Dla Zosiek

bzy2

 

Julian Tuwim

RWANIE BZU

 

Narwali bzu, naszarpali,

Nadarli go, natargali,

Nanieśli świeżego, mokrego,

Białego i tego bzowego.

 

Liści tam – rwetes, olśnienie,

Kwiecia – gąszcz, zatrzęsienie,

Pachnie kropliste po uszy

I ptak się wśród zawieruszył.

 

Jak rwali, zacietrzewieni

w rozgardiaszu zieleni,

To się narwany więzień

Wtrzepotał, wplątał w gałęzie.

 

Śmiechem się bez zanosi:

A kto cię tutaj prosił?

A on, zieleń śpiewając,

Zarośla ćwierkiem zrosił.

 

Głowę w bzy – na stracenie,

W szalejące więzienie,

W zapach, w perły i dreszcze!

Rwijcie, nieście mi jeszcze!

 

 

 

Kochane Zośki, Miła Wannabe!

Wszystkiego najmilszego z okazji imienin!

Przesyłam wam stosowny widok z mego okna (jest duży wiatr, bzy się miotają)  i uściski!

MM

 

 

 

137 przemyśleń nt. „Dla Zosiek

  1. Podobno w tym roku bzy są szczególnie piękne.

    „… nie każdemu w latach dojrzałych trafia się sposobność naprawienia błędów młodości.”
    To a propos bajki Krasickiego.

    Sięgając pamięcią do opisu sprawy Dziadów nie dostrzegam analogii.
    Muszę jeszcze raz przeczytać.

    Kris, nasza najmłodsza też w niedzielę.

  2. Witam serdecznie. Milo jest tu zajrzec w deszczowy dzien i dostac duza dawke pozytywnej energii :) Dziekuje za to!

  3. Ignacy Krasicki

    Wół Minister

    Kiedy wół był ministrem i rządził rozsądnie,
    Szły, prawda, rzeczy z wolna, ale szły porządnie.
    Jednostajność na koniec monarchę znudziła;
    Dał miejsce woła małpie lew, bo go bawiła.
    Dwór był kontent, kontenci poddani?z początku;
    Ustała wkrótce radość? nie było porządku.
    Pan się śmiał, śmiał minister, płakał lud ubogi.
    Kiedy więc coraz większe nastawały trwogi,
    Zrzucono z miejsca małpę. Żeby złemu radził,
    Wzięto lisa: ten pana i poddanych zdradził.
    Nie osiedział się zdrajca i ten , który bawił:
    Znowu wół był ministrem i wszystko naprawił.

  4. Wlasnie wczoraj w poludnie tak sobie czytalam profesora Raszewskiego list do czytelnikow w sprawie „Dziadow” Dejmka, takie szukanie” sprawcy zamieszania”, bo kolatala mi sie po glowie pewna analogia. To jest cos wspanialego! Nie powiem wiecej, polecam Raptularz Tom I, str-399-409.

  5. Pardon DUA, pomyłka!;)
    P.S. Debatę można też było w Interneciku obejrzeć, by the way:).

  6. No, jasne, Duśko, że to był żart!!!
    A Profesor nie odwodził, tylko zachęcał (bo ja nie chciałam). „Tam nic nie trzeba robić”- kusił.:)))
    Przypomnij sobie tę lekturę. Zawsze aktualna.

  7. Wiadomo, że Internet lepszy, chociaż też nadmiernie wciąga niestety. My nie mamy telewizora od czasu kiedy się popsuł, będzie jakieś 15 lat temu. Nikt za nim nie zatęsknił ani razu, bo jak się wydarza coś wartego obejrzenia, to idziemy do sąsiadów, jak za dawnych, dobrych czasów. A w towarzystwie też jakoś lepiej się ogląda, międzypokoleniowo, przy herbacie.

  8. Dobry wieczór, a propos polityki, czy to nie przypadkiem prof. Raszewski odwodził Starostę od zamiaru kandydowania do Sejmu?:) Czy też ten zamiar DUA był tylko żartem? Niezależnie od powyższego, ja widzę Starostę w Ministerstwie Edukacji! Ole!

  9. Dzięki, Celestynko!:)))

    Sowo, mój wyrzuciłam, i to na śmietnik, gdzie jego miejsce, ale jest jeszcze staroświecki telewizor w pracowni pana Musierowicza. Sport głównie jest oglądany.
    W pozostałych zakątkach naszej zagrody pracują komputery. Ja wolę. Nie muszę słuchać napastliwych głosów i kłótni. Wszystko sobie przeczytam na spokojnie. A jakby co to się przerzucam na Anagram Magic.

