Niedziela Palmowa

palemka2020

Fot. MM

 

Leopold Staff

RANEK NIEDZIELNY

 

W niedzielnym słońcu poranka

Drogi są cichsze i pustsze.

Świat zda się we śnie widziany

Jakby odbity był w lustrze.

.

Urokiem świętej godziny

Ziemia się w zjawę przemienia

I błękit boski przepaja

Czarowna nicość marzenia.

.

Na łąki, pola, na gaje,

Na chaty z sady niskiemi

Spływa anielska pogoda

I pokój ludziom na ziemi.

.

Czy mi się zdaje, że widzę

Stojąc na wzgórza wierzchołku,

Że z palmą w ręce ktoś w dali

Jedzie na małym osiołku?

 

***

Czekamy!

Wielkanoc  już blisko!- nabierzmy otuchy!

Niech to będą – mimo wszystko – piękne i prawdziwe Święta!

Najserdeczniej tego życzę Wam wszystkim i  nam wszystkim –

Wasza

MM

163 przemyślenia nt. „Niedziela Palmowa

  1. Zwykle w czasie Świat Wielkanocnych jest w domu dużo ugotowanych jajek.
    Proponuje sałatkę z 5 składników.
    Jaja, pomidory, ser żółty ( szwajcarski np), koper i kalafior.
    Pokroić co się da w duża kostkę, kalafior ugotować i podzielić, wszystko pomieszać, dodać majonez sól i pieprz ( wedle upodobań).
    Sałatka ta ma charakterystyczny zapach. Kwiatem bym jej nie nazwała;).
    Jest pyszna.

  2. „Funt migdałów ze skórką, obetrzeć o serwetę, posiekać jak najdrobniej, przetrzeć przez durszlak, a co zostanie na durszlaku, jeszcze raz przesiekać, wsypać na miskę, dodać funt miałkiego cukru, pięć ubitych całych jaj, w końcu wsypać sześć łutów mąki pszennej, to wszystko wymieszać najdoskonalej i dołożyć albo ćwierć łuta tłuczonego muszkatołowego kwiatu, albo pół gałki muszkatołowej, co daje smaku ostrego i robi mazurek odrębny od innych”.

  3. Wierzę i nawet nie próbuję. Może zrobię w tym roku mazurek muszkatołowy.

    W internecie jest też bardzo dużo radiowych gawęd profesora (cykl „Bez piórka i węgla”). Pierwsza od góry jest o widoku z okna.

  4. Sowo (wiad.pryw.) – mazurek cygański piekła moja Mama. Pyszny.
    No, a co do Literaturka staropolskiego – ta piana to niewypał, powiadam Ci. Tylko chrupiąca glazurka bezowa, tylko.

  5. Magdo Z., mam dublet „Piękna nie dostrzeganego” i „Piękna potężnego” Wiktora Zina. Chętnie się podzielę.
    Są jeszcze na You Tube filmiki z rysowanymi wykładami Profesora.

  6. Wreszcie zobaczyłam ksiezyc, cudny.
    Wczoraj była burza z piorunami i gradobiciem.
    Bogno, jeszcze nie ma regat, w tym roku to chyba tylko wirtualne będą:(.
    Zgredzie, uwielbiam twoje komentarze.
    Upiekłam już literaturka.

  7. Ciekawe, że kiedy patrzę na obrazy Zina, takie już skończone konkretne dzieła, nie robią one większego wrażenia. Są bardzo szczegółowe, precyzyjne, całkowicie zamknięte i w pewnym sensie pozbawione życia w porównaniu ze szkicami, które wykonywał ad hoc i które zawierają element niedopowiedzenia, zostawiając miejsce dla wyobraźni widza.

  8. No właśnie! Zaczynał często od jakiegoś pobocznego, niewiele znaczącego drobiazgu, a potem z fantastyczną biegłością dorysowywał wokół niego cały obraz.

  9. Nie wiedziałem, że był takim znawcą kolorów.
    W programach, które pamiętam, rysował kredą i węglem fragmenty Starówki.
    Rysunki te powstawały na oczach widza, który spotykał zagadkę – co też będzie na rysunku.

  10. Jest kilka odcinków na YT, ale mało. Tego odcinka o ogrodach akurat nie pamiętam, ale pamiętam, że obserwowanie profesora w TV jak rysował miało dla mnie moc hipnotyzującą.

  11. Ja nawet pamiętam audycję TV, w trakcie której profesor – tą swoją swobodną, niby niedbałą, a w gruncie rzeczy precyzyjną kreską, rysował te kapusty!
    To była telewizja czarno-biała, dopiero po latach seria „Piórkiem i węglem” pokazała się w kolorze.
    Chyba nie opuściłam żadnego programu z tego cyklu!

    Miłe wspomnienia. Dzięki, Sowo.
    Może uda się gdzieś znaleźć te nagrania, chętnie bym sobie obejrzała wszystko od początku.

  12. „Natura lubuje się w kontrastach. Teraz jest ciepło, a później będzie mróz. Teraz świat jest barwny do przesytu, a później spowije go biel. Teraz przytłacza oczy różnorodność form liści, kwiatów, owoców. A później ucieszy nas suchy badyl ostu sterczący pośród śniegu. Smutne są ogrody w zimie. Bezbarwne, bezwonne i ciche. Jeśli wtedy staniecie na miedzy, pamiętajcie, że po każdej najdłuższej i najmroźniejszej zimie następuje jednak wiosna”.

    Wiktor Zin – „Piórkiem i węglem. Piękno nie dostrzegane”, rozdział „Ogrody”.

  13. A Szanowna Babcia myślała pewnie, że to jak z tym przepisem na tort czy inne ciasto z Jeżycjady – że trzeba czekać, aż zabulgocze.

