„Te rozkwitłe świeżo drzewa…”

ogrod1

Na prośbę KC Beaty – dokumentacja faktu, że ogród jest wysprzątany, nawieziony i w apogeum kwietniowym (drzewo pierwsze z lewej to cudowna aromatyczna śliwka sierpniowa o wciąż nieodgadnionej nazwie, po prawej – pyszna fioletowa renkloda; na pierwszym planie widać fragment kolekcji bzów, za nimi – ostrokrzew w szpalerze) i że nareszcie, miast krzątać się z łopatą lub grabiami, mogę siedzieć nad „Ciotką Zgryzotką”! Praca idzie dobrze i szparko.

Kiedy się zrobi cieplej, przeniosę się pod wielką lipę (rośnie za prawą krawędzią obrazka), bo lipy dają najlepszy cień!

Pies wiernie mi towarzyszy, od czasu do czasu kładąc łeb na mych kolanach albo ucinając sobie słodką drzemkę w trawie, czy też chrupiąc kolejnego ślimaka.

 

Czy jest ktoś, kto nie lubi takiej chłodnej, miłej wiosny????!!!!

Niech się lepiej nie przyznaje!

Uściski znad roboty od –

MM

 

(Fotografowała Adminka, z okna mojego pokoju).

253 przemyślenia nt. „„Te rozkwitłe świeżo drzewa…”

  1. Pani Małgorzato! Proszę och proszę niech Pani napisze część o młodości profesora Dmuchawca, kiedy jeździł rowerem i denerwował się, że nie stać go na motocykl :) Również bardzo czekam na kolejny tomik Jeżycjady

  2. Przepiekne zdjecie! Gdyby nie computer mogloby udawac impresjonistyczny obraz. Nie moge sie napatrzec!

  3. Jakie cudowne zdjęcie! Wręcz czuję powietrze tam, zapach drzew! Książka będzie mi pachniała tym ujęciem :) Ciekawe czy „pisze się” na jej kartach jakaś Zyta… :) Moc pozdrowień dla Uroczego Ślimakożercy!

  4. Dobrze wiedzieć, Liliano, że ktoś czeka tak niecierpliwie! Lepiej się wtedy pisze…:)
    Pozdrawiam serdecznie!

  5. Już nie mogę się doczekać kolejnej książki.Ciekawe kto tym razem będzie głównym bohaterem . Pozdrawiam

  6. Ależ dobrze Panią widzieć Pani Małgosiu :) …w dodatku podczas pisania.
    Cieszę się bardzo wiosną i tym, że chyba już wszystko obudziło się do życia.
    Każdy promyk słońca cieszy całą moją rodzinę i mnie. Pozdrawiamy serdecznie!

  7. Kochana Pani Małgosiu,
    Ostatnio byłam na warsztatach w szkole Basi, pani opowiadała nam jak uczyć dzieci przyrody. I wypłynął właśnie podobny temat jak w przypadku śliwki, bo moja córa pytała czy można wyhodować tulipany z nasionek czy tylko z cebulek. I pani odpowiedziała, że z cebulki wyjdzie dokładnie ta sama odmiana (bo to jest rozmnażanie „bezpłciowe”) a z nasienia może wyjść niespodzianka (bo to jest rozmnażanie „płciowe”). Biorąc sprawę analogicznie – szczepienie pewnie da dokładnie tą samą odmianę, a co do pestki to nie wiadomo jakie informacje zostały tam wymieszane przez usłużne pszczoły…
    Ale ja się na ogrodnictwie nie znam, więc to tylko hipoteza :)

  8. Cześć i czołem!!!
    Nie mogę uwierzyć, że tu wszyscy jesteście!!
    Po zmianie strony była chyba jakaś przerwa, prawda?… Szukałam i szukałam i tak mi było okropnie smutno, że tych rozmów już nie będzie, bo chociaż nie brałam w nich aktywnego udziału to zawsze byłam na bieżąco. I dzisiaj, przed chwilą właśnie, zauważyłam, że pod wpisem jest ponad 200 komentarzy! I że Pani jest tu ciągle! Prawie się rozpłakałam!! Bo właśnie dziś jest dla mnie wyjątkowy dzień – wróciłam z Poznania. Dwa dni na Jeżycach! Razem z Idą przemierzałam ulicę Krasińskiego, jak Geniusia zaglądałam do okien suteren, zadzierałam głowę w celu pomachania dobrowolnej więźniarce Cesi, zbiegłam, a raczej sfrunęłam ze schodów opery niczym cytrynowa Matylda, odwiedziłam szpital Raszei, Rynek Jeżycki, Ratusz („piękna rzecz, renesans(…)”) wypoczywałam na Teatralce i łapałam ze zgrzytem wjeżdżający na most tramwaj. I oczywiście minąwszy witrynę Foto Angelo przesiedziałam kilka wspaniałych chwil przy ulicy Roosvelta 5! Podróżowałam już sporo w swoim życiu – byłam na wyprawie po północy Hiszpanii (ponad 500km pieszo), spędziłam kilka tygodni we Francji, widziałam sporą część Europy itd ale nigdy nie czułam takiego szczęścia jak w podróży do Poznania!! Dziękuję, dziękuję, dziękuję!!

  9. U nas ananas berżenicki zieloniutki i beż śladu pąków; ale najważniejsze, że zdrów i wesół!
    Natomiast zasadzona rok wcześniej kronselka ma pąki!
    Właśnie posadziłam cebule, które puściły w kuchni zielone pióropusze; lepiej im będzie w ogrodzie jako szczypiorkowi.
    Przesadziłam też z donicy do ogrodu rozmaryn. Piękny ma zapach. Podobno gałązka rozmarynu rzucona w ogień odstrasza owady. Swego czasu dał schronienie Matce Boskiej w czasie ucieczki do Egiptu; musiał to być spory okaz, ale w końcu dorasta do 2 m i tak też głęboko sięgają korzenie. Niestety, niezbyt mrozoodporny; trzeba będzie na zimę założyć mu chochoł.

  10. Dobry wieczór.Pozdrawiam majówkowo i radośnie.

    Wysłuchałam właśnie wywiadu z Wiewiórką- miły, ciepły i ujawniający,jak sympatyczną osobą jest autorka „Lawendowej czarownicy”.Gratulacje.

  11. U mnie z ananasem tak samo: listki są, uroczo zielone, kwiatków brak. Za to zakwitła pięknie posadzona w zeszłym roku rajska jabłonka Ola. Będę trzymała kciuki za małe śliweczki :)

  12. Dzięki, Aniu!
    Zagłębię się w temat. Kupię ałyczę.
    A małe śliwkodrzeweczka i tak sobie pohoduję. Właśnie do nich zajrzałam, dobrze im w tych korytkach, zaraz mają inne miny!

  13. Spóźniona moja opinia, DUA. Pan Musierowicz ma rację- podkładka i zaszczepić. Takie drzewka hodowane z pestek to loteria, nie powtarzają cech rośliny matecznej.
    :)))

  14. Faktycznie, cichutko tu było wczoraj, że aż myślałam, że Starosta gdzieś wyjechał, więc i ja nic nie pisałam.
    A to inni wyjechali. W takim razie dziś spieszę ze spóźnioną odpowiedzią na wcześniejsze pytanie. Spotkanie autorskie odbędzie się w bibliotece, na ulicy Judyma 2a, w Lublinie.
    Dziękuję Staroście i wszystkim, za miłe słowa. Od razu mi raźniej :)

  15. Niewątpliwie na tym się skończy, Karolciu!
    Tak, Aleksandro, spróbuję. Co mi szkodzi.
    U mnie Ananas Berżenicki ma listki, kwiatków znowu nie – a u Ciebie?

    A Kate Liu – wiadomo! Cieszę się, że jej posłuchałaś na żywo.

  16. Starosto, temat jest pasjonujący. Polecam podręczniki dla studentów ogrodnictwa, książki dla szkółkarzy. Tam jest rzetelna wiedza na ten temat.

  17. Dobry wieczór! Jeśli chodzi o sadzonki, to podobno tak jest, że powinno się szczepić, ale ja mogę powiedzieć coś z własnego doświadczenia. Nie chodzi co prawda o śliwę, ale o brzoskwinię i morelę. Brzoskwinię dostaliśmy od znajomego jako maleńką sadzonkę wyhodowaną właśnie z pestki, nieszczepioną – obecnie jest sporym drzewkiem i od kilku lat rodzi całkiem dobre owoce. Jeśli chodzi o morelę, mieliśmy w ogrodzie drzewo zasadzone przez mojego dziadka, które przez kilkanaście lat dawało wspaniałe owoce. Jednego roku odłamał się olbrzymi konar, ale reszta drzewa nadal rodziła. Obawiając się, że wkrótce moreli zabraknie (rzeczywiście parę lat później połamała się zimą pod ciężarem śniegu), tato wsadził do ziemi kilka pestek – wyrosło parę sadzonek. Zostawiliśmy jedną, obecnie jest już sporym drzewkiem. Od jakichś trzech lat kwitnie, a w zeszłym roku były nawet dwa owoce. O wiele mniejsze od tych, które pojawiały się na starej moreli, ale mamy nadzieję, że to dlatego, że drzewko jest jeszcze młode. Reasumując, ja bym spróbowała, a nuż się uda.
    PS Właśnie wróciłam z koncertu Kate Liu – jestem oczarowana :)

  18. Hej, właśnie to powiedział, tylko nie po góralsku.
    Masz rację, miłe dziewczyny.

    Co do książek: puchną, puchną. Taka ich natura.:)
    Uściski, Ateno!

  19. Szkoda, ze pan Musierowicz nie jest goralem. Zareagowalby jak maz znajomej, „godolek”.
    Posluchalam uroczej Adminki i nie mniej uroczej Wiewiorki i milo sie zrobilo. Poukladam ksiazki, ktore nie waidomo dlaczego spuchly, przedtem sie miescily.

  20. Ale się chłopisko ucieszy. Takie bezwarunkowe poparcie uzyskał!
    Dobrze, dziękuję za rady, dziękuję Jadwisi (halo! Pierwszy raz u nas?) – no, to teraz zacznę studiować sprawy szczepienia (nigdy tego nie robiłam), sadzonki pestkowe zniweczę, a w korytkach posieję maciejkę.

    Ps. Mamo Isi, Asieńka zachwycająca.

  21. Ach, dziękuję, Karolciu i Mamo Isi! Rację miał jednak mój połowa, patrzajta.
    Czyli co, nie rozczulać się nad roślinkami, tylko wywalić? I normalnie kupić podkładkę z ałyczy i w nią wszczepić uciętą gałązkę tajemniczej śliwy?

  22. Niestety Kochana i Ulubiona Autorko, chyba Pan Musierowicz ma rację.
    Parę lat temu to samo uczyniłam z sadzonkami pestkowymi mojej cudownie smakującej śliwki węgierki,
    też nieznanej mi odmiany, ponieważ kupiliśmy dom ze śliwką.
    Pielęgnacja nic nie dała, nie przyjęło się i basta. No cóż, trzeba było ze spokojem przyjąć porażkę,
    ale może ma Pani lepszą rękę do roślin, przecież cuda zdarzają się,
    Majowo i bardzo serdecznie pozdrawiam Panią i wszystkich Księgowych .

  23. Tak, Starosto, prawda.:)
    Jeśli mogę podzielić się moją wiedzą z zakresu szkółkarstwa: rację ma Pan Musierowicz. Jeżeli chciałaby Pani rozmnożyć tę tajemniczą śliwę, to najlepiej zakupić w szkółce tzw. podkładki do szczepienia śliw, które przyspieszają wejście drzewa w okres owocowania.

