…ale kwiecień chyba jeszcze bardziej, przynajmniej dla naszej KC Ateny. (Zdjęcie powyższe wykonała Adminka).
Zanim wyjaśnię rzecz bliżej, przypomnę Wam wiersz Mariana Hemara:
Nauczyciel, co stokroć naukę powtórzy
I jeszcze cierpliwego spokoju nie straci,
Wierzyciel niepamiętny, kto mu dług odpłaci,
Przewodnik wszystkich przygód i każdej podróży.
Przyjaciel twej młodości i szkolny kolega,
wróżbita, który prawdy nieprzekupne wróży
I Siostra Miłosierdzia, gdy ci co dolega,
Zawsze czujna, na każde skinienie gotowa
Czy noc głucha, czy gorzka samotność poranka –
Ostatnia miłość twoja i pierwsza kochanka,
I towarzyszka życia. Książka. O niej mowa.
(wiersz Dla Polskiej Fundacji Kulturalnej
z tomu Kiedy znów zakwitną białe bzy – WL 1991)
Ten kochający książki polski poeta, pisarz, tłumacz Szekspira i Horacego, wreszcie żołnierz, Marian Hemar urodził się w roku 1901 we Lwowie, tam też na uniwersytecie Jana Kazimierza studiował medycynę i filozofię. Po roku 1925 pracował i tworzył w Warszawie, wraz z Julianem Tuwimem i Janem Lechoniem. Po wybuchu II Wojny Światowej przedostał się do Rumunii (wraz z poetą Kazimierzem Wierzyńskim!) i w latach 1940-1941 walczył w Samodzielnej Brygadzie Strzelców Karpackich, w Palestynie i Egipcie (m.in. pod Tobrukiem). Na rozkaz generała Sikorskiego został przeniesiony do Londynu, gdzie przydzielono go do Ministerstwa Informacji i Dokumentacji. Nigdy nie wrócił do Polski. Jego utwory były objęte cenzurą PRL. Zmarł pod Londynem w roku 1972.
Kilka lat przed Hemarem, w roku 1896, urodził się także we Lwowie Józef Wittlin, poeta, eseista, tłumacz m.in. Odysei i poezji Rainera Marii Rilkego. W roku 1915 Wittlin zdał maturę w gimnazjum klasycznym we Lwowie, po czym w Wiedniu studiował germanistykę, romanistykę i historię sztuki. Od roku 1919 mieszkał i tworzył w Warszawie. Za przekład Odysei otrzymał w roku 1935 nagrodę polskiego PEN Clubu. Jego powieść Sól ziemi była w roku 1939 przedstawiona do Nagrody Nobla. Wybuch wojny zastał go we Francji, skąd w roku 1941 wyjechał do USA. Zamieszkał w Nowym Jorku i w latach 1941-1943 współredagował – wraz z Janem Lechoniem i Kazimierzem Wierzyńskim – ukazujący się w Ameryce „Tygodnik Polski”. Nigdy nie wrócił do Polski, gdzie jego utwory celowo poddano zapomnieniu. Zmarł w Nowym Jorku w roku 1976.
W roku 1955 ukazał się w Ameryce tomik „Siedem lat chudych” Mariana Hemara i pewnie z tej okazji poeta odbywał tam spotkania autorskie.
I w tym punkcie właśnie wkracza z rozmachem do dzisiejszego wpisu piękna i dzielna Superdziewczyna o wielkiej szopie bujnych loków i ślicznym uśmiechu, czyli mieszkająca w Chicago młoda emigrantka, żeglarka, sportsmenka, słowem – Kochana Czytelniczka Atena, żywo obecna na tej stronie niemal od samego początku.
Atena kocha książki i tęskni za Polską. Nic dziwnego więc, że jej mieszkanie wypełnione jest wypchanymi po brzegi regałami, a ona sama z upodobaniem odwiedza księgarnie, a już zwłaszcza antykwariaty, w tym – internetowe. Kiedy spotkała się tu przed paru laty z wierszami Kazimierza Wierzyńskiego, natychmiast zamówiła w takim amerykańskim antykwariacie tomik jego wierszy.
