Obrazki do „Feblika”

 

1a

 

Jak obiecałam KC Moonwalk – oto jeden z tych obrazków, narysowany minionej nocy – winieta otwierająca rozdział pierwszy.
Nasza tajemnicza bohaterka (nikt z Was jeszcze nie odgadł jej tożsamości, he, he!) czyta sobie w cieniu, jest upał, sobota 10 sierpnia 2013.

Pamiętacie oczywiście, że „Feblik” to ciąg dalszy „Wnuczki do orzechów”? Ma rację Ania, która pod poprzednim moim wpisem deklaruje, że przeczyta sobie teraz ponownie „Wnuczkę”. Były w jej akcji (z konieczności, dla lepszej kompozycji) tzw. „białe plamy” – najnowsza książka plamy te wypełnia treścią!

Melduję Wam oficjalnie, że zdążyłam, terminu dotrzymałam (z wyprzedzeniem nawet!), a zredagowany przez Emilię Kiereś tekst „Feblika” już pomknął do wydawnictwa. Niebawem pójdzie do składu. A ja w tym czasie spokojnie dokończę ilustracje. Potem kilka korekt – i druk! Ciach-ciach!

Premiera 6 listopada!

A pamiętajmy jeszcze , że nasz kochany Wójt Wiewiórka czyli KC Scoiattolo też w listopadzie będzie się cieszyć premierą swojej pierwszej książki – „Lawendowa czarownica”.

I nie lubić tu jesieni! Jakaż owocna!
Ściskam wszystkie Kochane Czytelniczki i wszystkich Drogich Czytelników – i lecę rysować.

Wasza
MM

1 003 przemyślenia nt. „Obrazki do „Feblika”

  1. Pani Małgorzato, bardzo się cieszę, że „Feblik” będzie kontynuacją „Wnuczki do orzechów”, bo bardzo mi się ta część podobała, pewnie duże znaczenie miało tutaj, że Józinek jest moim ulubionym bohaterem :) Cieszę się również na spotkanie Józinka, Doroty i Idy, reakcja pani doktor na pewno będzie interesująca :) Pozdrawiam serdecznie!

  2. Mamo Isi, to ja mam lepiej. Robię listę zakupów, NIE ZAKŁADAM nią książki, zakładam czym bądź, po czym wychodzę po zakupy BEZ LISTY.

  3. O tak, tak, już nie chciałam nic mówić, ale jesień była postulowana dawno temu, jeszcze w grafitowo – białej Księdze Gości. I to ja ją postulowałam wraz z Magdą .Z ( chyba).

  4. Żelaznej samokontroli muszę używać, żeby podczas śniadania nie zakładać czytanej książki listą zakupów. Ileż już razy bezskutecznie usiłowałam sobie potem przypomnieć, co ja takiego miałam kupić!

    Aniu.g., dzięki za wsparcie moralne:) Ostatni raz w pamiętnym kwietniu 2010 roku staliśmy z mężem w nabitym jak tramwaj w godzinach szczytu (w czasach PRL-u) kościele Franciszkanów w Krakowie, podczas gdy leciało Requiem. I nie do wiary, ale ten olbrzymi tłum nie kaszlał, nie szurał, ani nie dzwonił komórkami.

  5. Sowo P. nie, zebym byla przeciwko Tobie! :) Ale od urodzenia ODZYWAM pod koniec sierpnia i mowie sobie – a teraz najpiekniejsza czesc mojego zycia- jesien. I mam dobry humor do 24 grudnia. Potem juz mi nie jest tak przyjemnie. :(
    Ten gorzki zapach, mgla poranna, cieple kolory lisci…Chyba wiesz o czym mowie ;)

  6. Jesień w „Kłamczusze” to mi się kojarzy z dyktandem pisanym przez Tomcia o palcie Doroty i palcie Inki :)

  7. Beato, masz rację, jesień w Jeżycjadzie była już postulowana daawno temu i nie ja byłam z tym pierwsza, ani jedyna. Tylko może ostatnio bardziej niż inni się z tym naprzykrzałam ;). Jesień z „Kłamczuchy” kojarzę jako mało przyjazną (o ile pamięć mnie nie zawodzi), a mi się marzy ta piękna, złota, ze spiżarnią pełną łakoci.