  24. Gratulacje dla wszystkich nadzwyczajnie uzdolnionych Rodziców i dzieci, które w ostatnich dniach (i nie tylko) okryły się chwałą:) Aż serce rośnie!
    W sobotę mamy kiermasz ogrodowy w Kolibkach i może wreszcie dostanę Louise Odier i ze dwie jakieś pachnące pnące, ot choćby Sympathie. Teraz wszystko sprzedają w donicach, więc nie trzeba się aż tak trzymać terminów.
    Jeżeli chodzi o te sadzonki pod śliwką, to cienko to widzę, kochany Starosto, bo w dzisiejszych czasach wszystkie śliwki szczepi się na ałyczy. Wiem, bo morela się nie przyjęła i zostaliśmy z ałyczą, która nie daje się wytępić. Ale może się mylę? Czy ktoś bardziej fachowy mógłby się wypowiedzieć, bom sama ciekawa i gdyby jednak się okazało, że się mylę, to będę się uśmiechać o sadzonkę;)))

  25. Hej witajcie! Dziekuje kochana Celestyno za podziekowania:-) dotyczace artykulu o Sigrid- pisze z opoznieniem bo przez tydzien tu nie zagadalam! Wracam do tematu ruskie pierogi, wczoraj lepilam z mezem tesciem i coreczka i wyszly fantastyczne. Do tego dzis pieczony schab ( przepraszam Pani Malgosiu:-) wg przepisu mlodszego Brata i barszcz wg przepisu Mamy i byl to prawdziwy Rodzinny Obiad! Nareszcie slonce i cieplo! Pozdrawiam Was serdecznie a Pani Kochanej M zycze lekkiego piora:-)

  26. Właśnie przestałam się śmiać i muszę i z Wami, kochani, podzielić się tą historyjką.
    Otóż, przed kwadransem zeszła na dół Asieńka, stanęła swobodnie oparta o framugę i spytała zachęcająco:
    -Babciu, czy pożyczysz samochód?
    Odparłam, ze i owszem, na co Asieńka bardzo z siebie zadowolona zawołała do schodzącej rodziny:
    – Pożyczyłam samochód! Możemy jechać!
    I wszyscy pojechali na rowery do parku w Kolibkach.

  27. Dzięki, Kris!

    Chesterko, racja z tą retoryką. I z logiką, i z etyką też.

    A cicho tu, faktycznie! – majówka na całego.
    Ja siedzę w ogrodzie. I taka sprawa: pod tajemniczą śliwą bez nazwy odkryłam mnóstwo malutkich – wyrosły z pestek!
    Czy ktoś z doświadczonych ogrodników może mi poradzić? Wykopałam wszystkie i przesadziłam do korytek z czarnoziemem, podlałam, postawiłam w słońcu. I co dalej? Czy z tych roślinek wykształcą się te właśnie śliwy z owocami o cudownym smaku, czy też – jak twierdzi pan Musierowicz, ale on się raczej nie zna na sadownictwie – trzeba będzie je zaszczepić?
    Może Mama Isi będzie wiedziała. A może AniaG. A może jeszcze ktoś.

  28. Dzien dobry!
    Z przyjemnoscia wysluchalam milego i ciekawego wywiadu z nasza Wiewiorka. Ciesze sie, ze „Lawendowa czarownica” zdobywa czytelnikow. Pozdrawiam cieplo i gratuluje dzielnej Sonatinie!

    U nas dzis slonce i chlodny wiatr. Wiosna jest nieco niezdecydowana w tym roku. A za miesiac pewnie beda upaly!
    Milej niedzieli zycze. :)

  29. Cichutko na stronie, jak makiem zasiał. Wszyscy pojechali na majówkę? A ja też, tyle że w wyobraźni przemierzałam Anglię z poludnia na północ ( w przerwie odwiedzajac nocne pogotowie z chrześniaczka podejrzana o wyrostek). Gaskell doskonała! Nie znałam wcześniej tej pisarki. Pod wieloma względami zasługuje na uznanie. Mnie szczególnie zafascynował opis uczuć. Czy wiecie, że jedno wydarzenie może w nas wywołać 10, ba, kilkanaście nieraz sprzecznych uczuć? Ile ważnych informacji one nam dostarczaja!
    Joanno, dziękuję za tyle miłych słów! Gratuluję córeczce Wójta i Celestyny w zdobywaniu pierwszych szlifów! A swoja droga szkoda, że dziś nie uczy się retoryki. Nieprawdaż, DUA?

  30. Piękny ogród! Zazdroszczę:)
    Wpadłam tylko na chwilkę, bo zaraz wyjeżdżam na majówkę.
    Pozdrawiam serdecznie!
    Dobrej nocy!

  31. Hej, hej – już jestem i żyję.Pożegnanie z moją klasą było przejmujące,nie da się uniknąć wzruszenia.Uświadomiłam sobie,że moje nauczycielskie życie mierzy się kolejnymi rocznikami wyprawianych w świat maturzystów.
    Dziękuję wszystkim za trzymanie kciuków -czułam dobre fluidy i poszło bardzo dobrze.:)

    DUA,rozumiem Wójta doskonale.Lekcja to lekcja,ale jak się staje tak ja jak dzisiaj przed gronem koleżanek i kolegów,prawie dwusetką maturzystów i ich przejętymi rodzicami to zupełnie inna sprawa.Ja w sumie mam wprawę w takich sytuacjach,ale trema( którą na szczęscie udaje mi się ukryć i opanować) pojawia się zawsze w takich sytuacjach.Ma Pani rację,że to ćwiczenie od dziecka jest ważne.Jak wiele mojemu osobistemu dziecku dały publiczne popisy i koncerty w szkole muzycznej oraz występy w spektaklach i konkursach recytatorskich.To jest nie do przecenienia.
    Gratulacje dla córeczek drogich Księgowych,czyli Wójta i Celestyny.
    Wójcie – i jeszcze ten francuski repertuar,to musiało być super!

  32. Może na stronie Akapitu na fb? Nie wiem.
    Wójciku, pytano tu o Twoje spotkanie autorskie – gdzie ono i kiedy?

    Tak, radość z sukcesów własnych dzieci jest wielka („Haczyk” jest świetny! ), i z sukcesów tych przybranych – też!
    Brawo! Zuch z ciebie! Wywiad mi się podobał. Miła, naturalna, wesoła – oto jaka jesteś.
    A „Lawendowa Czarownica” zdobywa czytelników!

  33. Dziękuję, dziękuję :)
    Radość z sukcesów własnych dzieci jest wielka, prawda Starosto?
    Ha! ” Haczyk” ! :)
    No, doczekaliśmy się nareszcie, teraz wszystkiego się dowiemy. Kim są te tajemnicze, intrygujące osóbki z filmików promocyjnych?

  34. Dobry wieczór!
    Ileż dzielnych dziewuszek – i chłopaczków, oczywiście :) – tu dorasta. Gratulacje dla córeczki Celestyny, wyrazy uznania dla Sonatiny i koleżanki. I gratulacje dla Mam :)
    A Czytanie Jeżycjady rzeczywiście się zbliża! I jeszcze ten dyplom, DUA, z Dorotą i Józefem – ach!
    Pozdrawiam serdecznie!

  35. Dzięki, Zgredziku.:)

    Karolciu, tak, to takie cudowne chwile, kiedy Człowieczek po raz pierwszy się wypowie! – słownie, bo przedtem się też wypowiadał, na wiele sposobów, mówił nawet spojrzeniem, prawda?

  36. Kochana Autorko, dziękujemy, uściski przekazane. Pan Osiołeczek się rozgadał i to go głównie zajmuje. Mnie też.:)
    Wiewiórko, brawa dla córeczki! I oczywiście trzymam kciuki.:)

  37. Ja też jestem naładowana. W ogrodzie dziś było cudownie! Słonecznie! Kolorowo! Zakwitły wszystkie tulipany!

    Tak, pomysł fajny. Pani wydawczyni mówi, że jest ogromne zainteresowanie i ruch. Wszystko pod patronatem Fundacji ABC „Cała Polska czyta dzieciom”.
    Jest mnóstwo nagród!
    A ja się cieszę.

  38. Dzień dobry!:)))

    Ogólnopolskie czytanie Jeżycjady, to fenomenalny! pomysł. Szkoda, że nasza biblioteka się nie zgłosiła, ale tak teraz myślę, może by podpowiedzieć na kółku w bibliotece? Tak przynajmniej dla siebie. Każdy przecież powód do czytania J. jest dobry!:))

    Nic tak nie poprawia humoru jak wyjście na powietrze. To znaczy, mi humoru raczej poprawiać nie musiało, ale naładowałam się pozytywną energią na wieczność! Polecam każdemu.:)))

  39. Wójcie Wiewiórko, brawo dla córeczki.
    Czy można zapytać gdzie będzie to spotkanie autorskie? Pięknie dzisiaj, wszystko kwitnie, pachnie, wracam do ogrodu. Miłego dnia.

  40. Brawo dla dziecka! Zuch!
    Lubię dzielne dziewczyny!

    Tak, Celestyno, przygotowania idą całą parą. Właśnie na prośbę wydawcy narysowałam piękny dyplom (z Dorotą i Józefem!), który dostaną uczestnicy za udział w Czytaniu J.

    Jadziu, racja. Nieśmiałość bardzo przeszkadza, ale przecież nie w byciu człowiekiem dzielnym!
    Ciekawe: lubimy ludzi nieśmiałych, prawda? Dlaczego? Bo ujmuje nas skromność.

  41. Dziekuje za wszystkie dobre wiesci, Pani Malgorzato!
    Wiewiorko, jaka mila i ciekawa rozmowa:)

    A odrobine nizej na podanej stronie jest taka oto informacja: „W bibliotekach i szkołach trwają już pierwsze przygotowania do „Ogólnopolskiego czytania Jeżycjady”!”

    P.S. Poszlo dobrze, dziecko zadowolone, twierdzi, ze wszystko poszlo wedlug jej planu.

  42. Ha, Wójcie!
    Świetny wywiad świetnej Marii Łączkowskiej z Tobą!
    Popatrzcie tylko na stronę Akapit Press na Facebooku – nasz Wójt Wiewiórka czyli Katarzyna Borys mówi dla Radia Emaus o swojej pracy nad „Lawendową czarownicą”!

    No i mamy też wiadomość o „Haczyku” Emilii Kiereś: JUŻ JEST!

    Brawo, nasze dziewczyny!

  43. Ha! racja, w lekcjach mam wprawę. Ale nie na 50 osób! Tak że jednak upieram się przy kciukach :)

  44. Nas uczono prezentacji (nadal to robią, na studiach ciągle trzeba coś prezentować), ale wydaje mi się, że pewnych rzeczy nie da się nauczyć. Są ludzie, którzy bez tej nauki przedstawialiby ciekawie, i są tacy, którzy są w stanie nauczyć się tylko schematu i to, co będą mówili nie będzie interesujące. Dlatego nie lubię prezentacji, bo jest to dla mnie bardzo sztuczne. Chociaż pewnie pomagają obyć się wystąpieniami publicznymi i przezwyciężyć nieśmiałość ;)

  45. Wójciku, brawa dla Sonatiny! Trzymałam wczoraj kciuki!
    A co do spotkania autorskiego: cóż to jest w porównaniu z przeprowadzeniem interesującej i zabawnej lekcji w szkole, co przecież robisz codziennie!

  46. Bardzo wazne. Nas tak wczesnie tego nie uczono, do tej pory mam z tym ogromny klopot.
    Z wypracowan szkolnych w liceum zawsze swietne oceny, z odpowiedzi- czesto dwoje. Po prostu wstawalam i mowilam: nie przygotowalam sie, co nie bylo prawda. Mialam wrazenie, ze sie bede kompromitowac, powtarzajac jak papuzka zapiski z lekcji, gdy tymczasem ci, co powtrazali jak papuzki bez oporow, dostawali dobre oceny.

