Wróciłam! – oto teraz, zmęczona i wzruszona, siedzę za stołem, założonym prezentami, listami i kwiatami, a wdzięczność mnie przepełnia!
Co za spotkanie! Ile miłych twarzy! Jakie kochane istoty przyjechały, nawet z bardzo daleka (Białystok! Kielce! Lublin! Gdynia! Krosno! Katowice! Zakopane!!!). Ileż to serdeczności trzeba mieć w sobie, żeby stać przez kilka godzin w takiej długiej kolejce, po długiej podróży, a przedtem jeszcze piec ciasteczka owsiane i sezamkowe, a nawet domowy chleb! Przyjechała też nalewka owocowa, konfitury, śliczne rękawiczki czerwone własnej roboty (tak! będę je nosić!), książki, rysunki, zakładki, oraz – uwaga! – piernikowe ilustracje!
Jedną z nich widzicie powyżej. Autorką jest KC Chesterka (fantastyczna, radosna kobitka z dołeczkami w policzkach, mama Kapucynki, która też ma dołeczki i też w policzkach!). A tu dzieło Łucji z Narnii, młodszej córki Chesterki:
Prawda, że obie bardzo podobne?! (Aga ma nawet garbaty nosek, a korale Doroty – białe błyski!). A to ci dopiero! A Kapucynka też idzie w ślady swojej mamy i oto, co upiekła:
Tak, to pan Nilsson, oczywiście. Jak żywy!
I to mi nasuwa myśl, że trzeba będzie chyba zrobić, jak zwykle w styczniu, Galerię Piernika. Co Wy na to? Piekąc na Święta, pamiętajcie o Galerii i dajcie z siebie wszystko! Macie tyle talentów!
Ale, wracając jeszcze do dzisiejszego spotkania w Empiku: kiedy się skończyło, zabrałam zamiejscowych gości na spóźniony obiad do pobliskiej knajpki i tam, ledwie usiedliśmy, zaczęliśmy jednocześnie mówić o tym, jak krzepiące było spotkanie na małej przestrzeni empikowego salonu WYŁĄCZNIE sympatycznych, życzliwych ludzi, i to w takiej liczbie!
Cóż, zwykle się ich nie widzi. Nie pokazują ich media. Ludzie cisi żyją i pracują, uczą się i działają gdzieś na uboczu, w tle, przyćmieni przez agresywnych, krzykliwych, aroganckich ważniaków.
Ale są!
I to jest najważniejsze – dla nas – i dla świata.
Dziękuję za wspaniały dzień – wszystkim, którzy zechcieli mnie odwiedzić. A był to dzień przyćmiony wiadomymi wydarzeniami, ludzkimi tragediami, niezawinionym cierpieniem. Nawet zdawało mi się, że nie wypada organizować teraz takich spotkań. Ale się myliłam.
Dobrze było spotkać się z tym, co wielki francuski pisarz, Albert Camus, autor „Dżumy” i „Obcego”, określił jako „ludzkie ciepło”.
I za nie właśnie Wam dziękuję!
Wasza
bardzo wdzięczna
MM











W jakieś trzy miesiące po tym, jak już „Ciotkę Zgryzotkę” napiszę. ;)
Odściskuję równie serdecznie!
Pani Małgorzato ! Feblik cudowny! Za każdym razem kiedy wychodzi nowa część, czytam wszystkie od początku… Uwielbiam to! Czy zdradzi Pani kiedy mniej więcej planuje Pani premierę kolejnej książeczki! Ściskam serdecznie !
Będą powroty !!! Hurrrraaa!!! Jak Pani potrafi uprzyjemnić smutny wieczór :)))
Ja teraz idę zabawić się w Św. Mikołaja – podłożę paczuszkę mojemu Szymonkowi!
I oczywiście nie mogę nie pomyśleć o mikołajkowym poranku u Mamerciątek :)))
Kolorowych snów!
Dziękuję Ci bardzo, ucieszyłam się.
Dobrze, będą powroty.
Kochana Pani Małgosiu! Skończył mi się Feblik – o wiele za szybko! Cudny!!! Dziękuję!
A więc dziadek Metody nie żyje … pewnie i Cyryjka już nie ma i Terpentuli … Wciąż czuję ich niedosyt – pewnie dlatego, że Cyryjek niezmiernie mi kogoś bliskiego przypomina!
Pani Małgosiu Kochana! Ja błagam o powrót do dawnych czasów!!! Do dawnych postaci, które kochamy! Eh, chyba się starzeję, że z przyjemnością wracam do lat 80-tych, 90-tych :))
Za tę radość, którą mi Pani sprawiła bardzo dziękuję i życzę takiej samej radości! i szczęścia i pomyślnosci wszelkiej !!!
Widzę, że dość często wspomina się się o Simonie Kossak. (Interesująca postać!) Swojego czasu trochę czytałem o Kossakach i poszukiwałem różnych informacji. Stało się to za sprawą książki kupionej od jakiegoś pokątnego sprzedawcy ulicznego – Maria i Magdalena autorstwa Magdaleny Samozwaniec. Jeśli ktoś nie czytał to polecam, bardzo :)
Możliwe, Basiu!
Sprawdzi się. Dzięki.
Kochana Pani Malgosiu, dziekuje z Feblika i czekam z niecierpliwoscia na Ciotke Zgryzotke. Mysle, ze bedzie o Natalii-Matalii, bo malo jej bylo ostatnio w swiecie zdominowanym przez Gabe, Ide i Pulpe. Co do Feblika dwie drobne uwagi/ dwa pytanka: Marek byl zdaje sie ordynatorem neurochirurgii a nie neurologii ( s. 53, to nie to samo, wiem bo jestem wlasnie neurologiem ;-) ), i ile lat ma Lusia (wg Imienin urodzila sie w sierpniu 1998 roku, to w roku 2013 stuknelo jej 15, czyz nie?) ?
