
Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy będący w wieku szkolnym, zechcą może oderwać znużony wzrok od podręczników, by obejrzeć to niezwykłe zdjęcie (zrobione przez naszą KC Atenę z Chicago) i przy okazji podnieść się nieco na duchu myślą, że wakacje są już o cały tydzień bliżej niż były.
Oto, co pisze Atena, piękna dziewczyna, świetna żeglarka, dzielna wędrowniczka i zażarta czytelniczka, a ponadto niebywała szczęściara (patrz: wpis „Maj miesiącem książki, ale …”) i prawdziwie szczodra dusza:
Głębokość tego kanionu sięga nieco ponad 30 metrów, a szerokość nie przekracza kilku metrów.
Takie są cudeńka na tym świecie, a piękno obecne jest na nim zawsze, w każdym zakątku. Nawet na pustyni.
Cieszmy się nim razem!
Uściski!
MM
PS – jeszcze mała wakacyjna migaweczka od KC KokoszaNel: spotkanie – oko w oko – Kogucika z Wiewiórką.
„Zdjęcie dedykuję wszystkim wiewiórkofilom, a zwłaszcza Wójtowi
z podziękowaniem za ‚Lawendową’ „. – pisze KokoszaNel
Dziękujemy!

PS 2 – najświeższa przesyłka od KC Marceliny, zamieszczam natychmiast, bo sensacyjna:
„Wiem, że to co napiszę nie pasuje do wpisu, ale nie wiem, jak inaczej podzielić się tym zdjęciem.Kiedy ostatnio wracałam z tatą z Biskupina do Poznania, zauważyłam taką ciężarówkę:

Zastanowiło mnie to, kto z Pałysów zajął się transportem piskląt?
Pozdrawiam, Marcelina”
No, ja nie wiem, Marcelino!!!
Czyżby Józinek się wziął za biznes?!?
Ale dlaczego aż w Pawłowie Trzebnickim?
Tak czy inaczej – kurczuś uroczy.
Dzięki za sygnał!
MM








Uprzejmie informuję, że kołysanka „Noc zagląda w okna” jest już na YT. Wystarczy wpisać tytuł.
Przed ostatnią zwrotką, niespodzianka.
PS A syneczek Mareczek ciągle nie śpi.
Coś w tym jest.
Dambo na ten przykład łaził po nocy zamiast spać.
Z Żeromskiego i z Żeromskim.
Casciolino, Karolciu, dziękuję za urocze zdjęcia!
Sowo P, kłaniam, kłaniam!- Księżyc jak żywy!
Kapucynko, no, jeszcze nic strasznego.
Zuziu12, „Ciekawie mówi, dużo piszemy i jest wymagająca”- o, jak dobrze!
Ostatnio dwie osoby spóźniły się na godz. wych.! Wtedy wychowawczyni mocno się na nie zdenerwowała. Powiedziała, że te spóźnienia sa liczone jako wagary i nie da się ich usprawiedliwić, a potem rzekła do reszty klasy „Macie teraz pokazówkę, a więc radzę wam w przyszłości nie wagarować!”.
Ale wczoraj pomogła mi zalogować się na e-dziennik, a na moje mętne tłumaczenia „Bo ja się kompletnie nie łapię w tym wszystkim”, odpowiedziała „Z e-dziennikiem każdy ma problemy”. To było pocieszajace:)
Dzień dobry!
No, nie, Pani Małgosiu, raz nie wiedziałam, to się zapytałam, odpowiedziano mi i już wiedziałam!:))
A co do polonistki, to ją polubiłam. Może nawet bardzo? W każdym razie niezależnie co by zrobiła i tak będzie lepsza od tej z podstawówki. Ciekawie mówi, dużo piszemy i jest wymagająca. I czasami groźna (Kapucynka by ją polubiła;) ), np. wczoraj wyrzuciła jednego chłopaka za drzwi. Chyba byłam bardziej przerażona niż on, bo spokojnie czytałam fragment mitologii, a tu nagle krzyk za moimi plecami. Po czym pani ze spokojnym uśmiecham kazała czytać dalej.
:)
Patrycjo, co z twoim językiem? Tzn., na co się zdecydowałaś w szkole? :)
Dzień dobry!