  47. Jeśli już o publicznych wystąpieniach mowa to i ja się dołączę ( choć staram się unikać prywaty), bo duma mnie wprost rozpiera. Wczoraj moja młodsza wiewióreczka,Sonatina, brała udział w wojewódzkim festiwalu piosenki francuskiej. Akompaniowała koleżance na pianinie i zagrała prześlicznie! A koleżanka pięknie zaśpiewała. Nie zajęły pierwszego miejsca, bo była naprawdę silna konkurencja, ale co z tego? Tata wiewiórek i tak ukradkiem coś tam majstrował przy okularach i jakby kataru nagle dostał :) A swoją drogą, jak miło było posłuchać i popatrzeć na tę zdolną młodzież. Niektórzy śpiewali naprawdę profesjonalnie. Były i „Les Feuilles Mortes” i Edith Piaf, i Zaz, i Lara Fabien, i wielu innych. Moje dziewczyny zaprezentowały ” Maman” Louane.
    A ja poproszę o kciuki 9 maja, kiedy to mam wystąpić publicznie na pierwszym spotkaniu autorskim. Zaznaczam, że za moich czasów w szkole nie było prezentacji:)

  48. Joanna przemawia do swoich uczniów – pisała o tym wcześniej. Uroczystość z okazji 3 maja!

    Popatrz, Celestyno, jakie to ważne, żeby dzieci od małego wdrażać do publicznego zabierania głosu. Przełamywanie tremy i panowanie nad sobą też jest elementem edukacji. Trzymamy kciuki i niech się mała nie denerwuje – wszystko się uda!

  49. Dzien dobry!

    Poprosze o kciuki za moja coreczke: po raz pierwszy robi prezentacje (za pomoca powerpoint) przed cala klasa. Przygotowala sie swietnie, ale problem ma taki, ze nie znosi mowic publicznie, to ja paralizuje, caly stres jest tylko z tym zwiazany (za to na egzamin z fortepianu sie cieszyla).

    Joanno, a co to za okazja do wystapienia? Przepraszam, ze tak pytam, ale chyba cos mi umknelo…
    Pozdrawiam!

  50. No, dzionek na wystąpienia dziś bardzo ładny. Wręcz brylantowy!
    I cieplej.
    Powodzenia, Joanno.
    Dzień dobry wszystkim!

  51. Dzień dobry:)

    Świetnie ,Chesterko,że dobrze.Myślę,że dobra atmosfera na spotkaniu to też Twoja zasługa,bo po Twoich wpisach wnoszę,że masz pogodną i kojącą naturę.:)
    A u mnie jeszcze nic nie wiadomo,bo to dzisiaj dopiero.Ale wystąpienie przemyślane.

  52. Dobry późny wieczór! Oderwałam się od jakże przyjemnej lektury „Północy i Południa” Gaskell, by donieść, na prośbę Joanny, że wieczór poetycki, mimo że spędzony w lodowato zimnym kościele, był bardzo udany. Nic się nie denerwowałam, a to wszystko zasługa ciepłej atmosfery, której sprawca był oczywiście ksiadz. Było dużo śmiechu, zadumy i ludzkiej życzliwości.
    A jak poradziłaś sobie Ty, Joanno?

  53. Mamo Isi- umiem spiewac „Ave Verum” moge nauczyc :D
    Zaczyna sie tak „Aaaaave veeruum coorpus, natum de Maryja viirgine”!

    DUA- byl juz kubek z krasnalem, koszulka z fiolkiem, cukiernica ze śniedzią, a teraz filizanka z różą. Czyli przedmioty z historia.

  54. Dziękuję DUA i wszystkim za życzliwość. Potrzymajcie te kciuki jutro przez chwilę o dziesiątej- ośmielam się prosić.
    Nie pierwszy raz jestem w takiej sytuacji,ale zawsze traktuję to wystąpienie poważnie i mam tremę.:)

    Mamo Isi- dziękuję za życzenia.:) Od zawsze obchodziłam imieniny w maju, bo termin majowy był dotąd najbardziej chyba popularny,ale odkąd poznałam historię Joanny Beretty Molli,jest ona moją patronką z wyboru.I wszystkiego najlepszego dla Asieńki.:)

    Chesterko,odezwij się i napisz jak poszło.

  55. Przejrzałam galerie internetowe i aukcje i co tam mają w necie i nie ma „Babci z kozą” ;(
    Jestem niepocieszona. Jeśli uda mi się zrobić zdjęcie, podeślę;)
    I tak to człowiek nic tylko popełnia wykroczenia, przestępstwa i myślozbrodnie. Albo je właśnie planuje. Nie ma letko;(

  56. O! Lecę obejrzeć, Otz.
    Myszo, karykatury Wojtkiewicza widziałam na żywo i w książce „Wojtkiewicz i nowa sztuka” Wiiesława Juszczaka oraz w albumie „Wojtkiewicz” wydanym przez tę samą Galerię Browarną (1999), która przedtem dała nam pierwszy po wojnie album Konrada Krzyżanowskiego.
    Warto zdobyć te książki. Takich już chyba nie będzie.

  57. Na stronie internetowej desa.art można kupić „Władysława Warneńczyka” i „Chłopca z bukietem kwiatów”(urzekł mnie!).

    Dobry wieczór!

  58. Podobno rysując w kawiarniach Sichulski cieniował szkice popiołem z papierosa, a czasem polewał czarną kawą. Wspaniałe są też karykatury Wojtkiewicza, chyba mniej znane. W internecie można znaleźć kilka „teatralnych”, ze scenkami z przedstawień.

  59. Kazimierz Sichulski większość życia spędził we Lwowie i tam też jest większość jego dzieł. Trochę go mamy w Krakowie i tyle tego. Nie wiem, na jakiej zasadzie polskie dzieła sztuki zostały przyswojone przez Ukrainę.

  60. Ktoś powinien wydać album Sichulskiego.
    Doczekaliśmy się przecież albumu Konrada Krzyżanowskiego, po długich latach, wydała go jednak prywatna oficyna.

  61. Był też przecież specjalistą od karykatur!
    A karykatura wymaga doprawdy niezwykle uważnego oka, oka portrecisty.

  62. Jeżeli nie znajdę tego tryptyku, to chyba pójdę do BWA raz jeszcze i cichcem zrobię zdjęcie. Muszę to mieć, choćby nie wiem co. Patrzyłam na katalog wystawy, ale tam tego tryptyku nie dość, że nie oddali we właściwym kolorze, to jeszcze ma wymiary, jakby chcieli go przerobić na znaczek pocztowy.

  63. Ach, portret ołówkowy Jankiela! Co za cudo, Starosto, miałaś!
    Sichulski był w tym genialny! Dzisiaj wpatrywaliśmy się jak sroki w gnat w jego portrety ołówkowe i piórkiem – parę kresek i jest człowiek jak żywy! A już portret Solskiego i Solskiej – cudowne. Nie wiem, jak on to robił, ale żadne zdjęcie nie odda tak charakteru człowieka, jak taki szkic Sichulskiego.

  64. Nie uwierzysz, ale dostałam kiedyś w prezencie (po zdanym egzaminie na studia plastyczne) mały, pyszny szkic Sichulskiego – zwykłym, miękkim ołówkiem rysowany na zwykłej żółtawej tekturze portret Jankiela!
    I co?
    I jak klepaliśmy biedę w PRLu, trzeba było obrazek sprzedać.
    Teraz żałuję.
    Nie ma chyba żadnego albumu Sichulskiego na rynku. Nie wiem, co Ci poradzić!
    Świetny to był artysta.

  65. Dzięki, Starosto kochany, za trzymanie kciuków podczas próby;)

    Byliśmy dziś w sopockim BWA na Sichulskim ze zbiorów lwowskich. I oczarował nas zupełnie nam nieznany tryptyk „Babcia z kozą. Wiosna”. Przekopałam się przez internet i znaleźć tego nie mogę. Ratunku, słoniocy, skąd to wziąć? Póki co, mam to w oczach, ale chciałabym móc wrócić do obrazu.

  66. Uściski dla Asieńki!
    I najlepsze życzenia dla dzisiejszych Joaś!

    Mamo Isi, z tą zmywarką rzecz bolesna. I – tak, one tak lubią sobie odpocząć w święta.

  67. Na próbach ćwiczymy teraz dwie przepiękne rzeczy: Anton Brucker – Locus iste oraz Saint Saens – Ave Verum Corpus. Mam nadzieję, że jakoś damy radę do Bożego Ciała;)

    To jest doprawdy złośliwość rzeczy martwych, żeby zmywarka psuła się przed długim weekendem. Właśnie skończyłam mycie naczyń, które z niej wyciągnęłam; chyba się odzwyczaiłam od tego miłego zajęcia;(

    Dzisiaj imieniny Asieńki – jej patronką jest św.Joanna Beretta Molla. Jej córka, właśnie ta ocalona Gianna Emanuela, była w marcu w Polsce! Tyle tu w Księdze Gości Joann, że na pewno któraś też dziś obchodzi imieniny, więc składam im najserdeczniejsze życzenia błogosławieństwa Bożego:)

  68. Dzięki, Karolciu! Dobrze, że się pokazałaś, bo już się martwiłam, głównie o Pana Osiołeczka.
    Ale widzę, że wszystko w porządku, tylko ktoś tam pewnie bryka intensywnie.:)
    Uściski!

  69. Kochana Anusiu123, dziękuję za piękną wiadomość prywatną. Masz rację we wszystkim, co piszesz. Podoba mi się to, jak patrzysz na świat.
    I tak trzymaj! – a życie Ci się uda.
    Dużo trzeba mieć pogody ducha, uśmiechu, ale i powagi w sprawach najważniejszych. I godności! To, co Cię martwi (wiem, jak to smakuje…pamiętam!) z całą pewnością za rok będzie wyglądać całkiem inaczej, rzecz jest pewna. Dlatego nie bierz tego przypadkiem zbyt tragicznie. Ale Ty to przecież wiesz!
    Bardzo się cieszę, że Ci się czasem przydaję. Jest to jeden z moich głównych celów życiowych: być pożyteczną.
    Ściskam Cię serdecznie – dobrze, że napisałaś, teraz więcej wiem o Tobie i jesteś mi bliższa!

  70. Bardzo, bardzo krzepiący i miły obrazek, Kochana Autorko!
    Z drżeniem serca przyznaję, że chłodnej wiosny nie lubię , oj nie!
    Co do czytelnictwa: ma Pani rację. W bibliotekach kolejki, zapisy, rezerwacje.
    A czytnik to świetny wynalazek – można nie tylko powiększyć czcionkę, ale także użyć go jako lampki (z regulacją jasności) i przy jego pomocy poczytać książkę w wersji tradycyjnej, hi, hi.
    Pozdrawiamy wiosennie, mimo wszystko:).

  71. Tych latarenek,małych cudów techniki nie widziałam jeszcze ale teraz W NASZYCH CZASACH mogę już bezwstydnie czytać całymi nocami, tylko niestety nie daję rady-zwyczajnie z książką w ręce i okularami na nosie odpływam w nocny niebyt. Oczywiście dołączam do trzymających kciuki -ale te paluszki nam się wyrobią ;-) Pozdrawiam serdecznie wszystkich :-)

  72. Dzień dobry!
    Ja nie mam możliwości czytać po nocach. To znaczy mam, ale zniecierpliwiona rezygnuję. Aż mi wstyd, ale to dlatego, że mój drogi brat, który chodzi tak późno spać, że jeszcze nie odkryłam kiedy, gdy ja czytam, przyłazi do mnie co chwila i pyta dlaczego ja jeszcze nie śpię. Tłumaczę sobie, że to z troski.;) Jest on towarzyską osobą, więc jak już przyjdzie, to siedzi, w końcu muszę go wyganiać, abym mogła czytać, ale sytuacja się powtarza. Dzięki Bogu tak nie jest zawsze, więc mam jeszcze jakieś szanse jako nałogowiec. Nocą czyta się najprzyjemniej, cisza, spokój. Choć czytanie na dworze nie jest wcale gorsze. Oj tam, czytać można wszędzie i tak jest wspaniale.:))

    Donoszę, że pozbyłam się katarku. To znaczy, w pełni się nie pozbyłam, ale to nie to co w poniedziałek, kiedy klasa chyba miała mnie dość.;)

  73. Ależ tu znowu formuje się Silna Grupa Trzymających Kciuki :) Dołączam się!
    Joanno – jakoś jestem pewna, że powiesz Swoim uczniom COŚ NAPRAWDĘ WAŻNEGO.
    Chesterko, dziś wieczorek poetycki! Dwukrotnie przeprowadzałam wywiad, więc wiem, jakie to przygotowania. A tu jeszcze SŁOWO POETYCKIE, tak na żywo… Coś wspaniałego.
    Natomiast Bruckner Mamy Isi po prostu powalił mnie na kolana :) Tak po prostu go śpiewać???
    No i będę musiała spytać dzisiaj Męża (mojej muzycznej „pamięci zewnętrznej”, hi hi), co też ja konkretnie lubię Brucknera :) Niech mi włączy!