    Lubię ci ja bowiem kulturalne rozrywki oraz kulturalnych ludzi.:)

  10. Hm, hm, czyli jednak jakiś telewizor w domu DUY jest. A myślałam, że został wyrzucony ;)

  11. Całe szczęście! :) Bo kłótnie o politykę (tak jak te o pieniądze) „zabijają prawdziwą miłość”. Dobrej nocy!

  12. Skoro ten całus od Sowiątka dla każdego, to czuję się również nim obdarowana. I od razu lepiej. : )
    Czasem jednak trudno jest w życiu przyjąć to, co nie jest zgodne z naszym wymarzonym planem. Ale w sumie takie lekcje pokory są potrzebne. W sumie inaczej nie znaczy gorzej. Po prostu inaczej. Ot i moja dzisiejsza myśl „filofizoficzna”.
    No nic, zmykam do obowiązku studentki i odsyłam buziaki o słodkim zapachu naleśników. : )

  13. Przebóg, jak to?
    Zawsze na bieżąco. Starosta tylko powstrzymuje się dyskretnie od politykierstwa. Nie jest bowiem od tego, by dziatwę indoktrynować.
    Ale swoje poglądy się ma, oczywiście.
    Zresztą, jak tu nie oglądać mężowskiego telewizora, kiedy cały dom rozbrzmiewa od okrzyków?! Całe szczęście, że się nie różnimy w ocenie i w przekonaniach.;)

  14. A co do bzów, u nas w domu stoi w wazonie zerwana gałązka i naprawdę pięknie pachnie. Bardzo mocno i bzowo. Wygląda też ślicznie. Szkoda, że niedługo uschnie. Ja w ogóle wolę nie zrywać roślin. Niech sobie rosną. :-)))

  15. Zuziu, ja też pisałam we wtorek próbny test i z polskiego był faktycznie był prosty poza wypracowaniem na końcu. Nie starczyło mi na nie czasu i w efekcie napisałam trochę nie na temat. A matematyka była jeszcze łatwiejsza, skończyłam 10 minut przed końcem. Mi z polskiego wychodzi 6. Niestety nasza pani z historii nie daje szóstek na koniec roku. :-(

  16. Małe dzieci nie lubią konkurencji, to prawda. Ale kiedyś jeszcze przyjdzie czas i na trawnik, i na rajskie jabłonki, i na mały tunel z wisterii.

    Sowiątko przesyła całusa dla DUA i dla wszystkich Księgowych również, bo zawsze obdarowuje całusami wszystkich obecnych w pokoju. Każdemu rozdaje po tyle samo, o nikim nie zapomina.

  17. Dbam!
    Nawożę, podlewam, strzygę.
    No, ale ja już nie mam malutkich dzieci, które są ważniejsze od trawnika.:)
    Dobranoc!
    Całus dla Sowiątka, które pewnie cieplutko sobie posapuje.

  18. A właśnie miałam zapytać co Pani robi, że ma taki piękny, zielony dywan. Bo mój to taki bardziej wypsiały.

    Pan P. dziękuje za pozdrowienia i również pozdrawia.

  19. Moja mama wygrzebała z ziemi jakaś poczwarkę i mi ja dała. Zidentyfikowałam ja. Jest to ćma: Krokiewka lękliwica (Phlogophora meticulosa). Życzę przyjemnego wieczoru!

  20. To musi byś niezwykłe czytać ksiażkę, w której jest rodzina, majaca to samo nazwisko co czytelnik. Nie takie częste w dodatku(nazwisko). Ja tak nigdy nie miałam. No chyba, że na Litwie Borejkowie sa często spotykani- nie wiem.
    PS: Mój dziadek pochodził z Wilna.

  21. Fanko Robrojka, dziękuję za dobrą wiadomość prywatną. Gratuluję serdecznie!

  22. Ja mogę Pani uściski przesyłać kiedy tylko Pani zechce!
    Skończyłam,szybko poszło,zrobiłam też na plusa.
    Nagietki to śliczne kwiatki,moja mam też wczoraj coś sadziła,ale nie wiem co,a brat teraz skosił trawę.
    :)U nas dzisiaj nie pada,rano padało,jak do szkoły szłam i chyba wystarczyło.

