ARCHIWUM WPISÓW
.
.
4436 wpisów.
To chyba nie ja będę przecinać:)... Może raczej autor muralu? Albo i władze miasta? - Nini, jakże miło Cię tu znów zobaczyć. Pozdrawiam Róże i Ciebie!
To chyba nie ja będę przecinać:)... Może raczej autor muralu? Albo i władze miasta? - Nini, jakże miło Cię tu znów zobaczyć. Pozdrawiam Róże i Ciebie!
Dzień dobry! Mam nadzieję, że nie będzie Pani przecinać wstęgi wieczorem? Strasznie chciałabym to zobaczyć, a zobowiązania wzywają. Pozdrawiam serdecznie spod róż.
Dzień dobry! Mam nadzieję, że nie będzie Pani przecinać wstęgi wieczorem? Strasznie chciałabym to zobaczyć, a zobowiązania wzywają.
Pozdrawiam serdecznie spod róż.
Oczywiście, Mimi. Spokojnie robić swoje. Mniej gadać, a więcej - wytrwale działać./// McDusiu G. (wiad.pryw.)- wielkiej fety na ul. Słowackiego nie będzie, bo, jak już niżej wspomniałam, przeszkodzi w tym remont tejże ulicy. Ale będzie przecięcie wstęgi przed muralem - 8 września (będę!), a następnego dnia - atrakcja zbiorowa dla czytelników. Szczegóły poznasz, zajrzawszy do Legimi. Pozdrawiam Ciebie i Mamę!
Oczywiście, Mimi. Spokojnie robić swoje. Mniej gadać, a więcej - wytrwale działać./// McDusiu G. (wiad.pryw.)- wielkiej fety na ul. Słowackiego nie będzie, bo, jak już niżej wspomniałam, przeszkodzi w tym remont tejże ulicy. Ale będzie przecięcie wstęgi przed muralem - 8 września (będę!), a następnego dnia - atrakcja zbiorowa dla czytelników. Szczegóły poznasz, zajrzawszy do Legimi. Pozdrawiam Ciebie i Mamę!
DUA, dziękuję za stoicką pointę na temat szerszeni. Rzeczywiście, jeśli odnieść wspomniana scenkę do otaczającej nas rzeczywistości, to jest to najświętsza z prawd. Robić swoje, mimo krążącego wokół zła. Im mniej się o nim "szumi", tym lepiej dla świata. Roztrząsanie dramatów I tragedii, których tyle wokół, budzi jeszcze więcej zawiści, złości i chamstwa. Nie mam tu na myśli udawania, że ich nie ma! Milczenie też nie zawsze oznacza milcząca zgodę na zło... Bardziej chodzi mi o czynienie dobra tam, gdzie to możliwe, czyli począwszy od nas samych, naszego otoczenia.
DUA, dziękuję za stoicką pointę na temat szerszeni. Rzeczywiście, jeśli odnieść wspomniana scenkę do otaczającej nas rzeczywistości, to jest to najświętsza z prawd. Robić swoje, mimo krążącego wokół zła. Im mniej się o nim "szumi", tym lepiej dla świata. Roztrząsanie dramatów I tragedii, których tyle wokół, budzi jeszcze więcej zawiści, złości i chamstwa. Nie mam tu na myśli udawania, że ich nie ma! Milczenie też nie zawsze oznacza milcząca zgodę na zło... Bardziej chodzi mi o czynienie dobra tam, gdzie to możliwe, czyli począwszy od nas samych, naszego otoczenia.
Wszystkie postacie dokładnie obejrzałyśmy, a obok tych przy bramie można stanąć i poczuć się naprawdę jak dobrzy znajomi jeżycjadowych bohaterów. Pomysł z muralem jest naprawdę fenomenalny!
Wszystkie postacie dokładnie obejrzałyśmy, a obok tych przy bramie można stanąć i poczuć się naprawdę jak dobrzy znajomi jeżycjadowych bohaterów. Pomysł z muralem jest naprawdę fenomenalny!