  74. O, a tu nie dość, że zapachniało wiosną, to jeszcze i drukarnią! Na czwartym roku, kiedy zaczynałyśmy specjalizację z edytorstwa, miałyśmy zajęcia w drukarni i do tej pory się uśmiecham, kiedy o nich pomyślę. Do maszyn się za specjalnie nie chciałyśmy nawet zbliżać (powiem szczerze, gilotyna mnie przerażała, od razu miałam wizję wypadków), ale obejrzeć i obgadać z pracownikami musiałyśmy wszystko. Najciekawsze jednak były zajęcia z introligatorem, na których mogłyśmy same zrobić sobie zeszyciki najróżniejsze – szyte i klejone, w twardej i miękkiej oprawie… Fantastyczna pamiątka!

    A co do wiosny, to melduję, że w Olsztynie nadrabia ona deszczowe zaległości (bardzo sucho było), więc cieszymy się i tym. Czekam na bzy i jabłonie, bo ze śliw już się śnieg sypie ;) Pozdrawiam!

  75. Też dobry wynalazek, Kris!
    Duśko, jest kubek z herbatą i jabłko. Orzeszki w kieszeni kurtki.;)

  76. Teraz sa tez male latarki „do czytania”, ktore mozna przymocowac do ksiazki i wygodnie sie wykrecaja. Sa bardzo wygodne do wieczornego czytania (niekoniecznie pod koldra!), kiedy inni mieszkancy pokoju chca juz gasic swiatlo (np. mlodsze rodzenstwo) – moj najstarszy Syn chetnie takiej uzywa. Sama sobie zreszta chyba kupie taka latareczke, lubie miec dobrze oswietlona ksiazke, a nocna lampka nie zawsze wystarcza. :)

  77. Kochana DUA, jak miło zobaczyć Panią pośród ogrodu (ależ on piękny!:)) Zwróciłam uwagę, że na niebieskim stoliczku nie ma niczego oprócz komputera. Pewnie Autorka nie chce się rozpraszać:).
    Dziękuję Księgowym za polecenie „Leśnej boginki”! Urocza książeczka:)
    P.S. A zwiastun „Haczyka” super! Melodia ciągle chodzi mi po głowie… . Pam pa ram, pam pa ram… .

  78. Protestuję!
    Teraz też są nasze czasy!

    Tak, takie maciupkie latarenki są już nawet w naszym miasteczku. Sama noszę taką w torebce, nigdy nie wiadomo, kiedy potrzebna będzie iluminacja.

  79. Iskro, szkoda, ze za naszych czasow nie bylo takich mini-latarenek, ktore mozna niepostrzezenie ukryc. Niedawno w Decathlonie, chyba wiedziona wyrozumialoscia a takze sentymentem do tego przedmiotu (piosenka Kabaretu Starszych Panow „No i jak tu nie jechac”, ze slynnym „i latarenke na noc”), zakupilam dziecku takie male cacuszko, breloczek wlasciwie, mieszczace sie w zamknietej dloni, zamiast baterii ma mala korbke, tak podobno sie laduje. A jak mocno swieci!

  80. Ach, Joanno, że pamiętałaś, no naprawdę! A „Malwy na lewadach” pożyczyłam! Z ciekawościa przeczytałam o Undset. O tym, jak kochała kwiaty, słońce i Norwegię. I o tym, że nie posłuchała pierwszego wydawcy, który odradzał jej pisanie powieści historycznych, bo na pewno tego nie potrafi.
    Dziękuję, DUA!

  81. Część jeszcze zwinięta w pączki, ale część już kwitnie. I nigdy nie wiadomo, kiedy złapią delikatnie swoim zapachem. Naprawdę, zdarza mi się stać tuż przed krzakiem i nic nie czuję, a odejdę 5 metrów i dopiero poczuję tę woń.. :)

    Joanno, trzymam kciuki, będzie dobrze :)

  82. Dobrze, Joanno, trzymam kciuczki za powodzenie!
    I za Chesterkę, i za Mamę Isi (z Brucknerem na ustach) też!

    Jadziu, już bzy w Krakowie? Coś takiego, u nas wciąż tulą się w pączkach. Zimno!

  83. Zaglądam późno i na momencik, bo pracy mnóstwo (w piątek moja trzecia klasa kończy szkołę) w zasadzie tylko po to,by powiedzieć wszystkim dobry wieczór i dobranoc.:)

    Krzysztofie , mam nadzieję,że córce -harcerce opowieść Barbary Wachowicz przypadnie do gustu.Jeśli tak, polecam następne tomy.
    Bożenko,moje uczennice szykują krzyżówkę do wysłania.Mam nadzieję,że zdążą.:)
    Kochani, trzymajcie za mnie kciuki, bo na piątkowej uroczystości przemawiam w imieniu wychowawców i chciałabym naszym uczniom powiedzieć coś ważnego.
    Chesterko, przesyłam dobre myśli w związku z Twoim jutrzejszym występem.

    A Kochaną DUA pozdrawiam najserdeczniej!

  84. Ten sposób jest tak stary i znany,że za moich młodych lat wszystkie kieszonkowe szły na nowe latarki bo następowały częste konfiskaty przez przyczajonych rodziców ;-)

  85. Dobry wieczór :)
    Chyba gdzieś zaginęła moja wiadomość, którą wczoraj przesłałam. Ale to raczej wina mojego telefonu komórkowego, bo to na nim pisałam i mógł nie dać rady wysłać. W każdym razie chodziło mi tylko o to, że u nas na wsi też już tak biało jest jak u Pani w ogrodzie :) A w Krakowie zaczęły kwitnąć bzy i specjalnie wracam z uczelni trochę inną trasą, żeby się nawąchać :D I potwierdzam to, co mówi Mama Isi – pomimo, że zimno, to wszystko się zieleni. Przy takiej pogodzie (deszcz i zimno) kolory bardzo się wyostrzają. Wszystko dookoła wygląda tak pięknie, że nawet ten chłód i mokre buty nie przeszkadzają ;)

  86. Ale nie mozna z latarenka i pod kolderka cichcem czytac.
    W czasie gdy bylam nalogowcem, a mama odrywala mnie od ksiazek sila, bo sie notorycznie nie wysypialam, tak wlasnie sobie probowalam radzic.

  87. Właśnie, Iskro! Przecież jest jeszcze ta wielka grupa czytelników.
    Osobiście wolę książkę papierową, ale oto przemówiłaś mi do rozsądku. W komputerze można przecież nie tylko powiększać litery, ale i dobierać sobie ulubioną czcioneczkę.:)

  88. Dobry wieczór! Anusiu-mnóstwo osób czyta książki chociaż prawdą jest, że coraz więcej osób w formie elektronicznej (nawet mój sędziwy wiekiem tato, bo można powiększać litery). Mamo Isi- obaj Ci kompozytorzy to nie jest pestka, szczególnie dla sopranów. Macie ambitnego NaszPanaOrganistę. Życzę pięknego śpiewania :-)

  89. Anusiu, zawsze warto sięgać po książki, a po „Małe kobietki” to już na pewno. Klasyka!

  90. To się ma wyjaśnić później, Mamo Isi.
    W polskim przekładzie mamy: „… znajdowaliśmy się w ruinach tego, co zostało z katedry w Coventry, szukając strusiej nogi biskupa.”
    Autorka przewidziała taki zadziorek na początku (nie popieram) i długo się nie wyjaśnia, co to jest ta strusia noga biskupa, aż wreszcie (niech już będzie, że zdradzę) się okazuje, że to metalowy (tak, wiktoriański) postument pod lampę, należący do biskupa. Postument w kształcie ptasiej nogi.(???!!!)

  91. Tak, trzeba uważać z wiarą w statystyki…
    Jestem w gimnazjum myśli Pani,że ,,Małe kobietki” to powieść po którą powinnam sięgnąć czy nie warto?

  92. Dobry wieczór:)
    Wciąż zimno, ale zielono coraz bardziej. Owocki bluszczu, który porasta południową elewację już całkiem wyjedzone przez kapturki, kosy i drozdy. Gniazda tamże uwite.A tu takie niesprzyjające okoliczności przyrody.

    Zaraz na początku „To Say Nothing of the Dog” zastopowała mnie niewiedza, co to takiego ten Bishop’s Bird Stump. Za wiele się z komputra nie dowiedziałam, poza tym, że wiktoriańska durnostojka. Ale dlaczego jest to biskupi pieniek, na którym siedzi ptaszek? Mam nadzieję, że czytając dalej rozwiążę tę tajemnicę;)

    Zaraz próba chóru. Podczas ostatniej próby NaszPanOrganista zdołował nas niemożebnie mówiąc, że Saint- Saens jest łatwy. Nie wyjawił na razie, jakie jest jego zdanie na temat Brucknera, którego pewnie będziemy mordowali dzisiaj, ale jeśli powie, że to w ogóle pestka, to się załamiemy;)

  93. Bardzo Ci dziękuję, Anusiu. Bardzo mi miło.
    Ale nie wierz we wszystko, co podają media i statystyki. Jak na epokę komputerową i telewizyjną, w naszym kraju czyta książki całkiem sporo osób.
    Może nie wszyscy kupują książki – ale spytaj bibliotekarzy, powiedzą Ci, że wciąż u nich jest ruch!

  94. Dzień dobry !
    Czy u Was też jest tak przeraźliwie zimno i nie wiosennie?
    Wczoraj długo zastanawiałam się nad kwestią braku czytelnictwa wśród Polaków.
    Postanowiłam ,że zacznę od mojej koleżanki która czyta bardzo mało, ale nie dlatego ,że jest uprzedzona tylko dlatego,że nikt nigdy nie dał jej naprawdę dobrej oraz pięknej książki do przeczytania
    Postanowiłam ,że pożyczę jej tom Jeżycjady, który najbardziej przypadnie jej do gustu.
    Wybrałam ,, McDusię” i z dumą patrzyłam na jej uśmiech kiedy po raz pierwszy zobaczyła okładkę.

  95. He,he, ja też noszę!:)
    Bardzo miło powiększają litery w ulubionych powieściach. Zwłaszcza w tych wydanych jako pocketbooki, drukowanych maczkiem.
    Lubię okularki.

  96. Radosne dzień dobry!
    Czym można umilić sobie deszczowy dzień? Na przykład „Feblikiem” :) Odebrałyśmy w bibliotece telefon z wieścią, że w pewnej szkole czyta się właśnie głośno, wspólnie „Feblika” – żeby uczniowie zdążyli na krzyżówkowy konkurs! Ależ fajnie.
    A ja się cieszę z każdej napływającej odpowiedzi. I z radością odnajduję wśród „krzyżówkowych Feblikowiczów” najmilszy Lud Księgi :)
    Pozdrawiam ciepło!

  97. tak tak, ta sama. :)
    Tak mnie niekiedy kusi by zrzucić ten ciężar z głowy, hehe ;)

    Wszystko wokół kwitnie, a czy kasztany zdążą się wystroić dla maturzystów?

  98. Piękne zdjęcie! Wiosna stała się moją ulubioną porą roku ze względu na kwitnące drzewa, zwłaszcza te w moim ogrodzie :-) Pozdrawiam serdecznie!