Zuziu, mi też było tylko troszkę smutno. :)
Mama raz zaśpiewała mi o małej żabce i bocianie. Nie muszę chyba pisać, jak się kończy. Potem już nie pozwalałam jej nawet zaczynać. No i proszę, teraz bardzo przejmuję się losem zwierząt, bawet chłopcy w klasie widząc, że patrzę, odpuszczają muchom. :)
Wiadomość prywatna – wedle uznania
A propos nieznajomości marcepana: niedawno trafiłam w sieci na rewelacyjny artykuł prof. Elizy Pieciul-Karmińskiej, tłumaczki literatury z języka niemieckiego, pt. „Tłumacz – archeolog słodyczy”. Artykuł jest nieco krytyczny w stosunku do innych tłumaczy (dlatego zastrzegłam wiadomość jako prywatną), ale podaje tak smakowite i istotne przeoczenia w istniejących tłumaczeniach naszego ulubionego „Dziadka do orzechów”, że ten artykuł trzeba koniecznie przeczytać. Uważam go za moje najważniejsze czytelnicze odkrycie tego lata. Jest dostępny on-line, łatwo go znaleźć.
Joanno, zanim Kapucynka tu wejdzie, ja dodam trzy grosze (a mogłabym więcej). Wg tej wychowawczyni uczniowie szkoły Żeromskiego NIE ŚPIA.
Dzień dobry! Znowu zaczynam dzień,zaglądając tutaj -nałóg.Na szczęście mniej zgubny,niż poranna kawa,której pić nie powinnam,ale nie mogę się wyleczyć.Teraz wypijam ją za Starosty i Wasze zdrowie.:)
Krzysztofie,pomyślałam już wczoraj o tym samym,ale nie śmiałam proponować.Może Twoja Córka,której Ci serdecznie gratuluję (jaki musisz być z nie dumny!), da się namówić.Kołysanka jest tak piękna,że aż pożałowałam,że nie znałam jej,kiedy mój syn był mały.Ale mamy jeszcze kilkoro dzieci w rodzinie,no i może kiedyś będę miała wnuki.:)
Iskro,jaki miły i wdzięczny tekst.Nigdy go nie słyszałam.
Dzień dobry!
Widowisko wczoraj było, trzeba przyznać!
SowoP, dzięki.
Joanno, cha,cha, no właśnie!
Swoją drogą, nasza Dziatwa pochłonięta szkolną codziennością, ostro ich biorą do galopu.
Zuziu12, jak to, jak to – nie wiedziałaś, co to marcepan?! Jakim to cudem stać się mogło?! Co za czasy!
Casciolino, ze względu na zapotrzebowanie społeczne sądzę, iż byłoby wskazane, abyś nagrała wzmiankowaną kołysankę i umieściła ją w wiadomym miejscu w sieci. Skoro do tej pory jej tam nie ma.
Księżyc widziałam po powrocie z pracy i był tak jasny,że aż trudno było mu się przyglądać. Czy księgowi znają może jedną z ulubionych kołysanek moich iskierek?
Przyjdź do mnie mały Jezusiku
mieszkać w dziecięcym pokoiku,
w lalczynym łóżku Cię ułożę,
będziesz miał ciepło mały Boże.
Lalka Ci miejsca ustąpiła,
teraz się pięknie pokłoniła,
a nawet wielki,groźny lew,
w kornym pokłonie schylił łeb.
Pieska uwiążę by nie szczekał,
pajac ukłoni się z daleka,
a miś na straży stanie z boku
by nikt nie zrobił krzywdy Bogu.
A jeszcze lepiej mały Boże
w serduszku moim Cię ułożę,
będziesz cieplutkie miał mieszkanie,
przyjdź tylko do mnie mały Panie.
DOBRANOC
Do pytania DUA do młodych Księgowych dodam jeszcze skierowane do Kapucynki – jak tam nowa pani wychowawczyni,czy powiedziała ostatnio COŚ STRASZNEGO?Bardzo jestem ciekawa.Szkolne życie mnie fascynuje,to skrzywienie zawodowe.:)
Tak jest, Chesterko! O to chodzi.
Rola bajek i baśni w wychowaniu i kształtowaniu postaw wobec życia jest wręcz fundamentalna.
Polecam rodzicom książkę „Cudowne i pożyteczne” Bruno Bettelheima.
Dobranoc, Lunofile!
Aaa… już rozumiem. Za młodu nie uczyła się ostrożności na bajkach, to teraz nie boi się „wilka w lesie”. Wszystko jasne. Chesterka zanalizowała.
Celestyno,usypialam mojego siostrzenca pieśnią „Ja wiem w Kogo ja wierzę „,którą nota bene bardzo lubię. Dzialalo idealnie. ;)
Ha! Sebajko! A ja się dużo wcześniej połapałam i Cię złapałam (w sieci)!
Czytam regularnie.
Sowo P (wiad.pryw.) – przysyłaj, wspaniale! Czy wpiszesz tu prywatnie swój adres, żebyśmy się odezwali? Będzie prędzej.
Zgredziku (wiad.pryw.) – dziękuję – też nie znam i aż się boję, co to tam wymyślą. Skłonność do gryzienia się nawzajem występuje ostatnio epidemicznie. Ale kto wie, może mają dobre chęci.
