Opaszmy ziemskie kolisko!

015399_110820_Czuwanie_05_34

(fot. Gość Niedzielny)

 

Adam Mickiewicz

ODA DO MŁODOŚCI

(fragmenty)

Młodości! ty nad poziomy

Wylatuj, a okiem słońca

Ludzkości całe ogromy

Przeniknij z końca do końca.

 

Młodości! tobie nektar żywota

Natenczas słodki, gdy z innymi dzielę:

Serca niebieskie poi wesele,

Kiedy je razem nić powiąże złota.

Razem, młodzi przyjaciele!…

W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele;

Jednością silni, rozumni szałem,

Razem, młodzi przyjaciele!…

 

(…)

Choć droga stroma i śliska,

Gwałt i słabość bronią wchodu:

Gwałt niech się gwałtem odciska,

A ze słabością łamać uczmy się za młodu!

 

(…)

Hej! ramię do ramienia! spólnymi łańcuchy

Opaszmy ziemskie kolisko!

Zestrzelmy myśli w jedno ognisko

I w jedno ognisko duchy!…

Dalej, bryło, z posad świata!

Nowymi cię pchniemy tory,

Aż opleśniałej zbywszy się kory,

Zielone przypomnisz lata.

 

 

Czy to nie symboliczne, czy to nie niezwykłe, że tylu młodych pielgrzymów z całego świata oblega pomnik Adama Mickiewicza na krakowskim Rynku?

Ale może to całkiem zrozumiałe: coś ich do niego ciągnie!

Przypomnijmy, że inicjator Światowych Dni Młodzieży, św. Jan Paweł II (zauważył to kiedyś Czesław Miłosz, nazywając Go „ostatnim z Wielkich Romantyków polskich”)  był , jak całe jego pokolenie, wychowany na poezji romantycznej.

Przede wszystkim – na utworach tego właśnie Wieszcza!

Dreszcz biegnie po plecach, gdy się to sobie uświadomi.

 

Jak dobrze, że dane nam jest  przeżywać ten  – być może największy! –  triumf poety z Nowogródka.

 

Razem, młodzi przyjaciele!

Pozdrawiam Was gorąco –

MM

236 przemyśleń nt. „Opaszmy ziemskie kolisko!

  1. Szesc iskierek! Zazdroszcze i pozdrawiam serdecznie:)

    Patrycjo, chcialoby sie przeczytac jakas mini- relacje z wczorajszych wydarzen widzianych Twoimi oczami.

    Dobranoc, dobrzy ludzie.

  2. Na ćwiczenie pamięci doskonała „Anatomia człowieka” Pana Bochenka! Z łaciną zupełnie przy okazji. A i na bezsenność też czasem zaradzi ;)
    Dobrej nocy!

  3. Nigdy nie jadłam lawendowych lodów (może jednak nie smakują jak mydło?),ale nazwa ładnie brzmi i dlatego wtykam je Patrycji do kuchni:)
    Lawendę kocham,moja w tym roku o dziwo zakwitła dwukrotnie,w Prowansji mam cudnych francuskich przyjaciół – same pozytywne skojarzenia.I jeszcze ten kolor.:)

    „Sztuka pamięci” może być ciekawa.Przy okazji przypomniałam sobie o niezwykłej postaci Małgorzaty Baranowskiej.Poświęciła jej Pani jeden z felietonów we „Frywolitkach”,prawda,DUA?Znalazłam ciekawy wywiad,przyjrzałam się zdjęciom.Jaka nieopisana szlachetność bije z Jej twarzy.

  4. Nasza Zuzia 12 żywcem nadaje się na bohaterkę Jeżycjady. Brawo Zuziu! Moją pamięć nieustannie gimnastykuję nutkami ale wiersze też mi się plączą po głowie. Może więcej tych dziecięcych czytanych po kolei mojej szóstce iskierek, ale i tych ze szkoły strzępy też się przewijają. Tak- kiedyś uczenie się wierszy było normą. Niestety moje dzieci już w szkole takiego treningu poezją nie przechodziły. Dobranoc wszystkim.

  5. Pani Małgosiu, polecam „Sztukę pamięci”- bardzo ciekawa.

    Zuziu, jesteś dla mnie wzorem. Zaczynam „trening mięśni mózgowych”, żeby Córka nie miała ze mną kłopotu,
    gdy siwy włos pokryje skronie;)

  6. Lawendowe lody o smaku mydła i gałka miętowych o smaku pasty do zębów.
    Nie, Patrycja by takich nie lubiła.

    AniuG, dobry wieczór, a więc ledwie odchowałaś Burzę, już masz następnego destruktora ogrodowego!
    No, no!
    Jamniki bardzo lubią się podkopywać, podobno.
    A Twoja stara odmiana śliwkowa wygląda mi na tę moją, czas owocowania ten sam, opis się zgadza.

    Zuziu12, wielkie brawa za ten zeszyt i za uczenie się wierszy!!!
    Pamięć jest bardzo pojemna, bardziej niż przypuszczamy!

  7. A dzisiaj się,niestety,tego prawie w ogóle nie robi.Jak próbuję,to jest jojczenie,a czasem nawet oburzenie niektórych uczniów i -o zgrozo-także ich rodziców.Bo to przecież niepotrzebne,niepraktyczne i zabiera czas.Wielu nawet nie próbuje spojrzeć w ten sposób,że oprócz innych korzyści,powiedzmy duchowych,jest to rzeczywiście najlepsze ćwiczenie pamięci.Moja ukochana polonistka ze szkoły podstawowej nieustannie zadawała nam coś do nauczenia na pamięć.Pewnie nie ze wszystkimi tak było,ale ja to uwielbiałam.

  8. Uważam, że K.I. Gałczyński jest mocno niedocenionym poetą. „Moja poezja to jest noc księżycowa…” – pamiętam jak w szkole podstawowej (albo w gimnazjum?) uczyliśmy się tego wiersza na pamięć :) Albo piękna „Kronika olsztyńska”, albo „A podobno jest gdzieś ulica (lecz jak tam dojść? którędy?)…” – znam do tej pory na pamięć dzięki lekcjom języka polskiego w szkole podstawowej.
    PS. Dla mnie Jeżycjada to też najważniejsze, „formacyjne” książki (a wiem co mówię – na studiach polonistycznych i później czytało się mnóstwo wspaniałych powieści, a nadal Jeżycjada to mój numer jeden)

  9. Dzień dobry!
    Nareszcie ruch w Księdze!! Jak ja się za Wami stęskniłam.
    Pani Małgosiu, u nas śliwkowa klęska urodzaju. Dziadziuś Franek ponad 40 lat temu posadził, w ogrodzie swej córki Krysi, śliwę. Dziś pod wiekowym drzewem trzy pokolenia Frankowych potomków zbierały kosze ciemnogranatowych śliwek o pomarańczowo-żółtym miąższu. Podzieliłyśmy się urobkiem, z dwóch koszy śliwek wyszło mi 30 słoików powideł.
    W naszym domu pojawił się nowy mieszkaniec. Synuś kupił mi w prezencie miniaturową jamniczkę, czarną, podpalaną, długowłosą. Maleństwo trzymiesięczne, mieści się w dwóch dłoniach , ale charakterne jak każdy jamniorek. Burza jest uszczęśliwiona, a mała Mysza ( oficjalnie Tajla, ale co to za imię?)chodzi za nią krok w krok, z zapałem przekopuje donice na tarasie i nosi w zębach męskie buty, znacznie większe od niej. Zobaczymy co będzie dalej
    Małego gończego całuję w nos.
    Dużego głaszczę po łebku.
    Miłego wieczoru Wszystkim życzę.

  10. Jeśli chodzi o Patrycję – mogę potwierdzić!:))

    U nas w szkole bardzo mało uczymy się wierszy. W tym roku tylko „Żołnierzy z Westerplatte”, z polonistką z piątej klasy trochę więcej i wtedy też był mój ulubiony (jeśli chodzi o wiersze uczone się na pamięć), „Strofy o późnym lecie”. Ostatnio sama zaczęłam się uczyć i założyłam zeszyt z wierszami!

  11. Asiu, a ja tej książki nie znam!- muszę kiedyś przeczytać.
    Jeśli chodzi o treningi pamięci (a przypominają one trenowanie mięśni!- po trochu, potem więcej, a zawsze systematycznie!) – nie masz jak uczenie się całych, licznych wierszy, najlepiej już w szkole podstawowej. Nam kazano uczyć się mnóstwa tekstów – poezji, ale i prozy! – jak już kiedyś tu pisałam, prawie całego „Pana Tadeusza”! – że nie wspomnę o „Pieśniach” Horacego w oryginale. Nie tylko ja zresztą wyćwiczyłam sobie w ten sposób pamięć – pewnie wszystkie moje koleżanki z klasy łacińskiej w „Dąbrówce” potrafią do dziś recytować na wyrywki Kochanowskiego i Słowackiego, i nawet prawa Newtona po łacinie.
    Byłam kiedyś tak złego zdania o swojej szkole! A teraz widzę, jak mądrze i dobrze nas kształcono.
    A ile śpiewałyśmy! Prawie wszystkie byłyśmy w chórze. Byłam II sopranem. Do dziś pamiętam cały nasz repertuar.

    Dawniej w ogóle więcej śpiewano. Kiedy?- ano, przed upowszechnieniem się telewizorów, oczywiście. Każde spotkanie towarzyskie przynosiło wspólne śpiewanie. I to ładne, melodyjne – prawdziwy śpiew, nie biesiadne ryki.
    Spytajcie swoich rodziców, albo babć. Będą pamiętać.

  12. Czytam „Sztukę pamięci”, Frances A. Yates. M. Baranowska opowiada, że dzięki niej mogła w czasie swej długiej choroby pracować i pisać.
    DUA chciałabym zapytać, co miało największy wpływ na Pani doskonałą i szybką pamięć?

    Mam pamięć wzrokową i wyobrażeniową, co bywa delikatnie mówiąc nieco kłopotliwe w czasach pośpiechu.

    Miłego wieczoru dla Wszystkich.

  13. Patrycja to nasza wakacyjna bohaterka i już!:)
    Jakie piękne i poruszające były te wczorajsze uroczystości.Powiem tylko tyle- nareszcie.
    W ogóle jakie to było niezwykłe lato o niezwykłym zagęszczeniu ważnych wydarzeń.

    Ta lawenda u Florków by się przyjęła,DUA. A jakie pyszności mogłaby z niej wyczarowywać Patrycja.Takie lody lawendowe na przykład.:)

  14. Nasza renkloda zaś, tak nas latoś przysypała owocami, że ledwo się spod nich wygramoliliśmy .
    A jak już to zrobiliśmy, to mozolnie pozamykałam to wszystko w słoikach (no… nie wszystko – trochę
    zostawiliśmy: ślimakom, osom i – o zgrozo !- szerszeniom) :).
    Pozdrowienia dla miłej Zuzi :)).

  15. Patrycja jest super dziewczyna!
    I ma świetną Mamę.

    Zuziu, ja też nie mogłabym już mieszkać w mieście. Muszę stale być blisko drzew, kwiatów, trawy i lasu. I jeziora. I chcę, żeby było słychać tylko ptaki.
    U nas też śliwek mało jest w tym roku, drobne są. Ale zrobiłam pyszne powidła, jak zwykle koloru czerwonawego.

  16. Dzień dobry!
    Ostatnio pojechaliśmy do Warszawy pochodzić sobie po Starówce i tak dalej. Doszłam wtedy do wniosku, że nie mogłabym mieszkać w mieście, ten gwar i pośpiech.
    Co innego ruch tutaj, aż się prosi, a jak go nie ma, to człowiek tęskni.

    Co Pani, Pani Małgosiu zrobiła z tych śliwek? Powidła? U nas śliwek jest bardzo mało, więc był tylko kompocik.

    Pozdrawiam wszystkich i ślę życzenia dla Asi i Zosi!:))

  17. Joanno dziękuję za miłe słowa.:) Oj, chyba nie myślimy o tym samym miejscu, bo to „moje” jest
    z mniej znanych. Myślę jednak że miłośnicy lawendy mają u nas w czym wybierać, bo pojawiło się
    już kilka takich miejsc z ” Lawendowym Polem” na czele. Tak, lawenda zajmuje honorowe miejsce w bukiecie
    moich ulubionych kwiatów.
    Tak sobie myślę nieśmiało drogi Starosto, że lawenda w skali makro czułaby się świetnie u Patrycji i Florka – znawcy kwiatów wszak :).Miłego dnia Wszystkim.

  18. Oczywiście, że dasz radę!
    Logika, konsekwencja, czystość, zwięzłość – oto łacina. Bardzo łatwa w nauce.

    Całusy dla Marysi! Tak, to nie do wiary, jak PT Dziatwa potrafi się zmienić w ciągu zaledwie kilku latek. Zawrotne to jest tempo, kiedy się tak nad tym zastanowić, prawda?

  19. Pani Małgorzato,
    chłopcy urośli, ale jak wspomnę, że podglądałam KG w zagadkowe wieczory (i noce) z malutką, kilkumiesięczną Marysią, a ona za trzy tygodnie skończy 7 lat ?! Jak to możliwe ???? :)
    Uśmiecham się do Pani i do Księgowych.
    Dobrego dnia.
    ps Szymon w liceum będzie uczył się łaciny – a ja spróbuję razem z nim. Czy dam radę?

  20. Dzień dobry!
    Jane, już liceum? Ojej, ależ chłopcy Ci urośli!

    Iskro, Bóg zapłać za dobre słowo. Staram się.

    Patrycjo, a więc byłaś tam!- szukałam Cię wzrokiem na internetowych sprawozdaniach i filmach. Czy byłaś w harcerskim mundurku, czy „w cywilu”?
    Tak wiele pięknej młodzieży przybyło!

