Ten pejzaż (Chmury, 1906, olej na desce) machnął wspaniały polski malarz Konrad Krzyżanowski (1872-1922).
Przypomniał mi się ten obraz, kiedy jechałam dziś sobie przez wietrzne pola w mojej okolicy. Dostrzegłam tylko trochę więcej zieleni, i trochę żywszej – ale kolor zoranej, oczekującej ziemi był właśnie taki: brązowawy, piaszczysty, z lekka oliwkowy.
Szalone niebo! A w nim skowronki.
„Jakże to można być ptakiem!”
Znów się pewnie zdziwi nasza miła KC, szóstoklasistka Zuzia12, że na widok skowronka wyskoczył mi z pamięci kolejny wiersz – ale przecież po to właśnie (między innymi!) istnieją wiersze, by pomagać w najpełniejszym wypowiadaniu stanów ludzkiego ducha.
Kazimierz Wierzyński (1894-1969)
NUTA O PTAKACH
Powietrzem natchnione kości
Ruszają piórami w pogórzu,
Jak lekko na wysokości
W niebieskim ślizgać się kurzu.
Świtem, jak igłą zakłutą,
Wdziobać się w obłok puszyście,
O, cienka wysoka nuto
Chwiejąca się w ametyście!
Kropeczko w niebie cieknąca
Śmigłym, powiewnym zygzakiem!
Aż oczy bolą od słońca,
Jakże to można być ptakiem!
Jak żywić się, najeść w chmurach
I popić wiatru posoką,
Jak można na małych piórach
Latać, latać tak bardzo wysoko.
(z tomu Rozmowa z puszczą, 1929)
Odejdźcie już od tego komputera i pędźcie na spacer, dzieciaki!
Ściskam Was –
MM









Zgredzie, w artykule „Tablica poświęcona Antoniemu Palluthowi” jest piekne zdjecie tej tablicy z Pobiedzisk.
Czwarty pochodził z Pobiedzisk…!
Podobną tablicę (w dwu językach) na głazie odsłonięto rok temu w Warszawie przy ulicy Śniadeckich, z okazji uhonorowania trójki polskich kryptologów nagrodą znanego amerykańskiego stowarzyszenia inżynierów IEEE.
Wszystko sobie obejrzalam, jest troche filmikow na YT. Widok z lotu ptaka- zachwycajacy. Tyle jezior! Piekna kraina. To jest chyba najblizszy memu sercu typ krajobrazu – rozlegle rowniny, jeziora, lasy..ech, pobiegal by czlowiek! I duzo wspanialej historii Polski.
Swego czasu, moj profesor na intensywnym kursie francuskiego, Francuz, opowiadal o swoich wrazeniach, kiedy patrzy na wspanialy widok jeziora i Alp (a mieszkal w Vevey, nad samym jeziorem). Mowil, ze, owszem – piekne to jest i potezne, ale on, wywodzacy sie z jakiejs lagodnej francuskiej rowniny, mial uczucie przytloczenia (ça m’oprime – tak sie wyrazil). Chyba go rozumiem. Pod tym katem przeczytalam niedawno „Nad woda wielka i czysta”. Mysle, ze wieszcz bardzo bolesnie tesknil za Wielkopolska.
Coś podobnego, Celestyno!:)
Ten drugi jest naprzeciwko poczty. Odsłonięto na niej niedawno tablicę ku czci polskich kryptologów, którzy złamali szyfr „Enigmy”.
A obok tego pierwszego kościoła jest wspaniała drewniana dzwonnica, a także cukiernia, w której smaży się najlepsze pączki w naszej galaktyce!
Dzien dobry:)
Wiosna jest przepiekna, taka jak ma byc – swieza, bujna i soczysta, i kolorowa. U nas juz zielen zaczyna przechodzic w bardziej nasycona, a tak chcialabym sie nacieszyc jeszcze ta swiezutka.
Zdarzyly sie juz dwa-trzy zbyt gorace, jak na moj gust, dni na poczatku kwietnia. Zieleni bylo jak na lekarstwo, a na termometrze w sloncu dochodzilo momentami do 30. Ale to bylo w Krakowie.
Dzisiaj u nas milo szemrze deszczyk, ptactwo swiergoli.
