Wszystko to własne plony, a jakże! – orzechy włoskie, miechunka rozdęta (Physalis alkekengi L.) oraz świeżutki, pachnący jeszcze drukarnią, „Feblik”.
Miłe chwile! Idzie zima, i to podobno sroga, a u nas pełna spiżarnia. Są i powidła z własnych śliwek, i miód, i grzyby suszone, i dużo zamrożonej dyni na Zapiekankę Kopciuszka, i „Feblik” wreszcie.
Ach! To poczucie zadowolenia! To musi być jakiś atawizm, jak powiedziałaby Dorota Rumianek.
„Feblik” jest w sam raz na listopadową pogodę! Miłego czytania!
Co do spotkań promocyjnych: będzie jedno zaledwie, bo oficjalnie jestem starszą panią, a nieoficjalnie wcale nie jestem starszą panią, tylko całkiem rześką kobitką „na fleku” (jak to się mawia w Poznaniu i Wielkopolsce), ale „Ciotka Zgryzotka” czeka. (Albo się jeździ, albo się pisze!)
Spotkanie: 14 listopada, w sobotę, o godzinie 12.30 – Empik w Poznaniu, przy ul. Ratajczaka 44 (koło Placu Wolności).
Zapraszam serdecznie!
Miło będzie Was zobaczyć, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy!
Do zobaczenia!
MM
PS Ściskam serdecznie klasę 1c w wrocławskiego gimnazjum! Dla Waszej Pani Polonistki – miłe pozdrowienia!









Dziękuję, Elu! Dziękuję za te dobre i serdeczne słowa.Ogromnie mnie ucieszyły, podniosły na duchu i ogrzały. Więc i ja Tobie coś zawdzięczam! Cóż, to działa, prawda?
Jeszcze 50, powiadasz?….Oj, już chyba nie zdążę!
Dziękuję też Agnieszce, Wiktorii i Pewnej Osobie – z opóźnieniem, bo dopiero dziś dostrzegłam te wcześniejsze wpisy.
Przesyłam wszystkim wyrazy przyjaźni i wiele serdeczności. MM
Mila i bardzo kochana autorko .
Pierwsza Pani ksiazke przeczytałam w 1980 roku, majac 10 lat. Teraz mam 46 i nie potrafie zyc bez Pani książek. Mieszkam w Warszawie, jestem samotna osoba. Kocham Poznaniakow dzięki Pani książce. Zawsze wiedza dlaczego.Kiedy jest mi zle,i nie mam już sil. Pani książki mnie ogrzewają. Daja sile i cieplo. Zwlaszcza przed Swietami.To Pani mnie wychowala. Kazda dobre uczucie , serce i zyczliwosc. Zawdzieczam Pani. Uczy Pani milosci. Daje cieplo. Wychowuje. Stol przy którym siedza zyczliwi sobie ludzie, zawsze był moim marzeniem. Przy Febliku plakalam. Z rozczulenia, z radości. Okladki Pani książek wywoluja uśmiech na twarzy osob które zerkają na to co czytam Czy to w metrze , autobusie czy tramwaju. ESD działa. Zawsze. Porozumiewawczy uśmiech i zyczliwosc w oczach. Czekam na kolejne 50 Pani książek. Bez nich swiat jest szary .Kocham Pania cala dusza i sercem. Dziekuje za te wszystkie lata. Za wzruszenia i nauke czlowieczenstwa. Gdyby więcej ludzi na swiecie przeczytalo Jezycjade. Swiat stalby się lepszy. Nie można bezkarnie obcować z miloscia i sercem. Takie uczucia zostają w sercu. Dziekuje.
Pani Malgorzato! Mam 28 lat i od jakichs przeszlo lat 15 czytam Pani ksiazki. Dzieki Pani pokochalam czytanie!!! W szkole podstawowej, w jednym z podrecznikow z j.polskiego byl fragment Kwiatu kalafiora. Ten krotki wowczas fragment tak mnie zafascynowal, ze siegnelam najpierw po cala ksiazke, a pozniej po cala Jezycjade. Z ogromna niecierpliwoscia czekam na dalsze czesci!!! Pozdrawiam!!!
Uwielbiam czytać powieści stworzone przez Panią. Podziwiam to, co Pani robi dla nas – czytelników. :) Mam nadzieję, że będzie Pani tworzyć jeszcze przez wiele lat!
Dzień dobry!
Mam 15lat i bardzo uwielbiam Pani książki. W dzisiejszym świecie młodzież uważa, że czytanie jest nudne i przestarzałe, a to rzecz jasna nie prawda! Jestem żywym przykładem na to, że czytanie było i jest na czasie. Bardzo lubię spędzać czas na pochłanianiu Pani książek: każda postać jest inna, ale każda też wyjątkowa! Niesamowicie potrafi Pani opisać każdy najmniejszy szczegół. Na razie jestem w połowie wszystkich tomów, ale staram się w każdej wolnej chwili wziąć do ręki Pani powieści i utonąć w nich w wygodnym fotelu. Moim skrytym marzeniem jest zawarcie mojego imienia chociaż w jednej króciutkiej historii… Nawet nie wie Pani jak ogromną radość by mi to sprawiło!
Pozdrawiam! :)
Sama doznałam, więc wierzę.
Ale nawet, gdybym nie wierzyła… za pozwoleniem, piszę po prostu pogodne powieści dla młodzieży – ten gatunek ma swoje prawa, a nawet wymogi.:)
Happy end do nich należy.