  8. Nasza Mama wpadła na pomysł, że jako zakładki świetne są kartoniki dzielące na wewnętrzne segmenty pudełko zawierające 100 sztuk torebek herbaty ekspresowej.
    Stosujemy z powodzeniem.

  9. Czy kazda ciotka moze byc Zgryzotka? Przeciez kawaler nie moze miec brata :).
    Mam tak jak Starosta, zakladki z podrozy, pieknie widoki, ale zdarzaja sie tez przypadkowe np klucze, ktorych potem szukam. Kris i tak jestes lepsza.
    Skacze z radosci, czekajac na „Feblika”.

  10. A ja kiedys przez dluzszy czas nie moglam znalezc „Sprezyny” – przeszukalam wszystko, pewna, ze nie opuscila domu… I nic. Bylam nieco zrozpaczona, po czym przypadkowo odkrylam, ze zalozylam nia „Nutrie i Nerwusa”… :( (pewnie czytalam jedna po drugiej) i taka grubsza „Nutria” wyladowala na polce, a z zewnatrz nie bylo widoczne, ze ma taka bogata zakladke…

  11. Pani Malgorzato, wlasnie trafilam sobie na a YT npiekne wyklady prof. Marka Dyzewskiego. Nie mam czasu na wysluchanie wszystkich, wiec wyszukalam sobie recenzje koncertu finalowego. W odcinku 26 ( Marek Dyżewski: „Chopin w ogniu Konkursu” FINAŁ -26-), ok 9min50 zaczyna sie recenzja wystepu Szymona. „Pan Nehring gral w jakims szczegolnym natchnieniu”.

  12. „U nas też liczny dzień, cichy, złoty i słoneczny. Trochę chłodno. Taki dzień jest jak kieliszek białego wina wytrawnego.” – och DUA, DUA, pisarko moja ukochana! Toż taki właśnie był ten wczorajszy dzień… :). Czekam na „Feblika”, bo tam pewnie będzie więcej takich cudnych zdań:).

  13. Aha, czyli nie zawsze oczywiste jest oczywiste :)

    Co do zakładek, wiele bibliotek (co pewnie Bożena potwierdzi) robi wystawy rzeczy znalezionych w książkach, naprawdę zaskakujące bywają to przedmioty. Ja jestem tradycjonalistką, używam papierowych zakładek, często kupowanych na wyjazdach (zamiast tradycyjnej widokówki mam widoczek na zakładce), czasem listkowych kalendarzyków. Mam też małą kolekcję zakładek z Edycji Św. Pawła, ale bardziej ze względu na piękne cytaty i myśli tam zawarte (po prawdzie, aż dziwne zakładać np. kryminały takimi wzniosłymi myślami).

  14. Dzień dobry,
    właśnie jesteśmy na lekcji języka polskiego. Podróżowaliśmy po Pani stronie internetowej przy okazji rozpoczęcia przygody z książką Pani autorstwa pt. „Kłamczucha”. Postanowiliśmy pozostawić ślad naszej obecności w komentarzu. Życzymy zdrowia, pomyślności.
    Pozdrawiamy z Wrocławia Ic

  15. Mnie raz przy oddawaniu książki w bibliotece wypadł z tomu widelec obiadowy, wypełniając metalowym brzękiem czytelnię, wywołując falę ciekawych spojrzeń czytelników znad lektury i uśmiech politowania p. Bibliotekarki. Spłonęłam purpurą. A jednak Tata Borejko ma jakiś tam zmysł praktyczny, vivat plastikowe łyżeczki!
    Przeczytałam właśnie „Tym razem serio” i za pozwoleniem, ściskam Panią serdecznie. Wiele otuchy wlała we mnie ta książeczka.

  16. Bożeno, szczerze mówiac zastanawiałam się właśnie nad tym, czy Ida postrzegała pana Rochestera jako przystojnego (coś mi świtało!), ale stwierdziłam, że nie (ach, to nieuważne czytanie!). Rozumiem, że wymyślanie krzyżówek musi być trudne, ale i pasjonujace. Sama lepiej bym nie zrobiła. W dodatku dowiedziałam się, że Laura i Róża czytały „Winnetou”! (Tego też nie pamiętałam). Niedawno skończyłam czytać tę ksiażkę, więc się ucieszyłam :)

  17. Cóż, Ciotką każdy być może. Nawet Zgryzotką;)
    He, he.

    Chesterko, Natalia jest w „F”. Trochę na uboczu, ale jest.

