Ta przyroda! – no, popatrzcie tylko, ona wie jak się ubrać stosownie do okazji, i to od samego rana!
Jakie piękne mamy święta, prawda?
Jaki piękny mamy maj!
Jakie piękne mamy wiersze o maju!
Przeczytajcie – i zaraz potem koniecznie wyjdźcie na spacer! Najlepiej do lasu, ale ogród też może być, a jak nie, to choćby park albo i skwerek.
Jeszcze trochę – i już będzie po wiośnie. Łapcie ją!
Kazimierz Wierzyński (1894-1969)
KANTYCZKA
Chwalcie łąki umajone,
Góry, doliny zielone,
Wielki kościół pod obłokiem,
Brzozową ziemię musującą sokiem,
Drzewa, co na Zielone Świątki
Sprzątają w gałęziach, robią porządki,
I astry i cynie i pierwsze petunie
Gdy rankiem biegną na pierwszą komunię,
I zgiełk w ogrodzie i tumult w warzywach,
W rzodkiewkach, marchewkach, a także w pokrzywach,
Czerwone ptaki, złociste trzmiele,
Radość wszelkiego stworzenia,
I wiatr na dzisiaj i na niedzielę,
Unisono istnienia.
(z tomu „Korzec maku”, Londyn 1951)
Zdjęcie: Emilia Kiereś









Bozenko, bardzo mi bylo milo brać udział w konkursie przez Ciebie zainicjowanym.
Gratuluję pomysłu i całej organizacji.
Tak trzymać!
Mocno pozdrawiam :)
Bożeno, dziękuję za miłe słowa.
Joanno, nie wiem, na jakim etapie jest to dziecko.
Ale książki radzę zdobyć, póki są. Bo potem nie będzie. A raz zdobyte książki mogą zaczekać. Dorośli też mogą je poczytać.
Jakże cieszą mnie Twoje słowa, Zgredzie.
Jak mogłyby mnie tak nie cieszyć? :)
Uśmiecham się :)
Zgredzie,czy te książki, które ostatnio polecałeś, nadają się dla nad wiek rozwiniętego i sprawnie czytającego sześciolatka?
Dziękuję DUA i Justysi za bzowe porady.Spróbuję być cierpliwa, podsypywać skorupkami i podlewać nawozami.Może w przyszłym roku się doczekam.:)
Bożence dziekuję za dobre słowo,dwie moje uczennice wysłały krzyżówkę.Ściskam serdecznie i dziękuję też za pyszną zabawę.Dziewczyny poprzyglądały się stronie Twojej biblioteki i stwierdziły,że to musi być fajne miejsce.No pewnie,że jak się coś robi z sercem, to musi wychodzić.
U Zuzi na podwórku za to musi być cudownie.Tam chyba wszyscy „znają Józefa”. Pozdrawiam serdecznie, Zuziu, całą Twoją rodzinę.
Zazdroszczę DUA tej burzy,u nas była zapowiedziana,ale ledwie trochę pokropiło.A pompa się zepsuła.
Pozdrawiam serdecznie i zmykam, bo przede mną stresujący dzień i muszę się jeszcze przygotować.
Mam Arthura B., to jedna z moich ulubionych odmian.
JP II to amerykańska odmiana, wielka i piękna. Ubiegłej jesieni KC Ann znalazła mi ją w polskim sklepie internetowym. Warto poszukać.
Nie kupiłam, bo – jak już wspomniałam – wolę nie powiększać stanu posiadania.
Nawet nie miałabym dla niej godnego miejsca w słońcu.
Z żółtych róży bardzo ładnie pachnie Arthur Bell. A z Louise Odier też można robić konfitury. Ciekawe, że ja ją kupiłam bez problemu w lokalnym sklepiku ogrodniczym, mieli jej pełno. Czy róża JP II jest do dostania w Polsce? Zaciekawiłam się.
„Nawet”, bo wiem, jaki jesteś zapracowany!!!
Ale przecież, w rzeczy samej, była to miła rozrywka i zarazem wyzwanie!:)
Bożeno, chciałbym wyrazić moje uznanie dla Twojej kreatywności i pracowitości!
Wspaniały pomysł i wykonanie.
Starosto, ale dlaczego to „nawet”? („nawet Zgred wziął udział?”)