Dobry wieczór, miły Wojtku z zaostrzonym językiem!
A to ci frajda dla autorki, tak zająć czyjąś uwagę!
Cieszę się, że odezwałeś się (mimo tremy – skąd ta trema? Jesteśmy tu przyjaźni i nieuszczypliwi!), bo dobrze jest wiedzieć, że tatusiowie córek czytują książki dla nich właśnie pisane. Jak to dobrze świadczy o tatusiach!
I mamusiach, oczywiście, jak widzimy właśnie na podanym nam przykładzie.
Proszę serdecznie pozdrowić Panią Wojtkową! Dziękuję jej za nowego, wartościowego czytelnika!
Dobry wieczór Wszystkim!
Pani Małgorzato, serdecznie dziękuję za „Feblika”, ale też za wszystkie poprzednie części „Jeżycjady”. Odkryłem je dzięki mojej Żonie (zaczęło się od „Języka Trolli”, retrospektywnie, a potem już nie przegapiłem żadnej kolejnej). Nigdy wcześniej nie wypowiadałem się tutaj na forum (stąd trochę tremy ;-) ale naprawdę bardzo miło czyta się Wasze rozmowy.
„Feblika” czytałem na raty, w domu nie było łatwo (córy dopominały się o uwagę) więc częściowo w tramwaju. Przegapiłem wprawdzie przystanek i zaliczyłem przymusowe zwiedzanie okolic warszawskiego mostu Poniatowskiego, ale nie żałuję ;-) Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy (i ostrzę język za zębami ;-)
Pozdrawiam serdecznie,
A więc to przyjaciółka Chesterki się odezwała! Dzień dobry!
Chesterka z wielką serdecznością opowiadała o Pani. Dobrze mieć taką przyjaciółkę!
Dziękuję za miłe słowa, które przyjmuję z przymrużeniem oka, ale i z wdzięcznością za życzliwość.
Wszystkiego dobrego, proszę się trzymać!
Pozdrawiam najserdeczniej!
Pani Mickiewicz XXI wieku :)
Chesterka przywiozła mi ze spotkania ” Feblika” z krzepiącym wpisem od Samej Autorki – dziękuję:)))
Jestem w Pani twórczości zakochana. Uwielbiam zanurzać się w ten świat i śmiać się w głos (tylko przy Pani powieściach mi się to zdarza). Jako polonistka postawiłam tezę, że prowadzi Pani narrację tak, jak Mickiewicz w „Panu Tadeuszu”, z dowcipem i ogromną życzliwością dla przedstawianej rzeczywistości. I te cudowne opisy… Smakuję je z rozkoszą. A „Kalamburka” jest dla mnie majstersztykiem historycznym. Dziękuję za prawdę o realiach życia pokolenia moich rodziców (rocznik 1930), mojego pokolenia i o naszych teraźniejszych czasach. Wszystko jest mi tak bardzo bliskie, a tak dalekie od mojego doświadczania współczesności.
Jane Austen z jej pragnieniem miłości ciszyłaby się ze spotkania z Pani bohaterami – tak myślę:) Dziękuję za wszystkie dobre chwile, które spędziłam w towarzystwie Pani bohaterów, bardzo… I jak wszyscy Pani wierni czytelnicy czekam na ich dalsze losy.
Zasadniczo egzoszkielet posiadaja mieczaki i stawonogi. Oraz w drodze wyjatku Nietoperz.
Zgredzie, przeciez „W pustyni i w puszczy” to pozne dzielo Sienkiewicza, w dodatku powstale w 100 lat po „Odzie do mlodosci”. Moze w owej epoce uczono, ze krokodyle i zolwie sa plazami (przepraszam za brak znakow polskich, ale przed chwila Malenstwa dorwaly sie do komputera i zmienily czcionke z polskiej na ogolnoludzka, a ja nie potrafie tego zmienic;(
Teraz to chyba sobie nawet wyobraża, że wygrywa z dobrem. Ale „bramy piekielne go nie przemogą”:)
Księgowi, odpowiedziałem dziś jakoś po nocy czy nad ranem wszystkim, którzy się do mnie w poprzednich godzinach odezwali, wyszło tego dużo, ale piaski czasu czuwają i znowu przepadło chyba. Nie odtworzę, choćbym pękł. Kismet.
Męczy, bo źle mnie zrozumiałaś, mamo Ii.
Nie powiedziałam „zło istnieje od zawsze”.:)
Powiedziałam, że zło zawsze jest na świecie. Teraz jest.
Dzień dobry!
Kochana pani Małgosiu, wierzę, bo też się z tym często spotykam :) Celestyna chyba ma rację, przecież upodobania czytelnicze świadczą o człowieku.
Caly czas mnie mnie męczy wczorajsza wypowiedź Starosty w odpowiedzi JoAnnie:
„Dobro zawsze jest na świecie.
Zło też.
Bez niego nie byłoby widać dobra.”
Pierwsze zdanie jest prawdziwe, dwa pozostałe są fałszywe. Zło nie istnieje od zawsze.
Co ważniejsze, istnienie dobra nie jest zależne od istnienia zła. Zło powstało jako zaprzeczenie dobra przez ludzkie nieposłuszeństwo woli Bożej.
Przepraszam, że sie wymądrzam, kochany Starosto, ale to jest ważne:)
Mamo Isi, Sienkiewicz nie lepszy od Mickiewicza. U niego płazem jest krokodyl i to dwa razy (W pustyni i w puszczy).
Klaudynko, wszak jedna myszka drugiej myszce deptała po kiszce.
A może po flaczku? Brrrr…
Alku, teraz widać, jak nam Cię brakowało.
Nietoperz z egzoszkieletem – czego ta ewolucja nie wymyśli… ;-)
Kawalerem maltańskim był jeden z moich matematyków, ś.p. pan Jerzy Lisiewicz.
Niezapomniany nauczyciel.
