Niedziela Palmowa

palemka2020

Fot. MM

 

Leopold Staff

RANEK NIEDZIELNY

 

W niedzielnym słońcu poranka

Drogi są cichsze i pustsze.

Świat zda się we śnie widziany

Jakby odbity był w lustrze.

.

Urokiem świętej godziny

Ziemia się w zjawę przemienia

I błękit boski przepaja

Czarowna nicość marzenia.

.

Na łąki, pola, na gaje,

Na chaty z sady niskiemi

Spływa anielska pogoda

I pokój ludziom na ziemi.

.

Czy mi się zdaje, że widzę

Stojąc na wzgórza wierzchołku,

Że z palmą w ręce ktoś w dali

Jedzie na małym osiołku?

 

***

Czekamy!

Wielkanoc  już blisko!- nabierzmy otuchy!

Niech to będą – mimo wszystko – piękne i prawdziwe Święta!

Najserdeczniej tego życzę Wam wszystkim i  nam wszystkim –

Wasza

MM

163 przemyślenia nt. „Niedziela Palmowa

  1. Zwykle w czasie Świat Wielkanocnych jest w domu dużo ugotowanych jajek.
    Proponuje sałatkę z 5 składników.
    Jaja, pomidory, ser żółty ( szwajcarski np), koper i kalafior.
    Pokroić co się da w duża kostkę, kalafior ugotować i podzielić, wszystko pomieszać, dodać majonez sól i pieprz ( wedle upodobań).
    Sałatka ta ma charakterystyczny zapach. Kwiatem bym jej nie nazwała;).
    Jest pyszna.

  2. „Funt migdałów ze skórką, obetrzeć o serwetę, posiekać jak najdrobniej, przetrzeć przez durszlak, a co zostanie na durszlaku, jeszcze raz przesiekać, wsypać na miskę, dodać funt miałkiego cukru, pięć ubitych całych jaj, w końcu wsypać sześć łutów mąki pszennej, to wszystko wymieszać najdoskonalej i dołożyć albo ćwierć łuta tłuczonego muszkatołowego kwiatu, albo pół gałki muszkatołowej, co daje smaku ostrego i robi mazurek odrębny od innych”.

  3. Wierzę i nawet nie próbuję. Może zrobię w tym roku mazurek muszkatołowy.

    W internecie jest też bardzo dużo radiowych gawęd profesora (cykl „Bez piórka i węgla”). Pierwsza od góry jest o widoku z okna.

  4. Sowo (wiad.pryw.) – mazurek cygański piekła moja Mama. Pyszny.
    No, a co do Literaturka staropolskiego – ta piana to niewypał, powiadam Ci. Tylko chrupiąca glazurka bezowa, tylko.

  5. Magdo Z., mam dublet „Piękna nie dostrzeganego” i „Piękna potężnego” Wiktora Zina. Chętnie się podzielę.
    Są jeszcze na You Tube filmiki z rysowanymi wykładami Profesora.

  6. Wreszcie zobaczyłam ksiezyc, cudny.
    Wczoraj była burza z piorunami i gradobiciem.
    Bogno, jeszcze nie ma regat, w tym roku to chyba tylko wirtualne będą:(.
    Zgredzie, uwielbiam twoje komentarze.
    Upiekłam już literaturka.

  7. Ciekawe, że kiedy patrzę na obrazy Zina, takie już skończone konkretne dzieła, nie robią one większego wrażenia. Są bardzo szczegółowe, precyzyjne, całkowicie zamknięte i w pewnym sensie pozbawione życia w porównaniu ze szkicami, które wykonywał ad hoc i które zawierają element niedopowiedzenia, zostawiając miejsce dla wyobraźni widza.

  8. No właśnie! Zaczynał często od jakiegoś pobocznego, niewiele znaczącego drobiazgu, a potem z fantastyczną biegłością dorysowywał wokół niego cały obraz.

  9. Nie wiedziałem, że był takim znawcą kolorów.
    W programach, które pamiętam, rysował kredą i węglem fragmenty Starówki.
    Rysunki te powstawały na oczach widza, który spotykał zagadkę – co też będzie na rysunku.

  10. Jest kilka odcinków na YT, ale mało. Tego odcinka o ogrodach akurat nie pamiętam, ale pamiętam, że obserwowanie profesora w TV jak rysował miało dla mnie moc hipnotyzującą.