Jak mógłbym nie wziąć?
Haczyk musi niestety poczekać jeszcze tydzień.
Wczoraj mieliśmy tu podwójną tęczę.
Też właśnie wysłuchałam. Bardzo miła! :)
Dzień dobry
Wróciłam z majowego i słucham audycji z naszą Adminką :)
Przez Internet.
U mnie trochę deszczowo.
Jakieś wspaniałe to miejsce, gdzie mieszkasz, Zuziu! Jak z powieści!
Coraz bardziej mi się podoba.
Justysiu, ależ, ależ, dzięki, nie trzeba, skarbie. Mam tu świetne odżywki!
Dzień dobry!
A u nas bzy rosną tak po prostu, na łączce koło domu. Teraz jest to już bardziej lasek, ale bzów tak jest zatrzęsienie. Podobno pradziadek posadził tam kiedyś drzewa owocowe i był sad, to widać.:)
Bożeno, nie to nie ja. Co prawda rozwiązałam krzyżówkę, ale jej nie wysłałam. Niby miałam wysłać, ale zapomniałam. He, he.
No i nie wiedziałam jak, szczerze mówiąc. ;)
PS Moja Mama czyta „Haczyk”, to znaczy jeszcze nie czyta, ale ode mnie wzięła!:))
Mączki kostnej nie ma?
Jeśli to jest to samo co „bone meal”, to u nas jest pod dostatkiem. Służę dostawą.
:((( Ale nie tracę nadziei. Dostawałam już kiedyś od kogoś nasiona pocztą, więc wiem, że dochodzą.
Graham Thomas pachnie bardzo słabo. I jest to w ogóle nieróżany zapach, raczej jakby jabłkowy.
Dziękuję, Justysiu, za propozycję, ale postanowiłam już nie kupować i nie sadzić nowych róż. Nie mam miejsc słonecznych, żadnych nie mam! – wszystko się tak rozrosło. A poza tym, nie mam siły na obrabianie takich wielkich ilości tych kapryśnych królowych. Szesnaście krzewów. To w sam raz.
Co do bzów: wszystko prawda, plus to, że one też muszą być dokarmiane. Dawniej sypano pod nie mączkę kostną, ale teraz trudno ją dostać. Są za to nawozy sztuczne do krzewów!
A mimo wszystko – są wiosny, kiedy bzy kwitną obficie, a są i takie, kiedy kwitną skąpo. Wpływ pogody?
PS. Maciejkę wysłałam dosyć dawno, czuję, że ją skonfiskowali.
Fluid z burzą. Obudziałam się, a tu właśnie kończy padać i chmury już odchodzą. Niesamowite – przez jedną ciepłą burzową noc zrobiło się nagle tak zielono.
Graham Thomas nie pachnie?:( A na ulotce i w katalogu piszą, że pachnie. Nic to, kupiłam, bo to była jedyna jaką znalazłam z listy, którą Pani polecała, jeszcze w poprzedniej wersji KG.
Pani Małgosiu, rozczuliła mnie Pani. Dziękuję za troskę, ale proszę nie wysyłać róży, gdyż „importing live plant material to Canada is strictly prohibited” i na pewno skonfiskują przesyłkę. Bezpieczniej jest przemycić coś w walizce. Końcem lipca wybieram się do Polski.
A może przywieźć Pani różę John Paul II?
Maciejki jeszcze nie dostałam, dam zdać jak tylko dojdzie. Z nasionami raczej chyba nie powinno być kłopotu, ale lepiej nie ujawniać tego na deklaracji.
Pozdrawiam i dziękuję za pamięć.
Joanno, ja też miałam podobny problem z bzem trzy lata temu. Poszperałam, poszukałam i dowiedziałam się, że aby dobrze kwitnąć, bzy muszą mieć:
1. słoneczne stanowisko; moje miały
2. obcięte kwiaty zaraz jak przekwitną; tak robiłam
3. ziemię bardziej zasadową niż kwaśną; to było dla mnie nowe
Podsypywałam więc przez całe lato rozkruszone skorupki z jajek i mieszałam z ziemią. Pomogło. Następnej wiosny (w ub. roku) już było więcej kwiatów, a w tym roku jest ich tak wielka ilość jak nigdy dotąd.
