Maj – miesiącem książki, ale…

IMG_7822a

 

…ale kwiecień chyba jeszcze bardziej, przynajmniej dla naszej KC Ateny. (Zdjęcie powyższe wykonała Adminka).

Zanim wyjaśnię rzecz  bliżej, przypomnę Wam  wiersz Mariana Hemara:

 

Nauczyciel, co stokroć naukę powtórzy

I jeszcze cierpliwego spokoju nie straci,

Wierzyciel niepamiętny, kto mu dług odpłaci,

Przewodnik wszystkich przygód i każdej podróży.

Przyjaciel twej młodości i szkolny kolega,

wróżbita, który prawdy nieprzekupne wróży

I Siostra Miłosierdzia, gdy ci co dolega,

Zawsze czujna, na każde skinienie gotowa

Czy noc głucha, czy gorzka samotność poranka –

Ostatnia miłość twoja i pierwsza kochanka,

I towarzyszka życia. Książka. O niej mowa.

 

(wiersz Dla Polskiej Fundacji Kulturalnej

z tomu Kiedy znów zakwitną białe bzy – WL 1991)

 

Ten kochający książki polski  poeta, pisarz, tłumacz Szekspira i Horacego, wreszcie  żołnierz, Marian Hemar urodził się w roku 1901 we Lwowie, tam też na uniwersytecie Jana Kazimierza studiował medycynę i filozofię. Po roku 1925 pracował i tworzył w Warszawie, wraz z Julianem Tuwimem i Janem Lechoniem. Po wybuchu II Wojny Światowej przedostał się do Rumunii (wraz z poetą Kazimierzem Wierzyńskim!) i w latach 1940-1941 walczył w Samodzielnej Brygadzie Strzelców Karpackich,  w Palestynie i Egipcie (m.in. pod Tobrukiem). Na rozkaz generała Sikorskiego został przeniesiony do Londynu, gdzie przydzielono go do Ministerstwa Informacji i Dokumentacji. Nigdy nie wrócił do Polski. Jego utwory były objęte cenzurą PRL. Zmarł pod Londynem w roku 1972.

Kilka lat przed Hemarem, w roku 1896, urodził się także we Lwowie Józef Wittlin, poeta, eseista, tłumacz m.in. Odysei i poezji Rainera Marii Rilkego. W roku 1915 Wittlin zdał maturę w gimnazjum klasycznym we Lwowie, po czym w Wiedniu studiował germanistykę, romanistykę i historię sztuki. Od roku 1919 mieszkał i tworzył w Warszawie. Za przekład Odysei otrzymał w roku 1935 nagrodę polskiego PEN Clubu. Jego powieść Sól ziemi była w roku 1939 przedstawiona do Nagrody Nobla. Wybuch wojny zastał go we Francji, skąd w roku 1941 wyjechał do USA. Zamieszkał w Nowym Jorku i w latach 1941-1943 współredagował – wraz z Janem Lechoniem i Kazimierzem Wierzyńskim – ukazujący się w Ameryce „Tygodnik Polski”. Nigdy nie wrócił do Polski, gdzie jego utwory celowo poddano zapomnieniu. Zmarł w Nowym Jorku w roku 1976.

W roku 1955 ukazał się w Ameryce tomik „Siedem lat chudych” Mariana Hemara i pewnie z tej okazji poeta odbywał tam spotkania autorskie.

I w tym punkcie właśnie wkracza z rozmachem do dzisiejszego wpisu  piękna i dzielna Superdziewczyna o wielkiej szopie bujnych loków i ślicznym uśmiechu, czyli mieszkająca w Chicago młoda emigrantka, żeglarka, sportsmenka, słowem – Kochana Czytelniczka Atena,  żywo obecna na tej stronie niemal od samego początku.

Atena kocha książki i tęskni za Polską. Nic dziwnego więc, że jej mieszkanie wypełnione jest wypchanymi po brzegi regałami, a ona sama z upodobaniem odwiedza księgarnie, a już zwłaszcza antykwariaty, w tym – internetowe. Kiedy spotkała się tu przed paru laty z wierszami Kazimierza Wierzyńskiego, natychmiast zamówiła w takim amerykańskim antykwariacie tomik jego wierszy.

Przysłano jej… – uwaga! dosłownie za grosze!… – pierwsze wydanie jego poezji! A kiedy tomik otworzyła, ujrzała na stronie tytułowej zamaszysty, odręczny podpis (wiecznym piórem uczyniony) – KAZIMIERZ WIERZYŃSKI! Pokazałam tu zdjęcia tej książki, w jednym z dawniejszych wpisów szóstkowych, i bardzo wszyscy byliśmy tym antykwarycznym skarbem podekscytowani, ale nie wiedzieliśmy jeszcze, co naszej Bogini  przyszłość szykuje.

Atena tak się zachwyciła wierszami Wierzyńskiego, że niebawem zamówiła sobie kolejny ich tom – chyba były to „Krzyże i miecze”.  Nie pamiętam już, czy zwróciła się do tego samego antykwariusza, czy do innego zgoła, w każdym razie…  znów przysłano jej (i znów za grosze!) pierwsze wydanie (a pamiętajmy, że dla prawdziwych bibliofilów pierwsze wydania to skarb!) tego tomiku, i – znów z autografem Kazimierza Wierzyńskiego!

To było szalenie podniecające i doprawdy wyglądało na jakieś cudowne zrządzenie Losu, a sama Atena – wręcz na jego wybrankę i prawdziwe dziecko szczęścia, ale to było jeszcze nic, bo oto nastał kwiecień  roku bieżącego i nasza Atena zapragnęła posiadać tomik Hemara.

I co?

Oto fragment jej maila i zdjęcia:

 

Zamówiłam Hemara, Siedem lat chudych, przyszło dzisiaj, do pracy, wrzuciłam paczkę do bagażnika.
Dopiero w domu otworzyłam i proszę zobaczyć co za cacko mi się trafiło.
Książkę zamówiłam 27 kwietnia, 60 lat później, poczułam się jak w „Kwadransie” :)

 

hemar 1

 

Ale to jeszcze nic! Bo oto, na kolejnej stronie, wpisał się Józef Wittlin!

 

hemar 3

 

A tuż obok strony tytułowej dedykację dla pana Franka napisała gwiazda przedwojennego polskiego kina, aktorka, która w roku 1939 przedostała się, uciekając przed wojną, do Ameryki i pozostała tam na długie lata (by na koniec życia dopiero, w roku 1970, powrócić do ojczyzny) – Jadwiga Smosarska!

 

hemar 2

 

I takie oto niesłychane antykwaryczne cacko, które na aukcjach bibliofilskich w kraju osiągnęłoby na pewno zawrotną cenę, dostaje nasza Atena na pierwsze zamówienie!

Tak też myślałam – pisze Atena w odpowiedzi na mój entuzjastyczny list – że to było jakieś spotkanie autorskie, nawet próbowałam znaleźć jakieś informacje na ten temat, niestety bez powodzenia.
Ludzie odchodzą, a spadkobiercy, często już nie mówiący po polsku albo też nie umiejący czytać kursywą (tutaj już nawet nie uczą dzieci tak pisać) nawet nie wiedzą, jakie mają skarby pod ręką, albo też uważają książki za „zajmowaczy miejsca w domu”.
Może zrobię jakieś ogólne zdjęcie książki. Muszę napisać, że kosztowała grosze wręcz.
Tak, chyba mam szczęście :). Tak, Bóg mi daje radości.
A w opisie antykwarycznym było zaznaczone, że książka jest podpisana przez właściciela, he he, pan Franek tam nic nie napisał.

Tu wklejam jeszcze zdjęcie ogólne tomiku – właśnie je Atena dosłała:

atena

 

 

No cóż, Ateno luba, ta próba racjonalnego objaśnienia cudu nie wydaje mi się wystarczająca. Moim zdaniem po prostu dostajesz z niebios regularne wytyczne do dalszych działań. Ty chyba musisz się zająć wyszukiwaniem polskich pamiątek literackich w amerykańskich antykwariatach. I ocalić, co się jeszcze da, zanim jakiś nieuk wrzuci to wszystko – och, och! Zgroza! – do pieca.

Czekam na dalsze wieści!

MM

 

303 przemyślenia nt. „Maj – miesiącem książki, ale…

  1. Wittlin! Dla mnie „Sól ziemi” to było objawienie otrzymane z rąk profesora Kisiela (świetny człowiek, choć nieco złośliwy pod względem ustalania terminów polonista z UŚ). Gorąco polecam każdemu, jeśli nie zna.

  2. Mały dodatek do tego , co napisałam o mądrych słowach wiadomej Pani Doktor – aby nie zostać posądzoną
    o nieuważne czytanie Pani książek, na swoje usprawiedliwienie dodam, iż chyba dawno nie przypominałam sobie „Imienin”, ale cytowane słowa tam zawarte, musiały chyba trafić do mojej podświadomości, ponieważ stosuję się do nich na co dzień.
    Nie ukrywam też, że choć wracam do poprzednich części „J”, to najchętniej czytam najnowsze Pani powieści,
    gdyż świetnie się w nich przegląda otaczający świat, a Pani jako ŚWIADEK CZASÓW świetnie go opisuje . Jestem więc ciekawa najświeższych spostrzeżeń :)

  3. Ooo, aniu.g, a miałam nadzieję, że to do nastu. No cóż, trzymajmy się, nie dajmy się, mamy nastolatków i trochę starszych też :)

  4. * cichcem z pracy*
    I 22-latek też, a nawet o zgrozo 24-latek.
    Wracam popracować.
    Miłego świętowania.
    Pa!

  5. O, tak, rady sie przydaja, ciekawe, ze akurat te dwie wbily mi sie w pamiec i czesto je sobie przypominam.
    (I pewnie jeszcze wiele razy sobie przypomne – Dzieci rosna i zwlaszcza pewien Jedenastolatek lubi wystawiac na probe moja cierpliwosc…).
    :)

  6. To będziesz miała nasionka na zapas, Justysiu! – spójrz na datę ważności.

    Kochane Młode Mamy, a także Zuziu, jak to miło się przekonać, że uważnie czytacie!:) I pamiętacie!
    Cieszę się z tego, że dobre rady dobrej pani doktor przydają się wielu osobom.

  7. Dzień Dobry.
    Radość moja wielka, bo przesyłki nie skonfiskowali. Wszystko doszło nienaruszone.
    Wzruszyła mnie ilość, bo przecież ja nie mam wielkich hektarów, ot małe podwóreczko za domem. Na całe lata wystarczy. Zaraz posieję, m.in. jako „ground cover” w doniczkach z figą i plumerią i wokół róży, bo nie lubię gołej ziemi dookoła.

    Różę posadziłam w weekend, dałam sporo mączki kostnej, żeby się przyjęła i dobrze ukorzeniła, a następnego ranka zastałam krzak odkopany, ziemię zrytą i mączkę wyjedzoną. Ach te szopy, wszystko wyczują. Zawsze używałam granulek, ale tym razem nie było, więc kupiłam proszek, który ma intensywniejszy zapach, no i zwabiłam zwierzynę.

    Życzę wszystkim miłego długiego weekendu. U nas nie ma:(. W kraju niekatolickim Boże Ciało obchodzone jest w niedzielę.

  8. DUA, te niezwykle mądre słowa na końcu… Bardzo dziękuję za nie. Och, jakże bardzo było mi potrzebne
    potwierdzenie tego, co staram się czynić na co dzień, przez taki AUTORYTET jak Pani. Zaraz je zapiszę i powieszę w kuchni nad stołem :):):). Dziękuję w imieniu wszystkich MAM za taki prezent.

  9. Nie ma jak dobre rady :)
    Wspolczuje chorym na angine…
    A „Haczyk” – wspanialy! Nie dziwie sie, ze DUA jest dumna z Corki.

    Pozdrawiam z prawie letniej Wyspy!

  10. Dzień dobry!
    Obie te rady zawarła Pani w swoich książkach, prawda? Jeśli się nie mylę, to chyba w „Tygrysie i Róży” albo „Imieninach”.

    Faktycznie! Sprawdziłam w kalendarzu, wczoraj były moje imieniny!(Nie żebym nie wierzyła księgowym;) )
    Byłam przekonana, że Zuzanny jest raz w roku, 11 sierpnia. Łatwiej było zapamiętać, bo następnego dnia mam urodziny.;)
    W każdym razie bardzo dziękuję za życzenia i sama życzę Joannom i Zuzannom wszystkiego najlepszego! Bardzo się cieszę, że mam imieniny w ten sam dzień co Joanna.:))

    U nas dziś dziwna pogoda, gdy tylko wychodzi słońce, zaraz pojawiają się chmury i jest nadzieja na deszcz, lecz zaraz potem słońce ponownie wygrzebuje się zza chmur i oświetla świat.

