Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy! Cześć i czołem po wakacjach!
Kochana Dziatwo Szkolna Wszystkich Szczebli! Dobrego pierwszego września! Dobrego szkolnego roku!
Zaczynam, oczywiście, od razu trzymać moje kciuki mentalne za wszystkich uczniów i uczennice, za to, żeby nowy rok szkolny nie był Wam przykry, żebyście mieli w nim czas i na naukę, i na kulturę, i na przyrodę, i na zabawę! I na śmiech!
Dziękuję Wam za wszystkie listy z wakacji, za zdjęcia, pamiątki i prezenty (Beatuszko! Kwituję świeżo otrzymaną wzruszającą przesyłkę z Wilna, dziękuję bardzo!). Przepraszam, że nie odpisywałam na listy, nie odpowiadałam na propozycje etc. – to dlatego, że po prostu zrobiłam sobie, kategorycznie jak co roku, wakacje od internetu. Wyłączyłam go. Ciach! – i co?
I nic się nie stało.
A w dodatku wcale nie pojechałam w podróż naokoło świata, czego, jak widzę, niektórzy tutejsi goście się spodziewali!
Zaczęliśmy trasę od wizyty u miłych przyjaciół, aż tu nagle nadeszły takie upały, że natychmiast mi się radykalnie odechciało jakichkolwiek podróży, zaszyłam się w Chłodnym Pokoju przy Zasłoniętych Oknach i Dużym Wentylatorze, kąpałam się dziesięć razy dziennie, jadłam wyłącznie lody i… i… co? Co można robić w takiej przymusowej izolacji, kiedy nic człowiekowi nie przeszkadza, kiedy na zewnątrz jest 50 stopni gorąca, a przed sobą ma się laptop z chłodzącym mini wiatraczkiem, podarowanym przez Jelly? Co w takiej sytuacji może człowieka porwać i zająć?
Tak jest. Praca. Czyli – „Feblik”.
Napisałam go wreszcie! I ostatecznie tak będzie wyglądał:
Panuje w nim – trudno się dziwić! – taki sam straszliwy upał, jak we „Wnuczce do orzechów”. Widać to też po Ignasiu: ale się opalił, co?! (Starannie mu dobrałam odcień opalenizny, co możecie prześledzić na pierwszym rysunku, na tych próbnych plamkach po prawej: róż pastelowy, ugier jasny, umbra palona).
Mogę Wam już zdradzić, że spotęgowałam sobie trudności, tak, jak lubię: bowiem im trudniej, tym ciekawiej, a im więcej łamigłówek, tym milej i weselej się pracuje.
Założyłam mianowicie, że „Feblik” będzie opowiadał o tym, co się zdarzyło pomiędzy sobotą 10 sierpnia a wtorkiem 13 sierpnia 2013 roku. Jeśli zajrzycie do „Wnuczki”, stwierdzicie, że wydarzeń z dwóch dni, pomiędzy ową sobotą a pamiętnym burzowym (i burzliwym) wtorkiem, po prostu tam nie ma!
W sobotę szczęśliwy Ignaś wyruszył z dolinki przez Kostrzyn do Poznania, a dalej – do Wrocławia. Co się z nim działo przez ten czas? A co się wtedy działo w wiejskiej kuchni u Pulpecji? A co – przy Roosevelta 5 w Poznaniu, gdzie przecież został Grzegorz Stryba? A co powiedziała (i jaką miała minę!) Ida, we wtorek po burzy, kiedy bryczka zaprzężona w Kobyłkę przywiozła nie tylko Dorotkę , ale i autora jej korali?
Miło było sobie to wymyślać! Sama śmiałam się przy tym. Pyszna zabawa, takie podglądanie czasu i układanie w nim kawałeczków puzzla. I naprawdę dobrze się pisało! (Niech żyją wentylatory i wiatraczki!)
Ech, lubię swoją pracę!
Mam nadzieję, że Was „Feblikiem” zaskoczę, ucieszę i rozbawię.
Książka jest „złapana” za łeb, hura! Potrzebuję jeszcze miesiąca: na „dodanie ciałka” (jak sobie nazywam obudowywanie szkieletu niektórych naszkicowanych dopiero scen), na wykończenie całości (przyjemne zajęcie), i na ilustracje. I właśnie ten miesiąc mam. Obiecałam mojej Wydawczyni, że oddam tekst i obrazki na początku października. I – będzie „Feblik” na św. Mikołaja!
No i to jest właśnie ta niespodzianka, którą tu Admineczka pod moją nieobecność zapowiedziała.