Magdo Z. dziękuję, że jednak oszczędziłaś swój nos i na niego nie padłaś, bo bardzo przyjemnie czyta mi się Twoje komentarze. Po ich lekturze pójdę spać uśmiechnięta od ucha do ucha :D
Alku, dobrze wiedzieć, że nie ja pierwsza taki błąd popełniałam. W dodatku to Bobcio, lepszego towarzysza niewiedzy nie mogłam znaleźć :)
Dobranoc.
Justysiu, tak sobie pomyślałam, że gdybyś kiedyś chciała jednak spróbować jak smakują Twoje winogrona, to możesz (o ile masz na to miejsce) zrobić stelaż z drutów dookoła krzaka i na niego dać siatkę. Ważne, żeby nie była napięta, raczej luźno zwisała, ale dołem trzeba ją przypiąć porządnie, bo ptaki bez problemu znajdą drogę do środka. A jak już tam będą, to niekoniecznie łatwo stamtąd wyjdą. A paniczne latanie może spowodować zaplątanie w siatkę lub nawet gorsze rzeczy… My w ten sposób chronimy borówki amerykańskie, bo szpaki zjadłyby wszystkie. Nie żebym im żałowała, ale już i tak zjadają większość czereśni, więc choć z tych borówek chcemy coś mieć ;)
Wszystkim kochanym Ksiegowym, ktore sie do mnie odezwaly, z calego uradowanego serca najmocniej dziekuje!
Magpie droga, odpisze jutro, wlasnie nadeszla wielka ulewa z wietrzyskiem, co poskutkowalo u mnie silna migrena, ide sie polozyc.
Dobranoc, Kochani ludzie.
Dobranoc Sprawczyni i Sprezyno:)
Jadziu, to jak z Bobciem: on też niezbyt kojarzył kurczęta z pieczystym.
Gio, nie wspominajmy już o moich zajęciach wyjazdowych. Było, minęło, jeszcze tylko trochę noszenia egzoszkieletu i spokój, szczęśliwie zapomnę o tej przygodzie.
DUA, to nie zazdrość, to tęsknota. I wiem, wiem, że jak już wróci czas na podróże, koncerty i lektury, to będę tęsknić za obecnym czasem. Właściwie to już tęsknię. Ale TAKIEGO koncertu bardzo mi żal. Ech, dobrze, że chociaż na pierniczki znajdzie się chwila.
Justysiu, nie dziw sie, że sowa Twoim ptakom niestraszna. Wszak sowa jest bardzo miła. I nie świeci oczami. :)
Gio, też miałam przed oczami dzbanuszek Justysi przy lekturze!
Ale tu miło.
Szarotka czyta od jakiegoś czasu Simonę.
Ja czytałem tylko fragmenty.
Znalazłem w wikipedii, że Simona opracowała urządzenie ratujące zwierzętom życie poprzez odstraszanie ich zanim będzie przejeżdżał pociąg.
Ach, przecie to dziś wieczorową porą Starosta na koncercie Kate Liu i Hamelina bawi brylując w wytwornym towarzystwie! Nie wiem, czy mogę mieć nadzieję choć na malutkie opisanie własnych wrażeń?
Ech, gdzie te czasy, kiedy rozentuzjazmowana publiczność wyprzęgała konie z ekwipażu artysty. Co prawda nie wiem, co by mieli teraz wyprzęgnąć?
Lektura ,,Szóstej klepki” zaowocowała nowym lokatorem. Mysz wyczuła fluid. Stworzonko, albo ma syndrom kreta, albo jest bardzo ciekawskie, wykopuje bowiem ziemię z doniczek na parapecie. Bobcio by się ucieszył, bo mysz nietresowana, a jaka utalentowana. W Mamie obudziły się krwiożercze instynkty – chce mysz tępić. W myślach robi z niej (niego? bo może to samczyk?) ,,tragiczny krwawy kotlecik”. Weekend zapowiada się interesująco…
PS Flaczki palce lizać! Prymitywna część mnie za nimi przepada.
Słucham oklasków dla Kate Liu (Radio Merkury transmituje koncert na żywo!) i z przyjemnością myślę sobie, że DUA też tam w tej chwili klaszcze. I ja to słyszę! Przebywając na Kurpiach! :-)
A dla wielbicieli Jeremiego Przybory mam wiadomość. Wydawnictwo Znak ma wydać „Dzieła (niemal) wszystkie. Tom I”. Na stronie wydawnictwa dostępne od poniedziałku. Ja dostanę pod choinkę od męża. :-) Nie mogę się doczekać.
Och, Mario! Dołaczam się do Ciebie! Ja też okropnie żałuję, że DUA ogranicza się do małych obrazków (skadinad, bardzo ładnych). Tęsknię do tych krótkich wspomnień Starosty, anegdotek z życia i historii Jeżycjady.
PS: I właśnie chyba pierwszy raz nazwałam Pania Starosta :))) (to tak na marginesie)
Madziu – dlaczego piszesz o smudze cienia? Jesteśmy wszak piękne, młode, mądre i bardzo skromne, he, he. ;-)
Mam 33 lata i czuję się tak, jakby to był najlepszy okres w moim życiu. (Przed trzydziestką miałam taki paskudny czas.) A teraz człowiek jest już dojrzały, ma jakieś doświadczenie życiowe, ale ciągle młody. Z resztą ciało może się starzeć, a my w duchu i tak będziemy zawsze mieć 17 lat. :-)
Witajcie!
Ależ miałam zaległości!
Chciałabym napisać do Ciebie, Celestyno, ale nie zdążyłam spisać adresu. Już go nie ma! Gio – czy możesz mi przesłać ten mail?
Alku – psy są bezkonkurencyjne w podnoszeniu na duchu. Mój Jaskier bardzo mi pomagał. Dużo sił i zdrowia życzę!
