szybko wbiegl, a ja nie umiem zabijac pajakow, no po prostu nie moge.Teraz sie gdzies zaczail i co ja mam zrobic. Jeden taki ( Franek) mieszkal kilka ,miesiecy w moim lusterku samochodowym, bardzo byl pracowity. Jak sie wyprasza pajaki z mieszkania, hm. Jestem pewna, ze bedzie robil swoje.

  44. Racja, jak śpiewał Młynarski Róbmy swoje. Bardzo Pani dziękuję za wszystko, to już 25 lat z Jeżycjadą. Wszystkiego najlepszego dla Pani, Pani rodziny i wszystkich gości tutaj

  45. No to może kiedyś spróbuję, Olgo, skoro mnie tak namawiasz.:)
    A co do reszty – ech, kto by tam się przejmował głupstwami.
    Stoicyzm pomaga.

  46. Dziekuję za odpowiedź. Przez wstawki edukacyjne miałam na myśli komentarz odautorski. Pisarz Pani klasy na pewno potrafił by to ująć w odpowiedniej i przekonującej formie. Oczywiście rozumiem Pani punkt widzenia o fakt że to Pani decyduje co i jak umieszczać w swoich książkach. W kwestii nielegalnego rozpowszechniania treści elektronicznych życzę korzystnego rozwoju sytuacji.

  47. Zuziu, oczarował mnie ten Twój mentalny obrazek :) Może to kwestia tego, że ostatnio czytamy z moim najmłodszym bratem „Akademię Pana Kleksa”, a tam ciągle o lataniu ;)

    Wstawki „edukacyjne” w literaturze to trochę jak lokowanie produktu w filmach czy serialach – wychodziłyby chyba bardzo nienaturalnie i raczej irytowały, niż spełniały swoje zadanie.

  48. Nie mam, Madziu! Dzięki za cynk!!!

    Mamo Isi, ostrzeżenia Wójta są racjonalne. A gdybyś tak zapragnęła przepełznąć pod dynią?! I ona wtedy… tfu, tfu, na psa urok.

    Forsowanie? E, nie, normalka. Owszem, zmęczyłam się, ale zdrowie nienaruszone. Zdrowo jest się zmęczyć w ogrodzie. Sama wiesz!

    Zuziu, zapomniałam powiedzieć, że obrazek, który wyczarowała Twoja fantazja, jest bardzo uroczy.
    Sen Madzi też fajny.

  49. Ano miałam, DUA, miałam! Zdarzają mi się tego rodzaju fuksy. Za to nie mam szczęścia w miłości. Cóż, jakaś równowaga musi być… ;-)

  50. Aha, przepraszam – spojrzałam jeszcze raz i widzę, że Zuzia opisała nie sen, tylko wyobraźnia jej podsunęła taki miły obrazek. :)

  51. Zuziu! Co za senny fluid – mi też się dziś śnili Księgowi wśród róż Pani Małgosi – tylko niestety nie latali, a siedzieli na krzesełkach. :D To chyba po tym czekoladowym torciku z marcepanem nastąpiły takie słodkie sny. :)

    Czy Pani już ma tom II „Dzieł (niemal) wszystkich” Jeremiego Przybory?

  52. Starosto kochany, proszę, nie bądź taki stachanowiec, bo takie forsowanie się odbije się na cennym zdrowiu.

  53. Gio, a to faktycznie miałaś fuksa!

    Olgo, dzień dobry. Nie zdziwiłabym się, gdyby Józef dał Agacie piracką wersję utworu. Oni teraz wszyscy tak robią. Nie widzą w tym niczego złego, i to mimo dość powszechnej wiedzy, że jest to nielegalne. Może młodzi rozumieją coś więcej niż dorośli – na przykład, że lada chwila wszystko absolutnie będzie dostępne w sieci za darmo, bo w istocie niezwykle trudno jest nad tym zapanować. Może samo życie to wymusi.

    Wstawek edukacyjnych w literaturze nie lubię, prawdę mówiąc. Rzadko które się sprawdzają; prawne – raczej nie. (Chyba że w kryminałach!)

  54. Wójcie, nawet specjalnej szansy nie mam przechodzić pod dynią, bo po osiągnięciu wagi 3 kg przygięła gałąź, na której wisi na jakieś 1,30 m nad ziemią. Nie mam pojęcia, czy dynie spadają po osiągnięciu dojrzałości? Chyba nie, ale będę obserwować i meldować dalsze wydarzenia;)
    Ale jakie by to było nadzwyczajne, gdyby jednak spadła! Już widzę te ogłoszenia w prasie bulwarowej. Spadła i zabiła! Zabita na śmierć przez wyrodne warzywo! Dynia – morderczyni! Oryginalne samobójstwo ogrodniczki! Itp.itd.

  55. Yyyyh. Posadziłam 60 cebulek tulipanów i 10 – lilii trąbkowych.
    I przesadziłam dwa krzaki bzu.
    Ziemia w Wielkopolsce wysuszona na popiół, trudno się wbija łopatę.

    O, a jaki nasz Wójt Wiewiórka przezorny!:)))

  56. Mamo Isi, tylko nie przechodź pod tym drzewem z dynią, a już absolutnie nie pod samą dynią. A nuż uzna ona w tym momencie, że już dojrzała i spadnie?

  57. Sowo, Joanno, widzę, że z „Powiastkami” w wersji lux to ja miałam jakieś niebywałe szczęście. Dla siebie kupiłam już dawno, tuż przed Gwiazdką, z bardzo dobrym rabatem. A w tym roku w maju zamówiłam w Empiku dwa egzemplarze (dla dzieci moich kuzynek). W dodatku w cenie obniżonej o 50%! Aż nie wierzyłam, dopóki nie dostałam ich do rąk. :-) I chyba byłam jedną z ostatnich osób, którym się trafił taki korzystny zakup. Zaraz na drugi dzień po złożeniu zamówienia zobaczyłam na stronie Empiku, że książka oznaczona jest jako „produkt niedostępny”. Ale skoro nakład został wyczerpany, to może wydawca pokusi się o dodruk?

  58. Pani Małgorzato, z zaciekawieniem przeczytalam Pani odpowiedź odnośnie elektronicznego wydania Jeżycjady. A może warto by edukowac społeczeństwo w kwestii piractwa? Może taka scena w McDusi, że Józek bierze piosenkę dla Agaty z legalnego źródla, np. przegrywa ją z posiadanej przez siebie oryginalnej płyty lub wysyła smsa i kupuje ten utwór legalnie. Bo nie wierze że Agata dostała w prezencie piracką wersję utworu na przechodnim pendrivie. Myślę że takie wstawki edukacyjne mogły by zrobić wiele dobrego w kwestii nielegalnego ściągania treści internetowych. Pozdrawiam

  59. Sowo P.,wiosną nabyłam trzy sadzonki dyni i posadziłam je na łysinie ( zniwelowałam stertę kompostową) mając nadzieję, że bujnie ją obrosną. Tymczasem one natychmiast wspięły się na płot i usiłowały umknąć do sąsiadów. Brutalnie oderwałam je od płota i puściłam po czarnoziemie, ale tylko jedna uległa sile mojej perswazji i porosła łysinę. Nawet miała sporo kwiatów, ale zawiązki każdorazowo coś zżerało, tak że wyrosła tylko jedna dynia. Druga natychmiast wlazła na świerk, gdzie zjawiskowo zaowocowała (ma już 3 kg), a trzecia korzystając z chwili mojej nieuwagi ponownie umknęła do sąsiadów, wspięła się na leszczynę i postanowiła dosięgnąć nieba nie marnując energii na kwitnienie.

  60. Jeszcze raz kukam!
    Muszę się podzielić obrazkiem, jaki pojawił mi się w głowie, gdy napisała Pani, że do tortu nie potrzeba talerzyków.
    Otóż był to ogród, a w nim księgowi latający w powietrzu, połykający w całości kawałki tortu, które wbrew grawitacji przemieszczały się między różami Pani Małgosi. Przy muzyce klasycznej w dodatku.
    :))

  61. Dzień dobry, Aniu!
    A gdyby tak książki wysłać zwykłą przesyłką pocztową?
    Sposób niezawodny. Tak wysyłałam bratu pół jego biblioteki za ocean.

    Ponadto, polscy czytelnicy rozsiani po całym świecie zamawiają po prostu książki u krajowych wydawców, albo w polskich księgarniach internetowych. Dziś wszystko jest możliwe.

    Elektroniczna wersja Jeżycjady byłaby dobra, gdyby nie skłonność współobywateli do zwykłej kradzieży. Wydawca mój zwalcza, i to na drodze prawnej, wszelkie pirackie e-booki z Jeżycjady, a i tak wciąż pojawiają się nowe. Czy możesz sobie wyobrazić, co by było, gdyby ukazała się całość serii w legalnej formie elektronicznej? Potop kopii. Moglibyśmy śmiało zrezygnować z wydawania książek. A z nich przecież żyję, nie zapominajmy.

    Miłego pobytu na Tajwanie!

  62. Figę można posadzić też w szklarni, wtedy nie trzeba jej wynosić na zimę do piwnicy.

    Mamo Isi, musisz nauczyć mnie tej sztuki z dynią. Parę lat temu usiłowałam zmusić jedną do porośnięcia zeschłego drzewa na trawniku, ale uparta była niczym fiołki DUA.

    Joanno, od dwóch tygodni obserwuję allegro pod kątem powiastek, osobliwe machinacje z cenami tam się dzieją. :)

  63. Kochana Pani Małgorzato,
    nie wiem w jaki sposób się z Panią skontaktować, więc po prostu piszę w komentarzu do Pani ostatniego posta, choć wiem, że całkiem nie na temat. Zadam wprost nurtujące mnie od dawna pytanie: czy mogę mieć nadzieję na to, że ubóstwiana przeze mnie Jeżycjada ukaże się kiedyś w formie elektronicznej? Ja wiem, że ebook to nie to samo co drukowana książka i sama jestem zagorzałą zwolenniczką zestawu „dobra książka (najlepiej z pożółkłymi stronnicami) + kubek aromatycznej herbaty + kaloryfer za plecami (straszny ze mnie zmarźlak)”, ale dziś tak często się przemieszczamy, że nie sposób wozić ze sobą całą bibliotekę. W lecie tego roku przeprowadziłam się z mężem do Tajwanu, gdzie prawdopodobnie spędzimy kilka lat. Szykując się do wyjazdu do ostatniej dosłownie chwili zastanawiałam się, czy nie spakować do walizki całej Jeżycjady. Miałam poważny dylemat, bo z jednej strony nie chciałam rozstawać się z Borejkami, którzy na pewno okazaliby się nieocenieni gdyby dopadła mnie homesickness, a z drugiej strony linie lotnicze pozwoliły mi zabrać ze sobą jedynie 20 kilogramów. Ostatecznie w walizce wylądowało więcej grubych ubrań (zimy w Tajwanie są podobno wyjątkowo chłodne ze względu na dużą wilgotność powietrza). Żal było zostawiać tyle ukochanych książek na rodzinnej Lubelszczyźnie, ale braku Jeżycjady po prostu nie mogę przeboleć. Podejrzewam, że pod moją gorącą prośbą podpisałoby się wiele fanek Jeżycjady, które mieszkają za granicą. Pozdrawiam Panią bardzo serdecznie! :-)
    Ania

  64. Ileż tu łasuchów. Dzień dobry!(kuku)
    Celestyno no tak, miło tu i gwarno a nie hałaśliwie, tak lubię.

    Mam już w domu ” Barańczak słucha arcydzieł „, piekę szarlotkę, wieczór muzyczno- literacki przede mną.
    Cieszę się ogromnie.

    Dziękuję Sowo za wprowadzenie do Innego Świata.:)

  65. Lubię przysłowia.

    Mamo Isi (wiad.pryw.), Adminka się odezwie zaraz po niedzieli.
    Co do Stewart, racja całkowita.
    Mamę najserdeczniej pozdrawiam.

  66. Codziennie dostaję od pewnej strony internetowej cytat, który ma mnie zainspirować do wdzięczności.
    Przeczytawszy go przed chwilą od razu pomyślałam o Was:
    „Każdy kwiat każdego Jutra jest w ziarnach Dzisiaj”. (przysłowie)
    Pięknego dnia!

  67. Po prostu wpisać tu adres mailowy, pod który Adminki się zgłoszą po odbiór!
    Ciekawam tej dyni, mamo Isi!

    Ateno, będę dziś się stale cieszyć na wspomnienie Twoich wczorajszych zajęć. Zarażanie Wierzyńskim, i to masowe, bardzo mi się podoba!

  68. Kochani, w imieniu Mamy i całorodzinnie z całego serca dziękuję za wszystkie życzenia i dobre myśli, już nie mówiąc o najlepszym kawałku torcika z marcepanową różą! Mniam, mniam.

    Lada dzień pewnie zerwiemy naszą ambitną dynię, która postanowiła być pnączem i wlazła na drzewo. Jest już całkiem spora i wygląda coraz bardziej surrealnie na wysokości. Chętnie bym się podzieliła tym widokiem, ale nie wiem, jak podesłać zdjęcie.

