Dzień Niezapominajki

niezap

(fot. KC ann)

 

Był wczoraj, a myśmy o nim zapomnieli!

Ale to nic, jeszcze zdążymy uczcić ten śliczny kwiatek, prawdziwe maleńkie arcydzieło.  Na szczęście mam w zapasie wiele Waszych zdjęć (Nini, pamiętam!) i na każdą właściwie okazję znaleźć mogę odpowiednią ilustrację.

 

E92805m

(fot. DC Rysiek)

 

I zawsze mam w zapasie stosowne wiersze. Całe regały stosownych wierszy!

 

Leopold Staff

DESZCZ WIOSENNY

 

W tle nieba, gdzie jest więcej srebra niż błękitu,

Puch pierwszych liści dymem zielonym się pieni

I jedynie nalotem lekkim malachitu

Odróżnia czas przedwiośnia od szarej jesieni.

 

Zaspany i niemrawy, nudny dzień powszedni

Cierpliwy jak dorożkarz na miejskim postoju,

Ma w sobie uroczystą nutę przepowiedni

Czegoś, co się jak święto rodzi w niepokoju.

 

Wiatr niesie chmury, zwiastun ulewy wysłańczy,

Co drzewa w tłum chorągwi rozwinie bogaty:

Deszcz majowy srebrnymi stopami już tańczy

Na ziemi od rzęsistych kropel piegowatej.

 

 

 

krople

(fot. KC Gio)

 

Czytajmy tomiki poetyckie! Są pełne znaczących niespodzianek. Oto, jaki wiersz wpadł mi w tej chwili w ręce – przypadkowo, a więc na pewno nie bez powodu:

 

Leopold Staff

RZECZYWISTOŚĆ

 

Niewiara w miłość ma się wstydzi:

Oczy mi skrywa róż dwulistkiem.

Bowiem to, czego się nie widzi,

Istnieje przecie przede wszystkiem.

 

Szczęście przemija, jak dym ginie,

nikną ułudy mgliste kraje,

rzeczywistością jest jedynie

To, co po wszystkim pozostaje.

Alchemilla mollis

IMG_8524A

(fot:Adminka, przed chwilą)

 

Tak właśnie to wygląda.

„Roślina ta jest szczególnie ceniona za wygląd liści przy mokrej pogodzie, gdy kropelki wody układają się w koraliki wodne i pięknie błyszczą. Wynika to z niezwykłych właściwości odbijania wody przez liście Alchemilli. Powierzchnia styku między wodą a liśćmi jest tak odchylona, że cienka warstwa powietrza przenika miedzy nimi, tworząc perełki, uważane przez alchemików za najczystszą formę wody. Alchemicy używali takiej właśnie wody w swoich doświadczeniach zamiany metali w złoto. Stąd też nazwa Alchemilla” – przekazała nam KC Justysia.

Wyobraźnia alchemików (ciekawi to musieli być ludzie, swoją drogą – zarówno interesujący sami w sobie, jak i ciekawi świata) z pewnością była poruszona tymi perełkami.

Maleńkie soczewki, a w każdej z nich – odbicie światła.

Świat jest przepełniony cudami!

A ponieważ jest ich tak niezmierzona ilość, wydają nam się zjawiskami całkiem codziennymi i zwyczajnymi. Tymczasem, jak pisze Mistrz Eckhart z Hochheim w swoich „Pouczeniach duchowych” (wyd. W drodze, Poznań 2001):

„Im coś szlachetniejsze, tym powszechniejsze.

Zmysły mam wspólne ze zwierzętami, życie – z drzewami. Istnienie jest mi czymś jeszcze bardziej wewnętrznym, a mam je razem z wszystkimi stworzeniami. Niebo obejmuje więcej rzeczy niż to, co jest pod nim, dlatego jest szlachetniejsze. Im szlachetniejsze są rzeczy, tym większy mają zasięg, tym są powszechniejsze. Miłość jest szlachetna, ponieważ ogarnia wszystko.”

(przełożył Wiesław Szymona OP)

 

 

Kazimierz Wierzyński

ZAKWITASZ, ŚWIECIE

 

Zakwitasz, świecie, bukietem piękności,

Który cię wkoło,  jak wieniec, obrasta

I girlandami,  jak równik, się wije

Przez puste stepy i przez ludne miasta.

