
(fot. Gość Niedzielny)
Adam Mickiewicz
ODA DO MŁODOŚCI
(fragmenty)
…
Młodości! ty nad poziomy
Wylatuj, a okiem słońca
Ludzkości całe ogromy
Przeniknij z końca do końca.
Młodości! tobie nektar żywota
Natenczas słodki, gdy z innymi dzielę:
Serca niebieskie poi wesele,
Kiedy je razem nić powiąże złota.
Razem, młodzi przyjaciele!…
W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele;
Jednością silni, rozumni szałem,
Razem, młodzi przyjaciele!…
(…)
Choć droga stroma i śliska,
Gwałt i słabość bronią wchodu:
Gwałt niech się gwałtem odciska,
A ze słabością łamać uczmy się za młodu!
(…)
Hej! ramię do ramienia! spólnymi łańcuchy
Opaszmy ziemskie kolisko!
Zestrzelmy myśli w jedno ognisko
I w jedno ognisko duchy!…
Dalej, bryło, z posad świata!
Nowymi cię pchniemy tory,
Aż opleśniałej zbywszy się kory,
Zielone przypomnisz lata.
Czy to nie symboliczne, czy to nie niezwykłe, że tylu młodych pielgrzymów z całego świata oblega pomnik Adama Mickiewicza na krakowskim Rynku?
Ale może to całkiem zrozumiałe: coś ich do niego ciągnie!
Przypomnijmy, że inicjator Światowych Dni Młodzieży, św. Jan Paweł II (zauważył to kiedyś Czesław Miłosz, nazywając Go „ostatnim z Wielkich Romantyków polskich”) był , jak całe jego pokolenie, wychowany na poezji romantycznej.
Przede wszystkim – na utworach tego właśnie Wieszcza!
Dreszcz biegnie po plecach, gdy się to sobie uświadomi.
Jak dobrze, że dane nam jest przeżywać ten – być może największy! – triumf poety z Nowogródka.
Razem, młodzi przyjaciele!
Pozdrawiam Was gorąco –
MM








Wrzosy też piękne, ale nie pachną. Są za to kochane i takie… nasze.
Zasadniczo wolę wrzosy.
Kupiłam dynię. Dla Kopciuszka.
Szesc iskierek! Zazdroszcze i pozdrawiam serdecznie:)
Patrycjo, chcialoby sie przeczytac jakas mini- relacje z wczorajszych wydarzen widzianych Twoimi oczami.
Dobranoc, dobrzy ludzie.
Na ćwiczenie pamięci doskonała „Anatomia człowieka” Pana Bochenka! Z łaciną zupełnie przy okazji. A i na bezsenność też czasem zaradzi ;)
Dobrej nocy!
Nigdy nie jadłam lawendowych lodów (może jednak nie smakują jak mydło?),ale nazwa ładnie brzmi i dlatego wtykam je Patrycji do kuchni:)
Lawendę kocham,moja w tym roku o dziwo zakwitła dwukrotnie,w Prowansji mam cudnych francuskich przyjaciół – same pozytywne skojarzenia.I jeszcze ten kolor.:)
„Sztuka pamięci” może być ciekawa.Przy okazji przypomniałam sobie o niezwykłej postaci Małgorzaty Baranowskiej.Poświęciła jej Pani jeden z felietonów we „Frywolitkach”,prawda,DUA?Znalazłam ciekawy wywiad,przyjrzałam się zdjęciom.Jaka nieopisana szlachetność bije z Jej twarzy.
Nasza Zuzia 12 żywcem nadaje się na bohaterkę Jeżycjady. Brawo Zuziu! Moją pamięć nieustannie gimnastykuję nutkami ale wiersze też mi się plączą po głowie. Może więcej tych dziecięcych czytanych po kolei mojej szóstce iskierek, ale i tych ze szkoły strzępy też się przewijają. Tak- kiedyś uczenie się wierszy było normą. Niestety moje dzieci już w szkole takiego treningu poezją nie przechodziły. Dobranoc wszystkim.
Pani Małgosiu, polecam „Sztukę pamięci”- bardzo ciekawa.
Zuziu, jesteś dla mnie wzorem. Zaczynam „trening mięśni mózgowych”, żeby Córka nie miała ze mną kłopotu,
gdy siwy włos pokryje skronie;)
Lawendowe lody o smaku mydła i gałka miętowych o smaku pasty do zębów.
Nie, Patrycja by takich nie lubiła.
AniuG, dobry wieczór, a więc ledwie odchowałaś Burzę, już masz następnego destruktora ogrodowego!
No, no!
Jamniki bardzo lubią się podkopywać, podobno.
A Twoja stara odmiana śliwkowa wygląda mi na tę moją, czas owocowania ten sam, opis się zgadza.
Zuziu12, wielkie brawa za ten zeszyt i za uczenie się wierszy!!!