  99. Z tymi pierogami to niesamowite! Widzę,że osoby kochające te same książki nawet gusta kulinarne mają zbieżne ;-) Te z kapustą i grzybami królują u nas na Wigilii i całej rodzinie kojarzą się bezbłędnie ze Świętami ale ruskie to poezja w żywieniowej codzienności. Mniam,mniam..Pozdrawiam lepiących,zakatarzonych,piszących i fluidujących :-)

  100. TA Biedronka? Z najpiękniejszym warkoczem?:)
    Niezapomnianym?
    Dzień dobry! W dodatku lubisz pierogi!:)

  101. Wyskakuję zza regału!
    Pierogi to część dorastania w mojej rodzinie- wspólne babskie lepienie to cudowne spotkania!
    Uśmiecham się słonecznie :)
    Lubię Was bardzo!

  102. Dzień dobry!
    Kto nie lubi pierogów? Ja też najbardziej lubię ruskie. Nic też nie pobije z kapustą i grzybami mojej babci. Zawije je z niesamowity sposób, jakoś tak dziwnie, wywija to ciasto i palce też. Babcia Lodzia tak ją nauczyła(jej mama), ale już siostra babci zawija w zupełnie inaczej.

    Dziękuję za wytłumaczenie. Drukarnia to fantastyczna rzecz, zwłaszcza jak można cały proces na własne oczy zobaczyć. Rodzice mojego kolegi z klasy pracują w drukarni, ale nie książek, tylko bardziej różnych papierów, plakatów itp. itd. Za to rodzice koleżanki mojego brata pracują w fabryce Wedla. Mniam…

  103. Tak, prawdziwe geranium z bodziszka! To ta sama rodzina (bodziszkowatych), on nawet pachnie tak samo jak pelargonia, tylko mocniej!
    Jednak krewniaczka lubi słońce, a bodziszek świetnie się czuje w cieniu. Tworzy ładne, zwiewne kępy koloru w ciemnych kątkach ogrodu. Szkoda, że kwitnie tak krótko. Mam trzy odcienie bodziszka – fioletowy, niebieski i różowy.

  104. Dziękuję za odpowiedź.

    Musiałam sprawdzić co to właściwie jest ten bodziszek. Okazuje się, że znam roślinę, ale tej nazwy nie. Mówią na nią tutaj true geranium (w odróżnieniu od pelargonii), albo cranesbill.

  105. Ja ostatnio lepiłam pierogi ruskie w Wielkanocną niedzielę!! tak jakoś wyszło :)
    Ale moje niedościgle ulubione pierogi to jednak pierogi z borówkami przyrządzane przez moją świętej pamięci Babcię. Och, numer jeden, absolutnie, a dopiero na następnym miejscu ruskie :)
    A jeszcze drobne słówko w sprawie Basi – oczywiście, że postanowiła być na tych urodzinach Ateną. Ta bogini podoba jej się najbardziej!

  106. Celestyno, te drugie też.

    KokoszaNel, ależ tak, przepadam za drukarstwem! Sama za młodu poszłam do Zakładów Graficznych, przedstawiłam się – że studiuję na wydziale grafiki, że właśnie powstała specjalność : grafika książkowa, i że chcę wszystko wiedzieć, i czy nie przyjmą mnie na bezpłatną praktykę. Byłam dosyć uparta i – przyjęli mnie! Nawet właściwie się ucieszyli, że kogoś to interesuje. Musiałam tylko przynieść z uczelni zaświadczenie.
    Tak spędziłam całe lato i nauczyłam się bardzo wiele. A uczelnia się zawstydziła i odtąd sama się zwracała z prośbami o praktyki studenckie!

    Wtedy już (lata 60te) automatyzacja zaczynała z wolna docierać do Polski, więc w efekcie wymiany i likwidacji starego sprzętu dostałam w prezencie od drukarzy stare, ozdobne czcionki i matryce do różnych ornamentów, nawet jeszcze secesyjnych, poniemieckich. Długo miałam tego w domu pełno, ale potem jakoś dzieciaki wszystko pogubiły.:)) Dostawały do zabawy takie dziwne i interesujące przedmioty!

  107. W lepieniu pierogów jest coś fajnego – skupia nieraz cała rodzinę przy jednym zajęciu, a to coraz rzadsze w naszych czasach.

  108. Celestyno, zapraszam – wydajemy jutro, 14.00 wzwyż. W dobie samolotów, wszystko możliwe;)
    A z kapusta – drugie miejsce – całkowita zgodność.

  109. Ruskie!
    Kiedy jestesmy w Krakowie, codziennie chodzimy na pierogi ruskie, to tu to tam. Corka pozerala od malenkiego cala barowa porcje.
    Na drugim miejscu – z kapusta i grzybami.

  110. Chesterko, listopadowe przytulenie pozostało i w moim sercu. Ponawiam!
    Pierogi ruskie?- to moje ulubione, dodaję z przyjemnością, wynikającą z poczucia braterstwa dusz.

  111. Najlepsze są jednak kropelki do nosa i specjalna maść rozgrzewająca do naklepywania dekoltu.
    Pod warunkiem, że się ma jakiś dekolt.
    Zdrowiej, Zuziu!

    Kartki, które w książkach trzeba rozcinać, to efekt braku gilotyny drukarskiej w zakładzie graficznym. Dawniej takich gilotyn nie znano albo nie posiadano powszechnie. A jak już posiadano, to oszczędzano sobie gilotynowania ręcznego! :)
    Drukowano w dosyć pracochłonny sposób: składano tekst ręcznie z pojedynczych czcionek, literka po literce, linijka po linijce (widziałam to na własne oczy na praktyce i nawet sama to robiłam) lub też na maszynie zwanej linotypem (a tego już mi robić nie pozwalano, bo niebezpieczne było). Potem te poskładane, ciężkie bo ołowiane, stroniczki układano w maszynie obok siebie, po kolei i drukowano dwustronnie na wielkich arkuszach papieru. Taki arkusz specjalna maszyna składała następnie we czworo, a potem w ośmioro i w ten sposób powstawał zeszycik z szesnastu kolejnych zadrukowanych stronic. Te zeszyciki, jeden po drugim, zszywano wzdłuż grzbietów i tak oto tworzono książkę o nierozciętych kartkach.

    Czas przyniósł wielkie zmiany, książkę dziś wydrukować można bardzo szybko i sprawnie, skład jest oczywiście komputerowy, a maszyny drukarskie tak wymyślne i precyzyjne, że potrafią wszystko naraz.

  112. Dobry wieczór!
    O! A o co to chodzi z tymi nieporozdzielanymi kartkami? To znaczy, wiem o co mnie więcej chodzi, ale czemu z tego zrezygnowano?

    Leżę dziś od południa zawinięta w koc, a wokół mnie lata mnóstwo chusteczek. Ciekawe czy katar też miedniczkami można przepędzić?

  113. Ja też się uśmiechnę do tej drogiej memu sercu istoty, która siedzi pod tajemnicza śliwa, pamiętajac listopadowe przytulenie.
    Uff…przeczytawszy o bohaterskiej Sigrid Undset, która nie dość że matkowała sześciorgu dzieciom, piekła cudowne ciasta, namiętnie pielęgnowała ogród, a nocami pisała, rzuciłam się do kuchni, by przygotować farsz na pierogi ruskie – uwielbiane danie w naszej rodzinie.
    A po nocy to będę obmyślać inteligentne pytania do poety (Joanno, dzięki za wsparcie duchowe!);)

  114. O, też mi się zdarzyło parę lat temu czytać taką książkę z nierozciętymi kartami. To był „Klub Pickwicka”. :)
    U nas szaro, buro, plucha. 4 st. na termometrze. Wiosna może być chłodna – ale żeby aż tak?
    No, to się chyba uśmiechnę – żeby nie było już tak całkiem ponuro. :)

  115. O, tak, prawda!
    Dziś już maszyny drukarskie takich książek nie wypuszczają.I nie są już potrzebne czytelnikowi takie specjalne sztyleciki ozdobne do rozcinania arkuszy.
    Gratuluję zdobyczy, Mamo Isi!

    Celestyno, ujmuje mnie Twój duch badawczy a dociekliwy!

  116. Czytam „Złotego osła” Apulejusza z 1953 roku (Ossolineum), którego dorwałam za złotówkę! Jest nietknięty ręką ludzką! I stwierdzam, że to jest wielka przyjemność rozcinać karty podczas czytania.

  117. Ale tylko w opisie katinki zgadzal sie ten zoltopomaranczowy miazsz (stanley miewa zielonkawy tez), slodycz, aromat, kolor i nalot, i sierpien (stanley jest ponoc wrzesniowa)…
    Ale jestem ignorantka, ogrodu w zyciu nie uprawialam, wiec czmycham czym predzej, zeby mi sie nie dostalo.
    Serdecznie pozdrawiam!

  118. I ja pozdrawiam, Anusiu!

    Celestyno, sama nie wiem – weszłam na stronę UP Poznań, gdzie jest cała tabela odmian śliw, sprawdzam i widzę podobne opisy. Trzeba by chyba każdej spróbować, żeby odnaleźć ten wyjątkowy smak.
    Dzięki za trud!

    PS – Widzę, że śliwa Stanley jest matką (czy też ojcem?) wielu nowych odmian.

  119. ,,Nie dojdzie Cię tu słońce przyrzekam ja tobie”
    Piękne zdjęcie !

    Pozdrawiam wiosennie !

  120. Dzien dobry!

    Tak sobie poszperalam w sieci w temacie sliwek, i wyszlo mi, ze to jest Katinka –
    -opis (w: rosliny.urzadzamy.pl lub: szkolka-przytok.pl) prawie dokladnie zgadza sie z Pani opisem.

  121. Joanno, zachęcony Twoim wpisem zakupiłem ”Druhno Oleńko,druhu Andrzeju” dla mojej córki-harcerki, ale oczywiście też mam zamiar przeczytać, dziękuję za polecenie.

  122. Beato, dziękuję!
    Tej opcji jeszcze nie rozpatrywałam.
    A chcę kupić nową sadzonkę, bo rzeczywiście ta stara śliwa jest krucha i łamliwa, w dodatku korniki się do niej dobrały (zwalczam).
    Może mi się uda zdobyć nowy egzemplarz.

  123. Moja mama pamięta, że to była śliwka „Stanley”. Z opisów i wyglądu na zdjęciach w internecie wydaje się, że to jest Prunus domestica „Stanley”. O, szczęśliwa DUA, że ją posiada w ogrodzie. Ta dziadkowa jakiś czas temu padła (dosłownie skruszyła się i połamała) ze starości, ale do końca rodziła wyborne owoce. Och, ale to życiowo zabrzmiało:).
    Lepszych śliwek w życiu nie jadłam.

  124. Jechałam do domu, do Lublina. A skąd? Z Krakowa- zrobiłam wypad na weekend do przyjaciółki. Uwielbiam jeździć pociągami, szczególnie rankiem i sama. To ma niesamowity urok.

  125. Patrycjo, miło mi pomyśleć o Tobie, zaśmiewającej się w pociągu.
    A dokąd też jechałaś o tak wczesnej porze?
    Pozdrawiam Mamę!

  126. Beato, no to się cieszę.:)
    A nie pamiętasz, jak się zwała ta śliwka? Męczy mnie to, że nie mogę się dowiedzieć („lubię wiedzieć”- prof. Raszewski). A zastaliśmy ją tutaj, kiedy kupiliśmy działkę.
    Już- już mi się zdawało, że jestem na tropie, że to letnia węgierka łowicka lub dąbrowiecka, kupiłam obie odmiany, posadziłam i nawet szybko doczekałam się owoców. Rozczarowanie! Niby dobre, jak to śliwki, ale gdzież im do tej naszej!
    To musi być stara odmiana, której dziś już się nie kupi, bo tych owoców też nigdy nie widuję na straganach. Są bardziej okrągłe niż węgierka, ale mają jej kolor skórki z niebieskawym nalocikiem. Za to pod skórką jest złocisty, soczysty miąższ (węgierki mają twardszy, zielonkawo-żółty), miejscami dojrzewający na pomarańczowo lub nawet czerwono. Niezrównany aromat mieści się w skórce. Powidła z tych śliwek nie są brązowe, jak z węgierek, tylko czerwonawe.