Zrobilam sobie (cos mnie napadlo) wirtualny spacer po Pobiedziskach. Chyba na fali tej czesci cyklu J., w ktorej one sie pojawiaja. Niedawno ukonczylysmy Nutrie i Nerwusa, zaczelysmy Corke Robrojka, a wciaz w glowie mamy sielski i spokojny pobyt Orelki u babci z Dziecka piatku.
Tak pieknie to Pani opisala – te leniwe niedzielne chwile w letnim grodzie, spokojny chlodny dom babci – ze chcialoby sie tam spedzic wakacje. Wreszcie dzieki wirtualnemu spacerkowi zrozumialam o co chodzilo z kosciolem tuz za murem przylegajacym do ogrodu, oraz faktem ze do kosciola szly na ukos przez Rynek:) Tam sa po prostu dwa koscioly – jeden zabytkowy gotycki przy Rynku (piekny zreszta, rowniez mozna zwiedzic wirtualnie) drugi – prawie na rogu Jagielly i Kosciuszki (u konca ktorej mieszkala babcia Jedwabinska).
A na zdjeciach okolic widzialam takie same chmury jak na obrazie pana Krzyzanowskiego:)
„Rok ogrodnika” zakupiony! (Dzięki Buczyno za informację, nie ja pytałam co prawda, ale jest jeszcze 1 egzemplarz na allegro na przykład dla tej osoby, która pytała!)
U nas tu na północy kwitną jeno śliwy; reszta czeka na cieplejszy dzionek. Buki też jeszcze listków nie puściły. A zimno jest jak w psiarni i lodowaty wicher duje.
Gacia dziękuje i wzajemnie pozdrawia.Wczoraj kocica się na mnie śmiertelnie obraziła, bo w pośpiechu wieszałam pranie w ogrodzie i nie zwracałam uwagi, jak ona zjeżdża ze zjeżdżalni. A swoją drogą jeszcze nie mieliśmy kota, który by korzystał ze zjeżdżalni. Ogonem do przodu.
Ale przestań, Mamo Isi!
To jest właśnie prawdziwa, piękna i prawidłowa europejska wiosna! Rześkie powietrze, słońce, chłodne noce. Zielono i świeżo! Drzewa owocowe z pełnym rozkwicie i żaden upał im kwiatków nie zamęczy.
Tak ma być!
Przymrozków sobie, rzecz jasna, nie życzymy.
Pozdrawiam Gacię.
Musiałam wyprowadzić na świeże powietrze drzewko cytrynowe, bo na klatce schodowej Gacia Melacia z wyskoku obrywała mu listki i owoce i teraz się dla odmiany zamartwiam, że biedactwo (znaczy, cytryna, nie Gacia) zmarznie. Gdzie to globalne ocieplenie, ja się pytam?! A przecież nie chodzi mi tylko o naszą cytrynę, chociaż nie od rzeczy pomyśleć, że gdyby tak nadeszło owo ocieplenie, to na pytanie Wieszcza „Znasz li ten kraj, gdzie cytryna dojrzewa?” – odpowiadałoby się bezproblemowo. Już nie mówiąc o tym, o ile by się rachunki za ogrzewanie zmniejszyły.
Dzień dobry wszystkim w piękny sobotni ranek!
O, DUA to już się cieszę, kochana Adminka, zapracowana, ale zawsze zorganizowana i gotowa pomóc.
Czekamy na piękną fotografię:)
Kończę, jedziemy na cały dzień za miasto, będą ładne widoki i trochę wytchnienia.
Dobry wieczór (dzień dobry?) Ktoś ostatnio szukał Roku ogrodnika – jest na allegro :)
Kris, pewnie jeszcze komary będą miały coś do powiedzenia. Zobaczymy.
DUA, wspaniala i obiecujaca ta wizja pisania w pieknym ogrodzie!
Ciesze sie, pozdrawiam cieplo!
Wszystko mam w archiwach, Kapucynko.
Nowe „tyły” muszą się dopasować do tych – począwszy od „Sprężyny”- zmienianych.
Teraz zawsze na czwartej stronie okładki będzie malutki obrazkowy komentarzyk do treści.:)
Jak komplet, to komplet.
Dziękuję, Pani Małgosiu!
A gdzie się podziały te stare „tyły”? Tęskno mi za nimi :(.
Beato, może coś da się zrobić. Adminka, co prawda, bardzo zapracowana, ale obiecała pstryknąć zdjęcie przy pogodzie.
Robię właśnie nowe „tyły” do okładek kolejnych wznowień – będą wszystkie nowe i podobne.
