Jeszcze troszkę o lecie

antelope

 

Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy będący w wieku szkolnym, zechcą może oderwać znużony wzrok od podręczników, by obejrzeć to niezwykłe zdjęcie (zrobione  przez naszą KC Atenę z Chicago) i przy okazji podnieść się nieco na duchu myślą, że wakacje są już o cały tydzień bliżej niż były.

Oto, co pisze Atena, piękna dziewczyna, świetna żeglarka, dzielna wędrowniczka i zażarta czytelniczka, a ponadto niebywała szczęściara (patrz: wpis „Maj miesiącem książki, ale …”) i prawdziwie szczodra dusza:

 „W tym roku wyruszyliśmy na pustynię (do Utah) i – jak to na pustyni – było okrutnie gorąco i sucho, zwiedzaliśmy wiele parków (Bryce Canyon, Zion Park a tam wspięliśmy się na Angels Landing, następnie Moab i Arches, a po drodze Canyonlands).
Cudownie było. Chyba w życiu nie wypiłam takiej ilości wody.
Przesłane zdjęcie jest z Antelope Canyon (zahaczyliśmy o Arizonę, żeby zobaczyć to cudo, warto było).”
Rzeczywiście!
To cudo – to kanion szczelinowy znajdujący się na terenie rezerwatu plemienia Indian Nawaho. Powstawał przez miliony lat wskutek wymywania stosunkowo miękkiego kamienia (piaskowca) przez powodzie. W godzinach przedpołudniowych turyści mogą oglądać piękne snopy światła wpadające przez szczyt Antelope.

Głębokość tego kanionu sięga nieco ponad 30 metrów, a szerokość nie przekracza kilku metrów.

Takie są cudeńka na tym świecie, a piękno obecne jest na nim zawsze, w każdym zakątku. Nawet na pustyni.

Cieszmy się nim razem!

Uściski!

MM

 

PS – jeszcze mała wakacyjna migaweczka od KC KokoszaNel: spotkanie – oko w oko – Kogucika z Wiewiórką.

„Zdjęcie dedykuję wszystkim wiewiórkofilom, a zwłaszcza Wójtowi

z podziękowaniem za ‚Lawendową’ „. – pisze KokoszaNel

Dziękujemy!

kokoszanel

 

PS 2 – najświeższa przesyłka od KC Marceliny, zamieszczam natychmiast, bo sensacyjna:

„Wiem, że to co napiszę nie pasuje do wpisu, ale nie wiem, jak inaczej podzielić się tym zdjęciem.Kiedy ostatnio wracałam z tatą z Biskupina do Poznania, zauważyłam taką ciężarówkę:

 

palys2

 

Zastanowiło mnie to, kto z Pałysów zajął się transportem piskląt?

Pozdrawiam, Marcelina”

 

No, ja nie wiem, Marcelino!!!

Czyżby Józinek się wziął za biznes?!?

Ale dlaczego aż w Pawłowie Trzebnickim?

Tak czy inaczej – kurczuś uroczy.

Dzięki za sygnał!

MM

304 przemyślenia nt. „Jeszcze troszkę o lecie

  1. Uprzejmie informuję, że kołysanka „Noc zagląda w okna” jest już na YT. Wystarczy wpisać tytuł.
    Przed ostatnią zwrotką, niespodzianka.
    PS A syneczek Mareczek ciągle nie śpi.

  2. Coś w tym jest.
    Dambo na ten przykład łaził po nocy zamiast spać.
    Z Żeromskiego i z Żeromskim.

  3. Casciolino, Karolciu, dziękuję za urocze zdjęcia!
    Sowo P, kłaniam, kłaniam!- Księżyc jak żywy!

    Kapucynko, no, jeszcze nic strasznego.
    Zuziu12, „Ciekawie mówi, dużo piszemy i jest wymagająca”- o, jak dobrze!

  4. Ostatnio dwie osoby spóźniły się na godz. wych.! Wtedy wychowawczyni mocno się na nie zdenerwowała. Powiedziała, że te spóźnienia sa liczone jako wagary i nie da się ich usprawiedliwić, a potem rzekła do reszty klasy „Macie teraz pokazówkę, a więc radzę wam w przyszłości nie wagarować!”.
    Ale wczoraj pomogła mi zalogować się na e-dziennik, a na moje mętne tłumaczenia „Bo ja się kompletnie nie łapię w tym wszystkim”, odpowiedziała „Z e-dziennikiem każdy ma problemy”. To było pocieszajace:)

  5. Dzień dobry!
    No, nie, Pani Małgosiu, raz nie wiedziałam, to się zapytałam, odpowiedziano mi i już wiedziałam!:))

    A co do polonistki, to ją polubiłam. Może nawet bardzo? W każdym razie niezależnie co by zrobiła i tak będzie lepsza od tej z podstawówki. Ciekawie mówi, dużo piszemy i jest wymagająca. I czasami groźna (Kapucynka by ją polubiła;) ), np. wczoraj wyrzuciła jednego chłopaka za drzwi. Chyba byłam bardziej przerażona niż on, bo spokojnie czytałam fragment mitologii, a tu nagle krzyk za moimi plecami. Po czym pani ze spokojnym uśmiecham kazała czytać dalej.
    :)

  6. Dzień dobry!

    Zuziu, mi też było tylko troszkę smutno. :)
    Mama raz zaśpiewała mi o małej żabce i bocianie. Nie muszę chyba pisać, jak się kończy. Potem już nie pozwalałam jej nawet zaczynać. No i proszę, teraz bardzo przejmuję się losem zwierząt, bawet chłopcy w klasie widząc, że patrzę, odpuszczają muchom. :)

  7. Wiadomość prywatna – wedle uznania

    A propos nieznajomości marcepana: niedawno trafiłam w sieci na rewelacyjny artykuł prof. Elizy Pieciul-Karmińskiej, tłumaczki literatury z języka niemieckiego, pt. „Tłumacz – archeolog słodyczy”. Artykuł jest nieco krytyczny w stosunku do innych tłumaczy (dlatego zastrzegłam wiadomość jako prywatną), ale podaje tak smakowite i istotne przeoczenia w istniejących tłumaczeniach naszego ulubionego „Dziadka do orzechów”, że ten artykuł trzeba koniecznie przeczytać. Uważam go za moje najważniejsze czytelnicze odkrycie tego lata. Jest dostępny on-line, łatwo go znaleźć.

  8. Joanno, zanim Kapucynka tu wejdzie, ja dodam trzy grosze (a mogłabym więcej). Wg tej wychowawczyni uczniowie szkoły Żeromskiego NIE ŚPIA.

  9. Dzień dobry! Znowu zaczynam dzień,zaglądając tutaj -nałóg.Na szczęście mniej zgubny,niż poranna kawa,której pić nie powinnam,ale nie mogę się wyleczyć.Teraz wypijam ją za Starosty i Wasze zdrowie.:)

    Krzysztofie,pomyślałam już wczoraj o tym samym,ale nie śmiałam proponować.Może Twoja Córka,której Ci serdecznie gratuluję (jaki musisz być z nie dumny!), da się namówić.Kołysanka jest tak piękna,że aż pożałowałam,że nie znałam jej,kiedy mój syn był mały.Ale mamy jeszcze kilkoro dzieci w rodzinie,no i może kiedyś będę miała wnuki.:)

    Iskro,jaki miły i wdzięczny tekst.Nigdy go nie słyszałam.

  10. Dzień dobry!
    Widowisko wczoraj było, trzeba przyznać!
    SowoP, dzięki.

    Joanno, cha,cha, no właśnie!
    Swoją drogą, nasza Dziatwa pochłonięta szkolną codziennością, ostro ich biorą do galopu.

    Zuziu12, jak to, jak to – nie wiedziałaś, co to marcepan?! Jakim to cudem stać się mogło?! Co za czasy!

  11. Casciolino, ze względu na zapotrzebowanie społeczne sądzę, iż byłoby wskazane, abyś nagrała wzmiankowaną kołysankę i umieściła ją w wiadomym miejscu w sieci. Skoro do tej pory jej tam nie ma.

  12. Księżyc widziałam po powrocie z pracy i był tak jasny,że aż trudno było mu się przyglądać. Czy księgowi znają może jedną z ulubionych kołysanek moich iskierek?
    Przyjdź do mnie mały Jezusiku
    mieszkać w dziecięcym pokoiku,
    w lalczynym łóżku Cię ułożę,
    będziesz miał ciepło mały Boże.

    Lalka Ci miejsca ustąpiła,
    teraz się pięknie pokłoniła,
    a nawet wielki,groźny lew,
    w kornym pokłonie schylił łeb.

    Pieska uwiążę by nie szczekał,
    pajac ukłoni się z daleka,
    a miś na straży stanie z boku
    by nikt nie zrobił krzywdy Bogu.

    A jeszcze lepiej mały Boże
    w serduszku moim Cię ułożę,
    będziesz cieplutkie miał mieszkanie,
    przyjdź tylko do mnie mały Panie.

    DOBRANOC

  13. Do pytania DUA do młodych Księgowych dodam jeszcze skierowane do Kapucynki – jak tam nowa pani wychowawczyni,czy powiedziała ostatnio COŚ STRASZNEGO?Bardzo jestem ciekawa.Szkolne życie mnie fascynuje,to skrzywienie zawodowe.:)

  14. Tak jest, Chesterko! O to chodzi.
    Rola bajek i baśni w wychowaniu i kształtowaniu postaw wobec życia jest wręcz fundamentalna.
    Polecam rodzicom książkę „Cudowne i pożyteczne” Bruno Bettelheima.
    Dobranoc, Lunofile!

  15. Aaa… już rozumiem. Za młodu nie uczyła się ostrożności na bajkach, to teraz nie boi się „wilka w lesie”. Wszystko jasne. Chesterka zanalizowała.

  16. Celestyno,usypialam mojego siostrzenca pieśnią „Ja wiem w Kogo ja wierzę „,którą nota bene bardzo lubię. Dzialalo idealnie. ;)

  17. Ha! Sebajko! A ja się dużo wcześniej połapałam i Cię złapałam (w sieci)!
    Czytam regularnie.

    Sowo P (wiad.pryw.) – przysyłaj, wspaniale! Czy wpiszesz tu prywatnie swój adres, żebyśmy się odezwali? Będzie prędzej.

    Zgredziku (wiad.pryw.) – dziękuję – też nie znam i aż się boję, co to tam wymyślą. Skłonność do gryzienia się nawzajem występuje ostatnio epidemicznie. Ale kto wie, może mają dobre chęci.

    Zuziu 12, Patrycjo, no jakże tam panie polonistki w Waszych nowych szkołach?

  18. Moja chrześniaczka zawsze bała się klasycznych bajek. Pamiętam, jak czytałam jej Śnieżkę. Doszłam zaledwie do złej macochy, gdy dwuletnia Zośka spojrzała na mnie okragłymi z zaniepokojenia oczyma i powiedziała: „zła? Dlacego zła? Nie cę”. I tak wszystko się kończyło. A dziś chce objeżdżać świat w pojedynkę i trzeba tę dwudziestolatkę miarkować. Zrozum tu człowieka.

  19. Casciolino i Krzysztofie,dziękuję za chwilę wzruszenia.Piękne,przejmujące są słowa tej kołysanki.

    Mnie mój obdarzony pięknym głosem Tata śpiewał „Był sobie król”.Miło to wspominam,chociaż to „królewnę myszka zjadła” było trochę traumatyczne.:)

  20. No patrzcie Państwo! Przy ostatnim wpisie komputer powiedział do mnie: ” wysyłasz zbyt szybko kolejne komentarze, zwolnij troszkę”. Ja? Ja wysyłam zbyt szybko? Jeden komentarz na dzień to chyba nie jest zbyt szybko, mój panie! A to drań.

  21. I ja śpiewałam wiewiórkom o tej ekipie z marcepana, bez znieczulenia śpiewałam. W dodatku okrrropnie trrragicznym tonem. W rezultacie … ryczałyśmy wszystkie ze śmiechu i nie było żadnego spania. Tragiczne, krwawe wiewiórki :)

  22. Dobry wieczor!

    Przetestowalam na kilku maluchach nieprawdopodobne dzialanie koledy „Lulajze Jezuniu” (przyznaje, ze nie tylko w okresie zimowym…)
    Trzeba przyciszonym, niskim glosem, dosc wolno ja spiewac. Placzace dziecko uspokaja sie, uwaznie slucha, a nastepnie blogo zasypia. Radze sprobowac.

  23. Zuziu, to bardzo dobrze, że jest Ci jak to nazywasz „tylko smutno” podczas słuchania kołysanki ,
    bo tak właśnie ma być :)

    Kołysanki są piękne i smutne, bo pożegnanie z każdym dniem jest trochę smutne…ale tylko trochę :)

  24. Dzień dobry!
    Jakie to wzruszające, Krzysztofie i Casiolino! Niesamowite!

    Moja Mama też mi zawsze śpiewała „Był sobie król” bez „owijania w bawełnę”. Nie wiem, może jestem nie wrażliwa, ale zazwyczaj było mi tylko smutno. No i nie wiedziałam co to marcepan. ;)
    Oczywiście to nadal moja ukochana kołysanka i zawsze popadałam w melancholię, gdy mi ją Mama śpiewała. Teraz też lubię jak mi tak ponuci.
    A! i jeszcze ubóstwiam „Z popielnika na Wojtusia…”. Czy mi się wydaje, czy wszystkie kołysanki są tak pięknie smutne?

    Lecę oglądać Księżyc!
    Och, on jest jak zachody słońca, każdy jest inny i do tego taki tajemniczy, spokojny i piękny.

  25. Dobry wieczor!

    Jaki piekny kolysankowy fluid Krzysztofa i Cascioliny.

    Moje Dzieci tez bardzo lubily „Aaa, byly sobie kotki dwa”, nawet sporo zwrotek pamietam. Spiewalam im tez kolysanke „Byl sobie krol, byl sobie paz…” (bez strasznych momentow!) oraz piosenke „Kasztany” (Kochany, kochany, leca z nieba jak dawniej kasztany…). A zima – koledy, tez na dobranoc.

  26. My obejrzeliśmy zaćmienie z ogrodu. Trzeba korzystać z ostatniej ciepłej nocy!

    Księgowe rozważania księżycowo-marynistyczne przypomiały mi o moim niespełnionym marzeniu dzieciństwa: składanej lunecie żeglarskiej. Nadszedł czas, by to marzenie spełnić – kupię dziecku :D. A to z kolei przypomniało mi, że wciąż liczę z Sowiątkiem na pierwszy egzemplarz „Księgi Piratów” w tłumaczeniu Adminki ;)

  27. Przyglądam MU się sącząc sobie czerwone wytrawne winko (a, co) i stwierdzam, że zrobił się płaski
    i wygląda jakby był przyklejony do nieba.
    Czekam na kulminację :)

  28. Fluid! Właśnie weszłam, żeby powiedzieć, że go widziałam z ogrodu: wielki, żółty i przyćmiony, nie błyszczy wcale.
    A teraz już wylazł tak wysoko, że kulminację obejrzę z okna mojej pracowni.