    Małgorzato, dzięki za krzepiącą konstatację. Eksperci! Phi!

    Bożeno, ja po prostu patrzę, czym sama zakładam. Duża różnorodność obiektów.

  18. Dzien dobry!
    Mysle, ze to jednak nie Natalia jest „Ciotka…”. Podczytujac „Zabe”, natrafilam na „Ciotke Zgryzotke” i juz chyba wiem, o kogo chodzi! (Jesli to wciaz ta sama, oczywiscie). :)

  19. Jesień w „Ciotce Zgryzotce”? Melancholia listopadowa, czar wirujacych liści, refleksja nad przemijaniem… Oj, coś mi ta ciotka wyglada na Natalię. I bardzo dobrze, bo to trochę zaniedbana Borejkówna i od dawna za nia tęsknię.

  20. Dziękuję Księgowym za debaty na temat Konkursu Ch. Dzięki temu, ja która generalnie muzyki Chopina słucha tak po prostu – bez zwracania uwagi czyja to interpretacja – wciągnęłam się w kibicowanie tegorocznym uczestnikom konkursu i stali mi się bliżsi i barwni. I dziś się dowiedziałam się , że zakupione wcześniej bilety na recital któregoś z finalistów to bilety na Kate Liu :-) Cieszę się 2x bardziej na ten recital.
    Swoją drogą zawsze śmieszą mnie czarnowidzące opinie ekspertów jak to kultura umiera i jest niepopularna. Niechże oni zajrzą do tych wypełnionych po brzegi teatrów i filharmonii , gdzie należy zakupić bilety , a tak z miesiąc wcześniej jeśli chce się mieć dobre miejsce, albo jakiekolwiek, jeśli przedstawienie czy koncertujący jest bardziej popularny. (Bilety na koncert Seong-Jin Cho skończyły się jakoś w trakcie pierwszego etapu).

  21. O, ba! Bardzo dobry gust. Mam kilka jej nagrań, swego czasu były mi bardzo potrzebne :)

    Ale, ale, co ja czytam, jesienna „Ciotka Zgryzotka”? Specjalnie dla Sowy?? Nie posiadam się z radości! Aż rozwinęłam me jesienne skrzydła i okrążyłam dom trzy razy. Bo ja w istocie jestem bardzo jesienna, można powiedzieć, że od dnia mojego urodzenia ;). I mój ukochany kwiat to wrzos – od zawsze, zanim stał się tak bardzo modny. Znałazł się nawet w moim bukiecie ślubnym. Ale koniecznie musi być ten rosnący w górach, spłowiały, drobnokwiatkowy, aromatycznie pachnący w jesiennym, górskim słońcu. Lubię też ten rześki chłód o poranku. I październikowe światło. I grabienie liści lubię. Wczoraj i dziś – 6 worów.

    Na dobranoc:

    C. Debussy – Preludium „Bruyeres”.
    Krystian Zimerman.

  22. Az sprawdzilam, czy cos nie pokrecilam w tych wspomnieniach. Widze w notce w Wiki, poswieconej Victorii, ze wszystko sie zgadza: w 1984 r koncertowala w Polsce. Bylam wtedy w siodmej klasie podstawowki.

  23. Aniu g., teraz tez bym sie tak nie poswiecala dla sztuki, ale z wczesniej mlodosci bardzo milo wspominam te stojace, kucajace, czy konfesjonalowe koncerty:)
    Szczegolnie zapadl mi w pamiec wieczor w Filharmonii, boczkiem na schodkach.Tata mojej owczesnej podstawowkowej przyjaciolki (z ktora nota bene dokonalysmy odkrycia ksiazek MM, zanim pozniej byly lektura szkolna), zdobyl jakims cudem bilety na koncert slynnej spiewaczki i zrobil nam, smarkulom wielka frajde. Zapamietalam bardzo ekscytujaca atmosfere. Nazwisko tez zapadlo mi w pamiec, choc pozniej nigdy nic o niej nie slyszalam.Victoria de Los Angeles.