  11. Kochana DUA, jedna z rad przyjaciółki Pani Mamy została udzielona Gabrysi przez mamę Borejko w „Tygrysie i Róży”:). Dobrze ją zapamiętałam. Życzę wszystkim cudownego „długiego weekendu”!:)

  12. Tojuż wiem,jakie jest źródło tych Jeżycjadowe mądrości.Przydały mi się.Mądra Pani Doktor.

  13. Oj, znamy te rady, znamy , z naszej ukochanej Jeżycjady. Jak dla mnie-są to rady bezcenne, z których (podświadomie) korzystam. A bycie mamą jest wspaniałe, choć bardzo, bardzo trudne. Do pewnego momentu nie wie się, czy postępowanie i decyzje, które podejmujemy są właściwe i co z tego małego człowieczka wyrośnie? Zawsze sobie tłumaczę, że trzeba kierować się sercem (choć mądrze). Ale jak widzę, kiedy mój syn reanimuje kreta, albo wyrywa z pyszczka kota mysz (bo ona też ma prawo żyć!), to myślę, że podążam właściwą drogą.

  14. Aaa!
    He, he.
    Patrzajta, jak to człowiek nieświadomie promieniuje tą wiedzą nabytą.
    Przytoczę kolejną dobrą radę tej samej cudownej pani doktor (zrobiła, oprócz pediatrii, także specjalizację z psychiatrii dziecięcej), która była zarazem przyjaciółką mojej Mamy ze studiów medycznych. Rada dotyczy wychowywania potomstwa, a przyda nam się w sam raz na Dzień Matki i bliski już Dzień Dziecka:

    „Możesz stracić autorytet, ale nie wolno ci stracić kontaktu”.

    I jeszcze jedna jej myśl:

    ” Jak można się obrażać na własne dziecko?!”

  15. Tak, ten stary, dobry sposób „mechaniczny” znam od starej, dobrej pani doktor, z dawnych, niedobrych raczej czasów.
    Cukier powinien być gruby, z dużych kryształków.

  16. A i tak najlepsza jest cytryna zakropiona na cukier i przepuszczana w tej postaci przez gardło, prawda Starosto? Uściski dla biednych zaanginionych.

  17. I jeszcze wszystkim – pięknego długiego weekendu, który już prawie się zaczyna.:)

    Bożenko,ta Patrycja F.,z którą korespondowałaś mailowo,to moja uczennica.:)

  18. Dziękuję serdecznie za pamięć i życzenia.:) Ja również życzę wszystkiego co najpiękniejsze moim imienniczkom i Zuzannom z niezrównaną Zuzią12 na czele.:)

  19. Nie, dzis z domu znad góry prania. Twardziel i Kogucik chodzą razem do przedszkola, wczoraj przygotowali nam piękne przedstawienie i niespodzianki na Dzień Mamy i Taty. Telewizja nawet była . Pozdrawiam wszystkie Mamy z racji jutrzejszego święta!

  20. Kokoszko, dzięki za życzliwą radę. O streptokokach wiem. A jeśli chodzi o szałwię, od lat staram się mieć zawsze w apteczce Tinctura salviae, bardzo dobrze działa.
    Czy dziś także piszesz z placu zabaw? A jeśli tak, to czy znów przyszedł TWARDZIEL?

  21. Streptococcus pyogenes-on to winny anginom i nie tylko. Nie jest wirusem( sic)! Poza antybiotykiem pomaga plukanie gardla szalwia z cytryna, propolisem i sola (chodzi o sol przez o z kreska a nie rybe,przepraszam brak polskich znakow) Pozdrawiam!

  22. Jaśku (wiad.pryw.) – wiesz, że Cię lubimy, zaglądaj, kiedy możesz (wiadomo, że życie ucznia jest ciężkie…).

  23. Dziękuję, Iskro! – także za przypomnienie Solenizantek. Mamy ich tu trochę, prawda?
    Wszystkiego najlepszego, Asie i Zuzie, oraz Joanny!

  24. Zuzi 12 nie widać bo może świętowała swoje imieniny? Wszak dzisiaj – ojej! już wczoraj imienininy Joanny i Zuzanny. Wszystkim tu wpadającym solenizantkom życzenia napisania najpiękniejszej księgi-swojego życia. Na moim kochanym Podlasiu podlewanie w cenie. Pogoda cudowna, letnia wręcz dlatego podczytuję Was dopiero teraz. Zakwitły wreszcie moje tulipany pod lasem, konwalie szaleją w lesie a na rabatkach wielobarwne azalie i rododendrony. Aż żal tych chorych(też takich mam),że utknęli w domu. Pozdrawiam wszystkich kąpiących się w słońcu, zaczytanych i anginowców też :-)

  25. Ależ na półce postawić, Jaśku! I zaglądać jak najczęściej!
    Miło, ze wpadłeś do nas wieczorkiem, Zaklinaczu Deszczu. :)

    Beato, można jeszcze złapać szkolnego wiruska (nawet jak się jest dorosłą osobą).

  26. Cha,to nie może być przypadek, to chyba rzeczywiście znak od kogoś z wyżej;) no cóż, pytanie tylko co zrobić z takimi białymi krukami? Postawićnna półce? W gablocie? No cóż, Pani Atena na pewno dobrze się nimi zaopiekowała. Pozdrawiam wszystkich serdecznie:)))!!!
    P.S.
    W sprawie deszczu, rozmawiałem z przyjaciółkami i powiedziałem, że w sumie to fajnie by było jakby zaczęło padać. I co stało się kilka godzin później? Zaczęło kropić! Więc zaklinaczem deszczu jeszcze nie jestem, ale to zawsze jakiś początek, prawda:)?

  27. Ojojoj ! Angina ?! Podstępne to jest choróbsko. Potrafi przyplątać się do człowieka w środku lata, tylko dlatego na przykład, że człowiek najpierw wypił sobie pyszną kawę (gorącą), a zaraz potem zjadł równie pysznego,
    ale zimnego siłą rzeczy loda .
    Bardzo pozdrawiam zaanginionych :):)

  28. Wszystko w porządku, Ago!
    Podlewałam, w istocie, ale i doglądałam chorych (angina!!! – w taki upał!).

    Burzy nadal nie widać.

  29. Hop!Hop!
    Jest tu kto?
    A może nasza DUA podlewa ogród, jednocześnie czytając i nie ma czasu na zerknięcie do internetu?
    A może wiatry wiejące nad Wielkopolską zerwały wirtualne połączenie ?
    Jakoś mi tak dziwnie wieczorem bez żadnego słówka od Was, nie słychać też naszej miłej Zuzi12?
    Pozdrawiam wszystkich ciepło (u nas deszczu nie widać, jak dotąd).

  30. Z powodu tego podlewania nasza Sowo , u mnie odpada nie tylko Chelsea, ale nawet wojsławickie arboretum,
    ale cóż, albo się chce podziwiać ogrody, albo je uprawiać. Wszak zawsze można się pozachwycać swoim własnym ogrodem, choćby najmniejszym.

  31. Po co jechać do Chelsea, jak można odwiedzić dolnośląski raj – wojsławickie arboretum? Ech, kochani, jak tam pięknie! Feeria barw, upojny zapach, nieustanny ptasi koncert… wczoraj zrobiłam z pół setki zdjęć, a żadne nie oddaje piękna tej bajkowej scenerii. Takie piękne miejsce aż się prosiło by zorganizować w nim urodzinowy piknik-niespodziankę (w czereśniowym sadzie). Mąż był zachwycony! A jeszcze bardziej, gdy zobaczył swój urodzinowy prezent: bilety na letni koncert Kate Liu. Hu, hu!

  32. Dziś wieczorem ponoć ma Was nawiedzić ten niż, Starosto. A nas nie.

  33. Zatem pozostaje wycieczka wirtualna. Zawsze to „coś”.:)
    Miłego dnia (z podlewaniem włącznie).

  34. Dzień dobry Wszystkim :) Też bym kibicowała DUA , ale dziś w nocy ŻABY zaprosiły mnie na próbę generalną
    uroczystego KONCERTU MAJOWEGO. Było pięknie. Pan Księżyc też spisał się jak należy i błyszczał przyklejony do nieba, w delikatnej poświacie.
    Psina leżała cichutko pod płotem i strzygła wielkimi uszami w kierunku lasu, bo tam sarny w dużych ilościach, a jedna oko w oko i tak przez dłuższą chwilę. Wszystko to doprawione odurzającym wręcz koktajlem bzowo – konwaliowym. Myślami byłam wtedy… także przy Pani oraz przy innych
    poznanych dzięki tej stronie LUNOFILACH.

    P.S. O tej porze odbyło się już pewnie uroczyste otwarcie przez samą królową Elżbietę targów ogrodniczych
    w Chelsea – słynnego Chelsea Flower Show. Nazwa trochę odstrasza, ale piękne rzeczy tam można
    oglądać.
    P.S.II. Chylę czoła przed Ateną i jej dokonaniami bibliofilskimi – gratulacje !:)

  35. Otóż nie jestem, jak się okazuje. Burza poszła sobie boczkiem, podlewając ogrody Niemiec i Danii. Nawet niektóre skandynawskie ogrody dostały.

    Wiem, bo kibicowałam do późna, obserwując jej wędrówkę na burze.dziś, tam jest nawet mapa animowana.

  36. Dzień dobry,
    Pani Małgosiu pozazdrościć deszczu. We Wrocławiu suchutko i nie zanosi się na deszcz a na upały jak najbardziej. Będzie się podczytywać polecane ( o ile dobrze pamiętam przez Celestynkę ) ” Malwy na Lewadach”.
    Miłego dnia dla Wszystkich.:)

  37. Aaa! Zawsze ten sam błąd!
    Po dniu upalnym (30 stopni!) podlałam ogród ogromną ilością wody, przychodzę zmachana, patrzę w komputer, a tu front burzowy wali znad Niemiec! I to jaki!
    W nocy ulewa na 100%!

  38. Kokoszko, ależ rozumiem, jak się ma w domu Kogucika, to spać się lubi!
    Dziękuję mile za pozdrowienia, Kogucika całuję, a dzielnego Maćka z daleka pozdrawiam.

  39. Tomek nie placz, TWARDZIELE nie placza – powiedzal czteroletni Maciek do mlodszego brata, ktory uderzyl sie w zjezdzalnie. Sporo tu takich kwiatkow.

  40. Mnie absolutnie zadnej nocy nie szkoda na sen. Haczyk zamowiony, czekam niecierpliwie. Pozdrowienia z placu zabaw o Kokoszki z Kogucikiem.

  41. Dzień dobry!
    Jestem zdania, że każdej nocy szkoda na sen. Marto, zuch z Ciebie, wiesz, co dobre!

    Zgredziku, dzięki za obszerną i miłą wiadomość prywatną. Gratuluję! Myślę, że to będzie październik jednak:). Ty zawsze zdajesz.
    Pozdrawiam całą Waszą piękną rodzinę.

  42. Wędrowanie nocą przez pola, łąki i lasy to wspaniałe przeżycie. Nawet przy złej pogodzie. Rajd, na którym byłam organizowany jest od kilkunastu lat. Ja byłam na trzech. W tym roku pogoda dopisała – ciepło, sucho i piękny księżyc. Czego chcieć więcej. Ale i tak dłużej będziemy wspominać zeszłoroczny rajd – padało i taplaliśmy się w błocie po kolana. Ale zawsze jest cudownie – majowych nocy szkoda na sen

  43. Dzień dobry kochani !
    Zuziu12 jak miło!
    Jak cudnie czyta mi się książeczkę na leżaczku!
    A wy? Też odpoczywacie?
    W końcu maj miesiącem książki !
    Pozdrawiam !

  44. Dobranoc, nasze miłe Słoneczko!

    Just, dziekuję za miłe słówko, a dla Giorgia przesyłam całusa!

  45. Dobry wieczór!
    Odbiegnę od tematu. Rozkoszując się jeszcze wspomnieniami z targów i minięcie się z Gio, postanowiłam poczytać sobie wpisy z listopadowego spotkania.
    Mogę powiedzieć tylko jedno: Jak ja Was wszystkich kocham!!
    Powróciła do mnie na nowo atmosfera tamtego spotkania!!:))))
    Dobranoc wszystkim!