  21. Dzień dobry, Kochana Autorka i Drogi Ludu.
    Jak ja lubię ten ruch w KG :). Uwielbiam też księgowe fluidy – obserwowałam piękne sierpniowe niebo w ubiegłym tygodniu (wakacje u rodziców w Drawieńskim Parku Narodowym), słuchałam Chopina w Dusznikach (wprawdzie tylko kawałek ostatniego koncertu – za późno dojechaliśmy, niestety), a wczoraj wieczorem, kiedy z rodziną jechaliśmy na rowerach do kościoła, minęłam malutką uliczkę, zerkam a tu nazwa: ul. Karola Kurpińskiego. Aż się zaśmiałam, bo mieszkam w tej okolicy od 11 lat i nigdy nie zwróciłam na tę uliczkę uwagi.
    Przekazuję życzenia urodzinowe dla uroczych bliźniaczek i słowa otuchy dla Mam (tych starszych i młodszych).
    Chciałam też pozdrowić wszystkich debiutujących w nowych szkołach. Obaj moi synowie mają wyraźną tremę :). Przekazałam starszemu to, co Pani napisała tu o latach licealnych, o przyjaźniach – dziękuję za te słowa.

  22. Beato S.,czyżbyś była tam gdzie ja myślę?Bo niewiele jest taki miejsc z lawendą w Polsce,zwłaszcza wśród jezior i pól.:)To chyba jest to miejsce,do którego ja bardzo chciałam pojechać,ale w tym roku za późno ze względu na mamę zabrałam się do planowania wakacji i nie było miejsc.Jeśli tak jest,to ciesz się za mnie.:)

  23. Znalazłam ten wpis Eli. Jeszcze jedna bratnia dusza. Tak- z książkami pani Małgorzaty jest jak ze słońcem. Jeśli nie bronimy się przed jego promieniami to czujemy na ciele jego pocałunki i zmienia ono wygląd naszego ciała. Książki DUA ogrzewają i przemieniają nasze serca. Oby ich było jeszcze wiele..

  24. Właśnie wróciłam. Najbardziej wzruszyły mnie proste słowa siostrzenicy,,Inki”: ,,Ciociu, możesz spać spokojnie; przecież zachowałaś się, jak trzeba”.
    Chesterko, też o Was myślałam.
    Fluid z Sową- jadąc busikiem, myślałam właśnie o Księgowym Balu Sylwestrowym.
    Wszystkiego dobrego dla Asi i Zosi.

  25. Wpis od Pani Eli -bardzo przejmujący. Podpisuję się pod nim oczywiście i gratuluję Starosto TAKICH czytelników. A Panią Elę serdecznie pozdrawiam.:))

    Ostatnio odkrywam na nowo poezję K.I.G. Obrazy, jakie widzę podczas czytania tych wierszy są tak
    plastyczne, iż nie mogę się powstrzymać, aby spróbować je przenieść na płótno. Swój udział w tym
    „przedsięwzięciu” będzie miał również inny mój ulubiony artysta – M. Chagall . Obaj Ci Panowie malują
    moim zdaniem podobnie, tyle że innymi środkami. Mam nadzieję, że zadanie ułatwi mi troszeczkę wymarzona
    wprost sceneria – plantacja lawendy w pięknie położonym miejscu, wśród jezior i pól.

    A do poduszki… K.I. Gałczyński „Poezje” wybór Natalii Gałczyńskiej Czytelnik 1965. Dobranoc :)

  26. Miło wiedzieć, że się jest „myślanym”, Justysiu, pozdrawiam i zanurzam się w zwariowanym „Żywym człowieku” Chestertona. Szkoda, że światło latarni omija mój ogródeczek, bo tam bym sobie poczytała, zwłaszcza, że główny bohater pakuje się właśnie przez komin do własnego domu. Może bym go zobaczyła.

  27. Nie potrafię już nie zaglądać do Was. Jak to dobrze,że tutaj wrzesień jest już w sierpniu. Normalnie to wolałabym pewnie żeby we wrześniu trwał jeszcze sierpień ale w tym przypadku cieszę się,że nie muszę już czekać na wieści od Was. Mam poczucie jakby długo oczekiwane wiadomości od bliskich nadeszły. Wszystkim Waszym maluchom życzę cudownego dzieciństwa a niedomagającym mamom sił do radowania się z bliskimi codziennymi drobnymi cudami . Pozdrawiam szczególnie sprawczynię tutejszego bractwa dusz- panią Małgorzatę.

  28. Pani Małgosiu, dziękuję serdecznie za odpowiedź. Bardzo ciekawa historia, lubię takie zakulisowe ciekawostki, o których można tylko tu się dowiedzieć.

    Pozdrawiam wszystkie księgowe i księgowych, a także małe jubilatki Isi i ich Prababcię, oraz Mamę Isi i Isię. I jeszcze Chesterkę. Bo myślałam o Was tam, chodząc ulicami Trójmiasta dwa tygodnie temu.

  29. DUA,coś mnie tu nie wpuszcza,ale uparcie próbuję.
    Zajrzałam do wpisu Eli- jaki przejmujący!Kolejny dowód,że zmienia Pani świat na lepszy.:)

    Sowo,dziękuję za Ciaconnę,która radowała mnie dziś cały dzień.:)

    Mamo Isi,uściski urodzinowe dla wyjątkowych Bliźniaczek!

  30. Wiadomość dla Eli Andrzejewskiej: swoje bardzo miłe słowa zostawiłaś dziś, przed niecałą godziną, pod dawniejszym już (prawie sprzed roku!) wpisem „Dary jesieni” – tam też Ci odpowiedziałam.

    Droga Biedroneczko Wspak, dzięki za uściski! Eric Lu w żelazowej Woli!- no, coś takiego!!! Cieszę się.

    Just, o tak, to dopiero początek!- i każdego dnia uczymy się czegoś nowego, prawda?

  31. Dzień dobry Wszystkim! Podoba mi się ten przed- powakacyjny ruch na stronie, podglądałam Was często spod regału. :) A propos Chopina- pochwalę się: w któreś słoneczne lipcowe popołudnie niedzielne trafiłam do Żelazowej Woli- pięknie tam! Miałam nawet okazję wysłuchać recitalu Erica Lu! :)

    Uściski dla DUA i dla Księgowych!
    Najlepsze życzenia urodzinowe dla Asi i Zosi!
    I trzymam kciuki za szybki powrót do formy Mamy Mamy Isi.

  32. Buziaczki również dla trzylatek : Asi i Zosi, niech zdrowo rosną, będąc pociechą dla całej Rodzinki!
    Ciekawa ta historia z „Opium w rosole”. Moja przygoda z Jezycjada tez się zaczęła czytając jej fragmenty w „Plomyku”. Nie pamiętam tylko, czy to nie był przypadkiem „Brulion Bebe B”.
    Miłej i słonecznej niedzieli!

  33. Dziękuję, DUA, to rzeczywiście najpiękniejsze pół roku mojego życia!
    A to dopiero początek :)
    Najlepsze życzenia dla Mamy Joanny!

  34. Wasze zyczenia dzialaja! i piramidonu nie bylo trzeba. :) Dzis na francuskiej wsi-chmury i chlodek.
    To sie nazywa moc ksiegowych!
    Chesterko- „Filipinki” przywiozlam z Polski (partiami) i teraz mam ze 20 egzemplarzy- moge Ci jeden przeslac. :)

  35. Dziękuję za życzenia, jeszcze miesiąc na statku.
    Wykorzystałem wakacyjną przerwę na tej stronie oraz własny pobyt poza domem, aby zapoznać się z wpisami archiwalnymi, od grudnia 2014. Zajęło mi to blisko dwa miesiące, ale jakże przyjemna to była lektura. Mam wrażenie, jakbym Księgowych znał od lat, chociaż nie mam pojęcia, jak wyglądacie. Pozdrawiam wszystkich.

  36. A to ci historia,DUA.Wiedziałam,że cenzura wyzwalała w artystach niezwykłą kreatywność od romantyzmu poczynając (vide – to dla młodszego pokolenia -„Konrad Wallenrod” Mickiewicza,a w nim poza kostiumem historycznym sprytne „taka pieśń moja o Aldony losach” na początku dzieła i „serca kochanków złączą się znowu w pieśniach wajdeloty” na końcu),a na PRL-u kończąc,ale nie zdawałam sobie do końca sprawy,jak kluczyć musieli również wydawcy.A niejednokrotnie myślałam o tym,jak w przypadku „Opium” udało się w tamtych czasach „uciec i zmylić pogonie”. Teraz już wiem.:)
    Mamo Isi właśnie w książce ,o której później nieco szerzej napiszę( to jedna z moich milszych wakacyjnych lektur i spodobałaby się jak mniemam samej DUA i wielu Księgowym), przeczytałam zdanie pasujące do naszych werandowych rojeń:
    „Przecież nic się nie zdarza,jeśli nie jest wpierw marzeniem.”:)

  37. Krzysztofie, udanego rejsu życzymy!
    Miło pomyśleć, że prawdziwy Wilk Morski jest wśród nas.

    Właśnie! Ode mnie dla Ptaszynek Isi – dwa wirtualne torciki biszkoptowe z śmietankowym kremem cytrynowym, ozdobione różowym oczywiście (Kłapouchy) lukrem , świeczkami i żywymi kwiatkami.

  38. Zatoka Perska w sierpniu to jest 40 stopni i jest to normalne. Wieczorem temperatura spadała do 35 i wtedy wychodziłem na spacer. Tak było w zeszłym tygodniu, to na szczęście już za plecami.
    Wszelkiego dobra dla Asi i Zosi z okazji urodzin.
    I dobrego zdrowia dla ich praBabci, także dla Mamy Joanny.

  39. SowoP, też tak miałam z nasturcjami pnącymi. Mszyce je uwielbiają. Ciekawe: w ogrodzie Moneta ich nie ma? Pewnie wszystko spryskane.

  40. Mamo Isi, Joanno, mnie się zawsze marzy międzypokoleniowy Księgowy bal sylwestrowy. Niekoniecznie przebierańców, bo w grubym stroju sowy nie wytrzymałabym zbyt długo.

  41. Poznanianko, witaj!- w takich chwilach (i tylko w takich!) żałuję, że już nie mieszkam w Poznaniu. Na pewno byłabym na tym koncercie!:)

    Chesterko, miałaś klasyczny Fluid z Joanną i Justysią.:)

    BeatoV, dzięki za przesyłeczkę! Dzisiaj ją obejrzę.

  42. Dzień dobry!
    Justysiu, było nieco inaczej. Przypomnę może, dla młodszych Księgowych: kończyłam „Opium” w stanie wojennym (miałam już podpisaną umowę i dawno wydaną zaliczkę!) i postanowiłam, że powiem prawdę, bez uników. Pisałam w sumie pięć lat, wciąż przesuwając termin oddania powieści! „Nasza Księgarnia”, żeby w ogóle móc to wydać, uciekła się do wybiegu: zaczęła od „Płomyka”. Do obowiązkowej cenzury (tak, w PRL istniał specjalny Urząd Kontroli Prasy i Wydawnictw) poszła „uspokojona” wersja powieści – redakcja „Płomyka”, dzieląc tekst na odcinki, zgrabnie wyjęła z maszynopisu kilka najbardziej „niebezpiecznych” kartek. Cenzura przystawiła swą pieczątkę na tej właśnie kopii (a więc to właśnie płomykowa wersja jest skrócona). Następnie wsadzono wszystkie kartki do maszynopisu na ich miejsca i kopia z pieczątką cenzury mogła iść do drukarni!
    Porównanie wypadnie na niekorzyść „Płomyka”, ale to on właśnie przetarł „Opium” drogę do druku.
    „Nasza Księgarnia” robiła, co mogła, w tamtych marnych czasach, zawsze stając po stronie swoich autorów.

    Dwa lata na wydanie powieści od chwili złożenia jej do druku to była norma w tamtym świecie. O przydział papieru wydawca musiał się starać w ministerstwie!:)

  43. No właśnie, nawiązując do tytułowego dzieła, jak by tak zestrzelić w jedno ognisko nie tylko myśli i duchy, ale i marne, ziemskie powłoki w naszym ogrodzie, to by dopiero były nocne rodaków rozmowy. O ile by nas komary nie nawiedziły.

  44. Kochani, bardzo dziękuję za wszystkie dobre myśli i zapewniam o modlitwie.
    Też mi się marzy przyjęcie ogrodowe w zbliżonych okolicznościach przyrody z Wami wszystkimi:)
    Asieńka i Zosieńka wczoraj występowały w przepięknych, letnich sukieneczkach w kwiatki. Pewien dysonans wprowadziły założywszy otrzymane w prezencie przecudne kaloszki w kropeczki;)
    Sowo P., współczuję na okoliczność mszyc zżerających nasturcje. Ohyda. U nas nasturcje w tym roku nad podziw się udały i razem z astrami, hortensjami, floksami, nawłociami, groszkami i balsaminkami szaleją po ogrodzie. Nic dziwnego, że motylom tak się tu spodobało;)
    Już się stęskniłam za ciacconą Schmelzera i tylko czekam, aż Mama się obudzi, żeby ją puścić;)

  45. Dzień dobry.:)
    A ja gdzieś chyba mam u rodziców te „Płomyki”,od których zaczęła się moja Jeżycjadowa przygoda.
    BeatoS,dzięki za Gałczyńskiego.:)
    Celestynie i Beacie V życzę cierpliwości w znoszeniu upałów.I wszystkim najmilszej ostatniej sierpniowej niedzieli.

  46. Aha, zauważyłam, że na I wydaniu „Opium w Rosole” pisze: „Oddano do produkcji w październiku 1984r. Podpisano do druku w marcu 1986r.” Czy to oznacza, że cenzura trwała 17 mieisęcy?

  47. W Polsce gorąco? Bo ja tydzień temu, po 3-tygodniowym pobycie wróciłam zmarznięta do upalnej Kanady!
    Nic to, najważniejsze, że odnalazłam wszystkie odcinki „Opium w Rosole”, które wycinałam kiedyś z „Płomyka”, a teraz mam profesjonalnie oprawione i zszyte w książkę. Jest nawet autograf DUA, choć nie pamiętam jakim cudem tam się znalazł. Na pewno drogą pocztową, bo jakby inaczej. Wspomniała Pani kiedyś, że ta „płomykowa” wersja książki nie została obcięta przez cenzurę. No to zabieram się za lekturę porównując wydanie płomykowe z I wydaniem z 1986r.