    Kto wie, niech powie.

  127. Ach, ogrodniczko kochana, już mówię!
    Tak, to ta renkloda ze zdjęcia z bzami. W tym roku, zamiast begonii, będzie wianuszek nagietkowy (już wschodzą!) wokół , jak co roku, wianuszka fioletowych bodziszków i – blisko pnia – tulipanów.
    A na tym fragmencie rabatki rośnie kocimiętka (odmiana wysoka), która oczywiście też dopiero wzrasta. Dojdzie do metra wysokości, a nawet wyżej.
    Przemiła roślina, tworzy wielkie, puszyste kępy w kolorze szaroniebieskim. Ma do towarzystwa piwonie bordo i białe z malinową żyłką, żółte i pomarańczowe liliowce, hortensje różowe i marcinki, a także uroczą różę „Clair Matin”. Już w czerwcu będzie to przepiękna rabata!
    Tulipany też mi kwitną, właśnie powoli i spokojnie, dobrze się trzymają w tym chłodku.

  128. O, jak tu ładnie! Lubię zdjęcia z Pani ogrodu!
    Czy ta renkloda po prawej stronie, to ta sama pod którą w zeszłym roku rosły tulipany i żółte begonie widoczne w „bzowym” wpisie z maja? A za renklodą, po prawej widoczny jest fragment rabatki, co tam na niej rośnie? I poznaję też schodki „czytadełka” (wspomnianego kiedyś w dawnych zaginionych wspisach) stojącego pod rozłożystą katalpą, której gołe gałęzie widać na śliwą.

    Ja też wolę chłodną wiosnę, bo inaczej, to tulipany za szybko mi przekwitają. Dobrze jest, gdy w ciągu jednego upalnego weekendu śnieg w oczach topnieje i przyroda nadrabia 2-3 tygodniowe opóźnienie, ale teraz niech już zostanie te 10-15 stopni.

    Pozdrawiam i miłego dnia życzę.

  129. Jedna z wielu moich ulubionych bohaterek książkowych miała podobny widok z okna wiosną. Nawet nadała imię pysznie kwitnącej wiśni – Krolowa Śniegu. Kocham zapach wiatru w kwietniu. To zapach nadziei.

  130. Och, DUA niezmiernie dziękuję. Jak mi miło:))). Nie spodziewałam się tak szybkiego obrotu spraw i ekspresowej odpowiedzi na moją prośbę. Tyle już tu dzisiaj wpisów i zachwytów, a ja milczę:).
    Nasza pisarka „wśród kwiecia bieli” i świeżej zieleni pisząca dla nas kolejną część Jeżycjady. Cóż za cudny obrazek. Aż chce się pomachać zza ekranu laptopa:).
    Tę sierpniową aromatyczną śliwkę, pamiętam z dzieciństwa, z ogrodu mojego ukochanego dziadka. Prawdziwa słodka i soczysta rozkosz.
    A wierny gończy wie co dobre. Ślimaki mają swoją wartość, a ich muszle są zródłem wielu cennych minerałów.
    Cieszymy się DUA, że łopata i grabie zamienione na laptopa. Efekty pierwszych widoczne na zdjęciu, a na następne cierpliwie czekamy i dopingujemy. Jak miło uszczknąć coś z Pani życia:)
    Dobranoc.

  131. O mamuniu! Tarzam się ze śmiechu. Jak ja lubię księgowe poczucie humoru.
    DUA, miło Panią widzieć w chmurze białego kwiecia, w asyście wiernego psa.
    U nas dziś ziąb, wicher i śnieg z deszczem. W dodatku obiadowy pstrąg był niedopieczony. Siedzimy w domu mając za złe.
    A wczoraj z deszczowego Trójmiasta uciekliśmy na Hel. Spacerując w słońcu ( kilometry plaży dla nas i naszego psa) widzieliśmy czarny wał chmur i strugi deszczu po drugiej stronie zatoki.
    Psisko kąpało się z entuzjazmem w falach Bałtyku, ganiało mewy , nosiło w pysku zdechłego śledzia. Pełnia szczęścia.
    Dobrej nocy życzę, a dla gończego całus w łepek.

  132. Ach, to mi się podoba!
    Basia może być Ateną:)))

    Ateno, bogini, dzięki, niczego nie przysyłaj, naprawdę zupełnie wystarcza rozpylaczyk Off i długie rękawy oraz spodnie.
    Dobranoc, drużyno.

  133. Jakie piękne zdjęcie! Cóż za wspaniałe kwiecie i DUA zapracowana – wysyłamy masę ciepłych myśli z zimnego dziś Krakowa – niech ten wiatr będzie jednak ciut cieplejszy niż dzisiaj…
    A nowe czytelniczki rosną – uprzejmie donoszę, że jesteśmy w trakcie lektury Małomównego – Basia z zapartym tchem śledzi akcję.
    A po intensywnej ostatnio lekturze mitów greckich Basia wymyśliła, że jej urodziny będą spotkaniem greckich bogiń :), nie ma to jak literackie dzieci, prawda Kris?

  134. Kochana DUA i drodzy Księgowi- to już dzisiaj mój wpis ostatni,bo się nieco rozgadałam.
    Ale ponieważ się wzruszyłam (nie po raz pierwszy zresztą i pewnie nie po raz ostatni) tym,że tak tu jest mi z Wami dobrze (trochę śmiesznie, trochę poważnie, w takim miłym,często wielowątkowym rozgardiaszu),pragnę podziękować Wam za to,że jesteście i za to jacy jesteście.
    Wieszcz w wierszu o świeżo rozkwitłych drzewach skarży się na samotność i na to,że nie ma z kim dzielić się wiosną.Jak dobrze,że mogę tę wiosnę przeżywać z DUA i z Wami.:)
    P.S.Wysyłam czym prędzej, bo się rozmyślę.
    I jeszcze- Chesterko,na pewno będziesz świetna.Po prostu nie może być inaczej.Li i jedynie.

  135. Bardzo ladny widok z okna, dobrze ze Adminka zrobila zdjecie to i DUA moze zobaczyc jak uroczo wyglada. Mozeby tak gonczego ( piekny) wytresowac, zeby odganial komary. Bedzie sie potykal o miedniczki;).
    Komary pewnie z ukrycia czytaja internet i uzbrajaja sie przeciwko takim miedniczkom z olejem. Kiedys wyczytalam, ze nie lubia zapachu miety. U znajomego w ogrodku obsiadaly wrecz krzaki miety. Nie do ogarniecia sa. W sklepie wojskowym mozna kupic srodek, ktory podobno zolnierze amerykanscy zabierali do Wietnamu. Od tego uciekaja wszyscy, komary tez. Podesle moze, Ciotka Zgryzotka bedzie oczadziala.

  136. Można się regularnie polewać taką ciemną masą. Nie trzeba nosić szesnastu miedniczek. Ale obawiam się, że wtedy nie tylko komary będą uciekać. ;)

  137. Stanowczo cierpię na fumy…tzn FOMO. Wzruszenie historia Undset, a następnie rozśmieszana do łez wizja Wieszcza przechadzajacego się noca wśród miedniczek nerkowych, jakże ja mam się przygotować do roli artystki czytajacej poezję znajomego ks. Krzysztofa Konkola, no jakże, hę?! A wieczorek poetycki już w czwartek, w tzw. Okraglaku, o 18 (zapraszam Księgowych mieszkajacych w pobliżu). Ksiadz jest niezwykle urocza otwarta i wesoła osoba. Spotkanie z nim, już samo w sobie jest czymś wyjatkowym.

  138. Idąc tym tropem,można by stwierdzić,że miednicę też w zasadzie mamy,ale -chyba na pewno- jedną.

  139. Chyba trzeba zaczac cwiczyc (to noszenie chlupiacej miednicy na glowie). Zwlaszcza chodzac po nierownym terenie na lonie natury…
    Tak, zanzara wymawia sie „dzandzara”. Pamietam, jak moje Dzieciaczki, gdy byly male, wolaly „mamma, dzandzala”. :)

    Dzis z Sofia przygotowalysmy zaproszenia na jej przyjecie urodzinowe. Postanowila, ze pojawia sie na nim jej ulubieni bohaterzy ksiazkowi z ostatnich miesiecy: Mary Poppins, Maly Ksiaze, Ania Shirley i Heidi (chciala wiecej, ale nie bylo miejsca). :)
    Przyjecie odbedzie sie w parku, warto wiec moze pomyslec i o miedniczkach!

  140. Wygląda na to,że mama Isi znów w formie.:)
    A miedniczek nerkowych chyba na pewno jest mniej niż szesnaście.

  141. Oj tam, oj tam. Można wynieść do ogrodu lustra, które z paru mizernych miedniczek z oleum zrobią ich setki. Niewykluczone, ze na ten straszliwy widok w komarach omdleje serce i dadzą nogę.

  142. Nic konkretnego w kwestii tych szesnastu nie miałam na myśli, poza niewątpliwym faktem, że im więcej miedniczek, tym lepiej dla osoby napastowanej przez zanzary. To tak jak z tym repelentem na rekiny;)
    Ale one (te miedniczki ) wyglądają bardzo malowniczo i tajemniczo połyskują oleum w świetle księżyca w pełni, więc w sumie obraz na ilości zyskuje.
    Teraz przychodzi mi do głowy, że gdyby DUA chciała potworzyć perypatetycznie, to można by jeszcze owe szesnaście miedniczek rozłożyć wzdłuż ścieżki, po której stąpając Starosta tworzyłby w natchnieniu nie niepokojony przez rozwścieczone hordy komarów zgrzytające jeno zębami za niewidzialną linią obrony tworzoną przez oleum i miedniczki.

  143. Celestyno,”Malwy na lewadach” w całości są niezwykłe,podobnie jak inne książki Barbary Wachowicz.Czytałam wszystkie,uwielbiam jej gawędziarski,swobodny styl,który połączony z niezwykłym wyczuciem słowa i wrażliwością robi wielkie wrażenie.Ona – jak nie przymierzając Melchior Wańkowicz (o czym pisze prof.Falkowski w „Ciężkich norwidach”)-potrafi mocno i wyraziście puentować.Czasami,a nawet często-chwyta za gardło.
    Polecam (oprócz innych) kilka tomów układających się w cykl „Wierna rzeka harcerstwa”(pierwszy tom poświęcony jest pięknym postaciom założycieli polskiego harcerstwa i nosi tytuł”Druhno Oleńko,druhu Andrzeju”).
    Tak jak Sigrid Undset kochała swoją Norwegię,tak Barbara Wachowicz kocha Polskę.I potrafi tę miłość
    przekazać i jej uczyć.

  144. Ten pomysł,DUA,wart byłby wykorzystania w powieści w odniesieniu do Ignasia,ale raczej nie w „Ciotce”,bo akcja,jak powszechnie wiadomo, toczy się jesienią.No chyba,że jesień wczesna,ciepła i wilgotna….Mogłoby być zabawnie.:)

  145. Pani Malgorzato:)

    Kris, zanzara bardzo mi sie podoba. Dawno temu kolezanka italianistka mnie zapoznala z tym dzwiecznym, „onomatopejskim” slowem. Ponoc Wlosi wymawiaja „dzandzara”.

    Joanno, dzieki za namiar!

  146. Można też spacerować z wielką miednicą na głowie. To bardzo poprawia postawę. Zwłaszcza gdy zawartość miednicy chlupie.