Aleksandro moja złota, a to ci dopiero! Dziękuję za tę wiadomość! (sama jeszcze muralu nie widziałam na żywo, tylko na zdjęciach - pojadę dopiero na uroczyste odsłonięcie, na początku września). Pomysł, by to właśnie Geniusia witała gości przed wiadomą bramą jest - pochwalę się - mój. A projektant muralu, pan Radosław Barek, dołożył jeszcze inne jeżycjadowe postacie, utykając je to w oknach, to na balkonie, to nawet na daszku (Bobcio z myszą). Ach, co za przygoda!!! Pozdrawiam Adriannę, a Ciebie ściskam!
Aleksandro moja złota, a to ci dopiero! Dziękuję za tę wiadomość! (sama jeszcze muralu nie widziałam na żywo, tylko na zdjęciach - pojadę dopiero na uroczyste odsłonięcie, na początku września). Pomysł, by to właśnie Geniusia witała gości przed wiadomą bramą jest - pochwalę się - mój. A projektant muralu, pan Radosław Barek, dołożył jeszcze inne jeżycjadowe postacie, utykając je to w oknach, to na balkonie, to nawet na daszku (Bobcio z myszą). Ach, co za przygoda!!! Pozdrawiam Adriannę, a Ciebie ściskam!
Melduję, że mural na żywo prezentuje się rozkosznie. A zdjęcie z dziadkiem Borejko, Kłamczuchą oraz Genowefą to prawdziwa gratka. Jeżyce przemierzone wzdłuż i wszerz, spacer cienistą Aleją Wielkopolską aż do Parku Sołackiego, Teatralka, odpoczynek przy fontannie, do której tym razem żaden Mucyk nie wpadł i jeszcze kilka innych atrakcji. Znakomite zakończenie wakacji. Pozdrowienia ślą AleksandraG z bratanicą Adrianną
Melduję, że mural na żywo prezentuje się rozkosznie. A zdjęcie z dziadkiem Borejko, Kłamczuchą oraz Genowefą to prawdziwa gratka.
Jeżyce przemierzone wzdłuż i wszerz, spacer cienistą Aleją Wielkopolską aż do Parku Sołackiego, Teatralka, odpoczynek przy fontannie, do której tym razem żaden Mucyk nie wpadł i jeszcze kilka innych atrakcji. Znakomite zakończenie wakacji. Pozdrowienia ślą AleksandraG z bratanicą Adrianną
Kochana rta, toż to prawdziwa miłość heroiczna!
Kochana rta, toż to prawdziwa miłość heroiczna!
Jak ja Was kocham razem z tymi szerszeniami .
Jak ja Was kocham razem z tymi szerszeniami .
. Może wobec tego, Katarzyno, żeby zakończyć ten wątek i dać mu stosowną puentę, pozwolę sobie zauważyć, że niewzruszone czytanie w letnim ogrodzie pełnym szerszeni ma niejako charakter symboliczny i jest pochwałą postawy stoickiej. Samo życie, można powiedzieć. Musimy spokojnie robić swoje pośród rojących się wokół niebezpieczeństw i rozsądnie unikać furii istot jadowitych oraz innych zagrożeń bezpośrednich, po prostu je ignorując. Co ciekawe: nie tylko nasza praca odbywa się w tych warunkach, ale i odpoczynek po pracy. Widocznie tak już musi być.
. Może wobec tego, Katarzyno, żeby zakończyć ten wątek i dać mu stosowną puentę, pozwolę sobie zauważyć, że niewzruszone czytanie w letnim ogrodzie pełnym szerszeni ma niejako charakter symboliczny i jest pochwałą postawy stoickiej. Samo życie, można powiedzieć. Musimy spokojnie robić swoje pośród rojących się wokół niebezpieczeństw i rozsądnie unikać furii istot jadowitych oraz innych zagrożeń bezpośrednich, po prostu je ignorując. Co ciekawe: nie tylko nasza praca odbywa się w tych warunkach, ale i odpoczynek po pracy. Widocznie tak już musi być.