  48. Filipinki z dawnych lat?!!! Beato, czyżbyś przechowywała je tak długo, i to we Francji?!!
    Ja też pamiętam pewna Królowa Pisarek, ale z „Płomyków” (chyba), jednak nie posiadam. Całuję wszystkie kochane dzieciaczki i dzielne starsze panie. Szkoda, że tak cierpiace, ale dobrze, że pośród najbliższych.

  49. Dziękuję serdecznie za życzenia i pozdrowienia dla mojej Mamy.Dobre myśli dobrych ludzi są jej teraz nad wyraz potrzebne.
    Impreza ogrodowa udała się bardzo.Ja mam niesamowicie fajną rodzinę,uwielbiamy ze sobą być.Czułam się dzisiaj trochę jak Pulpecja,goszcząca u siebie wszystkich złaknionych wiejskiego klimatu Borejków.
    Tak,tak,Celestyno,gardeny to świetna sprawa.Ja całe życie byłam blokowa i do wyprowadzki na wieś,o której marzył mój mąż, podchodziłam sceptycznie,ale po tych kilku latach widzę,że to był doskonały pomysł.
    I tak się cieszę,że tyle osób lubi do nas przyjeżdżać.A w mieście przecież pracuję i to mi zupełnie wystarcza.
    Tak sobie pomyślałam (po sugestywnych opisach DUA,Mamy Isi i Sowy),jakby to było miło posiedzieć kiedyś ze Starostą i z Wami na jednej werandzie w pogodny letni dzień.:)
    Może kiedyś – pomarzyć przecież wolno!A tymczasem musi wystarczyć,że chłoniemy świat i życie pod tym samym cudnym niebem.:)
    Dobrej nocy,Kochani.

  50. Opasła czy nie opasła, byle jesienna. ;)
    Zamarzył mi się ogród Moneta i wysiałam tego lata sporo nasturcji. Niestety, bardzo przypadły do gustu czarnym mszycom, które żrą je całe lato i mimo moich sporadycznych zabiegów czyszczących mam w efekcie nasturcjowy bonsai.

  51. Tak DUA, trzydziesci siedem. Trwam wiec w bezruchu i czytam stare „Filipinki” z lat 80 i 90tych.
    Sa w nich teksty pewnej ZNANEJ NAM OSOBY. ;)
    Zdjecie juz wyslalam Admince.

  52. Dobry wieczór!
    Korzystając z kawiarnianego internetu, oznajmiam, że jestem w Gdańsku, przyjechałam na uroczysty pogrzeb ,,Inki” i ,,Zagończyka”. Jest przepięknie.

  53. Dobrze, bede cierpliwie czekac. Cierpliwosc we Francji jest bardzo wskazana przy 37 stopniach Celsjusza (a w samochodzie 41)!

  54. Ba! Ale grubaśna wymaga więcej pracy, a więc i czasu!
    Proszę o cierpliwość, miła Olu.
    (Ja też wolę, żeby była grubaśna!)

  55. A ja nic nie robię tj myślę o upragnionej grubaśnej Ciotce Zgryzotce.Czuję że będzie się działo.Opasła Ciotko nie kończ się,dziej się,wyróżniaj się i dręcz nas niewiadomym ku uciesze wiernych fanów.

  56. U nas nawet w gardenie jest dziś ciężki upał!

    BeatoV (wiad. pryw.)- ciekawa jestem tej przesyłki, podaj nam tu prywatnie swój adres mailowy, odezwiemy się – dobrze?

  57. O, szczesliwi posiadacze „gardenow”! My ryglujemy sie juz od 10 rano w mieszkaniu, bo tzw.”niezwykla fala upalow w Europie” (o ktorej mozecie dowiedziec sie z newsow) wlasnie nas dotyczy.

    „Niespodziewanie gorąco zrobiło się też w Szwajcarii, gdzie po raz pierwszy temperatura w ostatnim tygodniu sierpnia w kantonie genewskim przekroczyła 33 stopnie – donosi Polska Agencja Prasowa
    (…) a w nocy z czwartku na piątek w kilku rejonach panowały – jak na Szwajcarię – warunki tropikalne, definiowane jako noc, podczas której temperatura nie spada poniżej 20 stopni.”

    Po 17-tej, jak juz bedzie mozna na zewnatrz oddychac, idziemy do zbiornika wodnego i zostaniemy tam juz do poznych godzin.

    Mamo Isi, dolaczam do serdecznych pozdrowien dla Mamy, i najlepsze zyczenia urodzinowe dla 3-letnich panienek!
    Dla Mamy Joanny rowniez:)

  58. Rzeczywiście, w dziedzinie nagrań dokonał się ogromny postęp. Taki pan Kurpiński, jak chciał czegoś posłuchać, musiał kupić sobie partyturę i odśpiewać albo zagrać ją samemu. Z drugiej strony, dzięki temu poznawał utwory dogłębniej.

  59. Też się łączę myślami, kochana Małgosiu:) Boży to dzień! Dzisiaj zaczęły się dwudniowe obchody urodzin Asieńki i Zosieńki :) Jutro kończą trzy lata! Akurat mamy klasyczne, wytworne garden party;) W ogrodzie bawią się dzieci, a Mama właśnie zjadła cały, wielki kawał urodzinowego tortu!
    Zrobiłam kompot ze spadłych kronselek i węgierek, koty i psy śpią w cieniu, dorośli na werandzie podjadają lody, sikorki sennie psykają w krzakach, a motyle szaleją, jakby ich ten żar nie dotyczył.
    A na to wszystko ciaccona:)
    Za taki dzień Panu Bogu należą się szczególne podziękowania.

  60. Czy to szerszeń, czy teorban buczy? :) Nie wiem.

    Aha, zaraz potem sama wskakuje Chaconne – Bertalli . Też klejnocik.

  61. Ciaccona tęskna, czuła. Jak cudownie gra ta pani Helene!

    Zbieram pachnące śliwki, z okna mi błogo gra, pszczoły się włączają. Boski dzień.

    Pod tym samym niebem łączę się w zachwycie z Sowiątkiem i Sową! I z Mamą Isi i jej Mamą!

  62. Sowo kochana, jaka sielankowa, majestatyczna, piękna ciaccona! Leci teraz w kółko;) Wielkie, wielkie dzięki w imieniu Mamy i moim:) Pierwszy raz od Ciebie usłyszałam o Johannie Heinrichu Schmelzerze! To dopiero wskazuje, ile pięknych rzeczy mamy jeszcze do odkrycia. Pozdrawiamy i dziękujemy za dobre myśli.

    Starosto, to prawda! Na jak okropnie zjechanych płytach, czy rozciągniętych taśmach słuchało się dawniej muzyki, to się w głowie nie mieści.

  63. O tak, Joanno, piękna dziś pogoda, w sam raz na urodziny. Leżymy właśnie w ogrodzie na trawie patrząc w czyste, błękitne niebo i słuchając Ciaccony. Jest rajsko.

  64. Dzień dobry Wszystkim! To może jeszcze jeden krótki wierszyk mistrza Konstantego, w którym swoją poezję
    określa on tak:
    ( z dedykacją dla Mam : Mamy Isi oraz Joanny)

    „Moja poezja to noc księżycowa,
    wielkie uspokojenie;
    kiedy poziomki słodkie są w parowach
    i słodsze cienie.

    Gdy nie ma przy mnie kobiet ani dziewczyn,
    gdy się uśpiło
    wszystko i świerszczyk w szparze cegły trzeszczy,
    że bardzo miło.

    Moja poezja to są proste dziwy,
    to kraj, gdzie w lecie
    stary kot usnął pod lufcikiem krzywym
    na parapecie.”

    (K.I. Gałczyński „O mej poezji” 1934)

  65. Padam do ślicznych bez wątpienia stópek małego Giorgia,życząc wszystkiego co najlepsze.:)

    A dzisiaj moja Mama kończy 70 lat.W nie najlepszej formie, po długim pobycie w szpitalu i wygląda na to,że przed kolejnym (oby krótszym),ale jest z nami.Dzisiaj świętujemy.Impreza ogrodowa,bo dzień przepiękny.

    Czy u Was też było minionej nocy tak niesamowicie rozgwieżdżone niebo? Tak może być chyba tylko w sierpniu.
    Wspaniałego dnia dla wszystkich.:)

  66. Tak sobie myślę, że „waltornie Mozarta”, które tak cieszyły Gałczyńskiego we wczorajszym wierszu od BeatyS, z pewnością grzmiały z radia (które wówczas nadawało dużo muzyki klasycznej), albo z płyty gramofonowej, która była albo radzieckiej, albo enerdowskiej produkcji. No, może czeskiej.
    Słuchaliśmy wtedy muzyki nieco trzeszczącej lub zawodzącej, w zależności od tego, czy miało się gramofon krajowy, czy zagraniczny (a wszystkie lubiły się psuć!). Niekiedy więc słuchanie musiało być męczące.
    Ależ by się cieszył meloman KIG z dzisiejszych możliwości!
    Jeszcze paręnaście lat temu, kiedy wciąż posyłałam bratu do Stanów prezenty w postaci wspaniałych nagrań na płytach CD (a też był melomanem), pisał: „Nie rób sobie kłopotu, nie wyrzucaj pieniędzy, niedługo wszystko będzie za darmo w internecie”. Nie wierzyłam!
    I proszę!
    Najlepsi wykonawcy, znakomita jakość odbioru, do wyboru, do koloru, i jeszcze mądra Sowa nam doradza!:)

  67. Dzień dobry, kochane Dziewczyny i Mamusie, i Córki!
    Uściski dla Giorgia!:) Już pół roku! (Najpiękniejsze pół roku życia Just – zgadza się?)

    Ano dobrze, Sowo, to i ja sobie posłucham Schmelzera.

    Nini, szkoda, pewnie, ale cieszę się, że Ty tam jesteś, słyszysz i widzisz. I pomyślałaś o nas!

  68. Mamo Isi kochana, bezwzględnie Chopin. Reszta też jest dobra. Już starożytni filozofowie zauważyli, że najchętniej słuchamy takiej muzyki, która zgadza się z naszym charakterem lub aktualnym stanem ducha i taka też ma właściwą moc oddziaływania. Dlatego Beethoven teraz nie pasuje. Ze swej strony przepisuję Twojej Mamie dodatkowo bardzo kojącą Ciacconę in A Johanna Heinricha Schmelzera. Gra Hélène Schmitt. Myślami jestem dziś przy Was, pozdrawiam serdecznie.

  69. Dodam jeszcze tylko skromnie, ze dziś ( a właściwie wczoraj) minęło pół roku odkąd Giorgio jest na świecie :)
    Świętowaliśmy gruszką na podwieczorek, hihi…
    Dobranoc i dużo zdrowia dla Mamy Mamy Isi!

  70. Witajcie! Jaki miły ten wpis Celestyny! Zaciekawiła mnie bardzo postać Pier Giorgia Frassati, poglebilam nieco wiadomości o nim na włoskiej Wikipedii. To rzeczywiście wyjątkowa postać; przedwcześnie zmarły ( 24 lata ), pochodzący z bogatej rodziny mieszczańskiej, wyrzekl sie nawet miłości, by nie doprowadzić do mezaliansu, który nie zaakceptowaliby rodzice. Najważniejszą jego cecha bylo pomaganie ubogim, najbardziej potrzebującym, wysyłanie datków żołnierzom podczas wojny itd. A robił to w tajemnicy przed rodziną.
    Był osobą pełną energii, miał w sobie duzo charyzmy, ktora zaszczepial wśród innych. Nie sposob tu nie przypomnieć Św. Jana Pawła 2.
    Duzo by jeszcze o nim pisać.

  71. A na yt jest relacja na żywo z recitalu w ramach festiwalu „Chopin i jego Europa”, choć słyszę, że z utworami Chopina właśnie solista skończył.

    Ech, Pani Małgosiu, szkoda!

  72. Nini, jak miło, że się podzieliłaś tą wiadomością!
    Szkoda, że nie mogę tam być! Tak, wyobrażam sobie, jak to brzmi – w Bazylice! I to właśnie – w tej!

  73. Dzień dobry Pani Małgosiu! :o)
    Dzień dobry Ludu! :o)
    Kto może niech bieży do Bazyliki Św. Krzyża, gdzie codziennie wieczorem grają finaliści ubiegłorocznego Konkursu Chopinowskiego.
    W półmroku, w tym miejscu, dźwięki rozchodzą się inaczej.
    Tylko do niedzieli, niestety..
    Miłego końca wakacji ;o)

  74. Dzień dobry! Mili Przyjaciele, powoli rozpoczynający jesienną już troszeczkę gawędę o różnych ważnych
    i ciekawych sprawach. Rozsiani jesteście po całym świecie, pływacie nawet po morzach i oceanach, ale zawsze
    wracacie TUTAJ – na herbatkę do Pani M. i jest jak w wierszu Konstantego Ildefonsa :

    „Kolacja u przyjaciół to miła rzecz,
    to jakbyś w słońce szedł – głębiej i głębiej –
    a tym bardziej w Warszawie, gdy za oknem pryska deszcz
    po wesołej, po zielonej Saskiej Kępie.

    Mruczy kot. Dzieci w łóżeczkach śpią.
    A ot Puszkin na półce. Tam georginie.
    Lichtarz z mosiądzu lśni. Waltornie Mozarta grzmią.
    A deszcz po szybie płynie jak w kinie.

    O bojowniku stary, ty przecież dobrze wiesz,
    że tym, co razem idą , wszystko sprzyja.
    Więc jak latarnię wznoszę ten wiersz.
    Światłem szerokim. Za przyjaźń !

    (K.I .Gałczyński „Toast na Saskiej Kępie” 1949)

  75. Celestyno,wyszedł Ci świetny oksymoron- to „wymowne milczenie” jest super.:)
    Dziękuję,DUA,za wybaczenie i zobowiązuję się wymownie milczeć.:)

  76. Dzięki, kochany Starosto. Bezdyskusyjnie, Mozart to jest to. Jak nie leci Chopin, grany jest Mozart. Regularnie słuchany jest też Vivaldi, Bach czy Albinoni.
    Za to teraz kiedy dobieram muzykę pod kątem Mamy, jakoś zupełnie nie pasuje mi Beethoven. Za nerwowy;)

  77. Dzięki, Joanno.:)

    Mamo Isi, ja zawsze polecam Mozarta. On jest naprawdę leczniczy.