Gratulacje dla Jasia!
O, Daisy, dziękuję za wiadomość! Przeczytam na pewno.:)
Kapucynko, świetnie, teraz mogę tylko życzyć Ci powodzenia i pięknych lat licealnych!
Zanim przeczytam wszystkie wpisy- sama sie wpisze:-)Z lekkim drzeniem serca, bo po dlugiej przerwie, ach! Ale mysle sobie-to niezwykle! Wszystkie te Pani wpisy jakos idealnie sie i z moim stanem ducha komponuja, jakis taki fluid! Pamietam, ze w tamtych dniach, kiedy Pani zamiescila ten obraz, jakos wlasnie nie moglam oderwac wzroku od nieba, szly te ogromne chmury jak amfibie, jak ostatnie zaglowce z obrazow Turnera, wlasnie tak jak pisal Mickiewicz, cicho, z wolna, po niebios bezkresnej rowninie.. Mam niedaleko od domu takie pola. Co jest wyjatkowe, to to, ze kiedy po nich spacerowalam tak z wozkiem wowczas codziennie, nie moglam sie napatrzec na niebo ktore na polach wlasnie jest dopiero takie, jakie jest: ogromne, bezkresne i tak bliskie zarazem! Kiedy zatapia sie w nim wzrok, wydaje sie byc tuz tuz, tylko skoczyc! Trudno jest to oddac slowami.
Teraz troszke inny temat: Krystyna:-)!
Na pewien czas odlozona, bo mocna to lektura. Przeczytalam bardzo ciekawy artykul o autorce, w Wikipedii pod haslem Sigrid Undset w przypisach. Artykul napisany przez norwegologa, pania Joanne z UAM ( nazwiska zapomnialam), publikowany w „w drodze” w roku 2008. Paralele z zycia Sigrid i Krystyny sa zadziwiajace. Bardzo bym chciala, zeby Pani przeczytala ten artykul. Dotyczy przejscia Sigrid na katolicyzm i jest duzo o sytuacji rodzinnej samej Sigrid. Sumienie! Tak, ta ksiazka to ma. Teraz lepiej zrozumialam dlaczego. Prosze wybaczyc dlugosc wpisu, bardzo serdecznie pozdrawiam!!
Nie, nie, ja się już zdecydowałam na oliwskie liceum. Kwadrans tramwajem, kwadrans piechota. Nie tak znowu daleko.
Iskro, zgadzam się z Twoimi słowami z ostatniego wpisu:)
Chętnie obejrzelibyśmy DU Autorkę zasiadającą w swoim pięknym ogrodzie i piszącą dla nas na tle nieba w obłokach:). Kiedyś zachwyciło mnie zdjęcie roweru w ogrodzie. Teraz może DUA…, tak nieśmiało poproszę.
A nasz Janek pisał przez trzy dni próbne egzaminy gimnazjalne w drugiej klasie. Ale potem z Tatą grał w piłkę na Orliku, więc wszystko ok.
Kapucynko, ciekawa jestem jaką szkołę w końcu wybierzesz!
Pewnie swoją?;)
Dziękuję , Iskro!:)
Kris, „Ciotka Zgryzotka” musiała ustąpić miejsca pilnym pracom ogrodowym. Ale już po największym wysiłku. Gotowe!
Teraz zasiądę w pięknym ogrodzie i będę pisać.
Poszłam dzisiaj do szkoły, a tu nagle okazało się, że mamy Dzień Otwarty naszego liceum (u nas ZSO składa się z podstawówki, gimnazjum i liceum). Trochę tam posiedzieliśmy z klasą, ale potem poszliśmy do domu! Nareszcie wolność! Weekend!
Dawno nie zaglądałam na tą stronkę, prawdę mówiąc ostatnio w ogóle nie ruszałam komputera. Tyle lekcji w szkole zadają, że nawet na czytanie mam zaledwie kilka chwil:(. Ale dosyć tego biadolenia, obraz Krzyżanowskiego(ten z polami) mi się podoba, natomiast portret Pelagii Witosławskiej trochę mniej. Rzeczywiście, ma taki wyraz twarzy, jakby się czegoś bała!
Witam (ostatnio rzadziej tu zagladalam z powodu braku czasu), piekny Krzyzanowski i wspanialy Wierzynski (artysci bliscy mojemu sercu…).
Pozdrawiam Wszystkich wiosennie i tez sie ciesze, ze „Haczyk” juz niedlugo!