Dziękuję Wam za doping! Za to wymagające oczekiwanie! Za to, że mnie ono stale zmusza do pisania! Bardzo, bardzo za to dziękuję, bowiem – mówię to z największym przekonaniem – praca naprawdę jest najlepszym lekarstwem na wszystkie smutki.
Przesyłam Wam zbiorowego CAŁUSA !
Wasza
MM










Wpisuje sie tak tylko, zeby zmienic liczbe:)
Tez ciekawa jestem jak to z tym tlumaczeniem na koreanski bylo.
Dobry wieczór!
Kreisler Murr, jestem zaintrygowana: „Opium” nie było tłumaczone na język koreański, w każdym razie – nie za moją wiedzą!
To chyba pomyłka?
Oprócz przekładów „Jeżycjady” na język japoński istnieje jeszcze wietnamska „Kłamczucha”. I na tym koniec, jeśli chodzi o Azję.
W każdym razie – Polska czeka. Moje książki też. Przybywaj!
Pozdrawiam serdecznie.
Witam,
od dawna nie udalo mi sie przeczytac Pani nowych ksiazek – od dziesieciu lat jestem poza Ojczyzna (w Azji).
Jestem ich bardzo ciekawa, ale chyba najbardziej czekam na ksiazke podobna do „Opium w rosole” (prosze wybaczyc ze marudze). Tam bardzo pieknie Pani pisala o porozumieniu miedzy bardzo roznymi ludzmi (biorac pod uwage ze funkcjonuje w zupelnie innej rzeczywistosci i czasem trudno mi dotrzec do umyslu i serca drugiego czlowieka, takie ksiazki sa mi potrzebne najbardziej). Chwytala Pani w locie okruchy czasu dzieki opisowi mroznych porankow i starych kamienic. Pisala Pani o uczuciach ktore dojrzewaja – paradoksalnie – dzieki bledom. Wiec kiedy wroce do Ojczyzny – mam nadzieje, ze rychlo – mam nadzieje znalezc troche zyciowej filozofii i przezyc takie male catharsis jakie dalo mi kiedys „Opium…”.
PS. Czytuje „Opium…” w wersji koreanskiej – jestem tlumaczem tego jezyka, a wersji polskiej pod reka nie mam.
Pozdrawiam. K.M.
Może wcale nie być selera!
Eksperymenty wskazane.
Pozdrawiam mile!
Witam Pani Małgorzato:) Feblik boski, przeczytany z zapartym tchem! Już nie możemy doczekać się Ciotki Zgryzotki! Mam tylko jedno małe pytanie: czy do puńczyka z tuszki seler ma być taki ze słoika, czy lepiej ugotowany przez samego siebie? Ostatnio nie dałam i też było pysznie:)
Czy nie jest to przypadkiem Kasia Ogorzałkówna?? Arghhh, 6 listopada jest tak daleko…
Pani Małgosiu, która książka pani autorstwa wydaje się pani najfajniejsza, najlepsza? PS.przepraszam za nadużycie ‚pani’
A czy ktoś ogląda i słucha Konkursu Chopinowskiego.Warto posłuchać prawdziwie wysokiej klasy wykonawców,czekając na „Feblika” za miesiąc.
:))))
Jaka będzie reakcja Idusi – tego najbardziej nie mogę się doczekać! Twarz samoczynnie mi się rozjaśnia.
Dziękuję i ściskam Cię jesiennie, Joanno!
Pani Małgorzato, dziękuję za „Feblika” – cóż za cudowny prezent. Akurat tuż po moich urodzinach :) Zamówienie w wydawnictwie złożone – czekam….. . Kraków dzisiaj pokryty warstwą chmur, smog jakby mniejszy bo wieje. Liście lecą, żółkną, brązowieją. Jesień. Dostałam całkiem dorodnym kasztanem w łepek, raniutko jak rączym kłusem zmierzałam do środka transportu. Na odmulenie chyba. Lepsze to niż kawa. Guza brak, kasztan w kieszeni. Jechałam do pracy i śpiewałam ( dobrze, że jazda odbywa się własnym autem, bo śpiew mój ….) cały znany mi repertuar jesienny, na czele z „Koncertem jesiennym” i oczywiście „Kasztany”. Lubię jesień. Złotą i ciepłą. Ta deszczowa nastraja mnie nostalgicznie. Wróciłam do Bebe B. tam szaleje lato i szaleje Anielka. Pozdrawiam cieplutko i jesiennie z Krakowa.
