63 przemyślenia nt. „Ze samiuśkich Tater

  1. Ja lubię „Malarza w ogrodzie”, ale każdy z obrazów Spitzwega ma coś w sobie. Za to u Teniersa zastanowiła mnie ta czarna, błyszcząca kula zwisająca z sufitu, co to takiego jest? Bo przecież nie lampa…
    Aaa, chyba znalazłam odpowiedź sama, wpadłam właśnie na tytuł książki „Kula jako symbol vanitas: z kręgu badań nad malarstwem XVII wieku”. I wszystko jasne.

  2. Mnie się podoba obraz „Biedny poeta” Carla Spitzwega, wyobrażam sobie, że przedstawia starego malarza.

  3. Mój ojciec miał oleodruk obrazu Carla Spitzwega, który dostał od niemieckiego żołnierza i był przekonany, że to jest prawdziwy obraz. Zdziwił się bardzo, gdy zobaczył kartkę pocztową z tym obrazem.

  4. Pamiętacie obraz Carla Spitzwega „Ein Besuch”? Z kosem (szpakiem?) w oknie? Kris o nim kiedyś wspominała. Jest jeszcze drugi taki obraz Spitzwega, bardzo podobny: „Im Studierzimmer”. Z tą różnicą, że tym razem mężczyzna jest tak pochłonięty studiowaniem księgi (nota bene, jest to doskonały przykład ciekawości naukowej), że nawet nie zauważa wizyty ptaka. To tak a propos adminkowego zdjęcia przypomniały mi się te obrazki.
    A w ogóle to motyw ptaka w oknie też ma swoją długą historię w malarstwie, zobaczcie np. „Der Gelehrte in der Stube” Davida Teniersa Młodszego z XVIIw. I któż to tam siedzi w oknie, hu, hu?

  5. Oglądałam już wczoraj z rodziną i podziwialiśmy, zdjęcie jak ze strony Tatromaniak :) Zresztą oba piękne !
    Pozdrawiam wszystkich Księgowych i życzę wspaniałych wakacji.
    ps. Widzę, że zastanawiacie się nadal kim jest dziewczyna z okładki Feblika? Ja również i aktualnie uważam, że to jakaś Kowalikówna..

  6. Jejciu, ale zdjęcie! Nie wiem, kto bardziej ciekawski – kos czy Adminka ;) Podglądają się nawzajem :)
    I ja ruszyłam na wakacje z najmłodszym „latoroślem” ;) Serdecznie pozdrawiamy z mojego rodzinnego Jarosławia :)

  7. Witam, zdjęcie cudne ;-) a ten kos śliczny. Ja obecnie uzupełniam jeżycjade na swojej półce i brakuje mi tylko 4 książek już. Wolne dni od pracy spędzam czytając od nowa jezycjade to już nawet taka tradycja się zrobiła, że w każde wakacje czytam Pani książki. Życzę Pani udanej podróży i miło spędzonych wakacji.

  8. Także skorzystałam z propozycji Sowy. Przepiękne, przepiękne to! Jak dobrze, że są Ci, którzy znają się na takiej muzyce i co raz coś takiego podrzucą : )
    Niesamowitych kolejnych dni wakacyjnych, które przed Panią i przed wszystkimi innymi!

  9. Dla miłośników Tatr polecam książkę Krzysztofa Pisera „Jak dawniej po Tatrach chadzano”. Obfita w liczne ciekawostki, zdjęcia i ryciny w sam raz na odpoczynek po górskich eskapadach. Pięknego lata wszystkim :)

  10. Szerokiej drogi, Pani Małgosiu! Niezapomnianych wrażeń z wakacji i dużo, duuużo jakże zasłużonego odpoczynku. Serdecznie rodzinnie pozdrawiamy Panią, Adminkę i całą rodzinkę.

  11. A wiec – szerokiej drogi!!
    Serdeczne pozdrowienia dla calej podrozujacej Rodzinki :).

  12. Ach, Justysiu miła, Justysiu!
    Jakie ciekawe masz życie!
    I ja przesyłam pozdrowienia!

    Sowo przemądra, dziękuję za śliczną muzykę. BARDZO lubię dźwięk tej harfy.

    To pa, na razie. Jutro – w drogę!