Pamięć jest bardzo pojemna, bardziej niż przypuszczamy!
A dzisiaj się,niestety,tego prawie w ogóle nie robi.Jak próbuję,to jest jojczenie,a czasem nawet oburzenie niektórych uczniów i -o zgrozo-także ich rodziców.Bo to przecież niepotrzebne,niepraktyczne i zabiera czas.Wielu nawet nie próbuje spojrzeć w ten sposób,że oprócz innych korzyści,powiedzmy duchowych,jest to rzeczywiście najlepsze ćwiczenie pamięci.Moja ukochana polonistka ze szkoły podstawowej nieustannie zadawała nam coś do nauczenia na pamięć.Pewnie nie ze wszystkimi tak było,ale ja to uwielbiałam.
Uważam, że K.I. Gałczyński jest mocno niedocenionym poetą. „Moja poezja to jest noc księżycowa…” – pamiętam jak w szkole podstawowej (albo w gimnazjum?) uczyliśmy się tego wiersza na pamięć :) Albo piękna „Kronika olsztyńska”, albo „A podobno jest gdzieś ulica (lecz jak tam dojść? którędy?)…” – znam do tej pory na pamięć dzięki lekcjom języka polskiego w szkole podstawowej.
PS. Dla mnie Jeżycjada to też najważniejsze, „formacyjne” książki (a wiem co mówię – na studiach polonistycznych i później czytało się mnóstwo wspaniałych powieści, a nadal Jeżycjada to mój numer jeden)
Lawendowe lody o smaku mydła? O rety!
Dzień dobry!
Nareszcie ruch w Księdze!! Jak ja się za Wami stęskniłam.
Pani Małgosiu, u nas śliwkowa klęska urodzaju. Dziadziuś Franek ponad 40 lat temu posadził, w ogrodzie swej córki Krysi, śliwę. Dziś pod wiekowym drzewem trzy pokolenia Frankowych potomków zbierały kosze ciemnogranatowych śliwek o pomarańczowo-żółtym miąższu. Podzieliłyśmy się urobkiem, z dwóch koszy śliwek wyszło mi 30 słoików powideł.
W naszym domu pojawił się nowy mieszkaniec. Synuś kupił mi w prezencie miniaturową jamniczkę, czarną, podpalaną, długowłosą. Maleństwo trzymiesięczne, mieści się w dwóch dłoniach , ale charakterne jak każdy jamniorek. Burza jest uszczęśliwiona, a mała Mysza ( oficjalnie Tajla, ale co to za imię?)chodzi za nią krok w krok, z zapałem przekopuje donice na tarasie i nosi w zębach męskie buty, znacznie większe od niej. Zobaczymy co będzie dalej
Małego gończego całuję w nos.
Dużego głaszczę po łebku.
Miłego wieczoru Wszystkim życzę.
Jeśli chodzi o Patrycję – mogę potwierdzić!:))
U nas w szkole bardzo mało uczymy się wierszy. W tym roku tylko „Żołnierzy z Westerplatte”, z polonistką z piątej klasy trochę więcej i wtedy też był mój ulubiony (jeśli chodzi o wiersze uczone się na pamięć), „Strofy o późnym lecie”. Ostatnio sama zaczęłam się uczyć i założyłam zeszyt z wierszami!
Asiu, a ja tej książki nie znam!- muszę kiedyś przeczytać.
Jeśli chodzi o treningi pamięci (a przypominają one trenowanie mięśni!- po trochu, potem więcej, a zawsze systematycznie!) – nie masz jak uczenie się całych, licznych wierszy, najlepiej już w szkole podstawowej. Nam kazano uczyć się mnóstwa tekstów – poezji, ale i prozy! – jak już kiedyś tu pisałam, prawie całego „Pana Tadeusza”! – że nie wspomnę o „Pieśniach” Horacego w oryginale. Nie tylko ja zresztą wyćwiczyłam sobie w ten sposób pamięć – pewnie wszystkie moje koleżanki z klasy łacińskiej w „Dąbrówce” potrafią do dziś recytować na wyrywki Kochanowskiego i Słowackiego, i nawet prawa Newtona po łacinie.
Byłam kiedyś tak złego zdania o swojej szkole! A teraz widzę, jak mądrze i dobrze nas kształcono.
A ile śpiewałyśmy! Prawie wszystkie byłyśmy w chórze. Byłam II sopranem. Do dziś pamiętam cały nasz repertuar.
Dawniej w ogóle więcej śpiewano. Kiedy?- ano, przed upowszechnieniem się telewizorów, oczywiście. Każde spotkanie towarzyskie przynosiło wspólne śpiewanie. I to ładne, melodyjne – prawdziwy śpiew, nie biesiadne ryki.
Spytajcie swoich rodziców, albo babć. Będą pamiętać.