  11. Ja nawet pamiętam audycję TV, w trakcie której profesor – tą swoją swobodną, niby niedbałą, a w gruncie rzeczy precyzyjną kreską, rysował te kapusty!
    To była telewizja czarno-biała, dopiero po latach seria „Piórkiem i węglem” pokazała się w kolorze.
    Chyba nie opuściłam żadnego programu z tego cyklu!

    Miłe wspomnienia. Dzięki, Sowo.
    Może uda się gdzieś znaleźć te nagrania, chętnie bym sobie obejrzała wszystko od początku.

  12. „Natura lubuje się w kontrastach. Teraz jest ciepło, a później będzie mróz. Teraz świat jest barwny do przesytu, a później spowije go biel. Teraz przytłacza oczy różnorodność form liści, kwiatów, owoców. A później ucieszy nas suchy badyl ostu sterczący pośród śniegu. Smutne są ogrody w zimie. Bezbarwne, bezwonne i ciche. Jeśli wtedy staniecie na miedzy, pamiętajcie, że po każdej najdłuższej i najmroźniejszej zimie następuje jednak wiosna”.

    Wiktor Zin – „Piórkiem i węglem. Piękno nie dostrzegane”, rozdział „Ogrody”.

  13. A Szanowna Babcia myślała pewnie, że to jak z tym przepisem na tort czy inne ciasto z Jeżycjady – że trzeba czekać, aż zabulgocze.

  14. Ja nie znam tego stylu, ale po podpowiedziach o TV, to powiem, że może Szymon Kobyliński?
    Jeśli trafiłem, jak kulą w płot, to mi przykro.

  15. Spóźniłam się z poprzednią wiadomością.
    (Sowa już przytoczyła cytaty).
    Ale i tak – dziękuję. Zainspirowana słucham sobie teraz gawędy na yt.

  16. Zerknęłam. Ta kreska. (Coś tak jakby…)

    Sowo, bardzo chętnie przeczytałabym kolejny fragment. Narobiłaś mi smaku, a przecież nie mam tu tego egzemplarza, bo go oddałam już przed laty.

  17. „(…) Siedząc na tarasie hotelu ‚Kleopatra’ w Kairze przypomniałem sobie pewnego Sudańczyka, który w Polsce studiował architekturę. Któregoś dnia przyszedł zdawać do mnie egzamin. Po oficjalnej części rozmowy zapytałem go, jakie też wspomnienia wywiezie z Polski, co mu się u nas najbardziej podobało. Odpowiedział szybko, bez zastanowienia, z wielką pewnością w głosie:
    -Panie mój! Najbardziej podobają mi się ogórki!
    -Jakie? – zapytałem zdziwiony.
    Sudańczyk oblizał się i kończył:
    -Marynowane w słojach są udane, korniszony rozkoszne, pikle potrafią być wspaniałe, ale to wszystko jest niczym – tu skrzywił się, pokazując znikomość rzeczy przemijających – to wszystko jest niczym przy ogórkach kiszonych w beczce. Ja kocham te ogórki! To był głos jego duszy”.

  18. „Właśnie tuż przy koprze zjawił się zagon ogórków. Ale trudno je teraz odnaleźć, są zielone i kryją się pod liśćmi o szlachetnym rysunku, których piękno odkrył już gotyk. (…)
    Zbratanie ogórków z koprem musiało nastąpić przed wieloma wiekami; polscy archeolodzy odnaleźli nasiona ogórków w głębokich warstwach kulturowych, sięgających wczesnego średniowiecza. Wtedy jeszcze nie było ich w Cesarstwie Niemieckim. Tam zjawiają się wraz ze słowiańską nazwą”.

  19. Dawaj, Sowo, może Alek sobie przypomni!
    Zakład, że oglądał go w TV jako ciekawski nastolatek z dobrego domu.

  20. Ciekawe. Pojęcia nie mam, czyje to. Zaraz będę się pewnie wstydził, bo okaże się, że skleroza. Matka moja nazywa mnie sklerotykiem, od kiedy skończyłem 10 lat.

  21. Mam jeszcze jeden spory fragment o mariażu kopru z ogórkami, który dużo podpowiada. Zostawiłam go na koniec, ale widzę, że raczej nie będzie potrzeby go dawać.

  22. A czy widziałam, nie pamiętam. Być może, jakoś mimochodem, nie skupiając kilkuletniej uwagi specjalnie.
    Niejasne wspomnienia.
    Ale chyba zerknę (archiwalnie). Ładna zagadka i ładna przypominajka.