Spróbuj, może i Twój bez potrzebuje bardziej zasadowej ziemi.
O tak, świetna była wczorajsza burza (chyba z pół godziny spędziłam stojąc w otwartych drzwiach balkonu) i wspaniale nocny deszcz stukał w parapet. Mam nadzieję, że pofrunął dalej, gdzie trzeba, żeby i inni mogli się nacieszyć.
Życzę miłego popołudnia i weekendu!
Zdecydowanie tak, Mamo Isi! Porządne, męczące podlewanie gwarancją rychłego nadejścia potężnej burzy z opadami.
Louise Odier też toleruje półcień.
Kochany Starosto, dziękuję:) Burza jeszcze nie doszła, ale nie tracę nadziei;) Jeżeli przesyłka poszła priorytetem, w ciągu 24 godzin powinniśmy też zmoknąć. Może jak podleję ogród, to ją szybciej przyciągnę?
Justysiu, polowanie na Louise Odier było doprawdy pełne chwil zwątpienia; co weszłam na cały czas otwartą stronę rozarium, tej róży nie było! Aż tu nagle w zeszłym tygodniu była! Mieli ją na składzie całe 22 godziny. Wiem, bo patrzyłam. Czyli polujących było więcej.
Bardzo mi szybko przysłali te trzy róże, a że w doniczkach, więc mimo upału nic im się nie stało.
Mam jeszcze ochotę na Mme Isaac Pereire, najbardziej aromatyczną różę świata, ale po pierwsze, musiałabym dla niej znaleźć słoneczne miejsce, a po drugie, znowu jej nie ma. Z jej płatków można robić pot pourri i konfitury.
U nas tez cala noc padal mocny deszcz. Otworzylam okno, spalo sie wspaniale.
Mamo Isi, posłałam burzę dalej!
Bardzo skuteczna. Wspaniale podlała.
Bożenko, ależ to ja dziękuję! Taki świetny pomysł, tyle pracy, takie perfekcyjne wykonanie!
„Feblik” też dziękuje.:)
I – co ty powiesz!- tyle Ksiegowych się zgłosiło i nawet Zgred wziął udział?
Uśmiecham się do nich.
Justysiu, „Graham Thomas” prześliczny i ja też go mam! Lubi półcień!
Tnij go oszczędnie, to mocno się rozrośnie. Ma wyjątkowo piękny kolor żółty i wyjątkowo piękny kształt kwiatu.
Szkoda, że nie pachnie.
Louise Odier to bardzo już stara francuska odmiana pnąca, jej mocno różowy kolor jest zbliżony do róży dzikiej, zapach – niezrównany! Ciekawe, czy można by ją posłać z Polski do Kanady, czy też nie wolno.
A swoją drogą, czy doszła maciejka?
Wiersz o zegarze też lubię. Poza tym chowałam się na „Koziołku Matołku” (co się rzuca w oczy, jak twierdzą poniektórzy;).
Czy Starosta mógłby nam pożyczyć trochę deszczu, jeżeli to możliwe, z dorodnym kawałkiem burzy majowej?
U nas sucho jak na pustyni Gobi w pełni sezonu.
Chesterko, dzięki za potwierdzenie. Jak patrzę na takie różowości na niebie, zawsze się podejrzewam o halucynacje i złudzenia apteczne.
Mamo Isi, zazdroszczę róży Louise Odier. Namierzyłam ją dwa lata temu, jedyne miejsce w Kanadzie, które miało ją w katalogu. Gdy zamówiłam i się nią cieszyłam, to w ciągu 24 godz. dostałam odpowiedź, że jednak już jej nie ma. Od tamego czasu sprawdzam co miesiąc i zawsze to samo: „Your search did not match any products”. Ale za to kilka dni temu znalazłam Graham Thomas, również polecany przez Starostę. Tym razem nie z internetu. Ależ się cieszę, nie mogę się doczekać gdy ją posadzę w sobotę.
Dobry wieczór/dzień dobry!
