„Te rozkwitłe świeżo drzewa…”

ogrod1

Na prośbę KC Beaty – dokumentacja faktu, że ogród jest wysprzątany, nawieziony i w apogeum kwietniowym (drzewo pierwsze z lewej to cudowna aromatyczna śliwka sierpniowa o wciąż nieodgadnionej nazwie, po prawej – pyszna fioletowa renkloda; na pierwszym planie widać fragment kolekcji bzów, za nimi – ostrokrzew w szpalerze) i że nareszcie, miast krzątać się z łopatą lub grabiami, mogę siedzieć nad „Ciotką Zgryzotką”! Praca idzie dobrze i szparko.

Kiedy się zrobi cieplej, przeniosę się pod wielką lipę (rośnie za prawą krawędzią obrazka), bo lipy dają najlepszy cień!

Pies wiernie mi towarzyszy, od czasu do czasu kładąc łeb na mych kolanach albo ucinając sobie słodką drzemkę w trawie, czy też chrupiąc kolejnego ślimaka.

 

Czy jest ktoś, kto nie lubi takiej chłodnej, miłej wiosny????!!!!

Niech się lepiej nie przyznaje!

Uściski znad roboty od –

MM

 

(Fotografowała Adminka, z okna mojego pokoju).

253 przemyślenia nt. „„Te rozkwitłe świeżo drzewa…”

  1. Pani Małgorzato! Proszę och proszę niech Pani napisze część o młodości profesora Dmuchawca, kiedy jeździł rowerem i denerwował się, że nie stać go na motocykl :) Również bardzo czekam na kolejny tomik Jeżycjady

  2. Przepiekne zdjecie! Gdyby nie computer mogloby udawac impresjonistyczny obraz. Nie moge sie napatrzec!

  3. Jakie cudowne zdjęcie! Wręcz czuję powietrze tam, zapach drzew! Książka będzie mi pachniała tym ujęciem :) Ciekawe czy „pisze się” na jej kartach jakaś Zyta… :) Moc pozdrowień dla Uroczego Ślimakożercy!

  4. Dobrze wiedzieć, Liliano, że ktoś czeka tak niecierpliwie! Lepiej się wtedy pisze…:)
    Pozdrawiam serdecznie!

  5. Już nie mogę się doczekać kolejnej książki.Ciekawe kto tym razem będzie głównym bohaterem . Pozdrawiam

  6. Ależ dobrze Panią widzieć Pani Małgosiu :) …w dodatku podczas pisania.
    Cieszę się bardzo wiosną i tym, że chyba już wszystko obudziło się do życia.
    Każdy promyk słońca cieszy całą moją rodzinę i mnie. Pozdrawiamy serdecznie!

  7. Kochana Pani Małgosiu,
    Ostatnio byłam na warsztatach w szkole Basi, pani opowiadała nam jak uczyć dzieci przyrody. I wypłynął właśnie podobny temat jak w przypadku śliwki, bo moja córa pytała czy można wyhodować tulipany z nasionek czy tylko z cebulek. I pani odpowiedziała, że z cebulki wyjdzie dokładnie ta sama odmiana (bo to jest rozmnażanie „bezpłciowe”) a z nasienia może wyjść niespodzianka (bo to jest rozmnażanie „płciowe”). Biorąc sprawę analogicznie – szczepienie pewnie da dokładnie tą samą odmianę, a co do pestki to nie wiadomo jakie informacje zostały tam wymieszane przez usłużne pszczoły…
    Ale ja się na ogrodnictwie nie znam, więc to tylko hipoteza :)

  8. Cześć i czołem!!!
    Nie mogę uwierzyć, że tu wszyscy jesteście!!
    Po zmianie strony była chyba jakaś przerwa, prawda?… Szukałam i szukałam i tak mi było okropnie smutno, że tych rozmów już nie będzie, bo chociaż nie brałam w nich aktywnego udziału to zawsze byłam na bieżąco. I dzisiaj, przed chwilą właśnie, zauważyłam, że pod wpisem jest ponad 200 komentarzy! I że Pani jest tu ciągle! Prawie się rozpłakałam!! Bo właśnie dziś jest dla mnie wyjątkowy dzień – wróciłam z Poznania. Dwa dni na Jeżycach! Razem z Idą przemierzałam ulicę Krasińskiego, jak Geniusia zaglądałam do okien suteren, zadzierałam głowę w celu pomachania dobrowolnej więźniarce Cesi, zbiegłam, a raczej sfrunęłam ze schodów opery niczym cytrynowa Matylda, odwiedziłam szpital Raszei, Rynek Jeżycki, Ratusz („piękna rzecz, renesans(…)”) wypoczywałam na Teatralce i łapałam ze zgrzytem wjeżdżający na most tramwaj. I oczywiście minąwszy witrynę Foto Angelo przesiedziałam kilka wspaniałych chwil przy ulicy Roosvelta 5! Podróżowałam już sporo w swoim życiu – byłam na wyprawie po północy Hiszpanii (ponad 500km pieszo), spędziłam kilka tygodni we Francji, widziałam sporą część Europy itd ale nigdy nie czułam takiego szczęścia jak w podróży do Poznania!! Dziękuję, dziękuję, dziękuję!!