Przysłano jej… – uwaga! dosłownie za grosze!… – pierwsze wydanie jego poezji! A kiedy tomik otworzyła, ujrzała na stronie tytułowej zamaszysty, odręczny podpis (wiecznym piórem uczyniony) – KAZIMIERZ WIERZYŃSKI! Pokazałam tu zdjęcia tej książki, w jednym z dawniejszych wpisów szóstkowych, i bardzo wszyscy byliśmy tym antykwarycznym skarbem podekscytowani, ale nie wiedzieliśmy jeszcze, co naszej Bogini przyszłość szykuje.
Atena tak się zachwyciła wierszami Wierzyńskiego, że niebawem zamówiła sobie kolejny ich tom – chyba były to „Krzyże i miecze”. Nie pamiętam już, czy zwróciła się do tego samego antykwariusza, czy do innego zgoła, w każdym razie… znów przysłano jej (i znów za grosze!) pierwsze wydanie (a pamiętajmy, że dla prawdziwych bibliofilów pierwsze wydania to skarb!) tego tomiku, i – znów z autografem Kazimierza Wierzyńskiego!
To było szalenie podniecające i doprawdy wyglądało na jakieś cudowne zrządzenie Losu, a sama Atena – wręcz na jego wybrankę i prawdziwe dziecko szczęścia, ale to było jeszcze nic, bo oto nastał kwiecień roku bieżącego i nasza Atena zapragnęła posiadać tomik Hemara.
I co?
Oto fragment jej maila i zdjęcia:
Zamówiłam Hemara, Siedem lat chudych, przyszło dzisiaj, do pracy, wrzuciłam paczkę do bagażnika.
Dopiero w domu otworzyłam i proszę zobaczyć co za cacko mi się trafiło.
Książkę zamówiłam 27 kwietnia, 60 lat później, poczułam się jak w „Kwadransie” :)
Ale to jeszcze nic! Bo oto, na kolejnej stronie, wpisał się Józef Wittlin!
A tuż obok strony tytułowej dedykację dla pana Franka napisała gwiazda przedwojennego polskiego kina, aktorka, która w roku 1939 przedostała się, uciekając przed wojną, do Ameryki i pozostała tam na długie lata (by na koniec życia dopiero, w roku 1970, powrócić do ojczyzny) – Jadwiga Smosarska!
I takie oto niesłychane antykwaryczne cacko, które na aukcjach bibliofilskich w kraju osiągnęłoby na pewno zawrotną cenę, dostaje nasza Atena na pierwsze zamówienie!
Tak też myślałam – pisze Atena w odpowiedzi na mój entuzjastyczny list – że to było jakieś spotkanie autorskie, nawet próbowałam znaleźć jakieś informacje na ten temat, niestety bez powodzenia.
Ludzie odchodzą, a spadkobiercy, często już nie mówiący po polsku albo też nie umiejący czytać kursywą (tutaj już nawet nie uczą dzieci tak pisać) nawet nie wiedzą, jakie mają skarby pod ręką, albo też uważają książki za „zajmowaczy miejsca w domu”.
Może zrobię jakieś ogólne zdjęcie książki. Muszę napisać, że kosztowała grosze wręcz.
Tak, chyba mam szczęście :). Tak, Bóg mi daje radości.
A w opisie antykwarycznym było zaznaczone, że książka jest podpisana przez właściciela, he he, pan Franek tam nic nie napisał.
Tu wklejam jeszcze zdjęcie ogólne tomiku – właśnie je Atena dosłała:
No cóż, Ateno luba, ta próba racjonalnego objaśnienia cudu nie wydaje mi się wystarczająca. Moim zdaniem po prostu dostajesz z niebios regularne wytyczne do dalszych działań. Ty chyba musisz się zająć wyszukiwaniem polskich pamiątek literackich w amerykańskich antykwariatach. I ocalić, co się jeszcze da, zanim jakiś nieuk wrzuci to wszystko – och, och! Zgroza! – do pieca.
Czekam na dalsze wieści!
MM













Wittlin! Dla mnie „Sól ziemi” to było objawienie otrzymane z rąk profesora Kisiela (świetny człowiek, choć nieco złośliwy pod względem ustalania terminów polonista z UŚ). Gorąco polecam każdemu, jeśli nie zna.