Rozstrzygnięcie krzyżówkowego konkursu z „Feblika” za nami – w bibliotece odbyło się dzisiaj (wczoraj?) losowanie nagród – małe podsumowanie na naszej stronie. A ja śpieszę podziękować miłemu Ludowi Księgi za wspólną zabawę: Magda.lenie, Helence, Otz, Just, Atenie, Jesiennej Adzie, Joannie, Zgredowi… Wybaczcie, jeśli kogoś pominęłam; niektórych Księgowych zapewne nie udało mi się zidentyfikować – czy np. jedyna wśród konkursowiczów uczennica Zuzanna to nasza radosna Zuzia? Nie wiem! Ale i tak się do Zuzi uśmiecham :).
To było takie nasze wspólne spotkanie z „Feblikiem” :) Sprawiliście mi tyle radości! Pierwsze rozwiązania wpłynęły już w dniu ogłoszenia konkursu!
A najgorętsze podziękowania kieruję do Pani Małgorzaty. Za „Feblika”. Za miłe słowa. Za wsparcie.
Tak, tak, potwierdzam Mamo Isi! Jechałam ci ja na rowerze (i nie dusiłam się!!!) po osiedlu o 20 i zupełnie nie mogłam uwierzyć w te różowości i błękity. Zawsze podejrzewalam, że fotografowie coś kombinuja, ale teraz nie będę nieufna. Maj potrafi nawet blokowisko zaczarować. Jak śnieg zima. Dobranoc
Muszę sobie jednak tutaj trochę ponarzekać, bo maj umyka mi co roku pracowicie i żal mi zawsze,że nie mogę się nim nacieszyć i nazachwycać.Ale póki co musi tak być,nie mam wyboru.
Dobrze,że chociaż majówkę miałam piękną.Zachwycajcie się i korzystajcie z uroków wiosny także za mnie.
U mnie jeden rododendron cudnie kwitnie, w tym roku z wyjątkowym przepychem,ale drugi nawet się specjalnie nie zbiera.
Może ktoś będzie wiedział,dlaczego posadzone trzy lata temu krzaki bzu rosną dość bujnie, ale nie chcą kwitnąć?Czy jest coś,co powinnam zrobić?
Dobranoc, dobranoc!
Deszcz wspaniale pada.
Będzie się słodko spało.
Tak! Teraz czas na konwalie. U mnie w ogrodzie już prawie wszystkie kwitną, nic tylko wąchać. Z jabłoniami tak samo, byłam ostatnio na wsi i kwitły jak oszalałe.
Pod moim balkonem znalazły w ziemi schronienie dzikie pszczoły. Jak się dowiedziałam od znajomego pszczelarza, dzika odmiana nie ma żądeł, ale za to nie robi miodu (żywią się pyłkiem i nektarem). Czasem wracając do domu zatrzymuję się i je obserwuję.
Życzę wszystkim dobrej nocy!
To pewnie prawda, mamo Isi. Ale lubię jego wiersz o starym zegarze. :)
U nas burza!!!
Kocham Makuszyńskiego, ale poetą on ci nie był najwyższego lotu;)
Staff Leopold
Maj
Po złotej pogodzie
Majowej i bzowej
Powoli zapada
Zmierzch także majowy.
Obudził się wietrzyk
Łagodny i miękki
I brzozom podnosi
Zielone sukienki.
Przycicha swawolnie,
Na trawę się kładzie
I czeka na księżyc
Zaplątany w sadzie.
Tak jest; wszystko pachnie! Cały dzień przesiedziałam w ogrodzie, wiem, co mówię.
„O maju, o raju, o wiosno!” – czy to tak było u Makuszyńskiego?
I pachnie wszystko przepięknie: bzy, konwalie, jabłonie, grusze i wiciokrzew pomorski. Jak się okazuje dla tego ostatniego jest to wschodnia granica występowania.
Powoli kończę wiosenne roboty ogrodowe. Jeszcze posadziłam sadzonki dyń, żeby porosły pryzmę kompostu. Dynia ma przepiękne kwiaty i liście. W tym roku z nowo nasadzonych drzew, doszła prawdziwa węgierka, a z róż Louise Odier, Sympathie i Pink Dawn. Wszystkie pachnące, a dwie pierwsze polecone przez Starostę;)
Patrzę sobie przez okno;niebo w połowie jest różowiutkie, a w połowie niebieściutkie – nieprawdopodobnie kiczowate kolorki, a jak to pięknie się komponuje;) I to różowe zjada coraz bardziej niebieskie.