 

Lecz ostatecznym cyplem twej korony,

Ponad biegunem najwyższego szczytu,

Wystrzela w górę,  jak serce, czerwony

Kwiat naszych tęsknot wieczności: zachwytu.

(z tomu Wiosna i wino, Warszawa, 1919)

 

A w naszym ogrodzie jest teraz tak:

 

IMG_8545A

(fot. : Adminka)

Na koniec, specjalnie dla tych  Czytelniczek, które, jak ja, posadziły przed paru laty słynną jabłoń literacką Ananas Berżenicki – taki obrazek.

 

IMG_8541A

(fot: Adminka)

U mnie w tym roku nareszcie zakwitła! Jestem uszczęśliwiona.

Vivat maj!

Vivat ten Świat!

 

Vivat maj, 3 maj…

stokrotka

…czyli rozetka ze stokrotki.

CHWALCIE ŁĄKI UMAJONE!

 

 

Karol Antoniewicz (1807-1852):

 

Chwalcie łąki umajone,
Góry, doliny zielone.
Chwalcie, cieniste gaiki,
Źródła i kręte strumyki!

Co igra z morza falami,
W powietrzu buja skrzydłami,
Chwalcie z nami Panią Świata,
Jej dłoń nasza wieniec splata.

Ona, dzieł Boskich korona,
Nad Anioły wywyższona;
Choć jest Panią nieba, ziemi,
Nie gardzi dary naszemi.

Wdzięcznym strumyki mruczeniem,
Ptaszęta słodkim kwileniem,
I co czuje, i co żyje,
Niech z nami sławi Maryję!

 

 

 

 

Kwietniowy dzień bez troski

coś

 

 

KC Ozdobniczka – jedna z naszych żeglarek! przysłała zestaw wiosennych zdjęć z własnego ogródka, a wśród nich – portret tajemniczego kwiatka, który w pierwszej chwili wydał mi się owłosionym tulipanem!

Ale tulipan miałby inne liście.

Po namyśle stawiam na sasankę. To ona bywa okryta puchem, a listeczki ma takie właśnie – koronkowe, sam zaś kwiat wyłania się z zielonej krezy.

Tylko kolor się nie zgadza.

 

Kazimierz Wierzyński (1894-1969)

SASANKI

 

Sasanki lila, sasanki lila,

Kwietniowy dzień bez troski,

Do twarzy łasi się, przymila,

Całuje wiatr trzpiotowski.

 

Liliowo wszędzie, liliowo wszędzie,

Do oczu słońce prószy,

Ach, co to jest? Ach, co to będzie?

Prima aprilis duszy.

 

 

wiosna w Gościeradzu Wyczółkowski

(Wiosna w Gościeradzu – mal. Leon Wyczółkowski, 1852-1936)

 

Kazimierz Wierzyński

WŚRÓD DRZEW BIELONYCH

 

Wśród drzew bielonych, pani biała,

Chodzisz tak lekko zwiewnym krokiem,

Jakbyś się w cudzie słońca stała

Powiewem wiatru i obłokiem.

 

Sad się ożywia twoim ruchem,

Kołysze, chwieje i rozwiewa,

Gęsto obrosłe kwietnym puchem,

Zda się, wraz z tobą chodzą drzewa.

 

Wonne, kwitnące korowody

W zachwycie serca i w przeźroczu.

O, sadzie czarów i urody,

Umiłowanie moich oczu!

 

ptak_zoska

(urocza karteczka wielkanocna  KC Zośki)

 

A tu kwiecień się kończy. Śmiało wkraczajmy w maj!

Będzie pracowity.

Informuję Was, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, że ustaliłam już z moją wydawczynią wstępny termin wydania „Ciotki Zgryzotki”: jesień tego roku. Wytargowałam też trochę dodatkowego czasu na pisanie – a jest mi potrzebny, bo  wszystko to, co już o Zgryzotce napisałam, właśnie wczoraj wieczorem  wywróciłam do góry nogami. Dokonałam chirurgicznego, odważnego cięcia: wyrzuciłam Japończyków! A to wiele, wiele, bardzo wiele  zmienia!!!

Bez Japończyków jest zdecydowanie lżej. Stwarzali – o, dziwo! – bałagan!