  14. Ja nie znam tego stylu, ale po podpowiedziach o TV, to powiem, że może Szymon Kobyliński?
    Jeśli trafiłem, jak kulą w płot, to mi przykro.

  15. Spóźniłam się z poprzednią wiadomością.
    (Sowa już przytoczyła cytaty).
    Ale i tak – dziękuję. Zainspirowana słucham sobie teraz gawędy na yt.

  16. Zerknęłam. Ta kreska. (Coś tak jakby…)

    Sowo, bardzo chętnie przeczytałabym kolejny fragment. Narobiłaś mi smaku, a przecież nie mam tu tego egzemplarza, bo go oddałam już przed laty.

  17. „(…) Siedząc na tarasie hotelu ‚Kleopatra’ w Kairze przypomniałem sobie pewnego Sudańczyka, który w Polsce studiował architekturę. Któregoś dnia przyszedł zdawać do mnie egzamin. Po oficjalnej części rozmowy zapytałem go, jakie też wspomnienia wywiezie z Polski, co mu się u nas najbardziej podobało. Odpowiedział szybko, bez zastanowienia, z wielką pewnością w głosie:
    -Panie mój! Najbardziej podobają mi się ogórki!
    -Jakie? – zapytałem zdziwiony.
    Sudańczyk oblizał się i kończył:
    -Marynowane w słojach są udane, korniszony rozkoszne, pikle potrafią być wspaniałe, ale to wszystko jest niczym – tu skrzywił się, pokazując znikomość rzeczy przemijających – to wszystko jest niczym przy ogórkach kiszonych w beczce. Ja kocham te ogórki! To był głos jego duszy”.

  18. „Właśnie tuż przy koprze zjawił się zagon ogórków. Ale trudno je teraz odnaleźć, są zielone i kryją się pod liśćmi o szlachetnym rysunku, których piękno odkrył już gotyk. (…)
    Zbratanie ogórków z koprem musiało nastąpić przed wieloma wiekami; polscy archeolodzy odnaleźli nasiona ogórków w głębokich warstwach kulturowych, sięgających wczesnego średniowiecza. Wtedy jeszcze nie było ich w Cesarstwie Niemieckim. Tam zjawiają się wraz ze słowiańską nazwą”.

  19. Dawaj, Sowo, może Alek sobie przypomni!
    Zakład, że oglądał go w TV jako ciekawski nastolatek z dobrego domu.

  20. Ciekawe. Pojęcia nie mam, czyje to. Zaraz będę się pewnie wstydził, bo okaże się, że skleroza. Matka moja nazywa mnie sklerotykiem, od kiedy skończyłem 10 lat.

  21. Mam jeszcze jeden spory fragment o mariażu kopru z ogórkami, który dużo podpowiada. Zostawiłam go na koniec, ale widzę, że raczej nie będzie potrzeby go dawać.

  22. A czy widziałam, nie pamiętam. Być może, jakoś mimochodem, nie skupiając kilkuletniej uwagi specjalnie.
    Niejasne wspomnienia.
    Ale chyba zerknę (archiwalnie). Ładna zagadka i ładna przypominajka.

  23. Styl bardzo charakterystyczny, prawda?
    kto widział człowieka i słuchał jego gawędy, nigdy go nie zapomni. Ten akcent!… ale nic więcej już nie powiem.

  24. Sowo, zagadka jest pierwszorzędna! Naprawdę, „styl to człowiek”!
    A w tekście jest dużo tropów.

  25. Styl zdawał mi się znajomy. Ale nie zgadłam, uczciwie przyznaję.
    Po czym okazało się, że czytałam jedną z książeczek z serii w latach 90. Pożyczył mi ją pewien znajomy mojej rodziny, bo uznał, że docenię (jako że jestem wrażliwa). Tak naprawdę doceniłabym chyba dopiero dziś – wtedy byłam, zdaje się, za młoda i zbyt niedoświadczona czytelniczo.
    Bardzo to ładne jednakże. I prawdziwe. Widzę po własnych zagonach;)

  26. Mężczyźni dojrzali nie rozumieją nieodpartej potrzeby oszczędności.
    Cóż bańki? Furda!

  27. Kapusta, tak, jestem za. Zwłaszcza bigos. Ale bez dwóch skrajności – nie za kwaśny i Boże broń, żeby tam świeżą kapustę kłaść. A niektórzy robią z mieszanki kwaszonej i surowej. Źli ludzie. A propos bigosu, skoro już zeszło, przypominam sobie jak podczas którychś świąt bigosowych (dużo takich nie ma w kalendarzu) z nieznanych przyczyn duży, ledwo napoczęty sagan bigosiku zaczął puszczać delikatne bańki. I walkę, którą stoczył mój biedny ojciec, wydzierając naczynie z rąk jednej z babek, która ogłosiła, że bigosik jest wciąż dobry i absolutnie oraz pod żadnym pozorem nie można go zmarnować. On nie był dobry, muszę przyznać to z perspektywy, ten bigos, i całe szczęście, że udało się go jednak zarekwirować. W przeciwnym razie starsza pani zapewne zakończyłaby Święta w szpitalu. Ale obraziła się śmiertelnie.

  28. „Znaleźliśmy się w ogrodzie, stoimy pośród rozległego łanu kopru. Jego kwiaty są żółte , a ich konstrukcja przypomina otwarte parasolki. Każda łodyga rośliny na pewnej wysokości rozwidla się w pęk cieńszych łodyżek, które jak druty parasola podtrzymują kwiatostany układające się w wypukłą powłokę. Niby nie ma w tym niczego szczególnego, ale przecież jeden taki badyl kopru można by nazwać pomnikiem celowości natury i szczytem myśli konstrukcyjnej. Kiedy to człowiek wznieść potrafi budowlę, w której średnica elastycznej podpory w stosunku do wysokości i obciążenia uzyska bodaj zbliżone do łodygi kopru wartości?”