U mnie jest podobnie, jak u naszego Wójta: maj jest pracowitym miesiącem. Na szczęście można teraz wziąć laptop i tworzyć rozmaite zestawienia, dyplomy, oceny itp. w ogrodowej altance patrząc na bzy, jabłonie, rododendrony i wdychając upajające zapachy. „Haczyk” też na razie czeka na wolniejsze chwile. Ślę uśmiechy i pozdrowienia :)
Zaglądam na chwilkę – i dziękuję!!! Za wszystkie miłe rzeczy, które przeczytałam na temat „Haczyka”. Nie ma lepszej nagrody niż dobre słowo od Czytelników! Wdzięczna ściskam Was mocno i cieszę się, że warto było się napracować ;)
I u mnie rododo ruszają (ciemny fiolet).
Ale do pełnego rozkwitu jeszcze co najmniej tydzień, jak sądzę.
Piękną będziesz miała wycieczkę, Sowo luba!
U mnie piwonia chińska już kwitnie. I rododo właśnie zaczynają,to znak, że czas jechać do arboretum.
Maj lubię , tak jak prawie wszyscy ( alergicy średnio, wiem, bo mam takich w domu), ale jest to dla mnie jeden z najbardziej pracowitych miesięcy w roku. Szkoda trochę, bo mi atrakcje majowe odrobinę umykają. Dlatego też i ” Haczyk” czeka na wolniejsze chwile. Nie szkodzi, będzie więcej atrakcji w czerwcu ( no, pod koniec).
Uśmiecham się do wszystkich majowo :)
Ooo, ile tu wrażeń węchowych!;)
Ale słuchowe też są: Sowo, dzięki za ogrodową muzykę.
Cieszę się z powodzenia „Haczyka”! – zdolne mam dziecko i mądre.
Piękny, słoneczny dzień u nas. Macie rację, bzy niedługo przekwitną (na szczęście pojawią się róże, a potem piwonie!) – carpe diem!
Dzień dobry Wszystkim.
Jaka szkoda, że nie można zatrzymać na dłużej zapachu bzów. Szkoda, że kwiaty kwitną tak krótko. Szczególnie żałuję zawsze bzów i konwalii. Teraz nałamałam całe naręcza bzu i napawam się zapachem, a pachnie cały dom. Niedługo wyruszam rowerem na wyprawę do lasu. Dzisiaj gwiżdżę na wszystko, jutro też (tzn. na wszystkie obowiązki zawodowe). Cieszę się życiem (przykładem DUA), słońcem, zapachem i kwiatami. A wieczorem pyszna lekturka. U nas w Lublinie pięknie świeci słońce i na niebie nie ma żadnej chmurki -rzadki to widok.
Pies siedzi mi na kolanach i wierci się, bo go nie przytulam. Właśnie położył pyszczek na laptopie… A chcę jeszcze napisać o Haczyku. Wspaniała książka, też mnie pochłonęła. Mądra i przemyślana, do tego ten dreszczyk, opisy przyrody i tętniącego życiem miasta. Zajmująca i wartka narracja – widać ogromny talent i profesjonalizm Adminki. A pomysł z postaciami z mitologii i „dotykanie” historii szczególnie mnie ujął. Jeszcze na studiach historycznych chodziłam po Poznaniu, czy Wrześni i czułam historię obok siebie. Można jej dotknąć znajdując stare listy, przedmioty. I wyobrazić sobie ludzi, którzy ich używali. Gratuluję Emilko, cieszę się ogromnie z Twoich sukcesów.