    Justysiu, tak, wiem, uważam, że to świetny pomysł! A, jest gdzieś na Twitterze filmik – znany sportowiec sobie zasiadł do tego fortepianu i gra coś improwizowanego, jazzowego, a wygląda przy tym jak młody Ray Charles. Ludzie słuchają, przechodzą, uśmiechają się. Ładne.

    Celestyno, aha, już przedtem widziałam tę stronę u Dominikanów, w czasie ŚDM tam trafiłam.
    Dzięki za trafne wzbogacenie cytatu: „zasłona WYMOWNEGO milczenia!”:)!
    Tak, o polityce tu nie gadamy. Nie znamy się na niej i zostawiamy ją specjalistom. My się zajmujemy kulturą!

  78. Dziękuję, kochany Starosto. Zawsze wzajemne:)
    Ano właśnie, Chopin jest jak stworzony dla tych złożonych niemocą. Kojąca, dobra muzyka. Żadnych wagneryzmów i innych okropieństw.
    Ciekawam bardzo, co Sowa P. by przepisała Mamie ;)
    Dziękuję bardzo, Just. Mama ma czterokończynowy niedowład po udarze pourazowym. Spadła ze schodów 15 czerwca. I mimo swych 91 lat dzielnie z tego wychodzi. Ale trudno orzec, czy będzie mówić. Wszystko w Bożych rękach. Ślę wzajemne pozdrowienia.

  79. Wspomnienie z wakacji – fortepiany ustawione na lotnisku Chopina w Warszawie, widziałam w dwóch miejscach. Można podejść i sobie pograć (jak ktoś umie) czekając na samolot. Ja nie umiem, więc tylko usiadłam i słuchałam.

  80. Ależ oczywiście,DUA. Ma Pani słuszność. Przepraszam,ale zupełnie niechcący mi się wymknęło.Załapałam jak już wysłałam komentarz.:)

  81. Dobry wieczor!

    Zobaczylam imie „Giorgio” (pozdrowienia dla Just!) i przyszedl mi na mysl bl.Pier Giorgio Frassati :)
    Wlasnie zapoznalam sie dokladnie z jego zyciorysem na stronie frassati.dominikanie.pl (bardzo dobrze opracowanej)
    Co za fascynujaca postac i jakos pieknie komponuje mi sie z wierszem Wieszcza z aktualnego wpisu:)
    Wielki milosnik zycia, gor, kultury, piekny i radosny, lubiacy zartowac, intensywnie zyjacy czlowiek, ale tez w tajemnicy przed innymi pomagal ubogim – o tej jego dzialalnosci dowiedziano sie wlasciwie dopiero po smierci.
    Polecam lekture strony, jest mnostwo informacji i zdjec.
    Wczesniej znalam tylko ogolnikowo i pamietam w latach 90-tych wydana w wyd.Wiezi niewielka ksiazke, bodajze jego listy.
    Teraz, jak Wam pewnie wiadomo byl wybrany jako jeden z patronow Dni Mlodziezy, mozna bylo pomodlic sie przy jego trumnie, ktora w tym czasie znajdowala sie w kosciele dominikanow.

    Rozumiem Cie, Joanno (i wszystkich nauczycieli), czasami tez mam ochote o tym i owym wspomniec, bylam zreszta tu juz przywolywana do porzadku;), ale na niektore niemile zjawiska lepiej tutaj spuszczac zaslone wymownego milczenia – wszyscy i tak domysla sie o co chodzi:))

    W jednym z rozdzialow dotyczacych zyciorysu Pier Giorgia (czlowieka, jak wiemy, rowniez zaangazowanego politycznie) czytamy takie zdania:
    „Pier Giorgia cechowała wyjątkowa dobroć. Nie potrafił źle mówić o innych, nawet jeśli chodziło o rzeczy powszechnie wszystkim znane. Zawsze w takiej sytuacji przerywał rozmowę wszystkimi możliwymi sposobami, jeśli trzeba było – chociażby ziewaniem albo podrzuceniem kul bilardowych, aby odwrócić uwagę rozmówców. Nie znosił także dwuznacznych żartów. W takich sytuacjach zaczynał gwizdać albo zmieniał temat.”

    Serdecznie pozdrawiam, dobranoc!

  82. Witajcie DUA i drodzy Księgowi!
    Jak miło znów się z Wami spotkać :))
    Tegoroczne wakacje były dla mnie wyjątkowe, pierwsze w roli mamy.
    Udało nam się wyjechać na 10 dni do Rodziców w Polsce. Giorgio czuł się świetnie, spał jak susel; poznał nawet młodszego o 2 miesiące kuzynka Adasia.
    Mnie tez dobrze zrobił przyjazd w rodzinne strony. Z domu zabrałam ze sobą „Klamczuche”_i „Sprężynę”,które juz sobie odświeżylam.
    Przykro mi słuchać wiadomości o trzęsieniu ziemi sprzed 2 dni ( dzieli nas od epicentrum ok.100 km ).
    Pozdrawiam serdecznie Mamę mamy Isi, życząc Wam dużo cierpliwości . (Moja Mama tez nie mówiła przez kilka tygodni, po operacji tarczycy).

  83. Brawo, Wannabe! Nie znosić radzę tylko bohaterów książkowych.
    Oni nie są naszymi bliźnimi. Oni są tylko nośnikami ludzkich cech.

    Patrycjo, witaj! Myślę, że dobrze Ci będzie w tym liceum, które sobie wybrałaś (i na które zasłużyłaś).
    Niech Ci się wiedzie jak najlepiej!

  84. Tak właśnie doradzają mi ludzie, żebym otwarcie kogoś nie znosiła, ale ja nie mogę się z tym zgodzić i obiecuję, że za 50 lat będzie tak samo.

  85. Dzień dobry!
    Miałam się nie wpisywać aż do września, ale wobec takiego ruchu…
    Akwarelko, łączę się z Tobą i przesyłam ciepłe myśli. Chociaż sama się raczej nie stresuję, o nie. To dziwne, biorąc pod uwagę mój stan przed gimnazjum. Ale ważne, że teraz, przed liceum, mam w sobie ogromny spokój i zaufanie.
    Spędziłam dwa tygodnie bez telefonu, internetu etc. i…tęsknię za tym. W elektronice jest coś odbierającego wolność. Dla mnie, oczywiście.
    Joanno, nie wiem, czym sobie zasłużyłam, ale bardzo dziękuję za ,,bohaterkę”.
    Lecę na targ po pomidory, bo będą przetwory. Wczoraj wyczarowałam dwanaście słoików cudownie wonnych jabłek.
    Miłego dnia Wam życzę!

  86. Aaa, Wannabe!
    Trafiłaś w sedno. Dorosłe czytanie tym się różni od młodzieńczego, że niekoniecznie trzeba się identyfikować z bohaterem, lubić go, by zarazem podziwiać kunszt pisarza i dać się porwać dziełu. Ta książka jest wspaniała także i dlatego, że ukazuje niejednoznaczne istoty ludzkie, skomplikowane, grzeszne, a zarazem – pełna jest wielkiej wyrozumiałości i zrozumienia dla tych biednych, błądzących, borykających się z trudami życia śmiertelników. Krystyna, ukazana na przestrzeni niemal całego jej ciężkiego życia, przebywa wielką i trudną drogę od młodzieńczego egoizmu do całkowitego, świadomego poświęcenia. To wspaniały portret CZŁOWIEKA na tle surowych czasów.
    Nie masz jej lubić, nie tego chciała autorka. Masz jej nawet chwilami nie znosić! Masz się uczyć na jej przykładzie – jak żyć i jak rozumieć swoich bliźnich.

    Arcydzieło.

    Ale, jak mówię, żeby to docenić, trzeba się troszkę postarzeć, mój młodziaczku drogi.:)

  87. Asiu, to niemożliwe. Ja zazwyczaj tylko sobie obserwuję, a Krystyna działa. Obawiam się, że nie doszłybyśmy do ugody w temacie, czy należy poddawać się własnym instynktom. A to dlatego, że Krystyna żyje w innych czasach i nie do końca nawet może wiedzieć, o co chodzi. Mogę współczuć jej jak kobieta kobiecie, ale trudno mi ją polubić. Zbyt długo nie wyciąga wniosków z własnych działań.

  88. Tak, Asiu, racja, wszystko ma swój czas, prawdopodobnie do „Krystyny” trzeba po prostu dorosnąć. Sama przeczytałam ją i polubiłam jeszcze w liceum, ale już na przykład córka musiała mieć do tej powieści dwa podejścia, zanim ją w pełni doceniła.

    Joanno, starajmy się może na tej mojej stronie nie wprowadzać elementów polityki oraz oceniania poszczególnych polityków. To nie jest moja specjalność, nie po politykę też przychodzą tu moi goście, zwłaszcza młodzi. Dobrze?

  89. Dzień dobry Kochani, dzień dobry Pani Małgosiu, jak to dobrze, że Pani już jest.
    Tęskniłam bardzo.

    Wannabe, u mnie z „Krystyną” było tak- pierwszy raz: bez przekonania. Jednak pewne zdania wciąż wracały, dręczyły, nie dawały spokoju.
    Wróciłam i pokochałam. Przeczytałam już uważniej, spokojniej.
    Wszystko ma swój czas.

    Pozdrawiam Cię szczególnie. Panią Małgosię baaardzo mocno.

    Dziś ogóreczki czekają:)

  90. Dzień dobry.:)
    Czułam się dokładnie tak jak Mama Isi,Sowa i Magda.Przeraziłam się,że strona zniknie i stracę kontakt i z Panią,i z Księgowymi.Tym większe brawa i pozdrowienia dla Adminków. U mnie już nic się nie pojawia,wchodzę swobodnie.
    Za chwilę po raz pierwszy po wakacjach powędruję do pracy. W tym roku były trochę inne, bo w wyniku zarządzenia poprzedniej pani minister,która nas nauczycieli nie bardzo lubiła(delikatnie mówiąc), rekrutacja w szkołach ponadgimnazjalnych trwała do 27 lipca,więc na zmianę dyżurowaliśmy.Nie lubię tych dni sierpniowych – uczniów jeszcze nie ma,za to są długie i nużące nasiadówki. U mnie w szkole jeszcze i tak nie jest najgorzej,bo dyrekcja raczej konkretna.Księgowi nauczyciele wiedzą,o czym mówię.
    A tu zza okna słońce,lekki wietrzyk i zieleń….
    Proszę trzymać za mnie kciuki, bo -jak co roku o tej porze-boję się,że nie podołam.:)Miłego dnia.:)

  91. Pani Małgosiu dziękuję za odpowiedź. :-) Nie tuczymy. Planujemy z nim biegać. Na razie spacery – na początku dłuższe trasy go stresowały. I całymi dniami oba psy szaleją na naszym wielkim ogrodzie. Tylko na noc wracają do domu, mamy takie chłodniejsze miejsce dla nich. Niestety spacery i biegi muszą się odbywać na smyczy: za duży ruch samochodowy i sporo agresywnych psów.

  92. Dzień dobry!
    Magpie, będziesz bardzo zadowolona z wyboru. Gończy polski to piękny pies, dobry, mądry i szlachetny. Ale uwaga: nie powinien mieszkać w domu, to myśliwy i biegacz, musi mieć przestrzeń wokół siebie, a ponadto codziennie powinien odbywać długie spacery. U nas mężczyźni na zmianę biegają z psem po lesie, jeden nawet ofiarnie pędzi na rowerze, żeby gończy mknął obok. Nie wolno go zatuczyć ani rozleniwić!

    SowoP, ależ nie tylko muzycy, nie tylko… Tak, różne są tego przyczyny.;)

  93. Dzień dobry Kochani! Po długim milczeniu, wyłażę spod regału. Zaglądałam tu rzadko, i to jednym okiem. ;-) Od maja mamy urwanie głowy: opóźniające się remonty, huczny ślub mojej przyjaciółki (byłam świadkiem), rozmaite zaprawy na zimę, choróbsko, które mnie dopadło (już jest lepiej), itd. A od 10 lipca mamy drugiego psa w naszym stadzie. Nie było to zamierzone, ale zobaczyłam ogłoszenie, poczytałam o rasie i się zdecydowaliśmy na gończego polskiego. Wiem, że Pani ma takiego pieska. Przyznam się, że jego zdjęcie też wpłynęło na naszą decyzję. Radar miał mieszkać na dworze, ale to jest taka aksamitka, że serce mnie bolało i mieszka w domu. Rico pomaga go wychowywać, tylko czasami uczy go psot. Największy jest problem, gdy obaj chcą siedzieć na moich kolanach. Radar tak szybko rośnie, że za chwilę będzie dramat, bo już się nie zmieści. ;-)
    I w związku z tym wszystkim za mało czytam… Ale na Jeżycjadę zawsze znajduję czas. Oprócz tego w te wakacje poszłam w lekką lekturę: kryminały Tess Gerritsen.
    Pozdrawiam i czekam na 30 sierpnia!

  94. Mało elegancki, prawda. Muzycy z reguły są bezlitośni wobec siebie nawzajem, niestety. Różne są tego przyczyny.

  95. Chopin pomoże. Wierzę w to!
    Bardzo, bardzo serdecznie znów pozdrawiam Mamę i Ciebie, tak jest!

    Madziu, zainstaluj z powrotem. Nie znikniemy, nie.:)

  96. Jak się cieszę, że wreszcie można wejść na stronę, mimo że wciąż adres internetowy opatrzony jest w czerwony trójkącik z wykrzyknikiem. Czułam się, jak by mi nagle jakiś bandzior stanął we drzwiach do Księgi Gości i w dodatku imputował, że to tam mają mnie czekać jakieś okropieństwa, a on mnie w dobroci serca przed nimi broni. Uch!
    W imieniu Mamy i własnym bardzo, bardzo dziękuję za pozdrowienia:)
    U nas przez parę ostatnich dni lecą wciąż nokturny Chopina; Mama bardzo je lubi. Niestety, Mama wciąż nie mówi, ale każdego dnia jest malutki postęp; już od tygodnia przyjmuje pokarm również doustnie. Po dwóch miesiącach karmienia wyłącznie dożylnie lub przez PEGa możliwość zjedzenia miseczki malin musi być nadzwyczajnym przeżyciem. Może też jedzenie w końcu uczynni jakoś struny głosowe.
    Żeby się choć trochę wyspać, zaczęłam lekceważyć kury i zazwyczaj chadzam spać przed nimi. Tylko dzisiaj wieczór z radości, że Księga otwarta zasiedziałam się przy niej. Ale już lecę, dobranoc wszystkim:)

  97. U mnie całkowicie zablokowało stronę i od wczoraj nie mogłam wejść. Dopiero przed chwilą w desperacji odinstalowałam antywirusa i jednak jest! Teraz oddycham z ulgą – bo podobnie jak Sowa boję się zniknięcia strony – ale jednocześnie muszę pomyśleć o jakimś nowym oprogramowaniu antywirusowym.