A co slychac u „Ciotki Zgryzotki”?
Dobrywieczorku-chcę Ci podziękować za zdanie ;Wartość człowieka nie mierzy się wartością testów. Jakie to przykre,że moja gimnazjalistka codziennie od swoich nauczycieli słyszy coś wręcz przeciwnego. A ja już tylu ludzi wysoko wykształconych widziałam, którym brak człowieczeństwa i mądrości i tylu nie sypiących cytatami,nie posiadających fakultetów ludzi mądrych sercem. To jedna z rzeczy,którą kocham w ksiąźkach pani Małgorzaty. Są tam prawdziwi erudyci z klasą ale jest też pani Lelujkowa pięknie przedstawiona przez swoich synów i jej podobne postacie, no i oczywiście JÓZINEK. Patrycjo,nie miej wyrzutów,że po dobrze wykonanej pracy zaczytujesz się w Jeżycjadzie. Zaczytuj się jak najczęściej . W tych książkach jest nie tylko wiedza ale i mądrość serca.:-) Dobrego dnia pracowitej dziatwie i bywającym tu wspaniałym nauczycielom :-D
Chesterko, ależ się uśmiałam się z Twojej opowieści.
Nasz żółw nie hibernuje, bo to gatunek tropikalny, choć wyhodowany już w Kanadzie. Z żywieniem też nie jest tak źle, bo nie trzeba robić osobnych zakupów. Zje wszystko co tam praktycznie jest pod ręką lub w lodówce, wszelkie kapusty, sałaty i tego typu warzywa liściaste, do tego ogórek, pomidor, cukinię, dynię, ugotowany ziemniak oraz wszystkie owoce oprócz cytrusów. A że 100 lat? No to już wnuki i prawnuki mają zwierzątko domowe zapewnione.
Sosno, dziękuję za wiadomość prywatną i gratuluję sukcesu!
Dobrywieczorku, w istocie!
Wakacje już za pasem!
Dziatwa sobie odpocznie.
Niektórzy maja szczęście w kartach, a niektórzy w przyjaźni;)
Fluid,Patrycjo – też myślałam dziś w kontekście wagarów o Róży i Fryderyku.:)
Mam nadzieję,że miło spędziłaś czas w ich towarzystwie.
Ha, a propos patrzenia w niebo – jeśli bywalcy Księgi widzieli „Jasminum”, to zapewne pamiętają, jak brat Zdrówko podnosił do góry prosiaki, żeby popatrzyły w niebo ;-)
Moich trzecioklasistów też dziś była tylko połowa – zrobiłam więc kilka doświadczeń, w tym jedno wybuchowe, żeby sprawić im trochę radości po trzech dniach wysiłku. Teraz trzeba trochę odsapnąć i brać się za cyzelowanie wyników końcowych, co w przypadku co poniektórych będzie męką… Ale cóż, niedługo wakacje i tego trzeba się trzymać.
Tak po prawdzie to ja też nie chadzałam,DUA. Byłam obowiązkowa do bólu.Ale czasami żałuję.:)
Oj, jak mi miło, Myśliduszko!
Chesterko, jakie masz ciekawe koleżanki, no naprawdę.
O, wierzę, że często. Był prawdziwym myślicielem.
Spoglądam w niebo, kiedy tylko mogę. Dla mnie niebo, chmury – to sama radość i wolność. Może dlatego ten obraz tak mi przypadł do serca? Czasami, zazwyczaj jak jestem zmęczona, ale nie tylko, uciekam myślą wysoko, wysoko.
No, już muszę lecieć. Dobranoc wszystkim!!! :)
PS Tak mi się przypomniało – kocham Milę Borejko!!!!! :D
Odwiedziłam po latach koleżankę. Po kilku herbatkach udałam się do toalety. Zamierzałam już przystapić do stosownych w tym miejscu czynności, gdy nagle zobaczyłam, że zajmujaca pół łazienki ozdoba (cóż, gustibus non est disputandum) – gigantyczna skorupa – ma nogi!! Trup w łazience okazał się egzotycznym żółwiem w stanie hibernacji, porzuconym przez właściciela w sklepie zoologicznym koleżanki (żywić zwierzę 100 lat to poważna decyzja), pod pretekstem chwilowego ożywienia wystawy. Rodzina go polubiła, ale zwierzę musi ukrywać się w podziemiu, bo to gatunek chroniony, trzymanie grozi kara.