No i Rico się obraził – poszedł do swojego kosza.:-)
Dziękuję za przemiłe życzenia, pani Małgosiu i kochane dziewczyny. Uśmiecham się do Was! DUA – łatwo być szczęśliwą z takim mężem. :-) Żałuję, że nie poznałam Was osobiście Chesterko i Zuziu – nasze Słoneczko. Ale miejmy nadzieję, że to nadrobimy! Piszę dopiero dzisiaj, bo przedwczoraj mieliśmy gości, a wczoraj ogród mnie pochłonął i prawie cały dzień w nim spędziłam. Uwielbiam maj, bzy u nas też pachną. A w zeszłym tygodniu napawałam się nieziemskim zapachem kwitnących jabłoni. Pomyślałam sobie, że wspaniale by było mieć takie perfumy…
Jak miło odwiedzić optymistyczny świat tej strony. Nadrobiłam zaległości po majówce bez zasięgu telefonu i bez internetu. Wędrując z moimi starszymi iskierkami po szczytach bieszczadzkich zachwycałam się za to cudownościami przyrody i do nieba jakoś bliżej..Dobrze,że i w moim ogrodzie zaczynają kwitnąć bzy. Pomaga to zdecydowanie w zderzeniu z rzeczywistością w pracy po powrocie. Oddechem jest również ta strona z pięknymi zdjęciami,wierszami i Wami wszystkimi. Dziękuję :-)
Ach, też wącham bzy na potęgę, a dzięki ogrodowi koleżanki mamy ciągle świeże bukiety na kuchennym stole…
Dziękuję za tę stronę! Po wykańczającym dniu (normalne lekcje, rada pedagogiczna i spotkania z rodzicami) zaczerpnęłam trochę oddechu. Dziękuję, DUA i szczególnie dziękuję Zuziu12 :-)
Nadchodzą trzej ogrodnicy z Zośką. Zobaczymy, czy w tym roku będą zimni.
Johann Friedrich Fasch – „Jardiniers” from Ouverture in G minor.
Il Fondamento.
Dobry piękny majowy wieczór.
Kochana DUA,ta Pani radość życia jest porywająca i zaraźliwa.
Znikam na jakiś czas, bo wielki maturalny maraton rozpoczęty.Czekam na „Haczyk”,ale chyba zostawię go sobie na kolejny długi weekend,to będzie prawdziwe święto – lubię mieć na co czekać.Mam przypuszczenie graniczące z pewnością,że zachwyty Księgowych są uzasadnione.
Trzymajcie kciuki, bo jak zwykle mam wrażenie,że tego maturalnego maja nie przetrzymam.Z każdym rokiem jestem w dodatku coraz starsza,a doświadczenie jakoś nie zmniejsza stresu.
Dzis imieniny obchodzi Mamert-wszystkiego najlepszego dla wszystkich Mamertow! Sw. Mamert jest patronem mamek i chorob piersi. Chyba w zwiazku z fonetyka. P. S. Co tam u Mamerta slychac?
Można!
He, he, i u nas potem(i teraz) jest cudownie. Cały dzień na łonie natury! Raj na ziemi, po prostu.
Przed chwilą wróciłam z szybkiej wycieczki do lasu. W pewnym momencie jechałam bez tchu, bo zdawało mi się, że dziki są tuż, tuż, a do tego jakiś pies przeraźliwie szczekał. Wyszłam z tego cało, więc chyba jednak mi się zdawało. :)
Nawet Pani nie wie, jak bardzo byłam zaskoczona, gdy się o tym dowiedziałam.
W tym samym momencie! Ale on w istocie był przerażający, prawda? :))
Dziękuję za radę. A jeśli już wstawiłam do wazonu, to czy teraz też można?
Zuziu, u nas był cudowny dzień, słońce, wiatr, chmury białe i krągłe, szumiące i pachnące bzy. pełno ptaków w ogrodzie.
Gałązki bzu należy zaraz po ułamaniu stłuc młotkiem na końcach, po czym na moment zanurzyć te koniuszki we wrzątku, a następnie – w zimnej wodzie!
Podobnie z kwiatami innych krzewów, w tym – róż.
Beato (wiad.pryw.)- no, zobaczymy. Na razie piszę, a raczej – usiłuję, bo przyroda mnie miło rozprasza.
Ja też czytałam „Haczyk” bez tchu, a dreszcz na plecach miałam w tym samym momencie akcji, co Zuzia12 (patrz: jej list na stronie kieres.net):))).
Mamo Isi, cieszę się, że tak Ci się podoba. I że doceniasz to, co niewielu potrafi: umiejętność prowadzenia porywającej narracji.
„Haczyk” jest zupełnie nadzwyczajny; jestem oczarowana! Majstersztyk!
Teraz czyta Isia i widzę, że podobnie jak ja, zniknęła w książce;)
Dzień dobry!
Czy u DUA też tak dziś pochmurno?
Muszę jednak przyznać, że teraz właśnie słońce wygląda przepięknie. Takie zamglone, jakby za szybą, a tą szybą-chmury. Niesamowite zjawisko.