Właśnie skończyłam ,,Feblika” i z jednej strony raduje się serce moje,że życie może faktycznie tak się wspaniale układać, a z drugiej aż się na płacz zbiera, że mnie do tej pory nic się tak cudownie nie ułożyło ( a tu 25 lat skończone, przynajmniej 15 z nich totalnie rozczytane w ,,Jeżycjadzie”). Czy Pani naprawdę wierzy w takie dobre przeznaczenie i dobrą, prawdziwą miłość?
To ja Tobie dziękuję za miłe słowa i za sympatię, Bartku!
Bardzo mądrze to napisałeś: współczesność nie musi koniecznie być charakteryzowana „znajomościami z facebooka i markami telefonów”. To są rzeczy powierzchowne, ulotne, już za dwa lata będą przestarzałe i niemodne. Bohaterowie współcześni to tacy, którzy myślą ogarniają swój czas, a czynem – zmieniają go.
Cieszę się z takich czytelników, jak Ty!
Pozdrawiam serdecznie!- MM
Szanowna Pani Malgorzato!
Bardzo lubie Pani ksiazki czytam je od kilku lat i z niecierpliwoscia czekam na kolejne. Wlasnie przeczytalem Feblika i jak zawsze mialem dylemat przeczytac jednym tchem czy kilka stron kazdego dnia zeby moc sie dluzej cieszyc. Chcialem jeszcze Pani powiedziec ze dla mnie ksiazki i bohaterowie sa wspolczesni pod zadnym pozorem nie brakujemi opisow znajomosci z facebooka czy marek telefonow. Upajam sie opisami przyrody i miast(eczek) ,ma Pani niesamowity talent pisania, lekkie pioro. Pochalniam i kazdy wyraz. Owszem czytelnicy dorostsja tak jsk bohaterowie ale mysle tez ze pozyskuje Pani nowych ze wezgledu na swoj niesamowity styl i wiernosc w pisaniu. Pozdrawiam goraco i dziekuje za ksiazki:*bartek
Po prostu trzeba posiekać składniki i wymieszać wszystko razem.
Dzięki za miłe słówko, Marcelino!
Feblik wspaniały!! Chciałam zapytać czy żeby zrobić ,,sałatkę z puńczyka” trzeba tylko wymieszać składniki które są podane w książce, czy trzeba jeszcze coś z nią zrobić przed zjedzeniem?
A pewnie, Gosiu, przyszłość przed nami!
Pozdrawiam serdecznie Ciebie i córki.
Czytałam, że drugie spotkanie będzie 5 grudnia. Książki przygotowane do podpisu i żal, że go nie będzie.
A przecież było zaplanowane! Nie mieszkam już w Poznaniu, ale na skraju Puszczy Nadnoteckiej i jest to dla nas wyprawa z przesiadkami (czasem jeżdzimy też pociągiem do Grodu Przemysława). Co ja powiem moim córkom, obie są pełnoletnie, będzie trudno. Musimy czekać prawie cały rok. Sama nie wiem, czy bardziej będę
czekać na nową książkę , czy na spotkanie z ulubioną autorką. Serdecznie pozdrawiam z mojej wioski i jeszcze
mam nadzieję, że będzie drugi termin.
Wreszcie! Wreszcie udało mi się przeczytać mniej więcej wszystkie wpisy umieszczone pod „Darami jesieni”, a trwało to jakiś czas ze względu na obowiązki.
I jakże było miło przeglądać Wasze wypowiedzi, nie raz i nie dwa się uśmiechnęłam!
Fajnie Wam, że spotkaliście się w tym przemiłym gronie z Panią M.M., to na pewno musiało być wielkie (i radosne) przeżycie.
Cieszę się, że dzielicie się tutaj wrażeniami „feblikowymi”. Bo mnie skręca, żeby już mieć tę część i ją przeczytać, zwłaszcza po takich komentarzach, ale coś sobie obiecałam i dopiero nagrodzę siebie tą wyjątkową książką, gdy spełnię swoją obietnicę. Postanowiłam być konsekwentna. Choć to niełatwe.
Pozdrawiam bardzo bardzo serdecznie i cieplutko w te coraz chłodniejsze dni! : )
PS: Piszecie tak szybko i dużo, że znów będę nadganiała zaległości, a tymczasem nowe wiadomości będą się pojawiać. Ech..
Wybacz, Iwono, ale będę pisała tylko tak, jak mi się podoba. To ja się, w końcu, najlepiej znam na tym, jak pisać moje książki. Są namacalne dowody.
Pozdrawiam.
W następnej książce proszę o więcej akcji i humoru, takich jakie były w książkach „Kłamczucha” i „Szósta klepka”, strasznie mi tego w Pani teraźniejszych książkach brakuje. Są inne, bo, rzecz oczywista, czas leci i zmieniamy się, ale jeżeli Pani może wrócić do tego co pisała na początku Jeżycjady, to bardzo proszę…
Mamo Isi, pozytywem jest powrót Alka. Dobrze się czyta.
Ale to z mojego punktu widzenia. Pollyanna by to rozgryzła inaczej.
Mój sposób na ciętą ripostę w formularzu jest skopiowanie sobie wpisu przed wysłaniem.
Ze względu na skrupulatność zaznaczam jednak , że nieczęsto wpisuję cięte riposty. Ale za to wiem, że nawet jak Starosta mówi, że nie wpisałam, to wpisałam słówko prywatnie, choć w trójkątnym nawiasie. :) tyle dobrego.
Ach, i wiem, że to kłopot, ale może Adminka podesłałaby mi adres Magdaleny (może być komunikator fb, tak będzie szybciutko).