  46. Witajcie! U nas przedsmak lata, piękna pogoda, więc dużo z Giorgio spacerujemy.
    Adminka to bardzo ciepła osoba.
    Mając Taką Mamę nie mogłoby być inaczej :)

  47. MartoZ, ależ miałaś przyjemną wędrówkę, co?
    Podoba mi się taki rajd. Noce są piękne, a już w maju! – Hej!

  48. Skrzynki zamknięte.Mam nadzieję,że dobrze wraz z całym zespołem spełniłam swój obowiązek.W każdym razie – staraliśmy się.
    Ma,dzięki za ciepłe myśli,pewnie dzięki nim – mimo ciężkiej pracy- było miło i sprawnie.I myślę,że z dużą dawką życzliwości dla maturzystów.:)
    Miło wiedzieć,że Dewajtis ma już trochę latek.:)
    Celestyno,często o Tobie myślę i o tym jak spoglądasz na te same widoki, co nasi Wielcy Rodacy, których los rzucił na obczyznę.Lozanna to takie romantyczne miejsce.Byłam tam raz i bardzo mi się podobało,ale miałam trochę zbyt mało czasu,żeby wszystko zobaczyć.Ale i tak było cudnie.
    Pozdrawiam Wszystkich.

  49. Uwielbiam tu zaglądać. Zawsze można się czegoś ciekawego dowiedzieć np. o nietypowej koniunkcji na niebie. Byłam na nocnym rajdzie. Przez całą noc podziwialiśmy księżyc i nawet zauważyliśmy Marsa blisko niego, ale nie wiedzieliśmy, że to nietypowy układ (jako mieszczuchy rzadko możemy oglądać zjawiska na niebie). A księżyc był wyjątkowo piękny przez całą noc, do tego mgły nad łąkami i oszałamiający śpiew ptaków w lesie. Warto było przez całą noc wędrować…

  50. Ośmielona wpisem Ma na temat Adminki, pozwolę sobie zapisać tu myśl, której doświadczam każdorazowo przy spojrzeniu na okładkę „Wnuczki do orzechów”. Ta śliczna dziewczyna ma swój pierwowzór, prawda? Tylko nie wiem, czy to świadomość, czy podświadomość DUA :)
    Pozdrawiam serdecznie!

  51. Ja mam podobnie z Targami – kiedy widzę taki tłum plus duchota i hałas, natychmiast odczuwam nieodparte pragnienie ewakuacji. Dlatego mimo miłości do książek, byłam tam tylko raz – kilka lat temu na spotkaniu z Panią MM:) no a wczoraj nie mogłam przyjść z powodów rodzinnych.
    Co do bibuły, u mnie w rodzinie krąży opowieść, jak to moja mama rozwoziła podziemną prasę maluchem, będąc w zaawansowanej ciąży (ze mną). Dzielne te nasze Mamy i Babcie:)

  52. Oj, i ja nie lubię targów, i mnie głowa boli od hałasu i ścisku.
    Leśny ludek już jestem, bez dwóch zdań.

  53. Dzien dobry!
    Czytam zalegle wpisy- jak tu radosnie jest!

    Pani Malgorzato, zabawna opowiesc o bibule:))) U nas w domu tez cos tam przechowywalismy, wlasnie pod otwieranym tapczanem – zaangazowani sasiedzi z kamienicy podrzucili nam stos czasopism. Wdowa z kilkorgiem dzieci nie wzbudzala podejrzen. Ciekawe rozmowy doroslych i spotkania pamietam z tamtego czasu: ciagle ktos wchodzil i wychodzil, ciagly ruch.

    Joanno, jak milo, ze pomyslalas o mnie pod ksiezycem:)

    Dziewczyny i chlopaki- zazdroszcze wam zdobyczy targowych! Chociaz musze tu przyznac cichcem, ze nie lubie atmosfery targow, zaraz zaczyna mnie w tym tlumie glowa bolec. Wybralabym sie na nie tylko po to, zeby Adminke na zywo zobaczyc i wysciskac.
    Lubie za to wloczyc sie po ksiegarniach, moglabym tam nawet sobie mieszkac. Sentyment pozostal mi z kilkuletniego epizodu pracy w ksiegarni, to byly czasy:)

  54. No, miło mi bardzo, Ma i Dewajtis.:)
    Co do Adminki: dusza zwykle prześwituje przez powłokę cielesną. A jak śliczna dusza, to i prześwit udany.:)))

    Doktorat, Ma! Ho-ho! Trzymam kciuczki.

  55. Aaaa nie, u mnie kruchy! Dzień dobry Wszystkim w niedzielne przedpołudnie:) PS Ale radość z tą stroną!

  56. Teraz zaległe gratulacje dla naszych gimnazjalistów , licealistów i ciepłe myśli dla Joanny. Cały czas jestem obecna duchem przy Miłych Księgowych , ale nie zawsze nawet mam czas wejść na stronę .Teraz , w wieku mocno zaawansowanym , zaczęłam doktorat, a przy niestabilnej pracy trudniej zorganizować czas .Przynajmniej mnie. Wybaczcie więc,proszę ,spóźnione życzenia.

  57. Powinszowania i podziękowania dla Adminki i Jej Rodziców .A fructibus eorum cognoscetis eos. Kiedy spacerowałam z turystami po dachu BUW-u i patrzyłam w stronę targów ,pomyślałam , jak Cesia, że makijaż to jednak dobra rzecz.Na pociechę obejrzałam sobie wywiad z Adminką .Widać w nim jeszcze wyrażniej niż na zdjęciach -jest śliczna . Są kobiety, o których właśnie tylko tak można powiedzieć . Zanim człowiek zacznie się zastanawiać,czy jest ładna (jest),już widzi-śliczna i świetlista.

  58. Dzień dobry (i ładny!) – K8, z rękawiczkami też tak miałam , więc kupiłam trzy pary takich samych, obficie podgumowanych.
    Właśnie ostatnio stwierdziłam, że zostały mi same lewe…

  59. Sowo, dziękuję. Czerwona planeta, więc czerwony kolor rzeczywiście było lekko widać.
    Jadziu, no tak :)

  60. Dzień dobry! DUA, ogród piękny w tym roku, miejscami niebieski i pachnie upojnie. Cześć zeszłorocznych niebieskich nowości zniknęła. Obawiam się, że w ferworze odchwaszczania wyrwałam je. A paznokcie mam czarne, bo rękawiczki znikają u mnie w domu w magiczny sposób.
    W czwartek, jadąc do pracy, widziałam coś i kogoś, co są skierowało moje myśli ku Księdze. Na rowerze pomykało dziewczę w romantycznym kapeluszu fantazyjnie przewiazanym apaszką, powiewając połami płaszcza.:) Pomyślałam sobie, że tak może wyglądać Szalona Kapeluszniczka.

  61. Aż sobie zanuciłam,Jadziu.Kocham „Godzinki”. Dopiero ten widok za oknem (u mnie niebo bezchmurne) uświadamia „co poeta miał na myśli”.

  62. Mars, czerwona planeta?
    W moim oknie księżyc w pełni, lecz otulony lisią czapą: chmury! – przerzedzone, ale są.
    Czerwonego nie widzę.

    Dewajtis – ale drożdżowy, z kruszonką?:)

  63. Dobry wieczór!
    Od wczoraj spoglądam na Księżyc. Pięknie świeci, a moje wielkie okno w pokoju idealnie nadaje się do oglądania pełni :) (aż mi się przypomniało, że w Godzinkach śpiewa się: „Piękna, jak w pełni Księżyc, świeci człowiekowi”, zawsze bardzo podobało mi się to porównanie)

    Dewajtis, dzięki za informację o koniunkcji. Anette, nie wiem czy ten punkt to Mars, ale na pewno patrzymy w ten sam punkt :D

  64. A jeszcze a propos „Anglików na pokładzie” – czytałam kiedyś świetną książkę historyczno-podróżniczą „Błękitne przestrzenie” Tony Horowitz’a traktującą o wyprawie kapitana Cook’a.

  65. Anette, nie wiem, u mnie zachmurzenie:( Za to placek niezawodny, pojadam go i cieszę się, że u Pani też:)
    Ależ radosne i ciepłe te Wasze opowieści z Targów, żałuję, że nie mogłam być!

  66. Ha, ale mnie ominęły przyjemności targowe! Cóż, nie da się ukryć, że staram się z wszystkich sił unikać kupowania książek – wielokrotne przeprowadzki nauczyły mnie, że należy się przywiązywać do treści książek, a nie do ich fizycznej obecności na własnych półkach. Ale cieszę się każdym nowym tytułem, który się tu pojawia – na pewno kiedyś w końcu go przeczytam. Dopisuję więc „Anglików na pokładzie” do mojej listy. No i bardzo miło poczytać tu o wspaniałych spotkaniach i „smakowitych” zakupach.
    Zaintrygowała mnie koniunkcja, ale niestety (?!) z mego balkonu widać głównie drzewa. Księżycowi udało się przedrzeć, ale Mars pozostał nieosiągalny. Cóż, cieszę się więc z drzew, bo są naprawdę piękne.
    Pozdrawiam wszystkich wiosennie :-)

  67. Są takie świetne aplikacje na smartfony do oglądania nieba (IG byłby zachwycony), ale mnie z nich wychodzi, że ten czerwony punkcik to Saturn…

  68. Bystry obserwator :)))
    A mi coraz bardziej wstyd, że jeszcze nie wzięłam się do „Haczyka”. Czekamy razem na „wolną chwilę” (ha ha! Kłapouchy zaśmiał się ponuro), a po intrygującym zwiastunie i wszystkich tutejszych głosach jest to coraz trudniejsze. Musi być świetny! Nie lubię, kiedy książka czeka. Ale za to potem się podelektuję :)

  69. Wpadam na chwilkę powiedzieć dobranoc.
    Cały dzień w ogrodzie, można dostać zawrotów głowy od zapachu bzów i konwalii. Od kucania, schylania, kopania, dźwigania, grzebania( gołymi łapkami) boli cały człowiek, a pod paznokciami spora część ogrodowej gleby.
    Za to teraz poczytam ” Wiadomość” Tove Jansson. Kilka z tych opowiadań znam z tomu „Podróż z małym bagażem”. Znakomite( jak wszystko, co TJ napisała).

  70. Dewajtis i inni Lunofile, czy ten czerwonawy punkt świetlny zlokalizowany w dół i lekko na prawo od Księżyca (widoczny w tej chwili) to Mars?!

  71. Ha, Bożeno! Każdy niemal z tych rarytasów miałam w rękach: niegdyś kolportaż dzieł z tej oficyny przebiegał w naszym mieszkaniu na Jeżycach. Skrytki mieliśmy niezwykle pomysłowe: w otwieranym tapczanie, pod złożonymi kocami, i po prostu na regałach, za rzędami naszych książek.:)
    Zdawało nam się, że wymóg konspiracji został zachowany, do dnia, gdy nasz najmłodszy, znudzony jakąś przedłużającą się rozmową dorosłych, podreptał do regału, sprawnie wyjął „bibułę” zza książek i podał ją naszemu gościowi, mówiąc stanowczo: – No, masz tu i idź już sobie!

  72. Dewajtis, dzięki za propozycję! Ponawiam poszukiwania, a jeśli nie znajdę, zgłoszę się do Ciebie.:)) pełnia księżycai placek z rabarbarem na dachu kamienicy, hmmm… romantyczna z Ciebie istota. Może i ja zaszyję za żywopłotem, gdzie mam ławeczkę.

  73. Pani Małgorzato! Ateno! Nadrabiam lekturę majowych wpisów, a tu jakiś czar mnie ogarnia: rzeczywiście, życie pisze fantastyczne scenariusze. Dary losu! Córczyna miłość – ta więź magiczna – tłumaczy jedno, ale jak wyjaśnić sobie niezwykłość nabytków Ateny? Tylko samą Ateną :) Zaiste Wybranka :)
    Autograf Kazimierza Wierzyńskiego – ach. Poezję Wierzyńskiego poznawałam dzięki memu Jeszcze_Nie_Mężowi. „Krzyże i miecze” oficyny NOWa, drugi obieg, niegdyś prawdziwy rarytas. Jaką siłę miało to słowo! I ma nadal. Jest w „McDusi” jeden z dwóch fragmentów w całej Jeżycjadzie, który nieodmiennie, przy każdym kolejnym czytaniu, poraża mnie swą mocą. Zresztą, jak Ignasia :) To „Motto” Kazimierza Wierzyńskiego.

  74. Będę teraz mogła się wymieniać książkami z Gio :)) Ja z kolei nabyłam przy tym samym stoisku, u tego samego przemiłego autora przekładu, „Sweetland” Crummeya.