  69. Alez tu gwarnie bylo. (kuku)
    Wezme ulomka ( Zgredzie:)), zasiadam ze wspomniana antologia (szczesliwa posiadaczka) i jeszcze raz poczytam wasze wpisy, bo tyle ciekawych rzeczy napisaliscie.
    Sciskam Mame, Mamy Isi urodzinowo, z zyczeniami zdrowia i wszystkich wrzesniowych Jubilatow ( u mnie jeszcze wrzesien) i Solenizantow.
    Mysle tez cieplo o tlumaczach, podziwiam wasza prace.
    Wczoraj zarazilam kilka osob Wierzynskim i bardzo sie tym ciesze.
    Milo sie tu wraca.

  70. Rozumiem – lepiej, żeby wpis miał się pokazać niż, żeby strona przestała działać z powodu jakiegoś wirusa ;)

    Dobranoc :)

  71. Och, Sowo, chyba wtedy parasole wyrabiano ręcznie, od A do Z. No i pewnie były z jedwabiu. I z fiszbinów!

    Wiolu M., a gdzież tam, my jemy ten tort bez użycia talerzyków i widelczyków.
    Miło, że i Ciebie wywabił spod regału.

    Jadziu, no pardon, to dlatego, że mam czujną ochronę antyspamową na tej stronie . Pilnie się przygląda numerom IP i wyrzuca, co jej podpadnie. A trzeba powiedzieć, że spam reklamowy napływa stale, potężnym strumieniem.

    Dobranoc Wam wszystkim!
    Kto by miał ochotę na torcik lub placek ze śliwkami, niech zajrzy tu jutro i się poczęstuje, ciasta będą czekały pod szklanym kloszem.

  72. A kuku! Ależ się rozkukaliście, tyle wpisów. : )
    Też zaglądam tu w miarę możliwości co dzień, ale z natury dobrze mi się milczy i słucha, więc tu jest podobnie, choć kiedyś wtrącałam swoje trzy grosze.
    Załapałam się chyba na zmywanie całej zastawy po tym torcie, pachnie niesamowicie, że miło będzie się pracowało. Zmykam więc, z piękną melodią w uszach, którą dziś na żywo słyszałam, „…dom, który moją puentą, dom, gdzie akordy miękną…”, rozsmakowana w tych wpisach, jakże domowych. Dobranoc. : )

  73. Dziekuje pięknie za smakowity torcik, Pani Małgosiu!
    Popołudnie spędzone na przesadzaniu jaśminu i porzadkowaniu tarasu, plecki pobolewaja…
    Najlepsze życzenia imieninowe dla Sofii :)

  74. A kuku! I ja z chęcią spróbuję tortu. Skoro mnoży się on, gdy się go dzieli, to dzięki temu będzie go więcej dla kolejnych Księgowych :D

    Podobnie jak w przypadku Gio, moje dwie wiadomości z ostatniego tygodnia zasiliły Kosmos ;) Ale widać tak miało być.

    Już ostatni weekend wakacyjny przede mną. Cieszę się, bo udało mi się zamknąć trochę lata w słoikach – śliwki, dynia i gruszki czekają na zimę. Ostatnie dwa tygodnie były dość pracowite, ale i tak odpoczęłam :) Dziękuję za podanie pomysłu na ususzenie gruszek, kilka tacek ususzyłam :) Gdyby któryś z Księgowych poza tortem chciałby się jeszcze czymś posilić, to przynoszę też zupę krem z marchewki z sokiem pomarańczowym, która podbiła serca (i żołądki) mojej rodziny, a zwłaszcza mojego Taty. Jest idealna na jesień, wygląda jak Słońce na talerzu.

    Składam najlepsze życzenia dla wszystkich wrześniowych solenizantów i ściskam Was gorąco! :D

  75. O, to by był bardzo dobry temat na nowy wpis.

    A propos parasolek, to jeszcze mi się coś przypomniało. Dykteryjka o panu Kurpińskim. Za swojej bytności w Paryżu był on bowiem świadkiem historycznego skoku na spadochronie Elisy Garnerin, siostrzenicy André-Jacquesa Garnerina, wynalazcy i pierwszego w historii skoczka na spadochronie (nie licząc psa). Google parę lat temu nawet świętowało niezbyt okrągłą rocznicę tych skoków; a więc pan Kurpiński to widział i opisał, ale się skokiem nie zachwycił, bo widzowie (a było ich tam z pół miasta) wzniecili takie tumany kurzu, że nie było widać lądowania. Te pierwsze spadochrony kształtem przypominały właśnie parasol i jest nawet na francuskiej Wikipedii taka cudna karykatura z epoki ilustrująca społeczną obawę, że zgubna moda na skoki rozprzestrzeni się na młodzież. Skacze sobie ona (ta młodzież) z okien na parasolach. Za to pan Kurpiński opuszczając Paryż doznał niemiłej przygody w dyliżansie – jeden ze współpasażerów niby do niechcący wytrącił mu parasol z powozu, po czym skoczył za parasolem, by go ratować, ale miast tego ulotnił się z cennym łupem w siną dal. Nasz kompozytor żartował sobie, że skok złodziejowi wyszedł lepiej niż pannie Garnerin, ale dobrego humoru wystarczyło mu na krótko – we Włoszech sporo padało i biedak aż się przeziębił bez parasola. Długo nie mógł nabyć nowego, z braku pieniędzy! Nie wyobrażałam sobie nawet, że w tamtych czasach był to tak cenny przedmiot. W końcu kupił jakiś używany, uszkodzony, za ostatni grosz i niestety podczas, gdy był na spektaklu w jednej z włoskich Oper, znowuż ktoś go sobie „pożyczył” i połamał do reszty.

  76. Eviku, ależ mój tort jest i dla piesków.całkowicie lekkostrawny. Maksymalnie.

    SowoP, jakie ciekawe rzeczy nam tu prawisz!
    Dzięki za namiary, też sobie te parasolki wyszukam. Mam niezłą kolekcję książek o historii ubioru i mody. Może się kiedyś pochwalę.

  77. Dobry wieczór!
    Ja również piszę się na torcik. Razem z Kropką, choć dla niej niewskazane ;)
    Ona jest wszystkożerna. Zjada maliny, dziś ją uraczyłam kawałkiem jabłuszka…

  78. Zainteresowało mnie, czy historia mody europejskiej odnotowała jakoś ten chwilowy nawrót regencji, ale nic o tym nie znalazłam. Znalazłam za to bardzo ciekawą książkę, dopiero co wydaną przez Arkady – „W cieniu koronkowej parasolki” pań Wasilewskiej i Dobkowskiej, o historii mody w dziewiętnastowiecznej Europie (autorki zahaczyły też o Polskę). Natychmiast nabyłam. Jeszcze nie przeczytałam, ale wstępnie przejrzałam i odnalazłam różne smakowite cytaty z naszych ulubionych książek z epoki, są też piękne ilustracje, także jak kogoś interesuje ten temat, to polecam. Ale, na tym nie koniec. Przy okazji zakupu tej książki wyskoczyła mi też w wyszukiwarce inna książka, o identycznym tytule, autorstwa Janiny Surynowej-Wyczółkowskiej, z TYCH Wyczółkowskich (bratanicy Leona). Książka o obyczajach Warszawy przełomu wieków z wątkami rodzinnymi w tle, wydana w latach sześćdziesiątych. Tak mnie zaintrygowała ta zbieżność tytułów (czy coś te ksiązki ze sobą łączy), że zaraz ją sobie wynalazłam w antykwariacie.

  79. Tak, Celestyno, też miałam to skojarzenie. Od razu.

    Dobrze, że zdrowiejesz. Pojedz słodkiego, to i ciało się pokrzepi.

  80. A kuku! – wyskoczylam radosnie niczym ze szwajcarskiego zegara, wzorem wicedyrektor Zajeczyk (chociaz ona zakukala :kto to? kto to? w poplochu)

    Pani Malgorzato!
    Czyli wiadomo: wystarczy troche slodkosci obiecac, zlatujemy sie tutaj niby wyglodniale ptaszki.
    Alez tu milo i gwarno – lubie tak!
    Cosmos czekoladowy – przepiekny! mam jakies skojarzenia z odmiana rozy w „Sprezynie”- a dokladnie Pani rysunek na ostatniej stronie okladki.
    Aha, goraczka zbita; idzie ku lepszemu, duch ochoczy ale cialo jeszcze troche slabe.

    Najlepsze zyczenia dla Wszystkich Swietujacych, a zwlaszcza dla Szanownej Mamy Mamy Isi!

  81. Pan z gazowni cukiernikiem! Coś podobnego.
    Krzysztofie, wskakuję w słowo Sowie: jest i torcik, i placek kruchy ze śliwkami, nakładam Ci po kawałku.
    Zgredziku, i Tobie też, rzecz jasna.

    Sowo, jakie to ciekawe!

  82. Czekoladowa róża – jakże to szlachetna część tortu. Jestem zachwycona.

    Jak już wątek modowy wypłynął dzisiejszego wieczoru, to wreszcie rzeknę słów kilka o mojej ulubionej Kate Greenaway. Wspominałam już kiedyś o niej w KG, bo zachwyca mnie swoimi delikatnymi, pastelowymi akwarelami – bardzo dziewczęcymi. Wreszcie udało mi się zdobyć kilka pozycji z nią związanych (w tym pokaźnej kolekcji jej najlepszych ilustracji). W Polsce niestety mało kto o niej słyszał, a w Anglii, Stanach i Francji cieszyła i cieszy się pozycją równą Beatrix Potter! Już za swojego życia „dorobiła” się licznej rzeszy „naśladowców”. Chociaż głównie ilustrowała cudze ksiązki, to napisała, zilustrowała i opublikowała również dwa własne tomiki uroczych wierszyków dla dzieci – „Under the Window” i „Marigold Garden”. To z tej drugiej książeczki pochodzi właśnie wiersz o jabłoni. (Gdyby ktoś z tłumaczy chciał przybliżyć polskim czytelnikom te dwie książeczki, to jestem bardzo za). Co mnie najbardziej zaciekawiło w jej twórczości, to wpływ jaki miała właśnie na modę swych czasów (a czasy to były wiktoriańskie) – w pewnych kręgach artystycznych, również francuskich, wytworzyła się moda na ubieranie dzieci „po greenawayowsku”, czyli stylizując się na ubiór z czasów angielskiej regencji. A pamietajmy, że wiktoriański strój na nowo się zabudował i usztywnił i o zbyt swobodnych ubraniach z czasów regencji generalnie wolano zapomnieć (wiktoriańskie, modne panie wstydziły się swoich babć za zbytnią frywolność stroju!). A tu nagle jedna zbrytyjskich firm odzieżowych uruchomiła całą produkcję kolekcji ubrań dziecięcych stylizowanych na ilustracjach Kate! Zadziwiające.

    cdn.

  83. Licealista przekazuje podziękowania za wsparcie, zrozumienie i przytulenie. Torcik spałaszowany. Był boski.

    Ja dziękuję za wszystko :) i życzę Wszystkim dobrej nocy.

    ps zostawiam na jutro kruchy placek ze śliwkami (wyszedł pyszny, nawet pan z gazowni, okazało się cukiernik, pochwalił :))) )

  84. Oby nam się, Zgredzie.
    Został jakiś kawałek? Nie mogłem wcześniej zasiąść do stołu, bo nie wypadało na sali Filharmonii Bałtyckiej – Mariusz Patyra grał „Cztery pory roku”. Pięknie grał.

  85. Ależ spieszę, spieszę z pociechą i tortem, Jane!
    Współczuję ciężkich dni.
    Szczególnie smakowity kawałek – dla biednego Licealisty. Przytulam biedaka.

    Prawda, Joanno? Wybitnie wieloporcjowy jest ten wypiek.

  86. Dobry wieczór! Miałam kuknąć jeszcze z pracy, ale zarzucono mnie obowiązkami – więc teraz z uśmiechem:
    A kuku!
    Za nami ciężkie dni (zmiana liceum, niestety, albo stety, zważywszy na okoliczności), torcik byłby idealną pociechą, jak również miły wieczór z DUA i najmilszymi Księgowymi.
    Ściskam najserdeczniej.

  87. Niech żyje!
    Wznoszę toast winem czerwonym wytrawnym – troszkę się jednak zasłodziłam tym bezkalorycznym torcikiem.:)
    Ale był pyszny – mistrzostwo świata,DUA.I jaki wieloporcjowy.

  88. Ależ i ja go znajduję,MagdoZ. Dzień bez czytania jest stracony.Jak już jest bardzo źle i praca się nawarstwia(a w tym roku samych tylko maturzystów mam setkę),czytam w tak zwanym międzyczasie, czyli wszędzie.:)
    Niemal zupełnie za to znika z mojego życia telewizja,co wychodzi mi na zdrowie,bo jakoś jestem spokojniejsza.

  89. Ojej… Pisywałam już z tego komputera. Co to się mogło stać? No nie wiem, nie wiem… Ale dziękuję, że mnie DUA wyłowiła z tego spamu. :-)

    PS
    Przy moim pierwszym „a kuku!” był cytat: „A Mareczek z orszakiem w dyrdy za nią”… :-))))

  90. Pamiętam Dickensa na zagadkach – i to, że Wójt zawsze bardzo lubił „Wielkie nadzieje” – ale tej zagadki z Edwina akurat nie.
    Z czasem (także na czytanie) zawsze jest trudno, Joanno. Ale chociaż pracuję dzień w dzień do 17 ( a w wakacje jeszcze dłużej) i także w weekendy, parę chwil na lekturę zawsze się jakoś znajdzie. :)

  91. Dziękuję za życzenia i takoż życzę Panu Musierowiczowi i Krzysztofowi.
    Oby nam się dobrze działo!

  92. Odleciało, Gio – w ogóle nie dotarło, a to drugie przyszło do mnie z ostrzeżeniem „Spam comment – fake IP”. Piszesz z innego komputera niż zwykle?