  29. Nie wiem, czy z powodu półcieniowego zaćmienia Księżyc nie będzie dziś słabiej świecił. Podobno ta dzisiejsza pełnia nadawała się do nocnych prac polowych, stąd nazwa. W czasie pełni w dawnych czasach organizowano też bale, bo na drogach było wtedy na tyle jasno, że można było dojechać powozem na bal bez dodatkowego oświetlenia.

    „Zaczarowana królewna” dużo lepsza, Casciolino. Chociaż tam na końcu historii pojawia się spetryfikowany książę. Dziwne, ale nie przeraża mnie to tak jak wersy „lecz straszny los, okrutna śmierć w udziale im przypadła”. Tu chyba nie o samo zjedzenie chodzi, tylko o to mocne podkreślenie sytuacji. Sowiątko np. kocha historyjkę o Kołaczyku zjedzonym przez lisicę, pamiętacie to?

  30. Piętaszku, to jest „Kołysanka dla Okruszka”, 1978, skomponowana przez Seweryna Krajewskiego i przez niego śpiewana. Pamiętam ten teledysk z polskiej TV, gdy byłam dzieckiem. Pan Krajewski grał na gitarze i śpiewał, a mały chłopczyk mu asystował. Ech, wspomnienia.

  31. Oj, co ja z tym Andrzejem Sewerynem ;) Oczywiście Seweryn Krajewski skomponował muzykę
    do ” Kołysanki dla Okruszka „.

  32. Krzysztofie i Casciolino – wzruszyłam się .

    Tekst – Agnieszka Osiecka
    Muzyka – Andrzej Seweryn

    „Królu mój, Ty śpij, Ty śpij a ja
    Królu mój, nie będę dzisiaj spał.
    Kiedyś tam, będziesz miał dorosłą duszę,
    Kiedyś tam, kiedyś tam…
    Ale dziś jesteś mały jak okruszek,
    który los rzucił nam.

    Skarbie mój, Ty śpij, Ty śpij a ja,
    Skarbie mój, do snu Ci będę grał.
    Kiedyś tam, będziesz spodnie miał na szelkach,
    Kiedyś tam, kiedyś tam…
    Ale dziś jesteś mały jak muszelka,
    Którą los zesłał nam.”

  33. Oj, jakie piękne słowa tej kołysanki. Dziękuję, Casciolino i KrzysztOfie :)
    Tylko na jaką nutę ja zaśpiewać?
    Może coś wymysle…
    U nas okazały stratocumulus pokrywa cale niebo i nie zanosi się na poprawę.

  34. Tak, szykujemy się na oglądanie Pełni Żniwiarzy – pogoda bezchmurna, a już minionej nocy tak było jasno, że spać nie mogłam.

  35. Ach, jaki cudowny Fluid taty i córki! Trzy minuty różnicy czasowej.
    Brawo, Krzysztofie i Casciolino!

  36. Casciolino, kiedy Dzieci były małe, śpiewałam im „był sobie król… ” oczywiście, ale ostatnia zwrotka,
    to było : m m m m m m m m m m m m m m m…m. No, jakoś nie mogłam…. No i mam teraz
    dwójkę wrażliwców.

    „Pod zielonym jaworem…” – drogi Starosto, śpiewała mi moja kochana Babcia. Pamiętam, słuchałam z rozdziawioną buzią i czekałam , co będzie dalej. Ale Babcia odśpiewywała mi wszystko do końca , niczego
    nie ” owijając w bawełnę”.

  37. Just, niestety nie znalazłam nagrania, pamiętam, że Mama nauczyła się jej ze starej kasety magnetofonowej.
    Tekst natomiast, lekko przeze mnie zmodyfikowany, brzmi tak:

    „Noc zagląda w okna, wszystkie dzieci śpią
    Zaśnij mój syneczku, senki już się śnią
    Zasnął już kot w butach i pluszowy miś
    A ty jeszcze nie śpisz, synku, choć już płyną sny.

    Kiedyś gdy dorośniesz, kim będziesz, kim?
    Jak najlepiej uczyć Ciebie mam byś umiał żyć?
    Chwil jest tak niewiele, kim będziesz, kim?
    Może ludziom przyjacielem wiernym w czasie złym.

    Może komuś uśmiech dasz gdy roni łzy
    Powiesz kilka ciepłych słów, gdy trudne dni
    Może będziesz kochał ludzi, kochał świat
    I na zło odpowiesz dobrem, może będzie tak.

    Skarbie mój największy, zmruż oczęta, zmruż
    Śnij o barwnych kwiatach, brzegach cudnych mórz
    O tym śnij, co piękne, w niebo prosto idź
    Skarbie mój maleńki, jasny, śpij już teraz, śpij.

    Śpiewam kołysankę, bo już pora snu
    Śpiewam Mareczkowi, pragnień moich stu.
    Pobłogosław, Boże, Twoich dzieci sen
    Daj nam wszystkim jutro rano nowy, dobry dzień.”

    Sowo, przyszło mi do głowy, że z Karłowicza najbardziej kołysankowa jest „Zaczarowana królewna”, jak sądzisz?

  38. „Ci z Dziesiątego Tysiąca” Broszkiewicza czytałem w dzieciństwie wielokrotnie, niewykluczone, że ta książka zbudowała moje zainteresowanie SF. A oprócz wymienionych jest jeszcze „Długi, deszczowy tydzień”.

  39. „Noc zagląda w okna, wszystkie dzieci śpią
    Zaśnij mój maleńki, bajki już się śnią
    Zasnął już kot w butach i pluszowy miś
    A ty jeszcze nie śpisz synku, choć już płyną sny.

    Kiedyś gdy dorośniesz kim będziesz, kim?
    Jak najlepiej uczyć Ciebie mam byś umiał żyć
    Chwil jest tak niewiele, kim będziesz, kim?
    Może ludziom przyjacielem wiernym w czasie złym.

    Może komuś uśmiech dasz gdy roni łzy
    Powiesz kilka ciepłych słów, gdy ciepłe dni
    Może będziesz kochał ludzi, kochał świat
    I na zło odpowiesz dobrem, może będzie tak.

    Skarbie nasz największy, zmruż oczęta zmruż
    Śnij o barwnych kwiatach, brzegach cudnych mórz
    O tym śnij co piękne, w niebo prosto idź
    Skarbie nasz maleńki, jasny, spij, już teraz śpij.

    Śpiewam kołysankę, dwojga młodych serc
    Śpiewam ją synkowi, pragnień naszych serc,
    Pobłogosław Panie Twego dziecka sen
    Daj nam wszystkim jutro rano nowy, dobry dzień.”

  40. Księgowi-lunofile, przygotujcie się na nieprawdopodobny widok nieziemskiego (nomen omen) Księżyca wieczorem. Tutaj jest już wysoko.
    Nie słyszałem wcześniej o Pełni Żniwiarzy. Ale już wiem, co to jest.

  41. Oczywiście , zgadzam się – rysunki portretowe Leonarda powalają, zresztą jak wszystko, co robił.
    Ja, stale staram się mieć przed oczami ( i to nieustannie stawia mnie do pionu) reprodukcję przedstawiającą
    „Głowę młodej kobiety”, patrzącej tajemniczymi, przeźroczystymi oczami, przywodzącymi na myśl toń
    górskich jezior. Doprawdy, hipnotyzujący to widok.
    Jak zapewne wiecie, Leonardo na swoich rysunkach zapisywał różne prozaiczne rzeczy . Np. na jednym
    z nich ( bodajże ostatnim) znajdowała się informacja, iż Mistrz właśnie kończy rysowanie i idzie zjeść zupę.

  42. „Z cukru był król, z piernika paź, królewna z ma-a-rrr-cepaaana.”
    Królewnę myszka zjadła.
    Kołysanka mojej Mamy i Cioci.

    A jeszcze:

    „Pod zielonym jaworem, jaworem, stała lipa zielona,
    a pod tą lipą śliczna Krakowianka
    drobne listeczki zbierała.”

    A kończyło się równie źle:
    „Ach, ścinaj, kacie, moją białą szyję,
    niech ja już więcej nie żyję!”

    Odpowiedniczki dzisiejszych horrorów. Ale chyba ładniejsze i strawniejsze dla dziecka.

  43. Masz rację Casciolino, Karłowicz (Heine) nie jest odpowiedni na kołysankę. Ale podoba mi sie, przywodzi na myśl „Świteź”. Cukiernicza śmierć jakoś też ostatnio wydała mi się przerażająca i już nie śpiewam tej kołysanki. Na szczęście mój synek i tak preferuje „Królu mój” (Klumuluj) i „Złotowłosą królewnę”.

  44. „Kluska, kefir i tutejszy” tegoż autora była mi pociecha, kiedy po przyjeździe na kolonię (5 klasa) rozchorowałam się ileżałam w izolatce. Gdy ja skończyłam, wynaleziono dla mnie „Romeo i Julię” Szekspira. A potem gapiłam się godzinami w przesuwajace się za oknem chmury. Szukałam podobieństw w ich kształtach, czekajac, czym nowym mnie zaskocza. To było wciagajace.

  45. Nie, nie jest mi znana, Casciolino. Gdzie ja mozna usłyszeć?
    U mnie na pierwszym miejscu jest ” Aaa, kotki dwa…”. Nuci ja nawet tatuś Giorgia :)
    Słyszałam jej różne wersje, ale najlepiej mi wychodzi ta, którą śpiewała mi Mama.

  46. Sowo, dziękuję!
    Karłowicza nie śpiewam synkowi, głównie z powodu tekstów. Dla tych, którzy nie wiedzą, pieśń „Śpi w blaskach nocy morska toń, cichutko szemrzą fale” kończy się słowami „bo to, co raz chwyciła śmierć, nie wróci się do życia”.
    Jak dotąd Marco gustuje w klasyce, czyli ” aaa, kotki dwa”, „był sobie król” (tam też występuje śmierć, ale tylko „cukiernicza”, jak się okazuje w ostatniej zwrotce), „cichy zapada zmrok”. Najważniejsza jest dla mnie kołysanka, którą nam śpiewała Mama, „noc zagląda w okna”. Czy znana księgowiczom?

  47. Poznanianko, fakt, panowie w Anglii często bywają zamiłowanymi ogrodnikami, wiem o tym. Inspektor też ma ogród (który od czasu do czasu usiłuje uporządkować, ale raczej z konieczności zostawia to żonie). A jednak! Postrzeganie świata głównie poprzez piękno ogrodów nie jest charakterystyczne dla szorstkiego i władczego inspektora policji, właśnie będącego w trakcie rozwiązywania skomplikowanej zagadki brutalnej zbrodni. Nawet jeśli, jak Wexford, jest to inspektor o ludzkiej wrażliwości, lubiący czytać i mający głowę pełną literackich cytatów.

    Inspektora Dalgliesha bardzo lubię! – choć świetne książki PD James są dla mnie nieco zbyt ponure.

  48. Tak, Rozmarynie – i czujemy się takimi drobinami…
    Odpowiedź na Twoje pytanie: Jerzy Broszkiewicz oczywiście. Bardzo dobry autor, lwowianin. Powieści dla młodzieży, ale i dla dorosłych. Napisał m.in. powieść o Chopinie – „Kształt miłości”.

    Ta wystawa to musiało być przeżycie! Niedawno oglądałam z wnukami ogromny album Taschena o Da Vincim, zawierający także wszystkie jego rysunki techniczne i medyczne. Dzieci się dziwowały, zwłaszcza jego zapiskom odręcznym (pisał jak dyslektycy – w odbiciu lustrzanym, ale to podobno dla zachowania sekretu), a ja chyba jeszcze bardziej – myślałam o tym, któż to nam zesłał takiego wizjonera i geniusza, a zachwycałam się, jak zawsze, tymi boskimi, cudownymi rysunkami portretowymi (miękki ołówek, węgiel lub czerwona kredka). Są porywające.

  49. Dzień dobry po nocy przespanej bezpiecznie we własnym łóżku!
    Oczywiście te rojenia o Kosmosie są raczej w sferze wyobraźni niż rzeczywistości. U mnie się zaczęło, gdy byłam dziecięciem, od lektury książki „Wielka. większa i największa” (zapomniałam autora). Czy ktoś zna? Był też film, ale książka to książka.
    Myślę, że marzenia są bardzo wielką siłą napędową. One każą ludziom dążyć do niemożliwego i często to niemożliwe okazuje się możliwe. Pęd do latania na przykład. Zazdrościliśmy ptakom od wieków. Leonardo da Vinci próbował konstruować maszyny latające. Widziałam we Francji, w ostatniej rezydencji Leonarda Clos-Luce (pod Amboise), wystawę makiet maszyn latających wykonanych na podstawie rysunków Leonarda. Były piękne.
    Wielki malarz Renesansu byłby zachwycony widząc dziś, jak ludzie potrafią przemierzać przestrzeń, nie tylko w obrębie Ziemi, ale i w kosmosie. On już wiedział, że Ziemia jest okrągła i że krąży dookoła Słońca. Nie wiedział jeszcze, że nasz Wszechświat powstał ponad 14 miliardów lat temu, a my już wiemy. To bardzo zmienia widzenie świata.

  50. Poczulam dzisiaj (zagladajac tutaj) jak w Swieta Bozego Narodzenia u babci. Wieczorami siadywalismy przy piecu, ze o choince nie wspomne, i gawedzilismy.
    KrzysztofieO, dziekuje za te cieple opowiesci o Borchardtcie, milo sie dowiedziec, ze byl taki w zyciu jak i w swoich ksiazkach.
    ( Wczoraj podczas regat, szurnelam kolege w glowe bomem od spinakera (na szczescie maly ten bom i zupelnie lekki).W zdenerwowaniu, ze mam opanowac dwie liny w jednej sekundzie, wszystko pomieszalam.)
    Mamo Isi, to musial byc pyszny widok.
    Musze poogladac te zaglowce.
    Lubie Was.

  51. Zerknęłam tylko na czołówkę, jest piękna, a ja nie jestem fachowcem.
    Myślałam natomiast o Ruth Rendell i ogrodniczych zamiłowaniach tego policjanta. Nie wiem, jacy są Anglicy i pewnie nie da się generalizować, ale stereotyp jest chyba inny niż w Polsce – panowie znają się na kwiatach!
    A zwłaszcza policjanci – np. inspektor Barnaby (Caroline Graham oczywiście), na piękno przyrody, jak to poeta, zwraca też uwagę Adam Dalgliesh ( P. D. James). No, ale rzeczywiście autorkami są kobiety…
    Dobranoc!

  52. Tak, to prawda! Śliczny jest ten kościółek św. Wojciecha.
    Przez wczesne lata szkolne to była nasza (mieszkańców ul. Kościuszki) parafia.
    Proboszcz miał piękne rozarium w kościelnych ogrodach.

    Kliper? Ale który to z nich? Tam są przynajmniej trzy różne żaglowce. W miarę rozwoju firmy Mr Onedin kupował (lub zdobywał) coraz to większe jednostki, a zakończył zakupy na świeżo wynalezionym statku parowym.
    Co do niewolników: a to ulga.