  75. U nas z tymi nurtami podobnie. Niektórzy się śmieją, że u nas moda na coś przychodzi wtedy, gdy wszędzie indziej już o niej zapomniano.:)

    Ależ Pani Małgosiu, co pięty mają do promiennego uśmiechu?:) Zresztą, kto przy takiej okazji pamięta o piętach?

    Może być Pani jeszcze bardziej dumna ze swojej córki, ponieważ Mama w pełnym zachwycie przekazała „Haczyk” Tacie, ten nie może się oderwać, a Babcia już się „zapisała” na tę książkę.

  76. A tak w ogóle to życie w maju -nawet tak zabieganym jak nasz-jest piękne.Li i jedynie.

  77. Aaa! Jakie obiecujące, jakie ciekawe! Kupuję „Anglików na pokładzie”!
    Dzięki za cynk, Gio!

  78. Dobry wieczór! Nadrabiłam zaległości księgowe, przeczytałam wywiad z DUA, wysłuchałam i wyglądałam wywiad z Adminką, zachwyciłam się literackimi cudami spotykajacymi Atenę. Dziękuje za dawkę optymizmu i ściskam Wszystkich!

  79. Pięty!
    A jednak byłaś promiennie uśmiechnięta!:))
    Gio, dzięki, zaraz sobie popatrzę, co to za książka. Tu, na wsi, żyjemy nieco poza głównym nurtem. Chociaż, właściwie… chwilami sądzę, że główny nurt życia przebiega właśnie przez mój ogród. W maju – na pewno!

  80. No, nie! Dlaczego ja się zawsze ze wszystkimi mijam?! W Poznaniu też było podobnie.;)
    Znowu to samo. Tak musiało być, minęłyśmy się.:(
    Ja przyszłam chwilę przed Adminką i dostrzegłam ją w tłumie, jak podchodziła do stoiska.:))

    Mnie bolały pięty.:)

    Moja Mama kupiła sobie w jednym z antykwariatów książeczkę „Co mam” autorstwa, oczywiście, DUA. Powiedziała, że miała identyczną w dzieciństwie i że nie ma pojęcia co się z nią stało.

  81. Nawet bardzo,DUA.Właśnie już znowu mnie kusi i wabi,a jeszcze mam co nieco do zrobienia.
    Ale jutro wieczorem skrzynki z pracami maturalnymi (przypominają one,tzn.skrzynki takie,w jakich przywożono do sklepu mleko w folii,he,he) szczęśliwie zamknę i zdecydowanie będzie należała mi się nagroda.:)
    Jak ja zazdroszczę dziewczynom tych Targów! I tych zdobyczy!
    Jedyna pociecha,że się z nami podzielą.:)

  82. Joanno, tak właśnie myślałam, że „Haczyk” na noc to pomysł niebezpieczny.

  83. DUA, cała przyjemność po mojej stronie. :-)
    A jakiej pięknej muzyki słuchałyśmy zupełnie niespodziewanie!

  84. A ja regeneruję zbolałe ramiona, bo od błogiego ciężaru (wiadomo czego) szelki plecaka mi się wrzynały. :-)
    To jeszcze powiem, że dzięki Zośce zdobyłam bardzo obiecującą książkę – nie dość że grubą (nawet bardzo grubą!), to jeszcze tłumaczoną przez dwudziestu jeden tłumaczy, ze względu na to, że w książce występuje dwudziestu jeden narratorów. Ten przekład to swoisty eksperyment. Bardzo jestem ciekawa efektów.

  85. Gio, jak miło, że się zaopiekowałaś moim dzieckiem.:) Podobno piękny park widziałyście!

  86. Wróciłam w domowe pielesze i z ulgą zaglądam tutaj.
    Chesterko,jesteś sprężyną wydarzeń.Już cieszę się na kolejną miłą lekturę.:)
    Celestyno,jak miło pomyśleć,że Ty też masz nad głową ten sam księżyc co my.:)
    Dewajtis,faktycznie nie chowaj się pod regał,DUA dobrze Ci radzi.Wiem co mówię- też tkwiłam pod nim dobre kilka lat,ale jak kilka miesięcy temu na dobre się spodeń wygrzebałam,życie stało się dużo ciekawsze i przyjemniejsze.I mam nadzieję,że zobaczę dziś tę pełnię.
    Przesyłam majowe uściski dla DUA i wszystkich cieszących się bzami!
    P.S. Od „Haczyka” trudno się oderwać, a musiałam…

  87. A u nas już opowieści się przetoczyły (dowiedziałam się o kościele z Nowosielskim, Zośko! I wręczono mi liścik i płytę od Ciebie, dziękuję!) – i nagle ogarnął nas spokój i wieczorny zapach bzu.

    Niestety, nadciągnęły chmury i nie będę miała zjednoczenia księżycowego z Dewajtis… Szkoda!
    Ale zjednoczę się z nią nad rabarbarem. Też piekę placek.

  88. Zuziu, minęłyśmy się! Przyszłam, kiedy Ty już poszłaś. Żałuję bardzo! Przy okazji chciałam Ci powiedzieć, że kiedy czytałam poleconą tutaj (Wiewióreczko, dziękuję!) „Leśną boginkę”, to główna bohaterka często kojarzyła mi się z Tobą. :-)
    A na Targach – tłumy. Tłumy zapaleńców z łowieckim błyskiem w oczach. I książki, książki, książki. I różne ciekawe scenki. Na przykład ta przy stoliku Adminki: dziewczynka kupująca „Srebrny dzwoneczek” na prezent dla swojej cudownej nauczycielki, która – jak wyjaśniła mama dziewczynki – wprawdzie nauczycielką już nie jest, ale nadal jest cudowna. :-)

  89. Zuziu, to radość :))
    U mnie z okna w Warszawie raczej widać nie będzie, ale planuję urządzić punkt obserwacyjny na dachu kamienicy (włażę po drabinie z poddasza). Wezmę na górę koc i ciasto z rabarbarem (teraz w piekarniku), będzie uczta!

  90. Właśnie wróciła i bardzo żywo o Tobie opowiada, Zuziu.
    I o innych miłych gościach także!
    Pozdrów Rodziców!

  91. Dzień dobry!
    Oj, tak, zostałam wyściskana. Było cudownie! Adminka jest cudowną osobą, a jaką miłą!:)))

    A z targów wyszliśmy obładowani jak wielbłądy!!:)))

    Ściskam wszystkich mocno!:))

  92. Dewajtis, ściskam Cię serdecznie!
    Dzięki za wiadomość astronomiczną: z okna pokoju na piętrze, i z ogrodu też, mam wspaniały widok na niebo – na pewno sobie dziś pooglądam nietypową koniunkcyjkę! Niebo mamy dziś czyste i raczej nie zanosi się na zmianę.

  93. Pani Małgosiu, dziękuję za ciepłe słowo, jestem przejęta i wzruszona! I dziękuję za wszystkie Pani książki, dobro, miłość i piękno w nich zawarte. Chesterko :) chętnie pożyczę Ci „Tęczowy ogród” (o ile go znajdę, bo właśnie sobie zdałam sprawę, że nie wiem, gdzie jest, no ale GDZIEŚ musi być:). Co do Księżyca – dziś pełnia i jakby tego było mało – nietypowa koniunkcja Księżyca z Marsem, co (jak mi powiedział znajomy fizyk) ma być widoczne gołym okiem!

  94. Ach, czyżbym była sprężyną wydarzeń!? Ekscytujące uczucie!
    Ubolewam, bo do dnia dzisiejszego nie udało mi się przeczytać „Tęczowego ogrodu”, a przygoda z P. St. John od niego się zaczęła. Pisarkę tę poleciła mi koleżanka protestantka, która z wzruszeniem opowiadała właśnie o tej książce. To mnie zaintrygowało i zaczęłam poszukiwania.

  95. U nas księżyc był zamglony, po deszczu. Dziś za to niebo czyściutkie, a wszędzie, wszędzie bzy! Przy każdym domu!
    Jechać sobie na rowerze przez taki bzowy krajobraz to największa frajda.

    Dewajtis, miło, że wyszłaś na światło dzienne! (Tylko już nie właź z powrotem!).
    Tak, to prawda, że bardzo nam potrzeba książek pięknych i mądrych, podnoszących na duchu. Pomagają żyć (mnie też!).
    Ciekawa jestem tych „Skarbów śniegu”.
    Pozdrawiam Cię mile!

  96. Wszyscy gapili sie na ksiezyc pol nocy, Joanno, a teraz spia:)

    Piekny dzien dzisiaj!

  97. Dzień dobry! Wychodzę spod regału, pod którym tkwiłam ładnych parę lat:) Zmobilizowały mnie wiadomości o Patrycji St. John, jednej z moich ulubionych pisarek z lat dziecięco – nastoletnich i chyba już na zawsze. Dodam, że jest ona autorką jeszcze kilku innych pięknych i mądrych książek, między innymi „Tęczowego ogrodu”, który podnosił mnie na duchu w wielu trudnych chwilach (podobnie, jak Jeżycjada). Niektóre fragmenty mam w pamięci do dziś i odzywają się w stosownych momentach:) Pozdrawiam serdecznie Panią Małgorzatę i Wszystkich Was! (cieszę się, że się odezwałam)

  98. Jaki piękny księżyc! Widzicie?

    Właśnie się dzisiaj zastanawiałam się,gdzie się podziała Zuzia,bo brakuje mi jej entuzjazmu i zachwytów światem,a tu proszę – znalazła się nasza Świtezianka z mazurskich jezior.I jak zwykle i na szczęście -zachwycona.Baw się jutro dobrze,Zuziu.:)
    P.S.Jednak nie wytrzymam z tym „Haczykiem”. Powinnam spać, bo jutro wstaję skoro świt i ciężki dzień pracy przede mną,ale chyba sobie jednak poczytam.Tylko małą chwileczkę….

  99. Zuziu12, jak Cię Adminka tak mocno uściska, to to będzie przesyłka ode mnie!

  100. Dobry wieczór!
    Raptem pięć dni mnie nie było, a tu tyle WSPANIAŁYCH wpisów!
    Nad zlew i od zlewu. Nowy sport!:)))
    Byłam na wycieczce z klasą, na Mazurach. Większość pieniędzy sami zarobiliśmy sprzedając babeczki i ozdoby świąteczne w szkole. Ile było pracy! Ale wycieczka jaka!! Wszędzie dokoła łąki! Jakie my wianki plotłyśmy!! Istne Świtezianki! Patrycja ma 100% racji- przyroda jest cudowna!

    Gio!! I ja się jutro wybieram!! Może się dostrzeżemy w tłumie, który będzie szerzył się przed Adminką., bo ten będzie na pewno.

    Ściskam wszystkich mocno, mocno, mocno!!:))))

  101. Dobry wieczor,
    alez ciekawy Wpis (dopiero teraz znalazlam czas, by go przeczytac), Ateno, gratuluje! (Pamietam, jak wspominalas tutaj o zakupionym kiedys tomiku Wierzynskiego z podpisem.)

    Piekna tez historia o prezencie od Adminki… Inne ksiazkowe historie rowniez, bardzo lubie takie opowiesci.

    Pozdrawiam i lece czytac „Haczyk” (trudno sie oderwac!).

  102. A nie, Joanno, jest Twój wpis o naszyjnikach, mocno poniżej (szybko przybywa nowych)!

  103. Zgredziki, jakże słusznie uczyniliście, udając się na niekoszoną łąkę na uboczu!:)

    Popatrz, jaśniejsze dzioby. Hm, muszę sprawdzić.

    Nie wiem, co to jest z tym przepadaniem wpisów. Ja tu nic nie widzę, po drugiej stronie. Czy wpisujecie się z telefonów?
    A może Formularz oznacza je jako spam?

  104. Super,Historynko.Pewnie się spotkamy,bo ja tam bywam z uczniami oglądać Rękopis.:)Do Wrocławia mamy niedaleko.Zatem – do zobaczenia.:)

    Mój wczorajszy wpis z pochwałą korali Adminki też przepadł.Jak zazdroszczę Gio tych Targów.Ale może w grudniu Adminka zawita do Wrocławia i dostanę autograf na pierwszym wydaniu „Haczyka”.:)
    A jeszcze,mam nadzieję,po drodze premiera „Ciotki”. Same przyjemności.Jak dobrze,że jest na co czekać.:)

    P.S.”Haczyk” dotarł.Boję się otworzyć, bo przepadnę, a póki co nie mogę sobie na to pozwolić.

  105. Starosto, byliśmy dziś z Szarotką w Łazienkach.
    Cudowne zapachy ziół wśród niekoszonej łąki na uboczu.
    Patrzyliśmy też na krzyżówki. Podobno samce mają jaśniejsze dzioby. Chyba rzeczywiście tak jest.
    Łyska odganiała je dzielnie od swojego gniazda na wodzie i wracała dalej wysiadywać.
    Haczyk od jutra.

