Sygnały w kolorach ognia

IMG_20200829_144334

Wszystkie zdjęcia: MM

 

 

Leopold Staff

STAW W PARKU JESIENIĄ

 

Zielona woda złotym ogniem płonie

Odbitych w głębi jej pożółkłych drzew.

Baśń w niej jesienną powtarzają tonie

Odwrotnym dziwem: brąz, bursztyn i krew.

 

Zwierciadła stawu jedwabny gobelin

Wplata w osnowę liści wątek fal,

Modrymi skrawki międzydrzewnych szczelin

Wprawiając w pożar chłodną nieba stal.

 

Patyną śniedzi spastelone kruszce

Wiew mgły błękitnej marszczy w fałdy bruzd:

Tysiąc tysięcy, w przymrozków pogróżce

Ciepłotę brzegu całujących ust.

 

IMG_20200829_181146

 

Leopold  Staff

ZACHÓD JESIENNY

 

Przeszłość jak ogród zaczarowany,

Przyszłość jak pełna owoców misa.

Liści opadłych złote dywany,

Winograd ognia strzępami zwisa.

 

Zmierzch, jak dzieciństwo, roztacza cudy.

Barwne muzyki miast myśli przędzie.

Nie ma pamięci i nie ma złudy.

Wszystko jest prawdą. Wszystko jest wszędzie.

 

Sok purpurowe rozpiera grono

Na dni jesiennych wino wyborne.

Wszystko dziś piękne było. Niech płoną

Rudoczerwone lasy wieczorne.

 

IMG_20200829_144256

 

 

 

IMG_20200829_150312

 

Beata Obertyńska (1898-1980)

ODJAZD

 

I już  – już po wszystkim. Po słońcu, po lecie…

W ogródku kolejowym gdzie kwiaty też gasną,

niski cień pachnie ziemią i późną lewkonią…

… Jeszcze wczoraj w zmroku ciepło było przecie.

Jeszcze dzisiaj w południe słońce ciepłą dłonią

gładziło nasze głowy. Teraz chłód już. –

 Szkoda.

Milczmy lepiej. Mam serce ściśnięte tak ciasno,

jak kwiaty w pożegnalnym, zmęczonym bukiecie,

który mi potem oknem do przedziału podasz.

 

IMG_20200901_122339

 

Tak, to już koniec lata. Nieodwołalny! (Jak to brzmi!…)

Oto skrada się do nas jesień, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy. Wszystkie te zdjęcia są tego dowodem, a zrobiłam je przecież dzisiaj, w piękną, letnią i upalną pogodę.

Ale to już nie lato. Kwitną jeszcze róże i hortensje, w pełnym słońcu szaleją nagietki i siarkowe onętki:

 

 

IMG_20200829_114621

 

IMG_20200901_123043

 

Ale „nie ma złudy” – jak pisze Staff,  za to są czytelne sygnały – oto dojrzały właśnie prawdziwie jesienne rośliny: miechunki! Obrodziły u nas w tym roku nadzwyczajnie, zebrałyśmy z córką cztery ogromne bukiety – suszą się teraz, zawieszone w oknach, demonstrując wszystkie odcienie kolorów żółtego i pomarańczowego. Jak to wspaniale wygląda! Z tymi ich miłymi, optymistycznymi płomykami jakoś przetrwamy posępne, ciemne miesiące zimy. Już sobie poustawiałam ozdobne kompozycje w różnych punktach domu.

 

 

IMG_20200914_110238

 

Te pyzate istotki mają takie miny, jakby zaraz chciały się uśmiechnąć, prawda?

 

IMG_20200914_150026

 

No więc chyba damy radę zimie!

Oczywiście, podobnie (a nawet bardziej!) miłe, ożywcze, energetyzujące i rozgrzewające są Wasze wpisy w Księdze Gości i w ogóle wszelkie z Wami kontakty. Nieustająco jestem Wam wdzięczna za tyle serdeczności, przyjaźni, pogody ducha i radości życia!

Witam serdecznie nowych Gości – Kasię z Elbląga, Dankę z Wrocławia, Wisienkę, Jowisię z Poznania i Goszę ze Stalowej Woli.

Witam też dawno tu nie widzianą Nicos z Brukseli oraz szanownego Plugawego Pawełka z Dzikiego Zachodu.

I już pędzę odpowiadać na Wasze pytania oraz wpisy!

Jowisiu, jeśli masz mi do powiedzenia coś  naprawdę bardzo osobistego – napisz na początku: „wiadomość prywatna”, a wpis ten nie zostanie pokazany. Ale wszelkie inne wiadomości i przemyślenia lepiej wpisywać normalnie, tak, by wszyscy mogli je przeczytać – takie wpisywanie się jest uprzejme wobec innych gości i ma pełny sens. A i mnie łatwiej jest odpowiadać tutaj, bez ogródek.

Kasiu z Elbląga, aha, tak, tak – pamiętam cię! I telegram wysłany z okazji ślubu też pamiętam! Jak to miło, że mi tak rośniecie, a przy tym – nie zapominacie!

