Przed 1 września

chinka

 

…Czem w polu zasiew, czem zawiązka w kwiecie,

Tem w życiu męża szkolne sześciolecie.

Trudno dziś skupić te drogie obrazy,

Choć się ich tyle do wspomnienia ciśnie.

Choć jeszcze teraz, po ileż to razy!

Szkolną ławicę albo dzwonek przyśnię!…

 

Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, czyli: Uczennice, Uczniowie, Rodzice, Babcie i Dziadkowie oraz Nauczyciele!

Przed nami wszystkimi – nowy Rok Szkolny. Niech nam przyniesie dużo pracy (bo praca jest dobra!) i wiele satysfakcji z należytego wypełnienia zadań (bo nie masz nic lepszego!). Ta satysfakcja jest obopólna – obejmuje i młodych, i dorosłych.

 

Snadź, że wyczytał przestrach z mojej miny,

Bo mię pod brodę pogłaskał łaskawie,

Potem znienacka zapytał z łaciny,

Ja mu pijarską grammatykę prawię…

(…)

Ksiądz prefekt bada — Bóg mi dopomaga,

Ja odpowiadam przytomnie i lotnie,

Przebiegł tablice Pitagorasowe,

Kazał Rzym święty znaleźć na atlasie

I rzekł poważnie, całując mię w głowę:

«Wybornie chłopcze — będziesz w drugiej klasie!»

Ojciec wesoły, że nam w jednej chwili

Koszt całoroczny i honor ocalał,

Wziął mię w objęcia — do swych piersi chyli,

«Proszę aspana!…» i łzami się zalał.

(Władysław Syrokomla  – Urodzony Jan Dęboróg, fragmenty)

 

Ojciec tego chłopczyka, o którym mowa w poemacie Syrokomli, został chyba trochę przez autora pokrzywdzony. Jako długoletnia mama uczniów mogę to z całą pewnością powiedzieć: rodzic nie tylko dlatego zalał się łzami, że „koszt całoroczny i honor ocalał”, ale przede wszystkim dlatego, że przepełniała go radość i duma z syna, a także wielkie wzruszenie, bo ten jego malec, ten łobuziak, potrafił przyswoić sobie aż tyle wiedzy…

A nauczyciel pocałował chłopca w głowę, bo także był z niego dumny. I widział, że praca z tym uczniem nie poszła na marne. I cieszył się, że swoim wielomiesięcznym trudem  pomógł w rozwoju nowego człowieka. I był małemu człowiekowi za jego wysiłki wdzięczny.

Takich właśnie dobrych uczuć życzmy sobie wszyscy w nowym Roku Szkolnym!

 

A co do zdjęcia: przysłała je z Paryża KC BeataV. Właśnie je dostała mailem od męża, który natknął się na tę uroczą rzeźbę w San Francisco, w dzielnicy chińskiej – i zechciała się z nami tym podzielić.

Bardzo odpowiednie zdjęcie na początek roku szkolnego. To chyba mała chińska uczenniczka, jak myślicie? A jakie ma  bujne warkocze!

Piesek bardzo sympatyczny.

Dziękujemy, BeatoV!

Wszystkich ściskam serdecznie –

Wasza

MM

277 przemyśleń nt. „Przed 1 września

  1. A, to i ja Cię pozdrawiam, Andżeliko, mam też nadzieję, że będziesz dużo czytała!
    Przesyłam też pozdrowienia dla Waszej Pani!

  2. Dzień dobry Pani Musierowicz dostałam zadanie domowe ze szkoły polskiej w Chelles żeby do Pani coś napisać przeczytaliśmy fragment kłamczuchy z podręcznika bardzo mi się spodobał mam nadzieję że Pani bedzie kontynuować pisać książki.

    Bardzo serdecznie pozdrawiam

  3. Kochany Mistrzu! Bo przecież tak Cię nazywaliśmy!!! Do dziś mam dużo dzięczności dla Pana!
    Aktorka nie zostałam, studiowałam polonistykę. Rożne rzeczy robiłam, jestem mama 3 córek, które kochaja ksiażki. Czy można zapytać, co Pan obecnie robi? Czy mógł Pan cieszyć się swoim zawodem przez te wszystkie lata? Pozdrawiam perfekcjonistę i romantyka, bo tak Pana pamiętam;) Krysia z kółka teatralnego TBO w Gdańsku. Dziękuję za znak życia!

  4. Panie Wojciechu, witam Pana serdecznie i cieszę się, że trafił Pan do mnie, by przeczytać dobre słowo od Chesterki.

    Pozdrawiam mile!
    MM

  5. Oficjalnego nie było.
    Ale liczyłam na to (i wydawca też), że po wakacjach oddam. Nic z tego!
    Muszę jeszcze sporo popracować.

  6. Dla mnie nastoletniej Jeżycjada i „Tym razem serio”, były pierwszym obrazem ciepłej, kochającej się i pełnej rodziny, z którym się zetknęłam. Pod ich wpływem zawsze bardziej chciało mi się (i nadal chce) starać być lepszym człowiekiem. Będę za to wdzięczna do grobowej deski :)

  7. Od tygodnia nie daje mi spokoju to szkolne (niekoniecznie pierwsze!) sześciolecie chłopca. Żeby sześcio- czy siedmiolatek wyuczył się z powodzeniem łaciny, gramatyki i Pitagorasa? Geniusz to być musiał jakiś? Mając w pamięci Michasia Sienkiewicza, bardziej mi to jednak pasowało po prostu na szkołę sześcioletnią. Ostatecznie mile „zmusiła” mnie Pani do przejrzenia poematu Syrokomli. Ha! I już w początkowej części Jan opowiada, że ojciec zdecydował się posłać go do szkół, gdy „był już sobie rosłe pacholę, runiał mu wąsik na krasnej twarzy”. No, to chyba ciut więcej latek miał niż siedem, uff. Ojcu marzyła się szkoła jezuicka, ale takiej nie było. Do wyboru miał więc pijarów (ale „z pijarskich książek łacina chuda) albo lokalnego księdza proboszcza (definitora). Druga opcja nie wydawała się ojcu godna szlachcica (nawet zubożałego), bo oznaczała uczestniczenie w pracach na wsi. Z braku pieniędzy Janek trafił jednak do księdza definitora, na rok, dwa lata (nie jest to powiedziane jasno) i tam się wyuczył łaciny etc. Chłopiec był zachwycony wsią, ale ojciec nie. Ostatecznie zebrał grosz i dziecko postanowił oddać do pijarów, tam go na wstępie przeegzaminowali i przyjęli od razu do drugiej klasy. Stąd honor uratowany – bo wreszcie dzieciak trafił między szlachtę, a pieniądze odzyskane, bo jedną klasę nauki mu darowali :) Potem jest jeszcze krótka relacja z pozostałych 5 lat nauki, które szybko chłopcu zleciały. Ileż on mógł mieć więc lat? Nie wiem, ale jeśli założyć, że poemat zawiera wątki autobiograficzne, to mógł mieć jakieś 10 – tyle przynajmniej miał Syrokomla, gdy poszedł na nauki do dominikanów, na 5 lat właśnie. To i tak jak na dzisiejsze standardy wcześnie, by deklinować po łacinie, ale budzi nieco mniejsze kompleksy :D

    A na koniec ten cudny fragment poematu – co ksiądz definitor powiedział dumnemu jak paw ojcu, gdy chłopiec wrócił do domu po ukończeniu szkoły:

    „Braknie mu jednej rzeczy… – A czegóż to proszę? –
    – Mądrości sokratycznej – poznania, że głupi.
    Lecz z czasem i to przyjdzie – duma zniży rogi,
    Kiedy prawdziwa mądrość przetrawi się w głowie…
    Tymczasem daj mi rękę, wychowańcze drogi,
    Nie gniewaj się na starca, gdy ci prawdę powie”.

  8. BeatoV, głęboko zakorzeniona skromność każe mi potraktować Twój wpis jako prywatny, ale w jednym przyznaję Ci rację: udany się trafił egzemplarz, nad wyraz!

  9. KokoszaNel, dziękuję za uroczego Chłopczyka z Wiewiórką!
    Nasza Wójtowiewiórka będzie wzruszona, gdy się dowie, że dedykujesz to zdjęcie jej, w podzięce za „Lawendową czarownicę!”

  10. Ten tytuł musiałby brzmieć: „Tym razem jeszcze bardziej serio”.
    Dzięki za dobre słowo, Joanno.
    (Subtelny zarys, powiadasz? …!)

  11. Cóż ja mogę powiedzieć,Ulubiona Autorko,chyba tylko jak zwykle -dziękuję za wszystko.:)Może dzięki Pani już mi te uszka więcej w tym roku szkolnym nie oklapną.Szok powakacyjny powoli mija,moja nowa klasa wygląda na miłą,jakoś znowu uwierzyłam,że dam radę.A opowieść o Pani wspaniałych Nauczycielach tylko mobilizuje i dodaje sił.
    Mnie też na szczęście udało się kilku takich spotkać.Takimi byli też moi Rodzice -oboje poloniści.Jeszcze teraz nieustannie spotykają się z sympatią i wyrazami uznania swoich dawnych uczniów.Mój Tata,kiedy jeszcze pracował, zawsze powtarzał,że najważniejsze to widzieć w uczniu człowieka.I jeszcze to,że uczeń zniesie każdą złą ocenę,nawet krzywdzącą,ale nie wytrzyma upokorzenia i braku szacunku.Tego nauczycielowi nie można darować i to go dyskwalifikuje.
    Zajrzałam tu tylko na chwilę,bo nie mogę się oderwać od lektury. Czytałam ją wypożyczoną z biblioteki dawno temu i wielu szczegółów nie pamiętam.
    Kris ma rację,DUA,to ważna i mądra książka,chociaż niedużych rozmiarów.Dzięki niej staje się nam Pani jeszcze bliższa.I jaki to ważny ,bardzo osobisty przyczynek do biografii Pani Brata i Pani niezwykłej Mamy. Wzruszają mnie zdjęcia (od nich zaczęłam),zwłaszcza te z Pani dzieciństwa i to niewyraźne ze ślubu z subtelnym zarysem sylwetki Panny Młodej. Swoją drogą – bardzo przystojnego tego Męża Pani „złapała”.:)
    A napisać rozszerzoną wersję lub ciąg dalszy „Tym razem serio” zawsze przecież Pani może.Wszyscy Księgowi (ze mną na czele) byliby szczęśliwi.:)

    P.S.Iskro droga,dziękuję Tobie również za dobre słowo.Staram się wspierać moich uczniów w niełatwym dorastaniu,a efekty zawsze czas pokaże.Niektóre już widać,bo moi pierwsi maturzyści dobiegają czterdziestki i wychowują własne potomstwo.Z niektórymi z nich się zaprzyjaźniłam.Pozdrawiam Ciebie i Twoje Iskierki bardzo serdecznie.

  12. Dzięki, ale pozostaję przy swoim zdaniu.
    Powinna powstać wielotomowa seria – ona oddałaby sprawiedliwość tym wszystkim pięknym ludziom. Zwłaszcza na tle dramatycznych losów Polski.
    A tak – ot, pobieżny szkic.
    Ale jeszcze kiedyś to napiszę. Może.

  13. Pani Malgosiu, rozumiem Pani punkt widzenia, ale bardzo sie ciesze, ze powstala ksiazka „Tym razem serio”. Jest piekna. I nie ma wcale charakteru „podsumowujacej biografii”. To ogromnie ciekawa historia wstrzasajacych losow rodzinnych na tle dramatycznej historii Polski, hold zlozony Pani profesorom i opowiesc o roli, jaka odegrali w Pani zyciu. A takze – mnostwo ciekawostek dotyczacych poczatkow „Jezycjady”. Nie ma wielu takich ksiazek! Dziekuje za nia.

    I pozdrawiam z cieplutkiej Sardynii! (Kiedy nareszcie przyjdzie jesien?!)

  14. A propos, w moim liceum powtarza się ciągle, że jesteś w najlepszym liceum w województwie, to zobowiązuje etc. To przytłacza. Bardzo. Przecież nie tylko matura w życiu się liczy i nie każdy jest zainteresowany każdym przedmiotem. Iskro, pragniemy takich nauczycieli! Takich, którzy uczą żyć.

  15. Gorące pozdrowienia dla pani Małgorzaty i wszystkich uzależnionych od jej książek. Joannie szczególnie przesyłam uśmiechy. Mam wrażenie,że ona jest z tych polonistek, którym się chce. Moja młodzież gimnazjalno-licealna nie może tego powiedzieć o swoich nauczycielach języka polskiego. Za to śp polonistka, wychowawczyni z moich lat licealnych była pedagogiem przez duże P . Zostawiła nam piękny testament. Uczyła nas, że najważniejszym wypracowaniem jakie mamy napisać jest nasze życie i żeby trzymało się ono prawdy, reguł i było czytelne dla innych ludzi i stwórcy. To nie matura, magisterium czy doktorat świadczy o człowieku, więc nawet jak Twoim uczniom nie będą wychodzić sprawdziany to głowa do góry. Przekaż im wszystko to co w Tobie takie piękne, żeby zdali ten najważniejszy egzamin- z człowieczeństwa.

  16. O! stare dzieje, Joanno.

    Wydawnictwo Znak wówczas się zaparło, że chce autobiografię, ja się migałam, że to za wcześnie na podsumowanie życia, ale w końcu ze mnie wydusili. Napisałam najkrócej jak tylko się dało, wiedząc, że uczciwa robota wymagałaby pięciu grubych tomów, już wtedy. Już sama opowieść o rodzinie mojej Mamy, o jej ś.p. Bracie, księdzu Marianie Konopińskim, zajęłaby ze trzy tomy.

    Ileż się zmieniło w rodzinie przez ten czas! Ci odeszli, ci się narodzili, a Ks. Marian Konopiński został beatyfikowany.
    A mówiłam! Nie warto podsumowywać za wcześnie!

    No, dobrze, że uszka w górze, Joanno. Inaczej być nie może.

  17. Już dziś są w górze,DUA.Wczoraj gdzieś mi się zapodziała życiowa energia.:)
    A dzisiaj dotarło do mnie zakupione na allegro „Tym razem serio”,więc już się nie mogę doczekać popołudnia w ogrodzie z herbatką i miłą lekturą.Dziś mogę na takie liczyć, bo klasówek do sprawdzania szczęśliwie jeszcze nie mam.Za chwilę zaczynam dwie ostatnie lekcje, pogoda piękna,lektura książki Ulubionej Autorki w perspektywie – już jest dobrze.:)

  18. O, dziękuję! Jakie słodkie całuski!
    Odwzajemniam!!!
    I cieszę się bardzo z takiej miłej Czytelniczki!
    Pozdrawiam nastolatków.