Czytam „Sztukę pamięci”, Frances A. Yates. M. Baranowska opowiada, że dzięki niej mogła w czasie swej długiej choroby pracować i pisać.
DUA chciałabym zapytać, co miało największy wpływ na Pani doskonałą i szybką pamięć?
Mam pamięć wzrokową i wyobrażeniową, co bywa delikatnie mówiąc nieco kłopotliwe w czasach pośpiechu.
Miłego wieczoru dla Wszystkich.
Patrycja to nasza wakacyjna bohaterka i już!:)
Jakie piękne i poruszające były te wczorajsze uroczystości.Powiem tylko tyle- nareszcie.
W ogóle jakie to było niezwykłe lato o niezwykłym zagęszczeniu ważnych wydarzeń.
Ta lawenda u Florków by się przyjęła,DUA. A jakie pyszności mogłaby z niej wyczarowywać Patrycja.Takie lody lawendowe na przykład.:)
Nasza renkloda zaś, tak nas latoś przysypała owocami, że ledwo się spod nich wygramoliliśmy .
A jak już to zrobiliśmy, to mozolnie pozamykałam to wszystko w słoikach (no… nie wszystko – trochę
zostawiliśmy: ślimakom, osom i – o zgrozo !- szerszeniom) :).
Pozdrowienia dla miłej Zuzi :)).
Patrycja jest super dziewczyna!
I ma świetną Mamę.
Zuziu, ja też nie mogłabym już mieszkać w mieście. Muszę stale być blisko drzew, kwiatów, trawy i lasu. I jeziora. I chcę, żeby było słychać tylko ptaki.
U nas też śliwek mało jest w tym roku, drobne są. Ale zrobiłam pyszne powidła, jak zwykle koloru czerwonawego.
Dzień dobry!
Ostatnio pojechaliśmy do Warszawy pochodzić sobie po Starówce i tak dalej. Doszłam wtedy do wniosku, że nie mogłabym mieszkać w mieście, ten gwar i pośpiech.
Co innego ruch tutaj, aż się prosi, a jak go nie ma, to człowiek tęskni.
Co Pani, Pani Małgosiu zrobiła z tych śliwek? Powidła? U nas śliwek jest bardzo mało, więc był tylko kompocik.
Pozdrawiam wszystkich i ślę życzenia dla Asi i Zosi!:))
Patrycjo! Byłaś aż tu?! Dziewczyno „do tańca i do różańca”!
Aaa! Dobry pomysł, Beatko!:)
Joanno dziękuję za miłe słowa.:) Oj, chyba nie myślimy o tym samym miejscu, bo to „moje” jest
z mniej znanych. Myślę jednak że miłośnicy lawendy mają u nas w czym wybierać, bo pojawiło się
już kilka takich miejsc z ” Lawendowym Polem” na czele. Tak, lawenda zajmuje honorowe miejsce w bukiecie
moich ulubionych kwiatów.
Tak sobie myślę nieśmiało drogi Starosto, że lawenda w skali makro czułaby się świetnie u Patrycji i Florka – znawcy kwiatów wszak :).Miłego dnia Wszystkim.
Oczywiście, że dasz radę!
Logika, konsekwencja, czystość, zwięzłość – oto łacina. Bardzo łatwa w nauce.
Całusy dla Marysi! Tak, to nie do wiary, jak PT Dziatwa potrafi się zmienić w ciągu zaledwie kilku latek. Zawrotne to jest tempo, kiedy się tak nad tym zastanowić, prawda?
Pani Małgorzato,
chłopcy urośli, ale jak wspomnę, że podglądałam KG w zagadkowe wieczory (i noce) z malutką, kilkumiesięczną Marysią, a ona za trzy tygodnie skończy 7 lat ?! Jak to możliwe ???? :)
Uśmiecham się do Pani i do Księgowych.
Dobrego dnia.
ps Szymon w liceum będzie uczył się łaciny – a ja spróbuję razem z nim. Czy dam radę?
Dzień dobry!
Jane, już liceum? Ojej, ależ chłopcy Ci urośli!
Iskro, Bóg zapłać za dobre słowo. Staram się.
Patrycjo, a więc byłaś tam!- szukałam Cię wzrokiem na internetowych sprawozdaniach i filmach. Czy byłaś w harcerskim mundurku, czy „w cywilu”?
Tak wiele pięknej młodzieży przybyło!
Dzień dobry, Kochana Autorka i Drogi Ludu.
Jak ja lubię ten ruch w KG :). Uwielbiam też księgowe fluidy – obserwowałam piękne sierpniowe niebo w ubiegłym tygodniu (wakacje u rodziców w Drawieńskim Parku Narodowym), słuchałam Chopina w Dusznikach (wprawdzie tylko kawałek ostatniego koncertu – za późno dojechaliśmy, niestety), a wczoraj wieczorem, kiedy z rodziną jechaliśmy na rowerach do kościoła, minęłam malutką uliczkę, zerkam a tu nazwa: ul. Karola Kurpińskiego. Aż się zaśmiałam, bo mieszkam w tej okolicy od 11 lat i nigdy nie zwróciłam na tę uliczkę uwagi.