  9. U nas ananas berżenicki zieloniutki i beż śladu pąków; ale najważniejsze, że zdrów i wesół!
    Natomiast zasadzona rok wcześniej kronselka ma pąki!
    Właśnie posadziłam cebule, które puściły w kuchni zielone pióropusze; lepiej im będzie w ogrodzie jako szczypiorkowi.
    Przesadziłam też z donicy do ogrodu rozmaryn. Piękny ma zapach. Podobno gałązka rozmarynu rzucona w ogień odstrasza owady. Swego czasu dał schronienie Matce Boskiej w czasie ucieczki do Egiptu; musiał to być spory okaz, ale w końcu dorasta do 2 m i tak też głęboko sięgają korzenie. Niestety, niezbyt mrozoodporny; trzeba będzie na zimę założyć mu chochoł.

  10. Dobry wieczór.Pozdrawiam majówkowo i radośnie.

    Wysłuchałam właśnie wywiadu z Wiewiórką- miły, ciepły i ujawniający,jak sympatyczną osobą jest autorka „Lawendowej czarownicy”.Gratulacje.

  11. U mnie z ananasem tak samo: listki są, uroczo zielone, kwiatków brak. Za to zakwitła pięknie posadzona w zeszłym roku rajska jabłonka Ola. Będę trzymała kciuki za małe śliweczki :)

  12. Dzięki, Aniu!
    Zagłębię się w temat. Kupię ałyczę.
    A małe śliwkodrzeweczka i tak sobie pohoduję. Właśnie do nich zajrzałam, dobrze im w tych korytkach, zaraz mają inne miny!

  13. Spóźniona moja opinia, DUA. Pan Musierowicz ma rację- podkładka i zaszczepić. Takie drzewka hodowane z pestek to loteria, nie powtarzają cech rośliny matecznej.
    :)))

  14. Faktycznie, cichutko tu było wczoraj, że aż myślałam, że Starosta gdzieś wyjechał, więc i ja nic nie pisałam.
    A to inni wyjechali. W takim razie dziś spieszę ze spóźnioną odpowiedzią na wcześniejsze pytanie. Spotkanie autorskie odbędzie się w bibliotece, na ulicy Judyma 2a, w Lublinie.
    Dziękuję Staroście i wszystkim, za miłe słowa. Od razu mi raźniej :)

  15. Niewątpliwie na tym się skończy, Karolciu!
    Tak, Aleksandro, spróbuję. Co mi szkodzi.
    U mnie Ananas Berżenicki ma listki, kwiatków znowu nie – a u Ciebie?

    A Kate Liu – wiadomo! Cieszę się, że jej posłuchałaś na żywo.

  16. Starosto, temat jest pasjonujący. Polecam podręczniki dla studentów ogrodnictwa, książki dla szkółkarzy. Tam jest rzetelna wiedza na ten temat.

  17. Dobry wieczór! Jeśli chodzi o sadzonki, to podobno tak jest, że powinno się szczepić, ale ja mogę powiedzieć coś z własnego doświadczenia. Nie chodzi co prawda o śliwę, ale o brzoskwinię i morelę. Brzoskwinię dostaliśmy od znajomego jako maleńką sadzonkę wyhodowaną właśnie z pestki, nieszczepioną – obecnie jest sporym drzewkiem i od kilku lat rodzi całkiem dobre owoce. Jeśli chodzi o morelę, mieliśmy w ogrodzie drzewo zasadzone przez mojego dziadka, które przez kilkanaście lat dawało wspaniałe owoce. Jednego roku odłamał się olbrzymi konar, ale reszta drzewa nadal rodziła. Obawiając się, że wkrótce moreli zabraknie (rzeczywiście parę lat później połamała się zimą pod ciężarem śniegu), tato wsadził do ziemi kilka pestek – wyrosło parę sadzonek. Zostawiliśmy jedną, obecnie jest już sporym drzewkiem. Od jakichś trzech lat kwitnie, a w zeszłym roku były nawet dwa owoce. O wiele mniejsze od tych, które pojawiały się na starej moreli, ale mamy nadzieję, że to dlatego, że drzewko jest jeszcze młode. Reasumując, ja bym spróbowała, a nuż się uda.
    PS Właśnie wróciłam z koncertu Kate Liu – jestem oczarowana :)