  53. Ja znowu krótko i na marginesie „Onedin Line”. To raczej jest kliper, nie fregata.Fachowcy na pewno potrafią to wyjaśnić dokładniej. A Brytyjczycy już wtedy nie handlowali niewolnikami od dobrych kilkudziesięciu lat. O kampanii abolicyjnej pięknie opowiada oparty na faktach film „Amazing grace”, jak wskazuje tytuł z lubianym tutaj wątkiem muzycznym. Polecam!
    I jeszcze o „Bisogna morire”- słyszałam ją ostatnio w czerwcu na poznańskiej Śródce w kościele św. Małgorzaty!
    To uzupełnię też mój krótki wpis poznańskich koncertach Helene Schmitt. Pamiętałam, że to było dawno, sprawdziłam – w 2007 roku! Szczególnie dobrze wspominam ten w kościele św. Wojciecha -wrześniowy późny wieczór- początek o 22! Srebne gwiazdy na niebie i złote na sklepieniu – kościół jest gotycki, ale polichromia XIX-wieczna, przypomina tę z kościoła mariackiego w Krakowie, bardzo pięknie wygląda oświetlona.

  54. Jeszcze się wpiszę, bo nie wytrzymam:

    Casciolino, a śpiewasz też dziecku do snu „Śpi w blaskach nocy morska toń”?
    Anielski masz głos, to prawda :):)

  55. Czarne owce, „ciemność, cisza, samotność”, Księżyc dzisiaj opasły jak „Ciotka”, przemyślenia o pracy bibliotekarza,
    to wszystko i po mojej głowie się kołacze. Słowem fluidy jakieś krążą (niezależnie od freudów).

    A Kosmos najchętniej podziwiam z mojego okna.:)

  56. Tło muzyczne DUA, sceneria oraz napisy nawet (swoją drogą, takie widywałam w filmach o Dzikim Zachodzie)w wymienionym tutaj serialu,
    wszystko to stanowi moją ulubioną mieszankę z lat dziecinnych o nazwie „kino familijne”. Podobnie, jak
    u Celestyny zasiadaliśmy do takich filmów całą rodziną i było wtedy tak, jak lubiłam najbardziej .:)

  57. Też miałam skojarzenie z czarną owcą! Alem zmilczała.

    Zgredziku, chyba czytałam dziś to samo na Twitterze.:) Mama tak mówiła do syna -lotnika. ” Tylko pamiętaj, lataj nisko i powoli!”

    No i nie w Kosmos, oczywiście. Sowo, rozumiem Cię całkowicie.
    Swoją drogą, obejrzałam niedawno po raz kolejny „Odyseję kosmiczną 2001” Kubricka (chciałam sobie przypomnieć główny motyw muzyczny – ten Richarda Straussa – który tak świetnie się wpisuje w scenę, gdy małpolud rzuca w górę kość!). Oczywiście wciągnęło mnie i obejrzałam aż do końca, ale puszek na głowach to oni nie mieli, lecieli sobie komfortowo, oddychając tlenem. Inna sprawa, że tylko niektórzy – bo reszta leciała w stanie hibernacji, brrr.

  58. Wiem, że cztery wpisy pod rząd to już lekka przesada, ale tyle tu się dziś ciekawych wątków przewinęło… Mamo Isi, czarna kura-Włoszka nie chadza ostatnia, tylko znosi jajko jako ostatnia (późnym wieczorem). Myślę, że to w pewnym sensie odpowiednik czarnej owcy albo brzydkiego kaczątka – czyli zwierzątka, które nie daje powodu do dumy, bo odstaje kolorem od reszty.

  59. KrzysztOfie, miałam ciocię, która była kierowniczką biblioteki. Zawsze bardzo się denerwowała, gdy wzdychałam z zazdrością: „ale Ci dobrze, możesz czytać książki w pracy…”. Bo to była ostatnia rzecz, na którą miała w pracy czas.

  60. DUA, a jak nazwać to zjawisko, kiedy zdanie „Handel niewolnikami dyskretnie pominięto” odczytuję jako „Haendel niewolnikami…”?

  61. Jutro Pełnia Żniwiarzy i do tego ostatnie w tym roku zaćmienie. Podobno Księżyc będzie ciut ciemniejszy niż zwykle.

    Rozmarynie, oczywiście masz rację. Dziecko będzie robić to co chce i nic do tego mają moje macierzyńskie tęsknoty. Ale tu nie chodzi nawet o to, że dziecko ma być stale w zasięgu ręki (szczególnie, że będąc w kosmosie może kontaktować się ze mną częściej niż mieszkając i pracując nawet w tym samym mieście), ale raczej o moje wyobrażenie, czym jest kosmos: ciemność, cisza, samotność. I moje Sowiątko przemierzające tę bezkresną próżnię w metalowej puszce z bańką na głowie niczym Pan Soczewka, zdane na łaskę elektroniki i kilku współtowarzyszy podróży, ech…

  62. Dobry wieczór! Dzisiaj „Laudate dominum” Mozarta rozbrzmiewało w Kościele Św Marii Magdaleny we Wrocławiu. Było wspaniale!

  63. Maluszek Cascioliny ma szczęście.:)

    Celestyno, kupiłam sobie ten serial raczej w ciemno, po prostu wiem, że BBC robi świetne filmy. I kiedy zaczęłam oglądać, także miałam wrażenie, że widzę to nie po raz pierwszy. A przecież, o ile mi wiadomo, w naszej TV go nie pokazywano. Ciekawe.
    Ale prawda, że wspaniała czołówka?
    Zachwycają mnie żaglowce. Zwłaszcza te dawne – prawdziwe poetyckie arcydzieła genialnych konstruktorów, a jakie piękne przy tym!

  64. Joanno, śpiewam, owszem, ale od jakiegoś czasu podstawa mojego repertuaru to kołysanki. Zwierzę sceniczne zamieniłam na kurę domową. Hehe. Mam jednak nadzieję, że wkrótce uda mi się te dwie rzeczywistości pogodzić.
    DUA, pięknie dziękuję za komplement.

  65. Pani Malgorzato! Ta muzyka Chaczaturiana przywodzi mi na mysl dziecinstwo, przenioslam sie w czasie.
    Pamietam, kiedy jakiegos dobrego filmu zasiadalo sie cala rodzina, rzadko.
    Nie wiem czy kiedykolwiek widzialam choc kawalek tego serialu, ale takie napadaja mnie skojarzenia kiedy slucham tej muzyki.

  66. To do dzieła, Mamo Isi!
    Jesteś na dobrej drodze :)
    Tutaj mówią, ze kto zna języki słowiańskie, ten szybko sie nauczy włoskiego.
    Coraggio!

  67. Na szczęście kurczaczek przeżył i ma się dobrze. Moja dwuletnia kuzynka każdej napotkanej osobie opowiadała historię :” Kurczak się wykluł. Z jajka!”. Albo inną : „Gdzie wpadła Maja? W pajęczynę. Kto ją uratował? Konik polny.” Przy „W pajęczynę” miała łzawy głosik. :D

  68. Just, po prostu znalazłam necie linka „Animali e animaletti: kurze przysłowia”;) Jest ich tam więcej. Oraz materiały do nauki języka włoskiego. To jeden z tych języków, które bym chciała umieć.

  69. A za mną wciąż chodzi ciaccona Schmelzera i ta druga, która zaraz po niej leci – Bertalli’ego. Nie mam nic przeciwko; niech chodzą, są przepiękne.
    Wilku Morski, psa wtedy nie mieliśmy, niestety. Ale błąkała się nasza kocica;)
    A razu pewnego nawet dojechał do kraju (z Alicante) Siaś Rowiński. To dopiero było spotkanie II rocznika Szkoły Morskiej w Tczewie!
    Otz, we wspomnieniach Janiny Porazińskiej, autorka opisuje jak gęsiarka, ilekroć jej się gęsi rozlazły, wymachiwała czarną szmatą na kiju i krakała, a wtedy przerażone gęsi pędziły do niej, co sił w łapach.
    Może to być, że każda czarnopióra stwora to dla drobiu któreś z krukowatych, czyli zagrożenie.

  70. Mamo Isi, zadziwiasz mnie znajomością włoskich powiedzonek :)
    Znam osobę, która hoduje na wsi kilka kur, aby mieć ekologiczne jajka dla siebie i najbliższej rodziny. Z tego co wiem, to kury te sa karmione specjalną mieszanką, zawierająca m.in.liście pokrzywy. Noi co najważniejsze, to żyją beztrosko po kilka lat :)

  71. Zupełnie nie jestem serialowy, ale „Onedin Line” sprawdziłem, liczy sobie 91 odcinków, to chyba ponad moje siły. Ale kto wie?
    Piętaszku, kobiety w tym zawodzie jak najbardziej istnieją, najbardziej znana była w Polsce, chociaż dosyć już dawno, pani Danuta Walas-Kobylińska, barwnie opisał ją w swoich morskich gawędach Eugeniusz Wasilewski („Powrotne szlaki”, „Bezpowrotne szlaki”). Ja w ciągu trzydziestu lat spotkałem tylko jedną, Angielkę. Był to jej ostatni rejs, po którym wychodziła za mąż i rezygnowała z pracy na morzu.

  72. Droga Sowo!
    DUA martwi się, że Sowiątko może zechcieć odlecieć od Mamy tak daleko w Kosmos. Mamy lubią mieć swoje dzieci przy sobie, ale dzieci (po wyrośnięciu na dorosłych) i tak zrobią , co zechcą. A chyba rolą Mam jest dać im miłość i siłę na zdobywanie świata, no i pokazać, jak wiele jest możliwości i jak bogaty, różnorodny i piękny jest ten świat, czyż nie?

  73. Mamo Isi, nic nie wiem o chodzeniu na końcu, ale to bardzo być może. Ostatnio kiedy u mojej Babci wykluł się czarny kurczaczek, martwiła się czy przeżyje (Babcia się martwiła). Kury nie lubią widocznie czarnych piór.

  74. Tak, DUA, Kosmos jest daleko, ale zaczyna się już w nas, bo mamy w sobie dokładnie te same pierwiastki, co gwiazdy, a bez gwiazd nie byłoby i nas.
    A poza tym, tak mało jeszcze o Nim wiemy (choć coraz więcej dzięki naszemu ludzkiemu nieograniczonemu Rozumowi), że można sobie wyobrażać, co się chce. To nieograniczone pole dla wyobraźni!

  75. Ech , Krzysztofie i tak Ci zazdroszczę, a szczególnie tego nocnego nieba nad oceanem.
    Niestety nie mogłabym się zawodowo zajmować tym co Ty (skłonność do choroby morskiej , niestety).
    A , właśnie – czy zdarzają się kobiety – nawigatorki ?

  76. Jeszcze poprawka: ten serial BBC, o którym wspomniałam, nazywa się „The Onedin Line”. To jest kompletna nazwa.
    A kompozytor to oczywiście Aram Chaczaturian.

    Tu szukać:
    Tv Theme Onedin Line (Aram Khachaturian)

  77. Rozmarynie, święta racja!
    Ale w kosmosie jest Strasznie Daleko. I czas inaczej biegnie, o ile tak można powiedzieć o Czasie.

  78. Wyobraziłem sobie Trzech Panów Stojących na Głowie. Z pewnością błąkał się tam także pies.

  79. Oj, Piętaszku, chyba Cię rozczaruję. Z Japonii znam lotniska, autostrady, hotele i terminale naftowe – a te rzeczy są wszędzie takie same. Rzadko się trafia, bym miał czas choćby na spacer, nie wspominając o turystyce. Najdłużej zdarzyło mi się być w Jokohamie, całe trzy dni czekałem na swój statek, rzeczywiście złaziłem wtedy pół miasta. Ale to za mało, żeby porywać się na opinie, Wannabe robi to dużo lepiej.

  80. Dzień dobry po przerwie!
    Myślę, że kosmonauta to inna odmiana nawigatora. Więc i „Znaczy Kapitan”, i „Kosmos” się przyda dla młodych czytelników. Nie znam co prawda tej książki, ale sam tytuł już fascynuje, bo przecież Kosmos to prawdziwy „kosmos”!

  81. E, Mamo Isi, młode dziewczę przy stole – i już stare wilki morskie nabierają rozmachu!

    Odkąd tu napomknęłam o romantyzmie nawigowania, chodzi za mną (o, to typowe ognisko zastoinowe!) piękny motyw muzyczny i jeszcze piękniejszy obraz. Kupiłam sobie kiedyś mianowicie brytyjski serial „Onedin”. Bardzo udany i ciekawy (Krzysztofie!) pokazujący dynamicznie rozwijającą się przez lata firmę handlową z Liverpoolu i jej żaglowce, czyli, jak w pigułce zamkniętą, historię angielskiej floty. Imponująca to historia! (Handel niewolnikami dyskretnie pominięto, więc naszego podziwu nic nie zakłóca).
    Otóż czołówka do tego serialu (można chyba jeszcze ją obejrzeć na YT) należy do najbardziej romantycznych i pociągających. Przedstawia , widzianą lekko z góry, fregatę pod pełnymi żaglami, jak uskrzydloną, mknącą po błękitnym oceanie, a muzyka (któż to wymyślił? Całkiem od rzeczy, a pasuje) pochodzi z baletu Chaczaturiana „Gajane” (Sowo, już wiesz!). Ta muzyka jest w założeniu uwodzicielska, tajemnicza i porywająca. Właśnie jak śpiew syren w Odysei.

    Zobaczcie!

  82. A z zup najwięcej przysłów doczekał się barszcz. Poza tym polewka, czernina, żur i rosół.
    Bez wołu nie będzie rosołu.
    Nie chciał cię diabeł do rosołu, weźmie cię do juszki.
    Po rosole wino – jakby dukata wyjął doktorowi.

  83. Ależ nie dla mnie stawali, kochany Starosto! Ja tam wtedy jeno pomagałam Mamie przy podawaniu do stołu starając się w miarę możności nic nie uronić z rozmów toczących się przy stole;)

  84. Racja, Sowo. Kup mu lepiej „Znaczy kapitan”. Będzie miał takie piękne życie jak Krzysztof O.

    Mamo Isi, a to ci dopiero! Któż to dla Ciebie stawał na głowie! W głowie się nie mieści!:)

    Casciolino,(wiad.pryw.)- Adminki się odezwą.

  85. Chesterko, chyba trochę zazdroszczę Arturiance.
    Co do Conrada – wstyd się przyznać, ale gdzieś mi umykał, jedynie kilka opowiadań zdarzyło mi się przeczytać. Od dawna zamierzam naprawić to zaniedbanie, może Twoje pytanie stanie się właściwym po temu impulsem.
    Na końcu Nabrzeża Pomorskiego (nikt go tak nie nazywa) w Gdyni jest pomnik Conrada. Kiedy byłem na „Darze Młodzieży” karą za przeróżne studenckie przewinienia był bieg do pomnika i z powrotem z ciężkim odbijaczem na karku. Nazywało się to „robieniem conradów”. Może dlatego go nie czytałem?

  86. Przeczytałam Arturiance Pani słowa. Przesyła uśmiech z dołeczkami.
    A propos dołeczków. Ciekawe, czy zawsze się podobały. Bohaterka „Judy”Hardy’ego specjalnie zasysa policzki, by wywołać ten efekt, skadinad u innych naturalny.