Oto dowód, że każda pogoda ma w sobie coś niesamowitego, dzięki czemu można się, jak Pani Małgosia, cieszyć Życiem.
Muszę iść zerwać bzu, zwiądł mi. :(
Pozdrawiam wszystkich mocno!:))
Dzień dobry!
Jeszcze więcej bzów od rana.
Znikam w ogrodzie i cieszę się Życiem!
Różyczka!
Nic dziwnego, że wrażliwa na zapachy.
Całuję ją w czółko.
Kochana DUA, to Wy trafiacie prosto do serca:).
P.S. Mocny zapach bzu (pojawił się on i w Krakowie) niezwykle podoba się Róży („Daj mi jeście powąchać, mama”).
Duśko, dziękuję za wiadomość prywatną, trafiła prosto do serca. Bóg ci zapłać, skarbie kochany.
I ja w wiosennej euforii jestem – ostatnio zakwitły 2 kolejne bzy na mojej trasie, jest co wąchać. Teraz jeszcze dochodzi do tego zapach świeżo skoszonej trawy – też uwielbiam :D
Gdy wracałam w sobotę do domu, to zauważyłam, że prawie w co drugim ogródku przy drodze kwitły bzy, nie raz nawet więcej krzaków – aż żal, że w busie nie było nic czuć…
Jak się cieszę, że już wieczór! Dziś był bardzo trudny dzień (w sensie naukowym) i dobrze, że reszta tygodnia będzie luźniejsza :)
Kochana Zuziu, jestem pewna, że Emilka bardzo się ucieszy, gdy Twoje słowa przeczyta – to przecież dla takich właśnie osóbek pisze i do nich przede wszystkim chce trafić!
Mamo Isi, „Haczyk” jest tak wspaniałą książką, że aż trudno mi opisać moje emocje po przeczytaniu go. Wysłałam nawet wiadomość do Adminki. Jaka to mądra, piękna książka. Rozpływam się.:))
Dzień dobry wszystkim! Przyznam się, że i ja w wiosennej euforii! Ale jak w niej nie być, skoro wokoło tyle zieleni, no i bzy oczywiście.:)
Wszystkiego najlepszego Magpie! Niech zawsze Ci kwitną bzy w duszy!
Gabrysię malutką czule pozdrawiam!
Przyjmuję gratulacje wyłącznie jako matka Autorki!
Tak naprawdę to Emilia zasłużyła na stokrotne uznanie. Widziałam, jak pilnie i perfekcyjnie nad „Haczykiem” pracowała.
Haczyk cudny, juz przeczytalam:)
A potem urodzila sie Gabrysia, corka znajomych:).
Magpie wszystkiego najlepszego.
Justysiu, a do nas moze tez kiedys przyjedzie On:).
Droga DUA! Drogi ludu księgi!
Ja już jestem po lekturze „Haczyka”! Piękny i mądry! I tak pięknie wydany! Gratulacje dla Szanownej Mamy!
Hip, hip, hurra! Przed sekundą doszedł „Haczyk”! Znikam z rzeczywistości;)
W oczekiwaniu na próbę chóru zajrzałam tu (wreszcie!). I ach! – znów śliczna kantyczka – jak miło:)
Pozdrawiam serdecznie!
I u mnie bzy w rozkwicie! Jestem w wiosennej euforii.
Cudowny dzień – tylko w ogrodzie.
Właśnie skończyłam wielkie podlewanie. Pewnie będzie deszcz.
Marto Z., a tak, pamiętam! I samo spotkanie, i zaproszenie.
Zapomniałam tylko, że była tam i Emilka.
Cieszę się, że trafiają do Ciebie także i jej książki. Prawdę mówiąc, i ja je czytam z zachwytem!
Droga Magpie, z która minęłam się niestety na listopadowym spotkaniu:(, życzę Ci, by reszta życia wygladała jak ten dzisiejszy majowy dzień. Zapach bzów wdziera się przez okna i wypełnia całe mieszkanie, można odfrunać jak na obrazach Chagalla! Fluid, też dziś upiekłam kokosanki. Wyobraźcie sobie zderzenie tych zapachów!
Magpie, sto lat!:)
I niech to będą lata tak szczęśliwe, jak te obecne!
