Adwent

IMG_20221127_113927

fot. MM

 

 

KONSTANTY ILDEFONS GAŁCZYŃSKI

(fragment)

 

…Wszyscyśmy blisko otchłani

i każdemu z woli Boga
powinąć się może noga,

lecz wiedz: diabeł spęta w lesie,
Jezus na światłość wyniesie.

A światłość już niedaleko:
w Grudniu się narodzi Dziecko,

co jednym wzniesieniem dłoni
świat ku światłości nakłoni.

Spójrzcie, jak pierzchają cienie!
Płynie Boże Narodzenie!

W purpurze, w złocie, w lazurze
Anioł dmie w trąbę na chmurze;

radość, radość niedaleko,
radość, co pychę uśmierca…

„Jezu cichy i pokornego serca,
uczyń serca nasze według serca Twego”

1938

Śnieg pada!

IMG_20221120_110537

fot. MM

 

Jan Brzechwa

ZIMA

Nie­bo błę­kit­nia­ło, nie­bo owdo­wia­ło,
Owdo­wia­ły błę­kit bia­łym śnie­giem spadł,
Co się na­gle sta­ło, że tak bia­ło, bia­ło,
Pod no­ga­mi mymi za­sze­le­ścił świat?

Wło­żę li­sią cza­pę, przy­pnę lisi ogon,
Zmy­lę wszyst­kie śla­dy, zmio­tę śnież­ny kurz,
Pój­dę so­bie dro­gą, pój­dę bez ni­ko­go
I do cie­bie ni­g­dy nie po­wró­cę już.

 

 

IMG_20221120_110650

fot. MM

 

Józef Ignacy Kraszewski

ZIMA

(fragment)

Zima. — Na nie­bie sza­ra roz­po­star­ta sza­ta…
Ci­cho — spo­koj­nie śnie­żek w po­wie­trzu ula­ta
I wszyst­ko bia­łym swo­im ca­łu­nem odzie­wa;
Stro­ją się ze­schłe tra­wy, ob­umar­łe drze­wa…
Na tle ciem­nem się bia­ło ma­lu­je świat wszy­stek,
Naj­mniej­sze tra­wy ździe­bło, naj­drob­niej­szy li­stek —
Mistrz nad mi­strze na­tu­rę za­mar­łą w je­sie­ni —
We mgnie­niu oka w nowy, żywy świat za­mie­ni,
Żywy, bo ca­łun to jest, co tuli w swem ło­nie,
Wszyst­ko, co z wio­sną ja­sną zie­le­nią za­pło­nie!

 

 

IMG_20221120_111142

fot. MM

 

 

 

Odrobina jesiennej refleksji

IMG_20200829_150312

fot. MM

 

 

Ogden Nash

TY, JA  I  P. B. SHELLEY

 

Czymże jest życie? Życie jest stawianiem stopy na niższym schodku, którego nie ma,  albo siadaniem na krzesło,

Które się gdzieś wyniesło.

Życie polega na tym, że nikt nas nie uprzedził, iż parkiet w sali bankietowej bywa świeżo   woskowany czasem,

Że ciągniemy do siebie drzwi z napisem PCHAĆ, a pchamy uchwyt z napisem CIĄGNĄĆ, jeśli zaś drzwi są na fotokomórkę, zauważamy kartkę z napisem AWARIA FOTOKOMÓRKI PROSIMY SKORZYSTAĆ  Z DRZWI OTWIERANYCH RĘCZNIE dopiero w momencie, gdy ogłusza nas huk i brzęk szkła rozbitego naszym własnym en face’em.

Życie jest porankiem, kiedy stawiamy diagnozę, że rzekomy ból gardła jest w istocie nieprzygotowaniem do klasówki z algebry, i wysyłamy zapłakane dziecko do szkoły, po czym w godzinę  później wraca ono pokryte najzupełniej autentycznymi plamami koloru szkarłatnego,

Recitalem, na którym niedysponowanego Vladimira Horovitza zastępuje miejscowy puzonista i w dodatku wykonuje z całą sumiennością zapowiedziany program złożony z wszystkich sonat Scarlattiego.