  98. Aaa! Ależ nasz pan Kurpiński soczysty (choć nie do końca elegancki…)! Dzięki, Sowo, to musi być naprawdę smaczna lektura. Może znajdę i poczytam.

    Co do braku miejsc literackich: w ogóle już trochę mniej czasu oddaję tej stronie – ta „stara” ratowała mnie przez lata, kiedy murem siedziałam w domu przy Mamie.
    Teraz staram się więcej pisać, bo jednak scripta manent – a z trudem tworzona strona internetowa tak łatwo może zniknąć. Żal mi tego czasu.
    Ale zobaczymy!

    Aha, Sowo, jednak nie wyłączaj antywirusa, raczej poczekaj aż nadwrażliwość mu minie. Bo minie! U nas już wszyściutko naprawione (dzięki Adminkowi M. Zuchowi!)

  99. Na deser dwie próbki stylu Kurpińskiego.

    O pewnej śpiewaczce teatru Feydeau: „Stara D. tak się w tej operze [‚Valentine” Mehula] zacięła, że musiała zejść ze sceny, publiczność czekała ze 2 minuty, ale za to powróciwszy – jak rozpuściła gębę!…”

    O teatrach paryskich: „Uważałem, iż we wszystkich teatrach między sztuką a sztuką ogromnie długie robią przedziały. Ale antrakty w ciągu jednej sztuki bywają dosyć krótkie, zwłaszcza w trajedii i komedii żadnych prawie nie ma. Tylko na operach dla dania odpoczynku śpiewakom porządnie nudzą antraktami, a włoska to już bez miary. Tę tylko niektórzy z mężczyzn mają wtenczas zabawę, że łażą po piętrach i przez okienka we drzwiach przypatrują się damom siedzącym w lożach i po galeriach, inni, a nawet kobiety przechadzają się po tak zwanych foyers. Dalibóg, i to jest przyjemna zabawa. Szkoda, że u nas tego zwyczaju nie ma.”

  100. Musiałam wyłączyć tymczasowo antywirusa, żeby tu wejść. :) Takie nagłe znikanie KG zawsze budzi mój niepokój, czy strona nie zniknęła aby na stałe, albo czy nie przepadnie całe archiwum i znowu będzie żal. Zawsze mi szkoda (poza innymi rzeczami) zapisu relacji z miejsc literackich, były takie ciekawe! Starych już nie można przeczytać, a nowe jakoś się nie pojawiają, właściwie nie wiem czemu. Mówię o tym, bo niedawno miałam okazję być na krótko w miejscu urodzenia Karola Kurpińskiego i zaraz przypomniała mi się KG! Kurpiński był oczywiście głównie kompozytorem, ale zajmował się też publicystyką, nie tylko muzyczną. Dość ciekawa postać. Przez jakiś czas był drugim dyrygentem Teatru Wielkiego w Warszawie, aż wreszcie został jego jedynym kierownikiem. Tuż przed tym mianowaniem, w ramach stypendium rządowego, został wysłany w podróż po Europie, by obejrzeć z bliska funkcjonowanie tamtejszych teatrów. I z tej podróży zachował się jego dziennik, który właśnie sobie czytam. A bardzo to przyjemna lektura! Kurpiński opisuje w pierwszej kolejności teatry, spektakle, śpiewaków, spotkania z kompozytorami i innymi muzykami, ale też relacjonuje swoje wizyty w muzeach, kościołach, ogląda zabytki i przyrodę, komentuje miejscowe zwyczaje. Opisy są króciutkie, więc nie nudzą, a wszystko opowiada z dużą dozą humoru i ironii, piękną, dziewiętnastowieczną polszczyzną. Wprawdzie nazwiska opisywanych przez niego śpiewaków czy tytuły oper mało nam dziś mówią, ale nieraz odnoszę wrażenie, że wiele z opisów wykonań czy organizacji poszczególnych teatrów pasuje i do dzisiejszych realiów (jak choćby to, że stroje solistów są piękne i wysmakowane, ale za to u chórzystów stare i brudne ;)). Kompozytorzy odwiedzani przez Kurpińskiego bardzo znani: Weber, Cherubini, Ogiński…”Zwiedziłam” już z nim Wrocław, Niemcy i Paryż, ale czekam na relację podróży po Włoszech. O „Łucji z Lammermoor” rzecz jasna nic nie będzie, bo „Dziennik podróży” powstał na dziesięć lat wcześniej niż ta opera, ale może Kurpiński spotkał się też z Donizettim.

  101. Dzień dobry, miła Jadziu! No, jak widzę, ruch tu był i tak, sporo wpisów Księgowe zostawiły!
    U nas śliwek jest dużo, tych wyjątkowych o nieznanej nazwie, ale są w tym roku drobne. Mimo to – powidła wybitne! A jaki aromat przy smażeniu! Węgierki mogą się schować ze swoim zapachem, skądinąd pięknym.
    Pozdrawiam Cię serdecznie!

  102. Dzień dobry,
    całe wakacje zaglądałam tu i czytałam każdy wpis. Bardzo cieszę się, że już powoli Księgowe wracają i zaczyna się ruch. Lubię czytać to, co piszecie :)
    U nas w tym roku malutko śliwek, więc powideł może nie być, ale za to pomidory suszą się na balkonie :)
    Pozdrawiam i życzę udanego ostatniego tygodnia wakacji wszystkim uczniom i nauczycielom :D

  103. Tak, tak właśnie pomyślałam – że pasuje!
    Piły nie cierpię.

    Czekam z ciekawością na wszelkie Twoje uwagi, Sowo luba!

  104. Harmonika jest w partyturze, ale zwykle zastępuje się ją fletem. Czytam właśnie o historii harmoniki, były teorie, że jej dźwięk wywołuje szaleństwo. Do Łucji pasuje więc jak znalazł. Brzmienie ma złowieszcze, ale piła pociągana smyczkiem i tak brzmi upiorniej.
    Potem wspomnę jeszcze coś ciekawego w temacie oper dziewiętnastowiecznych.

  105. Ach, jakie ciekawe porównanie, Sowo!
    Ja mam album z „Lucią”, którą śpiewa Joan Sutherland (Edgardo – Pavarotti). Bardzo ją lubię.
    Diana oczywiście jest dramatyczna, ona nie umie nie być.

    Szklana harmonika u mnie chyba nieobecna – mam tu w pamięci instrument dęty, muszę sprawdzić za chwilę.
    Dziwny, z lekka upiorny ton daje harmonika na początku arii Diany Damrau. Wszystko razem – inne, a więc ciekawe.

  106. Diana Damrau!- o, Sowo, do licha, to ci musi być Łucja na schwał!
    Muszę posłuchać.
    Szkoda Kate Liu!- do dziś mnie cieszy ten jej koncert u Kawalerów Maltańskich. Ale nie martw się, ona jeszcze przyjedzie.

    Twojemu antywirusowi przejdzie, mój też się jeszcze jakiś czas denerwował, podczas gdy Adminkowy już był spokojny. A twojemu – czy nie trzeba zgłosić, że alarm jest bezzasadny?

    Celestyno, masz rację, wspaniały był to chór, wspaniała inicjatywa- zgłaszano się zewsząd na przesłuchania, były i siostry zakonne, a one zawsze śpiewają najpiękniej.

    BeatoS, dzień dobry, „Prosta historia” to jeden z moich ulubionych filmów. Zachwyca i wzrusza.

  107. „Il dolce suono” podobało się kiedyś i podoba się nadal. Słucham sobie debiutującej w Metropolitan (w roli Łucji) Diany Damrau (jest i harmonika szklana!). Ciut za dramatycznie wypadła, ale i tak wspaniale. Właściwie nie wiem dlaczego pozwoliłam sobie przegapić jej niedawny występ w naszej Operze.
    Dobranoc.

  108. Nie pomaga. Mój antywirus się zaniepokoił i zgłasza ciągle malware. Dobrze, że mam Internet w telefonie.

    W tym momencie słucham wyłącznie świerszczy, bo Sowiątko kimnęło dziś wyjątkowo wcześnie i nie chcę mu przeszkadzać. Buszuję tylko w Internecie przy lampie Księżyca. Ostatnio pocieszam się głównie Chopinem, bo odwołali całą polską trasę koncertową Kate Liu z powodu choroby. Podejrzewam silne przemęczenie, bo dziewczyna koncertuje tego roku jak szalona. Ech, a w Warszawie miała grać Koncert e na fortepianie historycznym…

  109. A mnie z glowy wciaz nie chca wyjsc rozne piesni ze Swiatowych Dni Mlodziezy. Zachwycil mnie ten wielki 300- osobowy chor i wspaniala orkiestra (jak powiedzial dyrygent A.Sztaba: ludzie, ktorym tak bardzo chcialo sie chciec). Po prostu chory anielskie. Napracowali sie bardzo, bardzo ciezko (znam pare osob), zwlaszcza dwa ostatnie dni- wielogodzinne maratony, jednak warto bylo, sa szczesliwi, ze mogli brac udzial w tym przedsiewzieciu.

  110. Witam wszystkich, nieśmiało wyglądających zza krzaczka i wypatrujących niecierpliwie naszej DUA.
    Takoż i ja czynię odurzona nieco zapachem śliwkowych pyszności. I cóż widzę… jest! I roztacza swe
    opiekuńcze skrzydełka nad nami oraz jak zwykle dodaje otuchy każdym słowem.

    Otuchy dodaje mi również „Droga pojednania” Wspólnoty Betlejem zainspirowana „Prostą historią”
    Davida Lyncha , z moim ulubionym i nieodżałowanym aktorem Richardem Farnsworthem w roli głównej.

  111. To minie, Sowo kochana. Odśwież, nawet parokrotnie.

    A muzyki jakiej słuchasz?
    Ja- nagle – zatęskniłam za Łucją z Lammermoor (Donizetti) i słucham wybranych arii. Wpadają w ucho i nie chcą wypaść. Kiedyś to chyba były przeboje!
    Całusy na dobranoc! A Sowiątko cicho kima, czy jeszcze nie?

  112. Bo kochane Adminki naprawiły!

    Zuziu, witam Cię z radością po wakacjach!
    Wiadomo mi, że jeszcze inna Zuzia (KC Akwarelka) ma tremę przed nową szkołą. Idzie do liceum. I nie ona jedna! Ale spokojna głowa, dobrze będzie! Niech Was nieśmiałość nie męczy, to właśnie w liceum poznajemy te osoby, które będą naszymi przyjaciółmi w dorosłym życiu. I – jeśli mamy szczęście – tych nauczycieli, dzięki którym odkrywamy samych siebie, i których dlatego pamiętać będziemy już do końca naszych dni.

    Będzie dobrze, zobaczycie!

  113. U mnie ostrzeżenie pojawiło się rano,ale je pominęłam i weszłam.Teraz już się nie pojawia.

  114. Witam Was, u mnie od dwóch dni ostrzegało, żeby tu nie wchodzić, bo ktoś podstępem może wydrzeć ze mnie tajemnice w postaci tajnych danych bankowych i osobowych. Dawno się tak nie uśmiałam, jak to czytałam. Ale już dostęp odblokowało i mogę się cieszyć Waszą obecnością. A po wakacjach, bo to już w zasadzie ich koniec, mogę stwierdzić, że opasła może być nie tylko „Ciotka..”. To ciągłe objadanie się przy lekturze, podjadanie owoców, słoneczników, lodów i ciasteczek, sprawiło,że z trudem mieszczę się w rzeczy jesienne, a w niektóre, o zgrozo! w ogóle się nie mieszczę.Coś trzeba z tym zrobić. Ale pomyślę o tym jutro.
    Pozdrawiam Was serdecznie , a naszą DUA szczególnie… wiedziałam, wiedziałam, po prostu czułam w powietrzu te śliwki! To już aromaty jesieni, za którą tęsknię, jak zawsze o tej porze. „Zobacz, miła, znowu idzie jesień..”.

  115. Joanno, dziękuję :) Rozmowa Dmuchawca z Gabą – mnie również fascynuje :)
    Ja również miałam ostrzeżenie wchodząc na stronę.

  116. Dzień dobry!
    Och, jakże się cieszę, że (prawie) już Pan wróciła. Perspektywy roku szkolnego wraz z tą stroną są bardzo piękne. Pani to potrafi człowieka pocieszyć, już czekam na trzydziestego!
    (Też za nim obstawiam, bo 31 wyjeżdżam na wycieczkę integracyjną. Zaczynam powoli obawiać się szkoły. Nowej. Brr…)
    Tymczasem rozkoszuję się pięknem lata, czego życzę wszystkim! Leżałam sobie dziś w trawie, podziwiałam obłoki i ułożyłam przezabawną rozmowę między dwoma listkami na pobliskim drzewie. Och, jakże bym chciała, aby wszystkim było tak wspaniale jak mnie dzisiaj!
    Pozdrawiam gorąco!!!

  117. Dzien dobry!

    Ja nie mialam ostrzezenia, tylko znikla Pani nawet z wyszukiwarki. Wobec tego weszlam przez jakis link, a tam czerwona strona krzyczala do mnie, ze cos jest niebezpiecznego i strone zablokowano.
    Z tego co widze po wpisach, nie wszyscy mieli takie ostrzezenie.
    Odetchnelam z ulga i spokojnie czekam na wpis 31 sierpnia.
    U nas rok szkolny juz od wczoraj ruszyl pelna para..