  93. Tak, AniuG, niestety – inny sklep twierdzi, że trzeba wykopywać i chować.
    No, to nie dla mnie czekoladowy kosmos. Nie mam odpowiednio chłodnej piwnicy. Z tego też powodu musiałam zrezygnować z uprawy dalii.

    Madziu, ja najbardziej lubię „Małą Dorrit”.
    Edwina Drooda mieliśmy w zagadkach, pamiętasz?

    Joanno, racja – mamy przecież Zgreda i Krzysztofa. Najlepsze życzenia!

  94. Oj, z pamięci pisałam i przekręciłam nazwę, on ci to.
    Piękny jest, ale Kasia Belingham radziła chować na zimę.

  95. A kuku raz jeszcze (pierwsze chyba uleciało w cosmos… ;-))!
    Krzysztofie, dzięki za recenzję „Anglików na pokładzie”! Cieszę się, że czytałeś z przyjemnością. Może to taka bardziej „męska” lektura. :-) Mnie chwilami przytłaczała – nie wiem, czy nie z powodu wspomnianej przez Ciebie mnogości narracji…

    Pozdrowienia ogólne!

  96. Chesterko, to jest dla mnie trudne pytanie. ;) Ale pierwsze cztery , które mi przyszły do głowy to :”Samotnia”, „Wielkie nadzieje”, „Mała Dorrit” i „Oliver Twist”. :) Zresztą chyba je wszystkie przeczytam jeszcze kiedyś ponownie.
    A specjalnie dla Ciebie powiem , że polskie wydanie „Tajemnicy Edwina Drooda” z 2012 roku (niedokończona powieść kryminalna) jest wzbogacone o sprawozdanie z procesu, gdzie próbuje się rozstrzygnąć zagadkę zaginionego bohatera. Sprawozdanie pióra Chestertona! A w ogóle próby rozwiązania tej zagadki podejmowały ponoć liczne rzesze czytelników. :)

  97. DUA,nawet gdyby tuczył jak nie wiem co, nie mogłabym go nie skosztować,bo to Pani torcik,specjalnie dla nas przygotowany.I tylko to się liczy,a nie jakieś bezsensowne kalorie.:)

    A z brakiem czasu na czytanie to naprawdę wielki ból i główny powód mojej tęsknoty za wakacjami.

    Wszystkiego najlepszego także dla Księgowych Chłopaków,także tych trochę dojrzalszych,czyli Zgreda i Krzysztofa.I rzecz jasna- także dla Pana Musierowicza.:)

    P.S.Justysiu,mieszkam na Dolnym Śląsku,może faktycznie spróbuję przeprowadzić eksperyment z figami.

  98. Piękny fluid Sowy z Chesterką.

    Sowo, urodzinowa róża z czekolady- dla Ciebie.

    AniuG, znalazłam w sieci sklep ogrodniczy, sprzedający czekoladowe onętki – piszą, że to bylina mrozoodporna. Kupuję.

  99. My też wolimy czytać, DUA. :)

    A Sowa też wrześniowa, hu, hu.
    Wszystkiego najlepszego dla Mamy Mamy Isi.

  100. My też wolimy czytać. Wiadomo CO:)
    Magdo, jesteś wielka. Zdradź, które ujęły Cię szczególnie?

  101. Bylina więc!
    Idę oglądać czekoladowego kosmosa.

    Madziu, Dickens w oryginale trudny, przyznaję.

    Joanno, ależ powtarzam, mój torcik nie tuczy! Zero kalorii.

  102. Yes, DUA.
    Cosmos chocolate (czyli Cosmos Artropurpurea)to bylina, w naturze bardziej czekoladowy niż na zdjęciach. I pachnie bardzo czekoladowo. Pasuje do torciku. Mniam

  103. Oczywiście, że tak sądzę. Choć pewnie to tylko jeden z powodów. :)

    A pyszny torcik z marcepanem zjem sobie radośnie, bo jestem łasuchem. Dziękuję! :)
    Rzeczywiście wspaniały ma Pani zestaw lektur, a jeszcze ich na pewno przybędzie.
    Moje dobre zamiary czytania w oryginale nieco się rozproszyły w czasie, ale Dickensa w oryginale przeczytałam „The Bleak House” (czytało się bardzo przyjemnie, ale znałam wcześniej polskie tłumaczenie) i „Martina Chuzzlewitt” ( z konieczności, bo przekład był nieosiągalny – ale tu miałam trochę kłopotów).
    PS. Wierzę, ze Pani woli czytać. I też przedkładam czytanie nad różne inne czynności. :)

  104. O!
    Admineczka donosi, że dojechała bezpiecznie do Katowic. Jutro o 10 podpisuje na Targach Książki!
    Zapraszam w jej imieniu.

  105. Kuku:)
    DUA,ja się w zeszłym roku nie załapałam na powitalny kawałek tortu,to może teraz się uda?Taki nieduży,bo czasy,kiedy mogłam objadać się bezkarnie chyba bezpowrotnie minęły.

    Ależ tu dziś miłe poruszenie.Jaki miły piątkowy wieczór.
    Wszystkiego najlepszego dla Mamy Mamy Isi- jak dobrze usłyszeć takie dobre wieści.:)
    Takież życzenia dla wszystkich urodzonych we wrześniu!W tym dla Bożeny -chyba ściągnęłam Cię myślami,bo nie dalej jak wczoraj zastanawiałam się,gdzie nam zniknęłaś.:)

    I najlepsze życzenia dla Kris i wszystkich Księgowych tłumaczy,w tym również naszej DUA.:)
    A propos -Sowo,widziałam „Powiastki” na Allegro.
    O Panu Barańczaku myślę ciepło.Ostatnio omawiam z uczniami w grupie rozszerzonej „Hamleta”w Jego przekładzie.Niezwykły.
    P.S.Też się nie znam na muzyce,choć bardzo lubię słuchać pięknych utworów.Podpowiedzi Sowy sa nieocenione.

  106. To ja dziękuję :) Tort pyszny i jakąż ręką podany :)

    Wspaniała antologia Stanisława Barańczaka należy do naszych najulubieńszych książek, z tych, co to stale muszą być pod ręką. Ją znajdę nawet po ciemku, co pewnie może budzić zazdrość pozostałych dziesięciu tysięcy :)

    A już jutro – i w niedzielę – Emilia Kiereś w Katowicach! Śląskie Targi Książki 2016, Międzynarodowe Centrum Kongresowe. Będę blisko duchem :)

  107. Ku, a jakże, ku, Zgredzie, językowo wynalazczy!

    Tak jest, Zuziu, oto smaczki polszczyzny. Baaardzo lubię. I cieszę się, że Ty też!

  108. Dziękuję, kochana Kris.
    Ja zresztą stale o nim myślę.
    Ściskam Sofijkę, imieninowo! I ją także zapraszam na torcik.

    MagdoZ, witaj! Zapraszam, weź z marcepanem!
    Nie do wiary: CALUTKIEGO Dickensa? Wspaniale! Nie masz jak całościowe poznawanie twórczości wielkich pisarzy. Pomniejszych też, zresztą.
    A ja, wyobraź sobie, odkryłam w księgarni Book City nieznane mi, nigdy nie tłumaczone na polski, powieści Wilkie Collinsa (m.in. „Man and Wife”, „The Law and the Lady”, jak to smakowicie brzmi!), kupiłam ich osiem, a także trzydzieści cztery rozkoszne powieści kryminalne Gladys Mitchell, też w oryginale. Zważywszy, że czeka na mnie jeszcze 21 książek Ruth Rendell i 16 kryminałów Margery Allingham (z inspektorem Campionem) – starość swą widzę w jasnych kolorach.

    Tylko dlaczego każą mi przerywać czytanie i pisać?!!!!!

  109. Oj, ciekawy. Przeczytałam kiedyś coś takiego:”Człowiek to niezwykły” pokazuje bardziej niezwykłego człowieka niż „to nie zwykły człowiek”, a nawet „to człowiek niezwykły”.
    I jak tu nie lubić naszego języka?:)

  110. Cucu, czy zostal jeszcze choc malutki kawaleczek tortu? Chetnie sprobuje :) Witajcie, nowi Ksiegowi!
    Ale dzis swiatecznie! Najlepsze zyczenia dla Prababci Blizniaczek i innych swietujacych.
    U nas w domu tez mamy ciasto, czekoladowe – pieklam je wczoraj w nocy, zeby Sofia miala dzis rano imieninowa niespodzianke! (To jej ulubione ciasto). Juz niewiele zostalo…

    Dzis jest takze Miedzynarodowy Dzien Tlumacza. Nie mozna nie pomyslec o panu Stanislawie B.

  111. A kuku!
    Ach, jak tu nie wychynąć, kiedy można załapać się na taki pyszny torcik?
    Czy mogę prosić o kawałeczek? :)
    Czytam sobie „Spryciarza Z Londynu” Terry’ego Pratchetta (polecała kiedyś Fanka R.) , bo właśnie zrealizowałam swój plan przeczytania wszystkich, bez wyjątku, powieści Dickensa. :)

  112. Ooo, Bożenko!
    Ależ ładnym uśmiechem pan Musierowicz się rozjaśnił!

    Powiada, że dziękuje.
    A ja dziękuję za przypomnienie tego pięknego wiersza. I tej antologii! (to już prawdziwa rzadkość wydawnicza, kto ma, ten niech się cieszy!)
    Najlepsze życzenia urodzinowe! Spróbuj tortu.

  113. DUA, serdeczne dzień dobry!
    Miły Ludu Księgi, witaj!
    Wczytuję się w Księgowe zapisy, wpatruję w niezwykłe fotografie. To podróż przez przyjazny świat; żeglowanie przez nowe wody i powroty do znanych portów. Jakiż fluid z Magda.leną, która pisze o cichej i dobrej przystani.
    I uśmiechy dla tylu ujawnionych tu wrześniowych solenizantów! To piękny miesiąc na urodziny – sama jestem wrześniowa :) Dużo, dużo zdrowia dla Mamy Mamy Isi, a dla wszystkich – w szczególności dla Pana Musierowicza – małe arcydzieło z antologii „Miłość jest wszystkim, co istnieje” w wyborze i przekładzie Stanisława Barańczaka. Bo cóż ważniejszego od miłości?

    Emily Dickinson
    Miłość – jest wcześniej niż Życie

    Miłość – jest wcześniej niż Życie –
    Trwa dłużej niż Śmierć – jest Stworzenia
    Pierwszym Aktem – głównym Aktorem
    Na scenie, jaką jest Ziemia –

  114. Zuziu, tak, pamiętam tę mazowiecką mowę, w latach sześćdziesiątych poznałam panią, sąsiadkę mojej cioci
    Luci w Ursusie pod Warszawą, która to pani mówiła najczystszą mazowiecką gwarą. Miło było tego słuchać.
    Lubię polskie gwary. Jaki bogaty jest nasz język we wszystkich swoich odmianach!

  115. Chesterko, moja Mama i Babcia, i ciocia też – szyły wszystko same, z pomocą czasopisma „Wykroje i wzory”. Były to bowiem czasy, gdy nie istniała jeszcze masowa konfekcja, a gotowe stroje były strasznie drogie.

  116. A ot i Babcię Gąskę wykukalim, i Anię G!
    Proszę, proszę, rozgośćcie się, Gąsiątko starsze dostanie na pociechę dwa kawałki tortu i jeszcze bombkę bitej śmietany! Co tam niełaska! Wszystko płynie, jak mawiali starożytni. Przejdzie i to.
    Młodsze Gąsiątko całuję w śliczne oczka.

    Aniu G. odkrawam Ci potężne trójkącisko, żeby i piesek podjadł.
    Jak to: chować kosmosy na zimę? Przecież to kwiatki jednoroczne! Czyżby Anglicy dochowali się bylinowych onętków?
    Koperty: ja też! Podpisane!

  117. A kuku! Tortu, tortu dajcie! Mnie /chorej/ i Gąsiątku młodszemu /choremu/. Gąsiątko starsze też skubnie- jest w depresji gdyż popadł w niełaskę u pani od angielskiego ;-). Wszystkich całujemy- b.g

  118. Dzień dobry.
    Czy ja też mogę dostać kawałeczek tortu?
    Nasiona nazbierane, czekają na wiosnę w podpisanych kopertach.
    W Kornwalii widziałam kosmosy czekoladowe. Kolor płatków i zapach czekolady. Niestety, bylinka delikatna, mrozu nie lubi. Trzeba chować na zimę. Koleżanki kupiły, ja nie.
    Kłaniam się Prababci Bliźniaczek.
    Z herbatą angielską chowam się pod kocyk(na kolanach szczeniak, lubi być pod kocykiem.
    PS. Zaglądam codziennie.
    Sowa nadal budzi we mnie podziw podszyty lękiem. Słoń nadepnął mi na ucho, więc Sowia wiedza to dla mnie prawdziwa magia.