Chodzi, jak przypuszczam, o to w tym całym zimnym cieląt wychowie,

Że bez zawodów i upokorzeń ludzkości by się przewróciło w głowie.

Ktoś, mówiąc dawno temu o poecie Shelleyu, opisał go jako pięknego, bezradnego anioła, świetlistymi skrzydłami tłukącego nadaremnie o niewidzialne pręty pustki,

Co jest opisem tak poruszającym, że czuję potrzebę użycia kleenexu lub chustki,

Ale ma zarazem  i pewien sens głębszy, a mianowicie ten, że, tacy czy owacy, stanowimy pewnie jedną wielką, ogólnoludzką brać

I że Shelley przy całym swoim anielstwie też pętał się po ziemi, jak każdy z nas usiłując pchać drzwi z napisem CIĄGNĄĆ oraz ciągnąć drzwi z napisem PCHAĆ.

 

(Przełożył Stanisław Barańczak)

 

Ilustracja do cyklu Jeżycjada®

rys. MM

 

Ogden Nash

YOU AND ME AND P. B. SHELLEY

What is life? Life is stepping down a step or sitting in a chair
And it isn’t there.
Life is not having been told that the man has just waxed the floor.
Life is pulling doors marked PUSH and pushing doors marked PULL and not noticing notices which  say PLEASE USE OTHER DOOR.
It is when you diagnose a sore throat as an unprepared geography lesson and send your child weeping to school only to be returned an hour later covered with spots that are indubitable genuine.
Life is a concert with a trombone soloist filling in for Yehudi Menuhin.
But, were it not for frustration and humiliation
I suppose the human race would get ideas above its station.
Somebody once described Shelley as a beautiful and ineffective angel beating his luminous wings against the void in vain
Which is certainly describing with might and main.
But probably means that we are all brothers under our pelts
And that Shelley went around pulling doors marked PUSH and pushing doors marked PULL just like everybody else.

xx

Wszystkich Świętych

IMG_20201104_135425

fot. MM

 

 

Ks. Jan Twardowski

Z PLISZKĄ SIWĄ

 

Śmierć miłości potrzebna

jak sól ją utrwala

ukochani umarli są z nami już blisko

w śnie na palcach podchodzą

czytamy ich listy

dopiero po rozstaniu pamięta się wszystko

jak pachniał orzech suszona lawenda

jak wujek kochał ciotkę w pamiętniku

bawił dowcip o kuchni z widokiem na cmentarz

spotkanie we dwoje nad wodą zieloną

 w milczeniu to jest wtedy gdy wstydzi się słowo
.

z pliszką siwą co podgląda na wysokich nóżkach

nad Narwią zwą ją starą panną młodą

Boga się nie udowadnia

Boga się poznaje

po tym że serce pęka i świat nie ustaje

choćby wieś na której można pokochać króliki

życie miłość umniejsza znieważa odbiera

śmierć ocala na zawsze i teraz

 

1994

 

 

IMG_20201128_231042

 

.

Puk, puk! – Kto tam?

20220710_184817

Kołatka z Santiago de Compostela – fot. Jakub

 

 

Piękna mosiężna dłoń, trzymająca jabłuszko (co za wdzięczny a przewrotny pomysł na kołatkę, prawda?), a pod spodem – bezpieczne okienko do wyzierania i sprawdzania, kto to tak głośno puka do drzwi. Czy nie zbój jaki?

Spokojnie, to tylko ja – z obiecaną Kamilowi wiadomością!

Wygadałam się z nią już wcześniej, mianowicie 30 sierpnia, w powakacyjnym wpisie, ale musiałam ją zaraz wycofać, ponieważ miała to być do ostatniej chwili niespodzianka; poproszono mnie, bym jeszcze zaczekała z tej wiadomości ogłaszaniem.

I oto – już mogę!