  24. We „Wnuczce” zakładał druczkiem od tabletek przeciwko nadciśnieniu.
    A w „Febliku” – plastykową łyżeczką od leków.:))))

  25. Miłe Panie, gdybym spodziewała się tak szybkich odpowiedzi, nie odeszłabym dziś od komputera :) celestyno, Just, Magda.leno, Zofio – dzięki za miłe słowa. Teraz liczę, Magda.leno, że pobawisz się w detektywa :) A układanie krzyżówek rzeczywiście jest baaardzo pracochłonne, po każdej mówię sobie, że następna najwcześniej za rok. A tu już szykuje się „Feblik”!
    Kapucynko, cieszę się, że jesteś tak wnikliwym czytelnikiem, przydałoby się Twoje oko przy weryfikacji kolejnych krzyżówek :) Choć przygotowuję pytania z ogromną starannością, zawsze jest margines wątpliwości, a mam nadzieję, że nigdy – błędu. W perspektywie bohaterki i czytelnika „Idy sierpniowej” – a krzyżówki opracowuję wszak dla czytelników Jeżycjady, a niekoniecznie wymienionych w niej książek – pan Rochester był przystojny. Bo kto objawił się oszołomionej Idzie?
    „Niezwykle przystojny chłopak o urodzie pana Rochestera.
    Tak jak pan Rochester miał ciemne lśniące oczy.
    I nawet twarz miał smagłą i pociągłą.
    Nawet podbródek miał kwadratowy.
    Nawet usta rzeźbione i nos klasycznego kroju.
    I nad zrośniętymi brwiami krótko ostrzyżone ciemne włosy.
    Idusi zakręciło się w głowie z zachwytu i zakłopotania. A tymczasem niezwykle przystojny brunet wstał zza biurka…”.
    Słowo ‚przystojny’ ma zresztą mnóstwo synonimów: atrakcyjny, dobrze zbudowany, męski, pełnokrwisty, pociągający, postawny… Pan Rochester niewątpliwie był bardzo męski, pociągający urodą szorstką i chmurną, ale fascynującą. Do licha, dla mnie jest przystojny! :) Ale dzięki Kapucynce będę jeszcze ostrożniejsza w sformułowaniach, bo zastosowałam tu chyba pewien skrót myślowy, który może zwrócić uwagę świeżej czytelniczki „Dziwnych losów…”…
    Swoją drogą, ciekawe, czy w „Febliku” Ignacy Borejko używa jakiejś nowej zakładki :)

  26. Dobry wieczór.
    Mamo Isi, dobrze, że rozsądek zwyciężył.
    Moje wspomnienia z takich stojących imprez należą do kategorii koszmarów sennych. Maksymiuk w Operze Bałtyckiej( wykucany na schodkach), Penderecki w katedrze ( przytulona do konfesjonału). Miało to miejsce w zamierzchłych czasach studenckich. Przyjaciółka od serca, pianistka nota bene, wlokła mnie ze sobą, nie zważając na opór i wierzganie. Głucha jestem totalnie, ale oczka mam bystre, toteż niezamierzony komizm sytuacyjny: Paulos Raptis stojący ramię w ramię z bardzo wysoką blond sopranistką, zapadł mi na zawsze w pamięć.
    PS. A pianistka została znakomitym kardiologiem;))

  27. Masz rację po stokroć, kochany Starosto. Łamanie konwencji jest to najgorszy grzech, jaki twórca może popełnić. Świat się wtedy człowiekowi wali na głowę. Kiedy nadeszła moda na filmy kowbojskie, w których już nie było bohatera pozytywnego i czarnego charakteru, jeno same szemrane – przestałam oglądać westerny.

  28. Bardzo fajny pomysł z tym konkursem i krzyżówką obecnie mam wszystkie tomy Jeżycjady na biurku i szukam tych „Zakładek Ignacego Borejki” świetnie się przy tym bawię ;).

  29. Trzeba jednak przyznać, że z nowszych ekranizacji ta jest szczególnie udana. Bardzo przemawiaja do mnie kreacje głównych bohaterów. A szorstkość pana Rochestera dodaje mu tylko uroku.