Justysiu – serdecznie pozdrawiam. To nie był prezent ode mnie – mój był zapakowany w torebkę w ptaszki. Bo też szleję za nimi. Chciałabym być ornitologiem. Już od przeszło tygodnia te łakomczuchy dokarmiam. A powoduje niebywały przypływ apetytu u naszego psa – Elza chyba z zazdrości zjada wszystko co dostanie. :-)
DUA – mam taką nieśmiałą prośbę: czy mogłabym prosić o tytuł i autora książki o ptakach, którą dostała pani od Mamy Isi?
Ach, właśnie mi się przypomniało, że Starosta jest na koncercie i odbiera order.
Kawalerowie Maltańscy.
Ciekawa jestem, kiedy Starosta wróci i czy ew. zda minirelację?
Tak czy owak, mam nadzieję, że wieczór uda się wyśmienicie!:)
Co do trzeciego wpisu z rzędu, czuję się usprawiedliwiona Alkowym „radosnym pleple”, o czym zapomniałam wspomniec we wpisie drugim. Tzn. czuję się usprawiedliwiona tym sformułowaniem. ale jeśli jednak przeszkadzam, to przepraszam, przepraszam, przepraszam. :)
Ach, Bea, Bea, Beatuszko! Rzeczywiście był tu kiedyś ktos o tak dźwięcznie brzmiącym nicku. Uśmiech dla osóbki trójzębnej. :)
Chesterko, przecież wcale nie reaguję na Każdy(!) wpis. Nawet nie muszę walczyć ze sobą. :)
Ach, ojej, jeśli jutro jest dzień życzliwości, to wcale nie chcę iść do pracy. (choć w pracy tez nie zawsze jest niemiło) :D
I przepraszam z całego serca , że znów dwa wpisy pod rząd, ale jednak przeczytałam wszystko i na Niektóre wpisy chciałam odp. Dobrze zrobiłam, że nie odpadłam, bo to mi jednak dodało wigoru. :)
Och, o jakim śmiesznym zgrzycie opowiedziała Beatuszka. :)
Co kto jeszcze opowiedział, nie wiem niestety, bo nie zdążyłam przeczytać (dużo tego, dużo), a miałam dziś okrrrropny dzień (zgrzyt). A wpisuję się dlatego , że chciałabym przeczytać, ale czuję, że dosłownie padam na nos i chyba nie zdołam.
Alku, spieszę z wiadomością, że ja też maniakalnie i nałogowo tu zaglądam, odrywając się co chwila od raportów, tabelek w excelu i plików pootwieranych na dwóch monitorach. Choć zwykle raczej podglądam tylko milcząco spod regału. Przy okazji życzę szybkiej regeneracji. Dużo zdrowia! :)
Zdecydowanie, księga gości dobrze mi robi na duszę. Wspaniale było czytać wasze relacje z sobotniego spotkania!
Pozdrawiam księgowych a DUA życzę cudownych wrażeń na koncercie!
Ja nie wiem, czy plwanie na skorupę to jest taka cudna fraza oraz program. Miałabym zastrzeżenia.
Zresztą „Oda do młodości” jest jeszcze gorsza. I z błędami, bo biedny szkalowany żółw, co wzbił się nad te „wody trupie” nie jest płazem.
Wczesna, filomacka twórczość Wieszcza jest obciążona wszystkimi błędami młodości.
Alku! Lubię Twój cięty humorek i dołaczam do fanklubu flaczków (jestem w mojej rodzinie osamotniona pod tym względem). Nie sposób uniknać robienia trzech rzeczy na raz np moje trzy córki często mówia do mnie jednocześnie, źle się to jednak kończy, bowiem nie posiadam podzielności uwagi, która jest podobno wybitnie kobieca cecha. Czyżbym więc nie była kobieta!? Np odwiedziła mnie koleżanka, zapomniałam więc, że gotuję jajka. Po 30 min (anioł wreszcie się dobił do mych zajętych uszu) wpadłam do kuchni i…wiem, że pośmiejesz się nade mna z ubolewaniem – w odruchu chwyciłam za garnek (woda wyparowała) i zalalam jaja zimna woda. Zeskrobywałam żółtka z sufitu i wielu innych sprzętów kuchennych.
Alku, zaprzyjaźniony Ksiądz Profesor l.93 zwykł mawiać, że skoro Pan Bóg jeszcze go nie zabrał z tego padołu, znaczy, ma co do niego jeszcze jakieś plany i mówi się trudno, bo Panu Bogu się nie odmawia.
Nietoperze zresztą nie mogą spaść z wysokości, bo zawsze im się w czas przypomni, że potrafią fruwać.
Ten padalec fejsbuk kazał mi się logować, żeby zobaczyć zdjęcia ze spotkania; jak tak to tak i mam go w nosie. Nie będzie mi byle fejsbuk rozkazywał.
Asiu, jeżeli podasz tu swój adres e-mailowy, to nic prostszego, żebym podesłała zdjęcia; Adminki zdecydowanie nie możemy dręczyć, bo nie doczekamy „Haczyka”. Podpowiada mi to dobrze pojęty interes własny;)
Wiewiórku, jesteś lepsza w wyłapywaniu błędów od Łusi; muszę się pilnować;)
Beatuszko, całusy dla osóbki, która ma tylko lewą dwójkę na górze i dwie jedynki na dole i tak radośnie zgrzyta zębami patrząc Tobie głęboko w oczy;) Piękny opis.
I uściski dla Ciebie:)
Zgadzam się, że DUA wygląda jak Szafirowa Wróżka i przy Niej cały świat robi się jasny i dobry. Może brzmi to sentymentalnie, ale co ja na to mogę, że tak jest.
Bowiem, jak to powiedział nie pamiętam kto, fakty są faktami i mówią za siebie oraz za nieobecnych kolegów. (chyba z „W oparach absurdu”)
Gio, odwzajemniam całuski. Wiem, że też wiesz jak wyglądam, bo Atena podzieliła się zdjęciami z naszego spotkania w Chicago pół roku temu.