O! Ach, te fluidy. Także miałam kiedyś żółwia.
Joanno, czuję się usprawiedliwiona. Ale jak wagary- to tylko w doborowym towarzystwie. Tak jak Róża i Fryderyk na przykład :)
A spoglądał czasem w niebo, Myśliduszko? :)
Miałam kiedyś żółwia. Był wspaniały :). Chadzał własnymi drogami, całą zimę spędzał pod kaloryferem w łazience, a podczas wakacji relaksował się pod drzewkiem w ogrodzie. I właściwie można powiedzieć, że zaprzyjaźnił się z moim psem ;).
Justysiu, dzięki za wiadomości ogrodnicze oraz te żółwiu. Popatrz, po raz kolejny widzimy, jak pochopne i krzywdzące mogą być uogólnienia i stereotypy.
Cieszy mnie, że żółw jednak patrzy na obłoki.
Nie chadzałam. W Poznaniu nie było wolno.;)
A tak w ogóle – to czyżby nasza DUA nie chadzała na wagary?:))
No cóż,kochana DUA,poniosła mnie klasyczna nadszczerość,może mało wychowawcza,ale Księgowej dziatwy ona nie zepsuje.Niech odpuszczają raz na jakiś czas w granicach rozsądku. I cieszą się życiem,zwłaszcza- jak w przypadku naszej Patrycji-po dobrze spełnionym obowiązku.:):)
Jeszcze o żółwiu.
Stanę w jego obronie, bo mam możliwość codziennie z bliska mu się przyglądać. Mamy żółwia, lądowego, to Asi zwierzątko. Nie mogę się nadziwić jaki to spokojny i łagodny zwierzak. Nie gryzie (nie ma zębów!), a gdy upatrzy sobie miejsce, gdzie chce iść, to patrzy przed siebie i maszeruje z niemal stoickim spokojem, obojętnie co ma pod nogami i jakie by mu tam przeszkody podstawiać. Wbrew pozorom chodzi dość szybko, a ta jego przysłowiowa powolność bierze się chyba z tego, że gdy przystanie, to stoi długo w jednym miejscu, rozgląda się, jakby kontempluje.
Gdy zrobiło się ciepło i pierwszy raz od września wyszedł na zewnątrz, wyglądał na zauroczonego przyrodą, bo stał i się rozglądał wokół i nawet właśnie podnosił głowę do góry i patrzył na niebo i chmury. A potem ruszył szybko przez trawnik do rabat, by pokopać trochę w ziemi.
Ściana jak z „Języka Trolli”, Pani Małgosiu;).
Dziękuję Myślidyszko i Wam wszystkim, drodzy Księgowi za wsparcie!
Dzień Dobry!
Nie pojawiałam sie, bo i u nas zrobiło się nagle pracowicie w ogródku. W drugi weekend kwietnia było jeszcze -2 w dzień i 10 cm śniegu i nagle przełom – ok 14 kwietnia, temeratury powyżej 15C, a w ub. niedzielę i poniedziałek nawet 25C . I nagle wiosna zrobiła się w ciągu jednego weekendu. Przyroda nadrobiła zaległości, bzy już też są takie jak na zdjęciu z poprzedniego wpisu, a „double digit” (jak to u nas mawiają meteorolodzy), cały czas się utrzymują, jest słonecznie i ponoć nie przewidują już nawet żadnych przymrozków ani „zimnych ogrodników” – tak ma zostać aż do lata!
Tym razem ja posyłam do Was słońce i ciepło, bo go mam w nadmiarze!
Świetna rada, Justysiu, z tym kamieniem.
I ja miałam ten clematis, całe lata temu. Był tak wspaniały i bujny, że zdobił cały ogród.
Potem zaczął chorować i zgasł, i nigdzie już nie mogłam dostać tej odmiany. Aż wreszcie się udało!
Mamo Kniżki, odściskuję rodzinkę i życzę miłego spaceru – taki dziś bajeczny dzień, słońce, wiatr i wszystko kwitnie!
Joanno!!! :))))
Clematis Jackmanii? To jest mój pierwszy z clematisów, jaki posadziłam. Piękny, burza fioletowych kwiatów w czerwcu. Zastanawiałam się później, dlaczego inne nie rosną mi tak bujnie tylko ten i wyczytałam, że clematis lubi „hot heads and cold feet”, czyli stanowisko słoneczne, ale korzenie rośliny powinny mieć zimno. Czyli wskazane jest posadzić u jego stóp jakąś niską bylinę, aby dawała cień korzeniom, lub – jak to miał mój Clematis Jackmaii od początku – postawić przed nim ozdobny kamień, co jak się okazało było odpowiedzią na moją zagadkę, dlaczego ten najładniej rośnie.