  87. Też Włosi już to mają. Mówią, że ma się cervello di gallina, czy kurzy móżdżek;)

    Tata był na jednym roku z Karolem Borchardtem; przyjaźnili się, bywał u nas. Pamiętam, jak kiedyś oburzeni, że ktoś może uważać, że są niedołężnymi starcami, jak jeden mąż stanęli na głowie pod ścianą. Borchardt, Hłasko i Tata;)

  88. A propos gwiazd. Czy ktoś z Was ma może książkę „Kosmos” Macello D’Angelo? Zastanawiam się nad zakupem.

  89. Krzysztofie, Twoje opowieści są fascynujące ! Bardzo proszę o więcej :):) (prawda DUA ?)
    Np.Jak Ty postrzegasz Japonię ?

  90. Mamo Isi, o czarnych kurach nic nie wiem. Znam tylko powiedzenie: „Głupia jak kura”.
    Masz rację, byle kuna kurę załatwi.

  91. A! Widzisz, Gio! To się nieco pocieszyłam. Już widzę, że „Anglicy” sobie poczekają.

    Krzysztofie, znaczy kapitana lubimy tu zbiorowo. Był niegdyś częstym gościem naszych tu zagadek literackich. Łatwy do rozpoznania zresztą, po stylu i ciepłym humorze.

    Ach, a więc w dodatku siwa broda cię zdobi?! …!

    Chesterko, moje uściski i wyrazy uznania dla Arturianki. Samodzielna nauka łaciny – codzienna!- wprawiła mnie w zachwyt.

  92. Co do „Anglików na pokładzie” – no właśnie, DUA, miejscami książka jest raczej nużąca (że nie wspomnę o momentach obrzydliwych…) i też miałam ochotę odpaść. Ostatecznie pomalutku dotarłam do końca i w zasadzie nie żałuję, ale – jak to się teraz mówi – szału nie ma.

    PS
    Krzysztofie, „Anglicy…” to moja zdobycz z tegorocznych Warszawskich Targów Książki i to właśnie ja tutaj ten tytuł poleciłam, jako ciekawostkę edytorsko-translatorską. :-)

  93. Krzysztofie, muszę sprostować. Chodziło o córkę, Arturiankę, która, zamiast docenić uroki długich wakacji, przebiera nóżkami na myśl o czekajacych ja studiach historycznych. Codziennie uczy się samodzielnie łaciny. Historykiem jest też mój maż. A ja tylko rozwijam się w tych oparach.
    Pozdrawiam z goracego Gdańska, Wilku Morski.
    Acha, lubisz Conrada?

  94. Czuję się mile połechtany, na szczęście siwa broda skrywa rumieniec.
    Za młodu romantyzm działał. Nie chcę całkowicie obwiniać Karola Olgierda Borchardta, bo przeważająca była inna motywacja, niemniej jednak miał swój udział w moim wyborze. To znaczy jego książki, oczywiście. Pan Borchadt żył jeszcze, kiedy zaczynałem studia w Gdyni, od dawna już w szkole nie pracował, ale anegdoty o nim krążyły wśród studentów. Jedną jeszcze pamiętam. Otóż założył się kiedyś z pewnym leniwym studentem, że jeśli uda mu się w końcu zaliczyć u niego nawigację, to on, jego wykładowca, przejdzie na rękach wokół całego budynku Wydziału Nawigacji. Co też przyszło mu uczynić, w pełnym umundurowaniu. Był postawnym, silnym mężczyzną. Kiedy umarł w maju 1986 roku byłem na praktykach w morzu, więc nie uczestniczyłem w pogrzebowych uroczystościach, a były bardzo okazałe, całe miasto go żegnało.
    W gwiazdy dla celów zawodowych patrzyłem ostatni raz wieki temu, teraz czynię to jedynie dla przyjemności. Trzeba ciemnej nocy i przejrzystości powietrza nad oceanem, żeby stwierdzić, jak bardzo nasza galaktyka zasługuje na swoją nazwę.

  95. Chyba my od Rzymian. W końcu oni mieli kury wcześniej.
    Chociaż w Biskupinie odnaleziono kości kur – co ciekawe, miały one znacznie bardziej rozwinięte skrzydła, więc niewykluczone, że wonczas nocowały na okolicznych dębach i bukach;)

  96. Lis na drzewo nie wlezie, ale kuna czy łasica bez problemu. I marny wtedy kurzy los.

    Włosi mają jeszcze powiedzonko o czarnej kurze, która się zawsze spóźnia (essere la gallina nera). Czy ktoś zaobserwował w naturze, że czarne kury chadzają zawsze na szarym końcu, czy też zostały biedactwa brzydko pomówione?

  97. KrzysztofieO, moim zdaniem praca nawigatora jest w istocie jedną z najbardziej romantycznych w świecie.
    Nieważne, że teraz to nie „gwiazd szukasz, przewodników łodzi”, skoro masz nowoczesne instrumentarium. Ważne, że „navigare necesse est”.

    Jesteś bardzo ciekawym człowiekiem. W dodatku Tatą śpiewającej jak anioł Cascioliny!
    I bardzo się cieszę, że tak do mnie zaglądasz.

    Uzależnienie ma miejsce wtedy, gdy oddanie się czemuś uniemożliwia wszelkie inne czynności i pasje. To nie jest Twój przypadek.:)

    Od „Anglików na pokładzie” jakoś szybko odpadłam. Czekają teraz w kolejce. Jak ich pochwalisz, to szybko do nich wrócę.

  98. Pewnie my to od Włochów przejęliśmy, a raczej od Rzymian.
    A może nie? Może to po prostu tak zwana Prawda Uniwersalna? Oparta na oczywistej obserwacji?

    Mamo Isi, jakie tam rozpuszczone – widywałam na wsi kury, które wolą spać na drzewie. To musi być jakiś atawizm. Na drzewie lis ich nie zdybie. A w kurniku duszno i hałaśliwie, spać nie dają.

    Tak, zdjęcie Ateny jest naprawdę mistyczne – jak słusznie zauważył mądry Wójcik Wiewiórka. Piękno obecne wszędzie, głębie ukryte nawet pod płaską pustynią. Potężne światło, które wszędzie dotrze. Woda, która formuje skały. Ileż symboliki!

    [Gutta cavat lapidem non vi, sed saepe cadendo. (Owidiusz)
    Kropla drąży skałę nie siłą, lecz częstym spadaniem.]

  99. Ach, Włosi też mają to powiedzenie o chodzeniu spać z kurami – andare a letto con le galline;) Jak miło!

  100. Nieprawdopodobne zdjęcie tytułowe! Dłuższą chwilę nie wiedziałam, co widzę. Aż zajrzałam do wujka Google’a, żeby się doinformować. A z wierzchu – pustynia. Płasko i łyso.

  101. Kilkanaście lat temu na naszym podwórku mieszkała sarenka, która straciła jedną nóżkę. Zadomowiła się do tego stopnia, że na zawołanie : Saruś : przybiegała pod okno czekając na cukierka irysa. Taka sarenka – łasuszek. Miłego dnia.

  102. Kura jako leitmotiv dnia wczorajszego w Księdze;) To i ja dołożę swoje trzy grosze.
    Już starożytni Rzymianie mieli zbliżone poglądy na problem kury i jajka i mawiali: Mala gallina – malum ovum.
    Marna kura – marne jajko.
    W latach pięćdziesiątych zeszłego wieku Tata hodował kilka kur w ogrodzie, żeby były świeże jajka. I to były najbardziej rozpuszczone kury na świecie. Jak tylko go zdybały, leciały na wyprzódki i dziobały mu buty, żeby im nakopał robaków. Poza tym nie chciały na noc iść do kurnika, tylko chciały nocować na jabłoni. I co dzień Tata właził na drabinę i zdejmował kurę po kurze i wniebogłosy narzekające ptactwo zanosił do kurnika.

  103. Cała Księga śpi (prawdopodobnie), a ja zaczynam nowy dzień. Czy to jest uzależnienie, jeśli pierwszą czynnością przy komputerze jest otworzenie tej strony?
    Chesterko, zastrzygłem uszami, gdyś określiła się jako fascynatka historii. Co prawda najpierw chciałem zostać bibliotekarzem, bo to przecież musi być świetna praca, tak sobie siedzieć wśród regałów i czytać książki. Ale potem, już w poważniejszym wieku, sporo myślałem, czy by nie studiować historii. Ostatecznie zostałem nawigatorem, ale zainteresowanie historią towarzyszy mi cały czas. Książkami zresztą także.
    O „Anglikach…” ktoś tu pisał parę miesięcy temu, głównie ze względu na niespotykaną liczbę tłumaczy, konkretnie dwudziestu jeden, każdy przełożył partię innego narratora. Ma to swoje uzasadnienie, jako że, jak twierdzi wydawca, autor – Matthew Kneale – rzeczywiście bardzo różnicował styl i słownictwo kolejnych narracji. Książkę nabyłem i zabrałem ze sobą na statek, dopiero ją zaczynam, lecz obiecuję Gio kilka impresji po zakończeniu. Trochę to potrwa, jakoś z wiekiem coraz wolniej czytam.

  104. To mój nowy, drogi Starosto , mniej oficjalny i bardziej przyjazny (jak sądzę) środowisku obecnych
    tu Księgowych nick. Zatem po raz ostatni tutaj – Beata S. Dobranoc . ;)

  105. Moja Babcia miała prawdziwą kurę domatorkę. Babcia była małą dziewczynką, kiedy jej rodzice przygarnęli owcę, wspomnianą kurę, a nawet (czego bardzo jej zazdroszczę) lisa! Oczywiście zwierzęta nie mieszkały tam w tym samym czasie ;).

  106. :)))
    Chłodniej, to ważne, zwłaszcza w tym upierzeniu. Inaczej musiałabym się rozebrać do rosołu i przeczytałaby Pani potem o mnie w wiadomościach.
    Dobranoc!

  107. Dobranoc, księżyc jest dziś wybitny.

    Chesterko, ja chodzę szybko, a powinnam dostojnie (w tym wieku). Kura – nie!

    Miłej wycieczki ! – (ma być chłodniej).

  108. Jakie to wzruszające i miłe wspomnienie,Buczyno.:)

    Właśnie pochodziłam po ogrodzie,popatrzyłam na księżyc i gwiazdy,pomyślałam,że DUA i Wy wszyscy patrzycie na to samo niebo (nawet Krzysztof w Japonii i Drogie Księgowe w różnych zakątkach świata),zrobiło mi się od tej myśli jak zwykle lepiej na świecie i mogę spokojnie iść spać.:)
    Dobrej nocy,Kochani!

  109. Hmm…chodza wolno i jedza co dobre, powiadasz Buczyno? Tak, to właśnie lubię w moim życiu!:))
    A propos, rzućcie trochę światła na „Anglików na pokładzie”. Nie znam.
    Jestem akurat po lekturze „Judy nieznanego” Hardy’ego i zdecydowanie potrzebuję przyspieszonej kuracji rozweselajacej.

  110. Casciolino, skrzętnie notuję Twe wskazówki, bowiem za 2 tyg. wybieram się, tym razem z najstarsza córka do Poznania. Kojaca podróż śladami Borejków połaczymy, jak przystało na fascynatkę historii, ze zwiedzaniem ważnych miejsc m.in.: Ostrów Tumski, Muzeum Narodowe, Bibliotekę Raczyńskich, wspomniany cmentarz i wiele innych.

  111. Moja Babcia hodowała kury. I prawdę mówiąc rozumiem to podkreślenie w wyrażeniu „rosół z kury DOMOWEJ”. Bo kura domowa jest hodowana w inny sposób niż kura na fermie. Chodzi wolno, je zielone a nie paszę. I taki rosół naprawdę inaczej smakuje – tak jak jajka od kury „domowej” smakują inaczej.
    Pamiętam jak lubiłyśmy pomagać babci przy jednodniówkach. Musiały mieć ciepło, trzeba było im delikatnie zanurzać dziobki w korytku, żeby nauczyły się pić. Były takie mięciutkie :)

  112. Przypominam, jak Chesterka zapisała dziecku na kartce, że ma kupić „jaja kur z wolnego obiegu”.

    Wiewiórka z białym brzuszkiem? No, no! Chorwatka jedna.

  113. Melduję, że wiewiórki w Chorwacji są – przynajmniej jedna lub jeden, dziś podziwialiśmy jak przeskakiwała nad głowami po gałęziach pinii. Była brunatna w kolorze pnia i miała biały brzuszek. Pędzli na uszach nie widziałam, ale to nie znaczy, że ich nie było.
    Rosół z kury domowej- he he he. Pewnie autor miał na myśli domowy rosołek z kury:D

  114. Casciolino, a więc śpiewasz! Ale super!Cudze talenty wokalne nieodmiennie mnie ekscytują. Własnych nie posiadam, co nie zmienia faktu,że śpiewać uwielbiam.;)

  115. Ja tez się uzbrajam, Joanno. Mile takie czekanie, kiedy się wie, ze przybędzie opasła Ciotka z mnóstwem niespodzianek.

  116. O, tak, Casciolino, to jest piękny, zabytkowy cmentarz.
    Dziękuję za miłe poznańskie sprawozdanie!
    Ucieszyłam się też wiadomością, że jeszcze jedna moja Kochana Czytelniczka śpiewa zawodowo!
    Co do zdjęć: wpisz tu swój adres mailowy jako wiadomość prywatną, Adminki się odezwą.

  117. W ostatnią niedzielę wróciliśmy do gorącego Rzymu z równie upalnego Poznania. Polecieliśmy tam z okazji uroczystej profesji zakonnej i święceń diakonatu mojego kuzyna, które przyjął w Sanktuarium świętego Józefa na wzgórzu świętego Wojciecha, zaraz przy cmentarzu zasłużonych Wielkopolan. Bardzo polecam odwiedzenie tego szczególnego miejsca wszystkim księgowiczom. W klasztorze karmelitów można się nawet napić niezłej kawy i zaopatrzyć w dobrą duchową lekturę (ach, te Teresy), a przy okazji spróbować pysznych jabłek z zakonnego sadu :)

    Właściwie przez przypadek mieszkaliśmy na granicy Jeżyc i Sołacza, z okien mieszkania widziałam bloki na Norwida. Wybraliśmy się też oczywiście na krótki (niestety) spacer, żeby pozdrowić dom przy Roosevelta 5. Chciałabym przesłać DUA pamiątkowe zdjęcie, ale nie wiem na jaki adres…

    Kontynuując temat językowy: ja również polecam naukę języka włoskiego, głównie dlatego, że jest banalnie prosty. Dla mnie był to przedmiot obowiązkowy na studiach, wszyscy śpiewacy muszą się uczyć języka, w którym powstały pierwsze i największe sztuki operowe. Potem pojechałam na stypendium do Rzymu, kolejne kursy wokalne, poznałam przyszłego męża i już zostałam.
    Podczas pobytu w Poznaniu odwiedziliśmy Rogalowo, czyli Muzeum Rogala Świętomarcińskiego i dowiedziałam się, że jest kilka homonimów w gwarze poznaśkiej i języku włoskim. Na przykład „mela” to w Poznaniu kobieta, a po włosku jabłko. Z kolei „bimba” to po włosku dziewczynka, a w mieście Borejków…tramwaj! Ciekawe czy jest więcej takich podobieństw.