Miła Pani Małgosiu, Strona gości zamieniła się w stronę wziętą prosto z książek S. Kinga. Straszliwe owady atakujące spokojne białogłowy... Szerszenie mamy u siebie na działce (przylatują z wizytą) i zostawiają nas w spokoju. Natomiast grozą budzą pająki wszelkiej maści i rozmiarów. Jeden był chyba imigrantem przybyłym wraz z bananami - nie znalazłam takiego wśród polskich przedstawicieli. Był mniejszy od ptasznika, ale wystarczająco potworny: czarny, z długimi nogami, brrr... Mąż złapał go do słoika i wypuścił na wolność w lesie. Może odważę się jeszcze kiedyś pójść na spacer nie rozglądając się nerwowo po drzewach i krzewach. No i jeszcze są kleszcze... Czasem naprawdę trudno kochać całą przyrodę. Ale się staram! Serdecznie pozdrawiam. Katarzyna
Miła Pani Małgosiu,
Strona gości zamieniła się w stronę wziętą prosto z książek S. Kinga. Straszliwe owady atakujące spokojne białogłowy... Szerszenie mamy u siebie na działce (przylatują z wizytą) i zostawiają nas w spokoju. Natomiast grozą budzą pająki wszelkiej maści i rozmiarów. Jeden był chyba imigrantem przybyłym wraz z bananami - nie znalazłam takiego wśród polskich przedstawicieli. Był mniejszy od ptasznika, ale wystarczająco potworny: czarny, z długimi nogami, brrr... Mąż złapał go do słoika i wypuścił na wolność w lesie. Może odważę się jeszcze kiedyś pójść na spacer nie rozglądając się nerwowo po drzewach i krzewach.
No i jeszcze są kleszcze...
Czasem naprawdę trudno kochać całą przyrodę. Ale się staram!
Serdecznie pozdrawiam.
Katarzyna
Mimi, wydaje mi się, że wspomniane wyżej szerszenie same znajdują sobie owoce godne ich podniebienia i kelnerska obsługa ich nie obejmuje. Natomiast spotkanie z kłopotkiem nastąpiło tak nagle (w końcu byłam przekonana, że jest dużą ćmą), że nie zdążyłam się heroicznie nastroszyć. Zresztą podejrzewam, że gdybym tylko mogła, zapewne wcale bym się nie ustawiła w pozycji heroicznej, jeno dała nogę. Będąc jednakowoż spętaną w śpiworze nie mogłam się z niego wysupłać. Poza tym był ci on (kłopotek) w moim namiocie, wokól ciemno, choć oko wykol, to niby dokąd miałam pójść, sierota? Niech już lepiej on sobie pójdzie i dalej się gryzie z innymi kłopotkami, co podobno jest jego ulubionym zajęciem.
Mimi, wydaje mi się, że wspomniane wyżej szerszenie same znajdują sobie owoce godne ich podniebienia i kelnerska obsługa ich nie obejmuje. Natomiast spotkanie z kłopotkiem nastąpiło tak nagle (w końcu byłam przekonana, że jest dużą ćmą), że nie zdążyłam się heroicznie nastroszyć. Zresztą podejrzewam, że gdybym tylko mogła, zapewne wcale bym się nie ustawiła w pozycji heroicznej, jeno dała nogę. Będąc jednakowoż spętaną w śpiworze nie mogłam się z niego wysupłać. Poza tym był ci on (kłopotek) w moim namiocie, wokól ciemno, choć oko wykol, to niby dokąd miałam pójść, sierota? Niech już lepiej on sobie pójdzie i dalej się gryzie z innymi kłopotkami, co podobno jest jego ulubionym zajęciem.