Wpadam powiedzieć „dzień dobry” i – posłuszna wezwaniu Ukochanej Autorki – pędzę na spacer z Maluchem :)
Ten obraz z chmurami przecudny – niby taki prosty, a majstersztyk!
Serdecznie pozdrawiamy całą rodzinką!
Patrycjo,ze szkoły czasem trzeba wyjść ,zwłaszcza wiosną.
Ja dzisiaj -gdybym tylko mogła-też bym zwiała.
A mam jeszcze ósmą lekcję i to ja ją muszę poprowadzić już za całe pięć minut.
Czytaj sobie ,dziecino,miło i bez wyrzutów sumienia.
A to faktycznie.;)
E tam, Pani Małgosiu. Ta jedna z Siedmiu Wspaniałych, widząc, że coraz bardziej uczniów ubywa i zapewne zostałaby sama, wyszła ze szkoły po trzeciej lekcji i obecnie z lekkimi wyrzutami sumienia zaczytuje się w Jeżycjadzie.
:))
Chesterko !!!
Jesteś boska.
Patrycjo, a to dobre. Jesteś więc jedną z Siedmiu Wspaniałych!- tych nie do zdarcia!
Och, smutna dola żółwia. To już rozumiem, czemu on taki wolny – przygniata go nie tylko ciężar życia – brak mu inspiracji z nieba. I taki szybki, kiedy po wykluciu biegnie do morza, wszak ono namiastka błękitów.
Taki żółw nie zrozumiałby „Pielgrzyma” Norwida. Oj dolaż, jego, dola.
Dziś siedem osób u mnie w klasie- widocznie 80% klasy wypoczywa po egzaminach ;-)
Pozdrawiam i życzę dobrego dnia!
Miło z DUA i z wami patrzeć na ten sam piękny księżyc.Taka wspólnota bardzo podnosi na duchu.:)
Dobrej nocy wszystkim!
P.S.Dzięki,Sowo.:)
☺ – o, Jaśku, skopiowałam Twoją buźkę!!!
Dobranoc!
Hej, Wójciku, słyszałam pogłoski, że Akwarelka zadowolona z egzaminów!
Brawo Wy!
Uwaga: jakby żółwia położyć na pleckach, to widziałby tylko odwróconą plażę. Ot, los.
Dobrywieczorku, nie, ówczesnym naszym sprzętem ubogim nie zdołalibyśmy objąć całości tego fresku.
Palma, powiadasz?
Czuję, że wrócisz do Afryki.:)
Kochana Jane, bardzo dziękuję za poruszającą wiadomość prywatną.
Raz jeszcze przesyłam uściski i najlepsze myśli, także dla kolegi.
Starosto, ale jakby żółwia położyć na pleckach to może też by się zainteresował?
No, dobrze, że już koniec tych egzaminów, oj dobrze. Trzeba się wykazać, owszem, ale o ile przyjemniej jest poczytać, prawda? Na przykład ” Haczyk”. Odliczamy, odliczamy, bo zwiastun very zachęcający!
Frederick Delius – „Walk to the Paradise Garden”.
London Symphony Orchestra, Sir John Barbirolli.
Ale także niestety największe i najbardziej szare;) No i najbardziej lubią wywoływać deszcz ☔ Pozdrawiam i życzę Dobrej N!:))ocy
Jaśku, ani bardzo stresujące, ani trudne. Ja to traktowałam jako pewien rodzaj wyzwania. Pilna nauka trzyletnia i szkolne powtórki przed egzaminem w zupełności wystarczą.
:-)
Oj tak- atawizm.
Ha, ja też miałam ochotę na malowanie na ścianach w dzieciństwie i w końcu rodzice pozwolili mi trochę pogryzmolić nad biurkiem, kiedy miałam koło 15 lat. I co się tam pojawiło? Palma! No i wiele lat później mogłam czytywać książki pod palmą. DUA, te stada zwierząt może są prorockie ;-) Nie uwieczniliście Państwo czasem tego dzieła sztuki przed zamalowaniem? Żyrafy to moje ulubione zwierzęta.