Bardzo przepraszam, że dopiero teraz odpisuję, ale najpierw wywiało mnie na festiwal teatralny do Wałbrzycha, a potem nad Bałtyk (we wrześniu coś wspaniałego!!!). Tak to ten cytat Jane! Dziękuję bardzo! Zawsze wiedziałam, co to za mądrzy ludzie, ci księgowi. :))) Dziękuję!!!
Dzień Dobry!
Wyczekuję Feblika, wyczekuję. Chyba muszę sobie powtórzyć Wnuczkę, bo przez te wakacje przeczytałam tyle, że pewne jej fragmenty wyleciały mi z głowy. Ciekawa jestem okropnie tego nowego dzieła. A szczerze mówiąc brakuje mi Jeżycjady tak w ogóle. Czytałam różne inne dobre książki, ale one były w inny sposób dobre. Jeżycjada to jakby jedno z dań w moim menu: trochę tego, trochę tamtego i Jeżycjada, tak to wygląda. Ale przez ostatnie kilka miesięcy czułam niedosyt, bo już wcześniej przeczytałam wszystkie 20 tomów.
Nie Przesadzajmy, Aniu, Kłamczucha nie wyszła tak najgorzej. Nawet całkiem nieźle. Drzewicz jako Dmuchawiec na przykład świetnie pasował. Poza ty wcale nie namawiam na żadne ekranizacje. Po prostu wyobraziłam sobie Adama Ferencego w roli doktora Bratka to wszystko. Zresztą, nawet jedna z moch koleżanek powiedziała, że mogłoby być ciekawie.
Aniu, potrafi uśmiercić, ale my na to nie pozwolimy. Nawet gdyby zostały zekranizowane, to czym prędzej wyrzucimy je z pamięci. Zreszta Pani Małgosia na pewno się nie zgodzi.
Cały czas zastanawiam się, kim jest nasza Feblikówna, bo jeśli nie Marysia, to kim? Kim? DUA na pewno zaśmiewa się z naszych błędnych przypuszczeń, ale a nuż ktoś odgadnie! Czekam, czekam, czekam, obgryzając palce z niecierpliwości!
Gratuluję oddanego przed czasem „Feblika”! Jak miło się na niego czeka, wyobrażając sobie powstające właśnie ilustracje. Trzy lata temu, czekając na „McDusię”, przygotowywałam się do wyjazdu na Zieloną Szkołę z moją klasą. W tym roku znowu jadę (za 10 dni) i znowu po powrocie przeczytam nowiutką książkę Kochanej Autorki. Pani Małgosiu, ściskam mocno, a Wszystkich nieśmiało proszę o dobre fluidy na czas naszego wyjazdu, żeby był udany, żeby dzieci za bardzo nie tęskniły i żebyśmy szczęśliwie wrócili zadowoleni do domu.
Teraz mnie zaciekawiło czy w Febliku będzie dużo Idusi. I a propos nawiedziła mnie myśl, że dziewczyna z okładki to może być córka Krzysia(z Idy sierpniowej) ale byłaby już o wiele starsza. A czy kiedy kończyła Pani Tygrysa i Różę co się stało z Filipem Bratkiem? Może było gdzieś napisane ale ja nie zauważyłem.
Może chmury się rozejdą, do poniedziałku jest jeszcze czas. Mam nadzieję, że jednak się uda.
Ach, jaki piękny widok będą mieć Patrycja i Baltoną ze swojego ganku!
Do Rozmaryna:
to prawda, nudne prace też trzeba wykonać, nie wierzę w pomysły typu – „nuży cię twoja praca? Zacznij robić to, co sprawia ci przyjemność!” Mogę zająć się swoją pasją, ale chleba to z tego nie będzie…A kochanej Autorce dziękuję za podniesienie rangi KAŻDEJ pracy wykonywanej z miłością i poświęceniem:)
I do Karambola: błagam nie namawiaj DUA na ekranizację książek!!! Telewizja potrafi uśmiercić najpiękniejsze, najśmieszniejsze, najkochańsze książki:(
Pięknie dziękuję :) Wyobraźnia pracuje, co to będzie. Ach, czekajmyż więc. I zastanawiam się, nie ja jedna zapewne, co jest w paczce, którą trzyma opalony Ignacy Grzegorz… „Feblik” rozjaśni tę kwestię, mam nadzieję.
Olu, dziękuję!
CO za miły obrazek mi tu przedstawiłaś. Uśmiecham się do mojej malutkiej czytelniczki!
Just, ano chyba tak: sadzenie cebulek na mnie czeka.
Zuziu, w nocy machnęłam trzy dobre rysunki i połowę czwartego. dobrze idzie.