Tak, opis dzbana Tekli mi też nasunął to samo skojarzenie z małym seledynowym dzbanuszkiem, szczególnie to zawijane ucho, ale jakoś nie śmiałam poruszać tematu i zadawać pytań. Dodam kochana Pani Małgosiu, że bardzo, ale to bardzo ciepło mi się wtedy na sercu zrobiło, gdy po raz pierwszy czytałam ten fragment.
Celestynko, widziałam, odpisałam i zapamietałam Twój adres zanim zniknął. Odezwę się niebawem.
Teraz lecę do pracy.
Alku, może nie aż pięć na raz, ale prawie. Szukam sobie transkrypcji fonetycznych różnych słów w różnych językach (w niektórych ciężko znaleźć online), piję herbatkę, słucham utworu, mając nadzieję, że trochę sam wejdzie do mojej głowy i pozostawi wnioski, a przy tym wszystkim odświeżam co jakiś czas tę stronę i czytam co się pojawiło, bo nie wyobrażam sobie czytać na raz wszystkich komentarzy z całego tygodnia.
Ale możliwe, że zaraz zredukuję tę liczbę i na chwilę siądę z jakąś książką :)
Droga Pani Małgorzato !!!
Chciałam powiedzieć że bardzo mi brakuję,, krótkiej historii jeżycjady w obrazkach”
Na czarnej polewce było drzewko genologiczne , ale na sprężynie i w górę historii tej brak ! Dlaczego ? Bardzo je lubię i myślę że nie tylko jak;)
Justysiu, cieszę się ogromnie! Cmok, cmok!
Dodam jeszcze, że kiedy czytałam sceny z dzbanem /wazonem ;-)/ w „Febliku”, miałam przed oczami zielony dzbanuszek z zawijanym uszkiem (figlaskiem), który DUA dostała kiedyś od Justysi. I chociaż nie zgadzał się kolor ani rozmiar, nic nie mogłam na to poradzić. Cały czas był „dzbanuszek Justysi”. :-D
Chesterko, ja też mam skłonność do reagowania na każdy, zwłaszcza po tak długiej przerwie. Jestem pewien, że Ulubiona Autorka chwilowo wybaczy nam to, ehm, rozkoszne pleple. Jednak chęć to jedno, możliwości drugie. Mam w tej chwili otwartą przed sobą mapę geoportalu z Puszczą Białowieską, mnóstwo warstw zdjęć i tabel, a pod tym wszystkim otwarty plik raportu, co to ma liczyć około 15 stron, już ma ich jedenaście, mimo że jeszcze nie zacząłem opisywać wyników. A termin na dzisiaj, jakże by inaczej. Po lewej ręce mam kubek po herbacie, stary kafel piecowy i wstawioną w niego fajkę, puszkę tytoniu, kilka notatników, GPS i lornetkę, zaś po prawej fiolkę ibupromu i stertę książek z (oczywiście) Feblique na czubku. Walę maniakalnie w klawiaturę, co jakiś czas zaglądając, czy w Księdze Gości pojawił się nowy komentarz. Swoją drogą ciekaw jestem, ilu jeszcze Księgowych podobnie jak ja robi pięć rzeczy na raz w tej chwili?
„Pięciu aniołów stróżów popracowało na 200% normy. Nie wiem, co takiego jeszcze w życiu musimy zrobić, żeby uzasadnić taki wydatek energii”.
Moim zdaniem, Alku, COŚ już zrobiłeś, pisząc o tym tutaj. Nie szkodzi, że cedzisz informacje. Czytam kolejne Twoje wpisy z wypiekami na twarzy. Chyba je sobie wszystkie skopiuję i zrobię z nich Plik Specjalny.
„Mówisz: ałć, ałć, rozcierasz i zasuwasz dalej”. :-)
Dziękuję, Celestyno!
Zwłaszcza uderzające jest moje piękno wewnętrzne, rzekłabym.
Jadziu, wiem o tym doskonale, widziałam pielgrzymki i w ogóle dużo widzę.
Merynosie, ależ nie ograniczaj się tak! Jesteśmy niskokaloryczni. ;)
Chesterko, dzięki za tę uwagę. Tak się cieszę, kiedy czytelnicy wszystko zauważają!
Youpiiii (jak krzycza tutejsze dzieci w przyplywach radosci)!!!
Dostalam mile lisciki! I wiem jak wygladacie:)
Juz bede po kolei odpowiadac.
Pani Malgorzato, Szafirowa Wrozko, pieknie pani wyglada:)
Kocham broszki. Sama nigdy nie nosze, ale niektore panie nosza je wyjatkow pieknie.
JoAnno, to musiało być wspaniałe przeżycie! Ja też trzy razy pielgrzymowałam na Jasną Górę (chociaż dotarłam tam tylko 2) i to jest cudowne doświadczenie. Ale miło, że mi to przypomniałaś :) Do Twojej wypowiedzi mogę dodać jedynie, że gdy ktoś mówi, że w Kościele młodzi się nie udzielają, to chyba nie widział nigdy pielgrzymki na Jasną Górę. Tam jest tej młodzieży mnóstwo.
A co do flaczków – lubię je, bo duuużo czasu musiało upłynąć zanim w mojej głowie zajaśniała myśl skąd się ta nazwa wzięła (tak miałam właściwie z każdym mięsnym wyrobem), a do tego czasu już mi tak zasmakowały, że nic tego nie mogło zmienić.