Kochani, zmęczeni gimnazjaliści, odpocznijcie teraz nieco. Jako nauczyciel przyznaję, że zadania z chemii nie były oczywiste dla tych, którzy nie mają skłonności do przedmiotów ścisłych. Więc jeśli wyniki będą dobre, to znaczy, że coś w głowach zostało. A jeśli będą słabe, to przecież nie znaczy nic strasznego. Wartość człowieka nie mierzy się wartością wyników testów. Cieszcie się wiosną!
Jeszcze coś na temat kosa:
Haiku przed brzaskiem
„nad ranem
w ciemności
śpiewa kos
jego głos
jak Znak:
nie jesteś sama”
A co dzisiaj na dobranoc,droga Sowo?:)
Dobry wieczór!
Miło usłyszeć,że kciuki mogą odpocząć, a jeszcze bardziej,że ich trzymanie dało takie piękne rezultaty.
Gratulacje dla dzielnych gimnazjalistów!
Zwiastun rewelacyjny.”Haczyk” już mnie zaintrygował.Dobrze,że premiera blisko.
Dobry wieczór, piękny dziś księżyc. Za dwa dni będzie pełnia.
Joanno, Rozmarynie, prawda, że miło jest poznać spojrzenie twórcy na swoje dzieło? Zupełnie inaczej się je odbiera.
Ściana na 3,30 w wielkim pokoju… nie ma to jak stare, dobre kamienice, ech!
Pędzę podziwiać „Haczyka”.
Dzięki, dobranoc, Rozmarynie!:)
Dobry wieczór, Jaśku, „Haczyk” powinien Ci się spodobać, tak sądzę. Będzie się podobał wielu chłopcom. :)
A co do chmur: u was w Tatrach są najpiękniejsze!
Zniknęły z cytatu Debussy’ego początkowe „Chmury”. Same zniknęły, jak to chmury…
I znowu mnie tu tak dawno nie było! Tyle wpisów! Tyle komentarzy pozytywnych! Wszyscy piszą o teście gimnazjalnym, o książkach, o chmurach (swoją drogą ślicznych na obrazie, sam w życiu bym takich nie namalował) i tyle tu tematów!
Życzę wszystkim trzecioklasistom dobrego wyniku, mam nadzieję, że dobrze poszło ☺. Mnie to czeka za rok, więc jestem trochę ciekawy czy to bardzo stresujące? Czy trudne? Trzeba się dużo nauczyć?
Ten zwiastun bardzo fajny, ale o czym właściwie jest,,Haczyk”? Wygląda ciekawie, ale nie wiem o czym będzie.
Co do obrazu to na początku trochę zignorowałem tytuł i patrzyłem na samą trawę w obrazie, a potem przesunąłem stronę do góry i zobaczyłem chmury… Są takie śliczne! No i kolory nieba. Najbardziej lubię taki właśnie jasny błękitny jaki jest na granicy z ziemią. :)
Teraz pozdrawiam Wszystkich serdecznie i ciepło :))))!
Kapucynka lat cztery (charakterek dziś znany poniektórym) nabazgrała coś na ścianie, bynajmniej o zgodę nie pytajac. Zapytana, kto to zrobił, z lekka się skonfudowała, po czym odważnie spojrzała mi prosto w twarz „niewinnymi”, szeroko otwartymi oczętami i rzekła: a tio kotek!”
To chyba jaskiniowiec-artysta w nas się odzywa. Atawizm.
Ten atawizm to nie tylko u dzieci. Pomalowałam (wespół z przyjaciółmi) ścianę swego pokoju będąc już studentką. Cóż to była za rozkosz!
Sam akt malowania, rysowania, tworzenia własnymi rękami jest bardzo przyjemny. Polecam wszystkim rodzicom, by pozwolili dzieciom wyżywać się w twórczości plastycznej. To bardzo rozwija wyobraźnię i pomaga w wyzwalaniu emocji.
Sowo P., oto jedna z możliwych wersji przekładu komentarza Claude’a Debussy do własnego utworu:
” to niezmienny charakter nieba z powolnym i melancholijnym ruchem chmur umierających w szarej agonii zaznaczonej bielą.”
„Noc na moście Solferino. Późna noc. Głęboka cisza. Oparłem się łokciami o balustradę mostu. Sekwana bez jednej zmarszczki, jak przyćmione lustro. Chmury płynęły powoli po bezksiężycowym niebie, wiele chmur – ani ciężkich, ani lekkich. Po prostu chmury. To wszystko.”