  23. Styl bardzo charakterystyczny, prawda?
    kto widział człowieka i słuchał jego gawędy, nigdy go nie zapomni. Ten akcent!… ale nic więcej już nie powiem.

  24. Sowo, zagadka jest pierwszorzędna! Naprawdę, „styl to człowiek”!
    A w tekście jest dużo tropów.

  25. Styl zdawał mi się znajomy. Ale nie zgadłam, uczciwie przyznaję.
    Po czym okazało się, że czytałam jedną z książeczek z serii w latach 90. Pożyczył mi ją pewien znajomy mojej rodziny, bo uznał, że docenię (jako że jestem wrażliwa). Tak naprawdę doceniłabym chyba dopiero dziś – wtedy byłam, zdaje się, za młoda i zbyt niedoświadczona czytelniczo.
    Bardzo to ładne jednakże. I prawdziwe. Widzę po własnych zagonach;)

  26. Mężczyźni dojrzali nie rozumieją nieodpartej potrzeby oszczędności.
    Cóż bańki? Furda!

  27. Kapusta, tak, jestem za. Zwłaszcza bigos. Ale bez dwóch skrajności – nie za kwaśny i Boże broń, żeby tam świeżą kapustę kłaść. A niektórzy robią z mieszanki kwaszonej i surowej. Źli ludzie. A propos bigosu, skoro już zeszło, przypominam sobie jak podczas którychś świąt bigosowych (dużo takich nie ma w kalendarzu) z nieznanych przyczyn duży, ledwo napoczęty sagan bigosiku zaczął puszczać delikatne bańki. I walkę, którą stoczył mój biedny ojciec, wydzierając naczynie z rąk jednej z babek, która ogłosiła, że bigosik jest wciąż dobry i absolutnie oraz pod żadnym pozorem nie można go zmarnować. On nie był dobry, muszę przyznać to z perspektywy, ten bigos, i całe szczęście, że udało się go jednak zarekwirować. W przeciwnym razie starsza pani zapewne zakończyłaby Święta w szpitalu. Ale obraziła się śmiertelnie.

  28. „Znaleźliśmy się w ogrodzie, stoimy pośród rozległego łanu kopru. Jego kwiaty są żółte , a ich konstrukcja przypomina otwarte parasolki. Każda łodyga rośliny na pewnej wysokości rozwidla się w pęk cieńszych łodyżek, które jak druty parasola podtrzymują kwiatostany układające się w wypukłą powłokę. Niby nie ma w tym niczego szczególnego, ale przecież jeden taki badyl kopru można by nazwać pomnikiem celowości natury i szczytem myśli konstrukcyjnej. Kiedy to człowiek wznieść potrafi budowlę, w której średnica elastycznej podpory w stosunku do wysokości i obciążenia uzyska bodaj zbliżone do łodygi kopru wartości?”

  29. O! Ja poznaję, a Wy?
    Młodzież chyba nie skojarzy, kto to pisał. A pisał równie pięknie, jak rysował i malował.

  30. „Wielki Wyczółkowski nie bez słuszności mawiał swoim uczniom: „Jeśli chcecie nauczyć się mieszania farb, usiądźcie, proszę, z paletą pośród zagonu buraków – tych ćwikłowych – wtedy każdy z was pozna, ile jest naprawdę wart”.
    Zagon buraków w istocie przypomina bogaty dywan, na którym misternie splecione są nici zielone i czerwone. Czasem z ciemniejszego tła jaskrawo odcina się na nim ornament tkany karbowanymi liśćmi chrzanu. Symbioza chrzanu i buraków, z której ćwikła się rodzi, bierze zatem swój początek już tu, na ogrodowej grzędzie.
    A czy jest ktoś pomiędzy nami, kto przy najbujniejszej fantazji potrafi wyobrazić sobie wielkanocną szynkę bez ćwikły, a wigilijną kolację bez czerwonego barszczu? Nie! Nie masz w Polsce nikogo takiego”.

  31. „Tu kapusta, sędziwe schylając łysiny,
    Siedzi i zda się dumać o losach jarzyny;”

    „Rzeczywiście łyse kapuściane głowy są jakby zadumane, ale ten niewielki zagon, na którym rosną, to cały atlas barokowego snycerstwa, z jego dynamiką i ekspresją zaskakujących widza form. Nie ma dwóch liści podobnych do siebie, nie ma dwóch główek takich samych. Ej, podstawo bigosu! Twoje piękno równe jest smakowi. Winą człowieka jest, że smak przedkłada ponad piękno, bo gdyby było inaczej, powstałby atlas kapuścianego piękna”.