A więc, Kamilu i kochana żono jego, tak się złożyło, że akurat kiedy wpisaliście do Księgi Gości swoje życzenie – żebym wreszcie się zgodziła  na wydanie Jeżycjady w formie e-booków – ja właśnie otrzymałam zaproszenie w tej sprawie od sympatycznej, energicznej, młodej a już słynnej ekipy LEGIMI. Dotąd odmawiałam takim zaproszeniom, to jednakże było wyjątkowo miłe, a towarzyszyło mu (oprócz dwojga uroczych dzieci) najbardziej ponętne zapewnienie: o pełnej kontroli nad nagraniami i o uniemożliwianiu piratom internetowym ich niecnego procederu.

Zaproszenie obejmuje wszystkie tomy Jeżycjady, z „Małomównym” włącznie; zostaną one wydane na trzy sposoby: w formie e-booków, audiobooków i synchrobooków.

Audiobooki (a tym samym i synchrobooki, które stanowią udany mariaż audiobooka z e-bookiem) mają zawierać wszystkie tomy Jeżycjady, w moim własnym wykonaniu. O, rety, rety, co za wyzwanie i co za przygoda! Czy też podołam? Uprzejmie urządzono mi w domu wygodne a profesjonalne studio dźwiękowe i oto nagraliśmy już w całości „Szóstą klepkę”, a do nagrania końcówki „Kłamczuchy” brakuje doprawdy niewiele. Muszę dodać, że doskonale się bawię! – co nie zawsze jest korzystne: czasem prycham nagłym śmiechem, głos mi od tego śmieszkowania długo drży i musimy powtarzać cały fragment tekstu od nowa.

Cieszę się bardzo z tego, że sama mogę dla Was przeczytać moje książki. Któż inny wiedziałby, na przykład, w jakim rytmie Mamerciątka wyśpiewywały swą ponurą pieśń „Jedna myszka drugiej myszce deptała po kiszce”? Albo –  jakim tonem Tomcio Kowalik mówił: „Dorota ma jelito”? Ja to wiem. Miałam kiedyś takich typków w domu.

A więc – uwaga, uwaga!

 

Premiera Jeżycjady w LEGIMI już dzisiaj! – pierwsze sześć e-booków oraz gotowy już audiobook „Szóstej klepki”!

 

Do końca roku LEGIMI planuje wydać wszystkie tomy Jeżycjady w formie e-booków, a także cztery audiobooki – „o dostępności kolejnych będziemy informować na bieżąco” – zapewniają.

I dorzucają jeszcze, wraz z pozdrowieniami dla wszystkich gości tej strony, link prowadzący do specjalnego materiału filmowego poświęconego Jeżycjadzie: TUTAJ.

 

 

A tu – przesłane przez LEGIMI linki:

Szósta klepka

Kłamczucha

Kwiat kalafiora

Ida sierpniowa

Opium w rosole 

Brulion Bebe B.

 

A TUTAJ całość zebrana w jednym miejscu.

 

Ciąg dalszy nastąpi, czyli – jak mawiali dawni Polacy – „reszta potem”!

Co rzekłszy, wracam przed mikrofon. Dziś: „Dorota ma jelito. To jelito Inki”. I tak dalej, poprzez wizytę św. Mikołaja, potem groźnego Gwiazdora – aż do finału. Następny w kolejności  czeka już „Kwiat kalafiora”! Mnóstwo, mnóstwo roboty przede mną, ale sami wiecie: lubię ją, więc tylko się cieszę.

Ściskam Was serdecznie!

Wasza

ochoczo zapracowana –

MM

 

PS to na tej właśnie uliczce z podcieniami znalazł nasz Jakub w Santiago ową śliczną kołatkę, o której tak pisze:

Z pewnością to piękne dzieło, daje dużo do myślenia, i ma wiele znaczeń szczególnie w Hiszpanii i nie tylko. Forma kołatki w kształcie dłoni nawiązuje do Hamsy. Symbol ten nazywany jest także ręką Miriam, ręką Marii lub ręką Fatimy. Każda religia nadała mu inną nazwę. W Islamie Hamsa nazywana jest ręką Fatimy aby upamiętnić córkę Muhammada Fatimę. Chrześcijanie nazywają ten znak ręką Marii, zaś Żydzi nazwali ten symbol ręką Miriam na pamiątkę biblijnej Miriam, siostry Aarona.”