Jeśli jest zgoda , to Magda.leno podaj swój adres e-mail w wiadomości prywatnej (bez nawiasów trójkątnych).
Jeśli zgody nie ma, to to jest wiadomość prywatna.
Marto, dziękuję za wiadomość prywatną. (Jak widać, działa to bardzo prosto).
Dziękuję też za duży kawał biografii! Nie, nie należę do tych, co mają za złe ludziom ich własne, osobiste sprawy. I nigdy się w nie nie wtrącam.
Nasi bliźni przecież mają własny rozum, własne rozeznanie, własny charakter. Jestem za zaufaniem.
Jeśli natomiast chodzi o moje książki – zawsze pamiętam, że są to lektury gimnazjalistów. Dla autora to duża odpowiedzialność.
Toteż owe – jak je nazywasz- „koncerty życzeń” (oj, dużo ich, dużo!) traktuję cum grano salis. Bądź co bądź – moje książki, moja odpowiedzialność. I to duża! A nawet jakby – coraz większa.
Dzięki za miłe słowa i pozdrawiam serdecznie!
Wszystkiego najlepszego, kochana Różyczko.
Specjalnie dla Ciebie, na dobranoc, haendlowskie arcydzieło:
G.F. Haendel – „Birthday Ode to Queen Anne (Eternal Source of Light Divine)”.
Elin Manahan Thomas.
Miła Pani Małgorzato, Miłe Księgowe,
niecierpliwie czekałam na Wasze wpisy, żeby choć w ten sposób uszczknąć/poczuć nieco z atmosfery dzisiejszego spotkania! Wpisy – są, a w nich dużo pozytywnej energii, co sprawia, że zarazem żałuję, że mnie tam nie było i cieszę się, że było tak fantastycznie.
Pozdrawiam serdecznie
Dobrze, Sowo Przemądra. Zgadzam się. Macham Ci łapką i turlam się do łóżka!
Uwaga, uwaga! Za pół godziny wybije dzień drugich urodzin naszej księgowej Różyczki!
Niech żyje nam!
Co rzekłszy, znikam.
Nie zamierzałam porównywać arcydzieł z miernymi (do)kompozycjami. Rozważałam tylko temat samei idei ingerowania w istniejące dzieło, niezależnie od jakości tej ingerencji.
Zgadzam się, że arcydzieło nie potrzebuje żadnych poprawek, nawet tak drobnych jak zmiana tonacji czy instrumentu. Natomiast, czasami, ingerencja w pierwotne dzieło potrafi dodać utworowi jakąś nową wartość, nadać mu zaskakujące oblicze. Dlatego zasadniczo nie jestem przeciwna tzw. dialogowaniu ze sztuką, nie rozdzielam też komu wolno to robić (geniuszowi), a komu nie (beztalenciu), bo historia i tak zweryfikuje, co miało sens, a co nie. W pobudki także nie wnikam, bo wielu geniuszom przecież zdarzało się tworzyć z nie całkiem szlachetnych pobudek, nie tylko wg imperatywu „sztuka dla sztuki”. Jakoś tak jest, że mamy tendencję do wybaczania geniuszom wszystkiego, nawet ich pokrętnych życiorysów, a twórcom kiepskim już nie. Ponadto, nasz nabożny stosunek do arcydzieł zwykle wzrasta wraz z ilością pokrywającej je patyny lat. Traktujemy te dzieła jako zamknięte, integralne, podczas gdy np. w baroku nie zawsze takie były – ciągle coś tam przerabiano, dokomponowywano, stosownie do potrzeb chwili, możliwości solistów, zachcianek mecenasów. Muzycy improwizowali ozdobniki, kadencje, harmonię, robiąc to głównie dla popisu i chwały (i pieniędzy). A jakąż to zbrodnię popełnił na „Mesjaszu” filmowy kompozytor? Dopisał króciutką, poprawną harmonicznie, akademicką wokalizę, w celu wyeksponowania kilku wysokich dźwięków. Oczywiście dla popisu. Dodał nową wartość dziełu? Nie. Zapadł mi w pamięć? W ogóle. Szokuje i oburza? Też nie. A wkrótce i tak zginie w niebycie razem z całym tym kiepskim filmem. Że napisane to dla sukcesu i pienędzy? Oo, a iluż to geniuszy wzgardziło chwałą i zarobkiem?
W procesie twórczym oburzają mnie głównie trzy sytuacje: tworzenie, by kogoś obrazić; po to, by nazwać brzydotę pięknem lub w celu promowania antywartości. Resztę dopuszczam. A słuchać/oglądać/zachwycać się nie muszę.
Jeśli chodzi o drugi wątek (pedagogiczny), w pełni się zgadzam.
Dobry wieczór!
Kochana Pani Małgorzato, Kochane Księgowe – mogę tylko powiedzieć : żałuję, że mnie tam nie było.
(ale wspominam sobie spotkanie w Łodzi i trochę mi lepiej)
Cieszę się Waszym radosnym dniem i uśmiecham do monitora – pozdrawiam Wszystkich najgoręcej.
Ciesze sie, ze spotkanie takie udane (choc bylo to oczywiste), duzo o Was dzis myslalam! (Wielka szkoda, ze nie moglam przyjechac, za daleko…).
Gio przyslala mi kilka zdjec, ile milych twarzy! Broszka sliczna, Pani Malgosiu. (A usmiech jaki cieply…).
Dobrej nocy!
Dziękuję Starosto najmilszy za ten piękny dzień! Za to ciepło, za uśmiech i za radość w sercu, która ciągle jeszcze trwa.