  118. Uwielbiam opasłe ciotki,a tę polubię szczególnie. ;;) Zbroję (albo uzbrajam )się w cierpliwość.

  119. A nie, nie, ja się nie pozbyłam. Ale odkryłam, że w telefonie mogę sobie obejrzeć obrazki, a na komputerze mogę pisać, tak że nie jest źle.

  120. Spróbuję! Kiedy na polskim rozmawialiśmy o książkach pani opowiadała nam, że pewien autor napisał 30 książek w 3 lata! To dopiero wyczyn! Siedział 8h dziennie przed komputerem. Wójcie wiewiórko-dziękuję za odpowiedź:)

  121. Pozwalam, a jakże!
    Lubię pogadać o książkach.

    I zaglądać tutaj też lubię. Spoko, Celestyno. Nabieram od was energii do pracy!

    O, i Wiewiórka, i Krzysztof pozbyli się wirusa! Wspaniale!

  122. Dzień dobry!
    Krzysztofie, „Anglików…” właśnie niedawno skończyłam. I muszę powiedzieć, że uczucia mam mieszane (gdyby to ode mnie zależało, chyba bym co nieco ocenzurowała ;-)). Ale ja jestem laik w tematyce „pokładowej”. Toteż bardzo mnie ciekawi odbiór tej książki z perspektywy Wilka Morskiego. Podzielisz się opinią? Oczywiście – jeśli DUA pozwoli.

  123. Udało mi się wreszcie zobaczyć zdjęcia i rzeczywiście, dech mi zaparło na widok kanionu szczelinowego, a właściwie tej konkretnej szczeliny, z tym konkretnie uchwyconym światłem. Mistyczne!
    A na widok Kogucika z wiewiórką zrobiło mi się ciepło w okolicy serca. Wyglądają, jakby o czymś rozmawiali.
    Asiu, odpowiem na Twoje pytanie: DUA to jeden z pseudonimów Pani Małgosi, wymyślony przez czytelników. Jest to skrót od: Droga Ulubiona Autorka. Inny pseudonim, z którym się tu spotkasz, to ” Starosta”, bo Pani Małgosia to szefowa tej strony.

  124. A widzisz Joanno, warto było troszkę podrążyć – „Ciotka ” będzie opasła mmm…mniam :)))

  125. To cichutko siedzimy i nie przeszkadzamy, licząc tylko na to, ze od czasu do czasu jakiś miły Adminek kliknie we wpisy, coby się ukazały:)

    Skoro mowa o kurczakach i kurach domowych, to koniecznie muszę tu wspomnieć „Światełko” i Plugawego Pawełka, który w obliczu podejrzeń dzieci, ze kura jest kradziona, zarzekał się: „(…) zaś kura, cóż, kura po prostu przechodziła obok mnie i ni stad ni zowąd sama wskoczyła mi w ramiona”. Wygłodniałe dzieci udały, ze uwierzyły. „Kura (…), była wyjątkowo smaczna bez względu na to, czy sama wskoczyła Pawełkowi w ramiona, czy tez on ja objął, nie prosząc o zgodę”
    :):)

  126. AsiuEM -(wiad.pryw.)- po prostu siadam i piszę dalej.
    Nie ma innego sposobu!

    Uwaga: zawsze można to wyrzucić i napisać od nowa.
    A więc – śmiało!

  127. W Japonii – a, to Elka i Tomek Kowalik :) Tak, DUA, w tęsknym oczekiwaniu na opasłą Ciotkę odświeżam po kolei całą Jeżycjadę :)

  128. Beato S.,dla mnie już wczoraj to”mam pełne ręce roboty powieściowej „zabrzmiało optymistycznie i wzbudziło nieśmiałą nadzieję na rychłą premierę „Ciotki”.:)

  129. Z Japonii!
    Ach, Krzysztofie, cieszę się, że jest tam ktoś z naszych.
    Pozdrawiam serdecznie!

    Beato S., zgadzam się z ta opinią. Celna.

  130. Od końca sierpnia nie mogłem otworzyć strony, już się martwiłem, że paskudny wirus zwyciężył, aż dzisiaj nagle wszystko wróciło, bardzo się cieszę. Wieczór spędziłem na nadrabianiu zaległości, jak zwykle tutejsza wymiana myśli krzepi ducha. Pozdrawiam z Japonii i wracam do „Anglików na pokładzie”, jednej z wielu literackich inspiracji stąd pochodzących.

  131. DUA milczy…, a więc pisze (hura !).
    Ciekawe , co sądzi o opinii T. Manna, który ongiś napisał : ” Pisarz to człowiek, któremu pisanie przychodzi
    trudniej, niż innym ludziom „.
    Miłego dnia Wszystkim :)

  132. Aaa! Dowcipny Zgredzie!
    Jasne.:))))

    AsiuEM, zrób tak: napisz tutaj,co chcesz, i dodaj, że to jest wiadomość prywatna. Nie ukaże się, a ja ją przeczytam na pewno. I odpowiem!

    Jolu, chyba wiem co czytasz.

  133. Pani Małgosiu! Czy można napisać do pani wiadomość prywatną? Jeśli tak to w jaki sposób?
    PS. O co chodzi z tym DUA?

  134. Buczynko, pomyślę, jak przyjdzie czas. Na razie mam pełne ręce roboty powieściowej.

    Ściskam dziewczynki!

  135. Zajrzałam na allegro i widzę, że są tam dostępne nawet dwa wydania. Może zatem nie ma sensu publikować mojego wcześniejszego niesprawdzonego ze stanem faktycznym komentarza? Ale za odpowiedź w sprawie zawartości nowej Bambolandii byłabym wdzięczna…

  136. Pani Małgosiu, wspominała Pani ostatnio o nowym wydaniu Bambolandii. Czy będzie ona zawierała również Czerwony helikopter, czy tak jak obecnie – Ble-ble, Kluczyk i Światełko? Helikopter bardzo trudno dostać – nie mogę go upolować dla dziewczynek. Ale jeśli byłby wznawiany to po prostu poczekamy…

  137. Mimo że wpisy są o bardziej wzniosłych przedmiotach, na widok ciężarówki z pisklętami przypomniałam sobie, że w ubiegłą niedzielę, w menu pobliskiej karczmy z wykryłam „rosół z kury domowej”.

  138. A ja jestem jakimś antytalentem językowym :( Tylu się uczyłam i żadnego nie umiem :( Przynajmniej w takim stopniu jakbym chciała…
    A metody zbliżone do callana polecam tym, którzy mają trudności z MÓWIENIEM po angielsku. Dla mnie najważniejsze było słuchanie i powtarzanie całych zdań i przez to utrwalanie całych konstrukcji a nie pojedynczych słówek.

  139. Jeden z moich profesorow twierdzil, ze „najtrudniejsza jest nauka pierwszych pieciu jezykow,
    kazdy nastepny przychodzi z duza latwoscia”. :)

    A wiec do dziela, Ksiegowi!

  140. Dzień dobry! Będzie prywata:
    Buczyno myślałam o Tobie zwiedzając Kraków. Po takiej zachęcie, jak kilka wpisów wcześniej, będę się napraszać na wspólne zwiedzanie.:). Japońska wystawa z Tobą w roli Przewodnika była wspaniała!
    Koniec prywaty.
    Buziaki dla DUA i Księgowy, miłego popołudnia!

  141. Witajcie DUA i Księgowi!
    Świetny pomysł z ta nauką języka włoskiego! U mnie ta przygoda zaczęła się w czasach licealnych na kursach korespondencyjnych z ESKK, potem doskonalilam sie w Instytucie Kultury Włoskiej w Krakowie. Reszta to kursy w Rzymie i codzienna praktyka.
    Brava Patrycja F.! Powodzenia!
    Im więcej języków obcych sie zna, tym latwiej sie przyswaja i te inne.
    Pozdrawiam z Rzymu, gdzie aktualnie burza trwa :)

  142. Kokoszanel! Jak się cieszę! Chesterton, jest po kochanej DUA, „lekiem na całe zło”(co bardzo intensywnie odczuwam ostatnimi czasy).
    A propos języków, czy polecacie naukę języka angielskiego metodą Callana (myślę o córce)?

  143. Dzien dobry Wszystkim.Ja wlasnie czytam,kiedy tylko sie da, piekna,wciagajaca „Kristin figlia di Lavrans”.Dziekuje Pani Malgorzato za trop i sle gorace pozdrowienia.

  144. Kochani, bardzo polecam Wam opowieść o Alice Herz- Sommer.
    To Pani, która przeżyła Holocaust i w wieku 106 lat mówiła:
    ” Nawet na dnie zła znajduje się piękno. Ono musi tam być, trzeba tylko umieć je zauważyć „.

    A za największe bogactwo uważała posiadanie umiejętności wdzięczności- bo wszystko jest darem.

    Wyobraźcie sobie, po takich przejściach zachować taką postawę wobec Życia.

    No i w wieku 109 lat wytrwale ćwiczyła grę na pianinie.
    Piękna postać:)

  145. Dzięki, dzięki, nawet za spóźnione!:)

    Nutko na obczyźnie, wciąż jestem z Ciebie dumna!

    Ma, zawsze powiadam: nasze wiewiórki najśliczniejsze!

  146. Melduję, że i w Krakowie gorąco! Dobrze, że moje dziewczynki mają ogród przy szkole/przedszkolu z pięknymi wielkimi drzewami dającymi cień…
    K8 – byłaś w Krakowie!! Jaka szkoda, że nie wiedziałam, poszłabym z Tobą podziwiać Wyspiańskiego :)
    Spóźnione, ale serdeczne życzenia dla pana Musierowicza.

  147. Dobry wieczór!
    Postanowiłam przesłać słówko od siebie w sprawie języków. Mnie francuski niestety nie podchodzi, a szkoda, bo już drugi rok wpadam na staż do laboratorium we Francji właśnie. Na uczelni nie ma problemów żeby dogadać się po angielsku, ale jednak zawsze raźniej kiedy umie się przeczytać nawet szyld na sklepie. Co innego niemiecki – lubię brzmienie języków germańskich. Dlatego przez pewien czas uczyłam się sama holenderskiego (niderlandzkiego). I okazał się tutaj, we Francji, przydatny w sklepie – wiele produktów ma również napisy w tym języku.
    Serdecznie Wszystkich pozdrawiam, z Panią, DUA, na czele. Miło poczytać Stronę na obczyźnie. :)
    Nutka

  148. :)

    A wloski wszystkim polecam!
    (Jak widac, w zyciu warto czasem byc nieco elastycznym…)

    U nas tez wciaz upal, mimo wczorajszej burzy.

  149. DUA, jak to miło mieć świadomość takiego wsparcia . Życzenia dla Obojga z okazji urodzin, bo wszak są Dwoje w Jednym. Kiedyś wmawiałam wszystkim, że dwie połowy mogą być różnej wielkości , bo pan sąsiad postawny, a pani sąsiadka drobniutka . Wójcie , taka wiewiórka brana za chomika to ma się biedactwo pewnie kompleksy . Te nasze rude , śliczne klasyczne przyciągają uwagę wszystkich Brytyjczyków spacerujących po Łazienkach .Zaczynają się zachowywać ( Brytyjczycy, nie wiewiórki) jak japońscy turyści. Tylko biegają za Rudymi z aparatem .

  150. Wiewiórek tu nie widzieliśmy za to śliczna jaszczureczka zielona w cętki ( być może cętkowano -trawiasta) zapozowała mi do zdjęcia. No i są też liczne koty, mamy dwa przychodne.
    Dziękuję za polecenie Chestertona Chesterko w sam raz na moje zalatane wakacje (Czlowiek, wiedzial za duzo)

  151. Ach, te jezyki obce… Czasem zycie za nas wybiera. Tak bylo (troche) w moim przypadku. Jak szlam do liceum i mialam wybrac drugi (obok angielskiego) jezyk, wybralam francuski. A w ostatniej chwili sie okazalo, ze go nie bedzie i musialam szybko sie zdecydowac na niemiecki, hiszpanski lub wloski. Wybralam wloski. A potem na studiach, gdy wzielam urlop dziekanski, zeby wyjechac zagranice i tam szlifowac jezyk, zlozylam podanie o wyjazd do kraju anglojezycznego. A potem sie okazalo, ze jest mozliwosc wyjazdu tylko do Wloch. I tak sie zaczelo. I nie zaluje! :)

  152. Pewnie tylko z powodu Pani dobrych myśli to zniosłam,DUA. Proszę pomyśleć o mnie także jutro.:)

    A widzisz,Patrycjo?Chciałoby się powiedzieć,że nie taki diabeł straszny etc.,ale przecież nie wypada.Nie są takie najgorsze te sorki od polskiego,trzeba tylko dać im szansę.:)

  153. O, współczułam i Tobie, Joanno!
    Trzydzieści stopni u nas było w porze południowej.

    Patrycjo, wiedziałam, że tak będzie.
    Co do włoskiego: chyba dobra decyzja! Zawsze lepiej nauczyć się więcej, niż mniej. Ale francuskiego nie zarzucaj, bo szkoda by było. Zawsze się może przydać. Jak wydawałam starszą córkę za Francuza, to mogłam błysnąć elokwencją na weselu i nawet toast wznieść!

  154. Spędziłam dziś w szkole osiem godzin lekcyjnych,w tym pięć jakby w saunie.Żaluzje nie pomagają.Biedni udręczeni uczniowie,aż żal patrzeć.I w kółko mi się przypomina(to chyba ognisko zastoinowe)- „A lato było piękne tego roku”.Zawsze o tym myślę,kiedy mamy taki piękny wrzesień.

  155. Fluid! Właśnie zamierzam zmienić język francuski na włoski, gdyż francuski miałam w gimnazjum i na lekcjach licealnych się nudzę. Niby mogłabym bez wysiłku jechać na samych piątkach, ale kto wie, czy kiedykolwiek będę jeszcze miała okazję uczyć się włoskiego? Poza tym jest taki dźwięczny i podobny do łaciny właśnie.
    A propos szkoły. Sorka od polskiego stała się moją ulubioną nauczycielką. Co prawda, wymaga ogromnie dużo(np. jako pracę domową mamy za zadanie przygotować maturę ustną), jest nieubłagana, ale opowiada ciekawie, a poza tym- przecież kocham polski!

  156. Uff. Upalny dzień za nami. I nawet cienia nadziei na burzę!
    Żal mi Was, dziatwo, że musicie w szkole siedzieć.
    (Nauczycieli też żal!)

  157. Dzięki, Celestyno!
    Pan Marco śpiewa bardzo ładnie, a zwróćcie uwagę, jak różnorodna i bogata (także aktorsko) jest jego interpretacja. Samo „Bisogna morire” śpiewa na tak wiele różnych sposobów!
    Bardzo piękne.

    Ach, i te prześliczne (także w formie), szlachetne instrumenty jak ze starych obrazów!

  158. Ale ciaccona bardziej w serce zapada:)

    Dzień dobry Pani Małgorzato! Serdeczne życzenia dla Pana Musierowicza!

  159. Od tej chwili moje życie będzie się dzieliło na – przed ” La Passacaglia della Vita” i po.
    Ognisko zastoinowe – murowane.

  160. To się nazywa fachowo: ognisko zastoinowe, Sowo. Często miewam takie muzyczne ogniska. Albo wiersz jakiś mi się po głowie kołacze i stale przypomina.
    Zjawisko występuje zwłaszcza wtedy, gdy czegoś słucham z wielkim przejęciem (lub czytam).