  23. Warto popytać o te korzenie, Zuziu! To takie ciekawe.
    Oho! Ogrzały mnie te uściski. Zmarzłam w ogrodzie, siejąc nagietki Cream Beauty (w miejsce tulipanów).
    Dobry deszcz pada, posiałam też trawę tu i ówdzie. Niech pada, niech pada.

  24. To cudownie!Miło mieć taką koleżankę,cieszę się,nie potrafię do końca opisać dlaczego,ale się cieszę!

    Tak,zabrałam się do roboty i…skończyłam polski,a więc jestem na dobrej drodze do matematyki!Przyjemny temat,liczby ujemne.
    Dostałam 5 minus ze sprawdzianu z pól figur,ale się cieszę!

    Babcia kiedyś mi opowiadała(nie jestem do końca pewna),że nasza rodzina też ma korzenie litewskie,ale bardzo,bardzo dalekie.Tak samo ostatnio odkryłam z koleżanką z klasy(Zosią,tą od nie oddanej książki,której nadal nie oddała…),że jesteśmy rodziną,ale też bardzo,bardzo,bardzo daleką.
    Świat jest mały!:)
    Za to ja ściskam Panią bardzo mocno!:)

  25. Nie, Zuziu kochana. Reni Borejko nie było w Jeżycjadzie. Ona jest z prawdziwego świata.

    Prawdziwa rodzina Borejków mieszkała (i mieszka) przy naszej dawniejszej ulicy, w Poznaniu (nie, nie przy Roosevelta). Wspaniała rodzina!- z Litwy pochodząca. Ale oczywiście inna niż w powieściach. Nie ośmieliłabym się opisywać prawdziwej, realnie istniejącej rodziny. Wszystko wymyślam.

    Renia była pacjentką mojej Mamy, a potem już moją koleżanką: wysoka, radosna, piegowata i ładna dziewczyna z długim złotym warkoczem. Bardzo prawa i szlachetna.
    W młodości wstąpiła do zakonu dominikanek i od lat już pracuje na misjach.
    Cieszy się z powodzenia Jeżycjady! Jesteśmy w stałym kontakcie.

    W ogóle – rozumiemy się z siostrami dominikankami.(Pozdrawiam Radonie!)

    No, dobrze! A teraz, Zuziu – bez wykrętów: najpierw obowiązki. Dobrze je z siebie zepchnąć i mieć potem furę wolnego czasu!
    Przysyłam całuska w czółko.

  26. Kto to Renia Borejko?Czy była w Jeżycjadzie?
    Jeżeli tak to się już kompletnie załamię,że aż tak nieuważnie czytam,a staram się.Bardzo się staram.

  27. No wie Pani co?
    Przez Panią nie robię angielskiego i matematyki.Dlaczego Pani tak pasjonująco pisała(i nadal pisze)wpisy szóstkowe?Tak mnie wciągnęły,że nie nie mogę się zabrać do lekcji.
    Ech…
    Ale mogę powiedzieć,że nie mam tego Pani za złe,pracę domową mogę i tak odrobić później.

    Mi też się nie podobała „Stara baśń”Nie mogłam przebrnąć,wiec wyszło na to,że przeczytałam paręnaście stron.Podziwiam Panią,że przeczytała tą książkę.
    Pozdrawiam!!

  28. „I pomyślał też, że życie jest piękne.
    Li i jedynie”.
    Mimo wszystko.
    Podsuwam więc Wam taką myśl na dobranoc. : )
    A zapach powietrza po deszczu, taki orzeźwiający także bardzo lubię.

  29. Ja próbuję wciąż poznać naszą miejscową roślinność. Widzę, że w naszej rodzinie taka zaściankowość istnieje od pokoleń. Na rynku można kupić jabłka Koksę. To są moje ulubione, zimowe rarytasy.
    W Gdańskich bibliotekach niestety Stanisława Falkowskiego nie ma. Starają się kupować to co ludzie najczęściej wypożyczają, czyli kryminały.

  30. Dzień dobry! Nareszcie zakwitł mi kaktus, hoduję kilka gatunków, ale tylko ten kwitnie. Nigdy nie wiem, kiedy wypuści paczki, tak samo jak moje kwiatki (zakwitły w zimę).