Uściski, idę pisać. Może zdążę na termin.

Wasza

MM

 

 

Przylądek Dobrej Nadziei

DSC_0927

Dokąd on się tak spieszy?

Sfotografowała go  nasza miła KC Justysia z Kanady, która jeszcze przed Wielkanocą podróżowała z córką Asią po Afryce Południowej.  Ale ktoś jeszcze im towarzyszył! Ha!

 

Kochana Pani Małgosiu! – pisze  KC Justysia.- Pragnę się podzielić zdjęciami z naszej (mojej, Asi i Bebe) podróży do Afryki.

Bebe była z nami na Górze Stołowej w Kapsztadzie i na Przylądku Dobrej Nadziei, gdzie strasznie wiał wiatr i omal mi nie odleciała.

Zdjęcie z pingwinkiem to cykl –  siedzimy sobie i czytamy „Brulion” na małej plaży osłoniętej kamieniami, znajdującej się w pobliżu rezerwatu pingwinów. A tu jeden pingwinek sobie przypłynął i przeszedł obok.

 

DSC_0914

 

Justysiu, ależ on wygląda na Zdecydowanego i Zapalonego Czytelnika!

Jaki śmieszny i miły!
Włożyłam też  – pisze Justysia, zamiłowana i znająca się na rzeczy ogrodniczka  zdjęcia ciekawych roślin, które pierwszy raz widziałam w naturalnym środowisku, Proteę, różowe słomianki
rosnące wysoko w górach i Aloe polyphylla – narodowy kwiat Lesotho – z liśćmi ułożonymi w idealny Ciąg Fibonacciego. Kwiat żeński ma liście ułożone zgodnie ze wskazówkami zegara, a męski przeciwnie.

 

DSC_2061

 

Justysiu, dziękuję! Jestem bardzo uradowana, że Bebe poleciała z wami tak daleko , i że tyle przygód miała po drodze!

Ciąg Fibonacciego uwidoczniony w kształtach przeróżnych roślin (nawet w układzie pestek słonecznika!) nie przestaje mnie zdumiewać. A to, że zależy jeszcze od płci roślin, jest wprost niesłychane!

Świat jest przepełniony  cudami, z których małą zaledwie część dostrzegamy, a jeszcze mniej chyba – rozumiemy.

Po prostu się zachwycajmy!

 

 

Radosnych Świąt!

christ

(witraż Paolo Uccello, ok. 1445, Duomo – Santa Maria del Fiore – we Florencji).

 

 

Edmund Spenser

(ok. 1552-1559)

 

SONET  68

 

Najświętszy Władco życia, oto dziś jest data

      Dnia, gdyś przemógł noc śmierci, grzechu i zniszczenia,

I, piekłu nas ukradłszy, sam się w ręce kata

      Wydałeś dla wolności ludzkiego plemienia:

      Daj, Panie, w dniu radosnym radosne wznieść pienia,

Spraw, abyśmy my, których dług Twej śmierci zgniata,

      Twoją krwią mając z grzechu obmyte sumienia,

Znali, co to szczęśliwość wieczna i skrzydlata;

Niech miłość Twoja – za nas zbyt droga zapłata –

      W sercach nam taką samą miłość rozpłomienia

Do Ciebie i do reszty człowieczego świata,

      Któryś odkupił w krwawej monecie cierpienia:

Niech nas z Tobą – Miłością – nasza miłość zbliża;

Miłość to lekcja, którą głosiłeś nam z krzyża.

 

(przełożył Stanisław Barańczak)

 

 

magnolia Alka

(fot. DC Alek, 2017)

 

Niedziela Palmowa

bukiet_2_m

 

 

… Jedni przysługę taką wyświadczyli,
Że naprzeciwko Panu wychodzili,
Kędy miał jechać, rzucali na ziemię,
Swoje odzienie.

Drudzy przysługi takie wyświadczali,
Różdżki zielone z drzew obłamywali,
Ścielą na ziemię, niechaj piękna będzie,
Ozdoba wszędzie.

 

(Rok Boży w liturgii i tradycjach Kościoła świętego – Katowice 1931r)

 

Fotografował Adminek.

Zielone różdżki, listki, kwiatki i trawki oraz gałązki wyhodowałam osobiście (i zerwałam) w mym ogródku!