Gratuluję piątki (minus się nie liczy!).
Moonwalk, zmyłam ,co się dało. Ale podłoga w moim pokoju jest, że tak powiem, po przejściach.
Specjalnie dla Ciebie, wieczorkiem, wrzucę tu rysunek.
Aha: a „Feblik” już u wydawcy! Hura! Oddałam przed terminem.
Droga Pani Małgorzato,
jestem Pani wierną czytelnicznką od wielu lat (prawie trzydziestu). Kocham Pani książki, są wspaniałe i Pani też jest wspaniała i niezastąpiona. „Feblik” to najlepszy prezent na pierwsze urodziny mojej córeczki, ogromnie za to dziekuję i nie mogę się doczekać listopada. Pamiętam jak rok temu kończyłam czytać „Wnuczkę do orzechów” karmiąc moje kilkugodzinne trzecie dziecko. Bardzo Pani za ten moment dziękuję i w ogóle dziękuję za wszystko! Teraz znowu czytam „Wnuczkę” śmiejąc się na głos i wzruszając,na przemian.
Pozdrawiam serdecznie!
Gratulacje zatem dla Pani Malgosi ! A potem nalezy sie zasluzony odpoczynek :)
Pozdrawiam!
Dzień dobry!
Jak się rysowało dzisiaj w nocy?
Melduję,że dostałam pięć minus z recytacji.Jestem z siebie dumna!
Gratuluję ukończenia książki!
Miłej pracy!!:)
Witam serdecznie! Już wprost nie mogę doczekać się dzieła, za sprawą którego ma dzisiaj Pani plamy tuszu na palcach, a być może i na podłodze :)
ps. Humor stacyjny w „Nutrii” też był niczego sobie.
Dziękuję!:)
Dzień dobry!
A to się wspaniałych rzeczy dowiaduję. „Feblik” ukończony, ilustracje już prawie i do tego czeka nas zaćmienie Księżyca.
Serdecznie pozdrawiam i życzę Kochanej Autorce, Admince i wszystkim Księgowym dużo zapału do pracy :)
Duśko!
Dziękuję za wspierające słowa na temat pracy tłumaczy tekstów prawniczych. Rzeczywiście, jest to zajęcie rozwijające, choć nieco nużące, gdy trzeba po wielokroć powtarzać te same sformułowania typu: artykuł nr, ustawa nr itp. Tłumaczę dla chleba od wielu lat wszystkie niemal rodzaje tekstów poza literackimi (choć to było moim marzeniem, gdy wybierałam studia) i wiem, że dzięki tej pracy dowiedziałam się mnóstwa ciekawych rzeczy, a to o sztuce, a to o klejach, a to o urbanizmie, a to o grzybach… Czasem ta praca przypomina pracę detektywa, gdy trzeba iść po śladach i szukać tropu jakiegoś słowa. Teraz wszystko niemal można znaleźć w pudełku z ekranem, które stoi przede mną, ale dawniej trzeba było się przekopywać przez tomiszcza słowników i encyklopedii. Nie wiedzieliśmy wtedy, że kiedyś będzie o tyle łatwiej. Ale i tamto było ciekawe!
Wiemy, wiemy!
Tymczasem martwimy się, bo chmury nadciągnęły. Znów się nie uda.
Uwaga lunofile, z niedzieli na poniedziałek nastąpi historyczne zaćmienie Księżyca w perygeum. Księżyc będzie duży i krwawy. Wyśpijcie się za dnia, bo najlepsze widoki będą między 2 a 6 rano. Oj, jak czasem dobrze być Sową.
Dziękuję!:)
Od razu lepiej mi się rysuje po nocy.
Właśnie zaczęłam czytać „Język Trolli” i bardzo jestem ciekawa tych ilustracji z „Feblika”. Na pewno będą one jak zawsze śliczne ;). Pani tak ładnie ilustruje swoje książki, że zawsze je czytając zachwycam się nimi.
Dobranoc, Dobrywieczorku, dobranoc, Zgreduchna!
Już jestem za połową rysunków.
Paluszki czarne.
Cześć pracy nocnej!
Ach, DUA, jakże się cieszę, że już niedługo znów poczytam coś, czego jeszcze nie znam o moich ulubionych bohaterach. Właśnie skończyłam żmudne poprawianie zeszytów ćwiczeń (po serii jedynek z zeszłego tygodnia, w końcu mogłam postawić kilka szóstek – jakże ja lubię pastwić się nad uczniami i nad sobą, bo kto to widział sprawdzać zeszyty po nocy…) i dla odprężenia poczytałam wpisy.