  19. Słoneczne pozdrowienia dla Pani Małgosi i wszystkich czytelniczek i czytelników. Wakacje się skończyły, wracamy do pracy i szkoły. Pocieszeniem jest dla mnie cała kolekcja Jeżycjady, która czeka w mojej biblioteczce. Nie straszne mi jesienne wieczory, gdy rodzina Borejków jest przy mnie każdego deszczowego dnia i tak od 25 lat. Całuski

  20. Kochana Autorko,
    oczywiście, że kawał chłopa. Kiedy się dowiedział, że mierzy 1 metr zabronił brać się na ręce, bo „przecież mam już tyyyyle kilometrów”. Przesłalibyśmy chętnie wakacyjne zdjęcie, ale nie wiemy na jaki adres.

  21. Był taki?
    O, nie pamiętam.:)

    Domniemajko, mam nadzieję, że nasycisz oczy. Pięknych wakacji życzę!

  22. He, he, to mi przypomina.
    Był kiedyś taki wpisik w Księdze Gości:
    „Nad Niemnem! Czytała to moja babka, moja mama, a teraz czytam to ja. Te opisy przyrody, ten mezalians!!!”.
    To był jeden z moich ulubionych wpisów :))

  23. Dobrze było jednak wychynąć tutaj wieczorową porą żeby przeczytać takie słowa od Pani Małgorzaty. Czuję się jakby przypięto mi order ;)
    Celestyno, tak podczytując Twoje wypowiedzi czuję żeśmy bratnie dusze :)

    P.S. Katarowi mówimy stanowcze nie! Niech idzie sobie precz!
    P.S. 2 To już zaraz ten czas kiedy wsłuchując się w szum deszczu za oknem i/lub wiatru w żółknących liściach można w zaciszu kocyka i herbaty z cytryną czytać mile. Ale najpierw wyprawa do pięknej Norwegii. Jeśli to nie jest miłe, to ja nie wiem co jest ;)

  24. Tak, trzymajmy się, nie dajmy się! (Sadziłam z zapałem nowe tulipany i ładnie je podlałam, siebie też!)

  25. Pani Małgorzato, ja tez…yyhhh. Rzadko mi się zdarza, a tu coś takiego – ledwo tylko pogoda lekko się załamała (wieje u nas mocno). Córkę łamie w kościach, polegiwała cale popołudnie, wirusiska jakieś się przyplątały. Trzymajmy się!

  26. O, już lubię tego malucha.
    Dobrze, Ma, to teraz zaczynam trzymać kciuki za Owoc Mezaliansu!

    Patrycjo, Zgredziku, a pewnie, że piękny. Przejmująco piękny.

    Zośko, baw się wspaniale!

    PS – Mam katar. Yyyh.

  27. Dobry wieczór ! DUA , dopiero teraz mogę podziękować za trzymanie kciuków , musiałam się na trochę odciąć od ekranu , żeby poprawić wzrok . Piękne lato za nami , można było nabrać sił . Fluidy między przemiłymi Księgowymi, jak dobrze, że jesteście .Myślałam o rozmaitych cytatach z Jeżycjady i ich Zródle , kiedy znalazłam u ks. Nadolskiego taki fragment : ,, Miłość jest znakiem urody – brak miłości macochą brzydoty .Miłość daje człowiekowi skrzydła i skłania go do uczenia się latać „. To z książki ,, Na Anioł Pański biją dzwony ” . Do wypożyczenia u sióstr na Piwnej . U nas nowy domownik Gapcio , owoc mezaliansu sąsiadki-długowłosej jamniczki z yorkiem . Serdeczności dla wszystkich

  28. Dziękuję, Pani Małgosiu, Celestyno, Kris i Zgredzie. Wiedziałam, że mogę na Was liczyć. Mam nadzieję, że się nada, bo jest piękny.

  29. Nie wiem czy tym razem będzie to podróż literacka, zmierza raczej w stronę sztuki i gastronomii ;) Z największą przyjemnością podzielę się wrażeniami.

  30. Tak Zytko, czuję tak samo.

    I żeby jeszcze poczuć zapach jabłka zapakowanego do tornistra przez Mamę.

    I zapach świeżo wyprasowanego kołnierzyka. Babcia.

    :)

  31. Miła Zośko, jestem pewna, że Twoje wakacje będą na najwyższym turystycznym poziomie!
    Jeśli znów trafisz do miejsc literackich – pamiętaj o nas!:)

  32. Dzień dobry zza lady :) Matka Teresa! „Pójdź, bądź moim światłem”, to książka, która jest mi bardzo bliska. Często wracam do niektórych jej fragmentów . Święta od ciemności.
    Kończy się lato, uczniowie wrócili do szkoły a ja dopiero zaczynam moje wakacje! Ale się cieszę :)) Oby pogoda dopisała.

  33. Kris!
    Wczoraj, przed polnoca, kiedy sie wpisywalam, wpisy konczyly sie na poscie Jadzi o 21:04 :)
    No wiec fluidy, fluidy, Pani Malgorzato:)

    Wzruszylam sie bardzo wpisem Domniemajki.

  34. Oo, jak mnie się marzy otrzymać nowy piórnik i pójść na 5 lekcji do szkoły – każdą o czymś innym :) Tak, tak! Tak rzewnie wyglądają myśli o szkole z perspektywy dorosłości. Czy ktoś tutaj czuje tak samo? Moc pozdrowień! :)

  35. Domniemajko, przesyłam Ci uśmiech i uściski! Co za świetna dziewczyna z Ciebie!
    O, tak, dobrze jest odnaleźć sens tego, co się robi. Wspaniałe uczucie.

  36. A ja zajrzałam dopiero teraz i stwierdzam potrójny fluid. Ja też natychmiast pomyślałam o tym wierszu!
    Oto on:

    Kazimierz Wierzyński

    NOCNA OJCZYZNA

    Jest jeszcze miłość,
    Raniona miłość
    Samotna, gorzka,
    Której nic nie odstraszy:
    Dla „śmiesznej nędzy polskiej”,
    Dla sensu nad klęską
    Wszystkiemu na przekór
    Budować co można,
    co zbudowane
    To nasze.

    Miłość karalna,
    Młodość raniona,
    Trud by dorównać
    Niepodzielności sumienia:
    Wszystkiemu na przekór
    Idzie milczący
    Ale go słychać,
    Świadomy siebie
    Krok pokolenia.

    Z lądu na morze
    Białe okręty
    Spychają w życie
    Nieznani,
    Zamknięci w sobie
    Ludzie bezsłowni:
    W mieście uśpionym
    Świeci im w pustce
    Nocna ojczyzna,
    Lampa w pracowni.

    Tam przemijały
    Złe, nadliczbowe
    Godziny rozpaczy,
    Zmory pamięci,
    I stamtąd płyną
    Rozchybotane
    Ale je widać
    Maszty nadziei
    Na każdym okręcie.

    To jest ta miłość,
    Miłość raniona
    Co przeliczyła
    Całe bogactwo
    Odbudowane
    Rana po ranie:
    Wierność sumieniu,
    Sens ponad klęską,
    Tego nie wezmą,
    To było nasze,
    Jest i zostanie.

    (Napisane w 1967-1968 roku.)

  37. Dopiero teraz zajrzalam, Patrycjo. Pewnie spisz juz dawno. Mnie natychmiast przyszedl na mysl Wierzynski i „Nocna Ojczyzna”.

  38. Kochana DUA,
    nie odzywałam się tutaj już chyba ze dwa lata. Ale jestem, czytam, podczytuję i towarzyszę Pani i wszystkim miłym Gościom, tylko po cichutku.
    Dziś piszę bo w ostatni weekend, pod wpływem nie wiadomo jakiego natchnienia, wsiadłam w pociąg i udałam się do Pobiedzisk. I tam siedząc na schodkach wiodących do kościoła zrozumiałam jedną rzecz: jak wiele trzeba mieć miłości żeby o rzeczach tak prostych i zwyczajnych, jak choćby rynek w Pobiedziskach, pisać z taką czułością i tak ciekawie, że aż komuś z drugiego końca Polski chce się nagle pojechać tam i obejrzeć to własnymi oczyma.
    I jeszcze tylko dodam słówko w temacie tego, co Pani napisała o tym, że człowiek jest stworzony do wielkości, a czasem sam o tym nie wie. To jest właśnie moje doświadczenie wolontariatu w czasie ŚDM: to poczucie, że jestem częścią, czegoś o wiele większego niż ja sama. Poczucie sensu tego, co się robi. Długo poszukiwane.
    Przesyłam wieczorne pozdrowienia.

  39. Dobry wieczór :)

    Wieczorynko, nie wiem, czy to tylko dla dorosłych, ale w mojej rodzinie uwielbiamy Dixit oraz Osadników z Catanu. Ostatnio grałam też w Geniusza – po jednym razie mogę stwierdzić, że dość przyjemna, chociaż wiem, że takie układanie nie wszystkim odpowiada. Mam również zapisane, że DUA polecała kiedyś Ubongo, ale jeszcze nie miałam okazji w to zagrać ;) W razie czego możesz spróbować na portalach aukcyjnych poszukać starej wersji Carcassonne, może się znajdzie gdzieś :)

    Aha, fajna jest też Kolejka, ale na dłuższą metę może nudzić ;)

  40. Ech, ech, Pani Małgosiu, powiedzmy ;)
    Drodzy Księgowi(i Pani Małgosiu), mam do Was prośbę. Potrzebuję pilnie wiersza o Ojczyźnie, niezbyt znanego, ale pięknego. Pomożecie?

  41. Dziękuję za wyjaśnienie, DUA (spotkałam się właśnie z obiema tymi wersjami wymowy, ale teraz już wiem, dlaczego tylko jeden sposób jest właściwy). Od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem nabycia „Carcassonne” (dopiero zaczynam dorosłą przygodę z grami) i kiedy właśnie dojrzałam do tego psychicznie, okazuje się, że zmieniono szatę graficzną i trochę mi mina zrzedła. Wiem też, że są jakieś dodatki i one też już powoli ukazują się w nowej wersji. Trochę żal tamtej prostszej, miłej dla oka. Jakie jeszcze gry dla dorosłych możecie polecić, Drodzy (gram jak dotąd tylko w Scrabble i szachy)?

  42. Patrycjo, będą i piątki, i szóstki, ale na pewno nie tak zaraz. Będą wymagania. Tylko wytrzymajcie okres próbny.;)

    Wieczorynko, nawet nie wiem, jak by można to spolszczyć.
    Carcassonne wymawiam: „Karkason” (bo są dwa „n” i „e”, gdyby to było „Carcasson”, wymawiałoby się Karkasą”).

    Doskonała gra.:)

    Fluid, K8, no już nie chciałam przynudzać z tą „Odą do młodości”, ale oczywiście pomyślałam o niej natychmiast.

  43. Dzień dobry!
    Oczywiście, nadzieja przecież umiera ostatnia. Dziś pani profesor wydawała się odrobinę bardziej ludzka i nawet nagrodziła trzy osoby, które najlepiej napisały sprawdzian(w tym mnie), trójką Z PLUSEM ;)

  44. W to, że archiwum jest spore, nie wątpię a jak jeszcze wspomnę ile pewnie dostawała Pani listów od czytelników, ho, ho, ho! :)

  45. Dobry wieczór DUA i Drodzy Księgowi! Pytanie za 100 punktów do koneserów gier planszowych – jak się wymawia tytuł gry „Carcassonne”? Z francuska, jak nazwę miasta czy też przyjęło się spolszczać?

  46. Nie pamiętam już, Jejku miły, czy to dotyczyło Jeżycjady, czy którejś z moich książeczek dla dzieci młodszych. Gdzieś mam tę recenzję, oczywiście, ale są całe pokłady tego archiwum i nie chce mi się przekopywać piwnicy.
    Wiem jedno: tekst pani Hanny Lebeckiej z całą pewnością był piękny, mądry i przemyślany. Zawsze byłam uszczęśliwiona kiedy mnie pochwaliła. Zna się ona na literaturze dla dzieci i młodzieży jak nikt.
    Nota bene, to jej zawdzięczamy pierwszy polski przekład wierszyków Milne’a „Nieposłuszna mama”. Pani Lebecka, wówczas redaktorka w „Naszej Księgarni”, zaproponowała mojemu bratu, by te urocze wierszyki dla dzieci przełożył, i zrobił to wspaniale!

  47. Dzień dobry. To jeszcze o muzyce i nauczycielach. W pierwszej klasie liceum, 1 września, nasza wychowawczyni i polonistka, tuż po przedyktowaniu planu lekcji zadała nam pracę domową pod tytułem: Moje wrażenia z wybranego koncertu Wratislavia Cantans. Tak właśnie zaczęła się moja przygoda z festiwalem. Najpierw przy radioodbiorniku Diora, potem na żywo. Pomimo niezbyt udanej współpracy z panią polonistką wspominam ją miło, właśnie dzięki temu zadaniu. Ależ ten świat jest skomplikowany :). Trzymajcie się w nowym roku szkolnym Księgowi! A ja pędzę na angielski.

  48. Pani Małgorzato, a pamięta może Pani co było Jeżycjadzie w tekście pozycjonowanym jako „Lebecka H., Odmiany fantastyki, w: Nowe Książki, nr 11-12/1991, s.83-87”? Bardzo zaciekawiło mnie ujęcie tego jako pod fantastykę. Chyba, że chodziło o bajki, które pani ilustrowała… albo o Nutrię i jej dar przewidywania przyszłości. :))

  49. Dzisiaj czytałem na portalu Dziennik ciekawe wspomnienie jednego ze współpracowników Matki Teresy, jak wymogła ona na prezydencie USA Ronaldzie Reaganie pomoc dla Sudanu. Kiedy było trzeba, potrafiła naprawdę mocno stawiać na swoim.

  50. Nie znamy własnej wysokości,
    Póki nie każą nam powstać-
    Wówczas – gdy wiernie Plan spełniamy -]
    Nieba sięgamy wzrostem –

    Heroizm w pieśniach sławiony
    Byłby naszą normalną naturą –
    Gdybyśmy Miar nie wypaczali –
    Z lęku przed Królewską Posturą.

    Emily Dickinson (tł. S. Barańczak)

  51. A z Łukaszka już chyba kawał chłopa?!
    Pozdrawiam Was czule!

    A jeszcze słówko do K8 – myślałam właśnie o tym, że w muzyce chóralnej „zawsze zaskakuje cię jej potęga”. Dobrze powiedziane. Słuchając, zdajemy sobie sprawę, co ludzie MOGĄ, kiedy są zjednoczeni wspólnym dziełem. Zwłaszcza – wielkim. Jesteśmy skonstruowani tak, byśmy się nadawali do wielkości! Ciekawe, że sami nawet nie wiemy, co potrafimy, to się dopiero „po drodze” okazuje.