W mojej palmie są:

fiołki

barwinki

tawuła wiosenna

kwiaty czereśni (w pączkach)

forsycja

cebulice

bergenia

bukszpan

liść hiacynta –

i mocno pachnące białe kwiateczki z krzewu o nieznanej mi nazwie.

 

Niechaj piękna będzie ozdoba wszędzie!

 

To nie Prima Aprilis….

…pewna żaba naprawdę była słaba…

 

żaba

 

…i wyglądało na to, że jeszcze się nie obudziła z zimowego snu.  Znaleziona wczoraj na leśnym spacerze, tuliła się wręcz do rąk, by wreszcie z lekka się ocknąć  i wyraźnie oczekiwać pocałunku dziewczęcych usteczek, w pozie i z miną cynicznego sybaryty:

 

żaba 2

 

Ponieważ Adminiątko do całowania się nie kwapiło, poprzestając  na kaskadach uszczęśliwionego śmiechu, zaklęty książę ostatecznie zrezygnował z powrotu do ludzkiej postaci.

Jednak mimo woli stał się żywym dowodem na to, że wiosna naprawdę już nastała!

 

(Fotografował Adminek).

Od Piętaszka

KC Piętaszek napisała:

Przypomniał mi się ogród… wcale nie angielski, tylko wręcz francuski stworzony od podstaw przez parę tamtejszych architektów w samym centrum Francji.  Ponad dwadzieścia lat temu urzekło ich opactwo Notre-Dame d’Orsan położone w centralnej Francji. Zapragnęli oni odrodzić tam to, co zostało z jego liczącego prawie 900 lat ogrodu. Właściciele, przystępując do prac analizowali plany opactwa Saint-Gall w Szwajcarii pochodzącego z tej samej epoki co Orsan, słynne „Godzinki” księcia Jeana de Berry zawierające kalendarz z miniaturami ilustrującymi kolejne miesiące i odpowiadające im prace ogrodnicze, a także spisy roślin. Szperając w historycznej dokumentacji, odkryli, że ogród w Orsan był słynny w średniowiecznej Europie. Z tego powodu postanowili nie tyle go zrekonstruować, co odtworzyć jego nastrój. (…)To miejsce jest przepiękne i przenosi w czasie, a dla jego twórców jest sensem życia oraz manifestem artystycznym.

 

Piętaszku, bardzo Ci dziękuję za ten trop!

Poszukałam zdjęć z tego opactwa i wybrałam coś dla moich KC i DC – a jest z czego wybierać!

Oto jeden z przykładów – tak wygląda na przedwiośniu miejsce altankowe, uwite z wikliny, a może jakichś innych giętkich gałązek, z wykorzystaniem istniejących zarośli:

 

orsan

 

A tak się zmienia w parę tygodni później:

 

fenetre-charme

(zdjęcie ze strony Villa Ursinus)

 

orsan2

(Zdjęcie pochodzi z blogu: stiligahem.se)

 

Chciałoby się mieć takie miejsce do czytania, prawda?

Kto wie, może się uda jeszcze w tym roku uwić podobne gniazdko!

A skoro o gniazdkach mowa: w opactwie  jest ich bardzo wiele. Także dla ptaków, na przykład takie, bardzo pomysłowe:

 

nichoirs

 

Albo takie:

 

aqua

(oba zdjęcia ze strony Aquarelle, jardin)

 

No!!!

Chyba trzeba natychmiast brać się do roboty! Ostatni to moment!

Cześć! Dzięki, Piętaszku!

Znikam w ogrodzie.

MM

Było na medal!

medal1

 

medal2

 

Bardzo ładny zresztą i w dodatku dwustronny!

Kiedy się całe życie poświęciło książce jako zjawisku, bardzo miło jest dostać od szacownego gremium medal w formie ulubionego… – już chciałam napisać: przedmiotu, ale książka to nie jest właściwie przedmiot, nie jest to też bynajmniej towar. Najbliżej trafia słowo: istota.

A więc dostałam medal w formie ulubionej istoty!

O, tu go dostaję (wręcza pani Olcha Sikorska, prezes poznańskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek) i się cieszę. Jestem wręcz, można powiedzieć, poruszona (jak zwykle na zdjęciach).