  30. Mamo Isi, tak, przewidywalne, po to przecież jest konwencja. Czytelnicy na ogół lubią, jak autor trzyma się przyjętej konwencji – wiedzą, czego mogą się spodziewać. Są i tacy, którzy kochają łamanie konwencji, ale sądzę, że jest ich mniejszość.
    Mary Stewart pisze książki bardzo angielskie i to właśnie mi się podoba. Poza tym jest sprawną pisarką. Choć oczywiście uważam, że Ellis Peters przerasta ją klasą o całą głowę.

  31. Kapucynko, moje dzieci są już całkiem dorosłe. A Emilka sama pisze książki. natomiast Jeżycjadę redaguje. Lubi ją mimo to!
    Ja muszę podczytywać J, bo powinny się zgadzać różne szczegóły.

    Masz rację, pan Rochester był raczej mrocznej i odpychającej powierzchowności – ten literacki, bo Toby Stephens z serialu – przystojniak.

  32. Weszłam sobie na stronę biblioteki i odnalazłam krzyżówkę. Zaczęłam ja sobie wypełniać i zaraz zauważyłam pewna nieprawidłowość. Otóż pan Rochester z „Dziwnych losów Jane Eyer” wcale nie był przystojny. O ile dobrze pamiętam z lektury. A pierwsze pytanie nas o tym informuje.

    Zastanawiam się, czy Pani dzieci lubia czytać Jeżycjadę? I czy sa jej miłośnikami? Bo mój tata nie czytał ksiażek swojego ojca, gdyż mówił, że dobrze go przecież zna. Ale wiem, że Pani stara się nie opisywać swojego życia, tylko kreuje całkiem nowy świat. A więc pozwolę sobie ponowić pytanie. Czy Pani dzieci czytaja Jeżycjadę? A czy Pani też sobie ja czasem podczytuje?

  33. Po dwóch godzinach takiego marznięcia miałabym galopujące suchoty, jak nic. O ile w ogóle bym to przeżyła.
    Co za szczęście, ze tak bezecnie wysoko wycenili te stojące miejsca;)

    U Mary Stewart wątek podstawowy, romansowy jest nużąco przewidywalny: za każdym razem główny bohater zakochuje się w porte parole Autorki, będącym zawsze cudnej urody i niezłomnego charakteru dziewczęciem. Ale jakoś zamiast żeby to mnie denerwowało, to fakt ten wprawia mnie w dobry humor;) Może dlatego, że cokolwiek by się nie działo w ramach wątku kryminalnego – bohaterka wychodzi z tego cało? To trochę jak u insp.Felse z rodziną – ktokolwiek by z tej miłej trójki nie wpadł w tarapaty – zawsze wychodzi z tego obronną ręką, co pozwala czytać książkę ze spokojem ducha i smakować szczegóły;)

  34. Mamo Isi, „Thornyhold” mam też, czeka.
    To dobrze, że przekład uroczy. W oryginale „Rok ogrodnika” jest perełką.
    Co do wiad: pryw.- dobry pomysł, cieszę się.

  35. Dzięki, kochany Starosto, za wsparcie moralne:) Wyjątkowo wygórowana cena marznięcia.
    Mam komplet książek Mary Stewart. „Nine Coaches Waiting” bardzo lubię, ale najbardziej „Thornyhold”.
    „Rok ogrodnika” oczywiście z ilustracjami Autora, tłumaczone przez Geoffreya Newsome, czyli nowe tłumaczenie. Urocze.

  36. Tak, tak, Magdaleno, jesień była w „Kłamczusze”- ale mam już zlecenie od tutejszej Sowy Przemądrzałej na kolejny tom w jesiennej scenerii. Chyba zrobię to dla Sowy. Ona jesienią rozwija skrzydła.

    Mamo Isi, marznąć na stojąco za 35 zł to już za wiele.
    Nawet byś sobie kaszlnąć ochryple nie mogła, e tam.
    Ja sobie czytam na dobranoc „Nine Coaches Waiting” Mary Stewart – znasz?
    A co tam u inspektora F?
    „Rok ogrodnika” po angielsku? No, to ciekawe. A z obrazkami autora?

    Celestyno, nasz Nehring jest w Paryżu, zauważyłaś?