  32. Aa, skoro to blaszka od kuchenki to już wszystko jasne! Dziękuję i biorę się do pracy .

  33. Makijaż upiorny. Tak podejrzewałam, że niepotrzebnie piszę
    o tym filmie. ;)

    A w ramach przedświątecznej rozrywki dam później Ludowi małą zagadkę literacką.

  34. O, to, to, Zgredziku! I o tym jest w „Na Jowisza”.
    Nota bene, właśnie dostałam od Egmontu zdjęcia z drukarni: fiu-fiu! Drukuje się „Jowisz” aż furczy!

  35. Sowo, znam tę ekranizację, kiedyś pokazywali ją w TV. Wrażenia miałam zbliżone do Twoich. I ten okropny makijaż!

  36. Bożenko, ten to balkon, zgadza się! Do mieszkania przy Słowackiego należał jeszcze i drugi, brzydszy, aleśmy go nie używali i został zapuszczony.
    A swoją drogą, teraz to tak egzotycznie brzmi: peany na moją cześć w „Wysokich obcasach”! Jakże radykalnie to się zmieniło! Dziwne, bo ja się zasadniczo nie zmieniłam.:))

  37. Konkurs Adminki (z nagrodami!) jest rozkoszny i wszystkim go polecam! (Facebook, Emilia Kiereś).

    Blanko, domagasz się tu ode mnie wartości liczbowych, ale ja naprawdę wszystko robię na oko.
    Blaszka moja jest zwykła, z kuchenki standardowej. Nigdy jej nie mierzyłam!

  38. To już się cieszę na to hasło! Mam zachowany wywiad z Panią („Wysokie Obcasy” 1999; Joanna Szczęsna, fot. Mariusz Forecki) z prześlicznym zdjęciem Pani na balkonie. Kwiaty, latarenka, Pani uśmiech :). Bardzo lubię ten balkon – bo to musi być o nim mowa.

  39. Przepraszam, że odrobinę poza tematem:
    Popatrzcie no, jaki fajny konkurs ogłosiła Adminka. :)

  40. Bożenko, balkon to skarb. W moim życiu odegrał rolę znaczącą. Patrz: „Na Jowisza!”, hasło „Balkon jeżycki”.

  41. Kasztanowłosa, to jest przepis, który odziedziczyła po swojej mamie moja przyjaciółka i redaktorka – niegdyś – „Naszej Księgarni”. I zechciała nim się podzielić ze mną. Więc skoro od ulubionej redaktorki pochodzi, mazurek dostał właściwą nazwę.
    Mazurek jest wspaniały! W oryginalnym przepisie polewa miała być z ubitej piany, ale – jak Alek – nie lubię tych gąbczastych kożuszków. Mama nauczyła mnie tak właśnie robić lukier bezowy – rozbełtywany – zapieka się on na chrupiącą, jasnobeżową skorupkę i jest pyszny!
    Blanko, tak, tylko rozbełtać, żeby się cukier połączył z białkami. Rozsmarować cienką warstwą. 100 stopni będzie w sam raz.

  42. Pytanie może oczywiste, ale skąd nazwa tego mazurka? Mam wrażenie, że coś mnie ominęło w tej sprawie. Tyle razy się już to przewijało, a ja wciąż nie wiem i cały czas się bałam zapytać.

  43. O, szczęśliwi posiadacze ogrodów! W nocnej, księżycowej jak wczoraj scenerii muszą być czarodziejskie.

    Dobrze, że chociaż mamy dwa balkony.
    Właśnie próbuję zrobić z jednego coś w rodzaju ogródka.

  44. Ciekawa koncepcja z bezą. Z moich (i całej żyjącej części rodziny) doświadczeń wynika, że to może być jedyny sposób na bezę, która przecież i tak zwykle wychodzi w formie elastycznego placka w kolorze karmelu, grubego na pięć milimetrów. Na mazurku taki pancerz nie będzie zbytnio razić.

  45. Pani Małgosiu, białka z pudrem należy jedynie rozbełtać i takimi rzadkimi posmarować mazurek, tak? Temperatura 100 stopni będzie odpowiednia?