Dzięki!
To prawda, każde dziecko chyba chciałoby malować po ścianie, to musi być jakiś atawizm.:)
W rodzinie naszej opowiada się, że ciocia Lucia (obecnie ma lat 103 – !!!) też o tym marzyła i dostała pozwolenie od swoich rodziców. Tuż przed malowaniem ścian na Wielkanoc mogła sobie po nich porysować do woli, ale tylko ołówkiem, tylko ołówkiem!
Usłuchała bardzo grzecznie, choć korciły ją i farbki, i kredki i pokryła ściany wizerunkami rozlicznych panienek w krynolinach.
Po czym pomalowano ściany i okazało się, że ten ołówek był kopiowy!!!
To znaczy, pod wpływem wilgoci wszystkie rysunki stały się fioletowe i wystąpiły wyraziście spod farby!
Jak fantastyczna historia! I jaka zgodność co do tematu malunków. Lubię jak Pani tak coś opowie.:))
W poprzednim wpisie zapomniałam dodać, że zwiastun jest fenomenalny, a to przecież tylko zwiastun.:)
Ooo, to w Domu Państwa M. ziściło się marzenie wielu, wielu dzieci :)
Szczęśliwe dzieciństwo!
PS. „Haczyk” jest świetny!
Przeczytałam już i jestem pod wrażeniem. Autorka rozwija się w zaskakujący sposób!
Co tam marker!
Kiedy jeszcze mieszkaliśmy w starej kamienicy przy Słowackiego, w jednym z wielkich pokojów była brzydka, wysoka na 3,30 m ściana, na której nie można było powiesić żadnego obrazka, bo sypał się z niej piasek. Jak nasza czwórka dziatek dostała pozwolenie, jak ruszyła do ataku z pędzlami i farbami akrylowymi rodziców! – zamalowali całą wielką ścianę wspólnym dziełem pod tytułem „Pochód zwierzątek”. Pomarańczowa żyrafa sięgała aż pod strop, był też słoń i wielbłąd, a pod nogami kłębiła się leśna zwierzyna, otoczona „żywiołkami drobniejszego płazu”.
To było coś wspaniałego!
Wytrzymaliśmy z tym parę lat, ale potem z pokoju wyrośniętych już dzieci tata zrobił sobie pracownię, a ścianę zamalowano na biało.
Ten obraz jest tam, pod emulsją. Miło pomyśleć.
Dzień dobry!
Zwiastun „Haczyka” – intrygujący.
Patrycjo F.! No proszę! Typowo księgowy fluid. Ale że markerem na ścianie… :) Prawdziwie Borejkowa hierarchia wartości :)
Wszystkim gimnazjalistom – zasłużone gratulacje.
Myśliduszko, brawo!
Dumna z Ciebie jestem!:)
Zuziu, rzeczywiście, czytać na dworze się nie da, myśli uciekają od tej wichury.
Za to dużo pracowałam w ogrodzie.
Dzień dobry!
Tak jak Kapucynka, postanowiłam wejść na drzewo i czytać. Trzy dni temu, bo od tych trzech dni, pada, wieje, zimno jest, że aż strach. A dzisiaj to już w ogóle nie wiadomo co! Najpierw robi się zupełnie ciemno, deszcz, wichura, a zaraz wychodzi słońce. Bardzo zdradliwe. Więc czytam w domu, co zrobić?:)
Gratuluję ze szczerego serca wszystkim gimnazjalistom! Jak to dobrze, że już koniec. Można odetchnąć! I przestać trzymać kciuki. Nie żebym narzekała, ale trzymanie ich podczas lekcji jest dość uciążliwe.;)
Dzień dobry, nasza miła Mała Mery! Jak to, jak to, już maturzystka?!
A jakie studia wybierzesz, Mery? Ciekawa jestem.
Dla Szymona przesyłam gratulacje, dla mamy Jane – uściski!
Anusiu, ja mieszkam trochę za Warszawą i na burzę cały czas czekam. Jak chyba wszyscy maturzyści ;) Gratuluję Gimnazjalistom! Pamiętam, że okropnie obawiałam się swoich egzaminów, a poszły lepiej niż się spodziewałam.
Tak zajrzałam przelotem trochę, stęskniona i gdy zobaczyłam te pisanki… Aż się uśmiechnęłam. Przecudowne, Ludu. Adminko, ta zielona to w ogóle wspaniałość :)