  147. DUA obłożona szesnastoma miedniczkami wypełnionymi tajemniczym czarnym oleum na tle kwitnących czereśni! A wokół roje utyskujących komarów całkowicie zniechęconych do kąsania z nosami na kwintę. I śpiew słowika w tle. A czasami chrupanie kolejnego winniczka przez psa. I w miarę postępującego zmierzchu błękitnawe lśnienie ekranu laptopa, gdzie „Ciotka Zgryzotka” nie niepokojona przez zanzary błyskawicznie nabiera kształtów;).

  148. Wowczas trzeba wybrac punkt strategiczny! Albo uzyc wiecej naczyn. :)
    (Choc w opisie metody wspominano zawsze o jednym, powinno zatem wystarczyc.)

    Problem jednak pojawia sie np. podczas spaceru, trudno przeciez nosic ze soba zawsze naczynie, zwlaszcza, ze nie powinno byc zbyt male. :)

  149. W poblizu czesci ciala, ktore chce sie ochronic przed tymi malymi stworzonkami. :) Prosze polecic Ignasiowi!
    Aha, mialo byc „miedniczke”. Przepraszam za brak precyzji w opisie metody!

    Komar po wlosku nazywa sie „zanzara”. Ladne slowo, prawda?

  150. DUA! :))) Nie, do naczynia nie trzeba wchodzic (choc pewnie tez by poskutkowalo), wystarczy postawic taka miseczke/mieniczke w poblizu!

  151. I jeszcze tak jak nasza DUA kochała naturę.Z okna miała wiosną widok na kwitnące jabłonie i grusze,z wędrówek po łąkach przynosiła naręcza kwiatów.Pisała nocą,bo jak mówił jej syn:”Zbyt kochała słońce,by pisać, kiedy świeciło.”
    Kogoś nam to przypomina,prawda,drodzy Księgowi?:)
    Ale widać,żeby opisywać piękno świata,najpierw trzeba go chłonąć.

  152. Chyba przepadł mój wpis z podziękowaniami dla Daisy i Celestyny za wskazanie ciekawego artykułu o autorce „Krystyny”,rzucającego nowe światło na jej postać.
    Ja z kolei odświeżyłam sobie interesujący szkic o Sigrid Undset z książki Barbary Wachowicz „Malwy na lewadach”. Autorka odbyła podróż do krainy fiordów,odwiedziła dom pisarki w Lillehamer,spotkała się z jej synem Hansem i pasierbicą Ebbą.Przejmująco opisuje to spotkanie.Dramatyczne były zwłaszcza wojenne losy Sigrid zmuszonej do ucieczki z okupowanej Norwegii,dotkniętej stratą syna i przerażająco samotnej przez kilka lat pobytu w Ameryce.Wzruszające są wyznania jej pasierbicy potwierdzające ogromne przywiązanie do przybranej matki,która stworzyła przygarniętym dzieciom prawdziwy dom.
    I pomyśleć,że kiedy przyszła noblistka zawędrowała do słynnego wydawcy Piotra Nansena,przynosząc mu swą pierwszą powieść,ten poklepał ją życzliwie po ramieniu i stwierdził:”Niech się pani nie zabiera do powieści historycznej.Tego pani nie potrafi.Ale może pani spróbować napisać coś współczesnego.Nigdy nie wiadomo.”
    Sama Sigrid powiedziała kiedyś o sobie:”Jestem jedyną osobą,która żyła w Norwegii dwa tysiące lat.”
    Kochała Norwegię.

  153. Jasne, Zuziu!
    Jest czas pisania i czas podziwiania, pracy i odpoczynku. Wszystko musi być w równowadze.

    Ale zawsze mi miło, kiedy widzę, że ktoś wyczekuje efektów mojej pracy. :) To niezwykle pomaga!

  154. Dzień dobry!
    Ależ mnie Pani ubawiła tym wchodzeniem do naczynia!!:)))
    U nas także pięknie, wiosennie, ale i zimno. Taki urok wiosny!

    Tak sobie myślę, że gdyby pisała Pani, aby jak najszybciej i przez ten czas przestała zwracać uwagę na przyrodę rozwijająca się dookoła, to książki nie byłyby takie prawdziwe i piękne. Ale nie wyobrażam sobie Pani Małgosi, która nie zwraca uwagi na Naturę. Eeee…niemożliwe.
    Ja tam w każdym razie lubię czekać na takie miłe rzeczy.:)))

  155. Nerwusko, jak to zawsze powiadam – książka będzie, kiedy BĘDZIE.
    Pozdrawiam serdecznie! (i przykładam się do pracy).

  156. Wielkie brawa dla Nutki!
    Jasne, że możesz (a nawet powinnaś) się pochwalić. Jeżeli jestem dumna z moich córek i synów, to czyż nie mogę być – z Czytelniczek i Czytelników?

    Kris, a do tego ciemnego naczynia trzeba wejść?:)))

  157. Dzień dobry! Piękny obrazek, Ukochana Autorka pisząca powieść w kwitnącym ogrodzie. Czuję, że pomiędzy kartami „Ciotki Zgryzotki” już na zawsze pozostaną Pani myśli, wiatr oraz zapach kwiatów. Jak w każdej książce.
    Och, och radosny dzisiaj dzień, doprawdy:)

  158. Celestyno, wielkie dzięki za te namiary na druga część artykułu! Jaka Ty madra dziewczyna jesteś!:) Cieszę się, bo to odpowiedź na różne pytania, które mnie nurtuja.

  159. „Oranżeria nie musi być dwupiętrowa”. Jak to „nie musi”, Sowo?! To gdzie my upchniemy tę całą zieleninę, która teraz tłoczy się na klatce schodowej i utrudnia przedzieranie do góry i na dół? Czasami wskutek tego czujemy się jak Muminki po wrzuceniu przez Mamę Muminka chwastu do czarodziejskiego kapelusza.
    Jak już mam rozmyślać na tematy nierealne, to choć z rozmachem;)

    Co chwila mamy pogodę, jak w tej dziecięcej rymowance z dawnych czasów:
    Deszczyk pada, słońce świeci,
    Baba Jaga masło kleci.
    Ukleciła, postawiła.
    Przyszła świnia, przewróciła.
    Przyszedł dziad, wszystko zjadł.

  160. Dzień dobry!
    Jak miło mieć możliwość zobaczenia Pani przy pracy. To takie mobilizujące. Tym sposobem sama znalazłam siły żeby wziąć się za swoje sprawy. :)
    Pomyślałam, że się troszkę pochwalę, mam nadzieję, że wypada – w minionym tygodniu mieliśmy na Politechnice międzynarodową konferencję, na której prezentowałam swój poster (to pierwsza taka moja mini-praca naukowa). Bardzo ciekawe doświadczenie.

    Serdecznie pozdrawiam i życzę dużo weny przy „Ciotce Zgryzotce”!
    Nutka

  161. Niedługo wyjdę z siebie przez tę ciekawość! Nie śmiem jednak nawet zapytać kiedy premiera – czuję, że to pytanie zostanie pozostawione bez odpowiedzi, ale jak to mówią: „Nadzieja matką głupich” :)

  162. Och, DUA, jak cudnie!
    Taka sceneria (i swieze powietrze, pachnace kwiaty…) – to rozumiem!

    Co do komarow, to ostatnio przeczytalam (i to co najmniej w dwoch miejscach), ze podobno bardzo skutecznie przed nimi chroni ciemne naczynie z woda i oliwa/olejem. Moze warto sprobowac?

    Milej niedzieli!

  163. Dzień dobry.
    U nas dzień słoneczny,ale zimny i wietrzny,gdyby nie kwitnące drzewa i krzewy, byłoby jesiennie.W te klimaty doskonale wkomponowała się rozgrzewająca zapiekanka Kopciuszka,którą zrobiłam dziś na obiad po raz pierwszy,upolowawszy wcześniej delikatesach piękną dynię.Była (wyszło sporo,ale moi panowie pomarudziwszy najpierw,że dziwny obiad,oddali jej sprawiedliwość i zniknęła w zabójczym tempie) PYSZNA!
    Myślę,że stanie się u nas jednym z kulinarnych hitów.Dziękuję za przepis.:)
    Muszę jeszcze spróbować pieczenia chleba, bo wczorajszy wpis mamy Isi o roznoszącym się w całym domu zapachu,pobudził moją wyobraźnię.Może też jakiś prosty przepis dla piekarzy- dyletantów?

  164. Papiery składam na kulturoznawstwo, za rok chciałabym do tego dołożyć jeszcze jeden bardziej ścisły kierunek. Aktualnie nie mogę, bo w lutym rezygnowałam ze zdawania rozszerzonej matematyki, myśląc, że sobie nie poradzę. I trochę teraz żałuję. ;)
    Poza tym, zaczęłam szukać prezentu dla mojej ulubionej PaniOdAngielskiego. Tak czytam Wasze wpisy o ogrodach, które ona również bardzo kocha i tak pomyślałam – może „Rok ogrodnika”?

  165. Pani Małgosiu – kupiłam odmianę: Catalpa bignonioides KOEHNEI. Szczepiona, dorasta do 3-5 metrów. Nie chciałam zwyczajnej, bo faktycznie za duża by urosła. Tę będę musiała zimą okrywać. (Jeśli się przyjmie.)

  166. Wszystko przez tę pełnię, Sowo!
    Dobrze by było, żeby nie przyszły przymrozki, bo śliwek na powidła nie będzie!

    Magpie, uwaga, katalpa wyrasta na POTĘŻNE drzewo, potrzebuje dużo miejsca! (w słońcu)

  167. Dzień dobry! Piękny ogród, pies ujmujący za serce i wspaniałe wieści o postępach pracy nad książką. Dawno tu nie zaglądałam – dużo pracy. Też starałam się ogarnąć ogród i udało się! Maż jeszcze przekopie część trawnika: pod dynie, cukinie i pomidory. Kupiłam trochę roślin, między innymi katalpę – siła sugestii. :-)
    Pozdrawiam, Marta.

  168. Oranżeria nie musi być zaraz dwupiętrowa, z palmami i euforbiami. Można zrobić malutką i niedrogą, przed domowym wejściem – taką bardziej zabudowaną szklaną werandę, na kilka małych drzewek, pnączy i fotele. I jeszcze motylarnię. Jesteście architektami i plastykami, coś wymyślicie!

    Zimno dziś bardzo. Pojechaliśmy na weekend w góry i właśnie obserwujemy przez okno zamieć śnieżną, bynajmniej nie taką z kwiatowych płatków.

  169. Cytryna chwilowo bezpieczna, bo Gacia przerzuciła się na kradzież wykałaczek z drewnianego kubeczka. Nie wiem, do czego jej te wykałaczki, ale pobiera ich duże ilości i jest tym szalenie zajęta.
    Dwupiętrowa oranżeria (euforbia ma 4 m) – to jest myśl, Sowo. Jak tylko nabędę jaki pałac, natychmiast założę;) Tak sobie kombinuję, że jakbym się pozbyła w dobre ręce ogromnego rozłożystego fikusa, to w to miejsce wstawiłabym rozłożystą jukkę, a na jej miejsce poszłaby cytryna i nie musiałabym jednak dobudowywać oranżerii.

  170. Aha, Daisy, w przypisach w Wikipedii jest podany link tylko do pierwszej czesci artykulu.
    Wlasnie dotarlam do drugiej:) W pasku adresow tego linku (webarchiwe), pierwszej czesci artykulu- prawie na koncu- trzeba zmienic pare cyferek – tam gdzie jest 312 (dwukrotnie nastepuja po sobie) trzeba zmienic na 313, tam gdzie jest 08, zmienic na 09; i ukazuje sie nam druga czesc artykulu z kolejnego numeru „W drodze”.
    Przepraszam za te wskazowki techniczne, ale inaczej dostep do artykulu jest platny.

  171. A ja, Celestyno, jak się okazuje, czytałam go już dawno. Naprawdę ciekawy.

    Mamo Isi, słuchaj Sowy. Cieplutka oranżeria bez prawa wstępu dla kotów.
    Nawiasem mówiąc, u nas dziś lodowaty wiatr. Wróciłam z ogrodu, może koło południa będzie cieplej.