  46. A ja go, znaczy księżyc, zawzięcie lornetkuję, wczoraj były pięknie widoczne kratery. A i gwiazdy przez lornetkę są liczniejsze. Mam swój ulubiony gwiazdozbiorek (bo malutki) na wschodnim niebie, ale nie wiem niestety jak się nazywa. Byłam kiedyś w obserwatorium astr. i widziałam przez lunetę pierścienie Saturna. Metafizyczne doświadczenie.

  47. MAZUREK LITERATUREK
    1/4 kg orzechów włoskich, zmielonych
    1/4 kg cukru
    12 dkg mąki
    12 dkg masła
    3 żółtka

    3 białka
    9 dkg cukru pudru
    wafle na spód

    Utrzeć żółtka z cukrem, dodać masło i ucierać na delikatną masę.
    Dodać mąkę i orzechy.
    Wysmarować blachę masłem, rozłożyć wafle, rozsmarować na nich masę(musi być gęsta!). Białka rozbełtać z cukrem-pudrem i rozsmarować na powierzchni mazurka.
    Ułożyć ozdobnie połówki orzechów, piec wolniutko na niewielkim ogniu, aż powierzchnia bezowa się lekko zrumieni.

  48. Dzień dobry!
    Wannabe, „na oko”! Kiedyś mieliśmy lunetę do obserwowania gwiazd, ale dzieci zgubiły jedną z części – i koniec!
    To sprawiło, że postanowiłam przyjąć postawę stoicką także wobec Kosmosu. I też mi się podoba, gołym okiem widziany!

  49. Kochani, bardzo proszę o przepis na Literaturka. Wiem, że tego typu prośby powtarzają się tu co i rusz, ale jestem bezradna. Szukałam go w sieci, natknęłam się na wpis DUA w 2015, że przepis można znaleźć w archiwach z datą 16 kwietnia 2011-ale gdzie te archiwa? Proszę o pomoc.

  50. Mam pytanie!
    Czy DUA posiada lornetkę do obserwacji nieba czy patrzy zawsze „na oko”? Wydział Fizyki zapowiadał właśnie tę widoczność Wenus!

  51. Już go nie widać, niebo zbladło od wschodu i ptaszki się cieszą.. Może dziś będzie powtórka z rozrywki?
    Też szukałam pustrowanego, zdalnie nie działo się nic, otóż jak sobie obejrzeć stronę tytułową Ilustrowanego, to literka „l” wygląda jak stylizowane „P”, jeśli to stąd, to zapomniano o pierwszym „I”, może celowo, na zasadzie „aczapeczki” i „kumulatora”?

  52. To być może, Alku.
    Ja już teraz nie wiem, gdzie mam ten przepis, więc nie sprawdzę.
    Sama nigdy go nie zastosowałam, został tylko we „Frywolitce”.

  53. Ach, DUA, domyślałam się jakiejś niespodzianki z tym jeziorkiem :)
    Ateno – brawo, to musi być coś wspaniałego :)

  54. Coś ten tort czombrowski przypomina mi przepis pochodzący od przyjaciółki mojej matki, pani Borejko. Zbieżność nazwisk być może przypadkowa. Otóż jest to tort orzechowy wykonywany z mielonych orzechów włoskich z dodatkiem piany z ubitego białka, bez mąki. Może to być to samo?

  55. Podziwiałam, a jakże, w porze fiołkowej.
    Aleksandro, nie zapomnij o dodatkowej szklance cukru w masie :). Ten tort wygląda na rozbudowaną wersję Mazurka Literaturka. O, już czas pomyśleć o mazurkach!

  56. Aleksandro, to znak!
    Jak upieczesz tort czombrowski – zrób zdjęcie!
    Ale – sądząc po tych zawrotnych proporcjach – to musi być wielgachne torcisko.
    Może na święconkę upiecz z połowy zalecanych produktów?

  57. Co tam puzdro, wyjdź do ogrodu, Sowo, jest całkiem jasno i prześlicznie!
    Wielka planeta lśni i błyszczy na zachodnim niebie, to chyba Wenus?