Mały dodatek do tego , co napisałam o mądrych słowach wiadomej Pani Doktor – aby nie zostać posądzoną
o nieuważne czytanie Pani książek, na swoje usprawiedliwienie dodam, iż chyba dawno nie przypominałam sobie „Imienin”, ale cytowane słowa tam zawarte, musiały chyba trafić do mojej podświadomości, ponieważ stosuję się do nich na co dzień.
Nie ukrywam też, że choć wracam do poprzednich części „J”, to najchętniej czytam najnowsze Pani powieści,
gdyż świetnie się w nich przegląda otaczający świat, a Pani jako ŚWIADEK CZASÓW świetnie go opisuje . Jestem więc ciekawa najświeższych spostrzeżeń :)
Ooo, aniu.g, a miałam nadzieję, że to do nastu. No cóż, trzymajmy się, nie dajmy się, mamy nastolatków i trochę starszych też :)
* cichcem z pracy*
I 22-latek też, a nawet o zgrozo 24-latek.
Wracam popracować.
Miłego świętowania.
Pa!
Mam nadzieje…!
Dziekuje za dobre slowo. :)
Osiemnastolatek też potrafi…. I dziewiętnatolatka rok temu….
Hej, a to dopiero początek!…:)
Dasz radę, dasz.
O, tak, rady sie przydaja, ciekawe, ze akurat te dwie wbily mi sie w pamiec i czesto je sobie przypominam.
(I pewnie jeszcze wiele razy sobie przypomne – Dzieci rosna i zwlaszcza pewien Jedenastolatek lubi wystawiac na probe moja cierpliwosc…).
:)
Kris, dziękuję!:)
To będziesz miała nasionka na zapas, Justysiu! – spójrz na datę ważności.
Kochane Młode Mamy, a także Zuziu, jak to miło się przekonać, że uważnie czytacie!:) I pamiętacie!
Cieszę się z tego, że dobre rady dobrej pani doktor przydają się wielu osobom.
Dzień Dobry.
Radość moja wielka, bo przesyłki nie skonfiskowali. Wszystko doszło nienaruszone.
Wzruszyła mnie ilość, bo przecież ja nie mam wielkich hektarów, ot małe podwóreczko za domem. Na całe lata wystarczy. Zaraz posieję, m.in. jako „ground cover” w doniczkach z figą i plumerią i wokół róży, bo nie lubię gołej ziemi dookoła.
Różę posadziłam w weekend, dałam sporo mączki kostnej, żeby się przyjęła i dobrze ukorzeniła, a następnego ranka zastałam krzak odkopany, ziemię zrytą i mączkę wyjedzoną. Ach te szopy, wszystko wyczują. Zawsze używałam granulek, ale tym razem nie było, więc kupiłam proszek, który ma intensywniejszy zapach, no i zwabiłam zwierzynę.
Życzę wszystkim miłego długiego weekendu. U nas nie ma:(. W kraju niekatolickim Boże Ciało obchodzone jest w niedzielę.
DUA, te niezwykle mądre słowa na końcu… Bardzo dziękuję za nie. Och, jakże bardzo było mi potrzebne
potwierdzenie tego, co staram się czynić na co dzień, przez taki AUTORYTET jak Pani. Zaraz je zapiszę i powieszę w kuchni nad stołem :):):). Dziękuję w imieniu wszystkich MAM za taki prezent.
Nie ma jak dobre rady :)
Wspolczuje chorym na angine…
A „Haczyk” – wspanialy! Nie dziwie sie, ze DUA jest dumna z Corki.
Pozdrawiam z prawie letniej Wyspy!
Dzień dobry!
Obie te rady zawarła Pani w swoich książkach, prawda? Jeśli się nie mylę, to chyba w „Tygrysie i Róży” albo „Imieninach”.
Faktycznie! Sprawdziłam w kalendarzu, wczoraj były moje imieniny!(Nie żebym nie wierzyła księgowym;) )
Byłam przekonana, że Zuzanny jest raz w roku, 11 sierpnia. Łatwiej było zapamiętać, bo następnego dnia mam urodziny.;)
W każdym razie bardzo dziękuję za życzenia i sama życzę Joannom i Zuzannom wszystkiego najlepszego! Bardzo się cieszę, że mam imieniny w ten sam dzień co Joanna.:))
U nas dziś dziwna pogoda, gdy tylko wychodzi słońce, zaraz pojawiają się chmury i jest nadzieja na deszcz, lecz zaraz potem słońce ponownie wygrzebuje się zza chmur i oświetla świat.