 

me

Po  prawej stoi prezes PTWK, pan Rafał Skąpski, a po lewej widzicie laureata drugiego takiego medalu, p. Andrzeja Wituskiego, który w latach 1982-1990 był prezydentem Poznania, a potem zasłynął jako prezes Towarzystwa Muzycznego im. Henryka Wieniawskiego i dyrektor Międzynarodowych Konkursów Skrzypcowych im.Wieniawskiego. Było mi bardzo miło powiedzieć mu potem, jak mnie (i moje czytelniczki) zachwyciła ostatnia edycja tego konkursu (KC Sowo!).

W drugim rzędzie przed estradą siedzieli KC Gio, KS Sondelani i DC Zgred oraz Adminka, która zrobiła to zdjęcie. Gdzieś za nimi znajdowała się w tłumie nasza KC Jadzia, która przyjechała specjalnie z Krakowa, ale objawiła się dopiero po dłuższym czasie, stojąc w  kolejce do stoiska „Akapitu”. Wiedzcie o tym, że Jadzia jest naprawdę urocza. Ma piękny, słoneczny uśmiech. Wszyscy w jej rodzinie są matematykami, a ona studiuje rachunkowość!

Spotkanie przy stoisku trwało prawie do trzeciej! Podpisałam wielkie stosy książek – pewna miła mamusia przyniosła absolutnie wszystkie, jakie napisałam, i poprosiła o autograf na każdej z nich. Jej synek Michałek miał tego naprawdę dosyć – przedtem stał godzinami w kolejce, a jak już dotarł do jej końca, to znów musiał czekać. Patrzył na mnie z dużym zniecierpliwieniem, wręcz – spode łba. Udobruchał się dopiero, kiedy został poproszony o otwieranie każdej okładki, tak żeby było szybciej.

Dużo było ślicznych dzieci, w najróżniejszym wieku, część z nich – z bibliotekarkami albo z PaniamiPolonistkami. Nawet jeden niemowlak przyjechał i spał sobie twardo w wózku, mimo potężnego hałasu z targowych głośników.

Był niezwykle sympatyczny dziadek z siwą brodą i pięknymi wnukami. Były babcie, mamusie, siostry i bracia, mężowie i żony, razem lub z osobna, byli zakochani i zakochane, byli pojedynczy chłopcy i mnóstwo przemiłych dziewcząt!

I przyszedł pan Bohdan Butenko i powspominaliśmy sobie dawne czasy! Kiedy byłam w liceum, pan Butenko, wówczas grafik w tygodniku „Świat”, prowadził na jego łamach kącik „Ku pamięci”, gdzie zamieszczał autentyczne wpisy z pamiętników dziewczęcych, ozdabiane własnymi dowcipnymi ilustracjami. Kącik ten był pełen wdzięku, bardzo popularny. Czytano go w naszym domu ze smakiem. Ponieważ z wolna zaczęły się panu Bohdanowi kończyć zasoby tekstów, poprosił czytelników o nadsyłanie nowych. Odpowiedziałam na ten apel z rozmachem: po dokonaniu researchu wśród koleżanek z klasy, przesłałam panu Butence sporą porcję soczystych wpisów, za co zostałam nagrodzona książką „Dong, co ma świecący nos” z dedykacją wypisaną białą plakatówką przez autora ilustracji, czyli pana BB.

Przypomniałam mu to i usłyszałam:

– Mam do dziś ten list! A czy pani pamięta, że po zestawie z pani klasy był jeszcze  dopisek: „A te następne wierszyki zebrał dla Pana mój brat Staś”?

I tu pan Butenko się zaśmiał bardzo miło, bo nie pamiętałam tego.

No, słowem, moi drodzy, było świetnie i gwarno, spotkałam mnóstwo sympatycznych istot ludzkich i teraz znowu mogę zasiąść do pisania, w pamięci mając wszystkie te życzliwe twarze!

A to niewątpliwie dodaje człowiekowi sił.

Dziękuję!

Wszystkich ściskam serdecznie –

Wasza

MM

 

A tu – już w sobotę od rana – zamieszczam zdjęcie owej Butenkowskiej dedykacji (data: imieniny!):

 

lear2

 

A dla ciekawych – niepoważna broszka, której  na uroczystym zdjęciu nie widać zza tulipanów:

 

ptak