Dziękuję, Jakubie!

 

20220710_184913

 

Piękno jest stale z nami

2

Fot: AM

 

Właśnie dostałam (od Wiernego Czytelnika) ten oto widok na wczorajszy zachód słońca nad Bałtykiem, więc czym prędzej, zanim zdjęcie straci aktualność, spieszę nim się podzielić z Wami, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy.

Miałam zamiar zrobić drugi wrześniowy wpis o CZYMŚ INNYM, ale ponieważ docierają do mnie wieści, że rzecz się nieco przeciąga (na październik, Joanno S…), zajmijmy się dzisiaj, jak na stoików przystało, tematem oderwanym, a mianowicie Pięknem.

Z majestatem i absolutnie niewzruszonym spokojem przepełnia ono ten świat, samo siebie tworząc i wciąż odnawiając, i wcale nie zważając na to, ile szpetoty, a nawet grozy i potworności potrafimy – my, ludzki gatunek – na ów świat sprowadzić. Ta  przewaga, ta stałość i siła, ta wszechobecność potężnego Piękna jest zdumiewająca, a zarazem dziwnie krzepiąca. Buduje bowiem wrażenie (więcej: przekonanie!), że Piękno jest przejawem wiecznej Tajemniczej Energii, która sama bazuje na nieskazitelnej harmonii, niepojętym uroku,  na idealnych proporcjach wszystkiego, na doskonałości i mocy. I  sama w sobie, a także sama dla siebie – jest Miarą.

Dawniej (dużo dawniej…), gdy ludzie mieli o wiele więcej czasu (i ochoty…) na kontemplowanie świata i podziwianie jego urody, owo poczucie Miary, a tym samym umiejętność tworzenia Piękna – na swój, ludzki, a więc mniej doskonały sposób – były chyba (w przeciwieństwie do naszych czasów) udziałem każdego, nie tylko artysty. Żeby to stwierdzić, wystarczy przyjrzeć się dawnym przedmiotom użytkowym – narzędziom, meblom, budynkom, ubiorom – tak bez namysłu i od ręki tworzonym dla potrzeb codzienności, i tak niezawodnie funkcjonalnym, wyważonym, tak doskonale estetycznym, ot, choćby jak ten mały zacheuszek, którego zdjęcie nadesłał z Santiago de Compostela nasz zachwycony DC Jakub:

 

br jakub zacheuszek

Fot: Jakub

Zacheuszek, jak zapewne wiecie, to ozdobny znak, będący dowodem poświęcenia kościoła. Takie znaki umieszczane są w miejscach, które biskup namaści podczas konsekracji świątyni; domyślam się więc, że prześliczny zacheuszek z Santiago de Compostela (ukazujący w czterech polach koła – w które wkomponowany jest krzyż – słońce i księżyc oraz alfę i omegę) wymyślony został najpewniej nie przez projektanta tej wspaniałej katedry, tylko przez prostego wykonawcę, kamieniarza. Tak mi się przynajmniej zdaje, kiedy porównuję naiwną prostotę zacheuszka z tym potężnym, wyszukanym, arcydziełem architektury:

 

br Jakub katedra

fot: Jakub

Zupełnie możliwe, że się mylę! – ale taka  jest siła wyobraźni, że kiedy tylko dostanie sygnał do pracy, już nie można jej powstrzymać. Moja wyprodukowała właśnie żywy portret tego kamieniarza; to prosty wieśniak hiszpański, o czarnych oczach, ogorzałych policzkach i dużych, spracowanych rękach, w które wiecznie wżerał się kamienny pył, więc też sprawiały wrażenie brudnych i niezdarnych – ale potrafiły, jakże pieczołowicie, wykuć najmisterniejsze wzory. Przez całe lata i on, i jego ojciec, a nawet dziadek (obaj też trudniący się tym rzemiosłem) pracowali przy kolejnych etapach budowy Katedry. Kiedy wreszcie została ukończona i poświęcona (w roku 1211), zapewne długo po śmierci projektanta, ojciec też  już dawno nie żył, a syn zbliżał się do sześćdziesiątki. Praktyka obcowania z Pięknem uczyniła z niego mistrza, więc też jemu powierzono wykonanie zacheuszków. Wiadomym było, że zrobi to doskonale. I zrobił – po swojemu, ale tak jak trzeba. (In the elder days of Art,/Builders wrought with greatest care /Each minute and unseen part; /For the Gods see everywhere. – Longfellow)