Przekazuję życzenia urodzinowe dla uroczych bliźniaczek i słowa otuchy dla Mam (tych starszych i młodszych).
Chciałam też pozdrowić wszystkich debiutujących w nowych szkołach. Obaj moi synowie mają wyraźną tremę :). Przekazałam starszemu to, co Pani napisała tu o latach licealnych, o przyjaźniach – dziękuję za te słowa.
Beato S.,czyżbyś była tam gdzie ja myślę?Bo niewiele jest taki miejsc z lawendą w Polsce,zwłaszcza wśród jezior i pól.:)To chyba jest to miejsce,do którego ja bardzo chciałam pojechać,ale w tym roku za późno ze względu na mamę zabrałam się do planowania wakacji i nie było miejsc.Jeśli tak jest,to ciesz się za mnie.:)
Znalazłam ten wpis Eli. Jeszcze jedna bratnia dusza. Tak- z książkami pani Małgorzaty jest jak ze słońcem. Jeśli nie bronimy się przed jego promieniami to czujemy na ciele jego pocałunki i zmienia ono wygląd naszego ciała. Książki DUA ogrzewają i przemieniają nasze serca. Oby ich było jeszcze wiele..
Właśnie wróciłam. Najbardziej wzruszyły mnie proste słowa siostrzenicy,,Inki”: ,,Ciociu, możesz spać spokojnie; przecież zachowałaś się, jak trzeba”.
Chesterko, też o Was myślałam.
Fluid z Sową- jadąc busikiem, myślałam właśnie o Księgowym Balu Sylwestrowym.
Wszystkiego dobrego dla Asi i Zosi.
Wpis od Pani Eli -bardzo przejmujący. Podpisuję się pod nim oczywiście i gratuluję Starosto TAKICH czytelników. A Panią Elę serdecznie pozdrawiam.:))
Ostatnio odkrywam na nowo poezję K.I.G. Obrazy, jakie widzę podczas czytania tych wierszy są tak
plastyczne, iż nie mogę się powstrzymać, aby spróbować je przenieść na płótno. Swój udział w tym
„przedsięwzięciu” będzie miał również inny mój ulubiony artysta – M. Chagall . Obaj Ci Panowie malują
moim zdaniem podobnie, tyle że innymi środkami. Mam nadzieję, że zadanie ułatwi mi troszeczkę wymarzona
wprost sceneria – plantacja lawendy w pięknie położonym miejscu, wśród jezior i pól.
A do poduszki… K.I. Gałczyński „Poezje” wybór Natalii Gałczyńskiej Czytelnik 1965. Dobranoc :)
Miło wiedzieć, że się jest „myślanym”, Justysiu, pozdrawiam i zanurzam się w zwariowanym „Żywym człowieku” Chestertona. Szkoda, że światło latarni omija mój ogródeczek, bo tam bym sobie poczytała, zwłaszcza, że główny bohater pakuje się właśnie przez komin do własnego domu. Może bym go zobaczyła.
Nie potrafię już nie zaglądać do Was. Jak to dobrze,że tutaj wrzesień jest już w sierpniu. Normalnie to wolałabym pewnie żeby we wrześniu trwał jeszcze sierpień ale w tym przypadku cieszę się,że nie muszę już czekać na wieści od Was. Mam poczucie jakby długo oczekiwane wiadomości od bliskich nadeszły. Wszystkim Waszym maluchom życzę cudownego dzieciństwa a niedomagającym mamom sił do radowania się z bliskimi codziennymi drobnymi cudami . Pozdrawiam szczególnie sprawczynię tutejszego bractwa dusz- panią Małgorzatę.
Pani Małgosiu, dziękuję serdecznie za odpowiedź. Bardzo ciekawa historia, lubię takie zakulisowe ciekawostki, o których można tylko tu się dowiedzieć.
Pozdrawiam wszystkie księgowe i księgowych, a także małe jubilatki Isi i ich Prababcię, oraz Mamę Isi i Isię. I jeszcze Chesterkę. Bo myślałam o Was tam, chodząc ulicami Trójmiasta dwa tygodnie temu.
DUA,coś mnie tu nie wpuszcza,ale uparcie próbuję.
Zajrzałam do wpisu Eli- jaki przejmujący!Kolejny dowód,że zmienia Pani świat na lepszy.:)
Sowo,dziękuję za Ciaconnę,która radowała mnie dziś cały dzień.:)
Mamo Isi,uściski urodzinowe dla wyjątkowych Bliźniaczek!
Wiadomość dla Eli Andrzejewskiej: swoje bardzo miłe słowa zostawiłaś dziś, przed niecałą godziną, pod dawniejszym już (prawie sprzed roku!) wpisem „Dary jesieni” – tam też Ci odpowiedziałam.