  37. Dziękuję Pani za dobre słowo :)
    Widzę właśnie, że tutaj jest spokojnie i swojsko. Może wreszcie to będzie to właściwe miejsce dla mnie…
    Chyba tak jak większość lubię jesień kolorową, ciepłą, słoneczną, szuranie wśród liści, barwę słońca i ostatnie jego ciepłe promyki.
    Tak właśnie sobie pomyślałam, że w zasadzie akcja żadnej z Pani książek nie dzieje się jesienią (poza częścią „Kłamczuchy”). Lato jest piękne w opisach, ale jesień też by była niczego sobie… :)

  38. Niestety, ach, niestety, na koncert Szyszkina na Ołowiance za miejsca stojące dyrekcja zawinszowała sobie 35 zł/ słuchacza. Uważam, że przekroczono dziarskim krokiem granicę bezczelności w wycenie miejsc stojących. Już nie mówiąc o możliwości bezszelestnego i bezproblemowego stania przez dwie godziny w pewnym wieku.
    Teraz jak ten lis, co nie mógł dosięgnąć winogron, tłumaczę sobie, że i tak ta filharmonia ma nienajlepszą akustykę i ogrzewanie, więc nie tylko bym marnie słyszała, ale jeszcze bym zmarzła jak pies.
    A poza tym w lumpeksiku dorwałam „Rok ogrodnika” Capka po angielsku, jestem w połowie i bym musiała przerwać, żeby pójść na koncert;)

  39. Podoba mi się bardzo pomysł z konkursem o Jezycjadzie, napewno rozbudzi ciekawosc wśród czytelników.
    Krzyżówka też dobra, oby więcej takich pomysłów !
    Pozdrawiam.

  40. Oj, leca, leca, Pani Malgorzato. Za moim kuchennym oknem tez widze wielce pokazny dywan ognisty.
    Szkoda mi lisci z drzewa, ktore tak ladnie jesienia komponuje sie z kolorem (skrzepla krew -tak to sobie nazywam) okiennic. Teraz bedzie lyso.
    Teraz uswiadomilam sobie, ze rok temu mowila tu Pani o podspiewywaniu „Les feuilles mortes” (mezzosopranem) podczas grabienia lisci. Ten czas stanowczo za szybko umyka.

  41. Oj, dopinguje, dopinguje!
    I ma rację. Nie masz jak robota.

    Tak, już niedługo.

    Magdaleno, dzień dobry! Tylko bez onieśmielenia, bardzo prosimy. Same swojskie istoty są tutaj, żadnych złośliwości, dokuczania, żółci etc. Wpisuj się śmiało!
    U nas też liczny dzień, cichy, złoty i słoneczny. Trochę chłodno. Taki dzień jest jak kieliszek białego wina wytrawnego.
    Liści przybywa – wczoraj zgrabiłam ich tyle, że wypełniłam ściśle worek 240 l. A jeszcze lecą i lecą.

    Króliku, cześć i czołem! Miło Cię znów widzieć.

  42. Cieszę się, że już jutro otrzyma Pani pierwsze, pachnące świeżym drukiem egzemplarze ” Feblika”. My sobie jeszcze trochę poczekamy, nic nie szkodzi.
    Wczoraj zrobilam wreszcie Zupę Kopciuszka, uczta dla podniebienia! Wyszło jej dość dużo, więc resztę zjemy dziś. Dziękuję Wam bardzo za przepis :)

  43. No nie, naprawdę, będzie miała Pani „Feblik”, aż zazdroszczę. My musimy uzbroić się w cierpliwość!!! A to takie trudne…ale WIELKA CHWILA tuż, tuż..Brawo dla Wydawnictwa, to ważne, że dotrzymują słowa. Cieszę się, że Pani Wydawczyni dopinguje Panią, trochę w naszym imieniu, do tego, by powstawały kolejne tomy. Bo my na to naprawdę czekamy! Pozdrawiam wszystkich-u nas, w Lublinie, piękna polska złota jesień. „To lubię”.

  44. Dzień dobry,
    chciałam się na początku przywitać, ponieważ piszę tu pierwszy raz. Czytam Was regularnie, jednak często czuję się onieśmielona, patrząc na poziom erudycji niektórych osób. Ale co tam, raz kozie śmierć, może będę mogła od czasu do czasu też coś dodać :)

    Pomysł konkursu zakładkowego świetny, chyba pobawię się w detektywa :)
    Co do układania krzyżówek- podziwiam panią Bożenę, rozwiązywanie już czasami bywa trudne, a co dopiero ich wymyślanie! Postaram się nie zauważać, że w pliku pdf jest już podane rozwiązanie krzyżówki jubileuszowej i pogrzebię w pamięci i książkach :)

    Pozdrawiam wszystkich i dobrego, słonecznego dnia życzę! (U nas właśnie taki pogodny jest).