A kiedy nasz kamieniarz wracał po pracy do domu, siadał w ogrodzie i odpoczywał, słuchając ptaków (może to były synogarlice?). I – z właściwym sobie poczuciem Miary oraz Piękna i Funkcjonalności – wymyślił i zbudował dla nich specjalny dom – gościniec (DC Jakub nazywa to hotelem!) – ot, taki jak te dwa:

 

br Jakub ptasi hotel

fot: Jakub

I od tej pory aż do dziś jego użyteczny projekt  jest powielany w całej wiosce, a nawet w jej okolicach!

Mogło tak być? A pewnie!

 

Czy świat był w tamtych czasach wolny od wojen, od zła, przemocy, kłamstwa i zbrodni?

Ależ nie. Nigdy nie był!

Ale przetrwał – także dzięki Pięknu i jego pracownikom.

Krzepiące! – Prawda?

 

Dziękuję obu Drogim Czytelnikom za zdjęcia – i za pożywkę dla wyobraźni!

MM

 

 

Wyłaniam się po wakacjach!

IMG_20220807_111648

fot:MM

Oto świeżo zebrany bukiecik  onętków (i hortensji) z mojego ogrodu – specjalnie dla Was, Kochane Czytelniczki-Uczennice i Drodzy Czytelnicy-Uczniowie!  Ot, tak, z okazji bliskiego już początku roku szkolnego – żeby Wam dodać otuchy, a zarazem okazać Wam moją sympatię i uszanowanie. Wiem, że rozpościera się w tej chwili przed Wami  perspektywa całych dziesięciu miesięcy naprawdę ciężkiej pracy i mogę Wam tylko życzyć, żeby Wam w niej nie przeszkadzano, żebyście w tym czasie nie doznali zbyt wielu przykrości, i żeby oszczędzono Wam nieuzasadnionych a rozległych przerw w nauce, a także: nauczania zdalnego, strajków nauczycielskich (odbijających się na Was, na Waszej wiedzy i na Waszej przyszłości),  oraz  innych  niegodziwości w tym rodzaju.

A ten bukiecik przeznaczam  dla PT Dobrych Nauczycieli – z wdzięcznością za to, że  pamiętają zawsze, iż dobro uczniów jest w tym zawodzie najważniejsze:

 

IMG_20220829_153045

fot:MM

 

Bardzo mi miło, że podczas mojej tu nieobecności życie w Księdze Gości toczyło się nadal – teraz z przyjemnością przeczytałam wszystkie wpisy, także prywatne (Zgredzie! Mario Anno!), a na najświeższy z nich, zamieszczony przez Kamila, odpowiem najpierw, bo dotyczy sprawy równie świeżej.

Otóż, sympatyczny Kamilu i kochana żono jego, coś się w istocie zmieniło w moim życiu;  powiedziałabym Wam od razu! – lecz nie mogę psuć niespodzianki, w którą jestem mocno zaangażowana.

Ale już we wrześniu dowiecie się wszystkiego! (Reszta jest milczeniem, jak rzekł sam Hamlet)

 

Są w wakacyjnej Księdze Gości głosy (GraCy, J., Anette, rta, Julia, Kasia, Anastazja – dziękuję Wam za miłe słowa i cieszę się nimi!), dopytujące się o „Chucherko”. Przykro mi, że nie mam dobrych wieści: inter arma silent Musae, mawiali  Rzymianie, i oczywiście mieli rację, podczas wojny Muzy milczą, a wojna jest przecież tuż obok nas. Trudno udawać, że się tego nie widzi, kłamać nie zamierzam, i niegodziwym mi się wydaje żartować – a z żartów przecież składa się w dużej mierze moja niepoważna twórczość –  w czasie tak złym. Wolę pomilczeć.