  29. O! Ja poznaję, a Wy?
    Młodzież chyba nie skojarzy, kto to pisał. A pisał równie pięknie, jak rysował i malował.

  30. „Wielki Wyczółkowski nie bez słuszności mawiał swoim uczniom: „Jeśli chcecie nauczyć się mieszania farb, usiądźcie, proszę, z paletą pośród zagonu buraków – tych ćwikłowych – wtedy każdy z was pozna, ile jest naprawdę wart”.
    Zagon buraków w istocie przypomina bogaty dywan, na którym misternie splecione są nici zielone i czerwone. Czasem z ciemniejszego tła jaskrawo odcina się na nim ornament tkany karbowanymi liśćmi chrzanu. Symbioza chrzanu i buraków, z której ćwikła się rodzi, bierze zatem swój początek już tu, na ogrodowej grzędzie.
    A czy jest ktoś pomiędzy nami, kto przy najbujniejszej fantazji potrafi wyobrazić sobie wielkanocną szynkę bez ćwikły, a wigilijną kolację bez czerwonego barszczu? Nie! Nie masz w Polsce nikogo takiego”.

  31. „Tu kapusta, sędziwe schylając łysiny,
    Siedzi i zda się dumać o losach jarzyny;”

    „Rzeczywiście łyse kapuściane głowy są jakby zadumane, ale ten niewielki zagon, na którym rosną, to cały atlas barokowego snycerstwa, z jego dynamiką i ekspresją zaskakujących widza form. Nie ma dwóch liści podobnych do siebie, nie ma dwóch główek takich samych. Ej, podstawo bigosu! Twoje piękno równe jest smakowi. Winą człowieka jest, że smak przedkłada ponad piękno, bo gdyby było inaczej, powstałby atlas kapuścianego piękna”.

  32. Aa, skoro to blaszka od kuchenki to już wszystko jasne! Dziękuję i biorę się do pracy .

  33. Makijaż upiorny. Tak podejrzewałam, że niepotrzebnie piszę
    o tym filmie. ;)

    A w ramach przedświątecznej rozrywki dam później Ludowi małą zagadkę literacką.

  34. O, to, to, Zgredziku! I o tym jest w „Na Jowisza”.
    Nota bene, właśnie dostałam od Egmontu zdjęcia z drukarni: fiu-fiu! Drukuje się „Jowisz” aż furczy!

  35. Sowo, znam tę ekranizację, kiedyś pokazywali ją w TV. Wrażenia miałam zbliżone do Twoich. I ten okropny makijaż!

  36. Bożenko, ten to balkon, zgadza się! Do mieszkania przy Słowackiego należał jeszcze i drugi, brzydszy, aleśmy go nie używali i został zapuszczony.
    A swoją drogą, teraz to tak egzotycznie brzmi: peany na moją cześć w „Wysokich obcasach”! Jakże radykalnie to się zmieniło! Dziwne, bo ja się zasadniczo nie zmieniłam.:))

  37. Konkurs Adminki (z nagrodami!) jest rozkoszny i wszystkim go polecam! (Facebook, Emilia Kiereś).

    Blanko, domagasz się tu ode mnie wartości liczbowych, ale ja naprawdę wszystko robię na oko.
    Blaszka moja jest zwykła, z kuchenki standardowej. Nigdy jej nie mierzyłam!

  38. To już się cieszę na to hasło! Mam zachowany wywiad z Panią („Wysokie Obcasy” 1999; Joanna Szczęsna, fot. Mariusz Forecki) z prześlicznym zdjęciem Pani na balkonie. Kwiaty, latarenka, Pani uśmiech :). Bardzo lubię ten balkon – bo to musi być o nim mowa.

  39. Przepraszam, że odrobinę poza tematem:
    Popatrzcie no, jaki fajny konkurs ogłosiła Adminka. :)

  40. Bożenko, balkon to skarb. W moim życiu odegrał rolę znaczącą. Patrz: „Na Jowisza!”, hasło „Balkon jeżycki”.

  41. Kasztanowłosa, to jest przepis, który odziedziczyła po swojej mamie moja przyjaciółka i redaktorka – niegdyś – „Naszej Księgarni”. I zechciała nim się podzielić ze mną. Więc skoro od ulubionej redaktorki pochodzi, mazurek dostał właściwą nazwę.
    Mazurek jest wspaniały! W oryginalnym przepisie polewa miała być z ubitej piany, ale – jak Alek – nie lubię tych gąbczastych kożuszków. Mama nauczyła mnie tak właśnie robić lukier bezowy – rozbełtywany – zapieka się on na chrupiącą, jasnobeżową skorupkę i jest pyszny!
    Blanko, tak, tylko rozbełtać, żeby się cukier połączył z białkami. Rozsmarować cienką warstwą. 100 stopni będzie w sam raz.

  42. Pytanie może oczywiste, ale skąd nazwa tego mazurka? Mam wrażenie, że coś mnie ominęło w tej sprawie. Tyle razy się już to przewijało, a ja wciąż nie wiem i cały czas się bałam zapytać.

  43. O, szczęśliwi posiadacze ogrodów! W nocnej, księżycowej jak wczoraj scenerii muszą być czarodziejskie.

    Dobrze, że chociaż mamy dwa balkony.
    Właśnie próbuję zrobić z jednego coś w rodzaju ogródka.

  44. Ciekawa koncepcja z bezą. Z moich (i całej żyjącej części rodziny) doświadczeń wynika, że to może być jedyny sposób na bezę, która przecież i tak zwykle wychodzi w formie elastycznego placka w kolorze karmelu, grubego na pięć milimetrów. Na mazurku taki pancerz nie będzie zbytnio razić.