Zuziu 12, Patrycjo, no jakże tam panie polonistki w Waszych nowych szkołach?
Zupełnie nie mogę się połapać… Ja jeszcze pamiętam starą, czarną KG. I Was…
Moja chrześniaczka zawsze bała się klasycznych bajek. Pamiętam, jak czytałam jej Śnieżkę. Doszłam zaledwie do złej macochy, gdy dwuletnia Zośka spojrzała na mnie okragłymi z zaniepokojenia oczyma i powiedziała: „zła? Dlacego zła? Nie cę”. I tak wszystko się kończyło. A dziś chce objeżdżać świat w pojedynkę i trzeba tę dwudziestolatkę miarkować. Zrozum tu człowieka.
Casciolino i Krzysztofie,dziękuję za chwilę wzruszenia.Piękne,przejmujące są słowa tej kołysanki.
Mnie mój obdarzony pięknym głosem Tata śpiewał „Był sobie król”.Miło to wspominam,chociaż to „królewnę myszka zjadła” było trochę traumatyczne.:)
No patrzcie Państwo! Przy ostatnim wpisie komputer powiedział do mnie: ” wysyłasz zbyt szybko kolejne komentarze, zwolnij troszkę”. Ja? Ja wysyłam zbyt szybko? Jeden komentarz na dzień to chyba nie jest zbyt szybko, mój panie! A to drań.
I ja śpiewałam wiewiórkom o tej ekipie z marcepana, bez znieczulenia śpiewałam. W dodatku okrrropnie trrragicznym tonem. W rezultacie … ryczałyśmy wszystkie ze śmiechu i nie było żadnego spania. Tragiczne, krwawe wiewiórki :)
Dobry wieczor!
Przetestowalam na kilku maluchach nieprawdopodobne dzialanie koledy „Lulajze Jezuniu” (przyznaje, ze nie tylko w okresie zimowym…)
Trzeba przyciszonym, niskim glosem, dosc wolno ja spiewac. Placzace dziecko uspokaja sie, uwaznie slucha, a nastepnie blogo zasypia. Radze sprobowac.
Zuziu, to bardzo dobrze, że jest Ci jak to nazywasz „tylko smutno” podczas słuchania kołysanki ,
bo tak właśnie ma być :)
Kołysanki są piękne i smutne, bo pożegnanie z każdym dniem jest trochę smutne…ale tylko trochę :)
Dzień dobry!
Jakie to wzruszające, Krzysztofie i Casiolino! Niesamowite!
Moja Mama też mi zawsze śpiewała „Był sobie król” bez „owijania w bawełnę”. Nie wiem, może jestem nie wrażliwa, ale zazwyczaj było mi tylko smutno. No i nie wiedziałam co to marcepan. ;)
Oczywiście to nadal moja ukochana kołysanka i zawsze popadałam w melancholię, gdy mi ją Mama śpiewała. Teraz też lubię jak mi tak ponuci.
A! i jeszcze ubóstwiam „Z popielnika na Wojtusia…”. Czy mi się wydaje, czy wszystkie kołysanki są tak pięknie smutne?
Lecę oglądać Księżyc!
Och, on jest jak zachody słońca, każdy jest inny i do tego taki tajemniczy, spokojny i piękny.
Dobry wieczor!
Jaki piekny kolysankowy fluid Krzysztofa i Cascioliny.
Moje Dzieci tez bardzo lubily „Aaa, byly sobie kotki dwa”, nawet sporo zwrotek pamietam. Spiewalam im tez kolysanke „Byl sobie krol, byl sobie paz…” (bez strasznych momentow!) oraz piosenke „Kasztany” (Kochany, kochany, leca z nieba jak dawniej kasztany…). A zima – koledy, tez na dobranoc.
My obejrzeliśmy zaćmienie z ogrodu. Trzeba korzystać z ostatniej ciepłej nocy!
Księgowe rozważania księżycowo-marynistyczne przypomiały mi o moim niespełnionym marzeniu dzieciństwa: składanej lunecie żeglarskiej. Nadszedł czas, by to marzenie spełnić – kupię dziecku :D. A to z kolei przypomniało mi, że wciąż liczę z Sowiątkiem na pierwszy egzemplarz „Księgi Piratów” w tłumaczeniu Adminki ;)
Przyglądam MU się sącząc sobie czerwone wytrawne winko (a, co) i stwierdzam, że zrobił się płaski
i wygląda jakby był przyklejony do nieba.
Czekam na kulminację :)
Fluid! Właśnie weszłam, żeby powiedzieć, że go widziałam z ogrodu: wielki, żółty i przyćmiony, nie błyszczy wcale.
A teraz już wylazł tak wysoko, że kulminację obejrzę z okna mojej pracowni.