Jako straszna gaduła postanowiłam ograniczyć swoje wpisywanie się , tak powiedzmy, do jednego na tydzień;), ale czuję potrzebę dania szans flaczkom i deklaruję, że lubię- przepis Alka do wykorzystania odnotowuję. A poza tym, a właściwie przede wszystkim bardzo, bardzo miło tu być. Zaglądałam kiedyś, gdy jeszcze otwierało się szufladki, a od niedawna znów podczytuję i się zachwycam- ile pięknych inspiracji! No i oczywiście wróciłam po latach do zaczytywanej niegdyś Jeżycjady, a z różnych powodów bałam się ponownej lektury, żeby mi się za bardzo sentymentalnie i tęskno nie zrobiło. A okazało się, że jest wspaniale- widocznie to już ten moment na powroty. Macie tak mili Księgowi, którzy dorastaliście przy pierwszych wydaniach pierwszych tomów? Dobrego dnia Wam wszystkim razem, którzy, pomimo różnych doświadczanych trosk i smuteczków, tworzycie przestrzeń życzliwości nie tylko 21. 11, a to podobno jej dzień ma być.
Jaka trafna scena zachowania A. W skansenie. Kontrast między własna rodzina a właśnie poznana budzi wpierw ciepłe uczucia (dobrze mi tu), ale kilka godzin później, obraz opustoszałych chat otwiera ranę. Trzeba było drugiego czytania. Poruszyło mnie to.
Kochani moi, jak ja walczę z soba, by nie reagować na każdy Wasz wpis! Widzę kolejna wspólna cechę z Magda.
Beatuszko! Ile masz dzieci? Jak ma na imię Wnuczatko?
Justysiu, jak ładnie opisałaś swój ogród z ptakami!
Starosto, z przyjemnością wyściskam.
Krysiu, pozdrowię i ślę serdeczności w Waszą stronę :)
Pozdrawiam wszystkich Księgowych wraz z Mamą Isi lecącą po zakupy.
Istotnie, nie wątpimy. Dobro zawsze jest na świecie.
Zło też.
Bez niego nie byłoby widać dobra.
DUA, polonistyka robi swoje, jeżeli chodzi o zauważanie takich szczegółów. I mimo że jestem raczej językoznawcą, tyle lat analizowania literatury nie idzie na marne ;)
Fakt, cudowne doświadczenia. Mimo bólu, a może właśnie z jego powodu? Przecież gdyby nie ten dwutygodniowy trud, nie byłoby chyba tej radości z dojścia do celu. Byłam na pielgrzymce trzy razy i zawsze ciągnie mnie na nią droga, a nie sama Jasna Góra. (Serdecznie polecam wszystkim wątpiącym w to, że jest jeszcze dobro na świecie – ci ludzie otwierający przed nami serca, domy i… lodówki ;) – ale podejrzewam, że takich wśród Księgowych raczej nie ma)
Celestyno, ledwo wróciłam z maneżu, od razu wysłałam zdjęcia i lecę po zakupy.
Ale tu się dzieje;) Aż żal się odrywać.
Alku, trzymaj sie! Teraz bedzie juz tylko lepiej.
Flaki, powiadasz? Mam o nich podobne zdanie, jak DUA, ale skoro lubisz – smakowitych flaczkow zycze!
Beatko, pozdrow i ode mnie Mala Osobke.
Lubie Was i Wasze wpisy, Ksiegowi!
Alku, bardzo dziękuję za tę wiadomość. Po przeczytaniu książki obejrzałam z przyjemnością gawędę pani Joanny na YT (widziałam te piękne obrazy). A Twoją nienapisaną jeszcze książkę chętnie bym przeczytała.
Z całego serca dziękuję Ci za użycie dwóch pierwszych sylab, a nie dwóch ostatnich i ślę za to serdeczny uścisk dłoni. :-D
Posłucham teraz polecanej piosenki.
Właśnie niedawno przeczytałam książkę o Joannie Kossak. Tytułu nie pamiętam. Książka taka sobie, ale osoba sportretowana wydała mi się niezwykła.
JoAnno, dzień dobry!
A to się cieszę z tej zbieżności! Swoja drogą, miałaś wyjątkowo piękne przeżycie, jedno z tych, które się wspomina aż do śmierci. O, tak, często zdarza się coś takiego po ciężkim, ciężkim trudzie. Jak nagroda.
Fajnie, że zauważyłaś tę zamierzoną symetrię z kuzynami.
Celestyno, a wiesz, że możesz mieć rację!
Beatuszko, a to jeszcze ją wyściskaj ode mnie!
Ave. Tyle wątków do uporządkowania. Najpierw – zauważyłem, ze Droga UA odniosła się nieco sceptycznie do mojej sugestii, jakoby istniały wczesne podobieństwa między Ignacym S. a waszym truly, pisząc ha! Jakże niesłusznie. Zanim zostałem bezmózgim osiłkiem, byłem subtelnym intelektualistą. (niech mi Andrzej Mleczko wybaczy pożyczkę).
Co do linku: tak, zauważyłem, że nie przeszedł. Postaram się w takim razie jakoś opisać: piosenkę można znaleźć na youtube, wpisując: Сима Чернышёва. Перевал. Utwór autorstwa Jurija Wizbora, funkcjonował też podobno jako pieśń łagrowa. Więcej informacji jest w moim wcześniejszym komentarzu.
Bea, tak, z Simoną przyjaźniliśmy się, kłócili i godzili ze dwadzieścia lat. Poświęciłem jej rozdział mojej nienapisanej pracy o Białowieży, która miałaby nosić tytuł „Między karcerem a katafalkiem, czyli nowi traperzy nauki”. Była promotorką mojego doktoratu, a ponieważ po mnie nie wypromowała już innego doktora, byłem niejako osobiście odpowiedzialny za fakt, że tak szalonej dziewczynie dali profesurę. Od lat przyjaźnię się z jej siostrzenicą Joanną Kossak, malarką koni i człowiekiem w pełnym tego słowa znaczeniu, która mieszka również w okolicach Białowieży. Joannę poznałem, gdy w połowie lat 80. odstąpiła mi połowę swojej porcji tatara. W owych czasach był to gest, jakiego się nie zapomina.