  161. Ta passacaglia niegdyś długie miesiące nie wychodziła mi z głowy, dopóki nie usłyszałam ciaccony Schmelzera.

  162. Si, bisogna morire.

    A Marco Beasley to kto? Idę sprawdzić.

    Dzięki, Sowo.

    Ach, Beato, lubię włoski, choć to przecież zdeformowana z upływem czasu łacina.

  163. Choć bardzo lubię język włoski i Włochów, to stwierdzam, iż wyrazy zaczynające się
    na literkę „h”, przetłumaczone na włoski brzmią pociesznie : „Hamlet” brzmi jak ” omlet”.

  164. Stefano Landi – Passacaglia della vita.
    Marco Beasley.

    Oh come t’inganni
    se pensi che gl’anni
    non hann’ da finire,
    bisogna morire.

    È un sogno la vita
    che par sì gradita,
    è breve gioire,
    bisogna morire.
    Non val medicina,
    non giova la China,
    non si può guarire,
    bisogna morire.

    Non vaglion sberate,
    minarie, bravate
    che caglia l’ardire,
    bisogna morire.
    Dottrina che giova,
    parola non trova
    Che plachi l’ardire,
    bisogna morire.

    Non si trova modo
    di scoglier ‚sto nodo,
    non val il fuggire,
    bisogna morire.
    Commun’è statuto,
    non vale l’astuto
    ‚sto colpo schermire,
    bisogna morire.

    La morte crudele
    a tutti è infedele,
    ogn’uno svergogna,
    morire bisogna.
    È pur ò pazzia
    o gran frenesia,
    par dirsi menzogna,
    morire bisogna.

    Si more cantando,
    si more sonando
    la Cetra, o Sampogna,
    morire bisogna.
    Si muore danzando,
    bevendo, mangiando;
    con quella carogna
    morire bisogna.

    I Giovani, i putti
    e gl’Huomini tutti
    s’hann’a incenerire,
    bisogna morire.
    I sani, gl’infermi,
    i bravi, gl’inermi
    tutt’hann’a finire,
    bisogna morire.

    E quando che meno
    ti pensi, nel seno
    ti vien a finire,
    bisogna morire.
    Se tu non vi pensi
    hai persi li sensi,
    sei morto e puoi dire:
    bisogna morire.

  165. Jeszcze dorzucę Wam pierwszą zwrotkę po łacinie, na wypadek, gdybyście się kiedyś zetknęli z tym cytatem:

    Aequam memento rebus in arduis
    servare mentem, non secus in bonis
    ab insolenti temperatam
    laetitia, moriture Delli…

  166. Cóż, wszyscy umieramy, Złodziejko książek. Warto o tym nieustannie pamiętać, bo to pomaga pięknie żyć.

    Horacy tak to ujął:

    Pomnij zachować umysł niezachwiany
    Pośród złych przygód i od animuszu
    Zbyt zuchwałego wśród pomyślnej zmiany
    Chroń się, gdyż umrzesz, Delliuszu;

    Umrzesz, czy smutny przeżyjesz czas cały,
    Czy na trawniku zacisznym zasiędziesz
    Na dni świąteczne i z piwnic wystały
    Swój Falern zapijać będziesz.

    Gdzie biała topol z sosną rozrośniętą
    Chętnie swe cienie gościnnie zespala,
    Gdzie wstrząsać brzegu kotliną wygiętą
    Pierzchliwa sili się fala

    Tam rozkaż przynieść i wina, i wonie
    I kwiaty róży, tak krótkiej trwałości,
    Póki wiek, mienie i trzech prządek dłonie
    Tej ci dozwolą radości.

    Ziem skupowanych ustąpisz i domu.
    I willi, którą żółty Tyber myje;
    Ustąpisz: bogactw spiętrzonych ogromu
    Dziedzic twój potem użyje.

    Czyś bogacz, plemię Inachusa stare,
    Czyś biedak, wyszły z warstw najniższych łona, —
    Nie ma różnicy: pójdziesz na ofiarę
    Bezlitosnego Plutona.

    Wszyscy zdążamy tamże: wszystkim z urny,
    Prędzej czy później, jeden los wychodzi:
    I w kraj wiecznego wygnania pochmurny
    Na smutnej wyśle nas łodzi.

    (Horacy – Pieśni, Księga Druga, przełożył Adam Asnyk)

  167. Dzisiaj przybywam z konkretnym pytaniem, które dotyczy Jeżycjady. Co prawda nie wiem, czy po ostatnim nieporozumieniu w ogóle opublikuje Pani mój wpis. Tym niemniej zaryzykuję. Czy Pan Jankowiak jeszcze żyje, a może umarł. Niedawno dyskutowałam sobie z koleżanką, od lat czytelniczką Jeżycjady. Podomno, w którymś z najnowszych tomów jest wzmianka, iż po jego śmierci Róża i Laura przestały jeździć do Pobiedzis, dlatego pytam. Z kolei tej koleżance tak powiedział kltoś, kto czytał już Feblika i ponoć był gdześ taki cytat. Może Księgowi się orientują?

  168. Ech, Kris, gdyby Hamlet był Włochem! – jakże inaczej przyjmowałby ciosy losu (losu ciosy)!
    Dobranoc, niech wam się przyśni Kogucik w Chorwacji! (A jakie tam są wiewiórki?)

  169. 100 lat dla Pana M.!
    Ateno, miałam po prostu szczęście, nie jestem wytrawnym fotografem, wiewiórka była szybka jak iskra, więc robiłam zdjęcie na ślepo.
    Wójcie czy widzisz już zdjęcia? To od Ateny musisz zobaczyć, tego się nie da opowiedzieć słowami, no chyba że opisze je DUA =)
    Wiewiórki bardzo lubią poziomki, informacja sprawdzona.
    Ach jak tu w Żupie Dubrovackej cudnie pinie pachną, szkoda, że nie można przesyłać zapachów wirtualnie. Przesyłam zatem pachnące piniami ciepłe wieczorne pozdrowienia!

  170. Pani Malgosiu, jaki ladny pomysl z ta powszechna nauka wloskiego!
    Wiekszosci ludzi chyba ten jezyk milo sie kojarzy. Slonecznie.

    „Sappiamo ciò che siamo ma non quello che potremmo essere.”
    (Shakespeare, Amleto)

  171. Jeszcze trochę lata na tej stronie i jeszcze dużo go w tych dniach w rzeczywistości. Młodsze iskierki poczuły się jak w środku wakacji – mieliśmy rodzinną wyprawę i bliskie spotkanie z jeziorem. Zdjęcia intrygujące, nasze wiewiórki znowu opychają się orzechami z naszego lasku, jeże potykają się o psa a za podpowiedź z barwinkiem dziękuję. Oczywiście sto pełnych miłości lat dla pana M. Dobrego słonecznego poniedziałku wszystkim.

  172. Jak moja Louis Odier się przyjmie i wyrośnie,pomyślę o konfiturach.Różanych nie robiłam nigdy,ponoć strasznie dużo trzeba tych płatków na jeden niewielki słoiczek.

  173. Piękne to zdjęcie Ateny!
    I chciałabym powiedzieć, że ja też posiadam taki kanion szczelinowy z promykiem, bo tak właśnie wygląda moje serce, kiedy uda mi się nawiązać zdrowy i życzliwy kontakt z ludźmi.
    A Pałys?? Wyglądałoby na fuszerkę gdyby nie ten przebojowy kurczak. Te okulary to jawne odwołanie do ikonek z Księgi Gości!!

  174. Dobry wieczór. Tak odczytałam wiadomość od KC asi : Pani Małgosiu, uśmiech bezzębny !:)

    No cóż, dziś „plenerowałam” przez większość dnia w pełnym słońcu i najwyraźniej mi to zaszkodziło.

  175. U nas jeż nie tupta, tylko sapie i mlaszcze podjadając co popadnie. Na wiosnę takiemu chudemu maluchowi dałam kotlecik i Gacia Melacia prawie na malca wlazła próbując mu odebrać mięsko, bo to wszystko przecie jej! Musiałam kocicę wstawić do domu. Panienki były bardzo przejęte. Jeż jakby mniej. Jak tylko kocica przestała mu deptać po głowie, dokończył posiłek i sobie poszedł.

  176. Stanowcze acz spóźnione życzenia wszystkiego najlepszego dla Małżonka. Lew ci on, znaczy;)

    Dzisiaj dzień psujących się rzeczy. Najpierw zacięła się strzykawka do PEGa tzw. żaneta i musiałam lecieć do dyżurnej apteki, bo inaczej Mama by nie dostała obiadu. Potem zaczął ciec fartuch od pralki i zalało kuchnię. Wreszcie samochód męża nie chciał zapalić. Nie ma letko.

    Gruszki na wierzbie to banał. Nasza dynia, która wspięła się na świerk, zwisa z gałęzi tegoż jak spory, szafranowy lampionik. Wygląda to nieco nierealnie i bożonarodzeniowo.

    Nie mam ani chwili, żeby odchwaścić łany poziomkowe, a bardzo zarosły.

  177. Jane, najlepsze życzenia dla Twojego męża!
    Urodziny właściwe były wcześniej, ale dopiero w sobotę wszyscy mogli się zjechać.
    U nas pies też straszliwie szczeka na jeża, ale nasz jeż dzielniejszy: uparcie mieszka wśród kłód drewna opałowego.
    I tupta.

  178. Dobry wieczór! Z uśmiechem przeczytałam o urodzinach Pana Musierowicza (u nas wczoraj też świętowaliśmy urodziny męża :)) – przesyłamy najserdeczniejsze życzenia.

    A z naszego ogrodu jeża wypłoszył pies. Tak straszliwie szczekał, że jeż więcej się nie pojawił.

  179. Ach, Sowo, ach, dlaczegóż wyleciało mi to z głowy? W rzeczy samej, wspominałaś!
    No, przynajmniej mi się utrwaliło.

    Gio (wiad.pryw.)- cieszę się!

    Kris, a może świat byłby lepszy, gdyby tak wszyscy, powszechnie, uczyli się włoskiego? Kto wie?

  180. Asiu, to prawda, Wlosi specjalnie sie nie przykladaja do nauki jezyka angielskiego. :) Choc znam i takich, co mowia bardzo dobrze w tym jezyku. Ale w sklepach, w restauracjach itp. – roznie bywa.

    Milej nauki wloskiego, ciao!

  181. Jeż tupta, a nie tupie :) Nasz egzemplarz wyprowadził się z ogrodu po opryskach antykleszczowych.

    O konfiturach z Louis Odier wspominałam już tu ze dwa razy, nie trzeba było DUA czytać specjalnego forum, hi hi. Zobaczymy jak wyjdzie mi za rok konfitura fiołkowa, o ile nasiona wykiełkują tam, gdzie JA chcę.

    Leżąc dziś na trawniku zauważyłam, że rusałki admirały szczególnie kochają u nas kwitnący bluszcz. Poza tym, zamarzyłam o fontannie w ogrodzie, takiej włoskiej albo arabskiej.

  182. Fluid ksiegowo- Poziomkowy. Zasadzilam w maju 3 krzaczki i od tej pory każdego ranka poszukuję owoców. Na razie rodzą skromnie 2-6 dziennie. Smak jest niepowtarzalny, słodki i dziki. :)

  183. Dzień dobry! Informacja o zażyłości mrówek z fiołkami nareszcie wyjaśniła moje zmagania z doborem miejsca dla ulubionych kwiatów Chopina. A układy Naszego Starosty z mrówkami to odrębny rozdział. :)
    Wspaniałe zdjęcia wakacyjne Księgowi!
    Wróciłam właśnie z wypadu do Krakowa i boleję nad nieudanym zdjęciem witrażu Wyspiańskiego. Widziany gołym okiem był barwny i wyraźny, a na zdjęciu jasna plama. Następnym razem się poprawię.
    Miłego popołudnia!

  184. O! Witaj, Afrykandru!

    Witaj, Jas!
    Poziomki, dawno temu przyniesione z lasu przez ojca i przez niego posadzone, ma w swym ogrodzie Mama Isi. Przysłała kiedyś zdjęcie: ogromne połacie, naprawdę wygląda to pięknie.

  185. Moi rodzice mają na działce dywany z poziomek. Też świetnie zagłuszają chwasty i mają takie jasno-zielone, wesołe listki. Owocują chyba od maja do listopada, więc zawsze jest zabawa w poszukiwanie czerwonych skarbów. Poziomki jako protoplaści truskawek podobno mają świetny wpływ na pamięć. Przepięknie też wyglądają zielone kule w dużych donicach, poprzeplatane czerwonymi plamkami. Widziałam coś takiego w Paryżu. Wiele popularnych u nas roślin, jest świetnie wykorzystywanych w znanych na świecie miejscach.

  186. Dziękuję, Pani Małgosiu. :)
    Ale na brawa jeszcze czas. Najpierw muszę zdać egzamin, a jeszcze wcześniej – nauczyć się jeździć. :)

  187. Właśnie o niej czytałam na forum ogrodniczym, Joanno. Jakaś pani poleca płatki Louise Odier na konfitury różane!
    Ach, ślicznie pachnie ta odmiana.

    Madziu, ty Zuchu! Ależ brawo, brawo!

    Asiu, merci!

  188. Dzień dobry.
    Wczoraj był świetny wieczór na ognisko – też paliliśmy. Ale jeż żaden do nas nie dołączył.
    Odbyłam rano jazdę (zapisałam się wreszcie na kurs prawa j.), a teraz już z ulgą mogę się cieszyć ciepłą i słoneczną niedzielą. Poczytam sobie w ogrodzie. :)
    Miłego popołudnia niedzielnego! :)

  189. Ateno, dziękuję za piękne zdjęcie.
    Wielkość, która zachwyca ciepłem i łagodnością – tak bym to określiła.

    Kris, mamy pewne wakacyjne plany co do Sardynii.
    Czy to prawda, że Włosi nie przykładają się do języka angielskiego?

    W oparciu o tę informację zostałam wydelegowana przez rodzinę na kurs języka włoskiego.;)

    Miłej niedzieli dla Wszystkich.
    Mogłoby się już ochłodzić!

  190. Gorąco…
    Za oknem ptasi sejmik,rejwach w koronach drzew niesamowity.Chyba szykują się do odlotu.
    „W powietrzu modro-złotym śni próżnowanie niedzielne.”(L.Staff)
    Posiedziałam w ogrodowym cieniu i już wiem,gdzie będzie barwinek.W cieniu leszczyn i pod rozłożystą czereśnią, zgodnie z Twoją radą,Jesienna Ado.
    Cieszcie się piękną niedzielą,Kochani.:)

  191. I u nas gorąco, Kris! Tylko wieczorem się ochładza, a noce już zimniejsze.
    Dzięki za życzenia!

    Justysiu, ale chyba niejeden słynny western nakręcono w tej scenerii! Jestem pewna, że wszyscy znamy te krajobrazy i kojarzymy np. z Johnem Wayne.