Tak miło było mi poznać i uściskać wszystkie Księgowe. Dziewczyny, jesteście wspaniałe! Młodziutka młodzież księgowa wraz z rodzicami również wspaniała. Uśmiecham się na samo ich wspomnienie.
Serdecznie dziękuję Tacie Jaśka za szybkie podwiezienie nas z Isią i Mamą Isi na dworzec. Zdążyłyśmy!
Adam dziękuje za pozdrowienia i razem cieszymy się miłą dedykacją w „Febliku”.
Sondelańciu, lekcje obiecane, teraz trzeba czasu, czasu i cierpliwości :-)
Ach, podoba mi się ten jeżycki taksówkarz, już go lubię.
Tak, do wpół do piątej. Już dawno wróciłam , ale dopiero teraz zdołałam ochłonąć. Za to udało mi się nie zgubić, ale to pewnie tylko dzięki Moni, z którą tramwajem dojechałam na odpowiedni przystanek, skąd łatwo było trafić. ;-) Dobry był to dzień i bardzo jestem za niego wdzięczna. Warto było jechać z odległych zakątków Polski. Dziękuję Pani.
Dobry wieczór, jak miło czytać tak energetyczne sprawozdania (tłamsząc jednak lekkie ukłucia zazdrości;))! „Czasokres” podpisywania książek przez DUA imponujący, a ESD pomiędzy obecnymi w Poznaniu Księgowymi a DUA wzruszające! Niech żyje literatura!
P.S. Ale, ale, u nas jutro drugie urodzinki pewnej damy:). Tort już czeka, a składniki na zapiekankę (z) Kopciuszka (dzięki Sowo P.!) pachną zachęcająco.
Kochana DUA- bardzo, bardzo, bardzo dziękuję za spotkanie!
Było przemiło, przesympatycznie, w powietrzu aż skrzyło od dobrej energii wszystkich dobrych ludzi. No i jak świetnie poznać niektórych Księgowych na żywo! Podobnie jak Sondelani- z nadmiaru wrażeń chyba dziś nie zasnę!
PS Sondelani, dzięki! Te włosy to pewnie kwestia genów- cała moja najbliższa rodzinka takie ma. :) Ale ja zawsze marzyłam o pięknych prostych blond włosach do pasa. :)
Ale Wam wszystkim dobrze! A widzieliście latającą sowę nad Empikiem? To byłam ja. :)
Widzę, że temat arcydzieł budzi emocje, to ja jeszcze za chwilkę się wypowiem.
Było CUDOWNIE!
Dziękuję!!!
Bardzo dziękuję. Wspaniale było móc Panią spotkać i zamienić parę słów. Naprawdę bardzo się cieszę! :)
Dobrej nocy :)
Pani Emilka pytała o mnie?! Dziękuję! Proszę ją serdecznie pozdrowić!
Panią też pozdrawiam i wszystkich, wspaniałych księgowych!
Dziękuję DUA. Jest kochany. I właśnie powiedział, że najbardziej się cieszył widząc moją radość, gdy obok pani usiadłam. Wspaniałe było panią spotkać.
Alez to na dziekuje, zagadywalm Beatuszke( niczym taksowkarz), a ona mnie zaskoczyla tym podaniem sluchawki i nawet nie mialam czasu sie stresowac. Dziekuje, za te kilka slow, tez chodze usmiechnieta caly dzien. Myslalam, ze Beatuszka bedzie juz w drodze do domu.
Musze pedzic. Sciskam wszystkich.
Smutna Warszawianko, chyba się nigdzie już nie wybieram, przynajmniej tym razem.Zmęczyłam się nawet tym dzisiejszym wyjazdem do Poznania. (Ze wsi, gdzie mieszkam).
Ale co tam, jeszcze będzie okazja! Pozdrawiam serdecznie!
Zuziu, właściwie to nie wiem, chyba do wpół do piątej! Może inni Księgowi to wiedzą!
Ty też jesteś urocza i miła! Emilka pytała o Ciebie i tak właśnie jej odpowiedziałam.
Patrycjo kochana, i Tobie dziękuję za piękny list. Bardzo mnie wzruszył. Cieszę się, że mogłam poznać Twoją Mamę – razem stanowicie taki miły duet.
Magpie, Twój mąż ma uśmiech dobrego i porządnego człowieka. Cieszę się Waszym szczęściem!
Och,Patrycjo,to takie wspaniałe,ponieważ ja wyczułam bratnią duszę w Tobie!:D
Pani wybaczy ciekawość,ale do której godziny podpisywała Pani książki?
Szkoda,że pociąg był tak wcześnie,bo z wieeelką chęcią zostałabym dłużej z innymi księgowymi.
Mama ogromnie dziękuje. Była i jest uradowana ,że nazwała ją Pani uroczą i miłą!:))
Jeszcze raz dziękuję i dobranoc!:)
Ja także dziękuję! Byłam tak podekscytowana i onieśmielona! I było tak cudnie! Na obiedzie czułam się jak na rodzinnym spotkaniu. Kochane księgowe, jesteście wspaniałe! Hm, hm. Ja za to wyczuwam bratnią duszę w Zuzi. :)
Dobrze, że pani już wróciła szczęśliwie do domu! Mąż jest panią zachwycony (ja w zachwycie trwam od dawna). Cieszę się, że ciastka smakowały. Specjalnie dla pani piekłam – z miłością. Jedyne czego żałuję, to tego, że nie poznałam wszystkich Księgowych. Ale niestety musieliśmy zwinąć żagle. :-(
Kapucynko, przeczytałam właśnie ilustrowany list od Ciebie i bardzo się nim ucieszyłam. Tak, sikorko przekorko, jesteśmy bratnie dusze, ja też tak myślę. Chętnie bym Ci to napisała w liście, ale nie podałaś adresu zwrotnego!