  52. Dzień dobry Ukochanej Autorce i Drogiemu Ludowi!
    Dziękuję za inspirujące cytaty!
    Cieszę się z kanonizacji Matki Teresy. Jest mi bardzo bliska.
    Pozdrawiamy serdecznie z Łukaszkiem po wakacjach (miesiąc u dziadków i prababci wraz z kotami:).

  53. Gio, dzięki za piękną historyjkę w kropeczki!:)

    K8, już nie po raz pierwszy widzę, że dzielimy upodobania. Ja też – chóralną bardzo! A jeszcze taki repertuar! No, piękne dni przed Tobą.

    Eviku, cieszę się, że znów masz pieska. I że te psiny w schronisku mają Ciebie. To już nie będzie im tak smutno!

  54. Patrycjo, może pani polonistka też się denerwowała. Nie traćmy nadziei.
    Klasa przyjemna, to najważniejsze! I wspaniały historyk się liczy, wychowawca w dodatku!
    Kris, mieliśmy szczęście, prawda?
    Ale właściwie – każde pokolenie żyje w czasach wielkich ludzi, prawda? Jak się tak zastanowić… Jak sama Matka Teresa pisała, świat jest pełen świętych, tylko nie nie o wszystkich wiemy.

  55. Dobry wieczór DUA i Księgowi. Muszę się z Wami podzielić wspaniałym muzycznym wydarzeniem! Rozpoczęła się Wratislavia Cantans i byłam dziś na koncercie IX Beethovena. Uwielbiam muzykę chóralną, zawsze zaskakuje mnie jej potęga. A za kilka dni Mozart, a potem Bach. W NFM we Wrocławskiu jest miły zwyczaj wręczania każdemu muzykowi z orkiestry czerwonej dłuuugiej róży. Zawsze widzę na twarzach wykonawców miłe zaskoczenie, że nie tylko dyrygent i soliści zostali docenieni. Może ktoś z Księgowych był dziś na tym samym koncercie? A może będzie na kolejnych?

  56. Czytając Wasze wspominki o nauczycielach, pomyślałam o wychowawczyni mojej klasy z liceum, polonistce. Osoba raczej nie z rodzaju tych, co się ich lubi od pierwszego wejrzenia. Wymagająca i surowa. Może nawet chłodna. Taka się w każdym razie wydawała. Ale z każdym kolejnym rokiem lody topniały.
    W klasie maturalnej tak się złożyło, że tuż przed naszą studniówką Pani Profesor zachorowała na ospę wietrzną (zaraziła się od swoich córeczek). Następnego dnia po studniówce poszliśmy w trójkę (ja, koleżanka i kolega) jako delegacja klasowa do Pani Profesor, żeby zanieść jej trochę studniówkowych łakoci. Miała być konwencjonalna wizyta, ale zasiedzieliśmy się i przeciągnęła się nieprzyzwoicie. Pani Profesor w fioletowe kropeczki nie przypominała naszej srogiej żelaznej damy. Tak nam się fajnie gadało, że w pewnym momencie zaczęliśmy opowiadać różne śmieszne historyjki. Prym wiódł kolega (ach! wtedy bardzo bliski mojemu sercu!). Nigdy wcześniej nie widziałam, żeby nasza Pani Profesor tak się śmiała (aż trzymała się za brzuch). Córeczki (w kropeczki, jak ich mama) turlały się po dywanie. Był to jeden z najmilszych i najweselszych wieczorów w moim życiu.
    Na 30-lecie matury wysłałam Pani Profesor w prezencie przetłumaczoną przeze mnie książkę. Podziękowała mi… na łamach lokalnej gazety! Ukazał się artykulik, w którym zostałam tak wychwalona, że zastanawiałam się, czy to na pewno o mnie. ;-) Ale bardzo miło mi było. I moi Rodzice się cieszyli. :-))))))

    Może ta moja historyjka przekona Zuzię, Patrycję i Kapucynkę, że srodzy nauczyciele czasem zyskują przy bliższym poznaniu. :-)

  57. Kris, piękny cytat ( już przepisuję go do kajetu ulubionych myśli), jednak nie o to chodziło. Tamten to rodzaj wyliczanki zalet chodzenia, które zastępuje lekarza, psychologa (?) itd Potrzebuję dla kogoś, komu nie chce się chodzić.

  58. Dobry wieczór!
    Ja za to trafiłam na przyjemną klasę, na wspaniałego wychowawcę-historyka, ale na bardzo nieżyczliwą polonistkę. Już pierwszego dnia zdążyła nas zaszokować, nakrzyczeć, zrobić sprawdzian i zgasić nadzieje. Ale za to wczoraj byłam na pieszej pielgrzymce do Wąwolnicy(ok.35 km), nocowałam u koleżanki, wstałam dziś rankiem, wyszłam na dwór(koleżanka mieszka na wsi) i cieszyłam się chwilą. Takie cudowne wspomnienia są wynagrodzeniem tych nieprzyjemnych.

  59. Chesterko, moze to ten cytat, ktorego szukasz:

    „Kiedy z powodu upływu lat nie będziesz mógł biec, idź wtedy szybkim krokiem. Kiedy nie będziesz mógł iść szybkim krokiem, staraj się iść. Kiedy nie będziesz mógł chodzić, podpieraj się kulą. Ale pamiętaj, nigdy się nie zatrzymuj!”

    Matka Teresa z Kalkuty

  60. Jaka cudna i dzielna ta dziewuszka z Poznania.I jak miło popatrzeć na ta tłumy,które przyszły na kiermasz.
    Tak,tak,DUA, ma Pani rację,powtarzając nam uparcie,że Dobra jest więcej i że jest niezniszczalne.

  61. Dzien dobry!
    „Nie martw się tak bardzo problemami, jakimi żyje świat, ale po prostu odpowiadaj na potrzeby konkretnych ludzi.” (Matka Teresa)
    Piekny pomysl z posilkiem dla najbiedniejszych po Kanonizacji (poczestowano ich pizza!).
    Lubie wspolne zdjecie Swietych: Jana Pawla II i Matki Teresy. Mysl, ze tyle uczynili dla swiata, nie poddawali sie licznym przeciwnosciom, szli do przodu ze spokojem i usmiechem – to ogromne pokrzepienie.
    A to, ze zyli w „naszych czasach” – czyni ich jeszcze bardziej Bliskimi.

  62. Dzień dobry!
    Oglądałam kiedyś film o Matce Teresie. Wspaniała osoba. Mój dziadek ostatnio dużo o niej czytał i prawie wszystko mi opowiedział.

    Kapucynko kochana! Dziękuję! Ty wtedy pomyśl o mnie i jakoś przetrwamy.;)

  63. Kapucynko, pochwala chodzenia?
    Ja natknelam sie na mysl dotyczaca radosci: ze wtedy szybciej sie poruszamy:) Ale chyba chodzi Ci o cos innego.

  64. Dzień dobry!
    U mnie dziś pięknie i słonecznie.
    Wróciłam ze schroniska dla piesków – jestem tam wolontariuszką. Swoją psinę też wzięłam ze schroniska.

    Wczoraj byłam na narodowym czytaniu „Quo vadis”, było bardzo fajnie. Byli ludzie w strojach z epoki, dzieci ze szkoły H. Sienkiewicza częstowały wszystkich winogronami.
    Była możliwość otrzymania pamiątkowej pieczęci w książce.
    Nawiasem mówiąc nie wiem, czemu niektórzy uważają „Quo vadis” za znienawidzoną lekturę. Ja przeczytałam całkiem dobrowolnie i bardzo mi się podobała.
    Pozdrawiam

  65. Pani Malgorzato, przekracza moje rozumienie ogrom dobra, jakie wydarzylo sie dzieki Matce Teresie, biorac pod uwage ciemnosci duchowe, przez jakie przechodzila.
    Niosla dobro, milosc i nadzieje – mimo wszystko, mimo osobistych kryzysow.

    „Świętość nie jest luksusem dla nielicznych, ale obowiązkiem dla mnie i dla ciebie.”
    „Rzecz nie w wielkości czynu, ale w wielkości miłości, jaką w najdrobniejszy czyn wkładamy.”

    Na stronie adonai (to tylko maly przyklad) znalazlam 44 mysli Matki Teresy, same skarby.

  66. Kochani! Poszukuję słów Matki Teresy na temat pochwały chodzenia! Wisiały one w domu sióstr w Kalkucie. Pomóżcie!:)

  67. Święte słowa już świętej. Sprawdziłam osobiście podczas ŚDM. 95% porozumienia z młodymi Włochami goszczącymi u nas w domu to był właśnie uśmiech. Ta mała reszta to łamana angielszczyzna .

  68. Zuziu! Wiesz co? Mnie też trafiła się nieciekawa polonistka:(((, więc jeżeli Ci czasem będzie ciężko, możesz sobie ponyśleć, że gdzieś tam, w odległym Gdańsku, dokładnie w tej chwili Kapucynka oglada na polskim „dobry film”, a o wiele bardziej wolałaby omawiać np. Pana Tadeusza:)))

  69. Dzień dobry! I to bardzo!

    „Być może nie znam ich języka, ale mogę się uśmiechnąć”. (św. Matka Teresa z Kalkuty).

  70. Dobranoc, Buczynko, z wielka przyjemnością przeczytałam Twoją wiadomość prywatną!
    Świetne wiadomości o dziewczynkach! Pozdrawiam całą rodzinę, a córeczki Twoje ściskam!
    I cieszę się, że tamta Frywolitka się tak przydała!

  71. No to dobrze, że nie przeczytałaś, Wannabe.
    Dobranoc wszystkim, dzięki za miłe wspomnienia!

  72. Mnie też się szalenie podobają!!
    I już sama nie wiem, czy to Kapucynka, czy Zuzia12, czy może to sam wrzesień przyszedł i ponaglił nas do zwierzeń, a my odruchowo posłuchaliśmy go, jak niegdyś poleceń wydanych przez ulubioną panią!
    Szkoda mi było tylko, że wczoraj nie przeczytałam na czas ładnej opowieści Celestyny. Wtedy wcale już nie dodałabym mojej drugiej historii. Utajniłabym ją!!

  73. Mi też zdarza już się dziwić, że ktoś czegoś nie zna, nie pamięta. Na przykład, gdy ksiądz na mszy rozmawiał z dziećmi o Janie Pawle II i okazało się, że one urodziły się po jego śmierci. „Jak to? One go nie znały?” – tak pomyślałam, bo po prostu nie mieściło mi się to w głowie ;)

  74. Cieszę się z tych Waszych opowieści o nauczycielach!

    Beato S, z Twojej wiadomości prywatnej też się ucieszyłam! Wspaniale!

  75. To ja też wspomnę dwie wspaniałe nauczycielki, do dziś uczące w IV LO w Toruniu, w którym uczyłam się dawno temu :)
    Pierwsza z nich – moja wychowawczyni – pani Małgorzata Puzio, zwana przez nas Metaforą. Miała nas trzydzieścioro ośmioro i wspaniale potrafiła wykorzystać naturalny potencjał tkwiący w naszej klasie. Umiała nam mądrze towarzyszyć, wspierać nasze pasje i szalone pomysły. Jeździła z nami na więcej wycieczek niż mogłaby – zawsze na jedną „kulturalną” i jedną górską w roku, poświęcając na to również czas własnego wypoczynku – bo wycieczka zazwyczaj obejmowała także weekend. Ale najważniejsze co jej zawdzięczam to brak gotowych odpowiedzi. Mobilizowała nas do poszukiwania, do stawiania pytań, pokazywała szerokie tło kulturowe literatury i ceniła samodzielność myślenia.
    Druga – ucząca nas historii – pani Iwona Cichoń – nauczyła mnie studiować. W zasadzie prowadziła lekcje w formie wykładów, w trzeciej i czwartej klasie mieliśmy fakultety z historii kultury i historii państwa i prawa. Dzięki niej patrzyliśmy na historię jako na procesy, szukając przyczyn i skutków, a nie wkuwając daty.

  76. Dla DUA to naturalna wiedza, spodziewałam się tego, ale pisałam też trochę dla uzupełnienia informacji Jejka o Chopinie, żeby każdy, kto przeczyta nasze komentarze, wiedział już, że nie jesteśmy nieznani na świecie i że to tylko takie uproszczenie, gdy ktoś twierdzi w ten sposób.

    Chesterko, napisz do Teatru Rozmaitości. Carpe diem, zrób sobie przyjemność. Na zdjęciach to wspaniały, przystojny mężczyzna pełen pasji. To nie może się tak skończyć :)
    Moja ukochana pani od japońskiej też zniknęła z dnia na dzień. Podobno stało się coś i nie chce zostać odnaleziona. A ja tak przeżywałam, tak wydawało mi się, że jak zasłużę i będę się uczyć, to wróci!….zupełnie jak w jakiejś mitologii chińskiej o uczniach i mistrzach wydawało mi się :D

  77. Chodziło o zryw „Solidarności”, Wannabe, o stan wojenny, i to, co nastąpiło po nim. Rzeczywiście, w Japonii bardzo się tym interesowano, kibicowano Polsce, wiem o tym.
    Wciąż mnie na nowo zaskakuje, że Wy już tego nie pamiętacie!:)))

    Profesora Pigonia warto czytać. Cudowna lektura.

  78. Chesterko, tak pięknie i wzruszająco opisałaś swoje wspomnienia, że teraz i ja chcę serdecznie podziękować panu Wojciechowi Osełko za opiekę nad młodzieżą!!

    W temacie Orientu i zainteresowania Japończyków Polską, słuchałam dziś na stronie radiowej dwójki wywiadu z japońskim profesorem-polonistą. Nie dokończyłam co prawda, bo wydawało mi się, że pytania mogłyby być, hm, bystrzej zadawane, ale ciekawe było dla mnie to, że pan profesor opowiedział, jak bardzo interesowano się dawniej w Japonii losami socjalistycznej Polski i wschodniej Europy. To już drugi raz w bardzo krótkim czasie, kiedy słyszę o tym. Aż zaczynam zastanawiać się, jak wyglądały tamtejsze gazety… Lecz tak naprawdę ja jeszcze nie douczyłam się w pełni, o co w takim zainteresowaniu świata mogło chodzić, bo historia w moich szkołach często kończyła się na II wojnie światowej, a żeby samemu wypożyczać książki o historii i polityce, trzeba być najpierw odpowiednio rozsądnym i mądrym. Kiedy próbuję odnaleźć się w tym, bardzo mocno chybiam. Trafiam na skrajności.