  192. Jeż, ojej ale bym chciała mieć jeża na podwórku. U nas można znaleźć jeża okazjonalnie w sklepach zoologocznych lub na E-bay albo Kijiji. Są troszkę mniejsze i jest to inny gatunek – African pygmy. Ludzie mają takie jako zwierzątka domowe. Ja bym jednak wolała jeża w ogrodzie. Gdy kiedyś u znajomych zapaliliśmy ognisko, też mieliśmy gościa. Zgadnijcie kogo? Oczywiście szopa;)

    Potwierdzam słowa Ateny na temat pustyni w Utah i Arizonie. Nie jest to jednak taka zwykła monotonna pustynia. Zobaczcie ją pod hasłem Monument Valley – to jest miejsce nieco na wschód od Kanionu Antylopy, też na terenie rezerwatu Nawaho. Prawda, że piękne? Jadąc wśród tych skał lata temu, czułam się jak na filmie o dzikim zachodzie.

  193. Najlepsze zyczenia dla pana Musierowicza!
    I milej niedzieli zycze Wszystkim! (U nas wciaz lato, goraco, za goraco…)

  194. Ateno, to Twoje zdjęcie tak po mistrzowsku wykonane oddało to, co czułaś, a ja szczęśliwie ten przekaz
    odczytałam. To bardzo miłe uczucie. Dziękuję.:)

    Odśpiewałam gromkie ” Sto lat!” dla pana Musierowicza, ale nie dotarło, zatem czynię to jeszcze raz, ale już
    troszkę ciszej (bo śpią). Dobranoc. :)

  195. Nie tupal, nie tupal, tylko się skulił i się bał, ale wnet zaczął nosek wystawiać.
    Pan Musierowicz dziękuje (także za uprzednie zdjęcie wspinaczkowe) i śle Ci wyrazy podziwu!

  196. Jeszcze Wam powiem, że zakończyliśmy właśnie rodzinny wieczór urodzinowy pana Musierowicza – było wspaniale, siedzieliśmy wszyscy przy ognisku, piekąc kiełbaski i patrząc w gwiazdy i satelity – i wtem odwiedził nas jeż! Wnuki szalały z zachwytu.

  197. Pod owocowymi? A dobrze, Jesienna Ado! Dzięki za pomysł.

    Mamo Isi, no fakt, emocjonująca to lektura. Można paluszki poobgryzać.
    Ale spokojnie, kończy się w zasadzie nieźle, jeśli nie liczyć mnogich ofiar zarazy.:)

    Ateno, ach, dobrze powiedziane. Natura rządzi, nie miejmy żadnych złudzeń.
    O tych ulewach czytałam, i o powodziach błyskawicznych. To dlatego wolno zwiedzać Kanion Antylopy najdłużej przez dwie godziny.

  198. Jeszcze o naturze, jest piekna, i to ona dyktuje warunki, wszedzie. W Parku Narodowym Zion, gdzie turysci dowozeni sa na miejsca wedrowek autobusami, w czasie jazdy puszczane sa ciekawe historie dotyczace parku. W gorach, czesto sa ulewy i splywajaca w blyskawicznym tempie woda niszczy wszystko co napotka po drodze. Po jednej z takich ulew, zniszczona zostala jedyna droga. Zbudowali nastepna, majaca przetwac wieki, dwa lata pozniej, natura niszczac i te droge, pokazala, kto rzadzi. Piekno natury podziwiamy i z respektem szanujemy.

  199. KokoszaNel, brawa za uchwycenie Kogucika w takim uroczym momencie.
    Wiewiorki wole zdecydowanie rude, ale i tutaj takie bywaja, rzadko, ale mozna spotkac.
    Marcelino, alez z ciebie szczesciara. Kazdego z nas ucieszylby taki widok.
    Podobaja mi sie tez pomysly i fakt ze bohaterowie uciekaja z ksiazki w swiat.
    A moze to pan Chrobot jest kierowca.
    Beato S, bedac tam, uzylam dokladnie twoich slow.

  200. Najlepsze moje dwa zdjęcia oddzielone w czasie o ćwierćwiecze są z wiewiórkami. Wiewiórki tak mają;)

  201. Uwaga na barwinek! Swego czasu też przyniosłam z lasu kępkę i posadziłam, a teraz jest wszędzie i muszę z nim walczyć.
    Każdą wolną chwilę spędzam w „Doomsday Book” Connie Willis i nie mogę się oderwać. Mam nadzieję, że nic złego nie stanie się bohaterom, bo się załamię.
    No to wracam do średniowiecza AD 1320;) Niedługo Bubonic Plague, niestety.

  202. Czyżby Starosta zanosił mrówki, którym przedtem podłożył do pożarcia nasionka fiołka na odpowiednie pozycje, a one zamiast tam cicho zasiąść i przetrawić problem, pędziły gdzieś indziej?
    Niewdzięczne!

  203. Tak, tak ! Fiołki tak właśnie rosną. Zawsze chciałam je mieć, ale się jakoś nie złożyło. Tymczasem one same
    do mnie przywędrowały i zakwitły po raz pierwszy tej wiosny. Kiedy to zauważyłam wydałam okrzyk radości,
    bo je kocham. Teraz planuję porozsadzać je w różnych miejscach. To mówisz Starosto, że sobie pójdą ?

    P.S. W ten sam sposób rozrasta mi się bluszczyk kurdybanek – niby chwast, ale sympatyczny.

  204. Justysiu, dzięki! Zdjęcia doszły – świetne!
    Wiewiórka jakże inna od naszej, klasycznie ubranej!
    Ale i tak miła.

    Joanno, byliśmy niedawno w Muzeum Ziemi Średzkiej, w Koszutach, i tam w parku wszystkie niemal alejki są obsadzone barwinkiem, który eliminuje chwasty i daje linię ciemnej, błyszczącej zieleni. Drzewa i krzewy są podkreślone tą mocną linią. Park jest dzięki temu „zadbany” i elegancki. Tak też będzie już na wiosnę i u mnie.

  205. Właśnie taki mam plan – w cieniu pod rozrośniętymi krzewami.I też mam nadzieję,że barwinek zagłuszy chwasty,które rosną tam jak szalone,bo na dodatek to dość wilgotne miejsce.
    Dzięki,Beato.Właśnie zastanawiałam się,gdzie znaleźć miejsce dla powojnika,który rozrasta się w donicy,bo nie umiem wybrać mu stanowiska.Chyba spróbuję w sąsiedztwie barwinka.

  206. Sowo, fiołki pachnące u mnie wprost szaleją. Wzięły się znikąd i rozłażą się po wszystkich zakątkach. Ciekawe: rosną tam, gdzie im się podoba, a nie tam, gdzie się je przesadzi.
    Barwinek bezwzględnie wymaga co najmniej półcienia. Beato, miejsce jest, i to sporo – w cieniu pod tą masą bzów, rosną tam już odporne lilie i wciąż nowe chwasty. Teraz chwasty zostaną zagłuszone!
    Serduszka jest śliczna, mam białą i różową – ale to nie jest roślina okrywowa, wyrasta w takie bujne kępy, ale liście szybko brzydną i żółkną, jesienią je wycinam.

  207. Sowa wie niewiele, jest tylko dociekliwa i ma Internet pod ręką.

    Ha! A ja pół nocy oglądałam nasiona pana Legutki! Problem wysiewu wilca przypomniał mi, że chciałam posiać jesienią fiołki pachnące, bo na konfiturę potrzebuję ich cały zagon. No i się wciągnęłam. Spodobała mi się różowa konwalia i ciemna porcelanka.

  208. Joanno, barwinek warto sadzić w sąsiedztwie roślin, które wymagają wilgotnego podłoża (np. z powojnikami), bo on jako roślina okrywowa długo utrzymuje wilgoć. Rzeczywiście wdzięcznie się prezentuje, szczególnie
    na wiosnę, ale jego błyszczące listki ładnie wyglądają przez cały rok.:)

    Znalazłam dzisiaj informację o roślinie , którą chciałabym mieć w ogrodzie już choćby ze względu na
    nazwę – serduszka wspaniałe (także okrywowa i z ładnymi liśćmi do późnej jesieni) :)

    P.S. Starosto drogi – pięćdziesiąt sadzonek ?! Tyle się jeszcze miejsca znalazło ? No, no, no. :)

  209. O, tak, mój Wójcie.
    Klasyczne pędzelki, klasyczna kitka, odpowiedni odcień – i już jesteś pięknie oraz właściwie ubrana.

  210. Śliczny jest ten wilec, bardzo lubię niebieskie i szafirowe kwiaty. Starosto, trzymam kciuki za udaną akcję z domowym wysiewem.
    Ciekawe te informacje o wiewiórkach. Jestem zwykła sciurus vulgaris i mam nadzieję, że mnie tak całkiem nie wyprą. Uważam, że porządna wiewiórka to jednak powinna być ruda i mieć pędzelki, a nie wyglądać jak jakiś chomik, za przeproszeniem. Nie ma to jak klasyka, prawda Starosto?

  211. Ależ oczywiście,Chesterko. Gdyby nie Ty,pewnie nie zwróciłabym uwagi na ten tytuł.A tak jak tylko wypatrzyłam ją u koleżanki (ma bzika na punkcie popularnonaukowych książek medycznych i tych dotyczących leczenia jedzeniem;aktualnie na topie też „Ukryte terapie” Jerzego Zięby,ponoć fascynujące),natychmiast zaanektowałam i tak jak Ty- czytam ją wszędzie.Podziwiam tę młodziutką autorkę,jaka zdolna i pracowita.I jak fascynująco,lekko i dowcipnie pisze o tych jelitach.Moja rodzina patrzy na mnie co prawda dziwnie,ale -nic co ludzkie,etc.:)

    Miłego dnia dla wszystkich.:)

    DUA,to teraz powinnam sadzić ten barwinek?

  212. W jaskini też bym się troszkę bała.
    Dzięki, Ateno!

    Justysiu, a to ci dopiero zaborcze wiewiórki!
    Dzięki za propozycję, ale już wynalazłam w sieci, że wilca niebieskiego ma sam pan Legutko, znany producent nasion. Co do wiad. pryw. – chętnie! Wpisz może adres mailowy jako wiad. pryw. – wiem, że go miałam, ale nie wiem, gdzie go mam!:)

  213. Dziekuje Kochani. Musze sprecyzowac. Wlasciwie caly stan Utah jest pustynia. ten zakatek tez (ale znajduje sie w Arizonie). Akurat w to miejsce zostalam dowieziona, chyba nikt tam pieszo nie chodzi, oprocz kilku krow pod jednym drzewem ( nie mam pojecia skad sie tam wzielo to drzewo, ze o krowach nie wspomne). Otwartymi auta, w rodzju jeepa o wielkich kolach, dowoza turystow na miejsce. Kanion nie jest przerazajacy, jest piekny. Zdjecie splyca i tylko miejscami byly waskie korytarze. Zwykle boje sie w jaskiniach, W kanionach jestem odwazna.
    Po pustyni to lazilam w innych miejscach, wszedzie pieknie i cieplo :).

  214. Tak, w Kanadzie są wiewiórki szare i czarne, oba gatunki to Sciurus carolinensis. Są one duże i jakieś takie bardziej dzikie – nigdy nie widziałam, aby tak blisko do kogoś podeszły jak na zdjęciu z Kogucikiem. Nie mają też miotełek na uszach, przez co nie wyglądają tak figlarnie. Jest ich bardzo wiele, praktycznie wszędzie można je spotkać, jak chodzą po płotach, skaczą po trawnikach, biegają po drzewach. Czytałam, że przedostały się do Europy (Wielka Brytania) i są tam gatunkami inwazyjnymi, wypierającymi europejskie wiewiórki – Sciurus vulgaris. Kiedyś widziałam też rudą wiewiórkę, ale inną, bez miotełek – Sciurus niger, czyli Fox squirrel. No i mamy jeszcze wiewiórkę ziemną – Chipmunk (Tamias), która wygląda jak duży chomik.

    Pozdrawiam wszystkich miłośników przyrody.

  215. Morning Glory same mi się rozsiewają wiosną i kwitną już w lipcu. Niebieskie, różowe, fioletowe. Mam tylko mały problem – gdy już są duże i okazałe, przychodzi jakaś mysz czy nornica i podgryza im łodygi tuż przy ziemi. Co roku jest tak samo, więc już przestałam się nimi przejmować i zastąpiłam je nasturcjami, których myszy jakoś się nie chwytają. Bardzo chętnie posłużę nasionami wilca. Mój zbiór jest raczej skromny, ale gdy końcem stycznia pojawiają się nasiona w sklepach (teraz nie ma), to jest naprawdę ogromny wybór różnych gatunków i kolorów.

    Oprócz Morning Glory jest jeszcze Moon Glory – Ipomoea alba , która otwiera kwiaty wieczorem i zamyka rano. Ten gatunek rzeczywiście bardzo późno zaczyna kwitnienie, praktycznie we wrześniu. Kwiaty nie mogą się im uformować gdy dni są za długie (fotoperiodyzm) i roślina jakby czeka aż dzień nie będzie miał więcej niż 12 godzin, tak jak w rodzimym tropiku.

  216. Chesterko, ja wciąż w transie na temat angielskiej powieści kryminalnej z tzw. złotego okresu. Niedługo będę specjalistką w tej dziedzinie. Skończyłam właśnie kolejną Ruth Rendell – „Road Rage” – i mam obserwację, która zainteresowałaby Anię G. Otóż, w całej serii powieści z inspektorem Wexfordem autorka, prowadząc akcję z jego punktu widzenia, nieustannie każe bardzo męskiemu inspektorowi, w trakcie prowadzenia śledztwa, zwracać uwagę na poszczególne rośliny ogrodowe i piękno pejzażu. Jest to tak nieprawdopodobne, że wskazuje na pasję ogrodniczą autorki. Patrząc na świat oczami swego bohatera, nie może oderwać się od swojej namiętności botanicznej. W „Road Rage” jako jeden z głównych motywów w prowadzeniu śledztwa (kidnaping) występuje niezwykle błękitny kwiat, który inspektor bez wahania identyfikuje jako „cultivated climber Ipomoea rubro-caerulea, the Morning Glory”. Innymi słowy, wilec niebieski, specjalna odmiana. Pokrył on tym błękitem całą ścianę budynku i podejrzanej żal było zniszczyć efekt długich starań, dlatego jej dom rozpoznano.
    Inspektor też kiedyś próbował wyhodować taki wilec, ale z nasion w gruncie, więc kiedy wreszcie roślina zakwitła, zaraz ją zwarzył pierwszy przymrozek.
    Co innego porywaczka: wysiała wilec do skrzynek, potem przesadzała odchowane roślinki pod ścianę budynku.
    Jest to znakomita metoda i zapaliłam się do niej, bowiem i mój wilec kiedyś zakwitł akurat przed przymrozkami.
    Zaraz kupuję nasiona i na wiosnę zrobię domowy wysiew, uśmiechając się przy tym do pani Rendell.
    Tyle o lekturach.
    Dobranoc!
    Idę czytać kolejną Rendell. Emilka mi kupiła na e-bay cały stos jej powieści. Mniam!