Chesterko, Kapucynko, pierniki wzbudziły okrzyki zachwytu w rodzinie. Jutro je tu pokażę!
Ateno, Twój głos w telefonie Beatuszki ucieszył mnie i wzruszył. Byłaś z nami, choć jedną nogą w Chicago! Przepraszam, że nie mogłam pogadać, wieeelka kolejka czekała, ani trochę się nie skarżąc! Ale podpisywałam dalej, wciąż z niewygasłym uśmiechem w Twoją stronę!
Magpie, dziękuję za smakołyki!
Jak miło było zobaczyć Zuzię 12 i jej uroczą, uśmiechniętą Mamę!
Kapucynko, a taksówkarz trafił mi się niesłychanie soczysty. Mój ulubiony typ jeżycki. Całą drogę pogodnie gadał i wiem już o nim wszystko. Ma blisko 80 lat, a wczoraj zmierzył sobie temperaturę, bo „coś go tak brało”. „I patrz pani, zgadnij pani ile miałem. Trzydzieści sześć i siedem!”. „Ciastek, kwiatuszków pani naładowali, dużo ludzi, co to za jedni byli?” .
O tę wstążkę to się omal nie potknęłam przed domem, bo wlokła się za mną po ciemku!
Jak to miło, że wylądowaliście w końcu u Dominikanów!
Dziękuję za wszystko!
To ja dziękuję!
Jak wspaniale było wszystkich Was zobaczyć – oraz jeszcze paręset innych miłych i serdecznych osób!
Jestem do głębi wzruszona i przejęta – taka FALA ciepła starczy na cała długą zimę, ogrzałaby parę domów! Co mówię, cały wieżowiec!
Wszystkich mocno ściskam i dziękuję za te przyjazdy – z Kielc, z Lublina, z Białegostoku(!), z Wrocławia i Zakopanego (Jaśku!). Miłe dzieci, mili rodzice, kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy!
Czy jest jakiś cień szansy, że Pani Musierowicz odwiedzi niebawem Warszawę?
DUA i Kochane Ksiegowe,
Dziekuje z calego serca za piekne spotkanie!
Czuje sie tak naladowana pozytywna energia, ze chyba dzis nie zasne:).
Kochany Starosto, dzieki za rozmowe i slowa otuchy – uscisk DUA bezcenny, a jak podnoszacy na duchu.
Dziewczyny, jak cudnie bylo sie spotkac ze znajomymi i poznac nieznajome.
1 Gio, jezeli teraz nie dotrzymasz slowa, to przestane Cie kochac! ;). Czekam!
2 Beatuszko, jestes dokladnie taka, jak Twoj glos przez telefon – ciepla i kojaca. Czekam na kolejne spotkanie i obiecane lekcje:)
3 Mamo Isi, zupelnie inaczej sobie Ciebie wyobrazalam, ale niespodzianka byla bardzo przyjemna – od razu sie czuje pokrewna dusze:).
4 Isiu i Magdo Z., slodkie, kochane dziewczyny, jak dobrze, wreszcie, widziec Was w realu!
5 Moniczku, Rumienczyku Przemily, zaraz jutro szukam w okolicy stadniny! A potem czekam na odwiedziny!:)
6 Biedronko Wspak, alez Ci zazdroszcze tej burzy wlosow! Jestes tak fajna, jak Twoje wpisy w KG:)
7 Patrycjo F., Zuziu, nastepnym razem musze z Wami wiecej porozmawiac, zeby poznac lepiej mlodziutkie, a jakze obiecujace Ksiegowe.
Po odebraniu ogromnego ladunku pozytywnej energii na dzisiejszym spotkaniu, mam nadzieje, ze DUA tez zostala przez nas „podladowana”; i ze milosc i dobre mysli plynace od tlumu w Empiku zrekompensuja Jej poswiecony nam czas i zmeczenie, ktore z pewnoscia odczuwala po godzinach spedzonych w goracym i dusznym pomieszczeniu.
Jeszcze raz dziekuje wszystkim i zycze kolorowych snow :)
Dobry wieczór!
Ja nie wiem co mam napisać!
Jestem taka szczęśliwa,oszołomiona i wniebowzięta,to wszystko było takie niesamowite!
W końcu spotkałam Panią Małgorzatę i księgowych. Mam zdjęcia. Niektórych wyobrażałam sobie kompletnie inaczej! Jaki to był wspaniały dzień.
Dedykacja od Pani,Pani Małgosiu jest taka piękna,że lepszej sobie nie mogłam wyobrazić. I to co mi Pani mówiła również było wspaniałe. Jest Pani taką przemiłą i przesympatyczną osobą,tak samo księgowi. Jakie to było miłe,gdy jedna osoba (przepraszam,ale już nawet nie wiem kto to był) zawołała : Zuzia jest!
Nie potrafię napisać jak bardzo było cudownie. Opłacało się stać tyle czasu i jechać do Poznania, aby spotkać tak miłe osoby. Ze wszystkiego się cieszę najbardziej!! Chyba od razu poproszę , aby tata mi wydrukował zdjęcia z księgowymi i Panią Małgorzatą. Mam nawet oddzielne z Patrycją!!:)))
Tak bym chciała opisać choć trochę atmosferę,która tam panowała,wydarzenia i wiele,wiele innych rzeczy,ale nie potrafię!