Srebrny Glob jest dziś żółciutki! :) Kulminacja zaćmienia o 20.55.
Sowo, bardzo to ciekawe co piszesz o Pełni Żniwiarzy .
Justysiu ,zgadza się :))
Krzysztofie, Casciolino, piękna kołysanka.
Dzien dobry.Piekna kolysanka,rowniez sie wzruszylam.Dziekuje KrzysztO I Ciasciolina.
Nie wiem, czy z powodu półcieniowego zaćmienia Księżyc nie będzie dziś słabiej świecił. Podobno ta dzisiejsza pełnia nadawała się do nocnych prac polowych, stąd nazwa. W czasie pełni w dawnych czasach organizowano też bale, bo na drogach było wtedy na tyle jasno, że można było dojechać powozem na bal bez dodatkowego oświetlenia.
„Zaczarowana królewna” dużo lepsza, Casciolino. Chociaż tam na końcu historii pojawia się spetryfikowany książę. Dziwne, ale nie przeraża mnie to tak jak wersy „lecz straszny los, okrutna śmierć w udziale im przypadła”. Tu chyba nie o samo zjedzenie chodzi, tylko o to mocne podkreślenie sytuacji. Sowiątko np. kocha historyjkę o Kołaczyku zjedzonym przez lisicę, pamiętacie to?
Piętaszku, to jest „Kołysanka dla Okruszka”, 1978, skomponowana przez Seweryna Krajewskiego i przez niego śpiewana. Pamiętam ten teledysk z polskiej TV, gdy byłam dzieckiem. Pan Krajewski grał na gitarze i śpiewał, a mały chłopczyk mu asystował. Ech, wspomnienia.
Oj, co ja z tym Andrzejem Sewerynem ;) Oczywiście Seweryn Krajewski skomponował muzykę
do ” Kołysanki dla Okruszka „.
Krzysztofie i Casciolino – wzruszyłam się .
Tekst – Agnieszka Osiecka
Muzyka – Andrzej Seweryn
„Królu mój, Ty śpij, Ty śpij a ja
Królu mój, nie będę dzisiaj spał.
Kiedyś tam, będziesz miał dorosłą duszę,
Kiedyś tam, kiedyś tam…
Ale dziś jesteś mały jak okruszek,
który los rzucił nam.
Skarbie mój, Ty śpij, Ty śpij a ja,
Skarbie mój, do snu Ci będę grał.
Kiedyś tam, będziesz spodnie miał na szelkach,
Kiedyś tam, kiedyś tam…
Ale dziś jesteś mały jak muszelka,
Którą los zesłał nam.”
Oj, jakie piękne słowa tej kołysanki. Dziękuję, Casciolino i KrzysztOfie :)
Tylko na jaką nutę ja zaśpiewać?
Może coś wymysle…
U nas okazały stratocumulus pokrywa cale niebo i nie zanosi się na poprawę.
Tak, szykujemy się na oglądanie Pełni Żniwiarzy – pogoda bezchmurna, a już minionej nocy tak było jasno, że spać nie mogłam.
Ach, jaki cudowny Fluid taty i córki! Trzy minuty różnicy czasowej.
Brawo, Krzysztofie i Casciolino!
Casciolino, kiedy Dzieci były małe, śpiewałam im „był sobie król… ” oczywiście, ale ostatnia zwrotka,
to było : m m m m m m m m m m m m m m m…m. No, jakoś nie mogłam…. No i mam teraz
dwójkę wrażliwców.
„Pod zielonym jaworem…” – drogi Starosto, śpiewała mi moja kochana Babcia. Pamiętam, słuchałam z rozdziawioną buzią i czekałam , co będzie dalej. Ale Babcia odśpiewywała mi wszystko do końca , niczego
nie ” owijając w bawełnę”.
Just, niestety nie znalazłam nagrania, pamiętam, że Mama nauczyła się jej ze starej kasety magnetofonowej.
Tekst natomiast, lekko przeze mnie zmodyfikowany, brzmi tak:
„Noc zagląda w okna, wszystkie dzieci śpią
Zaśnij mój syneczku, senki już się śnią
Zasnął już kot w butach i pluszowy miś
A ty jeszcze nie śpisz, synku, choć już płyną sny.
Kiedyś gdy dorośniesz, kim będziesz, kim?
Jak najlepiej uczyć Ciebie mam byś umiał żyć?
Chwil jest tak niewiele, kim będziesz, kim?
Może ludziom przyjacielem wiernym w czasie złym.
Może komuś uśmiech dasz gdy roni łzy
Powiesz kilka ciepłych słów, gdy trudne dni
Może będziesz kochał ludzi, kochał świat
I na zło odpowiesz dobrem, może będzie tak.