  18. Hej, właśnie to powiedział, tylko nie po góralsku.
    Masz rację, miłe dziewczyny.

    Co do książek: puchną, puchną. Taka ich natura.:)
    Uściski, Ateno!

  19. Szkoda, ze pan Musierowicz nie jest goralem. Zareagowalby jak maz znajomej, „godolek”.
    Posluchalam uroczej Adminki i nie mniej uroczej Wiewiorki i milo sie zrobilo. Poukladam ksiazki, ktore nie waidomo dlaczego spuchly, przedtem sie miescily.

  20. Ale się chłopisko ucieszy. Takie bezwarunkowe poparcie uzyskał!
    Dobrze, dziękuję za rady, dziękuję Jadwisi (halo! Pierwszy raz u nas?) – no, to teraz zacznę studiować sprawy szczepienia (nigdy tego nie robiłam), sadzonki pestkowe zniweczę, a w korytkach posieję maciejkę.

    Ps. Mamo Isi, Asieńka zachwycająca.

  21. Ach, dziękuję, Karolciu i Mamo Isi! Rację miał jednak mój połowa, patrzajta.
    Czyli co, nie rozczulać się nad roślinkami, tylko wywalić? I normalnie kupić podkładkę z ałyczy i w nią wszczepić uciętą gałązkę tajemniczej śliwy?

  22. Niestety Kochana i Ulubiona Autorko, chyba Pan Musierowicz ma rację.
    Parę lat temu to samo uczyniłam z sadzonkami pestkowymi mojej cudownie smakującej śliwki węgierki,
    też nieznanej mi odmiany, ponieważ kupiliśmy dom ze śliwką.
    Pielęgnacja nic nie dała, nie przyjęło się i basta. No cóż, trzeba było ze spokojem przyjąć porażkę,
    ale może ma Pani lepszą rękę do roślin, przecież cuda zdarzają się,
    Majowo i bardzo serdecznie pozdrawiam Panią i wszystkich Księgowych .

  23. Tak, Starosto, prawda.:)
    Jeśli mogę podzielić się moją wiedzą z zakresu szkółkarstwa: rację ma Pan Musierowicz. Jeżeli chciałaby Pani rozmnożyć tę tajemniczą śliwę, to najlepiej zakupić w szkółce tzw. podkładki do szczepienia śliw, które przyspieszają wejście drzewa w okres owocowania.

  24. Gratulacje dla wszystkich nadzwyczajnie uzdolnionych Rodziców i dzieci, które w ostatnich dniach (i nie tylko) okryły się chwałą:) Aż serce rośnie!
    W sobotę mamy kiermasz ogrodowy w Kolibkach i może wreszcie dostanę Louise Odier i ze dwie jakieś pachnące pnące, ot choćby Sympathie. Teraz wszystko sprzedają w donicach, więc nie trzeba się aż tak trzymać terminów.
    Jeżeli chodzi o te sadzonki pod śliwką, to cienko to widzę, kochany Starosto, bo w dzisiejszych czasach wszystkie śliwki szczepi się na ałyczy. Wiem, bo morela się nie przyjęła i zostaliśmy z ałyczą, która nie daje się wytępić. Ale może się mylę? Czy ktoś bardziej fachowy mógłby się wypowiedzieć, bom sama ciekawa i gdyby jednak się okazało, że się mylę, to będę się uśmiechać o sadzonkę;)))

  25. Hej witajcie! Dziekuje kochana Celestyno za podziekowania:-) dotyczace artykulu o Sigrid- pisze z opoznieniem bo przez tydzien tu nie zagadalam! Wracam do tematu ruskie pierogi, wczoraj lepilam z mezem tesciem i coreczka i wyszly fantastyczne. Do tego dzis pieczony schab ( przepraszam Pani Malgosiu:-) wg przepisu mlodszego Brata i barszcz wg przepisu Mamy i byl to prawdziwy Rodzinny Obiad! Nareszcie slonce i cieplo! Pozdrawiam Was serdecznie a Pani Kochanej M zycze lekkiego piora:-)

  26. Właśnie przestałam się śmiać i muszę i z Wami, kochani, podzielić się tą historyjką.
    Otóż, przed kwadransem zeszła na dół Asieńka, stanęła swobodnie oparta o framugę i spytała zachęcająco:
    -Babciu, czy pożyczysz samochód?
    Odparłam, ze i owszem, na co Asieńka bardzo z siebie zadowolona zawołała do schodzącej rodziny:
    – Pożyczyłam samochód! Możemy jechać!
    I wszyscy pojechali na rowery do parku w Kolibkach.