Za mną stały trzy dziewczyny,więc doskonale słyszałam co mówiły. W pewnym momencie jedna mówi do drugiej,że widziała,iż wiele osób ma poprzyklejane karteczki z imionami i się zastanawiały po co to .:)
Dziękuję wszystkim,wszystkim!!!:))))
PS Widzi Pani,zrobiłam spację po kropce.:)
Aaa!!! Pani Małgosiu!!! Nie wiem co powiedzieć!!! Pani jest jak Dobra Wróżka!!! A nawet lepsza!!! Spotkanie było fantastyczne!!! A kiedy taksówkarz uwoził Pania w dal z powiewajaca wstażka, która wystawała z bagażnika (uśmialiśmy się serdecznie na ten widok), postanowiliśmy pójść razem na mszę do Dominikanów. I poszliśmy cała grupa Księgowych ;))))). Tak miło i jeżycko się czułam. Dziękuję za wszystko :DDDD!!!
Dobry wieczór Pani Małgorzato!
Dobry – bo właśnie dowiedziałam się o kolejnej Perełce – następnej części ! (chciałam trzy wykrzykniki postawić ale Łusia Pałys przestrzegała :))
Pani Małgorzato całe świadome życie z Panią przeżyłam. Znam na pamięć każdą część cyklu, mój jedenastoletni syn uwielbia jak czytam kolejne części jeszcze raz i jeszcze raz i słucha z uśmiechem fragmenty, które dla niego wybieram.
chciałabym podziękować osobiście za wszystko co Pni dla mnie zrobiła ale to bardzo prywatne wynurzenia – jeśli mogłabym wysłać maila tak bardziej prywatnie było by cudnie.
Pozdrawiam jesiennie
Kaśka T
Pani Małgorzato
Dziękujemy za spotkanie i krzepiące słowa jako dedykacje. Zuzanna (ta, która mdleje, jak główna bohaterka Feblika) w poniedziałek zamierza w szkole pochwalić się zdjęciem i wpisem do książki. Czekaliśmy na spotkanie z Panią, jak z kimś znajomym, ale dawno nie widzianym. Mamy nadzieję, że spotkanie z czytelniczkami zbytnio nie wyczerpało Pani, bo sądząc po kolejce zapewne szybko się nie skończyło. Pozdrowienia znad Brdy.
Pani Małgosiu, dziękuję.
Gdy dowiedziałam się że Pani Małgorzata pisze już 21 część ,,Jeżycjady” byłam w euforii.
Właśnie dziś kupiłam ,,Feblik”. I.. Nadchodzi 22 część ,,Jeżycjady”! ,,Ciotka Zgryzotka”
Czekam na nowe posty Pani Musierowicz.
Zniknęłam na chwilę, nie wchodziłam, bo tu ciągle jakieś „spojlery” Feblika się pojawiały – i tyle teraz tutaj do nadrobienia! A ja tym razem chciałam czytać powoli, po kawałku, ciesząc się każdą stroną i tym, że mam jeszcze tyle do końca!
I tak już się kilku rzeczy domyślam, ale nic, pssst, dzisiaj/jutro do tego dojdę! ;)
DUA, właśnie o to chodzi, przewodnik po Jeżycach – propozycję trasy notuję, wrysowuję na plan Poznania i powoli kupuję bilety na grudzień! oby się udało!
co do „Pana od muzyki” (Les choristes), tak troszkę spóźniona, chciałam dodać, że jest przepiękny! Zawsze mam nadzieję, że muzyką i dobrym sercem faktycznie da się tak wszystko naprawić.
My już od 1,5 godziny w domu! Cudowne spotkanie. Dziękuję pani Małgosiu! I tylu miłych i dobrych ludzi – bardzo podnosi na duchu.
Bardzo, bardzo miło mi było Was poznać, dziewczyny! Przepraszam, że tak umknęliśmy, ale zależało nam na wcześniejszym powrocie. I z tych emocji i gorąca zaczynała mnie dopadać migrena – poratowałam się środkami medycznymi i już lepiej.
Gio – prześlę jutro te parę zdjęć, które zrobił mąż.
Pozdrawiam!
Przed chwilką skończyłam czytać „Feblik” i jak zawszę po Jeżycjadzie czuję, że wszystko się może zdarzyć ;) Książka była niesamowita pochłonęłam ją w dosłownie 2,5h, choć troszkę zabrakło mi jakiegoś większego rozwinięcia o losach Józka i Doroty (nie przepadam za Ignacym Grzegorzem Strybą). Mam nadzieję, że znajdzie się ono w „Ciotce-Zgryzotce”. Bardzo dziękuję, w imieniu swoim, mojej kuzynki, mamy, cioci oraz mojej polonistki za kolejne kontynuacje opowieści o życiu rodziny Borejków i nie tylko. Zosia
Czy mozna bedzie przeczytac male sprawozdanie ze spotkania? Tak potrzebuje pozytywnych, serdecznych wiadomosci!
Paisiello – niesamowity
Ojoj, mam tremę…
Biorę rower i jadę.
Do zobaczenia Wszystkim! :-)
Dzięki, Magda.leno, w istocie właśnie przypinam broszkę. Wyruszamy z naszego lasu o 11.15, żeby na pewno dotrzeć na czas przez te poznańskie korki.
Właśnie czytałam złe wiadomości z Paryża. Cień padł na ten dzień słoneczny.