Skarbie mój największy, zmruż oczęta, zmruż
Śnij o barwnych kwiatach, brzegach cudnych mórz
O tym śnij, co piękne, w niebo prosto idź
Skarbie mój maleńki, jasny, śpij już teraz, śpij.
Śpiewam kołysankę, bo już pora snu
Śpiewam Mareczkowi, pragnień moich stu.
Pobłogosław, Boże, Twoich dzieci sen
Daj nam wszystkim jutro rano nowy, dobry dzień.”
Sowo, przyszło mi do głowy, że z Karłowicza najbardziej kołysankowa jest „Zaczarowana królewna”, jak sądzisz?
„Ci z Dziesiątego Tysiąca” Broszkiewicza czytałem w dzieciństwie wielokrotnie, niewykluczone, że ta książka zbudowała moje zainteresowanie SF. A oprócz wymienionych jest jeszcze „Długi, deszczowy tydzień”.
„Noc zagląda w okna, wszystkie dzieci śpią
Zaśnij mój maleńki, bajki już się śnią
Zasnął już kot w butach i pluszowy miś
A ty jeszcze nie śpisz synku, choć już płyną sny.
Kiedyś gdy dorośniesz kim będziesz, kim?
Jak najlepiej uczyć Ciebie mam byś umiał żyć
Chwil jest tak niewiele, kim będziesz, kim?
Może ludziom przyjacielem wiernym w czasie złym.
Może komuś uśmiech dasz gdy roni łzy
Powiesz kilka ciepłych słów, gdy ciepłe dni
Może będziesz kochał ludzi, kochał świat
I na zło odpowiesz dobrem, może będzie tak.
Skarbie nasz największy, zmruż oczęta zmruż
Śnij o barwnych kwiatach, brzegach cudnych mórz
O tym śnij co piękne, w niebo prosto idź
Skarbie nasz maleńki, jasny, spij, już teraz śpij.
Śpiewam kołysankę, dwojga młodych serc
Śpiewam ją synkowi, pragnień naszych serc,
Pobłogosław Panie Twego dziecka sen
Daj nam wszystkim jutro rano nowy, dobry dzień.”
Księgowi-lunofile, przygotujcie się na nieprawdopodobny widok nieziemskiego (nomen omen) Księżyca wieczorem. Tutaj jest już wysoko.
Nie słyszałem wcześniej o Pełni Żniwiarzy. Ale już wiem, co to jest.
Oczywiście , zgadzam się – rysunki portretowe Leonarda powalają, zresztą jak wszystko, co robił.
Ja, stale staram się mieć przed oczami ( i to nieustannie stawia mnie do pionu) reprodukcję przedstawiającą
„Głowę młodej kobiety”, patrzącej tajemniczymi, przeźroczystymi oczami, przywodzącymi na myśl toń
górskich jezior. Doprawdy, hipnotyzujący to widok.
Jak zapewne wiecie, Leonardo na swoich rysunkach zapisywał różne prozaiczne rzeczy . Np. na jednym
z nich ( bodajże ostatnim) znajdowała się informacja, iż Mistrz właśnie kończy rysowanie i idzie zjeść zupę.
„Z cukru był król, z piernika paź, królewna z ma-a-rrr-cepaaana.”
Królewnę myszka zjadła.
Kołysanka mojej Mamy i Cioci.
A jeszcze:
„Pod zielonym jaworem, jaworem, stała lipa zielona,
a pod tą lipą śliczna Krakowianka
drobne listeczki zbierała.”
A kończyło się równie źle:
„Ach, ścinaj, kacie, moją białą szyję,
niech ja już więcej nie żyję!”
Odpowiedniczki dzisiejszych horrorów. Ale chyba ładniejsze i strawniejsze dla dziecka.
Masz rację Casciolino, Karłowicz (Heine) nie jest odpowiedni na kołysankę. Ale podoba mi sie, przywodzi na myśl „Świteź”. Cukiernicza śmierć jakoś też ostatnio wydała mi się przerażająca i już nie śpiewam tej kołysanki. Na szczęście mój synek i tak preferuje „Królu mój” (Klumuluj) i „Złotowłosą królewnę”.
„Kluska, kefir i tutejszy” tegoż autora była mi pociecha, kiedy po przyjeździe na kolonię (5 klasa) rozchorowałam się ileżałam w izolatce. Gdy ja skończyłam, wynaleziono dla mnie „Romeo i Julię” Szekspira. A potem gapiłam się godzinami w przesuwajace się za oknem chmury. Szukałam podobieństw w ich kształtach, czekajac, czym nowym mnie zaskocza. To było wciagajace.
Nie, nie jest mi znana, Casciolino. Gdzie ja mozna usłyszeć?
U mnie na pierwszym miejscu jest ” Aaa, kotki dwa…”. Nuci ja nawet tatuś Giorgia :)
Słyszałam jej różne wersje, ale najlepiej mi wychodzi ta, którą śpiewała mi Mama.