Pozdrawiam serdecznie Lud Księgi :-)
Najlepszy humor stacyjny był chyba w „Pulpecji”.
Nieduże, ale będą. Dziękuję, Zofio!
Just, mam zaszczyt zameldować, że książka została wczoraj skończona, zapięta na ostatni guzik. Emilka ją teraz redaguje (np: sukienka raz czerwona, a raz biała; poprawione), i niebawem wyślemy tekst do wydawcy, mieszcząc się idealnie w terminie.
A ilustracje właśnie robię i podobają mi się. Łapy natomiast mam czarne od tuszu. Znów w zapale wylałam buteleczkę na stół i podłogę.:)))
Jak skończę obrazki, pokażę jeden we wpisie.
„Kalamburka” jest jedną z bardziej wzruszających książek w Jeżycjadzie. Bardzo ją lubię i ciesze się że będą nawiązania do niej w „Febliku”.
Psst, psst, Rozmarynie, bardzo często mam do czynienia z tłumaczami tekstów prawniczych i uważam Waszą pracę za niezwykle ciekawą i rozwijającą:).
Kris, Jacopino niesamowity, caluski!
Zuziu (wiad.pryw.), ściskam serdecznie!
Karambolu, uważam, że pisarze nie powinni oceniać prac młodszych kolegów. Ja bym się w każdym razie bała, że wywrę niepożądany wpływ i sprowadzę kogoś z jego własnej drogi.
A pisać trzeba samemu, całkiem samemu!- taka to właśnie jest praca.
Witam i pozdrawiam w ten deszczowy wieczor! Wpadl w moje rece „Kwiat kalafiora”, wydanie z 1990 roku. Niektore strony nieco wyblakle, ale i tak sie go swietnie czyta. Mam duzy sentyment do tej ksiazki :)
Pani Malgosiu, a jak praca nad ilustracjami do „Feblika” ?
Uprzejmie dziękuję za odpowiedź, Pani, Małgosiu. Co do faktów to wiem, że były one inne. Gratuluję Felbika wszyscy się tutaj zachwycają i słusznie. Zważywszy na te letnie upały to spory sukces, iż kolejny tom ukaże się w tym roku. Gratuluję Można powiedzieć, że sama napisałam „książkę” liczącą, chyba st ponad sto stron, ale o wydaniu nie myślę. Musiał, by to ocenić jakiś profesjonalista, a nikogo takiego pod ręką nie ma. Doskonale to, co Pani napisała, zastrzegając, że nie ocenia czyjeś twórczości, bo to trudne. Chociaż taka ocena to na pewno byłby miodzio. W końcu jest Pani Autorką z doświadczeniem. Dla wielu osób stanowi to inspirację dla amatorów, którzy lubią tworzyć opowiadania. A przy okazji pomyślałam sobie, że Małomówny i Rodzina mógłby zostać zekranizowany. Jeżycjada to już inna sprawa, bo tutaj dużo się opiera na humorze stacyjnym itd. Aż mnie ciekawi, kto znalazłby się w obsadzie? Może Ferency w Roli doktora Bratka, na przykład? Marzenia, oczywiści. Co Pani na to? Przekazuję pozdrowienia od mojego taty.
Aaa! Piękne pytanko Jacopina! I piękna scena.
Zuziu, (wiad. pryw.) mam pomysł: napisz w tej sprawie do Adminki, ona pomoże.
DUA, dziekujemy i pozdrawiamy cieplo z Wyspy!
Dolaczam jeszcze jedno z ciekawszych pytan Jacopina: „mamo, a czy istnieje tylko to, co mozemy nazwac?” (zapytal o to podczas zabawy w morzu, ciekawe, o czym akurat myslal? :) )
Zofio, a to całkiem tak, jak ze mną!
Karambolu (wiad.pryw.)- tak, to fakt. Znaliśmy tego chłopca.Co do jego matki jednak – było inaczej.
Ale reszta się zgadza.
Tak, tak.
Do listopada coraz bliżej jak ten czas leci jeszcze tylko miesiąc został. Ja właśnie ostatnio tak się zaczytałam, że dopiero o 3 w nocy spać poszłam. Tak kiedy się czyta książkę to wtedy czas płynie szybciej i nim się obejrzymy a tu taka późna godzina. Nie wyobrażam sobie swojego życia bez książek zawsze je ze sobą zabieram wszędzie gdzie tylko mogę. I każdą wolną chwilę lubię spędzać na czytaniu książek.