  13. U nas (w Peru) bylo wczoraj male trzesienie ziemi. Dziwne uczucie…. Dzwonia szklanki w szafce, woda chlupie w butelce, a stojac na ziemi, ma sie uczucie jakby to byla deskorolka, ktora ktos przesuwa w przod i tyl. Dla nas to nowe przezycie, a lokalni sie nie przejmuja i mowia, ze to tylko „terremoto”. Pozniej znalezlismy w internecie, ze faktycznie nie bylo duze, tylko 5.6 w skali Richtera.

    Pozdrawiam serdecznie z kraju, ktory tez ma flage w kolorach bialym i czerwonym, tak jak Polska i Kanada.

  14. A mnie kos szlakiem skojarzeń (Heaney!) znów pognał do Irlandii. Czytam sobie właśnie książkę (DUA wie jaką) o tym jak Irlandczycy ratowali cywilizację i muszę przyznać, że ta historia to jeszcze jedna terra incognita na mapie mojej niewiedzy. Podobnie jak historia muzyki klasycznej tego kraju. Ach, tyle rzeczy jeszcze do poznania, a jakie to wszystko ciekawe!
    Kto lubi dźwięki harfy celtyckiej, niech posłucha na dobranoc:

    Turlough O’Carolan (1670-1738) – „Captain O’Kane”.
    Przy harfie Aryeh Frankfurter.

  15. Piękne zdjęcie! Ależ Adminek wyłapał moment; gratulacje! I te wymieniane wzajemnie ciekawskie, uśmiechnięte i przyjacielskie spojrzenia przez Adminkę i Pana Kosa; po prostu cudo:) Oka nie mogę oderwać!

  16. Wielkie dzięki:) Wzajemne życzenia dalszego ciągu wspaniałych wakacji!

    Jak na razie od dwóch tygodni wzajemnie się zarażamy jakąś oddziecięcą wirusówką, którą Zosia i Asia zakontraktowały od wizytującego nas z rodzicami maleńtasa, więc lato jest takie sobie;)

    Czy mogę mieć nadzieję na cd. przygód insp.Felse?

  17. Istny cud, że tu dzisiaj zajrzałam; zresztą na wszelki wypadek bez specjalnej nadziei, żeby się znów nie rozczarować pustką, która aż dudni pod nieobecność Starosty;) A tu DUA z Adminką moje ulubione Tatry Zachodnie nawiedziły – ach jej, jak zazdroszczę tych widoków i zapachów! Sto lat już tam nie byłam! Pozdrawiam i cieszę się radością Starosty z Rodziną ze zwiedzania świata!

  18. Dzień dobry!
    Tak Pani Małgosiu,Muzeum Chleba znajduje się w Ustce!Ja byłam nim oczarowana,wszyscy mówi,że nudno,ale dla mnie było genialnie.Cudowna,przemiła,optymistycznie nastawiona Pani opowiadała nam o wyrobie,o tym,w jakich kolejkach podczas wojny ludzie stali po jeden bochenek chleba,pokazała nawet zdjęcie,które mną wstrząsnęło.Nie będę Pani opowiadać,nich Pani sama się tam wybierze,polecam wszystkim.Po wizycie w tym Muzeum zmieniło się moje podejście do chleba,choć patrząc na chłopców,z którymi siedziałam przy stole w stołówce,to i tak miałam je bardzo dobre:)
    Aha,były też tam sprzęty nie tylko do wyrobu chleba,ale również ciast,masła,serdelków,na ścianach wisiało mnóstwo rzeczy,a nawet,były trzy półki pełne przypraw,zbóż itp.
    Pełna nazwa brzmi:Muzeum Piekarnictwa i Cukiernictwa.Założycielem jest Pan Eugeniusz Brzóska,niech Pani sprawdzi.:)

  19. Droga Pani Małgorzato i drogi ludku! Też wpadłam na chwilę ze sfer pozainternetowych i wkrótce znów wyruszam, ale skorzystam z tej miłej chwili, by życzyć DUA i pozostałym podróżnikom wspaniałych wakacji! Ostatni tydzień spędziłam w towarzystwie pewnego 7-letniego Mikołaja spokrewnionego ze mną blisko (to mój wnuk) i żyłam w Jego niezwykłym świecie zachwytu nad wszystkim. Musiałam tez odpowiadać na bardzo wiele pytań, dotyczących przede wszystkim przyrody, bo na Jej łonie się znajdowaliśmy. Starałam się sprostać wyzwaniu i czerpałam z najgłębszych pokładów swojej wiedzy, żeby nie zawieść młodego człowieka. Ale on i tak przerasta mnie wiedzą, jeśli chodzi o prehistoryczne zwierzęta i ich skomplikowane nazwy.