Athina, xanigi pali o ouranos sou. Miło znów cię słyszeć. Całą piosenkę Meliny Mercouri znajdź we własnym zakresie, linków nie będzie :-)
Zuziu, te zęby zapamiętam do końca życia. Teraz twoje pocieszenie kojarzy mi się z córką mojej bliskiej przyjaciółki, kiedyś opowiem.
Chwała!
Całusy od Starosty przekazane osóbce jak należy. Cieszyła się :)
Podczytywałam, podczytywałam długie miesiące, ale jakoś nie mogłam się zdecydować, żeby napisać. Wczoraj jednak dorwałam Feblik, połknęłam w jakieś dwie i pół godziny (szybkie czytanie ma swoje wady…) i nie mogę nie podziękować za Perseidy. Dlaczego? Otóż 12 sierpnia na Jasną Górę wchodzi Warmińska Pielgrzymka Piesza, a po apelu, około 22 wychodzi na wały na Drogę krzyżową… Wyobraźcie to sobie: ciemno, oświetlona klasztorna wieża, kilkaset osób – po czternastu dniach drogi obolałych, często wciąż jeszcze brudnych, zmęczonych, straszliwie niedospanych, a jednak szczęśliwych i dumnych z siebie – pod tymi spadającymi gwiazdami. Niesamowity spokój, harmonia. Zobaczyłam w Febliku wspomnienie o dacie i od razu wróciłam tam myślą. Dziękuję, DUA, tego mi było trzeba.
Rozbroił mnie fakt, że rywalizujący kuzynkowie nawet miłość musieli znaleźć w ciągu tych samych kilku dni – chyba żaden nie mógł być pokrzywdzony ;) A opinia Józka o Agnieszce jest mistrzostwem świata!
O, dziekuje najmocniej!
Mysle, ze jak mama Isi zakonotuje sobie adresik, to potem jakos lancuszkowo dotre do innych:)
Z tym zazdrosnym odracaniem gazety to moze byc tak, ze osoba obawia sie, ze jak juz zobaczymy co tez ona czyta, przejrzymy ja na wylot;))
Cześć, Beatuszko Serduszko!
Ach, ta osoba zgrzytająca!!!
Zazdroszczę Wam!
Tak, martyrologia Nietoperza wprowadziła duże ożywienie do naszych wieczornych pogawędek. On sam zresztą bardzo żywy i chwała Bogu!
Dzień dobry, Kinko!
Wspólne czytanie to coś, czemu nigdy nie umiałam się oprzeć. Kiedy jeszcze mieszkałam w mieście (hej, jak to definitywnie zabrzmiało!), w środkach lokomocji miejskiej oddawałam się lekturze wszystkiego, co drukowane. Czytanie gazety przez ramię sąsiada było na porządku dziennym. Nie uwierzysz, ale przekonałam się, że są ludzie, którzy zazdrośnie strzegą swojej własności i przechylają gazetę tak, żeby nie dało się jej podczytywać!
Dzień dobry, Starosto Kochany!
Dzień dobry, Ludu Miły!
Poczytałam sobie rankiem z przyjemnością wczorajsze wpisy i zakrzyknę za Charlotką: jak cudownie się Was czyta! A jakie ważne słowa skierował Alek do Zuzi.
Starosto, ja oprócz sąsiada Międzyczaska uściskałabym naszą Pollyannę-Zuzię (to nic, że jedna dwójka wyleciała, jest przecież druga :)) i Patrycję F. za słowa o nieśmiałości.
Była wczoraj u nas osóbka, która ma tylko lewą dwójkę na górze i dwie jedynki na dole. Wyglądała uroczo i tak radośnie zgrzytała zębami patrząc mi głęboko w oczy.
A wiesz Alku, na przełomie października i listopada czytałam książkę o prof. Simonie Kossak i pomyślałam sobie (nie bez powodu, prawda?) o Tobie.
Lata całe tego Nietoperza nie było w Księdze – tak sobie pomyślałam. A tu proszę nie minęły dwa tygodnie i obolały trochę, ale jest :)
O! Brawo dla Celestyny!
Dziatwę i panienki jednakże przestrzegam przed podobną otwartością. Mam obowiązek strzec waszego bezpieczeństwa.
Kiedy tylko Mama Isi zajrzy tutaj, adres Celestyny wycofam.
Historynko, to cieszę się bardzo, że Ulkę zobaczę.
Koziołki brzydkie jak noc, przez chwilę myślałam, że rozpłakała się na ich widok!
Justysiu, Ateno, Gio, Chesterko, Magpie, i ktokolwiek ma ochote, oczywiscie tez mozna na podany adres sie odezwac. Bardzo sie uciesze! Oczywiscie licze na jakies zdjecia;)
Odwdziecze sie swoim, zebyscie wiedzialy z kim tez macie do czynienia:)
Alku, zamiast linków, które i tak są wycofywane, można po prostu, jak nasza wspaniała SowaP, podać tytuł i wykonawcę utworu oraz nazwisko kompozytora.
Sowo, Griega wysłuchałam na dzień dobry, bo wczoraj poszłam sobie dość wcześnie. Dzięki!
Tak, dzisiaj koncert w Filharmonii. Kawalerowie Maltańscy zapraszają! Kate Liu i Richard Hamelin!
Reszty nie zazdrość.
Sowiątko urośnie, to i czasu przybędzie. Powiem tylko, że ja to urwanie głowy miałam razy cztery. I żyję.
Alez sympatyczny wieczor mnie ominal! Flaki, miekkie przewracanie sie do woli (tu wyobraznia mi zaszalala)..:))
Pani Malgorzato, tez nigdy w zyciu tego nie sprobowalam, u nas w domu nie probowano, a wzielo sie to chyba stad, ze w zamierzchlej przeszlosci, gdy mama byla mala dziewczynka, dziadzio byl przez jakis czas rzeznikiem na cala okolice…Efekt jest taki, ze mame rzadko jakiekolwiek mieso przekonuje, a jesli chodzi o tzw.podroby, to mowy nie ma.