  217. Dobry wieczór.
    Zdjęcie Ateny niepokojące, bałabym się wejść w tę szczelinę.
    Kogucik z wiewiórką słodki.
    Furgonetka przezabawna.
    Dziś rano gdy o pogańskiej porannej godzinie parkowałam pod szpitalem, na parkingu zobaczyłam dwie sarny, które ze stoickim spokojem odwróciły się do mnie kuperkami i powoli wspięły się na zarośnięte krzakami zbocze. Gdy oniemiała parkowałam, z zarośli wybiegła ruda wiewiórka długim, puszystym ogonkiem.
    Miło mi się zaczął dzień.
    Pozdrawiam rudego Wójta.
    Miłej soboty życzę.
    PS. Jutro u nas jesienny kiermasz ogrodniczy. Wybieramy się po dynie.

  218. Chesterko miła,czytam „Historię wewnętrzną” i już rozumiem, dlaczego nie mogłaś się oderwać od lektury.:)

  219. Ateno mnie też dech zaparło. Początkowo myślałam, że to obraz, a to najprawdziwsza prawda natury! Skoro najpiękniej tam rano to wyruszyliście nocą, czy się mylę? Zakładam, że nie było na tej pustyni luksusowych hoteli, to nie Dubaj.;)
    Pozdrawiam z Chorwacji, tu też przepiękne, choć pewnie nie aż tak. I całe szczęście mniej upalnie.

  220. Dziękuję Ateno, dziękuję wszystkim Księgowym „korespondentom” ze świata! Fajnie z Wami go zwiedzać!
    A wiewiórki bym zacałowała!
    Mam pytanie, co też obecnie czyta nasza kochana DUA?

  221. Dobranoc, Fanko Robrojka!
    Dzięki za wiadomość pryw. Pozdrawiam Cię – wiesz, jak serdecznie!

  222. Dobry wieczor Szanownej Gospodyni:)

    Sowo!! Dziekuje Ci bardzo za te analize wiersza. Ladnie to wszystko rozgryzlas. Kompleks faktycznie odrobine zmalal:)

    Pozdrawiam Wiewiorke:)
    I wszystkie kochane Ksiegowe. Bardzo Was lubie.

  223. Inne ptaki też są dookoła, ale kopciuszki rzeczywiście się wyróżniają. Kiedyś, gdy obok domu mieliśmy większe zarośla, to gościem u nas na podwórku były bażanty. Widywałam nawet Mamę Bażantową z bażanciątkami na ogrodzie. Teraz już nie przy domu, ale wciąż w pobliżu są :) Tylko trzeba uważać jak się autem jedzie, bo kręcą się koło drogi.

  224. Aaaa! Hura, może już tak zostanie. Jakie to jednak nieprzyjemne, móc przeczytać i nie móc nic napisać, jeśli wiecie o co mi chodzi. A przecież tak bardzo chciałam podziękować KokoszaNel za piękne zdjęcie z wiewiórką i dobre słowo o Lawendowej. Zdjęcia co prawda nie widzę ( obrazki nadal są niewidoczne), ale je sobie wyobrażam.
    Wszystkich witam po wakacyjnie, uśmiecham się i macham łapką.

  225. Mamy też kopciuszki w ogrodzie! a może też tylko jednego? Miła plamka koloru wśród zieleni: ładny rudawy odcień na brzuszku. Ale rzeczywiście – płochliwe są bardzo.
    Sikorki i wróble, nie mówiąc o srokach, kosach i pliszkach, rozrabiają na całego. A kopciuszki skromne.

    Zgredziku (wiad.pryw.)- Aha! a to roztropnie pomyślałeś.:) Dzięki.

    Justysiu, a kanadyjskie wiewiórki są popielate, prawda?

    Zuziu12 – mimo wszystko? Jakie wszystko? Że zapominają?:) Każdemu się zdarzy.

  226. U nas przy domu mieszkają kopciuszki. A przynajmniej tak sądzę, bo coraz częściej latają nam nad głowami. Chociaż może jest tylko jeden, bo dwóch naraz nie widziałam. Dziś dwa razy gibał się na parapecie i zaglądał do domu przez okno, ale jak tylko się zbliżyłam to odleciał. Szkoda, z chęcią przyjrzałabym się mu z bliska :)

  227. U mnie wiewiorki przesadzaja tulipany I krokusy. Na wiosne zwykle kilka kwiatow wschodzi mi w innych miejscach, niz je posadzilam. ;)

  228. O rety, nowy wpis! Dopiero zauważyłam. Jaki fajny! Każde zdjęcie z innej „beczki” i każde na medal. Złoty. Czyli: trzy złote medale ex aequo. :-)

  229. Ha, Zuziu, a ja dziś wieszałam w ogrodzie pranie (lubię, jak wysycha na wietrze i słońcu, ślicznie potem pachnie) – i w ciszy jesiennej usłyszałam jakieś miłe hałasiki na wielkim modrzewiu sąsiadów. A to dwie wiewiórki śmigały po pniu, bardzo żwawe i zajęte.
    Do nas też przychodzą, na leszczynę.
    A wczoraj, kiedy sadziłam barwinek (50 sadzonek! A co! Jak już, to już! Wiosną będzie z nich niebieski dywan!), wykopałam z ziemi dorodny okaz żołędzia – świeży był i jeszcze zielony.
    Wiewiórki ciągle coś sobie u nas chowają w ziemi, a potem (jak trafnie zaobserwowała Beatrix Potter) zapominają.

    A właśnie. Wójt Wiewiórka lamentuje, że nie może się przebić przez swoją nadwrażliwą osłonę antywirusową- a chciałby wszystkich pozdrowić i podziękować KokoszaNel.

    Gio,(wiad.pryw.)- bardzo dobrze.

  230. Dobry wieczór!
    Muszę powiedzieć, że gdy strona otworzyła mi się na zdjęciu Ateny najpierw próbowałam dopatrzeć się co to jest, potem myślałam, że to ręka wyjawiająca się z nieba, a jak zobaczyłam dół, to dopiero skojarzyłam. Cudne zdjęcie!:)
    Te dwa następne też. U nas wiewiórki są dzikie, ale Tata opowiadał, że gdy kiedyś stał na ganku koszyk z orzechami, to orzechów w dziwny sposób ubywało. Za sprawą wiewiórek oczywiście, które i tak nie pamiętały, gdzie je zakopały.;)

    Pozdrawiam gorąco!:)))

  231. Dzięki, Sowo luba, już zaakceptowałam Twój komentarz pod wpisem pierwszowrześniowym, a teraz jeszcze go tu przekleję, pro publico bono:

    Tak brzmi ta wypowiedź naszej mądrej Sowy:

    Od tygodnia nie daje mi spokoju to szkolne (niekoniecznie pierwsze!) sześciolecie chłopca. Żeby sześcio- czy siedmiolatek wyuczył się z powodzeniem łaciny, gramatyki i Pitagorasa? Geniusz to być musiał jakiś? Mając w pamięci Michasia Sienkiewicza, bardziej mi to jednak pasowało po prostu na szkołę sześcioletnią. Ostatecznie mile „zmusiła” mnie Pani do przejrzenia poematu Syrokomli. Ha! I już w początkowej części Jan opowiada, że ojciec zdecydował się posłać go do szkół, gdy „był już sobie rosłe pacholę, runiał mu wąsik na krasnej twarzy”. No, to chyba ciut więcej latek miał niż siedem, uff. Ojcu marzyła się szkoła jezuicka, ale takiej nie było. Do wyboru miał więc pijarów (ale „z pijarskich książek łacina chuda) albo lokalnego księdza proboszcza (definitora). Druga opcja nie wydawała się ojcu godna szlachcica (nawet zubożałego), bo oznaczała uczestniczenie w pracach na wsi. Z braku pieniędzy Janek trafił jednak do księdza definitora, na rok, dwa lata (nie jest to powiedziane jasno) i tam się wyuczył łaciny etc. Chłopiec był zachwycony wsią, ale ojciec nie. Ostatecznie zebrał grosz i dziecko postanowił oddać do pijarów, tam go na wstępie przeegzaminowali i przyjęli od razu do drugiej klasy. Stąd honor uratowany – bo wreszcie dzieciak trafił między szlachtę, a pieniądze odzyskane, bo jedną klasę nauki mu darowali :) Potem jest jeszcze krótka relacja z pozostałych 5 lat nauki, które szybko chłopcu zleciały. Ileż on mógł mieć więc lat? Nie wiem, ale jeśli założyć, że poemat zawiera wątki autobiograficzne, to mógł mieć jakieś 10 – tyle przynajmniej miał Syrokomla, gdy poszedł na nauki do dominikanów, na 5 lat właśnie. To i tak jak na dzisiejsze standardy wcześnie, by deklinować po łacinie, ale budzi nieco mniejsze kompleksy :D

    A na koniec ten cudny fragment poematu – co ksiądz definitor powiedział dumnemu jak paw ojcu, gdy chłopiec wrócił do domu po ukończeniu szkoły:

    „Braknie mu jednej rzeczy… – A czegóż to proszę? –
    – Mądrości sokratycznej – poznania, że głupi.
    Lecz z czasem i to przyjdzie – duma zniży rogi,
    Kiedy prawdziwa mądrość przetrawi się w głowie…
    Tymczasem daj mi rękę, wychowańcze drogi,
    Nie gniewaj się na starca, gdy ci prawdę powie”.

  232. Podejrzewam, że wystarczy zaadresować kopertę „Pani Musierowicz koło Poznania” i też dojdzie, jak do św Mikołaja.

    Co do wiad. prywu- nie widzę przeszkód :)

  233. Kochana SowoP, ciekawe rzeczy mi piszesz w wiadomości prywatnej. Czy mogłabym ją ujawnić? To się Księgowym należy, bowiem we wpisie pierwszowrześniowym jest pewna niejasność, którą z godną podziwu wnikliwością tłumaczysz. Mogę?…

  234. Zgredziku, (wiad. pryw.) może przy jakiejś okazji się zwrócę, dzięki. Ale tematy wakacyjne chyba już odchodzą w dal. Pozdrawiam PT syna! I całość Rodziny!
    Aha, kartka z wakacji doszła, dziękuję – choć w adresie była tylko „Pani Małgorzata”, bez nazwiska…:)))

  235. Po ponownej kontemplacji Twego zdjęcia Ateno (widać teraz jest na to odpowiedni dla mnie moment)
    chciałabym Cię zapytać , czy nie czułaś się tam jak w GOTYCKIEJ KATEDRZE ?:)

  236. Antelope Canyon występuje w „Drzewie życia” Malicka, obok innych zapierających dech zdjęć natury.
    Niesamowite miejsce. Wygląda jakby ktoś zrobił kanion na jakimś dziwnym, olbrzymim kole garncarskim.

  237. Hi,Hi, bohaterowie wymknęli się naszej DUA spod kontroli. Józinek (ponieważ jest facetem zdecydowanym ) ożenił się z Dorotką,zamienili kobyłkę na ciężarówkę z kurczakiem (faktycznie uroczym)i rozwinęli skrzydła.I gdyby nie Marcelina DUA by o tym nie wiedziała.:)

    A Kogucik rozczulający.

  238. Gratuluje Atenie tak pięknego zdjęcia! Kiedyś marzyłam, by odwiedzić Gran Canyon, ale widzę, że jest jeszcze wiele innych, piękniejszych zakątków w USA. Ciepłe barwy, ciekawa gra światła, mistrzowskie ujęcie.
    Drugie zdjęcie również bardzo udane, emanuje z siebie duzo pozytywnych emocji.
    Uściski dla DUA i obu autorek zdjęć :)

  239. Swietne zdjecia wakacyjne :)
    Ateno, jakie piekne swiatlo!
    Wiewiorka, piskleta… same ciekawostki.

  240. Świetna sprawa, Marcelino!
    Śmieję się do tej pory.
    Tego kurczaka to chyba Aga im namalowała.

  241. Proszę bardzo!
    Kiedy zobaczyłam tę ciężarówkę, prawie krzyknęłam z zaskoczenia :)
    I od razu wiedziałam komu przekazać tę informację ;)
    Marcelina

  242. Marcelino, serdeczne dzięki za poruszającą wiadomość, natychmiast zamieściłam ją we wpisie, jako PS2.
    Pozdrawiam Cię czule!

  243. Z dwu zaprezentowanych zdjęć (może to wyda się dziwne) większe wrażenie zrobiło na mnie to drugie -maleńkie. To spotkanie oko w oko z wiewiórką jest urocze. Bardzo udane ujęcie KokoszaNel :)

    Atenie rzecz jasna również gratuluję uwiecznienia takich wspaniałości , no i oczywiście odwagi :)

  244. Faktycznie, lękowy sen, Celestyno.
    Moje koszmary senne dotyczą matematyki, której ani w ząb nie umiem, i zbliżającej się matury.

    Dołożyłam do wpisu świeżo nadesłane zdjęcie wakacyjne od KokoszaNel. Dzięki!

    Justysiu, poszukiwania informacji w sieci dały mi poznać, jak wielką światową popularnością cieszy się Kanion Antylopy. I pomyśleć, że gdyby nie Atena, nigdy bym się mogła o nim nie dowiedzieć! Podobnie jak nigdy bym nie powędrowała przez pustynię, w upale.
    Swoją drogą, z tej dziewczyny jest fantastyczny wyczynowiec.

  245. Ateno, ależ to robi wrażenie!! Podziwiam Cie za te Twoje wędrówki.
    Musze się jeszcze przyznać, ze patrząc na ten kanion w takim właśnie ujęciu, ogarnia mnie lęk. Od razu wyobraziłam sobie, ze wpadłam do jakiejś tajemniczej dziury i nie mogę się stamtąd wydostać, a kiedy próbuje -piasek usuwa mi się spod nóg. Miewałam takie sny w młodości:)
    Nie dokładnie taki był to obraz, ale zawsze duza wysokość, a przy probie wspinania się (bo innego wyjścia nie było) – teren się usuwał. Brr. Na szczęście wszystko kończyło się lądowaniem na wielkiej, zielonej, nasłonecznionej łące:)

  246. Super zdjęcie Ateno! Podobne ujęcie, ale niepodpisane, wisi u mnie w pracy w formie plakatu na ścianie. Zawsze przechodząc zastanawiałam się co to jest za miejsce. Teraz wiem!
    Bryce Kanion też cudny. Byłam tam 20 lat temu i przyznam, że wydaje mi się być bardziej malowniczy niż słynny Wielki Kanion. Sprawdziłam – Kanion Antylopy nie był jeszcze wtedy, w 1996, udostępniony do zwiedzania. Tym bardziej więc dziękuję Ci za informację i podzielenie się tym miejscem, a Pani Małgosi za wpisanie na swojej stronie.

  247. Dzień dobry.:)
    Oj,są cuda na świecie,są. Dzięki Bogu.:)
    Atena ma szczęście,mogąc oglądać je na własne oczy i miło,ze się z nami dzieli.

    DUA,czytałam do nocy.I znowu mi Pani pomogła.Z werwą wyruszam w ten dzień.Mam nadzieję,że będzie piękny dla Pani i wszystkich Księgowych.)
    Za oknem mam impresjonizm w czystej postaci .Też cudo.

  248. Ach, Ateno, cudowne zdjęcie. Jak miło, że podzieliłaś się nim z nami :)

    Takie formy skalne na żywo muszą być zachwycające…

    Kolorystyka od razu przypomina mi zdjęcie od Marple z 29 stycznia 2015 roku. Bardzo lubię takie ciepłe barwy ;)

Dodaj komentarz