  45. Pani Bozeno, swietna sprawa z tym konkursem!

    Informacja dla zainteresowanych: na stronie biblioteki, po lewej stronie „Zakladki Ignacego Borejki”, a w niej pod informacjami o konkursie, link do krzyzowki.

  46. Krzyżówki!
    Coś podobnego.
    Aha, wszystko to na stronie Pedagogicznej Biblioteki Publicznej w Bytomiu, znalazłam!
    Dziękuję i pozdrawiam serdecznie.

  47. Droga Pani Małgorzato i wszyscy mili Pani Goście!
    Zajrzałam tu po dłuuugiej przerwie w poszukiwaniu wieści o „Febliku” i teraz dręczy mnie poczucie grzechu zaniechania :) I ja czekam od lat (teraz już z nagle dorosłymi dziećmi) z niecierpliwością i zaciekawieniem na kolejne tomy Jeżycjady, ale – znalazłam sposób na skrócenie tej udręki. Żałuję, że nie podsunęłam go tutaj wcześniej.
    Panie, panowie, dziewczęta i chłopcy – układajcie lub rozwiązujcie krzyżówki z Jeżycjady! Od ładnych paru lat właśnie w ten sposób bawię się pogodnymi powieściami Pani Małgorzaty, to jest najcudowniejszy relaks, na leżaku lub na kocu gdzieś w lesie, w każde kolejne wakacje. Mam już na koncie walentynki z Jeżycjadą (w kształcie serduszka), gwiazdkę u Borejków (oczywiście choinka), „McDusię” (tort), „Sprężynę” (tzw. wirówka lub, o zgrozo, ciągówka), „Wnuczkę…” (w koralach)… Ostrzegam, to diabelnie wciąga! A krzyżówka najnowsza, na którą materiał zbierałam od lat i z którą szykowałam się na piękny, podwójny jubileusz Pani Małgorzaty – książki w Jeżycjadzie – jest dla wszystkich zainteresowanych dostępna online. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę – i już mamy sentymentalną podróż przez wszystkie 20 tomów cyklu. Życzę dobrej zabawy! Krzyżówki są wypieszczone, dopieszczone, jak przy obchodzeniu się z klasyką przystało :)
    A Pani Małgorzacie dziękuję za lata spędzone z bohaterami, którzy wnoszą w nasz świat radość, optymizm i nadzieję, niezłą porcję humoru i dobry materiał do rodzinnego przekomarzania. Moje dzieciaki już na początku podstawówki mówiły tekstami z Jeżycjady i tak nam to jakoś zostało.
    Może kiedyś uda mi się w końcu napisać coś większego, popularyzującego cykl wśród młodzieży, bo z praktyki wiem, że te książki się jej podobają. W 2006 roku otrzymałam od Pani Małgorzaty przemiłą zgodę na realizację mojego ówczesnego pomysłu; złe wiatry nie pozwoliły wówczas na jego realizację, ale przecież zawsze wszystko przed nami.
    Li i jedynie.
    Pozdrawiam serdecznie!
    PS
    Pozwolę sobie również zaprosić wszystkich znawców Jeżycjady, jej fanów, fanatyków, nieulękłych detektywów et caetera do uczestnictwa w prawdziwym wyzwaniu: dość zwariowanym konkursie „Zakładki Ignacego Borejki”. Pani Małgorzata serwuje nam takie dodatkowe smaczki w swoich książkach; no, po prostu musiałam to wydobyć! Konkurs też do znalezienia przez wyszukiwarkę – na stronie mojej biblioteki :) Czekam na Wasze maile do końca grudnia i wybaczcie tak spóźnione zaprosiny!

  48. Migdałku, jak ja się cieszę!
    A śmiałaś się też trochę?
    Bo Patrycja – tak!- jak widać. Ja rozśmieszam celowo, a wzruszam mimo woli.:))))
    (Dobrze, że nie na odwrót).

    Ściskam Was serdecznie, dziewczynki!