  27. Dzięki, Kris!

    Chesterko, racja z tą retoryką. I z logiką, i z etyką też.

    A cicho tu, faktycznie! – majówka na całego.
    Ja siedzę w ogrodzie. I taka sprawa: pod tajemniczą śliwą bez nazwy odkryłam mnóstwo malutkich – wyrosły z pestek!
    Czy ktoś z doświadczonych ogrodników może mi poradzić? Wykopałam wszystkie i przesadziłam do korytek z czarnoziemem, podlałam, postawiłam w słońcu. I co dalej? Czy z tych roślinek wykształcą się te właśnie śliwy z owocami o cudownym smaku, czy też – jak twierdzi pan Musierowicz, ale on się raczej nie zna na sadownictwie – trzeba będzie je zaszczepić?
    Może Mama Isi będzie wiedziała. A może AniaG. A może jeszcze ktoś.

  28. Dzien dobry!
    Z przyjemnoscia wysluchalam milego i ciekawego wywiadu z nasza Wiewiorka. Ciesze sie, ze „Lawendowa czarownica” zdobywa czytelnikow. Pozdrawiam cieplo i gratuluje dzielnej Sonatinie!

    U nas dzis slonce i chlodny wiatr. Wiosna jest nieco niezdecydowana w tym roku. A za miesiac pewnie beda upaly!
    Milej niedzieli zycze. :)

  29. Cichutko na stronie, jak makiem zasiał. Wszyscy pojechali na majówkę? A ja też, tyle że w wyobraźni przemierzałam Anglię z poludnia na północ ( w przerwie odwiedzajac nocne pogotowie z chrześniaczka podejrzana o wyrostek). Gaskell doskonała! Nie znałam wcześniej tej pisarki. Pod wieloma względami zasługuje na uznanie. Mnie szczególnie zafascynował opis uczuć. Czy wiecie, że jedno wydarzenie może w nas wywołać 10, ba, kilkanaście nieraz sprzecznych uczuć? Ile ważnych informacji one nam dostarczaja!
    Joanno, dziękuję za tyle miłych słów! Gratuluję córeczce Wójta i Celestyny w zdobywaniu pierwszych szlifów! A swoja droga szkoda, że dziś nie uczy się retoryki. Nieprawdaż, DUA?

  30. Piękny ogród! Zazdroszczę:)
    Wpadłam tylko na chwilkę, bo zaraz wyjeżdżam na majówkę.
    Pozdrawiam serdecznie!
    Dobrej nocy!

  31. Hej, hej – już jestem i żyję.Pożegnanie z moją klasą było przejmujące,nie da się uniknąć wzruszenia.Uświadomiłam sobie,że moje nauczycielskie życie mierzy się kolejnymi rocznikami wyprawianych w świat maturzystów.
    Dziękuję wszystkim za trzymanie kciuków -czułam dobre fluidy i poszło bardzo dobrze.:)

    DUA,rozumiem Wójta doskonale.Lekcja to lekcja,ale jak się staje tak ja jak dzisiaj przed gronem koleżanek i kolegów,prawie dwusetką maturzystów i ich przejętymi rodzicami to zupełnie inna sprawa.Ja w sumie mam wprawę w takich sytuacjach,ale trema( którą na szczęscie udaje mi się ukryć i opanować) pojawia się zawsze w takich sytuacjach.Ma Pani rację,że to ćwiczenie od dziecka jest ważne.Jak wiele mojemu osobistemu dziecku dały publiczne popisy i koncerty w szkole muzycznej oraz występy w spektaklach i konkursach recytatorskich.To jest nie do przecenienia.
    Gratulacje dla córeczek drogich Księgowych,czyli Wójta i Celestyny.
    Wójcie – i jeszcze ten francuski repertuar,to musiało być super!