Droga Biedroneczko Wspak, dzięki za uściski! Eric Lu w żelazowej Woli!- no, coś takiego!!! Cieszę się.
Just, o tak, to dopiero początek!- i każdego dnia uczymy się czegoś nowego, prawda?
Dzień dobry Wszystkim! Podoba mi się ten przed- powakacyjny ruch na stronie, podglądałam Was często spod regału. :) A propos Chopina- pochwalę się: w któreś słoneczne lipcowe popołudnie niedzielne trafiłam do Żelazowej Woli- pięknie tam! Miałam nawet okazję wysłuchać recitalu Erica Lu! :)
Uściski dla DUA i dla Księgowych!
Najlepsze życzenia urodzinowe dla Asi i Zosi!
I trzymam kciuki za szybki powrót do formy Mamy Mamy Isi.
Buziaczki również dla trzylatek : Asi i Zosi, niech zdrowo rosną, będąc pociechą dla całej Rodzinki!
Ciekawa ta historia z „Opium w rosole”. Moja przygoda z Jezycjada tez się zaczęła czytając jej fragmenty w „Plomyku”. Nie pamiętam tylko, czy to nie był przypadkiem „Brulion Bebe B”.
Miłej i słonecznej niedzieli!
Dziękuję, DUA, to rzeczywiście najpiękniejsze pół roku mojego życia!
A to dopiero początek :)
Najlepsze życzenia dla Mamy Joanny!
Życzę wszystkim odpoczynku.
Dwa miesiące!!!:)))
Cieszę się, Krzysztofie i dziękuję.
Wasze zyczenia dzialaja! i piramidonu nie bylo trzeba. :) Dzis na francuskiej wsi-chmury i chlodek.
To sie nazywa moc ksiegowych!
Chesterko- „Filipinki” przywiozlam z Polski (partiami) i teraz mam ze 20 egzemplarzy- moge Ci jeden przeslac. :)
Dziękuję za życzenia, jeszcze miesiąc na statku.
Wykorzystałem wakacyjną przerwę na tej stronie oraz własny pobyt poza domem, aby zapoznać się z wpisami archiwalnymi, od grudnia 2014. Zajęło mi to blisko dwa miesiące, ale jakże przyjemna to była lektura. Mam wrażenie, jakbym Księgowych znał od lat, chociaż nie mam pojęcia, jak wyglądacie. Pozdrawiam wszystkich.
A to ci historia,DUA.Wiedziałam,że cenzura wyzwalała w artystach niezwykłą kreatywność od romantyzmu poczynając (vide – to dla młodszego pokolenia -„Konrad Wallenrod” Mickiewicza,a w nim poza kostiumem historycznym sprytne „taka pieśń moja o Aldony losach” na początku dzieła i „serca kochanków złączą się znowu w pieśniach wajdeloty” na końcu),a na PRL-u kończąc,ale nie zdawałam sobie do końca sprawy,jak kluczyć musieli również wydawcy.A niejednokrotnie myślałam o tym,jak w przypadku „Opium” udało się w tamtych czasach „uciec i zmylić pogonie”. Teraz już wiem.:)
Mamo Isi właśnie w książce ,o której później nieco szerzej napiszę( to jedna z moich milszych wakacyjnych lektur i spodobałaby się jak mniemam samej DUA i wielu Księgowym), przeczytałam zdanie pasujące do naszych werandowych rojeń:
„Przecież nic się nie zdarza,jeśli nie jest wpierw marzeniem.”:)
Krzysztofie, udanego rejsu życzymy!
Miło pomyśleć, że prawdziwy Wilk Morski jest wśród nas.
Właśnie! Ode mnie dla Ptaszynek Isi – dwa wirtualne torciki biszkoptowe z śmietankowym kremem cytrynowym, ozdobione różowym oczywiście (Kłapouchy) lukrem , świeczkami i żywymi kwiatkami.
Zatoka Perska w sierpniu to jest 40 stopni i jest to normalne. Wieczorem temperatura spadała do 35 i wtedy wychodziłem na spacer. Tak było w zeszłym tygodniu, to na szczęście już za plecami.
Wszelkiego dobra dla Asi i Zosi z okazji urodzin.
I dobrego zdrowia dla ich praBabci, także dla Mamy Joanny.
SowoP, też tak miałam z nasturcjami pnącymi. Mszyce je uwielbiają. Ciekawe: w ogrodzie Moneta ich nie ma? Pewnie wszystko spryskane.
Mamo Isi, Joanno, mnie się zawsze marzy międzypokoleniowy Księgowy bal sylwestrowy. Niekoniecznie przebierańców, bo w grubym stroju sowy nie wytrzymałabym zbyt długo.