Co do łaciny: miły czytelnik Staś, który bardzo lubi czytać (witamy w gronie książkowych maniaków!), a także, jak rozumiem, sam próbuje pisać utwory literackie, pyta o obecność  łacińskich cytatów w Jeżycjadzie. Dość obszernie pisałam o tym w książce Na Jowisza!- uzupełniam Jeżycjadę, cz. 1 (str. 155), ale tu powtórzę, specjalnie dla Stasia, że łacina jest po prostu obecna w moim własnym życiu, i to od wczesnego dzieciństwa. Nic więc dziwnego, że opisując życie rodzinne, kojarzę je z używaniem łaciny na co dzień. Staś pyta też o ilustracje: skąd wziął mi się pomysł na charakterystyczne okienka, otwierające poszczególne rozdziały. Co za trudne pytanie! Nie mam pojęcia, jak na nie odpowiedzieć. Nie wiem bowiem, skąd właściwie się biorą moje pomysły. Z wyobraźni, to pewne, ale przecież jest coś jeszcze, w sferze decyzji, co stanowi o zrealizowaniu się pomysłu.  Skąd on się bierze? Oto zagadka.  Jedno jest pewne, Stasiu, pomysły są moje własne – i te plastyczne, i te pisarskie. Byłoby czymś niehonorowym i niegodnym podkradać pomysły innym twórcom – a wiem, że praktyka taka jest obecnie dość rozpowszechniona, niestety! (Co za wstyd!). Pytasz, jaki autor najbardziej mnie inspiruje w trakcie tworzenia. Ależ, ależ!!! Przecież tego właśnie – czyli wpływu innych autorów – wystrzegam się ze wszystkich sił! Jeżeli poważnie traktujemy swoją twórczość, Stasiu, musimy się starać o to, by była ona w pełni oryginalna, jedyna w swoim rodzaju, pozbawiona wpływów, czy – o zgrozo! – zapożyczeń. Trzeba bardzo uważać i stale się kontrolować. Jakże bolesną porażką byłoby przyznanie, że musimy ściągać od innych, bo samodzielnie tworzyć nie umiemy! W Twoim, Stasiu, przypadku, kiedy to dopiero stawiasz pierwsze kroki w rzemiośle pisarskim, kiedy uczysz się go od podstaw, kształcenie swoich umiejętności na przykładzie innych autorów jest jeszcze dozwolone, a nawet wskazane. Wiesz, na pierwszych latach studiów plastycznych kazano nam pracowicie kopiować obrazy lub rysunki wielkich mistrzów, lecz nie po to bynajmniej, byśmy ich naśladowali we własnej twórczości, tylko po to, byśmy poznali sam proces tworzenia, byśmy się nauczyli kunsztu i poczucia miary – na przykładzie innych, lepszych od nas twórców. W dalszych latach okazało się, że to była dobra metoda – prowadząca wszakże do celu ostatecznego, którym jest swoboda, wolność  i całkowita oryginalność w wyrażaniu siebie samego. Do tego celu dąż uparcie, miły Stasiu, a efekty Cię zadziwią!

Witam w Księdze nowych Gości, dziękując im za tyle serdeczności i dobrych myśli! Witam Patrycję, Martę, Małgorzatę, Joannę (której dziękuję za przysparzanie mi nowych Czytelników!), Ewelinę (wraz z mężem i córeczką – ho, ho!- Gabrysią), Damiana i Katarzynę (z którą, jak się okazuje, łączy mnie wiele wspólnych elementów!).

Aka! – i Tobie dziękuję, za Czytelniczkę w osobie Brataniczki!

 

IMG_20201009_131228

 

A z największą doprawdy radością i rewerencją witam słynną benedyktynkę, siostrę Małgorzatę Borkowską, znakomitą pisarkę, filozofkę, osobę uroczą i pełną wielkiej mądrości, a także obdarzoną wspaniałym poczuciem humoru! Wpis Siostry (na który już odpowiedziałam pocztą zwykłą!) bardzo mnie uszczęśliwił, bowiem, znając Osobę z opowieści i anegdot, ale przede wszystkim przez jej dzieło, stałam się przez lata  zarówno czytelniczką s. Borkowskiej, jak i jej słuchaczką, a tym samym – fanką. Przeczytać tak miłe słowa tak znakomitej Osoby – to mi dopiero radość!