  20. Tak, Duśko, dla higieny psychicznej unikajmy tego agresywnego bełkotu. Unikajmy, nic się od tego nie zmieni, bo też na nic nie mamy wpływu.
    Czytajmy natomiast poezję!
    I piękną prozę też!
    Wierszyk o żabie, co się suszyła, był w dzieciństwie moim ulubionym!
    Ach, i nasze dzieci też za nim przepadały.

    Gio, Sowo, już znalazłam Mozarta i już do mnie jedzie! Dziękuję za oczytanych!

  21. Kochana DUA, jak miło słyszeć, że gdzieś się Pani wyprawia i będzie odpoczywać. Brakuje tu Pani bardzo, a w związku z nieciekawymi czasami, nie chce się niczego w Internecie czytać, oprócz tej Pani strony (no może znalazłoby się jeszcze parę innych, ale niewiele, niewiele;)).
    Donoszę króciutko, że Różyczka wprost pochłania wiersze Tuwima i Brzechwy. Co za radość słyszeć, jak wolniutko (ale z zapałem) deklamuje, machając paluszkiem: „Niech pani unika wilgoci”:).

  22. SowoP, nigdzie nie ma tej książeczki o Mozarcie!
    „Niedostępna”!
    Musi być śliczna.

  23. Zuziu, wspaniałe wiadomości! Życzę dalszych cudownych wakacji!

    Szalona Kapeluszniczko (wiad. pryw.- jak sądzę) – gratuluję najserdeczniej!
    To teraz odpoczywaj.
    Artykułu nie czytałam, bo po co. Prawo się tym głupstwem zajmuje, fantastycznie działa, a ty obserwuj, będzie ciekawie!

    Zuziu, a Muzeum Chleba to gdzie? W Ustce? Zaciekawiło mnie.

    .

  24. Dobry wieczór!
    Powróciłam dzisiaj z GENIALNEJ koloni w Ustce.Poznałam tyle cudownych historii,tyle zwiedzaliśmy,było fenomenalnie!!Wylegiwaliśmy się też na plaży,czytaliśmy,kąpaliśmy się w wodzie,do tego wszyscy byliśmy jak jedna wielka rodzina,ponieważ były dzieci tylko z naszej szkoły.Byliśmy w Muzeum Chleba,Bunkrach Bluchera i wielu fascynujących miejscach.Wprost nie mogę wyrazić swojego zachwytu,kiedy weszłam do domu buzia wprost mi się nie zamykała,trzeba było mi przypominać,żebym najpierw skończyła jedną opowieść,a dopiero potem zaczynała drugą.Ale dzisiaj pozytywny dzień,do tego Febliczek się pisze!Życie jest GENIALNE!Jaką mam ochotę to wszystko tu opisać,ale nie będę zawracać głowy.
    Zdjęcie mistrzowskie,jak na razie,towarzyszyły mi mewy,a teraz przestawiam się na typowo wiejskie ptaki.Jak miło tu zajrzeć,choć zrobię odpoczynek od internetu!Pozdrawiam i dziękuję!
    Życzę wszystkim wspaniałych wakacji i dobrej nocy!:))))

  25. O! Ja za to odpowiedzialności nie biorę, nie brykajcie tam zanadto!
    Spokojnych wakacji i pięknej pogody życzę!

    Anette (wiad.pryw.) – właśnie tak.

    Natalio, jak to się mawia w Wielkopolsce: pomalutku, aż do skutku.
    Książka będzie ładna, już to czuję. Ale dużo pracy przede mną.

  26. Ojej! Jak się cieszę, że Pani wróciła!!! Ja za tydzień jadę nad morze z koleżanką, którą poznałam tu, w KG. :)))

  27. Dzień dobry!

    Piękne zdjęcie! Ja często natykam się na kosy, które pięknie śpiewają. A poza tym bardzo się cieszę, że „Feblik” się pisze! Mam nadzieję, że Pani Małgosia jak najszybciej skończy nad nim pracować. Już nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła go przeczytać!

  28. Dziękuję, dziękuję!
    W sobotę ruszamy!
    Ale nie w Bieszczady, choć też mnie korciło. Już tam pan Musierowicz coś wymyśli ciekawego!
    Przesyłam uśmiech, Madziu, odwrotną pocztą!

    PS. Dobrywieczorku, chętnie bym oddała Afryce te upały.