    Ale! Profesor mówił też o językowej specyfice polskiego romantyzmu. Oczywiście wstyd mi, że dowiaduję się tego od niego, ale chętnie nadrobię czytając książkę „Zawsze o Nim” poleconą nam tu dziś, bo wiem na pewno, że będzie dobra:)

  79. Liczę na Księgowych z całej Polski! Mój trop kończy się na Teatrze Rozmaitości (Warszawa), rok 1991. Niestety. Nie wierzę, że człowiek z taka pasja, przestał wykonywać swój zawód. Smutno mi myśleć, że stało się coś złego…
    Dziękuję za piękna opowieść Celestyny i Wanabe.

  80. Cd Wojciech Osełko był małomównym, poważnym młodym aktorem. Tytanem pracy. Od przyszłego szwagra mojego męża, też aktora, dowiedzialłam się później, że jego koledzy podśmiewali się z jego pracowitości, nazywali dziwakiem, bo stronił od imprez i alkoholu. Nie pamiętam, by nas jakoś chwalił, ale zaszczepił nam miłość do teatru i poezji.
    Pamiętam, jak w stanie wojennym odmówił wywiadu dla TV Gdańsk. Byłam świadkiem, jak dziennikarz próbował ośmieszyć jego decyzję. Milczał.
    Był dla nas autorytetem. Zawdzięczam Mu najpiękniejszy czas swojej młodości. Od dawna chciałam p. Osełce podziękować, ale nie potrafię znaleźć informacji o Nim na stronach dot. Teatru. Może ktoś z Was Księgowi coś wie?

  81. Stanowczo daj jej szansę, Zuziu. Może Tobie spodobają się jej lekcje. Pamiętaj o Ewie Jedwabinskiej-przecież wrazliwej i dobrej, tylko pogubionej.Ale i do takich ludzi można przecież dotrzeć. Mam nadzieję, że dużo się jednak od tej nowej pani polonistki nauczysz. A poza tym DUA ma rację -czytać ci nikt nie zabroni,a z tego już przecież nie zrezygnujesz.:)Ja też bym chciała uczyć same takie Zuzie, Patrycje i Kapucynki :)

  82. Naważniejszym dla mnie nauczycielem był aktor, Wojciech Osełko, który prowadził kółko teatralne w Technikum Budowy okrętów. Zjawiłam się tam, ja, uczennica IX LO, ponieważ brak było dziewczat. Nieśmiała, ukrywałam się często za rogiem Conradinum, by wejść tam dopiero kilka minut po dzwonku na lekcję, unikajac w ten sposób ostrzału męskich spojrzeń. Szkoła posiadała przepiękna, XIX- wieczna chyba salę teatralna z prawdziwa kurtyna, reflektorami, budka suflera et cetera. Cdn

  83. Na dobranoc – dobry wieczór :-)
    Moje dzieciaczki jeszcze za małe na rozpoczęcie przygody ze szkołą, ale dziewczynka ze zdjęcia bardzo przypomina mi moją córeczkę Różę – również nosi bujne warkocze ;-)
    A skoro o córeczkach mowa, to chciałam się doradzić w sprawie imienia drugiej, maleńkiej córeczki, mieszkającej jeszcze w brzuchu mamy. Mam straszny dylemat czy to będzie Kalina czy Aurelia i szukam jakiegoś znaku na niebie, który przechyliłby ostatecznie szalę na jedną stronę. I myślę sobie napiszę do osoby, która nadała tyle pięknych imion swoim powieściowym dzieciom. Może tutaj znajdę małą podpowiedź ;-)
    Pozdrawiam bardzo serdecznie.

  84. Zuziu, tak, pamiętam o Twoich kłopotach, pisałaś nam tu o nich.
    Miejmy nadzieję, że koleżanka się rzeczywiście myli i że Twoja polonistka okaże się tą wymarzoną!
    A jeśli nawet nie – ech, w końcu czytać możemy sami, na własną rękę, prawda? Co nam się podoba! I sami możemy uczyć się wszystkiego!

  85. Racja – Gibran!- ale przetłumaczyłam go z czyjejś inspiracji.

    Jejku, jakoś rozumiałam, że pytasz o świat arabski. Teraz rozumiem, chodzi o Daleki Wschód, czyli Japonię. Tak, ta mnie fascynuje, nie zaprzeczę.
    Trudno nie zauważyć kultury chińskiej i japońskiej, kiedy się studiowało sztuki piękne. To wtedy, w młodości, tak się nią zachwyciłam i do dziś mi nie przeszło.
    Szczerze mówiąc, bogactwo kultury światowej zapiera mi dech w piersiach do dzisiaj i zaczynam rozumieć, że nigdy nie zdołam poznać jej w całości, podobnie jak nie zdążę przeczytać wszystkich książek!
    Ale nie daję za wygraną, czego i Tobie życzę.

  86. Dzień dobry!
    Dziękuję za zapewnienia o dobrej przyszłości.
    Teraz też wierzę, że tak będzie.:))

    Pani Małgosiu, moja wychowawczyni jest od niemieckiego. Niestety, bo ja poszłam na francuski. Ale mam nadzieję i wierzę, że uda nam się zawiązać więź, jak z moją poprzednią wychowawczynią.:))

    Moją koleżankę uczy (w tej samej szkole) fantastyczna polonistka, która na dodatek kocha Jeżycjadę. Mnie niestety dostała się „taka sobie”. Próbuję się jednak pocieszać, że moja koleżanka tak bardzo jej nie zna i okaże się naprawdę dobra. Ech, nigdy jeszcze nie natrafiłam na taką polonistkę, jak np. Joanna.

  87. Z tym Orientem to miałem takie wrażenie, głównie dlatego, że ogół powieści młodzieżowych równoległych czasowo do Jeżycjady nie miał tylu multikulturowych nawiązań. Tak swoją drogą, to bardzo fajne, że Jeżycjada jest obecna min. w Japonii. Mają co kojarzyć z Polską poza Chopinem oczywiście. :)

  88. Słyszałam o Asi. Nie mogłam się napatrzeć na Jej słoneczną twarz. Uczmy się od niej :).

  89. Jejku (wiad.prywatna)- tak, znam ją i lubię. A kultura celtycka jest fascynująca.
    Czy jakoś specjalnie interesuję się kulturą Orientu? – Nie powiedziałabym. Wciąż jeszcze się nie uporałam z ogromnym bogactwem europejskiej. Skarby nieprzebrane!

  90. Agato, dziękuję za miłe słowa. Bardzo się nimi ucieszyłam.
    Życzę Wam szczęścia, dzieciaczki całuję, uśmiecham się do Was!

  91. Aniu K, właśnie ten ogromny odzew tak mnie ujął. Najprawdziwsza, najpiękniejsza solidarność. Ludzie mają dobre, współczujące serca!
    Asia je poruszyła swoją ufnością i odwagą.

  92. Pani Małgorzato Dzień dobry po wakacjach! Ta mala dziewczynka Asia z Poznania to dzielnie dziecko! Jakże to wzruszające i budujące! Kochane Male serduszko. I odzew jaki! Brawo! Potrafimy pomagać. Pozdrawiamy ze słonecznej stolicy i czekam na ciotkę. W kominku rozpalone herbatę parzę i czekam

  93. Kochana Pani Małgorzato!

    Piszę w tym miejscu po raz pierwszy, chociaż Pani książki czytam od prawie 20 lat. Wychowała mnie Pani i przekazała wartości, które towarzyszą mi teraz w moim dorosłym życiu i teraz, kiedy mam własną wymarzoną rodzinę (w dzieciństwo rodzice byli zbyt zapracowani i zesteresowani, a osoba, która bezgranicznie mnie kochała- moja Babcia, zmarła kiedy mialam 10 lat). Myślę, że Pani książki wypełniły pełną emocjonalną lukę w moim życiu. Dzięki Pani pokochałam książki i nawet skończyłam filologię polską (spec. bibliotekoznawstwo), ale na razie nie pracuję w zawodzie, ponieważ postawilismy z Mężem na tradycyjny model rodziny. Przynajmniej póki dzieci nasze są male i potrzebują naszej uwagi codziennie ciepłego obiad na stole : Dziękuję Pani za „Jezycjade”, ponieważ ona mnie ukształtowała :)

    PS. Nasza córka została nazwana na cześć mamy Ignacego Borejko. Poczatkowo miała być Idą, ale bałam się, że też będzie taka „temperamentna”. Dziś ma 5 lat i jednak jest taka jak Ida. Nawet ma włosy kręcone, tyle, że blond, a nie rude :)

  94. Joanno, jak to dobrze, że złość Ci szybko przechodzi.
    Seneka twierdził, że gniew i złość to choroba duszy, dbajmy więc nie tylko o ciało…

    Myślę, że wszystkie Jeżycjadowe nauczycielki są wspaniałe.
    Pozdrawiam Was gorąco, ciężką ale dobrą macie pracę.:)

  95. W liceum miałam wychowawczynię, o której początkowo cała klasa myślała, że nigdy się nie polubimy (trochę była jak pani Jedwabińska), a okazało się, że pani była nieśmiała i chyba trochę się nas bała. Potem okazała się być wspaniałą wychowawczynią i nauczycielką. Broniła nas, gdy zostaliśmy oskarżeni (zupełnie niesłusznie i bezpodstawnie) o popełnienie dość poważnego wykroczenia. Znała nas dobrze i ufała nam. Do dziś lubimy ją odwiedzać, gdy jesteśmy w szkole :) Zawsze o nas pamięta i żywo interesuje się tym co się teraz u nas dzieje.
    Warto nie oceniać po pierwszym wrażeniu :)

  96. Właśnie ogarniam:) I jestem wdzięczna losowi, ze na takich trafiłam.
    Potrafię po latach ocenić – na podstawie wyboru lektur, albo tez nacisku, jaki kradli na niektóre, a pobieżnym „przerabianiu” innych obowiązkowych – z jakich tradycji się wywodzili i jakie wartości wyznawali.
    Ta pani, o której wspominałam, patrząc z dzisiejszej perspektywy – po prostu klepała biedę (pamiętam te ascetyczna kawalerkę), a była chodzącym entuzjazmem, zawsze pogodna, i nie zawahała się pomoc, gdy trzeba było. To wystarczy za wiele moralizatorskich lekcji.
    Nie wspominam o wielkiej wiedzy, bo to jest oczywiste.

  97. Ależ ja się cieszę, a nie gniewam, Joanno! Rozkrzyczane nauczycielki? Taak… działaja na nerwy… ( tu wspominam pewna anglistkę z gimnazjum;)).
    I bardzo dziękuję za kciuki:)

  98. SowoP!(wiad.pryw.)- hi, hi! A żebyś wiedziała: pomogło radykalnie!

    Podoba mi się to wspominanie Nauczycieli. Czy my w ogóle ogarniamy umysłem to, jak wiele im zawdzięczamy?!

  99. Jak tak wszyscy wspominają, to ja też… Miałam wspaniałego nauczyciela matematyki. Wymagającego, konsekwentnego ale z charyzmą. Czasem ktoś kto na pierwszy rzut oka wydaje się surowy, przy bliższym poznaniu okazje się wspaniałym człowiekiem. Zuziu12 nie przejmuj się tak wszystkim ! Ważne żebyś postępowała tak jak Ci podpowiada serce.

  100. Jaka miła nauczycielka z tej naszej Joanny!:)
    Masz rację, Joanno – rozkrzyczana nauczycielka, poza wszystkim, to nauczycielka słaba, słabsza od tych, na których krzyczy. To samo dotyczy matek. Lepiej takiej niemocy nie okazywać.

    Celestyno, wczoraj zatęskniłam za złotą polszczyzną profesora Pigonia i dzięki tobie miałam wspaniałą powtórkę z czytania na dobranoc („Zawsze o Nim”).

  101. Dzień dobry.:)
    DUA,obejrzałam Jana Pawła II- jest piękna,bardzo chcę mieć ją w swoim ogrodzie,a jeszcze znajdę miejsce.Dziękuję za podpowiedź.Jak już ją zdobędę i posadzę,to jeszcze dodatkowo miło mi się będzie z Panią kojarzyć.:)
    Dziewczyny,jakie fascynujące,choć czasami słodko-gorzkie są te szkolne opowieści,a ta ostatnia wpisana przez Wannabe w dodatku egzotyczna.
    Kapucynko,jak ja się dzięki Tobie wczoraj uśmiałam – to”czekam tylko, co jeszcze powie strasznego”jest niesamowite.Przeczytałam nawet Twoje opisy wrażeń z pierwszych dni w szkole mojemu mężowi (mam nadzieję,że się nie pogniewasz) i pośmialiśmy się oboje.:)Niezwykła z Ciebie dziewczyna i cieszę się,że dajesz swojej wychowawczyni szansę.
    A ja czasem też trochę udaję,że jestem groźna,ale nigdy nie podnoszę głosu,bo nie ma nic gorszego niż rozkrzyczana nauczycielka.Za moją nauczycielską wadę uważam fakt,że nawet,jak mnie uczeń czymś zdenerwuje (a nie jesteśmy z kamienia),to złość mi szybko przechodzi.Niektórych przydałoby się trochę przetrzymać.:)Tak łatwo mi nie przechodzi tylko wtedy,gdy ktoś zrobi coś rzeczywiście złego albo zawiedzie moje zaufanie.Ale i tacy zasługują na drugą szansę.Ja jestem Dmuchawcowy wychów,uczyłam się od najlepszych,w tym także moich rodziców- nauczycieli.Trzymam kciuki za Twoją pomyślność na licealnej drodze.:)
    Na szczęście moi uczniowie w dniu rozpoczęcia roku byli ubrani jak trzeba (choć chyba były czarne bluzeczki i spódniczki, nie przyjrzałam się dokładnie) – w granicach przyzwoitości:)

    Zuziu,Ty też dasz radę – nie ma innej opcji,w końcu jesteś Jeżycjadową dziewczyną!:)

  102. Piękna opowieść, Wannabe!!!:))) Dziękuję Ci za nią!
    Nawiasem mówiąc, na Twoim miejscu ubrałabym się tak właśnie. Klasyka jest zawsze pewna.

    Celestyno (wiad.pryw.)- profesor Pigoń w tle wydarzenia, jakie to znaczące.