  119. Dziękuję za ciepłe przyjęcie. Bardzo to przyjemne zobaczyć po długim dniu pracy, że Ulubiona Autorka napisała właśnie do mnie :-)

  120. Fluid podwójny , mamo Isi! Chciałam dziś zapytać właśnie o zdrowie Twojej mamy, a dowiedziałam się, że ma dziś urodziny tak jak moja ś.p. babcia o rzadkim w Polsce nazwisku – Czirson. Była raczej poważna, chłodna, ale niezbyt surowa domatorka. Przed wojna szyła sobie ubrania, podpatrzywszy uprzednio gwiazdy polskiego kina. Ze zdjęć patrzy na mnie niezwykle elegancka dama.
    Życzę Twojej mamie tego, o czym marzył na starość autor „Żywotu człowieka poczciwego”!

  121. Dzień dobry! A kuku!
    Wszystkiego najlepszego dla Mamy Mamy Isi!
    I dla chłopaków!
    :)

    Co do gwary. Ja mieszkam na Mazowszu, ale w mojej miejscowości już prawie nikt tak nie mówi. Czasem tylko. Jednak u mojej prababci na wsi-tak. Zauważyłam też, że nie mówią oni „ą”, ale „o”, np. majo zamiast mają albo tako zamiast taką. I jeszcze np. rękie, nogie. Moja babcia tak mówi.

  122. Ale tu dzisiaj sympatyczne poruszenie. Jak miło, że przybywa nas, tych spod regału. Ach, torcik i kasztany i muzyka ( wcale nie trzeba się na niej znać – wystarczy czasami posłuchać, może coś się spodoba). Serdeczne życzenia Mamie Mamy Isi – STO LAT w otoczeniu miłości. Co do ogródkowych spraw- wyobraźcie sobie,że prawie wszystkie róże jeszcze kwitną i mają pełno pąków. A orzechy zjadły mi wiewiórki a maliny wróble. Miłego dalszego łasuchowania.

  123. Magda.leno, ależ proszę, proszę! Częstuj się! Mój torcik jest absolutnie i na pewno nietuczący (JoAnno!), a taki przy tym czarodziejski, że im bardziej się go zjada, tym więcej go przyrasta. Starczy dla wszystkich.
    Uwaga: nie wszyscy tu się znamy na muzyce (Sowa się zna, mama Isi i Casciolina), ani też na ogrodnictwie – i nie w tym rzecz. Dzielimy się tu tym, co lubimy.
    Śmiało nas odwiedzaj, a i wpisuj się bez obaw.

    Just, zapraszam do tortu!

  124. Dziękuję za pyszny torcik, no i za pamięć. U nas też urodzinowo. Młodsza Córka kończy 5 lat. Właśnie obmyślamy ze Starszą Córką menu na niedzielne przyjęcie. Miłego popołudnia.

  125. Dzień Dobry!

    Joanno, dzięki za komplement. Figa jest naprawdę łatwa i niewymagająca w uprawie, a przez to, że jest niskim drzewkiem, świetnie rośnie w donicy. Jeśli mieszkasz w ciepłym regionie Polski (np. południowo zachodnim), to powinna owocować, gdy postawisz ją w pełnym słońcu, najlepiej przy południowej lub południowo-zachodniej ścianie. Wierz mi, naprawdę nie jest to nic imponującego (imponujące byłoby gdyby moje bananowce zaowocowały), bo dużo imigrantów pochodzenia włoskiego lub portugalskiego ma donice z figami na swoich podwórkach. To oni mnie zainspirowali. Lubię tropikalne rośliny i kwiaty.
    A szafran – zając zjadł.

  126. Sto lat, sto lat w zdrowiu i radości dla Mamy Mamy Isi ( czyli Babci Isi i Prababci blizniaczek)!
    Witajcie nowi Ksiegowi!
    A torcik smakuje?
    „A kuku” jest ulubioną zabawą Giorgia :)

  127. Jeśli jeszcze zostało trochę tortu, to chętnie skubnę, zakukawszy najpierw ;)
    Też jestem z gatunku tych bardziej ukrywających się i nieśmiałych, choć u mnie pewnie dochodzi też duża nieznajomość spraw, o których pisze się tutaj najwięcej-czyli o muzyce i ogrodzie. Myślę, że jednak ważniejsze jest odczucie, że tutaj spotykają się ludzie wyznający wartości, które często świat chce zakrzyczeć. I że rzeczywiście jest to taka cicha i dobra przystań w tym niespokojnym często świecie.

    Dlatego dalej będę sobie czytać, jak to robię niemal codziennie, i może trochę pisać :)

    A kasztany też uwielbiam! Żołędzie kompletnie nie mają już tego uroku. Właśnie zamierzam w weekend zrobić przejażdżkę rowerową i nazbierać trochę, bo okoliczne osiedlowe drzewa są ciągle okupowane przez rozliczną dziatwę w wieku szkolnym… :)

  128. Dziękuję! DUA chyba chce nas utuczyć :) Ale w sumie spacer już dzisiaj był, to wszystko w porządku, można jeść :D

  129. Jak to miło się zorientować, że nie tylko ja zbieram kasztany, które w zasadzie do niczego nie są mi potrzebne ;) Ale są takie piękne i błyszczące, że nie mogę się powstrzymać. I zawsze sobie przy tym nucę „Kasztany”.

    A od poniedziałku uczelnia, obdarzyli mnie w tym semestrze aż dwoma przedmiotami i już się na to cieszę – to chyba moja ulubiona część robienia doktoratu (i coś w rodzaju zaszczytu, nie każdemu pozwalają prowadzić zajęcia) ;)

  130. Pani Małgorzato a „patrzajta’ to mazowiecka gwara wiedziała Pani? Tak samo jak widzita, słyszyta itd. z powiedzonek moiej Św pamięci Babci śmiejemy się do dziś. A wie Pani co oznacza zrobić coś w dyrdy? hehe :-)))

  131. Nie tylko w poznańskiej. Ciekawe, czy nasze znaczenie nie wzięło się właśnie z tego stopniałego śniegu. Na swój użytek nazywam pana Słodyczer.

  132. Tak, Sowo, wiem. Ale w gwarze poznańskiej słowo „wyszmelcowany” ma brzydki wydźwięk. Spróbuję o nim zapomnieć.

  133. Cucu więc,cucu, Kinko!
    A więc torcik (czekoladowy, z orzechami laskowymi i rumem) wystawiam nie tylko dla Kukających, ale i dla Chłopaków jako takich. Ale przede wszystkim – dla kochanej Mamy Mamy isi, z okazji 91 urodzin i z okazji poprawy zdrowia! (Brawo, twarde przedwojenne roczniki!)
    Solenizantka dostanie najlepszy kawałek, ten ze środka, z marcepanową różą.

    Kinka dostanie duży kawałek, zdobny w marcepanowy zawijas.
    No i zostawiamy spory trójkącik dla Beaty Marii.

    A gdzie balony i czapeczki, i trąbki?
    Już wykładam!

  134. Schmelzer to ładne nazwisko. Po niemiecku Schmelz oznacza glazurę, ale też słodycz i łagodność. A Schmelze to topniejący śnieg.
    Kukającym polecam jego sonatę „Cucu”-cudna jest. Brzmi bardzo wiosennie.

  135. A kuku!
    Zwabiona obietnicą torcika, wypełzam spod regału. Dołączam się do życzeń dla wszystkich męskich Księgowych :)
    Pozdrawiam ciepło spod Lublina!
    A kuku!

  136. HUHU! A my sprezentowałyśmy naszym Chłopakom piękny tort w pracy! Jako szefowa ogłosiłam dziś wolny dzień, siedzimy, jemy, śmiejemy się, w ogóle jest cudnie! Ha! Są nawet balony, czapeczki i trąbki. Co my byśmy zrobiły bez tych naszych chłopaków. Wszystkiego dobrego dla pochodzących z Marsa!

  137. Ten kosmos to nazwa onętka po łacinie: Cosmos bipinnatus Cav. = kosmos podwójnie pierzasty.
    Poza onętkiem kwiatek jest też zwany ponętką, warszawianką i wschodniaczkiem.
    Dzisiaj Mama kończy 91 lat życia! I lada dzień będzie już mogła przesiadać się na wózek:) Hip, hip, hurra!

  138. O rety,Błotowijku, dzięki za przypomnienie! W moich leśnych ostępach nie mam potrzeby patrzeć codziennie w kalendarz. (Nawet zegarka nie noszę).

    Chłopakom, którzy tu zaglądają (Jasiek, Mikołajek, Kamil i inni) przesyłam miłe pozdrowienia!
    Niech żyją, niech żyją! Hura!

  139. A kuku, Błotowijeczku!!!
    Starzy bywalcy też kukają, patrzajta.

    Dewajtis, te kwiatki mają też nazwę „kosmos”, ale odrzucam ją, jako zupełnie nieadekwatną.

    Sowo, miło się słuchało tego pana o brzydkim nazwisku. Upiększył je swoją twórczością, jakie to sympatyczne.

    Celestyno, nie, ja dziś wystawiam torcik dla podregałowców, żeby ich wywabić, jak myszki. Jak tam gorączka? Zbita?

  140. Dzień dobry! Iwono, Beato Mario – ale fajnie, że się odezwałyście. Ja też długo siedziałam pod regałem i podczytywałam tylko :) Onętki – jaka ładna nazwa.

  141. A ja zbierałam nasiona groszku pachnącego. :)

    PS
    Mołpy zwykle skaczą po tołpie, zaś malpy po katalpie.

  142. Już się robi, Sowo, znaczy: się posłucha.

    Beato Mario, robiłam dziś to samo!!! Zbierałam nasiona. Onętków siarkowych (jeszcze ładniejsze niż różowe i białe) i nagietkowe.
    Dobranoc i dzięki za pociechę w sprawie maciejki.

    Zofio, tak czy inaczej – miłego czytania!
    Śpijcie smacznie.

  143. Na dobranoc to sobie posłuchajcie Schmelzera – Sonata quarta. Jeszcze jedna piękna ciaccona na wstępie.
    Trio Romanesca.

  144. Ja obecnie po długiej przerwie postanowiłam odświeżyć sobie losy „Ani z Zielonego Wzgórza” robiąc sobie przerwę w czytaniu „Jeżycjady”. Mam tylko nadzieję, że pozostałe części z kochanej „Jeżycjady” uda mi się przeczytać przed pojawieniem się „Ciotki Zgryzotki” na którą czekam ;). Szkoda, że lato się już skończyło, to takie smutne kiedy kończy się coś co lubimy.

  145. Co za miłe przyjęcie. Zaglądam tutaj codziennie. Wspaniale pobyć w tak dobrym towarzystwie. A kuku! Pracowałam dziś w ogrodzie. Zbierałam nasiona kwiatów. U mnie też onętki kwitły ślicznie na biało, różowo i bordowo, a maciejka jakoś tak słabo bez zapachu. Dobrej nocy wszystkim. A kuku.

  146. Brawo dla pierwszej odważnej (po Iwonie).
    A gdzie „a kuku!”- ??

    Beato Mario, nalewam Ci pysznej herbatki ziołowej i częstuję lekkostrawnym biszkopcikiem. Już późno, co się będziemy opychać.
    Jak wpadniesz jutro, może torcik podam.

    PS – Przepraszam, że odpowiedziałam z opóźnieniem, ale właśnie grałam sobie w scrabble’a na dobranoc.

  147. Dobry wieczór, Iwono!
    Bardzo dziękuję za przełamanie nieśmiałości!
    Jak to miło!
    W ogóle, zachęcam wszystkich nieśmiałków, tkwiących pod zakurzonym regałem, lub w ciemnym kąciku, żeby zdecydowanie przełamali to samo i wyleźli na światło dzienne.
    Widzę statystyki, wiem, że codziennie przychodzi Was tu parę setek!
    Naprawdę, nie ma czego się bać. Zawsze można wpisać po prostu: „a kuku!”.

    Pozdrawiam Kogucika, z którym łączą mnie już dwa upodobania. (Wiewiórki i kasztany).

  148. Dobry wieczór,
    to mój pierwszy wpis w Księdze. Choć czytam ją już od kilku miesięcy, to wrodzona nieśmiałość jakoś przeszkadzała mi w ujawnieniu się.
    Chciałabym bardzo serdecznie pozdrowić Kochaną Panią Małgorzatę i podziękować za Pani twórczość. Uwielbiam wszystko, co wyszło spod Pani ręki.
    Pozdrawiam także wszystkich Ludzi Księgi. Książki Ulubionej Autorki oraz Wasze wpisy niejednokrotnie pomagały mi przetrwać trudne chwile. Dobrze, że jesteście :-)

  149. Czy ja Ci ,Zuziu już mówiłam,że Cię bardzo,baaardzo lubię? Nie?
    To mówię.:)

    Justysiu,zaimponowałaś mi tymi figami.:)

  150. Dziękuję za mini-recenzyjkę, Krzysztofie!
    I witamy na lądzie.

    Zuziu, o, bardzo się cieszę.
    Czasem umysł jest po prostu zbyt zmęczony, żeby „załapać”. Macie przecież tyle zadane!
    I co, była piątka z tego wiersza?

    Blablubo, mam tak samiusieńko.