  118. Jak ja się cieszę na wieść iż ” ciotka zgryzotka” będzie opasła. Uwielbiam gdy czytanie danej książki zajmuje mi więcej niż jeden dzień. Obecnie mam przerwę w czytaniu „jeżycjady”. A to dlatego, że siedzę na działce i korzystam z dobrodziejstw świeżego powietrza. Jak wrócę to z radością dokończę czytanie ” Bruliona Be Be” . Obecnie to się zajmuje pisaniem w zeszycie rozmyślań i spostrzeżeń odnośnie czytania książek i płynących z tego korzyści. Lubię czasami tak posiedzieć i pomyśleć. Kto wie, może kiedyś wyjdzie z tego jakaś książka.

  119. W moim ogrodzie mimozy-nawłocie kwitną bujnie. Nie wiem jak u Was, ale u mnie jesień już się rozpoczęła.

  120. Dzień dobry, Joanno, dzień dobry, Magdo!
    Dobrze, więc wpis będzie 30 go.:)

    Co do ostrzeżenia o phishingu: Adminki to już zauważyły i właśnie nad tym pracują. Moja strona wciąż podlega najróżniejszym atakom, ale dzisiejszy rodzaj kłopotów spowodowany jest najwyraźniej nad-czujnością ochrony antywirusowej. Na razie musimy po prostu ignorować to ostrzeżenie (ja też je dostaję).

  121. Dzień dobry :))))))

    31 sierpnia już za tydzień niemalże! Ale fajnie! :)))))

    Czytam sobie „Pamiętnik gapia” na zmianę z „Dawidem Copperfieldem” i też się odrywam co chwilę, ale tylko dlatego, że obie lektury są dobre i nie wiadomo co wybrać. :)

    PS. Wchodząc dziś na stronę Ulubionej Autorki dostaję informację o phishingu („osoby atakujące stronę mogą podstępem nakłonić cię do zrobienia czegoś niebezpiecznego”). Na wszelki wypadek daję znać, bo choć się nie znam, podejrzewam, że może trzeba na wszelki wypadek zwrócić uwagę na podstępnych.

    Pozdrawiam słonecznie i jeszcze wakacyjnie (właśnie przestało padać).

  122. Kochana,DUA,poza powrotem do ulubionej pracy (mówię to bez ironii),właśnie Pani wrześniowy powrót do nas cieszy mnie najbardziej.Na „Ciotkę” mogę jeszcze poczekać (zwłaszcza upasioną),na Panią dłużej się nie da.:)
    W związku z tym mała sugestia- może jednak chociaż 30 sierpnia ten wpis, wtedy ostatni dzień wakacji byłby świętem.Myślę,że nie tylko dla mnie.
    Pozdrawiam serdecznie,wdychając upojny zapach Pani śliwkowych powideł.:)
    P.S.Anette, o zbieżności pisałam ja,bo ta rozmowa z „Nutrii” nieodmiennie mnie fascynuje.:)

  123. Och!
    Też nie znoszę Zoli, z podobnych powodów.
    „Nędzników” z trudem zmogłam i nigdy nie powróciłam.
    Ale „Krystynę” mogę czytać wciąż na nowo. Jest wielka!

    Pozdrawiam Cię, kochana Wannabe, mam nadzieję, że serduszko
    Ci teraz chodzi jak motorek.

    Ago, a jakże. Purpurowe powidła smażę, z moich najlepszych śliwek. Nie mogą się takie owoce zmarnować.

  124. Ha! I oto jest DUA!
    Zdradzę, że bardziej niż „Ciotki” oczekiwałam wielkiego wrześniowego powrotu Autorki!
    PS. Cieszę się, że tylu z Was jest po wesołej wakacyjnej lekturze Jeżycjady, bo ja jestem od dni kilku po połowie książki „Germinal” i cóż mogę rzec… Zdecydowałam, że to ostatni taki mój męczeński wybór. Nie mówię o „Nędznikach”, tam jest fajny narrator! Wytrzyma się ciężar treści …Ale ten „Germinal”, to nie wiem. Przy „Krystynie” też na 3 tomie zaniemogłam. Czułam dokładnie to, co przy Harrym Potterze, tzn. że główny bohater tak bardzo naraził na zranienie i niebezpieczeństwo wszystkich wokół, że moje uczucie względem niego zupełnie oziębło. Może i tym razem czuję to samo, bo oto Stefan w książce nie bacząc na innych rozpoczyna sobie strajk! Nie wytrzymam już chyba. Zamykam książkę co 2-3 stronyXD To może potrwać pół roku :cool:

  125. Wracam bez „Ciotki”- bo musi być opaślejsza.:)))

    Mamo Isi (wiad.pryw.), tak, OK, wszystko mam, nie odpowiadałam, bo mnie nie było, przynajmniej – tutaj (i w zasadzie nadal mnie nie ma;)).
    Pozdrawiam Twoją Mamę! Bardzo serdecznie!

    Anette, faktycznie, jest zbieżność, ale kto by się dziwił, zważywszy, że źródło to samo (i odwieczne).

    Doroto z okolic Wierzyc, zdradzę Ci, że nie tylko postacie i ich przygody wymyślam, ale znane Ci okolice także „naginam” do potrzeb książki. Mówiono mi, że ktoś szukał tego zjazdu do domu Dorotki, wyglądając kamienia, na którym zawiesił się Ignacy wraz z samochodem ciotki.:) Nie ma tego kamienia nigdzie w okolicy! Wymyślony, jak i sam zjazd.

    Przeczytałam wszystkie miłe i kochane wpisy, dziękuję Wam za dobre i uskrzydlające słowa, a swój wpis wrześniowy zamieszczę już 31 sierpnia!
    Do widzeńka! Całusy przesyłam!

  126. Gospodynię Księgi wcięło, bo to już ostatnie dni wakacji. Czyli póki co, Celestyno, będziemy wspierać się wzajemnie duchowo.
    Najdalej za tydzień kochana DUA wraca do nas, co też jest samo w sobie wielkim wsparciem i jeszcze większą radością:) Na samą myśl o tym od razu puszczamy wodze wyobraźni! Bo w dodatku może wraca z „Ciotką”! I może ta „Ciotka” jest opasła;)

  127. Z racji urlopu i większej ilości wolnego czasu czytam sobie wybrane tomy Jeżycjady. Za mną „Feblik”, „Wnuczka…”, „Kalamburka” i „Nutria i Nerwus” (jak ja kocham Jeżycjadę!). W „Nutrii…” uderzyła mnie zbieżność myśli prof. Dmuchawca w rozmowie z Gabą nad śpiącym Ignasiem ze słowami Papieża Franciszka w czasie ŚDM. Wiem, że ktoś już tu zwrócił na to uwagę (przepraszam, nie pamiętam kto to był spośród Księgowych) – o „kanapowych” młodych siedzących całe życie przez telewizorami. W tej rozmowie w „Nutrii…” pada nawet słowo „raban”, którego używa Papież Franciszek! I również Papież mówi o otwarciu się na Innych, o wyjściu poza swoje bezpieczne grupy. Znamienna jest ta zbieżność :)
    PS. Też bym chciała upasioną „Ciotkę Zgryzotkę”. Mam nadzieję, że na początku września Pani Małgorzata uchyli nam rąbka tajemnicy odnośnie powieści.

  128. Oj, wolę zdecydowanie solidnie upasioną „Ciotkę”;) Człowiek tak się stara za każdym razem oszczędnie czytać, żeby jak najpóźniej skończyć. Chyba sobie wezmę „Feblika” do poduszki, bo wyraźnie wymagam wsparcia duchowego.

  129. „Ciotka..” na pewno będzie wspaniała!!! Pełna liści, kasztanów i jarzębiny. I jesiennego słońca. I miłości, i dobroci, i porządku. Acha-i będzie w sam raz (już tam nasza DUA ją dopracuje w każdym szczególe). W wakacje odświeżałam „Wnuczkę..” i „Feblika”, są naprawdę CUDNE! Czytając trochę mniej za Wami tęskniłam.
    Pozdrawiam Was, Kochani ,serdecznie, odpoczywajcie, zajadajcie śliwki i gruszki, a przede wszystkim czytajcie!
    Pozdrawiam też naszą Ukochaną Autorkę, Pracowitą Mrówkę, która (być może?)- przygotowuje w tej chwili jakieś pyszne konfitury na zimowe wieczory? Ach ta nasza DUA, Czarodziejka i Dobra Wróżka!
    („Co tam mieszasz ciociu? Wiśnie, Iduś, wiśnie.”- hehehe).

  130. Zgadzam się z Celestyną – mogłaby być upasiona.I jeszcze najdalej w grudniu, bo czerwiec ze snu Zuzi brzmi dramatycznie.:)

  131. A ja bym chciala upasiona.
    Zwazywszy na morderczy wysilek celowego opozniania czytania koncowych stron kazdej ksiazki UA, zeby przedluzac przyjemnosc czytania..

  132. Ej tam, nie musi być aż tak bardzo upasiona ta Ciotka ;)
    Niech będzie w sam raz.
    Pozdrawiam z pracy!

  133. Perseidy zawsze oglądałam podczas drogi krzyżowej na jasnogórskich wałach, ale w tym roku Ktoś nam zrobił psikusa i niebo było zachmurzone. Za to kiedy chmury się rozeszły koło północy, tuż przed czuwaniem… to dopiero był widok na gwiazdy (może nie spadające, ale i tak piękne). I tak sobie o Was, Drodzy Księgowi, pomyślałam w związku z nimi :)

  134. Sowo, ja widziałam w piątek, a właściwie w sobotę rano (ok. 2 nad ranem), jedną spadającą gwiazdę. Od razu przypomniał mi się fragment z Feblika o tym, że Ojciec wysyła nam taką gwiazdkę ;) Był to pierwszy raz w moim życiu, kiedy coś takiego widziałam, więc tym bardziej się ucieszyłam :D

  135. Dzień dobry!
    Ja także zgadzam się z Magdusią.
    Śniło mi się ostatnio, że „Ciotka..” wyjdzie w czerwcu… Straszny sen.

  136. Papież Franciszek mówił w Krakowie do młodzieży o pamięci i o odwadze. Czytam Jeżycjade i widzę w niej pochwałę pamięci i odwagi. Pamięć, czyli dziadek Ignacy Borejko i Babi. Odwaga, czyli mężna Gaba. A w ogóle to myślę, że cała Jeżycjada powinna być lekturą obowiązkową na przedmiocie pt. ,,wychowanie do życia w rodzinie”, bo nie ma lepszych książeke o rodzinie jak te właśnie.

  137. KokoszaNel mój synek ma 4,5 a córeczka 3 lata są dla mnie całym światem początkiem i końcem, pozdrawiamy

  138. Wpisuję się po raz pierwszy. Tyle rzeczy do opowiedzenia, ale w największym skrócie: wielki podziw dla Jeżycjady i jej Autorki. Doszło do tego, że ostatnio mój tata chyłkiem podbiera mi kolejne tomy z mojej biblioteczki, zaczytuje się w nich, a potem mówi, że nigdy do tej pory nie czytał tak świetnej,, literatury młodzieżowej”. I to mówi profesor zwyczajny, który uczy studentów i sam pisze książki. Super komentarze a propos SDM. Niezapomniane przeżycie! Kiedy wreszcie przyjedzie ta długo oczekiwana Ciotka- Zgryzotka. Ze zgrozą myślę, że muszę jeszcze tak długo na nią czekać.
    P.S. Czy szykuje się może jakieś spotkanie z Autorką w Poznaniu? Przyjdę niechybnie.

  139. P.S. Dziś Kogucik skończył 5 lat. Urodził się też w sobotę, więc była podwójna okazja powspominać tamten dzień. Stąd moje filozoficzne wywody, już nie nudzę, dobranoc i dzięki raz jeszcze.

  140. Joanno dziękuję, bardzo ważne to dla mnie słowa. Potrzebne na dziś do zamknięcia pewnego rozdziału w życiu. Dojście do momentu w którym jestem kosztowało tyle ile było warte.
    Wannabe życzę Ci umiejętności podtrzymania tego ognia, który dziś Cię rozpala.

  141. Kochana DUA!
    Przepraszam, że zapomniałam odpowiedzieć. Wydałam wszystkie swoje oszczędności i zapisałam się na roczny kurs psychoterapeutyczny i właśnie na nim jestem. To niesamowite!! Wypowiedziałam tyle uczuć, że słyszę teraz każdy dźwięk w słuchanej piosence, a już niedługo może będę umiała pomagać osobom cierpiącym i płaczącym!! Że też ja zawsze wiem, w którym kierunku podjąć decyzję!!! Dziś jestem wspaniała i kropka.

  142. Krzysztofie,ja z MM zetknęłam się na początku lat 80-tych,czytając hurtem „Szóstą klepkę”,”Kwiat kalafiora”(pierwszy kontakt to były fragmenty drukowane w „Płomyku”),”Idę sierpniową”,a potem jeszcze „Kłamczuchę”- film był taki,jaki w tamtych czasach mógł być,ale i tak byłam w kinie kilka razy.Moim marzeniem było posiadanie książek DUA na własność.Dla młodych Księgowych pewnie to niepojęte,ale książki w tamtych czasach się zdobywało,te dobre nie zalegały na księgarskich półkach.Jakoś najszybciej udało mi się kupić właśnie „Kłamczuchę”,a potem „Opium w rosole”. Do dziś pamiętam tę euforię.:)
    Ale ad rem – oczywiście w inny sposób,ale MM kształtowała nas w takim samym stopniu jak JPII.Mówiła o tym co najważniejsze, pokazywała określony system wartości.Papież kazał nam w „Liście do młodych” rozstrzygać dylemat „być czy mieć”,a DUA pokazywała, jak pięknie można „być” na przykładzie Borejków, Żaków,Dmuchawca i innych.To dzięki Niej,a nie szkolnej edukacji,odkryłam starożytnych mędrców,zwłaszcza Senekę i Marka Aureliusza.Nauczycielem zaś chciałam być koniecznie takim jak Dmuchawiec.:)
    Konkluzja- jesteśmy pokoleniem JPII i pokoleniem MM.I możemy być z tego dumni.:)Dobrze,że ESD,którym jest „Jeżycjada” wciąż trafia do kolejnych pokoleń.
    Pozdrawiam Cię serdecznie.I wszystkich ,którzy tu wakacyjnie zajrzą.
    P.S.KokoszNel,wykazałaś się zatem determinacją w dążeniu do tego co ważne i siłą charakteru.Podziwiam.
    W końcu to JPII mówił,że w życiu „nie płaci się tylko za rzeczy bezwartościowe” i że „tylko to,co kosztuje,naprawdę stanowi wartość”.