Pani Małgosiu droga, wizja Pani czytającej heroicznie pod lipą w otoczeniu szerszeni, które zamiast Panią atakować, podjadają jak niewinne owieczki podrzucane przez Panią śliwki wzbudza we mnie uczucia niemalże nie do opisania! No bo jakoż to być może?! Na sam widok (nie wspomnę już o dźwięku) szerszenia ogarnia mnie przerażenie graniczące z panika, a Pani jak pasterz między owcami potrafi jeszcze heroicznie wśród nich czytać! To przekracza granice mojego pojmowania :) Mamo Isi, brrr! Spotkanie z osobnikiem, o którym piszesz, też chyba wymagalo sporo heroizmu :)
Pani Małgosiu droga, wizja Pani czytającej heroicznie pod lipą w otoczeniu szerszeni, które zamiast Panią atakować, podjadają jak niewinne owieczki podrzucane przez Panią śliwki wzbudza we mnie uczucia niemalże nie do opisania! No bo jakoż to być może?! Na sam widok (nie wspomnę już o dźwięku) szerszenia ogarnia mnie przerażenie graniczące z panika, a Pani jak pasterz między owcami potrafi jeszcze heroicznie wśród nich czytać! To przekracza granice mojego pojmowania :) Mamo Isi, brrr! Spotkanie z osobnikiem, o którym piszesz, też chyba wymagalo sporo heroizmu :)
O, Zosiu miła, dziękuję Ci bardzo - dobrze wiedzieć, że się komuś pomogło. Sama też mam we wdzięcznej pamięci książki, które mnie pomogły w swoim czasie - zwłaszcza te, które pozwoliły przetrwać trudne lata wczesnej młodości (bo właśnie one są zawsze, tak czy inaczej, bardziej lub mniej, trudne!). Cieszą mnie Twoje słowa tym bardziej, że masz za sobą ten niełatwy rok. Pozdrawiam Cię najserdeczniej i przesyłam uśmiech! Duży!!!
O, Zosiu miła, dziękuję Ci bardzo - dobrze wiedzieć, że się komuś pomogło. Sama też mam we wdzięcznej pamięci książki, które mnie pomogły w swoim czasie - zwłaszcza te, które pozwoliły przetrwać trudne lata wczesnej młodości (bo właśnie one są zawsze, tak czy inaczej, bardziej lub mniej, trudne!). Cieszą mnie Twoje słowa tym bardziej, że masz za sobą ten niełatwy rok. Pozdrawiam Cię najserdeczniej i przesyłam uśmiech! Duży!!!
Kochana pani Małgosiu, mam 16 lat i już od dobrych czterech jestem wielką fanką pani twórczości. To ona mnie ukształtowała i przynosiła pociechę w gorszych chwilach. Ciągle zachwycam się pani talentem w opisywaniu postaci, ich uczuć i sposobu myślenia. Każda ksiązka ma inny charakter dokładnie tak samo jak bohaterowie okładkowi! Nie wiem jak pani to zrobiła, ale Jeżycjada jest dla mnie najlepszym lekarstwem na wszystko i do tego zawsze tak samo wciąga! Dziękuję pani, bo przy Borejkach czuje się jak w domu a czesto tego potrzebowalam w tym roku szczególnie za granicą!
Kochana pani Małgosiu, mam 16 lat i już od dobrych czterech jestem wielką fanką pani twórczości. To ona mnie ukształtowała i przynosiła pociechę w gorszych chwilach. Ciągle zachwycam się pani talentem w opisywaniu postaci, ich uczuć i sposobu myślenia. Każda ksiązka ma inny charakter dokładnie tak samo jak bohaterowie okładkowi! Nie wiem jak pani to zrobiła, ale Jeżycjada jest dla mnie najlepszym lekarstwem na wszystko i do tego zawsze tak samo wciąga! Dziękuję pani, bo przy Borejkach czuje się jak w domu a czesto tego potrzebowalam w tym roku szczególnie za granicą!
Stanisławie, zapewne nie zauważyłeś, ale już ten Twój wpis znalazł się w Księdze Gości, spójrz poniżej (14 sierpnia). Mimo to zamieszczam go po raz drugi, bo bardzo, ale to bardzo szanuję i lubię uczniów-erudytów! Brawo za znajomość poezji!
Stanisławie, zapewne nie zauważyłeś, ale już ten Twój wpis znalazł się w Księdze Gości, spójrz poniżej (14 sierpnia). Mimo to zamieszczam go po raz drugi, bo bardzo, ale to bardzo szanuję i lubię uczniów-erudytów! Brawo za znajomość poezji!