  151. Dobrze jest wrócić do domu :-)
    Gio, obiecane parę myśli na temat „Anglików na pokładzie”, jeśli Starosta pozwoli.
    Otóż powieść mi się podobała, kończąc kolejny rozdział natychmiast miałem ochotę zaczynać następny. Opowieść jest ciekawa, wciągająca, w dodatku sprawiająca wrażenie całkowicie wiarygodnej, zarówno pod względem historycznym, jak i w sensie psychologicznych portretów bohaterów i relacji między nimi. Mnogość narracji nie zaciemnia fabuły ani nie stopuje akcji, wręcz przeciwnie, posuwa ją do przodu pozwalając przy tym spojrzeć innym wzrokiem na kolejne wydarzenia, a bardziej jeszcze – lepiej poznać narratora i jego poglądy. Wniosek z tego nie jest jednak pochlebny dla rodzaju ludzkiego – nikogo nie obchodzi inny punkt widzenia, każdy ma swoją własną prawdę, nikt nikogo nie zamierza rozumieć. Autor jednak nie wartościuje postaw swoich postaci, poprzestaje na ich dogłębnej analizie i pozwala czytelnikowi na wyrobienie sobie własnego osądu. Jaki on jest – to już zależy od czytelnika.
    Raczej nie da się zaliczyć tej książki do kategorii obowiązkowych, niemniej czytałem ją z przyjemnością.

  152. Z tymi kasztanami to jest w ogóle heca! Idzie człowiek chodnikiem, do poważnej pracy idzie, a tu leżą kasztany i błyszczą. Najgorzej to się schylić po pierwszego, później nie wiedzieć kiedy i po co całe kieszenie wypchane.

  153. Dzień dobry!
    I u nas piękny dziś dzień. I widziałam, że Babcia pozbierała już pierwsze kasztany w tych uroczych zielonych kubraczkach. Ja za to zrobiłam szarlotkę, mnie bardzo smakuje, ale brat mówi, że „może być”.
    Jestem już źródłem uciechy rodziny jeśli chodzi o moje początki w kuchni, zwłaszcza odkąd zamiast jednej łyżki dałam jedną szklankę mąki.;) Na szczęście dziś obyło się bez przygód.

    Skorzystałam z Pani rady, Pani Małgosiu. Następnego dnia, po dobrze przespanej nocy przeczytałam wiersz jeszcze raz i zrozumiałam! :))

    Mnie się wydaje, jakby Joanna była tu całą wieczność!:)

  154. Witajcie! U nas tez dzis piekny dzien, cieplo, slonecznie, ale nie upalnie.
    Zlota jesien w Piemoncie jest z pewnoscia przepiekna, Ale!

    Zrobilam dzis na obiad wspomniana lasagne z kremem dyniowo-grzybowym. Pyszna, polecam!

  155. Ale dziś pięknie w Warszawie! Drodzy moi słonko, nad Wisłą ( tu pracuję) płynie sobie obłoczek Baranek a za nim obłok Trykajek ( tak mówią moje dzieci na duże chmury) ale to są niegroźne obłoki, deszczu z tego nie będzie. Liście na drzewach błyszczą wszystkimi odcieniami złota i czerwieni. Taką jesień lubię, chociaż moją ulubioną porą roku jest wczesna wiosna, kiedy jeszcze nie jest zielono ale w powietrzu czuć obietnicę ciepła i pogody. Ziemia się budzi, dzień jest coraz dłuższy….budzi się życie. No nic, na razie trzeba się cieszyć tym co mamy teraz, dziś będę robić z dzieciakami żyrafę, psa i słonia z kasztanów i żołędzi. A jeśli wieczorem nie usnę za zmęczenia i dam radę poczytać przed snem to będę sobie człowiekiem całkowicie szczęśliwym i zadowolonym.

  156. Dewajtis, proszę pochodzić boso także w moim imieniu!:)

    U nas też ciepły, słoneczny dzień, wieje suchy wiatr, na polach prześlicznie.

  157. Dzień dobry.:)

    Iskro,ja – jak to się tutaj mówi -wyszłam spod regału jesienią ubiegłego roku, niedługo będzie rocznica.
    Wcześniej,w zasadzie od początku istnienia Księgi,podczytywałam ją często.Zarówno szóstkowe wpisy DUA,jak i komentarze Księgowych,a także zagadki literackie.Tak więc czułam się tak,jakbym wiele systematycznie się tu pojawiających osób trochę znała.
    A jak już napisałam pierwszy raz,to poszło szybko i po paru tygodniach poczułam się tu po prostu u siebie.Wdzięczna jestem Staroście i Księgowym za tak naturalne i ciepłe przyjęcie.
    Tak właśnie działa Plemię Otwarte.:)

  158. Dzień dobry wszystkim! Ale piękny dzień dziś :) Jutro wybieram się na trzy dni do Gdyni, cieszę się bardzo na morze, port, wiatr i to piękne miasto. Zamierzam chodzić boso (po plaży). Przesyłam uściski!

  159. Drodzy Księgowi. Pamiętacie może kłopot Tomcia z „Kłamczuchy?” Jedna małpa drugiej małpie i tutaj zabrakło rymu. Kiedyś jakaś Czytelniczka jakiś wymyśliła, o ile pamiętam. Tyle, że trochę nietypowy. Co zatem powiecie na taki jedna małpa drugiej małpie skakała po skalpie? Czytałam ostatnio pewien blog literacki. Między innymi poruszono na nim temat Małomównego, a dokładniej wersji prze poprawakami oraz Kłamczuch. To pomysł czyjś, o czym z góry mówię.

  160. Dzień dobry!
    Cieszy mnie takie „doczepianie się”, Iskro.
    Nie masz jak dobra energia, obiegająca ludzi – w czasie, gdy złej udaje się wzbudzać pomiędzy nimi tyle wzajemnej niechęci.
    Na szczęście zło samo się ośmiesza i kompromituje, tak było od początków świata. Ciekawe.

  161. Dzien dobry.Dziekujemy za zyczenia. Kris,u nas w Piemoncie mamy „nasza polska,zlota jesien”.Pozdrawiam

  162. Dzień dobry wszystkim współplemieńcom na czele z wodzem, panią Małgorzatą. ( tutaj pojawia się emotikonka uśmiechniętej buźki- nie występuje w mojej klawiturze).
    Joanno- jestem zszokowana, jesteś tutaj dopiero od ubiegłego roku? Cały czas odkąd odkryłam tę stronę miałam wrażenie, że jesteś w ścisłym gronie szczęśliwców zaprzyjaźnionych ze sobą księgowych z tej nieznanej mi starej księgi. Myślałam,że to tylko ja tak się doczepiłam od lutego do tego grona fluidującego życzliwością. Miałam tylko wykorzystać to miejsce do podziękowania pani Małgorzacie za
    WSZYSTKO a tymczasem wsiąkłam i otrzymałam codzienne dawki wsparcia i dobrej energii.
    Kamil poruszył mój temat dnia- moi studenci również już wybywają w Polskę. W domu zostaną tylko dwie nieletnie iskierki. Teraz to już naprawdę czuję jesień.
    Dobrego dnia wszystkim. Uśmiecham się do Was cieplutko

  163. Dobry wieczór, Kamilu!
    Co za miła rada dla brata.
    Całkiem realna, w dodatku. Poznaniacy są mili. :)

  164. Dobry wieczór! Mój brat wyjeżdża jutro na studia do Poznania, poradziłem mu aby w razie kłopotów odwiedził Roosevelta 5. Tam na pewno mu pomogą ;) A tak na poważnie, to bardzo chciałbym już iść na studia. Jeszcze 2 lata. Mam nadzieję,że szybko zlecą! :)

  165. Tak było, Joanno.
    To były heroiczne zmagania z chorobą, których nikt by się nie domyślił, tak była duchowo i intelektualnie aktywna, i tak otwarta na ludzi.
    Wspominam ją z podziwem.

  166. DUA,pomyślałam ,oczywiście o Profesorze Raszewskim,bo te teorie są podobne,ale przede wszystkim pomyślałam o Plemieniu Otwartym,któremu Pani dała szansę tutaj zaistnieć.
    Kiedy w ubiegłym roku zdecydowałam się ujawnić w Księdze Gości,spotkałam się z życzliwym zainteresowaniem i niemalże widziałam te przyjazne,aprobujące spojrzenia Pani i Księgowych ,którzy pozwoliliście kolejnej nieznanej osobie wejść na pokład.I nieustannie cieszy mnie Wasza krzepiąca tutaj obecność.:)
    A książkę M.Baranowskiej gorąco polecam.Jak niezwykłą musiała być Osobą i jak wielką miała w sobie siłę oraz umiłowanie życia wbrew wszystkiemu.I jak pięknie na przekór dramatowi choroby potrafiła żyć.

  167. Tak, zakwitły, też w końcu sierpnia! Okazuje się, że to acidantera, którą kiedyś już miałam – ale była to chyba inna z tych 25 odmian, o których czytam w sieci. Te nowe rosły silnie, były o wiele wyższe niż tamte, kwiaty miały piękniejsze i większe, choć w formie podobne. Ale nie pachniały, w przeciwieństwie do tamtych drobnych.
    Z maciejką jest coś nie tak. Posiałam w tym roku w skrzynkach – i znów niepowodzenie. Wschodzi szybko, ale potem marnieje, czy to w słońcu, czy w półcieniu, czy w cieniu wreszcie (próbowałam wszystkiego).
    Za to niezawodny jest onętek siarkowy, który zakwita w pięknych, ciepłych, żółtych kolorach.

  168. Pani Małgosiu, u nas naprawdę jest bardzo gorąco latem, aż trudno wytrzymać. To tylko wiosna tak późno przychodzi, jest krótka i zaraz potem prawie z dnia na dzień robi się lato, które wydaje mi się być bardziej słonecznie niż pamiętam z Polski. Mieszkam w najbardziej na południe wysuniętej części kraju i mamy tu blisko taki mały ciepły mikroklimat (można poczytać wyszukując „mikroklimat w Niagara”). W okolicach Niagary jest mnóstwo sadów brzoskwiniowych i winorośli.

    Maciejka miała chyba za gorąco w tym roku i szybko przekwitła, nie zdążyłam się nacieszyć zapachem. Dobrze, że mam jeszcze zapasy, to w przyszłym roku posieję w lekkim cieniu lub w skrzynce, którą będę mogła przestawiać.

    A jak Pani mieczyki abisyńskie? Czy w ogóle zakwitły? Moje późno, bo dopiero końcem sierpnia, ale wciąż kwitną.

    Pozdrawiam gorąco z wciąż jeszcze ciepłej Kanady.

  169. Witajcie DUA i Księgowi!
    Przesyłam buziaczki dla 2 letniej córeczki, Ale-Piemont! Tez mam urodziny we wrześniu; bardzo lubię te porę roku.

    Dziś szukałam garsonki w jasnych kolorach, ale okazało się, ze wybór jest ograniczony : dominuja kolory ziemi i zawsze aktualna czerń.
    Moda również kolorystycznie dostosowuje sie do pór roku :)
    Pozdrawiam Was jesiennie :)

  170. Justysiu!
    Ty nie przestajesz mnie zadziwiać.
    Drzewka figowe owocują w Kanadzie?! Chyba im dostarczasz mnóstwo swojego ciepła.

    A właśnie, miałam zapytać: jak się udał eksperyment z polską maciejką?

  171. Dzień Dobry!

    Joanno, dziękuję, zachowam przepis figowy na następny rok, bo już kończymy ostatnie figi z moich drzewek. Uwielbiam figi, więc postanowiłam mieć swoje. Mam dwa drzewka, figę białą i fioletową. Biała ma olbrzymie i bardzo soczyste owoce, a drzewko ma może tylko pięć lat. Fioletową mam dopiero dwa lata i pierwszy raz owocowała tego roku. Ma owoce mniejsze, ale słodsze. Oba drzewka stoją na tarasie w olbrzymich donicach, a gdy zrzucą liście końcem października, to zaniosę je do piwnicy na zimę.

  172. Dzien dobry! U nas dzis deszczowo i slonecznie, na zmiane.
    Joanno, sprobuje zatem z mozzarella, dobry pomysl! Jesli jeszcze znajde swieze figi (bylo ich pelno miesiac temu, teraz sezon chyba sie konczy).
    Iskro, dzieki za dobre slowo. Byloby milo cos zdzialac w sprawie Emilki, choc ja tlumacze glownie z wloskiego…
    Ale, najlepsze zyczenia dla malej Sofii! U Was, w Piemoncie, pewnie juz jesiennie?
    Ten fragment o Plemieniu Otwartym rzeczywiscie kojarzy sie z Teoria Wysp…
    Pozdrawiam cieplo!

  173. Justysiu droga (wiad.pryw.)- dziękuję za linki i za serce.

    Joanno, jest to w istocie niezwykła książka, pisana w stanie ciężkiej, bolesnej, przewlekłej choroby; pisana, można powiedzieć, własnym życiem.
    Małgorzata Baranowska umiała wygrać z tą chorobą, choć zarazem przecież tę walkę przegrała. Książka „To jest wasze życie” pomogła już tak wygrywać wielu, wielu osobom.

    A Twoje skojarzenie pewnie stąd, że teoria Plemienia Otwartego podobna jest do Teorii Wysp profesora Raszewskiego.