  32. Może na stronie Akapitu na fb? Nie wiem.
    Wójciku, pytano tu o Twoje spotkanie autorskie – gdzie ono i kiedy?

    Tak, radość z sukcesów własnych dzieci jest wielka („Haczyk” jest świetny! ), i z sukcesów tych przybranych – też!
    Brawo! Zuch z ciebie! Wywiad mi się podobał. Miła, naturalna, wesoła – oto jaka jesteś.
    A „Lawendowa Czarownica” zdobywa czytelników!

  33. Dziękuję, dziękuję :)
    Radość z sukcesów własnych dzieci jest wielka, prawda Starosto?
    Ha! ” Haczyk” ! :)
    No, doczekaliśmy się nareszcie, teraz wszystkiego się dowiemy. Kim są te tajemnicze, intrygujące osóbki z filmików promocyjnych?

  34. Dobry wieczór!
    Ileż dzielnych dziewuszek – i chłopaczków, oczywiście :) – tu dorasta. Gratulacje dla córeczki Celestyny, wyrazy uznania dla Sonatiny i koleżanki. I gratulacje dla Mam :)
    A Czytanie Jeżycjady rzeczywiście się zbliża! I jeszcze ten dyplom, DUA, z Dorotą i Józefem – ach!
    Pozdrawiam serdecznie!

  35. Dzięki, Zgredziku.:)

    Karolciu, tak, to takie cudowne chwile, kiedy Człowieczek po raz pierwszy się wypowie! – słownie, bo przedtem się też wypowiadał, na wiele sposobów, mówił nawet spojrzeniem, prawda?

  36. Kochana Autorko, dziękujemy, uściski przekazane. Pan Osiołeczek się rozgadał i to go głównie zajmuje. Mnie też.:)
    Wiewiórko, brawa dla córeczki! I oczywiście trzymam kciuki.:)

  37. Ja też jestem naładowana. W ogrodzie dziś było cudownie! Słonecznie! Kolorowo! Zakwitły wszystkie tulipany!

    Tak, pomysł fajny. Pani wydawczyni mówi, że jest ogromne zainteresowanie i ruch. Wszystko pod patronatem Fundacji ABC „Cała Polska czyta dzieciom”.
    Jest mnóstwo nagród!
    A ja się cieszę.

  38. Dzień dobry!:)))

    Ogólnopolskie czytanie Jeżycjady, to fenomenalny! pomysł. Szkoda, że nasza biblioteka się nie zgłosiła, ale tak teraz myślę, może by podpowiedzieć na kółku w bibliotece? Tak przynajmniej dla siebie. Każdy przecież powód do czytania J. jest dobry!:))

    Nic tak nie poprawia humoru jak wyjście na powietrze. To znaczy, mi humoru raczej poprawiać nie musiało, ale naładowałam się pozytywną energią na wieczność! Polecam każdemu.:)))

  39. Wójcie Wiewiórko, brawo dla córeczki.
    Czy można zapytać gdzie będzie to spotkanie autorskie? Pięknie dzisiaj, wszystko kwitnie, pachnie, wracam do ogrodu. Miłego dnia.

  40. Brawo dla dziecka! Zuch!
    Lubię dzielne dziewczyny!

    Tak, Celestyno, przygotowania idą całą parą. Właśnie na prośbę wydawcy narysowałam piękny dyplom (z Dorotą i Józefem!), który dostaną uczestnicy za udział w Czytaniu J.

    Jadziu, racja. Nieśmiałość bardzo przeszkadza, ale przecież nie w byciu człowiekiem dzielnym!
    Ciekawe: lubimy ludzi nieśmiałych, prawda? Dlaczego? Bo ujmuje nas skromność.

  41. Dziekuje za wszystkie dobre wiesci, Pani Malgorzato!
    Wiewiorko, jaka mila i ciekawa rozmowa:)

    A odrobine nizej na podanej stronie jest taka oto informacja: „W bibliotekach i szkołach trwają już pierwsze przygotowania do „Ogólnopolskiego czytania Jeżycjady”!”

    P.S. Poszlo dobrze, dziecko zadowolone, twierdzi, ze wszystko poszlo wedlug jej planu.

  42. Ha, Wójcie!
    Świetny wywiad świetnej Marii Łączkowskiej z Tobą!
    Popatrzcie tylko na stronę Akapit Press na Facebooku – nasz Wójt Wiewiórka czyli Katarzyna Borys mówi dla Radia Emaus o swojej pracy nad „Lawendową czarownicą”!

    No i mamy też wiadomość o „Haczyku” Emilii Kiereś: JUŻ JEST!