  29. Ciesze sie, ze Dua e Adminka obcuja z natura, czynny wypoczynek to najlepszy relaks :) Donosze, ze piekne okazy ptactwa mozna ujrzec w okolicach Faro w poludniowej Portugalii, niestraszne im pobliskie lotnisko.
    A teraz kilka dni w Polsce, by doladowac akumulator :))
    Przesylam pozdrowienia i zycze dobrej weny dla Pani Malgosi :))

  30. Ach, Starosta powrócił w przelocie i niespodziewanie! Jak miło! Aż się szeroko uśmiechnęłam zza recepcji! ;) Życzę dalszych owocnych i niezapomnianych wypraw! Ciekawa jestem, czy zajrzy Starosta w Bieszczady?

  31. O, jak to miło zobaczyć nowy wpis – brakowało mi pogaduszek z tej strony. Kosów też mi trochę brakowało w Afryce, choć chmary wróbelków, zięb i kanarków starały się jak mogły wynagrodzić brak ich kuzynów. No cóż,niedługo zatęsknię za brakiem ciepłej wody i prądu, bo sierpień zbliża się nieuchronnie. A tymczasem marznę, bo afrykańskie upały uciekły do Europy i u nas mamy czas zimna (w nocy nawet 8 stopni!).
    DUA, niech Pani wypoczywa i nabiera sił i apetytu :-)
    Pozdrawiam cały Lud Księgi i kochaną Admikę.

  32. Cudny flirt, Adminka ostroznie spoglada, coby go nie sploszyc :)
    Feblik sie pisze, to dobrze, bedzie, jak zawsze, ku pokrzepieniu :).
    U nas komary tez maja uzywanie, w tym roku mokro pozarly mnie (w ubiegly weekend) jak nigdy wczesniej, a ja jezdzilam na obozy na Mazury.
    Sciskam.

  33. Już kupuję!
    I już jadę, już jadę!

    Dzięki i dobrej nocy. Sowiątko całuję w dzióbek.

  34. DUA w domu! A to niespodzianka. I „Feblik” się pisze, ho, ho, ho!

    Książeczka Costanzy jest bardzo swobodną interpretacją historii ze szpakiem (a właściwie szpaczycą), ale jest bardzo urocza. Może być miłym prezentem dla dzieci, uwrażliwia żartobliwie na otaczające nas wszędzie dźwięki. W dodatku, jest wciąz dostępna w internetowych księgarniach z tanią książką, po bardzo okazyjnej cenie! Jakoś inaczej teraz słucha mi się Koncertu G, ale nie zdradzę dlaczego :D

    Pozdrawiam serdecznie i życzę dobrej nocy.

  35. Mowi sie trudno i kocha sie dalej ;)
    U nas tez dobrze popadalo i ciagle burze sie kreca wokolo.
    A kosy uwielbiam i tez czesto z nimi flirtuje, gdy pracowicie czyszcza mi ogrodek z robaczkow – razem z drozdami, pliszkami i pleszkami. Cala ta gromadka wcale sie nas nie boi i podchodzi bardzo blisko zajeta swoimi sprawami. Wybaczam im nawet podziobane poziomki, truskawki i borowki kamczackie. Ale aronie zamierzam przykryc jakims woalem, bo jednak w tym roku zamierzamy chociaz sprobowac pare owockow:).
    Szczesliwych i pelnych wrazen dalszych wojazy zycza Sondelanki trzy.

  36. U nas też była przeokropna, a teraz znów grzmiało i lało. I leje!
    Dziękuję, Eviku, Sondelani, pozdrawiam!
    Zaraz jadę!

  37. Dzień dobry!
    Ja też tu zaglądam. A dziś w nocy potężna burza była.
    Piękne zdjęcie :)
    Udanych wakacji Pani Małgosiu!

  38. Jeszcze zobaczymy, Anette.

    Justysiu, witam Cię czule! A ty globtrotterko jedna, ty! Peru!
    Tak, pamiętam, że masz tam rodzinę. Ale mimo wszystko to imponująca wyprawa.
    Pozdrawiam dzieciaki! Te się napatrzą!

  39. Jak cudownie przeczytać wiadomość od Pani, Pani Małgorzato! :)
    A zdradzi Pani w którym kierunku mniej więcej wybiera się Pani, abyśmy mogli kierować tęskne myśli w odpowiedni obszar geograficzny?

  40. Alez mialam przeczucie kiedy tu wejsc! Ja tez w temacie ptakow.
    Jestem wlasnie w peruwianskiej dzungli, w dorzeczu Amazonki i pojawila sie tu nawet mozliwosc skorzystania z internetu, wiec od razu pisze.