Kochana Kris, dziękuję za obszerną wiadomość prywatną! Przeczytałam nowiny z ogromną przyjemnością, gratuluję serdecznie!
Pozdrawiam dzieciaczki!
Zuziu, ptaki były podekscytowane przed podróżą. ;)
Z przyjemnością!
Dziękuję za ten miły wybór.
Tych kilka zdań prześlę pocztą, zgoda?
Pozdrawiam serdecznie!
Pani Małgorzato! 9 października nasze Gimnazjum nr 29 w Szczecinie im. ks. Jana Twardowskiego dołącza się do akcji wspólnego czytania. Wybraliśmy Pani twórczość, która spaja pokolenia. Czy byłaby Pani uprzejma napisać w formie listu kilka zdań, które można by było odczytać młodzieży? Pozdrawiam Maria Karbowiak
Dzień dobry!
Pierwszy dzień jesieni!Piękny!Idąc dzisiaj do szkoły miałam wrażenie jakbym towarzyszyła ptakom w ich koncercie,chyba nawet wiosną tak głośni nie śpiewały!Było ich mnóstwo,wszędzie.Chyba się cieszyły na tą jesień,ale płakały,że muszą opuszczać Polskę,ale ten śpiew był raczej radosny.
O,ja też bym chciała mieć „Feblik” z podpisem,może również zamówię…
Życzę przepięknej jesieni,chyba,że ktoś lubi i deszcz i słońce(jak ja),wtedy życzę wymarzonej jesieni!
Ależ absolutnie, Rozmarynie!
Nudna praca, dobrze i z szacunkiem , a nawet z miłością wykonywana, jest o wiele cenniejsza od tej zaledwie przyjemnej!
Sekret z pracą polega na tym, że ona sama w sobie jest cudem i błogosławieństwem.
Wyjątek stanowi praca bez sensu, czyli syzyfowa.
Duśko, z życia, a jakże! „Powrót taty” to w ogóle kopalnia cytatów.
„Nie dziękuj, wyznam ci szczerze,
Pierwszy bym pałkę strzaskał na twej głowie,
Gdyby nie dziatek pacierze.”
„Słucham, z początku porwał mię śmiech pusty,
A potem litość i trwoga.”
I tak dalej.
Kasiu, gdyby w zamęcie chwili coś nie wypaliło, daj tu znać, coś wymyślimy.
Dzień dobry! Zaczynam dzień od nudnej roboty czyli tłumaczenia tekstów prawniczych. Myślę wszakże, że nudną robotę też ktoś musi wykonać i jemu także należy się troszkę szacunku i miłości, czyż nie?
Dobrze wykonana praca zawsze jest dobra, nawet jeśli nudna, co DUA o tym myśli?
Dzień dobry,bardzo się cieszę że podpisze Pani „Feblik”(nie wiem czy powinnam napisać feblika?),poprosiłam o dedykację dla mojej Zuzi,nie przyznam jej się do tego -ale będzie miała minę jak otworzy książkę i zobaczy niespodziankę.
DUA, :D:D:D! Cudny ten cytat, a z racji charakterystycznych „l” domniemywam, że jego wykonanie z życia wzięte…:).
Za rok, Duśko, będzie „Powrót taty” na pamięć.
” Blody ich długie, klęcone wąsiska, wzlok dziki, suknia plugawa”.
DUA, nie chcę się wymądrzać, ale w moim przekonaniu i wbrew pozorom, niebranie się za nudną robotę wymaga odwagi:). Dzięki za nią! Pani przecież wie, czym jest dla nas wszystkich Jeżycjada (®:)).
Co do drugich urodzin, ech, chlip, chlip. Jeszcze rok temu słyszałam „mammamamamma” lub „bababababba”, a teraz księżniczki „padajom ziemdlone”, gołąbki „siukajom tjawki, bo som głodne”, a pieski „som smutne, bo zgubiły mamusie”… . Co będzie za rok, pytam?;)
Prawda, nigdy nie jest nudne!
Nie brałabym się do nudnej roboty, Duśko.
Czasem ta praca bywa męcząca, w ściśle fizycznym sensie: kiedy dłuugo się siedzi, bolą plecy i spojóweczki się zapalają.
Ale kogo nie bolą i komu się nie zapalają?
Drugie urodziny Różyczki!
To wprost nie do wiary.
Oj, szybko im to idzie, prawda?
Kochana DUA, jak miło czyta się Pani wypowiedzi na temat miłości do pracy:). Czy wykonywanie zawodu pisarza może być w ogóle nudne? Chyba nie, prawda?:)
P.S. Jak wspaniale, że „Feblik” już w przedsprzedaży! Hurra! Początek listopada zapowiada się cudownie. Najpierw upragniony „Febliczek”, a potem drugie urodziny pewnego Kwiatuszka;).