  31. Dzień dobry,
    pisałam dzisiaj próbny sprawdzian roczny z polskiego.Był bardzo łatwy,a więc mam nadzieję,że poszedł dobrze.Wolałabym żeby ten właściwy był łatwy,ale jeszcze nic nie wiadomo.
    Pisałam też (próbny)z matematyki.Był prosty.Dla mnie!Niespotykane…
    A i z historii,ale ten już był końcowy,teraz mogę powiedzieć,że będę miała sześć na koniec roku.Pan tak powiedział.Bardzo cieszę!

    Pogoda w tegorocznym maju jest zaskakująca.Ładny dzień,pochmurny,ładny,pochmurny i tak ciągle.
    Nie wiem jak inni,ale wprost UWIELBIAM zapach deszczu,albo woń po burzy.Coś pięknego!
    Podrawiam

  32. Ach, tak, Asiu! Wspaniale o „Nocach i dniach” pisze p. Falkowski w książce „Ciężkie norwidy”. Tam także jest rozdział o tej wierzbowej przypowieści.

    AniuG, nadzieja uzasadniona. Pieskom to mija, naprawdę.

  33. Tak, tak , litery i listy, bo o nich mowa w ksiazce. Lettere oznaczaja i jedno i drugie ( dla niewtajemniczonych ).
    A u nas lato nadeszlo :)

  34. Ha, callistemon- bottlebrush-po polsku kuflik. W piątek na kiermaszu ogrodniczym w objęciach wielu kupujących widziałam donice z tą rośliną. Formowane na pniu, obsypane czerwonymi, podobnymi do włochatych gąsienic kwiatami. Troszkę za oryginalne, jak na moje skromne wymagania, jak przybysz z kosmosu. Kto wie, co mu nocą przyjdzie do głowy? Wyjdzie z donicy i będzie się przechadzał szurając korzeniami…
    PS 1. Od tygodnia ani jednego nowego dołu, nieśmiała nadzieja , może to już?
    PS 2. Idę sadzić dalie giganty( metr wysokości osiągnięty na parapecie jaśkowego pokoju).
    PS 3. dziś +24 st C, jutro pewnie znowu +10 st C, życie pełne jest niespodzianek.

  35. Pani Małgosiu, na stronie Wiwo Pan Falkowski znów skłania ku refleksji.

    Miłego dnia.

  36. Zapomnialam przetlumaczyc tytul ksiazki: „Szkarlatne listy”. Dziekuje Pani Malgosiu!

  37. A to musze odszukac te rosline w okolicach placu Sw.Piotra, napewno wyroznia sie na tle innych.
    Dzis zapowiada sie goracy dzien, ale wietrzyk orzezwia.
    Przeczytalam „Le lettere scarlatte” Ellery Queen, swietnie napisane, wartka akcja, zaskakujace zakonczenie. Polecam!
    Pozdrawiam goraco w drodze do pracy :)

  38. Dzień dobry!
    Nelu (wiad.pryw.), nie pamiętam, ale przejrzyj szybko wszystkie archiwalne wpisy po kolei.To nie zajmie dużo czasu.

    Justysiu, 28 C!- tak zaraz po tych śniegach i lodach!
    A swoją drogą, ja też podziwiam Twoją wielką wiedzę botaniczną. Coś w tym musi być.

  39. Nie trzeba podziwiać mojej wiedzy, Kris. Każdy tak ma. Jak się coś lubi, to się łatwo zapamiętuje rzeczy z tej dziedziny i wiedza jakby sama zostaje w głowie.
    Po pracowitym, ale i upalnym dniu (28C), czas na spoczynek. Dzień dobry wszystkim, a sobie dobranoc.

  40. Pamiętam, widziałam bottlebrush w Rzymie! Rośnie sobie taka roślina gdzieś niedaleko Placu Świętego Piotra. Pisałam nawet o tym Staroście w 2010:)

  41. Też marzę sobie, by mieć dużą biblioteczkę. Powoli co nieco zaczynam sobie zbierać, marzę też, że nawet jeśli nie dla mnie, to może kiedyś kiedyś jakieś przyszłe dzieci z rodziny (jak to zabrzmiało!) znajdą w tym coś dla siebie. No, ale co będzie kiedyś, nie wiadomo.
    Dobrego wieczoru, kochani!
    (PS: Nie wytrzymałam, no nie wytrzymałam i wchłaniam dziś z całą taką niepewnością, oczekiwaniem i tym miłym dreszczykiem aurę zimowych dni sprzed lat, kiedy to Celestyna chadzała po mieście z cieknącymi karpiami w reklamówce. Ach, ach!…)

  42. Ależ proszę, Starosto i Zuziu! Cała przyjemność po mojej stronie. :)
    Dobranoc.

  43. Mnie się kojarzą z takimi owłosionymi gąsienicami!

    Ależ śmieszna roślina! Ciekawe, czy w kanadyjskim klimacie będzie jej dobrze.