Danko z Wrocławia, „Ida” się spodobała – jak miło! Cieszę się!

Wisienko, bardzo, bardzo Ci dziękuję za tak miłe słowa – chyba je będę sobie odczytywać w dniach deszczowych i ponurych. Uśmiecham się do Ciebie!

Goszu ze Stalowej Woli, Tobie również dziękuję za komentarz tak sympatyczny – dodam jeszcze, że jesień już była w Jeżycjadzie, i to całkiem niedawno: w Ciotce Zgryzotce mianowicie, na specjalne życzenie Kochanej Czytelniczki Sowy P. oraz kilku innych, równie przyjemnych osób. Ale na pewno jeszcze o jesieni napiszę – lubię ją, co tu kryć!

Kochana, wierna Kris, Tobie dziękuję za wspaniałą recenzję Na Jowisza! – co to za przyjemność, stwierdzać, że ulubione Czytelniczki tak bezbłędnie odczytują to, co w książce umieściłam! Bardzo mnie uradowało, że doceniłaś wagę wpisów o Bibliotece Raczyńskich, Miłosławiu i TPN. Chciałam po prostu pokazać grunt, z którego sama wyrosłam i z którego wyrosła Jeżycjada. A dodam jeszcze, że w tomie drugim (Na Jowisza 2) który na życzenie wydawnictwa (teraz już nie jest to Egmont, tylko Harper Collins) już z wolna przygotowuję, będzie o tej poznańskiej i wielkopolskiej glebie jeszcze więcej! Właśnie świeżutko napisałam długi tekst do hasła „Szpital im. Raszei”- oj, będzie i ciekawie, i śmiesznie! (Sama się śmiałam, pisząc…)

Gio, Chesterko, Mimi M, Mamo Isi, Plugawy Pawełku! – dziękuję Wam za jakże potrzebne słowa zachęty i okrzyki zagrzewające do pisania „Chucherka”! – Mimi, spokojnie, TAKICH nacisków nie odbieram źle, przeciwnie! – uskrzydlają mnie i dodają mi ducha! A bardzo mi tego w przypadku Chucherka potrzeba, bo tak zwana pandemia kompletnie mnie zbiła z pantałyku, a wszystko, co jej towarzyszy, zupełnie zmienia realia, w których zwykłam się poruszać, pisząc kolejne aktualne powieści współczesne. Dobrze już „podciągniętą” powieść, której akcja miała się rozgrywać wiosną i latem  roku 2020 trzeba było wyrzucić do kosza. Zdopingowana przez Mamę Isi, zabrałam się już jednak do pracy i oto mam w szkicach dwa warianty Chucherka – jeden przeszłościowy, a drugi przyszłościowy i w żadnym z nich nie występują maseczki. Tylko się zdecydować, który to ma być wariant! – ba, ale to niełatwe. Cierpliwości! Może rzeczywistość, jak to ona,  przyniesie jakieś pozytywne rozwiązania, zobaczymy. Wszystko ma bowiem swój koniec.

Anette, słynny walc François jest już niemłody – skomponowany został w roku  1905 przez Adama Karasińskiego i (jako pierwszy utwór w historii polskiej muzyki rozrywkowej) natychmiast zdobył ogromną popularność, nawet światową. Był popisowym numerem Toli Mankiewiczówny w przedwojennym kabarecie „Morskie Oko” i został nagrany na płyty nie tylko w Polsce, ale i na Zachodzie. Jeszcze długo po wojnie utrzymywał tę popularność. Fakt, że odtwarzano go z adapteru  na prywatce u Joanny, może świadczyć o tym, że jej rodzice, Józef i Felicja Borejkowie, mieli nieco przestarzałą płytotekę. Ale też i o tym, że kto chciał tańczyć zawrotnego walca, z pewnością sięgnął po ten właśnie utwór. Tadeusz Kantor miał natomiast swoje własne wspomnienia i skojarzenia, z tym walcem związane!

Monik, Haniu Okruszek, ależ oczywiście, praca w ogrodzie jest istnym błogosławieństwem. Cudowny to sposób na życie! – ileż to człowiek w sobie tym sposobem buduje dobrych uczuć, ile nabywa wewnętrznej harmonii, dyscypliny, i ileż ma z tego zachwytu oraz satysfakcji twórczej! Monik, moje róże pozdrawiają Twoje!

Mamo Isi, z ośmiu solidnych sadzonek róży Rambling Rector, jakie umieściłam w ziemi z zachowaniem wszystkich reguł sztuki, rozwinęła się tylko jedna i tak oto teraz wygląda:

 

IMG_20200914_133910

 

Nie jestem pewna, czy przetrwa zimę, ale nic to – w przyszłym roku spróbuję znowu, z większym rozmachem! Posadzę ich dwadzieścia!

Tą optymistyczną perspektywą zamykam dzisiejszy wpis i wszystkich serdecznie ściskam!

Wasza –

MM