  45. Pani Małgosiu, białka z pudrem należy jedynie rozbełtać i takimi rzadkimi posmarować mazurek, tak? Temperatura 100 stopni będzie odpowiednia?

  46. A ja go, znaczy księżyc, zawzięcie lornetkuję, wczoraj były pięknie widoczne kratery. A i gwiazdy przez lornetkę są liczniejsze. Mam swój ulubiony gwiazdozbiorek (bo malutki) na wschodnim niebie, ale nie wiem niestety jak się nazywa. Byłam kiedyś w obserwatorium astr. i widziałam przez lunetę pierścienie Saturna. Metafizyczne doświadczenie.

  47. MAZUREK LITERATUREK
    1/4 kg orzechów włoskich, zmielonych
    1/4 kg cukru
    12 dkg mąki
    12 dkg masła
    3 żółtka

    3 białka
    9 dkg cukru pudru
    wafle na spód

    Utrzeć żółtka z cukrem, dodać masło i ucierać na delikatną masę.
    Dodać mąkę i orzechy.
    Wysmarować blachę masłem, rozłożyć wafle, rozsmarować na nich masę(musi być gęsta!). Białka rozbełtać z cukrem-pudrem i rozsmarować na powierzchni mazurka.
    Ułożyć ozdobnie połówki orzechów, piec wolniutko na niewielkim ogniu, aż powierzchnia bezowa się lekko zrumieni.

  48. Dzień dobry!
    Wannabe, „na oko”! Kiedyś mieliśmy lunetę do obserwowania gwiazd, ale dzieci zgubiły jedną z części – i koniec!
    To sprawiło, że postanowiłam przyjąć postawę stoicką także wobec Kosmosu. I też mi się podoba, gołym okiem widziany!

  49. Kochani, bardzo proszę o przepis na Literaturka. Wiem, że tego typu prośby powtarzają się tu co i rusz, ale jestem bezradna. Szukałam go w sieci, natknęłam się na wpis DUA w 2015, że przepis można znaleźć w archiwach z datą 16 kwietnia 2011-ale gdzie te archiwa? Proszę o pomoc.

  50. Mam pytanie!
    Czy DUA posiada lornetkę do obserwacji nieba czy patrzy zawsze „na oko”? Wydział Fizyki zapowiadał właśnie tę widoczność Wenus!

  51. Już go nie widać, niebo zbladło od wschodu i ptaszki się cieszą.. Może dziś będzie powtórka z rozrywki?
    Też szukałam pustrowanego, zdalnie nie działo się nic, otóż jak sobie obejrzeć stronę tytułową Ilustrowanego, to literka „l” wygląda jak stylizowane „P”, jeśli to stąd, to zapomniano o pierwszym „I”, może celowo, na zasadzie „aczapeczki” i „kumulatora”?

  52. To być może, Alku.
    Ja już teraz nie wiem, gdzie mam ten przepis, więc nie sprawdzę.
    Sama nigdy go nie zastosowałam, został tylko we „Frywolitce”.

  53. Ach, DUA, domyślałam się jakiejś niespodzianki z tym jeziorkiem :)
    Ateno – brawo, to musi być coś wspaniałego :)

  54. Coś ten tort czombrowski przypomina mi przepis pochodzący od przyjaciółki mojej matki, pani Borejko. Zbieżność nazwisk być może przypadkowa. Otóż jest to tort orzechowy wykonywany z mielonych orzechów włoskich z dodatkiem piany z ubitego białka, bez mąki. Może to być to samo?

  55. Podziwiałam, a jakże, w porze fiołkowej.
    Aleksandro, nie zapomnij o dodatkowej szklance cukru w masie :). Ten tort wygląda na rozbudowaną wersję Mazurka Literaturka. O, już czas pomyśleć o mazurkach!

  56. Aleksandro, to znak!
    Jak upieczesz tort czombrowski – zrób zdjęcie!
    Ale – sądząc po tych zawrotnych proporcjach – to musi być wielgachne torcisko.
    Może na święconkę upiecz z połowy zalecanych produktów?

  57. Co tam puzdro, wyjdź do ogrodu, Sowo, jest całkiem jasno i prześlicznie!
    Wielka planeta lśni i błyszczy na zachodnim niebie, to chyba Wenus?

  58. Jeśli za długie, to może być wiad. pryw
    Z cyklu „Fluidy są wśród nas”
    Tuż przed tym, jak świat stanął na głowie, z inspiracji bodajże Mamy Isi ( jeśli zaszła pomyłka, to przepraszam) zamówiłam sobie książkę pt. „Dziedziczki Soplicowa”. Okazała się idealną lekturą kojącą w miejsce skończonej właśnie „Jeżycjady” (czytałam sobie od jesieni tom po tomie, w porządku przeciwnym do chronologicznego, delektując się uroczym wydaniem jubileuszowym). Z zachwytem nurzałam się w atmosferze czombrowskiego dworu, który wedle wszelkiego prawdopodobieństwa był pierwowzorem Soplicowa i z żalem dotarłam do ostatniej strony. Po drodze kilkakrotnie przyglądałam się przepięknym fotografiom wśród których było też zdjęcie przepisu na tort orzechowy, ozdobę swięconego. Książka przeczytana, trzeba zacząć coś nowego. Ręka sama sięgnęła na półkę z twórczością Kochanej Autorki i trafiła na Frywolitki. Skaczę od tomu do tomu i na co się natykam w tomie 3? Na rozdział pt. Tort Czombrowski. To chyba znak, by taki upiec. Przeraża mnie tylko proporcja orzechów do cukru (1 kg:1 kg) . No i te 20 białek. . .