(miało być oczywiście „leciuchno”, a nie ” cichutko” w tytule pieśni)
Sowo, dziękuję!
Karłowicza nie śpiewam synkowi, głównie z powodu tekstów. Dla tych, którzy nie wiedzą, pieśń „Śpi w blaskach nocy morska toń, cichutko szemrzą fale” kończy się słowami „bo to, co raz chwyciła śmierć, nie wróci się do życia”.
Jak dotąd Marco gustuje w klasyce, czyli ” aaa, kotki dwa”, „był sobie król” (tam też występuje śmierć, ale tylko „cukiernicza”, jak się okazuje w ostatniej zwrotce), „cichy zapada zmrok”. Najważniejsza jest dla mnie kołysanka, którą nam śpiewała Mama, „noc zagląda w okna”. Czy znana księgowiczom?
Poznanianko, fakt, panowie w Anglii często bywają zamiłowanymi ogrodnikami, wiem o tym. Inspektor też ma ogród (który od czasu do czasu usiłuje uporządkować, ale raczej z konieczności zostawia to żonie). A jednak! Postrzeganie świata głównie poprzez piękno ogrodów nie jest charakterystyczne dla szorstkiego i władczego inspektora policji, właśnie będącego w trakcie rozwiązywania skomplikowanej zagadki brutalnej zbrodni. Nawet jeśli, jak Wexford, jest to inspektor o ludzkiej wrażliwości, lubiący czytać i mający głowę pełną literackich cytatów.
Inspektora Dalgliesha bardzo lubię! – choć świetne książki PD James są dla mnie nieco zbyt ponure.
Ateno, no bo jestem przecież babcią!- i to dumną!
A jak tam regaty? Znów sukces?
Tak, Rozmarynie – i czujemy się takimi drobinami…
Odpowiedź na Twoje pytanie: Jerzy Broszkiewicz oczywiście. Bardzo dobry autor, lwowianin. Powieści dla młodzieży, ale i dla dorosłych. Napisał m.in. powieść o Chopinie – „Kształt miłości”.
Ta wystawa to musiało być przeżycie! Niedawno oglądałam z wnukami ogromny album Taschena o Da Vincim, zawierający także wszystkie jego rysunki techniczne i medyczne. Dzieci się dziwowały, zwłaszcza jego zapiskom odręcznym (pisał jak dyslektycy – w odbiciu lustrzanym, ale to podobno dla zachowania sekretu), a ja chyba jeszcze bardziej – myślałam o tym, któż to nam zesłał takiego wizjonera i geniusza, a zachwycałam się, jak zawsze, tymi boskimi, cudownymi rysunkami portretowymi (miękki ołówek, węgiel lub czerwona kredka). Są porywające.
Dzień dobry po nocy przespanej bezpiecznie we własnym łóżku!
Oczywiście te rojenia o Kosmosie są raczej w sferze wyobraźni niż rzeczywistości. U mnie się zaczęło, gdy byłam dziecięciem, od lektury książki „Wielka. większa i największa” (zapomniałam autora). Czy ktoś zna? Był też film, ale książka to książka.
Myślę, że marzenia są bardzo wielką siłą napędową. One każą ludziom dążyć do niemożliwego i często to niemożliwe okazuje się możliwe. Pęd do latania na przykład. Zazdrościliśmy ptakom od wieków. Leonardo da Vinci próbował konstruować maszyny latające. Widziałam we Francji, w ostatniej rezydencji Leonarda Clos-Luce (pod Amboise), wystawę makiet maszyn latających wykonanych na podstawie rysunków Leonarda. Były piękne.
Wielki malarz Renesansu byłby zachwycony widząc dziś, jak ludzie potrafią przemierzać przestrzeń, nie tylko w obrębie Ziemi, ale i w kosmosie. On już wiedział, że Ziemia jest okrągła i że krąży dookoła Słońca. Nie wiedział jeszcze, że nasz Wszechświat powstał ponad 14 miliardów lat temu, a my już wiemy. To bardzo zmienia widzenie świata.
Poczulam dzisiaj (zagladajac tutaj) jak w Swieta Bozego Narodzenia u babci. Wieczorami siadywalismy przy piecu, ze o choince nie wspomne, i gawedzilismy.
KrzysztofieO, dziekuje za te cieple opowiesci o Borchardtcie, milo sie dowiedziec, ze byl taki w zyciu jak i w swoich ksiazkach.
( Wczoraj podczas regat, szurnelam kolege w glowe bomem od spinakera (na szczescie maly ten bom i zupelnie lekki).W zdenerwowaniu, ze mam opanowac dwie liny w jednej sekundzie, wszystko pomieszalam.)