    MadziuZ., dziękuję za wyjaśnienie Zuzi kwestii groszków. Tak właśnie było, Zuziu kochana.

    Nelu, już kiedyś pisałam o swojej bibliotece – poszukaj w archiwum wpisów.
    No, dużo tego, dużo.

  44. Tak, Justysiu, masz racje, to odmiana Japanese Bottlebrush, nazywa sie Callistemon (Bottlebrush). Podziwiam Twoja wiedze!
    (Po nazwie widze, ze wszystkim podobnie sie kojarza).
    Milego wieczoru, drodzy Ksiegowi!

  45. O, ciekawe jakie przywary będzie miała tajemnicza osóbka z Feblika.
    Dobrej nocy!

  46. Madziu Z. bardzo dziękuję za odpowiedź.Tak też mi się wydawało,ale nie miałam pewności.Dzięki Tobie jestem już przekonana.
    Tradycje są piękne.Bardzo wzruszają mnie takie fragmenty,jak te z bukietem ślubnym.
    Mi Gizela bardzo przypadła do gustu,to niezwykła osoba..Ilekroć natrafię na fragment o rodzicach Mili to zastanawiam się jak wyglądało by jej życie,czy też byłaby taką mądrą i dobrą osobą?
    Jakże się cieszę,że jestem imienniczą Zuli Makowskiej,bardzo spodobała mi się ta bohaterka…ale co tu dużo mówić,wszyscy bohaterowie Jeżycjady są cudowni,z przywarami,lecz je miewa każdy,beż wyjątku!
    :)

  47. Dzień dobry.
    Zuziu , właśnie dlatego było to tak ważne, że mama Mili Borejko bardzo lubiła groszki – ze względu na pamięć o niej, o pani Makowskiej . „Pamięć i symbole. Tradycja, która tworzy się sama”. (Cytat z „McDusi”)Gizela była bardzo dobra , ale też trochę surowa i nie zawsze potrafiła mówić wprost o uczuciach, dlatego pewnie nie wyjaśniła Mili od razu o co chodzi. Ale przecież Mila i tak zrozumiała – po latach poprosiła o to samo Laurę.
    Nie wytłumaczę ci tego lepiej (może nawet nie bardzo potrafię), ale poczytaj jeszcze sama i przemyśl to sobie, na pewno znajdziesz odpowiedź . :) Bo nie wątpię, że wiesz dlaczego tradycja jest ważna – miło się czyta Twoje wpisy o opowieściach rodzinnych. :)
    Pozdrawiam serdecznie!

  48. Dzień Dobry w ten piękny poranek.
    U nas dziś statutowo wolny dzień (Victoria Day), czyli długi weekend, a więc dodatkowy dzień na prace ogródkowe. Otwarte dziś są tylko sklepy z roślinami.
    Kris, czy ta roślina, o której piszesz, to nie jest przypadkiem Japanese Bottlebrush (Sanguisorba obtusa)? Właśnie taką posadziłam w sobotę. Narazie to tylko korzeń, który zamówiłam z katalogu. Ale to bylina, z nie krzew.
    Jeśli krzew, to chyba Chenile (Acalypha hispida) masz na myśli. Tą mam w doniczce, karłowatą odmianę, bo na zimę trzeba ją wnieść do domu.
    Pozdrawiam znad doniczek, bo właśnie wynoszę moje kwiaty domowe na zewnątrz, by się wzmocniły i nabrały energii przez najbliższe cztery miesiące.