  103. Druga historia jest taka: kiedy przyszedł czas szykowania się na oficjalne zakończenie roku w Japonii, od razu ubrałam się w mój prosty czarny zestawik (spódnica+marynarka). Byłam bardzo niepewna siebie. W końcu oficjalne imprezy w Japonii są naprawdę Oficjalne. Chyba nie muszę wspominać, jak elegancko prezentowali się na scenie wszyscy zagarniturowani nauczyciele! Co ciekawe, praktycznie najważniejsza i prawie najstarsza pani Nanako, choć elegancka, siedziała na swoim wyróżnionym miejscu prawie skulona, z rękami i nogami jak najbliżej tułowia, trochę, jakby starała się zajmować jak najmniej miejsca. Zrobiło to na mnie wrażenie!
    A jak w takiej chwili wyglądali zagraniczni uczniowie, którzy wychodzili na środek odebrać świadectwa? Kilka osób, korzystając z okazji, ubrało się w tradycyjne japońskie stroje noszone właśnie na zakończenie roku. Koleżanka z Wietnamu założyła wspaniały, fioletowy ao dai, a we włosy wpięła sztuczny kwiatek. Ao dai to wietnamski strój narodowy, ale w wietnamskich szkołach ao dai w kolorze białym pełni również rolę obowiązkowego mundurka!
    Na ceremonii pojawiło się kilka dziewczyn w skromnych sukienkach koloru beżowo-słonecznego. Mój wesoły kolega przyszedł nażelowany i tuż po wizycie u fryzjera, bo nie potrafił inaczej :P Wśród Amerykanów pojawili się za to m.in: przebojowa dziewczyna gustująca w mrocznych klimatach w czarnym kapeluszu z ogromnym rondem, hipis w dżinsach i klapkach oraz dziewczyna o meksykańskich korzeniach w długiej, czerwonej sukni z dekoltem, rozpoczynającej się dopiero tuź nad biustem.
    Zróżnicowanie było przeogromne i przeważyło nad oficjalnością nauczycieli, a ja sama siedząc tam nie wiedziałam już, czy nienawidzić siebie za to, że narzucając sobie zbyt wielki rygor zmarnowałam szansę na iście karnawałową zabawę, czy nienawidzić wszystkich tych ludzi, którzy nie kiwnęli palcem, żeby dostosować się do odmiennych kulturowych standardów, czy może w ogóle oszaleć, zbombardować własną barierę psychiczną i po prostu radośnie wspólnie świętować, bo oto każdy w swojej szczerości wybrał na zakończenie roku coś dla siebie najodpowiedniejszego, a efekt był taki, źe każdy przybył w czym innym!

  104. To ja opowiem o mojej pani wychowawczyni – wspanialej polonistce z podstawówki (klasa czwarta i piata).
    Śliczna, niziutka starsza pani z siwa, ładnie przyciętą czuprynka, błękitnych oczach i zawsze zaróżowionych policzkach. Jesienią i zima chodziła w masywnych butach turystycznych „pionierkach” (harcerze wiedza o czym mowie). To dzięki niej zrobiłam pierwszy raz w życiu w wieku 11 lat jedna z tras na Szlaku Orlich Gniazd – przegnała nas ponad 20 kilometrów na jednodniowej wycieczce klasowej:)
    Wspominała nam o tym, ze pochodzi ze Lwowa.
    Zawsze mówiła do nas „młodzieży moja kochana!”- czuliśmy się tacy poważni i szanowani:)
    Nie pamiętam, żeby w ogóle kiedykolwiek nam o stroju coś mówiła (to była straszna bieda, lata 80-81-82), i tak zresztą każdy starał się jak mógł ubierać stosownie do uroczystości (pewne rzeczy się po po prostu wie).
    Natomiast ta pani, mila, ale bardzo wymagająca, nie spoufalająca się z uczniami, bez wahania zabrała mnie do swojego malutkiego mieszkanka, kiedy moja mama musiała nagle iść na operacje do szpitala (nie udało się na szybko zorganizować z rodzina mieszkająca w innym mieście, a może to była kwestia sławnych przepustek, nie pamiętam dobrze).
    Pomieszkałam tam parę dni, spalam za jakimś parawanem, i jeszcze tylko wspomnę, ze ani razu, bardzo uczciwie względem innych dzieci z klasy, nie przypominała mi o odrabianiu zadań, ani tez ani razu tych zadań w domu mi nie sprawdzała. Inna sprawa, ze sama jej obecność działała na mnie bardzo mobilizująco, wiec z braku innych zajęć siedziałam nad zeszytami:))

    Wspominam to wszystko z wielkim wzruszeniem.

  105. Coś mi ta surowość nie pasuje do Ciebie, Joanno… W każdym razie moja wychowawczyni, mimo że ostra, nie da się nie lubić. Coś w niej sprawia, że zawsze, kiedy ja widzę, okropnie się cieszę i czekam tylko, co jeszcze powie strasznego ;)
    Och, Wannabe! Mam nadzieję, że oko mojej groźnej nauczycielki nie zajrzy na salę sportowa, aby położyć kres moim czarnym t- shirtom :O!

  106. Zuziu, już za tydzień będzie inaczej, zobaczysz!
    Po prostu zaczniesz się przyzwyczajać do nowych warunków.
    O, jak to dobrze, że wychowawczyni miła! Czy to może pani od polskiego?;)

    Wannabe, a ta druga historia? Ciekawa jestem.

    Sosno, to optymistyczne stwierdzenie jest bardzo w stylu Zuzi12.

  107. Wakacje jeszcze nie odeszły w zapomnienie, gdy już nadeszły dni wypełnione pasją poznawania świata. Obyśmy wszyscy zachowali umiejętność spojrzenia na świat oczami małego dziecka, które wszystko bada i zadaje tysiące (niekiedy męczących ;)) pytań. Już dwa dni bliżej do następnych wakacji …

  108. Kapucynko, bardzo przejęłam się Twoim wpisem!
    Również u mnie w szkole już w najmłodszych klasach pani miała na wf-ie swojego ulubieńca, którego koszulka była „najbielszą z białych koszulek”, czyli wspaniałym przykładem tego, jak prawdziwa matka ma prać i prasować. Zawsze więc czułam wstyd za moją koszulkę. Do czasów liceum moich „wstydów” uzbierało się tyle, że jak teraz o tym wspomnę, dziwię się, że to przeżyłam. Dopiero na studiach poznałam bibliotekę uniwersytecką z książkami o komunikacji z dziećmi itp. i to odmieniło moje życie.

    Ale mam jeszcze dwie historie! Oto jedna z nich: również pewna moja nauczycielka miała w dzieciństwie wielkie ubraniowe problemy. Do szkoły musiała nosić fartuszek, na który była mocno uczulona!! Niestety nikt z ówczesnych nauczycieli nie wykazał zrozumienia dla naturalnych reakcji jej ciała, więc co mięsiąc odpracowywała społecznie swoją „niesubordynację”, a przepisowego fartuszka nie nosiła.

  109. Dzień dobry!
    Wróciłam dziś z wycieczki integracyjnej. Było bardzo miło, ale mimo to, jeszcze dziś po południu chciało mi się płakać. Za dużo nowości, do tego nie potrafię się integrować. Dzięki Bogu inni umieją i poznałam trochę miłych dziewcząt.
    Na szczęście istnieje ta strona, która dodała mi sił i teraz już spokojnie czekam na poniedziałek.
    Do tego mam bardzo miłą wychowawczynię, spostrzegawczą i z dobrą intuicją.
    Dam radę!!

    :)

  110. Dobry wieczór wprost z psiarni.
    Trwa właśnie żywiołowa zabawa z galopadą przez pokoje, dywany jeżdżą po parkiecie, obrazy na ścianach drżą, a porcelana dźwięczy w kredensie.

    Asia i Zosia próbują składać literki! Gratulacje dla Mamy Isi i Isi. Moje wspomnienia są nieco inne. Czytaj, czytaj, czytaj. No to czytałam, godzinami. A Franuś dyslektyk samodzielnie czytać nauczył się w III klasie. Jaka dumna była pani terapeutka, jakie święto w domu. Ale wieczorne czytanie długo pozostawało domowym rytuałem.

  111. Witajcie Kochani!
    Najlepsze życzenia na udany i owocny rok szkolny dla dzieci, młodzieży i nauczycieli!
    Piękna ta rzeźba, gratulacje dla fotografa.

  112. Isiu, Twoje córeczki będą czytać samodzielnie w wieku lat czterech, zobaczysz! Nie jest to żadne cudo, każde dziecko to potrafi, jeśli w domu są książki, jeśli wszyscy czytają, i jeśli dziecku czyta się stale, codziennie, zwłaszcza – pokazując mu zarazem literki i całe słowa.
    A w dodatku Ptaszynki są bystrzaki! :)
    No, widzisz, Kochana. Jak wszystko jest dobrze!!!
    Dziękuję Ci za te miłe wiadomości.

  113. Kochana Pani Małgosiu, drogi Ludu! Dziękuję z całego serca za wszystko miłe słowa, życzenia i całusy dla moich Ptaszynek.
    Zaczytane dziewczynki mam na codzień, nie muszę nawet mieć pomnika. Nieustająco proszą mnie, żeby im poczytać, co czynię oczywiście chętnie i z wielką przyjemnością, jednak czasem jestem czymś akurat zajęta i wówczas próbują swoich sił w samodzielnym czytaniu. Zwłaszcza Asia pracowicie nazywa kolejne literki albo, gdy już jakąś rozszyfruje, czyta wszystkie, które są na danej stronie. W tej wersji taki na przykład wiersz o Panu Tralalińskim brzmi „T, T, T…”. Ale ostatnio tak bardzo chciała poczytać „Kajtkowe przygody”, że przeliterowała imię autorki, co brzmiało”My, A, Ly, I, A”. „Czytają” też sobie nawzajem, zwłaszcza te książeczki, które znają na pamięć.
    Uczynię jeszcze małe sprostowanie. „Kredki” mamy, poczytajka ta wywoływała u mnie naprawdę silne emocje w dzieciństwie, dobrze to pamiętam. :-)

  114. Sondelani, dzięki.:)

    Mamo Isi, ależ przestań. Nie musisz wiele szukać. Wszystkie moje poczytajki są zebrane w stale wznawianym tomiku „Hihopter”, w Akapit Press.
    Niektóre z nich weszły do trzech antologii powiastek „Poczytaj mi, mamo”, wydawanych obecnie przez Naszą Księgarnię.
    No i nie trzeba szukać ich w Wikipedii, wszystko jest tu, na stronie, w dziale „Książki”.
    Całusy dla Ptaszynek!

  115. Na wszelki wypadek zajrzałam do ciotki Wiki, żeby sprawdzić, czy aby na pewno teraz będzie już w domu komplet. I zdębiałam! Bo okazuje się, ze nie mamy całej serii „Poczytaj mi, mamo”, jako to:

    1980 Co mam
    1981 Rybka
    1984 Boję się
    1986 Bijacz
    1986 Kredki
    1987 Kurczak
    1986 Hihopter
    1994 Znajomi z zerówki

    A przecież w domu są maleństwa, które właśnie domagają się czytania!
    O nie, tym razem udzielam sobie surowej nagany.

  116. Sondelani (wiad.pryw.)- wpisz tu, proszę, ten adres pocztowy jako wiadomość prywatną, dobrze?

  117. A ja nabyłam wczoraj „Tym razem serio” w wyjątkowo atrakcyjnej cenie i czekam niecierpliwie na przesyłkę.Byłam pewna,że to jedyna książka DUA, której nie posiadam,a tu taka niespodzianka -muszę zdobyć „Światełko” jak najszybciej.
    Mamo Isi,też się dziwię,że przegapiłam książkę naszej DUA.

    Wszystkim Księgowym w wieku szkolnych życzę wielu radości i sukcesów.Dacie radę.:)
    Dobranoc.

  118. Joanno, dziś widziałam w jakimś sklepie internetowym różę białą „Jan Paweł II”, wielka i przepiękna.
    Twórca Amerykanin.
    Niestety, ponieważ już nie mam gdzie sadzić róż, pooglądałam i nie zapisałam adresu strony.
    Ale znajdziesz, na pewno.
    Dobranoc!
    Dobrego startu jutro życzę wszystkim, którzy muszą iść do szkoły!(Nauczycielom też!)

  119. Piękna biała róża Fryderyk Chopin stworzona przez pana Żyłę od tego roku rośnie i kwitnie w moim ogrodzie.A dodatkowo jeszcze nabyte w pierwowzorze Daglezji ( znalazłam to miejsce wg instrukcji DUA) piękne płożące róże Merkury-dzieło tego samego hodowcy.Pora zacząć polowanie na Biskupa Jordana.Pan Żyła ma pasję i talent .
    Kapucynko,chciałabym umieć być tak groźna jak Twoja nowa wychowawczyni.Myślę,że może zyskać przy bliższym poznaniu.Będzie ciekawie.
    Ja tez powitałam dzisiaj moja nową klasę – humanistyczną.Ciekawa jestem,co tam oni sobie myślą.Wyglądają inteligentnie i w większości sympatycznie.Czas pokaże.

  120. Jejku, ależ oni maja zakaz rozdawania starych ksiażek czytelnikom. Znajoma bibliotekarka nie wie, dlaczego. Sama nie wytrzymała i zagarnęła kilka tytułów z klasyki. Dodam, że w miejsce tych starych wcale nie pojawiaja się nowe tego samego tytułu. Może ktoś z zagladajacych tu bibliotekarzy wie, dlaczego tak jest. Chętnie bym się dowiedziała, bo nic z tego nie rozumiem.

  121. No. Kapucynko!:)
    Trzymam kciuczki. Dobrze będzie.
    Chłopcy w garniturach prezentują się naprawdę ładnie.
    Czarna spódniczka? My musiałyśmy nosić granatowe, czarnych nie wolno było.
    Wszystko się zmienia.
    No, czekam na dalsze wieści.

  122. Och, Pani Małgosiu! Dobry wieczór! Strasznie, strasznie się cieszę! Patronem mojej szkoły jest jest Stefan Żeromski, o czym dowiedziałam się dopiero niedawno! Przeznaczenie!!! W dodatku miałam dzisiaj wydarzenie godne Trolli i ogólnie Jeżycjady. Otóż, nasza wychowawczyni kazała wstać kilku chłopakom w eleganckich garniturach i odwrócić się do klasy, po czym, patrzac znaczaco na innych przedstawicieli płci męskiej rzekła: „Tak powinny wygladać męskie stroje galowe, dziewczęta zaś powinny nosić białe bluzki i czarne spódniczki, nie odwrotnie, wszystko, oczywiście, w granicach przyzwoitości” (miałam na sobie biała spódniczkę i czarna bluzkę, wszystko, oczywiście, w granicach przyzwoitości :(((), następnie spojrzała na mnie i Oliwię. „Zdejmijcie te kapelusze, dziewczęta”. Moja ręka już wcześniej bładziła w okolicy ronda, bo coś przeczuwałam, ale mięśnie nie były mi posłuszne, dopiero po uwadze wychowawczyni zdołałam zdjać kapelusz. „I na drugi raz nie wachlujcie się podczas Uroczystości Rozpoczęcia Roku Szkolnego, to nie wypada. Innym również było goraco”. Przytaknęłyśmy, mruczac coś pod nosem. A potem już się od nas odczepiła, ale nic nie straciła na straszności. Mimo wszystko będę ja lubić. Czuję we krwi ten zew!!! Ha! Kocham wyzwania!!!