  58. Jeśli za długie, to może być wiad. pryw
    Z cyklu „Fluidy są wśród nas”
    Tuż przed tym, jak świat stanął na głowie, z inspiracji bodajże Mamy Isi ( jeśli zaszła pomyłka, to przepraszam) zamówiłam sobie książkę pt. „Dziedziczki Soplicowa”. Okazała się idealną lekturą kojącą w miejsce skończonej właśnie „Jeżycjady” (czytałam sobie od jesieni tom po tomie, w porządku przeciwnym do chronologicznego, delektując się uroczym wydaniem jubileuszowym). Z zachwytem nurzałam się w atmosferze czombrowskiego dworu, który wedle wszelkiego prawdopodobieństwa był pierwowzorem Soplicowa i z żalem dotarłam do ostatniej strony. Po drodze kilkakrotnie przyglądałam się przepięknym fotografiom wśród których było też zdjęcie przepisu na tort orzechowy, ozdobę swięconego. Książka przeczytana, trzeba zacząć coś nowego. Ręka sama sięgnęła na półkę z twórczością Kochanej Autorki i trafiła na Frywolitki. Skaczę od tomu do tomu i na co się natykam w tomie 3? Na rozdział pt. Tort Czombrowski. To chyba znak, by taki upiec. Przeraża mnie tylko proporcja orzechów do cukru (1 kg:1 kg) . No i te 20 białek. . .

  59. Magdo, aha! Ale ja bym jednak się upierała, że to nowotwór językowy, „neologizm” to zbyt pochlebne określenie.

  60. Alku, ty marudo, fiołkowe było o 19.47, trza było patrzeć, jak wzywałam, a nie ze zwłoką.

    Jakże trafne uwagi na temat szyku przestawnego jako atraktantu.
    Ja także nie mogę znieść tej maniery.

  61. Regaty Ateny odbywają się co prawda na jeziorze, jak skromnie zastrzegła, lecz jest to bardzo wielkie jezioro, chicagowskie.
    Atena to Bogini, po prostu.

  62. DUA, a ja własnie zazdroszczę tych różowiejących hortensji, bo moje białe, dopiero późną jesienią odrobinę różowieją, choć może po prostu powoli usychają?
    Alku, jak to fajnie mieć służbowy las.
    Wannabe – też uważam, że z tymi coś po coś, to takie gadanie po próżnicy, ani przed szkodą, ani po szkodzie, ani wstrząs, ani sączenie cichutkie do ucha nic nie daje, nie uczymy się wcale!?
    karikari – jaki to miły czas z przytulaniem dzieci, korzystaj na zapas :)
    Ateno – moje doświadczenia na Zatoce Gdańskiej były absolutnie jednorazowe, a twoje regaty z taką częstotliwością – och, świetnie, ale gdzie to jest możliwe o tej porze roku?, chyba że to załoga morsów, i jeszcze Harley, nawet na tylnym siodełku – niezwykłe :)
    Zgredzie – ach, zakupy – też musiałam wziąć swój wózek, jeszcze zostałam pouczona, że za swoje zakupy muszę osobno zapłacić (cichaczem tylko wrzucałam do mężowego wózka co cięższe produkty, ha ha, to się nadaje do powieści)

  63. Nie ma w słowniku, bo jest to neologizm, wymyślony na potrzeby książki (w tekście umieszczony w cudzysłowie). Brzmi to jak dziecięca kontaminacja słów: pusty i sfrustrowana :) I chyba nie ma żadnego szczególnego znaczenia.

  64. Co do słowa „pustrowany” (prawdopodobnie przy okazji zwiększamy częstość użycia tego wyrazu o sto procent): „Pustrowany Kurier Polski – Kiakau, Redakcja: ul. PiNurlskieflro 19”. Taką siekaninę robią ze słów niektóre strony internetowe.

  65. Fiołkowe to w Poznaniu jest ono i w okolicach. Tutaj jesteśmy bliżej Uralu i mamy czarne. A księżyc jak srebrna lampa. Oświetla skał goliznę świata na plaży w Dover. Zgredu, Norton Commander służył do czegoś zupełnie innego. Norton Commander, Netscape Navigator… Pożyło się trochę.
    Przyszło mi jakoś do głowy… Rola szyku przestawnego jako sygnału ostrzegawczego podczas zakupów. „Synecka góralska przez zacną gaździnę zębem turlana” – taka nazwa wędliny z miejsca budzi podejrzenia. Przecież powinno być „turlana zębem”, skoro już. Szyk przestawny, stosowany zwykle po to, żeby w wierszu wymusić rym, albo żeby uwypuklić podniosłość tekstu, ostatnio często służy w handlu oraz gastronomii jako atraktant uwagi. Trudno byłoby dziś znaleźć kiepską restaurację, której menu nie pyszniłoby się szykiem przestawnym. Wszystko to w dodatku w przekonaniu, że gdyby Sienkiewicz żył, to tak by pisał.