Poznanianko, witaj!- w takich chwilach (i tylko w takich!) żałuję, że już nie mieszkam w Poznaniu. Na pewno byłabym na tym koncercie!:)
Chesterko, miałaś klasyczny Fluid z Joanną i Justysią.:)
BeatoV, dzięki za przesyłeczkę! Dzisiaj ją obejrzę.
Dzień dobry!
Justysiu, było nieco inaczej. Przypomnę może, dla młodszych Księgowych: kończyłam „Opium” w stanie wojennym (miałam już podpisaną umowę i dawno wydaną zaliczkę!) i postanowiłam, że powiem prawdę, bez uników. Pisałam w sumie pięć lat, wciąż przesuwając termin oddania powieści! „Nasza Księgarnia”, żeby w ogóle móc to wydać, uciekła się do wybiegu: zaczęła od „Płomyka”. Do obowiązkowej cenzury (tak, w PRL istniał specjalny Urząd Kontroli Prasy i Wydawnictw) poszła „uspokojona” wersja powieści – redakcja „Płomyka”, dzieląc tekst na odcinki, zgrabnie wyjęła z maszynopisu kilka najbardziej „niebezpiecznych” kartek. Cenzura przystawiła swą pieczątkę na tej właśnie kopii (a więc to właśnie płomykowa wersja jest skrócona). Następnie wsadzono wszystkie kartki do maszynopisu na ich miejsca i kopia z pieczątką cenzury mogła iść do drukarni!
Porównanie wypadnie na niekorzyść „Płomyka”, ale to on właśnie przetarł „Opium” drogę do druku.
„Nasza Księgarnia” robiła, co mogła, w tamtych marnych czasach, zawsze stając po stronie swoich autorów.
Dwa lata na wydanie powieści od chwili złożenia jej do druku to była norma w tamtym świecie. O przydział papieru wydawca musiał się starać w ministerstwie!:)
No właśnie, nawiązując do tytułowego dzieła, jak by tak zestrzelić w jedno ognisko nie tylko myśli i duchy, ale i marne, ziemskie powłoki w naszym ogrodzie, to by dopiero były nocne rodaków rozmowy. O ile by nas komary nie nawiedziły.
37 stopni w cieniu! Taką temperaturę trzeba zbić piramidonem, żeby się nie rozbestwiła.
Kochani, bardzo dziękuję za wszystkie dobre myśli i zapewniam o modlitwie.
Też mi się marzy przyjęcie ogrodowe w zbliżonych okolicznościach przyrody z Wami wszystkimi:)
Asieńka i Zosieńka wczoraj występowały w przepięknych, letnich sukieneczkach w kwiatki. Pewien dysonans wprowadziły założywszy otrzymane w prezencie przecudne kaloszki w kropeczki;)
Sowo P., współczuję na okoliczność mszyc zżerających nasturcje. Ohyda. U nas nasturcje w tym roku nad podziw się udały i razem z astrami, hortensjami, floksami, nawłociami, groszkami i balsaminkami szaleją po ogrodzie. Nic dziwnego, że motylom tak się tu spodobało;)
Już się stęskniłam za ciacconą Schmelzera i tylko czekam, aż Mama się obudzi, żeby ją puścić;)
Dzień dobry.:)
A ja gdzieś chyba mam u rodziców te „Płomyki”,od których zaczęła się moja Jeżycjadowa przygoda.
BeatoS,dzięki za Gałczyńskiego.:)
Celestynie i Beacie V życzę cierpliwości w znoszeniu upałów.I wszystkim najmilszej ostatniej sierpniowej niedzieli.
Aha, zauważyłam, że na I wydaniu „Opium w Rosole” pisze: „Oddano do produkcji w październiku 1984r. Podpisano do druku w marcu 1986r.” Czy to oznacza, że cenzura trwała 17 mieisęcy?
W Polsce gorąco? Bo ja tydzień temu, po 3-tygodniowym pobycie wróciłam zmarznięta do upalnej Kanady!
Nic to, najważniejsze, że odnalazłam wszystkie odcinki „Opium w Rosole”, które wycinałam kiedyś z „Płomyka”, a teraz mam profesjonalnie oprawione i zszyte w książkę. Jest nawet autograf DUA, choć nie pamiętam jakim cudem tam się znalazł. Na pewno drogą pocztową, bo jakby inaczej. Wspomniała Pani kiedyś, że ta „płomykowa” wersja książki nie została obcięta przez cenzurę. No to zabieram się za lekturę porównując wydanie płomykowe z I wydaniem z 1986r.
a Helene Schmitt koncertowała w Poznaniu… Pięknie było….
Filipinki z dawnych lat?!!! Beato, czyżbyś przechowywała je tak długo, i to we Francji?!!
Ja też pamiętam pewna Królowa Pisarek, ale z „Płomyków” (chyba), jednak nie posiadam. Całuję wszystkie kochane dzieciaczki i dzielne starsze panie. Szkoda, że tak cierpiace, ale dobrze, że pośród najbliższych.