  123. O, jak fajnie, mamo Isi:)
    Na pewno Ci się spodoba, i będzie lektura dla panienek.
    Mojej pannicy bardzo się podoba, i chyba z sentymentu za wakacjami w Polsce, zażądała wspólnego czytania na głos.
    U nas mija już drugi tydzień w szkole, bardzo poważnie jest i straszą od początku roku egzaminami szóstoklasisty, nie dziwie się, ze dziecko chce jeszcze trochę dzieciństwa.

  124. Ach, nie ma, nie ma w sieci róży „Biskup Jordan”-! Wielu dzieł pana Żyły nie ma. Widzę, że ten twórca nie ma czasu na internet.

  125. Właśnie, Zgreduchna!:)))

    Anno Mario, pozwól, że z Twojej wiadomości prywatnej wyjmę fragmencik i zdradzę, że doniosłaś mi o powstaniu nowej róży (różowej) „Biskup Jordan”. I że stworzył ją pan Stanisław Żyła! (Twórca cudownej białej róży „Chopin”).
    A więc przegapiłam letnią premierę „Biskupa”! Idę szukać w internecie.

  126. Złodziejko książek (wiad.pryw.)- żyjemy najwyraźniej w różnych rzeczywistościach. Wolę moją.

    Przypominam Ci również uprzejmie, że piszę wyłącznie książki dla dzieci i młodzieży (a dorośli mogą je oczywiście czytać, jeśli chcą, ale doprawdy nie powinni mieć pretensji, że w moich książkach nie znajdują brutalności etc.)
    Jest tylu innych autorów, którzy chętnie zaspokoją Twoje potrzeby, zwróć się ku nim.

  127. Mamo Isi, Celestyno, to takie biedne, skromne wydanie, i tak mi źle te ilustracje wydrukowali!
    Trzeba będzie wreszcie się zabrać za malowanie wielu nowych obrazków do planowanego wznowienia całej „Bambolandii”. Stare też będą. Teraz będzie ładniej.

    Mario Anno, dziękuję za wiadomość prywatną, ucieszyłam się z pozdrowień!

    Jejku, dobry wieczór, ta Pusia jeszcze nie skończyła występów w Jeżycjadzie.:) Tylko obserwuj!
    Pozdrawiam Siostrę i Ciebie. Pusię, oczywiście, też!

  128. Dzięki, Celestyno, za informację o „Światełku”. Natychmiast kupiłam i teraz będę się cieszyć na nadejście książki. Nic, tylko uzupełniam braki w wykształceniu, ale żeby przegapić książkę Starosty! Tego się po sobie nie spodziewałam. Jestem sama sobą bardzo rozczarowana.

  129. Chesterka – może warto byłoby zaproponować wystawienie pudła z niepotrzebnymi przez bibliotekę książkami do wzięcia? Na pewno ktoś by się znalazł o ile byłoby w widocznym miejscu.
    O ile panie bibliotekarki się na to zgodzą…

  130. Dzień dobry :) Trochę mnie tu nie było z przyczyn niezależnych, aczkolwiek udało mi się zostawić wpis w trakcie wakacji.
    Tak miło znowu tu wrócić!
    Zarówno ja jak i moja Siostra bardzo chcielibyśmy podziękować za pojawienie się Pusi we Wnuczce do orzechów. I nawet w najśmielszych snach nie przypuszczaliśmy, że pojawi się ona akurat jako niemalże sąsiadka Borejków! Co za zaszczyt dla tak małego pieska! Bardzo ale to bardzo dziękuję w imieniu nas obojga.

  131. Wszystkim rozpoczynającym dziś naukę, przesyłam dobre myśli i życzenia by w nawale pracy znaleźli czas także na lekturę.

  132. A na stronie 8 mamy śliczny, bardzo ciepły autoportrecik, z najmłodszym Światełkiem:)
    Emilka na str.31 – przecudna.

    Och, ze tez ja o tej książce tak całkowicie zapomniałam! A może kupiłam ja dla młodszego rodzeństwa (bo pamiętam, ze kupowałam), a sama musiałam nos wkładać w lektury obowiązkowe – to był czas gorących przygotowań dyplomowych i maturalnych.
    W każdym razie, ciesze się jak dziecko z tego znaleziska (milo pożółkłe karteczki) po latach:)

  133. Uuu…ale różowy!
    Dzięki, Blablubo luba!

    Dziatwa raczej zadowolona dzisiaj, jak wynika z moich bezpośrednich obserwacji.

  134. Dzień dobry DUA, czołem Załogo! Ze szkołą już mnie dziś niewiele łączy, ale dobrze pamiętając pierwsze wrześnie przynoszę do KG pudło ciastek Napoleonów z nieprzyzwoicie słodkim, różowym kremem, dla dziatwy szkolnej, ku pokrzepieniu.

  135. Poprawiłam!:)
    Dzięki za miłe słówko, Celestyno. To pierworodny czyta i zajada jedno jabłko po drugim.
    Cała moja czwórka występuje w „Światełku”. Podobni mi wyszli na obrazkach, bardzo.

    Do obejrzenia w naszym dziale „Ilustracje”.

  136. Dzień dobry!

    Jedno z milszych przedstawień czytającej osoby to ilustracja Pani Małgorzaty w książce „Światełko” (str 6 i 7) :)
    Właśnie sobie ja przypominam po latach zapomnienia. A wszystko dzięki tegorocznemu remanentowi u mojej mamy, od czasu do czasu znajdują tam jakieś pozostałości po mnie. Na śmierć o tej książeczce zapomniałam, kupiłam ja zaraz po ukazaniu się, czyli w 89 roku:) Jacy tam są mili bohaterowie:)

  137. Faktycznie, K8,pamietalam o Gap,a zapomniałam o Wrocławiu. Po szerokim szukał świecie ….itd.;)

  138. Dzień dobry!
    Do Mamy Isi, w kwestii wirtualnego chóru: poszukaj na YT „Nada te turbe virtual”. :-)

  139. Dzień dobry! Nie tylko czytające dziewczęta są uwiecznione w brązie. Jest jeszcze wrocławski Ossolinek.

  140. A książki z tzw masy spadkowej, przycięte równo pod regał w pizzerii, i oburzenie Ignacego Borejki na to barbarzyństwo

  141. „Kwiat kalafiora” pół biedy. To literatura popularna. Gorzej byłoby zobaczyć pocięty tom Wierzyńskiego albo „wyrzeźbionego” do imentu „Pana Tadeusza”.

  142. Pół biedy, jeśli książki idą na przemiał – to normalne, rzeczowe, przemysłowe.
    Ale ten book art to jakaś świadoma desakralizacja Księgi, barbarzyństwo – jak siadanie na stole albo deptanie chleba.

    Iskro, celna diagnoza. Mamo Isi – tak właśnie jest.

  143. Obawiam się, że twórcy tych „dzieł”, tną w swoim twórczym szale – co im wpadnie w ręce.
    Już się boję co by było, gdyby się tam przypadkowo znalazł taki „Kwiat kalafiora” np. Pewnie przerobili
    by na tulipana.

  144. Tak, wiem, że są książki warte tylko oddania na przemiał, ale jakoś dziwnym trafem nie one trafiają na makulaturę. Dobro, prawdę i piękno próbuje się podmienić w zło, kłamstwo i szpetotę i wmówić człowiekowi, że to jest trendy i tak trzeba.

    Sowo P., pomysł jest znakomity, ale jak ten wirtualny chór miałby śpiewać wespół w zespół?

  145. Chesterko, groza! Dotąd książki, które biblioteka wycofywała, można było sobie wziąć z regału służącego do tzw.bookcrossingu, który jako moda nie wszedł (ale regalik został). A teraz idą na przemiał! Toż to bandyterka w czystej postaci!

  146. Ja się tam nie oburzam aż tak bardzo. Są na świecie książki warte przetrawienia (pozajelitowego), a inne są warte tylko przerobienia.

  147. Mama Isi zauważyła, że Wannabe śpiewa w chórze;) I to jak śpiewa! Ale Sowa P. ma na myśli chór dla maluszków, a nie dużych panienek.
    Niszczenie książek celem zrobienia z nich „dzieł sztuki” stawiam na równi z „arcydziełami” wykonanymi z ludzkich szczątków; jest w tym coś diabelskiego.

  148. Pani Małgorzato- z tymi jelitami to może lepiej niech się nie spełnia bo w całym kraju oddziały gastrologii mogą przeżywać oblężenie. Faktem jest,że sztuka coraz częściej zaprzecza sama sobie. Obserwuję to codziennie w mojej pracy. W instytucji będącej odpowiedzialną za kulturę pierwotne dzieło twórcy niosące piękno i refleksję przerabiane jest na obsceniczne widowisko bez smaku. Hasło główne- zaszokować widza. Jak widać po tej barbarzyńskiej akcji z książkami jedno tym pseudotwórcom się udało- mówi się o nich, nieistotne jak jest to odbierane, ważne, że zaistnieli. To jest najbardziej smutne we współczesnej sztuce i kulturze.

  149. A mnie najbardziej zasmuca proceder niszczenia ksiażek przez same biblioteki. Starsze tytuły, bez względu na treść, daje się na przemiał. Uwaga: biblioteka nie może ich odsprzedać ani nawet podarować tym, którzy chcieliby je wziać!!! Wiem o tym z pierwszej ręki, od znajomej bibliotekarki. Rzecz tym bardziej smutna, że tych starych, a przecież jeszcze zdatnych do czytania, czasami nikt już nie wydaje. Mówię oczywiście o tytułach. Czy to powszechna praktyka w innych rejonach Polski?
    Dla mnie to jest barbarzyństwem.

  150. bardzo lubię 1 września… lubię patrzeć na dzieci idące do szkoły pięknie ubrane, wtedy przypomina mi się jak sama tak biegłam oj ile lat temu to było…

  151. Nie mówię o pomnikach książek, Mamo Isi, tylko o rzekomo twórczym przetwarzaniu książek w jakieś niby to rzeźby czy wycinanki. To zdumiewająco głupia moda.
    W zasadzie – każda moda jest głupia, ale wśród nich bywają nieszkodliwe. Niszczenie, maltretowanie książek, rwanie ich, szarpanie – to jest horrendum. Prawda, Beato S?

    Nie wiem, czy Mama Isi zauważyła, ale Wannabe śpiewa w chórze.:)

    Wannabe, dowcipna uwaga! (ta wpisana o godzinie 04.01 – co robiłaś o tej porze przy komputerze?! Hm?!!!)

  152. Zajrzałam do netu, a tam pomników książek dostatek, a jeden bardziej przegadany i dziwniejszy od drugiego. Okropność.Większość z tego w USA i Rosji, Chinach i Niemczech. Wiem, że nie można umieszczać linków, więc dla potwierdzenia mych słów zapodaję jeno drobne szczegóły linkowe: booklips.pl, potem zaś /galeria/pomniki-w-holdzie-ksiazkom/.
    Największe wrażenie wywarł na mnie pomnik spalonych książek w Berlinie: wpuszczona w bruk przeźroczysta płyta, a pod nią pokoik z pustymi półkami.

    Szkoda, Sowo P., że – jeżeli kojarzę prawidłowo – mieszkasz daleko od Gdyni. To dopiero byłby chór dziecięcy;)

  153. Dla osoby siedzącej z nosem w książce z pewnością liczy się węch! Dopiero przy molu książkowym możemy mówić o smaku.

  154. Mam wrażenie, iż ze trzydzieści lat temu, widziałam taką wystawę – i teraz uwaga – w bardzo znanej
    (nie podam nazwy, bo może dzisiaj się tego wstydzi) bibliotece w Poznaniu. Pamiętam, że czułam się wtedy
    nieswojo.

  155. W ostateczności jestem w stanie zaakceptować sytuację, kiedy nieoczekiwanie „dziełem sztuki” ma się
    stać dajmy na to widelec, czy załóżmy beret, ale od książki – wara !
    Oczywiście nie mam tutaj na myśli treści książki oraz jej szaty graficznej :)

  156. Dobry wieczór, siedzę tutaj cały dzień i czytam co piszecie. Lubię tak „przysłuchiwać” się rozmowom.

    Co prawda, bezpośrednio rozpoczęcie roku szkolnego już mnie nie dotyczy (a szkoda, bo posiedziałabym jeszcze w szkolnej ławie), ale wciąż pamiętam emocje związane z tym wydarzeniem. Dlatego życzę wszystkim rodzicom i uczniom, aby się wyspali ;) Życzę wszystkim odwagi, zwłaszcza jeśli idziecie do nowej szkoły. Będę trzymała za Was kciuki :) I jeszcze zwrócę się do nauczycieli. Życzę Wam, abyście uczniów, których uczycie, mogli zawsze wspominać z uśmiechem i abyście czuli radość z przekazywania Wiedzy.

    Dobrej nocy :)

  157. Zgredku, jest, ale muszę doczytać tę, jakże barwna (nie tylko w odcieniach fizjologicznych) opowieść.

  158. „Odgłos beknięcia czy puszczenia baka brzmi wprawdzie krępujaco, ale wewn. ruchy, jakie mu towarzysza, sa tak pełne gracji i subtelne jak popis baletnicy” (Historia wewn.)
    A na widowni elity. Cóż za wyczucie, DUA!
    Mam nadzieję, że nie zostanę zanadto skarcona za ten fekaliczny fragmencik?;)

  159. Właśnie trafiłam w Googlu na book art – zgroza. Barbarzyństwo. W głowach się ludziom poprzewracało – książki służą im do wycinania, rzeźbienia i wyklejania.
    A niech im jelita poskleja!

  160. Znalazłam dziewczątko z Gap!
    I wiele innych rzeźb książkowych (m.in. Mark Twain z książką) na Pinterest – Book Art & Sculptures.
    Nawet żaba czyta.

  161. Czytam pasjonujaca ksiażkę G. Enders „Historia wewnętrzna. Jelita- najbardziej fascynujacy organ naszego ciała”. Ksiażka wciagnęła mnie jak kryminał: czytałam ja dziś w poczekalni do lekarza, na przystanku ect wyrywajac ja co chwila moim dzieciom. W ksiażce, a jakże, pochwała miłośnika ksiażek, który trawi posiłek znacznie efektywniej niż osobnik rzucajacy się w wir pracy po jedzeniu.
    Ksiażka po prostu fascynujaca! Przykład do wypowiedzi DUA o podręcznikach.

  162. Wójt Wiewiórka wciąż się nie może przebić przez swą osłonę antywirusową,ale dziękuje za miłe słowa skierowane do Akwarelki.
    Tak, Akwarelko, trzymamy za Ciebie kciuki! I za wszystkich, którzy jutro idą do Całkiem Nowej Szkoły i dlatego mają tremę!
    Dzieci, dzieci, dobrze będzie, nie denerwujcie się!