  59. Magdo, aha! Ale ja bym jednak się upierała, że to nowotwór językowy, „neologizm” to zbyt pochlebne określenie.

  60. Alku, ty marudo, fiołkowe było o 19.47, trza było patrzeć, jak wzywałam, a nie ze zwłoką.

    Jakże trafne uwagi na temat szyku przestawnego jako atraktantu.
    Ja także nie mogę znieść tej maniery.

  61. Regaty Ateny odbywają się co prawda na jeziorze, jak skromnie zastrzegła, lecz jest to bardzo wielkie jezioro, chicagowskie.
    Atena to Bogini, po prostu.

  62. DUA, a ja własnie zazdroszczę tych różowiejących hortensji, bo moje białe, dopiero późną jesienią odrobinę różowieją, choć może po prostu powoli usychają?
    Alku, jak to fajnie mieć służbowy las.
    Wannabe – też uważam, że z tymi coś po coś, to takie gadanie po próżnicy, ani przed szkodą, ani po szkodzie, ani wstrząs, ani sączenie cichutkie do ucha nic nie daje, nie uczymy się wcale!?
    karikari – jaki to miły czas z przytulaniem dzieci, korzystaj na zapas :)
    Ateno – moje doświadczenia na Zatoce Gdańskiej były absolutnie jednorazowe, a twoje regaty z taką częstotliwością – och, świetnie, ale gdzie to jest możliwe o tej porze roku?, chyba że to załoga morsów, i jeszcze Harley, nawet na tylnym siodełku – niezwykłe :)
    Zgredzie – ach, zakupy – też musiałam wziąć swój wózek, jeszcze zostałam pouczona, że za swoje zakupy muszę osobno zapłacić (cichaczem tylko wrzucałam do mężowego wózka co cięższe produkty, ha ha, to się nadaje do powieści)

  63. Nie ma w słowniku, bo jest to neologizm, wymyślony na potrzeby książki (w tekście umieszczony w cudzysłowie). Brzmi to jak dziecięca kontaminacja słów: pusty i sfrustrowana :) I chyba nie ma żadnego szczególnego znaczenia.

  64. Co do słowa „pustrowany” (prawdopodobnie przy okazji zwiększamy częstość użycia tego wyrazu o sto procent): „Pustrowany Kurier Polski – Kiakau, Redakcja: ul. PiNurlskieflro 19”. Taką siekaninę robią ze słów niektóre strony internetowe.

  65. Fiołkowe to w Poznaniu jest ono i w okolicach. Tutaj jesteśmy bliżej Uralu i mamy czarne. A księżyc jak srebrna lampa. Oświetla skał goliznę świata na plaży w Dover. Zgredu, Norton Commander służył do czegoś zupełnie innego. Norton Commander, Netscape Navigator… Pożyło się trochę.
    Przyszło mi jakoś do głowy… Rola szyku przestawnego jako sygnału ostrzegawczego podczas zakupów. „Synecka góralska przez zacną gaździnę zębem turlana” – taka nazwa wędliny z miejsca budzi podejrzenia. Przecież powinno być „turlana zębem”, skoro już. Szyk przestawny, stosowany zwykle po to, żeby w wierszu wymusić rym, albo żeby uwypuklić podniosłość tekstu, ostatnio często służy w handlu oraz gastronomii jako atraktant uwagi. Trudno byłoby dziś znaleźć kiepską restaurację, której menu nie pyszniłoby się szykiem przestawnym. Wszystko to w dodatku w przekonaniu, że gdyby Sienkiewicz żył, to tak by pisał.

  66. Kochani Księgowi, co oznacza słowo „pustrowany”? W pewnej książce natknęłam się na wyrażenie „pustrowana czarownica” (nota bene użyte jako obelga), ale tego przymiotnika nie ma nawet w słowniku PWN. Już chyba tylko w was nadzieja.
    PS Piękny wiersz.

  67. Uwaga! Kto żyw, niech patrzy w niebo, w tej chwili!
    Jest fiołkowe. A ogromny księżyc różowo-złoty!

  68. Zgadza się co do ogrodu – to obecnie istne wybawienie i ratunek dla zdrowia psychicznego. Jak kawałek trawy, kilka drzew, śpiewające ptaki i błękit nieba potrafią zachwycać!

  69. Czy po przeczytaniu Emancypantek można jeszcze pić z pozoru niewinne wino?

    Zakupy w supermarkecie. Ja i syn. Dwa wózki. Menisk wypukły.

    Zawsze myślałem, że to jednak Norton Commander.

    Mam nadzieję, że Harley miał hamulce.

  70. AniuG, w ogrodzie niepodobna go nie zachować.
    Pomyśl ze współczuciem o tych, co ogrodu nie mają. Im jest gorzej!

    Imię_którego _ etc, dziękuję Ci za ogromną i naprawdę uroczą opowieść. Wydrukuję ją sobie i schowam do teczki z materiałami na zapas (mam taką). Może faktycznie kiedyś mi się przyda! Wpakuję ten wątek do książki, a Twoja klasa rozpozna go od razu! Chłopcy też!
    A swoją drogą – myślę, że daliście Waszym nauczycielom do myślenia! Tak, tak! „Życia nic nic zmoże”
    Pozdrawiam Cię serdecznie! (ładnie piszesz, jak na siódmoklasistkę!)