  174. Z przejęciem pochłaniam niezwykłą,polecaną niegdyś przez DUA we „Frywolitkach”, książkę Małgorzaty Baranowskiej „To jest wasze życie”.
    Kochanej DUA i wszystkim Księgowym dedykuję jej fragment:
    „Członkowie plemienia otwartego nie mają żadnych cech obowiązkowo wspólnych,oprócz może przyjaźni dla określonego człowieka lub dla każdego spotkanego człowieka (tacy ludzie istnieją,znam ich).Plemię otwarte nie ma żadnych granic.Ktoś może do niego dołączyć,odejść ,wpaść na chwilę.Może się ono utworzyć na odległość kontynentów i wśród sąsiadów z jednej kamienicy.
    Plemię otwarte ma skład zmienny ze skłonnością do powiększania go.Określa się wobec ludzi spoza plemienia pozytywnie,wyrażając natychmiastową gotowość przyjęcia każdego przyjaznego obcego.”

    Zgadnijcie,Kochani,czemu po przeczytaniu tych słów natychmiast pomyślałam o Was?
    Dobrej nocy i pięknego jutrzejszego dnia.:)

  175. Też wszystko lubię.:)
    Gratulacje,AniuK -Księgowe są zdolne.:)

    Ale- Piemont,najlepsze życzenia dla córeczki i dla Was obojga.:)

    Kris,wypróbuj te figi z mozarellą. Myślę,że też będzie super,zwłaszcza że u Was można kupić takie prawdziwe słodkie i pachnące południowym słońcem.Zazdroszczę,bo te z supermarketu to nie to samo.

  176. Dzien dobry Wszystkim. Wczoraj nasza mlodsza coreczka Sofia obchodzila 2 urodzinki a dzisiaj ja z mez obchodzimy rocznice slubu,taka nam 2 lata temu niespodzianke zrobila

  177. Viktoria!! Ludzie wyszkoleni, video konferencja udała się znakomicie, wszędzie są ludzie a życzliwość wysłana wraca :-)) Ja też wszystko lubię Pani Małgorzato tak jak Pulpa!!! Pozdrawiam

  178. Dzień dobry, Zytko!
    Trudno mnie wyciągnąć z mojego leśnego raju. Odmawiam, kiedy mnie zapraszają. Żal mi też czasu, którego mam coraz mniej, a który powinnam przede wszystkim przeznaczyć na pisanie, jeśli miałabym sprostać wszystkim zamówieniom!
    A książki moje same się sprzedają, nie muszę jeździć. Jestem im za to wdzięczna!

    Miło pomyśleć, że jesteś tu milcząco obecna, a jeszcze milej jest, że się odezwałaś!

    Jesień: o, ja też lubię te melancholijne dni.
    W ogóle, mogłabym powiedzieć jak Pulpa: „Wszystko lubię”.

  179. Droga Pani Małgorzato,
    przejrzałam listę gości Targów Książki w Krakowie i nie znalazłam Pani nazwiska.
    Zatem nie-do-zobaczenia?
    Zapewne zadeptalibyśmy Panią :)
    Czytam bloga i komentarze, milczę ale jestem tutaj obecna i bardzo lubię świat, który tu tworzycie!
    Pozdrawiam jesiennie Panią i Wszystkich Przyjaciół Borejkowej Rodziny i chcę powiedzieć, że słoneczna złota polska jesień jest kolorowa, smakowita i cudna, ale tak w sercu to jakoś bardziej lubię te dni gdy unoszą się mgły, pada deszcz stukając o parapet i jest jakoś tak smutno-pięknie.
    Z.

  180. AniuK, Twój nocny wpis zauważyłam dopiero, gdy włączyłam dziś komputer, ale zapewniam, że trzymam kciuki od rana!
    Co do wiad.pryw.- ależ skąd, nie uraziłaś mnie!
    Ściskam Cię serdecznie i pozdrawiam Michałka.

  181. Dziś bardzo się denerwuje bo jutro rano będę prowadzić video konferencje dla kolegów z Węgier. A na domiar złego mam ich uczyć jak korzystać z programu wiec ekran będzie podzielony na cztery. Na szczęście mamy mówić po angielsku a nie po niemiecku bo w języku naszych sąsiadów mniej pewnie sie czuje. A tu u Was tak smakowicie i przytulnie . Trzymajcie za mnie kciuki proszę. Wolałabym teraz poczytać Noelke która leży pod ręką na biurku a nie pisać prezentacje ale rad-niewola muszę sie przygotować żeby wstydu nie było. Dobranoc do jutra dam znać jak poszło.

  182. Mam już tę książkę.
    Próbowałem w autobusie znaleźć szybką metodą odpowiednik słonia w fordzie, ale nie znalazłem.
    Trzeba będzie bardziej systematycznie.
    Jest Zerlina, będzie i piu forte.

    A już pierwsze wrażenia z tłumaczenia są onieśmielające.
    W pewnym momencie ciszę wypełnia słowo „wykorzystać” – rymując się z poprzednim wersem.
    To na początku Wesela Figara.
    Ale to nic dziwnego – wirtuozeria jest raczej spodziewana u tego tłumacza.

  183. Czytając Jeżycjadę wiecznie coś podjadam. Te opisywane przez panią Małgorzatę zapachy i smaki potraw nieustannie to prowokują. Wiadomo jak to wpływa na moje wyczytane już egzemplarze książek.
    Podczytując Wasze ostatnie wpisy mam ten sam odruch, i zaczynam się obawiać o stan mojej komórki, która umożliwia mi kontakt z Wami.
    Ach, jak smacznie się zrobiło.
    Przesyłam dużo uśmiechów kucharzącym.
    Kris- podziwiam determinację i umiejętności w sprawie Emilki..
    Dobranoc wszystkim

  184. Bardzo apetyczna ta przegryzka (lubie swieze figi!). Tylko znowu ser!

    Moj Maz toleruje jedynie mozzarelle (wiec to nie laktoza jest problemem). I cale szczescie, przynajmniej pizza moze sie nacieszyc. Za to na parmezan patrzyc nie moze (Wloch!), musimy dbac o to, zeby na stole byl zawsze daleko od niego.

  185. Dobry wieczór!
    Ośmielam się polecić jeszcze jedną pyszną przegryzkę,którą ostatnio zrobiłam po raz pierwszy,podobno rodem z Toskanii.
    Potrzebne będą świeże figi (ciągle jeszcze można je u nas dostać,ale to już chyba ostatni moment),które należy naciąć,nacięcie wypełnić serem gorgonzola lub jakimś innym pleśniowym.Następnie każdą figę owinąć plasterkiem szynki parmeńskiej (ale nie jest to konieczne) i zapiekać.Gotowe polać sosem z oliwy,odrobiny octu balsamicznego i płynnego miodu.Pychotka.
    Moja znajoma zamiast fig użyła śliwek,takich większych i podobno też wyszło pyszne.Polecam.
    A papryczka brzmi dobrze,jutro nabędę i spróbuję.

    Dobrej nocy.:)

  186. Może to nietolerancja laktozy :)

    Ja posypuję orzechami zapiekankę K., pasuje świetnie. A paprykę muszę skojarzyć z jakimiś ziołami, ale jeszcze nie wiem jakimi.

  187. Tak, to temat-rzeka. Ale jaki ciekawy!

    Dziekuje za dobre slowo, DUA.

    A co do jesiennych przepisow, to od wczoraj eksperymentuje z dynia. Zrobilam zupe-krem, a reszte dyni zamrozilam, juz pokrojona. Dzis trafilam na apetyczny przepis na dyniowo-grzybowa lasagne, zamierzam ja zrobic. Chetnie bym tez sprobowala slawnej zapiekanki, ale z tego co pamietam, w przepisie jest ser, a moj Maz nie toleruje serow…

  188. Ach! Dużo by o tym można gadać, Kris.
    Ale wszystko to sama, jako uznany już tłumacz, wiesz najlepiej.:)

    Wójciku, przecież wiem, orzeszkojadzie.

  189. Musze to chyba powaznie rozwazyc :)))

    Jesli chodzi o pierwszy tom, to nazwa posiadlosci (Srebrny Now) jest przetlumaczona, ale tylko w tytule „Emily della Luna Nuova”. A w tekscie pojawia sie jako New Moon. I moje Dziecko nie skojarzylo, ze to ta sama nazwa, dopiero po przeczytaniu ksiazki mnie zapytala: „ale o co wlasciwie chodzi z tym ksiezycem w tytule?”.

    Tlumacz powinien jednak byc konsekwentny, zwlaszcza jesli odbiorcami sa dzieci!

  190. A niekiedy nasz mózg rozwiązuje odłożony problem w czasie snu. Miałam tak nie jeden raz. Budzę się i już wiem! Czasem warto pójść spać.

  191. A jakby tak posypać paprykę orzechami, Wiewiórku?:)

    Kokoszko-smakoszko, chyba poszukam tego przepisu.

  192. Piekę papryki nałogowo, ale tak podanych jeszcze nie próbowałam. Jutro robię taką przegryzkę, musi być pyszna. I taka jest jesienna. Polecam także pieczony czosnek, wychodzi słodziutki. Można piec główkę w całości, upieczony czosnek łatwo się wypstrykuje z łupiny. Odrobina soli i oliwy, i wychodzi pyszne smarowidełko, na przykład do razowego chleba. Zdrowe i mniej ” odurzające” niż surowy czosnek ;)

  193. Ach fluidy, fluidy. Ostatnia woń lata kojarzy mi się mocno z pastą Ajvar, bardzo popularną na Bałkanach, której przez jakieś niedopatrzenie nie przywieźliśmy z wakacji. Ale znalazłam przepis! Też z zawartością grilowanej papryki, czosnku ale również bakłażanów.
    A metodę „przeleżenia” problemu, którego nie potrafię od ręki rozwiązać stosuję czasem w pracy. Czasem działa. Może do wierszy też. A czasem muszę się przyznać, że nie wiem i albo sięgnąć do literatury albo kogoś się poradzić. Żaden wstyd. Odkrywczych poszukiwań Zuziu!

  194. Dobry wieczor! Moja Dziewieciolatka wczoraj skonczyla czytac druga czesc „Emilki ze Srebrnego Nowiu” LMM (zachwycona) i… co za rozczarowanie: trzeci tom nie zostal przetlumaczony na wloski! :((( Dlaczego?!

    Biedna Sofia, tak bardzo chcialaby go przeczytac. Niestety polski zna za slabo. Nie wiem wiec, jakie jest najszybsze rozwiazanie: albo nauczy sie swietnie polskiego, albo angielskiego, lub moze ja jej przetlumacze (hihi). Chyba poczeka na lekture co najmniej pare lat…

  195. Brawo, Zuziu kochana!
    Jeszcze niejeden taki sukces przed Tobą, jestem pewna.
    Co do tego wiersza, którego nie rozumiesz: odłóż go na jakiś czas i zapomnij o nim. A potem, kiedy już zrobisz inne zadania, zerknij na niego zupełnie świeżym okiem. Wmów sobie, że widzisz go po raz pierwszy w życiu.
    Może taki sposób pomoże Ci jakoś.
    Umysł lubi nam płatać dziwne sztuczki, warto się nauczyć, jak sobie z nimi radzić. Jak je obejść!

  196. Dzień dobry!
    Byłam wczoraj z rodzicami na przejażdżce rowerowej (właściwie to była długa wycieczka). Pojechaliśmy aż nad nasze tutejsze jezioro, Klucz. Do tego znaleźliśmy olśniewającego dęba, równego, dostojnego, idealnego! Od razu pomyślałam, że pod takim to tylko kocyk, koszyk pełen jabłek i książka.

    Fluid! W poprzednim tygodniu u nas gościło na stole coś w rodzaju „Ostatniej woni lata”.

    Dziś na polskim dostaliśmy takie mini-teścik do domu. Mamy tam wiersz, którego dwóch zwrotek nie rozumiem! Jestem zła na siebie, nie wiem ile razy już to czytałam, ale ciągle nic. Nie mogę przez to zrobić kilku zadań. Mimo to wiersz wydaje mi się bardzo smutny i może nawet wstrząsający.
    A dziś przy omawianiu wiersza ks. Jana Twardowskiego „Nie tylko my”, pani powiedziała, że pięknie napisałam opinię na temat wiersza. Dzielę się radością!:))
    I pozdrawiam wszystkich cieplutko, taka piękna jeszcze pogoda!

  197. Aa, aria Cherubina to najlepszy fragment tego przekładu! Sam smak.

    A przepiękne Erbarme dich brzmi po polsku tak:

    Ogarnij mnie,
    Ogarnij mnie w zły czas
    Litością Twoją, Boże…

    Natomiast Czarownica u Purcella śpiewa tak:

    Siostry-jędze, których głos
    Podróżnych trwoży w głuchą noc
    Schrypłą wróżbą złego kruka…etc.

  198. Musze mieć tę książkę! Chyba kupię ją sobie w prezencie imieninowym.
    Mam smaka zwłaszcza na porównanie tłumaczenia z oryginalnym tekstem oper Mozarta (i podśpiewywanie pod nosem arii Cherubina). Dydona i Eneasz też mnie interesują, bo miałam przyjemność śpiewać rolę Sorceress, a Mateuszowa Pasja jest jednym z moich ukochanych dzieł, zwłaszcza kontraltowe Erbarme dich.