  106. Nad zlew i od zlewu, nad zlew i od zlewu – tak można wyjeździć i 100km. Zwłaszcza, kiedy ma się dużą kuchnię.

  107. Hihihihi, Ateno!!!
    Wczoraj miałam czat z koleżankami z liceum. Jedna, emigrantka tak jak Ty, napisała nagle (w stylu bardzo emocjonalnym ;-)), że jej córka przed wyjściem z domu znów nie wyłączyła lokówki. Druga koleżanka przeczytała „lodówki”. I zastanawiała się, dlaczego to w USA, zanim się wyjdzie z domu, wyłącza się lodówkę. Uznała, że pewnie z oszczędności. Uśmiałyśmy się, kiedy już wszystko się wyjaśniło.

    A Adminkę uściskam z radością. :-)

  108. Jak ja żałuję,że moje nowo nabyte umiejętności techniczne nie wystarczyły żeby przeczytać wspominany tu wywiad. Coś mi nie wychodzi chociaż stronę znalazłam. Nic to , za to słońca,błękitu i zieleni u mnie nie brakuje. Jeszcze żeby trochę czasu na ten rower ;-)

  109. Patrycjo F. Przeczytalam, ze zrobilas 16 km nad zlewem i zobaczylam cie na rowerze stacjonarnym , myjaca gary przez 16 km. :).

  110. Niesamowita historia Ateny. A ja wreszcie wychodzę zza regału – praca mgr napisana, wygładzona i dopieszczona, niedługo będzie się drukować i bronić. Mam w końcu czas na czytanie – nadrobię zaległości. Moje książeczki wytęsknione już czekają!
    Serdeczne uściski dla DUA i całej reszty Księgowych – uwielbiam was czytać! Czasami czuję, jakbyśmy się znali od wieków :)

  111. Zjadlo moj wpis z wczoraj.
    Uklony w strone ojca Krzysztofa za przezycia:), i w strone DUA za ich uwiecznienie. Najsmieszniejsze jest to, ze to bylo powiedziane w formie komplementu :).
    Patrycjo F :)
    Tez podziwiam korale Adminki, piekne sa.
    Historynko, ty szczsciaro!!!
    Gio usciskaj Adminke.

  112. Brawo, Patrycjo!
    Maj i rower – cóż może być lepszego? I jeszcze zalew, i jeszcze błękit!:)
    Jutro zrób 20 km.

  113. Ach! Pani Małgosiu, jaka przyroda jest cudowna. Zrobiłam dziś rano 16 km rowerem. Nad zalew i od zalewu. W końcu znalazłam sport dla mnie. I przy okazji mogę cieszyć się zielenią. I błękitem.

  114. Dziękuję
    Nie dość, ze rękopis to jeszcze Zakład Narodowy im. Ossolińskich

  115. Ach, Historynko! Rękopis „Pana Tadeusza”!
    To Ci się dopiero poszczęściło!:)
    Moje gratulacje!

  116. Przybiegłam do księgi podzielić się z wami wiadomością, że od jesieni będę pracować w najbliższym sąsiedztwie, żeby nie powiedzieć, że: z rękopisem „Pana Tadeusza”.
    Niesamowitym było patrzeć na to przez szybę, a teraz będę miała go na co dzień w pracy i będę dzieciom przybliżać Mickiewicza. Już się nie mogę doczekać jesieni!

    Kiedyś dawno temu brałam udział w rekolekcjach szkolnych, których motywem przewodnim była książka „Skarby śniegu” .

  117. Na YT jest zwiastun i chyba film też.

    Zgredzie (wiad.pryw.), ależ rób swoje, nóg nie wyciągaj!
    Powodzenia na egzaminie życzę! Kciuki trzymam!

  118. O! Naprawdę?! Murzynek Gabrysi był nagrodą?
    Jak miło!
    No, cieszę się bardzo, dziękuję za takie wspólne czytanie i wszystkich mocno ściskam!:)

  119. DUA, bardzo, bardzo dziękujemy.Pięknie nam się dzisiaj czytało.Dobre fluidy od Pani doleciały do Rabki i połączone z zapachem bzów i Murzynka Gabrysi (nagroda dla klasy, która wygrała konkurs czytelniczy), tworzyły niepowtarzalną atmosferę. Niespodzianka się udała! Przeczytaliśmy fragmenty pięciu powieści.
    Przesyłam gorące pozdrowienia od uczniów i nauczycieli.

  120. Dobrze!
    A teraz dodam, że po bardzo przystępnej cenie książka „Skarby śniegu” Patrycji St. John jest na Allegro.
    Film też.
    Nabyłam jedno i drugie – i zobaczymy.

  121. Oj, dzióbek mi się czerwieni, przestańcie.

    Gio, to ja sobie zachowuję Twoją wiadomość jako prywatną.:) Dzięki.

  122. Oj,oj,DUA,trzeba przyjąć,że czasami inni widzą lepiej.:)
    Jakoś jestem pewna,że jeszcze parę osób się ze mną zgodzi w tej kwestii,a zwłaszcza Pan M.:)

  123. Ja się turlam razem z Gio a Łucja z Narnii gwałtownie protestuje wobec takiej krytyki i wykrzykuje, że Pani Musierowicz jest Pięęękna i to nie jest żadne złudzenie optyczne.
    Musiałam tu przytoczyć tę szczera i spontaniczna reakcję córki, tak jak tylko dziecko potrafi być szczera.
    Dodam, że zaleta wizualnego wywiadu jest mój ulubiony dzióbek.

  124. I dzięki za dobre słowo, ja tam się za piękną nigdy nie uważałam, ale miło, że czasem zachodzi takie Złudzenie Optyczne!!!

  125. Ja też zwracam uwagę na naszyjniki Adminki, bo uwielbiam takie cacka- oglądać , podziwiać i nosić.:)
    Jak zazdroszczę tym ,którzy mogą pójść na warszawskie Targi.Ale mam nieśmiałą nadzieję,że może w grudniu Adminka zawita do Wrocławia,a wtedy na pewno tam się zjawię po autograf w pierwszym wydaniu „Haczyka”.
    Kto wie, gdzie kiedyś zawędruje ten egzemplarz? Przecież -habent sua fata libelli.

    Siłą rozpędu po przeczytaniu wywiadu dla „Guliwera” obejrzałam jeszcze dawny wywiad z DUA związany z akcją „Cała Polska czyta dzieciom”.DUA- piękna,godna i ciepła, a za nią smakowicie wyglądające regały pełne książek.Chciałoby się przycupnąć pod takim regałem i w takim towarzystwie i nigdy stamtąd nie wychodzić.:)

  126. :-)
    Wybieram się, wybieram, owszem. Już się cieszę! I właśnie się namyślam, w co by tu zapakować książki do podpisu, bo trochę się ich uzbierało (a mnie na starość nie wolno dźwigać). No i bardzo jestem ciekawa naszyjnika Adminki – jaki będzie tym razem. One są zawsze takie wysmakowane, oglądam je z upodobaniem na zdjęciach ze spotkań autorskich. Ostatnio zachwyciły mnie grona żółto-szaro-czerwonych kuleczek, znakomicie (oczywiście!) dobrane do stroju. Nie mogłam się napatrzeć. Lubię takie doznania wzrokowe, ot co!

  127. O! Adminka spakowana, starannie wybrała piękny naszyjnik ze swej kolekcji i jedzie do stolicy.

    W sobotę o 11 będzie na Targach Książki – z „Haczykiem”! – na stoisku Akapit Press, oczywiście.
    Słyszałam, że Gio się wybiera.:)

  128. Sama bardzo się z tej ciotki śmiałam, Patrycjo, gdy mi o. Krzysztof opowiadał, a co po sobie spojrzeliśmy, to na nowo wybuchaliśmy śmiechem! Przyznaję, że czegoś tak zabawnego i absurdalnego raczej bym nie wymyśliła, nie przyszłoby mi do głowy. Życie – ma rację miła Zytka – jest nieprzewidywalne! :)

  129. Och, Ateno, fluid. Ta scena z ciotką-chłopką z Polesia jest chyba moją ulubioną, biorąc pod uwagę natężenie śmiechu.

  130. Wywiad też pokazuje jak niezwykłymi torami łączy się rzeczywistość – wzruszyła mnie odkryta Borejkowszyzna… I wyobrażam sobie jak się Pani Małgosia poczuła, gdy Czesław Miłosz o niej doniósł. Ten dreszcz… Życie jest takie nieprzewidywalne! Z kolorowych różnorodnych szkiełek tworzy każdemu z nas witraż.

  131. Justysiu, pewnie, że rozumiem. Wiele mam młodych czytelniczek i czytelników porozsiewanych po świecie, piszą do mnie, opowiadają.

    Mamo Isi (wiad.pryw.), nie wiedziałam o tym. Ale reakcję rozpoznaję, tak, to jest jeden z najlepszych sposobów.
    Ściskam Cię mocno!

    AniuG, przypomniałaś mi o cyniach, chciałam je posadzić i zapomniałam! Są takie piękne późnym latem. Muszę poszukać sadzonek.

  132. Dzień dobry. Właśnie skończyłam czytać wywiad. Piękny. Szczególnie wzruszył mnie ten fragment o emigracji. Nie pomyślałam, że Pani nas (emigrantów) i naszą sytuację aż tak rozumie.

  133. Znalazłam, przeczytałam, Wójt szczęściarz ;))
    Wpadam codziennie i czytam zachłannie, a potem przepadam w ogrodzie. Jeszcze kilkadziesiąt sadzonek czeka ( cynie , lewkonie, pelargonie). Mąż patrzy na tę obfitość z narastającym przerażeniem. I jeszcze legary przegniły pod tarasem( zacieram łapki , lubię prace ciesielskie, tylko silny mężczyzna potrzebny do pomocy).
    A do poduszki biografia Brzechwy na zmianę z „Rozmowami o Biblii”
    Uwielbiam maj!

  134. Och, cóż za „Godzina pąsowej róży”! :) KOCHAM takie momenty w życiu! One sprawiają, że po plecach przechodzi dreszcz i ma się uczucie uczestniczenia w czymś więcej, ponad wymiarem czasu, w poczuciu nieprzypadkowości i przynależenia do czegoś… wspólnego (nie umiem znaleźć słowa). A 27 kwietnia to imieninowo piękny dzień, jeden z mych ulubionych! ;)

  135. Na przykład na stronie Akapitu, w dziale Aktualności :)

    Wójcie, ty Wiewiórko!

  136. Cytat z wiadomego wywiadu: „Teraz, tkwiąc w przyrodzie, mamy ich pod dostatkiem, mamy nawet swoje zaprzyjaźnione wiewiórki (to jedne z najbardziej uroczych zwierzątek! – i nie wiem, dlaczego tak je lubię!).”
    Jak ja się cieszę! :D

  137. Wpisuję tu obiecane Mamie Agi2 ciepłe słówko dla Czytelniczek i Czytelników zgromadzonych w szkole przy Śląskim Centrum Rehabilitacyjno-Uzdrowiskowym w Rabce.
    Będą tam dzisiaj czytać Jeżycjadę!
    Bardzo mi miło z tego powodu i postaram się być dziś z Wami duchem nie tylko z powodu czytania, ale też z czystej sympatii!
    Chyba czujecie, jak Was lubię? :))))
    Jeśli przez internet tego się nie wyczuwa, to przesyłam Wam mocne uściski drogą telepatyczną! Na pewno dojdą!

    Pozdrawiam też panią Monikę i jej koleżanki.
    Miłego dnia życzę wszystkim!

    Małgorzata Musierowicz

  138. Merynosie (wiad.pryw.), masz nie włazić pod regał, tylko gadać ile wlezie! Zrozumiano?
    Łobuzie jeden.
    Jaki miły ten Twój wpis! Dziękuję! Opinię na temat Emilki podzielam w całości!;)

  139. Dziękuję za pochwały – nie lubię „dawać” wywiadów, ale czasem zostaję zmuszona. Pani Profesor jest tak miłą i ciepłą osobą, że nie można niczego jej odmówić. Poza tym, to właśnie u niej, na Uniwersytecie Śląskim, „badają” stale Jeżycjadę. Szerokie pasmo nieustającej życzliwości.

    Ateno, to z ciotką z życia wzięte. Zdarzyło się naszemu przyjacielowi, Ojcu Krzysztofowi – tak mu serdecznie powiedziała jakaś pani gdy przyszedł po kolędzie. Opowiedział mi to, płacząc ze śmiechu, i zapytał, czy zdarzenie nie przyda mi się do powieści!