  172. Dzien dobry!

    Wlasnie przeczytalam bardzo ciekawy, polecony przez Daisy, artykul pani Justyny Iwaszkiewicz „Droga do katolicyzmu”, dotyczacy Sigrid Undset. Dziekuje Daisy!

  173. Och, Mamo Isi, trawa zawsze zieleńsza u sąsiada, czyż nie? Na Twoim miejscu, założyłabym sobie małą oranżerię. I po sprawie.

  174. „Te rozkwitłe świeżo drzewa
    Upajają słodką wonią,
    Wody szepcą, słowik śpiewa
    I koniki cicho dzwonią.(…) ”

    Nie ma to jak ciepły wieczór majowy, kiedy koniki jw. wręcz jazgotliwie dzwonią zagłuszając miejski hałas. Wieszcz najwyraźniej miał na myśli okres do 15 czerwca, bo jak wiadomo „Na św.Wit słowik cyt!”

    Ale jak na razie jak ten krasnal Hałabała marudzę co do okoliczności przyrody;)

  175. Cha, cha, Mamo Isi!!!
    To są te trudne wybory, co ?

    Dzień dobry wszystkim! Słońce! Chłodek! Wszystko kwitnie!

  176. Widok z okna Starostowego – przepiękny!
    A ślimakożernego psa po prostu zazdroszczę. Iluż kwiatków nie możemy mieć w ogrodzie przez te marudne brzuchonogi. Jeden drozd stara się, jak może, ale nie wyrabia. A nasze psy ślimaki lekceważą.

    Nie sądzę, aby po dojrzałym przemyśleniu sprawy kochany Starosta chciał się ze mną zamieniać na lokalizację, jako że siedzenie z laptopem w silnym lodowatym wietrze z temperaturą odczuwalną w granicach 3 stopni nawet dla doświadczonych morsów jest mało komfortowe;)

    Podjęłam męską decyzję i wzięłam cytrynę z powrotem do domu. Za to Gacię Melacię, ilekroć się zbliża do cytryny, wystawiam na dwór. Ma w końcu futro.

  177. Jak pięknie! DUA w scenerii obsypanych białym kwieciem drzew niczym dobra wróżka wyczarowuje „Ciotkę Z.”. :-)

    I ja lubię rześką, powolnie rozkwitającą wiosnę- na rower, teren konny czy najzwyczajniejszy spacer- idealna.

    Fluid z Celestyną (poprzedni wpis)- też niedawno odświeżałam „Dziecko Piątku” i pomyślałam, że zamiast tylko przejeżdżać przez Pobiedziska, muszę je kiedyś zwiedzić.

    Z rodzinnej chałupy pozdrawia
    -Biedronka.

  178. Dobry wieczór!
    Zajrzałam sobie wieczornie do KG (Joanno, z tym FOMO coś jest na rzeczy :)), a tu jakby prawdziwie przybyło się w gości! Tyle, że Pani Domu akurat przeszkadzać się nie godzi – ale można ciepło zerkać z daleka :)
    I jakie tu dla nas pole do wyobraźni! O kim, o czym DUA właśnie pisze… Uchwycony proces twórczy, w iście czarodziejskim ogrodzie – piękne zdjęcie.

  179. No, musi być jesienna, Wójciku, z taką okładką (której już nie zmienię!):)
    Mamy chmary różnych ptaszków w ogrodzie. Bardzo śpiewają.

  180. Czy to nie zabawne, że Starosta pisze w tak wiosennej scenerii książkę, której akcja ma być podobno w scenerii jesiennej? ( tak to aluzyjnie i półgębkiem przypominam o naszej jesiennej umowie :))
    Jak to miło i ciekawie podglądać proces twórczy. Widać, że i piesek jest tego samego zdania( ale urósł!).
    Dobrze, że wróbelków jest u Was dużo, bo tak ogólnie to jest ich niestety coraz mniej. U nas w mieście rzadko spotyka się obecnie wróbelka :(

  181. Myśliduszko, brawo za torcik.

    Ago, jest więcej niż ćwierkliwie – wróble zamieszkały w naszym domu, pod krokwią i bardzo jest ich dużo.

  182. Tak myślałam, bo pamiętam ten fragment i skojarzyło mi się z ,,-O moje białe, białe króliki!-” jak to powiedziała Anna:)

  183. Wspaniały ogród!!! Pies strzeże i pewnie sam jest ciekaw, o czym pisze nasza DUA. :)
    Pochwalę się – upiekłam tort czekoladowy Gabrysi i chyba mi wyszedł! Przynajmniej z zewnątrz wygląda smakowicie. Ciekawa jestem smaku, bo trochę go zmodyfikowałam , ale właśnie tak jak lubię. Niestety, torcik jest na jutro. Ozdobiłam go orzechami, jak radzono w „Kwiecie kalafiora” ;).
    Wyobraziłam sobie ten zapach śliwy i przeszedł mnie rozkoszny dreszczyk. :)

  184. Zaczytana Zuziu- tak, to „Dzieci z Bullerbyn”. Ta sceneria obudziła we mnie mnóstwo literackich skojarzeń. Nie dziwię się wcale, że nasza DUA pisze takie piękne powieści, mając takie otoczenie ( o WIELKIM talencie nie wspomnę…). Szczerze? Nie mogę się napatrzeć na ten obrazek-podziękowania dla Zapracowanej Adminki;
    „W ogrodzie było ćwierkliwie,
    Słonecznie, rośnie i wcześnie.”
    Czy jest tam ćwierkliwie?
    A może i czereśnie są?

  185. Pies to myśliwski, Joanno, saren mu gonić nie pozwalamy, ani zajączków, ale ślimaka to już nie upilnuję!

    Tak, Celestyna okrasą.:)

  186. I jeszcze zapomniałam:
    1.Pies przepiękny (tylko te ślimaki mnie przeraziły,ale w zestawieniu z tym,co wczoraj na spacerze znalazła i pożarła moja sunia to pikuś -nawet opisać tego nie jestem w stanie).
    2.Fluid z Magdą Z- u mnie też ksiądz Heller na tapecie.;)
    3.I cieszę się,że Celestyna się znalazła,bo jej tu brakuje.:)

  187. Otwieram,
    by zajrzeć, bo chyba w odniesieniu do tej strony cierpię na FOMO,czyli FEAR OF MISSING OUT(wyczytałam ostatnio w przeglądanej u fryzjera kolorowej gazecie,że to nałóg nieustannego sprawdzania poczty, portali społecznościowych w obawie,że nas coś ominie),a tu taka NIESPODZIANKA- Ulubiona Autorka w scenerii jak z bajki.:)
    Dziękuję,Pani Małgosiu za możliwość zajrzenia do Pani świata.Dobrze,że zapracowana i zaaferowana zapewne premierą Adminka znalazła chwilkę,żeby wykonać to piękne zdjęcie.
    I jak miło,że „Ciotka” się pisze.:)

    P.S.Mamo Isi,nadbałtyckie lato jest cudowne- wietrzyk,bryza,itp.Minionego lata nasz Dolny Śląsk był nie do wytrzymania.Już dziś boję się powtórki.

  188. „(…)a jakie będziecie mieli chłodne, miłe lato!”
    Starosto kochany, to jest naigrawanie się z nas, ludów północy!
    Nie chcę chłodnego lata, tylko gorącego!

  189. Dla DUA i wszystkich zaczytanych w ogrodzie:

    William Byrd – „All in a garden green”.
    Silentia Lunae.

  190. Pachnie cudownie. Śliwy mają to do siebie.
    Właśnie spadł deszcz i musiałam uciekać ze świątyni dumania, bo mi kapało na głowę!
    Ale oczywiście pisać można też w pokoju, nie myśl sobie, Ago.;)
    Pozdrawiam serdecznie!

    Mamo Isi, dojdzie wiosna i do was, a jakie będziecie mieli chłodne, miłe lato! (nie to co my, na tej wielkopolskiej patelni).

  191. Ojej..ale piękna „świątynia dumania”.
    Niechaj Pani pisze dla nas, „ku pokrzepieniu serc”, kolejną powieść-wyczekiwaną, wytęsknioną „Ciotkę..”! Ja już nie mogę się doczekać.

  192. Przepiękne są te białe kwiaty!Od razu bardziej wiosennie mi się zrobiło! Życzę wielu pomysłów i weny twórczej!

  193. Kochany Starosta mieszka w jakimś czarodziejskim zakątku.
    Nie dla nas takie rozkosze – jak powiada poeta.
    Napaliłam w kominku, upiekłam chleb, aż pachnie nim w całym domu i wiosennie podziwiam, jak gałęzie za oknem uginają się na lodowatym wietrze, a płatki kwiatków śliwy japońskiej sypią się jak śniegowa zamieć;)

  194. Dzien dobry, co za piękne zdjęcie naszej Dua w tajemniczym ogrodzie !
    Wiosenna sceneria kwitnących drzew dopełnia tylko piękno tego ujęcia.
    Brawa dla Adminki i duzo dobrej weny dla Pani Małgosi!
    Przesyłam usmiechy :)

  195. Wspaniała lektura, Madziu!
    Celestyno, w Lozannie chyba trudno nie myśleć o Wieszczu co chwila. Podobnie jak w Wielkopolsce!:)
    A ten wiersz z drzewami bardzo smutny. Poprzestałam na cytacie.

    Zuziu, rzeczywiście!- od Twojej strony ta moja praca wygląda dosyć tajemniczo.

    Iskro, tak, podkuruj się i dopiero potem wychodź. Jednak jest chłodno. Poszłam po cieplejszą kurtkę.
    Zdrowiej!

  196. Jak miło Panią zobaczyć! :)
    Wiosnę lubi się i chłodną, tylko mogłoby już nie padać. ;) A podobno jutro będzie.
    Ale póki co chyba się przeniosę za Pani przykładem do ogrodu. Tyle że nie z laptopem, a z książką (Michała Hellera „Wierzę, żeby rozumieć”).

  197. Aż wstyd przerywać, tak pięknie sobie Pani pracuje.
    Wspaniale będzie czytać „Ciotkę” mając świadomość, że była pisana właśnie teraz, wiosną i że tak to pisanie wyglądało.
    Zawsze mnie to intrygowało, my nawet nie wiemy kto jest osobą na okładce, a Pani już szparko tworzy pierwsze wątki.;)
    A! Zapomniałam, miałam nie przerywać. Już zmykam!
    Pozdrawiam ciepło(choć istotnie, chłodno dziś:) ) i życzę przemiłej pracy. Niech będzie tak miła, że aż nie będzie się wydawała pracą, lecz przyjemnością.
    PS A pies to chyba pilnuje, żeby nikt nie przeszkadzał.

  198. Coś pięknego! Sceneria bliska memu sercu i ulubiona autorka przy pracy twórczej :-) Szkoda,że pokonała mnie choroba i nie mogę dołączyć z książką pod swoimi obsypanymi kwieciem czereśniami. Wiosna ciepła czy rześka zawsze jest piękna.

  199. Ojejku! W trakcie pisania komentarza pod poprzedni wpis poszlam dogladac obiad. Wracam, koncze, posylam – a tu niespodzianka:) Nowy wpis, co za wspanialy i kuszacy nastroj! Obfitosc, spokoj, ach pozazdroscic..

  200. Anette, zwłaszcza gdy się już ma „Rok ogrodnika”!:)
    Zosiu, dzięki, ściskam Cię czule. Ale nie przeszkadzasz, to tylko małe „klik” i już jestem z powrotem przy „Ciotce”!

  201. Piękne zdjęcie i piękna sceneria pracy. Mnie niezmiennie odkąd zaczęły kwitnąć pierwsze drzewa siedzi w głowie piosenka „Świat nie jest taki zły, świat nie jest taki mdły, niech no tylko zakwitną jabłonie…”. Piosenka pozytywna, pełna nadziei, że z wiosną będzie lepiej i wszystko się może odmienić :)

Dodaj komentarz