Jaśku, zobaczymy.
Ago, a jak ja lubię wydawać pieniądze na książki!
Szczerze mówiąc- najbardziej.
Aha, i na cebulki tulipanów też. Właśnie wydałam. Ech, te zakupy internetowe! (Mniej bolą).
Tylko kiedy ja te cebulki posadzę???? W połowie października pewnie.
A nie myślała Pani o jakiś spotkaniach z wielbicielami Pani książek? Chyba ,że już coś takiego było ,a ja nie zorientowany w temacie.
Dobry wieczór!
Ja także zamówiłam „Feblika”! Już nie mogę się doczekać, kiedy dotrze do mnie pachnąca i świeża książka. Uwielbiam wydawać pieniądze na książki, i co ja na to poradzę? Ale nam Pani zrobiła niespodziankę na jesień!
Damy radę.:)
Ekhm… ja również skierowałam prośbę do Akapit czy jest możliwość otrzymania zamówionego „Feblika” z Pani autografem, Pani Małgorzato. Zobaczymy co Wydawnictwo orzeknie w tej kwestii…
Anonimko (wiad. pryw.) to się jednak samo daje poznać. Jeśli jakaś praca sprawia Ci radość, satysfakcję, daje poczucie sensu istnienia – to to jest właśnie to!
Kasiu, a jakże, wszystko jest możliwe.
Możesz też, Chesterko, zostawić sobie tę ksiażkę, bo jak się kiedyś, kiedyś wyprowadzę to wezmę wszystkie swoję tomy Jeżycjady do nowego domu :).
Dzień dobry, też zamówiłam „Feblik” w Akapicie w przedsprzedaży i w uwagach poprosiłam o podpisanie książki przez autorkę ,czy będzie to możliwe Pani Małgosiu?
A przypomnijcie mi, kochane Księgowe, które to księgarnie internetowe (oprócz Akapit Pressu) dostarczyły Wam poprzednie tomy „Jeżycjady” już w dniu premiery (lub nawet przed)?
Dobry wieczór, Józko!
Jeśli dobrze pamiętam, wydawnictwo wysyła książki za granicę. Ale może lepiej faktycznie popytać, ja mam małe pojęcie o handlu, jestem od pisania i obrazków.:)
Serdecznie pozdrawiam Mamę i córki!
Dobranoc wszystkim!
Pani Malgorzato, dobry wieczor! Chcialam Pani serdecznie podziekowac za piekne ksiazki, ktore Pani stworzyla. Ja je czytalam (i czytam wciaz, a jakze), moje corki rowniez sa nimi zachwycone.
Chcialabym kupic dla nich Feblika, w przedsprzedazy, lecz mieszkam w Anglii, a wydawnictwo nie odpowiada na moje zapytania w sprawie wysylki za granice. Moze ktos z Gosci orientuje sie w tym? Dziewczyny nie moga sie juz doczekac Feblika ;).
Jeszcze raz dziekuje, Pani Malgosiu!
A ja tam Kapucynkę rozumiem,z całym szacunkiem Chesterko :)))
Współczucia?
O niedoczekanie twoje Kapucynko!
Zakupię własny egzemplarz, a potem może podaruję jakiejś opieszałej koleżance. Trzeba sobie jakoś radzić w życiu z nastolatkami pozbawionymi litości.
Dziękuję:)
Dobre wieści, z wyjątkiem tej o oskrzelach, Magdo!
Zdrowia życzę!
Zuziu, dzięki za miłe słowo, dzieciaczku sympatyczny.
.
Dzień dobry!
A czy można czuć feblik do „Feblika”?
Oj,chyba tak…
Poszłam dzisiaj do biblioteki po książki na konkurs kuratoryjny( w szkolnej nie było),ale niestety w tej również nie.Były tylko te ,które już wypożyczyłam,lub mam(„Opium w rosole”).Nie wiem co mam robić!:)
Właściwie dopiero wczoraj zastanowiłam się dłużej nad tym o czym będzie Feblik i doszłam do wniosku,że,po pierwsze:nie wiem,a po drugie,że to wspaniałe móc wymyślać akcję książki i być jedyną osobą,która wie więcej,doszłam też do trzeciego wniosku,że Wnuczka do orzechów jest wpaaaaniała(choć to było wiadomo już wcześniej) i że cudownie ją Pani wymyśliła,tak niesamowicie.
To chyba na tyle tych wniosków.