  140. Dzień dobry w ten słoneczny dzień!
    Bardzo ucieszył mnie wywiad z DUA. Co ciekawe, Pani Profesor zadawała dokładnie takie pytania, jakie sama chciałabym Pani zadać. Widocznie wszystkim miłośnikom Jeżycjady jedna melodia w duszy gra. Bardzo dziękuję za tę rozmowę, była ciepłym promyczkiem w pochmurny dzień. Całe szczęście, że jest ta strona, bowiem takich promyczków możemy mieć codziennie mnóstwo.
    PS Przebóg! Nie wiedziałam, że jestem domofilem! A widok książek poustawianych na półkach zawsze powoduje u mnie wzrost poczucia ładu i bezpieczeństwa.

  141. Mnie rowniez wywiad pokrzepil, ale mam mily wieczor.
    Nie wiem dlaczego dzisiaj przypomnial mi sie Bernard ze swoja ciotka chlopka z Polesia ( Grzegorz i Gabrysia). Caly dzien sobie porykiwalam, narazajac sie na dziwne spojrzenia otaczajacych mnie wspolpracownikow.

  142. Piękny wywiad,DUA. Poczytałam go właśnie sobie na zakończenie trudnego dnia i- jak każdy kontakt z Panią- pokrzepił.:):)

    P.S.Nowych „Frywolitek” faktycznie brakuje (przeczytałam dzięki nim sporo wspaniałych i ważnych książek),ale zastępują je czytelnicze rozmowy,które toczą się tutaj.
    I jak dobrze wiedzieć,że tak jak ja kocha Pani Wańkowicza,a zwłaszcza „Ziele na kraterze”.I że- tak jak ja_ uważa je Pani za arcydzieło.
    Dobrej ,spokojnej nocy !

  143. A, już znalazłam. Myślałam, że trzeba szukać na stronie wydawcy „Guliwera”, a nie Akapitu. Idę czytać.

  144. Dziękuję, dziękuję.:)
    To było do Aleksandry i do Patrycji F.

    Mamo Agi2 (wiad.pryw.)- załatwione.:) Masz jak w banku. Pozdrawiam serdecznie!

  145. Pani Małgosiu, zapewniam, że nam też się podoba :)
    I dziękuję za Pani wywiad. Zawsze, jakoś tak mimochodem, powie lub napisze Pani coś, co głęboko zapada do mojego serca. I budzi się w odpowiednich momentach. Dziękuję :)

  146. Melduję, że żyję, bo dawno tu nie zagladałam! Ile tu się przewija niezwykłych historii! Patrycja St. John?- polecam, Sigrid Undset?- właśnie czytam „Krystynkę”;).
    Czuję taka wspaniała, kurzowo- ksiażkowa atmosferę!
    Muszę się jeszcze pochwalić, że mam trzecie imię!- Magdalena! Wspaniała to święta! Pozdrawiam wesoło! :D

  147. Ale wtrąciła się tylko raz, Paczko Chusteczek! – a szkoda.

    Gio, mnie się wywiad córeczki bardzo podoba, ale przecież w tej sprawie nie mogę uchodzić za obiektywną!!!

  148. Przepraszam, że dopiero teraz i trochę nie na temat, ale muszę koniecznie pozdrowić Szanowną Anonimową Księgową! Tyle Ją namawiałam, żeby odważyła się wtrącić do dyskusji, a kiedy w końcu się udało-przegapiłam!
    W każdym razie serdecznie gratuluję i deszczowo, jeszcze z zapachem bzu, pozdrawiam wszystkich Księgowych! :)

  149. Oj tam, oj tam, DUA… ;-) Moje jest tylko jedno, skromniutkie. Za to całość naprawdę bardzo interesująca, barwna i przesympatyczna, prawda?

  150. Chesterko, dziękuję za ten nowy trop. Bardzo ciekawy!
    Kobiety angielskie podziwiam. Dzielne i konstruktywne istoty!

  151. I pytania do Adminki od niejakiej Gio!:)

    Jest i pytanie od Kris. I sporo pytań od Evika!

    Zapraszamy do oglądania: kieres.net

  152. I jeszcze o Patrycji M. St. John. To, co tak porusza w jej ksiażkach, najczęściej wyrasta z tego, co sama głęboko przeżyła.Jako misjonarka i pielęgniarka przemierzała Afrykę, skupiajac wokół młodych ludzi. Lgnęli do tej szalonej osóbki emanujacej współczuciem i humorem. Nazywano ja poetka przebaczenia. Wystarczy zerknać na zdjęcie „młodej”, starszej Patrycji, by z jej oczu wszystko to wyczytać. Ale można przeczytać też jej fascynujaca „Autobiografię”.

  153. Pani Małgosiu, podpisuję się pod tym, co napisała Kris na temat wywiadu z Panią. Tekst do wielokrotnego czytania. A te rozdzierające sceny przy podziale księgozbioru… och, wyobrażam sobie!

    PS
    Na stronie Adminki też bardzo ciekawy wywiad! :-)

  154. Pamiętam z dzieciństwa małą książeczkę Patrycji M.St. John. To nie były „Skarby śniegu”, ale (tu chwila, by zerknąć do internetu i znaleźć ten tytuł :) „Tajemnica dzikiego boru”. Treść już się trochę zatarła w pamięci, ale pamiętam ciepłą atmosferę tej książki i to, że kilkakrotnie do niej wracałam.
    Ładne to zdanie o powiązaniu ogrodu z domem :)

  155. Cieszę się, że pani odpisała

    Ps: Nic nie wiedziałam o książce, ale jeśli jest z serii Jeżycjada to na pewno świetna (Przeczytam)

  156. Kasiu, już odpowiadam. Nie organizuję w tej chwili spotkań autorskich, ale pewnie przy okazji promocji nowej książki („Ciotka Zgryzotka”) coś tam będzie.
    Dzięki za te miłe słowa i wyrazy uczuć. Pozdrawiam Cię jak najserdeczniej!

  157. Chcę się z panią spotkać!Organizuje pani spotkania autorskie? Jak nie to będę się dobijała do mieszkania :D Oczywiście jeśli poznam adres…

  158. Kocham panią! Chcę panią spotkać! Organizuje Pani spotkania autorskie? Jeśli nie to wielka szkoda… :( ale ja muszę koniecznie panią spotkać !!! Mogę pani adres??? Lub nr telefonu! Czekam niecierpliwie na odpowiedź!:)
    LOVE

    Ps: Ja z reguły jestem niecierpliwa :D

  159. Do wątku ogrodniczego – też z Czech! Niby zwykłe zdania w poradniku, ale…:”Powiązanie ogrodu z domem mieszkalnym wzbogaca przeżycia jego mieszkańców. Każde okno, przez które widać drzewa rozwijające liście na wiosnę i żółknące jesienią, jest jakby odbiciem rytmu czasu, który przemija. Poziom życia mieszkańców domu nie zależy wyłącznie od wspaniałości urządzenia wnętrza, zależy również od widoku, jaki roztacza się z okna”. Vladimir Molzer, „Kwitnący ogród”. A widok z Pani okna – ha!

  160. „Skarby śniegu” miałem na kasecie jako słuchowisko radiowe, należało do najulubienszych w rankingu naszych dzieci. Ale rodzice też ocierali łzy wzruszenia :-)

  161. Dzień dobry!
    Kris, dziękuję za miłe słówko. Wywiad miał się ukazać w „Guliwerze”, a tu – zaskoczenie, jest przedtem na stronie i na FB wydawcy!
    Co do wiadomości prywatnej: napiszę.

  162. Kochana Pani Malgosiu, jaki piekny, ciekawy wywiad! Cieply i wzruszajacy. Dziekuje!

    Mam pewne zaleglosci w czytaniu wpisow z powodu wyjazdow i ogromu pracy. Mam nadzieje, ze szybko to nadrobie, pozdrawiam Wszystkich slonecznie!

  163. Cd. Jakie było moje zdumienie, gdy odkryłam, że tego dnia mija rocznica jej śmierci. Jakby w swoje święto, podarowała nam prezent. Czy ktoś z Was czytał ksiażki tej niezwykłej kobiety?

  164. Dobry wieczór! Trzymajac w rękach „Skarby śniegu” Patrycji M. St. John przypomniała mi się jeszcze jedna historia. Ksiażki tej szukałam w antykwariatach 2 lata. I nic. Pewnego upalnego dnia rozpoczynajacych się wakacji, natknęłam się na jej niepozorne wydanie w kościerskim antykwariacie, by wieczorem zanurzyć się w jej wzruszajaca atmosferę wraz z mała Arturianka i Kapucynka. Trzaskajacy mróz szwajcarskich Alp (czytałaś Celestyno?), małe-wielkie problemy i coś tajemniczego, co dzieje się w ciszy serca. Wszystkie byłyśmy pod urokiem tej poruszajacej swym autentyzmem powieści angielskiej misjonarki. Cdn

  165. Anette (wiad.pryw), to było bardzo wiele bardzo różnych książek. :) W tym nawet „Feblik”.
    A oczywiście jest tak, że każdemu potrzeba czegoś innego.
    Miło, że piszesz o Senece.
    Pozdrawiam Cię serdecznie.
    Dobranoc wszystkim!

  166. Tak myślałam ,Justysiu,że to tego typu „zwykłość”. Lubię takich „zwyczajnych” ludzi.:)

  167. To dlatego chciałabym, żeby takich „zwykłych” ludzi jak Atena było jak najwięcej.
    A swoją drogą: jak ładnie to powiedziałaś, Justysiu kochana.:)

    Dobrywieczorku, a to świetnie! Podsuwaj! – to radość dla mnie.

  168. Dzień Dobry.

    Do Joanny – czy Atena jest najzwyklejsza na świecie? Myślę, że tak, ale właśnie taka „zwykłość”, skromność, prostota, życzliwość czynią człowieka niezwykłym. Często jest tak, że sami sobie wydajemy się zwykli, ale inni widzą nas jako niezwykłych.

  169. O, jaka piękna historia! Gratulacje, Ateno! Cieszę się, że są ludzie, którzy gromadzą ulotne strzępki historii :-)
    Dziękuję DUA za ten piękny wiersz – muszę go podsunąć naszej polonistce i młodzieży.

  170. Dzień dobry, Marto! (wiad.pryw.)- bardzo dziękuję, moja droga, przydadzą się dobre myśli.
    I owszem, „Ciotka Zgryzotka” w pisaniu. Kiedy premiera – jeszcze nie wiem.
    I nie wiem też, czy będzie następna powieść. To wszystko się dopiero okaże!:)

    Ale jedno jest pewne: dobrze się pisze, mając takie, jak Ty, wierne Czytelniczki! (Ja też mam nadzieję, że z czytania J. nie wyrośniesz!:))))).

  171. Te odkrycia można robić do końca życia! Coraz to nowe i ciekawsze!
    Oto dlaczego tak lubimy książki.:)

  172. Urocze teksty piosenek byly mi znane od dawna, dlatego o nich nie wspominam.
    Te druga czesc jego tworczosci, mniej znana, dopiero odkrywam od niedawna.

  173. W Karkonoszach nie wieje, za to dzisiaj padał śnieg. Ale dzięki zimnemu powietrzu byla wyjątkowa widoczność, pięknie prezentowała się Śnieżka z Lysociny.

  174. Tak! To jest zawsze fascynujące.
    Lubię w ten sposób spoglądać wstecz. („Co by było, gdyby…”).

    Connie Willis przetrawia ten problem we wszystkich chyba swoich książkach. Te, które już przeczytałam, jako punkt wyjścia i element stały mają podróże w czasie, zawsze organizowane przez wydział historii uniwersytetu w Oxfordzie. Malownicza jest „Księga Sądu Ostatecznego” – studentka z roku 2060 przeniesiona zostaje na praktykę do Średniowiecza, by zapoznać się z Oxfordem owego czasu. Przez pomyłkę jednak trafia tam o parę lat później, kiedy to Anglia pustoszona jest przez dżumę. Hu-huu!

  175. Deszczowa przesyłka doszła, od dwóch dni leje jak z cebra. Dziękuję, kochany Starosto:)
    Bardzo to było potrzebne, więc siedzę w domu i pożeram „To Say Nothing of the Dog”. Akurat po „Haczyku” bardzo to pasuje, bo też o konsekwencji jednego ruchu, który może zmienić cały ciąg dalszy historii.