  49. Dzien Dobry Pani Malgosiu,
    Z przyjemnoscia nadrobilam braki w Pani Ksiedze Gosci i wyczytalam, ze to juz od 60-u lat zbiera Pani ksiazki :)! Jako milosniczka tych wlasnie bardzo by mnie interesowalo kilka szczegolow co do kategoryzacji i miejsca przechowaniu ilez to juz ksiazek?? Biorac pod uwage, ze nie zostawia Pani w zbiorze tych mniej wartosciowych musi sie ich przewiac u Pani od lat cale mnostwa :)!! Pozdrawiam serdecznie

  50. Dzień dobry,
    Pani Małgosiu,jak to było właściwie z tymi groszkami na ślub Mili i Tygryska.
    Gizela mówiła,że to nie ma znaczenia jeśli chodzi o róże,ale ma jeśli chodzi o groszki,dlaczego dla niej,a potem dla Mili Borejko było to tak ważne?
    Znalazłam fragment w „Kalamburce” z roku 1945,gdy jest powiedziane,że Zula Makowska uwielbiała groszek i o nim wciąż mówiła wiersze.
    Zechciała by Pani wytłumaczyć,bo jakoś nie mogę się doczytać.

    Przepiękna pogoda,wczoraj znowu narwałam bzu.Oj,mógłby rosnąć caluteńką wiosnę!:)

  51. Uwielbiam ten wiersz! Najcudowniejszy na maj. Aż mi się buzia cała śmieje:)
    Ukłony dla wszystkich.

  52. Dzień dobry wszystkim!
    Właśnie przed chwilą dostałam od koleżanki kilka gałązek bzu. Ma kwiaty o niezwykle delikatnym odcieniu fioletu i prześlicznie pachnie. A po powrocie z pracy biorę się za placek z rabarbarem. Też będzie pachnieć, tylko inaczej. :)

  53. Oj tak, przyda mi się poznać trochę więcej wierszy. Z chęcią przeczytam wszystkie, które Pani tu zamieści.

    Adisiu, też przez długi czas byłam przekonana, że jest to forma błędna. Dowiedziałam się, że jest to liczba mnoga od słowa chłopak, a chłopcy to liczba mnoga od słowa chłopiec.

  54. Dobry wieczor! W dziecinstwie bardzo duzo rozmawialam z moimi Babciami, opowiadaly mi wielokrotnie swoje dramatyczne przezycia z czasow wojny oraz tyle rozne ciekawe historie z lat ich mlodosci… Opowiesci te na pewno w pewnym stopniu mnie uksztaltowaly, czesto o nich mysle. Babcia Lucyna byla ogromna milosniczka Sienkiewicza, zwlaszcza Trylogii, lubila opowiadac mi jej fragmenty. A Babcia Krystyna kochala poezje, pokazywala mi czesto swoje ulubione wiersze… Czytam Wasze wpisy, odzyly te wspomnienia. Bardzo wartosciowe sa takie opowiesci i rozmowy.

    Na Sardynii pieknie teraz pachnie, obserwuje czasem rozne dziwne rosliny, ktorych nazw nie znam – ostatnio na przyklad natrafilam na krzewy z duzymi ciemnorozowymi kwiatami, przypominajacymi do zludzenia szczotki do mycia butelek! :) Cudne.

    Dobranoc!

  55. Tak się składa, że mój słownik jest z roku 1989, więc jednak to nie tak znowu niedawno. Ale rozumiem, każdy może nie przepadać za jakimś słówkiem. Ja lubię obie formy.

  56. Dzień dobry! Ostatnio dowiedziałam się, iż forma „chłopacy” nie jest błędna. Zawsze wbijano mi do głowy, że nie powinno się tak mówki, z tu się okazuje, że można! Czego to ci ludzie nie wymyślą…

  57. Zuziu, a jeszcze lepiej – nagrywać! To ma dodatkowy walor: uwiecznia głosy i twarze osób opowiadających!

  58. Tak, niestety, już się tam znalazło. Podobnie jak „pasjonat”- dawniej słowo to nazywało człowieka wybuchowego, łatwo ulegającego pasji (w znaczeniu: gwałtowne uczucie, namiętność).
    Potem zaczęto używać tego słowa na określenie hobbysty, czyli człowieka, który z pasją zbiera np. kapsle od butelek lub znaczki. „Pasjonat relaksu” – słyszałam także.:)))
    Językoznawcy przyjęli obecnie, że skoro jakieś słowo, wskutek nieustannego powielania błędu, zakorzeniło się na dobre w polszczyźnie – należy je uznać za prawidłowe. Ot, ciekawostka.
    Ale nie muszę lubić i używać takich słów. Nie napisałam, że użycie słowa „urokliwe” to błąd. Napisałam, że ja bym użyła innego.