  49. Pani Małgorzato, dziękuję za „Wnuczkę do orzechów”, która był wspaniała. Wzruszyła mnie Pani do łez.

  50. Jeszcze coś mi się przypomniało. Uwielbiam Pani książki też za to, że każda jest inna. Ja, jako nastolatka, często miewam zmienne stany ducha. I wtedy sięgam po odpowiednią część Jeżycjady, żeby się utożsamić z główną bohaterką. To pomaga. A jeszcze dawka humoru…Żyć, nie umierać! Dziś na przykład ,,Brulion Bebe B.”.

  51. Agato Karolino (wiad.pryw.) – wpisz tu, także jako wiadomość prywatną, swój adres pocztowy (tylko do mojej wiadomości)- załatwimy sprawę od razu.
    Aha, podaj też to właściwe imię.;)

  52. Zuziu, jesteś najnormalniejszym na świecie słoneczkiem.:)

    Agnieszko S., dziękuję za długi wpis, który pozwolę sobie potraktować jako prywatną wiadomość. :)
    Bardzo, bardzo się nią ucieszyłam i szybko ściskam Ciebie oraz córkę, najserdeczniej! Dobrze jest wiedzieć, że do tego właśnie się przydaję. Bo – tak, to właśnie od początku było moim celem. A myślałam najpierw oczywiście o własnych dzieciach, a potem poczucie odpowiedzialności rozszerzyło mi się już na wszystkie.

    Niezależnie od tego, czy się komuś podobam, czy nie.;)

  53. Dobry wieczór!
    Już nowa okładka?Och…:)

    Ania Shirley była dziwna według innych ludzi.
    Ale czy ja jestem to nie wiem,chyba tak,bo brat i koleżanki w szkole mówiły mi to wiele razy.
    Może to my jesteśmy normalni,a inni są dziwni.Nie lubię słowa „normalne”,przecież dla każdego co innego jest normalne,a zresztą,to słowo jest takie przyziemne!
    :)

  54. Hehe, nie zapomnijmy, że Łusia także postrzegana była w klasie jako dziwaczka. Ci, co mają bujną wyobraźnię, często bywają odbierani jako dziwacy. Pisze to oczywiście osoba, która ma łatkę „tej dziwnej”. Ale mam to w nosie!

  55. No proszę! Parę dni tu nie zagladałam i dzisiaj żadna wiadomości o „Febliku” dowiaduję się o czymś zgoła innym! „Ciotka Zgryzotka”! Brzmi jak z innej bajki, ale to może dlatego, że muszę przywyknać. Niezwykle trafna nazwa DUA! Obstawiam Idusię! :}

  56. A i owszem, „Idiota” był w czytaniu, na pewno. Chyba w którejś z wcześniejszych części. Ale sama już nie pamiętam!

  57. Ach dziwacy, sól ziemi! A najukochańsi z ksiażek to: Ksiażę Myszkin, wariatka z Chaillot, Monsignore Kichote, ksiadz Brown i pewnie wielu pominęlam.
    A propos DUA. Czy jakaś z nieletnich Borejkówien nie czytala przypadkiem „Idioty”? Szukam tego razem z córka w Jeżycjadzie i nie możemy znaleźć. Czyżby to nam się przyśnilo?

  58. Och… Więc pozostaje czekać na okładkę „Ciotki …”. :)
    Ojejku, nie ukazał się jeszcze 21 tom, a pani sprawiła, że już czekam na kolejny.
    Jakby się tak zastanowić to już czekam na 30 ;).

  59. Otz, dzieńdoberek. Chwilowo nic nie wyjawię, bo muszę to dopiero wymyślić, a potem … też nie wyjawiać.
    Słówko na temat takich, jak my, dziwaków, znajdziesz w „Febliku”.
    A „Kalamburkę” przeczytać przed „Feblikiem”- się przyda, się przyda.

  60. Na tle społeczeństwa pewnie większość Księgowych to dziwacy.;) Ja też – na szczęście.
    A „Ciotka Zgryzotka”, chyba to może nam pani wyjawić, będzie u Borejków?
    W oczekiwanie na „Feblik” przypominam sobie całą ”Jeżycjadę”. Teraz ”Kalamburka”,notabene moja ukochana. Mam nadzieję, że zdążę.