  163. O ławeczce Poety z biedronką pisałam ja – Gio. :-)
    Nie papuguję Joanny, słowo daję! Po prostu przedtem mój nick był wpisany automatycznie, więc kliknęłam (też automatycznie) „Opublikuj komentarz” – i poleciał, a okienko na podpis tylko mi śmignęło mi przed oczami.

  164. Dobry wieczór, DUA! :-) Dobry wieczór, Księgowi! :-)
    W Warszawie na skwerze w pobliżu kościoła Wizytek jest ławeczka z figurą Poety, którego tutaj w KG bardzo lubimy. Poeta trzyma w ręku otwartą książkę, a na tej książce siedzi sobie biedroneczka.
    Myślę, że nazwiska Poety nie muszę podawać. :-)

  165. Taka rzeźba zaczytanej kobiety w finezyjnej i wdzięcznej pozie zdobi centralny plac francuskiego Gap (departament Wysokie Alpy-Prowansja-Lazurowe Wybrzeże).Sfotografowałam się z nią rok temu.:)

  166. Dobry wieczór. A to się zbiegło! Zbieram zdjęcia czytających ludzi. Znanych i nieznanych. Wycinam sobie z prasy i nie tylko. Ciekawe czy dużo jest pomników zaczytanych osób? Pozdrawiam serdecznie i życzę dobrego roku uczniom, ich rodzicom i nauczycielom.

  167. Złodziejko książek (wiad.pryw.), z zasady tam nie zaglądam. Szkoda czasu, głupie to i złe. A mam jeszcze tyle wspaniałych rzeczy do zrobienia i do przeczytania!!!

    BeatoV, pomysł przedni! Kto zauważy pomnik czytelnika (czytelniczki), niech fotografuje i przysyła.

    Wannabe: ze zmysłów pominęłaś jeszcze dotyk i węch. A przecież wszystkie one biorą udział w czytaniu!!!

    Nutko, najlepsze życzenia na wyjazd! Ty Zuchu! I uściski!

    Dobry wieczór, Kris i Gio! :) I wszystkim – dobry wieczór (dobry, ciepły, miły i pachnący śliwkami)!

  168. Podziekowania przekazalam! Tak, jak pisalam do DUA- rzezba ma wszystkie „milusie” elementy, ktore wiedzialam, ze spodobaja sie ksiegowym: ksiazke, pieska i warkoczyki! :)
    Fajnie by bylo zrobic taki album ze zdjec z czytajacymi osobami i pokazywac na lekcjach. Ze to ksiazki i osoby czytajace maja pomniki (a nie te grajace w gierki) :)

  169. A może rzeczywiście kiedy wytężamy wzrok i słuch, to musimy to potem rozwiązać smakowo – jak na polowaniu!
    Zabawna myśl!

  170. Hej Sowo, ja nie jem przy czytaniu:) Ale przychodzi mi na myśl, że w innych sytuacjach takie jedzenie może być trybikiem do zaistnienia sytuacji społecznych. Jeśli jesteśmy z przyjaciółmi to bardzo łatwe, bo naradzamy się, co kupić. A jak jesteśmy sami? Wtedy może kupujemy popcorn, żeby mieć coś przy sobie i nie czuć się dziwnie obco, kiedy człowiek obok coś je:) No albo przeżuwamy dla skupienia, bo 3-godzinny film to chyba standard teraz.

  171. Dzień dobry!
    Miło przeczytać nowy Wpis, szczególnie przed wyjazdem – wybywam na miesiąc do Francji, na staż, jednak będę stronę podglądać. Zawsze miło poczytać komentarze, których z pewnością w nowym Roku Szkolnym przybędzie.
    Przyłączam się do życzeń dla Wszystkich, którzy jutro wracają do szkół.
    Serdecznie ściskam Panią, DUA, oraz Wszystkich Księgowych!
    Nutka

  172. Wprawdzie rok szkolny mnie nie dotyczy (nie załapuję się do żadnej z grup wymienionych w nagłówku wpisu :-D), ale chcę podziękować za motyw książkowo-pieskowy. Zwłaszcza za ten pieskowy, miły dla serca skazanego na dozgonną tęsknotę /chlip, chlip/.
    Dziękuję, DUA! I Tobie, BeatkoV, i podziękuj też w moim imieniu mężowi!

  173. A swoją drogą, ciekawy jest ten związek jedzenia w czasie odbierania sztuki: jemy jak czytamy, jemy w kinie i przed telewizorem (komputerem), kiedyś jadano w operze, grano na bankietach, a teraz nawet w galeriach sztuki bywa, że się coś je. To chyba też musi być jakiś atawizm, bo nawet mój dwulatek tego się domaga.

  174. Czytająca dziewczynka (dziewczyna) to bardzo wdzięczny temat dla rzeźbiarza. Zachwycam się właśnie piękną rzeźbą Pietro Magni „La lettrice”.

  175. Witajcie, Kochana Autorko i Ksiegowi!,
    Sliczna rzezba, nie moge sie napatrzec.
    Zycze Ksiegowym uczniom wspanialego i bogatego roku szkolnego, dobrych i wyrozumialych nauczycieli, a Ksiegowym Rodzicom – cierpliwosci (i tez wyrozumialosci)!
    U nas szkola rusza dopiero 14 wrzesnia, nie moge sie doczekac, po 3 miesiacach wakacji, uff… :)

  176. Dzień dobry! Przeoczyłam parę wpisów… Życzę dużo sił i zdrowia chorującym Mamom, a do córeczek Isi ślę urodzinowe całusy. ;-)
    Cieszę się, Ateno, że moje psy wywołały Twój śmiech. Mogłabym o nich napisać wiele zabawnych dykteryjek, bo przypominają czasami diabły tasmańskie, a czasami są przylepami. Choćby wczoraj: Radar się tulił do mnie, jamnik był trochę zazdrosny, więc przyniósł kość, położył ją przed Radarem, a gdy ten się na nią rzucił, umościł się na moich kolanach z wyrazem tryumfu na pyszczku.
    Psy nas kochają i do tego leczą. Dziewięcioletni bratanek męża ma problemy ze zdrowiem (ostatnio nerwobóle), ale gdy był u nas i bawił się z psami, nic mu nie dolegało.
    Miłego dnia!

  177. …Tęsknota za dzieciństwem, gdzieś zza Wielkiej Wody płynąca ? Beato V podziękuj Twojemu Mężowi
    za ciekawy trop. Lubię takie zagadki :)

    Oj, coś rozgadałam się za bardzo, już znikam.

  178. Przeglądając internetowe zdjęcia z San Francisco , znalazłam jedno, przedstawiające rzeźbę chłopca stojącego z małą żaglówką. Ciekawe jest to, że rzeźba ta – jakby tą samą ręką , co dziewczynka na ławce wykonywana.

  179. Dzień dobry Wszystkim :) Mamo Isi , uśmiałam się czytając o zabawie Dziewczynek. Pozdrawiam
    całą Rodzinkę.

  180. Psia miłość wzbogaca życie.To nasi mniejsi bracia,ale czasami mam wrażenie,że w tym jednym wielu z nas przerastają – potrafią kochać naprawdę bezwarunkowo.

  181. Ciekawa wiadomość, Wannabe! Ale właściwie to oczywiste: bez kontaktu z naturą człowiek jest kaleki duchowo, a artysta – tym bardziej.
    Człowiek „odcięty od psa” nie jest w pełni szczęśliwy!:)))

    Otz, ładny cytat.

    Dzień dobry wszystkim i ściskam! (Ateno, buzi!)
    Aha, nasza Atena zaczęła nową pracę – trzymajmy kciuki, żeby jej tam było jak najlepiej!

  182. Zachcialo mi sie isc do szkoly :). Nie wiem czy dzieki wierszowi, czy tez uroczemu zdjeciu.
    Milo zobaczyc czytajaca osobke na ulicy. Beato V podziekuj mezowi.
    Zycze malym Jubilatkom wielu radosci, caluje w czolka obie panienki. ( Prosze przekazac)
    Chorujacym, powrotu do zdrowia.
    Wzystkim rozpoczynajacym szkole, milych nauczycieli i glodu wiedzy.
    Stesknilam sie za Wami.
    Magpie twoje psy rozbawily mnie do lez.
    Patrycjo F, dziekuje za wzruszenie.
    DUA, za to ze mozemy tu istniec, padam do nog. ( tak laurkowanie sie wlaczylo)

  183. Czytałam ostatnio, że malarze ze szkół ignorujących piękno natury nie potrafią odpowiednio wymieszać kolorów, bo nie mają się do czego odnieść. Może czytelnik odcięty od psa ma tak samo :)

  184. Iskro, może dlatego, że literatura nie tylko „godzi człowieka z życiem”, ale także uczy je szanować, kochać. Dorota Sumińska w jednym wywiadzie powiedziała: ” Jeśli ktoś ma w sobie miłość, to kocha życie, czy to życie jest zamknięte w ludzkim ciele, ptasim, psim czy myszki badylarki… To nie ma znaczenia. Albo kochamy to życie, szanujemy je, albo nie. Uważam, że ono samo w sobie jest wartością i warto zwrócić na to uwagę. Nie można sobie wybrać, że kocham ludzi, nie lubię zwierząt. Jak umiem kochać, to po prostu kocham.”

  185. Urocze zdjęcie! Nasunął mi się taki drobny temacik na socjologiczną pracę- zauważyłam,że wszystkie osoby kochające książki lubią psy ( inne zwierzaczki też – może oprócz gadów). I proszę,twórca tej ławeczki też połączył żywą wyobraźnię w postaci książki z namacalnym przyjaznym stworzeniem. Coś w tym musi być… Dobranoc – szczególnie tym,którzy mają jutro ostatni dzień wolności.

  186. Cieszę się, że z Księgi Gości zawsze mogę nauczyć się czegoś nowego.
    Tym razem mogę przeczytać piękne sprawozdanie Patrycji z ważnego patriotycznego wydarzenia i zajrzeć w rzeczywistość inną niż moja.
    W listopadzie czeka mnie koncert pieśni patriotycznych, które już teraz szykujemy z chórem. I jestem taka zaskoczona tym, czego właśnie dowiedziałam się przy okazji rozmowy o tym!! Przez przypadek zdałam sobie sprawę, jaką ważną postacią dla mojego taty jest John Lennon i jak bardzo przywiązanie do Beatlesów wpływa na to, kim jest i co sądzi. To takie ważne dla mnie, bo teraz dokładnie wiem, jakich informacji o przemianach społecznych szukać w bibliotece żeby zrozumieć, kim jestem i co z tym zrobić, żeby wyszło też z pożytkiem dla innych! Naprawdę cieszę się, że w tak bezpiecznej Księdze Gości mogę z powodzeniem uczyć się o nas wszystkich!

  187. Coś ostatnio mam problem i nie docierają wszystkie moje wpisy.Mam nadzieję,że tym razem się uda,bo to ważne.
    Chciałam serdecznie jeszcze raz podziękować DUA i wszystkim Księgowym,które w ostatnich dniach przekazywały życzenia i pełne życzliwości pozdrowienia dla mojej Mamy.Wielka jest moc Księgowych fluidów i Waszej dobroci,bo dziś nadeszły dobre wieści i wygląda na to,że przynajmniej jeden problem zdrowotny może zostać wkrótce rozwiązany.Dziękuję za Waszą obecność przy mnie.

    P.S.Mamo Isi,Sowo, Patrycjo- nie wiem gdzie i kiedy,ale spełnimy to marzenie.Uczmy się optymizmu od naszej Zuzi- jej dzisiejszy tekst o wakacjach mnie powalił.:)

  188. Dzięki Myszo za cytat, ciekawe to! Z tego co wiem, rozgadanie i żywiołowa reakcja publiczności teatralno-operowej we Włoszech sięga czasów najdawniejszych, takie zachowania były obecne już w początkach oper. Cóż, w tamtych czasach obyczaje publiczności były diametralnie różne od dzisiejszych: ponoć przynoszono na spektakle własne jadło i picie (wino).

    Mamo Isi, to już możemy założyć razem chór dziecięcy.

  189. Powiem szczerze, że rysy twarzy dziewczynki takie bardziej swojskie od początku mi się wydawały.
    Czy wiadomo, jaka jest historia tej rzeźby? Kto jest jej autorem?

  190. Co za fluid! Wracam wieczorem z córkami z parku oliwskiego, chcę się podzielić świeżym odkryciem – w nowo otworzonej części ogrodu stoi ławeczka z metalowa rzeźba młodej kobiety trzymajacej w ręku ksiażkę- a tu, czy mnie oko nie myli, takaż sama?! No, jednak nie. Tamta uśmiecha się w dal, a ksiażka o tytule „Wtaj smutku”, kompletnie nieznana. Okazuje się, że podobno jest autorstwa F. Sagan, ale na rzeźbie tego nie podano, więc wolę wyobrażać sobie co innego.
    Acha, w Pałacu Opatów wyst. franc. impresjonistów (i nie tylko) – marynistyczna (do 18 IX).

  191. Mąż dumny, ze gości na ŁAMACH, mówi, ze jak jeszcze spotka statuę z książką to ja dla DUA sfotografuje.
    A ja tylko nieśmiało chciałam powiedzieć, ze ta dziewczynka nie miała być Chinka tylko małą Beatka, która pochłaniała książki siedząc obok pieska, który nazywał się Psotka.
    Ale nie będę wstrzymywać interpretacji :)

  192. Czekając na opasłą Ciotkę, odświeżam sobie po raz enty jej poprzedniczki. Tym razem z mapą Poznania; zgadywanki przy pierwszych tomach, zanim św. Marcin i inni powrócili na swoje miejsce…

  193. Dzień dobry dla Kochanej Autorki i wszystkich Księgowych!
    I tak doczekaliśmy końca wakacji. Nawet ostatnio zrobiłam z tęsknoty za Ukochaną Autorką Ulubione klopsiki Karlsona :) Raz tradycyjnie, a raz jako pieczeń – oba sposoby pyszne :)

    Wszystkim Uczniom i Nauczycielom życzę dobrego roku szkolnego! Na pewno będzie dobry – po takich energetycznych wakacjach :)
    A nasz Maluch od czasu ŚDM w kółko śpiewa „alleluja”, nawet jak broi :)

  194. I niedźwiedzia przegapiłam. Lepiej wrócę do wiewiórki z wielką stopą, polecanej przez I.G.Strybę. Hi, hi.

  195. Myszy luba, a cóż za soczysty fragmencik, dzięki!:)))
    Ale jak, przy takich obyczajach tamtejszej publiczności, opera włoska, a przecież i teatr, mogły aż tak rozkwitnąć?
    Chyba dawniej artyści byli bardziej odporni.