  59. Kiedy przeczytałam Pani wiadomość, pomyślałam, że wyczarowałam sobie to słowo i zwatpiłam w swoje wyczucie języka. Sprawdziłam w słowniku i… znalazłam :D

  60. Dziękuję za dobre rady,wiele już takich historii się nasłuchałam,a ostatnio jak byłam u dziadków,to prosiłam,żeby spisał to jak pradziadek Józef uciekł Niemcom,właśnie do nas przyjechali,to jak nie spisał to go poproszę,żeby opowiedział.

    Tak,muszę to wszystko pospisywać,abym potem mogła się tym cieszć!
    Dziękuję,pozdrawiam

  61. Witaj, Jadziu! A to się ucieszyłam, że jako pierwsza mogłam Ci przedstawić ten klejnocik!
    Muszę tu częściej zamieszczać wiersze.

    Psianko, racja! To właśnie losy kobiet sprawiają, że te rodzinne opowieści są tak fascynujące.
    Polska ma trudną historię, ale za to wspaniałe kobiety! Waleczne (były duszami powstań!), odważne, mądre, samodzielne, pielęgnujące tradycje i siłę rodziny.

    Zarazem wszystkie nieszczęścia i tragedie niesione przez historię, najmocniej ranią właśnie kobiety. To ich opowieści słucha się ze łzami.

    A czy wiecie, że prawa wyborcze otrzymały Polki wcześniej niż Amerykanki, Angielki czy Francuzki? I to już w 1918 roku!
    Dekretem Józefa Piłsudskiego! („Wyborcą do Sejmu jest każdy obywatel Państwa bez różnicy płci” „Wybieralni do Sejmu są wszyscy obywatele/obywatelki państwa, posiadający czynne prawo wyborcze”).

  62. Ha, Kapucynko! Ja bym powiedziała: uroczo.

    Dzień dobry, Mamo Natalki i Kubusia! Tak, pewne rzeczy wyczuwa się poza słowami! Cieszę się, że jest jeszcze jedna taka rodzina, w której lubi się dzieci, książki i wiersze. I muzykę, i kwiaty.
    Dziękuję za dobre słowa, zwłaszcza ucieszyły mnie te o książkach Emilii. Jestem dumna z całej swojej fantastycznej czwórki, ale start Emilki był szczególnie utrudniony: wbrew pozorom, niełatwo było iść w ślady matki. Musiała znaleźć własny obszar, własny styl, własne środki wyrazu, własną formę. I w pełni jej się to powiodło!
    Pozdrawiam najserdeczniej całą miłą rodzinę! Pięknej majowej niedzieli!

  63. Dzień dobry! Bardzo miło i domowo (a raczej ogrodowo) wygląda ten bez. Pisząc to patrzę sobie za okno i mam przed oczami podobny widok. Lubię kiedy wiatr tak przeczesuje korony drzew i krzewów, i traw, a one posłusznie poddają się temu zabiegowi, bujając się, kłaniając i wznosząc znów swe dłonie w górę, wielbiąc swego Stwórcę. Zawsze wygląda to tak samo urokliwie.
    Życzę miłego dnia!

  64. Pani Małgosiu,
    bardzo dziękuję za tyle miłych słów dla naszej rodziny. Chciałam jeszcze tylko dodać, że faktycznie bzy to moje ulubione kwiaty, a ten wiersz od zawsze był moim ulubionym utworem. Poza tym na naszej półce stoją równym rządkiem również wszystkie książki Pani Emilii Kiereś. Są absolutnie baśniowe, tak jak oprawa graficzna strony internetowej Pani Emilki. Choć niedziela, stosujemy starą zasadę : „jak dobrze wstać, skoro świt”, zwłaszcza wiosną, i korzystać z tych wszystkich pięknych zapachów i widoków, i zieleni (we wszystkich cudownych i szalonych odcieniach).
    Serdecznie pozdrawiam Ulubioną Autorkę i wszystkie wielbicielki bzów.