  176. Zaczytana Zuzo, ludzie lubiący książki umieją się cieszyć radością bliźniego – bibliofila. Widzę to także na Twoim przykładzie.:)

  177. Cóż za szczęście! Ten tomik to prawdziwy skarb, Ateno! życzę Ci miłego czytania!

  178. Witaj, Jolu!:)

    Celestyno, to był też przecież twórca uroczych tekstów do piosenek!

    Czy u Was też taka wichura, Ludu? Wyziębłam w ogrodzie, mimo energicznej pracy (sadzę nowe pysznogłówki i fioletowe floksy). Ale – ach, co za powietrze pachnące!

  179. Dzień dobry
    Zastanawiałam się, kiedy z podglądaczki przejdę na stopień wyżej. To teraz, a muszę, bo przeczytałam o młodych mężczyznach prowadzących małą kwiaciarnię na poznańskich Jeżycach, i nagły błysk kwiaciarni Florek, Tomcia Kowalika wydającego resztę z brzękiem ozdobnej staroświeckiej kasy i odprowadzającego do drzwi damę z nabytym wiechciem kwiatowego szaleństwa i przeobrażonego Baltony z maleńkim pokoikiem na zapleczu, o Patrycji głaszczącej głowę Baltony nie wspominając sprawił, że muszę to przekazać ludziom znającym Józefa.
    Pozdrawiam serdecznie DUA i wszystkich

  180. To prawda, przejmujacy. Jak „Testament Chopina”, jak „Modlitwa”, jak „Lisc”..

    Wspaniale sa te jego wiersze. Radosne, nostalgiczne, piekne, gorzkie, przesmiewcze, przekorne. Lubie.

  181. Bardzo dziękuję w imieniu córki, Asiu i Magdo!- – a własna jej strona to: kieres.net, warto zajrzeć i tam zostawić osobiste słówko do pisarki. Ucieszy się!

    Celestyno, ten wiersz znam – jest przejmujący.

  182. Dzień dobry!
    Pragnę serdecznie podziękować Admince za „Haczyk”. Przeczytałam jednym tchem- czuć wielką wrażliwość Autorki, serdecznie gratuluję i pozdrawiam.

  183. Dzien dobry!

    Pani Malgorzato, podczytuje sobie wlasnie wiersze pana Hemara, i w jednym z nich- „Zyczenie”- taka zwrotka:
    Chyba takiej przesyłki
    Nic skonfiskują tobie?
    Będę ci bardzo wdzięczny.
    Wiem, co z tą ziemią zrobię,”

    Wiem, ze na inny temat, jednak natychmiast przypomnialam sobie Pan i Justysi wymiane zdan na temat przesylki maciejki:)

  184. Dzień dobry.
    Prawdziwa szczęściara z Ateny. :)

    A do mnie, po pewnych perturbacjach, dotarł „Haczyk”. :) Przeczytałam jednym tchem; to bardzo piękna książka, napisana wysmakowaną polszczyzną. :) Gratuluję!
    Serdeczności:)

  185. Jeszcze kwitną konwalie majowe i bez.

    Jeśli ktoś jest zainteresowany, na aukcji (All…) jest właśnie dostępny egzemplarz pierwszego wydania z wpisem autora o dość uniwersalnej treści („Dla Lwowianki”). Niestety nie za grosze ;-)

  186. U nas to ciasto nazywa się pychotka. Dawno go nie jadłam i z tego co pamiętam (i mama mi powiedziała), to babcia robi je raczej bez bezy, ale widziałam też wersję z nią :)
    Wszystkiego najlepszego dla wszystkich Zosiek ;)

  187. Przed pisaniem pracy licencjackiej i w trakcie w ramach odpoczynku warto przeczytać jeszcze raz wszystkie tomy Jeżycjady. Za każdym razem odkrywam w niej nowe skarby to może i Weronikę natchnie we właściwym kierunku. Na myśl o tym torciku ślinka sama cieknie ;-)

  188. Przeczytałam na blogu – chyba nie taki trudny,chociaż szybkie w wykonaniu to ciasto z pewnością nie jest.Może spróbuję po maturach,np.na Boże Ciało.Wygląda cudnie.Uwielbiam masę budyniową – jako osoba cielesna.:)

  189. Krzyczę z Chesterką – Na Jowisza!Ależ tort! Nie do wyobrażenia. I chyba,niestety,trudny do zrobienia.
    Wszystkiego najlepszego dla Zosi i wszystkich jej imienniczek.

  190. Przepis możemy sobie wziąć z bloga Kwestia Smaku! (też spytałam).
    Bardzo, bardzo pyszne.

  191. Na Jowisza! Pani Małgosiu! Jako osoba cielesna, nawet w takim dniu jak dziś, upraszam się o przepis:)

  192. Dziękuję Joanno za przypomnienie, a przede wszystkim za wyrozumienie :)
    biorę się do pracy, dobrego wieczoru

  193. „Szósta klepka”-Danka Filipiak,Gabriela i jej problemy z fizyką („Kwiat kalafiora”),Kreska i Jacek Lelujka – problemy z Ewą Jedwabińską,Dambo w „Brulionie Bebe B”(Dmuchawiec wstawił się za nim u Pieroga).
    To tak na początek.:)Miłego pisania.

  194. Weroniko, ja swoją pracę już odrobiłam. :)

    A co to za miły Kamiś nam spod regału wychynął? Cześć i czołem!

    Ryśku, tak, konfiturowa! Działaj, mistrzu!
    U mnie niezapominajki w pełni rozkwitu, o margerytkach nam się nawet nie śni.

    Gdyby ktoś był ciekaw, jaki torcik jedliśmy u Zosi, to odpowiadam: boski! Nazywa się Ciasto Pani Walewskiej i smakuje przepysznie! (warstwami: kruche ciasto, konfitura z czarnej porzeczki, puszysty krem waniliowy, znów kruche ciasto i konfitura, znów krem, a na wierzchu chrupiąca, gruba warstwa bezowa! I orzechy!
    I do tego truskawki.

  195. Szanowna Pani Małgorzato,
    drogie Czytelniczki.
    Piszę prace licencjacką na temat problemów rodzinnych poruszonych w twórczości p. Małgorzaty Musierowicz.
    Jeden z moich podrozdziałów ma opisać problemy szkolne. Wybrałam sobie ‚Pulpecję’ (w końcu oblała maturę), chciałabym jeszcze opisać jakiś przypadek problemów szkolnych któregoś z bohaterów Jeżycjady.
    Może ktoś uprzejmy jest w stanie mi pomóc? Nie umiem niczego wymyślić.
    Pozdrawiam ciepło w zimną Zośkę :)

  196. Cieszę się, że Atenę to spotkało. Ona na to zasługuje.
    Cieszę się, że Starosta nam o tym opowiedział. Bardzo ciekawa historia.
    Śliczne zdjęcie!

  197. Dziękuję bardzo!

    Chciałbym jeszcze przypomnieć, że dziś Dzień Niezapominajki – w sensie ogólnym i kwiatowym. Wprawdzie tu już przekwitają (zaczynają łubiny i margaretki), ale warto pamiętać ;) No i zaczyna Rosa Rugosa ;)

  198. Ach! Pamiętam, Ryśku, ten egzemplarzyk!
    Miło mieć takich wiernych czytelników jak Ty i Twoja siostra.
    Pozdrawiam serdecznie Was oboje!

  199. No, to rozumiem, Chesterko! To jest naprawdę przygoda.

    Mario Anno (wiad.pryw.) – dziękuję za pamięć o naszej Mamie.
    Wszystkim Zofiom (Wannabe!) życzę dziś wszystkiego najmilszego!
    Śliczne takie majowe imieniny.
    Jedziemy do starszej córki na torcik.

  200. A ja się pochwalę czterema autografami DUA w pierwszym wydaniu „Szóstej klepki”. O! :-)

  201. Kiedyś, moja przyjaciółka Latorosłka, z która dzielę fascynację ksiażkami Sigrid Undset, pożyczyła mi długo poszukiwana, niedokończona powieść „Madame Dorthea” wyd. w roku 1957. Ze zdziwieniem odkryłam, że podpisana jest moim nazwiskiem (bardzo rzadkim w Gdańsku). Od tej pory droczę się z Latorosłka, że ksiażka „wróciła” do właściciela;)

  202. Dobrze by wyglądał świat, złożony z samych takich „najzwyklejszych” ludzi, jak Atena.
    Bardzo nawet dobrze.:)

    Psianko, tak, wiem o tym pokrewieństwie! Przy okazji przypominam Ludowi, zwłaszcza młodszemu, o uroczej i świetnej książce wspomnieniowej Stanisława Lema -„Wysoki Zamek”. Pisarz urodził się we Lwowie, a opowiada o dzieciństwie.

  203. Mnie to wcale nie dziwi, ze Adminka kupila te wlasnie ksiazke. Serce ja tam zaprowadzilo.
    Gio, ubawilas mnie panem Uroczynskim. Szlachetnie, z twojej strony, ze zwrocilas tamta ksiazke do biblioteki.
    Joanno, uwierz, jestem najzwyklejsza na swiecie.( Zapytaj Justysi :)).
    Sowo P, mnie ginely ksiazki, wysylane w druga strone, jedna nawet dwa razy, co spowodowalo, ze stracilam zaufanie do poczty krakowskiej, i mysle ze grasuje tam wykradacz ksiazek, ktore potem sprzedaje.
    Nie zapominajmy kto tu jest Sprezyna. ( Skad niby wiem o istnieniu niektorych pisarzy i poetow.) Tak sie to wlasnie kreci.
    Dziekuje wszystkim za dobre fluidy.
    Kiedy zobaczylam te podpisy, i przyznam szczerze to DUA rozszyfrowala Jozefa Wittlina, to zamarlam, a potem to juz sie smialam.

  204. Czy Księgowi i DUA wiedzą, że kuzynem Mariana Hemara był Stanisław Lem ? Jego mama, znaczy się Hemara była z domu Lem. Udało mi się znaleźć również, że Marian Hemar urodził się i mieszkał pod numerem 11 na II piętrze kamienicy na Jagiellońskiej. Niestety żadnego Franka w okolicy nie znalazłam :) To wszystko takie ciekawe …

  205. Jak wracam z pracy to pani Małgorzata mówi już Wam wszystkim dobranoc ale nie mogę się powstrzymać od słów zachwytu,że dzięki niej mogę znajdować się w tak doborowym towarzystwie poetów i Was miłośników ich twórczości. Ateno- gratulacje! Wierzę,że nic się nie dzieje przypadkowo, Twoje zdobycze są Ci dane z góry a chyba też trochę zadane ;-) Historia książki kupionej przez Adminkę jest wzruszająca i jak najbardziej nadaje się do umieszczenia w książce. Pozdrawiam cieplutko :-)

  206. Myślę, DUA, że ten, kto sprzedawał, nie zdawał sobie sprawy z pamiątkowej wartości książki (kupiłam ją za grosze, podobnie jak Atena swoje). Zanim trafiła do mojego sprzedawcy, prawdopodobnie została ukradziona. Bo raczej nie zgubiona. Miała oznakowanie „Czyt. młodz.” (zrobiłam zdjęcia i zachowałam sobie), czyli nie była dostępna w wypożyczalni. Cóż…
    Skoro się tak rozpisałam, to może jeszcze króciutko o tym, jak to „habent sua fata libelli”.
    Umyśliłam sobie podarować pewnemu panu o imieniu Maciej (i o dużym uroku osobistym) mojego najukochańszego Bruce’a Marshalla „Ale i oni otrzymali po denarze”. Polowałam na to czas jakiś, aż upolowałam egzemplarz oprawny w płótno, w bardzo dobrym stanie i z gustownym stemplem na stronie tytułowej: Ex libris Macieja Uroczyńskiego. :-D To był bardzo udany prezent.

    A „Haczyk” WSPANIAŁY!
    Dobranoc! :-)

  207. A to ci historia, Gio! Rzeczywiście!
    Z odrobiną horroru: ktoś SPRZEDAŁ pamiątkowy egzemplarz, należący do biblioteki?

    Eviku, i Twoje autografy mi się podobają.

    O barokowej stracie SowyP.: ależ mi żal!

    Joanno (wiad.pryw.) – rozumiem, bo sama tego doświadczyłam. Trzymaj się.

    Dobranoc, miłe Istoty!