Dobrze będzie zobaczyć Wasze miłe twarze. Atena ma rację.
Sowo, no uprzedzałam, film przewidywalny. Nie wiedziałam – bo nie umiałam ocenić – że Hoffmann taki słaby pianista (bo że dyrygent- to zauważyłam). Ale czy zauważasz różnicę zasadniczą pomiędzy scenariuszem „Les choristes”, a tym? Musiałam o tym myśleć nocą. W tym pierwszym trwały pedagogiczne , a i głęboko ludzkie, zmagania o duszę dziecka. W tym drugim usiłowano zrobić z dziecka doskonały instrument sukcesu, pomijając przyczyny złych zachowań.
Mam inne zdanie co do dobudówki do „Mesjasza”. To jednak jest coś innego niż wielkie Pożyczalstwo Haendla etc. Mój opór budzi fakt, że dzisiaj wolno naruszyć kompozycyjną integralność klasycznego arcydzieła muzycznego, i – jak pokazuje ten film – że może to zrobić praktycznie każdy nieudacznik. I to w imię płytkiego sukcesu, przekładalnego wszelako na pieniądze. To pycha! Nowobogacka pycha!
Mimo to z pewną przyjemnością film obejrzałam, a raczej go wysłuchałam . Ślicznie śpiewali.
Ci, którzy są w drodze, pewnie niecierpliwie liczą godziny i minuty. Ci, którzy już na miejscu, jedzą śniadanie i powoli szykują się do wyjścia, poprawiając fryzury, pisząc kartki z imionami, przygotowując aparaty i długopisy. Pani Małgosia przypina broszkę (bo cóż więcej trzeba) i też pewnie niebawem rusza.
A cała reszta czeka niecierpliwie na Wasze sygnały (pisemne czy fotograficzne). Że będzie więcej niż miło, to pewne. Życzę Wam wszystkim radości z bycia razem, interesujących rozmów, błysków w oku (rozpoznania), uśmiechów, fluidów i w ogóle cudownego dnia!
My idziemy dopiero o 12:00 na Rynek, ale ja mogę zejść i się poznamy!!! To już za 2 i pół godziny! Nie mogę się doczekać!
Pani Małgosiu, Pani łaczy ludzi :)!
Obejrzałam. Film słaby, niestety także pod względem aktorskiego warsztatu muzycznego. Miażdżąca krytyka mi się ciśnie na usta, ale się powstrzymam, bo mi się łezka w oku zakręciła na „Ceremony of Carols” Brittena. Wspomniałam czasy licealnego chóru, zawsze bardzo lubiłam Brittena. Hofmann – kiepski pianista i dyrygent, w tym aspekcie aktorska cepelia. Nowy głosik do Haendla nie wnosi żadnej nowej wartości (poza wysokim „d”). Mimo to, nie oburzę się na sam pomysł dokompozycji, bo musiałabym się też oburzyć na samego Wielkiego Pożyczalskiego Haendla, na Bacha za kontrafaktury, na Gounoda za „Ave Maria” i na Garbarka za „Officium”. To po prostu kwestia jakości. Pomysł też, w swej istocie bardzo amerykański (będziemy najlepsi na świecie), ma coś w sobie z ducha baroku: kupić sobie publiczność możliwie najwyższym dźwiękiem.
B. Flies sięga ledwie średniowysokiego „f”, ale istnieje też wersja niższa, w D-dur (sięgająca zaledwie „d”), i oczywiście to ją nuci cichutko Tygrysek.
Dobranoc.
Babciu Gasko, zrobilam sobie kawy w kubku z Klapouchym, zasiadlam i co moje oczy widza ( zaraz ci przesle zdjecie).
Ech, pozostaje mi cieszyc sie waszym szczesciem.
Sowo P. dziekuje za kolysanki, piekne sa.
Mamo Isi I Isiu, a dziewczatka tez beda?
Dobrze, ze tyle jest dobrych ludzi i ksiazek na tym okrutnym swiecie.
O, Sowo, miła kołysanka. Piękny głos ma Mirella Freni, ciepły i bogaty, słodki. Mocny! Jej wysokie „C” z pewnością poderwie dziecinę na baczność, miast uśpić.
W komentarzach sprostowanie: ktoś wspomina Fliesa. A wręcz Fliessa.
Ja też myślę, że to nie Mozart. Serce mi to mówi.
Ululana do snu, odchodzę, mrucząc.
Dobranoc!
Pewnie, Sowo.
Ech, muzyczne dzieci! Te dopiero mają dobrze.
MadziuZ.! Spać, biedaczku, spać!
Poznań przy Lublinie i tak wysiada.
Agnieszko (wiad.pryw.), czy aby na pewno chciałabyś przeczytać powieść o rodzinie alkoholików i jej problemach? I czy koniecznie – mojego pióra?
Dobrze jest pamiętać, co to właściwie znaczy: gatunek literacki, co to jest – konwencja. Widzisz, pisarz powinien obierać taki gatunek i taką konwencję, którym w pełni podoła. A czytelnik niezadowolony zawsze może kupić sobie inną książkę, lub wręcz napisać sobie sam, co tylko zechce.
No właśnie, w końcu mamy w Polsce taką wielkoeuropejsko-chińską budowę, że kiedyś wreszcie te autostrady pokończą. Tymczasem DUA w ogrodzie wszystkie liście wygrabi i w końcu ruszy w trasę.
Dziecię śpi, zasiadam do Hoffmana (lekko zniechęcona już na wstępie).