    Powodzenia przy pracy, miłego czytania przy posiłkach!

  196. Ależ nie wrzucił, Grześ kłamczuszek, Zgredzie.
    Za to wysoki wrzucał. Taki wysoki, że jak wrzucał, to kucał!

  197. Sowo, jeszcze słówko o publiczności włoskiej, tyle że teatralnej. Przy okazji lektury źródeł do mojej pracy natrafiłam na ciekawostkę – serię pogadanek radiowych Zdzisława Jachimeckiego na temat dramatopisarzy oraz współczesnego mu teatru włoskiego:
    „Publiczność włoska nie pozwala narzucić sobie sztuki teatralnej Marinettiego. Mało przeważnie wzruszyło ją zamianowanie go członkiem włoskiej Akademii. Fakt ten nie odebrał prawa gwizdania i protestowania w teatrze podczas wykonywania sztuk jego ekscelencji. Tak np. kiedy w Mediolanie przed rokiem wystąpił Marinetti z nową sztuką p.t. „Simultanina” publiczność grała swoją commedia dell’arte na widowni podczas całego przedstawienia, bawiąc się tym lepiej, niż wszystkim co można było oglądać na scenie. Krytyk „Corriere della sera” pisał nazajutrz, że nie może podać w ogóle treści sztuki, gdyż słyszał tylko nieprzerwane gwizdanie i wrzaski publiczności. Kiedy się zaś raz – na moment – uciszyło na widowni, doszły go ze sceny tylko następujące słowa bohatera: „broda moja jest jak noc gwiazd pełna”.”
    Pozdrawiam wszystkich spod regału. Dodajecie mi otuchy i sił do pisania pracy, którą, z Bożą pomocą już kończę. Bez krzepiącej lektury zarówno wpisów, komentarzy, jak i znanych niemal na pamięć utworów DUA, którymi reanimuję znużony umysł podczas posiłków, byłoby dużo trudniej.

  198. Dlaczego, jak przeczytałem, że Zuzia12 zauważyła trzy dziewczynki, to od razu pomyślałem o Grzesiu?
    Wrzucił, czy nie wrzucił?
    To chyba jakiś atawizm? Atuwizm? Tuwizm, raczej.

    P.S. Grzeczność nie jest nauką łatwą, ani małą.

  199. Czy nie wydaje Wam się mili Księgowi oraz DUA, że to wyobraźnia tej dziewczynki wyszła z kart książki i spaceruje sobie
    po mieście w postaci niedźwiedzia i innych tajemniczych istot? Nawiasem mówiąc – cóż to jest pomiędzy
    głową dziewczynki, a istotkami w tle? Czy może ptak?:)

  200. A! Aha! A to się cieszę, Anusiu. Przydało się wezwanie!:)

    KokoszaNel – wpisz swój adres mailowy znów jako wiadomość prywatną, odezwiemy się.

  201. Dzień dobry wszystkim!
    Piękne zdjęcie i cudowny wiersz!
    Co do ŚDM to gdy weszłam do kościoła mariackiego to odrazu powiedziałam sobie: ,, w górę, w górę”
    i zobaczyłam dokładnie to co na zdjęciu wstawionym przez Panią :)
    Życzę wszystkim miłego roku szkolnego !

    Pozdrowienia!

  202. Dzien dobry.
    Wszystko sie zgadza Sowo, „we Wloszech na kazdym kroku trzeba placic” zostalo do dnia dzisiejszego, niestety :-)My rok szkolny zaczynamy 12.09. Pozdrawiam wszystkich

  203. Ja mam oko bystrzejsze nawet od Zuzinego.
    Tam jeszcze jest wielki niedźwiedź, stojący na tylnych łapach.:)))

    Wiewiórka K8 mnie zachwyciła. Wyobraziłam sobie jej stopę.
    Co do naszej Wiewiórki, czyli Wójta – użala się, że ochrona antywirusowa w jej komputerze zapamiętała na stałe tamto ostrzeżenie i dlatego biedny Wójt nie może się tu wpisywać, choć nas widzi.

    Sowo, publiczność, rozmawiająca w La Scali! Aaa! Pyszne!

  204. Dzień dobry! Zuziu ale masz bystre oko, gdyby nie Twój komentarz nie zauważyłabym koleżanek czytelniczki. Na początek roku szkolnego mały wypis. „W dawnych czasach cała Europa pokryta była gęstymi lasami. Utrzymują, że wiewiórka mogła przebyć drogę od Moskwy do Atlantyku nie dotykając stopą ziemi.”

  205. „W końcu wakacje muszą się skończyć, żeby mogły się zacząć”. Optymizm Zuzi12 wytrąca oręż z ręki największym malkontentom. :)

    Jak to się wszystko w moich lekturach przeplata (a tego lata tak się dziwnie złożyło, że czytam same rzeczy z XIX wieku): dokładnie w dniu, kiedy rodził się Władysław Syrokomla, czyli 29 września 1823 roku, pan Kurpiński przechadzał się po rzymskim placu Hiszpańskim. Dzień wcześniej, a była to niedziela, obrano na Stolicę Piotrową papieża Leona XII, Kurpiński był obecny na ceremonii intronizacji, którą opisuje w szczegółach. Wielka radość nastąpiła w ludzie, może też dlatego, że po śmierci poprzedniego papieża, Piusa VII, na miesiąc zakazano wystawiania komedii we Włoszech. Pan Kurpiński nie żałował chyba tego wielce, bo generalnie teatry włoskie (a szczególnie mediolańskie) nie zrobiły na nim takiego wrażenia jak paryskie: „wieczorem alla Scala słyszałem operę Rossiniego il Barbiere de Seviglia, (przepraszam), nie słyszałem, bo cała publiczność rozmawia”. Z Donizettim się nie spotkał. Dużo za to zwiedzał, przez co mocno nadszarpnął swój budżet, bo we Włoszech „na każdym kroku trzeba płacić” i teraz brak mu pieniędzy na wyjazd do Austrii. A tam czeka nań wspaniały Wiedeń!

    Dawne szkoły były o tyle lepsze, że oprócz ćwiczenia pamięci, uczyły też obserwacji natury i otaczającego nas świata. Poza tym uważam, że dla lepszego zrozumienia literatura powinna być nauczana w ścisłym związku z historią i kontekstem społecznym, a z tym różnie w szkołach bywa.

  206. Nie zaglądałam tu całe wakacje, a może nawet i dłużej. Ale tyle się działo, ciągłe zabieganie.
    Przeczytałam właśnie ŚDM-owe wpisy i podpisuje się pod każdym z nich. Tej atmosfery nie da się zapomnieć!!! :) ( No u mnie to jeszcze ogromnego zmęczenia – byłam wolontariuszem-tłumaczem i już od połowy lipca intensywnie pracowałam) Ale było warto!!!
    Teraz z utęsknieniem czekam na opis ŚDM-u w Jeżycjadzie – ciekawe który z bohaterów się wybierze? Tymczasem przypominam sobie mszę z Papieżem Janem Pawłem II opisaną w Kalamburce. :)
    Pozdrawiam Panią Małgosię i wszystkich uczniów!!!
    A sama rozpoczynam już tą ostatnią licealną klasę – jak to zleciało…..

  207. Dzień dobry!
    Wspaniała rzeźba! A tam z tyłu też są jakieś trzy dziewczynki! Ale one chyba nie trzymają książki.
    Aż mi się zachciało baśni!
    Dziękuję za zachętę na rok szkolny, w końcu wakacje muszą się skończyć, żeby mogły się zacząć.

    Patrycjo! Jak pięknie to opisałaś, jestem pod wrażeniem.

    Pozdrawiam wszystkich, jeszcze wakacyjnie!:)

  208. Wracając do poematu Syrokomli: mam nadzieję, że to Wam nie umknęło!- „pierwsze sześciolecie”- czyli mowa o raczej małym chłopcu. Po opanowaniu pierwszych zasad gramatyki („grammatyki”) łacińskiej i wielu innych wiadomości („tablice Pitagorasowe”!!!), po srogim egzaminie zostaje on promowany do klasy drugiej szkoły pijarów.
    Ho, ho!
    Nic dziwnego, że nasi przodkowie gadali po łacinie jak po polsku.

  209. Dzięki, Patrycjo!
    Dziękuję Ci za to piękne i zupełne sprawozdanie. Więcej doprawdy nie potrzeba.
    Ściskam Cię serdecznie!

  210. Pamiętacie oczywiście, że Władysław Syrokomla mieszkał w majątku Borejkowszczyzna pod Wilnem?:)
    Władze carskie zesłały go tam za karę, za jego działalność w konspiracji.
    Do dziś jest tam podobno pod lipą kamienny stół , przy którym pisał swoje wiersze!

  211. Dzień dobry!
    Piękna rzeźba, chciałoby się ją podziwiać na co dzień.
    Dziękuję Wam za miłe wczorajsze słowa. Tak mnie ucieszyły, że aż zaczęłam się śmiać.
    Celestyno, wedle życzenia. Dzień przed pogrzebem wystawiono trumny Bohaterów i można było się przy nich pomodlić. Kolejka była ogromna, ale to uczucie, kiedy się uklęknęło i miało się świadomość wartości, jaką to ma, jak w paru słowach modliło się o taką samą Wierność… Następnego dnia oczywiście odbył pogrzeb. Siedziałam(niestety w cywilu, Pani Małgosiu) przy telebimie, na krawężniku, a przede mną usadowiła się grupka przyjaciół. Nie rozmawiałam z nimi, ale czułam jedność dusz. To było wspaniałe. Uroczystość oczywiście okazała się piękna, ale mnie, jak to mnie, najbardziej wzruszyły proste słowa płynące z serca, nie wyuczone przemówienia. Tak właśnie było przy wspomnianych wcześniej słowach: ,,Ciociu, możesz spać spokojnie; przecież zachowałaś się, jak trzeba”. Drugimi takimi słowami były: ,,Bóg, honor i ojczyzna”. Po prostu. Nie oczekujcie ode mnie sprawozdania, bo nie jestem w stanie go napisać. Po prostu byłam dumna, że tyle ludzi przyszło oddać ostatni hołd, że mieliśmy Takich Rodaków; gdy chowali trumny do grobów, patrzyłam…i myślałam, że stało się to, co trzeba.

  212. Dzień dobry!

    Racja, Zgredziku, o honorze nie zapominajmy. I on po zakończeniu roku szkolnego działa w zestawie uczuć.

    Chyba zrobię poprawkę w tekście.

    Jaką książkę czyta dziewczynka? Ośmielę się przypuszczać, że baśnie, i to piękne. Jej uśmiech jest taki – rozmarzony. I na pewno jest to coś bardzo ciekawego, bo czyta z zajęciem, nie odrywa się nawet na żądanie pieska, głaszcze go tylko -z pewnym roztargnieniem!- po główce.

  213. Hej, hej!
    Piękny wpis, w sam raz na początek roku. Naprawdę zazdroszczę młodym uczniom, że mają jeszcze tyle do odkrycia. Mój syn (lat 9 i pół), po raz pierwszy będzie teraz czytać „Historię amuletu”. Wyobrażacie to sobie? Życzę Wam pięknych przeżyć związanych z nauką, wspaniałych odkryć, pielęgnowania swoich pasji. Ach, całe życie przed Wami, Drodzy Licealiści i wszystko jest w Waszych sercach i głowach! Byle tylko zdrowie dopisywało. Życzę Wam wszystkiego dobrego! Uwielbiam jesień!
    PS Wydaje mi się, że dziewczynka czyta „Baśnie” Andersena. To taka pierwsza moja myśl.

  214. Książki naszego kochanego Starosty ogrzewają zmarzniętą duszę. I poza Makuszyńskim, nie widzę podobnego fenomenu w literaturze światowej.

  215. Księgowy bal Sylwestrowy! Świetny pomysł, Sowo P., chciałabym zobaczyć Cię w pierzastym przebraniu;)

    W imieniu Asi i Zosi, ich Mamy, babci i Prababci i całej Rodziny z całego serca dziękuję DUA i Księgowym za wszystkie życzenia, torciki z lukrem, kwiecie etc. Jesteśmy całorodzinnie wzruszeni i wzajemnie wszystkich ściskamy i pozdrawiamy.
    Zabrzmiało to tak jakoś pluralis maiestatis;)

    Joanno, święta to prawda, że nic się nie zdarzy, jeśli przedtem nie jest marzeniem. A więc ośmielmy się marzyć o tym spotkaniu dusz bratnich! I najlepsze życzenia zdrowia dla Twojej Mamy.

    Patrycjo F., dzięki za wyłapanie słów siostrzenicy Inki. Piękne.

    Maleństwa już dawno znają na pamięć zawartość śpiewnika „Co babcia i dziadek śpiewali, kiedy byli mali”. Prześpiewanie całości od deski do deski zajmuje nam dobre pół godziny. Natomiast wierszyki wplatają w zabawę. Ostatnio bawiły się w sklep i słyszę, jak Zosia powiada: – Poproszę mleka pięć deka. – Proszę bardzo powiada Asia. – Zapakować?

  216. Dzień dobry z ogrodu!
    Ze szkołą nie mam obecnie nic wspólnego, ale ślę dobre myśli wszystkim, którzy już za chwilę rozpoczną rok szkolny.
    Aniu g. gończy Radar odwzajemnia całusy – bardzo entuzjastycznie. A ja przytulam oba Twoje psy. My też mamy jamniola (nie rasowy mix, ale charakterek jamniczy), to taki Rolmops… I bandzior. Ale ładnie się bawią razem, Radar już prawie dogania torpedę o imieniu Rico. ;-) I potwierdzam – kopać uwielbia, nauczył też Radara. Jest wesoło.
    Miłego dnia Kochani!

  217. Dzień dobry.Jestem,czekałam na wpis niecierpliwie,ale do nocy nie wytrzymałam- zbieram siły do pracy,muszę wyspać się na zapas.:)
    Dziękuję DUA za krzepiące słowa.:)Pomocne,bo każdy nowy rok szkolny to podróż w nieznane i trochę jest w nas wszystkich lęku i niepewności.Ale to też perspektywa-tyle nowych odkryć- uczniowskich i nauczycielskich.I rodzicielskich wzruszeń też.
    Zdjęcie cudne,tyle słodyczy ma w sobie ta mała zaczytana postać. I ten piesek taki udany.Podziękowania dla Beaty.
    A wszystkim -miłego dnia!

  218. Dziękujemy za miłe życzenia i je odwzajemniamy!
    Jaki miły wpis.
    Ciekawe, jaki tytuł ma ta książka, czytana przez dziewczynkę.
    Widzę tylko, że raczej nie jest to tekst chiński (nie mówię o dziecku).
    A do honoru się przyznaję, a co!

Dodaj komentarz