Obejrzałam sobie, Justysiu:) Alez tam siła ludu, miłego i spontanicznego, było w tym kościele!
Mapie, wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!
Placek z rabarbarem i kokosanki – ale pyszności przygotowałaś :D
To nie my. My znalazłyśmy Pani numer telefonu w książce telefonicznej. To było pierwszego dnia pobytu w Poznaniu, a potem dwa tygodnie zbierałyśmy się na odwagę i wreszcie zadzwoniłyśmy. Zaprosiła nas Pani na spotkanie z młodzieżą przy kościele Dominikanów chyba. Czytała tam Pani swoje felietony. Do tej pory chętnie się chwalimy, że miałyśmy szczęście z Panią rozmawiać. A jakby mało tego było, na tym spotkaniu była Pani z córką Emilką. I teraz kiedy z zachwytem czytam jej książki myślę, że poznałam Ją kiedy jeszcze nie była pisarką. I jak tu nie mieć sentymentu do Poznania, skoro tyle miłych rzeczy mnie tam spotkało
Dzień dobry! Jaka miła niespodzianka mnie przed chwilą spotkała: przyszła paczka z wydawnictwa z „Haczykiem”! A nie spodziewałam się jej dzisiaj. Mam super prezent na urodziny (34). :-) Częstuję wszystkich kruchym plackiem z budyniem i rabarbarem. I zmykam piec kokosanki. Poczytam trochę później.
Mam nadzieję, że formularz mnie nie wyrzuci – ostatnio parę moich wpisów odpłynęło w niebyt…
Pozdrawiam,
Marta
Marto Z, czy to Wy wpadłyście do mnie, na Słowackiego, mówiąc:”przyszłyśmy na obiadek”?
Sporo osób tak robiło, swoją drogą.:)
Fani Jeżycjady faktycznie czują się w Poznaniu jak w domu. Na studiach, razem z przyjaciółką pojechałyśmy do Poznania na praktyki. Wybrałyśmy go tylko ze względu na Jeżycjadę. Przez miesiąc szukałyśmy miejsc z książek, chodziłyśmy tymi samymi ulicami co nasi ulubieni bohaterowie i cieszyłyśmy się każdym drobiazgiem jak dzieci. A na koniec udało nam się spotkać z naszą Ukochaną Autorką! To był cudowny czas. Po latach kiedy służbowo pojechałam do Poznania, poczułam się tak jakbym wróciła do domu…
To się nazywa: mieszkać we właściwym punkcie, co, Justysiu?
Uściski!
Byłam, widziałam, wzruszyłam się. Pięknie i patriotycznie było.
Nasz był, całymi latami. Ślub mieliśmy u Dominikanów. I nasze córki też.
:)
Bez przygód, co prawda, spokojnie.
Dobranoc!
Przeczytałam entuzjastyczny wpis Olgi.Pomyśleć,że mogłyśmy się mijać gdzieś po drodze – dwie szalone miłośniczki Borejkowskiego Poznania.Ja też starałam się sfrunąć ze schodów opery, choć Oldze mogło wyjść to znacznie wdzięczniej.:)
Zapomniałam dodać ,że byłam też w kościele Dominikanów i zastanawiałam się,czy DUA lubiła go odwiedzać?Pewnie tak, skoro jest ulubionym kościołem Borejków.Wyobrażałam sobie ślub Idy.
To jest naprawdę Jeżycjadowe szaleństwo.I Olga ma rację – dzięki Pani,DUA,w Poznaniu czujemy się jak u siebie.
Wszystkiego dobrego dla dzisiejszych Jubilatek!
Dobrej nocy.
Wolę spokojną.:)
Dobranoc!
Dziękuję bardzo!
Czuję się zaszczycona; to idealnie zakończony dzień :)
Życzę dobrej (energetycznej?) nocy! :)
Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin, Agnieszko!
Miło mi, że taki właśnie prezent sobie wybrałaś.
I dzięki za dobre słówko. O tej porze dnia to dobry zastrzyk energii dla strudzonej autorki!
Sto lat, sto lat i pozdrowienia dla Paczki Chusteczek!:)
Dobry wieczór!
Postanowiłam sprawić sama sobie okrągłourodzinowy prezent i po 7 latach regularnego odwiedzania tej strony pozdrowić serdecznie Panią Małgorzatę