A na dobranoc posłuchajcie sobie „Kołysanki” Bernharda Fliesa. Taka ładna, że Mądre Głowy długie lata przypisywały ją Mozartowi (KV 350). Ale to nie Mozart, a co do Fliesa też są wątpliwości, bo już mówią, że to niejaki Fleichmann. Na YT najładniejsza wersja włoska („Dorme mio dolce tesor”). Dedykuję ją wszystkim Księgowym Skarbom. Laura oczywiście już od dawna śpiewa ją do snu swojemu Tygrysiątku, prawda DUA?
Mirella Freni – „Ninna nanna” Mozart.
Dobry wieczór. Veni, vidi… Dotarłam na Dąbrowskiego i Roosvelta, a potem sobie niezobowiązująco skręciłam i nieoczekiwanie znalazłam się przed Operą, poszłam dalej i był Empik na pl. Wolności. Nogi mnie same niosły. Zdawało mi się , że sporo punktów strategicznych za mną, więc udałam się na rynek Starego Miasta i postanowiłam wracać. I wtedy się zgubiłam. Dość powiedzieć, że dotarcie do punktów s. zajęło mi niecałą godzinkę, droga powrotna dwa razy tyle. Teraz po 10 godzinach w busie i pociągu oraz 3 godzinach energicznego marszu (nie wiem jak udało mi się znaleźć tak okrężną trasę) czuję się nieco zmęczona, ale nie – rozczarowana. Podoba mi się Poznań. :)
Kapucynko, może spotkamy się o 10.30 przy portierni?
Babciu Gąsko, z broszką przynajmniej widzę jakieś rozwiązanie.
Co do reszty – spoko. Jakoś się przecież kiedyś zobaczymy!
Och, och, i ja nie mogę być. Smutek Kłapouchego. Ale ściskam DUA i wszystkich tych, których poznałam osobiście, jak i tych znanych tylko wirtualnie.Cmok- b.g.
PS. I jeszcze szafirowo-szafirowa. My favourite colour. My favourite size….
Żartuję, Patrycjo, żartuję. Chciałam pocieszyć oddalonego Wójta Wiewiórkę.
Będzie na pewno świetnie, już się cieszę na spotkanie z Wami!
SowoP, a więc wolno.
Dopisywał dyrygent i kierownik chóru (Hoffmann), pianista, któremu w młodości powiedziano, że nie ma talentu.
Taka mała wpadeczka scenariuszowa.
Ależ Pani Małgosiu, dlaczego ma nie być przemiłe?
Kapucynko, ja mieszkam w pokoju nr 3. Mimo że jestem nieśmiała na pierwszych spotkaniach, to tak miło będzie Was zobaczyć!
Ach! A to piękne, Beato warszawska! Świetna obserwacja. Mam często takie uczucie (przy książkach Ellis Peters na przykład).
Dziękuję za te serdeczne słowa i równie serdecznie pozdrawiam!
Mamo Isi, doskonale. Trasa właściwa. Stań przed Operą z zielonym Pegazem po lewej, rusz przed siebie i niebawem będziesz przed właściwym Empikiem przy Pl. Wolności (róg Ratajczaka). Ellis zabieram.
Kingo, wtedy, gdym ja tam czytywała, rurociągu jeszcze nie położyli. W istocie, jest szpetny.
Kochana, kochana Pani Małgosiu!
Przepraszam za tak śmiałą odzywkę, ale kocham i wielbię Pani książki od lat niemal 40!
Jestem rówieśnicą Idy, też mi się późne dziecię trafiło z innym mężem, po dwójce cór dorosłych niemal, jak Gabrysi…. tak bardzo czuję się z nimi wszystkimi związana… a jeszcze, okazuje się – archeologię Polski studiowałam jak „tutejsza” Mama Isi (choć ja w Warszawie, nie Poznaniu…)
Wszystkie moje dzieci też Jeżycjadę czytują, teraz się kolejka po „Feblika” ustawia…a w bibliotece nie do dostania, jeno na zapisy – czytanie symultaniczne nie wchodzi w grę!
BARDZO BARDZO BARDZO DZIĘKUJĘ PANI za wszystkie przemiłe chwile przy Pani książkach.
I jeszcze – rzecz znaleziona w internecie, a sprawdzająca się przy wszystkich pozycjach Jeżycjady bez wyjątku:
„Problem z dobrą książką polega na tym,
że chcesz skończyć ją czytać,
ale
nie chcesz skończyć jej czytać…”
Pozdrawiam z Warszawy, żałując gorąco, że nie mogę być w Poznaniu….
Żebyż to tylko amerykańska dusza poczynała sobie z dużą swobodą z arcydziełami, to bym to jakoś zniosła, bo amerykańskich dzieł nie oglądam;) Ale ostatniemi czasy dusze wszystkich krajów hulają z arcydziełami mniemając (jakże niesłusznie), że piekła nie ma.
Bardzo dziękuję za ekspresową odpowiedź :)
Spodziewałam się, że domek jest tylko w Pani wyobraźni, bo żadne rzeczywiste miejsce nie było tak do końca zgodne z opisem. Teraz sprawa wyjaśniona :) Grudzieniec jest ślepy, zgadza się. Pewnie lubiłabym tamtędy spacerować (uwielbiam dźwięk przyjeżdżających pociągów), gdyby nie ten ogromny rurociąg, który psuje cały krajobraz.
Pozdrawiam jeszcze raz :)
Wolno. Tak samo, jak wolno było dobudować barokową kaplicę do gotyckiego kościoła. Zasadne pytanie jest tylko jedno: czy to udana dobudówka. Się posłucha i się oceni.