Mamo Isi, to musial byc pyszny widok.
Musze poogladac te zaglowce.
Lubie Was.
Zerknęłam tylko na czołówkę, jest piękna, a ja nie jestem fachowcem.
Myślałam natomiast o Ruth Rendell i ogrodniczych zamiłowaniach tego policjanta. Nie wiem, jacy są Anglicy i pewnie nie da się generalizować, ale stereotyp jest chyba inny niż w Polsce – panowie znają się na kwiatach!
A zwłaszcza policjanci – np. inspektor Barnaby (Caroline Graham oczywiście), na piękno przyrody, jak to poeta, zwraca też uwagę Adam Dalgliesh ( P. D. James). No, ale rzeczywiście autorkami są kobiety…
Dobranoc!
Tak, to prawda! Śliczny jest ten kościółek św. Wojciecha.
Przez wczesne lata szkolne to była nasza (mieszkańców ul. Kościuszki) parafia.
Proboszcz miał piękne rozarium w kościelnych ogrodach.
Kliper? Ale który to z nich? Tam są przynajmniej trzy różne żaglowce. W miarę rozwoju firmy Mr Onedin kupował (lub zdobywał) coraz to większe jednostki, a zakończył zakupy na świeżo wynalezionym statku parowym.
Co do niewolników: a to ulga.
Ja znowu krótko i na marginesie „Onedin Line”. To raczej jest kliper, nie fregata.Fachowcy na pewno potrafią to wyjaśnić dokładniej. A Brytyjczycy już wtedy nie handlowali niewolnikami od dobrych kilkudziesięciu lat. O kampanii abolicyjnej pięknie opowiada oparty na faktach film „Amazing grace”, jak wskazuje tytuł z lubianym tutaj wątkiem muzycznym. Polecam!
I jeszcze o „Bisogna morire”- słyszałam ją ostatnio w czerwcu na poznańskiej Śródce w kościele św. Małgorzaty!
To uzupełnię też mój krótki wpis poznańskich koncertach Helene Schmitt. Pamiętałam, że to było dawno, sprawdziłam – w 2007 roku! Szczególnie dobrze wspominam ten w kościele św. Wojciecha -wrześniowy późny wieczór- początek o 22! Srebne gwiazdy na niebie i złote na sklepieniu – kościół jest gotycki, ale polichromia XIX-wieczna, przypomina tę z kościoła mariackiego w Krakowie, bardzo pięknie wygląda oświetlona.
Jeszcze się wpiszę, bo nie wytrzymam:
Casciolino, a śpiewasz też dziecku do snu „Śpi w blaskach nocy morska toń”?
Anielski masz głos, to prawda :):)
Czarne owce, „ciemność, cisza, samotność”, Księżyc dzisiaj opasły jak „Ciotka”, przemyślenia o pracy bibliotekarza,
to wszystko i po mojej głowie się kołacze. Słowem fluidy jakieś krążą (niezależnie od freudów).
A Kosmos najchętniej podziwiam z mojego okna.:)
Tło muzyczne DUA, sceneria oraz napisy nawet (swoją drogą, takie widywałam w filmach o Dzikim Zachodzie)w wymienionym tutaj serialu,
wszystko to stanowi moją ulubioną mieszankę z lat dziecinnych o nazwie „kino familijne”. Podobnie, jak
u Celestyny zasiadaliśmy do takich filmów całą rodziną i było wtedy tak, jak lubiłam najbardziej .:)
Też miałam skojarzenie z czarną owcą! Alem zmilczała.
Zgredziku, chyba czytałam dziś to samo na Twitterze.:) Mama tak mówiła do syna -lotnika. ” Tylko pamiętaj, lataj nisko i powoli!”
No i nie w Kosmos, oczywiście. Sowo, rozumiem Cię całkowicie.
Swoją drogą, obejrzałam niedawno po raz kolejny „Odyseję kosmiczną 2001” Kubricka (chciałam sobie przypomnieć główny motyw muzyczny – ten Richarda Straussa – który tak świetnie się wpisuje w scenę, gdy małpolud rzuca w górę kość!). Oczywiście wciągnęło mnie i obejrzałam aż do końca, ale puszek na głowach to oni nie mieli, lecieli sobie komfortowo, oddychając tlenem. Inna sprawa, że tylko niektórzy – bo reszta leciała w stanie hibernacji, brrr.
Wiem, że cztery wpisy pod rząd to już lekka przesada, ale tyle tu się dziś ciekawych wątków przewinęło… Mamo Isi, czarna kura-Włoszka nie chadza ostatnia, tylko znosi jajko jako ostatnia (późnym wieczorem). Myślę, że to w pewnym sensie odpowiednik czarnej owcy albo brzydkiego kaczątka – czyli zwierzątka, które nie daje powodu do dumy, bo odstaje kolorem od reszty.