Kochana DUA, jedna z rad przyjaciółki Pani Mamy została udzielona Gabrysi przez mamę Borejko w „Tygrysie i Róży”:). Dobrze ją zapamiętałam. Życzę wszystkim cudownego „długiego weekendu”!:)
Tojuż wiem,jakie jest źródło tych Jeżycjadowe mądrości.Przydały mi się.Mądra Pani Doktor.
Oj, znamy te rady, znamy , z naszej ukochanej Jeżycjady. Jak dla mnie-są to rady bezcenne, z których (podświadomie) korzystam. A bycie mamą jest wspaniałe, choć bardzo, bardzo trudne. Do pewnego momentu nie wie się, czy postępowanie i decyzje, które podejmujemy są właściwe i co z tego małego człowieczka wyrośnie? Zawsze sobie tłumaczę, że trzeba kierować się sercem (choć mądrze). Ale jak widzę, kiedy mój syn reanimuje kreta, albo wyrywa z pyszczka kota mysz (bo ona też ma prawo żyć!), to myślę, że podążam właściwą drogą.
Aaa!
He, he.
Patrzajta, jak to człowiek nieświadomie promieniuje tą wiedzą nabytą.
Przytoczę kolejną dobrą radę tej samej cudownej pani doktor (zrobiła, oprócz pediatrii, także specjalizację z psychiatrii dziecięcej), która była zarazem przyjaciółką mojej Mamy ze studiów medycznych. Rada dotyczy wychowywania potomstwa, a przyda nam się w sam raz na Dzień Matki i bliski już Dzień Dziecka:
„Możesz stracić autorytet, ale nie wolno ci stracić kontaktu”.
I jeszcze jedna jej myśl:
” Jak można się obrażać na własne dziecko?!”
A ja go znam od Starosty :)
Tak, ten stary, dobry sposób „mechaniczny” znam od starej, dobrej pani doktor, z dawnych, niedobrych raczej czasów.
Cukier powinien być gruby, z dużych kryształków.
A i tak najlepsza jest cytryna zakropiona na cukier i przepuszczana w tej postaci przez gardło, prawda Starosto? Uściski dla biednych zaanginionych.
I jeszcze wszystkim – pięknego długiego weekendu, który już prawie się zaczyna.:)
Bożenko,ta Patrycja F.,z którą korespondowałaś mailowo,to moja uczennica.:)
Dziękuję serdecznie za pamięć i życzenia.:) Ja również życzę wszystkiego co najpiękniejsze moim imienniczkom i Zuzannom z niezrównaną Zuzią12 na czele.:)
Nie, dzis z domu znad góry prania. Twardziel i Kogucik chodzą razem do przedszkola, wczoraj przygotowali nam piękne przedstawienie i niespodzianki na Dzień Mamy i Taty. Telewizja nawet była . Pozdrawiam wszystkie Mamy z racji jutrzejszego święta!
Kokoszko, dzięki za życzliwą radę. O streptokokach wiem. A jeśli chodzi o szałwię, od lat staram się mieć zawsze w apteczce Tinctura salviae, bardzo dobrze działa.
Czy dziś także piszesz z placu zabaw? A jeśli tak, to czy znów przyszedł TWARDZIEL?
Streptococcus pyogenes-on to winny anginom i nie tylko. Nie jest wirusem( sic)! Poza antybiotykiem pomaga plukanie gardla szalwia z cytryna, propolisem i sola (chodzi o sol przez o z kreska a nie rybe,przepraszam brak polskich znakow) Pozdrawiam!
Jaśku (wiad.pryw.) – wiesz, że Cię lubimy, zaglądaj, kiedy możesz (wiadomo, że życie ucznia jest ciężkie…).
Dziękuję, Iskro! – także za przypomnienie Solenizantek. Mamy ich tu trochę, prawda?
Wszystkiego najlepszego, Asie i Zuzie, oraz Joanny!