Pani Małgorzato, tak jestem uczniem. Zresztą tak jak każdy niezależnie od wieku. Przecież każdy jest uczniem w Szkole Życia, z której wyniesiemy różne doświadczenia. Można tu przytoczyć fragment wiersza Wisławy Szymborskiej: „Choćbyśmy uczniami byli/Natępszymi w szkole świata/Nie będziemy repetować/Żadnej zimy ani lata”... Wynika tu iż każdy z nas wciąż studiuje życie (a przynajmniej powinien).
Pani Małgorzato, tak jestem uczniem. Zresztą tak jak każdy niezależnie od wieku. Przecież każdy jest uczniem w Szkole Życia, z której wyniesiemy różne doświadczenia. Można tu przytoczyć fragment wiersza Wisławy Szymborskiej: „Choćbyśmy uczniami byli/Natępszymi w szkole świata/Nie będziemy repetować/Żadnej zimy ani lata”... Wynika tu iż każdy z nas wciąż studiuje życie (a przynajmniej powinien).
Też mogę wystawić szerszeniom świadectwo moralności; latami miały gniazdo pod dachem i nigdy nikogo nie ucięły. Za to budziły grozę, jak zdarzało im się zbłądzić na pokoje, bo jednak owad tej wielkości budzi grozę. Chociaż z drugiej strony, dajmy na to taka pchła - mimo że nieduża - też budzi. // A, lipa - już gumkuję katalpę i wstawiam lipę do wizji.
Też mogę wystawić szerszeniom świadectwo moralności; latami miały gniazdo pod dachem i nigdy nikogo nie ucięły. Za to budziły grozę, jak zdarzało im się zbłądzić na pokoje, bo jednak owad tej wielkości budzi grozę. Chociaż z drugiej strony, dajmy na to taka pchła - mimo że nieduża - też budzi. // A, lipa - już gumkuję katalpę i wstawiam lipę do wizji.
FB, kochanie - musisz mi wybaczyć, ale mam zasadę, od której nigdy nie odstępuję: nie oceniam cudzej twórczości, a już zwłaszcza - nie ingeruję w nią. Poza wszystkim, sprawa jest bardzo osobista: pisze się wszak własną duszą, że tak powiem. A w dodatku stworzenie dobrego wiersza jest to na ogół poważne zadanie. Niestety, każdy twórca MUSI sobie radzić sam ze swoimi utworami, powiem więcej: w żadnym wypadku nie powinien przyjmować cudzych rad! Mam tylko jedną, której mogę bez wahania udzielić: pracuj nad sobą i nad swoimi utworami. Samokrytycznie! Bez wytchnienia! Reszta przyjdzie sama.
FB, kochanie - musisz mi wybaczyć, ale mam zasadę, od której nigdy nie odstępuję: nie oceniam cudzej twórczości, a już zwłaszcza - nie ingeruję w nią. Poza wszystkim, sprawa jest bardzo osobista: pisze się wszak własną duszą, że tak powiem. A w dodatku stworzenie dobrego wiersza jest to na ogół poważne zadanie. Niestety, każdy twórca MUSI sobie radzić sam ze swoimi utworami, powiem więcej: w żadnym wypadku nie powinien przyjmować cudzych rad! Mam tylko jedną, której mogę bez wahania udzielić: pracuj nad sobą i nad swoimi utworami. Samokrytycznie! Bez wytchnienia! Reszta przyjdzie sama.
Pod lipą, Mamo Isi, pod wielką lipą (sama sadziłam - i jak ona już urosła!). A "szyrszyń tyż stworzynie boże", jak się go nie zaczepia, to on nie atakuje. Rzuca się natomiast na śliwki i jabłka. Woli je.
Pod lipą, Mamo Isi, pod wielką lipą (sama sadziłam - i jak ona już urosła!). A "szyrszyń tyż stworzynie boże", jak się go nie zaczepia, to on nie atakuje. Rzuca się natomiast na śliwki i jabłka. Woli je.