    Dla mnie jeszcze trwa lato, a to dlatego, że nie wymieniłam sandałów na kryte buty. To moje kryterium zmian pór roku :)

  199. O, przykro mi to słyszeć, mam nadzieję, że szybko się wykurujesz!
    Przesyłam życzliwe myśli .

  200. Sliczna i ciepla, Pani Malgorzato.
    Tylko, ze ja poleglam, minionej nocy po raz pierwszy od wielu lat mialam wysoka goraczke.
    Kuracja w toku.

  201. A pewnie!
    Jak już się zabierać za coś, to na całego!

    Czy w Lozannie też taka śliczna jesień, Celestyno?
    U nas pola już zaorane, jarzębina czerwona, jabłka dojrzewają.

  202. Wlasnie chcialam spytac jak wyszla „Ostatnia won lata”:)
    Tez nabralam ochoty, ale dzis mam tylko 2 papryki w domu, chyba szkoda rozgrzewac piekarnik.

  203. Dzień dobry!
    Chyba wszyscy wczoraj byliśmy w plenerze, prawda? Śliczny był dzień, a dziś będzie podobny. Grzech siedzieć przy komputerze.

    Sowo, ach, mniam, jaki dobry przepis! Dziękuję! Rzeczywiście, pieczenie papryki bardzo wzmaga jej liczne zalety. Natychmiast wykonam.
    Czyli wsiadam na rower i jadę po papryczkę do miasteczka. I po bułeczki też.

  204. Ale tu dziś cicho!
    Podzielę się z Wami jeszcze jednym wspaniałym, jesiennym przepisem kulinarnym. Rzecz jest bardzo prosta do wykonania i powszechnie znana wśród bywalców krajów śródziemnomorskich (włoskie księgowe pewnie potwierdzą), ale dopiero parę lat temu stała się naszym rodzinnym odkryciem. Delicja na miarę Kopciuszka.

    Przekąska „Ostatnia woń lata”.

    Składniki: dowolna ilość czerwonej lub żółtej papryki, czosnek i oliwa z oliwek.

    Przygotowanie: paprykę kroimy na połówki, usuwamy gniazda nasienne. Kładziemy paprykę na blachę i wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni na ok. 20 minut. Ma się upiec tak, że dostanie czarnych plam na skórce. (Uprzedzam, że woń pieczonej papryki jest bardzo intensywna, jeśli chodzi o mnie, to wolę wyjść w tym czasie do ogrodu). Po ostudzeniu obieramy paprykę ze skórki, kroimy ją na węższe paski (2-3) i układamy warstwami w dowolnym naczyniu, przekładając paprykę płatkami czosnku i podlewając ją obficie oliwą z oliwek. Wkładamy naczynie do lodówki, żeby się całość przegryzła (nie wiem na jak długo, my wytrzymujemy ledwie godzinę). Kiedy uznamy, że już wystarczy, robimy sobie kanapki z fetą lub serkiem bałkańskim, okładamy je po wierzchu papryką i jemy. I to jest ten moment, kiedy plujemy sobie w brodę, że nie kupiliśmy o kilo więcej papryki albo nie wysłaliśmy licznej rodziny na wakacje.

    Dobranoc.

  205. Salve!
    Ja nie wiem, Pani Małgosiu. Jeśli szukam jakichś wierszy, to nigdy nie znajduję takich jak Pani. Wspaniałych.
    I ,,Proroka” muszę przeczytać, bo wypadł mi z głowy i dzięki Wam wpadł z powrotem.
    (Tak mi się przypomniało, kiedyś dostałam od chłopaka komplement, że spośród znanych mu dziewczyn, jestem jedyną, która używa metafor ;))
    Ostatnio sorka od polskiego powiedziała, że jesteśmy świtą klasową(kolega i koleżanka wraz ze mną), że widzi w nas potencjał, bo inaczej niczego by nie proponowała. No właśnie…Wygląda na to, że będę pisać pracę na olimpiadę z filozofii…

  206. Jan Lechoń

    NOKTURN

    Cóż ja jestem? Liść tylko, liść, co z drzewa leci.
    Com czynił – wszystko było pisane na wodzie.
    Liść jestem, co spadł z drzewa w dalekim ogrodzie,
    Wiatr niesie go aleją, w której księżyc świeci.

    Jednego pragnę dzisiaj: was, zimne powiewy!
    Wiec nieś mnie, wietrze chłodny, nie pytając po co,
    Pomiędzy stare ścieżki, zapomniane krzewy,
    Które wszystkie rozpoznam i odnajdę nocą.

    W ostatniej woni lata, w powiewie jesieni
    Niech padnę pod strzaskany ganek kolumnowy,
    By ujrzeć te, com widział, podniesione głowy
    Wśród teraz pochylonych, zamyślonych cieni.

    Uciszaj, srebrna nocy, całą ziemię śpiewną!
    A ja padnę na trawę wilgotną od rosy,
    Lub będę muskał cicho niegdyś złote włosy,
    Których dziś już koloru nie poznałbym pewno.

  207. Podoba mi się Tuwimowe rzucanie pod jasny księżyc. Sama bym się rzuciła, gdyby ziemia nie była aż tak zimna. Ciekawe, że Lechoń też się tak rzucał, w „Nokturnie”.

    Dobranoc.

  208. Dobry wieczór,
    przepraszam za pytanie naiwne, ale muszę je zadać :)
    Cóż to za skrót DUA?
    Dziękuję z góry za pomoc, pozdrawiam jesiennie.

  209. Chesterko- nie zapomnieliśmy. Pamiętamy doskonale dni, kiedy nie można było sobie w południe przypomnieć, dzień rozpoczynając o 6- ej, czy jadło się śniadanie czy nie. Trochę jednak prawdy jest w tym powiedzeniu, że małe dzieci wykańczają fizycznie a duże psychicznie, troszkę…
    Pani Małgorzato- z tą pietruszką to nigdy nie próbowałam, podejrzewam,że jako chrupki nie przejdzie u mnie bo wszyscy w domu to okropne łasuchy i musi być słodkie.
    Czas do pracy. Miłego wieczoru.

  210. No tak, do kolacji to ten strój nie pasuje.
    Ale do śniadania – to co innego, zwłaszcza na trawie.

  211. Rodzice nastolatków już zapomnieli, jak w kość moga dać maluchy.
    Dzwonię wczoraj do kolegi, nota bene mojego byłego ucznia a dziś dumnego potrójnego tatusia i nijak nie da się zamienić kilku słów, bo w tle słychać jojczenie, słodkiego tak czy inaczej, dwulatka. „Kończę, bo słyszę, że u ciebie sajgon”. „Ach, nie” odpowiada z wrodzona nonszalancja „To tylko mały kryzysik pt „jestem nagi i tak zamierzam jeść kolację”.:)
    PS Gienek ubawił mnie do łez:D

  212. DUA, takim Bratem to chyba jednak można się od czasu do czasu pochwalić ;)

    Zuziu, Krzyżacy Krzyżakami, ale Trylogia… Uwielbiam zwłaszcza Potop – przyznam się bez bicia: czytałam go już tyle razy, że nawet trudno mi to zliczyć. I nawet udało mi się dzięki temu „zagiąć” polonistę, któremu się film z książką pomieszał.

    Śmiejemy się w rodzinie, że babcia pierwszą trójkę swoich dzieci nazwała po bohaterach Krzyżaków – moja mama ma na imię Danuta, jeden wujek – Zbyszek, a drugi – Gienek (po Jagience)… ;P

  213. Dziękuję Wam za przypomnienie tych rad.
    Mam trzynastolatka i jedenastolatka oraz dziesięciolatkę.
    :-)

    P.S. Słoń pruł fordem.

  214. Tak, piekne i madre, DUA… Tekst „Proroka” wisi w przedszkolu, do ktorego chodzi teraz Jacopo, a wczesniej starsza Dwojka.

    Warto pamietac o tych slowach, bo bywa nielatwo… Tez mam w domu prawie-12 latka, nieco zbuntowanego, rozumiem Celestyne.
    Iskro, gratuluje Gromadki! Podziwiam.

    Asiu, a wiec to na pewno byl Milosz? Milego szukania.

  215. Do refleksji poświęconych wychowaniu pragnę dodać jeszcze rzecz,o której myślę ostatnio sporo po przeczytaniu niezwykłej książki „Mamy z innej planety” autorstwa Krystyny Strączek.Tytułowe bohaterki to mamy niepełnosprawnych dzieci.Należy do ich grona sama autorka,dlatego dokładnie wie,o czym pisze.
    Znalazłam tam refleksję,która dotyczy wychowania każdego dziecka,nie tylko niepełnosprawnego.A mianowicie :”Oprócz potrzeby doznawania miłości dziecko koniecznie potrzebuje być źródłem radości dla rodzica.”

  216. Kris, prawda, że to piekne i mądre?
    Łatwiej się wychowuje dzieci, kiedy się stale pamięta, że są strzałami, a my – łucznikami.

  217. Iskro, obie recepty stosuję z powodzeniem!
    Co do pierwszej: mam wspaniałą, prostą a genialną suszarkę do owoców i warzyw. Kilkupoziomową! Nie tylko jabłka suszę, gruszki są też pyszne, a jakie dobre są chrupki z korzenia pietruszki!
    Najlepsze chrupki jabłkowe powstają, moim zdaniem, z boskopów i innych zwartych jabłek o kwaskowatym smaku.

  218. Kris, dzięki.

    Dobrze DUA, moja prośba nieaktualna. Biegnę do biblioteki.
    Miłej soboty DUA, Kochani Księgowi !

    Polecam jeszcze „Listy z podróży” Jeremiego Przybory. Poprawa humoru gwarantowana.

  219. Dzień dobry w sobotni poranek.:)

    Mój zaprzyjaźniony Ksiądz,któremu bardzo dużo zawdzięczam, bo z cierpliwością towarzyszył mi w trudnych momentach dorastania,ma przyjaciela matematyka.Ów człowiek,zresztą bardzo ciekawy, ma nieustanną potrzebę (można nawet powiedzieć wewnętrzny imperatyw)mentalnego porządkowania rzeczywistości i prostego (ale bez uproszczeń) formułowania prawd dotyczących naszej egzystencji.Oto jego trzypunktowy dowód na sens istnienia,który przypomniałam sobie dziś po przebudzeniu i którym postanowiłam się z Wami natychmiast podzielić:
    1.Świat jest piękny.
    2.Ludzie są dobrzy.
    3.Można być szczęśliwym,więc WARTO żyć.:)

    Miłego jesiennego weekendu!

    DUA,z Tuwimem to był mega fluid,od tygodnia niemal na wyścigi recytowaliśmy z mężem fragmenty ,patrząc na nasz jesienny ogród.:)

  220. Czy tylko ja wybijam się z tłumu wielbicieli Krzyżaków? Mnie się ta książka podobała, ale była nudna, jeśli ktoś rozumie. Nie dokończyłam jej…

  221. ” Lato, w butelki rozlane „… A ja bym jeszcze dodała i nasypane do słoiczków. Tak właśnie przechowuję suszone kosztele. Wszyscy przepadają za nimi- najlepsze chipsy.
    Czy pani Małgorzata próbowała kiedyś takiego zastosowania tej odmiany?
    Celestyno- złotych recept nie ma. Znam oczywiście te narowiste zachowania naszych skarbów. Jednego się tylko nauczyłam. Dziecko, czy ma 12, 15, czy 18 lat musi mieć nieustające poczucie, że jest przez Ciebie kochane i akceptowane bez względu na swoje słabości, wady, wyniki. Jeśli ma naładowany akumulator miłości to wtedy można wymagać. Jedno ze zdań jakie moje iskierki słyszały w odpowiedzi na pytanie- mamo, no dlaczego mi to robisz? – brzmiało : Próbuję spełnić powier,one mi zadanie, czyli wychowywać Cię bo Cię kocham.
    Absolutnie nie chcę się tu wymądrzać, dzielę się tylko z Tobą wieloletnią codziennością. Miłością wiele można załatać..
    Dobrego, owocnego dnia wszystkim.

  222. Celestyno, nie wypada mi się przechwalać bratem.
    Ale kiedy to ktoś inny napisał, mogę już powiedzieć, że to właśnie prawda.

    Asiu, a weźże wydanie zbiorowe Miłosza i poszukaj tego wiersza! Czysta przyjemność.

  223. Asiu, a moze chodzi Ci o „Proroka” K. Gibrana, o ktorym jest tez mowa w Jezycjadzie?

    „Wasze dzieci nie są waszymi dziećmi,
    są synami i córkami powołanymi
    do życia przez Życie. (…)
    Możecie im przekazać waszą miłość,
    ale nie wasz sposób myślenia.
    Bo one mają swój własny. (…)
    Jesteście łukami,
    które wypuszczają dzieci jak żywe strzały:
    Łucznik widzi na drodze cel do nieskończoności
    i On was napina swą mocą, aby Jego strzały
    mogły dolecieć szybko i daleko.”

  224. Ojej, Zuziu, pamietam jak polknelam „Krzyzakow” – po nocach czytalam nawet.
    Zapamietalam tez chyba dlatego, ze nakloniono mnie (Pani Polonistka, po uprzednim ocenieniu) do przeczytania na glos wypracowania, przed cala klasa. No, troche niepewnie sie czulam, bo wypracowanie bylo na temat: „Jestes Zbyszkiem lub Jagienka- Opisz jedna ze swoich przygod”. Jakos przezylam, czerwona jak burak.