    Zeby zobaczyc jakies dzikie zwierzeta i ptaki, trzeba jechac do parku narodowego, bo w innych miejscach ludzie sieja spustoszenie. Widzielismy tu roznokolorowe papugi oraz te najwieksze – mackaw na wolnosci, jak pieknie i majestatycznie wygladaja gdy leca. O godz. 5 rano wyplynelismy nad rzeke Tambopata, by podgladac z ukrycia ptaki, ktore zlatuja sie na sniadanie, by dziobac gline (i zawarte w niej mikroelementy) na zboczu stromego koryta rzeki – Chuncho cay lick. Z ptakow, ktore widzielismy najladniej spiewa paucar (Cacicus cela), po angielsku yellow-rumped cacique, ten ktory buduje gniazdo zwisajace z drzewa niczym wahadlo.

    Pozdrawiam z upalnego, pelnego wilgoci i komarow regionu Peru.

  41. Sołacz? Co za zbieżność! Akurat ta nazwa pojawia się w „Robrojku”.
    I co za cudowna wieść – „Feblik” nabiera coraz bardziej realnych kształtów. Czekamy, czekamy!

  42. Pani Małgosiu! Właśnie od kilku dni myślałam o Pani, bo liliowce kwitną (budząc wdzięczne wspomnienia). Dziękuję (wie Pani, za co) i pozdrawiam!

  43. A kuku!
    A wcale nie.
    W tej chwili jestem w domu – wczoraj był w Poznaniu (na Sołaczu!) ślub mojego chrześniaka! (Było pięknie! Panna młoda miała wokół głowy francuski warkocz blond i wpleciony weń wianuszek z kwiatów polnych! Chrześniak – plastyk – miał krawat w kwiatki w tych samych kolorach! A w noc weselną była burza stulecia z huraganem!)

    Ale zaraz wyruszam w świat, czekam tylko, aż pan Musierowicz wróci z pleneru malarskiego.
    Póki co, piszę „Feblik”. :)))

    Sowo Przemądra, dziękuję za tytuł książeczki, koniecznie muszę ją przeczytać.
    Wszystkich pozdrawiam!

  44. Przepraszam- odpowiedz znajduje sie w tytule! Troche cierpliwosci by mi sie przydalo!

  45. Świetne ujęcie!
    Ach, jakże i ja pragnęłabym być w tamtych stronach, pomęczyć się, powędrować, popodziwiać. No nic, marzenia też są piękne : ) Zresztą jeszcze trochę a ja postawię swą stopę na bieszczadzkim szlaku, sama więc siebie przywołuję do wytrwałości. ; )
    Co do upałów z „Nutrii…” mnie takowe jeszcze nie doskwierają. A byłam dziś z rana w bibliotece, specjalnie udałam się m.in. po tę książkę, czytam je teraz kolejno, a tu masz – nie znalazłam nigdzie na półce! Musiałam więc wziąć następne jeżycjadowe tomy.
    Pozdrawiam serdecznie, życząc przyjemnego odpoczywania : )

  46. Przyznaję, że nieco zazdroszczę Pani Małgosi. Zapewne po wakacjach pojawi się tutaj niejedna relacja z tych wakacyjnych podróż. Życzę wielu pozytywnych wrażeń. Wypoczynek po tak pracowitym roku oraz przykrych osobistych przeżyciach jest, jak najbardziej wskazany.Również tutaj zaglądam od czasu do czasu, by poprawić sobie humor. Sama w te wakacje nigdzie nie wyjadę z różnych powodów także pozostaje mi jedynie chłonąć te wszystkie opowieści Ludu Księgi i szanownej Autorki. Zdjęcie rzeczywiście prześliczne!

  47. Ooo, fantastyczne zdjęcie!

    Nam dziś do pokoju zaglądał ciekawsko pewien mały ptaszek, który zbudował sobie gniazdko pod okiennym tynkiem.

    I jeszcze jedno ptasie wydarzenie dni ostatnich – całkiem przypadkiem wpadła mi w ręce książeczka dla dzieci Stpehena Costanza”Mozart znajduje melodię”. Pięknie ilustrowana przez samego autora opowiastka z pewnym szpakiem w tle :)

    A na upały nie masz to jak dobrze schłodzony arbuz i wentylator. Anette, na pocieszenie nocna muzyka dla Ciebie:

    Henry Purcell – „One charming night” z „The Fairy Queen”.
    Andreas Scholl i Accademia Bizantina.

Dodaj komentarz