  71. Aha i PS
    Dlaczego to piszę? Bo myślę że Pani mogłaby jakoś to wykorzystać do Swoich książek.
    Akcja dzieje się w Krakowie ale może Pani przenieść to do Poznania

  72. Dzień dobry.
    Poradnia okulistyczna zamknięta, siedzę w domu i ogrodzie, i pewnie tak posiedzę do końca kwietnia. A potem się zobaczy( tako rzecze miły głos kierownictwa w słuchawce telefonu).
    Sieję, wycinam, kłuję się w palec kolcami, sądzę, pikuję. Gotuję obfite posiłki uwięzionej kwarantanną rodzinie.
    Szydełkuję zazdrostki w liczbie 4 i mnóstwo drobnego badziewia do niczego nieprzydatnego. Czytam po nocy książki wyprodukowane jako dodatek do gry komputerowej (horrendum)
    Palma zrobiona własnoręcznie, jak co roku.
    Próbuję zachować zdrowie psychiczne.
    Uściski ♥️

  73. Odo, wiersz się nie zmieścił w tzw.formularzu (nastawiony jest na krótkie wiadomości), ale przynajmniej go przeczytałam – z uśmiechem.
    Dziękuję bardzo za Twój uśmiech (słoneczny).

  74. Wannabe, bo Ty w ogóle jesteś ciekawym stworzeniem.

    Kocimiętko, co tam, nie przejmuj się, najwyraźniej tam, gdzie powstała ta notatka internetowa, floksy kwitną właśnie w kwietniu. Może w RPA lub Australii? Kto wie.
    A księżyc był wczoraj zachwycający, zwłaszcza w towarzystwie zapachu hiacyntów (cały ogród nimi pachnie, bo dużo ich mam). Czekam na dzisiejszy i jutrzejszy wieczór.

  75. Ateno, która godzinami prostujesz swe loki!
    Odetchnęłam: nie prowadzisz sama Harleya.
    No, faktycznie, na tylnym siodełku trudno o dystans.

  76. A ja muszę przyznać, że czuję się najbardziej wolna właśnie teraz. Najwyraźniej presję czułam względem ludzi. Wcale nie względem siebie.

  77. W tej chwili moja uwagę przykuł ponownie wers „czarowna nicość marzenia” z zacytowanego przez UA wiersza Staffa i myślę, że to by się Lesmianowi spodobało:)

  78. Wyczytałam to wszystko DUA na „jakiejś tam” stronie internetowej. Też mi coś z tymi floksami nie grało;)

  79. Harley to taki symbol wolności, ja tylko na tylnym siedzeniu i dawno się nie zdarzyło i się nie zdarzy bo jak tu zachować dystans.
    Ależ ja tę wodę przypadkiem…
    Ileż to kobiet mogłoby skorzystać z tego rozwiązania, zamiast godzinami przed lustrem je prostować;).
    Loki niezmiennie są.
    Tez poczytam Brulion Bebe B
    Dobranoc

  80. Obejrzałem projekt kolejnego odcinka z serii „co mają wiedzieć ci maturzyści”. Mam nadzieję, że moje sugestie coś pomogą. Ateno, po spożyciu wody święconej przez osobę nieautoryzowaną widzę taki komiksowy efekt: w straszliwym rozbłysku prostują się wszystkie kudły na głowie (plus grzmiący głos z góry wyjaśniający niestosowność postępku). Co do motocykli, maszyną mojego życia byłby Norton Commando. Fiksacja z czasów, kiedy liczyłem sobie piętnaście wiosen. Ponieważ odpracowałem swoje na dzisiaj, pozwolę sobie lec w łoże, tylko doczytam do końca książkę. Mam wiele uczuć dla Bebe. Dobranoc, Autorko, dobranoc, Ludu.

  81. Ateno, ten Harley mnie niepokoi. Z łódki to chociaż spada się na miękkie.
    Palemka z żonkili na pewno ładna. Z bukszpanu też?

  82. Zawsze miałam słabość do palemek, zwłaszcza tych osobiście robionych.
    Moją z żonkili, sama sobie poświęciłam, a co?
    Tak, mam wodę swięconą w domu, co to o mało jej nie wypiłam, mogłoby się źle skończyć skoro się okazało ze jednak jestem czarownicą.
    Bogno, moje opowieści nie są aż takie ciekawe jak twoje, ja tylko po jeziorze żegluje, co prawda w regatach, co środę, ale ja bez tego nie mogę żyć. Nigdzie nie czuje się tak wolna jak na łódce, no może w górach i na Harleyu ;).

  83. O, „Emancypantki” – przymierzam się do lektury od paru dni. Bardzo lubiłam główną bohaterkę, moją imienniczkę, a bez mała dwie dekady po lekturze bardzo wiele już z tej powieści zapomniałam. Lubię tak sobie przypominać, kiedy niewiele już zostało. :) Miłego czytania, Karikari.

  84. Czytam właśnie o akcie artystycznym, który Bernard pchał przed umęczone oczy. Jak dziwnie jest czytać o reakcjach tłumów w czasie, gdy tłumów na lekarstwo. Żeromski na pewno coś by zrobił z tworzywem, jakim są pustawe ulice ozdobione z rzadka patrolem policji wspieranej przez dzielną żandarmerię. Sztuka totalna, ot co.

  85. Dziękuję, Dobrywieczorku miły!

    O, co ja widzę, Imię_ którego_nie_trzeba_znać się odezwało!
    Tak, bardzo chętnie przeczytam tu (może być prywatnie) o Twoich doświadczeniach. Sama chodziłam do żeńskiego liceum, ale to było dawno temu, w całkiem innych czasach, hej! – więc też doświadczenia nasze zapewne się różnią.
    Napisz, napisz!- może to być nawet długa wiadomość, dla tych prywatnych nie ma tu ograniczenia objętości, skoro się nie ukazują.