Spieszę z linkiem! TUTAJ znajdziecie mądre i ciekawe wypowiedzi  siostry Małgorzaty, zwanej z nieznanych mi przyczyn Niedźwiedziem – niech Wam służą, tak jak mnie posłużyły! Dobrze jest się odnaleźć w takiej wspólnocie!

Jest jeszcze jedna osoba, którą chcę najserdeczniej pozdrowić – nasz stały Gość i czytelnik, Jakub. Tego lata przeszedł on pieszo 850 kilometrów, drogą świętego Jakuba wędrując do Santiago de Compostela. Pamiętał o nas wszystkich w czasie tej pielgrzymki! I przysłał kilka pięknych zdjęć z Drogi, które, za jego pozwoleniem, jeszcze tu kiedyś pokażę. Dziś – sklepienie katedry w Burgos, mijanej na szlaku. Architektoniczne cudo, pełne piękna i światła!  Cieszmy się nim razem!

Ściskam wszystkich serdecznie –

Wasza niezmiennie

MM

 

katedra z Burgos- br Jakub

fot: Jakub

 

 

 

Znikam w zieleni!

IMG_20220608_170208

fot. MM

 

 

Pięknego lata,

wspaniałych, jakże zasłużonych wakacji pełnych spokoju

życzę najserdeczniej Wam wszystkim! –

Wasza

– już w drodze –

MM

 

PS

Wiem, że ten wiersz już tu kiedyś zamieszczałam. Ale drugiego tak trafnego nie ma!

 

 

Robert Frost (1874-1963)

DROGA  NIE  WYBRANA

 

Dwie drogi w żółtym lesie szły w dwie różne strony:
Żałując, że się nie da jechać dwiema naraz
I być jednym podróżnym, stałem, zapatrzony
W głąb pierwszej z dróg, aż po jej zakręt oddalony,
Gdzie widok niknął w gęstych krzakach i konarach;

Potem ruszyłem drugą z nich, nie mniej ciekawą,
Może wartą wyboru z tej jednej przyczyny,
Że, rzadziej używana, zarastała trawą;
A jednak mogłem skręcić tak w lewo, jak w prawo:
Tu i tam takie same były koleiny,

Pełne liści, na których w tej porannej porze
Nie znaczyły się jeszcze śladów czarne smugi.
Och, wiedziałem: choć pierwszą na później odłożę,
Drogi nas w inne drogi prowadzą – i może
Nie zjawię się w tym samym miejscu po raz drugi.

Po wielu latach, z twarzą przez zmarszczki zoraną,
Opowiem to, z westchnieniem i mglistym morałem:
Zdarzyło mi się niegdyś ujrzeć w lesie rano
Dwie drogi: pojechałem tą mniej uczęszczaną –
Reszta wzięła się z tego, że to ją wybrałem.

 

(przełożył Stanisław Barańczak)

 

*

 

Robert Frost

THE ROAD NOT TAKEN

 

Two roads diverged in a yellow wood,

And sorry I could not travel both

And be one traveler, long I stood

And looked down one as far as I could

To where it bent in the undergrowth;

 *

Then took the other, as just as fair,

And having perhaps the better claim,

Because it was grassy and wanted wear;

Though as for that the passing there

Had worn them really about the same,

 *

And both that morning equally lay

In leaves no step had trodden black.

Oh, I kept the first for another day!

Yet knowing how way leads on to way,

I doubted if I should ever come back.

 *

I shall be telling this with a sigh

Somewhere ages and ages hence:

Two roads diverged in a wood, and I—

I took the one less traveled by,

And that has made all the difference.

 

 

 

Pozytywnie!

IMG_20220602_171647

Wszystkie zdjęcia: MM

 

Seweryn Goszczyński

PRZY SADZENIU RÓŻ
DO M. S.