    Brawo, nasze dziewczyny!

  43. Ha! racja, w lekcjach mam wprawę. Ale nie na 50 osób! Tak że jednak upieram się przy kciukach :)

  44. Nas uczono prezentacji (nadal to robią, na studiach ciągle trzeba coś prezentować), ale wydaje mi się, że pewnych rzeczy nie da się nauczyć. Są ludzie, którzy bez tej nauki przedstawialiby ciekawie, i są tacy, którzy są w stanie nauczyć się tylko schematu i to, co będą mówili nie będzie interesujące. Dlatego nie lubię prezentacji, bo jest to dla mnie bardzo sztuczne. Chociaż pewnie pomagają obyć się wystąpieniami publicznymi i przezwyciężyć nieśmiałość ;)

  45. Wójciku, brawa dla Sonatiny! Trzymałam wczoraj kciuki!
    A co do spotkania autorskiego: cóż to jest w porównaniu z przeprowadzeniem interesującej i zabawnej lekcji w szkole, co przecież robisz codziennie!

  46. Bardzo wazne. Nas tak wczesnie tego nie uczono, do tej pory mam z tym ogromny klopot.
    Z wypracowan szkolnych w liceum zawsze swietne oceny, z odpowiedzi- czesto dwoje. Po prostu wstawalam i mowilam: nie przygotowalam sie, co nie bylo prawda. Mialam wrazenie, ze sie bede kompromitowac, powtarzajac jak papuzka zapiski z lekcji, gdy tymczasem ci, co powtrazali jak papuzki bez oporow, dostawali dobre oceny.

  47. Jeśli już o publicznych wystąpieniach mowa to i ja się dołączę ( choć staram się unikać prywaty), bo duma mnie wprost rozpiera. Wczoraj moja młodsza wiewióreczka,Sonatina, brała udział w wojewódzkim festiwalu piosenki francuskiej. Akompaniowała koleżance na pianinie i zagrała prześlicznie! A koleżanka pięknie zaśpiewała. Nie zajęły pierwszego miejsca, bo była naprawdę silna konkurencja, ale co z tego? Tata wiewiórek i tak ukradkiem coś tam majstrował przy okularach i jakby kataru nagle dostał :) A swoją drogą, jak miło było posłuchać i popatrzeć na tę zdolną młodzież. Niektórzy śpiewali naprawdę profesjonalnie. Były i „Les Feuilles Mortes” i Edith Piaf, i Zaz, i Lara Fabien, i wielu innych. Moje dziewczyny zaprezentowały ” Maman” Louane.
    A ja poproszę o kciuki 9 maja, kiedy to mam wystąpić publicznie na pierwszym spotkaniu autorskim. Zaznaczam, że za moich czasów w szkole nie było prezentacji:)

  48. Joanna przemawia do swoich uczniów – pisała o tym wcześniej. Uroczystość z okazji 3 maja!

    Popatrz, Celestyno, jakie to ważne, żeby dzieci od małego wdrażać do publicznego zabierania głosu. Przełamywanie tremy i panowanie nad sobą też jest elementem edukacji. Trzymamy kciuki i niech się mała nie denerwuje – wszystko się uda!

  49. Dzien dobry!

    Poprosze o kciuki za moja coreczke: po raz pierwszy robi prezentacje (za pomoca powerpoint) przed cala klasa. Przygotowala sie swietnie, ale problem ma taki, ze nie znosi mowic publicznie, to ja paralizuje, caly stres jest tylko z tym zwiazany (za to na egzamin z fortepianu sie cieszyla).

    Joanno, a co to za okazja do wystapienia? Przepraszam, ze tak pytam, ale chyba cos mi umknelo…
    Pozdrawiam!

  50. No, dzionek na wystąpienia dziś bardzo ładny. Wręcz brylantowy!
    I cieplej.
    Powodzenia, Joanno.
    Dzień dobry wszystkim!

  51. Dzień dobry:)

    Świetnie ,Chesterko,że dobrze.Myślę,że dobra atmosfera na spotkaniu to też Twoja zasługa,bo po Twoich wpisach wnoszę,że masz pogodną i kojącą naturę.:)
    A u mnie jeszcze nic nie wiadomo,bo to dzisiaj dopiero.Ale wystąpienie przemyślane.