  65. Dobry wieczór.
    Jak tylko zobaczyłam zdjęcie, to się uśmiechnęłam. Nie lubię zbyt wielu kwiatków, ale bez uwielbiam. Wspaniały jest jego subtelny zapach – niekiedy minie się bez i nawet się tego nie poczuje, innym razem jego woń czuć z daleka… Niestety, w Krakowie nie jestem w stanie go wyczuć – „zapach” miasta go przytłacza, dlatego tak cieszy mnie powrót do domu (na wieś), gdzie mogę się nim rozkoszować do woli.
    Dziękuję za ten wiersz, nie znałam go, a spodobał mi się :)

  66. Dobry wieczór !
    Zuziu, jakże Ci zazdroszczę, oprócz tego autografu :), tych trzech pokoleń w jednym miejscu. My mieszkamy w domu z 1911r. ale kupili go dopiero 20 lat temu moi rodzice. Nie mamy rodzinnego domu, takiego od dawien dawna i bardzo mi brakuje własnych korzeni. Dlatego właśnie spisaliśmy opowieści sąsiadów bliższych i dalszych, którzy te korzenie tu mają.
    Pani Małgosia dobrze Ci radzi żebyś uważnie słuchała rodzinnych historii, wiele jest fascynujących i wartych zapisania, szczególnie o dzielnych kobietach :)

  67. „Księżniczka” to piękna książka, i mądra. :)
    Jak to miło, że trafiło Ci się takie stare wydanie! Ja mam nowsze, z lat 60tych.

    A co do opowieści rodzinnych: słuchaj ich, Zuziu, pytaj dziadków i babcie, pytaj rodziców, oglądaj stare zdjęcia. a potem wszystko opisz! Na podstawie historii trzech pokoleń jednej rodziny można napisać kilka powieści! A nawet sagę!

    Psianka zainteresowała się opowieściami swoich sąsiadów (mieszka w okolicach Gór Złotych), pisała tu kiedyś, że to fascynujące i piękne historie. Ciekawa ich jestem.

  68. Już piszę.To „Księżniczka” Zofii Urbanowskiej,wzięłam na chybił trafił,ale tytuł mnie zaintrygował.
    Jakże ciekawa musi być książka o wsi psianki,takie rzeczy są interesujące.
    Na naszym podwórku są trzy domki i trzy pokolenia,jakby to wszystko spisać co się tu dzieje w naszej rodzinie,oj to by było fascynujące!

  69. Bardzo mi miło, Zuziu droga!
    A co to za książka, ta z 1922 roku? Ciekawa jestem (jako stary mól książkowy)!

  70. Dobry wieczór,
    jaka jestem szczęśliwa!!Zdobyłam na targach książki w Warszawie książkę z Pani autografem.Trzymam książkę,którą Pani trzymała,tata mówił,że byłam czerwona z emocji!Bardzo,bardzo miły dzień!Zaszalałam,kupiłam 6 książek,w tym jedną z 1922 roku.Zachwyca mnie to,tle ludzi myślało,trzymało tą książkę,przeżywało ją,ona przetrwała wojnę!Gdyby umiała mówić,były nawet z 1883 roku,zabytek!
    Nabyłam też „Kwadrans” Pani Emilki,ale niestety,nie było z autografem,trudno i tak się cieszę.Bardzo.
    Dziękuję,że pisze Pani książki,a ja mogę je kupować!
    PS Kupiłam(te z Jeżycjady)”Kalamburkę”(przy autografie jest kwiatek)oraz „Mcdusię”

  71. Dziękuję za odpowiedź pani Małgosiu! W takim razie spróbujemy ocalić bez w tym roku! Ale na razie niech sobie kwitnie :)

  72. Dziewczynko z zapałkami, tak, to była chwila szczęścia.:)

    Gosiu, kto chce mieć ładne i bujne bzy, musi, zaraz po tym jak przekwitną, obciąć sekatorem wszystkie uschłe kiście, u nasady. Krzew się dzięki temu wzmacnia i rozrasta.

  73. A mi zakwitł bez, o którym myślałam, że zamarzł! Bzowo mi!!

  74. Podobno jak znajdzie się pięciopłatkowy kwiatek bzu i zje go się to będzie się miało szczęście. Szukałam dzisiaj długooo, ale nie znalazłam i byłam zawiedziona, że nie spotka mnie szczęście. Ale może samo patrzenie i wąchanie bzu było tym szczęściem.
    Uwielbiam zanurzać twarz w wilgotne bzy. Dzisiaj mama przyniosła z ogrodu cały bukiet w trzech kolorach. Cudny!
    Kiedy wybrałam się dzisiaj na spacer przyglądałam się , w których ogródkach rośnie bez. Bardzo żałowałam ludzi, którzy nie mieli własnego krzewu i nie mogli go podziwiać cały czas.