  143. Joanno, pełna zgoda co do pokolenia Jana Pawła. Należę do tego, które w 1978 akurat zaczynało świadomie przeżywać życie. I potem cały Jego pontyfikat razem, prawdziwe błogosławieństwo. Ale przyszło mi też do głowy, że – biorąc pod uwagę, iż pierwsze wydanie „Szóstej klepki” ukazało się w tym samym czasie – jeśli ktoś miał szczęście już wtedy zetknąć się z początkami Jeżycjady, to rzec można, należy do pokolenia nie tylko JP2, ale też MM :-) Zasięg może inny, ale wpływ wychowawczy porównywalny.

  144. Kochani jesteście. Dobrze, że Was mam. Miło być w takim towarzystwie. Nigdy nie komentuję, tylko podglądam.Nie jestem godna się wypowiadać.

  145. Joanno wspomnienia z ŚDM mam raczej trudne niż fajne, zwłaszcza z Rzymu(byłam jeszcze w Paryżu i Kolonii), ale z perspektywy czasu widzę że te spotkania były mi potrzebne. Po Rzymie powiedziałam nigdy więcej, ale w okolicznościach śmierci i pogrzebu JP II zdecydowałam się pojechać do Kolonii, żeby oddać pokłon.

  146. „Pytanie rodzi się z poszukiwania”.

    „Kontemplujcie nieustannie chwałę i miłość Boga, a otrzymacie światło, byście mogli budować cywilizację miłości i pomagać ludziom dostrzegać świat przemieniony przez odwieczną mądrość i miłość”.

    Nad Bałtykiem ciągle leje.

  147. Ago- On jest z nami z całą pewnością.I jest w nas,bo nas w dużej mierze uformował jako ludzi.Zawsze „kłóciłam się” z moimi uczniami,że to nie oni,ale my jesteśmy pokoleniem JPII. Ale tak naprawdę docierał do wszystkich,a dla Polaków zawsze zostanie Naszym Papieżem.
    Krzysztofie, jakoś mnie zupełnie nie dziwi fakt,że ci,którzy spotkali się tutaj,na stronie naszej DUA,wcześniej też przemierzali te same szlaki.:)Miło było być razem na Zaspie.:)
    KokoszaNel,ale masz fajne wspomnienia.:)

  148. Ja zapamiętałam: Z jakim przestajesz takim się stajesz-w kontekście być jak Jezus. Zdanie powiedziane po polsku i żeby ci, którzy rozumieją przetłumaczyli tym co nie rozumieją. Tor Vergata. Hotel wielogwiazdkowy. Rok milenijny. Mokry śpiwór. Ale nie od łez;) od polewania wodą przez spryskiwacze. Takie wspomnienia.

  149. Witam Kochani,
    ja, podobnie jak Joanna, nałogowo tutaj zaglądam. Dziękuję Wam za ten duchowy ESD- ja też teraz wspominam kazania i przesłania Jana Pawła II. Są ponadczasowe; powiem, że ilekroć słucham ich, to mam takie wrażenie, jakby On cały czas był z nami… Myślę, że nasze pokolenie zostało ukształtowane przez nauki Ojca Świętego, tyle mądrych myśli, tyle wzruszeń- „Bóg nie żąda od nas rzeczy, które nas przerastają”, albo Jego „Sursum corda”.
    Pozdrawiam i przytulam Wszystkich Księgowych serdecznie! Dziękuję , że jesteście!

  150. Chesterko,słów Papieża o Westerplatte wysłuchaliśmy bladym świtem na obrzeżach Gdańska ,do którego dojechaliśmy autokarem.Na to spotkanie nie mieliśmy wejściówek ,po południu uczestniczyliśmy we Mszy św.na Zaspie.Ale mnie też te słowa najmocniej utkwiły w pamięci i też do nich wracam.Tamto wystąpienie było tak sugestywne,że pomimo nocy spędzonej w podróży,prawie nikt w autokarze nie spał.
    Z wcześniejszych wystąpień Jana Pawła II,które czytałam później,bo kiedy je wygłaszał byłam dzieckiem,ważne dla mnie jest to z Apelu Jasnogórskiego o czuwaniu:”Czuwam to znaczy jestem człowiekiem sumienia”i słynne- „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali”.
    Myślę,że tak samo utkwią w pamięci tych młodych uczestniczących w ŚDM niektóre słowa Franciszka.To pokoleniowe doświadczenie.
    A tamte nie straciły aktualności.Jeśli nasze dzieci same nie będą od siebie wymagać, to świat chętnie zobaczy w nich bezrefleksyjnych konsumentów. Słowa o obronie Westerplatte w kontekście ostatnich wydarzeń też zyskują niestety nowy dramatyczny wymiar.
    P.S.Patrycjo, już to napisałam wcześniej,ale gdzieś zjadło mój komentarz- jesteś moją bohaterką.:)W ogóle z młodych Księgowych możemy być wszyscy dumni.Oni będą czuwać.:)
    Jednak nie mogę się całkiem „odkleić” od internetu- tutaj nałogowo zaglądam.:)

  151. Może jeden z balonów doleci do Gdańska;)) To ważne przeżycie! Będzie budowało Twoja tożsamość. Tak jak dla mnie ważne było uczestnictwo w spotkaniu z Janem Pawłem II na Westerplatte. „Każdy ma w życiu swoje Westerplatte” – przypominałam sobie te słowa, gdy stawałam wobec rzeczy trudnych, gdy trzeba było iść pod prad. Pamięć, o tym właśnie mówił Franciszek do woluntariuszy. Byłaś na tym spotkaniu?

  152. Ach, Chesterko, nie działo się nic spektakularnego, raczej małe rzeczy złożyły się na wspaniałą całość :) Na Arenie Młodych chodziłam po sektorach z balonem wypełnionym helem i proponowałam ludziom, żeby napisali, że wierzą w Jezusa(Hello. Do you speak polish? English? OK, If you believe in Jesus, write your full name and that you believe. Thanks.- mniej więcej tak to brzmiało ;)), później balony z przyczepionymi karteczkami mieliśmy puszczać w niebo. Dodatkowo wychodziłam na scenę ze zwojem przedstawiającym skrót do księgi Pisma Świętego. Oczywiście wśród innych wolontariuszy.
    Ze Światowych Dni Młodzieży najbardziej zapamiętałam noc na Campus Misericordiae. Po wysłuchaniu papieża, położyłam się na karimacie, w śpiworze, patrzyłam w rozgwieżdżone niebo, wdychałam chłodne powietrze, słuchałam koncertu uwielbienia i czułam się bezgranicznie szczęśliwa.
    Bardzo zapadło mi w pamięć poczucie wspólnoty, i to na każdym z tych wyjazdów. Poznałam wielu ludzi i nabrałam doświadczenia. Cieszę się, że mogłam w tym wszystkim uczestniczyć.

  153. Dzien dobry.Wannabe dziekuje ci bardzo zaraz sprawdze a poza tym sle ci moc usciskow trzymaj sie

  154. Cieszę się, że mogłam przeżyć te dni również tu z Wami. Teraz, po powrocie do domu, jeszcze trochę muszę odpocząć i przeczytać lub obejrzeć wszystkie przemówienia Papieża.

    Sosno, też mam taką nadzieję! Pielgrzymi wokół dają tyle radości. Na szczęście w mojej rodzinnej miejscowości też jeszcze zostali. Chociaż Meksykanki i Hiszpanka, które były w moim domu już wyjechały i nie udało mi się ich poznać, to niektórzy mają zostać aż do piątku. Mam nadzieję poznać ich. Są nawet pielgrzymi z Panamy – teraz przed nimi 3 lata przygotowań :)

    Życzę wszystkim dobrego odpoczynku.
    Pozdrawiam i ściskam Was serdecznie :)

  155. Kraków jeszcze pełen pielgrzymów :) Miejmy nadzieję, że ta radość, którą czuć w każdym zakątku miasta, pozostanie w nim na zawsze.

  156. Super było tu pobyć razem w tych ostatnich ważnych dniach i razem je tak intensywnie przeżywać!
    Dziękuję,Ulubiona Autorko!Dziękuję wszystkim i życzę cudownego sierpnia- gdziekolwiek jesteście i będziecie!:)
    Ja również postanawiam w sierpniu odetchnąć od komputera.Przed sobą mam piękny miesiąc z ogrodem,spacerami i książkami.I jeszcze tydzień nad Bałtykiem.Żyć,nie umierać.
    Do września,Kochani!

  157. Moja siostra też wczoraj wróciła z ŚDM – zmęczona i szczęśliwa. A ja dziś na spokojnie (ale wciąż z wewnętrznym entuzjazmem) oglądam zdjęcia, nagrania, komentarze o ŚDM i uświadomiłam sobie, że za nami naprawdę wspaniałe dni, z takich, których się nie zapomina do końca życia. Zdjęciem-symbolem tych dni jest dla mnie to przedstawiające Papieża przechodzącego z grupą młodzieży przez Bramę Miłosierdzia – Papież twardo stąpający po ziemi, widać że mocno trzyma za ręce młodych, jednocześnie wspiera się na nich, oni wspierają Jego, wszyscy z szerokimi uśmiechami na twarzy, widać, że są naprawdę razem, wszyscy. Piękne zdjęcie! A hymn „Błogosławieni Miłosierni” tak naprawdę dopiero dziś dotarł do mnie z całą mocą i refren chwyta za gardło ze wzruszenia.

  158. Patrycjo, jestem z Ciebie dumna! Jak ochłoniesz, napisz coś więcej, od serca:)
    Macham do Celestyny i zapraszam do Gdańska, jeśli jeszcze jesteś!

  159. Piękne w istocie, Patrycjo! Ty zuchu!
    To teraz – pięknego sierpnia Ci życzę!
    I już mnie nie ma!

  160. Ojej! Tego się nie spodziewałam! Pani tutaj!
    Wakacje mam intensywne- w końcu!- już po dwóch rekolekcjach KSM-owych, Arenie Młodych w Lublinie (jako wolontariuszka) i Światowych Dniach Młodzieży. Wróciłam dziś o 6:00- zmęczona, ale bardzo szczęśliwa. I ta noc spędzona na Campus Misericordiae! Ach, co za piękne życie.

  161. To ja sobie znowu znikam w zieleni (czyli oddalam się od komputera).
    Wychynę we wrześniu!
    Pa-pa!

  162. Aha, przypomnialam sobie jeszcze, ze wczoraj, tuz przed powrotem z Brzegow, moj szwagier patrzyl na to potezne zgromadzenie, na swiatla, i zauwazyl, ze jest dokladnie tak jak w wizji swietej Faustyny.
    Musze to odszukac w Dzienniczku.

    Bylam pod wrazeniem slow do wolontariuszy, o pamieci i odwadze.

    Dobranoc!

  163. SowoP, dobry wieczór i dobranoc!
    No, pomyślę. Skoro już zdecydowałam, że przedłużam termin, mam czas na pomyślenie.:)
    Potrzebuję czasu, żeby wszystko ogarnąć.
    Ale to dobrze.:)

    Wannabe, jak tam, w Krakowie jesteś? Pozdrawiam!
    Napisz, jak Ci serduszko działa w tych dniach!

  164. Ale, wyszukałam dla Ciebie na youtubie kanał „The Vatican – Polski”. Mam nadzieję, że zadziała :)

  165. Inaczej chyba ani rusz, Zuziu.
    Ale tymczasem muszę z całą pewnością przesunąć termin oddania „Ciotki Zgryzotki” i dużo pozmieniać!

  166. Dlatego może któryś bohater Jeżycjady będzie słuchał słów Papieża w Krakowie na ŚDM? ;))))

  167. Mój przyjaciel, historyk, kochajacy Polaków Amerykanin powiedział kiedyś: chrześcijanin wszędzie na świecie jest u siebie. I to przypomniało mi się dziś, patrzac na tłumy młodych przybyłych z kresów świata.
    Moja Kochana Autorko! Ileż punktów wspólnych między tym, co już kończymy słuchać a tym, co w Jeżycjadzie. Nawet Ci madrzy dziadkowie!

  168. Dzień dobry! Już wróciłam z bezinternetowej wsi i chłonę!!! Nie było tak źle, radio wszędzie dociera, chyba że burza przerwie dopływ pradu.
    Pamięć przeszłości i odwaga! Sic!

  169. Bo też było czym się zachwycać.:)

    Dobrze jest należeć do takiej wielkiej, pięknej rodziny! Niby się to wie, ale czasem warto jeszcze zobaczyć ją na własne oczy!
    Najmocniej to czułam podczas niezapomnianej, pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II (1979).
    Milion braci i sióstr na jednych Błoniach.
    Napięcie emocji było takie, że aż iskrzyło w powietrzu.

  170. Ja go widziałam, także zwrócił moją uwagę.
    A siostra na religii zawsze nam powtarzała: Bóg widzi szerzej.

    Jakie tu piękne rzeczy wszyscy piszą!! Ile zachwytów w ciągu tych paru dni.:))

  171. A widzieliście wczoraj w transmisji tego blond Zacheusza, chłopaka w szortach, z flagą (nie widziałam jaką- bo się zwinęła), który wlazł wysoko na drzewo i stamtąd oglądał przebieg czuwania? Kamera odszukała go i pokazywała dość długo. Był bardzo poważny.

  172. I jeszcze,DUA, to,że Bóg „kocha nas bardziej,niż my kochamy samych siebie,że wierzy w nas bardziej, niż my wierzymy w siebie,że zawsze nam kibicuje jako najbardziej niezłomny z fanów”.
    I piękne zinterpretowanie niskiego wzrostu Zacheusza jako pułapki,jaką jest brak poczucia własnej wartości,paraliżujący i niepozwalający żyć w pełni.
    Oj,pomimo mego dojrzałego wieku znowu mam ochotę ruszyć się z kanapy!