Pozdrawiam!!:)
Dzień dobry.
Na osłodę życia ( znów mi oskrzela nawalają ) dostałam dziś miłą przesyłkę i dobrą wiadomość. Wiadomością się dzielę , bo informacja zainteresuje niejedną KC – można już sobie zamówić „Feblika” w przedsprzedaży (zamówiłam).
A przesyłka to „Przed i po” Stanisława Barańczaka – po kilku nieudanych próbach udało mi się znaleźć tę książkę na antykwariooszu. :) Cieszę się.
Pozdrawiam
Ach, ty moja Patrycjo kochana.:)
Ściskam Cię.
Marco, dzień dobry. No, muszę Ci się przyznać, że śnieg lubię tylko wtedy, gdy właśnie spadł, jest śliczny i biały i wszystko wygląda tak bajkowo. A potem to już nie.
Rysunek na Mikołaja? O, bardzo będę się cieszyła! Lubię rysunki. Mikołaj też lubi, na pewno.
Smacznego!
Miła Panno Anno, dzień dobry! Oj, racja z tym „Ogniem i mieczem”! „Potop” zresztą też by się nadał (przypiekanie Kuklinowskiego etc.)
Mięta? Ha! I nawet bardzo.
Pozdrawiam serdecznie.
Ja, jako osoba w wieku nastoletnim, potwierdzam, że dobre słowo może wydobyć z otchłani rozpaczy. I nie raz znalazłam je u Pani Małgosi w książkach. A co ważniejsze, to one układają mój system wartości, który już ma naprawdę solidną podstawę.
Nie, ja nie widzę jak machasz do mnie uszami!
Bedzie fajnie bo niedługo będzie śnieg i ja uwielbiam śnieg czy ty tez?
Ja mam pomysl i ja chcialem, ze bedziemy robic rysunki, prezenty dla Mikolaja i ja bede wyslic do Ciebie albo Ty do nas, zeby wyslac do Mikolaja i bedzie swietnie!
Ide jesc podwieczorek. :)
Jeśli jeszcze mogę w kwestii współczucia, to mnie się od razu pomyślało o Ani z Zielonego Wzgórza – Maryla najpierw nie jest zachwycona wizją, że Ania z nimi zamieszka, ale potem dzięki temu, że jest w stanie jej współczuć, tworzy dla niej dom.
Ba, prześledziłabym różnicę między litością a współczuciem na tym przykładzie – pani Małgorzata na widok Ani lituje się, że to to takie biedne i chude, co wywołuje pamiętny wybuch Aninej furii.
Gdy pierwszy raz czytałam o tym temacie wypracowania, lat temu x, to myślałam o tym, że Dmuchawiec jest super, bo wreszcie można pisać o swoich ulubionych książkach, a nie jakichś z góry wybranych. I myślę też, że Dmuchawiec zaakceptowałby wypracowanie o braku współczucia w ulubionych książkach, gdzie z kolei na pierwszy plan wysuwa mi się „Ogniem i mieczem”.
Zgadzam się, że „Lalka” to też świetny przykład.
Cudnie, cudnie, i cudne będą w tym roku Mikołajki! Dziękuję serdecznie i mam przy okazji pytanie stylistyczne – czy można czuć miętę do feblika? :)
Zbyt wąsko widze zrozumialam temat Dmuchawca o wspolczuciu. Typu pocieszajacego. A tu szerzej trzeba bylo myslec. No i mamy jeden z argumentow na regularne czytanie strony i wpisow madrych ksiegowych! Dziekuje za przyklady! Jedno z licznych dreczacych mnie pytan zostalo rozwiazane! Mam wiele innych – ale poczekam az minie troche czasu…
No cóż, moje nastolęctwo przebiegało bez specjalnych burz i naporów, więc Pani książki nie służyły mi jako pocieszenie w chwilach rozpaczy. Raczej po cichu liczyłam na to, że w którymś momencie moje licealne życie tak mi się przyjemnie skomplikuje jak niektórym bohaterkom „J”. Oczywiście, nic z tego nie wyszło.
Muzyka na dobranoc:
Claudio Monteverdi – „Lamento della nifa”.
O cierpieniach utraconej miłości pięknie śpiewa Nuria Rial.
Och, Sowo!
A żebyś wiedziała.
Taka już jestem (hm) niemłoda, a jednak wciąż pamiętam, jak to ciężko być nastolatką (kiem). I jak dobre słowo może wydobyć człowieka z tzw. otchłani rozpaczy.
Już nie wspomnę o macierzyńskim współczuciu, razy cztery.