  52. Dobry późny wieczór! Oderwałam się od jakże przyjemnej lektury „Północy i Południa” Gaskell, by donieść, na prośbę Joanny, że wieczór poetycki, mimo że spędzony w lodowato zimnym kościele, był bardzo udany. Nic się nie denerwowałam, a to wszystko zasługa ciepłej atmosfery, której sprawca był oczywiście ksiadz. Było dużo śmiechu, zadumy i ludzkiej życzliwości.
    A jak poradziłaś sobie Ty, Joanno?

  53. Mamo Isi- umiem spiewac „Ave Verum” moge nauczyc :D
    Zaczyna sie tak „Aaaaave veeruum coorpus, natum de Maryja viirgine”!

    DUA- byl juz kubek z krasnalem, koszulka z fiolkiem, cukiernica ze śniedzią, a teraz filizanka z różą. Czyli przedmioty z historia.

  54. Dziękuję DUA i wszystkim za życzliwość. Potrzymajcie te kciuki jutro przez chwilę o dziesiątej- ośmielam się prosić.
    Nie pierwszy raz jestem w takiej sytuacji,ale zawsze traktuję to wystąpienie poważnie i mam tremę.:)

    Mamo Isi- dziękuję za życzenia.:) Od zawsze obchodziłam imieniny w maju, bo termin majowy był dotąd najbardziej chyba popularny,ale odkąd poznałam historię Joanny Beretty Molli,jest ona moją patronką z wyboru.I wszystkiego najlepszego dla Asieńki.:)

    Chesterko,odezwij się i napisz jak poszło.

  55. Przejrzałam galerie internetowe i aukcje i co tam mają w necie i nie ma „Babci z kozą” ;(
    Jestem niepocieszona. Jeśli uda mi się zrobić zdjęcie, podeślę;)
    I tak to człowiek nic tylko popełnia wykroczenia, przestępstwa i myślozbrodnie. Albo je właśnie planuje. Nie ma letko;(

  56. O! Lecę obejrzeć, Otz.
    Myszo, karykatury Wojtkiewicza widziałam na żywo i w książce „Wojtkiewicz i nowa sztuka” Wiiesława Juszczaka oraz w albumie „Wojtkiewicz” wydanym przez tę samą Galerię Browarną (1999), która przedtem dała nam pierwszy po wojnie album Konrada Krzyżanowskiego.
    Warto zdobyć te książki. Takich już chyba nie będzie.

  57. Na stronie internetowej desa.art można kupić „Władysława Warneńczyka” i „Chłopca z bukietem kwiatów”(urzekł mnie!).

    Dobry wieczór!

  58. Podobno rysując w kawiarniach Sichulski cieniował szkice popiołem z papierosa, a czasem polewał czarną kawą. Wspaniałe są też karykatury Wojtkiewicza, chyba mniej znane. W internecie można znaleźć kilka „teatralnych”, ze scenkami z przedstawień.

  59. Kazimierz Sichulski większość życia spędził we Lwowie i tam też jest większość jego dzieł. Trochę go mamy w Krakowie i tyle tego. Nie wiem, na jakiej zasadzie polskie dzieła sztuki zostały przyswojone przez Ukrainę.

  60. Ktoś powinien wydać album Sichulskiego.
    Doczekaliśmy się przecież albumu Konrada Krzyżanowskiego, po długich latach, wydała go jednak prywatna oficyna.

  61. Był też przecież specjalistą od karykatur!
    A karykatura wymaga doprawdy niezwykle uważnego oka, oka portrecisty.

  62. Jeżeli nie znajdę tego tryptyku, to chyba pójdę do BWA raz jeszcze i cichcem zrobię zdjęcie. Muszę to mieć, choćby nie wiem co. Patrzyłam na katalog wystawy, ale tam tego tryptyku nie dość, że nie oddali we właściwym kolorze, to jeszcze ma wymiary, jakby chcieli go przerobić na znaczek pocztowy.

  63. Ach, portret ołówkowy Jankiela! Co za cudo, Starosto, miałaś!
    Sichulski był w tym genialny! Dzisiaj wpatrywaliśmy się jak sroki w gnat w jego portrety ołówkowe i piórkiem – parę kresek i jest człowiek jak żywy! A już portret Solskiego i Solskiej – cudowne. Nie wiem, jak on to robił, ale żadne zdjęcie nie odda tak charakteru człowieka, jak taki szkic Sichulskiego.

  64. Nie uwierzysz, ale dostałam kiedyś w prezencie (po zdanym egzaminie na studia plastyczne) mały, pyszny szkic Sichulskiego – zwykłym, miękkim ołówkiem rysowany na zwykłej żółtawej tekturze portret Jankiela!
    I co?
    I jak klepaliśmy biedę w PRLu, trzeba było obrazek sprzedać.
    Teraz żałuję.
    Nie ma chyba żadnego albumu Sichulskiego na rynku. Nie wiem, co Ci poradzić!
    Świetny to był artysta.