Zuzi 12 nie widać bo może świętowała swoje imieniny? Wszak dzisiaj – ojej! już wczoraj imienininy Joanny i Zuzanny. Wszystkim tu wpadającym solenizantkom życzenia napisania najpiękniejszej księgi-swojego życia. Na moim kochanym Podlasiu podlewanie w cenie. Pogoda cudowna, letnia wręcz dlatego podczytuję Was dopiero teraz. Zakwitły wreszcie moje tulipany pod lasem, konwalie szaleją w lesie a na rabatkach wielobarwne azalie i rododendrony. Aż żal tych chorych(też takich mam),że utknęli w domu. Pozdrawiam wszystkich kąpiących się w słońcu, zaczytanych i anginowców też :-)
Szkolnym wiruskom , zdecydowane – apage !
Zupełnie nie wiem dlaczego zaczęłam nagle zwracać uwagę na ćmy….:):):)
Ależ na półce postawić, Jaśku! I zaglądać jak najczęściej!
Miło, ze wpadłeś do nas wieczorkiem, Zaklinaczu Deszczu. :)
Beato, można jeszcze złapać szkolnego wiruska (nawet jak się jest dorosłą osobą).
Cha,to nie może być przypadek, to chyba rzeczywiście znak od kogoś z wyżej;) no cóż, pytanie tylko co zrobić z takimi białymi krukami? Postawićnna półce? W gablocie? No cóż, Pani Atena na pewno dobrze się nimi zaopiekowała. Pozdrawiam wszystkich serdecznie:)))!!!
P.S.
W sprawie deszczu, rozmawiałem z przyjaciółkami i powiedziałem, że w sumie to fajnie by było jakby zaczęło padać. I co stało się kilka godzin później? Zaczęło kropić! Więc zaklinaczem deszczu jeszcze nie jestem, ale to zawsze jakiś początek, prawda:)?
Ojojoj ! Angina ?! Podstępne to jest choróbsko. Potrafi przyplątać się do człowieka w środku lata, tylko dlatego na przykład, że człowiek najpierw wypił sobie pyszną kawę (gorącą), a zaraz potem zjadł równie pysznego,
ale zimnego siłą rzeczy loda .
Bardzo pozdrawiam zaanginionych :):)
Wszystko w porządku, Ago!
Podlewałam, w istocie, ale i doglądałam chorych (angina!!! – w taki upał!).
Burzy nadal nie widać.
Hop!Hop!
Jest tu kto?
A może nasza DUA podlewa ogród, jednocześnie czytając i nie ma czasu na zerknięcie do internetu?
A może wiatry wiejące nad Wielkopolską zerwały wirtualne połączenie ?
Jakoś mi tak dziwnie wieczorem bez żadnego słówka od Was, nie słychać też naszej miłej Zuzi12?
Pozdrawiam wszystkich ciepło (u nas deszczu nie widać, jak dotąd).
Z powodu tego podlewania nasza Sowo , u mnie odpada nie tylko Chelsea, ale nawet wojsławickie arboretum,
ale cóż, albo się chce podziwiać ogrody, albo je uprawiać. Wszak zawsze można się pozachwycać swoim własnym ogrodem, choćby najmniejszym.
Hu, hu, Sowo!
Świetny prezent, świetny! Cieszę się z Wami!
Wspaniale!
Po co jechać do Chelsea, jak można odwiedzić dolnośląski raj – wojsławickie arboretum? Ech, kochani, jak tam pięknie! Feeria barw, upojny zapach, nieustanny ptasi koncert… wczoraj zrobiłam z pół setki zdjęć, a żadne nie oddaje piękna tej bajkowej scenerii. Takie piękne miejsce aż się prosiło by zorganizować w nim urodzinowy piknik-niespodziankę (w czereśniowym sadzie). Mąż był zachwycony! A jeszcze bardziej, gdy zobaczył swój urodzinowy prezent: bilety na letni koncert Kate Liu. Hu, hu!
Ależ dojdzie i do Wiewiórek, spokojna głowa.
Dziś wieczorem ponoć ma Was nawiedzić ten niż, Starosto. A nas nie.
Zatem pozostaje wycieczka wirtualna. Zawsze to „coś”.:)
Miłego dnia (z podlewaniem włącznie).
Pojechałabym do Chelsea! Ech!
(Ale kto by podlewał?!)
No tak. Nie żaden anonim tylko ja (niestety)
Dzień dobry Wszystkim :) Też bym kibicowała DUA , ale dziś w nocy ŻABY zaprosiły mnie na próbę generalną
uroczystego KONCERTU MAJOWEGO. Było pięknie. Pan Księżyc też spisał się jak należy i błyszczał przyklejony do nieba, w delikatnej poświacie.