O! Wlasnie zza okna powialo:) Moze jakis deszczyk nam niebiosa spuszcza?
Dziękuję serdecznie za życzenia i pozdrowienia dla mojej Mamy.Dobre myśli dobrych ludzi są jej teraz nad wyraz potrzebne.
Impreza ogrodowa udała się bardzo.Ja mam niesamowicie fajną rodzinę,uwielbiamy ze sobą być.Czułam się dzisiaj trochę jak Pulpecja,goszcząca u siebie wszystkich złaknionych wiejskiego klimatu Borejków.
Tak,tak,Celestyno,gardeny to świetna sprawa.Ja całe życie byłam blokowa i do wyprowadzki na wieś,o której marzył mój mąż, podchodziłam sceptycznie,ale po tych kilku latach widzę,że to był doskonały pomysł.
I tak się cieszę,że tyle osób lubi do nas przyjeżdżać.A w mieście przecież pracuję i to mi zupełnie wystarcza.
Tak sobie pomyślałam (po sugestywnych opisach DUA,Mamy Isi i Sowy),jakby to było miło posiedzieć kiedyś ze Starostą i z Wami na jednej werandzie w pogodny letni dzień.:)
Może kiedyś – pomarzyć przecież wolno!A tymczasem musi wystarczyć,że chłoniemy świat i życie pod tym samym cudnym niebem.:)
Dobrej nocy,Kochani.
Opasła czy nie opasła, byle jesienna. ;)
Zamarzył mi się ogród Moneta i wysiałam tego lata sporo nasturcji. Niestety, bardzo przypadły do gustu czarnym mszycom, które żrą je całe lato i mimo moich sporadycznych zabiegów czyszczących mam w efekcie nasturcjowy bonsai.
Tak DUA, trzydziesci siedem. Trwam wiec w bezruchu i czytam stare „Filipinki” z lat 80 i 90tych.
Sa w nich teksty pewnej ZNANEJ NAM OSOBY. ;)
Zdjecie juz wyslalam Admince.
37 !!!!?????
Dobry wieczór!
Korzystając z kawiarnianego internetu, oznajmiam, że jestem w Gdańsku, przyjechałam na uroczysty pogrzeb ,,Inki” i ,,Zagończyka”. Jest przepięknie.
Dobrze, bede cierpliwie czekac. Cierpliwosc we Francji jest bardzo wskazana przy 37 stopniach Celsjusza (a w samochodzie 41)!
BeatoV, dzięki, skarbie – Adminka się odezwie nieco później!
Ba! Ale grubaśna wymaga więcej pracy, a więc i czasu!
Proszę o cierpliwość, miła Olu.
(Ja też wolę, żeby była grubaśna!)
A ja nic nie robię tj myślę o upragnionej grubaśnej Ciotce Zgryzotce.Czuję że będzie się działo.Opasła Ciotko nie kończ się,dziej się,wyróżniaj się i dręcz nas niewiadomym ku uciesze wiernych fanów.
U nas nawet w gardenie jest dziś ciężki upał!
BeatoV (wiad. pryw.)- ciekawa jestem tej przesyłki, podaj nam tu prywatnie swój adres mailowy, odezwiemy się – dobrze?
O, szczesliwi posiadacze „gardenow”! My ryglujemy sie juz od 10 rano w mieszkaniu, bo tzw.”niezwykla fala upalow w Europie” (o ktorej mozecie dowiedziec sie z newsow) wlasnie nas dotyczy.
„Niespodziewanie gorąco zrobiło się też w Szwajcarii, gdzie po raz pierwszy temperatura w ostatnim tygodniu sierpnia w kantonie genewskim przekroczyła 33 stopnie – donosi Polska Agencja Prasowa
(…) a w nocy z czwartku na piątek w kilku rejonach panowały – jak na Szwajcarię – warunki tropikalne, definiowane jako noc, podczas której temperatura nie spada poniżej 20 stopni.”
Po 17-tej, jak juz bedzie mozna na zewnatrz oddychac, idziemy do zbiornika wodnego i zostaniemy tam juz do poznych godzin.
Mamo Isi, dolaczam do serdecznych pozdrowien dla Mamy, i najlepsze zyczenia urodzinowe dla 3-letnich panienek!
Dla Mamy Joanny rowniez:)
Rzeczywiście, w dziedzinie nagrań dokonał się ogromny postęp. Taki pan Kurpiński, jak chciał czegoś posłuchać, musiał kupić sobie partyturę i odśpiewać albo zagrać ją samemu. Z drugiej strony, dzięki temu poznawał utwory dogłębniej.
Też się łączę myślami, kochana Małgosiu:) Boży to dzień! Dzisiaj zaczęły się dwudniowe obchody urodzin Asieńki i Zosieńki :) Jutro kończą trzy lata! Akurat mamy klasyczne, wytworne garden party;) W ogrodzie bawią się dzieci, a Mama właśnie zjadła cały, wielki kawał urodzinowego tortu!