  208. Jeśli DUA pozwoli, opowiem moją, choć nie jest tak nadzwyczajna jak ta Ateny.
    Otóż na aukcji internetowej kupiłam polecane przez DUA „Wspomnienia o K. I. Gałczyńskim” pod redakcją Anny Kamieńskiej. W książce była dedykacja: „Na pamiątkę spotkania autorskiego w Grudziądzu podpisuje ten egzemplarz książki o pięknym poecie i człowieku Anna Kamieńska”, z datą 6 maja 1967. Ucieszyłam się jak nie wiem co. Ale lekturę „Wspomnień” odłożyłam na później. Minęły chyba ze dwa lata, zanim zaczęłam je czytać. A jak już zaczęłam, to nagle coś mnie tknęło. W książce były stemple biblioteczne! Tłumaczyłam sobie, że co z tego, książka na pewno została wycofana z biblioteki. Jednak gryzło mnie, że stemple powinny być anulowane – a nie były. I już nie mogłam dokończyć lektury, bo mnie gryzło i gryzło. W końcu nawiązałam kontakt z biblioteką i zaproponowałam zwrot pamiątkowego egzemplarza. Ale najpierw – przyznaję się uczciwie – sprawdziłam, czy uda mi się zdobyć inny egzemplarz „Wspomnień”, dla siebie. Zdobyłam. Egzemplarz z dedykacją odesłałam. Dostałam w podzięce piękny list i broszurę wydaną z okazji 100-lecia biblioteki. A kiedy doczytywałam „Wspomnienia”, już te drugie, okazało się, że w jednym z rozdziałów jest wymieniony z imienia i nazwiska bratanek mojego dziadka – jako uczeń wręczający Gałczyńskiemu kwiaty po spotkaniu autorskim. Wręczał je z wymienioną również z imienia i nazwiska uczennicą – córką autora tego rozdziału „Wspomnień”. Ta uczniowska para uwieczniona w książce została później małżeństwem. I jest nim już 57 lat. 

  209. Habent sua fata libelli.
    Z całą pewnością to odkrycie Ateny,której serdecznie gratuluję,nie jest przypadkowe.Wyższa Siła widać postanowiła,żeby te skarby trafiły w godne ręce.
    Ateno,musisz być niezwykłą osobą, jak miło Cię- chociaż w ten sposób -poznawać.
    Pozdrawiam i życzę innych,równie niezwykłych,bibliofilskich odkryć.

    A „Kantyczkę”,DUA, analizowałam ostatnio na lekcji, bardzo ładnie nam poszło,zwłaszcza że krajobraz za oknem był (moja szkoła mieści się w pięknym parku) prawie jak z wiersza.I żeby było zabawniej-co dociekliwsze dziewczyny stwierdziły,że te astry i cynie to raczej nie o tej porze roku.:)

  210. Piękne :)
    Gratuluję Ateno!

    A ja mogę się pochwalić autografami Arturo Mari (papieski fotograf, robił zdjęcia jeszcze Piusowi XII). Odwiedził kiedyś moje niezbyt duże miasto. Na spotkanie zabrałam jego książkę i kilka albumów. I udało mi się zdobyć autografy :)

  211. Historia niecodzienna, ale że miała miejsce w Stanach, nie dziwi mnie. Kiedyś udało mi się zamówić tam w jednym antykwariacie, oczywiście za grosze, pewien barokowy traktat muzyczny. Niestety nie dotarł do mnie, bo po opłaceniu transakcji dziwnym trafem „zaginął” po drodze.

  212. Pieknie ujete i opisane. Szczesciara tak nie umie. Milo, ze sie ze mna cieszycie. Zaznaczam, ze naprawde nie szukam skarbow, tylko czesto z przyczyn oczywistych wybieram ksiazki „podpisane przez wlasciciela” bo takowe traca na wartosci. Szczescie moje polega na tym, ze ksiazki sa w rekach ignorantow. Gdyby rodzina oddala je do Muzeum polskiego to nigdy bym tej ksiazki w rekach nie trzymala.
    Wyglada na to, ze i pan Franek sie w niej nie zaczytywal, moze kupil z sentymentu, porwany tesknota i bezposrednia bliskoscia sasiada, lub tez dla autografow. Dziekuje mu za to ze cos tam nim kierowalo i zdobyl podpisy.
    (DUA doprawdy potrafi ubawic blizniego tymi przymiotnikami.)

  213. Witajcie w ten pochmurny, deszczowy dzień!
    Najlepszym dziś sposobem na spędzenie czasu jest czytanie :)
    Ekscytująca ta opowieść Ateny o znalezieniu pierwszych egzemplarzy polskich książek, i to na obczyźnie !
    Niełatwo bylo im sie przebić.
    Pozdrawiam cieplo wszystkich, a szczególnie DUA i Atene :)

  214. Już pierwsze zdjęcie mnie zachwyciło, a zachwyt rósł z każdym słowem opisującym tę niezwykłą historię. Zgadzam się z Panią, Pani Małgosiu, Atena powinna zająć się wyszukiwaniem w antykwariatach polskich pamiątek literackich. Ateno, rób to, kochana, również dla nas. Jak pięknie móc przeczytać o takich znaleziskach. Majowe pozdrowienia :)

  215. Co za wspanialy wpis, co za historia.
    Alez zazdroszcze Atenie tych sygnalow z zaswiatow! Lubie takie historie.
    Poza tym, tak sie to pieknie zbiega (nic nie dzieje sie przypadkiem) ze za posrednictwem Pani strony czytelnicy moga zapoznac sie z tworczoscia poetow emigracyjnych, ktorych w Polsce przez dlugie lata celowo poddawano zapomnieniu (jak Pani pisze).
    Do tej pory w programach szkolnych (Joanna cos wspominala) chyba nie mowi sie zbyt wiele o ich tworczosci.
    Mielismy Wierzynskiego, mielismy (mamy) Hemara, moze niedlugo Wittlin…?

    Pozdrawiam serdecznie!

  216. Dzień dobry!
    Jakie piękne książki! I co za historia z zakupami Ateny – prawdziwe skarby!

    A przy okazji, chciałam podziękować Zgredowi za podsunięcie książki „Mieszko, ty wikingu”. Świetna! I podsunęłam ją z kolei Kniżce, którą właśnie czeka sprawdzian z początków Państwa Polskiego ;)

  217. Co za nieprawdopodobna historia! I pomyśleć ile takich skarbów może być rozsianych po antykwariatach w Ameryce, Wilnie, Lwowie, Paryżu…

  218. Tak sobie myślę, że cały księgozbiór zacnego pana Franciszka ze Lwowa po jego śmierci trafił do tego antykwariatu i warto by było tam poszperać, bo sądząc po dotychczasowych zdobyczach – są tam prawdziwe skarby! Niech Mu ziemia lekką będzie na obczyźnie, biedakowi kochanemu.
    Ach, Ateno, to uczucie, jak się coś tak nadzwyczajnego upoluje, to jest to, co Tygrysy lubią najbardziej:) Gratulacje!

    Bardzo smakowite te tomy w półskórku na zdjęciu;)

  219. Aż mnie dreszcz zzaświatowy przeszedł….

    Adminka dobrze Pania zna. To wzruszajace, gdy ktoś bezbłędnie odgaduje nasze pragnienia. To znaczy, że jest na nas uważny, a to takie rzadkie, nawet w rodzinie.

  220. Tylko przeglądałam w księgarni – ale chyba sobie kupię całość. To trzeba mieć. Bardzo interesujące.

  221. Pani Małgosiu cieszę się !
    Ja tu ciągle jestem ale niestety w przelocie albowiem w pracy zablokowali mi niektóre strony i tę też. A w domu przy trójce dzieci i ogrodzie prawie nie dotykam komputera – a wieczorem zasypiam na stojąco…
    A czy miała Pani okazję przeczytać książki z serii Kresowa Atlantyda ?

  222. Chyba masz rację, Psianko!
    To dar.:)
    Miło Cię tu znów widzieć, choć za sprawą Twojej książeczki nie tracę z Tobą kontaktu.
    Ze Lwowem prawda. Bardzo tęsknili.

  223. Nawiasem mówiąc, tu mamy nową dziwną historię: tę książkę zieloną, tę o ogrodach, wybrałam sobie w poznańskim antykwariacie Żupańskiego.
    Jak zwykle buszowałam po nim godzinami i odłożywszy sobie przyjemny stosik stwierdziłam, że niestety nie starczy mi pieniędzy na wszystkie zakupy. Musiałam z czegoś zrezygnować. Padło na najdroższą pozycję.
    W dwa dni potem Emilka udała się na poszukiwanie prezentu imieninowego dla mamy. Trafiła oczywiście do mojego ulubionego antykwariatu i – wiedziona najwyraźniej intuicją, bo nic nie wiedziała o moich zakupach – bezbłędnie wyłowiła z labiryntu regałów tę właśnie książkę, którą ja wybrałam uprzednio, ale odstawiłam z powrotem na półkę!
    Tak, takie rzeczy się zdarzają!
    Gdybym to opisała w powieści, powiedziano by, że wymyślam nieprawdopodobne wątki.

  224. Dzień dobry!
    To jak z szukaniem grzybów – niektórzy mają po prostu ten dar :)
    Ale mnie uderzyło to, że we wszystkich dedykacjach przewija się Lwów.
    Musieli bardzo tęsknić … Tak jak mój dziadek, który przez kilka lat nie rozpakowywał walizki, bo uważał, że to tylko przejściowe przesiedlenie i niedługo będą mogli wrócić.

  225. Moje własne!
    Ta większa to stara angielska książka o sztuce ogrodnictwa – zamszowe nieomal kartki, kolorowe ryciny! – imieninowy prezent z antykwariatu od Adminki.
    Ta druga to zbiór wierszy po niemiecku, pisanych „gotycką” czcionką, autor całkiem mi nieznany. Wierszy nie jestem w stanie przeczytać z powodu tej czcionki (ale chyba nie żałuję po odcyfrowaniu jakichś dwu zwrotek – ciężkie i sztywne), jednak nie dla czytania kupiłam ten tomik na pchlim targu w Poznaniu, tylko dla okładki z wytłaczanym rysunkiem i ze złoceniami. Ładny okaz sztuki introligatorskiej!

    Tak, najwyraźniej pan Franciszek ze Lwowa był sąsiadem Hemara z ulicy Jagiellońskiej!
    To ci musiało być emocjonalne spotkanie na obczyźnie, wyobrażasz sobie, Zuziu?!

  226. Nie wierzę! To znaczy wierzę, ale w głowie mi się to nie mieści. Wspaniała historia!
    Czyżby tam było napisane, że pan Franek ze Lwowa był sąsiadem Mariana Hemara?
    Tak samo jak Mama Isi, oniemiałam.
    Aż ciarki przechodzą po plecach na samą myśl, że coś takiego mogłoby trafić do pieca. Fe!
    :)))

  227. Dzień dobry!
    W końcu dłuższy wpis! To lubię :)
    Ateno, wspaniała historia!
    Przepadam za takimi zdjęciami. Piękne.
    I wiersz też.
    Wszystko po prostu.
    Miłego dnia!

  228. No właśnie, Mamo Isi!
    I to w tej wielkiej Ameryce zdarza się taki potrójny przypadek!
    I to właśnie naszej Atenie! :)

  229. Tak, trudno sobie nie wyobrażać, ile tam jeszcze książek polskich pałęta się po domach i antykwariatach.

    Justysiu, dobrze powiedziane!

  230. Ale cuda, cudeńka…to wręcz magiczne, niewiarygodne, że bibliofil, miłośnik poezji, dostaje w swoje ręce taki skarb. Na pewno Atena wyobrażała sobie, kto, kiedy i w jakich okolicznościach trzymał ten tomik, jak go podpisywał, to trochę tak, jakby człowiek osobiście przywitał się z Poetą, uścisnął mu rękę. Zazdroszczę naszej żeglarce takich doznań. Ludzie nie wiedzą, co posiadają w swoich garażach, piwnicach, a nawet..workach. Znamienne jest to, że nawet gdyby wiedzieli, nie zawsze umieją to odpowiednio docenić (nie mówię tu oczywiście o wartości materialnej). Cieszmy się, że te wydania trafiły w godne ręce i teraz będą cieszyć oko i duszę odpowiednich osób. Pozdrawiam Atenę i życzę miłej lektury. Dziękuję DUA, że przygotowała ten wpis i podzieliła się z nami swoimi refleksjami.

  231. Parafrazując słowa DUA z poprzedniego tygodnia – „Mądre książki lubią mieszkać u dobrych i miłych ludzi?”

  232. Ateno, wspaniałe znaleziska, masz szczęście, że na takie trafiasz :) cieszę się, że podzieliłaś się z nami tymi zdjęciami, bo to jest aż niewiarygodne, że takie książki można znaleźć w antykwariacie za grosze!

    Swoją drogą, dobrze, że tę książki nie trafiły w roli ozdób do jakiejś pizzerii, gdzie mogłyby zostać przycięte, żeby lepiej pasować do regału…

Dodaj komentarz