A niech latają, byle nisko i powoli.
(To z lotniczego dowcipu)
KrzysztOfie, miałam ciocię, która była kierowniczką biblioteki. Zawsze bardzo się denerwowała, gdy wzdychałam z zazdrością: „ale Ci dobrze, możesz czytać książki w pracy…”. Bo to była ostatnia rzecz, na którą miała w pracy czas.
„Freudy latają.” – tak mawiała moja przyjaciółka. :)
DUA, a jak nazwać to zjawisko, kiedy zdanie „Handel niewolnikami dyskretnie pominięto” odczytuję jako „Haendel niewolnikami…”?
Jutro Pełnia Żniwiarzy i do tego ostatnie w tym roku zaćmienie. Podobno Księżyc będzie ciut ciemniejszy niż zwykle.
Rozmarynie, oczywiście masz rację. Dziecko będzie robić to co chce i nic do tego mają moje macierzyńskie tęsknoty. Ale tu nie chodzi nawet o to, że dziecko ma być stale w zasięgu ręki (szczególnie, że będąc w kosmosie może kontaktować się ze mną częściej niż mieszkając i pracując nawet w tym samym mieście), ale raczej o moje wyobrażenie, czym jest kosmos: ciemność, cisza, samotność. I moje Sowiątko przemierzające tę bezkresną próżnię w metalowej puszce z bańką na głowie niczym Pan Soczewka, zdane na łaskę elektroniki i kilku współtowarzyszy podróży, ech…
Dobry wieczór! Dzisiaj „Laudate dominum” Mozarta rozbrzmiewało w Kościele Św Marii Magdaleny we Wrocławiu. Było wspaniale!
Maluszek Cascioliny ma szczęście.:)
Celestyno, kupiłam sobie ten serial raczej w ciemno, po prostu wiem, że BBC robi świetne filmy. I kiedy zaczęłam oglądać, także miałam wrażenie, że widzę to nie po raz pierwszy. A przecież, o ile mi wiadomo, w naszej TV go nie pokazywano. Ciekawe.
Ale prawda, że wspaniała czołówka?
Zachwycają mnie żaglowce. Zwłaszcza te dawne – prawdziwe poetyckie arcydzieła genialnych konstruktorów, a jakie piękne przy tym!
Joanno, śpiewam, owszem, ale od jakiegoś czasu podstawa mojego repertuaru to kołysanki. Zwierzę sceniczne zamieniłam na kurę domową. Hehe. Mam jednak nadzieję, że wkrótce uda mi się te dwie rzeczywistości pogodzić.
DUA, pięknie dziękuję za komplement.
Pani Malgorzato! Ta muzyka Chaczaturiana przywodzi mi na mysl dziecinstwo, przenioslam sie w czasie.
Pamietam, kiedy jakiegos dobrego filmu zasiadalo sie cala rodzina, rzadko.
Nie wiem czy kiedykolwiek widzialam choc kawalek tego serialu, ale takie napadaja mnie skojarzenia kiedy slucham tej muzyki.
To do dzieła, Mamo Isi!
Jesteś na dobrej drodze :)
Tutaj mówią, ze kto zna języki słowiańskie, ten szybko sie nauczy włoskiego.
Coraggio!
Na szczęście kurczaczek przeżył i ma się dobrze. Moja dwuletnia kuzynka każdej napotkanej osobie opowiadała historię :” Kurczak się wykluł. Z jajka!”. Albo inną : „Gdzie wpadła Maja? W pajęczynę. Kto ją uratował? Konik polny.” Przy „W pajęczynę” miała łzawy głosik. :D
No, szkoda. ….Yyy, że zrezygnowała . ;)
Just, po prostu znalazłam necie linka „Animali e animaletti: kurze przysłowia”;) Jest ich tam więcej. Oraz materiały do nauki języka włoskiego. To jeden z tych języków, które bym chciała umieć.
A za mną wciąż chodzi ciaccona Schmelzera i ta druga, która zaraz po niej leci – Bertalli’ego. Nie mam nic przeciwko; niech chodzą, są przepiękne.
Wilku Morski, psa wtedy nie mieliśmy, niestety. Ale błąkała się nasza kocica;)
A razu pewnego nawet dojechał do kraju (z Alicante) Siaś Rowiński. To dopiero było spotkanie II rocznika Szkoły Morskiej w Tczewie!
Otz, we wspomnieniach Janiny Porazińskiej, autorka opisuje jak gęsiarka, ilekroć jej się gęsi rozlazły, wymachiwała czarną szmatą na kiju i krakała, a wtedy przerażone gęsi pędziły do niej, co sił w łapach.
Może to być, że każda czarnopióra stwora to dla drobiu któreś z krukowatych, czyli zagrożenie.