    Iskro, ja mialam na mysli poczatkujaca nastolatke (choc w moim przypadku i poczatkujaca mama nastolatki tez sie zgadza). Dla mnie, rzecz jasna, to dziecina jest, ale dziecina 12-letnia uwaza inaczej i czasami wierzga.
    Staram sie jak moge zachowac spokoj, ale bywa, ze jest to niewskazane, bo moze zostac odebrane jako akceptacja. A moze masz jakas zlota recepte (celestyna spojrzala proszacym wzrokiem..)?

    Pani Malgorzato, pieknie sie prezentuje ksiazka Pani Brata, zachecil mnie tez artykul w DP: „Stanislawa Baranczaka sluch fenomenalny”, a stamtad slowa: „Jego teksty do muzyki są z nią organicznie zharmonizowane; zgadza się ilość sylab, akcenty muzyczne, rytm, rym. Aż chce się „śpiewać słowami Barańczaka”.
    Lece sprawdzic z podkladem muzycznym zacytowany przez Pania fragment.

    Milego wieczoru!

  225. A słońce jesienne w sam raz na przejażdżkę do lasu? Nie kusi?:)))

    Mój Tata uwielbia „Trylogię”, a teraz się ekscytujące, gdy mu opowiadam co tam w „Krzyżakach”.

  226. O, deszcz by się przydał!- rzekła ogrodniczka.
    Zuziu, „Krzyżaków” można polubić, ale co to dopiero będzie z „Trylogią”- ho, ho!
    Coś jest z tym kocykiem – zawsze sięgam po „Trylogię”, jak mnie ciężka grypa złapie. Bardzo pomaga.

    Otz (wiad. pryw.)- no, cierpliwości. Jak już będę miała obrazki, to pokażę choć jeden.
    Ale najpierw muszę napisać calutką książkę!
    Jesień sprzyja pisaniu, nawet bardzo. Zima też. Nic człowieka nie rozprasza i nie kusi.

  227. Dzień dobry!
    Wpis jest równie uroczy i piękny jak jesień w tym roku. Ale co ja piszę?! Wszystkie bez wyjątku są niepowtarzalne (jesienie, ale wpisy oczywiście też;)). I każda pogoda jest piękna. Jesień ma jakąś niesamowitą, niezastąpioną atmosferę, jest taka…przytulna!
    Mnie na razie marzy się duży deszcz, abym mogła zasiąść w fotelu, z herbatką, kocykiem i dokończyć „Krzyżaków”, bo zaraz mamy omawianie. Strasznie przykre jest to, że z całej klasy (28 osób) tylko mnie i jednej koleżance się podobają. Mnie to nawet bardzo.
    A ja uwielbiam kortlandy!:))

  228. Oczywiście, rozumiem, ale ten wiersz tak bardzo odzwierciedlał mój dzisiejszy nastrój, że nie
    mogłam się powstrzymać. W takim razie dedykuję go wyłącznie Pani DUA :))

    Oj, jesień to jest to! Drodzy Księgowi. Serdeczności dla Wszystkich.:))

  229. Raczej nie, Alastrionno.:)
    Będzie – jak zwykle! – kiedy BĘDZIE.
    Cierpliwości.

    Piętaszku, po prostu nie jestem pewna, jak to jest z prawami autorskimi w przypadku naszych współczesnych. Wolę być w porządku z prawem.

  230. Przeuroczy rysunek, a wszystkie wiersze czytam sobie jak radzi mistrz Tuwim powoli, powoli…Zapachy jesieni są niepowtarzalne, podobnie smaki – kosztele- mniam,mniam…
    Celestyno,Krisie – pewnie, że razem raźniej ale muszę się Wam przyznać, że w wychowywaniu nastolatków nie jestem początkująca. Po raz szósty ” przerabiam” gimnazjum. Nieletnie iskierki zostały mi tylko dwie, troje to studenci a jedna ukończyła już studia magisterskie i dołączyła do grona ludu pracującego. Gimnazjum, liceum, studia- zobaczycie jak to szybko mija i ani się obejrzycie a będziecie jak ja tęsknić za śpiewaniem kołysanek wnukom.
    DUA- książka z tłumaczeniami utworów muzycznych- rewelacyjny pomysł i fragment wielce zachęcający.
    Pozdrawiam ciepło wszystkich.

  231. Dzień dobry! Nie pamiętam smaku kronselek:(, tylko nazwa została.
    Wiersz Rilkego piękny i nostalgiczny. Chyba przez to wspomnienie o domu skojarzył mi się z pewnym panem, którego widuję ostatnio na pobliskich ławeczkach. Jest bezdomny, brudny, z długa broda i wózkiem pełnym „skarbów”, ale, rzecz intrygujaca, od rana do wieczora czyta ksiażki.

  232. Asiu, wiersz o łuczniku, jaki znam, jest autorstwa Aleksandra Wata. Oto on:

    Japońskie łucznictwo
    1
    Ręka mówi cięciwie:
    Posłuszną bądź.
    Cięciwa odpowiada ręce:
    Dzielnie trąć.
    Strzale mówi cięciwa:
    Strzało leć.
    Strzała odpowiada cięciwie:
    Pęd mój wznieć.
    Strzała celowi mówi:
    Celu świeć.
    Cel odpowiada strzale:
    Kochaj mnie.

    2
    Mówi cel strzale cięciwie ręce oku.
    Ta twam asi.
    Co znaczy w świętym języku:
    Ja jestem Ty.

    3
    (Dopisek chrześcijanina:
    Matko Boska
    czuwaj nad celem łukiem strzałą
    i łucznikiem.)

  233. Sowo złota, jeszcze dziękuję Ci za piękny wiersz Verlaine’a pod poprzednim wpisem i za wskazanie muzycznej kołysanki!

    „Clair de la lune”, zerknijcie.

    Barbara Hendrix? O, doprawdy! Aż się boję. Jej sopran jest prawdziwie dramatyczny, jak ona sobie poradzi ze światłem księżyca?

  234. Ma, jaka ładna anegdotka o Danucie Szaflarskiej!
    Nota bene, mnie też lekarz powiedział: „Ależ nie biegiem!!! W pani wieku kobieta powinna się już poruszać MAJESTATYCZNIE!”
    Ba! Nie umiem.

    Chesterko, kronselki to te właśnie jabłka, które nam mamy wkładały do tornistrów. Szkolne jabłuszka. Pyszne.

  235. Dzień dobry!
    Już przeczytałam całość, Ateno. Libretta mozartowskie, choć znałam je już dawniej, a nawet słuchałam jednego, wyśpiewanego w Operze Poznańskiej („Wesele Figara”), sprawiły mi wiele radości. Są przetłumaczone uroczo. Teraz posłucham sobie wszystkich utworów, czytając przy tym teksty z książki.

    SowoP, spodoba Ci się.
    Wiersz Jastruna znam i lubię od wczesnej młodości (ukazał się wtedy wielki tom Rilkego w przekładzie Jastruna, kupiliśmy sobie po jednym, Staś i ja). Oczarowanie.

  236. Jesien idzie, a u mnie jeszcze dojrzewaja pomidory.
    Apetycznie wyglada dzielo Wielkiego Brata, a przytoczony tekst Pasji, przejmujacy. DUA potrafi w odpowiednim momencie przypomniec o tym co najwazniejsze.
    Casciolino, pieknie spiewasz, kolysanki zupelnie nie znalam, a teraz sobie nuce.

  237. K8,jak trafnie to ujęłaś, mówiąc o doswiadczeniu muzyki, a nie tylko jej wysłuchaniu .To faktycznie są dwie różne rzeczy.

  238. Ooo, kartka doszła na czas, jak miło! O Kate Greenaway wspomnę jeszcze, ale to już nie dziś.
    Książka Wielkiego B. wygląda smakowicie, muszę ją nabyć.

    A na początek jesieni lubię bardzo ten wiersz:

    Panie: już czas. Tak długo lato trwało.
    Rzuć na zegary słoneczne twój cień
    i rozpuść wiatry na niwę dojrzałą

    Każ się napełnić ostatnim owocom;
    niech je dwa jeszcze ciepłe dni opłyną
    znaglaj je do spełnienia i wpędź z mocą
    ostatnią słodycz w ciężkie wino.

    Kto teraz nie ma domu, nigdy mieć nie będzie.
    Kto teraz sam jest, długo pozostanie sam
    i będzie czuwał, czytał, długie listy będzie
    pisał i niespokojnie tu i tam
    błądził w alejach, gdy wiatr liście pędzi.

    Rainer Maria Rilke – „Dzień jesienny” (tłum. M. Jastrun).

  239. Dobry wieczór. DUA, w niedzielę słuchałam właśnie TEJ pasji Bacha. Najlepsze wykonanie na żywo, jakie doświadczyłam (razem 3).
    Idę poczytać Glovera i coś schrupać. Dobrej nocy Wielbiciele jabłuszek.

  240. Jak pieknie wyglada ksiazka „Stanislaw Baranczak slucha arcydziel”! Zapowiada sie niezwykle ciekawie.
    Bardzo lubie pozne lato/wczesna jesien. Tuwim jak zwykle wspanialy w swej (pozornej) prostocie.
    „In an apple tree” – sliczne!

    Iskro, Zgredzie, Celestyno – tez dolaczam do klubu rodzicow poczatkujacych nastolatkow… Razem razniej, prawda? :)

  241. Znów piękna jesień miłe Księgowe . Wreszcie mogłam podelektować się nowymi wpisami. DUA, przecież tak naprawdę to tylko kostium nam się marszczy jak mówiła Gabrysia.Można więc sobie pozwolić na dziarski krok. Nie mówiąc już o tym ,że DUA i my ,wszystkie wyrosłe ze szkoły Księgowe w porównaniu do pani Danuty Szaflarskiej jesteśmy podlotkami. A jednak to do Niej mówiono w trakcie prób : Danutko , błagam idz wolniej, pamiętaj , że grasz starą kobietę . Ja też się cieszę , że coraz więcej osób wraca do łaciny . Tęskniłam za nią w czasie mszy św. po wietnamsku , bo zrozumiałam tylko amen i alleluja . Sowo, rozumiem lęk przed samotnością w kosmosie . Zachwycają mnie zdjęcia , ale podróżować tam -brr.. Sowiątko zgodnie z sowią naturą mogłoby trzymać się lasu , zostać dendrologiem i podziwiać kosmos w kropli na liściu.

  242. Kosztele, uwielbiam te odmianę, przypominają mi smak dzieciństwa.
    Giorgio dziś spróbował po raz pierwszy utartego jabłuszka ( fluid ? )
    Dzien był cudowny, po południu byliśmy na długim spacerze i teraz zasnął.

    Piękny wiersz Tuwima, czuć w nim niemal zapachy kończącego sie lata i zaczatkow jesieni.
    Ciekawie sie tez prezentuje książka Pana Barańczaka, czy to nowe wydanie?

  243. U nas też dziś pięknie. Wczoraj też było pięknie, ale inaczej, bo padało ;)

    Wiersze oba bardzo mi się podobają. W wierszu Tuwima ujęte jest to, co najbardziej lubię w jesieni – zamykanie lata w słoikach, butelkach, skrzynkach i beczkach :)

    Życzę wszystkim udanej i przyjemnej jesieni :)

  244. Piękna ilustracja i wiersz. :)
    A Tuwima pamiętam, dwa lata temu uczyliśmy się na pamięć.
    Kosztele! Uwielbiam. U nas rosną dwie stare jabłonki tych specjałów. Co dwa lata jest ich zatrzęsienie i to akurat przypada na ten rok. :)
    Pozdrowionka dla wszystkich Księgowych :)

  245. Pamiętam, a jakże. Moje najukochańsze bankrofty i ulubione landsberskie Mamy. Jonathany i Macintoshe (nie wiem tylko, czy dobrze piszę) i malinówki, oczywiście. Moja pamięć wyrzuca mi nagle: kraselki?! A cóż to takiego.
    A Tuwim zmysłowy, pachnacy, pamiętam, jak zachwycał mojego mistrza, Pana Wojtka Osełkę.

  246. Ha! Dokładniusienko to samo pomyślałam przed chwila, kiedy po odświeżeniu strony ukazał się nowy, pełen zapachów i kolorów, ciepły wpis:)

  247. O! Fluid z Celestyną. Ledwie opublikowałam ten wpis, nadeszło od niej słówko następujące (przeklejam spod poprzedniego wpisu):

    „Dzień dobry kochana Pani Malgorzato w pierwszy dzień astronomicznej jesieni.
    Jest pięknie! Czy u Was tez?

    Sowo P, ten zachwycający księżyc dzisiaj kojarzy mi się wyjątkowo smakowicie: jak cieplozlota renkloda z kompotu.
    Iskro i Zgredzie, entuzjastycznie przystępuję do klubu rodziców początkujących nastolatków (wsparcia, wsparcia mi trzeba!) :-)”

    U nas też pięknie, Celestyno!
    Właśnie zerwałam koszyk jabłek z własnoręcznie posadzonego drzewka: kosztele! Czy ktoś pamięta, jak smakują? To stara odmiana, przywrócona do życia przez sadowników.
    Twarde, słodkie, pachnące. Zielonkawo – żółtawe, w ciemne punkciki.

Dodaj komentarz