Zrobiłam kompot ze spadłych kronselek i węgierek, koty i psy śpią w cieniu, dorośli na werandzie podjadają lody, sikorki sennie psykają w krzakach, a motyle szaleją, jakby ich ten żar nie dotyczył.
A na to wszystko ciaccona:)
Za taki dzień Panu Bogu należą się szczególne podziękowania.
Czy to szerszeń, czy teorban buczy? :) Nie wiem.
Aha, zaraz potem sama wskakuje Chaconne – Bertalli . Też klejnocik.
Ciaccona tęskna, czuła. Jak cudownie gra ta pani Helene!
Zbieram pachnące śliwki, z okna mi błogo gra, pszczoły się włączają. Boski dzień.
Pod tym samym niebem łączę się w zachwycie z Sowiątkiem i Sową! I z Mamą Isi i jej Mamą!
Sowo kochana, jaka sielankowa, majestatyczna, piękna ciaccona! Leci teraz w kółko;) Wielkie, wielkie dzięki w imieniu Mamy i moim:) Pierwszy raz od Ciebie usłyszałam o Johannie Heinrichu Schmelzerze! To dopiero wskazuje, ile pięknych rzeczy mamy jeszcze do odkrycia. Pozdrawiamy i dziękujemy za dobre myśli.
Starosto, to prawda! Na jak okropnie zjechanych płytach, czy rozciągniętych taśmach słuchało się dawniej muzyki, to się w głowie nie mieści.
Dziękuję,DUA. Przekażę na pewno.Ale będzie zdziwienie!:)
O tak, Joanno, piękna dziś pogoda, w sam raz na urodziny. Leżymy właśnie w ogrodzie na trawie patrząc w czyste, błękitne niebo i słuchając Ciaccony. Jest rajsko.
Dzień dobry Wszystkim! To może jeszcze jeden krótki wierszyk mistrza Konstantego, w którym swoją poezję
określa on tak:
( z dedykacją dla Mam : Mamy Isi oraz Joanny)
„Moja poezja to noc księżycowa,
wielkie uspokojenie;
kiedy poziomki słodkie są w parowach
i słodsze cienie.
Gdy nie ma przy mnie kobiet ani dziewczyn,
gdy się uśpiło
wszystko i świerszczyk w szparze cegły trzeszczy,
że bardzo miło.
Moja poezja to są proste dziwy,
to kraj, gdzie w lecie
stary kot usnął pod lufcikiem krzywym
na parapecie.”
(K.I. Gałczyński „O mej poezji” 1934)
Najlepsze życzenia dla Mamy, Joanno!:)
Padam do ślicznych bez wątpienia stópek małego Giorgia,życząc wszystkiego co najlepsze.:)
A dzisiaj moja Mama kończy 70 lat.W nie najlepszej formie, po długim pobycie w szpitalu i wygląda na to,że przed kolejnym (oby krótszym),ale jest z nami.Dzisiaj świętujemy.Impreza ogrodowa,bo dzień przepiękny.
Czy u Was też było minionej nocy tak niesamowicie rozgwieżdżone niebo? Tak może być chyba tylko w sierpniu.
Wspaniałego dnia dla wszystkich.:)
Tak sobie myślę, że „waltornie Mozarta”, które tak cieszyły Gałczyńskiego we wczorajszym wierszu od BeatyS, z pewnością grzmiały z radia (które wówczas nadawało dużo muzyki klasycznej), albo z płyty gramofonowej, która była albo radzieckiej, albo enerdowskiej produkcji. No, może czeskiej.
Słuchaliśmy wtedy muzyki nieco trzeszczącej lub zawodzącej, w zależności od tego, czy miało się gramofon krajowy, czy zagraniczny (a wszystkie lubiły się psuć!). Niekiedy więc słuchanie musiało być męczące.
Ależ by się cieszył meloman KIG z dzisiejszych możliwości!
Jeszcze paręnaście lat temu, kiedy wciąż posyłałam bratu do Stanów prezenty w postaci wspaniałych nagrań na płytach CD (a też był melomanem), pisał: „Nie rób sobie kłopotu, nie wyrzucaj pieniędzy, niedługo wszystko będzie za darmo w internecie”. Nie wierzyłam!
I proszę!
Najlepsi wykonawcy, znakomita jakość odbioru, do wyboru, do koloru, i jeszcze mądra Sowa nam doradza!:)
Dzień dobry, kochane Dziewczyny i Mamusie, i Córki!
Uściski dla Giorgia!:) Już pół roku! (Najpiękniejsze pół roku życia Just – zgadza się?)
Ano dobrze, Sowo, to i ja sobie posłucham Schmelzera.
Nini, szkoda, pewnie, ale c