Psina leżała cichutko pod płotem i strzygła wielkimi uszami w kierunku lasu, bo tam sarny w dużych ilościach, a jedna oko w oko i tak przez dłuższą chwilę. Wszystko to doprawione odurzającym wręcz koktajlem bzowo – konwaliowym. Myślami byłam wtedy… także przy Pani oraz przy innych
poznanych dzięki tej stronie LUNOFILACH.
P.S. O tej porze odbyło się już pewnie uroczyste otwarcie przez samą królową Elżbietę targów ogrodniczych
w Chelsea – słynnego Chelsea Flower Show. Nazwa trochę odstrasza, ale piękne rzeczy tam można
oglądać.
P.S.II. Chylę czoła przed Ateną i jej dokonaniami bibliofilskimi – gratulacje !:)
Otóż nie jestem, jak się okazuje. Burza poszła sobie boczkiem, podlewając ogrody Niemiec i Danii. Nawet niektóre skandynawskie ogrody dostały.
Wiem, bo kibicowałam do późna, obserwując jej wędrówkę na burze.dziś, tam jest nawet mapa animowana.
:)))Czyż DUA z wężem jest Zaklinaczem Deszczu??:)
Dzień dobry,
Pani Małgosiu pozazdrościć deszczu. We Wrocławiu suchutko i nie zanosi się na deszcz a na upały jak najbardziej. Będzie się podczytywać polecane ( o ile dobrze pamiętam przez Celestynkę ) ” Malwy na Lewadach”.
Miłego dnia dla Wszystkich.:)
Aaa! Zawsze ten sam błąd!
Po dniu upalnym (30 stopni!) podlałam ogród ogromną ilością wody, przychodzę zmachana, patrzę w komputer, a tu front burzowy wali znad Niemiec! I to jaki!
W nocy ulewa na 100%!
Kokoszko, ależ rozumiem, jak się ma w domu Kogucika, to spać się lubi!
Dziękuję mile za pozdrowienia, Kogucika całuję, a dzielnego Maćka z daleka pozdrawiam.
Tomek nie placz, TWARDZIELE nie placza – powiedzal czteroletni Maciek do mlodszego brata, ktory uderzyl sie w zjezdzalnie. Sporo tu takich kwiatkow.
Mnie absolutnie zadnej nocy nie szkoda na sen. Haczyk zamowiony, czekam niecierpliwie. Pozdrowienia z placu zabaw o Kokoszki z Kogucikiem.
Rabarbar i jego placek – u mnie drożdżowy, z kruszonką, mniam :)
Dzień dobry!
Jestem zdania, że każdej nocy szkoda na sen. Marto, zuch z Ciebie, wiesz, co dobre!
Zgredziku, dzięki za obszerną i miłą wiadomość prywatną. Gratuluję! Myślę, że to będzie październik jednak:). Ty zawsze zdajesz.
Pozdrawiam całą Waszą piękną rodzinę.
Wędrowanie nocą przez pola, łąki i lasy to wspaniałe przeżycie. Nawet przy złej pogodzie. Rajd, na którym byłam organizowany jest od kilkunastu lat. Ja byłam na trzech. W tym roku pogoda dopisała – ciepło, sucho i piękny księżyc. Czego chcieć więcej. Ale i tak dłużej będziemy wspominać zeszłoroczny rajd – padało i taplaliśmy się w błocie po kolana. Ale zawsze jest cudownie – majowych nocy szkoda na sen
Dzień dobry kochani !
Zuziu12 jak miło!
Jak cudnie czyta mi się książeczkę na leżaczku!
A wy? Też odpoczywacie?
W końcu maj miesiącem książki !
Pozdrawiam !
Dziekuje bardzo DUA, dobranoc!
Dobranoc, nasze miłe Słoneczko!
Just, dziekuję za miłe słówko, a dla Giorgia przesyłam całusa!
Dobry wieczór!
Odbiegnę od tematu. Rozkoszując się jeszcze wspomnieniami z targów i minięcie się z Gio, postanowiłam poczytać sobie wpisy z listopadowego spotkania.