  86. Dobry wieczór wszystkim!
    Z propozycji napełniających otuchą i optymizmem polecam filmy Przyrodnik na tropie – wśród propozycji lekcji telewizyjnych te wydały mi się nie tylko bardzo ciekawe, ale chyba także fachowe – obecni tu biolodzy może się wypowiedzą. Nie pamiętam tej strony, o którą pyta karikari, ale może te filmy się przydadzą.
    DUA, oczywiście wróciłam teraz po raz kolejny do Jeżycjady jako sumplementu diety zaopatrującego w nadzieję i poczucie humoru :-) Dziękuję!
    Dobrego Wielkiego Tygodnia i niech już niedługo zaświeci nam Światło Zmartwychwstania

  87. Dziękuję za soczyste (przekazane z nawiązką) i za otuchę (tutaj zawsze ją można znaleźć). Lecę poczytać jeszcze przez chwilę „Emancypantki”, zanim mnie sen zmorzy. Dobrej nocy!

  88. Kocimiętko, sprzeciw. Floksy kwitną w pełni lata.
    A na księżyc właśnie patrzę i myślę właśnie, że do pełni już blisko.

  89. Domyślam się, że znajdą się wśród Księgowych jacyś miłośnicy księżyca, prawda? W nocy z 7 na 8 będzie można zaobserwować stuprocentową pełnię zwaną „Pęłnią różowego Księżyca”. Myląca nazwa. Nie będzie różowy, tylko po prostu 14 procent większy i 30 procent jaśniejszy. Nazwa pochodzi podobno od floksów kwitnących w tym czasie… Ale i tak warto zobaczyć:)

  90. Na kolację sub Iove jest jednak za zimno, chyba że przy ognisku. Z lektury: oczywiście „Napowietrzna wioska” Juliusza Verne’a.

  91. Na lekturę w dzień brak czasu. Przesadzało się hortensje (10 sztuk), bo okazały się w minionym roku różowe, nie białe. To znaczy, zakwitają na biało, a następnie różowieją jak ta jutrzenka. Poszły z sąsiedztwa piwonii w okolice szafirowych ostróżek.

    Karikari, no to trzy soczyste przesyłam!

  92. Śniadanie al fresco, obiad pod chmurką, kolacja sub Iove – oto wiosenny ideał. A pomiędzy posiłkami napowietrzna lektura.

  93. Kozio całusy lubi, a za przytulaniem wręcz przepada! Mógłby się przytulać non stop, najchętniej z mamusią.

  94. Alku, dziękuję za udany rysunek piórem. Fi-fi, kreska Uniechowskiego!
    Kto by jeszcze miał narysowany widok z okna, niech przysyła. Może się stworzy Galeria.

    Karikari, życie zawodowe w równych proporcjach przemieszane z rodzinnym, i to pod tym samym dachem, to absolutny ideał, moim zdaniem.
    O strachu zapomnij. My tu o nim w ogóle nie myślimy.
    Pomyślności!
    PS – Miło mi pomyśleć o trzecich już urodzinach Kozia! Przesyłam mu całusy! (na pewno nie lubi całusów, ale co tam!)

  95. „Dzieńdoberek, braciszkowie!” rzekł brat Tuck. Chętnie napisałbym coś o swoich ostatnich lekturach, w końcu wszyscy tutaj jesteśmy zapamiętałymi alfabetami, ale ostatnio przeczytałem dwie książki Clive Cusslera, które nie kwalifikują się na listę chwały inteligenta (kawałek z klonami Hitlera na Antarktydzie był rozkoszny!), a teraz czytam „Brulion Bebe B.”. A roztrząsać prozy UA z kolei nie wypada ze względu na szacunek dla jej skromności. W takim razie napiszę, że jest ciepło i spożyłem śniadanie al fresco. A potem dla zwiększenia drożności połączeń nerwowych odwiedzę prywatny las należący do mojego instytutu (trzymając się zasady legalności), zanim pogrążę się w pracy umysłowej, tym razem nad publikacją poświęconą wokalizacji nornicy rudej. Muszę powiedzieć, że ta Wielkanoc w bieżącym roku nadchodzi jakoś mało spostrzeżenie. Ale koćki na różnych krzakach już są. Oglądanie koćków na pewno wesprze system nerwowy szczególnie.

  96. Radosnego czasu świątecznego życzę wszystkim, a dla Pani Małgosi dodatkowo przesyłam mocne uściski!
    Mieszkamy na wsi, więc nam jest łatwiej radzić sobie z wszechobecnym strachem, zamknięciem, brakiem kontaktu z innymi. Ogród nas wspiera w tym trudnym czasie, ładuje baterie po godzinach spędzonych na pracy w domu przy laptopie (nie przywykłam do takiej płynnej granicy między pracą zawodową a życiem rodzinnym, ale jakoś dajemy radę). Siejemy rzeżuchę na parapecie na mokrych wacikach, a w inspekcie wysialiśmy już mnóstwo nasion warzyw i kwiatów. Robimy obramowanie rabatek. Obserwujemy przez okno parę ptaków (to chyba pustułki), które zamieszkały w gnieździe na orzechu u sąsiadów. Poza tym odliczamy dni do 3. urodzin Kozia.
    Mam pytanie do zwłaszcza dłużej tu obecnych Księgowych. Czy pamiętacie może nazwę strony internetowej, na której było obejrzeć wiele pięknych zdjęć zwierząt występujących w Polsce, a przy okazji posłuchać ich odgłosów? Były tam nie tylko ssaki czy ptaki, ale i płazy.

  97. Zgredziku, za Twoją wiad.pryw. dziękuję i przesyłam stosowne wyrazy. Odporności życzę!

  98. Dzień dobry – wpisz pomysł tutaj, dodając, że to wiadomość prywatna. Zresztą, i tak już to wiem.
    Nie kliknę: „zaakceptuj” i wtedy komentarz Twój widoczny będzie tylko dla mnie. Przeczytam go i odpowiem ogólnikowo.:)

  99. Dzień dobry mam pomysł z którym muszę się z Panią podzielić!!! Tylko nie wiem czy mogę tutaj, wolałabym nie…

  100. To ciekawie masz, Alku, choć może trochę stresująco!
    Dobrze, że są konsultacje. Trzeba chronić tych biednych ludzi.