  173. Dziekuje pieknie Pani Malgorzato.Niestety tutaj z Wloch nie mozna odbierac tych programow na zywo,ale sa zamieszczone wszystkie tak Wazne i jak nam potrzebne slowa,ktore Ojciec Swiety do nas kieruje.Mozna poczytac.Dziekuje i pieknej niedzieli wszystkim zycze

  174. Ale z Piemontu – TVP Info i TVP1 – na żywo i w powtórkach. Warto!

    Joanno, już powiedział; ” …serce, które niestrudzenie widzi i przekazuje dobro”.
    „..tę radość, którą darmo otrzymaliście, przekazujcie innym, bo wielu na nią czeka”
    „dziś muszę się zatrzymać w twoim domu – otwórz mi drzwi” – tyle zdążyłam zapisać na papierku.

  175. Dzien dobry wszystkim.Przepraszam za moj brak informacji ale czy ktos moglby mi polecic gdzie na internecie moge sledzic SDM a w szczegolnosci chociazby moc przeczytac tak wazne slowa Papieza, ktorych pominac Nie Mozna dziekuje

  176. Tak, DUA ,też często o tym myślę w ten sposób -Najwyższy Reżyser widzi nasze życie w innej perspektywie,dlatego tak wielu rzeczy nieraz nie rozumiemy i zadajemy mu pytanie „Dlaczego?”.
    A On po prostu ogarnia całość – to co będzie potem i całą wieczność,w której ten nasz ziemski etap jest tylko mgnieniem.I prowadzi nas ku Dobru.I wciąż na nowo, cierpliwie daje nam kolejne szanse.
    Poruszyły mnie słowa Ojca Świętego,że najgorsze to nie pozostawić swoim istnieniem żadnego śladu.Myślę po tych słowach, pewnie jak każdy, o sobie,co ja po sobie zostawię.Czy mam dobry wpływ na życie innych ludzi i tym samym na kształt rzeczywistości?Ile okazji do dobra przegapiłam?
    Karol Wojtyła- poeta jeszcze właśnie jako robotnik w Solvayu pytał:”Świat,który tworzę nie jest dobry,lecz ja nie tworzę złego świata.Czy to wystarczy?”
    Co nam Papież powie dzisiaj?

  177. A obraz Jezusa Miłosiernego, namalowany „pod dyktando” siostry Faustyny, dzięki nowoczesnym mediom znalazł się wczoraj nie tylko w najdalszych zakątkach globu (w milionach domów i na milionach wyświetlaczy), ale i wysoko ponad nim (dzięki pośredniczącym satelitom)! Wyobraźcie to tylko sobie! Wszechobecność!

    A jeszcze myślę o hiszpańskim przysłowiu: „Pan Bóg pisze prosto po liniach krzywych”. Czy ksiądz Karol Wojtyła, pracując jako robotnik w Solvayu, podczas ponurej nocy okupacji hitlerowskiej, miał choćby okruch przeczucia tego, co będzie dalej – i czemu on sam ma posłużyć w przyszłości? I co się będzie działo po jego śmierci?
    Wszystko jest po coś! – chodzi o to, jak zareagujemy, co zrobimy!
    I nie należy tracić nadziei nigdy, nawet w najstraszniejszych warunkach. To tylko „linie krzywe”, a PISMO jest przez cały czas proste!
    Po prostu z naszego punktu widzenia – tego nie widać.

  178. Zgredziku, dziękuję za wiadomość prywatną. Będę pamiętać. A Wy pamiętajcie o Poznaniu: jest tu najlepszy ortopeda świata i najzacniejszy człowiek: profesor Jóźwiak.

  179. Tak!!!
    Zachód słońca był zjawiskowy, w pewnej chwili ustawiło się w takim jakby spłaszczonym, złotym dysku, nieomal w formie oka Opatrzności!:)

    Tak, ta cisza, Celestyno, i to pojawienie się oceanu światełek, a najbardziej może zachwycił mnie „most” z ludzkich rąk i serc: żywy obraz solidarności.

  180. Bylo przepieknie.
    Wrocilismy godzine temu. Dzieci namawialy nas do pozostania i nocowania w tym, co mielismy na sobie, bo udzielil im sie nastroj (caly sektor w czasie koncertu szykowal powoli legowiska). Nie przygotowalismy sie na te okolicznosc, ale marsz w drodze powrotnej, przez bardzo szerokie drogi, wespol z tlumami powracajacych (a naprzeciw nas wciaz do Brzegow szly rzesze mlodych, aby spedzic tam noc i czekac na jutrzejsza msze swieta) tez byl piekny. Widok tych bardzo rozleglych lak, potezna przestrzen, robil z odleglosci wrazenie. Kiedy tak uswiadomic sobie, ze ta rzeka ludzi plynela tam od samego sobotniego rana nieprzerwanie, i pewnie wciaz plynie, mozna dostac zawrotu glowy. Nawet nie probuje sobie wyobrazic, jak bedzie wygladal powrot jutro po mszy swietej.
    Slowa uznania naleza sie wszystkim sluzbom, strazakom, policji, zolnierzom. Sa wszedzie, mili, usluzni.

    Podobalo mi sie absolutnie wszystko, choc przyznam, ze dlugi moment ciszy podczas adoracji i te tlumy na kolanach to bylo COS.
    Artystyczne prezentacje ze sliczna Faustyna spajajaca calosc; rozbawiony Ojciec Swiety w czasie tanca hip- hop; obraz Jezusa z ludzkich twarzy, oszalamiajaca, wspaniala orkiestra i chor, mocne, madre przemowienie Papieza; niezwykly zachod slonca, moment rozpalenia swiec…

  181. Albo to:
    „Czy można coś zmienić?” „Można!”
    Jakże to ważne słowa.
    Charakteryzują młodość duchem.
    Błogosławieni młodzi duchem?

  182. Tak! Wspaniały dziś był wieczór w Brzegach i słowa Papieża! O porzuceniu kanapy i ubraniu butów, najlepiej „wyczynowych” – piękna, żywa metafora jak powinni żyć młodzi, jak powinniśmy żyć. Piękne słowa.

  183. Oj,oj,DUA, jacy starsi?
    Po pierwsze- „Nutria i Nerwus” to było jakieś 20 lat temu,a po drugie Pani jest i będzie młoda nieustannie.Nie ma opcji.Upływ czasu nie ma tu nic do rzeczy.Proszę zapytać innych Księgowych.:)
    Książka ukazała się,kiedy mój syn był mały i muszę przyznać,że tego pełnego brzucha i spokojnego sumienia (czyli bycia- jak to ujął Dmuchawiec- szczęśliwym idiotą)bałam się dla niego najbardziej.:)

  184. Kochana Zuziu!:)

    Joanno, ano, ano. He, he.
    Tak to sobie starsi podobnie gadają.;)

    Ach, co za wspaniały wieczór, co za potęga!

  185. Nie ma innej opcji, Pani Małgosiu! :) Na pewno tak zrobię, tymczasem czytam relacje, gdzie jest wiele cytatów.
    Ech, jakie to mądre…

  186. A ja sobie płaczę z przejęcia i wzruszenia.;)
    A te słowa Papieża o młodych kanapowych,DUA,coś mi przypomniały -często przeze mnie cytowane słowa Dmuchawca odpowiadającego w „Nutrii i Nerwusie ” na macierzyńskie obawy Gabrysi,że najgorsze co może człowieka spotkać to „spędzić życie z pełnym talerzem na pełnym brzuchu i zupełnie spokojnym sumieniem.”

  187. „Jeśli nie dasz z siebie tego, co w tobie najlepsze, świat nie będzie inny.”

    To jest bardzo ważne zdanie Papieża. Zapisałam je na żywo.

    Zuziu, koniecznie wysłuchaj całości raz jeszcze, warto, bardzo warto!

  188. Oglądamy relacje. Jakie to piękne, niestety podczas wypowiedzi papieża ktoś za oknem uparcie kosił, tak że nic nie było słychać. Ale i tak to jest wspaniałe. Po raz kolejny żałuję, że nas tam nie ma.
    :))))

  189. Gdzieś przepadł mój komentarz,a chciałam tylko powiedzieć Krzysztofowi,że bardzo się cieszę,iż podobały mu się Rudawy i że ja z kolei niebawem wybiorę się do polecanej przez niego Chatki Górzystów.:)
    I pozdrawiam Celestynę,która mam nadzieję dotarła do Brzegów.:)
    Mój syn codziennie zdaje mi relację przez telefon i on też nie może się tym ŚDM-owym Krakowem nacieszyć.Mówi,że tego nie da się z niczym porównać i wyrazić słowami.Jest w tych dniach bardzo szczęśliwy.
    Poruszające te świadectwa młodych podczas czuwania.A jakie ważne słowa Papieża,które właśnie wybrzmiały.

  190. Ha! Fluid! Myślałam wczoraj o Tobie, Celestyno! Ciekawa byłam, czy przyjechałyście na ŚDM z Lozanny.
    Dziękuję za ten reportażyk – widzę w internecie, oprócz telewizyjnych transmisji i sprawozdań, także filmiki, wrzucane przez młodzież na Twitter.
    Trafnie to opisałaś!
    Na temat kościoła we Francji nie ośmieliłabym się powiedzieć złego słowa: on żyje! Mamy tam wiernych przyjaciół, wspaniałych ludzi. Znamy się jeszcze z czasów stanu wojennego (kościół francuski organizował pomoc).

    Życzę Wam wspaniałych chwil w rodzinnym Krakowie!

  191. Nie umiem opowiedziec tej atmosfery, tego gromkiego smiechu, tego nieustannego spiewu, tej radosci na ulicach. Mijamy sie, a wszyscy sie smieja, krzycza, przybijaja „piatki”, i caly czas usmiechniete, radosne twarze. Nikt sie nie skarzy, choc przemieszczanie sie na Blonia czy do Lagiewnik do latwych nie nalezy. Wszystko odbywa sie z glosnym spiewem, kazda grupka spiewa cos innego.
    Nigdy wczesniej czegos podobnego nie przezylam, a przezylam juz niejedno ogromne i radosne zgromadzenie.
    Rynek non stop peka w szwach, a dzieje sie tez mnostwo – koncertow, spotkan – na wszystkic okolicznych placach i w kosciolach, w Lagiewnikach.
    Z ogromna radoscia widze, ze najglosniejsze, najbardziej rozspiewane, bardzo liczne sa grupy Francuzow. Tyle zlego sie mowi o Kosciele we Francji, a tutaj widze ten Kosciol naprawde zywy i pulsujacy:)
    Po uczestnictwie w wielu spotkaniach z Papiezem, dzisiaj chcialam sledzic Brzegi przez internet, ale coreczka ciagnie mnie tam sila, wiec chyba jakos sprobujemy tam powedrowac. Pielrzymi ciagna tam z miasta od samego rana.
    Pozrawiam Was wszystkich bardzo radosnie!

  192. Mamo Isi (wiad. pryw.) – dziękuję za dobre wiadomości, pozdrawiam najserdeczniej Twoją Mamę!

  193. Joanno – dziękuję za dobre myśli. A ja myślałem o Tobie, kiedy w maju wędrowałem po Rudawach Janowickich, kiedyś polecałaś tamte okolice. I słusznie.

  194. I w Wadowicach czuć Jedność!
    W miasteczku rodzinnym inicjatora Światowych Dni Młodzieży chłoniemy jak gąbka radość, pokój, energię ludzi, którzy u nas goszczą. Znajoma starsza pani, która pod swój dach przyjęła kilkoro pielgrzymów, mówi: Moje dzieci jeździły po świecie – teraz czas, żeby się za to światu odwdzięczyć i przyjąć ten świat do siebie.
    Wzruszenie ściska za gardło, gdy się widzi młodych. Każdy z nich jest inny, pochodzą z tak wielu różnych krajów, ale uderza coś, co widać na twarzy każdej z tych osób: uśmiech. I dobro. I wiara w to, że mogą być w życiu szczęśliwi.
    Jest duże prawdopodobieństwo, że będą :)
    Zbudowana na duchu ślę Wam szczególnie gorące pozdrowienia :)

  195. Jakie to fascynujące.:) I jak bardzo możemy być dumni.Jednego lata aż dwa -co prawda nieporównywalne-wydarzenia,które tę naszą dumę budują- Mistrzostwa Europy i teraz ŚDM. Jak bardzo to nam potrzebne,zwłaszcza młodym.Nie umiem powiedzieć,jak bardzo mnie to wszystko porusza i cieszy.A najbardziej jedno – ci młodzi ludzie mogą się policzyć,zobaczyć jak wielu ich jest, pragnących żyć wiarą i wynikającymi z niej wartościami.Dzięki mediom widzą to także ci spośród nich, którym nie dane było pojechać do Krakowa.Będą mieli więcej siły, by żyć godnie i bronić tego ,w co wierzą przed światem,który tak często próbuje to ośmieszyć i zbrukać.

  196. Tak, tak, Joanno, wie się teraz, po co ten pomnik tam stoi, w centrum Krakowa!!! :)
    Wszyscy sobie z nim robią zdjęcie w dodatku, więc nie tylko myśl Mickiewicza, ale i jego wizerunek obiega w tej chwili całe ziemskie kolisko!

  197. Kochana DUA,nawet nie myślałam,że ten znany na pamięć wiersz i tyle razy przeze mnie omawiany z uczniami może być tak poruszający i wybrzmieć tak pięknie,z nową siłą. Na naszych oczach kochany stary Kraków stał się międzynarodową stolicą młodości, a Wieszcz święci tryumfy w pełni zasłużone.Nie każdy naród ma aż takich poetów.Dziękuję za piękną chwilę o poranku przeżytą dzięki Pani wpisowi.

    Krzysztofie- pomyślnych wiatrów i szczęśliwego powrotu do domu.Przesyłam Ci dobre myśli.:)
    Pozdrawiam Jadzię i wszystkich Księgowych w Krakowie i wszędzie.Pięknego dnia.:):)

Dodaj komentarz