Mogę powiedzieć tylko jedno: Jak ja Was wszystkich kocham!!
Powróciła do mnie na nowo atmosfera tamtego spotkania!!:))))
Dobranoc wszystkim!
Witajcie! U nas przedsmak lata, piękna pogoda, więc dużo z Giorgio spacerujemy.
Adminka to bardzo ciepła osoba.
Mając Taką Mamę nie mogłoby być inaczej :)
MartoZ, ależ miałaś przyjemną wędrówkę, co?
Podoba mi się taki rajd. Noce są piękne, a już w maju! – Hej!
Co to jest – 10 lat…
To niedawno.:)
Oj tak, dawno, z 10 lat temu:)
Skrzynki zamknięte.Mam nadzieję,że dobrze wraz z całym zespołem spełniłam swój obowiązek.W każdym razie – staraliśmy się.
Ma,dzięki za ciepłe myśli,pewnie dzięki nim – mimo ciężkiej pracy- było miło i sprawnie.I myślę,że z dużą dawką życzliwości dla maturzystów.:)
Miło wiedzieć,że Dewajtis ma już trochę latek.:)
Celestyno,często o Tobie myślę i o tym jak spoglądasz na te same widoki, co nasi Wielcy Rodacy, których los rzucił na obczyznę.Lozanna to takie romantyczne miejsce.Byłam tam raz i bardzo mi się podobało,ale miałam trochę zbyt mało czasu,żeby wszystko zobaczyć.Ale i tak było cudnie.
Pozdrawiam Wszystkich.
Uwielbiam tu zaglądać. Zawsze można się czegoś ciekawego dowiedzieć np. o nietypowej koniunkcji na niebie. Byłam na nocnym rajdzie. Przez całą noc podziwialiśmy księżyc i nawet zauważyliśmy Marsa blisko niego, ale nie wiedzieliśmy, że to nietypowy układ (jako mieszczuchy rzadko możemy oglądać zjawiska na niebie). A księżyc był wyjątkowo piękny przez całą noc, do tego mgły nad łąkami i oszałamiający śpiew ptaków w lesie. Warto było przez całą noc wędrować…
:)))
Absolutnie – pod.:)))
Ośmielona wpisem Ma na temat Adminki, pozwolę sobie zapisać tu myśl, której doświadczam każdorazowo przy spojrzeniu na okładkę „Wnuczki do orzechów”. Ta śliczna dziewczyna ma swój pierwowzór, prawda? Tylko nie wiem, czy to świadomość, czy podświadomość DUA :)
Pozdrawiam serdecznie!
To musiało być dobre parę lat temu, Dewajtis!:)
Ja mam podobnie z Targami – kiedy widzę taki tłum plus duchota i hałas, natychmiast odczuwam nieodparte pragnienie ewakuacji. Dlatego mimo miłości do książek, byłam tam tylko raz – kilka lat temu na spotkaniu z Panią MM:) no a wczoraj nie mogłam przyjść z powodów rodzinnych.
Co do bibuły, u mnie w rodzinie krąży opowieść, jak to moja mama rozwoziła podziemną prasę maluchem, będąc w zaawansowanej ciąży (ze mną). Dzielne te nasze Mamy i Babcie:)
Oj, i ja nie lubię targów, i mnie głowa boli od hałasu i ścisku.
Leśny ludek już jestem, bez dwóch zdań.
Dzien dobry!
Czytam zalegle wpisy- jak tu radosnie jest!
Pani Malgorzato, zabawna opowiesc o bibule:))) U nas w domu tez cos tam przechowywalismy, wlasnie pod otwieranym tapczanem – zaangazowani sasiedzi z kamienicy podrzucili nam stos czasopism. Wdowa z kilkorgiem dzieci nie wzbudzala podejrzen. Ciekawe rozmowy doroslych i spotkania pamietam z tamtego czasu: ciagle ktos wchodzil i wychodzil, ciagly ruch.
Joanno, jak milo, ze pomyslalas o mnie pod ksiezycem:)
Dziewczyny i chlopaki- zazdroszcze wam zdobyczy targowych! Chociaz musze tu przyznac cichcem, ze nie lubie atmosfery targow, zaraz zaczyna mnie w tym tlumie glowa bolec. Wybralabym sie na nie tylko po to, zeby Adminke na zywo zobaczyc i wysciskac.