  101. O rany. Właśnie w trybie awaryjnym konsultowałem dwie telewizyjne lekcje biologii. Muszę się odprężyć po tym zadaniu.

  102. Pani Małgorzato, dziękuję za palemkę i za ten uroczy, cudowny wiersz z małym osiołkiem w dali. I za Pani spokój i pogodę ducha. W ogóle, Kochani, dobrze, że jesteście.

  103. Miła Zosiu, to ja dziękuję!- za to, że napisałaś.
    Tak się cieszę, że na coś się przydałam, że jakoś Ci pomogłam w tym trudnym czasie.
    Nie martw się, wkrótce będzie lepiej!
    (Uwaga: naprawdę warto wejść w inne fabuły.;))

  104. Ah, jak ja bym chciała być na tych polach, łąkach, drogach… Niestety trzeba siedzieć w domu. A za moimi oknami tak pięknie kwitną drzewa, oświetlane (chyba, żeby jeszcze bardziej mnie kusić!) ciepłym słońcem.W przerwach między odrabianiem lekcji mogę się na szczęście przenieść w inny świat… Czytanie jest teraz wybawieniem… Skończyłam po raz drugi całą (no, poza dwoma ostatnimi tomami, bo tych nie posiadam) Jeżycjadę. I co teraz? Nie mogę zagłębić się w żadną nową książkę, bo duchem ciągle jeszcze jestem u Borejków, a każda próba wejścia w inną fabułę kończy się niepowodzeniem… Oh! Nawet śniło mi się ostatnio, że jestem w mieszkaniu na Roosevelta!
    Dziękuję za cudowne książki!

  105. Ja akurat ostatnio jestem myśli, że nic nie jest po coś.
    No bo gdyby było „po coś”, to ludzie by dojrzewali odnajdując te „cosie” dla siebie. Tymczasem gołym okiem widać, że uparciuchy nie skłaniają się ku refleksji, a ich „cosie” co najwyżej chcą zmącić mój miły spokój.
    Mój miły spokój wynika z tego, że słucham kanału z ćwierkającymi ptakami. W końcu udało mi się włączyć coś sensownego.

  106. Miłe wieści, Alku (z wyjątkiem tej o zębie). Pod wieczór spytam Adminki, czy przesyłka doszła (teraz wszyscy zajęci w ogrodzie).
    Ukłony dla Ż.

  107. Pozwolę sobie w takim razie nabrać otuchy. Wczoraj o czwartej rano (no, dzisiaj) skończyłem terminową robotę nad ważnym tekstem, dzisiaj wymówiłem się z poprowadzenia w telewizji lekcji biologii dla liceów (poinformowałem, że wskutek prowadzenia życia pełnego przygód mam wybity ząb z przodu, więc mogą mnie UWENTUALNIE wziąć do radia), jutro wezmę się do kolejnego tekstu, nawet udało mi się wysłać w końcu rysunek Ulubionej Autorce. Słońce świeci, żółw pierwszy raz w tym roku wyszedł do ogrodu. Zatem Alleluja.

  108. Mieć nadzieję to widzieć roślinę w ziarnie mówił papież Franciszek,
    chyba tak jest że pragnienie już się spełnia kiedy pragniemy…
    Otuchy i nadziei dla Pani Małgorzaty i całego Ludu Księgi w tym błogosławionym tygodniu.

  109. Odkąd poznałam Starostę, słucham się go( jej ) we wszystkim. Ta jest, Starosto kochany, już nabieram!

  110. Wiolu, Zuziu, zgadzam się z Wami. Ten trudny czas ma i to nam uświadomić: jak wielka jest waga i znaczenie rzeczy, z których czerpiąc na co dzień, może nie mamy czasu zastanowić się nad tym, jakie szczęście mamy, mając do nich dostęp.
    I pewnie też po to, by nam, zabieganym ludziom XXI wieku, przypomnieć, jak wielki jest dar Zmartwychwstania. Że Życie jest większe niż Krzyż.
    Paradoksalnie – wszystko jest po coś.

  111. Też mam takie wrażenie, że ten czas jest po to, żebyśmy zaczęli głębiej przeżywać sprawy wiary i nie tylko… Przecież wszystko jest po coś.

  112. Czuję przepełniającą mnie od rana radość! Czasem myślę, że to najbardziej wiosenny dzień roku.
    Dziękuję za życzenia i odwzajemniam. Może w tej ciszy, z innej perspektywy święta będą jeszcze głębsze?
    Lecę nazrywać kwiatów do palemki. I dzień dobry!

  113. Przepiękna palemka. Jak to dobrze mieć swój ogródek, zwłaszcza teraz!

    Może taka tęsknota za wielkanocną liturgią sprawi, że za rok z jeszcze silniejszą wiarą i wdzięcznością w niej będziemy uczestniczyć? Wszystko jest po coś, tylko czasem trudno to przyjąć.
    Błogosławionej niedzieli! Pogody ducha, mimo wszystko.

  114. Dzień dobry, bukiet i wiersz przepiękny od razu uśmiech pojawia się na twarzy dziękuję! Najsmutniejsze jest to, że Wielkanoc spędzę bez sióstr w obecnej sytuacji

  115. Dzień dobry, jaką piękna, wiosenna palma… Mieszkam w mieście, więc w tym roku nawet nie mam okazji obserwować budzącej się wiosny. Ale nie tracę otuchy, bo przyjaciele przysyłają zdjęcia świadczące o tym, że wiosną przychodzi… Więc i ten czas kiedyś się skończy. Dobrej niedzieli

Dodaj komentarz