  65. Dzięki, Starosto kochany, za trzymanie kciuków podczas próby;)

    Byliśmy dziś w sopockim BWA na Sichulskim ze zbiorów lwowskich. I oczarował nas zupełnie nam nieznany tryptyk „Babcia z kozą. Wiosna”. Przekopałam się przez internet i znaleźć tego nie mogę. Ratunku, słoniocy, skąd to wziąć? Póki co, mam to w oczach, ale chciałabym móc wrócić do obrazu.

  66. Uściski dla Asieńki!
    I najlepsze życzenia dla dzisiejszych Joaś!

    Mamo Isi, z tą zmywarką rzecz bolesna. I – tak, one tak lubią sobie odpocząć w święta.

  67. Na próbach ćwiczymy teraz dwie przepiękne rzeczy: Anton Brucker – Locus iste oraz Saint Saens – Ave Verum Corpus. Mam nadzieję, że jakoś damy radę do Bożego Ciała;)

    To jest doprawdy złośliwość rzeczy martwych, żeby zmywarka psuła się przed długim weekendem. Właśnie skończyłam mycie naczyń, które z niej wyciągnęłam; chyba się odzwyczaiłam od tego miłego zajęcia;(

    Dzisiaj imieniny Asieńki – jej patronką jest św.Joanna Beretta Molla. Jej córka, właśnie ta ocalona Gianna Emanuela, była w marcu w Polsce! Tyle tu w Księdze Gości Joann, że na pewno któraś też dziś obchodzi imieniny, więc składam im najserdeczniejsze życzenia błogosławieństwa Bożego:)

  68. Dzięki, Karolciu! Dobrze, że się pokazałaś, bo już się martwiłam, głównie o Pana Osiołeczka.
    Ale widzę, że wszystko w porządku, tylko ktoś tam pewnie bryka intensywnie.:)
    Uściski!

  69. Kochana Anusiu123, dziękuję za piękną wiadomość prywatną. Masz rację we wszystkim, co piszesz. Podoba mi się to, jak patrzysz na świat.
    I tak trzymaj! – a życie Ci się uda.
    Dużo trzeba mieć pogody ducha, uśmiechu, ale i powagi w sprawach najważniejszych. I godności! To, co Cię martwi (wiem, jak to smakuje…pamiętam!) z całą pewnością za rok będzie wyglądać całkiem inaczej, rzecz jest pewna. Dlatego nie bierz tego przypadkiem zbyt tragicznie. Ale Ty to przecież wiesz!
    Bardzo się cieszę, że Ci się czasem przydaję. Jest to jeden z moich głównych celów życiowych: być pożyteczną.
    Ściskam Cię serdecznie – dobrze, że napisałaś, teraz więcej wiem o Tobie i jesteś mi bliższa!

  70. Bardzo, bardzo krzepiący i miły obrazek, Kochana Autorko!
    Z drżeniem serca przyznaję, że chłodnej wiosny nie lubię , oj nie!
    Co do czytelnictwa: ma Pani rację. W bibliotekach kolejki, zapisy, rezerwacje.
    A czytnik to świetny wynalazek – można nie tylko powiększyć czcionkę, ale także użyć go jako lampki (z regulacją jasności) i przy jego pomocy poczytać książkę w wersji tradycyjnej, hi, hi.
    Pozdrawiamy wiosennie, mimo wszystko:).

  71. Tych latarenek,małych cudów techniki nie widziałam jeszcze ale teraz W NASZYCH CZASACH mogę już bezwstydnie czytać całymi nocami, tylko niestety nie daję rady-zwyczajnie z książką w ręce i okularami na nosie odpływam w nocny niebyt. Oczywiście dołączam do trzymających kciuki -ale te paluszki nam się wyrobią ;-) Pozdrawiam serdecznie wszystkich :-)

  72. Dzień dobry!
    Ja nie mam możliwości czytać po nocach. To znaczy mam, ale zniecierpliwiona rezygnuję. Aż mi wstyd, ale to dlatego, że mój drogi brat, który chodzi tak późno spać, że jeszcze nie odkryłam kiedy, gdy ja czytam, przyłazi do mnie co chwila i pyta dlaczego ja jeszcze nie śpię. Tłumaczę sobie, że t