Pare dni temu zas, co za dziwny zbieg okolicznosci, moja bliska znajoma, wysmienita kucharka, probujaca rozne ciekawe potrawy, z blyskiem w oku pokazala mi rondel z dosc ladnie i apetycznie wygladajaca potrawa (duzo aromatycznych warzyw, mily zapach), zachecajac do sprobowania tymi slowy: flaki, mmmm.
Nie sprobowalam. Samo slowo zadzialalo, a szkoda, mialabym to za soba.
Inna sprawa, ze tutaj flaczki gotowe do przyrzadzania sa w sprzedazy juz bardzo wyszykowane, tak, ze podobno zaden niemily zapach nie uwalnia sie przy ich gotowaniu (tak mi powiedziala kolezanka), co ponoc sie zdarza.. Zobaczylam jednak, ze cos, co okropnie brzmi i dziala na wyobraznie, moze wygladac naprawde apetycznie:) Koniec tematu.
Mamo Isi, zwazywszy na to, co napisala Pani Malgorzata, utworzylam sobie specjalne konto, ktore podaje tu publicznie. Nie mam zadnej innej towarzyskiej aktywnosci w sieci, czy konta spolecznosciowego, przez ktore moglabym niektore z Ksiegowych szukac. Wiem, ze wiele z Was ma swoje adresy nawzajem, ja zaczelam tu pisac, kiedy juz poznalyscie sie (przynajmniej niektore z Was) wczesniej, a skrzynka pani Malgosi pekala w szwach. Nie bylo mozliwosci kontaktu, oprocz zagladania tutaj, czy zawracania glowy o posrednictwo Adminkom (za co bardzo Admince dziekuje!).
Dzień dobry!
A to pyszna historia, Justysiu!
Zgrabnie też opowiedziana.
Nie mam, niestety, żadnego ogrodniczego pomysłu na ochronę Twoich winogron. Skoro siatka nie pomogła?! My też długo się nie cieszymy naszymi zbiorami. Ale przynajmniej spróbujemy winogron na zakończenie lata. Potem na całym obszarze metalowego wspornika (dobrych parę metrów) odbywają się regularne sejmiki przed odlotem, a ptactwo przy sejmikowaniu nieustannie się odżywia!
Legendarna kokardka była dłuuugą wstążeczką cieniutką i odmotała się z któregoś bukietu.
Pojawiła się szansa, że jeśli spotkanie autorskie będzie w innym terminie to przyjadę! Razem z Ulą i pewnie z moją mamą.
Dla Uli Poznań to przede wszystkim koziołki. Za pierwszym razem się popłakała, jak się schowały, a teraz zawsze umawia się na następny raz. Z koziołkami oczywiście.
I dodam jeszcze, że już niedługo obie zabieramy się za pierniki.
I jeszcze historyjka o ptaszkach, skoro w ornitologicznym temacie jesteśmy.
Mam winogrono, jeden krzaczek, bo na więcej nie mam miejsca. Podobno słodkie, pyszne, gdy są dojrzałe, ale o tym się jeszcze nie przekonałam, bo kochane ptaszki (drozdy amerykańskie i kardynałki) buszują w nim od końca lipca i zanim owoce dojrzeją, to już ich właściwie nie ma. Żadne siatki nie pomagały – siatka wisiała a winogrona i tak znikały. W tym roku więc kupiłam sowę, platikową z wielkimi szerokim oczami (to ponoć tych oczu ptaki się boją) i głową która się powoli obraca, poruszana wiatrem, pomalowaną w kolory sowie.
Miałam trochę mieszane uczucia co do straszenia moich ptaków sową (moich, bo dwie pary drozdów ma u nas gniazdka), szczególnie po przeczytaniu „Lata i Ptaszynki”, ale to tylko na jeden miesiąc – pomyślałam – zbiorę winogrona i sowę zabiorę.
I myślicie, że się jej bały? Oto co zobaczyłam pewnego dnia. Na płocie, obok winogrona stała sowa, a kardynałek siedział na jej głowie i obracał się jak na powolnej karuzeli. Zanim zdażyłam zrobić mu zdjęcie, energicznie odfrunął zkręcając głową sowy i już był w winogronach. Widok pocieszny.
Cóż, pozostaje mi po dojrzałe winogrona chodzić do sklepu, a te zostawić dla moich ulubionych kardynałków, niech się częstują na zdrowie.
Dzień Dobry Kochani!
Ależ tu się fajnie wczoraj zrobiło, tyle tematów, nowych informacji. Gdy ja sobie to wszystko czytam, codziennie wieczorem po pracy, to już śpicie.
Dziękuję Ci Gio za super fotki ze spotkania, które dostałam dzięki uprzejmości Ateny. Zupełnie inaczej czyta się teraz wpisy, kojarząc osoby. A więc pozdrawiam tych, którzy spoglądają na mnie ze zdjęć – Gio, Beatuszkę, Madzię Z., Isię, Mamę Isi, Magpie, Biedronkę, no i Ukochaną DUA z broszką, na uroczym foteliku przy białym stoliku, a na stoliku zielony imbryk i filiżnka z herbatą, obok kwiaty i prezenty (opis – to dla tych, którzy czekają na zdjęcia). Najdokładniej widać zielone pudełeczko z czerwoną kokardką – czy to od Magpie? Czy to ta legendarna kokardka, która wystawała z bagażnika i o którą DUA się potknęła po ciemku? Dużo tam miejsca w tym Empiku pod schodami, można posiedzieć, pogawędzić, poczytać, porobić sobie zdjęcia, widać jak Wam tam dobrze razem…
Przeglądnęłam jeszcze raz wpisy tuż po spotkaniu i Kris wspomina o zdjęciach od Gio. O, to chyba na te same i ja teraz patrzę! Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam najserdeczniej, uśmiechając się do Was, tak jak Wy do mnie.