.
Sadźmy, przyjacielu, róże!
Długo jeszcze, długo światu
Szumieć będą śnieżne burze:
Sadźmy je przyszłemu latu!

My, wygnańcy stron rodzinnych,
Może już nie ujrzym kwiatu –
A więc sadźmy je dla innych,
Szczęśliwszemu sadźmy światu!

Jakże los nasz piękny, wzniosły!
Gdzie idziemy – same głogi,
Gdzieśmy przeszli – róże wzrosły;
Więc nie schodźmy z naszej drogi!

Idźmy, szczepmy! Gdy to znuży,
Świat wiecznego wypocznienia
Da nam milszy kwiat od róży:
Łzy wdzięczności i wspomnienia.

1831

 

róze

 

Ten nieodmiennie wzruszający, głęboko symboliczny wiersz (napisany w roku Powstania Listopadowego) przypominam tu raz jeszcze, żeby nas wszystkich natchnąć myśleniem pozytywnym. Swoją drogą, w poznańskim liceum im. Dąbrówki wiersz ten musiałyśmy w swoim czasie wykuć na pamięć i wcale nam się to nie podobało. („O, nie! Jeszcze i to?! Po co?!”) Okazało się po latach, że po to właśnie, by przesłanie Seweryna Goszczyńskiego, zapadłszy w naszą młodą pamięć, ale i w podświadomość, pozostało z nami na zawsze. I żebyśmy miały potrzebę przekazywania go dalej.

Pod koniec jakże trudnego dla Was roku szkolnego myślę nie tylko o Was, ale i o Waszych  nauczycielach, a wspominam z wielką wdzięcznością swoich, jakże ofiarnych i jakże znakomitych!

„Łzy wdzięczności i wspomnienia” należą się także im.

Na koniec – moja niebotycznie pachnąca róża „Louise Odier”…

 

IMG_20220601_173501

 

 …a przy niej drugie włoskie wydanie „Języka Trolli”. Pierwsze bardzo się publiczności spodobało i wydawnictwo „Besa Muci” planuje wydanie całej „Jeżycjady”. Książkę pokazuję specjalnie dla Mamy Isi, która rozbawiła nas celnymi a ciętymi uwagami o adekwatności projektowanych obecnie okładek. Proszę spojrzeć!

 

la lingua

 

Łączę uściski – a dla Madzi Z. specjalne podziękowania za śliczny prezencik! –

Wasza

MM

 

Miłego Dnia Dziecka!

alicja_mala

 

Wszystkie ilustracje do „Cynowego rycerzyka” Emilii Kiereś: M. Musierowicz

 

 

Kochane Dzieci – malutkie, małe, większe i duże!

Myślę o Was zawsze, przez cały rok i niemal o każdej godzinie, bo jesteście treścią i sensem mojego życia. Ale w Wasze urzędowe święto spieszę ze specjalnymi życzeniami!

Życzę Wam wielu radości i całkowitego poczucia bezpieczeństwa, tak koniecznego dla rozwoju. Mądrych, dobrych rodziców. Odpowiedzialnych i świetnych nauczycieli. Dobrych szkół. Wielu przyjaciół. Ale przede wszystkim – pokoju!

 

osiedle_CR

 

Świat, na którym się pojawiłyście, jest taki bajecznie piękny i tak dobrze urządzony! Niechże wszystkim Wam użyczy swojego piękna i spokoju. Niech Was dzieło ludzkiej (a raczej: nieludzkiej) złości nie straszy, nie przeraża i nie nęka! – tak, tego Wam życzę najgoręcej.

Nie jestem politykiem ani działaczem, więc niewiele mogę zrobić w tej sprawie: mogę tylko o Was myśleć, mogę dla Was pisać, malować i rysować, żeby Was ucieszyć, pocieszyć i zabawić. Staram się jak mogę!

Oby to coś pomogło! – choć odrobinę.

Ściskam Was czule i serdecznie –

zawsze Wasza –

MM

 

jezioro_CR

 

PS 

Specjalne pozdrowienia dla Madzi Z.!

 

cynowy_rycerzyk_okl_front700