Lubie za to wloczyc sie po ksiegarniach, moglabym tam nawet sobie mieszkac. Sentyment pozostal mi z kilkuletniego epizodu pracy w ksiegarni, to byly czasy:)
No, miło mi bardzo, Ma i Dewajtis.:)
Co do Adminki: dusza zwykle prześwituje przez powłokę cielesną. A jak śliczna dusza, to i prześwit udany.:)))
Doktorat, Ma! Ho-ho! Trzymam kciuczki.
Aaaa nie, u mnie kruchy! Dzień dobry Wszystkim w niedzielne przedpołudnie:) PS Ale radość z tą stroną!
Teraz zaległe gratulacje dla naszych gimnazjalistów , licealistów i ciepłe myśli dla Joanny. Cały czas jestem obecna duchem przy Miłych Księgowych , ale nie zawsze nawet mam czas wejść na stronę .Teraz , w wieku mocno zaawansowanym , zaczęłam doktorat, a przy niestabilnej pracy trudniej zorganizować czas .Przynajmniej mnie. Wybaczcie więc,proszę ,spóźnione życzenia.
Powinszowania i podziękowania dla Adminki i Jej Rodziców .A fructibus eorum cognoscetis eos. Kiedy spacerowałam z turystami po dachu BUW-u i patrzyłam w stronę targów ,pomyślałam , jak Cesia, że makijaż to jednak dobra rzecz.Na pociechę obejrzałam sobie wywiad z Adminką .Widać w nim jeszcze wyrażniej niż na zdjęciach -jest śliczna . Są kobiety, o których właśnie tylko tak można powiedzieć . Zanim człowiek zacznie się zastanawiać,czy jest ładna (jest),już widzi-śliczna i świetlista.
Dzień dobry (i ładny!) – K8, z rękawiczkami też tak miałam , więc kupiłam trzy pary takich samych, obficie podgumowanych.
Właśnie ostatnio stwierdziłam, że zostały mi same lewe…
Sowo, dziękuję. Czerwona planeta, więc czerwony kolor rzeczywiście było lekko widać.
Jadziu, no tak :)
Dzień dobry! DUA, ogród piękny w tym roku, miejscami niebieski i pachnie upojnie. Cześć zeszłorocznych niebieskich nowości zniknęła. Obawiam się, że w ferworze odchwaszczania wyrwałam je. A paznokcie mam czarne, bo rękawiczki znikają u mnie w domu w magiczny sposób.
W czwartek, jadąc do pracy, widziałam coś i kogoś, co są skierowało moje myśli ku Księdze. Na rowerze pomykało dziewczę w romantycznym kapeluszu fantazyjnie przewiazanym apaszką, powiewając połami płaszcza.:) Pomyślałam sobie, że tak może wyglądać Szalona Kapeluszniczka.
Aż sobie zanuciłam,Jadziu.Kocham „Godzinki”. Dopiero ten widok za oknem (u mnie niebo bezchmurne) uświadamia „co poeta miał na myśli”.
Mars, czerwona planeta?
W moim oknie księżyc w pełni, lecz otulony lisią czapą: chmury! – przerzedzone, ale są.
Czerwonego nie widzę.
Dewajtis – ale drożdżowy, z kruszonką?:)
Anette, jednak Mars.
Dobry wieczór!
Od wczoraj spoglądam na Księżyc. Pięknie świeci, a moje wielkie okno w pokoju idealnie nadaje się do oglądania pełni :) (aż mi się przypomniało, że w Godzinkach śpiewa się: „Piękna, jak w pełni Księżyc, świeci człowiekowi”, zawsze bardzo podobało mi się to porównanie)
Dewajtis, dzięki za informację o koniunkcji. Anette, nie wiem czy ten punkt to Mars, ale na pewno patrzymy w ten sam punkt :D
A jeszcze a propos „Anglików na pokładzie” – czytałam kiedyś świetną książkę historyczno-podróżniczą „Błękitne przestrzenie” Tony Horowitz’a traktującą o wyprawie kapitana Cook’a.
Anette, nie wiem, u mnie zachmurzenie:( Za to placek niezawodny, pojadam go i cieszę się, że u Pani też:)
Ależ radosne i ciepłe te Wasze opowieści z Targów, żałuję, że nie mogłam być!